Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Pustkowie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 877
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Pustkowie   Sob Cze 02, 2012 4:56 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Model AB010



Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Lis 21, 2015 12:05 pm

Słońce świeciło wysoko na niebie, białe obłoczki leniwie przesuwały się na tle lazurowej głębi. Lekki wiaterek toczył ciepłe powietrze po bezludnej równinie. Zapowiadał się miły, spokojny dzień. Mały ptaszek, strudzony podróżą, przysiadł na skraju kałuży. Delikatnie zanurzył dzióbek w mętnej wodzie, po czym szybkim ruchem podniósł głowę, by napić się życiodajnej wody. Czynność tę powtórzył kilkukrotnie, a kiedy uznał, że ugasił już pragnienie, postanowił wykorzystać okazję, by zadbać o higienę. Zaczął chlapać wodą na swoje skrzydła, by zmyć z nich zgromadzony przez drogę kurz.
Nagle coś zaniepokoiło ptaszka. Znieruchomiał i zaczął nasłuchiwać. Z oddali zbliżały się wstrząsy, to może być coś niebezpiecznego. Lepiej stad uciekać. Rozłożył skrzydła, wyskoczył i poszybował w przestworza. Trudno, znajdzie się inna kałuża.
Nie minęło wiele czasu, a w kałużę, z której przed chwilą pił mały podróżnik, wdepnęła wielka, metalowa stopa, rozchlapując wodę po suchej ziemi wokół. Kolejne kroki ciężko opadały na piach, jeden za drugim, w regularnym tempie. Srebrny pancerz androida posyłał na wszystkie strony promienie światła, które na niego padały.
AB010 po raz pierwszy od swojego powstania nie wiedział co robić. Zawsze to Profesor wydawał rozkazy, jego śmierć oznaczała konieczność usamodzielnienia się. Trudno działać samodzielnie, kiedy ma się inteligencje na poziomie muchy i jedyne co się potrafi to ślepe wykonywanie programów. Niby miał jasno postawione cele, nie widział jednak póki co sposobu jak je osiągnąć. Wykonywał więc tę jedną jedyną czynność, która towarzyszyła mu zawsze, gdy nie widział rozwiązania – zbierał informacje. Był to proces żmudny i czasochłonny, ale AB010 nie śpieszył się, miał tyle czasu ile tylko będzie potrzebne. No, chyba ze wcześniej zardzewieje i rozsypie się ze starości.
Tak więc od śmierci Profesora błąkał się po świecie, próbując znaleźć cokolwiek, co by mu teraz pomogło. Ustalił już, ze na razie musi unikać większych skupisk ludzkich. Wzbudzał zbyt wielkie zainteresowanie, a czasem i popłoch, co mogło ściągnąć na niego zgubę. Dlatego tez udał się na pustkowia i przemierzał je w losowych kierunkach. W końcu musi na coś trafić, nieważne ile czasu to zajmie.
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Lis 21, 2015 11:11 pm

Piach. Sucha, zbita i popękana ziemia, wszechogarniająca pustka ozdobiona gdzieniegdzie wyschniętymi krzaczkami oraz wirującym w powietrzu kurzem. Jedynie ptaki co jakiś czas pojawiały się na niebie, krążąc wysoko nad wędrującym androidem.
Lejący się z góry żar wprowadzał powietrze w drżenie. Daleko, hen, daleko, wśród jasnych piasków widać było ciemny kształt. Coś czarnego, jakby na wpół zakopanego w górze piachu. Gdyby ktoś podszedł bliżej… Natrafiłby na porzucony terenowy jeep. Jakim cudem znalazł się tutaj? Może ma z tym związek przebita, niemal stopiona opona oraz ślady zadrapań na bagażniku? Obok leżały rozwalone skrzynki z nabojami. Pustymi oczywiście. Dalej kanister… Pusty. Ciecz dawno wyciekła zostawiając naokoło wyraźną plamę po czymś smaro-olejo-podobnym. Obok leżały jakieś metalowe części. Brak śladu ludzkiej aktywności od paru tygodni.
Na pokładzie jeepa znajdował się mały, zahasłowany komputer.

OOC
Czym jest ciecz, czym części, co się tu stało, możesz śmiało rozważać sam/a Smile
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Nie Lis 22, 2015 11:17 pm

OCC: Jeju... z góry przepraszam osobę, która będzie musiała to wszystko czytać, nie chciałem żeby post wyszedł tak długaśny. Na pocieszenie powiem, że starałem się jakoś umilić czytanie fragmentami, które, mam nadzieję, wywołają uśmiech na twarzy sprawdzającego.

Nareszcie. Jakiś obiekt, inny niż kamienie, martwe rośliny i małe zwierzątka. Obiekt będący śladem ludzkiej działalności. Dość starym śladem co prawda, ale jednak. Szybka analiza wykazała znaczne uszkodzenia, będące pozostałością po użyciu przemocy. Przez człowieka? Może częściowo, ale musiało tu być też coś innego.
AB010 zbliżył się do pojazdu i zobaczył niewielki przenośny komputer. Błyskawicznie połączył się z nim za pośrednictwem sieci i pojawiła się przeszkoda. Komputer był broniony hasłem. To nie powinno go zatrzymać na długo, chyba że ktoś naprawdę się postarał, by nikt nie mógł się do niego włamać. Android podjął kilka prób złamania hasła (co trwało nanosekundy), lecz nagle zauważył, że komputer wysłał mu przez sieć komunikat.
- Dlaczego próbujesz się do mnie włamać?
Sztuczna inteligencja? Dość nietypowe przy takim urządzeniu. A może był to po prostu standardowy komunikat, jaki komputer wysyłał próbującym swoich sił hakerom? To byłoby jeszcze bardziej nietypowe.
- Chcę się dowiedzieć co tu się wydarzyło. - odpowiedział AB010.
- Sam chciałbym to wiedzieć - odparł komputer. Tak, to jednak była sztuczna inteligencja. - Nazywam się Hyattak. Jestem... znaczy byłem androidem, pracującym dla pewnej wielkiej korporacji. Poza dotrzymywaniem towarzystwa i serwowaniem posiłków, pełniłem też o wiele ważniejsze funkcje. Zajmowałem się księgowością, logistyką, zarządzaniem, ogółem wszystkim tym do czego potrzeba szybkiego, analitycznego myślenia. I właśnie dlatego jacyś niegodziwcy postanowili mnie ukraść. Tak po prostu ukraść, jak jakąś rzecz, wyobrażasz sobie?! Napadli mnie, rozebrali na części i zgrali moja pamięć na ten złom, którego moc obliczeniowa zmusza mnie do czekania wiekami na zrobienie czegokolwiek. I nawet nie mogę umilić sobie czekania, bo te durne gry cały czas się zawieszają.
AB010 potrzebował chwili na zrozumienie wypowiedzi komputera. Nie wyrażał się w sposób w jaki robiły to androidy bojowe, do komunikacji z którymi był przyzwyczajony. Wyraźnie musiał być to android przeznaczony do interakcji z ludźmi.
- Dlaczego ci to zrobili?
- Ech, czy to nie oczywiste? Chcą dostać się do tajnych danych korporacji, które są zapisane w mojej pamięci! Potem może jeszcze zrobią mi pranie mózgu, żebym pracował dla nich; pewnie zabrali moje części ze sobą. Przerobią mnie, złożą z powrotem i wgrają moją zmodyfikowana pamięć, żeby na koniec oddać mnie korporacji i za moim pośrednictwem przejąć cały jej majątek. Łajdaki!
- Widzę tutaj jakieś mechaniczne części, czy to twoje?
- A skąd ja to mogę wiedzieć? Ten komputer nie ma nawet kamery ani mikrofonu, jestem teraz głuchy i ślepy. Tak więc nie powiem ci co się tu stało i gdzie się podziali ci, którzy mnie porwali, ale mam jedną prośbę. Jeśli to co tu leży to części androida to prawie na pewno są moje. Czy umiałbyś mnie poskładać?

AB010 przyjrzał się leżącym wokół częściom, przewidując w jaki sposób powinny być połączone. Przypominało to trochę układanie puzzli w myślach, choć trudno w tym przypadku mówić o myślach, lepszym określeniem byłaby „przestrzeń wirtualna”. W każdym razie szybko zorientował się, że większości części brakuje.
- Przykro mi, ale twoje ciało jest niekompletne.
- CO?! A to świnie, zgubili moje części?! Sprzedali?! Wyrzucili?! Niech no ja ich dorwę, nakopię im do... Ech, dobra, kogo ja chcę oszukać. Nie jestem androidem bojowym... ale zaraz! Ty jesteś, prawda? Jesteś wielką puszką siejącą zniszczenie, która więcej strzela niż myśli, mam rację?
- Skąd to wiesz?
- Widzę przez sieć twoje oznaczenie. AB010. Androidy interlokucyjne, protokolarne, towarzyskie czy jak je tam nazwiemy, raczej się tak nie nazywają, prawda? Oczywiście mógłbyś być też jakimś przemysłowcem, maszynką do budowania innych maszyn, ale wtedy raczej nie umiałbyś rozmawiać, no i nie dostałbyś się tutaj. Po prostu się domyśliłem. A skoro już to ustaliliśmy to czy pomógłbyś mi w odzyskaniu reszty mojego ciała?
- Dlaczego mam to zrobić?
- Ach, no tak... wiedziałem, że o to zapytasz. Solidarność androidów niezbyt do ciebie przemawia, prawda? No tak, nie symulujesz emocji, inaczej byłbyś bardziej rozmowny. Nie uda mi się wziąć cię na litość, nie masz też raczej niczego, co mógłbym ci zaoferować. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jednak się zgodzisz i mi pomożesz. Jeśli nie... cóż, przeżyję tutaj aż rozładuje się moja bateria, potem... potem po prostu zasnę. To jak, pomożesz mi w mojej zemście?

/nie zrozumiano słowa: zemsta/
/trwa wyszukiwanie dodatkowych informacji/
/wczytywanie definicji: zemsta/
/znalezione powiązania: zemsta, śmierć Profesora, eksterminacja ludzkości/

- Chcesz się zemścić?
- Oczywiście, że tak! Żaden dupek nie będzie mnie kradł!
- Ja też chcę się zemścić. Mamy jednakowy cel. Czego ci potrzeba?
- O, czyli zgodziłeś się, świetnie. Na początek prosiłbym cię, żebyś pozbierał mnie z tego co tam zostało. Nie będę w pełni funkcjonalny, ale będę w stanie ci towarzyszyć. No i nie umrę tutaj, kiedy skończy się bateria.

Zbudowanie androida z części nie było dla AB010 problemem. Był nauczony składania robotów, na wypadek, gdyby kiedyś musiał naprawiać sam siebie. Przeszkodą okazało się to, że skradziony został cały tułów maszyny, a jedna ręka musiała zostać wyrwana siłą, bo zniszczenia nie pozwalały już przyczepić jej z powrotem. Poza tym brakowało takich drobiazgów jak prawego oka, no ale kto by się tym przejmował.
Ostatecznie złożona maszyna wyglądała jak karykatura mechanicznego, trójnożnego psa. Głowa sterczała na dwóch nogach, podpieranych dodatkowo przez rękę. Kiedy AB010 przegrał pamięć Hyattaka z komputera do tej parodii androida, ten nie krył swojego oburzenia.
- No chyba sobie żartujesz! - Odezwał się mechaniczny głos z trójnogiej maszyny. Był bardziej zbliżony do ludzkiego niż ten wytwarzany przez AB010, ale wciąż mechaniczny. - To dla mnie obraza, że umieściłeś mnie w tak żenującym ciele! Dobrze, że nikt mnie nie widzi... No ale dobrze, wiem że chciałeś jak najlepiej. Nie ma czasu na narzekanie, ruszajmy po zemstę. Widzę, że coś tu musiało moich porywaczy napaść, mam nadzieję, że zdechli przy tym w męczarniach. Widzę jakieś ślady, idźmy po nich, mój wielki, ćwierćinteligentny towarzyszu. Pozwól, że wejdę ci na plecy, bo ty raczej możesz się przemieszczać sporo szybciej niż ja obecnie.
No i ruszyli. Wielki android bojowy, ze swoim małym, kalekim towarzyszem, który przez całą drogę nie szczędził mu kąśliwych uwag na temat wygody i szybkości podróżowania. Szli po bliżej niezidentyfikowanych, ledwo widocznych śladach. Szli po zemstę.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Lis 23, 2015 9:09 pm

Piach, kurz, pustka. Piach, kurz, pustka. Algorytm powtarzał się w kółko, gdy dwa androidy śledziły… Właśnie, kogo? Złodziei Hyattaka, czy tak? Jak to możliwe, że tak mały komputer pałał żądzą zemsty… I większy robot wziął sobie na cel eksterminacje ludzkości?
Dalej znaleźli jeszcze jeden samochód. A raczej jego połowę, bowiem tył został całkowicie zgnieciony i oderwany, nie było po nim śladu. Naokoło leżało więcej mechanicznych części, lecz na pokładzie pojazdu brakowało komputera. Wyglądało na to, że samochód z Hyattakiem był najlepiej wyposażony. Kilka kroków dalej znaleźli człowieka. Dokładniej mówiąc… Również połowę człowieka. Spalona słońcem, łysa głowa zakopana była w piasku. Nie żył, co oczywiste, krew wsiąkła w piach i ziemię naokoło. Coś albo ktoś przepołowiło go powyżej bioder, kiszki wypływały malowniczo z trupa. Latało nad nim stado much. W wyciągniętej dłoni martwy mężczyzna trzymał mocno obiekt przypominający dysk pamięci. Gdyby tylko Hyattak miał wcześnie kamerę, byłby w stanie rozpoznać jednego ze swoich porywaczy… Wyglądało na to, że dysk może pomóc w pozyskaniu kilku informacji. Znajdowały się tam dane o grupie przestępczej tytułującej się Armią, która pragnęła rozpocząć pewną akcję na wysoką skalę… Co to było, nie zapisali, lecz na dysku znajdowała się kopia rozmów pomiędzy „Szefem” a grupą, która uprowadziła A.I.. Wyglądało na to, że gdzieś w okolicy mają bazę…
- Kssszzz Ssłyszcie mnie? Odbiór, odbiór, Conrad? Kszzz.
Pod jeepem znajdowała się rozbudowana krótkofalówka. Ktoś próbował się z kimś połączyć, najprawdopodobniej z truposzem. Czy ktoś przekaże smutną informacje osobie po drugiej stronie linii, że jej przyjaciel nie żyje, czy może zrobi coś zupełnie innego?


OOC
Żartujesz sobie? Dla mnie to nie kłopot, daję cegły większe niż ta Very Happy
Poza tym, miło zobaczyć, że ktoś wykazuje się inwencją. Oby tak dalej~


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Lis 26, 2015 9:02 pm

Znalezienie kolejnego samochodu było rzeczą niespodziewaną. Co to ma znaczyć? Porwali więcej niż jednego robota? I czemu ten również był zniszczony? Co grasuje na tej pustyni? Było też ciało. Z wielkim prawdopodobieństwem należało do jednego z porywaczy, bo do kogo by innego? Wyglądało na to, że zostało zaatakowane przez to samo stworzenie, które zniszczyło poprzedni pojazd, byłoby zbyt wielkim zbiegiem okoliczności, gdyby te dwa samochody nie miały nic ze sobą wspólnego. Chyba, że to coś uważa się za władcę tej pustyni i zabija każdego kto się na niej znajdzie. To oznaczałoby, że androidy są zagrożone.
- Weź ten dysk, zaraz przeanalizujemy co się na nim znajduje. To mogą być cenne informacje. Może to nawet kopia mojej pamięci, wtedy musimy ją zabrać żeby nie wpadła w niepowołane ręce. - Hyattak porozumiewał się ze swoim towarzyszem, przesyłając mu komunikaty przez sieć, nie wymagało to wydawania z siebie żadnych dźwięków. Dlatego też rozmowa nie przeszkodziła w usłyszeniu słów dobiegających spod jeepa. - Potrafię naśladować różne odgłosy. Co prawda nie wiemy jaki głos miał ten sztywny, ale struny głosowe wszystkich ludzi są zbudowane podobnie, więc może mi się udać pod niego podszyć.
Mały, pająkowaty android zeszkoczył z ramienia olbrzyma i skierował się w kierunku samochodu. AB010 w tym czasie podszedł do trupa i wyrwał mu z ręki kurczowo trzymany dysk. Szybka analiza ran wskazywała, że nie zabił go człowiek, chyba że był zdolnym wojownikiem wyposażonym w miecz bądź topór, ewentualnie użył jakiejś maszyny. Analiza leżących wokół części raczej byłaby zbędna, nie należały do Hyattaka i mogły być zwykłymi kawałkami rozwalonego pojazdu. Albo częściami innego androida, ale to nie miało już znaczenia.
- Odbiór, słyszę cię - powiedział Hyattak do krótkofalówki głosem, który powstał z uśrednienia cech wszystkich głosów, jakie zdarzyło mu się słyszeć. Był więc tak przeciętny i niewyróżniający się, jak to tylko możliwe. Biorąc pod uwagę, że urządzenia takie jak krótkofalówka mocno zniekształcają głos, rozmówca może nie poznać, że wcale nie rozmawia ze swoim zmarłym towarzyszem. A jeśli pozna, cóż, trzeba będzie spróbować planu B.
Tymczasem AB010 zdążył już podłączyć się do znalezionego dysku i analizował go dokładnie, starając się wychwycić wszystkie przydatne informacje.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Lis 28, 2015 9:06 pm

- Ty cholerny su***kocie! Dlaczego nie odezwałeś się wcześniej?! Mniejsza o to, tych troglodytów coś zabiło. Nie mam za grosz pojęcia czy jakieś siły znalazły nasz trop i zwęszyły akcję, ale miej się na baczności. Straciliśmy kontakt ze wszystkimi komputerami pokładowymi, trzy kopie danych wraz z głównym programem przepadły… – głos załamał się na moment, zdawało się, że ktoś na drugiej linii zbiera się w sobie. – Conrad, błagam, potrzebujemy tych pieniędzy… Pal licho te dziadowskie zapasy pamięci… Jesteś w stanie znaleźć główny komputer? Musimy dostarczyć Hyattak kupcowi, inaczej nas wszystkich powystrzela jak kaczki. Gdzie jesteś, co się w ogóle tam stało? Straciliśmy zasięg nagle, jakbyście wpadli w środek burzy. Tom krzyczał coś o Robie… Chyba nie myślisz… Że nas zdradził? Że coś wykombinował i wbił nam n-nóż w plecy..?
Napięty głos oczekiwał wyraźnie odpowiedzi.
Na dysku znajdowała się jedna czwarta cześć pamięci i parę kodu z programowania Hyattaka.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Gru 02, 2015 5:25 pm

Androidy wysłuchały uważnie słów dobiegających z krótkofalówki. Sytuacja stawała się bardziej skomplikowana, głos z urządzenia pytał ich o rzeczy, których nie mieli prawa wiedzieć. Hyattak odezwał się tym samym tonem co wcześniej:
- Nie wiem co tu się działo... Uderzyłem się w głowę i chyba straciłem przytomność, bo jak się obudziłem to wszystko było już rozwalonego, wokół same trupy. Do teraz mam mętlik w głowie i nie za dobrze pamiętam co się działo wcześniej. Możesz mi powiedzieć co wiemy? Co nas zaatakowało i co powinienem teraz dokładnie robić?
Pozostawało mieć nadzieję, że kłamstwo gładko przejdzie. Raczej nie było powodów, żeby tamten miał nie uwierzyć, no ale zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego.
- A co zrobić z tym dyskiem? - spytał AB010.
- Zachowaj go na później. Może się przydać, na przykład na wypadek gdybym został uszkodzony. Nie chciałbym przepaść na zawsze kiedy coś mnie zeżre.
Pancerz na klatce piersiowej wielkiego androida rozchylił się, ukazując szumiące wnętrze maszyny, splątane kablami na kształt naczyń krwionośnych. Do dużego metalowego pudła w centralnej części maszyny podłączone było kilka dysków, kabli i innych urządzeń różnego przeznaczenia. AB010 podłączył dysk do wolnego wejścia, na co Hyattak przechylił głowę i pokręcił nią z niezadowoleniem.
- Coś się stało? - spytał AB010, zamykając pancerz.
- Kiedy podłączasz się do dysku z moją pamięcią... czuję się niekomfortowo, wiedząc że masz stały wgląd do mojego kodu. Jakbyś czytał mi w myślach - odpowiedział Hyattak. Android bojowy niezbyt rozumiał jego słowa.

OOC: przepraszam, że trochę to trwało, ale miałem poważne problemy zdrowotne, przez które nie starczyło mi siły nawet na odpisywanie.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Gru 02, 2015 7:38 pm

- Nie mam pojęcia… Nie mam bladego pojęcia co to było i co pozabijało resztę oddziału, ale Conrad, musisz znaleźć komputer z Hyattakiem. Nie wiem jak to zrobisz, musisz! Będziemy cały czas w kontakcie. Jak odzyskasz program, odezwij się. W chwili obecnej próbuję Cię namierzyć, zaraz wyślę Ivo i przyjedzie po Ciebie jak najszybciej. - osoba rozmawiająca z nimi musiała być okrutna, prawda? Wysyłając podwładnego na pustkowie w poszukiwaniu zniszczonego samochodu… Jednak w jej głosi była straszna desperacja. – Jak Cię znajdzie to pomoże Ci szukać. Sprawdź czy ktoś jeszcze ocalał. Uważaj na siebie i nie pozwól niczemu wejść nam w drogę. Jechałeś jeepem nr 3, tak? W bagażniku, o ile jest cały, coś dla siebie znajdziesz. Życzę… Powodzenia. Nie daj się zabić i bez odbioru.
Przekaźnik ucichł. Słychać było tylko cichy szum wiatru oraz metaliczne, ciche odgłosy poruszających się androidów. Nic więcej…
Po jakichś dwudziestu minutach w oddali pojawił się sunący w ich stronę pojazd.

OOC
Bagażnik cudem ocalał. W środku znajduje się bazooka z pięcioma pociskami Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Gru 07, 2015 4:02 pm

Androidy stały przez chwilę, rozpatrując wszystkie możliwe strategie. Uciekać? Nie, wtedy szanse na odzyskanie części Hyattaka znacząco spadną. Zostać? Wtedy kłamstwo wyjdzie na jaw, nie przebiorą się przecież za tego trupa.
- Weź broń i amunicję. Mogą się jeszcze przydać. Zaczekamy tutaj na tego Ivo i porozmawiamy sobie z nim. Jeśli to jeden z nich to chętnie poprosiłbym cię, żebyś wyrwał mu kręgosłup przez gardło, ale na razie musimy pokazać mu, że jesteśmy niegroźni. On wie więcej niż my o całej tej sytuacji, więc nam się przyda - powiedział Hyattak. AB010 posłusznie schował bazookę i pociski do swojego zasobnika. Dlaczego właściwie wielki, metalowy potwór słuchał się tego małego, bezradnego androida? Przede wszystkim dlatego, że nie widział powodu żeby tego nie robić. Nie odczuwał czegoś takiego jak duma, lenistwo czy inne uczucia, które zmuszałyby do nieposłuszeństwa. Uznawał po prostu, że jeśli Hyattak mówi, że coś trzeba zrobić, to po prostu trzeba to zrobić.
Dwie maszyny przez dłuższy czas stały w całkowitym bezruchu, oczekując na wysłanego po nich człowieka. Ciekawe, jak przebiegnie rozmowa? Czy Ivo przestraszy się i ucieknie czy też uda się z nim porozmawiać i przekonać go do pomocy? Okaże się już niedługo.
W końcu dostrzegli jadący w ich stronę pojazd. Początkowo wciąż się nie ruszali, żeby nie spłoszyć kierowcy. Niech pomyśli, że są zepsuci, wyłączeni lub coś w tym stylu. Dopiero kiedy zbliżył się na odległość, która dawała pewność, że nie zdąży wykręcić i uciec, AB010 ruszył w jego stronę, złapał zdezorientowanego kierowcę za ubranie na piersi i wyciągnął siłą z pojazdu.
- Nie! Puść go bezmózgu! Barbarzyńco bez krzty delikatności, tak się nie postępuje z ludźmi! Natychmiast odstaw naszego przyjaciela na grunt! - Hyattak odezwał się głośniej niż wcześniej; gdyby nie mechaniczny, bezbarwy ton jego głos, można by uznać to za krzyk. Android bojowy postawił delikatnie przybysza na ziemi, tuż przed Hyattakiem.
- Przepraszam za mojego towarzysza, jest nieco niezrównoważony. Lepiej z nim nie zadzierać; gdybym go nie pilnował mógłby zrobić z pana mielonego kotleta. - Hyattak chyba starał się przestraszyć najpierw przybysza, żeby pokazać mu, że musi się zgodzić na wszystkie warunki. - Ale gdzie moje maniery! Jestem Hyattak, to właśnie mnie porwali pańscy towarzysze. Teraz, jak sam pan widzi, jestem w pożałowania godnym stanie, ale to stan przejściowy. Staram się właśnie odzyskać swoje zagubione części i liczę tu na pańską pomoc. Zapewne chciałby pan pomścić swoich towarzyszy, a my możemy panu pomóc. Sprzymierzmy więc siły, znajdźmy to co grasuje na tej pustyni i spuścmy temu solidny wpie... znaczy, pokonajmy to. Umowa stoi?
Hyattak podszedł do mężczyzny i wyciągnął w jego stronę swoją jedyną sprawną rękę. Wyglądało to dość groteskowo.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sro Gru 16, 2015 7:47 pm

Ivo okazał się być wysokim, chudym jak szczapa i zarośniętym mulatem. Z pożółkłych zębów wypadł mu papieros i wytrzeszczył czarne oczy na widok pary androidów. Zerknął nerwowo na jeepa z którego wysiadł, po czym zamrugał, słuchając już spokojniej gatki androidów.
- Nu… Boss kazał przyjść Ivo po Conrada… – podrapał się po głowie i spojrzał na masywną puszkę i trójnogiego robota. – Nyc nie było o robotach. Nu. Mieliśmy szukać Hyattaka, ale jesteś… W częściach? – mężczyzna skupił wzrok i podrapał się po dawno nieogolonej brodzie. – Boss nie mówił nic Ivo o zemście, ale kazał sprawdzić co się stało.
Mulat rozejrzał się.
- Gdzie Conrad? Gadał z nim przeca. Nu, ja mówiłem, nie jedźmy przez pustkowia. Mówiłem, ale nie słuchają się Ivo nigdy. Tu się dzieją złe rzeczy. Ptaki same się zabijają. Gwiazdy spadają w nocy. O świcie Ivo widzi jak wiatr niesie krew. – spojrzał jeszcze raz, po czym przykucnął do Hyattaka i „uścisnął” mu dłoń. – Nu, Pan Srebrny dobrze gada, choć Ivo nie myśli, że to ludzka robota. Coś złego nas chapnęło. Boss nie wierzy, Ivo wie co. Ivo pomoże, ale jak znaleźć i zemścić się na chorchoju?

OOC
Mała prośba, nie próbuj zabijać Ivo Smile

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Gru 17, 2015 2:39 pm

/trwa wyszukiwanie dodatkowych informacji/
/znaleziono wynik dla wyszukiwania: olgoj-chorchoj/
/wczytywanie definicji/

Według informacji z sieci, chorchoj był najprawdopodobniej wielkim, pełzającym stworem, przypominającym dżdżownicę. Wśród jego niezwykłych umiejętności wymieniano między innymi plucie jadem i rażenie prądem. Tylko... było to zwierzę typu Potwora z Loch Ness, nie potwierdzono nigdy jego istnienia. Naprawdę żył na tych pustkowiach, czy może był to tylko przesąd, w który wierzył Ivo? A może chodziło mu o inne stworzenie, w końcu samo słowo "chorchoj" znaczy po mongolsku tyle co "robak".
Hyattak chyba zyskał dostęp do tych samych informacji, bowiem bez komunikowania się z towarzyszem zapytał mulata:
- Mongolski robak śmierci? Myślisz, że żyje na tych terenach? Skąd ta teoria?
Nie mieli zamiaru robić mu krzywdy. Co prawda wyglądał na niezbyt rozumnego, więc zapewne będzie mniej przydatny niż miał w założeniu być, ale może to tylko pozory. Mógł być nawet jakimś wschodnim uczonym, który po prostu słabo zna język, stąd jego nieporadna mowa. Tylko czy uczeni wierzą w istnienie chorchoja? W każdym razie on chyba najlepiej wiedział co tu może się dziać, przyda się jego pomoc. A później... kiedy już nie będzie potrzebny, podejmą decyzję o jego dalszym losie. Chyba nie brał bezpośredniego udziału w porwaniu Hyattaka, więc mogą go w sumie oszczędzić.
- Aha, a co do Conrada... leży tutaj, martwy od dłuższego czasu. Podszyliśmy się pod niego, żeby nawiązać z panem kontakt, bo również chcielibyśmy się dowiedzieć co tu się dzieje - powiedział Hyattak. - No więc? Co robimy?
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Gru 28, 2015 6:58 pm

- Nu..? Conrad nie żyje? Złe wieści niesie wiatr, złe wieści… - wymamrotał wolno Ivo i spojrzał na martwego kompana. Obszedł jego ciało, wykonał nad zwłokami dziwny znak i zamknął na chwilę oczy. Gdy je otworzył wpatrzy się w znaki krwi na ziemi i uniósł spojrzenie w górę, jakby odprowadzał coś niewidzialnego wzrokiem. – Ivo modli się by znalazł spokój.
Mężczyzna otaksował spojrzeniem oba androidy i podrapał się z chrzęstem po zarośniętej brodzie.
- Chorchoj… Ludzie nadali mu tę nazwę, ale dla Ivo zawsze pozostanie chorchojem. Takie żyją w piaskach, a tu. – popukał butem w spękaną, suchą ziemię. – Tu one niszczą wszystko. Nie wiadomo jak się pojawiają. Nie wiadomo gdzie znikają. Nie ma… I nagle są. – zamyślił się i westchnął. – Czy Hyattak pójdzie do Bossa z Ivo? Boss zna tę okolice,  ale w chorchoja nie wierzy, może będzie wiedzieć kto inny mógł to zrobić.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Sty 02, 2016 4:53 pm

Androidy wpatrywały się beznamiętnie w reakcję mulata na wieść o śmierci jego towarzysza. Nie obchodziło ich to zupełnie, nie znały śmierci, nie bały się jej i nie interesowały się nią. Były ponad tym, ponad organicznym życiem i śmiercią. AB010 zrezygnował nawet z szukania definicji słowa "modlić się", bo wiedział z góry, że jej nie zrozumie.
W końcu Ivo zaczął mówić na interesujący ich temat. Miał jakieś swoje poglądy na temat tego czym jest chorchoj, ale to nieważne. Nieważne co uważał ten człowiek i co uważał jakikolwiek inny - ważne, że coś tu było naprawdę, trzeba to znaleźć i zabić. A potem dogadać się z tymi zbirami i ustalić co stało się z częściami Hyattaka.
Propozycja, którą nagle złożył Ivo, była trudna do ocenienia. Z jednej strony to może być jedyna szansa, z drugiej - czy nie jest to pułapka? Przecież ten cały Boss chciał ukraść Hyattaka, czemu ten miałby teraz sam do niego przychodzić?
- Ivo... czy u twojego Bossa możemy czuć się bezpieczni? Jaką mamy gwarancję, że to nie pułapka i że nie chce po prostu mnie schwytać i postarać się, żebym tym razem mu nie uciekł? - spytał Hyattak.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Sty 02, 2016 7:02 pm

Ivo zmarszczył brwi i podrapał się po głowie.
- Nu… Bo o ile Ivo wie, sam Hyattak nie uciekł. Nie mógł jak. I Hyattak był na tych płytkach nie w tym metalowym… – zerknął na trzynogi, metalowy korpus androida, po czym na jego kolosalnego przyjaciela. – I go tutaj nie było, Ivo wie.
Mężczyzna podszedł do Androida o numeracji AB010 i puknął lekko palcem w blachę. Spojrzał na niego uważnie, badawczo, wręcz niepokojąco skupionym wzrokiem, po czym spojrzał znów na Hyattaka.
- Nu, kolega może iść z nami. Boss ma coś, czego Hyattak potrzebuje, Ivo wie. Ale Ivo źle się czuje, patrząc na was. Człowiek ma duszę, przyrodę można zrozumieć, a wy zostaliście stworzeni. Sztuczna Inteligencja, tak Boss mówi, ale Ivo źle się czuje… Nie czujecie jak ludzie. Ivo nawet nie ufa tym waszym programom… Boss mówi, że macie cztery prawa Asimova, ale Ivo nie wie. – spojrzał na nich bardziej zdystansowany i podejrzliwy, po czym po raz kolejny podrapał się po brodzie. – Ivo zawiezie was do Bossa.
Odwrócił się i wsiadł do jeepa. Najwyraźniej czekał na ich decyzję.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Model AB010

avatar

Liczba postów : 13
Data rejestracji : 20/11/2015


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Nie Sty 10, 2016 6:21 pm

I w takich sytuacjach pojawia się problem. Ludzie mają intuicję, instynkt, mogą podejmować decyzje bez posiadania wszystkich danych - trafność tych decyzji to już inna sprawa. Ale androidy kierowały się tylko czystą logiką, każde zdanie przechodziło przez skomplikowane algorytmy, które przypisywały mu ostatecznie wartość prawdy lub fałszu. Tych danych używały do podejmowania decyzji, tak rozumiały świat. Kiedy nie miały jednak dość informacji, by stwierdzić czy zdanie jest prawdziwe czy fałszywe, było tak jakby to zdanie w ogóle nie istniało, nie można było brać go pod uwagę, wykorzystać do czegokolwiek, bo nie miało określonej wartości. Nie było jedynką, ani zerem, a tu już kończył się zakres systemu binarnego. Zdanie "Temu człowiekowi można zaufać" było właśnie takim zdaniem. Nie wiedzieli o nim zbyt wiele, nie mogli tak prosto podjąć decyzji.
Hyattakowi szło w myśleniu trochę lepiej. Został stworzony tak, by porozumiewać się z ludźmi, więc jego sposób rozumowania był bardziej zbliżony do ludzkiego. Interakcje AB010 w teorii miały opierać się wyłącznie na spełnianiu rozkazów określonych osób - potrzebował konkretnych, jasnych informacji, bez nich nic nie robił, bo pozwolenie na samowolkę metalowemu olbrzymowi z potężnym arsenałem i rozumem na poziomie bezgłowego karalucha byłoby samobójstwem. Swoją drogą dziwna sprawa... Hyattak został w którymś momencie uznany przez system za tego, którego rozkazy się wykonuje. Dlaczego? Czyżby... zdobył zaufanie androida bojowego? Nie, nie... to za daleko posunięte stwierdzenie. Przeważył raczej pozornie wspólny cel i lepsze zdolności umysłowe towarzysza. Mądrzejszych się słucha jeśli uważa się, że dążą do tego samego.
Hyattak szybko przejrzał listę dostępnych opcji. Nie była zbyt wielka. Większość scenariuszy kończyła się tak samo - mogą tu pozostać, mogą uciekać, mogą spróbować zabić mulata, zakopać się w ziemi czy zatańczyć i zaśpiewać od tyłu bałkańskie pieśni ludowe. W każdym przypadku zostaną na tej pustyni bez żadnych informacji, absolutnie nie wiedząc co robić dalej. Mogą też zaryzykować, posłuchać tego człowieka i, zależnie od tego co stanie się dalej, walczyć jeśli wpadną w pułapkę lub współpracować i osiągnąć cel. W sumie walka nie jest gorsza od zostania tutaj - albo zostaną zniszczeni i nie wypełnią misji (a nie wypełniliby jej też, gdyby tu zostali), albo pokonają napastników, będą przynajmniej wiedzieli, kto tu jest wrogiem, może przy okazji gdzieś w ich bazie znajdą części Hyattaka. No i w końcu się zemszczą.
- Dobrze, jedziemy z tobą - powiedział w końcu Hyattak po czasie, który jak na standardy myślenia androidów był niemal wiecznością. Minęło dosłownie kilka sekund. - Ale on... chyba się nie zmieści, będzie szedł obok. Staraj się dopasować do jego tempa.
Po tych słowach pokuśtykał w stronę wozu, samodzielnie otworzył drzwi i usiadł obok mężczyzny. Najbardziej groteskowe w całej sytuacji było to, że nawet zapiął sobie pas, co wyglądało po prostu komicznie.
- Ruszajmy - rzucił krótko. - AB010, chodź za samochodem - dodał po chwili głośniej, na wypadek, gdyby android bojowy nie zrozumiał co ma robić. Na szczęście jednak rozumiał.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Sty 11, 2016 6:27 pm

- Nu… – Ivo zerknął na oba androidy i poczekał aż Hyattak wejdzie do środka jeepa. Rozejrzał się ostrożnie, po czy odwrócił się, patrząc na większego androida…  Pokiwał głową i przekręcił kluczykami w stacyjce. Pojazd ruszył.
Jechali milcząc przez dłuższy czas, gdy w którymś momencie Ivo zmarszczył brwi i wymamrotał coś w dziwnym języku. Uczynił dziwny gest – jakby odganiał od siebie niewidzialną muchę i splecione palce wskazujące i środkowe przytknął do ust. Ciemna, spalona słońcem twarz pobladła.
Ziemia się trzęsła. Można byłoby to wziąć za trzęsienie, lecz wyglądało to tak, jakby spieczona równina zafalowała niby strzepnięty koc, a pod jego powierzchnią coś szybko się poruszało. Autem rzucało na prawo i lewo. Ivo mamrotał coś coraz szybciej i szybciej… Nagle przed samochodem wybuchł ziemia. Dosłownie, kamienie i piach poleciały we wszystkie strony przewracając pojazd, Ivo skulił się w siedzeniu. Hyattak, jako ten lżejszy poleciał o wiele dalej… Za to Model em AB010 ledwie wstrząsnęły drgawki.
Z ogromnej dziury wysunęła się macka, szukająca czegoś gorączkowo po ziemi. Macka wykonana z błyszczącego plastiku, kabli i włókien, będących w istocie niespotykanym rodzajem czerwonych mięśni. Wszystko to tętniło i poruszało się zgodnie, całkiem szybko pełznąc w stronę jeepa….

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Froscarro

avatar

Liczba postów : 5
Data rejestracji : 10/03/2016

Skąd : Ziemia

SCOUTER
HP:
135/135  (135/135)
Ki:
90/90  (90/90)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Mar 14, 2016 5:04 pm

Froscarr Leciał potrenować na bez ludne miejsce na Pustkowie potrenować ciosy
i wytrzymałość. Trenował z zapałem by stać sie silniejszym i wytrzymalszym na obrażenia
od przeciwników powiedział -Muszę poćwiczyć Bukujutsu.- Bukujutsu to technika tak
zwanego latania. Latał nawet 5 Km Fros Padł ze zmęczenia na ziemie mówił -dam sobie radę-
był dobrego zdania. Stanoł przed nim nieznajomy wojownik Froscarro -Czego szukasz Przyjacielu.- Powiedział Tajemniczy nieznajomy chciałbym przetestować twoją siłę Fros odpowiedział
-czyli robimy lekki sparing- Tajemniczy nieznajomy odpowiedział oczywiście.
Tajemniczy wojownik był ubrany w czarny płaszcz, Buty Trampki i spodnie dresowe był około 25 letnim Chłopakie miał brodę karnację koloru czarnego. Tak więc rozpoczoł się sparing Froscarr wzniusł się
w powietrze myśląc że Tajemniczy wojownik umie latać jednak to
okazało się w praktyce że Tajemniczy wojownik umiał latać Froscarr
zdiwił się że tak słaby wojownik umie latać chociaż Wojownik nie
był taki słaby wojownik był taki nawet nawet Froscarro ciskał pięśćmi w ciało Wojownika
Wojownik przyjmował ciosy jak worek treningowy Frosek przypomiał sobie że to jest
człowiek a nie jakiś wojownik z innej planety przed przypomnieniem sobie o tym że
wojownik jest ziemianinem i zadał silny cios ziemianinowi Wojownik składał się z bólu
a Froscarr postanowił wezwać pogotowie. Przeraził się mówiąc do lekarza -zrobiliśmy mały
sparing i za mocno go walnołem.- lekarz odpowiedział i co teraz gdzie go walnołeś zapytał
Frosc odpowiedział -w brzuch.- Lekarz powiedział to dobrze że nie w twarz bo było by po nim. Frosc poleciał do szpitala zobaczyć stan przyjaciela stan wojownika był krytyczny
Froscar zapytał -jak masz na imię tajemniczy wojowniku.- Wojownik odpowiedział
Kerabulo Fros zapytał -czy chciał byś dołączyć do mojej grupy superbohaterów?- Kerabulo
powiedział oczywiście zwalczać zło z tak silnym superbohaterem to zaszczyt.I tak właśnie  Kerabulo dołączył do Grupy Superbohaterów ratowania całej Ziemi Raz usłyszałem dziwne dzwięki w mieście poleciał do miasta słysząc coraz bardzie narastające krzyki.
Na niebie ukazało się wezwanie Froscarra wielkie F. Froscarr poleciał czym prędzej
do miasta a ludzie uciekali przed długim,wielkim,grubym,białym z ostrymi zębami jak brzytwa robalem Froscarrowi
przyszło się zmierzyć z robalem Froscar sprzedawał ciosy w morde robalowi robal padł i po chwili ocknoł się Froscar zakrzyknoł -odejdź bo zginiesz!- Robal słysząc krzyk zaatakował Froscarra ogonem froscarr przebił trzy budynki na wylot a wgniótł się w czwarty froscarr
szybko się odckną i bardzo się wkurzył że takie coś go uderzyło Fros krzyknoł -zabije cię-rozpędził się i przedziurawil potwora na wylot i potwór padł z żółtą krwią na ziemi. -I po kłopocie.- powiedział Froscar ciesząc się Froscarr wracając w bez ludne miejsce mówił do siebie -Bedę zabijał tylko w przypadku zagrożenia ludzi.- Powiedział Frosek i wracając szczęśliwy do treningu. Jego trening składał się z nauczenia kontrolować się Bukujutsu i wzmocnić fizycznie tak charował że tak się wzmocnił że aż latał szybciej niż jego kolega Kerabulo.


OCC: Start Treningu.
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Mar 15, 2016 6:24 pm

Nagle przed Froscarro pojawił się tajemniczy osobnik. Obserwował on wcześniejsze wydarzenie i zainteresowała go ta osoba.

KLIKNIJ TUTAJ ABY ROZWINĄĆ:
 

- Witaj. Jestem Jack. Pierwszy raz widzę Cię w tej okolicy. Jesteś ze wschodu? - Zapytał chłopak, który powoli wyłonił się zza wzgórza. Obserwował dokładnie zachowanie tajemniczo wyglądającego osobnika i spoglądał na to co on robi. Chłopak włożył ręce do kieszeni i przystanął około metra lub dwóch od Froscarro.

OOC:
Zacznijmy więc od początku. Widzę, że piszesz occ, co powinno być OOC jak już. Skrót oznacza Out Of Character, czyli Poza charakterem/postacią.
Wszystko co piszą admini, Mistrzowie Gry i inni gracze po znaczniku OoC, OOC, ooc oznacza, że nie jest to część fabularna posta, a jakieś wyjaśnienia, rozpisanie ataków itp.

Druga sprawa. Przejmuję prowadzenie Twojej postaci, więc na początek zaczniemy od tego, żeby Twoje posty nabrały barw.
Zacząłeś trening, więc teraz sugeruję Ci, żebyś skupił się na opisie. W swoich postach strasznie skaczesz. Chodzi mi o to, że Twoja postać w jednym poście jest w 5 różnych miejscach robi 10 różnych rzeczy.
Spójrz na to tak. Możesz też taką walkę z robalem rozłożyć nawet na kilka postów. To znaczy pół życia Twojej postaci nie musi być opisane w jednym poście.

Więc teraz mam taką sugestię. Opisz teren wokół. Powiedzmy, że są wzgórza, jakieś łąki i wiatr. Pogoda? Słonecznie, ale widać na niebie chmurki. Rozpisz to więcej, opisz scenerię. Postaraj się jak najwięcej rozpisać o wzgórzach, a później o niebie i o pogodzie. Później napisz jak zauważasz moją postać i podejmij rozmowę i rozpisz swoją naukę latania. To znaczy opisz co czuje Twoja postać, opisz to fajnie, napisz co czuje jak się zaczyna unosić itd. Nie opisuj wyglądu mojej postaci za bardzo ani nie zakładaj co ona czuje, skup się na otoczeniu, krajobrazie i pogodzie, swojej postaci i jej uczuciach podczas powolnego unoszenia się.

I na koniec. Proponuję Ci korzystanie z programu Microsoft Word albo Open Office. Ten drugi to darmowy pakiet biurowy. Tam masz program do pisania w którym jest słownik. Pomoże Ci wyeliminować błędy ortograficzne, czasem też interpunkcyjne. Popatrz też na powtórzenia. To znaczy, robisz ich bardzo dużo.

Często powtarzasz Froscarro. Zamiast swojego nicku możesz pisać np:
"Bio-android zauważył chłopaka, który wyłonił się zza wzgórza".
Albo "młody wojownik" "posiadający cząstki changelingów poczuł jak energia pozwala mu powoli się unosić" i tak dalej.

Powodzenia, czekam na post. Na początku nie muszą być długie posty, ale staraj się też przeczytać to co napiszesz. Sam zauważysz wtedy powtórzenia. Pisz spacje po kropkach i po przecinkach.




______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Lip 26, 2016 7:36 pm

Tak... To będzie dobre miejsce, pomyślał Władca Demonów.
Nie bez powodu to miejsce na mapach widniało pod nazwą pustkowia. Nie dało się tam znaleźć nic w polu widzenia oka, tak ludzkiego jak i demoniego. Mówiąc krótko - idealne miejsce dla planów Wielkiego R.
Jakich planów? Jak już zdążył powiedzieć wtedy jeszcze małej Saiyance, zamierzał popracować nad Redem... Choć teraz to imię niezbyt do niego pasowało, może jedynie w odniesieniu do jego ognistej wściekłości, kiedy zasmakował krwi Czarnego Smoka, czy też właśnie tej żądzy krwi...
Niemniej, nad nią właśnie chciał popracować. Koci demon był dosyć posępny i niepewny siebie, cechowal się introwertyzmem. Nic w tym złego, jednak... To sprawiało, że sam siebie hamował przed pokazaniem swojej prawdziwej siły, której sporą część pokazał niedawno na Vegecie. Tak, część, bo Rukei wiedział, że to nie wszystko, co krwiopijca miał w zanadrzu. Aż się nieco rozmarzył nad wizją tego wiecznie głodnego krwi płomienia buzującego w Redzie przez niego okiełznanego. Czyż to nie piękne? Miałby możliwości, o jakich mu się nie śniło. Problem w tym, że Red na pewno się obawiał tej siły i pewne było, że będzie stawiał opory... Ale Rukei'a już w tym głowa, że przekona współrasowca do swojego punktu widzenia, w końcu to jedna z cech przywódcy, perswazja... Lub manipulacja. W zależności co zadziała lepiej. Najpierw jednak...
Podszedł do nieprzytomnego demona i potrząsnął nim nieco, jak i pstryknął mu palcami przy uchu.
-Oi, budzimy się - rzekł.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Wto Lip 26, 2016 8:20 pm

Czyli jednak powrót na Ziemię. Zastanawiające... ale kto tam zna plany Władcy Demonów oprócz niego samego? Pewnie niebawem będzie wiadomo co i jak, tylko będąc nieprzytomnym niewiele zyskał na zmianie lokalizacji. Samo potrząśnięcie nie wystarczyło, aby obudzić pojmanego demona. Był pobity w trzy dupy i z dziurą na środku torsu. Nie dziwcie się więc.
>Purr..~ -zdało się słyszeć z ust Reda, a w zasadzie z dziwnej wersji siebie, która potrafiła odezwać się na głos bez telepatii. Dopiero pstryknięcie palcami przy jego uchu sprawiło, że młodzik z białymi włosami zdecydował się na konfrontację z Rukei'em i... z samym, nowym sobą.
>Do stu tysięcy Kaioshinów... -mruknął cicho powoli poddźwigając się na łokciach- Khe, khe... tfu! Cholera, co mi jest? Zupełnie nie pamiętam, co się działo... ale... moment... czemu tak słabo... oddycham?
Skierował błękitne oczy na ciemniejszą karnację skóry na brzuchu, który w zasadzie tworzył jeden, wielki otwór. Wsadził sobie nawet rękę, żeby sprawdzić, czy to co widzi jest prawdziwe. Zmarszczył odrobinę brwi i zainicjował proces leczenia poprzez Regenerację. Rana na wylot zasklepiła się w miarę szybko, bo mimo utraty przytomności, jeszcze sporo energii drzemało w jego chudym ciele. I przy okazji związał sobie rozwiane włosy.
>Uff... to powinno pomóc. Tylko jak to się stało? Czemu grawitacja jest taka słaba? Gdzie ja jestem? A gdzie jest Vivian, Kisa i Raziel? Dziwne... czuję też odrobinę Ki Dragota... i... i...
Podniósł powoli wzrok na osobę, która była przed nim, a która pewnie miała już dość bełkotu demona, który do tej pory cechował się między innymi milczeniem.
>Zaraz... kojarzę Cię... Byłeś z nami, prawda? Rukei... Władca Demonów. Nie wie Pan, co się stało?
I wtedy zawiał mocniejszy wiatr, na tyle, by jego kucyk mignął przed oczyma odmienionego demona. Pochwycił końcówkę i spojrzał najpierw zdumiony, a potem chyba naszła do refleksja... o dziwo wypowiedział się wyjątkowo chłodno, jakby zrezygnował z gniewu.
>Super. Po prostu świetnie. Co to niby jest? To nie moje włosy. A te ciuchy? Wyglądam jak przydupas jakiegoś Kaioshina, a nie jak demon. O zgrozo, posiwiałem jak Hikaru...
Kolejne głębokie westchnięcie i zaciśnięcie dłoni na kudłach, jakby chciał je sobie wyrwać. Lecz w ułamku sekundy zrezygnował. W ogóle wydawał się być wciąż nieswój. Pewnie przez nie najlepsze samopoczucie i niewiedzę, której nie wypełnił mnożąc sobie i Rukei'owi pytań. No trudno, trzeba ogarnąć to, co jest.
Wyprostował się w kręgosłupie i stanął przed demonem z lekko zdegustowaną miną. Nie mógł przeboleć tylu niewiadomych.
>Nazywam się Red, chociaż w tej sytuacji Blue pasuje lepiej. Nie mniej... Może Pan wyjaśnić, skąd to wszystko? I gdzie jest reszta wojowników? Z tego co pamiętam, chodziło jedynie o odczarowanie Vivian, a nie... cały ten cyrk na kółkach.
Nagle do umysłu przemienionego częściowo Reda doszedł najgorszy z impulsów, jakie chciałby w tej chwili sobie życzyć. Zwęziły mu się źrenice, a nogi ugięły się w kolanach. Przed upadkiem uchronił się rękoma, które podparł tuż przed zderzeniem twarzy z piaskiem pustkowia. Odezwał się głód, który był o tyle większy, że zużył ogromny zapas sił witalnych i mocy Ki w bitwie, której nie zanotował trochę skołowany umysł.
>Ksaa... znów to samo... nie podchodź bliżej...
Usiadł ostrożnie po turecku i przytkał dłonią zarówno usta, jak i nozdrza. Musiał się uspokoić, co nie było proste w tej chaotycznej układance. Dopiero teraz przyjrzał się z bliska swojej skórze, która wyglądała jak u staruszka, bo była pomarszczona i wysuszona od wszelkich płynów. Niedobrze, bardzo niedobrze.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Lip 29, 2016 9:19 pm

Oh?
Coś tutaj wydawało się Demonowi już od samego początku dziwne kiedy tylko obudził kociego towarzysza. W pierwszej chwili zwątpił, uznał, że tylko mu się zdaje, bo jednak sporo wskazywało na właśnie taki scenariusz...
Jednak w miarę kolejnych słów Reda, czy też teraz już Blue, jak i ich ilości Rukei stawał się stopniowo bardziej i bardziej przekonany o słuszności swoich podejrzeń.
Nie znał Blue praktycznie, jego pierwsze spotkanie  nim nastąpiło ledwie kilkanaście minut temu. Niemniej z pewnych "szeptów" i obserwacji miał pewne pojęcie o nim i na tyle, ile dowiedział się z rekonesansu, nie tak ię powinien zachowywać.
Powinien szybciej wpaść na to, że jego nie do końca udany wkład w kłopoty Vivnyan mógł być tego przyczyną.
Tak, miał swego rodzaju nauczkę by nie bawić się rzeczami, na których zna się tylko pobieżnie po alkoholu. Uznał, że warto to zapamiętać na długo i uważać z whisky, nawet jeśli potrzeba wcale nie tak mało złocistego trunku by go przyćmiło, ale na bok z przechwałkami. Musiał zrealizować swój plan.
-Tak, wiem kim jesteś. Słyszałem o Tobie to i owo w różnych zakątkach galaktyki. Nawet jeśli sam nie jesteś tego świadom, ale plotki o Tobie zawędrowały dość daleko, aż do moich uszu. Postanowiłem Cię poszukać, bo uznałem, że... -tu zrobił krótką przerwę widząc zakłopotanie współrasowca.
-Tak... To... Raczej moja wina, acz wątpię by było to permanentne - przyznał ze szczerą skruchą. -Na siłę starałem się zaingerować w efekt, jak się domyśliłem, Twoich zdolności, choć chyba nie do końca jeszcze je opanowałeś, co? To nic, zajmiemy się tym.
Tu ponownie zamilkł, widział dobrze co się działo z Blue, głód znowu atakował, tym razem widocznie mocniej... Ale tego akurat się spodziewał i miał na tę ewentualność odpowiednią strategię. Ponownie podwinął rękaw i wystawił ją przed siebie. Ślady po ostatnim ugryzieniu nie były już widoczne, ale Blue powinien dokładnie wiedzieć co sugeruje mu Rukei...
-Nad tym też popracujemy... To teraz główne zadanie... Nauczyć Cię zapanować nad głodem...

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Sob Lip 30, 2016 6:35 pm

Rukei. Tajemnicza postać. Czyżby Mroczny Cesarz słyszał plotki o demonie, który zaprzestał używać swojej mocy? Który zaszył się w kącie planety i nie wyściubiał nosa dla dobra mieszkańców? Nie, nie był ani trochę świadom, że mógł stać się czyimś obiektem zainteresowań. I to niekoniecznie kogoś, kto miał czyste intencje. Ale z tej perspektywy nie miał jak ocenić Demona. Jedynie z postawy Vivian, która ewidentnie go znała i ostrzegała przed nim. Tylko gdyby był taki zły, to pomógłby wojakom w pokonaniu Reda, a później w chęci odczarowania kotki do ludzkiej postaci? Domyślił się, iż czar pochodził z rąk Rogatego, nie mniej stwierdził też, że musi nad Gato Preto popracować. Rzeczywiście, jego umiejętność najlepiej sprawdzała się na nim samym, rzadko kiedy stosował zaklęcie zamieniania w zwierzę na inne istoty.
I dodał bardzo znamienne słowa w towarzystwie wyciągniętej ręki w kierunku Nałogowca. Ostrożnie uniósł błękitne tęczówki na rozmówcę nie mogąc uwierzyć, że byłby w stanie mu pomóc z głodem. I to w taki sposób, by najpierw go napoić afrodyzjakiem.
>N-nie... nie mogę... wszyscy mnie... znien...
"...znienawidzą". Nie mógł nawet dokończyć zdania na głos, tak bardzo pragnął wbić zębiska w przedramię Rukei'a. Na nic starania się, żeby opanować się, jego wewnętrzne pragnienie było zbyt silne. I tak właśnie po raz drugi tego dnia Rukei pozwolił na pobór cennego płynu z jego ciała, nie mniej już był zapewne przygotowany na ów rodzaj bólu. Chociaż Red, właściwie Blue, miał najgorszy kryzys, od początku jego zmagań z niegasnącym głodem. Obecnie nie tylko został mocno poturbowany, to wszystkie jego poprzednie wysiłki na uzupełnienie braków pokarmu musiał przelać na Ki, aby kontratakować wojowników z Vegety. Znaczy nie musiał, jednak jego instynkt tak nim dyrygował. I ta demońska chęć na walkę... dawno czegoś takiego nie czuł. Jakaś adrenalina pomieszana z krwią i flakami, nawet własnymi. W tym przypadku większość należała do niego, stąd furia ogarnęła nim od stóp do głów.
Z każdym kolejnym łykiem było dla organizmu lepiej, ale dla psychiki nie. Nie tylko przypominał sobie przez mgłę, jak traktował ich znajomych, w tym najbliższych - ale i pojedyncze słowa, jakie zwrócone były w jego stronę i... naprawdę Kisa płakała na jego widok? Nie dowierzał kadrom, które migały mu przed oczyma, a zaczynały mieszać się wraz z rosnącym gniewem. Władca Demonów chyba wyczuł już zmianę w ciele demona, któremu wydłużyły się kły i pazury, a który wgryzał się - tak jak poprzednio - jeszcze mocniej w podaną mu rękę. Dookoła Blue pojawiły się czarne drobinki, które tym razem nie przypominały motyli, a ćmy. Brzydsze, grubsze od motyli, ale tak samo niszczycielskie jak ich poprzedniczki. Możliwe, iż ze zmianą wizerunku Rogatego, zmienił się także kształt jego energii.
>Wwwrrrrr.... wrrrrr...
Warczał cicho, nie mogąc już przemówić ludzkim głosem. Ulga dla uszu Rukei'a od paplaniny, co nie?
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Sie 04, 2016 10:20 pm

O to właśnie chodziło...
Pierwszym krokiem do tego by Blue dał radę opanować własne popędy było zrozumienie ich. Niezbyt istniały inne metody by poznać prawdziwą naturę danej potrzeby niż... Oddanie się jej bez pamięci, choćby ten jeden raz. Jeden zwykle wystarczy. Rukei liczył, że na tym poprzestaną, mimo wszystko wykrwanienie przez zbytnie ciągoty ze strony wampira to nie jest śmierć, która mu się widziała. Oddawanie krwi, choć w słusznej sprawie też nie leżało w jego naturze, wolał unikać widoku swojej krwi, jesli mógł. Dość mu jej już opuszczono. Kiedyś nawet zachodził w głowę czy to przez jego smocze usposobienie? Gdzie by nie trafił w miejsce, gdzie znano coś takiego jak smok, to jedyny pożytek był z niego, gdy już nie dychał, bo to krew wzmacnia, to oczy do eliksirów, to pazury pachną lawendą... Taa... Nasłuchał się już tyle tego, że mu się to i pod ogonem nie mieściło.
Teraz natomiast, pozwalał z siebie wysysać najważniejszą tkankę ciała i siły życiowe. Czuł, że to przyniesie dobre efekty, i... W sumie tylko dlatego wkładał w tę inwestycję krew, pot i łzy, na ostatnie dwie pozycje jeszcze miał przyjść czas. Choć kto by się nie skusił opcją zwerbowania tak silnego sojusznika? Jedynym jego mankamentem była niezdolność do panowania nad swoją siłą odpowiednio, ale temu dało się zaradzić...
Kiedy demon wgryzał się w przedramię skrzydlatego, ten położył drugą dłoń na głowie białowłosego. Zarówno na dłoni jak i w oczach Rukei'a pojawił się dziwny, blady błysk bieli. Jak się zdawało, kolejna sztuczka Władcy Demonów.
-Blue, słyszysz mnie? - zapytał, wysyłając wiadomość w głąb umysłu głodnego towarzysza.
-Blue, liczę, że mnie słyszysz, także posłuchaj uważnie - powiedział. -To co teraz doświadczasz, ten głód, to po prostu jedna z potrzeb Twojego ciała. Inni mogli Ci mówić, że to złe i powinieneś tego nie robić, ale czy oni by posłuchali, gdybyś kazał im przestać pić wodę, bo to złe dla środowiska? Nie. Ale to nie ich wina, oni nie znają natury demonów, tak jak my ją znamy, nie rozumieją naszych potrzeb. Ale ja je rozumiem i wiem jak z nimi walczyć i jak je opanować. Oczywiście, nie ma w nich nic złego, ale... Przecież można je wykorzystać w znacznie lepszy sposób.
Posłuchaj, doświadczyłem w swoim nie aż takim którkim życiu dużo, teraz nie będę się wdawał w zbytnie szczegóły, ale w każdym zakątku kosmosu patrzono na mnie inaczej, telko dlatego, że jestem demonem, jakbym był gorszy. Niebezpieczny, podstępny, zdradziecki, chcący tylko siać chaos. Oni nie wiedzieli o mnie nic, nadali mi etykietę i traktowali jak najgorszego... Dlatego odpłaciłem im tym samym. Skoro nie potrafili szanować demonów, to musieli się ich zacząć bać. Wtedy narodziła się w mojej głowie wizja pięknego świata, gdzie my, demony, jesteśmy traktowani jak wszyscy inni, jeśli nawet nie jako lepsi z uwagi na nasze zdolności, których nie posiada nikt inny. Nie chce tego robić na siłę, ale obawiam się, że to może się okazać nieuniknione... Oni boją się tego co dla nich niezrozumiałe, ale nie starają się zrozumieć, to ich błąd.
Ja chce dać wszystkim chętnym do tego demonom miejsce w tym wszechświecie, gdzie będą mogli żyć jak tylko zapragną, gdzie nikt nie patrzy nań z ukosa czy z góry. Chciałbyś taki świat? Chciałbyś pomóc mi go stworzyć...?

Po tym małym przemówieniu zamilkł na chwilę, uważnie oglądał co się działo w umyśle Blue, w jego myślach widział wtedy sporo krwi. Zdawało się, że to zły moment na takie "propozycje" ale kiedy instynkt brał górę i skupiał się tylko na jednym, reszta umysłu stawała się odsłonięta i podatna na sugestie. Nie prowadził na kocim demonie indoktrynacji, jednak, to też pomagało mu w pertraktacjach. Wysłał w umysł Białego Kota swoje wspomnienia z jego niedawnej walki, nieco tylko przekształcone tak, by skupić się na tym, co chciał pokazać Czarny Smok. Chciał mu pokazać to jak bezwzględnie i z jaką siłą walczył, jak w każdym jego ruchu dostrzec się dało czystą moc, moc, która z mało którą mogła się równać od tak. Moc, której nie wykorzystywał, z mógł dla bardzo dobrego celu, o którym został poinformowany chwilę temu.
-Widzisz to? To Ty, choć owładnięty ślepym instynktem, to możesz z nim współgrać i używać tej mocy wedle własnej woli. To Twoje ciało i to Ty jesteś jego panem, nie odwrotnie. Uwierz, że możesz to zrobić

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pią Sie 05, 2016 9:20 pm

Spijanie posoki w ciszy bardziej odpowiadało Rogatemu, dlatego z początku słychać było mnóstwo warkotów i było więcej jakby złośliwego kąsania w rękę Darczyńcy. Jego pierwotne instynkty nie przepadały za paplaniną, lecz gdzieś tam w środku moc więziła rozumną istotę, która słuchała w bezruchu. Otoczona przeogromną ciemnością z czarnych Ki, nie mogąca kiwnąć palcem z egzystencjalnego zmęczenia, jak i tego spowodowaną walkami z wojownikami oraz samym sobą. Nawet z zewnątrz głodny demon zaczął wolniej chłeptać krew, a kocie uszy, które wcześniej były oklapnięte - uniosły się powoli, by posłuchać stonowanego, intrygującego w treści głosu Rukei'a. Mały krok na przód, który mógł okazać się przełomowym.
O czym mówił Czarny Smok? Miejsce dla demonów we wszechświecie? Tolerancja dla ich odmienności? Czy tego właśnie nie pragnęła kiedyś June, i on w podświadomości, jak i każdy demon? Na Vegecie, i na Ziemi, musiał kryć się ze swoją tożsamością, swoją naturą. Nie rozumieli jego głodu krwi, sam nawet był przerażony lekkością, z jaką mu przychodzi ranić najbliższych z racji posiłku cieczy. Lecz jeśli to normalne z jego genotypem, nie może się dłużej oszukiwać. Nie jest Saiyanem, który wcina mięso, ale pamiętał czasy, gdy do szczęścia wystarczyły mu słodycze. Niestety poznał zakazany owoc i nie mógł się bez niego obejść. W jakichkolwiek ilościach było mu wiecznie mało.
A co jeśli nowe zmiany Rukei'a w jakimś stopniu odbiją się na znajomych? Może nie byli demonami, lecz przywiązał się do nich, cenił ich i szanował. Oni też byli wobec niego w porządku. Tylko, że... to ostatnie zdarzenie pokazało, iż nieposkromiony głód zniszczył relacje z wojownikami z Vegety. Że Red był tym, który zaczął pierwszy nawałkę. Nie, oni go na pewno skreślili, przecież kto dałby mu już setną szansę? Czy warto zacząć życie od nowa, odcinając się od przeszłości? Skołowany mnóstwem pytań i wątpliwości sam gubił się w myślach, które przebiegały chaotycznie wraz z kolejnymi łykami posoki.
Aż do pewnego momentu.
>Kh... grr... kh-k-khyyy...
Znamiona na ciele napęczniały od tłoczonej Ki i jaśniały wraz z rubinem, który w obecnej odsłonie stał się szafirem. Jego ślepia także tonęły w tym odcieniu, tylko lśniły energią, która przelewała się wewnątrz Blue. Z trudnością oderwał się kłami od prawie że uschniętej ręki Władcy i dyszał potwornie. Ki Rogatego buzowała w nim, jak i w otoczeniu wprawiając w ruch najmniejsze kamyki pod stopami. Pot spływał po ciemnoszarej skórze, a ślina skapywała z rozwartych na oścież ust oraz kłów. Całe ciało zostało okryte czarnymi owadami, które nie odrywały się od właściciela i niemal dusiły go swoją natrętną, ogromną mocą. Musiał przywołać do porządku aurę, która chwilami eksplodowała i wyrzucała z siebie kilka porządnych Ki Blastów w różne strony pustkowia. Był taki moment, że aż padł na kolana i chwytając się rękoma za wyżynające się o parę milimetrów rogi oddał otoczeniu ponad dwadzieścia Ki Blastów.
Niekończące się tortury, dla siebie i otoczenia, trwały blisko pięć godzin. Tyle mu zajęło, aby dojść do połowicznej władzy nad własnym, niepokornym ciałem. Wiedział, że nawet pięć godzin stałego trzymania się w rydzach przed wbiciem kłów w organizm Rukei'a oraz wystrzału nagromadzonej negatywnej energii w momentach kryzysu to jeszcze za mało. Zaniedbywał się od wielu miesięcy, i taka wzmożona kuracja mogła trwać jeszcze kilka dni. I wiedział też, że będzie jeszcze musiał chociaż raz napić się solidnej dawki krwi, nim będzie rozstawać się z ogłupiającymi instynktami. Na razie Blue był na etapie stłumienia ich do minimum, choć te nie chciały dać za wygraną. Oblizał spieczone wargi szorstkim językiem, a jeszcze niedawno miał je skąpane w błękitnej pożywce. Wyciszony demon mógł poszczycić się wyrysowaną powagą na twarzy, ale najbardziej spektakularne wydawało się być to, iż nie rzucił się od pięciu godzin na swojego mentora z powodu chęci zaspokojenia głodu. Brak jedzenia dawał o sobie znać, ale odsuwał problem jak najdalej było to wskazane. Ślepia powoli gasły w swojej agresji i jawił się błysk rozumowania. Jako-takiego. Ale mina zdradzała, że nad czymś solidnie myślał. Dobrze dla Władcy, że Blue był bardziej rozmowny i otwarty na pogawędki, bowiem nie przypuściłby chyba, że po takim wyciągnięciu ręki (dosłownie i w przenośnie) dowiedziałby się łatwo, co tam Rogaty dumał nad wszystkim.
>Nie wiem, czy będę w stanie Ci pomóc, Rukei -powiedział cicho i powoli, przerośnięte kły bardzo nieznacznie schowały się do dziąseł- Do tej pory tylko siałem zniszczenie, zadawałem ból...
Bardzo wyraźnie dało się odczytać brak wiary we własne możliwości, nawet jak Skrzydlaty wyraził się jasno w tej sprawie. Nie szczędził nawet obrazów z walk, które mimo wyeksponowania potęgi - pokazały też skalę destrukcji na przyjaciołach i na otoczeniu nieożywionym. Podpierał dłonią obolałą, pokrwawioną od troszkę rozrośniętych rogów skroń, a na drugiej ręce stworzył czarnego motyla z Ki, który delikatnie zatrzepotał skrzydełkami. Zmęczony wzrok demona nie odrywał się od tej kruchej, lecz niszczycielskiej cząstki swojego ja. W tym ujęciu wyglądał niewinnie, ale i przygnębiająco. Nie dało się wyczytać żadnych emocji z jego poważnego oblicza.
>Jak więc mógłbym stać się pomocny dla Ciebie w stworzeniu świata?

Ooc: Post 3/10 będący Blue
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Sie 15, 2016 4:59 pm

Czekał. Czekał i obserwował, jak jego słowa wolno wsiąkają, jak znajdują oparcie w tym co przeżył demon. Czekał aż zobrazuje sobie pewne rzeczy, jak zrozumie i... Zatęskni do wizji, jaką przed nim roztoczył. Właśnie tak, w ten sposób... Żałował, że tyle czasu zmarnował szukając brata, gdy równie dobrze mógł spotykać inne demony, zbierając ich poparcie. Braska jedyne co robił to mieszkał pod wulkanem, mając głęboko w poważaniu warunki życia swojego rodu. Rukei nie był taki, chciał to polepszyć. Pomóc im i sobie jednocześnie.
- Jeszcze w to nie wierzysz, ale czuje, że jesteś w stanie mi bardzo pomóc i już Ci mówię jak - tu zrobił krótką przerwę - Instynkt który zmusza Cię do walki, to przede wszystkim głód. Nie jest to obca rzecz demonom, lecz tylko w Twoim wypadku tak potężna, muszę przyznać. Nie widziałem innego pobratymca zachowującego się w ten sposób. Trzeba pamiętać, że każdy z demonów jest inny, niektóre dzielą pewne cechy, ale budowa ciała, moce czy zachowania to tylko podstawowe rzeczy. Instynkt czyli coś, co pcha Cię do działania... Ochrona bliskich? Chęć odwetu? Instynkt do walki czy... Głód... Potrzebujesz krwi do funkcjonowania i jest to naturalne, jednak głodząc się... - pokręcił głową ze szczerym smutkiem - Zaniedbałeś się. Wymusiłeś na sobie post, który odbija się nie tylko na Twoim zdrowiu, ale i psychice. Mając przed sobą pokarm nie jesteś w stanie się pohamować. Można by tego uniknąć, ale samego głodu nie pozbędziesz się nigdy. Nauczę Cię nad nim panować, ale on dalej będzie i powinieneś go zaspokajać w takim stopniu na jaki pozwala Ci kontrola. Średnio na tyle byś miał klarowny umysł i siły, dawkę sam musisz sobie ustalić. Masz niezwykłą moc, która równie dobrze może zostać użyta nie do niszczenia a, do obrony. Kiedy owłada Tobą głód nastawiasz się tylko na jedną rzecz i to na niej znajduje się pełnia skupienia. Moim zadaniem jest sprawić, by tą rzeczą byłą właśnie obrona tego co dla Ciebie cenne. Nie obiecuje, że będzie lekko, ale zrobię co się da.
Rukei zrobił krok w jego stronę.
- Moja propozycja jest taka. Za chwilę wywołam w Twoim umyślę obraz, który wywoła głód... Twoim zadaniem będzie go zwalczyć. Krwi się dziś już trochę napiłeś i powinno być łatwiej, ale musisz się skupić na tym... Co według Ciebie jest naprawdę ważne.
Ledwie Cesarz Demonów umilkł, świat wokół Blue zrobił się czarny, zafalował...
Znalazł się znów na gorącej Vegecie, czerwonej pustyni smaganej palącym słońcem. Przed nim, wśród ogromnych formacji skalnych walczyły dwie osoby, nieznany Changeling o granatowym pancerzu i... Kisa. Oboje brudni, zmęczeni od śmiertelnej i zaciekłej walki i cali we krwi. Posoka pachniała metalicznie w gorącym powietrzu, drażniąc zmysł powonienia demona z każdą chwilą coraz bardziej. Pociski energetyczne wybuchały w powietrzu co chwila... Changeling znalazł się nagle za Saiyanką, wbijając jej Ki-Sword w bok. Trysnęła krew, osłabiona Kisa upadła na piasek, a wróg unosił dłoń z zamiarem uderzenia po raz ostatni...
Rukei wpatrywał się w siedzącego nieruchomo demona, czekając na rozwój akcji. Jeśli głód okaże się za silny... Nawet jeśli odegna od dziewczyny Jaszczura, to potem sam się na nią rzuci. Możliwe, że zda ten test perfekcyjnie, albo... Albo i nie. Nie wiedział czego ma oczekiwać, pod tym względem Blue był nieprzewidywalny. Biorąc pod uwagę inne okoliczności, jest to ogromną zaletą, ale w tej chwili... Może zaskoczyć sam siebie.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Pon Sie 15, 2016 7:29 pm

Siedział w ciszy, po turecku, patrząc się wprost na Rukei'a i słuchając uważnie jego słów. Jakby to była rozmowa ojca z synem, który nie radzi sobie w szkole. Właściwie nie radził sobie w szkole przetrwania zwaną Życiem, nie mniej jeszcze nie składał broni. Skoro mógł skorzystać z doświadczenia i mądrości życiowej demona za darmo, nadstawiał pilnie futrzaste uszy i słuchał jak zaczarowany. Mina nie wyrażała nic szczególnego, ale brał każde słowo do siebie, każdy zwrot. Zwłaszcza, że dotyczyły sprawy młodzieńca, który na Władcę Demonów patrzył się niemal bez przerwy i oswajał jego słowa. Nawet jak zbliżył się, nie wzdrygnął się, tylko wysłuchał propozycji.
Była nietuzinkowa. Chciał sprowokować ponownie wycieńczony organizm i umysł Długowłosego, aby zwalczył głód? Poprzez wizje w głowie? Nie wiedział, czy był gotów, ale nawet nie miał okazji zaprotestować.
Wystarczyło jedno spojrzenie na sytuację, by wiedzieć, po której stanie stronie. No dobrze, bo to widział z dystansu. Ale jak będzie bliżej, to nie zmieni zdania? Czy posoka odbierze mu nawet wolny wybór? Niedoczekanie. Blue stanął niemal natychmiast między Changelingiem a Kisą i pochwycił gołą ręką dłoń Lodowego z Ki Swordem. Mocował się teraz nie tylko z siłą Ogoniastego, ale i własnym głodem. Saiyanka coraz bardziej się wykrwawiała na skwarze i gorących piaskach, a zapach do żywego pobudzał zmysły demona. Rogaty aż ryknął chcąc przegonić kłębiącą się w środku chęć na pożywienie się posoką przyjaciółki, aż wreszcie pozbył się jednego z dwóch problemów. Jedną ręką, która krwawiła od Ki Sworda przytrzymywał dalej Changelinga, a drugą pochwycił za jego gardło i zaciskając ją... oderwał łeb od kręgosłupa jednym pociągnięciem. Mnóstwo krwi, drażniącej i ciepłej, chlupnęło na jego ciało, aż dopadł truchło i już miał zająć się konsumpcją, gdyby nie fakt, że Kisa... jej Ki... gasło z chwili na chwilę. Oblizał się ukradkiem i bardzo powoli zbliżył się do konającej dziewczyny. Walczył z każdym krokiem, by nie potraktować Saiyanki jak worka z krwią, jak przedtem. Wszystko wydawało mu się prawdziwe, nawet jeśli Rukei mówił mu o fikcji - naprawdę zżył się z toczącą się akcją, jakby działa się naprawdę. Z wielkim problemem kucnął przy Czarnowłosej, która chyba chciała odpełznąć od potwora. Tak przynajmniej widział to Blue, być może przewrażliwiony zaszłą bójką i stanem zdrowia Kisy.
>Nie bój się... -pochwycił jedną ręką jej ramię, żeby się nie ruszała- >...uleczę Cię tylko, i już nie zobaczysz mnie więcej. Spokojnie oddychaj...
Zacisnął kły, które od swędu krwi rozrosły się wraz z pazurami, lecz nadal pragnął tylko jej dobra. Ułożył drżącą dłoń na jej ranie na przebitym boku, a drugą wciąż trzymał jej ramię. W oczach wyimaginowanej Kisy pojawił się strach, lecz zaraz także ulga, bo rzeczywiście Rogaty przeistoczył swoją Ki w technikę leczniczą. Dość dużo, na tyle, by Saiyanka mogła usiąść samodzielnie na piasku i nie przejmować się śmiercią. I mogła zobaczyć w oddali demona, który patrzył się na nią z troską. Który ciągnął za sobą truchło Changelinga. Jak spotkały się ich spojrzenia, Blue odwrócił się na pięcie i powłóczył z wolna swój posiłek. Musiał uzupełnić braki, a póki miał okazję... głód rzeczywiście był nie do zdarcia. Nieskończenie wielki. Lecz musiał przyznać, że najgorsza to była konfrontacja z ranną dziewczyną. Nie tylko przez posokę, Rukei mógł zobaczyć jak na tacy, że jest to jedna z osób, na której bardzo zależy Rogatemu. Mimo wszystko na Vegecie tego nie pokazał...


Ooc: 4/10 postów będąc Inwersją

[Ooc: post treningowy pierwszy]
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Pustkowie   Czw Sie 18, 2016 9:17 pm

W wyimaginowanym świecie Długowłosy wciąż włóczył za sobą szczątki Changelinga, chociaż co kilkanaście metrów odwracał się w kierunku krwawiącej wojowniczki. Niby przegonił z niej widmo śmierci, lecz nie wszystkie rany zasklepiły się. To wystarczyło, aby posoka drażniła wrażliwe zmysły młodzieńca.
>Khy...
Warknął do siebie, gdy po raz któryś gryzł się z samym sobą, aby nie dołączać Kisy do menu. Jego głód naprawdę był nie do przejedzenia. Wątpił, że gdyby nawet mógł wypić tyle krwi, ile zechce organizm, to przestanie odczuwać suchość w ustach i pustkę w żołądku. Bleh, w zasadzie powinien już być przyzwyczajony do wiecznego chłodu w ciele, to przerośniętych kłów i pazurów. W sumie Rukei mu mówił, że demony są różne, mają różne upodobania i zachowania. Tylko czy to pozwala Blue na pastwienie się nad zwłokami?
Wreszcie nie mógł znieść widoku osamotnionej dziewczyny, którą przecież dobrze znał. Sprzeciwiwszy się własnemu głodowi porzucił truchło i wrócił do Kisy. Nie w celach konsumpcyjnych o dziwo. Chyba dlatego, iż zainspirowany działaniami Skrzydlatego, także i Blue pragnął komuś polepszyć życie.
>Zmieniłem zdanie powiedział chłodno spoglądając w czarne jak węgle oczy wojowniczki i kucając przed nią nie mogę Cię tak zostawić. Wbrew pozorom jesteśmy bardzo podobni do siebie. Skazani na schematy, zasady, nakazy, zakazy. Zmuszeni do posłuszeństwa większości. Zepchnięci na margines. Dlaczego? Bo jesteśmy zbyt groźni? Szaleni? A może zbyt odważni dla tchórzy chowającymi się za nieżyciowymi przepisami?

Wtedy wokół demona pojawiło się mnóstwo czarnych motyli, i chociaż fikcyjny świat nie uciekał poza umysłem Blue, to Ki już owszem. Nie wiedzieć kiedy nawet niebo pociemniało, choć byli fizycznie na pustkowiu. Suchym i gorącym, ale nie tak mocno jak te z nierealnej Vegety. Skrzydełka motyli podrywały ku górze co lżejsze ziarnka piasku, jednak ich mnogość sprawiła, że piaskowy wir zmąciła obraz Władcy Demonów.
Kiedy tylko pojawiły się czarne owady, Kisa nie mogła się ruszyć. Nie dlatego, że działa się jej krzywda, lecz dlatego, że coś ją jakby zahipnotyzowało. Nie odrywała oczu od Rogatego, który pogłaskał ją po głowie. Nie reagowała w żaden konkretny, indywidualny sposób. Niemal jakby odebrał jej demon duszę. Nic bardziej mylnego. Pieszcząc Małpiatkę nie odrywał od niej wzroku, chociaż był już zmęczony. Co on takiego zrobił wyimaginowanej dziewczynie? Testował coś na niej?
>Cii... przejechał palcem po jej ustach, jakby za wcześnie wyprzedził reakcję wojowniczki, w tym jej krzyk...tak wiem, że boli. Też cierpię, ale już blisko końca naszej katorgi. Rewolucja nadchodzi.
To powiedziawszy uwolnił Czarnowłosą od gehenny narodzin nowej cząstki Ki w jej ciele. Jego cząstki. Póki co uspokoił głodną gąsienicę drążącą tunele w niematerialnym organizmie Saiyanki. Kazał robaczkowi przepoczwarzyć się w to, czym demon był przepełniony po brzegi. A później rozmnażać się niczym drożdże i objąć całe nowe królestwo we władanie, lecz jednocześnie być gotowym na wsparcie dla Ogoniastej.
Blue w ciszy spoglądał na efekty, dość mocno zabujał się w nienaturalnym świecie. Może dlatego, że tak bardzo przyswoił realia i sytuację, gdzie nawet wydobył z siebie potencjał i tworzył nową umiejętność. Zainspirowany Rukei'em, i z własną, dość obfitą mocą.


Ooc: 5/10 postów będąc Inwersją

[Ooc: post treningowy drugi, ostatni. Przy okazji nauka Butterfly Effect]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pustkowie   

Powrót do góry Go down
 
Pustkowie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Pustkowie
» Pustkowie
» Ciche pustkowie
» (S) Pustkowie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: