Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 13, 2013 10:27 pm
Tereny poza miastem. Osady oddalone od siebie o parę kilometrów, liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu mieszkańców. Nie są zbyt mocni, żyją swoim życiem i większość nie szuka zwady z innymi "klanami".

______________________


avatar
Hazard
Liczba postów : 863
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sob Lis 16, 2013 9:27 pm
Leciał wciąż w tym samym kierunku wiedząc, że gdzieś tam znajduje się spora gromada Saiyan. Im był bliżej, tym dokładniej mógł określić ile liczy dana grupka. Bo tak się składało, iż Ki występowały nieregularnie, spore skupiska oddalone od siebie o dość dużą odległość. Nie pasowało to na jakieś wielkie miasto, prędzej kilka mniejszych. Najważniejsze jednak, że będzie mógł się z nimi zabawić. Chociaż niezbyt długo, bo ich moc nie powalała.

Jego cząstka ulokowana w ciele Changelinga postanowiła się do niego przyłączyć. Miało to swoje dobre jak i złe strony. Dobrze, bo w razie kłopotów będą blisko siebie i zdążą jakoś zareagować. Źle, bo jaszczur może zepsuć mu rozrywkę. Cóż, w razie czego zareaguje, w końcu ma nad nim jakąś kontrolę.

- Mnie też niepokoi cała ta sytuacja - odpowiedział na wcześniejsze słowa Frost'a - ale czy to nie dziwne, że sam Nas nie wykończył? Skoro jest taki mocny, to mógł to zrobić podczas gdy my byliśmy unieruchomieni. Zabrał tę trójkę, bo są mu do czegoś potrzebni. Prawdopodobnie przygotowuje ich teraz do walki z Nami. Ja ciała zmieniać nie zamierzam - dodał po chwili - nie użyłem go jeszcze w pełni, jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej. Jeśli nie czujesz się pewnie, to znajdź sobie coś lepszego. Coś mi mówi, że minie trochę czasu zanim znów zobaczymy te bachory.

Powoli zbliżali się do celu. Teren typowo pustynny - jak zdecydowana większość tej planety. Gdzieniegdzie dało się już wyczuć pojedyncze jednostki, zamieszkujące jakieś prymitywne budowle. Co to ma być, zaginiona część Vegety? Zresztą co za różnica, za chwilę już tego nie będzie. Wreszcie znalazł się nad miejscem zamieszkania blisko 30 Saiyan. Uśmiechnął się złowrogo i wylądował w samym środku osady.

- Halooo, macie gościa! Nie wyjdziecie się przywitać? - zawołał.

Z chat zaczęły wyłaniać się głowy mieszkańców. Jedni patrzyli zaciekawieni, inni przerażeni. Chłopak z akademii nie wyglądał już jak typowy Saiyan. Oczy, oraz charakterystyczne wzory na twarzy temu przeczyły. Czy Ci tutaj zdają sobie sprawę z kim mają do czynienia? Szczerze w to wątpił.

- Kim jesteś? Czego tutaj szukasz? - spytał brodaty mężczyzna, prawdopodobnie przywódca wioski

- Jestem jasnowidzem. Ukazała mi się... Wasza śmierć!

Niczym wygłodniałe zwierze rzucił się na ofiarę. Padali jak muchy po jednym ciosie. Nie patrzył kto, dorosły czy dziecko, po kolei posyłał ich na tamten świat. Jak się można domyślić, nie byli w stanie stawić żadnego oporu. Po kilkunastu sekundach było po wszystkim. Uniósł się w górę i zniszczył osadę jednym Ki Blastem. Pora na następną.

Doskonale się bawił siejąc spustoszenie w kolejnych "miasteczkach". Nawet nie irytowało go to, że nie znalazł się ani jeden godny przeciwnik. Na to przyjdzie pora. Teraz miał po prostu ochotę mordować, zabić jak najwięcej Saiyan. Już wkrótce na tej planecie nie będzie żadnego przedstawiciela tej parszywej rasy.

- Co jest, tylko na tyle Was stać!? - ryknął, przedziurawiając jakiegoś grubasa na wylot.

Trafił akurat na wioskę, gdzie poziom wojowników był chyba najwyższy w okolicy. Przynajmniej mógł się z nimi trochę podroczyć, co nie zmienia faktu, że i tak w końcu wszyscy skończyli w kałuży własnej krwi.

- Ja-jak śmiesz? Ty...Ty!

- Zamknij się gnido! - zawołał, rozłupując mu czaszkę o jakiś głaz.

Zacisnął pięści i wyrzucił na zewnątrz spore pokłady mocy. Zdmuchnęło wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów. Niedobitki zostały chwilę potem unicestwione.

I jak? Mam nadzieję, że wiesz co się tutaj dzieje. Jeśli tak, to przyślij tu te dzieciaki żeby mi przerwały! Nikt nie oprze się potędze Króla Tsufuli!
avatar
Xanas
Liczba postów : 575
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Pon Lis 18, 2013 4:08 pm
- Wątpię bym znalazł tutaj jakieś silniejsze ciało od tego jaszczura. Z tego co widziałem to są tutaj same słabe małpy. Jedynym powodem do obaw jest tamten gość co nas tak załatwił. - mruknął Tsuful i gdy hazard wylądował na placu ten przycupnął sobie na jednym z dachów by obserwować jego zabawę z wyższego pułapu.
Małp było tutaj niewiele, raczej to była wioska niż miasteczko i po chwili drug Tsuful zrobił porządek ze wszystkimi którzy tam byli. Nie byli żadnym wyzwaniem dla nich, chociaż Katsu siedzący w ciele Changelinga chciał już tylko zniszczyć ta planetę. On nie zapomniał o ich celu. Najchętniej by wystrzelił potężny strumień energii w jądro ziemi i skończył z tą planetką zanim soc pójdzie nie tak.

- Może po nadamy że zniszczymy te planetę jeśli zaraz nie wyjdą z ukrycia? Skoro tak chcesz się z nimi zabawić, ja bym po prostu rozwalił ją na kawałki. Na pewno mają tu jakieś radia czy inne przekaźniki.
avatar
April
Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Pon Lis 18, 2013 8:53 pm
Była zaskoczona, tak szybko opuścić Ziemię, tą planetę, do której zdążyła się już tak przyzwyczaić. To nie było zbyt łatwe, wrócić na Vegetę, wspomnienia wracały. Nie chciała, chyba jednak nie chciała. Przypomniała sobie brata, który nigdy jej nie oszczędzał, który był wprost tyranem. To było dziwne, ale chciała udać się do swojego rodzinnego domu, nie sądziła, że kogoś tam zastanie, chyba że schorowanego ojca. Musiała schować swoje KI, Hikaru tak kazał, a ona wiedziała, że w takiej sytuacji nie ma przelewek, miał rację i trzeba było go słuchać, to było odpowiednie. Również chciała mu podziękować za krótką gościnę, ale postanowiła to zrobić po tym wszystkim. Słowa Kuro ją nie przekonywały, nie będzie dobrze. To powrót, to grzebanie w tym co było. Nikt tego nie lubi, wręcz to nawet nie było przyjemne. Chciała coś z tym zrobić, ale sama nie wiedziała co. Posłusznie złapała swojego nauczyciela, chociaż w sumie nie wiedziała, czy może go tak nazwać. Wydawało jej się, że wyparł się jej po tej całej sytuacji z Red'em, właśnie, ciekawe co u niego słychać. Na pewno jak się spotkają będą mieli dużo do pogadania i do opowiedzenia, na samą myśl o tym, dziewczyna się uśmiechnęła.
Zamknęła oczy, domyślała się, że Hikaru zaraz zastosuje jakaś technikę, która ich przeniesie w to miejsce. W To, to znaczy jakie? Nieprzyjemne ciarki przejechały przez jej ciało. Czyżby już była? Pamiętała, że pogoda na Veget'cie była inna, bała się otworzyć oczy. Co gorsze pierwsze co jej się rzuciła to energia! Ciemna! Wręcz czarna, wypełniona złem... cała się zatrzęsła ze strachu, a nogi niemal się ugięły pod nią. Plusem tego, że jeszcze niedawno nie wyczuwała cudzej KI, było właśnie to, co w tej chwili czuła. Nie mogła się powstrzymać, jej źrenice szeroko się rozszerzyły. Złapała mocno Kuro za rękę, aby się uspokoić. Czuła drgania na całym ciele.

- Co to... - była w stanie tylko wyszeptać oczekując natychmiastowej odpowiedzi. Nie wiedziała, co ma ze sobą począć. Uczucie bezradności, jakie ją otoczyło było straszne. – Co to do cholery jest?

Mocniej ścisnęła rękę czarnowłosego jakby chciała, aby strach, który ją owładną uciekł teraz, natychmiast. W tym momencie pomyślała o wszystkich, na których jej zależy. Rei, June, Red, no i oczywiście Kuro. Czy ten przeciwnik był tak silniejszy? Braska również był silny, ale wtedy nie czuła jego mocy, nie umiała, więc zagrożenie automatycznie nie wydawało jej się takie ogromne. Zresztą im również się nie udawało z demonem, skąd może wiedzieć, że teraz będzie inaczej.

- Dacie sobie radę, po to tutaj przybyliśmy? Tak bardzo się boję, ale nie mogę. Muszę wierzyć, że będzie dobrze, bo będzie. Ta energia jest taka zła, że aż mnie przechodzą po plecach ciarki. – rozluźniła swój ucisk, miała dziwne przeczucie, że zaraz rozpęta się piekło, w które i tak zostanie wmieszana, czy chce, czy też nie. – To co robimy?

Nie miała wątpliwości, że chce tam być, przy nim. Wiedziała, że Kuro będzie się sprzeciwiał, ale pomimo strachu chciała być blisko. Czuła, że tak blisko przy nim nie był jeszcze nikt.
avatar
Kuro
Drobik
Drobik
Liczba postów : 1091
Data rejestracji : 29/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:
http://www.db4evwer.com

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Lis 19, 2013 5:24 pm
Gdy pojawili się na Vegecie twarz Kuro zieleniała. Za wszelka cenę starał się utrzymać posiłek w żołądku. Nie mógł przywyknąć do tej techniki.
W przeciwieństwie do towarzyszki młody Saiyan cieszył się z powrotu. Zamknął oczy upajając się podmuchami suchego gorącego wiatru. Na Ziemi było zdecydowanie zbyt zimno jak na jego gust, w końcu wychował się niemalże na pustyni. Czuł się dziwnie spokojny chociaż za chwile miał stoczyć poważną walkę.
Poczuł uścisk, zerknął na April, cała drżała. No tak to pierwsze efekty po opanowaniu Ki-feeling, miał to samo jak Greneez przyleciał na /Ziemię. Podleciał za jej plecami i objął opiekuńczo w pasie.

- Te odczucia są związane z techniką, której nauczyłaś się od Reda. Z czasem nauczysz się czuć nie tylko dobro i zło, nie tylko co dana osoba akurat robi ale też jakie emocje ją ogarniają. Z czasem przywykniesz, też tak miałem za pierwszym razem. Straszna technika, teraz będziesz wiedziała, jak będę coś kombinował na boku hihi.

Pocałował ją w policzek i próbował uspokoić żarcikiem.

- Zresztą w porównaniu z Braską Ci dwaj to plotki, teoretycznie powinna mi starczyć połowa mocy, żebym sobie z nimi poradził. W sumie mam już pomysł ....... a nawet dwa.

Nie użył słowa „zabić”, bo nie zamierzał tego robić, chyba ze to będzie ostateczność. Nie miał zamiaru przechwalać się swoją mocą, chciał tylko uspokoić halfkę. Walka mogła przynieść nieoczekiwane niespodzianki ale póki nie popełni jakiegoś durngo błędu, który ich pogrąży powinien wygrać.
April miała rację, coś trzeba zrobić. Popatrzył na Misticka.

- Chyba powinniśmy zacząć, od tego że April musi napić się Wody. Po chwili milczenie szczerząc zęby w uśmiechu dodał. Czy jest jakiś ułamek procenta szansy, że uratuje Pan mój żałosny ogoniasty małpi tyłek?

Cóż, znał odpowiedź – zimne i kategoryczne NIE okraszone kpiącym uśmiechem ale sam nie wiedzieć czemu lubię Hikaru za to. Lubił się też z nim drażnić.

______________________



avatar
Hikaru
Liczba postów : 900
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Lis 19, 2013 6:30 pm
Pojawili się na Vegecie i od razu można było poczuć zmianę klimatu i grawitacji na sobie. Do tego dochodziły dwie nieprzyjemne aury, ale słabe. Mistica to nie ruszało, ale April jednak się przejęła. Kuro natomiast zbladł od szybkiego transferu, jak zwykle kiedy był przytomny. Minęła może minuta odkąd tu się zjawili, a Hikaru wiedział już o wszystkich rzeczach jakie się działy w promieniu najbliższych kilku ulic. Dźwięki rozpaczy i wrzaski, swąd spalonego ciała, izolacji i dym na niebie oznaczający jakieś wielkie ognisko. W mieście zwykle takich rzeczy się nie widywało, tak więc to musiały być dymy ze zgliszczy budynków. Nie pojawili się  w centrum głównego miasta, tylko w jednej z wielu pomniejszych wiosek. Były to slumsy, choć w trochę innym znaczeniu niż na Ziemi. Nie były tak bardzo zaniedbane, ale mniej zabudowane. W porównaniu z miastem tu panowała nędza, ale wszystko zależy od kąta patrzenia.

Po owej minucie odezwał się Kuro do swojej przyszłej żony, a białowłosy spojrzał na niego przez okulary słoneczne. Westchnął cicho.. nie cierpiał tej czerwieni wszechobecnej.. Miał nadzieję, że długo tu nie zostanie. Chwila następna minęła kiedy jego młody uczeń odezwał się do niego. Hikaru jednak nie odpowiedział na pytanie tylko patrzył na niego lekko z góry, jako że był wyższy. Trochę, ale jednak. Wykorzystując rozkojarzenie chłopaka mistic wsunął mu fiolkę ze świętą wodą do kieszeni spodni.  tak by tamten tego nawet nie zauważył... Białowłosy wojownik mógł robić za najlepszego złodzieja na świecie. No tak, ale miał jeszcze bukłak z wodą pod płaszczem. Trzeba było ją także oddać, jemu się nie przyda. Wyjął w takim razie spod płaszcza jeszcze bukłak i rzucił dziewczynie.
-Róbcie teraz co chcecie. Podejrzewam, że powinieneś teraz posprzątać bo jakieś śmieci na planecie Ci się wylęgły. Nic więcej nie mówił, ale swoim jestestwem wskazywał na to, że nie interesuje go ta walka. To nie była jego sprawa. Nic co działo się na tej planecie nie było jego sprawą. Chciał po prostu stąd jak najszybciej odejść i nie wracać. Najchętniej rozwaliłby tą cholerną skałę w drobny mak.
avatar
Kuro
Drobik
Drobik
Liczba postów : 1091
Data rejestracji : 29/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:
http://www.db4evwer.com

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Lis 19, 2013 7:39 pm
Nie rzucim grzędy skąd nasz chów

Wyszczerzył się jeszcze bardziej pod wpływem spojrzenia Hikaru. Dobrze przewidział jego reakcję. Skończył się czas na żarty, trzeba było zabrać się do działania. Poczuł, coś w kieszeni, a to tylko dlatego, że fiolka uderzyła o znajdującą się tam senzu. Niemożliwe Hikaru po cichu dbał o niego nadal. Nim odlecieli otrzymał zastrzyk regenerujący, już trzeci w ciągu ostatniej doby, a teraz święta woda. Zastanawiał się, czym sobie na to zasłużył.
Inny fakt też go poważnie zastanawiał, dlaczego Tsuful o tak niskim poziomie robi co chce a wojsko nie reaguje. Jego samego aresztowało 6 strażników o poziomach mocy powyżej 20 000 i do tego na pewno byli Sauper Saiyanami. Armia nie kiwnęła palcem, trenerzy prawie też nie. Co tu się do cholery dzieje. Dosłownie pozwalali Tsufulowi szaleć ile wlezie.

- April napij się tego. To Święta Woda, jeden łyk wystarczy, a Tsuful nie będzie w stanie opanować Twojego ciała. Jest też lekarstwem i może wygnać tego pasożyta z organizmu. Najpierw udaj się w tamtym kierunku do Akademii i postarać się poda ją ilu wojownikom się da. Potem i poleć tam na południe, jest tam 2 hafów i jeden Saiyan, oni już walczyli z Tsufulem i przyda im się ta woda. Postaraj się coś zostawić na dnie na tą dwójkę i potem przyleć do mnie okej. Ja nie potrzebuję, już piłem. Wiem, że dasz radę. W razie potrzeby masz jeszcze ten nóż.


Odwiązał od szarfy nóż z diamentowym ostrzem, który zrobił dla niego Mistick i podał dziewczynie. Specjalnie obmyślił dla niej to zadanie. Wiedział, że z Taką siłą niewiele się przyda ale wiedział też, ze dziewczyna nie lubi czuć się bezużyteczna. Cieszył się, ze w tym mu pomoże. Była wrażliwa i pochylała się nad losem innych, to zadanie w sam raz dla niej. Na koniec popatrzył jej głęboko w oczy i pocałował na pożegnanie. Dłuższą chwilę rozkoszował się jej słodkim smakiem ust. Chociaż dziwnie się czuł całując ją na oczach Hikaru

Odlatując pomachał jej na pożegnanie.

- Pospiesz się, czekam na Ciebie Very Happy

Leciał prosto do dwóch Tsufuli, nie ukrywał mocy, opracował pewien plan.
Na przeciw Hazarda wylądował Saiyan z bródką uśmiechając się lekko. Kuro nie mógł dać znać po sobie jak bardzo rwie go serce na widok martwych ciał i wsiąkającej w ziemię krwi. Machnął ogonem nie ukrywając, że jest Saipanem a potem oplótł go wokół pasa.

- Love and Piece panowie. Jesteś Tsufulem nie mylę się? Mam pewną propozycję do Ciebie. Internuje Cię współpraca? Chciałbym zaoferować skromnego mnie.

Kuro przemienił się w srebrnowłosego Super Saiyana.

- To tylko jakieś 40% moich możliwości. Zainteresowany?

Kuro był tak nasączony świętą wodą, że Tsuful nie mógłby opanować jego ciała. Liczył, że zapanuje nad sytuacją, gdy ten skuszony potęgo przybysza opuści ciało młodszego Saiayana.

OOC: April lecisz Na plac przed akademia i dajesz Saroyanom wodę, jak chcesz możesz zahaczyć o Vufi a potem lecisz do reszty. A jak nie masz czasu tyle pisać to leć od razu do reszty ale w psocie dopisz, ze byłaś przed Akademia, krew, trupy bla bla bla i dałaś napić się wody.
Nóż z diamentowym ostrzem dla ciebie.

______________________



avatar
Hazard
Liczba postów : 863
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Lis 19, 2013 8:55 pm
Katsu kontynuował rzeź niewiniątek. Sprawiało mu to niesamowitą radość. Jaszczur znajdował się nieopodal, obserwując jego poczynania. Nie wtrącał się, może tak słaby przeciwnik go nie obchodzi. Lecz teraz nie chodziło o godnego przeciwnika, na to przyjdzie czas. Liczyło się tylko zmniejszenie populacji tych zasranych Saiyan. To, że ogoniasty nie ingerował, było Królowi na rękę. Więcej przyjemności dla niego.

- Nie ma takiej potrzeby - odrzekł na jego słowa - na pewno się tu zjawią. Są tacy przewidywalni....

Właśnie chwycił dwójkę za karki i zderzył ze sobą ich głowy, gdy wyczuł coś interesującego. Odrzucił truchła by bardziej skoncentrować się na tym zjawisku. Całkiem niedaleko od ich obecnego położenia pojawiła się trójka nowych. Praktycznie zmaterializowali się znikąd, lecz Katsu znał przynajmniej jeden sposób by przemieszczać się nawet w obrębie planet. Być może teraz chodziło właśnie o tę sztuczkę. Stał przez chwilę z zamkniętymi oczyma, "przyglądając' się przybyszom. Po krótkiej chwili jedno z nich oddzieliło się od grupy, kierując się w stronę Akademii. O co może chodzić? Po głowie przeszła mu myśl, by lecieć za tą Ki i się tego dowiedzieć. I pewnie by to zrobił, gdyby nie fakt, że kolejny gość zaczął lecieć w ich stronę. Nie było wątpliwości, wiedział że ktoś tu jest, co oznaczało znajomość techniki Ki Feeling. Odwrócił się w stronę Xanas'a.

- Zaraz będziemy mieli towarzystwo - zakomunikował - ktoś o całkiem pokaźnym poziomie mocy.

Przeszedł się po zgliszczach. Nagle usłyszał jakieś jęki. Udał się w tym kierunku i zdumiony dostrzegł czołgającego się Saiyan'a. Jaki cudem jeszcze żył? Zbliżył się, chwycił go za ubranie i podniósł na wysokość swojej twarzy.

- Chyba byłem nieuważny. Wybacz, że Cię przeoczyłem, już to naprawiam.

Rozległo się nieprzyjemne chrupnięcie, gdy skręcił mu kark. W tym samym momencie, nieznajomy przybysz wylądował tuż przed nim. Tsuful odrzucił na bok martwe ciało małpy i spojrzał na niego uważnie. Bez wątpienia był Saiyan'em, wystarczyło spojrzeć na ogon, który po chwili oplótł wokół pasa. Symbol tej rasy, którego Katsu, kontrolujący ciało ogoniastego, już nie posiadał. A gdy przyjrzał nieco dłużej jego twarzy, na ustach Króla zagościł uśmiech.

Roześmiał się głośno. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Gdyby tylko ten bachor Hazard widział kto zjawił się na Vegecie.... Kuro we własnej osobie, ktoś, kogo tak bardzo chciał odnaleźć, porozmawiać. Jeden z niewielu pozostałych przy życiu członków jego rodziny.

- Chyba każdego bym się tutaj spodziewał, tylko nie Ciebie! - zaśmiał się.    

Naturalnie, nie rozpoznał go od razu, chłopak nieco się zmienił. Haz dysponował jedynie jego zdjęciem, lecz na nim Kuro wyglądał nieco młodziej i nie miał charakterystycznej bródki. A gdy po chwili przemienił się w Super Saiyan'a, a jego włosy przybrały srebrny kolor - nie miał już żadnych wątpliwości, to był on.

- Że też odważyłeś się tu wrócić, jesteś równie nieproszony na tej planecie jak ja - kontynuował - 40% możliwości powiadasz? Wygląda na to, że w końcu trafił mi się przeciwnik na poziomie.

Jego moc robiła wrażenia. W tej chwili był silniejszy, ale Katsu zachowywał spokój. Nadal pozostały mu dość głębokie rezerwy. A jeśli coś pójdzie nie po jego myśli? Cóż, nadal pozostaje kilka opcji dzięki którym będzie mógł zrealizować swój plan.

- Twoi towarzysze, ta pozostała dwójka.... Po co jedno z nich leci w stronę Akademii?
avatar
April
Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Lis 19, 2013 10:31 pm
To uczucie, kiedy mężczyzna, na którym Ci zależy obejmuje Cię, aby pokazać, że nie musisz się niczego bać. Kiedy jego ogromne umięśnione ramiona zagarniają Cię do siebie, to uczucie bezpieczeństwa, które pojawia się wraz z ciepłem jego skóry. Chciała tak pozostać na zawsze, nigdy jeszcze nie miała takiego uczucia. Jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości, wszystko co się działo nie miało się ku dobremu. Słuchała uważnie Kuro i kiwnęła głową. Wzięła wodę i wzięła jeden, mały łyk. Musiało pozostać jeszcze dla pozostałych. Znowu przed oczami zobaczy swoją starą akademię, nie wiedziała, czy na pewno chce. Cieszyła się, że tym razem nie miała stać i przyglądać się temu wszystkiemu, to było już naprawdę nudne, a tak dostała zadanie.

- Oczywiście, najpierw akademika, potem ta trójka, wykonam wszystko, możesz na mnie liczyć. – uśmiechnęła się starając się trochę uspokoić. Czuła się tutaj nie jak w domu, ale jak obca osoba. Spojrzała na nóż, który dostała, był niesamowitą bronią, nie dość, że praktyczną, to na dodatek bardzo piękną. Wyszczerzyła się i rzuciła mu się w ramiona w ramach podziękowań. – Jest cudowny, dziękuję!

Nie musiała długo czekać, jak ją pocałował... dziwnie się czuła z tym, że jest obok Hikaru, ale w tej właśnie chwili w ogóle nawet o tym nie pomyślała. Ustami parującymi głodem z precyzją w każdy Jego nerw wplatała kolejne iskry pożądania. Językiem coraz śmielej rozchylała Jego wargi. Czuła, jak ogarnia Go błogość. Uśmiechał się i widziała bezgraniczne zaufanie i oddanie. Niestety to już był czas na nią, wzięła nóż oraz wodę i odleciała przy okazji minimalizując swoją energię jak najbardziej się da.

zt-->Plac przed akademią
avatar
Gość
Gość

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 12:50 am
_____ Nagle jakiś otoczony ogniem pocisk wielkości dorosłej osoby uderzył w podłoże tuż obok zarażonego tsufulem saiyana. Duży huk zatrząsł delikatnie ziemią, uniosły się tumany kurzu zasłaniając całą sylwetkę Katsu oraz kawałek terenu wokół. Unosił się przez chwilę, a gdy opadł wraz z drobnymi kamyczkami ukazał zakapturzoną postać w długim, brązowym płaszczu. Miała zakrytą twarz, wystawały tylko gdzie-niegdzie rude kosmyki włosów. Za chwilę postać drgnęła, wysunęła dłoń i nią zsunęła kaptur ukazując swoje oblicze. Ta, to June, którą bardzo dobrze zna Kuro lecz... coś było w niej obcego.

Bił od niej smutek i zmarnowanie. Przygaszone oczy nie wyrażały w ogóle chęci do życia, były wręcz martwe oraz dziwnie nieobecne. June wiedząc kto przed nią stoi przestała walczyć. Liczyła teraz na to, że ten ją szybko uśmierci nim zrobi komuś niewinnemu krzywdę, a tsuful siedzący w niej dostanie zasłużoną nauczkę i wyjdzie z jej ciała, albo po prostu zdechnie w męczarniach.
____ - Odejdź. Tamci na pewno coś knują, musisz być w formie gdy się pojawią. Ja go zajmę. - mruknęła do tsufulastego kolegi rudowłosa po czym zrobiła kilka kroków w stronę Kuro. Uniosła powoli dłoń, a następnie wystawiła palec tworząc na jego czubku różowy promień, którego jeszcze nie wystrzeliła. - Rusz się, a skończysz jako czekoladowy baton. - zerwała z siebie płaszcz agresywnym ruchem rzucając go gdzieś obok. Na jej twarz wpełzł szeroki, szyderczy śmiech szaleńca. Oczy nieco odżyły, wokół nich pojawiła się lekka, czarna otoczka charakterystyczna 'opętaniu' przez Tsufula.

Co się stało, że June nagle zmieniła się nie do poznania?
Wystarczy wrócić na chwilę myślami do planety handlowej - Konack. Gdy miała już wylatywać poczuła tutaj obecność znajomych energii na pewnej planecie. Był to Kuro, April oraz Hikaru, którego wyczuwała najwyraźniej. Byli wyczuwalni przez tą chwilę gdy Mistic teleportował się wraz z nimi. To był sygnał dla pasożyta siedzącego w jej wnętrzu, że trzeba działać dlatego przebudził się i nie patyczkując się z demonicą przejął jej ciało. Wystarczyło tylko wpisać odpowiednie koordynaty i wystartować gotowym statkiem. To właśnie na to czekał cwany tsuful.
Nie obyło się bez komplikacji gdy dziewczyna wylądowała na Vegecie. Na początku nie dawała sobie w kaszę dmuchać, starała się walczyć z tsufulem, wyrzucić go z siebie wszelkimi możliwymi sposobami, ale nawet przechadzanie się we własnym ciele nie przyniosło skutku. Siedział twardo w jej wewnętrznym świecie nie chcąc wyjść. Trochę to trwało, ale w końcu uspokoił rozbudzoną demonicę.
Potem było już bardzo łatwo. Wystarczyło przez dziesięć minut stać spokojnie i obserwować mentalnie okolicę dzięki wyczuwaniu KI. Za niedługo o swojej obecności poinformował ją Kuro chwaląc się swoją mocą przed Katsu i... tak się tu znalazła.
avatar
Xanas
Liczba postów : 575
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 11:28 am
Frost już chciał się spytać skąd ten wie że ci się zjawią skoro nie posiadają scouterów, ale wtedy pojawiły się nieproszone osoby. Jedną z nich był Sayianin którego sam Katsu nie poznawał, ale sądząc po słowach Hazarda musiał to być ktoś z jego przeszłości. Nim nikt się nie zainteresował, lub po prostu nie zdawali sobie sprawy że jaszczur siedzi na jednym z dachu i pilnie obserwuje sytuację która rozgrywała się na dole.
Nowa małpa nagle rozbłysła złotym ogniem który przypominał aurę taką jaką mieli ci na placu. Mimo wszystko nie było pewne czy to w ogóle ich wzmacnia, czy tylko na pokaz. Ci jednak rozmawiali jakby wiedzieli o swoich poziomach mocy. To było dziwne, a może była jakaś technika pozwalająca na wyczucie siły? Będzie musiał to zgłębić później ponieważ teraz do wioski wparowała kolejna postać.
tej też nie znał ale czuł do niej taką samą wieź jak do drugiego Tsufula więc widać kolejny przybył po znalezieniu sobie ofiary.
Tsuful nie zamierzał na razie się ujawniać. Mimo wszystko Katsu siedzący w ciele Changa szukał dobrego sposobu na pozbycie się wszystkich małp za jednym zamachem. Zamyślił się i rozejrzał po horyzoncie. Może mają tutaj jakiś reaktor który dostarcza energię do wszystkich domów. Gdyby go zniszczył to możliwe że wybuch pochłonąłby wiele tysięcy istnień.
Uśmiechnął się szeroko gdy dojrzał kolejne zabudowania daleko stąd. Spiął mięśnie i wystrzelił w tamtą stronę najszybciej jak sie da. Wyglądało na sporawe miasto, na pewno maja tam jakis reaktor.

z/t- >główny reaktor miasta
avatar
Kuro
Drobik
Drobik
Liczba postów : 1091
Data rejestracji : 29/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:
http://www.db4evwer.com

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 3:15 pm
Cholera, Cholera, CHOLERA. Skąd on to wie. Myśl Kuro myśl.

Zacisnął pięści, był nieco wytrącony z równowagi po słowach Tsufula. Wiedział o nim więcej niż chłopak się spodziewał ale postanowił nie wychodzić z roli.

- Specjalnie pofatygowałem się aż tutaj z Ziemi do Ciebie i to niezależnie od niebezpieczeństw. Tylko Ty możesz mi dać to czego chcę, większą potęgę. W zamian za to oto jestem do Twojej dyspozycji. Będę wierny jak pies. Domyślam się, że nie będziesz długo trzyma przy sobie tego słabego Changelinga. Swoja drogą nie spodziewałem się, ze pozwolisz temu stworzeniu stąpać po swojej planecie. W końcu ja już przekraczam jego moc ponad dwukrotnie.

Zasiał ziarno niepewności i miał nadzieję, że wykiełkuje.

- Jak już tu jestem chciałem skorzystać z okazji i zabrać kilka szpargałów i po nie leci ta dziewczyna. Ale to moja zdobyć, a ja nie lubię się dzielić. Robię się wtedy bardzo nieprzyjemny. Chyba rozumiesz?


Musiał zaznaczyć, że April jest dla niego ważna ale jednocześnie zachowywał się jak drań pokazując jak bardzo jest zły.  Między wierszami zaznaczy że jeśli coś się jej stanie ich umowa, jego moc i służba Tsufulowi są nieważne. Liczył, że takie oferty nie będzie łatwo Katsu odrzucić. Dobrze, ze Hikaru utrzymywał niski poziom mocy wiec nie wpadał w niczyje zainteresowanie.
Akcja zamieszała się jeszcze bardziej gdy ogromna kula walnęła w sam środek. Kiedy opadł kurz, Kuro rozpoznał June. Poczuł się, jakby ktoś wbił mu sztylet w plecy. Z jednej strony nie dziwił się, że opanował ją Tsuful, z drugiej było mu żal dziewczyny. Teraz zrozumiał dlaczego ogłuszyła Reia, no nie ona ale sterujący nią Tsuful, groziła mu. Nie była dla niego przeciwnikiem, jej ciosy były silne ale były elementy dzięki którym górował nad nią. Mimo to cóż, użycie cukierkowego promienia było wystarczającym argumentem aby jej posłuchał.
Stał i zaczął bawić się aurą, na krótką chwilę podniósł poziom mocy do 70 000 jednostek. Kilka srebrnych iskier przemknęło po jego ciele. Na tą krótką chwilę uformował aurę w paszczę wilka ale nie grożącego, a spokojnego. W końcu wilk to pies, a psy są wierne. Po czym powrócił do wcześniejszego poziomu mocy.


Zresztą nie chciał się popisywać mocą. Mówił swoim poziomem mocy, ze w razie ataku mają małe szanse i kusił Tsufula potęgą. Było ich trzech ale nadal miał przewagę, pojawienie się June skomplikowało znacznie sprawę. Miał przy sobie świętą wodę ale akurat dla niej i Saiyana powinno starczyć. Changowi zafunduje K.O. i poczekają na April. Zwrócił się do Saiyana.

- No tak June dobrze mnie zna, od naszego ostatniego spotkania urosła w siłę ale ja też ją znam. Jest silniejsza od Ciebie, w końcu znudzisz się jej i cię zabije albo porzuci jak zabawkę. Ma taki zwyczaj.
- June skrzywdziłaś i porzuciłaś Reia, który ufał ci najbardziej, a teraz biedak nie żyje. Przez Ciebie.


Miał nadzieję, ze trafi w jej punkt, że gdzieś tam w środku zawalczy z Tsufulem. Mówił jedno ale myślał "No dalej June, nie poddawaj się, pokonasz to ścierwo!" Wiedział, że jego zapewne będzie nienawidzić do końca życia ale Reia kochała i zrobi dla niego wszystko.

- Wredny sukinsym ze mnie no nie? Chętnie bym się zranił, żeby ułatwić Ci sprawę ale cóż nie mogę się ruszyć, bycie najpotężniejszym batonikiem mi nie odpowiada.

Powiedział z uśmiechem do Katsu, starał się grać wrednego. O bogowie dobrze, że April go nie widzi. Nie miał zamiaru walczyć z June, pamiętał co obiecał na Ziemi.
Changeling najwyraźniej znudzony całą akcją zamierzał gdzieś polecieć. Kuro wolał tą trójkę mieć przy sobie. Gdy Xanas przeleciał nieopodal Kuro skoncentrował się i złapał go w pasie telekinezą. Szkoda, że Hikaru nie nauczył go żadnej techniki paraliżującej. Pociągnął Xanasa i grzmotnął nim o June.

- Sorki ale się nie ruszyłem, Już uciekasz od swojego Pana, nieładnie? Boisz się? hehehe

Tym sposobem zamaskował swoje prawdziwe intencje i zwrócił się ponownie do Katsu.

- Porozmawiajmy o sprawach poważnie. Ja potrzebuję Ciebie, a Ty mnie dogadamy się?

OOC:
Telekineza
- Xan i June dla Was po 2055 dmg
- dla mnie - 948 Ki
-Xan mam srebrne włosy na SSJ a nie złote.

______________________



avatar
Hazard
Liczba postów : 863
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 9:00 pm
Pierwsze słowa Kuro rozbawiły Króla. Zupełnie nie spodziewał się takiej formy "obrony". Może Saiyan tego nie wiedział, lecz białowłosy znał technikę Ki Feeling. Zdolność ta nie tylko pozwalała na ocenienie mocy oponenta. Był niemal przekonany, że aura chłopaka emanuje dobrocią, ciężko było doszukać się w niej zła, nienawiści, którą przesączony był chociażby Katsu. Musiał jednak przyznać, że gówniarz go zaintrygował. Postanowił więc pociągnąć dalej ten wątek.

- Cóż, nie będę ukrywał, że spodziewałem się tego typu incydentów. Wy małpy pragniecie mocy ponad wszystko, kwestią czasu była zdrada Waszej rasy i próba przyłączenia się do mnie. To wielka niespodzianka, że zdecydował się na to ktoś o takim poziomie mocy. Masz rację, ten Changeling nie umywa się do Ciebie, ale jest całkiem pomocny. Szkoda że nie widziałeś ilu Twoich krewnych straciło przez niego życie.

Uważnie obserwował Kuro, mając na twarzy lekki uśmieszek. Szukał oznak słabości, zdenerwowania bądź... czegoś innego. Podejrzewał, że jego rozmówca jest na coś takiego przygotowany, ale i tak tego typu droczenie się z nim sprawiało mu frajdę.

- Nie interesują mnie Saiyan'skie kobiety. Podobno to szmaty, puszczają się na prawo i lewo - odparował na wzmiankę o dziewczynie przybyłej tu ze srebrnowłosym.

Z tego co powiedział chłopak wywnioskował, że zależy mu na niej. Ciekawe jak zareaguje na te słowa? To robiło się coraz ciekawsze. Nagle usłyszał jakiś świst i wyczuł czyjąś moc. Ta aura miała charakterystyczną, złowrogą aurę. Wiedział, że na Ziemi przejął kontrolę nad kilkoma osobami, lecz nie spodziewał się, że któreś z nich się tu jeszcze zjawi. Tym bardziej że ta jednostka wyglądała na silną. Nie mógł narzekać z tego powodu.

Okazało się, że pod kontrolą Tsufula znajduje się rudowłosa dziewczyna. Niemal natychmiast podeszła do Kuro, grożąc zamienieniem go w batona. Uprzednio zakomunikowała białowłosemu, iż zajmie się Kuro. Król tylko zaśmiał się cicho.

- Spokojnie słoneczko, opuść rękę - rzekł, a demonica posłusznie wykonała rozkaz - to miło, że tak się o mnie troszczysz, ale nie ma takiej potrzeby. Ten oto Saiyan zamierza wstąpić w Nasze szeregi. Znasz go prawda?

Chłopak dopiero co sam się do tego przyznał. Z pewnością spotkali się na Ziemi, lecz jakie stosunki ich łączą? Właśnie wpadł mu do głowy ciekawy pomysł.... Musiał mocno się kontrolować by nie wybuchnąć śmiechem gdy usłyszał o rzekomym "buncie" June. Zarówno ona jak i Jaszczur są na wszystkie jego rozkazy. Bez wahania oddadzą za niego życie. Wszystko przez pasożyta grasującego w ich organizmie. A właśnie Changeling. Jako że posiadał komórki Katsu, Król miał wgląd w jego świadomość. Dobrze wiedział co ogoniasty planuje, Bardzo mu się ten pomysł spodobał i sprzeciw Kuro był mu nie na rękę.

- Telekineza - rzekł gdy dwójka jego podwładnych zderzyła się z sobą - bardzo przydatna technika nieprawdaż? Ale czy znasz jej inne zastosowanie? Jeśli nie, to pozwól że Ci zaprezentuje.

Skupił się na Ki Saiyan'a, po czym sparaliżował jego ruchy. Musiał przyznać, że sprawiło mu to nieco problemów, jego energia była ogromna i trudna go okiełznania. Nie da rady zatrzymać go na długo.

- Pośpiesz się i leć - syknął do Frost'a.

Gdy Jaszczur był już wystarczająco daleko, przerwał technikę. I tak byłby w stanie utrzymać ją jedynie kilka sekund dłużej. Teraz czas na co innego. Pora wprowadzić w życie pomysł, na który wpadł przed paroma minutami. To będzie mały eksperyment.

- Mówisz, że chcesz się do mnie przyłączyć, obiecujesz lojalność i przywiązanie. To duże słowa, lecz jak będzie w praktyce? Chce to zobaczyć na własne oczy. Podejdź tu - ostatnie dwa słowa skierował do rudowłosej.

Gdy June podeszła bliżej, odszedł nieco na bok. Stał teraz pomiędzy nimi, wyglądając jak sędzia w ich pojedynku. Przeniósł swój wzrok z powrotem na Kuro.

- Uderz ją. Nie ma to być głaskanie, zaatakuj by sprawić jej ból, by pozbawić jej przytomności. Skoro jesteś tak zdecydowany by przejść na moją stronę, nie powinno to być dla Ciebie problemem prawda?

OCC:
Kuro - paraliż do momentu oddalenia się Xana. Minus 2055 Ki.
Xan - droga wolna.


Ostatnio zmieniony przez Katsu dnia Sro Lis 20, 2013 11:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Gość
Gość

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 10:14 pm
"June skrzywdziłaś i porzuciłaś Reia, który ufał ci najbardziej, a teraz biedak nie żyje. Przez Ciebie."

Te słowa niczym echo powtarzały się w głowie June, która siedziała gdzieś w ciemnym kącie swojego umysłu. Do tej pory rozważała to, czy aby nie przejąć swojego ciała z powrotem, ale po tak uderzających słowach zupełnie się poddała. Przy życiu utrzymywało ją to, że jeszcze może kiedyś spotkać się z Reito, ale teraz... teraz jej świat się zawalił, straciła sens bytu. Zasługiwała jedynie na śmierć za swój czyn, bo to z jej winy zginął Rei, osoba, którą... Kochała? Więc tym tak na prawdę jest Miłość? Jeśli by tylko miała taką możliwość to by mu to wykrzyczała, ale...
Demonica skuliła się jeszcze bardziej chowając twarz. Za chwilę w pustce rozbrzmiał odgłos szlochania, który po pewnym czasie zamienił się w rozpaczliwy ryk.
___ - Nie, nie... nie... REITO! - wrzasnęła przez łzy uderzając gniewnie pięściami w marmurowe podłoże. Była tak zrozpaczona, że nie wyczuła energii Reito na tej planecie.


Tymczasem na zewnątrz nie działo się zupełnie nic. Szyderczy uśmiech nie schodził z oblicza zainfekowanej demonicy, ba - nawet się zaśmiała na cały dialog Kuro. Była gotowa wystrzelić promień by unieruchomić swojego przeciwnika chociaż na jedną turę, lecz nagle odezwał się Katsu, rozkazując jej by opuściła rękę. Zrobiła to, ale bardzo niechętnie prychając krótko i odwracając głowę na bok z niezadowolonym wyrazem na twarzy. Milczała przez chwilę, ale gdy tylko usłyszała o tym, że Kuro chce wstąpić w ich szeregi nie chciała milczeć. Dla niej liczyło się bezpieczeństwo króla i była w stanie oddać za to swoje życie, ale lepiej nie dopuścić do takiej sytuacji. Katsu robi błąd! Zagłębiając się we wspomnienia June, Tsuful wiedział wiele o tym osobniku.
___ -  Jest zbyt dobry, robi Cię w konia, Katsu! Szuka sposobu by Cię podejść! To tylko strata czasu, na co czekasz?! Lepiej zarazić tamtych i mieć po swojej stronie! - krzyknęła, lecz zaraz zmieniła ton, uspokajając się. Nie zaprzestała jednak prób zmiany zachowania 'Króla' - Uważasz, że byłby taki głupi by narażać swoją kobietę na niebezpieczeństwo? To właśnie zrobi gdy przyłączy się do nas. - w tym momencie czymś oberwała. Zauważyła jedynie lecącego w jej stronę Xanas'a, więc odruchowo podstawiła ramię by zasłonić twarz. Odleciała kawałek wywracając się na plecy. Uderzenie nie było silne, ale nie sposób było go nie odczuć. Małpa była groźna, a w dodatku to nie były jego wszystkie możliwości. W sumie jakby nie patrzeć, Katsu też nie wyciągnął asa z rękawa. Może jest jeszcze jakaś szansa? Tylko czy aby 'Król' nie igra z losem takim zachowaniem?
Za chwilę rozkazano jej by wstała, co uczyniła. Podeszła we wskazane miejsce, stając twarzą w twarz z Kuro. Zdziwiło ją to, co powiedział Katsu. Przez moment wpatrywała się w niego zdziwionym wyrazem na twarzy, lecz szybko zrozumiała, że i tak Kuro tego nie zrobi. Według wspomnień June, Kuro był tak dobry, że nie uderzy osobnika płci pięknej. Szansa, że to zrobi to jak jeden do stu dlatego wyprostowała się po czym z poważnym wyrazem na twarzy spojrzała na saiyańskiego wojownika. Oczekiwała reakcji.


OOC
HP: 18945
avatar
Xanas
Liczba postów : 575
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sro Lis 20, 2013 10:25 pm
Frost grzmotnął ciałem w kobietę, która pojawiła się niedawno i leżał przez moment na glebie. Zaklął szpetnie i podniósł się z ziemi wycierając krew cieknącą mu z twarzy. Już wiedział jaką mocą dysponuje ten gość i nie był to poziom któremu to ciało mogło sprostać.
Musiał to pozostawić głównemu Katsu i nowej. On musiał poszukać lepszego ciała, ale tego tutaj nawet nie zadrapie, a to ze sam się oferował świadczyło że coś kombinuje. Ta postać zupełnie mu nie odpowiadała.
Nie obchodziło go też to, o czym ta małpa mówiła do June, która pewnie i tak go nie słyszała. W sumie miał to gdzieś, chciał teraz tylko zabić jak najwięcej małp, wyrznąć ich co do ostatniego. Katsu siedzący w ciele małpy powinien mieć dość siły by się z nim pobawić.
- Nie mam czasu i ochoty się z tobą bawić. Baw się z nimi, mnie z równowagi nie wyrwiesz. - Warknął Chang do Kuro.
Jak dla niego ta małpa strugała głupa chcąc się do nich przyłączyć. Jeśli tak było to nie rzuciłby nim w dziewczynę i król nie byłby zmuszony spróbować go paraliżować.  Sam mu jeszcze poprawił czerwonym promieniem z oczu żeby znów nie stracił go z powietrza.
Następnie wystrzelił w górę i odleciał z tego miejsca. Mimo wszystko kątem oka obserwował poczynania Kuro póki nie zniknął im z oczu.

OCC:
Eye Beam - Ode mnie też paraliż na jedną.
Z/t
avatar
Kuro
Drobik
Drobik
Liczba postów : 1091
Data rejestracji : 29/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:
http://www.db4evwer.com

Re: Pomniejsze Wioski

on Czw Lis 21, 2013 3:04 pm
Nie zareagował na zaczepkę o Saiyańskich dziewczynach. Dorósł i zrozumiał, że nie można wyburzać na byle określenie. Za to wyraźnie poczuł, jak jakby niewidzialne kleszcze zaciskały się na jego ciele. Nie mógł wykonać ruchu. Napinał mięśnie i nic. Totalnie nie był w stanie obronić się przed tą techniką. Ten sam numer zastosował Braska. No tak wszystko po to, aby puścić tego Changelinga. Nie rozumiał dlaczego jaszczur też doprawił go tym samym atakiem, po co marnował na to Ki. Na odchodne poczęstował go srebrno- lodowatym spojrzeniem. Dogoni go.

Paraliż powoli mijał. Musiał jakoś kupić sobie czas, żeby odrętwienie przeszło.

- June uważasz, że jestem dobry? Nie wiesz ile w zakamarkach mojego serce kryje się nienawiści, którą uwolnił i na morderców mojego brata. Gdybym był taki dobry to w ten sposób nie rozmawiałbym z Tobą. Ty też kiedyś ciągle powtarzałaś, ze June nigdy nikogo nie chce skrzywdzić.
Co do April jest tutaj, nigdzie jej nie chowam. Nie odgradzam jej od siebie uważając, że w ten sposób będzie bezpieczna. Ale zaczynam powoli tracić cierpliwość. Ta rozmowa jest zbyt jałowa. Chyba zabiorę swoje zabawki i polecę na jakąś inną planetę.


Teraz June była niesamowicie blisko niego. W zasadzie mógłby ją zaatakować swoim wilczym ciosem i wlać do garda na siłę fiolkę ze świętą wodą. Problem w tym, że na razie była wystarczająco silna, aby ja wypluć. Musiał ten plan odłożyć na później.

- Cóż myślałem, że karzesz mi wybić jakąś wioskę, czy coś. No nie powiem, ale ulżyło by mi jakby ja walnął.


Zrobił pauzę. W zasadzie zastanawiał się, czy na prawdę zabiłby jakiegoś Saiayana i nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Wpojono mu ochronę własnej wioski i tych ludzi, nie bardzo go obchodziło, co się stanie z resztą. Patrząc na zmasakrowana ciała, czuł smutek, żal ale jego aura była spokojna. Hikaru wymagał od niego ochrony Ziemi, a on na prawdę nie wiedział, czy byłby w stanie to robić. Nie wiedział, czy byłby w stanie rzucić wszystko i lecieć na planetę, której miast, czy mieszkańców nawet nie widział. Na planetę, która kojarzyła mu się z więzieniem i demonami. Na Vegecie przynajmniej znał większość zakamarków, znał życie ulicy. Myślał i patrzył na June, być może tak, jak nikt wcześniej na nią  nie patrzył. Było to spojrzenie ojca, którego dziecko przewróciło się i rozbiło sobie kolano. To było współczuje, które być może przebijało się przez zbroję zła zrobioną przez Tsufula i szukało tego czegoś, małego i żywego, skąpanego w cieple, małej siostrzyczki.

- Wiem, że się spodziewaliście ale nie zrobię tego, nie uderzę jej. Obiecałem Reiowi i dotrzymam słowa. Widzisz June, on Cię chroni nawet zza grobu. Ale za to chętnie wykończę tego pół inteligenta. Nie grzeszy rozumem, to chyba obraza dla Ciebie ...... Katsu? Po za tym Chang na Vegecie po prostu godzi w Twoją dostojność.

Uruchomił swoją całą moc wzbijając tumany kurzu. Przeszedł na poziom SSJ 2 i pognał za Xanasem.

{Ponieważ Xan nie napisał przy ZT, do jakiego tematu się udaje piszę dalej tutaj}

Tamci zaraz na pewno polecą za nim, przynajmniej June. Będzie miała używanie. W mgnieniu oka dogonił changelinga. Przeszył go zimnym spojrzeniem uśmiechając się szyderczo. Powrócił ponownie do stanu SSJ.

- Twój Pan kazał mi Cię wyeliminować. Teraz ja zajmę Twoje miejsce. Big Bang Attack!!!

OOC:
- SSJ 2 tylko na przelot – 250Ki oraz – 4258Ki za BBA
- Dla Xana BBA na poziomie SSJ – 4482dmg

______________________



avatar
Hazard
Liczba postów : 863
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Czw Lis 21, 2013 10:43 pm
June próbowała odwieźć go od pomysłu zwerbowania w swe szeregi Kuro. Katsu tylko uśmiechnął się pod nosem. Był niemal pewny, że Saiyan blefuje. Po prostu sprawdzał jak daleko posunie się by zdobyć jego zaufanie. Zastanawiało go jednak jaki plan ma nowoprzybyły. Co zamierza, jeśli doszłoby do sytuacji w której próbuje zawładnąć jego umysłem i ciałem? To też skłaniało go by przedłużyć nieco tę zabawę.

- Wybicie calutkiej wioski? Ta przyjemność spotka Cię dopiero, gdy udowodnisz swą lojalność i wierność. A więc jak, posuniesz się do tego by ją uderzyć?

To było całkiem przyjemne, obserwować jak chłopak analizuje sytuację i stara się wybrać najbardziej optymalne rozwiązanie. Te gierki psychologiczne sprawiały mu coraz większą frajdę. Tymczasem Frost oddalił się już znacząco, chociaż nie na tyle by nie byli w stanie go dogonić niż dotrze do miasta. Królowi podobał się jego pomysł zniszczenia centrum, dlatego też przed chwilą umożliwił mu lot. Tylko czy Kuro nie zareaguje? Pozwoli by Chang robił w mieście co mu się żywnie podoba?

Srebrnowłosy Saiyan wybrał dość dyplomatyczne rozwiązanie. Nie uderzy June, bo obiecał to Rei'owi (Katsu już wcześniej przejrzał wspomnienia swojej nowej podwładnej i skojarzył chłopaka, z którym Hazard wykonywał kiedyś misję), lecz zamiast tego wykończy Frost'a. Król raczej się tego spodziewał. Westchnął teatralnie i rzekł:

- Cóż szkoda. Zadanie było proste, tak więc nie zdałeś mojego testu. Mi jego obecność nie przeszkadza, zdzierżę każdego, prócz Was małpy.

Tego ostatniego prawdopodobnie jego rozmówca nie usłyszał, gdyż wystartował w stronę Changa. Jednak siła jaką w czasie tego krótkiego lotu wyzwolił bardzo go zaniepokoiła. Nie blefował, wcześniejsze 40% było prawdą. To co teraz zobaczył to SSJ2. Nie był pewien czy był zdolny pokonać srebrnowłosego, nawet wykorzystując maksimum możliwości. Jeśli jest tak jak myśli i Kuro przyleciał tu by wyeliminować pasożyta... mogą być kłopoty. Stał obok June i zastanawiał się co zrobić, gdy nagle wyczuł bardzo silny impuls energii, kilkadziesiąt kilometrów stąd.

- Co znowu? - pomyślał - jaki cudem taka moc wzięła się praktycznie znikąd? Nie podoba mi się to....

Kilka sekund zajęło mu dojście do tego, kto za tym stoi. Gdy w końcu to sobie uzmysłowił, zaśmiał się cicho, a po chwili wybuchnął triumfalnym śmiechem. Znalazł ich! To ta trójka z placu! Na pewno była tam ta smarkula. Co do pozostałej dwójki to miał dziwne odczucie. Niby tam byli, niby wyczuwał ich aury, ale... jakby były ze sobą sparowane. O co może chodzić? Koniecznie musi to sprawdzić! I w końcu pozbędzie się ich raz na zawsze!

Kuro dogonił już Xana i zaatakował go. Tak jak myślał Katsu, chłopak nie pozwolił Jaszczurowi dotrzeć do miasta. Odwrócił głowę w stronę rudowłosej.

- Zajmij się nim.

Po czym odpalił fioletową aurę i odleciał, kierując się jak najszybciej w stronę nowej mocy. Polecenie dla June było proste - Zabić. Wątpił czy dziewczyna jest w stanie tego dokonać, ale w najlepszym razie osłabi jego przyszłego oponenta. Zajmie się tą trójką, wróci tutaj i wykończy Kuro.

Z/T --> http://dbng.forumpl.net/t86-pole-bitewne
avatar
Gość
Gość

Re: Pomniejsze Wioski

on Pią Lis 22, 2013 8:44 am
_____Na słowa Kuro demonica tylko splunęła na bok mówiąc niemal przez zęby:
___-  Goń się, wiem swoje. - zmrużyła oczy. Dotarło do niej, że Katsu nie jest taki głupi i na pewno wyniuchał, że ten saiyan blefuje. Z resztą chciał zniszczyć tą rasę, a nie jeszcze spoufalać się z jednostkami! Jak sprzątać, to tak by nie zostawić po sobie żadnego paprocha. W dodatku czuła, że energia jej rośnie, a to za sprawą niknącej nadziei June w środku jej duszy. Im bardziej jej nie chciało się żyć tym bardziej Tsuful rósł na sile.
___ - "Gdy był na Ziemii jego poziom mocy był ciut większy od mojego aktualnego. Najwyraźniej dostał kopa w siłę." - pomyślała uważnie się przyglądając się uważnie chłopakowi. Ukrywał swoją prawdziwą moc, to było pewne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Kuro nie pokazał jeszcze wszystkiego. Tsuful może jeszcze wykorzystać swój potencjał, ale ta demonica miała jakąś blokadę. Musi ją zdołować jeszcze bardziej.
Szczęściem było to, że saiyan się grzebał i grał na czas. Zdobywał go nie tylko dla siebie, ale i też dla reszty towarzystwa co było bardzo korzystne. Mogli planować i wyczekiwać wyczekiwanego, czyli reakcji tamtej trójki z placu. Na pewno coś knuli w ukryciu, saiyan jest zbyt dumny by od tak uciec od walki przegrywając walkowerem o czym się przekonali później.
Szeroki, szatański uśmiech wpełzł na usta rudowłosej. Tak jak sądziła, nie uderzy jej. Tutaj znowu pokazał swoją dobroć na dwa sposoby. Nie uderzył kobiety oraz starał się dotrzymać słowa danego przyjacielowi. Gdyby stał po stronie zła miałby w poważaniu takie drobnostki. Wpadł.
Wtem, Kuro postanowił, że wyeliminuje Frost'a. Demonica niemal natychmiast zgięła nogi w kolanach i wyskoczyła w powietrze otaczając się ognistą aurą. Jeszcze przed odlotem usłyszała słowa Katsu, by się zajęła saiyanem. Da z siebie wszystko, bo wie, że ten jest od niej silniejszy mimo, że nie ma z nim najmniejszych szans na wygraną. W końcu to nie jest ciało tsufula, tylko jakiejś demonicy z Ziemii, która pokrzyżowała jego wcześniejsze plany. To jest swego rodzaju zemsta, uszkodzi jej ciało tak, że nie będzie w stanie wyzdrowieć przez dłuższy czas, albo nawet zginie. Bardziej liczył na to drugie. W grę wchodziło nawet kamikadze. W końcu, czego się nie robi dla władcy? Katsu tutaj rozdawał karty, reszta musiała słuchać i być wierna. Przecież stawką jest czystość duszy oraz zmycie z siebie upokorzenia jakie zafundowali im saiyanie!
Przez moment dziewczyna uaktywniła swoją ukrytą moc, jej ciało zajęło się ogniem, ale tylko po to by przyspieszyć i zdążyć nim fala uderzy w changelinga, który chciał odlecieć. Stanęła na kursie kolizyjnym z atakiem małpy po czym zasłoniła łokciami twarz, a kolanami brzuch łagodząc tym samym trochę obrażenia. Fakt, tsuful chciał uszkodzić, ciało, ale jeszcze trochę się mu przyda, więc tak łatwo się nie da zjechać.
Oberwała. Gdy fala w nią uderzyła ból był mocny, ale krótki. Tumany kurzu unosiły się w powietrzu przez chwilę nie pokazując czy atak doszedł do skutku takiego do jakiego miał dojść. Gdy w końcu opadł ukazał nieco poturbowaną i poszarpaną dziewczynę. Poparzenia, krwawiący noc i sporo zadrapań, a do tego ten wzbudzający strach uśmiech. Zranił ją!
___ - Rób swoje. - powiedziała do changelinka. Pokazała ząbki, po czym zwinnym ruchem palca wystrzeliła różowy promień prosto w Kuro chcąc zamienić go w misiowego żelka.

OOC
Biorę atak na siebie -4482 HP.

Zamiana w cukierka na 3 tury -500 KI
HP: 18945-4482=14463
KI: 13500-500=13000

Ucieczka Xana skuteczna.
avatar
Kuro
Drobik
Drobik
Liczba postów : 1091
Data rejestracji : 29/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:
http://www.db4evwer.com

Re: Pomniejsze Wioski

on Pią Lis 22, 2013 4:21 pm
Szlag, jakim cudem June znalazła się w zasięgu ataku, przecież nie powinna. Była za wolna. Zajebiscie, za to Reito będzie na pewno nawiedzał i to do końca życia.

Był zły na siebie, za to, co się stało ale zastanawiał się jakim sposobem. Czy Tsufule potrafią naginać czasoprzestrzeń, albo używają takiej techniki jak Hikaru. Zreflektował się i zdążył zrobić unik przed cukierkowym promieniem. June trafiła tylko w pozostawiony przez niego widmowy fantom po zanzokenie. Jak dobrze, że wymykał się po nocach z Akdemii i uczył tej techniki. Przez pogawentkę z Katsu miał czas na obmyślenie awaryjnego planu na unikniecie techniki, które najbardziej się obawiał. Spokojnie uniknął ataku i podwyższając moc do maksymalnego poziomu poleciał dalej.
To było oczywiste, że dziewczyna  poleci za nim. Będą się tak bawić w ciuciubabkę, aż ona się zmęczy. Z drugiej strony to straszne, jak ogromną władzę miał nad nią Tsuful. Walka była z góry przegrana i mogła czekać ją śmierć. Katsu grał na czas, wiedząc, że Kuro bedzie unikał jej tak długo aż  ona padnie, czyli wystarczająco długo. Między saiyanem, a demonicą wydarzyło się wiele dobrego i wiele złego ale on obiecał jej, że zawsze może na niego liczyć  i teraz też spróbuje jej pomóc.
Na szczęście, w przeciwieństwie do niego April radziła sobie wyśmienicie, zuch dziewczyna. Był z niej dumny. Doleciała już do tej trójki. To dobrze. Jednak Katsu tez się tam zbliżał. Cholera, wiedział ile halfka znaczy dla Saiyana i na pewno to wykorzysta. Mógł jej tylko wysłać wiadomość. Przez chwilę zastanawiał się, czy tam nie lecieć ale eksplozja, którą zobaczył zmusiła go do zmiany kierunku lotu. Nie było wyboru, bo inaczej zginą wszyscy Saiyanie. Ta część Vegety była bardzo ważna i o ile mieszkańcy nie zginą od wybuchu o tyle reszta populacji poumiera z głodu. Dobrze, że April zdążyła opuścić Centralne miasto. Changeling mógłby zrobić tam istna pożogę. Ale zaraz, znał tą Ki. Cholera jasna to było niemożliwe! Ten sukinsyn żył, niesamowite, przecież Red go zżarł. Niesamowicie ucieszył się z obecności kompana. Jego obecność ułatwi znacznie sprawę z June, dobrze, że ma w kieszeni fiolkę ze Świętą Wodą. Musiał się z nim szybko skontaktować. Teraz nabrał więcej pewności siebie i leciał prosto w kierunku Północnego Miasta. Zabije gada!!!!

ZT - do Xana
OOC:
- Saty na SSJ 2
- Unik dzięki zanzokenowi - 250 Ki za SSJ 2 - 100 Ki za Zanzoken

______________________



avatar
Gość
Gość

Re: Pomniejsze Wioski

on Pią Lis 22, 2013 7:03 pm
_____Przez chwilę demonica myślała, że trafiła gada lecz po chwili obraz saiyana zaczął się rozmywać, a promień przeleciał przez niego na wylot zamieniając w cukierek jakąś skałę za nim. Zaklnęła siarczyście pod nosem warcząc po czym miała zamiar lecieć z pięściami na chłopaka, lecz ten... DAŁ DYLA!
___- Cholerny psie! - krzyknęła za nim gdy ten się oddalał. Jego moc ją trochę przytłoczyła, ale nie interesowało ją to jak bardzo był od niej silniejszy. Dostała jasny rozkaz - zabić, nawet jeśli to będzie ją kosztowało życie. Nie chce zawalić tej sprawy, bo Katsu będzie cholernie zły musi polecieć za nim! Nie może go zawieść!

___ - Rei-to... - po bezkresnej pustce rozległ się cichy dźwięk, wypowiedziany poprzez zasmarkany nos i tak jakby z niemocą. Podobne dźwięki wydaje umierający człowiek, któremu ktoś przedziurawił płuca co najmniej w kilku miejscach. Dziewczyna leżała na ziemi, skulona w kłębek. Pod jej głową znajdowała się malutka kałuża przeźroczystego płynu, to były łzy. Praktycznie jej nie było, była już tylko dodatkiem do tego ciała, Tsuful miał całkowitą swobodę. Nie sprzeciwiała się tego co robi, nawet już na to nie patrzyła. Wyczekiwała teraz jedynie śmierci, sekundy były jak minuty, a minuty jak godziny. Analizowała to co zrobiła, ale z tego wszystkiego już sama nie wiedziała co było prawdą, a co kłamstwem. Uderzenie nie było wcale takie silne, nie zabiłaby Reito, więc dlaczego...?
Wykrzywiła twarzyczkę czując kolejną falę płaczu. Schowała twarz w dłoniach...


Tsuful uśmiechnął się szeroko. Widział niemoc demonicy, cieszył się z tego, że trafił na tak depresyjną dziewuchę. Mógł bezkarnie rozporządzać jej ciałem tak jak tego chciał. Na sam koniec je zniszczy doszczętnie. Już potem nie będzie potrzebne.
Rudowłosa zgięła nogi w kolanach i uaktywniając czerwoną aurę wystrzeliła jak z procy lecąc za saiyanem. Był szybszy, a ona była cholernie w tyle. Musi go jakoś dogonić nim dotrze do Frost'a i zrobi mu coś złego, ale w sumie tamten już wykonał swoją robotę. Zniszczył trochę miasta tych małp!

Z tematu
Za Kuro
avatar
Hikaru
Liczba postów : 900
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sob Sty 04, 2014 11:15 am
Od przybycia na Vegete już minęło mnóstwo czasu, Hikaru jednak nie specjalnie się ruszał. Odkąd Kuro i April zbliżyli się do Tsufulów nie robił prawie nic. To nie była zabawa dla mistica. W tej chwili Kuro był i tak najsilniejszy na Vegecie z wyjątkiem może króla i jego przybocznych. Zastanawiało białowłosego dlaczego w ogóle tylko grupka kadetów zaczęła stawiać opór przed tym pasożytem i prawie poginęli, a nie elita całej planety. Król powinien był zareagować w ciągu pół godziny od rozpoczęcia inwazji. Co ten Zell sobie myślał ? Zidiociał do reszty ? Cóż, właściwie to nie powinno chłopakowi przysparzać zmartwień. Ten świat dawno przestał być jego kawałkiem skały w kosmosie. Równie dobrze mógł wysadzić ją tak jak dwie poprzednie planety kiedy walczył z Greenezem, ale nie zrobił tego.. nigdy wcześniej i raczej teraz też nie ma powodu tego zrobić. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz.

Póki pionki w tej grze nie odleciały z okolicy to Hikaru nie ruszał się z tej ulicy, przechadzał się jedynie po domach i zerkał przez okna z rękami w kieszeni. Dopiero kiedy został "sam" skręcił na inną ulicę i zobaczył całkiem zniszczone dwa domy, po przygniatanych sayan i mnóstwo krwi u spalonego mięsa. Mimo takiego obrazu mistic wyczuł płomyk życia w tych zgliszczach. Zbliżył się do niego i odrzucił telekinetycznie kilka kawałków ścian i zobaczył dziecko. Bez wątpienia żyło, ale było coś z nim nie tak. Była to mała dziewczynka, ale na jej twarzy widać było zmiany pasożytnicze. Stadium było wczesne być może dlatego, że miała połamane, a właściwie zmiażdżone nogi od kolan w dół. Tsuful trzymał ją przy życiu, ale nie miał siły zawładnąć jej ciałem przez jej uszkodzenia. Hikaru mógł jej pomóc lub ją zostawić. Miał jeszcze jeden łyk świętej wody i postanowił go na niej użyć. Po chwili widać było reakcję, a zmiany na jej twarzy zniknęły ukazując typową buzię dziecka. Była piekielnie blada, i miała płytki oddech. Teraz już nic jej nie groziło, mogła jedynie się wykrwawić na śmierć co nie było wielkim problemem. Wstrzyknął w jej nogę całą zawartość naboju z bactą zmodyfikowaną co zregeneruje jej ciało w ciągu dwóch, trzech godzin. Nic więcej nie mógł zrobić, więc po prostu odszedł. Posłał myśli do walczących i choć mniej więcej ogarniał co się działo, zaczęło go irytować jak powoli to wszystko się toczy. Przyłożywszy dwa palce do czoła skupił energię na miejscu, do którego miał się wybrać i zniknął.


occ zt na pole bitewne.
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Pon Lis 16, 2015 11:25 pm
Krajobraz przypominał jej wydarzenia z Tsufulem tak mocno, że to aż bolało. Bunt nieświadomie rozlał się spoza Pałacu na miasto i wioski – w miastach walczyli silniejsi i nie pozbawieni szans, za to wioski był zrównywane z ziemią z łatwością… Co tu mówić, sama miała moc dostatecznie dużą, by wysadzić kilka chat w powietrze, ale jaki był tego cel? Cholerne małpy. Nie po raz pierwszy nie mogła utożsamiać się z własną rasą, tak wydawała się jej okrutnie obca i głupia. Przyśpieszyła, wlatując na okryte światłem księżyca piaski pustyni. Jedna… Dwie… Trzy wypalone wioski, jedna płonęła, jeszcze inna wybita doszczętnie. Nigdzie nie czuła choćby najmniejszej energii…
Vivian wylądowała przed ostatnimi chatami, mając może złudną nadzieję, że ktoś umie może ukrywać swoją Ki, może, może ktoś się uchował… Daremnie. Nie czuła nic a nic. Sklecone porządnie domy zostały zniszczone kilkoma ciosami, waliły się jak domki z kart. Gdzieś z boku widziała spalone po energetycznym ataku ciało, na wpół ukryte pod płonącą belką. Tam dalej zwłoki mężczyzny opierały się o ścianę. Szklisty wzrok nosił ślady zdziwienia, ktoś przebił jego klatkę piersiową na wylot - czerwony kwiat krwi rozkwitł na czystym, choć spranym stroju. Im wyżej Ósemka wznosiła wzrok, tym widziała więcej zamordowanych. W nozdrza uderzył zapach krwi, pyłu i spalenizny. Było tak upiornie cicho… Tylko jej głośny oddech niszczył ten martwy spokój. Oddech, który łapała z trudem, któremu przeszkadzało tak mocne, że aż bolesne bicie serca. Na bogów… I gdzie Ty jesteś wielmożna Bogini? Gdzie?! Czy Ci ludzie choć mieli pojęcie o tym, co się szykuje, czy to tylko ofiary bestialstwa ich władcy? Ósemka miała miękkie kolana, wnętrze dłoni delikatnie pomazane krwią, gdy zaciśnięte mocno paznokcie przebiły materiał rękawiczek i skórę.
Jesteś żołnierzem, karaluchem, nie możesz być miękka, nie możesz dać się zgnieść. Cokolwiek by przed Toba nie stało, trzymaj prosto głowę, jakbyś miała na niej koronie.
Starała się zablokować pękające serce i napływające do oczu łzy, starała się ze wszystkich swoich sił, lecz przegrała z własnymi uczuciami. Nie była już w stanie kontrolować ich tak dobrze jak przed laty… Przed tygodniami… Nieważne od kiedy. Potrafiła zamknąć się w swej skorupie jak w schronie, a teraz? Teraz wszystko co było w niej przepływało przez szczeliny i przez jej palce, brudząc świat łzami, kalając go jej słabością. Serce jej pękało z żalu i niemocy, nawet nie zauważyła, gdy to powaliło ją na kolana. Uderzyła kilka razy pięścią w zbitą glebę, tworząc wyraźne wgłębienie i zacisnęła zęby by nie wrzasnąć głośno.
Nie… Zapłacisz skurwysynie.
Pożałowała, że nie miała odwagi podejść poderżnąć mu gardła, gdy stała pół metra od Zella. Może i reagowała zbyt emocjonalnie, ale… Wszystko to co czuła zawsze kumulowała i przy najbliższej okazji mogła albo to zignorować, bądź nie mogąc tego dłużej ignorować zmieniała się w drżący z płaczu kłębek. Ile razy mówiła sobie, że to już koniec i nie będzie więcej łez? Ile?!
Nie było czasu się mazać. Energicznie przetarła powieki i dźwignęła się z kolan. Nie po to zwiała z Pałacu by teraz dać się złapać… Pierś poruszała się nerwowo przez głębokie oddechy. Gdzieś z boku poczuła kolejne Ki. Praca żołnierza nigdy się nie kończy, a Ósemka miała dziś zdecydowanie zły dzień. W takie dni zapomina się czasem, że próbuje się być tym dobrym... Vivian zapięła kurtkę kryjąc znak Oddziału Specjalnego i sprawdziła scouter. Hełmu już nie miała, ale to urządzenie mogło się przydać. Schowała je do kieszeni i wzbiła się w powietrze, lecąc do kolejnej wioski.
Nie musiała lecieć długo. Grupa żołnierzy stała na środku grupy chat, rozwalając je pociskami. Słupy dymu wlatywały w niebo. Saiyanie mieli gogle na oczach, ale za szkłem widziała okrutny wzrok. Jeden z nich wysadził kolejny dom. Vivian usłyszała krzyk rozpaczy i śmiech żołnierza. Pozostawało pytanie, czy to serum ich kontroluje czy bestialstwo weszło na zupełnie nowy poziom?
Płomienie zabarwiły jej tęczówki na ognistą czerwień. Ruszyła w ich kierunku, krok za krokiem mijając spanikowanych mieszkańców, fragmenty zniszczonych budynków oraz ciała. Wściekłość była spokojna jak powalająca tafla lodu, ostra jak sztylet i paliła w piersi gorzej niż najgorsza rana. Dziewczyna poprawiła rękawiczki zaciskając paski na nadgarstkach.
Śmieci same się nie wyniosą.

OOC ---> Początek treningu
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Wto Gru 01, 2015 11:36 pm
Wioska była mała, liczyła kilkanaście chat, kilkadziesiąt mieszkańców i w chwili obecnej panoszyło się w niej dziewięciu Nashich, rzucających pociski w każdą możliwą stronę. Żadnych upiększeń. Krew, piach, złowieszczy księżyc w pełni nad głowami zbrodniarzy… Którzy się nawet za takich nie uważali. Żadnej litości. Tak mogło wyglądać piekło dla prostych ludzi tutaj, lecz Vivian wiedziała, że są po stokroć gorsze rzeczy… Niemniej, kim jest by to oceniać? Dla niej było to tak samo okropne jak sceneria po bitwie z Tsufulem. Kilka domków płonęło, słupy dymu barwiły niebo. Zdewastowana w połowie wioska przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy, z krwią pomieszaną z kurzem na ziemi i pyłem osadzających się na ranach. Panika cięła powietrze jak nóż uwalniając przepełnione cierpieniem i strachem wrzaski. Krzyki tak nieludzkie, że aż bolały… Mieszkańcy uciekali chcąc ratować życie, paru próbowało stawiać opór, ale nie zdało się to na wiele… Daremnie rzucali się na śmierć, kończąc ze złamanym karkiem. Gdzieniegdzie leżały już zwłoki, nadpalone, zwęglone, rozerwane albo rozcięte na kawałki. Ich oprawcy to, po części oczywiście, ich współrasowcy, ale zdradliwa rasa, mająca zamiast honoru gnój, zamiast poczucia przyzwoitości zgniliznę w mózgu. Cuchnęli. Cuchnęli zezwierzęconym debilizmem.
Gdyby Vivian nie była wściekła, poczułaby mdłości… Widok ciał wywołałby torsje i kolejną falę żalu, ale… Nie. Czuła wyłącznie zimną, lodową furię, tak dobrze jej znane uczucie, pochłaniające umysł w tak krytycznych chwilach. Niemal za tym tęskniła. W tym stanie nie patrzyła co się z nią dzieje, co się może z nią stać. Instynkt samozachowawczy się wyłączał, myśli się zamgliły, uczucia deptała. Tak samo jak zablokowała pewne poczucie przyzwoitości. Stawała się tym czego się po cichu obawiała, z czym tak walczyła – maszyną do walki. Serce wypełniła spokojna rezygnacja. Nie znała innego sposobu… Tak uparcie chciała stać się silniejsza by coś zmienić, unikając gniewu i nienawiści, a jednak… Gdzieś tam to tkwiło niby niezagojona rana. Od tego jeden krok w dół i zacznie zabijać bez wahania.
Wrzaski, przekleństwa. Och, jaką oni mieli z tego radochę. Dziewczyna poczuła obrzydzenie widząc zachwyt i autentyczny entuzjazm na twarzy tych durnych małp… Śmiali się. Zadała sobie jeszcze raz pytanie czy to serum czy odkryli karty, pokazując swą prawdziwą naturę. Oczy im błyszczały, obnażyli zęby w okrutnych uśmiechach, żartowali, robili wyścig kto w ciągu minut zabije więcej osób… Z ohydną przyjemnością zajmowali się destrukcją wioski.
Nie na długo.
Nie myślała o tym co robi, w jednej chwili stała kilka metrów dalej, w drugiej była między nimi, ciało ruszyło samo. Ósemka dopadła najbliższego wojownika, gdy unosił dłoń by wysadzić jedną z ocalałych chat. Jej palce zacisnęły się na jego wyciągniętym nadgarstku i z cichym trzaskiem połamały ochraniacz. Był silny, czuła to. Na tyle by rozpętać tu piekło... Ale nie na tyle by zablokować jej pięść. Błyskawicznym ruchem na poziomie żeber przebiła pancerz, skórę, mięśnie i zgruchotała kości. Małpa spojrzała na nią najpierw z zaskoczeniem, lecz nim zdążyła wrzasnąć z bólu jej łokieć uderzyła ją w kark. Nashi padł zemdlony. Nie, nie umrze od rany ani z upływu krwi, ale gdy się obudzi nie będzie z bólu w stanie walczyć. Nie jest nią, by móc gryźć i kopać w agonii.
Ćwierć sekundy później stała przed dwójką używającą miotaczy laserowych. Ci byli najsłabsi… Z tą bandą troglodytów poradzi sobie sama… Własnoręcznie. Zaskoczeni, zaklęli widząc jasnowłosą dziewczynę w za dużej kurtce i z rozpalonymi lodem czerwonymi tęczówkami. Nie zdążyli wycelować, bo wytrąciła im sprzęt z dłoni. Vivian przykucnęła, wsparła się na obu rękach i podcięła obu szybkim kopniakiem. Ledwie nogi wojowników oderwały się od powierzchni obaj zostali złapani za szyję, halfka uniosła zgiętą nogę i tyły ich karku miały bliskie spotkanie z jej stawem kolanowym. Tak bliskie, że odpłynęli.
Nie czuła strachu. Nie o siebie oczywiście. Wyczuwała wyraźnie, że wioski, choć na początku atakowane, teraz przestały być zagrożone – wszystko skupiło się w miastach, w Pałacu i w Akademii. Pobieżnie przeskanowała planetę. Kuro? April? Chepri… Nie, nie mogła tam się ruszyć dopóki na tych terenach krążyły małpy z przerośniętym ego, zabawiające się w mordobicie cywili. Zdusiła niepokojąco tęskną ochotę by znaleźć się wśród buntowników i przygryzła policzek od środka. Jej miejsce jest tu. To był jej priorytet i nie obchodziło jej za grosz, czy Trener potem pociągnie ją do odpowiedzialności czy zostanie zlinczowana przed tłumem. Nikt nie będzie rozrabiał i zabijał bezbronnych, nie na jej warcie. Nikt jej nie przemówi do rozsądku, że ma się schować i to przeczekać.
Coś trafiło ją w ramę. Wolno odwróciła głowę, oczy beznamiętnie spojrzały na wypaloną dziurę na ramieniu. Brązowa skóra ubrania nie wytrzymała pocisku z miotacza, ale pancerz pod spodem nie został nawet zarysowany. Vivian powoli uniosła wzrok, by ujrzeć, że pozostała szóstka Nashich w końcu raczyła zauważyć, że mają przeciwnika. Tylko jeden z nich miał miotacz, reszta posługiwała się własną Ki. Patrzyli na nią ze złością i dziwną ekscytacją, jaką widzi morderca na widok potencjalnej ofiary. Dobrze. Dali sobie spokój z mordowaniem i złapali haczyk, pokrzykując do siebie coś mało uprzejmego na jej temat. Coś o zakichanej dziwce? Mówcie co chcecie, póki ostrzycie zębiska tylko na mnie, wszystko idzie po mojej myśli. Wystarczy ich urazić, wyzwać i już lecą na oślep do walki. Brutalność Saiyan ma swoje plusy, w szale nie myślą i łatwo nimi manipulować. Ósemka zmrużyła powieki i ukłoniła się im drwiąco. Gdy się wyprostowała, wyciągnęła dłoń i kiwnęła zaczepnie palcem wskazującym. Nie miała co strzępić języka, to było bardzo wymowne zaproszenie do tańca.
Rzucili się na nią jednocześnie. Vivian zbierała energię odkąd stanęła w poprzedniej wiosce i teraz uwolniła ją nagle, gdy byli kilka centymetrów od niej. Stała spokojnie. Podmuch Ki był tak silny, że zawaliły się dymiące szkielety chat, wojowników odrzuciło jak zwiędłe liście. Dwóch z nich jęknęło, dotykając ramion, wszyscy bez wyjątku zbierali się z zakrwawionej ziemi. Amatorzy, nawet nie zdołali utrzymać się w powietrzu. Unosząc dłoń by poprawić włosy, Natto ujrzała nitkę krwi i niewielkie zadrapanie na wierzchu dłoni. Nie, to nie było zadrapanie… Z małej ranki wystawało coś ostrego, jak kawałek szkła. Wyjęła to dwoma palcami, obracając w palcach jasny okruch o zaostrzonych, nierównych krawędziach. Jej Kiaiho sprawiło, że coś się rozprysło i ją zraniło? Od odłamka wielkości paznokcia wyczuwała Ki, swoją KI… Zmarszczyła brwi i podskoczyła nagle, bo te karykatury wojowników dopiero teraz się podniosły i wystrzelili w nią pociski.
Znalazła się za ich plecami, myśląc nad genezą powstania owego odłamka. Jej zmiana podejścia do walki wyraźnie się im nie spodobała…
- Walcz z nami twarzą w twarz, jak mężczyzna, dziwko! Najpierw zachodzisz nas od tyłu a teraz zlewasz ciepłym moczem!
Vivian zignorowała to, znów gromadząc w sobie Ki. Tym razem postanowiła skoncentrować się bardziej i spróbować wytworzyć więcej tego typu pocisków… Jeśli to faktycznie jej sprawka i nie trafiła w szybę wcześniejszą akcją defensywną. Może uda się jej sprowadzić energię do postaci innej niż energetyczna kula albo promień… Krystalizacja Ki. Odruchowo odbiła kilka blastów i po jej skroni przebiegła iskra. Jej poziom mocy pozostawał niewykrywalny, poza momentami gdy używała energii oczywiście, ale pozwalała mu wzrosnąć ledwie o kilka jednostek. Na nich nie trzeba było więcej.
- Do ku*wy, zapłacisz za to gówniaro, będziesz jeszcze buty nam lizać! – warknął ten najbardziej wściekły. – Nie masz jaj by walczyć z nami bez podchodów, co?
Była szybka. Jej kolano uderzyło w podbrzusze i Sayian wydał z siebie cichy, zabawny pisk. Strach pomyśleć co by było, gdyby trafiła niżej. Dłoń Vivian zacisnęła się na jego szyi, uniosła go charczącego wysoko i spomiędzy rozczochranej, pokrytej kurzem grzywki spoglądało na niego oko. Tęczówka tętniąca szkarłatem, spokojną wściekłością palącą zimnym płomieniem, cieniem zmęczenia i o wiele wyraźniejszą determinacją. Wzrok mówiący Daj mi tylko powód, a zrobię to.
- Stul pysk. – powiedziała cicho, acz wyraźnie dziewczyna. Nie drżała ze strachu czy zdenerwowania, ale z nieokreślonego sprzeciwu wobec wszystkiego, co się teraz na Vegecie działo. Miała cholernie dość chorych zasad, spaczonego sposobu w jakim traktuję się tu każdego i szalonego władcy, mającego ich za swoje marionetki, rozlewające krew ku jego rozrywce. – Jesteście bandą śmierdzących sku*wieli. Jest mi niedobrze jak na was patrzę.
Puściła go, zrobiła szybki obrót i kopniakiem posłała go na najbliższą chatę. Przebił z trzy ściany w domu i zarył w czerwony piach w oddali, pół kilometra od wioski. Trochę czasu minie nim się ocknie. Vivian strzyknęła nadgarstkami poprawiając rękawiczki i nim piątka Nashich się na nią rzuciła, wzleciała na pół metra w górę i rozłożyła gwałtownie ramiona, uwalniając energię. Zadziałało, jednak nie tak silnie jak sądziła. Wśród o wiele słabszego podmuchu jej Ki wytworzyła nieregularne kryształowe struktury, które pchane tą siłą, wystrzeliły przed siebie w każdą możliwą stronę. Kilka z nich Saiyanie zdążyli odbić, ale nie po to były ostre i spiczaste – powbijały się w ich ramiona, nogi, z satysfakcją zauważyła, że były w stanie przebić się przez pancerz albo na wylot przez dłoń. Daleko jednak było temu do doszlifowanej techniki i zrozumienia, czemu jej Ki ma taką właściwość.
Doskoczyła do rannego i kantem dłoni trafiła w podstawę czaszki. Padł jak długi. Drugiemu wywinęła się pod ramieniem i jednym ruchem pozbawiła go przytomności. Zostało trzech. Już nieco zmęczona próbami dziewczyna ocierając krople potu ze skroni skupiła się w sobie, robiąc kolejne podejście do tej specyficznej techniki. Drobne iskry pojawiły się wokół jej ramion, gdy gromadziła energię. Oczywiście, że chcieli ją powstrzymać, ale nie dała się złapać – przecież nie będzie stać jak słup przy skupianiu Ki. Wyładowania postawiły dęba włoski na karku i przedramionach, już przed wystrzeleniem pozwoliła skoncentrowanej mocy mieszać się ze sobą i czuła jak zbija się losowo w rzeczywistą strukturę, niekontrolowanie krystalizuje w owe raniące pociski. Rozłożyła gwałtownie ramiona i fala diamentowych pocisków, jak burza runęła we wszystkie strony.
Saiyanie wrzasnęli poranieni. Vivian poczuła ukłucie wyrzutów sumienia – nie chciała się zniżać do ich poziomu, ale nie wyglądało na to, żeby miało ich to zabić. Jeden Nashi zemdlał… Śmiechu warte. Powinni cieszyć się, że wokół nie było żywej duszy i mieszkańcy wioski uciekli w popłochu, inaczej zostaliby skatowani póki jeszcze byli nieprzytomni. Po co tracić na nich siły i sprawdzać co umie? Powinna ich od razu znokautować i lecieć dalej…
Impuls. Nagły, zimny, przeszywający lodem dreszcz. Ósemka poczuła energię Raziela, jego Ki sunącą w stronę… Wioski Kuro. Czuć było od niego szałem i morderczymi skłonnościami, cuchnęło tak samo jak Nashich którzy tutaj zabijali cywili. Zadrżała, przejęta myślą, nie chcąc podejrzewać co może tam zrobić i w jednej chwili przygryzła wargę do krwi. Smak posoki otrzeźwił ją. Zależnie jak by kto na to spojrzał – błędem byłoby pozwolić mu działać, bądź na łeb, na szyje lecieć za nim. Nie była ani bohaterem, ani tchórzem. Choć się za takiego miała, nie mogła pozwolić by strach przejął nad nią kontrolę. Oczywiście, że nie mogła pozwolić by Raziel poczynał sobie jak chciał, choćby i był pod wpływem serum.
Nie sztuką było pozbawić ostatnich dwóch, poranionych żołnierzy świadomości. Sekundę potem wyciszyła, choć z największym trudem swoją Ki i włączyła niewidzialność. Ósemka wzbiła się do lotu, pragnąc ze wszystkich sił uprzedzić przyrodniego brata przed dotarciem do celu.

OOC ---> Koniec treningu
[zt] ---> Wioska Kuro
avatar
April
Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Pon Sty 25, 2016 3:25 pm
Obudził mnie tępy ból głowy. Co do jasnej cholery się działo? Po chwili przypomniałam sobie całe wydarzenia, które miały miejsce w pałacu. Bałam się trochę otworzyć oczy. Czułam jedynie ogromne pokłady kurzu i zimno, które przeszywało całe moje ciało. Leżałam gdzieś, czyżby to jakieś łóżko? Powoli odchyliłam jedną powiekę. Byłam sama, a znajdowałam się w moim rodzinnym domu. Natychmiast wstałam, ale to była zła decyzja, bo lekko się zakołysałam i musiałam się złapać stolika obok, aby nie upaść. Daichi przyprowadził mnie do naszego domu, w którym oboje tak wiele prześlijmy. W którym zostawił mnie samą, a naszego ojca zamordował. Wszystkie wspomnienia jakby wróciły, a ja sama zapomniałam o wydarzeniach, które miały miejsce w pałacu. A więc to było to bezpieczne miejsce? Niemożliwe.

Podeszłam powoli do okna. Chciałam określić jakąś sytuację, jakąś ucieczkę. Przecież muszę wrócić. On tam jest sam. Przeze mnie, a teraz musi sam zmierzyć się z własnym strachem. Jednak za oknem ujrzałam mały statek i jego. Coś przy nim majstrował i nie miał zbyt przyjemnej miny. Próbowałam z daleka go rozgryźć. Czułam jego złość, czyli coś się zepsuło? Jakaś część? No tak, teraz na pewno nie będzie mu tak łatwo ją zdobyć. Nie podczas rebelii. Czyli nie mogliśmy odlecieć, wiec dla mnie płynął z tego prosty wniosek. Muszę wracać do Kuro i znaleźć odpowiednią drogę, aby zrobić to bez wiedzy brata, nawet jeżeli dogadał to z Kuro. Biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce jest to całkiem prawdopodobne, w końcu nawet Hikaru nie zareagował na jego obecność. Jeżeli tak było, to nikt nie raczył mnie poinformować o tym? Byłam wściekła, ale nawet nie wiadomo na kogo powinnam być. We czwórkę na pewno zwiększylibyśmy swoje szanse, zwłaszcza, że Daichi był ode mnie dużo silniejszy. Nie dorównywał Kuro, ale jego moc nie jest taka mała jak moja.

Musiałam obmyślić plan ucieczki, bo przecież nie wyjdę tak po prostu drzwiami i nie ucieknę, nie dam rady. Byłam w do dupy położeniu, a najgorsze, że nie miałam po prostu czasu na zastanawianie się nad sobą. Już miałam wyjść z pokoju, gdy nagle go usłyszałam lub też poczułam? Nie umiałam tego wytłumaczyć, ale mój mistrz nie wzywał mnie, ale energię. Potrzebował jej, czyżby planował…? Nigdy nie wiedziałam tego na żywo i przeklinałam w duchu, że i tym razem mi się nie uda, takie widowisko, a mnie to ominie? Jednak jego wołanie było dosyć wyraźne, oczekuje tego ode mnie.

Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Oddanie energii od razu mnie zidentyfikuje i na pewno się stąd wyrwę, ale czy bez mojej pomocy Hikaru sobie poradzi? Wciąż byłam osłabiona, więc byłam pewna, że nie uda mi się przemienić na drugi poziom. Zdecydowałam. Są ważniejsze rzeczy niż moje zachcianki. Skupiłam całą swoją energię, a moje włosy lekko się uniosły i zalśniły złotem, a dookoła mnie zaświeciła złota aura. Musiałam się śpieszyć, bo wiedziałam, że brat to już wyczuł i zaraz będę w niebezpieczeństwie, uniosłam dłonie oddając wszystko co mam. W tym samym momencie Daichi wparował przez okno, a moje włosy wróciły do normy, zaś ja sama poczułam się słabo i opadałam na łóżko. Oddałam wszystko, co mogłam. Na wyższy poziom nie dam rady się wznieść. Gniew brata była nie do opisania, jego oczy błyszczały, a on sam był również przemieniony. Poczułam jak wymierza mi siarczystego kopniaka prosto w żebra. Złamałam się niemalże w pół. Byłam osłabiona po pierwsze po dawce leku, który wcześniej dostałam, a po drugie po przemianie i oddaniu energii.



Occ: Hikaru, oddaje Ci z ssj 34 785, zostawiam sobie resztę    2319*15=34 785
avatar
April
Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Pomniejsze Wioski

on Sob Lut 06, 2016 3:12 pm
Staliśmy naprzeciwko siebie. Czułam się dokładnie tak jak wtedy, gdy się z nim pojedynkowałam. Jego kopniak w żebra wywołał u mnie krzyk i przede wszystkim ból. Byłam na podłodze na czworaka łapiąc oddech. Byłam niemalże przekonana, że złamał mi kość. Paliło mnie potwornie, a każdy wdech i wydech był jeszcze gorszy.

Nie rozumiałam jego zachowania, przecież oddałam energię Hikaru, aby mógł stworzyć energetyczną bombę, ale czy może jemu chodziło o coś innego? Może on po prostu nie chciał żeby Kuro wygrał. Powoli podniosłam się na nogi patrząc na niego, jego zimny wzrok przeszywał mnie całą.

- Nienawidzę Cię – syknęłam i mówiłam to w tym momencie całkiem szczerze. Moje włosy znowu zmieniły kolor na złoto. Byłam gotowa walczyć z nim, aby tylko móc wrócić do Kuro. – Pojawiasz się nie wiadomo skąd i próbujesz wywrócić moje życie do góry nogami, może najwyższa pora, abyś zajął się swoim? W tym wieku powinieneś mieć swoje życie. Zejdź mi z drogi, inaczej nie zawaham się zabić Cię.

Złość coraz bardziej mnie ogarniała kiedy patrzyłam na jego ironiczny uśmieszek. Powoli zbliżałam się w jego kierunku chcąc go wyminąć. Poczułam szarpnięcie, odwróciłam się. Na ziemi zobaczyłam pukiel swoich włosów. Teraz sięgały mi lekko za piersi i mimo, że nie było mi ich szkoda, zrozumiałam, że nie puści mnie bez walki i tak też się stało. Za obcięciem włosów krył się kolejny ruch, próbował założyć mi dźwignię, ale odparłam go pięścią. Odbiłam się od ziemi, aby zebrać trochę czasu i przede wszystkim wyjść z niekorzystnej dla mnie pozycji. Domyślałam się, co będzie chciał zrobić, więc obracając się strzeliłam KI blastem w jego kierunku. Odparł go znowu szykując dla mnie kontrę, tym razem w postaci kopniaka prosto w twarz. Ledwo go odparłam podnosząc się do góry i zasłaniając się rękoma. Krzyknęłam z bólu, gdyż czułam, jak bardzo napiera na moje nadgarstki wchodząc na wyższy poziom. Byłam zbyt zmęczona, aby iść jego śladem, ale wiedziałam, że jeżeli tego nie zrobię to przegram. Poczułam jak złapał mnie za ręce stojąc tuż za mną. Wygięłam się, bo już podejrzewałam, co chce zrobić, zaczęłam się szarpać próbując go kopnąć. Długo nie musiałam czekać, aż poczułam silne uderzenie w plecy. Był dużo silniejszy niż kiedy się z nim ostatnio mierzyłam. Nie miałam teraz najmniejszych szans z nim. I w tym wszystkim nawet nie chodziło o moją siłę, a przynajmniej nie tylko o nią. Poleciałam kawałek dalej tamując uderzenie rękami. Dom, w którym kiedyś mieszkaliśmy zamienił się w jedno pobojowisko. W nerwach zaczął strzelać blastami we mnie, wstałam i uciekłam z domu i cudem mi się udało tuż przed jego final flashem. Próbowałam złapać trochę powietrza na zewnątrz i przy okazji patrzyłam na ruiny. To było dla mnie bardzo bolesne, ale zaczęłam go szczerze nienawidzić. Stanął naprzeciwko mnie ewidentnie z siebie zadowolony. Wstałam powoli, byłam cała obolała, ale tak bardzo chciałam stanąć obok Kuro, że nic mnie nie powstrzyma, ani nikt.

- Odchodzę raz na zawsze, czy to Ci się podoba, czy nie. – powiedziałam stanowczo, odwróciłam się do niego plecami i tylko jeden moment uratował mnie. On próbował zadać mi cios prosto w brzuch, a ja dając z siebie wszystko zamieniłam się na kolejny poziom, zamachnęłam się i z całej siły zaserwowałam mu potężny cios. – Nie w brzuch psycholu! Jestem w ciąży!

Wykrzyknęłam głośno dysząc. Daichi znowu wywołał u mnie drugą formę, a co więcej. Powiedziałam to, czego nie chciałam, ale taka była prawda. Nie mówiłam o tym nikomu, nie było czasu, przecież musieliśmy obalić króla, nie było czasu na moje wyznania. Nie chciałam żeby to on był pierwszą osobą, która pozna mój sekret. Tak, to dlatego pozwoliłam się wchłonąć Dragotowi. Chciałam abym, abyśmy byli bezpieczni. Jedyną osobą, która mogła coś podejrzewać była Kaede, w końcu to Bogini. Patrzyłam na niego, jak powoli się podnosi, a gdy na mnie spojrzał, byłam pewna jednego. On nic nie ustalał z Kuro.


Occ: Trening start
Tym razem żeby nie było - grałam w fabule wcześniej. Wink
Sponsored content

Re: Pomniejsze Wioski

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito