Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Równina

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Równina   Sro Maj 30, 2012 4:46 pm

Nigdzie na tej planecie nie znajdziecie lepszego miejsca do epickiego starcia pojedynczych wojowników lub nawet armii. Owe miejsce jest tak wydeptane, że nawet mchy i porosty nie chcą tu rosnąć, jakby bały się uderzenia z ciężkiego buta.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Wto Lip 22, 2014 8:26 pm

Z Konack, przez Orbitę Ziemii. Music Theme

Kapsuła przecięła niebo, pozostawiając gęstą smugę, przeleciała przez chmury tworząc w burzowej aurze dziurę, przemknęła przez pioruny i zderzyła się z gruntem. Kamienie, piach, drobinki roślin wzniosły się w powietrze, zawirowały i rozleciały na wszystkie strony wzbijając ciemnobrązową chmurę. Statek tuż przed zderzeniem niemal całkowicie wyhamował przez co powstał tylko niewielki krater. Rikimaru siedział jeszcze chwilę w statku zaciągając się jakimś leczniczym dymem i wertował swoim umysłem każdy skrawek planety w poszukiwaniu silnych i słabych ki, aur złych oraz dobry, przeciętnych i niezwykłych. Smagał każde jestestwo bytujące na tej planecie żeby zorientować się w sytuacji.
Ściągnął urządzenie z twarzy i nacisnął guzik otwierający właz. Za pomocą ki odrzucił cały pył z okolicy, aby świeże i czyste powietrze doszło do jego nozdrzy. Zaciągnął się głęboko burzową aurą i rześkim powietrzem.
- Ziemiaaa... Jak tu dawno nie byłem.
Na Konack często zmagał się z gorącym i ciężkim powietrzem. Nie tęsknił za tamtą planetą, ani żadną inną. Nie czuł przywiązania do niczego poza Ziemią, jako tą która wydawała go na świat. To była jedyna rzecz. Nie rodzina, której jako Shin względnie nie posiadał, ani ta która pozostawiła Rikimaru samego po wypadku. Żadni przyjaciele poza pewnymi osobami, które przyczyniły się nieco do tego jak potężny się stał i to były jednostki, które uwzględniał w swoim grafiku. Sprawdzić jak się rozwinęli i czy warci są uwagi. Patrzył na wszystko pod kątem walki, ale potem przyszedł mu zamysł pewnego rodzaju gry. Przebiegłej i niebezpiecznej, prowadzącej do totalnej wojny i chaosu. Rozciągnął kark, nadgarstki, a potem rozluźnił kończyny potrzepując nimi. Za pomocą telekinezy nacisnął w kapsule koordynaty na lodowym pustkowiu. Tam schowa obiekt, aby być może go kiedyś wykorzystać. Z pewnością na jakiś czas zabawi na Ziemii. Czuł, że po połączeniu się z demonem, mając takie komórki w sobie będzie żyć dużo dłużej niż jakikolwiek ziemianin. Skoro ma całą wieczność aż do swej śmierci... To może się nieco zabawić.
Na pewno pierwsza rzecz, która jest konieczna to dobry trening, a wraz z nim przydałoby się opanować nową technikę.

OoC:
Regeneracja 20% HP i KI w kapsule.
HP: (40163+15750=) 55 913
KI: (23625+23625=) 47 250
PL: Przez ułamki sekund 100 000 PL, a tak to 1.

Trening Start

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Lip 23, 2014 8:56 pm

Najlepszą techniką jest atak, a najlepszym atakiem jest taki, który unieszkodliwi przeciwnika na pewien czas. Znał coś takiego, co użyto na nim dwukrotnie. Najpierw aby go zmienić, a potem odmienić. Chocolate Beam, który był w stanie zmienić wroga w cukierek lub jakąś słodkość, która co najwyżej mogła latać i uderzać. Oczywiście zwykłe fizyczne ataki to już pikuś, który może bez problemu zatrzymać, gdyby była taka potrzeba. Po połączeniu się z demonem Shin D.Rikimaru musiał posiadać tak zacną technikę, która zwiększa szansę na zwycięstwo nawet z dwójką potężnych wojowników.
Musiał ją sobie tylko... przypomnieć. Shin używał jej ostatni raz na Ziemii, czyli jakieś 50... a w zasadzie 150 lub 250 lat temu. Trochę czasu minęło. Jeszcze w formie bardziej człowieczej niekoniecznie technikę doprecyzuje w taki konkretny sposób jak chociażby to robił Dragot, ale z drugiej strony Shin używając tej techniki zamieniał przeciwników w energy drinka lub kawę z dwiema łyżkami mleka, trzema łyżeczkami cukru i ze szczyptą chili. Rozgrzewającej i dodającej na chwilę energii zwykłemu człowiekowi, a demonowi służącej za przysmak. Bez wątpienia odtworzenie tej formy będzie smaczne.
Opanować będzie trzeba pewnie bardzo szybko, ponieważ wyczuł kolejną potężną moc. Bez wątpienia była to siła demona z dość negatywnie w danej chwili nastawioną aurą. To już w zasadzie drugi, bo niedawno wyczuł w innym miejscu innego, z którym styku nigdy nie miał. Rozpoznał tę większą energię, a przynajmniej była podobna do mocy June, ale widząc ją pierwszym razem miała dużo lżejszą aurę. To ona odmieniła go od formy cukierka.
Łącząc te dwa sposoby i koncentrując się na swojej ki skierował wzrok ku skałom. Podleciał bliżej, żeby powybierać jakieś średniej wielkości kamienie. Następnie wystawił rękę i zaczął formować swoją aurę w taki sposób, żeby zmienić strumień ki w coś w rodzaju magii, bo poniekąd tym była ta technika. Potrafiły ją wykonać demony, które zawsze miały w sobie coś dziwnego, niezwykłego, magicznego, a czasami nieco mrocznego.
Sposób wykonania techniki przez Rikimaru również był osobliwy, ponieważ unoszący się w powietrzu kamień spowiła czarno-granatowa chmura, a następnie rozbłysnęło i pojawiła się puszka z piwem, która upadła na suchą trawę i zrosiła źdźbła trawy, które się po chwili ożywiły i zazieleniły. Podniósł napój i otworzył.
Ssssyk. Zimny złoty, gorzkawy napój po chwili zmoczył lekko przyschnięte gardło Rikimaru po podróży kapsułą kosmiczną.
- Ahhh... Dla ochłody dobre, ale muszę to dopracować. Ma być energy drink lub kawa. W ostateczności orzeszek ziemny lub szarlotka.
Zgniótł bez problemu pustą puszkę jedną ręką i zniszczył ją za pomocą wytworzonego w ręce ognia. Kolejna z umiejętności, którą nabył dzięki połączeniu się. Wystawił ponownie rękę i tym razem skoncentrował się na czymś mniej orzeźwiającym, a bardziej pobudzającym, a co ważniejsze musiał za pomocą tej chmurki przeniknąć w każdą komórkę tego co spowijała, żeby w przyszłości zamienić nawet duży obiekt, żywy, jak np. inny człowiek, demon, saiyan, changeling, nameczanin, kaio-shin... Tyle ras znał, każdego z przedstawicieli spotkał i zastanawiał się jeszcze nad innymi rasami. Większość które istniały wybił jako Shin D.Ragon w przeszłości, a pewnie całej reszty jeszcze nie spotkał.
Powrócił myślami do kamienia, chmury i w mig energia ki przeniknęła każdy atom kamienia aż błysk objawił przed nim malutkiego orzeszka, ale nie ziemnego, lecz włoskiego. Był blisko, ale to nie to. W dodatku smakołyk nie był najlepszy, bo była odczuwalna nutka suchej skały. Pojawiła się okazja przećwiczenia na żywym organizmie. Ptak, który przelatywał nad równiną nie miał szczęścia. Sępa nikomu pewnie szkoda nie będzie, bo było to stworzenie brzydkie i mało przydatne. Kończyło najczęściej jako papka dla hien, które podobnie nikomu nie były potrzebne. Pierwsze dwie próby nie były udane, bo albo ciało ze skrzydłami pozostało, a jedynie głowa z szyją zamieniły się w pół zgiętej puszki z której wylewała się krew. Przy drugiej próbie na tym samym obiekcie wyszła szarlotka, ale wyraźny posmak mięsa i krwi nie był przyjemny.
Następna okazja pojawiła się na kolejnym sępie, który gdzieś w oddali konsumował zwłoki jakiegoś psowatego. Być może nawet hieny. Tym razem, za trzecim razem pełen sukces. Szarlotka na pół metra kwadratowego. Taka ilość wszamana na jeden raz dała sytość na dłuższą chwilę, aby mógł kontynuować dalej trening mentalny i rozwinąć bardziej KI...
To pole to idealne miejsce na walkę, ale z drugiej strony jeszcze odpoczywał po walce z Ffynci Ceffylem. Szybko zwinął się z Konack, nie żegnając się z nikim, nie rozmawiając. Po prostu zostawił ten etap za sobą, ale częściowo był już gotów do potencjalnego starcia. Nie ukrywał cały czas swojej mocy. Niech się inni niepokoją. Złowrogiej aury nie maskuje. Nie kryje się z tym.

OoC:
Regeneracja 20% HP i KI dzięki posiłkowi i energetykowi.
HP: (55913+15750=) 71 663
KI: (47250+23625=) 70 875
PL: Ponownie przez ułamki sekund między 50 000 - 120 000 PL, a tak to 1.

Trening Kontyuacja

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Lip 30, 2014 5:22 pm

Trening arcyciekawej techniki zamieniania rzeczy oraz stworzeń w smakołyki powoli dobiegała końca, a po paru godzinach chodzenia po równinie i zamianie wilków, jeleni, różnych ptaków w ciasteczka, szarlotki, kawę lub napoje energetyczne miał dość. Tyle razy strzelać ciemnogranatowym promieniem lub tworzyć majestatyczny obłoczek przenikający każdą komórkę w ciele dowolnego stworzenia sprawiając, że te z początku dusiły się nie mogąc złapać oddechu zaciągając się i sprawiając, że jeszcze ten ciemny środek wnikał do krwi, a potem od wewnątrz do komórek przyspieszały przemianę, aż w końcu potrafił zamienić swój cel w ułamku sekundy w to co chciał, co by mu najbardziej smakowało i odpowiadało, ale zauważył pewną tendencję przy tej technice.
Im większy i silniejszy był osobnik tym trudniej było go przemienić w napój, a jeżeli stworzenie było duże i mocne to jedynie był w stanie zamienić w coś twardszego lub dużo gęstszej konsystencji i bardziej jednolitym kształcie. Trafiając na niedźwiedzia grizzly, który polował akurat na rybki przekonał się o tym. Wytworzył wielką chmurę, a zwierz ryknął i jego złość powieliła jego moc z 150 jednostek do 1500, a zwierzak zwiększył swoje rozmiary i musiał zwiększyć kłębek i jego gęstość. Wniosek nasuwał się jeden. Człowiek dysponujący mocą, którą Rikimaru miał rozpoczynając gonitwę za szaleńcem w Ginger Town jest na tyle mocny, że co najwyżej zamieni takiego osobnika albo w orzeszka pokrytego czekoladą lub w miodzie albo w cukierka co najwyżej o smaku kawy lub napoju energetycznego.
Oczywiście taki stan rzeczy w zupełności mu wystarczał i technika była odpowiednia żeby ją przetestować na kimś, kto tę technikę zna...
Wyczuwał tę ki od jakiegoś czasu. Kierunek West City. June, o ile dobrze pamiętał. Demonica, która odmieniła go z formy cukierka, a z pewnością potrafiła przemienić kogoś w smakołyk. Wyczuwał jej aurę bardzo wyraźnie, ale z nią był ktoś jeszcze. Niby człowiek? Nie do końca, bo aura też podobna do saiyana Reito, ale to nie był on. Jego na Ziemi nie wyczuwał, ale może też się zmienił? Ten chyba był słabszy. Pojedynek z tą dwójką mógł być ciekawy, ale w głębi lądu w Central City wyczuwał aurę Frosta, oczywiście mocniejszą niż, gdy ostatni raz go widział, ale sporo brakowało. Oprócz tego dwie aury podobne do tej z West City, ale jedna słabsza, druga mocniejsza. Frost z nich był najmocniejszy.
Gdzieś nad Oceanem znajdowała się potężna moc kolejnego demona oraz znów podobna aura, ni to ludzka, ni to saiyańska. W innym miejscu wyczuwał ledwie moc Dragota, która jakby się rozchodziła w wielu miejscach. Coś ją maskowało przez co trudno mu było zlokalizować dokładne miejsce.
Między West City, a Central City znajdowała się, a raczej przemieszczała również jakaś KI. Saiyańska aura bez wątpienia, a wraz z nią ktoś o podobnej aurze do Chepriego. Zmierzali we dwóch z dużą szybkością, większą niż wskazywała na to ich moc. To by było na tyle, jeżeli chodzi o ziemski padół poza pewnym szczegółem, który niewątpliwie wybudził go, gdy kapsuła wchodziła w układ słoneczny. Aura była jednak trudna do zlokalizowania i mieszała się z aurą wielu ras.
Kierunków mógł wybrać kilka, a zastanawiał się czy nie sprawdzić wyspy gdzieś na oceanie lub też morzu, gdzie znajdowała się kolejna znana mu jednostka. Aura była podobna jak kilka innych silnych, wyróżniających się na planecie, a wtedy od Hikaru nie dowiedział się nic. Kim jest, ale ogon mógł wskazywać na saiyana. Coś mu mówiło, że być może saiyanie się po prostu połączyli z ludźmi. Związek całkiem możliwy patrząc na to, że są do ludzi niezwykle podobni. To by wyjaśniało jego rozterki.
Tak zaawansowana medytacja i otwarcie się na przestrzeń mogło zwrócić uwagę każdego, gdy tak smagał swoim zmysłem ich aurę, ale z drugiej strony wyciszając moc niemal do minimum znów mógł pozostać ukrytym. Teraz bez wątpienia po fuzji z demonem, o której to wtedy mówił białowłosy wojownik, był kimś kim można się było zająć, ale z drugiej strony starcie dwóch potęg mogło również do zagłady doprowadzić. Któż wie, czego można się spodziewać po kimś, kto składa się z dwóch nieprzewidywalnych osobowości?

OoC:

Regeneracja 15% HP i KI dzięki posiłkowi podczas zamieniania zwierząt itp. w napoje energetyczne Very Happy
HP: (71663+11812=) Full
KI: (70875+17719=) 88 594
PL: Ponownie przez ułamki sekund między 100 000 - 150 000 PL, a tak to 0-1.

Trening Koniec => Dział treningowy

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Lip 30, 2014 11:26 pm

Jaka przyszłość kreuje się przed ludzkością? Co przyniesie połączenie się kogoś takiego jak Rikimaru z kimś takim jak Shin D. Ragon? D.? Co oznacza ta tajemnicza litera i co zwiastuje? Czy świat, a nawet wszechświat doświadczył czegoś takiego? Połączenia się demona z osobnikiem jakiejś rasy? Może jego moc nie jest najwyższa we wszechświecie i jest wielu, którzy mogą mu się przeciwstawić to jednak nawet piekło nie zatrzyma jego zapału do walki. Prawdę mówiąc piekło to idealne miejsce dla niego, żeby nieustannie walczyć i zwiększać swoją moc...
Stawać się diabelsko potężnym z każdą kolejną walką i unicestwiać. W piekle mógłby to robić nieustannie, ale zabijanie kogoś, kto zaraz odżyje może być nudne. To walka w realnym świecie jest smaczna i daje frajdę. Nie liczy się już to, że narodził się jakiś tam Rikimaru lub też jakiś Ragon. Teraz jest jeden uniwersalny wojownik, którego los został na nowo nakreślony całkiem niedawno i to w całkiem innym wymiarze. To co zmienił w przeszłości nie miało wpływy na obecny czas. Odkrył coś, do czego być może 99% osobników nie dojdzie nigdy. Wniosek nasuwa się jeden. Jeżeli pokona kiedyś wszystkich w tym wymiarze to będzie musiał znaleźć sposób żeby znaleźć się w innej czasoprzestrzeni i stoczyć walkę na nowo z podobnymi wojownikami, którzy jednak mogą mieć całkiem inną moc. Odetchnął głęboko, ponieważ już doskonale wiedział, gdzie się teraz uda i w jakim celu. Być może ta osoba nie będzie zadowolona jego przybyciem, być może zechce aby odszedł, ale jest to ktoś, kto go może nauczyć więcej. Może przekazać mu wiedzę wszelką na temat ziemi i technik ludzkich. Już go trenował i jeżeli podejdzie w odpowiedni sposób do sprawy to być może otrzyma to czego oczekuje. Czyli doskonałości dla człowieka, a gdy już to osiągnie to skupi się na sile drugiej strony. Demony. Jest ich wiele. Słabsze i silniejsze. Bez względu na moc każdy z nich ma wyjątkowe i unikalne techniki, których będzie się warto nauczyć.
Dlaczego najpierw ludzkie tajniki? Ponieważ to więcej demonów trafia do piekła i tam być może pozna resztę, jeżeli kiedyś tam trafi, a stanie się tak na pewno. Jako Rikimaru pewnie wisiał na granicy, ale łącząc się z D.Ragonem jego los przechylił się zdecydowanie na jedną szalę, ale kto wie, czy też nie poddano by go czyśćcowi, żeby narodził się całkiem na nowo... Zacisnął pięść i wyszukał cel swojej podróży. Ujrzał to wyraźnie i wiedział, że na tej drodze znajduje się dwójka osobników, których moc może być duża. Jednak Genialny Żółw zauważy to i będzie wtedy z góry załatwiony. Czym się przejmować? Walka ze starym prykiem też nie byłaby taka zła. Uśmiechnął się i rozluźnił pięść.
Chmury nad równiną przerzedzały się, gdzieś w oddali przebijały promienie słońca i ponownie przewijały się jakieś zwierzęta. Nie interesowały go już. Były niedawno celem treningowym, ale teraz plany się zmieniły. Momentalnie jego aura rozbłysła, grom piorunów przewinął się po całym obszarze masakrując równinę kraterami od uderzeń, spalając drzewa na granicach i zabijając co niektóre stworzenia, które znalazły się w zasięgu. Następnie jego moc wzrosła do 75% maksymalnej siły, czyli około 120 000 jednostek. W jednej chwili na polanie pozostała po nim tylko smuga, a fala uderzeniowa od jego prędkości rozgoniła wszelkie gęste obłoki. Deszcz walił mocno w jego twarz, krople rozbryzgały się na tysiąc mniejszych, a jego niewzruszony wzrok wodził po obszarze przed nim.
Pod nim tylko przewijały się polany i lasy, bagna, jeziora i góry, a wnet znalazł się nad plażą i dalej rozciągały się szerokie wody. Nie było samolotu na tym świecie, który mógł go dogonić. Gdyby tylko mógł wytrzymać w przestrzeni kosmicznej to podróżowałby samodzielnie, a nie za pomocą statku. Tak czułby się lepiej i pewniej, będąc gotowym w każdej chwili do walki.

OoC:
Regeneracja 10% HP i KI.
HP: Full
KI: (88594+11812=) 100 406
PL: Ponownie przez ułamki sekund między 100 000 - 150 000 PL, a tak to 0-1.


z/t nad Ocean

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Pią Sie 01, 2014 10:18 pm

Podróż ciągnęła się w nieskończoność. Jednak lot z Vegety na Ziemię zajął dłużej niż Raziel mógł przypuszczać. W międzyczasie więc postanowił się zdrzemnąć. Na swoje szczęście śnił o mało ważnych rzeczach. Żadnych koszmarów, czy też jakichś radosnych, pełnych srających tęczą jednorożców snów. Zwykła szara rzeczywistość. Sprawdził też możliwości swojego nowego scoutera i przeskanował planetę w poszukiwaniu energii swojej siostry. Oprócz niej było tam kilka innych, w tym jedna za blisko Vivian. „W coś ty się wpakowała księżniczko.” pomyślał zielonooki przystępując do sekwencji startowej. Poczuł nieprzyjemne uczucie w żołądku, kiedy jego pojazd przebijał się przez atmosferę i wchodził w grawitację. Po kilku minutach jego kapsuła rozwaliła kilka drzew i zrobiła dość porządny lej w niebieskiej planecie. Planecie, na której jego matka zdradziła jego ojca. Na tej planecie poczęto Vi i gdzieś tutaj znajdował się jej ojciec. Jeśli jeszcze żyje to Zahne spróbuje go znaleźć. Z samej ciekawości jak wyglądał człowiek, który sprawił, że poczuła do niego coś silna Saiyańska kobieta jaką była Aryenne Zahne.
Raziel przeciągnął się lekko i rozgrzał mięśnie, które zesztywniały po długiej podróży w niewygodnej pozycji. Po chwili zmniejszył kapsułę i schował ją do kapsułki, którą wsadził do kieszeni. Oto był na Ziemi. Od czego miał zacząć? Skupił się jeszcze raz na energiach, które były na tej planecie. Poziom był całkiem niezły, choć nie wiadomo ile osób ukrywało tak jak on swój prawdziwy poziom mocy. Włączył scouter i przeskanował najbliższą okolicę. W jego pobliżu nie było nikogo poważnego, więc mógł sprawdzić swój poziom Ascended. Na początek rozgrzewka. Ciemnowłosy rozstawił szeroko nogi i wziął głęboki oddech. W następnej sekundzie od podłoża do czubka jego głowa otoczyła go złota aura, równocześnie podnosząc i zmieniając jego włosy na blond. Oczy Saiyanina przybrały kolor czystego lazuru, zastępując szmaragdową zieleń. Pierwszy poziom Super Wojownika i jeśli wierzyć temu co pokazała im matka to najsłabszy. Syn Aryenne wiedział, że ta przemiana nie jest ostateczna, lecz by zdziwiony widząc jak potężne mogą się okazać następne stadia. Poziom Ascended był odrobinę lepszy od zwykłego SSJ, lecz to co najbardziej pociągało blondyna to były poziomy drugi i trzeci. Moc, która się za nimi kryła była olbrzymia i Raz chciał ją osiągnąć. Jeśli dobrze mu pójdzie i uda mu się wyzwolić kolejne pokłady energii, to być może wejdzie na drugie stadium przemiany. Jednak na razie nie musiał się tym przejmować. Zaniżył swój poziom mocy do największego minimum i napiął swoje mięśnie. Te po chwili zaczęły rosnąć, a energia wydzielana przez młodego Saiyanina stawała się coraz większa i większa. Po chwili na polanie prezentował się Nashi na poziomie Ascended Super Saiyanin. To było coś. Zupełnie jak na Konack, choć w tym wypadku przemiana zajęła mu o wiele mniej czasu i kosztowała go mniej mocy. Trzeba było przywyknąć. Wykonał kilka uderzeń pięściami w powietrze i odnotował w myślach, że choć jest silniejszy to zwiększona masa mięśniowa może go trochę spowalniać. „Muszę na to uważać. Ascended będzie wykorzystywany tylko w odpowiedni sposób. Inaczej będę za wolny by trafić przeciwnika.” pomyślał chłopak wykonując kolejne uderzenia. Prosta kalkulacja, po co komu po sile, skoro nie może nikogo trafić. Po kilku kolejnych minutach wojownik z Vegety ponownie przyjął postawę bojową. Nie przemienił się dopiero tutaj by podziwiać swoje muskuły. Wolał by na Vegecie jeszcze nie wiedzieli o tym co udało mu się osiągnąć. Zachowywanie asów w rękawie i wyciąganie ich w odpowiedniej chwili często stanowiło o wygranej. Tak właśnie było teraz. Lazurowooki miał zamiar jeszcze raz spróbować wykonać technikę Heat Dome Attack w pełnej jej krasie. Widział ją podczas walki z Hazardem i sam jej użył kiedy był scalony z Vernilem, lecz umiał tylko wykorzystać cząstkę z olbrzymiego potencjału fali uderzeniowej. Próbował na poziomie SSJ, lecz nie potrafił do końca przytrzymać mocy. Była dla niego zbyt duża i nie kontrolował jej. Lecz teraz może uda mu się utrzymać pełną siłę uderzenia. Skupił się, zaś złota aura zafalowała. Złączył dłonie przy swoim prawym boku i zaczął ładować moc. Nie tworzył żadnej kuli czy innego pocisku. Kumulował czystą moc w przestrzeni między swoimi dłońmi, by wystrzelić ją w następnej chwili przed siebie. Potężna fala poleciała prosto w jakieś wzgórze by po chwili obrócić je w proch. To już było coś, ale Raziel wiedział, że może wycisnąć z siebie jeszcze więcej. Tak jak przy technice Final Flash. Więcej mocy. Ponownie przyjął pozycję i zaczął skupiać energię. Technikę znał i nie musiał się jej uczyć. Teraz chciał tylko móc wykorzystać jak największą dawkę swojej energii w ataku. Siła przekroczyła już pięćdziesiąt procent, kiedy Zahne ponownie wystrzelił. Tym razem jednak fala poleciała prosto w powietrze, przecinając chmury. Oby nie trafił jakiegoś środka transportu. Tym razem poszło też dobrze, lecz jeszcze to nie było to. Kolejne próby przynosiły podobne wyniki, lecz Raziel musiał użyć jeszcze trochę mocy. Wyprostowała się w całości i wyciągnął dłonie do góry równocześnie ładując moc wokół siebie. Nie skupiał jej na małej powierzchni tylko dookoła siebie i to chyba był właśnie klucz do sukcesu. Po chwili wystrzelił całą energię potężnym strumieniem w górę. O ile się nie pomylił fala może dojść nawet na orbitę. Wystarczyło mu to. Wyluzował się, i zszedł do poziomu Super Saiyanina. Nie chciał jeszcze kończyć tego treningu. Miał jeszcze jedną rzecz do sprawdzenia. Skupił się i zaczął zwiększać swoją moc. Złota aura zawirowała i podniosła się jeszcze bardziej. Blondyn czuł olbrzymią moc, która płynęła w jego żyłach lecz podnosił energię jeszcze wyżej i wyżej. Wyczuwał w sobie jakąś tamę. Zaporę, która blokowała mu dostęp do dalszych pokładów mocy. Wiedział, że może do nich dotrzeć. Uda mu się.
- Muszę. Więcej. Mocy. – wychrypiał Saiyanin padając na kolana, lecz w dalszym ciągu nie przerywając skupiania energii. Miał przed oczami wszystko o co walczył. Eve, Axela, ojca, matkę, honor, a nawet Vivian. Chciał pokazać, że nie jest słaby, że da radę walczyć za nich i dla nich. Musi.
- Nie jestem słaby. – wychrypiał jak wtedy kiedy tsuful przejął jego ciało. Tak samo walczył. Czuł, że tama zaczyna pękać. -  Muszę. Musi mi się uda. Musi!!!
Krzyknął i właśnie w tym momencie fala mocy przerwała blokadę. Olbrzymi i niekontrolowany skok mocy wstrząsnął najbliższym otoczeniem, zaś wokół Raziela wytworzył duży lej. Jego włosy podniosły się jeszcze bardziej i teraz nawet niesforny kosmyk stał wyprostowany. W złotej aurze pojawiły się wyładowania elektryczne. Nashi czuł jak olbrzymia siła przenika jego ciało. Było to zaraz bardzo przyjemne, jak i dziwne. Duże obciążenie dla mięśni, lecz nie było najgorzej. Po chwili jednak wszystko się skończyło. Aura zniknęła, włosy opadły i zmieniły kolor. Tak samo oczy. Znów był normalnym Saiyaninem.
- Nieźle. Jak na pierwszy raz nie najgorzej. – mruknął do siebie chłopak, znów zaniżając moc i rozglądając się dookoła. Ten wybuch mógł przyciągnąć uwagę nieproszonych gości. A tylko tego Razowi brakowało.

Occ:
Koniec treningu.
Pierwsza przemiana w SSJ2

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Sie 06, 2014 4:16 pm

Co za glupia istota. Myslala ze jak przyjdzie i zrobi ladne oczka to spedze reszte zycia pilnujac jej. Kto mnie pomagal? Wszystko co mam zawdzieczam tylko i wylacznie sobie. Nie szkolilem sie u zadnego mistrza ani nie szukalem pomocy. Jesli sama sobie nie poradzi, to znaczy ze nigdy nie mialem potomstwa.

Leciałem od prawie godziny przed siebie będąc otoczony ciemno złotą aurą, byłem pozbawiony celu. Nie wiedziałem co powinienem zrobić. Błękitne niebo było praktycznie pozbawione chmur, lecz nic w nim nie było widać. Panowało mną tylko jedno uczucie. Niewytłumaczalny gniew. Jakby budziły się instynkty, wrodzona nienawiść do ludzi. Każdy z setki demonów które oddały mi swoją duszę zrodzony był z czystego złą, nienawiści i cierpienia. Ja nie jestem wyjątkiem, czuję że jedynym sposobem na utrzymanie kontroli to zadawanie cierpienia. Powoli tą kontrolę tracę, moja głowa niczym melon podzielona na dwoje. Trzeba to zakończyć, muszę kogoś znaleźć i uleczyć się jego kosztem. A nie będzie dla mnie większej przyjemności, niż ranienie Saiyana.

Gdy już myślałem że powinienem wrócić, zobaczyłem coś w niebie daleko przed sobą. Od razu się zatrzymałem, i wytężyłem zmysły. Mały ślad na horyzoncie, ledwo zauważalny. Krótko potem usłyszałem głośny wybuch, jakby zderzenie meteorytu. Pierwsze co naszło moją głowę - Frost. Szczerze bardzo bym chciał by okazało się że znowu tu przyleciał. Zademonstrowałbym łamiąc mu kości, dlaczego nie poniża się Arcydemonów. Nadal pamiętam miejsce w którym oberwałem Death Beam, i mało nie stałem się obiadem dla robala pustynnego. Byłem taki słaby... Lecz już nie jestem. Równina przede mną wydawałą się idealnym terenem do walki, ludzie nie przeszkadzają a teren jest prosty. Uśmiech na mojej twarzy był coraz bardziej chory.

Dość gdybania, muszę sprawdzić czy to na pewno nie asteroida. A jeśli nie, to komu zgotuje komitet powitalny.Byłem dość wysoko jednak widziałem jak sokół, słuch ostrzejszy od pumy sprawiał że jestem idealny do obserwacji. Zbliżałem się powoli, i będąc dość spokojny. Byłoby łatwiej gdyby nie wyczuwał Ki. Minuta i już tylko dwieście metrów do krateru. Wtedy po raz drugi zobaczyłem złotą aurę. Wiedziałem już wtedy z kim mam do czynienia. April powiedziała mi wystarczająco dużo, była całkiem przydatna. Powoli się obniżyłem, mając wrażenie że gość jest w tym momencie czymś rozproszony. Po chwili byłem już na ziemi, i obserwowałem jak Saiyanin wystrzeliwał w niebo coś z czym nie ma żartów. Technika którą w tym momencie opracowywał miałą ogromną moc, jeśli tym dostanę będę miał tylko jedno wyjście.

Przybysz pod koniec pokazał mi jeszcze jedną sztuczkę. Drugi stopień transformacji Saiyan, o której mówiłą April. Stałem nieruchomo jak manekin, będąc widoczny jako ciemna sylwetka. Drugi stopień wykraczał znacznie poza moje obecne możliwości. Do złotej aury dołączają wyłądowania elektryczne, nie trudno będzie rozróżnić. Demony nie mają tych ułatwień. Skupiłem się na głębokich oddechach, by zregenerować niedostatki energii. Jeśli może wyczuwać KI, to nie zostało mi dużo czasu. Szkoda że sam się tego nie nauczyłem. Saiyanin wrócił do normalnej postaci, jednak ja się nie ukrywałem. Czekałem tylko cierpliwie aż mnie wykryje.
OOC:
Regeneracja 10% HP i KI
HP:27982
KI: 17675 + 2250 = 19925
Wybacz że tak długo
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Sie 09, 2014 6:38 pm

Poziom Super Saiyanina drugiego poziomu naprawdę był czymś innym niż zwykłe SSJ. Potrzebował do utrzymania o wiele więcej mocy, lecz w zamian dawał olbrzymią potęgę. Raziel jeszcze nigdy nie czuł takiej siły, jaka przed kilkoma chwilami wydobywała się z jego ciała. Gdyby dwa lata temu dysponowałby taką mocą to z łatwością pokonałby Katsu. Czuł, że mógłby zrobić wszystko. Był o wiele szybszy, silniejszy i wytrzymalszy. Wiedział już o czym mówiła jego matka kiedy pokazywała im te przemiany na Konack. Trzeba być naprawdę silnym Saiyaninem by rozbudzić w sobie taką moc, a co dopiero ją utrzymać w ryzach. Przeskok mocy w porównaniu do pierwszej transformacji był ogromny. Niemal dwukrotnie zwiększył się jego poziom mocy. Lecz oprócz tych jasnych punktów, trzeba było zwrócić uwagę na ciemne strony transformacji. Duży nacisk na mięśnie i kości powodował szybkie męczenie się. Musiał nad tym popracować by móc wykorzystywać tą moc do swoich potrzeb. Innym problemem była też rosnąca pewność siebie i arogancja. Raziel słyszał, że im wyższy poziom przemiany tym Saiyanina ciężej opanować i z nim negocjować. Odzywają się brutalne instynkty. Może w coś tym było. Zahne sam wyczuwał, że na poziomie Super Wojownika ma więcej radości z walki i robienia krzywdy. Stawał się brutalniejszy i bardziej pewny siebie. Jednak teraz trzeba skupić się na tym co jest przed nim.

Wyczuł go już kiedy wchodził na przemianę Ascended. Nie potrafił zaniżyć swojej mocy, która była dość wysoka. Raziel nie wiedział kto go podglądał, lecz nie podobało mu się to. Nie znosił tracić elementu zaskoczenia, a ten właśnie wyparował gdy jakiś frajer wyrwał się na przejażdżkę by schować się w krzakach i Kami wie co tam robić. Zaniżył swoją moc do okrągłej setki i założył ręce na torsie.
- Ty tam! – krzyknął w stronę krzaków. -  Wyłaź, albo rozwalę twoją kryjówkę z tobą. Masz dziesięć sekund. Dziesięć. Dziewięć….

Occ:
Helloł Very Happy

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Pon Sie 11, 2014 11:39 pm

To co wydarzyło się wcześniej nie miało znaczenia. Skanowałem otoczenie zmysłami tworząc swoistą mapę. Przygotowywałem się do roli łowcy którym miałem być. Roli łowcy i zimnego mordercy a nie zasranego opiekuna. Świadomość tego że istnieje ktoś taki jak moja córka doprowadzał mnie do obłędu. Nic dla mnie nie znaczą, ani ona ani Roodaka. Jedyne co im zawdzięczam to rozpraszanie od prawdziwych celów. A jednym z nich jest dominacja. Nic jej tak nie podkreśla jak pozbycie się kogoś znaczącego. Ci z arogancją są najprostszy do eliminacji, łatwo popełniają błędy które kosztują ich życie. Rasa którą się zajmuje wywalczyli sobie status kosmicznej szarańczy i prawdziwych potworów. Stało się tak tylko dlatego że my zabijamy po cichu i ukrycie, podczas gdy małpy wezmą bombę atomową. Nie sądzę by nawet najbardziej doświadczony Saiyan wiedział tyle o zabijaniu co demony.

Nie kazano mi zbyt długo czekać. Sekundy później Saiyanin krzyknął w moją stroną, i kazał mi się ujawnić. Gdybym nie był w dobrym nastroju, bardzo bym się pogniewał. Byle kto nie będzie tak do mnie mówił. Arcydemon ujawnia się kiedy chce i gdzie chce. Teraz prosi bym się pokazał, za godzinę będzie przede mną klękał. Sprawie by błagał o życie.  Ujawniłbym się zanim doliczyłby do dziewięciu. Ale wtedy stało się najgorsze. Coś co może mnie kosztować życie. Jestem w Netherze.  

Szok był nie do opisania, w jednej sekundzie wszystko co do tej pory wiedziałem o terenie zmieniło się. Nie było ani kawałka zieleni, stałem na podłodze przypominającej zardzewiałą siatkę ze stali, wszystkie drzewa były z drutu kolczastego. W środku było widać sylwetki. Niebo czarne jak smoła, widać było praktycznie 3 metry na przód. Słyszałem niedaleko monstra z piekła demonów. Nie da się doświadczyć większej dezorientacji. Nigdy wcześniej się tak nie stało, jedynie w wiosce mogła nadejść inwazja. Nic nie rozumiem, czemu akurat teraz? Nie dość że nie wiem co dzieje się ze mną naprawdę, to jestem w niebezpieczeństwie. Wtedy jednak mnie olśniło. Jestem Arcydemonem, powinienem być w stanie KONTROLOWAĆ ten wymiar. A kto wie czy nie wykorzystać go do walki...
OOC:
Trening start - Nether Invasion
Regeneracja 10% HP i KI

HP:27982 + 3075 = 30750 FULL
KI:17675 + 2250 = 19925

Drag chaotycznie przemieszcza się z maksymalną(niemal niewidoczną) prędkością w ulesionej okolicy. Porusza się również pod ziemią. Ewentualnie "miga". Dobry pretekst na twój trening.
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Sie 16, 2014 9:02 pm

Czekał kilka chwil. W tym czasie skanował planetę i swoje otoczenie. Gdzieś na tym świecie były toczone bardzo poważne walki. Raziel czuł, że każdy kto w nich brał udział przewyższał go mocą. Rzuciło mu się, że Vivian na szczęście nie bierze udział w żadnym pojedynku. Z jednej strony było to uspokajające dla młodego Saiyanina, lecz z drugiej wyczuwał obok niej jakąś obcą energię. Gdyby tylko mógł to sprawdziłby, kto się przystawia do jego małej siostrzyczki. Do tego, że ma siostrę to Zahne się powoli przyzwyczajał. Lubił tą walniętą blondynkę i w pewnym sensie czuł się za nią odpowiedzialny. Może właśnie już po pierwszej inwazji Tsufula odezwały się w nim więzy krwi. Coś mocniejszego przyciągało go do brązowookiej. teraz okazuje się, że to był syndrom starszego brata. Ochrona rodzinny za wszelką cenę. Lecz teraz jego rodzina znajduje się na trzech różnych planetach, a do najbliższego jej członka drogę blokuje mu jakiś czerwony przygłup.
Koleś wyglądał jakby uciekł z jakiegoś cyrku albo domu wariatów. Cały pomalowany na czerwono i na dodatek wsadził sobie jakąś maskę na gębę. Gdyby nie poziom mocy, który wylewał się z niego to Raziel zlekceważył by swojego przeciwnika. Jednak siła jaką prezentował była tak duża, że Saiyanin nie mógł go nie docenić. Spojrzał ponownie na tego wariata i aż musiał się cofnąć. Koleś w jednej sekundzie stał przed ciemnowłosym, zaś chwilę później zniknął i pojawił się kilka metrów dalej. Zielone oczy obserwowały te kangurze skoki. Coś tu nie pasowało. Raz czuł jego energię by za chwile zupełnie znikała za radaru.
- Co się tu do diabła dzieje?! – warknął Saiyanin przechodząc na wyższy poziom. Złota aura zafalowała na ziemi, zaś powiew wiatru rozwiał cały kurz. Lazurowe oczy patrzyły wściekle na demona, który chciał zrobić z niego idiotę.
- Czego chcesz? – powiedział głośno Saiyanin, podnosząc poziom mocy do dwudziestu tysięcy.

Occ:
Trening start

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Sie 16, 2014 10:40 pm

Muzyka


Pomimo usilnich starań Netheru, nie można było wyprowadzić mnie wtedy z równowagi. Tkwiłem uparcie w jednej pozycji pomimo tego co działo się wokół mnie. Odkąd zamknąłem oczy miałem wrażenie jakbym był świadkiem armagedonu. Czułem jak podłoga się zapadaa krew wystrzeliwuje z niej niczym woda z gejzerów. Wszechobecny drut kolczasty latał niczym szarańcza we wszystkich kierunkach przecinając się przez wszystko na swojej drodze. Martwe ciała różnego pochodzenia już po chwili tylko w kostkach. manifestacje grzechów, koszmarów i demonów zredukowane do płynu. Nigdy jeszcze nie czułem takiej kontroli i świadomości swojej rangi. Pamięcią wróciłem do podziemi.

Gdy przez dwa lata byłem w potrzasku głęboko pod ziemią wszyscy myśleli że tym razem mi się nie uda. Nie zmarnowałem jednak ani minuty czasu który tam spędziłem, a ostatnie miesiące spędziłem w bibliotece Drakonian. W miejscu w którym nabyłem ogromną ilość wiedzy o swojej rasie. Znałem każde zaklęcie, każdą technikę walki i każdą sztukę którą stworzyliśmy odkąd pojawiliśmy się na ziemi. A najwięcej dowiedziałem się o Netherze. Przeczytałem czternaście ksiąg o tym wymiarze aby w momencie w którym w końcu się wydostanę stać się najpotężniejszym Drakonianinem. Nie minęło wiele czasu a zmarli oddali mi swoje dusze tym samym przekazując mi swoje wspomnienia, wiedzę i energie. Jestem jedyny w swoim rodzaju i wszystko co należało do nich jest teraz moje. Jestem wioską, rasą i historią w jednym. A teraz stane się również Netherem.

Kilka głębszych oddechów, wieloletnich zaklęć i rytualnych gestów. Przez kilka chwil musiałem liczyć się tylko ja. To wszystko jest moje, i ja będę temu rozkazywał.Wystawiałem wszystko co potrafiłem na próbę. Jedna po drugiej, jednak nie było łatwo. Wszystko stawiało opór chciało mnie zmiażdzyć i unicestwić. Spalałem wszystko co się zbliżało, żaden drut kolczasty ani potwór nie przeszkodzi mi w przejęciu tego co mi się należy. To co się działo wyglądało jakbym chciał absorbować cały wymiar jednocześnie. Cielesny odpowiednik czarnej dziury. Czułem jak napełniam się energią. Jak staje się wszechpotężny, jakbym miał małe państwo. Całe ciało mi płonęło, ledwo wytrzymując presje. Wymiar kończył swój żywot, słyszałem różne dźwięki. Demoniczne okrzyki męki aż po mechaniczny warkot. Trzęsienie ziemi to przy tym wstrząs przy upadku.Ostatnie chwile to chaos. Ogień się zamraża, woda się pali. Grawitacja znika, fundamenty istnienia waliły się jak po starciu z bombą atomową. Nie musiałem niczego widzieć, tak jak nie trzeba widzieć tego że ktoś odcina ci nogi.Ból był intensywny, lecz nie można się poddawać. Topie się jak stal. Wszystko się łamało i miałem dziwne wrażenie że Boogeyman gdzieś nieopodal ciągle się głośno śmieje.

Wzywam was wszystkich. Należycie teraz do mnie. Jesteśmy jednością, jako jedno walczyć chcemy.  Manifestacje, wszystkie razem i każde z osobna. Jedno za wszystkich i wszyscy za jedno. Powietrze, woda, krew, grawitacja, chemia, magia. Tylko Dragot.


-Mnie szukasz?

Powiedziałem zimnym tonem stojąc wreszcie na gruncie prawdziwego świata. Coś czuje że sporo się ze mną działo w tym czasie. Nie dałem po sobie poznać jak wielką moc okiełznałem jednak podczas tej krótkiej podróży. Nieznacznie zwiększyło to moją KI co może być przez niego wyczuwalne. Póki co jednak nie planuję traktować Saiyanina poważnie. Tak samo jak robiłem to z dużo silniejszymi od niego.
OOC:
Koniec treningu - Nether Invasion
Regeneracja 10% KI(obliczenia w następnym poście)
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Sie 20, 2014 9:10 pm

Złote włosy falowały przy każdym podmuchu złotej aury. Lazurowe tęczówki patrzyły spokojnie przed siebie, zaś umysł skanował otoczenie. Szukał go wszelkimi dostępnymi środkami. Wzrok, słuch, zapach, dotyk i energia. Nie widział go. Nie słyszał. Nie wyczuwał. Zapach się nie unosił, ziemia nie drżała, zaś energia zniknęła. Jakby demon zlał się z powietrzem albo zniknął z powierzchni tej planety. Lecz równie dobrze mógł gdzieś się teleportować i szykować się do ataku zza pleców. „Nie teraz, ani później.” pomyślał Raziel i zaczął zwiększać poziom mocy. Jeśli on nie chce się ujawnić to Saiyanin go wynurzy z tej ciemnej nory, do której wlazł. Nie będzie marionetką w jakiejś chorej zabawie, popapranego psychola. jest synem Kiui i Reichi. Ma w żyłach krew Zahne’ów i nie pozwoli sobą pomiatać i bawić się. Rozstawił szerzej nogi i skupił się na swojej mocy. Energia niczym ogień płynęła jego żyłami i dawała ujście w złotej aurze. Stopniowo rozpalał swoją Ki i podnosił poziom mocy, aż w końcu przeskoczył poziom Super Saiyanina i Ascended. Włosy podniosły się jeszcze bardziej i wyładowania elektryczne pojawiły się jego aurze. Super Saiyanin drugiego poziomu. Podłoże pod nim zatrzęsło się, by w następnej chwili pęknąć i stworzyć olbrzymi lej. Grunt nie wytrzymywał energii, którą emitowało ciało Saiyańskiego wojownika i zwyczajnie się poddawało. Najbliższe głazy pękły z natężenia mocy, zaś na ziemi pojawiały się coraz dłuższe pęknięcia.
- Kya! – ryknął Raziel wyzwalając z siebie jeszcze większe pokłady mocy, przez co otoczenie dewastowało się dalej. Nie dbał o to czy go wyczują. Chciał tylko jednego. Dopaść tego małego gnojka, który go zlekceważył. Krew czystego Saiyanina zawrzała w jego żyłach. Nie jest jakimś śmieciem, czy też ścierwem. Nie pozwoli się tak traktować.
- Wyłaź gnojku, albo zrównam najbliższą okolice z ziemią. Nie zostanie nawet na kamieniu. – ryknął wojownik. Mięśnie były wypełnione olbrzymią mocą, zaś chłodny umysł złotowłosego był teraz rozpalony. Cieszył się z tej mocy i czekał by zrobić z niej użytek. Jednak po kilku minutach oczekiwania, zrozumiał, że nie może dać się ponieść temu boskiemu uczuciu. Musiał się opanować, bo inaczej może przegrać już na samym początku. Drugi poziom dawał wiele, lecz też dużo wymagał. Bez silnej psychiki i odpowiednio zahartowanego ciała, nie można go wykorzystać w stu procentach. Z tych rozmyślań wyrwał go głos demona, który najwyraźniej postanowił wyleźć ze swojej szczurzej nory.
- Ciebie. Wszystkie inne szczury i węże już uciekły. Tylko ty zostałeś. Demonie. – powiedział Saiyanin. Złota aura pulsowała jeszcze wyładowaniami, by po kilku minutach zupełnie opaść. Raziel odzyskał normalną postać. Lecz teraz nie chował poziomu mocy.

Occ:
Koniec treningu,
Drugi trening na SSJ2

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Sie 23, 2014 11:10 pm

Czulem sie jeszcze silniejszy niz przedtem, od razu po powrocie zastalem ciekawy widok. Saiyanin stal pare metrów przede mna w wyraznie zmienionym otoczeniu. Jego wlosy po chwili wrócily do czarnego koloru a zlota aura zniknela razem z wyladowaniami wokól niej. Cala okolica byla zdemolowana po moim powrocie, peknieta ziemia, kratery... Rozgladalem sie pare sekund po tym balaganie, dochodzac do wniosku ze helm bedzie mi tylko przeszkadzal. Powolnym ruchem zdjalem z glowy bezuzyteczna ozdobe odslaniajac tym samym swa twarz która wiecznie byla w tym samym nieczytelnym wyrazie. Trzymajac symbol swej rangi na wysokosci zeber spojrzalem sie na niego lekko rozbawiony odpowiadajac glosem wszystkich Drakonian:
-Arcydemonie.
Powiedzialem po czym wyrzucilem helm z wlosami w cholere. Jesli moje podejrzenia sa sluszne to nie wyjdzie mi prosty sposób. Moze czekac mnie walka z wojownikiem z Vegety. W sumie, to moze tego wlasnie oczekiwalem? Odkad otrzymalem swa moc nie mialem okazji natrafic na godnego przeciwnika. A nic tak nie poprawi mi humoru jak zabicie jednego z Saiyan. Im mniej tym lepiej.

Transformacja Saiyan znacznie się różniłą od mojej. U nich jest to chwilowe i odwracalne, podczas gdy u mnie jest przeciwnie. To zaś powinno oznaczać że muszą ją jakoś podtrzymać, jeśli zmusiłbym go do wykorzystania całej energii po czym ją wessać moją techniką wygrałbym w przeciągu sekund. Ale to już w swoim czasie, nadal mam sporo czasu na swoją ulubioną gre. Manipulacje.
-Na Vegecie jest dla was za ciasno?  Jesteś piątą małpą którą widzę na tej planecie... Już wiem, przyleciałeś popełnić samobójstwo.
Nie zamierzam okazywać tej szumowinie szacunku. Spotkałem ich już zbyt wielu.
I nigdy nie mogłem ich zabić. Zawsze byłem ograniczony. Albo przez ich siłę albo własną słabość. Teraz następuje początek końca. Gdy otrzymałem dusze Drakonian przysięgałem że zabiję każdego saiyana na Ziemi. Teraz wylądował najnowszy, w dodatku bez ochrony ani wsparcia. Nie musze się śpieszyć. Powolnym krokiem zacząłem przechadzać się w około, ciekaw jego reakcji. Zobaczymy ile czasu będzie potrzebne.
OOC
+10% KI
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Sie 27, 2014 8:15 pm

Aura otaczała go całego i wprawiała w ruch cząsteczki powietrza i kurzu. Wyglądało to jakby za wojownikiem z Vegety zaczynała się tworzyć mała trąba powietrzna. Wyładowania elektryczne co kilkanaście sekund pojawiały się i znikały, zaś podłoże na którym stał Raziel pękało coraz bardziej. Nie wytrzymywało takiego natłoku mocy w jednym punkcie. I nagle, w jednej sekundzie wszystko się skończyło. Złote włosy, które przez chwilę falowały opadły i stały się na powrót czarne. Aura rozproszyła się, czyszcząc okolicę z pyłu. Stali teraz przed sobą dwaj prawie normalni wojownicy. Zielonooki patrzył jak demon zrzuca maskę i pokazuje mu swoje oblicze. Nawet nie był taki paskudny, jaki powinien być.
- Też mi różnica. – powiedział Nashi, lekko strzelając karkiem. Powoli przygotowywał mięśnie do walki. Bo to, że będą walczyć było jak nic pewne. Kliknął przycisk na swoim scouterze, zaś maszynka od razu wzięła się za sprawdzanie mocy jego oponenta. Tak jak wyliczył energia demona nie zmieniła się ani razu, dopóki go wyczuł. Nie potrafił więc jej ukrywać, ani stosować przemian. No chyba, że to jest jego transformacja. Syn Aryenne nie walczył jeszcze z demonami, a jego jedynym kontaktem z tą rasą był Red. Lecz nie był on zbyt skory do rozmów, tak samo jak Zahne.

- Nawet nie masz pojęcia o czym mówisz. – powiedział lodowatym głosem Saiyanin. Jego ogon był mocno zaciśnięty wokół pasa. – Jeśli spotkałeś przedstawicieli mojej rasy i żyjesz to musieli być albo niekompetentni, albo zwyczajnie nie chcieli się zajmować jakimś szczurem. Lecz teraz masz przed sobą żołnierza, który ma proste rozkazy. A ty mi stoisz na przeszkodzie w wykonaniu ich. Tak więc muszę cię wyeliminować.
Zaczął obserwować jak się przemieszcza i sam ruszył w przeciwnym kierunku. Pierwsza zasada walki. Nigdy nie spuszczaj swojego przeciwnika z oka. Inaczej możesz być trupem szybciej niż o tym pomyślisz. Ciemnowłosy zaczął lekko kręcić prawą ręką w dalszym ciągu uśmiechając się cynicznie w stronę demona. To będzie czysta przyjemność.
- Tak więc nie bierz tego do siebie. To tyko interesy. – powiedział przyjmując postawę bojową. Im szybciej załatwi tą genetyczną pomyłkę tym szybciej znajdzie swoją siostrę.

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Wrz 03, 2014 10:45 pm

Choć z początku mówiłem o braku pośpiechu, powolnym obmyślaniu strategii i tym podobnych rzeczach, w końcu dosięgła mnie rzeczywistość. Odkąd wypowiedziałem ostatnie słowa moje ciało nie mogło wysiedzieć w miejscu. Czerwona galaretka w czasie spaceru. Z każdą sekundą byłem coraz bardziej napięty, bowiem dusze które we mnie żyją rwą się do ataku. Natura demona nie zakłada by ten myślał przed atakiem. My używamy swojego instynktu i gniewu by zyskać przewagę. Atakujemy pierwsi, często zzaskoczenia. I choć bywają wyjątki, nie istnieje dla nas honor ani zasady. To dawało nam zwycięstwo. Ale teraz? Próbowałem powstrzymać się przed bezmyślnym rzuceniem się na Saiyana który był coraz bliżej wyprowadzenia mnie z równowagi. A jednak z zewnątrz nadal byłem spokojny i cierpliwy. Szedłem w swoją stronę podczas gdy Saiyan szedł w swoją. Powietrze było naelektryzowane a atmosferę można było ciąć maczetą. Pozostało tylko jedno pytanie. Kiedy?

-DOŚĆ!
Wykrzyczałem w jego stronę z dzikimi oczami. Mówiłzbyt długo. W końcu mu przerwałem nie będąc w stanie słuchać tych drwin.Obróciłem się jednocześnie całkiem w jego stronę z odsłoniętymi mocno zaciśniętymi kłami. Złapałem pare oddechów w pozycji nadal nie przygotowanej do walki, po czym zacząłem wyzwalać energię która z całych sił wyrywała się mojej kontroli. Po paru sekundach rozmytego widoku pojawiły się prawdziwe fajerwerki. Powoli zaczęła się wokół mnie objawiać piaskowej barwy aura pokryta wizerunkami zmarłych Drakonian. Złoto-brązowe podobizny poległych demonów swobodnie latały wokół mnie, oddalając się i przybliżając w miarę jak Ziemia zaczęła łamać się pod napływem mocy. Byłem wypełniony nienawiścią i rządzą krwi. Aura była zdecydowanie odmienna niż obcego. Nie była świecąca i jednolita, a ciemna i chaotyczna. Zdawała się zmieniać odcień wiele razy w ciągu sekundy, w miarę jak coraz kolejne ofiary były przez nią konsumowane.
Ani na sekundę nie przestałem wpatrywać się w jego oczy. Gdy pajęczyna żył pokryła moje ciało, a każdy zmarły Drakonianin został pochłonięty, aura zmieniła swą postać. Trzęsienie ziemi ustało, kamyki zakończyły lewitacje a towarzyszyć zaczęła mispokojna czarna poświata dymnej struktury. Opuściłem głowę na dół, rozluźniłem mięśnie i stawy. Nie przestawałem oddychać. Zjawisko to wyglądało jakby dym mnie usypiał. Nic jednak bardziej mylnego, bo choć moja Ki przybrała czystszą i łatwiejszą do opanowania formę to nie przystępowałem jeszcze do ataku. Trwało to pół minuty, każdy przyjąłby gardę. Każdy uznałby że za chwile zaatakuje, tworząc teraz pozory zmęczenia. Po tej chwili niepewności i napięcia rozległ się odgłos syreny alarmowej.

Zdawał się dochodzić z każdej strony a jego źródło było niemożliwe do namierzenia. Nabierał na głośności z każdą przerwą po 10 sekundowym wyciu. Dezorientujący, i mylący omen nadejścia koszmaru. Moje ciało nie ruszyło się o milimetr w tym czasie. W końcu jednak rozpoczęła się inwazja. Wszystko dookoła zaczęło się "odklejać" niczym sucha farba przy oślepiającym blasku płomieni. Kawałek po kawałeczku niczym papier odrywany przez małe dziecko. Niebo wypełniać zaczęła nieskończona ciemność, a gdy wszystko co było dookoła widoczne zostało już spalone rozświetlona okolica zmuszała do zamknięcia oczu pod groźbą oślepnięcia. W końcu zaczęło się sciemniać, a Saiyan miał wreszcie okazję zobaczyć gdzie się znalazł. Podeptana i uszkodzona ziemia po na której staliśmy teraz była całkowicie wyrównaną stalową siatką pod którą było widać ogień. Drzewa i krzaki teraz splecione z drutów kolczastych brązowych od wszechobecnej rdzy. Miejsce które wykreowałem przypominało ogromną arenę, w oddali widać było wysokie pochodnie przykute do ziemi, oraz przesiąknięte krwią trybuny na których siedziały osoby które śmierć mają już dawno za sobą. Przyszli tutaj oglądać walkę jako że nic ciekawszego już nigdy nie zrobią. Na podłodze było mnóstwo zabawek, co sto metrów jakaś broń, ostrze, kolce w wbite w ziemię czy narzędzie. Aromat czerwonej posoki dodawał mi sił i zapewniał adrenalinę reszcie. Byliśmy teraz u mnie, nikt nie może nas wyczuć. Nikt mnie nie powstrzyma.

-Witamy w Netherze.
Powiedziałem podnosząc głowę i zaciskając zęby. Sekundę później wystrzeliłem z pełną prędkością w kierunku Saiyana w geście ataku, po czym podjąłem nieudaną próbę ataku łokciem. W efekcie zderzyliśmy się przedramieniami zatrzymując na sobie wzrok przez krótką chwilę, aż odbiłem się na odległość pięciu metrów zanim zaatakuję po raz kolejny. Teraz mam okazję pokazać że nie nazwano mnie Arcydemonem bez powodu. Udowodnię że jestem godzien tego tytułu poprzez eliminacje zagrożenia. Bardzo krwawą eliminacje.
OOC:
Rozpoczynam walkę. Jako że jesteś szybszy atakujesz pierwszy.
+ 10%KI = Full
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Wrz 06, 2014 10:07 pm

Poruszał się powoli i spokojnie. Nigdzie się nie spieszył. Jedyne co miał w planach to znaleźć swoją siostrę i dowiedzieć się w jakie bagno wpadła. Jednak zanim rozpocznie poszukiwania będzie musiał się trochę zabawić z tym demonkiem. Jeśli jednak więcej jest takich małych upierdliwców, to Raziel nie dziwił się, że Vivian mogła wpaść w jakieś kłopoty. Bardzo często jej się to zdarzało. Lecz jeśliby się zastanowić to młody Zahne też nie stronił od kłopotów. Można teraz powiedzieć, że to u nich rodzinne.
Raz obserwował czerwonego równocześnie wykonując kroki w przeciwną stronę. Nigdy nie spuszczaj swojego oponenta z oczu i nie dawaj po sobie poznać, że się boisz. Wtedy przegrasz. W tym momencie jednak starał się wyprowadzić swojego przeciwnika z równowagi, co po chwili mu się udało. Ciemnowłosy uśmiechnął się pod nosem. Jeśli tak łatwo go sprowokować, to co będzie podczas walki. Raziel jako Saiyanin był czasami dość porywczy, lecz w kiedy walczył to stawał się chłodny niczym lodowiec. Zero emocji, zero jakiegokolwiek współczucia. Jeden cel. Zwyciężyć.
- Coś taki w gorącej wodzie kąpany. Wyluzuj, przed śmiercią. – powiedział ogoniasty uśmiechając się, lecz w jego oczach nie było niczego przyjemnego. Czysty chłód i agresja. Po chwili jednak zaczęło coś się dziać. I nawet dobrze, bo syn Aryenne zaczynał przysypiać idąc dalej w bok. Demon najwyraźniej chciał pokazać swoją moc, gdyż napiął wszystkie mięśnie, a jego ciało otoczyła ciemna energia. Nie można powiedzieć, że moc jaką wydzielał była mała, lecz dalej to nie miało znaczenia. Może być sobie nawet dwukrotnie silniejszy. I tak go zabije. Wyzwanie zostało rzucone. Teraz zaś trzeba podjąć rękawicę i walczyć do ostatniej kropli krwi.
- Szybciej chłopie, bo zaraz pomyślę, że chcesz mnie uśpić i zgwałcić. – rzekł zielonooki, teatralnie ziewając. Te drobne gesty może nic nie znaczyły, jednak na pewno dekoncentrowały demona. Po za tym sprawiały Zahne’owi frajdę. Nie ma to jak trochę się podroczyć z ofiarą. Zupełnie jak na Konack. Jednak tam byli zwykli słabeusze, którzy nic nie znaczyli. Saiyanin miał nadzieję, że demon go przynajmniej zabawi. Równocześnie obserwował otoczenie, które zaczynało się zmieniać. Zupełnie jakby wpadł do snu Koszarowego. I to chyba tego jednego z lepszych. Raz rozejrzał się powoli, jakby oczekując, że zobaczy kadetów robiących jakieś karkołomne ćwiczenia. Niestety. Był tu tylko on i to coś.
- Milutko. Tu mieszkasz? – powiedział ciemnowłosy. – Przydałby ci się dekorator wnętrz.
W następnej sekundzie jednak, wojownik z Vegety musiał spoważnieć. Demon przystąpił do ataku i tylko wyćwiczone odruchy, pozwoliły mu zablokować atak przeciwnika. Jednak zderzenie przedramion, obydwu przeciwników wywołało dość duży huk.
- No dobra. Moja kolej. – powiedział, po czym zamienił się w Super Wojownika. Jego moc podskoczyła. Już się nie hamował. W następnej chwili wystrzelił w stronę Arcydemona i zniknął, by pojawić kilka metrów dalej. I tak co chwila. Raziel był o wiele szybszy i takie skakanie powinno utrudnić obronę przeciwnika. Po kilku skokach, złotowłosy pojawił się wreszcie przy Demonie i wymierzył my solidnego kopniaka w twarz by ten poleciał do góry, po czym dobił go młotem w kark. Zaczęła się impreza.

Occ:
Atak szybki : 2004 dmg dla ciebie.

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Nie Wrz 07, 2014 9:06 pm

Mój przeciwnik okazał się o wiele szybszy, jednak na każdy mocny punkt znajdzie się jeden słaby. Nie sądzę by dorównywał mi pod względem wytrzymałości. Powinienem skupić swoję ofensywę na technikach nie do uniknięcia nawet przez dużo szybszego wojownika. Póki co jednak miałem problem z samym dostrzeżeniem smarkacza. Nim zdążyłem założyć gardę otrzymałem karę za brak skupienia na tym co ważne. Kopnięcie wyniosło mnie lekko do góry aczkolwiek bardziej wyczuwałem w nim technikę i szybkość aniżeli brutalną siłę. Nie minęła sekunda a dostałem po raz kolejny co skutecznie wywołało u mnie szał. O ile jego poprzednie obelgi oraz drwiny potraktowałem jako niemożność pogodzenia się ze swym losem, ciosy szybko sprawiały że rosła we mnie brutalność. A tym samym  Nie pozwoliłem mu uderzyć po raz kolejny. Wykorzystałem momentum ciosu w szyję uginając się po nim w taki sposób, by niczym sprężyna odbić ze zdwojoną siłą.

W środku obrotu czarna KI uformowała decymetrowe szpony na końcu każdego z moich palców, by zwiększyć siłę i zasięg. Stosując modyfikację techniki KI sword użyłem ruchów całego ciała by wyskoczyć w jego stronę po czym wykonałem skośny atak śmiercionośnym narzędziem przechodząc przez jego pancerz i zadając powierzchowne obrażenia. Nie zamierzałem na tym kończyć. Będąc nadal wyposażony w szpony energetyczne wykonałem serię zamachnięć jedno po drugim, atakując z różnych stron i pod różnymi kątami. Atakowałem chaotycznie, markowałem dźgnięcia.Trafiło zaledwie kilka, jednak ślad po nich zostanie na długo. Zbroja stawiała opór, jednak z każdym trafionym dźgnięciem traciła na swojej wartości. Wyszkolenie Saiyana było aż nadto widoczne, ciężko było go trafić a jeszcze trudniej uniknąć. Co nie znaczy że ma jakiekolwiek szansę z Arcydemonem. Technika w końcu wygasła a ja postanowiłem kupić trochę czasu chytając go za przedramie  i rzucając w powietrzę, gdzie zamierzam kontynuować walkę.
OOC:
Ki sword:
- 3540 KI
3540 dmg
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 817
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
70900/97500  (70900/97500)
Ki:
84240/93600  (84240/93600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Wto Wrz 16, 2014 8:49 pm

Prędkość jaką posiadał Raziel była bardzo przydatna w walce. Już wcześniej nauczył się, że lepiej jest zadać cios, zanim przeciwniki zorientuje się skąd nadchodzi. Dlatego właśnie stawiał na rozwijanie swojego ciała, by było zręczne i pewne swoich ruchów. Kiedy leciał w stronę przeciwnika musiał potrafić się uchronić przed atakami. Potyczka z Katsu nauczyła go boleśnie, że jak jesteś szybki to wygrasz.
Te pierwsze ciosy, które spadły na jego przeciwnika nie były silne, lecz na pewno zaskakujące. A zaskoczenie to pierwszy krok do wygranej. Zahne opadł delikatnie na siatkę lekko się uśmiechając. Ognie płonące niedaleko odbijały się w jego pancerzu. W powietrzu czuć było siarką i czymś jeszcze. Nie było to zbyt przyjemne miejsce do walki, lecz mogło być gorzej. Lepsze to niż przestrzeń kosmiczna. Przeciągnął się delikatnie i popatrzył się na demona, który zbierał swój zbity tyłek z siatki kolczastej.
- Tylko na tyle cię stać? Szkoda. – powiedział lazurowooki wojownik. Jednak czerwony stwór miał jeszcze jakiegoś asa w rękawie. Ciemne pazury stworzone były bardzo ciekawym widokiem. Ciekawe czy umie zrobić z nich użytek? W następnych chwilach syn Aryenne mógł się przekonać, że jego przeciwniki potrafi walczyć. Może nie powalał szybkością, jednak zaangażowania i wściekłości nie można mu było odmówić. Złotowłosy unikał większości cięć, lecz atak i tak zebrał swoje żniwo. Kilka uderzeń trafiło go w zbroję, robiąc w niej wyżłobienia i rysy. Jedno czy dwa rozcięły jego skórę. Zirytowało to chłopaka. Po wyrzucie zatrzymał się w powietrzu i popatrzył się na swój pancerz od Eve. Oj wścieknie się. I to cholernie.
- Wykonałeś zły ruch. – powiedział wojownik, zaś jego oczy zabłysnęły niebezpiecznie. Rzucił szybko wzrokiem po arenie. Albo się zagapił, albo doszły jakieś nowe elementy. Ogniska, pale i kilka dziwnych drzew z krukami. Zaczynało się robić dziwnie.
- Całkiem nieźle, jak na takiego łamagę. Ale od teraz zaczynamy poważną walkę. Miło było cię poznać. – rzekł Raz, po czym w następnej sekundzie wystrzelił w stronę oponenta. Złapał go za ramiona i wyrzucił w górę. Sam obrócił się w powietrzu i wystawił dłoń w jego stronę.
- Big Bang Attack! – krzyknął, a silna fala energii popędziła by pochłonąć demona.

Occ:
BBA – 3416 dmg dla ciebie
Koszt Ki – 3245 KI

Trening start

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje Online
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sob Lis 08, 2014 2:10 pm

Skocznie, jakoś pojawiła się w miejscu, w którym wyczuwała teraz bardzo wyraźne wibracje KI. Obydwie silne, obydwie w bojowym nastroju. Chciała przypilnować ich, by nie zniszczyli zbyt wiele, ale, że znajdowali się na pustkowiu to była bardzo spokojna. W takim miejscu nie ma obaw, że będą ofiary w niewinnych cywilach. No, była jeszcze ciekawość, która nakazywała jej przyjrzeć się obydwóm postacią. Nie cieszyła się z faktu, że musiała pójść za burzową chmurą, która przed chwilą przeszła z miejsca, w którym siedziała, ale ciekawska natura demonicy była silniejsza niż rozsądek.
By nie straszyć swoim wyglądem, zmieniła go do wersji z poprzedniej przemiany. Skakanie jak pchła było bardzo męczące, ale gdyby użyła techniki latania, uwolniłaby swoją moc, a to by ją skazało na odtajnienie tego, że nie jest jednak martwa. Nie ma jakoś ochoty użerać się z gniewem Hika za zniszczony księżyc. Przynajmniej nie teraz.
Choć lało jak z cebra, to rudowłosa nie była wcale mokra. Krople deszczu spadające na jej ciało, od razu parowały, pozostawiając dziewczynę suchą. Po godzinie, lub też dwóch, znalazła się na równinie. Przystanęła na płaszczyźnie, machając ogonem jak ciekawskie dziecko. Rozglądnęła się, a wtedy...

Kawałek z postu Raziel'a:
- To za moją matkę. – powiedział, uderzając go w brodę.
- To za ojca. – cios poszedł w brzuch.
- To za moją dziewczynę i przyjaciółkę. – seria uderzeń i kopniak w zęby, który posłał jego wroga w niebo.
- A to za mnie. – powiedział cicho i uniósł dłoń do góry. Na wnętrzu pojawiła się pulsująca kula energii, która wielkością nie przekraczała piłeczki do golfa. – Żegnam.
Kiedy zakończył mówić kuleczka wystrzeliła z olbrzymią prędkością w stronę jego wroga. Jednak kilka metrów przed zaczęła zwiększać swoje rozmiary, by przy uderzenie stała się złotą kulą, wielkością dorównującą dorosłemu człowiekowi.


Otworzyła szerzej oczy. Kojarzyła tego demona, którego saiyan masakrował. Na pewno ten się nie podniesie po czymś takim. Było jej szkoda współrasowca, ale nie miała najmniejszego zamiaru się wtrącać, bo to nie jej walka i - jak usłyszała - nie jej porachunki. Ten najwyraźniej zrobił coś złego rodzinie oraz bliskich tego saiyana, więc nauczka by mu się za to przydała.
Huh? A co to? Włosy tego wojownika... to był na pewno super saiyan, lecz nie taki, jaki widziała u Reito. To było coś wyższego, lepszego. Dziewięćdziesiątdwie jednostki - całkiem pokaźny wynik. Demon był bez szans. Nauczy się, że tych małp nie należy doprowadzać do wściekłości, bo to ma fatalne skutki. Przekonała się o tym nie jeden raz.

OOC
Paczę.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Pią Lis 21, 2014 10:12 pm

Demonica stała spokojnie, z rękami założonymi na bokach, przyglądała się potyczce, która miała miejsce. Ostatecznie wygrał saiyan - co było do przewidzenia. Demon zniknął jej z oczu. Zmrużyła oczy, a potem nie przejmując się współrasowcem, prychnęła i odwróciła, chcąc odejść. Nie została zauważona, cóż.  Już się do tego przyzwyczaiła. Albo jej nie zauważają i olewają, albo zostawiają samą. Wszyscy. Tchórze, frajerzy...
Poczuła ból w głowie, było to jak wbicie gwoździa wielkim młotkiem. Pulsujące katusze były upierdliwe, rudowłosa trzymając się obiema dłońmi za głowę rzucała się z boku na bok, nie wiedząc nawet gdzie stawia nagie stopy. Jakieś głosy namawiały ją do zemsty na tych, którzy ośmielili się ją olać, zranić te wszystkie bliskie jej osoby, pomścić swoje zranione uczucia... Zgięła się wydając z ust głośny krzyk. Słowa były kuszące, ale nie chciała tego robić. Tłumaczyła sobie to tym, że to ich wybór, że to jej wina, wina tym, kim jest.

"Szufladkują cię, pozwolisz sobie na to?"

___ - NIE DOSTANIESZ MNIE! - Krzyknęła prostując się momentalnie, a wtedy cała jej moc została wyrzucona, w postaci wybuchu, który przypominał wybuch bomby. Nagły powiew powietrza mógł być wyczuty nawet trzy kilometry od miejsca, gdzie stała demonica. Wypuściła ukrywaną energię, ale przynajmniej pozbyła się tych złych głosów i bólu. Oddychając ciężko wpatrywała się tępym czarnozłotym wzrokiem w płaską przestrzeń przed nią. Przełknęła ślinę. Teraz wszyscy wiedzą, że jednak żyje, cholera.
Machnęła ogonem, po czym spojrzała na swoje dłonie. Drżały. Kim ona się staje?
Nie chciała się rozwodzić nad swoim ciałem i tym, co się dzieje wewnątrz niej. Przypomniała sobie o demonie, który tutaj toczył walkę. Wyostrzyła swoje zmysły wyczuwania KI i odnalazła współrasowca. Zaczęła wolnym krokiem iść w jego kierunku, nie spiesząc się. Choć był w opłakanym stanie to na pewno nie zginie, jej rasa jest zbyt silna by zdechnąć jak pies.
Spalone pół ciała, drugie pół rozerwane - taki widok zastał ją gdy doszła do celu. Po bliższym przyjrzeniu się, doszła do wniosku, że już gdzieś go widziała, ale nie do końca mogła skojarzyć gdzie i w jakich to było okolicznościach. Skleroza nie boli, co?
___ - Pokonała Cię małpa... - mruknęła tak jakby bardziej do siebie. Skrzyżowała ręce pod piersiami i wbiła czarno-złoty wzrok w demona. Uśmiechnęła się szyderczo - Zemsta byłaby całkiem niezła, nie?


OOC
Uwolnienie PL
Start treningu
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Nie Lis 23, 2014 5:37 pm

Nie chciałem śmierci. Jestem odpowiedzialny za zbyt wiele osób by je zostawić. Ale jeszcze bardziej nie chciałem utraty honoru. Wolałem być zapamiętany jako zabity w walce niż oszczędzony przez Obcego którego nie byłem w stanie pokonać. Jak upośledzone dziecko któremu możesz kupić sto wspomagaczy, pokazać mu jak to się robi i tłumaczyć przez rok a ten idiota i tak nie będzie w stanie samemu chodzić. Przegrałem swoją największą walkę, a jednak w głębi duszy odczuwam satysfakcję.

Gwałtownym ruchem przebiłem oczy posągu na wylot, obserwując jak odłamki wysypują się z drugiej strony. Zacząłem się śmiać, całkowicie wciągnięty w obłęd. Gdy je wyciągałem, postarałem się o to by zrobić to BARDZO powoli. I zadać tyle bólu ile to tylko możliwe.
-Nie martw się, zaklęcie jeszcze nie osłabło. Wciąż mamy czas na zabawę.


Gdy zamknięto mnie w podziemiach wioski, bez tlenu, kontaktu ze światem i w ciągłym niebezpieczeństwie ze strony posłańców, wiele zła zalęgło się w moim sercu. Gdy przez długi czas odczuwałem ból i samotność, te przeradzały się w nienawiść. A ona raz wprowadzona już nigdy nie ucieka. Podczas walki z tym Saiyanem nienawiść do reszty przejęła nade mną kontrolę. Jesteśmy stworzeni z ludzkiej nienawiści. Z sadyzmu, okrócieństwa i agresji.  Dlatego czułem ogromną ekstazę gdy zadawałem mu najgorszy ból w jego życiu. Potrzebowałem tego tak samo jak wrażliwy człowiek potrzebuje miłości.

Jakiej dumy bym jednak nie czuł, zostawiono mnie w stanie krytycznym.Brałem głębokie oddechy by rozpocząć regeneracje. Usiadłem na ziemi zabłoconej przez długo padający deszcz.Był przedświt i gwiazdy zaczynały być powoli zdejmowane z granatowego nieba.  Zanim pomyślę o wyruszeniu gdziekolwiek, muszę doprowadzić się do używalności. Nawet jeśli użyję maski i zmienię swój wygląd to nie dam rady ustać na nogach a co dopiero gdzieś polecieć. Nie ma co planować. Skorzystam z tego że jestem w bezpiecznym miejscu i .... poczekam spokojnie aż sprawca pobliskiego wybuchu przyjdzie mnie zabić.Oczy otworzyłem szeroko bowiem siła eksplozji była ogromna. Kilka minut wcześniej walczyłem z Super Saiyaninem drugiego poziomu, ale to może być ktoś równie silny. To już ten etap na którym ustawiają się do mnie w kolejce? Zdołałem usłyszeć z oddali kobiecy głos, więc to nie Siwowłosy. Nie wydaje mi się również by była to April. Mam dziwne wrażenie że już kiedyś słyszałem tą osobę. To zły znak.

-Co ona tutaj robi?
Powiedziałem cicho do siebie. Już kiedyś spotkałem tą rudą. Nie była wroga wobec mnie, bardziej niepokojące było to że widziałem iż towarzyszył jej Saiyanin. Kiepski początek znajomości. To było kawał czasu temu, ale i tak będę miał na nią oko. Gdy tylko mi się zregeneruje. Powiedziała że zostałem pokonany przez małpę, co nie było niczym odkrywczym. Ani nie poprawiło mi nastroju. Ale czy obecnie mam jakieś wyjście? Gdyby powiedział to człowiek bez namysłu zmieniłbym go w cukierka. Ale stała teraz przede mną demonica. A z takimi lepiej nie zaczynać... Popatrzyłem się w jej kierunku gdy wspomniała o zemście.
-Zemsta? W swoim czasie. Z pewnością pożałuje że mnie nie wykończył.  
Powiedziałem podczas gdy srebrzysty płyn zaczynał spływać po moich kończynach, tworząc nową tkankę i naprawiając zniszczoną.
-Co tutaj robisz? Chcesz dokończyć jego dzieło? A może absorbować osłabionego demona? Nic nie stoi ci na drodze.
Mówiłem psychicznym, manipulacyjnym głosem wystawiając ręce w tył. Miałem na sobie równie psychiczny uśmiech. Uwielbiałem bawić się cudzym umysłem. Choć ostatnie wydarzenia powinny mnie nauczyć że można tego gorzko pożałować.
OOC:
Regeneracja HP i KI + 10 %
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Nie Lis 23, 2014 6:30 pm

___Przechyliła głowę w bok, jak psiak, który stara się zrozumieć co mówi do niego właściciel. Zmarszczyła lekko brwi, a szyderczy uśmieszek spełzł z jej twarzy. Przypomniała sobie okoliczności spotkania tego demona. Odmieniła cukierkowego Rikimaru, gdy ten toczył pojedynek z ... Dragotem. Tak się nazywał. Trochę się zmienił, ale to na pewno on. Ale to nie to spowodowało lekki wzrost zdenerwowania u June. Bardziej chodziło o przypomnienie sobie o osobie, która jej wtedy towarzyszyła - Reito. Na szczęście zamknięcie oczu i kilka głębszych wdechów uspokoiły rudowłosą.
___ - Nie jestem hieną, która zjada padlinę. - odpowiedziała równie wrednie co on - Poza tym wchłonięcie Ciebie nie dałoby mi nic nadzwyczajnego. - westchnęła ciężko przykładając do twarzy dłoń. Machnęła ogonem kilka razy, po czym po krótkim namyśle wysunęła rękę w stronę Dragota. Co chciała zrobić? Wystrzelić ki blasta by skrócić cierpienia chorej zwierzyny? Nic z tych rzeczy. Leczący promień otoczył współrasowca, lecząc go trochę. Nie przesadzała, bo KI była dla niej bardzo cenna, szczególnie teraz, gdy prawdopodobnie wszyscy już wiedzą o tym, że dziewczyna jednak żyje. Spojrzała w górę, gdzie powinien być księżyc. Na jego miejscu zamiast okrągłego satelity były błyszczące się kawałki skał. Dla niesprawnego oka to tylko jakieś dalekie gwiazdy, ale dla kogoś, kto ma lepszy wzrok jasne byłoby czym to jest. Zacisnęła pięść.
Spojrzała na demona. Wysunęła rękę w bok, a następnie stworzyła w niej długi, dwukolorowy miecz (wygląd jego w moich technikach). Ekspresowym ruchem, ostrze znalazło się pod gardłem Dragota. Złote tęczówki zaświeciły wściekle odbijając światło pojawiającego się powoli słońca.
___ - Wstań i bierz się za treningi, a potem fikaj do saiyanów. Twoja moc jest śmieszna, każda małpa by Cię pokonała jeśli się tylko wkurzy. To ich napęd. - ziarno nienawiści zasiało się w umyśle demonicy. Pomyśleć, że kiedyś jednego saiyana kochała i narodził się owoc tej miłości. Od dawna ta rasa była nastawiona negatywnie do demonów jak z resztą do wszystkiego co nie ma małpiego ogona, więc dlaczego one nie mogą nienawidzić siayan? Vice versa kochani.
Wyprostowała się, a miecz w jednej chwili spłonął, jakby był wykonany z papieru. Odwróciła się plecami do demona po czym odeszła kawałek. Stojąc, bawiła się nagimi stopami, zatapiając je w błocie. Może wydawać się głupie, ale to było całkiem przyjemne uczucie. W pewnej chwili znudzona, użyła swojej ki, by całkowicie wysuszyć to miejsce. Oczywiście przesadziła, bo trawa stała się żółta, a drzewa uschły i utraciły liście.
___ - Oh.

OOC
KAIFUKU/HEALING - 3KI=1HP
30.000KI - 10.000HP dla Ciebie
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Pon Lis 24, 2014 6:17 pm

Zaufania do niej nie miałem, nie mam I raczej nigdy nie będę miał. Ale chwilowo wydaje się w porządku. Już dawno nie miałem do czynienia z innym demonem, przynajmniej czystej krwi. Właściwie to z niewieloma osobami miałem kontakt odkąd przeszedłem transformacje. Poza krótkim spotkaniem z April, jej przyjacielem i siwowłosym, widziałem już tylko moją córkę. Ciekawe co się teraz z nią dzieję, dokąd poszła gdy uciekłem. Czy tym razem zdoła się obronić przed atakiem ze strony ludzi. A może wcale się stamtąd nie ruszyła, i czeka teraz w wiosce.Krzywi mnie gdy o tym myślę. To bardzo kontrastowe odczucie. Mniej niż godzinę temu torturowałem innego wojownika i sprawiało mi to małpią wręcz radość, a teraz coś w duchu mi podpowiada że powinienem okazać więcej troski osobie którą pierwszy raz widzę na oczy. Sam już nie wiem która z tych osobowości to prawdziwy ja.

Miło wreszcie spotkać kogoś z tej samej rasy, jej odpowiedź była bardzo w moim stylu. Z chwili na chwile coraz bardziej mnie intrygowała. Nie chce mnie zabić, więc czego tu jeszcze szuka? Pozwiedzać coś? Ukryć się przed kimś? Nie wygląda mi na kogoś kto nie potrafiłby sobie poradzić z armią. Ludzką czy demonów. Zapach krwi posłańców wciąż istnieje w mojej pamięci, to była długa noc...
Znam technikę uzdrawiającą. Jednak została ona stworzona z myślą o uleczeniu kogoś innego, więc nie wchodzi ona w rachubę. A nawet jeśli znalazłbym sposób by użyć jej na sobie, nie mam wystarczająco Ki by zregenerować się w znaczącym stopniu. I w tym fragmencie nieoczekiwanie pojawia się pomoc od rudowłosej. Uzdrawiający strumień energii wypłynął z jej dłoni i okrył moje ciało, sprawiając że tkanki zaczęły odrastać w oczach. Przekazała mi bardzo dużą ulość energii, za której pomocą w kilkanaście sekund wróciłem do stanu użyteczności.
-Jestem ci za to dłużny.....June.
Przypomniałem sobie jej imię, uleczenie kogoś w tak krytycznej sytuacji jest nie lada szlachetnością. Lecz jeśli będzie trzeba, pozbędę się wszystkich swych zasad by osiągnąć swój cel. Jednak wciąż byłem ciekawy prawdziwego powodu Jej przybycia.

-Co tutaj ro..
Wielki czerwony miecz u mojej szyi przerwał mi pytanie. Wzrok tej co go wytworzyła był jeszcze groźniejszy. Powiedziała bym wziął się za treningi zanim postanowię walczyć z Saiyanami. Aha, więc moja moc jest śmieszna. A już zaczynałem nabierać nastroju. Ale w tej sytuacji, chyba nie mogę się z tym nie zgodzić. Ten Saiyanin był nikim w porównaniu z towarzyszami April. A jeśli June naprawdę się przed kimś ukrywa, to znaczy że jest coraz gorzej. Ostrze wkrótce się zdematerializowało, zostawiając jej właścicielkę bez zajęcia. Postanowiłem że posłucham jej rady. Gdy się oddaliła ja zacząłem wstęp do mojego treningu.

Nie ruszając się z miejsca rozluźniłem mięśnie, i zamknąłem oczy.Niewiele Ki zostało w obrębie mojego ciała, musi ona do mnie sama powrócić. Skoncentrowałem się, rozmyślając nad tym co mógłbym zrobić by zwiększyć moje szanse na zwycięstwo z Saiyanem. Moja wiedza o psychice szybko przysłała mi odpowiedź. Otworzyłem oczy i spojrzałem na oddaloną June, zajętą obecnie zabawą w taplanie się w błocie. Skoncentrowałem się na szczegółach, a także na rzeczach takich jak puls. Obserwowałem ją tak wyglądając jak pomnik nie ruszający się nawet na milimetr z miejsca. Po minucie byłem już pewien, że coś ją trapi. Widziałem to już wcześniej.Wyczułem stres pod przykrywką beztroski. Denerwowała się. Wyczytałem że ludzie denerwują się przy rozmowie najczęściej z dwóch powodów. Albo są tchórzami, albo coś ukrywają. Warto spróbować czy działa to też na demony.
-Ukrywasz się przed kimś? Z pewnością umiesz wyczuwać KI. Mam propozycję.
Zrobiłem chwilę przerwy, robiąc wszystko by ją zainteresować.
-Wiesz, dominowałem pierwszą połowę tej walki. Jednak nie mogłaś tego zobaczyć, ponieważ potrafię skryć zarówno siebie jak i pobliskie osoby tak, że nawet podczas walki nikt nie da rady nas wyczuć. Mogę to zrobić ponownie, ale w zamian chciałbym byś nauczyła mnie jak wyczuwać cudzą energię. To jak?
OOC:
Regeneracja HP i KI + 10%
Trening Start


Ostatnio zmieniony przez MrDragot dnia Pon Lis 24, 2014 7:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Pon Lis 24, 2014 7:04 pm

Myślała, że ten demon sobie odleci, gdy tylko June odejdzie kawałek - wszyscy tak robili. Ostatnio większość czasu spędza w samotności niż z kimś. Może właśnie dlatego dostaje świra, a wokół głowy latają przedziwne myśli. No, ale wróćmy do Dragota. Zdziwił ją fakt, że pamięta jeszcze jej imię. Nie uleczyła go chcąc tym samym sprawić by miał u niej dług. To była zwykłą pomoc. To samo zrobiła z tym rannym changelingiem w lesie. Przecież June nie jest zła, nie potrafi zostawić kogoś na pewną śmierć. Jak kiedyś... pewnego naukowca... a, dawna historia.
Złote oczy spoczęły na czerwonym demonie, ciut zdziwione. Co ja co, może dał się pokonać małpie, ale był całkiem sprytny  i rozpracował dziewczynę. Machnęła ogonem dwa razy po czym odwróciła się w jego stronę całym ciałem. Założyła ręce na biodrach, słuchając uważnie tego, co jej ma do powiedzenia. Na jej ustach pojawił się zwycięski uśmiech gdy tej skończył mówić.
__ - Cóż, bardzo kusząca propozycja, nie powiem, ale jest jedna sprawa - nie ruszając się z miejsca, zaczęła świecić delikatnym światłem, jak ledwo już żarząca się żarówka. Po kilku sekundach jej wygląd zaczął się zmieniać. Była niską blondynką o niebieskich oczach, staruszką sprzedającą słoiki z konfiturami, dojrzałą kobietą w stylu biznes-woman... zmieniała się jak przy wyborze postaci do gry w simsy. Wróciła do swojej normalnej postaci - Potrafię się zamaskować idealnie, do tego posiadam zdolność ukrywania KI... między innymi. Zdemaskowałam się przypadkiem. Ale nie martw się. Podzielę się z Tobą swoją mocą. Orientuj się. - powiedziała, a następnie szybko zniknęła, by po chwili pojawić się za demonem, złapać go stopą za głowę i uderzyć o ziemię. Odskoczyła jak baletnica po czym wylądowała ze dwa metry dalej. Wyciągnęła z kieszeni spodni kawałek chusty. Rzuciła ją demonowi - Załóż to na oczy. Od teraz wzrok nie będzie Ci potrzebny. Spróbuj zblokować mój cios. Uważaj, jestem cichsza od kota. Nie skupiaj się na tym co słyszysz, widzisz, próbuj mnie wyczuć, wydzielam całkiem sporą energię. - rzekła, po czym zniknęła ponownie. Miała zamiar wykonywać ciosy z zaskoczenia. Jeśli nie będzie dawał rady, to wróci do punktu wyjścia - umierania. June nie ma zamiaru się powstrzymywać, nie będzie żadnej ulgi. Fajnie sobie przy okazji urozmaiciła trening, od tygodnia nie trenowała z kimś żywym. Zwykle to były walki wewnętrzne.

Kontynuuacja treningu
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 463
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina   Sro Lis 26, 2014 6:32 pm

Zaklęcie uzdrawiające którego użyła nie tylko pozwolił mi zregenerować rany, ale umożliwił mi zaczęcie treningu od razu po przegranej walce. Bez pomocy June spędziłbym kilka dni czekając na powrót tkanek. A teraz jestem o krok od nauczenia się techniki która może znacząco zwiększyć moje szanse. Wiele z moich podstępów które użyłem w walce z Razielem zakończyło się fiaskiem właśnie dlatego że umiał wyczuwać energię. Ponadto może mi to udzielić informacji co do stopnia niebezpieczeństwa. Nie docenianie przeciwnika może wyprowadzić go z równowagi i doprowadzić do popełnienia błędu, lecz wielu z moich rodaków zginęło przez tą taktykę. Jeśli rudowłosa przystanie na moją propozycję, nie będę musiał jej już stosować.

Wkrótce przekonałem się że June również zna pare ciekawych sztuczek. Technika zmiany wyglądu którą mi pokazała wywarła na mnie niemałe wrażenie. Też chciałbym coś takiego umieć. Lecz jak widać Mistrzyni jest tylko jedna...
Nie spodziewałem się tak nagłego ataku. Myślałem że jak to kobiety, zwyczajnie mi to wytłumaczy. Tym razem nie będzie tak łatwo. Najszybciej jak tylko mogłem podniosłem się z ziemi, tylko po to by dostać kawałek chusty z poleceniem założenia go na oczy. Zabawa w ciuciubabkę z Arcydemonem, to będą ciężkie dni.
Wykonałem polecenie i zabrałem się do dzieła. Muszę uniknąć jej ataków nie korzystając ze zmysłów. Powiedziała że emituje energię, muszę ją tylko wyczuć. Zanim zdołałem coś z tego wyciągnąć dostałem na dzieńdobry z buta. Dosłownie, rzuciła we mnie butem. Trzeba spróbować ponownie. Wyskakuje na nogi i zaczynam lecieć czy też lewitować metr nad ziemią starając się nie zostać w miejscu. Energia, energia, szukaj energii. Musi być jakiś sposób by to odblokować. Już prawie... Jest! Mam to. Jeśli niedokładne ustalenie kierunku najbliższej energii uznać można za sukces. Czułem jakieś drgania, taki podświadomy kompas. Nie wystarczyło to jednak by uniknąć kolejnego ciosu. A jej dłonie choć lekkie na zewnątrz to mogą przebić mnie jak steropian jeśli nie będę ostrożny. Musze się skupić, skoncentrować pomimo ciągłych ataków. Saiyanin nie da mi minuty na koncentracje, i ona o tym dobrze wie.

Szło mi coraz lepiej, zaczynałem coraz dokładniej rozpoznawać w którym kierunku się znajduje. I chociaż wciąż zostałem trafiany w nierzadko kreatywny sposób, to byłem coraz bliżej  do wykonania sprawnego uniku. W końcu jednak, prawdopodobnie z powodu trafienia w głowę doznałem dziwnego olśnienia. Jakbym mial wizję, a jednak wciąż wszystko kontrolowałem. Miałem zamknięte oczy a zdawało mi się że coś widzę. To musiała być jej KI. Była bardzo charakterystyczna, nie mógłbym jej pomylić z żadną inną rasą. Jej esencja była czysto demoniczna, z widocznymi przejaśnieniami zła. To bardzo dziwny zmysł, jakby połączenie wszystkich poprzednich. Smak, zapach i dotyk połączone w zupełnie innej postaci. To uczucie wciąż się wahało, jednak tym razem czulem się gotów. Leżałem przez pare sekund na ziemi, po czym ponownie wskoczyłem na nogi. Skupiłem całą swoją uwagę na tym zmyśle, który z każdą chwilą był dokładniejszy. Tym razem zaatakowałem pierwszy. Cała seria uderzeń z użyciem szponów została uniknęta, jednak tym razem widać było że nie celowałem w powietrze przede mną. Zmieniła swoją lokację, więc podążyłem za nią. Tylko trenowaliśmy, jednak wcale nie wyglądałem jakby to był sparing treningowy. Atakowałem tak jak zawsze, czyli by zabić. Nie widziałem z kim walczę więc zachowałem się jakbym walczył z wrogiem. W końcu nadeszła chwila prawdy, nadeszła pora na jej atak. Wyczuj to, wyczuj to, wyczuj to!

June wyraźnie była zirytowana moimi atakami, czułem to. Jej Ki stawała się agresywniejsza, to jak obserwowanie czyjejś duszy. I gdy zamierzała przywrócić mnie do porządku przyśpieszonym uderzeniem otwartą dłonią w twarz, zdołałem tego uniknąć. W stylu Matrix'a wygiąłem się do stopnia w którym stałem pomimo niemalże całkiem ugiętych kolan by uniknąć trafienia, po czym jak sprężyna odbiłem się z powrotem z przyszykowanymi palcami o długości bananów. Tym razem nie byłem nawet blisko. W połowie wykonywania ataku demonica była już poza zasięgiem. Wtedy już wiedziałem że udało mi się opanować tą technikę. Jej aura się uspokoiła. Byłem trochę zdyszany, delikatnie zmęczony lecz pełen satysfakcji. Zmieniłem ręce z powrotem i ściągnąłem chustę. Uśmiechnąłem się.

-Dziękuje. Teraz pora na resztę KI.
Tym razem sam zamknąłem oczy, napiąłem mięśnie i skoncentrowałem się tak mocno jak to tylko możliwe, wydzielając delikatną ledwie widoczną błękitną poświatę. Wyciągnąłem tyle ile to tylko możliwe z energii June, ale to nie wystarczy. Muszę móc wyczuć to z odległości. Nic...nic... i nic.. Mam. Ta Ki należy do Saiyana z którym przegrałem. Już nie jest na transformacji. Energia Małp bardzo różni się od demonicznych. Czuć ducha walki, pierwotne instynkty i arogancje. Jego siła to jakieś 10 jednostek Drakonian. (10K). Mógłbym go teraz zabić z zaskoczenia... Nie, nie dałbym rady. Jedna technika i po mnie. Ale interensujące jest to co wyczułem niedaleko niego. Jednego człowieka którego już wcześniej spotkałem, wyraźnie silniejszego. Mnóstwo małych istot w miastach, o mikroskopijnej wręcz mocy. Kazda nie wyróżniająca się z pozoru. W pozostałych miastach jest jeszcze ciekawiej. W South City wyczułem Sonję. Teraz siedzi nad jakimiś dokumentami, wyraźnie zestresowana. Potem widzę kolejnych Saiyan. Co nie jest dobrą wieścią. Bardzo silny samiec oraz Samica o niewielkiej mocy. Ale takim partnerem to może postraszyć. Kogo jeszcze mamy szczególnego... Wyczułem Kuro. Lecz nie dało mi to zbyt wiele informacji, gdyż potrafi ukrywać swoją moc. No i nie wiem ile przemian ma opanowanych.  U Hikaru zresztą to samo. Wiem jednak jedno, póki co nie powinienem z nimi zadzierać. To chyba wszyscy najsilniejsi, choć nie zeskanowałem całej planety. Mam teraz dodatkowo dokładny obraz potęgi June. Ponad 180 Jednostek. Wiele bym dał by posiadać taką moc.
Została jeszcze ostatnia rzecz, skoro oni potrafią ukryć swoją energię, to może mnie też się uda. Uspokoiłem swoją Ki, jak maszyna zmniejszająca obroty. I udało mi się, lecz tylko trochę. Jakaś 1/4 mojej energii pozostaje w ukryciu. To i tak bardzo wiele. Resztę Ki wyczułem, technika opanowana.
-Już zapomniałem jakie to uczucie.

OOC:
Koniec Treningu Techniki KI FEELING
Regeneracja HP i KI + 10%
Z/T na Wielkie Jezioro


Ostatnio zmieniony przez MrDragot dnia Pon Gru 01, 2014 6:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Równina   

Powrót do góry Go down
 
Równina
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: