Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 904
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Ulice   Sro Maj 30, 2012 12:19 am

First topic message reminder :

Wielopoziomowe trasy szybkiego ruchu. Nie ma pojazdów, każdy mieszkaniec porusza się za pomocą lotu, który jest kontrolowany, jak wszystko inne.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
NPC.



Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Lis 05, 2015 5:52 pm

Lider paczki z rozdziawionymi ustami patrzył jak Takeo udziela "lekcji" jego słabszym kolegom. Najwyraźniej nie przewidział takiego obrotu spraw, ale było już za późno. Oponent miał rację - jego sytuacja była beznadziejna...
 - Wybacz mi! - zawołał nagle i ku zdziwieniu kilku obserwatorów i zapewne samego Takeo, padł plackiem na ziemię - oszczędź mnie phoszę! Liczyłem na awans za pokonanie kogoś stahszego, od 5 lat nie mogę dostać awansu, a w dodatku pahu Thenehów się na mnie uwzięło i ciąglę dają mi najgohsze z możliwych misji, mam pięcioho młodszego hodzeństwa, muszę zaistnieć w Akademii by zapewnić im przyzwoite wahunki do życia, nasi hodzice...*
Trwało to dobre 5 minut, podczas których młodzieniec zdążył opowiedzieć pokrótce historię swojej rodziny, a także początki w armii. Trzeba przyznać, że miał dość... oryginalną osobowość. W kwestii wyglądu - był dość wysoki, a przy tym przeraźliwie chudy. Miał też wielkie, odstające uszy i piegi na całej twarzy. Cały czas kajał się przed Takeo i błagał o wybaczenie, jakby ten właśnie wymordował cały jego oddział. 
 - ...błagam zhobię wszystko, tylko mnie nie zabijaj!

*gość nie wymawia "r", zamiast tego wychodzi mu "h" Very Happy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vam



Liczba postów : 151
Data rejestracji : 13/06/2015


SCOUTER
HP:
2400/2400  (2400/2400)
Ki:
1650/1650  (1650/1650)
HP Pancerza:
580/600  (580/600)

PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Lis 05, 2015 6:28 pm

Przygryzając wargę w celu powstrzymania się od parsknięcia śmiechem, Takeo słuchał błagającego o litość młodzika. W międzyczasie wzleciał na dach i złapał jego dwóch nieprzytomnych towarzyszy wpół i stał przed nim, podczas gdy ten kontynuował tragiczną historię swojego dzieciństwa. Half czuł na sobie ciężar tysiąca spojrzeń, które obserwowały każdy jego najmniejszy ruch, oczekiwały na jakąkolwiek reakcję z jego strony, co napawało go dumą i pewnością siebie, szczególnie że wywarł wpływ nawet na niektórych walczących - przestali się głupio okładać pięściami i gryźć po kostkach, tylko stali obok siebie i śmiali się z marnych wysiłków młodzików.
- Wstań, młodzieńcze. - Odezwał się, ostrożnie ważąc słowa. - I podejdź do mnie. - Jego głos odbijał się echem pośród tłumu, który zamilkł, gdy tylko mężczyzna otworzył usta, taką aurę wytwarzał wokół siebie - czystą charyzmę. Dzieciak podniósł się i zrobił kilka kroków na swoich drżących niczym galareta nogach, patrząc z przerażeniem na, w sumie słabszego, oponenta. Gdy był już bardzo blisko, Takeo ponownie otworzył usta, jednakże mówił cicho, tylko do niego.
- Nie możesz się poddać, młody. Publika patrzy, trzeba dokończyć show! - Ledwo widocznie puścił doń oko i kontynuował, podczas gdy twarz słuchającego zmieniła się diametralnie ze strachu w czysty, nieokiełznany szok.
- Walnij mnie w twarz. Ja odskoczę i odłożę twoich znajomych, po czym zaczniemy zwyczajowy sparing, dokończymy to szybko. I nie pytaj, po co. - Wstrzymał go, gdy ten otwierał już usta. - Po prostu zrobisz wszystko, czego chcę, prawda?
Ppiekące ciepło na powierzchni policzka połączone z wyciem oraz rechotem tłumu przekonały mnie o pozytywnym rozpatrzeniu mojej prośby przez młodego, dlatego zgodnie z planem odskoczyłem kilka metrów do tyłu, odłożyłem ciała jego towarzyszy i ustawiłem się w gardzie bojowej - tym razem bardziej przygotowany, więc w widowiskowy sposób zrzuciłem z siebie płaszcz oraz kapelusz w taki sposób, że swobodnie opadły omdlałych Saiyan.
-
Gotów czy nie, ruszam!

OCC: Trening Start!
Powrót do góry Go down
http://www.hiroft.blog.pl/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Lis 12, 2015 9:40 pm

Młody Saiyan, trzęsąc się cały, podszedł do Takeo. To co powiedział mu starszy wojownik wprawiło go w osłupienie.
 - A-ale j-jak to? D-dlaczego Ty, dlaczego...? - wyjąkał, ale po chwili przełknął głośno ślinę, poklepał się otwartymi dłońmi po twarzy, dzięki czemu nabrał nieco więcej pewności siebie i zdecydowania - D-dobha, niech Ci będzie.
Zaatakował ile tylko miał siły, lecz i tak "pogłaskał" po policzku Takeo. Mimo to, postanowił odegrać swoją rolę najlepiej jak potrafił.
 - Ha ha ha i co Ty na to? Tehaz żałujesz, że nie wykończyłeś mnie kiedy miałeś ku temu okazję? - zawołał i przyjął bardzo charakterystyczną pozę, niczym pewien Mistrz Sztuk Walki pochodzący z Ziemi. Zgromadzona wokoło "publiczność" pamiętała jednak, jak przed chwilą błagał na kolanach przeciwnika by ten darował mu życie, więc popisy młodego spotkały się jedynie z ogólnym śmiechem. No ale cóż zrobić - Show must go on!

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vam

avatar

Liczba postów : 151
Data rejestracji : 13/06/2015

Skąd : Nie chcesz wiedzieć... ;>

SCOUTER
HP:
2400/2400  (2400/2400)
Ki:
1650/1650  (1650/1650)
HP Pancerza:
580/600  (580/600)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Lis 13, 2015 1:30 pm

Uśmiech przyozdobił twarz Takeo, gdy ten ujrzał gardę stojącego na przeciw niemu wojownika. *Bardzo dobrze, młody* Szepnął do siebie w myślach. *Pokażmy im, na co stać Saiyan!* Strzelił kostkami palców i wystrzelił jak z procy, mierząc pięścią wprost w skroń swego oponenta. Jednocześnie wskazywał mu na nią wzrokiem, by ten zdążył uniknąć i wyprowadzić kontratak. Zdążył i agresor oberwał prostym kopnięciem w biodro, które odwróciło go bokiem do przeciwnika, pozwalając na chwilę oddechu i odskok. Nie trwało to długo, gdyż mężczyzna w mig doń doskoczył i wyprowadził serię szybkich kopnięć, kończąc wykopem w niebo. Chłopak co prawda osłonił się przed większością uderzeń, unikając tym samym poważniejszych obrażeń, jednakże sam pęd wyrzucił go w powietrze, gdzie mógł jedynie czekać na starszego stażem sparing-partnera.
Całe show wyglądało bardzo przekonująco, co cieszyło Takeo. Wzleciawszy do młodzieńca, zakrzyknął głośno:
- Przepadnij czarci pomiocie! - Gdy był już blisko, puścił mu oczko, żeby się nie martwił, po czym szybkim, prawie bezbolesnym ruchem wbił mu pięść w brzuch, przez co ten stracił przytomność. Oczywiście na tyle lekko, by utrata przytomności trwała krócej, niż u jego znajomych - tłumaczenie sytuacji dwójce rozszalałych młokosów byłoby jednak trudniejsze, niż jednemu młokosowi, który de facto obiecał mu już, że zrobi wszystko, o co go Takeo poprosi. Gdy młodzik już zawisł bezwładnie na pięści długowłosego, ten założył mu Nelsona i zaczął pikować w dół, aż zatrzymał się kilka centymetrów nad ziemią, przy owacjach. Przełożywszy sobie go na jedną rękę, drugą złapał pozostałą dwójkę i lekko kłaniając się tłumowi, wzleciał na jeden z okolicznych dachów, gdzie ułożył bezwładne ciała, sam zaś usiadł i zaczął medytować.
Zamknąłem oczy i oddychałem głęboko, próbując odpocząć. Trzeba było przyznać, zmęczyłem się trochę tą potyczką. Starałem się skupić energię, by wypracować idealne wzmocnienie organizmu, jednocześnie plując sobie ciągle w brodę, że minęło już tyle czasu, a mi nadal brakowało niesamowicie dużo do powrotu do formy sprzed lat. Dumny członek elity, teraz zmęczony po krótkiej potyczce z trójką niedoświadczonych małolatów - było mi wstyd za siebie, a jednocześnie zdawałem sobie sprawę z faktu, iż potrzebowałem jeszcze więcej wzmocnienia. Czekało mnie przecież zadanie, a nic się nie zmienia od na dupie siedzenia!
Po krótkiej chwili finalizacji przemyśleń, wstałem i zacząłem walczyć z powietrzem. Nadal trochę obolały po wcześniejszej potyczce, parłem silniej, niż dotychczas, jakby ów ból dodatkowo mnie motywował. Jednocześnie przeszukiwałem swoją pamięć, chcąc znaleźć nowe gardy, chwyty i taktyki walki, których do tej pory nie używałem w tym ciele, a mogły się przydać w przyszłości. Z daleka trening mógł wyglądać chaotycznie na pierwszy rzut oka, ale wytrawny wojownik mógłby znaleźć w nim starannie wypracowany, złożony schemat, aktualizowany co kilka sekund, acz ciągle skuteczny.
Niestety ten trening także nie trwał długo, po chwili opadłem zmęczony na powierzchnię dachu, oddychając ciężko. Jedno było pewne - musiałem jeszcze trochę poczekać, nim miałem wrócić do formy.


OCC: Trening Stop
Powrót do góry Go down
http://www.hiroft.blog.pl/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Lis 16, 2015 4:51 pm

Młody, choć zrobił to dość niezgrabnie, dobrze odegrał swoją rolę w przedstawieniu. Jedynie przed finalnym uderzeniem Takeo lekko spanikował, lecz nim zdążył dać po sobie to poznać - padł nieprzytomny. Jakiś czas później, leżąc już na dachu, zaczął wiercić się niespokojnie, co było spowodowane niezbyt przyjemnym snem.
 - Nie! To nie tak! Daj mi jeszcze jedną szansę, błagam! Nie hób tego, nieeee!
W tym momencie ocknął się i natychmiast poderwał do pozycji siedzącej, rozglądając się wokoło. Gdy zauważył Takeo aż podskoczył. 
 - C-co my tu hobimy?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vam

avatar

Liczba postów : 151
Data rejestracji : 13/06/2015

Skąd : Nie chcesz wiedzieć... ;>

SCOUTER
HP:
2400/2400  (2400/2400)
Ki:
1650/1650  (1650/1650)
HP Pancerza:
580/600  (580/600)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Lis 16, 2015 7:45 pm

Minęło trochę czasu, podczas którego Takeo nawet zaznał jakąś tam porcję snu - spokojnego, pełnego ciepła rodzinnego, którego niemalże zapomniał. Gdy przebudził się na dźwięk głosu 'kolegi-aktora', zorientował się, ile czasu minęło. Wyjrzał momentalnie z dachu i dostrzegł, że na ulicach ciągle przebiegały walki, jednakże tym razem dużo więcej osób pomagało przy ciałach - sami walczący również odnosili się do siebie bardziej z szacunkiem. Zmiana była o tyle drastyczna, że naiwniak pomyślałby o jakiejś paradzie przepełnionej sparingowcami. *Jest dobrze.* Pomyślał mężczyzna. *W tej chwili najważniejsze były morale.*
Spokojnie, młody - Uspokoił go momentalnie Takeo, poklepując ojcowsko po ramieniu. - Weź sobie trzy głębokie wdechy, obudź resztę i ich także uspokój. Gdy już to zrobisz, cała trójka opowie mi o tym, co się tutaj, do jasnej cholery wyprawia, jasne? - Wskrzeszony Half miło wspominał czasy spędzone jako dowódca, trener. Można było rzec, że miał talent to młodzieży - jednocześnie był najlepszym ojcem na świecie, z drugiej zaś potrafił przycisnąć niejednego niemalże do traumy. Był nauczycielem twardym, surowym, lecz również wyrozumiałym i sprawiedliwym. Taki ideał belfra, można by rzec. I tak było w tamtej chwili - patrzył w oczy młodzieńca, przenikał go spojrzeniem, analizował, czytał niczym otwartą książkę i dobierał gesty idealnie pod wyczytany profil. Pojedyncze gesty, akcent na odpowiednie słowa, wszystko było delikatne, na granicy zauważenia - jednoczesny trening umysłowy dla kogoś tak doświadczonego jak on.
W oczekiwaniu na odpowiedź, postanowiłem jeszcze trochę poćwiczyć, gdyż moje zmęczenie przeminęło niczym moda na różowe scoutery w męskiej części armii. Wstałem i zacząłem standardową rozgrzewkę, po zakończeniu której zacząłem kolejną wyimaginowaną walkę. Tym razem jednak głównie skupiłem się na unikaniu ciosów i wyobrażaniu sobie słabych punktach powodujących ogłuszenie - średnio wypadłem w ostatniej potyczce, więc analizowałem swoje błędy i starałem wyprzeć je z pamięci mięśniowej. Szło mi to opornie, ale najważniejsze było, że cały czas posuwałem się o te niewielkie kroczki do przodu.

OCC: Trening Start
Powrót do góry Go down
http://www.hiroft.blog.pl/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Lis 24, 2015 11:35 am

Młodzieniec, tak jak nakazał mu Takeo, ocucił swoich nieprzytomnych towarzyszy. Gdy otworzyli oczy i dostrzegli swojego niedawnego przeciwnika, zareagowali różnie - jeden poderwał się wściekły i ruszył z impetem na doświadczonego wojownika, lecz w porę został powstrzymany; drugi natomiast przyjął wszystko ze spokojem, lecz cały czas wpatrywał się uważnie w Takeo. Gdy sytuacja nieco się uspokoiła, chłopcy postanowili odpowiedzieć na pytanie.
- Noo co tu dużo mówić - bunt. Grupka idiotów postanowiła, że obali Króla i zaczęli nakłaniać mieszkańców Vegety by się do nich przyłączyli...
 - ...część z nich postanowiła ich wspomóc, argumentując to niezadowoleniem z rządów Pana Zell'a. To co dzieje się tam - wskazał ręką na ulice - to rezultat ich spotkania z zagorzałymi poplecznikami Króla, którzy postanowili ich sprzątnąć. Ale z informacji które udało nam się zasłyszeć wynika, że przywódcy tej rebelii zaatakowali Akademię i pewnie tam zamierzają wyzwać Pana Zell'a na pojedynek. Kretyni...
 - A Ty - odezwał się nagle ten najspokojniejszy - po czyjej jesteś stronie?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vam

avatar

Liczba postów : 151
Data rejestracji : 13/06/2015

Skąd : Nie chcesz wiedzieć... ;>

SCOUTER
HP:
2400/2400  (2400/2400)
Ki:
1650/1650  (1650/1650)
HP Pancerza:
580/600  (580/600)

PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Lis 24, 2015 2:27 pm

Krople potu gęsto opadały na powierzchnię dachu, gdy zapamiętany w treningu do granic możliwości Takeo - nawet nie zauważył faktu, iż młodzież się obudziła - jednocześnie trenował pamięć oraz szlifował mięśnie. Ciągle krzyczał na siebie w duchu, był bowiem nadal słaby, zbyt wiele dzieliło go od możliwości, by coś zmienić. Był jednak pozytyw, widział go bardzo wyraźnie - był już silniejszy niż w chwili, gdy został uśmiercony przez shadowa - gdyby nadal miał ciało Half Saiya-jina mógłby z łatwością wejść w stadium super wojownika, jednakże los miał inne plany, wskrzeszając go w ciele anielskim. Wznosząc na chwilę oczy ku niebu, mężczyzna pomyślał przez chwilę o rodzinie i przyjaciołach oczekujących na jego powrót. Wiedział jednak, że dostałoby mu się po głowie, gdyby tylko wrócił, nie wypełniwszy obietnicy. A to z powrotem sprowadzało się do treningu, którego intensywność rosła z każdą minutą, męcząc Takeo, ale i doprawiając mu zawadiacki uśmieszek, nie schodzący z ust ani na moment. Ćwiczenia, szczególnie umysłowe zawsze poprawiały mu humor, nawet w momentach najgorszej załamki. Tak więc same pozytywy.
W końcu jednak opadłem na twarde podłoże, po czym usiadłem i zacząłem medytować, by uspokoić się oraz przeanalizować każde poszczególne słowo, które wypowiadała trójka siedzących przy mnie młodzików, wyciągnąć z nich wszystko, co mogło być użyteczne oraz zrewidować swój plan działania. Mój umysł ciągle starał się wybiegać maksymalnie naprzód, przeprowadzać wszystkie możliwe scenariusze zakończenia ów rebelii, przeliczać ilość oderwanych kończyn, złamanych serc, głów w zbiorowych mogiłach. Szybkim mentalnym ruchem rozpędziłem negatywne myśli na cztery wiatry - moim obecnym celem było najbliższe kilka minut, te najbardziej nieprzewidywalne ze wszystkich. Wtem jednak-


"- A Ty - odezwał się nagle ten najspokojniejszy - po czyjej jesteś stronie?"


Zamurowało mnie. Siła tego pytania momentalnie wyrwała mnie z myślowego transu, niczym wędka z hakiem tak mocnym, że wyrwałoby martwiaka z czeluści Tartaru. Otworzyłem oczy i spojrzałem wprost w zadającego ów pytanie, po czym rozchyliłem usta.
-
Ja... - Nie mogłem wykrztusić słowa, jakby coś przytkało mi płuca. Próbowałem odkaszlnąć, jednakże nic to nie dało. I wtedy zrozumiałem, że po prostu nie znałem odpowiedzi. W pierwszej chwili chciałem powiedzieć, 'Za króla!' albo coś w tym stylu, jednakże przyszło zastanowienie. *Czy tego właśnie chciałem? Czy to jest najlepsze dla mieszkańców?* Opuściłem głowę i zacząłem masować skronie, gdyż ból głowy zaczął mnie doprowadzać do szału. Wdech. Wydech. Zależało mi na żołnierzach oraz cywilach. Nieważne, kto by rządził. Wdech. Wydech. Bałem się śmierci, jednakże o wiele, wiele gorsza była śmierć wokół mnie. Wdech. Wydech. I już wiedziałem. Wyprostowałem się dumnie.
-
Ja... Nie wiem. A teraz wstawać. - Uśmiechnąłem się szeroko, patrząc na ich zdziwione miny. Uprzedzając pytanie, wznowiłem słowotok: - Nie mam pojęcia, to się okaże. Bo przecież liczą się obywatele i ich dobro. Najważniejsze jest, by przerwać bezsensowną walkę, między braćmi. - Podszedłem do nich i dwójce z nich położyłem dłonie na ramionach. - Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami z jednej, wojowniczej krwi. I najważniejsze jest, by walczyć i wygrywać, ale z wrogiem, nie ze sobą. Po czyjej jestem stronie? Jest tylko jedna. Jestem po stronie swoich braci, czystej krwi i półkrwi.

OCC: Trening Stop.
Powrót do góry Go down
http://www.hiroft.blog.pl/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 29, 2015 4:41 pm

Jeden z chłopców spojrzał wściekle na Takeo i natychmiast wyszarpnął ramię z uścisku jego dłoni.
 - Nie wiesz? Nie masz pojęcia? Skąd Ty się w ogóle urwałeś!? 
 - Kotahu...
 - Zamknij się Rocco! - uciszył natychmiast starszego, wydawać by się mogło, stażem kolegę i cały roztrzęsiony przeniósł swój wzrok z powrotem na Takeo - W takim razie co tu robisz? Wszyscy którzy walczą tam na dole, są zdecydowani w jakim celu to robią - okazując poparcie Królowi, albo chcąc jego śmierci i nowej władzy! A Ty? Chcesz przerwać bezsensowną walkę? Tak się nie da! Dopóki wszyscy nie będą jednomyślni, dopóki będzie choćby mała grupka ludzi która będzie chciała zmian, pokoju nie będzie! Co, chcesz iść do Akademii i przekonać Zella i tych rebeliantów do zaprzestania walk i życiu w zgodzie? Jesteś naiwny, jeśli myślisz że coś takiego jest możliwe.
Dysząc ciężko, po wykrzyczeniu całego tego monologu, zaklął cicho i odszedł kawałek dalej, przyglądając się temu co działo się na ulicach. Tymczasem ten, który wcześniej zadał mężczyźnie tak kłopotliwe, jak się okazało, pytanie, uśmiechnął się do niego lekko.
 - A ja jestem po Twojej stronie. Masz rację, najważniejsze to doprowadzić do jak najmniejszego rozlewu krwi - i choć cały czas niewielki uśmiech gościł na jego twarzy to nie dało się nie zauważyć, iż cały czas bardzo mocno zaciskał pięści.
 - Rocco, a Ty co zamierzasz?
 - Ja? Ja... sam nie wiem...


OCC:
Co by wszystko było jasne i klarowne:
Rocco - ten z którym wcześniej walczyłeś;
Kotaru - ten który się z Tobą nie zgadza;

Arata - ten będący całym sercem za Tobą.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vam

avatar

Liczba postów : 151
Data rejestracji : 13/06/2015

Skąd : Nie chcesz wiedzieć... ;>

SCOUTER
HP:
2400/2400  (2400/2400)
Ki:
1650/1650  (1650/1650)
HP Pancerza:
580/600  (580/600)

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 29, 2015 8:55 pm

Słowa Kotaru wprawiły mnie w osłupienie i zamyślenie. Potarłszy się ponownie po brodzie, zacząłem zastanawiać się nad tym, co powiedział. W sumie faktycznie, walczący robili to, w co wierzą, nawet jeśli środki do celu kończyły się dziesiątkowaniem(przynajmniej) populacji. Z drugiej strony bezcelowa wojna narażała planetę na przyszłość - wojna domowa przyciąga najeźdźców lepiej, niż najpotężniejszy magnes, a tego się obawiałem najbardziej.
Spoglądając na trójkę chłopaków, którzy wydawali się mężczyźnie idealnymi alegoriami bieżącego konfliktu wręcz pata, Takeo westchnął ciężko i zaczął rysować coś w piasku pokrywającym dach.
- Przepraszam, że robię się sentymentalny niczym stary dziad, ale przypominacie moją starą ekipę. Ty - Wskazał dłonią na Aratę - Jesteś niczym Wilk, pełen spokoju ducha, skrywanego gniewu, kierującego się sercem i dobrem ogółu. Najwięcej pytający, wszędzie szukający pokojowego rozwiązania. Mój najlepszy przyjaciel. - Uśmiechnął się, kontynuując rysowanie. Zwrócił się także ku Rocco.
- Nie myślałeś o walce mieczem? Wtedy byłbyś idealnym klonem Kota. Cichego, acz zabójczego. Najlepszego asasyna w całej naszej porytej bandzie. Tylko popracuj trochę nad szybkością, masz niezłe uderzenie, brak tylko impetu. - Samo wspomnienie nakazało mu przejechać dłonią po kręgosłupie, który jeszcze lekko pobolewał. Rysowanie dobiegało powoli do końca, gdy wznowił monolog:
- A ten tam... Obrażalski Kotaru... - Puścił oczko do pozostałych. - Wąż jak się patrzy. Zaciekły, bezkompromisowy, najszybszy do bójki. Idealny w czasie wojny, trudny do opanowania w czasach pokoju, negocjacji. Najszlachetniejszy Saiya-Jin, jakiego kiedykolwiek poznałem. - Skończył rysować i wstał.
- No i ja, Jastrząb, wraz z mym ukochanym Żurawiem, - Tu złapał się za zegarek. - Dowódca i mózg operacyjny. W piątkę wygrywaliśmy każdą batalię, Formacja Cień. Idealny na ten właśnie czas. - Uderzył lewą pięścią w otwartą dłoń i podszedł do Kotaru, który stał od niego najdalej. Gdy stanął z nim twarzą w twarz, wyciągnął dłoń i ponownie zabrał głos:
- Chcesz, żebym dostrzegł prawdę i w końcu opowiedział się po którejś ze stron. Ja natomiast pragnę cię przekonać, że ta walka nie ma sensu i można dojść do porozumienia. Nie wiem, czy to widzisz, ale mamy ten sam cel, przynajmniej na tę chwilę - przebić się do Akademii. - Nabrał powietrza w usta. - Tam rozstrzygnie się wszystko, a tutaj będziemy jedynie spekulować. Znam wejście przez kanały, więc uwiniemy się bez wdawania się w zbędne walki. A co do waszego powrotu z 'misji'... - Zastanowił się przez chwilę, po czym wyciągnął zza pazuchy pasek, element cywilnych ubrań, które znalazł w kapsule. - Zwiąż mnie, tylko nie za mocno. Będziecie udawać, że mnie pojmaliście. Przynajmniej, póki nie dostaniemy się do zbrojowni. Pasuje? - Z ciała Takeo biła silna, perswazyjna aura, używał on każdego grama swojej charyzmy, by namówić towarzysza do planu, który przynajmniej na tę chwilę, wydawał się prawie bez wad. W pewnej chwili skupił dodatkowo swoje KI, które przez dłuższy czas emitował w palcu.
Na piasku znajdowało się kilka piktogramów, ułożonych w specyficzny sposób. W środku znajdował się symbol Elity Vegety, a wokół niego pięć innych, oznaczających wymienione przez Takeo zwierzęta. W momencie, gdy rozbudził KI, znaki rozbłysły na złoto i uniosły się na kilkanaście metrów w górę. Gdyby zdarzyło się, że ktoś z wojowników starej daty - jak przykładowo Wain - spoglądało w tym czasie w górę, momentalnie odświeżyłoby im to wspomnienia. Wiedzieliby, iż Formacja Cień rozpoczynała zadanie, a to oznaczało, że będzie się działo.

OCC: Jak jest zgoda na plan, to automatycznie można ze mną ZT do kanałów.
Powrót do góry Go down
http://www.hiroft.blog.pl/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Gru 11, 2015 12:11 pm

Kotaru cały czas uciekał wzrokiem od przeszywającego spojrzenia Takeo. Prychał i kręcił głową, nadal nie zgadzając się z postępowaniem starszego Saiyan'a. Pozostała dwójka wpatrywała się w kolegę, oczekujac jego odpowiedzi. Aż w końcu...
 - Dobra już dobra! Niech Ci będzie! Ale robię to z czystej ciekawości rozumiesz? Chcę zobaczysz jak zamierzasz to rozwiązać... dawaj to!
Chwycił pasek i związał ręce Takeo za plecami, trochę mocniej niż było trzeba. Rocco i Arata, z uśmiechem na twarzy, podeszli bliżej.
 - Mieczem? No nie wiem... znaczy zawsze uważałem że to cool, ale jakoś nie miałem okazji...
 - Tak się składa, że zdążyliśmy już poznać kanały, także my również wiemy jak dojść stąd do Akademii. W takim razie ruszajmy!

OCC:
Do kanałów x4

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Sty 24, 2016 3:08 pm

<< Z Jeziora


Dobra. Zadaniem Kisy było teraz zdobycie trochę prowiantu. Pytania jednak nasuwały się same - gdzie, jak i za co? Ciężko będzie jej coś kupić, bo przecież nie ma przy sobie nawet grosza. A mogła zabrać coś wartościowego z tego chorego laboratorium by to komuś opylić za małą sumkę i potem kupić to cholerne żarcie. Eh, jeśli czegoś nie wymyśli będzie musiała wybijać zwierzynę w okolicy, a wodę pobierać z jakichś jezior czy innych źródeł. To zbyt uporczywe, choć może robić za jakiś trening.
___ - Ej! - krzyknęła i zaciągnęła changelinga w jakiś zaułek. Wysunęła głowę, patrząc czy nikt podejrzany nie idzie po czym westchnęła ciężko - Zapomniałam o Tobie. Trzeba znaleźć Ci jakiś kamuflaż. Nie chcę, żeby mnie zabili za sprowadzanie uchodźców. - powiedziała do Frost'a po czym znów się wychyliła. Sporo osób tutaj chodziło zakapturzonych. Nikt tu nikomu nie ufał, każdy bał się ukazywać swoją tożsamość i to wcale nie dziwiło saiyanki. Łatwo więc było dla niej złapać jakiegoś dryblasa, obezwładnić do ciosem w potylice i rozebrać. Płaszcz wręczyła jaszczurowi - Masz. A teraz musimy... - nie dokończyła, bo do jej głowy doszła dziwna wiadomość telepatyczna. Przez moment dziewczyna miała wrażenie, że ktoś stoi za nią, ale po odwróceniu się okazało, że jednak się myliła. Więc co to? Sumienie? Nie... sumienie by nie prosiło o uniesienie rąk w górę i przekazanie swojej energii do pokonania Króla.  O w mordę...
Kisa uniosła głowę w górę. Czy powinna...? Tak! Całe jej nieszczęście kręci się wokół Króla i jego bandy, zasługują na śmierć, a te energie są całkiem spore i mają szanse w walce z tyranem. Nie ma czasu do stracenia. Pomoże.
Odbijając się od dwóch budynków naprzeciw siebie doskoczyła na szczyt po czym zgodnie z instrukcją przekazaną przez wiadomość uniosła ręce ku górze. Chcąc dać z siebie więcej, szybko wskoczyła na poziom złotego wojownika, uaktywniając aurę. W tym momencie z sąsiednich budynków poleciało sporo szyb od nagłego podmuchu wiatru. Nie mogła tego skontrolować. Przeprosi potem, albo będzie spierdzielać przed patelniami wkurzonych gospodyń, którym wrzuciła do jedzenia szkło.
Właśnie w tym momencie obrała konkretną stronę. Stronę rebeliantów chcących zniszczyć Króla. Może to i dobrze? Może najwyższa pora... konsekwencje potem.

Oddaję 22.000KI dla Hika
Powrót do góry Go down
Xanas

avatar

Liczba postów : 559
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Sty 25, 2016 6:34 pm

Bedac jeszcze nad jeziorem Frost widział jak scouter Ame wybucha. A więc gdzieś musiała być niezłe walka. Opini na temat Kisy jeszcze nie miał, ponieważ sam nie potrafił wyczuwać KI. Wiedział że takei istoty istnieją, wiedział czym jest KI, ale sam nigdy nie potrzebował zgłębiać tajnik tej techniki. Z zaintrygowaniem przyglądał się Ame która chciała lecieć do miasta i Kisie która chciała ją powstrzymać. On już czuł się trochę lepiej, ale dalej był mocno poturbowany. Koniec końców wyszło na to że trójka zbłąkanych ruszy się jednak do miasta gdzie rozgrywała się walka.
Frost był głównie skuszony wizją pojemnika regeneracyjnego który mógł wyleczyć jego rany w dość krótkim czasie. Kobiety uniosły się w powietrze i zaczęły kierować się w stronę miasta.
Gad przez chwilę patrzył na nie i myślał intensywnie. Wiedział że on kiedyś latał, pamiętał to bardzo dobrze. Jednak za grosz nie mógł przypomnieć sobie jak skierować energię, by ciało uniosło się w powietrze.
Po chwili wzruszył ramionami i zaczął biec truchtem za oddalającymi się dziewczynami. Jednak gdy te zobaczyły ze został w tyle to wróciły po niego i Kisa wzieła go jako pasażera. W sumie to był mały i nie ważył sporo. Cięzej by było go przenieść w formie drugiej, bądź trzeciej, ale czwarta jest mikroskopijna w porównaniu do wcześniejszych.
Gdy dolecieli do miasta ten rozejrzał się po budynkach. Pamiętał te ulice, ale i to było zamglone. W sumie to nie pamiętał co tutaj robił kiedyś. To nie było ważne.
Gdy Kisa mówiła o imigrantach ten tylko uśmiechnął się krzywo.
- Sory za kłopot, na pewno ci się zrewanżuje gdy zajdzie taka potrzeba. - nie lubił mieć długów, ale jak już miał to honorowo było odwdzięczyć się za pomoc.
Założył na siebie płaszcz który okrył całe jego ciało i założył kaptur na głowę. Dziwnie się czuł w takich ubraniach, ale mus to mus.
Nagle Kisa zerwała się tak jakby ją piorun trzasnął i wzbiła się w powietrze. Nagle jej włosy zmeiniły kolor, a on obserwował ją uważnie. Pamiętał że walczył kiedyś z kobietą o takich samych włosach. Czy był tu wrogiem? Wspomnienia były pogmatwane. Postanowił nie męczyć się na razie z tą myślą.
Poczekał aż Kisa wróci do niego.
- Nie wiem co zrobiłaś, ale zaraz tu się pojawi pewnie dużo straży za te zniszczone okna. Powinniśmy stąd iść. I jak dostaniemy się do kapsuł regeneracyjnych dla mnie? Wątpię, by publiczne szpitale mnie przyjęły jak tylko zobaczą że nie jestem jednym z was.
Powrót do góry Go down
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Sty 25, 2016 8:12 pm


Sayanka trochę się oburzyła na słuch o wędrówce do miasta i widać było, że naprawdę mocno chce tego uniknąć, ale Ame musiała ta zrobić. Miała już powiedzieć, żeby Kisa została i nadzorowała roboty przy budowie osady, ale nie zdążyła, bo czarnowłosa poleciała przodem.
- Dzięki. - Zdążyła powiedzieć i podążyła za Kisą, która poruszała się dużo szybciej. Przelot nad pustyniami i górami nie zajmował tak dużo czasu z dużo lepszą szybkością.
Trening:
 
Miasto wydawało się jakieś ponure. Znajdowały się na ulicach, ale Kisa ściągnęła changelinga w uliczkę, zorganizowała mu strój i mogły ruszyć dalej. Nim zrobiły krok coś się dobijało do ich głów. Znów głosik. Podobnie jak z tamtym kotem. Rozglądnęła się, czy jest on w pobliżu. Przydałby się ponownie scouter, który eksplodował przy dużej mocy. Cholerna słabość nie móc określić położenia i mocy przeciwnika. Do tego ktoś mówił o podnoszeniu rąk. Wzruszyła ramionami.
Changeling przez cały ten czas faktycznie wyglądał na nieźle zakręconego. Nie potrafił chyba latać i wyczuła u niego lekkie przerażenie przy przemianie Kisy. Następnie wypowiedział mądre słowa o strażach. Musiała mu przyznać rację.
- Po cholerę to zrobiłaś?! Mamy się ukrywać, a teraz ściągasz tu innych? Szybko wiejemy stąd, albo w inny zaułek. Do szpitala Froście możemy łatwo wejść, bo Kisa wcześniej zrobiła wejście podczas jednej z walk. Zmasakrowała swojego przeciwnika, ale powinno być pusto na tym placu. Tam zmierzamy Kisa, czy znasz inną drogę? Przydałby się ten czarny kotek, bo wydawało mi się, że zna pałac.

Ooc:
Koniec treningu. Ćwiczenie drugiej modyfikacji.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Sty 26, 2016 3:45 pm

- Zrobić przejście! Idziemy z rannymi! - Przez główną ulicę szedł postawny Saiyanin wraz z niewielkim oddziałem, wlekąc za sobą kilkunastu cierpiących towarzyszy. Nie interesowała ich walka - unikali jej jak ognia, przemykając między pojedynkującymi się, ograniczając jakiekolwiek straty. Szło im całkiem nieźle, dopóki...
- Ty... Idziesz podleczyć resztę królewskich sługusów, by wrócić i nas powyzabijać?! Nie pozwolę ci na to! - Saiyańska kobieta, prawdopodobnie jedna z rebeliantek, na co wskazywało częściowe zmęczenie spowodowane oddaniem KI w ten sam sposób, co Kisa, stanęła na przeciw dziwnemu konwojowi.
- Nie, nie zamierzamy dłużej walczyć! Pewna osoba otworzyła mi oczy, w tej chwili chcę jedynie ocalić moich umierających kompanów, proszę... - Mężczyzna ukłonił się w geście błagalnym, lecz przeciwniczka w odpowiedzi skręciła kark młodej dziewczynie, którą ten trzymał w ramionach. Nagle za nią pojawili się kolejni, którzy podzielali jej pogląd, zaczęli atakować bezlitośnie. Mając przewagę w postaci piętnastki zdrowych i nieskrępowanych 'bagażem' wojowników, to była tylko kwestia czasu, nim wyrżną pokojowo nastawionych żołnierzy w pień. A nie zapowiadało się, by ktokolwiek miał siłę i chęć, by im pomóc.
Wszystko to działo się w niedalekiej odległości - ba, niemalże na oczach trójki, która przed chwilą przekroczyła próg miasta. Oni jedyni nie byli zmęczeni walką oraz mieli jakiekolwiek szanse.

OCC: Robicie, co uważacie. Jeśli zdecydujecie się walczyć, poproszę trzy tury walki fabularnej. Od waszych opisów zależeć będzie, co się stanie po tym. Jeśli nie, oczekuję was w szpitalu.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Sty 26, 2016 4:49 pm

Zaraz po oddaniu energii dziewczyna wróciła do swojej podstawowej formy oraz zleciała lekko na sam dół. Tam, od razu dostała bęcki od MAMY i TATY. No i tym sposobem Kisa znów puściła focha. Założyła ręce za ramiona i nerwowo jak kocur ruszając ogonem mamrotała coś pod nosem by po chwili w końcu powiedzieć coś na głos:
___ - Mówisz, że ściągam tu innych? Dobra, to wy idźcie do szpitala, ja tu się w razie czego pobawię i odciągnę uwagę od was skoro tak w portki walicie. - założyła ręce za głowę. Tak jakby na zawołanie gdzieś w oddali zaczęła się jakaś burda. Genialnie - No już, sio. Podlecz go, zabierz siostrę. Spotkamy się w wiosce, będę obserwować wasze KI. - powiedziała do dwójki wkładając ręce w kieszenie jej szerokich spodni. Wychyliła się zza zaułka, przysłuchując się co się ciekawego dzieje na ulicach.
Z tego co udało jej się wywnioskować to spotkały się dwa małe, długowłose psy, które zaczęły się między sobą bić o miejsce do obsikania. Coś w tym stylu. Oczywiście rebelianci i wojownicy króla... eh, utrapienie z tymi debilami. Powinna jakoś zainterweniować. Niby mogła plunąć na to i odejść, ale cóż... nie byłaby sobą gdyby nie wpakowała swoich czarnych glanów w czyjś interes. I to z hukiem.
Saiyanka mocno westchnęła. Choć pot już spływał po jej skroniach poprzez oddanie mocy to spięła dupę i wskoczyła raz jeszcze na poziom złotowłosej wojowniczki. Zrobi to tylko by wszystkich nastraszyć, ma nadzieję, że to się na coś spisze.
Zgięła kolana w pół po czym wyskoczyła wysoko w powietrze by wlecieć z mocnym hukiem w sam środek bójki. Miała ręce mocno ściśnięte do siebie.
___ - Stop. KISA TIME. - powiedziała, a następnie rozprostowała ręce z potężną falą kiaho. Poczekała tak chwilę, aż cały kurz opadnie, a poszkodowani będą w stanie zrozumieć co właśnie zaszło. Saiynka wyprostowała się - Jak ktoś teraz się ruszy to bez słowa ukręcę łeb. Powaliło was teraz? Ten burdel dobiega końca, król zaraz zginie zgnieciony ogromną energią zebraną właśnie od połowy mieszkańców Vegety, nie ma sensu teraz się zabijać! - próbowała jakoś dotrzeć do tej zgrai. Ciekawe czy to jakoś zadziała. Złote włosy wojowniczki delikatnie powiewały od aury w tym samym kolorze. Zacisnęła pięści.
Powrót do góry Go down
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Sty 28, 2016 11:02 pm

Zachowanie Kisy jednak nie ściągnęło nikogo, ponieważ w mieście panowało ogólne zamieszanie, którego nie sposób było zrozumieć. Zastanawiała się nad sensem aby Kisa została tutaj i ściągała uwagę, skoro i tak walczy każdy z każdym, a kto nie wie z kim walczyć to sam ucieka albo się chowa. Mieszkańców pewnie już dawno nie ma w tej strefie, a Ci co nie są zdolni do walki próbują przetrwać po kontach.
- Nie wiem jak długo nam zejdzie i czy się później znajdziemy tak łatwo. Te wszystkie energie się mieszają. Na scouterze nie byłam w stanie określić położenia szpitala, mojej siostry, matki. Przez walki po prostu są takie skoki, że nawet nie wiem czy jak znajdę jakiś nowy scouter to Ciebie znajdę. Zauważyłam, że moc się zmienia, rośnie lub spada. Co jeżeli staniesz się jeszcze mocniejsza?
Kisa już jej chyba nie słuchała w tym momencie, ponieważ obserwowała coś. Ame wychyliła się nieco i spoglądając przez ramię obserwowała scenę z zaszokowaniem jak jedna z rebeliantek skręca kark ciężko rannej wojskowej. Właśnie tak sobie wyobraziła sytuację, gdy ten cały Ursa atakował jej siostrę i podobnie się mogło skończyć. To jest już dla niej przesada, że atakują rannych. Zrozumie walkę, pojedynki, ale szaleńców, którzy po prostu mają ochotę krzywdzić niezdolnych do walki to dla niej zbyt wiele. Kisa rzuciła się w sam środek tej potyczki, ale Ame nie potrafiła tak tego zostawić. Już była gotowa rzucić się na tą, która zabiła. Nawet sama miała ochotę zabić zabójcę. Tym samym stając się również mordercą, ale takim, który wykonuje wyrok za poprzednią zbrodnię, która mieć miejsca nie powinna. Wyszła zza muru rzucając do changelinga:
- Zaczekaj tu.
Zaciskając pięści szła powoli w ich kierunku i wtedy postanowiła uruchomić swoją zmyłko-technikę. Najpierw uruchomiła emisję mocy, a piach wokół niech zaczął się rozstępować, a kamyki drgać. Na początek dwukrotność jej mocy, czyli 11 400 jednostek. Po kolejnych dwóch metrach zwiększyła stopień do czterokrotności  22 800 jednostek. Była dopiero w 1/3 drogi, a weszła na wyższy sześciokrotny stopień. Jej oczy zabłysły czerwienią, a scouter kogokolwiek mógł wskazać teraz 34 200 jednostek. Nie będzie się ograniczać. Jeżeli faktycznie to co wcześniej odczuła i zobaczyła na scouterze oraz tajemniczy głos mają oznaczać rychły koniec, a Kisa wygląda na dość pewną tego to teraz może nieco odmienić swój los. Czarnowłosa i Ame pomagając sługom obecnego, a może niedługo starego króla mogą sobie zagrabić. Z drugiej strony pomagają nie królowi, a żołnierzom, którzy walczą dla idei porządku Vegety, a to nie ich wina, że te idee był totalnie walnięte.
Weszła więc na swój majestatyczny poziom Evil aury, wyglądając jak legendarny super wojownik z powieści. Jej moc skoczyła do bajecznych 68 400 jednostek. To nie był koniec ponieważ w połowie drogi podniosła poprzeczkę. Złocista aura z czarnymi wyładowaniami oraz jaskrawo-zielone włosy zwracały uwagę, a tu jej moc wzrasta do 91 200 jednostek. Ośmiokrotność to nie było wszystko na co ją stać. Przyszedł czas na najwyższą półkę tego, co jest w stanie zaprezentować na chwilę obecną. Nie sądziła jednak, że ta kłamliwa technika wpłynie na jej poziom evil aury, a jej włosy nabrały bardziej żółtego lub też złotego koloru, ale czerwone oczy i spowijająca ją czarna aura wyglądały mrocznie. 114 000 jednostek w końcu piechotą nie chodzi, mimo że są całkowicie udawane. Na końcu dłoni utworzyła pierścienie, a następnie rzuciła nimi z całej siły dzięki czemu przykuła do ściany morderczynię. Nie mogła się ruszyć ta nadgorliwa. Pozostali albo przerażą się jej mocą albo nagle pokażą coś więcej niż poziom super wojownika i wkroczą na jeszcze wyższy poziom mocy, ale to by oznaczało, że już dawno mogli zabić króla i skończyć ten cały burdel, ale specjalnie przybyli tu zabijać wszystko co się rusza poza królem. Narzędzie strachu to potężne narzędzie. Jej groźny wygląd powinien o to zadbać, a fałszywie emitowana moc w tym pomoże albo pokaże Kisie, że nie miałaby szans ocaleć.
- Daję wam 10 sekund na poddanie się albo zmiotę was jedną falą.
Najważniejsze w tym blefie to zachować powagę i skupienie. Nie może sama pokazać wątpliwości co do swoich czynów. Stała w odległości około pięciu metrów od grupy. Równie dobrze mogli zwiać, ale głównie o to jej chodziło.

OC: 7200-180ki za moją technike-oszustkę overpowering i nie wiem ile za kinotsurugi.
Wybacz Xan, że się wcięłam, ale jutro z rana jadę na szkolenie i nie będzie mnie do wtorku/środy, więc w kolejnej kolejce możecie też kolejność odpisów zmienić.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Xanas

avatar

Liczba postów : 559
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sty 29, 2016 1:34 am

Dziewczyna była niewątpliwie oburzona ze jaszczur zganiał ja za takie zachowanie. Jak dla mnie mogła się zachowywać jak chciała, ale on swoje powie. Nieważne ile fochów, by nie strzelała. Mogła jeszcze tupnąć tą swoja nóżką i scena gotowa.
- Nie rób scen... - mruknął tylko w ogóle nie przejęty.
Zanim zdążył odpowiedzieć to niedaleko zaczął się raban. Okazało się że to oddział niesie rannych do szpitala, a następnie zostaje zaatakowany przez rebeliantów. Podobnie wyglądałaby sytuacja ze złotymi i lodowymi changami. Lodowi też by się nie zawahali zabić swoich pobratymców. Więc to nie tylko w jego rasie zdarzają się takie konflikty.
Kisa oczywiście musiała włączyć się do dysputy. Gad zastanawiał się czy małpiaki będą zachowywać się rozważnie, czy jednak skoczą sobie do gardeł wciągając w ten bałagan Kisę i jej małą bandę. Normalnie to Frost nie miałby nic przeciwko, lecz jest zmęczony, obity i krwawiący więc wolałby nie walczyć.
Nim się spostrzegł i druga z dziewczyn dołączyła do walki, każąc mu zostać z tyłu. Co to za żart.. dwie kobiety każą zostać facetowi z tyłu. Nie zamierzał nic robić, bo jakby zdarł z siebie przebranie to by wszyscy pewnie zapomnieli o problemach i rzucili się na niego. Zaciągnął kaptur mocniej na głowę i podszedł bliżej, by móc się włączyć jeśli dziewczynom braknie energii, a ktoś musiałby je ratować.
Nie wiedział nic o technice Ame, ani też nie umiał wyczuwać KI więc nie mógł nawet wyczuć że pokazała jakiś overpower próbując przestraszyć przeciwników. W sumie to bez scoutera to nie wiedział też jakie one obie są naprawdę silne więc postanowił pozostawić to im.
Nie uciekał, ponieważ i tak nie wiedział gdzie ma się udać, by się wyleczyć. Dla niego to miasto było ogromne strasznie i już dawno się tu zgubił.
Tak więc on stanął w niedalekiej odległości od zdarzenia i obserwował je bacznie spod kaptura. Stał wystarczająco blisko, by móc je zgarnąć i odlecieć gdyby jednak nie dały sobie rady i zostały pobite. W końcu był im coś winny.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Lut 04, 2016 7:43 pm

Coś lodowatego dotknęło barku zakapturzonego mężczyzny. Na tyle zimnego, że przeniknął chłód przez ubranie. A podobno Changelingi są zimnymi demonami, więc naprawdę ów styczność musiała mrozić krew w żyłach. Może to dlatego, że wraz z tym dotykiem pojawił się cichy pomruk i głos w głowie. Nie mniej wrażenie sprawiało, iż głos brzmiał tuż przy lewym uchu wędrowca z kosmosu.
"~Nie ruszaj się.~"
Gdyby odwrócił głowę na bok, ujrzałby dziwne stworzonko, bo mianowicie kota. Czarnego jak noc, z czerwonymi ślepkami. Mimo wszystko mógł odnieść wrażenie, że skądś zna ów istotę z ogonem we złotej wstążce. Nawet jeśli nie znał się na wyczuwaniu energii Ki, to przeczucie mogło mu podpowiadać wyraźnie, iż wiedział, z kim miał do czynienia. Z demonem. Pierwsze spotkanie - na Ziemi, lecz nie widzieli się twarzą w twarz. Drugie już w bezpośredniej konfrontacji - Namek i negocjacje. Gdyby nie cholerna amnezja, mógłby pamiętać ów zdarzenia, chociaż może to i lepiej, że mogą budować znajomość od początku? Wszak Red nie miał wobec niego złych zamiarów. Kilka minut wystarczyło, aby ocenić sytuację i określić, że jego energia towarzyszyła dziewczynom i nie wyrządzał im krzywdy. Był po ich stronie, więc i po stronie Zwierzątka.
Spod łapek kotka wyłoniły się dwa czarne motyle będące uosobieniem Ki demona, a które wniknęły przez ramię do ciała Changelinga. Wiedział, że jest silnym wojownikiem, nie mniej przydałoby się, żeby był w pełni sił. Wszyscy powinni tryskać wigorem, skoro chcą być przeciwko Królowi. Xanas mógł po chwili zauważyć, że jego rany już nie krwawią, i niestety na tym skończył się dobry uczynek kotka, który... który właściwie pod tym durnym przebraniem z kapturem nie zauważył, iż nowy towarzysz dziewczyn jest ranny. A krew korciła go mocno w nozdrza. I te głosy we włochatej główce. Musiał zeskoczyć z Ogoniastego i otrzepać się kilkukrotnie, jakby strząsał z siebie krople wody z futra. Nie, nie może wpaść w obłęd... nie teraz. Zabawne, był tak głodny, że zapomniał jak niebezpiecznie zbliżać się do kogoś krwawiącego. Gdyby tak raz dziabnąć... nie, nie może!
Dziewczyny emanowały silnymi Ki, które powinny odstraszyć małpy niedorastające im do pięt. Wybitnie rozwijały się, ich moce deklarowały gotowość na jeszcze większe możliwości. Taki niedosyt zatwardziałego, niewzruszonego na niepowodzenia autorytet mógł niedługo zakorzenić się na wieczność w ich młodych ciałach, bo duchem już były blisko. Mimo wszystko muszą uważać na każde potknięcie. Nie pozwoli im na pójście na zmarnowanie. Wbiegł między nimi i pisnął cicho, gdyż ich aury mocno dawały po oczach. Kisy na żółto - Ame na czarno. Istny Jing Jang, i motylki w brzuchu.
"~Wybaczcie... nie mogłem od razu... za Wami pobiec...~"
Wtrącił sie telepatycznie i wbił ślepia w nieogarniętych mieszkańców Vegety, którzy nie zdawali sobie sprawy z sytuacji i na chama chcieli przyczynić się do jakiegoś postępu. Lecz nie tędy droga. Oby tłumaczenie Kisy było wystarczające!

Ooc: Wracam! Postaram się pisać w miarę regularnie.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Lut 05, 2016 5:30 pm

Już prawie szło po myśli saiyanki gdy to nagle nieposłuszna towarzyszka dziewczyny, postanowiła wkroczyć do akcji nie robiąc tego, co wcześniej nakazała Kisa. No szlag. Do tego zaczęła wydzielać z siebie energię, co wcześniej nie miało zupełnie miejsca. Młoda wojowniczka raczej wątpiła, by Ame tak po prostu ukrywała w sobie pokłady mocy, więc pomyślała, że to jakaś jej sztuczka. Szczególnie, że sama mówiła, iż jako android nie wydziela KI.
___ - Hej! Powiedziałam, że macie iść do pałacu, dlaczego się nie słuchacie?! Won, albo... - zawarczała po czym cisnęła dwoma ki blastami tuż pod nogi androidki po czym obdarzyła ją wrogim spojrzeniem. Nie wyglądało to na to, by robiła sobie jakieś jaja.
Saiyanka nie lubiła, gdy coś nie szło po jej myśli. Była typową Zosią Samosią. Zacisnęła zęby i zmarszczyła brwi, a wtedy jej aura zamigotała wyładowaniami elektrycznymi.
___  - Nie taka była umowa... -warknęła przez zęby, a wtedy kątem oka dostrzegła, że grupka, w którą przed chwilą wparowała próbuje dać nogę, więc zablokowała im drogę kolejnymi pociskami KI - GDZIE?! Siad grzecznie i czekać! - krzyknęła, a oni trochę przerażeni zaczęli powoli wracać na swoje miejsca. Wtedy do jej zmysłu doszły dziwne wibracje, malutkie, ale znajome. To był ten kot, wrócił. Fajnie, to zostanie z nią, będzie miała większe szanse na przeżycie w razie gdyby wtargnął tu ktoś znacznie silniejszy niż młoda czarnowłosa.
___ - Hej Red, polowałeś na coś, czy jak? Szczury Vegety nie są chyba zbyt smaczne. - uśmiechnęła się krótko.

#Brakweny #takachora #mózgoff
Powrót do góry Go down
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Lut 05, 2016 9:38 pm

Całe to zamieszanie nie szło w żadną stronę. Fridge zamiast siedzieć na miejscu to poszedł za Ame, a Kisa zdenerwowała się całą tą sytuacją i strzeliła w kierunku androidki kiblasta. Zaskoczona dziewczyna czekała na dalszą reakcję, ale po słowach, że nie taka była umowa stwierdziła krótko:
- Żadnej umowy nie było. Nie zdążyłam nawet nic odpowiedzieć, bo ruszyłaś od razu na te baranie łby jak kamikaze.
Nie była pewna tego, czy Kisa sobie poradzi, ale wyglądało na to, że raczej tak. Odwróciła się na pięcie, ale w tym momencie ujrzała czarnego kotka. Dziwna czarna aura w postaci motylów oraz uleczenie częściowe ran ich towarzysza z innej planety. Coś ją tknęło, że ów kotek jest czymś więcej niż zwykłym zwierzęciem. Słyszała o rasach, które wyglądają inaczej niż humanoidalni saiyanie. Wszystko wskazywało na to, że jest on przedstawicielem takiej rasy. Red wszedł w teren bitwy. Ten zwierzak był odważny, a więc musiał również być bardzo silny. Przeczucie rzadko myliło Ame, a więc postanowiła ruszyć dalej.
- Dobrze Kiso. Idę do szpitala. Spotkamy się poza miastem. Tak sądzę. - Nie była pewna czy wydarzenia w mieście pozwolą na łatwą ucieczką albo czy nie dojdzie niedługo do wielkich zmian. Ktoś walczy z królem i kto wie. Może zostanie obalony albo wygra. Na pewno będzie inaczej. Zacisnęła pięść, a następnie zeszła ze swojej aury i wyzerowała własną moc. Pobiegła w kierunku szpitala.
- Idziesz Fridge ze mną, czy już nie potrzebujesz leczenia?
Dziewczyny rozstają się teraz w lekkim niesmaku. Czy ten incydent nie zaburzy ich znajomości? Ame teraz ma w głowie cel: Skrzydło szpitalne w akademii. Tam będzie też bliżej obecnych wydarzeń. Może dowie się czegoś więcej.

z/t do Skrzydło szpitalne
Jak idziesz Xanas ze mną to pisz od razu tam, chyba że tu zostajesz.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Lut 08, 2016 7:45 pm

Ame wraz z Changelingiem zniknęli tak szybko, jak tylko możliwe, chociaż czuł na sobie Brązowookie spojrzenie. Bardzo pilne, tak jakby chciała mieć pewność, że w ciele kotka faktycznie siedzi ktoś silny. Chyba coś podejrzewała, skoro zdecydowała się zostawić koleżankę na pastwę nieznajomych, rozgoryczonych i ogoniastych mieszkańców Vegety. Koci kompan był przy Ogoniastej, która zdawała się być w dobrym humorze, skoro zdecydowała się zażartować. Tylko Red nie miał zbyt dobrego poczucia humoru, więc nie załapał dowcipu.
"~N-nie, tylko w tej postaci nie radzę sobie tak dobrze.~"
Mówiąc to podsunął pod pyszczek swoją własną łapkę, którą polizał. Nie przywykł do chodzenia na czworakach w tak długim okresie. Poza tym zdarzały mu się chwile zapomnienia, kiedy tracił panowanie nad kocimi zapędami i rzeczywiście gonił jak głupi za szczurami czy myszami jakie napotykał. Gdyby był najedzony, może umiałby trzymać w rydzach te dziwne odchyłki.
Uciszanie i ganienie małp zdawało się nie przynosić pożądanych rezultatów. Musieli być pod wpływem amoku i ferworu walki - zresztą oni zawsze mają gorącą krew. Albo prawie zawsze.
"~To na nic, Kisa. Oni zrobią wszystko, byleby po swojemu.~"
Zerknął na co poniektórych gagatków, którzy trzymani na siłę szukali okazji, żeby tylko wyrwać się z czujnego spojrzenia Czarnowłosej. Właściwie... dlaczego chciała ich powstrzymać? Jak chcą się tłuc, proszę bardzo. Szkoda energii na uciszanie i ustawianie tychże typów po kątach, jak niesfornych dzieci. Chociaż... on miał i tak sporo w sobie mocy, może odrobinę ulży dziewczynie w kłopocie?
Czemu nie? Właściwie od jakiegoś czasu zastanawiał się, czy "to" jest możliwe.
Najpierw wdrapał się na głowę Kisy, by mieć widok na całą gromadę nieusłuchanych małp. Zmrużył na moment ślepia i skoncentrował się na pewnej czynności, a gdy otworzył ślepia - rozbłysły one na krwisty czerwony kolor i wydobyły się z niego czarne motyle, które dotknąwszy Saiyan - pozamieniało w koty. Jedne chudsze, inne grubsze, małe, ciut większe, kolorowe i monolityczne - nawet kilka łysawych się znalazło. No, zaklęcie na pewno nie będzie trwać wiecznie, lecz przynajmniej dostali nauczkę, by słuchać się mądrzejszych i nie rozrabiać, kiedy nie ma na to ani czasu ani miejsca.
"~Przynajmniej nie pozabijają się pod tą osłoną.~"
Wytłumaczył się Czarnookiej, zanim zapytała o cokolwiek. Eh, że też nie jest w stanie walczyć w futerkowej postaci i dołączyć do wojowników tam w Zamku. Musiał czekać, aż będzie gotów, jego moce nie chciały się go słuchać. W zasadzie to pierwszy raz, kiedy siedzi w kocim ciele, zatem odczynienie tego zaklęcia nie będzie proste. Szczerze to nawet mając spore zasoby energii w sobie, nie potrafił rozgryźć sposobu... i męczył się od kilku dni z odczynieniem czaru. Eh. Jak tak patrzył się na kocich "towarzyszy", którzy zdezorientowani zaczęli świrować (ale przynajmniej nie tłukli się między sobą), to powoli nabierał przekonania, że i on dostanie fioła, jak jeszcze z dzień lub dwa przekibluje pod czarną sierścią. Aż spuścił uszy po sobie siedząc na Kisie jak Simba na Lwiej Skale i wzdychając z cichym miauczeniem.

Ooc: zamiana grupki Saiyan w koty
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Lut 08, 2016 9:04 pm

______Dziewczyna z uwagą wpatrywała się w leżących saiyan, pilnując ich, ale też zastanawiając się przy okazji co może z tym wszystkim teraz zrobić. Zaplanowała pierwszy krok, ale z kolejnymi już było ciężko, bo ich nie miała. Rozrzucić wszystkich po każdej stronie miasta i niech się szukają czy wybić dosłownie wszystko z głowy?
Na szczęście jej koci towarzysz wpadł na o wiele lepszy pomysł. Wskakując na jej głowę sprawił, że... wszyscy obecni tutaj zamienili się w podobne futrzaste stworzenia co Red! O jak słodko! Jedno było martwe, ale to zapewne tamta dziewczyna z wcześniej, więc podniosła truchło po czym wrzuciła je do kubła na śmieci, by nie psuła tego pięknego obrazka.
No, to załatwili sprawę z tą całą burdą.
___ - Dziękuję @Red, jesteś słodki. - powiedziała z uśmiechem na ustach i podrapała kociątko za uchem. - No to teraz pozostała kwestia zdobycia pieniędzy na jedzenie do wioski by jakoś godnie przeżyć parę dni, budując domki na powierzchni i trenując, co wzmaga apetyt, szczególnie ten saiyański. Tylko jak się do tego zabrać? - Hmm... - dziewczyna zamruczała podobnie do Red'a na jej głowie i trzymając się za podbródek obserwowała stado kociaków - Hej, #Red. Powiedz mi jak się nazywa ta rasa stworzeń i z jakiej planety pochodzą... - powiedziała zagadkowo, najwyraźniej wpadając na jakiś genialny plan. Krótko też wytłumaczyła koledze dlaczego potrzebuje pieniędzy oraz o planowanej osadzie.
Saiyanka bardzo zmyślnie znalazła jakiś duży, pusty karton, po czym wyłapała wszystkie kociaki co do jednego i umieściła w nim. Poszła na ruchliwą ulicę i zaczęła krzyczeć, machając przy tym ręką, by było ją dobrze widać:
___ - Koty! Kociaki! Kocięta prosto z planety Ziemia! Puszyste, delikatne w dotyku umilą wasze życie w domu! Zjedzą i wypiją wszystko! Tylko trzysta zenii! Kotkiii ~~! - i tak dziewczyna wołała, aż do momentu, gdy nie sprzedała ostatniego "kotka". Wielu nie było pewnych, czy to dobry zakup, ale dzięki demonstracji głaskania i mruczenia na Red'zie wszyscy chętnie brali puszki pandory. Oczywiście gdy ten czar pryśnie, a wszyscy wrócą do swoich poprzednich form, po Kisie już tu nie będzie nawet śladu. Buehehehe.

I tak oto udało się dziewczynie kupić spory zapas prowiantu w kapsułkach pach-bach. Konserwy oraz napoje, które wytrzymają długo. Obawia się, że musi minąć na prawdę wiele by Ci wszyscy ludzie zapomnieli twarzy młodej saiyanki kanciarki.
___ - Chodź, polecimy za miasto i poczekamy tam na tą dwójkę. - powiedziała do Red'a wznosząc się  w powietrze.


zt x2 > Skalny Las
Powrót do góry Go down
Rota

avatar

Liczba postów : 196
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
120/120  (120/120)
Ki:
90/90  (90/90)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Sro Kwi 13, 2016 9:03 pm

Cress odprowadził mnie do Sime. Dostałem informację, że będzie na mnie czekać na jednej z ulic. Zastanawiałem się o co chodziło. Czemu podnoszenie mojej samooceny, miało odbywać się na ulicach miasta? Miałem nadzieję, że Sime wiedziała co robi. Jeszcze bylem senny, ale rześkie powietrze szybko postawiło mnie na nogi.
Mimo tego, że upłynęło pół roku, chyba nie wszystkim przypadła nowa władza. No tak, tacy już byliśmy. Tak, my saiyanie. Rozglądałem się po budynkach, które nosiły ślady zniszczeń. Niektóre już zostały odrestaurowane. Życie, chyba powoli wracało do normy.
-Głąbie! Tutaj!-znałem ten głos, to Sime.
Czemu ciągle wołała na mnie głąb? Poruszałem nerwowo ogonem. Tym razem, nie była sama. Była z nią jakaś inna saiyanka. Ta była, zdecydowanie ładniejsza od Sime. Okrągła buzia, z lekko zadartym nosem dzielącym lico na pół. Ciemnoniebieskie oczy ozdobione były grubymi rzęsami. Chyba były pomalowane albo coś, no nie możliwe, żeby kobieta miała takie naturalne rzęsy. Chociaż, cholera tam wie te baby. One wszystko zrobią, żeby tylko zmylić męskie oko. Długa szyja dziewczyny ozdobiona była złotą kolią z czerwonym kamieniem. Błyszczał jak nie powiem co. Ramiona zaokrąglone, ręce długie, a i na nadgarstkach miała świecidełka. Chyba stanowiły komplet z wisiorkiem, to samo kolczyki w uszach, skrytych za różowymi pasemkami. Tak, ona miała różowe włosy. Nieco podobne do Sime, acz sięgały łopatek i były luźno rozpuszczone. Miała obcisłą bluzkę, która eksponowała jej dość spory biust. Tak samo, krótka spódniczka. Talia osy, a do tego okrągły tyłek. Jak się schyli to jej gacie będzie widać. Jeszcze te kozaki sięgające kolan. Dobrze, że ubranie miała czarne. Dostrzegłem, że ogon też ma w jakieś ozdóbki, a paznokcie pomalowane były ognistą czerwienią.
-Witaj, szefowo, a to jest…?-spojrzałem na jej towarzyszkę.
-Poznaj Chayę, moja starszą siostre.-Sime wykonała gest dłońmi, prezentujący jej siostrę.
-Przystojniaczek z ciebie, Xalanth.-Chaya podeszła do mnie.
Złapała mnie za tyłek.
-Co ty robisz?! Łapy precz!-zmierzyłem ją wzrokiem.
Ona tylko się zaśmiała. Usiadła na jakimś wielkim, czarnym pudle. Dopiero teraz, dostrzegłem dwa średniej wielkości głośniki oraz mikrofony bezprzewodowe.
-Po co to wszystko?-pokazałem palcem na sprzęt.
-Jak po co? Do Śpiewania. Moja siostra, której pomagam w karierze piosenkarki, daje czasami uliczne występy, żeby zarobić. Jest już w miarę spokojnie, więc może znów to robić. Dzisiaj jesteś gościem specjalnym.-Sime podle się uśmiechnęła.
-...-zamrugałem powiekami, dość szybko.-Ale ja nie umiem śpiewać i w ogóle jestem totalne beztalencie!-speszyłem się jak cholera.
Sime podeszła do mnie, Wcisnęła mi drugi mikrofon do ręki. Ona serio, nie żartowała z tym śpiewaniem…
-Słuchaj no gnojku jeden...pomożesz dzisiaj mojej siostrze nieco zarobić. Poza tym, wiem, że potrafisz śpiewać, bo Cress nagrał cię pod prysznicem.-Sime puściła mi nagranie z dyktafonu.
Już w myślach wbijałem Cressowi szpile w plecy, tak bardzo powoli. Jak ja go dorwę, to mu nogi z dupy powyrywam...albo nie...bo straci ten swój urok. Podła gadzina! Zapłaci mi za to!
-Nie znam tekstu…-przełknąłem ślinę.
-Proszę, tu masz tekst piosenki. Najpierw śpiewam ja, potem razem, potem ty i znowu razem.-Chay z uśmiechem wręczyła mi kartkę z tekstem.
Kilka razy go przeczytałem. Nie sądzę, aby to było trudne. Sime poklepała mnie po plecach.
-Nabierzesz pewności siebie, głąbie.-Sime usiadła na małym krzesełku, przy którym stał jakiś sprzęt do regulowania głosu.
Zaczęła grać muzyka, nader spokojna, acz radosna. Miałem ochotę się schować. Twarz piekła mnie jak cholera. Podszedłem do Chay, która zaczęła śpiewać.
-Dawno temu mój świat zawirował. Poznałam ciebie, książę mój. W moich snach przytulam cię, całuję cię. Jesteśmy sobie bliscy, lecz rzeczywistość inna jest.-dziewczyna miała delikatny głos, ale jaki czysty.
Pierwszy raz słyszałem saiyankę z takim głosem.
-Książę mój, coś świat mój zawirował. Gdzie teraz jesteś, no gdzie? Pomóż mi odnaleźć cię.-Chay skinęła do mnie głową.
Oznaczało, że zaraz mieliśmy razem śpiewać. Przełknąłem ślinę.
-Proszę daj mi znać, daj odpowiedź na list, który ci wysłałam. Proszę, książę mój, odnajdź mnie. Ja za tobą tęsknie wciąż, o książę mój.-no tak, ona śpiewała o księciu, ja o księżniczce.
-Proszę daj mi znać, daj odpowiedź na list, który ci wysłałem. Proszę, księżniczko moja, odnajdź mnie. Ja za tobą tęsknie wciąż, o księżniczko moja.-nawet refren, jaki śpiewaliśmy, nieco się różnił wersami.
Ciekawe, kto pisał teksty piosenek. To teraz moja kolej. Futro na ogonie mi się zjeżyło. Z początku, miałem lekką tremę, głos ugrzązł mi w gardle, ale musiałem zwalczyć ten strach.
-Dawno temu, księżniczko moja, poznałem cię. Świat mój zawirował dookoła, bo ciebie poznałem. Skradłaś serce moje, które teraz samotnością się karmi. Księżniczko moja, pozwól odnaleźć się.--mój głos był basowy, ale chyba się mieszkańcom spodobało, skoro potrafili przystanąć.-Księżniczko moja, proszę, pozwól się odnaleźć.-strach nadal gościł we mnie, ale tak jakby mniej.
Sime pilnowała nagłośnienia. Nie wiedziałem, że zna się i na takich rzeczach. Widać jak pozory mogą mylić.
Też mi znalazła sposób na walkę z moją niską samooceną. Tak czy siak, zaczynało mi się to coraz bardziej podobać. Może nie trzeba hartować tylko ciała, ale i duszę?

//OOC: A co, Sima zmusiła do śpiewania na ulicach, w raz ze swoją siostrą.
Powrót do góry Go down
Rota

avatar

Liczba postów : 196
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
120/120  (120/120)
Ki:
90/90  (90/90)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Kwi 14, 2016 7:45 pm

Sam nie wiem, ile czasu śpiewaliśmy, ale było już mocno po południu w momencie przerwy, jaką zrobiliśmy. Sime załatwiła mnie i siostrze coś do picia, po czym zaczęła grać na tej swojej konsolce. Ciekawe, w co ona takiego tam grała?
-W ogóle, głąbie dobrze się spisałeś. Widzisz, jak chcesz to potrafisz.-Sime skwitowała krótko.
Na jej słowa moje ego nieco podskoczyło, niemniej dalej nazywała mnie głąbem no! Z nadętymi policzkami pijąc ze słomki napój pomarańczowy.
-Siostra, nie bądź taka niedobra dla niego. Xaluś jest taki milusi. Pluszowy misiaczek.-Chay objęła moją prawą rękę.
Docisnęła ją do swoich piersi. Wyrwałem się.
-Gdzie mi z tymi cyckami?!-warknąłem na nią-Jestem zajęty.-odwróciłem głowę w bok.
-I co z tego? Czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal.-Chay pocałowała mnie w policzek.
Co za jakaś natrętna baba no!
-Zostaw mnie! Mówię, że jestem zajęty!-poderwałem się na równe nogi.
Ona tak fajnie osunęła się na ławkę, na której siedziałem. Zaraz, czy ona miała łzy w oczach? Cofnąłem się w tył. Jeszcze przygryzła chusteczkę.
-Xaluś, jak możesz...ranisz moje serce.-Chay odparła zawiedzionym głosem.
-Żebyś ty jeszcze jakieś miała. I skończ z tymi udawanymi łzami. Normalnie jak fontanna. Beczysz na zawołanie albo jak ci się wciśnie magiczny guziczek.-Sime, mimo iż grała widziała co robimy.
-Pfff! Ja przynajmniej nie jestem potworem w spódnicy, tak jak ty. Odstraszasz wszystkich adoratorów. Nic dziwnego, że sobie chłopa znaleźć nie możesz. -Chay skrzyżowała ręce na piersiach i kiwała głową.
Acha, zaczynało się robić gorąco, chyba…
-Ja nie muszę machać cycami na prawo i lewo, by zwracać uwagę mężczyzn.
-Ja przynajmniej jakieś mam nie to co ty, płaska decho.
Cofnąłem się to tyłu. Dwie kłócące się kobiety, to zło wcielone. Nie miałem ochoty oberwać. Tylko, gdzie by tu się ulotnić. Nagle obie na mnie spojrzały. Nie bardzo wiedziałem czego oczekują.
-Którą z nas byś wybrał?-Chay pokazała na moja mentorkę, potem na siebie-Mnie prawda? Powiedź, że mnie.-zaczęła poruszać swoim biustem.
-I widzisz, znowu to robisz. Tylko machasz tymi nadmuchanymi balonami.-Sime skrzyżowała ręce na piersiach-Jesteś tak beznadziejna, jak twoje piosenki.
Chay zacisnęła pięści.
-No nie powiem, kto tu jest beznadziejny. To ty wiecznie spuszczasz kandydatów w rynsztoku, płuczesz im łby w klozecie i odstraszasz na każdej randce strzałem w ryj, bo pomacał twój tyłek.-Chay pokazała Sime język.
-Ja przynajmniej, nie sypiam z kim popadnie.-Sime odwróciła głowę.
-Hihi! Dlatego jesteś jeszcze dziewicą i nic nie wiesz o seksie.-ktoś komuś przywalił szpilę w plecy.
-...-Sime udawała, że ja to nie rusza-Ja przynajmniej, nie jestem strażniczką lasu.
-Odwołaj to cnotko niewydymko!
-Jak ty mnie nazwałaś, panno moja dupa już nie jest moja?
-To co słyszałaś, eksponacie muzealny.
-Nadmuchana lala, która nie umie nic dobrego, poza prostowaniem bananów.
Obie zaczęły wyzywać się na ulicy. Coś chciałem powiedzieć, ale uznałem, że nie będę się pchać w kłótnię dwóch kobiet. jeszcze mi się oberwie. Swoją drogą, zastanawiałem się co mogę kupić Cressowi, w ramach przeprosin. Patrzyłem po witrynach sklepowych. Na jednej znalazłem fajnego, pluszowego misia. Poszedłem, aby go kupić. Pasował do Cressa, jeszcze miał taka zabawny wyraz pyszczka. jak Cress kiedy się złościł. Hehehe. Tamte dalej się kłóciły. Jaki to był przypał.
-Xalanth wybierze mnie, zobaczysz!
-Ten głąb woli chłopców idiotko. Chociaż jeden raz, twoje uroki na nic się zdadzą.
Czy Sime właśnie powiedziała na głos, że jestem gejem? Przecież nie bylem! To, że byłem z Cressem nie znaczy, że byłem gejem...dziewczyny też lubiłem, ale no...w ogóle zaraz...kiedy ta kłótnia zeszła na MÓJ temat? Nie podobało mi się to, ani ani.
-Nie martw się! naprostuję go!Chay była cała w skowronkach.
Błagam, niech ta laska się ode mnie odczepi. Chay przykleiła się do mnie. Wodziła palcem po mojej klatce piersiowej. mało tego, Zaczęła macać mój ogon! Tuląc pluszowego miśka, starałem się odsunąć od niej i...potknąłem się o coś i upadłem, a ona wylądowała na mnie. Próbowałem ja zwalić, ale to nic nie pomagało.
-Odpierdol się od mojego faceta!-poznałem ten głos.
Cress, mój wybawca! Chay padła nieprzytomna od ciosu w łepetynę. Odetchnąłem z ulgą. Posadziłem ją obok Sime. Chciałem utulać moje kochanie i zarobiłem w ryj.
-No i za co ty mnie znowu lejesz?!
-Dajesz się macać jakimś cyckom! Skoro nie protestowałeś, to chyba ci się podobało! Jesteś okropny! Szlaban na seks na dwa miesiące! Żebyś wiedział!-pogroził mi palcem.
-No, ale...szefowo powiedź, że to nie tak…-spojrzałem błagalnie na Simę.
-Nawet mu stanął jak Chay go cycami okładała.-Sime odparła niewzruszona, dalej grając.
Kopara mi opadła w dół. Jak ona mogła. Cress zaś zasadził mi kopa w krocze. Skuliłem się z bólu.
-Phi!-Cress usiadł obok Sime.
-Żartowałam.-Sime pokazała mi język-To byl niewinny żart.
-Niewinny?! Niewinny?! Bardzo śmieszne!-odparłem piskliwym głosem.
Przysięgam zemszczę się kiedyś, za to! Jakoś, usiadłem obok Cressa, wcisnąłem mu pluszaka do rąk. Nic nie mówił. Skoro się obraził, to wróciłem do śpiewania. Co mi tam. Może Chay mi trochę odstąpi jakiego grosza, bo póki co byłem spłukany. Fakt...wypadałoby sobie jakaś robotę znaleźć...rachunki same się nie zapłacą...Mexmera oczywiście, gdzieś zniknęła, czort wie jeden gdzie. Jak ja znajdę, to się z nią rozmówię o!
Powrót do góry Go down
Rota

avatar

Liczba postów : 196
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
120/120  (120/120)
Ki:
90/90  (90/90)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Kwi 17, 2016 5:04 pm

Skupiłem się na śpiewaniu. Jak Chay się ocknęła, to zaczęła mi towarzyszyć. było mi nieco przykro, że Cress tak mnie potraktował. Czasami miałem wrażenie, że jest ze mną tylko na pokaz i wcale mnie nie kocha. Tego, czego się dowiedziałem, kilka minut później sprawiło, że po prostu poczułem się oszukany przez Cressa.
-Powiedziałeś mu?-Sime rozsiadła się wygodnie na ławce, zakładając ręce za głowę.
-Nie…-Cress przytulił miśka ode mnie.
-Lepiej to zrób inaczej ja to zrobię.-Sime odparła całkiem poważnie.
-nie!-głos Perełki drżał.-Proszę...nie mów mu tego...on mnie znienawidzi...i zostanę sam…-Cress podkulił nogi i mocniej utulił pluszaka.
Ja udawałem, że tego nie słyszę, chociaż było odwrotnie. Słuch, to jeszcze miałem i mam dobry.
-Wolisz, żeby dowiedział się od kogoś trzeciego, tak?-Sime spojrzała ukradkiem na rozmówcę.
Cress pokiwał głową w geście zaprzeczenia.
-To mu powiedź, skoro go kochasz. Chyba, że sobie tylko igrasz z jego uczuciami. -głos Sime zmienił się na nieco ostrzejszy-W związku liczy się zaufanie, żadnych sekretów. Zwłaszcza takich sekretów.-podkreśliła ostatnie dwa słowa.
-...-Cress nic nie mówił.
byłem bardzo ciekawy, czego to moje kochanie nie chce mi powiedzieć. Słuchałem więc dalej.
-Poza tym, traktujesz go jak jakieś popychadło. W ogóle nie szanujesz Xalantha. Zauważ, że nawet jak go równam z krawężnikiem, mam do niego szacunek. Ty go traktujesz jak kogoś gorszego od siebie. Jesteś moim przyjacielem i nie podoba mi się to, że traktujesz innych jak twój ojciec.-Sime wstała-Nie różnisz się niczym od niego.-dziewczyna spojrzała na Cressa z pogardą.
-Nie mów tak! nie jestem jak ojciec!-Cress też wstał.-A może Xalanth sam się prosił o takie traktowanie ze strony mojego brata i ojca?! Nigdy tylko jedna strona nie jest winna!-słowa Cressa tak bardzo mnie zabolały.-Jakby posłuchał innych i dał sobie spokój z moim bratem to by do tego nie doszło! Mój ojciec nie zrobiłby Xalowi krzywdy!-i wtedy do mnie wszystko dotarło, o czym mówił Cress.
Upuściłem mikrofon trzymany w dłoni. Chay zakryła ręką usta. Cress spojrzał na mnie, Sime też. Już wiedzieli, że wszystko słyszałem. Zacisnąłem pięści. Gotowało się we mnie. Odwróciłem się do Cressa. Nie powstrzymywałem łez, gdyż nie potrafiłem.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi o tak ważnej rzeczy?! Czemu, nie powiedziałeś, że ten dupek, który mi to zrobił…-pokazałem na bliznę na szyi-To twój ojciec?! Wiesz jak to jest, widzieć ukochaną osobę w ramionach innej?! Nie, nie wiesz! nawet nie wiesz, co ja przez twojego ojca musiałem przejść! Te poniżanie, które fundował mi co noc! Wiesz czemu mi to zrobi?! Wiesz?! Powiedział ci?!-machnąłem ręką w bok.
-...Um...bo nagle ci odbiło i chciałeś się powiesić, a on ci pomógł…?-Cress cofnął się do tyłu, prawie wpadając w ławkę.
-Spytałem czy wiesz, czemu twój ojciec mi to zrobił?-powtórzyłem głośniej swoje zapytanie.
Sime zatrzymała siostrę, ba nawet odsunęły się kilak kroków w tył.
Cress przytulił mocniej pluszaka. Może i wyglądał uroczo, ale bylem wściekły na niego, aż miałem ochotę mu przywalić.
-[colro=peru]No właśnie nie wiesz, a to co opowiadał twój ojciec to kłamstwo wyssane z palca! Nie dość, że twój brat szydził ze mnie na każdym kroku, kiedy byliśmy razem, to jeszcze bezczelnie zdradził mnie w MOIM domu z tą wywłoką Kohlrą! Rozumiesz to?! W moim domu, moim pokoju, moim łóżku! Jeszcze twój ojciec mi dowalił! Wiesz jak?! Powiedział ci, skurwiel pieprzony?! Nie, bo po co?! Skoro był wysoko postawioną personą w wojsku, to mógł wszystko![/color]-łzy spływały mi po policzkach-Co noc, wymyślał sobie takie treningi, w których logiczne było, że nie mam szans, o jestem za słaby. Co noc mnie ośmieszał, jak tylko zbierał kadetów na placu. Jak raz mi się udało zdać ten jego durny trening z pomocą Mexmery, to wiesz co zrobił? Wiesz? Przylazł do mnie, do kajuty. Pobił, prawie do nieprzytomności, a potem chciał zmusić do..postawiłem się, mimo, że był wyżej rangą. owinął mi wokół szyi ten cały magiczny łańcuch, którym zakuwasz najgorszych przestępców. Zacisnął mi go na szyi, a potem zaczął przyduszać. Wiesz, że przy każdym ruchu obrywałem porządnym kopniakiem prądu? W pewnej chwili straciłem przytomność. Jak się obudziłem...wszyscy myśleli, że chciałem popełnić samobójstwo i to ja zdradziłem twojego brata...rozumiesz to?! Twój ojciec zrobił ze mnie kogoś gorszego od dziwki, a do tego puścił plotę, że jestem samobójcą! Wszyscy się ode mnie odwrócili! Rozumiesz?! Zostałem sam z Mexmerą! Nie miałem nikogo, a każdy tylko ze mnie szydził! Dlatego ojciec zmusił mnie i Mexmerę do zostania gwardzistami samego króla. Tam, przynajmniej nikt nam nie dokuczał. Tylko nawet dziewczyny z Mexmery się śmiały, że ma brata dziwkarza i samobójcę.-drżałem cały.
Bylem wściekły, tak cholernie wściekły.
Sime nic nie mówiła, a Chay schowała się za nią.
-Nieźle sobie ze mną pograłeś Cress...chciałeś być ze mną, żeby co...wynagrodzić krzywdę, jaką zrobił mi twój ojciec i brat?-pokiwałem głową na boki-To ci się nieźle udało mnie omamić, naprawdę.-wyrzuciłem z siebie to, co zalegało mi tyle lat na sercu-Tak ci troszkę nie wyszło...wiesz czemu? Jak raz komuś spierdolisz reputację, to potem ciężko to naprawić, wiesz?-cofnąłem się do tyłu, po czym odwróciłem się od nich.
Nie chciałem patrzeć na Cressa, po prostu nie chciałem. Słyszałem jak podchodzi. Chciał złapać mnie za rękę, ale zabrałem ją.
-Nie dotykaj mnie.-stałem tak dłuższą chwilę, nawet nie patrząc na niego.
Cress spojrzał na mnie, potem na Simę, która pokiwała głową. Chay nadal wyglądała zza siostry.
-Przepraszam, Xalanth. Wybacz mi…-Cress przytulił pluszaka mocniej.
-...-nie powiedziałem nic, tylko odwróciłem głowę w bok, zaciskając mocno powieki.
Nie odwracałem się, po prostu odleciałem. Nie chciałem z nimi spędzać ani chwili dłużej. Nie wiem, czemu Sime poruszyła ten temat przy mnie. Nie rozumiem tego. Niemniej dobrze się stało, że poznałem prawdę. Cress nie powinien był tego przede mną ukrywać.
I znowu zostałem sam. Treya gdzieś zniknęła podobnie jak Mexmera. Nie miałem nikogo do kogo mógłbym się zwrócić po pomoc. Czułem się tak okropnie, jakby mi ktoś wyrwał serce. Przyspieszyłem swój lot. Sam nie wiedziałem gdzie lecę. Po prostu gdzieś, jak najdalej od Cressa.

z./t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice   

Powrót do góry Go down
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Miasto Centralne-
Skocz do: