Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Dżungla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1752
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Dżungla   Wto Sie 26, 2014 11:19 pm

Dżungla nieprzebyta przez żadnego człowieka, przynajmniej cywilizowanego. Dziwi to tym bardziej, że znajduje się praktycznie rzut kamieniem od miasta tak dużego ja West City. Obfituje w zwierzęta i różnej maści rośliny, od leczniczych po zabójczo trujące. O niezmienność tego terenu pieczołowicie dbają mieszkańcy małej wioski w samym sercu tej gęstwiny i kilku innych, otaczających. Mieszkańcy tej pierwszej bardziej, niż czegokolwiek nie lubią obcych na swoim terenie, do tego stopnia, że mało kto się tutaj kręci, a ci, którzy mają dość odwagi by tu dotrzeć, znikają w tajemniczych okolicznościach. Podobno w tych lasach mieszka pradawna i bardzo silna magia, jej świadectwem ma być cicha melodia, słyszalna w najcichsze noce...

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sro Sie 27, 2014 11:53 pm

Obiecałem sobie, że nigdy nie postawię tu stopy... Przysiągałem na własną krew... A niech mnie piekło pochłonie... Za to wszystko co odwaliłem mi się należy. Nawet nie chodziło o to, że muszę zapłacić za grzechy, tylko o to, że byłem tak głupi by do tego doprowadzić. Co za idiota był ze mnie? Gdybym wtedy nie wyczuł Vivian nic z tego by się nie wydarzyło. Nie żałowałem, że poznałem halfkę, ale tylko sprowadziłem problemy na siebie i na nią. Ehh...
Ale jak powszechnie wiadomo, nie mam skłonności ani do dołowania się, ani do narzekania. Mój mózg już z przyzwyczajenia zmusił mnie do widzenia samych pozytywów sytuacji. Te szczęśliwie się pojawiły. Wcale nie zdziwiło mnie, że nawet po tylu latach i tylu złych wspomnieniach związanych z tym miejscem, nadal byłem oczarowany tą obfitością życia i nienaruszonym środowiskiem. Wszystko w nienaruszonym stanie od chwili, gdy ludzka stopa stanęła tutaj po pierwszy. Nikt nie mógł tutaj nic zmienić, nikt nie miał takiej władzy i takich sił. Tu był jeden władca, natura. Nikt inny nie mógł stanowić tutaj prawa. Znaleźli się też ludzie, którzy o to dbali. Można było dużo zarzucić moim krewnym, i bardzo słusznie, ale nigdy bym nie uwierzył, że ktokolwiek z plemienia nie szanował natury. To jedno z ich podstawowych praw. Najniżej są rośliny, wyżej zwierzęta, które je jedzą, wyżej drapieżniki, w tym ludzie, a najwyżej jest las, który wszystkich karmi i daje schronienie, jak to mieli w zwyczaju mawiać. Pech chciał, że to jedyna ich zaleta. Ale o tym nie wiedział nikt, bo nikt spoza społeczności tego lasu nie przeżył spotkania z nimi. Poza tym naukowcem. Co do tego, że on to przeżyje nie miałem wątpliwości. Dlaczego? Bo ja tam idę, mam z nimi kila nieuregulowanych rachunków i każdego mógłbym zgnieść jak robaka, od których nie są dla mnie więcej warci...
Zaraz po wylądowaniu zrobiłem głęboki wdech. Choćbym i po stokroć zaprzeczał temu, to jednak stąd pochodziłem. No ok, nie urodziłem się tutaj, tylko w West City, ale stąd pochodził mój ojciec i jego ojciec. A propos tego ostatniego, zapowiadało się na to, że spotam się z dziadkiem. Szczerze nienawidziłem go i wcale się z tym nie kryłem. Zasłużył sobie na to.
Staliśmy na czymś w rodzaju ścieżki pośrodku lasu, była słabo widoczna, ale gdy się nią szło, stawała się bardzo wyraźna nawet dla średnio wprawnego obserwatora.
-Dobra, plan jest taki -zacząłem. -Ja idę tam -tu wskazałem palcem na drewnianą bramę dosyć słabo widoczną w oddali - jest tam ten naukowiec, wezmę go... Może kogoś pobije i wracam. Ty w tym czasie zaczekaj tutaj, ok? I nie oddalaj się za bardzo od ścieżki. Ten las bywa bardzo nieprzewidywalny i niebezpieczny, może taki być nawet dla kogoś o naszej sile. A ja wolałbym, żeby nic Ci się nie stało... Znaczy przytrafiło coś złego...
Szybko udało mi się poprawić, ale do diabła, czemu ja to powiedziałem?  Wiadomo, nie chciałem, żeby znów przydarzyło się jej coś złego... A byłaby to moja wina, bo to ja ją tutaj zacągnąłem... Taa... Genialnie... Nie szczędząc czasu ruszyłem ku mojemu celowi.

OOC:
Welcome to the jungle
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Sie 28, 2014 12:48 pm

Oprócz oceanu i mórz Vivian miała w planach obejrzenie jeszcze paru cudów natury na Ziemi i trzeba przyznać, że dżungla była jednym z nich. Pamiętała wierne fotografie, wizerunki dzikich zwierząt w księgach z Vegety, ale przede wszystkim nęcił ją wachlarz barw zieleni, tak ukochanego przez nią koloru. Lot nie trwał długo, szybko znaleźli się nad gęstwiną, lądując w dżungli. Ósemka rozejrzała się. Liście większe niż cała jej postać, pnie grubsze niż Koszarowy i pajęczyna lian oraz pędów zwieszających się z każdej gałęzi. Ziemia była pokryta porostami i warstwą grubego, wściekle zielonego mchu. Ptak skrzeknął gdzieś w koronach drzew i zatrzepotał skrzydłami, czerwony pająk przechadzał się po spękanej korze najbliższego drzewa. Chociaż nikogo nie było w zasięgu wzroku, czuła mnogość drobnej KI, wszelakich zwierząt pełzających, skaczących i fruwających. Dziewczyna przymknęła oczy i wolno wzięła głęboki wdech. Pachniało ziemią, roślinnością, czymś znajomym... Otworzyła powieki wodząc spojrzeniem po bujnych krzakach oraz paprociach. Deja vu. Coś w tym obrazie wydawało się jej nieznacznie znajome, ale nie mogła dociec co. Pokręciła głową, zrównała krokiem z Cheprim i wróciła do pochłaniania widoków. Vegeta przy tym wydawała się jeszcze bardziej pusta i jałowa.
Gdy przystanęli na wydeptanej ścieżce, spojrzała na chłopaka wyczekująco. Podejrzenia się sprawdziły... Wiedział co to za miejsce, stąd ta pewność odnośnie losu naukowca - musiał to wcześniej być. Przyjrzała się niewyraźnej, drewnianej bramie, dochodząc do wniosku, że zastanawia się co za nią może się kryć. Słysząc dalsze słowa splotła ramiona na piersi, patrząc na czerwonowłosego niechętnie... A już ostatnie zdania sprawiły, że Ósemka odwróciła wzrok nieco zażenowana.
- Umiem się sobą zająć. - rzuciła spokojnie. - Idź. - w chwili gdy Chepri był już odwrócony do niej plecami, dodała machinalnie. - Uważaj na siebie.
Potrzebowała kilku sekund by zdać sobie sprawę, co powiedziała i nerwowo potrzeć, i tak zmierzwioną grzywkę. Nosz... Nie było to w końcu nic takiego, trzy niewinne słowa, które mogła powiedzieć bratu, Redowi, April, każdej znanej osobie. A mimo to gdzieś tkwiło jakieś 'ale'. Poczekała aż chłopak zniknie jej z oczu, po czym obróciła się napięcie, wolno idąc przed siebie wzdłuż wdeptanego szlaku. Próbowała wyczuć Ki Chepriego, ale ta dziwnie się rozmyła. Ha, ukrył się? Sama Vivian tradycyjnie schowała energię do zera, maskując swoją obecność. Nie ma jej.
Dżungla była ostoją spokoju i swoistej, starej ciszy. Nie było to podobne do długich, samotnych godzin leżenia w ciemnej kwaterze, gdzie odległe dźwięki ćwiczących żołnierzy mieszały się z mechanicznym pykaniem urządzeń. Ta cisza była parna, przytłaczająca, pradawna... Odgłosy nienależące do tego świata, inne niż brzęczenie owadów i delikatny szelest liści były po prostu dławione. Nawet jej kroki były bezdźwięczne. Halfka potarła odruchowo ramiona. Czuła się tutaj nieswojo... Jak element nie pasujący do całości. Trochę jak na Vegecie, to prawda, ale tutaj w innym znaczeniu... I też nie do końca przez otoczenie. Ucisk w piersi i żołądku przestał piec znacząco, ale sprawiał, że nie mogła sobie znaleźć miejsca, ani na Vegecie, ani tutaj na Ziemi. W końcu mieszańce tak mają, prawda? Łatwo byłoby to zrzucić na brak poczucia przynależności rasowej.
Podejrzliwość i niepewność. Tyle spraw do załatwienia, tyle rzeczy do sprawdzenia. A Vivian jest w dżungli, zdana na Chepri'ego-przewodnika, co oczywiście nie było w jej guście. Niemal automatycznie w głowie pojawiła się myśl - Da sobie w końcu sama radę...
Potarła ramiona i zatrzymała się raptownie.
Ani śladu bramy czy ścieżki. Tylko zieleń. Ósemka obróciła się, szukając wzrokiem znajomego punktu, ale dżungla odpowiedziała milczeniem.
Zgubiła się.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Sie 28, 2014 2:02 pm

Ósemka mogła czuć na plecach od dłuższego czasu czyiś wzrok. No, ale znajdowała się w dzikiej dżungli, więc to mogła być pantera, małpa lub goryl. Niestety w parę z tymi zwierzętami idzie dźwięk poruszających się liści czy inne szelesty, a w tym przypadku nie było nic poza tym dziwnym uczuciem bycia podglądanym.
Zero energii, nic.
___ - Witam. - nagle, przed dziewczyną wyrósł ni stąd ni zowąd pewien groźnie wyglądający jegomość. Szponiaste nogi twardo przywierał do porośniętego mchem podłoża, ręce były dumnie złożone na piersi, a złote oczy wpatrywały się chłodno w halfkę. Ogon, z końcówką przypominającą grot od strzały delikatnie poruszał się w prawo i w lewo, a błoniaste skrzydła były złożone przy plecach.  Czaszka na pasku dziwnego mężczyzny zdawała się błyszczeć oczami. No, ale koniec wyglądu. Czego on chciał?

Spoiler:
 
Demon, podrapał się po brodzie palcami, z długimi pazurami. Uśmiechnął się cwaniacko, a następnie szybko obrócił, uderzając dziewczynę bez żadnego słowa ogonem prosto w twarz. Cios był tak silny, że posłał blondynkę na masywne drzewo. Zatrzęsione, spłoszyło ptaki siedzące na nim.
Bordowowłosy podszedł powoli do wojowniczki. Ukucnął, spojrzał na nią. Nic więcej nie robił.

OOC
Ósemko, 300 dmg.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Sie 28, 2014 6:57 pm

Już po kilkunastu metrach zacząłęm odczuwać zaburzenia w wyczuwaniu mocy. Energie wirowały i rozmywały się. To był bardzo zły znak... Utrudniało to nie funkcjonowanie, nawet znacząco. Bardziej jednak martwiło mnie, że nie mogę liczyć na mój najczulszy zmysł. Nie byłem w stanie odbierać informacji z zewnątrz. Zwykli ludzie pewnie się tak czule czeając na ważny telefon i nie mogąc znaleźć zasięgu. Nieprzyjemna sprawa. Teraz jednak miałem co innego do zrobienia. Pewnym krokiem szedłem w kierunku bramy. Wiedziałem i bez wyczuwania, że na okolicznych drzewach siedzą ukryci wartownicy. Celowali we mnie z łuków i bambusowych rurek, w których znajdowały sie zatrute strzałki. Dziwiłem się, że jeszcze żaden z nich nie strzelił. Przecież mnie znali i podzielali tą niechęć do moich włosów i oczu.
Cóż, ich pech. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mogę być po prostu ciekawi co ja tu robię po siedmiu latach. Ani ja tu nie chciałem wracać, ani oni mnie tu nie chcieli. Podszedłem do pięciometrowej bramy, była zrobiona z twardego drewna a jej górne krawędzie zdobiły ostre pale, mające zdemotywować wszystkich tych, którym się śniło, że przejdą górą. Samo wejście było ulokowane w niewiele niższym ogrodzeniu okalającym całą wioskę. Brama otwarła się z hukiem po moim dosyć lekkim kopniaku. Gdy huk się skończył, rozbrzmiał dźwięk rogu alarmowego. Wszyscy mieszańcy w przeciągu minuty znaleźli się przed bramą, z wojownikami na czele. Nie powinno się jednak lekceważyć żadnego mieszkańca. W samej bramie zebrała się elita, zasłaniali się dużymi prostokątnymi tarczami, wystawiając nad nimi włócznie. Dopiero po chwili zorientowali sobie, że jestem sam. Zaczęli szeptać między sobą, później mówić już normalnie. Zastanawiali się co mają zrobić. Ja zaś po prostu stałem, jakieś cztery metry od najbliższej tarczy i patrzyłem na nich z pewną dozą politowania. Westchnąłem.
-Kończcie tę szopkę, bo naprawdę nie chce mi się tutaj stać, aż zdecydujecie się co zrobić...
Wydawali się bardzo zdziwieni moimi słowami, szybko zdziwienie zmieniło się w zdenerwowanie. Pewnie się zastanawiali jak taki chłystek może mieć czelność mówić tak do całej armii. Bo fakt, fatem, wypadałem przy nich dosyć mizernie, co drugi był ode mnie o głowę wyższy. Na ich nieszczęście, wzrost nie ma najmniejszego znaczenia. W końcu zebrali się i wysłali jednego pechowca. Reszta była czymś wyraźnie rozbawiona, pewnie moją pewnością siebie.
Mężczyzna podszedł powoli, z wielką pewnością siebie. Znów westchnąłem. Byłem już tym znudzony, postanowiłem więc się nieco zabawić. Nie zapowiadała się jakaś wielka rozrywka, ale lepsza taka, niż żadna.
Ja nakazywał zwyczaj, powitałem go ukłonem, on jednak nie miał zamiaru powtórzyć gestu.
-Nie będę się kłaniał przed brudnokrwistym śmieciem.
-Naprawdę? Szkoda, byłby to dla ciebie zaszczyt - rzekłem prostując się.
-Ty mały! - krzyknął wyciągając miecz z pochwy ukrytej za tarczą a następnie wykonał pchnięcie skierowane w mój brzuch.
Bez najmniejszego problemu zatrzymałem go, łapiąc dwoma palcami za czubek. Mężczyzna najpierw się zdziwił, a następnie zaczął z całych sił ciągnąć za rękojeść, broń jednak ani drgnęła.
Uśmiechnąłem się lekko. Gdy czarnowłosy pociągnął po raz kolejny, puściłem klingę powodując upadek wojownika. Tu jednak mój uśmiech zniknął. Koniec cackania się.
Lekkim tąpnięciem stworzyłem rów, do którego wpadli wszyscy zebrani. Uniosłem się jakieś dziesięć centymetrów nad ziemię i poleciałem na środek wioski.
-Amon! Ty stary zgredzie, wyłaź! Albo sam cię zacznę szukać, a wtedy zostanie tutaj tylko popiół!
Tak, nie ma to jak witać się z dawno niewidzianą rodzinom. No ale do tego nigdy nie mieliśmy talentu.

OOC:
Trening start

Kolejka będzie taka: Ja, Ósemka, NPC, Xanas (o ile nadal chcesz się tu pchać)
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Sie 29, 2014 11:37 am

I nie oddalaj się za bardzo od ścieżki.
Ha ha ha.
Nic dziwnego, że Trener wyrzuca jej ciągle, że ma problemy z wykonywaniem rozkazów. Skoro nie idzie jej spełnianie poleceń, to co dopiero z prośbami i ostrzeżeniami? Dlatego to Raziel musiał co jakiś czas ją napominać i pilnować nieco trudnego charakteru Nashi. I vice versa. Vivian ostrzeżenia po prostu musi zignorować... Lub zwyczajnie nawet się nie zorientuje, gdy to zrobi, a potem jest już za późno. Nie ma nawet co żałować, bo trzeba ratować życie, gdy się wlazło w Tsufulową paszczę. Trener mówił by się nie ruszać z Akademii? Mówił. Co robi Ósemka ledwie wróg pojawi się na horyzoncie? Leci mu na spotkanie. Co robi, kiedy wysadza miasto? Pędzi na zgliszcza. Tak wyszło...
Ciarki urządziły sobie wyścigi na jej plecach, blizna zaczęła mrowić. Ósemka potarła zielony rękaw, obracając się i starając wrócić na ścieżkę. Stąpała bezszelestnie, wciąż na wpół-zamyślona, bądź półprzytomna jak kto woli. Dżungla emanowała ciszą i czymś tajemniczym, niezgłębionym śmiertelną ręką. Brązowe oczy zmrużyły się podejrzliwie, lecz nie pomogło to wiele... Coś wisiało w powietrzu. Tak jak ofiara na kilka sekund przed  atakiem tak Vivian, zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak, o ułamek chwili za późno.
Ktoś się jej przyglądał?
Ta myśl nie zdążyła pojawić się w jej głowie, gdy halfka usłyszała wyraźny głos i drogę zastąpiła jej wysoka postać. Cofnęła się o pół kroku, automatycznie wrzucając drugi bieg - wyostrzyła zmysły, wpatrując w obcego czujnie. Żołnierz swoje odruchy ma. Tęczówki błyszczały chłodem, a demon... Tak, bez trudu odgadła jakiej rasy był jegomość... Demon sprawiał wrażenie osoby również niepasującej do otoczenia. Także z postaci znacznie w pewien sposób się różnił. Emanował pewnego rodzaju dumą... Tyle mogła ocenić na pierwszy rzut oka, podczas którego brązowe spojrzenie mierzyło się ze złotym.
Pojawiający się znikąd gość, wyglądający demonicznie nawet jak na demona i wpadający w sercu dżungli na kogo? Na Nashi na wakacjach, która zgubiła się podczas rozmyślań nad swoim życiem. Typowe, prawda?
To nie mogło się dobrze skończyć.
Vivian zmarszczyła brwi, czując przez skórę, że to może zakończyć się kilkoma siniakami. Obcy zachowywał się zbyt swobodnie. Zmierzył ją spojrzeniem, uśmiechnął się podejrzanie... Impuls sprawił, że halfka poderwała ręce do góry chcąc zablokować cios - była jednak za wolna. Demon obrócił się błyskawicznie i ogon świsnął w powietrzu niby bicz. Uderzenie zaskoczyło ją siłą, ale jak zawsze, prędzej da sobie złamać kark niż jęknie z bólu. Obraz rozmył się, dziewczyna poleciała na drzewo otumaniona, uderzając o spękaną korę. Może nie dała się zaskoczyć, ale przeciwnik był szybszy... Jakby wcale ostatnich dwóch lat nie spędziła na intensywnych ćwiczeniach refleksu i obrony. Nosz... Obraz rozmył się nieznacznie, dotknęła skroni i skóry lepkiej od krwi. Bolało. Ten grot był ciężki i twardy jak diabli, jednym muśnięciem rozbił jej łuk brwiowy oraz czoło. Osunęła się pod drzewo, otępiała po ciosie, jedną ręką trzymając się za głowę, drugą szukając oparcia. Konary zatrzęsły się od bliskiego spotkania z pniem, stado kolorowych, skrzeczących wściekle ptaków poderwało się w panice do lotu. Podczas uderzenia dziewczyna rozdarła lewy rękaw, teraz nic nie kryło blizny na ramieniu. Akurat teraz i akurat to miejsce, tak? Grr...
Na domiar złego demon podszedł do Ósemki spacerowym krokiem i ukucnął, wlepiając w nią swoje ślepia. Ładną sobie znalazł rozrywkę...
Instynkt podpowiadał Ósemce, że nie będzie łatwo... Ale nie byłaby sobą, gdyby nie spojrzała wrogowi śmiało w oczy. Rana zeszła na drugi plan, otępienie również. Na demona patrzyły czujne, brązowe, płonące tęczówki, z tak charakterystycznym dla Nashi butnym wejrzeniem. Gap się tak dalej, a wydrapię Ci oczy.
- Z bliska jesteś jeszcze brzydszy... - wycedziła spokojnie, głosem wypranym z emocji.
Wspomagając się drzewem za nią, podniosła się na równe nogi, splatając ramiona na piersi i zerkając spod łba na demona. Był niebezpiecznie blisko, lecz nie przekroczył granicy po której zaczyna gryźć i drapać. Jeszcze. Po tym gagatku nie wiedziała, czego może się spodziewać. Choć nic nie zmieniło się w jej postawie, mięśnie były gotowe się napiąć i jedna iskra może sprawić, że wejdzie na tryb złotego wojownika. Mrużąc oczy, opuściła nieco głowę, pozwalając by krople krwi spłynęły skronią, przez policzek, aż do brody i spadłszy wsiąkły w mech.
Skórzana kurtka Axdry wraz z całym jej dobytkiem leżała gdzieś tam dalej, węzeł rozsupłał się przy uderzeniu. Póki co, raczej zajęta Vivian nie była tego świadoma.

OOC
Niech się dzieje co chce, kurtkę mi proszę zostawić - niech sobie tam leży
Jest potrzebna fabularnie~
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Sie 29, 2014 1:02 pm


___ - Zadziornica. - odpowiedział krótko, podnosząc kącik ust do góry. Nie był to uśmiech szczery, serdeczny, lecz bardziej arogancki. To dobre określenie - Ciekawa z Ciebie osóbka. - nie podnosił się gdy złotowłosa zaczęła wstawać. Wodził jedynie oczami, najwyraźniej ciekawy jej reakcji i kolejnych ruchów. Nie atakowała? Cóż za niespodzianka. Był pewny, że będzie chciała się odgryźć za ten niespodziewany cios.
Złote oczy, ani na chwilę nie odwracały się w inną stronę. Uparcie wpatrywały się w Vivan. Mężczyzna po jakimś czasie powoli się podniósł. Był o dobre trzydzieści centymetrów wyższy od halfki. Znów się uśmiechnął.
___ - Marzyłaś kiedyś o byciu Księżniczką? Co ja mówię, Królową. - nagle, powiedział coś więcej. Wyciągnął rękę ku dziewczynie i przejechał po rozciętym, krwawiącym policzku. Jednym gestem uleczył ranę - Bądź moją Królową. - złożył propozycję, po czym przyłożył obie ręce do drzewa, a skrzydła rozłożył, skutecznie uniemożliwiając ucieczkę Vivian. Wyglądał na pewnego siebie i choć mówił rzeczy zwariowane to nie wyglądał na wariata. Wręcz przeciwnie, był śmiertelnie poważny.


OOC
Cheps, nie wiem co Ci odpisać. Razz

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Sie 29, 2014 3:55 pm

Frost czuł się potężny dzięki nowej mocy jaką opanował, jednakże ta miała także skutki uboczne. Konkretnie to strasznie bolała go przy tym głowa i nie mógł nad sobą panować. Teraz leciał przez lasy i pola szczerząc się niczym potomek szatana i szukając czegoś do zniszczenia. Na szczęście zanim dokonał jakichkolwiek zniszczeń jego sylwetka wróciła do swojej poprzedniej formy, a ból ustąpił. Jaszczur wziął głęboki oddech i wyrównał lot który do tej pory był całkowicie przypadkowy. Spojrzał na swoje ręce i zacisnął kilkakrotnie, bo zrozumiał że używanie takiego doładowania wiąże się z większymi wybuchami agresji. On sam zazwyczaj był spokojny i opanowany więc jakieś wybuchy złości były dla niego całkowitą nowością, ale gdyby nie ten ból głowy to nawet spodobałoby mu się. Po chwili doszedł do wniosku że to właśnie ten ból sprawia że rośnie mu irytacja co nie było do końca prawdą, ponieważ jego ciało bardzo źle znosiło taki nadmiar energii.
- Mała cena za to. - uśmiechnął się mimo wszystko rozglądając się dookoła.
Wiedział że nie jest to nic wielkiego, ale takie doładowanie mocy może zmylić przeciwnika, a to już coś. W sumie było to coś takiego jak ci rożni ludzie ze złotymi oczami, którzy przywitali go po lądowaniu. tamtejsza kobieta miała mały poziom mocy, a nagle zanotował odczyty które mówiły że jej poziom rośnie bardzo szybko. Frost uznał że to coś podobnego.
Teraz jednak miał misję do wykonania i nie miał zamiaru pozwolić sobie na brak kontroli, bo może to jeszcze uszkodzić scouter przez co zdobywanie danych będzie praktycznie niemożliwe, bo on sam nie jest naukowcem by to rozróżniać.
Nagle scouter zanotował nowe złoża materiałów w pobliskiej dżungli więc jaszczur zmienił tor lotu i po chwili znalazł się nad drzewami. Przez chwilę tak stał nad ich poziomem w powietrzu rozmyślając czy powinien zanurzyć się w tej gęstwinie, ale po chwili doszedł do wniosku że jego skaner będzie bardziej dokładny na gołej ziemi. W końcu dowództwo chce dobrych danych, a nie jakichś przypadkowych.
Szybko zaczął opadać na ziemię łamiąc przy okazji kilka gałęzi i rozejrzał się. Odgarnął jakieś liście i ze zdziwieniem spostrzegł że nie jest tutaj sam. Przy jednym z drzew stał człowieczy nietoperz którzy przyciskał do drzewa jakąś samicę o żółtych włosach i brązowych oczach. Zapewne to coś w rodzaju godów. Faceta nie znał, ale ta wydawała mu się znajoma więc zmrużył oczy i przyjrzał się jej dokładniej.
Gdy zobaczył lepiej jej twarz wspomnienia sprzed dwóch lat wróciły z wielką siłą. Walka na obcej planecie, przejęcie przez innego obcego, walka z TĄ KOBIETĄ, ucięcie ręki oraz ucieczka z Vegety. Zacisnął mocnej pięści czując napływ złości, kobieta miała skontaktować się z nim, bo ten pragnął rewanżu, ale ta go olała. Ale teraz on tu był i ona też więc tym razem ona mu nie ucieknie. Tylko trzeba było zlikwidować tą trzecią osobę, a może ten nie będzie się mieszał? Szybko przestawił scouter na badanie poziomu mocy i najpierw sprawdził odczyty tej dwójki, a następnie krzyknął tak by zwrócili na niego uwagę.
- Hej, ty ze skrzydłami! Nie wiem coś ty za jeden, ale cofnij się od niej. Ona jest moja i mam z nią niedokończoną sprawę! - mówiąc to stał z założonymi rękoma, a jego ogon nerwowo bił o podłoże. Mogło to wyglądać komicznie bo chang w tej formie miał niecałe 150 cm wzrostu.

OOC:
koniec treningu
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Sie 29, 2014 6:56 pm

Nawet ci, którzy nie zebrali się przed bramą musieli odczuć drżenia ziemi i z najzwyklejszej ciekawości wyszli ze swoich domów. Widok, który zastali był dla nich zapewne szokujący. Ich wojownicy i towarzysze ugrzęźli w rowie do połowy zasypani piachem. Co się stało? Kto to zrobił? Czy to ten czerwonowłosy mężczyzna? Wszyscy mnie znali i nikt nie dażył mnie sympatią. Nikt nie potrzebował takich brudnokrwistych odmieńców, jak ja.
Z największej chaty dobiegł dosyć głośny srzyp drewna, jakby ktoś wstawał ze starego krzesła. Kilka ciężkich kroków. Zza pasa materiału służącego za drzwi wyłonił się mężczyzna bardziej postawny, niż wszyscy inni. Minę miał wielce niezadowoloną, jakby go ktoś nagle wybudził z zasłużonej drzemki, co mogło być w sumie prawdą. Mruknął z niezadowoleniem na widok czerwonowłosego.
-Co cię tu sprowadza pętaku? -zapytał mężczyzna.
Był taki miły tylko przez to, że był jeszcze zamulony po nagłym wybudzeniu. Długo to jednak nie mogło trwać.
Taa... I nie trwało... Zaraz zaczęła mu żyłka pulsować, jak zdał sobie sprawę z tego co do niego mówiłem.
-Dawno się nie widzieliśmy, dziadku. Nie cieszysz się na mój widok? -zapytałem kpiąco, dobrze wiedziałem, że go to zdenerwuje.
-Cieszyłbym się jedynie widząc cię martwego - odpowiedział, przez lekko zaciśnięte zęby.
Heh, właśnie za to lubiłem tych ludzi, to bezwzględni zabójcy i furiaci, ale jeśli obraża ich ktoś gorszy w ich mniemaniu, to choćby się waliło i paliło nie mogą się dać sprowokować, bo to obraża ich dumę. Miałem chyba osiem lat, kiedy zacząłem im dogryzać. Najpierw rówieśnikom, ale oni nie znali tej zasady i wdawałem się w regularne mordobicia z nimi, później dorosłym, ale ci czasami dawali się ponieść i kończyłem cały poobijany... Zawsze sądziłem jednak, że było warto.
A teraz? Teraz stałem przed wodzem wioski, nawet nie kwapiłem się do patrzenia mu w oczy i to nie dlatego, że nie chciałem, ale przy jego dwóch metrach pięćdziesięciu to nie było łatwe.
-I vice versa dziadziuniu. Słuchaj no, nie przyszedłem tutaj wymieniać się uprzejmościami. Masz mnie wpuścić do świętego gaju i to nie prośba, tylko rozkaz - powiedziałem dosyć ostro.
Amon spojrzał na mnie groźnie, zmarszczył brwi, poczerwieniał nieco ze złości.
Musiałem przyznać, że trzymał się dzielnie. Nie było nikogo, kto nienawidził mnie tak bardzo, jak on, nawet Eghart, choć jego powody były bardziej racjonalne niż powody mojego dziadka.
-Niewdzięczny bachor... Zrobiłem dla ciebie tyle, nawet mimo twojej nieczystej krwi... Bądź przeklęty Sobek, że wybrałeś sobie tą krwistowłosą szmatę Chaife -cedził przez zęby.
Zdawało mu się, że mnie zdenerwuje, jak będzie obrażał moich zmarłych rodziców. Żałosne...
Kiedyś... Dawno temu... Może i by mnie to ruszyło... Kiedyś nie miałem rodziny, teraz było inaczej. Czemu więc miałoby mnie to obchodzić? On sam sobie pluje w brodę obrażając własnego syna.
A poza tym? Co on niby dla mnie zrobił? To, że pozwolił mi żyć? Pff... Jakbym wiedział co on mi zgotuje, to wolałbym, żeby mnie zabił. Nikt nie powinien przeżywać tego co ja...
-Hmm? A co ty niby dla mnie zrobiłeś? Masz na myśli to, że przez fakt mojego poczęcia wygnałeś obu swoich synów, po czym jednego zabiłeś, a drugi pała do mnie szczerą nienawiścią po dziś dzień? Nie jesteś warty tego, żebym marnował na ciebie choćby sekundy dłużej - mówiłem bardzo pretensjonalnym tonem, ale z jak największym spokojem. -Załatwmy sprawę szybko... -dodałem.
Bez najmniejszego wysiłku i ruchu wyzwoliłem silną falę uderzeniową kiaiho, która rozeszła się po wiosce, wzbijając tumany kurzu i o mało nie niszcząc wszystkich budynków. Amon nie miał dość sił by się utrzymać na ziemi, poleciał jak wyschnięty liść na wietrze.
Podleciałem do niego spokojnie. Przywalił w ścianę jednego z budynków, robiąc w nim dziurę.
-To jest minimum tego co potrafię, więc jeśli choć trochę zależy ci na tej kupie gówna, którą nazywasz swoją wioską, to radzę ci dać to cholerne pozwolenie.
Olbrzym podparł się jedną ręką i spojrzał na mnie, nadal był wkur...zony, ale teraz na jego twarzy dało się zobaczyć też zdziwienie.
-Chcesz się zemścić, zniszczyć wioskę?
-Mógłbym zamienić cały ten las w wielką pochodnię pstryknięciem palców, ten marny skrawek ziemi jest mi obojętny... -podszedłem do Amona, złapałem go za szaty i podniosłem, jakby nie ważył więcej od pióra.
-To jak będzie? -zapytałem z wrednym uśmiechem na ustach.
-Zostaw go! -zawołała jakaś kobieta.
Wtedy nie poznałem jej głosu, ale gdy tylko się odwróciłem, zdębiałem.
-Dam ci to pozwolenie, tylko zostaw dziadka...
-Satra? -wymamrotałem.

OOC:
Ciąg dalszy nastąpi...


Ostatnio zmieniony przez Chepri dnia Nie Kwi 19, 2015 12:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sob Sie 30, 2014 12:35 am

Nie. Tego się nie spodziewała.
Vivian była znana ze swojej niechęci do płci przeciwnej... Może za mocno to było powiedziane, ale dotychczasowe 'kontakty' polegały na tym, że ktoś komentował chamsko jej postać i dostawał w zęby. Prosty algorytm. Wystarczył bezczelny uśmiech, dwuznaczne spojrzenie czy gest. Do tej pory spotkała się tylko z tego rodzaju interakcją, co nie nastroiło jej poztytywnie do mężczyzn, pod tym kątem oczywiście. Nie cierpiała chamstwa, a w szczególności na tle seksualnym. Drażniło ją to strasznie, dlatego też zadawała się wyłącznie z tymi, których poziom zabraniał wyrażać się w ten sposób. Zawsze wiedziała jak zareagować słysząc komentarz - kopniak, plaskacz... Nikt nie wymaga od małp kultury, ale mogliby się czasem pohamować.
Teraz dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej podejrzliwa, łypiąc na demona ostrzegawczo. Wstał powoli, a gdy wyciągnął dłoń, zamarła, nie zmieniła postawy, nie drgnęła nawet, lecz w środku coś się w niej zagotowało. Za blisko. Przełamał barierę. Musnął jej policzek i po chwili Nashi przestała czuć ból. Nie zdążyła się zdziwić, bo nie było już to ważne, słowa nieznajomego zbiły ją psychicznie z nóg. Szykowała się psychicznie na walkę, siniaki i krew. Wyzwiska i regularną bójkę, tak jej mówił instynkt i zmysł, od wielu lat przestrzegający dziwnymi przeczuciami. Nie była przygotowana na takie...
Demon nachylił się nad halfką, odciął od otoczenia tworząc mur z ramion i skrzydeł, wlepiając w Vivian poważne i jednocześnie nadzwyczaj pewne siebie, spojrzenie złotych oczu o pionowych źrenicach. Odpowiedziała tym samym, lecz jakby się zacięła. Zignorowała nawet dużą KI lecącą gdzieś nad dżunglą. Sens wypowiedzi był... Jednoznaczny. Z wolna na jej policzki wypełzł rumieniec speszenia i irytacji. Była poniekąd zła. Podświadomie odebrała to jako żart, zabawę jej kosztem, tak jakby gdzieś w głębi była przekonana, że nigdy nie mogłaby być obiektem czyjegoś zainteresowania. Może zabrzmi to beznadziejnie, ale nie... To zwyczajnie nie miałoby prawa zaistnieć.
Wpada na nią, atakuje, potem jakby nic się nie stało wgapia, leczy własnoręcznie zadaną ranę i raczy jakąś gatką...
Pogrywa sobie z nią.
Zmarszczyła brwi, wolno pochylając głowę, mierząc jednocześnie demona swoim spojrzeniem-wizytówką spod łba. Brązowe oczy zalśniły, w tęczówkach pojawiły się iskry. Przez ułamek znów pojawiło się tam zmęczenie, nieodłączna, codzienna przywara Nashi a także, coś jakby... Smutek... Ponownie z niej ktoś drwi.
- Nie kpij ze mnie. - warknęła cicho, wolno.
Co on niby chce osiągnąć, bawiąc się nią? Czemu się na nią gapi z tym uśmiechem...
Wróć. Silna energia krążąca niedawno nad nimi wylądowała nieopodal w postaci osobnika z rasy Changelingów, który na domiar złego dawał głośno znać o swojej obecności. Wyglądało na to, że coś do niej miał, a Vivian bardzo nie spodobała się część zdania "Ona jest moja". Następny, psiakrew... Pięści mnie świerzbią, ustaw się w kolejce. Nie widziała jaszczurowatego, bo demon zasłaniał jej widok, lecz wykorzystała moment, w którym ten się pojawił. Nie spuszczając oczu z najbliższego jegomościa zwiększyła swoją energie i fala wiatru szarpnęła wszystkim w promieniu kilku metrów. Drzewa ponownie się zatrzęsły, a demon został posłany w tył.
Nie do końca... W chwili w której Vivian użyła Kiaiho rzuciła się do przodu, częstując demona solidnym kopniakiem w pierś. Obracając machnęła nogą, zadała cios i miękko opadła, prostując się i ponownie składając ramiona na piersi. Spojrzała na niego śmiało.
- Po pierwsze, mnie się nie dotyka. - powiedziała normalnym głosem, ignorując schnącą  krew na policzku. - Po drugie, mama zabroniła mi rozmawiać z obcymi... Po trzecie, nie wiem, jak to się dzieje u demonów i Changów, ale wypadałoby najpierw gdzieś zaprosić, tym bardziej chociaż się przedstawić. - dokończyła z butnym spojrzeniem, po czym zmierzyła uważnie bordowłosego, wciąż czując cień rumieńca na twarzy. Szlag. - Dziękuję, spasuję. Nie nadaję się na damę, ani tym bardziej na Królową... Nie, nie ja.
Gość ma tupet. Vivian zaryzykowała szybkie spojrzenie na Changelinga. Czerwony ogon, fioletowo-biały pancerz skądś się jej skojarzył. Zmrużyła powieki, szukając w pamięci informacji. Jej brat nienawidził Jaszczurów i klął na nie co nie miara, poza tym jedna z tych maszkar zniszczyła Miasto Północne na Vegecie pod wpływem Tsufula. Właśnie, jedynym Changiem jakiego widziała, był ten osobnik z którym walczyła, no i tylko on mógłby ją pamiętać... No i miał obie ręce, ale... To musiał być on. Wystarczającym dowodem było mrowienie odkrytych blizn... Instynktownie położyła na nich dłoń, wyczuwając pod palcami wyraźne zgrubienia po ostrych pazurach. Tak, szpecące ciało znamiona są najlepszym dowodem i pamiątką po bitce.
- Nie chcę walczyć... - zaczęła ciszej, wbijając wzrok gdzieś w mech. Zacisnęła dłonie w czarnych rękawiczkach. Demon, Chang i Half. - Jedyne czego pragnę to odrobiny spokoju, a nawet tego mi świat skąpi... - obok jej głowy strzeliło wyładowanie elektryczne a tęczówki podejrzanie zalśniły.
Podsumowując... Jest w dżungli, sama, zgubiła się, uwziął się na nią a) podejrzany demon z równie dziwnym zamiarami oraz b) znikąd pojawia Changeling biorący udział w masakrze i również coś od niej chce.
Bez komentarza.

OOC
Edit - post uległ małej zmianie
Kiaiho fabularne... Nie wiem czy spodziewać się mordobicia czy nie...
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Sob Sie 30, 2014 2:26 pm


___ - Huhuhu. - po odepchnięciu przy użyciu techniki Kiaiho, bordowowłosy demon przystanął na wielkim kamieniu. Nie wyglądał na takiego, jakby go coś bolało, zapewne był nieźle zahartowany lub niezłym aktorzyną. W każdym bądź razie cwaniacki uśmieszek nie schodził mu z twarzy.  Robiło się ciekawie - Nie słyszysz, jaszczurko? Ta Pani nie chce walczyć. - powiedział, kierując koci wzrok na Xanasa - Nie ładnie tak przeszkadzać w umizgach. - pokazał kły, po czym mina stała się śmiertelnie poważna - Liczyłem, że Twój kolega Chepri poleci Ci z pomocą, ale najwyraźniej ma to gdzieś. Zobaczmy... - wyciągnął rękę, kierując ją w losową stronę. Stworzył w dłoni dość potężną kulę, a następnie skierował ją w górę. Po tym geście, tysiące mniejszych kul zaczęło strzelać w powietrze niczym fajerwerki. Kaskada pocisków zaczęła niszczyć dżunglę. No, pewnie po takim hałasie ptaszek przyleci.
___ - Moja propozycja Słoneczko była jak najbardziej poważna. Ah, wybacz za moje maniery, nazywam się Rukei. Przyszły KRÓL DEMONÓW. - krzyknął, dalej demolując okolicę - Kici kici, taś taś...

OOC
Xan, scouter pokazał 30.000 jednostek.
Wam nic się nie dzieje, niszczę roślinność.
Możecie go powstrzymać, ale trzeba czegoś więcej niż kiaiho! Fabularnie! Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Wrz 01, 2014 3:11 pm

Frost był może niski ale widząc 30 000 jednostek na scouterze tylko się uśmiechnął kpiąco. Mimo wszystko wziął pod uwagę że i ten może zwiększać swoją moc i nie ufa scouterowi tak jak kiedyś. Mimo to ma tą przewagę że nawet jeśli tamten niewidocznie zwiększy swoją moc to ten będzie o tym wiedział. Co do pazurów changa to jeśli by je porównać teraz do tych wcześniejszych to nie ma żadnych, są równo opiłowane i dobrze utrzymane więc nawet gdyby chciał to z ponownego drapania byłyby nici.
Zwrócił uwagę na słowo halfki, chociaż nie wiedział czy ta go poznała czy nie. To nie było ważne, wszak zaraz się jej przypomni. Nie podobało mu się jednak jej podejście, on chciał takiej samej walki jak wtedy gdy był przejęty przez Tsufula, wymagającej i pełnej pasji, a to co widział u tej samicy teraz to mazgajenie się jaki to świat jest niesprawiedliwy i dlaczego życie się na nią uwzięło i dało w kość. Na litość, chang uniósł jedną brew z miną zniesmaczenia. Przypominała mu teraz jedną z rekrutów która piszczy że nie może zrobić tego o co ja trener prosi "bo za trudne", jeszcze niech zaraz zacznie mu tu płakać jak małe dziecko. Nie, to nie była ta samica którą znał.
Następnie spojrzał na tego "pseudo" Króla Demonów który nic go nie obchodził. Moc jaką uwolnił przy tych trzydziestu kawałkach mocy nie mogła być zagrożeniem dla niego, chyba że scouter zanotował gwałtowny wzrost mocy.
- A bądź sobie królem czego chcesz, mam to gdzieś. Nie jestem tobą zainteresowany. Jej kolegą też nie więc sobie strzelaj sobie jak ci się podoba, ale nie robi to na mnie wrażenia. - prychnął i zwrócił swą głowę na żółtowłosą.
Po chwili uniósł się kilkadziesiąt centymetrów w górę i podleciał z założonymi rękoma do halfki tak by jego twarz znalazła się na wysokości jej.
- Przestań pieprzyć żołnierzu. Nie wiem co cię dopadło, nie wiem jakie to życie jest niesprawiedliwe dla ciebie, ale to JA straciłem rękę za twoją sprawą, to JA krwawiąc i umierając ledwo dotarłem do domu, ale nigdy nie mazgaiłem się. Podczas naszej walki widziałem wojowniczkę pełną zawzięcia, pasji i siły, a teraz? - skrzywił się po czym przedrzeźniał ją: - "Nie chcę walczyć, zostawcie mnie w spokoju", dajesz sobą pomiatać temu nietoperzowi i masz gdzieś że ktoś ci pluje w twarz? Chcę rewanżu z tamtą wojowniczką z Vegety, a nie z tym co zastałem tu i teraz! Może i masz za nic swój honor i godność, ale ja je wtedy straciłem i chcę je odzyskać, nawet jeśli to ktoś inny wtedy przejął moje ciało. Więc na litość, ogarnij się kobieto i skończ interesy z tym dzieciakiem z mania wielkości. - wskazał na demona. - I weź się w garść! Życie nie jest fair, ale ja nie odpuszczę ci i jak już załatwisz z nim sprawę to zmuszę do powrotu tą starą samicę którą spotkałem na Vegecie.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Pon Wrz 01, 2014 7:22 pm

Czy... To było możliwe? Niby nie powinno mnie to dziwić, w końcu ona należała do tego miejsca, w odróżnieniu ode mnie. Mimo to, nie spodziewałem się jej tutaj zobaczyć. Sądziłem, że nadal podróżowała po świecie i trenowała, a tu takie zaskoczenie. Była ubrana w niebieską suknię podszytą ciemnoszarym materiałem, związaną w pasie złotym sznurkiem, na szyi nosiła naszyjnik z dużymi czerwonymi paciorkami, włosy spięte w kok zakrywał diadem z czarnym piuropuszem. Twarz nadal tak samo poważna, a wzrok chłodny, teraz może nieco zatroskany. Ona naprawdę przejmowała się losem tego starego zgreda? Ona naprawdę się nim przejmowała? Ona też nie lubiła tego miejsca, choć uważała go za swój dom. Ale zaraz... Skąd u niej taki strój? Nigdy nie przepadała za kieckami, poza tym nie chciało mi się wierzyć, że ona założyła coś, co krępowało ruchy. Oboje mieliśmy tą niechęć do ubrań, które utrudniały walkę. Czemu więc? Ale zaraz... Czy ona mówiła, że da mi pozwolenie? Ona? Co tu się dzieje? Musiałem się tego dowiedzieć.
-Martwisz się o niego? Chyba kpisz...
-Nie martwię się tylko o niego... Ale o ciebie też. Chepri, co się z tobą stało? -jej ton z zatroskanego stał się bardziej ostry.
-Co masz na myśli?
-Jak ty się zachowujesz? Naprawdę chciałeś się na nich mścić? Wiesz dobrze, że oni nie mają z tobą najmniejszych szans, a ty to w perfidny sposób wykorzystujesz... Spodziewałam się po tobie większej dojrzałości.
Chyba śniłem... Dwa lata jej nie widziałem, a ta zaczyna mi prawić morały? Fakt, nasze powitania nigdy nie wyglądały normalnie, ale są chyba jakieś granice, prawda? Co ona sobie myślała?
-Co proszę? Że ja się zachowuje niedojrzale niby? Proszę cię... Zemsta na nich nie interesuje mnie od dawna, mam inne priorytety. A właśnie, czemu powiedziałaś, że ty mi dasz pozwolenie? -zapytałem unosząc lekko jedną brew.
-Bo to ja władam teraz w wiosce - odparła.
Zamrugałem kllkukrotnie.
-Chyba się przesłyszałem, powiedziałaś, że teraz ty tu rządzisz?
-Tak - rzekła z lekkim uśmiechem zadowolenia.
Póżniej poszliśmy do jej domu i opowiedziałą mi wszystko. Jak się okazywało, wkrótce po naszym ostatnim spotkaniu wróciła tutaj, była wystarczająco silna by przejąć władzę, ale jak się okazało, wcale nie musiała wyzywać wodza na pojedynek. Amon był tak zachwycony jej siłą, że przekazał jej przywództwo. Zdziwiło mnie to, bo nie spodziewałem się, żeby ktokolwiek z jego potomków przejął po nim jego stanowisko. Wynikało to z pewnego niemiłego i spowodowanego mną wydarzenia. Gdy tylko mój dziadek się dowiedział, że mój ojciec ma dziecko z białą kobietą szlag go jasny trafił i wygnał obu swoich synów. Dlaczego obu się nigdy nie dowiedziałem, chyba obawiał się, że Eghart popełni błąd swojego brata, wydaje mi się to tym dziwniejsze, że on miał już wtedy żonę i dziecko, no ale Amon w złości bywa neprzewidywalny. Wuj nigdy mi tego nie wybaczył i wypominał na każdym kroku. Dlatego też nie lubił wspomnać słowem o moich rodzicach.
A tutaj, zaskoczenie, ten staruch zlitował się nad swoją wnuczką. Niepodobne do niego... Ale chyba mogłem w to uwierzyć.
-A ty co tu robisz? -zapytała mnie.
-No cóż... Pamiętasz tę starą legendę o świętym gaju? Tę, którą opowiadał wtedy ten kapłan?
-O wojowniku, który pokonał setkę demonów i w świętym gaju zdobył wielką moc? -otwarła oczy nieco szerzej.
-Tak, o nią właśnie chodzi. Myślę, że może być prawdziwa.
-Dlaczego tak sądzisz? -dopytała.
-Zbadałem trochę sprawę praktycznie i stwierdziłem, że po walce z tylome demonami ten wojownik mógł nasiąknąć ich energią. Demony mieszkające w lesie potraktowały go jak swojego.
Satra zmarszczyła brwi i chwyciłą się za brodę.
-Coś w tym może być... Ale udało ci się pokonać aż tyle tych bestii? One są bardzo silne - powiedziała z troską.
Nigdy nie słyszałem ani nie widziałem, żeby ona się o mnie martwiła, więc dlaczego teraz? Zmiękła, to pewne. Musiała przestać trenować. Nie mogłem jednak określić jej mocy, ukrywała ją?
-Nie... Nie pokonałem stu demonów... Pokonałem prawie dwa tysiące - odparłem z uśmiechem.
Ta informacja wydawała się dosyć mocno dotknąć czarnowłosą, najwidoczniej nie mogła w to uwierzyć.
-Nie mówisz serio, aż tyle?
-A jaką czujesz ode mne energię, ludzką czy demoniczną? -uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Nie mogę wyczuć energii, ten las to utrudnia.
-Hmm? W sumie... To by wiele tłumaczyło.
-Ty naprawdę chcesz tam iść? -zapytała po chwili, z lekkim nostalgicznym uśmiechem.
Mała ciekawostka o moich krewnych, wszyscy cierpią na bardzo silny lęk przed demonami.
-Tak.
-Więc masz moje pozwolenie. Dam ci też wszystko co będziesz potrzebował -uśmiechnęła się.
-Dziękuję - rzekłem odwzajemniając uśmiech.

OOC:
Koniec treningu
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sro Wrz 03, 2014 7:04 pm

Za łatwo udaje się im wyprowadzić Ósemkę z równowagi. Trafiła na dwóch gagatków, mających ochotę drażniąc się z halfką, od tak, z sobie tylko znanych powodów... A ta ma kilka spraw do załatwienia. Zwiać, to byłaby dobra opcja, a choć często Vivian miała się za tchórza i słabeusza, nie cierpiała uciekać z pola walki. Tak było też i w tym przypadku. Miała jednak coś po matce, bo poziom adrenaliny i irytacji podskoczył w górę, na równi z tym samokontrola spadała na łeb na szyję. Automatycznie czuła napięcie mięśni, jeden gest i wybuchnie. Kolejne iskry skakały po jej sylwetce, strzeliła jedna, druga, ósma.
- Ja Ci dam umizgi... - warknęła niesłyszalnie pod nosem dziewczyna.
Demon sam się przyznał, nie chodziło o nią, a o Chepri'ego. Czego ten amant od niego chce? I co ważniejsze... Skoro ma do niego sprawę, czemu wplątuje w to Ósemkę? Odbije mu się to bokiem, to pewne. Jego moc podskoczyła niebezpiecznie, z łatwością wystrzelił w powietrze skoncentrowaną kulę energii. Halfka śledziła ją wzrokiem do momentu wybuchu. Kaskada lśniących wyładowań rozbłysła na niebie, rzucając refleksy światła i cienie na znaczną część zieleni. Dziewczyna wbiła oczy w Rukei*, którego najwyraźniej pochłonęła zabawa w przemeblowanie dżungli... Cokolwiek chciał od czerwonowłosego, nie była to pewnie sprawa typu 'pożyczenie soli'. Ziemianin musiał sobie jakoś nagrabić... Trochę się zaniepokoiła. Nieznajomy był niebezpieczny i w złotych tęczówkach skradał się cień szaleństwa. Oraz rzeczywiście, zdawał się mieć pewne cechy, przywodzące na myśl manię wielkości...
Słoneczko?
Vivian prychnęła jak rozjuszona kotka i uniosła podbródek.
- Była? Mówisz, że to poważna propozycja, gdy wychodzi na to, że bardziej obchodzi Cię kto inny. Nie potrafisz się określić, czy uznajesz to wszystko za żart? Poczułam się urażona. Trzeba było od razu szukać Chepri'ego, zamiast zabijać czas bezcelowymi umizgami. - kącik ust drgnął i wargi rozciągnęły się w nieznacznym, kpiącym uśmiechu. Instynkt zadziałał bez pudła. - Co więcej, Wasza Przyszła Wysokość, pomocy nie potrzebuję, poradzę sobie sama. A nawet jeśli nie, nie w tym głowa mojego kolegi.
Pocisk uderzający nieopodal łamiąc drzewo, wiatr szarpnął jasną strzechą włosów Vivian. Otworzyła pięści rozciągając mięśnie palców i zacisnęła je ponownie. Naokoło dłoni zaczęła gromadzić się energia, roztaczając mdłą, bladozieloną poświatę. Wygląda na to, że bez bitki się nie obejdzie... Trzeba najpierw coś zrobić z tymi pociskami, inaczej demon zniszczy coś więcej niż dżunglę. Spojrzała w górę, szykując już energię do wystrzelenia, gdy pojawił się przed nią... Owy mały, jaszczorowaty jegomość, rzucający się jak pchła na grzebieniu. Co z tego, że wzniósł się o te kilkanaście centymetrów, gdy widziała, jak ogon majta nad mchem? Wyglądałoby to pewnie komicznie, gdyby nie sytuacja w której się znaleźli.
Mówił do niej głośno, z pretensją, butnie. Nashi wysłuchała w milczeniu jego wyrzutów, nie drgnął jej ani jeden mięsień na twarzy, ani jedna iskra nie dała znać o zirytowaniu, słowem, nie dała po sobie nic poznać.
Za to na koniec strzeliła Changelinga pokazowo w twarz, tak mocno, że palce poczerwieniały tak samo jak policzek gada.
- Bingo. Jestem żołnierzem i nie chcę walczyć. - wycedziła spokojnie prosto w twarz jaszczura. - Mam o wiele ważniejsze sprawy na głowie, takie jak rozkazy, które bez względu na wszystko muszę wykonać. Dawno nauczyłam się, że nigdy nie dostaję tego, czego chcę, ale powiedz, kogo tak to naprawdę obchodzi? Nie mam czasu ani chęci ulegać ego jakiejś gadziny, która nie potrafi przeboleć przegranej sprzed dwóch lat. Mam gdzieś, że plują mi w twarz, nie mam honoru, nie mam godności, sama je podepczę jeśli będę musiała. Tylko walczę i wykonuje rozkazy, bo mam swoje cele... Jednym  z nich było pokonanie pasożyta, który zalągł się w Tobie. I czy to ja naprawdę marudzę? Changelingi to również żołnierze, a Ty domagasz się uwagi jak rozkapryszony bachor chcący odegrać się na kimś, kto zabrał mu cukierka.
Chciała już się odsunąć, gdy impuls ponownie kazał jej zwrócić głowę w bok, w stronę ogoniastego. Położyła rękę na lewym ramieniu, przesunęła rozdarty materiał w dół, ukazując w pełniejszej krasie blizny, jakimi uraczył ją w tamtej bitwie. Długie pręgi zrobione pazurami Changa, mocno wgryzione w ciało. 'Pamiątka'.
- Też się nie mazgaiłam. - oczy Vivian były dwoma brązowymi bryłkami lodu. - Już spotkałam takiego, co też nie chciał odpuścić i źle się to skończyło. Skoro poczekasz, tym lepiej dla Ciebie, bo nie mam zamiaru uciekać. - odwróciła się w stronę demona i wzniosła wzrok ku niebu, oceniając straty, które przez tą krótką wymianę zdań, Rukei zdążył narobić. - Znajdę Cię potem, masz moje słowo. Póki co, mam coś innego na głowie, i ten ktoś najwyraźniej lubi zabawiać się cudzym kosztem. A ja tego cholernie nie lubię...
Odskoczyła w bok, zaciskając pięści i KI Ósemki wzrosła do połowy jej możliwości. Była szczerze zirytowana Changelingiem, który prawi jej morały i jakimś demonem, nie potrafiącym przestrzegać pewnych granic. Przy kolejnym mrugnięciu w tęczówkach rozbłysł szkarłat, starą szkołą chciała zmanipulować złość na własną korzyść. Wściekłość, ba, nienawiść daje jej rasie siły i choć sama szczerze tego nie cierpiała, sięgnęła po ten dopalacz.
Jakby ktoś uderzył ją obuchem w kark. Zgięła się w pół, czując krople potu na skroni. Co się stało? Wyprostowała się, obejmując, przez moment walcząc z mgłą wykwitającą przed oczami. Nie może się wściec? Vivian warknęła cicho, zła na siebie, ale nie mogła nic z tym zrobić... Fala nieokreślonego bólu przeszyła jej organizm, gdy spróbowała wykorzystać zimną furię. Aż poczuła się stropiona, wolno wzbijając w powietrze. Ostatnio naprawdę było z nią źle, sypała się, leciała przez palce, ale przecież nie pozwoli na to w tej chwili. Pozostała jej złotowłosa przemiana i oto w jedno mrugnięcie oka włosy zmieniły odcień, stając dęba, a szkarłat ustąpił jadowitej zieleni. Zerknęła z ukosa na demona, widząc, jak obserwacja i niszczenie otoczenia pochłonęły go kompletnie. A przynajmniej tak się jej zdawało.
- Pozer. - burknęła, nie wdrażając się we wzrastającą niechęć.
Przyśpieszyła, lecąc w samo centrum wystrzeliwanych kul. Wzbiła się ponad najwyższe konary i gęstwiny liści. Poziom mocy Vivian również zawisł gdzieś naokoło trzydziestu tysięcy jednostek, gdy pozwoliła energii wystrzelić ze swojego ciała. Nie skupiła jej w konkretnej formie, starała się zniwelować ją zbłąkane pociski oraz co nowe kule. Rozpraszała jedną KI drugą, w chwili gdy stawało się to uporczywe użyła Bariery by unieszkodliwić pociski. Z czasem oddech trochę przyśpieszył i serce zaczęło bić mocniej, ale udawało się jej powstrzymać znaczne zniszczenie. Widocznie niedoszłemu Królowi bardzo się nudziło, skoro znalazł sobie taką bezproduktywną rozrywkę. Jeśli pod wpływem kaprysu rozwala las, to co w takim razie zamierza zrobić z nią? Co z Chepri'm jeśli się tu zjawi? Cholera...
Do licha... Co robić?

OOC
* Pytanie za sto punktów, czy to imię się w ogóle odmienia?
SSJ ON
Nie wchodzę w bezpośrednią potyczkę, staram się unieszkodliwić wszystkie pociski
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 04, 2014 5:42 pm


Ignorowanie przeciwnika silniejszego było bardzo... jakby to ująć... było samobójstwem. Tak też robił Xanas, zachowując się tak, jakby Rukei był tylko płotką. To bardzo, ale to bardzo zezłościło demona. Nie lubił zniewagi.
Rozrzucanie kuleczek KI i palenie dżungli było już bezsensowne, bo interwencja Vivan była bardzo skuteczna. Złotooki opuścił rękę, a następnie rozpłynął się w powietrzu za pomocą kostkowej teleportacji. Pojawił się tuż za changelingiem i... przebił mu klatkę piersiową na wylot samym ogonem. Wiedział, że ta rasa nie potrzebuje powietrza do życia, więc nie będzie mu to przeszkadzać, a jakaś kara będzie. Hahaha.
___ - Nie grzeczny. - powiedział ironicznie, a następnie cofnął swój ogon. Założył ręce na piersiach, po czym chłodny wzrok skierował na halfkę. Mówił niewerbalnie "jesteś następna". Zaczął powoli zbliżać się w jej stronę.

OOC
Statystyki[

Siła: 6900
Szybkość: 5200
Wytrzymałość: 6000
Energia: 6000

PL: 170600
HP: 90000
KI: 90000

Xan, dostajesz 6900dmg.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Wrz 07, 2014 2:34 pm

Dostał z plaskacza, aż poczerwieniał mu policzek. Mimo wszystko na jego oblicze wpłynął lekki uśmieszek. Wszystko szło zgodnie z jego planem, chociaż nie obchodziły go motywy dziewczyny, cieszył się że miała w sobie jeszcze jakąś werwę. Czyli nie było tak źle jak myślał że jest, ale widać samica ciężko znosiła przytyki i musiała się odciąć. Wbrew pozorom changeling jest dość spokojny z natury, a wkurza się tylko gdy oberwie, lub coś mu nie wychodzi. Jej słowa nie zrobiły na nim większego wrażenia, ale uświadczyły w przekonaniu że będą mieli normalną walkę.
W jego bazie uczyli go dyscypliny, oraz w chłodnym kalkulowaniu. Wszystkie niepotrzebne emocje podczas walki były surowo karane mimo iż każdy mógł się nią cieszyć. To nie byli sayianie którzy pod wpływem złości stawali się silniejsi. Oni po prostu dorastali, a silę musieli sobie wywalczyć czystym treningiem. On nigdy nie chciał być słaby, dlatego zawsze podnosił się po porażce i nawet gdy stracił rękę to nie poddawał się wiedząc ze ma drugą. Teraz był o wiele silniejszy niż kiedyś i miał nadzieję że ona też się taka stała. Mimo wszystko nie znał takich terminów jak "cukierek" więc nie wiedział dokładnie jaki jest sens tego zdania, ale domyślił się że to ma być przytyk. Mimo to nie był dzieckiem które będzie bezsensownie odgryzał się słownie. To nie był jego styl.
Na wzmiankę że ta go potem znajdzie zmarszczył brew i pokręcił głową. Nie miał zamiaru stracić jej z oczu. Ostatnio czekał dwa lata aż ta się z nim skontaktuje, a tego nie zrobiła. Nie da się zrobić w konia drugi raz. Jak już tu był to będzie po prostu biernym obserwatorem. Taki był przynajmniej plan.
- Nie spuszczę cię z oczu samico. Mogę poczekać, ale tym razem nie pozwolę byś mi zniknęła. - rzekł z uśmieszkiem obserwując jak się wznosi gdy nagle poczuł mocny ból na klatce piersiowej, a po chwili wypluł trochę krwi... Co do....
Usłyszał głos za sobą i zobaczył ta płotkę która nie powinna być wstanie nawet go zadrasnąć. Gdy scouter został namierzony znów na niego to jego licznik zaczął iść w górę jak szalony. A po chwili osiągnął swój maksymalny licznik, a to oznaczało że wyniki są poza skalą.
- Niemożliwe... nie można tak bardzo skoczyć.... z poziomem.. - syknął ciągle wypluwając krew.
Po chwili demon wyciągnął ogon, a demona mrozu przeszła kolejna fala bólu po której musiał chwycić się drzewa, by nie upaść.
- Ty....gnoju... - syknął.
Nie obchodziło go że wynik jest poza skalą. Takiej zniewagi nie doświadczył już nigdy. Zaatakował go i potem odwrócił się plecami mając go gdzieś. Chang opchnął się od drzewa i zaczął gromadzić energię w sobie, a jego Ki zaczęła wzrastać odpowiednio. Ziemia zaczęła trząść się mu pod nogami, a kawałki gleby unosić się w górę jakby w miejscu dookoła Frosta nie było grawitacji. Umięśnienie changa także zaczęło się zmieniać. Wszystkie partie jego ciała nagle stały się dwukrotnie  mocniej umięśnione i teraz wyglądał jak atleta z krwi i kości, a nie mała jaszczurka.
- Zapłacisz mi za to! - syknął i już czuł jak głowa zaczyna mu pulsować bólem.
Przy tej przemianie całe jego opanowanie szło w cholerę ponieważ pomimo wzrostu mocy chang widział jak przez mgłę, a jego irytacja i agresja wzrastały również wielokrotnie.
Z uśmiechem wykrzywionym przez ból wystawił rękę w stronę demona i chociaż wcześniej nie chciał się mieszać to teraz chciał zamordować tego skrzydlatego drania. Na koniuszkach czterech palców zaczęły się gromadzić skondensowane pociski ki. Changi miały to do siebie że potrafiły ładować bardzo dużo ki w malutkiej formie przez co często te ataki były lekceważone, aż do czasu gdy drań nimi nie oberwał. Teraz cztery kuleczki ki nie były większe niż piłeczki ping pongowe.
- Żryj to! - krzyknął i wystrzelił wszystkie cztery pociski w demona które pomknęły w jego stronę z oszałamiającą szybkością chcąc przebić jego ciało.
OOC:
-50 ki za 100%
Barrage death beam - dmg 9684 (-13557 ki)
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Wrz 07, 2014 11:58 pm

-Spodnie, kilt, dwustronne ponczo, kilkulitrowa tykwa...? A to ostatnie to po co ci? - zapytała Satra.
-Tykwę potrzebuje do Yerba Mate, przecież to chyba oczywiste - odpowiedziałem.
-Taa, chyba tylko dla ciebie... -mruknęła przewracając oczami. -To wszystko? -dopytała.
-Hmm... Nie wydaje mi się, żebym potrzebował jeszcze czegoś - odrzekłem, chwytając się za brodę i
robiąc zamyśloną minę.
-Czyli masz wszystko, to dobrze. A więc możesz już znikać.
-Co? Wyganiasz mnie? -spojrzałem na kuzynkę znacząco.
-Wiesz, że nie jestem negatywnie nastawiona do ciebie, ale inni już tak. Nie podoba im się fakt, że tu jesteś, rozumiesz mnie, prawda? -powiedziała z jakby przepraszającym wyrazem twarzy.
Zmróżyłem oczy i westchnąłem.
-Tak, rozumiem. Nie masz nic do mnie, ale opinia twoich ludzi jest ważniejsza od jednego mieszańca
- na mojej twarzy pojawił się jakby cień melancholii.
-Chepri, to nie jest tak... -w jej głosie zabrzmiała nuta goryczy.
-Wiem, tylko się z tobą droczę - uśmiechnąłem się do niej szeroko.
Satra najpierw wydawała się zła, ale wyraz jej twarzy szybko złagodniał i westchnęła tylko.
-Nic się jednak nie zmieniłeś, to dobrze - rzekła z uśmiechem.
Odwzajemniłem gest i wyszedłem z jej domu. Później minęło dużo czasu nim znów ją zobaczyłem...
Nigdy się z tego powodu nie cieszyłem, ani nie smuciłem. Nie chciałem rozpamiętywać tego co się
działo miedzy naszą dwójką kiedyś, ale nie potrafiłem o tym zapomnieć, do tej pory nie jestem
pewien czy na pewno chciałem. Te wspomnienia były raczej nieprzyjemne, ale stanowiły ważny
element mojego życia, czy powinienem więc porzucać część siebie samego?
Pewnym krokiem wkroczyłem do lasu. Od razu przytłoczyła mnie jego energia. Moja zdolność
wyczuwania energii nie działała poprawnie, więc to mogło być powodem, ale to jakby miało sens. W
dżungli żyły miliony stworzeń, nawet jeśli żadne z nich samo w sobie nie posiadało dużej mocy, to
wszystkie razem stanowiły jeden potężny organizm. Choć wiele razy byłem w tym lesie, to dopiero
wtedy czułem czym jest naprawdę. To nie tylko biocenoza połączona z biotopem, innymi słowy
ekosystem, nie... Tam kryła się magia, bardzo silna, pradawna. A poza magią, demony. Te akurat nie
wydawały mi się zbyt silne, ale tak, czy tak nie musiałem się martwić. Jeśli były wystarczająco silne,
by odczytać moją moc, to nie powinny na mnie zwracać uwagi, lub wręcz mnie unikać, a jeśli nie
były wystarczająco silne, to pokonałbym je bez najmniejszego problemu. Plan doskonały, prawda?
Przedarcie sie do serca gaju nie sprawiło mi żadnych problemów. Nikt się nie pojawił na mojej drodze.
Czasami tylko czułem na sobie czyiś wzrok. Kątem oka dostrzegałem między drzewami migoczące
kształty. Tak, zdecydowanie nie byłem tu sam. Mimo tak dobrego planu zachowywałem ostrożność,
wiedziałem, że nie wszystko da się przewidzieć i nawet mały szczegół może zaważyć na sukcesie
każdego przedsięwzięcia. Ale dosyć tego czarnowidztwa i rozważań o powodzeniu misji. Nie mogłem
zawieść. Po kilku minutach marszu moim oczom ukazała się nieduża polana, a na niej drzewo większe
od pozostałych.
-"To tutaj" - pomyślałem.
Usiadłem pod drzewm w pozycji lotosu, wyciszyłem się i już po chwili wpadłem w trans...
Najpierw czułem się, jakbym zasypiał, ale w momencie, gdy sen miał się stać najmocniejszy, cos
nagle mnie z niego wybudziło. Świat rozmazał mi się przed oczami, kręciło mi się w głowie.
Odruchowo położyłem dłoń na skroni, ale nie poczułem dotyku. Nie czułem niczego. Wszystko nabrało
ostrości tak nagle, że aż mnie głowa rozbolała.
-Wstań - usłyszałem.
Spojrzałem w kierunku, z którego dobiegał głos. Pierwsze co mnie uderzyło, to to, że wszystko
wyglądało inaczej... W tym sensie, że całe otoczenie emanowało słabym, ale wyraźnym blaskiem. To
sprawiało, że czułęm się jak w zupełnie innym świecie. Dopiero po kilku sekundach ujrzałem ich.
Czterech mężczyzn. Stali w rzędzie, oddaleni od siebie o jakiś metr i jakieś trzy ode mnie. Byli bardzo
podobni, ostre i twarde rysy twarzy, długie ciemne włosy, bezwzględne ciemne oczy, skóra o takim
samym kolorze, jak moja. Nosili takie same szaty, tyle, że w innych kolorach. Od lewej do prawej:
czerwoną, niebieską, białą i zieloną. Od razu wiedziałem, że te kolory nie są przypadkowe. Takie
same miały moje aury. Ale co to oznaczało?
-Kim jesteście? -zapytałem wstając.
-Jesteśmy duchami - powiedzieli unisono.
-Mhm, dużo mi to mówi... -mruknąłem wywracając oczami.
-Symbolizujemy moce ludzi - powiedzieli.
-Energię - powiedział Czerwony.
-Siłę - rzekł Niebieski.
-Wytrzymałość - dodał od siebie Biały.
-Szybkość - mruknął Zielony.
Nie myliłem się, to były jakieś personifikacje moich aur. Dawały mi one wielką moc, ale to właśnie one
były kluczem do legendarnej potęgi?
-Nauczymy cię jak wykorzystywać je w pełni.
A więc jednak. Ciekawiło mnie bardzo jak oni planują to zrobić i nie omieszkałem ich o to zapytać.
-Zaczniesz wszystko od początku... - odpowiedzieli, złowieszczo...
To był koniec... Poczułem, że spadam, wszystko zniknęło w ciemności...
(soundtrack: https://www.youtube.com/watch?v=_4Vlh3LTxbo )

Przez chwilę nie widziałem nic, mrok. Żadnego dżwięku, zapachu, smaku, nic. Jakby ktoś mnie odarł
ze zmysłów. Ze wszystkich poza jednem, najważniejszym. Wyczuwałem wielkie skupisko energii,
chciałem się do niego zbliżyć, ale nie mogłem. Nie rozumiałem tego. Byłem jak sparaliżowany.
-Jesteś teraz tylko świadomością, obserwatorem - powiedział Czerwony, czy raczej tylko usłyszałem
jego głos.  
-Obserwatorem? To dlaczego nic nie widzę? - pomyślałem, a myśl rozbrzmiała w nicości.
-Bo nie powstało jeszcze to, co nadaje rzeczą widzialność, światło. Ale już niedługo...
W chwili gdy skończył to mówić w miejscu, gdzie wcześniej wyczuwałem energię nastąpił potężny
rozbłysk. Wyglądało to, jakby z nicości narodziła się wielka gwiazda, która rosła... I rosła... We
wszystkie strony.
Fala energii rozprzestrzeniała się bardzo szybko, ale temu nie towarzyszył żaden dźwięk. Kiedy z
zastraszającą prędkością zbliżała się do mnie poczułem strach. Co mi jednak po tym, skoro nie
mogłem uciekać? Światło mnie oślepiło. Nie mogłem zamknąć oczu. Po ilku sekundach usłyszałem
szum. Stawał się coraz głośniejszy, aż zaczął mnie ogłuszać. Nie mogłem zasłonić uszu.
W świetle dostrzegłem maleńkie czarne punkciki, które rosły i rosły. Światło stało się pyłem.
Gradobcie rozgrzanego do białości pyłu przeleciało prosto przeze mnie.
Wtedy zrozumiałem co widziałem.
-To narodziny wszechświata?
-Zgadza się - odparł głos Czerwonego. -Tak powstawał. Teraz trochę przyśpieszymy.
Wszystko nabrało tempa. Pył zaczął formować obłoki, powoli młody szechświat stygł, ale miał jeszcze
długą drogę do przejścia. Z nieukrywaną fascynacją obserwowałem, jak obłoki stawały się
perwszymy galaktykami, a w nich rodziły się pierwsze gwiazdy i planety. Moją uwagę zwróciła
szczególnie jedna, ale początkowo nie wiedziałem dlaczego. Dopiero mężczyzna mnie uświadomił.
-Tak, to w tej galaktyce powstanie nasza planeta, Ziemia.
Nagle przed moimi oczami pojawiła się wielka kula składająca się z rozgrzanych skał. Widok bardzo
odmienny od niebieskiego globu, który tak dobrze znałem.
Równie nagle pojawiłem się na powierzchni planety. Ta nagła zmiana nieomal przyprawiłą mnie o
zawał, ale nie bardziej, niż strumień lawy wytryskający pół metra przede mną. Lubiłem ciepło, ale to
już przegięcie... Powierzchnia wyglądała jak po solidnym bombardowaniu, albo podpaleniu
gargantuicznej ilości napalmu. Ale w miarę jak się przyglądałem temu, wszystko stygło. Widziałem,
jak gazy wydostają się ze skał i tworzą atmosferę. Powstały chmury i nastał deszcz. Ale nie byle
monsun tropikalny, nie... Ten deszcz trwał całe wieki, dosłownie, a może i nawet tysiąclecia. Dla
mnie jednak trwał tylko kilka minut. Powstały oceany. A w nich związki chemicznę łączyły się i
mieszały, dając początek chemii organicznej i życiu...
(soundtrack: https://www.youtube.com/watch?v=0V7aUT13qtM )

Znów wszystko przyśpieszyło. Pierwsze organizmy rozwijały się powoli, ale nieubłaganie. Najpierw
jednokomórkowce, zasiedliły wody. Podzieliły się na pierwsze zwierzęta i rośliny. Później ich ciała
stały się mnogością. Choć nadal proste, widocznie przewyższały formą pierwsze byty. Wraz z
upływem czasu stawały się silniejsze i większe. Przybierały coraz to dziwniejsze kształty, aż wśród
nich wyłoniły się lepiej mi znane formy życia. Były to tylko robaki, ale to one dały początek dwóm
wielkim grupą, kręgowcą i bezkręgowcą. Do tych pierwszych było co prawda daleko, ale już można
było zauważyć pierwsze ich zaczątki. Dwa zupełnie inne rozwiązania, a jednak jak je obserwowałem,
to wydawały się być równie efektywne. Czemu się to później zmieniło? O tym miałem się przekonać
później. Kręgowce rozwijały się w wodach na potęgę, a stawonogi wyruszyły na podbój lądów. Ich
budowa znacznie im to ułatwiała, oddychały całym ciałem, choć trudniej było im się poruszać. W
końcu ryby posżły za ich śladem... Początkowo wyglądały bardzo nieporadnie, ale środowisko
zdawało się im pomagać. Ziemię zarosły olbrzymie połacie lasów, z których znacza część była
podmokła. Pojawiły się pierwsze płazy, a po nich gady. Wtedy jeszcze bardzo małe i bezbronne. Nie
łatwo było im żyć w tym świecie rządzonym przez wielkie insety. Niespodziewanie poczułem jak coś
mnie wsysa, tym czymś był młody gad. Moja świadomość została wciągnięta do jego ciała i zyskałem
nad nim kontrolę.
-Przeżyj - powiedzieli mężczyźni unisono.
-Że co proszę? A może tak jakieś wskazówki? -zapytałem w lekkim ataku paniki.
-Uważaj na skorpiony i ważki - odrzekli.
-Na co? Jakie skorpiony i... - nie dokończyłem myśli, bo tuż obok mnie, w pień na którym siedziałem
wbił się kolec jadowy wielkiego pajęczaka. Przełknąłem głośno ślinę i zacząłem uciekać. Naprawdę
dziwnym doświadczeniem było uciekanie na czterech kończynach przed skorpionem wielkości sporego
psa. Z pnia zeskoczyłem na ziemię i schowałem się za dużym kamieniem, ale na nic to się zdało.
Charakterystyczny dźwięk zamykających się szczypiec uświadomił mnie, że drapieżnik wie gdzie
jestem. Musiałem uciekać dalej. Tak szybko jak mogłem przedostałem się dalej, ale zbliżałem się do
sadzawki. Nie byłem pewien, czy prześladowca wejdzie do niej za mną, ale jaki miałem inne opcja?
Zawahałem się, gdy dotarłem do wody. Chciałem się obejrzeć za siebie, niestety z przyczyn
anatomicznych było to niemożliwe. W akcie paniki wskoczyłem na kawałek drewna unoszącą się na
wodzie. Skorpion zatrzymał się. Byłem poza jego zasięgiem. Poczułem się bezpieczny. Ale to było
złudne uczucie. Za sobą usłyszałem miarowe wibrowanie skrzydeł. Nie musiałem się obracać,
wiedziałem co to.
-Ważka...
Natychmiast wskoczyłem do wody i zanurkowałem. Gad, którym byłem, dobrze pływał, ale nie mógł
długo pozostać pod wodą. Najszybciej jak mogłem popłynąłem na drugi brzeg. Nie poznałem świata,
w którym właśnie byłem. Otaczała mnie nadal roslinność, ale znacznie uboższa, przypominało to
klimat podzwrotnikowy morski. Wszędzie gady takie jak ja. A może i jednak nie. Były większe i
silniejsze, niektóre chodziły na tylnich łapach, ale... Ja też jednak byłem inny. Przybrałem na masie i
wielkości, miałem wibrysy i ostre kły. Przy reszcie nadal wypadałem słabo.
-Czyli znów ucieczka...
Jakby na potwerdzenie moich słów coś zaskrzeczało za moimi plecami. Obracając głowę zobaczyłem
smykłego drapieżnika o długiej szyi. Patrzył na mnie jak na śniadanie.
Czym prędzej zmobilizowałem moje cztery łapy i dałem drapaka. Niestety, ewolucja nie ukształtowała
mnie do biegu, a przeciwnika już tak. Zobaczyłem jednak coś, co mogło mi pomóc. Pod
przewróconym drzewem coś wykopało norę. Szybko wskoczyłem do niej. Nie było mowy, by
napastnik dorwał się do mnie tam. Odczekałem chwilę i wyściubiłem nos na zewnątrz. Swiat znów się
zmienił. Ziemię porosły drzewa iglaste, a mnie porosło futro. Dobrze było znów być ssakiem. Jako
zmiennocieplny gad czułęm się nieswojo. Niestety, wpadłem z deszczu pod rynnę. Tamten drapieżnik
miał dużo wększych od siebie krewnych... Mały ssak w świecie dinozaurów... Pięknie...
Przypomniałem sobie, gdzie powinienem być bezpieczny, a mianowicie na drzewie.
Ale, żeby nie było zbyt łatwo, to od najbliższego drzewa dzieliło mnie kilkanaście metrów, a po
drodze? Tak, dobrze myślicie, dinozaur...
-Nosz cholera... - mruknąłem tylko i popędziłem przed siebie na łeb, na szyję.
Szybko stwierdziłem ,że lepiej byłoby się przemieszczać cicho i ostrożnie, bo jednak mały biegnący
ssak dla takiego gada był dobrze widoczny i łatwy do złapania. Ale nie miałem zamiaru łatwo oddać
skóry. Wpadłem na szalony, ale możliwe, że i genialny pomysł. Przebiegłem obok drapieżnika, ten od
razu zwrócił głowę w moją stronę, ja w tym czasie wbiegłem na jego ogon i dalej wzdłuż pleców, aż
na głowę. Pewnie nieźle się zdziwił widząc mnie między swomi oczami. Zaczął wierzgać, próbował
mnie zrzucić, ale trzymałem się mocno wbijając pazury między łuski. W końcu rzucił się biegiem na
najbliższe drzewo, chcąc mnie po prostu rozgnieść. O to mi właśnie chodziło. W ostatniej chwili
wskoczyłem na drzewo, biedny gad sam się znokoutował... Wdrapałem się wyżej, na koronę. Tam
nastapiły kolejne zmiany. Urosłem, zwłaszcza moje kończyny, łapy zaczęły przypominać dłonie, pysk
sie spłaszczył i utworzył coś na kształt twarzy. Ogon opkrył sierścią i stracił swoją chwytność,
wkrótce po tym zaniknął całkiem. Kciuki, wszystkie cztery, stały się przeciwstawne.
Zeskoczyłem na ziemię. Wylądowałem na sawannie. Wysoka trawa zasłaniała mi wszelki widok,
musiałem więc się wyprostować. Pech chciał, że moje ciało nie było jeszcze przystosowane do tego.
Jeszcze większy pech umieścił wielkiego kota szablastozębnego kilka metrów ode mnie...
Co więc miałem zrobić, jak nie brać nóg za pas? Szło to naprawdę źle, jakbym miał betonowe buty, a
kot wcale nie zamierzał czekać, aż się ich pozbędę. Czułem, jak z każdym krokiem nogi stają się
dłuższe i silniejsze, bardziej przystosowane do biegania. Postawa stawała się bardziej wyprostowana,
mózg rósł i myślał kreatywniej. Zauważyłem w trawie kij, chwyciłem go szybko i odwróciłem się do
kota.
-Koniec uciekania, czas stać się łowcą.
Zwierze zatrzymało się widząc, że nie uciekam tylko czekam. Nie zainteresowało się jednak dlaczego,
moze wtedy zauważyłoby, że rolę się zmieniły, no ale jego strata. Tygrys rzucił się na mnie, ale
zdążyłem zdzielić ko kijem po głowie dosyć mocno, by go ogłuszyć. Obok znalazłem kamień i
uderzyłem nim jeszcze mocniej w głowę kota...
(Sondtrack: https://www.youtube.com/watch?v=PK1hL1-8DpA )

Wtedy znów się wszystko zmieniło. Ponownie nastał mrok. Po mojej prawej pojawiło się śwatło, małe,
ale bardzo wyraźne. Okazało się, że stałem na jakiejś przezroczystej platformie, ja, we własnej
osobie. Trochę mi to nie pasowało patrząc na to, co widziałem do tej pory, ale nie miałem zamiaru
się kłucić, poza tym, i tak nie miałbym kiedy. Najpierw usłyszałem ciche kroki. Te jednak szybko
przerodziły się w głośne dudnienie i jazgot. Coś zmierzało w moją stronę...
Widok pozbawił mnie na chwilę oddechu. Dawne drapieżniki, dinozaury, demony, ludzcy wojownicy
wszelkiej maści... Olbrzymia horda gnała w moją stronę. Przeszedł mnie dreszcz, ale nie miałem
zamiaru uciekać, już nigdy. Musiałem walczyć.
-Użyj swojej mocy - rozbrzmiały jednocześnie cztery głosy.
Bez namysłu uaktywniłem aury, zalewajac wszystko falą światła i energii. Wrogowie jednak jakby
tego nie widzieli, parli dalej. Szybko oceniłem sytuację.
-Za dużo ich, nie dam rady... -stwierdziłem z pewnym rozczarowaniem.
-Przypomnij sobie przez co przeszedłeś, przypomnij sobie nasze nauki, sięgnij do swojej mocy -
rzekły głosy.
-Przez co przeszedłem?
Wtedy zrozumiałem. Zrozumiałem dlaczego mi to pokazywali i kazali przeżyć. Jeśli zapragnąłem
walczyć i przeżyć znajdowałem na to sposób i siły, za każdym razem.
Sięgnąłem do swojego wnętrza, skupiłem się na wewnętrznej mocy. Wróciłem myślami do przeszłości, do początku, do narodzin wszystkiego, do tamtej energii...
-Chce walczyć... Muszę... Potrzebuje do tego... Mocy!
Wtem, moje ciało przeszedł dreszcz. Nie mogłem go opanować, więc po prostu z nim nie walczyłem. Czułem, jakby coś chcało mnie rozsadzić od środka, jakaś wielka siła chciała się uwolnić. Dałem jej upust. Olbrzymi wybuch ze mną w centrum zalał wszystko co widziałem, zniszczył wszystko co widziałem...
Otwarłem oczy. Znów byłem w gaju. Poczułem jeszcze raz ten dreszcz i znów uwolniłem z siebie olbrzymią ilość energii, która uformowała kilkupiętrowy słup. Był widoczny może przez dwie sekundy, później zniknął. Energia nie uwalniała się, tylko zamknęła we mnie. Aura stała się bardzo słaba, ale ja... Ja byłem potężniejszy niż kiedykolwiek... Poczułem, jak się zmieniam. Poczułem, jak wracam do czegoś, co kiedyś utraciłem, do pierwotnej siły...
Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Jestem gotowy...

OOC:
Próba wbicia Aury Mistrzowskiej Very Happy
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Wto Wrz 09, 2014 11:30 pm

Jeśli ktokolwiek z nich nie był pewien niebezpieczeństwa i łudził się, że dojdzie tylko do niewielkiej potyczki, mógł z całą mocą powiedzieć, że wątpliwości się rozmyły. W chwili, w której Vivian była pochłonięta niwelowaniem ataków wroga i jej aura niszczyła wybuchy Ki demona, ten postanowił pokazać coś więcej niż grę słów i uśmieszki. Poziom mocy skoczył w górę tak gwałtownie, że włoski na karku stanęły dęba a żołądek ścisnął się boleśnie. Przypominało to strasznie efekt rozpływającej się ciemności Ki Tsufula. Jego energia nasączona była nienawiścią i desperacją w zgładzeniu każdego Saiyana i halfa, zaś ten tutaj... Irytacja, złość, duma, chęć zabawienia się czymiś kosztem. Dziewczyna nie była pewna czy dobrze odczytała to co tętniło w jego Ki, lecz to było najmniejszym z jej zmartwień. Najgorszy był fakt, że Rukei był o wiele od niej silniejszy, co najmniej o trzy razy gdy była w formie Super Saiyan.
Zastygła wysoko w powietrzu oddychając szybko acz miarowo, śledząc rozpalonymi zielenią oczami poczynania demona. Nagłe wyrzucanie z siebie Ki na dłuższą metę było nieco męczące, ale halfka skupiła się na tym, co działo się między drzewami. W skrócie - Changeling został przebity ogonem, sprawca odwrócił się w stronę Ósemki w jednoznacznym celu. Poczęstowała go czujnym, butnym spojrzeniem, lecz nie zdążyła zareagować inaczej, gdy rozzłoszczony Jaszczur zaczął zbierać gwałtownie energię. Ze zdumieniem wyczuwała kolejną Ki znacznie silniejszą od swojej... Wcześniej to zignorowała, zbyt przejęta czyimś sugestywnym zachowaniem, teraz zaś przyjrzała się mu uważnie. Niejako przypomniało jej to poziom Ascended SSJ, gdzie ciało zostaje napakowane masą mięśniową do granic możliwość. W dłoni Changa błysnęła gromadzona energia. Zdążyła się wzbić wyżej, schodząc z drogi ewentualnym pociskom, które zbłąkane mogły w nią trafić... No i nie spuszczała oczu z Rukei.
Co teraz? Energia Vivian Deryth uspokoiła się po zakończeniu obywatelskiej powinności jaką było ratowanie drzewek tropikalnych przed podpaleniem. Znów się ukryła, choć szalone kosmyki sterczały bardziej dramatycznie a z tęczówek nie zniknęły szmaragdowe błyski. Walcz. Zepchnęła tą myśl na bok, nie wiedząc czy wybrać instyknt czy rozsądek. Odruchy mówiły by rzucić się na demona i nie dać sobą pomiatać, choćby i miał ją zabić tu i teraz. W końcu czym niby ryzykuje? Jej życie wydawało się śmiesznie niską ceną, nawet dla nieznanego typka pojawiającego się znikąd w buszu. Nikt nie będzie po niej płakał. Zdanie pojawiło się w jej głowie automatycznie, jakby duża dawka adrenaliny uruchamiała syrenę wyjącą w jej głowię tę jedną sentencje. Rozsądek mówił co innego, kazał przeczekać, spekulować, negocjować... Choć gdy Vivian otworzy usta ponownie palnie coś bez konsultacji z mózgiem i źle się to skończy. Właściwie dlaczego bierze pod uwagę rozsądek? Przecież całe życie go ignoruje...
- Jeśli nie strzelasz pierwszy, nie strzelasz w ogóle. - szepnęła ciszej, przypominając sobie jedną z wielu lekcji na Vegecie jakie miała szczęście przeżyć.
To był zły moment na retrospekcje i uratowało ją tylko... Przeczucie? Przez ciało przebiegło coś słabszego od dreszczu, ulotniejszego od wrażeń jakich dostarczał jej zmysł odpowiedzialny za feralne przeczucia. To coś z dala błysnęło przez krócej niż setny ułamek sekundy, a może to była jedna z iskier w oczach? Jak się pojawiło tak od razu znikło, zostawiając Vivian z niejakim poczuciem konsternacji. To nie była wina Ki, to nie było jedno z przeczuć, to było... Co? Ścisnęło ją w dołku. Odwróciła głowę szukając wzrokiem jakiegoś śladu mogącego poświadczyć, że faktycznie nie było to bezpodstawnie wrażenie, bo choć trwało mniej niż ćwierć sekundy, to drgnęły jej dłonie.
Chepri.
... Dlaczego o nim pomyślała?
Co ważniejsze, gdzie do jasnej cholery chłopak się podziewa? Mieli przyprowadzić naukowca z dżungli - zamyślona Ósemka wpadła na demona i Changa, co można jej wybaczyć, bo to średnio dziwna rzecz jaka się jej wżyciu przydarzyła. A chłopak znikł, wchodząc przez drewnianą bramę w miejscu gdzie ostatni raz się widzieli. Vivian nieświadomie mamrotała pod nosem, dawała słowo, że jeśli się w coś wpakował to oberwie... Tym bardziej, że jeśli w końcu raczy się pojawić, spotka Rukei, a ten na pewno ma coś do niego. Cholera.
Sypnęły iskry i Vivian nie ingerując 'za bardzo' w walkę poniżej przeleciała w bok, tworząc w dłoniach energetyczny dysk. Nie rzuciła nim w demona, nie wycelowała w Changelinga, który aż za dobrze znał jej ulubioną technikę. Trzymała Kienzan blisko w pogotowiu, jak miecz i tarczę w jednym.
- Skoro moja osoba już Cię nie obchodzi, powiedziałbyś chociaż co masz do mojego kolegi Chepri'ego. - znacząco przerzuciła z ręki do ręki dysk. - Nie lubię obrywać za kogoś, ale jeśli już nie ma wyboru, wolę wiedzieć za co. Podłożył Ci się, obraził Majestat, zabił rodzinę czy ukradł coś? - głos Vivian choć spokojny nie był arogancki. Miał w sobie jedynie ten łobuzerski, swoisty wydźwięk, jakiego nabierała zawsze, ilekroć znajdywała się w sytuacjach... Zwyczajnie, gdy była zagrożona i nie czuła się bezpiecznie. Czyli pokrótce... Prawie zawsze.
Uśmiechnęła się kącikiem warg do siebie samej. Instynkt wziął górę, adrenalina z biciem seca rozeszła się po ciele, odrobinę boleśnie przez jeszcze niedawny nieudany zryw furii. Wewnątrz źrenic pojawiły się czerwone punkty.
- Zapraszam do tańca. - z tymi słowami Ósemka rzuciła Kienzanem w demona. Dysk pomknął lekko i bezszelestnie.

OOC

Rukei
Kienzan ---> 2814

Ja
Kienzan ---> 3095
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Nie Wrz 14, 2014 2:49 pm

Dziwnie ubzdurałam sobie, że czekam na odpis Ósemki... xD



Demon zatrzymał się i rzucił okiem zza ramienia na atakującego changelinga. To była tylko chwila. Tumany kurzu wzleciały w górę, zupełnie pochłaniając całą sylwetkę demona. Nie wiadomo było czy oberwał, czy też nie. To samo tyczyło się również rzuconego przez Vivian kienzana. On spowodował ogromny wybuch, który lekko nagiął mniejsze drzewka i rośliny ich otaczające. Nastała cisza ze strony halfki i changa przerywana opadaniem piachu i kamieni na ziemię. Gdy dym opadł, ukazał...
___ - To jest irytujące. - nietkniętego Rukeia. Nie wyglądał na takiego, którego by cokolwiek bolało, ale na pewno oberwał od dwójki. Irytacja wpełzła na jego twarz. Machnął ogonem, a skrzydłami odpędził brud z ciała. Podrapał się w tyle głowy, a następnie zwrócił do blondwłosej - Do Chepriego mam jedno... chcę odebrać sobie to co należy do mnie, a co on sobie przywłaszczył. - wyjaśnił, choć nie do końca było to, to, co chciała wiedzieć 8. Mogło to tylko nasunąć kolejne pytania i niejasności - No, dobra. Za bardzo mnie poniosło, przyznaję. - powiedział demon, a następnie zwrócił się do Xanasa - Ale Ty nie masz jak widać, czego tu szukać. Ta pannica nie powalczy z Tobą. Nie zachowuj się jak rozwydrzony dzieciak. Masz, na pocieszenie. - powiedział, a następnie stworzył w ręce lizaka, którego rzucił wprost na twarz changelinga. Podniósł głowę, uśmiechnął się cwaniacko - Ktoś tu silniejszy się staje. Dobra  moja. Może nie ubrudzę sobie rąk.
OOC
Statystyki

Siła: 6900
Szybkość: 5200
Wytrzymałość: 6000
Energia: 6000

PL: 170600
HP: 77502
KI: 90000

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Sro Wrz 17, 2014 3:06 pm

Changeling już kiedyś spotkał wroga na podobnym poziomie jak ten tutaj. Butny, silny i myślący że jest pępkiem świata. Napakowanego jaszczura strasznie wkurzało takie zachowanie, a najbardziej to że ten uważa ich za podrzędne muchy które może zdeptać jednym ciosem. Ból w klatce piersiowej dawał o sobie znać, ale ten zignorował go. Ogólnie był jeden problem który mógł sprawić że nie wyjdzie żywy z tego spotkania. Podczas używania stu procentowej mocy mężczyzna łatwo wpada w gniew, a jest to spowodowane nieustannym bólem głowy przez co ciężko mu się myśli.

Przekrwionymi oczyma przyglądał się jak demon otrzepuje się po wspólnym ataku przeprowadzonym z halfką. Zacisnął pieści w furii, ale powstrzymał się jeszcze na tą chwilę, bo jego żołnierska dyscyplina nie poszła całkiem w zapomnienie za sprawą bólu. Jakby nie patrzeć był delegatem swojego narodu na tej nic nie znaczącej dla jego rasy planecie i musiał się pokazać z jak najlepszej strony, a dodatkowo nie mógł umrzeć.
Po przesłuchaniu kolejnych wypowiedzi okazało się że demon nie ma nic do nich, a do jakiegoś gościa o imieniu Chepri. Chang nie znał człowieka, ale wyglądało na to że ci dwoje wiedzieli o kim mowa. Kiedy demon mówił o nim to ten powoli dochodził do wniosku że może pozwoli mu po prostu odejść i znaleźć tego na kim mu zależy, a on będzie mógł skupić się na żółtowłosej która była obecnie jego głównym priorytetem. Nagle skrzydlaty zrobił coś co na dobre pogrzebało szansę że czerwonoskóry da mu odejść żywym. Nie obchodziło go że gość jest silniejszy, nie obchodziło go teraz ze może zginąć. Poprzez ból głowy, irytację związaną z wejściem na sto procent oraz przez to że tamten rzucił mu w twarz jakiś gównem którego nie znał spowodowało że jego twarz została wykrzywiona w grymasie maksymalnej złości.

- Jak .... śmiesz....mnie znieważać!! - ryknął, wbił stopę w ziemię i trzasnął ogonem w drzewo z taką siłą że to się złamało w pół i runęło na ziemię. - Nie obchodzą mnie twoje porachunki z tym całym Cheprim, ale teraz nie puszczę cię za nic w świecie!

Wyglądało na to że to koniec miłego changelinga, a skoro ten nie chciał atakować to będzie obrywał tak długo aż nie padnie. Szybko zaczął zbierać energię w swoim ciele co zaowocowało tym że dookoła niego pojawiła się dodatkowa, różowa poświata, a on sam zacisnął dłonie, by po chili wyciągnąć je w stronę przeciwnika. Promieniste więzy energii pomknęły z w stronę demona, a skoro tamten jest taki pewny siebie to znów powinien przyjąć je na sobie. Tyle że tu był pies pogrzebany. Jeśli ten da się w to złapać to więzy zwiążą go tak jak pająk krepuje swoje ofiary. Gdy ten nie będzie mógł się poruszać poprzez paraliż to chang wystrzeliwuje jak torpeda w jego stronę, a jak juz trafi to kopie z taką siła by wystrzelić go kilometry stąd przez dżunglę. Rzadko kiedy kto przezywał taką kombinację z jego strony. Oczywiście była strasznie kosztowna, ale także zazwyczaj działała.

Jeśli jednak obroni się jakoś przed pierwszym atakiem to zaniechuje pozostałych czynności.
OCC:
Death web lvl 2. = dmg 3228 + paraliż na 2 tury. koszt 6456
W paraliżu jeśli wszedł:
NOVA STRIKE = 7492  koszt: 8990
Potężny atak: 5034

Razem:15754 dmg / koszt: 15446
lub nic jeśli się obronił przed pierwszym.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 18, 2014 4:19 pm

Jak tylko wstałem na równe nogi, poczułem jak cały świat kręci się szybciej, niż zwykle. Poczułem mdłości, musiałem usiąść. Zacisnąłem mocno oczy, słońce strasznie mnie raziło, prawie jak Taiyoken.
Przeszły mnie ciarki, a wraz z nimi lekkie wyładowania elektryczne. Mimo nowej siły oddychanie przychodziło mi z trudem, jakbym miał płuca z ołowiu. Mimo nowej siły... A może z powodu...? Moje ciało nie mogło się przyzwyczaić do nowej mocy? W sumie nie takie dziwne, byłem dwukrotnie silniejszy niż wcześniej przy mojej pełnej mocy. Zacisnąłem dłoń w pięść, wokół niej zapłonęła szaro-niebieska aura, co kilka sekund pojawiały się małe łuki elektryczne.
-Niesamowite... -wyszeptałem bezdżwięcznie.
Mimo ciężkiego stanu udało mi się jakoś podneść z ziemi. Przypominało to wstawanie po odrętwieniu całego ciała. Mrowienie wręcz doprowadzało do szału. Ale jak w przypadku odrętwienia, trzeba to było rozchodzić. Ból wzrastał z każdym ruchem, nawet drobnym. Aura uwalniała się ze mnie w sposób niekontrolowany, dosyć mocno wpływając na otoczenie. Zaczęło się od dosyć lekkich podmuchów, ale z czasem przekształcały się w strumienie energii wymieszane z powietrzem, które zamieniały nawet wielkie drzewa w sterty wyklałaczek.
-"Cholera... Muszę to opanować"
Oddychałem miarowo i głęboko, choć przez zęby. Słyszałem wyraźnie jak krew dudniła płynąc wściekle przez żyły, serce biło nierównomiernie. Mięśnie drgały, jak po intensywnym treningu. Miałęm wrażenie, jakby mały huragan szalał w moim ciele.
-Stop, cholera stop! - wycedziłem. Energia skupiła się bardziej, tworząc coś w rodzaju kopuły wokół mnie, wkrótce później zaczęłą się ulatniać spokojnie.
Burza ustała. Poczułem ulgę.
Dopiero wtedy poczułem, że coś się nie zgadza. Czułem jakieś zimne podłużne obiekty na plecach. Teleinezą zbliżyłem jeden z nich do twarzy i ze zdumieniem odkryłem, że jest to jeden z moich dredów. Jak one zrobiły się takie długie? I dlaczego zciemniały o cały jeden ton. To efekt uboczny?
Dziwna sytuacja...
Specjalnie jakoś się tym nie przejmowałem, nawet trochę cieszyłem, liczyłem na to, że będę słyszał mnej pytań i docinek odnośnie koloru moich włosów. Tym co prawda przejmowałem się jeszcze mniej, ale upierdliwe to to było strasznie. No bo co ja mogłem na to, że mam z natury intensywnie czerwone włosy? Nic... Teraz tylko wytłumaczyć to reszcie świata, ale właśnie tu zaczyna się problem, bo oni tej wiedzy nie chcą przyswoić. Cóż...
Coś kazało mi sprawdzić okolicę na obecność energii i tak też zrobiłem. O dziwo, wszystko działało jak powinno. Niestety, sytuacja nie wyglądała tak, jak powinna. Vivian w środku lasu a przy niej changeling, którego małem okazję w pewnym sensie poznać i... A to kto był? Znałem tę energię... Zbyt dobrze... Co on tutaj robił? Dowiedzał się, że jednak żyję? Co ja gadam, pewnie cały czas to wiedział, nie wydawał się być na tyle głupi, by pozostawić tak tamtą sprawę. Zapewne obserwował moje poczynania i szukał dogodnego momentu na atak. Ale czemu Vivian? Z drugiej strony... Nikogo innego nie mógł wybrać. Nie chciałem, żeby stało się jej coś z mojego powodu, zwłaszcza z jego strony. Jego głównym celem był Braska, ale skoro przeżyłem i chce się z nim rozprawić, to stałem się dla niego niewygodny. Chcąc mnie zranić mógł wybrać tylko ją... Ale dlaczego musiała to być ona?
Nie miałem czasu nad tym rozmyślać, musiałem jak najszybciej się tam znaleźć. Odruchowo wyciszyłem energię do zera. Przemieszczałem się między drzewami jakbym płynął, lekko niczym powiew letniego wiatru, ale szybko niczym odrzutowiec. Po drodze moją uwagę przykuł jeden element nie pasujący do otoczenia. Znałem go, tak jak jego właściciela, czy raczej właścicielkę. Chwyciłem kurtkę nawet się nie zatrzymując i pomknąłem w zarośla tuż obok miejsca, gdzie znajdowała się cała trójka. Przybyłem w samą porę, jak się zdawało.
"Ktoś tu silniejszy się staje..." utwierdziło mnie w tym przekonaniu, wiedziałem, że mówi o mnie, czułem to w koścach. Ale jakby też napełniło niepokojem. Czyżby wiedział, gdzie jestem? Ne wydawało mi się, wyciszyłem przecież energę.
Przyjrzałem się jeszcze przez chwilę całej sytuacji, po minach obecnych tam wywnioskowałem, że to najlepszy moment, żeby wkroczyć. Ale... Co to było? Changeling zaatakował. Posłał na demona energetyczną siatkę. Pierwszy raz widziałem taką technikę. Ciekawy przypadek. Ale jaki był jej cel? Oplatała się wokół przeciwnika? Hmm... Ciekawe. Tylko, był jeden problem... Dlaczego on odwalał coś takiego, gdy ja miałem właśnie wkroczyć? Co to, jakaś złośliwość losu, czy inne fatum? Ehh...
Wyłoniłem się z zarośli, skrzyżowałem ręce na piersi i westchnąłem w miarę głośno.
-Dobra, koniec tej szopki... Szukałeś mnie, oto więc jestem...

OOC:
Wbijam na imprezę.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 18, 2014 8:53 pm

Amnezja - to mechanizm obronny psychiki. Gdy w wyniku tragedii, niefortunnych zdarzeń bądź czynników burzących wewnętrzny spokój, chcemy o czymś zapomnieć, zapominamy. Trudno powiedzieć jak to działa, z pamięci zostają wyparte chwile, całe dnie, tygodnie, miesiące aż nawet etapy życia. Jest to rodzaj ucieczki od złych wspomnień, pozwalający odciąć się od traumy i żyć dalej swoim rytmem. Z tego, co Vivian wiedziała, dużo osób nie pamiętało dnia w którym Tsuful zaatakował Vegetę. Niektórzy nagle znaleźli się w zrujnowanym mieście, inni nie pamiętali samego aktu zamachu, jeszcze inni nie potrafili wytłumaczyć czemu stoją na zakrwawionym placu przed Akademią.
Jednak ucieczka, to nie jej styl. Choć to czysty masochizm, kazała sobie trwać i nie spoglądać w tył. Vivian pamiętała wszystko od początku do końca, chociaż myśli były w rozsypce i trzeźwość umysłu leciała przez palce. Od ogłoszenia w Koszarach, przez walkę, masakrę, karcer, po zakończenie całej sprawy i krótką rozmowę z Trenerem w jej kwaterze. Pamiętała zbyt dokładnie każdy niemal szczegół, twarze, wybuchy, krople krwi.
Stąd nagłe przypomnienie tych zdarzeń... Ano...
Atak na nic się nie zdał. Vivian opuściła ręce zaciskając pięści i wbijając świdrujące spojrzenie w demona. Starając jednocześnie ocenić sytuację. po raz któryś nie mogła pozwolić sobie na to, by choć jeden cień na twarzy pokazał, że się niepokoi... W to, że Chepri coś Rukeiowi przywłaszczył nie uwierzyła do końca. Chłopak byłby ostatnią osobą, jaką posądziłaby o kradzież - to zwyczajnie do niego nie pasowało. A przywłaszczenie? Bardziej, jeśli by coś znalazł i zabrał nieświadom, że do kogoś należy. Niemniej, czy była to mała czy poważna sprawa, demon coś szykował na ziemianina. To się jej jakoś nie podobało...
Poniosło go? Sprawiał wrażenie, jakby zniecierpliwił się i obłudnie żałował puszczenia nerwów. Halfka przetarła zbłąkaną krople potu z policzka łapiąc oddech. Nie miała zamiaru dać mu uśpić czujności. Nie komuś, kto składa niepokojące propozycje, ma manię wielkości plus czyha na jej przewodnika. Swoją drogą ładny przewodnik, wcięło go i nie daje znaku życia... Jeśli jednak Rukei próbował zmienić w pył pół dżungli by go tu sprowadzić, znaczyło to, że Chepri jest w jednym kawałku nieświadom zamieszania. Demon był wyjątkowo pewny swego i wykazywał charakterystyczną dla wysoko postawionych arogancję - miał coś z elity Saiyanskiej. A ich miłości własnej lepiej nie drażnić.
Jednak o ile Ósemka chciała przyjąć to z chłodnym spokojem żołnierza, o tyle Changeling miał wrażliwsze ego. Rzut lizakiem oraz pełna wyższości mowa ubodły go do tego stopnia, że stracił kontrolę. Vivian wyczuła to poprzez wybuch aury i skoncentrowanie Ki, mniejsza o zniszczenie naturalnego środowiska poprzez powalenie drzewa w przypływie złości. Jaszczur spiął się, a w jego dłoniach pojawiły się pulsujące, jasne nici, który jak błyskawice wystrzeliły w stronę Rukeia. Dziewczyna wpatrywała się ułamek sekundy w lśniącą plątaninę.
Tej samej techniki użył podczas ich walki na Vegecie, może z tym szczegółem, że sam został opleciony tą nicią. Zaatakowała wtedy mieczem, a ten sam impet uderzył w halfkę, dobierając oddech i sporo krwi. Wzdrygnęła się. Pamiętała tę potyczkę bardzo wyraźnie i nie byłoby w tym nic dziwnego, że widok nici aktywował określone wspomnienia... Nie było to jednak zdrowe. Nie chciała do tego wracać, nie w tym momencie.
Zamyślenie przerwał głos i pojawienie się czyjejś Ki. Vivian mrugnęła i uznała, że to dobry moment na wycofanie się, zwłaszcza, że sytuacja pomiędzy Changiem a demonem pozostała nierozstrzygnięta. Trzymając poziom mocy gdzieś w połowie wylądowała niedaleko chłopaka, otrzepując bluzkę z pyłu. Ten kawałek tropikalnego lasu wyglądał w miarę porządnie jak nie miejsce potyczki. Przetarła twarz szybkim gestem, ścierając ślady krwi, pot i uspokajała oddech.
- Spóźniłeś się. - powiedziała bez jakiegokolwiek cienia wyrzutu.
Oderwała wzrok od rozbłysków energii i przyjrzała się Chepri'emu. W końcu raczył się pojawić, nie przejmując się faktem, że 'nawet' zaczęła się martwić... Tym, co zaskoczyło ją niejako na początku, była jego moc - większa niż wcześniej, większa od jej poziomu na pełnej mocy SSJ. Miała też inną barwę, specyficzny odcień i mówiła, że jej właściciel jest niespotykanie spokojny... Vivian zmrużyła powieki. Wygląd też uległ zmianie. Włosy w tych dziwnych pasmach wydłużyły się znacząco i pociemniały, z koloru jadowitej czerwieni przeszły w odcień przywodzący na myśl barwę ciemniej, tętniczej krwi. Podobnego tonu były cienie naokoło powiek. Patrzcie no, znalazł nawet czas na przebranie się... A chodził z odkrytą piersią prezentując większość blizn. Odwracając spojrzenie dziewczyna odgarnęła grzywkę z twarzy, mając wciąż nieznacznie zaróżowione policzki po powstrzymywaniu ataku Rukeia. Tak, prawdopodobnie po tym...
- Demon ma do Ciebie sprawę, uważaj. Changeling... Chciał mnie pobić, ale chyba zapomniał... - zdała cicho krótką relację patrząc na tę dwójkę. - Uraził jego dumę i efekt widać.
Westchnęła niesłyszalnie. Mimika taka sama, czujna, opanowana, zero śladów dekoncentracji. Rozprostowała palce i zacisnęła pięści. W chwilach napięcia łatwo było uciec do stanu beznamiętnego żołnierza, zepchnąć strach i wszystkie inne bodźce uprzykrzające walkę na bok. Lecz tak jak furia, nie chciało się to uaktywnić... Niejako była w kropce. Nienawidziła uciekać, także nie miała pojęcia co robić - Rukei miał biznes do chłopaka, Jaszczur do Vivian, lecz sądząc po poziomach mocy jej walka jest z góry przesądzona, a siły demona również były wygórowane. Honor żołnierza to zginąć w walce za swoją ojczyznę, ideały i w obronie ich. Nikt nie wspominał o sytuacji, gdy ktoś chce się z Tobą bić, ale Ty nie masz na to najmniejszej ochoty, bo są ważniejsze rzeczy do zrobienia.
- Co robimy?
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Dżungla   Pią Wrz 19, 2014 4:15 pm


Coś, jakby pękło w demonie. Oczywiście atak changelinga doszedł do skutku w pełni, jak to sobie ułożył w główce, lecz to było jak przyciśnięcie przycisku zapalnego gdy ma się na sobie założoną kamizelkę z materiałami wybuchowymi. Samobójstwo, tak w skrócie. Demon owszem, wyleciał kawałek od dżungli, lecz szybko wrócił. Wściekły. Wkurzony.
___ - WKURWIONY. - powiedział podniesionym tonem głosu, wściekłym wzrokiem przeszywał sylwetkę kosmity. Nagle zniknął, pojawił się przed nim i uderzył prosto w poprzednie miejsce, przeszyte na wylot. Poszerzył nieco dziurę, co na pewno sprawiło ból Xanasowi. Cisnął nim o ziemię, a szponiastą nogą nacisnął na jego czaszkę. Jednak utaj nie kończyła się jego zemsta - NĘDZNA MUCHO, NAUCZYSZ SIĘ W KOŃCU, ŻE NIE NALEŻY SIĘ WTRĄCAĆ W CZYJEŚ SPRAWY!? LATASZ MI TUTAJ JAK WSTRĘTNY OWAD! TERAZ BĘDZIESZ UMIERAŁ POWOLI... - Chociaż... w tym momencie demon usłyszał głos, którego wyczekiwał. Wciąż nieźle rozwścieczony, spojrzał na ziemianina - W końcu raczyłeś przybyć. Bardzo dobrze. Czekaj chwilę, muszę coś zrobić. - rzucił sucho, a następnie podrzucił nogą changelinga w górę. Reszta była całkiem szybka. Wystawił pięści przed siebie, a po chwili wystrzelił z nich błyskawicznie ogromny, ognisty wir, który zabrał gdzieś dalej ze sobą Xanasa. No, po takiej nauczce powinien trzymać się z dala od Rukei'a.  
___ - Wybacz, że musiałeś czekać. - splunął na podłoże i zwrócił się do Chepriego. Chłód w jego oczach był tak realny, że temperatura w pobliżu zaczęła drastycznie spadać w dół, do ledwie dziesięciu lub mniej stopni - A teraz oddawaj mi moją własność. Oh, pewnie nie wiesz o czym mówię. TWOJA DUSZA. DAWAJ MI JĄ. - wystawił rękę przed siebie - Dzięki mnie istniejesz i dzięki mnie zginiesz.  Jeśli to zrobisz po dobroci to ta lalunia nie zginie jak przed chwilą ten changeling.

OOC
Statystyki

Siła: 6900
Szybkość: 5200
Wytrzymałość: 6000
Energia: 6000

PL: 170600

Xanas - 18000DMG od Thunder Crush
HP: 77502-15754=61748
KI: 90000-20700(115%dmg)=69300

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Xanas

avatar

Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 25, 2014 8:32 pm

Atak był dobry i należał do jednej z najlepszych kombinacji jaszczura po których niejeden przeciwnik mógł już tylko czekać na śmierć. Demon był tak butny że zignorował zagrożenie jakim był chang i teraz pewnie leżał gdzieś daleko w dżungli gramoląc się na nogi. Nie spodziewał się ze Rukei wróci tak szybko i nie będzie miał nawet śladu po atutowym ataku.
Machnął zdenerwowany ogonem i już przygotowywał następny atak gdy tamten wrzeszczał tracąc nad sobą panowanie. Wiedział że powoli brakuje mu KI ale nie robił sobie z tego nic. teraz ważne było to by posłać tamtego do piachu. Głowa pulsowała mu coraz mocniej, a sama perspektywa że tamtemu nic nie jest wkurzała go jeszcze bardziej.
Jego pokłady Ki falowały dookoła niego wyciekając powoli, gdyż mimo wszystko miał problemy z opanowaniem jej całkowicie. Na szczęście były to małe ilości które nic nie znaczy podczas takiej walki. Skumulował wreszcie wystarczająco energii, gdy tamten nagle zniknął mu z oczu i posłał changa prosto na ziemię, a energia zgromadzona w dłoni się rozproszyła. Poczuł niemiłosierny ból gdy tamten znów uderzył we wcześniej przebite miejsce. Następnie przybił mu nogą głowę do ziemi, a ten zaczął kląć wkurzony.
- Ty... gnoju.... - warknął próbując się podnieść wytężając wszystkie siły. - Zaraz... cię ... dorwę...
Syczał jak szalony, ale widać nie miał wystarczająco mocy, nawet na stu procentach, by cokolwiek zdziałać przeciw temu demonowi.
Kątem oka zauważył także jakiś ruch niedaleko i nową sylwetkę która się pojawiła. Czyżby to był ten cały Chepri o którego chodzi temu demonowi? Nie miał czasu by się namyśleć ponieważ nagle, po czuł kolejną porcję bólu gdy tamten kopnął go tak mocno że czerwony uniósł się w powietrze. Chang chciał wykorzystać ten moment i zapętlić ogon na jego szyi, ale tamten był szybszy. Wystrzelił potężnym, ognistym wirem z taka mocą że tamten aż wrzasnął z bólu palony przez nieziemski ogień i odrzucony trochę w głąb dżungli.
Po chwili spadł na ziemię z obfitymi poparzeniami na wszystkich partiach ciała i z trudem łapał powietrze. Bolało go całe ciało, więc leżał tak przez dłuższą chwilę próbując złapać oddech. Czuł się jak pieczony wieprz, lecz po chwili zebrał się w sobie i powoli zaczął wstawać, ale dopiero za trzecim razem mu się to udało.
Sam nie wiedział jak przeżył, a teraz kręciło mu się w głowie i ledwo stał na nogach. Mimo to zacisnął pięści i zęby w upartej determinacji.
- To.... jeszcze..... nie koniec... - sapał i zaczął wlec się z powrotem do nich prowadzony przez wskazania scoutera. Trochę mu to zajmie, ale nie pozwoli się tak traktować.

OOC:
Trening start
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Dżungla   Czw Wrz 25, 2014 10:31 pm

Dziwnie się to ułożyło... Nie mówiłem już o wszystkim co działo się ostatnio, bo to już kompletna abstrakcja, ale sama ta sytuacja w sobie była dziwna. Że pojawiłsię ten demon było dla mnie do zrozumienia, pewnie nie myliłem się co do jego motywów, lecz to, co wywiązało się między nim i Changelingiem... Cóż...
Tak, jak poczucie wyższości bordowowłosego nie zaskoczyło mnie, tak mała była moja wiedza o jaszczurokształtnych i nie mogłem nic powiedzieć o zachowaniu tego osobnika. Słyszałem pewne relacje o jego "dokonaniach", ale ich okoliczności nie pozwalały na jednoznaczne określenie charakteru kosmity.  Moja obserwacja ich krótkiej walki, o ile można tak to nazwać, nie przynosiła pozytywnych wniosków co do czerwonoskórego. Nawet nie czuć, a widać było, że demon ma znaczącą przewagę nad przeciwnikiem. Nie dało się dostrzec żadnej oznaki zmęczenia po nim, kiedy wykonał swój atak. Gdy zaś jaszczur znów znalazł się w polu widzenia... Dobitnie widać było, że ich pojedynek jest jednostronny.
W tej krótkiej chwili, gdy oni byli zajęci udało mi się zamienić kilka słów z Vivian. Jej słowa trochę mi rozjaśniły sytuację, nadal jednak wydawała mi się w jakiś dziwny sposób komiczna, choć sam się nie śmiałem.
-Wygodne byłoby wykorzystanie momentu ich nieuwagi do zniknięcia z ich pola widzenia, ale to się nie uda... On potrafi wyczuwać energię, poza tym, będzie chciał mnie znaleźć za wszelką cenę. No i ten jaszczur nie odwróci jego uwagi na tak długo, może jakby było dwóch takich jak on...
Musimy czekać na rozwój wydarzeń...
-wyjaśniłem szeptem. -Ah, właśnie... Mam Twoją kurtkę - rzekłem przypominając sobie o ubraniu przerzuconym przez ramię, podałem je dziewczynie.
Wtedy nasza konwersacja się urwała chwilowo, bo zwrócił się do mnie sam demon.
Z pewnym trudem zachowałem kamienną twarz, aż mnie korciło, żeby zmarszczyć brwi na jego słowa. O czym on do diabła gadał? Chce moją duszę, bo jest jego? On mi... Dał życie? I on je zabierze? Co to miało znaczyć? On sobie ubzdurał to czy co?
Skąd w jego głosie tyle... Pewności? Nie wierzyłem mu, ale... To było nietypowe... Po co on to robił? Co chciał osiągnąć? Jak dodać do tego to całe zamieszanie z Vixen... Jej coś nagadał, mi chciał coś wmówić... To brzmiało prawie jak plan.
-Nie mam pojęcia o czym gadasz... Chyba się nawdychałeś nieodpowiednich oparów, że wygadujesz takie rzeczy. Nic nikomu nie zabrałem i tym bardziej nie mam zamiaru niczego oddawać.
Później przeszło mi do głowy, że to mogło być nieodpowiedzialne, chociażby z powodu słów Braski "teraz bez problemu by mnie pokonał", ale wtedy nie myślałem o tym zupełnie. Umysł miałem odurzony mocą. Mimowolnie uwolniłem więcej mocy.

OOC
Trening start
Uwolniona moc: ok. 75,000
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dżungla   

Powrót do góry Go down
 
Dżungla
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: