Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Obiekt Leczniczy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Obiekt Leczniczy   Wto Maj 29, 2012 11:51 pm

Obiekt Leczniczy




Lodowaci rozdzielając się na inną kastę zmiennokształtnych, mieli ze sobą dość znaczną aparaturę leczniczą. Wracający żołnierze Xenonu właśnie w nich regenerowali swoje ciała, by po chwili znów stanąć do walki w imię swojego władcy.


  • Tutaj wyleczysz swoje rany.
  • Najnowsza aparatura pozwala na szybką regeneracje sił
  • Możliwe że dostaniesz tutaj zadanie, lecz nie pytaj się o nie...
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pon Kwi 01, 2013 3:45 pm

Krazgel zmęczony i obolały zmierzał w kierunku obiektu leczniczego. Wysypka zaczynała coraz bardziej się nasilać, zwędzenia stawało się nieznośne. Chang liczył na to, że szybko go wyleczą, byli mu to winni bo to ich wina.
Gdy przybył na miejsce spotkał strażników, chyba było tu coś nadzwyczajnego, że władca postanowił pilnować tego kompleksu. Po uprzednim sprawdzeniu, został wpuszczony do środka i skierowany do jednej z sali, gdzie miał się spotkać z rezydującym tutaj lekarzem...
Pomieszczenie nie było olbrzymie, znajdowały się w nim podstawowe elementy lecznicze. Changeling oparł się o ścianę i niwelując grymas bólu na twarzy odprężył się. Po chwili zjawił się jego wybawiciel.
Witam, pojawiła się u mnie dziwna wysypka na ramieniu, o tu w miejscu tej plamy w dodatku mocno swędzi. Co to jest? ile potrwa leczenie?
Chang bacznie się przyjrzał, dziwnym objawią i zanim zadał pytanie Krazgel go uprzedził.
Ta dziwna maź prawdopodobnie wydostała się z worków, które nosiłem w laboratorium. Mam nadzieję, że szybko coś z tym zrobicie bo staje się to nie do zniesienia.
Krazgel próbował zdusić swędzenie lecz ona i tak było silne i co chwilę przecierał ręką w miejscu wysypki powodując jej mocniejsze zaczerwienienie i obrzęk...
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Sro Kwi 03, 2013 11:31 pm

Gdy tylko badający go lekarz usłyszał skąd to swędzenie, to odskoczył jak oparzony od Jaszczura.

- Czemu od razu mi tego nie powiedziałeś!? - krzyknął przerażony.

Doczłapał się do aparatury technicznej, chwycił w dłoń mikrofon i zaczął nadawać

- Alarm! Alarm! Kolejny skażony! Pośpieszcie się!

Nie minęło pięć sekund, a sąsiednie drzwi rozwarły się z hukiem i do pomieszczenia wparował oddział specjalny. Każdy jego członek miał na sobie gruby skafander, chroniący go zapewne przez wszelakiej maści bakteriami, wirusami i innymi ustrojstwami. Zabezpieczyli wszystkie wejścia i podeszli bliżej Jaszczura.

- Zostałeś zakażony, musisz poddać się kwarantannie - rzekł niespokojnie Doktor.


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Czw Kwi 04, 2013 5:38 pm

Krazgel zezłościł się faktem że przez głupotę ludzi od których od trzymał rozkaz został skażony.

Dlaczego nikt nas nie ostrzegł!? A tym bardziej nie wyposażył w stroje ochronne? !

Mina lekarza była wystarczającą odpowiedzą na pytanie co się stanie. Nagle drzwi się otworzyły w kroczył odział zabezpieczony przed zarażeniem. Zabezpieczyli pomieszczenie przed próbą ucieczki z zbliżyli się do changa. Nie miał wyboru musiał poddać się kwarantannie albo mógł zginąć od razu. Jednak w jego głowie głębiło się mnóstwo myśli, odczuwał panikę jednak szybko się uspokoił i wyrównał oddech.

Nie mam wyboru co? Jeśli muszę to zabierzcie mnie do pomieszczenia gdzie wirus zostanie zniwelowany. Jednak jeśli mógłbym opuścić teraz królestwa dopóki sam nie zniszczę choroby to wolałbym tą opcję.

Krazgel wstał, wyprostował ręce aby pozwolić się skuć jeśli będzie taka potrzeba. Nie stawiając oporu czekał na rozwinięcie sytuacji. Jednak w głębi ducha miał nadzieję, że to nie skończy się dla niego śmiercią.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pią Kwi 12, 2013 11:14 pm

Doktor westchnął słysząc słowa Jaszczura.

- Wysil trochę mózgownice. Masz wirusa głąbie, nie możemy pozwolić mu wyjść poza ten teren, bo się rozprzestrzeni na całą planetę i wykosi wszystkich jej mieszkańców, włącznie z Nami. Dlatego nigdzie Cię nie puścimy, zaraz zaniesiemy Cię do specjalnego miejsca.

W tym momencie skinął na jednego z członków straży. Ten podszedł do Krazgela, wyjmując uprzednio niewielką strzykawkę.

- Nie będzie bolało - rzekł szyderczym głosem.

Bez zbędnych ceregieli wbił igłę w ramię ogoniastego. Po chwili przez ciało wojownika przeszły dziwne dreszcze. Jego ciało zwiotczało, a powieki mimowolnie przymykały się. Nim stracił przytomność, mógł usłyszeć jak lekarz śmieje się do reszty:

- Kolejny naiwniak, poszło łatwiej niż myślałem.

OCC:
Dobranoc. Zostajesz zaniesiony tutaj --> http://dbng.forumpl.net/t524-lochy. Budzisz się i piszesz od razu tam. Prócz Ciebie znajduje się tam dwójka nieprzytomnych Jaszczurów, oraz jeden który już się ocknął. Mam oczywiście na myśli kolegę Changelinga.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pon Kwi 29, 2013 5:10 pm

- Chyba się obudził ?- wielka fioletowo niebieska istota spojrzała na kapsułę, w której znajdował się Serag.
- Z tego co widzę jest już w pełni sił. Nie ma większej potrzeby trzymać go dalej. Otwieram kapsułę. Jednocześnie z ostatnim słowem wypowiedzianym przez wspomnianą wcześniej istotę kapsuła otwarła się. Był w niej podłączony do masy dziwny urządzeń Serag.

Changeling otworzył oczy, oślepiony światłem sztucznego światła spojrzał na lekarza i chwiejnym krokiem wygramolił się z maszyny leczniczej. Gdy wstał na równe nogi, wziął lekki zamach do tyłu by się rozciągnąć. Spojrzał na stojącego obok komputera lekarza i powiedział

- Nie widzę tutaj nikogo innego z mojego statku, mogę wywnioskować, że jako jedyny przeżyłem. Mam do Pana kilka pytań. Po pierwsze dlaczego nikt nie zgłosił, że tutaj na Namek już wylądowały nasze statki. Po drugie kim była zielona istota, która zniszczyła mój statek i po trzecie gdzie ja do cholery jestem ? - Serag był lekko poddenerwowany całą tą sytuacją, nie wiedział gdzie jest i co z nim się działo, a na domiar złego był w bazie innych changelingów. Ze złością zaczął dreptać w miejscu nogami.

*Nie ma to jak wejść z deszczu pod rynne*- pomyślał młody changeling, skrzyżował ręce na piersi i czakał na odpowiedź od doktora...
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Czw Maj 02, 2013 10:19 am

Kapsuła otworzyła się hałaśliwie. Lekarze natychmiast odłączyli Serag'a od całej aparatury. Zapisali coś w jego karcie, po czym odeszli na bok, dając Jaszczurowi czas na "powrót do rzeczywistości". Spojrzeli na niego nieco zdziwieni, gdy ten zadał pytania.

- Nikogo poza Tobą nie odnaleziono - rzekł doktor skrzeczącym głosem - więc można przyjąć, że tylko Ty wyszedłeś z tego żywy. Zielona istota to Nameczanin, tutejszy mieszkaniec. Znajdujemy się na planecie Namek, gdzie osiedliła się Nasza rasa. Nie wiem czemu nie zostaliście o tym fakcie poinformowani. A teraz zmykaj, bo mamy masę roboty na głowie.

Faktycznie, każda kapsuła była zajęta przez rannego. Medycy udali się do jakiegoś pomieszczenia obok, zapewne w celu leczenia kolejnych pacjentów.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pon Lut 10, 2014 9:16 pm

Gdy wyszedł z koszar było już zupełnie ciemno. Lekko go to zdezorientowało, zwłaszcza, że czuł się na wpół przytomnie po wcześniej przebytym treningu. Nie do końca wiedział, w którym kierunku powinien się teraz udać, by dotrzeć do przydzielonej mu kwatery. Zresztą, możliwe, że musiałby zająć się dodatkową papierkową robotą, nim faktycznie wpuszczono by go do jakiegoś pokoju. Ta cała biurokracja, to przydatna rzecz, ale czasami strasznie uciążliwa. Ostatecznie postanowił, że zamiast na spoczynek uda się do obiektu leczniczego. Logicznie myśląc, musiał znajdować się nieopodal koszar. Rozpoczął swoje poszukiwania. Zajęło mu to trochę czasu zważywszy na zmęczenie i porę dnia, lecz koniec końców trafił na miejsce. Przedstawił powód wizyty i poprosił o przydzielenie kabiny leczącej. Niby na początku kręcili nosem, ale akurat jedna z maszyn była wolna, więc nie mogli Foku spławić w prosty sposób, zwłaszcza, że nie miał zamiaru dać się zbyć. Wszedł do środka komory, która stopniowo zaczęła wypełniać się zielonkawą substancją o leczniczych właściwościach. Changeling czuł, jak jego ciało staje się lekkie, jednakże w zupełnie inny sposób, niż podczas ćwiczenia Bukujutsu. Świadomość zaczynała odpływać, a on stopniowo pogrążał się w przyjemnym, odprężającym śnie. Ostatecznie zamknął oczy, pozwalając swojego ciału w spokoju wrócić do dawnej formy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Nie Mar 02, 2014 7:53 pm

[Post Skipowy]

Trening, który Foku odbył w koszarach pomógł mu oczyścić nieco umysł. Młody Changeling powoli odzyskiwał pewność siebie i wdrażał się w nowe środowisko oraz społeczność. Mijały kolejne dni. Wszystko zaczynało się od początku. Trafił na nową planetę, więc siłą rzeczy musiał nawiązać nowe znajomości. Tutaj miał czystą kartę. Mógł na nowo napisać swoją historię. Istniało naprawdę niewielkie prawdopodobieństwo, iż znajdzie się w okolicy ktoś, z kim Foku miał kiedyś coś wspólnego. Zresztą z nikim nie utrzymywał się na tyle bliskich kontaktów, by mógł definitywnie stwierdzić, jaką osobą jest z charakteru. Z drugiej strony, w tym wypadku mimowolnie nasuwa się myśl, iż jest osobą zamkniętą w sobie i tajemniczą. Taka opinia nie koniecznie musiała mieć pozytywny wydźwięk. A w każdym razie dużo utrudniała. Przeważnie nie lubi się czegoś, czego się nie zna. Taka psychologiczna zagadka. Wzbudza to w nas negatywne emocje. Nie rzadko strach. Młodziak wolał uniknąć problematycznej reputacji już na samym początku. Na szczęście nikt nie dał mu powodów, do takich zmartwień. Dosyć sprawnie wtopił się w społeczną masę. Dzięki temu był w stanie sprawnie i szybko pozyskiwać interesujące go informacje. Pierwsze kilka miesięcy pobytu na Namek spędził na dogłębnym rekonesansie. Przede wszystkim ciekawiło go zagadnienie rodowitej rasy zielonoskórych, którzy zamieszkiwali planetę. Zasłyszał, iż posiadają oni całkiem ciekawe umiejętności. Zastanawiał się, czy byłby w stanie zaczerpnąć on nich nieco wiedzy. Zawsze lubił poszerzać swoje horyzonty i znać więcej niż jeden punkt widzenia. Oczywiście planował robić to raczej za plecami swoich współbratymców. Rasa Changeling'ów i Nameczan były w dość oschłych stosunkach. Zresztą dosyć zrozumiała sytuacja. Jak reagować na pojawienie się osobników, których głównym celem jest podbój planety. Oczywiście możliwe, iż zdarzają się wyjątki, w których wybicie całej rodziny nie wywiera na tobie większego wrażenia. Kto wie. Trudny okres dorastania może w pewien sposób usprawiedliwiać takie zachowania. Jednakże większość zielonoskórych nie podzielała najwyraźniej tego zdania. Foku osobiście nie był żadnym rasistą. Z rodowitymi mieszkańcami Namek, miał tyle wspólnego, co z Kurami na Ziemi. Dlatego też już w pierwszym roku pobytu na zielonej planecie postanowił w jakiś sposób wkupić się w ich łaski. Nie wiedział jeszcze dokładnie jak, lecz był to drobny szczegół, który wkrótce zamierzał dopracować. Przede wszystkim należało nawiązać jakiś kontakt. Niestety, stereotyp krwiożerczego Changeling'a był utarty tutaj dosyć mocno, co przeszkadzało znacząco w porozumiewaniu się. Po kilku dniach rozmyślań i analizowania wszelkich możliwości, najlepszym wyjściem z sytuacji okazało się ochotnicze zgłoszenie do patrolu poza teren bazy. Problem był jeden. Nikt o zdrowych zmysłach nie uczestniczył własnowolnie w patrolu. Większość tępych, przepakowanych żołdaków uważało to za zło konieczne, które przeszkadzało im w treningach i popijawach do białego rana. Dlatego też niepocieszony musiał cierpliwie czekać na swoją kolej, by nie wzbudzić podejrzeń dociekliwych indywiduów.

Minęło kilka dobrych miesięcy, nim wreszcie nadarzyła się wspomniana okazja. W tym czasie Foku nie próżnował. Postanowił kontynuować wcześniej podjęty trening. Chęć integracji z nieznanymi społecznościami to jedno, a drugie ich mordercze zamiary. Wolał przetrwać to spotkanie bez ubytku w kończynach. Nasz zielony Changeling starał się zwiększyć nie tylko swoje parametry fizyczne, ale także wachlarz znanych mu technik. Mordercze ćwiczenia nie raz dostarczyły mu nieprzyjemnych kontuzji. Nie zrażał się on jednak. Wytrwale ćwiczył. Cały czas przyświecało mu wcześniej obrane motto, brzmiące niczym wyjęte z ust starca: "W zdrowym ciele, zdrowy duch". Analizując swój styl walki, który wciąż się rozwijał, wywnioskował, iż potrzeba mu technik ofensywnych. Obserwując swoich przełożonych poznał dwie nowe techniki, których nauczenie się obrał sobie za nowy cel. Bezwzględnie potrzebował ataku dystansowego. Takim właśnie był Death Beam. Promień energetyczny, o dużej sile przebijającej. Umożliwiał on szybką eliminację przeciwnika. Elegancko, cicho, bez dużej ilości krwi. Oczywiście wiedział, iż nie zadziała to na każdego, a silniejszych przeciwników ledwo połaskocze, lecz od czegoś trzeba było wyjść. Tym razem postanowił za miejsce ćwiczeń wybrać sobie plener. Zabawa z manekinami w tym wypadku nie była żadnym wyzwaniem, a wręcz przeciwnie - niosła małe korzyści dydaktyczne. Celność była podstawą tej techniki. Za obiekt treningowy miały Foku służyć zielone nameczańskie króliki (Smile)  i żaby, których było w pobliżu na pęczki. Chłopak w pierwszej kolejności chciał nauczyć się właściwie koncentrować energię. Sztuka polegała na tym, by skondensować ją w bardzo małym punkcie na końcu palca, najlepiej wskazującego, a następnie wystrzelić. Początki nie były łatwe. Po parunastu próbach nabawił się co najwyżej dotkliwych poparzeń palca. Z czasem jednak szło mu coraz lepiej. Należało odpowiednio wyważyć energię, przy odpowiednim jej skupieniu. Znów kluczową role odgrywał przepływ energii w ciele - wyrównanie go razem z oddechem i przesłanie w pożądane miejsce. Trening tej techniki okazał się początkowo trudniejszy niż mógłby się wydawać, a w każdym razie jej opanowanie do zadowalającego efektu. Changeling przychodził na okoliczne równiny kilka dni pod rząd. Można śmiało powiedzieć, że populacja okolicznej fauny delikatnie się zmniejszyła. Do tego stopnia, iż większe drapieżniki zaczęły patrzeć się dziwnie na trawę i krzaki - jakby z większym apetytem. Ostatecznie jednak usilne starania naszego zielonego jaszczura przyniosły pozytywne skutki. Jego celność znacząco się poprawiła. Wreszcie posiadł odpowiednie środki perswazji, w razie gdyby niektórym, mniej ogarniętym osobą słowa nie wystarczyły.

Upragniona wyprawa wreszcie nastąpiła. W odpowiedni sposób udało mu się przekonać osobę, która mu towarzyszyła, by się rozdzielić. Wystarczyło powiedzieć, że przecież nie ma co się przejmować takimi robakami, jak Nameczanie i już chwycił haczyk. Gdy uwolnił się od swojej niańki, skierował się w pobliże wiosek zielonoskórych. Zachował bezpieczną odległość i obserwował ich z daleka. Architektura tej rasy była raczej prosta. Również stopień ich zaawansowania technicznego wydawał się niski, jeżeli w ogóle jakikolwiek istniał. Jednakże nie mógł ich lekceważyć. Bardzo chętnie pozyskałby wiedzę, którą dysponowali. Im większą ilością informacji się dysponuje, tym więcej można zdziałać - z tego założenia wychodził. Niestety, jego baczne obserwacje przerwał Nameczanin, wracający właśnie z polowania. Niemal rzucił się na Foku, zakładając iż planuje on atak na wioskę. Changeling próbował z nim rozmawiać, niestety bez skutku. Był święcie przekonany, że jest to jakiś spisek i nie da się mu oszukać. Takiej reakcji właśnie się spodziewał. Najwyraźniej będzie trzeba w najbliższej przyszłości popracować nieco społecznie. Kończąc bezowocną i jednostronną dyskusję dorzucił jedynie:
- Wynieście się stąd na dalej położone tereny, jeżeli nie chcecie wszyscy zginąć w przeciągu najbliższego miesiąca. Jeżeli mi nie wierzysz, twoja sprawa. Przemyśl tylko, czy możesz pozwolić sobie na to, by to uczynić. - spojrzał na niego spokojnie, nic nie mówiącym wyrazem twarzy. Po tych słowach oderwał się od ziemi używając Bukujutsu. Oddalił się od Nameczanina pozostawiając go samego sobie. Ziarno zostało zasiane. Zarówno jeśli uwierzą, jak i nie, on i tak wyjdzie na swoje. Jeżeli uchronią się od ataków jego pobratymców, i potwierdzą, że w tym konkretnym czasie dotarł tutaj ponownie patrol Changeling'ów, będą już wiedzieli, że mówił prawdę. Nie będą jedynie pewni dlaczego i w jakim celu. Gdy jednak pozostaną, to ich los zostanie przesądzony. Niemniej, jeśli przeżyje choć jedna osoba, to również uzmysłowi sobie, iż ich nie okłamał. Informacja ta pójdzie w obieg. Dzięki temu zyska niewielki kredyt zaufania. Szansa, by wykorzystał go kto inny była nikła. Wątpił, czy istnieje więcej "przyjaznych" Changeling'ów, którzy mogliby się pod niego podszyć. Istniał tylko jeden mankament. Teoretycznie przeciwna frakcja Słonecznych miała bardziej spokojne podejście do sprawy.  Niestety w jaki sposób się to podejście prezentowało, tego nie mógł zweryfikować. Liczył więc na odrobinę szczęścia.

Po tych wydarzeniach wrócił do swojego codziennego życia i obowiązków, czyli pisania sprawozdań i dalszych treningów. Studiował też raporty naukowe, które dotyczyły zarówno klimatu planety, jak i mikroorganizmów oraz chorób na niej występujących. Udało mu się wtopić w tło. Zmyć z siebie łatkę "nowego". Był traktowany raczej na równi. Mijało już prawie półtora roku, odkąd przybył na Namek po nieprzewidzianych wydarzeniach na Xenon. Udało mu się w pewnym stopniu zwiększyć swoją moc, jednak w bardzo nikłym stopniu. Tempo, w jakim to następowało było dla niego niezadowalające. Te przemyślenia ponownie zmotywowały go do intensywniejszej pracy. Postanowił posiąść nową technikę, a dokładniej rozwinąć jedną z tych, które już znał. Chciał nadać swojemu Kiaiho bardziej ofensywny charakter. Skoro już odpycha przeciwnika, to czemu przy okazji nie narobić mu kilku siniaków, a może nawet krwotoku wewnętrznego. Podstawy techniki już znał. Skupienie energii wewnątrz ciała, zwłaszcza w okolicy rąk, a następnie gwałtowne jej uwolnienie. W tym wypadku różnice były niewielkie. Zwyczajnie należało jeszcze bardziej skupić Ki, by skierować je dokładnie w stronę naszego oponenta. Nie chodziło o zwyczajne wytracenie z rytmu i przerwanie nadarcia, ale także o niespodziewany kontratak. Ze względu na specyfikę odmiany tej techniki, Foku niechętnie, lecz musiał przystać na pomoc jednego ze swoich znajomych. Wyglądało to całkiem ciekawie. Zwłaszcza, gdy przy pierwszych trzech razach dostał siarczystego raza prosto w twarz. Od dłuższego czasu nie doświadczył tak ekstremalnych przeżyć. Nie przywykł do okładania się. W każdym razie nie było czasu na szlochanie. Przybrał odpowiednią postawę po raz kolejny. Skupił się. Wyrównał oddech i pozbył się zbędnych myśli, choć większość już i tak uleciała po wcześniejszych uderzeniach. Kiwnął stanowczo głową, na znak, iż jest gotowy. Wyczekiwał odpowiedniego momentu. Nie mógł zrobić tego zbyt szybko, gdyż wtedy uderzenie byłoby za słabe. Przeciwnik zbliżał się nieubłaganie. Sekundy zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Bacznie obserwował ruchy nacierającego oponenta. Już zdawało się, że sytuacja się powtórzy, a Foku zostanie wkomponowany w ścianę, lecz w ostatniej sekundzie zareagował. Dłoń, jak i całe ciało napastnika cofnęły się, by w impetem odlecieć, uderzając w ścianę. Zielony jaszczur ze zdziwieniem popatrzył na swoje dzieło. Jego znajomy leżał teraz pod ścianą jęcząc z bólu. - Um... tego... dzięki za pomoc. - odparł, starając się zeskrobać go z podłogi. Cała sytuacja nieco go rozbawiła. Nie zamierzał połamać mu większości kości. Po prostu... jakoś tak wyszło.

W ciągu kolejnych miesięcy zdążył już zupełnie przywyknąć do otoczenia. Jedynym mankamentem wciąż pozostawał brak nocy. Zupełne przeciwieństwo tego, do czego przywykł od urodzenia. Zawsze skąpany w ciemnościach na mroźnej części Xenon. Czasami ta wszechogarniająca zieleń strasznie go irytowała. Miał wrażenie, że nigdzie nie może się ukryć. Musiał pogodzić się z niedogodnościami związanymi z przymusowym przesiedleniem. Foku czuł, że to odpowiednia chwila, by wreszcie przedsięwziąć jakieś poważniejsze kroki. Rozpocząć działania na szerszą skale. Odnosiło się to przede wszystkim do dalszego zaznajamiania się z rasą Nameczan. W przeciągu kolejnego półrocza miało miejsce jeszcze parę mniejszych incydentów, w których Foku wyświadczył im przysługę. Ubił jakiegoś większego zwierza z daleka, czy też podrzucił co ciekawsze informacje, niby to przypadkiem. Zaczynali kojarzyć go z widzenia, jednak nic więcej. Najchętniej wybrałby się na jakąś misję. Byleby nie dotyczyła eksterminacji zielonoskórych. To przysporzyłoby mu nie lada problemów. Musiałby wszystko tak wykombinować, by wilk był syty i owca ciała, innymi słowy, należałoby przekonać zarówno przełożonych, że ocalenie uciążliwej rasy było konieczne, a do tego Nameczan, że to co mówi nie jest groźbą. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż jego pobratymcy do ugodowych nie należą, więc podany powód musiałby być naprawdę dobry.

- Yare, yare... - mruknął, wychodząc z kabiny leczącej. Właśnie zregenerował siły po kolejnym żmudnym treningu. Chwycił zielony ręcznik zawieszony tuż obok, na ścianie. Zaczął się intensywnie ocierać, rozmyślając nad tym co by tu zrobić. Chętnie wyrwałby się z bazy. Miał ochotę na trochę wrażeń, zupełnie, jak to nie on. No, ale ile ostatecznie można siedzieć na miejscu i gapić się w ścianę. - Może po prostu wybiorę się na mały spacer. Rozprostuję kości. - pomyślał, napinając nieco prawy biceps. Ostatnio zauważył, iż przybrał nieco na masie mięśniowej. W końcu żmudne treningi dały swoje efekty. Niestety nie znał zbyt dobrze jeszcze granic swojej siły. Wszystko przez to, że nie lubił konfrontacji siłowych z byle kim. Obijanie komuś pyska, dla samej tej czynności nigdy nie sprawiało mu zbytniej radości. Trudno powiedzieć dlaczego. Może po prostu brakowało mu rywala. Zawiesił spojrzenie gdzieś w przestrzeni, rozmyślając.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Wto Mar 04, 2014 10:40 pm

Sytuacja na Namek wreszcie wróciła do stanu sprzed epidemii. Oznaczało to również pierwszą od kilkunastu miesięcy chwilę wytchnienia dla lekarzy. Trudno się wiec dziwić, iż w obiekcie leczniczym było ich zaledwie kilku. Chociaż w zasadzie po co mieliby tam siedzieć? Większość ich pobratymców wie jak obsługiwać komory regeneracyjne. Pozostają tylko pacjenci leżący na sali, a na tych to wystarczy rzucić okiem co jakiś czas i kazać jakimś uczącym się młokosom zmienić im pościel jak całą zarzygają. Ogólnie panował spokój. Lecz nagle...

Drzwi pomieszczenia otworzyły się z hukiem. Wparował przez nie jakiś młody Jaszczur, od razu było widać, że jest wściekły. Rozejrzał się po sali, po czym ruszył w stronę najbliższego Doktora.

- Gdzie oni są? - warknął - mieli już dawno być gotowi.

- Ach no więc... okazało się, że ich leczenie potrwa nieco dłużej.

- Dłużej?! Ja nie mogę dłużej czekać, powinienem wyruszyć już kilka godzin temu, wczoraj zapewniliście mnie, że moja drużyna będzie wyleczona na czas!

- No cóż, w takim razie proponuję skompletowanie innej...

- Łatwo Ci mówić! Baza jest praktycznie opustoszała, jeśli nie liczyć paru żółtodziobów trenujących na sali. Nie mogę zabrać na taką misję nowicjuszy!

- Hmm no to może...

Wzrok medyka powędrował na Foku, wycierającego się ręcznikiem. Stał kilka metrów dalej, więc z pewnością słyszał całą rozmowę. Na ucieczkę nie było już szans, zresztą może właśnie na taką okazję czekał ogoniasty?

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pią Mar 07, 2014 2:41 pm

Przez kilka minut stał w bezruchu. Zagłębiał się w niezbadanych meandrach swojej podświadomości, gdy wtem poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Oprzytomniał, przenosząc wzrok na dwójkę rozmawiających. Najwyraźniej mieli do niego jakiś interes, gdyż usilnie się w niego wpatrywali. - Tak, o co chodzi? - zapytał spokojnie, lecz dobitnie. Nie podobał mu się sposób, w jaki na niego patrzyli. Miał wrażenie, że go obgadują. Niezbyt pochlebny zwyczaj, zwłaszcza, gdy osoba o której się mówi jest tuż obok. Zaczął powoli kroczyć w kierunku jaszczurów. Jeden z nich wyglądał na medyka. Przynajmniej takie wnioski można było wysunąć po białym fartuchu, który na nim wisiał. Drugi osobnik natomiast przypominał raczej wojskowego. Narwany, niecierpliwy, a do tego lekko umięśniony. - Więc? - ponowił pytanie, stając tuż obok nich.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Pon Mar 10, 2014 11:07 pm

Żołnierz zmierzył Foku spojrzeniem od stóp do głów. Przez chwilę w jego głowie rozgrywała się mała bitwa myśli. Czas nagli. Nikogo więcej nie miał do dyspozycji, decyzja była wiec oczywista. Westchnął przeciągle i rzekł:

- Pomożesz mi w misji. Wyjaśnię Ci wszystko po drodze, nie stój tu jak kołek, ruszajmy - ruszył w stronę drzwi, lecz w progu odwrócił się do Doktora i dodał - postawcie moją drużynę na nogi najszybciej jak się da i każcie im iść za nami. Zapewne będziemy potrzebować wsparcia.

Popędził korytarzem, przynaglając Foku by biegł szybciej. Gdy tylko opuścili Bazę, wznieśli się w powietrze i polecieli wgłąb planety.

Z/T --> http://dbng.forumpl.net/t341p100-rajski-las Ale nie nawiązuj żadnego kontaktu z Xanem i Haruką.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Wto Mar 11, 2014 6:32 pm

Nie sądził, iż jego skryte życzenie dotyczące opuszczenia bazy spełni się tak szybko. Czyżby przysługiwały mu jakieś specjalne przywileje? Niemniej, nie podobał mu się sposób, w jaki do tego doszło. Nie posiadał żadnych istotnych informacji, dotyczących powodu tej wyprawy. Równie dobrze mógł robić za mięso armatnie. Postanowił jednak milczeć do momentu opuszczenia zabudowań. Posłusznie podążył za swoim przewodnikiem, obdarzając medyka przeciągłym spojrzeniem.

[zt do Rajski Las]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   Wto Sie 26, 2014 10:20 am

Cichaczem prześlizgnął się do bazy, licząc na to, że nikt go nie zauważy. Szczerze mówiąc nie wiedział, jak potoczyły się losy jego dowódcy. Istniała nikła szansa na to, że udało mu się uciec. Przeciwnik miał znaczą przewagę. Sam Foku mógł mówić o niejakim cudzie. Mogli zgnieść go jak muchę, a zamiast tego nawet poduczyli kilku przydatnych rzeczy. Samo to wyczuwanie energii było stosunkowo przydatne. Dzięki temu między innymi udało mu się właśnie dostać do lecznicy nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Ninja style. Wgramolił się do maszyny leczącej. Regeneracja nie trwała długo, bo i jego siły nie były aż tak nadwątlone. Może tylko mu się wydawało, lecz odczuwał znaczny przyrost siły. Pływając sobie bezwładnie w leczniczym płynie zaczął się zastanawiać nad dalszymi działaniami. Bezsensem byłoby czekanie na dalszy rozwój wydarzeń. Cholera wie ile zajmie słonecznemu przekabacenie swoich sprzymierzeńców. Do tego nie znał całkowicie zamiarów tamtej trójki. Ewidentnie mieli jakiś sekret. Ba, posiadali moc, mogącą przywrócić ich planetę do pierwotnej formy. O ile nie blefowali. Widział dwie opcje. Albo zacznie działać intensywnie, by nawiązać kontakt z mieszkańcami Namek, albo zrobi sobie niezapowiedziany wypad na Ziemię. Z tym, że do tego drugiego będą mu potrzebne dane lokalizacji planety, które zapewne znajdują się w głównej bazie danych placówki badawczej.

Musiał się dłużej nad tym zastanowić. Czego by nie zrobił, to każda decyzja wpłynie znacząco na jego przyszłość. Nikt nie dawał mu gwarancji, iż na Ziemi nie ubiją go, jak muchy. Trafił na dwóch przychylnych osobników i jedną psychopatkę, ale co z resztą. Drzwi kabiny otworzyły się po około dwóch godzinach. Miał lekkie deja vu. Chwycił ręcznik i otarł się z pozostałości zielonkawego płynu. Udał się do swojej kwatery, by w spokoju spreparować raport, jaki miał dostarczyć przełożonym.

[zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Obiekt Leczniczy   

Powrót do góry Go down
 
Obiekt Leczniczy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Baza Changelingów-
Skocz do: