Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Pole

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Pole   Czw Lis 08, 2012 4:48 pm

Kawałek ziemi uprawnej dość daleko od miastowego zgiełku by móc uprawiać pszenice, żyto i wiele innych roślin. Z góry to wszystko wygląda niczym szachownica. Hektary kolorowych kwadratów czy prostokątów. Uroczy widok.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Czw Lis 08, 2012 7:10 pm

Czuła ciepło smoczka oraz bijące jego serduszko. Wygodnie siedząc na jego grzbiecie obserwowała mijany las pod nimi. Krajobraz przez dłuższy czas się nie zmieniał, ale tak przyglądając mu się dokładnie musiała przyznać, że czym dalej tym był mroczniejszy i bardziej niebezpieczny, a co za tym idzie piękniejszy. Jej oczy nie mogły się napatrzeć na ukryte miejsce o jakich nawet nie wiedziała. Te wszystkie polanki, wodospady, gałęzie wijącej się rzeki.
Cuda cudami poganiały, a to przecież tylko najbliższa okolica w jakiej się wychowywała. Uświadamiała sobie pomału, że o swojej Ziemi nie wie kompletnie nic, a fascynują ją inne planety. Ciekawość rosła z każdą chwilą kodowania siebie w pamięci jak najwięcej tych obrazów zapierających dech w piersi.
Kiseki w czasie dumań i zachwytów przyjaciółki machał jak najmocniej potrafił skrzydełkami, by nadążyć za saiyanem, który pędził jak burza przed siebie. Zaczynał dyszeć i zwalniać. Nie miał sił choć dziewczyna nie była wcale ciężka, ale nigdy nie musiał podróżować z taką prędkością bez przyczyny zbliżającego się niebezpieczeństwa.
W końcu minęli las, a przed nimi pojawiły się pola uprawne. Halfka tylko z książek znała takie widoki, a ten był niesamowity. Te kolory odcieni zieleni oraz żółci, pomarańczu, czy brązu budziły do życia. Patrzący z góry mógł zobaczyć coś czego nie da się opisać. Nawet poeta nie sprostałby temu zadaniu tak, by każdy ujrzał ten krajobraz tak jak on go widzi.
Uśmiech nie schodził z jej rozpromienionej buzi, a czując jak schodzą do lądowania nie mogła się doczekać stanięcia na własnych nogach. Jak to się mówi? Wszędzie dobrze, ale na ziemi najlepiej. Smoczek z ostatków sił zdecydował się na szybsze lądowanie niż jego przewodnik. Zrobił korkociąg i zniżał lot z dużą prędkością. Halfka piszczała śmiejąc mocno się trzymała. Ta końcowa trakcja była dopiero dla niej wyzwaniem. Na szczęście nic nie jadła od dłuższego czasu, więc nie miała się czym martwić.
Ziemia... ziemia... ziemia... nareszcie na ziemi. Rości nie było końca. Kiseki padł na grzbiet i dyszał jak lokomotywka wykończony z wywieszonym jęzorkiem. Neya usiadła obok niego po turecku i patrzyła w niebo szukając saiyana. Tym razem podziwiając puchate obłoczki na niebie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Pią Lis 09, 2012 4:47 pm

Leciał dość wolno jednak zwierzak dziewczyny ledwie za nim nadążał, co irytowało saiyana, ale nie miał wiele do gadania, leciał nad lasem obserwując okolicę aż znaleźli się nad polami uprawnymi gdzie też smoczek wylądował. Nat wzruszył ramionami i również wylądował rozglądając się, widział w pobliżu kilku ciężko pracujących rolników, olał fakt, iż są tu jacyś ludzie i przeciągną się ziewając, po czym spojrzał na Neye uśmiechając się. Był ciekaw, co mogliby tu robić, podziwiał wszystko wokół podobały mu się te widoki jednak nic nie powstaje ot tak, przeniósł wzrok na męczących się z przekopaniem pola rolników a potem ponownie na pola z dojrzewającymi już uprawami. Ci ludzie naprawdę znali się na tym, co robią, a dzięki ich pracy wiele osób miało pożywienie w sumie produkty pochodzące z tej planety były także na jego ojczystej planecie. Westchną ciężko i zbliżył się do pracujących nieopodal rolników, uznał, iż pomoc im byłaby dobrym sposobem na trening w końcu i tak znudziło go ciągłe powtarzanie tych samych czynności, jakie wykonuje zwykle w czasie treningu….zatrzymał się przy grupce ciężko pracujących mężczyzn.
-Witam. Mógłbym jakoś pomóc?
Rzucił zapytaniem do jednego z pracujących i czekał na odpowiedź bądź pogonienie go za pomocą ostrego narzędzia, ale miał nadzieję, że jednak pomoc w przekopaniu tak wielkiego pola będzie mile odebrana przez tych zapracowanych ludzi.

OOC:
Czekam Safi ^^
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pole   Sob Lis 10, 2012 3:46 pm


Jeden z zaczepionych przerwał pracę słysząc pytanie nieznajomego. Obrócił się w stronę rozmówcy odchodząc od swych kolegów. Spojrzał na niego od stóp do głów. Jeszcze nie zauważył ogona.

-Pan z miasta ? Rzadko u nas takich widujemy. Na pewno chce nam pan pomóc ? To miło, ale nie wie pan jaka to ciężka praca. Wy miastowi macie inne zwyczaje jak mniemam.- farmer widać miał wątpliwości co do Nata.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Sob Lis 10, 2012 4:25 pm

Nie siedziała długo sam na sam ze smoczkiem saiyan szybko wylądował niedaleki ich. Widząc jego uśmiech skierowany do niej szybko go odwzajemniała rumieniąc się. Gdy odchodził, podniosła się i wyjrzała zza smoczka. Obserwowała uważnie jak gada z jakimś rolnikiem proponując mu pomoc. Halfka uradowana faktem, że jej saiyański towarzysz jest taki miły postanowiła podejść trochę bliżej i przysłuchać się rozmowie.
Nie musiała podejść nie wiadomo jak słysząc już narzekania na miastowych. Westchnęła podchodząc do rozmówców. Stając obok saiyana, a na przeciwko rolnika uśmiechnęła się.
-Wybaczy pan, że się wtrącę, ale nie jesteśmy z miasta. Pochodzimy z tych rejonów.
Nie pewnie spojrzała na Nat'a pyrgając go łokciem. Nie widząc jego reakcji uśmiechnęła się do rolnika i pociągnęła trochę do tyłu saiyana szepcząc mu do ucha.
-Jak zauważy twój ogon... to po nas...
Neya minąwszy Nat'a podeszła do mężczyzny i patrząc na obszar pola w główce szybko obliczyła ilu ludzi i w jakim czasie dałoby radę je przygotować pod wysiew. Trochę się krzywiąc mnoży, dzieli, dodaje i potęguje w pamięci, gdy doszła do wyniku wzięła głęboki wdech. Podrapała się po głowie i odwracając się uśmiechnięta do Nat'a.
-Chętnie pomożemy... oboje...
Nie była pewna tych słów, ale czemu, by i ona nie mogła czegoś dobrego zrobić. Zerknęła na siebie mało zadowolona. Stroju do pracy to ona nie miała... machnąwszy na to ręką przez cały czas uśmiechnięta przyglądała się polu.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Sob Lis 10, 2012 4:56 pm

Po reakcji mężczyzny nie był zbyt zadowolony, iż miał wątpliwości czy przyjąć jego pomoc, do tego jeszcze marudził na miastowych, co w odniesieniu do Nathaniela było bardzo błędną teorią w końcu on sam będąc kiedyś w pewnym mieście nie został potraktowany zbyt dobrze ani nie czuł się tam zbyt dobrze. Wysłuchał jednak tego, co miał do powiedzenia rolnik, fakt ich praca na pewno była bardzo ciężkim zajęciem, ale to w końcu nic strasznego dla saiyana. Kiedy do rozmowy dołączyła się Neya zerkną na nią i słuchając również jej słów oraz uwagi, co do jego ogonka od razu ukrył go tak by nikt nie zwracał na niego specjalnej uwagi? Przeniósł wzrok na rolnika zastanawiając się nad tym, co powiedzieć, w końcu mieli bardzo dużo roboty a pomoc z jego i Neyi strony bardzo by się im przydała.
-Bardzo chętnie pomogę, leniwy nie jestem zaś wysiłek mi nie straszny.
Miał nadzieję, iż tym razem rolnik przyjmie ich pomoc w końcu dla Nathaniela jak i Neyi byłby to także dobry sposób na trening, a tak czy owak on nie miał prawa go zaniedbywać bądź, co bądź jest tylko na krótkim urlopie, co nie pozwala mu na lenistwo a jedynie na wypoczynek od rodzinnej niezbyt interesującej planety, na której patrzeć może na piach i skały nic po za tym. Czekał spokojnie na odpowiedź, co chwilę zerkając na Neye i zastanawiając się, dlaczego również zadeklarowała swoją pomoc, bądź, co bądź była dziewczyną, która raczej nie chętnie babrałaby się w ziemi i raczej nie specjalnie jakakolwiek dziewczyna ot tak zgodziłaby się na pomoc w przekopaniu pola.

OOC:
Teraz ty Saf ^^
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pole   Wto Lis 13, 2012 5:56 pm


-Panienka wybaczy moje zachowanie. Już paru było z miasta i nie mieliśmy z nich pożytku. Panienka na pewno chce pracować w polu ? Przecież się pani ubrudzi. Za ładnie się pani ubrała do tej pracy.- rolnik starał się być uprzejmy wobec Neyi, ale nie mógł zrozumieć czemu taka delikatna dziewczyna chce się trudzić ciężką pracą. Chwile mężczyzna stał zapewne przemyśliwując ich prośbę.

-Dobrze więc. Zwykle ktoś inny to robi zazwyczaj, ale wyjątkowo wam pozwolę.- pokazał najbliższe pole potrzebujące przeorania.

Z niedaleka zaczęły dobiegać jakieś głosy.

-Łan-Tu, Łan-Tu. Dalej chłopcy, nie obijać się. Musicie to roznieść.-

Cała trójka się zatrzymała przy farmerze.
-Witam pana. Widzę, że macie gości.-

-A owszem. Ci państwo chcą mi pomóc w polu.-

-Oooo. - staruszek podszedł do Neyi uporczywie się wpatrując w jej biust chociaż tego nie było widać aż tak przez te okulary.
-Śliczna dziewczyna z ciebie i chętna do pracy, to dobrze. Bardzo.-

Nim jeszcze coś dalej wyszło wtargnął Kiseki by odgonić starca przy okazji ratując go od pięści Halfki.

-Spokojnie.- odsunął się od smoka i spojrzał na Nata.
-Spory chłop z ciebie. Wyglądasz jakbyś już trenował. No skoro tu jesteście to wam nieco pomogę w ćwiczeniach.-

-Miszczu miło z twojej strony, ale o co ci chodzi ?- na pytanie farmera znikąd pojawiły się dwie żółwie skorupy w rękach łysego staruszka o zboczonych zachciankach.

-Załóżcie to, to będzie część waszego treningu.- jedna skorupa trafiła się Saiyanowi, a druga Halfce.
-Wybaczcie, że nie mam ubrań na zmianę.- zerknął na Neyke w wiadomym celu jednak warczenie smoka go zniechęciło.
-Przekopcie całe to pole gołymi rękoma nie używając narzędzi. Powodzenia. Ja tu zostanę, a moi uczniowie pójdą dalej pracować.- Miszcz pogonił laską dwóch chłopców, którzy będąc z nim skorzystali z okazji na odpoczynek.

OOC:

wiecie co macie robić
Neyka ma skorupkę 10 kg, a Nacik 20 kg
smok nie może wam pomagać
proszę po 3 dość wymęczone posty gdzie będziecie zmieniać skorupy na te cięższe w przypadku postępu (czyli: z 10kg na 20 )
możecie opisać zachowanie Żółwia w wiadomym celu

to wasz trening jak coś
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Sro Lis 14, 2012 10:41 am

Na słowa rolnika spojrzała na niego uśmiechając się. Milczała, jakoś sama nie wierzyła w swoje dobre serduszko. Bezinteresowność to bardzo rzadka "choroba" ujawniająca się u młodych ludzi, czyżby "zachorowała"? Czy chce spróbować czegoś innego? Trzecim wariantem może być pokazanie się z lepszej strony niż z jakieś wygląda, czyli panienki z dobrego domu nie skalaną pracą. Niestety tak tez było. Halfka nigdy nie pracowała na roli. Choć ma ogródek rzadko mamie w nim pomaga. Zawsze zajęta jest tylko i wyłącznie nauką.
Wdychając świeżego powietrza do płuc pełną piersią przeciągnęła się wpatrując się w niebo gotowa do ciężkiej pracy. Niespodziewanie na pole zawitali dwaj chłopcy i staruszek na ich czele. Zdziwiło ją to i to bardzo... w jego wieku? Nie przejmując się tym obserwowała go bacznie. Jakoś jej nie pod pasował od razu jak go ujrzała. I miała absolutną rację, nie tylko ona odczuwała od niego niepokój, ale również Kiseki'emu nie przypadł do gustu. Neya jedynie grzecznie stała, jakoś nie powstrzymywała smoczka przed zachowywaniem się w taki, a nie inny sposób. Wiedziała, żre jej przyjaciel robi to dla jej bezpieczeństwa.
Kolejne słowa, kolej rzeczy i milczała coraz bardziej zdziwiona. Trening? Skorupy? Obserwacja? Nic z tego kompletnie nie rozumiała czemu to miało służyć. Już samo to, że miała grzebać w ziemi było dla niej nowością, a tu jeszcze jakieś utrudnienia? To nie mieściło się w jej małej, lecz mądrej główce. Zdziwiło ją nawet zachowanie chętnego saiyana. Nie protestował, nie zadawał pytań. Nie zadowolona, nie pokazując tego po sobie westchnęła ciężko. Wzięła skorupę i omal nie wywaliła się. Pierwsze pytanie to ile to "gówno" waży? Jak ona ma w tym się poruszać i jak w ogóle pracować? To było ponad jej siły. Jednak przypomniała sobie słowa Kyoraku: Może myślisz, że jesteś zwykłą nastolatką, ale aura, którą emanujesz mówi zupełnie inaczej. Hafka szybko wzięła się w garść. Jak to się mówi zakasała rękawy i do roboty. Zanim włożyła skorupę dla ułatwia sobie pracy skierowała się do saiyana. Czuła na sobie za bardzo wzrok starca i chciała sobie ułatwić pracę, a zarazem nie pobrudzić swojej pięknej sukienki. W ten sposób wprost stanęła przed Natek i zadała mu pytanie trochę krępując.
-Natek... dałbyś mi swoją koszulkę? Proszę...
Spojrzała ukrytkiem na starca marząc brwi. Na szczęście saiyan zachowała się jak ostatnim razem nad wodospadem. Neya zadowolona uśmiechnęła się i chowając się za nim zamieniła w szybki sposób sukieneczkę na koszulkę oraz ściągnęła rajstopy. Wychodząc zza Nat'a skierowała się szybko do smoczka i położyła mu na grzbiet swoje ubranie, a sama w koszulce i trampkach ruszyła na pole. Zostaje jeszcze tylko cofnięta po skorupę. Już mniej zadowolona włożywszy ją na plecy i czując się jak kobieta rodząca poczłapała się na pole. Przez nowy i nie wygodny ciężar idąc przez niewielki obszar pola wbijała się w ziemię zasypując swoje butki. Nikt nie mówił, ze będzie lekko. Zniesmaczona z poważną miną zaciskając zęby stawiała wysoko nagi wyglądając z boku jakby przedostawała się przez chaszcze, albo bagna. Jednym słowem wyglądała zabawnie.
Po dotarciu na wyznaczony tzw start wzięła głęboki wdech i kucając. Sięgając już dłońmi ziemi straciła równowagę i znalazła się na skorupie. Machała rękoma i nogami jak przewrócony na plecy robak. Usiłowała się podnieść, ale tylko posapywała przy marnych próbach stanięcia na nogi. Czuła się jak idiotka. I z każdą sekundą słabości przeczyła słowom wielkiego wojownika. Gdy zrozumiała, że nie jest nikim i robi tylko za klauna. Zaprzestała prób, westchnęła patrząc w niebo rozluźniając się. Po jej policzku popłynęły gorzkie łzy porażki. Znów użalała się nad sobą zamiast walczyć. Po zamknięciu oczu ponownie westchnęła, a otwierając je coś się zmieniło...

... niebo wyglądało inaczej, było mocno zachmurzone. Nie wiedząc jak to możliwe podniosła się dosiadu i rozejrzała się wokoło. To było inne miejsce niż przed chwilą. Znajdowała się na łące przed domem. Na pierwszy rzut oka to jesień, kwiaty zapadały w sen i było chłodno. Wstała, a psotny wiatr przywiał listki z lasu zasłaniając jej widoczność. Gdy znów coś widziała jakies kilka metrów od niej pojawił się chłopiec. Wyglądał jak jej odbicie lustrzane z dzieciństwa. Halfka stała jak wryta poruszając ustami nie mogąc nic z siebie wydobyć. Chłopiec pomachał jej uśmiechając się.
-Eni... chodź... nie poddawaj się... pomogę Ci...
Neya spojrzała za siebie, a nikogo nie widzącwróciła wzrokiem na chłopca, nagle jakby się skurczyła. Spojrzała na swoje dłonie, były malutkie i miała na sobie rękawiczki. Patrząc dalej i nawet blado niebieską kurteczkę i żółte kalosze. Podniosła głowę i zerknęła na chłopca, nadal się uśmiechał i machał do niej. Poczuła dziwne ciepło... w sercu... rozchodzące się po jej ciele. Nie wiedząc dlaczego sama się uśmiechnęła. Wzięła głęboki i zrobiła ku niemu pierwszy krok i następny i kolejny, aż zaczęła zaczęła biec w jego kierunki. Wyciągając ku niemu rękę już miała go chwycić, gdy słońce mocno zaświeciło jej w oczy. Osłoniła twarz dłonią...


... zabierając dłoń wszystko wróciło do normy. Znów była na polu, a słońce mocno grzało. Jednak, nie do końca było jak wcześniej. Dziewczyna czuła się całkiem inaczej. Jej główka pracowała dumając nad tożsamością chłopca, ale nie ważne kim był... wierzył w nią. I ona w siebie uwierzyła. Zacisnęła zęby i ze wszystkich sił podniosła się. W jej oczach była widoczna zażartość i radość. Nie myśląc już za wiele klęknęła zabierając się do pracy. Dłonie dość jak na początek szybko pracowały, a ona poruszała się swoim tempem nie zważając na skorupę.
Słońce grzało, było strasznie duszno, a czerń koszulki jaką miała na sobie dawała o sobie znać. Nie minęło wiele czasu jak zgrzała się, a praca na kolanach zaczęła jej dokuczać. W końcu miała delikatną skórę. Niegroźne obtarcia pojawiające się nie zrażały do pracy, tylko ją jej utrudniały w niewielkim stopniu. Krzywiąc się wstała na równe nogi i ocierając czoło wypościła powietrze nosem. Nabierając je ustami ziewnęła. Spojrzała w niebo, a nie widząc ani jednej chmurki straciła nadzieję na trochę chłodu. Ugięła lekko obolałe kolana i pochylając się zaczęła pracę w ziemi w innej pozycji. Nie obyło się od powrotu dziwnego uczucia. Zamyśliła się nad tym tylko chwilę.
Nic dziwnego, że coś ją zaniepokoiło. Staruszek na wszystkie możliwe sposoby próbował zajrzeć pod koszulkę jaką miała na sobie. Był na tyle bezczelny, że stanął za nią i lekko kucając pochylał głowę na bok. Ona tego nie zauważając dalej pracowała. Tylko Kiseki który przysypiając sobie na trawce otwierając leniwie oczko spostrzegł go. Wypościł szybko powietrze nozdrzami patrząc na staruszka przymrużając oczy. Pomału podniósł się i pomaszerował w jego stronę. Stanął obok niego i pochylając ku niemu łeb warknął. Nie spodziewający się tego mistrz podskoczył przestraszony i wrócił szybko na swoje miejsce z niezadowoloną miną. Smoczek widząc jak jego przyjaciółka się męczy postanowił jej trochę pomóc. Złapał w jednej łapie jej ubrania i poleciał gdzieś. Neya dychała wykończona. W ustach sucho ledwie żyła.
Po jakimś czasie Kiseki wrócił z czymś w drugiej łapie. Nie zastanawiając się długo podleciał nad nią i skierował zawartość zwiniętego niewielkiego liścia na halfkę. Nie spodziewająca się niczego wstała ocierając któryś z kolei pot z czoła. Czując, że znajduje się w cieniu smoka podnosi głowę wysoko wtem wylał na nią wodę.
Była przyjemnie chłodna, nie było jej wiele, ale zawsze trochę dostało się do ust i pod koszulkę. Schłodzona powachlowała końcem koszulki, by dostało się pod nią trochę wiaterku i wróciła do pracy.
-Dziękuję... przyjacielu
Jej dłonie pomału odmawiały posłuszeństwa. Pod paznokcie dostał się piasek raniąc ją. Zdarta skóra na dłoniach to tylko początki koszmaru, a tu tyle jeszcze przed nią. Smoczek wylądował niedaleko jej i lekko machając skrzydełkami tworzył dla niej przyjemny wiaterek w ten upał.

OOC:
Początek treningu
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Czw Lis 15, 2012 11:12 am

Nim rolnik w końcu zdecydował się czy przyjmie ich pomoc czy też nie, gdy tylko podjął decyzję mówiąc przy okazji, że zwykle robi to ktoś inny usłyszał jak ktoś się zbliża dźwięk obijających się o siebie butelek i poganianie jakichś młodzików przez staruszka. Zdziwił się, iż ktoś w takim wieku zasuwa truchcikiem i jeszcze pogania młodych, rozbawiło go to, co zobaczył, w chwili, gdy cała trójka zatrzymała się w pobliżu zaistniała dość dziwna sytuacja, którą nie do końca saiyan pojął. Skrzywił się jedynie na zachowanie starca jednakże milczał nie mając potrzeby się udzielać póki zboczony staruch nie zwrócił się do niego.
-Owszem.
Odpowiedział jedynie na to, co do niego powiedział zaś chwilę później otrzymał dziwną skorupę, na której widok skrzywił się, nie była wcale ciężka, zdaniem saiyana bardzo lekka, ale nie miał zamiaru pracować w swoich obecnych ciuchach. Rzucił skorupę na ziemię i powoli zaczął rozpinać koszulę, kiedy to przed nim stanęła Neya prosząc by dał jej swoją koszulę, nie miał zamiaru odmówić i powoli rozpinał guziki, po czym podał koszulę dziewczynie robiąc jej za chwilową osłonę by mogła się przebrać, kiedy ona ruszyła do pracy Nat podwiną odpowiednio nogawki spodni by nie pobrudzić ich za bardzo. Włożył skorupę na plecy i ruszył na pole wymachując nieświadomie ogonkiem, będąc na miejscu zabrał się do pracy chwilkę pomyślał jak by zacząć, po czym zaczął rękoma przekopywać pole. Przerzucał ziemię i cofał się do tyłu powtarzał to przez cały czas w sumie była to ciężka praca aczkolwiek nie miał zamiaru odpuszczać sobie tego, co jest dobrym treningiem i jednocześnie jakąś odmianą od ciągle powtarzających się treningów.
Po godzinie harówki w niezbyt wygodnej pozycji postanowił się nieco rozprostować, widział jak staruszek wszelkimi sposobami próbuje zajrzeć Neyi pod koszulę, skrzywił się niezadowolony chwytając do ręki bryłkę ziemi cisną nią w głowę starca krzywiąc się z niezadowolenia, po chwili otarł pot z czoła jedynym plusem było to, iż przywykł do upałów po chwili wrócił do pracy przekopywał dalej pole, mimo iż nawet nie dotarł jeszcze do 1/3 jego wielkości. Wiedział, iż będzie to bardzo długo trwająca praca jednak nie przejmując się tym nie miał ochoty porzucać owego zajęcia w końcu lepsze to niż kolejny raz stoczyć się z góry bądź nadziać klejnotami rodowymi na kamulec. Na swoje własne nieszczęście, co chwilę musiał przerywać przekopywanie odrzucając przeszkadzające mu kamyczki i większe kamienie, co poniektóre trafiały prosto w głowę zboczonego staruszka, który nie kryjąc się wcale wlepiał wzrok w Neye, co nie podobało się ani trochę Nathanielowi robił się wręcz czerwony ze złości widząc, na co pozwala sobie ten starzec. Niestety nie miał jednak czasu na to by zawracać sobie nim głowę i dalej przekopywał pole odrzucając kamyczki specjalnie celował w starca bądź, co bądź nie mógł pozwolić na to by zachowywał się w taki sposób. Nie śpiesząc się nigdzie spokojnie przekopywał metr po metrze, kiedy oglądał się za siebie i patrzył ile dopiero zrobił miał ochotę się załamać. Wszystko wyglądało na to jakby stał w miejscu, patrzył niezadowolony na wyniki swojej pracy krzywiąc się jakby właśnie zjadł wielki półmisek cytryn.
Po kolejnych trzydziestu minutach wymienił skorupę na cięższą i wrócił do pracy, przyśpieszając nieco tempa by nie wyglądać na takiego, który się obija, przekopywał pole sprężając się jak tylko mógł, co jakiś czas ponownie sprowadzając zboczonego starca do pionu jakimś kamykiem czy grudką ziemi, pracował w pocie czoła nie robiąc więcej przerw. Kopał …kopał…kopał i dalej kopał nie mając zamiaru przerywać z byle powodu. W czasie pracy rozmyślał sobie nad tym, co będzie jak w końcu upora się z tym polem, jedyne, czego był pewien to tego, że po takim wysiłku przyda mu się porządna kąpiel, co dalej? Na pewno dopadnie w lesie jakiegoś zwierza i pożre go w całości, żołądek przyrastał mu już do krzyża a roboty wciąż nie było widać końca. Zaczęło to potwornie irytować saiyana niestety nie miał czasu rozprawiać, bo mnóstwo roboty było jeszcze przed nim, pracował obserwując, co wyprawia pupilek Neyi, skrzywił się widząc jak polał ją wodą przewrócił oczami i dale harował.

OOC:
Start treningu

//sory, że tak dupnie ale nic więcej nie wymęczę //
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Pią Lis 16, 2012 11:09 am

Przyjemny wiaterek dzięki staraniom smoczka trochę uprzyjemniał jej pracę. Gdyby jednak nie ból zmęczonych już dłoni znacznie lepiej, by jej to wszystko szło. Od czasu do czasu obserwowała kątem oka saiyana, ale przez to jak jego ciało wyglądało w promieniach słonecznych szybko odwracała wzrok robiąc się cała czerwona.
Wracając do jej kopania w ziemi... było nie tylko nudne, to dodatkowo rozglądając się na obszar zrobiony, a ten do którego nawet jeszcze nie doszła można było się załamać. Pracowała tak wolno, nie dorównywała nawet w 1% Nat'owi. Było to zrozumiałe, ale chciała pomóc, tak na prawdę. Starała się jak mogła ze wszystkich możliwych jej sił. Dychała na zmianę rozmasowując obolałe paluszki u dłoni, ale mało to pomagało.
Praca jak praca, ciężka i mało opłacalna. Halfka nic z niej nie miała, ale traktowała ją bardzo poważnie. Wyciąga czuła coraz większy ból nie tylko w ugiętych kolanach,a le i w plecach, które marzyły, by ktoś je porządnie wymasował. W myślach już widziała jak idzie do SPA na kilku godzinne lenistwo. Te maseczki z ogórka i kąpiel w leczniczym błocie albo odprężający głęboki masaż ciała. Dzięki takim głupim i nie potrzebnym wymysłom nie czuła bólu, a nawet uśmiech zagościł na jej buźce.
Każde kolejne "zanurzenie" dłoni w ziemi i przeciągniecie ręką do siebie było z każdą powtórką coraz mniej przyjemne. Czuła się jak zwariowany pies rozkopujący coś w ogródku tylko na większą skalę. Prostując się, gdy ocierała pot z czoła sprawdzała dyskretnie ile to jeszcze zostało do zrobienia. Zaczynała się zastanawiać czy ona w ogóle ruszyła się z miejsca.
Po jakimś znacznym upływie czasu przestała odczuwać ciężar skorupy, gdy zdała sobie z tego sprawę, niezadowolona oderwała się od pracy i poszła w stronę starca. Znajdując się przed nim ściągnęła 10- cio i dostała 20-sto kilogramową, co dało od razu dać się rozpoznać. Obolałe ramiona odczuły jako pierwsze. Kolana jako drugie, po czym się ugięły, a ona wywaliła do tyłu. Staruszek tylko na tym skorzystał i zamiast jej pomóc przyglądał się. Kiedy halfka męczyła z pod niesieniem się, mistrz kucnął sobie przed nią i dziwnie się śmiejąc pod chrypniętym głosem czerwienił się. Paluchy u oby dłoni przeplatały się w ciągłym ruchu. Neya na jego nieszczęście spostrzegła to i wygięła się tam mocne, że z całej siły kopnęła go stopą. Staruszek od ciosu uniósł lekko głowę i poleciał do tyłu dalej się śmiejąc. Dziewczyna była wściekła z takiego zachowania i wściekła z tego wszystkiego podniosła się. Fuknęła głośno patrząc na niego i wróciła do pracy.
Złość pomagała jej nawet, poruszała się znacznie szybciej, nie zważała na ból i inne przeszkody. Kiedy uspokoiła się na tyle, by przestać zgrzytać zębami, a czerwień zniknęła z jej buzi, przypomniała sobie o chłopcu i tym jak ją nazwał. Nie mogła o tym zapomnieć. Zaczynało ją to pomału dręczyć. Ta cisza i jej ciągłe myśli.
Smoczek widział, że coś się z nią dzieje, ale był bezradny. Przesuwał się wraz z nią wachlując jej skrzydełkami. Neyi przeszło i praca znów ciągła się jak flaki z olejem. Z nudnej ciszy nuciła sobie pod nosem.

OOC:
dalsza część treningu
zmiana skorupy z 10kg na 20kg
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Nie Lis 25, 2012 4:13 pm

Bez chwili wytchnienia przekopywał pole odrzucając na bok kamienie, na które natrafił, co poniektóre lądowały oczywiście „przypadkiem” na głowie zboczonego staruszka, który usilnie próbował zaglądać pod koszulę Neyi, co bardzo irytowało saiyana, ale wolał spokojnie skończyć to przekopywanie niż przejmować się teraz takim głupim zachowaniem starca. Starał się jak najlepiej przekopać pole w końcu pierwszy raz robił coś takiego mimo to całkiem nieźle mu to szło. Po jakimś czasie rozbolały go plecy od ciągłego pochylania się, ale wolał to niż obijanie się o skały jak to zwykle przytrafiało mu się podczas normalnych treningów, a to była zawsze jakaś odmiana. Przerzucał ziemię niczym maszyna rolnicza nie przejmując się tym jak bardzo będą boleć go plecy, gdy już skończy robotę. Kopiąc tak pogwizdywał sobie dla umilenia pracy chociażby głupią melodyjką, którą gdzieś kiedyś usłyszał, pracował i pracował kopał i kopał, co jakiś czas ocierając pot z czoła, mimo to był przyzwyczajony do wielkiego wysiłku, skorupa, jaką miał na plecach nie specjalnie utrudniała mu całą robotę nawet nie odczuwał jej ciężaru. Wyprostował się i przeciągnął ziewając, czyżby nie wyspał się czy aż tak nudziło go powtarzanie jednej czynności od dłuższego czasu? Nie wiadomo. Saiyan zdjął skorupę i podszedł do starca wymieniając to leciutkie coś na cięższe w końcu jak ma odbyć porządny trening przekopując to pole to nie może tak sobie pobłażać i biegać z zaledwie 30 kilogramową skorupą w końcu to żaden wysiłek dla niego, chwycił cięższą skorupę i założył ją na plecy, po czym wrócił na pole dokładnie w miejsce gdzie przerwał i dalej przekopywał niezorane pole. Nudziło go nieco takie powolne kopanie, więc postanowił przyśpieszyć tempo nie zważając na to jak bardzo bolą go plecy od ciągłego pochylania się, ręce także powoli odmawiały posłuszeństwa od wymachiwania to w jedną to w drugą stronę, Nat szybko cofał się do tyłu przerzucając ziemię dłońmi nie patrzył nawet ile jeszcze roboty mu zostało po prostu skupił się na tym, co musiał zrobić, myślami jednak odleciał w ciche miejsce otoczone drzewami gdzie był dostatek cienia chroniącego przed słońcem, którego już zaczynał mieć serdecznie dość.
Kopał kopał i kopał jak w transie nie przerywając nawet na głupie rozprostowanie kości, nie miał ochoty robić sobie niepotrzebnych przerw w końcu im szybciej skończy z tym polem tym szybciej będzie miał chwilę odpoczynku, aczkolwiek zastanawiał się czy tylko na tym przekopywaniu pola się skończy. Zirytowany ponownym widokiem starca wgapiającego się w Neye chwycił większy kamulec i cisnął nim w zboczeńca, miał już serdecznie dość tego, iż wgapiał się w nią bez grama wstydu, zacisnął pięści na dwóch kamieniach, jakie trzymał rozgniatając je na proch, wkurzył się bardziej niż przewidywał i ledwie panował nad sobą by nie przerwać kopania i nie przylać starcowi skorupą, którą miał w tej chwili na plecach, wręcz gotowało się w nim, co niemal doskonale ukrywał. Wrócił do przekopywania pola zaciskając zęby bądź zgrzytając nimi wściekły, pomyślałby, kto że wyprowadzi go z równowagi zboczeństwo jakiegoś starca. Przekopywał pole jeszcze szybciej niż chwilę temu nie mając zamiaru poświęcać na to nie wiadomo ile czasu, co chwilę jedynie sprawdzał czy staruch dalej wgapia się w Neye wtedy też rzucał w niego pierwszym lepszym kamieniem nie przejmując się tym czy jest mały czy też sporawych rozmiarów, powtarzał to za każdym razem, gdy tylko dostrzegł, iż starzec na zbyt wiele sobie pozwala bądź, co bądź, ale nie mógł pozwolić na to by taki stary pryk wlepiał wzrok z Neye.
Kiedy w końcu dotarł do połowy owego pola wyprostował się i otarł pot z czoła rozprostował kości, po czym wrócił do roboty nie miał czasu by odpoczywać, zapierdzielał przez pole wymachując rękoma przerzucającymi ziemię niczym wielka maszyna rolnicza. Postanowił, iż daruje sobie przerwy chyba, że będzie musiał ponowienie wymienić skorupę na cięższą w żadnym innym wypadku, westchną ciężko dalej przekopując pole i ziewając był już tak bardzo znudzony powtarzaną od dłuższego czasu czynnością, że czuł, iż nim skończy przekopywać zaśnie z nudów…

OOC:
Dalsza część treningu
Zamiana skorupy na 40 kg

//tera więcej nie wycisnę//
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Nie Lis 25, 2012 8:52 pm

Przesuwała się mozolnie, dłonie bolały, ziemia powchodziła pod paznokcie i dobijała ją. Praca zaczęła ją doprowadzać od szału. Nigdy nie pracowała tak ciężko jak tego dnia. Spoglądała na saiyana, a widząc jak dobrze mu idzie, dołowała się jeszcze bardziej. Była tak zmęczona, wzdychała co jakiś czas. Przerywała pracę na kilka sekund, by trochę wypiąć pierś do przodu i wyprostować obolałe plecy. Poruszała lekko ciałem, zataczając krągłe ruchy, by rozmasować za stajałe kości. Nucąc sobie pod nosem orała dłońmi ziemię, zastanawiając się, co ją podkusiło. Już wiedziała, taka praca nie jest dla niej.
Na szczęście skończyła część od której zaczął saiyan i uradowana na spokojnie poszła do niego. Stanęła przed nim i szczerząc się pochylona przyglądając się mu uważnie dreptała.
-Robimy rządki na zmianę?
Nie chciało jednak się jej czekać na odpowiedź. Uznała tylko, że teraz będzie zabawniej. Kiedy Nat zaczął od nowego rządku, stanęła obok niego i rozpoczęła niby wyścig, by mieć jakąś motywację. Tak będzie raźniej. Wiedziała, że nie ma z nim szans, ale zawsze to lepsze niż samotne kopanie. Zabawa dla niej trwała w najlepsze, jak przeskakiwała i ściągała się z nim. Czy on się z nią bawił? A to ważne? Ona miała ubaw i uśmiechnięta zapominała o bólu i ciężkości zadania danego przez zboczonego staruszka.
A właśnie, co w tym czasie robi staruszek? <śmiech> uwierzcie ma, co robić. Siedzie dobrze schowany za bryczką i za pomocą lornetki obserwował sobie walory niebieskowłosej. Tym razem wiedząc, że niby przypadkowe kamie rzucane przez młodzieńca go nie w trafią. Z guzami ślinił się patrząc sobie z bezpiecznej odległości pod jej bluzkę na majteczki. Jednak rączki świerzbią od patrzenia, a bał się podejść, gdy była tak blisko mężczyzny.
Neya uśmiechnięta od ucha do ucha kopała starając się być szybsza od saiyana. Miała frajdę, gdy choć na chwilę udało się jej być szybszą. Nawet widać było ich pracę, pole wyglądało jak zaorane przez machinę. Szło im dobrze jak nie bardzo dobrze. Nuda zniknęła według halfki, a zaczęło być nawet miło. Nie wiedziała jednak, że staruszek coś już knuje wobec niej. Zajęta w stu procentach pracą i słaniem uśmiechów do saiyana nie przeczuwała dosłownie nic. Za to staruszek pomału... stopniowo... ostrożnie... zbliżał się.
Nie wiadomo nawet kiedy znalazł się przy nich i zachodząc dziewczynę od tyłu, gdy była zajęta kopaniem i dopadł się do jej pośladków macając tak długo jak tylko mógł za nim nie oberwie. Neya zaprzestała grzebać w ziemi i włączyło się w niej coś nietypowego. Tak jak tylko zrobiłaby się tylko czerwona i uciekła, tak zacisnęła pięści odwracając się do niego z kombosowała go kilkoma kopniakami i ciosami w twarz, aż poleciał na bryczkę.
-Zbok!!!
Wściekła się i już niezadowolona dokańczała oranie dłońmi, by ukończyć obietnicę daną farmerowi. Ostatnie kilka rządków robiła zgrzytając zębami. Nawet Kiseki bał się do niej podlecieć.
Gdy już skończyła poszła na trawkę, zrzuciła skorupę i padła na twarz dysząc zmęczona. Na prawdę była wykończona i miała serdecznie już dosyć starucha. Gdyby nie jego dziwne zachowanie, nawet podobał się jej trening. Czuła chociaż, że żyje jak pulsowała jej ciało z ciężkiej pracy.


OOC:
brak zmiany skorupy
Koniec treningu
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Nie Lis 25, 2012 10:35 pm

Nat przekopywał spokojnie pole, co jakiś czas rozglądając się by sprawdzić czy zboczony staruch nie wgapia się za bardzo w Neye, nie widząc go wzruszył ramionami i dalej spokojnie przekopywał. Kopał i kopał nudząc się jak mops plecy bolały go coraz bardziej od ciągłego pochylania się a o kolanach nie było nawet, co wspominać, ręce odmawiały posłuszeństwa tak jak i nogi, ale nie przejmował się skutkami ubocznymi tego niecodziennego treningu. Słysząc pytanie Neyi rozprostował na chwilę zastałe kości i wyszczerzył się, zawsze lepsze to niż przekopywanie w samotności i jeszcze nie musiał, co chwilkę sprawdzać czy staruch nie wgapia się w nią. Spokojnie pracował przerzucając ziemię rękoma nawet pozwalał Neyi wyprzedzać się w tym „wyścigu” w końcu miała być to, jako tako zabawa przynajmniej na tym ostatnim odcinku przekopywania, patrzył na dziewczynę, co jakiś czas bądź sprawdzał jak dużo roboty jeszcze pozostało z każdą chwilą był jej coraz mniej, co cieszyło saiyana. Nie spodziewał się w ogóle tego, co knuł kryjący się gdzieś za bryczką starzec i pogwizdując wykonywał pracę, jakiej się podjął, nie spodziewał się jednak, że aż takiego bólu pleców dorobi się przy takiego rodzaju pracy. Wiedział, że ci rolnicy nie mają lekko w tym, co robią poświęcając na to bardzo wiele czasu aczkolwiek już przekonał się, że to nie jest takie proste jakby się wydawało. Mimo wszystko zaoferował swoją pomoc i skończy należycie pracę tak by rolnicy byli zadowoleni z ich pomocy. Zapierdzielał jak maszyna a może nawet i lepiej niż coś stworzonego przez człowieka do przekopywania pola, nie oszczędzał się w czasie ostatnich odcinków pola do przekopania. Kiedy pracował ścigając się z dziewczyną praca jakoś szybciej szła nie wiedząc, dlaczego, bawili się przekopując pole, Nat uznał, iż dziwniejszej zabawy od tego jeszcze nie spotkał w swoim dość krótkim życiu. Gdzieś w połowie ostatniego odcinka, jaki przekopywali stary zbok zaczął obmacywać Neye, która zareagowała w dość przewidywalny sposób zaś saiyan patrzył na starca z bardzo niezadowoloną miną, gdy tylko ten znalazł się na bryczce Nat postanowił, iż jeszcze mu dowali po skończonej robocie, aczkolwiek wkurzało go coraz bardziej zboczeństwo takiego starucha, skrzywił się niezadowolony i przekopywał dalej pole tak by jak najszybciej już to skończyć i moc odpocząć od kopania jak i wkurzającego dziadygi, którego miał już po dziurki w nosie i z wielką chęcią przywaliłby mu tak, iż poleciałby kilkaset metrów dalej.
-Stary zboczeniec.
Warkną i przekopywał pole starając się jakoś wyżyć by przypadkiem nie zrobić komuś krzywdy przerzucał ziemie nie patrząc już na to czy trafia na kamyczki, z których po chwili zostawał jedynie proch i przesuwał się coraz bliżej końca oczekując go jak zbawienia. Niestety do końca był jeszcze spory kawałek do przekopania, nawet nie patrzył na Neye gdyż słyszał jak zgrzyta zębami, co nie było zbyt przyjemnym dla ucha dźwiękiem. Wybity nieco z rytmu przekopywał powoli owy odcinek modląc się w duchu by jak najszybciej skończyć stopniowo przyśpieszał ignorując nawet najsilniejsze oznaki bólu gdyż nie miał zamiaru przerywać tylko, dlatego że musi rozprostować kości to było już niepotrzebne zwłaszcza, gdy koniec był tak bliski. Gdy tylko dotarł do końca od razu rozprostował kości podszedł do bryczki, za którą chował się znowu staruch i zdejmując z pleców skorupę przy dzwonił mu nią prosto w twarz tak by miał w końcu nauczkę aczkolwiek wątpiłby to cokolwiek zmieniło.
-To za nieodpowiednie zachowanie jak na pański wiek.
Warkną rzucając skorupę pod nogami starucha i podszedł do Neyi siadając obok niej rozmasowywał obolałe części ciała zwłaszcza ręce, które pulsowały z bólu, fakt przekopywanie pola za pomocą własnych rąk nie było niczym przyjemnym, a wręcz morderczą harówką. Wiedział, że prędko nie powtórzy czegoś takiego i będzie trzymał swe zacne cztery litery z daleka od takich miejsc. Siedział rozmasowując swoje obolałe miejsca nie przejmując się już tym, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia…

OOC:
KONIEC TRENINGU
Brak zmiany skorupy
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pole   Sro Lis 28, 2012 6:44 pm


Można by powiedzieć, że farmer nie mógł wyjść z podziwu. Nat z Neyą uporali się w ledwie kilka godzin z kilku hektarowym polem. Nawet zrobili to lepiej niźli maszyna jaką dysponował. Nie licząc małych komplikacji z miszczem co było raczej normą był zadowolony z efektów pracy tej dwójki. Zbliżył się do Neyi i Nata z zamiarem podziękowania im za wykonaną pracę.

-Świetna robota. Dziękuję. Mogę się jakoś odwdzięczyć ? Wprawdzie nic nie mam, ale mogę coś dać.- mówiąc to rolnik pogrzebał w największej kieszeni jaką posiadał i wyjął z niej pewien przedmiot.
-Znalazłem tą kule kilka dni temu niedaleko pola. To mi niepotrzebne, ale panience powinno się spodobać.- podał szklany przedmiot w dłonie Halfki. W środku pomarańczowej kuli były widoczne cztery czerwone gwiazdki. Nikt z obecnych nie wiedział, ale była pewna osoba poszukująca owego przedmiotu. Jednakże w obecnej chwili owy osobnik był zajęty.


Do towarzystwa podszedł Pustelnik ze swoimi uczniami. Wyglądał trochę źle. Limo widoczne spod okularów wyzierało,a na głowie spory guz z plastrem. A wszystko z winy Saiyana, któremu nie podobało się zachowanie starucha. Co poradzić. Roshi już takie miał, zboczenie. Znowu spoglądał na Neye gdy ta siedziała z kulą w dłoniach. Ogoniasty nie był tym faktem zadowolony. Musiał jakoś odwrócić od niego uwagę. Spytał się czy z tymi skorupami to wszystko.

-Ależ to nie koniec. Z powrotem załóżcie te skorupy. Chętnie was pouczę mimo tego, że już mam uczniów.- pokazał małolatów obok siebie.
-Widzę w was potencjał.- spojrzał lubieżnie na Neyowy biust.
-A szczególnie ciebie moja droga. Ah ah...- zbliżył się do Halfki by mieć blisko siebie obiekt pożądliwych oczu, mali chłopcy spojrzeli tylko po sobie. Neya już nie wytrzymała. Walnęła starego z pięści i tak oto ten poleciał kilkanaście metrów w tył. Kto by się spodziewał,że w tak krótkim czasie niebieskowłosa taka silna się zrobi. Kiseki stojąc z boku parę razy przekręcił swój łeb z zaciekawieniem przypatrując się scence. Tymczasem staruszek się już podnosił z pomocą swych uczniów. Farmer się jedynie podrapał w głowę zastanawiając się po co to było.

-Czy Miszcz nie powinien sobie na razie odpuścić ? Bo inaczej źle się to skończy.-powiedział to jeden z chłopców gdy ten już był na nogach.

-No dobra, postaram się.- z lekka kuśtykając wrócił do rozmówców stając w bezpiecznej odległości.

-Chcielibyście trenować pod moim okiem ? Znam parę przydatnych technik. Jednakże najpierw...- nie zdołał skończyć gdy równocześnie Neyce i Natowi wyrwało się burczenie żołądków. Oboje byli zmęczeni, ale bardziej od tego to głodni byli. No nic. Farmer zaprosił wszystkich do swojego domu by coś zjedli, bo akurat była pora posiłku.


OOC:

trafiła się wam Smocza Kula <myśli se: będzie ciekawie potem >
zdecydujcie sami czy chcecie trenować pod okiem tego zbola czy nie
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Pon Gru 03, 2012 9:33 pm

Podziękowanie farmera było bardzo zadziwiające, dziewczyna nie spodziewała się podarunku z jego strony. Rzecz była śliczna. Neya uwielbia błyskotki. Na jej buzi od razu pojawił się uśmiech, choć była zmęczona i jeszcze wygłodniała, ale nie ukrywała radości z przedmiotu.
-Dziękuję, bardzo dziękuje... jest śliczna
Uśmiech nie schodził jej z buzi. Z trudem jednak wstała, wolała teraz leżeć i być masowała. Mimo to poszła za farmerem do dość skromnego domku. Pierwszy raz widziała jak ludzie tyrają, a nie cieszą się z tego wielkimi zarobkami. Dopiero teraz zrozumiała i zaczęła pojmować, co się wokół niej dzieje. On jest córką wielkiej pani prezes w Genetic Corp. i żyje w luksusach nie znając smaku goryczy. Zaczynało do niej docierać, że choć się tak mądruje, tak naprawdę niewiele wie o życiu. Lekko zdołowana przywitała się z gospodynią uśmiechając się od serca. Widząc gospodarzy zrozumiała, że choć nie mają góry pieniędzy mają coś cenniejszego... miłość i sens życia. Neya zaczęła intensywnie dumać. Zaczęło ją ciekawić życie pod innym kątem. Czyżby jej przeznaczeniem było być kimś więcej niż tylko zwykłą ziemianką? Czy nauka sztuk walki i doskonalenie swoich nadzwyczajnych zdolności jest jej drogą? Jeszcze nie tak dawno była pewno kim będzie, a teraz tyle wątpliwości rodziło się w jej głowie. Pytaniem było kim ona jest... skąd ma tyle siły? Kim jest chłopiec z wizji, a może ze wspomnień? Co matka ukrywa o ojcu?
Pytanie za pytaniem tworzyło kolejne, a ona już miała dość. Jakby tego było mało staruch zadał pytanie. Nie do końca pytanie, a propozycję. Dziewczyna wiedziała, że już ma mistrza, ale mogłaby przed nauką u niego nauczyć się czegoś, by zaprezentować się jak z najlepszej strony. Jakby nie patrzeć to on zainteresował się nią i chce nauczyć czegoś, on obrońca ziemi. To nie mieściło się jej w główce.
Siedziała przy stole, gdy wszyscy zajadali ona szturchała widelcem jedzenie na talerzu zamyślona, a pod stołem w dłoni trzymała kryształową kulę. Przyglądając się jej czuła, że już coś takiego widziała, a nawet było ich więcej. Zamknęła na chwilę oczy...

… a gdy je otworzyła znajdowała się znów gdzieś. Lekko przestraszona patrzyła na staruszkę w płaszczu uśmiechającą się do niej. Znów była małą dziewczynką bojącą się wszystkiego. Czuła dziwną tęsknotę za... mamą. Była pewna, że były zawsze nierozłączne, a tu taka niespodzianka. Wokoło było bardzo biało, gdzieniegdzie widziała jakieś drzewa, wysokie krzewy, sama nie wiedziała. Gdy się odwróciła krzyknęła przerażona widząc dziwny blask z kilku kryształowych kul leżących na podłodze, a od nich wydostała się zielony bardzo ogromny smok. Krzycząc straciła przytomność...

...otwierając oczy jej serce waliło pobudzone jak w czasie biegu. Patrzyła na kulę i ilość jej gwiazdek, sama nie wiedziała już, co ma myśleć. Czy to był tylko sen? Na pewno magia nie istnieje. Wyrzuciła z głowy głupoty i wyjadała z talerza warzywa, bo mięsa nie tolerowała. Równocześnie myśląc nad propozycją nauk i starego zboczeńca. Spoglądając na Nat'a posyłała mu uśmiech dumając jaką on podejmie decyzję.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Pon Gru 03, 2012 11:36 pm

Nat, jako że zaproponował swoją pomoc bezinteresownie w ogóle nie oczekiwał czegokolwiek od rolnika aczkolwiek jakimś żarełkiem by nie pogardził, był strasznie głodny do tego ręce odmawiały mu posłuszeństwa i znając życie niczego by nie potrafił w tej chwili utrzymać w dłoni. Poruszał dłońmi zastanawiając się czy jednak ktoś się polituje nad wygłodniałym saiyanem, kiedy tylko zboczony staruszek podszedł do nich zazgrzytał zębami niezadowolony. Wkurzał go fakt, iż taki staruch był tak zboczony i zwyczajnie miał ochotę po prostu go rozszarpać na drobne kawałeczki. Zdziwiła go jego propozycja o tym, że chętnie by ich pouczył, mimo posiadania już dwóch uczniów…w sumie nie miał nic przeciwko by nauczyć się czegoś nowego. Nie miał jednak najmniejszego zamiaru śpieszyć się z odpowiedzią i musi najpierw przemyśleć ową propozycję. Zaśmiał się jedynie widząc Reakcję Neyi na ponowne zaglądanie starca tam gdzie nie powinien, spojrzał na niego podnosząc brew i westchną ciężko.
-Muszę pomyśleć…
Po chwili zostali zaproszeni na posiłek przez farmera, czym Nat nie miał zamiaru pogardził i natychmiast ruszył za mężczyzną do jego domu, gdy miał tylko możliwość zjedzenia czegoś od razu rzucił się na żarełko i zaczął zapychać się nim jak tylko mógł, co jakiś czas popijając jakimś napojem, jaki został podany. Jedzenie było wyśmienite i saiyan pochłaniał go wielkie ilości zastawiając się wokół kolejnymi pustymi naczyniami, których ciągle przybywało. Gdy już zakończył opróżnianie spiżarni farmera poklepał się po brzuchu szczerząc się, zapchał żołądek samymi przysmakami, jakich nigdy nie jadał, ze zwykłej grzeczności podziękował rolnikowi i patrzył na Neye, która nie specjalnie miała ochotę na jedzenie mięsa i wcinała jedynie warzywa, nie przejął się tym i myślał o tym czy przyjąć propozycję starca po jakichś kilku minutach zastanowienia postanowił, iż zgodzi się na podjęcie u tego zboka nauk, może ten staruszek będzie mógł czegoś ciekawego go nauczyć.
-Mogę trenować pod twoim okiem.
Rzucił do starca przeciągając się, nie specjalnie miał ochotę teraz na trening, bardziej przejmował się tym by znaleźć się w miejscu gdzie jest pełno wody i by mógł się umyć i chociaż chwilę odpocząć po przekopaniu wielkiego pola. Zamyślił się ponownie na chwilę w końcu musiał nie tylko on się umyć bądź, co bądź Neya równie bardzo się ubrudziła kopiąc, spojrzał na starca.
-Jednak musimy doprowadzić się najpierw do porządku, w takim stanie nie mam zamiaru paradować a Neya tym bardziej.
Skrzywił się z tego jak w tej chwili wygląda, cały upaprany w ziemi i jeszcze spocony, rzadko, kiedy zdarzało mu się nie wykąpać zaraz po treningu a teraz musiał siedzieć przy stole i to w nagannym stanie nie przejmował się tym jednak, bo wiedział, że będzie miał za chwilę okazję do tego by w spokoju się wykąpać i wypocząć przed kolejnym treningiem.

OOC:
Natek chcieć trenować

//ufff coś z siebie jednak wycisnąłem//
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pole   Czw Gru 06, 2012 3:30 pm



Reakcja chłopca ucieszyła staruszka, który wiedział, że od teraz będzie mógł bliżej zapoznać się z jego bliską znajomą. Już od dawna nie gościł żadnej dzierlatki na swojej wyspie, a ciągłe oglądanie świerszczyków zaczynało go nudzić. W prawdzie dziewczęta na okładkach były bardzo seksowne, ale prawdziwe piękno i tak będzie znajdować się w świecie realnym. Uśmiechnął się krzywo, kierując swoje zboczone spojrzenie na klatkę piersiową Neyi, która niestety nic nie mogła zobaczyć przez czarne okulary, które starzec miał na sobie. Wystarczająco sprytnie się przy tym maskował.
- No dobra... Wygląda na to, że oboje jesteście już najedzeni, a więc teraz przydałaby by się wam kąpiel... - Stwierdził, uśmiechając się szyderczo i masując tyłeczek nic nie spodziewającej się Halfki. Tylko jakim cudem on zdołał tak szybko pojawić się obok dziewczyny? - Szczególnie Tobie moja droga, mmm... - Rzekł, jednakże nie przewidział tego, że dinozaur Neyci zadrapie go w tyłek. Staruszek poczuł ból, po którym odskoczył do tyłu, waląc swoją laską zwierzaka po łbie i odkaszlując nerwowo, próbując przy tym ukryć swoje zażenowanie. - Cóż, wracając do tematu kąpieli... Znam pewne dobre miejsce, w którym oboje będziecie mogli się wymyć i przy okazji odprężyć. - Odparł, wskazując dłonią na północ, tym samym znikając i pojawiając się obok Neyci, której umieścił w dłoni pewną karteczkę.
- Gdy skończycie swoją przygodę w gorących źródłach, do których właśnie się macie skierować, to udajcie się pod ten adres... - Rzekł, klepiąc na zakończenie Halfkę w tyłek i maszerując sobie na południe. - A i bym zapomniał. Niech was nie zdziwi, jeśli będziecie musieli przeszukiwać ocean, hihi... - Odparł, machając na pożegnanie i wskakując na swojego żółwia, na którym udał się do domciu.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Nie Gru 09, 2012 8:22 pm

Odpoczywał chwilkę po posiłku obserwując uważnie starca, całą tą scenkę niezadowolony, ale nie mógł nic na to poradzić w końcu ten staruszek za darmo niczego go nie nauczy, musiał wymyślić jednak coś, co zapobiegnie temu ciągłemu obmacywaniu Neyi. Zachowanie pupilka dziewczyny rozbawiło go nie ma to jak zostać podrapanym w zadek przez niewinne zwierzątko, zachichotał tak by nie zwrócić za bardzo na siebie uwagi i po wysłuchaniu staruszka wciągną dziewczynę na swoje plecy razem z resztą manatków. Pobyt w gorących źródłach był bardzo kuszącą propozycją w końcu będą mogli odpocząć i się zrelaksować przez morderczym treningiem i ciągłym znoszeniem zboczeństwo starucha, jednak jak to mówią coś za coś, nie ma nic za darmo i będą znosili te męki przez bardzo długi czas a już na pewno dla niewiasty będzie to najbardziej przeszkadzało, najwyżej Nat będzie zmuszony zdzielić czymś zboka by nieco się ogarną. Podziękował farmerowi za gościnę i opuścił dom wynosząc Neye na swoich plecach i ciągnąc zwierzaka za sobą by ten nie dziabną w tyłek zboczeńca, który mimo wszystko chciał jak najwięcej zobaczyć, Nathaniel zatrzasną dość delikatnie za sobą drzwi i uniósł się w powietrze lecąc we wskazanym kierunku. Marzyła mu się wręcz długa kąpiel, ale raczej nie będą mieli zbyt dużo czasu by wypocząć w miejscu, do którego właśnie lecą. Saiyan leciał dość szybko zostawiając daleko w tyle ledwie lecącego już smoczka, nie przejmował się jednak tym i leciał w odpowiednim kierunku szukając gorących źródeł, jakie znajdować się miały na dole, w końcu zauważając coś w oddali przyśpieszył jeszcze bardziej by jak najszybciej tam wylądować.

z/t x2 ---> Gorące źródła
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Pią Cze 21, 2013 9:39 am

Wylądował na polu tylko po to by odpocząć, ostatnia doba była pełna wrażeni i zwyczajnie postanowił odetchnąć, miał ochotę także trochę się rozruszać gdyż jego mięśnie skrzypiały przy każdym ruchu.Stawy bolały a ,każdy członek wołał o pomstę do boga, nie był do końca pewien czy to wina walki, straszliwego lotu, czy kaca. Bazyl wędrował sobie niedaleko i przypalał polne myszy przygotowując dla siebie posiłek. Brghrghrg dochodzące z okolic pępka przypomniały Hudiniemu że powinien coś zjeść, a suchość jaką miał w ustach zwilżyć kropelką jakiegoś płynu, najlepiej piwa. Mając doświadczenie z wioskowym życiem, wiedział że gdzie jest pole tam musi być ukryta lepianka, gdzie okoliczni farmerzy pędzą samogon, a przy odrobinie szczęścia także własne piwo. Ruszając przed siebie zaczął odsuwać snopki z sianem, aż w końcu za 3 podejściem, znalazł zakopane w ziemi ukryte pomieszczenie służące za schowek przed policją. W środku destylowało się 12 galonów bimbru, lecz Hudiniego to nie interesowało nie chciał zalać się w trupa tylko zwilżyć gardziołko, chociaż nie mógł oprzeć się pokusie spróbowania, na szczęście znalazł jeszcze małą beczułkę piwa i czyjś przygotowany na później posiłek. Po opróżnieniu beczułki i pożarciu wszystkich kanapek i pomidora, wygrzebał się z lepianki i ruszył rozprostować mięśnie, w ten właśnie sposób będąc na polu zaczął swój trening.

0oC:
Następny post treningowy.


Ejejejeje, co to jest? Przedłużyć bo nie ręczę za siebie. ~ June
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pole   Sob Cze 22, 2013 4:09 pm

Orzeźwiający wiaterek muskał jego wystającego nad głową fiflaka targając nim na lewo i prawo, zgodnie z ruchem wiatru, Hudini przyjął pozycję do walki i rozpoczął męczący trening gdyż znał starą prawdę ludową.-Na kaca najlepsza jest praca. HEHEHE. Bazyl, za mną. Krzyknął i rozpoczął trening.
Trening:
 
 


Gdy następnego dnia po południu Gustaw pędził traktorem na pole pluł sobie w brodę że nie zdążył wcześniej go zaorać, do pory zasiewów zostało mu tylko kilka dni, a ziemia odłogiem leży, ojciec dałby mu za to po uszach, na szczęście stary już dawno nie żyje. Te rozmyślania przerwała mu lecąca obok niego błyskawica, była ona dość nietypowa ponieważ była różowa, a w dodatku co jakiś czas ziała ogniem. Gdy to niespotykane zjawisko pomknęło dalej Gustaw popatrzał na swoje pole, i zdębiał, gdyż całe jego pole było zaorane.Tymczasem błyskawica pomknęła w kierunku gór.

OoC

Do Pasmo górskie.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Pole   Czw Kwi 03, 2014 4:45 pm

Statki handlowe są znacznie większe od zwykłych kapsuł, a przy tym wolniejsze. Lot ciągnął się jak guma do żucia. Mimo wszystko lot jakoś im upłynął, aż zobaczyli orbitę błękitnej planety. Z początku chłopak miał mieszane uczucia, co do wycieczki, nie przepadał za tą planetą. Za to halfka uwielbiała ową planetę i widać po niej było jak się cieszyła, dając jednocześnie szczęście i jemu. Im bardziej się do zbliżali się do Ziemi, tym więcej budziło się w nim sprzeczności. Z jednej strony mały odpoczynek dobrze im zrobi, cieszył się radością April i chciał wreszcie zobaczyć to całe morze. Jednak tak, jak i Red musiał stanąć twarzą w twarz z June, a ich ostatnie spotkania. Choć na początku była dla niego jak siostra, to teraz z pewnością go nienawidzi. Z plecaka wystawała mu deseczka z rysunkiem od demonicy, Kuro chciał ją prosić aby dodała tam kilka postaci. O ile dziewczyna nie połamie mu jej na głowie.

Wylądowali chyba na jakiejś farmie na polu kukurydzy, pozostawiając odciśnięty okrąg, Wśród roślin wycięto prostą drogę prowadzącą do rozpadającej się wiejskiej chałupiny. Wygląd zewnętrzny maskował idealnie technologicznie rozwinięte wnętrze, a po ziemią wykopane wielkie magazyny i chłodnie. Służyły one do utrzymywania towarów, głownie żywności świeżej. Statek wprowadzono w tryb maskujący, tak ze dla zwykłego obserwatora z zewnątrz był całkowicie niewidoczny. Na farmie znajdowało się kilka zwierząt gospodarskich i Kuro z niezmierną ciekawością przyglądał się wielkiemu łaciatemu stworowi ryczącemu głośno muuuuuuuu. Ojciec Zory zwolnił ich już z obowiązków, mogli zdjąć robocze ciuchy i przebrać się. Dał jeszcze April scouter, bo Kuro z ciekawości rozkręciłby urządzenie, aby razie czego pozostawali w kontakcie. Szatnia, była mała duszna i ciasna, powciskali ubrania do szafek. Kuro przebrał się w luźne spodnie, T-Shirt i bluzę z długim rękawem. Od razu poczuł różnicę temperatur, było mi zimno na Ziemi.

OOC:
April, nie wiem czy możemy już wlecieć w fabułę June i Reia, wiec w razie co pokaż mi zwierzęta na żywo i poopowiada - krówki, koniki, kurczaczki Very Happy

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pole   Sob Kwi 05, 2014 8:52 pm

Ciężko było jej rozstawać się z Redem, po tych dwóch latach, po tym, co im teraz powiedział, ale nie mieli wyjścia. Znaczy mieli, ale są pewne sprawy, które należy rozwiązać i ta była jedną z nich. Demon nie należał do osób, które mógłby usiedzieć w jednym miejscu, zresztą ona też nie. Udali się do domku, przez resztę dnia praktycznie się nie odzywała, była myślami gdzieś daleko. Cieszyła się, że zobaczy Rei’a, June i ich dziecko. Lubiła dzieci, były słodkie i zabawne, nawet, gdy były zadziorne. Rano zadzwonił budzik, wcześnie. Nie znosiła wstawać o tej porze, ale zwlekła się z łóżka. Praktycznie nie odzywała się bez komend typu: yhym, już idę przecież, jestem. April na statku bawiła się w logistyka i koordynowała skrzynie, było to nawet przyjemne, chociaż liczyła na jakąś fizyczną pracę w tym dała sobie radę bez problemu. Nawet pomyślała o tym, że gdyby była ziemianką, to zostałaby właśnie takim spedytorem. W końcu wystartowali, dziewczyna siedziała gdzieś zamyślona bijąca się z różnymi myślami. Nie była jakoś rozmowna, myślała o Redzie, o ich przyszłości, o swoim bracie, o tym cholernym pojedynku co ją czeka, o rudowłosej i szatynie. Przymknęła oczy. Nie spała, ale nie chciała, aby Kuro zauważył jej zmartwienia, więc udawała, że śpi. W końcu dolecieli, cieszyła się, mimo wszystko bardzo emanowała radością. Uwielbiała Ziemię. Zieleń, zwierzęta, powietrze, zmniejszona grawitacja. Dolecieli na jakieś pole i na szczęście zostali zwolnieni z obowiązków. Od razu poczuła przyjemny wiatr, który muskał jej skórę i włosy, które zaczęły pod jego wpływem tańczyć.

- Zimno Ci? – spytała, była lekko zaskoczona, ale zapomniała, że przecież chłopak nie był jak on, pół ziemianinem, więc na pewno odczuwał różnicę temperatur. Jej za to było wręcz idealnie. Ciepło i do tego ten lekki podmuch. – Zapomniałam, że nie lubisz Ziemi.

Przebrała się w lekką sukienkę i na to nałożyła sweterek, oraz czarne trampki- ubranie, które dokładnie poskładała w kostkę. Kupiła je specjalnie na tą okazję z zaoszczędzonych pieniędzy. Nagle dziewczyn zauważyła dużego, pięknego konia. Zostawiając praktycznie samego mężczyznę, jak zahipnotyzowana podeszła do niego i ostrożnie zaczęła go głaskać. Miał wspaniałe oczy. Podszedł do niej Kuro, a ona złapała go za rękę i zaczęła głaskać konia jego dłonią.

- Piękny, prawda? Ludzie kiedyś używali go do przemieszczania się, bardzo mądre i uczuciowe zwierzęta, teraz trochę zapomniane i służą tylko do rozrywkowej jazdy. – powiedziała nie przestając dopieszczać konia.

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Pole   Wto Kwi 08, 2014 9:41 pm

Trzeba przyznać, że wyglądała wręcz zjawiskowo w nowym stroju. Doszedł do niej, kiedy głaskała ogromne zwierze na czterech nogach. Zastanawiał się, jak to zwierze może być mądre i uczuciowe. Nie oceniał dużej bestii źle, po prostu był ciekaw. Za to głaskanie było ciekawym doświadczeniem, miękka sierść, wręcz jedwabista. Przestraszył się nieco, kiedy koń parsknął i pokręcił łbem. Nieopodal rosła jabłoń i April pokazała mu, jak jabłka są jednymi z ulubionych końskich przekąsek, tylko trzeba podawać je na otwartej dłoni. Jak urzeczony wpatrywał się w biegające z niesamowitym wdziękiem zwierzęta w zagrodzie. Konie były na prawdę piękne. Usiedli na ogrodzeniu i karmili je kawałkami jabłek. Zwierzęta zebrały się naokoło nich zwabione smakołykami. Przepchały łby obok siebie. Chłopak słuchał uważnie, wszystko, co mu April opowiadała o tych zwierzętach, jak się jeździ, jaki są konkursy i o jakichś kowbojach ale nie do końca to rozumiał. Śmielsze konie próbowały podskubywać włosy Kuro i sukienkę April. Z dala przypatrywał im się tylko wielki czarnych wałach. Halfka wyjaśniła mu, że to z pewnością przewodnik stada. Spodobał się Saiyanowi. Zapragnął spróbować przejechać się na tym zwierzęciu. Było im dobrze i sielankowo, gdy ich zmysły zareagowały na silną aktywność Ki, ktoś użył potężnego ataku energetycznego. Oboje jak na komendę obrócili głowy w kierunku silnej Ki. To był Reito, nieopodal June, skoro Saiyan atakował, to musiała być poważna sprawa, szatyn nie marnowałby energii bezcelowo. Nie zastanawiali się, nawet nie konsultowali nic ze sobą. Oboje natychmiast wzbili się w powietrze i lecieli w stronę przyjaciół.

ZT x 2 - Wyspa z domkiem Reito i June

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pole   Pią Maj 09, 2014 6:48 pm

Była szczęśliwa dolatując na obszar, gdzie nikt nie naruszał jej prywatności, gdzie ludzie nie wchodzili na nią, potykali się, popychali i zabierali jej przestrzeń. W mieście zdecydowanie nie można oddychać. Na dodatek wszystko toczy się tam wszystko- każdy ma swoje życie, swoje problemy, a ona była tam jako jedna, malutka mrówka spośród dzikiej populacji. Na samą myśl o tym aż się wzdrygnęła. To było coś w rodzaju zamkniętej klatki, w której Ci ludzie żyli sami się w niej zamykając. Co innego ona. Była całkowicie wolna, wolna wśród ptaków, które mijała, gdy tylko miała ochotę polecieć trochę niżej. W takim momencie jej radość była całkowicie nie na miejscu, ale to było wszystko związane z uwolnieniem z tego przeklętego miejsca. Pomyślała o Kuro. Przegryzła dolną wargę, przecież miała o nim zapomnieć, oddać go w niepamięć, a mimo wszystko nie mogła. Musiała natychmiast zmienić swoje myśli na inny tor, niezależny. Pech chciał, że zeszły się na jej brata. Jej fizjonomia wyrażała w tym momencie coś ciekawego- na jej zwykle spąsowiałych policzkach pojawił się bliżej nie zdefiniowany uśmiech, a tak przynajmniej wydawało się z daleka. Z bliska można było zauważyć jej niezwykle sardoniczny uśmiech. Zawsze czuła w swojej głowie tumult, jednak tym razem było inaczej. Straciła wszystko, co kochała w życiu i nie zależało jej co się z nią stanie. Nie zamierzała umierać, ale mentalnie w tym momencie była gotowa na spotkanie z nim. Żałowała, że nie może się z nim spotkać, żeby po prostu porozmawiać o wszystkim, w końcu oboje byli pokrzywdzeni tą sytuacją, ale znała go dosyć dobrze i wiedziała, że pomimo prób przekonania i tak skończyłoby się wszystko walką- był zbyt uparty i na dodatek bardzo pragnął jej śmierci. Była tego w pełni świadoma, czuła czasami w nocy jego poziom nienawiści budząc się w nocy cała spocona. Zawsze tłumaczyła to sobie koszmarem, ale prawda była gdzieś indziej. Czuła jego złość w stosunku do niej, czuła każde pobudzenie jego ciała, tak jakby to ona sama w nim była. Nigdy nie mówiła o tym Kuro, bała się, że weźmie ją za wariatkę i chociaż wiedziała, że nikt w to nie uwierzy, ona sama czuła negatywne emocje brata, który był daleko od niej, była z nim związana w dziwny sposób. Często w nocy wyobrażała sobie ich spotkanie, to jak to wszystko będzie wyglądać, czy pozna go po latach? Pamiętała go jeszcze z czasów igrzysk, gdy miał włosy lekko do ramion, jego oko przykrywała grzywka. Ciemne spojrzenie, które dokładnie ją przeszywały, jego cichy, ale stanowczy i niski głos, aż w końcu naszyjnik. Dokładnie taki sam jak nosiła ona.

Dotarła na miejsce, wiatr przyjemnie łaskotał ją po szyi, tańcząc z jej włosami, bezwiednie położyła się na wysokiej trawie, która praktycznie ją zakryła, poczuła jak dmuchawce, które były tuż obok niej pod wpływem wiatru łaskotały ją w nos. Rozkoszowała się błękitnym niebem, które wzbudzały w niej spokój, zamknęła oczy. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie, za to kochała Ziemię.
Był deszcz, spływał po jej wesołej buźce, biegła, ale wcale nie śpieszyła się. Małe nóżki, krótkie włosy, granatowa sukienka, poczuła jak ktoś łapie ją od tyłu i sadza sobie na barkach. Zaśmiała się jeszcze głośniej.

- Daichi puszczaj! Sama dobiegnę, już blisko! – wyszeptała mu do ucha pochylając się nad nim. Doskonale pamiętała to wspomnienie, miała sześć lat, a on dziewięć. W odpowiedzi zobaczyła tylko uśmiech, ale nie zamierzał jej odstawić. Poirytowana zaczęła wierzgać nóżkami, aż ten bardzo szybko przerzucił ją przez ramię, mając ją dosłownie naprzeciwko, ona oplotła się wokół niego wpatrując się w jego kruczoczarne, radosne oczy. Ich twarze stykały się, czuła doskonale jego oddech, nagle przybliżył się i pocałował ją w usta.

- Kocham Cię i obiecuję, że zawsze będę to robił. Nie oddam Cię nigdy w niczyje ręce, będę świetnie walczył, aby zawsze móc ochraniać Cię przed złem. Dlatego nigdzie Cię nie puszczę, jesteś na zawsze moja, a teraz trzymaj się mocno, bo czekają na nas już z obiadem.

Poczuła wiatr, który przeszkadzał jej w patrzeniu, na dodatek cały ten deszcz, obraz natychmiast się rozmył, ale w jego miejsce pojawił się kolejny. Też spoczywała na czyichś barkach, ale była całkiem inna pogoda. Mężczyzna był wysoki, dobrze umięśniony, a długie włosy swobodnie opadały mu z tyłu. Ona już też nie była sześciolatką. Przypomniała sobie, że to było niedawno, szli wtedy w jakąś długą podróż w góry, na dodatek umówili się, że nie wykorzystują swoich mocy w pełni, zresztą było to po ciężkim treningi, więc też nie miała ich za wiele. Kuro zawsze o nią dbał, jakby ona była całym jego światem

- Obudziłaś się już? – spytał zatrzymując się i stawiając ją na nogi, po czym bardzo szybko przytulił do siebie gładząc po włosach. – Już prawie jesteśmy na miejscu, nie chciałem Cię budzić.[color]

Stanęła na placach, ale to nie pomogło, więc delikatnie uniosła się na wysokość jego twarzy.

Sen, w którym momenty z jej życia zaczęły ją oplatać natychmiast się przerwał.
Poczuła energię. Nie znała jej. Poderwała się natychmiast i zaczęła szukać jej źródła. Czuła jak jest coraz bliżej i bliżej...

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 467
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pole   Pią Maj 09, 2014 7:48 pm

-Pogoda na Ziemi jest strasznie dezorientująca. Wystarczy że zmienie swoję położenie, to niebo zmienia kolor jak na cholernej tęczy. Czy tutaj nie może być zawsze ciemno? Po coś ludzie wynaleźli te latarnie....
Powiedziałem sam do siebie gdy w trakcie lotu do nikąd niebo zaczęło robić się coraz bardziej błękitne. Może powinienem nosić te okulary nawet w formie demonicznej? Nie musiałbym znosić rażenia za każdym razem gdy wstaje świt. Dobrze że w wiosce zawsze jest noc bo inaczej potrzebowałbym nad nią dachu, a tego raczej nie przewidzieli właściciele. towarzyszyła mi czarno - złota poświata towarzyszyła mi podczas przemieszczania się również tym razem. Leciałem dość nisko by mieć doskonałą widoczność, lecz nie na tyle bym sam był widoczny. Minąłem po swojej drodze las deszczowy, pare dróg na których człowiek ma przerąbane bo nie przejeżdza nimi żaden pojazd i w końcu dotarłem do istnego nieba na Ziemi. Czy ja naprawdę tu trenowałem? Bez ciężkich warunków, bez zagrożenia, z delikatną powierzchnią? Mimo wszystko jest jedno zastosowanie takich miejsc. A jest nim odpoczynek po stoczonych bitwach, a ja po transformacji nadal nie wydobrzałem.

W końcu wylądowałem na delikatnej ziemi, ledwo wytrzymującej mój ciężar. Uklęknąłem na jedno kolano zaraz po jej dotknięciu, i podparłem się lewą ręką. Wziąłem pare cięższych oddechów i dostrzegłem, że trawa której dotknąłem zaczęla więdnąć w ciekawym tempie. Czyżby minus nowej rangi? Nie jestem przekonany, ponieważ nie darzę roślinności sympatią. Jeśli przyśpieszy mój powrót do zdrowia, może się to zmienić. Irytację natomiast wciąż wywoływały promienie słońca które w tą część roku stały się nadzwyczaj silne. Wstałem z powrotem na nogi by pójść w jakieś inne miejsce, lecz czekała mnie niemiła niespodzianka.

-Gdzie ja jestem!?

Powiedziałem ponownie sam do siebie, gdy zmysły ponownie mnie zawiodły. Widziałem przed sobą spaloną słońcem kamienną powierzchnię, pod czarnym niebem i gęstą mgłą. To nie mógł być Nether, to inna planeta.Wszystko zdawało się być idealne, zero słońca. Zero roślin, żadnego człowieka. Temperatura śmiertelna dla człowieka, a tlenu prawie nie ma. To tutaj musiałem przyjść na świat.  Uszy moje odbierały kroki, ale nie byłem w stanie stwierdzić czy to z wizji czy z rzeczywistości. Tak samo jak nie byłem pewien, czy mój trening nie był wizją. Poczułem drganie ziemi pod stopami, a oczom moim po chwili ukazało się trzech demonów. Gdy się ich przyjrzałem, zobaczyłem iż to oni. Rasa której się pozbyłem, nadal żyje. Nie pomściłem swojego ludu! Dostałem tytuł za nic! Podniosłem swoją rękę w górę i skoncentrowałem energię. Nadrobię straty by przestaly egzystować. Zasłużyłem na tą transformację, zapracowałem na tę moc! Udowodnię to zabijając ostatniego z nich.
OOC:
Drag stoi z pustym wzrokiem i ładuje Genocide attack/Ki blast.

Regeneracja 10% HP i KI.
HP: 5000 + 1500 = 6500
KI: 4725 + 1890 = 6615
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pole   

Powrót do góry Go down
 
Pole
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Płaska ziemia - czy można tej teorii zaprzeczyć?
» Rezonans Schumana.... czyżby Bóg skracał czas????
» Pole Bitewne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: