Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Leśny strumień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Leśny strumień   Nie Cze 10, 2012 9:43 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013


SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 03, 2013 5:44 pm

"Czasem dopiero na skrzyżowaniu człowiek zaczyna zastanawiać się - dokąd idzie."

Dobra, polepszyło mi się. Krzychu zabrał mój list do mojej chaty, będę miał sporo czasu by go zrozumieć. Błękitne niebo z powodu mojej psychiki wydawało mi się coraz mniej przyjazne. Jakby stwarzało pozory bezpieczeństwa. Coraz bardziej zwalniałem, oraz zmniejszałem wysokość by zobaczyć gdzie mnie poniosło. Byłem w zmieszanym nastroju, ale technika zmieniająca rzeczy w słodycze mi nieco pomogła. Gdy zobaczyłem zielone drzewa i trawę, wiedziałem że poniosło mnie z powrotem do domu. Byłem dopiero po treningu, ale równie dobrze mogłem tutaj odpocząć. Do wioski Drakonian się nie wybieram, nie chce ich widzieć na oczy. Wylądowałem na czubku jednego z drzew, gdy moje uszy zaczynały coś odbierać. Byłem zaledwie kilometr od strumyka, a mój słuch był o wiele lepszy niż ludzki. Zdołałem usłyszeć coś o zahartowaniu na zimno, i o kimś tak silnym jak tutaj w lesie... Informacje. Temat mnie zaciekawił, nie znałem głosu mówiącego ale na oko był to człowiek bądź demon. Mężczyzna z pewnością, zacząłem niczym Spiderman przechodzić z drzewa na drzewo będąc na poziomie korzeni. Byłem niewidoczny, i dość szybko się przemieszczałem. Po kilku sekundach zacząłem po prostu lecieć między drzewami, i po chwili byłem na miejscu. Zachowałem prędkość która pozwoliła mi na nie wywołanie trzęsienia drzew w pobliżu, dzięki czemu nadal dla zwykłego człowieka byłbym niewyczuwalny. W 20 sekund byłem już blisko strumienia, byłem na drzewie najbliżej źródła dźwięków. Byłem po drugiej stronie, schowany wewnątrz liścianej powłoki. Nadal nie widziałem kogo słyszałem.(...)

Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 03, 2013 6:35 pm

Nie dziwiło go zachowanie Chepriego i jego czujność, bo faktycznie sam jak sobie pomyślał o Froście i o tym, że gdyby był agresywny to dla Rikimaru żywot mógłby się zakończyć bardzo dawno temu. Czerwonowłosy mógł mieć dużo większe doświadczenie niż niebieskowłosy, ale tego nie wiedział na pewno.
- Masz rację. Poznaję to ki.
Widać, że czujność okazywał na każdym kroku, a może poczuł tą osobę tylko dlatego, że sprawdzał lokalizację, o której wspomniał Rikimaru. Ki, która się do nich zbliżała była podobna do... Zapomniał imienia, ale uratował mu wtedy życie. Trochę to chamskie, ale w końcu nie przywiązał się do tego osobnika. Czuć było pewną zmianę, ale ciężko stwierdzić czy to w wyniku wzrostu mocy. Był silniejszy bez dwóch zdań, ale wciąż znacznie słabszy od niebieskowłosego. Znajdował się teraz obok nich, ale wciąż się nie pokazał. Myślał najwidoczniej, że pozostanie niezauważony. Stwierdził, że wykorzysta niewiedzę szarego stworzenia.
- Co powiesz na to, żeby spróbować swoich sił? Unieśmy się nad las i zbombardujmy go całkowicie naszym KI?
Mrugnął do Chepriego i pokiwał głową w stronę miejsca, gdzie znajdował się przybysz. Miał nadzieję, że czerwonowłosy podchwyci jego zamiary.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 3:54 pm

Uniosłem kącik ust, tworząc chytry uśmiech.
-Z wielką przyjemnością. Bardzo chętnie zobaczę te wielkie kratery i szczątki istot żywych - powiedziałem to w taki sposób, że miałem pewność, iż ukrywający się usłyszał mnie.
Powiem szczerze, że Rikimaru miał dobry pomysł, nieco ryzykowny, fakt, ale taka prowokacja musiała zadziałać. Aczkolwiek, istniała ta mała szansa, że ukrywający się okaże się być bardzo silny, ale... W głosie niebieskowłosego słyszałem dziwną pewność siebie. Nie miałem pojęcia, skąd się brała.
-"Może zna tą energię?" - pomyślałem.
Cóż, pewności mieć nie mogłem.
Starałem się coś wywęszyć, ale wiatr wiał z naszej strony. Zresztą... Nie byłem pewien, czy mój węch był aż tak czuły.
Stwierdziłem, że warto dodać do tego małego podstępu trochę więcej zaangażowania z naszej strony.
Jakoś udało mnie się na migi przekazać wiadomość niebieskookiemu, co uważam za osobisty sukces.
Unieśliśmy się nad ziemię. Bawiło mnie to, ale stłumiłem śmiech.
-No to zaczynajmy, na trzy. Raz... Dwa... -rzekłem, zaczynając kumulować energię w dłoniach.

______________________


Normalnie/???
-"myśli" - #999900/myśli - #ff3300
-mowa - #009900/mowa - #cc0000


"Cuda? Ja w nie nie wierzę, ja je dokonuje" - Chepri
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 5:06 pm

Od razu gdy usłyszałem o tym że wyczuwają moją Ki i że chcą mnie zbombardować oczy miałem jak filiżanki dostrojone uśmiechem typu "mam przesrane". To jasne że blefują, sam tak robiłem. Ale jak nie będą mieli wyboru i zbombardują mnie w cholerę? Wizja wielkich kraterów i szczątek istot żywych nie bardzo mnie pocieszył. Mam pomysł ukryje swoją Ki.....Kurde nie umiem! Dobra, no to stworze kopie i ucieknę.... wyczują! no to zabije ich obu.....może być na odwrót! To sparaliżuje jednego....drugi mnie zabije! to może......odliczają. Straszą mnie ale nie będą mieli wyjścia! Jak by to kozacko rozwiązać....wpadłem na pomysł! Gdy usłyszałem dwa, włączyłem swą aurę. Miała czarną barwę i wyglądała jakby była z czegoś w rodzaju szarańczy, przejąłem to od Reda.Po naładowaniu wystrzeliłem w górę. Oczy zaświeciły mi się na fioletowo, gotowe do wystrzelenia promieni paraliżujących. Aurę skoncentrowałem do tego stopnia że byłem praktycznie niewidoczny wewnątrz niej.Była blisko mojego ciała i nie przypominała kształtem płomienia zapałki. Szybko wszedłem na tą samą wysokość co ci dwaj. Widziałem wszystko, osoba bliżej mnie to Człowiek o czerwonych włosach którego jeszcze nie spotkałem. Natomiast gdy zobaczyłem tego bardziej oddalonego....Rikimaru! Pamiętałem go jakbym go poznał wczoraj. Gdy byłem o wiele wiele słabszy uratował mi życie zabierając mnie z pustyni.Stałem w powietrzu na wysokości tych dwóch jakby mnie na lince powiesili. Po kilku sekundach Moje oczy wróciły do normalnych kolorów a moja aura rozwiała się.
-eeeeeem.....Siema?
Powiedziałem by przerwać niezręczną ciszę, mimo że byłem mniej zawstydzony a bardziej zagubiony.
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 5:57 pm

Przez chwilę niebieskowłosy myślał, że być może naprawdę zaczną bombardować las, ale wyczuł wzrost mocy i postać wzbiła się ponad drzewa. Przez chwilę miał pomysł żeby spróbować nauczyć się techniki, którą niedawno trenował Chepri, ale skoro już myślami był przy tym...
- Chciałem na tym gościu spróbować Chepri tą technikę co Ty tam ćwiczyłeś pod wulkanem... Chciałem rzucić to na Drago... a no właśnie. Tak się on nazywał.
Spojrzał na demona i zauważył pewną zmianę wyglądu. Postawa była nieco inna oraz jego aura była dużo ciekawsza. Tak naprawdę był nieznacznie słabszy od Rikimaru, kiedy ten by nie używał swoich aur, ale jednak... wciąż nie miałby szans z niebieskowłosym. Trudno... rozróby nie będzie, ale może skoro Dragot trochę podkręcił moc to ten typ na skraju lasu ich wyczuje i tu przyleci.
Uśmiechnął się, ale nie z powodu przybycia ów demona, a z wizji możliwej walki. Trochę go kusiło żeby powalczyć z kimś i trochę rozprostować kości. Na ostatnim turnieju nie mógł pokazać pełni swoich możliwości.
- Ta technika... pokazałbyś mi ją, ponieważ z daleka nie widziałem tego dokładnie... Do czego w ogóle się to może przydać?
Następnie już zwrócił się do Dragota:
- Co Cię tu sprowadza? Gdzie zgubiłeś przyjaciół?
Wcześniej wyczuwał go w obecności kilku osób oraz jednej znacznie mocniejszej.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 8:14 pm

-Demon? Hmm... Masz ciekawych znajomych Rikimaru.
Może nie byłem najodpowiedniejsza osobą do mówienia tego, jakby nie patrzeć większość osób, które poznałem w ostatnim czasie to demony. No, ale ile może być takich przypadków, co?
Zaskoczyły mnie nieco słowa Rikimaru.
-Tą technikę? W sumie to niezły pomysł.
Z tego co widziałem, to właśnie to jest jej przeznaczeniem, więc...
Tajemnicza postać chyba planowała zastosować atak prewencyjny, niezła zagrywka, ale nie w takich okolicznościach.  
-Ale pokazać? Hmm... Może trochę później. Ale do czego służy mogę Ci powiedzieć. Jej podstawowym celem jest unieruchomienie przeciwnika, dlatego powiedziałem, że to niezły pomysł, ale... Wydaje mnie się, że nie ma takiej potrzeby, mylę się?
Ten Demon różnił się diametralnie od tych, które znałem, ale otaczał go ten charakterystyczny demoniczny zapach, wiec nie było mowy o pomyłce.
Nadal zastanawiało mnie dlaczego jego energia wydawała mi się znajoma, nie potrafiłem określić co było tego powodem. Ogólnie rzecz biorąc jego Ki nie przypominała mi tych, które poznałem, była zupełnie obca. Ale jakaś jej mała część, jakaś cząstka mówiła mi, że ją znam. Tylko co to mogło być?
Westchnąłem. Chyba się teraz tego nie domyślę.
Ciekawiło mnie trochę jakie perypetie ma za sobą ta dwójka. Wtedy przypomniałem sobie o tych innych energiach, które wyczułem przed walką z Redem. On był chyba jedną z nich. I ten gość, o którym mówił... To pewnie ten, którego wtedy wyczułem. Hmm... Towarzyszyła im jeszcze jedna Ki, ale nie dałem rady jej zapamiętać.

______________________


Normalnie/???
-"myśli" - #999900/myśli - #ff3300
-mowa - #009900/mowa - #cc0000


"Cuda? Ja w nie nie wierzę, ja je dokonuje" - Chepri
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 9:49 pm

Cały czas mówili o jakiejś technice unieruchamiającej... zaraz, można w tym celu użyć promienia czekoladującego.genialne. Ale jak teraz kogoś zmienię to mnie zlinczują. Rikimaru zapytał mnie dlaczego się tu wybrałem i gdzie są moi "przyjaciele". Zapewnie mówił o Basie i Hudinim.Cóż..
-Albo nie żyją albo chodzą po świecie nie pamiętając mojego imienia. To nie byli nawet ludzie....Trafiłem tutaj przypadkowo, zaciekawiła mnie wasza rozmowa.
Zaciekawiła wcześniej, bo jak zaczęli gadać o technice paraliżującej zacząłem się nudzić... Spojrzałem w dół i postanowiłem subtelnie pochwalić się nową techniką, i przy okazji się nie zanudzić. Telekinezą którą uwielbiam zerwałem kilkanaście listków z drzewa poniżej nas, i przeciągnąłem je obok swojej dłoni. ścisnąłem je w kulkę po czym użyłem chocolate beam do zmiany powstałem kulki w cukierek kawowy o identycznym kształcie. W czasie gdy Chepri nadal przynudzał ja wrzuciłem sobie go do ust i zjadłem. Byłem jak w klubie.
-To trening obecnie odpada? ja mam go już za sobą. Co nie znaczy że nie chciałbym spróbować się z "Mistrzem".
Powiedziałem to dość prowokująco, bowiem wizja zobaczenia na co stać obecnie Rikimaru była kusząca. Ja nie jestem w stanie wyczuwać Ki, więc tym bardziej miałem zagadkę. Czekałem na taką walkę od baaaaardzo dawna. Nie jestem co prawda w pełnej formie, ale dałbym z siebie sto procent w razie czego.
OOC:
Regeneracja 20% za poprzedni post i tutejszy
HP: 931 + 150 = 1081
KI: 1785 + 240 = 2025
Rikimaru, jeśli wcześniej nie widziałeś telekinezy to będziesz mógł się jej nauczyć samemu za większym kosztem :Dalbo poczekać to nauczę cię jej sam. Wanna fight?
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 04, 2013 11:18 pm

Niebiesko-włosy w krótkim czasie ujrzał aż trzy bardzo ciekawe techniki, które mogłyby się przydać w przyszłości. Pierwsza jak już wytłumaczył Chepri służyła do unieruchomienia, a więc dobrze przypuszczał. Stało się to jego celem, aby lepiej poznać tajniki tej techniki, ale skoro Chepri uznał, że nie teraz czas to trudno. Z kolei Dragot wykorzystał pewne umiejętności do przyciągnięcia liści, a było to bardzo podobne do tego co ujrzał w wykonaniu Genialnego Żółwia z tym, że z kamieniem. Uśmiechnął się widząc to co robi demon, ponieważ dużo lepiej poznał działanie tej zdolności i domyślał się w jaki sposób wprawić w ruch inne przedmioty. Nosiło to nazwę telekinezy i słyszał parę razy jeszcze w szkole, że istnieją ludzie, którzy potrafią zginać na przykład łyżeczki w ten sposób, a teraz okazywało się, że dla wojowników jest to najprawdopodobniej naturalne. Później zamiana liści w cukierka, co było dla niego czymś totalnie odmiennym, ponieważ aura była niezwykle chaotyczna i nienaturalna. To była technika, której jego zmysły nie ogarniały, a wyglądało to jak bajkowa... wręcz magiczna zdolność.
- Zgadza się... dziwnych. Masz rację, może nie czas na to teraz, bo komuś się wydaje, że może mieć ze mną jakieś szanse.
Nie bardzo miał zamiar walczyć z Dragotem, pomimo tego, że wydawał być się całkiem inną osobą i posiadał bardzo ciekawe umiejętności, a tym bardziej ta ostatnia, której prawdę mówiąc się trochę obawiał, ponieważ nie znał skali tej mocy i czy sam nie mógłby jej ulec. Na wszelki wypadek podkręcił swoją energię na wyższy poziom, aby w razie czego poprzez Kiai odbić atak.
- Dragot nie jest wrogiem, ale dziwi mnie ta przypadkowość miejsca, w którym się znalazł. Spróbować możesz. Zaczynamy?
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, ponieważ wpadł na dużo lepszy pomysł. Nie zmęczy się zanadto, a sprawdzi przy okazji reakcję Chepriego na to, co pokaże. Co prawda będzie to praktycznie 100% możliwości Rikimaru, ale brak ryzyka w ostatnim czasie mocno mu doskwierał i nuda wdzierała się w jego życie niczym szczur do szafy po ser. Poza tym pragnął spotkać się z mocą na skraju lasu, a raczej ściągnąć ją tutaj, na miejsce. "Niech się zrobi ciekawie." Zaczął koncentrować swoją moc, która powoli rosła, a wokół niego pojawiła się lekka poświata, która wirowała coraz intensywniej. Lepiej, żeby Dragota powalić od razu, ponieważ zabawa z jego umiejętnościami może być niebezpieczna... zbyt niebezpieczna, a nie chce na własnej skórze się przekonać o nich. Liczył jedynie na to, że demon nie potrafi ukrywać mocy tak jak oni i nie stał się znacznie silniejszy, ale raz KOZIE śmierć!
- Khaaaaaaa!!
Napiął mięśnie, jego ubranie falowało, a poświata rozrosła się do większych rozmiarów i moc gwałtownie skoczyła, a wtedy wystawił ręce do przodu i wystrzelił zielony snop piorunów, który raził Dragota niczym potężna kaminari (błyskawica, przyp. redakcja). Demon raczej nie mógł być odporny na silną energię elektryczną. Dozował dawkę w celu uniknięcia wyłączenia serca, o ile demony je posiadały. W końcu odpuścił w pewnym momencie i podleciał do niego z bardzo dużą szybkością uderzając mocno w brzuch tak, że tamtemu mogły gały z orbit wylecieć. Zastanawiał się nad szybkością Chepriego, ponieważ ten leciał szybciej do tego lasku niż Rikimaru, ale odnosił wrażenie, że energia się różniła i miał jej nieco więcej od czerwonowłosego. Obrócił się tak z demonem, żeby widzieć również i tamtego.
- Wybacz, ale Twoja próba nie będzie udana. Myślę, że będziesz mnie musiał nauczyć tych technik w rewanżu za to, że dwa razy uratowałem Ci życie. Drugi raz oczywiście teraz, ponieważ ograniczyłem siłę uderzenia.- Tym razem z bardzo poważną i wyrafinowaną miną wpatrywał się w oczy Dragota, które nieco poszarzały. Trzymał go za brodę, nie dopuszczając do tego żeby spadł na ziemię. Sporo krwi mu odpłynęło z różnych części ciała, a więc potrzebował chwili, aby odzyskać czucie. Korzystając jeszcze ze swej mocy przekazał część swojej Dragotowi, aby przypadkiem nie zszedł z tego świata, a dzięki temu oddał mu przysługę, w podobny sposób jak jemu kiedyś demon. Uważał, że to było zbyt łatwe, żeby to miał być koniec, ale z drugiej strony nie wyczuwał takiej mocy od demona, a też gdyby jego moc wzrosła bardziej to wyczułby to na turnieju lub na wyspie. Zmartwił go brak reakcji większej KI na skraju lasu i odkrył również to, że jego własna moc była teraz niemal równa tamtej, a więc wyzwanie nie mogło być aż tak ciekawe jak mógłby sądzić. Ewentualnie może dojść do tego, że Chepriego zaskoczy ta reakcja i sam ruszy teraz na Rikimaru, który gdzieś w głębi duszy liczył na to.

OoC:
Aura szybkości, wytrzymałości, energii. -150HP; PL: 11 450.
HP: 7350-150= 7200-200= 7000.

UNO: Bankoku Bikkuri = paraliżuje Cię na jedną turę + 700dmg; -770Ki
DUE: Jesteś sparaliżowany, więc nie unikniesz: Steel Hand = 207+455+490= 1152dmg; -1440 KI

Razem: 1852 (zmniejszam do Twojego HP, żeby Cię nie zabić) DMG; -1922KI
KI: 36750-1922= 34828 (95% = 2843/3000)

Na koniec przekazuję Tobie HP: 200, czyli otrzymujesz 100, żebyś nie zszedł.

To chyba po walce? (Pytanie retoryczne)




Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Gru 05, 2013 1:23 am

Poczułem się mile zaskoczony, kiedy zobaczyłem Rikimaru w akcji. Widziałem niewiele i wiele zarazem. Niewiele, bo wykonał tylko kilka ruchów, ale wiele, bo tyle o nim mówiły. Posiadał umiejętność uaktywniania aur, tak jak ja. Do tego te techniki.
Jedną poznałem, chociaż nie widziałem jej wcześniej.
-"Bankoku Bikkuri" - pomyślałem.
Miałem już pojęcie o tym jak wygląda i w sporej mierze jak działa. A na pewno się domyślałem.
Jednakże niebieskowłosy podjął spore ryzyko tak po prostu atakując Dragota. Demon mógł ukrywać swoja moc, lub jakieś sztuczki. Jedną zaprezentował, a mnie przeszły ciarki po plecach. Znałem ją aż zanadto. Czułem wielką awersję do niej, nieco mniejszą do jej użytkowników. Uhh...
Tak czy inaczej, niebieskoki mimo ryzyka wykazał się dużą pomysłowością i umiejętnością taktycznego myślenia. Załatwił to bardzo szybko i konkretnie.
Zaczęło mnie korcić, żeby sprawdzić co zrobiłby w poważniejszej walce. Już miałem to nawet zaproponować, ale przypomniałem sobie, że tam gdzieś w tym lesie jest ktoś silniejszy, niż Rikimaru teraz. Ogólnie rzecz biorąc, walka teraz nie byłaby najgorsza opcją, ale jeśli zbytnio osłabniemy, to może się to bardzo źle skończyć. I teraz pytanie, ryzykować czy nie?
Podleciałem nieco bliżej do współrasowca. Uśmiechnąłem się lekko.
-Kawał dobrej roboty, muszę przyznać. Ale, czy nie byłeś aby nieco zbyt brutalny? Demony są silne i w ogóle, ale wiesz... - rzekłem. -Ale powiedz mi... To co zrobiłeś po Bankoku Bikkuri... To była jakaś technika, prawda? To nie mógł być zwykły cios. A tak poza tym... Chętnie bym się spróbował kiedyś z Tobą.
W jego oczach dostrzegłem coś, jakiś bardzo słaby błysk. Wiedziałem dokładnie co on oznaczał. Mogłem się czuć zaproszony do walki. Przywróciłem poziom mocy do jego normalnego poziomu. Oczywiście, walka mogła być tylko zwykłym sparingiem, inne opcje wiązały się ze sporym ryzykiem, a i nie miałem żadnego interesu we wzajemnym zabiciu się z pierwszym silnym człowiekiem, którego spotkałem.

OOC:
PL: 5276

______________________


Normalnie/???
-"myśli" - #999900/myśli - #ff3300
-mowa - #009900/mowa - #cc0000


"Cuda? Ja w nie nie wierzę, ja je dokonuje" - Chepri
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Gru 05, 2013 5:39 pm

Rikimaru zgodził się na pojedynek. Na początku sądziłem że ma zamiar podjąć się walki bez wspomagaczy, jednak gdy zobaczyłem że zaczyna używać jednej z aur, sam włączyłem swoją. Power up wykonaliśmy jednocześnie jednak zanim zdążyłem zareagować trafił mnie techniką paraliżującą, a moment później poczułem ogromny ból w klatce piersiowej. Dostałem dłonią która w tym momencie wydawała się być jak ze stali. załatwił mnie jednym ciosem wzmocnionym jakąś techniką..... nie tego oczekiwałem. Zdecydowanie nie tego oczekiwałem. Chciałem pokazać mu czego się nauczyłem, jak się wzmocniłem, udowodnić że w końcu coś znaczę wobec jego. A ten? wykorzystał mnie do popisania się przed towarzyszem. Cios spowodował że strumyk krwi zaczął mi spływać po brodzie,a oczy przez chwile były całkiem białe. Do czasu gdy dał mi cząstke swojej energii życiowej niczym niegdyś ja jemu. Bardzo mnie rozczarował. Nie pozwolę by uszło mu to bezkarnie, do tej pory nic mu nie mogłem zrobić. Ale sporo się zmieniło... Gdy ten nadal trzymał mnie za brodę bym nie spadł, powróciła mi przytomność. Czułem się fatalnie, i ledwo mogłem mówić. Ale KI miałem nie tkniętą.
-Lubisz karmelki Mistrzu?
Powiedziałem z miną jak u diabła, i podobnym tonem. Wtedy skorzystałem z tego że był bardzo blisko i nie miał jak uciec. Lewą ręką dotknąłem jego klatki piersiowej i użyłem zaklęcia Chocolate Beam. Rikimaru został pokryty czarną poświatą i był jakby sparaliżowany. Podczas tego zacząłem się instynktownie śmiać ponieważ wyobrażałem sobie dalsze wydarzenia.  Po zaledwie trzech - czterech sekundach zaklęcie spowodowało pojawienie się chmurki(niczym w naruto) i po jej zniknięciu jedyną pozostałością po Rikim był kwadratowy karmelek którego trzymałem w dłoni. Nadal byłem skrajnie obolały, ale Rikimaru poczuje się chyba trochę gorzej jako cukierek.
Zaczęło mnie straszni kusić by to teraz zjeść i posiąść jego energie, ale nie miałem serca by zrobić to komuś kto uratował mi życie.
-Teraz pobądź sobie karmelkiem Mistrzu, bo najwidoczniej już zapomniałeś jak to jest gdy jesteś całkiem bezbronny wobec świata.
Powiedziałem to do....karmelka, który mam nadzieję mnie rozumie. Telekinezą zacząłem go unosić i przeniosłem wzrok na jego towarzysza. Zastanawiałem się co teraz zrobi, równie dobrze mógłby mi zrobić z tyłka jesień średniowiecza, ale z drugiej strony na moim miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Już raz mnie pewne osoby wykorzystały, nie pozwolę by to się powtórzyło.
-No co? Odmienię go w swoim czasie.
Rzekłem do nieznajomego człowieka. Nadal byłem równie obolały, co sfrustrowany. Znieważono mnie, więc teraz pokazałem że mogę zrobić to samo nawet z dużo silniejszym. Wyglądał jakby był z jakiejś szkoły walki, na to wskazywał jego ubiór. Nie myślałem do końca trzeźwo, bo przeszywał mnie ogromny ból, ale uważam że inaczej bym nie mógł postąpić. Za nic nie pozwolił bym się  tak zeszmacać.
OOC:
Chocolate beam, Rikimaru na 3 tury zkarmelizowany.
-500KI za to.
Moje HP: 100
Moje KI:1525
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Gru 05, 2013 9:48 pm

Po krótkim pokazie Chepri podleciał bliżej niebiesko-włosego i od razu zapytał o technikę po Bankoku Bikkuri, ale nie mógł zbyt wiele zdradzić, ponieważ sam tak naprawdę niewiele wiedział na ten temat poza tym, że jego ręka od przedramienia jest po prostu stalowa, mechaniczna i nauczył się połączyć odpowiednio energię z tymi właściwościami, a dzięki temu może zadać dużo poważniejsze obrażenia lub zablokować mocne uderzenie. Oczywiście Chepri, jeżeli jest w pełni człowiekiem to nie będzie w stanie w ten sam sposób wykonać takiego uderzenia, więc nie bardzo miał ochotę na tłumaczenie, ale zaciekawił go fakt, że czerwonowłosy zna technikę paraliżu, a więc Rikimaru mógł się spodziewać, że chłopak też ją umie.
- Szczerze mówiąc to było zwykłe uderzenie, ale było mocniejsze tylko dzięki temu, że moja ręka jest ze stali. Dosłownie.
Tłumaczenie uznał naprawdę za zbędne, bo i tak byłoby niezrozumiałe. Wyszczerzył tylko zęby i zacisnął pięść, ponieważ już był nieco rozgrzany na potencjalną walkę, ale nim jednak odezwał się, to Dragot już odzyskał w miarę dobrą sprawność, by samodzielnie unosić się w powietrzu, a jakby tego było mało również i postanowił się zemścić za tą srogą lekcję... To trwało zaledwie ułamek sekundy.

Po prostu zamienił się w cukierek, a raczej karmelek. Podczas samej przemiany odczuwał dziwną aurę, a potem poczuł słodki smak w ustach. Mógłby nawet rzecz, że to było całkiem przyjemne, bo dawno nie miał nic słodkiego w ustach, ale... "O krówka... Co jest do czekolady? Ja Cię piernik." - sobie klął w myślach, ale coś mu nie wychodziło jak chciał. Były nadto przesłodzone. Później zauważył, że świat jest strasznie duży, a co dziwniejsze był myślącym i latającym cukierkiem lub też to Dragot go unosił za pomocą telepatii... nie, telekinezy. Dokładniej tak to brzmiało, a jego humor roił się coraz dziwniejszy... Zdawało mu się to wszystko niezwykle zabawne i w końcu zaczął się śmiać, a wpływ na to miały również słowa Dragota, który był pewien, że ma całkowitą władzę nad Rikimaru.
- Hahaha. Baka... Baaaaaaakaa. Co to miało być? Czy to normalne, żeby karmelek żył swoim życiem?
Później telekineza Dragota już nie działała, ponieważ sam się unosił za pomocą własnej mocy, ale nie tylko. Czuł się tak samo silny, ale był ograniczony małym rozmiarem. Plusem tej przemiany było to, że widział wszystko dookoła. Krążył wokół demona i wleciał w niego z dużą prędkością nokautując go po raz kolejny.
- Dobra, a teraz chciałbym wrócić do swojej postaci.
Zastanawiał się czy to samo się skończy, czy Dragot musi go odczarować. Próbował sam w jakiś sposób przełamać bariery, ale nie mógł znaleźć żadnego sposobu. Z początku zabawne, ale z czasem stawało się irytujące. Jako malutki karmelek może być trudnym przeciwnikiem dla Chepriego, ale z drugiej strony tamten mógłby go zjeść lub coś... To by było trochę przykre. Nie śmiał teraz proponować sparingu w takich okolicznościach...
OoC:
Aura wytrzymałości, energii. -100HP; PL: 8 850.
HP: 7000-100= 6900.
Jako, że PL mam 2x większy to mogę walczyć jako cukierek.

Atak szybki ograniczony, masz znów 1 hp xP

KI: 34828/36750 (95% = 2843/3000)


1/3 tur bycia karmelkiem.

TRENING START, W nowej wersjii...

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Gru 08, 2013 8:50 pm

... ale opanowanie ruchu w takim momencie było jak najbardziej konieczne, gdyby miał tak pozostać do czasu, aż łaskę okaże mu Dragot. Pomyślał sobie, że popełnił najgłupszą rzecz w życiu z której może się nie wyplątać. Mogło to być śmieszne, że jako cukierek może nadal powalić Dragota, ale z drugiej strony sama myśl życia w formie cukierka przez najbliższe 50 lat już nie była taka kolorowa. Już chyba wleciałby do ust Alex, żeby zginąć robiąc komuś w ten sposób przyjemność... Ale czy jednak nie umierałby w żołądku? W kwasach żołądkowych, a potem idąc dalej... Fuuuj.
- Dragooot! Kso. Nieprzytomny jest chyba...
Spojrzał na Chepriego, a on chyba się patrzył na niego, ale pytanie czy czerwonowłosy wiedział, że Rikimaru się na niego patrzy? To mogłaby być ciekawa walka, ponieważ występuje tu element zaskoczenia i być może jego tak samo powali, a to znów by go rozbawiło przynajmniej na chwilę. Sama myśl, że cukierek powala dwie osoby, które wystają mocno ponad przeciętną ludzką moc. Widać było lekkie drgania karmelka, który się śmiał, ale śmiech powodował, że nie panuje dobrze nad swoją mocą. Była niezwykle niestabilna w tej formie i w dodatku nie do końca panował nad ruchami. Mimo, że próbował lecieć prosto... no właśnie. Dla takiego cukierka prosto było zarówno z tyłu jak i z przodu, a nawet z boku i w górę. Nawet siedząc na koniu, nie mógłby stwierdzić czy siedzi tyłem, czy przodem. Oczywiście to najmniejszy problem w tej chwili.
Trening:
 
Jako cukierek jednak nie mógł zbyt długo, więc i tak Dragot upadł, ale teraz nadchodzi czas, aby spróbować swych sił z Cheprim. Zaczął latać w górę i w dół, a następnie rzekł.
- Dobra. Dragota powalił karmelek, a jak będzie z Tobą? Zmierzmy się!
Jakkolwiek to dziwnie wyglądało i brzmiało... tak właśnie było. Karmelek wyzwał czerwonowłosego.

OoC:
Trening Koniec. w tym telekinezy widzianej u Żółwia i Dragota.
Regen HP i KI 10%. Czyli do pełna leci.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 10, 2013 6:02 pm

>> Z Orbity (Wiem, że nas tu dużo, ale to Reito pomysł Very Happy)

___ Dwa nibypociski objęte płomieniami przecięły niebo odsuwając w tych miejscach chmury. W pewnym momencie płomienie zniknęły, a lecące prosto dwa przedmioty rąbnęły z hukiem o podłoże powodując lekkie zatrzęsienie się ziemii oraz wystraszenie siedzących na drzewach ptaków. Wszystkie chórem zaskrzeczały odlatując w popłochu, a po chwili wszystko ucichło. Jedynie lekki dym unosił się z tamtego miejsca sygnalizując, że coś zapłonęło.

Tymczasem przyglądając się bliżej tamtemu miejscu...
Gdy okrągła, saiyańska kapsuła trochę ostygła, właz otworzył się. Przez kilka sekund nikt z niego nie wychodził, lecz w końcu wyłoniła się pewna postać. Pierwsze co mogło się rzucić w oczy to bujne i długie, rude włosy oraz batopodobny ogonek z ciemną kitą na końcu, który wił się jak wąż. Demonica, choć poturbowana oraz zakrwawiona z szerokim uśmiechem przywitała stare ziemie. Złote oczy błyszczały zauroczone wyraźnie tym cudnym krajobrazem. Za chwilę uśmiech znikł gdy June poczuła zapach siarki. Odwróciła się, a jej oczom ukazał się malutki ogień spowodowany zapewne upadkiem kapsuł. Wysunęła wtedy rękę w tamtą stronę po czym wysłała krótki impuls w postaci kiaiho, który w mig zgasił niepotrzebnego gościa. Jeszcze tego by brakowało, by podpaliła las.
Gdy już się trochę uspokoiła poczuła kilka energii gdzieś tu niedaleko. Spojrzała w tamtą stronę. Nie były one słabe, ale bardziej zastanawiała ją jedna z nich:
___  - "Czuję Ojca, ale nie do końca..." - wyglądało to tak, jakby ta osoba z nim sporo przebywała przez co jego ciało przesiąkło trochę jego demoniczną energią. Braska był silny, więc to było całkiem możliwe - to jak popsikanie się drogimi perfumami. Pomyślała, że nie będzie ich szukała, bo zapewne sami się tutaj zlecą czując dwie, całkiem silne energie. Dla bezpieczeństwa przyciszyła swoją tak bardzo jak tylko mogła. Nadal nie dopracowała KI Feelingu, przez co nie mogła jej ukryć tak dobrze jak Hikaru, Rei czy Kuro.

___ - Pójdę się przemyć, wyglądam okropnie. Tobie też się to przyda swoją drogą. - podeszła bliżej by zetrzeć kroplę krwi z policzka saiyana. Oberwał od demonicy, to było niemal pewne. Miał przypaloną zbroję w miejscu brzucha, więc zapewne Tsuful zapożyczył jej ukrytą moc Oddechu Dark Star.
Uśmiechnęła się krótko do Reito po czym pstryknęła przycisk w statku, a ten zamienił się w kapsułkę, którą umieściła w swojej kryjówce. Przyjrzała się bardziej swojemu ubraniu, wyglądało tak samo strasznie jak jej ciało. Strzępki niemal wisiały na niej i wymagały natychmiastowej zmiany na coś bardziej 'ubraniowego'. Słyszała niedaleko strumień, więc udała się w tamtą stronę. Tam obmyła swoją twarz z resztek brudu i krwi po czym weszła cała nie zdejmując nawet ubrań. Mimo, że woda była lodowata, nie robiło to wrażenia na ognistej demonicy. Sama ją sobie ogrzewała pozostałościami KI co było widać w postaci pary unoszącej się delikatnie do góry. I tak w małej, prywatnej łaźni siedziała przez dobre pięć minut.

Niedługo później wróciła przebrana i uśmiechnięta. Kilka zadrapań wciąż było widocznych (w tym szrama na szyi), ale wyglądało to o niebo lepiej niż wcześniej. Najgorsze za nimi.
___ - Kończę z walkami na najbliższy czas, póki moja moc nie osiągnie poziomu Kuro, nie chcę z nikim staczać pojedynku. Tylko się ośmieszę. - powiedziała do Reito zakładając kosmyk włosów za ucho. - Ty też musisz stać się silniejszy. - puściła do Niego krótki uśmiech zamachując się ogonem po czym wzleciała lekko w powietrze tylko po to by zatoczyć kilka kół wokół saiyana. Wcześniej nie przyglądała się, więc dopiero teraz dostrzegła jego dziwny ubiór. Dała by sobie głowę uciąć, że wyglądał inaczej w czasie pobytu na Ziemii. Jakby chwilę pomyśleć, Ósemka wyglądała całkiem podobnie więc zapewne to typowe, saiyańskie ubranie. No cóż, każda planeta ma swoje upodobania.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 11, 2013 6:32 pm

___Czas podróży szybko mu zleciał. Zdrzemnął się przez jego większą część. Obudził go blask wschodzącego nad Ziemskim horyzontem słońca. Ta planeta była niezwykle piękna. Przebili się przed atmosferę. Obie kapsuły zapłonęły pod wpływem ogromnego tarcia kadłuba. Rozcinając chmury w mig wbili się w ziemię z wielkim hukiem, tworząc przy tym charakterystyczne kratery po środku lasu. Saiyańska grzywa wyłoniła się z kapsułu. Szatyn przeciągnął się mocno aż słychać było strzelanie kości w kręgosłupie. Odetchnął z ulgą. Nawet powietrze tu było przyjemniejsze dla nosa. A widoki zapierały dech w piersiach. Słychać było szum strumienia znajdującego się nieopodal.  Pokrótce June oznajmiła, iż wyczuła Ki podobną do jej ojca. Rei sam również czuł kilka energii w pobliżu. Zdaje się, że te osoby toczyły ze sobą pojedynek. Później się temu przyjrzy. Na początek zamierzał tak jak radziła mu June, przemyć nieco swoje ciało. Nadal za pewne śmierdział wnętrznościami Reda. Gdy rudowłosa odchodziła odpowiedział jej tak samo uśmiechem po czym gdy już zniknęła za drzewami powąchał swoje pachy i skrzywił się mocno. Rzeczywiście potrzebna była mu solidna kąpiel. W przeciwieństwie do rudowłosej pozbył się swoich ubrań. I tak miał zamiar je zmienić. Wrzucił je do kapsuły po czym zanurkował w strumieniu. Obmył swoje ciało i wyszorował je dokładnie. Przez dłuższą chwilę również i on siedział tam bezczynnie unosząc się bezwładnie na wodzie. Na szczęście wziął ze sobą ubranie na zmianę więc nie musiał świecić przed June swoim „zwierzakiem”. Choć znając jego saiyańską naturę, zbytnio by się tym nie przejął.

Wrócił do miejsca lądowania jeszcze nieco wilgotny. Schował również i swój statek za pasem od spodni. Przegarnął palcami swoje włosy nadając im wcześniejszy kształt artystycznego nieładu. Jego strój był nieco zniszczony przez te ostatnie walki.
- Będzie trzeba odwiedzić starego zboczeńca. – pomyślał.
Demonica oświadczyła, że nie chce toczyć walk póki nie dogodni Kuro. To było dość zrozumiałe. Rei sam czuł się bardzo słaby. Tym bardziej, iż nawet June zdawała się być silniejsza od niego. Miała rację. Obydwoje przyda się solidny trening.
- Chciałabyś ze mną zamieszkać? – Wypalił bez większego namysłu.
- Bo widzisz… moglibyśmy trenować wspólnie gdzieś z dala od ludzi i niebezpieczeństw. Znajdziemy sobie jakieś odludzie gdzie będziemy mieli ciszę i spokój. – Gdy pomyślał o tym to wiedział gdzie takiego może szukać. Poprzez poszukiwania smoczych kul poznał kawałek Ziemi.
- Musimy poczekać rok by ożywić wszystkich zabitych przez Tsufula. Do tego czasu staniemy się znacznie silniejsi i nawet Hikaru będzie mógł się zacząć bać. – uśmiechnął się szeroko sugerując tym, że nieco żartuje.

Po chwili skupił swą uwagę na osobnikach znajdujących się również w tym lesie. Zawołał June gdyż chciał przyjrzeć się z bliska posiadaczom nieznanych KI. Jedna z nich była warta uwagi. Przeczesał zarośla i krzewy i zza drzewa przyglądał się owej sytuacji. Jeden leżał, drugi chyba zamienił się w karmelka bo raczej na co dzień te nie lewitują ani tym bardziej nie wydzielają KI, a ostatni przyglądał się całej sytuacji.
- June. – wyszeptał do niej na ucho. – Odmień tego karmelka. – Nie powiedział jej po co. Może po prostu był ciekaw jak Riki wygląda naprawdę i jak zareaguje na całą sytuację. Może się na nich nie rzuci za to. Przynajmniej jakieś to zabezpieczenie przed walką.
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 11, 2013 8:34 pm

(Napisałam byście wy mieli o czym pisać. Razz)

Stanęła luźno na ziemi zakładając ręce za głowę. Nie sądziła, że to się stanie, ale zaczęła się nudzić. Ale wolała już nic nie robić będąc z Reito niż tułać się po kosmosie będąc sama. To był dla niej prawdziwy koszmar, ale była wtedy w stanie cierpieć dla dobra ukochanego. Dopiero teraz dotarło do niej, że tym bardziej by go zraniła niż uratowała. W końcu silniejszy jest ból psychiczny, anieżeli fizyczny. Powinna go przepraszać, błagać o wybaczenie całe życie.
___ - Z Tobą? Na odludziu? - spojrzała na niego zaskoczona po tym co powiedział. Uśmiechnęła się słodko przechylając głowę na bok oraz podnosząc lekko jedno ramię - Pewnie. Z Tobą zawsze i wszędzie. - przysunęła się do niego składając krótki pocałunek na policzku. Na więcej nie mogła sobie pozwolić, bo niedaleko działy się ciekawe rzeczy. Zaśmiała się jeszcze głośno na słowa o tym, że jeszcze któregoś dnia Hikaru będzie się ich bał. To było nieosiągalne, musiałaby dostać magicznego wzrostu mocy, najlepiej od jakiegoś magika by tego dokonać(już to przerabiała, ale o tym nie wie...).

Gdy Reito ją zawołał niemal od razu pobiegła za Nim. Tak jak sądziła, był ciekawy tego kto tam sobie urzęduje. June chciała się trzymać już z dala od problemów, ma ich dość na bardzo długi czas - ale nie mogła nic zaradzić. Ciekawość saiyańska była o wiele większa.
Stanęli za jakimiś potężnym drzewem przyglądając się istotom. Wychyliła lekko swój łepek patrząc uważnie. Widziała dwóch z trzech, zapewne ta energia, która należy do demona się ukrywa. Prychnęła krótkim śmiechem w porę zatykając sobie rękoma usta gdy zobaczyła lewitującego karmelka emitującego dość ciekawą energię. Przytaknęła saiyanowi gdy ten polecił jej by odmieniła wojownika, a następnie wysunęła dłoń w stronę "ofiary" demonicznej magii. Wystrzeliła krótką wiązkę różowego promienia, który wrócił Rikimaru jego dawną, męską postać. Dalsze ukrywanie się nie miało sensu, dlatego wyszła zza drzewa wymachując swoim ogonem energicznie.
___ - Yo. Jestem June, a to Reito. - zamachała po czym wskazała na Szatyna.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 11, 2013 9:14 pm

Powiem ci, że wiele w życiu przeżyłem do tej pory.Rozmawiałem z Demonami i ludźmi, walczyłem z Piramidogłowym i messengerami, i mało nie zostałem zeżarty przez robale. Ale to że zostałem pobity przez karmelka, po prostu mnie zniszczyło.
W pewnym momencie gdy usłyszałem głos ze strony zmienionego Rikimaru niczym robot zacząłem się powoli obracać nie wierząc w teorię istnienia gadających karmelków.Cios był słabszy niż ten który dostałem poprzednio, ale przy moim osłabieniu wystarczył by położyć mnie na dno. Dosłownie, zszokowany po ciosie opadłem bezwładnie w dół, prosto do strumyka. O dziwo jest on głębszy niż myślałem, wpadłem na jakieś 3 metry w dół. Byłem pół przytomny... zdany kompletnie na łaskę losu. Dzięki małym dziurkom które mam na miejscu ludzkiego nosa, pobrałem powietrze z wody, dzięki któremu zacząłem regenerację. Ale coś przerwało mi bezczynne leżenie...

Aether


-Obudź się. No wstawaj jaszczurze z rogami!
-Co się....znowu ty?
-Tak, znowu ja. Ty jesteś ledwo żywy i w dodatku pod wodą i dlatego ostrzegam cię ja. Zbliżają się do ciebie dwie istoty kilkukrotnie silniejsze od ciebie. Nie sądzisz że marnujesz tutaj swój czas?
przemyślałem chwilę to co powiedział. On ma racje! ciągle siedzę z silniejszymi i jestem coraz bardziej poniżany. Novę nauczyłem sporo rzeczy i technik, ale mogła odczuwać to samo co ja.
-Masz rację, tracę tutaj czas i cierpliwość. Ale zabiorę się stąd dopiero po regeneracji.
-Ostrzegam Cię Dragot, twoja naiwność i pewność siebie ponownie zaprowadziła cię do zguby. Czy ty nie pojmujesz że po straceniu mocy stałeś się zwykłą ciotą?
-Nie pojmuję i nie chce. Ucz kogo chcesz i ochraniaj nie wiem jakie planety ale mnie nie zmienisz mojej natury.Odeślij mnie z powrotem.
-Jeszcze przypomnisz so..
-Zamknij mordę filozofie Anielski i przywróć mnie do rzeczywistości!
Wydarłem się, nie mogąc znieść jego ciągłego pierdzielenia. Jeśli tego pożałuje będzie to tylko i wyłącznie moja wina. Po chwili zobaczyłem zakłócenia które po nasileniu się spowodowały że otworzyłem oczy będąc pod wodą. Poczułem się odrobinę lepiej, ale obecnie nie byłbym w stanie chodzić wyprostowany. Co najwyżej się czołgać. I tak, będąc pod wodą i mając średni punkt widzenia a sytuację, nasłuchiwałem co się dzieję nade mną. Słuch na szczęście miałem odpowiednio wyczulony by zrozumieć słowa obcej osoby niedaleko stawu. Ale dość o uszach, potem było jeszcze ciekawiej.(...)
OOC:
Regeneracja HP i KI 10%
HP:1 + 150 = 150
KI: 1525 + 240 = 1765
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Gru 11, 2013 10:18 pm

Niebieskowłosy przez chwilę się zastanawiał jak ma się wydostać z tego kanału, bo Dragot jak wpadł do strumienia to tak widać było, że może popłynąć wraz z nim w siną dal, obniżył się więc i miał za nim wędrować. Chepri natomiast unosił się i to wszystko obserwował bez słowa.
Na szczęście demon zatrzymał się na jakimś kamieniu uderzając w niego całkiem elastyczną głową. Nie unosił się wcale co nieco zmartwiło Rikimaru, który przeraził się, że mógł demona zapić. Tak zapić, bo jeżeli wchłonie za dużo wody to utonie.
- Ej. Dragot, nie czas na spanie. Wstawaj człowieku... to znaczy... czym kolwiek jesteś, wstawaj.
Jego głos był lekko piskliwy w formie karmelka i to go drażniło chyba najbardziej. W pewnym momencie ujrzał jak z góry coś leci, a było okrągłe. Dwa obiekty, które zawierały w sobie dwie energie, które wprawiły jego karmelkowe ciało w niezwykłe wibracje. Wydawało mu się, że poznaje te aury i kiedyś je już czuł. Popadał w paranoje z tym badaniem wszystkich dookoła niczym lekarz psychiatra szukający kolejnych obiektów testowych... to znaczy pacjentów. Wylądowały niedaleko, ale w takiej formie głupio będzie sprawdzać to, więc lepiej poczeka aż się Dragot ocknie. Potem wyczuwał, że energie się zbliżają do nich. W pierwszej kolejny pomyślał, że lepiej będzie wiać, ale przecież w tym stanie daleko nie poleci. Najlepiej jeżeli po prostu wleci w trawę i nie będzie wtedy widoczny. Pytaniem było co zrobi Chepri, ponieważ wcale nie reagował, a wydawało mu się, że jak na niego spojrzał to się ożywił. Czyżby czerwonowłosy znał ich?
Jakieś parsknięcie w krzakach zdradziło bliską obecność ów osób, a w ciągu paru kolejnych sekund poczuł mrowienie i *puf* znów był sobą, a przez brak orientacji w sytuacji wpadł do strumienia i cały się zamoczył. Widział jakiś różowy błysk tuż przed odmianą, a więc ktoś go mógł odmienić albo po prostu już miał jakieś schizy w tej formie.
- Kso. Mokry jestem. - warknął, a po chwili dwie osoby stanęły przed nimi. Dziewczyna, której kolor włosów zwracał uwagę przedstawiła się jako June, a potem wskazała na Reito. Oboje wyglądali jak zwykli ludzie, gdyby nie fakt, że posiadali ogony, ale trochę różne. Podrapał się po głowie i strzepał wodę, a potem uniósł się do góry łapiąc za ubranie Dragota i potrząsnął nim trochę. Skoro się przedstawili i nie wykazują agresywnego zachowania to powinien się odwdzięczyć tym samym.
- Jestem Rikimaru, a ten tutaj to Dragot. Skąd przylecieliście?
Nie przedstawiał póki co Chepriego, ponieważ ten został w górze, a akurat go trochę drzewa zasłaniały. Zadał to pytanie z lekką nutką niepewności, ponieważ pamięta, że Frost nie był skory do rozmów, a przyleciał w podobnej kapsule co oni. Co prawda nie widział dokładnie ich statków, ponieważ były daleko, ale po kształcie uznał, że mogą mieć jakieś powiązanie z "obcym". Tym bardziej, że sami nie byli do końca normalni.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Gru 13, 2013 1:03 pm

___June najwidoczniej nie chciało bawić się w podchody bo od razu ujawniła zarówno siebie jak i Reia. W sumie to nawet dobrze się stało. Przynajmniej dali tym znać, że  mają pokojowe zamiary. Prawdziwa postać Rikimaru nie była dla Saiyana zbytnim zaskoczeniem. Co innego Dragota. Przypominał nieco changelinga ale biła od niego aura demona. Zakładał, że to właśnie on zamienił Rikiego w karmelka. Jeśli można oceniać siłę po wyglądzie to wydawał się mieć trochę pary w łapie, jednakże jego Ki mówiła co innego. Był słaby. Przynajmniej im nie zagrażał.
 
Po odmienieniu, niebieskowłosy wpadł prosto do wody. Wyglądało to nieco zabawnie. Jego luźne ubrania nagle przyległy do ciała i stały się obwisłe jak piersi starej baby. Reito uśmiechnął się nieco na ten widok. Człowiek przedstawił się, jak również leżącego na dnie rzeki Dragota. Następnie zapytał skąd przylecieli. Nie dało się tego nie zauważyć. Kapsuły mimo, że małe to robią sporo hałasu. Szczególne przy lądowaniu.
- Można powiedzieć, że… byliśmy na wycieczce.
Nie chciał zdradzać, iż walczyli z jakimś pasożytem na zupełnie obcej dla Ziemian planecie. Jeszcze się przestraszą kosmitów czy czegoś… Choć w sumie Rikiego nie dziwiła postać Dragota, który z pewnością człowieka nie przypominał to może i saiyanie nie zrobią na nim wrażenia.
- Wracamy z Vegety. Nie wiem czy kojarzysz.
Dodał po krótce. Podrapał się po głowie nie wiedząc zupełnie jak się zachować. Zauważył, że wzrok jego rozmówcy był skupiony na ogonach szatyna i rudowłosej. Z pewnością zastanawiał się czy są ludźmi. Rei odruchowo zawinął go wokół pasa by nie rzucał się tak bardzo w oczy. Kątem oka spojrzał na June czekając na jej reakcję.
 
OOC: Brak  weny i pomysłu na więcej Razz
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Gru 13, 2013 7:26 pm

_____ O, pojawił się i ten ukryty element jej układanki. Rikimaru - bo tak się przedstawił mężczyzna - wyciągnął mokrego Dragota ze strumyczka. June od razu poznała w nim demona, choćby dlatego, że jego energia była taka jak jej. Wyraźnie był niedoświadczony i nawet jak miał czym uderzać, to jego ciosy nie robiłyby wrażenia na rudowłosej.
___ - Powinieneś się przemienić. - Powiedziała do demona gdy już został jej przedstawiony. Jeśli to zrobi jego siła znacznie wzrośnie i być może przewyższy ona tego człowieka obok choć co do tego nie jest pewna bo ziemianie też mają asy w rękawach. Na razie jak widać przegrywa, bo jego wizyta w wodzie nie była zapewne przypadkowa...
Demonica cofnęła się lekko, a następnie rozglądnęła. W tym miejscu wpadało znacznie więcej światła, a co za tym idzie więcej widziała. Nigdy nie była w tych rejonach, więc ciekawska natura June działała jak nadpobudliwość. Dziewczyna nie mogła długo ustać w jednym miejscu dlatego zaczęła krążyć powoli wokół stojących tutaj osób. Przyglądała się niemal wszystkiemu, kwiatki, motylki oraz drobne insekty były dla niej najciekawsze - bo nowe. Ogon majtał się na boki zdradzając nastrój dziewczyny. Wyglądała teraz jak kot przymierzający się do złapania gołębia. Pozwoliła na to, by to Reito prowadził rozmowę. Rudowłosa mogłaby palnąć coś nieodpowiedniego przez co narobiłaby kłopotów nie tylko sobie, ale również i samemu saiyanowi. W końcu sam przedstawił ich sytuację w wielkim skrócie co już o czymś świadczyło. O przygodzie na Vegecie mogliby rozmawiać godzinami.

Złote oczy wpatrywały się właśnie w chodzącą po stokrotce biedronkę. Demonica podstawiła pod kwiatek palec, a stworzonko wpełzło na niego szybkim ruchem. Wydawała się być przez jakiś czas nieobecna. Zastanawiała się co takiego mogłaby w przyszłości zrobić by Kuro przestał patrzeć na jej rasę, a zaczął spostrzegać jak normalną istotę. Demon to tylko etykietka, która nie musi oznaczać potwora o szpetnej twarzy siejącego spustoszenie wszędzie gdzie tylko się znajdzie. June jest dobrym przykładem "wyjątku", które się zdarzają. Vegeta nie wyglądała na tak radosną planetę jak Ziemia, nie potrafiłaby tam wytrzymać zbyt długo.
Na chwilę się uśmiechnęła delikatnie. Nie powinna się tym, aż tak bardzo zamartwiać, bo przecież ma Reito. Gdyby była sama to obawiałaby się o własne jestectwo, bo w samotności stałaby się po prostu dzika. Na całe szczęście już jej to nie grozi, przy saiyanie czeka ją dobre życie. Gdy tylko zakończą się rozmowy tutaj zaczną szukać miejsca by wybudować tam "dom". W końcu pod gołym niebem nie będą paradować dzień i noc przy treningach. W każdym bądź razie - jeśli wszystko będzie się układało dobrze, przyszłość jest bezpieczna.

W pewnym momencie 'badanie' natury znudziło się demonicy. Dziewczyna podniosła się z klęczek i wróciła do grupki uśmiechnięta. Ponownie przykleiła się do ręki Reito machając ogonkiem z kitką na prawo i lewo.
___ - Wysusz ubranie wydzielając własną KI. - palnęła pierwszą lepszą rzecz jaka jej przyszła do głowy. W dodatku, jeśli to zrobi to zaprezentuje swoje możliwości, a te bardzo ją zastanawiały. Poszerzyła uśmieszek przyglądając się Rikimaru. Ciekawie wyglądał mając przyklejone do siebie ubranie. Powinna Reito wrzucić do wody przy najbliższej okazji. (>D) - Przepraszam za to, byłeś w złym miejscu kiedy Cię odmieniałam, hehe. - pokazała szereg białych ząbków drapiąc się w tyle głowy.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Gru 13, 2013 8:42 pm

Zamknięte oczy, brak jakichkolwiek znak życia i kompletnie bezwładne ciało to cechy które zwykle wykazuje podczas regeneracji. Z tego co jednak słyszałem, bowiem zmysły u mnie działały to dźwięk kogoś o posturze Rikimaru wpadającego do wody. Ten po chwili mnie wyciągnął a ja instynktownie otworzyłem oczy.  Popatrzyłem na osoby przed którymi ostrzegał mnie Archanioł. Jedna z nich to kobieta o Rudych włosach która przedstawiła się jako June, zaś drugi to Mężczyzna o włosach brązowych o imieniu Reito. obydwoje mieli małpie ogony.....zaraz.....Znałem kogoś kto miał małpi ogon, ale nie mogłem sobie przypomnieć...
Byłem mocno w chmurach gdy June coś do mnie powiedziała, dlatego nawet nie spojrzałem wtedy w jej stronę. Cholernie myślałem o tym że coś wiem o ludziach z małpimi ogonami. Nadal byłem trzymany przez Rikimaru i wtedy....Reito powiedział że są z Vegety.

Dzień wcześniej
(filmowy zlepek wspomnień)

-Jestem Saiyanką! Zaraz się przekonasz, że my nie jesteśmy tchórzami!
Powiedziała że Saiyanką...co to znaczy?
-Nazywam się Dragot, jestem demonem z rasy Drakonian. Przybyłem tu przez przypadek, jak już mówiłem.
-Jak to kim są Siyanie!?
-Jesteśmy wojownikami z planety Vegeta! Najwspanialszymi wojownikami! Nie oceniaj nas po mnie! Ja się dopiero zaczynam uczyć, mam 16 lat.


Teraźniejszość
Zszokowany wyszedłem z uchwytu Rikimaru i powoli wylądowałem na ziemi po stronie Reito i June, chwiejąc się przy tym i o mało nie wypadając z równowagi.Zrobiłem to tuż po tym jak June powiedziała do Riki'ego by wysuszył ubranie KI. Saiyanie, wojownicy z planety Vegeta o małpich ogonach. Teraz to się trzymało kupy.
-Czy mówi wam coś nazwa........Saiyanie?
Powiedziałem poetycko robiąc kilka kroków w stronę dwójki. Jeśli rozmawiał z takowymi to są albo bardzo bezpieczni albo bardzo udupieni... jedno z tych dwóch. Jednak wtedy nie wiedziałem że chociaż jestem całkiem poważny, to coś się działo z moim pancerzem. Odkąd wyszedłem z wody kawałeczki mojego czerwonego wtedy pancerza stawały się niczym mokry papier. Było tego bardzo mało, jakby człowiekowi skóra schodziła z większości ciała, ale to co było pod czerwoną powłoką było ciemno zielone. Przez 3 lata ani razu pancerz mi nie schodził, może to co bardzo długo? Wtedy może 3% całego pancerza było już zielone, więc nie mogłem tego zauważyć. Ale ci z którymi rozmawiałem w odległości 3-4 metrów....już tak. Bardzo ale to bardzo miałem nadzieje że tym razem moja pewność siebie nie będzie oznaczać sparterowania przez silniejszego.Miałem to już powyżej rogów, i szlag by mnie trafił.
OOC:
Regeneracja HP i KI 10%
HP:150 + 150 = 300HP
KI:1765 + 240 = 2005KI
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Gru 13, 2013 9:50 pm

Woda wciąż z niego ściekała, a Dragot którego trzymał poruszył się. Odzyskiwał bardzo szybko siły, a więc ma bardzo dobry potencjał, czyli jakby znalazł dobrego trenera to może i kiedyś dorówna Rikimaru. W końcu wyrwał się spod jego ręki i poleciał ku tamtej dwójce. June powiedziała coś, co jak zrozumiał odnosiło się do demona, a ponieważ oboje mieli podobną aurę to mogła coś wiedzieć na ten temat.
Reito owinął swój ogon wokół tali i wyjawił skąd przylecieli, ale ta nazwa mu nic, a nic nie mówiła. Jedyne co mu przyszło do głowy, że oni mogą wiedzieć coś na temat pochodzenia Frosta. Być może on pochodzi z tej samej planety lub mają jakieś pojęcie o jego rasie. W końcu identyczne jak się wydawało statki, a więc możliwe, że ten sam dealer. June podpowiedziała mu, aby użył własnej Ki do osuszenia ubrania i od razu zaczął wydzielać nieznaczną ilość KI, aby zagrzać własne ciało. Ubranie zaczęło powoli parować.
- Nie szkodzi, kto by się spodziewał. Masz ciekawą umiejętność. Chyba macie z Dragotem coś wspólnego? - zapytał, ponieważ zdał sobie sprawę dopiero teraz, że ich techniki są bardzo podobne, a więc muszą należeć do tej samej "rasy", o ile można tak powiedzieć.
June przez chwilę wędrowała po okolicy co było bardzo osobliwe. Kręcenie ogonem niemal jak kot, który jest czymś żywo zainteresowany. Przynajmniej jak uzna mnie za ciekawy obiekt... do ataku lub zabawy to będę wiedział po ogonie. - pomyślał.
Zanim zdążył zapytać Reito o to czy Frost pochodzi z ich planety, Dragot odezwał się i wymienił nazwę saiyanie, która również mu nic nie mówiła, ale widać, że posiadał więcej informacji niż mogłoby się wydawać. Cokolwiek robił od czasu, gdy się rozdzielili to z pewnością nie tylko zyskał trochę na sile, ale również i wiedzę. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę w demona z którego schodził pancerz i zmieniał kolor. Czyżby Dragot się przemieniał jak mu poradziła June? Ale jego moc wcale nie rosła, więc po co ta szopka? Przeniósł wzrok na Reito i zadał to pytanie, które chodziło mu po głowie.
- Nic mi nie mówi ta nazwa, ale wasze kapsuły już chyba gdzieś widziałem. Dokładniej jedną, a wyszedł z niej taki jaszczuropodobny, który miał rogi, fioletową lub czerwoną skórę i przybył z misją zbierania ziół... ale akurat to chyba mało istotne. Nazywa się Frost, może go znacie?
Przestał wydzielać ki, ponieważ ubranie już prawie wyschło. Miał jeszcze trochę mokre z wierzchu, ale powinno wyschnąć samo. Przynajmniej się już nie powinien przeziębić.

OoC:
Trening start...
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Gru 14, 2013 8:14 pm

Opis treningu:
 
Dragot nie mógł się ruszyć, więc mógł spokojnie zająć się tym co robił. Ruszał rękami w górę i w dół, a po chwili cały demon był pokryty przez ki Rikimaru, a miała ona teraz barwę między lazurem, a fioletem. Po dwóch lub trzech minutach Dragot, a raczej forma, wyglądała jak Frost, a przynajmniej przypominała go. Demon choćby chciał nie dałby rady przebić tego kagańca, a Riki chociaż pokazał Reito i June o kogo mu chodzi i czy go znają.
- Więc tak mniej więcej wyglądał ten osobnik.
Następnie rozluźnił napięcie na mięśniach rąk, a ki rozbiła się jakby była ze szkła i po prostu zanikła nikogo nie raniąc.
Odetchnął głęboko, ponieważ jeszcze nigdy nie był tak skupiony, żeby aż mu żyły wyskoczyła na skroniach z innego powodu niż złości. Gdyby ktoś chciał go zaatakować lub zabić to nie zareagowałby, nie zauważył żadnego zagrożenia, a pewnie dopiero po drugiej stronie domyśliłby się, że ktoś go zabił. Teraz zrozumiał Chepriego jak mógł Rikimaru nie zauważyć. Zaśmiał się do siebie przez swoją głupotę. Miał tylko nadzieję, że nie był jedynym który widział tą KI

OoC:
Koniec Treningu.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 16, 2013 6:45 pm

___Ziemianie nie znali Vegety. To było dziwne dla kogoś stamtąd. W końcu mieszańców było na niej pełno. Za to Riki znał kogoś kto przyleciał kapsułą kosmiczną. Przedstawił go opisowo najlepiej jak mógł. Rei podrapał się po brodzie.
- Twój opis pasuje do rasy changeling. Ale równie dobrze mógłby to być jakiś demon choć mam 90 procent pewności, że to chang. Tej rasie nie można ufać. Dziwi mnie, że przybył w tak błahej sprawie…
Nie dawał temu wiary. Oni od urodzenia zdają się być bezwzględnymi zabójcami. A przynajmniej tak ich przestawiano młodym saiyanom. I choć przegrali ostatecznie dawny spór to i tak nienawiść do nich pozostała do dziś. W między czasie June podziwiała otoczenie jak zwykle z zachwytem dziecka. Za to Dragot wisiał wciąż trzymany przez Rikiego. Woda kapała z ich obu. Gdy stanął na ziemi od razu zaczął od pytania, na które Reito odpowiedział z lekką ironią.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. Czy ja wyglądam na saiyana?
Po czym przyglądał się poczynaniom Rikimaru. Człowiek zaczął tworzyć coś na kształt krowy. A za  manekina posłużył mu demon. Wymachiwał nad nim rękami jakby chciał go ubrać we własną Ki. To coś zaczęło przybierać żywe kształty. Gdy skończył rzeczywiście wyglądało to jak Changeling. W dodatku zdawał się być Reiowi podobny do kogoś.
- Wydaje mi się, że widziałem go na Vegecie. Prawdopodobnie zginął choć pewny nie jestem. To by się w sumie zgadzało. Mają podobne kapsuły do naszych…
Przeszedł się kawałek podchodząc bliżej June. Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem na ustach.
- Jestem głodny a ty?
Rozejrzał się nieco po okolicy jakby szukał czegoś co mogło by się nadawać do jedzenia. Wtem rzekł ponownie do Rikimaru.
- Miałeś szczęście, że June Cię odmieniła. Jestem tak głodny, że nie pogardziłbym karmelkiem.

Zażartował co było oczywiste.
- Da się tu znaleźć coś do jedzenia? Swoją drogą Zamierzaliśmy polecieć w stronę archipelagu wysp na południu ale nie bardzo wiem w którą stronę się udać. Mieszka na jednej z nich samotnik i gadający żółw. Może ich kojarzysz?
Wydawało mu się, że Ziemianin powinien znać wszystkie miejsca na Ziemi tak samo jak Saiyan Vegetę, choć Ci drudzy właściwie skupiali się w jednym miejscu. Mieście Centralnym. Jak się chciało kogoś znaleźć to nie latało się po całej planecie. Może przy odrobinie szczęścia okaże się, że szatyn zapytał o to odpowiednią osobę.
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
Chepri
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 16, 2013 7:52 pm

Nie zaskoczyło mnie to, co stało się z Rikimaru, w sumie nawet się tego spodziewałem. Ta technika jest bardzo charakterystyczna dla demonów. Sam doświadczyłem jej na własnej skórze i wiem, że to coś bardzo nieprzyjemnego, ale w inny sposób, niż każda inna technika. Normalnie można się spodziewać bólu fizycznego, tudzież psychicznego... A tutaj? Brak bólu, ale za to coś całkiem innego. Zamiana w źródło cukru oddziaływała na psychikę dogłębnie. Ale mniejsza z tym. Karmelek, w którego to został zamieniony Rikimaru... Właśnie wyzwał mnie na pojedynek? Szczerze mówiąc dziwnie się z tym czułem, pewnie podobnie czuł się wtedy Red... Właśnie. Red. Już wiem dlaczego energia Dragota wydawała mnie się taka znajoma. Nie wiem jak, ale on miał chyba w sobie jakąś cząstkę jego energii. Dziwne, chociaż nawet nie w połowie tak dziwne jak niektóre rzeczy, które miałem okazję doświadczyć. A to wcale nie koniec zaskoczeń na dzisiaj. Wyczułem dwie duże energie w okolicy. Jedna wydała się nad wyraz znajoma.
-"To ona, córka Braski" - pomyślałem.
Był z nią ktoś jeszcze, nie poznawałem go, ale na pewno był jednym z tych wojowników, których miałem nie tak dawno temu okazję poznać. Dręczyły mnie złe przeczucia, ale to akurat kwestia tego, co wydarzyło się wtedy... Stłumiłem moc do minimum i oddaliłem się nieco od dwójki nowych znajomych...
Źle się czułem pozostając w jako takim ukryciu, ale... Sam nie wiem, chyba po prostu się bałem... Gdyby był tutaj Braska, to pewnie by zapytał, czy się sam słyszę. Rany... Co się ze mną stało? Przez pobyt w tej cholernej dziurze stałem się miękkim jajem? No na litość boską! Musiałem się wziąć w garść i to jak najszybciej...
***
Nadal nie pokazywałem całej mocy, raczej jakieś jej cztery piąte, ale zbliżyłem się do obecnych tutaj wojowników. Głupio mi będzie się teraz z tego tłumaczyć, ale coś się wymyśli, w końcu nie z takich opresji wychodziłem cało.
-Jestem Chepri - przedstawiłem się krótko, znajdując się już w zasięgu wzroku nowo przybyłych.
-Ty jesteś córką Braski, prawda? Miło Cię w końcu poznać - zwróciłem się do rudowłosej.


OOC:
Wiem, że krótko, ale chyba treściwie. Nie miałem jakoś bardzo dużo czasu, sorki.

______________________


Normalnie/???
-"myśli" - #999900/myśli - #ff3300
-mowa - #009900/mowa - #cc0000


"Cuda? Ja w nie nie wierzę, ja je dokonuje" - Chepri
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 16, 2013 10:02 pm

___ Zupełnie nie skupiała się na rozmowie facetów. Machała ogonem udając, że coś rozumie. Changeling? Nigdy o czymś takim nie słyszała, a już na pewno nie widziała. Choć starała znaleźć choć kawałek informacji o rzeczy/osobie, która nosi taką nazwę nic nie potrafiła sobie przypomnieć. Dopiero dalsze poczynania Rikimaru sprawiły, że coś zaczęło rudowłosej świtać. Gdy stworzył formę przedstawiającą owego changelinga doznała olśnienia. To był ten wojownik, który toczył walkę z Ósemką na Vegecie. Był tak poobijany, że prawdopodobnie wyzionął ducha, ale co do tego pewności nie ma. Przytaknęła jedynie na słowa Reito. Więcej powiedzieć nie mogła, była uwięziona we własnym Ciele i niewiele widziała.
Saiyan zwrócił się do niej pytając o to, czy jest głodka. Podrapała się w tyle głowy z głupiutkim uśmieszkiem odpowiadając krótko:
___ - Pewnie. - Jakby na potwierdzenie jej słów, brzuch wydał podłużny dźwięk przypominając o tym, że trzeba coś zjeść. Jakby nie patrzeć, nie jadła kilka dni. Demonom jakoś posiłki nie są tak potrzebne tak często jak saiyanom. Mają wielkie żołądki, widziała to u Kuro i Hikaru nie raz. Straszne żarłoki...
Przypomniała sobie, że mają jeszcze do dyspozycji magiczną moc June. Co prawda, potrafi tworzyć same słodkości i nic więcej, ale to jest całkiem dobre na poczekaniu. Później rozejrzą się za jakimś sytym mięsem, które napełni ich żołądki do pełna.
Dziewczyna wysunęła dłoń przed siebie, a na niej położyła kawałek kwiatka. Po krótkim skoncentrowaniu się zamieniła chwasta w piękną, czekoladową babeczkę, którą wręczyła Reito z uśmiechem na ustach między wymianą słów. Reito wspomniał coś o archipelagu wysp, samotniku i gadającym żółwiu. Nie bardzo wiedziała o co chodzi, ale czuła, że zaraz się dowie.

Za niedługo do towarzystwa dołączyła kolejna osoba. Był to czerwonowłosy chłopak, którego wyczuwała wcześniej. Zdziwiła się, gdy rozpoznał w niej córkę Braski mimo, że się nigdy wcześniej nie spotkali. Po chwili namyślenia zrozumiała już z kim ma do czynienia:
____ - Oooo! Jesteś jego uczniem? To dlatego czuję od Ciebie mojego ojca. - powiedziała wesolutko po czym zrobiła zakłopotaną minę tak jakby sobie coś właśnie uświadomiła. Ustawiła ręce prosto, wzdłuż ciała po czym zgięła się nisko ukazując szaczunek(eczek) - M-miło mi Cię poznać. Jestem June. - wyprostowała się po czym wolnym krokiem podeszła do młodzieńca. Stanęła obok niego i badawczym wzrokiem zaczęła się mu przyglądać, od nóg po sam czubek czerwonej głowy. Jego oczy były jej dziwnie znajome, ale nie potrafiła pojąć dlaczego, nie zastanawiała się nad tym długo. Podniosła jego rękę jak manekinowi by przyjrzeć się jego mięśniom. Po dłuższej chwili stwierdziła - No, mój tatulek odwalił kawał dobrej roboty... bo Cię nie zabił. - uśmiechnęła się słodko tak jakby jej słowa przed chwilą wcale nie były jak straszna opowiastka o duchach. - Jak się miewa? - spytała.
Dawno u niego nie była, ciekawiło ją to jak mu się wiedzie. Jak widać, przygruchał sobie ucznia, cieszyła się z tego, że nie jest samotny. Nie jest taki zły jak go malują stereotypy. Z demonem trzeba umieć rozmawiać, jeśli się nie jest do niego negatywnie nastawionym to i on będzie milszy. Chepri jest tego żywym dowodem. Stawiając nacisk na słowo ŻYWYM.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 17, 2013 2:28 pm

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem, to mi nic nie mówi... Przecież Nova nie powiedziała mi jak wyglądają Saiyanie, więc czerpałem z niej przykład. Ogon był u niej częścią kodu Saiyanów, zaś ten tutaj wyraźnie taki posiadał, obecnie zawinięty wokół pasa. To mnie stawiało w nieciekawej sytuacji, gdybym teraz się wycofał wyszedł bym na....jeszcze większego idiotę jeśli to możliwe. Postanowiłem więc odpowiedzieć równie ironicznie.
-No nie wiem, pierwszy i ostatni Saiyan jakiego spotkałem posiadał małpi ogon, ale chyba przypadek.

Rikimaru zaś próbował dowiedzieć się nie o Saiyanach, a o rasie Frosta. Czyli jak się potem okazało, Changelingach. Frost był jedną z osób które zostawiłbym by utopił się w ściekach własnych błędów. Gdy byliśmy grupą czekałem aż popełni błąd, czekałem aż będzie miał jakiegoś przeciwnika i  skończył jako pożywka dla Drakoniana. Tylko fakt że zbierał na tej Ziemi lekarstwo dla swojej rasy powstrzymał mnie od realizacji tego w momencie gdy oberwał od Rikimaru. Gdy tak sobie filozowałem zaskoczyły mnie słowa Rikimaru który powiedział coś o teście. Przypomniał mi się mój trening kaifuku z Alice.Odwróciłem się i zobaczyłem że wyciągnął ręke w moją stronę. Po chwili Rikimaru wytworzył skondensowaną energię na swojej ręce i zaczął dążyć do zrobienia z tego owalu. Chyba rozumiałem co próbuje zrobić, ale zajęło mu to chwilkę i coś innego przykuło moją uwagę. na powiekę opadł mi jakiś paproch... Który nim nie był, gdy go zdjąłem zobaczyłem że to coś w rodzaju skóry schodzącej z mojego obecnego pancerza kostnego...jak by to nie brzmiało. było niczym papier który sam się rwie na kawałeczki i odpada. Spojrzałem na resztę ciała i nie byłem niestety w stanie stwierdzić co się dzieję, ale nowa warstwa pancerza miała inny kolor. Obecny pancerz zaczął się wydawać jakiś taki wyschnięty. Ale gdy spojrzałem w górę i zobaczyłem nad sobą okrąg energii uśmiech zniknął mi z twarzy.Miałem do niego zaufanie ale nie byłem pewien czy nad tą techniką panuje, gdy zarzucił mi tą obręcz i zacisnął, pancerz zaczął obficiej się kruszyć.
-Rikimaru, jak mnie przetniesz na pół to cię zabije!
Powiedziałem to świadomy pozornego braku sensu w tym zdaniu, ponieważ demony mogą przeżyć będąc praktycznie bez kończyn. Jednak ten nie miał w planach szatkowania mnie a zrobienie czegoś w stylu ilustracji jak wyglądał Frost.

Gdy pokryła mnie Ki Rikimaru, powłoka mojego pancerza momentalnie zredukowała się do atomów. Tym razem dałem radę zobaczyć, że mój nowy pancerz z jakiegoś powodu ma barwę ciemno zieloną. Moja skóra ani troche się nie zmieniła. Czułem się jakby ktoś zabudował mnie szkłem i kontynuował konstrukcję nie zwracając uwagi że ktoś jest w środku.  Po chwili byłem wolny a ki uwolniła się niczym wyżej wymienione szkło.
-Niezła technika, przyda się gdy nie będe chciał być ponownie pokonany przez cukierka.
I gdzieś w tym momencie czułem się jak widz. Dwójka nie-Saiyanów zrobiła się głodna, nagle Chepri powrócił do rzeczywistości, i zacząłem naprawdę się skupiać dopiero gdy powiedział o Brasce. Kurna, ja go spotkałem. Obserwował mnie w West City, i powiedział powód zniszczenia miasta. To nie był ktoś kogo mógłbym pokonać... June jest jego córką. Już to dało mi do zrozumienia że tracę tutaj tylko czas.Obydwoje muszą być pięć razy silniejsi od nas, i mam tutaj takie znaczenie co mrówka do człowieka.Za jaką cenę? za odwiedzenie jakiegoś Samotnego Żółwia z archipelagu?

Na mojej twarzy zagościł srogi wyraz irytacji. Nawet gdyby oznaczało by to spotkanie jakiegoś Mistrza, na co ja bym się zdał? obok mnie jest 4 ludzi których pewniej by trenował niż kogoś tak słabego i w dodatku demona. Zrobiłem kilka kroków wzdłuż strumienia po tym jak June skończyła mówić o Brasce. Kurna, to jest nie do zniesienia. Czy ja musiałem stracić tą moc i teraz być słabszy od wszystkich!? Wystarczy, najpierw Wioska potem Miasto a teraz miejsce które było moim placem do treningów. Wszędzie spotykam silniejszych od siebie. Muszę spotkać jakichś ludzi i to takich nie latających... Po chwili skręciłem i po chwili byłem przy drzewie którego liście spaliłem podczas wejścia. Odwróciłem się i spojrzałem na każdego po kolei, wzrokiem ciężkim do określenia. Ale z pewnością nie pozytywnym. Tyle mnie widzieli, przyszedłem, dostałem w ryj, dostałem w ryj po raz drugi tym razem od cukierka, a potem przyszła reszta osób. Każda wystarczająco silna by dać mi w ryj. Moja kolej, niedaleko jest North City, muszę odpocząć. Wolałbym spotkać się z Boogeymanem niż przebywać w ich otoczeniu dłużej. Obym się nie rozczarował.
OOC:
Z/t do North city
Regeneracja HP i KI 10%
HP: 300 + 150 = 450
KI:2005 + 240 = 2245
to chyba mój najdłuższy post...
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin


Liczba postów : 1197
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świdnica

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 17, 2013 3:06 pm

Tak jak przypuszczał opisanie, a nawet pokazanie Frosta w taki sposób jakoś pomoże w ustaleniu kim jest i usłyszał słowo changeling. Co prawda nic nie mówiło, ale lepsze to niż określanie go "obcym", ale informacja o tym, że mógł zginąć jakoś go nie uradowała, ponieważ liczył na to, że jeszcze przyjdzie okazja zmierzenia się z Frostem na równym poziomie jak to się im przydarzyło raz. Co prawda Rikimaru miał wtedy przewagę, a potem znów changeling, ale jeżeli dobrze oceniał to może mogliby mieć podobny poziom. Teraz jedyną osobą, którą oceniał na podobnym poziomie mógł być Chepri, który się w końcu ożywił. Poczuł, że obniża swoją moc do minimum i zbliża się do nich. W międzyczasie Dragot wspominał o nazwie Saiyanie oraz fakcie, że już jednego kiedyś spotkał i podobieństwa do Reito w postaci ogona. Widać, że nie są do końca szczerzy lub mają jakiś powód ukrywania swojej tożsamości. Wzruszył tylko ramionami, kiedy Dragot odniósł się do Rikimaru odnośnie jego techniki to June i jej towarzysz zaczęli coś mówić o jedzeniu.
- Z pewnością nasza kolejna walka będzie wyrównana Dragocie. Ja się szybko rozwinąłem w ostatnim czasie i Ty również możesz. - Reito wspomniał o jego formie karmelka... aż się wzdrygnął na samą myśl o kończeniu w kimś... jako posiłek. Jednak myślenie o jedzeniu sprawiło, że z jego brzucha wydobyło się potężne burknięcie spowodowane nieznacznym ubytkiem sił i pracą umysłową podczas trenowania techniki. Zaśmiał się, żeby jakoś wypełnić niezręczną ciszę, ale szybko przyszło wybawienie. W końcu Chepri do nich dołączył i wtedy zaczął rozmawiać z June. Coś o jego mistrzu, który jest ojcem dziewczyny, a więc ona pochodziła z Ziemii, a Reito z Vegety i prawdopodobnie jest jakimś saiyanem. Tyleż informacji w jednym czasie. Był zadowolony w dziwny sposób, ponieważ poczuł się o wiele mądrzejszy, ale ostatnie pytanie szatyna go mocno zdziwiło, a równocześnie wskazało, że musiał na ziemi wcześniej być dość długo skoro mógł znać...
- Chodzi Ci o Genialnego Żółwia? Właśnie stamtąd przyleciałem.
Spojrzał z ukosa na Chepriego, ponieważ przez chwilę myślał o walce z nim, ale teraz w obecności tylu osób nie wypadało się bić, a nie wiadomo czy zaproszenie do walki wziął sobie do serca i czy myśli o tym. Gdyby Reito i June polecieli na wyspę przodem to mógłby jeszcze zmierzyć się z czerwonowłosym. W międzyczasie Dragot zaczął powoli odchodzić od grupki i w końcu zdecydował się ulotnić. Rikimaru czuł, że demonowi będzie przykro po tym ich "sparingu". Nigdy nikogo nie trenował, ani nie szkolić, a nawet próby nauki młodszych w szkole były nieudane, ponieważ nie potrafił przekazywać wiedzy i tak też wyszło tym razem. Trochę mu się głupio zrobiło. Powinien dać się demonowi wykazać i nabrać jakiejś radości z walki, a tak nie dał mu się nacieszyć nawet techniką zamiany kogoś w słodycze, bo nawet jako słodycz go znokautował. Był zdecydowanie za ostry, ale postanowił dać Dragotowi trochę czasu w samotności. W końcu będzie mógł go znaleźć bez problemu. June akurat rozmawiała z Cheprim, więc nie chciał go teraz zarzucać pytaniami i wyzwaniem. Usiadł na głazie, który opływała woda płosząc stamtąd jakąś mniejszą żabę.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Today at 7:33 am

Powrót do góry Go down
 
Leśny strumień
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Strumień przecinający ogrody.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: