Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Główny Reaktor Miasta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1795
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Główny Reaktor Miasta   Sro Lis 20, 2013 1:13 pm

Główny Reaktor miasta dostarcza energii do każdego budynku wewnątrz jego murów. Miasto centralne jest największym miastem na Vegecie, dlatego też reaktor musi być sporych rozmiarów.
Jego głównym elementem jest wielka kula w której cały czas produkuje energię dla całego miasta.


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas

avatar

Liczba postów : 529
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pią Lis 22, 2013 9:04 am

Miasto było coraz wyraźniejsze gdy nagle zobaczył co się działo tam skąd poleciał. W końcu umysł tsufula był połączony z umysłem króla. Jakby nie patrzeć był jego częścią. Wiedział, że ta srebrnowłosa małpa już za nim leci i był o wiele szybszy. Udało mu się i już miał oberwać seria ciosów, gdy zasłoniła go ta nowa demonica. Katsu uśmiechnął się i wystrzelił dalej mając nadzieję że ta zajmie go wystarczająco długo.
Frost leciał nad chmurami, aby nikt go nie zobaczył. Nie miał zamiaru się ujawniać póki nie będzie nad miastem. Samo metropolis nie było daleko, bo widział jego zarysy z miejsca w którym opuścił cała tą bandę. Połączony paraliż od niego oraz drugiego Katsu powinien trwać wystarczająco, ale musiał się śpieszyć.
Gdy uznał że musi być już nad miastem to zapikował w dół i rozejrzał się po otoczeniu szukając wzrokiem elektrowni bądź innego budynku który mógłby utrzymać reaktor. Mimo iż nie był technikiem to całe życie wychowywał się na planecie oraz w bazie pełnej technologii i miał solidne podstawy by wiedzieć, które rzeczy, za co odpowiadają. A Tsuful przejmując ciało przejmuje także wiedze takiej osoby.
Nie trudno było zlokalizować masywny budynek uboczu miasta z którego wychodziło tysiące małych kanalików wprost pod ulice a potem zapewne do wszystkich domów miasta. Tsuful oblizał się ohydnie i wystrzelił w stronę miasta. Miał zamiar zrobić to szybko zanim ktokolwiek się zorientuje i zdąży podnieść alarm.
Z rozpędu wpadł na teren elektrowni i chciał się przebić jednym atakiem przez dach. Wbił się w niego i został odepchnięty, a w miejscu które uderzył zobaczył delikatna falę energii.
- Bariera!.... To mnie nie zatrzyma. - wyciągnął ręce przed siebie i zaczął rzucać w jedno miejsce Ki blast za ki blastem.
Teraz już ochrona na pewno wiedziała o jego pojawieniu się. Nagle za changiem powiły się działka laserowe i zaczęły zmasowany ostrzał na jego pozycję.
- Miernoty... - syknął.
Na chwilę przerwał atak bariery i podleciał do jednej z wieżyczek i wyrwał ją po czym rzucił w drugą.  Następnie skumulował wielką kulę różowej energii w dłoniach i wystrzelił potężny promień prosto w kopułę reaktora.
Spoiler:
 
Ze środka zaczęli wybiegać uzbrojeni ludzie ale było już za późno. Energia zaczęła przełamywać wąską linię obrony pod postacią Bariery, aż w końcu zniszczyła ją całkowicie.
- Bum.. - mruknął z uśmieszkiem.
Nagle ziemia zaczęła się trząść, po chwili nastąpiła eksplozja. Nie był to niewielki płomień, ponieważ atak changa uszkodził rdzeń reaktora który dostarczał energie do całego miasta. Była to energia podobna do jądrowej. Uwolniona energia była tak wielka że odepchnęła Tsufula w górę jak pocisk, a w poziomie pochłaniała domy oraz ludzi z zastraszającym tempie.
Katsu z ohydnym uśmieszkiem maniaka patrzył w górze jak największe miasto małp pochłania energia i ogień, a ziemia trzęsie się tak bardzo jakby miała się rozdzielić na kilka części.
Po kilku minutach wszystko się uspokoiło, a połowy miasta po prostu nie było, zniszczona w wielkim kraterze wybuchu. Druga jeszcze stała, ale też nie uniknęła zniszczeń, lecz mało prawdopodobne by ktoś tam ucierpiał. Nie było oczywiście żadnej elektryczności i nic nie działało.
- Oho... wybuch był za mały... - następnie zaśmiał się opętańczo. - Trzeba dokończyć robotę.
Spoiler:
 
OOC:
Zniszczenie  miasta centralnego
Trening start
Powrót do góry Go down
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Sob Lis 23, 2013 5:55 pm

Los ma poczucie humoru. Lubi zaskakiwać zwrotami akcji, zasadzkami czy najpodlejszymi głupstwami. Zobaczyła go szybciej, ale ani myślała zmienić tor lotu. Nie zareagowała gdy mijał ją Hazard, chociaż w duchu sobie powtarzała, że zobaczymy kto kogo jeszcze pokona. Zobaczymy… Tak. Wnętrzności skręciły się dziewczynie ze strachu i gniewu, ale miała swój cel. Zwłaszcza, że z Królem Tsufuli nie miałaby żadnych szans.
Przyśpieszyła.
Vivian znała drogę do Miasta Północnego. Była tam kiedyś z bratem. Pamiętała mniej-więcej jak ono wygląda, masa budynków, ulic i pełno małp przemieszczających się we wszystkie strony. Gwar miasta drążył jej bębenki, a spory budynek zasilający tę całą pajęczynę aglomeracyjną górował ponad wszystkim
- Ni-nie. – Jęknęła kadetka zbliżając się, a zielonym oczom ukazał się straszny widok.
Zwolniła odrobinę, lustrując bacznie zgliszcza pod sobą. Środkowa część miasta była zniszczona. Ponad 50 procent powierzchni zostało zmiecione, zostawiając tylko wielki, ciemny krater wypalonej ziemi. Na granicy leżały porozrzucane budynki, spalone i zburzone. Miejsca z Generatorem też nie było i wątpiła, by to była zwykła awaria. Siła wybuchu musiała zmieść je taki kawał. Mogła mieć tylko nadzieję, że stało się to tak szybko, że ofiary nie poczuły bólu, a w każdym razie nie cierpiały długo.
Przeczucia Ósemki głównie dotyczyły rzeczy złych. Podczas ostatniej walki i treningu kilka razy coś ją tknęło. Musiała być jednak za daleko, by dostrzec, czy odczuć skutki eksplozji. Ziemia nie parowała, powietrze nie było przesycone żarem, więc trochę czasu musiało minąć od wybuchu. A i tak obwiniała się o to, że gdyby się pośpieszyła, może udałoby się coś zrobić.
Znaleźć Changa. Pokonać go i zabić Tsufula.
Proste. Lecąc rozglądała się na boki, po czym wzleciała jeszcze wyżej, aż kątem oka ujrzała sylwetkę. Changeling na pierwszy rzut oka, czerwono-szare ciało ogromne i napakowane mięśniami. Ajć. Był dwukrotnie większy od niej! Dodatkowo silniejszy przez pasożyta. Nie potrafiła ocenić jego siły, ale pamiętała, że przez chwilę widziała go na placu przed Akademią.
Nie zamierzała się bawić w podchody. Wiedziała, że musiał ją widzieć. Ósemka podleciała do zarażonego i zatrzymała się na odpowiedniej odległości – nie za blisko i nie za daleko, tak by mieć go na oku i móc w razie czego zareagować. Miał białe oczy. Nie był niewidomy, ale biel porażała miała w sobie coś porażającego. Przywodziła na myśl złe spojrzenie przetransformowanego Hazarda. Od razu wiedziała z kim ma do czynienia, a nawet jeśli nie byłaby pewna, to w końcu ile Changów chodziło beztrosko po Vegecie?
Wysoko ponad miastem, naprzeciwko wroga tkwił szesnastoletni dziewczyna w przetartym i okurzonym stroju kadeta. Wysoka, nie wyróżniająca się z tłumu blondynka, nie imponująca masą mięśniową ani aparycją. Przyciągała oko złota aura, rozczochrane włosy i jasnozielone, płonące spojrzenie. No i miecz, nieproporcjonalnie wielki co do osoby która go trzymała.
- Tu mieszkali ludzie… Mężczyźni, kobiety i dzieci. Nie wszyscy byli wojownikami, nie zagrażali Ci. – Słowa padały wolno z zaciśniętych warg. – Masz żal i jesteś pełen nienawiści do Saiyanów. Trochę jak ja. Wybili twoich bliskich i towarzyszy, ograbili z technologii, skazali na śmierć. Masz prawo być wściekły, czuć pogardę dla ich pierwotnych instynktów. Czy to coś zmieni, jeśli powiem, że jest mi za przodków wstyd? Wątpię. To co oni zrobili jest niewłaściwe pod wieloma względami.
Zamilkła. Aura stężała wokół ciała Ósemki po czym wybuchła z ogromną siłą.
- Więc dlaczego zniżasz się do tego samego poziomu?! – Krzyknęła, zaciskając pięści.
Powstrzymała wybuch wściekłości, ale złość w jej spojrzeniu był jawna i nieskrywana. Chciała powstrzymać wroga, by uniemożliwić mu jego cel – mordowanie. Zrobi wszystko co w jej mocy… A jeśli to nie wystarczy, piekło zyska kolejnego szaleńca.
- Bardzo łatwo jest nienawidzić. Łatwo jest wkurwiać się na wrogów, zatruwać sobie tym życie, uczynić zemstę jedynym powodem egzystencji. I kim do cholery jestem ja, by Ci prawić dyrdymały? Ja nie potrafię poradzić sobie sama ze sobą. Skrzywdzili Cię dawno temu. Mało kto tutaj pamięta o tym zdarzeniu – chcesz powtórzyć bieg historii. Chcesz by cierpieli, krwawili i płakali. Osobiście byłabym za tym samym, chociaż staram się wybaczać wrogom. Wiem, że to górnolotne, ckliwe monologi, ale nie chcę nikogo nienawidzić, by nie stać się takim jak on. – Vivian położyła drugą dłoń na rękojeści miecza i ustawiła gardę, celując ostrzem w przeciwnika. – Nie robię tego z zemsty. Nie mi decydować co jest właściwe a co nie, ale wybijanie cywili na pewno nie zapisze się pod kategorią rzeczy, które zaprowadzą Cię do nieba.
Palce zacisnęły się na kawałku metalu. Dłonie zakute w czarne, splamione krwią rękawiczki bez palców. Vivian zacisnęła zęby.
- To nie wina Changa, że go opanowałeś. Mam Ci za złe wiele rzeczy, ale wywlekanie teraz prywatnych uprzedzeń byłoby przejawem egoizmu. Zamierzam Cię pokonać, nie tylko dlatego, że Cię nienawidzę czy pragnę ujrzeć jak giniesz, ale dlatego, że tak trzeba. – Wyładowania serią łańcuchową skakały po aurze Vivian. Otworzyła szerzej oczy. – To raczej poczucie obowiązku i przyzwoitości. Zapraszam do tańca.
Rzuciła się do przodu.
Wyskoczyła w powietrzę opadając na przeciwnika. Miecz miała za plecami, silnym zamachem zatoczyła nim łuk i uderzyła z góry Changeling’a. Jeśli będzie mieć trochę szczęścia powinna zadać mu poważną ranę. Naparła silniej, mając nadzieję, że osiągnie spodziewany skutek. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce, okaże się za kilka sekund.

OOC ---> Zaczynamy taniec Kokoko
~Full Power On~
Xanas
Cios silny ---> 1260
Ja
SSJ ---> 75
Powrót do góry Go down
Xanas

avatar

Liczba postów : 529
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Sob Lis 23, 2013 7:14 pm

Katsu przez chwilę napawał się swoim skromnym zwycięstwem. Wiedział że minie dużo czasu zanim kogoś przyślą, wszak padła cała komunikacja i wszystkie urządzenia w mieście. Najlepsze było to że tysiące, lub miliony małp straciły życie w tym wybuchu. Mimo wszystko oblizał się i rozejrzał czy nie ma przypadkiem jakichś niedobitków, lecz krater był pusto. Strzyknął głową i postanowił polecieć w stronę części która nie została uszkodzona wybuchem, by zabijać dalej.
W pewnym momencie przez głowę przeszedł mi obraz kobiety lecącej w jego kierunku i mijającą się z głównym Katsu. Wspólna świadomość miała swoje plusy.
Dziewczyna leciała w jego stronę, stronę miasta. Może chciała zobaczyć co wynikło ze zniszczeń lub może coś w tym było i te małpy potrafiły wykrywać kogoś po "aurze" którą on uznawał za pic na wodę.
Mimo wszystko spojrzał w kierunku z którego powinna nadlecieć dziewczyna i zdziwił się wielce widząc że ta się pojawiła i leciała wprost na niego.
- Czyli jednak umiecie mnie wykryć?..... - mruknął pod nosem, ale obserwował ją uważnie.
Miała tą samą aurę która spowijała chłopaka który mu przywalił zanim uciekli z placu. Tamten cios nie był niczym niezwykłym, ponieważ sam uderzał podobnie.
Ciekaw był jednak jak te złote włosy wpływają na kobiety sayian. Mimo wszystko była nawet ładna, ale nie zaprzątało to długo głowy tsufula. Małpa to małpa, więc musi zostać zabita i upokorzona na wszystkie strony.
Nie ruszył się z miejsca kiedy ta podlatywała. Widział ją dokładnie i mógł zareagować w razie konieczności. Ogon Changelinga zwijał się i machał z podniecenia na lewo i prawo mimowolnie i podświadomie.
Gdy podleciała przyjrzał się jej uważniej. Nosiłą ten sam mundurek co ci których zabił na placu, a zatem musiała być kadetką. Zlustrował ją dokładnie, a zatrzymał się na mieczy który trzymała. Był dla niej za duży, ale zapewne potrafiła nim władać. Nie przyniosłaby tu czegoś czym nie potrafi się posługiwać prawda?
Wysłuchał jej monologu, ale ten nie zrobił na nim wrażenia. Co oni wiedzieli... Wstyd? Po fakcie piękne słówka nie wystarczą by ukoić ból w sercu Tsufula. Zabijanie ich był jak balsam na tę ranę, a ta się nie zagoi póki wszyscy z jej rasy nie zginą w cierpieniach tak jak i przepadła jego rasa.
- Nie obchodzi mnie niebo piękna małpko, obchodzi mnie tu i teraz! Mówisz jakbyś mnie rozumiała, a tak naprawdę nie wiesz nic! Moja żona, moje dzieci, moi przyjaciele, moja przyszłość zniknęła razem z waszym czynem. Oni też wam niczym nie zawinili, a jednak stało się! trzeba być gotowym ponieść konsekwencje a ja.... ja nie mam nic do stracenia, ponieważ wy odebraliście mi już wszystko! - krzyknął na chwilę dając się ponieść złości jednak po chwili uspokoił się i uśmiechnął.
- Teraz ja wam odbiorę wszystko co sobie cenicie. Oko za oko, ząb za ząb. To będzie wasza kara. Uważasz że możesz mnie pokonać? Proszę bardzo, spróbuj. Przyjmuję ten taniec.... śmierci!
Następnie chciał się rzucić na dziewczynę, ale ona była szybsza. Zaatakowała go szybkim cięciem miecza który był o wiele za duży dla niej.
Tsuful instynktownie się zasłonił, a pancerz Changelinga który miał na rękach w niektórych miejscach wytrzymał uderzenie, chociaż mrowienie przeszło mu po ciele. Tyle czystej siły.
- Nie lekceważ mnie słonko. - syknął i złapał ją za nadgarstek jedną ręką, a drugą zaczął ładować KI. - Punishig Blaster... nazwa ma coś w sobie prawda?
W jego ręce pojawiła się duża kula różowej KI i wystrzeliła w trzymaną blondynkę tak by nie mogła uciec puszczając ją w momencie uderzenia by odleciała daleko po czym pognał za nią jeśli się udało.
OOC:

z/t x2 ulice
Blok
Punishing blaster = 1706 obr. - 2217 ki
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pon Gru 02, 2013 2:44 pm

[Ze Skalnego Lasu]

To co zobaczył po niedługim locie... zmroziło mu krew w żyłach. Ostrożnie lewitując nad dymiącymi się zgliszczami widział setki, może miliony ciał wojowników i cywili, którzy nie przetrwali szarży Xanasa zarażonego Tsufulem. Swąd posoki, trupy, czysta śmierć w dewastującej formie. Już wiedział jak mogła czuć się June i Reito widząc jego zniszczenia w West City. Zacisnął pięści i zęby, żeby skoncentrować się na pozostałych, zaledwie garstce ocalałych osób, które zaklinowały się w poszczególnych partiach zwalonych budynków. Miał na to siły i motywację, dlatego nie kwapił się dłużej z poszukiwaniami i gdy kogoś namierzał owijał gumową ręką konstrukcję i podnosił, żeby drugą sięgać po prawie nieboszczyków. Procedurę tę powtórzył tylko kilkanaście razy - niestety więcej osób nie uratował. Dosłownie tyle ile ma palców u rąk i nóg. A nie, dwadzieścia dwie osoby... nie policzył dwójki dzieci, która już przyodziana była w kadeckie mundurki, być może wzorowane na te, które w przyszłości mogły nosić w akademii wojowników.
Ułożył ocalałych w jednym rzędzie tak, aby nie cierpieli jeszcze bardziej od odniesionych ran i rozłożył nad nimi dłonie, z których uwolnił energię życiową. Czarne motyle zgromadziły się nad poszkodowanymi i wniknęły przez rany i skórę do wnętrza organizmów. Każdej z ocalałych osób przekazał tyle mocy, by mogły swobodnie oddychać, a najgorsze rany nie doskwierały tak bardzo. To demona kosztowało bardzo wiele wysiłku, toteż prawie bezsilny runął z dwumetrowego pułapu i legł na lewym boku z utrudnionym oddechem. Nie przypuszczał, że tak mało potrafił z siebie wykrzesać, ale trzeba pamiętać, iż Ki wcale nie była przedłużnikiem życia, tylko siły witalne, których młodzieniec nie posiadał w takim nadmiarze. Po kilkuminutowych zawrotach głowy podźwignął się na tyle, by usiąść ze spuszczoną głową, z otwartymi na prawie całą szerokość ustami. Łapał haustami powietrze wypełnione śmiercią, lecz lepsze takie niż żadne. Ogólnie teraz odczuwał skutki zwiększonej grawitacji na Vegecie, kiedy nie był w pełnej formie.
Saiyanie, których wyrwał ze szponów śmierci, bardzo nieufnie spoglądali na Reda. Byli niemal pewni, że to on był zamieszany w demolkę głównego reaktora w mieście. Demon nie ruszał się z miejsca, nie byli na tyle głupi by nie wiedzieć o ich uleczeniu. Dość szybko rozproszyli się po ruinach szukając jeszcze kogoś z ocalałych, lecz bez skutku. Tak czy inaczej Red został sam, wśród zgliszczy. Zaraz położył się na jednym boku i normował oddech, co przychodziło z trudem.
Red:
 
Nie zamknął całkowicie oczu, był półprzytomny. Takie wyrzucenie z siebie energii życiowej w ogromnej ilości musi przyprawiać o wycieńczenie organizmu. Można powiedzieć, że odbył swego rodzaju walkę ze sobą, aby dać część siebie wiedząc o bólu jaki zostanie po oderwaniu esencji życia. Zrobiło mu się zimno, tylko pojedyncze czarne motyle dotrzymywały mu towarzystwa i ogrzewały punktowo skostniałe ciało. Dlaczego to zrobił? Nie znał przecież nikogo z tych Saiyan. Ale cóż to jest ocalenie dwudziestu dwu osób do uśmiercenia setek tysięcy?

Ooc:
Przekazanie po 1000 HP dwudziestu dwu osobom, czyli -22000 HP
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Nie Gru 08, 2013 6:46 pm

Zycie płata mu dziwne figle. Nie przepadał za demonami, a teraz leciał ratować kolejnego. Będąc nadal w transformacji SSJ 2 przyspieszył i wyprzedził dziewczyny. Nie popisywał się musiał jak najszybciej powrócić do swojej postaci. Dopiero dziś opanował tą transformacje i już zaczął odczuwać skutki jej nadużywania.  
W mgnieniu oka znalazł się obok demona. O dziwo widzieli się wczoraj ale Kuro wtedy miał 10 lat. Wylądował i usiadł obok Reda. Odgonił ręką dziwne czarne łatające robole. Nie wiedział, że wytworzył je sam demon. Po czym przyłożył dłoń do ramienia leżącego. Srebrnowłosy wojownik skoncentrował się i oddał część swoich witalnych sił. Użył też ciepła, które dawała mu częsta Ki demona imieniem Fox, który po części żył w wypalonym na ramieniu tatuażu młodego Saiyana.

- Dziękuję za to co dla nich zrobiłeś. Przepraszam, że nie mogę dać ci więcej.

Był zaskoczony nie tylko obecnością Reda na Vegecie, jego typowo saiyańskim strojem no i szczególnie tym, co zrobił. Nie podejrzewałby go aby kiwnął palcem i pomógł mieszkańcom całkiem nieznanej mu planety.
Po chwili srebrne włosy zniknęły ustępując miejsca czarnej rozczochranej fryzurze Kuro. Red mógł fizycznie nie poznać Saiyana, teraz miał + 10 lat, bródkę i był bez bluzy z emblematem szkoły Mistika. Przynajmniej aura mu się nie zmieniła. Siedział czekał, aż Red dojdzie do siebie. Powinien zabrać się do wyciągania pozostałych z gruzowiska ale nie mógł. Bolały go mięśnie po transformacji, był zmęczony. Hikaru go ostrzegał, nawet dokładnie pokazał mu co się może z nim stać, jak nie będzie ostrożny. Saiyan doskonale pamiętał efekty swojej głupoty. Mistrz na pewno opieprzył by go równo i dokładnie, fakt Kuro zasłużył.
Teraz Hikaru pewnie nie przyjdzie mu z pomocą, a będzie musiał prawdopodobnie ponownie użyć tej transformacji. Na zabicie Tsufula zmarnował połowę zasobów Ki. Zostało mu jeszcze energii na jeden taki atak i nic więcej. Ten dziwny wojownik radził sobie z Tsufulem, pewnie Kuro nie będzie tam potrzebny. Niemniej nigdy nic nie wiadomo dlatego nie oddał Redowi więcej sił, były mu potrzebne, gdyby w walce z Katsu temu wojownikowi coś poszło nie tak. Szkoda, że nie miał więcej senzu.
Za to tutaj mają pełne ręce roboty. Trzeba rannych jakoś wydostać i lecieć z nimi do szpitala. Ale to zaraz, musi odsapnąć. Zaburczało mu w brzuchu ale nic nie powiedział. Uświadomił sobie, że biedna April nic nie jadła od rana i nie narzekała.
Siedział obok, a mięśnie mu nieco drżały przyprawiając o silny ból. Ciało dawało znak, że obciążenia związane z transformacją dają mu się we znaki.

OOC:

- Koniec treningu
- dla Reda + 5 000HP a dla mnie - 10 000HP i - 300 Ki za 2 posty w SSJ 2

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pon Gru 09, 2013 11:15 pm

Pożegnanie z Rei’em i June przebiegło szybciej. Żal jej było ich opuszczać, ale miała wrażenie, że chcą zostać sami i to już nie ich bajka, że wszyscy z byłej szkoły nie potrafią się dogadać, tylko się rozdzielili na inne grupki. Nie miała na to wpływu, bo tak już w życiu bywało, ludzie często się pojawiają, a potem odchodzą. Przez myśl przeleciał jej jaszczur, któremu tylko zawdzięczała. Nauczył ją wielu rzeczy w tym chociażby władaniu mieczem, a sam wygrał igrzyska. Był jej swoistym przyjacielem, który zniknął, ciekawe, co u niego słychać... myślami jednak musiała wrócić na Ziemię, a raczej Vegetę. Kuro zdecydowanie ich wyprzedził, nie była w stanie tak szybko lecieć i tak czuła się spośród wszystkich jak najsłabsze ogniwo i ta niemoc strasznie ją dotykała, niby cały czas rosnęła w siłę, ale inni robili to także. Korzystając z okazji, że leciała z Ósemką, która przytuliła ją wcześniej spojrzała na nią badawczo.

- Jak tam teraz jest? W Akademii? Wiecznie żywy Koszarowy, który łoi wszystkim skórę nadal zabawia się nad wszystkimi? – spytała, chociaż nie mogła się na niczym skupić. Jej myśli ciągle gdzieś buzowały, wyglądała na dosyć zamyśloną, jej długie, kruczoczarne włosy rozwiewał wiatr, który wytwarzał się przy prędkości. – Mam nadzieję, że teraz was czegoś przynajmniej uczą. Ja niczego nie wyniosłam, na dodatek na Ziemi również, to śmieszne, bo ludzie, którzy mnie otaczają są niezwykle silni. Mogę spytać kim dla Ciebie jest Rave, czy to zbyt osobiste pytanie? W ogóle skąd wiedziałaś wtedy, że powinnaś mu zaufać? Przecież mogłam być po stronie Tsufuli, oczywiście nie jestem, ale nie znaliście mnie.

Była w sumie tego ciekawa, ona jest bardzo naiwna, więc nie miałaby problemu z uwierzeniem, ale wiedziała, że większość ludzi jest nieufnych, zresztą czasami powinni być. Ona kiedyś za swoją dobroduszność zapłaci, tego była pewna, ale nie potrafiła być inna. Musiała przestać o tym myśleć. Wniosła się jeszcze wyżej i szybciej. Już z daleka zobaczyła Reda, który ciągle leżał i Kuro, który się nad nim pochylał, ale brunetka totalnie nie miała pojęcia, co mężczyzna robi.

- Reeeed! – pisnęła tylko już z daleka przyśpieszając na maksymalnych obrotach. Miała nadzieję, że nic mu nie jest, bo inaczej sobie tego nie wybaczy! Gdy pozbliżała się, widziała, że Kuro wcale nie wyglądał najlepiej, strasznie zbladł. Stanęła w końcu na gruncie i podbiegła do nich. Objęła natychmiast leżącego mężczyznę kładąc sobie jego głowę i kolanach i zaczynając delikatnie głaskać jego włosy ręką. – Jestem z Ciebie taka dumna, mam nadzieję, że nic Ci nie jest, bo nie wiem co bym wtedy zrobiła.

Swój wzrok podniosła na Saiyana i uśmiechnęła się do niego, miała nadzieję, że przez jego małpią główkę nie przejdzie mu zazdrość. Pochyliła się delikatnie w jego stronę i cmoknęła go w usta cały czas wpatrując się w jego ciemne oczy.. Mogła godzinami wyłapywać błyszczące iskry z jego ciemnych, czarnych niczym smoła oczu.

- Dziękuję Ci, wiem ile to dla Ciebie znaczyło, jesteś wspaniały. Nigdy nie spodziewałam się, że dostąpi na mnie takie szczęście jakim jesteś Ty. – wyszeptała mu do ucha, nie chciała żeby akurat to ktokolwiek słyszał, najważniejszy był tylko On. Po chwili tylko dodała. -Uwielbiam ten słodki grymas na Twojej twarzy jak się śmiejesz.

On nadal poważny, taksuje ją wzrokiem. W kącikach jego oczu widziała jakieś błyski, nie potrafiła ich rozszyfrować.
Powrót do góry Go down
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Wto Gru 10, 2013 3:59 pm

Jeszcze jedna zaleta z umiejętności latania - w locie nie widać, że kulejesz i coś Cię boli. No, prawie. Vivian uparcie trzymała miecz, który, by nie wyleciał jej z dłoni, musiała wcześniej obetrzeć z krwi. Brud niezmiennie znaczył ciało, nieświadomie nosiła dwie linie na policzkach wyryte przez łzy. Udało się kadetce uspokoić złotą aurę, dlatego wyłącznie pęd wiatru furkotał za dużą bluzą.
Znów spoważniała. Kontakty międzyludzkie nigdy nie były dobrą stroną Ósemki, ulga, jaką doświadczyła na końcu walki musiała w jakiś sposób spowodować, że dość bogato nawiązała rozmowę. Teraz, gdy ciężar sytuacji dopadł dziewczynę ponownie, zacisnęła zęby i skupiła się w sobie. Lecieli przez gruzowisko, mozaikę zawalonych budynków oraz smród pobojowiska. Czuła wyrzuty sumienia. Gdyby była trochę szybciej, może by ocaliła tyle istnień… A tak? Wiedziała, że obwinianie się w ten sposób nic nie da, ba, kto wcześniej prawił dyrdymały-morały? Ona. Kto się do nich nie stosuje? Ona. Zaciśnięte zęby niemal trzasnęły.
Nic nie powiedziała czując na sobie badawczy wzrok April, ale na pytania jakoś wypadało odpowiedzieć. Spuściła wzrok jadowicie zielonych oczu i poruszyła nerwowo palcami.
- Jakoś żyję. – Odparła na wzmiankę o Koszarowym. Widziała go tylko raz, a mając na uwadze słowa Trenera, wolała go omijać. Jeszcze w ramach wyrabiania jej na wojownika, każe dręczyć słabszych kadetów albo wymyśli coś równie wdzięcznego jak jego postać.
Skąd wiedziałaś, że powinnaś zaufać?
Nie wiedziała. Czuła… Argh. Szlag by to trafił. Ósemka sama zbudowała naokoło siebie błędne koło, sprawiając, że trudno było do niej dotrzeć. Nie zamykała się, ale… By komuś zaufać, poznać, polubić trzeba czasu, prawda? Poświęcenia, wspólnie spędzonych chwil, kłopotów, walk na śmierć i życie oraz całej ten fanaberii. To dlaczego zaufała, od tak? Nie, bo nie miała wyboru… Chciała zaufać. Chociaż raz w życiu zaufać komuś bez żadnego powodu i zobaczyć co z tego wyniknie. Albo będzie ją to potem cholernie boleć, albo ona sprawi, by kogoś cholernie zabolało.
Kto odmówił zawarcia porozumienia z Razielem odnośnie Siedemnastki, mówiąc, że za mało wiedzą? Ona. Kto obawiał się podejść do zdenerwowanego Vernila, wtedy na korytarzu? Ona. Kto nie chciał być blisko ludzi, bo był świadomy, że prędzej się czy później coś się jej stanie i nie chcę by ktokolwiek się tym przejmował? Ona. Kto jak ostatni hipokryta gryzł się samotności, jednocześnie ciesząc się z tego, że jest sam, bo nikt nie będzie po niej płakał? Ona. Kto z miejsca obdarzył zaufaniem obcą dziewczyną i parę ledwo poznanych kadetów? Ona. Kto się nimi przejmował? Ona. Kto się tym wszystkim do cholery tak przejmował? Ona. Kto został nominowany do nagrody Debila Stulecia?
Ona.
- Nie pytaj, April. – Wypaliła ciężko. A potem zamamrotała niedosłyszalnie pod nosem. – Jasna cholera, co się z tobą dzieję Ósemka?
Spoiler – Przewiduję sesję u psychiatry w niedalekiej przyszłości.
Ku uldze Vivian znaleźli się na miejscu, gdzie srebrnowłosy saiyan siedział przy czarnowłosym chłopaku. April podbiegła do leżącego, nie wspominając, że wcześniej na końcowym odcinku wystrzeliła jak z torpedy. Ósemka wylądowała nieco dalej, nie mając zamiaru mieszać się w prywatne sprawy. Dziewczyna rozmawiała chwilę z Kuro, nie chcąc podsłuchiwać kadetka przystanęła z boku, najpierw rozglądając się po zgliszczach. Tutaj walczyła na początku… Ale znacznie wyżej, w powietrzu. O, nawet ten blok betonu  ma dziurę po jej przelocie, gdy Chang rzucił nią o ziemię. Ah, wspomnienia. Na samą myśl coś strzyknęło w karku i zabębniło we wnętrznościach.
Halfka oparła miecz o ziemię i niechcący, może przypadkowo, może z ciekawości jej wzrok zahaczył o ciemnowłosego chłopaka z długim warkoczem. Ubrany był w strój kadeta, ale nie kojarzyła go z Akademii. Miał kłopoty z oddychaniem, wysiłek musiał dać mu się we znaki. Walczył? Bił się? Nie jej zgadywać, widziała tylko skutek. Zdała sobie sprawę, że mogliby uleczyć go tym samym, czym ją, jeśli oczywiście wcześniej by tego nie zrobili. Wyrzuty sumienia. Uratowali obcą osobę, podczas gdy ich przyjaciel leży na ziemi jak worek kartofli*. W pewnej chwili miała wrażenie, że spotkali się wzrokiem. Ósemka uniosła dłoń w oszczędnym, uspokajającym geście. Efekt wizualny psuła krew i nieznaczne trzęsienie się rąk, ale kto by na to zważał.
Właśnie. Ranni. Vivian namyślała się krótko po czym podeszła do trójki i przykucnęła przy April, niepewnie dotykając jej ramienia.
- Wiem, że to nieodpowiedni moment i nie chcę się narzucać… – Wyrzuć to z siebie dziewczyno. – Wspominaliście, że potraficie wyczuwać energię Ki, mam rację? Czy jest możliwość, byście mnie tego nauczyli? Z braku czasu, chociaż zdradźcie mi szczegóły. Tam gdzieś walczy Rave i pewnie ja jedyna nie potrafię wyczuć co się u niego dzieje. Tu gdzieś też muszą być ludzie, a ja nie wiem jak ich znaleźć… Może gdybym umiała, mogłabym im pomóc. Może tym sposobem mogłabym wcześniej wyczuć wroga. Może mogłabym trafić tutaj zanim… – Urwała raptownie i dłonią dotknęła czoła, kończąc ciszej. – Zanim nastąpił wybuch.
Rzeczy dziejące się naokoło, zdarzenia których była świadkiem, w których brała udział były zbyt intensywne. Za nic Vivian nie chciała by ją przerosły. I całkiem nieźle sobie radziła… Bynajmniej.
- Proszę.

OOC
---> + 10% HP
---> + 10% KI (-75 SSJ)
* A niech się siostra cieszy Kokoko
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Wto Gru 10, 2013 4:47 pm

Co racja, to racja z życiowym płataniem figla. Mimo wiedzy, że wszyscy wojownicy, których znał, znajdowali się na Vegecie, walczyli z Tsufulami skutecznie ich pokonując lub osłabiając, nie dopuścił do siebie myśli o pomocy dla samego demona. Przecież nikt go tutaj nie zapraszał, nie był zbyt tolerowany i lubiany na Ziemi, tylko April i June stanowiły wyjątki z osób przebywających na tej planecie. Prawie więc zasypiając z ogólnego znużenia organizmu dostrzegł jak dla niego niecodzienny widok. Ktoś o bujnej fryzurze w kolorze srebrzystego Księżyca nachylił się nad młodzieńcem i wyraźnie ten ktoś również zdziwił się obecnością Reda. Albo stanem w jakim się znalazł. Nie drgnęły do połowy znużone powieki, chociaż nie rozpoznając w wojowniku Kuro, który jeszcze wczoraj był dzieckiem, demonowi przyspieszył się oddech. Nie znał jego zamiarów, nie wiedział dlaczego zniszczył jednym, prostym gestem jego aurę… po prostu wielka niewiadoma klęczała przy Czarnowłosym młodzieńcu. Może przybył tu tylko na chwilę: obadać czy demon żyje czy nie, i odlecieć w swoją stronę do sporządzenia statystyk liczby zgonów? A jeśli chciał dobić intruza, który nie dość, że miał czelność przyodziewać się niczym Saiyan w strój kadeta, to jeszcze wtargnął w sam rdzeń miasta planety? Taki ma być koniec Reda?
Nim cokolwiek więcej pomyślał, a tym bardziej zrobił, poczuł na odkrytym ramieniu dotyk ciepłej ręki Saiyana, i od razu rozpoznał Ki krążące między nimi. No świetnie – chłopak April na pewno byłby skory do pozbycia się Reda. Tak jak wielokrotnie wspomniano, demon nie miał przyjaciela w jego osobie. Ale, ale… gdyby chciał zabić Czerwonookiego, wystarczyło posłać pocisk z daleka, a nie siedzieć przy nim i oddawać swoje…
…zdrowie? I… ciepło? Skrzywił minę na początku tego zabiegu, bo wydawało mu się to mocno podejrzane, ażeby Saiyan zrobił to dobroczynnie. Zbyt wiele opowieści prawdziwej treści usłyszał od mistica Hikaru, by Kuro mógł coś takiego uczynić dla niego. Gdyby miał tyle sił, to pewnie przewróciłby się na drugi bok, żeby odsunąć się od pomocnej dłoni Kuro, ale dobrze, że nie wysilił się na coś takiego. Usłyszał zdania, które również nie powinny paść z ust Srebrzystowłosego wojownika. Ani na moment nie odrywał od niego niewyraźnego spojrzenia, lecz spięte jak struna ciało rozluźniło się po tym wyznaniu, a w ślepiach pojawił się spokój. Skoro Kuro zaufał demonowi oddając część swoich sił życiowych, to demoniczny młodzieniec nie powinien odrzucać tak cennego prezentu, na który nie był godny. Dla szybszego zregenerowania organizmu postanowił zmrużyć oczy i pozwolić Ki Bruneta na swobodne wędrowanie po zmarzniętym na kość ciele demona. Wszystkie funkcje życiowe niezbędne do prawidłowego działania polepszyły się prawie natychmiast. Odrobina ognistej energii odziedziczona po innym demonie sprzyjała akceptacji organizmu na aurę z zewnątrz i przyswojenie jej do swoich nieaktywnych komórek.
Jeśli jest coś lepsze od pomocy fizycznej, to tylko wsparcie duchowe. I rzeczywiście, nawet ono pojawiło się tak nagle jak interwencja Kuro. Natchnieniem do walki ze słabością była April, która z troską ułożyła głowę demona na swoich kolanach i głaskała go po włosach nie tylko smukłymi palcami, lecz także słodkim głosem niosącym wiele pozytywnych treści. Przede wszystkim cieszył się, że jej aura wskazywała na dobry stan zdrowia (jeszcze nie otworzył ślepi jakby myśląc, że śni w najwspanialszych marzeniach od trzech setek lat – dlatego badał zmysłem jej stan ducha), i że jej misja chyba zakończyła się sukcesem. A właśnie! Misja! Powierzyła mu przedmiot do przechowania, Red nie zapomniało tym. Po omacku sunął dłonią w kierunku swojego serca, a gdy dotknął torsu – z tego miejsca ulotniła się struga czarnych motyli rozdzielająca bezboleśnie jego ciało. Ostatni z motyli wyciągnął w swoim zgrabnym locie fiolkę ze świętą wodą i umieścił w palcach demona. Otwór powstały na torsie Czerwonookiego zasklepił się, a w ręce dzierżył cenny obiekt dla Half-Saiyanki. I w tej chwili postanowił otworzyć ślepia, by oddać wprost do dłoni przyjaciółki. Nawet dobrze wycelował, lecz dla bezpieczeństwa wolał podać „nie na ślepo” taki ważny element jak woda święcona. Gdy April pochwyciła przedmiot, Red spojrzał prosto na oblicze przyjaciółki i… widok jaki zastał nad swoją głową, zamurował go doszczętnie.
Jak Red widział April:
 
Tak pięknie uśmiechała się w stronę Reda, że aż zahipnotyzowała młodzieńca. Wielkie, lazurowe oczy obdarzały go takim ciepłem jak Ki Kuro krążące teraz w jego ciele. Warto było poświęcić swoje zdrowie dla innych, by móc potem widzieć taką ogromną radość April. I to jak słodko zwróciła się do swojego wybrańca serca -Kuro… wiele dobroci gości w sercu dziewczyny, a mimo wszystko potrafi pokazać jak walczy się z wrogami. Pokrzepiony tymi wszystkimi dobrymi uczynkami, jakimi został obsypany od stóp do głów, od skóry do serca przez towarzyszy, mógł w końcu poruszyć palcami u rąk, u nóg (głupie buty, nie widzi swoich stóp!), a nawet przekręcić się ostrożnie, by Długowłosa mogła bez trudu pomóc swoją obecnością Saiyana ze śmieszną bródką. Ten zabieg pomógł demonowi, to tym bardziej komuś, komu z całego serca zależy na April. Red zaś usiadł w kuckach na piasku i kumulował w sobie siły, by wstać. Trochę ścierpnął w jednej pozycji, toteż miał początkowo lekkie zawroty głowy i nogi jak z waty, ale zmobilizował się do pełnej gotowości i po krótkiej rozgrzewce rąk, karku i nóg mógł już pospacerować dookoła wojowników rozglądając się po zniszczonym obszarze.
I chyba był na tyle mało przytomny, że dopiero teraz zauważył kogoś nowego. A przecież wydawało się, że już wcześniej skrzyżowały się ich spojrzenia... Wojowniczka o krótkich, blond włosach i przyjemnie zielonych tęczówkach dzierżyła w rękach miecz, i to nie byle jaki miecz. Trzymała go tak pewnie jakby zaraz miała odrąbać głowę młodzieńcowi. Przystanął w miejscu lustrując dokładnie Half-Saiyankę, a nawet podszedł bliżej z dozą ostrożności. Patrzył zaciekawiony na śliczną Złotowłosą i nawet przekręcił głowę na bok, aż spłynął mu warkocz z barku na plecy. Najwyraźniej musiała odbyć walkę, bo teraz na sobie miała ewidentnie nie swój strój, a resztki swojego uniformu świadczyły o tym, że potyczka była zażarta. O dziwo rany nie wyglądały na najświeższe, ale najgroźniejsza z nich, na udzie, ewidentnie doskwierała dziewczynie. Dlaczego Kuro nie pomógł swojej rodaczce, tylko jemu? Czyżby miał jakiś plan w głowie?
Usłyszał z ust nieznajomej prośbę o nauczenie jej wyczuwania energii innych. Zależało jej na odnalezieniu ważnej osoby, na uratowaniu żywych… i owszem, ta umiejętność jest niezwykle pomocna w takich sprawach, toteż strzepnął dłonią kurz z uniformu kadeta i powiedział krótko, lecz bez oporów:
>Okej.
Skoro pokwapiła się, żeby przylecieć do niego w takim stanie, zamiast ratować od razu swojego znajomego, to chociaż tak pokaże, że nie pożałuje do końca wyprawy do Reda. Młodzieniec zbliżył się bardzo powoli, ale sukcesywnie, do Ósemki i stanął jakieś pół metra przed nią. Wyraz miał poważny, bowiem koncentrował się na nagłym wzroście swojej Ki, którą musi z tak bliska poczuć Half-Saiyanka. Ponieważ jest demonem, dodatkowo odczuje inne wibracje niż przeciętnie, gdyby namierzała kogoś z tej samej rasy co ona. Czarne motyle w mig zapełniły przestrzeń dookoła Czarnowłosego, a wraz z nimi pojawiła się specyficzna aura demona. Gdyby dało się przyrównać energie do owoców, to poświata Reda smakowałaby jak porzeczka – intensywna, kwaśna, a kiedy konsumuje ją ktoś nieostrożny potrafi zabrudzić i zostawić ślad. Skrzydła motyli dotykały skóry Blondynki, dlatego mogła poczuć krótkotrwałe impulsiki. Wytworzył Ki, która zasłoniła prawie całkowicie demona, ale nie na długo. Musiał się oszczędzać, zwłaszcza że pewnie nie za darmo otrzymał taką dawkę życia od Kuro.

[Ooc: oto moja malutka wskazówka z Ki Feeling dla Ósemki, Kuro lepiej to opisze niż małomówny Red ^^]
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Wto Gru 10, 2013 9:48 pm

Kilka sekund później wylądowały dziewczyny i o dziwo April podbiegła ... najpierw do Reda.
Poczuł ukłucie zazdrości gdzieś w sercu ale jej spojrzenie zaraz zniwelowało ten przykry stan. Pocałunek był jak miód na jego obolałe mięśnie, odruchowo zamiótł ogonem po ziemi kilka razy. Do tego po tym jedynym zdaniu zarumienił się niczym zawstydzona dziewczynka. Przecież nie zrobił nic takiego, to był odruch. Zresztą zrobienie coś dla Reda przyszło mu łatwiej niż dla June. Prawie go nie znał, a kiedy Hikaru o nim opowiadał to Kuro ululany przez April dawno spał kamiennym snem. Wbrew pozorom jego mistrz ani jednego złego słowa nie powiedział mu o demonach. To bezpodstawne ataki Braski i krzywdy jakie im wyrządził bawiąc się nimi jak zabawkami zniszczyły Saiyana. Kochał ją do szaleństwa, tak ze nawet nie potrafił dokładnie określić za co. Za promienny uśmiech, ciepłe spojrzenie, miłe słowo. Kiedy patrzyła na niego widział swoje odbicie w jej oczach. Od dziecka był dobry ale krzywdy, które go spotkały począwszy od śmierci brata trochę go zatraciły. Dzięki Hikaru pokonał strach, który od kilku miesięcy zakradał się do jego serca, a dzięki  April odzyskał wiarę w to, że ponownie może dawać innym coś z siebie. Bardzo się starał i wiedział, że halfka dostrzega jego wysiłki.
Był tak zawstydzony jej słowami, ze nie wiedział co ma odpowiedzieć. Oto w jego życiu pojawiła się trzecia osoba, która potrafiła zamknąć mu ten wygadany dziób. Uśmiechnął się szelmowsko do April, a w jego oczach zabłyszczały iskierki.

- Kocham Cię bardzo – wymruczał cicho w odpowiedzi. Po czym odezwał się głośniej.
- Rodzina, obowiązek, honor to dewiza rodu, z którego pochodzę. Jeśli Ty uznajesz Redaza przyjaciela i członka rodziny, to ja także i zawsze mu pomogę.

Taki wygadany, a nie potrafił ubrać uczuć w słowa. Wypowiedź zabrzmiała trochę zbyt rzeczowo ale Kuro miał dobre intencje. Tak został wychowany, zupełnie inaczej niż 90% populacji tejże planety. Chłopak miał bardzo szerokie pojecie rodziny, należała tam też June, czy Hikaru. Choć miał sprzeczne odczucia, co do demonicy to na swój sposób starał się jej pomóc, nie skreślił jej. Co do Reda, z pewnością nie szybko przeboleje śmierć Tsu, a zapędy do April będzie miał na uwadze. Po za tym demon za ratunek Saiyan sporo zapunktował u szatyna. June nie byłoby stać na taki gest. Poświecił dla niej senzu, a ona się ulotniła bez dziękuję, jak zwykle zostawiła wszystko i poleciała w nowe miejsce.

Zaraz potem odezwała się kadetka, fakt wybrała kiepski moment. Niestety połowa senzu nie wystarczyła, żeby wyleczyć rany. Zaraz Red wstał i próbował jej to wyjaśnić w sposób obrazowy. Kuro z zainteresowaniem przyglądał się aurze demona. A wiec te robale to jego aura, chyba źle zrobił, że je wcześniej odgonił.

- Fakt trochę nie czas na takie rzeczy – powiedział wstając. Najpierw zrobimy coś z ta raną.

Pogrzebał w swoim tobołku i wyjął kilka liści ziół pochodzących z Ziemi. Tylko nie miał ich czym obwinąć. Próbował rozerwać szarfę pasa, ale materiał ze stroju szkoły Hikaru nijak nie dawał się przedrzeć. Solidne draństwo, Mistick nie wyposażył go w byle co. Zrobi coś, co dziewczynie się nie spodoba ale trudno. Podszedł do jednej z kobiet uratowanych przez reda i oderwał jej kawałek nogawki na łydce. Przyłożył liście do uda dziewczyna i pomógł nasunąć na nie skrawek materiału niczym opatrunek. Pomagał bezinteresownie, tak jak potrafił, miał dobre serce.

- To niewiele ale zadziała przeciw zapalnie i przeciwbólowo. Na razie musi to wystarczyć albo poleć do szpitala.

Wiedział co mówi i co robi, był jedynym lekarzem w swojej wiosce, a miał jeszcze małą wiedzę w tej dziedzinie. April nie znała jeszcze wszystkich jego umiejętności.

- Co do wyczuwania Ki to mogę dać Ci kilka wskazówek. Najgorsze jest to, że trzeba samemu wpaść o co dokładnie chodzi każdy ma swój sposób nauki. Mój mistrz mówi, że trzeba się wyluzować, rozluźnić i w tym odnaleźć spokój i koncentrację. Jednaj ja zrobiłem to inaczej. Ponieważ Ki trzeba czuć ciałem i umysłem, nie da się jej usłyszeć, wyczuć zapachu, można tylko wyczuć jej ciepło. Ale to ostatnie nie pozwoli Ci czuć mieszkańców nawet innych planet. Zasłoniłem oczy i zatkałem uszy, w ręce uformowałem kulę energii i próbowałem się na niej skupić, odsunąłem ją od siebie, żeby ciepło mnie nie zmyliło. Teoretycznie wiedziałem gdzie jest i próbowałem tak najpierw wyczuć własną Ki. Kiedy mi się to udało skupiłem się na innych energiach. To trening na kilka godzin, w zasadzie cały czas jeszcze się jej uczę, choć opanowałem jej drugi stopień. Nauka może trwać kilka lat, aż wyczuwanie innych stanie się czymś naturalnym i nie trzeba będzie się specjalnie koncentrować. No ale teraz mamy inne zadania, ale muszę chwilę odpocząć. Nie przywykłem jeszcze do tej transformacji.


Nauka tej techniki miała swoje skutki uboczne w postaci nieutrzymujących się przykrych odczuć, przepełnienia mózgu informacjami i reakcji na inne energię ale to z pewnoscią opowie April nadal narażone na te dolegliwości. Teraz zwrócił się do Reda.

- Red nie wiem czy pamiętasz ale June i Reito walczyli z tobą, kiedy opanował  Cię Tsuful, pamiętasz może jak go z Ciebie wyciągnęli? Spodziewam się, że to trudne i przykre wspomnienia ale muszę jakoś wyciągnąć Tsufula z tego chłopaka, który teraz walczy. Nie znam tej techniki, którą przed chwila przy June użył Reito. Do tego zostało mi Ki tylko na jeden strzał, aby zniszczyć doszczętnie Tsufula. Nie mam zbyt dużego pola manewru i nie wiem jak mu pomóc. Mogę tylko przyjmować jego ciosy, atakować fizycznie i czekać aż wylezie z jego ciała nim zmarnuję energię na transformację.

Lub gdy mnie wcześniej nie rozerwie na strzępy - to już dopowiedział sobie w myślach. Uczycie SSJ 2 musiał odwlec do ostatecznej chwili.

- Nie wiem, jak to rozegrać.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pią Gru 13, 2013 1:48 pm

Czuła, że Ósemka przy swoich odpowiedział trochę próbowała się jej pozbyć. Proste, albo jej nie lubiła, albo nie należała do otwartych i rozgadanych osób tak jak ona. Nie miała jej tego za złe, bywały różne osoby i każdy był zdecydowanie inny, to nie ona ma to kwestionować w tych sprawach. Energia Rave coraz bardziej słabła, Katsu był zdecydowanie silniejszy, zacisnęła pięści. Irytował ją ten obrót spraw, nie miała zielonego pojęcia co z tym zrobić, co dalej. Nie mogła jej tego jednak powiedzieć, poleciałaby i nie wiadomo co by się z nią stało, nie była na tyle silna, a Kuro musi trochę odpocząć nim będzie mógł się tym zająć. To nie takie hop siup. Dziewczyna poprosiła o nauczenie jej Ki Feeling, fakt wybrała nieodpowiedni moment, ludzie ginęli, chętnie sama by się za to zabrała, ale jednak śmierć innych bardziej na nią oddziaływała niż ta prośba. Nie musiała jednak długo czekać na reakcje, bo ledwie o to poprosiła, a Red się obudził, co wywołało u niej ogromny uśmiech pochylając się nad nią. Jak zwykle był małomówny, ale bardzo lubiła to w nim, że potrafili porozumiewać się bez słów. Doskonale pamiętała wieczór, w którym stali tak blisko siebie nawet się nie odzywając, a czuli siebie dokładnie tak jak powinni. Chłopak od razu zaczął od przedstawienia jej jak to powinno wyglądać, dla niej samej na pewno musiało to być niesamowite. Taka aura, na dodatek czarne motyle dodawały temu wszystkiemu dodatkowej, niemierzalnej siły. Brunetka biorąc głęboki wdech czuła niemalże w nozdrzach energię Reda, która rozpływała się po jej całym ciele dając swoiste ukojenie. Potem Kuro zaczął wszystko dokładnie opisywać. Vivan na pewno nie będzie miała z tym problemu, przy tak dobrych nauczycielach- pomyślała. Dodatkowo, brunet zrobił opatrunek dla demona, co jeszcze bardziej wprowadziło dziewczynę w euforię. Potem od razu wstąpił do konkretów dotyczących pozbycia się Tsufula z ciała tego gościa. Musiał być podobnie silny jak on, czuła, że trochę się obawia tego wszystkiego. Jak wróciła swoim umysłem na ziemię, sama zatrzęsła się w środku, gdy doszła do niej siła Hazarda, a raczej tego czegoś wewnątrz niego. Biedny chłopak... miała nadzieję, że chłopak będzie znał antidotum na to, bo inaczej nie wiadomo jak skończy cała Vegeta. Stojąc tutaj można nawet o tym nie myśleć.

- Mnie zastanawia tylko jedno.... - wtrąciła wcześniej głośno odchrząkując. – Gdzie są koszarowi, trenerzy wyżsi rangą, gdzie wszyscy się podziewają? Nasza planeta jest niszczona, a nie widziałam żeby ktokolwiek z nich się tutaj nawet pofatygował. Jak dla mnie to jest to troszeczkę chore i nie w ich stylu, ale co ja mogę wiedzieć, dawno mnie tu nie było. Najwidoczniej wiele się pozmieniało.

A teraz pora wrócić kilka linijek wcześniej… nie spodziewała się tego. Cała zamarła lustrując go wzrokiem. Wydawało jej się to niemożliwe, wszystkie myśli nagle zmieniły swój tok. Na pewno to słyszała? Czy może po prostu chciała usłyszeć. On to tak na serio? Czy on właśnie powiedział coś, co nie mówi się od tak? Nie mówi się pierwszej, napotkanej osobie? Czy był tego pewien? Czy powiedział to tylko dlatego, że taka była sytuacja. Pytania zaczęły jej się mnożyć, nie mogła ciągle w to uwierzyć. Jej duże, lazurowe oczy lekko się zaszkliły. Wierzyła w to, nie mogło być inaczej. Poczuła drgawki na całym ciele, tak właśnie czuje się kobieta, której ktoś właśnie wyznał miłość, a tak przynajmniej czuła się ona. Dla kogoś kto to słuchał obok, były to zwykłe dwa słowa, ale w jej głowie ciągle się one odbijały od jednego kąta, do drugiego, ciągle je słyszała. Uśmiechnęła się, ale nie tak jak zawsze, był to zdecydowanie inny rodzaj uśmiechu. Czuła dokładnie to samo, ale to nie był moment, aby na to odpowiadać. Nie teraz, gdy zostaną sami, chce żeby Kuro tym sposobem mógł czuć się wyjątkowo i że tak naprawdę jest, a nie, że powiedziała tak tylko dlatego, że on. Musiała się ocknąć z tego wszystkiego. Z przyjemnego uczucia ciepła, które oplatało jej ciało. Szkoda, że to wszystko działo się w takich okolicznościach, to nie tak wszystko powinno być. Nie mogła się skupić na niczym, wszystkie energie dookoła się rozproszyły, była tylko ta jedna, która stała tak blisko niej, a jednak była nieosiągalna w tym momencie. Przegryzła dolną wargę. Pora się ocknąć.

Spoiler:
 


Occ: Trening start
Powrót do góry Go down
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pią Gru 13, 2013 10:32 pm

Jedna mała rzecz… Mało kiedy o coś prosi, wymaga jedynie od siebie i nie ma śmiałości powiedzieć co ją dręczy. Mała prośba, jakże nieodpowiednio umiejscowiona w czasie i przestrzeni. Vivian miała świadomość, że zabrzmiało to dziwnie, ale… Właśnie, ale.
~Bo się boisz, bo się panicznie boisz. I wiesz, że nie jesteś w stanie nic z tym zrobić, możesz się jak zawsze tylko gryźć i obwiniać~ Zacisnęła wargi w wąską kreskę wstając. ~Nienawidzisz tego, bo musisz to zaakceptować. A gdy już zaakceptujesz to… Nie cierpisz. Oczko niżej, co nie, Vi?~
Odetchnęła ciężko, przez moment wspierając się na mieczu. Cel nauki był jasny… Tak. Czemu nie mogła opanować drżenia? Kadetka musiała zmusić ciało do posłuszeństwa, tłumiąc dreszcze. Bardzo zły moment na podupadanie na duchu.
Niespodziewanie stanął przed nią chłopak z ciemnym warkoczem. O ile Ósemka się nie myliła, April wymieniła jego imię wcześniej. Red. Pasowało do oczu. Zachowanie młodzieńca było… Jak na kogoś kto przed chwilą wyglądał na umierającego, teraz sobie spokojnie wstał, nie pytając o słowo wyjaśnień. Opanowanie poziomu mistrzowskiego. Bardziej prawdopodobne było jednak to, że to ona jest niedoinformowana… A z resztą.
Red przyjrzał się jej z poważnym wyrazem na bladej twarzy. Dziewczyna nie zdążyła mrugnąć, gdy wymówił jedno słowo, po czym naokoło zaroiło się od ciemnych, trzepoczących skrzydeł. Nie wiedziała co się dzieje. Potrzebowała kilku sekund na wyciszenie zmysłów i zorientowanie się, że te dziwne owady to aura chłopaka. Niesamowite. W książkach od Trenera przeglądała rodzaj fauny ziemskiej, wiedziała jak wyglądają motyle. Tylko te były złożone z Ki Red…
Vivian mogła się rozwodzić czemu to miało służyć, ale szybko zrozumiała aluzje. Uspokoiła obolałe mięśnie, własną aurę również. Nie wyszła ze stanu SSJ, wyglądała jak na co dzień, nie licząc zielonych oczu. Pozwoliła by miękkie skrzydełka muskały jej ciało, a każde to odczucie przywodziło na myśl drobną iskrę, coś bardziej kruchszego i delikatniejszego od lśniącej drobiny. I faktycznie poczuła… Nie wibracje, ale… Poczucie tak ulotne jak motyl, aż nie mogła go zdefiniować.
Motyle zniknęły. Teraz z kolei odezwał się Kuro. Srebrne włosy, srebrne oczy… Powrócił teraz do normalnego stanu, wyglądając jak każdy inny Saiyan. Nie wiedzieć czemu, Vivian poczuła ukłucie niepokoju. Bezsensowne, przecież wojownik ocalił jej wcześniej życie, a teraz w dodatku zabandażował dokuczliwą ranę na udzie. Normalnie zaoponowałaby, mówiąc, że sama da rade, ale gdzieś pod skórą czuła, że to bezcelowe. Halfka poruszyła noga, upewniając się, że opatrunek nie ma zamiaru spaść.
- Zobaczę, co uda mi się zrobić. – Odparła ciszej niż zamierzała. Obróciła głowę na bok, przyglądając się zniszczeniom, gdy dotarły do niej słowa April. – Nie wiem. Część z nich pomaga w Akademii, było tam dużo zarażonych. A gdzie są teraz… – Typowe. Nawet gdy dzieje się coś poważnego to kadeci obrywają najbardziej i na polu walki i potem. Vivian z całą pewnością czeka ostra reprymenda i karcer. Ale przynajmniej coś zrobiła…
Wyczuć energię innych. To nie będzie łatwe.
Ale czy cokolwiek w życiu było łatwe?
No właśnie.
Uniosła nieco głowę, półświadomie przysłuchując się rozmowie, jednocześnie myśląc nad swoją energią. Z Ki zawsze miała problemy, nauka ataków energetycznych nigdy nie przychodziła Vivian łatwo. Pamiętała jak męczyła się nad lataniem, nie wspominając o bardziej skomplikowanych zagrywkach. Skoro im zajęło to kilka godzin… To ile jej? Nie nauczy się przecież w sekundę takiej techniki. Jednak nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała.
Skupiła się na wrażeniu, jakie pojawiło się gdy czuła aurę Reda, obierając za cel własną energię. Nie wibracja, nie ciepło, nie dźwięk, zapach czy smak. Zignorowała zmysły, zamknęła powieki starając dokładnie wczuć w Ki. Jakieś doświadczenie miała – musiała mieć, inaczej by tu nie stała.
Obecność. Świadomość… Wyczuwanie umysłem/intuicją/siódmym zmysłem/przeczuciem(niepotrzebne skreślić) drugiego istnienia. W walce czuła jak energia krąży w ciele niby drugi obieg krwi, przy przemianie organizm odbierał ogromny skok mocy. Nie drgnęła, starając się wczuć w siebie. Wcześniej Ósemka nie odważyłaby się na taki krok, po tym jak Tsuful panoszył się w jej głowie z trudem łączyła jedną myśl w całość. Teraz nie musi znosić tego bólu, ale zadanie nie było łatwiejsze.
Kropla potu spłynęła po policzku, torując drogę przez warstwę kurzu. Dalej, dasz radę… Ale może nie w tym rzecz. Tak jak po feralnym ataku mazi, tak teraz nie powinna wykonywać tego na siłę. Zamartwiała się i nie myślała jasno. Kuro mógł mieć rację, może trzeba się uspokoić. Głębokie westchnienie uniosło pierś, a powieki przestały gorączkowo zaciskać.
Wypłynęło samo… Najpierw Vivian myślała, że to bicie serca, ale odczuwała to inaczej. Nie jak dudniący w piersi dzwon, a fakt istnienia, jawną prawdę, że jest, egzystuje i trwa w tym stanie. Coś oczywistego, krystalizującego się w formie jej Ki, krążącej po obolałym ciele. Poczuła własną moc.
Ostrożnie, jakby bojąc się, że to wrażenie zniknie kadetka rozwarła powieki. Nie, wciąż tu była. Świadomość nie rozpłynęła się z momentem otworzenia oczu, Vivian odetchnęła. To było tak, jakby zdjęto jej z głowy zasłonę, ciężki welony nie pozwalający odczuć siły Ki.
Dług droga przed nią, skoro tylko przyzwyczaiła się do swojej energii. Teraz skupiła się na zgromadzonych, Redzie, Kuro i April. Po kolei starała się wyczuć ich Ki, ale bardzo opornie jej szło. Zaciskała zęby, by znów zganić się za to, że za mocno próbuje. Ponownie zamknęła oczy, starając się wyczuć ich obecność. Tak, jak czasem w kompletnej ciemności wiesz, że nie jesteś sam choć twoje zmysły mówią coś innego, tak teraz Ósemka szła tym tropem. Najpierw miała wrażenie, że wyczuwa Kuro i Reda. Chwila minęła, nim upewniła się, że to nie jej wyobraźnia. Mieli specyficzne energie, stali kilka kroków od niej, więc pewnie dlatego byli jak lampy jarzeniowe. Czerwonooki chłopak miał inną Ki, coś w niej różniło się od jej własnej i Kuro, nie wiedziała tylko co. Odrzuciła jednak tę myśl, skupiając na April. Dziewczyna stała nieopodal i też Vivian poświęciła moment na znalezienie jej energii. Trze osoby, nie licząc jej samej. Oddychając z niejakim trudem Vivian potrafiła wyczuć na raz Ki osób znajdujących się na wyciągnięcie ręki. Nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać.
Jakby nie patrząc, poczuła się słabsza. Poziomy mocy różniły się od jej własnego, przepaść była wielka jak kanion. Heh. Byli starsi, silniejsi, stawili czoła Tsufulowi i przybyli na pomoc Vegecie. Poczuła się zdominowana przez te energie.
Naprawdę jest coś, w czym mogę pomóc? Przez głowę przeszła jej gorzka myśl.
I natychmiast znalazła odpowiedź. Opuściła ramiona i z mieczem w dłoni przeszła kilka metrów. Zatrzymała się raptownie, szlifując nową umiejętność. Pole  manewru był małe, ale jest szansa, że z czasem uda się Vivian wyczuwać Ki na większą skalę. Do tej pory jako-tako była ograniczona do najbliższego otoczenia.
Niemal zniknęła z oczu pozostałej trójce. Gdyby ktoś zwrócił na nią uwagę, ujrzałby sylwetkę dzielnie ukrywającą kuśtykanie, sunącą wzdłuż zawalonego budynku. Ki. Niewielka, ale niewątpliwie należąca do osoby żyjącej. Vivian jednym ruchem wbiła ostrze miecza pod betonowy wał i naprała na nie, unosząc płytę. Złapała za nią rękami unosząc wyżej i spojrzała w dół. Światło wpadło w dziurę ukośnymi strugami, padając na kurz, brud i czyjeś plecy. Nie może przesunąć trzymanej ściany, bo reszta się zawali i pogrzebie nieszczęśnika. Ktoś musiał tam wejść.
- Mała pomoc? – Zrzuciła przez ramię w kierunku zgromadzonych.
To nie była jedyna energia w pobliżu.

OOC ---> Początek treningu
---> + 10% HP
---> + 10% KI
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Sob Gru 14, 2013 8:16 pm

Łatwo było zauważyć, że April i Kuro są dla siebie bardzo bliscy. Coś szeptali między sobą i uśmiechali się szczerze. Tylko ostatnie zdanie, wypowiedziane już na głos, zdawało się być wyrwane z kontekstu, bo na pewno nie o tym rozmawiali przed sekundą. Nie o tym, że Brunet widział w demonie przyjaciela, skoro tylko Halfka utwierdziła go w tym zdaniu, i że w razie problemów pomoże młodzieńcowi. Nie liczył na taką deklarację, nawet nie przeszło mu to przez głowę… Zmrużył lekko oczy jakby chcąc dojrzeć drugie dno takiej wypowiedzi, lecz wydawało się, iż Kuro naprawdę zdecydował się bardziej zaufać osobnikowi, który sam sobie ufać nie potrafił.
Po zaprezentowaniu… bliżej nieokreślonej imieniem Blondynce o zielonych patrzałkach… sposobu na pobudzenie szóstego zmysłu uspokoił swoją manę i zdawał się sam spróbować czy namierzyłby kogokolwiek w okolicy. Okazało się, że zakręciło mu się w głowie, którą masował po skroni lewą ręką. Dopiero niedawno odzyskał część zdrowia, musiał uważać na takie nagłe skoki przepływu many. Może i wyglądał na kogoś niewzruszonego tym, że jeszcze przed chwilą nie był w stanie wstać o własnych siłach, lecz tak naprawdę kotłowało się w jego mózgoczaszce od wielu różnorakich myśli. W tym to, co dalej?
Nie za bardzo znał się na kulturze tubylców, zatem nie miał pojęcia o czym mówi Błękitnooka piękność. Trenerzy? Może stąd Hikaru zaczerpnął inspirację, by poprowadzić Szkołę Światła? Zupełnie też nie wiedział co działo się przed nalotem na Vegecie, czy powinien w ogóle tutaj zatrzymać się dłużej niż to konieczne (miał złapać June, ale coś mu nie wyszło…)? Milczał dopóty, dopóki nie pojawił się drażliwy, ale bardzo aktualny temat.
Jak mógł zapomnieć o tym makabrycznym epizodzie? Nie sposób nie pamiętać o tym, jak został narzędziem Tsufula, by spełniać jego niewyjaśniane zachcianki mordu na niewinnych ludziach. Fakt, znowu trzeba poruszyć ten trudny temat, tym razem w dobrej wierze. Chcieli pomóc osobie, która stała się głównym celem „Obcej Bakterii”. Odwrócił się bokiem do Kuro i April, a także profilem do Ósemki, która wyglądała na skupioną – być może właśnie chciała przyswoić wiedzę, jaką zdobyła przed paroma minutami. Tak czy inaczej, mina Czarnowłosego mówiła o wiele więcej niż zwykle. I te iskry w oczach, jakby chciał walczyć z kimś na spojrzenia i powalić ślepiami z miejsca. Spuścił głowę, by gęsta grzywka przesłoniła czerwone patrzałki pełne nienawiści do Tsufula.
>June i Reito prawie mnie zabili. Im byłem bliżej śmierci, tym Pasożyt słabł na sile, i tym mogłem skuteczniej próbować przejąć kontrolę nad sobą. Ostatecznie wyrwałem sobie serce… zrobił krótką pauzę, skrzywiając usta w gorzkim grymasie na samo wspomnienie o tej upokarzającej chwili >…ale okazało się, że to za mało. Dopiero święta woda od Kaede zniszczyła Tsufula.
Tyle wiedział, nie znał sposobu, by szybciej wybawić szkodnika z ciała ofiary, bez jej uszczerbku na zdrowiu. Przeciwnik był o wiele cwańszy niż można było przypuszczać. Nie odpuści, chyba że ciało, w którym zamieszkuje, jest tak zmasakrowane albo niezdatne do użytku, że szkoda dalej marnować czasu na próbach walki. Szukał wtedy kogoś, kto jest ranny, jednak nie na tyle, by zaraz musiał ewakuować się z przejętego ciała nieszczęśnika. Jeśli Kuro byłby nieostrożny, to i on mógłby paść ofiarą intruza. Ale… gdy tak dokładniej przyjrzał się energii Tsufula mógł stwierdzić, że towarzysz serca April byłby w stanie sprostać wymaganiom. Demon był zbyt mocno osłabiony, chociaż…
>Jeśli chcesz, polecę z Tobą walczyć z Pasożytem.
Powiedział nagle w stronę zmęczonego Saiyana. Miał pewien pomysł, który być może pokrzyżowałby plany Tsufula na tyle, by Kuro mógł go pokonać bez trudu. Znaczy, to tylko czysta teoria, ale gdyby pomógł Brunetowi w walce, to zawsze dwóch na jednego daje przewagę tym liczebniejszym. Inna sprawa, że Red nie był w stanie agonalnym, mógł z siebie coś wykrzesać, chociaż jeden atak z zaskoczenia. Tylko czy wróg dałby się na to nabrać? Chyba nie, skoro przed chwilą podniósł aurę prawie maksymalnie. Nie pomyślał wcześniej o tym, że trzeba będzie jeszcze coś z siebie dać.
Tak swoją drogą to dziwne, że w ogóle zaangażował się w politykę tej planety. Nigdy nie będzie jednym z nich, zawsze będzie mieć skazę i nikt w pełni nie zaufa w jego poczynaniach. Może poza drobnym wyjątkiem w postaci April, ale… czy warto narażać się? Chyba tak, po pierwsze chciał zemścić się za poniżenie i przejęcie kontroli nad Czarnowłosym. Po drugie nowe serce dyktowało o wiele pozytywniejsze idee niż kiedykolwiek przedtem. Nie zawsze, ale tak było tym razem. Parę razy z rzędu. A to mogło być zgubne, bo za kilkoma drobnymi dobrymi uczynkami zawsze pojawia się zło niszczące to co do tej pory osiągnęło się z trudem. Eh…
A tymczasem …bliżej nieokreślona z imienia wojowniczka o blond włosach… najwyraźniej opanowała umiejętność wyczuwania pokładów Ki, że odnalazła jeszcze jedną osobę pod gruzami budowli. Ewidentnie wołała o drobną pomoc w wyciągnięciu szczęściarza z rumowiska, ale demon zamyślił się tak mocno, że niczego nie słyszał, a nawet nie widział. Musiałby ktoś mu dać pstryczka w nos albo kuksańca pod żebra, żeby ruszyć na pomoc. Tak bardzo zapadł w medytację, która przyszła nagle, akurat w najmniej dogodnym momencie. Ah co z tego demona wyrośnie…

[Post treningowy – pierwszy]
+10%HP = 2250 HP + wcześniejsze uleczenie Kuro za +5000 HP = 7250
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pon Gru 16, 2013 7:47 pm

April powiedziała na głos to, o czym myślał od dawna. Gdzie jest wojsko do cholery? Olali resztę i chronią tylko zamku i portu?

- Masz rację April, jesteśmy tu od co najmniej pól godziny i nikt nie przyleciał, ani jeden oddział. Coś tu jest wybitnie nie tak. Nawet Rei podkupił kitę i dał nogę. Przeczucie mi mówi, że wbrew pozorom to chyba było dobre posuniecie. Ostatnim razem ledwo wyściubiłem nos z kapsuły to otoczyło mnie 6 strażników portowych, każdy silniejszy co najmniej trzykrotnie ode mnie i z miejsca aresztowali.

Chyba trochę zagalopował się ze swoją historią ale trudno, z drugiej strony nie miał co ukrywać, nie był winny. Westchnął i popatrzył na blond dziewczynę. Skupienie na jej twarzy mówiło mu, że jednak próbuje zmierzyć się z techniką. Akurat teraz nie ma na to czasu.

- Hachi daj spokój. Och znaczy Vi tak? Odpuść sobie tą technikę, bo jak się jej nauczysz to z pewnością rozbili Cięgłowa od nadmiaru informacji jakie będziesz odbierać. Do tego będziesz też czuć, czy ktoś ma dobre, czy złe zamiary, z jakiej rasy pochodzi, jaki ma nastrój. Z początku możesz nawet bać się tego typu odczuć. Zresztą April może się podzielić doświadczeniem, także dopiero co opanowała tą technikę. Aha i najważniejsze, ta technika pozwoli ci też na częściowe ukrycie swojej mocy, uważaj na to i nie chwal się w Akademii, ze ją znasz. To nie jest umiejętność, którą uczą się kadeci, uważaj, żeby nie sięgnąć sobie na głowę kłopotów. Mój mistrz Hikaru uważa, ze to najpotężniejsza z technik i dopiero po czasie zrozumiałem, że ma rację. Kiedy dobrze się ją opanuje to można nawet ukryć całkowicie swoją energie i przestać być wykrywanym dla scouterów.

Przez pomyłkę nazwał jej pseudonim „Osemka”, w czystym Saiyańskim. Obecnie już się nie używa tego języka ale ojciec kazał mu się go nauczyć. Spora część starych dokumentów jest w nim napisana.
Za to odpowiedź Reda bardzo go zaskoczyła. Spodziewał się, ze ten niewiele pamięta z walki, ale to co powiedział wystarczyło. Czyli nie ma innego sposobu, tylko tłuc Hazarda do skutku, aż pasożyt opuści bezużyteczne ciało, tego się obawiał. Potem trzeba dać Świętej Wody, taka taktyka nie była najlepsza ale lepszego pomysłu na chwilę obecną nie mają. I demon nawet wyrwał sobie serce. Kuro był tym zaskoczony. Najwyraźniej April miała nosa, że mu zaufała. Ta dziewczyna jest niesamowita. Uśmiechnął się do niej ciepło.

- Wiem, że to nie było dla Ciebie łatwe Red, ale każda informacja w tym momencie jest bardzo cenna. Dziękuję. No cóż, powiem szczerze, ze wolałbym, abyście zostali tutaj, bardziej się przydacie. Bylibyście ostatnią linią obrony, gdybym nawalił. Wychodzi na to, ze ten cały Tsuful to nie byle kto. Ten dziwny wojownik był od niego silniejszy, a mimo to traci szybko przewagę. Ale jak Was znam to żadne mnie nie posłucha i plecicie. Zróbmy na razie tutaj ile się da. Chętnie przyjmę Twoja pomoc Red, tylko uważaj na siebie. Masz moją dozgonną wdzięczność.

Chciał polecieć i ratować tych kadetów ale nie mógł, tyle gasnących Ki, tyle jęków i głów wołających o pomoc. W tej przerażającej ciszy było ich słychać. Jakby Vi czytała w jego myślach podważyła mieczem kawał betonowej ściany leżącej obok. Kuro aby jej pomóc skoncentrował się, wystawił ręce do przodu jakby chwytał kawał tegoż betonu i nie dotykając go podniósł w górę i rzucił nieopodal. Miał zaciśnięte powieki w skupieniu i wysiłku. Dopiero, co wczoraj jakoś opanował telekinezę i podniesie takiego ciężaru nie przyszło mu łatwo. Zakręciło mu się nieznacznie w głowie ale jakoś się trzymał. Odpuścił na razie przerzucanie kamieni i wziął lżejszą cześć roboty. Latał z ciałami rannych do szpitala. Oni wyciągali, a on latał. Zresztą był najszybszy z nich wszystkich i na rozkręcenie się to było dobre zajęcie. Chciał uratować jak najwięcej osób. Potem ze wszystkimi przetrząsali gruzy i wyciągali rannych. Młody Saiyan aż zmiękł, kiedy pod stosem betonu dostrzegł małą rączkę dziecka. Dziewczynka nie żyła, a jemu płynęły łzy. Nienawidził bezsensownej śmierci, te dzieci nie były niczemu winne.

OOC: Dopisze końcówkę potem (idę piec pierniki), nie możemy jeszcze lecieć, kto chce niech pisze, kto nie ma czasu to nie, jak ktoś ma ochotę niech robi trening.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Sro Gru 18, 2013 11:02 pm

Pomaganie w akademii. To śmieszne, tam gdzieś dalej Katsu walczył z Rave. Cieszyła się z pomocy, którą zaoferował Red. Od samego początku czuła, że Hikaru ocenia go z góry, tak naprawdę demon był inny. Tak to już jest, ludziom szybko przychodzi ocenianie innych po totalnych pozorach tylko ze względu na to, że u drugiej osoby nie podoba nam się coś. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się do niego. Widziała jak Ósemka walczy z techniką, była naprawdę dzielną dziewczyną i przede wszystkim silniejszą od niej, kolejna osoba. Zabolało ją to gdzieś w środku, ale na razie postanowiła to gdzieś pozostawić w sobie. Byłaby egoistką, gdyby myślała o tym w tej sytuacji, ale to na pewno przyjdzie.

- Nie przestrasz się tylko złą energią, która wszędzie tutaj się odbija, też miałam takie wrażenie na samym początku. – rzuciła w jej stronę, a po chwili jeszcze dodała. – Możesz też doznać szoku, gdy poczujesz tyle tego wszystkie wokół siebie.

Obróciła się na pięcie, Kuro miał rację trzeba odnaleźć rannych, zostało ich jeszcze kilku. Widziała wielu jej rodaków, którym już na pewno nie pomoże w tym dzieci. Przypomniała sobie pewną historię, którą opowiadał jej brat. Dotyczyła tego, że jej matkę chcieli zabić i to jeszcze na Ziemi, nie posiadała ona żadnych nadzwyczajnych mocy, więc zwykli ludzie prawie to zrobili gdyby nie właśnie jej ojciec. Zawsze zastanawiała się skąd u niego tyle obrony, nigdy nie wydawał się jakby mu na czymś zależało, a tym bardziej na zwykłej ziemskiej kobiecie. Okazało się, że była niezwykle piękna, posiadała długie do pasa brązowe włosy i do tego błękitne duże oczy, które ona odziedziczyła. Twardy gościu zmiękł i się zakochał. Niestety sielanka nie trwała długo, gdy tylko ona się urodziła kobieta niestety zniknęła. Okazało się, że do innego, a mężczyzna wpadł w furię i można sobie łatwo wyobrazić jak to się skończyło. Nie mogła zrozumieć jak osoba, która w jednej sekundzie była zakochana i ratuje czyjeś życie poświęcając misję może zareagować całkiem odwrotnie. Po jej plecach przeszły ciarki i nieprzyjemne dreszcze. Udało jej się odkopać jakąś kobietę, poświęciła na to dużo czasu i siły. Nie potrafiła przecież takich sztuczek jak niektórzy tutaj.

Stanęła na środku, a wiatr rozwiewał jej długie włosy, wszyscy dookoła pomagali i byli potrzebni, a ona znowu czuła się jak odludek wokół wszystkich. Jej myśli na moment skupiły się na walce, która rozgrywała się trochę dalej i doskonale wiedziała, że wkrótce tam polecą, chłopaki potrzebowali pomocy i to solidnej. Ciekawe jak długo dadzą jeszcze radę. Moment! Wyczuła bardzo nieprzyjemne wibracje. Spojrzała na zgromadzonych.

- Poczuliście to co ja?! Trzeba im pomóc! – wykrzyknęła, nie mogąc się powstrzymać od zaciśnięcia pięści. – Wiem, że za dużo tam nie pomożemy, bo musicie się zregenerować, ale nie mogę znieść tego uczucia, że on... są w tak kiepskim stanie, a my tutaj stoimy. On nas potrzebują, zwłaszcza, że poczułam coś dziwnego energia Rave jakby gdzieś zniknęła, a na jej miejsce pojawiły się dwie podobne do niej i równie mała jak tamta. Mam już totalny mętlik w głowie. Aż zaczynam się w tym wszystkim totalnie gubić, ale po prostu błagam lećmy tam, nie mogę znieść tej bezczynności. Tym bardziej, że to śmieszne, że nie możemy liczyć na nikogo wyższą rangą, powinni do cholery jasnej zareagować, przecież to Tsuful! A co gdyby ich tak opanował, nie rozumiem dlaczego mają to wszystko gdzieś, jakby byli na jakiś wakacjach. – warknęła. Nie powinna tyle mówić, ale była bardzo zdenerwowana. Bała się również o chłopaków, gdy wplatają się w walkę z tym czymś, nie chciałaby sytuacji, w której jednemu z nich coś by się stało, bo nie potrafiłaby sobie tego wybaczyć. To cios poniżej pasa, zwłaszcza, że jak i Kuro, tak i Red ostatnio często toczyli bardzo poważne pojedynki, które dotyczyły ich życia. Zagryzła dolną powiekę, aż z niej pociekła malutka stróżka krwi, którą natychmiast starła kawałkiem materiału.

– Najgorsze jest to, że nawet nie wiem jak im pomóc, jak Wam pomóc. W tym momencie jestem dla was zupełnie bezużyteczna, co więcej będę wam tam przeszkadzała. Cholerne uczucie.


Occ: Koniec treningu
Powrót do góry Go down
Ósemka

avatar

Liczba postów : 612
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Pią Gru 20, 2013 8:14 pm

Ból głowy, nadmiar złej energii, dotkliwe wyczuwanie zmian aury oraz wszechogarniające poczucie słabości, gdy sonduje się cudzą Ki. Zwątpienie, rozterki, cierpienie od dudniącej migreny i nadwrażliwości na bodźce zewnętrzne, plus minus straty moralne.
Naprawdę sądzili, że to ją przestraszy?
Odkąd Tsuful zostawił gruzowisko w jej głowie, to co przedstawiali nie wydawało się być nawet w jednej dziesiątej takie złe. Największym problemem byłoby skupienie się na Ki, z którą od zawsze miała problemy, ale dla chcącego nic trudnego… Prawda? A Vi chciała wiedzieć co się dzieje. Chciała jakoś pomóc.
Pobojowisko było straszne. Kuro pomógł wyciągać rannych, co robili Red i April, dziewczyna nie widziała, oddaliła się za bardzo. Wyczuwała tylko ich energię, które jak kropki na ciemnym tle wskazywały miejsce gdzie przebywali. Vivian nie przestawała drążyć głębiej w tej technice, tak by powoli, krok za krokiem rozszerzać zasięg. Pojawiało się więcej Ki, silniejsze, słabsze, pulsując słabo, mocniej… Zamierające. Nie mogła powstrzymać dreszczy biegnących wzdłuż kręgosłupa, gdy dwa skupiska energii zgasły jak zdmuchnięte świeczki. Wiedziała, że to umarli ludzie, ale jakoś to jeszcze do niej nie dotarło. Jakby cały tragizm został za drzwiami, chociaż w pełni rozumiała jego znaczenie.
Zajęli się rannymi. Odgarniając zwalone kawałki budynków, wyciągali pogrzebanych żywcem spod zawalonych domów, piwnic, wehikułów. Vivian zaciskała zęby. Pomogła wydostać się podstarzałemu wojownikowi, przyciskającemu żonę do piersi. Kobieta nie żyła, a on wciąż obejmowała ją ramieniem, szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Vivian zaciskała pięści. Umazała się cała sadzą i brudem wskakując w dziurę w budowli, która była zbyt delikatna by ją po saiyansku rozwalić czy przesunąć. Wewnątrz tkwiła dwójka przestraszonych dzieci, w panice kurczowo się siebie trzymając. Vivian zaciskała zęby. Dużo rannych, dużo krwi, dużo jęków i szlochów zaczęło wypełniać powietrze. Dziewczyna mechanicznie robiła co mogła, by im jakoś ulżyć w cierpieniu, ale co mogła zrobić? Stracili dorobek życia, rodzinę, przyjaciela, kumpla, sąsiada… Dom, a także poczucie bezpieczeństwa. Vegeta nie mogła uchodzić za planetę tak bezpieczną jak kiedyś, nie po tym co się stało.
Nie minęło dużo czasu, a Ósemka od stóp do głów była ubrudzona i zakrwawiona. Przestało obchodzić ja to, że otworzyła się jej rana na ramieniu, że bandaż na udzie od Kuro przesiąkł posoką. Niosąc na plecach rannego chłopca zaplamiła tył podarowanej koszuli, nie mówiąc już o przodzie, który z czarno-białego zrobił się jednoznacznie szary od kurzu. Wyglądała jak zmora i tak też się czuła. Odpowiadała półsłówkami na pytania i zdawało się, odcięła od rzeczywistości. Oczy miała suche i jakieś puste. Za nic nie chciała dopuścić do siebie tej rozpaczy, nie z braku współczucia, tylko obawy, że rozklei się na dobre i nie będzie w stanie już nic zrobić. Że wpadnie w histerię i ten niewielki pożytek jaki przynosi pójdzie na marne. Więc zaciskała zęby i pieści, i robiła dalej co mogła.
Jakaś kobieta próbowała odsunąć kawałek bloku. Dłonie miała we krwi, ale nie dawała za wygraną. Widząc dziewczynę, złapała ją kurczowo za ramię wbijając błędny wzrok w zielone tęczówki.
- Proszę… Tam jest mój brat, proszę mi pomóc…
Vivian nie wyczuwała niczego pod betonem, ale bez słowa przykucnęła obok. Wsunęła w szczelinę ostrze miecza i podważyła, odsuwając kamień. W nos zaraz uderzyła ją nieprzyjemna woń krwi i niewyraźny kształt ukazał pod kamieniami. Dziewczyna w porę zdążyła złapała kobietę w tali, gdy ta błyskawicznie rzuciła się krzycząc w dół. Wierzgała, kopała, ale Ósemka objęła ją mocno, jedną ręką zasłaniając oczy.
Widok bliskich dosłownie zgniecionych na miazgę nie jest czymś, co warto zachowywać w pamięci.
- Nie patrz. – Rzuciła ostro kadetka, ani na moment nie puszczając. – Nie chcesz go tak widzieć. Był dobrym bratem, zapamiętaj go właśnie tak… Właśnie tak... – Głos Vivian zaczął niebezpiecznie drżeć.
O dziwo, dłonie również poczęły się trzęść i to jej własne. Ku zaskoczeniu halfki i pewnej konsternacji, kobieta objęła ją mocno, wciskając swoją głowę w jej ramiona. Zaniosła się spazmatycznym szlochem, a Vivian z całych sił starała się powstrzymać szklące się oczy przed zrujnowaniem kamuflażu.
~Nie rycz Ósemka, nie rycz Ósemka… Przestań idiotko!~
Nie mogła znaleźć słów, jakimi mogłaby ją pocieszyć, ale w tej chwili nie o to chodziło. Ważne było, że ktoś był. Nieważne kto, ale czuć można było czyjąś obecność, wiedziało się, że tak do końca nie jest się samym… Głębokie. Ósemka najszybciej i najdyskretniej jak mogła wytarła powieki i pomogła odejść kobiecie do pozostałych ocalonych.
Robiła dalej swoje. Ale jeśli o czuciu mowa… Techniki używające Ki miały u Vivian dziwną tendencję, najpierw do bycia opornymi, by potem rozpędzić się nagle i przedobrzyć. Niemal na cały teren zniszczonego miasta rozciągał się szósty zmysł dziewczyny. To naprawdę było dużo i mimowolnie musiała się wzdrygnąć. Wtedy wyczuwanie rozpędziło się nagle na coraz większy obszar. Vivian gwałtownie poszła krew z nosa i zachwiała się niebezpiecznie.
Miecz wypadł jej z rąk, a sama kadetka oparła się o zburzoną ścianę, wbijając szeroko otwarte oczy w zakrwawioną ziemię. Nie umknęło nikomu, że jawnie drży na ciele.
Nagle poszerzył się jej zasięg, do tego stopnia, że wyczuwała co się dzieje na polu, miejscu z którego przyleciała. O to jej właśnie od początku chodziło, prawda? Chciała wiedzieć co się tam dzieje, jak Rave’owi idzie walka… Gdzieś z tyłu doleciał ją głos April, ale kadetka nie słuchała. Zbyt skupiła się na dwóch energiach, rzuconych gdzieś tam w bitwie na śmierć i życie. Czarnowłosa dziewczyna miała rację, Ki Hazarda była ciemna jak noc, chociaż nie do końca. Nie była tylko czarna, zdawała się emanować mrokiem, pochłaniając wszystko wokoło. Poczuła się jakby ktoś kopnął ją w żołądek, a następnie wyrwał go z jej ciała, gdy druga energia, słabsza, rozdzieliła się na pół.
Minął wyznaczony czas…
- Nie… – Jęknęła Vivian, starając się wyprostować. Przytłoczył ją nagle strach i poczucie beznadziei. Jej moc była o wiele słabsza od Rave i nawet najgłupszy kadet wiedziałby, że nie ma szans w walce. A wszystko się w niej rwało by tam lecieć. – Błagam, nie… – Wymamrotała, zaciskając zęby, oczy przez moment zalśniły szkarłatem.
Jedna z Ki kadetów zmalała gwałtownie. Vernil? Raziel?
- Nie! – Uderzyła pięścią w ścianę o którą się opierała. Dłoń pozostawiła krwawy odcisk na brudnym betonie. Krew przesiąkłą przez rękawiczkę. Vivian zacisnęła zęby, nagle oszołomiona. Ki znikła. Tak nagle, brutalnie przestała istnieć i nikt nie musiał jej tłumaczyć co to oznaczało.
Vernil.
Wiedziała… Nie wiedziała jak. Nie była w stanie nic zrobić. Nie umiałaby. Nie była dostatecznie silna. I te wszystkie godne pożałowania wymówki nic nie znaczyły w tej chwili. Osunęła się na ziemię, obejmując ramionami kolana. Zaciskała zęby by nie wrzeszczeć, chociaż coś w środku ją rozsadzało. Ze strachu, wściekłości i przede wszystkim ze smutku. Jestem tchórzem.
Chciała z nimi porozmawiać. Raziel zaproponował współpracę w ważnej dla obu sprawie. Nie będąc pewną, nie przystała na to. Vernila widziała na korytarzu, ale zaniepokoiła go jego złość. Stchórzyła, nie podeszła. Chciała… Nie wiedziała co, jak, ale po raz pierwszy od śmierci brata chciała z kimś normalnie porozmawiać. Zaśmiać się, zamiast wiecznie chować za kołnierzem kurtki i patrzeć beznamiętnie na otoczenie. Chciała…
- Ty draniu… Miałeś nie ginąć. – Wymamrotała z trudem.
Oczy Ósemki były rozszerzone i pełne bólu, przybarwione echem wściekłości. Z kącików potoczyło się kilka dużych łez. Pięści rozprostowały się i nagle palce wbiły mocno w ziemie aż kilka paznokci z cichym klikiem popękało. Od chwili gdy Ki Vernila znikła, minęło zaledwie kilka sekund, a cała paleta emocji przeszarżowała przez pierś kadetki. Teraz powstała, podnosząc miecz zakrwawioną dłonią. Na policzkach zostały ślady łez, ale spojrzenie mówiło, że nie zamierza płakać. Z niedowierzania, szoku i smutku, poprzez wściekłość przeszła do zdecydowania i cienia zimnej furii, której smak odczuła w ostatniej walce.
Raziel jeszcze żył. Z naciskiem na jeszcze.
- Chcę tam lecieć. Jestem beznadziejna w walce i też by mnie tu nie było, gdyby nie wy, ale chcę tam lecieć. – Głos miała napięty jak struna. Vernilowi nie zdąży już pomóc i ta myśl była jak rozżarzone obcęgi zaciskające się na szyi. Straciła kogoś z kim, nawet nie zdając sobie sprawy, połączyła ją nic przywiązania.
Szlag by trafił!!
Boję się, że będę przeszkadzać, zawadzać, moja obecność sprawi, że nie skupisz się na walce… To był prawie szept, w jej głowie, Vivian zdawała się nie mówić do nikogo tylko do… Rave, pół godziny wcześniej.

Zacięła się na mgnienie oka, by zacisnąć wargi w idealnie prostą kreskę. Pierś unosiła się z trudem, gdy przelotnie spojrzała na zgromadzonych, Reda, April, Kuro. Potem odwróciła głowę w bok, gdzie ranny doprowadzali się do względnego porządku. I powiedziała coś, co od dawna w niej tkwiło, ale do tej pory nie potrafiła tego ubrać w słowa.
To ostanie zdanie powiedziała zimno, tonem oszronionym i tnącym jak pokryta lodem żyletka.
Ja nie chcę by ktoś jeszcze zginął.

OOC ---> Koniec treningu
---> + 10% HP
---> + 10% KI
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   Sob Gru 21, 2013 10:51 pm

Atmosfera zrobiła się bardzo napięta. Kuro wygrzebał się spod gruzów i otrzepał z pyłu. Faktycznie źle się działo. Tamten wojownik przegrał i znowu w jakiś tajemniczy sposób pomnoży się na dwie osoby.  Chłopak zastanawiał się przez chwilę, jak mogło do tego dojść, przecież był silniejszy od Tsufula i powinien go rozgromić tym czasem pasożyt dużo swojej energii nie stracił. Musiał być piekielnie dobry. Wbrew wszystkiemu zazdrościł pozostałym podjętej decyzji. Sam nie wiedział, co ma zrobić. Jeśli polecą, to tutaj pod gruzami zginie wiele osób, a jeśli zostaną to zginie drugi z tych kadetów.

A Hikaru go ostrzegał i znowu miał rację. Trudno wybierać miedzy życiem jednostki i grupy. Zdecydowanie najgorsza rzecz, jaka mogła go spotkać. Koszmarnie trudna decyzja, do tego wojsko nadal się nie pojawiało. Kuro czuł na sobie ciężar odpowiedzialności, w zasadzie wyjścia nie miał. Jeśli z nimi nie poleci, to z pewnością Tsuful ich pozabija. Do tego nie był zadowolony, że April też chce tam być. Tutaj byłaby zdecydowanie bezpieczniejsza. Niemniej rozumiał, że tak jak on, tak i ona chciała tam być, bo się o niego martwiła. Nie rozgrzebywał tego, nie ma czasu na kłótnie No i głupio żeby od razu pokłócili się na poważnie, kto o kogo bardziej się martwi i odstawia na bok.

Nie spodziewał się do tego, że halfka tak źle będzie znosić swoją utraconą moc. Dla odmiany on sam był potężny, choć nigdy o taką siłę nie prosił. Nikt nie dawał mu wyboru, to on musiał teraz po wszystkim posprzątać
Podszedł do dziewczyny od tyłu i delikatnie objął w pasie. Trochę kurzu z jego włosów padło na jej ramiona.

- Już tam lecimy, masz jeszcze Wody? Po wszystkim potrenujemy razem, wrócisz do formy i skopiesz kilka ogoniastych zadków jak wcześniej. Moja Top 1 w Akademii. Ale obiecaj mi, że będziesz trzymać się w bezpiecznej odległości.


Powiedział bez entuzjazmu, był zbyt przygnębiony. Trzymając ją wzbił się w powietrze i polecieli w kierunku walczących. Dzięki temu sposobowi będzie szybciej, a i dziewczyna poczuje się bezpieczniej. Starał się ją uspokoić. Na ratowanie jednego z kadetów było za późno. Czyżby to on podjął złą decyzję? Może powinien od razu polecieć za Tsufulem a nie uganiać się za jaszczurem. Nie uratował miasta, nie uratował tej dwójki. Popełniał błąd za błędem i śmierć tylu Saiyan była jego winą. Lecąc przeszedł do stanu SSJ i nabrał prędkości. To ostatnie stracie.

OOC:
ZT - do Haza wszyscy
Jutro napisze u Haza, chyba ze ktoś chce to niech napisze pierwszy z dopiskiem, ze wylądowaliśmy wszyscy.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny Reaktor Miasta   

Powrót do góry Go down
 
Główny Reaktor Miasta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Brama do północnej części miasta
» Ruiny miasta - "Limbo".
» Przedpola miasta
» Przedpola Miasta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Miasto Centralne :: Miasto Północne (zniszczone)-
Skocz do: