Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Pustkowie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Pustkowie   Sob Cze 02, 2012 4:56 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Sie 15, 2016 7:29 pm

Siedział w ciszy, po turecku, patrząc się wprost na Rukei'a i słuchając uważnie jego słów. Jakby to była rozmowa ojca z synem, który nie radzi sobie w szkole. Właściwie nie radził sobie w szkole przetrwania zwaną Życiem, nie mniej jeszcze nie składał broni. Skoro mógł skorzystać z doświadczenia i mądrości życiowej demona za darmo, nadstawiał pilnie futrzaste uszy i słuchał jak zaczarowany. Mina nie wyrażała nic szczególnego, ale brał każde słowo do siebie, każdy zwrot. Zwłaszcza, że dotyczyły sprawy młodzieńca, który na Władcę Demonów patrzył się niemal bez przerwy i oswajał jego słowa. Nawet jak zbliżył się, nie wzdrygnął się, tylko wysłuchał propozycji.
Była nietuzinkowa. Chciał sprowokować ponownie wycieńczony organizm i umysł Długowłosego, aby zwalczył głód? Poprzez wizje w głowie? Nie wiedział, czy był gotów, ale nawet nie miał okazji zaprotestować.
Wystarczyło jedno spojrzenie na sytuację, by wiedzieć, po której stanie stronie. No dobrze, bo to widział z dystansu. Ale jak będzie bliżej, to nie zmieni zdania? Czy posoka odbierze mu nawet wolny wybór? Niedoczekanie. Blue stanął niemal natychmiast między Changelingiem a Kisą i pochwycił gołą ręką dłoń Lodowego z Ki Swordem. Mocował się teraz nie tylko z siłą Ogoniastego, ale i własnym głodem. Saiyanka coraz bardziej się wykrwawiała na skwarze i gorących piaskach, a zapach do żywego pobudzał zmysły demona. Rogaty aż ryknął chcąc przegonić kłębiącą się w środku chęć na pożywienie się posoką przyjaciółki, aż wreszcie pozbył się jednego z dwóch problemów. Jedną ręką, która krwawiła od Ki Sworda przytrzymywał dalej Changelinga, a drugą pochwycił za jego gardło i zaciskając ją... oderwał łeb od kręgosłupa jednym pociągnięciem. Mnóstwo krwi, drażniącej i ciepłej, chlupnęło na jego ciało, aż dopadł truchło i już miał zająć się konsumpcją, gdyby nie fakt, że Kisa... jej Ki... gasło z chwili na chwilę. Oblizał się ukradkiem i bardzo powoli zbliżył się do konającej dziewczyny. Walczył z każdym krokiem, by nie potraktować Saiyanki jak worka z krwią, jak przedtem. Wszystko wydawało mu się prawdziwe, nawet jeśli Rukei mówił mu o fikcji - naprawdę zżył się z toczącą się akcją, jakby działa się naprawdę. Z wielkim problemem kucnął przy Czarnowłosej, która chyba chciała odpełznąć od potwora. Tak przynajmniej widział to Blue, być może przewrażliwiony zaszłą bójką i stanem zdrowia Kisy.
>Nie bój się... -pochwycił jedną ręką jej ramię, żeby się nie ruszała- >...uleczę Cię tylko, i już nie zobaczysz mnie więcej. Spokojnie oddychaj...
Zacisnął kły, które od swędu krwi rozrosły się wraz z pazurami, lecz nadal pragnął tylko jej dobra. Ułożył drżącą dłoń na jej ranie na przebitym boku, a drugą wciąż trzymał jej ramię. W oczach wyimaginowanej Kisy pojawił się strach, lecz zaraz także ulga, bo rzeczywiście Rogaty przeistoczył swoją Ki w technikę leczniczą. Dość dużo, na tyle, by Saiyanka mogła usiąść samodzielnie na piasku i nie przejmować się śmiercią. I mogła zobaczyć w oddali demona, który patrzył się na nią z troską. Który ciągnął za sobą truchło Changelinga. Jak spotkały się ich spojrzenia, Blue odwrócił się na pięcie i powłóczył z wolna swój posiłek. Musiał uzupełnić braki, a póki miał okazję... głód rzeczywiście był nie do zdarcia. Nieskończenie wielki. Lecz musiał przyznać, że najgorsza to była konfrontacja z ranną dziewczyną. Nie tylko przez posokę, Rukei mógł zobaczyć jak na tacy, że jest to jedna z osób, na której bardzo zależy Rogatemu. Mimo wszystko na Vegecie tego nie pokazał...


Ooc: 4/10 postów będąc Inwersją

[Ooc: post treningowy pierwszy]
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Sie 18, 2016 9:17 pm

W wyimaginowanym świecie Długowłosy wciąż włóczył za sobą szczątki Changelinga, chociaż co kilkanaście metrów odwracał się w kierunku krwawiącej wojowniczki. Niby przegonił z niej widmo śmierci, lecz nie wszystkie rany zasklepiły się. To wystarczyło, aby posoka drażniła wrażliwe zmysły młodzieńca.
>Khy...
Warknął do siebie, gdy po raz któryś gryzł się z samym sobą, aby nie dołączać Kisy do menu. Jego głód naprawdę był nie do przejedzenia. Wątpił, że gdyby nawet mógł wypić tyle krwi, ile zechce organizm, to przestanie odczuwać suchość w ustach i pustkę w żołądku. Bleh, w zasadzie powinien już być przyzwyczajony do wiecznego chłodu w ciele, to przerośniętych kłów i pazurów. W sumie Rukei mu mówił, że demony są różne, mają różne upodobania i zachowania. Tylko czy to pozwala Blue na pastwienie się nad zwłokami?
Wreszcie nie mógł znieść widoku osamotnionej dziewczyny, którą przecież dobrze znał. Sprzeciwiwszy się własnemu głodowi porzucił truchło i wrócił do Kisy. Nie w celach konsumpcyjnych o dziwo. Chyba dlatego, iż zainspirowany działaniami Skrzydlatego, także i Blue pragnął komuś polepszyć życie.
>Zmieniłem zdanie powiedział chłodno spoglądając w czarne jak węgle oczy wojowniczki i kucając przed nią nie mogę Cię tak zostawić. Wbrew pozorom jesteśmy bardzo podobni do siebie. Skazani na schematy, zasady, nakazy, zakazy. Zmuszeni do posłuszeństwa większości. Zepchnięci na margines. Dlaczego? Bo jesteśmy zbyt groźni? Szaleni? A może zbyt odważni dla tchórzy chowającymi się za nieżyciowymi przepisami?

Wtedy wokół demona pojawiło się mnóstwo czarnych motyli, i chociaż fikcyjny świat nie uciekał poza umysłem Blue, to Ki już owszem. Nie wiedzieć kiedy nawet niebo pociemniało, choć byli fizycznie na pustkowiu. Suchym i gorącym, ale nie tak mocno jak te z nierealnej Vegety. Skrzydełka motyli podrywały ku górze co lżejsze ziarnka piasku, jednak ich mnogość sprawiła, że piaskowy wir zmąciła obraz Władcy Demonów.
Kiedy tylko pojawiły się czarne owady, Kisa nie mogła się ruszyć. Nie dlatego, że działa się jej krzywda, lecz dlatego, że coś ją jakby zahipnotyzowało. Nie odrywała oczu od Rogatego, który pogłaskał ją po głowie. Nie reagowała w żaden konkretny, indywidualny sposób. Niemal jakby odebrał jej demon duszę. Nic bardziej mylnego. Pieszcząc Małpiatkę nie odrywał od niej wzroku, chociaż był już zmęczony. Co on takiego zrobił wyimaginowanej dziewczynie? Testował coś na niej?
>Cii... przejechał palcem po jej ustach, jakby za wcześnie wyprzedził reakcję wojowniczki, w tym jej krzyk...tak wiem, że boli. Też cierpię, ale już blisko końca naszej katorgi. Rewolucja nadchodzi.
To powiedziawszy uwolnił Czarnowłosą od gehenny narodzin nowej cząstki Ki w jej ciele. Jego cząstki. Póki co uspokoił głodną gąsienicę drążącą tunele w niematerialnym organizmie Saiyanki. Kazał robaczkowi przepoczwarzyć się w to, czym demon był przepełniony po brzegi. A później rozmnażać się niczym drożdże i objąć całe nowe królestwo we władanie, lecz jednocześnie być gotowym na wsparcie dla Ogoniastej.
Blue w ciszy spoglądał na efekty, dość mocno zabujał się w nienaturalnym świecie. Może dlatego, że tak bardzo przyswoił realia i sytuację, gdzie nawet wydobył z siebie potencjał i tworzył nową umiejętność. Zainspirowany Rukei'em, i z własną, dość obfitą mocą.


Ooc: 5/10 postów będąc Inwersją

[Ooc: post treningowy drugi, ostatni. Przy okazji nauka Butterfly Effect]
Powrót do góry Go down
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 564
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Sie 18, 2016 9:17 pm

The member 'Blue' has done the following action : Rzut Kośćmi


'Procent' : 99

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Sie 23, 2016 4:44 pm

Robiło się coraz bardziej... Interesująco. Blue nie dość, że miał siły do walki ze swoim instynktem, to wykazywał przytomność umysłu, rozważając myśl o życiu bez nakazów i zakazów... Jednak czy jego myśli były wystarczająco przytomne i klarowne, czy tylko próba usidlenia głodu odbiła się na jego głowie? Rukei był ciekaw. Demon mówił z sensem, lecz jego pragnienie wolności nie ograniczało się tylko do jego rasy. Ta Saiyanka, wrzaskliwy, płaski karzełek wyraźnie dzieliła coś z demonem, a sądząc po jego słowach, też pragnęła wolności. Wykorzystał ich więź w tym treningu, ale mimo to... Saiyanie to dumna rasa, których siła nie tkwiła w łamaniu barier, ale solidnym zorganizowaniu się, choć czasem system kulał. Dopóki walczyli razem, niszcząc kolejne planety, było dobrze, ale indywidualizm u Saiyan... Prawie tak samo rzadki jak rozsądek czy szacunek do czegoś innego co żyje i nie jest od nich silniejsze. I choć brzmi dobrze, nie kończy się zawsze źle.
Demon powiódł wzrokiem za czarnymi motylami mknącymi w stronę nieba i pogładził się po brodzie. Altruistyczna chęć dzielenia się swoją potęgą... Do czego? Do spełnienia własnych zachcianek o wolności, samolubnego pragnienia nie posiadania żadnych obowiązków wobec siebie i innych? Czy faktycznie próba wzmocnienia innych by mieli siłę walczyć i bronić się razem? Z jakiegoś powodu, choć Blue zarzekał się na drugie, w głowie Rukeia pojawiła się ostrzegawcza lampka.
Iluzja znikła, demon siedział sam.
- Poradziłeś sobie lepiej niż myślałem, przyznaję to. - tu wpatrzył się w białowłosego świdrującym wzrokiem - W te kilka chwil pod odpowiednim nastawieniem osiągnąłeś więcej niż przez ostatnie miesiące. Widać, że potrzebny był Ci tylko zapalnik... Dlatego mam propozycję. Jesteś wolny, rób co chcesz, ale panuj nad sobą, ilekroć poczujesz głód. Jednak nie puszczę Cię od tak, samego. - podszedł do Blue i zakrył mu oczy dłońmi. Zapulsowała gorąca Ki. - Wdrukuję w Twój umysł ten obraz. Musisz się pożywiać, ale z rozsądkiem, nie chcesz nikogo zabijać. Jeśli instynkt weźmie górę i stracisz kontrolę, właśnie ta wizja jaką przed chwilą zobaczyłeś, będzie pojawiała się w Twojej głowie. Sądzę, że Cię to ocuci. - odsunął się, splatając dłonie na piersi. - Będę trzymać rękę na pulsie i Cię obserwować. Ciebie i kilka jeszcze znanych Ci osób... Potrzebuję Cię, Red. Ale Twoje potrzeby przychodzą pierwsze, a Ty bardzo potrzebujesz nauczyć się nad sobą panować. Rób to co dotychczas, ale kontrolując swoje ciało. Jeśli będzie bardzo źle, zjawię się. Póki co, uważaj na siebie.
Rukei znikł, zostawiając Blue wśród ciszy pustkowia.

OOC
Za każdym razem jak masz "atak" krwi, widzisz poranioną Kisę. Niekoniecznie tylko ją, może być to June, Raz, Vi, kogo tam zechcesz - plus nie zawsze może to Cię powstrzymać od szału. Ot, taki plusik fabularny, którym możesz sobie rozporządzać jak chcesz.
Jesteś wolna, w razie czego Rukei się odezwie.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Sie 24, 2016 9:12 pm

Cholera, dał się wciągnąć w ułudny świat. Zmrużył nawet na kilka sekund powieki z lekkiej złości, że rzeczywiście nie było mu dane pomóc Kisie. Tak naprawdę musiała być na niego wściekła. Jak i reszta Saiyan, z którymi stoczył krwawą bitwę w pobliżu jego Legowiska. Pewnie przestało już istnieć z racji ogromnego zasięgu technik energetycznych - jego i osób po przeciwnej stronie mocy. Może tym bardziej chciał uchwycić w pazury mdlejące ciało wyimaginowanej dziewczyny, a faktycznie trzymał dwie garście piasku. Chwilę mu zajęło, nim zdołał spojrzeć na tego, który zdawał się być jego jedynym przyjacielem w tych ciężkich czasach.
Nie otrząsnął się całkiem z jednej sztuczki, a demon zastosował na Blue kolejną, aż skulił się na podłożu i obnażył kły z sykiem. Niby chciał pomóc, ale stosował... drakońskie metody. Teraz nie tylko nie pomógł Saiyance, to jeszcze ów przekaz sprawiał, że czuł się winny za jej rany na ciele, w ubytku jej Ki. Chodziło o to, by powstrzymać głód, lecz nie sądził, że w ten sposób. Momentalnie zrobiło mu się zimno i opatulił się rękoma. Ocucony i pouczony miał zostać już sam, nie mniej Czarnowłosy stwierdził, że będzie mieć na niego oko. Skinął lekko głową, że zrozumiał, chociaż nie tryskał radością.
Nie lubił samotności.
>Ty też, Rukei.
Zdążył tylko tyle odpowiedzieć, gdy jego nauczyciel zniknął z powierzchni pustyni, a przynajmniej z bezpośredniego towarzystwa Re... Blue. Kurczę, nie mógł przyzwyczaić się do nowego wcielenia, a tym bardziej do wpojonej wizji, która jeszcze kołatała mu się po głowie. Aż musiał skulić się i masować intensywnie skronie, by wyrzucić z głowy obraz pogryzionej Kisy, z której ściekała krew i traciła siły. Ale przez krótkie ułamki sekund zamiast czarnych włosów i oczu widział płomienne włosy i kocie ślepia należące do June.
Nie podobał mu się narzucony na umysł kaganiec, ale skoro to miało pomóc... może warto było spróbować dostosować się do zalecenia Skrzydlatego. Postanowił mu zaufać, bo i tak raczej nie znajdzie nikogo innego, kto stanąłby po jego stronie. Zresztą naprędce nakreślona wizja świata trafiła w gust młodzieńca. Cicho jęknął, kiedy jeszcze raz nasiliła się migrena, na szczęście szybko dała spokój demonowi.
>Hm... mam nadzieję, że przy okazji odzyskam dawny koloryt. No nic, sprawdzę co u innych. Ksa... po co mówię to na głos?
Podrapał się po policzku i wzruszywszy ramionami usiadł na piasku po turecku i robił przegląd wiadomości dotyczących kondycji znanych mu energii wojowników. Zauważył, że częste korzystanie z mocy nie wprawia ciało w głód, tak jakby zaspokajał organizm pełnym wykorzystaniem swoich umiejętności. Na szczęście tym razem bez brutalnych sztuczek. I przemian w koty, inne istoty i tym podobne.
Zaniósł swój umysł na wyższy poziom i wodził po wszechświecie z prędkością trudną do określenia. Bardzo szybko zorientował się, że trójka wojowników - Kisa, Vivian i Raziel - przebywali w swoim bezpośrednim towarzystwie. I była obok nich nieznana mu Ki. Kto to? Sprzymierzeniec do walki z Redem? Nie mógł zgadnąć, niestety. Bardzo możliwe, iż szukali zemsty na demonie, albo demonach. Władca Ciemności nie przypadł im do gustu, sam szczątkowo pamiętał jego udział w pojedynku, a właściwie - jego brak. Ich Ki nie była nabuzowana czy specjalnie wyciszona, lecz co siedziało w ich głowach? Czy aby na pewno miał prawo uważać, że nie powinien jeszcze wracać na Vegetę? Szczerze - to nie miał jak wracać. Statku nie posiadał od pół roku i nie zapowiadało się, aby uzyskał nowy w najbliższej przyszłości.
Warto było jeszcze zanotować, iż na Czerwonej Planecie przebywał Arcydemon Dragot, chociaż nie przebywał w bezpośrednim towarzystwie wojowników, u boku których walczył. Zapewne przez swoją przynależność rasową i zbieżność interesów, lecz znów - to tylko domysły. Ogoniasty to chodząca zagadka. Zaś od pewnego czasu nie mógł zlokalizować ani Bogini Kaede, ani Saiyana Kuro, który zostawił planetę, albo ukrywa się. Tylko znów - dlaczego? Kolejne domysły bez konkretów.
Wracając na Ziemię, tu z kolei rozpoznawał Hikaru walczącego z Hazardem, którego notabene dawno nie spotkał. I April. Zaraz, zaraz, April? Sama, bez Kuro? Na Ziemi? A jej energia coś zdradzałaby, gdyby zbadał tą sprawą z bliska? Hm... interesujące. Akurat zmierzała ku ludzkiemu ośrodkowi. Co prawda wypad na miasto nie należał do przyjemnych dla Reda, ale odkąd zmienił mu się odrobinę wygląd i dość sporo cech charakteru - wykorzysta nadarzającą się okazję i uderzy w tamtym kierunku. W dodatku dowie się, czy będzie w stanie opanować swoje żądze mając tyle ofiar dookoła...

z tematu - > w miasto!

Ooc: 6/10 postów będąc Białogłowym
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 465
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Paź 01, 2016 8:40 pm

naoglądałem się spektakularnych widoków w związku z przebijaniem się kapsuły przez Ziemską atmosferę. Ta planetka wyglądała z takich wysokości całkiem imponująco. Gdy zrozumiałem że wylądujemy na jakiejś równinie, ucieszyłem się. Idealne miejsce na rewanż. Wkrótce dotarliśmy do niebieskiego nieba, przecinając się przez chmury, by w końcu z hukiem uderzyć o powierzchnię niczym miniaturowy meteor. Kapsuła po kilku chwilach otworzyła się, i gdy tylko to się stało wydostałem się z niej płynąc po suficie aż trafiłem na jej szczyt. Tam rozszerzyłem się, i uformowałem ponownie w swoją humanoidalną, dwu metrową postać. Rozciągnąłem się i rozejrzałem. Wokół było trochę skał, ale większość to w miarę równy teren. Wyglądał na stworzony do wielgachnych starć. Gdy ten wyszedł z kapsuły, spojrzałem się na niego z uśmiechem łobuza cieszącego się z tego co przeskrobał.

-Coś ci się stało z kapsułą. Co za przypadek.
Powiedziałem ironicznie, w podobny sposób jakiego on używał do drwienia ze swoich oponentów. To był moment na który czekałem. Cel wyższy, wobec którego życia moich dzieci, mojej całej rodziny i wszelakie ziemskie przyjemności były zepchnięte na dalszy plan. Jedyne co miało znaczenie, to potęga, potrzebna do do kreowania rzeczywistości wobec swojego uznania. Potrzebna by pozbyć się wszystkich wrogów. I co liczyło się w tej chwili - potrzebna by wyrównać rachunki.
-Obawiam się że twoje zadanie zostało właśnie zepchnięte na dalszy plan. Jeśli tylko spróbujesz uciec, uniemożliwię ci to zamykając nas w moim wymiarze. Tym razem jednak nie będę potrzebował tej przewagi. Pamiętam dobrze twoje obietnice z rebelii, o tym jakie to krzywdy wyrządzisz mi przy następnej konfrontacji. Uznałem że TERAZ jest najwyższa pora by sprawdzić czy Księciuniu Vegety jest słowny.  

Po wypowiedzeniu tych słów napiąłem mięśnie, rozpiąłem skrzydła, i włączyłem dewastującą aurę uwalniając całą swoją moc. Niszczycielska czarna powłoka z białą obwódką nieprzerwanie rosła aż przekroczyła wymiarami ogniste tornado, które spowodowało załamanie się Netheru. Odchodziły od niej wyładowania elektryczne które trafiając w pobliskie skały powodowały zawalenie się ich. Efekty całego mojego treningu, i wszystkich poświęceń, zostały przeze mnie ukazane. Kapsuła wyleciała z pod moich nóg i odleciała na kilkadziesiąt metrów w dal, a pod moimi nogami zaczął się tworzyć krater. W końcu aura ponownie zmalała do standardowych rozmiarów, w skoncentrowanej, dymnej strukturze. Ponownie się na niego spojrzałem, z tym samym niepoczytalnym wzrokiem który uświadczyły moje dzieci.
-Transformuj się, i zaczynamy drugą rundę.

OOC:
regeneracja 10%
ki feeling is out - full power

Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 465
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
119280/149100  (119280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Paź 08, 2016 9:01 pm

*Z działu sparingi*

Ta małpa wciąż wierzyła w to, że jej szczeniackie odzywki zadziałają jakoś na jego korzyść. Może i miałyby jakiś skutek, gdyby nie mówił ich przy każdej sytuacji,i  zawsze z grubsza to samo. Zapewne gdy je sobie w akademii śniadanko to wyzywa pojedyńczo każdy składnik swojej kanapki, a następnie kucharza, zanim się za nią zabierze. Widać ich proste umysły nie potrafią wiele więcej. Ich los jest dla mnie równy wszy, a nikt nie przejmuje się co myśli o nim wesz. Dlatego nie miałem żadnych oporów by przypadkiem pozbyć się z kosmosu 6 miliardów pasożytów. Zresztą, gdyby nadano mi tytuł Księcia Debili, to uznałbym to za obrazę tylko dlatego, że wówczas zostałbym księciem takich jak Raziel. A to żaden powód do dumy.

Wszystko poszło jak po maśle. A owe masło to było w tym wypadku pancerz Raziela pod naciskiem mojej techniki. Cieszyłem się jak głupi przez cały okres przyjmowania przez niego tej techniki na klatę, a gdy już całość na siebie przyjął, efekt był dokładnie taki jakiego oczekiwałem. Przestał być super wojownikiem, i przypominał spalony wrak małpy, zalany aromatyczną posoką. Pierwsze co mi przyszło do głowy, gdy zobaczyłem jego twarz, to to że w końcu wyparzyłem tej niskiej istocie język. I to dosłownie. Byłem z tego widoku tak dumny, jak tylko się dało, choć nie było po mnie tego tak bardzo widać, pomijając lekki uśmiech który sprawiłby że dzieci zaczęłyby się oddalać. Jego Ki spadła tak nisko że powoli przestawała być wyczuwalna. Nie był daleko od śmierci, nawet lekko się zaskoczyłem że atak nie usmażył go do kości. W końcu nastał ten moment. Dokonałem tego. Osiągnąłem cel który obrałem sobie tak dawno temu. Skreśliłem z listy tą jedną skazę na mojej dumie, która powstrzymywała mnie od przejścia do innych rzeczy. Teraz w końcu jest po wszystkim. Z małpy została masakra. A za chwilę zostanie z niej jeszcze mniej. Ociekała krwią. A zapach przypalonego mięsa zadziałał na mnie porównywalnie z zapachem jaki ludzie czują przed fast foodem. Oblizałem się aż, i pomyślałem że nie zaszkodzi dodać do mojej listy pożartych ras także Saiyan. Zacząłem się powoli przybliżać, jednocześnie głęboko oddychając, by szybciej zregenerować rany. Na szkielecie moich skrzydeł odrastać zaczęły czarne pióra. Patrząc się w jego puste oczy, zamierzałem po raz kolejny poczuć smak wewnętrznych organów i tkanek.

Wtedy niespodziewanie coś mnie uderzyło, odpychając mnie na kilkanaście metrów w inną stronę. Jako że zadziałało tu zaskoczenie a nie miażdżąca siła, to od razu się ogarnąłem, i spojrzałem na napastnika. A był nim kotek. Konkretnie to Vivian która to za pomocą kapsuły chciała uratować swojego. Ten gdy tylko mógł, wczołgał się do środka. To był moment, w którym nabrałem niezbyt zadowolonego spojrzenia, i zacząłem mierzyć do kapsuły prawą ręką, rozważając zestrzelenie jej. Jednak jako że nie jestem już bezmyślną, i impulsywną bestią to najpierw tą decyzję przemyślałem. I uznałem, że może jeszcze kiedyś przyjdzie okazja by się zmierzyć. Po co marnować szansę, na to by zadać jeszcze więcej bólu. Poza tym, Vegeta mogłaby się nie ucieszyć ze straty Księcia, i zacząć mi przeszkadzać w moich planach. A ja nie mogę sobie na to pozwolić. No i czy potrzebuję jego śmierci? Nie. Niech żyje w świadomości, że jest niczym. Nie ważne jakimi środkami, nie ważne są też motywacje i motywy. Liczy się tylko skutek, w postaci krwi swoich wrogów. A ta leżała w sporej ilości zmieszana z kurzem wznieconym przez atak. Satysfakcję też czułem. A więc niech odlatuje. Obserwowałem jak kapsuła się oddala, z poczuciem bycia lepszym. Bycie ratowanym przez kota... Nieźle to rozwiązał. W końcu jednak trzeba przestać tracić czas na glizdy. Są cele ważniejsze, i bardziej opłacalne niż to. To moment na to, by zacząć budować fundamenty, na rządy Kanibala. A gdzie najlepiej zacząć budować, jak u siebie?

-HAHAHAHAHAHAHA! Czas wrócić na stare śmieci.
Powiedziałem czując się jak Bóg, jednocześnie ukrywając swoją Ki. Co za dużo to niezdrowo. Diabeł lubi działać po cichu. Dlatego nie zastanawiając się dłużej zacząłem lecieć w kierunku mrocznej puszczy, gdzie pod zasłoną purpurowych drzew skrywa się Wioska Drakonian. Trzeba tam zrobić przemeblowanie, i wykuć sobie nowe odzienie. Tam postanowię, co dalej.

OOC:
regeneracja 10%
Ki Feeling ON - ponowne ukrycie Ki

Z/t do Wioska Drakonian
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Kwi 13, 2017 8:30 pm

Android nie wiedział ile czasu minęło od opuszczenia przez niego laboratorium Namira, który odbudował go tylko po to aby wykorzystać go do własnych celów. Dastan nie miał pojęcia czy dobrze zrobił oszczędzając życie naukowca, co prawda zamknął go od zewnątrz przy pomocy karty w jego własnej pracowni, ale nie miał pewności czy tamten nie miał jakiegoś zapasowego klucza przy sobie. Nie miał jednak innego wyjścia jak po prostu zaakceptować wybór, który podjął i być może w przyszłości zmierzyć się z konsekwencjami podjętych decyzji. Jednak czuł, że pomimo złych intencji naukowca, dał on cyborgowi drugie życie i możliwość odszukania swojego dawnego rywala. Tylko to zadecydowało o oszczędzeniu życia Namira. Dastan rozmyślając nad niedawnymi zdarzeniami zupełnie przestał skupiać się na tym co znajduje się wokół niego przez co gdy tylko rozejrzał się dookoła zauważył jedno wielkie połacie ziemi, na którym kompletnie nic się nie znajdowało.

-No pięknie.- powiedział mimowolnie sam do siebie cyborg gdy zdał sobie sprawę w co się wpakował. Nie miał pojęcia gdzie się w tej chwili znajduje, a tym bardziej dokąd ma się obecnie udać. Chcąc w spokoju przemyśleć swoją sytuację android rozejrzał się i gdy zdał sobie sprawę że nie ma tutaj nawet żadnych głazów na których mógłby spokojnie odpocząć postanowił usiąść na ziemi. Gdy tylko to zrobił, zaczął jeszcze raz przyglądać się okolicy, w której się znajdował. Niestety obserwacja nie przyniosła niczego czego szaro włosy nie zauważył by wcześniej. Poza ziemią i znajdującymi się jedynie gdzieniegdzie małym roślinami nie było tutaj niczego, a tym bardziej czegokolwiek co mogłoby mu wskazać kierunek dalszego marszu. Dastan najpierw musiał podjąć decyzję, gdzie w ogóle chcę się udać, a by była mowa o jakimś dalszym kierunku. Przez pewien czas cyborg patrzył tępo w przestrzeń zastanawiając się co ma począć, pamiętał on swoją walkę na wulkanie, jednak wątpił aby był jakikolwiek cel w wyruszaniu w tamte tereny. Nie znajdzie tam nic poza skałami i lawą, a wątpliwe jest to aby spotkał tam kogoś kto powie mu co ma ze sobą począć. Pozostawało jeszcze jedno, mgliste wspomnienie które Dastan zobaczył zanim udało mu się wyrwać spod władzy Namira. Wspomnienie osoby, która stworzyła jego dawne ciało i mu pomagała. Cyborg nie miał innego wyjścia jak gonić za tym wspomnieniem i liczyć że być może kiedyś uda mu się ją spotkać, albo chociaż zobaczyć resztę wspomnień związanych z dawnym ciałem, które zostały zablokowane przez naukowca.

Dastan odzyskawszy chociaż część nadziei wstał z ziemi i zaczął się zastanawiać, w którą stronę ruszyć. Miał dwie opcje, albo jego twórczyni również stworzyła go w jakimś tajnym laboratorium podobnym do tego, które miał Namir albo miała swoją siedzibę w jednym z większych miast, które znajdowały się na ziemi. Zdając sobie sprawę, że szukanie tajnych laboratoriów po pustkowiach i wśród gór było z góry skazane na porażkę, Cyborg postanowił że najrozsądniej będzie udać się do jakiegoś miasta i ewentualnie tam popytać o różnego rodzaju naukowców zajmujących się robotyką. Był tylko jeden problem szaro włosy nie miał pojęcia gdzie znajdowały się te miasta a nawet gdyby wiedział to wciąż nie znał swojego położenia. Nie mając innego wyjścia, Dastan ruszył po prostu przed siebie i liczył że wcześniej czy później trafi na jakiekolwiek oznaki życia.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Kwi 14, 2017 7:44 pm

Okolica w jakiej znajdował się Dastan nie należała do najprzyjemniejszy co oznaczało, że spotkanie jakiejś żywej i myślącej istoty również było mocno utrudnione. Jednakże android był odporniejszy i nie potrzebował tyle co zwykły człowiek, by przeżyć w tych warunkach. Skoro przetrwał utratę głowy, to dojście do najbliższego miasta nie powinno być za bardzo problematyczne. Oczywiście może trochę potrwać, ale to się może zmienić. Więc na razie przemierzał pustkowie, na którym się znalazł, choć nawet nie wiedział czy idzie w dobrym kierunku. Namir odwalił kawał dobrej roboty przy odbudowie Dastana, lecz chyba zapomniał zamontować mu kompas. I na tym minęło mu kilka godzin. Na wielkiej nudzie. Możliwe, że android zaczął już modlić się o jakieś wydarzenie. I tak się stało. Nawet jeśli to nie były modły, to był to niezły zbieg okoliczności. Nasz bohater dostrzegł na niebie jakiś małą rzecz. Rzecz, która z każdą sekundą zaczęła się przybliżać, aż w końcu była na tyle blisko iż szarowłosy mógł z całą pewnością stwierdzić, że to co widział to był samolot. Nie należał do olbrzymów, lecz mały też nie był. Można powiedzieć, że był średniej wielkości. Najważniejsze jednak było to, że dymiło się z niego całkiem nieźle, a sam samolot obrał kurs na ziemię. Po kilku chwilach samolot zniknął za jednym z nielicznych wniesień, a do Dastana doszedł głośny huk. Kłęby dymy doskonale oznaczały miejsce. Krótko mówiąc znak, że tam walnęło, był doskonale widoczny.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Nie Kwi 16, 2017 9:50 pm

Cyborg już dłuższy czas przemierzał bezkresne pustkowie, na którym się obecnie znajdował. Nie wiedział ile czasu dokładnie upłynęło, jednak zdawał sobie sprawę że przechodziło to już w długie godziny. Na całe szczęście, jego ciało bardzo wolno się męczyło i dużo słabiej oddziaływały na nie nieprzyjemnie zjawiska pogodowe. Jednak pomimo braku zmęczenia i uszkodzeń na ciele Dastana dręczyła straszna nuda, nie było tutaj nic na czym by mógł się skupić przez ostatni dystans, który przebył. Cały czas jedyne co go otaczało to piach i gdzieniegdzie rosnące malutkie roślinki, przyzwyczajone do panującego tu klimatu.

Dastan nie mając nic lepszego do roboty, i nie musząc specjalnie skupiać się na otaczającym go krajobrazie, w trakcie ciągłego poruszania się naprzód odtwarzał w kółko dwa wspomnienia, które pozostały w jego głowie. Starał się dokładnie prześledzić każdy ich szczegół, szukając czegoś co mogłoby go jakkolwiek nakierować w stronę rozwiązania jego problemu. Na jego nieszczęście, oba wspomnienia, zarówno to dotyczące walki jak i to związane z jego twórczynią były bardzo krótkie i niewiele z nich się można było dowiedzieć. Oczywiście poza tym co było widoczne już na pierwszy rzut oka, android mimo wszystko nie poddawał się i wciąż odtwarzał te dwa wspomnienia szukając wskazówek.Nie wiedział kiedy dokładnie minęło mu kilkanaście minut i kolejny dystans jaki przebył w tym czasie. Najprawdopodobniej nie zwrócił by na to specjalnej uwagi, w końcu nigdzie mu się nie śpieszyło i tak w sumie nie wiedział dokąd iść, jednak szaro włosy dostrzegł na niebie jakiś punkcik, który bardzo szybko zbliżał się w jego stronę. To wydarzenie momentalnie wyrwało cyborga z zamyślenia i od razu zaczął się on przyglądać tajemniczemu obiektowi. Nie minęło zbyt wiele czasu aż Dastan mógł z całą pewnością stwierdzić, że zbliża się do niego jakiś nie zbyt duży samolot. W większości przypadków android zapewne nie przejął by się tym zbytnio, jednak jego uwagę od razu przykuł ciemny dym wydobywający się z silników latającego pojazdu. Android wiedział już co zaraz się wydarzy, jednak jedyne co mógł zrobić to przyglądać się jak samolot zbliża się z każdą sekundą coraz bliżej ziemi aż w końcu zniknął za jednym z wzniesień.

Cyborg zaraz po tym usłyszał donośny huk, zdawał sobie sprawę że samolot najprawdopodobniej jest w marnym stanie, a ludzie którzy nim lecieli albo już nie żyją albo niedługo wyzioną ducha. Jednak pomimo posiadania tych wszystkich informacji, Dastan postanowił ruszyć w stronę miejsca gdzie samolot uderzył w ziemię. Być może uda mu się znaleźć tam kogoś żywego albo chociaż coś co pomoże mu w dalszym przemierzaniu tych bezkresnych pustkowi.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Kwi 20, 2017 7:44 pm

Miejsce katastrofy nie wyglądało nawet tak źle. Plusem było to, że samolot rozbił się na kompletnym zadupiu, więc nie było większej ilości ofiar, niż gdyby się rozbił w centrum miasta. Dastan mógł dojrzeć dość sporą rysę na ziemi, którą wyrył wrak pojazdu, w momencie gdy uderzył w ziemię. Większa część statku powietrznego znajdowała się jakieś dwieście metrów od Dastana, zaś dookoła była cała masa różnych odłamków. Z tego co android widział były to zwykłe uszkodzone elementy, więc mógł mieć nadzieję, że ważniejsze urządzenia są w dalszym ciągu w kadłubie. Ten był cały, a przynajmniej nie rozpadł się podczas uderzenia. Co ciekawe kiedy szarowłosy zbliżał się do wraku to nie dostrzegł żadnych zwłok, ani ocalałych. Nie było nawet krzyków o pomoc. W końcu doszedł do kadłuba samolotu. Pytanie jaki będzie jego następny krok. W środku wraku coś trzeszczało lecz nie wiadomo co było tego przyczyną.

OOC:
Możesz zacząć przyglądać się wrakowi i próbować coś znaleźć. Równocześnie słyszysz jakiś trzask.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Kwi 24, 2017 10:15 pm

Cyborg bardzo szybko dojrzał wrak rozbitego samolotu, wiedział że nie było żadnych szans na to aby ktokolwiek przeżył taki wypadek, przynajmniej żaden człowiek. Android zdając sobie z tego sprawę nie specjalnie śpieszył się aby przeprowadzić oględziny wraku i zobaczyć co tam się właściwie wydarzyło. Jedna rzecz, jednak nie mogła umknąć jego uwadze, mianowicie wszędzie porozwalane szczątki, które jeszcze całkiem niedawno jako jedna maszyna szybowały w powietrzu. Dastan powoli przeglądał kolejne fragmenty kadłuba samolotu, które leżały na jego drodze, jednak w dość sporej większości były to jedynie nie nadające się już do niczego fragmenty blachy. A nawet jeżeli coś wyglądało na w miarę obiecujące, to cyborg i tak nie miał żadnego pomysłu co by mógł z tym zrobić ani teraz na pustkowiu ani później gdy już znajdzie jakąś cywilizację.

Gdy tak przeglądał kolejne części leżące w około rozbitej maszyny, nagle do jego uszu dotarł jakiś dziwny trzask dobiegający od strony leżącego nieopodal wraku. Dopiero w tej chwili szaro włosy zdał sobie sprawę z jednej rzeczy, poza nim i szczątkami znajdującymi się na ziemi nie było tutaj nikogo ani niczego, żadnych ciał, ofiar, ani żadnych krzyków o pomoc, które wskazywałyby że jeszcze ktoś przeżył. Cyborg przez chwilę analizował dane jakie zebrał dzięki obserwacji, z jednej strony wiedział że nikt nie powinien przeżyć takiej kraksy, ale z drugiej coś mu podpowiadało że dziwny trzask dobiegający z wraku może być wynikiem prób wydostania się jakiegoś uwięzionego człowieka. Gdyby Dastan był w pozytywny sposób nastawiony do ludzi za pewne od razu po uświadomieniu sobie tej informacji podbiegł by do szczątków i próbował pomóc być może uwięzionej tam osobie.

Android, jednak mając na względzie swoje dawne przeżycia z rasą ludzką oraz to że we wraku może być uwięziony człowiek było jedynie jego domysłem, postanowił to sprawdzić ale powoli i z rozwagą. Dlatego też powoli zaczął zbliżać się do wraku, cały czas obserwując to co z niego zostało, starając się jednocześnie nie uderzyć w jakiś z leżących wokół odłamków aby nie stworzyć nie potrzebnego dźwięku, który tylko zdradził by jego pozycję potencjalnemu wrogowi. Mając na względzie wszystkie możliwości Dastan był przygotowany do obrony i podjęcia nieoczekiwanej walki jeśli by do czegoś takiego miało dojść.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Kwi 25, 2017 6:06 pm

Rozdział I : Ralph Anderson
Lokalizacja: Pustkowie



" Rozrzucone części charakterystycznie otaczały wrak statku... Oczywiście nikogo tam nie było co tylko wzmagało tajemniczość sytuacji... Jedyną postacią która teraz była blisko maszyny był sam Dastan... Kto wie jak właściciel mógłby to odebrać gdyby widział katastrofę a jedynym świadkiem był cyborg... Mimo wszystko szaro włosy zachowywał ostrożność, być może miało się zaraz zrobić tłoczno..."

Pustkowie na moment stało się ciekawym miejscem ze względu na bezzałogowy pojazd który spadł z nieba. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że jego szczątki przegląda właśnie android. Dastan mając na względzie wiele możliwości zachował ostrożność, była to jedna z mądrzejszych decyzji. Najwidoczniej miał umieszczony proces adaptacji i nagła zmiana sytuacji nie wpływała na popełnianie błahych błędów. Mimo to trzask który wydobywał się z okolic maszyny wskazywał na to że Dastan nie jest tu sam albo zaraz nie będzie. Całą tajemnicę niewątpliwie skrywał kadłub, to tam zdawało się, było źródło sygnału. Gdyby tylko podszedł i zbadał owe zjawisko miałby okazję dać sobie kilka minut więcej na nieuniknione.

***


" Tutaj Ralph Anderson... Powtarzam Ralph Anderson... Maszyna runęła na ziemię... Ruszamy na miejsce katastrofy... Bez odbioru... "

Najwidoczniej ktoś miał przygotowany system szybkiego reagowania o którym Dastan miał się niedługo przekonać. Cyborg miał jeszcze trochę czasu na zbadanie maszyny ale nikt nie był wstanie oszacować ile. Nawet jeżeli starałby się dostrzec gdzieś w oddali przybyszy to wątpliwym było czy mu się to uda. Wszystko zależało od tego ile uda mi się zrobić do spotkania.

OCC:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Kwi 25, 2017 9:46 pm

Dziwne trzaski dobiegające z rozbitego wraku okazały się być głosem jakiegoś człowieka o imieniu Ralph Anderson, nie było by w tym nic szczególnego gdyby nie fakt że miał on zamiar przybyć tutaj po szczątki, zapewne nie sam tylko z jakimś odziałem. Dastan w pierwszej chwili nie specjalnie się tym przejął, jednak dopiero po chwili zdał sobie sprawę z jakiej sytuacji się znalazł. Bezzałogowy samolot, który najprawdopodobniej był dość drogi rozbił się na całkowitym odludziu, a on jako jedyny był w pobliży. Wątpił w to że niejaki Ralph Anderson uwierzy w jego tłumaczenia że znalazł się tutaj całkowitym przypadkiem. Nieznajomy raczej stwierdzi że to właśnie cyborg ma coś wspólnego z całym wydarzeniem i najprawdopodobniej nie zostawi tego jeśli nie odzyska pieniędzy za poniesione szkody.

Android przez pewien czas przyglądał się radiu, z którego dotarła do niego informacja, zastanawiał się co ma teraz począć, najrozsądniejszym wyjściem byłaby ucieczka i zapomnienie o całej tej sytuacji. Jednak o ile było to rozsądne posunięcie o tyle raczej nie możliwe do spełnienia. Ralph przez radio poinformował, że już wyruszyli po szczątki, więc zapewne niedługo się tutaj pojawią, czy to samolotami czy innymi pojazdami, które mimo wszystko będą poruszały się dużo szybciej od uciekającego cyborga. Drugim problemem tego rozwiązania, było to że Dastan nawet jeśli by uciekał to na tym pustkowiu był doskonale widoczny i pogoń natychmiast by go dopadła, a fakt że ucieka z miejsca wypadku najprawdopodobniej działał by na jego zupełną niekorzyść. Pozostawały jeszcze dwie opcje, albo schować się gdzieś w szczątkach statku i liczyć na to że ludzie, którzy tu przybędą nie zauważą wśród całej maszynerii cyborga. Było to jednak bardzo mało prawdopodobne, raczej ciężko jest przeoczyć humanoidalną postać, wśród maszyn zwłaszcza gdy jest jasno, gdyby panowała noc, szaro włosy mógłby liczyć na łut szczęścia ale przy oświetlającym wszystkim słońcu ukrycie się nic nie dawało a również mogło zadziałać na niekorzyść androida.

Nie mając zbyt wielu opcji do wyboru, a jeżeli nawet jakieś były to nic nie dawały, Cyborg postanowił kontynuować to co zaczął wcześniej, czyli obserwować szczątki leżącego nieopodal statku. Co prawda to również mogło wpłynąć niekorzystnie na jego sytuację, ale z drugiej strony wszystkie opcje tak działały, a gdy Cyborg obserwował całą maszynerię miał chociaż cień szansy na znalezienie jakiejś części, która może okazać się przydatna w przyszłości. Poza tym gdy Dastan przeglądał szczątki doskonale mógł obserwować otaczające go pustkowie dzięki czemu będzie wiedział skąd przybędzie Ralph oraz ilu ludzi ze sobą zabierze.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Kwi 26, 2017 8:02 pm


" Oczywiście... Cyborg odsłuchał wiadomość ale co mógł zrobić... Już niedługo pozna tego który właśnie zmierza w jego kierunku... Maszyna była w ruinie, jedyne co można było z niej wyciągnąć to pojedyncze części które mimo wszystko dla androida nie wiele by znaczyły... Ale informacje to inna sprawa... "


Dastan wciąż przyglądał się szczątkom maszyny która jeszcze chwilę temu była na niebie. Pozostało mu kilka kluczowych opcji, oczywiście z jednej skorzystał od razu, wciąż przeglądał wrak. Co mógł tak naprawdę znaleźć, części mniej i jeszcze mniej mu potrzebne. Mimo wszystko wzrok można było zawiesić na charakterze zniszczeń, nie było żadnych otworów po kulach czy pociskach innego typu. Pierwsze i chyba najważniejsze co mógł wyciągnąć w obecnej chwili gdyby ekipa uznała go za sprawdzę katastrofy. Drugą rzeczą był wciąż działający komputer pokładowy, dane miejsca startu i docelowego lądowania. Istotne chociaż ich wykorzystanie zależało by już tylko od naszego cyborga.

" Wszystko miało swoją wartość, trzeba było umieć ją wykorzystać, przeglądając szczątki Dastan musiał na coś natrafić... Na czym się ostatecznie skupi..."

Obrał sobie idealne miejsce aby mieć możliwość rozglądania się po okolicy, nie był wstanie określić za ile przybędzie Anderson ale może go w porę dostrzec. Coś jednak zbliżało się do miejsca upadku, dość szybko, gdzieś w oddali unosiły się kłęby wzniesionego piachu i drobin skalnych. Powoli było słychać okrzyki, jakby wiwat, niewątpliwie ktoś miał powód do radości. Nadjechali strzelając w powietrze, wykrzykując, klnąc, amatorzy szukający przygód. Byli tak zaślepieni znaleziskiem że nie zwrócili uwagi na cyborga który ewidentnie miał opcje zaskoczenia lub pozostania w ukryciu.
- Hej, widzicie to... znalezisko pierwsza klasa, leć przeszukać Grey... Być może będzie masa sprzętu... Crew ty zostań na wozie i rozglądaj się... W razie czego strzelaj... Jestem pewien że na czymś się tu wzbogacimy...
Było ich trzech, najwidoczniej ludzie pokroju łowców nagród lub zawadiaków szukających do kogo się przyczepić. Musieli widzieć spadający pojazd i pędzili co sił aby zrabować co się da. Dwójka z nich już zeskoczyła z pojazdu. Jeden uzbrojony w dwa kastety a drugi w stalową pałkę, najprawdopodobniej własnej konstrukcji bowiem przykręcone były do niej śruby w chaotycznych odstępach. Trzeci i wydający się najgroźniej uzbrojony w coś przypominającego wyrzutnię, rozglądał się po niebie czy nic nie nadlatuje gotowy posłać nieproszonych gości na drugi świat.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Kwi 28, 2017 8:07 pm

Dastan przeglądał kolejne elementy rozbitego samolotu, jednak nie było tam nic co miałoby jakąkolwiek znaczącą wartość dla androida w tym momencie. Jednak dzięki obserwacjom przy poszukiwaniu części cyborg przynajmniej mniej więcej mógł się domyślić co było przyczyną wypadku. Najprawdopodobniej, któryś ze silników musiał nawalić przez co samolot nie mógł dalej utrzymać się w powietrzu i zaczął zmierzać ku ziemi. Przynajmniej na to wskazywały pierwsze oględziny, jakie mógł przeprowadzić szaro włosy. Gdy dalej przyglądał się częściom rozbitej maszyny, zdał sobie sprawę że komputer pokładowy maszyny wciąż działa, jednak zanim zdołał zrobić z nim cokolwiek do jego uszu dobiegł dźwięk szybko zbliżającego się samochodu.

Nie mając lepszego wyjścia Dastan wciąż pozostawał wśród szczątków rozbitej maszyny, przysłuchując się wciąż narastającemu dźwiękowi zbliżającego się pojazdu. Zastanawiał się czy dopaść szybko do komputera pokładowego i pozyskać z niego jakiekolwiek informację, zanim przybędzie tutaj Ralph z swoimi ludźmi. Cyborg przez chwilę wahał się co ma zrobić, jednak zanim zdołał podjąć decyzję usłyszał jak niedaleko rozbitej maszyny zatrzymuje się samochód a zaraz po tym dosłyszał głosy ludzi. Dastan zaczął nasłuchiwać, jednocześnie starając się obserwować przybyłych ludzi. Była ich trójka i od razu nie zrobili na cyborgu, zbyt dobrego wrażenia, wyglądali bardziej jak bandyci niż ktoś kto przybył by uratować cokolwiek z wraku samolotu. Ich słowa, które po chwili dotarły do androida tylko potwierdziły jego przypuszczenia, chcieli oni ograbić szczątki i uciec stąd z łupem. Szaro włosy szybko doszedł do wniosku, że to zapewne oni stali za tym, że samolot spadł i się rozbił. Najprawdopodobniej wykorzystali wyrzutnię, aby trafić w jeden ze silników a potem tylko podążali za spadającą maszyną. Cyborg stał w ukryciu, zastanawiając się co ma zrobić w tej chwili, z jednej strony nie powinien obchodzić go los tej maszyny, ale z drugiej i tak nie miał gdzie uciec czy to przed bandytami czy zbliżającym się Ralphem Andersonem. I w tej chwili go olśniło, bandyci chcieli ograbić pojazd, jednak nie mieli pojęcia że jego prawowity właściciel zbliża się do tego miejsca by zabrać to co należy do niego. Dawało to Dastanowi jakąś szansę na wydostanie się z tej sytuacji, mógł opowiedzieć się po stronie bandytów, jednak wątpił on w to czy uda mu się ich przekonać aby podzielili się łupem, a z drugiej mógł zatrzymać ich tutaj na jakiś czas czekając aż przybędzie tutaj Ralph i liczyć że wtedy uda mu się jakoś wykaraskać. W obecnej sytuacji, cyborgowi nie pozostawało nic innego jak opowiedzieć się po stronie prawowitego właściciela, który jeżeli tu przybędzie to zapewne będzie wdzięczny, że jego własność została obroniona. Podsłuchawszy rozmowę bandytów, Dastan wiedział że tylko jeden z nich będzie przeszukiwał to dawało mu sposobność do zaskoczenia go, ale i reszty przybyłych. Gdyby udało mu się go wziąć za zakładnika to mógłby bez trudu, trzymać resztę w szachu i odwrócić ich uwagę od nadjeżdżającego Andersona.

Cyborg mając już opracowany plan, przykucnął w jednym z ciemniejszych miejsc w wraku, po czym czekał aż niejaki Grey wszedł do szczątków samolotu i zaczął go przeszukiwać, a gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko, Dastan wyskoczył na niego i posłał w stronę jego twarzy bardzo silny cios, po czym korzystając z zaskoczenia przeciwnika odwrócił go i szybko zaczął dusić swojego oponenta. Android wiedział, że musi jakoś skupić na sobie uwagę pozostałej dwójki dlatego natychmiast po schwytaniu jednego z szajki, wyszedł razem z nim cały czas trzymając go w żelaznym uścisku. Dzięki temu, Dastan nie tylko wciąż dusił jednego z bandytów ale korzystał z niego jak z tarczy. Zresztą nie przypuszczał, aby jedyny uzbrojony użył wyrzutni aby strzelić w kierunku samolotu i być może zniszczył w ten sposób ich łup, to dawało Dastanowi choć cień nadziei na to że nie zginie od razu po pokazaniu się oraz na kupienie choć trochę czasu do przybycia posiłków.

Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Maj 01, 2017 10:21 am



" Cyborg postanowił działać, biorąc za zakładnika jednego z rabusiów... Oczywiście pochwycenie jednego z całej trójki udało się i teraz sytuacja nabrała nowych kolorów... Dastan zasłaniając się Grey'em wyszedł z ukrycia pokazując swoją obecność... Ku zaskoczeniu dwójka towarzyszy od razu zareagowała..."


Wrak maszyny wciąż nie był przeszukany w na tyle dokładny sposób by ktoś mógł się wzbogacić. Android mimo to postanowił działać i przetrzymywał Greya po tym jak ujawnił się z cienia, atakując rabusia. Jego ofiara mimo to była tylko człowiekiem, amatorem w walce więc efekt trafienia zmiażdżył mu kości policzkowe i przykleił złamany nos do rozbitego boku twarzy. Później wszystko potoczyło się po myśli naszego cyborga. Wyszedł zasłaniając się pokiereszowanym łowcą nagród w garści, trzymając pewnie duszenie. Jedyne co udało się wydukać zakładnikowi to najprostsze...
- Chłopaki... Zaskoczył mnie...
Wtedy uwaga zgromadzonych skupiła się tylko i wyłącznie na Dastanie, odważna próba wyjścia z kryjówki musiała przynieść ze sobą szok. Powstało wzburzenie i przywódca gangu od razu robiąc krok w stronę androida wykrzyczał.
- Puszczaj naszego ziomka... Zaraz, Zaraz... Kim ty w ogóle jesteś, to twój pojazd? Możemy się dogadać, oddaj naszego przyjaciela a my puścimy się wolno... Nie chcemy nikogo zabijać, rozumiesz to tylko biznes...
Przywódca nie miał zamiaru tracić człowieka, a postura i wygląd Dastan'a wskazywał na to że wyszkolony z niego zabójca. Dokładając do tego że jego więzień mimo szamotania się nie był wstanie nawet drgnąć cyborgiem. Sytuacja zrobiła się napięta do tego stopnia że nikt nie zauważył zbliżającej się maszyny w powietrzu. Czasu było coraz mniej a nowy konflikt można było rozegrać na wiele sposobów. Pierwszy który rozgryzł sytuacje był zawadiaka posiadający wyrzutnie, dostrzegł kolejnych intruzów i zawiadomił wszystkich...
- Leci... Anderson tu leci!!!... Spadajmy albo będzie po nas...
Najwidoczniej trzy osobowa grupka znała jegomościa z przekazu jaki udało się usłyszeć cyborgowi. Nie tracąc więcej czasu przywódca szybko kontynuował negocjacje z Dastane'm.
- Nie wiem kim jesteś, ale nie wyglądasz mi na żołnierza, jednego z tamtych... Pomóż a podzielimy się łupem sprawiedliwie...
Mówiąc to kazał strzelać do nadlatującej maszyny jak tylko będzie w zasięgu, choć wiedział że tak łatwo z tego nie wyjdą. Broń wystrzeliła i uzbrojony pocisk leciał w stronę oddziału. Widać było tylko sylwetkę która trzymając się elementu maszyny spoglądała na nich z góry. Bez większych problemów unieszkodliwił pocisk swoim tworząc mały wybuch w powietrzu.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Maj 03, 2017 9:13 pm

Cyborg bez problemu trzymał swojego zakładnika, w żelaznym uścisku. Jednak zanim w ogóle zdołał cokolwiek powiedzieć do reszty bandy, jego ofiara zdołała wydusić z siebie kilka słów, które od razu zwróciły uwagę pozostałych. Co prawda android nie specjalnie przejmował się bandytami, ale mimo wszystko wysłuchał tego co mają do powiedzenia, jednak ponownie zanim nawet zdołał się zastanowić co im odpowiedzieć coś mu przerwało. Tym razem był to dźwięk zbliżającej się maszyny a zaraz po tym krzyki bandyty trzymającego wyrzutnię. Jak się okazało to Anderson właśnie zbliżał się po swoją własność, a żeby było ciekawiej rabusie wiedzieli kim on jest, więc zestrzelenie tej maszyny i ograbienie jej nie było przypadkiem. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego do czego strzelają.

Dastan, który obserwował całą sytuację wciąż trzymając jednego z nich w uścisku, zastanawiał się co ma zrobić w tym momencie. Mógł kontynuować obezwładnianie jednego z nich, jednak ten z wyrzutnią wciąż mógł strzelić. Gdy tylko cyborg o tym pomyślał, bandyta jakby na zawołanie wystrzelił pocisk w stronę zbliżającej się maszyny. Cyborg nawet gdyby chciał zareagować to został uprzedzony przez jednego z pasażerów maszyny, który wystrzelił swój własny pocisk i zniszczył ten lecący w stronę latającego pojazdu. Dzięki tej sytuacji, szaro włosy wiedział że nie musi przejmować się tym że bandyci strącą kolejny pojazd i że zostanie sam na trójkę uzbrojonych przeciwników. Mógł po prostu dalej stać trzymając jednego z nich. Jednak nagle coś wybiło go z rozmyślań, był to głos przywódcy bandytów. Chciał aby przyłączył się do nich i pomógł im rozprawić się z zbliżającym się Andersonem i jego żołnierzami. Android ani przez chwilę nie zastanawiał się nad tym co ma zrobić, przez uwięzienie jednego z nich wątpił aby ci bandyci nawet jeśli teraz im pomoże okazali się miłosierni i zapomnieli o tym co zrobił. Poza tym to oni chcieli okraść kogoś z jego własności. A dodatkowa informacja w postaci tego że Anderson posiada żołnierzy, dała Dastanowi pewien pogląd na sytuację. Domyślił się, że skoro Ralph dowodzi tymi żołnierzami to albo należy do armii, co dawało Dastanowi dużo lepsze możliwości niż niepewny sojusz z bandytami. Albo też Anderson ma wystarczająco pieniędzy aby wynająć własnych żołnierzy, a co za tym idzie pewnie też naukowców, którzy mogą okazać się dla cyborga bardzo użyteczni.

Każda z tych możliwości, dawała Dastanowi dużo większą szansę na odnalezienie swojej twórczyni niż próba dogadania się z bandytami.
-Niestety, pomimo kuszącej oferty, będę musiał odmówić.- rzekł bardzo spokojnie android, po czym natychmiast odrzucił swojego zakładnika a następnie szybkim ruchem doskoczył do drugiego z bandytów i posłał silny cios w stronę jego brzucha. Liczył na to, że uda mu się odwrócić ich uwagę na tyle by żołnierze mogli spokojnie wylądować. Poza tym zdawał sobie sprawę, że gdy ci bandyci znajdą się w sytuacji podbramkowej mogą być zdolni do wszystkiego a mimo wszystko cyborg wolałby póki co ograniczyć się do uszkodzenia kilku ludzi niż do tego że ktoś miałby stracić życie.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Maj 04, 2017 10:37 pm



" Na pustkowiu zrobiło się dziwnie tłoczno... Wszystko za sprawą tajemniczego obiektu który runął z nieba pozostawiając sam wrak... Jakie musiał kryć tajemnice że wokół znalazło się aż tylu zainteresowanych... Pomijając szczegóły, wytworzył się pewnego rodzaju konflikt w który zmieszał się Dastan... Próbował wybrać najrozsądniejszą opcje ale i taką która będzie mogła mu się w pewien sposób zwrócić... Sprytnie, na pierwszy rzut oka... "


Dastan postanowił zagłębić się w konflikt i zaatakował dopiero co przybyłych zawadiaków, starając się pokazać którą ze stron faworyzuje. Sprytnie poruszenie zwłaszcza kiedy doszedł do wnioski w jakiej sytuacji sam się znajdował. Zostaje tylko ujawnić kolejne karty które przyłączyły się do gry będąc jeszcze w powietrzu. Niestety cyborg odmówił rabusiom pomocy i tym samym przypieczętował ich los, mogli być pewnie że Anderson się nimi zajmie. Android rzucił swoim zakładnikiem o ziemię i ruszył na kolejnego człowieka. Był szybszy niż jego cel i znacznie twardszy więc pięść wbiła się w miękki brzuch rzucając biedaka na kolana.
- Cholerny... Niech Cię...
Został ostatni który widząc sytuacje wpadł w panikę i próbował zapalić maszynę. Widać było że z twarzy znikła mu chęć walki i będzie starał się uciec. Nic bardziej mylnego, na trzeciego towarzysza padł cień a stał nad nim nie kto inny jak Ralph Anderson. Robił wrażenie potężnego gościa, wysoki i więcej niż dobrze zbudowany. Złapał za kark uciekiniera i cisnął nim na ziemię dobre kilka metrów, niesamowita siła. Zeskoczył w dół i szedł w kierunku przeciwnika, będący w szoku bandyta rzucił się w odpowiedzi do ataku. Wymierzył pięść zbyt prosto, zbyt przewidywanie i Ralph skręcając ciało wyprowadził cios o większym zasięgu, miażdżąc młodemu szczękę. Biedak zwalił się z nóg i złapał za zakrwawioną twarz, dla niego pojedynek się skończył.
- Koniec tego przedstawienia... Tym razem nie uciekniecie... Zajmijcie się nimi chłopaki...
Wydając rozkaz aby reszta żołnierzy zebrała wszystkich i związała, czekając na transporter który ich zabierze. Pozostała sprawa naszego cyborga który zdążył się już określić. Chociaż jego wygląd, sam strój wskazywałby bardziej na klimaty przeciwne.
- Kim jesteś... Łowca nagród? Wyszkolony zabójca... Odpowiadaj, widziałem co się stało zanim wylądowaliśmy... Jesteś na terenie Armii NaviBlue... Ralph Anderson dowódca tego oddziału... Jesteś gdzieś gdzie nigdy nie powinno Cię być więc mów...
Dowódca opuścić pięści ale to nie wróżyło że sytuacja jest mniej napięta, ktoś taki widząc jak Dastan powalił dwóch ludzi w ułamku sekundy, wolał grać stanowczo. Reszta ludzi powoli zrobiła szyk zamykając dwójkę w okręgu tak aby mogli rozmawiać, ewentualnie zaatakują jeżeli będzie potrzeba. Najwidoczniej przywódca chciał wiedzieć natychmiast kim jest cyborg i czego tu szukał, nie wiedział jakie informacje udało mu się pozyskać.

OCC:
- Udało Ci się powalić 2 ludzi to w sumie oczywiste.
- Jesteś otoczony zostaje Ci brawura albo rozmowa ; )
- Ważny moment, co powiesz, jak i ile...
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Maj 05, 2017 9:50 pm

Na szczęście atak Dastana był dostatecznie silny by pozbyć się kolejnego z bandytów, ostatnim z nich rozprawił się dowódca przybyłego oddziału. Cyborg od razu zwrócił uwagę, że Ralph nie należy do osób, z którymi warto zadzierać. Wysoki, dobrze zbudowany i sądząc po tym jak bez problemu rozprawił się z ostatnim bandytą zapewne też świetnie wyszkolony. Po mimo tego, że android postawił się po ich stronie nie był pewien czego może się spodziewać po Andersonie i reszcie jego ludzi. Tymczasem Dastan obserwował jak żołnierze zabierają kolejnych bandytów na pokład swojego pojazdu, gdy nagle przed nim stanął ich dowódca.

Anderson zanim w ogóle się przedstawił zaczął od zadawania pytań, Dastan jednak nie specjalnie się tym przejął przynajmniej po wysłuchaniu kilku pytań i podejrzeń odnośnie jego osoby dowiedział się w końcu z kim rozmawia. Jak się okazało Ralph był dowódcą oddziału należącego do jakiejś armii, która najprawdopodobniej korzystała z tego pustkowia jako placu testowego dla nowych maszyn. Zanim Dastan zdołał cokolwiek powiedzieć, wokół niego i Andersona utworzyło się koło złożone z żołnierzy należących do oddziału. Cyborg nie znał do końca swoich możliwości, wiedział co prawda że jego ciało jest dużo bardziej wytrzymałe niż ludzkie, jednak wątpił czy udało by mu się przetrzymać zmasowany atak a tym bardziej nie wiedział czy żołnierze nie mają przypadkiem ze sobą jakiegoś rodzaju broni, która już na pewno wyrządziła by mu krzywdę mniejszą czy większą. Co prawda Dastan już dawno postanowił, że z Andersonem będzie starał się dogadać, ale mimo wszystko wolał wiedzieć na czym stoi i czy w przypadku nie przewidzianych okoliczności będzie w stanie jakoś się stąd wydostać. Po dokładnej analizie, szaro włosy wiedział że jedyne co mu pozostaje to rozmowa, wątpił w to czy udałoby mu się jakkolwiek stąd uciec zwłaszcza że żołnierze posiadali pojazd, a jedyne na co cyborg mógł liczyć to to że Anderson uwierzy w jego słowa, nie wiedział jednak jeszcze jak dużo powiedzieć oficerowi.

-Bardzo miło poznać, ja nazywam się Dastan. Nie wiem skąd ta nie ufność, pomogłem wam złapać tych bandytów, jednak mniejsza o to. Lepiej będzie jeśli najpierw odpowiem na pańskie pytania.- powiedział cyborg, po czym zrobił chwilkę przerwy zastanawiając się co dokładnie ma opowiedzieć. Zaraz po tym stanął w trochę wygodniejszej pozycji, a następnie zaczął dalej mówić.
-Może być ciężko w to uwierzyć, ale jestem androidem. Moje ciało zostało odbudowane przez niejakiego Namira. Chciał on przy pomocy zdalnego sterowanie wykorzystać mnie aby spełnić swoje cele. Na jego nieszczęście udało mi się uwolnić, sam nie jestem do końca pewien jak. Zaraz po tym uciekłem z jego laboratorium a jego tam zamknąłem. Od tamtej pory idę wzdłuż tego pustkowia zastanawiając się co mam ze sobą zrobić. Jednak moją podróż przerwał upadek tamtego pojazdu, zaraz po tym zjawili się ci bandyci chcąc go ograbić jednak udało mi się ich zaskoczyć.- Dastan powiedział mniej więcej wszystko co było istotne i mogło jakoś potwierdzić jego wiarygodność, jednakże wolał przemilczeć to że wsłuchiwał się w komputer pokładowy.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Maj 08, 2017 3:46 pm


" Dastan mówił dużo... Na tyle dużo żeby we skrócie streścić wszystko co miało wartość... Zastanawiające było to czy przemyślał jakich informacji udzielił Armii i jak wiele sam chciał dla siebie ugrać... Pomijając fakt że bez wahania wydał Namira który teraz został wplatany w interesy Andersona. .. Wiele, wiele wydał nasz drogi Android..."

Kapitan oddziału przyglądał się Dastanowi z uwagą, miał coś w oczach, potrafił przytłoczyć samym spojrzeniem. Dodatkowo, imponująca sylwetka i atuty jakie ujawnił rzucając przeciwnikiem o ziemię na sporej odległości. Ten gość potrafił walczyć i zdecydowanie nie był przeciętny w tym co robi, dastan musi ważyć słowa i czyny. Wszystko co się wydarzyło w ostatnich chwilach na pustkowiu całkowicie ożywiło to miejsce a sam Dastan stał otoczony przez ludzi z BlueNavi. Po wysłuchaniu słów cyborga, Anderson sam mógł przemówić.
- Sporo tego... Oczywiście, inaczej nie pokonałbyś od tak tamtej grupki... Zdajesz sobie sprawę że nie pozwolę Ci odejść, zbyt wiele widziałeś a do tego masz możliwość sprawiania kłopotu... Nie mogę pozwolić aby Android biegał po pustkowiu samowolnie, tym bardziej po naszym terenie... Z drugiej strony przydasz mi się...
Kończąc wyszczerzył zęby w szyderczy sposób jakby w głowie już urodził mu się chytry plan. Oczywiście takie znalezisko jak cyborg wokół wraku pojazdu to niecodzienny widok. Ralph podszedł bliżej tworząc lekko inwazyjną postawę sprawdzając Dastana. Jeżeli faktycznie udało mu się uchronić od woli szalonego naukowca to będzie cennym znaleziskiem dla Armii. Minęła chwila od momentu w którym kapitan wszystko sobie przeanalizował. W końcu wpadł na pomysł i wiedział że wykorzysta w nim androida, będzie szczególną kartą.
- Więc... uderzysz z nami na ich kryjówkę... Zbyt długo pozwalam na ich wybryki, skończymy to tej nocy... Zdradź mi jeszcze pozycję gdzie ukryłeś tego Namira... Oczywiście twoja odmowa będzie miała konsekwencje... Wierzę że się dogadamy...
Kolejna kluczowa sprawa którą Dastan wplątał w rozmowę, wzmianka o Namirze zainteresowała kapitana na tyle że i tutaj chciał działać. Było to oczywiste z tego względu że doktorek, potrafił odbudować androida. Tylko głupiec zostawiłby taką opcję zamkniętą gdzieś na odludzi, Anderson nie był głupcem, chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Doskonale sobie to obmyślił, mając kogoś takiego jak Ci dwaj będzie mógł wzmocnij własne szeregi a kto wie co jeszcze. Pozostała tylko sprawa pojmania tajemniczego naukowca. Tego aura przybrała wyraz podniecenia na samą myśl złapania kogoś takiego.
- Nie traćmy czasu... Pójdziesz tam ze mną a reszta oddziału będzie pilnować tamtej trójki czekając na posiłki...
Trzon oddziału poruszał się w doprawdy ślimaczym tempie i minęły by całe godzina zanim zrównaliby się z Andersonem a ten nie chciał czekać. Wolał zabrać cyborga i na własną rękę pojmać Namira.

OCC:
-Trochę wypaplałeś Very Happy ale to świetnie... Masz teraz takie opcje lub coś własnego oczywiście, wiadomo za wszystko odpowiadasz Smile
- Informacje jasne, Ralph zainteresował się Namirem. Możesz próbować go zwieść lub coś innego twoja wola Das Wink
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Maj 10, 2017 1:15 am

Cyborg od razu po ujrzeniu reakcji Andersona na jego historię, zrozumiał że mógł powiedzieć odrobinę za dużo i pan dowódca już ułożył sobie w głowie jakiś plan. Jak się okazało Dastan nie mylił się i Ralph, chciał wydobyć z niego informację gdzie znajduje się naukowiec a do tego zmusić cyborga do tego aby zaatakował razem z żołnierzami na bazę bandytów znajdującą się gdzieś w tej okolicy. O ile z samym atakiem na bandytów android raczej nie miałby większego problemu, bo tak w sumie swoją decyzją sam przypieczętował w pewien sposób pomoc armii, a tylko dalej z nimi współpracując ma szansę jakoś na tym zyskać. To sam powrót do laboratorium Namira był problematyczny, w końcu sama podróż tam zajęła by kilka godzin o ile nie cały dzień to dodatkowo, cyborg pozbył się karty dostępu, która pozwoliłaby dostać się do miejsca pobytu naukowca.

Widząc jak bardzo zależy dowódcy na odszukaniu tego laboratorium, Dastan postanowił zrobić to co wydawało mu się najrozsądniejsze w tym momencie. Czyli grać w grę, którą Ralph sam zaczął i poprowadzić go do miejsca gdzie znajdowało się laboratorium, wolał jednak uprzedzić swojego rozmówcę o problemach jakie mogą napotkać po drodze do kryjówki naukowca.
-Mogę pomóc, jest jednak parę spraw o których lepiej żebyś wiedział.
Po pierwsze podróżowałem przez to pustkowie, przez bardzo długi czas zanim dotarłem do tego miejsca. Byłem w stanie to zrobić tylko dlatego, że mam mechaniczne ciało i nie potrzebuje wody ani jedzenia, i sądząc po tym raczej ciężko będzie tam człowiekowi dotrzeć po prostu idąc.
- rzekł Dastan po czym zrobił krótką przerwę, obserwując przy tym resztę oddziału Ralpha. Zaraz po tym znowu zaczął mówić.
-Kolejna sprawa, jak już wspominałem Namir jest zamknięty w swoim laboratorium, a drzwi do niego otwierały się tylko przy pomocy karty, którą mu ukradłem jednak gdy tylko go uwięziłem to się jej pozbyłem. Zatem wątpię w to, że nawet jeżeli dotrzemy do drzwi tej kryjówki to czy uda nam się do niej dostać. Pozostaje także opcja że sam naukowiec miał drugą kartę, o której nie wiedziałem i sam zdołał się uwolnić. No i oczywiście pozostaje sprawa dogadania się z tym szaleńcem, co prawda wierzę w wasze możliwości przekonywania ludzi, jednak z takim wariatem sprawa może być nieco utrudniona.

Po wypowiedzeniu tych słów Dastan zaczął rozglądać się, w którą stronę w ogóle znajduje się to laboratorium. Wiedział, że Ralph jeśli chce to znajdzie sposób na rozwiązanie przedstawionych mu problemów. Cyborg miał zamiar mu pomagać tylko dlatego że mógł dzięki temu coś zyskać, a odmowa zapewne skończyła by się walką z całym odziałem czego Dastan wolał uniknąć, przynajmniej tak długo jak armia jest mu potrzebna przy okazji opuszczenia pustkowia i odnalezienia jakiejkolwiek informacji o swojej twórczyni. Zanim Anderson zdołał jakkolwiek zareagować na słowa cyborga ten znowu przemówił, ponieważ określił, w którą stronę powinni się poruszać.
-Jeżeli znajdziesz jakiś sposób na obejście naszych problemów to powinniśmy ruszyć w tamtą stronę.- powiedział cyborg wskazując przy tym kierunek za rozbitą maszyną po czym zaraz dodał.
-A tak w ogóle to co będę miał z tego że wam pomagam, poza jak podejrzewam przymknięciem oka na mój pobyt tutaj?- rzekł z pewnością w głosie Dastan, chciał się w sumie dowiedzieć czego może oczekiwać i czy nie wykonuje poleceń Andersona na darmo.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Maj 11, 2017 9:52 pm



" Dastan dość szybko ocenił sytuacje i kolejne słowa wychodziły już z rozwagą... uformował rozmowę tak aby zwieść, przynajmniej na chwilę Andersona od pomysłu na podróż do Namira... Cyborg wykazał się sprytem ale czy na tyle ukrytym i niepozornym że Kapitan BlueNavi wpadnie w zasadzkę gry słów...Android niedługo miał się przekonać o efekcie swych ostatnich zdań..."

Oczywiście prawdą było że Android mógł przemierzać pustkowie w nieskończoność a człowiekowi sprawi to nie lada problem. To jednak nie obniżyło ciekawości kapitana, który wciąż miał wielką ochotę na dostanie się do Namira i zmuszenie go do pomocy. Jeżeli faktycznie był tak uzdolniony nie można było przepuścić takiej okazji. Ale w głowie Andersona urodziło się coś jeszcze, co niewątpliwie go zaniepokoiło.
- Powiedziałeś że ten naukowiec Cię odbudował więc jest wstanie mnożyć swoje dzieło... Jeżeli jest faktycznie tak groźny... Ruszamy natychmiast na zwiad, reszta posiłków dołączy gdy wybadam sytuacje na miejscu... Nie można dopuścić tego szaleńca do samowolnych prac... Masz już wystarczająco dużo, spójrz na tamtą trójkę chcesz podzielić ich los ?
Ralph nie żartował wywodził się z typowej Armii i próby negocjacji Dastana były z góry skazane na niepowodzenie. Przynajmniej te które okazywał w ten sposób, na pewno nie przyniosą skutku, musiał obrać inną taktykę. Pozostało zebrać się i ruszyć na poszukiwania tajemniczego naukowca, porwać lub zmusić do zaprzestania działań na własną rękę. Kto wie co Namir szykował w swojej kryjówce, wiedza cyborga będzie kluczowa.
- Mam nadzieję że nie stworzył sobie takich jak ty... Nie wiem ile mamy czasu i ile tu się błąkasz ale tym bardziej przydasz się w razie kłopotów... Bierzemy pojazd tamtych skazańców...

OCC:
- To co pojazd jest jeszcze odpowiedź Dastana. Ewentualna propozycja lub jakaś inicjatywa co do planu działania. ; )
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Maj 12, 2017 11:39 pm

Dastan zrozumiał swój błąd, zbyt otwarcie wyskoczył z pytaniem jakie profity mogą go czekać za pomoc wojskowym. Musiał się póki co zadowolić tym, że Anderson nie postanowił go pojmać, a jedynie skorzystać z pomocy cyborga do zdobycia naukowca i być może pokonania bandytów czających się na pustkowiu. Szaro włosy przez chwilę przyglądał się Ralphowi słuchając jego wywodu po czym gdy ten skończył mówić rozejrzał się po reszcie oddziału i po pojmanych bandytach. Wiedział, że teraz nie ma już odwrotu i nawet jeśli by się rozmyślił to nie ma szans pokonać wszystkich pozostałych żołnierzy dlatego musiał współpracować.

Idąc powoli do pojazdu, który zostawili bandyci Dastan zastanawiał się nad słowami Andersona, czy przypadkiem Namir nie byłby w stanie stworzyć kolejnych cyborgów na jego podobieństwo. Co prawda android nie znał wszystkich możliwości naukowca, ale raczej wątpił czy udałoby mu się w tak krótkim czasie zbudować kolejnego robota, który dodatkowo byłby na podobnym poziomie co Dastan. Cyborg od razu postanowił prześledzić wspomnienia z okresu kiedy jeszcze był w laboratorium, dlatego natychmiast wysłał impuls aby wyszukać w swojej pamięci obraz tamtego miejsca.
-Obraz pokazywany na połowie pola widzenia.- rozległ się głos w głowie androida po czym przed jego oczami ukazał się widok laboratorium Namira. Cyborg przyglądał się dokładnie całemu zdjęciu starając się zobaczyć coś co wskazywałoby na możliwość iż naukowiec posiadałby jeszcze jakiegoś robota, albo chociażby prototyp który mógłby dokończyć, jednak Dastan nic takiego sobie nie przypominał. Chcąc chociaż trochę uspokoić Andersona i być może dzięki temu zyskać jego uznanie. Mimo wszystko cyborg był póki co na łasce tego człowieka dlatego wolał raczej trzymać się po jego stronie póki coś się nie wydarzy.
-Z tego co mi wiadomo, Namir w swoim laboratorium nie miał żadnego robota, który mógłby być na tyle silny by jakoś móc zaszkodzić. W innym wypadku raczej nie trudziłby się naprawianiem mnie, a po prostu skorzystałby z jednego ze swoich cyborgów. Dodatkowo, nie tyle mnie zbudował co po prostu odbudował. Wykorzystując do tego szczątki mojego dawnego ciała, a zajęło mu to dużo dłużej niż moja podróż przez to pustkowie, a tym bardziej wątpię w to że udało mu się zbudować coś od podstaw, z ograniczonymi zasobami.- rzekł Dastan odwracając się do dowódcy.

Zaraz po tym ponownie ruszył do pojazdu bandytów, a gdy tylko znalazł się na nim znowu dało się słyszeć głos androida.
-Ale jeżeli moje przypuszczenia są błędne, to masz rację i powinniśmy się pośpieszyć. Nie znam jeszcze dokładnej siły mojego nowego ciała i nie wiem na co mnie stać, więc niestety nie wiem na ile będę pomocny jeżeli dojdzie do walki.- zaraz po wypowiedzeniu tych słów cyborg zaczął przyglądać się Andersonowi czekając aż ten dotrze do pojazdu.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Maj 15, 2017 9:37 am



" Wszystko było jasne... Ruszają w stronę kryjówki szalonego naukowca z zamiarem pojmania go lub unieszkodliwienia... Teraz cyborg mógł tylko robić za coś pokroju nawigatora do momentu aż pojawią się na miejscu... Kto wie co Namir zdołał przygotować przez tak krótki czas, niewątpliwie odbudowując Dastana posiadł pewną dodatkową wiedzę... "

Anderson nie był człowiekiem który lubi czekać więc momentalnie ruszył w stronę pojazdu. Jedyne co zrobił wcześniej to wyznaczył pojedyncze zadania dla swoich ludzi, czego Dastan nie był wstanie słyszeć. Kiedy już wszystko było gotowe, sam Ralph zasiadł na miejscu kierowcy i machnął na cyborga. Poruszanie się takim pojazdem wzbudzi mniejsze zainteresowanie niż maszyna lotnicza. Wtedy element zaskoczenia byłby całkowicie skazany na klęskę a tak są wstanie dostać się odpowiednio blisko. Kapitan miał już wyznaczony kierunek i tam zaczęli się przemieszczać.

" Ralph zastanawiał się część drogi ile minęło czasu odkąd ten cyborg się tu znalazł i czy faktycznie podaje dobre informacje... Bądź co bądź w pewnym sensie wypaplał informacje o szalonym naukowcu ale czy maszyna popełnia błędy... Anderson miał coraz więcej pytań... Zwłaszcza że Dastan sporo mówił..."

Poruszając się w stronę kryjówki Namira, Kapitan przypomniał sobie o słowach androida i sam ożywił rozmowę. Ciekawość ewidentnie kierowała nim jeśli chodzi o takie rzeczy.
- Widziałem że byłeś wstanie powalić dorosłego człowieka na ziemię... Choć tamta trójka nie należała do jakiś siłaczy... Więc nie wyobrażam sobie aby taki naukowiec jak Namir, wykorzysta wiedze w dobrych celach... Mieliśmy już problem ze świrami różnego pokroju... Mów kiedy się zatrzymać, wolę część drogi przejść pieszo i go zaskoczyć... Nie wiadomo co przygotował... Jeśli okażesz się przydatny Dastan może i dla Ciebie znajdzie się miejsce w naszych szeregach.
Anderson wiedział jak pozyskiwać sobie cenny nabytek, doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaką kartę może być cyborg. Pozostało im tylko zbliżyć się do miejsca, gdzie prawdopodobnie był naukowiec. Kolejny krok będzie należał do androida tak aby jak najbezpieczniej określił drogę i lokalizację, omijając uwagę Namira.

Rozdział II: Namir
Lokalizacja: Pustkowie [ w pobliżu kryjówki szalonego naukowca ]

Ich podróż trwała już jakiś czas, kapitan robił się nie spokojny z obawy że Dastan mógł go oszukać. Mimo to wciąż poruszał się w wyznaczonym kierunku, co jakiś czas rozglądając się wokół. Te tereny były mu raczej znane z komputerów pokładowych, nigdy nie było sensu się tu zapuszczać co ewidentnie było błędem. Mając okazję to naprawić, penetrował wzrokiem każdy charakterystyczny obiekt.
- Dastan, jako maszyna musisz mieć pewną dokładność na jaką odległość możemy się zbliżyć... Gdzie ta kryjówka...
Najwidoczniej cierpliwość kapitana powoli się kończyła.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Dastan

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 08/04/2017


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
105/105  (105/105)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Maj 16, 2017 5:59 pm

Cyborg przez całą podróż obserwował Andersona, od razu było po nim widać że jest zdenerwowany a przynajmniej niespokojny. Jakby nie patrzeć uwierzył on Dastanowi na słowo i ruszył z nim samotnie w kierunku siedziby Namira. Miał wiele rzeczy, o które mógł się martwić jak na przykład to czy android go nie oszukał i nie będzie chciał go tutaj zostawić na pastwę losu. W końcu o ile z całą armią android miały problem o tyle z pojedynczym człowiekiem poradziłby sobie raczej bez większych trudności. Na szczęście dla Ralpha Dastan nie miał wobec niego złych zamiarów, a nawet wręcz przeciwnie chciał mu pomóc aby samemu sobie ułatwić jako tako spełnienie postawionego sobie obecnie zadania jakim było odszukanie twórczyni. Szaro włosy samotnie mógłby jej szukać całe wieki a i tak mogłoby mu się nie udać, świat był zbyt wielki aby móc go bez problemu przeszukać a do tego dochodziła możliwość przemieszczania się jego kreatorki. Natomiast przy pomocy armii i być może danych jakie posiada, odszukanie osoby, która dodatkowo tworzyła cyborgi nie powinna być problematyczna. Przynajmniej Dastan miał taką szczerą nadzieję, widząc jak Andersonowi zależy na tym aby pozyskać Namira na swoją stronę liczył na to że posiadają oni wiedzę o innych naukowcach na ziemi zdolnych to uczynić.

Z rozmyśleń wyrwał go głos dowódcy armii, Dastan natychmiast wysłuchał jego wypowiedzi i natychmiast zastosował się do tego czego Anderson chciał. W końcu jakby nie patrzeć to Dastan znał drogę do kryjówki Namira, a przynajmniej kierunek, w którym trzeba było zmierzać aby do niej dotrzeć. Dodatkowo zadeklarował on już swoją pomoc Andersonowi, przez co raczej nie należało zostawiać go teraz w sytuacji błądzenia po pustkowiu. Zresztą Dastan nie wiedział na co na prawdę stać Andersona ani czy przypadkiem nie nakazał swoim ludziom podróżować za nimi w bezpiecznej odległości i w razie problemu interweniować. Cyborg wolał tego nie sprawdzać i nie tworzyć sobie dodatkowych wrogów. Jeżeli naraziłby się teraz Ralphowi to zapewne nie wyszedł by z tego miejsca żywy mając przeciwko sobie zarówno armię patrolującą ten teren jak i bandytów, którzy najprawdopodobniej nie byli przyjaźnie nastawieni do kogokolwiek. Cyborg natychmiast zaczął obserwować okolicę, w poszukiwaniu jakichś charakterystycznych punktów, jednocześnie przypominając sobie całą drogę jaką pokonał do miejsca upadku maszyny. Tylko w ten sposób mógł jakoś się rozeznać w tym terenie i wskazać dzięki temu miejsce gdzie znajduje się laboratorium Namira. Dokładnie przyglądał się wszystkim mijanych przez nich kamieniom oraz mniejszym krzakom starając się przyrównać je do tego co wcześniej widział, jednak na jego nieszczęście żaden z mijanych obiektów specjalnie mu się nie kojarzył. Być może była to wina jego słabo jeszcze funkcjonującej pamięci albo tego że po prostu szedł przed siebie i nie specjalnie rozglądał się co znajduje się wokół niego. Wiedząc że Anderson już jest zniecierpliwiony i pewnie bardzo mało brakuje do tego aby oskarżył go o oszustwo, cyborg przez chwilę rozważał opcję okłamania go i zyskania tym samym trochę czasu, jednak zanim wprowadził swój plan w życie jego oczom ukazał się wielki głaz, który natychmiast pokrył się z wspomnieniem wędrówki. Dastan wiedział, że laboratorium jest już całkiem niedaleko, dlatego natychmiast rzekł do Andersona.
-Możesz się tutaj zatrzymać. Kryjówka Namira jest całkiem niedaleko.
Niestety nie wiem czy ma on możliwość obserwacji terenu albo nasłuchiwania co się zbliża dlatego też lepiej żebyśmy byli jak najciszej.


Po poinformowaniu o tym Ralpha, cyborg poczekał aż dowódca zatrzyma pojazd. Zaraz po tym zeskoczył z niego po czym rozejrzał się po znanym już sobie terenie, a potem ponownie odezwał się do Andersona.
-Kryjówka znajduje się jakieś 500 metrów od nas, wejście do niej znajduje się w wielkiej skale, której raczej nie powinniśmy przeoczyć. Do tego metalowe elementy raczej od razu rzucą nam się w oczy przy przeszukiwaniu tego miejsca- zaraz po wypowiedzeniu tych słów Dastan ruszył powoli w stronę kryjówki naukowca. Sama trasa minęła w ciszy, jednak natychmiast gdy na ich drodze zaczęły pojawiać się na ich trasie wielkie głazy. Cyborg postanowił zachować jak największą ostrożność i poruszał się pomiędzy nimi starając się jak najrzadziej pozostawać na widoku. Co prawda tempo ich przemieszczania się w stronę kryjówki znacznie zwolniło, jednak dzięki temu zyskiwali oni większą szansę na to że dojdą do wejścia niezauważeni. W pewnym momencie Dastan jednak się zatrzymał, wiedział że drzwi do laboratorium znajdują się dosłownie kilka skał dalej, o czym postanowił poinformować Andersona.
-Dobra, wejście jest kilkanaście kroków przed nami, dzięki temu że chodzimy pomiędzy tymi skałami Namir nawet jeśli miał jakiś monitoring nie powinien nas zauważyć. Nie wiem niestety czy posiadał on drugą kartę umożliwiającą otwarcie drzwi, jeśli tak możemy natknąć się na otwarte laboratorium z Namirem w środku. W przeciwnym wypadku powinniśmy znaleźć kartę niedaleko wejścia tam gdzie ją wyrzuciłem gdy zacząłem wyruszać. Mimo wszystko jednak od razu przygotuj się na walkę jeśli doktorek jest sprytniejszy niż się spodziewałem i istnieje inny sposób na otwarcie tych drzwi. - powiedział Dastan po czym ruszył w stronę gdzie znajdowało się wejście do laboratorium cały czas przeskakując pomiędzy skałami starając się ukrywać przez przemieszczaniu.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Maj 20, 2017 10:57 am



" Wszystko to co opracował Dastan było na tyle ostrożne że faktycznie plan mógł się udać... Spokojnie zsiedli z pojazdu i ruszyli przez pole skalne... Było by to o tyle bezpieczne gdyby faktycznie Namir ich nie spostrzegł... Kto wie jak szalony naukowiec przygotował się od ostatniej wizyty... Anderson pełen nadziei że uda mu się dopiąć swego, zmierzał za cyborgiem... "

Byli już prawie na miejscu, z tego co oczywiście mówił Dastan. Kapitan armii przyglądał się każdej napotkanej i charakterystycznej rzeczy. Nie mogli dać się zaskoczyć, wtedy część planu od razu będzie skreślona. Widać że do celu było już tak niewiele Ralph od razu zwrócił się do androida.
- Rozumiem... Teraz mamy jeden cel... Dostać Namira... Nie wiem co mógł przygotować ten szaleniec, trzeba uważać. Idziemy sprawdzić czy drzwi są otwarte...
Mówiąc to kapitan od razu ruszył do wejścia, teren starał się pokonać bezszelestnie. Pochylony, skradał się naprawdę dobrze, gdyby nie to że Dastan był androidem, nie byłby wstanie dostrzec ruchu w porę. Ralph powoli znalazł się przy sekretnej skrytce naukowca, byli już tak blisko a wciąż nie było odzewu, czyżby faktycznie Namir nic nie wiedział.

" Nie było nic podejrzanego oprócz, ciszy... Nic się nie działo, nikogo nie było... Na pierwszy rzut oka wyglądało by na to że szaleniec jej po prostu wciąż zamknięty przez Dastana... Był tylko mały szczegół, drzwi były odblokowane... Kapitan machnął na androida aby ten się zbliżył... A on sam utorował wejście dla nich obu... ciemność..."

Napięcie robiło się coraz większe, światła migotały nie tworząc stałego promienia co tylko wyostrzało zmysły Ralpha. Pracownia wyglądała przerażająco, cała sceneria, niedokończone elementy i to jaki zarys przedstawiały. Program rejestrujący Dastana mógł teraz odświeżyć sobie informacje i przeanalizować to co się tu znajduje. To co ruszyło Andersona to ustawione na chwytakach i wspornikach pojedyncze elementy szkieletu. Nie były co prawda ukończone ale nie musiała, sprawiały wystarczająco poważny powód do niepokoju. Ralph wszedł dalej, wciąż pozostając w jak największym cieniu aby nikt i nic go nie dostrzegło. Starał się porozumiewać z androidem gestami typowymi dla armii. Dopiero gdy sam znalazł się gdzieś na lewo, między większymi elementami szepnął.
- Szybko... Jest tam...
Teraz dopiero sytuacja oby nieproszonych gościu zrobiła się poważna, niedaleko kierując wzrok przed siebie, było stanowisko Namira. Ogromny zmechanizowany fotel zza którego było widać tylko światło lecące z monitorów. Niewyraźna sylwetka a raczej zarys, gdyż dostrzec można było tylko biały strój naukowca. Niemożliwe że praca aż tak pochłonęła ten szalony umysł że nie dostrzegł zagrożenia we własnej pracowni. Ralph nie był typem człowieka który dałby się na to nabrać więc szybko spojrzał na androida.
- Ruszaj będę Cię ubezpieczał... Jeśli będziemy dość szybcy nie zdąży nic zrobić... W razie pułapki ja wciąż będę mógł działać z ukrycia... Pamiętaj chcemy go żywego...

Occ:
- jesteście w Pracowni, reszta jest w opisie Smile. Miejsce istna skarbnica.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pustkowie   

Powrót do góry Go down
 
Pustkowie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Pustkowie
» Pustkowie
» Ciche pustkowie
» (S) Pustkowie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: