Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Rajski las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Rajski las   Sro Paź 10, 2012 7:44 pm

Lasów na Namek jest mnóstwo, mimo tego ten ma w sobie coś niesamowitego. Jest dziewiczy, nikt jeszcze nigdy nie próbował ingerować w jego naturę. Pradawne wieści mówią, że tego, który odważy się niszczyć chociażby jedno drzewo, bądź zabiję jakąkolwiek istotę w tym rejonie, spotka okrutna klątwa. Mimo tego miejsce to jest często odwiedzane przez Nameków. Jest ono bowiem jedyną drogą, którą można dostać się do jeziora.
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Paź 12, 2012 6:17 pm

Leżał na miękkiej trawie i słuchał śpiewu ptaków. Nie otwierał oczu - nie było mu to potrzebne. Zdawało mu się, że doskonale wie co gdzie jest, że czuje oddech planety. Lekki powiew wiatru poruszył liście na drzewach i ochłodził jego zielony policzek. W końcu podniósł powieki i zobaczył nad sobą pień prostego jak linijka nameczańskiego drzewa z zazieleniałymi od liści konarami układającymi się w koło. Wyglądał jak lizak.
Powoli wstał i otrzepał się z kawałków piasku i liści. "Pora odpoczynku minęła, trzeba wracać do wioski..." - pomyślał sobie. Uwielbiał tu przebywać. Spędzał tu bardzo wiele czasu odkąd udało mu się ujść z życiem z niewoli Changelingów. Na jednym z drzew wyrył imię chłopca, który mu pomógł okupując to własnym życiem. Przychodził tu by go wspominać okazując mu w ten sposób cześć. Miał nadzieję, że pomimo złych uczynków jego rasy dzieciak odnalazł swoje niebiańskie miejsce, należało mu się. Odnajdywał tu jednak spokój, pomiędzy czasem między treningami a zamartwianiem się o losy wioski i planety.
Poprawił białą pelerynę i powolnym krokiem ruszył w stronę wioski pięciogwiezdnej smoczej kuli. Ostatnio martwiło go co stanie się z jego towarzyszami. Najeźdźcy ostatnimi czasy za dużo sobie pozwalali, a ilość Nameczańskich wojowników gwałtownie spadała na łeb na szyję, którzy nie byli dobrze przygotowani do starcia z regularnymi żołnierzami jaszczuropodobnych stworów. Nie byli również przystosowani do postępu technologicznego jaki prezentowali.
Choć Legumir słyszał, że przed wielkim Kataklizmem na planecie Namek również był ogromny postęp technologiczny. Kto mógł jednak przewidzieć taki obrót spraw, i teraz muszę odbudowywać swoją rasę jak i uprawy i wszystko co przepadło. A na dodatek muszą jeszcze zmagać się z tymi, którzy chcą im to wszystko zabrać, razem z żywotami.
Gdy w zielonoskórym wojowniku zaczynał wzbierać gniew, zamknął oczy i zrobił kilka głębszych oddechów. To przypomniało mu, jak ważny jest trening, by móc się bronić. Porzucił więc zamiar powrotu do wioski i zrzucił z siebie pelerynę i nakrycie głowy. Przed treningiem musi się dobrze rozgrzać.

Rozpoczął od biegania. Spokojnym tempem, rozwinął to w slalom między drzewami. Po kilku minutach dodał do tego ręce, najpierw jedna, potem druga, potem w drugą stronę i obie razem to samo. Później zaczął biegać krokiem dostawnym i robić przeplatanki z kręceniem bioder. Na jego zielonym czole zaczęły pojawiać się już pierwsze krople potu. Nie szczędził sił na treningi, wiedział, że im więcej potu wyleje tu, tym mniej krwi straci w bitwie. Kontynuował biegając dalej podnosząc wysoko kolana a następnie uderzając piętami o pośladki. Na koniec w ruchu trochę żabek i zatrzymał się na chwilę oddechu pod drzewem. Minęło kilka sekund i zaczął rozciągać się w miejscu. Zaczynając od rozgrzewki stawu skokowego szedł coraz wyżej swojego ciała. Rozgrzał kolana, później ścięgna i więzadła pod nimi robiąc głębokie skłony na wyprostowanych nogach. Pokręcił jeszcze biodrami i głową. Naciągnął ręce i łokcie. Później zrobił parę krótkich ale intensywnych sprintów i dwuminutową walkę z cieniem.
Już był zlany potem, ale lubił to. Lubił wyznaczać sobie granicę swojej wytrzymałości, a teraz, rozpoczynając kolejny trening mógł poznać swoją kolejną. Zrobił kilka głębszych oddechów i wziął się do pracy...
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Paź 12, 2012 8:45 pm

Vit jeszcze przed kilkunastoma minutami stał przed swoim przyjacielem i nie był pewien tego czy zostanie schwytany przez straż czy też jego kolega go nie wyda. Na szczęście jego problemy rozwiązał wielki wybuch, który miał miejsce gdzieś w rajskim lesie. Nameczanin wykorzystał fakt że strażnicy byli zajęci oglądaniem tumanu kurzu i dzięki temu wybiegł z swojej rodzinnej osady i w tym momencie zmierzał w kierunku źródła dziwnego wybuchu. Po kilku chwilach namek dotarł do rajskiego lasu, sprint jak się okazało był słabym wyborem co prawda Vit dotarł tutaj w bardzo krótkim czasie, jednak był przez to bardzo zmęczony dlatego też Vitolo przysiadł przy jednym z drzew na skraju lasu aby odpocząć. Kilka minut siedzenia dało Vitowi nie tylko dodatkowe siły, ale także czas do rozmyślania na temat tego co mogło spowodować taki wybuch i bardzo głośny huk. Nameczanin nie mógł wpaść na żaden w miarę normalny pomysł dlatego też gdy tylko poczuł się na siłach wstał i ruszył do centrum lasu.

Namek przez kilkanaście minut błądził po lesie starając się zauważyć coś co mogło wydać się nietypowe. Niestety nie zauważył nic nadzwyczajnego, zwykły las taki jak każdy inny. Vitolo, mimo że większość lasu postanowił dalej szukać. Był pewien że w jakiejś części, której jeszcze nie zbadał znajduje się przyczyna wybuchu dlatego też namierzywszy odpowiednią drogę ruszył ku nieodkrytej jeszcze przez niego części lasu mając nadzieję na znalezienie odpowiedzi na dręczące go pytanie.
Powrót do góry Go down
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sob Paź 13, 2012 3:22 pm

Zrobił kilka głębszych oddechów i wziął się do pracy... Otarł pot z czoła i na początek wziął wielki kamień leżący obok jednego z drzew i zarzucił go sobie szybko na plecy. Zaczął biec, na początku bardzo szybko jednak przekonał się, że nie ma jeszcze wystarczająco dobrej kondycji i po kilkudziesięciu metrach musiał zwolnić. Nie poddawał się jednak i nie zatrzymywał się, lecz biegł dalej - truchtem bo truchtem, ale w końcu jego płuca i mięśnie wciąż pracowały. Po dwudziestominutowym biegu bez przystanku w końcu musiał zaczerpnąć tchu. Przechylił się na bok zrzucając z pleców kamień, bo nawet nie miał siły odłożyć go w cywilizowany sposób i upadł na kolana, podpierając się jeszcze rękoma. Był już zmęczony, ale wiedział, że stać go na więcej. Mięśnie jeszcze wytrzymałyby więcej wysiłku, ale jego kondycja nie jest w tak dobrym stanie jak by chciał.
Po kilkudziesięciu kroplach potu spadających z jego zielonego czoła na ziemię, w końcu wstał. Czuł dziwne kłucie w klatce piersiowej, jakby uwierało go od środka. Wiedział jednak, że to skutek dużego wysiłku na nieprzystosowanych płucach. Podszedł do drzewa i uderzał w nie raz za razem ciosami prostymi. Po kilku chwilach z jego knykci zaczęła spływać fioletowa krew a na korze drzewa pojawiły się pęknięcia i wgniecenia. Wzmacniał w ten sposób twardość swojej pięści, jak również zwracał głównie uwagę na technikę przy robieniu tego ćwiczenia. Uważnie kontrolował swój oddech by oddychać po każdym ciosie, jak i uważał na to by cios wychodził z przekręconego biodra i barku. Jego strój był ciemniejszy niż normalnie od potu wylanego z wysiłku. Mógłby się założyć, że jeśli chciałby go wyzmiąć to mogłaby się z tego pojawić całkiem spora kałuża.
Następne jego ćwiczenie było podobne - znalazł sobie miejsce, gdzie drzewa wyrastały na przemian po lewej i prawej stronie. Zaczynał od prawej, odbijał się w lewo i uderzał w drzewo, później odbijał się w prawo i to samo. I tak przez kilka minut. Na początku słabo mu wychodziło, ale im stawał się coraz bardziej zmęczony, tym lepiej mu szło - poprawiała mu się koordynacja. Po kolejnych dziesięciu minutach opadł z sił i usiadł na trawie. Wielki krople potu zsuwały się z jego zielonej, gładkiej czachy. Z zamkniętymi oczami brał głębokie oddechy. Wiedział jednak, że nie może przestawać więc powoli, ciężko wstał i postanowił kontynuować trening.
Zaczął robić wykroki z pogłębianiem do przodu i do tyłu po kilka naście razy, a następnie przysiady z wyskokami w górę, opady do pozycji 'do pompki', robił je, wracał do przysiadu podpartego i wyskakiwał w górę. Robił tak po kolei przez kilka minut, aż w końcu mięśnie odmówiły mu już posłuszeństwa. Upadł na plecy głośno i głęboko oddychając i patrząc w niebo. Zaczęły go łapać kurcze w łydkach, ale postawił stopy na ziemi i na leżąco je rozluźniał, zaczął masować. Odpoczął chwilę i na zakończenie porozciągał się jeszcze trochę skłonami z pogłębianiem, siadem płotkarskim i innymi ćwiczeniami rozciągającymi. Nogi i mięśnie aż drżały mu z wysiłku, ale był przekonany, że to zaowocuje mu w przyszłości i to dobrze zaowocuje. Po wszystkim usiadł pod drzewem i zamknął oczy. Chciał trochę pomedytować, poznać swoją energię ki i pogłębić stan ducha a także uspokoić się.
Jego myśli na początku krążyły od jednej sprawy do drugiej, przejmował się losem innych i zastanawiał się jak pokonać złych Changelingów. Wiedział, że bez treningów nie zdziała nic bo teraz nie jest dla nich zbyt wymagającym przeciwnikiem. Starał się jednak szybko odganiać od siebie te myśli, krążąc w pustce wiedząc wszystko, ale nie patrzeć na nic jednocześnie. Była to trudna sztuka, ale pokazali mu ją mędrcy z jego wioski, którzy doskonale sobie z tym radzili. Wiedział, że mogło go to uspokoić wewnętrznie i niekiedy pokazywać mu rozwiązania, na które sam nie mógłby wpaść. Zaczął wyobrażać sobie schody, po których wchodził licząc stopnie, gdzie na samym końcu miało zastać go odprężenie i zbawienna pustka...
Z zamyślenia jednak wyrwał go wybuch, który wstrząsnął całym lasem. Legumir zerwał się na nogi tak szybko, że za chwilę tego pożałował - tak zmęczony szybko zmieniając pozycję pozbawił swój mózg tlenu a przed oczami pojawiły mu się białe plamy. Oparł się o drzewo ręką i po chwili wszystko wróciło do normy, a on rozglądając się zauważył tumany kurzu wznoszące się niedaleko. Założył pelerynę z naramiennikami i nakrycie głowy i ruszył w tamtą stronę, jednak nie tak szybko jakby chciał, bo w końcu był bardzo zmęczony. Po chwili marszu zauważył innego Nameczanina, który pewnie również starał się odnaleźć przyczynę wybuchu w tych niebezpiecznych czasach. Próbował się mu przyjrzeć, ale chyba go nie poznawał, przecież wszyscy jego współplemieńcy wyglądają podobnie. Zauważył znaki szczególne, biały strój i bandaże na rękach. Legumirowi przyszedł do głowy pomysł, że również mógłby się o takie postarać, zwłaszcza spoglądając na jego fioletowe od krwi ręce po treningu.
Zatrzymał się nie wiedział co zrobić. W tych niebezpiecznych czasach nie wiedział, czy może mu ufać, bo mógłby to być szpieg wroga, ale z drugiej strony pomyślał, że każdy z jego rasy wolałby zginąć niż zdradzić swoich. Zrobił krok w stronę zielonoskórego, depcząc przy tym jedną z gałązek, która złamała się wydając przy tym charakterystyczny trzask...
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 14, 2012 11:17 am

Poszukiwania źródła tajemniczego wybuchu szły bardzo słabo, Vitolo mimo że przeszedł dużą część lasu nie zauważył nic co mogłoby mu się wydać niepokojące. Jednakże nic takiego tam się nie znajdowało, był to po prostu zwykły las. Vit postanowił chwilę odsapnąć dlatego też przysiadł pod jednym z drzew i zaczął rozmyślać nad tym co też pocznie gdy już zaspokoi swoją ciekawość odnośnie lasu i tajemniczego wybuchu. Nie miał zbyt wielu opcji, mógł albo wrócić do wioski i postarać się odzyskać dobre imię albo błądzić po planecie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Obie te opcje miały swoje plusy i minusy, które nameczanin dokładnie prześledził jednak zanim zdołał podjąć decyzję usłyszał odgłos łamanej gałązki. Natychmiast podniósł się na równe nogi i zaczął wypatrywać niebezpieczeństwa wśród drzew.

-Kto tam jest?- powiedział Vit robiąc kilka małych kroków w kierunku miejsca, z którego nadszedł dźwięk. Nameczaninowi odpowiedziała, jednak cisza. Vit chcąc zaskoczyć ewentualnego napastnika ruszył w jego kierunku a gdy wyłonił się zza jednego z drzew chciał wymierzyć szybki i dość mocny cios. Vitolo zdołał zauważyć jedynie twarz jednego z jego rasy, było jednak za mało czasu na to by jakoś spowolnić cios lub skierować go w inną stronę dlatego też przez zupełny przypadek przybysz dostał z pięści prosto w twarz. Vit zauważył swój błąd dlatego też natychmiast schylił się do nameczanina i pomógł mu wstać.

-Nic ci się nie stało? Bardzo przepraszam za ten atak, ale gdy tylko usłyszałem że ktoś za mną idzie pomyślałem że to jakiś changeling.- powiedział Vit starając się jakoś wyjaśnić całą sytuację, a po chwili dodał. Tak w ogóle to jestem Vitolo, a jak ty się nazywasz?

Zaraz po wypowiedzeniu tych słów Vit podał rękę nameczaninowi aby się przywitać, jednak cały czas obserwował i nasłuchiwał to co działo się wokół nich. Nie chciał zostać zaatakowany z zaskoczenia, co prawda nie był sam ale nie wiedział czy jego nowy znajomy będzie walczył razem z nim czy przeciwko niemu.
Powrót do góry Go down
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 14, 2012 12:49 pm

"Durniu!" - pomyślał sobie, sam o sobie gdy usłyszał trzask łamanej gałązki. "Mógłbyś bardziej na siebie uważać, przez to możesz zginąć!" - krzyczał do siebie w myślach. Przeklinał się za swoją nieuwagę, bo jeśli to na prawdę jest szpieg wroga to nie dość, że sprowadziłby na siebie nieszczęście, to jeszcze pozbawiał się jedynego w tym wypadku atutu - zaskoczenia. Zamarł w pół kroku bez ruchu, starając się już nie nadepnąć na nic i czekał. Był lekko skryty wśród drzew i powoli przechylił się bardziej w lewą stronę, by jedno z nich go zasłoniło.

- Kto tam jest? - usłyszał Legumir głos innego Nameczanina, ale nie odezwał się. Był już wystarczająco zmęczony po treningu, wszystkie mięśnie mu drżały. Nie wypowiedział ani słowa, bo nie chciał zdradzić swojej pozycji, a i tak jego ciężki oddech i zmęczenie wydawały mu się dość głośne, że słyszą go w wiosce, a zwłaszcza Nameczanie, którzy przecież mają lepszy słuch od innych...

Było jednak za późno i zmęczony Namek usłyszał kroki, które nieuchronnie zbliżały się w jego stronę. Wiedział, że zaraz ktoś odkryje gdzie się skrywa i jest to nieuchronne, a gdyby doszło do walki z wrogiem nie byłby wstanie nic zrobić przy takim zmęczeniu. Powoli ogarniała go panika, a na czole pojawiły się krople potu, tym razem zimnego, a jeszcze nie dawno opływały potem zmęczenia. Legumir zaczął powoli obracać się i rozglądać gdzie mógłby się skryć. Starał się robić przy tym jak najmniej hałasu. Odwrócił się i zobaczył większe drzewo, za które mógłby się schować.
Nim jednak to nastąpiło usłyszał trzask i szybki pęd powietrza, a zanim zdołał się do końca odwrócić ujrzał tylko zbliżającą się zieloną pięść w jego twarz. Nie mógł nic zrobić, dał się zaskoczyć a do tego dochodziło zmęczenie i pewnie większe umiejętności przeciwnika. Gruchnął plecami o ziemię, ale w jednym momencie jakby cały strach uszedł. W prawdzie nie chciał wrócić do niewoli, ale wiedział, że tym razem się nie podda.
Jednak mylił się a gość, który go uderzył wydawał się być po jego stronie. Od razu pomógł mu wstać i zaczął przepraszać. Gdy usłyszał, że myślał, że to jego wróg i od razu go chciał atakować Legumir nabrał do niego większego szacunku. Potrząsnął głową jakby chciał odgonić od siebie złe myśli, by usunąć z głowy dziwny szum po ciosie...

- Ja jestem Legumir, miło Cię poznać... - powiedział wkładając zieloną dłoń z długimi palcami zakończonymi pazurami w wysuniętą dłoń Vitolo... - Wspaniały początek znajomości, nie ma co, każdego tak witasz? - uśmiechnął się wypowiadając te słowa, pokazując rząd śnieżnobiałych zębów z długimi kłami.

Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że wojownik nie jest do niego wrogo nastawiony. Albo tak dobrze kłamie, że chciał atakować Changelingów. Legumir podniósł wzrok i zobaczył coś nietypowego. Vitolo nie miał źrenic, lecz tylko same białka oczu. Wyglądało to nieciekawie, jednak Nameczanin nie dał po sobie ani trochę poznać, że coś nim wstrząsnęło. Bez wątpienia spotkał wyjątkowego przedstawiciela ich rasy i miał nadzieje, że przynajmniej w jakimś stopniu zdołają się zaprzyjaźnić. W końcu byli prawie rodziną, mieli wspólnego wroga. Miał tylko nadzieję, że zjednoczą się we wspólnej walce i będą mogli na siebie liczyć. Gdy tylko o tym pomyślał, jego myśl weszła na inny tor i przypomniał sobie po co tu tak na prawdę przybył. Oprócz całego ciała bolała go również i teraz twarz, ale zdołał przybrać normalną minę i zapytał nowo poznanego Nameczanina...

- Ty też widziałeś i słyszałeś ten wybuch? Coś tu jest nie tak, właśnie szedłem to sprawdzić gdy Cię zauważyłem, nie wiedziałem czy jesteś wrogiem... - przerwał na chwilę jakby wciąż się nad tym zastanawiał, po chwili jednak znów się odezwał... - Ale jeśli było to coś poważnego, to być może ktoś z naszych potrzebuje pomocy...
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 14, 2012 6:00 pm

Vitolo bardzo się ucieszył a jednocześnie uspokoił na wieść o tym, że jego atak został odebrany jako pomyłka i napotkany nameczanin nie ma za złe Vitowi uderzenia w twarz. Jak się okazało nameczanin ma na imię Legumir. Vit wysłuchał do końca jego wypowiedzi aby po zakończeniu jej wtrącić swoje trzy grosze.

-Nie, jeśli wiem że ktoś jest przyjacielem to zwyczajnie podaje mu rękę. A w przypadku niepewności lepiej najpierw uderzyć, a potem pytać.- rzekł Vitolo, patrząc cały czas w oczy swojego nowego przyjaciela. Nawet dla Vitola, która ma około dwóch metrów wzrostu Legumir był olbrzymem. Taki wzrost mógł skutecznie odstraszyć słabszych i mniejszych wojowników, Vit czuł się jednak bezpiecznie. Wiedział że Legumir nie ma mu za złe tego uderzenia w twarz, a więc też nie ma powodu aby atakować. W pewnym momencie Vit zauważył, że Leg przygląda się jego oczom, które nie miały źrenic widząc jednak że nowy kolega chce jakoś zamaskować swoje zdziwienie postanowił nie drążyć tematu i po prostu poczekać czy Legumir ma coś do powiedzenia. Jak się okazało był tutaj gdy doszło do dziwnego wybuchu, Vitolo dał znajomemu dokończyć zdanie, a następnie samemu wypowiedzieć się w kwestii tego dziwnego wybuchu.

-Tak, widziałem ten wybuch, prawdę mówiąc to właśnie on mnie tutaj ściągnął. Byłem właśnie w swojej wiosce i ukrywałem się gdy... a z resztą to nie jest teraz najważniejsze. Zmieńmy temat, jeśli chodzi oto czy jestem wrogiem to najpierw sam musiałbym wiedzieć po czyjej ty jesteś stronie. Ja osobiście jestem po stronie nameczan. A jak jest z tobą?- powiedział Vit patrząc wyczekująco na Legumira, a następnie powiedział: - Jeśli chodzi o ten wybuch to możesz mieć trochę racji, ktoś z naszego ludu może teraz walczyć z jakimś changelingiem a ten wybuch był jednym z odgłosów używanych technik. Trzeba by to sprawdzić, jak sądzisz?
Powrót do góry Go down
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 14, 2012 7:52 pm

- Wydaje mi się, że w razie wątpliwości lepiej pytać zamiast uderzać. Nigdy nie wiadomo na kogo możemy trafić... Albo w ogóle się nie odzywać. - odpowiedział i uśmiechnął się po raz kolejny. Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że nowo poznany Nameczan nie może być wrogiem. Gdy wysłuchał całej wypowiedzi Vitolo zrobił przerwę na chwilę by złapać kilka oddechów. Był po treningu i w dodatku otrzymał jeszcze cios, potrzebował snu i odpoczynku. Przez moment wydawało mu się, że kręci mu się w głowie, ale szybko odgonił od siebie to uczucie. Podniósł wzrok i spojrzał na Nameczanina, już bez żadnego skrępowania. Skoro on nie poruszył tego tematu, on tym bardziej nie będzie. I tak nie przeszkadzało mu to, jak wygląda.

- Ja jestem przyjacielem Nameczan oczywiście. Jak mógłbym postąpić inaczej, będąc jednym z nich? Poświęcę życie w obronie tej planety, jeśli będzie trzeba... - przerwał na chwilę i złapał się długimi palcami za czoło, zamykając na chwilę oczy. Czuł się coraz bardziej wycieńczony. Zrobił kolejne kilka głębokich oddechów. - A więc jeśli Ty też jesteś po naszej stronie, me serce raduje się, wiedząc, że nasza planeta nie jest do końca oddana na pastwę tych wstrętnych jaszczurów.

Wiedział, że oddał z siebie wszystko na treningu, pracował nawet na więcej niż sto procent. Potrzebował snu, pożywienia. Musiał zregenerować siły, ale jednocześnie wzywało go poczucie obowiązku. Coś mu mówiło, że ten wybuch nie był przypadkowy, zwłaszcza w tych trudnych czasach, a obowiązkiem jego i Vitolo było to sprawdzić. Już chciał powiedzieć towarzyszowi by ruszali, gdy po raz kolejny zakręcił mu się w głowie i zachwiał się. Potrząsnął głową by odzyskać ostrość obrazu. Czuł, że jest cały zlany potem, przez co każdy najmniejszy powiew wiatru wydawał mu się chłodem nie do opisania. Postanowił, że chwilę odpocznie więc podniósł wysoko głowę i zwrócił się do Nameczanina.

- Wybacz mi, ale jestem wykończony. Właśnie trenowałem i moje ciało najwidoczniej odmawia mi posłuszeństwa będąc tak zmęczonym. Pozwól, że oddalę się na moment i odpocznę chwilę co? Ja wiem, że nie mamy czasu do stracenia, ale w takim stanie będzie ze mnie więcej przeszkody niż pożytku... - jeszcze nie skończył mówić a już odwrócił się i oddalał, by usiąść pod najbliższe drzewo. Nie chciał by odebrane to było jako brak szacunku - po prostu nie miał już siły, a nie chciał zemdleć na oczach nowo poznanego wojownika.

Usiadł pod drzewem w pozycji lotosu, oparł się plecami o pień i zamknął oczy. Oddychał głęboko a wydawało mu się, że w jego głowie kręci się wszystko dookoła niczym na karuzeli. Jego czoło świeciło w słońcu od potu. Odpocznie chwilę, pozwoli by jego energia Ki krążyła w okół niego, zagłębi się w siebie. Może pozna się bliżej, pozna swoje granice. Odkąd pamiętał powtarzał sobie, że ten, który jest pogodzony z samym sobą jest znacznie lepszym wojownikiem. Dlatego zawsze starał się wyciszyć, dojść do harmonii z samym sobą, poznać siebie. Tym razem jednak chciał trochę odpocząć. Zagłębił się w siebie i wsłuchiwał w otoczenie, przyglądał się swojemu Ki krążącemu w jego dziele. Po kilku minutach zobaczył coś dziwnego, jakby jego Ki mogło oddziaływać na otoczenie...

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 14, 2012 8:37 pm

Vit na słowa Legumira uśmiechnął się, jednak gdy jego nowy znajomy zaczął po wypowiedzeniu tych kilku słów łapać głębokie oddechy Vitolo zauważył że coś jest z nim nie tak. Jego obawy potwierdziły się gdy Leg zaczął opowiadać o tym, że jest przyjacielem nameczan i odda swoje życie byleby tylko ocalić planetę. Zaraz po tym nameczanin podparł głowę o rękę i przymknął oczy, jego oddech był bardzo głęboki i dało się go usłyszeć z odległości kilku metrów. Zanim Vitolo zdążył coś powiedzieć, Legumir kontynuował swoją wypowiedź. Vit postanowił mu nie przeszkadzać, nie wiedział czy Leg powiedział już to co zamierzał czy po prostu odpoczywa dlatego też Vitolo stał i patrzył się na oblanego potem nameczanina. Po krótkiej chwili przerwy wyjaśniło się dlaczego Legumir cały czas głęboko dyszał albo podpierał się o rękę, on po prostu starał się odpocząć. Niedawno skończył trening, a oprócz tego przeszedł kilkanaście metrów przez las i oberwał z pięści w twarz. Vitolo wiedząc że będzie teraz musiał czekać aż Leg odpocznie postanowił wykorzystać ten czas na trening by wzmocnić się przed ewentualnym zagrożeniem, które mogło na nich czekać. Jednak zanim zaczął krzyknął do Legumira:

- Ty odpocznij, ja aby nie tracić czasu trochę potrenuje. Trening mi się przyda.- ostatnie słowa Vit powiedział szeptem tak że tylko on mógł je usłyszeć. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bez treningu nie stanie się silniejszy a poprzedni trening odbył się w jaskini niedaleko wioski Tsuno, a więc dość długi okres czasu temu. Nameczanin oddalił się kilkanaście metrów od Legumira a następnie rozpoczął rozgrzewkę.

Spoiler:
 


OCC: Początek treningu
Powrót do góry Go down
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pon Paź 15, 2012 4:16 pm

Jego nowy towarzysz jeszcze coś do niego mówił, Legumir jednak już nie zwracał na to uwagi. Nie robił tego specjalnie, po prostu jego myśli były skierowane gdzie indziej, poza tym nie miał siły już nawet podnosić powiek, które wydawały mu się ciężkie niczym z ołowiu. Miał tylko nadzieję, że Vitolo nie będzie miał mu tego za złe, ale w sumie on też pomyślał by się wzmocnić i zaczął swój trening. Nameczanin wciąż oddychał głęboko, powoli jednak jego tętno i oddech wracały do normalnego tempa. Wsłuchiwał się w ten odgłos a jednocześnie obserwował KI krążące w jego ciele, przez co stopniowo tracił kontakt z otaczającą go rzeczywistością. Teraz już nie liczył się dla niego śpiew ptaków tylko czysta moc w nim samym.
Już wcześniej zauważył, jakąś zmianę. Jakby wibrująca moc w nim samym w niektórych miejscach próbowała się wydostać bardziej niż zwykle, głównie w dłoniach, ale Legumir zauważył też coś przy oczach. Kiedyś widział jak wojownicy potrafią magazynować swoją energię w rękach, nie wiedział jednak jak to robią - a co jeśli to właśnie to? Wcześniej gdy próbował się wyciszyć nigdy nie zwracał na to uwagi, teraz jednak zafascynowało go to i zapomniał o całym zmęczeniu, które go wcześniej ogarniało. Próbował naginać swoją wolę by ruszyć energią, nawet wmawiał sobie, że nią rusza - nic jednak nie skutkowało. Zdenerwował się, jednak próbował dalej i wtedy coś drgnęło. Zdawało mu się jakby po jego ciele przeszedł prąd energii, ale może to tylko wytwór jego wyobraźni? "A co, jeśli do kontrolowania energii potrzeba być zdenerwowanym?" - pomyślał sobie, lecz zaraz przypomniał sobie widok wojowników i uświadomił, że oni wcale nie ćwiczyli tego pod wpływem emocji, wręcz przeciwnie - wykazywali stoicki spokój. Nameczanin szybko więc odgonił od siebie myśli wzburzające jego stan równowagi i po raz koleny wziął kilka głębszych oddechów. Policzył do dziesięciu aż emocje i podniecenie opadną.
Spróbował po raz kolejny, tym razem na spokojnie i z radością poczuł pogres. Był przekonany, że uda mu się, tylko po prostu musi więcej trenować, bo jak to mawiają - Nie odrazu Namek zaludniono. Przez kolejne piętnaście minut starał się bardziej wyczuć energię i w niektórych miejscach sprawdzał czy nie uda mu się jej kontrolować. Doszedł do wniosku, że prawie w każdym mógłby to robić po odpowiednim treningu, najlepiej jednak mu wychodzi przy dłoniach. Skupiał się bardziej i bardziej aż na jego zielonym czole znów zalśniły krople potu. W pewnym momencie poczuł energię, ale w okół siebie i chcąc na nią oddziaływać nagiął swoją się woli by podniosła się do góry.
W tym momencie usłyszał szmer pędzącego wiatru i szelest liście na drzewach a za chwilę poczuł falę wiatru docierającą do niego a on sam cały czas pozostając w pozycji lotosu uniósł się do góry. Zdziwił się bo wiatr nie był aż tak silny by poderwać ponad stu kilogramowego humanoida, a mimo to wciąż się unosił, choć chwiejnie. Był tak zdziwiony, że jego koncentrację szlag trafił a on z głuchym tapnięciem opadł w dół na tyłek. W następnym momencie zrozumiał, że to co dokonał do kontrola energii tak, by móc lewitować, zwanie potocznie lataniem. Nie raz widział jak wojownicy, głównie od Changelingów potrafią to robić, nigdy jednak się nad tym nie zastanawiał. Wiedział, że ta technika zwie się Bukujutsu i jest niemal bezcenna w kategorii szybkiego poruszania się między miejscami. Zdziwienie szybko uległo podnieceniu, a podniecenie po krótkiech chwili przerodziło się w skupienie i większe zaangażowanie.
Tym razem szybko udało mu się skupić - miał wrażenie, że im dłużej ćwiczy tym lepiej mu wychodzi. Przez następne kilkanaście minut starał się unosić - tym razem świadomie i z opanowaniem. Z początku mu nie wychodziło, chwiał się, lot był często nie kontrolowany, ale w końcu doszedł do tego, że swobodnie unosił się w powietrzu nieruchomo. Po krótkim treningu nawet udało mu się oddzielić malutki kawałek swojej świadomości z lataniem i włożyć go w głąb siebie, tak, że po prostu otworzył oczy i mógł zajmować i skupiać się na czymś innym a mimo to wciąż się unosił. Czuł przepływ energii przez swoje ciało, a było to uczucie bardzo przyjemne. Już nie liczyło się dla niego zmęczenie - prawie go nie odczuwał. Poznał coś co mu się bardzo przyda. Po raz kolejny odbił się od ziemi i wznosił w górę, tym razem już nie w pozycji lotosu. Udało mu się wykonywać przeróżne akrobacje w powietrzu, śmiejąc się przy tym w głos. Po krótkiej chwili zniżył lot i opadł na ziemi dotykając ją stopami. Był tak podniecony postępami jakie dziś dokonał, że energię którą miał w sobie - niekontrolowanie wypchnął ze swego ciała prawie przez każdą cząsteczkę skóry.
I tu czekała na niego kolejna niespodzianka. Energia, którą wyzwolił przerodziła się w niewidzialną siłą niczym wiatr, który rozniósł się po wszystkich stronach dookoła niego, strącając z drzew parę liści i strasząc ptaki, które przeraźliwie skrzecząc wzbiły się w powietrze szukając sobie innego bardziej bezpiecznego miejsca. Tym razem zdziwił się jeszcze bardziej - nie tylko dlatego, że kompletnie się tego nie spodziewał, ale również jego zdziwienie polegało na tym, iż nie wiedział co ma myśleć - "czy wszystkie techniki da się kontrolować poprzez własne panowanie nad energią? Poprzez różne jej modyfikowanie i zmienianie?" W tym momencie Legumir przysiągł sobie, że teraz na każdym treningu będzie starał się wyciszać i kontrolować swoją energię coraz bardziej zagłębiając się w niej. Po pierwszym doświadczeniu wiedział, że trening czyni mistrza.
W jego głowie zaświtała inna technika którą widział, a którą być może zupełnie przypadkiem wykonał - Kiaho. Technika pozwalająca na odepchnięcie przeciwnika, dzięki czemu jego atak fizyczny staje się niegroźny. Do tego jednak potrzebował bardziej ją zrozumieć i poćwiczyć. Nie zamierzał marnować czasu i od razu wziął się do pracy. Tym razem na stojąco przez chwilę skupiał się najlepiej jak potrafił - za każdym razem wychodziło mu to coraz łatwiej i coraz lepiej, czy z kontrolą KI może być tak samo? Wcześniej poczuł jak przypadkiem wyrzuca z siebie energię poprzez całe ciało, teraz chciał zrobić to samo, tym razem w pełni świadomie to kontrolować. Jego energia krążyła w nim chcąc się wyrwać niczym radosny pies czekający przy drzwiach na wyjście z domu. Powoli zaczynał coraz bardziej rozumieć siebie a po obserwacji zachodzących w nim rekacji zauważył pewne prawidłowości, które się powtarzały i które mógł wyodrębnić tak, że wiedział co i jak się pojawi. Po kilku minutach zebrał w sobie energię i próbował ją wypchnąć z siebie. Na początku mu się nie udawało, po chwili jednak wyobraził sobie wypuszczanie energii jak wypusczanie powietrza z płuc po bardzo głębokim w dechu i udało mu się.
Nie miało to jednak takiej siły jakiej oczekiwał, dlatego próbował cały czas. Po kilku chwilach dodał do siebie gesty jakby odepchnięcia rękoma w dwie różne strony i to również mu pomogło. Ucieszony ćwiczył to samo przez następne kilkanaście minut. Po tym treningu rozumiał siebie jak nigdy dotąd, a jednocześnie był przekonany, że jeszcze wiele rzeczy jest przed nim do odkrycia, nie mniej w nim samym. Dlatego w przypływie radości z osiągniętego sukcesu zaczął ćwiczyć walkę z cieniem włączając w kombinacje nowo poznane Kiaho czy próbował walk na wysokości, kontrolując lot już prawie bezwarunkowo w oddzielonym przez siebie kawałku własnego "JA".
W końcu zmęczył się, ale czuł o wiele lepiej niż gdy opuszczał nowo poznanego Nameczanina. Rozejrzał się i zobaczył, że też trenuje. Nie chciał mu przeszkadzać - w końcu on uszanował jego odejście, więc Legumir uszanuje jego sam na sam i wykorzystując Bukujutsu usiadł w powietrzu i lewitował z zamkniętymi oczami medytując, wiedząc i czekając na Vitolo, który powinien mu dać znać gdy sam skończy.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Wto Paź 16, 2012 6:02 pm

Spoiler:
 

Vitolo zakończywszy medytację i tym samym trening wstał i ruszył wolnym krokiem do wiszącego w powietrzu Legumira. Młody nameczanin był zdziwiony postępem jaki zrobił Leg, jeszcze nie dawno ledwo chodził a teraz lewituje sobie w powietrzu. Vitolo, który nigdy nie widział latającej osoby jeszcze przez chwilę wpatrywał się w swojego znajomego aby następnie powiedzieć.

-Widzę, że już się lepiej czujesz. Zakończyłem trening więc jeśli jesteś gotowy to możemy iść.- powiedział Vit masując przy tym obolałe pięści a po chwili dodał. -Tylko gdzie mamy się udać? Ten las jest ogromny, a nie wiemy z której dokładnie części lasu doszedł ten wybuch.

Vitolo po wypowiedzeniu tych słów patrzył się w głąb lasu licząc na to że przyjdzie stamtąd jakaś podpowiedź lub jakiś znak który wskaże jemu i Legumirowi właściwą drogę.

OCC: Koniec treningu i odpis w fabule.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Paź 17, 2012 2:49 pm

Dwaj Nameczanie, którzy właśnie ukończyli swój trening, gawędzili sobie beztrosko, gdy nagle usłyszeli jakieś głosy, z każdym słowem bardziej wyraźne, jakby ich posiadacze zbliżali się do wojowników.

- Cholera, mówiłem Ci, że źle idziemy. Przez Ciebie zabłądziliśmy! Myślisz że to już terytorium tych Zielonych Dziwaków? - mówił pierwszy

- Nie mam pojęcia - odpowiedział mu drugi - ale nie miałbym nic przeciwko gdybyśmy się na kilku natknęli. Już dawno nie spuściłem żadnemu solidnego manta.

Nagle w odległości kilku kilometrów rozległ się kolejny wybuch, znacznie potężniejszy niż ten pierwszy. Okoliczne drzewa zaszeleściły jakby w proteście przeciwko naruszaniu ciszy panującej w tym miejscu. Dwójka nieznajomych nie powstrzymała się od komentarza na temat tego wydarzenia.

- Złaź ze mnie idioto! Przestraszyłeś się czegoś takiego!?

- Co? Niee, ja tylko.... potknąłem się o wystającą gałąź! Eee ten.... myślisz że ta eksplozja. to znowu przez nich?

- Dałbym sobie ogon uciąć że tak. Nadal nie potrafią nad nimi zapanować. Jak tak dalej pójdzie to utracą nad nimi jakąkolwiek kontrolę i dopiero będą kłopoty!

W tym momencie dwójka wyłoniła się zza najbliższych drzew i Nameczanom ukazał się następujący widok:
Jaszczur #1:
 
Jaszczur #2:
 

- No proszę, co my tu mamy - rzekł pierwszy uśmiechając się zawadiacko.
- Zabawimy się - odrzekł drugi, a w jego oczach zapaliła się żądza mordu.

Obaj przyjęli pozycję obronną, czekając na atak.

OCC:
Czas sprawdzić rezultat waszych treningów Very Happy
Dla Vitolo - Jaszczur #1
Siła - 30
Szybkość - 25
Wytrzymałość - 15
Energia - 10
HP - 225
Ki - 150

Dla Legumir'a - Jaszczur #2
Siła - 25
Szybkość - 25
Wytrzymałość - 15
Energia - 10
HP - 225
Ki - 150
Obydwaj nie znają żadnych technik poza lataniem. Do dzieła, Wy zaczynacie. Smile
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Paź 17, 2012 5:10 pm

Legumir podczas lewitacji w powietrzu medytował. Nie zwracał uwagi co się w okół niego dzieje, dopóki nie usłyszał - jakby z oddali - echo głosu Vitolo. Szybko wrócił do siebie, otworzył oczy i opuścił nogi na ziemię stając na pewnym gruncie. Zobaczył zmęczonego po treningu, ale ucieszonego towarzysza. Jego mięśnie były jakby napompowane, po ciężkim treningu i wydawały się odrobinę większe. Wiedział jednak, że był to po prostu efekt ciężkiej pracy. Podszedł bliżej niego stając plecami do lasu, a gdy ten skończył mówić zaczerpnął tchu by mu odpowiedzieć...

- Jasne, że możemy ruszać, o ile teraz Ty nie jesteś zmęczony. Ale ja też całkowicie nie wiem od czego zacząć... Może po prostu przynajmniej pochodźmy i zróbmy jakiś patrol, co Ty na to? - Zielony Pielgrzym ledwo skończył mówić a obaj, dzięki swojemu nadzwyczajnemu słuchowi, usłyszeli rozmowę, która zdawała się dobiegać z głębi lasu.

Dwaj Nameczanie automatycznie popatrzyli na siebie szeroko otwartymi oczyma. W momencie serce Legumira zaczęło bić jak szalone, pompując krew coraz szybciej dzięki adrenalinie, która wdarła się do jego ciała. Obaj nie wiedzieli, czy to wróg, czy przyjaciel, choć głosy nie wskazywały na to by był to ktoś z ich rasy. Już sam fakt, jak nazwali Nameczan dawał przekonanie o nastawieniu do jego Zielonego Ludu. Chłopak spojrzał na Vitolo licząc na jakieś wskazówki, czy mają się schować na drzewo, uciekać czy po prostu czekać na przybyszów, ale nie wypowiedział ani jednego słowa. Z resztą chyba nie musiał bo Vitolo sprawiał wrażenie jakby przez jego głowę przechodziły te same myśli.
Gdy wiatr doniósł do jego dużych, spiczastych uszu głos o walce między nimi Legumir nie miał już wątpliwości z kim za chwilę przyjdzie im się spotkać. Automatycznie jego głowę zasypały obrazy starych wspomnień gdy był w niewoli u Changelingów, a ostatnim obrazem, który zobaczył i na którym się zatrzymał była leżąca postać młodego jaszczura z wypaloną dziurą w plecach.
I wtedy zaczął wzbierać w nim gniew.
Zaczął ciężko oddychać przez zęby, jednak jakaś cząstka jego świadomości mówiła mu by się uspokoił. Zmusił się by to zrobić, a agresję i adrenalinę przekuł w pewność siebie. Czuł jak napełnia go siłą, jak staje wyprostowany z wypiętą klatką piersiową. Nie miał zamiaru się poddawać i wiedział, że będzie walczył do samego końca. Miał tylko nadzieję, że Vitolo pomoże mu w tej konfrontacji. Gdy usłyszał ostatnie zdanie o przyczynie eksplozji odwrócił się do swojego towarzysza i już miał mu powiedzieć, że to Nameczanie spowodowali ten wybuch, pewnie przez sabotaż, gdy zza drzew wyłoniły się dwie postacie jaszczuropodobnych Changelingów.
Gdy tylko ich zobaczył po raz kolejny poczuł rosnący w nim gniew i znów opanował się. Natomiast oni pewni swego zaczęli drwić sobie z nich. Legumir nie przestraszył się, a niby czego? On - mierzący 2,26m górował nad dwoma malutkimi przeciwnikami.

- I że niby ze mną chcesz się pobawić, dziecinko? - powiedział to patrząc z góry na swojego wroga uśmiechając się przy tym szyderczo:
Wygląd:
 

- Wracaj do Cienia...

Wcale nie zamierzał wdawać się w dłuższe dyskusje z tym wstrętnym szczurem, wiedział co ma nastąpić. Miał tylko nadzieję, że Vitolo sobie poradzi. Jednym Szybkim ruchem zdjął z siebie pelerynę z naramiennikami, która chwilę potem opadała już za nim na ziemię, jakby był to ruch pokazowy. Czapkę natomiast zdejmował powoli, jakby napawał się tą chwilą, w której za chwilę ma zadawać i otrzymywać ból. "Wybacz mi, przyjacielu..." Powiedział w myślał w eter, zwracając się do Changelinga, który pomógł mu uciec i następnym szybkim ruchem rzucił swoje nakrycie głowy wprost na twarz Jaszczura zasłaniając mu widok.
W tym samym momencie odbił się od ziemi, lecz do przodu i w pół skoku, pół locie błyskawicznie zmniejszył dystans między nimi. Gdy go dopadł zadał serię błyskawicznych zmiennych prostych ciosów na twarz i korpus, zakończony szerokim łokciem na szczękę Changelinga, wkładając w to tyle siły ile miał. Następnie złapał go obiema rękoma za rogi i zniżając głowę w dół wyskoczył uderzając kolanem prosto w nos. Świetnie zablokował ten cios swoją twarzą. Gdy przeciwnik odchylony do tyłu opadał w dół, ten zrobił krok w prawo stając jakby z boku i złapał go obiema rękami za ogon, zrobił jeden obrót... drugi... a następnie wydając z siebie okrzyk upustu gniewu wyrzucił go prosto na drzewo, które złamało się na nim dzięki sile jaką w to włożył.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 21, 2012 3:38 pm

Legumir dopiero po chwili zleciał na ziemię i zgodził się na to by ruszyć dalej w głąb lasu, jednak najpierw spytał się czy Vitolo aby nie jest zmęczony. W chwili gdy Vit miał odpowiedzieć ciszę przerwała rozmowa dwóch nieznajomych dla nameczan osób. Młody wojownik spojrzał najpierw na Legumira a potem starał się dojrzeć kto idzie w ich kierunku, jednak drzewa skutecznie ograniczały widoczność przez co Vitolo musiał polegać na swoim słuchu. Przez kilkanaście sekund skupiał się na głosach nieznanych mu przybyszy aby po usłyszeniu słów o zielonych dziwakach stwierdzić, że są to przedstawiciele changelingów.

Po chwili przypuszczenia Vita się potwierdziły, zza drzew wyłoniły się postacie dwóch jaszczurów, którzy jak można było się spodziewać zamierzali walczyć z nameczanami. Vitolo, który odkąd tylko pamiętał był szkolony do walki z najeźdźcami nie obawiał się walki dlatego też gdy tylko changeling przyjął pozycję obronną, Vit rusdzył jak z procy w jego kierunku gdy tylko do niego dopadł chwycił go i przygniótł do pobliskiego drzewa.

- Sprawdźmy kto jest silniejszy. Nameczaninie czy może changelingi? - powiedział Vit by następnie rzucić changelingiem o ziemię, aby następnie zacząć wyprowadzać tzw. ciosy młotkowe starając się przełamać nimi blok rywala i dobrać się do jego czaszki. Po kilku celnych ciosach Vitlo wiedząc, że wykonując cały czas te same ciosy naraża się na kontrę chwycił rywala za ogon i rzucił nim w drzewo. Zaraz po tym Vit przyjął pozycję obronną i wyczekiwał na tak swojego przeciwnika.


Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 21, 2012 4:29 pm

Ataki Nameczan zaskoczyły Jaszczury. Chyba nie zdawali sobie sprawy, iż trafili na naprawdę mocnych przeciwników. Obaj podnieśli się jednak z ziemi z grymasem zadowolenia na twarzach.

- Jest lepiej niż myślałem - odezwał się pierwszy.

- To dopiero będzie frajda - skomentował drugi.

Widać było, że ta dwójka wprost lubuje się w walce. Zaraz po tym ruszyli na rywali. Przeciwnik Vitolo złapał go w pół, podrzucił do góry, po czym wzbił się wyżej od niego i potężnym ciosem oburącz posłał go na najbliższe drzewo. Ten który walczył z Legumir'em posłał go na "deski" solidnym kopniakiem mierzonym w nos. Następnie obaj stanęli w rozkroku z skrzyżowanymi ramionami śmiejąc się wniebogłosy, jakby właśnie zadali kończący walkę cios.

OCC:
Podstawowe: Dla Vit'a - 30 dmg, Dla Leg'a - 25 dmg
Jaszczur #1
HP - 169

Jaszczur #2
HP - 176
Nad Ki w ich przypadku nie ma się co rozpisywać, bo i tak nie ulegnie ona zmianom. To tyle - walczymy dalej Smile
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 21, 2012 5:40 pm

Zielony Pielgrzym obserwował jak Changelingi podnoszą się po ciosach zadanych przez dwóch Nameków. Legumir lekko dysząc ze złości uważnie obserwował każdy najmniejszy ruch swoich wrogów. Sam ich oddech denerwował go, a czarę goryczy dopełniały jeszcze bezsensowne, zbyt pewne siebie docinki z ich strony. Jego górna warga podniosła się w złości ukazując śnieżnobiałe zęby z dwoma długimi kłami, mimo iż starał się opanować swój gniew. W pewnym stopniu był mu sprzymierzeńcem, jednak Nameczanin dobrze wiedział, że może mu również przyćmić umysł, zdekoncentrować albo sprawić, że sam poczuje się zbyt pewny siebie.
Przez moment zawiał wiatr przelatując przez jego twarz. Czując na sobie przyjemny chłód wyobraził sobie jak oblewa całe jego ciało, tłumiąc i gasząc ogień, który buzował w nim niczym wulkan. Pomogło, jednak w niewielkim stopniu. Legumir poczuł się odrobinę spokojniejszy, ale głównie dlatego by przemyśleć na trzeźwo swój następny ruch.
Jednak jest zależny od swojego przeciwnika, który już szykował się do ataku, a gdy Legumir na chwilę przymknął oczy by się skupić skoczył bliżej i chciał wymierzyć mu cios w nos. Nameczanin momentalnie otworzył oczy z krzykiem wyzwalając z siebie energię, którą gromadził przez tą chwilę zamkniętych oczu. On wcale nie zamierzał tańczyć jak mu zagra przeciwnik.
Kiaho:
 

Nie chciał komentować zachowania wroga w żaden sposób, by nie wyjść na tak samo zadufanego w sobie co on, a z drugiej strony nie wiedział co Changelingi mają jeszcze w zanadrzu i dlaczego są aż tacy pewni siebie. Miał tylko nadzieję, że nie wezwą posiłków i razem z Vitolo nie będą musieli sobie radzić z przeważającą przewagą liczebną wroga, bo to skończyłoby się klęską. No chyba, że jego zielony towarzysz zna technikę zamieniania się w giganta i mógł zgnieść ich po prostu stopą. Legumir jednak nie znał tego.
Odrzucony siłą Ki Legumira Changeling poleciał w powietrzu do tyłu. Zanim zdążył opaść plecami na ziemię Zielony Pielgrzym wybił się błyskawicznie i używając techniki latania dogonił wciąż lecącego wroga. Łapiąc go za róg, rozpędził się jeszcze bardziej i wleciał razem z nim w drzewo, ale tak, że wbił mu obydwa rogi w pień niczym włócznie, sam odskakując w ostatnim momencie by na nie nie wpaść.
Wyglądało to komicznie a jednocześnie poniżająco dla Changelinga, gdy nadziany rogami na drzewo nie mógł się ruszyć ani dosięgnąć krótkimi stópkami do ziemi i wisiał w powietrzu wierzgając stopami. Legumir po raz kolejny tego nie skomentował. Miał tylko nadzieję, że zrozumieli jego wcześniejsze ostrzeżenie by wracali do Cienia.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 21, 2012 9:29 pm

Atak obu nameczan powiódł się, Vitolo cieszył się z takiego obrotu sprawy. Oznaczało to, że są na pewno szybsi od swoich przeciwników, ale nie wiadomo czy mają większą siłę od dwóch jaszczurów dlatego też Vit mimo zadania ciosu jako pierwszy cały czas patrzył się na swojego oponenta, który właśnie wstawał i otrzepywał się z ziemi. Młody wojownik wyczekiwał na atak swojego rywala gdy nagle rozproszyło go zamknięcie oczu przez Legumira. Zaraz po tym Vitolo ujrzał małego changelinga biegnącego w kierunku Legumira, Vit chcąc obronić swojego towarzysza zaczął biec w kierunku napastnika jednak zanim zdążył to zrobić Leg otworzył oczy i odepchnął małego jaszczura falą uderzeniową co przerwało jego atak.

Vitolo odetchnął z ulgą, jednak zaraz po tym nadszedł cios od strony jego rywala. Vit, który starał się pomóc Legumirowi stracił z oczu oponenta co ten natychmiast wykorzystał atakując nic nie spodziewającego się rywala. Młody wojownik był teraz w poważnych tarapatach, atakujący changeling uderzał z każdej strony i nie dawał szans na wytchnienie. Vitolo starał się jakoś zniwelować ciosy przeciwnika cofając się do tyłu dzięki czemu miał on trochę więcej czasu na blok, jednak w pewnym momencie Vit poczuł na pień drzewa na swoich plecach. Skończyła mu się droga ucieczki, Vitolo chcąc jakoś wybrnąć z tej sytuacji spróbował uderzyć swojego przeciwnika pięścią, jednak ten wykonał unik i wymierzył silny cios prosto w kręgosłup Vitola. Vit nie zdołał nic zrobić a jaszczur już zaczął go kopać utrudniając mu tym jakąkolwiek reakcję. Nameczanin nie wiedząc co zrobić blokował kolejne ciosy i liczył na okazję do wytrącenia przeciwnika z równowagi. Taka okazja nadarzyła się już po kilku sekundach, chang chciał uderzyć Vita nogą od góry co namek od razu wykorzystał łapiąc nogę tuż przed uderzeniem i odpychając ją z całej siły przewracając tym jaszczura. Vitolo natychmiast wstał i ruszył do ataku przygniatając przeciwnika swoją masą, wiedział że nie może odpuścić dlatego też cały czas przygniatał swojego przeciwnika do ziemi, wymierzając mu jedynie co kilkanaście sekund cios w korpus pozbawiając go tym na chwilę oddechu i dając samemu sobie czas na wymyślenie jakiegoś planu dalszej walki.

Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Nie Paź 21, 2012 11:34 pm

Walka trwała dalej, następna runda przyniosła kolejną dawkę bólu i poniżenia dla Jaszczurów. Sytuacja jednego z nich wyglądała faktycznie na poważną - wbity rogami w pień drzewa nie był w stanie zrobić żadnego ruchu. Wymachiwał rękoma i nogami jednak na nic się to zdało. Drugi tym czasem był przygnieciony przez Vitolo. Przez jakiś czas próbował stawiać opór, lecz gdy okazało się to bezowocne zrezygnował.

- Pomocy! - rozległ się rozpaczliwy krzyk Jaszczura uwięzionego na drzewie - Stary pomóż mi, nie mogę się ruszyć!

- No co Ty nie powiesz - Odparł drugi znudzonym głosem nadal przygnieciony przez Nameczanina.

Wtem poczuł, że uścisk rywala nieco zelżał. Wykorzystał to i szybkim ruchem wyswobodził się. Następnie podbiegł do kolegi i pomógł mu się wydostać.

- Eh z Tobą to zawsze tak jest. Idiota z Ciebie, jak mogłeś się dać tak zrobić!?

- To nie moja wina, zaskoczył mnie! - zaczął się tłumaczyć.

Obaj stali teraz pod drzewem rozmasowując sobie te części ciała, w które zostali uderzeni. Wpatrywali się uważnie w Nameczan.

- No cóż - odezwał się po chwili pierwszy - Chyba nie mamy wyboru. Ej Wy tam! Przyznam szczerze, że jesteście mocni. Ale zaraz to Wy zostaniecie wgnieceni przez Nas w ziemię. Wiesz co masz robić - rzucił do kumpla. Następnie rozpoczęło się przedstawienie.

Ziemia zaczęła się trząść. Dwójka Jaszczurów kumulowała energię, aby za chwilę wyrzucić
ją z siebie. Po chwili zaczęli ryczeć wniebogłosy, a ich ciała poddały się transformacji. Najpierw wydłużyły się kończyny, wyglądały abstrakcyjnie w porównaniu do reszty ciała. Jednak i ono po chwili urosło do sporych rozmiarów. Jeszcze kilka chwil i przed Nameczanami stała dwójka dorównujących im wzrostem Jaszczurów. Uśmiechali się teraz głupkowato.

- Co wy na to? - tonacja jego głosu znacząco się obniżyła - Zobaczymy co teraz zrobicie.

Następnie rzucili się na przeciwników zadając im po jednym potężnym ciosie w twarz. Jedno jest pewne - są teraz znacznie silniejsi niż przedtem.

OCC:
Jaszczurki przetransformowały się na drugą formę. Wszystkie staty owej dwójki * 1,5. A więc:
Jaszczur #1
Siła - 45
Szybkość - 37 (w zaokrągleniu, z korzyścią dla Was)
Wytrzymałość - 22 (to samo co wyżej)
Energia - 15

Jaszczur #2
Siła - 37
Szybkość - 37
Wytrzymałość - 22
Energia - 15
Tutaj również zaokrąglałem w dół.

Co do HP to obliczyłem ile procent zeszło im do tej pory i po dodaniu nowego HP wyszło mi:
Jaszczur #1 - 198 HP (po odjęciu obrażeń)
Jaszczur #2 - 221 HP (po odjęciu obrażeń)

W tej rundzie potężny dla Waszej dwójki:
82 dla Vit'a
74 dla Leg'a

Vit - zaktualizuj scouter, bo jeśli dobrze rozumiem to atak Changa Cię trafił. Co do pkt z trena - pewnie, dodaj sobie. W obecnej sytuacji przydarzą Ci się Very Happy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pon Paź 22, 2012 7:34 pm

Legumir po swoim ciosie widział jak Vitolo ciężko próbuje poradzić sobie ze swoim przeciwnikiem, który był chyba większy od tego z którym walczył Zielony Pielgrzym. Kiwnął tylko głową gdy usłyszał słowa uznania z ust tych wstrętnych jaszczurów. Zamarł w bezruchu gdy oboje pozbierali się i zaczęli wydzierać wniebogłosy. Z kamienną twarzą obserwował to co działo się na polu bitwy. Nie dawał po sobie poznać żadnej emocji, jednak to co zobaczył wprawiło go w prawdziwe zakłopotanie i... strach? To co widział przeszło jego oczekiwania. Wprawdzie wiedział, że jego lud potrafi zmieniać się poprzez wzrost, ale nigdy nie przypuszczał, że Changelingi potrafią ewoluować w jeszcze brzydsze istoty niż byli na początku.
Na jego czole zaczęły pojawiać się pierwsze krople potu i strachu. Mimo to wciąż stał wyprostowany niczym dumny wojownik i udawał, że nie przejmuje się przemianą swoich wrogów. Znów uśmiechnął się szyderczo prychając. Walka to również gra umysłu. Nie może pokazać, że się boi bo zaczną sobie śmielej poczynać a on sam skupił się na swoim celu a jednocześnie cały strach i adrenalinę zaczął przekuwać w pewność siebie i siłę.
W chwili gdy to robił Changeling ruszył w jego stronę i błyskawicznym ciosem w twarz posłał go na deski. Wcześniej udało mu się zablokować cios wroga, ale był niemal pewien, że ten był znacznie silniejszy od tego poprzedniego, który nie dotarł celu. Przez moment nie widział nic oprócz jasnego światła przed oczami, ale szybko potrząsnął głową by ocucić się z tego nieprzyjemnego uczucia. Powoli wstał, jakby udawał, że ten cios sprawił mu więcej problemów niż mogliby się spodziewać. Wiedział, że mógłby w ten sposób zaskoczyć swojego wroga, który o tym nie wie.

Lekko chwiejąc się specjalnie na nogach z wykrzywioną twarzą w grymasie bólu powoli podnosił ręce do bloku. Skupiając się na swoim celu analizował nowy wygląd i anatomię wroga, szukając w nich jakichś słabych punktów, w które mógłby uderzyć. Wprawdzie przeciwnik urósł i nabrał mięśni, ale jego pancerz wydawał się jakby inny. Czuł, że słabym punktem wciąż pozostają rogi i ogon, których już wcześniej użył. Zdawał sobie sprawę, że ogon większy i bardziej umięśniony będzie mu trudniej opanować.
Ruszył w stronę przeciwnika, ale widocznie wolniej i z mniejszą werwą niż wcześniej - udając zmęczonego i o zniżonym morale. Miał tylko nadzieję, że jego plan się powiedzie. Gdy był już blisko wyskoczył w górę jakby chciał uderzyć go pięścią na tak zwanego 'supermana' jednak wykorzystując przeważający wzrost uderzył kolanem prosto w czoło przeciwnika. Gdy wylądował na ziemi przykucnął i obrócił się wysuwając w obrocie nogę w bok i podcinając od tyłu przeciwnika, by po chwili - znów sztucznie zwolnionym tempem - wycofać się na swoją pozycję.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Wto Paź 23, 2012 8:13 pm

Vit najprawdopodobniej leżałby na swoim przeciwniku i obkładał go przez kolejne minuty gdyby nie fakt, że z każdą sekundą uchodziły z niego siły. A gdy uścisk stał się slabszy trzymany changeling wykorzystał ten fakt i wyrwał się z uścisku aby zaraz po tym podbiec do swojego kolegi i ściągnąć go z drzewa. Vitolo zdążył jedynie wstać, a w następnej chwili stało się coś czego mógł się spodziewać. Jaszczury widząc że nameczanie są od nich silniejsi i bez problemu ich pokonają postanowili zmienić swoją formę, zwiększając dzięki temu siłę. Nie trwało to zbyt długo, jednak było dosyć widowiskowe co spowodowało brak koncentracji u Vita, który zaraz po obejrzeniu transformacji oberwał z silnego ciosu prosto w twarz. Młody wojownik przez kilka sekund leżał na ziemi trzymając się za twarz, cios był na prawdę silny. Vitolo od razu zrozumiał, że dopiero teraz zacznie się zabawa dlatego też natychmiast wstał i spojrzał się w kierunku obu changelingów.

Byli oni teraz mniej więcej jego wzrostu, przynajmniej to się zgadzało, nie było wiadomo jednak czy dysponują taką samą, większą czy może mniejszą mocą od niego i Legumira. Vit chcąc jakoś rozdrażnić i zdekoncentrować przeciwników krzyknął:
-Myślicie że jak trochę pokrzyczycie i nieco urośniecie to staniecie się niepokonani! Mylicie się!- zaraz po wypowiedzeniu tych słów Vitolo głośno się zaśmiał po czym ruszył w kierunku swojego rywala a gdy znalazł się dwa metry przed nim wyskoczył w górę i wyprowadził cios z półobrotu powalając tym przeciwnika na ziemię. Zaraz po tym chwycił go za ogon i rzucił w kierunku jednego z drzew starając się zrobić to tak by jaszczur uderzył w nie plecami.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Czw Paź 25, 2012 9:38 pm

Walka trwała w najlepsze. Po przemianie Jaszczury znacząco się wzmocniły, jednak Nameczanie nie dali po sobie poznać iż się boją. Wyprowadzili swoje kolejne ataki, które przyniosły zmiennokształtnym sporą dawkę bólu. Gdy już podnieśli się z ziemi, sami zaatakowali. Przeciwnik Vitolo podbiegł do niego i wyprostowaną ręką chwycił go za gardło, przebiegając tak z nim jeszcze kilka metrów, dopóki nie uderzył całym jego ciałem o najbliższe drzewo. Następnie chwycił Nameka za nogi i począł kręcić się wokół własnej osi. Drugi tymczasem wykorzystał chwilę nieuwagi Legumira i zakradł się od tyłu, by solidnym kopnięciem w kręgosłup posłać go na łopatki. Następnie podbiegł do leżącego jeszcze wojownika i tak jak swój kolega chwycił go za nogi by dostarczyć mu frajdy płynącej z zabawy "w karuzele". Jaszczury spojrzały się na siebie ze złośliwymi uśmieszkami i na sygnał równocześnie puścili swoich przeciwników posyłając ich na siebie tak, że zderzyli się będąc kilka metrów nad ziemią. Następnie z głuchym łoskotem opadli na ziemię.

OCC:
Dla Vit'a - 45 dmg, dla Leg'a - 37 dmg
#1 - 148 HP
#2 - 196 HP
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Legumir
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 30
Data rejestracji : 11/10/2012

Skąd : Końskie

SCOUTER
HP:
271/345  (271/345)
Ki:
342/345  (342/345)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Paź 26, 2012 5:53 pm

Legumir uśmiechnął się nieznacznie na słowa Vitolo wykrzyczane w stronę wrogów. Obie drużyny sprawiały wrażenie, jakby chciały pokonać się psychologicznie, a tak na prawdę chyba wszyscy się bali. Chociaż Zielonego Pielgrzyma powoli opuszczał strach, jakby uświadamiał sobie co ma nastąpić i co może nastąpić a jednocześnie godząc się z tym. Im dłużej walczył, im bardziej się męczył i im więcej ciosów obrywał tym był coraz spokojniejszy. Wiedział, że śmierć w obliczu obrony planety i ludu jest godna wielkiej chwały. Miał tylko nadzieję, że gdyby to nastąpiło to zapamiętają go. Widział siłę Changelingów jak wzrosła, i będzie musiał się postarać by przynajmniej jeden z Nameczanów przeżył i wyszedł zwycięsko.
Kątem oka spostrzegł atak swojego towarzysza i zdziwiony jego siłą, przeniósł całkowicie na niego wzrok. Zobaczył, że jest silniejszy, szybszy i ogólnie sprawniejszy od niego. Może wcześniej ukrywał się i nie chciał pokazywać swojej prawdziwej mocy, tak, jak Legumir udawał, że jest już bardzo zmęczony. W rzeczywistości, jego koszula na plecach była ciemniejsza od potu, i choć już trochę się wysilił wciąż nie był bardzo zmęczony. Widząc cios zadany jaszczurowi już nie obawiał się o wynik tej walki. Chłopak miał dość siły by wyjść cało z tej potyczki, nawet jeśli Legumir zawiedzie. Jego myśli na chwilę zajęły się rozmyślaniem nad tym, że Nameczanie w końcu mają swojego obrońcę. Wciąż wpatrywał się w Vitolo, jakby nie zauważając nic innego w okół. W rzeczywistości jakby zapomniał o walce, która ich czekała i dał się podejść od tyłu swojemu przeciwnikowi.
Zaskoczony ciosem w kręgosłup otworzył szeroko oczy i otworzył usta w niemym krzyku. Jak mógł być taki nieostrożny i dać zajść się od tyłu? Jego zdziwienie natychmiast zastąpił ból pleców a później chwilowe otępienie po upadku na ziemię. Przez chwilę nie liczyło się nic innego, ból był nie do zniesienie, miał wrażenie jakby sparaliżował całą dolną część jego ciała, czyżby wróg trafił i uszkodził jakiś nerw, rdzeń kręgowy? Nie dane mu było dłużej rozmyślać nad bólem, gdyż w następnym momencie został złapany za nogi, zakręcony kilka razy i rzucony o swojego towarzysza a następnie upadając na ziemię. Legumir umiał latać i chciał zatrzymać się w locie zanim by się zderzyli, jednak ból pleców chwilowo odebrał mu koncentrację i nie mógł skupić się na tyle by kontrolować energię. W tym momencie nawet oddzielona w jego głowie cząstka "ja" mająca kontrolować jego lot podczas gdy on mógł się na tym w ogóle nie skupiać, nie była w stanie zatrzymać go w powietrzu. Po upadku na ziemię Zielony Pielgrzym nie ruszał się przez dłuższy czas, ale też nie odezwał się ani słowem, nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Ból pleców był ostry, jednak musiał zacisnąć zęby. Pomyślał, że cały lud liczy na niego i Vitolo, nie mogą dać tak dawać sobą pomiatać. Zmusił się i z cichym sykiem podniósł z ziemi stając na nogach. Były nieco odrętwiałe, ale czuł w nich nieco bólu, czyli wiedział, że musi być dobrze. Podniósł wzrok na Changelingów i uśmiechając się szyderczo rzekł do nich:

- Pomidor... - a następnie zaśmiał się cicho. Była to zagrywka psychologiczna, którą zwykle stosował w myślach. Polegała ona na tym samym co sławna gra w 'pomidora'. Po prostu nie zważał na ciosy swojego przeciwnika, wypuszczając je od razu z pamięci, jakby walka toczyła się od nowa.

Miało to przede wszystkim dodać jemu otuchy w walce, a jeśli przy tym rozzłościło by dwójkę skrzywionych jaszczurów byłby bardzo zadowolony. Uśmiechnął się sam do siebie myśląc o tym. Rozbawiło go to i natychmiast wyrzucił to ośmieszenie ze swojej głowy. Wiedział, że psychika w walce to przynajmniej 40% zwycięstw każdego wojownika. A on nie ma zamiaru załamywać się, uciekać czy kontrolować rękę w walce z nimi. Po raz kolejny podniósł głowę, tym razem jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Znów próbował spojrzeć na swojego przeciwnika analizując każdy szczegół jego ciała i po raz kolejny nie przychodził mu do głowy żaden inny pomysł, jak tylko ten z wykorzystywaniem jego rogów i ogona. Gdyby tylko znał jakąś dobrą technikę tnącą, albo był na tyle silny, że solidnym ciosem mógłby obciąć mu ogon to na pewno podłamało by psychicznie Changelinga, a jeśli nie to na pewno wściekłby się. A wtedy nie panowałby zbytnio nad sobą i atakował na "hura" a wtedy Legumir mógłby posłać mu parę ciosów.
Podniósł gardę znów udając zmęczonego i obolałego po ciosie w plecy. Na prawdę był obolały, jednak przez chwilę gdy skupił się na swoim przeciwniku nie myślał o tym. Poruszając się jakby po 'kole' w lewo posuwając "zmęczonymi" nogami starał się do niego zbliżyć. Następnie zrobił błyskawiczny krok w przód, zaskakując swoją szybkością i tym, że nie jest wcale taki osłabiony, zadał prosty cios w jego twarz miażdżąc mu nos, następnie kopnął go w jego lewe udo trafiając w mięsień by mu zdrętwiała, by po chwili zadać serię ciosów na korpus i po raz kolejny w to samo miejsce na twarzy, zakańczając front-kopniakiem w jego prawą stopę tak, że cofnęła mu się do tyłu upadając na kolano, podtrzymując cały ciężar ciała na udzie osłabionym wcześniej przez trafienie w mięsień. Pławiąc się w swoim sukcesie gdy Changeling klęczał przed nim, wściekły chwycił go za rogi i zbliżając jego twarz do siebie uderzył kolanem....


OCC:
 
Powrót do góry Go down
Vitolo

avatar

Liczba postów : 95
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
525/1290  (525/1290)
Ki:
1078/1140  (1078/1140)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Rajski las   Wto Paź 30, 2012 3:10 pm

Atak Vitolo był bardzo silny, jednak nie na tyle by powalić jaszczura na dłuższy okres czasu. Zaraz po otrzymaniu ciosu wstał i przybił Vita do drzewa zaciskając palce wokół szyi nameczanina. Zanim Vitolo zdążył cokolwiek zrobić changeling chwycił go za nogi i zaczął kręcić się wokół własnej osi. Nameczanin starał wydostać się z uścisku, jednak jego przeciwnik rzucił nim w kierunku nadlatującego z drugiej strony Legumira. Vit nie miał jak się zatrzymać, więc uderzenie było dość mocne i pewnie bolesne zarówno dla niego jak i jego towarzysza. Młody namek przez krótką chwilę siedział na ziemi starając się obmyślić jakiś plan, próbując zagłuszyć ból swoimi myślami. Dopiero po upływie kilku minut Vitolo podniósł się z ziemi, podniósł głowę i spojrzał na swojego przeciwnika.

Na twarzy jaszczura malował się uśmiech, to tylko zmotywowało Vita do dalszej walki zamierzał on jednak jak najbardziej uszkodzić swojego przeciwnika dlatego też nie czekał i ruszył szybkim krokiem w stronę śmiejącego się changelinga.

Po przebyciu kilku metrów Vitolo był kilkanaście centymetrów przed przeciwnikiem dlatego też wyskoczył w górę i posłał przeciwnika na ziemię silnym uderzeniem z wyskoku. Nameczanin nie zamierzał dawać jaszczurowi wytchnienia dlatego też zanim tamten wstał posłał w niego kilka kopniaków, przez które tamten obrócił się na plecy. Młody wojownik widząc że jego przeciwnik jest ogłuszony chwycił jego ogon, a następnie zawiązał go o jedno z drzew. Teraz jaszczur był nie tylko osłabiony, ale także unieruchomiony.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1919
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Rajski las   Sro Paź 31, 2012 5:54 pm

Nameczanie doskonale radzili sobie z Jaszczurami, pod pewnymi względami przewyższali ich. Dwójka miał obecnie rozbity nos, z którego ciekła krew. Po ostatnim ataku Legumir'a nadal klęczał z opuszczoną głową. Po chwili podniósł ją, a na jego twarzy widniał paskudny uśmieszek. Wytarł krew nadgarstkiem, po czym przemówił:

- Nieźle. Ten atak był mocny, poważnie uszkodziłeś moją nogę. Zauważyłem, że często wykorzystujesz moje rogi. Skoro tak Ci się podobają to.... - po czym rzucił się na Nameka.

Fioletowa posoka pokryła trawę pod Legumir'em. Róg jaszczura wbił się do połowy w jego lewę ramię. Krew zaczęła spływać też wzdłuż jego ręki. Przeciwnik z lubością oblizał wargi na których również ostało się jej parę kropel. Po chwili wyjął róg, okrążył Zielonego Pielgrzyma i potężnym ciosem zdzielił go w potylice. Nameczanin padł nieprzytomny na ziemię.

Tymczasem rywal Vitolo został przez niego uwięziony w dość pomysłowy sposób. Stał tak chwilę próbując się uwolnić. Po chwili zaś rzekł:

- I co, myślisz że to coś da? Nie doceniasz mnie gnoju - następnie napiął wszystkie mięśnie i z ogromnym łoskotem wyrwał całe drzewo wraz z korzeniami.

Podtrzymując konar ogonem wyprowadził kolejny cios właśnie tą częścią ciała. Jego siła odrzuciła Nameczanina do tyłu, aż do kolejnego pnia na którym ostatecznie wylądował. Przez ułamek sekundy był przygnieciony z obu stron przez dwa drzewa, po czym jedno z nich opadło na ziemię przygniatając mu nogi.

OCC:

Leg - 37 dmg + będziesz musiał sobie zacerować ramię.
Jako że nie ma go już od dłuższego czasu, a nie chcę blokować fabuły oraz treningu Vitolo, Legumir jest nieprzytomny do czasu jego powrotu na forum.

Vit - 45 dmg. Walczysz z dwoma naraz. Z tej racji przysługują Ci 2 dodatkowe ataki.

Jaszczur #1 - 58 HP
Jaszczur #2 - 147


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pią Lis 16, 2012 3:37 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Rajski las   Pią Lis 02, 2012 7:04 pm

Stał pod wielkim drzewem,wsłuchując się w świergot ptaków. Nagle uświadomił sobie, że należałoby już skończyć leniuchować i czas wziąć się za siebie. Uświadomił sobie ,że w każdej chwili mogą się tu pojawić Changelingi. Zaczął biegać, robić pajacyka, przysiady i tym podobne, tylko by się rozgrzać. Przez cały czas rozgrzewki, czuł się,że był obserwowany.
Zaniepokojony , w swoim poniszczonym stroju udał sie do wioski.

z/t - Wioska Czterogwiezdnej kuli (Tsuno Village)
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rajski las   

Powrót do góry Go down
 
Rajski las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 10Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Rajski las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: