Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Chepri vs. Vivian

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Chepri vs. Vivian   Nie Lip 06, 2014 1:27 am

Wyrzuty sumienia atakowały ją zawsze po impulsywnych działaniach. Vivian starała się, cokolwiek było do zrobienia – najpierw myśleć, potem działać, ewentualnie wdrożyć te dwie czynności w życie jednocześnie. Nigdy na odwrót. Wiadomo, życie zaskakuje, nigdy nie wiadomo, co się stanie… Stojąc oko w oko z wrogiem nie ma czas na głębsze analizowanie sytuacji, trzeba myśleć instynktownie, a nie dać się zaślepić żądzy krwi. Rzucenie się w wir walki jest dobre, jeśli nie wymaga większej kontroli nad sytuacją – gdy trzeba nad sobą panować jest gorzej. Znacznie gorzej.
Kogo ogarnęłaby złość, na siebie samego, za gadanie bez ładu i składu? Vivian. Kto, miałby sobie za złe nieznaczne odsłonięcie swoich uczuć poprzez zryw furii? Ósemkę. Kto, jednocześnie mógłby najchętniej przyłożyć czemuś i sobie, i ganił się w duchu, za brak kontroli?
Jakie to wszystkie jest porąbane i trudne…
Chciała odejść, odsunąć się na bok, zapomnieć… Ile razy dogłębnie czuła przesłanie wszechświata, że mało kogo obchodzi, to co ona chce? Mogłaby się już nauczyć, że plany nie wypalają, uczucia się plączą i nigdy nie wiadomo, co się stanie za chwilę. Jakby przypominając sobie tę myśl, spojrzenie stało się nieufne, niepewne i zmęczone.
Uderzyć… Ma go rąbnąć?
Tu i teraz? Ósemka może i podeszłaby do tego sceptycznie, bo nikt sam z siebie nie zamawiałby wklepania w wykonaniu Nashi, jednakże… Mogłoby być to podejrzane. Otworzyła szerzej oczy, nie za bardzo wiedząc, jak ma to rozumieć. Jednak słowa chłopaka brzmiały, co najdziwniej, szczerze. Ba, nie było w nich złośliwości, sama wypowiedź miała wydźwięk przepraszający. Zerknęła na czerwonowłosego nieco inaczej, omijając pryzmat zmęczenia oraz niechęci. Czego chciał? Dać jej spokój, czy mieć obitą facjatę? Czy jeszcze inna intencja kryła się w tym, co powiedział.
Cios za cios, czy to fizyczny czy psychiczny. Było to logiczne, kwestia honoru, za źle powiedziane słowo dawało się po gębie i to kończyło sprawę… Jednak Vivian tak nie chciała. Pracowała nad tym, by w życiu ograniczyć takie odruchy, ale gdyby powiedzieć to kilku Nashim i kadetom, którzy przez nią wylądowali w szpitalu…
Otworzyła usta by skomentować wypowiedź Chepriego, gdy dotarł do niej sens słów chłopaka. Złość rodzi nienawiść, prawda. W tym, że jeśli kogoś ma Ósemka nienawidzić, to siebie. Nie wroga, który rani, a siebie, że za słaba, za mocno się nad sobą rozczula, za bardzo rozpamiętuje krzywdę... Tak samo zrobiła, gdy po raz pierwszy zmieniała się w Super Saiyana. Wymusiła przemianę by pokonać Tsufula, z tym, że niedługo potem ból wbił się w jej mięśnie w postaci tysiąca igieł. Każda kolejna zmiana formy sprawiała, że organizm wrzeszczał. Parę miesięcy czekała, aż uda się jej przyzwyczaić do tego stanu – dlatego tak wolno uczyła się FSSJ. Ból znikł. Sądziła, że to była zapłata za pierwszą przemianę i płaciła za nią zagryzaniem zębów oraz duszeniem wszystkiego w sobie.
Teraz wychodziło na to, że prawdziwe skutki jej postępowania dopiero zaczęły zbierać swoje żniwo.
- Uderzyć? W tym, to ja nie mam żadnego interesu. Mówiłam, nie chcę walczyć. – zamknęła oczy, mówiąc ostatnie zdanie bez przekonania.
Vivian opuściła głowę, przyciągając ramiona do siebie. Mocno zaciśnięte dłonie drżały, w piersi coś zabolało, tknęło inaczej niż zwykle. Tak, że zrobiło się jej zimno, następnie gorąco, jak od wściekłości. Czy była zła…?
- Nawet… Nawet gdybym odeszła, nie dałbyś mi spokoju, prawda? – spytała cicho. W domyśle ”Łaziłbyś za mną, dopóki bym Cię nie trzepnęła.”
Łatwo byłoby strzelić w mordę i odlecieć. Halfka miała dość tych odruchów, które powoli przełamywały się przez żelazną (tudzież nieco zardzewiałą) samokontrolę. W tej walce była bardzo dzielna, ale od dłuższej chwili te ryzy zaczęły się sypać. Były pełne rys, pęknięć i choć chciała, Kami jej świadkiem, chciała się opanować, odpuścić, odlecieć... Nie dała rady.
Uderzyła pięścią w pierś. Nie z zaskoczenia, nie używając całej siły, od tak, idąc za zmodyfikowanym impulsem. I choć odruch wygrał, to udało się jej zmienić cel i nie uderzyć w twarz. Wbrew pozorom, nie fuknęła niczego, nie odleciała obrażona, nie odpuściła. Vivian stała na miękkim piasku z wyciągniętą do przodu lewą pięścią, zastygając w tej pozycji po zadaniu ciosu.
Wolno wypuściła powietrze z płuc.
Aura delikatnie podskoczyła, strzeliło kilka iskier, ciało skasowało pamięć o zmęczeniu, przygotowując się nieświadomie do walki. Miała uderzyć raz, tak? A czuła, instynkt mówił dziewczynie, że ma przygotowywać się do pojedynku.

OOC ---> Jedziemy z tym koksem Kokoko

Chepri
Cios silny (kontrolowany) ---> 300
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Nie Lip 06, 2014 2:30 pm

Obserwowałem z całkowitym skupieniem reakcję dziewczyny. Wahała się co ma zrobić. To było do przewidzenia, w końcu też wyskoczyłem z tym, jak ta kuna z agrestu. Nawet jeśli wcześniej ją wkurzyłem, to było to tylko zdenerwowanie, nie zaraz jakaś chęć dania mi w twarz. A jednak, wiedziałem, że jakaś jej część bardzo tego chciała. Widziałem to w tym właśnie wahaniu. Nie mogłem mieć pewności, że złość weźmie górę w dziewczynie, ale liczyłem na to, bo właśnie to ułatwi mi zadanie. Zawsze jest lepiej nakłonić kogoś do czegoś słownie, z uprzejmością (lub przynajmniej czymś na kształt), niż poprzez prowokację i rękoczyny, a taka opcja, choć radykalna, przeszła mi przez głowę. Miałem jej użyć tylko w ostateczności i miałem też wielką nadzieje, że nie nie będę musiał.
Szczęśliwie, nie musiałem.
Opanowanie Vivian osłabło do tego stopnia, że wyrwał jej się jeden cios. Stało się to dosyć niespodziewanie, nawet mimo okoliczności. Udało mi się jednak przed otrzymaniem ciosu ustabilizować nieco moją postawę, tak, żeby cios mnie przesunął do tyłu, ale nie przewrócił, a to mógłby zrobić. Byłem pod pewnym wrażeniem tego jaki szybko zadała cios, choć miałem świadomość, że to nie pełnia jej możliwości. Tak samo było z siłą uderzenia, to nie wszystko co potrafiła. Nie mogłem się powstrzymać przed zrobieniem markotnej miny. Skrzyżowałem ręce na piersi.
-Wiesz... To nie tak, że nie dałbym Ci spokoju, ale to mi sumienie nie dawałoby spokoju. Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że za wyrządzone krzywdy trzeba zapłacić. Wziąłem sobie te słowa do serca i nie mam zamiaru tego zmieniać - powiedziałem. -Nie mógłbym żyć ze splamionym honorem, umrzeć też nie. Pozostawałoby mi coś innego jak starać się oczyścić moje imię? -ciągnąłem dalej, unosząc delikatnie kącik ust w nostalgicznym uśmiechu.
-Tylko... Dlaczego osłabiłaś cios? Nie dasz rady się wyżyć, jeśli będziesz się powstrzymywać - rzekłem. -Myślałem, że wkurzyło Cię moje zachowanie.
Moje słowa podchodziły już pod prowokację, ale robiłem to dlatego, że zaczęły mnie serio ciekawić możliwości Vivian. Chcąc nie chcąc, zacząłem tak dobierać słowa by doprowadzić do walki. I nie tylko słowa zresztą... Przeniosłem ciężar na prawą nogę, po czym zrobiwszy kilka szybkich kroków zadałem cios prawą pięścią w brzuch.
-Tak to się robi.
Użyłem całej siły, bo wiedziałem, że mogę to zrobić. Tyle mocy ile pokazała wystarczyłoby do odparcia takiego ciosu, a miałem pewność, że jest silniejsza niż to co pokazała. Czym więc się martwić? Przy okazji zadawania ciosu podniosłem swój poziom mocy do domyślnej wartości, która stanowiła jakieś siedemdziesiąt procent prawdziwej wartości. Niby to nie duża różnica, ale zawsze mogło to zaskoczyć przeciwnika.

OOC:
Cios zwykły - 380 dmg
Trening start
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Pon Lip 07, 2014 12:38 am

Poziom adrenaliny podskoczył. Krew zabuzowała, w oczach pojawiły się iskry, wyładowania elektryczne przebiegły po ciele jak dreszcze, przyśpieszając oddech i rozszerzając źrenice. Vivian dawno nie walczyła, nie w pełnym znaczeniu tego słowa. Konack było ledwie rozgrzewką i poniekąd zabawą. Kto tam był wart krwi i potu? Prawdopodobnie tylko i wyłącznie Aryenne, ale z ich poziomami, nie dorastali do pięt byłej Kiui. Nie raz, nie dwa walczyła z Razielem na Vegecie, ćwicząc i szlifując swoje zdolności, ale za dobrze znali już swoje ruchy. Lepiej im wychodziła wspólna potyczka przeciwko komuś niż sparing między nimi.
Cios został zadany, impet odesłał Chepriego parę metrów do tyłu. Czego mogła się spodziewać Ósemka? Krzyku, jęku, skrzywienia… Tak, chłopak wykrzywił twarz, ale nie było tam bólu, złości czy zdenerwowania. Zamiast tego ujrzała zawód, przez to, że się pohamowała… Nie zastanawiała się nawet skąd to wiedziała – sama byłaby rozczarowana, gdyby w walce ktoś próbował iść na łatwiznę. Jest coś, czego prawdziwy wojownik nie zniesie. Może być obrażany, może być wyśmiewany, ale w walce taryfa ulgowa jest czymś gorszym od oplucia. W walce… Jej ciało naprawdę szykowało się do bitki. Mięśnie napięły samoistnie, oddech uregulował, jakby przełączono pstryczek ze Stand by mode na Fight mode.
Instynkt chciał walczyć, coś w duchu dziewczyny podchwyciło pomysł chłopaka, jednak umysł oponował… Wciąż i wciąż zawracając do rozsądku.
- Oczyścić swoje imię, pozwalając mi zrobić z Ciebie worek treningowy? – kącik warg hafki drgnął nieznacznie w nagłym przypływie niedowierzania. – Honor to pojęcie względne… Nie wiem czy mój własny jeszcze istnieje, ale jeśli miałabym przez niego kogoś skrzywdzić, to wolę go podeptać. I tak. Wkurzyłeś mnie.
Całe te morale źle na nią działały, wystarczyło, że od jej własnych myśli bolała ją głowa. Vivian nie ukrywała już iskier latających przy jej włosach, nie roztkliwiała już nad tym, co powinna robić, a czego nie. W oczach błysnęło coś innego niż wcześniejsza czerwień, złość czy zmęczenie. Przelotny złoty kolor zabarwił brązowe tęczówki na ułamek chwili, ale wystarczyło, by poczuła, że to koniec podchodów. Tym bardziej, że cios w żołądek wyrwał ją z zamyślenia. Siła posłała ją w tył, odrzut wzbił w powietrze trochę piachu – lecąc zanurzyła się po kolana w wodzie. Przystanęła tak z opuszczoną głową, a deszcz słonych kropel opadł na dół, na blond strzechę.
Nie czuła bólu. Bardziej… Przejęcie. Tym, że ma w końcu z kimś walczyć, czy tym, że ktoś sam z siebie ją prowokuje? Poziom mocy chłopaka poskoczył znacząco, sama Vivian przeszła o oczko wyżej w puli jednostek. Nieważne…
- Nie ucz żołnierza, jak ma się bić. – wycedziła cicho.
Sekunda na refleksje mogłaby ją opóźnić, ale nie zastanawiała się nad konsekwencjami. W środku piersi dziewczyny coś zadudniło z przejęciem. Podchwyciła tę melodię, tańcząc jak jej zagrają. Nie, źle. To ona zapraszała do tańca.
Złożyła obie dłonie nad głową kumulując moc. Pocisk energetyczny szybko zgromadził odpowiednią ilość Ki i Vivian poczuła ciepło w palcach. Axdra nauczył ją tego ruchu… Nie był to może najsilniejszy atak z jej arsenału, ale jeden z tych, po które sięgała instynktownie. Błysnęło.
- Masenko!
Kula skoncentrowanej Ki wystrzeliła w kierunku Chepriego. Vivian opuściła ramiona i uniosła w powietrze, patrząc na niego pewniejszy, butnym wzrokiem. Poprzez zmęczenie w jej oczach widać było płomień. Mieszankę wcześniejszego żalu i zmęczenia z żywszymi emocjami.
Coś paliło ją od środka.
Uniosła gardę, wbijając w czerwonowłosego czujne spojrzenie.
- Zapraszam do tańca.

OOC ---> Początek treningu

Chepri
Masenko ---> 505

Ja
Masenko ---> 555
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Pon Lip 07, 2014 5:37 pm

Mimowolnie uśmiechnąłem się. Dziewczyna złapała przynętę i dała się całkiem wciągnąć w walkę. Wszystko poszło po mojej myśli. Miało to w sumie same plusy. Raz, że osiągnąłem jeden z celów w moim planie, dwa, że udało mnie się to osiągnąć dosyć łagodnie, trzy, miałem okazję zaznajomić się ze stylem walki wojowników z Vegety. Miałem świadomość, że walcząc z Vivian poznam tylko jej styl, ale stworzyła go w oparciu o to, czego nauczyli ją na Vegecie, a to już coś. Miałem zbyt mało informacji, by w ogóle próbować zastanawiać się jak może walczyć blondynka, czy skupia się bardziej na atakach energetycznych, czy może na fizycznych. Stawia bardziej na ataki z zaskoczenia, czy na otwartą konfrontację? Nie mogłem tego jeszcze wtedy określić, tak więc musiałem się spodziewać wszystkiego.
-Nie robię z siebie worek treningowy, tylko Twojego przeciwnika, jak i również cel, na którym możesz rozładować złość. To tyle.
Uwagę o krzywdzeniu z powodu honoru przemilczałem z... Kilku powodów, których nie będę teraz przytaczał.
Nie zdziwiło mnie to, że dziewczyna nie widziała słuszności w moim działaniu, składało się na to kilka pewnych czynników i jeden ewentualny. Tymi pewnymi była jej nieświadomość tego co zaplanowałem, oraz stan w jakim się znajdowała, co do ewentualnych, to mogła po prostu być typem osoby, który się ze słusznością takiego działania nie zgadza. Ja jednak wierzyłem w to co robię i miałem zamiar się tego trzymać aż do końca. No, chyba, że nastąpiłyby jakieś nieprzewidziane w planie komplikacje, ale to mało prawdopodobne. Nie czas jednak na rozmyślanie. Walka trwała, a w czasie walki nie można sobie pozwolić na dekoncentrację. Musiałem się skupić.
Skupienie przyszło w samą porę, bo dziewczyna właśnie się szykowała do ataku. Nie wyglądało na to, by mój atak zrobił na niej wrażenie, nie widziałem na jej twarzy grymasu bólu, ani niczego w tym stylu, a to dobrze, oznaczało to, że była przynajmniej na równi ze mną.
Uniosła dłonie do góry i skumulowała w nich energię, ta zaś uformowała się w żółtą kulę. Z krzykiem posłała atak w moją stronę. Ja natomiast postanowiłem przyjąć go na klatę, że tak się wyrażę, raz, że byłem ciekaw jak silna jest ta technika, a dwa, że i tak wycelowana była w moją klatkę piersiową... To mnie zawsze denerwowało w walkach z żeńskimi wojownikami, jeśli już nawet są zahartowane na ból, tak, że można się z nimi naprawdę bić, to i tak nie możesz nigdy uderzyć w klatkę piersiową. A dlaczego? Bo biust... Jak mężczyznę uderzysz, to jasne, wszystko ok. Ale jak kobietę? O Kami... Wtedy to się dopiero zaczyna... Zostajesz wtedy:
a) zwyzywany od szowinistów i zboczeńców,
b) brutalnie zaatakowany pięść w twarz (i nie ważne czy pięść jest otwarta, czy zamknięta, w tym przypadku boli tak samo),
c) powiadomiony, że chłopak, brat lub ojciec (lub wszyscy na raz) tej dziewczyny dorwie cię jeszcze tego samego dnia,
d) wszystkie powyższe
Tak, wiem to z własnego doświadczenia... Czego chyba żałuje.
No ale nikt też nie mówił, że życie wojownika jest proste... Ani bezbolesne. A propos...
Masenko, bo jak usłyszałem, tak nazywała się technika, którą oberwałem, nie zadało mi aż tak wielkich szkód, jak się spodziewałem. W sumie to dobrze, w końcu o to chodzi w walce, by jak najmniej oberwać i jak najwięcej atakować. Niemniej, odczułem na sobie tą technikę, czy może bardziej samą technikę odczuł mój strój, a ja tylko wybuch po niej. Ciuch, choś nie tak odporny jak poprzedni, to jednak był prezentem od Braski. Z drugiej strony, miałsłużyć do walki, logiczne więc, że się zużyje. Taa, nie ma co sobie tym głowy zawracać. Skórę szyi miałem lekko popażoną, jak to się często zdaża podczas wybuchu Ki. Postanowiłem nie być jej dłużnym i samemu też użyć jakiegoś ataku energetycznego. Przyszedł mi jeden do głowy niemal natychmiast. Trochę zdewastuje okolicę, ale w tamtej chwili mało mnie to obchodziło. No i w sumie, użyję go na dosyć małym obszarze, więc też zniszczenia nie będą wielkie.
Vivian zapraszała mnie do tańca? Z uśmiechem przyjąłem propozycję, jednocześnie przyjmując pozycję do walki. Lewą rękę trzymałem zgiętą w łokciu z pięścią przy biodrze, prawą zaś wyprostowaną. z dłonią otwartą, nachyloną do góry pod kątem jakichś trzydziestu pięciu stopni od pionu wyznaczonego przez przedramię. Prawa noga lekko zgięta, nieco z przodu, lewa z tyłu, prosta w kolanie.
-"Czas zacząć zabawę..."
Odchyliłem prawą dłoń do kąta prostego i wystrzeliłem z niej niczym z karabinu maszynowego salwę energetycznych pocisków wymierzonych mniej więcej w Vivian.
Wcale nie miałem zamiaru dać jej prowadzić w tym tańcu.

OOC:
Renzoku Energy Dan - 630 dmg, 674 Ki
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Wto Lip 08, 2014 11:48 am

Tańcz, tańcz, tylko nie pomyl kroków… W walce znasz tylko własny rytm i wewnętrzną, indywidualną melodię, pomagającą w zadawaniu kopniaków. Wygrywał ten, kto narzucał swoje ruchy, potrafił zdominować przeciwnika czy go podejść. Vivian lubiła dostosować się do wroga i wykorzystywać jego atuty przeciwko niemu samemu, by nie wiedział, co go trafiło – jednak to nie sprawdzało się często. Musiała poznać jego kroki. Pierwszy zawsze przychodził etap wstępnej oceny, czy przeciwnik skupia się bardziej na prędkości czy sile. Drugim podejściem była atak, upewnienie się, co do mniemania. Trzecim… Reszta walki.
Dłonie złożone w prostą, niepozorną gardę, trzymając luźno nadgarstki. Słonawy wiatr bawił się włosami halfki. Choć unosiła się niewysoko w powietrzu, nie zmieniła pozycji, chcąc wiedzieć, czym ją chłopak zaskoczy. Masenko dosięgło celu, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że tendencyjnie nie uniknął ataku… To walka czy naprawdę sprawdza poziom jej mocy, by upewnić się, że gdyby wpadła w szał i zaczęła wybijać ludzi, byłby zdolny ją powstrzymać? Litości… Szybko przyjął odpowiednią pozycję. Takiej gardy Nashi nigdy nie widziała, co kazało jej podświadomie szykować się do rozgryzania obcego stylu walki…
Kiedy jej wszystkie komórki ciała wypełniła adrenalina?
Wzrost Ki spowodowany uzbieraniem mocy na atak, utwierdził ciało w przekonaniu, że nadchodzi bójka. Ten mechanizm nie zawiódł dziewczyny nigdy w życiu. Działał odkąd nauczyła się chodzić i co najważniejsze, przenigdy nie ‘uaktywniał’ się na darmo. Jak był, oznaczało, że w ruch idą pięści. Trochę jak z przeczuciami, które czasem dopadały Ósemkę... Lub może i to było jedno z tych drażniących ostrzeżeń… Podskórne przeczucie, tkwiące jak drzazga głęboko pod skórą. Kazało jej uważać na tę potyczkę akurat w chwili, gdy dziewczyna pozwoliła sobie zapomnieć o wszystkim i walczyć… Nie na śmierć i życie, nie uderzając na oślep pięściami. Walczyć, po prostu.
Wyłączyła wszystko inne i poddała się impulsowi. Wszelkie rozterki oraz myśli, które wcześniej ją nawiedzały, zostały zepchnięta na dalszy plan i pewne było, że przypomną o sobie po wszystkim. Póki co… Nie istniały. Czuła się, jakby na moment zdjęto jej ciężar z pleców i bez konsekwencji mogła kogoś uderzyć… To było wręcz niepokojące uczucie.
- To niezdrowe, dać się pobić dla czyjejś równowagi psychicznej, ale… – powiedziała beznamiętnie, nie dodając, że myśląc jaśniej i w innej sytuacji pewnie postąpiła by podobnie. – Jak uważasz.
Chepri chce walki? To jej dostanie.
Twarz niczego nie zdradziła… To w oczach dziewczyny pojawił się zielony, jasny błysk, a poziom mocy podskoczył znacząco, ujawniając ponad dwie trzecie jej mocy. Nie weszła w tryb złotowłosego wojownika, nie chciała nikogo zabijać… Ale pobić można, prawda? By poczuć wir walki trzeba najpierw zasmakować krwi, odnieść kilka ran, nabić parę sińców. Vivian przeszła w ten stan automatycznie, jakby organizm sam za nią o tym zdecydował i rzeczywiście wybrał ten sposób by odreagować.
Rzuciła się do przodu, w chwili, gdy w jej stronę poleciał grad energetycznych pocisków. Leciała wprost w stronę promieni, zdawało się, że pierwszy pocisk musnął jej policzek… Dziewczyna znikła, jak obraz utkany z dymu i rozmyty jednym ruchem dłoni. Zwyczajnie, wyparowała.
Pojawiła się ułamek sekundy później, tuż przed Cheprim.
Ugięła kolana, przykucając lekko, jednocześnie obracając się błyskawicznie. W skroni zatętniło. Buty zapadły się w piasku, tarcie zadziałało na jej korzyść, pomagając przesunąć sylwetkę wokół własnej osi. W połowie obrotu Ósemka złapała chłopaka za ramię, by nie miał technicznie jak się wywinąć i zadała z gracją cios pośredni pomiędzy podcięciem, a kopniakiem w biodro, puszczając rękę.
Powinien polecieć gdzieś w bok...

OOC Huehuehue, tak łatwo nie dam się podejść~

Chepri
Cios szybki ---> 715

Ja
Zanzoken (Wersja Defensywna) ---> 441
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Wto Lip 08, 2014 4:58 pm

Renzoku Energy Dan wykonane przeze mnie miało na celu bardziej sprawdzenie czy Vivian da radę tego uniknąć, niż po prostu zadać obrażenia. I, jak się okazało, faktycznie tego uniknęła.
-"Zanzoken... " - pomyślałem.
U wojowników na poziomie przynajmniej takim, na jakim byłem ja, ta technika bywa bardzo pomocna, można nią łatwo oszukać przeciwnika, zwłaszcza gdy używa się jej w celach ofensywnych. Sam nie znałem jej, ale to bardziej z powodu braku czasu na naukę, niż z przekonania, że jej nie potrzebuje... No i z braku osoby, która by mi ją wytłumaczyła wystarczająco dobrze... Choć w sumie była jedna osoba, która powinna dać radę, mistrz Karin. Zaprezentował mi przecież, że zna tą technikę. Na to jednak będzie czas później, teraz czas na walkę.
Dziewczyna znalazła się tuż przede mną, mogła z pewnością dostrzec zdziwienie na mojej twarzy, oraz to w co się przerodziło, zwykły szczery uśmiech, wyrażający zadowolenie... No, może z małym cieniem cwaniactwa.
Zastosowała ciekawy sposób atakowania, nagłe pojawienie się rozprasza nieco przeciwnika, przez co zwiększa swoje szanse, że jej atak nie zostanie uniknięty. Zamierzyła się do kopniaka, dodatkowo złapała mnie za ramię, bym nie mógł tego uniknąć. Do tego ta szybkość... Zdecydowanie pod tym względem przerastała mnie i to znacząco. Opanowanie i nadal zimna krew pozwoliły mi na spokojnie przeanalizować sytuację i wybrać najlepsze rozwiązanie. Wyzwoliłem podmuch energii, Kiaiho, który miał posłużyć bardziej do oddalenia się od Vivian, niż odepchnięcia jej, jak to zwyczajowo używa się tej techniki. Podziałało, choć przez odruch obronny wyzwoliłem nico więcej energii, niż chciałem, faktycznie zdmuchując trochę dziewczynę... Ale to była moja szansa. Nie wiedziałem na ile ją to rozproszyło, ale z takich okazji trzeba korzystać, bo nie są wcale takie częste, jak mogłoby się wydawać. Ruszyłem do niej z pełną prędkością, jednocześnie uwalniając prawą ręką zielone błyskawice właściwe dla Bankoku Bikkuri. Miałem dzięki temu pewność, że blondynka nie ucieknie przed moim atakiem. Nie zatrzymałem się, tylko parłem dalej, nabierając coraz większej siły kinetycznej. Mocno wbiłem stopę w grunt tuż przed przeciwniczką i wyprowadziłem cios otwartą dłonią, przekazując jej impet, z jakim uderzył bym w nią całym ciałem.
Cios ten opracowałem sam, kiedy stwierdziłem, że taranowanie, choć skuteczne, to jednak za bardzo angażuje całe ciało. W takiej sytuacji za długo zajmuje pozbieranie się po uderzeniu i można nie zareagować na czas.

OOC:
Niestety, ja też nie Razz  
Kiaiho def-off: 350 dmg, -107 Ki
Bankoku Bikkuri: 350 dmg, -385 Ki
Cios potężny: 809 dmg
Suma: 1509 dmg dla Ciebie i -492 Ki dla mnie
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Sro Lip 09, 2014 12:31 am

Emocje w walce nie były dobrym przewodnikiem. Tego zawsze uczono Vivian, to samo wyznawała, jednakże inaczej niż dyktowano to na Vegecie. Nie, nie kierowała się durnym hasłem Prawdziwy wojownik niczego się nie boi. Strach jest dobry, jeśli dobrze się nim pokieruje, ale mniejsza o to. Wojownik powinien też walczyć bez gniewu, co kłóciło się z samym istnieniem rasy Saiyan, których motorem napędowym były te właśnie negatywne uczucia. I jak tu zachować wewnętrzny spokój, gdy by zwiększyć swoją siłę trzeba nienawidzić i się złościć?
Dlatego widząc niespodziewany uśmiech u Chepriego, przez ułamek sekundy jakaś część dziewczyny się zdziwiła. Potrafiła cieszyć się z walki i wymiany kopniaków, umiała się uśmiechnąć, no, prawie, lecz… Nigdy nie tak szczerze. Chociaż teraz walka sprawiała, że ubywało z niej pary, twarz niewiele się zmieniła, oczy nie straciły podejrzliwie czujnego wyrazu.
Spodziewał się tego, ale było za późno, by zmienić tor kopniaka. Właściwie, mogła się spodziewać sparowania ataku. Jeśli w czasie mniej-więcej równej walki udaje się komuś wyprowadzić tak bezczelny cios, oznacza to, że walka jest mniej zrównoważona niż powinna... Na szczęście w tym przypadku tak nie było. Vivian poznała jedną z podstawowych technik, jakich uczą się kadeci w pierwszych dniach żołnierskiej niedoli. Chłopak odepchnął ją Kiaiho od siebie, wzbudzając tumany nadmorskiego piasku. Odruchowo wyczuwając wiatr uniosła ręce, zasłaniając się przedramionami. Buty wrzynały się w plażę, zostawiając metrowe bruzdy w piasku, gdy potrząsnęła głową rzeczony piach sypał się z jej włosów. W pewnym sensie nie była nawet zła…
Dopóki nie poczuła silnego wyładowania, paraliżującego jej mięśnie. Nie miała sekundy by się zdziwić, zielone błyski otoczyły jej ciało strzelając iskrami i lekko przypalając. Nie wystarczyło, że spóźniła się z Zanzokenem, tak, że na prawym policzku po ataku Chepriego został czerwony ślad po poprzednim pocisku… Ósemka automatycznie zacisnęła zęby, wiedząc, że jest unieruchomiona i nic na to nie poradzi…
Szlag by to wszystko trafił. Nie cierpiała być bezbronna.
Może jeszcze przyozdobi jej drugie ramię i połowę pleców w podobne szramy, jakie były pamiątką po walce z zainfekowanym Changiem? Impet odrzucił ją ponownie w tył i dopiero wtedy odzyskała władzę nad ciałem. Nashi zrobiła jeden obrót, po czym złapała równowagę, odbijając się od piachu i lądując zwinnie na ugiętych nogach, jakby zapomniała o lataniu. Żebra dały o sobie znać, jak gdyby właśnie zaczerpnięty oddech naciskał płucami na kości. Zabolało. Zgromadzona w jednym punkcie siła, tutaj w dłoni, uderzając w Vivian rozeszła się po ciele jak piorun trafiający w ziemię. Poczuła to w kościach, zadrżała, jakby miała upaść i musiała zetrzeć krople krwi, która naznaczyła kącik warg. W ustach czuła drażniący, metaliczny posmak, a gdzieś w środku oprócz konsekwencji walki, palące poczucie… Że nie ma zamiaru dać sobie wytrzeć twarzy ziemią.
Wolno się wyprostowała, unosząc spojrzenie na Chepriego. Oczy halfki świeciły przygaszonym, jasnozielonym blaskiem, świadczącym o tym, że jeszcze krok dzieli ją od wejścia na wyższy poziom. Ukrywała to jak mogła, ale z samokontrolą ostatnio było krucho… Nie, nie pozwoliła złości wziąć górę, niemniej, nie czuła się dobrze z tym, że przegrywa. Trzeba by tu odpłacić z nawiązką.
Uniosła rękę, odsłaniając jednocześnie całą moc, jaką dysponowała. Kącik warg Ósemki drgnął w zły sposób – przelotnie w rogu ust pojawił się zadziorny, nieco złośliwy i łobuzerski uśmiech, na widok którego kadeci kryli się po kątach przed tą ‘porąbaną Nashi’.
- Sam chciałeś.
Telekinezą uniosła czerwonowłosego i bez ostrzeżenia grzmotnęła nim o piach. Ziemia zadrżała nieznacznie. Trudno było utrzymać Ki chłopaka, ale zacisnęła zęby i machnęła dłonią, posyłając chłopaka wprost w morskie odmęty. Uderzenie pełną siłą o taflę zimnej, słonej wody na pewno nie było miłe ani bezbolesne.
Obserwując wzburzoną wodę i fale, Vivian uniosła się w powietrze, zatrzymując nad niespokojną taflą i złożyła dłonie na piersiach, czekając.

OOC

Chepri
Telekineza ---> 861

Ja
Telekineza ---> 350
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Sro Lip 09, 2014 2:35 am

Wiedziałem, że za co co zrobiłem oberwie mi się porządnie, ale jakoś niespecjalnie się tym przejmowałem. Walka zawsze poprawiała mi humor i pozwalała się odstresować. No, a przynajmniej w większości przypadków. W czasie walki człowiek nie ma po prostu czasu na myślenie o tym co go trapiło, a jak ma, to oberwie dwa razy mocno po twarzy i od razy się opamiętuje. A później? Jest zbyt zmęczony, by przejmować się czymkolwiek innym jak tym, kiedy będzie mógł położyć się i spać. To jeden z powodów, dla których chciałem, by wywiązała się między mną i Vivian. Walcząc ze mną ma okazję się wyżyć za całe zło tego (wszech)świata, choć wcale nie miałem zamiaru jej tego ułatwiać, oraz zmęczyć do tego stopnia by wszystkie pozostałości stresu zniknęły z braku sił do ich posiadania.
Tylko, czy uda mi się osiągnąć taki efekt? Nie wiadomo, ale spróbować warto.
Dziewczyna wydawała się powoli tracić kontrolę nad sobą, złość zaczynała wrzeć wewnątrz niej. Mimowolnie uśmiechnąłem się na tą myśl. I te oczy... Czyżby ona...?
Poczułem nagle wielką chęć dowiedzenia się, czy moje przypuszczenia są prawdziwe. Jeśli w istocie tak było, to mogłem liczyć na bardzo dobrą walkę. Przyglądałem się jej uważnie, starając się wychwycić jakieś drobne wskazówki co do tego, co zamierza teraz zrobić. Wyciągnęła dłoń przed siebie. Zaatakuje pociskiem, albo promieniem? Trochę zbyt oczywiste. Jej poziom mocy wzrósł. Był wyższy od mojego, ale nie wydawało mnie się, by ona o tym wiedziała, nawet jeśli uwalniałem całą swoją normalną moc. to przecież ona nie mogła mieć pewności, że to wszystko. A jakby nie patrzeć, przebieg walki na to nie wskazywał.
Najpierw poczułem nieważkość... Bardzo fajne uczucie, nawet jeśli wywołane przez przeciwnika, bardzo dobrze kontrastuje z bólem jaki wywołuje rąbnięcie z impetem o ziemię. A trzeba wiedzieć, że mokry piasek potrafi być bardzo twardy. Co by było mało tego, że piasek wszedł mi niemal wszędzie, to zostałem wysłany na wycieczkę w jedną stronę ku morskim głębinom... Woda... Słona... Zimna... Po prostu żyć nie umierać. W głowie zadudniło mi od skoku ciśnienia i trochę od złości, ta jednak od razu stygła. Spośród wszystkich miejsc w jakie mogła mnie posłać, to było najgorsze... No ale dobra, zasłużyłem.
Był w tym w sumie jeden, choć podwójny, plus. Obmyłem się z większości piasku, no i trochę się umyłem. Nie żebym potrzebował kąpieli... Ale czuć mnie było trochę potem, to fakt. Pech jednak, że woda była słona... Moje włosy źle to zniosą...
Wynurzyłem się na powierzchnię. Vivian już czekała na mnie w powietrzu. Uniosłem się w powietrze, jednocześnie telekinezą odseparowując wodę z ubrań, skóry i włosów. To bardzo szybki i bardzo ekologiczny sposób suszenia, choć mało skuteczny w przypadku produktów spożywczych.
Upewniłem się jeszcze, że wszystko mam już suche i podleciałem do dziewczyny.  
-Dzięki za tą szybką kąpiel, była bardzo orzeźwiająca - uśmiech sam wpełzał mi na twarz. -A teraz może skończymy tą rozgrzewkę i zaczniemy walczyć na poważnie? Zanim jednak to się stanie...
Zrobiłem cios pięścią w kierunku blondynki, najzwyklejszy jaki się da cios. Po jakichś dwóch sekundach wyzwoliłem telekinetycznie silny podmuch powietrza, który mknął nieubłaganie na moją przeciwniczkę.
Zaraz po tym uwolniłem swoją pełną moc, uważałem jednak bardzo, żeby nie uwolnić przy tym żadnej aury. Dlaczego? Sam nie wiedziałem. Może chciałem trochę poudawać, że to jest moja normalna moc? Z tego co było mi wiadome, mieszkańcy Vegety wiedzieli mało o Ziemianach, istniała więc szansa, że Vivian nie ma pojęcia o tym, że możemy przechodzić transformację pokroju Super Saiyanina. Jeśli w istocie tak było, to dobra moja. Bądź co bądź, nie miałem ochoty odkrywać przed dziewczyną nawet połowy moich kart. Gdybyśmy kiedyś stanęli po przeciwnych stronach w prawdziwej walce, nie takim byle sparingu, to byłoby dla mnie źle, gdyby znała wszystkie moje sztuczki. Może i było to ryzykowne... Ale mnie to nie obchodziło. Poza tym, tak długo jak Vivian nie wiedziała o tym, byłem kryty.

OOC:
Telekineza: 730 dmg, -50 Ki (bo przenoszę powietrze, choć w dużej ilości i z dużą prędkością)
Aury: Włączone
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Sro Lip 09, 2014 7:38 pm

Vivian zastygła w powietrzu, robiąc nieplanowaną, krótką przerwę, lecz potyczka dalej trwała.
W pewnym sensie, nie miała już odwrotu. Ósemka dała wciągnąć się w walkę, której oficjalnie nie powinno być… Z samą dziewczyną było tak samo, więc czym się przejmuje? Nie, co to w ogóle za myśl. Przebłysk czarnego humoru nie miał się jednak nic do jej samopoczucia. Miała tu być na urlopie, ale halfka nie potrafiła wyobrazić siebie na plaży w stroju kąpielowym, sącząc drinki z palemką… Co prawda była na plaży, ale tylko to się zgadzało. W rubryczce wakacje mało kto pewnie pisał Wyżywanie się na tubylcach. Ciekawe, co by powiedział Trener… Zganił za podniesienie rzuconej rękawicy, czy zbeształ, za nie zabicie chłopaka na starcie?
Nie miała zamiaru zabija. Nie, nie przekroczy tej linii. Cały czas, chociaż podpuszczana, ganiana w kółko starała się trzymać nerwy na wodzy. Teraz z każdym atakiem Chepriego jakby gorzej jej to szło. Nie była typem agresora, który rzuciłby najlepszym, co ma, zmiatając przeciwnika na pył… Niejaki mętlik obijał się o wnętrze czaszki. Różne emocje mieszały się ze sobą, a chcąc zachować trzeźwość myśli, tradycyjnie, spychała je na bok. Spojrzała na taflę morza, z postanowieniem, że będzie walczyć po swojemu.
Chłopak podleciał chwilę później, nieprzejęty przymusową kąpielą, nawet próbując błysnąć żartem… Nie była w humorze, by się śmiać. Wyraz twarzy i oczu u Nashi nie zmienił się ani o jotę, jakby nie potrafiła pokazać innych uczuć, czy też jakichkolwiek emocji… Ale dlaczego, do cholery, czemu on się tak szczerzy?
Pęd powietrza uderzył ją w brzuch, odsyłając w tył. Wyhamowała szybko, zatrzymując się w powietrzu. Tak silny cios, z taką prędkością rozwiał jej włosy i przywodził na myśl zderzenie z niewidzialną ścianą – w tym przypadku ściana wpadła na nią. Schyliła czoło, wpatrując się w błyszczące w popołudniowym słońcu falę, czując ból w mięśniach i otępienie po ostatnich ciosach. Bez dwóch zdań, dawała sobą pomiatać…
Nie mogła rozgryźć Ziemianina. Najpierw ją zirytował, potem leciał z nią, wysuwając sugestię wspólnej walki, która miała na celu uspokojenie jej nerwów… I beztrosko kontynuował walkę. Nie będzie miał z tego żadnych korzyści, chyba, że ucieszy się z potyczki z żołnierzem. No i… Czy po Vivian aż tak widać, że jest w złym stanie? Trochę wykrakała, chcąc odgonić chłopaka, ale coś musiało w tym być, skoro przez te wszystkie lata trzymała rękę na pulsie, a teraz była jak przezroczysta. Przełożony nie posłałby jej gdzieś bez powodu. Poza tym… O tyle ile jej złość była faktycznie tylko rozgoryczeniem, o tyle sama Vivian nie była tego świadoma. Świat myślał, że jest wściekła, gdzie w istocie… Sama nie wiedziała, o co jej chodzi. Przekichane na całej linii.
- Na poważnie? – zapytała cicho.
Więcej iskier latało naokoło jej ciała, przebiegając po świeżych sińcach, skruszonej zbroi i nowych zadrapaniach. Pojawiły się w jasnych włosach, oczy dziewczyny nabrały głębszej odcieni zieleni, lecz… Nagle zrobiła powolny, głęboki wdech. Miała walczyć po swojemu. Poziom jej mocy opadł do połowy wyczuwalnej Ki w stanie normalnym i tak się utrzymywał. Cokolwiek by się nie działo, jaki tajfun, horror rozgrywał na zewnątrz czy wewnątrz niej, chce być spokojna… Nie, że ‘musi’. Chce. Bądź zwyczajnie pozostaje jej sprawiać pozory.
Skoro to ma być koniec rozgrzewki, czy nie powinni zacząć walczyć poważniej? Jakimś cudem podchwyciła motyw wspólnego sparingu, lecz ostatnią rzeczą, jaką by chciała dziewczyna, była walka na śmierć i życie. Takich nie cierpiała. Za bardzo mieszały w jej systemie wartości.
- Szukaj, a znajdziesz, jak mówią, ale nie mówią, co znajdziesz.
Vivian uniosła głowę spokojniejsza, bardziej opanowana w porównaniu do poprzednich chwili. Rozchyliła szerzej powieki ukazując jasnozielone tęczówki, pełne złotych refleksów. Iskra przebiegła wzdłuż linii blond kosmyków, które zabarwiły się mocniejszym, złotym kolorem i uniosły ku górze. Super Saiyan nie wybuchł gwałtownie mocą, ba, przeszła w tę formę łagodnie, nie zachwiawszy nawet swym poziomem mocy.
Znikła, znów pojawiając się przed chłopakiem, jednak nie była to zasługa techniki, lecz własnej prędkości. Złapała Chepriego za ramiona, wbijając się lewym kolanem mocno w brzuch. Nie był to koniec. Zwinnie obróciła się pod ręką przeciwnika, znajdując za nim i przyłożyła ze złożonych pięści w plecy, między łopatkami. Następny kopniak posłał go jeszcze wyżej w powietrze.
Unosząc głowę, mruknęła cicho.
- Zadowolony?

OOC

(F)SSJ ON

Chepri
Seria ciosów ---> Cios Potężny (SSJ) ---> 3285
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Czw Lip 10, 2014 1:31 am

Poczułem ból... Ale nie jakiś tam ból, tylko ból przez wielkie "B".
Nie był to oczywiście największy, jaki czułem w życiu, to na pewno. Jednakże, wiedziałem, że zaliczę go do tych, których nigdy nie zapomnę. Niby zwykły kopniak w bebechy, tak? Otóż nie.
Jeśli dostaniecie kolanem w bebechy od Super Saiyanki, to nie zapomnicie tego do końca życia, mam jednak nadzieję, że nie będziecie musieli tego doświadczyć... Między innymi dlatego, że tego nie przeżyjecie zapewne... Ale pomijając to...
Vivian posłała mnie na błyskawiczną wycieczkę kilkaset metrów w tył. Zadudniło mi w głowie i dopiero po chwili przypomniałem sobie, że mogę się zatrzymać, oraz jak to zrobić. Wyhamowałem w powietrzu i ruszyłem z podobną prędkością. Wkurzyłem się? Nie, choć gdybym oberwał jeszcze ze dwa razy tak mocno, to już mógłbym być zdenerwowany. Najważniejsze jednak, że nie byłem.
Prawdę mówiąc, byłem całkiem zrelaksowany. Walki sparingowe już tak na mnie działały. Mój nastrój jednak wybitnie nie udzielał się przeciwniczce. Mając krótką chwilę, zacząłem się zastanawiać nad tym jak mógłbym ją przekonać do lekkiej zmniany punktu widzenia, a później nad tym czy nie wkurzy jej to jeszcze bardziej.
Niby nie miałem nic do stracenia, poznałem ją dzisiaj... Ale z drugiej strony nie miałem ochoty robić sobie wroga z kogokolwiek. A musiałem przyznać, że ona potrafiła walczyć. Gdyby to ni była pierwsza jej walka ze mną, pewnie by rozłożyła mnie na łopatki, zwłaszcza w takim stanie. Hmm... Wtedy pewnie nawet nia miałbym czasu powiedzieć "no to walczymy na poważnie", bo byłoby to oczywiste i zaczelibyśmy od razu. Ale tak nie było i na tym polegało moje szczęście. Z drugiej zaś strony, też nie wiedziałem jak by to wszystko wtedy wyglądało... A, nieważne, później będę się zastanawiał! Musiałem się skupić na zadaniu.
Zatrzymałem się kilka metrów od dziewczyny. Skrzyżowałem ręce na piersi i przyjrzałem się jej badawczo, przekręcając głowę lekko na bok.
-Coś mi się wydaje, że bierzesz to wszystko zbyt poważnie... To tylko mały sparing, masz się dzięki niemu odstresować...  - powiedziałem w uśmiechem.
A teraz czekać na efekt.
Tylko... Czy o czymś nie zapomniałem... A, tak... Miałem zaatakować...
Uniosłem dłonie na wysokość twarzy.
-Uśmiech - powiedziałem, unosząc zadziornie kącik ust i zamykając oczy, po czym uwolniłem oślepiający błysk właściwy dla Taiyokena. Pojawiła się kolejna szansa, którą miałem zamiar wykorzystać w pełni.
Skupiłem się, uwalniając wokół dłoni zieloną, ognistą poświatę. Smocze Szpony poza oczywistym i wynikającym z nazwy zastosowaniem, miały jeszcze drugie, nieco bardziej funkcjonalne w tej sytuacji zastosowanie. Zacisnąłem energetyczne szpony w pięści. Ruszyłem do przeciwniczki, z rozmysłem zadając jej serię szybkich ciosów.

OOC:
Taiyoken: -400 Ki
Dragon Claws: 3045 dmg, -2740 Ki
Aury: -200 HP
Suma: 3045 dmg dla Ciebie, -3140 Ki i -3485 HP Dla mnie
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Czw Lip 10, 2014 10:50 pm

Walka trwała. Trzymając poziom mocy na tym samym, niewygórowanym poziomie Vivian opuściła dłonie wzdłuż ciała i zerknęła na chłopaka niechętnie. Jej atak zadziałał bez pudła i co więcej, odniósł spodziewany skutek. Tylko… Zaatakowany wrócił jak bumerang zatrzymując się kawałek przed dziewczyną, uśmiechając szczerze. Mogła wyczuć, że kopniaki musiały zaboleć, a ten beztrosko ucina sobie pogawędkę. Co z tym człowiekiem jest nie tak? Iskra strzeliła nad lewą brwią.
- Sam chciałeś przerwania rozgrzewki. Ja walczę poważnie, może trochę zbyt poważnie… Ale skutecznie. Jestem żołnierzem. Inaczej nie potrafię. – burknęła Ósemka, nie siląc się na przyjazny ton. – Bawisz się w psychologa… - Cholera jasna, tylko… Nie spodziewała się, że w swoim własnym głosie wyczuje cień zmieszania.
Zamknęła oczy, biorąc głęboki wdech. Nie do końca była to prawda, nie było to i kłamstwo. Wcześniej walczyła z Razielem, Redem, April, jednak te sparingi wyglądały inaczej, głównie przez to, że nie czuła młota pneumatycznego w swojej piersi, który utrudniał myślenie i oddychanie. Ile razy chciała wszystko wykrzyczeć i z siebie wyrzucić, a jedyne, co mogła, to jeszcze bardziej wepchnąć to w głąb siebie? Gdyby sparing miał pomóc się jej odstresować, musiałaby wymordować cały pluton militarny Vegety, może wtedy odczułaby ulgę. Z dwóch oczywistych przyczyn, że nie chce być mordercą i nie ma pod ręką plutonu, walczyła z Cheprim. Nie wiedziała, jakim cudem udało się jej wplątać w ten pojedynek, ale…
- O co tak naprawdę Ci chodzi? – spytała w końcu. – Najpierw dręczysz mnie, broniąc się opinią, że jestem potencjalnym zagrożeniem dla Ziemi, teraz twierdzisz, że chcesz mi się pomóc uspokoić. – potarła przegrodę nosa w zamyśleniu i dodała bardziej przygaszonym głosem.  – Nie wyjdzie Ci to na dobre Chepri. Co z tego, jeśli nie będę miała sił myśleć o niczym… Nie sprawi to, że świat wróci do pionu, a to, co mnie męczy zniknie. Powiem inaczej. Mam wrażenie, że to ucieczka od problemów, a ja nie lubię uciekać z pola walki, nawet, jeśli jestem tchórzem.
Gorycz, dużo goryczy. Mówiąc nie patrzyła na chłopaka, spojrzeniem błądziła gdzieś w dole, wiedząc, że w tej chwili za dużo mógłby z jej wzorku wyczytać. Czemu… Czemu jej kontrola siada? Nie była zła. To pewne – gdyby była zła, naokoło byłoby więcej zniszczeń. Bolało ją coś w piersi i wiedziała, że chce jednego. Jeśli już może, to się wyżyje, w końcu chłopak sam się prosił… Chciała końca tej walki i wytęsknionej chwili odpoczynku. Przyśpieszony puls i oddech zdradzał, że zaśnie snem kamiennym i jeśli Kami będzie łaskawy, nic się jej nie przyśni.
Oślepiający blask zasłonił wszystko światłem. Vivian zacisnęła powieki, skupiając sią automatycznie na Ki chłopaka – wyczuła jego postać niedaleko w powietrzu. Było za późno, bo jej ciało poczuło silne uderzenie. Odruchowo chciała zasłonić się przedramionami, ale i tak oberwała, to w szczękę, to w ramię, to w bok. By się ratować ponownie wyłączyła latanie i runęła w dół, po kilku metrach ponownie wzlatując w powietrze.
Adrenalina dawała jej solidnego kopa a i tak czuła się… Zaraz. Przegrywała. Mięśnie ją bolały, znów czuła smak krwi w ustach i pojawiające się na ciele sińce, ale oddech, choć przyśpieszony, był dziwnie spokojniejszy. W końcu walka, to i grunt Ósemki, prawda? Puls ustabilizował się w tym szaleństwie.
Jednakże… Oberwała mocno. Mięsień na skroni drgnął lekko, gdy w dłoni dziewczyny pojawił się jej ulubiony energetyczny dysk. Kienzan wystrzelił błyskawicznie w stronę Chepriego. Nakierowała go na moc chłopaka, bo oślepiona nie była w stanie niczego ujrzeć. Tarcza mogła odciąć mu głowę, rękę, nogę… Cholera. Z drugiej strony od samego początku walki zyskiwał przewagę, więc wątpiła, że zraniła go poważniej.
Potarła powieki i zerknęła na przeciwnika. Trafiła, dysk otarł się o plecy, z lewego barku czerwonowłosego polała się krew. Patrzyła na to z niemym zaskoczeniem i przymknęła oczy oddychając szybciej i karcąc się za chwilowe poczucie żalu. To walka, sparing, tutaj żałuje się ciosu, którego ktoś uniknął, nie, który trafił. Mimo to… To technika zabójcza, a ją poniosło. Cóż, bywało gorzej. Mogła trafić celniej.
Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.
Głęboki wdech i smak krwi na języku.
- Rzeczywiście, nosi mnie tak, że nie wiem co robię. – przyznała między jednym oddechem a drugim. – W złym tego słowa znaczeniu, dlatego… Chcę to zakończyć. Zanim ja, albo ty, zrobimy coś, co niefortunnie się skończy.
Uniosła obie ręce wzdłuż swojego ciała, tworząc w nich pojedyncze dyski. Dwa Kienzany stopniowo malały, aż zamieniły się w dwa punkty energii. Ósemka nie chciała używać tej techniki w tej walce. Wolno złożyła dłonie i klasnęła lekko, łapiąc dwie drobiny energii i tworząc jedną. Odsunęła od siebie palce delikatnie, ukazując jasnożółtą, tętniącą kulkę Ki.
Rzuciła nią w Chepriego.

OOC ---> Kienzan był zagraniem fabularnym, nie daje żadnego dmg ani nie pobiera mi Ki, dziękuję, tyle w tym temacie

Chepri
Big Bang Attack ---> 3246

Ja
Big Bang Attack ---> 3084
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Pią Lip 11, 2014 1:39 am

Sytuacja się trochę skomplikowała... I nie chodzi mi tutaj o kienzana, który przeorał mi bark, swoją drogą ten, w który częściej obrywałem... To byłem w stanie znieść. Nie pierwszy raz nie ostatni, choć kilkanaście centymetrów w prawo i nie miałbym głowy... No ale zdarzają się takie rzeczy... Zwłaszcza jeśli jest się pierwszy raz oślepionym taiyokenem, szczególnie gdy uprzednio ktoś nas wkurzył... Ale nie o to chodziło... Chodziło o słowa dziewczyny. Dlaczego właśnie one?
Pokazywały mi one jak dziewczyna zapatruje się na moje działania...
Cóż... Prognozy nie były optymistyczne. Co gorsza, ona miała w swojej opinii sporo racji. Cokolwiek bym nie zrobił, nawet nie byłem w stanie osiągnąć taką moc, by zmienić to co dręczyło Vivian, a i tak gdyby, to bym pewnie tego nie zrobił. Aż sam się zdziwiłem nieco, że o tym pomyślałem. No bo przecież jeśli mój plan się nie powiedzie, to nie będę próbował znów. Jedno podejście wystarczy... A przynajmniej powinno.
Niemniej, to, że miała sporo racji, wcale jednak nie oznaczało, że mniej wierzyłem w to co robię. Nadal byłem przekonany o słuszności swojego działania. Jedyna zmiana była taka, że trochę inaczej na to patrzyłem, bo uwzględniłem to, o czym mówiła. Szybko wprowadziłem korektę do mojego planu, co trochę zajęło, bo zmiana jednego elementu powoduje zmiany w każdym kolejnym kroku do realizacji założenia. Pewne kwestie pozostały nierozwiązane, albo nie do rozwiązania, przynajmniej teraz... Miałem jednak trochę czasu, więc mogłem później jeszcze dopracować to. Faza obecnie realizowana została już zmodyfikowana, mogłem więc przystąpić do dzieła. Ale... Czy ona właśnie szykuje... Psia krew! Ale... Jednak nie. Obawiałem się olejnego kienzana, a w zasadzie dwóch, to jednak się nie stało. Zamieniła swój atak w kulę energii. Nie wiedziałem jaki może być silny... A ona mówiła, że chce to zakończyć... Nie warto ryzykować. Poza tym, kula już we mnie leciała.  
Nabrałem tyle powietrza w płuca ile mogłem, nasączyłem je energią i uwolniłem w jednym potężnym krzyku Kiai, który rozdarł atak na drobne migoczące iskierki Ki. Odczekałem chwilę, by moje gardło odreagowało użycie tej techniki, bo zdarzało mi się po treningach mieć chrypę...
-Wiesz, to nie jest tak, że chce Cię zmęczyć, żebyś nie mogła myśleć. Jestem świadom tego, że nie sprawię by świat wrócił do pionu, jak powiedziałaś. Chcę trochę zmienić Twój punkt widzenia. I zanim zaczniesz protestować - tu uniosłem palec na znak, że to co mówię jest ważne - I zarzekać się, że Ty nie potrzebujesz wcale tego i, że kim niby jestem, że takie coś chce zrobić... Pomyśl, gdzie prowadzi Cię ta droga, którą kroczysz?
Twarz miałem jak najbardziej poważną, dałem dziewczynie chwilę, by się zastanowiła.
-A co do tego czy wyjdzie mi to na dobre, czy na złe... To się nie martw, to nie Twoja sprawa - tu posłałem Vivian przelotny uśmiech - I tak, wiem, że jeśli moja działania mają związek z Tobą, to jest to Twoja sprawa. Mną jednak nie musisz się przejmować. Dam sobie radę ze wszystkim
Patrzyłem blondynce w oczy, a przynajmniej próbowałem, bo ta nieco uciekała wzrokiem od mojego. Sądziłem jednak, że ton mojego głosu był wystarczająco dobrym materiałem do oceny mojego zdecydowania i pewności siebie.
-A jeśli mamy to kończyć... -rzekłem, po czym wystawiłem dłoń przed siebie tak, jak wcześniej i uwolniłem małe gradobicie pocisków Ki typowe dla Renzoku Energy Dan. Nie używałem jednak pełnej mocy, najwyżej połowę. Uznałem, że tyle wystarczy... Trochę jednak sponiewierałem Vivian...

OOC:
Kiai: -1623 Ki
RED: ograniczony, 1102 dmg, - 1190 Ki
Aury: -200 HP
Suma: 1102 dmg dla Ciebie, -200 HP i -2813 KI
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Pią Lip 11, 2014 12:06 pm

Zniwelował jej atak, jakby to nie była najsilniejsza technika, jaką władała halfka, a zwykły, pospolity ki-blast. Masa energii została rozproszona w sieć błyszczących drobinek Ki, rozpływających się powoli w powietrzu. Przypominało to okruchy szkła, błyszczące w popołudniowym słońcu.
Tego było naprawdę za dużo. Niemal każdy jej ruch czy fala energetyczna zostały zniwelowane i Ósemka wychodziła stratnie z tej potyczki. Może i podchodziła zbyt poważnie do całej sprawy, ale przecież nikt nie lubi przegrywać. Złota aura rozbłysła wokół dziewczyny, podskakując do dwóch trzecich jej faktycznej siły na poziome Super Saiyan. Lśniące iskierki po kontakcie z jej Ki zmieniły barwę na złotą, nim rozmyły się w wirze energii.
- Mój punkt widzenia jest ostatnią rzeczą, jaka powinna Cię obchodzić. – niemal warknęła Vivian, a zielony kolor oczu został na ułamek sekundy zdominowany karminowym błyskiem. – Nie dość, że nie potrzebuję… Nie chcę. To moje życie i nikt nie powinien sobie mną zaprzątać głowy. Mogę zginąć. Nikt nie będzie po mnie płakał.
Nie wiedziała, co przyniosło na język jej starą formułkę, która paradoksalnie dodawała sił w czasie walk. Priorytety… Dwa lata temu myślała nieco inaczej, a choć ciągle wzbraniała się przed głębszymi relacjami… Ktoś odczułby smutek po jej śmierci, zgadza się? Na pewno Raziel, Aryenne również, ale co do reakcji matki miała mieszane uczucia. Może poczuje żal Trener, znajomi, których Vivian widywała, ale by płakać i rozpaczać… Miałaby wyrzuty sumienia.
I kto tu jest porąbany?
- Droga prowadzi prosto przed siebie.
Czyżby naprawdę obcy się nią… Przejął? Myśl, że Chepri chce zmienić jej stosunek do świata, na Kami raczy wiedzieć inny pogląd, sprawiał, że oprócz całej palety emocji czuła się jeszcze niezręcznie. Na dodatek jego kolejne słowa sprawiły, że choć nie chciała nawiązać kontaktu wzrokowego przyjrzała mu się badawczo spod przymrużonych powiek. Dwa ostatnie zdania niepokojąco zabrzmiały jak coś… Co równie dobrze mogło by paść z jej własnych ust. Mną się nie przejmuj. O mnie się nie martw. Ja sobie zawsze dam radę. Zawsze, ale to zawsze się podniosę. Nieważne jak mocno wdepczą ją w ziemię, jak bardzo bolą rany, trzeba wstać, otrzepać zbroję i iść prosto przed siebie. Czyli wyznawali podobną filozofię życiową? Vivian szczerze wątpiła, bo jej masochistyczny, posępny altruizm diametralnie różnił się od prostoduszności czerwonowłosego chłopaka.
Okazywał swoją szczerość w dziwny sposób, mianowicie wysłał kolejny grad energetycznych pocisków w jej stronę. Ósemka uniknęła pierwszych dwóch zręcznie, chociaż pierwszy opalił jej kosmyk włosów na głowie, a drugi przeleciał obok kolana. Reszty było za dużo, toteż rozłożyła dłonie, tworząc jasną tarczę, która zatrzymała pociski z KI. Bariera była na tyle skuteczna, że zniwelowała resztę i dziewczyna opuściła ramiona, oddychając nieco chrapliwie.
Poniekąd chłopak osiągnął cel. Mięśnie bolały, irytacja i wszystkie wcześniejsze negatywne emocje umknęły w kąt przed zmęczeniem. Dopóki adrenalina działała, wciąż kopała, ale kiedy indziej powieki same się jej zamykały. Nie drżała już, nie miała dreszczy… Była tylko nieludzko wymęczona jak po uczciwym, ostrym treningu. Fakt, że nałożył się na to stres i kilka innych rzeczy, sprawił, że w jej głowie pojawiała się mgła…
Walka trwa! Nie może teraz zasnąć.
Vivian szykowała się już do kolejnego ciosu, gdy błysk obok jej nogi, przykuł wzrok. Odruchowo zerknęła i ujrzała… Kapsułkę, beztrosko lecącą w stronę morza. Zapominając o wszystkim, w jednej chwili dezaktywowała formę Super Saiyana i rzuciła się w dół łapiąc jedną… Dwie kapsułki. Przez całą walkę miała kurtkę obwiązaną wokół bioder, a rzeczone kapsułki tkwiły w zamkniętej kieszeni.
Która została przepalona promieniem na wylot.
Ósemka z niemym jękiem na ustach zbadała materiał. W skórze od obu stron kieszeni widniał przypalony okrąg, a w środku została ostatnia kapsułka. W sumie miała trzy, jedną osobistą, drugą pustą, w ostatniej tkwiła kapsuła. Tylko jedna z nich ocalała, reszta się… Stopiła. Na ciemnym materiale rękawiczek leżały dwie nieforemne grudki metalu.
Vivian opadła na dół, na plażę, wciskając przycisk na uszkodzonych kapsułkach… Nic z tego, guziki stopiły się w raz z pokrywą. Cokolwiek tam tkwiło, było już nieodwracalnie poza zasięgiem Nashi. Otworzyła ocalałe urządzenie i na piasku pojawiła się zaskakująco mała, sfatygowana torba podróżna…
- Szlag. – zaklęła pod nosem Ósemka. – Rozwaliłeś mi kapsułę… I jak ja teraz wrócę na Vegetę?
Pytanie nie było skierowane bezpośrednio do chłopaka, zostało tylko rzucone w przestrzeń.
I tak Vivian została bez pojazdu…

OOC ---> Yare, yare, Cheps zniszczył mi kapsułkę z kapsułą… Mówiłam, że nie lubię podobieństwa tych pojęć?

SSJ OFF

Ja
Barriere ---> 661

Koniec sparingu?
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   Pią Lip 11, 2014 7:21 pm

Chyba tylko sam Kami mógł przewidzieć, że tak się sprawy potoczą... Bo czego, jak czego, ale pewnych wydarzeń chciałbym uniknąć. I wcale nie mówię tutaj o tym, że Vivian osłoniła się barierą od mojego ataku, mniejsza z tym, nawet nie liczyłem, że którykolwiek pocisk trafi... A jednak trafił... I to w przysłowiową dziesiątkę. Wtedy niestety, w negatywnym sensie... Ale od początku.
Dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną z tego, że obroniłem się przed jej atakiem. Poziom mocy skoczył, aura się wzmogła. Czyżby to był atak ostatniej szansy? To możliwe.
No ale co? To była uczciwa walka, w której teoretycznie ona powinna mieć przewagę, była silniejsza. Jednak okazało się, że poziom mocy to zły wyznacznik tego kto wygra. Przecież nie podłożyłbym się i nie przegrał celowo, bo to zupełnie bez sensu. Do tego zhańbiłbym siebie i ją.
W głębi ducha jednak żałowałem, że walna nie była bardziej wyrównana, liczyłem na prawdziwy pojedynek, a tego, jakby nie patrzeć, nie otrzymałem. Widocznie musiałem szukać silniejszych przeciwników. Aż cicho westchnąłem. Gdzie miałem ich szukać? Na Ziemi? Była co najmniej trójka wojowników, z którymi mógłbym spróbować walczyć, o ile ci nie ukryli się gdzieś, albo zaprzestali treningów... Sęk w tym, że znalezienie ich wcale nie było takie proste. Istniało też kilka innych utrudnień, w sumie nawet gorszych... Ale o tym kiedy indziej...
Vivian miała... Ciekawe... Podejście do zainteresowania ze strony innych osób. Miałem to szczęście, czy może i nieszczęście, że znałem je dobrze. Sam kiedyś wyznawałem podobne...
To był moment zwątpienia we wszystko, czego zostałem nauczony o tym, według jakich wzorców powinienem żyć. Pewnie dostałbym za to po głowie, i to mocno, ale co miałem zrobić? Wszystkie tamte dni zlewają mi się w jeden, niekończący się czas bólu, fizycznego i psychicznego. Nie mogłem liczyć na nikogo, nawet na samego siebie, bo byłem po prostu zbyt słaby by to przerwać. Dużo minęło czasu, nim miałem dosyć do tego sił. Ale wtedy było już po sprawie. Diabli by to wzięli, co nie?
Nie chciałem, by ktokolwiek interesował się mną, bo nie widziałem w tym sensu. Przecież praktycznie codziennie wisiała nade mną groźba śmierci, czy to w "wypadku" podczas treningu, czy po prostu z bólu. Nikomu nie byłem potrzebny, nikt mnie nie chciał. Więc ja też ich nie chciałem. Prosta logika. Zmieniłem punkt widzenia, gdy pojawiła się opcja ucieczki. Zmiany przyszły dosyć łatwo, ale to raczej normalne u dzieci... Bo przecież byłem wtedy tylko dzieciakiem, nie miałem nawet szesnastu lat...
Tu sprawa wyglądała inaczej. Vivian, z tego co było mi wiadome, nie miała opcji na ucieczkę. Chyba, że dezercja. Ale jak sama mówiła, nie lubiła uciekać z pola bitwy. Więc na tą opcję nie było co liczyć.
-Nie chcesz nikomu przysporzyć takiego bólu, jaki przynosi strata bliskiej osoby, prawda? Wierz mi lub nie, ale znam to dobrze... Zbyt dobrze... - na mojej twarzy pojawił się melancholijny uśmiech.
-Ale to droga donikąd. No, może do całkowitej samotności i zapomnienia. Można żyć tak, nie mówię. Ale czy warto? Życie wojownika jest wystarczająco trudne i nie widzę powodów, by utrudniać je sobie aż tak bardzo. A nie znam nikogo, kto byłby w stanie zmieść los samotnego wojownika. Może u was na Vegecie są tacy, ale ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Znam za to ludzi, którzy otrzymywali olbrzymią siłę chcąc bronić bliskie dla nich osoby. To nie byli wojownicy, tylko najzwyklejsi Ziemianie. Choć pewnie mi w to nie wierzysz... Zrozumiem to, sam nie uwierzyłbym pewnie, gdybym nie widział tego na własne oczy. Jasne, to jest ryzykowne, ale czy jesteśmy w stanie żyć bez ryzyka?
Tu wracamy do momentu, gdzie moja celność przekroczyła wszelkie rekordy... Nawet nie wiem czego, chyba absurdalnej losowości. Nie próbowałem sobie wyobrazić jak mała szansa była na to, że to się wydarzy... Zgadywałem, że gargantuicznie mała. A jednak to się wydarzyło. Trafiłem w kapsułkę, w których dziewczyna miała swoją kapsułę.
Pierwsza myśl - aha, no to fajnie.
W drugiej myśli otrząsnąłem się i dotarło do mnie co się wydarzyło.
Trzecia myśl - o, cholera...
Myśl czwarta - psia krew, tego nie przewidziałem... Dobra, czas zacząć kombinować co z tym zrobić.
Nie miałam czasu na rozpaczanie i obwinianie się, choć tego drugiego nawet o dziwo nie chciałem robić. Nie czułem się winny. Nie miałem pojęcia, że tam ma kapsułki, ani, że mogą się stopić. Sam ich nie używałem, nie miałem tego skąd wiedzieć. Może i to mnie nie usprawiedliwiało, ale naprawdę nie czułem się z winny temu. No ale cóż, ja to zrobiłem, to wezmę za to odpowiedzialność. Bo co innego?

OOC:
Aury: wyłączone, -200 HP
Koniec treningu

Prosimy o ocenę sparingu Very Happy
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chepri vs. Vivian   

Powrót do góry Go down
 
Chepri vs. Vivian
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Sparingi-
Skocz do: