Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wielkie jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wielkie jezioro   Czw Maj 31, 2012 10:47 pm

First topic message reminder :

Jest to jedno z nielicznych i zarazem największych jezior na namek. Wśród zielonych tubylców chodzą pogłoski, że w okolicach tego niezwykłego jeziora mieszka potężny trener zdolny wykrzesać ogromną siłę oraz nauczyć niezwykłych technik. Problem w tym, że jest to jedynie legenda i jeszcze nikomu nie udało się odnaleźć owego, niezwykłego mistrza. Przez liczne plotki na temat tej dziwnej okolicy łatwo można natrafić tutaj na zmutowanych nameczan lub patrole changelingów. Dodatkowo pobliskie jaskinie i sama głębia jeziora skrywa wiele sekretów i drogocennych, zaginionych przedmiotów.

-Można znaleźć tutaj różne zaginione przedmioty.
-Istnieje duże prawdopodobieństwo, że spotkamy tutaj jakiegoś przeciwnika.
-Nieliczni będą w stanie odszukać tajemniczego i wręcz legendarnego trenera...
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Colinuś



Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013


SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 13, 2014 7:35 pm

Siedział pod jabłonią. Wiatr delikatnie smagał go po twarzy przestawiając grzywkę na drugą stronę. Chłopak przygryzał sobie kawałek soczystego mięsa, który przed chwilą wyniósł z domu swojego trenera. Myślał o tym, co na dzisiaj zaplanował dla niego Niebieskoskóry. W oddali słyszał sprzeczkę Gregorego i Bubblesa. To była ciekawa sprawa. Wszyscy mieszkańcy doskonale rozumieli, o czym mówi małpa. Wyjątek stanowił tylko Half. Ten sam Half, który jeszcze niedawno cieszył się, że opuści małą planetę w zaświatach. Kaio wyszedł ze swojego małego domku i skierował się do swojego ucznia. Spojrzał na niego, a słońce odbiło się od jego okularów.
-To, kiedy będę mógł wrócić na Vegetę? -Zapytał spokojnie swojego trenera brązowowłosy wojownik biorąc ostatniego kęsa pysznego mięska. Chwycił na kość, złamał ją na dwie równe części i cisnął wysoko w górę.

-No, ujmę to tak, jesteś pierwszą osobą, która wróciła do mnie po tak szybkim czasie. Dwa dni i byłeś z powrotem... -powiedział do niego Kaio. Vernil wzdrygnął się. Nie pamiętał ostatnich wydarzeń. W jego głowie panowała pustka.
-CO?! Jak to wrócił?! Co się stało?! -Zarzucił swojego Trenera gradem pytań. Ten tylko poprawił okulary. Bubbles i Gregor ucichli i zbliżyli się do swojego gospodarza i przyjaciela. Kawałki kości spadły na ziemię jeden po prawej, a drugi po lewej stronie chłopaka z niewielką aureolą nad głową.
-Byłeś na Namek. Poszedłeś spać i Cię zabito - opowiedział spokojnie gospodarz. Podszedł do swojego ucznia a następnie położył mu rękę na do czole przysłaniając lewe oko. Vernil mimowolnie przymknął oczy a przed nim pojawił się obraz jak on sam kładzie się na ziemi. To samo robi Red. Z jego ciała wyleciała spora ilość motyli, które początkowo jakby rozmnażały się. Następnie wykonały kilka szybkich kółek nad ciałem czarnowłosego. Nie minęła sekunda a ruszyły i przystąpiły do lądowania na ciele wojownika z Vegety.  Demon zmienia wygląd. Ponownie staje się tym czarnowłosym wysokim wojownikiem, który nie jest ostoją dobra. Znów to samo. Wszystkie motyle były na ciele chłopaka i zaczęły je jakby zduszać. Demon uniósł prawą rękę, która powiększa się, a w centrum dłoni pojawia się dziura. To właśnie do niej zmierzają motyle i w całości pochłaniają Vernila...

-RED! -Krzyknął głośno podnosząc tułów z ziemi. Jego czoło było zalane potem, a wrażenia i emocje doprowadziły do uruchomienia białej aury, która otaczała jego ciało. Lewym nadgarstkiem przejechał po czole a dłonią zmierzwił sobie włosy. Uspokajał się. Zapanował nad Ki i dezaktywował energię, która ulatniała się z jego ciała. Rozglądał się dokoła. Było inaczej. Namek to zielona planeta, a wraz z demonem znajdował się przy ogromnym zbiorniku wodnym. Teraz, po krótkiej drzemce otaczał go... Cukier. Wszystko zamieniło się w słodycze skąpane w lukrze. Spojrzał na swojego kompana. Ten medytował w spokoju.
-Sorki, miałem dziwny sen... -Powiedział, żeby usprawiedliwić swój głośny krzyk -co się tutaj stało? -Powiedział wpatrując się w łakocie. Może jego sen był dość głupi, ale trochę namieszał mu w głowie.  Nie był teraz do końca przekonany czy na pewno może zaufać demonowi. Mimo to nie zamierzał go zostawiać. To był tylko sen... Głupi sen... Ale gdzieś tam siedział w podświadomości, Brązwłosego wojownika.
-To, co, polecimy gdzieś? Ta planeta jest bardzo ciekawa, może znajdziemy tubylców? –Powiedział spokojnie poprawiając po raz kolejny swoje włosy by te nie opadały mu na oczy i nie kuły w gałki. Tak, to był znak, że w końcu trzeba je przyciąć. W niebie nie urosły nawet o milimetr, ale tam był w sumie martwy, a z martwym nic się nie dzieje.
-To jak? –Dodał po chwili wpatrując się w kompana.

OOC:
Koniec treningu.
Kursywa - sen.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 13, 2014 8:47 pm

Znalazł się tuż przy wojowniku niemal natychmiast, gdy Vernil go zawołał. Wyglądał jakby zobaczył ducha albo inną marę, zlany potem aktywował na kilkanaście sekund swoją aurę i mógł podziwiać saiyańskie Ki wydobywające się na zewnątrz Brązowookiego. Ścisnął dłonie, już nawet był gotów coś z tym zrobić, kiedy wszystko przycichło. Poszedł w ślad za kompanem i uspokoił się. Medytacje nie były tak skuteczne jak sen z prawdziwego zdarzenia. Mimo wszystko nie poszedł za przykładem kolegi w tej kwestii odpoczynku, tylko "czuwał". I tak nie zareagował od razu, i może to lepiej, bo sprawa wyjaśniła się dość szybko. Przekręcił głowę na bok nie odrywając czerwonych tęczówek od towarzysza.
>Uhum, właśnie dlatego nie sypiam, ale ma to swoje złe strony... -skinął głową na otoczenie, które nie należało do codziennych, nawet jak na Namek- ...to na przykład. Za moment wszystko wróci do normy.
Nie chciał w żaden sposób umniejszać zaufania (o ile takowe w ogóle było) do jego osoby, toteż wolał wyjaśnić chociaż jednym zdaniem co zaszło. Ale jak zwykle nie powiedział wprost jak fizycznie to wykonał. Chyba domyślnie założył, iż nie trzeba tak szczegółowo omawiać tej kwestii. Są ważniejsze, jak chociażby to czy wojownik czuje się na tyle dobrze, by mógł zostać dalej na tej planecie. A może przez owoce miał halucynacje? Nie, demonowi nie zaszkodziły, więc chyba były w porządku.
Oho, regeneracja przebiegła na tyle pomyślnie dla Vernila, iż zaproponował pozwiedzanie planety. Nie miał nic przeciwko, wręcz na swój sposób ucieszył się na ów wiadomość. Oznajmił weselszym tonem, bez zmiany wyrazu twarzy:
>Dobrze.
Tylko jeszcze jedna mała rzecz została do zrobienia w tym cukierkowym zakątku. Zerknął na nietkniętą, upieczoną rybę, do której podszedł i zdjął z paleniska, a ogień zgasił sąsiadującą wodą z jeziora. Nie wolno zapominać o takich drobiazgach, by nie podpalić czegoś. Sam posiłek zawinął w wielki liść z żelkowego drzewa (jeszcze otoczenie nie chciało powrócić do pierwotnej formy) i pakunek przewiesił przez ramię. Przyda się taka forma zapłaty, gdy Nameczanie nie będą zbyt rozmowni. Red nie wiedział, że są wegetarianami - nigdy nie miał okazji poznać ich kultury. A być może za chwilę będzie mieć okazję ku temu.
Ich zmysły odebrały bodźce Ki, której dotąd nie było w pobliżu, a wyraźnie nie należała ani do demona, ani do Saiyana. Długowłosy wyprostował się i skierował głowę w kierunku sygnału życia.
>Czujesz to?
Skręcił bosymi stopami w lewo i poprawił rybę-pakunek na barku. Polecieli w tamtą stroną bardzo szybko i jeszcze szybciej zjawili się jakieś dziesięć metrów przed zieloną istotą. Zieloną, bo po pierwsze taki miała kolor skóry, a po drugie nie miała pojęcia kto zawitał na jego ojczyźnie. Sięgał może do pasa, to było jeszcze dziecko. I to w dodatku przestraszone, gdyż wybałuszył na wierzch oczy i nie mógł się ruszyć. Tylko ciarki przebiegały po jego ciałku. Cóż, w tej sytuacji przydałoby się przywitać. Zrobił dwa kroki do przodu skracając dystans i zgiął się w pasie w dół, przy tym warkocz spłynął mu na bok. Utkwił mroczne ślepia w malca.
>Elo.
Skinął lekko ręką do pomachania, lecz tubylec widząc ten gest skulił głowę w ramionach i jęknął cicho ze strachu. No tak, tutaj lepszym osobnikiem do komunikacji był niewątpliwie Vernil, stąd Red cofnął się do szeregu i lekko pchnął wojownika ku Nameczanowi. Może on coś z niego wydusi? Młodzieniec nie spuszczał ich obu ze ślepi, przy tym zachowywał ostrożność patrolując okolice. Kto puściłby takiego malucha samego? Pewnie za jakiś czas przyjdą opiekunowie, a obecność przybyszy mogłaby ich zdenerwować. Przecież nie chcą zrobić krzywdy dziecku, tylko dowiedzieć się czegokolwiek o Namek. Fakt, łatwiej byłoby namierzyć skupisko energii i samemu znaleźć wioskę z ich mieszkańcami, lecz lepszym rozwiązaniem byłoby "wprowadzenie" nieznajomych przez ich rodowitego osobnika. Stąd przydałoby się nawiązać kontakt z przerażonym maluchem. Pozostawił tą sprawę w rękach HalfSaiyana, wierzył, że podoła misji.
Powrót do góry Go down
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Kwi 15, 2014 8:25 pm

Red był potężny. O tym brązowowłosy zdążył się już przekonać, ale to, co zrobi demon podczas drzemki halfa było niewyobrażalne. Krajobraz okolicy zmienił się w słodycze.
-Eee... No jak to tylko chwilowe, to spoko... -Powiedział nieco zmieszanym głosem wojownik z Vegety. Czym on się mógł poszczycić?  ... To tyle. Umiał przejść na poziom super Saiyanina. Umiał posługiwać się telepatią. To tyle. Nie walczył zbyt dobrze. Jego siła i szybkość także pozostawiała wiele do życzenia. Nie należał do potężnych i bojowych istot, jakimi są istoty jego rasy.
Wyczuł energię. Była bardzo słaba -owszem.. Ciekawe, kto to -dopowiedział chwile po tym, jak Red zadał pytanie. Nim spojrzał na swojego towarzysza, ten już ruszył w kierunku źródła energii. Nie mieli daleko, dodatkowo Red był bardzo szybki i w chwilę zbliżył się do nieznanego osobnika. Vernilowi zajęło to trochę więcej czasu, ale nie to było najważniejsze. Stali przed tubylcem. Był bardzo mały, wielkości saiyańskiego dziecka. Nie odzywał się i wyglądał na przestraszonego. Demon powiedział krótkie "elo". Co to znaczy? To jakieś demoniczne powitanie? Arghh... Nie ważne. Half miał ostatnio jakieś problemy ze skupieniem. Jego myśli cały czas uciekały i nie był w stanie ich pozbierać.
Podszedł do malca i ukucnął, zbliżając sie do jego wzrostu. Wyciągnął przed siebie rękę.
-Witaj mały -powiedział uśmiechając się sie -jestem Vernil a to jest Red -wskazał ręką na Demona - jak się masz? Wyglądasz na przestraszonego... Nas nie musisz się obawiać. Chcemy tylko podziwiać piękno waszej planety. - Mówił wpatrując się w piękne błękitne niebo nad nimi. Malec po tych słowach trochę się ośmielił, ale nie uścisnął ręki Vernila. Cofnął się o krok -hej, hej. Przybywamy w pokoju. Jeśli chcielibyśmy walczyć to nie zaczynalibyśmy od małych dzieci, bądźmy rozsądni -powiedział.. Znowu to samo. Powiedział a dopiero potem pomyślał. To było głupie. Gdzie takie słowa do małego dziecka -po prostu szukamy przewodnika, który będzie w stanie powiedzieć nam coś o tej planecie? -Powiedział chłopak do nameczańskiego dziecka. Ten jednak nie kwapił się do rozmowy wyciągnął tylko rękę w górę, wskazał na zachód palcem wskazującym i udał się w tym kierunku.
-No to, co? Lecimy za nim? -W sumie nie wiadomo, po co były te słowa gdyż zaraz po nich ruszył za małym nameczaninem


OOC:
z/t -> wiocha
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 02, 2014 11:41 pm

Pisząc obszerny i barwny raport dla swoich przełożonych doszedł do wniosku, iż warto zostać jeszcze przez te kilka chwil na Namek. Rozpoczął już pewne działania w stosunku do rdzennych mieszkańców, więc szkoda byłoby to teraz zaprzepaścić. Mierzył wysoko, lecz nie planował dać się ponieść emocjom. Jeden głupi ruch i skończy jak tamten słoneczny, który go ścigał. Liczył na to, że tym razem uda mu się uniknąć kontaktu z przeciwną frakcją. Cały ten konflikt nie interesował Foku nawet w najmniejszym stopniu - co nie znaczy, że mógł pozwolić sobie na ignorowanie go.

[początek treningu]

Znów wyślizgnął się z bazy. Postanowił obadać okoliczne tereny. Teraz powinno być o tyle łatwiej, że nie musiał polegać jedynie na scouterze - którego i tak nie miał - ale też na nowo nabytej umiejętności. Poza tym to mechaniczne ustrojstwo z miejsca zdradziłoby jego położenie i ruchy. Leciał powoli i praktycznie przy samej powierzchni ziemi. Przezorny zawsze ubezpieczony. Po dłuższym czasie zbliżył się do szeroko rozpościerającej się na horyzoncie tafli wody. Postanowił przysiąść nad brzegiem zbiornika, by nieco pomedytować. Usiadł po turecku i przymknął oczy. Skupił się i wyciszył. To była dobra okazja, by jeszcze raz przećwiczyć Ki-feeling. Mógł zorientować się, czy nikt niebezpieczny właśnie się nie zbliża. Wziął głęboki oddech. Oczyścił swój umysł, przerywając na ten moment wszystkie rozmyślania.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 03, 2014 8:05 pm

Spokój, jak to bywa, jest rzeczą względną. Został też względnie zmącony, cichymi głosami niesionymi przez gładką powierzchnie jeziora. Owe dwa różnej barwy dźwięki nieznacznie zbliżały się w stronę Jaszczura... A co rzeczą najdziwniejszą, nie wyczuwał ich właścicieli.
- Mówiłem Ci, lebiego, nie mogłeś tutaj nikogo widzieć... Tam przecież nie ma żadnej dziury... - parsknął ktoś.
- Ale widziałem! Widziałem! Tam są Jaszczury!
- Ciszej idioto... - rzucił ostrzejszy głos. - Jeszcze ktoś Cię usłyszy i przestraszy się twojego pisku... Aua! Czego mnie bijesz?! Wracaj tu!
Przyśpieszone kroki kierowały się wprost w stronę Foku i oto zza skały wypadł mały Nameczanin ubrany w jasną tunikę. Pędził co sił przed siebie, gdy w powietrzu pojawił się drugi, równie niewyrośnięty co zielony dzieciak i rzucił się na kolegę. Złapał go za ramiona i turlali się w kurzu, mocując, aż znaleźli się dwa metry od Changelinga.
Dopiero wtedy go zobaczyli i zamarli w połowie przepychanek.
- Ty, patrz, tu rzeczywiście jest Jaszczur. - wypalił ten w ciemnym ubraniu.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza.

OOC
Suprise~! Przywitaj się ładnie z bliźniakami

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Wrz 04, 2014 5:35 pm

Coraz bardziej zagłębiał się w medytacji. Ogarniała go swego rodzaju zaduma. Czuł, że cała planeta kipi życiem. Zapewne była to zasługa otaczających ją słońc, które dostarczały niewyobrażalne ilości energii. Aż dziwne, że cała okoliczna flora była tak uboga. Trochę  okrągłych drzew, kilka krzewów i wszędzie trawa. Jakby się zastanowić, to ciekawe co tutaj robili Namecy i skąd tak właściwie się wzięli? Wytężał swoje zmysły, śledząc ruchy okolicznych zwierząt i nie tylko. Ciekawe... wyczuwał teraz kilka wiosek, o których istnieniu nie miał pojęcia. Były one bliżej terytorium słonecznych, gdzie nikt się raczej nie zapuszczał. Interesujące. Nie wyczuwał chwilowo w pobliżu obecności swoich antagonistów. Mógł czuć się bezpiecznie. Niby został na planecie, ale co właściwie mógł zrobić, by zdobyć przychylność zielonoskórych? Dotychczasowe działania nie przynosiły zamierzonych efektów. Może powinien udać się do którejś z wiosek i porozmawiać z jej przywódcą? Zaproponować pomoc? Najłatwiej byłoby włączyć się w ich szeregi, jednak opuszczenie  bazy nie wchodziło w grę. Uznaliby go za zdrajcę. Sytuacja niewiele lepsza, jak przy pomyśle, który wcześniej przedstawiała psychodeliczna dziewczyna. Poza tym nikt nie powiedział, że zieloni się na coś takiego zgodzą. Był w kropce. W międzyczasie postanowił przetestować swoją nową zdolność. Chciał się dowiedzieć, jak daleko może "wyczuwać". Skoncentrował się jeszcze bardziej niż wcześniej. Wbrew pozorom Namek mimo swych rozmiarów nie gościła zbyt wielu przybyszów. Sumując wszystkich rodowitych mieszkańców wraz z Jaszczurami wychodziło może koło 400-500 osób. Jeśli nie mniej. Znalazł lokalizację bazy wrogiej frakcji, jak również kilkanaście pomniejszych, rozsianych w około wiosek. Przekonał się, że nie sięga dalej niż poza tą właśnie planetę.

[koniec treningu]

Z zadumy wyrwał go dziwny hałas. Czyżby wróg? Lekko się zaniepokoił. Może coś przeoczył. Może to atak z zaskoczenia. Już chciał się podnieść, gdy... coś wypadło zza skały. Wzdrygnął się. Już miał się zerwać na równe nogi, gdy kontem oka zobaczył kolor skóry nieznanych osobników. Opadł kilka centymetrów w dół, wracając do poprzedniej pozycji. Postanowił udawać, że ich nie słyszy. Zobaczymy co zrobią. Zwłaszcza, że intrygował go pewien szczegół. Nie wyczuwał ich obecności. W sensie, przez moment poczuł jakby tego w ciemnym ubraniu, gdy wzbił się on w powietrze, ale chwilę potem znów zniknął mu "z przed oczu". - Czyli... można się też w ten sposób ukrywać. - pomyślał. Pozostał w bezruchu, czekając na działania ze strony dwójki narwanych dzieciaków.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 07, 2014 7:44 pm

Powiedzmy, że przez długi moment dzieciaki jakby się zawiesiły. Patrzyły wielkimi oczyma na Jaszczura, nie wiedząc co zrobić. W końcu młodszy szturchnął starszego i coś mruknął przestraszonym głosem po nameczańsku. Tamten bezceremonialnie wziął najbliższy kamień i rzucił w kierunku Changa. Wyglądał... No, na pewno nie okazywał strachu, bo takiego zacietrzewienia na twarzy rzadko szukać u tej spokojnej rasy. Burknął coś do drugiego i pchnął go w kierunku głazu, by tamten się skrył. Następnie spojrzał śmiało na Foku, przyjmując gardę.
Najwyraźniej... Najwyraźniej spodziewał się walki, potyczki, pewien, że przedstawiciel Jaszczurów z którymi walczą o dominacje na planecie rzuci się na nich... I wyglądało na to, że nie zamierza przyjąć tego na spokojnie.
- Ty wredny gadzie! Ani się waż zbliżać! - podniósł kolejne kamienie i fala pocisków poleciała na głowę Changa.
Naokoło zielonych palców pojawiła się poświata i teraz kilka ki-blastów pomknęło w powietrze.

OOC
Młody Cię atakuje... Tylko ostrożnie, to wyłącznie upierdliwe dziecko, nie zabijaj Smile
100dmg za ki-blasty i kamienie

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 09, 2014 7:30 pm

Sytuacja była... kłopotliwa. Nie bardzo wiedział, czego niespodziewani przybysze od niego oczekują. Ich wiek tym bardziej zbił go z tropu. Samobójcy jacyś? Czemu się na niego rzucają? Każdy "normalny" Changeling już dawno przestrzeliłby ich na wylot, patrząc z chorym zadowoleniem, jak wykrwawiają się na śmierć. No, przynajmniej Ci z jego frakcji. Rzekomo słoneczni byli bardziej pokojowi. Chociaż ostatnie spotkanie, przy którym mało nie stracił życia świadczyło o czymś innym. Sama misja tamtego pustaka "wybicie wszystkich lodowych w okolicy" świadczyła o tym, jak bardzo skorzy są do konwersacji. Kamień uderzył go w głowę, odbijając się z głuchym łoskotem od utwardzanej części. Na skroni Foku wystąpiła gruba żyłka. Chyba próbowali przeprowadzić w pierwszej kolejności badania empiryczne. Żwawo wybił się w powietrze, robiąc w tym czasie półobrót. Jednym spojrzeniem namierzył wszystkie zmierzające w jego kierunku pociski. Skupił się na kamieniach, by przy użyciu telekinezy zatrzymać je i skierować wprost na kule energii, lecz z o wiele większym impetem. Nawet, jeśli te nie eksplodowały, to i tak przemieścił się na tyle szybko, by je ominąć. Potencjalni napastnicy powinni tego nie zauważyć. Przynajmniej tak założył. Nie był w stanie precyzyjnie określić ich siły. Zawisł w powietrzu dosłownie kilka metrów od nich. - Jesteście świadomi, że atakowanie kogoś nie służy pokojowym zachowaniom? - zapytał wybitnie opanowanym tonem, jak na zaistniałą sytuację. - Czego wy właściwie chcecie? - dodał po chwili, zachowując wszelką czujność. Wydawało się, że ta dwójka jest dosyć nieobliczalna.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sob Wrz 13, 2014 3:25 pm

- Czego my chcemy? Czego Ty chcesz?! - dziecku najwyraźniej brakowało instynktu samozachowawczego by paplać bez sensu wprost w twarz Changelinga. Nie zląkł się najwyraźniej odparcia ataku, ani tym bardziej ofensywy. Uniósł dumnie głowę, splótł ramiona i zerknął na Foku śmiało, ze złością w oczach. - Jeśli masz nas zabić to przynajmniej nie zadawaj głupich pytań!
- Enya... Nie-nie... Przecież n... - mniejszy nameczanin zaczął coś mamrotać, lecz szybko umilkł, patrząc zaniepokojony w stronę Jaszczura.
- Jakie pokojowe nastawienie? I co się tak gapisz? Nie mów, że nie wiesz jak to działa. - warknął Enya, a jego głos przybrał ten niezauważalny cień goryczy jaki chowają osoby, które 'widziały za dużo'. - Nie powinieneś nawet się pytać, ale strzelać bez ostrzeżenia, by zabić! Przecież wy tak zawsze robicie!
- Enya! - głos zdradzał oznaki paniki. - On się tylko zapytał czego chcemy! Niczego nie chcemy! - zwrócił się do Foku. - Widziałem tutaj dziwne Cha-changelingi wchodzące do jaskini, ale on mi nie wierzył i.. I...
Masz Ci los, wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Za to starszy, kierowany chyba odruchem podbiegł do skały za którą ukrywał się tamten i rozstawił szeroko ramiona w obronnym geście. O to chodziło - spotkanie z Jaszczurem w ich wieku i z ich doświadczeniem mogło oznaczać tylko śmierć, ale nikt nie chce umrzeć zbyt łatwo, nawet nameczańskie niedorostki.
Ziemia zadrżała - coś grzmotnęło nieopodal. W zasięgu wyczuwania całej trójki pojawiły się echa kilku obcych Ki...

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sob Wrz 13, 2014 6:21 pm

Foku doskonale wiedział czego docelowo chce. Niemniej nie zamierzał się tym z nikim dzielić. Oczywiście, że nie powie im, iż chce dostać się do ich przywódcy. Uznaliby go za zbyt aroganckiego i wyrachowanego. Ba, oskarżyliby go z góry o knucie jakiegoś zamachu lub czegoś podobnego. Chociaż nie oszukujmy się. Każdy w sposób bardziej lub mniej świadomy kieruje się własnym dobrem podczas każdej, nawet najmniejszej czynności. Przykładowo niektórzy sądzą, że osoby sympatyczne, są sympatyczne bez żadnego powodu. Wręcz twierdzą, że to jest taka cecha charakteru. Nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na to trzeźwym okiem z boku. O ile wygodniej jest żyć z wszystkimi w zgodzie, niż powiedzieć im niewygodną prawdę prosto w oczy. I właśnie do tego dążył chwilowo Foku. Do pojednania się z rasą zielonoskórych. Przy czym, wcale nie musiał silić się na obłudę. Mógł im pomagać, bo spodziewał się konkretnych efektów, a przynajmniej dążył do nich. Cóż, że nie robił tego bezinteresownie? Komu to szkodziło? Oni będą mieli z tego profity, a także przy odrobinie szczęścia Foku. - Kto Ci powiedział, że chcę was zabić? - zapytał dosyć znudzonym tonem. Ich podejrzenia były dosyć oczywiste uwzględniając obecną sytuację na planecie. Założył dłonie na piersiach, powoli opadając na ziemię. Ten drugi - bojaźliwy - wydawał się o wiele rozsądniejszy. Chociaż prawdopodobnie po prostu kierował nim strach, który w normalnych warunkach byłby najlepszym doradcą. Mieli szczęście, że trafili akurat na Foku. Dalej słuchał, jak karzełek o bojowym nastawieniu się produkuje. - Nudny już się robisz. - skwitował. I tak nie przekona go, że jest inaczej. Niektórzy po prostu mają już swoje łopatologiczne nastawienie. Ten drugi mówił za to znacznie ciekawsze rzeczy. Ciekawe czego szukali w jakiejś jaskini. - Której jaskini? - zagadnął z nieukrywaną ciekawością. Jawnie zaczął ignorować tamtego "Eneja". Nagle coś się zmieniło. Poczuł czyjąś obecność. I to nieopodal. Raptownie doskoczył do dwóch dzieciaków i chwycił ich za fraki, by ruszyć żwawo w przeciwnym kierunku do tego, skąd pochodziła podejrzana energia. - Ruszcie się. - powiedział poddenerwowany, puszczając ich po kilkudziesięciu metrach. I tak zaczęliby się szarpać albo go atakować, gdyby "holował" ich dalej. Wyciszył swoje Ki na ile tylko to możliwe. Ostatnią rzeczą jakiej pragną, to spotkanie z pobratymcami.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pon Wrz 15, 2014 10:47 pm

Żadne dziecko nie lubi być ciągnięte, a ta dwójka nie należała do wyjątków. Choć wyczuli to samo co Changeling, to złapani rwali się i wierzgali jak tylko mogli. Enya nawet zdążył ugryźć go w przedramię w 'podzięce'. Znalazłszy się z dala od podejrzanych energii dzieciaki odetchnęły, choć natychmiast znacząco odsunęły się od Jaszczura a poziom ich mocy zrównał się z zerem.
Obce Ki również znikły.
- Czego nasz dotykasz, Ty paskudna, oślizgła zmo... - Enya nie zdążył dokończyć, bo podłoże drgnęło znacząco a powietrze przeszył odległy dźwięk eksplozji.
Tafla jeziora przestała być taka gładka, pojawiły się na niej zmarszczki. Bąbelki powietrza pękały na powierzchni, pojawiając się sporadycznie aż z czasem jak okiem sięgnąć zajęły cały zbiornik wodny.
- Co się... - młodszy nameczanin wzdrygnął się gwałtownie. - Ziemia drży pod nami...
Słup wody wystrzelił w powietrze tak gwałtownie, że nikt nie zdążył choćby mrugnąć - krople jako krótki deszcz opadły na suchą ziemię, mocząc przy okazji tę trójkę. Chwila minęła nim tafla się uspokoiła, lecz w kryształowo czystej wodzie można było zobaczyć wyraźne, ciemnoczerwone smugi... Podejrzanie podobne do krwi.
Pod Changelingiem i niedorostkami pękła niespodziewanie ziemia, granatowa łapa złapała za ogon Jaszczura, a szare dłonie za ubrania nameczanów. Ktoś pchnął ich w dół, puszczając od razu i niknąc w cieniu. Wraz z kamieniami trójka znalazła się w ciemnym tunelu.

OOC
Lądujesz wraz z dzieciakami tu ---> Tu
Zagubieni wśród całej plątaniny jaskiń, wejście nad wami od razu zostało zagrodzone kamlotami - nie radzę niczego tam wysadzać.
Pisz od razu tam.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Mar 22, 2015 5:40 pm

Przyjemny wietrzyk dzisiejszego dnia nastrajał Nameczanina w czerwonym wdzianku pozytywnym napływem endorfin. Obudził się wczesnym rankiem, żeby popatrzeć na budzące się do życia otoczenie. Nasz rekonwalescent nie mógł od dłuższego czasu usiedzieć na miejscu. Dzięki szybkiej regeneracji, którą Fanalis miał w genach nie trzeba było długo czekać, aby wydobrzał w stu procentach. W takim wypadku w głowie młodziana tkwiły już tylko myśli dotyczące wysiłku, związanego rzecz jasna z szeroko przyjętym treningiem. Chciał być silniejszy i móc w końcu obronić się samodzielnie. Wątpił, żeby za każdym razem przytrafił mu się łut szczęścia. Zagrożenie, siedząc bezpiecznie w pomieszczeniu, nie brzmiało tak, jak powinno. Chłopakowi nawet nie chciało się wysilać umysłu, żeby poruszać jakiekolwiek przemyślenia. Pora patrzeć naprzód i cieszyć się pogodnym dniem.
Nie wiedział, gdzie dokładnie się znajduje. Planeta jeszcze tyle skrywała przed nim, że nie w sposób przebywać wszędzie. Wymaszerował ze strefy mieszkalnej w dalszą drogę. Trudno tu mówić o wydeptanej ścieżce, a losowym kierunku, gdzie rozpoczynała się przestrzeń. Przyroda postawiła przed Namekiem szczere pole, miejscami naszpikowane skalnymi wzniesieniami. I tak przez dłuższą drogę, żeby wreszcie natrafić na odpowiednią arenę. Po drodze przekroczył mnóstwo terenów, które nie równały się z ów Jeziorem. To po prostu czuło się od wewnątrz. To tutaj zamierzał dobrze spędzić czas. Gdyby tylko miał towarzysza podróży prędko znalazłby rozwiązanie do ciekawej rozgrywki. Samotnie wcale go to nie smuciło. Odetchnął z wolna i podbiegł do brzegu zbiornika. Jak co poniektórym wiadomo, a naszemu bohaterowi najbardziej, to nie radził on sobie z pływaniem. Polepszył się w gruncie rzeczy i jakoś to wychodziło. Więc, jakim cudem wybrał taki, a nie inny sposób ćwiczenia? Z pośród wielu elementów, jakie mógł przedsięwziąć ciągnęło go do niebezpiecznego. Zmierzenie się z głębokością będzie odpowiednie. Nigdzie indziej, jak w wodzie nie zdoła polepszyć kondycji. Rozpoczął ostrożnie, żeby przypadkiem nie skończyło się kolejnymi problemami. Fanalis sam przyznawał, że był słaby i fakt, że wchodzi do wody mógł spowodować straty. Opór wody od razu potwierdził jego przypuszczenia i zamiary. Na starcie wypadało się rozgrzać, a płytka część jeziora sprawi, że nie zdoła się utopić. Przezorny zawsze ubezpieczony. Nie przesadzając, Fan zaczął przepływać krótkie odcinki klasycznie drążąc w wodzie rękami. Pełne zamachy wspomagane odbijaniem się od dna nogami. Na pierwszy rzut oka cała czynność wyglądała nader ślamazarnie. Niezdarny ruch przynosił jednak efekty, zatem nie było to takie głupie.

Ooc: Rozpoczęcie pierwszego treningu.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Mar 24, 2015 8:24 am

Poszczególne fazy treningu dawały się Namekowi we znaki, budując mięśnie na całym ciele i doprowadzając do zwielokrotnienia ogólnej kondycji. Na tym właśnie zależało mu najbardziej. Nie znał dokładnego sposobu na zyskanie większej siły. Ćwiczenia były tym, co zostało rozpowszechnione, jako metodę do uzyskania mocy. Niestety, na przestrzeni wielu lat Fanalis wystarczająco po sobie zaobserwował. Nie służyło mu to tak, jak innym. Mimo to próbował, bo w nim również płynęła ta sama krew. Mógł mieć nadzieję, że kiedyś rozkwitnie na tyle, żeby móc z dumą obnosić się ze swoim pochodzeniem. Dlatego też postanowił oddać się samotnej wyprawie. Nie wyszło za dobrze i znalazł się w miejscu takim, jak to. Powinien bardziej zadbać o inne czynniki. Zbyt bardzo zraził się do metody współpracy. Niewiadomym sposobem coś w środku go kuło i ta obawa mu przeszkadzała. Lepiej jest odezwać się do kogoś. Lecz nie teraz! Zbędne rozpraszanie odwodziło go od zamiarów. Musiał uważać, żeby nie popełnić błędów.
Od czasu rozpoczęcia pierwszego etapu minęło sporo godzin. Poczucie czasu na planecie bez nocy wydawać się może bardzo trudnym zjawiskiem do wyczucia. Dla Nameczan to raczej naturalna kolej rzeczy, do której niezbędne jest przyzwyczajenie. Naturalny zegar w każdym organizmie reguluje odpowiednie zmiany, toteż znużenie powinno go wkrótce poinformować. Tym bardziej, że jemu gatunkowi odpowiednie minerały zapewniała życiodajna woda. Nic więcej. Wraz z drzemką przyszedł ogromny napływ ekscytacji. Niczym sen na jawie mógł kontynuować swoje ekscesy. Kolejka za kolejką, seria za serią. Pływanie, chodzenie i skakanie i wyskakiwanie. Różnorodność wypruwała z niego siódme poty. Pozornie. Oszczędzał jednak organizm, nie będąc w ogóle do czegoś takiego przyzwyczajony. Poleciał na żywioł i nie chciał być podobny do innych. A tak odkrył cięższy sposób, bo powietrze nie było tak gęste, jak woda. Jak się czuł podczas? Niewątpliwie spaliłby się ze wstydu, gdyby ktoś to zauważył. Nie było czuć od niego krzty profesjonalizmu. Wyglądało to gorzej niż niepoważne, bawiące się w brodziku dziecko. Wszystko za sprawą marnego obycia z wodą. Tyle, że ból mięśni u nóg dawał wyraźne sygnały dla poprawy tych partii ciała. Tak samo machanie rękami podczas wypływania na powierzchnie i wydostawania się na brzeg. Cudowne uczucie, a efekty niewątpliwie będą widoczne, jak tylko zdoła wstać wypoczęty. Potrzebna, lecz zmarnowana godzina na sen sprawiła, że Fanalis był weselszy niż kiedykolwiek wcześniej. Czułka i uszy drygnęły mu energicznie w odruchu nagłego powiewu wiatru. Rozprostował ręce i wyczuł skutki własnego przedsięwzięcia.
- Yahuuuu. Jak fajnie!
Gdyby był zdolny oddychać pod wodą, dałby wszystko, żeby właśnie tam się urodzić. Może nie myślał zbyt płynnie i nie miał ku temu predyspozycji, jednak ciekawe pomysły zradzały się niekiedy nawet w takim umyśle.
Przez pewną chwilę czuł się lekki, jak piórko. Robiło mu się lżej przy poruszaniu. Nabrał szybkości i chętnie ją przetestował. Pędził dookoła dołączając do tego rozmaite zrywy, towarzyszące unikaniu ataków przeciwnika. Euforia mogłaby nie mieć końca, kiedy zwielokrotnione osiągi były niemal nierealne. Należało odzyskać ten komfort przy poruszaniu, dlatego stronił już od wody i resztę treningu zrobił klasycznie. Pompki, brzuszki czy przysiady. Nie wytrzymywał długo, żeby nie wybrać się dalej w teren i ciągle gdzieś skakać. Nie był w stanie zapobiec upływowi energii. Zaślepiony nowością nie mógł skupić się na swoim limicie. Nagle zrobiło mu się ciężko na całym ciele. Jakby na barki spadła mu tona kamieni. Poślizgnął się i potknął jednocześnie, zlatując z wysokości do cienkiego przesmyku i tam odbębnił resztę czasu. Należało dać mu odpocząć na tyle, żeby odzyskał przytomność i nie miał problemów z poruszaniem. Wylądował na zakończenie niczym bankrut w rowie. Ważne, że zdołał uszczęśliwić siebie w dążeniu do coraz większych wyzwań. Przynajmniej wzrósł jego poziom przetrwania. Jedyne, co smuci to fakt, że nie będzie w stanie nikomu tego pokazać. Może to się wkrótce zmieni.

Ooc: Koniec treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Mar 25, 2015 3:18 pm

Niedawne miejsce treningu Fana zostało porzucone i leżał on teraz w błogim śnie. Co rusz na jego beztroskiej twarzy pojawiał się grymas zadowolenia, jakby śnił właśnie o wygranej w poważnej walce. Rekompensata za te wszystkie niedogodności i trudy w życiu. Młodzian wydawał z siebie pomruki chrapania w miarowym odruchu oddychania. Ocuciły go warunki panujące dookoła. Nie zakłócona niczym pora dnia, przyjemny blask i niczym letni wietrzyk. Osłonięty był cieniem, podczas gdy wylądował w uskoku dwóch górek. Pierwsze co zrobił po otworzeniu oczu, to podniesienie się do siedzenia.
- Etoto... - wyjęczał łagodnie. Ewidentne skutki wymęczenia całego ciała, przez co mięśnie przechodziły teraz lekką rekonwalescencję. Nic poważnego przy szybkiej odnowie Nameków. Fanalis wstając na równe nogi przyjrzał się otoczeniu. Zdecydowanie przesadził i nawet nie pamiętał upadku. Mniejsza z tym. Nowe perspektywy czas przed sobą otworzyć i uszyć w ich kierunku. Ze spokojem odszedł kawałek w stronę zachodu albo południa. Chciał natrafić na coś ciekawego, ale nie przesadzając, ma być w gruncie skromnie. Zaczął spokojnym marszem i tam, gdzie było to wskazane musiał wysilić się na przebrnięcie całej drogi do konkretnego celu. Orientacja jakoś mu wychodziła, bo zwiedzając jakoś zapamiętywał rozmaite tereny.

zt. > Wzgórza.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Kwi 08, 2015 5:29 pm

Odkąd Namekowi wzrósł poziom mocy, co dla niego było dość odczuwalne z poprzednimi wynikami, to wyraźnie miał mniejszy przyrost siły. Nie brakowało mu energii czy kondycji tak ważnej do utrzymania się w ryzach. Szybkość i wytrzymałość były na tym samym pułapie i pomagały w pokonywaniu dystansu, jaki tylko zapragnie. Młokos nie był niestety na tyle doświadczony, żeby móc określić, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Nic większego w jego zasięgu jeszcze nie było, a widział dość mało, żeby nauczać się samodzielnie. Skoro nie mógł rozwiązać niczego siłowo, to chociaż skorzysta z energii, która gromadzi się w nim i wciąż rośnie. Nie potrzebowałby dużo. Coś, co odeprze ataki przeciwnika, żeby nie zostać znokautowanym. Obrona wydawała mu się teraz rozsądniejsza niż atak. Nikt nigdy nim nie kierował na tyle, aby stał się agresywny w działaniach. Być może nie będzie mu pisane zostać super Nameczanem i będzie musiał odnaleźć własną drogę. Dlatego taki styl do niego pasował - samotne zmagania, póki nie zostanie zauważony. Nie przeszkadzało mu to, bo zawsze potrafił znaleźć sobie towarzystwo i do kogoś spontanicznie zagadać.
Długo myślał i niby instynktownie doszło do jego rozumu, jak wydobyć z siebie Ki. Takim sposobem bardzo łatwo stworzyć coś na wzór fali uderzeniowej. Tak, tym byłaby ów technika. Czy ktoś ją już umiał stosować? Byłoby prosto móc poradzić się takiej osoby. Mimo to wielu uczy się jej na własny sposób, co bardzo cieszy. Coś specyficznego i podbudowującego na duchu. Nikt nie będzie spodziewał się nagłego odparcia. Od tego zacznie. Zamiast powszechnie stosowanych Ki-blastów, doprowadzi do uwolnienia swojej mocy. Nie ważne, gdzie będzie mierzył. Musiał wiedzieć, że uda mu się pobudzić ciało do działania. Wewnątrz skupił posiadaną energię i nadał jej własnej woli. Posłuszeństwo wiązało się ze skupieniem, jakie panowało na twarzy Fanalisa. Poważny i groźny zarazem utrzymywał odpowiednią cyrkulację oraz panował nad oddechem. W decydującej chwili porwał się na zwiększenie zasobów Ki, żeby wypuścić ją z rąk tuż przed siebie. Niczym niewidzialne machnięcie, czyste i wyraźne popchnięcie powietrza przed sobą. Za którymś razem wyjdzie. Przecież doskonale znał siebie i to, na co go stać. Wszystko przed nim, a warunki jakimi dotąd się otaczał pozwolą mu na dobrą motywację i brak poddawania. Wystarczyło wierzyć w to, że próby przyniosą to, czego oczekuje naturalna kolej rzeczy.
Nauka tak go pochłaniała, że mógłby nie zauważyć, że dookoła odgrywa się spektakularna walka pomiędzy stadem Changelingów. Jego minimum przestrzeni, na którym stał było po wielu godzinach treningu niemal łyse. Napór Ki zmiatał naddatek piasku i zieleni, jaka była do niedawna pod chłopakiem. Powstał dzięki temu odseparowany pierścień, który odgradzał go od wszystkiego innego. Pełnia satysfakcji miała nastąpić już niedługo. Niedaleko też widniał rezultat jego pierwszych starań. Skała, w którą uderzał krótkimi seriami czystej Ki wyglądała na wyżłobioną niczym za sprawą długiego procesu piaskowania skał na pustyni. Pęknięcia świadczyły także o zbyt dużym zastosowaniu energii. Być może dało to Fanowi do myślenia, że dzięki temu zdoła wyciągnąć z tej sztuki coś więcej niż tylko niegroźne pchnięcie. Tym razem nie wybiegał dalej w przyszłość i wolał nie dodawać sobie już i tak sporego trudu w opanowanie Kiaiho. Koronkowo wyglądający atak Nameczanin zastosował dopiero po krótkiej przerwie. Nie wiadomo ile mu zeszło nad odpowiednim zregenerowaniem energii, lecz opłaciło się. Nic na siłę, która doprowadzała jedynie do błędnych prób i marnowania Ki. Różne warianty mu wychodziły. Raz ze spokojem poprzez uśpienie czujności wroga, drugim sposobem aktywnie i desperacko wyzwolić uderzenie przy bojowym okrzyku, jaki nastąpi zaraz znienacka. Wszystko wskazywało na to, że te godziny spędzona nad poszczególnymi etapami doprowadziły Fanalisa do końca i nie było potrzeby forsować ciała. Dalsza strata czasu odbije się jedynie zmęczeniem i przepracowaniem. Jeśli przy prawdziwej potrzebie użycia Kiaiho nie będzie rezultatu, to może winić siebie o nie dokładność. Teraz wolał być zadowolony z poświęcenia.

Occ: Pełna nauka Kiaiho defensywne.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Kwi 09, 2015 8:22 pm

Podczas treningu Fanalis nie zauważył, że przyglądał mu się przez pewien czas dość rosły changeling.
Tutaj wygląd.
Dopiero gdy odchrząknął mógł przykuć uwagę nameczanina, a gdy ten się odwrócił w stronę changelinga to jaszczur rzucił jakieś urządzenie zielonemu.
O takie
- Załóż nameku. Przyda Ci się. Spojrzyj w niebo i naciśnij duży przycisk na górze słuchawki. Będziemy mieć towarzystwo.
Pewnym mógł być tego, że ów changeling nie ma złych zamiarów wobec nameczanina i do tego ofiarowuje mu prezent. Coś nietypowego.

OoC:
Dostajesz scouter. Model Elite - wpisz sobie w Ekwipunku i link do tego posta.
Wykrywa moc do: 150 000 jednostek. Przy większej się po prostu wyłącza - bezpieczniki.
Do tego ma mapkę planety w tym np. lokalizację tajemniczego budynku na wielkiej skale, gdzie changelingi mają bezwględny zakaz wstępu.
Stosuje go klasa Gado Jishin

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Kwi 09, 2015 10:05 pm

Chwilka odpoczynku jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Gorzej, gdy ten czas rozciągnął się na zbyt długiej płaszczyźnie i wręcz krzyczał o zaprzestanie leniuchowania. Fanalis odczuwał ulgę po zagorzałej walce z udanym zastosowaniem techniki obronnej przed większą ilością przeciwników. Ciekawe tylko, jaki przyniesie efekt. W panice coś pomyli, inny ruch przekręci i wyjdzie więcej strat niż pożytku. Aż chciało się ziewnąć. Toteż uskutecznił, po czym wyciągnął całe ciało w grymasie ulgi. Przebywając sam na takim terenie nie przypuszczałby do czego zaraz może dojść. Ot zwykły dzień, któremu nic nie przeszkodzi w zajściu. Z jednej strony wielka gwiazda chyliła się ku zniknięciu za horyzontem, a druga ukazywała się powstając na podobnej orbicie. Teren Wielkiego Jeziora zapewniał ogromny komfort i poczucie swobody. Stracona energia napierała na wzmocnionego Nameka i regenerowała się w doskonałym tempie. Nie przykładał wagi do niczego. Zwyczajem stało się, że obcując z żabami będzie miał ich towarzystwa do woli. Uzupełniając płyny także mógł liczyć na odzyskanie świeżości i dobrej formy. Przyda mu się na zapas. Nigdy nic nie wiadomo.
I gdy tak zajmował się drobnostkami oraz perspektywą nowych znajomości nadarzyła się okazja do zaskoczenia. Zdziwienie usłyszanym głosem za swoimi plecami było czymś nagłym i dla wielu przerażającym. Fan nie podskoczył, jak sarenka, ale zdezorientowany odszukał źródło kłopotów. Samo wgapienie się w Changelinga nie było porywcze, jakby miał się zaraz na niego rzucić. Jednak dyskomfort spowodowany akcją w tak łatwy sposób widocznie go zezłościł. Inicjatywa wojownika jaszczurek rozpędziła złą tendencję do konfliktów między stronami. Prawie nie złapał lecącego do Nameka urządzenia. Odbijało się od rąk i chwilę nim żonglował, aby uspokoić niezdarność. Potem pojawiła się swoista natura Fanalisa, którą wywlekał na wierzch od samego początku w relacjach z każdym osobnikiem na swojej drodze. Podczas, gdy tak stał i nic wielkiego nie miało miejsca, postanowił zastosować się do rad przybysza. Nie miał zielonego pojęcia, co to takiego w jego rękach, ale Chang nosił podobne, więc mógł w łatwy sposób improwizować czynności. Na szczęście jeden przycisk, który jaszczur uprzednio mu wskazał. Dziwnie się czuł ze scouterem. Detektor utrudniał spoglądanie, ale wydawał się wygodny po przyzwyczajeniu. Magia nastąpiła wtedy, gdy na ekranie zaczęło migać. Mnóstwo punktów, zlewających się liczb i napisów. Nie był w stanie skojarzyć wszystkiego, ale instynkt podpowiadał, że coś jest nie tak. Samo nastawienie Changelinga bez wyszukanych umiejętności przekazywało pewne impulsy. Nadal jednak potrzebował utwierdzenia go w przekonaniu, a że problemów z komunikacją nie miał, to walnął prosto z mostu.
- Co się dzieje? - zwrócił się z pytaniem o to, co wskazał mu jego detektor. Potem już tylko czekał i widocznie zmieniło mu się nastawienie. Pogoda ducha zniknęła, a na jej miejsce wstąpiła pewna ilość powagi. Przez moment zdawał się spięty, żeby później nieco ochłonąć. Musiał czuć się pewnie, jeśli przyjdzie mu skonfrontować się z nieznanym wrogiem. Po uzyskanych wiadomościach Fan miał zamiar uraczyć towarzysza kolejną dawką słów.
- Masz zamiar mi pomóc, czy mogę liczyć jedynie na siebie? - oznajmił treściwie, żeby rozwiać niejasność związaną z ich dalszą współpracą. Ciekawie by było, gdyby został z nim na dłużej. Skaner przyda się Fanalisowi bardzo - wręcz spadł mu z nieba, kiedy w żaden inny sposób nie potrafiłby zlokalizować źródła mocy. Nawet go to intrygowało, że coś takiego wpadło właśnie w jego ręce. Jakby miał ukryte powołanie, które mu mówiło, że z Changelingami będzie potrafił się dogadać. Nie wybiegając w przyszłość skupił się na rzeczywistej sytuacji. Chciał poczekać i zobaczyć, co się wydarzy. Czy najeźdźcy z kosmosu zrobią sobie w pobliżu lądowisko, czy też nie i będzie musiał sam się pofatygować. Przy obu rozwiązaniach miał mieszane uczucia. Z czym tak naprawdę przyjdzie mu się zmierzyć? Porządny klaps w policzek i powrót na ziemię. Wszystko w obronie planety!
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Kwi 10, 2015 12:55 pm

Ów changeling miał na sobie pancerz z bazy lodowych, a więc tych bardziej agresywnych i nieprzyjemnie nastawionych do nameczan, ale również i słonecznych "braci". Z niewiadomych z początku dla Fanalisa powodów zachowywał się dość pokojowo i jeszcze uraczył nameczanina prezentem.
- Niezły z Ciebie badacz nameku. Psujesz nam zabawę z żabami, ale zapomnijmy o tym. Dzieje się to, że pewna ohydna rasa atakuje planetę i trzeba ich wszystkich zlikwidować. Naprawdę mam to na myśli. Namnożyło się ich za dużo i panoszą się po kosmosie. A co do pomocy... Powiedzmy, że możesz mi się przydać. Wydaje mi się, że potrafisz walczyć. Na czas bitwy proponuję... ciężko mi to przechodzi przez gardło... połączyć siły, ale potem zapomnij o ciepłych słowach i uprzejmościach. Pozwolę Ci odejść. Chyba, że saiyanie Cię zabiją. Nie będę nadstawiał za Ciebie karku. Potrafisz tę waszą technikę wielkoludów?
Changeling wyjaśnił dość szczegółowo Fanalisowi co ma nadejść, a więc nameczanin mógł się przygotować teoretycznie na najgorsze. Przynajmniej może być pewny, że nie zginie z rąk tego changelinga.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Kwi 10, 2015 4:18 pm

Teoretycznie Fanalis powinien podziękować za prezent Changowi i puścić się biegiem do najbliższej wioski, żeby pomóc swoim pobratymcom. Dobrze wiedział, jak działa własne plemię i ich priorytety. W dobie zagrożenia należało się jednoczyć i bronić tego, co najcenniejsze. Nie, żeby akurat jemu po tak długim czasie nie zależało na braciach. Wnikliwy tok sytuacji i pojawienie się dość silnie wyglądającego Jaszczura odmienił dalszą wizję postępowania. Towarzystwo było wielkie, a zmasowany atak trochę nie podobał się samotnie będącemu Fanowi. Rozglądał się po okolicy w detektorze, żeby przywyknąć i mieć szansę zauważyć przeciwnika bez zbędnego korzystania z lokalizatora. Trochę nerwowość go zjadała, aby przypadkiem nie zostać zaskoczonym z którejś strony.
W każdym razie z poważną miną wsłuchiwał się w słowa Changelinga. Przytaknął raz na stwierdzenie rozejmu i współpracy. Doskonale zdawał sobie sprawę z pozycji Lodowatego. Nie chciał oddać planety nikomu, a samemu nią zawładnąć. Niech mu będzie. Namek z kolei był swojego zdania, że pozytywne relacje są możliwe u wszystkich i można dzielić się wspólnymi dobrami. Oczywiście nie mógł mieć takiego podejścia cały czas. To by go zgubiło. Lekka nieufność do każdego pozwalała czasami rozwiązać problem i mieć szersze spojrzenie na sytuację. Chłopak nie był również zdziwiony, że Chang wie co nieco o ich stylu walki. Musiał mieć pewne doświadczenie na polu walki, więc przewyższał Fanalisa w każdej dziedzinie. Nameczan niekoniecznie usposabiał się siłowo do walki. Owszem, chciał nabrać krzepy i móc bronić niewinnych, ale walkę przyjdzie mu toczyć raczej strategicznie niż bezpośrednio.
- Jasna sprawa. Mnie twoja wrogość wcale nie przeszkadza i chętnie Ci pomogę, gdy będzie potrzeba. Nie będę też wtrącać się na siłę i raczej postaram się pilnował własnego ogona. Co do technik, nie zdążyłem opanować nic specjalnego. Jestem zdany na te gogle i własne ciało. - zakomunikował otwarcie na rygor, jaki za niedługo może zapanować. Niemniej tę chwilę mógł poświęcić na przyjazny wydźwięk własnych wypowiedzi. Takie przyjemniaczki, jak Changeling zapewne zareagują obojętnym spojrzeniem albo zezłoszczą się na lekkomyślną swobodę rywala i tymczasowego sojusznika. Potem nadal rozglądał się po okolicy, w niebo i tam, gdzie byłby zdolny przyczaić się oddział Saiyan.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sob Kwi 11, 2015 12:26 am

Nagle niebo zaczęły przecierać snopy ognia. Wyglądało to niczym deszcz meteorytów. Zmierzały w najróżniejsze strony planety. Sytuacja była naprawdę poważna. Scouter Fanalisa zaczął pokazywać energię w punktach komet. Pięć kapsuł wylądowało całkiem nieopodal nich. Changeling próbował strącić jeszcze jedną z kapsuł za pomocą dość ciekawej techniki. Był to dysk stworzony z energii.
- Przynajmniej jednego drania bym mógł rozpłatać. Cholerny dysk jak zwykle niecelny. - Przez chwilę jeszcze klął na brak stabilności ki, na zbyt rozstrzępione kanty dysku itd. Bez wątpienia padło parę szczegółów, które mogłyby pomóc Fanalisowi wykonać podobną technikę.
Scouter wskazał po pewnym czasie KI właśnie te najbliżej nich, a także moc changelinga. Miał on 10 000 jednostek. Nie był to powalający wynik, ale powinna ta moc wystarczyć, ponieważ piątka wrogów miała kolejno około: 800, 1100, 2400, 2500, 2900 jednostek.
Nie minęło kilka sekund, gdy te ki pojawiły się wokół changelinga.
- No proszę. Gad już na nas czeka. Bierzemy go. Razem damy radę.
Zaczęła się walka, ale bardzo szybko Fanalis przekonał się jak to będzie wyglądało. Gado Jishin pacnął jednego z nich w kierunku nameczanina, a najsłabszego wyeliminował pojedynczym strzałem z palca. Tamci zaczęli kląć i w trójkę walczyć z changelingiem, którzy krzyknął do Fanalisa:
- Zajmij się nim. Nie mam czasu na płotki.

OoC:
Walczysz z saiyanem, który wszystkie statystyki ma po 40, czyli jego moc to dokładnie: 1120 jednostek. Aha... Changeling użył Kienzana, więc w razie chęci będziesz mógł się uczyć tej techniki.

Masz dwie opcje na walkę. Albo ja Ci odpisuje albo możesz walczyć przy użyciu kości, wtedy możesz szybciej tę walkę ogarnąć niż czekać np. na odpis ruchu. Wystarczy, że skorzystasz z opcji POST REPLY albo naciśniesz PODGLĄD w szybkiej edycji i masz pełny edytor. Pod okienkiem edytora masz pole RZUT KOŚĆMI. Wybierasz walka automat i zostawiasz jedynkę. Jak napiszesz posta to dajesz normalnie SEND i następnie losuje atak.
Jeżeli wypadnie technika to saiyan używa ki-sworda na Tobie.
Pod tym linkiem masz fajnie podany przykład walki z kościami i opisy. Może Cię zainspiruje.

Jeżeli jednak chcesz walczyć i czekać na odpisy, to nie rzucaj wtedy kością.
Pod tym postem masz przykład jak wygląda wynik rzut kością. To co wypadnie to opisz jak on Cię atakuje pierwszy tym atakiem, a następnie rozpisz swój atak.

______________________




Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Sob Kwi 11, 2015 12:27 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 564
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sob Kwi 11, 2015 12:26 am

The member 'NPC.' has done the following action : Rzut Kośćmi

'Walka automat ' :

Result :

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 5:50 pm

Czekanie budujące coraz większe napięcie miało także swój pozytywny czynnik, który zagrzewał do boju. Niecierpliwość z Nameczaninie była niewielka, tak samo, jak opadająca niepewność. Wszystko rozstrzygnie się na bieżąco. Detektor Fana zadziałał w najmniej spodziewanym momencie. Widać było, że z niego żółtodziób. Po chwili skupił uwagę na wykresach pokazujących się na ekranie, a wkrótce potem na niebie zaczynały dziać się przewidywania Changelinga. Statki jeden po drugim tworzyły świetliste znaki, niczym ogniste pociski spadały na rodzimą planetę zielonej rasy. Widok oszałamiał, lecz z perspektywy obu stojących był to jedynie niechciany najazd. Oprawca musi zostać zneutralizowany, za wszelką cenę. Te obawy przyćmiła kolejna ciekawostka. Jaszczur wydobył z siebie Ki, które przybrało niecodziennych kształtów. Zainteresowanie Fanalisa było znaczące i bez przerwy obserwował rozegraną akcję. Ciśnięty dysk mógł zadać poważne obrażenia przelatującym statkom i niewątpliwie pomogłoby to im w dalszej konfrontacji. Podziw dla Changa spowodował, że przyszło Namekowi usłyszeć parę cennych rad na temat zastosowanej techniki. W takich okolicznościach to dobra możliwość do skopiowania tymczasowego towarzysza i w późniejszym czasie do nauczenia się jej samodzielnie. Nie należało jednak rozpraszać się, bo wraz ze zniknięciem z nieba kapsuł, nieprzyjaciel zebrał się w ich pobliżu. Także posiadali scoutery, więc namierzenie stanowiło łatwą kwestię. Wtedy też liczby na wyświetlaczu znowu zaczęły skakać i pokazywać szczegółowo każdego z nich. Nie do końca wiedział, co te jednostki oznaczają i jaką on sam miałby moc według tej miary. Oddział wroga na szczęście był zainteresowany jedynie Changelingiem, więc Fanalis mógł obserwować całe zajście z odpowiedniej odległości. Siła dziesięciu tysięcy jednostek robiła swoje i jaszczur bez kłopotu rozłożył formację wroga. Lodowy zadbał o rozrywkę Nameka, więc jego perspektywa obserwatora musiała ulec zmianie. Podziw umiejętnościami Changa zaćmiła jego pogląd na sytuację i nie sądził, żeby ta grupka zdołała go pokonać. Poważny ton zaraz ocucił go z zadumy i postawił przed poważnym wyzwaniem. Detektor zaraz wskazał moc odtrąconego Saiyana. Był najsłabszy z tych jeszcze stojących, więc w ocenie doświadczonego kompana powinien mieć szanse na walkę. Spoglądał na rywala z bojowym nastawieniem. Nie chciał niczego przegapić, ale mimo wszystko korciło go, żeby odezwać się do przeciwnika.
- Hmm... Zanim zaczniemy, czy mógłbyś powiedzieć, jaki mam poziom mocy? Twój jest w zasadzie bardzo duży... - nie zdążył dokończyć, ponieważ w mgnieniu oka został uderzony w twarz wymachem pięści. Wróg nie chciał słuchać i wykorzystał moment na cios. Fanalis pod wpływem tej szybkości padł i przeturlał się, ale nie miał problemu ze wstaniem. Zezłościło go to wystarczająco, żeby bez skrupułów odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Spoglądając przez szybkę widział własne ruchy i szybkość być może była zbliżona do jego. Namek rozpoczął od postawy, gdy już się pozbierał i nie ograniczał się w ofensywie. Również zamierzał pokazać na co go stać i po kilku mylących ciosach, które miały za zadanie odwrócić uwagę Saiyana, zrobił wymach nogą prosto w brzuch. Na kopnięciu nie skończył, bo zaraz zebrał w sobie energię i uformował ją w dłoni, po czym cisnął Ki-blasta w momencie, jaki wydał mu się najodpowiedniejszy. Zważywszy na efekt kopnięcia, był bez szans na reakcje, a obrażenia doszły do skutku. Młodzik liczył na to, że teraz przeciwnik będzie brał go na poważnie - mimo jego ciekawskiego nastawienia.
- 1070 jednostek, Nameku. - powiedział z niezadowoleniem, jakby w nagrodę za ostatnie stawienie oporu przed siłą niepokonanych Saiyan.

Podsumowanie:
 
Powrót do góry Go down
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 564
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 5:50 pm

The member 'Fanalis' has done the following action : Rzut Kośćmi

'Walka automat ' :

Result :

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 9:22 pm

To dziwne zjawisko, ale Fanalis ucieszył się ze słów przeciwnika. Na jego twarzy wypłynął uśmiech, niczym błogie uniesienie. Wprawdzie wojownicza mina Nameka, która za każdym razem mogła przerazić, to stał się na moment uroczym chłopakiem. Kto, jak kto, ale jemu sprawiło to przyjemność. Niby wymuszony komplement po oddaniu ciosu, więc przeciwnik przejął się umiejętnościami zielonego wojownika. W następnym momencie Fan potraktował się chłodno i z zastanowieniem stwierdził, że to znaczy iż jest kapkę słabszy. Nadal nie miał pojęcia, co jest podstawą do obliczeń. Ustrojstwo nadal było dla niego zagadkowe, ale fajnie się przy jego pomocy zdobywało informacje.
- Jest ode mnie troszkę silniejszy, jeśli wierzyć detektorowi. Trzeba będzie zastanowić się, jak wygrać... - powiedział do siebie i jedyne, co mu dodawało motywacji, to chęć wygranej. Na pewno musi wygrać, żeby pokazać na co stać Nameczan. Jak mawiają: łatwo skóry nie sprzeda. Ze wcześniejszych słów Changelinga jasno wynika, że Saiyanie są tu po to, żeby podbić planetę. Główkowanie należy pozostawić na później, bo znowu się rozproszy i oberwie. Pełna koncentracja na wrogu. Wreszcie młodzik czuł się odpowiednio. Nastrój walki podsycał jego chęci. Jednak zawczasu musiał zająć się komfortem. Nie zdoła jeszcze przyzwyczaić się do detektora, dlatego wolał go zdjąć. Schował gogle za pas, gdzie powinny być w miarę bezpieczne. Nigdy niczego nie wiadomo, a na pewno wyjdzie lepiej niż miałby oberwać w głowę kolejnym, szybkim ciosem. Nie miał zamiaru testować wytrzymałości sprzętu jaszczurów.
Postawna garda pozwoliła mu znowu wrócić do odpowiedniego rytmu i czekać na odwet najeźdźcy. I tym razem miał do czynienia z błyskawicznymi uderzeniami. Naparcie zmusiło go od razu do odwrotu. Cofał się, żeby nic go nie dosięgnęło, ale nici z uników, które pozbawiały go równowagi. Znacznie trudniej było mu przystosować się do agresji niż jego rywalowi. czyżby aż tak bardzo różniło się zdobyte przez obu doświadczenie? Fanalis mógł się nad tym zastanowić w trakcie leżenia. Pozbierał się w miarę prędko, żeby nie zostać z niczym i nie kusić cierpliwości jegomościa do ponownego wybuchu siły. Ocena sytuacji Nameka była raczej marna i jeśli mierzy się z całą mocą Saiyana, to być może nawet on zdoła nabrać rutyny. Bez tego zmęczy się szybciej niż jego przeciwnik. Odetchnął głęboko i zaczął się rozpędzać. Nie mógł liczyć na swoją siłę, dlatego nadrobi szybkością. Do tego miał nadzieję, że wytrzymałość i ogólna kondycja go nie zawiodą. Te czynniki, którym ufał - miał zamiar skorzystać z nich, aż do upadłego. Musiał być czujny, żeby nie nadziać się na jakąś sztuczkę oponenta. Tacy, jak on - wojownicy z galaktyki - pewnie posiadają specyficzne techniki. Szkoda, że Changeling nie powiedział o nich czegoś rozsądnego. Tak na wszelki wypadek, dla kogoś z obawami. Lodowy był zbyt dumny, żeby przyjąć jakieś rady, ale nie Fanalis. Nameczanin wyprowadził podobną formę szybkich uderzeń, chcąc w stylu swojej rasy wymanewrować napastnika.

Podsumowanie:
 
Powrót do góry Go down
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 564
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 9:22 pm

The member 'Fanalis' has done the following action : Rzut Kośćmi

'Walka automat ' :

Result :

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 11:53 pm

Wszelkie obawy Nameka zniknęły, gdy tylko w jego organizmie zaczęła krążyć adrenalina. Swoiste przyzwyczajenie do wysiłku i napierający strach obudziły w Fanalisie wojownika na miarę swojej rasy. Nadal miał wiele do zaoferowania błahą postawą, jednak nabyte doświadczenie wkrótce ukształtuje niedociągnięcia. Z każdym następnym oddechem przybywało nowych doznań. Dodawały mu chęci i pobudzały do działania. Musiał być świadomy w każdym calu, żeby udźwignąć ciężar zwycięstwa. Pod wpływem walki nie było można pomyśleć, żeby odwrócić wzrok. Musiał opanowywać ciekawość związaną z bardziej podniosłą walką, jaką była niewątpliwie potyczka Changelinga z trzema Saiyanami. Destrukcja jaką nieśli odbijała się jedynie echem po pustkowiu. Wielkie Jezioro było znaczone pierścieniami topionych odłamków skały, które poniewierały się dookoła i odbijały rykoszetem. Stwierdzenie odległości batalii było poza zasięgiem Fanalisa. Nie było powodu martwić się i zawracać tym głowy, kiedy jemu również podobał się owy rozwój wypadków. Cały czas miał przed sobą przeciwnika. Wymieniali ciosy i oboje wiedzieli, że przyjdzie moment wyczerpania. Wtedy zacznie się prawdziwe staranie. Niemniej, nim do tego dojdzie, któryś z nich będzie musiał przejąć inicjatywę. Nameczanin był widocznie młodszy od mężczyzny w stroju galaktycznego wojownika, być może to dawało mu potrzebną zwinność. Patrząc po skafandrze Saiyana pociłby się w nim niemiłosiernie. Zaczynał już łapać ruchy wymagającego oponenta. Nadal miał pełno siły, żeby zrobić użytek z szybkości. Skoro byli na równi z poziomem mocy, to szkoda krępować samego siebie i dołożyć wrogowi, żeby on również nie zapomniał o co toczy się stawka. W tym względzie Fanalis był bardziej zmotywowany, bo nie pozwoli obcemu na samowolkę bez uszanowania reguł gościny. Nie było nawet mowy o tak oczywistej kwestii. Najeźdźca wybrał agresywne nastawienie.
Nim Fan zorientował się i zareagował na ruchy Saiyana, ten zaszedł go od boku. Niemal na powitanie zgarnął pięścią, ale uchylił się w porę. Ta nieostrożność kosztowała go zadraśnięty polik. Pieczenie dało o sobie znać w chwilę później, lecz był to sygnał do tego, żeby nie dawać rywalowi ani sekundy oddechu. Nie odskoczył daleko, więc teraz mógł wyprowadzić zdwojony w sile atak. Uderzenie wyprowadził podniesioną ręką, żeby trafić w kantem dłoni w przegub nieprzyjaciela. Włożył w ten cios całą siłę i precyzję, na jaką mógł sobie w danej chwili pozwolić. W pełnym okrzyku bojowym wylał na przeciwnika gniew, który do niego czuł, żeby obawiał się go i stracił wolę walki. Potrzebował psychicznej przewagi, aby załatać braki między ich umiejętnościami.

Podsumowanie:
 
Powrót do góry Go down
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 564
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Kwi 12, 2015 11:53 pm

The member 'Fanalis' has done the following action : Rzut Kośćmi

'Walka automat ' :

Result :

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   

Powrót do góry Go down
 
Wielkie jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Wielkie jezioro
» Zwiedzenie - czasy ostateczne
» Szkliste Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: