Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Rajski las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Rajski las   Sro Paź 10, 2012 7:44 pm

First topic message reminder :

Lasów na Namek jest mnóstwo, mimo tego ten ma w sobie coś niesamowitego. Jest dziewiczy, nikt jeszcze nigdy nie próbował ingerować w jego naturę. Pradawne wieści mówią, że tego, który odważy się niszczyć chociażby jedno drzewo, bądź zabiję jakąkolwiek istotę w tym rejonie, spotka okrutna klątwa. Mimo tego miejsce to jest często odwiedzane przez Nameków. Jest ono bowiem jedyną drogą, którą można dostać się do jeziora.
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Kwi 01, 2015 6:49 pm

Canin podszedł do swojego mentora, kiedy zakończył trening. Nie był o tyle zmęczony fizycznie, co mentalnie, psychicznie. Głowa go bolała od tego wysiłku, jednak nie chciał zawieść Treo. Chciał być w przyszłości silnym wojownikiem, który będzie w stanie walczyć nawet z najsilniejszymi Changelingami, jeśli tego by wymagała sytuacja. Ciągle pamiętał o swojej wiosce, w której przez pierwsze lata się wychowywał i nie miał zamiaru o niej zapomnieć nawet na chwilę. Wiedział, że chęć zemsty nie prowadzi do niczego dobrego, ale trudno było mu się pogodzić z faktem, że jaszczury mogą być tak bezkarni na ich planecie. Kiedy usłyszał słowa doświadczonego Nameczanina, krew się w nim zagotowała. Miejsce, w którym dorastał było zagrożone i to prawdopodobnie bardzo, biorąc pod uwagę poważną minę Treo.

- Tak. Nie zawiedziesz się na mnie, obiecuje. Wykonam to zadanie i pomogę wiosce jeśli zajdzie taka potrzeba.

Odbiegł chwilę dalej i kiedy chciał już wystartować do lotu, to przyhamował w ostatniej chwili. Uderzył się w głowę robiąc "faceplam". Nie potrafił jeszcze latać, a musiał się tam znaleźć jak najszybciej. Wiedział już jaką technikę postara się opanować przy następnej ku temu przyjajacej sytuacji. Zaczął rozwijać swoją prędkość biegnąc. Nie był wolny, dlatego miał nadzieję, że ta podróż nie zajmie mu długo czasu.
Powrót do góry Go down
Fanalis



Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015


SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Lis 27, 2015 11:40 am

Zmierzając ku swojemu celowi w Rajskim Lesie nasz bohater, Fanalis, miał doskonałą sposobność do odbycia kolejnego treningu. Nauki nigdy nie było za mało, a kiedy myśli wciąż krążyły ku nieznanym przeszkodą, jakie staną mu tam na drodze, tym bardziej musiał się czymś zająć. W pełnym skupienia locie zamierzał osiągnąć maksymalną prędkość i utrzymać ją, aż nie dotrze na miejsce. Detektor cały czas wskazywał mu dokładna lokalizację obszernego lasu. Nie przypominał sobie, aby miał sposobność kiedyś tam zajść podczas swoich podróży w nieznane. Tak naprawdę wiele nie wyniósł z łażenia bez celu. Było mu zbyt ciężko, a przygotowanie liche. Nie to, co teraz. W obecnym stanie czuł się, jakby mógł góry przenosić. Nadal jednak nie umywał się do tego, jakie parametry wskazywał u innych Changelingów. Ich obszerna technologia pomagała w staniu się silniejszym, co było nie fair w stosunku do Nameczan. Obie rasy mimo to nieugięcie stawały w szranki. Przemyślenia te niemiłosiernie go drażniły, a przecież nie znał żadnych, ważnych szczegółów. Jakby faktycznie odwrócił się od własnego ludu i wybrał samotną drogę renegata. Ciekawska natura i ukształtowanie własnego charakteru faktycznie postawiły go w niezłej kropce.
- Stać mnie na więcej. - wsparł swoje myśli słowami i obniżył pułap, żeby pobliskie tereny przeszył powiew wiatru od jego przelotu. Przyspieszył lub tak mu się wydawało, bo przecież nie wydzielał żadnej aury, a oczy skoncentrowane były na śledzeniu mapy. Wzleciał ponownie po pokonaniu odcinka wody i wyrównał trajektorię po obrocie ciała. Standardowy i przyjemny manewr, w którym lotnik robi coś na wzór korkociągu i przy tym wiruje prawie, jak śruba. Chciałby, żeby wyglądało to profesjonalnie, jednak nie obyło się bez mniejszych kłopotów z koordynacją. Szczególnie pod koniec. Zawahał się, dlatego został wytrącony z równowagi. Gdy znowu nabierał szybkości, to pamiętał już o specyficznym uczuciu. Z pewnością każde doświadczenie przyda mu się na plus i zdoła nadal się rozwijać. A do tego potrzebne było przede wszystkim przeżycie kolejnych starć. Nie wątpił, że na razie mógł mieć spokój, ale podczas jego zadania na kogoś natrafi. Miał nadzieje, że to będzie chłopiec Enya i, że nie wpadł jeszcze w poważne kłopoty. Od tego tu był Fanalis, aby wyciągnąć go z nich. Jemu też najwyraźniej przypadał ten zaszczyt wpadania w niebezpieczeństwo. Szykowało się na wyzwanie do sprostania i również podjęcie ciekawej decyzji.

Occ: Rozpoczęcie treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lis 28, 2015 6:20 pm

Lot potrwał jeszcze krótką chwilę, lecz gdy tylko doszło do lądowania, Fan zrobił to w spektakularny sposób. Tak, wydawałoby się, że wyglądało to bardzo dobrze albo bardzo źle. Nie gruchnął o ziemię z hukiem, orząc twarzą powierzchnie niczym pług. Z nadmiaru prędkości dotknięcie lądu wydawało się problematyczne, dlatego ślizgiem sunął jeszcze parę metrów, aby ostatecznie stanąć w kupce kurzu. Po jej opadnięciu pozostał już tylko lekko zdyszany od wysiłku odbytej podróży Nameczanin w obdartym dogi. Czasami miał poczucie, że stoczone walki miały miejsce dawno temu, aniżeli przed kilkoma godzinami. Rachuba czasu w jakiś sposób zagubiła się podczas najazdu Sayian. Był teraz bogatszy w wiedzę i siłę. Znał pewne tajniki, którymi posługiwali się napastnicy. Nie wiedział wszystkiego, a byłby to dobry sposób na powstrzymanie reszty. W żaden sposób nie można było przeprowadzić żadnej dywersji w pojedynkę. Ale cóż, głowił się nad tym tylko moment, bo nie mógł poprzestać na zwykłym locie, który nie stworzy takiego wysiłku, jak podczas wymachiwania kończynami.
Uporczywa praca stanowiła główny element, którym posługiwał się Fan i od tego zależało, czy nadal będzie w stanie poprawiać swoje osiągi. Stawanie się szybszym, zwinniejszym i silniejszym. Oczywiste było, że w miarę rozwoju rozkładał te czynniki. Priorytetem była moc jego Ki. Tak mu się zdawało. Gorzej operował siłą fizyczną, a czuł się dobrze mentalnie. Odbiór tych kwestii odkrył zawczasu, więc nie był taki ograniczony, jak mogłoby się zdawać. Kiedyś należało dorosnąć i stawić czoła problemom. Niekoniecznie od razu, ale z przymrużeniem oka odstępował czasami ciekawości. Dlatego jeszcze nie wystraszył się silniejszych od siebie, bo na razie spotkał takich, którzy nie byli doń wrogo nastawieni. Miał szczęście i tyle. Toteż w otoczeniu drzew zrodziło się wiele pomysłów na urozmaicenie treningu. W takich warunkach jeszcze nie przeprowadzał ćwiczeń. Wyobraził sobie, że są to przeciwnicy - wielkie Małpoludy. Były nieruchome, lecz przy jego doświadczeniach zdawały się odpowiednio zaangażowane, jak żywe odpowiedniki. Nic, a nic się nie różniły, kiedy w żaden sposób nie mogły go trafić. Zatracił się zatem w seriach ciosów, co i rusz wzbijając się z dołu go góry oraz dookoła. Trafiał w newralgiczne punkty, za jakie uznał nogi, ręce i głowę. Twarde cielska przeistoczonych Sayian były dla niego przeszkodą. Za nic w obecnym stanie nie zdoła ich powalić. Na etapie rozwoju znalazł jednak inne rozwiązanie, jakby celowo spadło mu z nieba. Pechowo, że tak wojownicza rasa małp była zależna od swojego ogona. Zdarzały się i takie psikusy ewolucyjne.
Po znacznym upływie czasu kilka drzew nie tyle, co zostało powalonych, bo oszczędzał naturę i nie chciał robić harmidru, ale oskórował je z kory. Drobny mankament.
- Teraz mogę skupić się na odszukaniu malca. Byle szybko. - odparł sam do siebie, jako że złożył obietnicę i nie mógł pozostawić martwiącego się o Enye brata.

Occ: Koniec treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lis 28, 2015 7:53 pm

Las nie był taki ładny jak wcześniej i to wcale nie przez to, że pewien Nameczanin postanowił pozbyć się nadmiaru fioletowej kory z okolicznych drzew. Idąc głębiej… Ktoś inny zniszczył okoliczną roślinność. Zgniecione krzaki, kręgi wypalonej trawy, martwe zwierzęta… W najbliższym oczku wodnym pływało martwe ciało. Saiyana, także szkoda było tylko rybek, który zatruły się jego cuchnącą posoką. Podążając tym tropem odnaleźć można było wygasłe ognisko i pozostałości po niechlujnym posiłku. Drogą dedukcji mogło dojść do tego, że małpy zrobiły sobie kolację z okolicznej zwierzyny… Tylko co robiło tu ciało drugiego małpiego wojownika? Leżał wsparty o kamień a krew zbroczyła trawę. Przebity został na wysokości żeber kawałkiem drewna, tak silnie, że gałąź przebiła skałę o jaką był oparty.
- No, prawie…
Oho! Z drugiej strony kręcił się Chang i rozmawiał przez scouter. Urządzenie musiało być nastawione na rozmowę, bowiem najwyraźniej był nieświadomy, że jest tutaj sam.
- Tak, tak. Nie! Tak, to tak… No, prawie, mówiłem przecież. Zwiali z nim, chcieli zrobić sobie z niego kolację… To zamieszanie i „sojusz” mogą nam się przydać przy paru posunięciach. Tak. Wiem przecież jaszczurzy móżdżku! A teraz morda w kubeł, wiem dobrze co mam robić! – wrzasnął do scoutera, zaklął siarczyście i wzbił się w powietrze, lecąc w głąb lasu.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lis 28, 2015 8:19 pm

W porywie chwili Fanalis mógł zapomnieć o pewnych regułach, które nie zostały spisane. Pamięć bywa zawodna, a na domiar złego w pobliżu nie znalazł żadnej tabliczki z informacją o świętym miejscu. Mimo to wina spadła na niego, lecz nie to zdawało się ważne. Klątwa, nie klątwa Fanalis ruszył w głąb lokacji, aby odnaleźć poszlaki, które o dziwo szybko napotkał. Zwiastowały dobrze znane mu skutki walki i niebezpieczeństwo. W mig stał się czujniejszy i spiął wszystkie mięśnie do działania. Oglądał pobojowisko i trochę mu było szkoda tego miejsca. Tak zdewastowany teren szybko nie dojdzie do ładu. Ciekaw był, kto po wszystkim posprząta cała planetę? W wielką akcję oczyszczania, coś wątpił. Wiedział, że poza całym tym zamieszaniem miał odnaleźć jaskinię. Oba dzieciaki wyszły z niej i potem się rozdzieliły. Nim jednak zdołał dobrze wybrać kierunek doszły go słuchy rozmowy. Osobnikiem okazał się Changeling. Jaszczur rozmawiał sam do siebie, więc musiał to być przekaz do kogoś z jego bazy. Chłopak nie wtrącał się do polityki, dlatego ciężko było mu odgadnąć czy to ten zły Chang, czy dobry. Dla niego każdy wyglądał nieco groźnie. Nadal jednak przyjemniejszy to widok niż Sayianie czy im podobni ludzie. Takie gusta na Namek przejawiała chyba większość. Żadnej dotąd styczności z ludźmi i jedynie swoi oraz rasa gadów. Z początku przysłuchiwał się słowom postaci i z nieodpartą chęcią powstrzymywał się od zdradzenia. Nim zdecydował, żeby w końcu zatrzymać jedyną osobę, która mogłaby mu wytłumaczyć sytuację, ta odleciała. Może to i dobrze? Ostatecznie wszystko wskazywało na to, że ów Changeling to sprawca tych nieszczęść. Kto wie, jaki byłby skutek ich spotkania. Mimo to jeśli zamierzał rozejrzeć się po okolicy, to prędzej czy później trafią na siebie.
- No ładnie. Gdzie on poleciał? - napomknął sobie i z racji, że dookoła nie było śladu żadnego Nameka był spokojniejszy. Znaczy, że maluch jeszcze żył. Ruszył zatem w ślad za Changelingiem i gdyby nie nadążył, a chciał trzymać się nieco z tyłu, użył do tego lokalizatora.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lis 28, 2015 8:50 pm

Dalej las prezentował się o wiele ładniej i przyjemniej, słowem – nie ucierpiał tyle. Pewnie Saiyanie zdewastowali tylko pewną część bo polowanie na Nameków/Changelingów było zabawniejsze. Rozlecieli się po całej planecie z zamiarem eksterminacji… Ale czy na pewno? Mieli ich wszystkich powybijać a zdawało się, że mają niezłą zabawę z przebywania na Namek i tych wszystkich potyczek.
Detektor nagle zapikał. Tam gdzie zmierzał Chang znajdowało się jeszcze pięć energii. Nagle ze strony do jakiej zmierzał dało się słyszeć głośny wybuch, Jaszczur zaklął tak głośno, że na pewno słyszano go w całym lesie. Przyśpieszył gwałtownie i zniknął Fanalisowi z oczu.
Coś było tam na rzeczy, bowiem tam gdzie lecieli znów coś błysnęło i wybuchło.
Kilkanaście metrów za krańcem lasu stało dwóch Saiyan i trzech Changelingów. Wszyscy, łącznie z terenem naokoło nosili ślady walki. Jeden z ogoniastych wojowników trzymał przerzuconego przez ramię… Nameka. Małego, ledwie dorastającego do kolan dorosłemu dzieciaka w czarnym stroju.
Kłócili się o coś zażarcie, w ich dłoniach połyskiwały kule energii.

OOC
1. Kryjesz się
2. Dochodzi do konfrontacji
3. Ignorujesz powyższe punkty i wpadasz na coś innego

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lis 28, 2015 9:34 pm

Perspektywa pogoni i śledzenia dodawała smaczku całej sytuacji. Wyobraźnia była nastawiona na różne ewentualności, które mogły ale nie musiały mieć dużo wspólnego z prawdą. Rzeczywistość lubiła kreować się samodzielnie i rządzić własnymi prawami. W sytuacji zagrożenia nie było reguł, które przeszkadzały w uśmiercaniu kogokolwiek. I gdy luźna atmosfera spowodowana pójściem w ślad za Changelingiem minęła, na powrót stał się uważny. Fanalisowi w tej sytuacji najlepiej wyjdzie połapanie się, co jest grane. Niecodzienne podejście, lecz słuszne do podyktowanego zadania. Huki i błyski nie miały większego wpływu na jego strach. Nie cofnie się, nawet jeśli go zauważą i będą chcieli zaatakować. Znajdzie jakieś rozwiązanie prędzej czy później, które pomoże mu wyjść z opresji.
Wiedząc ile źródeł energii znajduje się przed nim można było kalkulować własne szanse. Niesione za sobą skutki potyczki - zdewastowanego pola - to mało rażący element. Za to widok najwyraźniej nieprzytomnego dzieciaka od razu sprawił, że Fanowi podskoczyło serce. Zainteresował się nim i chętnie bez zbędnych podchodów wybiegłby i zażądał, żeby oddali mu malca. Być może instynkt go odwiódł od głupstwa i nie powinien tego robić. Jak wyglądały jego opcje? Działać, a potem myśleć? Nieciekawie. Trzech Changów na dwójkę Sayian. Nie mógł być pewny, czy Jaszczury odbiją malucha z rąk Sayian, a co zwyczajnie mają wobec Nameka jakieś zamiary. Na razie ukrył się i liczył, że go nie namierzą. Mógłby się zakraść i dzięki własnej szybkości spróbować zabrać małego Nameka. Tutaj należało zachować rozsądek. Wojownik podczas walki nie miał skłonności do zostawiania odkrytych pleców. Wtedy każda próba podejścia spotkałaby się z wyczuciem zamiarów Fanalisa. Czułki aż mu się zjeżyły, gdy zobrazował sobie ten moment demaskacji. Nie posiadał żadnego, szybkiego sposobu na ocenienie zdolności przeciwników. Zdany był na detektor, tylko on może określić wartość niesionych zniszczeń.
Niezręczna sytuacja, dlatego Fanalis zdecydował się podejść bliżej i na tyle pozostać w odległości, żeby nie martwić się o bezpośrednie trafienie. Wiadomo, zdarzy się, że trafi się rykoszet. Wtedy bez dwóch zdań nie ma dobrego położenia, aby taki akurat nie wycelował w kierunku kryjącej się z dala osoby. To tylko kwestia szczęścia albo czasu. Pojedynek nadal trwał, a Namekian czekał na odpowiedni moment do włączenia się do akcji. Taki, w którym zdoła wkroczyć "na trzeciego" lub nawet czwartego.
Strategia to żadna, bowiem opierała się jedynie na elemencie zaskoczenia. Póki nikt nie wiedział, że tutaj jest, a jeśli już, to ważniejsze było zajęcie się atakującym wrogiem niż tchórzliwą płotką. Mógłby wtedy pozwolić sobie na wytężenie ciała i zabranie malucha z rąk trzymającego do porywacza. Oczywiście stawiał na moment z jedną jedyną szansą. Gdy tylko wszyscy zebrani poderwą się do natarcia będzie ułamek sekundy, w którym Fanalis będzie musiał przedrzeć się i zabrać malca z pod jarzma okupanta. Nie pozwoli, aby go więzili. Nie wiedząc o zamiarach skazania Nameków na niewolniczą pracę, było mu wszystko jedno. To wolny lud i będą żyli na planecie, jak dotychczas.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Gru 02, 2015 7:42 pm

Zamieszanie… Oj nie, to było znacznie poważniejsze od tego. Detektor wykazywał, że poziom mocy Saiyan był podobny do siły Fanalisa, dwa Jaszczury były znacznie słabsze a ten, którego dzielny Nameczanin śledził był najpotężniejszy z całej tej grupki. Dzieciak przerzucony przez ramię małpy był nieprzytomny, jego Ki bardzo niska, ze skroni kapała fioletowa krew. Był nieświadomy tego, że jest obiektem i powodem zażartego sporu.
- Ty małpia niedorajdo! Przylatujecie jakby to była wasza planeta i rozwalacie co popadnie. Wybiliście sporo zielonych, paru nawet zżarliście, a tego konkretnego musicie ze sobą zabrać?!
Saiyan warknął wściekle i pogroził mu pięścią. Małpi egoizm i sposób rozumowania nie pozwolił przyjąć na spokojnie tych słów
- Musimy pie*dolona jaszczurko. Mamy wytyczne, jakiegoś Nameka przywieźć ze sobą, do laboratorium. A ten wielkością się nada, nie będzie nam dużo miejsca w kapsule zajmować…
- Właśnie!
- Na wszystko co plugawe, też się uparliście… Wiesz jak cholernie trudno jest walczyć z tymi zielonymi ślimakami przeciw wam? „Sojusz” może trwać, ale gdy dowódca każe sprowadzić jednego nameczanina, to choćby piekło marzło, trzeba to zrobić.
- To na cholerę wam ten! – Saiyan złapał nieprzytomnego Enye i pomachał nim jakby to była kukiełka. – Macie całą planetę tych zakichanych zielonków i chcecie właśnie tego?!
- Właśnie! – dorzucił stojący obok niego wojownik.
- Nie rozumiesz delikatności sytuacji. Jeśli teraz ktoś zniknie, wy za to zostaniecie obarczeni a was to za grosz nie obchodzi. My nie możemy sobie pozwolić na ten komfort. – syknął gorzko Changelind. – Dzieciaka widziano przy was – pójdzie plotka, że go zjedliście i tyle, na ch*j drążyć dalej temat. Możecie sobie złapać każdego innego Nameka, ale my musimy wziąć tego, skoro uważają go już za straconego. Nameczanie nie chcą z nami walczyć, ale coraz częściej się buntują i ich nagły najazd na naszą bazę, źle by się skończył. Rozumiesz tępa małpo? Rozumiesz? - wyciągnął szponiastą łapę w jego stronę. – Oddawaj dzieciaka.
- No chyba Cię po***ało…
Nie wiadomo kto pierwszy wypalił. Nagle w powietrzu pojawiło się mnóstwo pyłu i kurzu i rozbłysły promienie energii, gdy obie, dumne rasy nie chciały się zwyczajnie dogadać.

OOC
Masz wolną rękę Wink

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Gru 09, 2015 2:32 pm

W trakcie oczekiwania Fanalis przysłuchiwał się rozmowie. Dochodził całego sedna, lecz nie mógł kompletnie odgadnąć sensu dialogów. Nie był wtajemniczony, a to za sprawą zbyt krótkiego pobytu tutaj. Nie zdążył się zaznajomić z powodem walki ów Sayian i Changelingów. Nie spodobała mu się kwestia porwania i jakiegoś zjadania. Jaszczury także nie wydawali się mieć szczytnych celów. Głupi dzieciak zachłannie podążył za silnymi postaciami, marząc by stać się równie dobrzy, jak oni. Każdy maluch musiał odrobić tą lekcję, ale poprzez własną skórę kończy się tragicznie. Widok Enyi sprawił, że drgnął. Nie mógł zwlekać, lecz nie byłaby to odpowiednia chwila na wyskoki. Detektor mówił swoje, ale też nie zdradzał nic poza tym. Przynajmniej wiedział na kogo zwracać uwagę. Małpi najeźdźcy byli teraz najgroźniejsi, więc ich eliminacja byłaby dobrym rozwiązaniem. Zdawało się jednak, że obie strony chcą młodego Nameczanina, więc ciężko będzie walczyć na dwa fronty. Jedyną opcją jest dywersja, której nikt się nie spodziewa. Wkroczenie podczas, gdy sami zrobią zadymę. Ten plan po prostu prosił się o wykonanie.
- Dobra Enya, wytrzymaj jeszcze trochę. - szepnął wyrywnie, ale ani myślał o zdemaskowaniu się. Gdy wrzaski ucichły nadal pozostał skoncentrowany. Utrzymywał swoją siłę na wody, chociaż kompletnie nie miał wpływu na jej przepływ. Ich detektory nie szalały, ale będą wariować, jak tylko rozpęta się burza. Na to liczył i w trakcie ostatecznej deklaracji o skończeniu negocjacji buchnęło. Kurz i pył nie był niczyim sprzymierzeńcem, ale Fanalis ruszył do przodu. Pomknął poprzez drzewny busz, aby zajść swój cel od odpowiedniej strony. Być może postawił na zbyt dokładne skupienie, ale nie leciał typowo na wprost i przed siebie bez opamiętania. Z wypracowaną zwinnością mógł starać się na omijanie wszelkich, niechcianych form ataku. Nawet na przeciwnika, który będzie mu przeszkadzał, mógł sprawnie zareagować. Jeśli go nie ominie, to pośle mu pod stopy pocisk ki, aby go zdekoncentrować czy wywołać więcej kurzu. Następnie przeskoczy, żeby być na prostej drodze do uratowania malucha. Nie mógł nikogo otwarcie atakować, bo zmarnuje cenne sekundy, potrzebne do głównego zadania. Nameczanin nie pozostawia swoich braci na pastwę losu.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Gru 16, 2015 7:29 pm

Rozpętało się małe piekło. Scouter Fanalisa ukazywał wyraźne skoki energii żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać. Ktoś wpadł na pomysł stworzenia małej burzy kurzowej, która skutecznie uniemożliwiała wytężenie wzroku. Ktoś wrzasnął.
- Pilnuj smarkacza!
Ki małego Nameczanina przemieściła się, najwyraźniej rzucono nim jak piłką w kierunku drugiego Saiyana. Zaraz jednak dało się słyszeć siarczyste przekleństwo. Jaszczurzy ogon zdzielił małpę i wystrzelił ogromny pocisk energetyczny, który przebił pancerz na piersi, dymiące zwłoki opadły ciężko na grunt. Wojownik który rzucił Enyą nie zdążył skoczyć w jego kierunku, bo złapało go pozostałych dwóch Changów. Wściekły, złapała ich za karki i z silnym chrupnięciem zderzył czaszkami razem, aż prysnęła krew.
Zajęci walką, wśród kurzu i dymu, zapomnieli o Nameku, który odrzucony na bok, pozostawał nieprzytomny przez całe zamieszanie. Chwilowo nikt nie patrzył w jego stronę, bo żądza krwi rosła wraz z adrenaliną walczących.
Czyżby to była bardzo wygodna okazja…

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Gru 25, 2015 9:37 am

Pot, brud i kurz. Podczas działań polowych dyskomfort był nieodzowną częścią łączącą wojownika z otoczeniem. Nic jednak nie spowodowało trudności. Sam Fan nie wyglądał najlepiej, lecz nie zwracał na to teraz znaczącej uwagi. Jeśli komuś działa się krzywda nieuczciwym było martwienie się o własne zdrowie. Nikt dotąd nie zdołał go wykryć. Cała ta zasłona nie pomagała mu w jednym, ale zdawała egzamin w zachowaniu anonimowości. To się zdziwią, kiedy dowiedzą się o obecności kolejnej istoty w tym sporze. Namek uważał się raczej za trzecią stronę, aniżeli sojusznika Changelingów. Nic do nich nie miał, ale na potrzeby całego zamieszania i wyłapanych słów z dyskusji wolał dmuchać na zimne. Został niejako przypisany do kolejnej frakcji z racji gatunkowego sporu. Może dla innych istot ziemskich byłoby to szokujące i wręcz dziwne. Kosmiczne rasy były na to znieczulone i gdzieś, jakoś pouczane były o istnieniu innych stworzeniach.
Wir walki nie pozwalał chyba na zbędne myśli, których Fanalis starał się wyprzeć. Nie osiągnie pełnego rozwinięcia swoich zdolności, jeśli coś będzie mu w tym przeszkadzało. W dalszej kolejności nie chciał oberwać przypadkowym pociskiem energii. Nie wiadomo, czego użyją i czy nie postanowią zrobić to na ślepo. Zebrał się zatem na zastosowanie Barriere, której powłokę utworzył nie więcej niż pół metra przed sobą. Będzie zatem w bańce ochronnej przed niechcianymi atakami energetycznymi.
Następnie interesował go już tylko lecący punkcik o małej wartości ki, którym był Enya. Dostosował prędkość do warunków i starał się wymijać walczących oraz tych, którzy w krótkim czasie mieli zostać wyeliminowani. Musiał dotrzeć do malucha za wszelką cenę i zbierać się stąd równie szybko, jak przybył. Póki nikt nie zwróci większej uwagi, co będzie dodatkowym kłopotem wyjścia z opresji. Ale zdaje się, że od jakiegoś czasu Fanalis nie zdawał się być tym, który rozwiązuje sprawy bezkonfliktowo. Może czas to zmienić? W końcu nie samą walką powinien żyć i trochę pogłówkować nad innymi sposobami wybrnięcia w rozwijającą się przygodę. W końcu wędrówka nauczała kreatywności, a bez doświadczenia było się zmuszanym szukać rozwiązania na bezproblemowy ratunek.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Pon Gru 28, 2015 6:57 pm

To był dobry sposób… Kilka zbłąkanych wyładowań uderzyło o energetyczną barierę, chroniąc Nameka. Wśród kłębowiska dymu co rusz dało się słyszeć przekleństwa i wrzaski bólu czy wściekłości. Czuć było podmuchy wiatru gdy odrzut eksplozji posyłał w powietrze ziemię oraz kamienie. Na szczęście walczący oddalali się od Fanalisa, w swej zaciekłości nie zauważając, że niebezpiecznie zbliża się do porzuconego malca.
Enya, którego martwy Saiyan oczywiście nie zdążył złapać, opadł ciężko na ziemię i przeturlał się kawałek, jakieś pięć metrów od wojownika. Nic nie stało na przeszkodzie by ku niemu skoczyć, złapać dzieciaka i zwiać. Toteż, gdy tylko Fanalis dopadł malca… Nagle rozległ się krzyk i jedna z walczących Ki zgasła.
Dym rozwiał się. Poraniony, wściekły Changeling stał dysząc głośno, w łapie trzymając oderwaną głowę Saiyana i nogę wspierając na jego zmasakrowanym tułowi. Jego ochlapany krwią scoter zapikał. Patrzył nienawistnym wzrokiem na Nameczanina, który zanadto się zbliżył chcąc ratować Enye przed okrutnym losem laboratoryjnego królika. Warknął groźnie.
- Zostaw go. Może nie będę Cię gonił…
W tym samym momencie z nieba spadła kula błękitnego światła. Wycelowała dokładnie w miejsce pomiędzy rozwścieczonym Changelingiem a zdumionym Nameczaninem... Gdy blask zbladł, okazało się, że na nameczańskiej ziemi stoi nieco skołowany i zakurzony bóg. Ot, tak po prostu, bez uprzedzenia i rozeznania sytuacji wpadł od razu w... Nieciekawą sytuacją.
- Co do ku*wy... - Chang sapnął i wzniósł łapę z zamiarem zaatakowania. - Mówiłem to już chloroplastom i małpom ale powtórzę jeszcze raz długouchy gnojku. To jest NASZA planeta!

OOC
Soma robisz włam na imprezę.
Fan, masz towarzystwo.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Sty 02, 2016 8:15 pm

Dystans do pokonania, trwający ledwie parę sekund, wydawał się uciążliwie długi. Szybki bieg rozciągał się w nieskończoność, uwikłany był w wiele wyrzeczeń, lecz w ostateczności przyniósł zadowalające rezultaty. Fanalis poczuł ulgę, gdy dłonie dotknęły gładkiego ciała malca. Poobijany, ale żywy. Mógł tylko przypuszczać, że malec dzielnie zniósł przeciwności, a to znaczyło, iż może wyrosnąć na wspaniałego wojownika. Instynkt także go nie zawiódł. W końcu zaradnie posłużył się nabytymi zdolnościami, które jeszcze nie raz będą na wagę złota.
- Spokojnie, zabieram Cię stąd Enya. - wypowiedział do nieprzytomnego chłopca z nadzieją, że jakoś zdoła go usłyszeć i wesprze na duchu. Ciężko było powiedzieć, jak zachowuje się umysł podczas tego stanu. Nic nie pamiętamy, a ledwie przebłyskiem złego stanu może być urywek koszmaru, który nas nękał. Potem i tak całość odchodzi w niepamięć i głowa napełnia się znaczniejszymi wiadomościami i potrzebami. Należało jednak nie mieszać się w żadne dalsze spory. Po cichu Fan liczył, że zdoła uniknąć wykrycia, ale to byłoby za piękne. Tyle szczęścia raczej nie posiadał. Dobrze, że nic znaczącego nie dotyczyło małego Nameka.
Nim jednak umysł zdecydował na wysłanie szybkiego impulsu do ciała, żeby czym prędzej uciekał zdarzyły się następne niespodziewane sprawy. Akcja była już niemal zakończona przez agresywnego Changelinga. Fiasko i kompletne pogubienie za sprawą skierowania złości na Fanalisa. Nic tylko wiać albo walczyć. Z nieba jednak zionął snop światła, jakby powolnie opadająca gwiazda. Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? Magiczne zjawisko nigdy nie występuje bez przyczyny. Gdzieś jakieś odległe aspekty całego, nieprzeniknionego wszechświata czekają na zgłębienie i doinformowanie malutkiego niczym mrówka Fanalisa, który żył jedynie i znał rodzimą planetę. Co to by było, jakby znał się na rzeczy. Nie musiałby się kłopotać odpowiedziami na temat Sayian czy bardziej, dlaczego ich najazd przydarzył się właśnie teraz. Odbieganie od tematu nie było jednak jego zamiarem, bo musiał skupić się na teraźniejszej sytuacji. Pomiędzy nim, a jaszczurem zjawił się dziwny osobnik. Jegomość nie przypominał żadnej, znanej mu rasy. Bardzo człowieczy, ni to Chang ni Namek, a tym bardziej Sayianin. Brak ogona, brak przystosowanej do warunków słonecznych dnia skóry, jak u Nameczan. Coraz więcej zaczyna się dziać koło biednego Fanalisa, że może zacząć obawiać się o własne istnienie. W końcu poczytalność to ważny czynnik. Uwaga jednak zaczęła stopniowo dostrajać się do właściwych potrzeb. Miał opcje, które mniej lub bardziej wpływały na otoczenie. Mógłby pozostawić Nowego przybysza i spróbować nasłać na niego złego Jaszczura albo zostać i zawiązać sojusz. Licząc oczywiście, że niebieska postać ma czyste zamiary i nie będzie bardziej skłonna do nastawienia Changelingów. O Sayianach mógł ze spokojem zapomnieć. Panoszyło się tutaj ich dość, żeby każdemu się naprzykrzyli, przez co raczej nici z dobrych relacji.
- Głupia Jaszczurka, prędzej piekło zamarznie nim oddam Ci swojego pobratymca. - nie pozostał dłużny przeciwnikowi w obelgach. Zdecydował się odgryźć i być przygotowanym na odlot. Wzniesie się i tym samym uniknie niepotrzebnej szarży. Na razie jednak może śmiało pozostać za plecami nieznajomego. Poprawił sobie dodatkowo chwyt na Enyi, żeby ten mu nie wypadł z pod pachy.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 260
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Sty 06, 2016 11:03 pm

ZT Pustkowie

Zakaszlał lekko i zaczął otrzepywać się z kurzu, który osiadł na nim po lądowaniu. Niezbyt mu się podobało, ze słodki kotek okazał się despotyczną kreaturą wysłaną przez jakiegoś Kaio, by wydawać mu rozkazy. Z drugiej jednak strony czuł pewną euforię, gdyż jeden z bogów musiał zwrócić na niego uwagę. Lekko uśmiechnął się pod nosem, po czym zaczął się rozglądać.
-Co my tu mamy...- W tym momencie dopiero zauważył jaszczuro-podobnego osobnika, ubabranego w krwi, który wykrzykując jakieś inwektywy pod adresem niebianina, przymierzał się do zadania ciosu.
-Chwila, chwila! Spokojnie!- Odruchowo odskoczył w tył, tylko po to żeby wpaść na stojącego za nim zielonoskórego.
"No pięknie, ledwo tu trafiłem a już wpadam na samych typów spod ciemnej gwiazdy, ciekawe, który z nich jest tym całym Sa... Sa, a niech to szlag. "- Dokładnie zlustrował wzrokiem nowo poznanych, próbując sobie przypomnieć jak mieli nazywać się ci najeźdźcy. Jeden z nich trzymał w ręce głowę jakiegoś innego humanoida, drugi natomiast innego zielonego, rozmiarem wyglądającego jak dziecko albo przynajmniej młodzik. Werdykt wydawał się prosty, a jednak głowa należąca do kogoś z jeszcze innej rasy nie dawała mu spokoju. Podrapał się po głowie po czym wziął głęboki oddech. To miał być jego pierwszy tak bezpośredni kontakt ze śmiertelnikami, jeszcze za ich życia, więc musiał się upewnić, że wypadnie dobrze.
-Tak więc, witajcie śmiertelnicy.- Z poważna miną podniósł rękę w geście powitania. -Zostałem tutaj przysłany przez Kaio... yyyy Kaio, który rządzi i... i w ogóle jest mega silny!- Wodził nerwowo wzrokiem od jednego do drugiego. -Tak więc, jeżeli którys z was jest tym całym Sa... yyy Sai... no tym całym najeźdźcą, to radzę mu żeby mykał stąd w podskokach, bo bóg, któremu służę...- Nagle na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech wynikający z przekonania, że tak misja musi być jakimś testem, po którego niechybnym zdaniu, Soma zostanie przyjęty na służbę i trening u jednego z bóstw. -...będzie bardzo zły i nie puści tego płazem.- Nie był w stanie ukryć swojego zadowolenia z prawie perfekcyjnie wygłoszonej mowy, jednak ta głowa w ręce changlinga wciąż nie chciała dać mu spokoju. Co jeśli należała ona do tubylca i obaj osobnicy są wrogo nastawieni? Czy Soma da sobie z nimi radę?

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-


Ostatnio zmieniony przez Soma dnia Nie Sty 17, 2016 7:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Czw Sty 07, 2016 10:57 pm

- O czym Ty do ku*wy nędzy pie*niczysz? – warknął Chang wlepiając bardziej zdumiony niż wkurzony wzrok w praktykującego boga i stał tak przez chwilę całkowicie zdumiony. O dziwo wysłuchał go, by zarechotać złowrogim śmiechem i rzucić w Some głową zabitego wcześniej wojownika. – To jest Twój najeźdźca, te brudne saiyanskie małpy już tutaj nie przylecą. Jeszcze gdzieś na planecie zostało kilka wesz, ale bez obaw, zajmiemy się nimi… – zacisnął pięść i strzelił kośćmi w nadgarstku, zaczął zbierać Ki na atak energetyczny.
Skoro jesteś od boga, wyślę Cię do niego z powrotem. Powiedz mu, choćby i był bardzo potężny, my planety nie oddamy… A teraz grzecznie puść dzieciaka. – warknął w stronę Fanalisa. – Nie chcę go bardziej uszkodzić niż jest…
Jego łapa zabłysła energią.

OOC
Jak czegoś nie zrobicie to po was Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Sty 08, 2016 10:30 pm

Prawdziwe wstąpienie z niebios okazało się być czymś naturalnym dla przybysza, który postępował raczej jak każda istota w nowym otoczeniu. Zdziwienie, które początkowo poważnie ogarnęło Fanalisa miało przerodzić się w ciekawość. Do zainteresowania jeszcze przyjdzie dojść. Na razie wygłaszana mowa brzmiała nad wyraz poważnie i pewnie. Chociaż nie do końca chyba wiedział, jak to ogłosić zebranym, było w tym coś co Nameczanin rozumiał. Niestety nie wiedział z czym to połączyć. Słabo u niego z wiedzą książkową bo niewiele chyba o tym wiadomo na planecie i samemu gatunkowi zielonym. Tutaj ważna była mowa i przekazywane z ust do ust wieści. W każdym razie znowu rozchodziło się o Sayian. Bożek nie do końca był wtajemniczony w sytuację, co niekiedy zdarzało się Fanowi. I jakoś trzeba było sobie radzić. Niemniej rozzłoszczony jeszcze bardziej Changeling utrudnił całą sytuację, aż chciałoby się palnąć w łeb tego całego Wysłannika. Nadal jednak jego postać zatrważała wyglądem. Inny niż pozostali, których mógł dotąd spotkać. Ulgą było jednak to, że nie jest agresywnie nastawiony do Fanalisa. Chłopak musiał zadbać o Enyię i nie mógł teraz niańczyć jeszcze nierozważnego Namiestnika. Jakkolwiek to brzmi jest absurdalne i w porywie chwili tylko zaprząta niepotrzebnie myśli. Niech gdzieś sobie tam utkną, bo zagrożenie życia było widoczne gołym okiem. Co prawda nasz bohater nastawił sobie detektor, aby go alarmował o każdym wzroście energii, ale ta najwidoczniej cały czas buzowała w Jaszczurze. Changeling denerwował tym samym chłopaka, bo było jasno powiedziane, że w życiu go nie odda. Tym samym doprowadzili do konfliktu. Nie da się go uniknąć? Trudno. Nigdy nie należał do rozwiązujących kwestie sporne pokojowo. Młody i mało znający świat Namek pałał entuzjazmem i chęcią walki. Wojownicze nastawienie było silniejsze niż jakakolwiek inna cecha, zbliżająca go do pewnych dziedzin nameczańskiego gatunku.
- Dureń. - rzucił do agresora i ani na chwilę nie myślał już o ucieczce. Przynajmniej nie kiedy Chang mógł swobodnie ich zaatakować. Jeśli się nie opamięta, to należy go sprać. Wszak będzie to trudne zadanie, kiedy musiał troszczyć się o malucha. Ani myślał puszczać go i pozostawić na pastwę wstrętnych gadów. Spiął siły do rozpoczęcia własnego ataku. Objęcie wszystkich barierą energetyczną mogłaby go bardzo osłabić, dlatego od razu spasował, za to gorączkowo odnalazł zastępcze rozwiązanie. Opcja ta polegała na wybicie się nad Somę i zawiśnięcie niemal nad nim. W stabilnej pozycji mógł bez przeszkód przygotować się do wydłużenia swojego ramienia. Szybkość i zwiększona siła miały mu pozwolić na capnięcie przeciwnika za kostkę i rychłe wywrócenie na glebę. Mystic Attack. Tym samym spowoduje jego wytrącenie z równowagi. Z nadzieją liczył, że to wystarczy na zneutralizowanie napełnianej mocą ki kuli.
- Schowaj się gdzieś z tym maluchem, proszę. - wystosował prośbę do będącego nieco niżej przybysza i upuścił na niego Enyię, żeby ten go chwycił. Sam niechybnie miał zamiar spowolnić tego łajdaka od Lodowych - jakkolwiek zwały się te ich formacje. W innym wypadku będzie musiał jakoś przełknąć odmowę i na własną rękę unikać zagrożenia oraz bronić się przed dalszymi atakami.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 260
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Sty 17, 2016 12:57 am

Odruchowo złapał rzucona mu głowę i ze zdumieniem na twarzy wsłuchiwał się w groźby jaszczuropodobnego osobnika. Śmiertelnicy chyba oszaleli, żeby rzucać wyzwanie niebiańskim istotom, musiało się wiele pozmieniać przez ostatnie sto lat, a przynajmniej tak wnioskował, zważając na to, że jedyne informacje o świecie zewnętrznym uzyskał na lekcjach z Sensei. Na tych z kolei dowiedział się, że spora większość mieszkańców galaktyki bardzo żarliwie czci bogów, mimo, że w bardzo odmiennych formach, więc być może akurat trafił na jakiegoś ateusza. W tym momencie dopiero zorientował się, ze rękach trzyma pokrwawioną głowę tego całego saiyanina. Momentalnie owładnęło go uczucie obrzydzenia zmieszane z lekkim strachem. Pierwszy raz obcował ze śmiercią tak blisko. Omal jej odruchowo nie odrzucił, ale jednak się powstrzymał i powolnym, chociaż lekko nerwowym, ruchem postawił ja na ziemi obok.
-Cóż, chy...- Już miał ogłosić swoja chęć nauczenia changlinga moresu, gdy w połowie jego słowa usłyszał za swoimi plecami odpowiedź zielonoskórego. Zwrócił na niego swój wzrok zupełnie zapominając na sekundę o przygotowującym się do ataku agresorze. Na twarzy nameczanina nie zobaczył przesadnej pewności siebie, ale jednak coś wzbudziło w niebianinie iskierkę zaufania - determinacja. Intuicja złotookiego podpowiadała mu, że to właśnie po jego stronie powinien się opowiedzieć, jeżeli juz musi... a może to zwykły zdrowy rozsądek?
Ponownie odruchowo coś złapał, chociaż tym razem było to całe i żywe ciało jakiegoś nieprzytomnego chłopca, pochodzącego z tej samej rasy co on.
-Nie ma sprawy.- Odpowiedział Soma, po dosłownie sekundowym namyśle. -Tylko nie kończ zanim nie wrócę bo ja też mam z tym chamem na pieńku. - Spokojnie zrobił kilka kroków w tył, tak żeby znaleźć się wyraźnie za zielonoskórym, po czym odbił się od ziemi i jak najszybciej oddalił od miejsca, w którym za chwile miała rozgorzeć bitwa.

OCC:

ZT Jaskinia w Rajskim Lesie

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Pon Sty 18, 2016 5:13 pm

Atak z zaskoczenia podziałał bez pudła. To znaczy, rozdrażniony i po walce zmęczony Changeling nie zauważył jak dłoń Fanalisa wydłuża się i łapie go za kostkę. Kula energii, którą zamierzał skierować w trójkę bohaterów poleciała w niebo, wybuchając gdzieś wysoko ponad ich głowami.
Dało to im tyle czasu by Soma złapał Enye i wymknął się szybko z pola walki.
- Ty mały... Zielony... Skur... - wymamrotał wściekły Jaszczur, podrywając się na równe nogi. Może nie równe, bo we wcześniejszej walce dość znacznie oberwał i niby niegroźny upadek musiał zrobić coś z jego lewą stopą. Przerzucił balans ciała na prawą kończynę, chwiejąc się i machając wściekły ogonem. Oddychał szybko, był zmęczony a ostatni nieudany atak musiał zabrać mu trochę energii... Mimo to skupił się i uniósł obie dłoni. Na koniuszkach czarnych pazurów pojawiły się punkty z różowej Ki.
- Zapłacisz za to... Crazy Finger Beam!
Dziesiątki szybkich pocisków pomknęły w kierunku Fanalisa.

OOC
Walczymy! Acz na razie fabularnie Wink

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Czw Sty 28, 2016 6:21 pm

Radość zaskakującym manewrem nie mogła długo trwać, a to za sprawą jeszcze większego rozwścieczenia przeciwnika. Coby jednak nie zrobił, stanie się gorzej niż było. Mógł dolewać oliwy do ognia, co z czasem nie wróży nic dobrego. Mimo to ryzyko było wymagane przy tego typu sytuacjach. Konfrontacja z przeciwnikiem została podjęta. Fanalis zdecydował się na to mimo swojego, często pesymistycznego podejścia. W końcu nadal był sobą i odczuwał ten sam lęk, co na początku swojej, wielkiej przygody. Obecnie duch walki wzrastał w nim i zaprawione ciało już nie bało przyjąć na siebie ciosów. Pojedynki wymagały odpowiedniego zmysłu, który określi efekty i zdolności bojowe wroga. Jak dotąd tym wyznacznikiem miał być detektor, który określał siłę osobnika i w niektórych przypadkach wzrost tejże mocy na podstawie użycia techniki.
- O kurka. - zdążył skomentować wściekłość Jaszczura. Changeling nie próżnował i dobrze byłoby sądzić, że wcześniejsza walka osłabiła go na tyle, aby atak nie niósł za sobą znamiona śmierci. W każdym razie Namek nie chciał testować mocy promieni. Nie w takiej ilości. Musiał rzucić się do ucieczki, więc prędko zrobił skok w bok. Przeturlał się po ziemi i z rozpędu wyskoczył do lotu. Poszukiwał osłony, za którą mógłby się skryć, a pośród drzew powinno być to możliwe. Lawirował zatem pomiędzy pniami i starał się zmniejszać tym samym szansę na trafienie. W ruchu był trudniejszym celem, a ze swoją błyskawiczną szybkością wyczekiwał tylko na zakończenie furii Changa, aby samemu przystąpić do szarży.
Jeśli jego ruchy zdołały się powieść, to lot powinien zakończyć po przeciwnej stronie, z której wystartował. Orientacyjnie wylądował na ziemi i jako, że Jaszczur musiał utrzymywać na nim wzrok to przypuścił na niego zwyczajny, frontalny atak. Chyba, że było akurat inaczej, lepiej i po myśli. W trakcie biegu Fan musiał być nadal czujny i wyczekiwać być może kolejnych form skumulowanych w atak promieni i kul Ki. Każdorazowo starał się zrobić zryw, aby ich uniknąć i nacierał dalej. Wejście w bezpośredni zasięg uniemożliwi posługiwanie się energią i postawi ich w konfrontacji, która wychodziła na razie Fanalisowi najlepiej. Walka wręcz. Pokonanie osłabionego już napastnika stanowić będzie najlepsze rozwiązanie. Chciał też w tym względzie przetestować jego możliwości. Walka z Changelingiem nie zdarzała się ostatnio za często, a wcześniejsze spotkania nie były miłym wspomnieniem. Nie traktował tego, jako odwet, ale miło będzie postawić na swoim. Odparcie tej kreatury doprowadzi do sukcesu jego misję: sprowadzenia Enyi pod opiekę starszego z Wioski Dwugwiezdnej Kuli. Tylko, że co i rusz wprowadzane zostają komplikacje. Ingerencja jaszczurów w schwytanie właśnie tego jedynego, małego Nameka; pojawienie się nieznajomego z nieba; i w końcu oddanie pod jego opiekę Enyię. Ma chłopca, ale jakby go nie ma, bo jest w rękach Niebianina. Ale nie o tym powinien teraz myśleć. Trwała walka, a jego zamiarem było jej wygranie.
- A masz!! - Rozproszenie nie wchodziło w grę. Pierwsze, co chciał zrobić to seria ciosów rękami. Szybki grad pięści, aby nie pozostawić wątpliwości Changowi, co do jego umiejętności. Niech odskakuje, jak chce. Będzie go ścigał wszędzie. Podąży za nim byle trzymać dystans do walki. Manewr chciał zakończyć silnym kopnięciem z lewej nogi w bok.

Occ: Rozpoczęcie treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 260
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Sty 31, 2016 11:41 pm

Z/T Wzgórza

-Saiyanie! Tak, to ich właśnie miałem sprawdzić!- Soma był dumny z tego, że w końcu zapamiętał tą dziwnie brzmiącą nazwę. Jego uwagę przykuły również dziwne czynności, które jak się domyślał musiały być procesem naprawczym pułapki. Tuż przy samym ich końcu, mechaniczny owad znowu się odezwał.
Być może mucha miała rację, niebianin nie miał zbyt dobrej pamięci do nazw. Zaczął się zastanawiać tylko, skąd ona akurat o tym wiedziała. Wspomniała tez o jakimś kapitanie Zero i Nameku po drugiej stronie lasu. Złotooki podrapał się po głowie zafrasowany.
-Musi chodzić o tych dwóch z wcześniej!- Olśniło go. -Czekaj! Lece z tobą!- Momentalnie podążył za oddalająca się już w tamtym kierunku muchą.

***

Już w oddali widział i słyszał wybuchy i ogrom zniszczeń dokonanych przez jaszczura. A gdy tylko się lekko zbliżył mógł łatwo ocenić, że obaj osobnicy są o wiele silniejsi niż on. Śmiertelnicy musieli bardzo wzrosnąć w siłę przez ostatnie sto lat. Niezbyt podobała mu się ta myśl. Nie przez jego dumę, ale przez to, ze prawdopodobnie na niewiele się zda jego pomoc. Musiał szybko znaleźć jakieś rozwiązanie, żeby wyrównać szanse, albo chociaż stworzyć okazje do ucieczki dla niego i zielonoskórego. Spojrzał na muchę lecącą obok niego.
-No tak! Mucho, muszę cię prosić o pomoc. Jak tam dotrzemy, niezwłocznie zacznij rozkładać tą swoją pułapkę.- Wskazał palcem dwie kule poruszające się wraz z owadem. -Kupię ci trochę czasu!-
Przyspieszył i obniżył swój lot. Wyszedł z założenia, że warto wykorzystać element zaskoczenia. Przy odrobinie szczęścia i nieuwagi Zero, istniało duże prawdopodobieństwo, że nie zauważy on, ani nadlatującego niebianina, ani przygotowywanej zasadzki.
Był już na tyle blisko żeby dokładnie widzieć przebieg walki. Nameczanin przypuszczał frontalny atak na kapitana, który mimo wyraźnego zmęczenia, wciąż był w stanie unikać większości jego ciosów. Na szczęście cofał się przed zielonoskórym. Soma momentalnie przyspieszył lot do maksimum i zaczął się kierować po łuku w stosunku do walczących, tak zeby w odpowiednim momencie znaleźć się za plecami przeciwnika. Na sam koniec złożył się do potężnego kopnięcia, wymierzonego w plecy jaszczura, którego siła została dodatkowo wsparta całym nabranym przez złotookiego pędem.
-Niespodzianka jaszczurza mordo!- Wykrzyczał w dosłownie tym samym momencie, w którym zadał cios.

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Pon Lut 01, 2016 10:28 pm

Nie można było przeciwnikom odmówić szybkości. Na korzyść Fanalisa, Changeling był ranny i zmęczony, ale nie zmieniało to faktu, że pozostał śmiertelnie groźnym przeciwnikiem. Nameczanin unikał jak mógł pocisków, ale kilka zbłąkanych kulek energii trafiło go gdzieniegdzie, przepalając ubranie i raniąc ciało. Niezrażony tym obrzucił pięściami pokrwawiony łeb Jaszczura, doprawiając kopniakiem z boku. Wróg próbował zablokować ramieniem ten ostatni cios, ale dało się słyszeć chrzęst łamanej kości w jego ręce i ryknął z bólu. Zawył drugi raz, gdy Soma wspomógł młodego wojownika, wbijając kopniak w jego plecy.
Nie było tak łatwo. Oczywiście, że nie mogło być tak łatwo. Changeling odchylił się i jeszcze zdrową ręką, złapał za kostkę boga. Nie mając w poważaniu ani jego pozycji ani pochodzenia, użył Somy jako kija którym uderzył w Fanalisa. Nie miał jednak więcej siły, bo noga wymsknęła mu się z uścisku i obaj polecieli na ziemię. Chang opadł na kolana, oddychając szybko i łypiąc na nich wściekle, nie przestając sypać pod ich adresem przekleństwami.
- Wy małe… Pier… Cho… – spał, a z brzydkiej mordy leciała mu krew.
Mucha przyleciała do walczących i zaczęła piszczeć ostrzegawczo.
- N-n-nzie dam rady… Zzz… Pułapzka zię zzsacieła… – głos zaczął mamrotać w panice. – Z-z-z-zzrobice zcoś!
Wyglądało na to, że nici z pomocy technicznej na jaką liczył Soma.
Changeling właśnie podnosił się z kolan i nagle wystrzelił jak z procy, lecąc w ich kierunku z przeraźliwym wyciem. W oczach miał jedno – mord.

OOC
Za użycie Somy jako baseball’a, obaj dostajecie po 200 dmg
A Fanalis dodatkowo za kilka Beam’ów 500 dmg
Wykończcie go Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Lut 07, 2016 2:53 pm

Co do wykonanej akcji Fanalis nie mógł mieć zastrzeżeń. Wielu powiedziałoby mu, że wyszedł wręcz obronną ręką, kiedy mogło skończyć się o wiele gorzej. Stare śpiewki oczywiście były tu wskazane, gdyby młodzian nie kierował się dość niekonwencjonalnym rozsądkiem. Miał własną wizję i było ją widać już od samego początku. Kto inny, jak nie on zdołałby wkraść się na pole bitwy, aby potem być niemal bez wyjścia. Zażądał walki zamiast ratować się ucieczką. W oby przypadkach należało postawić na własną wygraną. Pozytywne myślenie u Fana przeplatało się rzadko z jego sposobem bycia. Jęknął z wolna, gdy tylko wykonał swoją akcję, myśląc o jej zakończeniu. Los postarał się, żeby dodać coś od siebie. Zesłany mu z niebios osobnik, któremu powierzył pilnowanie Enyi najwidoczniej nie wytrzymał zbyt długo i zjawił się znienacka. Nie było mowy o uniku. Rozpęd poniósł oboje daleko w tył.
- Mogło być gorzej. - stęknął, aby bez wahania zdjąć z siebie ciężar Niebianina, jeśli ten znajdował się akurat na nim. Trochę go zdziwiło, że przybył sam. Gdzie dzieciak? Co się z nim stało i czy gdzieś go ukrył? Podstawowe obawy nie mogły jednak być długo przetrzymywane, dlatego zaraz potem zadał męczące pytania.
- Hej, trzeba było się nie wychylać. Co się stało z maluchem? Ukryłeś go? - spojrzał ukradkiem na sytuację z rozwścieczonym Changelingiem, który im już nie odpuści. Fan również nie zamierzał toteż tylko częściowo pozwolił sobie na rozproszenie uwagi krótką rozmową. Kolejnej wymiany zdań nie będzie, gdyż wtedy zgotowaliby na siebie serię śmiertelnych ciosów. Fanalis jakoś zniósł wcześniejsze promienie, więc uważał się za szczęściarza. Nie mogło być łatwo, ale również nie będzie zbyt niewygodnie.
Ocena sytuacji musiała być prędka i w miarę dokładna. Zależało mu na dobrym spożytkowaniu energii, którą zaczął gromadzić. Kwestią ważną stanowiła odległość i czas, w jakim Jaszczur do niego dopadnie. Nie mógł przejmować się tymczasowym sprzymierzeńcem nie z tego wymiaru. Gdy logika podpowiadała mu, że może się udać. Bez wątpienia wystrzeli promień z ust. Fala powinna chociaż ogłuszyć przeciwnika, co samo w sobie stanowiło sukces. Kłopotliwe było znalezienie rozwiązania na znokautowanie niewygodnego wroga. Tutaj zawsze powstawał dylemat. Nameczanin był za miękki, żeby jednogłośnie zdecydował o własnej zachciance. Na razie Chou Makouhou i sprawne przemieszczenie się w bok. Wypadało na lewo. Naprzeciw niesprawnej kończyny Changa, gdzie trudniej mu będzie wyprowadzić cios. Niestety nie mógł ufać zamiarom gada, który w każdej chwili mógł ponowić natarcie promieniami. Dlatego gdyby do tego doszło, to wybory były dwa. Prędki odskok z linii strzału, jak poprzednio lub próba sparowania energii własną ki, czyli wystrzelenie promienia z ust tak, jak to sobie obmyślił.

Occ: Koniec treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 260
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Czw Lut 11, 2016 12:34 am

Ciało zielonego zamortyzowało upadek, ale i tak siła jaszczura była czymś niepojętym dla Somy. Nie pomógł tez fakt, że Fanalis go zrzucił z siebie jak worek ziemniaków. Miał tylko nadzieję, że wytrzymają do momentu aż mucha rozstawi pułapkę. Niestety okazała się ona płonna. Dosłownie w tym samym momencie, gdy Nameczanin pytał niebianina o swojego rodaka, mechaniczny insekt przybył bzycząc złą wiadomość.
-Że co?!- Zareagował nerwowo. -Tak, ukryłem go.- Odpowiedział pośpiesznie zielonoskóremu. -Nie ma na co czekać, uciekaj stąd!- praktycznie wykrzyczał do owada.
Nie tak miało być. Z każda sekundą ich szanse nie tylko na wygraną, ale na przeżycie w ogóle topniały. Changeling już zbierał się do natarcia na nich.
-Pogadamy po wszystkim!- Miał nadzieję, że jakimś cudem im się uda. Teraz była pora na ruch przeciwnika, który jak najbardziej zdawał sobie z tego sprawę.
Zaczęło się, kapitan Zero ruszył na nich z pełną mocą. Soma przez ten ułamek sekundy mógł wyczytać w jego oczach nienawiść, jaka pałał do nich. Swoim oporem musieli na prawdę zajść mu za skórę. Odruchowo w ciągu tej krótkiej chwili nagromadził swoja ki w zaciśniętej pięści.
"Dobrze, to znaczy że wracają moje odruchy."- W jego głowie zaświtała iskierka pewności siebie. Gdy tylko jaszczur znalazł się w odpowiedniej odległości, skierował wciąż zaciśniętą pięść w jego stronę, tak jakby zadawał cios. Włożył w ten ruch całą energię, jaką udało mu się skoncentrować w tak krótkim czasie. W kierunku changelinga uderzyła fala niewidzialnej energii, czemu towarzyszył odruchowy krzyk wydobywający się z ust złotookiego. W końcu wykonanie Kiaiho,  stało się dla niego bezproblemowe jak dawniej.

Trening start

OCC:

Hp 670/870

OCC 2:

Miało być o wiele dłużej, ale skrypt Rikiego nie zadziałał i straciłem posta... Sad

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Czw Lut 11, 2016 9:41 pm

Przeciwnik nie spodziewał się tego. Dokładniej mówiąc, nikt nie spodziewał się, że Chang zachwieje się na swoich nogach. Wyglądało to dość komicznie i strasznie zarazem. Atak Fanalisa trafił bezbłędnie, w pierś i odepchnął wroga, ale temu usunął się grunt spod łap i stracił równowagę, lecąc plecami ku ziemi. Promień, którego nameczanin nie zdążył przerwać, trafił go w głowę. Wybuchł dokładnie na czaszce Zero, rozległo się jego przeraźliwe, bolesne wycie. Jaszczur trzymał się zdrową łapą za głowę.
- Moje…. MOJE OCZY! – wrzasnął wściekle i poderwał się, miotając na wszystkie strony przekleństwa. Twarz i pierś miał pokrytą oparzeniami, a obie powieki przypalone, spod których błyskały kompletnie białe oczy. – WY @%&@ JAK JA WAM@^#%@^!
Rzucił się w ich stronę bez ostrzeżenia. Ślepy był jeszcze bardziej zajadły niż wcześniej. Nagłe ograniczenie nie przeszkadzało mu, nie wiedział gdzie znajdują się jego przeciwnicy a i tak zajadle bił na oślep powietrze. Dosięgnąłby Somy, ale bóg sparował Kiaiho jego pięść, atak minął go o włos. Wściekły Changeling z nową siłą zaczął bić i ruszył na dwójkę.
Mieli jednak przewagę.

OOC
Możecie go dobić.
Fan, prosiłabym o nie umieszczanie wariantów swoich akcji w postach, nawet jeśli to walka fabularna, wybierz jeden ruch i opisz go.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Lut 17, 2016 10:08 pm

Ponowna szarża, jakże typowa dla rozwścieczonych gadów. Wojownicze usposobienie Fanalisa powinno wystarczać na ocenę ów sytuacji w stopniu zadowalającym. Kopniak musi zostać powtórzony, aby wyeliminować drugą z kończyn Changelinga. Dostał nagłej i przemożnej ochoty wypytania go o pewne szczegóły. Te urozmaicenie nigdy nie wpadłoby mu do głowy gdyby nie był sobą. Elokwencją niestety nie grzeszył, ale wystarczy na razie myśl o pokonaniu przeciwnika. Gdy już ucichnie szum walki trzeba będzie zdać się na spontaniczność. Bez wahania spiął ponownie mięśnie, ugiął kolana i czekał w pozycji bojowej. Stabilna garda stanowiła wstęp do skupienia i podwyższenia własnej reakcji. Chodziło o szybki unik, w ostatnim momencie i wyprowadzenie kopnięcia w zdrową jeszcze rękę. Nie patrzył się na wcześniejsze sukcesy, które tylko zaszkodziłyby mu w postrzeganiu sytuacji. Oczywiście Namek cieszył się, że przeciwnik dostał za swoje. W pełni rozumiał własne, niepohamowane pragnienie. Szczerość potrafiła jednak przyćmić dalsze zamiary. Nie wiedział na jak bardzo może sobie pozwolić, jednak tutaj też istniała kwestia ryzyka. Z chęcią je podejmie. Kontynuował własny plan i nie szczędził przy tym komentarza.
- Masz parszywcu na drugą nóżkę! - zakomunikował metaforycznie i zwodniczo. Jasne, że chodziło o wyeliminowanie sprawności w ręce, ale jakoś tak złapał się na omyłkowym wykorzystaniu żartu swojej inwencji. Musiał pozostawić Somę własnemu sobie. Zdjął mu jednak część ciężaru z barków. Z ufnością przyjął zapewnienie o bezpieczeństwie Enyi. W gronie zjawił się także mechaniczny owad. Chyba już gdzieś coś takiego kojarzył, lecz próżno szukać w pamięci. Nie teraz, gdy odbywała się podniosła akcja. Jaszczur przerażał, ale czy na tyle, aby swoją aurą przerazić Fanalisa? W każdym razie wykończenie dla Nameka znaczy tyle, co pozbawienie przeciwnika wszystkich sił lub znacznej mobilności. Nie będzie gryzł ani kąsał i wtedy nadejdą pytania. Nie będzie łatwo poradzić sobie z wytrąconym z równowagi psychicznej agresorem. Byli jednak we dwoje, co dodawało pewności. Mimo widocznych słabości Niebianina, czy samego Fanalisa, który nie był Bóg wie kim. Zwykłym Nameczaninem.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 260
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lut 27, 2016 2:37 am

Udało się, a na twarzy Somy pojawił się uśmiech, jednak to nie był czas na popadanie w samozadowolenie. Jego zielony sojusznik też nie odpoczywał. Problemem niebianina był fakt, że wszystko wskazywało na to, że nawet jeżeli dołączy do Nameka, to prawdopodobnie będzie mu tylko przeszkadzał. Obaj osobnicy byli dla niego po prostu zbyt szybcy. Nie mógł tez stać jak kołek, a frontalny atak za pomocą Kami no Ikari, też nie wchodził w grę. Technika niosła za sobą zbyt duże ryzyko zranienia jego nowego towarzysza. Mógłby spróbować sparaliżować jaszczura za pomocą telekinezy, ale jednak szybko odrzucił tą opcję. Jego kiaiho, w które musiał włożyć dużo więcej energii niż się spodziewał jedynie sparowało jego atak, a nie odrzuciło go tak jak zamierzał. Spiczastouchy być może nie był orłem, ale nie był aż tak głupi, żeby nie rozumieć, że próba takiego zagrania z góry skazana jest na porażkę, a koszt jaki mógłby przez nie ponieść zbyt duży. Musiał wymyślić coś innego. Rozglądnął się szybko dookoła siebie. Nie zobaczył nic, poza zniszczonymi w trakcie walki drzewami. W całkiem szerokim promieniu nie ostało się zbyt wiele, wciąż stojących na swoim miejscu. Wiele z nich zostało przerobionych na drzazgi, a gdzieniegdzie leżały powalone pnie. Widok ten podsunął mu pewien pomysł. Skoncentrował się dokładnie tak samo jak jeszcze dosłownie chwile temu, gdy stał przed jaskinią, w której ukrył chłopca. Swoją mentalną mocą podniósł jedno z powalonych drzew. Dopiero co nauczył się tej techniki, więc nie szło mu to zbyt łatwo, a schody miały dopiero się zacząć. Ustabilizował przepływ swojej ki, a co za tym, również lewitujące drewno. Gdy tylko miał pewność, ze bez problemu utrzyma je w powietrzu, ze spokojem widocznym w jego ruchach podniósł drugie, znajdujące się dokładnie po drugiej stronie walczących w zwarciu. Gdy tylko zauważył odpowiedni moment, skierował oba obiekty, z dwóch przeciwległych stron na changlinga, tak żeby zderzyły się z nim końcami. Nie poprzestał jednak na tym. Skierował dodatkową dawkę energii po to, żeby wywrzeć dodatkowy nacisk, co zaowocowało efektownym zgnieceniem obu pni. Soma miał nadzieję, że nie tylko samo uderzenie zaboli przeciwnika, ale również pokaźna ilość kawałków drewna utkwi na stałe w jego ciele.

Koniec Treningu

OOC:

Użycie telekinezy, za którą nie wiem czy mam sobie odjąć ki. Jeżeli tak to nie wiem ile, 50 za uzycie, czy 100 za dwa obiekty przenoszone?

Przepraszam tez za zwłokę, postaram się odpisywac szybciej. Smile

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1885
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Lut 27, 2016 3:57 pm

Walka zmierzała do swojego końca nieubłaganie… Bowiem choć w furii, Changeling tracił swe siły, doświadczony wojownik mógł ujrzeć jak jego ruchy stają się ospalsze, wolniejsze. Ryczał wściekle próbując choć ich zadrasnąć, a ślepota w tym nie pomagała. Ciosy Fanalisa trafiały bezbłędnie, Jaszczur wił się, chcąc uniknąć ataku i jednocześnie zadać jak największe obrażenia. Oczywiście pozbawiony ważnego zmysłu nie widział co się dzieje, a tym bardziej co szykuje dlań Soma. Dwa wielkie pnie uderzyły w plecy i pierś, wbijając się w jego ciało. Uszkodzony kopniakiem bark również został zakleszczony, coś chrupnęło i Jaszczur ryknął. Spróbował się wyrwać akurat w momencie w którym Soma wzmocnił nacisk, powodując zgniecenie pni oraz karku przeciwnika. Jego bezwładne ciało opadło wraz z tym co zostało z drewna, gdy tylko młody bóg przestał używać swojej technik.
Na moment zapadła cisza…
Którą przerwała mucha. Mechaniczny owad zaczął latać nad głowami tymczasowych sojuszników, trzepocząc w euforii skrzydełkami i machając odnóżami.
- Zerozz nie żyje! Bzz..! Nawtz nie wiezcie jaki… Bzzz… Trach! Był okrpzny! – przestał wirować i zastygł mniej więcej na poziomie ich spojrzeń, bucząc cicho silniczkiem. – Ciezę szię, że bzzz wam zię udało! Sssaiyan tez już nie ma. N-nie pzedstawiłem się, jeztem Trach! Brzdęk! Polar. Fanaliz mniez bzzz zzzna!
No tak… Losy bywają poplątane i jak nie tworzy się podsłuchu, którzy koledzy z laboratoriów kradną i przymocowują do żab, to buduje się mechaniczne muchy…

OOC
Zero nie żyje Very Happy
50 Ki styknie Soma

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rajski las   

Powrót do góry Go down
 
Rajski las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Rajski las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: