Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Leśny strumień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 876
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Leśny strumień   Nie Cze 10, 2012 9:43 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Drag
Goat


Liczba postów : 465
Data rejestracji : 05/06/2013


SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 17, 2013 2:28 pm

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem, to mi nic nie mówi... Przecież Nova nie powiedziała mi jak wyglądają Saiyanie, więc czerpałem z niej przykład. Ogon był u niej częścią kodu Saiyanów, zaś ten tutaj wyraźnie taki posiadał, obecnie zawinięty wokół pasa. To mnie stawiało w nieciekawej sytuacji, gdybym teraz się wycofał wyszedł bym na....jeszcze większego idiotę jeśli to możliwe. Postanowiłem więc odpowiedzieć równie ironicznie.
-No nie wiem, pierwszy i ostatni Saiyan jakiego spotkałem posiadał małpi ogon, ale chyba przypadek.

Rikimaru zaś próbował dowiedzieć się nie o Saiyanach, a o rasie Frosta. Czyli jak się potem okazało, Changelingach. Frost był jedną z osób które zostawiłbym by utopił się w ściekach własnych błędów. Gdy byliśmy grupą czekałem aż popełni błąd, czekałem aż będzie miał jakiegoś przeciwnika i  skończył jako pożywka dla Drakoniana. Tylko fakt że zbierał na tej Ziemi lekarstwo dla swojej rasy powstrzymał mnie od realizacji tego w momencie gdy oberwał od Rikimaru. Gdy tak sobie filozowałem zaskoczyły mnie słowa Rikimaru który powiedział coś o teście. Przypomniał mi się mój trening kaifuku z Alice.Odwróciłem się i zobaczyłem że wyciągnął ręke w moją stronę. Po chwili Rikimaru wytworzył skondensowaną energię na swojej ręce i zaczął dążyć do zrobienia z tego owalu. Chyba rozumiałem co próbuje zrobić, ale zajęło mu to chwilkę i coś innego przykuło moją uwagę. na powiekę opadł mi jakiś paproch... Który nim nie był, gdy go zdjąłem zobaczyłem że to coś w rodzaju skóry schodzącej z mojego obecnego pancerza kostnego...jak by to nie brzmiało. było niczym papier który sam się rwie na kawałeczki i odpada. Spojrzałem na resztę ciała i nie byłem niestety w stanie stwierdzić co się dzieję, ale nowa warstwa pancerza miała inny kolor. Obecny pancerz zaczął się wydawać jakiś taki wyschnięty. Ale gdy spojrzałem w górę i zobaczyłem nad sobą okrąg energii uśmiech zniknął mi z twarzy.Miałem do niego zaufanie ale nie byłem pewien czy nad tą techniką panuje, gdy zarzucił mi tą obręcz i zacisnął, pancerz zaczął obficiej się kruszyć.
-Rikimaru, jak mnie przetniesz na pół to cię zabije!
Powiedziałem to świadomy pozornego braku sensu w tym zdaniu, ponieważ demony mogą przeżyć będąc praktycznie bez kończyn. Jednak ten nie miał w planach szatkowania mnie a zrobienie czegoś w stylu ilustracji jak wyglądał Frost.

Gdy pokryła mnie Ki Rikimaru, powłoka mojego pancerza momentalnie zredukowała się do atomów. Tym razem dałem radę zobaczyć, że mój nowy pancerz z jakiegoś powodu ma barwę ciemno zieloną. Moja skóra ani troche się nie zmieniła. Czułem się jakby ktoś zabudował mnie szkłem i kontynuował konstrukcję nie zwracając uwagi że ktoś jest w środku.  Po chwili byłem wolny a ki uwolniła się niczym wyżej wymienione szkło.
-Niezła technika, przyda się gdy nie będe chciał być ponownie pokonany przez cukierka.
I gdzieś w tym momencie czułem się jak widz. Dwójka nie-Saiyanów zrobiła się głodna, nagle Chepri powrócił do rzeczywistości, i zacząłem naprawdę się skupiać dopiero gdy powiedział o Brasce. Kurna, ja go spotkałem. Obserwował mnie w West City, i powiedział powód zniszczenia miasta. To nie był ktoś kogo mógłbym pokonać... June jest jego córką. Już to dało mi do zrozumienia że tracę tutaj tylko czas.Obydwoje muszą być pięć razy silniejsi od nas, i mam tutaj takie znaczenie co mrówka do człowieka.Za jaką cenę? za odwiedzenie jakiegoś Samotnego Żółwia z archipelagu?

Na mojej twarzy zagościł srogi wyraz irytacji. Nawet gdyby oznaczało by to spotkanie jakiegoś Mistrza, na co ja bym się zdał? obok mnie jest 4 ludzi których pewniej by trenował niż kogoś tak słabego i w dodatku demona. Zrobiłem kilka kroków wzdłuż strumienia po tym jak June skończyła mówić o Brasce. Kurna, to jest nie do zniesienia. Czy ja musiałem stracić tą moc i teraz być słabszy od wszystkich!? Wystarczy, najpierw Wioska potem Miasto a teraz miejsce które było moim placem do treningów. Wszędzie spotykam silniejszych od siebie. Muszę spotkać jakichś ludzi i to takich nie latających... Po chwili skręciłem i po chwili byłem przy drzewie którego liście spaliłem podczas wejścia. Odwróciłem się i spojrzałem na każdego po kolei, wzrokiem ciężkim do określenia. Ale z pewnością nie pozytywnym. Tyle mnie widzieli, przyszedłem, dostałem w ryj, dostałem w ryj po raz drugi tym razem od cukierka, a potem przyszła reszta osób. Każda wystarczająco silna by dać mi w ryj. Moja kolej, niedaleko jest North City, muszę odpocząć. Wolałbym spotkać się z Boogeymanem niż przebywać w ich otoczeniu dłużej. Obym się nie rozczarował.
OOC:
Z/t do North city
Regeneracja HP i KI 10%
HP: 300 + 150 = 450
KI:2005 + 240 = 2245
to chyba mój najdłuższy post...
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012


SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 17, 2013 3:06 pm

Tak jak przypuszczał opisanie, a nawet pokazanie Frosta w taki sposób jakoś pomoże w ustaleniu kim jest i usłyszał słowo changeling. Co prawda nic nie mówiło, ale lepsze to niż określanie go "obcym", ale informacja o tym, że mógł zginąć jakoś go nie uradowała, ponieważ liczył na to, że jeszcze przyjdzie okazja zmierzenia się z Frostem na równym poziomie jak to się im przydarzyło raz. Co prawda Rikimaru miał wtedy przewagę, a potem znów changeling, ale jeżeli dobrze oceniał to może mogliby mieć podobny poziom. Teraz jedyną osobą, którą oceniał na podobnym poziomie mógł być Chepri, który się w końcu ożywił. Poczuł, że obniża swoją moc do minimum i zbliża się do nich. W międzyczasie Dragot wspominał o nazwie Saiyanie oraz fakcie, że już jednego kiedyś spotkał i podobieństwa do Reito w postaci ogona. Widać, że nie są do końca szczerzy lub mają jakiś powód ukrywania swojej tożsamości. Wzruszył tylko ramionami, kiedy Dragot odniósł się do Rikimaru odnośnie jego techniki to June i jej towarzysz zaczęli coś mówić o jedzeniu.
- Z pewnością nasza kolejna walka będzie wyrównana Dragocie. Ja się szybko rozwinąłem w ostatnim czasie i Ty również możesz. - Reito wspomniał o jego formie karmelka... aż się wzdrygnął na samą myśl o kończeniu w kimś... jako posiłek. Jednak myślenie o jedzeniu sprawiło, że z jego brzucha wydobyło się potężne burknięcie spowodowane nieznacznym ubytkiem sił i pracą umysłową podczas trenowania techniki. Zaśmiał się, żeby jakoś wypełnić niezręczną ciszę, ale szybko przyszło wybawienie. W końcu Chepri do nich dołączył i wtedy zaczął rozmawiać z June. Coś o jego mistrzu, który jest ojcem dziewczyny, a więc ona pochodziła z Ziemii, a Reito z Vegety i prawdopodobnie jest jakimś saiyanem. Tyleż informacji w jednym czasie. Był zadowolony w dziwny sposób, ponieważ poczuł się o wiele mądrzejszy, ale ostatnie pytanie szatyna go mocno zdziwiło, a równocześnie wskazało, że musiał na ziemi wcześniej być dość długo skoro mógł znać...
- Chodzi Ci o Genialnego Żółwia? Właśnie stamtąd przyleciałem.
Spojrzał z ukosa na Chepriego, ponieważ przez chwilę myślał o walce z nim, ale teraz w obecności tylu osób nie wypadało się bić, a nie wiadomo czy zaproszenie do walki wziął sobie do serca i czy myśli o tym. Gdyby Reito i June polecieli na wyspę przodem to mógłby jeszcze zmierzyć się z czerwonowłosym. W międzyczasie Dragot zaczął powoli odchodzić od grupki i w końcu zdecydował się ulotnić. Rikimaru czuł, że demonowi będzie przykro po tym ich "sparingu". Nigdy nikogo nie trenował, ani nie szkolić, a nawet próby nauki młodszych w szkole były nieudane, ponieważ nie potrafił przekazywać wiedzy i tak też wyszło tym razem. Trochę mu się głupio zrobiło. Powinien dać się demonowi wykazać i nabrać jakiejś radości z walki, a tak nie dał mu się nacieszyć nawet techniką zamiany kogoś w słodycze, bo nawet jako słodycz go znokautował. Był zdecydowanie za ostry, ale postanowił dać Dragotowi trochę czasu w samotności. W końcu będzie mógł go znaleźć bez problemu. June akurat rozmawiała z Cheprim, więc nie chciał go teraz zarzucać pytaniami i wyzwaniem. Usiadł na głazie, który opływała woda płosząc stamtąd jakąś mniejszą żabę.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Gru 19, 2013 6:54 am

Nie myliłem się, ta dziewczyna była córką Braski. W sumie jakby się nad tym zastanowić, to była dosyć podobna do Vixen, ale chyba tylko z wyglądu... Zaraz, czy ona powiedziała "nie zabił"? W sumie, to nie powinno mnie dziwić. W tej rodzinie popularne jest nietypowe poczucie humoru.
-Tak, trafiłaś w sedno, jestem jego uczniem i staram się jak mogę, żeby być godnym tego tytułu. A co u niego...? - nie byłem do końca pewien co mam powiedzieć, minęło trochę czasu odkąd widziałem się z mistrzem, ale... To w końcu Braska, ile istnieje istot mogących mu zagrozić?
-U niego i u Twojej siostry wszystko dobrze. A Ciebie... Czy może raczej Was... Kto szkolił? Ten białowłosy wojownik? - zwróciłem się tym razem również do towarzysza Demonicy.
Jeśli się nie myliłem, to był Saiyanem, ale to akurat mnie nie dziwiło patrząc na tamtch wojowników. Znałem tą rasę na tyle dobrze, by stwierdzić, że jej przedstawiciele posiadają wielką moc.
Ale co z June? Stosunki między jej ojcem i białowłosym nie były przyjazne, czemu więc tak...?
Zgadywałem, że się tego zbyt szybko nie dowiem, a pytanie byłoby całkowitym szaleństwem.

Dragot odleciał. Na wszelki wypadek zapamiętałem jego energię, miałem to dziwne wrażenie, że jeszcze nie raz się spotkamy, choć pojęcia nie miałem skąd. Nietypowe przeczucie, ale czas pokaże na ile prawdziwe. Nie miałbym nic przeciwko jego towarzystwu, o ile ten nie próbowałby jakichś swoich niecnych sztuczek, a było to wielce prawdopodobne. Choć mimo wszystko trochę wcześnie na takie osądy.

W czasie konwersacji, jaka toczyła się pomiędzy innymi obecnymi tutaj, wychwyciłem jedno imię - Genialny Żółw.
-"To chyba jakiś mistrz sztuk walki" - pomyślałem - "mam już swojego mistrza, ale... Zawsze warto zapamiętać... Choć mogę też o to wypytać Rikimaru... On tam był, więc jest odpowiednią osobą do tego... I chyba nawet wiem kiedy to zrobię".
W mojej głowie zrodził się pewien pomysł, podstępny, ale raczej skuteczny. Jedyną przeszkodą była ta dwójka, to strasznie głupio tak po prostu odlecieć bez słowa. Ale i na to wymyśliłem sposób.
- Szkoda tak nagle przerywać rozmowę, ale na Nas chyba już czas, co nie Rikimaru? - zwróciłem się do niebieskowłosego. - Mamy pewną ważną sprawę do załatwienia - mówiąc to mrugnąłem jednym okiem. -Pogadamy innym razem.
Miałem nadzieję, że nie wywęszą w tym podstępu.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Gru 20, 2013 8:26 pm

___Dragot chyba załapał, że Reito jest saiyanem. Choć w jego wypowiedzi ironicznej było też słychać jakby niepewność. Z kolei przechodząc do rozmowy z Rikimaru, ten znał odpowiedź na pytanie dotyczące Kamesenina. Ba, nawet przed chwilą tam był. Świat jest jednak mały. Choć w sprawie jedzenia się nie wypowiedział. Reia aż zaciskało w brzuchu co dodatkowo ukazywało dosyć głośnie burczenie. No cóż… może znajdzie coś po drodze. Tym czasem pojawiła się kolejna osoba. Wyglądał na ziemianina tak jak Riki. Przedstawił się na wstępie po czym zagadał do June. Znał jej ojca, o którym Reito praktycznie nic nie wiedział. Nawet jak się nazywa. Do teraz. Z ich rozmowy wynikało, że obgadywany gość do najmilszych nie należy skoro jedną z metod nauczania jest u niego zabijanie swoich uczniów. Czy był to żart czy nie brzmiało to nieco dziwnie. Dodatkowo z dalszego ich dialogu wynikało, że demonica ma też siostrę. Ciekawe co z matką i innymi krewnymi. Może wypadałoby zapoznać się z przyszłymi teściami, choć Reiowi wcale się do tego nie spieszyło. Wręcz przeciwnie.
 
W tym samym czasie Dragot postanowił opuścić to towarzystwo. Saiyan nie bardzo się tym przejął. Wydawał mu się być nieco dziwny. Nie tylko pod względem wyglądu ale i zachowania. Płakał za nim nikt nie będzie. Co było ciekawe zanosiło się na to, że nie tylko on chce się wynieść. Chepri dał do zrozumienia niebieskowłosemu, że też muszą dokądś lecieć.  Było to nieco podejrzane. Czyżby chcieli się pozbyć natrętów z kosmosu (Reia i June)? Wygląda na to, że Reto nie dowie się jak trafić do Żółwia. No nic… jakoś sobie poradzi.
- Skoro tak to my też pójdziemy w swoją stronę.
Tu zwrócił swój wzrok na June. Nie w jego stylu było bycie natrętnym. Podszedł do swej lubej wolnym krokiem.
- Mógłbyś mi chociaż powiedzieć, w którą stronę się udać?
Tym razem znów pytanie padło w stronę Rikimaru. Saiyan przechylił głowę na moment w jego stronę. Jeśli nie zaprowadzi ich tam osobiście to przynajmniej taka podpowiedź wiele by mu dała. Jeszcze nie poznał za dobrze Ziemi. Gdy chciał gdzieś dotrzeć to po prostu sugerował się KI a akurat starego zboczeńca nie zapamiętał za dobrze.
- Może się spotkamy jeszcze kiedyś. Na razie.
Rzekł na odchodne powoli zmierzając w stronę wyznaczonego celu.
 
ZT---> Do Kame House
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Gru 21, 2013 10:43 pm

_____Uśmiechnęła się serdecznie słysząc odpowiedź na jej pytanie. Z jej ojcem było wszystko w porządku, nawet w to nie wątpiła, ale martwił ją fakt, że ukrywał swoją moc. Doskonale wiedziała gdzie urzęduje, ale jakoś nie miała okazji by tam się wybrać. Kiedyś to zrobi, musi nadejść ten odpowiedni moment. Boi się jego reakcji na to, że jest w bliskich relacjach z saiyanem. Dobrze wie, że ich nie znosi i traktuje jak wrogów. Gdyby się okazało, że jego córka prowadzi się z jednym z nich... jego gniew mógłby być wielkim zagrożeniem dla planety. Tak zakłada. Nie zna go przecież do końca, całkiem niedawno odzyskała świadomość. Jak ten czas płynie.
Gdy usłyszała pytanie czerwonowłosego parsknęła krótkim śmiechem. Nie wiedziała jak odpowiedzieć, przecież jedyną rzeczą jaką nauczył ją Hikaru było kiaiho służące do ataku. Reszty, nauczyła się sama lub od innych osób. Informacje o Ki Feelingu przekazał jej przecież Reito, a latania od Kyoraku. Jakoś tak, niewiele wkładu miał Mistic w jej postęp. Była jedynie tam ze względu na towarzystwo i chęci poznawania świata oraz innych niż ona ras. Braska by ją ograniczał i nie dopuszczał do saiyan ze względu na swoje poglądy o nich. Zapewne nie spotkałaby nigdy Rei'a...
___ - Jeśli mam być szczera to nie wiem czy szkoleniem można to nazwać, ale tak. - podrapała się w tyle głowy. Zaczęła się zastanawiać czy dobrze powiedziała. - Można to tak przyjąć... - wzruszyła ramionami spoglądając ukradkiem na saiyana. Trzeba było się zbierać w dalszą podróż.

Oczywiście głupiutka June nie zrozumiała aluzji jaką przekazał Chepri. Wyraźnie chciał by już sobie poszli by zrobić coś czego by nie mogli robić przy nich (a ja mam zboczone myśliiii <3). Dobrze, że obok był bardziej rozumujący Reito, który to załapał o co chodzi i pożegnał się lecąc w wybranym przez siebie kierunku nieznanym demonicy. Dziewczyna chciała pobiec, lecz zatrzymała się na chwilę by się ukłonić dwóm wojownikom na odchodne:
___ - Miło było, jak by coś się działo, jesteśmy do dyspozycji. - Puściła oczko po czym spojrzała na Chepriego. - Nie mów Brasce z kim mnie widziałeś, proszę. Byłby zły na mnie. - Przysunęła palec do ust w geście milczenia po czym pomachała radośnie zarówno ręką jak i ogonkiem. Wzięła krótki rozbieg, a następnie wzbiła się wysoko w powietrze uaktywniając czerwoną demoniczną aurę, która stworzyła lekki lej pod jej stopami. Przyspieszyła znacznie podlatując do ogoniastego. Pojawiła się z jego prawej strony dając mu krótkiego buziaka w policzek blisko kącika ust po czym pomknęła przodem śmiejąc się głośno.

Z tematu > Za Reiem
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Gru 21, 2013 11:04 pm

Rikimaru zrozumiał przekaz Chepriego, zaczął powoli iść w kierunku lasu. Reito najpierw chciał dowiedzieć się gdzie znajduje się droga, ale później rzucił: Może się spotkamy jeszcze kiedyś. Na razie.
- Ok. Do zobaczenia Reito i June. Miłej zabawy z mistrzem.
Niebieskowłosy pokazał ręką kierunek wyspy i machnął ręką raz i zrobił jakby żołnierskie salutowanie na do widzenia Reito i jego towarzyszce. Bardziej mu teraz zależało na walce. Musiał rozprostować kości i liczył na to, że Chepri go nie zawiedzie. Wyglądał na mocnego, czuć było siłę i jeszcze jego rozmowa z June mogły wskazywać, że wiele przeszedł. Cieszył się na myśl o wyzwaniu, ale ważne, żeby znaleźć dobre miejsce. Z pewnością niedaleko strumienia znajdzie się więcej miejsca w miarę okrągłego, przypominającego arenę. Tam będą mogli stoczyć pojedynek jak na turnieju w fajnej scenerii. Może nie zniszczą tego, a liczył głównie na walkę na pięści. W końcu człowiek z człowiekiem będzie się bić, a nie jakieś changelingi, demony lub saiyanie, chociaż jeżeli Reito do nich należał to przypominał mieszkańców ziemi, więc może również z nim mógłby powalczyć głównie wręcz. Cóż... jeżeli on i June udadzą się do Genialnego Żółwia to będzie mógł tam polecieć po sparingu z Cheprim. Pewnie tam ich znajdzie, a może i sam czerwonowłosy będzie chciał potrenować u mistrza.
Jeżeli Chepri ma doświadczenia podobne do Rikimaru to może nauczy się czegoś nowego podczas tej walki. Uśmiechnął się na samą myśl nowej wiedzy.



OoC:
Sparing: Do 10 100 posta xD
Jak coś to tam już pisz Chepri

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 03, 2014 12:29 am

Po walce byłem mocno wypompowany, serio. Jeszcze nigdy nie walczyłem tak ostro, a to był jakby nie patrzeć sparing. Wtedy nieco przeraziła mnie myśl walki na śmierć i życie, ale po chwili doszedłem do wniosku, że to zupełnie inna sytuacja. W walce na śmierć i życie chodzi o to by jak najszybciej pozbyć się przeciwnika, i samemu nie dać się zabić. Dużo prostszy schemat.
Usiadłem na trawie, sprawiało mi to duży ból, ale wszystko to robiło, więc było mi to obojętne. Energii miałem jeszcze w sumie sporo, ale nie miałem ochoty jej używać do czegokolwiek. Zmieniło się to, kiedy Rikimaru zaproponował opcję zapolowania na coś. W tym akurat byłem dobry. Tak więc położyłem się, fala ostrego bólu przypomniała mi, że żyje, chociaż bardzo dobrze o tym wiedziałem. Oddychałem powoli, bo nawet oddechy przychodziły mi z trudem. Patrzyłem w niebo. Skupienie się nie należało do najprostszych, ale miałem akurat chwilę, żeby pomyśleć o ostatnich wydarzeniach. Najsilniejsi wojownicy tej planety udali się w jakimś celu na tą całą Vegetę. Mgliste miałem pojęcie tak o samej planecie, jak i jej położeniu. Dzięki zdolności wyczuwania Ki byłem w stanie określić kierunek w którym się znajduje, ale to by było na tyle. Wraz z nimi było tak kilka innych, nieco mniejszych energii, z tego co do tej pory wyczułem. Toczyła się walka. Był tam też ktoś, kogo energia bardzo mi coś przypominała. Konkretnie Tsufula. Niedobrze mi się robiło na samo wspomnienie o tej przeklętej istocie. kiedy tak o tym myślałem poczułem się strasznie mały... Jak dziecko stojące przed wielkim morzem, na którym odbywa się bitwa morska. Stoję tak na tym brzegu, słabo widzę co się dzieję i nawet dobrze nie umiem pływać. Uśmiechnąłem się gorzko. Nieprzyjemna wizja. Miało to swoje plusy, fakt, mogłem się jeszcze z tego po cichu wycofać i o wszystkim zapomnieć. Nikt by nie zauważył. Ale miało to nie po drodze z moimi planami. W końcu po coś trenowałem tak ciężko, chciałem stać się najlepszy i posiadałem wszelką determinację do tego potrzebną. Wiedziałem, że droga, którą zamierzam iść jest niezwykle długa i trudna, jakby miała miliony kilometrów a ja poparzone bose stopy. Ale jak mówiłem. Teraz kiedy zacząłem, to pójdę dalej i nie spocznę póki nie osiągnę mojego celu, albo umrę próbując. Zrobię wszystko co będę musiał i nikt, ani nic mnie nie zatrzyma. Rzucałem się na głęboką wodę, prosto w wydarzenia, które decydowały o losie wszechświata. Nie przerażało mnie to, ale... Trochę obawiałem się, że mogę zawieść. Chciałem być najlepszy, ale myślałem na tyle realistycznie, by wiedzieć, że muszę odpowiednio wymierzyć siły. Raczej nie dowiem się, jeśli nie spróbuje, a jak już to zrobię, to nie będzie odwrotu...
Z zamyślenia wyrwał mnie głos niebieskookiego, który oznajmił, że pojawił się królik. Podniosłem się cicho i spojrzałem na zwierzaka. Typowe polowanie nie wchodziło w grę, więc po prostu przestrzeliłem mu głowę dodonpą. Wątpię, by zdążył cokolwiek poczuć. Telekinezą przeniosłem go bliżej , podobnie jak kilka gałęzi, które zauważyłem przy pobliskich krzakach. Wygrzebałem małą dziurę w ziemi, a z nadmiaru gleby uformowałem ściankę odgradzającą drewno od trawy, żeby się czasami nie zapaliła. Kiedyś już przypadkiem podpaliłem las... Skrzywiłem się na to wspomnienie.
Podpaliłem kilka gałązek ki blastem z z reszty zrobiłem rożen. Obdzieranie posiłku ze skóry zawsze uważałem za uciążliwe, a przy takich małych futrzakach szczególnie.
W końcu jednak i z tym się rozprawiłem, można było przystąpić do pieczenia.
-Krwisty czy mocno wysmażony? - zapytałem żartobliwie.
Znów mając chwilę, zastanowiłem się co teraz zrobię. Miałem trzy opcje: wrócić do domu, lecieć na lodowiec, albo z Rikimaru do tego całego genialnego żółwia. Choć to zależało od decyzji niebieskowłosego.
-To powiedz Rikimaru, co teraz zamierzasz zrobić? Polecisz do tego Genialnego Żółwia? W ogóle, co to za gość?

OOC:

Regen 10% HP i KI
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 03, 2014 11:36 am

Koniec Sparingu
Po paru chwilach obrócił głowę trochę na bok tak, że zimna woda opływała połowę jego twarzy. Otworzył usta i wziął kilka sporych łyków czystej wody. Była jak ulga dla duszy, ponieważ pragnienie było spore po walce. Człowiek może przeżyć bez jedzenia, ale bez wody już nie da rady. Pił co prawda kiedy wpadł do wody po odmianie z karmelka, ale wypocił wszystko wraz z walką. Chepri sprawnie rozprawił się z królikiem za pomocą prostej techniki, a więc nie wysilił się za bardzo. Musiał być równie zmęczony co Rikimaru, którego wciąż bolała cała ręka po zablokowaniu tamtego potężnego uderzenia. Leżenie w takiej zimnej wodzie przez dłuższy czas nie będzie dobrym pomysłem. Szczególnie, że i tak woda go tak dokładnie nie umyje, ale nie było w tym miejscu wystarczająco głęboko, żeby mógł się zanurzyć i wykąpać. Zimna woda zmniejszała ból i nie musiał robić sobie zimnego okładu. Chwila przerwy bez wątpienia mu wystarczy, ale w głowie nadal miał obraz pewnej techniki. Użycie Kiai przez Chepriego na koniec ich sparingu dało mu pomysł na połączenie kiaiho i kiai. Obie defensywne techniki można wykorzystać w lepszy sposób. Jedna używa ki z ciała, a druga trochę jakby przekształcała fizyczną. Krzyk o wysokim tonie, niesłyszalny, a niszczący atak. Wiadomo, że Kiai nie będzie w stanie zneutralizować każdego ataku. Jeżeli będzie zbyt mocny to taka zabawa może zakończyć się śmiercią, a więc potrzebna by była umiejętność zneutralizowania częściowo ataku, a gdy będzie wystarczająco słaby to będzie można odepchnąć. Również i za pomocą takiego użycia energii można wybić przeciwnika z rytmu, a może go nawet na chwilę zneutralizować.
Wstał powoli z wody i uruchomił na moment aurę energii żeby za pomocą ciepła osuszyć obszarpane ubranie. Po krótkiej chwili całe było suche, ale płaszcz i rękawy koszuli do niczego się już nie nadawały, więc je rozdarł i dorzucił do ogniska.
- Wypieczony.
Następnie skoncentrował się i zaczął badać teren w celu znalezienia bardziej obfitego posiłku. Mięso z królika było bardzo dobre, ale obaj się tym nie najedzą. Wyczuł energię w górze, która nie była bardzo mocna, poruszała się wolno. Mógł to być człowiek, ale liczył na coś innego. Wybił się w górę ze sporą prędkością i po dwóch sekundach znalazł się tuż przed pterodaktylem. Był trzy razy większy od Rikimaru, który uznał, że to zwierze jest i tak za duże na posiłek. Zwierzak okazał się być jednak bardzo agresywny, ale ze swoją siłą nie mógł być żadnym wyzwaniem dla niebiesko-włosego, który postanowił przetestować swój pomysł.
Skumulował energię w podobny sposób jak do Kiaiho, ale nie zrobił tego w rękach, a użył ogólną energię, która przepływała przez całe jego ciało. Jego oczy na moment zabłysnęły i fala powietrza zwiała pterodaktyla do tyłu. Obracał się nie mogąc ustabilizować pozycji i wykonać żadnego ruchu. Rikimaru wyprzedził go i Ki-Swordem odciął pół ogona, który był połowy wielkości samego człowieka. Złapał mięso w rękę i miał już polecieć w dół, do strumienia, gdy pterodaktyl wystrzelił ogniem z paszczy. Smok? - był bardzo zaskoczony, ponieważ nie widział żadnego w życiu, ale kto wie, czy to nie pterodaktyl wojownik. Nowy światowy talent sztuk walki, którego młody wojownik pozbawia ogona.
Dał on szansę na próbę techniki. Czy skoro zatrzymał przeciwnika samą energią i uniemożliwił mu ruchu, to czy zneutralizuje całkowicie atak? Tym razem jego energia do zatrzymania tego ognia była większa i poczuł, że potrzeba jej więcej, ale po chwili ogień niemalże wyparował i dotarła do Rikimaru niewielka strużka. Sama energia rozproszyła skoncentrowaną materię o pewnej mocy. To było coś niesamowitego. Co prawda atak takiego latającego stwora nie mógł być silny, ale samo to, że i tak użyta energia stanowiła może ułamek procenta wskazywały, że technika może kosztować mniej niż kiai, a przynajmniej jej moc jest większa, ponieważ obejmuje dużo większy obszar. Za pomocą kiai mógł zatrzymać raczej niewielki prosty atak, skierowany bezpośrednio na niego, a tutaj chmura ognia, która wypełniła niemal całe niebo po prostu rozpłynęła się i nie pozostał nawet dym po próbie zwierzęcia. W dodatku w przeciwieństwie do Kiaiho pozwalała na zneutralizowania przeciwnika na krótką chwilę, ponieważ siła odrzutu była znacznie większa.
Z innej perspektywy wyglądało jakby Rikimaru tańczył w powietrzu.
Korzystając z okazji postanowił zmusić zwierzaka do kolejnej próby zaatakowania ogniem, ale tylko w celu podsmażenia tego ogona. Latał wokół niego, uderzał lekko pięściami, a ten obracał się i próbował dosięgnąć Rikimaru, który był tak pochłonięty zabawą, że nie zwracał uwagi, że do tego dołączyli się towarzysze smoka, które już wyglądały jak powinny. Łuski, wielkie ogony, pazury i zionęły ogniem. Czerwony, niebieski, żółty, zielony, purpurowy. Wszystkie kolory tęczy i każdy próbował go dosięgnął. Ten tylko machał kawałem mięsa, który po minucie był już wysmażony. Następnie jeszcze raz zdecydował się na użycie techniki i całe snopy płomieni zniknęły, a zwierzaki aż odrzuciło i zaczęły obracać się w powietrzu. Wtedy poleciał błyskawicznie w dół zostawiając je same w górze. Usłyszał za sobą tylko ryk zawodu kilku z nich, które liczyły na posiłek, ale nie doceniły swojej ofiary.
Wylądował tuż obok paleniska, pociął ki-swordem mięso na równe płaskie płaty, a następnie wystawił palec do przodu i wytworzył za pomocą Kinotsurugi miecz z ki, którym nabił mięso i uniósł tuż nad ogniskiem dopiekając je od środka.
- Myślę, że ze 2 minuty starczą na dopieczenie. Mięso ze smoka. Pierwszy raz będę próbował.
Za pomocą telekinezy oderwał kawał królika i przyciągnął do dłoni. Włożył w końcu upragniony posiłek do ust i poczuł niesamowitą ulgę. Nim mięso ze smoka dobrze się wypiekło to zdjął już jeden płat i zjadł go w ciągu paru sekund.
- Mmm pychota. Coś pomiędzy mięsem z kurczaka, a boczkiem. Jeszcze jakby to doprawić ziołami to niebo w gębie.
Kucharzem aż tak dobrym nie był, ale znał właściwości i zapach ziół. Z pewnością byłby w stanie dobrać odpowiednie, żeby smak był niezwykły, ale wolał nie tracić czasu na to. W końcu słońce już powoli zbliżało się do horyzontu i zrobi się ciemno. Pasowałoby wrócić na wyspę Genialnego Żółwia, ponieważ ten o nim zapomni i jeszcze karze mu kolejną panienkę przyprowadzić. Przeraził się tą myślą. Zdjął drugi z sześciu płatów i zjadł go trochę wolniej, ale chciał jak najszybciej zakończyć posiłek.
- Powinienem wrócić na wyspę Kamesenina. Cóż. Podobno jest wielkim trenerem. To on mnie nauczył Bankoku Bikkuri i w zasadzie to też widziałem u niego pierwszy raz telekinezę, ale nie byłem pewien, że tym ona jest. Zna też jeszcze jeden ciekawy trik... ale to pewnie też jest telekineza. Baka. - rzucił do siebie na koniec, przypominając sobie całkowitą blokadę ciała. - Nie, zdecydowanie jest wielkim mistrzem. Myślę, że mogę się od niego wiele nauczyć. Jeżeli chcesz to możesz polecieć ze mną, może Tobie też pozwoli na trening. Chciałbym tam się udać jeszcze przed zachodem słońca.

OoC:
Nauka techniki własnej Kiaiho lvl3.
Regeneracja 10% HP i KI. 1050 i 405. Razem 2000 HP i 855 KI

Koniec treningu.

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 03, 2014 3:31 pm

Królik był już gotowy. Można go było ściągnąć z rożna i podzielić na porcje. Za talerz musiał posłużyć trochę większy liść. Pojawił się i Rikimaru. Obserwowałem przez krótką chwilę jego walkę z... No cokolwiek to było, chyba smoki. Miał dużo mięsa. Bardzo dobrze, umierałem z głodu, a przygotowanie posiłku tylko to pogorszyło. Naprawdę. Normalnie po spróbowaniu dań Vixen nie tknął bym niczego innego, a teraz jak patrzyłem na zwierzaka, to miałem wielką ochotę wbić w niego swoje kły.
Ale przyznam, że to co zapewnił nam niebieskowłosy wyglądało nie mniej apetycznie... Zaraz... Czy ja powiedziałem "kły"? Yare yare... To uwalnianie drzemiącej wewnątrz mnie dzikiej mocy chyba kapkę za bardzo na mnie wpłynęło. Ale nie ma co narzekać. Dzikie instynkty są bardzo przydatne w walce, nawet jeśli w ostatniej z niech zbytnio nie korzystałem. Swoją drogą chyba wiedziałem jak je poskromić, muszę od czasu do czasu zapuszczać się w las i... Ekhem, dać ponieść. To powinno podziałać.
Spojrzałem na jeden z płatów mięsa z ogona, wziąłem go, nabiłem na nieco grubszy kij i zacząłem dopiekać. Nie trwało to długo, po czym bardzo szybko pochłonąłem go, nieomal z patykiem. Wypieczone było dobrze, ale brakowało mu jakiegoś dodatku do smaku, przyprawy. Nawet takie kuchenne beztalencie jak ja potrafiło to stwierdzić.
-To mówisz, że on naprawdę jest takim wielkim mistrzem? Chętnie bym go spotkał i zobaczył co potrafi... - powiedziałem. - Jak i dowiedział się co sądzi o moich umiejętnościach... - dodałem ciszej, mówiąc bardziej do siebie, niż do towarzysza.
Minęła tak chwila i całe jedzenie zniknęło. Robiło się już dosyć późno, ale stwierdziłem, że udanie się z niebieskookim do tego mistrza jest całkiem dobrym. Taa... Polecę tam z nim.

OOC:

Jako, że potrzebna jest zgoda, pytanie do MG/Admina: Mogę lecieć z Rikim na wyspę żółwia? Very Happy

Regen 10% HP i KI
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 03, 2014 10:24 pm

Zjedli dość szybko i teoretycznie mogliby polecieć, ale w głowie niebiesko-włosego cały czas odbijał się echem głos Alex. Praktycznie nie byli tak daleko, bo lot z taką mocą nie powinien im zająć zbyt długo. 1-2h, a więc potem na wyspę lot zajmie około 2h. Z drugiej strony chciałby swej dziewczynie poświęcić trochę czasu, ponieważ wydawało mu się, że nie widział jej bardzo długo. Tak mógł odczuwać, skoro kogoś kochał, ale tygodnie mógłby policzyć na palcach ręki. Ona była świadoma, że może go nie być nawet parę miesięcy. Pragnął tylko ją ujrzeć, ale niedługo zacznie się ściemniać. Niby to żadna przeszkoda, ale głupio by było przylecieć do mistrza o północy i go budzić. Ile czasu będzie potrzebować na trening u Genialnego Żółwia?  Ciężko było to określić co go może starzec nauczyć.
- Takie odnoszę wrażenie. Nie! Jestem tego pewien. Być może tego nie poczułeś, ale ja byłem całkiem niedaleko jego wyspy, gdy poczułem niewyobrażalną moc. Nadal moja moc nie sięga jego. - zakończył, ponieważ zdał sobie sprawę z tego, że kierunek w istocie był podobny, ale wcale to nie musiała być energia Kamesenina, ale patrząc na techniki, które mu zaprezentował staruszek... i tak musiał być mocny.
Jeżeli Rikimaru uzna, że się już po prostu nic więcej nie nauczy to pójdzie dalej swoją drogą. Szukać nowego mistrza lub sam zdecyduje się nim zostać. Zrobił zniesmaczoną minę na tę ostatnią myśl, ponieważ nigdy nie myślał o tym na poważnie i nadal nie chciał tego rozważać. Może to być z jego strony trochę egoistyczne, ale polubił takie życie i nie wyobraża sobie siedzenia w jednym miejscu tak jak Genialny Żółw. Może na stare lata się zdecyduje, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości. Spojrzał w górę, żeby zobaczyć czy smoki nadal krążą nad lasem, ale nie było żadnego widać. Następnie poleciał w górę i spojrzał w dół. Zniszczenia były dość spore i kształt pola bitwy był dość nieregularny, ale trudno. Stworzyli fajne miejsce na postój, gdzie będzie docierać więcej słońca.
- Myślę, że potrafi bardzo dużo, a co do sprawdzenia umiejętności... Jestem ciekaw, czy sprawdzi je w ten sam sposób co mi. - Ruszył szybciej do góry śmiejąc się dość głośnie, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że Chepri również będzie musiał mu przyprowadzić jakąś panienkę. Niebo nad nimi i dookoła było niemal czyste. Nieliczne chmurki i blask czerwonego słońca w którym było widać wyraźnie wszystkie sińce nabyte podczas ich sparingu. Ból jeszcze występował, ale był dużo mniejszy. Dobry posiłek jest lekarstwem na bolący od głodu żołądek, czyli pewnie jedno z najgorszych cierpień z jakimi muszą żyć ludzie.

OoC: z/t w Przestrzeń powietrzną. x2?
HP:
 (2000+1050= 3050/10500)
Ki:
 (850+405= 1255/4050)

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
NPC

avatar

Liczba postów : 876
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 03, 2014 11:47 pm


Nagle, umysły dwójki wojowników przeszyły nagłe skurcze spowodowane pojawieniem się dość silnej KI i to bardzo blisko. Sekundę później, usłyszeli huk oraz poczuli silny podmuch wiatru, który unosił drobne kawałki piachu. Ta drobna firanka skutecznie uniemożliwiała ujrzenie winowajcy całego zamieszania. Ten, nie pozostał długo w jednym miejscu. W mig złapał Rikimaru oraz Chepriego za głowy i uderzył je o siebie dość mocno by ich otumanić oraz sprowadzić na ziemię.
- Bu. - mruknęła postać głosem znanym tylko czerwonowłosemu ziemianinowi.

OOC
Nie ma ZT kochani. ^ ^
po 200 DMG.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sty 04, 2014 1:11 am

Mieliśmy się właśnie zbierać do wylotu, kiedy nagle zawiał silniejszy wiatr. W kościach czułem, że coś nadciąga... W życiu bym się nie spodziewał, że będzie to akurat...
-M-mistrz? - wstałem na równe nogi. -Co tu robisz? Przecież tamten wojownik... - wtedy przypomniałem sobie, że nie ma go teraz na Ziemi. -Prawda, jego nie ma... Ale dlaczego tu jesteś?
Czyżby Braska przybył tutaj, żeby zabrać mnie? Dosyć dziwna opcja, prawdę mówiąc, ale nadal możliwa.
-"Pewnie teraz dostanę ochrzan za włóczenie się po całym świecie, raz czy dwa po łbie i wrócę do domu"
Yare yare... Jak tak o tym myślałem, to wydawało mnie się to upokarzające, jakbym był małym dzieckiem, po które przyszedł jeden z rodziców, bo za długo się bawi w piaskownicy. Starałem się o tym nie myśleć, bo wiem jakby się to skończyło, a tego nie chciałem. Ehh... W głowie dudniło mi od zderzenia z głową Rikimaru. To akurat mój nauczyciel mógł sobie darować. Właśnie, przecież niebieskowłosy cały czas tam był. Powiem szczerze, że ciekawiła mnie reakcja współrasowca na spotkanie z Demonem. W prawdzie spotkał już jednego z nich, Dragota, ale czy można porównywać tych dwóch? Nie mówię tutaj tylko o mocy, bo to w ogóle przeciwległe końce skali, ale o ich statusie. Niebieskooki w prawdzie nie miał pojęcia, że Braska jest samym Władcą Demonów, ale to nie miało wpływu na ten fakt.

OOC:
Krótko, ale cóż...
Regen 10%
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sty 04, 2014 8:05 pm

To co poczuł było dziwne, ale nie potrafił określić mocy tego, który się pojawił za jego plecami. Niesamowity huk od jakiegoś uderzenia lub zwiększenia mocy albo techniki. Bardzo mocny podmuch, który wprawił w ruch piach, ziemię, a nawet wodę, przez co powstała mgła zakrywająca wszystko dookoła. Rikimaru znajdował się na wysokości jednego kilometra nad ziemią, ale ktoś złapał go za głowę. Musiał być piekielnie szybki i niesamowicie mocny albo jego energia była tak bardzo niestabilna. Był mocniejszy, słabszy? Nagle poczuł jak jego trzymana głowa zderza się z czymś równie twardym i zobaczył poza szarą masą z drobinkami wody i piachu, gwiazdki oraz ciemne plamki, które krążyły w te i z powrotem. Gdyby nie to, że przed chwilą stoczył dość wymagającą walkę z Cheprim to pewnie nie bolałoby tak bardzo jak teraz. Ten osobnik miał dziwne poczucie humoru i sporo arogancji, ponieważ po wywołaniu takiego zamieszania i walnięciu głową Rikimaru w coś twardego miał czelność powiedzieć: Bu. Zupełnie jak dziecko, a może przedstawił się w ten sposób? Chepri nagle odezwał się, nim niebieskowłosy zdążył odpowiedzieć mu wymawiając swoje imię. Chciał się przedstawić w sposób wskazujący jakby ten dowcipniś wypowiedział swoje imię. Co za idiota nosiłby imię Bu? Co prawda ludzie z East City najczęściej nosili krótkie imiona, ale takie, które zawiera słowo, które najczęściej mówią bobasy, bo nie potrafią nic innego powiedzieć? Oczywiście tym sposobem zrobiłby na złość temu osobnikowi. Przynajmniej na to liczył, ale to co powiedział czerwonowłosy sprawiło, że wycofał swoje zapędy w najczarniejsze zakamarki swego umysłu.
... bo Cię nie zabił... - mówiła June w kontekście treningu Chepriego z tym... Braską! Tak wspominał czerwonowłosy, a rudowłosa była jego córką! Jeżeli jej moc była co najmniej czterokrotnie wyższa od mocy Rikimaru to on musiał mieć jej jeszcze więcej, ale nie potrafił... pierwszy raz odkąd nauczył się określać moc nie był w stanie pojąć czyjejś siły. Kso! Według ich rozmowy mogę wnioskować, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zginę! Ciekawe jak jest po drugiej stronie. - potrząsnął głową, ponieważ i myśli były w tym momencie nie właściwe oraz chciał wyjść z tego otępienia. Po chwili zaczął dostrzegać twarz, zarys ciała, który wyłaniał się powoli z mgły. Zastanawiał się czy powinien coś powiedzieć, przygotować się do walki lub próbować ucieczki. To ostatnie to pewnie zły pomysł, a poza tym nie bardzo miał na to ochotę. Nie jest tchórzem. Woli zginąć jak wojownik. Jest jeszcze Chepri, który może się za nim wstawić, a poza tym nie znają celu jego przybycia. Może szuka córki, która niedawno tu była. Postanowił przemilczeć. Wstał powoli, odskoczył na dwa metry i przystanął w lekkim rozkroku i na lekko ugiętych nogach.

OoC:
HP:
3050-200=2850.

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
NPC

avatar

Liczba postów : 876
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Sty 06, 2014 7:34 pm


Braska - bo tak nazywał się ten jegomość - wydawał się być mało zaaferowany całą tą sytuacją. Wbił ogromny miecz w ziemię obok i opierając się o niego zaczął głośno śmiać puszczając bokiem pytanie Chepriego:
- Ale się daliście podejść, potrzeba wam jeszcze duuuuuuuuuuuuuużo treningów by uniknąć mojego ataku, HAHAHAHAHA! - zrobił krótką przerwę by odetchnąć chwilę. Mimo tego, że dalej tryskał dziwnym humorem to wyglądał na bardziej zmęczonego niż wcześniej - Białaska nie ma na razie na Ziemi więc pozwoliłem sobie wyjść z kryjówki by poszukać Ciebie. Przy okazji pozwiedzałem tę Planetę. - wytłumaczył. - Zniknąłeś. Myślałem, żeś się obraził na starego Mistrza. Gdzie się wybieraliście, co? - przy tym pytaniu jego wzrok diametralnie się zmienił. Wyrażał lekką złość oraz podejrzenia zarazem. Wzbudzał strach jak na demona przystało. Braska chyba pilnował by jego uczeń trzymał się jednego mistrza...
- Młody, nie spinaj się tak, nic Ci nie zrobię. Chyba, że zrobisz coś brzydkiego. - powiedział krótko do niebieskowłosego.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Sty 06, 2014 8:34 pm

Ten bolesny "żart" uważałem za wyjątkowo wredny. Wiedział dokładnie, że dopiero co skończyliśmy walczyć i nie mieliśmy sił na ruszanie się za bardzo, a on, potężny demon, wymagał od nas zrobienia uniku przed nim, chociaż nie dało się wyczuć jego energii... Ehh... Ale czego się spodziewać po kimś takim jak on? Przydałby się jakiś inny sposób na wyczuwanie obecności drugiej osoby, nawet gdy ta ukrywa energię. W sumie... Węch mi się wyostrzył, a Demony miały bardzo charakterystyczny zapach. To się dało wykorzystać.
Wracając jednak. Miałem jednak rację, Braska wybrał się na poszukiwania ucznia. Nie spodziewałem się, że to zrobi, byłem w prawdzie jego uczniem, ale też tylko jednym ludzkim wojownikiem, do tego jak wiedziałem, niezbyt silnym. Łatwym do zastąpienia przez jakiegoś Demona, którego mógłby nauczyć o niebo więcej ode mnie. Schlebiało mi to, ale coś mi mówiło, że to ma drugie dno.
Wzrok mężczyzny zmienił się, jakby na potwierdzenie tego. Pierwszy raz patrzył na mnie w taki sposób, ale wiedziałem dlaczego. Znałem Braskę na tyle dobrze, że wiedziałem, że nie muszę się go bać, tak długo jak jestem posłuszny. Teraz miałem powody się bać. On na pewno wiedział co planowałem i źle widziałem tłumaczenie się mu z tego. Kłamać nie mogłem. Yare yare... Poczułem się strasznie źle. Co tam rany odniesione w walce, prawdziwy ból to zawieść kogoś, komu chce się zaimponować.
-"Co będzie, to będzie..."
-Chciałem polecieć do Genialnego Żółwia, żeby zobaczyć jakim jest mistrzem.
Powiedziałem to bardzo spokojnie, czy bym chciał, czy nie, to i tak nie uniknę tego co ma się stać, więc trzeba się z tym pogodzić. Zabić mnie nie zabije raczej. Raczej da jakieś karkołomne zadanie, ale to będzie pokuta za błędy, więc muszę ją przyjąć z godnością. A to wiąże się z kolejną lekcją, czy raczej lekcjami, bo na pewno dużo się nauczę.

OOC:
Regen 10%
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Sty 06, 2014 10:29 pm

Jakaś krótka rozmowa między nimi już nieco rozluźniła atmosferę i Rikimaru opuścił ręce swobodnie. Poza tym Braska jeszcze powiedział, żeby się nie spinał, więc nie miał żadnego powodu do obaw. Przynajmniej tak mógł sądzić, ale czujności nigdy za wiele. Zastanawiał się czy przeciwko komuś takiemu zadziałałaby jakakolwiek technika defensywna i czy jego reakcja byłaby wystarczająco szybka. Kiaiho może i mogło go zatrzymać, ale na jak długo? A może poczułby to jak lekki letni wietrzyk po wystawieniu łba przez okno domu. Przypomniał sobie uderzenie Chepriego w jego zmechanizowaną rękę. Gdyby nie powłoka stalowa, a zwykłe kości i mięśnie to pewnie te pierwsze byłyby połamane. Od takiego ciosu zginąłby nie jeden człowiek. A co dopiero mógł mu zrobić mistrz czerwonowłosego? Woli tego nie sprawdzać. O ile tchórzem nie jest, to potrafi przekalkulować jakie ma szanse i nie ma zamiaru stawać w szranki, jeżeli nie musi tego robić. Podrapał się po głowie w miejscu zderzenia i lekko rozmasował, ponieważ wciąż bolało.
Rikimaru przeraziła tylko pewna kwestia, którą wypowiedział Braska. Wyszedł z kryjówki, ponieważ jakiegoś białaska nie ma na Ziemi. Czyli istniał ktoś, kogo ten facet się bał, a skoro niebieskowłosy nie może pojąć mocy Braski, to co potrafi ten przed którym się chowa?
- Spoko. Jak długo Ty nie zrobisz nic brzydkiego, ja też nie zamierzam. Co to za białasek? Zagraża Ziemi? - Zapytał, ponieważ jeżeli losy świata byłyby niepewne to musi podjąć wszelkich kroków by stać się niesamowicie silnym. Nie ważne czy trenować będzie u Genialnego Żółwia, Braski czy innego super mocarza. Chepri chciał sprawdzić jakim mistrzem jest Kamesenin. Bez wątpienia zboczonym. - Pomyślał o mieszkańcu małej wysepki na środku oceanu i zaczął zastanawiać się czy podobnie jest z tym tutaj. Bez wątpienia łączyła ich jedna cecha. Genialny Żółw na sam początek poczęstował Rikimaru techniką, która całkowicie go sparaliżowała, czyli jednym słowem się nieźle popisał. Co prawda na życzenie niebieskowłosego, ale również Braska na dzień dobry zrobił niezły popis.
Odchylił się trochę do tyłu naciągając mięśnie pleców, a potem spojrzał na wielki miecz. Dźwiganie czegoś takiego cały czas musi być męczące. Przydatność w walce? Jakaś musi być, ale wędrowanie po Ziemi z czymś takim?
- Mógłbym go zobaczyć? Pewnie sporo waży? - Wskazał palcem na miecz. Nie był pewien czy powinien o to pytać, ale chciał sprawdzić czy z obecną mocą będzie w stanie dźwignąć coś tak dużego.

OoC:
Regeneracja 10% HP i KI. HP: 2850+1050= 3900. KI: 1255+405= 1660

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
NPC

avatar

Liczba postów : 876
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Sty 07, 2014 4:34 pm


Demon najwyraźniej był zaskoczony szczerością swojego ucznia, bo milczał przez jakiś czas nie zmieniając swojego wyrazu na twarzy. Pewnie myślał, że ten zacznie bajerować i zmyślać byleby nie dostać po łbie za nieposłuszeństwo wobec mistrza. Zupełnie teraz nie wiedział jak się zachować, co odpowiedzieć - przecież nie uderzy go za mówienie prawdy.
- No nic. - Westchnął zdzielając się otwartą dłonią w twarz. Zjechał nią niżej odkrywając oczy po czym spojrzał na Rikimaru, który zainteresował się mieczem demona. Wcześniej jednak odpowiedział na pytanie dotyczące "białaska" - Taki jeden 'obrońca' świata. Strasznie depcze mi po piętach i chce się bić gdy tylko mnie zobaczy, dlatego się chowam. - wytłumaczył. - To magiczny miecz wytwarzany jedynie przez demony. Robimy je z własnej energii, są przydatne w walce. Zobacz go, ale wątpię, czy uda Ci się go podnieść. No, może z pomocą Chepriego... Ooo! - krzyknął nagle wpadając jakby na pomysł. - Jeśli wasza dwójka wyrwie ten miecz z ziemi i podniesie wysoko nad głową to pozwolę wam pójść do tego Genialnego Żółwia... jeśli jednak polegniecie to zabiorę was do wulkanu i dowalę taki trening, że wam się chodzić odechce na tydzień. - wyszczerzył się po czym rozsiadł wygodnie na kamieniu spoglądając na wojowników. - Przy okazji, nie było tu June, he? - spytał nagle. Czuł obecność demonicy i czegoś jeszcze, czegoś co go strasznie denerwowało. To kolejny test na prawdomówność Chepriego.

OOC
Jeden i drugi lub jeden z drugim razem - podnosicie pięknie mieczyk proszę. Jak mi się spodobają odpisy to was puszczę, a jeśli nie to dowalę parę ton do wagi miecza. Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Sty 08, 2014 7:01 pm

Ciekawe. Prawdomówność popłaciła i to do tego stopnia, że niemal upiekło mi się. Nadal czułem się źle z tym co zrobiłem, ale to mimo wszystko niewielka kara w porównaniu z tym co mogło mnie spotkać. Przyjąłbym karę, ale pozostałaby to kara, a nikt nie lubi być karany... Chyba, że jakiś masochista, chociaż nie znam się na tym, więc za bardzo się nie wypowiadam.
Rikimaru zainteresował się mieczem Braski, aż sam się zdziwiłem, że sam nie wpadłem na to, żeby spróbować to podnieść, ale... Okazało się, że miałem do tego okazję. Problem był chyba w tym, że walczyłem wręcz, więc broń nie jest mi potrzebna, także moje zainteresowanie mieczem nie należało do wielkich. Ale kiedy teraz tak o tym myślałem, warto było spróbować. To na pewno będzie trudne ćwiczenie.
Mimo wszystko nie opuszczało mnie dziwne uczucie, że coś tu jest nie tak. Oczywiście musiało się to sprawdzić. Zapytał czy była tutaj jego córka. Miałem cokolwiek złe przeczucia, co do ewentualnych kolejnych pytań, ale to zmartwienie na później. Niepokoiła mnie możliwość wyboru pomiędzy szczerością wobec mistrza i zawodem nowopoznanej osoby, yare yare. Kłamać nie mogłem i tak naprawdę nie musiałem. On wiedział, że przebywała tu, więc...
-Tak - odpowiedziałem lakonicznie. - Ale nie wiem dokąd poleciała.
Nawet nie patrzyłem na mistrza, nie chciałem dawać mu zadnych znaków, że wiem cokolwiek więcej.
Patrzyłem na miecz, wyglądał na serio ciężki. Przez myśl przeszła mi wizja oberwania takim czymś, na pewno zginął bym na miejscu...
-Masz coś przeciwko, żebym spróbował pierwszy? - zwróciłem się do Rikimaru, chociaż bardziej mu to oznajmiałem, niż go pytałem.
Podszedłem do broni. Od razu mogłem się spodziewać, że przy mojej normalnej sile miecz nie drgnie ani o kawałek, jednakże błędem byłoby nie spróbować. Chwyciłem rękojeść i zacisnąłem na niej mocno dłonie. Zaparłem się nogami, napiąłem mięśnie i pociągnąłem. Recz jasna nic się nie wydarzyło. Zacisnąłem zęby i włożyłem całą moc w wykonywaną czynność. Bardzo chciałem wyciągnąć go, ale prędzej bym dostał przepukliny, niż dał radę w takim stanie. Skupiłem się na wewnętrznej mocy i uaktywniłem ukrywane pokłady siły i energii. Niebiesko-czerwona aura rozbłysła i zapłonęła. Buchając groźnie, spowiła mnie purpurowym blaskiem.
Moje możliwości znacznie wzrosły, ale czy to wystarczy?
Miałem wrażenie, że zaraz szkliwo mi popęka. Tkanki miałem nabrzmiałe i poczerwieniałe od wysiłku. Krew krążyła szybko w moich żyłach, które bardzo się uwidoczniły.
-"Nie jest łatwo..."
Zacisnąłem palce jeszcze bardziej, kłykcie pobielały mi momentalnie. Pot powoli skraplał się na moim czole.
-"A może źle się do tego zabrałem? Może... " - wtedy wpadłem na pomysł, który mógł się okazać kluczem do wykonania tego zadania. Zaparłem się nogami o ziemię, zebrałem w sobie całą energię i próbowałem oderwać od gruntu. W stawach mi trzeszczało, w plecach mnie łamało, w rękach mnie bolało, a w środku wszystko wrzało, że ten cholerny miecz się nie rusza. Podłoże pod moimi stopami pękało od naporu moich stóp.
Nie wiem ile już czasu próbowałem, pięć, dziesięć, czy dwadzieścia minut... Wiem tylko, że czułem się zmęczony jak nigdy, miałem jednak na tyle samozaparcia, żeby się nie poddać.
Pot spływał już po mnie obficie, moja skóra już prawie przybrała kolor włosów. Stwierdziłem, że mam energii akurat tyle, żeby wykorzystać ją do jednego ostatniego zrywu. Zebrałem w sobie resztkę siły, wytworzyłem dodatkową parę rąk, którymi złapałem za rękojeść.
Wzbierała we mnie złość, ale to bardzo dobrze, bo to mi tylko doda sił. Moja energia najpierw błysnęła na biało, co oznaczało, że używałem wszystkich czterech aur, a następnie na krwisty pomarańcz.
-"Wyciągnę ten cholerny miecz bez względu na wszystko!"
-Wyłaź ty kurewski kawale żelastwa! - cedziłem przez zęby, wkładając całą siłę, energię i wściekłość w jedno potężne szarpnięcie, które, jak sądziłem, pozwoli mi pokonać grawitację. Ziemią przy mieczu popękała.
Nie wiem co stało się później, straciłem przytomność ze zmęczenia. Wiem tylko, że gdy się ocknąłem po chwili, miecz znajdował się w ziemi, ale czy wyciągnąłem go ja i wbił się znów tam, czy nie poruszył się wcale jest dla mnie zagadką. Spojrzałem na moje dłonie, całe były czerwone od krwi wypływającej spod zdartej skóry, nawet rękawiczki się przetarły. Nie mogłem poruszać palcami i zapewne minie trochę zanim odzyskają pełną sprawność. Podobnie stawy i plecy. Na domiar bolała mnie głowa, pewnie się uderzyłem po utracie przytomności.

OOC:
Stwierdziłem, że najlepiej będzie, jeśli Ty Sensei ocenisz, czy udało mi się wyciągnąć miecz Braski, więc wymyśliłem, że stracę przytomność i obudzę się na próbę Rikiego.

Szkoda mi energii na NPC więc dopiska do posta - Zaliczone ~ June
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Sty 08, 2014 9:27 pm

Słysząc, że ten miecz to jest ich technika zdziwił się, ale po demonach z pewnością można się było spodziewać, że mają dziwne umiejętności. Magia tworzenia przedmiotów to było już coś co wykraczało poza jego wyobraźnię. Stworzenie czegoś takiego z ki nie jest trudne, ale sprawić, żeby energia zamieniła się w metal? To już było niesamowite. Zastanawiał się czy będzie mógł podnieść czyjąś zmaterializowaną energię. Dziwna sprawa.
Był zaskoczony także tym, że mistrz Chepriego zdradza przed nim, że ucieka przed kimś, przed walką. Kolejny fakt, że działo się to przy ich spotkaniach, a więc musieli ścierać się ze sobą nie raz. Odkąd Rikimaru opanował zdolność wyczuwania ki to nie zauważył starć dwóch tak potężnych ki. Czyli ten białasek opuścił planetę wraz z wieloma osobami, w tym Frostem, który teraz wrócił. Podobnie zresztą z June której energie rozpoznawał. Nie zamierzał nic dodawać o niej poza tym co powiedział czerwonowłosy.
Zamiast tego mógł się przyglądać próbie Chepriego. Skinął jedynie głową i odsunął się nieco, żeby mieć lepszy widok. Zastanawiał się czy nie siąść całkiem na boku i się nie patrzeć co robi czerwonowłosy. Wtedy nie byłby posądzony o to, że go kopiuje, a jeszcze lepiej byłoby się zdrzemnąć. Po niedawnym posiłku faktycznie go sen brał, więc poszedł pod drzewo, usiadł pod nim, oparł się wygodnie, a po paru sekundach już spał i lekko chrapał co z pewnością mogli zauważyć tamci dwaj. Przebudził się po paru minutach lub nawet po godzinie, na co by wskazywał cień rzucany przez drzewa. Z pewnością krzyk i przekleństwa Chepriego nie mogły dać mu dłużej pospać. Jak otworzył oczy to zobaczył jak Chepri już leży, a miecz dalej jest w ziemi. Kso. Wydarł go czy nie? - zastanawiał się, ale skoro tamten padł z wysiłku to znaczy, że nie będzie łatwo, a teraz jego kolej. Podniósł się i podskoczył do miecza, wziął Chepriego za nogi i odsunął parę metrów, a potem klasnął raz rękami łącząc je, przetarł i podszedł tuż przed miecz. Był wysoki, więc w miarę sięgał rękojeści. Wysunął rękę by sięgnąć ją, ale ta zaczęła jakby zanikać oraz czuł bijące ciepło, a gdy już niemal skóra dotykała materiału to poczuł parzenie. Demoniczna aura zdecydowanie nie była dobra dla niego. Miał wrażenie jakby niszczyło jego KI, a może spalało ją?
- Hen'na. Mogłem się tego spodziewać.
Teraz musiał pomyśleć jakim cudem Chepri trzymał tę rękojeść. Czy była to sprawa tego, że po prostu przebywał sporo z Braską, był jego uczniem, czy też może posiadali oboje tak dużo KI? Jakaś bariera by się przydała lub coś. Pomyślał, że zapyta o to trenera czerwonowłosego, który może nauczy Rikimaru czegoś przydatnego, ale czy to dobry pomysł? Tym może zadeklarować chęć zostania jego uczniem, a potem Braska może mieć przeciw treningowi z Genialnym Żółwiem. A gdyby tak doprowadzić do pojedynku Kamesenina i tego demona? - Zadał sobie pytanie, które dawało wizję ujrzenia niesamowitej walki. Dobra prowokacja nie jest zła. Teraz pojawiało się pytanie, który z nich jest silniejszy, a to by dało odpowiedź u kogo warto trenować. Uśmiechnął się, a potem na jego twarzy pojawiło się przerażenie, że demon może zajrzeć w jego myśli, może siedzieć w jego głowie. Dobra. Obiecał, że nie zrobi nic głupiego, a więc ten pomysł będzie jednym z wielu, które odrzuci. Jakże dobry, ale niebezpieczny.
- Czy potrzeba do tego miecza jakiejś bariery przed obcą KI lub coś? Może Ty używasz lub Chepri?
Pytać nie zaszkodzi, a poza tym już w czasie walki z Cheprim i nawet wcześniej zastanawiał się czy istnieje jakiś sposób, żeby zablokować całkowicie obcą energię, a dokładniej czy może użyć własnej energii do zablokowania dość masowej, groźnej techniki, takiej jak Rezoku Energy Dan, które składało się z dużej ilości pocisków, a tego tak proste Kiai już nie mogło zablokować. Podrapał się po głowie zastanawiając się nad tym co może w tej sytuacji zrobić, ale wolał zrobić coś nim Braska odpowie na jego pytanie. Żeby nie było, że nie potrafi sobie sam poradzić i błyskawicznie wpadł na pomysł. Podczas snu czuł, że Chepri zwiększa swoją moc i sam pewnie też będzie musiał to zrobić, ale nie zauważył, żeby czerwonowłosy zrobił to co Rikimaru zamierzał. Rezoku Energi Dan bez wątpienia się tu przyda. Samo wyciągnięcie miecza z ziemi może być ciężkie, a łatwiej będzie to zrobić, jeżeli będzie po prostu leżał. Taki wniosek mógł być poprawny, ale jeszcze musi złapać miecz. Skoncentrował ki na dłoni w taki sposób jak przy Ki-swordzie i złapał za rękojeść. Tak jak się spodziewał, jego własna energia przeciwstawiała się tej Braski i w ten sposób złapie miecz. Wtedy dołożył drugą rękę i bez problemu trzymał. Wycofał aurę z niej i nie odczuwał tego parzenia, a więc nie wpływała tak bardzo na coś z innej materii. Być może wszystko było zależne od tego, że jest po prostu człowiekiem. Faktycznie sama obecność Braski była przytłaczająca i może to nie była ogromna moc, a po prostu samo to, że jest demonem?
Czas na rozmyślania przyjdzie przy okazji spotkania innego mocnego demona. June miała również sporo mocy, ale nie odczuwał takiego obciążenia... Może każdy demon jest inny? Jakby nie patrzeć nawet Dragot miał specyficzną aurę. Demony są interesujące.
Wiedział już jak złapie broń, a teraz trochę zniszczyć to w co było wbite. Rzucał powoli i dookoła tej ziemi, a potem coraz szybciej, aż grunt był na tyle zniszczony, że miecz zaczął opadać, aż w końcu zaczął lecieć ku ziemi i wtedy wysunął rękę do przodu zwiększając równocześnie swoją siłę. Użył również KI do Shiyokena, ale zamiast dodatkowej pary rąk jego dłoń i przedramię stały się prawie dwa razy większe. Nie spodziewał się, że może w ten sposób użyć tej techniki, a była to dużo wygodniejsza forma niż cztery ręce. Dzięki temu mógł skoncentrować siłę uderzenia w jednym ciosie, a nie w całej masie uderzeń wykonanych czterema pięściami. Jego siła była teraz olbrzymia, ale mimo wszystko czuł ogromny opór miecza, który chciał usilnie dotknąć gruntu. Jednak Rikimaru aby się przeciwstawić temu podleciał do góry, zrobił ruch wahadłowy ręką trzymającą miecz i uniósł go, a następnie dostawił drugą, stalową rękę. Z nią już nie mógł zrobić tak cudownego efektu jak z tamtą. Przez chwilę był w powietrzu i używał dużej ilość ki, ale z czasem zaczął zmniejszać siłę, ponieważ czuł, że jego ciało przyzwyczaja się do ciężaru. Zniżył się i dotknął ziemi, żeby mieć stabilniejsze podłoże, a następnie zrobił kilka wymachów bronią. Ciężko było poruszać wystarczająco szybko tym czymś, ale jedno trafienie z impetem takim mieczełem mogło przeciąć mięso i kości bez największego problemu. Po krótkiej zabawie odstawił miecz wbijając go w skałę. Następnie rozluźnił napięcie w dłoni, żeby ją zmniejszyć.
- Prawdziwa broń zagłady, ale kosztuje sporo wysiłku.
Pogładził rękę, ponieważ go trochę piekła od wagi i aury oręża. Robiąc to zauważył, że wnętrze jego dłoni jest bardzo czerwone, ale jakoś nie go nie bolało. Prawie w ogóle nie miał czucia, ale miał nadzieję, że odzyska z czasem.

OoC:
Więc przy próbie Chepriego spanie i też nie wiem czy wyciągnął. Ja użyłem wszelkiego co się dało:
Rezoku Energy Dan -400 KI
Shiyoken -300KI
Wszystkie aury -200HP. PL z Shiyokenem: 34 944
A przy okazji Regeneracja 10% HP i KI. HP: 3900+1050-200= 4750. KI: 5810+1417-700=6510/14175 = 1860/4050

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
NPC

avatar

Liczba postów : 876
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Sty 09, 2014 6:45 pm



- No i brawo. Trudne, prawda? - zaklaskał w masywne dłonie na samym końcu Braska. Obydwaj chłopcy spisali się na medal, ich umiejętności były zdumiewające. Demon przemilczał pewien fakt. Góra, którą ma przesunąć Chepri waży mniej od tego tutaj miecza, więc praktycznie mógłby to zrobić teraz kończąc tym samym nauki u Braski, ale po co się spieszyć?
Demon podszedł do swojego miecza i podniósł go jedną ręką tak jakby ważył tylko kilka gram. Po krótkim skupieniu sprawił, że ostrze rozmyło się w powietrzu przy drobnych, ognistych efektach. Wracając do pytania, które wcześniej zadał Rikimaru:
- Nie, nie potrzeba. Chepri po prostu żyje jak demon, więc się uodpornił. - odpowiedział krótko odwracając się tyłem do wojowników. - Dobra, idźcie sobie do tego... jak mu tam, Żółwia. W razie jakby wam się chciało przybiec do mnie z płaczem, bo tamten mistrz nic nie umiał to czekam w wulkanie. - Tak, wyraźnie zaproponował Rikimaru, że będzie go trenował. Ziemianie zaintrygowali Braskę, są silniejsi niż to się by mogło wydawać na samym początku.
Demon wzruszył ramionami po czym zaczął rozpadać się tak, jakby ułożony był z tysięcy kolorowych klocków. W mig jego aura znikła tak jakby jej w ogóle nie było.


OOC
Dodacie sobie po 15 punktów przy treningu.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sty 10, 2014 9:20 pm

Podejrzewam, że jak do tej pory to było moje największe wyzwanie, nie tylko podczas treningu u Braski, ale w całym życiu, oczywiście mówi to uwzględniając zmieniający się poziom moich umiejętności i stopień trudności zadań, jakim przychodziło mi stawiać czoło. Tak, to zdecydowanie przebijało wszystko.
-"Skoro tak bardzo wykończył mnie ten miecz... To co będzie z górą Sohan?" - pomyślałem.
To jednak nie był czas na takie myśli, Rikimaru właśnie przystępował do swojej "Próby Artura", jak to przyszło mi do głowy by ją nazwać, nawiązując do legendy o królu Arturze i mieczu w skale. Nazwa pasowała chyba idealnie.
Niebieskowłosy obrał podobną taktykę do mnie, chociaż ja nie wpadłem na to, żeby zniszczyć podłoże. Ciekawie też wykorzystał Shiyoukena, zamiast dodatkowych rąk po prostu powiększył już istniejące kończyny. Ale nie to zwróciło moją uwagę. Tą rzeczą była moc wojownika, kiedy uwolnił ją całą zakręciło mi się w głowie i nieomal znowu zemdlałem. On miał dużo silniejszą energię ode mnie... Poczułem się najpierw słaby, a zaś podirytowany.
-"Jak to możliwe? Kiedy on zdołał się tak wzmocnić? Nie wierze, że mogłoby mi to umknąć, przecież..." - głowiłem się, a gniew na mojej twarzy zmienił się w słaby nostalgiczny uśmiech. -"No tak... To wtedy. Kiedy znalazłem się tam nie odbierałem żadnych bodźców ze świata zewnętrznego, a czemu ktoś taki jak Rikimaru miałby się powstrzymywać od treningów?"
Westchnąłem żałośnie. Powinienem był się spodziewać, że coś takiego może mieć miejsce, przecież różne rzeczy się zdarzały i będą zdarzać, najlepiej by było, gdybym przewidywał wszystko, choć wiedziałem, że to niemożliwe. Musiałem się z faktem wyższości niebieskookiego pogodzić i dostosować albo coś z nim zrobić. Zawsze miałem tendencję do konformizmu i dostosowywania się, bo nie ukrywajmy, tak jest wygodniej, po prostu przystosowujesz się, ale... Odkąd rozpocząłem trening u Braski zmieniło się diametralnie moje podejście do wielu rzeczy. Sam siebie nie poznawałem, a to jaki kiedyś byłem wydawało mi się jakimś odległym wspomnieniem, jakby z poprzedniego życia. Heh. Uśmiechnąłem się, kiedy Mistrz powiedział, że żyje jak demon. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się, jakby to był wielki komplement. Patrząc na kogoś takiego jak on, to bezsprzecznie mogłem czuć się dumny, ale biorąc rzecz bardziej ogólnie, to Demony posiadały wiele ciekawych zdolności i potrafiły być bardzo trudnymi przeciwnikami.
Zrozumiałem coś istotnego, nie mogłem więcej tak sobie folgować i pozwalać na takie błędy. W końcu to moja i tylko moja wina, że stało się... Tamto...
Niebieskowłosy, choć używał takich samych metod, to podszedł do problemu zupełnie inaczej, wspominałem już o Shiyoukenie i rozbijaniu podłoża. Miał też inną taktykę wyciągnięcia miecza. Ja wyciągałem go prosto w górę, a on ruchem wahadłowym, ciekawe.
Gryzło mnie, że nie dość, iż wyciągnął miecz, to jeszcze mógł nim poruszać. Mogłem to przeżyć, moja duma aż tak bardzo przez to nie ucierpiała, ale drażniło mnie to. Wpadłem wtedy na pewien pomysł, który chciałem wykorzystać wkrótce, ale to dopiero po powrocie do domu.
Braska zniknął... Mogliśmy już bez żadnych przeszkód udać się do Genialnego Żółwia. Ciekawiło mnie co tam mnie czeka. Wysłałem Rikimaru porozumiewawcze spojrzenie i uniosłem się nad powierzchnie ziemi.

OOC:
Zapomniałem o regeneracji, więc +20% HP i Ki, ale idąc w ślad Riki'ego, ponoszę koszty tego zadania i pozostaje mi 1000 HP i 2400 Ki
ZT (x2) -> Wyspa Żółwia
Riki, jak chcesz, to pisz już na miejscu.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Leśny strumień   

Powrót do góry Go down
 
Leśny strumień
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Strumień przecinający ogrody.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: