Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Koszary

on Wto Maj 29, 2012 11:52 pm
Koszary



W tym miejscu Lodowaci trenują do utraty tchu by pokonać swoich rodzimych braci i przejąć ich informacje dotyczące planety Namek oraz ich mieszkańców. Jęki, ból, krew wylewają się z tych murów drapiąc uszy przechodni. Czy jesteś gotowy przejść katusze i stać się krwawym żniwiarzem kosmosu?
Odpowiedz jest prosta...
avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Nie Mar 10, 2013 4:28 pm
Krazgel leciał już dłuższy czas bez celowo gdy nagle w oddali za pasem ciemnych chmur ujrzał nie znaną mu budowlę. Wysoki gmach niczym forteca prezentował się na tle okolicy. Gdy tylko zbliżył się na znaczną odległość dopiero zorientował się przed jak potężną budowlą stoi, jednak nie był to pałac króla. Słychać było niesamowite jęki, czyżby było to więzienie? Changeling spokojnie otaczał budynek w celu znalezienia wejścia gdy nagle ktoś go potrącił
Uważaj szczeniaku! Co ty tu robisz? Koszary to nie miejsce dla takich mizerniaków! wypad stąd!!!
Changeling już miał agresywnym gestem odpowiedzieć gdy nagle w jego umyśle zaczęło krążyć nazwa owej monstrualnej budowli.
Hmm... A więc to koszary... Muszę się tam dostać!
Myśli nabrały jasnej barwy, przed nim stał cel jaki w najbliższym czasie miał zamiar wypełnić.
Szybkim krokiem ruszył w stronę frontalnych drzwi, nikt nie pilnował ich od zewnątrz, czyżby byli tak pewni swojej fortecy? Changeling mocnym uderzeniem zapukał w drzwi. Mając zamiar dołączyć do wojska w którym stanie się elitarnym wojownikiem swojej rasy...
avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Koszary

on Wto Mar 12, 2013 7:59 pm
Przez dłuższa chwilę nic się nie działo. W końcu wrota się otworzyły i stanął w nich potężny Jaszczur. Spojrzał z politowaniem na Krazgel'a i rzekł:

- Kolejny, który myśli, że jak chce tu wejść to potrzebuje specjalnego pozwolenia... Nie wymoczku! Chcesz to właź i daj sobie spuścić łomot pierwszemu lepszemu cherlakowi.

Wyszedł na zewnątrz i już schodził na dół po schodach, gdy nagle z koszar wyszła grupka tutejszych, najwyraźniej biegnąć za tym gościem.

- Polin zaczekaj! Musisz Nam pomóc, pilny raport z laboratorium, potrzebujemy ludzi!

- Zapomnij, nigdzie nie idę. Ostatni raz jak tam byłem to zostałem obrzygany przez... nawet nie wiem przez co. Ale temu tutaj - wskazał palcem na Krazgela - najwyraźniej się nudzi, z chęcią Wam pomoże.

Uśmiechnął się złośliwie do młodego wojownika, po czym szybkim krokiem udał się w nieznanym kierunku.

- Za mną - rzekł krótko przywódca grupy.

OCC:
Wędrujesz tu --> http://dbng.forumpl.net/t74-laboratorium
Na razie wchodzisz i opisujesz ogólny wygląd pomieszczenia.

______________________


avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Sro Mar 13, 2013 5:00 pm
Krazgel spojrzał na ogromnego jaszczura, który nie chętnie i nie mile go powitał. Z zdziwieniem wysłuchał co ma do powiedzenia po czym ruszył do środka. Budowla sprawiała wrażenie bardziej potężnej niż z wynikało z obserwacji z zewnątrz. Było tu mnóstwo changelingów, nie którzy się przechadzali, inni ranni zmierzali ku punktowi leczniczemu jeszcze inny pełnili tutaj służbę. W ich oczach Krazgel był tylko małym, nie groźnym błaznem, który ledwo co opuścił rodzinne siedlisko. Mimo to był pełny zapału i nie zrażała go nienawiść jaką odczuwał, wręcz przeciwnie nakazywała mu się wzmocnić aby osiągnął niezwykłą moc i udowodnił, iż jest wart bycia jaszczurem. Nie mógł długo tak stać w miejscy i obserwować bo to zaczynało być podejrzane, miał zamiar rozpocząć trening został wskazany, po czym podbiegła grupka changów i kazała mu iść za nim, nie miał większego wyboru aby nie zostać od razu zabity musiał się zgodzić i ruszyć za nimi.


z/t Laboratorium
avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Wto Lut 04, 2014 1:21 pm
Posiłkując się zdobytymi informacjami przemierzał powoli tereny fortecy. Nigdzie się nie spieszył, wręcz przeciwnie, obserwował dokładnie otoczenie próbując z grubsza zapamiętać ułożenie budynków. Wiadomo, że nie uda mu się to za pierwszym razem, ale im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla niego. Wewnątrz murów otaczających bazę jego frakcji nie panował jakiś nadzwyczajny tłok. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że panowała wszechobecna pustka. Drogi, ulice, nawet przestrzeń powietrzna, wszystko jakby wymarło. Wyjaśnień zaistniałej sytuacji mogło być kilka. Najprawdopodobniej nie tak znów dużej liczbie Changeling'ów udało się uratować swoje odwłoki. Wcale by się nie zdziwił, gdyby te półgłówki w momencie nieuchronnej zagłady planety nadal walczyli między sobą - że niby patos, epicka walka na śmierć i życie do samego końca. Osobiście wolałby umrzeć w sposób naturalny, a nie spopielony przez eksplozję sięgającą setek milionów stopni Celsjusza. Jednakże to już indywidualna sprawa, dotycząca przede wszystkim rozmiaru mózgu i ilości szarych komórek. Inna, bardziej optymistyczna wersja mogła wiązać się z wysłaniem większości stacjonujących tutaj oddziałów na jakąś misję. Aktualnie nie posiadał odpowiednich zasobów informacyjnych, by z pewnością stwierdzić jedną z dwóch najwiarygodniejszych opcji. Po kilkudziesięciu minutach podróży dotarł wreszcie do całkiem sporego budynku, który swoim wyglądem przypominał fabrykę. Foku spojrzał na tabliczkę, która widniała obok. Napis głosił: "Koszary". Nie było więc mowy o pomyłce. Zwłaszcza, że lokalizacja którą otrzymał od strażnika głównej bramy pokrywała się z tym, co miał przed oczyma. Uchylił powoli drzwi i wszedł do środka. Czuł lekką tremę, aczkolwiek nie zamierzał niczego dać po sobie poznać. Zwyczajnie kwestia nowego miejsca, z którym nie jest się jeszcze zapoznanym. Brak pewności siebie i tyle. Swoją drogą dosyć nieuzasadniony. Teoretycznie przecież był wśród "swoich". Chociaż kto wie, co niektórym mięśniakom, którzy przedawkowali sterydy może trafić do głowy. Posnuł się wzdłuż korytarzy, by wreszcie odnaleźć jakąś salę przeznaczoną do treningów. Zawczasu ustawił sobie rząd tarcz strzelniczych. Tak, właśnie przymierzał się do solidnego treningu. Jak to mówią, w zdrowym ciele zdrowy duch. Zresztą, już dawno naukowcy udowodnili, że najlepiej gdy sprawny umysł idzie w parze ze sprawnym ciałem.

Trening:
Rozpoczął od rutynowych ćwiczeń na rozgrzewkę. Kilka kółek truchtem wokół pomieszczenia. Oddychał swobodnie. Odrywał się powoli od rzeczywistości, zostawiając za sobą zbędne myśli. Chciał skupić się przede wszystkim na utrzymaniu tempa. Ok, to był całkiem przyjemny spacerek. Teraz zaczął na poważnie. Włożył sobie na każdą z kończyn po niewielkim odważniku i kontynuował. Od tego momentu nie było już tak przyjemnie. Pierwsze krople zaczęły stopniowo pojawiać się na jego ciele. Od ćwiczeń wydolnościowych przeszedł do rozciągania. Kilka solidnych wymachów na boki, a także poziomo i pionowo. Następnie przysiady. Zaczął skromnie. Postanowił dobić do trzystu. Powoli uginał nogi, jednocześnie wyciągając ramiona naprzeciw siebie. Efekty swoich ćwiczeń czuł już przy sto pięćdziesiątym powtórzeniu. Nie zrażał się jednak, miarowo wypuszczał powietrze z płuc. Utkwił spojrzenie gdzieś w ścianie i zacisnął zęby koncentrując się jedynie na wykonywanej czynności. Gdy wreszcie dobrnął do końca odetchnął z ulgą. Miał w planach wykonać jeszcze pompki, lecz chwilowo był niedysponowany. Zdjął odważniki. Wykonał kilkanaście wymachów w celu rozluźnienia mięśni. Pot lał się z niego już całkiem solidnie. Teraz postanowił poćwiczyć celność swoich strzałów energetycznych. Skoncentrował energię w dłoni, wbijając spojrzenie w środek tarczy. Uspokoił nieco przyspieszony oddech. W momencie, gdy wypuszczał powietrze posłał pocisk wprost do celu. Niestety trafił raczej w zewnętrzną część. Przygryzł wargi nieco zirytowany. Przy takiej celności, to nawet kaczki nie ustrzeli. Ponawiał swoje starania do czasu, aż nie trafił przynajmniej w 1/3 odległości od środka tarczy. Szczęśliwie udało mu się to nie aż tak znowu późno, chociaż czuł już znaczny ubytek energii. Dlatego też postanowił wrócić do reszty zaplanowanych ćwiczeń.
avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Pon Lut 10, 2014 6:55 pm
Trening cz. 2:

Przez następne kilka godzin nie próżnował. Spocił się niemiłosiernie. To całe podróżowanie w kosmosie sprawiło, że zdziadział do reszty. Kompletnie wyszedł z formy. Dopiero dobra rozgrzewka i parę bardziej wymagających ćwiczeń pomogło mu złapać rytm. Od dawna nie czuł się tak dobrze - w sensie, oczywiście był zmęczony, jednak zarazem rozpierała go energia. Najprawdopodobniej rzadko spotykany w jego wypadku wyrzut adrenaliny działał cuda. Po kilkunastu seriach pompek i podciągnięć postanowił zrobić sobie krótką przerwę. Położył się w rogu sali, by się zdrzemnąć. Chciał zregenerować nieco swoje nadwątlone pokłady energii. Odpoczywał dobre kilka godzin. Zmógł go głęboki sen. Obudził się, gdy przez okno wpadały do pomieszczenia wpadały już pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. - Trochę mi się przysnęło. - pomyślał, spoglądając za okno. Nie chciał jednak jeszcze kończyć. Zastanawiał się nad czymś. Od dłuższego czasu był świadom swoich braków w umiejętnościach bojowych. Chciał nadrobić to, jak najszybciej. Stąd też ten trening. Jednak, dziwnym wydawał się fakt, - przynajmniej w odniesieniu do reszty przedstawicieli jego gatunku - iż nie posiadł jeszcze umiejętności latania. Cóż, do niedawna prowadził raczej osiadły tryb życia, zresztą, jakby nie patrzeć był w młodym wieku, nie pchał się na pierwszą linię frontu. Technika o której rozmyślał, to Bukujutsu. Wydawała się banalna, i taka też była. Po przeanalizowaniu tego, co dotychczas widział, to wystarczyło odpowiednio balansować swoją energią, by wznieść się w górę. Szkoda, że zazwyczaj wszystko, co wydaje się na pozór proste, w rzeczywistości już tak różowo nie wygląda. Jednakże, postanowił spróbować swoich sił. Staną na środku pomieszczenia w lekkim rozkroku. Wydawało mi się, że wie, jak powinien się do tego zabrać, nie wiedział jednak, jakie będą tego efekty. Wziął głęboki oddech. Następnie wraz z wypuszczanym powoli powietrzem zaczął rozprowadzać równomiernie Ki po całym swoim ciele. Znów wziął wdech, i powtórzył czynność. Wtem napiął wszystkie mięśnie i wyrzucił większą dawkę energii. Poczuł, jak całe jego ciało staje się jakby lżejsze. Palce changeling'a powoli odrywały się od ziemi. Całkiem ciekawe uczucie. Próbował ostrożnie wznieść się na kilkanaście centymetrów w górę, wciąż asekurując się swoim ogonem. Skupił się, wyobrażając sobie, iż przemieszcza się do przodu. Z początku jego całe ciało jedynie drgnęło. Potem nastąpiło gwałtowniejsze szarpnięcie. W tym momencie nieco się zawahał, nie chciał przyłożyć z impetem w ścianę. Po jakichś pięciu minutach powoli zaczął lewitować do przodu, by z czasem zacząć zmieniać kierunki. Wyciągnął ramie ku górze, a następnie wzniósł się aż do sufitu. Dotknął zakurzonej metalowej blachy dłonią. Spojrzał z góry na pomieszczenie. Musiał przyznać, że uczucie było niesamowite. Trudne do porównania z czymkolwiek innym. Powoli opadł na ziemię. Był z siebie zadowolony. Oczywiście, wiadomo, nie będzie mistrzem w tej dziedzinie już od momentu podjęcia pierwszych prób nauki, jednakże miał zamiar doskonalić tą umiejętność w każdej wolnej chwili. Ostatecznie znacznie przyspieszy to poruszanie się zarówno wewnątrz fortecy, jak i po powierzchni zielonej planety. Jego głównym celem było opanowanie Bukujutsu do poziomu, w którym będzie w stanie swobodnie się przemieszczać. Zastosowanie w walce, to już zupełnie inna para kaloszy.

Czując grunt pod stopami odetchnął z ulgą. Nie przywykł jeszcze do tego. I raczej sporo czasu minie, nim się to stanie. Dochodził zmierzch. Młodziak powoli zbierał się do zakończenia treningu, jednakże wciąż odczuwał mały niedosyt. Jego ambicja aż go zżerała. Miałby sobie za złe, jeżeli nie dałby z siebie wszystkiego. Zostało mu jeszcze nieco pokładów energii. Chciał spożytkować je w odpowiedni sposób. Kiedyś, jego znajomi urządzali sobie pojedynki. Jeden na jeden. Taki, jakby klub walki. On oczywiście patrzył na to z pobłażaniem, czytając jakąś książkę gdzieś w boku. Jednakże syn pewnego oficera użył dosyć ciekawej umiejętności, która zapadła mu w pamięć. Zapewne z tego powodu, że walcząc z jedną osobą powalił przy okazji pięć innych otaczających ich kołem. Potem tamten zaczął przechwalać się, co to za technika, że ojciec go nauczył, że teraz nikt go nie pokona. Szkoda, że jego masa mięśniowa wydawała się odwrotnie proporcjonalna do posiadanego IQ. W każdym razie, jako że Foku miał dobrą pamięć, to zdołał zapamiętać nazwę. Potem czytał, co nieco o niej. Gdy dowiedział się, że Kiaiho polega jedynie na nadzwyczajnie szybkim poruszeniu kończynami i uwolnieniu energii w celu odepchnięcia przeciwników, to jakoś nie wydawało mu się, by żywot jego kolegi, który pierwotnie mu ją pokazał, miał ulec dzięki niej znacznemu wydłużeniu.

Niemniej, technika wydawała się przydatna. Zwłaszcza w obliczu walki z grupką słabszych przeciwników. Postanowił ją opanować. Poustawiał wokoło siebie manekiny, w odległości około 2-3 metrów. Staną pośrodku. Znów zaczął od tej samej rutyny, co poprzednio. Wziął głęboki wdech i stopniowo wypuszczając powietrze przez nozdrza rozprowadzał energię po ciele. Następnie złożył ręce na piersiach. Stopniowo gromadził coraz większe pokłady Ki w ramionach, napinając mięśnie. Gdy był już gotów energicznie wyrzucił dłonie na zewnątrz. Efekt był raczej średnio zadowalający. Ruszyły się dwa z pięciu manekinów i to ledwo o kilka centymetrów. Najwyraźniej za słabo kondensował energię. Zbyt szybko rozpraszała się w momencie uwolnienia. Przede wszystkim starał się wyczuć odpowiednią ilość potrzebnego Ki. Jeśli uda mu się to ustalić, tylko kwestią czasu będzie dopracowanie szybkości wykonywania techniki. Zajęło mu to dłuższą chwilę, lecz ostatecznie przy około trzeciej próbie trzy kukły zostały gwałtownie odrzucone. Dwa z nich przyłożyły z impetem w ścianę, a jeden przewrócił się z łoskotem na ziemie.


Przykucnął na kolanie, ciężko dysząc. Naprawdę padał z nóg. To zdecydowanie był jego limit. Postanowił dać już sobie spokój i poszukać miejsca, w którym będzie mógł należycie zregenerować siły. Obraz nieco rozmazywał mu się przed oczyma. Chyba przedobrzył. Opierając się o ścianę wyszedł z pomieszczenia, zmierzając na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego, a przede wszystkim chłodnego, wieczornego powietrza. Czekała go jeszcze długa droga i wiele treningów, nim uda mu się umocnić swoje wpływy w nowym społeczeństwie. Miał tylko nadzieję, iż zbyt szybko nikt nie wysadzi tej planety w powietrze.

[zt]
avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Pon Wrz 14, 2015 1:12 pm
...Mandrax długo spacerował po pięknej fortecy, po drodze niestety kolejny raz mijał ludzi, przepychał się i unikał wszystkiego co torowało mu drogę, wybrał po chwili jednak mniejsze uliczki boczne, szybciej szło mu przeciskanie nimi niż głównym szlakiem, nie rozumiał skąd tu tyle ludzi. Zazwyczaj były to spokojnie drogi z małą ilością ludzi, tylko czasami kogoś mijał. Ciągle szedł w kierunku koszar z zamiarem treningu. Szedł dość zamyślony, podniósł dłonie wewnętrznymi stronami i pomyślał: *Taki słaby... Nic nie było tego warte.*. Zacisnął pięści jakby w rozpaczy po czym podniósł głowę w celu rozpoznania gdzie jest, średnio znał rozkład bazy, tylko tyle co przeglądał mapy u swojego przyjaciela.
*Warto by było, zapamiętać rozkład bazy lepiej* pomyślał po czym rozejrzał się dookoła, spostrzegł, że koszary są w lewo a nie w prawo tak jak on poszedł, więc cofnął się kilka metrów i obrał dobry kierunek drogi. Po krótkiej wręcz chwili znalazł się przy białych, rozsuwanych drzwi z napisem Kosz-ary wyrytych na dwóch połówkach drzwi. Przyłożył dłoń do odczytu linii papilarnych, który zaświecił się na zielono. Drzwi się rozjechały ukazując Mandraxowi ogromną przestrzeń do ćwiczeń. Było tutaj wszystko czego każdy potrzebował. Roboty pracowały zapewne nocą aby salę odbudowywać co dziennie. Sala mierzyła około 120 metrów długości i 100 metrów szerokości oraz ponad 60 metrów wysokości. Sala była podzielona na różne sektory oraz pola, sektory były przeznaczone dla grupy treningowej natomiast pola dla pojedynczych jednostek. Podszedł do panelu kontrolnego i ustawił grawitację na 17 [g] to o 2 więcej niż na bazie, o 2 więcej niż każdy changeling jest przystosowany. *To chyba będzie lepsze niż ciężarki* pomyślał szybko i ustawił się na polu ADR-13c położonym na szczęście z boku, na końcu.
*Zaczynamy zabawę!* - rozległo się w myślach.

______________________________________________________________________________

Trening:
Wchodząc na pole ADR-13c od razu zauważyłem różnicę w grawitacji, jednak nie była to jakaś ogromna różnica, może dla kogoś z połową moich jednostek? Nie wiedziałem, nie myślałem o tym. Zacząłem tradycyjnie od mojej rozgrzewki, jednak w tym celu opuściłem moje pole... Poszedłem biegać naokoło całej sali truchtem by się nie zmęczyć. Wiedziałem, że trucht jest podstawowym ćwiczeniem, i obojętnie do czego się przygotowujemy powinniśmy to opracować przede wszystkim bo to poprawia ogólną naszą kondycję poprzez przyzwyczajenie organizmu do przyjęcia większej dawki tlenu do płuc. Ruszyłem więc powoli przed siebie, gdy przebiegłem 1 okrążenie rzuciłem się na drugie, urozmaiciłem moją rozgrzewkę o dodatkowe ćwiczenia tzn. Lewą ręką zacząłem robić okrążenia wzdłuż tułowia z palcami wyprostowanymi, 5 razy, następnie prawą ręką zrobiłem to sami. Biegłem bokiem, przeplatając nogami tak, że raz zostawała prawa noga za tułowiem a raz lewa I tak około 20 metrów, następnie zacząłem machać oburącz rękami do przodu i do tyłu i tak 10 razy w każdą stronę, Końcowe 30 metrów zacząłem zmieniać tempo biegu, do sprintu aż do lekkiego poruszania się, do sprintu, do truchtu, do sprintu, do biegania, do truchtu, do sprintu i tak w kółko.
Zatrzymałem się, odetchnąłem 5 minut i wszedłem na pole grawitacyjne. Zacząłem kręcić głową to w lewą to w prawą stronę, potem kręciłem nadgarstkami w lewo i w prawo jednocześnie kręcąc w tę samą stronę raz prawą raz lewą stopą. Potem przyszedł czas na tułów który rozgrzałem kręcąc biodrami w dwie strony, wyprostowałem się, ułożyłem nogi w pewnej odległości od siebie i zacząłem się schylać do ziemi. Złożyłem nogi, złapałem za kolana rękoma i zacząłem nimi kręcić w lewo i w prawo jak najmocniej starając się zrobić przysiadu. Potem zacząłem podskakiwać jak najmocniej potrafię. Usiadłem na podłodze i starałem się jak najniżej zejść głową w dół tym samym całym torsem. Zmieniłem pozycję na pompki i wykonałem około 100 na rękach i 100 na jednej ręce, 10 na dwóch palcach. Poleżałem chwilę i zabrałem się za brzuszki, zrobiłem około 120. Wstałem, i poszedłem włączyć 1 manekina który wynurzył się z otwieranej podłogi, podszedłem do niego i zacząłem oddawać w doń proste uderzenia pięścią na wyprostowanej ręce, skakałem dookoła niego jako dodatkowe ćwiczenie, wyprowadzałem jak najpotężniejsze ciosy a nie jak najszybsze. Raz w lewy polik, raz w prawy, raz w lewy, raz w prawy, raz w lewy. Następnie skoczyłem i zrobiłem obrót w powietrzu aby trzasnąć go w szyję ogonem którym następnie owinąłem się dookoła szyi, i za pomocą ogona przyciągnąłem siebie do niego tak, że tuż przy nim się obróciłem i wyprowadziłem cios kolanem w głowę. Drugą nogą odepchnąłem się od torsu manekina, gdy wylądowałem na ziemi od razu podskoczyłem ponownie wyprowadzając potężne uderzenie w głowę a potem szybko jakby omijając go kopnąłem kolanem w brzuch, złapałem go za rękę i kark i wyprowadzałem kopnięcia kolanem w jego brzuch. Kopałem, kopałem i kopałem. Wreszcie uderzyłem łokciem w jego kark tak jakbym to zrobił z prawdziwym przeciwnikiem, nie chciałem się tylko zmęczyć ale nauczyć może nowych kombinacji? Kto wie. Wszystkie te skoki, podskoki świetnie wprowadzały mnie do nauki latania której chciałem się podjąć. Podszedłem do urządzenia, wyłączyłem grawitację w polu na 17[g] oraz zsunąłem manekina na dół...


OCC:
-Udałem się do koszar opisując drogę i kontynuując z lokacji Zamek Lodowatych.
-Trening fizyczny
-W następnym poście kończącym trening opiszę jak uczę się latać ;p


Ostatnio zmieniony przez Mandrax dnia Wto Wrz 15, 2015 11:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Gość
Gość

Re: Koszary

on Wto Wrz 15, 2015 11:55 pm
...Chłopak ochoczo zszedł z pola, wiedział, że odczuję dzisiejszy trening bardzo mocno jutrzejszego ranka. Trening trwał kilka godzin, zazwyczaj rozgrzewka trwa nie więcej niż godzinkę jednak tak jak obiecał Mandrax sobie w momencie gdy wrócił do bazy changelingów z własnej woli wybranego odejścia, będzie ćwiczył ostro! Na początek udał się na pobliską ławkę w celu zaspokojenia pragnienia, odkręcił blaszany pojemnik na płyn i wypił czerwono-krwistą substancje. Powoli czuł jak jego organizm odzyskuje stracone siły a pot jakby wracam do jego ciała, tam gdzie przybył. Niestety były to tylko jego wymysły, w rzeczywistości płyn powodował mniejsze zmęczenie mięśni a nie ciała. Mandrax zgniótł w ręce pojemnik i rzucił obok, po tylu godzinach w większej grawitacji teraz wydawało mu się, że jest leciutki jak piórko. Chociaż nigdy nie próbował latać, dużo podpatrzył od swojego kolegi i wiedział przynajmniej od czego zacząć. Ustawił się byle gdzie, popatrzył w górę.
*Uda się, uda się, dasz radę to zrobić. Wystarczy się skupić, myśl o tym, że latasz, przypomnij sobie początki. Nie panikuj! Nie panikuj!* - rozległo się w głowie Mandraxa który przypomniał sobie słowa przyjaciela "Jeśli spanikujesz, nie utrzymasz się". Nogi ułożył normalnie, to znaczy w odległości od siebie około 30cm, leciutko zgiął w kolanach aby w razie upadku spaść na stopy a nie się przewrócić, ogon był przygotowany aby zbalansować ciało. Ręce natomiast miał lekko zgięte w łokciach, na wysokości pośladków ale luźne, usunął całe napięcie w swoim ciele. Zamknął oczy i wypełnił się energią. *Powoli* pomyślał czując jak energia wypełnia jego stopy, nogi, tors, głowę oraz ręce. Uniósł powoli ręce tak aby wkrótce podnieść je na wysokość ramion, lekko zgiąć w łokciach, wyprostować na luzie palce. Skupił się teraz na tym aby energia która rozeszła się w jego ciele tymi swoimi tam "drogami" wypełniła caałe jego ciało ( O TAK: http://s5.ifotos.pl/img/energia-1_spsqeww.png)
*Większość robi to wszystko intuicyjnie, nie mogę się doczekać gdy nie będę musiał tak się skupiać nad tym całym procesem* przeszło przez myśl Madraxowi a po chwili poczuł jak jego ciało wypełnia energia,  malinowe wypuklenia wyszły na ciele changelinga oznajmiające wysiłek, pojawiła się lekko niebieska aura wokół a właściwie otoczka a energia przeszła przez ciało dalej, na zewnątrz emanując w dość dużej sile nawet chłopak nie świadomie uniósł się na chwilę lecz po chwili wszystko się uspokoiło, a energia wróciła do ciała jednak nie do swoich kanałów a nadal pozostawała wewnątrz ciała, wypełniając je ( O TAK: http://s2.ifotos.pl/img/ENERGIA2p_spsqewq.png). Teraz Mandrax czuł się jeszcze lepiej, ponieważ wyzwolił ze swojego ciała energię jaką miał i mógł przystąpić do oficjalnej części treningu. Zamknął oczy, uniósł ręce i kierował energią, rozkazał jej aby go uniosła. Nie starał się wzbić w powietrze. Starał się pomyśleć, że jego energia to stery za którymi zasiada. Uniósł się na 4 centymetry i niestety upadł. Po dwóch kolejnych, takich samych próbach zrezygnował. Poszedł do jadalni, zamówił sobie coś do jedzenia i z niewielką ochotą zjadł, był to jeden z tych, niezwykle rzadkich momentów gdy doskwierał mu głód. I wtem go coś olśniło, Gdy tak siedział i siedział nagle przeszła po nim pewna myśl.
*A gdyby tak, tę energię skierować na dół?* Wybiegł by chwilę później znaleźć się znowu na sali treningowej. Powtórzył cały proces koncentracji i gdy energia wróciła do jego ciała i się uspokoiła skupił ją w stopach, zrobił ten sam ruch co wcześniej, czyli wyparł energią i starał się by wychodziła tylko i wyłącznie dolną częścią ciała. *Udało się, uda...* i nim zdążył skończyć zdanie, upadł na ziemię z 4 metrów. *Jeszcze raz!* rozbiegło się w myślach. Jednak i ta próba spełzła na niczym. Lecz kolejna okazała się udaną imitacją latania, udało się nawet wykonać wolne uderzenie ręką i nogą. Niestety Mandrax tylko tyle zdołał wydusić ze swojego obolałego i zmęczonego ciała... To co zrobił przez ostatnie kilkanaście godzin i tak było imponujące, dość imponujące. Po powrocie do pokoju zasnął na wejściu.

Koniec treningu.

OCC:
Trening na technikę Bukujutsu
avatar
Vvien
Liczba postów : 1174
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Koszary

on Nie Kwi 24, 2016 5:20 pm
[Od/T: Port]

Przychodząca wiadomość zapikała, gdy jeszcze przebywała w porcie kosmicznym na planecie Namek. Treściwy przekaz jasno wskazywał, że miała się udać do koszar, lecz nie było to miejsce relaksu charakterystyczne dla słonecznych, a rodzaj lokacji przerobionej na szereg hal treningowych i mocno ograniczoną powierzchnią na strefę sypialną. Lodowatych zawsze było stać na więcej, cenili bardziej egoistyczne dążenie do siły, niżeli elegancje i wygodę z jaką podążali słoneczni. Przyjdzie się jej stawić przed kimś, kogo głos nie mogła w pełni rozpoznać. Jakby przekaz był niewyraźny, bądź w zmagazynowanych danych nastąpiła luka pamięci ze względu na małą wartość takowej informacji.

Póki czas wolny narastał, a nowe instrukcje nie przybywały. Postanowiła ten czas poświecić na chwile medytacji. Znalazła ustronne miejsce, gdzie mogła z przymrużeniem oka spoglądać na ciężko trenujących kadetach. Dokładnie analizowała ich ruchy oraz notorycznie popełniane błędy, sama regularnie owe błędy popełniała, ale pierwsze zahartowanie na froncie zlikwidowało te jakże niewygodne reakcje. Zamknięta już pośród własnego umysłu, analizowała ostatnie wydarzenia za owadziego konfliktu. W ogniu walki często nie jest się w stanie skupić na takich drobiazgach, jak przemyślenie najbardziej dogodnej ścieżki działań. Teraz miała chwile wytchnienia i okazje by na tym skupić swój umysł.

[Trening VI start]

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Vvien
Liczba postów : 1174
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Koszary

on Czw Maj 05, 2016 9:29 pm
Zagłębiając się w czeluście własnego umysłu wyruszyła w oszalałą podróż oprawioną w audio pełne krzyków umierających bytów. Zmechanizowane pola bitew łamały się pod druzgoczącą siłą wiązek ki tracąc swój naturalny kształt tak efektownie, jakby prawdziwa natura umierała w oczach wojowników. Wysoce zaawansowane technologiczne insekty nie przewidziały tak prostej kwestii, jak prawdziwych intencji zaproszonej przez nich, jaszczurzej nacji. Trzy eventy utrudniły i nadmiernie przedłużyły moment kulminacyjny zwycięstwa nad dwiema rasami zamieszkującymi cel ekspansji.

Florianie nie okazali się tak pomocni, jak to mogłoby się wydawać. Zrobili co prawda zamieszanie, ale jak wszystkie karty zostały rozdane do wglądu wszystkim graczom, tymczasowy sojusz zamienił się nowy, niepotrzebny konflikt. Przeklęte badyle w swojej humanoidalnej sylwetce zjednoczyły się z chitynową zgrają szlacheckiego, pospolitego ruszenia by razem się im przeciwstawić. Głupcy byli skazani na niepowodzenie, ale skutecznie odwlekli tak wcześniej planowane zwycięstwo.

Następny wątek dotyczył tajemniczego demona, ot przybysza który zainteresował się rozróbą sąsiedniej planety. Wyluzowany i szukający zwady w imię prostej uciechy zniszczenia. Jakże prymitywne potrafią być potrzeby demonów, skoro zwykła rozwałka kompletnie zadowalała ich rządzę. Będzie musiała w przyszłości przeprowadzić badania na kilku przedstawicielach tegoż niezmiernie zróżnicowanej sfery gatunkowej,

Ostatnią kwestią stanowiła postawa samego Lorda. Czy trzymanie za zakładników największe szychy tego świata faktycznie przyczyniło się do ułatwienia całego konfliktu? Odpowiedź była jakże prosta, iż z początku konfliktu było pewne pohamowanie na froncie w jakże małostkowej, owadziej brei. Jednakże, każdy dzień konfliktu bardzo szybko zaniżał tą przewagę, a zwykłe zwlekanie Lorda i nie podjęcie żadnych, większych działań ofensywnych stało się wyjątkowo nieefektowną formą podboju owej planety. Dlaczego nie przesłuchał zakładników, zdobył dostateczną ilość informacji i po prostu wszystkich zlikwidował by szybko dołączyć ze swoim elitarnym oddziałem na front? Nie wahałaby się zlikwidować potencjalne cele mając do dyspozycji wiedze, że trzymanie zakładników nie przyniesie już więcej korzyści...

...ocknęła się z medytacyjnego transu, gdyż oto chyba ktoś nadchodził, bądź może jeszcze mogło się o jej wydawać?


OCC: Zakończenie treningu VI.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Koszary

on Sro Maj 11, 2016 10:31 pm
Ciche kroki zdawały się nie naruszać podłoża pod trójpalczastymi stopami. Szelest peleryny poprzedził tylko pojawienie się w polu widzenia Vvien potężnego Jaszczura. Zieleń i morska barwa ciała kontrastowały z fioletowym pancerzem i karminową peleryną, nie zmienił się, nie zmienił ani odrobinę. Stanął przed nią, przyglądając się uważnie, z ramionami złożonymi na piersi. W lewym oku połyskiwało szkiełko, badając moc Cryonetty, próbując ocenić czy ona zmieniła przez ten czas...
Spoiler:
- Walczmy. Atakuj mnie.
Żadnego przywitania, zapoznania z tematem, wyjaśnień, ot, od razu wrzucenie w sytuacje bez słowa wprowadzenia. Trener nawet nie przybrał pozycji obronnej, tylko stał, czekając na jej ruch, w miejscu które dla Słonecznych powinno być niedostępne, a on... Kazał stawić się tu Vvien, co prawda nie wyzywając na pojedynek, ale każąc jej pokazać na co ją stać.

OOC
Trening, bez stat.
Trener tylko robi uniki, ewentualnie zablokuje Twój atak, nigdy nie uderza.

______________________


avatar
Vvien
Liczba postów : 1174
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Koszary

on Nie Maj 15, 2016 8:40 am
Napięcie narastało w oczekiwaniu na przybycie przełożonego, ale tym razem nie czuła motywacji, lecz niesmak zaistniałą sytuacją. Nacja lodowych była brutalna i bezpośrednia co może wywyższało ich na polu bitwy, ale i tutaj mogły się znaleźć nazbyt częste potknięcia degradujące wspaniałą rasę changellingów. Mroźna mrzonka nie koiła nerwów, lecz kłuła burze myśli, jak epoka lodowcowa planety Nafreezii...zapomnianej przez świat po tym, jak cywilizacja jej mieszkańców runęła pod taflą wolno przemieszczających się lodowców.

Rubinowe oczy rozwarły się na widok cicho przemykającego osobnika, już falująca peleryna o karminowej barwie zdradziła, cóż to za znajomą twarz miała spotkać. Ta sama poza, jak za pierwszego spotkania, pewnego siebie i wypełnionego brawurą wojownika co spoglądał na kadetów, jakby byli nameczańskimi żabami.

"Zmotywowałeś mnie do nauki, być może cząstka ciebie mnie zaintrygowała, a być może wystarczyło mnie ocucić z tego letargu nieczynności." skwitowała w myślach nie zdradzając chłodnym obliczem zaskoczenia tym ponownym spotkaniem. Komenda jasna, jak wszystkie nameczańskie słońca skupione na jednym punkcie. Z taką energią długie trawy zielonej planety naprędce by zaczęły płonąć. Tak też płonęła jej ambicja skopania tej parszywej gadzinie tyłka.

Odbiła się od metalowego podłoża nabierając pierwszego impetu, mimo jego postawy nie mogła wywnioskować jego luk w obronie. Czy taka gra pozorów faktycznie już zdradzała, że między nimi różnica jest najmniej kolosalna? Może to jednak był wyłącznie blef, stąd po drodze aktywowała swój scouter by zmierzyć jego poziom mocy. Niegdyś poruszałaby się wolno, niczym ropuch z wybałuszonymi gałami na myśl, że nie ma zbiornika wodnego w promieniu wielu kilometrów. Teraz zdecydowanie jej szybkość wzrosła kilkukrotnie. Nie tracąc tempa wymierzyła serie ciosów pięścią na górną połowę ciała oponenta. Seria uderzeń prostych w kierunku głowy oraz klatki piersiowej będąca zalążkiem ataku była jedynie pretekstem do uderzenia masywnym ogonem w prawy bok jaszczurzego przeciwnika. Mimo tak banalnych uderzeń, nie było w nich krztyny agresji, lecz pohamowanie i gotowość na ewentualny blok, czy też zmianę pozycji.

OCC:
-Badanie scouterem poziomu mocy przeciwnika.
-Potężny atak: siła + szybkość = 50 + 150 = 200 obrażeń.

Start trening VII

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Koszary

on Pon Maj 23, 2016 5:59 pm
Beznamiętnie, jak dobrze zaprogramo... To znaczy, dobrze wytrenowany wojownik, Trener obserwował uważnie poczynania Vvien. Zmarszczył brwi nieznacznie, ale ten drobny ruch mięśni twarzy pozostał niezauważony pod naporem ciosów Jaszczurki. Odsunął się nieco w tył, rozpływając w powietrzu pod serią ataków przeciwniczki, tak jakby go w ogóle nie dotyczyły. Ogon trafił w pustkę. Przez ułamek sekundy było cicho... Scouter nagle zapikał, wskazując miejsce za nią i oto stał tam Trener mierząc ją spojrzeniem poważnym i pozbawionym wyrazu, niby nic nie mówiąca maska. Peleryna zsuwała się swobodnie z jego ramion, żadne delikatne poruszenie materiału nie zdradzało jego ruchu. W lewym oku zamrugało szkiełko, a na zielonym urządzeniu Cryonetty pokazała się liczba 200 jednostek - o wiele za mało jak na kogoś jego poziomu.
- Dobrze, wyrobiłaś szybkość i potrafisz utrzymać balans. Dobry wojownik walczy nie bez strachu, ale bez gniewu. - chyba pierwsza pochwała pod adresem Vvien padła z jego ust. - Jednak dalej, to za mało.
Trener jedną dłonią dłonią dotknął sztucznego oka i jak na zawołanie, scouter Vvien zgasł. Następnie jednym ruchem wzbudził pył i kurz, który wzniósł się, ograniczając widoczność. Ledwie zasłona opadła, trzy identyczne sylwetki stały przed czerwonooką, przyglądając się jej poważnie. Każda w takiej samej pozycji, z ramionami na piersiach i zmrużonymi oczami.
- Załóżmy, że przeciwnik oszukuje Twoje zmysły. Tylko jeden jest prawdziwy. Spróbuj zaatakować. Czy jesteś w stanie domyślić się... Albo ślepym trafem, zgadnąć który?

OOC
Cios uniknięty
Scouter pokazywał 200 jednostek, chwilowo jest nieaktywny.

______________________


avatar
Vvien
Liczba postów : 1174
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Koszary

on Sob Wrz 03, 2016 2:32 pm
Rubinowy wzrok odruchowo za analizował informacje podane przez scouter. Jej cel znajdował się tuż za nią tak prędko, że nie dostrzegła nawet, iż napór jej ciosów trafiał jedynie w mgiełkę dawnej obecności nielubianego przełożonego.
"Nienaturalnie szybki, a to nawet nie warstwa dolna szczytu świata", zmrużyła oczy odwracając się ku unoszącej się w górze sylwetce przeciwnika. Stał bezczynnie i choć oko to rejestrowało, czuła, że brakowało tutaj jakiegoś czynnika kluczowego. Nie miała dość czasu do namysłu, gdyż oto nastąpił ruch przeciwnika. Scouter pod wpływem nieznanej energii zaczął szwankować, a następnie po zdestabilizowanym ekranie została tylko ekranowa pustka. Zdziwiła się, że urządzenie tak prędko uległo awarii, mimo, że spełniało swą funkcje należycie przez bardzo krótki okres czasu. Czyżby godny pogardy, lecz intrygujący przedstawiciel działu inżynieryjnego zaszydził z niej? Wątpiła w to, gdy zrozumiała, że jej przeciwnik najwyraźniej poddany był cybernetycznej operacji wszczepu oka.
"Cóż za niespodzianka...w walce można naprawdę wiele utracić" Całun kurzu i trzy sylwetki. Zagadka tegoż cyklu to...któryż jest prawdziwy?
-Są identyczni... - lodowato syknęła pamiętając, że scouter naliczył jedynie niespełna dwieście jednostek mocy bojowej. Być może nie zdążył wykalkulować prawdziwej mocy po tym, jak doszło do zakłóceń. Wywyższał się ponad innych, bo czy nie szydził z niej? Odczuwała, że przepaść między ich mocą jest kolosalna, bliżej nieokreślona, a co za tym idzie najgorsze...niemierzalna w obecnej sytuacji.
"Ślepy traf, a może..." zdała się na swój zmysł wzroku, prawy osobnik był stosunkowo wyżej usytuowany od reszty. Skoro prawdopodobnie uwielbiał spoglądać na niższych rangą wysoko z góry, odruchowo prawdziwy obiekt mógł unosić się z lekka ponad pozostałe fałszywe iluzje. Jedno zamaszyste uderzenie prawą pięścią, czy jednak sięgnęło celu?




OOC:
Atak podstawowy na prawy cel: 50 obr
Hej, odpisałam coś...wow.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Vvien
Liczba postów : 1174
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Koszary

on Sob Wrz 10, 2016 7:28 am
Iluzja rozpłynęła się, mogła puścić ki blasty w kierunku pozostałych celów, ale nie miało to już większego znaczenia. Cios ostrzegawczy trafił ją w plecy, nie był to silny cios, raczej dotyk zdradzający, że wystawiła się na potencjalny atak. Ten typ w karminowym płaszczu jednym spojrzeniem stwierdził, że nie miała pojęcia, jak radzić sobie w takiej sytuacji. Cryonetta jednak nie poddawała się, potrzeba rozwiązania tegoż problemu rozpalała jej determinacje.
"Atak kilku celów mógłby się udać, ale wtedy nie dowiem się tego, co pragnie mi przekazać ten gbur".
Zachwiała się, na nogach już stała spoglądając ukradkiem na pozornie spoczywającego w jednym punkcie trenera. Jego podział na klony tylko wskazał, że jak wcześniej ten z lewej tknął, tak tym razem nie wiadomo raz jeszcze, który uzmysłowi jej o dokonanym błędzie.
Okrążyły ją i niewzruszenie wpatrywały się w poczynania młodej jaszczurki. Klony przełożonego gotowe były zadać cios, gdyby zwyczajnie pragnęły to uczynić, lecz wstrzymywały się. Miała to być dla niej lekcja, a nie czysta i brutalna zabawa.
"Nie powinnam polegać na swoich zmysłach zapewne, już wiem, że wzrok oszukuje, ale na czym miałabym polegać? Poza materialną egzystencją jest wyłącznie to, co ukradkiem mi przekazywali przełożeni...energia ki. Czy da się ją wykryć bez scoutera? Jeśli tak, to obecnie wykracza poza moją wiedzę, jak to dokonać, ale...muszę polegać obecnie na tym, co posiadam."
Rubinowy wzrok gorączkowo przeczesał pomieszczenie, typowa sala treningowa, gra świateł również niczego nie zdradzała na pierwszy rzut oka.
Słuch wyłapywał typowe szmery ciężko pracujących nad sobą kadetów i co bardziej rozleniwionych przełożonych, których formą motywacji było naturalne wyszydzanie słabszych.
Walka trwała, rzuciła się na środkowy cel wymierzając prawy sierpowy, przyśpieszyła by zachować czujność i przygotować się na kontratak. Ten cykl mógł trwać i trwać. Przymknęła oczy próbując pozbierać wszystkie myśli oraz odetchnąć, jak klęczała na nogach.
Zrelaksowała się, przeciwnik na to jej pozwolił, bo jeszcze miał trochę czasu by skupić się na tak mało istotnym kadecie. Ruszyła tym razem z zamkniętymi oczami, oczyściła swój umysł z myślowego brudu i zdała się na to, czego z natury wolała unikać; polegania na swojej intuicji. Po prostu czuła w bezmyślności, że cel do którego zmierza jest tym właściwy i zamachnęła się ogonem, poczuła opór i dłoń zatrzymującą jej obuch. Otworzyła oczy na widok przełożonego, który zaszczycił ją drobnym uśmieszkiem. Może była jeszcze jakaś nadzieja, ale jak dla niego, miała predyspozycje i farta. Powinna już zdawać sobie sprawę z pokonywania takich przeszkód. Jaszczurka wątpiła by mogła urosnąć w szczeblach wojskowej kariery do czasu, kiedy bliżej nie przyjrzy się naturze ki wojownika.
"- Wystarczy." powtórzyła w myślach co trener do niej rzekł. Nie było czasu na odpoczynek, kazał jedynie za sobą podążać, tak też jaszczurka uczyniła.

koniec treningu VII

OOC: Ostatni post postaci.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Koszary

on Nie Lut 04, 2018 8:57 pm
[ Event - Smoczy Oddech - 1 # Stary Mistrz ]


Spoiler:




" Na nieszczęście Fridge trafił na Lodowego Kapitana... Jeszcze z przed zamachu... Zachował on życie, tylko dlatego że bardzo je sobie cenił... A teraz mógł bez przeszkód ukrywać się w tym miejscu, xenończycy dali mu spokój ale wciąż bacznie go obserwowali czy nie spiskuje... A jemu, nigdy nie przyszło by do głowy ryzykować... Wyręczał się swoim podwładnym, który zdawał się być najsilniejszym młodzikiem... "


Straż wprowadziła eskortowanego jaszczura do koszar, a Trener odwołał ich machnięciem ręki, zostając praktycznie sam na sam z nowo przybyłym. Był najwidoczniej podirytowany faktem, że ma przed sobą w istocie Xenończyka. Kogoś lepszego, którzy okrzyknęli się pierwotnymi changelingami. Nie zdawał sobie sprawy, że wojownik przed nim, naprawdę jest potomkiem Imperium ich sławnej Planety.


***

- Kim jesteś... Nie mamy o Tobie żadnych Danych... Dezerter ? Łowca Nagród ? ... Odpowiadaj na moje pytania... Nie mam zwyczaju czekać, znasz prawo... Mój stopień pozwala mi Cię zabić bez konsekwencji... - Mówił podniesionym tonem, który odkrywał jego impulsywną naturę.

Machnięciem ręki wytrącił głowę nameka z dłoni Fridge'a i zaśmiał się udowadniając, swoją bezkarność i pozycję. Zaraz obok stanął jego wierny przydupas, młodzik zapowiadający się na dobrego wojownika. Brak mu było niewątpliwie trzeźwości umysły, korzystał z tego że ma względy Mistrza i pozwalał sobie na dużo więcej wobec słabszych towarzyszy. Coliv miał na pieńku prawie z każdym pod sobą, to cud że jeszcze nikt nie zmówił się przeciwko niemu, odbierając mu życie pod przykryciem cienia. Najprawdopodobniej obawiano się gniewu, tutejszego Mistrza Ćwiczeń.


- Nie traćmy czasu Mistrz, nie chce gadać... Pozwól mi go Zabić i rzucić przed Twoje Oblicze... Zawsze chciałem Zabić któregoś z tych napuszonych, skurwieli... Xenończyk... Hah-hh -
wysyczał jak zwykle z irytującą barwą głosu.

Później splunął na ziemię i czekał z drwiącą miną na to co powie dowódca, z nadzieją że przychyli się do prośby a on będzie mógł zabić Fridge'a. Do momentu aż Drzwi Koszar zostały odblokowane...



***

Nikt poza kimś wyższym Rangą nie był wstanie otworzyć Koszar bez zezwolenia Mistrza Ćwiczeń. Postać ukazująca się w drzwiach, była zgarbiona ale poruszała się z gracją. Jeden z Trzech Gadów którzy byli już w pomieszczeniu mógł go bardzo szybko rozpoznać.

- Mistrzu Kaval... Co sprowadza Cię w nasze Progi... - zmienił ton, na bardziej posłuszny. - Jestem Pewien że masz o wiele więcej spraw niż odwiedziny nas prostych wojowników... Nadzorują przybycie tego tu Jaszczura...

Twarz starego Mistrza Ćwiczeń, była niewzruszona, dobrze wiedział że idiota przed nim stara się grać, choć wychodzi mu to nieudolnie. Już wiele razy w swojej historii starano się go oszukać, miał zbyt wiele doświadczenie aby nabrać się na tego rodzaju sztuczki. Podszedł jeszcze kawałek. Dawny Dowódca, Nadal pozostał chudy i żylasty, ale silniejszy niż za młodu. Jego wiedza i wyszkolenie były już legendarne.


- Ten Changeling nic wam się powie... To Książę Kłamstw... Wiem... bo sam go szkoliłem, znam wszystkich swoich podwładnych... Dość tego przedstawienia, rozejść się albo znajdę wam godniejsze zadanie... Chyba nie było was dziś na Polach Bitewnych... Zajmę się resztę procedur...


Odwołał dwójkę, jeszcze chwilę temu władczych jaszczurów, które teraz kuliły się przed Starcem. Dobrze wiedzieli że wiekowy Xenończyk mógłby sprawić im los o którym nawet nie śnili. Bezzwłocznie udali się w wyznaczone miejsce. Ale na pewno nie pozostanie to bez echa... Nie w tym miejscu...


***


- Znasz Zasady... Jeżeli przejrzę twoje kłamstwo, zginiesz w przeciągu chwili... Jak przeżyłeś i co tu robisz...


OCC: Pierwszy Twój Rozdział uważam za otwarty, spiskuj, baw się, Walcz, zajdź jak najdalej. Smile


______________________


avatar
Fridge
Liczba postów : 74
Data rejestracji : 28/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Koszary

on Nie Lut 04, 2018 10:14 pm
-Zadajecie strasznie skomplikowane pytania - burknął Fridge.
-Posłuchaj lepiej swojego kolegi, rodaku. Nie mam ochoty wywoływać tutaj bałaganu.
Uśmiechnął się kpiąco, zakładając ręce za siebie. Strażnicy zmiękli i wprowadzili go do środka. Po drodze, gdy podszedł do rzuconej wcześniej przez siebie głowy, podbił ją kopnięciem i złapał w lewą rękę. Wszedł do środka tuż za miernotami.

***

Pojawienie się jaszczura przy odprawie wywołało prawdziwe zamieszanie. Westchnął ciężko.
-No to tyle jeśli chodzi o nie wywoływanie bałaganu. - mruknął bardziej do siebie, niż do spanikowanych i zaskoczonych gadów. Skanowali go, klikali w te swoje monitory, nic to jednak nie dawało. Szukali w złym miejscu. Według danych z bazy, Fridge... Nie żył, a jeżeli coś nie żyje to zostaje usunięte z systemu. Przez cały ten czas siedział cicho, sprawiało mu wiele frajdy, oglądanie konsternacji na twarzach swoich pobratymców. W końcu jednak coś się zmieniło. Do konsoli podszedł masywny changeling, widocznie ktoś z wyższego szczebla. Obrzucił Lodówkę chłodnym spojrzeniem, w międzyczasie do pomieszczenia wpadło kilku xenońskich wojowników. Najpierw otoczyli go, a następnie wyższy rangą rzucił :
-Pójdziesz z Nami... Mamy zadanie, zabrać Cię do Koszar...
Nie było najmniejszego sensu wchodzić w dyskusje. Skinął jedynie głową i odparł z zachwytem.
-Domowa atmosfera. Prowadźcie panowie!

***

Wprowadzili go do koszar. Miejsce nie zmieniło się jakoś szczególnie. Wyłącznie jedna rzecz, a raczej osoba rzucała się w oczy. Nowy mistrz ćwiczeń. Najwyraźniej stary skurwiel wyciągnął kopyta, może to i lepiej, pomyślał w pierwszej kolejności jednak bardzo szybko zmienił zdanie. Ten był jeszcze większym świrem niż poprzedni. Wysłuchał pierwszych słów po czym opuścił wzrok. Po chwili uniósł głowę, a na jego twarzy zawitał jeden z najbardziej drwiących uśmiechów.
-Powiadają, że cierpliwość to cnota... Mistrzu.
Mistrz koszar jednym uderzeniem dłoni wytrącił głowę Lusca. Potoczyła się po podłodze wywołując charakterystyczny dźwięk.
-Oj oj oj. Atmosfera robi nam się nieco gęsta panowie. Luscu też jest na was wściekły. Nie macie ani cienia szacunku do zmarłego. - odparł z udawanym oburzeniem w głosie. Jaszczur bawił się genialnie.
Chwilę później do koszarowego mistrza przyłączył się jakiś przydupas. Zachowaniem i charakterem przypominał nieco Fridge'e... Mocno upośledzonego Fridge'a. Najwidoczniej jego najsilniejszą umiejętnością było kłapanie jęzorem.
Xenończyk wbił w niego swoje ślepia. Było to jedno z tych spojrzeń którego można było się przestraszyć.
-Jedyne co byłbyś wstanie zabić, to te wkurwiające owady, a i to nie przyszłoby Ci z łatwością. Wynoś się zanim Cię połamie i w kawałkach wyśle do cen...
Nie zdążył dokończyć. Drzwi od koszar zostały odblokowane. Tego co za chwilę się stanie... Nawet on się tego nie spodziewał...

***

Sam Kaval, w jego własnej starej osobie. Wywiązał się dialog między nim, a mistrzem koszar którego Fridge nie śmiał przerwać. Jednakże gdy staruch spłoszył dwójkę pawianów, Fioletowy machnął ogonem i rzucił na odchodne.
-Miło było poznać.
Gdy drzwi ponownie się zatrzasnęły, zmiennokształtny obrócił się i lekko ukłonił.
-No no no, tego się nie spodziewałem staruszku. Mistrz Kaval... Kopę lat. Nadałeś mi tytuł mistrza kłamstw... Czuje się zaszczycony.
Wyprostował się. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli będzie to zbyt długo przeciągał, staruszek najzwyczajniej w świecie go rozszarpie.
-Od czego by tu... Wasze, Twoje lub czyjekolwiek zlecenie zakończyło się sukcesem. Chociaż było blisko. Oj było blisko. Ostatecznie jednak oberwałem ki swordem prosto w bebechy.
Fridge nie kłamał, staruch mógł dostrzec paskudną bliznę na brzuchu świadczącą o tym, że został rozpłatany.
-Bałwan którego wysłaliście lub zrobił to ktoś z Twoich ziomali, sknocił jednak robotę. Nie dobił mnie a zostawił bym się wykrwawił. Zamiast tego popadłem w dziwny letarg. Obudziłem się. Kiedy? Nie wiem, nie wiem ile czasu upłynęło. Tak czy siak straciłem całą moc, techniki i wspomnienia. Błąkałem się po tej zasranej planecie próbując sobie wszystko przypomnieć. Ostatecznie zapadłem w ten sam letarg drugi raz. Kilka godzin temu zostałem z niego wyrwany. Obudziłem się w nameczańskiej wiosce, z ochłapami dawnej mocy, ale ze wszystkimi wspomnieniami. Wpadłem w furię i zrównałem ją z ziemią. Głowa tego śmiecia, to głowa ich wodza.- wskazał na pozostałości Luscu.
Fridge zrobił dłuższą pauzę. Jego oczy natrafiły na oczy Kavala.
-Po co wróciłem? By odzyskać utraconą potęgę i Xenońskie dziedzictwo, a skoro i Ty żyjesz... Pomóż mi odzyskać dawną moc... Mistrzu.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2240
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Koszary

on Nie Lut 04, 2018 11:37 pm

" Aura Dawnego Mistrza była niezachwiana... Przyjął Słowa jakie wypowiedział jego ostatni żyjący podwładny... Chwilę pomyślał i zaczął się zastanawiać, można by rzec, że był jednym z groźniejszych umysłów na Planecie... Oczywiście Fridge zdawał sobie z tego sprawę, zbyt dobrze znał starego Kavala... "



***


- Twoje Maniery... Dorównują Bezczelności... Jednak, to zadziwiające że wciąż żyjesz, do tego przynosisz mi głowę wodza wioski... Jak widzisz wiele się zmieniło. Nasz nowy przywódca zaprowadzi wkrótce porządek. Osobiście przygotowałem go do tego zadania, według naszych zasad jeszcze za czasów Planety. Przeszkodą do naszego ponownego panowania są Znani Ci już Saiyanie i Zieloni Tubylcy...


Starzec sięgnął pamięcią do sławnych czasów kiedy Kosmos stał przed nim otworem, a Rasa Zmiennokształtnych panowała niepodzielnie. Teraz jednak musieli ponownie podnieść się z Kolan. Zmiażdżyć wrogów i odebrać należyte miejsce w galaktyce.

- Chcesz odzyskać stracone Siły... To twój priorytet... Składasz prośbę Mistrzowi ale wedle rachunku nie uzupełniłeś szali... - Mistrz Rozłożył żylaste kończyny - Zasadą równej wymiany...


Kaval zaśmiał się jak to miał w zwyczaju, tym samym przypomniał zmiennokształtnemu jakie panowały zasady. Mistrz ponownie spojrzał na dawnego ucznia w chwilowym zamyśleniu.


- Jedność -
Oznajmił.

Zrobił krok i obszedł wokół Demona Mrozu, przyglądając się mu uważnie. Ocenił jego postawę, bacznie obserwował każdy najmniejszy szczegół. Mógł to robić godzinami ale nie miał na to aż tyle czasu.

- Już nabawiłeś się o kolejnych wrogów... Tamta dwójka wykończy Cię w Koszarach następnego Dnia... Jeżeli chcesz przeżyć, udasz się do Lochów, poniżej piętra więziennego, na pewno znajdziesz drogę... Wyślę z Tobą najgorszą miernotę która Cię tam odprowadzi jako więźnia, Zabijesz go i pozostaniesz tam do mojego przybycia... Jeśli nie ja, pojawi się mój zaufany Jaszczur... Wyjdziesz dopiero jak o własnych siłach przeżyjesz w tym miejscu...



Mistrz Kaval był zawsze poważny, słowa były prawdą, w tym stanie Jaszczur nie dożyłby następnego Dnia w tym miejscu. Część Lodowych z pewnością, widząc że jest osłabiony wykorzysta to i pozbędzie się rywala.

- Strażnik... Odeskortować Tego Jaszczura do Lochów, zostawić w celi... - Nadał przez Detektor.

- W Twojej sytuacji to i tak dużo zyskałeś...

______________________


avatar
Fridge
Liczba postów : 74
Data rejestracji : 28/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Koszary

on Wto Lut 06, 2018 10:47 pm
Staruszek Kaval był potężny i wiek nie zmącił jego umysłu. Dla tego też wszelkie próby oszustwa były skazane na porażkę. Ta stara gadzina czytała z istot żywych jak z otwartej księgi. Każdy o tym wiedział i każdy się go bał. Fridge również odczuwał lęk, jednak lata jakie spędził u boku tego okrutnego trenera sprawiły, że był wstanie ujarzmić swój własny strach. Mimo to ewidentnie odnosił się do Kavala z szacunkiem, chodź wielu mogło uznać jego zachowanie za bezczelne.
-A więc u lodowych doszło do rebelii. Los sprzyja mi bardziej niż jestem wstanie to pojąć.
Changeling siedział cicho jak mysz pod miotłą. Czekał aż Kaval skończy mówić. Tak zwyczajniej było bezpieczniej.
-Przyciąganie wrogów to moja specjalność. Skoro sądzisz, że tamte miernoty są wstanie mnie rozszarpać... Jestem bardziej żałosny niż podejrzewałem. No nic. Zdaje się na Twój osąd.
Położył ręce na kark, tak by jego strażnik mógł je widzieć i ruszył przodem.
-Dziękuje mistrzu Kaval. - drzwi zatrzasnęły się za nim.

_________

OOC: Do
Sponsored content

Re: Koszary

Powrót do góry
Similar topics
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito