Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Skalny Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 886
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Skalny Las   Sob Cze 02, 2012 4:55 pm

First topic message reminder :



Miejsce stworzone przez matkę naturę, wieki całe drążenia dróg przez rzeki czy strumienie stworzyły coś co kojarzy się z kamiennym lasem. Mnóstwo wąskich, ale długich skał może rzeczywiście tak wyglądać.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
NPC



Liczba postów : 886
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pią Sie 30, 2013 3:05 pm


- Lubię wykorzystywać słabe punkty przeciwników... - Mruknął do siebie Braska widząc, że Kuro połknął haczyk. Nawet nie zorientował się, że to wszystko co widzi to zwykła iluzja i manipulacja w jego głowie. Trzeba przyznać, że z Braski to całkiem przystojna i cwana bestia. Mmm... no dobra.
Demon z nieukrytą łatwością omijał szaleńcze uderzenia Kuro, niekiedy też niestety obrywał, ale to tylko dla zasady by chłopak się nie zniechęcił. Jego uderzenia były coraz to silniejsze, imponowało to Brasce. Adrenalinka wzrosła. Cały czas pogarszał wizje Kuro, iluzja przerodziła się w istny koszmar, w którym utracił ukochaną... zginęła (a jak to już tobie zostawiam do opisania Kuro. Po tym iluzja znika).

Szkoda tylko, że znowu wtrącił się ten nieproszony Mistic. Widząc jak znowu próbuje się tu wtrącić odepchnął Kuro atakiem Kiaiho w skały. Chwilę później Braska wylądował na ziemi 'orając' ją własnym ciałem. Wstał nieco zirytowany. Spojrzał na Hikaru wzrokiem wściekłym jak u byka na widok czerwonej płachty po czym szybkim ruchem dłoni posłał w stronę białowłosego świetliste obręcze, które skutecznie unieruchomiły upierdliwą małpę na jakiś czas.
Demon wzleciał w powietrze trzymając złożone ręce na klatce.
- Jak jeszcze raz mnie zaatakujesz oberwiesz Magic Swordem. - powiedział twardo.

Coś dziwnego zaczęło dziać się z Cheprim. Jego energia zaczęła zmieniać się, przesiąkać dziwnym złem. Energia ta nie przypominała energii demonicznej lecz taką, jaką czuć daleko stąd w West City. Na szczęście chłopak znajduje się daleko od April, którą mógłby skrzywdzić...

A jakby niespodzianek było mało stało się coś jeszcze. Kuro został pomniejszony przez Braskę do rozmiarów dziecka na oko 10-cioletniego. Chyba za bardzo mu poszmamotał w tej głowie. Cóż. To powinno minąć po północy.


OOC
Power Level: 149.648
Siła: 5334
Szybkość: 6581
Wytrzymałość: 4412
Energia: 4297

HP: 59.937 - 16.085 - 2.952 = 40.900
KI: 64.455

Atak podstawowy kontrolowany
- kolejne 2.000 dla Kuro (kiaiho)
Hikaru - Paraliż na turę + Atak potężny (11.915 DMG)Siedź na dupie. I nie ingeruj w moje zabawy z umysłem Kuro. Może Mistickiem jesteś, ale nie magikiem.
Chepri - Połowiczna zamiana w Tsufula. Nie mnóż jeszcze statystyk, nie zmieniaj za bardzo wyglądu.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri



Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013


SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pią Sie 30, 2013 4:38 pm

A jednak, wcale się stąd nie ruszali. Mógł w się w sumie spodziewać, że to tylko podstęp. Przecież Braska tak łatwo by nie odpuścił. A teraz jeszcze Kuro wpadł w zupełny szał. Tylko czemu? Chociaż w sumie to nie takie istotne, najpewniej była to jakaś sztuczka demona. Możliwe, że coś związanego z telepatią, ale to też tylko jego przypuszczenia. On sam... Tak naprawdę nie wiedział dlaczego tu jest i co ma robić. Niby wszystko było jasne, jest tu z mistrzem i patrzy jak ten się popisuje, ale to tylko pozór. Chce być dobry, ale czy będąc tutaj zbliża się do celu? Jego mistrz przecież porwał April, która niczemu nie była winna i podobnie jak Chepriego, nie dotyczyły jej porachunki między wojownikami. A teraz wręcz bawi się z Kuro, zadając mu ból, pół saiyance przy okazji też. Walcząc z białowłosym też się wykazuje wyjątkową wredotą, aczkolwiek w tym jednym przypadku było to jeszcze do zrozumienia. Idąc zasadą "z kim przystajesz, takim się stajesz", to nie za ciekawy los go czekał i wcale mu się to nie podobało. Chciał być jak demon, ale pod względem mocy i umiejętności walki, nie charakteru. Trochę go to przerażało... Z drugiej jednak strony, przecież nie mógł się taki stać. Pewnie stopniowo przemieni się w kogoś takiego, ale to nie znaczy, że jest to nieuniknione i nie można z tym walczyć. Nie... O nie... On się nie podda, postanowił opowiedzieć się po stronie dobra i tego się będzie trzymał, choćby niewiadomo co. Po prostu to nie wchodziło w grę. Niestety, kiedy on na dobre wybrał ścieżkę życia, w jego wnętrzu coś zaczynało się budzić, coś co nigdy nie powinno tego robić. Tsuful... Kosmiczny glut, który to wpełzł do ciała Ziemianina zaraz po jego walce z Redem, którego spotkał taki sam los.
Najpierw zawroty głowy i lekkie nudności, tak się to zaczynało, wkrótce przeszyła go jak uderzenie błyskawicy fala bólu, posyłając na kolana.
-"Co się ze mną dzieje?!"
Złapał się za głowę. Miał wrażenie, jakby coś wpłynęło do jego czaszki i chciało ją rozsadzić od środka. Chciał wyć z bólu, ale coś go powstrzymywało. Poczuł uderzenie gorąca i... Nagle wszystko ustało.
Chwilę to zajęło zanim zdał sobie z tego sprawę. Spojrzał na swoje ręce, jeszcze drżały.
-"Co to było?" - zastanawiał się, co za przypadłość, co za licho mogło go dopaść, nie potrafił jednak znaleźć odpowiedzi, a tym bardziej dlaczego to ustało.
Ta krótka przerwa dobiegała już do swojego końca. Kosmiczny intruz zaatakował ponownie. Tym razem prawie bezboleśnie, Chepri poczuł jedynie lekkie ukłucie gdzieś w ciele, to jednak ostatnie co czuł. Stracił władzę nad swoim ciałem, jak i przytomność. Nie zdążył nawet upaść, bo obudził się i podparł rękoma. Ale to już nie był ten sam człowiek. Dało się to zobaczyć po jego oczach, w których dało się dostrzec pomarańczowy błysk zła. Wstał. Rozejrzał się po okolicy. Ze skrzyżowanymi na piersi rękoma zaczął się uważniej przyglądać walce Braski. Może się przecież dużo od niego nauczyć, podobnie jak i od tamtych wojowników. Miał świadomość, iż jego moc jest zbyt mała by coś... By cokolwiek zrobić. To się musi zmienić. Ale jeśli pozostanie tutaj to kicha. Trzeba uciec, ale jak? Zaraz by wykryli, gdyby po prostu odleciał, a nawet jak ukryje moc, to zauważą jego zniknięcie. Hmm... Może natrafi się dogodna okazja, gdy będą naprawdę zajęci? Tak. Zobaczą, że uciekł, ale nie od razu. A to mu da czas do obmyślenia jakiegoś planu działania. Tylko... Psia krew, przecież jego energia się zmieniła i na pewno to poczuli.
-"Niezwykłe sytuacje wymagają podjęcia niezwykłych kroków".
Glutowaty kosmita cofał się i kurczył, pozwalając zielonookiemu odzyskać częściową kontrolę nad ciałem. Jego energia praktycznie wróciła do normy.
-"Muszę uśpić ich czujność..."
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1061
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Nie Wrz 01, 2013 9:52 pm

Było coraz gorzej April cierpiała. Jej krzyk bólu wiercił wwiercał mu się w czaszkę. Był zrozpaczony, bo nie wiedział, co ma zrobić. Chciał ją ratować ale nie wiedział co ma zrobić i jak powalić ten mur o imieniu Braska, który miał przed sobą.  Wizje wydobywały z chłopaka wspomnienia ze śmierci brata, równie jasne i wyraziste, jak półtora roku temu. Jakby tego było mało demon z łatwością unikał większości ciosów, co poniekąd jest oczywiste przy takiej różnicy poziomów.
Otrzymał mentalną wiadomość od Hikaru. Poczuł się zbity z tropu. Bardzo chciał ale nie mógł zostawić dziewczyny samej, po prostu nie mógł. Miał siedzieć jak mysz pod miotłą, kiedy ona cierpiała?

„Nie jestem tchórzem, nie zostawcie jej ona tak strasznie cierpi.”

Z ciężkim sercem odmówił mentorowi. Pamięta doskonale polecenie, że mają go bezwarunkowo słuchać, że Mistick wie lepiej, że jeśli zginą to przez Kuro. Jednak powoli się rozmywały i chłopak dostrzegał rzeczywistość, w której dziewczynie nic a nic nie groziło. Kamień spadł mu z serca i odczuł niewyobrażalną ulgę. Niestety telepatyczna rozmowa i zniwelowanie wizji spowodowało, że Saiyan zapomniał o walce i całkowicie się zdekoncentrował, co przypłacił kolejnym atakiem. Był jeszcze zbyt niedoświadczony aby panować nad swoim umysłem.

Kiaiho po raz kolejny posłało go na skały, odbił się o kamienie i turlając spadł na ziemię. Tym razem wszystko go zabolało. Wstał i spojrzał na April, nadal nic jej nie było ale zakręciło mu się w głowie i upadł znowu. No tak, nie miał ogona i zmienił mu się środek ciężkości, wisząc w powietrzu nie odczuwał tego tak mocno. Ale było mu dziwnie, jakoś nisko. Spojrzał na swoje ręce – małe i grube palce, krótkie nóżki. W panice obmacał tors i zebra. Wstał okręcił się wokoło. Wyglądał jak dziecko. Cholera jak to możliwe? Kuro pomyślał, że może to kolejna ściema, uszczypnął się w policzek- zabolało. Spojrzał na walczącego Hikaru, który chwilę później skończył tak, jak April przykuty do skał. Saiyan chętnie poczęstowałby Braske tą sama techniką ale jej nie znam, nie miał w arsenale właściwie technik defensywnych. Demon najwyraźniej zrobił sobie z niego zabawkę. Szkoda, ze nie poznał Kuro, kiedy ten był w tym wieku. Był bardziej zadziorny, uparty i przede wszystkim odważniejszy. Zadzierając z żołnierzami nauczył się walczyć z wysokim przeciwnikiem, ciekawe czy Braska walczył kiedyś z dzieckiem.

Teraz nie mógł uciekać. Zresztą jeśli to demon go zamienił, to tylko on może z powrotem przywrócić mu dawny rozmiar. Plus był taki, że przynajmniej skurczył się wraz z ciuchami ale oby moc mu nie zmalała. Chciał telepatycznie poprosić Reito o pomoc ale po wyczuci Ki Saiyana zorientował się, że i ten tkwi w gównie po pachy.
Król demonów zaraz pożałuje swojej decyzji, mała małpka stanie mu zaraz ością w gardle. Kuro wpadł na plan jak uwodnić April i Hikaru, choć ten z pewnością poradziłby sobie sam, a wszystko to dzięki Brasce.

Zaczął od zanzokena, nie po to aby zmylić przeciwnika, lecz nabrać szybkości. W biegu kumulował już kulę z Ki w dłoni. 2 metry przed mężczyzną złapał ręka nadgarstek drugiej ręki i wystrzeli Big Bang Attack prosto w twarz demona. Sam natychmiast rzucił się na ziemię i siłą rozpędu szorował brzuchem po podłożu prosto miedzy nogi Braski. Szybko stanął na rękach i robiąc świecę kopnął rywala w klejnoty. Oj brzydki manewr, hańba dla wojownika ale jaki oczywisty cios do wykonania przez dziecko. Małe kurczątko potrafiło ostro dziobnąć. Podciągnął nogi, zrobił przewrót i zanzokenem pędził do April. Wielki duch w małym ciele.

„Zamknij oczy”

Nakazał dziewczynie telepatycznie. Gdyby krzyknął z pewnością demon by zareagował szybciej. Machnął ręką używając Kiaiho wycelował w skały, które rozsypały się pod wpływem ataku. Tak uwolnił nauczyciela i dziewczynę z pod wpływu ataku  Nie był w stanie jej złapać, nie zdążyłby dlatego skoczył na nią i zakrył własnym niewielkim ciałkiem, kiedy spadła na nich lawina kamieni. Był pewny, że Hikaru sobie poradzi. Teraz tylko muszą się pozbierać i uciec. Tylko gdzie?

OOC:
- 2 000 dmg dla mnie oraz - 60 Ki zanzok - 3847 KI BBA
- Braska 4050 dmg za BBA
Trening start

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 605
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
67665/70665  (67665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pon Wrz 02, 2013 12:51 pm

Leciała do West City z maksymalną swoją prędkością, chciała być szybko na miejscu i zobaczyć co się dzieje. Jej ukryta siła, powodowała, że była nie do wykrycia, a ona sama wykryła wszystkie silniejsze jednostki i mogła spokojnie znaleźć miejsca, w których obserwacja ich była w pełni bezpieczna. Unieszkodliwić tsufula- prosty i konkretny cel, lecz z wykonaniem już gorzej. Najprościej byłoby znaleźć odpowiednio silnego bohatera, ale gdzie?
Nagle przelatując nad skalnym lasem wyczuła dwie dominujące siły i kilka pomniejszych. Dała nura z powietrza w kierunku, z którego emanowały zdecydowanie największe pokłady energii, jakie w życiu odczuła. Zaczaiła się za drzewem i przyglądała spokojnie walczącym postaciom. Z jednym z nich miała już wcześniej styczność, przecież to ten Kuro przygarnięty przez dziadygę mistica, zwanego Hikaru, małpiszon poznany w wieży Karina, a ten drugi (zdecydowanie mocniejszy)… Jakiś napalony dziwak? Cichaczem przemknęła pod inne zarośla, wyczuwając siłę niemalże równą jej sile, ale coś jeszcze… „Cholera to tsuful!” pomyślała ze strachem, podchodząc bliżej czerwono włosego, który zachowywał się jakby coś go opętało.
-Witaj jestem Kaede, z rasy bogów.- wypaliła bez myślnie, będąc dwa kroki od niego. Być może nie było to powitanie najinteligentniejsze, ale musiała szybko uświadomić ziemianina, co się z nim dzieje. –Posłuchaj bo to ważne, przecież bogowie nie schodzą od tak z zaświatów dla pierdółek. Jesteś zarażony tsufulem. To taki pasożyt, który przejmie kontrolę nad tobą, jeśli twardo mu się nie przeciwstawisz. Możesz stać się zagrożeniem dla tej planety, jeśli nie zawalczysz z nim!- wyłożyła nieznajomemu całe zagrożenie, jakie może nieść egzystencja, która w tym czasie walczy o niego. Jednocześnie była gotowa, aby uniknąć ewentualnych ciosów i ataków. Na Kuro i jego przeciwnika nie zwracała uwagi, cóż byli po prostu czyści i walczyli o coś innego, po co ma się wtrącać.
Kaioshin mam tu jednego, co z nim?” zapytała w myślach swojego szefa, oczekując że powie jej jak pozbyć się tsufula z organizmu ziemianina.

Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Wrz 03, 2013 12:38 pm

Dziewczyna obserwowała z niesamowitą uwagą i skupieniem walkę. Najpierw jak Hikaru zaczął naparzać Braskę, oboje mieli niesamowitą siłę. Z jednej strony; jako wojowniczka cieszyła się z takiego obrotu sprawy, gdyby nie to, nigdy nie zobaczyłaby walki, aż tak dwóch potężnych sił, ale z drugiej bardzo bała się o Kuro. Tylko on się dla niej liczył i jego bezpieczeństwo. Oboje byli naprawdę szybcy, zwinni i potężni. Widziała też jak czarnowłosy próbuje walczyć z demonem, jednak bez sensu, widać było różnicę mocy. Przełknęła głośno ślinę i zagryzła dolną wargę, im więcej się działo tym bardziej się w nią wbijała nawet nie orientując się, że zadaje sobie ból, a z niej już od dawna leci krew. Nagle sytuacja się zmieniła, demon odepchnął chłopaka, a potem zajął się Mistickiem. Ku kolejnemu zaskoczeniu błękitnookiej zablokował go tak samo jak ją. Co on zamierza zrobić?! W jej głowie było mnóstwo pytań i odpowiedzi. Każda kolejna stawała się coraz gorsza i gorsza. Nie mogła już tego wytrzymać, próbowała się uwolnić, wiedziała, że to na nic. Jest zbyt słaba… czyli miała zupełną rację. To przez nią wszyscy tutaj trafili. Ogarnęła ją niesamowita irytacja i jakaś rozpacz w obawie, że jej ukochany może zginąć przez nią. Jednak jakby to nie było koniec, Kuro nagle zmniejszył się, wyglądał jak dziecko! Wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem, jak to było w ogóle możliwe?!

- Co, co, co Ty mu zrobiłeś? – zapytała bardziej samą siebie niż kogokolwiek dookoła, zresztą Chepri był daleko, aby mógł jej odpowiedzieć, a nikt inny jej nie słuchał. To jakaś iluzja, czy co? Przecież z praktycznego punktu widzenia to nie jest możliwe! Widziała jak cierpi, kiedy ich spojrzenia się spotkały, zauważyła ból w jego oczach. Najgorsze było to, że nie mogła nic zrobić, dosłownie nic, ale walka trwała nadal. Z przerażeniem obserwowała miniaturkę Kuro, która chyba najpierw miała zmylić przeciwnika? Albo nabrania szybkości, dziewczyna nie była zbyt doświadczona, więc widziała tylko skutki. Następnie wystrzelił potężny pocisk KI. Nie znała tej techniki, ale miała ogromną siłę rażenia, zwłaszcza, że wyrzucił mu ją prosto w twarz. Jednak następny krok dziecka był zaskakujący, przeszarżował pomiędzy jego nogami i auć... kopną go w krocze. Trochę śmiesznie to wyglądało, ale trzeba przyznać- pomysłowo. Nagle spostrzegła, że zbliża się do niej i usłyszała jego głos. Usłyszała? Przecież nic nie mówił, a to w głowie. Pierwszy raz doświadczyła czegoś takiego, ale nie zastanawiała się długo nad tym tylko zamknęła posłusznie oczy, ufała mu w stu procentach. Czuła jak nagle się oswobodziła, ale też wiedziała, że dobrze się to nie zakończy. Wszystko działo się tak szybko, że trudno byłoby zareagować, chciała cokolwiek zrobić, o coś zapytać, ale nie było czasu. Czy on właśnie na nią skoczył? Żeby ją ochronić? – Kuro! Nie!

Zdążyła krzyknąć, ale było już na to za późno, zdecydowanie za późno. Nie chciała żeby się tak stało, ale nie było już odwrotu. Zakrył ją swoim małym, niewielkim ciałem, aby to jej nie stało się nic, gdy kamienie spadły prosto na nich. Wiedziała, że robi to z troski o nią, ale na pewno poradziłaby sobie, a to on teraz będzie musiał sprostać temu wszystkiemu. Czuła jak mocno obrywa uderzając z impetem o ziemię, doskonale też potrafiła sobie wyobrazić, ze dla niego też było to bardzo bolesne, na szczęście nie straciła przytomności i była w stanie się poruszać.

- Kuro.- wyszeptała tylko starając się podnieść i trącając wszystkie skały dookoła nich, nie mieli zbyt dużo czasu, szybko się podniosła pomagając jemu. Miała łzy w oczach, gdy na niego patrzyła, wyglądał jakby miał się zaraz położyć i nie wstać. – Kuro ja Cię przepraszam, za to wszystko. Ja Cię Kocham i nie chcę żebyś... szybko, musimy uciekać! Nie mamy czasu!

Nie chciała dokończyć, wzięła go bardzo mocno za rękę gotowa do działania, chociaż coś głęboko w niej podpowiadało jej, że demon zaraz wpadnie przez to w całkowity szał i zaraz wszystko rozwali. Bardzo bała się, że go straci, że umrą tutaj oboje i tak zakończy się wszystko. Musiała mu to powiedzieć, zresztą nawet nie analizowała swoich słów, wypływały z niej niekontrolowane, ale teraz nie to było najważniejsze.

Occ: Dzięki, że czekaliście jednak.
Trening starttt

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 898
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Wrz 03, 2013 9:58 pm

Sporo się przez tą chwilę wydarzyło. Kuro został zmniejszony, a Hikaru oberwał i jeszcze został przygwożdżony do ściany skalnej. Dosłownie. Prawie jak okaz owada przebity szpilką do tablicy... za szkłem. Jednak jego uczeń nie przejął się zbytnio zmianą kształtu, jednak na tyle by nie uciec tak jak kazał mu mistic. Nie widział jednak iluzji, którą wgrał mu do mózgu Braska o cierpieniach i torturach April. Wcześniejsza wiadomość mentalna mogła na chwilę zakłócić ową wizję, ale ta znów mogła zaraz się znów pojawić. Mimo to Hikaru się zdziwił kiedy Kuro stał się małym dzieckiem. Król demonów jednak miał spore zdolności nie tylko typowo ofensywno defensywne, ale także sztuczki magiczne. Co fakt normalnie wojownik nie przerazi się zmianą wyglądu nawet jeśli stanie się znów dzieckiem, ale Kuro nie znał takich sztuczek wcześniej i był na nie podatny. Może jednak nie na tyle by poddać się. Walczył jeszcze zacieklej, być może miał doświadczenie w walce z większym przeciwnikiem tak jak Hikaru  kiedy sam był mały i znęcali się nad nim koledzy z akademii póki nie zjawiała się Dar-Ka.

Nie odezwał się do swego ucznia kiedy ten mu się sprzeciwił by nie zakłócać jego skupienia. Dopiero kiedy zakończył całkiem niezłą sekwencję uderzeń, rozwalając jednocześnie kawałek skały do której był przyczepiony mistic, ale też April. Odłamki skalne rozsypały się na wiele metrów, ale były zupełnie niegroźne dla wojowników. Cóż, April nie była jeszcze wojownikiem dlatego Kuro ją osłonił własnym ciałem. Jakie to dramatyczne. Jakie to szlachetne... Hikaru miał teraz możliwość do przekazania wiadomości, w przerwie kiedy wyzwolił swoją Ki do dezintegracji kamyków lecących na niego. Kiedy zderzały się z jego aurą błękitu po prostu wyparowywały.
Powiedziałem byś się stąd wynosił. Zostaw dziewczynę bo z nią się nie ukryjesz. Załatwię Braskę, a potem naprawimy Twoje dziecięce ciało. Nic jej nie będzie.To Ty jesteś celem demona, nie ona.   Mniej więcej w tym momencie pojawiła się niebianka, która zaczęła coś nawijać do człowieka, który uczył się  u Braski. Nie słyszał dokładnie o co chodzi, ale coś o Tsufulach wyłapał i o chęci pomocy dziewczyny. To ta sama boginka, którą spotkał Kuro u Karina ? Wtedy nie przypatrywał się zbytnio aurze zebranych, ale chyba tak. Z resztą teraz też nie specjalnie na to się przypatrywał... może jednak lepiej, żeby April uciekła wraz z Kurą ? Skoro jakiś Tsuful siedzi w człowieku ? Słyszał kiedyś, dawno temu, o tej rasie, mieszkali kiedyś na Vegecie, ale zostali zdetronizowani przez małpy i wybici do nogi. A może jednak nie ? Nie słyszał o ich zdolnościach do wnikania w ciała. Może o to chodziło w tym wierszyku o srebrze i złocie ? Święta woda miała w tym pomóc ? Możliwe. Ona nadawała się do wszystkiego, tak więc zapewne i do tego. Szczególnie, że Kami skąpał bobasa-małpiatkę w całej beczce tej Wody, i dał w dodatku flakonik, który potem otrzymał sam mistic.

- Nie strasz mnie, demonie. Zaraz się posikam ze strachu. Te słowa skierował oczywiście do Braski, przy tym otrzepał się jeszcze z kurzu, przecież był ubrany w mistyczny strój, a ten musiał zawsze dobrze wyglądać. Zrobił krok i zniknął by pojawić się kilka metrów dalej przed swoimi uczniami, a Braską właśnie. Wiedział, że może zwielokrotnić swoją siłę dzięki magicznemu mieczowi, ale wyczerpując swoją Ki prawie do zera. Coś za coś, zawsze tak było. Hikaru też potrafił wsadzić całą ki w atak, ale nie chciał tego robić. To mogło się przydać w inny sposób. Mógł zaatakować, ale tego nie robił. Chciał zobaczyć co zrobi jego przeciwnik, pewnie znów zaatakuje Kurę. Jedyne co zrobił teraz to skrzyżowanie rąk na piersi czekając. Grał trochę na emocjach być może bo wyglądał tak jakby zupełnie nie przejmował się powagą, wykonywał pozornie nie potrzebne ruchy choćby to założenie rąk, sporo czasu mogło zając ich oswobodzenie by zablokować ewentualny cios. Nie na każdego jednak takie gierki działały. Pytanie czy obecna postawa mistycznego Hikaru cokolwiek zdziała ? Pewnie nie, ale nic go to nie kosztuje.

OCC Nie dziękuj Aprilciu.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 886
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Skalny Las   Sro Wrz 04, 2013 10:30 pm


Sprawy nabrały dość nieoczekiwany i brzydki obrót.
- Cholera, znowu to zrobiłem. - Demon podrapał się po czarnej czuprynie. - Ostatnio siebie tak zmniejszyłem. - dodał jeszcze. No, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. W końcu i tak ta dziwna przemiana przejdzie. Demon ma już swoje lata i niektóre techniki mogą wymsknąć mu się nawet jak tego nie chciał użyć. No i mamy młodą małpę. Trochę rozbrykaną, nabrało mu się trochę szybkości przez całą tą akcję. Nim się Braska zorientował czmychnął mu między nogami zdzielając w jego smocze kule. Kurw...


- Posikasz? Ooo, a nie zwiądł ci tam ten kranik przypadkiem? Obawiam się, że nie możesz sikać. Trzeba mieć czym... - po chwili dodał - Zaraz sikniesz krwią... Koniec tej zabawy. - na jego twarz wpełzła niesłychana powaga zmieszana z nieukrytym zdenerwowaniem. Jak człowiek/demon chciał się posparringować z uczniem Hikaru, ale ten jak zwykle się wtrąca wszędzie tam gdzie go nie chcą. Ma tą swoją dziwną umiejętność teleportowania się, co jest strasznie irytujące. Demonowi skończył się dobry dzień. Skoro nie chcą przystać na JEGO zasady to zakończy ten cyrk.
- Myślisz, że blefuję? - Spytał demon wzlatując w powietrze. O tak, takiego wku*wionego wyrazu twarzy Braska nie miał już od bardzo dawna. Choć był zły dość ładnie się kontrolował. No może...
Demon uniósł jedną rękę wysoko w górę. Zaczął tworzyć czerwoną kulę KI, która zaczęła powoli rosnąć, rosnąć i rosnąć...



Po chwili w głowie Kaede rozległ się znajomy głos.

- Już? To szybciej niż się spodziewałem, no ale cóż, trzeba działać. Na tego pasożyta podziała cudowna, Święta Woda. Możesz ją zdobyć w Pałacu Wszechmogącego, który znajduje się nad Wieżą Karina, którą miałaś sposobność odwiedzić. Gdy już ją zdobędziesz, daj się jej napić zarażonej osobie. Z pewnością nie obędzie się bez problemów, lecz wierzę że dasz sobie radę.


Nastąpiła krótka cisza, podczas której Boginka mogła przeanalizować słowa przełożonego. Po chwili Kaioshin kontynuował:

- Kaede muszę Cię zmartwić. We wszechświecie istnieją miejsca, w których nie da się używać telepatii. Właśnie wybieram się w taki obszar co oznacza, że na jakiś czas stracimy kontakt. Miej oczy szeroko otwarte i nie daj Tsufulowi zniszczyć Ziemi. Powodzenia.

To wszystko co miał do powiedzenia Kaioshin. Jego podopieczna została sama z tym całym bałaganem na głowie. Czeka ją naprawdę ciężka próba, lecz jeśli się wykaże - może tylko na tym zyskać.



Kula rosła, niebo znacznie pociemniało, zaczęły trzaskać pioruny nie niosące nic dobrego. Na chwilę demon mignął, ale tylko po to by zebrać kilka osób. Pojawił się zaraz w tym samym miejscu trzymając pod lewą pachą boginkę, oraz Chepriego. Tego drugiego trzymał za włosy w tej samej ręce, druga była zajęta tworzeniem Planet Bursta. Nie mieli jak wyjść. Silny uścisk demona był nie do rozwarcia.
W końcu gdy kula była dostatecznie duża Braska zamachnął się. Bez mrugnięcia okiem cisnął przeogromną kulą prosto w Hikaru. April i Kuro specjalnie ominął. Ich nie chciał krzywdzić. To Mistic był cały czas celem Braski. Trafi nie trafi. Demona i tak tutaj już nie ma wraz z Kaede i Cheprim.

OOC
Power Level: 149.648
Siła: 5334
Szybkość: 6581
Wytrzymałość: 4412
Energia: 4297

HP: 40.900 - 4.050 = 36.850
KI: 64.455

Planet Burst
- 51.564 DMG proszę ja Ciebie. Zmniejszam do 40.000 DMG.
Kaede, Chepri - z.t do wulkanu jak worki ziemniaków!

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 898
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pią Wrz 06, 2013 6:02 pm

Wyszło jednak, że Braska zamierzał zaatakować. Widać było jego złość na twarzy chyba po raz pierwszy kiedy widział go mistic. Jego aura pulsowała choć nie formował jej w widzialną formę. Jedynie dla tych, którzy mieli ostre zmysły świecił jak jupiter. Cóż, nie każdy lubi jak się nie gra w gry korzystając z własnych zasad. Hikaru też tego nie lubił. Jednak Braska powinien uszanować... wróć.. demon i szacunek do czegokolwiek ? Nieeee.. to nie realne. Kiedy ten obrażał białowłosego, mistic dalej stał niewzruszony z miną.. właściwie obojętną. Kiedy demon wyskoczył w powietrze zgarniając jednocześnie człowieka i boginkę Hikaru podniósł brew w górę i lekko odchylił głowę by widzieć lepiej przeciwnika. Skoro zabrał tamtych to znaczy, że będzie używał czegoś mocnego. Czyżby ? Tak... po chwili wyczuł jak wydziela się z niego wielka Ki formująca się tym razem w widocznej formie-kuli. Nad jego głową, która rosła i rosła z każdą chwilą.

Rzucił okiem na małego Kurę i April, która cały czas chciała uciekać wraz z kochankiem, ale ten stał jak wryty chcąc jednak chyba walczyć dalej ? Cóż.. może nie koniecznie. W każdym razie na pewno zrobiło na nich wrażenie to co serwował im Braska... czy może tylko misticowi ? Nie użyłby takiej potężnej Ki gdyby chciał zabić uczniów szkoły światła. To bez wątpienia nauczyciel był na celowniku. Zaraz się o tym przekonał kiedy król demonów rzucił kulą prosto na właśnie niego. Kula osłoniła jego zniknięcie i coraz szybciej leciała w stronę Hikaru. Co on mógł zrobić ? Ten atak był zbyt mocny by go po prostu odepchnąć Kiaiem. Musiał użyć potężnego ataku by odbić taką kulę, ale nie miał tyle energii. Kuro miał sporo energii jeszcze, ale to było dalej za mało by cokolwiek zdziałać, poza tym nie wiedział czego się nauczył w TC. Nie było czasu na pytania czy na cokolwiek innego.

Hikaru zaczął ładować jadeitową Ki w dłoni, która zaczęła nabierać z każdą sekundą na sile. Musiał ładować ją błyskawicznie, bo nie miał więcej niż pół minuty aż atak Braski dojdzie do niego i zabije jego uczniów. Taki atak nie mógł zlikwidować tylko jednego celu. Taka siła mogła zniszczyć całą planetę i to bez żadnego problemu. Mistic wydobył z siebie jeszcze więcej Ki w postaci aury po czym wystrzelił promień Final Shinea. Kiedy zderzył się z kulą, ta tylko lekko zwolniła, nie przerywał ataku bo wiedział, że to nie ma sensu. Niech się wypompuje z Ki, jeśli tego nie zrobi i tak może zginąć wraz z planetą.. cholera dlaczego Braska chciał rozwalić Ziemię ? Aż tak się wściekł ? Być może przeżyłby w kosmosie, na pewno tak, przynajmniej jakiś czas.. ale jego uczeń i córka zginęli by.
Dawno już powinien zacząć trenować bo jego dawna siła w dzisiejszych czasach mogła nie wystarczyć.

Zmienił kierunek swojego promienia by zmienić kąt uderzenia pod większym kątem, wtedy wyskoczył pchając kulę jeszcze dalej, ale nie był w stanie zrobić tego na większą odległość, choć zmienił odrobinę kąt natarcia. Być może jeśli nie uda mu się odbić ataku przynajmniej nie trafi bezpośrednio w Ziemię tylko w niego. Cholera! Zabraknie mu mocy do dobicia tego przeklętego Planet Bursta.

OCC FS- 39680 dmgu na PB i próba odbicia ataku. Zabrakło 320 dmgu, tak więc postaraj się Kurosławie ^^ - 29760 Ki za to.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1061
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Sob Wrz 07, 2013 9:36 pm

Na szczęście April pomogła mu wygrzebać się spod skał. Trudno mu było poruszać się w tym małym ciałku, noga utknęła mu miedzy głazami, niestety ta skręcona tuż przed opuszczeniem Komnaty. Ból powrócił, uraz najwidoczniej się odnowił. To nie istotne, trzeba było wykorzystać zamieszanie i uciekać. Starał się wykonać polecenie Hikaru ale w tych warunkach to nie było takie proste.

Nie zostawię jej, ani June, ani Reia, ani Ciebie.

Odpowiedział na mentalną wiadomość. Jakie to szlachetne ale i głupie. Chociaż z drugiej strony Mistik powinien cieszyć się z takiej odpowiedzi swojego ucznia. Kuro zdziwił się, gdy mentor powiedział, że to Saiyan jest celem demona. Ale za co? Nic nikomu nie zrobił przecież..... Przebiegło mu przez myśl, że Braska ma jakieś powiązania z Zaurusem, już sam nie był niczego pewien. Razem z April biegli przed siebie. Z rozmyślań wyrwał go głos halfki.

- Nie masz za co przepraszać, spoko Ty mnie co..........?

Niby się domyślał ale szczere wyznanie bardzo go zaskoczyło. Stał zszokowany nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie mógł odpowiedzieć jej tego samego, nie był pewien. Do tego teraz czuł się dziwnie sięgając jej łącznie z czupryną do pasa. Zresztą teraz nie było na to czasu, akcja pędziła jak szalona Hikaru walczył z Braską, gdy nagle ten znikł i pojawił się trzymając Chepriego i tą dziewczynę, którą Saiyan poznał u Karina. Energia chłopaka się zmieniała ale ona co tutaj robi. Kuro znowu się zdenerwował. Nie lubił Boginki ale to nie ważne.

- Hej zabieraj od niej swoje brudne łapska pedofilu!

Może mocne słowa,  ale celem porwań demona były młode dziewczyny, jakiś inny wniosek...... ? Potem juz było tylko gorzej. Chłopak nie mógł uwierzyć ile energii wydusił z siebie demon. Olbrzymia kula leciała w stronę mentora. W doświadczeniu młodego wojownika to było coś przekraczającego jego mapie pojecie. Kuro nie mógł uwierzyć, że czuje taką energię, miał aż gęsią skórkę. Czuł tą energię całym swoim ciałem. Oczywiście Braska dał nogę, znowu zostawiając im ten prezent.

- O kurwa – tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić.

Hikaru natychmiast wystrzelił potężny atak ale Kuro czuł różnice, brakowało tak niewiele. Gdyby nie zużył Ki wcześniej. Młodzik musiał się ruszyć i pomóc, bo inaczej wszyscy tu zginą, a planeta zamieni się w obłok pyłu. Może nie wiele potrafił ale lepiej umrzeć próbując niż stać jak kołek albo uciekać. Zdążyli by? Na pewno Mistik walczyłby do ostatniej chwili aby uciekli jak najdalej. Podleciał i stanął obok mentora, nim ten zdążył coś powiedzieć chłopak już kumulował atak.

- Final Flaaaaaaash!!!

Fala energii pomknęła w kierunku kuli, a Saiyan siła ataku odrzuciła do tyły. No tam to małe ciałko. Nauczył się kontrolować ten atak ale mając więcej masy, wzrostu i siły.  Musiał znaleźć jakieś podłoże utrzymując ten sam kąt i siłę ataku. Wylądował na skale i plecami oparł się o kamień. Siła ataku powoli wbijała jego nogi i plecy w lita skałę ale by zdeterminowany. Rosnący ból w skręconej kostce powodował, że krzyczał na całe gardło ale teraz to od niego wszystko zależało. Ich życie. Włożył w atak wszystko, co mógł. Jego włosy powoli wydłużały się a naokoło pojawiały się wyładowania elektryczne, ale chłopak tego nie widział walczył i nie zamierzał składać broni. Koncentrował się na energii, a ból przyćmiewał reszta. Nie mogą tak zginąć, nie pozwoli na to, nie pozwoli zabić April, musi wrócić do domu i zająć się wioską, dopaść Zaurusa. W tej chwili upór Kuro działał na jego korzyść. Najwyraźniej rozpoczął się u niego etap transformacji na kolejny poziom SSJ ale ciało teraz zmniejszone byłoby zbyt słabe na taką moc. Moc SSJ 2 rozerwałaby dzieciaka. Z pewnością Saiyan odczuje na swoim ciele efekty swojej aktualnej transformacji.Z drugiej strony Hikaru miał teraz za ucznia najprawdopodobniej najsilniejszą małpę dziecię w kosmosie.Miał paskudny charakterek ale twarda była z niego małpa i upierdliwa.

OCC:
Dmg = 13856
Dla mnie - 11085 Ki
Koniec treningu.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 898
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pon Wrz 09, 2013 7:01 pm

To była krótka piłka. Hikaru nie był w stanie przepchać Planet Bursta Braski, ale zmienił jej kąt natarcia oraz zwolnił jej pęd. Pogodził się już z tym, że zginie, choć miał jeszcze swoją Ki, a czuł, że brakowało naprawdę nie wiele. To dopiero upierdliwy los. Musiało zabraknąć akurat tak nie wiele, prawie grubość włosa. Dłoń, którą wyrzucał energię usztywnił w nadgarstku drugą i czekał na to co się stanie. Już chciał wyrzucić z siebie całą Ki jaka mu pozostała, ale okazało się, że jego uczeń nie stracił zimnej krwi. Mistic nie wiedział czego nauczył się przez rok treningu z Reiem, w Komnacie Ducha i Czasu, ale na pewno jednym z ataków był final flash, który wystrzelił gdzieś zza pleców nauczyciela. atak oczywiście nie był potężny, ale w pełni wyuczony bez wątpienia i wystarczający by odbić Kulę energii przeciwnika, którego już od dłuższej chwili nie było.

Razem z final flashem, białowłosy odepchnął kulę, wysoko w górą i daleko za skalny las. Dopiero po kilku kilometrach i gdzieś w atmosferze atak wybuchł tworząc różnokolorowe fajerwerki. W końcu przestał wyrzucać z siebie Ki, tak samo drugi promień zniknął. Mistic odwrócił się do Kury wgniecionego w skalną ścianę... cóż grotołazi będą mieli radochę. Jego uczeń stworzył całkiem ładną dziurę kilka metrów nad ziemią. Przez sekundę widać było na twarzy nauczyciela cień uśmiechu, który zaraz potem zniknął.
- Przestań się bawić w wykopywanie nowych dziur w tym skalnym lesie. Wyłaź stamtąd. Powiedział spokojnie po czym opuścił się na ziemię. Fox miał dobre oko by wyhaczyć Kurę jeszcze na Vegecie. To rzeczywiście dobry wybór, można z niego zrobić prawdziwego wojownika. Już miał ogromny potencjał mimo, że był niesforny to jednak miał głowę na karku. Westchnął na myśl o byłym swoim uczniu-Greefisie. Ten też potrafił się wykazać, ale w porównaniu z Kurą był zupełnie innego kalibru. Poczekał aż jego obecny uczeń-sayan opuści nową grotę stworzoną przez siebie i zleci na dół... Nie miał zbytnio czasu na popatrzenie na niego w czasie używania FF, ani wcześniej. Wyglądał teraz jak małe dziecko w dodatku Król demonów wyrwał mu ogon. Ten się zagoi, ale na pewno młody nie czuje się teraz najlepiej z tego powodu.

-Co teraz chcecie robić ? Nie ma sensu chyba wracać do domu skoro po Ziemi panoszą się Tsufule. Jak na razie Rei i June radzą sobie jakoś z walką z Redem, a właściwie z tego co czuję chyba załatwili tą sprawę. Może teraz szukając owe pasożyty April przyda się do czegoś więcej niż tylko do ratowania. Poza tym, dziewczyno przyda Ci się porządny trening. Oczywiście dał wybór swoim uczniom, ale chciałby by April wzięła się za siebie, a taka mała sprawa z tymi pasożytami-Tsufulami to najlepsza opcja. I tak-przed chwilą prawie zginęli, ale Hikaru nie raz był bliski śmierci i przestał prawie na to zwracać uwagę. Młodzi uczniowie mogą być zupełnie zszokowani tym wszystkim co się wydarzyło w ciągu ostatniego kwadransa. szczególnie April, która przecież nie przeżyła chyba żadnej szczególnej bitwy.. choć nie znał jej historii zbyt dobrze.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Wrz 10, 2013 11:52 am

Braska coraz bardziej się denerwował, co źle wróżyło nie tylko im, ale i całej planecie. Chociaż to w sumie miała gdzieś, byle nic nie stało się jej, Kuro, June, Rei’owi i mistrzowi, ale co do tego była przekonana. Nie wiedziała, co demon kombinował, ale, gdy nagle zabrał swojego ucznia i jakąś dziewczynę, którą widziała pierwszy raz, naprawdę się przeraziła. Próbowała go pociągnąć, aby uciekać. To nie było miejsce dla nich, a przynajmniej dla niej.

- CO TO JEST?! – spytała, gdy zauważyła ogromną kulę energii, widziała coś takiego pierwszy raz i adrenalina podchodziła jej do gardła. – KURO?! PRZEŻYJEMY TO?! HIKARU DA RADĘ?!

Zaczęła wpadać w panikę, wierzyła w umiejętności swojego mistrza, ale chyba każdy by tak zareagował gdyby widział coś tak potężnego. Atak nie był jednak skierowany na nich, tylko na srebrnowłosego. Nie wiedziała, co ma zrobić, albo co powinna. Jej pomoc i tak na nic się nie zda, więc stała z otwartą buzią myśląc, że to ich całkowity koniec. Chciała wyczytać, co ich mistrz kombinuje, ale jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Postanowił rzucić jakąś kulę, która tylko spowolniła atak.

- Już po nas! – wrzasnęła nawet nie kontrolując swoich słów. Nie chciała umierać, nie tutaj. Chciała mieć swojego mężczyznę, którego miała, ale został zamieniony w dzieci. Właśnie dzieci! Też kiedyś o nich marzyła, o takiej małej gromadce, która ciągnęłaby ją za spódnicę pokazując jak bardzo jest silny, a teraz to wszystko rozwiało się w jej głowie. Jej duże, piękne błękitne oczy zostały wypełnione strachem i paraliżem. Zmienił technikę, tym razem próbował wziąć wszystko na siebie, ale widać było, że nie da rady. – Trzeba mu pomóc!

W tych słowach bardziej myślała o Kuro, bo ona jest na to zbyt słaba, przeklinała w duchu, że utraciła wszystko co kiedyś wypracowała. Byłaby obecnie na poziomie Rei’a i Kuro, a jest dla nich zwykłą kruszynką, którą rozwaliliby jednym strzałem. Zauważyła jak nagle czarnowłosy się zerwał i ruszył w stronę swojego mistrza wystrzeliwując pocisk energii. Znowu ta technika, przyuważyła ją. Obserwowała to, jak chłopak daje z siebie wszystko, krzyczy z bólu, to było najgorsze. Chciała mu pomóc, nie mogła słyszeć jak cierpi. Nagle jej oczy otworzyły się jeszcze szerzej, zauważyła wyładowania elektryczne dookoła niego. Jak to możliwe?

- Udało się wam! – wykrzyknęła, gdy tylko zauważyła, że kula została odepchnięta, odetchnęła z ulgą. Naprawdę myślała, że to już będzie ich marny koniec. Długo nie czekając rzuciła się w ich kierunku trochę w nieładnym stylu omijając Hikaru, ale ten wyglądał zdecydowanie lepiej niż Kuro, którego natychmiast uniosła do góry. W końcu był dzieckiem... szczerzyła się od ucha, do ucha trzymając go jak swoje dziecko w rękach, po chwili jednak go odłożyła, bo zrobiło jej się głupio. – Wybaczcie, że na nic wam się nie przydałam, co więcej sprawiłam wam tylko jeszcze więcej kłopotów. Nie chciałam żeby to tak wyszło.

Powiedziała pochylając się nad chłopczykiem i całując go w czoło, totalnie nie wiedziała jak ma się zachować, po chwili biedny Mistic, który już pewnie nie chciał oglądać tych ich mizdrzeń i na pewno wymiotował tęczą odezwał się do nich. Nagle stała się poważna i wpatrywała się w niego.

- Ja się podporządkuje, chyba nie mam tutaj zbyt wiele do powiedzenia, trzeba mu pomóc, ledwo trzyma się na nogach. No i... jeszcze jedna sprawa. Czy Kuro, już zawsze taki będzie? – spytała się kątem oka spoglądając na swojego ukochanego, przed oczami stanęła jej wizja, w której są razem, on jako dziecko? Przeraziło ją to. – Dokładnie, nie chce tylko stać i się przyglądać, nie mogłam wam nawet trochę pomóc, do kitu z tym. Kiedyś bardziej bym się wam przydała, przed utratą mocy byłam całkiem niezła, brałam udział nawet w turnieju sztuk walki, co prawda nie wygrałam go, ale byłam w pierwszej czołówce, no i posługiwałam się mieczem! Mam nadzieję, że chociaż trochę wrócę do tego, a co więcej, że zrobicie ze mnie wojownika!

Occ: Koniec treningu

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1061
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Wrz 10, 2013 9:29 pm

Udało się, już po wszystkim. Kuro zaczął gramolić się w górę. Porządnie wbiło go w skały i ostre kamienie pokaleczyły mu nieznacznie ciało. Brudny i zaprawiany wyłażąc z dziury skomentował ostre słowa mentora.

- Ja też się cieszę, że żyjemy.

No tak, jak mógłby spodziewać się choćby najdrobniejszej pochwały. Może nie powinien się wtrącać, Hikaru na pewno poradziłby sobie sam ale nie mógł stać z założonymi rękoma. Kuro miał dryg do walki, choć jej nie lubił. Mimo małego wachlarzu technik potrafił ciekawie je łączyć i wykorzystywać możliwości. Zapamiętał i zastosował się, też do przestrogi Hikaru, aby nie szastać energią. Aż dziwne, że na Vegecie w Akademii trenerzy go olali. Wystarczyło, że dostał się pod rękę Misticka a jego moc rośnie i rośnie. Czyżby ktoś tego nie chciał? Kuro miał licencję na opieranie się i to mu wychodziło najlepiej. Przynajmniej teraz zrehabilitował się za walkę z Raito.
Walka z demonem była z pewnością ekstremalna sytuacją w jego krótkim życiu i chłopak spisał się dobrze w pełni prezentując siebie. To już nie było to kurczątka sprzed kilku miesięcy trzęsące się ze strachu przed Saibamenem.

Na szczęście April pomogła mu do końca się wydostać i podniosła go na rękach jak małe dziecko. Poczuł się zażenowany ale widząc jej radość na twarzy i jemu udzieliła się aura zwycięstwa. Chwilę później został odstawiony na Ziemię. Ledwo dotknął lewą stopą podłoża skrzywił się z bólu i usiadł. Był już w swojej czarnowłosej formie. A teraz mieli jeszcze lecieć walczyć. Jak trzeba to trzeba ale miał do dyspozycji jedno oko i nogę. Chyba Ziemi nie groziło nic na tyle poważnego, żeby nie móc pozwoli sobie na małe podreperowanie sił. Zresztą stracił jakieś 70 % energii, a tejże potrzebował w końcu do walki. Chociaż rany miał niewielkie to czuł się zmęczony. Dopiero co opuścił Komnatę, nie spał w nocy ze strachu przed Braską no i walka. Westchnął masując skręconą kostkę.

Dziwnie było być małym, z tej perspektywy Hikaru w swoim stroju do walki napawał go większą grozą. Jak byli tego samego wzrostu, Saiyan tak bardzo nie obawiał się nauczyciela. I April wyglądała inaczej, wysoka i biusciasta. Dobrze, że wyraziła dręczące go obawy, nie chciał taki pozostać ale może June będzie potrafiła to odwrócić. Hmmm Rei i June są u tego Zielonego Ważniaka, demonica nieźle oberwała. Dziwne, czemu Rei nie zaniósł ją na statek Hikaru, gdzie była maszyna regenerująca .....

Teraz jego kolej na wypowiedz, jak zwykle długawą. Ech ten dziecięcy głosik.

- Nie przejmuj się tak April. Najważniejsze, że się udało.
Dlaczego Tsufule są za Ziemi? Tata opowiadał mi, że kiedyś mieszkaliśmy z nimi na jednej planecie. Pewnej nocy Saiyanie powybijali ich wszystkich i zawłaszczyli technologię takie jak scoutery, maszyny regenerujące i inne maszyny bojowe. Ale to było tysiące lat temu. Jakim cudem? I o co chodzi z pasożytami? Chcę do domu, czemu wszystko mnie tak strasznie boli, przecież nie oberwałem mocno? Chcę do domu ..... jestem głodny..... I chyba mamy gości........ i to najgorszego kalibru .......


Kuro zamarudził jak małe dziecko. Zdarzyło mu się to też po raz pierwszy podczas pobytu u Hikaru. Częściowo usprawiedliwiał go fakt, że był dzieckiem. Nie wiedział, że jego mniejsza wersja będzie gorzej znosić obciążenie związane z mocą i transformacjami opanowanymi dla wytrzymalszego i większego organizmu. Bolały go wszystkie mięśnie. Do tego stres zaczął odpuszczać. To było jego jak dotąd najpoważniejsze stracie, mała przerwa dobrze mu zrobi.
No i problem z Tsufulami, Mistick zapomniał, że ich obecność i sposób działania nie są znane młodym wojownikom bez wieloletniego doświadczenia.

OOC: Urocze dziecięce marudznko.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 898
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Sro Wrz 11, 2013 7:47 pm

Minęła chwila wymiany zdań i przytulań.. i nie tylko. Na pewno była także burza myśli uczniów Hikaru, sam także na kilka sekund pozwolił sobie na rozszerzenie świadomości i zauważenie. że w okolicy jego szkoły ktoś się zaczął panoszyć. Red i.. boginka ? tak, ta sama co była w wieży Karina i chyba tu jakiś czas temu kiedy walczył z Braską. Trzeba będzie wracać. Uczniowie także doszli do tego, by lepiej zahaczyć o dom, to znaczy o szkołę białowłosego. April może się paliła do walki i pokazania, że nie jest blond królewną zamkniętą w wierzy stworzoną do ratowania. Jednak Kuro czuł się źle, zmniejszone ciało nie dawało sobie zbytnio rady z poziomem mocy jaki posiadał.

-Mamy gości, tak więc zrobimy przerwę. Masz rację, Kuro. Tsufule panoszą się po Ziemi, ale obecnie nie dzieje się nic aż tak strasznego. Odpoczniemy i zjemy coś, a potem zobaczymy. Przemilczał fakt, kto zajrzał do jego szkoły. O tym będzie za chwilę kiedy przeniesie całą trójkę właśnie tam, przed dom w skale. Z tego co wiem nie zostaniesz taki na stałe. Nie istnieje magia, która mogłaby Cię zamknąć w tym ciele, jedyną taką moc miałby Shenron i nikt ponadto... Zapewne wrócisz do swojego wcześniejszego wyglądu prędzej czy później. Najpóźniej za kilkanaście lat. Ewentualnie poprosimy Porungę o przywrócenie Twojego normalnego wyglądu w swoim czasie. A teraz chwyćcie mnie za rękę. Wyciągnął dłoń tak by mogli go chwycić, a dwoma palcami drugiej dotknął czoła i skupił się na Ki dwójki osób w jego szkole. Znacznie łatwiej teleportować się namierzając czyjąś Ki, choć dla mistica z takim bagażem doświadczeń nie powinno stanowić problemu. Kiedy go dotknęli zaraz zniknęli z tego miejsca walki.


zt do szkoły z całą trójką.
Powrót do góry Go down
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Nie Sie 10, 2014 1:10 pm

Rozwalić. Prymitywne pragnienie, ale jeden słuszny sposób na pozbycie się nerwów. Lecąc prędko znad oceanu, Vivian nie kierowała się w żadną konkretną stronę. Unosząc się nad rozmaitymi krajobrazami w końcu wpadła na ten, jakże bliski jej rodzinnym stronom. Głaz na głazie, kupa kamieni i trochę piachu - nie ma jak w domu. Trudno dostępne szczyty oraz formacje skalne, czy też upewnienie się, że nikogo nie ma w pobliżu czyniło to miejsce idealnym do psychicznego wyżycia się.
Coś się w Vivian gotowało od paru lat, a teraz miała zwyczajnie dość.
Wylądowała na ziemi, wysokie kamloty spoglądały na nią posępnie w milczeniu godnym starej jak świat skały. Dalej policzki dziewczyny były umorusane po walce, choć słona woda rozmazała brud, a włosy wyglądały gorzej niż zwykle(co jednak było możliwe). Tylko oczy płonęły.
Sprzeczności…
Chce siły, by nikogo nie stracić, a jednocześnie wzbrania się od tego, by kogokolwiek mieć i ufać. Boli ją bezużyteczność, lecz gdy teraz zacznie coś robić, tylko zawadza. Ceni życie innych bardziej od swojego, co doprowadza do niemal ascetycznego, pustelniczego stylu życia. Nie chce pokazać tego, co się w niej dzieje, uważając to za coś mało znaczącego, choć właśnie to pożera i niszczy Vivian Deryth od środka.
No, niby nie lubiła kląć, ale w duchu rzucała przekleństwami na godnymi Koszarowego.
Aura halfki włączyła się, przybierając czerwonawy kolor, jakby gotującej się krwi. I z jakiego to niby powodu? Nic się przecież bezpośrednio dotyczącego Vivian nie stało, a kontrolę trafiał szlag. Gdzie ten spokój i dystans do wszystkiego? To nie jest pole bitwy, to nie jest walka na śmierć i życie, to tylko fakt, że czuje co się naokoło dzieje. W jaki właściwie sposób miała by pomóc? To nie jej sprawa ani nie jej walka, a mimo to… Kuro zajął się April, Raziel da radę, Red pewnie też. Więc… Cholera, czemu jest taka przewrażliwiona, czemu opanowanie nie działa, czemu świat traci ostrość… Wzrok się zamglił, jakby dostała silnie po łbie.
Dziewczyna spojrzała na swoje drżące dłonie. Przez mgnienie oka zdawało się, że są ubabrane krwią i pyłem. Vivian jęknęła, łapiąc się za głowę. Taka chwila słabości nie dopadła jej jeszcze nigdy w życiu.
Zamknęła oczy oddychając szybko, przyśpieszony rytm serca uderzał o pierś.
Wzięła głęboki, bardzo głęboki wdech i wrzasnęła z całej siły, jakby miała w ten sposób wykrzyczeć cały ból wszechświata. Przemiana włączyła się automatycznie, zmieniając kolor aury oraz włosów, przez chwilę wrzucając na najwyższe obroty jej Ki. Było to jak błyskawiczne uderzenie piorunem, strzelające rozgoryczonymi iskrami. W złotej aurze pojawiły się smugi czerwieni, takie jak podczas furii… Szlag.
Ósemka przestała krzyczeć, gdy poczuła w gardle smak krwi. Uspokoiła się, oddychając szybko i odruchowo chowając swoją energię do minimum. Zaciskała pięści, wzdrygając się  raz po raz. Odpalenie przemiany wywołało mały krater i zawalenie się  kilku głazów, słowem krajobraz nie był już taki ładny… Splunęła na bok czerwoną śliną i otarła wargi czując się nieco lepiej. Brązowe oczy były puste, wpatrując się  tępo przed siebie.
Krzyk niósł się echem, po czym znikł gdzieś w trzewiach ciszy.
Vivian stała jak ten słup, dla odmiany chowając swoją Ki, znikając do zera. Nie wiedziała już czego chciała, była w tym stanie, że nawet lamentować nie chciała. I co do tego doprowadziło?
Technicznie i teoretycznie nic.
Znów złapała się za głowę, mając dziwnie miękkie kolana. Wymamrotała pod nosem wiązankę przekleństw pod swoim adresem po czym ścisnęła pięści mocniej, aż paznokcie przebiły skórę. Oddychała chrapliwie i umysł bolał jak po ciężkiej walce, jakby znów coś zrobiło sobie wycieczkę po jej głowie i podświadomość została zamieniona w czynne pole minowe.
Nie była zła.
Stała tylko na krawędzi.
Jak dobrze, że choć nie płakała. Nie zniosłaby tego, nie przeżyła, gdyby teraz łzy uciekły spod powiek. Wystarczająco dużo w ostatnich chwilach niechcianych rzeczy wymknęło się jej samokontroli, niszcząc reputację.
Kącik warg drgnął w bolesnym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Pon Sie 11, 2014 1:50 am

Zza horyzontu dosyć nagle wyłoniła się kolumnada skalnych filarów. Wszystkie one jedyne w swoim rodzaju, choć powstały w ten sam sposób. Niezbity dowód niezwykłości i finezji procesów zachodzących na Ziemi. Dla mnie też miejsce, z którym wiązały się różne wspomnienia...
Obecnie skalny las stanowił też miejsce pobytu pewnej halfki.
Znalezienie jej było wręcz zbyt proste, jej wybuch energii i emocji był aż zanadto odczuwalny. Niestety tak samo, jak powód owego wybuchu. Stres towarzyszył Vivian na każdym kroku. W takich warunkach nie ma się co dziwić, że stała się taka, jaka jest. Wydawało mi się jednak, że ona jest zbyt silna psychicznie, by tak łatwo poddać się działaniu stresu. Jako żołnierz, a przede wszystkim wojownik, powinna mieć dużo okazji do rozładowania strasu. Choć mogła wcale z tych okazji nie korzystać, to miałoby wtedy sens. Ale jeśli tak było, to dlaczego tego nie robiła? Wątpiłem w czynnik jakim jest naturalne usposobienie, organizm w końcu sam da upust emocjom, jak chociażby przed chwilą. Co więc było tego przyczyną? To możliwe, że jakieś wydarzenie z przeszłości tak na nią wpłynęło? Z tego co było mi wiadome, Vivian była naocznym świadkiem masakry na Vegecie. Zapewne wśród ofiar znajdowały się osoby, które znała, może nawet jacyś bliscy. Coś takiego niezaprzeczalnie mogłoby spaczyć psychikę, chyba nawet bez względu na siłę psychiczną obserwatora. Do pewnych rzeczy nie da się przywyknąć, jedną z nich jest rozlew krwi. Można udawać, znieczulić się, ale nie przyzwyczaić. W sumie to dobrze.
Możliwe jednak było, że to właśnie to wydarzenie tak wpłynęło na halfkę? Nie mogłem wiedzieć tego na pewno... Nadal za mało o niej wiedziałem... Jeśli chciałem jej naprawdę pomóc musiałem się dowiedzieć więcej. Otwarte pytania odpadały, to zbyt bezpośrednia opcja. Czułem, że w takiej sytuacji poczułaby się przyparta do muru i próbowała uciec, naginając i pomijając fakty. Musiałem użyć czegoś bardziej wyrachowanego.
Najpierw jednak czekało mnie inne zadanie, uspokojenie dziewczyny.
Gdy ją zobaczyłem nadal dosyć wyraźnie można było zobaczyć na jej twarzy oznaki zdenerwowania, tak jak i zmęczenia. Nie wątpiłem w to, że wiadomość, którą miałem jej do przekazania poprawi jej humor, choćby w małym stopniu, ale jednak. Sęk w tym, że to było za mało, o wiele za mało. Mówił mi to sam jej wyraz twarzy.
-"Cholera, to będzie trudne zadanie..."
Wylądowałem tuż przed krawędzią krateru stworzonego przez blondynkę.
-Vivian, mam dobre wieści, wiem kto może naprawić Twoją kapsułę - powiedziałem, udając, że nie widzę w jakim jest stanie. Nie mogłem jednak nie spoważnieć, kiedy przyjrzałem się jej uważniej.
-Co się działo, gdy mnie nie było? - zapytałem.
Wtem przypomniałem sobie co sprawiło, że dziewczyna została sama. Ups...
-I... Emm... Przepraszam, że zniknąłem tak bez słowa... Musiałem coś załatwić... Dosyć pilnie...
Miałem z tego powodu wyrzuty sumienia i wcale tego nie ukrywałem, nie było sensu.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Osiem



Liczba postów : 611
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

SCOUTER
HP:
10950/10950  (10950/10950)
Ki:
11250/11250  (11250/11250)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Sro Sie 13, 2014 1:13 am

Oszaleć jest bardzo łatwo. Dziecinnie prosto jest rzucić wszystko w cholerę, poddać się, pozwolić sobie na zatrucie myśli demonami, zalewającymi czernią każde spojrzenie. Ciężej jest walczyć o przytomność umysłu. Trudniej skupić się by przetrwać najgorsze chwile, nie mogąc zastąpić problemów niczym innym, widząc tylko otchłań, ciszę, pustkę.
Vivian miała cel, jednakże... Drogę do niego spowijał coraz gęstszy mrok.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
Płuca przestały piec po krzyku, smak krwi w ustach pozostał. Przestała również się trząść, ciało powoli się rozluźniało... Wzrok z wolna przybierał normalny, spokojniejszy wyraz, był jednak wciąż... Rozmyty. Mgła zasnuła brązowe tęczówki, nie ukazując co siedzi w głowie ich właścicielce. Sprawiała wrażenie wyrwanej ze snu, głębokiego, intensywnego zamyślenia, nie mogąc stwierdzić co się dzieje tuż obok. Ósemka stała z zaciśniętymi pięściami w jednej pozycji, nie unosząc spojrzenia nawet gdy poczuła czyjąś obecność. Dreszcz przebiegł po karku, gdy pomyślała, że jednak pozwolenie sobie na wybuch, nie było najlepszym pomysłem.
Pozwolenie? Nie, tu przecież nie mowa o czymś, co można porównać do diety, a pozwoleniem nie było pochłonięcie kilku kostek czekolady. Tu nawet nie musiała na nic 'pozwalać'. Była na krawędzi, czara była przepełniona, sama się przelewała i musiała... Musiała wrzasnąć, choć trochę, odrobinę. Płakać przecież nie będzie, nie wtedy, gdy ją widzą. Użalać się nad sobą też nie ma sensu. Zwłaszcza nie powinna robić tego w towarzystwie domniemanego psychologa, który podczas ich walki oświadczył, że zamierza zmienić jej pogląd na świat. Brr. Znowu on. Grzebanie w głowie halfki jest niewdzięcznym zajęciem, nieważne co sobie wymyślił Chepri... Jeśli postawił sobie taki cel, musi się liczyć z porażką i faktem, że Ósemka potrafi być niereformowalna. Jej punkty honoru, choć sprzeczne i niejasne, twardo pozostawały niezmienne. Cokolwiek los przyniesie, ona da sobie radę, czy to samotność i zapomnienie czy najgorsze wręcz doświadczenie. Będzie kląć, będzie cierpieć i rozpaczać w duchu, ale przetrzyma... Nie pozwoli się złamać, byle nie kosztem innych. Gdyby kogoś przez nią miało spotkać coś nieprzyjemnego... To byłaby ostatnia rzecz, do jakiej by Nashi dopuściła.
Głos nieco ją otrzeźwił.
Zmieniła postawę na bardziej bierną, rozluźniając mięśnie karku. Wdech, wydech. Lekkie skinięcie głową. Czy Vivian nie powinna skakać z radości, że jednak uda się jej, a przynajmniej po interwencji tego kogoś, opuścić błękitną planetę? Wieść o możliwości uratowania kapsuły była ważna, lecz teraz jej waga straciła na znaczeniu, choć powinna być w tejże chwili priorytetem. No nic... Inne czynniki otępiły procesy myślowe Ósemki.
- Nic... Nic mi nie jest. - rzuciła cicho. Nie takie było pytanie... Czemu od razu się tłumaczę? - Za dużo się dzieje.
Zerknęła na swoje ręce. Przebita przez paznokcie skóra krwawiła, marząc wnętrze dłoni czerwienią. Ubrudzona była pyłem i kurzem, posoką... Halfce stanął przed oczami widok jej pokrytych przetarciami i krwią dłoni po walce z Tsufulem. Potarła cienkie ranki palcami, upewniając się, że są prawdziwe, że to nie kolejne omamy... Te rany były jak najbardziej realne. Gula tkwiąca pod gardłem opadła do żołądka, wzbudzając dreszcze na skórze i zimno w środku brzucha. Nieokreślony niepokój szarpnął dziewczyną, lecz nie mogła przecież tego tak po sobie pokazać. Wbiła ręce do kieszeni, chowając twarz za postawionym kołnierzem. Nic nie widać, nie ma jej.
Znów ją przeprosił. To sprawiło, że Vivian odwróciła głowę, przyglądając się krótko czerwonowłosemu Ziemianinowi. Gdy obudziła ją Ki Reda, tam na oceanie odruchowo sprawdziła co się dzieje wokoło - wyczuła go wraz z Kuro w mieście, ale w jakim celu i czy ta dwójka się zna, nie zamierzała pytać. W końcu to nie jej sprawa. Gdy Ósemka zajęła się Redem, nie sprawdzała już ich poczynań, chociaż miała baczenie na to, co robią... Nie czuła się jakoś przywiązana, fakt, że chłopak zniszczył jej kapsułę nie sprawiał, że automatycznie miał doprowadzić do jej naprawy. Co byłoby wskazane i prawidłowe i sam pewnie myślał, że powinien naprostować tę sprawę... Niemniej, przeprosił ją za to, że odleciał, gdy doszczętnie znużona przysnęła na chwilę pod palmą.
W odpowiedzi wzruszyła ramionami, dając znać, że nie mam mu tego za złe i ogólnie nie wie co powinna o tym myśleć.
- Żyję przecież... - wymamrotała nie myśląc nawet co mówi.
Żyje, żyje... Z trudem myśli, wygląda, jakby miała zaraz zemdleć i na swój sposób zapewnia, że jest cała.
Norma, z tą różnicą, że zapewnienie wyszło o wiele słabiej niż zazwyczaj.

OOC
Przez cztery posty zapominałam o Ki, więc wraz z tym będzie...
---> + 50% KI
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 607
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Sro Sie 13, 2014 11:27 pm

Widziałem na ciele dziewczyny trochę zadrapań, całkiem świeżych, prawie na pewno nie powstałych podczas naszego pojedynku. To sprawka Reda? Gwałtownie uwalniał energię, wręcz w niekontrolowany sposób, ale żeby aż tak? Wydawało mi się, że udało mu się zapanować nad złą częścią siebie, choć też z drugiej strony to mogło nie być to. Mógł po prostu nie panować nad swoją mocą, a przy jego mocy wcale mnie to nie powinno dziwić. Mogłem się tego dowiedzieć całkiem prosto - pytając Vivian. Rzecz jasna nie wprost, a przynajmniej nie o to, bo nawet jeśli zapytam konkretnie o coś innego mogę uzyskać interesujące mnie informacje. To jednak mogło poczekać.
Moją uwagę przykuły dłonie dziewczyny. Zakrwawione i okurzone wyglądały... Źle... Nawet bardzo. Sam nie wiedziałem czemu akurat na to zwróciłem uwagę. Wydawało mi się chyba, że dłonie nie powinny tak wyglądać, powinny być czyste i zadbane, nawet u wojowników. Nie chodziło jednak tylko o dłonie, jak się ku swojemu zdziwieniu przekonałem. Te zadrapania, ślady walki... Halfka zdecydowanie lepiej wyglądałaby bez nich. Niby każdy wojownik chodzi spocony i brudny, niczym po kilkudniowym festiwalu muzycznym, na którym było przynajmniej pół miliona ludzi, ale jednak... Jak tak się jej przyglądałem, to nawet mimo niedogodności obranej drogi życia nie umknęła mi jej ogólna, dobra prezencja. Dało się dostrzec, że nie przywiązywała do dbania o wygląd prawie żadnej uwagi, ale miało to swoje bardzo dobre powody...
Poczułem się nieco zmieszany i odrobinę speszony, gdy uświadomiłem sobie, że znów bezceremonialnie gapię się na blondynkę. Te emocje musiały zostać stłamszone, mogły doprowadzić do niepożądanych wpływów na moje zachowanie, a tego musiałem uniknąć. Radziłem sobie całkiem nieźle, jak do tej pory i nie chciałem tego zepsuć. Skupiłem wzrok na stworzonym przez nią kraterze, wyglądał co najmniej tak, jakby ktoś zdetonował z osiem lasek dynamitu.
Tak czy inaczej, dziewczyna wyglądała na wręcz wycieńczoną psychicznie, potrzebowała odpoczynku, to było pewne. Tylko jak to zrobić?
Zrobiło mi się gorzej, gdy usłyszałem odpowiedź na swoje pytanie. "Nic mi nie jest"... To to widziałem, nie zgadzałem się z tym, ale widziałem. Dlaczego to powiedziała? Poczucie winy we mnie wzrosło, zaczęło się nawet odbijać na twarzy, dlatego unikałem jej wzroku. Popełniłem błąd zostawiając ją. Była silna, ale to nie sprawiało, że liczba sytuacji zagrażających jej zdrowiu malała, wręcz przeciwnie.
-Żyjesz, ale wolałbym, żeby nic Ci się nie stało - powiedziałem z nostalgicznym uśmiechem.
Nie lubiłem się o coś obwiniać... I wcale nie powinienem... A jednak czułem się źle z myślą, że coś mogło się jej stać... Niby to jasne, w końcu to przeze mnie utknęła na Ziemi... No ale przecież nie powinienem aż tak. Ehh... Dziwne to...
-Pokaże Ci drogę do miejsca gdzie powinni naprawić Twoją kapsułę, leć za mną - rzekłem unosząc się w powietrze i zwróciłem wzrok ku zachodowi. -I tak w ogóle... Długo znasz Reda? - dodałem.

zt x2(?) -> Capsule Corp
Jak chcesz, to pisz już na miejscu
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Nie Cze 21, 2015 7:45 pm

Dryfował jak sparaliżowany w przestrzeni będąc świadkiem zwieńczenia dzieła zniszczenia przez June. Rozładowanie energii kosmicznej odbiło swoje piętno nie tylko na pokiereszowanym statku, lecz w górnych warstwach atmosfery, które to pod postacią wyładowań pobudziły burzowe chmury tam na dole. Na zupełnie nieświadomych istot, które ratowali od zguby. Może bardziej June, ponieważ wciąż miała ten cel nadrzędny w swoich poczynaniach, ale z drugiej strony pokonując wrogi statek zapewniła przyszłość swojemu synowi - Shigo. Intencje Red'a też z początku należały do tych z kategorii "dobrych pobudek", on z kolei także chciał jak najlepiej dla demońskiej rasy żyjącej na Ziemi pozbawionej innej planety do bytu. A propo...
...jak tak po utracie Ki i wyśmienitej kondycji ciała miał chwilę na jeden oddech, odkrył nową jednostkę demoniczną na Ziemi - u boku znanej mu halfki Vulfili. Mówi się, że wielkie zdarzenia, zwłaszcza te przesiąknięte złem, są przepustką dla nowych demonicznych istot. Może to był tylko zwykły zbieg okoliczności, lecz musiało w tym wszystkim istnieć ziarenko prawdy.
Wraz z kończącym się oddechem ujrzał furię demonicy w pełni. Jej magiczny miecz wywierał imponujące wrażenie. Zaszlachtowała pojazd jak zarzyna się świnie, chociaż nie tyle samym ostrzem co stworzoną ogromną falą z Ki. Z czerwonej do bólu oczu fali, która definitywnie pogrzebała możliwość przeżycia kogokolwiek z załogi z Vegety. Widać było po niej, że wyssało z niej ten atak mnóstwo sił, jednak warto było. To był koniec. W pewnym sensie.
Jej aura miała inny odcień niż zwykle, jego też. Pobudzeni przez fale śmierci serwowaną zmanipulowanym żołnierzom z Vegety byli idealnymi celami dla magii Majin. Red o tym wiedział, June także, mimo wszystko nie opanowały ich jeszcze mroczne moce. Jeszcze nie. Młodzieniec w czarnych włosach ujrzawszy jak demonica zamyka oczy i pokazuje uśmiech wysilił się, by podlecieć do niej i pochwycić mocno jej rękę. Jak mają spaść, to razem. Przecież to nie może być gorsze od Osuwari...

...iii tak znaleźli się w Skalnym Lesie, które mogło poszczycić się bogatą przeszłością. Oraz dwoma nowymi kraterami pośrodku, w których leżeli jak zabici Obrońcy Ziemi. Pokiereszowani po walce i przez skalne odłamki wciąż trzymali się za ręce. Chociaż ręka Reda nie była taka jak zwykle. W dotyku miękka, puszysta i o wiele mniejsza niż powinna być. Nawet Ki demona ucichło, jakby zgaszone niewyjaśnionym zjawiskiem, albo po męczącej bitwie z najeźdźcami. Prawda była taka jak było to widać gołym okiem - Red z powodu krytycznej wartości Ki uaktywnił klątwę nadaną przez więźnia z egipskimi korzeniami. Stał się kotkiem.
Kot Red:
 
Mały czarny kot o bujniejszej grzywce skrywał pod powiekami malinowo-czerwone oczy. Nie posiadał ani rogów, ani złotych ozdób. Jedynie jego ogon owinięty złotawym bandażem mógł nakierować co po niektórych, iż demoniczny młodzieniec posiadał właśnie tego typu warkocz. Futrzak otworzył ślepka po jakimś czasie i nie wiedząc o tym co się stało tykał łapą (tu już powinien się domyśleć, lecz nic z tego) June, by się ocknęła. Takie twarde lądowanie mogło rzeczywiście zwalić (i zwaliło) obu z nóg, lecz nie mieli tutaj żadnych sojuszników, którzy mogliby im pomóc w każdej chwili. Wszyscy są na zakichanej Vegecie!

Ooc: Gato Preto działa :3
Powolna regeneracja +10 Ki i HP
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Nie Cze 21, 2015 11:53 pm

_____Ocknęła się z wielkim bólem głowy. O jej niezadowoleniu mógł świadczyć przeciągły warkot zmieszany z jęknięciem. Leżała na brzuchu, zaczęła kaszleć, czując na swoich ustach oraz w gardle piaskownicę. Nasiliło to jedynie ból głowy. Jednak... żyła. Ból to jedna z oznak życia. Nie czuła też by miała jakąś kość połamaną - kolejny punkt. Wypluła zalegającą jej w jamie ustnej krew po czym podniosła się niemrawo na łokciu. Jej druga dłoń spoczywała wciąż na ziemi. Zacisnęła lekko rękę czując w niej  coś miękkiego i puszystego. Automatycznie skierowała tam swój czarnozłoty wzrok, ze zdumieniem odkryła, że trzyma... kota. Od razu poznała w nim Red'a, bo kto inny to mógłby być? Oczywiście nigdy wcześniej nie widziała takiej jego formy, ale w końcu była demonem - dlatego się nie dziwiła za bardzo. Są różni i różniejsi.
On też był już przytomny. Puściła mu oczko.
___ - Brawo. Daliśmy radę. Ale... - zmieniła swoją pozycję na siedzącą, podpierając się dłońmi nie spuszczała wzroku z towarzysza walki - ... ale za jaką cenę. Nasze KI nie nadają się już do niczego, będziemy musieli tutaj przeczekać, aż się zregenerujemy. - powiedziała do niego - Żałuję... żałuję jedynie tego, że nikt nie będzie wiedział o tym wyczynie, prócz nas i paru innych wojowników. - dopowiedziała jeszcze smętnym tonem. Nikt tego nie zapamięta, nikt nie będzie im dziękował, pójdzie to w niepamięć, a gdyby tylko pozwolili na zniszczenie Ziemi, to by byli szykanowani do końca swoich dni i jeszcze dłużej. Taka to sprawiedliwość, takie to jest bycie demonem.
Gdzieś tutaj blisko wyczuwała parę KI. Jedna na pewno należała do jakiegoś słabego demona, a druga zaś... oh, Vulfilia... powinna jej co-nieco powiedzieć.

"Yo, jak tatulek? Nie miałam racji? Należą mi się przeprosiny, klękaj, albo zginiesz jak Ci saiyanie sprzed chwili na Orbicie. Podobno nie lubisz demonów, a teraz obcujesz z jednym? Nie ładnie. Ale ja nie o tym. Pilnuj Hazarda lepiej, bo strasznie tulaśny się zrobił na Vegecie, szczególnie do mnie."

Powinno to nieźle namieszać tej dziewczynie. Ale to kara za to, że oskarżyła ją o śmierć jej ojca.
Buchnęła wyładowaniami elektrycznymi, ale nie były one tak spektakularne jak te sprzed chwili. Jej KI była znikoma, powinni pójść w cień by ochłonąć. W tym celu ostrożnie chwyciła kociaka za skórę na jego grzbiecie i przeniosła się wraz z nim pod jedną ze skalnych wieżyczek. Usiadła ociężale po czym odetchnęła z wielką ulgą. Kotka ulokowała na swoich ciepłych udach.
___ - Obronię nas w razie czego, odpoczywaj... - powiedziała. Znów poczuła nieprzyjemny ból głowy. Chwyciła się za rudą czuprynę, zamykając oczy. Z grymasem bólu znów jęknęła cicho, a towarzyszyły jej wokół wyładowania. Chyba nawet temperatura ciała dziewczyny wzrosła, bo na twarzy była czerwona, a skórę miała rozpaloną. Czy to następstwa zużycia zbyt dużej ilości energii?
Nagle ni stąd ni zowąd straciła władanie w rękach, które opadły bezwładnie. Półprzytomnym wzrokiem wpatrywała się w dal, jakby kogoś tam widziała. I wiele się nie mijało to z prawda, bo faktycznie - widziała tam kogoś, ale tylko ona. To było coś w rodzaju omamów gdy się ma zbyt wysoką gorączkę. Chyba za bardzo przywaliła głową o ziemię przy upadku, bo tajemnicza postać wyglądała przedziwnie. Przy zmrużeniu oczu widziała wszystko - blada, wręcz niebieska skóra, krwistoczerwone oczy przepasane pionowo bliznami, szponiaste dłonie oraz nogi, poszarpane włosy z dwoma rogami skierowanymi ku dołowi oraz... skąpe skrzydła, które się nie nadawały do latania, a były jedynie ozdobą. Na twarz miała przyodziany szeroki szyderczy uśmiech godny mordercy, złoczyńcy.
___ - Ktoś Ty... - wymamrotała. Poczuła dreszcze na ciele, nie wiedzieć czemu na widok tej osoby serce demonicy przyspieszyło, gardło się zacisnęło. Bała się tej kobiety.
___ - Jak to... nie wiesz kim jestem? - usłyszała wężowaty głos. Postać otworzyła szerzej oczy i w mig pojawiła się metr od demonicy. Nachyliła się, wciąż z tym uśmiechem - Jestem Tobą. Nie pamiętasz? - szepnęła chwytając policzek rudowłosej. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Demonica jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jej rubinowe oczy będąc coraz bardziej przerażona. Zaczęła... zaczęła coś sobie przypominać. Przeszłość. Tą najgorszą przeszłość...
Zainfekowana czymś w rodzaju pasożyta June zmieniła się. Widziała siebie jako tą istotę, która teraz przed nią stoi. To była ona. Stała w środku jakiegoś małego miasta, zaczęła tępić w nim życie, mordować nawet najmniejsze dzieci i starszych, nie oszczędzała nikogo. Na jej czole widniał znak M, co zdradzało obecność mocy Majin, ale czy to ona była winna szaleństwu? Nie, to tylko marny dodatek do przepełnionego złem ciała. Ciała, które nazywało się Juvette i było Shadowem. Teraz sobie przypomniała. Wyjaśniło się to, dlaczego Hikaru nigdy nie zaufał June, pilnował ją jak oka w głowie. Bał się, że przeszłość znów nawiedzi demonicę, stanie się zła jak kiedyś.
Krzyknęła przeraźliwie i wysuwając dłoń przed siebie wystrzeliła ki blast. Juvette tak jak się pokazała tak zniknęła, żegnając dziewczynę szaleńczym śmiechem. Odsunęła od siebie Red'a w kociej wersji po czym wstała, trzymając się za głowę. Wszystkie koszmary zaczęły wracać w jednej chwili, cała pamięć. Fox... atak Amaela na nich z rozkazu Braski, śmierć, morderstwa, odrzucenie, całe zło jakie wyrządziła June.
___ - Agh... nie powinnam... nie powinnam była się odradzać... Jestem zagrożeniem dla życia, wszystkich... - wydukała z siebie zginając się w pół. Zaczęła płakać, łzy jedna za drugą spływały po jej policzkach i lądowały na rozgrzanej ziemi częściowo wyparowując od razu.  
Była, jest i będzie zła, nic tego nie zmieni. Taka natura demona.
Zaczęło coś ją przytłaczać, jakaś mroczna energia próbowała wpełznąć na nią. Szepty nakazujące jej zniszczyć tą niewdzięczną planetę oraz jej mieszkańców nasilały się z sekundy na sekundę, stając się coraz głośniejsze.
Dlaczego akurat teraz przeszłość dała o sobie znać? Powinna uciec z tej planety jak najszybciej, nim zwariuje do końca i zrobi coś, czego będzie żałować.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Cze 23, 2015 6:10 pm

Dlaczego June wydawała się taka wielka z tej perspektywy? Dlaczego jest taki lekki? Dlaczego jak wysuwa rękę przed siebie, to widzi dziwne włochate coś zamiast ręki? Gdzie miał ubranie? C-co się z nim stało!
>Miaaaaaaaa!
Wydarł się przerażony i machał łapkami tarzając się na ziemi. C-co to było?! Kim on się stał?! Biegał w kółko, czołgał się na brzuchu, nawet wyrywał ile mógł futro z siebie, lecz w końcu odpuścił i westchnął głęboko. Nie dowierzał, oto wielki demon - w malutkim ciele czegoś włochatego. Co za porażka.
Chwilę komedii przerwała dziewczyna z podobnie włochatym ogonkiem na czubku. Miała wielki żal, iż ich walka nawet nie odbiła się echem wśród mieszkańców Ziemi, i że tylko Ci, którzy potrafili wyczuwać energię lub sami zainteresowani i zamieszani w sprawę Saiyanów wojownicy, MOOOŻE jakoś nie zapomną o tym. Demony nie mają lekkiego żywota.
>>>Tu masz rację.<<<
Wtórował jej smętnemu głosowi. Nie zostaną zapamiętani, a tyle z siebie dali! Prawie że życie, a na pewno skazili sobie dusze kolejnymi morderstwami. Jakby nie spojrzeć - wojownicy, z którymi walczono, byli marionetkami, a nie prawdziwymi istotami zrodzonymi z mroku. Mimo wszystko zrobili co w ich mocy, by oddalić ich agresję. I co? Padli, ale i bohaterowie ucierpieli. Red zewnętrznie, a June - wewnętrznie. I to bardzo w jej przypadku.
Co prawda trzymała się dzielnie, bo aż wzięła ich do cienia pod skalną wieżyczkę (jego bezczelnie wzięła na ręce jak zabawkę - toż to poniżej godności!), lecz tam nie zaznała spokoju. Tam dopiero bardziej odczuwała groźny skutek ubytku Ki. Miała majaki, na tyle realistyczne, że przemawiała na głos. Z kimś rozmawiała, a Red tylko próbował rozejrzeć się i znaleźć winowajcę. Lecz nic z tego, tylko June dostrzegła Juvette, i tylko jej zamieszała w głowie. I to bardzo.
Wpadła w szał, w krzyk, blada twarz ujawniła kaskadę łez. Mamrotała, zaraz znów krzyczała, odrzuciła precz Reda z kolan i nie mogła powstrzymać tego, co działo się z jej umyśle. Demon tego nie wiedział, rozbieganymi ślepiami rozglądał się za przeciwnikiem, uszami strzygł by wyostrzyć słuch. Nie, to nie otoczenie na nią wpływało, a coś od wewnątrz. Zrozumiał po jej ostatnich słowach, że dręczy ją coś na duszy i umyśle. Coś lub ktoś. Nie będzie dłużej przyglądać się bezczynnie osobie, dzięki której zawdzięczał życie. I to kilka razy.
Naprężył grzbiet i wyskoczył w kierunku głowy June, by zawołać w jej kierunku:
>>>Nie dla wszystkich, baka!<<<
*Chlast!*
I nagle mogła poczuć na swojej pięknej twarzyczce cios od ogona koto-Reda. Nie był aż tak mocny, by powalić, ale na tyle, żeby została czerwona pręga, która odbiła także bandaż z ogona. Wywijał nim teraz z wolna za sobą siedząc wciąż na kudłatej głowie demonicy i przyszpilając się łapkami do jej fryzury. Może i był obecnie futrzakiem, lecz swoje wiedział, i dlaczego powiedział te, a nie inne słowa za pomocą telepatii:
>>>Dla Shigo jesteś całym światem, a dla mnie najlepszą przyjaciółką. Jeśli pójdziesz w zaparte - będę uderzać Cię tyle razy ogonem, aż zrozumiesz, że mylisz się!<<<
No proszę, w dodatku w towarzystwie dziewczyny nabył charakterek, hehehe. Nie był zbyt dobrym mówcom, dlatego zdecydował się pójść na spontaniczne zachowanie. Był do tego zdolny dlatego, iż bardzo zależało mu na Ogoniastej. Niech nie myśli sobie, iż nikt jej nie wspiera, że może sobie ukrócić życie z powodu kryzysu. Od tego ma się przyjaciół, prawda? Ile razy to ona wyciągała ku niemu pomocną dłoń? Jak mogła myśleć, że Red o tym zapomni? Co do jej synka - sama mu mówiła, że wystarczy jeden jego uśmiech, a wszystko co złe odchodzi jak ręką odjął. Przekonał się na własnej skórze, kiedy opiekował się nim podczas nieobecności June. Naprawdę cud-chłopak.
Siedząc na czubku głowy Złotookiej spoglądał na nią z góry i zastanawiał się przez krótką chwilę, co działo się w czasie jego trzystuletniej nieobecności. Przez chwilę, gdyż to było tak dawno, że tylko Hikaru o tym pamiętał. A nawet jeśli - on zawsze nienawidził demonów, więc jego zdanie jest subiektywne. A inni? Nie mogli wiedzieć - przecież też nie istnieli w tamtym, jak widać bardzo burzliwym, okresie dla June. I to, że ma wyrzuty sumienia, nie mogło świadczyć o tym, iż jest do tej pory zła. Owszem, demony to chaotyczne istoty, podatne jak mało które osobniki na bodźce mroku, ale to nie oznaczało, że wszystkie takie muszą być do końca życia. Po swoim życiorysie wiedział o tym doskonale. Zresztą był niejednokrotnym świadkiem starań przyjaciółki o walkę o dobre imię, dla społeczeństwa ludzi, którym nic nie była winna, a ratowała z opresji. Ba, zdecydowała się na dwie walki na Vegecie, znów w trosce o innych. Ktoś taki jak June nie musi obwiniać się o coś, co było tak dawno, chociaż wiedział, jak przeszłość boli, i w najmniej oczekiwanym momencie daje o sobie znać. Wierzył w nią, wierzy, i będzie wierzyć.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1550
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Cze 23, 2015 11:17 pm

______Który to już raz z kolei wpada w ten dziwny stan kiedy to przestaje wierzyć w sens własnego życia i przeklina dzień, w którym została stworzona przez matkę Dark Star? Demonica ma w sobie bez wątpienia coś z ognia, trudno ją okiełznać i zrozumieć, nie wiadomo kiedy wybuchnie. Te wspomnienia za czasów panowania Juvette były gwoździem do trumny. Ukazało to, czego nie wiedziała, a co ciążyło nad nią od trzystu lat. Jej prawdziwa natura. To pokazało jej, że nie wiadomo jak się nie będzie starać to i tak… nie zmieni tego kim jest.
Siarczysty policzek, który spadł na nią jak grom z jasnego nieba był sporym kubłem zimnej wody. Zadziwiające jest to, jak to mały puszysty ogonek może zaboleć. Oberwała od kota! I to ją bolało! Kurcze, gdyby  nie to, że tym sierściuchem jest Red to by go przerobiła na kebaba i zjadła.  
Miała przez moment zasłoniętą gęstymi włosami w ognistym kolorze twarz. Po chwili jednak odwróciła się, rozmasowując zaczerwienione lekko miejsce. Spojrzała niemrawym wzrokiem na Red’a w puszystej skórze, zdziwiona. Otrząsła się i rozejrzała. Po Juvette i jej głosie nie było, ani śladu, ale za to teraz słyszała inny głos, wręcz krzyk. Reprymenda demona i ciepłe słowa wypełniły jej uszy. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy, dlatego też stała jak wmurowana, z szeroko otwartymi oczami.
Racja, Shigo. Jest jeszcze on. Demonica współczuje młodziakowi, wyrządziła mu wraz z Reito krzywdę. Młody teraz nie ma ojca, a matka… wariuje. Powinna go zostawić w tej rodzinie zapieczętowanego, ale za bardzo go kocha by nie móc się do niego przytulić, zobaczyć jego uśmiechu, porozmawiać, choć ten nigdy za dużo nie odpowiada. Nie wytrzymałaby długo bez niego, już dawno by ześwirowała. Bardziej niż teraz.
___ - Dziękuję. – powiedziała w końcu po długiej zawieszce, gdy w jakiś sposób już do siebie doszła. Zerknęła na swoją „czapeczkę”, podnosząc się powoli. KI wracała do normy, mogła już chyba latać, co oczywiście za chwilę sprawdziła. Uniosła się kilka metrów nad ziemią, a potem wylądowała z powrotem na twardej glebie odnosząc pełny sukces. Jeszcze jednak tutaj chwilę pobędą. Proces gojenia się ran u demonów jest co prawda szybki, ale jednak trochę trzeba poczekać. Ah, skoro już ma trochę KI to chciała to jakoś wykorzystać:
___ - „Shadow, Juvette… musze wiedzieć, oni… nie żyją?” -  chciała wysłać wiadomość telepatyczną do Hikaru lecz ta w dziwny sposób się zblokowała i nie doszła do odbiorcy. Rozeszła się jedynie echem, do Red’a – Dziwne… - mruknęła. – Red… słuchaj. Przy upadku chyba walnęłam się w głowę, wróciły mi wszystkie wspomnienia z przeszłości, Juvette, Shadow, Jason, Braska, Amael, trzysta lat w piekle, Ty. Utrzymywaliśmy całkiem dobre kontakty wiesz? Dałam… dałam Ci dżemu, ale to chyba już mówiłeś. – podrapała się w tyle głowy siadając z powrotem pod skałą – Chcę uciec. Zwieję z tej planety najszybciej jak to możliwe. Wezmę tylko Shigo… Tak będzie najlepiej dla wszystkich. Nie chcę Cię do niczego namawiać. – mówiąc to grzebała palcem w ziemi, tworząc przeróżne szlaczki oraz wzroki.

OOC
KI - 100%
HP + 20%
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Czw Cze 25, 2015 7:57 pm

Nie musiała mu dziękować, zrobił to, bo chciał. Jak mógłby nie pomóc przyjaciółce? Tarapaty są różne: te widoczne gołym okiem i te skrywane w głowie lub duszy. We wszystkich sytuacjach dałby z siebie sto procent, tylko te ostatnie były z tych trudnych do rozwikłania. Kto jak kto, ale Red to ostatnia osoba, która powinna prowadzić psychologiczne rozmowy. Zdecydowanie wolał działać, niekoniecznie rozsądnie, by nieść ulgę osobom, na których mu zależało.
W tym June.
Właśnie testowała swoją kondycję czy byłaby w stanie już odlecieć stąd, i wszystko wskazywało na to, że nawet mając Reda na głowie bez problemu uniosła się w powietrze i ponownie opadła na ziemię. Test terenowo-ruchowy zaliczony na szóstkę. Zdecydowała się też otworzyć nieco więcej na rozmowę, bo sama zainicjowała kolejny temat. O tym, co się z nią stało po upadku z kosmosu. Przywracanie wspomnień w ten sposób to raczej rzadkość - prędzej wpadało się w amnezję, lecz demony to specyficzne istoty.
>>>Wszystkie wspomnienia?<<<
Opowiedziała o osobach lub istotach, które kojarzył, lecz nie wszystkie. Nie znał Shadow'a i Juvette, ale jako, że zostali wymienieni jako pierwsi, musieli mieć większe znaczenie od pozostałych. Ewidentnie ich nienawidziła, mógł to wyczuć w jej mrukliwym tonie. Wspomniała nawet o częstowaniu dżemem, które przy tym wydawało się brzmieć jak żart. Uwierzył jej, mimo że sam wcześniej o tym epizodzie opowiedział. To miłe, że nie wszystkie wspomnienia miała mroczne, aczkolwiek były w przeważającej części.
I znów złapała doła, planowała uciec, jak najdalej od wszystkich. Dlaczego? Czemu nie pozwoli sobie pomóc? Może nie potrafiła wskazać sposobu? Ah, a miał naprawdę wielkie chęci! Ale wpierw - dotrzymanie słowa.
>>>Ja Ci dam "dla wszystkich"!<<< zamachnął się ogonem po raz drugi i ponownie wymierzył cios ogonem, ale centralnie w czubek głowy June; na szczęście nie zrobił jej guza, ale ich spojrzenia spotkały się niebawem, z iskierkami złości w jego wąskich źrenicach >>>...znów się mylisz. Gdyby to tylko ode mnie zależało, chciałbym Cię mieć zawsze u swego boku.<<<
Gdyby zrozumiał, jak to mogło zabrzmieć, pewnie spaliłby buraka. Jednak zachowywał powagę mimo słodkiego, kociego wyglądu, którego nie mógł zmienić. Nie mógł pozwolić, by dręczyła swoją i tak biedną duszę. Ciało już miała obite przez walkę z Saiyanami. Umysł zadręczony z kolei przez złe wizje. Chciał jakoś podnieść ją na duchu, stąd wcześniejsze słowa, i kolejne, jeśli nie pomoże, tylko że był kiepskim motywatorem. Mimo wszystko nie podda się.
Wolał upewnić się, czy plany wysnute przed momentem są oczywistą oczywistością czy może oboje znajdą lepsze rozwiązanie.
>>>Na pewno tego chcesz? Tam, gdzie się wybierzesz, może nie być spokojniej niż na Ziemi. W ogóle to gdzie zamierzasz się udać? Może... mógłbym odwiedzić Cię za jakiś czas? Teraz nie mogę wybrać się z Tobą, gdyż chcę załatwić do końca sprawę na Vegecie.<<<
A i owszem, chciałby wiedzieć, gdzie jego przyjaciółka miała zamiar zamieszkać z synkiem. Był przecież jego wujkiem, prawie że chrzestnym ojcem, a to zaszczyt być kimś bliskim dla takiego słodkiego diabełka jakim jest Shigo. Te kilka dni wspólnej przygody naprawdę sprawiły, że przywiązali się do siebie nawzajem. Ciekawe czy jak dzieciak podrośnie, będzie pamiętać o tym wszystkim? Przecież miał mało latek, dosłownie dwa, a był bardziej pojętny niż powinien.
Co do Vegety... faktycznie, zamierzał polecieć tam, nawet w tej futrzastej formie, by dojść do sedna tej masakry na orbicie Ziemi i zobaczyć, dlaczego w ogóle doszło do takiego przecieku intruzów, skoro podobno na planecie Saiyan był czynny front oporu. Wyczuwał energie Ki wojowników, którzy mierzyli się z Królem Małp, jednakże nie mógł sprecyzować ich zachowania. Zwiad był więc konieczny.
Pokręcił się chwilę za swoim ogonem (coś go denerwowała ta kitka, i nie mógł dociec dlaczego chciał ją złapać), ale zaraz oprzytomniał i usiadł na kocim zadku przed dziewczyną. Przyglądał się jej uważnie zwierzęcymi ślepiami i wolno wachlując w tyle ogonem zdawał się ją hipnotyzować. Niestety, nie znał się na tym, a szkoda - chciałby, aby zaznała tyle spokoju, ile potrzebuje, by przeszłość przestała ją dręczyć i zagryzać od środka.
>>>Cokolwiek zrobisz, pamiętaj - masz moje poparcie.<<<
Odpowiedział ze skinieniem łebka, po czym połasił się do nóg demonicy i legł obok niej ze zmrużonymi powiekami. Nie może decydować za nią, co ma robić w swoim życiu, aczkolwiek martwił się o nią, jak to przyjaciel. Chociaż czasami zdawało mu się, że jako demoniczna rodzina ich pokrewieństwo może być jeszcze bliższe. Co prawda zrodzili się z innych pobudek, ale... no po prostu nie mógł być obojętny na losy Rudowłosej! Jak i na losy innych przyjaciół z Vegety... eh, był rozdarty na pół, chociaż to większe pół było u boku Ogoniastej.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 809
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Nie Cze 28, 2015 9:48 pm

>>Za zgodą June zakańczam wspólną fabułę z demoniczną przyjaciółką Reda<<

Cóż, najwyraźniej June musiała przetrawić w ciszy jego słowa. Nie odzywała się jakiś czas, ale z uwagą słuchała koto-Reda, bo od czasu do czasu kiwała przytakująco głową. Niestety, mógł się domyśleć, iż wiadomość o tym, że nie wybierze się z nią od razu na nieznaną bliżej planetę nie poprawi jej nastroju, lecz nie miał zamiaru okłamywać przyjaciółki. Nawet jak położył się obok niej - nie drgnęła. Coś musiało ją absorbować, być może właśnie poruszone przez chłopaka kwestie, albo jeszcze coś innego. Może nowa fala wspomnień? Oby nie, już jedna dawka naprawdę przysporzyła June o wiele za dużo cierpienia.
Ta cisza była zwiastunem czegoś nowego, przeczuwał to. Nie chciał poganiać dziewczyny w podjęciu decyzji, lecz gdzieś w środku czuł niepokój. A później nic nie czuł, zupełnie odpłynął po krótkim, przeszywającym na wskroś bólu. Stracił przytomność w tak banalny sposób! Czyżby zemsta Błękitnowłosego demona, który czaił się od dłuższego czasu w Skalnym Lesie?
Nie wiedział jak długo "spał", ocknął się nagle, gdy obok siebie nie wyczuwał ani odrobinki Ki demonicy. Poderwał się z miejsca z cichym miauknięciem. Kark bolał nadal, lecz nie to było największym zmartwieniem. Gdziekolwiek rozejrzał się umysłem - nie mógł odnaleźć Rudowłosej demonicy. Ani... ani Shigo. Gdzie... gdzie oni są?!
>>>June....?<<<
Próbował nawiązać łączność, lecz nie był w stanie. W jednej chwili zrobiły mu się łapki jak z galarety i legł znów na podłoże jak długi. Drżał ze skulonym łebkiem. Dlaczego zostawiła go bez słowa? Czy to wina tego drania od Smoczej Kuli? NIE DARUJE SOBIE TEGO! Że też nie zabił Błękitnowłosą postać od razu! Aż go przepełniała furia! Poderwał się na równe łapy, a jego ryk przypominał ryk tygrysa, który rozkruszył okoliczne skały. We ślepiach paliła go żądza odwetu. To wszystko wina Saiyanów z Vegety! TO ICH WINA! Gdyby nie oni... June i Red nie straciliby tylu sił, nie przywróciłyby się wspomnienia Złotookiej, nie straciłby czujności podczas ataku znienacka! Ryknął drugi, i trzeci, i czwarty raz, aż całe stosy kamieni zsunęły się i prawie pogrzebały demona żywcem, który w porę wskoczył wysoko w powietrze.
Dosyć tego dobrego! Dosyć siedzenia na dupie i tracenie najbliższych osób! Czy miał przykazane pilnowanie Ziemi czy nie, miał to w nosie! Niemożliwe, by tak silni wojownicy jak June mieli zniknąć bezpowrotnie! To nie mogło się tak skończyć!
Niezwłocznie wykrztuszał z siebie kłaczki, a wśród nich - okrągły, mały przedmiot. Kapsułka ze statkiem. Nigdy jeszcze nie sterował pojazdem będąc zwierzęciem, lecz mniejsza o szczegóły. Natychmiast wcisnął łapką guzik i gdy tylko otworzyły się drzwi, zamknął je telekinezą i wystrzelił z transporterem ku orbicie. I tyle go było widać na Ziemi.

z tematu - żegnaj kochana June... Witaj Vegeto.
Powrót do góry Go down
Max

avatar

Liczba postów : 68
Data rejestracji : 15/12/2015

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
2250/2250  (2250/2250)
Ki:
2250/2250  (2250/2250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Gru 29, 2015 10:11 am

OCC:
 

- Hey young blood, doesn't it feel like our time is running out? I'm gonna change you like a remix, then I'll raise you like a phoenix!!!!!!!!!! - Dobrze, że nikogo nie było w pobliżu. Wprawdzie Maxiu nie był jakimś wybitnie tragicznym piosenkarzem, który dostawałby nagrody za to, że wreszcie zamknął swój pyszczek, no ale też na jego koncertach by raczej nikogo nie było. Teraz jednak był sam, więc mógł dać upust swojej radości. A miał z czego się cieszyć. W końcu ilu normalnych ludzi, czy też takich, którym się wydaje, że są zwykłymi ludźmi, może się pochwalić tym, że nauczyli się latać??

- You're wearing our vintage misery. No, I think it looked a little better on me.. I'm gonna change you like a remix, then I'll raise you like a phoenix!! - Spędził w górach nieco czasu, gdzie podszlifowywał swoje umiejętności lotnicze, wreszcie, gdy już uznał, że czas ruszyć dalej. W końcu chłopak miał cel w życiu! Dowiedzieć się czegoś o tej magii, może znaleźć nauczyciela, rozwinąć się i takie tam! Jakby ktoś go spytał czemu mu na tym zależy, to pewnie by nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Był ciekaw. Bardzo ciekaw. Czuł, że może coś osiągnąć i chciał to zrobić dla własnej satysfakcji.

Góry opuścił jednak zwyczajnie idąc. Mimo wszystko lubił po nich chodzić, więc też nie miał zamiaru tracić okazji. W ostatnim czasie nie miał okazji do górskich wędrówek, dlatego skorzystał z tej możliwości. Ledwo jednak z nich zszedł a uniósł się w powietrze, żeby polecieć przed siebie. I oczywiście nie byłby sobą, gdyby grubym głosem nie powiedział przy tym.
- I'm fire.. I'm.. Death.. - Przypominając sobie jednego uroczego smoczka z pewnego filmu. Leciał dość długo, zatrzymując się co jakiś czas, aby odpocząć. W końcu jednak wylądował w miejscu, którego kompletnie nie znał. Czy też może słyszał, że istnieje, ale nawet żadnych zdjęć nie widział. Dlatego też, po wylądowaniu na jednym z tych kamiennych słupów, usiadł, aby odpocząć i zaczął się rozglądać podziwiając widoki.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1890
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Gru 29, 2015 3:34 pm

Był to przepiękny i surowy krajobraz. Zwaliste kolumny z szarego kamienia, zdobiące przestrzeń jak okiem sięgnąć tworzyły skomplikowany labirynt. I nic, tylko cisza oraz westchnienia wiatru…
- Pomocy…
I czyjś głos..?
Gdyby Max wytężył słuch, usłyszałby echo odbijające się od szarych skał. Głos niewyraźny i rozmyty, ale na tyle słyszalny by mógł przykuć uwagę chłopaka. Przez ogromną ilość zakamarków oraz rozstawienie kamieni trudno było orzec z jakiej dobiega strony. Musiałoby to trochę czasu na pewno zająć, żeby znaleźć źródło nawoływania…
- Pomocy..! Pomocy..!
Nie da rady. Echo przeszkadzało strasznie.
Za to na ziemi, w dość zacienionym rogu dało się ujrzeć ślady opon. Ogromny szlaczek, jakiego nie zrobiłby zwykły samochód lecz pojazd terenowy, przystosowany do wymijania zwalistych kamieni. Prowadził w głąb lasu, pod kopułę z kamienia, skąd dało się słyszeć głośno i wyraźnie.
- Pomocy!

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Max

avatar

Liczba postów : 68
Data rejestracji : 15/12/2015

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
2250/2250  (2250/2250)
Ki:
2250/2250  (2250/2250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Gru 29, 2015 4:10 pm

Co za przepiękny, surowy i cichy krajobraz. Brak ludzi, brak kogokolwiek, można było w spokoju usiąść na tym kamiennym drzewie, słupie, kopule, czy też jakkolwiek to by można nazwać i odpocząć. No.. Przynajmniej w teorii, bo po chwili Max zaczął się zastanawiać, czy nie ma jakiś omamów słuchowych. To pewnie przez zmęczenie, no bo chyba nie z innego powodu, co nie? Miał nadzieję, że to chodziło tylko o zmęczenie, jednak dla pewności podniósł się i zaczął rozglądać.

Znalazł ślady opon. I znów coś usłyszał, teraz już odrobinkę lepiej. Z jednej strony poczuł ulgę, no bo to by oznaczało, że nie ma żadnych omamów a z jego zdrowiem psychicznym było wszystko w porządku. No.. Ewentualnie, że nie było gorzej, niż do tej pory. Zaczął zmierzać jak najszybciej po tych śladach, aż wreszcie dotarł do tej konkretnej kopuły, spod którejś ktoś wołał. Biegnąc tutaj starał się rozeznać, czy jest to głos męski, czy żeński.

- Hej! - Zawołał, jak tylko tam dotarł, będąc gotowym do szybkiego odczepienia plecaka, w razie gdyby się okazało, że ta ewentualna pomoc ma być szybka.
- Co się dzieje? - Znów zawołał, starając się rozeznać co też pod tą kopułą się znajduje i w czym w razie czego należy pomóc. Oby się to nie okazało jakimś głupim żartem, albo pułapką.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1890
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Skalny Las   Wto Gru 29, 2015 6:24 pm

Po długiej chwili szukania, wśród kamieni zasłaniających skalną ścianę, dało się zobaczyć zamaskowane wejście. Oczywiście nie tak od razu. Najpierw trzeba by było odsunąć kilka kamlotów różnej wielkości i starych badyli, za nimi dopiero dojrzeć można było drzwi z krzywo przyciętych desek. Obok znajdowały się ślady opon, wyglądało na to, że ktoś tutaj często parkuje. Jakieś butelki po piwie zalegały kąty…. Lecz wróćmy do drzwi. To zza nich dobiegało wołanie.
- Na pomoc! – damski, przestraszony głos.
Po odsunięciu przeszkód, oczom Maxa ukazało się wejście…  Kurz wirował w powietrzu. Słup światła wpadał do środka jaskini, oświetlając zagracone wnętrze. Nie był jedynym źródłem blasku, u sufitu wisiało kilka zakurzonych żarówek. U sufitu..? Tak, bo Max znalazł kryjówkę, pomieszczenie wykute w skale, wypełnione od góry do dołu skrzyniami, torbami i kontenerami. Jak okiem sięgnąć było zagracone, ktoś nieopatrznie zostawił otwartą skrzynkę. Światło sprawiło, że ukryte tam srebra zalśniły cudnym blaskiem.
W rogu, przywiązana do słupa, na brudnej ziemi leżała kobieta. Miała skrępowane kostki i nadgarstki, nie była w najlepszym stanie. Złamany obcas, podarta czarna, wydekoltowana suknia i przetarte wieczorowe rękawiczki. Brudna od kurzu, ze zmierzwionymi włosami i rozmazany makijaż wciąż była niezwykle urodziwą przedstawicielką płci pięknej. Oddychała szybko i płytko, wpatrując się najpierw ze strachem a potem i z zaskoczeniem w chłopaka.
- N-nie jesteś z n-nimi..? – zapytała drżąc na ciele.
Spoiler:
 

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skalny Las   

Powrót do góry Go down
 
Skalny Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Skalny Las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: