Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Leśny strumień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Leśny strumień   Nie Cze 10, 2012 9:43 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sie 16, 2013 10:25 pm

Szczęka opadła mu z zdziwienia (w przenośni) gdy zobaczył lekko poparzonego demona. Wykorzystał na ten atak spory zapas swojego KI a i tak wszystko na nic? Był poirytowany tą sytuacją bo niby jak miał powalić kogoś takiego jak nowopoznany towarzysz? Stracił na chwilę czujność przez co został złapany przez bruneta. No tak kolejna cecha demonów czyli brak ograniczeń cielesnych. Słyszał o tym wiele razy jednak nigdy nie dane było mu tego zobaczyć na własne oczy aż do teraz. Uścisk coraz bardziej zaciskał się zaś młody bioandroid z każdą chwilą łapał mniej powietrza w płuca. Poczuł uderzenie w lewą rękę jakby ktoś zadał mu cios żelazem. Nie mógł nic zrobić z wyjątkiem przygotowania się mentalnie na kolejne uderzenie, które zostało zadane jemu prosto w twarz. Nos złamał się pod wpływem siły a nie dość tego nie wytrzymał też tzw. szew międzyszczękowy. Ogarnął go ogromny ból nie do wytrzymania, przez co krzyknął na cały głos. Wylądował ranną głową prosto w ziemię, prawie nie mdlejąc. Przynajmniej czerwonooki puścił go już, nie wiedział co ma dalej robić, ogarnęła go wściekłość.

Zacisnął pięści, NIE PODDA SIĘ! Powoli wstawał z gleby trzymając się za ranne ramie, na całe szczęście nie było złamane i mógł nadal walczyć. Po walce jego ciało powinno się zregenerować jak zawsze.
-Chcesz walczyć na 100%? To będziesz to miał.
Ciemnoniebieska aura spowiła całe jego ciało, w oczach pojawiły się małe ogniki świadczące o tym że nie będzie się litował, da z siebie wszystko!. Ruszył z całą prędkością prosto na przeciwnika, wślizgiem powalając go na ziemię poczym złączył dłonie i uderzył prosto w twarz. Zrobił to co jego sparingpartnerowi się należało, oko za oko, ząb za ząb tak jak kiedyś powiedział starożytny ziemski władca.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sie 17, 2013 9:51 am

Nie było to zbyt mądre, aby tak ostro potraktować rywala w treningu. Nie potrafił się powstrzymać, rozpierała go demoniczna energia, która chciała za wszelką cenę zneutralizować cel, a to przecież tylko sparing! Teraz zapłacił za to słoną cenę - potyczka zrobiła się agresywniejsza i ostrzejsza. Z winy demona oczywiście, mógł pohamować się a nie dać się skusić Mrocznym siłom mieszkającym w jego naiwnym ciele.
>Ksaaa..!
Tamował jedną ręką krwotok z nosa, którym chciał zassać wydzielającą się posokę, lecz tylko dławił się krwią. Musiał po prostu przetrzeć to co miał pod nosem i ostrożnie wybadać palcami kondycję nosa. Co z tego, że miał gumowe ciało, jak nos odkształcił się tak, iż miał twarz niczym pekińczyk - wgniecioną przez gniewne pięści zjednoczone w całość. Bioandroida. Nie lubił być bity po twarzy, bo to jedna z wrażliwszych na zmiany część ciała demona. Przetarł przedramieniem bordową, niemal czarną substancję z oblicza i myślał nad tym co zrobić z sobą i z przeciwnikiem. Z sobą, żeby umieć się pohamować i wyładować negatywne Ki, a z oponentem, żeby poczuł to, iż to tylko sparing a nie walka na śmierć. Niestety to drugie wrażenie już zaprzepaścił, nie mniej jednak spróbuje to naprawić.
Podniósł ostrożnie wzrok na wkurzonego Razera i powiedział w jego kierunku zdyszanym głosem:
>Nie chciałem tak mocno... nie przywykłem do sparingów, tylko do walk o przetrwanie. Postaram się... nie szaleć... khh...
Spuścił wzrok jak u zbitego psa i zamilknął. Jako, że nie umiał przepraszać tylko tak okazał częściową skruchę za to co zrobił. Zacisnął pięści i starał się wyciszyć swoją energię, stłumić w sobie, żeby nie wyjść spod kontroli, albo nie dać się zmanipulować głosowi Złu, który podpowiadał agresywne zagrania. Uspokajał tętno, także w tym czasie Szatyn mógł złapać oddech i odpocząć na stojąco. Przerwa trwała z dwie minuty, kiedy ponownie Red przystąpił do ataku. Tym razem chciał pokazać swoje możliwości, a nie tylko brutalną siłę, toteż wyskoczył jakieś dziesięć metrów ku górze i uniósł ku górze swoją rękę, w której gromadziła się Ki. Nie był to zwykły Ki Blast, ale jego energia do Genocide Attack'u. Z niej wystrzelone zostały pięć wstęg, wąskich a rażących swoją precyzją, które mknęły w stronę Razera. Nie zajęło im to wiele czasu dotarcie do rywala.

Ooc:
Genocide Attack = KI (max 12%) = 800 DMG
Koszt = 135% DMG = 1080 KI
HP = 13704 - 856 = 12848
KI = 14250 - 1080 = 13170
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sie 17, 2013 10:29 pm

Nareszcie zranił swojego przeciwnika! Tylko poprzez uderzenie w twarz mógł odgryźć się za otrzymane krzywdy, wiedział doskonale że zniekształcona twarz demona bardzo denerwuje przedstawicieli tej rasy. Ogólnie rzecz biorąc podobała mu się ta walka, każdy cios był dla niego niczym wzmocnienie. Trochę zdziwił się przeprosinami towarzysza, mówił coś o tym że przesadził zapominając o tym że to sparing. Na Dark Star liczyło się tylko to aby przetrwać kolejną godzinę niczym byłaby ostatnią o której na własnej skórze przekonał się bioandroid tam mieszkając, więc nie było dla niego niczym nadzwyczajnym zachowanie czerwonookiego, po prostu opanowały go instynkty które były codziennością na tamtej planecie. Sam też od czasu do czasu był bliski wpadnięcia w szaleństwo ale było to dawno temu, przez ten czas na Ziemi tamte zachowania występowały u niego coraz rzadziej aż w końcu znikły na zawsze.
-Nie musisz Mnie za to przepraszać, wiem jak to jest i nie musisz się martwić że mi coś zrobisz, dam sobie radę z takim czymś. Po prostu musisz to z siebie wyrzucić a czas zatrze o tym ślady aż wcale nie będziesz się tego obawiał.
Na chwilę zrobili sobie przerwę w czasie której Razer nastawił swój nos i za chwilę zrósł się na tyle że mógł już w miarę normalnie oddychać. Jednak musi coś wymyślić aby zaskoczyć sparingpartnera, miał mały pomysł który mógł się udać pod warunkiem że wyzwoli KI dokładnie tak jak sobie zaplanuje.

Skupił się, niczym podczas medytacji w wodospadzie, czuł niemalże perfekcyjnie przepływającą w nim energię, kumulował ją wewnątrz swojej lewej dłoni, powoli wyzwalając ją na powierzchnię, formując ostrze czystej energii. Wymagało to trochę skupienia i dokładności ale uformował w końcu półtora metrowy oręż. Zamachnął się kilka razy na próbę niczym drwal siekierą, nie ograniczało to zbytnio jego ruchów ręką. Z uśmieszkiem na ustach ruszył prosto na stojącego przed nim wojownika, zadał szybki kopniak prosto w lewe udo poczym zamachnął się klingą prosto na ramię demona. Wyczuł że wbił się lekko w kończynę błyskawicznie wyciągając z niej ostrze, nie chciał dokonać błyskawicznej amputacji. Pokazał gestem że przeprasza za to, poczym przygotował się na kolejny atak. Miał nadzieję że demon nie będzie miał jemu za złe tego ataku

OCC:
 


Ostatnio zmieniony przez Erik dnia Nie Sie 18, 2013 4:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Sie 18, 2013 10:21 am

Wyrzucić z siebie? Tak po prostu? A jeśli zabije...? Nie chciał tego, a przecież raz już omal nie uśmiercił June i Chepri'ego. Mówi się, że do trzech razy sztuka, więc zawsze istniał cień szansy, iż tym razem "niechcący" pozbawi rywala życia. Co prawda widział po Bioandroidzie, że nie jest słaby, lecz czy byłby w stanie oprzeć się furii demona? Wyglądał na równie zdeterminowanego co podczas walki gdy wypowiadał te słowa. Najwyraźniej lubił wyzwania, więc czemu miałby dalej dusić w sobie tą mroczną część siebie? Może to jest sposób na równowagę ze swoim ciałem - wyzwolić się od nadmiaru negatywnych emocji poprzez jeden, ale konkretny atak?
Nie, nie może tego zrobić, to miał być sparing, a oponenta chciał traktować jak prawdziwego wojownika - nie zaś jak worek treningowy. Znajdzie inne rozwiązanie, lecz nie teraz.
>Nie Razer, zajmę się tym po sparingu.
Nie wyjaśniając szczegółów już miał przyjąć pozycję do ataku, gdy został uprzedzony ugodzeniem w udo. Ręka rywala okryta Ki przebiła się na wylot przez nogę demona. Bardzo szybko wycofał swój oręż, lecz i tak Red nie mógł dłużej tłumić w sobie bólu i pokazywać jaki jest twardy, skoro to go strasznie zabolało. Ściskając nogę w akcie obrony kopnął drugą zdrową kończyną w brzuch przeciwnika odsuwając go w ten sposób od siebie. Wrzasnął głośno, chociaż krótko było to słychać, gdyż całą posturę demona otoczyła czarna aura ulatniająca się w błyskawicznym tempie z jego ciała i opatuliła Reda. Organizm buntował się, ponieważ właściciel nic nie działał w kierunku "ukarania sprawcy", tylko był zbyt pobłażliwy. Słyszał w głowie wyraźne komunikaty, aby ukrócić ten proceder w skuteczny sposób. W końcu psychika demona wysiadała, dał się zmanipulować o czym świadczyły rozświetlone niczym neony ślepia i rubin na biżuterii na jego szyi, a to spowodowało, iż uwolnił z siebie jeszcze więcej energii, którą zaatakował Szatyna. Czarna poświata kryjąca demona rozszczepiła się na trzydzieści elementów i kierowały się te części na Bioandroida, aż z grzmotem przyczyniły się do uszczerbku na zdrowiu zarówno dla Razera, jak i otoczenia. Krajobraz zmienił się w kopcący od kurzu ląd z wieloma kraterami (od wcześniejszych Ki Blastów Szatyna i teraźniejszych Ki Blastów Czarnowłosego), nad którym lewitował Długowłosy tylko ułamki sekund, ponieważ chwilę później wylądował na ziemi i padł na kolana z uwidocznionymi żyłami na ciele. Skulił się w sobie i chwycił się rękoma za skronie chcąc wypędzić resztki słów Zła, którego posłuchał. Ciągle mu szumiało w głowie, miał tego dość. Już wiedział dlaczego raz skończył ze swoim życiem. Po utracie serca wszystko się zniszczyło, wszystko przepadło... jego sens istnienia przepadł, skoro był niczym innym jak narzędziem destrukcji - swojej egzystencji i otoczenia. Dlaczego nie może odzyskać serca, dlaczego!? Miał zbyt słaby umysł, chociaż pracował nad tym przez ostatnie dni, niestety dawało to wciąż mizerne skutki.
Był niczym dziecko z ogromnym potencjałem, któremu nikt nie pokazał jak powinien spożytkować swój talent. I marnuje się.

Ooc:
Ki Blast (stosowany raz na 3 tury)
Obrażenia = Energia/10 = 950/10 = 95 dmg za jeden Ki Blast
Maksymalnie wypuszczamy = Energia/15, ale u mnie będzie 30 pocisków
30*95 = 2850 DMG
Strata Ki za jednego Ki Blasta = 130% dmg (PL powyżej 12000; 36 000 dla ras z przemianami stałymi) = 1,3*95 = 123,5 KI ~ 124 KI
30*124 KI = 3720 KI
HP = 12848 - 837 = 12011
KI = 13170 - 3720 = 9450
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Sie 18, 2013 4:43 pm

Wysiłek tej walki dawał o sobie znać, czuł w sobie o wiele większą siłę niż przed rozpoczęciem treningu. Dezaktywował ostrze, nie chciał skrzywdzić demona, takie zagrania są odpowiednie w pojedynku o większą stawkę gdzie jest to koniecznością. Martwił go trochę stan demona, chyba bał się o to że z jego powodu życie szatyna zawiśnie na włosku, jednak musi mu jakoś pomóc z tym problemem, a jedynym znanym bioandroidowi sposobem na to była walka, negatywne emocje powinny opuścić go jak najszybciej. Widać było że czerwonookiemu było coraz ciężej utrzymać to w sobie.
-Jak wolisz, ale wiedz że możesz liczyć na moją pomoc w tej sprawie jeżeli będziesz tylko jej potrzebował.
Przez chwilę szatyn stał pozwalając swojemu towarzyszowi dojść do siebie, przesadził z tym atakiem, to na pewno nie było odpowiednie zachowanie za które żałował.
W końcu jednak brunet kontratakował odsyłając go do tyłu ciosem w brzuch, tumany kurzu spowiły okolicę przez co Razer mało co mógł zobaczyć, chroniąc dłonią oczy, usłyszał jednak ledwo wystrzał ki blasta, instynktownie unikał kolejnych wystrzałów z których kilka nie było zbyt celnych, leciał cały czas do tyłu z wielkim wysiłkiem unikając kolejnych pocisków. Czyżby jego przeciwnik stracił znów nad sobą kontrolę?
Na szczęście wie jak unieszkodliwić demona w razie gdyby sprawy zaszły za daleko i groziłoby to innym. Nie czekał jednak z dalszą reakcją i sam rzucił się z szarżą na Reda zadając całą serię szybkich ciosów w tors, w końcu przestał i dał odpocząć oponentowi który widać było że walczył z swoimi instynktami.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Sie 18, 2013 7:33 pm

Żeby nie trafić przeciwnika ani jednym Ki Blastem... czyżby to przez furię i brak celności, czy dzięki umiejętnością wojownika w ich unikaniu? Krwawiło ramię, może nie dotkliwie, ale boleśnie. Jeszcze kolejne ciosy w tors skutecznie zdezorientowały młodego demona, który nie zdołał przyblokować ich. Był silniejszy od rywala, wyczuwał to, a mimo wszystko jego ciało buntowało się. Jakby specjalnie chciało teraz nadstawić się i otrzymać jak najwięcej obrażeń, a potem mieć lepszy powód do mordobicia. To mogło faktycznie zadziałać także w drugą stronę: utrzyma w rydzach te moce, aby Razer skopał tyłek Złu. Trzeba zaryzykować, żeby dowiedzieć się jaki będzie finał.
>Kh...
Warknął przez zęby mocno zaciśnięte i ścisnął palce w pięści tak mocno, iż przebił nimi skórę. Kapała z jego obu dłoni czarna posoka, a wraz z nią mroczne pokłady Ki. Jeszcze trochę i miał nadzieję, że uwolni się spod wpływów instynktu zabójczego demona. Kolejna fala aury buchnęła czarnym płomieniem i niestety przerwała chwilową wolność Reda, któremu znów zajarzyły się ślepia i rubin na biżuterii. Na skórze dało się zauważyć nie tylko napęczniałe żyły, ale także delikatną czarną siatkę niczym sieć pająka, która przylegała do ciała Długowłosego. To te niepozorne nicie kontrolowały go jak lalkarz swoją marionetkę.
Podbił się nagle z podłoża i rzucił się z pięściami na Razera. Powalił go atakiem z impetu na ziemię i okładał jego twarz, ale najdotkliwiej tors, gdzie pod koniec mocniej zagłębił dłoń w miejscu, gdzie powinien mieć serce. Wwiercał się tam krwawiącą dłonią, i chociaż nie przebił się przez żebra to dało się wyczuć ból rywala. Pod koniec ataku skierował ręce na szyję oponenta i zaczął go dusić leżąc na jego brzuchu.

Ooc:
Eee... ok, nie wiem jak uniknąłeś Ki Blastów, ale niech będzie...
Atak podstawowy, osłabiony = 1000 dmg
HP = 12011 - 496 - 200 (wykrwawianie się) = 12011 - 696 = 11315
Ki bez zmian = 9450
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Sie 20, 2013 3:55 pm

I znów jego twarz zamieniła się w worek treningowy, no cóż nie miał szans wybronić się przed gniewnym atakiem demona, ataki może nie były aż tak bolesne jak wcześniej ale i tak było to dla niego męką. Poczuł jak dłoń wbija się głęboko w jego klatkę piersiową, jeżeli przejdzie przez żebra i dosięgnie serca to będzie koniec… Ryknął odczuwając katusze z tym związane jednak zebrał w sobie wystarczająco sił aby oburącz zatrzymać rękę przeciwnika na żebrach. Zaraz jednak został złapany za szyję i znów jego życie było w objęciach kostuchy. Starał się złapać jak najwięcej powietrza jednak robiło mu się coraz ciemniej przed oczami i mdlał, ponadto dostał krwotoku z rany w klatce.
*A więc tak wyglądać ma mój koniec? Skończy uduszony tak po prostu? Byłby to trochę żałosny koniec…*
Palce czerwonookiego uciskały jego szyję coraz bardziej, jeżeli przebije nimi tętnice to po nim. Zbierał powoli garść energii w swojej pięści poczym zaczął okładać nią demona starając się go z siebie strącić. Jego oczy zaczęły robić się coraz ciemniejsze, kły nieznacznie się powiększyły, trudno było mu się opanować, czyżby zaczął tracić nad sobą kontrolę tak podobnie jak nowopoznany towarzysz? Aura go otaczająca robiła się ciemniejsza, oddychał głęboko. Wyzwolił w dłoni kulę KI którą przypalił ranę, tamując krwawienie.
-Khy… zapłacisz Mi za to!
Powiedział nienaturalnym głosem, jego demoniczne „Ja” znów się rozbudzało. Rzucił się na przeciwnika, pojawiając się nagle za nim i łapiąc go za ramiona tak że nie mógł nic nimi zrobić poczym uderzył przeciwnika w plecy kolanem, wyrywał powoli ręce przeciwnika, nie mógł tego kontrolować, śmiał się tylko bez opamiętania.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Sie 20, 2013 5:03 pm

Jeśli to miał być ten sposób na powstrzymanie Reda od siania zniszczenia, to musiał przyznać, iż ów sposób okazał się skuteczny. Nie mógł nic zrobić rękoma - został unieruchomiony, a zaraz tak solidnie oberwał z kolana w plecy, że dało się usłyszeć chrupnięcie. W dodatku wypluł krew z czarną posoką jak woda z węża strażackiego. Ponadto czuł jak jego rywal chce mu wyrwać ręce ze stawów, piekielnie to bolało. Wrzeszczał jak opętany (w pewnym sensie był już opętany, ale pomińmy to), z dłoni coraz mocniej ciekła posoka i osłabiała jeszcze bardziej Czerwonookiego.
Tak, to był niesamowity ból, który otworzył mu oczy na pewne rzeczy. Dostrzegł, że zniewolił siebie, te pajęczyny na rękach nie były niczym normalnym. Może to tylko jego chory umysł to wymajaczył, ale i tak musi pozbyć się tego świństwa, w dodatku także postawić zagrożenie dla oponenta, który śmiejąc się chciał za wszelką cenę dopiąć swego. Ta walka była chora dla obydwóch, musieli ją przerwać, ale jak? Red cierpiał i myślał tylko o tym, aby wyzwolić się. I być prawdziwie wolnym.
Zaczął krzyczeć coraz głośniej, aż mogły pękać bębenki w uszach. Jego Ki rozpychała się i ulatniała się prędko z organizmu młodzieńca. Długi warkocz rozplótł się wraz z emanującą aurą, która nagle wybuchnęła na ciele demona, a długie wstęgi z pociskami rozniosły się dookoła zrujnowanego otoczenia. Będąc tak blisko Razera musiał i on ucierpieć, lecz tak naprawdę to najmocniej oberwał sam użytkownik mocy. Okryty czarnymi długimi kosmykami leżał na zakrwawionym boku i oddychał z szeroko otworzonymi oczyma. Skórę miał rozdartą w większości miejscach, bronił się przed wyrwaniem rąk ze stawów i przed całkowitą kontrolą ciała przez Zło. I tak mimo pozornie nie najgorszego zdrowia fizycznego był zupełnie rozbity w środku. Taka sieczka, iż nie wiedział co się dzieje dookoła. Pot z posoką spływał na ziemię, na której leżał, i rosił zorane technikami wojowników terytorium należne do lasu. To był cud, że jeszcze nikt nie interweniował w tej sprawie. Może mieli inne sprawy na głowie?
Nie mógł się ruszyć. To było coś jak paraliż ciała, pewnie kolano Bioandroida wbił się na tyle silne, że uszkodził nerwy dochodzące do kończyn. Źle to świadczyło w tej sytuacji, bo widział w jaką agresję i wariactwo wpadł dotąd opanowany rywal. Jeśli mu nie przeszło, to marny los demona. Przełykał głośno ślinę i wpatrywał się coraz mniej wyraźnym spojrzeniem w kierunku Szatyna.

Ooc:
Genocide Attack = 800 dmg
Koszt = 800*1,35 = 1080 KI
HP = 11315 - 896 - 400(wykrwawianie się) = 10019
KI = 9450 - 1080 - 500(wykrwawianie się osłabia także Ki) = 7870
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Sie 21, 2013 5:37 pm

Nic nie zrobił sobie z ataku demona, wstał po prostu i szedł powoli w stronę przeciwnika śmiejąc się jak obłąkany, miał ochotę tylko na to aby zadać ostateczny cios, rządza krwi po prostu górowała nad jego normalnym zachowaniem. W głębi duszy patrzał to co sam wyprawiał nie mogąc nic zrobić, jego demoniczne geny najwyraźniej w tej chwili zdominowały jego ciało.
-Nie, nie mogę tego zrobić!
Starał powstrzymać się jednak nic z tego, chciał pomóc nowo poznanemu a sam właśnie robił to samo. W końcu jednak doszło coś do niego, ostatnio jeszcze w szkole Hikaru przez przypadek obudził w sobie swoją dawną osobowość, może uda mu się teraz też coś takiego zrobić. Skupił się w sobie, po chwili obok niego pojawiły się dwie postacie, obie wyglądały na pierwszy rzut oka podobnie jak bioandroid jednak pierwszy z nich wyglądał jak saiyanin- długi ogon, pancerz i czarne źrenice świadczyły o tym że była to małpia część jego duszy, zaś druga różniła się dużo bardziej, szarawa cera, śnieżnobiałe włosy i długie jak brzytwa pazury a więc ta była jego demoniczną częścią.
*Czemu nie mogę się opanować… nie jestem taki, nigdy nie byłem…*
Zaraz usłyszał obłąkany śmiech
*Hahaha nigdy nie byłeś?! Nie rozśmieszaj siebie/mnie to jest w tobie, niszczenie, rządza krwi, chaos-jesteś demonem i to jest twoją częścią nigdy nie stłamsisz tego w sobie, zawsze będzie to do ciebie powracało, tak samo jak do tego demona przed tobą, LICZY SIĘ TYLKO ŚMIERĆ!*
demoniczna osobowość ponownie wybuchła gromkim śmiechem, saiyanin nic nie reagował tylko słuchał tej wymiany zdań
*Mylisz się jesteś tylko małą cząstką Mnie! Nikogo nigdy nie zabiję, nie pozwolę sobie abyś mną kontrolował!*
Po czym uderzył w swoją złą podobiznę która rozpłynęła się w powietrzu. Małpa też zniknęła a on sam powoli już uspokajał się i odzyskiwał kontrolę nad swoim zachowaniem. Zatrzymał swoją pięść tuż przed twarzą towarzysza mającą zadać ostateczny cios, odetchnął głęboko, widocznie on również się uspokoił, nie miał już sił na dalszą walkę której wiadomo już jaki byłby ewentualny wynik. Podał rękę aby pomóc wstać demonowi
-To była dobra walka, dzięki niej nauczyłem się wiele więcej, wybacz za to pod koniec po prostu…
Nie wiedział jak powiedzieć to czerwonookiemu, teraz panuje nad sobą ponownie a jeżeli znów do niego to wróci? Co gdy zacznie być niebezpiecznym dla otoczenia? Będzie musiał przygotować się na każdą ewentualność

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Sie 21, 2013 6:35 pm

Już czuł oddech śmierci na swoim karku. No bo niewiele trzeba było do zadania ostatecznego ciosu - silniejsze wbicie Ki Sworda w szyję czy w głowę i po zawodach. I chociaż wizja Śmierci urealniała się z każdym krokiem Szatyna, to nie zamykał oczu. O nie, nie boi się spojrzeć Kostusze w puste oczodoły. Już widział ów zbliżającą się rękę do jego twarzy, aż...
...pojawił się przewrót sytuacji. Bo to tak naprawdę teraz Razer cierpiał z powodu demona zakorzenionego w sobie. Walczył z nim, a fakt, że jeszcze Red oddychał, gest ręki i słowa świadczyły o tym, iż wygrał bitwę. Mimo wszystko starał się być ostrożny, bo nigdy nie wiadomo czy to nie był blef. Musiał spróbować zaufać...
>Jeśli Ty mi wybaczysz, to ja Tobie tym bardziej.
Ostrożnie poruszał palcami u rąk, zdrętwiało mu całe ciało, ale powoli paraliż opuszczał. To była jakaś blokada w jego psychice, a teraz nieco spokojniejszy po tym geście towarzysza mógł próbować odwzajemnić wyciągnięcie dłoni. Ręka drgnęła, a wraz z nią kolejne mięśnie otrzymały impuls do gotowości, ażeby sięgnąć pomocnej dłoni Razera. W końcu udało mu się złączyć ręce, lecz tylko na krótką chwilę - żeby wstać. Później puścił uścisk, nie był przyzwyczajony do miłych gestów, a ten takowy był.
Wyglądali jak po wojnie, ba, po wojnach światowych, gdzie szli w pierwszej linii dwóch frontów. I wszystkie obrażenia łapali na siebie. Ale trzeba przyznać, że walka była przednia, wymyślna i nie tylko sprowadzona do walki na pięści. Pokazali interesujące umiejętności, Red podpatrzył się techniki z ostrzem Ki i determinacji rywala, który potrafił się ostro wkurzyć i nie omieszkał się z tym pokazać. Lecz skoro już było po walce, to co teraz będzie wyczyniać Szatyn? A zaciekawił się tym faktem, sam młodzieniec nie mógł wymyślić co mógłby z sobą uczynić. Nie znał prawdziwego smaku wolności.
>Co planujesz robić? Pewnie dalej trenować, ale coś poza tym? Chwila... co się dzieje?
Odwrócił gwałtownie w kierunku Skalnego Lasu. Byli dość daleko od tamtego miejsca, ale energia Braski aż zapraszała do siebie. Zmarszczył brwi, pamiętał ostatnie spotkanie z Mistrzem Demonów, z którego ledwo uszedł z życiem. Ktoś jeszcze dotrzymywał mu towarzystwa, i to nie jedna osoba, a kilka. Jeszcze głębiej lasu wyczuwał Ki June i jej nieznanego z imienia kompana. Co tu się kroi? Nie był pewny czy Bioandroid zdawał sobie sprawę z tego co on odkrył, dlatego odwrócił się przodem do niego i oznajmił z nutą poddenerwowania:
>Wiem, że masz w sobie coś z demona, wyczułem to, dlatego muszę Ci coś powiedzieć. Spory kawał stąd pojawił się Braska - Mistrz Demonów z Dark Star. A skoro nie ukrywa się ze swoją obecnością, to oznacza że coś knuje... powinniśmy się mieć na baczności. Już raz dałem się omotać jego magii... zresztą... do dzisiaj mam problemy... sam widziałeś, sam też to odczułeś... to między innymi jego energia pobudziła Zło siedzące w nas od urodzenia... Ciebie też to dotknęło, widziałem Twój morderczy wzrok...
Wykrztusił z siebie resztki krwi, która ściekała teraz z kącika ust, po czym usiadł na ziemi z wyprostowanymi plecami i zamykając oczy powiedział już spokojniej:
>Dlatego cokolwiek planujesz wiedz o tym, że coś wisi w powietrzu. Trzeba być gotowym na wszystko co możliwe i niemożliwe.
Próbował się już na tyle uspokoić, żeby nie myśleć o najgorszych scenariuszach. Gdyby był w pełni sił, tych fizycznych jak i tych mentalnych, to nawet mógłby się zemścić za dawne czasy. Niestety o ile fizycznie przygotował się dość solidnie, to psychikę miał w drzazgach, dlatego teraz chciał chociaż na parę minutek pomedytować. I tak przypuszczał, że Razer nie zostanie przy nim, tylko z ciekawości sprawdzi co dzieje się w Skalnym Lesie - to normalne u demonów. Mówi się nawet, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. No, może trochę odsapnie i zregeneruje się, ale był niemal pewny, że ruszy w poszukiwaniu przygód. Skoro niedawno uwolnił się od Szkoły, to chciałby zażyć wolności już zupełnie. Rozumiał go.
Red nie spieszył się natomiast na spotkanie z Braską. Jeszcze popadłby w większą furię, a to mogłoby naprawdę źle zakończyć się dla młodzieńca. Był zagubiony, lecz nie miał odwagi powiedzieć o tym na głos. To tak jak dziecko, które wie niby najlepiej, a gdy popełni błąd to nie przyzna się do winy. Schował twarz w gęstej grzywce i wyciszał się na środku rozwalonego krajobrazu.

Ooc:
Ja też dziękuję za walkę, świetny sparing Very Happy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sro Sie 21, 2013 7:57 pm

Na szczęście obaj już byli w pełni poczytalności, przyda mu się odpoczynek po tym, ubrania miał na szczęście w dobrym stanie nawet jak na taki sparing, były zrobione z wytrzymałego materiału szyte przez jakiś Adidas, przynajmniej tak pisało na metkach. Uśmiechnął się na odpowiedź demona, wreszcie ktoś od czasów jego przybycia z Dark Star na tą planetę zaufał jemu oraz się w miarę zaznajomił nie licząc uczniów w szkolę mistyka.
-Oczywiście że tobie wybaczę nie mam powodów aby tego nie zrobić.
Usiadł na chwilę aby odpocząć, jego ciało było niczym po zderzeniu z samochodem osobowym odmawiało jakiegokolwiek ruchu, pragnęło aby odprężyć się niczym zakazanego owocu. Zaciekawiła go technika czerwonookiego którą wykonał kilka razy w walce, była dość mocna i mogła zmniejszyć braki bioandroida jeżeli chodzi o znajomość technik, przez utratę pamięci zapomniał wykonania które wtedy potrafił więc teraz walczył głównie fizycznie jednak na dłuższą metę było to kiepskie szczególnie podczas walki z przeciwnikami świetnie posługującymi się KI.

Gdy już odetchnął skierował się w stronę strumienia przebiegającego w tym miejscu, był cały w kurzu i wyglądał przez to trochę jak ci pijani ludzie co im się zdarzy idąc nagle wpaść w swego „turbulencje”. Chłodna woda przepływająca tutaj była kojąca dla niego, czuł się bardziej rześki i wypoczęty. Wyprał też przy okazji odzież, w końcu jednak wrócił do towarzysza który zaraz zaczął pytać go co dalej zamierza robić, w sumie to nie zastanawiał się jeszcze nad tym, trenować na pewno będzie nadal bo poza tym nie znał niczego lepszego, chociaż z drugiej strony mógłby osiedlić się w mieście i rozpocząć życie jak każdy mieszkaniec tej planety… Zaśmiał się głęboko w duszy, nie to nie było dla niego, prędzej czy później sfiksowałby przez takie życie-codzienna rutyna, siedzenie na kanapie i oglądanie telewizji jedząc ziemskie żarcie np. chipsy.
-No wiesz nie zastanawiałem się nad tym, może postaram się odnaleźć moje Shutsu którego został strażnikiem na DS podobnie jak znajomy mi demon Fox, ale nie będę przynajmniej na razie go poszukiwał. A ty co zamierzasz?
Nagle czerwonookiego coś zaniepokoiło i odwrócił się w kierunku zachodu, czyżby znów coś mu się działo? Hmm o ile dedukcja Razera dobrze podpowiadała to zapewne potrafił wyczuwać energię KI tak samo jak Kuro i Mistyczny którzy jednak jego nie nauczyli tej zdolności- a niech ich diabli za to. Pewnie nie ufali mu wystarczająco aby jemu wyjawić jak to wygląda dokładnie, no cóż może brunet z którym tutaj przebywał nauczy go tego, na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu, aby go trochę podszkolił.

Braska… już gdzieś słyszał to imię i dosyć źle sobie je kojarzył. To był chyba ten facet o wyglądzie żebraka z ogromnym mieczem który zaatakował szkołę białowłosego i uprowadził Tsu robiąc nie małe zamieszanie, a więc zapewne jeżeli jest w okolicy to i musi być tam cała zgraja z szkoły światła. No cóż przynajmniej wiedział teraz w którym kierunku powinien się nie udawać, na pewno byłyby z tego nie małe kłopoty.
-Miałem okazję już go poznać, wiem że jest on ojcem June i wprowadził niezły chaos swoim przybyciem do mistycznego. Masz rację musimy mieć się na baczności, szczególnie że jeżeli nie ukrywa się to czeka na walkę, a gdzie walka i tam będą moi byli towarzysze a nie mam ochoty spotkać ani jednych ani drugich.
Na razie powinien przeczekać w ukryciu i nie pokazywać się tamtemu towarzystwu. Czerwonooki nadal się nie przedstawił, czyżby miał coś do ukrycia czy po prostu z zapominalstwa lub czegoś podobnego?

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Sie 22, 2013 8:59 am

Dobrze kojarzył Braskę. To ten sam, ten sam... Lubił maczać palce w życiach innych istot i pewnie coś podobnego chce uczynić i tym razem. Właściwie to nie pomyślał w ten sposób jak Szatyn. Miał słuszność, że skoro uwolnił się od Szkoły Mistyka, to nie powinien póki co iść w kierunku źródła zagrożenia. Nie skończyłoby się to pomyślnie dla niego. Przynajmniej wiedział, iż naprawdę miał już dość szkolenia pod okiem nauczyciela Hikaru, a nie, że okłamał młodzieńca.
Trochę pomieszałam chronologię, ale nim wyjawił swoją niechęć do zbadania sytuacji w Skalnym Lesie to powiedział coś co zaintrygowało demona. Nie mógł skupić się na medytacjach, kiedy korciło go o dowiedzenie się o czymś co było związane z jego miejscem narodzenia, a o czym nie słyszał nigdy przedtem. Otworzył oczy i mając zakodowane, że ma o te rzeczy zapytać kolegi, poczekał na dogodną chwilę. Aż kompan nie skończył swojej wypowiedzi i prania zakrwawionych, poszarpanych ubrań (swoją drogą Czarnowłosy też powinien to zrobić, lecz to może później), do tej pory milczał. Po wysłuchaniu wszystkiego nie mógł się opanować i zadał pytania:
>Mówiłeś wcześniej o... Shutsu? Strażniku na Dark Star? Nie pamiętam żadnej z tych rzeczy, ani żadnego demona o imieniu Fox... chociaż... -podrapał się w tyle głowy, coś obiło mu się o uszy, gdy żyła jeszcze Tsu; na chwilę tęczówki nabrały malinowego odcienia takiego jakie miała bioandroidalna dziewczyna- ...Kuro i June coś o nim wspomnieli, ale...
Syknął cicho zamykając mocno powieki, otrząsnął się z kadrów z życia Różowowłosej i oparł jedną ręką ociężałą głowę. Nie powinien był wracać do resztek nie swoich wspomnień, gdyż wtedy dziwnie się czuł. Jednak chciał odpowiedzieć co wiedział, no i tylko tyle Razer dowiedział się, że kojarzy to imię. Natomiast nie miał żadnych informacji o Shutsu czy Strażnikach na Dark Star. Za jego czasów panowały tam tylko egipskie ciemności, i chciał jak najszybciej stamtąd uciec. Wiele później rzeczy przytrafiło się na ziemi, aż odzyskał drugą szansę na życie. Tylko co to za życie, kiedy nie jest się pewnym czy jest się demonem o imieniu Tsu, Red czy jeszcze inaczej, a jego egzystencja ogranicza się do walk. Miał poważny mętlik pod tym względem. Przystał na mianie Red, bo ten odrodził się przez poświęcenie dziewczyny. Inna sprawa, iż w sobie miał mrok, który zdominował go przy ostatniej przemianie (stąd czarne włosy i niewolnicze biżuterie na ciele, których nie dało się ściągnąć) - ostał się przy wspomnianym imieniu.
Wracając do tematu, Razer wydawał się być jak najbardziej na bieżąco ze wszystkim co dzieje się na Ziemi i na Dark Star. To zaiste ciekawe, że ktoś o wyglądzie Saiyanina wiedział tyle o nie swoich ojczystych planetach. Nie znał się za bardzo na Bioandroidach, mógł tylko wyczuć aury tych dwóch ras, nic więcej. Nie czytał w umysłach, by wiedzieć wszystko bez słów. Może to i lepiej, bo powstałby jeszcze gorszy bałagan we łbie. W drugą stronę także to działało.
>Jeszcze pytałeś co zamierzam robić. Oprócz treningu... nie mam pojęcia. Nie wiem co można robić jeszcze... może coś zjem... przydałoby się coś solidnego do zjedzenia... tak... coś solidnego.
Zamamrotał pod koniec wypowiedzi i ścisnął rękoma swój obolały od zadanych ciosów Razera brzuch. Odwrócił spojrzenie od Szatyna, bo nachodziły go myśli, żeby zaabsorbować kompana. Nie chciał tego, lecz mając w pobliżu kogoś kto jest silnie osłabiony, to instynkt dopominał się o posiłek. Zawiał silniejszy wiatr i dopiero teraz zauważył, że miał całkiem rozwalonego warkocza. Długie kosmyki włosów unosiły się jak materiał na fladze i przypomniały o swojej obecności. Sięgnął więc ręce z brzucha w tył głowy i na ślepo plątał warkocza starając się nie myśleć o zjedzeniu towarzysza. Bo kogo lub co innego można zjeść?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Sie 22, 2013 10:48 pm

Najwyraźniej jego towarzysz nie miał bardziej aktualnych informacji z planety demonów niż on sam, no cóż zapewnie opuścił tamtą planetę o wiele wcześniej od niego.
-No więc byłem strażnikiem Shutsu- magicznego artefaktu który może mieć wygląd dowolnego przedmiotu który na dodatek miał własną osobowość. Niby miałem dzięki niemu uzyskać w walce ogromną moc ale jakoś się zdarzyło że nie użyłem jego potencjału wcale.
Jego żołądek nagle zapragnął jedzenia. Byli przy lesie więc nie nie powinno być problemów z zdobyciem pożywienia, mógł zebrać dzikie owoce ale raczej nie naje się tym a wypada też dać coś zjedzenia nowo poznanemu wojownikowi więc najlepiej jak upoluje jakąś dziczyznę.
Wyruszył szybko w poszukiwaniu zwierzyny prosto do lasu znikając z dala. Nasłuchiwał ewentualnych szmerów, był to dobrze znany mu sposób polowania, w końcu po jakichś 20 minutach wreszcie usłyszał ruchy kilkanaście metrów przed nim, od razu wystrzelił jak torpeda w tamtą stronę, po czym bezboleśnie zabił zwierze, tyle powinno starczyć do jedzenia. Trzeba będzie jeszcze upiec mięso, surowego nigdy nie jadł chyba że nie było innego wyjścia. Przyniósł zabitego dzika z powrotem i zaraz wyzwolił wąskiego ki sworda którym przeciął pień drzewa, pociął go na równe kawałki po czym z kilku gałęzi zrobił rożen na którym można by piec dzika. Wyzwolił małego KI Blasta którym rozpalił ognisko, zostało mu jeszcze tylko oporządzić mięso i już można było zacząć go piec.
-Proszę można jeść, smacznego
Po czym zabrał się za jedzenie. Smakowało mu jednak było trochę za mało słone no cóż ważne że przynajmniej zapełni czymś żołądek
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pią Sie 23, 2013 5:28 pm

Oj tak, opuścił Dark Star bardzo dawno temu, kiedy to jeszcze Braska nie był Mistrzem Demonów, a tylko pretendentem do objęcia tego stanowiska. I jak widać, udało mu się. Nie znał żadnej organizacji Shutsu, dlatego powiedział swoje przemyślenia w ten sposób:
>A ja sądzę, iż prawdziwy potencjał bierze się ze... -urwał na krótko, nie mogło mu przejść słowo "serce" przez usta, więc dodał pospiesznie-...ze środka siebie. Może tak miało być, iż straciłeś Shutsu, żeby docenić samego siebie?
Z tym pytaniem rozstali się na kilkanaście minut, gdyż Razer poszedł na polowanie, a Red zażył kąpieli w strumieniu. Wszedł z bojaźnią do nielubianej cieczy do szyi i siedział tam tak długo, aż nie dostrzegł powracającego kompana z czymś przewieszonym na barku. To coś nie żyło, nie wydzielało żadnej Ki, a krwawiło nieco. Przekręcił głowę na bok ze zdziwienia i wykręcając nadmiar wody z warkocza obserwował poczynania Bioandroida.
Rubinooki wyglądał tak jakby po raz pierwszy jadł upieczone mięso, ba - jakby po raz pierwszy jadł mięso! Widział jak Razer ze smakiem pałaszował dziczyznę, którą przypiekł apetycznie na ognisku z własnej Ki i pomysłowości. Przysiadł się bliżej ogniska z rożnem i bacznie obserwował czynności kolegi. To aż dziwne, że tak można posilać się. Słodycze ledwo podchodziły pod gust demona (chyba przejadły mu się tony łakoci, zamiast najeść się czymś pożywnym napychał się kaloriami, które dość szybko spalał), a takie coś co dopiero hasało po lesie... to tak jakby zabić... nie rozumiał różnicy między zabiciem zwierzęcia a człowieka. Nazbyt ostrożnie sięgnął gołą ręką po kawałek mięsa dla siebie. Wyrwał z obudowy kości i trzymał chwilę w palcach przyglądając się jedzeniu. Trochę wątpliwości hamowały działania Reda. Skoro jednak Szatyn to jadł bez wybrzydzania, nawet lepiej bo ze smakiem, to dlaczego miałoby mu to zaszkodzić?
Przytknął do warg kęs i naśladując zachowanie towarzysza najpierw żuł w ustach parę chwil, a następnie przełknął. Nie było złe, nie umiał wyróżnić smaku innego od krwi, bo tylko ten składnik kojarzył, inne akcenty smakowe były mu zupełnie obce. Nie zjadł wiele (zaledwie pół udka dzika), gdyż widział, iż większą frajdę z takiego posiłku sprawia jemu koledze. Chciał dobrze dla Czarnowłosego, za co był mu wdzięczny (oczywiście nie umiał tego wyrazić słowem "dziękuję" - brak kultury normalnie). Co prawda Red wcześniej dał mu cukierki, to może Bioandroid chciał się zrewanżować, nie mniej jednak nie musiał a poczęstował młodzieńca swoim frykasem z gorącego ogniska. Poza tym sprawa Braski w Skalnym Lesie nieopodal dawała mu się we znaki w swoich myślach. Nie powinien tego zostawiać w rękach Szkoły Hikaru, bo jeszcze im nie wyjdzie i co wtedy? Nie ufał im, nawet June, która jednak poprzez swoją łaskawość uwolniła Reda ze swojego ciała.
Stukając obgryzioną kością o ziemię myślał co z tym fantem zrobić. Oczywiście na głos, to był za poważny temat do tłumienia w sobie.
>Ksa... tak dochodzę do wniosku, że jeśli przez tych Twoich byłych koleżków ucierpi ta ładna planeta, to nigdy nie darowałbym sobie faktu, iż nie przyłożyłem się w obronie Ziemi... nie wiem jak Ty, ale nie po to trenowałem, żeby teraz w obliczu zagrożenia uciekać z podkulonym ogonem - cokolwiek to znaczy!
Poderwał się gwałtownie z ziemi, lecz zaraz musiał usiąść, gdyż potłuczone plecy dały o sobie znać i strzyknęły dość mocno. Powinien lecieć tam, ale co jeśli to był tylko spacer Braski albo dyplomacja Hikaru z demonem?
Pakt z demonem?
Hahahahhahaha...!

Ooc:
Ponieważ nie uwzględniłam tego w poprzednim poście, to +20% HP regeneracji do zdrowia
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sie 24, 2013 3:06 pm

Najwyraźniej jego towarzyszowi smakowało mięso które przygotował, sam zjadał dosyć szybko swoją porcję, jego żołądek był niczym bez dna w przeciwieństwie do demona który zjadł mały kawałek, no cóż zostawi na razie resztę może później to skończy, sam już się najadł wystarczająco. Cały czas niepokoiło go to co Braska mógłby robić w ich okolicy, co jeżeli wprosi się tutaj do nich? Energia Razera była niczym magnes przez to że nie potrafił ją nadal doskonale kontrolować tak aby móc z nią kombinować. Co gorsza mogli też tutaj się zlecieć białowłosy ze swoją bandą co wcale nie było lepsze od napotkania potężnego demona. Najwyraźniej czerwonookiego też martwiła ta sprawa co można było wyczytać po jego niemal „kamiennej” twarzy, przynajmniej w razie ewentualnej walki będzie miał wsparcie
o ile brunet nie straci znów kontroli, wtedy skutki mogłyby być niczym obusieczny topór. Zaśmiał się z lekką ironią w głosie na to co powiedział demon, pokazując gestem palców wskazujących i środkowych.
-Niby mistyczny i jego szkoła są obrońcami dobra, ale masz rację nie wiadomo co mogło by im do głowy strzelić, ale masz rację ja także podobnie jak Ty nie dałbym zniszczyć tej planety za nic w świecie, może i żyją tu…
Tutaj przerwał, musiał zinterpretować swoją wypowiedź tak aby nie urazić czerwonookiego, który nagle poderwał się z ziemi
-… dobre jak i mniej pozytywne osoby, jednak w tej chwili musimy nabrać sił bo raczej z bólem w plecach niewiele zdziałamy
Zażartował na koniec aby rozluźnić trochę panującą atmosferę, teraz na niewiele
i tak by się zdali do ewentualnej walki, cali poobijani i posiniaczeni, lepiej aby teraz pozwolili sobie na odpoczynek niż kolejną walkę. Zatamowana rana na piersi Razera zrastała się dosyć szybko, w takim tempie za niecałe kilkadziesiąt minut powinien już być znów jak nowy, miał nadzieję że jego towarzysz jako demon potrafił się szybko regenerować i rana cięta zadana
KI Swordem się zabliźni dosyć szybko.

Przeciągnął się, czuł się już o niebo lepiej, jednak nadal nie był w swojej pełnej kondycji. Zastanawiało go kim jest nowo poznany znajomy i kiedy przybył tutaj na Ziemię
-Jeśli mogę spytać to jak masz na imię, bo trochę głupio mi mówić do ciebie „Hej Ty”. Musiałeś przybyć tutaj o wiele wcześniej niż ja sam z Dark Star.
Miał nadzieję że brunet wyjaśni mu to i owo o swoim życiu, przynajmniej lepiej go pozna.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Sob Sie 24, 2013 7:45 pm

No, przynajmniej miał jedną osobę, która mogłaby wraz z nim przyczynić się do pokonania Mistrza Demonów i upokorzyć szkołę Hikaru. A może założyć własną mordobijaczną instytucję, hm? Zabawne, ale nie chciał bawić się w nauczanie wojowników, to nie w jego stylu. Nie ma też tyle cierpliwości, aby uchować przy sobie uczniów i wnieść w ich żywot coś treściwego w stylu walk. Nie potrafił przekazać swoich zdolności komuś innemu.
>Z bólem pleców? No niewiele... tylko im dłużej tutaj siedzimy, tym większe prawdopodobieństwo, że dopuścimy się zagładzie Ziemi.
Wiedział, że Razer chciał zażartować, aby napięcie z obu wojowników zmniejszyło się do minimalnego stopnia. On nie potrafił się rozluźnić, nie w tej chwili. W ogóle był ostatnio spokojny? Nie, może tuż po transformacji, kiedy znacznie wzrósł na sile, ale nie mając świadomości o knowaniach Braski. Teraz nie był takim macho, ponieważ na tyle znał Mistrza Demonów, iż wiedział o jego potędze.
Siedząc już mniej nerwowo na ziemi przysłuchiwał się kompanowi, który chciał dowiedzieć się więcej o Czarnowłosym. Czy to oznaczało, iż Bioandroidowi zależało w pewnym sensie na utrzymaniu kontaktu z "nieco" zbzikowanym demonem? Zapadła cisza, która mogła zwiastować, iż nie zostanie udzielona odpowiedź, ale także to, że młodzieniec zastanawiał się nad nią. Padło to drugie, opowie coś o sobie.
>Mów mi Red - to imię jest najbliższe prawdzie. Nie wiem dokładnie ile upłynęło od przybycia na Ziemię z Dark Star, lecz pamiętam czasy, kiedy Hikaru jeszcze nie był Mistic'kiem. I przyczyniłem się do jego śmierci.
Nie, to nie były puste przechwałki - tu nie było powodu do dumy. Słowa lodowe niczym sople przebijały się przez i tak oziębłą atmosferę spowodowaną temperaturą powietrza (bo jeśli o atmosferę towarzyską to była w porządku). Wzrok zrobił się nieobecny, chciał przypomnieć sobie tamte czasy. Nie były najlepsze moralnie, lecz odzwierciedlały czas zjawienia się demona na Błękitnej Planecie. Usta wykrzywiły się w lekkim grymasie bólu.
>Byłem wtedy naprawdę potężny, ale moc, którą hodowałem, przerosła moje możliwości kontroli. Zarówno Hikaru, jak i Navv, Tiger, Emiko, June, Vam i wiele wiele innych istot chciała mnie powstrzymać, niektórzy z nich skuteczniej od drugich... -tutaj pokazał gest ścięcia głowy swoim palcem wskazującym- ...lecz dopiero udanie się do najzimniejszego zakątka Ziemi przyniosło pożądany rezultat. Skuty lodem traciłem siły, co było błogosławieństwem dla mieszkańców planety. Nie wiem jak długo siedziałem w lodowcu... nie wiem co zaszło w tym czasie... dopiero od Tsu otrzymałem siły do życia. To było parę dni temu, a czuję się tak jakbym wciąż się rozbudzał. Dziwne uczucie.
Westchnął cicho po monologu, a w oczach pojawiło się więcej niż przedtem iskier. Nie opowiedział o wielu wątkach, bo nie chciał na nowo przeżywać utraty siostry, wyrwania serca, zrównania z ziemią całego West City i innych mało przyjemnych szczegółów. Nic by to nie pomogło, a jeszcze rozdrapałoby dawno zabliźnione rany, ale tak głębokie, że do dzisiaj odczuwalne. Dlatego wolał być w swoim zachowaniu jak najmniej rozczulony (gdyż nawet gdyby chciał, to nie potrafił się rozpłakać czy prawdziwie zaśmiać) i patrzeć w przyszłość, nieważne jaka długa byłaby przed nim droga egzystencji. Ta przyszłość bez konkretnego celu może nie była najzdrowsza, ale mniej cierpiał niż wspominając dawne dzieje.
Odłożył kość, którą trzymał w ręce i ostrożnie przeniósł ślepia na Razera.
>Wiem, że nie jestem z tych "dobrych", dlatego dziwię się, że jeszcze tutaj jesteś. Szkoła Światła tępi takich szkodników jak ja, a skoro pobierałeś tam nauki... Może trafiłeś tam przez przypadek? Opowiedz o tym.

Ooc:
Kolejne +10%HP do zdrowia
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Sie 25, 2013 8:36 pm

Ciało Red'a zaczęło dziwnie się zachowywać. Czuł on nieznośny gorąc, który rósł z każdą kolejną sekundą, serce przyspieszyło swoje bicie, zdawałoby się, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej demona. Najwyższa pora! Koniec ukrywania się jak ten robal, siły zregenerowały się.

OOC
BOM! Tsuful!

Mnożysz statystyki.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Sie 26, 2013 6:51 pm

Już miał wysłuchać co odpowie Bioandroid na jego wcześniejsze słowa, lecz nagle coś w niego wstąpiło. Tak nagle, że nie wyartykułował przez ściśnięte gardło ani pół zrozumiałego słowa. Najpierw chwycił się rękoma to za skronie to za brzuch to za twarz, na której wyryły się czerwone znamiona. Skóra paliła żywym ogniem i pękała od nabrzmiałych żył. Mięśnie także zwiększyły swoją objętość, jakby w środku coś się przemieszczało albo rozpychało się na boki. Najdziwniejsze było to, że czuł wyraźnie ucisk serca po lewej stronie klatki piersiowej. A przecież nie miał wcześniej serca! Teraz na nowo jakby chciało się stamtąd wyrwać, to było nie do zniesienia! Padł cały na ziemię i podkulając nogi ku sobie zamknął oczy i próbował z tym walczyć. Bez skutecznie – im bardziej szarpał się na boki tym szybciej Tsuful przejmował nad nim kontrolę. Czarne włosy siwiały w niektórych miejscach aż do czystej bieli, nawet kolor ubrań przeistaczał się na czerwone i złotawe odcienie. A tam ciuchy, wszystko w demonie zostało zakażone tsufulskimi wpływami, już nie było sensu się bronić, bo przecież… zrobi sobie krzywdę, a po co sam siebie okaleczać? Czyżby poszedł Red z Tsufulem na ugodę w tak krótkim czasie? Nie, szybko został mu zniewolony umysł, szybciej od ciała, które i tak przeinaczało się w zastraszającym tempie. Niczym uwolnienie motyla z poczwarki, a w tym przypadku ćmy.
Drgawki na ciele ustąpiły, gorąco z przemiennym chłodem także. Nawet mógł już powoli dźwignąć się na równe nogi, a oczom Razera ukazał się widok zainfekowanego od stóp do głów wojownika. Wyglądał tak:
Spoiler:
 
Sam siebie jeszcze przez kilka sekund oglądał, efekt był miażdżący, nie spodziewał się takich rezultatów. Czuł się tak świetnie w tym ciele jakby to było jego własne od urodzenia. Dla sprawdzenia czucia w rękach i nogach pobiegł w mgnieniu oka do drzewa i powalił go małym palcem u ręki. Ah jakie to wspaniałe uczucie! Dobrze, że nie spieszył się z opanowaniem ciała tego demona, teraz zna każdy jego ruch, gest, myśli… po prostu wpasował się idealnie w panujące w Redzie warunki. Nie uśmiechał się ni smucił, ale w środku tryskał optymizmem. Ah, od czego by tu zacząć działalność…?
O, już wiedział! Ci wszyscy ziemscy, a przynajmniej na Ziemi mieszkający, wojownicy zebrali się w pewnym miejscu i bawią się w najlepsze w mordobicia. Skoro nie zaczekali z rozpoczęciem imprezy na Reda, to ich strata. Demon miał zamiar zrobić konkurencję dla spotkania towarzyskiego Braski z Mistic’iem i jego świtą – i będzie o wiele zabawniej niż w Skalnym Lesie, tak! Już o to zadba w szczegółach! Przede wszystkim wstęp będzie dla każdej istoty, która nie miała smykałki do walk. Pokaże swoim gościom fajerwerki, na pewno ucieszą się na ich widok. Hm… z jedzeniem może być problem, ale jeszcze coś wymyśli po drodze.
A właśnie, była tu jeszcze jedna osoba, która podobnie jak demon nie została zaproszona do Skalnego Lasu. Tak Razer, o Tobie to mowa… Tsuful zagnieździł się na tyle głęboko w Redzie, że mógł bez problemów działać samodzielnie. Czerwonymi ślepiami kosmity zmierzył posturę towarzysza, wcześniejszego sparing-partnera. Nic mu nie powie o swoich planach, jeszcze mógłby chcieć zepsuć niespodziankę jaką szykował Czarno-białowłosy. Ba, uniemożliwi mu podążanie za nim – nie chciał mieć później kłopotów, gdyby Szatyn odważył się wołać o wsparcie do ujarzmienia Reda. To świadczyłoby o katastrofie bankietu!
Nic nie mówił, nic nie słyszał co mógł mówić koleżka z bujną czupryną, był zbyt skupiony na sobie i swoich planach, a chciał teraz pozbawić przytomności wojownika. Ledwo co oderwał stopę od podłoża, a już znalazł się za Razerem i z całej swojej siły uderzył go obiema pięściami w kark, aby posłać go na ziemię. Nie mógł raczej uniknąć tego ciosu, a widząc że przeciwnik nie wstaje (no bo nie ruszał się – to albo dobrze grał nieprzytomnego, albo taki był) kopnął go w żebra w kierunku krzaków, a sam uniósł się ze swoją czarną poświatą ku niebu odlatując w swoim tylko znanym kierunku. Bioandroid przy tych dwóch ciosach mógł wyczuć Ki swojego byłego towarzysza. Ale jak to możliwe, skoro nie znał Ki Feeling? Otóż… tak pobudził zmysły Szatyna, ale tylko od niego zależy czy wykorzysta to w krótkim czasie i doszlifuje wiedzę na temat energii innych.
A co z demonem zarażonym Tsufulem? Udał się prędko na zachód od Lasu. Nie, nie zamierzał udawać się do Skalnego Lasu. Niech żałują, że nie będą mogli uczestniczyć w zabawach organizowanych przez Reda! Miny im zrzędną, gdy dowiedzą się o przyjęciu Czarno-białowłosego na drugim końcu świata. Podczas lotu wyciszył swoją energię do zera, nie chciał mieć policyjnego ogona za sobą w postaci jakiegoś śmiałka, który nie dopuści do urządzenia imprezki!

[z tematu ->?]

Ooc:
Siła = 1820*2 = 3640
Szybkość = 1050*1,5 = 1575
Wytrzymałość = 1000*1,5 = 1500
Energia = 1000*1,5 = 1500
HP = 22500
KI = 22500
PL = 64000

Atak potężny = 3640 + 1575 = 5215 dmg dla Erika
Możesz uczyć się Ki Feeling
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Czw Sie 29, 2013 2:05 pm

Zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią na pytanie demona, pamiętał doskonale jak trafił do szkoły mistyka i można śmiało powiedzieć że był to czysty przypadek. Gdyby wtedy nie zwrócił uwagi na lecącego Kuro oraz przez ciekawość wyruszył w miejsce gdzie wylądował ów saiyan, zapewne nigdy by nie trafił do tej grupki wojowników- uczniów Hikaru. Zgodził się w tedy dobrowolnie na podjęcie pod jego okiem nauki po części z chęci do przygody a także z nadarzającej się okazji do wzmocnienia się.
-No cóż spotkałem ich pewnego razu odpoczywając na pustkowiu podobnym do tego i…
Przerwał w tym momencie wyjaśnienia, spostrzegając że znów coś niedobrego dzieje się z Redem, błyskawicznie poderwał się na równe nogi, czyżby drzemiące w jego towarzyszu zło znów domagało się przejęcia kontroli nad ciałem i duszą? Tego nie był pewien bo po pierwsze jeżeli miał być to wpływ z powodu Braski to nad młodym bioandroidem też by zapanowały jego demoniczne instynkty a tak się nie działo, poza tym działo się tak raczej tylko i wyłącznie podczas naprawdę krwawych walk gdzie jego saiyański szał bitewny był niebezpieczną mieszanką z demonicznymi genami niczym metan w kontakcie z iskrą.

Musiało więc to być zupełnie coś innego bo brunet odczuwał ogromny ból widoczny gołym okiem, szatyn musiał coś zrobić pytanie jednak co
-Red powiedz mi jak mam tobie pomóc!
Dokończył zdanie a nagle spostrzegł że czerwonooki się przemienia, jego ubranie przybierało w niektórych miejscach złocisto-czerwoną barwę podobnie jak twarz i reszta ciała. To na pewno nie skończy się dobrze, sam Razer mimo że czuł się już w miarę porządku to i tak nie zregenerował swoich sił do końca. Ustawił się w pozycji obronnej- nie miał pojęcia czego ma się spodziewać. Nie zdążył nawet zauważyć jak brunet powalił drzewo, był zbyt szybki nawet aby ogarnąć to wzrokiem
-Wszystko z tobą w porząd…
Nie zdąrzył powiedzieć a nagle został powalony niczym przez pociąg ekspresowy, w oczach robiło mu się ciemno z każdą sekundą. Czyżby umierał? Nie to nie było to, dziwne ale przy uderzeniu zobaczył jakby szkarłatny płomień wydobywający się od demona, nie miał pojęcia czy to było tylko przewidzenie z powodu ogłuszenia czy prawda.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Nie Wrz 15, 2013 4:03 pm

No i jak zwykle zrobił za worek treningowy i poraz enty tracąc przytomność. Nie ma chyba większego sensu aby poleciał za demonem i został kolejny raz zmiażdżony na kwaśnie jabłko, zapewne białowłosy mistyk zwróci na to uwagę i się zajmie sprawą. Poza tym i tak nie miał zielonego pojęcia gdzie mógł polecieć Red, to byłoby po prostu jak szukanie igły w stogu siana, nie był pewien także czym było dziwne zjawisko które widział przed chwilą. Na razie nie miał i tak wyboru i musiał odpocząć, połamany nie był zdolny nawet do samodzielnego poruszania się a co dopiero lotu.

Kilka godzin później

Przebudził się, wokół niego panowała zupełna cisza, najwidoczniej nikogo tutaj nie było poza nim samym. Na całe szczęście kark nie został złamany ale żebra jeszcze nie zregenerowały się, miał też zapadnięte płuco, ale na szczęście nie doszło do krwotoku wewnętrznego. Czół się dosyć dziwnie, widział niektóre rzeczy jakby były jasnymi płomykami, nie wiedział czy były to omamy wywoływane w jego mózgu po ciosie czy jednak coś innego. Musiał wypocząć przed odlotem, zdjął z siebie zabrudzoną odzież poczym wszedł do zimnego strumienia, usiadł w nim po turecku, zamykając oczy. Medytacja pozwalała mu skupić się i wyciszyć, w tej chwili nie interesowało go to co dzieje się wokół niego, energia przepływała przez niego niczym spokojny wiatr, starał się ją kontrolować jak najlepiej potrafił, zmieniła się trochę od czasu spotkania Reda, była większa przez co wymagała większego wysiłku niż dotychczas aby nią władać. Uważał moc którą w sobie posiadał za dar, jednak po części obawiał się że kiedyś może nie dawać sobie z nią rady. Co jeżeli do tego dojdzie? Jeśli zabije przez to niewinnych? Nie miał zamiaru do tego dopuścić chociaż na kilka chwil stracił nad sobą panowanie i brutalnie zaatakował czerwonookiego.

Nadal widział wokół siebie ogniki, niektóre większe, niektóre innej barwy itp. Co dziwne nie spostrzegał ich wzrokiem a przez KI w swoim ciele, nie potrafił odpowiedzieć sobie na to jak było to możliwe. Przerwał w końcu medytację, czuł energię każdej istoty w odległości kilku kilometrów bardzo wyraźnie oraz jedną, dziwnie znajomą która była wielkim, czarnym płomieniem. Czyżby był to Red? Tego nie wiedział ale wyczuł jeszcze trzy większe od pozostałych znajdujących się w tym samym miejscu co ciemna energia. Czyżby ktoś walczył z demonem? Nie miał pojęcia jednak jeżeli była to prawda to być może ta trójka da sobie z nim radę bez jego pomocy.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 02, 2013 7:04 pm

Prawdę mówiąc, to nie spodziewałem się, że akurat o to zapyta, ale to akurat kwestia moich braków w doświadczeniu. Każdy wojownik na przynajmniej takim poziomie będzie wykazywać zainteresowanie tym o się dzieje w równowadze mocy na planecie i poza nią. Sam też chciałem się dowiedzieć co się stało, ale od Rikimaru się tego nie dowiem.
-Nie umiem Ci na to odpowiedzieć, sam chciałbym wiedzieć. Miałem okazję poznać kilka z nich i jeśli mogę być czegoś co do nich pewien, to na pewno tego, że coś się dzieje... Coś wielkiego. -na kilka sekund moja twarz przybrała dużo poważniejszy wyraz. -No ale... Komu w drogę, temu czas.
Ruszyłem w kierunku, który wcześniej pokazał niebieskooki.
***
Leciałem trochę szybciej od towarzysza, miało to na celu nie tylko szybkie oddalenie się od mojego domu, ale również w pewnym sensie sprawdzenie na co go stać. Wyglądało na to, że lot z taką prędkością nie sprawiał mu jakichś trudności. Wstępna ocena nabierała na wiarygodności.
Przypomniałem sobie słowa Rikimaru o wielkich energiach... To było możliwe, żeby Braska również opuścił Ziemię? Z jednej strony to miałoby sens, w końcu wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością i tak dalej, mistrz wiedział o tym, nawet jeśli nie zawsze dawał to po sobie poznać... Z drugiej jednak strony, czy mógłby zniknąć tak bez słowa? Gdyby czas naglił, to w sumie nie byłoby czymś dziwnym. Ale wtedy na pewno by nie wziął ze sobą córki, w to nie uwierzę. Vixen nie była jak jej siostra, choć podejrzewam, że gdyby chciała, to nie miałaby z tym problemu. Tak czy inaczej, gdzie oni są dowiem się pewnie dopiero jak wrócę z tej eskapady. Chociaż przyznam, że część mnie bardzo chciała zostać. Nie wiem nawet ile mnie tam nie było, a zdążyłem się z tym miejscem związać znacznie bardziej, niż z własnym domem, a jak nieporównywalne są okresy czasu gdzie mieszkałem tu i tu? W sumie wracać nie miałem do czego... Został zniszczony, kiedy Red został opanowany przez Tsufula. Nie czułem żalu, nie miałem powodu, żeby go czuć. Wychowywałem się w West City, ale... Tamto życie wydaje się takie odległe, a przecież nie minęło dużo czasu...
W całym swoim zamyśleniu nie zauważyłem, że już dotarliśmy na miejsce. Wtedy też zrozumiałem dlaczego Rikimaru wskazał to miejsce. Gdzieś w tym lesie znajdowało się inne źródło energii, dosyć wysokie.
Wylądowałem. Zaraz za mną ziemi dotknął niebieskowłosy.
-Skoro już tutaj jesteśmy... -zacząłem, siadając na trawie. -Może opowiedziałbyś mi trochę o sobie, jeśli nie masz nic przeciwko?
Mnie samego zdziwiła otwartość i bezpośredniość, z jaką to powiedziałem, niemal taką samą, jakbym był...
-"Mistrzem Braską..." - pomyślałem.
Widać w powiedzeniu "z kim przystajesz, takim się stajesz" jest bardzo dużo prawdy.
Dopiero po chwili przyszło mi na myśl, że to ryzykowne i prowokacyjne zagranie, ale... Kości zostały rzucone.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 02, 2013 8:08 pm

Rikimaru nie był skory do wyjawiania o sobie szczegółów dopiero co poznanej osobie. Być może spełniłby jego oczekiwania przy uzyskaniu satysfakcjonującej informacji o tych silnych istotach. Jedyne czego się dowiedział to, że znał kilkoro z nich, a więc jedynie w tym jest sens. Widać było, że Chepri raczej nie jest złowrogo nastawiony, ale woli być czujny. Tym bardziej ze względu na obecność dużo silniejszego gościa na drugim końcu lasu. Aura robiła się dziwna... czuł zimno, a z nieba zaczęło coś lecieć...
Spojrzał na Chepriego i zastanawiał się od czego zacząć i co tak naprawdę chciał tamten usłyszeć. Tak naprawdę cały czas go korciło do przetestowania swojej siły przeciwko niemu, ponieważ wydawało mu się, że dysponują podobną mocą, ale to chyba nie zrobiłoby dobrze na początek ich znajomości. Podjął decyzję, że powie coś o sobie, a potem będzie naturalnym zapytać czerwonowłosego o tych siłaczy, których zna i jak ich poznał. Na początek zacznie od:
- Więc nie wiem co chcesz na początek usłyszeć, ale opowiadanie o moim życiu będzie raczej nudne. Ostatnio walczyłem na pewnym malutkim turnieju na Papayi. Miałem nadzieję, że zdobędę jakieś niezłe fanki, ponieważ zacząłem trening u pewnego gościa, który chciał żebym mu przyprowadził laseczkę zanim mnie zacznie uczyć. Wiesz... fajnie by było dorównać tym co posiadają taką moc jak Ci których Ty znasz. Oni są ludźmi? Kiedyś spotkałem pewnego "obcego", który miał czerwoną skórę. Potrafił się zmieniać...
Przerwał, ponieważ przypomniał sobie możliwość transformacji Frosta i wzrost jego mocy, a potem pomyślał, że może Chepri będzie wiedział jaką rasę reprezentuje lub skąd pochodzi. Pewnie po imieniu nie będzie go znał, ponieważ nie pamięta aby moce obcego i czerwonowłosego się spotkały, a poza tym, jeżeli dobrze ocenił chłopaka to ten nie zaatakowałby Frosta, ale może Ci inni byli z jego gatunku. Zastanawiał się jak tu zagaić o przetestowanie swoich możliwości. Wręcz zaczął w myślach prosić, żeby ten gość o silnej mocy wparował do nich, był agresywny i jakby razem stanęli przeciw niemu... Głupie życzenie.
- Może znasz jego gatunek i skąd jest? Przyleciał w takiej okrągłej kapsule.

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 02, 2013 9:15 pm

Gdy zauważyłem pierwszy płatek, momentalnie spojrzałem w niebo.
-"Śnieg?"
Zazwyczaj nie padał w tych okolicach, a na pewno nie w moich okolicach, ale czyżby to już był ten czas? Powietrze wyraźnie stało się chłodniejsze.
-Heh, to fakt, być takim silnym, to by było coś... - rozmarzyłem się na ułamek sekundy.
-Hmm... Mógłbyś go może opisać dokładniej? - zapytałem, łapiąc się za brodę.
W prawdzie bardziej zainteresował mnie ten kawałek o gościu, który miał uczyć Rikimaru, ale postanowiłem na razie zostawić ten temat. Później się dowiem czegoś na ten temat.
Opis, który zaserwował mu nowo poznany pozostawiał wiele nieścisłości. Spotkał istoty pozaziemskie, które potrafiły się zmieniać, ale nie miały czerwonej skóry. Możliwe jednak, że ten, którego spotkał był jakimś odmieńcem i posiadał taki, a nie inny pigment. Musiałem przyznać, że dziwnie by to wyglądało.
Kiedy tak wspominałem o kosmicznych znajomych, przyszło mi coś na myśl. Kiddo pokazywał mi wizję planety skąd pochodzili Saiyanie... Nie wiedziałem ile w tym prawdy, ale czy tam mogli się udać? To możliwe, tylko po co mieliby tam lecieć?
Zaraz, czy on mówił coś o turnieju na Papayi? Tak, na pewno? Niech się jednak nie okaże, że zaczął się turniej, a mnie tam nie było... Ale on mówił, że był malutki, więc... Nieee... To nie mógł być TEN turniej, nie ma takiej opcji.
Nie mówiłem o tym nikomu, ale od czasu ostatniego turnieju nie marzyłem o niczym innym, jak wziąć udział, a może i nawet wygrać. Tak, sądziłem, że miałem szanse na wygraną. Fakt, są, a raczej byli tacy, którzy by mnie zgnietli, pewnie się nawet nie ruszając z miejsca, ale raz, że teraz ich nie ma, a dwa, że jakie istniały szanse, że zainteresują się turniejem Ziemian, gdzie przeważająca część nawet nie potrafi korzystać z Ki? Dla mnie na ich miejscu, to by była strata czasu. Oczywiście, nie mógłbym mieć całkowitej pewności, że będzie tak, jak sądziłem.
-Tak swoją drogą... Nie głupim pomysłem byłoby całkiem wyciszyć nasze energie, tak na wszelki wypadek. Umiesz to, prawda?

OOC:
PL: 0
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Pon Gru 02, 2013 10:46 pm


Chepri zapytał go o dokładniejszy opis, ale za bardzo nie wiedział jakby zacząć. Tymbardziej, że jeżeli chodziło o kogoś takiego jak Frost to nie przychodził mu do głowy dobry opis. Pierwszą myślą było:
- Brzydki jak noc. Nie z tej ziemi. Nie był podobny wcale do człowieka... Aaa ogon miał oraz taki pancerz biały. W zasadzie to jeszcze nie było widać źrenic oraz miał trzy palce u stóp, chociaż tego ostatniego nie jestem pewien. Nie pamiętam dokładnie.
Po opisie czekał na reakcję Chepriego, ale zaproponował dość szybko wyciszenie ich ki do minimum, a zaraz po tym energia czerwonowłosego spadła do poziomu drzewa. Rikimaru nie uważał, że powinni ponieważ uwielbiał wyzwania, a też nie wyczuwał żadnego zagrożenia, a więc wydawało mu się to całkowicie zbędne. Przez chwilę się wahał, a potem zrobił podobnie jak Chepri i ich moc zlewała się z siłą lasu, a więc ciężko byłoby ich znaleźć. Przeciągnął się i oparł o drzewo, chowając się przed śniegiem, który już zdążył pokryć całą jego głowę śniegiem. Temperatura była wysoka, więc śnieg szybko robił się mokry, ale szybko przestało, a zaraz po tym wszystko już zdążyło stopnieć.
- Ale kicha, dawno śniegu nie widziałem, a tu już po nim. Chyba sobie polecę niedługo na lodowiec. Tam czułem kogoś równie silnego co tutaj. Chętnie bym sprawdził to na miejscu, a Ty? I czy kogoś się obawiasz, że chcesz ukrywać całkowicie moc?

OoC:
PL: 1


______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 03, 2013 5:16 pm

Już po słowach "Nie był podobny wcale do człowieka" nabrałem pewności, że to na pewno nie jego rasę spotkałem. Rikimaru będzie musiał od kogoś innego się dowiedzieć kogo spotkał. Czy też raczej co...
-Niestety, ten opis nic mi nie mówi, nie spotkałem nikogo takiego... Lodowiec mówisz? Hmm... W sumie, to nie zaszkodziłoby mi, gdybym zahartował się również na zimno, a z tego co mówisz, to jest tam ktoś tak silny, jak tutaj w lesie... -skupiłem się, poszukiwałem energii na takim poziomie i faktycznie taką znalazłem. Informacje od niebieskowłosego wolałem sprawdzać w miarę możliwości. Nie wydawał się wrogo nastawiony, ale ostrożność nigdy nie jest zła. Widać po nim było, że posiadaliśmy podobny wojowniczy pęd do wyzwań. Czułem to w nim.
-Nic mnie nie niepokoi, ale ostatnio bardziej niż zwykle staram się zachowywać ostrożność. Nie wyszło mi to jakiś czas temu i źle to się skończyło... - starałem się, żeby moja twarz nie wyrażała żadnej emocji.
Wtedy poczułem zbliżającą się energię. Nie jakąś wybitnie wielką, była o jakąś połowę słabsza od Rikimaru, ale... Wydała mi się dziwnie znajoma.
-Ktoś się zbliża - rzekłem.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 465
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 03, 2013 5:44 pm

"Czasem dopiero na skrzyżowaniu człowiek zaczyna zastanawiać się - dokąd idzie."

Dobra, polepszyło mi się. Krzychu zabrał mój list do mojej chaty, będę miał sporo czasu by go zrozumieć. Błękitne niebo z powodu mojej psychiki wydawało mi się coraz mniej przyjazne. Jakby stwarzało pozory bezpieczeństwa. Coraz bardziej zwalniałem, oraz zmniejszałem wysokość by zobaczyć gdzie mnie poniosło. Byłem w zmieszanym nastroju, ale technika zmieniająca rzeczy w słodycze mi nieco pomogła. Gdy zobaczyłem zielone drzewa i trawę, wiedziałem że poniosło mnie z powrotem do domu. Byłem dopiero po treningu, ale równie dobrze mogłem tutaj odpocząć. Do wioski Drakonian się nie wybieram, nie chce ich widzieć na oczy. Wylądowałem na czubku jednego z drzew, gdy moje uszy zaczynały coś odbierać. Byłem zaledwie kilometr od strumyka, a mój słuch był o wiele lepszy niż ludzki. Zdołałem usłyszeć coś o zahartowaniu na zimno, i o kimś tak silnym jak tutaj w lesie... Informacje. Temat mnie zaciekawił, nie znałem głosu mówiącego ale na oko był to człowiek bądź demon. Mężczyzna z pewnością, zacząłem niczym Spiderman przechodzić z drzewa na drzewo będąc na poziomie korzeni. Byłem niewidoczny, i dość szybko się przemieszczałem. Po kilku sekundach zacząłem po prostu lecieć między drzewami, i po chwili byłem na miejscu. Zachowałem prędkość która pozwoliła mi na nie wywołanie trzęsienia drzew w pobliżu, dzięki czemu nadal dla zwykłego człowieka byłbym niewyczuwalny. W 20 sekund byłem już blisko strumienia, byłem na drzewie najbliżej źródła dźwięków. Byłem po drugiej stronie, schowany wewnątrz liścianej powłoki. Nadal nie widziałem kogo słyszałem.(...)

Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1215
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Leśny strumień   Wto Gru 03, 2013 6:35 pm

Nie dziwiło go zachowanie Chepriego i jego czujność, bo faktycznie sam jak sobie pomyślał o Froście i o tym, że gdyby był agresywny to dla Rikimaru żywot mógłby się zakończyć bardzo dawno temu. Czerwonowłosy mógł mieć dużo większe doświadczenie niż niebieskowłosy, ale tego nie wiedział na pewno.
- Masz rację. Poznaję to ki.
Widać, że czujność okazywał na każdym kroku, a może poczuł tą osobę tylko dlatego, że sprawdzał lokalizację, o której wspomniał Rikimaru. Ki, która się do nich zbliżała była podobna do... Zapomniał imienia, ale uratował mu wtedy życie. Trochę to chamskie, ale w końcu nie przywiązał się do tego osobnika. Czuć było pewną zmianę, ale ciężko stwierdzić czy to w wyniku wzrostu mocy. Był silniejszy bez dwóch zdań, ale wciąż znacznie słabszy od niebieskowłosego. Znajdował się teraz obok nich, ale wciąż się nie pokazał. Myślał najwidoczniej, że pozostanie niezauważony. Stwierdził, że wykorzysta niewiedzę szarego stworzenia.
- Co powiesz na to, żeby spróbować swoich sił? Unieśmy się nad las i zbombardujmy go całkowicie naszym KI?
Mrugnął do Chepriego i pokiwał głową w stronę miejsca, gdzie znajdował się przybysz. Miał nadzieję, że czerwonowłosy podchwyci jego zamiary.

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Leśny strumień   

Powrót do góry Go down
 
Leśny strumień
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Strumień przecinający ogrody.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: