Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Dżungla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Dżungla   Wto Sie 26, 2014 11:19 pm

First topic message reminder :

Dżungla nieprzebyta przez żadnego człowieka, przynajmniej cywilizowanego. Dziwi to tym bardziej, że znajduje się praktycznie rzut kamieniem od miasta tak dużego ja West City. Obfituje w zwierzęta i różnej maści rośliny, od leczniczych po zabójczo trujące. O niezmienność tego terenu pieczołowicie dbają mieszkańcy małej wioski w samym sercu tej gęstwiny i kilku innych, otaczających. Mieszkańcy tej pierwszej bardziej, niż czegokolwiek nie lubią obcych na swoim terenie, do tego stopnia, że mało kto się tutaj kręci, a ci, którzy mają dość odwagi by tu dotrzeć, znikają w tajemniczych okolicznościach. Podobno w tych lasach mieszka pradawna i bardzo silna magia, jej świadectwem ma być cicha melodia, słyszalna w najcichsze noce...

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Xanas



Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 25, 2014 8:32 pm

Atak był dobry i należał do jednej z najlepszych kombinacji jaszczura po których niejeden przeciwnik mógł już tylko czekać na śmierć. Demon był tak butny że zignorował zagrożenie jakim był chang i teraz pewnie leżał gdzieś daleko w dżungli gramoląc się na nogi. Nie spodziewał się ze Rukei wróci tak szybko i nie będzie miał nawet śladu po atutowym ataku.
Machnął zdenerwowany ogonem i już przygotowywał następny atak gdy tamten wrzeszczał tracąc nad sobą panowanie. Wiedział że powoli brakuje mu KI ale nie robił sobie z tego nic. teraz ważne było to by posłać tamtego do piachu. Głowa pulsowała mu coraz mocniej, a sama perspektywa że tamtemu nic nie jest wkurzała go jeszcze bardziej.
Jego pokłady Ki falowały dookoła niego wyciekając powoli, gdyż mimo wszystko miał problemy z opanowaniem jej całkowicie. Na szczęście były to małe ilości które nic nie znaczy podczas takiej walki. Skumulował wreszcie wystarczająco energii, gdy tamten nagle zniknął mu z oczu i posłał changa prosto na ziemię, a energia zgromadzona w dłoni się rozproszyła. Poczuł niemiłosierny ból gdy tamten znów uderzył we wcześniej przebite miejsce. Następnie przybił mu nogą głowę do ziemi, a ten zaczął kląć wkurzony.
- Ty... gnoju.... - warknął próbując się podnieść wytężając wszystkie siły. - Zaraz... cię ... dorwę...
Syczał jak szalony, ale widać nie miał wystarczająco mocy, nawet na stu procentach, by cokolwiek zdziałać przeciw temu demonowi.
Kątem oka zauważył także jakiś ruch niedaleko i nową sylwetkę która się pojawiła. Czyżby to był ten cały Chepri o którego chodzi temu demonowi? Nie miał czasu by się namyśleć ponieważ nagle, po czuł kolejną porcję bólu gdy tamten kopnął go tak mocno że czerwony uniósł się w powietrze. Chang chciał wykorzystać ten moment i zapętlić ogon na jego szyi, ale tamten był szybszy. Wystrzelił potężnym, ognistym wirem z taka mocą że tamten aż wrzasnął z bólu palony przez nieziemski ogień i odrzucony trochę w głąb dżungli.
Po chwili spadł na ziemię z obfitymi poparzeniami na wszystkich partiach ciała i z trudem łapał powietrze. Bolało go całe ciało, więc leżał tak przez dłuższą chwilę próbując złapać oddech. Czuł się jak pieczony wieprz, lecz po chwili zebrał się w sobie i powoli zaczął wstawać, ale dopiero za trzecim razem mu się to udało.
Sam nie wiedział jak przeżył, a teraz kręciło mu się w głowie i ledwo stał na nogach. Mimo to zacisnął pięści i zęby w upartej determinacji.
- To.... jeszcze..... nie koniec... - sapał i zaczął wlec się z powrotem do nich prowadzony przez wskazania scoutera. Trochę mu to zajmie, ale nie pozwoli się tak traktować.

OOC:
Trening start
Powrót do góry Go down
Online
Chepri



Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013


SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 25, 2014 10:31 pm

Dziwnie się to ułożyło... Nie mówiłem już o wszystkim co działo się ostatnio, bo to już kompletna abstrakcja, ale sama ta sytuacja w sobie była dziwna. Że pojawiłsię ten demon było dla mnie do zrozumienia, pewnie nie myliłem się co do jego motywów, lecz to, co wywiązało się między nim i Changelingiem... Cóż...
Tak, jak poczucie wyższości bordowowłosego nie zaskoczyło mnie, tak mała była moja wiedza o jaszczurokształtnych i nie mogłem nic powiedzieć o zachowaniu tego osobnika. Słyszałem pewne relacje o jego "dokonaniach", ale ich okoliczności nie pozwalały na jednoznaczne określenie charakteru kosmity.  Moja obserwacja ich krótkiej walki, o ile można tak to nazwać, nie przynosiła pozytywnych wniosków co do czerwonoskórego. Nawet nie czuć, a widać było, że demon ma znaczącą przewagę nad przeciwnikiem. Nie dało się dostrzec żadnej oznaki zmęczenia po nim, kiedy wykonał swój atak. Gdy zaś jaszczur znów znalazł się w polu widzenia... Dobitnie widać było, że ich pojedynek jest jednostronny.
W tej krótkiej chwili, gdy oni byli zajęci udało mi się zamienić kilka słów z Vivian. Jej słowa trochę mi rozjaśniły sytuację, nadal jednak wydawała mi się w jakiś dziwny sposób komiczna, choć sam się nie śmiałem.
-Wygodne byłoby wykorzystanie momentu ich nieuwagi do zniknięcia z ich pola widzenia, ale to się nie uda... On potrafi wyczuwać energię, poza tym, będzie chciał mnie znaleźć za wszelką cenę. No i ten jaszczur nie odwróci jego uwagi na tak długo, może jakby było dwóch takich jak on...
Musimy czekać na rozwój wydarzeń...
-wyjaśniłem szeptem. -Ah, właśnie... Mam Twoją kurtkę - rzekłem przypominając sobie o ubraniu przerzuconym przez ramię, podałem je dziewczynie.
Wtedy nasza konwersacja się urwała chwilowo, bo zwrócił się do mnie sam demon.
Z pewnym trudem zachowałem kamienną twarz, aż mnie korciło, żeby zmarszczyć brwi na jego słowa. O czym on do diabła gadał? Chce moją duszę, bo jest jego? On mi... Dał życie? I on je zabierze? Co to miało znaczyć? On sobie ubzdurał to czy co?
Skąd w jego głosie tyle... Pewności? Nie wierzyłem mu, ale... To było nietypowe... Po co on to robił? Co chciał osiągnąć? Jak dodać do tego to całe zamieszanie z Vixen... Jej coś nagadał, mi chciał coś wmówić... To brzmiało prawie jak plan.
-Nie mam pojęcia o czym gadasz... Chyba się nawdychałeś nieodpowiednich oparów, że wygadujesz takie rzeczy. Nic nikomu nie zabrałem i tym bardziej nie mam zamiaru niczego oddawać.
Później przeszło mi do głowy, że to mogło być nieodpowiedzialne, chociażby z powodu słów Braski "teraz bez problemu by mnie pokonał", ale wtedy nie myślałem o tym zupełnie. Umysł miałem odurzony mocą. Mimowolnie uwolniłem więcej mocy.

OOC
Trening start
Uwolniona moc: ok. 75,000
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Thina

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Wrz 29, 2014 9:17 pm

Zapamiętać - lepiej nie nadepnąć demonowi na odcisk. Taka myśl przeszła halfce przez głowę, gdy wodziła wzrokiem za Rukei, który jakby robił to na co dzień - wyżywał się na Changelingu. Kipiał złością jak wulkan, dosłownie maltretując obcego i wyraźnie czerpiąc z tego satysfakcję. Duma została zaspokojona rozlewem krwi i chrzęstem kości. Vivian znała ten typ, setki takich w płaszczach oraz zbrojach pełnych orderów przelewało się przez korytarze Akademii. Schodziło się im z drogi i ograniczało kontakt do koniecznego minimum. Nikt nie mógł okazać lęku czy niepewności, wyczuwali to od razu jak wyszkolone psy. Tak jak w tej chwili, dziewczyna nie pozwoliła sobie się wzdrygnąć, choć kark pokryła gęsia skórka i to nie z powodu nagłego chłodu.
- Poczekać... - mruknęła, nie odwracając wzroku, gdy fala ognia wybiła Jaszczura w górę i ten pięknym łukiem poleciał wgłąb dżungli. - Na to może być już za późno. - stwierdziła całkiem słusznie, na przelotną chwilę zwracając oczy na Chepri'ego. Mrugnęła nim dotarły do niej jego ostatnie zdania. Kurtka? Nie zdawała sobie sprawy, że odkąd się zjawił trzyma coś bardzo dla niej istotnego.
Jeśli była tak zajęta, że nie zauważyła braku nieśmiertelnej kurtki brata, to oznaczało, że niejako wpadła w tarapaty i jej umysł błądził gdzieś daleko... Lub nie była w stanie o tym myśleć, to całkiem prawdopodobna wersja. Podziękowała skinieniem głowy i przewiązała ją wokół pasa, tak jak zawsze, czując się nieco pewniej dotykając przetartej skóry ubrania. Kieszenie wypchane,  zapięte, nic nie zginęło. Z niesłyszalnym westchnieniem zacisnęła pięści i rozprostowała je, unosząc wyżej głowę. Skoro wszystko było na swoim miejscu, trzeba stawić czoło zagrożeniu, jakim był pewien nad wyraz bezczelny i drażliwy demon.
Własność. Dusza. Życie. Istniejesz i zginiesz. Vivian nieznacznie zmarszczyła brwi przysłuchując się wymianie zdań. Tak czy inaczej, jednak Rukei chce zabić Chepri'ego. Co gorsza, wplątał w to ją - lecz jakby nie patrząc i tak jest w tą sprawę zamieszana, przez samą swoją obecność. Lalunia? Nosz, nie odpuszcza... W dodatku czerwonowłosy odpowiedział dość zuchwale i halfka odniosła wrażenie, że jest pewniejszy siebie. Potwierdził to tylko wzrost jego KI, która znaczne przekroczyła jej poziom - a przecież podczas niedawnego sparingu moc była bardzo wyrównana, choć chłopak górował nad Nashi znajomością technik. Spojrzała na niego badawczo, odrobinę zaniepokojona. Rukei ujawnił swoją siłę i była ponad połowę większa niż jego, a mimo to on nie tracił rezonu. Poprzez barwę KI potrafiła wyczuć, że zaszła w nim zmiana - i nie chodziło o wygląd czy nagły wzrost mocy. Nie umiała tego określić, jednakże czuła podskórnie coś... Coś innego. W tym kłopot, że nie wiedziała czy to źle czy dobrze.
To był impuls, nic więcej.
Obaj o niebo przewyższali ją poziomem, z łatwością wbiliby halfkę w ziemię. W takiej sytuacji najlepiej było usunąć się cień i zobaczyć co wyniknie. Kolejny raz jest za słaba, by dotrzymać tempa... Przełknęła przekleństwo cisnące się na usta. Nie oznaczało to jednak, że ma zamiar stać biernie z boku, chociażby jej zdanie liczyło się w tej kwestii najmniej. Zrobiła dwa kroki, stając przed czerwonowłosym i splotła ramiona na piersi, łapiąc kontakt wzrokowy z wystawiającym pazurzastą łapę demonem. Specyficzny jak na Vivian gest.
Trochę jakby... Może tylko trochę... Sprawiała wrażenie, że się martwi - nie bardziej niż o całą sytuację, ale podejrzanie za bardzo jak na nią.
- Bez urazy, ale rozwiązywanie kwestii istnienia możecie odłożyć na później. Chepri też jest mi coś winny i, za przeproszeniem, byłam pierwsza. - z boku strzeliła iskra, kiedy spojrzenie Nashi stwardniało. - Owszem, to nie moja sprawa, lecz obchodzi mnie to i nie przerażasz mnie groźbą śmierci. Nie jesteś pierwszą osobą, która nagabuje a potem chce skręcić kark.
Vivian nie prosiła się o śmierć. Biorąc jednak pod uwagę sytuację - jeśli Chepri zginie, straci szansę na powrót na Vegetę, co jest równoznaczne ze śmiercią. Tylko czekać aż dopadnie ją Przełożony i obedrze ze skóry, wcześniej zamykając za dezercję. Los jest pokręcony. Teoretycznie, w takim rozrachunku jej śmierć nie miałaby znaczenia... Nawet nie wspominając o znanym zdaniu, którym podnosiła się na duchu.

OOC ---> Początek treningu
Przyśpieszam trochę akcje...
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Wto Wrz 30, 2014 1:22 pm


No, przynajmniej pozbył się changelinga. Demon opuścił wyciągniętą dłoń i zmarszczył jeszcze bardziej brwi. Nie dziwił się, że Chepri nie ma pojęcia o co chodzi Rukei'owi.
___ - Dobra. Od początku. Jestem Rukei. Brat twojego mastera, Braski. Taki trochę daleki brat. W każdym bądź razie mamy sporo na pieńku od setek lat, bo ten pajac lubi robić wokół siebie szum i problemy. Po stracie swojej planety myślałem, że już sobie daruje te ceregiele, ale się myliłem. Ta cwana bestia znalazła sobie nowy dom, który chce wykorzystać. Nie, Vixen? - spojrzał w stronę gęstych drzew, zza których po chwili wyszła owa wywołana istota. Lisopodobna demonica ze spuszczoną głową stanęła obok Rukei'a, nawet nie spoglądając na Chepriego. Czuła się winna czemuś najwyraźniej i kontakt wzrokowy z osobą, którą lubi jest niemożliwy. Dziewczyna przytaknęła słowom demona, a ten uśmiechnął się kącikiem ust - Znalazł sobie ofiarę, która PRZYPADKIEM jest moją zagubioną połową i zrobił z niej ucznia. Tak, mówię o Tobie. Nie przypadkiem trafiłeś do jego wulkanu. Jesteś częścią jego złego planu. Chce zniszczyć do cna Ziemię i zrobić z niej Dark Star numer dwa. - wystawił dwa palce, obrazując swoje słowa - Oczywiście domyślał się, że mogę być problematyczny, dlatego zabrał Cię dla siebie bym nie odzyskał pełni swojej mocy. Lata temu, stoczyłem z nim walkę. Chcąc przeżyć, postanowiłem rozdzielić swoją duszę. Jedna część obumarła, lecz odrodziła się na nowo, jako Ty. Druga po długiej hibernacji odzyskała świetność i oto jestem ja. Jesteś tą gorszą połową. - powaga na twarzy nie schodziła z twarzy demona. Spojrzał na Vivian, która wyraziła swoje niezadowolenie, a następnie odwrócił się. - Jeśli Cię zainteresowałem zapraszam do wodospadu, niedaleko stąd. Zajmijcie się swoimi sprawami dziubaski. Trzymaj się Złotowłosa. Moja propozycja jest wciąż aktualna. - puścił jej oczko, a następnie zniknął. Vixen w końcu spojrzała na swojego przyjaciela wzrokiem pełnym niepewności i bólu.
___- Mnie też oszukał... - po tych słowach poszła w ślady swojego nowego mistrza.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sob Paź 04, 2014 2:51 pm

Jeszcze nigdy nie czuł takiego bólu jak teraz, nawet wtedy kiedy stracił rękę za pomocą Kienzana tej blondynki. Teraz po prostu miał wrażenie że płonie mu każdy kawałek skóry co było nie do zniesienia. Mimo to udało mu się  podnieść i z zaciętą miną wlec się w kierunku z którego go wywalono. Nie wiedział jak tacy kolesie jak ten demon mogli posiąść taka moc ale changeling za nic w świecie nie miał zamiaru dawać sobą pomiatać nawet jeśli to by oznaczało jego śmierć.
Teraz oddychając ciężko i chwiejąc się na nogach przedzierał się przez zarośla kierując się wskazaniami scoutera ale zdziwił się gdy jedna z energii nagle po prostu zniknęła. Uznał że po prostu jedno z nich "wyciszyła " swoja energię, chociaż nadal nie rozumiał jak oni to robili, ale przynajmniej wiedział już że tak można. Swoją drogą wpadła mu do głowy swoista myśl że powinien o tym poinformować naukowców na namek, a ci na pewno wymyślą scouter który określa prawdziwą siłę, nieważne jak bardzo ci ja ukryją. Skoro mogli uzyskać efekt obliczania bazowej to czemu nie. On sam nigdy by czegoś takiego nie zrobił bo nie jest naukowcem ani nikim kto by rozumiał ten naukowy bełkot.
Sapiąc ciężko zanotował to sobie w pamięci i przez chwilę opierał się o drzewo próbując złapać oddech. Dodatkowo obraz zaczął mu się rozmazywać, ale zacisnął pięści i ruszył dalej w końcu dochodząc do całej reszty chwiejnym krokiem. Musiał mieć sporo determinacji skoro udało mu się przejść taki kawał w takim stanie, chociaż wiedział że może się to źle dla niego skończyć.
Powoli wynurzył się z pomiędzy drzew gdy demona już nie było i rozejrzał się mętnie po wszystkich zebranych czyli Vivien i Cheprim.
- Gdzie... on.. jest?... - sapnął ochrypłym głosem.
Nie widział go nigdzie, ale możliwe że gdzieś się chował, lub może ten Chepri już załatwił z nim swoje sprawy. Mimo wszystko rozejrzał się jeszcze kilkakrotnie zamglonym wzrokiem po czym kaszlnął krwią.
- Szlag...- warknął i po prostu padł nieprzytomny pod ich nogi z powodu odniesionych obrażeń i rany wylotowej w piersi z której mocno sączyła się krew.

Koniec treningu[/color]
Powrót do góry Go down
Online
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sob Paź 04, 2014 7:40 pm

Później jeszcze wielokrotnie myślałem o tamtej chwili, bo nierzadko napadały mnie wątpliwości. Tak, wątpliwości... To chyba największe przekleństwo jakiego może doświadczyć jakakolwiek istota. Ten stan rozbicia, rozerwania między kilkoma opcjami, z których każda wydaje się być równie prawdziwa. To jest nie do zniesienia, nawet dla najslniejszych i najmądrzejszych, a jego największy pozytyw jest też największą wadą - zwykle trwa krótko, zbyt krótko by odpowiednio przemyśleć każdą opcję. Ta boleść ma też to do siebie, że napełnia serce strachem, jakiego trudno znaleźć, nawet jeśli się takowego szuka. Każdy potrzebuje jakiejś stałej, jakiegoś wzorca, na którym może zbudować swój światopogląd, a tu nagle to coś znika... Nie ma zasady, która determinuje, czy wątpliwości nas dopadną, czy nie, nawet jeśli wierzyliśmy w coś całe życie, to jeden mocny dowód może zupełnie zmienić nasz punkt widzenia, jak więc się bronić przed tym? Odpowiedź brzmi, nie da się. Jesteśmy wobec tego bezbronni i ja tak się czułem wtedy...
Początkowo nie wierzyłem słową demona, wydawały mi się one zupełnie wyrwane z kontekstu, wręcz jakby chciał odciągnąć moją uwagę od czegoś, ale za nic w świecie nie mogłem wymyślić od czego. Jego wyjaśnienia mogły się wydać obserwatorowi przekonywujące, ale nie dla mnie. Demon musiał wiedzieć, że moja wiedza o Brasce nie była duża, dlatego zaczął od tego punktu. Niby to co mówi mogło być prawdą, w końcu to nadal trzymało się kupy - Braska rywalizował ze swoim bratem, pokonał go i nie wspominał o nim, bo z reguły nikt nie mówi dużo o osobach, których nie lubi, a Braska w ogóle nie mówił dużo o sobie. Ale wcale nie o to chodziło, jeśli uwierzyłbym mu w to, to od razu mógł liczyć na to, że do reszty też mnie przekona. Cwany był...
Niestety, bardziej cwany, niż bym chciał... Nie spodziewałem się, że Vixen się pojawi... Ale jeszcze kilka rzeczy miało mnie zdziwić i nawet, gdybym o tym wiedział, to nie umiałbym ukryć zdziwienia.
Nie potrafiła mi spojrzeć w oczy, dlaczego?
Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że mogła się wstydzić. Nie miałem tylko pewności czego dokładnie. Tego, że dała się zmanipulować? Nie, to nie było to. A może... Tego, że to co mówi Rukei to prawda...? Właśnie to wywołało pierwsze pęknięcia na murze mojej pewności. Znałem ją dobrze, nawet bardzo dobrze, umiałem przewidzieć jej reakcje na różne rzeczy i wiedziałem, że w takiej sytuacji zachowałaby się właśnie tak. Tylko, czy to było możliwe? Niby wiedziałem, że wszystko może sie zdarzyć, a jednak... To kruszyło fundamenty tego, w co wierzyłem, mojej ostoi w tym ciągle zmieniającym się świecie.
Jeśli wiedziałem o moim Mistrzu coś na pewno, to to, że bardzo brakowało mu rodzinnej planety. Ale żeby planował odtworzenie jej na Ziemi? Braska był zły, co do tego nie było wątpliwości, ale on nigdy nie interesował się ludźmi, nawet po moim pojawieniu nie wykazywał najmniejszych chęci do poszerzenia swojej wiedzy o gatunku ludzkim. Choć z drugiej strony... Przecież wcale nie musiał. Wystarczyło mu wiedzieć, czy jakiś człowiek nie był w stanie mu zagrozić, bo resztę mógłby pokonać jednym atakiem... A tak się złożyło, że sposród niewielu ludzkich wojowników jednego miał cały czas pod swoim skrzydłem... Cholera, to naprawdę miało sens...
Z zamyślenia wyrwałą mnie reakcja Vivian. Co ona chciała osiągnąć? Wiedziała dobrze, że przeciwnik jest od niej dużo silniejszy, a jednak... Nie bała sie stawić mu czoła. Cóż, odwagi jej nie brakowało, ale to już jedną mogę przekraczało granicę między odwagą a brawurą. Dopiero później dotarło do mnie, że motyw jej działanie nie był wcale taki egoistyczny, jak mogłoby się wydawać. Znaczy się, oczywiście, nie był on egoistyczny, choć mógł się taki wydawać. W każdym razie dostrzegłem w jej słowach pewne drugie dno, choc sam nie wiedziałem jak. Wygladało na to, że moja przemiana wpłynęła nie tylko na ciało, ale również na umysł. Tak czy inaczej, uważałem, że dziewczyna zachowała się dosyć lekkomyślnie, nawet jeśli w takich sytuacjach różne zachowania przynosiły skutek.
Demon nie zmieniał swojego stanowiska w tej sprawie, nadal upiuerał się przy swoim, ale zmienił podejście, przeszedł do ostatniego etapu tej fazy planu. Najpierw zasiał we mnie niepewność, poparł ją swoimi dowodami, a teraz postawił mnie przed wyborem... Co za drań z niego. I to niby ja miałem być jego gorszą połową? Jeszcze czego... Za kogo on się uważał? Pojawia się, unosi jak król całego wszechświata, gada jakieś brednie o moim Mistrzu i składa jakieś, zapewne niemoralne propozycje Vivian? Co to miało niby być? Czasami demony były strasznie trudne do zniesienia... Aż się ucieszyłem, że zniknął. Szkoda tylko, że wraz z nim Vixen. Cholera...
Wkrótce po tym pojawił się Changeling, był w opłakanym stanie, ale wydawał się nadal mieć zapał do walki. Zaraz po tym, jak się pojawił i dostrzegł, że jego przeciwnik zniknął, padł nieprzytomny.
Westchnąłem. I co mieliśmy teraz z Vivian zrobić? Przecież nie mogliśmy go tak zostawić. Nawet ktoś niespecjalnie silny mógłby go zabić, zwłaszcza, że ten nie miał się jak branić.
-Przypilnuj go na moment, ja skoczę po naukowca i opuszczamy to miejsce, spędziliśmy tutaj już chyba wystarczająco dużo czasu, co nie? - powiedziałem do Vivian, wcale nie kryjąc zmęczenia w głosie. Ta przemiana była męcząca. Nie towarzyszył jej taki ból, jak w przypadku tamtych aur, ale wymagała większej koncentracji do utrzymania, poza tym ciało nie do końca wiedziało jak zareagować na zmiany jakie w nim zaszły. Senność stawała się coraz silniejsza.

OOC:
Koniec treningu
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Thina

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Paź 05, 2014 11:47 pm

W skali niechęci jeden do dziesięciu Rukei zyskał niesamowity wynik równy stu punktom. Takiej ilości nie zaskarbił sobie nawet Koszarowy, który po sławnym incydencie z Vulfi dosłownie uwziął się na Ósemkę. Nie było to jednak coś z czym by sobie nie poradziła, a przynajmniej chciała w to wierzyć... Mniejsza o to. Vivian stała ze splecionymi ramionami i podejrzliwym spojrzeniem mierzyła zbyt pewnego siebie demona. Każde wypowiedziane przez niego słowo trafiało do niej, ostro, gładko, jednak żaden mięsień nie drgnął na twarzy halfki. Nie chodziło o nią wprawdzie, ale o chłopaka stojącego dwa kroki od niej. Zrozumienie nie miało tu wiele do powiedzenia, choć część informacji potrafiła poukładać sobie w głowie i domyślić reszty - i nie wyglądało to dobrze. Połowa duszy Chepri'ego mała być tym skrzyżowanym z nietoperzem casanovą o przerośniętym ego? Yare... Jakby nie patrząc może ich Ki miały podobną iskierkę, lecz przecież to nie musi nic oznaczać... Wiedza o demonach Nashi ograniczała się wyłącznie do przebywania z Redem, do tej pory nie spotkała żadnego innego przedstawiciela tej rasy. Nie wiedziała czego może się spodziewać, a informacja, jakoby mistrz czerwonowłosego - demon - zamierzał zniszczyć Ziemię była w równym stopniu zaskakująca co niepokojąca.
Moja propozycja jest wciąż aktualna.
Odpowiedzią na sugestywne mrugnięcie były poważne, wściekle zielone tęczówki. Żadnej ciętej uwagi, słów pogardy czy zniecierpliwienia, wyłącznie znaczący dziewczyny. W duchu klęła i rzucała najgorszymi wyzwiskami w Rukei, choć jej oczy pozostały spokojne i opanowane. Zbyt opanowane jak na nią... Splecione dłonie nie miały jak drżeć, postawa usilnie trzymana prosto nie miała jak się zachwiać. Ta wyprawa w dżungle sporo ich kosztowała.
Rukei i Vixen znikli. Znikł też jeden rodzaj lęku, pojawiło się ziarno nowego. Vivian wpatrywała się w miejsce gdzie przed chwilą stały dwa demony, po czym wzięła głęboki wdech i wolno wypuściła z płuc powietrze. Rozprostowała ręce, włosy ściemniał o ton, zieleń z oczu odpłynęła ukazując naturalny brąz. Niebezpieczne było schodzenie z tego stanu, ale przeczucie mówiło jej, że sprawca kłopotów oddalił się znacznie. Przez twarz halfki przemknął ukradkiem cień. Dalej była odwrócona do chłopaka plecami, lecz mogła wyczuć, że coś zawisło w powietrzu - dla niej te wiadomości były pewnego rodzaju niespodzianką, a dla niego... Fakt, że też tu stała, musiał być niezręczny. Rukei umiał manipulować słowem i nie wyglądał na kogoś, kto waha się przed zdobyciem celu, mącąc w myślach i siejąc wątpliwości. Tylko jaki był jego cel...?
Sprawa była poważna i nieszczęśliwie Vivian genetycznie przyciągnęła kolejne kłopoty... Gdyby może była czystą krwi Sayianką, gdyby była bardziej taka, jak rodowici mieszkańcy planety na której się wychowała... Może by jej to nie obchodziło. Może poczekałaby aż chłopak pomoże załatwić jej sprawę, na którą to egoistycznie powołała się przed Rukei, a potem... Zostawiła, zapomniała, w końcu nie miesza się w cudze interesy... Tak, to byłoby wygodne... Acz kompletnie nie w jej stylu.
Zaczęła się przejmować.
Nie podnosząc wzroku halfka odwróciła się chcąc coś powiedzieć, jednakże w tym samej chwili zza zarośli wyszedł, a raczej wypadł Changeling. Prezentował się okropnie, poranione ciało, spalona skóra i rozpalone spojrzenie. Duch wojownika wciąż się go trzymał, bo najwyraźniej dążył do bitki, szczęśliwie nie z Vivian lecz z nieobecnym Rukei... Zemdlał nim cokolwiek zdążyli zrobić. Szczęście w nieszczęściu? Nie rzucił się na nią. Bez słowa i strachu podeszła do Jaszczura i przyklękła obok, oceniając jego stan - rozległe oparzenia i dziura w piersi w przypadki tej rasy nie były śmiertelne, co najwyżej bardzo bolesne. W tej chwili nie stanowił zagrożenia.
- Niech będzie. - odparła krótko na słowa chłopaka, nie podnosząc głowy. - Tylko bądź ostrożny.
Słowa znów padły nieprzemyślane, choć... Tak jak wcześniej, powiedziała coś nie wiedząc czemu. Może przez ton Chepri'ego w którym rozbrzmiało znużenie, czy niespotykane wcześniej przejęcie ściskające dziewczynę w dołku. Choć nie słyszała żadnego dźwięku czuła, że chłopak znikł. Westchnęła tylko nieznacznie i ostrożnie ułożyła Changa pod najbliższym drzewem. Nie znała się na biologii Jaszczurów, ale wiedziała, że Trener za 'akt łaski' dałby jej solidną reprymendę. Albo dostałaby ochrzan od brata, który gdzieś dalej zabawia się bijąc z jakimś demonem. Raziel nienawidził Changelingów i nie zawahałby się przed ukróceniem takiemu męki...
Noszenie przy sobie miniaturowej apteczki dzień i noc naprawdę się przydaje. Vivian otworzyła pudełeczko, wydobyła bandaż i oplotła ciasno pierś czerwonoskórego hamując wypływającą z rany posokę. Na oparzenia niewiele mogła zdziałać, zakładając tylko opatrunki na najgorzej przypalone miejsca. Stan, choć ciężki, był stabilny.
- Już kończę. - powiedziała.
Nie musiała i teraz odwracać spojrzenia. Chepri stał z nią z nieprzytomnym mężczyzną przewieszonym przez ramię - jak i skąd go wziął, nie wnikała... Ważne, że ten człowiek będzie w stanie naprawić jej kapsułkę i umożliwić lot powrotny na Vegetę. I ona miała dość tego lasu. Powstała, schowała apteczkę do kieszeni kurtki i przyjrzała się Jaszczurowi. Prezentował się nieco lepiej, ale jego KI znacznie osłabła w starciu z Rukei. Nie wiadomo kiedy mógłby się obudzić, a tak był łatwym celem... Nie, żeby jej zależało...
Kula energii pojawiła się w jej dłoni i dziewczyna ostrożnie przyłożyła ją do ciała nieprzytomnego. Przekazała mu część swojej Ki - nie zaleczyło mu to ran, jedynie nieco wzmocniło. Był to mały zastrzyk, działający jak adrenalina, powinno to go choć trochę ocucić. Potrząsnęła nim nieco, tak by oprzytomniał na miarę swoich możliwości i przy odrobinie szczęścia poszedł własną drogą. Zostawiajac rozbudzającego się Jaszczura odwróciła się i zrobiła parę kroków w stronę Chepri'ego.
Kiwnęła głową i oboje wzbili się w powietrze.

OOC ---> Koniec treningu
SSJ OFF
Daję Xanowi 2500 ---> Ostatecznie trafia 1250
[ztx2] ---> Mieszkanie Chepri'ego
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sro Paź 08, 2014 3:16 pm

Niemal pół minuty po opuszczeniu tego miejsca przez Vivian i Chepri'ego, z gąszczu wynurzyła się zgrabna postać kobiety o długich, falowanych blond włosach. Mruknęła pod nosem kilka niecenzuralnych słów, zrzucając z głowy liście i kawałki kory po czym zorientowała się, że nie jest tu sama. Nie licząc skaczących w górze małp oraz chodzących małych stworzeń była tu istota inteligentna, lecz nie człowiek - czuła inny rodzaj ki. Gdy już miała się cofać, by uniknąć ewentualnych problemów, na których teraz nie miała za bardzo ochoty, dostrzegła, że owa istota leży, a z zabandażowanego brzucha wycieka fioletowa posoka. Nie był słaby, ale po prostu wyczerpany i na skraju życia ze śmiercią. Przewróciła oczami.
___ - Dlaczego masz takie miękkie serce? - powiedziała cicho do siebie po czym zaczęła iść pewnym krokiem w stronę istoty. Gdy była już przed nim, zauważyła do jakiej rasy należy. To był changeling. Już kiedyś taką jaszczurkę widziała, ale nie pamiętała za bardzo gdzie i w jakich okolicznościach. Nie ważne czy miał dobre, czy złe zamiary - June nie mogła tak po prostu odejść, zostawiając go na pewną śmierć. W takim stanie nie mógłby się obronić przed dinozaurem czy tygrysem szablozębnym. Rozerwałyby go na kawałeczki i zrobiły z niego egzotyczny obiadek.
Mimo tego, że Daisuke skutecznie zepsuł jej humor, to wciąż było w niej trochę tego dobra. Wstrętny człowiek. Chciał zapłaty za uratowanie jej życia? Już by wolała zdechnąć na tym drzewie, byleby mieć z głowy chytrość mieszkańców tej planety. Nie są takimi aniołkami jak to są opisywani przez przedstawicieli innych ras.
W każdy bądź razie, odłóżmy wcześniejsze scysje i wróćmy do umierającego jaszczura. Złotooka przykucnęła, a następnie wysunęła rękę nad brzuch changelinga. Po krótkim skoncentrowaniu się, wyzwoliła delikatnie swoją energię, której barwa nie była demoniczna, ale czysto ludzka. Jej moc zamiany jest wspaniała. Nawet jak pokaże trochę swojej obecności to nikt nie skojarzy jej z demonem i rudowłosą June. Jednak mimo wszystko, nie chciała się rzucać w oczy. Wiązka ciepłego płomienia objęła ciało Xanasa, a następnie zaczęła leczyć. Drobniejsze rany szybko zniknęły, a większe wymagały większej koncentracji. Nie uleczyła go do końca, tylko na tyle, by nie przyszło mu do głowy atakować dziewczyny z powodu jeszcze bolących ran.
Gdy skończyła, odsunęła się nieco. Oddychając płytko przypatrywała się jaszczurowi. Chciała mieć pewność, że otworzy oczy i odzyska świadomość.

OOC
Healing - (3 KI = 1 HP) 30000 KI, +10000HP dla Ciebie

HP: 60%
KI:  37800 - 30000 = 7800
Zapomniałam
Po 15pkt dla Vivian i Xanasa, i 10 dla Chepsa za fabułę. Info jak zwykle w treningu. Wink
Powrót do góry Go down
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Paź 09, 2014 6:33 pm

Omdlenie nie było czymś co często spotykało Frosta. W gruncie spowodowały to bardziej wielkie oparzenia ciała od ostatniej techniki demona niż dziura w jego klatce piersiowej. Mimo to nie było z nim dobrze, a zabiegi Vivien mogły nie pomóc, chociaż kto wie.
Tak wiec dostał prowizoryczny opatrunek i obecni tam ludzie opuścili go zostawiając go samemu sobie nie interesując się zbytnio co się z nim stanie. No ale nie mogli czekać kilku godzin tak więc jaszczur powoli tracił krew pod drzewem nie mogąc się obudzić.
W sumie nie wiadomo co by się z nim stało, może by się obudził i zregenerował, a może by po prostu umarł w tym zapomnianym przez wszystkich świecie nie mogąc nawet zrealizować walki o którą tak zabiegał.
Nie wiedział też ile czasu był nieprzytomne do momentu aż znalazła go June. Dzięki jej opiece jego ciało zaczęło powoli wracać do zdrowia, a ślady po oparzeniach zniknęły dosyć szybko. Mimo to rana w piersi leczyła się bardzo wolno, a koniec końców nie zaleczyła się całkowicie. Za to ustąpiła gorączka i pocenie się które wcześniej było silne tak jakby miał wysoką gorączkę. Oddech się ustabilizował i po kilku minutach changeling powoli otworzył oczy spoglądając w niebo.
- Ugh... - dał radę tylko sapnąć i przekręcić głowę.
Dojrzał wtedy tą która go podleczyła, ale nie kojarzył jej za nic ze swojej przeszłości. Oczywiście on nie wiedział że ta cokolwiek mu zrobiła by szybciej wrócił do zdrowia. Zlustrował ja tylko od stóp do głów, ale nie z żadnym podtekstem sexualnym. W końcu changi nie odczuwały nic takiego jak pociąg do kogokolwiek.
Spróbował się dźwignąć, ale za pierwszym razem nie dał rady. Jednak kolejna próba była już lepsza i podniósł się do pozycji siedzącej. Odetchnął głęboko nie spuszczając z niej wzroku.
- Kim jesteś? - odezwał się w końcu rzeczowo po czym dotknął swoich rąk które powinny być zdrowo poparzone i zdziwił się czując że jego skóra jest już w większości zaleczona. Wątpił żeby to była jego naturalna odległość, bo nigdy nie słyszał by jego rasa posiadała takie właściwości. - Ty mnie uleczyłaś?
Nie wiedział czy to ona go uleczyła, ale ziemianie już kilkakrotnie go zaskoczyli. na przykład tym swoim zanikaniem energii przez co naukowcy na namek będą musieli wprowadzić stosowne ulepszenia. Mimo wszystko rozejrzał się po ziemi szukając swojego scoutera i na szczęście znalazł go kilka metrów obok. Sięgnął po niego i założył na oko. Może super leczenie zalicza się też do umiejętności Ziemian.
Powrót do góry Go down
Online
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Paź 10, 2014 3:15 pm

___ - Twoim koszmarem skarbie. - zażartowała gdy tylko changeling się wybudził. Chciała zobaczyć jak zareaguje na jej słowa. W każdym bądź razie szybko poprawiła się - Nazywam się Ju... Aiko i tak, to ja Cię uleczyłam. - powiedziała siadając na pieńku i zakładając ręce na torsie - Jeszcze chwila i zwiedzałbyś zaświaty. Byłeś podziurawiony jak ser.  - mruknęła, nie spuszczając jaszczura z oczu. Machnęła ogonem na bok... zaraz, ogon? Do czorta, wychylił się niespostrzeżenie spod jej białej sukienki. Najwyraźniej jej ciało ma powoli dość ukrywania się pod innym wyglądem, a jej magia powoli puszcza. Niestety nic nie jest wieczne, to smutne.
Schowała niesforny ogon pod ubranie, licząc, że changeling tego nie zauważył. Nie do końca wiedziała jaka jest jego rasa, ale jeśli lubiąca walki i ciekawska, mogłaby mieć spore problemy gdyby ujawniła swoją demoniczną część. Jakoś ma dość walk jak na ten czas. Bardzo spory czas.
___ - Nie jesteś zbyt słaby, kto Cię tak potraktował? Musiał to być ktoś na prawdę silny. - powiedziała wstając z pieńka. Bosymi stopami stąpała po mchowatym podłożu, chodząc wokół nowo poznanej istoty. June była bardzo ciekawską osóbką. Jeśli by nie wiedziała czegoś, byłaby mentalnie chora i niezaspokojona duchowo. Mówiąc o jego sile wyraźnie odkryła się z tym, że potrafi wyczuwać energię. Ten, potrzebował dziwnego urządzenia by móc nakierować swoje zmysły na wybrany cel. Straszne upośledzenie, June nie wyobraża sobie walki bez tego szóstego zmysłu. Nie potrafiłaby wykonać połowy uników oraz znaleźć przeciwnika jeśli się gdzieś chowa. No i nie raz gdy orientacja zawodzi, to ki feeling ratuje tyłek.
Jak dotąd oczy w odcieniu khaki, nabrały bardziej złotego koloru. Nawet tutaj puszcza jej magia. Jeśli nie znajdzie gdzieś spokojnego miejsca, gdzie będzie całkiem sama przez chociaż parę godzin, to całą jej przebierankę szlag trafi. Jest zmęczona. Potrzebuje dobrego odpoczynku.
I jak na złość, poczuła zawroty głowy. Musiała chwycić się drzewa, które znajdowało się na szczęście tuż obok niej. Świat jej wirował, a przed oczami miała mnóstwo ciemnych plam. Jeszcze do końca się nie zregenerowała po morderczej bitce, a tutaj jeszcze musiała użyć mocy by uleczyć umierającego changelinga. Nie powinna tak szastać energią na prawo i lewo.

OOC
HP: 70%
KI: 7800 + 6300 = 14100
Powrót do góry Go down
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Paź 10, 2014 5:50 pm

Na jej pierwsze słowa zamrugał tylko kilkakrotnie przekrzywiając głowę. Laseczka nie wyglądała groźnie, ale już kilkakrotnie mógł się przekonać że nie szata zdobi człowieka. Wolał nie oceniać pochopnie tych Ziemian bo na razie zaskakiwali go raz za razem.
- Jakbyś była moim koszmarem to byś mnie nie uleczyła złotko. - mruknął do niej, a gdy ta usiadła na pieńku zahaczył wzrokiem o jej ogon który dopiero teraz się pojawił.
Nie wiedział że ludzie mogą mieć ogony, ale tak naprawdę mało co znał się na ich anatomii która na pewno nie przypominała jego rasy. Sam machnął swoim od niechcenia powoli podnosząc się na równe nogi chociaż nawet teraz wzrostowo był mniejszy od June.
- Ładny ogonek "Juaiko", nie wiedziałem że ludzie posiadają takie. - mimo wszystko wzruszył ramionami, bo co go to obchodziło.
Domyślił sie że ta nie chce powiedzieć mu swojego prawdziwego imienia, ale to jej całe zająknięcie się było nawet zabawne. Jak na changelinga był bardzo spostrzegawczy, może dlatego że nigdy nie walczył w oparciu na ułatwiającym życie Ki Feeling, a za pomocą własnego wzroku. Inne rasy opierały na tym zmyśle całe swoje walki i jakby im je zabrać to nie potrafiliby walczyc tak efektownie jak teraz. Z changami sprawa ma się inaczej, zostali wychowani na starej, żołnierskiej szkole i jedynie czego potrzebowali to scouterów które namierzą z daleka przeciwnika. Dalej to już tylko wzrok i refleks. No ale kto co woli.
Na pytanie kto mu to zrobił chang momentalnie zacisnął dłonie przypominając sobie wszystko. Energia w nim wezbrała w złości i walnął ręką najbliższe drzewo.
- Szlag... nie jestem słaby? Jestem słaby! Pokonał mnie jakiś dziwoląg ze skrzydłami, a ja nie mogłem nic mu zrobić! Zwiększam swoją siłę tylko po to by i tak oberwać w cholerę.. Czemu na ziemi ludzie tak łatwo stają się tak silni? Co w tej planecie jest niezwykłego... to jest chore. - syknął zły na siebie po czym przeniósł wzrok na kobietę. - Widzę że wyczuwanie mocy osobnika jest także wrodzone dla ziemian co ?
Nim dostał odpowiedź zobaczył że blondynka zaczyna się chwiać i złapała się drzewa. On już czuł się dużo lepiej więc mimo wszystko w ramach podziękowania podtrzymał ją dodatkowo i lekko swoim grubym ogonem.
- Widzę jednak że leczenie mnie dało ci się we znaki. Mimo wszystko dzięki. Nazywam się Frost i jestem żołnierzem Wielkiego Imperium Changelingów. -  przedstawił się regulaminowo. - Ci którym pomagałem musieli mnie tu po prostu zostawić.

regen
Powrót do góry Go down
Online
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sob Paź 11, 2014 5:15 pm

___ - Zostawić? - powtórzyła zdziwiona - To ładna wdzięczność. Mam nadzieję, że ten skrzydlaty facet nie będzie chciał zniszczyć Ziemii. Nie mam za bardzo jak jej obronić. Wiesz... nie ważne jak bardzo będziesz stawał się silny, tak czy siak znajdzie się ktoś, kto Ci skopie dupę. Tak skonstruowany jest ten chory świat. - zmrużyła powieki, przypominając sobie Rikimaru. W końcu to od niego dostała niezłe bęcki całkiem niedawno. Do tej pory czuje ból w kościach.
Nagle, znów musiała się chwycić drzewa. Nogi miała całkowicie zwaciałe, a wzrok pogarszał się z minuty na minutę. Ledwo co była w stanie dostrzec twarz Frost'a. Aj aj aj.
___ - Szlag. - mruknęła pod nosem, zakrywając jedną ręką połowę twarzy. Widziała jak fioletowe znamiona pojawiają się powoli na jej nadgarstkach i zapewne reszcie ciała też. Była zbyt wykończona by móc dalej maskować się. No, niestety.
Na ułamek sekundy rozbłysło jasne światło. Gdy blask zniknął, na miejscu niegdyś blondynki, stała rudowłosa już June. Złote oczy, o czarnych bielmach spoczęły na twarzy Frost'a. Jej mina mówiła "no to wpadka". Musiała się jakoś wytłumaczyć, żeby nie została spostrzeżona jako wróg czy szpieg dla changelinga.
___ - Dobra. Jestem demonem, a na imię mi June. - powiedziała, wymachując ogonem jak zaczajony kot - Potrafisz ukryć moc? Jeśli ktoś Cię wyczuje i zechce tu przylecieć, mogę mieć problemy gdy mnie zobaczy. - podniosła jedną brew. No tak,  najpierw mówiła, a potem myślała. Jeżeli nosi to zdzierstwo na uchu by móc wykrywać obce energie, to na pewno nie potrafi się ukrywać. Będzie musiała w takim razie, albo iść, albo... - Stój tak. - wydała 'rozkaz', a następnie położyła rękę na głowie jaszczura. Przesłała mu informacje, jak to się nauczyć ki feelingu. Szasta technikami, a jak! - Nie mów nikomu, że mnie widziałeś.

OOC
Sorka za krótki post.
Możesz uczyć się KF.

HP: 80%
KI: + 6300
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 603
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
67665/70665  (67665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Paź 13, 2014 12:40 pm

Mental sms do Xanasa

Powrót do góry Go down
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Paź 13, 2014 7:31 pm

- Ano, chciałem im pomóc ale widząc różnicę mocy między nimi to nawet go nie zaatakowali. Najwyraźniej przestraszyli się go, cholerne tchórze. A przybyłem tutaj tylko by dokonać rewanżu na ten blondynie, a teraz znów mi zwiała. - zacisnął pięść, ale potem wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze nakazując sobie spokój.
Po tych słowach jednak zdumiał się wiele gdzy kobieta zerwała sobie połókę twarzy,a następnie nagle wybuchło jasne światło i dziewczyna zmieniła się całkowicie. nie wiedział czy to jakaś transformacja, czy magia ale to się działo naprawdę. Mimo wszystko scouter nie zanotował żadnego wzrostu mocy jak przy takich przypadkach, ale znów to urządzenie mogło okazać się zawodne. Mimo wszystko cofnął się o krok chociaż gdyby ta chciała go zabić to pewnie zrobiłaby to już dawno. Mimo wszystko jednak lerpiej dmuchać na zimne i być gotowym na wszystko.
Co do wyglądu to teraz wyglądała o wiele bardziej ciekawe. Ogon, ruda burza włosów, duże piersi i ciekawsze rysy twarzy sprawiały na pewno że dla większości samców pewnie była pociągająca.
potem przyszła pora na chwilę wyjaśnień ze strony "June" która wreszcie przedstawiła się swoim prawdziwym imieniem. Na jej pytanie o ukrywanie mocy tylko wzruszył ramionami.
- na tej planecie jest tyle osób o wielkim poziomie mocy że nawet mój scouter nie jest wstanie wyświetlić wszystkich. Najwyraźniej ludzie tutaj przywykli do obecności dużych mocy na swojej planecie więc wątpie by kolejna średnia zwróciła czyjąś uwagę. - mimo wszystko nie miał chyba wyjścia gdy ta wydała mu rozkaz i położyła rękę na głowie.
Przez ułamek sekundy wszystko było normalnie gdy nagle dwie osoby zaczęły mu przelewać jakieś wiadomości do głowy.
Informacje leciały w tym samym czasie więc Frost miał problemy z odróżnieniem który fragment jest do czego ale zrozumiał większość obu i tylko zacisnął pięści.
- Co kurwa?! - warknął zaciskając zęby, ale June nie mogła wiedzieć dlaczego. - Nie wiem czy to ty zrobiłaś ale dostałem jakoś wiadomość od kogoś że sayjanie zaatakowali moją planetę! Nie wiem czy wiesz kim oni są, ale jeśli tak jest to moim ziomkom grozi niebezpieczeństwo. Miejmy nadzieję że uda im się ich odeprzeć. Cholera!
Powrót do góry Go down
Online
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Wto Paź 14, 2014 12:32 pm

Cofnęła nagle dłoń, gdy usłyszała bluzgi z ust changelinga. Od razu połapała się, że to nie jej sprawka, a tłumaczenie Frost'a tylko ją w tym utrzymało. Podrapała się po policzku:
___ - To była telepatia, nie miłe uczucie, nie? W każdym bądź razie to nie moja robota. Nie znam tej techniki. - czy on coś mówił o blondynce? Zrobiła szybką kalkulację istot, które znała. Nie pamiętała, by spotkała się kiedyś z jakąś blondynką o mocy podobnej do jaszczura. Tak myślała, że podobnej. W końcu chciał rewanżu, więc musiała mu skopać jakoś dupsko. Hehe. Ale to trochę zmartwiło rudowłosą. Znów ktoś silny kręcił się po błękitnej planecie. Miała tego szczerze dość, ale póki nie czuje, że ten ktoś niszczy okoliczne miasta, to czuje się spokojna. Gdyby jednak ktoś odważył się podnieść rękę na nic nie winnego ziemianina, to poczułby smak pięści June.
___ - Saiyanie to specyficzna rasa. Są... dziwni. - przewróciła czami - Jeśli Cię już ktoś namierzył telepatią to pora się od Ciebie oddalić dla bezpieczeństwa. Leć jak najszybciej na swoją planetę. Ja niestety nie pomogę choć bym chciała. Zlanie kilku małp to coś, czego bardzo pragnę od jakiegoś czasu. - zmarszczyła brwi i uderzyła pięścią w otwartą dłoń. Wyglądała na wściekłą. Na szczęście szybko się jednak opanowała. Gdyby teraz wybuchła, mogłaby się zdemaskować. Eh, ciężko jest się ukrywać jeśli się ma wybuchowy charakterek. Na pewno długo nie wytrzyma jeśli będzie tak się denerwować bez powodu.
Znów ma konflikt osobowości. Z jednej strony chce obronić ziemian, a z drugiej strony ma dużą ochotę niszczyć i zabijać. Ostatnio coraz większą. Już sama przemiana była bardzo mocnym kopem w charakter dziewczyny, a dodatkowa niespodzianka w postaci zniknięcia Reito tylko ją dobiła. Obudziło się w niej trochę zła i nienawiści, ale tylko troszkę. W dodatku Majin, z którym miała do czynienia ostatnio... wciąż czuje się nieswojo, jakby miał ją niedługo zaatakować, zawładnąć jej umysłem. Nie może się poddać temu ścierwu.
Nagle, jak gwóźdź w głowę, przemknęły  jej dość silne energie, znajome energie. To... to był Kuro i Hikaru! Aż zadrżały jej nogi, a twarz zbladła gdy o nich pomyślała. Jeśli tutaj są, o trzeba się jak najszybciej schować, bo sądząc po ich mocy mają bardzo bojowy nastrój. Kso. Chyba nie przyszli zlać June? Przecież idealnie upozorowała swoją śmierć. Prawie. Ten białowłosy ma wtyki w zaświatach i to może dowiedzieć się czy dziewczyna jest na liście martwych. Tego nie przewidziała.
___ - Powodzenia. - odezwała się nagle. Machnęła ręką, a następnie czmychnęła bardzo szybko w stronę przeciwną do pojawienia się dwóch mocy. Musi się schować.

OOC
Z tematu > Jaskinia
HP: 90%
KI: + 6300
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Lut 08, 2015 10:40 pm


Nagle w atmosferę ziemską wbiła się kapsuła i mknęła z dużą prędkością w kierunku drzew. Zniszczenia byłyby ogromne, gdyby kula w ostatniej chwili nie zatrzymała się 10 metrów nad koroną drzew. Gwałtowny podmuch powalił kilka sztuk, a pozostałe jedynie się nieco ugięły. Również Frostowi się oberwało od fali uderzeniowej gwałtownego wyhamowania statku. Właz otworzył się po chwili, a następnie oczom changelinga mógł ukazać się jeden z przedstawicieli Gado-Jishin z frontu Lodowych.
- Cel: Ziemi. Zbadać. Poszukać miejsca na bazę. W razie wątpliwości: Zniszczyć! Oh... co my tu mamy? Nie jestem pierwszy?!
Spojrzał z uśmiechem na Frosta, a następnie jego moc z ledwie 15000 jednostek urosła do 34000. Na razie nie wykonywał ruchu. Stosunki między lodowymi, a słonecznymi są napięte. Słoneczny również mógł dostać tu misję.

OoC:
Od fali uderzeniowej nagłego zatrzymania kapsuły otrzymujesz 10% dmg w HP i nie możesz użyć przez 2 tury żadnej techniki.

34 000 jednostek. Staty na razie nieznane.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Lut 09, 2015 2:26 pm

Frost miał zamiar ruszyć w dalszą drogę gdy nagle na niebie ukazała się kapsuła która mknęła w stronę ziemi. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że ta wydawała mu się znajoma. W sumie wyglądała jak wszystkie które opuszczają Namek. Changeling zmarszczył brew i poprawił scouter na oku. Nie ruszył się jednak z miejsca wiedząc że tutaj jest w miarę bezpieczny.
Kapsuła hukiem uderzyła o ziemię, a i jemu trochę się oberwało, a kawałek kamienia rozciął mu policzek. Nagły wiatr porwał kilka drzew, ale Frost nawet nie drgnął. Czekał aż ktoś - kimkolwiek jest wyjdzie z kapsuły.
Czyżby dowództwo przysłało mu wsparcie? To raczej niemożliwe, bo by mu raczej o tym powiedzieli wcześniej. Zresztą miał tu tylko badać złoża i wysłać im kompletną listę jakie materiały można znaleźć na tej planecie. Lista była już prawie kompletna dlatego nie widział sensu wysyłania wsparcia.
W końcu jednak klapa się otworzyła i ze środka wygramolił się jakiś grubas niewątpliwie rasy changelingów.
Emblematy na pancerzu od razu zostały rozpoznane. A wiec i Lodowi zainteresowali się tą planetą. Pierwsze słowa tamtego utwierdziły Frosta w przekonaniu że nie będzie wesoło. Skrzywił się i stanął mu naprzeciw zakładając ręce na piersi.
- Nie nie jesteś! Czyżby Lodowym nie wystarczała już baza na Namek? Chcecie tutaj terroryzować ludzi? - Scouter pokazywał 34 000 jednostek, ale Frost nauczył się że ten czasem pokazuje źle.
A sam fakt że był z dywizji wyżej oznaczało że jest silniejszy niż pokazuje maszyna.
- Zniszczenie planety przeszkodziłoby mi w mojej misji dlatego.... lepiej byś wrócił do kapsuły i odleciał. Nie chcę zabijać pobratymca. I tak już nas mało zostało.
Powrót do góry Go down
Online
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Lut 09, 2015 8:47 pm


Wojownik dostał jasny cel. Słoneczni nie mogą mu przeszkadzać, a skoro znaleźli się tu pierwsi to trzeba zrobić wszystko, żeby lodowi nie byli do tyłu. Najważniejsze było teraz to, że Frost mógł przekazać przez scouter informacje do swojej bazy. Musiał działać szybko. Wystawił palec i strzelił zabójczym promienień prosto w urządzenie.
- Hihihihi. Hihihihi. Teraz nie skomunikujesz się z bazą.
Teraz też zwiększył moc jeszcze do 50000 PL. Maksymalna moc... pół-changelinga. Zwiększając moc na koniec sprawdzi, czy jego przeciwnik potrafi wyczuć moc rywala. Był jednym z pierwszych changelingów, który to opanował. Wszystko dzięki wielu misjom.

OoC:
Wcześniej widziałem, że w jednym poście nie regenerowałeś HP i KI, więc teoretycznie te 10% z poprzedniego posta co Ci zabrało to wychodzi i tak, że masz 26 000 HP?

50 000 PL.
Death Beam; 3750 DMG (ale Ty obrywasz 1000, bo Ci tylko koło głowy śmigło); -4875KI
KI: 75 000 - 4875= 70 000 (nie chce mi się dokładnie liczyć, będę zaokrąglać w dół)
Reasumując poznajesz jego ilość energii: 5000.
Wiesz jedynie tyle, że miał wcześniej 34 000 jednostek, a więc teoretycznie możesz założyć ile ma siły, szybkości, wytrzymałości, żeby wyszło np. 34 000 jednostek, ale jeszcze nie wiesz, że ma teraz 50 000 jednostek ^^ Taka tam zagadka.
(Podpowiedź: Warto w poście ją rozwiązać jako rozmyślenia Twojej postaci)

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Wto Lut 10, 2015 7:16 pm

Zanim changeling zdążył zareagować jego przeciwnik wystrzelił promień energii niszcząc jego scouter. Jaszczur skrzywił się czując spaleniznę na swojej twarzy. Szkoda było scoutera, ale zawsze mógł skorzystać z komunikatora wbudowanego w kapsułę która teraz leżała za różowym. Mimo wszystko tamten myślał zapewne że jest silniejszy, ale bez scoutera nie mógł tego zmierzyć. Tak więc mimo wszystko miał taką przewagę że w obecnej formie był o wiele silniejszy. Baza lodowych musi mieć naprawdę słabych wojowników ze takich słabeuszy awansuje do elity.
Dodatkowo gość jest strasznie gruby, co oznacza że większość czasu musiał spędzić w kantynie, a nie na polu treningowym, Pewnie ma siłę i wytrzymałość, ale nie szybkość. W końcu jak taka klucha miałaby się ruszać.
Na jego śmiech Frost tylko machnął ogonem i uśmiechnął się litościwie.
- A po co mi to teraz? Zbiję cię i użyję komunikatora w twojej kapsule. - oblizał usta stanął w lekkim rozkroku.
Miał zamiar zobaczyć jak tamten potrafi się ruszać, a zatem nie traktował tego na razie na sto procent poważnie, a miał zamiar przetestować różowego. Ze swoją maksymalną szybkością starał się znaleźć przy przeciwniku i szybkim ciosem ogona powalić go na ziemię.
OOc:
Potężny atak: 1746 + 2672 = 4418
Powrót do góry Go down
Online
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Lut 12, 2015 10:21 pm


Przeciwnik Frosta może i był kluchą, która wyglądała, że lepiej się toczy niż idzie, ale bez wątpienia w tak wielkim cielsku kryło się bardzo dużo energii. Nie omieszkał tego udowodnić w swoim kolejnym ruchu. Nie mniej jednak były pewne wady zbytniego przerostu ki nad resztą. Zdołał zauważyć moment w którym changeling znalazł się tuż przy nim i zamykając oczy uwolnił siłę Kiaiho i to nie byle jakiego, bo tego w drugim stopniu. Czegoś, co Frost po tej walce powinien się nauczyć, jeżeli chce iść do przodu w swym rozwoju.
Bez wątpienia taka sztuka defensywna przyda się każdemu w każdej chwili. Teraz mogła uwidocznić się już pewna niedoskonałość tajemniczego osobnika. Zaczął on miotać ki-blastami w kierunku Frosta, ale część z nich chybiła. Nie do końca panował nad tak dużą ilością energii. Cóż... dotychczas po prostu niszczył wszystko na swojej drodze i jakoś w ten sposób przetrwał.
- Buihihihi. Buihihihi. Ty!? Nigdy mnie nie zabijesz smrodzie!

OoC:
50 000 PL.
Kiaiho def-ofe |zatrzymuje Twój atak| 5000dmg | -750KI

Rezoku Energy Dan; 1000 DMG (byłoby 7500, ale ma zeza kolo xD); -8100KI
KI: 70 000- 9000= 61 000
Reasumując poznajesz jego ilość energii: 5000.


Założyłeś, że ma siłę i wytrzymałość w miarę, a szybkość słaba. Może nie do końca. Po ilości Ki-blastów z techniki RED możesz się domyślić, że jest silniejszy niż wskazywał scouter, czyli ponad 34 000 jednostek.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Lut 16, 2015 5:32 pm

Frost miał to do siebie, że uczył się tylko takich technik które go interesowały. Już dawno mógł się nauczyć Ki Feeling, ale miał to gdzieś, ponieważ uważał że to jest bez sensu skoro są scoutery. Po co zajmować swoja przestrzeń mózgową jakimiś śmieciowymi  technikami i jeszcze marnować czas na ich opanowanie. Nie dla niego takie zabawy.
Technikę grubasa też już widział wcześniej, bodajże kilka lat temu kiedy walczył na Vegecie i też szybko pojął jak mógłby się jej nauczyć, ale nie widział potrzeby. Dla niego używanie energii do unikania ciosów gdy masz ręce i nogi nie było potrzebne, a i tak wiedział że techniki changów są bardzo Ki żerne. Dlatego im większa liczba technik tym gorzej dla niego. Wolał już się uczyć takich które mogą spopielić przeciwnika jednym atakiem, a nie odepchnąć go tylko.
Frost szybko odleciał do tyłu, ale nie zniechęciło go to. W sumie od dawna porządnie się nie bił.
Gdy szybko wyrównał lot jego przeciwnik przeszedł do ataku. Zaczął wyrzucać ze swoich rąk ogromną ilość blastów, ale te nie trafiły w większości w niego, a uderzały w teren. Więc albo różowy miał problemy z kontrolą, albo ma zeza. Tak czy inaczej zasłonił się ręką, by te które jednak trafiły nie wyrządziły mu zbyt wielkich szkód na ciele. Nie mógł lekceważyć żadnego przeciwnika, ale ta klucha bardziej go bawiła niż mógłby ją brać na poważnie.
Gdy ostrzał ucichł Frost opuścił rękę, a jego uśmieszek pozostał taki sam.
- To wszystko na co cię stać? Powinieneś więcej spędzać czasu na treningu, a nie na obżeraniu się! Moja kolej.  - wycelował pojedynczym palcem w grubasa po czym wystrzelił cztery pociski prosto w jego klatkę piersiową.

DMG: 8070 (20% KI) (koszt: 11298)
Powrót do góry Go down
Online
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Lut 16, 2015 9:37 pm


Gruby przeciwnik Frosta lekko poczerwieniał na twarzy, a gdy Słoneczny changeling wystrzelił promieniem to jego rywal skontrował atak efektowną barierą.
- W tej masie drzemie dużo energii. Nie lekceważ mnie!
Następnie z oczy wystrzeliły paraliżujące promienie, które trafiły Frosta prosto w bark. Teraz grubas podleciał do niego i walnął z całej siły złączonymi rękoma w głowę, aby zniżyć go do parteru. Po takiej serii słonecznemu ciężko będzie się pozbierać.
- Ta masa potrafi też dobrze przywalić! Buihihi

OoC:
50 000 PL.
Bariera |zatrzymuje Twój atak| 60%z 8070 = -4842 KI

Eye Beam, unieruchamiam Cię | -807-750=-1557
KI: 61 000-4843-1557= 54600
Atak potężny 2000dmg nie do uniknięcia


Tak więc jeszcze go ani razu nie drasnąłeś, ale już jesteś w stanie określić ile czego ma.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Lut 23, 2015 9:40 pm

Powoli, bez pośpiechu Forst podniósł się po ataku przeciwnika. Wytarł stróżkę krwi ściekającą mu z ust i uśmiechnął się znowu. Wreszcie jakiś przeciwnik który jako tako umie przywalić. Jaszczur przecież nie odkrył przecież wszystkich kart jakie miał w rękawie.
- Może i potrafi więc może skończmy z tą  rozgrzewką. - uśmiechnął się szerzej.
Szybko stanął w rozkroku, a następnie zaczął kumulować w sobie energię. Ziemia zaczęła się drastycznie trząść, a na jego twarzy pojawiły się żyłki świadczące o wielkim napięciu. Powoli na jego ciele zaczęły pojawiać się mięśnie które praktycznie zwiększyły dwukrotnie jego masę. Nie był to jednak tłuszcz jak w przypadku jego przeciwnika, a wielkie mięśnie.
Te z każdą chwilą się powiększały, a kawałki ziemi wzlatywały do góry.
- 95...96...97....98...99!!.. - syczał podczas wykonywania tych akcji, zmęczony, ale jeśli przeciwnik potrafił odczytywać moc to jego powoli wzrastała cały czas.
Przeciwnik Frosta może i nie byłby do pokonania gdyby ćwiczył, ale jest tępym grubasem więc w tej formie nie powinno być problemu. Dodatkowo był jeden problem. Gdy Frost przechodził na tę formę to wtedy coś odwalało mu w mózgu i stawał się bardziej sadystyczny.
- 100%!!!!!!!!!!!!!!!! - wykrzyknął i uwolnił całą energię, po czym nastąpił wybuch, a gdy kurz opadł można było podziwiać bardzo umięśnionego jaszczura który mocno się uśmiechał.
- Teraz się zabawimy grubasie! - wrzasnął i z maniakalnym uśmiechem wystrzelił do niego ze swoich oczu takim samym pociskiem jak tamten.
Następnie szybko otoczył się różową barierą i wystrzelił w niemogącego się ruszać przeciwnika z impetem. Chciał się wbić w niego tak szybko, by tamten odleciał na kilka kilometrów stąd przynajmniej.

OOC:
Eye Beam - nie wiem ile bo nie wiem ile on ma energii
NOva STRIKE = 5704 dmg (-6844 ki)
Powrót do góry Go down
Online
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Wto Lut 24, 2015 9:29 pm


PS. No dobra... skoro nie pamiętasz energii to pozwól, że Ci przypomnę. Podawałem na prawie samym początku.

Grubas opadał z sił. Atak Frosta tym razem okazał się na tyle skuteczny, że uwidocznił już wsyzstkie cechy grubasa i to jak mało jest on wytrzymały. Energii miał co nie miara, ponieważ śmiało blokował ataki rywala, ale w końcu i jego dopadło. Promień zablokował mu ruchy na krótką chwilę, a następnie dostał dość solidnym atakiem typu nova strike. Tym bardziej tego dziwnego changlinga zaskoczyła na moment lepsza dyspozycja słonecznego. Potrafił osiągnąć 100% mocy, a więc to była jego czwarta lub piąta forma. Po wyglądzie mógł się w końcu domyślić. Grubas jednak nie był w ciemię bity.
- Osz Ty. Teraz Ci pokażę!
Następnie uniósł ręce do góry, a wraz z nimi połamane drzewa i rzucił nimi z całej siły wprost na Frosta. Bez wątpienia solidny i zaskakujący atak, ale to nie było wszystko. Wcześniejsze podniesienie mocy to tylko uwolnienie ki, ale w zanadrzu miał jeszcze kilka niespodzianek. Nie mniej jednak przy takim wrogu nie miał zamiaru ukazywać wszystkich sztuczek.

OoC:
50 000 PL. Energię akurat Ci podałem jak na tacy na samym prawie początku. Dlatego mocniejszy atak daje.

Telekineza ofensywna 1000+5000!= 6000dmg  = -3228 KI
Skoro w końcu go dopadłeś to jego wytrzymałość wynosi 2000. Razem ma staty 1000, 1000, 2000, 5000.

HP: 30 000- 5704= 24 296
KI: 54600-3228= 51 000

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 548
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
50115/74790  (50115/74790)
Ki:
44017/120060  (44017/120060)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Sty 11, 2016 12:10 am

Frost nie chciał z nim walczyć. W sumie to nie lubił walczyć ze swoimi braćmi i siostrami. W końcu byli jednym, wymierającym gatunkiem. Tamten nie miał takiego problemu i zaczął obrzucać gada wielkimi drzewami za pomocą jakiejś umiejetności. Frost chyba widział wcześniej tę moc, ale teraz nie mógł sobie przypomnieć gdzie, bo właśnie oberwał wielkim drzewem prosto w twarz i został przygnieciony całkiem mocno.
Po sekundzie jednak zrzucił kłodę z siebie, ale potem dostał następną i jeszcze jedną, aż w końcu zaczęło go to boleć. Czuł jakby przeciwnik rzucił na niego cały las. Powoli jego rany zaczęły stawać się dosyć poważne, a on nie miał pojęcia jak się z tego wykaraskać.
W pewnym momencie jednak drzewa zaczęły uderzać rzadziej, a po jakimś czasie już wcale. To dało szansę na wydostanie się z tej pułapki.
Chang wykaraskał się z pod przytłaczających go bali drewna i rozejrzał się. Wszędzie unosił się jeszcze dym po tej rozróbie, więc jego przeciwnik pewnie czeka aż wszystko się uspokoi, by potem dobić ofiarę.
Pewnie miał nadzieję że Frost został zmiażdżony, ale na szczęście tak się nie stało. Obity zaczął iść powoli wśród kurzu chcąc na chwilę oddalić się od pobratymca. Nie wiedział czemu, ale strasznie bolała go prawa ręką i nie mógł nią poruszać. Jego zdolność do walki zmalała o połowę w takim razie. Musiał stąd odjeść i wymyślić jakiś plan.
Nagle dotknął sprawna ręką jakiegoś metalu. Przyjrzał się temu znalezisku i odkrył że to kapsuła jego przeciwnika. Kapsuły na pewno nie będzie wstanie ścigać, a także zestrzelić, jako że te są bardzo wytrzymałe.
Szybko kliknął przycisk który otwierał pojazd i wszedł do niego. Umiał to obsługiwać, jako że to był dokładnie taki sam model jak ten w którym on podróżował.
Po chwili kapsuła uniosła się w powietrze i wystrzeliła w kosmos. Frostowi zdawało się że słyszał krzyki wkurzonego lodowego, zanim kapsuła wytarowała.

// na orbitę vegety.
Powrót do góry Go down
Online
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Sty 11, 2016 5:01 pm

NPC. napisał:
Gruby changeling nie mógł tak po prostu pozwolić, żeby ktoś kradł jego kapsułę.
- Zniszczę to gówno wraz z Tobą! Kraść?! O NIE!!!
Skoncentrował się i rzucił wielką kulą, której moc była mocą jaką długo jeszcze Xanas nie zdobędzie. Moc zdolna niszczyć planety. Niestety statek faktycznie był szybki, acz wyładowania zniszczyły elektronikę i grzanie się schrzaniło. Do tego moduł lądowania uległ zniszczeniu. Jeżeli Xanas doleci gdzieś to na pewno nie w jednym kawałku.

OoC:
Rzuca w Ciebie Death Ballem, ale Ty nie możesz się go na razie uczyć i nawet nie widziałeś co to było. Na orbicie ładnie opisz wrażenia z turbulenci i lotu zniszczoną kapsułą, która z czasem zaczyna się rozpadać.
Twoje HP=1
Twoje KI=1
Przez tą i przyszłą sesję treningową masz 50% swoich statów. Dopiero po tym czasie masz całą moc.
Kapsuła służy jako jednorazowa możliwość "wycieczki".
Jeżeli miałeś scouter to również ulega zniszczeniu.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Kwi 03, 2016 12:11 pm

6 miesięcy wcześniej

Rozpocznę chyba od tego, co się ze mną stało, gdy wyleciałam od pałacu ruszyłam po prostu przed siebie. W oddali ukazało się przede mną jakieś miasto, ale nawet nie zatrzymywałam się tam. Chciałam być sama, co w zasadzie nie było trudne, ale po co to wszystko? Nie wiedziałam tak naprawdę kim jestem, nie znałam swojej własnej tożsamości ani co robiłam przez ostatni czas. Jaką osobą byłam, co lubiłam. Czy miałam kogoś w swoim życiu, ani co zabiło mojego własnego brata. I to ostatnie właśnie najbardziej mnie bolało. Przegryzłam dolną wargę, a po policzkach popłynęły mi łzy. Nie mogłam ich powstrzymać, nie mogłam racjonalnie myśleć. Zatrzymałam się na jakiejś polanie i dałam wybuch moich emocji. Widząc złotą poświatę oraz pioruny moja złość przerodziła się w zdziwienie. Kiedy to się stało? Kiedy stałam się tak silna? April, co się z Tobą działo?

5 miesięcy wcześniej[i/]

Poznawanie swoich mocy i stabilizacja. Tego właśnie uczyłam się przez cały miesiąc. Osiadłam się w miejscu, gdzie mogłam się cieszyć ciszą i spokojem, z dala od ludzi, od kogokolwiek. Zdawałam sobie sprawę, że zbyt długo nie wytrzymam z byciem samą. Codziennie zajmowałam się ciężkimi treningami i pracą nad własnym ciałem. Przemieniałam się w swoje dwie formy i ćwiczyłam od świtu do nocy. Najczęściej był to trening wytrzymałościowy, który miał sprawdzić swoje umiejętności i granicę wytrzymałości, która jak się okazało była nienajgorsza. Często kumulowałam energię i wyrzucałam ją z siebie albo ćwiczyłam też swoją siłą szybkość za pomocą prostych treningów. Poznawałam na nowo swoje ciało i uczyłam się go. Trzeba przyznać, że nie było to łatwe, bo jak się okazywało każdy trening dawał mi coś innego. Miałam niemało energii i technik, które były gdzieś ukryte w mojej podświadomości i wykonywałam je na początku nieświadomie, dopiero potem zdałam sobie sprawę, że te gesty nie mogą być przypadkowe. Czy możecie sobie wyobrazić to uczucie, podczas którego nie wiesz co się z Tobą działo, nie wiesz, co Cię w życiu spotkało, nikt Ci tego nie powie, żyjesz sam. Jedyna myśl jaka mnie prześladowała to, aby odnaleźć Kuro i jego towarzysza. Zniknęli nagle bez jakichkolwiek odpowiedzi razem z bratem. Już się nie zastanawiałam, czy to oni go zabili, teraz byłam tego niemalże pewna i pragnęłam zemsty. Zwłaszcza na tym pierwszym, którego znałam z wcześniejszej misji. Żyłam tą niepewną nienawiścią i ta strona coraz silniej mną miotała. Przestałam się zastanawiać, co jest dobre, a co złe. Widziałam tylko zemstę i chęć poznania prawdy. Nie miałam jeszcze planu jak to zrobić, ale coś wymyślę, na pewno.

4 miesiące wcześniej

Powoli idąc uliczką w mieście rozmyślałam nad tym wszystkim, nad sobą. Ciągle nie mogłam sobie niczego przypomnieć, ale za to jak się okazało byłam w ciąży. Był to dla mnie bardzo duży szok, ale od początku. Nawet nie wiedziałam, że w niej jestem! Tak i to jest bardzo możliwe. Podczas jednego z treningu przesadziłam i to grubo. Skończyłam leżąc na trawie i licząc, że ktoś mnie znajdzie. Na moje szczęście ktoś mnie uratował. Nic nie pamiętałam, ale po przebudzeniu dostałam właśnie tą wiadomość. W głowie nasunęło mi się natychmiast mnóstwo pytań. Kto? I dlaczego? Skoro byłam w ciąży gdzieś w tym wszechświecie była osoba dla mnie ważna. Dlaczego mnie nie szukała? Dlaczego pozwoliła mi tutaj być, a może nie wiedziała o tym? I tutaj pojawił się jeszcze większy żal do Kuro. On na pewno coś wiedział o tym wszystkim, być może znał tożsamość ojca. Nie poczułam żadnej straty, nic totalnie. Pustka, a nawet pomyślałam, że to lepiej. Jaka byłaby ze mnie matka, która pała nienawiścią, która nie umie się sama sobą zająć, nie potrafi rozprawić się ze swoją przyszłością. Nie byłam gotowa na tak poważny krok jak macierzyństwo. Teraz już nie byłam April, ona dawno umarła. Ta dobroczynna i kochająca wszystkich do porzygu już zakończyła swoją żywotność. Zatrzymałam się przed futryną z perukami. To jest to.

3 miesiące wcześniej

Jako blondynka przestałam zamartwiać się, że ktokolwiek mnie rozpozna, dobrze czułam się w tych włosach, oprócz tego zmieniłam także swój ubiór i w razie czego swój adres zamieszkania. Co więcej nawet stworzyłam sobie małą chatkę. Czytając to ma się wrażenie, że wszystko potoczyło się bardzo dobrze nic bardziej mylnego. Jakoś musiałam zarabiać na swoje życie i uznacie to za bardzo prymitywne, ale postanowiłam wykorzystać swoje zdolności i swoją siłę. Oprócz codziennych rzeczy próbowałam szukać kogoś, kto posiadałby podobne zdolności do mnie, próbowałam szukać małp. Jakikolwiek punkt zaczepienia, tylko gdzie tego szukać? Jednego byłam za to pewna wyzbyłam się emocji, przestałam tęsknić, przestałam kochać, płakać, a wszystkie osoby, które spotykałam na swojej drodze po prostu zbywałam. Nie potrzebowałam przyjaciół, znajomych. Potrzebowałam zemsty i to mnie motywowało do dalszych treningów i do dalszego poszukiwania. Byłam niemalże pewna, że na tej cholernej Ziemi musi znajdować się chociaż jedna małpa albo człowiek, który zna tą rasę. To już by mi pomogło w powrocie na Vegetę. To była moja misja i póki co nie miałam zamiaru odbiegać od niej.

2 miesiące wcześniej

Mieliście kiedyś gorszy dzień, miesiąc? W moim życiu nic się nie zmieniło tylko poziom frustracji był coraz wyższy. Nie mogłam odnaleźć nikogo, kto zechciałby mi pomóc, a na dodatek nie potrafiłam dotrzeć do miejsca, z którego zaczynałam, czyli tej dziwnej wysepki gdzieś w niebie. Miałam wrażenie, że się rozpłynęła gdzieś po prostu. Próbowałam się wyciszyć, uspokoić, ale to nie dawało żadnych rozsądnych efektów. Efektem zniszczyłam swój własny dom w gniewie i ponownie zmieniłam miejsce swojego spoczynku. Nigdzie nie chciałam osiadać na stałe, tym razem postanowiłam odwiedzić swoją rodzinną miejscowość, może matka powie mi coś konkretnego. Wychowałam się w górach i w śniegu, więc nie było trudno zrobić krótką eliminację miejsc, aż do momentu wybrania odpowiedniego. Leciałam w nadziei, że ujrzę swoją matkę. Pamiętałam ją jak przez mgłę, tylko jej blond włosy i ogromne niebieskie oczy. Jej dobroć. Jakie było moje zaskoczenia, gdy dotarłam na miejsce i okazało się, że mój dom ciągle stał. Myślałam, że nigdy go nie rozpoznam, ale gdy tylko go ujrzałam wiedziałam, że to tam się urodziłam. Byłam niemalże podekscytowana i dawno nie tryskałam pozytywnymi emocjami. Stanęłam przed wejściem zastanawiając się, czy wypadałoby zapukać, czy po prostu wejść. Zdecydowałam się na to pierwsze, ale po dłuższym milczeniu pociągnęłam za klamkę. Zamknięte. Nie było jednak dla mnie to duże wyzwanie, gdyż po prostu uderzyłam silniej wchodząc do środka. Pomieszczenie wyglądało jakby już dawno nie było użytkowane, po pierwsze straszna wilgoć, sporo pajęczyn i nawet grzyb. Próbowałam wywołać kogokolwiek głosem, ale odpowiadała mi jedynie cisza. Musiałam zrezygnować z tego pomysłu, wyszłam na dwór i na dzień dobry powitał mnie dosyć silny i nieprzyjemny wiatr.

1 miesiąc wcześniej

Nie uwierzycie mi, ale spotkałam kogoś, kto może mi pomóc w powrocie na Vegetę. Obiecał pomoc, a pomyśleć, że poznałam go całkiem przypadkiem. Zaczepił mnie, a gdy ja chciałam mu dołożyć tak jak zazwyczaj robiłam to ziemianom, odparł atak bez problemu. Niewiele udało mi się jednak o nim dowiedzieć, wiem że uciekł z Vegety i ponoć zna Kuro. Musiałam jednak go przeszkolić, taki był warunek naszej umowy. Poznawałam go coraz bardziej i dowiedziałam się, że zupełnie tak jak ja, był halfem. Wierzyłam mu ze względu, ze nawet opowiedział o wiosce, w której mieszkał Kuro. To nie mógł być przypadek, a przynajmniej nie mógł tego zmyślić. Czekałam na dzień, w którym pokaże mi swoją kapsułę, w której będę mogła odlecieć. W ten czas jednak stał się można powiedzieć moim towarzyszem, z którym dzieliłam lepsze dni, podczas których śmialiśmy się i rzucaliśmy w siebie czym popadnie oraz mój gniew. Nie traktowałam go jednak jako kogoś bliskiego, tylko jako osobę, która zbliży mnie do celu jak nikt inny. To była moja nadzieja, ostatnia deska ratunku, a ja musiałam sprawiać, żeby dał mi ten statek i jeszcze podziękował za to, że mi go podarował.

Teraźniejszość

Dyszałam cała z wściekłości patrząc na brązowowłosego, który stał naprzeciwko mnie. Widać było już zmęczenie na jego twarzy, dyszał ciężko i był w kiepskim stanie, ja jednak mogłam dużo więcej. Nie znoszę, kiedy ktoś mnie okłamuje, a przynajmniej nie w tak ważnej chwili. Tym razem nie walczyliśmy ani dla treningu ani dla żartów. Zostałam oszukana, żadnego statku nie ma. Nie dolecę na Vegetę, nie zobaczę się z Kuro. Jak mógł pomyśleć, że cokolwiek pomiędzy nami jest? Wolałabym urodzić się na Ziemi i mieć szczęśliwsze życie. Widziałam jego wzrok jednak nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Nawet nie było mi przykro, że to robię, po prostu odchyliłam ręce do tyłu, wypowiedziałam po cichu formułkę, a wprost na niego wyleciała kula energii. Nie bronił się, a ja nie miałam zamiaru odpuszczać. Taka kara czeka wszystkich tych, którzy będą mnie okłamywali. Uniosłam się do góry i wróciłam jak gdyby nigdy nic do swojego stałego miejsca. Nie było mi smutno ani przykro. Już dawno przestało. Najgorsze, że znowu musiałam zaczynać kompletnie od zera. Nie wiedziałam gdzie i kogo szukać. Może postąpiłam zbyt pochopnie i niesłusznie, ale teraz to nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Co się stało, to się już nie odstanie.

Rób albo nie rób, nie ma próbowania.


OOC: Post skipowy

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dżungla   

Powrót do góry Go down
 
Dżungla
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: