Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Planetka Kaede

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Planetka Kaede    Nie Lut 09, 2014 1:27 pm

wygląd planetki:
 
Na środku mikro planetki znajduje się pierwszy dom Kaede. Jest to dwupiętrowy budynek z poddaszem, wokół którego rozciągają się połacie zieleni, pełne małych kotów. Dzieli ona swoje nowe lokum z całą masą niezwykle inteligentnych kocurów, które rozmawiają z nią i żyją własnym życiem. Ścieżka z posesji rozpoczyna kilka różnych dróg, wijących się po całej planetce. Jest mniejsza nawet od tej North Kaio, ale urządzona w taki sposób, że bogini ma wszystko co potrzebuje. Jedna ze ścieżek prowadzi do gorących źródeł, druga do altanki medytacyjnej koło małego wodospadu, a trzecia do oczka wodnego, które zasilane jest przez stosunkowo długą jak na te warunki rzekę. Charakterystyczny dla planetki był unoszący się wokół śpiew ptaków i szum wody. Kocia gromada o dziwo nie zjada ptaków, bo żywi się rybami łowionymi na prymitywne wędki.


Ostatnio zmieniony przez Kaede dnia Nie Lut 09, 2014 2:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Nie Lut 09, 2014 1:31 pm

Post skokowy

Z nową mocą przyszły nowe wyzwania. A raczej sprostanie temu, co zostawiła przed opuszczeniem ziemi, musi ratować Eskimosów przed tymi wstrętnymi robalami, czeka ją wizyta w gnieździe… Użyła swojego kai kai i… Pojawiła się w samym centrum robaczego legowiska na dnie lodowatej groty. Przerażona próbowała jeszcze raz, lecz póki co pojedyncze użycie techniki było jej maksimum. Bestie spojrzały na nią lekko zdziwione, lecz zaraz potem nie czekając na nic zaatakowały stadnie przybysza. Krzyknęła coś niezrozumiałego i uskoczyła, powodując że część z nich zderzyła się ze sobą. Przejmując kontrolę nad skokiem dzięki umiejętności latania, zrobiła staranny piruet w powietrz, pociągając z kopniaka kolejne bestie, które spadały na nią ze sklepienia… Brr obrzydlistwo… Nie było jak uciec, co więcej nie była pewna w którą stronę jest wyjście, jedyne co jej pozostawało to walczyć, albo zginąć. Wyciągnęła ręce w dwóch przeciwnych kierunkach, puszczając w nie grad pocisków energetycznych. Tych słabszych prawdopodobnie to zniechęciło, bo część stworzonek zawahała się przed kolejnym atakiem, dając zacząć starszym osobnikom. Kaede wykorzystała zdziwienie biorąc jednego nad wyraz długiego za ogon i machając nim jak maczugą. Pozbijała kilka kolejnych osobników. Z drugiego końca pola walki w jej stronę zaczęły lecieć pociski ki, tak jakby szamanów robali. Krzyknęła i płynęła w powietrzu, unikając większość, lecz część z musiała trafić do celu. Odtąd lawirowała tylko pomiędzy dużymi skupiskami, wykorzystując całą kondycję do szybkich i precyzyjnych ciosów i uników, takich aby atakujące wpadały same na siebie. Nagle w walce zapanował przełom. Wszystkie robale zaczęły zbierać się w jedno miejsce i łączyć w jednego giganta. Oczy Kaede stały się małe jak groszek, a usta rozdziawiły się w niedowierzaniu. Grotę wypełnił krzyk przerażenia boginki, gdy coś wielkiego niczym smok zaatakowało ją. Szybko otrząsając się z wrażenia zaparła się nogami, zatrzymując atak na swoich dłoniach. Zaczęła się przepychanka, aż do momentu gdy Kaede gwałtownie odskoczyła, a wróg zarył w ziemię. Co mogła zrobić? To co każdy logicznie myślący, ucieczka. Użyła całej siły do kierowania się w górę, ale ostateczny bos był na tyle zdeterminowany, żeby podążać za nią. Pościg zaczął się na dobre, a dystans pomiędzy goniącymi, a zwiewającąi zdawał się zmniejszać. Brakowało jej już sił, aż nagle spostrzegła na suficie miejsca, które łatwo rozkruszyć.  Szczęście jej nie opuściło, naruszone miejsca odrywały się od całości i spadały na gigantycznego robala, aż nagle wszystko spadło i przygniotło przeciwnika, pozwalając bogini odlecieć. Problem Eskimosów skończył się raz na zawsze.
Pozostałe siły wykorzystała na powrót do wioski, gdzie przyjęto ją jak bohaterkę i zajęto się jej ranami.
Mrok zapadał coraz gęściej w czasie gdy młoda bogini pięła się na ośnieżony szczyt. Wg. mapy to już niebawem powinna być skała smoka, a zaraz po niej Wodospad Siedmiu Wzgórz, na którym przyjdzie spędzić jej najbliższe miesiące. Tak kazała mama, a jej ciepłej ki nie można było odmówić, ale tak naprawdę Kaede nie znała celu i powodu dla którego rzuca wszystko co ma i pnie się w nieznane. Marsz wielodniowy miał wzmocnić jej ciało, miała wyzbyć się wszystkiego co energetyczne aż do momentu gdy objawi się jej nowa prawda. Ale czym ona właściwie jest? Pozostawało jej ślepe zaufanie.
Nowe ubranie niebianki było dostosowane do surowego klimatu wysokich szczytów, po prostu dostała zestaw stroju Eskimosów po tym jak pomogła im w rozprawieniu się z potworami w grotach. Już od wielu miesięcy nie była w sanktuarium, gdzie jej dzieci prawdopodobnie zostały pod opieką niani. Motyla ki stworzyła dokładną kopię Kaede, która pozostała z jej najbliższymi w domu, tak aby nie odczuwali braku. Rozwiązanie na rękę, bogini nie powinna zapominać o swojej misji dla kilku ziemian… Nawet gdy tak bardzo ich kocha musi wypełnić posłannictwo, do którego powołała ją boska matka. Swoją droga kiedyś będzie musiała wytłumaczyć dzieciom co i jak, pomodliła by się ale do kogo, skoro sama jest boginią, zaprawdę nie łatwe brzemię.
Była w górach już tak długo, że czas przestał być odczuwalny. Oceniała dzień jedynie po wędrówce słońca na nieboskłonie, żywiła się owocami i polując na dzikie zwierzęta. Nauczyła się, że nie jest wcale niczym złym zabijać je dla pożywienia, czy ubrań, taka już jest kolej rzeczy nie zbawi każdego stworzenia, to o co musi dbać to harmonia we wszechświecie, której została stróżem. Na podstawie jej obecnego życia można byłoby nakręcić niezły dokument o przetrwaniu w dziczy. Radziła sobie doskonale, stając się coraz bardziej jak dzika bestia. Brak towarzysza podróży, czy kogoś do kogo mogłaby się odezwać, spowodowało że ludzka mowa i zwyczaje powoli stawały się obce. Stopniowo zapomniała również o uczuciach, przeradzając je w dziki instynkt przetrwania, co w zasadzie dało jej cenną lekcję o tym, kim naprawdę są zwierzęta.
W końcu dotarła do miejsca wskazanego przez matkę. Gdy odgarnęła śnieg zebrany koło tajnego wejścia, jej oczom ukazał się zupełnie inny świat, zielona trawa rosła na wielkiej polanie, a wokół wznosiły się wysokie skały, niczym płot. W kącie stał mały domek z papierowymi ścianami i bambusową konstrukcją. Nieopodal zaś znajdowało się malutkie jeziorko z krystalicznie czystą wodą, które cały czas było uzupełniane przez wodospad, spływający z ogromną siłą.
-A więc trafiłaś.- odezwał się głos zza tafli wody, który po chwili dzięki złotym motylom zmaterializował się i stworzył postać staruszki- matki wszystkich bogów. Oczy Kaede zaświeciły się jak gwiazdki na niebie, a promienny uśmiech zawitał na jej twarzy. Pierwszy raz gdy miała do kogo przemówić od bardzo dawna.
-Tak mamo!- zawołała radośnie, próbując przytulić zmaterializowaną postać, lecz tylko przeniknęła przez złoty motyle. Odpowiedział jej radosny śmiech.
-Nie możesz mnie dotknąć, ale ja mogę.- powiedział głos i kilka motyli wleciało przez ubranie do serca Kaede, w którym poczuła duże ciepło i zastrzyk miłości.
-Dziękuję…- zaszlochała ze wzruszenia, czując się tak bezpiecznie i swobodnie przy kimś, kto kocha ją bezgranicznie od chwili pączkowania złotego jabłka (przypomnienie Kaede urodziła się jako owoc na drzewie rosnącym na planecie bogów, mama to personifikacja sił tego drzewa).
-Przejdźmy od razu do konkretów moje dziecko. Jesteś na polanie stworzonej przez moją ki. Wszystko tutaj jest utworzone w myśl mojego planu. Nie potrzebujesz niczego więcej, od tej pory masz siedzieć tu i ćwiczyć swojego ducha i ciało, aż pewnego dnia wyprowadzę cię stąd abyś mogła stać się moim wybrańcem. ..
-Co znaczy stać się twoim wybrańcem mamo…- zapytała nieśmiało przerywając wypowiedź przełożonej.
-Zapanujesz nad moim rodzajem ki, która pozwoli ci na wpływanie miłością w serca przedstawicieli niższych ras. Początkowo bogowie działali z miłości, dziś te pryki siedzą w zaświatach i nie ruszają tyłka, aby chronić słabszych. Wybrałam cię, bo kochasz innych. Z wielu jabłek wyrosły różne moje dzieci, ale ty jesteś dokładnie taka, jak pierwsi przedstawiciele naszej rasy. Dam ci moc leczenia i zrozumienia serc. Ale musisz być też silna i radykalna, abyś w momencie gdy zło będzie walczyło o twoich podopiecznych, była w stanie przeciwdziałać. Zdeprawowane przypadki zwalczaj, nie wszystkich będziesz w stanie uratować od zła…
Tak zaczęły się codzienne nauki w których uczestniczyła młoda shinka. A co na to jej Kaioshin?
W niebie od dawna nie słyszeli o Kaede, ostatnio coś tam od Kamiego, że wysłał ją na niebezpieczny teren, lecz co stało się później? Każdy kto trafiał w zaświaty, był pytany czy nie widział jej za swojego życia, niektórzy shini zostali wysłani na Ziemię, z misją aby ją odnaleźć, lecz nic to nie dało. Najbliżej rozwiązania zagadki był jeden z przybocznych, który odkrył pomnik bogini wybudowany przez jej pierwszych wyznawców- Eskimosów, którym niegdyś pomogła, lecz nie wiedzieli dokąd udała się, gdy opuściła ich lud. W końcu uznano ją za zaginioną, a przejęty Kaioshin, nie chciał już drugiego asystenta, obawiając się że i tym razem nie będzie zdolny do upilnowania podwładnego.
Dzień Kaede był niezwykle spokojny. Żyła pustelniczo, większość czasu spędzając pod wodospadem, gdzie medytowała, pozbawiona ludzkich trosk. Do czego to miało doprowadzić? Z czasem krystaliczność wody i myśli dała jej przekonanie o tym jaki jest podstawowy cel każdego istnienia. Zrozumiała pradawny sens wszechrzeczy i to do czego zmierzają wszystkie ludy każdej z ras. Jej mózg stawał się boski, gdy dzięki ki fealing łączyła się z wszechbytami w całym wszechświecie. Wybuchająca jak gwiazda, aby rozkruszyć się na miliony małych cząsteczek i być jednością ze wszystkim co żyje. Na nowo poznała troski i uczucia przeróżnych serc. Stała się całym światem jednocześnie, aby móc łączyć harmonię wszechrzeczy w jedność, każde życie, każdą śmierć, każdą radość i smutek, medytacje zamknęły to wszystko w niej oczyszczając z tego co przyziemne i robiąc z niej najczystszą formę bogini. Aura złotych motyli coraz bardziej stawała się jej aurą, nad którą zaczynała panować, a nawet przenosić na niej swoje uczucia. Z czasem docierały do niej głosy modlitw stworzeń z wielu galaktyk, za każdym razem gdy medytowała była blisko potrzeb i pragnień tych wszystkim, nad którymi pewnego dnia przejmie opiekę.
Oprócz treningów mentalnych, musiała przystosować również swoje ciało, zbyt wątłe nie mogło pomieścić tyle energii i myśli. Jej ruchy trenowane w wodzie wzmacniały się z każdym dniem, rzeźbiąc jej ciało i zwiększając gęstość kośćca.
Trzecią formą stawania się boginią były wykłady mamy i wycieczki mentalne, pomagające zrozumieć nawet najgłębsza emocje.
Po pół rocznym okresie przyszedł czas na sprawdzian.
-Kaede.- zawołała ją matka, materializując się w wodzie wodospadu.
-Tak mamo?- odpowiedziała, otwierając oczy i wyrywając się z medytacji.
-Jestem dumna z twoich postępów. Czas żebyś opuściła ten teren, wyruszysz z misją zbierając skradzione insygnia władzy.- na twarzy różowej pojawiło się zdziwienie.
-Nigdy o nich nie wspomniałaś mamo…
-To artefakty o olbrzymiej sile, będące pozostałością po twoim ojcu.
-Ojcu?!!!- tym razem zdziwienie było jeszcze większe.
-Pewnego dnia trzech twoich braci, doszło do wniosku, że zło wzmacnia ich energię. Stali się potworami, grabiąc i niszcząc słabsze ludy. Twój ojciec to siła, która zapładnia kwiaty mojego drzewa. Teraz to tylko cząstka dawnego ojczulka, może dlatego rodzą się takie leniwce… Nie zawsze byłam drzewem, a on energią, kiedyś byliśmy jedynymi bogami. Potem urodziłam tych dupków. Właśnie wtedy tych trzech drani, wybierając zło zapieczętowało ojczulka, robiąc z niego jedynie życiową energię.  Byłam za słaba żeby im się sprzeciwić, więc sama przekształciłam się w drzewo, aby energia ojca mogła zapylać moje kwiaty.- słuchając historii dziewczyna zupełni zdębiała, nigdy nie sądziła że to tak wyglądało. –To te artefakty spowodowały wylewność zła w sercach moich dzieci. Znajdź je i zniszcz.- tak zakończył się opowieść, a Kaede w mgnieniu oka opuściła spokojny azyl, lecąc na nową przygodę.
Znowu wróciła do noszenia swojego munduru, znak przynależności do boskiej rasy, dla wtajemniczonych, a takich szuka, to czytelna wskazówka czego chce. A więc we wszechświecie są tak starzy i źli bogowie, czemu więc nic nie robią? Skupiła się aby wyczuć najbardziej mroczną energię, jaką tylko mogła i… Znalazła trop.
Kolejne trzy miesiące spędziła na podróży na Metamoru. Planetę w całości pokrytą mrokiem, do tego stopnia, że nie dało się nic dostrzec. Uśmiechnęła się arogancko, rozpalając aurę złotych motyli, tym samym stając się jedynym światłem. Długo nie musiała czekać na efekt, dziwne kreatury rzuciły się w jej kierunku, jednak ich siła nie była prawdziwym wyzwaniem. Mimo to została zmuszona do odpychania ataku przez kolejne dwa tygodnie. Po długiej i wyczerpującej walce, nikt nie śmiał już podnieść na nią łapy, mogła więc zacząć zwiedzanie. Wyczucie energii łatwo doprowadziło ją do jednej z krypt, na dnie której dostrzegła nóż, wokół którego zbierały się czarne motyle. Gdy już miała go chwycić, dostała potężnego kopniaka w twarz. Ktoś był szybki i to bardzo, a do tego świetnie się maskował. Nie była w stanie wyczuć jego energii, a atakował wyłaniając się z ciemności niczym duch. Kaede mogła jedynie zgadywać z której strony nadejdzie uderzenie, co słabo jej wychodziło, jedynie trzy razy na pięćdziesiąt prób była w stanie go trafić. Jednak od czego jest błyskotliwość, wyciągnęła dłoń w górę, ładując tysiące ki blastów, przepełnionych złotymi motylami. Nagle niebo nad jej głową stało się jasne jak w ziemski dzień, a przeciwnik nie miał gdzie się schować. Miała zaledwie parę sekund, aby pokonać przeciwnika, gdyż w tym czasie wszystkie blasty wybuchną. To wystarczyło, jej ofiara bez drogi ucieczki była skazana na jej morderczy chwyt. Tak oto pozbyła się pierwszego z braci i rozwaliła artefakt.
Po sukcesie nie była w stanie się podnieść, leżąc na ziemi na tej przeklętej planecie. Niespodziewanie uratował ją Kaioshin. Pojawił się znikąd, zabierając do raju.
Wszyscy znajomi zdawali się zachwyceni jej odnalezieniem. Z zainteresowaniem wysłuchali jej historii o matce i specjalnym treningu, nie wspomniała jednak o tym że jest wybrana, raczej nie chciała żeby czuli się pominięci. Jej ciało zdawało się być zupełnie obolałe, a poskładanie poprzestawianych kości zajęło cały miesiąc. Nadszedł czas na kolejne polowanie.
Tym razem zuchwalec ukrył się w pradawnej bibliotece na planecie bogów. Cholera, jak to możliwe? Już w tym miejscu straciła swojego opiekuna z dzieciństwa, po tym jak przez przypadek odpieczętowała pradawnego demona. Czy sytuacja miałaby się powtórzyć? Była zupełnie sama, gdy odsłaniała tajemne przejście wykute w podłodze. Gdy odrzuciła na bok wielki pieczętujący głaz, natychmiast dobrze już znane czarne motyle wyleciały do biblioteki. Podobnie jak za pierwszym razem, została od razu zaatakowana. Twarz wroga była przerażająca, jakby zło zmieniło go do tego stopnia, że stał się dzikim stworem. Znała to dobrze, pamiętając siebie pielgrzymującą w górach. To było te same zdziczenie, doładowane masą złej energii. Zdawało się, że jedynym celem tego tam było sianie mordu. Zablokowała pierwszy atak, lecz posłał ją na tylnią ścianę krypty. Oznaczało to walkę w zwarciu. Ciosy leciały z prędkością mrugnięcia po jednej i po drugiej stronie, każde uderzenie oznaczało gwałtowny kontratak. Po paru godzinach oboje byli tak wyczerpani, że mogli pozwolić sobie tylko na mocne i pojedyncze ataki, na szczęście to Kaede okazała się tą wytrwalszą, miesiące pod wodospadem zrobiły z jej kości prawdziwą broń. Tak zabiła drugiego z braci, a artefakt- mroczną księgę spaliła resztkami ki.
Tym razem składali ją u Enmy Daio. Była szczęśliwa, że oczyszcza zło. Złote motyle nieustannie towarzyszyły jej, lecząc wewnętrzne organy mocą matki. Jad drugiego brata był potężny na tyle, że wpływał również na to, co ma w środku. Niestety trzeci z nich nie czekał aż zostanie wytropiony, sam znalazł Kaede. Szuflada biurka Enmy Daio otworzyła się, gdy wyleciał z niej stary bóg o czarnych oczach i równie ciemnym sercu. Wydawało się, że cień podąża za nim i gdy już twarz miała się rozjaśnić pod wpływem jasności miejsca, nic takiego się nie działo. Młoda bogini podniosła się mocno wycieńczona, aby stoczyć walkę. Od razu oberwała w podbródek i dwa razy w brzuch. Był szybszy od niej i kontratak osłabionej został z łatwością uniknięty. Kolejne ciosy, które pewnie by zakończyły temat przejął na siebie Enma, bohatersko zasłaniając Kaede. Ta postawa spowodowała, że coś drgnęło w sercu niebianki, skupiła całą swoją energię i nagle efekt treningów zlał wsie w jedno, dając zupełni nową moc. Wszystkie jej członki zostały naprawione i odnowione, a złote motyle, które jak dotąd tylko towarzyszyły jej, stały się jej własną życiową siłą. Wszystkie mięśnie w organizmie zapulsowały, gdy przepływ nowej witalności zaczął ładować jej ciało. Nie myśląc już o niczym zaatakowała przybysza, dorównując, a nawet wyprzedzając jego prędkość. Walka znowu stała się wyrównana, cios za cios. W końcu krzyknęła przeraźliwie i pociągnęła mu z klasycznej dyńki, posyłając za nim tysiące ki blastów. Pociski rozpruły jego ciało, łącznie z trzecim artefaktem, który był wewnątrz jego organizmu.
Tak oto Kaede skończyła swoją misję, stając się wybrańcem swojej matki. Enma po wyczynie, którego dokonała udzielił jej rekomendacji na kaio planety Namek. Na planecie bogów odbyła się huczna impreza, na której byli obecni wszyscy przedstawiciele rasy. Wokół pełno było stolików udekorowanych białymi obrusami i kwiatami, a na każdym z nich pełno było jedzenia. Każdy z Kaioshinów używał swojej ki do produkcji nowych dań. Oprócz tego, wśród smakołyków królowały ciastka Kaede, które piekła całą noc. Atmosfera balu i szczęścia przepełniała całą okolicę. Muzyka również pierwszej klasy, zagrał zespół złożony z pracowników boskiej administracji pod batutą samego Enmy Daio. Szczęśliwi bogowie tańczyli ze sobą do upadłego na zielonej trawie, śmiejąc się głośno i podśpiewując znane piosenki. Kaede nie byłaby sobą, gdyby nie dołożyła kolejnej cegiełki do wspólnej radości, stanęła na scenie i dźwięcznym głosem wykonała utwór ziemskiego kompozytora „i’m in heaven”.
Gdy zapadał wieczór na scenę przyszedł największy z bogów, zabierając głos w sprawie dziewczyny. Młoda przyboczna uklęknęła przed nim, podczas gdy mianował ją na Kaio planety Namek. W jej myślach było pełno radości, chciała już zaopiekować się nowymi podopiecznymi, lecz nagle poprzedni przełożony porwał ją do tańca, kończąc oficjalną część. Wszyscy tańczyli aż po świt, bawiąc się wspólnie i gratulując Kaede.
Awans oznaczał nową szatę w kolorze granatowym z czarną narzutą i złotym obramowaniem, z oznaczeniem 楓własnej szkoły. Oprócz tego standardowo dostała planetkę, na której odtąd miała zamieszkać. To miało dla niej szczególne znaczenie, pierwszy własny dom. Była mniejsza nawet od tej North Kaio, ale urządzona w taki sposób, że bogini miała wszystko co potrzebuje. Tak oto Kaede rozpoczęła swoje nowe życie.
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pią Lut 28, 2014 4:22 pm

Od Northa

Wróciła nieco zziajana na swoja planetkę. Wokół atmosfera jak zwykle, klimat domowy udzielał się wszystkim kocurom. Niektóre wędkowały sobie na mostku, inne dbały o paznokcie przesiadując w domku, jeszcze inne najzwyczajniej bawiły się na dachu, lub trawce. Cywilizowane koty przyjęły ją jak swoją, a nawet cieszyły się z jej obecności w tym dziwnym miejscu, w końcu tylko ona była kobietą tutaj. Zleciała szczęśliwa z drogi węża, lądując tuż przed domkiem i przywitała się radośnie ze współlokatorami.
-Sid? Pozwól na chwilkę.- zawołała czarnego kocura z burym brzuchem, ubranego w niebieskie spodenki. Sid podszedł do niej na dwóch łapach, niczym człowiek i przywitał się uprzejmie.
-Witaj Lady Kaede.- ukłonił się i ujął jej dłoń, żeby złożyć pocałunek. Był dżentelmenem.
-Skoczyłbyś do północnego z dostawą ciastek? To był warunek mojego treningu u niego.- poprosiła ciepłym głosem, drapiąc Sida z tyłu ucha.
-Miaaau.- zdecydowanie lubił drapanko. –Dla ciebie wszystko Lady.- zgodził się bez problemów, po czym wziął ciastka, chwycił jeden z balonów i wzleciał w powietrze do drogi węża.
Młoda bogini czuła się wspaniale. Była już całkiem silna, jej moc dorównywała najtwardszym wojownikom jakich znała. Jeśli nawet jest ktoś silniejszy, z łatwością mu ucieknie dzięki swojej teleportacji. Nawet małpi uczeń północnego na poziomi ssj nie mógłby jej zagrozić. Przed jej oczami wyobraźnia kreowała monitor, na którym znajdywały się jak na radarze różne energie i możliwość połączenia się z nimi. To znaczyło, że mogła gadać w myślach z każdym, o i w stanie wyczuć jego energię. Cudowne.
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Wto Mar 04, 2014 4:40 pm

Olejny dzień płynął jej na medytacji. Pełniła w ten sposób duchowe przygotowania do zawitania na planecie, której została opiekunem. Stroiła swoje serce, czyniąc je bardziej pokornym i miłującym. Złote motyle radośnie krążyły wokół niej, jako oznaka dobrych działań. Uwielbiała ten moment, czas w którym mogła zjednoczyć się ze wszystkim słyszalnymi przez nią modlitwami i załagodzi ból tak wielu serc. Z tego błogiego stanu wyrwał ją dźwięk dzwonka, ustawionego na piekarniku, dającego sygnał, że oto ciastka są już gotowe. Otworzyła oczy, w których widoczne były teraz iskierki radości i wzruszenia. Myśl, że już niedługo spotka się z Nameczanami, była dla niej czymś niesamowitym, całe życie przygotowywała się, aby móc służyć swoją pomocą innym i teraz ma okazje. Zapakowała swój przysmak, przywdziała mundur, aby być godną reprezentantką bogów i odbyła najdłuższy skok w swojej karierze.

ZT--> Wioska sześciogwiezdnej kuli
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Czw Sty 08, 2015 7:12 pm

Wylądowały na trawce, w jednym z bardziej zacisznych miejsc, na planecie, która była w całości zgodna z jej sercem. Łagodna bryza dawała ciepełko na twarzy zamiast nieprzyjemnego chłodu, temperatura była idealna, a z błękitnego nieba uśmiechała się do nich tęczowa zorza.
-Dziękuję Kiko.- odebrała paczkę specjalnych ciastek od jednego ze stałych lokatorów przybytku miłości.
-Ufasz mi April? Falę niepokoju nie zmącą twojego przeznaczenia, pamiętaj o tym moja bohaterko. Chcę znów widzieć błysk w twoich oczach.- mówiła radośnie, kładąc jej głowę na swoje kolana. –Odpręż się proszę, przed nami długa podróż do twojego wnętrza.- podała jedno z ciastek i dopilnowała, aby dziewczyna je zjadła. Wyciągnęła ręce nad jej głową, zaczynając szeptać mantrę. –Pamiętaj, wierz tylko twojemu sercu, a nie wytworom umysłu, to twoje wnętrze więc możesz nad nim panować. Będę twoim przewodni…- to ostatnie słowa jakie mogły dotrzeć do małpiastej…
-Anima terra…- bogini wyszeptała sekwencję otwierającą wielki portal w głowie April. Po przekroczeniu drzwi, porwała ją wielka trąba powietrzna, w której mogła jedynie dryfować bezładnie jak liść unoszony wiatrem. Z każdej strony docierały do dziewczyny przeróżne głosy.
-Kuro cię nie kocha!- krzyknął jeden z nich z głębi wiru, któremu musiała się oddać. –Nikt cię nie kocha, jesteś tylko halfką!- wtórował mu ktoś inny. W głowie przewijały się same mroczne sceny ze spotkań z ojcem, bratem, Zorą… Nawet Kuro nie patrzył na nią już taki wzrokiem jak zazwyczaj. Spadała coraz głębiej i głębiej, tonąc w nieznanej sile jej obaw i lęków. –Powinnaś zginąć!- Lęki nieskrępowane jej wolą oporu, skupiły się teraz dotkliwiej niż zwykle na ranach serca, które jeszcze nie zostały przez nią zamknięte. Głosy nasilały się, coraz głośniej, aby wytrącić resztki myśli z umysłu April i unicestwić ją raz na zawsze, pozostawiając w wiecznym lęku i bezradności.
W końcu wir rzucił ją na dno, równie mroczne, co najczarniejsze scenariusze, jakie w sobie nosiła. Mogła rozejrzeć się po bezkresnej komnacie, a z każdej strony próbowały złapać ją jakieś dłonie. Było ich mnóstwo, lecz żadnej przyjaznej. –Należysz do nas.- usłyszała gorzki głos, który przywoływał ją do siebie. Miała oddać się tym, którzy chcieli ją posiąść i zgubić. Niespodziewanie z góry rozświetlił całe wnętrze ogromny strumień złotych motyli, lecz moc przewodniczki była tu bardzo ograniczona. Brat April śmiejąc się złośliwie rozproszył całą interwencję Kaede jednym machnięciem dłoni. Tyle światła jednak starczyło, aby pogrążona w transie mogła zobaczyć uchylone drzwi, trochę ponad jej głową. Tylko, czy zdąży do nich wlecieć?
Poza umysłem czarnowłosej, Kaede również była w transie, cały czas modliła się za dziewczynę, mając nadzieję, że pamięta o byciu panią swego umysłu. Wiedziała, że to brutalne, ale była przekonana, że w ten sposób pobudzi potencjał dziewczyny i raz na zawsze wyrwie ze wszystkich obaw.
Dłonie sięgały coraz śmielej, aby pochwycić April. Stanął przed nią jej ojciec, gotowy do wymierzenia kary za nieposłuszeństwo, z drugiej strony stał brat, z pragnieniem zamknięcia jej w klatce. Kuro był trochę z boku, patrzył obojętnie na zajście. Wszyscy się z niej śmiali, a wokół każdy chciał ją wyszarpać.
-Do kogo należysz?- usłyszała ciepły głos Kaede, jako kolejną wskazówkę.
-Jesteś moja! Jesteś winna posłuszeństwo! To przez ciebie zginęła twoja matka!- tym razem ze strony ojca uszło trochę nienawiści, a on sam zaczął kumulować ogromny atak ki.
-Porzuciłaś rodzinę, mimo, że tak wiele dla ciebie zrobiłem!- wypominał brat, pokazując, jak bardzo go zraniła. Jego serce było rozdarte. Co innego serce Kuro, który jedynie stał z boku i potwierdzał, że jest mu zupełnie obojętna. U jego boku stanęła Zora.
-Jesteś niekochana!- krzyknął jeden z głosów, zupełnie jej obcy. –Jedyne co robisz innym to ból i zranienia, nawet dla rodziny i ukochanego.- stwierdził z ironią ktoś inny.
Jej własne lęki, pogrążały całe życie, wszystko w co wierzyła, w coraz większej ciemności i zwątpieniu. Jedynie z uchylonych drzwi, promieniało trochę światła, ale ona sama musiała pokonać swoją bierność, aby się do nich dostać.

OCC: Przepraszam, może nie wygląda imponująco... Uczę się nowej roli, przewodnika dusz. Musisz przezwyciężyć emocjonalną bierność, żeby dłonie dopuściły cię do drzwi. W tym poście liczą się zmagania psychiczne April.
Powrót do góry Go down
April



Liczba postów : 437
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
84630/84630  (84630/84630)
Ki:
85125/85125  (85125/85125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pią Sty 09, 2015 10:49 pm

Wiedziałam i byłam pewna świadoma tego, że to była iluzja. Mimo wszystko czułam się jak w jakiejś klatce, z której nie mogłam wyjść. Byłam w niej zamknięta. Nie docierały do mnie słowa trenera, miałam gdzieś, co on w tym momencie mówił. Kaede też gdzieś odleciałam. Przed oczami miałam jego. Przez tyle lat zapomniałam o tym, co mi zrobił, a teraz wszystko było takie samo jak kiedyś. Widziałam jego rękę. Słyszałam swój krzyk, coraz głośniejszy. Chciałabym wołać o pomoc, ale nie miałam do kogo. Czy ktokolwiek mnie słyszy? Najgorsze było to, że Kuro o niczym nie wiedział. Może rozumiałby więzi pomiędzy mną a Daichim? Nigdy nie miałam jednak odwagi mu powiedzieć.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że gdzieś mnie przeniesiono, to było niemiłe uczucie, którego nie lubiłam. Rozejrzałam się, to było miłe miejsce, miłe miejsca na randkę. Ale to tu robimy? Czy ja umarłam? Po chwili doszły do mnie słowa boginki. Miałam jej zaufać, robiłam to zawsze nawet ślepo. Wierzyłam w nią całym swoim sercem, była bogiem, moim ukojeniem i przyjaciółką i ten trzeci powód był najważniejszy.

- Tak ufam Ci moja bogini, zrób ze mną co chcesz – powiedziałam biorąc ciastko, taka była prawda. Mimo mojego otumanienia wiedziałam, że chce zrobić coś dobrego, nieważne czy dla mnie czy kogokolwiek innego. Ufałam jej całą sobą. Mogłam jej się oddać całkowicie, może wtedy poczułabym ulgę? Nagle stało się coś innego, czułam się jakbym się gdzieś przeniosła. Słyszałam głosy, ale nie chciałam ich słuchać. Zaczęłam krzyczeć.

-Kuro Cię nie kocha- te słowa przeszywały moją głowę, tak jak pozostałe. Byłam tylko halfką, tak zawsze mówił do mnie ojciec. Dlatego kiedyś zapytałam Kuro, czy nie będzie przeszkadzać mu moja nie krwistość. Ojciec nigdy nie dawał mi o tym zapomnieć, zawsze byłam do niczego. Stałam, nie czułam nic. Słowa mnie porywały, ciągle je słyszałam, upadłam na podłogę i zaczęłam krzyczeć zatykając je dłońmi. Nie pomogło, głosy cały czas się niosły, a postacie patrzyły na mnie, czułam to. Z pogardą, taką jak on to zawsze robił. –Należysz do nas

Wstałam i zrobiłam krok do tyłu. Kuro nawet na mnie nie patrzył, za to był brat, ojciec, Zora. Moje źrenice się rozszerzyły. Nie chciałam już tego słuchać, moje myśli ciągle się plątały, zawsze oni tak mówili. Oboje. Może tak naprawdę niczym się nie różnili? Ojciec i brat, wyglądali całkiem podobnie, czy oboje byli tyranami? Zaczęłam się trząść ze strachu. Sylwetka ojca ciągle przypominała mi o tym, co mi robił, o moich krzykach, cierpieniu. Byłam wtedy małą dziewczynką, nie mogłam nic zrobić, żadnej ucieczki, bo i tak bym umarła. Wtedy znalazłam się w objęciach brata. Ciepło przeszywało moją skórę. To on mnie uwolnił od strachu, który budził mnie codziennie w nocy. To on czuwał co noc, nawet gdy nie budził się razem ze mną.

- Należę sama do siebie… - wyszeptałam odpowiadając na pytanie Kaede. Chciałam w to wierzyć, chciałam, aby tak było. Czułam delikatnie jej Dobroń, czułam, że dobrze wybieram. Nie byłam już tą małą bezbronną dziewczynką. Stałam się kobietą, która jest zależna sama od siebie, mogę wszystko. Nikt nie miał prawa rządzić mną, moim życiem. To moja decyzja i tylko ja mam prawo decydować, to mój wybór. Usłyszałam jednak kolejne słowa.

- Nie jestem Twoja! Nie wspominaj matki, jak śmiesz! – wykrzyknęłam czując coraz bardziej narastającą we mnie złość. – Ojciec, który kocha swoje dzieci nie krzywdzi, zejdź mi z drogi, bo tym razem zginiesz z moich rąk!

Czułam się trochę lepiej. Nie wiedziałam w zasadzie, co to jest, ale od dawna chciałam mu to powiedzieć. On stworzył we mnie tą nieśmiałą i cichą osobę. Nauczył mnie czym jest wieczny strach, żadnych pozytywnych emocji. Nagle dotarły do mnie słowa brata. Te bolały mnie zdecydowanie mocniej, ale tylko przecząco kiwnęłam głową. Jak on śmiał, chciałam mu pomóc. Ja i Kaede, odrzucił to co mu oferowałyśmy.

- Zastanów się, chcieliśmy Ci pomóc, chciałam tworzyć z Tobą rodzinę, a ty wybrałeś ciemną stronę, to Ty odszedłeś nie ja. -Nie byłam niekochana tak jak próbowali mi wmówić. Miałam Kaede, on zawsze będzie darzyła mnie swoim uczuciem, ona robiła to nawet z osobami, które czynią zło. Ona wybacza i jest przy mnie. Kuro mnie kocha, ale gdzie on jest do cholery! Czemu go tu nie ma, powinien być i ją wspierać. Ale może to i dobrze? Nie widział mojego krajobrazu strachu, może by się przeraził, albo co gorsza użalał się nade mną. Nie mogłabym tego przeżyć, ten etap jest za mną. Pamiętam go i zawsze będę, ale on nie wróci. Zdenerwowana weszłam na wyższy poziom, a złota aura krążyła dookoła mnie. Widziałam drzwi, widziałam te cholerne drzwi, za którymi jest Kaede, na pewno. Muszę tam dotrzeć.

- Odsuń się! Odsuń, bo Cię skrzywdzę! – wykrzyknęłam kumulując w ręce kule energii. Chcę uciec z tej klatki, jak najszybciej. Po tym wszystkim wiedziałam jedno. Ojciec to tylko wspomnienie, które boli, które wciąż we mnie jest. Jego przemoc, mój krzyk, mój ból. To tylko albo aż. Jednego byłam pewna, jego już nie ma i nie będzie. Moje życie należy do mnie, a strach należy przezwyciężyć. Ojciec posłusznie się odsunął, a ja pędem popędziłam do drzwi... W tym momencie poczułam się wolna. Jak nigdy dotąd. Wolna od ojca, brata, Kuro, problemów. Byłam sama dla siebie wystarczająca, silna. Czułam jak biegiem przebiegam pomiędzy prętami, które tworzyły moją własną klatkę. Już nikt mnie w niej nie zamknie, nie może.

Occ: Trening start, w pierwszej osobie, bo chcę oddać jej odczucia.
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sob Sty 10, 2015 12:26 pm

Post treningowy

*Mała April załapała… Nareszcie będę mogła oglądać, jak realizuje swoje przeznaczenie. Podstawa to przekonanie, że nie jest winna temu, jaka jest. Gdy już uwolniła się od opinii innych…* obserwowała uważnie, jak jej wybranka pokonuje przeciwności i wdziera się do drzwi. *Stanie się panią siebie i uwolni stłamszone serce*.
Ze sporym wysiłkiem zamknęła wrota za halfką, pieczętując je swoją magią. *Jeden etap w drodze do wolności masz już za sobą moja bohaterko*. Pomyślała z uśmiechem, wypluwając na trawę trochę krwi. Sama też musiała walczyć, żeby pomóc w tej podróży, nie ma mroczniejszych miejsc, niż skrzywdzone serca, to w nich stworzenia pielęgnują swoje urazy, kompleksy, narastają w złych myślach, dotarcie do nich ze światłem jest trudne. A wystarczy tylko zbliżyć się do swoich ran i je wypalić, zostanie blizna, o której z czasem się zapomni. *No to palimy*.
Przed April pojawił się pokój, w którym żyła jako dziecko. Na ścianach wisiały trzy obrazy, które jak w filmie przedstawiały historię jej brata, jej ojca oraz jej własną.
W ramce poświęconej ojcu mogła zobaczyć jego cierpienia i ból, który z czasem zdeprawował jego serce. To jak niesłusznie zaczął obwiniać córkę o utratę jego ukochanej, jak nigdy się nie otrząsnął po tej stracie, wszedł na drogę, z której nie umiał zawrócić, aż popadł w nienawiść do siebie i wszystkiego wokół. To ból go zdeprawował. Z silną wiarą, że nie ma dla niego wybaczenia, więc jest potępiony.
Jej brat borykał się z ogromną samotnością, jego serce było puste i czekało na wypełnienie. Wierzył, że może to zrobić April, ale to nie była prawda, podobnie jak ona musiał sam ułożyć to, co nie działało jak powinno. Osoby odchodzą, więc nie można w nich szukać drogi szczęścia. Jest ono wynikiem tego, za czym się pójdzie.
Jej własny obraz przedstawiał zlęknioną, pełną poczucia niższości brunetkę. Jej strach przed akceptacją, paraliżował każdy czyn i zamykał w wiecznym strachu. Mogła zobaczyć, jak wycofuje się z walki o siebie i swoje pragnienia.
Przed nią samą, stojącą na środku pokoju pojawiły się trzy złote motyle.
-Możesz załadować do nich swoje uczucia i wysłać do każdego z obrazów. To jeden z ostatecznych testów April, musisz wybrać czym obdarzysz każdy z nich. Od tego zależy twoja droga, masz moc budować, albo zniszczyć. Tak naprawdę potrzebują tylko jednego, ale czy zdołasz się przełamać? Wierzę w ciebie…- jej przewodniczka chciała dodać coś jeszcze, ale nie dała rady, bo cienie znów pokazały się w pokoju. Nagle wszystko wokół zaczęło płonąć czarnym płomieniem, ale wcale nie parzył… Jedynie unicestwiał materię, którą dotykał, tworząc czarną dziurę. Przez jedną z nich w suficie, czuć było ogromną pustkę, jak u kogoś zupełnie zdeprawowanego przez złe myśli, niczym zwiastun drogi, którą będzie zmierzało w strachu serce April, gdy nie przejdzie kolejnej próby. Czas był ograniczony, lecz po przełamaniu się w komnacie ciemności, zdecydowanie uwolniła część swojego potencjału. Czy tym razem podejmie właściwą decyzję?
To wszystko, co mogła zrobić młoda bogini. Pomogła dziewczynie dostać się do własnych uczuć, ale to jej teren. Podobnie jak w życiu na zewnątrz, rolą nieśmiertelnych jest pomoc w dokonaniu wyboru. *Mimo wszystko, ona zasługuje na nagrodę… To najwyższy, czas, abym to opanowała*. Jej Kaioshin zrobił to kiedyś przy niej, więc ona też powinna móc. Wysiliła to, co w niej zostało, a motyle utworzyły przy niej coś, co przypominało sylwetkę. Łączyła je ze sobą, jakby tkała nową szatę. Szło opornie, ale była przekonana, że właśnie tak robił to jej były przełożony. O ile złączenie ich ze sobą nie było bardzo trudne, gorzej z uformowaniem materiału. Początkowo wychodził jej jedynie cienki, niczym pajęczyna. *A może nałożyć go więcej w jedno miejsce…* zaczęła ćwiczyć jak na maszynie do szycia, choć musiała przyznać, że to strasznie męczące. Po jakimś czasie miała gotowe jedno ramiączko… *To nie koniec…*
OCC: próba wbicia Magic Materialiation 2 poziomy

Powrót do góry Go down
April



Liczba postów : 437
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
84630/84630  (84630/84630)
Ki:
85125/85125  (85125/85125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pon Sty 12, 2015 11:51 am

Myślałam, że to już będzie koniec, że nic więcej mnie nie czeka. Byłam wyczerpana, nie fizycznie, ale psychicznie. Wiedziałam, że Kaede chce dla mnie dobrze, ale gdzieś w głębi już nie mogłam, najpierw widziałam lęki, które przyprawiały mnie o dreszcze, teraz musiałam się z nimi znowu spotkać. I to na dodatek jeszcze nie zakończenie. Czułam się już trochę lepiej po poprzednim etapie, nie miałam wpływu na to co się stało, będę zawsze o tym pamiętała, ale nic nie mogę już więcej zrobić. Nagle znalazłam się w swoim pokoju. Nie był zbyt duży, mieścił łóżko oraz parę szafek. Pierwsze co zwróciło moja uwagę to obrazy, których nigdy tam nie było. Nie wiedziałam co się dzieje i co dokładnie przedstawiają, aż nie zwróciłam uwagi na obraz ostatni. Byłam w nim ja sama i przedstawione było moje życie. Dziwnie obserwowało się to z boku, widząc samą siebie. Mała April była zlękniona, jakby uciekała sama przed sobą i całym światem. Było mi jej żal, było mi żal samej siebie za to jaka byłam kiedyś. Jedynie co mogłam zrobić to patrzeć na to, nic już nie zmienię w tym obrazie. W żadnym niczego nowego już nie wniosę. Obok był mój brat, smutny i samotny. Dysponował wielką siłą od zawsze, uczył mnie i tylko mnie. Chodził za mną krok w krok kiedy mógł, potem trafił do akademii i był indywidualistą. Podziwiany za swoją siłę w tak młodym wieku, ale on nie szukał przyjaźni, przychodził i szukał mnie. Potem zobaczyłam swojego ojca. Czułam jak włosy jeżą mi się na całej głowie. Widziałam jak był szczęśliwy na Ziemi. Z mamą. Jak mgłę pamiętam jedynie jak to kiedyś było. Teraz jedyne co widziałam to pustka po niej, smętny wyraz twarzy. Wspominał ją, tylko dlaczego obwiniał za to mnie? Wiedziałam jedno, na pewno ją kochał. Nie wiedziałam, co się stało z matką mojego brata, ale moją kochał. Nie jak małpa, ale jak człowiek, jak prawdziwie zakochany człowiek. Zrobiło mi się smutno, nigdy nie zdążyłam go zapytać dlaczego robi mi krzywdę i jaka dokładnie była mama, znał ją lepiej. Usłyszałam cichy głos Kaede. Sama nie wiedziałam, co chciałabym dodać do tych obrazów. Cokolwiek zrobię niczego już nie zmienię. Moja ręka powędrowała w stronę płótna, na którym był mój brat. Chciałam żyć z nim w zgodzie, w rodzinie. Chciałam, aby nie popełniać złego, abyśmy się po prostu kochali jak rodzeństwo. Ze swojego serca dałam mu miłości, której nigdy mu nie brakowało, ale którą podświadomie odrzucał czyniąc zło. Dałam mu dobroć, którą odrzucał za młodu, ale ofiarowałem jej więcej niż wtedy, bo teraz byłam pełni świadoma tego, co się z nim dzieje. Do swojego obrazu nie przyłożyłam ręki. Przeżyłam wiele złego, ale przez to jaka byłam, taka się ukształtowałam. Niczego w nim nie zmienię, tylko ja mogę coś zmienić. Moja siła, moja większa pewność siebie. Mała April na tym obrazie musi to jeszcze zrozumieć. Wolałam nie przepełniać jej niczym, aby nie stała się próżna. Byłam dumna za to, jaka byłam i jestem. Podeszłam do ostatniego obrazu i przełknęłam ślinę. Co chciałam mu ofiarować? Sama nie byłam pewna, stałam i wpatrywałam się w to wszystko. Jedyne, co chciałabym mu dać to więcej miłości od mojej mamy, ale tego nie byłam w stanie. Tak jak przywrócić ich oboje do życia. A może wybaczenie? Pytanie, czy ja na pewno mu wybaczyłam? Wydaje mi się, że już dawno tak, ale nie zapomniałam. Takich rzeczy nie da się wymazać po prostu z pamięci, można wybaczyć. Położyłam dłoń. Było mi go żal, żal, że jego ukochana umarła, ja mam Kuro, którego obdarzam takim samym uczuciem. Nie wiem, co by się stało, gdybym go straciła. Wiem jedno, poszłabym z nim na pewną śmierć. Wolę to niż zostać na tym świecie sama. Nie pozwolę mu odejść do nieba samemu. Niewiele już rozmyślając zamknęłam oczy i pomyślałam o wybaczeniu. Nie wiem, czy on kiedykolwiek wiedział, że nie czułam już do niego urazu, ale moje sumienie było czyste. Nienawidziłam go za to, co mi zrobił, ale mu wybaczyłam. Może byłby innym człowiekiem, gdyby moja mama żyła? Tego jestem pewna. Przez chwilę czułam jakbym kręciła się dookoła własnej osi. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje...

Occ: Koniec treningu
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pon Sty 12, 2015 2:21 pm

Powoli kończyła tkać. Była niezadowolona ze swojego pierwszego efektu, ale ciuszek się udał. Miała przed sobą strój kadeta, początkowo zupełnie zwykły, został wzmociony jej siłą, a na metce wylądowało jej kanji. Nie mogła sobie odmówić tej przyjemności.
Gdy dokończyła wyczarowywanie błękitnego kostiumu, poczuła znane sobie ciepełko w sercu i łzę wzruszenia. Dusza ojca April właśnie dostała przebaczenie i nie dowierzając w to, uwolniła się od zdeprawowania, w które wpadła. Jego córeczka była tak podobna do matki… Ale nie była nią, to właśnie przez halfka wycierpiała swoje, ale to jest już za nią. *Po rozproszeniu swoich obaw uświadomiłaś sobie, że tak naprawdę nie są takie złe. Zrozumiałaś ich powód i zyskałaś nową siłę. Gdzie teraz zaprowadzą cię twoje kroki moja bohaterko?* patrzyła na jej śpiące ciało, wciąż pogrążone w transie.
Tymczasem w wizji, April bardzo słabła, ale to był koniec jej wyzwań. Zanim pokój przestał istnieć, ujrzała zadowoloną swoją rodzinę. W sercu jej brata nie zaszły zmiany, ale mogła zaobserwować co by było, gdyby zawrócił ze swojej drogi. W każdym razie z jej serca zniknął lęk. Tuż za jej plecami zjawił się Kuro, na potwierdzenie jego szczerej miłości. Zabrał ją i oboje wskoczyli do obrazu, przeznaczonego jej życiu, gdzie obie dziewczyny złączyły się w jedno. Oczywiście nie było tam naprawdę jej ukochanego, ale umysł uwolniony ze strachu przed akceptacją, pokazał April prawdziwy obraz swojego bohatera, jaki miała w sercu. Teraz czekała ich już tylko czysta miłość, pozbawiona strachu. Cały trans dobiegał końca, została sama na zielonej trawce, gdzie na chwilę spadł na nią strumień światła, obdarzając nową mocą.
Kaede wyszeptała parę słów, po których podróż dobiegła końca. Jej pacjentka mogła czuć się już bezpiecznie i zadziwiająco lekko. Na pewno był to dobry lek na fiolkę strachu z Vegety. Bogini sprawdziła podstawowe odruchy życiowe, upewniając się, że wszystko jest dobrze i halfka po prostu śpi. *Dobrze się spisałaś, nie każdy stamtąd wraca…* pomyślała z ulgą.
Minęło z pół godziny, zanim April się wybudziła.
-Witaj, jak się czujesz śpiochu? Niezła przygoda co? Wszystko co widziałaś, to prawda o twoim sercu, teraz wyleczonym dzięki twojej sile i motywacji. Bez wątpienia jesteś kimś innym, niż byłaś.- odwróciła się na chwilę i poszukała pakunku, jaki zdążyła przygotować. –Masz. To jest nowy ciuch, gi mojej szkoły, da tobie lepszą obronę niż zbroja nashi. Dorzuciłam też coś do jedzenia.- uśmiechnęła się szerzej dumna ze swojego prezentu. –Niestety nie mamy czasu na sielankę, teleportuję nas do trenera Reda, gdzie zostawię cię. Kuro powinien być już na Vegecie. Wrócę do was, jak znajdę więcej wojowników.- nie dając możliwości zaprotestowania, położyła pakunek na brzuchu czarnowłosej i chwytając ja za rękę, poleciały prosto na planetę małp.

ZT--> biuro trenera*2
OCC:
-wbicie magic materialization poziom 1 i 2- koniec treningu
-odejmuje 600 z energii za wyczarowanie gi szkoły, opis bonusów ciuszka w tym temacie- http://dbng.forumpl.net/t430-stroje-i-pancerze
-uwalniam potencjał April, zaliczyła całą podróż moją techniką anima terra
-odejmuje 550 ki za skok z pasażerem na Vegetę
-ktoś, kto sprawdza trening April może jej dać punkty uznaniowe za opisy (mi też może ale nie ma tego w kontrakcie/ opisie techniki

Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Lut 18, 2015 10:30 pm

Wylądowali na trawce przed mostkiem, na którym dwa koty łowiły na wędkach świeże ryby, a inne grały w golfa tuż opodal.
-Cześć chłopaki.- zawołała do nich, powoli wracając do naturalnej postaci. Skóra znów stała się różowiutka, a włosy białe. Słodkie oczka stały się jeszcze bardziej czarujące, jaśniejąc malinową barwą. –Bałam się, że już nie wrócę do normy… Widzisz małpo jedna co robi twoja dłoń na kobiecie?- zażartowała, uśmiechając się do niego przyjaźnie. –Oj nie bądź taki spięty, próbuję cię wyluzować już od jakiegoś czasu. Wracałam do swojej postaci, trochę spanikowałam i wylądowaliśmy w moim domu…- podrapała się z zakłopotaniem z tyłu głowy i uciekała przez moment wzrokiem na wszystkie strony, lekko czując, że miało być inaczej, ale nie przywykła do brania tabletek. Co to za bóg, który musi ich używać… passe… -No to tego… Witaj w zaświatach Raziel. W sumie nie powinno cię tu być, skoro jeszcze żyjesz, ale gdy polityka Zella nadal będzie tak wyglądała i wciąż będziesz bezmyślnie przyjmował „szczepionki”…- zrobiła palcami cudzysłów przy tym słowie -… długo nie pociągniesz.- podleciała do niego, wpatrując się mu w oczy. –No tak, tobie to niezbyt do śmiechu… Chcesz ciasteczka? Może wolisz wejść na herbatę, a nie siedzieć na zewnątrz?- stwierdziła po krótkich oględzinach, podczas których powoli obleciała go dookoła. Koty wzruszyły ramionami i wróciły do swoich zajęć, wierząc, że młoda kaio da sobie radę z przybyszem. Po momencie na wpół niezręcznej ciszy, uśmiech wciąż nie gościł na twarzy małpiego gościa.
-No to, że nie jestem kadetką, chyba już wiesz? Cholercia, słabo z moim aktorstwem…- znów spróbowała zażartować. –Jestem boginią, mam na imię Kaede. To miejsce to oczywiście tylko drobny kawałek zaświatów, mieszkam tu sobie z tymi kotami. To tu trafiają do mnie modlitwy ze wszystkich stron wszechświata, a ja sama biorę czynny udział w wielu sercach, wspierając je tam, gdzie nie dają już sobie rady. Chciałabym również pomóc tobie znaleźć sens, którego tak bardzo poszukujesz, bo wiem, że nie jesteś maszyną do zabijania.- jej głos stał się ciepły, ton z żartobliwego czuły i pełen miłości. Serduszko trochę nie wytrzymało i wokół nich natychmiast rozleciała się energia, którą miała w sobie. Złote motyle tańczyły w rytm muzyki jej serca, ofiarując wojownikowi całą gamę pozytywnych uczuć, które mógł przyjąć, jeśli tylko by chciał. Wypełnić nimi pustkę w sercu i złość za rodzinę, lata pomiatania, urażone ego, za to jak traktują i postrzegają go dzisiaj. –Kochasz tą Eve?- czasami trzeba było dotknąć i wypalić świeżą ranę, aby odnieść sukces w leczeniu dusz. Jest tyle pytań, na które saiyanin musiał odpowiedzieć sobie zanim inni, zanim sam potraktuje się w pełni poważnie… Pokazać, że nie jest tylko górą mięśni i że w tym wszystkim, kieruje nim coś więcej… Tylko czy poradzi sobie ze znalezieniem tak ważnych odpowiedzi?
Spojrzała w niebo, wzdychając ciężko i tęsknie. –Wiesz… Codziennie towarzyszę komuś, kto zginął niesłusznie… Niektórzy mogą się z tym pogodzić, to ci, którzy czują, że żyli tak jak trzeba, byli zgodni ze swoimi pragnieniami i sercem.- zrobiła chwilę przerwy, pokazując, że jest zupełnie poważna i szczera. –Jednak… Są też tacy, których dusze nie znajdują spokoju i nie dają rady już za życia. Brzmi znajomo?- zapytała go spokojnie, znów patrząc w oczy z tą łagodnością i spokojem. –Ostatnio jest ich zdecydowanie za dużo. Problem ma źródło na twojej planecie, w postaci króla, który nią włada. Szubrawiec nie tylko sam nie jest w stanie się odnaleźć, ale non stop szkodzi własnemu ludowi i zabija inne. Czas z tym skończyć.- wyjawiła cały swój cel. –Niebawem ruszy jak lawina ciąg trudnych wydarzeń. Po której stronie staniesz? Stoisz w bardzo ważnym momencie twojego życia, możesz stać się jak Zell, albo napełnić swoje wnętrze zupełnie nową mocą, która na dodatek drzemie w tobie.- przeciągnęła się, siadając w powietrzu jak na fotelu. –Wierzę, że wybierzesz dobrze. Pomóż mi pokonać króla, a ja pomogę ci być naprawdę szczęśliwym.
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin


Liczba postów : 733
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
11700/11700  (11700/11700)
Ki:
12150/12150  (12150/12150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Czw Lut 19, 2015 10:14 pm

W jednej chwili patrzył się w czarne oczy kadetki, by w następnej ta zniknęła z jego pola widzenia. Saiyanin rozejrzał się dookoła siebie, lecz zanim zdążył cokolwiek zarejestrować, to poczuł silne szarpnięcie w okolicach ramion. Nie zdążył wykonać nawet jednego ruchu, czy powiedzieć jednego słowa, a zniknął wraz z tą kadetkę. W jednej sekundzie znajdował się w ciemnym korytarzu w Akademii na Vegecie, by w następnej upaść na zieloną trawę. Był mocno skonfundowany tym co się właśnie wydarzyło, więc proszę mu wybaczyć jak czegoś nie ogarniał lub nie słyszał. Raziel w życiu czegoś takiego nie przeżył, lecz musiał przyznać, że było to cholernie efektowne i efektywne. Po chwili jednak musiał się ogarnąć. Znajdował się w nieznanym miejscu, z jakąś tajemniczą osobą, która go porwała. Podniósł się na równe nogi i spojrzał ze złością na dziewczynę, która chyba w dalszym ciągu doskonale się bawiła. Teraz jego kolej.
-Co tu się do diabła dzieje? - zapytał, a jego włosy stały się złote i podniosły się do góry. Wejście na poziom Super Wojownika przebiegł równie szybko, co jej przeskok. Jego moc skoczyła o kilkadziesiąt jednostek w górę. Był wkurzony na to co zrobiła. Pogrywała sobie z nim, a tego nie znosił najbardziej ze wszystkiego. Nie był jakąś zabawką, którą można było się pobawić. Był żywą istotą.
-Zaświatach? Twoim domu? Kim ty w ogóle jesteś i skąd mnie znasz? - rzekł złotowłosy patrząc na dziewczynę, która zaczynała się zmieniać. Jej skóra stała się różowa, a włosy białe, zaś oczy jeszcze większe. Więc taka naprawdę była jej prawdziwa forma. Albo przynajmniej taką przybrała przed Saiyaninem. Raziel patrzył na nią chłodnym i podejrzliwym wzrokiem. On z natury był nieufny, a tą nieufność jeszcze pogłębiły ostatnie lata. A ta dziewczyna wykonała takie ruchy, przez które nie zamierzał jej wierzyć. Przynajmniej na chwilę obecną.
-Dziękuję, ale postoję. Powiesz mi co ode mnie chcesz, czy będziesz tak chodziła dookoła? - rzekł i założył sobie ręce na piersi. W dalszym ciągu był w formie Super Saiyanina. Wolał być gotowy w razie jakiegokolwiek ataku. Jego lazurowe oczy zwęziły lekko, kiedy słuchał jej słów. - Fascynujące. Jednak wolę przejść do meritum. To, że uważają mnie za maszynę do niszczenia mam gdzieś. Bo jeszcze nikogo nigdy nie zabiłem.
Słuchał jej paplania i patrzył się na jej zachowanie. Chyba do końca nie kontrolowała swojej energii, gdyż kilka razy wypuściła złote motyle, które jak zrozumiał Zahne były emanacją jej energii. Jak na razie wychodziło na to, że ta Kaede zabrała go do Nieba by poplotkować. Już lepiej sprawdziłaby się w tym Vivian, April, a nawet jego matka. Kiedy jednak zadała kolejne pytanie skrzywił się nieznacznie.
-Nie twoja sprawa. - powiedział, zaś ton jego głosu ostrzegał by dla własnego bezpieczeństwa nie drążyła tego tematu. Nie będzie rozmawiał o swoich uczuciach, względem czarnowłosej z nieznajomymi. Co to jest? Jaki program?
Patrzył na nią chłodno jak w siada w powietrzu i wreszcie wykłada kawę na ławę. A przynajmniej tyle ile chciała. Testowała go i Raziel dobrze o tym wiedział. Kiedy skończyła uśmiechnął się ironicznie.
-Jesteś cholernie naiwna. Myślisz, że się nagle pojawisz i zbawisz cały świat bo takie masz marzenie? Szkoda, że nie wpadłaś na to kilka dekad temu. Może teraz wszystko wyglądałoby inaczej Kaede. - rzekł i spojrzał na nią lodowato. Teraz zachciało się jej bawić w Boga? Kiedy wszystko już było ustalone, a pieprzyło od lat. Jeśli mają taki zapłon, to Raz się bał co wykombinują za rok. Wielki kosmiczny turniej walk? - To była pierwsza sprawa. Druga tyczy się tego waszego planu. Serio myślisz, że wpadniesz do najlepiej strzeżonego budynku na tej planecie i pokonasz najpotężniejszego jej mieszkańca. Nawet jeśli uda wam się przedrzeć przez straż pałacową w co wątpię to pozostaną wam pułapki oraz gwardia królewska. Gwardia składająca się z samym Kui i Reishi. Najlepszych i najbardziej oddanych. I jeśli, powtarzam jeśli, ktoś z was przeżyje spotkanie z nimi to i tak zostanie wam do ubicia Zell. Jedyny Saiyanin, który osiągnął 4 poziom Super Saiyanina. Nie pokonany. Jedyny kto mógł go zabić to był jego ojciec. jestem bardzo ciekawy jak chcesz to zrobić. - rzekł i w tym momencie jego moc wzrosła kilkanaście razy, a on sam wszedł na poziom Super Saiyanina drugiego poziomu. - Jeśli jesteś słabsza ode mnie, to na bank nie dacie rady nawet wejść do pałacu. Są na Vegecie setki silniejszych ode mnie. W tym mój ojciec. Zmiotą was z powierzchni planety.
Po tych słowach młody Zahne dezaktywował SSJ2 i wrócił do zwykłej formu.
-Po za tym Zell ma armię, szpiegów i technologię. A co ty masz Kaede? Miłość? On na to nie pójdzie.
Raziel doskonale wiedział jak to wszystko działa i funkcjonuje. Był synem elity i potomkiem starych rodów. To wszystko było dla niego znane od małego. A oni chcą skoczyć lwu w paszczę bez żadnego rozeznania.

Occ:
Raziu sceptyk.

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pią Lut 20, 2015 3:55 pm

Widziała to już… Niektóre małpy jednak potrafią jedynie odwoływać się do argumentu przemocy… i po co on się tak napina?
-Dużo lepiej ci w czarnych włosach.- skomentowała jego manifestację mocy. Prawda była taka, że żeby z nią walczyć, musiałby ją najpierw złapać. –Mówiłam już ochłoń, zaraz wrócę do postaci halfki i przetransportujemy się na Vegete…- urwała w trakcie swoją wypowiedź i nagle pobladła na twarzy. Czuła energie kierujące się na Namek i Ziemię prosto z planety małp. Więc Zell już rozpoczął swoje działania… Czy to jej wina? Nie… Ona tylko przewidziała to, co musiało nastąpić lada moment...
Gdybym żyła parę dekad temu, to działałabym parę dekad temu.- powiedziała smutnym głosem, z nutą wyrzutów, że ktoś rozlicza ją znowu za wszystkich bogów. –Nie mam pojęcia czemu moja rasa nie interweniowała, ale jestem reinkarnacją matki bogów, jestem inna... To, że nie miałam wpływu na łagodzenie wydarzeń wcześniej, jest winą tego, że mam bardzo mało lat i dopiero teraz posiadam siłę, która ma znaczenie. Jakoś sam za młodu nie pomogłeś swoim bliskim, a co dopiero sobie…- pokazała na jego bliznę. Po chwili jednak żałowała, że dała się porwać złości. Jej spojrzenie zmieniło się w przepraszające, a postawa z buntowniczej, na ugodową.
Zell rozpoczął swoje działania, wysłał oddziały na Namek i na Ziemię, zacznie od tych dwóch planet. Powiedz mi, dawali ci jakiś lek? Podają żołnierzom płyn, przez który każdy mieszkaniec Vegety staje się bezmyślnie posłuszny królowi! Chcą tobą manipulować Raziel!- położyła na nim ręce i potrząsnęła nim stanowczo, patrząc szczerze w oczy. –Widziałam to, jak oddział, na którym testowali specyfik, był zupełnie niewrażliwy na wszelkie bodźce, przypominał maszynę słuchająca rozkazów. Może boska magia jest w stanie to zneutralizować, przy tym oddziale moja moc na chwilę ich zatrzymała, więc może święta woda…- zaczęła mówić zdecydowanie szybciej i z coraz większym przejęciem. A jak podali to April? Czuła, że niebawem coś się wydarzy, coś co zaburzy spokój całego planu. Jak może funkcjonować ktoś aż tak pozbawiony sumienia? Jej współczucie ogarnęło wszystkie rasy , które już niedługo będą miały kontakt z okrucieństwem Zella. Nawet saiyan… Wbrew wszystkiemu to ich było jej najbardziej żal.
-Oczywiście, że nie działam sama i to nie ja buduje plan. Robi to twój przełożony- trener Red. Ja jestem tylko sercem operacji i przewidziałam kilka rzeczy wcześniej, niż nastąpiły, ale może za późno… Pomagają mi Hikaru, Kuro, Chepri, Vivian, April, a nawet dwójka demonów June i Dragot. Nie wiem jaką siłą dysponuje Red, ale jeśli nic nie zrobimy, nasze pragnienia i spokój wszechświata, wszelkie dobro, radość, raz na zawsze zniknie z tego świata! Nie chodzi tylko o filozoficzne rzeczy, o których ci mówię, choć one są źródłem wszystkiego. Pomożesz nam? I tak zostaniesz w to wciągnięty…- pierwszy raz emocje tak poniosły młoda boginię. Dotąd była światłem i ostatnim promykiem nadziei, a teraz nie była pewna niczego. W jej głowie druga połowa Kaede miała dość jej chwilowej niestabilności.
-Weź się w garść!- krzyknęło absolutne zło jej serca. –Co do cholery wyprawiasz? Jak bóg zaczyna wątpić, to jak zachowają się śmiertelni? Jak nie masz sił swoją miłością, to oddaj mi pałeczkę i sama wracaj do cienia!- serce zabiło szybciej. Wchłonięta zła połówka Kaede miała rację. Wyjęła z biustonosza kolejną tabletkę, a po jej połknięciu ponownie stała się czarnowłosą pięknością. Skoro on manifestował, to ona nie będzie gorsza. Przestała na chwilę blokować swoją moc, odsłaniając cały potencjał.
-Trochę mniej, niż ty, ale wciąż mam siły, aby walczyć za ciebie, za innych, za wszystkie rasy, którym zagraża Zell. Czas na twój wybór. Gdzie cię wysadzić? A może polecisz ze mną do wioski Kuro, dalej ustalać nasz plan?
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin


Liczba postów : 733
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
11700/11700  (11700/11700)
Ki:
12150/12150  (12150/12150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Wto Lut 24, 2015 9:56 pm

Jego energia mogła się wymknąć z pod kontroli jeśli by z nią czegoś nie zrobił. Kiedy przebywał na zwykłym poziomie SSJ to czuł się jakby zupełnie nie wykonywał transformacji. Lecz wyższe poziomy i sprzeczne uczucia mogły zaburzyć przepływ mocy.
-Możliwe. - mruknął cicho, patrząc na nią spode łba. Nie ufał jej i nie miał pojęcia co ona od niego chce. Najwidoczniej wiedziała więcej niż chciała mu powiedzieć. Jego lazurowe oczy dokładnie ją obserwowały jakby szukając jakiejś dziury w jej obronie. Zawsze oceniał swoich rozmówców pod kątem walki. - Nie znoszę magicznych sztuczek. Pieprzeni magicy nigdy nie grają fair.
Od czasu potyczki z tym pieprzonym demonkiem był uczulony na wszelakie sztuczki, których podłoże znajdowało się w czarach. Było to jego zdaniem oszustwo w walce. Słuchając słów tej boginki zmniejszył swoją moc, aż zszedł z poziomu Super Wojownika, a jego włosy na powrót stały się czarne. Ona też wróciła do tej formy, w której ją poznał. Było to dziwne, lecz chyba nie chciała go zaatakować. Jednak Raz wyczuwał, że ta sytuacja może mieć jeszcze głębsze podłoże. Był dość nieufną osobą i ciężko przychodziło mu poznawanie nowych osób. Jednak czuł w energii tej dziewczyny coś co go zaciekawiło. Wyglądało to jakby ta Kaede naprawdę żyła samą miłością, o której tak paplała. Nie mógł znaleźć jakiejś ciemnej strony w jej mocy.
-Dali jakiś głupi zastrzyk na choroby. Zwykła procedura. - powiedział spokojnie, w dalszym ciągu mając założone ręce na torsie. Zmrużył oczy, kiedy naruszyła jego przestrzeń osobistą i przez chwilę boginka mogła nawet poczuć dziwny chłód. Niech sobie na zbyt wiele nie pozwala. W końcu to jego dobra wola, że słucha jej wywodów o tym co wszyscy już wiedzą.
-Zell od dawna indoktrynuje Saiyan. To wszystko jest już zorganizowane. Elita, wojsko. Zell nad tym panuje i na pewno nie da sobie tego tak łatwo odebrać. To wojownik. - rzekł chłodnym tonem ciemnowłosy. Miał sporą wiedzę o tym jak wyglądać może władza. Jego ojciec służył bezpośrednio pod królem, więc młody Zahne wiedział co nieco o tej polityce. Jednak z chęcią wysłuchałby wiedzy rozmówczyni.
-Jak przejęli żołnierzy to musieli im wprowadzić coś do krwi. Saiyanie nie bawią się magią. - rzekł wojownik i słuchał dalszego wywodu ciemnookiej o tym jej planie. Red? No proszę. A syn Aryenne myślał, że ten stary pierdziel zbyt boi się króla.
-Nie słuchasz mnie. Chcecie walczyć z całą pierdoloną armią, Gwardią Królewską, Elitą i królem. Jeśli go zabijecie niehonorowo to macie przesrane, bo Saiyanie nie odpuszczą. Będą was szukali po całej galaktyce. Po za tym nawet nie wiesz ile istnień pochłonie to powstanie. Wiem, że zostanę w to wciągnięty, lecz dopóki nie będę musiał to nie będę się włączał. Burdel jaki się po tym zrobi będzie musiał ktoś ogarnąć. A coś wątpię by elita chciała was słuchać. Nie będę wam przeszkadzał, lecz czynnie nie pomogę. Wybacz. - rzekł spokojnym głosem. Wiedział, że chce dobrze i mógłby im pomóc, lecz jeśli coś pójdzie nie tak to wszystko się zawali. Lepiej mieć kogoś w przeciwnym obozie. - Możesz mnie zostawić na pustyni. Dam sobie radę. Przy okazji. Nie wciągaj w to Vivian. Możesz każdego innego brać, lecz jej nie. Zabraniam ci, więc nawet jak wyraziła chęć to nie pozwól jej na to. Bo jeśli coś jej się stanie to znajdę zrobię wszystko by cię znaleźć i zabić. Ona jest nietykalna.
Raziel nie chciał tego powiedzieć, lecz martwił się o młodszą siostrę. Nie mógł pozwolić jej na głupoty, nawet jeśli sama chce pomóc. Nie straci jej.

Occ:
Trening start

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Lut 25, 2015 10:57 am

Rozbawienie mieszało się na jej twarzy z oburzeniem. Pierwszy raz ktoś jej groził. Co za bezczelność tak mówić do istoty wyższej…
-Znajdziesz mnie tylko wtedy, gdy ci na to pozwolę.- odpowiedziała spokojnie, patrząc z troską i współczuciem. Boskiej energii nie da się wyczuć będąc śmiertelnikiem, chyba że bóg sam da o sobie znać. Niedługo Raz będzie wielkim zombie, niezdolnym do samodzielności w decyzjach, ale skoro tego właśnie chce… -No trudno, uszanuję twój wybór. Gdybyś czuł, że dzieje się coś złego, pomódl się, przyjdę ci z pomocą.- odwróciła się plecami, chowając pomiędzy włosami szczere łzy. Jak można nie rozumieć powagi sytuacji? Jak można być takim tępakiem, żeby nie załapać, że nic nie zostanie po nim i po tych, których kocha, jeśli pozwoli tak sobą manipulować. *Mimo wszystko, to nie twój świat… Wciąż jest nadzieja, możemy wygrać… Możemy ocalić wszechświat…* wyobrażała sobie ile osób zginie, jeśli nikt nie przeszkodzi Zellowi. Wyobrażała sobie, jak bardzo zostaną zdeprawowane serca nawet tych dobry saiyan, a ich psychika zupełnie zdruzgotana. Zawsze musi istnieć bastion, który swoją ofiarą zablokuje dalszy rozlew krwi, w ten sposób rodzą się bohaterowie. –Pójdę po coś do mieszkania…- powiedziała, biegnąć do wielkiego domku i szukając w nim wody, która swego czasu posłużyła do przepędzenia tsufula. Oczywiście ampułka stała tam dalej, wzięła ją ze sobą i już spokojnym krokiem wróciła do Raziela. Patrzyła mu w oczy z tym samym wyrzutem, oburzeniem, ale i troską. Ludzie dzielą się na bohaterów, którzy są gotowi do ofiary w imię słuszności celu i tchórzy, którzy wiecznie będą wierzyć, że jest nawet drobna przeszkoda nie pozwoli na sukces. Była już zirytowana, mimo że to miłość i lęk o innych wywołały te emocje. *Tchórze… Nie zrobią kroku na przód poza to, co mają i wydaje się bezpieczne, a tak naprawdę stoją na wąskiej krze lodu, która roztopi się przy pierwszym podmuchu zagrożenia… Tchórze… Nie pójdą za pragnieniami, marzeniami, tam gdzie może być lepiej, tylko pozostaną trzymani w szachu przez własny strach i to, co niby wygodne… Rasa wojowników...* Otarła ostatnie łezki, ze złością analizują wybory Raziela, Vivian, Kurokary, całej masy saiyan i właściwie innych raz. Nawet gdy jest cień szansy na poprawę czegoś, trzeba to zrobić.
-Kiedy zacząłeś myśleć jak przegrany?- zapytała go zmartwiona, kładąc dłoń na jego ramieniu. –Nic nie robiąc nie różnic się od Zella, pozwolenie na zło jest taką samą zbrodnią.- dokończyła myśl i nie czekając na jego odpowiedź, zniknęła wraz z nim z zaświatów.

ZT Raz tam gdzie chciał, ja do wioski Kuro, zostawiłam Raza i bez słowa poleciałam dalej.
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1516
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Wto Kwi 28, 2015 8:24 pm

Dziewczyna i chłopak byli zapewne w dość sporym szoku. Nie dość, że jakiś tajemniczy osobnik podkradł się do nich prawie niezauważalnie to jeszcze udało mu się ich porwać. Cóż. Dla Saiyanina pokroju Hazarda musiał to być dość solidny policzek w jego dumę. Jednak na ich szczęście porywacz nie miał zamiaru ich zabijać czy robić im okrutniejszych rzeczy. Miał ich tylko przyprowadzić.
Kiedy cała trójka wylądowała to Kaede mogła zauważyć, że znaleźli się w dziwnie znajomym miejscu. Na jej własnej planecie. Hazard był zapewne nie mniej zdezorientowany od boginki, do której podbiegł jeden z kotów i wskoczył jej na ręce, przy okazji dość głośno mrucząc. Teraz oboje mogli dokładniej przyjrzeć się osobnikowi, który ich tu teleportował.
Porywacz:
 
Był on bardzo wysoki. O wiele wyższy od Hazarda czy Kaede. Miał na sobie czarny skórzany strój z białym i srebrnym wykończeniem, na który zarzucony został czerwony płaszcz. Po bokach miał pochwy, w których znajdowały się zakrzywione miecze o dość krótkich ostrzach. Lecz zapewne były śmiertelnie niebezpieczne w rękach ich właściciela.
- Zadanie wykonane. – Rzekł tajemniczy mężczyzna, po czym skłonił się w stronę domku Kaede. Kiedy młoda Kaio spojrzała w tamtą stronę, to zobaczyła osobę, która siedziała przy stole i piła coś z filiżanki. Dwie kolejne już czekały na stole. Zapewne spodziewała się ich wizyty.
- Bardzo ci dziękuje Borg. Możesz na tą chwilę odjeść. – Powiedziała osoba, która była kobietą, co Saiyanin i bogini mogli wywnioskować po jej głosie. Wojownik ponownie się skłonił i zniknął. Zostali w trójkę, lecz nie wiadomo czy ta tajemnicza osoba nie była groźniejsza.

- Witaj Kaede. Miło mi cię wreszcie poznać osobiście. Nazywam się Kira. – Rzekła kobieta wstając od stołu. Jej strój i wygląd mówił jednoznacznie, z kim mieli odczynienia. Kaioshin postanowiła uciąć sobie z nimi małą pogadankę. – Zechcecie się dosiąść?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo


Liczba postów : 866
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Kwi 29, 2015 12:45 pm

Kim ona do cholery jest? Wcześniej wziął jej słowa mało poważnie, lecz po tym co mu powiedziała i pokazała... ona chyba faktycznie jest jakąś wysłanniczką Bogów. Oszołomiony wsłuchiwał się w modlitwy zupełnie obcych mu osób. Prośby o jakieś banalne sprawy, błagania o pokój, zdrowie dla siebie i najbliższych. Gdy to wszystko ustało, wpatrywał się w Kaede szeroko otwartym okiem. Dopiero po dłuższej chwili był w stanie się odezwać.
 - Modlitwa... wybacz, ale nigdy nie wierzyłem w takie rzeczy. Każdy jest kowalem własnego losu i pomoc osoby trzeciej poprzez dobre słowo... wydaje mi się absurdalna.
Jego żywot to pasmo nieszczęść i niepowodzeń, jedynie od święta pojawiały się w nim szczęśliwsze chwile. Takie życie, niektórzy mają na odwrót i rzadko kiedy muszą borykać się z poważniejszymi problemami. Uważał jednak, że to wszystko ukształtowało jego obecne "ja". Jest jaki jest i te wszystkie złe rzeczy w jakiś sposób na to wpłynęły. A propos zła...
 - Dobre serce? Ja? Nie wydaje mi się. Jeżeli faktycznie mnie znasz, to powinnaś o tym wiedzieć. Nie ma już dla mnie nadziei. Po śmierci nie czeka mnie nic dobrego, zakładając że "dalej" coś jest.
Nigdy o tym nie myślał. Nie wierzył w niebo i piekło, w życie po śmierci. Umierasz i trafiasz do piachu, zakładając że jest co tam złożyć. I tyle. Żadna reinkarnacja, odrodzenie. Żyje się raz i trzeba wykorzystać te lata do maksimum. 

Polecieć do miasta i wyjawić mieszkańcom Vegety prawdę o Królu? Dobry pomysł, dzięki temu zyskają nowych sojuszników. Mało kto wiedział o tym, że to Zell stał za atakiem Tsufula 2 lata temu. Wtajemniczeni byli pewnie tylko jego najbliżsi ludzie. Dla pozostałych to on, Hazard był uosobieniem zła i sprawdzą tamtej katastrofy. To właśnie z tego powodu zdecydował się na ucieczkę z Czerwonej Planety, bał się reakcji współbratymców. Ale nie jest jeszcze za późno na wyjawienie wszystkim prawdy. 
 - Świetny pomysł! - zawołał z aprobatą - tylko jak chcesz to...
W tym jednak momencie stało się coś dziwnego. Dosłownie w ułamku sekundy ktoś pojawił się przed nimi. Nie zdążył mu się przyjrzeć, tajemniczy osobnik chwycił ich za ramiona i teleportował. Gdy tylko jego stopy dotknęły podłoża, zareagował jak automat. Stanął przed Kaede i przyjął pozycję obronną, gotów w każdej chwili obronić się przed atakiem. Rzucił okiem na nieznajomego. Był wysoki, dużo wyższy od niego, chociaż Haz nigdy nie odznaczał się wielkim wzrostem. Miał białe włosy i ubrany był w czerwony płaszcz zarzucony na czarno - srebrny strój. Jednak tym co najbardziej przykuło uwagę Hazard'a były 2 krótkie miecze, spoczywające w pochwach umieszczonych po bokach mężczyzny. A więc i on walczy za pomocą białej broni. Złotowłosy miał wielką ochotę sięgnąć po swój miecz i sprawdzić na jakim jest poziomie, lecz w tym momencie dryblas skłonił się i zakomunikował o wykonaniu zadania. Saiyan rozejrzał się wokoło, uznając, że nie grozi im niebezpieczeństwo. Znajdowali się na planecie tak maleńkiej, że przebiegnięcie wokół niej nie zabrałoby mu nawet sekundy. Był tu tylko jeden budynek, dwupiętrowy domek, przed którym ktoś siedział i spoglądał w ich stronę.
 - Gdzie my jesteśmy? 
Spojrzał na Kaede i dopiero teraz dostrzegł, że trzyma na rekach zwierzę znane mu z Ziemi - kota. Boginka wydawała się nieco mniej zaskoczona tym miejscem, może je znała? Czyżby trafili w jej rodzinne strony? Bardziej interesowała ją postać siedząca przy stoliku, która wstała i zaprosiła ich do siebie, przy okazji wydając dyspozycje temu, który ich tu przytargał. Mężczyzna nazwany Borg'iem zniknął i teraz zostali sami wraz z Kirą. Kobieta była ubrana tak samo jak Kaede, przez ten krótki moment na Vegecie, lecz dodatkowo miała na sobie coś w rodzaju płaszcza o pomarańczowym odcieniu, co sprawiało wrażenie, że stoi wyżej w hierarchii niż nowa znajoma Haz'a. A jeśli tak, to musi się zachowywać.
 - Dzień dobry - rzekł nieco nerwowym głosem, przywołując na twarz lekki uśmiech - nazywam się Hazard. Możesz... przepraszam, może nam Pani powiedzieć gdzie jesteśmy?

______________________

SSJ2 Full Power:
 
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Kwi 29, 2015 1:37 pm

Chłopak nie wierzył w siebie, podobnie jak cała masa ludzi, których spotkało nieszczęście, nie umiał się od tego zdystansować. Lecz ona wiedziała prawdę o nim, której sam nie dostrzegał, czytała głębiej. Być może uda jej się zadbać o niego, gdy już skończy się te piekło na Vegecie? Miała mu właśnie wyjaśnić jak dokonać dywersji w mieście, gdy nagle…
Jej nadwyrężona pierwszym razem bojowa telepatia, dała tylko lekkie przeczucie, że coś się dzieje, setną sekundy przed tym, jak porywacz wziął ich do… Do jej domu…
Rozejrzała się już na własnej planetce po własnych włościach. Jeden ze współlokatorów, właśnie wskoczył jej na ręce.
-Witaj Lady.- przywitał ją Spike, najsłodszy kociak w okolicy. Reszta żyła swoim życiem, gawędziły przy herbacie, łowiła ryby w rzece, dbała o trawnik, czemu do cholery żaden z nich nie interesował się gościem?
-Cześć Spike. Mogłeś mnie ostrzec, że odwiedziła nas pani Kaihoshin, upiekłabym więcej ciastek.- podrapała futrzaka i wysłała do spiżarni w nadziei, że coś tam zostało.
-Hazard, pozwól że ci przedstawię. To Lady Kira, jeden z najwyższych rangą bogów. Znajdujemy się na mojej ziemi, to moje własne miejsce, w którym przyjmuję uczniów i z którego nadzoruje to, co dzieje się w świecie żywych.- tak, to musiało zszokować małpiszona, jednak po śmierci coś jest! Wielka niespodzianka. –Jak zdążyłeś się domyśleć, jesteśmy w zaświatach. Ale to oczywiście tylko jedno z miliardów miejsc, które będziesz mógł zwiedzić gdy już kopniesz w kalendarz.- udzieliła wyjaśnień w miarę jak zbliżali się do stolika, przy którym nieznana jej bogini okazywała szczyt braku kultury.
-To dla mnie zaszczyt Lady Kiro.- ukłoniła się nisko, ale sama mimo pokory musiała pokazać swoją boskość i dumę. Jej aura znów dała o sobie znać, pokazując majestat przekazała do atmosfery całą swoją miłość i pokój. Szybko wyczarowała również obrus na stół i bukiet kwiatów, a również zastawę i dzban herbaty. –Niedługo powinny dojść również moje ciasteczka, musicie ich skosztować.- nie mogła spuścić z grzecznego tonu, ale przecież sama jest boginią. Jest też wiele rzeczy nagłych i na już, dlaczego więc ktoś z zaświatów tak podstępnie kradnie jej czas na działanie?
-Jak miewa się Najstarszy? Moje modlitwy towarzyszą wszystkim kaioshinom.- trzymała fason, pytając o dalekich krewnych, seniora jej rasy i nalewając każdemu do filiżanki herbatę. Aura troski była jak dar, który mogła przyjąć Kira. –Przyznam, że jestem zaskoczona twoją obecnością Lady, a jeszcze bardziej bezpośrednim sposobem traktowania przez twojego podwładnego…- rzuciła nutę niezadowolenia z powodu braku manier owego porwania. –Nie często mam gości, a tym bardziej tak zaszczytnych. Jeszcze mniej tych niezapowiedzianych, koty cenią sobie prywatność.- w tym czasie wrócił Spike z ciasteczkami. Na szczęście trochę zostało. Położyła je na stole i sama usiadła, pokazując Hazowi żeby zrobił to samo. –Są i one! Zapewniam, że nie kosztowaliście lepszych, smacznego.- z wielką dyplomacją wyraziła swoje oburzenie, łącząc to z byciem dobrą gospodynią, dumną siebie boginią i usposobieniem miłości. Tylko czego chce od niej Kira?
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1516
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Kwi 29, 2015 9:56 pm


Mężczyzna obrzucił przywiedzioną tutaj dwójkę dość nieprzyjemnym wzrokiem, po czym rozpłynął się w powietrzu. Gołym okiem było widać, że jego umiejętności wykraczają po za to co potrafiła Kaede i Hazard. A on był tylko posłańcem. Główny winowajca tej wycieczki i przerwania planów siedział za stolikiem i popijał własną herbatkę. A właściwie siedziała i popijała. Kiedy zaś wstała to cała zastawa zniknęła. Kaioshin wyglądała na spokojną, opanowaną i przyjazną osobę. Lecz trzeba było uważać. Bogowie tak samo jak demony zmiennymi są. Wystarczy jedna chwila, jedno złe słowo. I zamiast miłej osóbki, można mieć przeciwko sobie wściekłą furię. Tak to bywa. Jednak na razie Lady Kira patrzyła na przybyłą dwójkę przyjaznym wzrokiem. Może była nawet trochę ciekawa co też mogą sobą prezentować.
-Miło mi cię poznać Hazard. A co do Najstarszego to wszystko z nim w porządku. Ostatnio postanowił zacząć więcej ćwiczyć, gdyż chce mieć formę, lecz w tajemnicy wam powiem, że w dalszym ciągu podjada ciasteczka. – rzekła kobieta i puściła delikatne oczko do Kaede i Hazarda. Upiła łuk herbaty i pokiwała lekko głową z aprobatą. Dziewczyna jako gospodyni spisywała się celująco. Ciekawe jak będzie dalej. Kobieta obserwowała zachowanie młodej Kaio i jej znajomego, zaś na jej twarzy widniał pobłażliwy uśmiech. Młodość. Ma swoje prawa, lecz trzeba też pamiętać o obowiązkach.
- Cóż. Borg może nie jest duszą towarzystwa, lecz nigdy mnie jeszcze nie zawiódł. Od setek lat doskonale mi służy, więc mogę mu wybaczyć czasami brak ogłady. – powiedziała Kira, a jej oczy błysnęły delikatnie, kiedy Kaede mówiła o jej niezapowiedzianej wizycie, jakby było to coś złego. Może dla młódki, lecz nie dla niej.
- Dziękuję. – rzekła Kaioshin i ugryzła kawałek ciastka, żeby nie urazić gospodyni. Było całkiem niezłe, lecz bogini nie przepadała za słodyczami. Weźmie za to kilka dla Najstarszego i innych łakomczuchów.
- Nie powinnaś się dziwić, że inni bogowie cię obserwują. Jesteś młoda i potrzebujesz opieki. Po za tym ostatnimi czasy twoje zachowanie nas martwi. – powiedziała Lady Kira i odłożyła ciastko obok filiżanki z herbatą. – Słyszałam, że dość ambitnie mieszasz się w sprawy wewnętrzne Vegety zamiast zająć się przydzielonym ci Namek. Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? Dlaczego Kaio i opiekunka Namek chce wywołać bunt na obcej planecie?
Pytanie może i było zadane spokojnym tonem, lecz oboje, Kaede i Hazard mogli poczuć się dość krępująco pod uważnym wzrokiem ich gościa. Czyżby wieści się tak szybko rozchodziły?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Kwi 29, 2015 11:39 pm

Opieki? Fala bolesnych wspomnień przewinęła się przez jej głowę. Dotąd tylko jedna osoba darzyła ją opieką, stary poczciwy przyboczny, który oddał swoje życie, żeby mogła żyć w walce z demonem z biblioteki. Potem została wygnana z planety bogów i zmuszona do radzenia sobie samej. Mieszkanie u Enmy, robienie na posyłki i te głosy, które jak fala powracały do jej umysłu- modlitwy. Tysiące istnień, które nauczyła się kochać i słyszeć, które potrzebowały jej, ale ona… Zawsze była sama… Dopóki nie objawiła się jej mama wszystkich bogów i zamieszkała w jej sercu, ucząc nowego podejścia. Kaede spuściła wzrok, ukrywając go pod grzywką. Jej energia przekazała te wspomnienia w telepatycznej wizji do głowy Kiry.
-Opieki powiadasz?- parsknęła cicho. Całe dnie spędza na ratowaniu zrozpaczonych serc, dba o duszę, a co robią inni bogowie? –Nie wiem czy wiesz co to naprawdę znaczy Lady Kiro.- w międzyczasie zlokalizowała ślad energii Borga i posłała mu w zamian za jego pogardliwe spojrzenie duży zastrzyk miłości. Jak bardzo współczuła zagubionemu posłańcowi. Kolejny, który stracił swoje wewnętrzne światło…
-Robię to czego oczekuje Pradawna.- powoli podniosła wzrok, patrząc z miłością w oczy gościa. Musiała pokazać, że drzemie w niej ktoś jeszcze, że jest namaszczona przez mamę, tylko czy oni nie traktują tego jak legendę? Jej głos stał się słodszy i emanował dużo głębszym spokojem. –Lady Kiro, niech mrok nie zakryje twojej miłości, czyniąc cię krótkowzroczną. Jestem blisko moich podopiecznych, a nawet stałam się jedną z nich. Na to się narodziłam, aby kochać, obdarzać, inspirować. Jestem w każdej pasji, każdym wołaniu o więcej, oparciem w każdym smutku.- aura Kaede rozbłysła powyżej dotychczasowe możliwości, z każdym biciem serca wspierała ją mama. Niebo stało się złote od jej motyli, a świat jakby zamarł w chwili czystej miłości. –Uczucie wszystko wam wyjaśni. Nie możemy pozostać obojętni na los tylu miliardów istnień.- była w szoku, że jej rasa oskarża ją o coś więcej. –Prawda jest taka, że wcale się mocno nie angażuję. Nie jestem zapalnikiem niego innego, jak tylko serc tych, których kocham. Czerpią ze mnie jak ze źródła, stają się bohaterami, zaczynają wierzyć w siebie, w to że może być lepiej i że… Że będą szczęśliwi… Czy to tak dużo?- znów nie wytrzymała emocji i kilka łez spadło na stół. –Mi nikt nie pokazał tyle. Gdyby nie nasza mama, byłabym samotna przez ostatnie dwa lata przed moim awansem i właściwie przez całe moje życie. Dziś kochają mnie moi bracia na Namek, wraz z Guru moim nowym tatką. Mam przyjaciół na Ziemi i chcę też zainspirować kilku mieszkańców z Vegety. Ale nie spocznę, dopóki cały wszechświat nie doceni własnego potencjału. To uwolnione serca chcą zmian.- spojrzała przepraszająco na Hazarda. Dlaczego miał być w to wciągnięty? Bogowie naruszyli jego światopogląd, wolę, myślenie… -Hazard, czy jedne z pierwszych moich słów do ciebie, nie były pokrzepieniem i wiarą w twoje serce?- w jej drobnym ciele była zadziwiająca siła miłości. Wydawało się wręcz niesamowite, że ma moc ją unieść i każdym ruchem obdarowywać innych. Żadnej myśli skierowanej na siebie, jak pochodni, która zapala i wypala się, aby inni świecili.
-Walka nic nie załatwi Lady Kiro.- odpowiedziała spokojnie. –Wszyscy muszą uwierzyć, że zmiana w sercach może się udać. Zarówno saiyanie, jak i nameczanie, ludzie, changelingi… Niech uwierzą w siebie, a zbudują wspaniały świat. Krew otworzy tylko więcej krwi. Kropla po kropli, aż zaleje cały świat żywych. Źródłem lepszego jest uwolnienie ich serc, wykluczenie zła. Wykluczenie Zella…- posmutniała. –Próbowałam walczyć o jego serce, ale było za późno, ktoś zaniedbał to wcześniej… Nie stracimy kolejnej osoby.- łagodność i stanowczość młodej kaio. Siła jej serca, wzywająca do maksimum.
Powrót do góry Go down
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo


Liczba postów : 866
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Czw Kwi 30, 2015 11:09 am

Jedno wielkie HĘ!? Zaświaty? Bogowie? Gadające koty? Czy ten cały Borg nie walnął go przypadkiem w łeb i czy to wszystko nie jest po prostu snem? Jakoś ciężko było mu w to wszystko uwierzyć. Zszokowany rozglądał się wokoło, nie będąc w stanie wypowiedzieć słowa. Więc ta planetka należy do Kaede? Ile takich jeszcze znajduje się... tutaj? No bo gdzie oni tak właściwie są? Zaświaty, ale czy to niebo, piekło, czy jeszcze coś innego? Może jakieś miejsce przejściowe? Od tego wszystkiego zaczęła boleć go głowa. Usiadł naprzeciwko Lady Kiry i zwyczajnie przysłuchiwał się rozmowie dwóch kobiet, chociaż myśli nadal krążyły mu jak oszalałe, próbując ogarnąć to wszystko. Kira ograniczyła się do uprzejmego "miło mi Cię poznać", po czym całą uwagę poświęciła podopiecznej. Hazard dostrzegł, że chociaż cały czas miała na twarzy uśmiech, nie był on dla niego do końca szczery. Takie miał przynajmniej wrażenie. Z kolei Kaede okazała się mistrzynią dyplomacji. W jej słowach czaiło się coś w rodzaju rozżalenia, lecz doskonale udawało jej się to maskować. Kira pewnie również to wyczuła, w końcu stała na czele hierarchii Bogów. Haz'a ciekawiło w jakim kierunku pójdzie ta rozmowa, jednocześnie czuł się nieswojo. Równie dobrze mogłoby go tu nie być, nikt by nie zauważył. Kobiety koncentrowały się na sobie, jednak warto dodać, że pozwoliły mu przysłuchiwać się tej debacie. Okazało się, że Kaede jest opiekunką planety o nazwie Namek. Kojarzył to miejsce, w końcu przed dwoma laty miał udać się tam na misję, a obecnie przebywał tam Kurokara. Nadal miał nadzieję, że i on pewnego dnia uda się tam w podróż.

Nie bardzo wiedząc co począć, upił łyk herbaty i sięgnął po jedno z ciasteczek leżących na stole. Smakowało wybornie i najchętniej zjadłby wszystkie, lecz musiał zachowywać się przy gościu. Po chwili wziął jeszcze jedno, czego później żałował. Od dawna nic nie jadł i jego żołądek nie zadowolił się tak mizernym, jak na warunki Saiyan, posiłkiem i głośnym burczeniem zaczął domagać się więcej. Hazard próbował ukryć wydobywające się z jego brzucha dźwięki kaszleniem. W pewnym momencie padło jego imię, przez co wzdrygnął się i spojrzał na znajomą. 
 - Eee owszem, tak właśnie było - rzekł cicho - jestem pewien, że Kaede ma na względzie jedynie dobro wszelkich istnień we wszechświecie - dodał po chwili namysłu.
Boginka naprawdę emocjonalnie do tego podchodziła, czego dowodem były jej słowa, ale także kilka łez które pojawiły się na stoliku. Saiyan wpatrywał się w nią uważnie, Zdecydowanie była najciekawszą osobą jaką poznał w ostatnim czasie. Upił kolejny łyk herbaty i czekał, co dalej wyniknie z tej rozmowy, jednocześnie mając nadzieję, że znajdzie się tu dla niego jakieś zajęcie. Perspektywa kilku godzin spędzonych przy tym stoliku, nie była zachęcająca.

______________________

SSJ2 Full Power:
 
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1516
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Pią Maj 01, 2015 9:44 pm


Kobieta patrzyła na nich chłodnym wzrokiem. Nie żeby ich nie lubiła czy miała jakieś obiekcje do nich. Zwyczajnie była znużona. Przerabiała już to zbyt dużą ilość razy z młodymi. Zawsze myślą, że wiedzą o wiele więcej od starszych i zbawią świat. Jednak brutalna prawda zawsze wychodziła na wierzch. Prędzej lub później. Kira nie lubiła niszczyć tej młodzieńczej nadziei i zapału, lecz czasami nadchodził taki okres, że trzeba było powiedzieć stop. Dziewczyna była żarliwa, lecz jeszcze niedoświadczona. Im zajęło wieki to co teraz wiedzieli, a ona chciała zbawić świat już.
- Opieka to nie zawsze prowadzenie kogoś za rączkę. Jeśli w przyszłości, chcesz móc zmieniać życie istot zamieszkujących ten wszechświat, to musisz poznać jeszcze wiele aspektów. – rzekła Kaioshin i posłała dziewczynie delikatny uśmiech. Jednak Kaede miała swoje pomysły i teraz chciała przekonać Lady do swojej racji. Najwyższa pozwoliła jej na to. Niech się wyszumi. Niech powie co jej w sercu gra.
- Pradawna. Matka wszystkich Bogów. To mit dziewczyno. Może i twoja energia jest czysta, dobra i podnosi na duchu, lecz to nie jest zasługa Pradawnej. To tylko twoje umiejętności i twoja dobroć za tym stoją. Każdy z nas ma różne talenty. Twoimi są miłość i wiara w świat. Jednak musisz się nauczyć, że świat jest też zły i brutalny. – rzekła kobieta i zastukała paznokciami w blat stołu, jakby się niecierpliwiła. Teraz widziała, że to już zaszło za daleko i trzeba było przedsięwziąć odpowiednie kroki.
- Na pewno nie jesteś? Namawiasz ich do powstania. Każesz im przelewać bratnią krew. A bierzesz pod uwagę co się stanie jeśli ta „rebelia” się nie powiedzie? Czy weźmiesz na siebie odpowiedzialność za te wszystkie istnienia, które mogą zginąć i które prawdopodobnie zginą? Nie. Ja będę musiała to zrobić. Śmiertelnicy nie są zabawkami. Po to mają wolną wolę by o tym decydować. Nie zmusisz Saiyan do tego by byli delikatni jak Namekowie. Gdyby można było to byśmy nie mieli problemów z demonami.
Kira miała nadzieję, że przemówi dziewczynie do jej zdrowego rozsądku. Jednak jej wiara w mit o matce bogów był już głęboko w niej zakorzeniony. Trzeba było nad tym się zastanowić. Takie coś może być groźne. Będzie musiała pomówić z Najstarszym.
- Zostałaś wygnana za to co zrobiłaś, lecz zawsze cię obserwowaliśmy. Nigdy nie zostawiamy swoich. Chcieliśmy zobaczyć czy zrozumiesz swoje błędy. Gdybyśmy rzeczywiście cię nie kochali i nie szanowali to byś nie awansowała na kaio w tak młodym wieku. Nie wszystko jest takie jak się wydaje na pierwszy rzut oka. – rzekła Kaioshin i nawet podniosła lekko idealnie wyprofilowaną brew, kiedy dziewczyna wciągnęła w ich rozmowę tego śmiertelnika. Mieli tu posłańca z planety, na której ta dziewczyna chciała wywołać wojnę domową.
- Powiedz mi Hazard. Jeśli się ten wasz plan nie powiedzie to co zrobicie? Jak pokonacie falę wściekłych małp. Znam ich od wielu wieków. Wiem do czego mogą być zdolni. Są oni delikatni jak kwiaty. W jednej chwili spokojni, by w następnej spalić wszechświat. Borg może ci coś na ten temat powiedzieć. Dowodził w wojnie z Saiyańskim Imperium wiele wieków temu. Nie podołał, a ty masz wystarczająco dużo sił by wziąć na barki wszystkie pochłonięte przez nich istnienia? Dasz? – pytała Kira. Może była brutalna, lecz takie było życie. Widziała, że Kaede się angażuje, lecz za bardzo. Zrobiła rzeczy, których się nie powinno robić.
- Posłuchaj dziecko. Świat nigdy nie będzie idealny. Od zawsze jest w nim dobro i zło. I tak zapewne zostanie. Widziałam to wiele razy. Dlatego lepiej skup się na Namek, zamiast mącić im w głowach. W sumie dziwię się, że Hikaru się posłuchał. Myślałam, że ma więcej oleju w głowie. – powiedziała Lady. – Jakie jest twoje stanowisko Kaede?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sob Maj 02, 2015 12:22 pm

-Twoje argumenty bardzo łatwo wyprzeć.- Kaede znów okazała się oazą spokoju, choć zabolało ją, że jej rasa nie wierzy w Mamę… -Niby jak mam inaczej zadbać o los moich zielonych braci? Czy pokonam armię saiyan, którzy zaatakują Namek? Do czego twoim zdaniem doprowadzi takie wyjście? A może mam spakować ich wszystkich i szukać innego domu, do którego w końcu i tak dotrą żądni krwi ludzie Zella?- zrobiła przerwę, aby rozmówczyni mogła przemyśleć jej słowa. –A może mam dalej słuchać modlitw płynących z Vegety i zostawić ich w potrzebie? Patrzeć jak ich król robi sobie kolejne igrzyska i tępi ich godność? Jak wysyła kolejne wojska w cały wszechświat? Powiedz mi kto weźmie odpowiedzialność za tych którzy zginą przez ekspansję Zella na Vegecie przez jego mroczne plany, na Ziemi, na Namek, na innych planetach?- wpuściła do głowy Kiry i Hazarda to, co słyszy na temat Vegety ze wszystkich stron świata. –To nie ja wymyśliłam rebelię. To pragnienie ich wszystkich, a zwłaszcza pognębionych saiyan, którzy żyją w lęku, tyranii, każdego dnia myśląc, czy nie podpadną władcy, albo ktoś z ich rodzin. Każda rodzina ma kogoś, kto został podstępem zabity przez tego, który powinien strzec poddanych. To musi się stać, a teraz jest na to najwyższa pora, jeśli rebelia nie wybuchnie, będziemy mieli galaktyczną masakrę. Naprawdę możesz sobie na to pozwolić?- stanęła za plecami Hazarda i położyła mu rękę na ramieniu. –Co jest lepsze bogini? Życie w pogardzie do siebie, żalu na cały system, codzienny lęk, czy wstanie z kolan i walka o swoją wolność i bezpieczeństwo przyszłych pokoleń, a nawet całego świata? Zell jest złem, któremu musimy się postawić. Wejrzyj w serce tego wojownika, a zobaczysz wewnętrzny ogień i rządzę pomsty. To tacy dzielni i pełni honoru ludzie wymyślili rebelię, a ja jestem całym sercem z nimi. Gotowa umrzeć, żeby uchronić cały wszechświat przed czymś gorszym.
Sytuacja wydawała się napięta, ale szczerze to Kaede nie przejmowała się Kirą. Bardziej dotkliwe było to, że Hazardowi brakowało pożywienia. Współczuła mu tego uczucia, dla jego rasy głód to poważny problem.
-Hazard przepraszam, że to tylko ciastka, ale jeśli chcesz, to lodówka jest pełna w domku… Możesz wziąć na co masz ochotę…- zachęciła przepraszającym głosem.
-Matka nie jest żadnym mitem, uratowała mnie, gdy byłam blisko śmierci i trenowała w osobnym miejscu, z dala od wszystkich. Później walczyłam z demonami, którzy ją zapieczętowali, zanim zostałam kaio. To te zasługi zaowocowały awansem, więc jak możesz mówić, że to nieprawda? Albo ktoś na waszym szczeblu ma zupełnie inną politykę niż twoja…- w obronie mamy musiała być bardziej stanowcza.

OCC: Raz przeczytaj mój skipowy post, to załapiesz pełną sytuację.
Powrót do góry Go down
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo


Liczba postów : 866
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Nie Maj 03, 2015 8:06 pm

Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. To już nie była uprzejma wymiana zdań. Obie kobiety uparcie obstawały przy swoim i starały się dowieźć swojej racji. Tym razem to Kira postanowiła go wykorzystać. Hazard odrzekł bez zastanowienia.
 - Wie Pani, z takim nastawieniem to nigdy do rebelii by nie doszło. Wiemy że jesteśmy na straconej pozycji, ale trzeba wykonać jakiś ruch. Nawet jeśli będzie to wymagać pewnych poświęceń... Osobiście jestem w stanie oddać własne życie, byle pozbyć się Zell'a. Poza tym jest z nami Hikaru, ktoś taki jak on na pewno ma przygotowany plan na każdą ewentualność. Co ma być to będzie, musimy być dobrej myśli - zakończył optymistycznie.
Kaede zaproponowała mu, by skorzystał z jej lodówki. Z początku miał opory, lecz po paru minutach uległ. Kulturalnie przeprosił i udał się do środka. Po mieszkaniu kręciło się kilka kotów zajętych własnymi sprawami. Dość szybko zlokalizował kuchnię, a w niej słusznych rozmiarów lodówkę. Otworzył ją i zbadał zawartość. Była wypełniona po brzegi, jednak większość produktów widział po raz pierwszy w życiu. Jako że nie spotkał się do tej pory z jedzeniem, które by mu nie zasmakowało, zaczął pałaszować wszystko co trafiło w jego ręce. 
 - Tylko nie zeżryj wszystkiego.
Haz odwrócił głowę w kierunku z którego dochodził dość wysoki głos. Był to jeden z kotów zamieszkujący tą planetę, dość "puszysty". Saiyan przełknął to co miał akurat w ustach.
 - Spokojnie, zostawię coś dla Ciebie - odgryzł się z lekkim uśmieszkiem. 
W końcu zjadł tyle, by zaspokoić głód, co kosztowało lodówkę utratę 2/3 jej zawartości. Uznał, że Boginka będzie zadowolona z faktu, że w ogóle coś zostawił, w końcu kazała mu się częstować do woli. W czasie posiłku wpadł na pomysł, by poinformować kogoś o swoim obecnym położeniu. Padło na Mistika.
 - Yo Hikaru, tu Hazard. Jestem obecnie w zaświatach z Kaede i szczerze mówiąc nie wiem ile jeszcze mi tu zejdzie. Nie jestem zresztą pewien czy tutaj czas płynie tak samo jak u was. Mógłbyś skontaktować się ze mną, gdy już będziecie wybierać się do Zell'a? Muszę mu się odpłacić za pewne sprawy, więc pomogę Kuro w walce z nim. Okej to tyle, pozdrów wszystkich, do zobaczenia. 
Dawno już nie miał okazji posługiwać się telepatią, tym bardziej na taką odległość, więc musiał się mocno skoncentrować. Był jednak pewien że wiadomość dotarła do adresata. Tylko co teraz? Siedział w kolorowej kuchni, otoczony przez koty, a te dwie na zewnątrz pewnie nadal skaczą sobie do gardeł. Jakoś nie uśmiechało mu się ponowne uczestnictwo w tej rozmowie. Miał wielką ochotę spotkać się z tym całym Borgiem i podpytać go o parę rzeczy, a najchętniej wyzwać na pojedynek. Spróbował nawet wyczuć jego Ki, lecz okazało się to niemożliwe. Gość był pewnie dużo starszy od Hikaru, więc mógł znać sposób na całkowite ukrycie obecności. Ehh nic tu po nim. Wyszedł z powrotem na zewnątrz i zaczął spacerować wokół planety.

______________________

SSJ2 Full Power:
 
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1516
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Nie Maj 10, 2015 9:01 pm


- Musisz zacząć myśleć jak osoba odpowiedzialna za cały wszechświat. Jesteśmy wieczni, lecz to nie znaczy, że nie możemy polec w walce. Skąd wiesz, że nie zginiesz? Po za tym, czy przemyślałaś wszystkie konsekwencje swoich czynów? Wiesz co mogą zrobić Saiyanie kiedy stracą króla? – powiedziała Kira. Kaede może i miała dobre pobudki, lecz myślała w zbyt zawężonym zakresie. - Czasami trzeba by jedna rasa upadła kosztem drugiej. Tak było od wieków.
To była racja. Kaioshin żyła już wiele eonów lat i widziała wiele powstających imperiów, które upadały. Zell nie będzie żył wiecznie i ktoś w końcu zajmie jego stanowisko. Po za tym ingerowanie w tak delikatną strukturę może się skończyć jeszcze gorzej. Dlaczego zatem ta dziewczyna nie chciała tego dostrzec? Modlitwy, które Kaede przesłała Najwyższej zasmuciły ją, lecz równocześnie utwierdziły w przekonaniu, że trzeba ich zostawić samych sobie. Jak robili to od wieków. Saiyanie nie zagrażali zniszczeniu wszechświata. Już nie byli tą bezładną i niszczycielską siłą, której używali Tsufule, lub z którymi walczył jej podopieczny. Zmienili się i chcieli posiadać olbrzymie terytorium, z którego zamierzali czerpać zyski.
- Rozumiem o co ci chodzi i cieszę się, że tak rwiesz się do pomocy, lecz zrozum, że musimy dawać prymitywniejszym rasom możliwości do decydowania o swoim losie. Gdybyśmy chcieli niwelować każde zagrożenie, to zabralibyśmy im największy dar. Wolną wolę. Saiyanie słuchają rozkazów Zella ponieważ chcą walczyć i zdobywać. Taka jest ich natura i nie będą spokojnie siedzieć i uprawiać roli. Prędzej czy później rozniesie ich to od środka. – powiedziała Bogini, po czym zwróciła się w stronę Hazarda.
- Rozumiem. Z tego co widzę to udało ci się opanować jedną z przemian. Wiesz dlaczego? Ponieważ podczas walki musiałeś uaktywnić olbrzymie pokłady złości i energii. Chciałeś zabić. I teraz pomyśl co będą chcieli zrobić ludzie waszego króla, kiedy go zabijecie? Będą chcieli się zemścić przez co dojdzie do rozłamów i wojny domowej. Nadejdzie masakra wśród was. Czy jesteście gotowi stawić temu czoło? – rzekł Kira i spojrzała smutnym wzrokiem po ogoniastym i dziewczynie. Byli zbyt młodzi. Zbyt młodzi.
- Dziewczyno. Nie muszę się interesować każdy niebianinem bo nie starczyłoby mi czasu. Matka to mit, a nawet jeśli kiedyś istniała to odeszła. Byłaś samotna i wystraszona więc chciałaś znaleźć sobie opiekuna. Kogoś kto ci zawsze pomoże. Dlatego twoja podświadomość wykorzystała mit o matce bogów.
Kaioshin nie wiedziała już jak przemówić tej dziewczynie do rozumu. Chyba jedynym sposobem była możliwość, żeby poczuła na własnej skórze klęskę.
- Dobrze. Skoro dalej się upierasz przy swoim pomyśle to zezwalam ci na niego. Lecz wszystkie konsekwencje swoich czynów poniesiesz ty. Wszystkie. Jak przystało na kaio. Ponadto nie otrzymasz żadnej pomocy ze strony swoich współbraci. Jesteś w tym sama. – rzekła kobieta, a kiedy skończyła to od razu pojawił się za nią Borg. Najwidoczniej rozmówczyni młodej kaio wezwała telepatycznie swojego przyjaciela.
Borg:
 
- Zobaczymy się później moja droga. Żegnaj Hazardzie. Borg. Przypilnuj ich powrotu na Vegetę. – powiedziała Kaioshin, a następnie zniknęła. Mężczyzna popatrzył się chłodnym wzrokiem na dziewczynę, a potem na Saiyanina.
- Radzę nie próbować naruszać moich barier umysłu. Następnym razem może się to skończyć gorzej niż tylko zlekceważeniem. – powiedział po chwili białowłosy w stronę Kaede, co chyba znaczyło, że jej próba przekazania miłości spełzłą na niczym, Wojownik tymczasem oparł się o ścianę w oczekiwaniu na ruch dzieciaków. Zdecydowanie nisko upadł, z generała do niańki.

Occ:
Kaede masz zgodę na prowadzenie misji rebelii od Kiry. Ona znikła, lecz Borg został. Haz próbuj szczęścia Very Happy
Macie ode mnie po 20 pkt za fabułę. Krzyczcie o niej przy następnej sesji. Buzia Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 552
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Sro Maj 13, 2015 2:28 pm

Niczym rysowany wiatrem, na ustach i całej twarzy Kaede, znów pojawił się ciepły uśmiech. Miała jeszcze tyle wytłumaczyć starszej bogini, ale ta wyraźnie wolała uciąć rozmowę. Uczucie ulgi zagościło w sercu różowej, ufała, że wola Matki poprowadzi ją dalej przez wszystkie zagrożenia. Wiedziała, że robi dobrze, a jej czyny okażą się słuszne, serca uwolnią się z mroków i powstaną, aby cieszyć się życiem. To nieprawda, że saiyan pchał gniew, pchała ich miłość, to strach przed utratą najbliższych uwalniał pokłady mocy.
-Pokój z tobą Kiro.- pozdrowiła odchodzącą kobietę, a jej słowo stało się mocą i natychmiast cala masa pozytywnej energii rozleciała się do kaioshinki, która mogła dar przyjąć, bądź też odrzucić.
Przez chwilę trwała pogrążona w swoich myślach, analizując ze współczuciem przepływające pomiędzy światami dusze. Ich smutki, niespełnione ambicje, brak pogodzenia się z rzeczywistością… To wszystko będzie musiała załatać swoją miłością. Jednym oddechem z jej ust wyleciały złote motyle, dźwigając na skrzydłach dobro i nadzieję. Jej rasa zostawiła ja samą, już kolejny raz, mylili się pozwalając śmiertelnym na kształtowanie dowolne świata, a te wszystkie dusze, które odchodziły właśnie z wymiaru żywych dawały temu świadectwo. Zagubieni, egoistyczni, z brakiem szczęścia w sobie samych, brakiem sensu. Te stany bardzo udzielały się również mieszkańcom zaświatów, którzy zapomnieli o swoim przesłaniu, stając się jałowi jak ziemia Vegety.
Jeden z takich właśnie osobników znów przyszedł do niej w gości, kolejny raz ignorując maniery i boską etykietę.
-Twoje serce pozostanie wiecznie niespokojne Borg, o ile nie pokonasz sam siebie.- aura która cały czas towarzyszyła Kaede, przytuliła jego serce. –Mimo wszystkich twoich ran pilnuj się przed boginią, nikt nie pozwoli ci mnie skrzywdzić, więc twoje groźby są niczym.- ciepły i przepełniony miłością ton musiał zaskoczyć doświadczonego wojownika. –Niezależnie od tego co zrobisz, twoje próby są po prostu ucieczką za tym, za czym tęsknisz. Już dobrze, możesz uwolnić swoje wnętrze przyjacielu.- w jego ręku znalazła się jedna z osławionych paczek z ciastkami bogini, a ona sama uśmiechała się do niego z wiarą, że wybierze słuszną drogę. W jej osobie było coś nienaturalnego, duma bogini mieszała się z matczyną miłością i wielką wiarą w dobroć wszystkich serc. Jedno było pewne, sprawiała unikalne wrażenie w połączeniu z pokojem, który był naturalną częścią tego kawałka niebios.
-Pójdę już na Vegetę chłopcy.- atmosfera się poluźniła, Kaede wiedziała jak rozładować poczucie dyskomfortu u swoich rozmówców. –Hazard zdaje się, że chciałbyś trochę czasu poświecić Borgowi? Złapiesz mnie telepatią, jakbyś miał problemy z wydostaniem się stąd, ale myślę, że on chętnie ci pomoże.- pomachała im i zniknęła, realizując swoją misję na Vegecie. Czas zrobić większy zamęt…

ZT--> Ulice Vegety
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Planetka Kaede    Today at 11:54 pm

Powrót do góry Go down
 
Planetka Kaede
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Niebo-
Skocz do: