Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 869
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Las   Sob Cze 02, 2012 8:08 am

First topic message reminder :


Perełka na Ziemi. Poza wielkimi oceanami i górami, które mają śnieżne szczyty lasy pokrywają wielkie połacie lądów. Mnóstwo drzew, zwierzyny strumyków mniejszych lub większych. Świetne miejsca dla tak zwanych outsiderów. Wszystkie rodzaje drzew występują najczęściej pomieszane ze sobą by w razie jakiejś choroby wyginęły tylko jedne nie tworząc przy tym pustego miejsca niczym łysiny u starszego pana.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 16, 2012 8:28 pm

Stal przed niewiastą cały we krwi zwierzęcia, nie dość że czekała go kolejna kąpiel dzisiejszego dnia to i jeszcze musiał uprać te ciuchy.Dał dziewczynie czas na opanowanie zarówno emocji jak i oddechu po tej męczącej ucieczce przed jakimś zwierzęciem, zdziwił się iż ot tak ona się do niego przytuliła, cóż w końcu chwilę temu uratował jej życie. Na myśl przyszła mu tylko jedna rzecz by odstawić ją bezpiecznie do domu a potem wrócić do wodospadu gdzie poczeka aż wróci Hazard, a potem czeka ich powrót na Vegetę co nie widziało się Saiyanowi.
-Już dobrze uspokój się.
Objął dziewczynę by mogła poczuć się bezpieczniej i czekał aż Neya się uspokoi, a potem będzie mógł ją odstawić bezpiecznie do jej miejsca zamieszkania. Domyślał się że jest ona zmęczona tym dniem w końcu dwukrotnie się topiła i jeszcze spuścił jej lanie, a teraz jeszcze to że jakiś dziki zwierz miał zamiar zrobić z niej swoją kolację. Nathaniel musiał poczekać cierpliwie aż Neya dojdzie do siebie by wskazała mu drogę żeby mógł odstawił ją do domu i nie musiał martwić się o to, że coś ją pożre, wolał mieć spokojne sumienie.
Chłopak zaczął zastanawiać się po co w ogóle się nią przejmuje, ale jednak w końcu była tylko niewinną bezbronną dziewczyną do tego bardzo przestraszoną.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 16, 2012 9:28 pm

Miłe słowa otuchy, objął ją nawet. Strach znikał, a ona pewniej uśmiechała się. Wokoło panował mrok. Co róż coś szeleściło, ale w jego ramionach czuła spokój. Choć od saiyana biło przyjemne ciepło to w nogi było bardzo jej zimno. Stopy poranione dawały o sobie znać, jak i zadrapania na łydkach czy udach.
Wzięła jeszcze kilka wdechów i spojrzała Nat'owi w oczy. Nie wiedziała, co ma szczerze mówiąc powiedzieć. Była nie miła, nawet nie pożegnała się odchodząc. Wolność tak bardzo jej uderzyła w głowę, że zapomniała o całym świecie. Nawet o manierach jaki wbijała jej mama na każdym, kroku od dzieciństwa. Jak z niej dama, jak nie pamiętała o podstawach. Było jej głupio. A teraz to jeszcze języka w gardle zapomniała. Westchnęła przeciągle włożyła palec do ust i przygryzła paznokieć myśląc, czy spytać może, czy wypada.
Najpierw coś mało zrozumiałego mruknęła pod nosem. Chwilę później wyciągnęła palca z ust i pewnie jakby znała go od lat odezwała się.
-Odprowadzisz mnie? Do domu...
Zawahała się na moment. Przełknęła ślinę i przesunęła dłonią po jego klacie śmiejąc się.
-Oczywiście nic za darmo... u mnie jest ciepła woda... wykąpiesz się... zjesz coś...
Zaczęła proponować i zachęcać, by tylko szybciej znaleźć się w domu i do tego będzie pewna, że znajdzie się tam w jednym kawałku.
Podrapała się po głowie myśląc czy dobrze zrobiła,a le wyjścia raczej nie mała. Nie ściągając plecaka, sięgnęła z trudem do jednej z kieszonek z której wyciągnęła różowe urządzenie. Widząc jak bardzo późno jest skrzywiła się. Wiedziała doskonale, że kara będzie ją czekała za złamane słowo dane mamie. Zdziwiona odczytała jeszcze parę wiadomości z których dowiedziała się ciekawych informacji. Najważniejszą było to, ze dom jest pusty, a mamuśka w firmie do rana zostanie. Inną było sprawdzenie, gdzie ona w ogóle jest. Uśmiechnięta spojrzała na saiyana.
-To jak? To blisko... Dokładnie na wprost... jakieś pięć może sześć kilometrów...
Schowała urządzenie i stanęła naciągając koszulkę na uda.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 18, 2012 12:55 am

Miał odprowadzić ją do domu, cóż dobrze, że to ona poprosiła o to pierwsza a nie on musiał jej proponować, iż odprowadzi ją bezpiecznie do domu, miał tylko nadzieję, że chociaż pozwoli mu u siebie zmyć nieco krew z ubrań. Kiedy tak pogrążył się w rozmyślaniach nagle usłyszał jej kolejne słowa, które świadczyły o tym, iż będzie mógł spokojnie skorzystać z jej łazienki by doprowadzić się do porządku jak i dostanie coś do jedzenia? Cóż nie mógł chyba odmówić, kiedy to właśnie chwilę temu dziewczyna omal nie zginęła w paszczy dzikiej bestii. Nathaniel nie zdążył nic powiedzieć, kiedy to ona znów zaczęła gadać jak najęta, w którą to stronę ma iść, jednak według Saiyana lot byłby dużo lepszym rozwiązaniem niż spacer po ciemnym lesie. Chłopak rozejrzał się wokół sprawdzając czy między drzewami nie czai się jakieś zwierzę gdyż wolał w spokoju odstawić Neye do miejsca jej zamieszkania, kiedy był pewien, że nie ma żadnego drapieżnika w pobliżu odsuną od siebie Neye i przyjrzał się jej, cóż na pewno była przemarznięta w końcu miała na sobie tylko jego koszulkę, która i tak bardzo niewiele zakrywała, a dawał jej przecież wcześniej spodnie od uniformu to nie chciała, a teraz to na pewno jest jej zimno.
-Dobrze odprowadzę cię, jeśli chcesz możemy polecieć. Wejdziesz mi na plecy będzie o wiele szybciej.
Wymamrotał propozycję i przyglądał się dziewczynie wyczekując jej odpowiedzi, był bardzo ciekaw jak zareaguje na propozycję lotu w końcu i tak jest jej zimno, a w locie będzie jeszcze zimniej, chociaż dużo szybciej znajdzie się w ciepłym domu i będzie mogła odpocząć od wydarzeń dzisiejszego dnia, Nat sam miał już serdecznie dość i oddałby wszystko za łóżko jakąś poduszkę i chwilę spokojnego snu, ale nie miał, na co liczyć w końcu będzie musiał wracać do tej jaskini i tam spędzi trochę czasu dopóki nie spotka się ponownie z Hazardem i nie będą mogli wrócić na Vegete, choć nie podobała mu się ta opcja to i tak wiedział, że kiedyś muszą wrócić.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 18, 2012 8:04 pm

Słowa saiyana ucieszyły ją pod dwoma aspektami. Zostanie spełniona jej prośba, to jeszcze poleci. Gdy po raz pierwszy uniosła się trzymana przez niego, było niesamowicie, choć chwilę później wylądowała w wodzie. To był drobiazg. Wiatr we włosach i ten widok. Czuła się jak w siódmym niebie. I to ma się powtórzyć. Nathaniel nawet nie wiedział jaką miała radochę. Gdy tak na nią patrzył zarumieniła się, niby przywykła do tego jak się jej ktoś przygląda, ale w saiyanie było coś, co ją onieśmielało.
Za nim nie postanowiła odpowiedzieć, przeczesała włosy jeszcze wilgotne, takie zimne. Uśmiechnęła się i powędrowała za saiayana obserwując go bacznie. Nie bała się już. Stała się tą, która jeszcze kilka godzin temu, walczyła z nim. Jego obecność dawało jej siłę, żaden zwierz czy też potwór który wyłoniłby się zza ciemności nie przestraszyłby jej. Wiedziała, czuła to, że obroniłby ją. I choć był jak sam potwór z innego świata, dla niej odziany był w białe szaty niczym anioł stróż. Jak bohater z telewizji.
Wzięła głęboki wdech, przygotowując się ugięła kolana i... I wskoczyła ma na plecy. Objęła go mocno za szyję oraz dla większego bezpieczeństwa zaplotła mu nogi wokół talii. Tak przygotowana radosnym tonem odezwała się tuląc do niego.
-To w drogę... Nat!
Mówiąc to wyciągnęła ręku do góry zaciskając pięść i lekko podskakując, aż omal nie spadła trzymając się tylko jedną ręką. W ten odrobinę przestraszona przytuliła się mocniej i już się nie ruszała, nawet zamilknęła. Dziwnie się czuła, wiedząc, że koszulka podniosła się do góry i odsłoniła co nieco, na dodatek był chłodny wiatr. Zrobiła się cała czerwona i marzy, by być już w domu.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Sob Sie 18, 2012 8:30 pm

Nat czekał chwilę aż dziewczyna wskoczy mu na plecy po czym lekko podtrzymał ją by nie spadła podczas lotu, czuł się trochę dziwnie wiedząc iż oprócz koszulki nie ma na sobie zupełnie nic, ale nie okazywał tego w najmniejszym stopniu, uśmiechną się i uniósł w powietrze
-Tylko trzymaj się mocno.
Powoli leciał rozglądając się po okolicy by przy okazji zapamiętać dokładnie drogę by nie włóczyć się później po planecie. Leciał we wskazanym kierunku nie za szybko ale też nie wlekł się jakby wybrał się na spacerek w końcu musiał odstawić Neye do domu gdzie na pewno będzie czuła się o wiele bezpieczniej niż w środku lasu, przyśpieszył nieco lot miał tylko nadzieję iż Neya nie jest zbyt zimno, a nawet jeśli to nie mógł w tej chwili nic na to poradzić. Zastanawiał się jedynie czy nie rzucą się na niego jej rodzice w końcu nic ciekawego nie sugeruje sam jej ubiór a co mówiąc jakiś facet posiadający ogon i będący jeszcze cały we krwi. Nathaniel nie patrząc już na nic przyśpieszył jeszcze bardziej lecąc w miejsce które wskazała dziewczyna, nie miał ochoty marnować więcej czasu.

z/t x2 -----> Domek Rodziny Faucet's
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sie 20, 2012 7:02 pm

Po chwili znaleźli się w ogromnym lesie. Z miejsca zrobiło się ciemniej, gęste korony drzew skutecznie blokowały ostatnie tego dnia promienie słońca. Tsu szła kilka kroków za nim. Drzewa w tym miejscu rosły tak gęsto, że musiał odgarniać przed sobą gałęzie, aby się nie podrapać. Przy okazji trzymał je nieco dłużej tak, żeby zdążyła przejść również jego towarzyszka. Nadal był zaskoczony jej zachowaniem, nie spodziewał się że okaże się taka pomocna. Najwyraźniej mało jeszcze wiedział o mieszkańcach tej planety. Na Vegecie takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia, ze święcą szukałby kogoś, kto zaoferowałby mu pomoc.

Szli nie odzywając się do siebie. Dość niezręczna cisza. Postanowił ją przerwać.

- Więc Tsu, co tak właściwie porabiasz? Czym się zajmujesz, poza ratowaniem facetów którzy zabłądzili?
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 21, 2012 12:11 pm

Szła krok za chłopakiem, bo przyglądała mu się, a dokładniej jego paskowi. Miała wrażenie, że to coś jest żywe. Korciło ją strasznie, by tego dotknąć, ale z drugiej strony nie miała pewności co to jest. Ale jedno już wie - nie ma do czynienia z człowiekiem. To nawet lepiej, nie czuła się już tak obco, gdyż nie tylko ona nie była człowiekiem. Tsu przechyliła głowę na bok i zamyśliła się nad słowami o polowaniu. Czyżby Haz był członkiem jakiegoś klubu myśliwskiego? Jak tak, to brak orientacji w terenie nie pomaga mu w tym hobby. Teraz niczego nie mogła być pewna na sto procent. Ciszę przerwał chłopak, który zaczął wypytywać się dziewczynę o to czym się na co dzień zajmuje. Skwasiła nieco minę i odwróciła wzrok na bok, a ręce skrzyżowała za głową unosząc łokcie ku górze.
-Pewna bogata rodzina zatrudniła mnie jako pomoc domową, od mycia podłóg po asystowaniu u mechanika. Możesz mnie wyśmiać, ale jestem im ogromnie wdzięczna, że przyjęli mnie do pracy.
Nagle coś zaświtało jej w głowie, aż przystanęła i zacisnęła pięści patrząc się na Hazarda przenikliwym wzrokiem.
-Nie jesteś człowiekiem, prawda? "Przypadkowo" wpadłeś na mnie czy dostałeś polecenie, aby mnie odnaleźć?
Znów fala nieufności ogarnęła dziewczynę, która nie chciała iść dalej bez szczegółowych wyjaśnień. To, że zgubił się, mogło pasować do obu wariantów. Gdyby współpracował z jej ojcem to musiałaby stanąć w szranki z Hazem, a tego nie chciała obecnie. Ta ręka w gipsie mogła być przykrywką, a tak naprawdę trzyma tam jakąś broń czy coś. Coraz więcej podejrzeń rodziło się w jej różowowłosej główce.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 21, 2012 9:57 pm

Odpowiedź Tsu była ciekawa. Z jednej strony miał nadzieję, iż dowie się czegoś więcej, lecz z drugiej ciekawiło go co takiego mogło się stać, że jej losy tak się potoczyły. Już miał o to spytać, gdy tym razem dziewczyna o coś spytała. Stanął w miejscu gdy usłyszał jej słowa. Nie miał pojęcia o co chodzi. Po chwili przyszło mu na myśl, że może jest ona jakimś poszukiwanym zbiegiem. Czy to możliwe by była niebezpieczna? Standardowy mieszkaniec tej planety nie był w stanie dorównać mu siłą, choć znał przynajmniej dwóch, których być może nigdy nie dogoni. A zresztą kto powiedział, że Tsu jest Ziemianką? Parę rzeczy różniło ją od typowej przedstawicielki tej rasy.

- Nie bardzo rozumiem. Spotkaliśmy się przypadkiem, nigdy wcześniej Cię nie widziałem, nikt nie wydał mi żadnego polecenia. A co do mojego "człowieczeństwa" - Dodał po chwili - Hmm.... Nie jestem Ziemianinem, jeśli o to Ci chodzi. Ale Ty chyba też nie, prawda?

Odwrócił się i kontynuował wędrówkę. Po chwili odezwał się ponownie.

- Jeśli nie masz do mnie zaufania, lub z innych powodów czujesz się w moim towarzystwie niekomfortowo to pytaj o co chcesz, zaspokoję Twą ciekawość.

Co mu szkodzi. I tak długo tu nie zabawi. A nie chciał, aby Tsu czuła się nieswojo, w końcu mu pomaga.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 21, 2012 10:17 pm

I tu ją miał. Nie była człowiekiem, i jakby trafiając w czuły punkt ruszył dalej przed siebie. Zacisnęła dłonie i pobiegła za nim dorównując już kroku Hazardowi. Mimo wszystko trudno było jej to wszystko pojąć. Bo chłopak nie powiedział, iż nie jest człowiekiem, tylko że nie jest Ziemianinem. A to rozszerzało blade pojęcie Tsu o nowe kategorie. Nawet nie mieszkał na tej planecie, o rety.
-Nie jestem w pełni człowiekiem, ale mieszkam na Ziemi od urodzenia, więc mogę określać siebie Ziemianinką. Czy jakoś tak.
Poprawiła fryzurkę i dodała:
-Nie przejmuj się tamtym pytaniem. Musiałam mieć pewność, że nie jesteś moim wrogiem z rozkazu ojca.
Zamilknęła, gdyż zastanawiała się nad tym jak zadać pytanie i zaspokoić całkowicie głód wiedzy. Zapytałaby wprost, ale mogłaby zniechęcić do siebie Haza. Miała za mało znajomych, by do tego dopuścić, zwłaszcza, że chłopak być ciekawym obiektem do obeznania. Nie często spotyka się obcą istotę tak łudząco podobną do człowieka.
-W takim razie co skusiło Cię do przybycia na Ziemię? Poszukujesz czegoś więcej niż wodospadu?
Skrzyżowała ręce i tym razem spojrzała prosto w oblicze młodzieńca wyczekując prawdziwej odpowiedzi. Mógł się wahać, wyłapie to o ile będzie miała pojęcie o danej sprawie. Nie była wszechwiedząca, ale trochę znała się na tym i na tamtym, w tym na rozpoznaniu czy ktoś kłamie czy mówi prawdę.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 21, 2012 10:35 pm

Tsu zrównała się z nim krokiem i kontynuowała rozmowę. Nie była w pełni człowiekiem. Co to może znaczyć? Od razu skojarzyło mu się to z Half - Saiyan'ami, oni również nie mogli się podawać za "czystych" przedstawicieli jego rasy. Pewnie chodzi o coś podobnego. Kolejne słowa dziewczyny były jeszcze ciekawsze. Od razu odpowiedział.

- To dziwne, że Twój Ojciec przysparza Ci wrogów. Mój może i do Świętych nie należał, ale nie miałem z nim tego typu problemów. No ale.... - urwał w połowie zdania.

Nie bardzo wiedział jak to powiedzieć. Czy chodziło mu o to, że na Ziemi są inne obyczaje, czy może sytuacja Tsu była tak zagmatwana? No cóż, młody był, mało widział to i mało wie, pewnie jeszcze nie takie dziwne zjawiska odkryje. Dziewczyna kontynuowała rozmowę zadając mu pytanie o cel podróży.

- Poszukuję. Lub raczej poszukiwałem, bo chyba już nie znajdę. Zostałem tu przysłany z misją hmm... ratunkową? Tak, to chyba będzie dobre określenie. Tak czy siak jeden z moich pobratymców został porwany i najprawdopodobniej znajduje się, lub znajdował, na tej planecie. Jestem tu od kilku tygodni, lecz nie natknąłem się na jakikolwiek jego ślad. Zresztą.... Chyba nie szukałem zbyt dokładnie, bo byłem zajęty innymi sprawami - lekkie ukłucie żalu, gdy przypomniał sobie te wszystkie dni spędzone z Zielonowłosą i jej tragiczny koniec - Tak czy siak moja misja dobiegła już chyba końca. A do wodospadu leciałem po to, by wynieść się z tej planety. Ale będę z Tobą szczery - nie chcę tego, bo podoba mi się tu. No ale to nie zależy ode mnie.

Trochę się rozgadał, musiał przyznać. Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu rozmawiał z kimś tak swobodnie. I nie wiedział dlaczego.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sie 22, 2012 2:48 pm

Wysłuchała od A do Z słów chłopaka nie przerywając mu wypowiedzi. Cholerna ciekawość stała się początkiem czegoś dotąd nieznanego dla niej. Życie na innej planecie. Wiedziała o tym, iż nie tylko ludzie chodzą po Ziemi, ale nie przypuszczała, że inne formy życia zamieszkują różne planety. I dziwne było to, że ktoś porwał kosmitę na Ziemię, skoro ludzie nie wierzyli w obce formy. Pewnie inny kosmiczny pirat dopuścił się porwania. Oczy Tsu robiły się coraz bardziej okrągłe i wyłupiaste, ale nie uroniła ani jednej informacji. Nawet fakt, iż ta misja ubodła chłopaka, gdyż nie podołał jej. Musiał mieć duże kwalifikacje, że został zesłany na obcą planetę. A jego statek jest przy wodospadzie! Ohohoh! Obejrzy sobie to cudo! Jednak entuzjazm zniknął po ostatnim zdaniu. Nie od niego to zależało? Jakiś kapitan czy przełożony był z Hazardem? Zrzedła jej mina. To przypominało poniekąd to co przeżyła w rodzinie. Ale w małym stopniu. Mimo wszystko dawne dzieje powróciły i Tsu głęboko odetchnęła. Kamień z serca nie spadł.
-Najwyraźniej ten kto go porwał musiał być kimś niezwykle potężnym i bystrym, skoro niezauważalnie przebrnął z twoim pobratymcem na planetę. Chociaż z drugiej strony prawie cała ludzkość jest święcie przekonana, że są jedynymi żyjącymi istotami we Wszechświecie.
Z ironicznym uśmiechem rzekła ostatnie zdanie, lecz znów powiedziała poważnie:
-Lubię cię, bo jesteś ze mną szczery. Doceniam to. Szkoda, że odlatujesz, nie zdążyliśmy się wspólnie napić czegoś czy potańczyć w klubie. A tak to tylko pozostała nam ta rozmowa.
Podniosła głowę do góry i spoglądając w niebo milczała przez chwilę. Zastanawiała się jak się żyje na innej planecie. Czy są takie czy gorsze dylematy (ale porwania międzykosmiczne to coś zupełnie nowego, a co dopiero inne rzeczy), czy może żyje się tam o wiele lepiej i tylko sporadycznie dochodzi do takich sytuacji. Wreszcie odważyła się nieco więcej powiedzieć o sobie.
-Ale jak będziesz zdawać raport czy coś w tym stylu, to nie sugeruj się wszystkim tym co mówię. Takich osób jak ja, pod względem rasowym, jest zaledwie garstka. Nawet mniej niż pięć, z tych co znam. Jestem bioandroidem, hybrydą, mieszanką ludzkich i demonicznych genów. Zdziwiłeś się, kiedy powiedziałam o tym, że ojciec chce mnie znaleźć... nie wiem czy to zrobi na ciebie jakiekolwiek wrażenie - nie znam waszej kultury ani nic... Rodzic chce mnie zabić za nieposłuszeństwo. Za to, że wybrałam wolność, a nie życie pełne wyrzeczeń i gróźb, molestowań, pobić. Od urodzenia, czyli od roku, nie miałam żadnych praw. Byłam bita, opluwana, poniżana, podduszana. Tylko dlatego, że nie byłam synem, a córką. W oczach ojca nie istniałam jako istota żywa, a przedmiot, który jak się zepsuje, to trzeba klepnąć lub potrząsnąć, aby nie przepłacać za naprawę...
Przerwała na chwilę, bo zaschło jej w gardle z przygnębienia, jednak nie chciała po sobie pokazywać tego, że takie wyżalenie się ma dla niej wielką wartość. Schowała to pod skromnymi słowami, które brzmiały tak:
-Nie mówię ci tego, żebyś litował się nade mną. Tylko żebyś wiedział, iż moje poglądy są spaczone i nic nie warte.
Odwróciła głowę na bok, żeby nie widział jej twarzy, ponieważ czuła, że gdyby to zrobił to mogłaby się całkiem rozkleić. A tego nie chciała. Miała także pretekst do przeszukiwania lasu w odnalezieniu wodospadu. Coś jednak marnie to szło.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sie 22, 2012 9:13 pm

Widać że jego słowa zrobiły na dziewczynie ogromne wrażenie. Wpatrywała się w niego bez mrugnięcia okiem. Po chwili odezwała się. Haz skomentował to, co powiedziała:

- O tak, tamten wojownik był niezwykły. Do dziś nie wiem w jaki sposób mu się to udało. Sam znam się co nieco na walce, ale z nim raczej nie miałbym żadnych szans.
Ziemianie są ignorantami jeśli sądzą, że są sami we wszechświecie. Setki różnych ras zamieszkuje bardziej lub mniej odległe planety. Ale oczywiście potrzebna jest wysoce rozwinięta technologia, żeby nawiązać kontakt.
Miło mi, Ty również wydajesz się sympatyczna
- dodał słysząc kolejne słowa Tsu - Pomagasz mi, naprawdę to doceniam. Tak się składa, że ta cecha jest dość obca mojej rasie. Może uda Nam się spędzić jakoś wspólnie czas, sam nie jestem pewien czy odlecę zaraz po odnalezieniu wodospadu, być może wystarczy na to czasu.

Słuchał jej kolejnych słów z uwagą. Zrobiły na nim spore wrażenie. A więc nie była zwykłą Ziemianką? Posiadała geny demona? Jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić. Jednak nie zamierzał drążyć tego tematu.

- To przykre, że Ojciec tak Cię traktuje. No ale nie każdy nadaje się na rodzica. Moi byli aroganckimi, zapatrzonymi w siebie wojownikami. Na siłę chcieli zrobić ze mnie maszynkę do zabijania. Byłem zbyt przerażony żeby pojąć cokolwiek, co chcieli mi przekazać. I czasem puszczały im nerwy. To - wskazał palcem na bliznę na policzku - pamiątka po największym wybuchu Ojca. Gdyby trafił nieco wyżej to dziś widziałbym tylko na jedno oko.

Dłużej nie zamierzał o tym rozmawiać, nie sprawiało mu to przyjemności. Kontynuowali wędrówkę, a niebo ciemniało z każdą minutą. W końcu zatrzymał się.

- Chyba czas na przerwę. Dalej nie idziemy, nie wiem co czeka na Nas w ciemnym lesie, a nie chcę Cię narażać na niebezpieczeństwo. Rozbijemy tu obóz, prześpimy się, a rano wznowimy poszukiwania. Jeśli oczywiście nadal będziesz chętna mi w tym pomóc - dodał uśmiechając się do Tsu.

Gdzieś tu musi być źródełko z wodą, wyraźnie słyszał jej szum. Rozpali się ognisko, upoluje coś i zje kolację.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 23, 2012 1:23 pm

Co za zbieg okoliczności. Patologie sięgają nawet poza atmosferę ziemską. Czyli to taka przypadłość żywych istot, że są skore do takich zachowań, aby się... wyróżnić? Z nudów? Tłuc własne dzieci? Jakim świrem trzeba być - wystarczy bytować, aby czynić krzywdę. Jaki to ma sens? Wyżycie się? Nie czas o tym myśleć.
Przyglądała się bliźnie chłopaka. Faktycznie była bardzo blisko oka i miała przypuszczać, iż to co powiedział Haz było prawdopodobne.
-Tak, chętnie pomogę i zostanę. Miło spędzam czas mimo tych wszystkich smutnych wspomnień i przesłanek ku przyszłości.
Uśmiechnęła się odwzajemniając mimikę i zatrzymali się gdzieś przy rzeczułce. Podzielą się pracą, ale była ciekawa co upoluje chłopak w takich ciemnościach. Wydobyła z plecaka latarkę na baterię i podała koledze do ręki.
-Żebyś wiedział na co polujesz. Ja zajmę się rozbiciem namiotu.
Jak powiedziała tak zrobiła. Wydobyła ekwipunek i rozkładała jak umiała stelaże i płachtę. Przybijała śledzie, aby wiatr nie porwał namiotu. Usiadła na ziemi i zbierała pojedyncze gałęzie. Haz miał o wiele gorsze zadanie - polowanie jak wspominałam. Dlatego Tsu wyręczyła chłopaka w tych mniejszych robotach. Czekała aż przybędzie, chociaż z drugiej strony nie powinna aż tak ufać... kosmicie. W sumie nie wyglądał jak kosmita a jak ktoś z cosplayu.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 23, 2012 3:34 pm

Leciał od sporego czasu, zastanawiając się, gdzie ona mogła być. Doskonale pamiętał, jak odchodziła w tym właśnie kierunku z domostwa świętej pamięci Alestrii Dragon, jego Lubej. Takiej twarzy nie mógłby w żaden sposób zapomnieć, dlatego właśnie nie stracił jej z oczu, dopóki nie była bardzo daleko. Po krótkiej chwili lotu nad lasem, wypatrzył ją w końcu między morzem liści, głównie ze względu na wyróżniające się włosy, przypominające kwiat wpięty w liściaste włosy.
Cichy odgłos stóp uderzających lekko o trawiaste podłoże, nie obił się echem po całym lesie ze względu na znajdujące się w nim drzewa. Sedu po wylądowaniu rozejrzał się szybko i totalnie ignorując ciemnowłosego faceta z blizną, podszedł do dziewczyny imieniem Tsu i powiedział, swym nienaturalnie pięknym, słowiczym głosem pełnym zwierzęcego magnetyzmu, który nastawia do siebie pozytywnie praktycznie wszystkich:
- Wiem, że nie bardzo się znamy, ale muszę ci coś powiedzieć... - Podszedł nieco bliżej i dodał, ciszej. - Na osobności.
Chwyciwszy dziewczynę lekko za rękę, odszedł paręnaście kroków, by nie być w strefie słuchowej nieznajomego mężczyzny. Gdy wypełnił ten cel, schował twarz w dłoniach i już drugi raz w czasie godziny powiedział, ledwo kontrolując się przed wybuchem płaczem:
- Ales... Nie żyje. Nie pytaj mnie, co się stało, przynajmniej nie teraz. Jako że widziałem, iż macie dosyć dobry kontakt, postanowiłem cię poinformować. To wszystko, teraz lecę dalej. - Odwróciwszy się tyłem do Bio-Androidki - czego nie wiedział, przynajmniej w tamtym momencie - wzleciał wysoko i uniósł lewą rękę, krzycząc na odchodne. - Sayonara! - I już go nie było, została tylko smuga KI oraz maleńkie drobinki jego techniki osadzone w powietrzu.

ZT:->?
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sie 23, 2012 5:32 pm

Ucieszył się, gdy dziewczyna potwierdziła chęć pomocy. Zawsze lepiej mieć towarzystwo. Zatrzymali się, a ona zaczęła wyciągać z plecaka najróżniejsze rzeczy. Podeszła do niego i dała mu jakiś rurowaty przedmiot mówiąc, że to pomoże mu w polowaniu. Wziął to od niej i zaczął badać. Po wciśnięciu okrągłego przycisku z tego czegoś wydobywało się światło. Racja przydatne, tym bardziej że słońce dawno już zaszło, a do kompletnej ciemności niewiele już brakowało. Już miał iść, gdy zainteresowało go to, co właśnie robiła Tsu. Z najróżniejszych przedmiotów składała coś na wzór niewielkiego, trójkątnego domku. Ciekawe, nigdy czegoś takiego nie widział. Ziemianie potrafią być pomysłowi.

Stał tak cały czas, obserwując z przyjemnością jak z małych, połączonych rzeczy powstaje jedna wielka, gdy nagle usłyszał hałas, a po chwili z ciemności wyłonił się jakiś czerwonowłosy jegomość. Zacisnął pięści, gotów w każdej chwili się bronić. Jednak tamten kompletnie go zignorował i skierował swe korki do Tsu, prosząc o chwilę rozmowy w cztery oczy. Obserwował z daleka ich wyjątkowo krótką pogawędkę, gotowy na to, aby w każdej chwili zareagować. Nie było jednak ku temu okazji, chłopak powiedział co miał do powiedzenia, pożegnał się i odleciał. Kompletnie zbity z tropu podszedł do dziewczyny.

- Wszystko w porządku? - zapytał, świdrując ją wzrokiem.

Nie chciał pytać o czym rozmawiali, być może było to coś osobistego. Zechce to sama mu powie.

- To ja idę coś upolować. Dzięki za to - podniósł latarkę - przyda mi się ta zabaweczka. W razie czego wołaj, będę niedaleko.

Po czym zagłębił się w las z latarką oświetlającą mu drogę. Zastanawiał się czy uda mu się coś upolować. Miał nadzieję, że chociaż część zwierząt również poluje o tej porze i na coś się natknie. Po paru minutach coś zaszeleściło w pobliskich krzakach, po czym wybiegł z nich zając, a tuż za nim prawdopodobnie goniący go wilk. Przebiegli obok niego jakby w ogóle go nie zauważyli. Wzniósł się nieco w powietrze i poleciał za nimi. Parę sekund później zwierzęta padły z poprzetrącanymi karkami. Na początek nieźle, ale potrzebował więcej, tym się nie najedzą. Miał sporo szczęścia, po pięciu minutach jego łupem padł jeszcze jeden zając, a także jeleń i dwie sarenki. Z tym wszystkim udał się z powrotem na miejsce. Złożył to wszystko parę metrów od namiotu i zaczął patroszyć, przygotowując do upieczenia. Robił to w oddali tak, aby dziewczyna nie musiała oglądać latających wszędzie wnętrzności. Z pomocą latarki i Ki Sword'a poszło mu to nadzwyczaj szybko,ale w końcu nie robił tego po raz pierwszy.

- No dobra, gotowe - oznajmił z uśmiechem, niosąc przyszłą kolację w stronę dopiero co rozpalonego ogniska. Porozstawiał wszystko i czekał aż się upiecze, robiąc się coraz bardziej głodny.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 24, 2012 12:54 pm

Nim Haz odszedł na polowanie zjawił się ów chłopak, z góry, z powietrza. Wybałamuszyła oczy na wierzch, lecz przestała, kiedy zrozumiała, iż ma coś pilnego jej do powiedzenia. Zastanawiało ją to. Skinęła głową i oddalili się kawałek od kosmity. I wtedy padły te słowa, które spowodowały, że zbladła jej twarz.
-N-nie żyje?
Alestria, jej wybawicielka, jej ofiarodawczyni chleba i pracy, domu nad głową, ubrania, prywatnej łazienki, jej przyszłość na lepsze, a przede wszystkich osoba która potrafiła wywołać na twarzy Tsu uśmiech... nie żyje? Źrenice zrobiły się malutkie i trzęsły się wraz z tęczówkami. Kręciła wolno głową nie dowierzając, aż usiadła z emocji na ziemi i schowała twarz w dłoniach. Nie miała czerwonowłosemu mężczyźnie za złe, że przybył tu z taką wiadomością, ale to ją tak przytłoczyło, iż zrobiło jej się bardzo przykro. Płakać nie płakała, ale trzęsła się cała jak w gorączce, którą prawdopodobnie w mig złapała, bo zaczęła kaszleć przez połykające łzy gardło. Nie zdołała odpowiedzieć słownie Sedu na pożegnanie, ani złożyć kondolencji, ale jej wzrok był bardzo współczujący i bliski łez. Ale odleciał bardzo szybko, że mógł tego nie widzieć.
Haz podbiegł do niej, kiedy niespodziewany gość zniknął. Troszczył się o Tsu, która nie była w stanie rzec słówka, tylko zrobiła przepraszającą minę. Musiała się pozbierać, akurat w tym czasie chłopak wyruszył na polowanie. Wstała i z zaciśniętymi rękoma podeszła do drzewa. Wyprostowała się, ale widać było jak dreszcze pęcznieją jej mięśnie. Zacisnęła zęby, przygotowała dłonie i z dzikimi okrzykami okładała nic niewinną, wieloletnią roślinę.
-Dla-cze-go!? KUR-**-DLA-CZE-GO!? DLA-CZE-GOOO!!!???
Tam gdzie robiła pauzy w wypowiedzi, tam posyłała ciosy prosto w drzewo, była w istnym amoku. Wrzeszczała jak opętania, aż w końcu bezsilnie zsunęła się na ziemię i ciężko oddychała z łzami w oczach i dłońmi w posoce. Majaczył jej obraz przed oczami, że Haz już tu przyszedł. O chwiejnych krokach zbliżała się do obozu, lecz nie mogła nic powiedzieć, ani pomóc. Chłopak zajął się pilnie patroszeniem... jakąś dziwną mocą... nie, to musi być złudzenie. Zwaliła to na bolącą głowę, utratę krwi i rozpaczą w jej głowie.
-Alestria... nie żyje...
Wyszeptała do Hazarda tak jakby znał ludzką dziewczynę, a później usiadła na ziemi ze spuszczoną głową i ciężko oddychała.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 24, 2012 3:16 pm

Siedział w milczeniu przy ognisku i obserwował Tsu. Nie wyglądała najlepiej. Był pewien, iż było to spowodowane wiadomością od tamtego chłopaka. Naturalnie ciekawiło go cóż takiego mogło się stać, lecz nie zamierzał o to pytać, to nie jego sprawy. Co jakiś czas doglądał pieczeni, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że zanim będzie gotowa to minie jeszcze sporo czasu. A był coraz bardziej głodny, brzuch co jakiś czas domagał się jedzenia, oznajmiając to przeraźliwym burczeniem. Właśnie podczas jednego z tych głośniejszych "odzewów" jego brzucha, odezwała się również Tsu. To co powiedziała zupełnie zbiło go z tropu. Z początku nie wiedział co odpowiedzieć, jeszcze nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji. Lecz coś powiedzieć musiał. Zastanowił się dłuższą chwilę nad doborem słów, nie chciał wykazać się nietaktem

- Przykro mi. Nie wiem o kogo chodzi, ale sądząc po Twojej reakcji to musiał być ktoś ważny dla Ciebie. Naprawdę mi przykro Tsu.

Jeszcze przez chwilę wpatrywał się ze smutkiem w dziewczynę, a następnie wstał, obszedł ognisko i usiadł tuż obok niej. Coś od środka podpowiadało mu, że właśnie tak powinien postąpić. Nie zamierzał nic więcej mówić, najlepiej będzie jak posiedzą w milczeniu.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 24, 2012 5:56 pm

Musiała sie pozbierać. Przychodziło jej to z trudem. Wszystko co na nią mogło czekać u rodziny Dragon runęło. Jedyna przepustka do normalnego światła umarła razem z blondwłosą koleżanką, która wzięła Tsu pod swoje skrzydła.
-Przepraszam za to... Alestria była młodą, mądrą, piękną dziewczyną, która dała mi dach nad głową i wszystko co najlepsze. Nawet nie pytała się co złego działo się w mojej rodzinie. W takim razie... teraz nie mam do kogo wracać.
Spojrzała w niebo i westchnęła przeciągle. Niech odpoczywa w pokoju, na pewno jest teraz pięknym aniołem. Jakby jakimś cudem mogła być jej aniołem stróżem, to ucieszyłaby się.
Wtedy do jej głowy przybył dziwny pomysł, który dopiero kreował się w rozgorączkowanej głowie. Przetarła rękawem niewidzialne łzy i oddychała głęboko. Nigdy wcześniej nie wybuchnęła takim płaczem i szałem jak przed paroma chwilami. W końcu spojrzała na Hazarda.
-Tak teraz myślę... Czy na twojej planecie tolerują takie osobniki jak ja? Zastanawiam się czy nie odlecieć stąd, ale nie znam waszej kultury ani obyczajów.
Powiedziała dziewczyna, która nie mogła znaleźć miejsca na tej planecie, która straciła swoją ostoję spokoju i radości. Bardzo byłoby jej na rękę, aby obca cywilizacja była tolerancyjna wobec niej. Mogłaby odpłacić się lojalnością. Ale z drugiej strony nic nie wiedziała o tamtym świecie.
-Mógłbyś mi opowiedzieć coś o twojej ojczyźnie?
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 24, 2012 10:26 pm

A więc to tak. No cóż, nie mogła go zdziwić jej reakcja, sam pewnie zareagowałby podobnie. Siedział wpatrując się w płomienie, przypominając sobie dzień w którym dowiedział się o śmierci rodziców.... Przeżył szok, to jasne, ale pojawiło się również coś w rodzaju... ulgi? Tak, to chyba było to. I chociaż przez parę kolejnych dni sam siebie za to nienawidził, to jednak odczuwał pewną wolność, skończyły się mordercze treningi, które zawsze kosztowały go masę wysiłku. A dodatkowo jeśli coś nie wychodziło, to był karany....

Z zamyślenia wyrwał go głos Tsu. Wysłuchał jej, a po chwili odpowiedział:

- Muszę Cię rozczarować. Na mojej planecie nie tolerują osobników innych ras. Nie wiem do końca co się z nimi dzieje, pewnie na miejscu zostają zabici, albo zabierają ich i używają jako króliki doświadczalne. Generalnie ciężko nawet tam wylądować, jeśli na orbicie znajdzie się nieznany statek kosmiczny, to natychmiast zostaje ostrzelany.

Pochylił się nieco, aby sprawdzić czy mięso jest już gotowe. Niestety, nie było jeszcze do końca dopieczone. Słysząc coraz głośniejsze burczenie w brzuchu starał się skupić swe myśli na czymś innych. Z pomocą przyszła Tsu prosząc go, by powiedział jej co nieco o swej rasie.

- My Saiyan'ie, bo tak się nazywamy, jesteśmy rasą dumnych i odważnych wojowników. Zamieszkujemy planetę o nazwie Vegeta, która wygląda jak gigantyczna pustynia, temperatura jest tam dużo wyższa niż tutaj. W porównaniu z Vegetą Ziemia jest przepiękną planetą, dlatego będzie mi żal opuszczać to miejsce. Wyglądem praktycznie nie różnimy się od Ziemian, jedyną różnicą jest fakt, iż posiadamy.... ogon - tu wyciągnął ogon spod koszulki i zaczął machać nim przed nosem Tsu - Przydatna rzecz, ale też nasz najsłabszy punkt, oczywiście jeśli wiesz jak to wykorzystać.

- Na Vegecie - kontynuował - rządzi Król. Jednak nikt poza wysoko postawionymi żołnierzami nie ma z nim kontaktu. Sam jestem członkiem Akademii Wojskowej, jednak znajduje się na samym dnie hierarchii, jestem zwykłym kadetem, tak wiec zanim dostąpię zaszczytu widzenia się z Królem, to minie jeszcze masa czasu. Jeżeli chodzi o technologię, to jesteśmy chyba o kilka szczebli wyżej od Was, wystarczy wspomnieć, iż posiadamy statki kosmiczne dzięki którym w krótkim odstępie czasu możemy znaleźć się w dowolnym miejscu we wszechświecie.

- Rozumiem że jesteś w dołku, ale podróż na Vegetę chyba pogorszyłaby jeszcze bardziej Twoją sytuację. Naprawdę odradzam Ci to.

To wszystko co miał na ten temat do powiedzenia. Dziewczyna zrobi co będzie chciała, ale dla jej własnego dobra będzie lepiej, jeśli zostanie tutaj. Ponownie sprawdził w jakim stanie jest ich przyszła kolacja i z zadowoleniem stwierdził, iż jest prawie gotowa, kwestia kilku minut. Z niecierpliwością oczekiwał chwili, gdy w końcu będzie mógł zapełnić swój pusty żołądek.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sie 26, 2012 8:05 pm

Słuchała z coraz większą uwagą słów Hazarda, bo z początku nie mogła przestawać myśleć o Alestrii. W miarę, kiedy chłopak opowiedział Tsu koleje losów Saiyaninów zainteresowanie rosło, jak i posiadana wiedza. Cieszyła się z tak obszernych informacji, teraz wiedziała, że nie mogła lecieć jako miły gość na nieznaną planetę. Musi pozostać na Ziemi i rosnąć w siłę, żeby w przyszłości nie mieć problemów z oporem tubylców innych planet. Tak, to całkiem ciekawa perspektywa.
-Rozumiem. Dziękuję za wyjaśnienia.
Słyszała nie raz jak koledze burczy brzuch, aż lekko uśmiechnęła się.
-Nie krępuj się, jedz i smacznego.
Sama oderwała kawałek mięsa dla spróbowania i kciukiem do góry potwierdziła przypuszczania chłopaka. Dziczyzna była gotowa. Miała mały żołądek, więc nie potrzebowała wiele do jedzenia. Jakieś plusy będąc mieszanką ludzko-demoniczną były. Jakieś ale były.
-Mam nadzieję, że twój kapitan będzie równie miły co ty. Nie chcę sprawiać kłopotów.
Bo skoro z reguły Saiyaninowie nie przepadają za obcą kulturą, to mogło także dotyczyć jego przełożonego. Nie byłoby fajnie zepsuć sobie znajomość z Hazem tylko dlatego, że przełożony skarci go za przebywanie z Tsu.
Patrzyła jak kolega zajada się mięsem, a sama w milczeniu układała sobie jakiś plan działania. Może póki jest z towarzystwem, to powinni wybrać się gdzieś przed wystartowaniem z Ziemi? Na przykład do baru? Może tak zjednałaby sobie kosmitów? I przełożony patrzyłby się przychylniejszym okiem na ziemską kulturę i obyczaje.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sie 28, 2012 9:55 pm

Wreszcie się doczekał, jedzenie było gotowe, co potwierdziła sama Tsu. Rzucił się na mięso bez opamiętania w między czasie słuchając co mówi do niego dziewczyna. Parsknął śmiechem, gdy wspomniała o jego towarzyszu

- Nie spodziewaj się miłego powitania - powiedział z pełną buzią - Może i nie znam go zbyt dobrze, ale coś mi mówi, że nie będzie zachwycony Twoim widokiem.

W kilka minut spałaszował wszystko. Rozsiadł się wygodnie przed ogniskiem i poklepał z lubością po brzuchu. Tego mu było trzeba - porządnej wyżerki. Kilka kolejnych minut spędził bawiąc się patykiem, którym co chwilę gmerał w ognisku. Następnie wstał, przeciągnął się i ziewając powiedział:

- Pora iść spać. Musimy nabrać sił na jutrzejszą wędrówkę. Ty prześpij się spokojnie w tym - wskazał na namiot - a ja położę się tutaj i przy okazji będę czuwał. Mam wyczulone zmysły, więc nawet jak zasnę to obudzę się w razie jakiegoś ataku czy czegoś. Dobranoc - skończył uśmiechając się

To będzie najlepsze rozwiązanie. Nie chciał peszyć dziewczyny swoim towarzystwem podczas snu. A poza tym spać pod takim pięknym niebem - to dopiero coś....
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Pią Sie 31, 2012 8:49 pm

Wszystko, co ma początek ma i koniec. I choć to takie oczywiste trudno się z tym pogodzić. Teraz gdy wszystko się zmieniło, a tego w planie nie było. Ten dzień miał się inaczej skończyć, jak i poprzedni. Miała znaleźć coś zupełnie innego, a tu takie sprawy zaplątała się. Żyła dobrze, a teraz przygód się jej zachciało. Pierwsze kłamstwa i ucieczka. To spotkanie całkiem odmieniło ją jak i życie jakie wiodła, a teraz miała wszystko stracić przez zostanie całkiem samej. Ta planeta jest taka duża, a ona właśnie spotkała go, saiyana. Tak myśląc była tylko słabą i nic nie znaczącą dziewuchą. Do tego rozpuszczoną, nie znała do tej chwili słowa "nie".
Gdy przerwał pocałunek zrobiła tylko smutną minkę patrząc mu w oczy, a jego westchnięcie musiało oznaczać, że to było dla niego ciężkie. Zastanowiła się przez chwilę. Po jej główce latały różne myśli, głównie o czym on myśli. Był jedną wielką zagadką, którą chciała rozgryźć. Milczała, nawet nie drgnęła. Była bezradna, taka bezradna. Czekała tylko na jego ruch. A ten okazał się nawet miły i dający czas na rozmowę. Pytanie dość z trudem przeszło mu przez gardło. Szybko nawet nie dając jej powiedzieć, co myśli na ten temat złapał plecak i jej koszulkę. Dał ją jej i łapiąc za rękę pociągnął w głąb lasu. szedł dość szybko, może nie miał zbyt wiele czasu, bała się tego. tego końca, co zbliża się szybkimi krokami, jakby ich goniło. Nie miała jak włożyć koszulkę, ale to nie było ważne. Szli za ręce uśmiechała się jedynie z trudem dotrzymując mu kroku. Nie patrząc była sporo drobniejsza od niego. Tak idąc i mijając co róż to drzewa ostrożnie stąpała po ziemi. Uważając na kamyczki czy wystające korzenie. Trzymała mocno koszulkę, ale ta cisza była dość dołująca, a pytań tyle się ja język pchało. Była ciekawską osóbką i nie mogła, aż tyle nie wiedzieć o nim. Przecież interesował ją nie ma, co ukrywać. W pewnym momencie po prostu zatrzymała się.
Wyrwała się mu i włożyła na siebie czarną koszulkę, po naciągnięciu jej uśmiechnęła się. patrzyła na niego i myślała nad prostymi słowami.
-Więc Nat... saiyanie z Vegety... jaka jest twoja planeta? Ziemia jej dorównuje pięknem?
Złapała go za rękę i zaplotła swoje place z jego. Przybliżając się do niego, a uśmiech nie znikał z jej twarzy. Miała jeszcze wiele pytań, ale nie było pewności czy mu się chce rozmawiać. I czy może pozwolić sobie na wszystkie. W końcu ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Nie minęła chwila jak znów zadała pytanie trochę bardziej konkretniejsze jego osoby. Zadała je jednak bardzo cicho rumieniąc się.
-Każdą tak dziewczynę poznajesz? Znaczy...
Przerwała patrząc mu w oczy. Trochę przegięła, ale musiał coś sprawdzić i mieć pewność, co do niego. Po krótkiej przerwie dodała.
-Znaczy... Lubisz mnie chociaż, bo wiesz? Poznaliśmy się... trochę się działo... no i do tego... to w nocy... i już musisz zniknąć...
Zaczęła się gubić w tym, co mówi. Tyle myśli, zbyt dużo jak na tak mało czasu. Wzięła głęboki
wdech i ściskając jego dłoń mocniej po prostu posmutniała.
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Nie Wrz 02, 2012 8:30 pm

Szkoda, że nie będzie miłe. Może powinna więc zostawić kolegę, gdy tylko znajdzie dowódcę? Pewnie tak zrobi, nie będzie sprawiać problemów. Niech wróci spokojnie i w całości na swoją rodzimą planetę.
Na propozycję snu w namiocie chciała zaprotestować, jednak coś jej mówiło, że może mu zaufać. Nie była do końca pewna czy zaśnie, ale spróbować może. Tak więc z uśmiechem pożegnała się z Hazardem i w milczeniu wlazła do namiotu. Rozłożyła się na materacu i spuściła kurtynę z powiek na oczy. Wierciła się długo, rozkopywała śpiwór, ale zasnęła. Na cztery godziny, tyle jej wystarczało. Mimo to siedziała w namiocie wciąż leżąc.
Przyglądała się czarnej sylwetce przez płótno namiotu. Gdy tak siedział wyglądał jak mała palma przez bujną fryzurę. Westchnęła cicho, ile może czuwać w bezruchu? Wyczołgała się ze śpiwora i na czworakach wypełzła z namiotu. To w sumie przypominało jej przyjście na świat... Wstała na równe nogi i poklepała dłonią po ramieniu kolegi.
-Teraz zamiana - ja czuwam, Ty śpisz. Bez żadnych "ale".
Powiedziała definitywnie i usiadła obok niego. Nie wyglądała na szczęśliwą, ani złą, tylko wielce zamyśloną. Bo tak w istocie było. Z daleka coś było słychać, ale nie wiedziała co to. Może jakaś zwierzyna chodzi i szuka ofiary?
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pon Wrz 03, 2012 10:31 pm

Tsu spała sobie smacznie, podczas gdy on siedział przy wejściu do namiotu i czuwał. Nie był senny, pewnie dlatego że jego mózg działał na pełnym obrotach. W głowie układał sobie plan dnia na najbliższe godziny po tym, jak już się wyśpią. A jeśli w końcu znajdzie Nat'a to co dalej, co zrobi kiedy już wróci na Vegetę? Siedzenie w Sali Treningowej i wykonywanie poleceń niezbyt go zadowalało. Po pierwszej misji, po pierwszym locie na obca planetę nabrał ochoty na kolejne przygody. Tylko czy ktoś mu zaufa, po tym jak spaprał pierwszą misję? Nie miał pojęcia gdzie znajduje się zaginiony kadet, nie wiedział też gdzie obecnie są jego towarzysze, ani nawet czy żyją. Jednak misja dobiegła końca, tego był pewien. Inaczej nie wysyłaliby Nat'a aby go stąd zabrał. Swoją drogą ciekawe czy dostanie mu się za niewykonanie zadania. Być może, chociaż to nie on dowodził.

Szturchnął patykiem palenisko. Siedział tu sam już od dobrych kilku godzin. Powieki zaczęły mimowolnie opadać. Starał się jak mógł, jednak to było silniejsze od niego. Przysnął raz, potem drugi, za każdym razem ocknął się po chwili. Za trzecim razem już mu się to nie udało i usnął....

Obraz był jakby niewyraźny, zamazany. Spoglądał na coś, czego nie mógł dokładnie dostrzec. To coś wisiało w powietrzu na samym środku ogromnego pomieszczenia. Bardzo powoli zbliżał się do tego miejsca. Nie słyszał odgłosu swoich stóp, być może zagłuszał go gwar obecny w tej sali. Nie patrzył jednak na boki, wzrok skoncentrował na tej jednej rzeczy, niczego nie pragnął bardziej jak znaleźć się bliżej. Bo bliżej nieokreślonym czasie znalazł się w takiej odległości, iż mógł dostrzec, że spogląda na młodego chłopaka. Zaintrygowała go pozycja w jakiej się znajdował, ułożenie jego ciała do złudzenia przypominało krzyż. Spojrzał na jego twarz. Była wykrzywiona w okropnym grymasie bólu, chłopak cierpiał. Ponadto wydawała mu się znajoma, nie mógł sobie jednak przypomnieć skąd może go znać. Chciał mu jakoś pomóc, ulżyć jego cierpieniom, lecz nie wiedział jak. Zrezygnowany rozejrzał się po sali, jego wzrok wyostrzył się, mógł dostrzec więcej szczegółów. Ponad Nimi znajdowała się garstka ludzi, którzy siedzieli niczym na trybunach oglądając to wydarzenie. Przyjrzał im się i spostrzegł, iż każdy z nich posiada ogon, dokładnie tak sam jaki ma on. Przeniósł swój wzrok z powrotem na cierpiącego chłopaka. Domyślał się co za chwilę nastąpi. Nie chciał na to patrzeć, zamknął oczy. Ogarnęła go ciemność, przestał cokolwiek słyszeć, nie docierały do niego żadne dźwięki. Pogrążony w takim stanie trwał jeszcze przez chwilę....

Poczuł czyjąś dłoń na swym ramieniu. Wzdrygnął się i otworzył oczy. Ujrzał Tsu mówiącą mu, że teraz nastąpi zmiana, on może iść spać, podczas gdy ona będzie czuwać. Rozejrzał się. Nadal była noc, ognisko płonęło. Nie był w stanie stwierdzić ile czasu spał. I ten niezwykły sen.... Nic nie mówiąc wczołgał się do namiotu. Położył się i zamknął oczy. Nie zamierzał jednak iść spać, starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z owego snu. Po paru minutach intensywnego myślenia być w stanie odtworzyć w myślach niemal cały przebieg sytuacji ze snu. Gdyby zależało to tylko od niego, to spędziłby całą noc zastanawiając się nad jego znaczeniem, oraz kim był ten chłopak, był pewien że już kiedyś go widział. Jednak jego organizm nie pozwolił mu na to, chwilę potem zasnął po raz kolejny, tym razem bez żadnych dodatkowych atrakcji.

Po paru godzinach obudziły odgłosy napływające z zewnątrz. Przyroda budziła się do życia. Nie musiał wychodzić z namiotu, aby stwierdzić że jest już jasno. Zgięty wpół wyszedł i przeciągnął się ziewając.

- Dzieeeeń dobry - zawołał do Tsu.

Ziewnął jeszcze kilka razy, a następnie wykonał parę ćwiczeń rozciągających aby pobudzić swe ciało do życia. Przy okazji żałował, że nie zostawił nic z wczorajszej kolacji, przydałoby się coś przekąsić. No ale o to będzie się martwić później, kiedy już naprawdę zgłodnieje. Nie zamierzał tracić czasu, jak tylko Tsu da sygnał to kontynuują poszukiwania. Zbliżał się właśnie w kierunku zbiornika z wodą w celu przemycia twarzy, gdy nagle coś usłyszał. Zamarł w bezruchu. Ktoś przechadzał się niedaleko nich, słyszał odgłos kroków, oraz czyjś głos. Gestem dał do zrozumienia dziewczynie, aby nie ruszała się z miejsca. Sam zbliżył się nieco w stronę skąd dobiegały te odgłosy i wyciągnął przed siebie jedną rękę, gotów w każdej chwili wystrzelić z niej w stronę intruzów.

Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Pią Wrz 07, 2012 8:31 pm

Szybkim krokiem przemierzał las ciągnąc za sobą Neye, której dopiero po chwili pozwolił się wyrwać i ubrać, nie mógł już za długo przebywać na tej planecie inaczej nieciekawy będzie jego los. Nie miał najmniejszej ochoty wracać, ale nie miał wyboru, słysząc pytanie dziewczyny zbaraniał. Interesowała ją Vegeta? A to ci heca, Nat nie wiedział, co jej odpowiedzieć, ale raczej powinien szczerze powiedzieć, że jego planeta nie jest przyjaznym miejscem zwłaszcza dla delikatnych osóbek.
-No cóż…Vegeta to jedna wielka pustynia piach kamienie oraz dużo wyższa temperatura niż tu. Nie jest to zbyt przyjazna planeta w odróżnieniu od Ziemi, która jest piękna i aż żal ją opuszczać.
Powiedział spokojnie obserwując poczynania Neyi i to, co sobie z jego dłonią i palcami robiła, ale nie pokazał żadnego sprzeciwu, w końcu nie robiła nic złego, uśmiechną się do niej. W sumie żałował, że nie może zabrać jej ze sobą na Vegetę, ale wiedział, że będzie jej tam zbyt ciężko. Westchną ciężko słysząc kolejne jej pytania, co miał jej w tej chwili powiedzieć? Nie wiedział za bardzo, co mówić, ale nie chciał jej niczym urazić w końcu doprowadził ją do płaczu informacją, iż musi wracać do siebie, musiał bardzo ostrożnie dobierać słowa.
-Lubię…może to mało powiedziane, ale wolę nie rozprawiać nad tym.
Uśmiechną się do niej widząc jak posmutniała, nie chciał by zaraz się jeszcze rozpłakała, zaczął powoli iść w obranym przez siebie kierunku ciągnąc za sobą lekko dziewczynę, chciał by Neya mogła za nim nadążyć, więc nie miał zamiaru przyśpieszać kroku. Jednak coś zaczęło go niepokoić, coś jakby ktoś w tej chwili ich obserwował, czuł się jakby latała mu nad głową jakaś nieznośna mucha. Nic nie mówiąc chwycił Neye za ramiona pokazując by milczała i uniósł się powoli w powietrze sadzając ją na jak sądził bezpiecznej dla niej wysokości sam zaś wzniósł się nieco wyżej rozglądając się wokół, czuł się dziwnie jak zwierzę w potrzasku. Dotarło do niego, że jeśli nie ma przy sobie scoutera to jest zdany tylko na swoje zmysły, rozglądał się z wysokości szukając wzrokiem niewychowanego podglądacza, nie widział jednak nic, zleciał niże lądując na jednej z wyższych gałęzi drzew przez cały czas uważnie obserwując cały teren wokół siebie przeskoczył na drugie drzewo potem na trzecie i dopiero wtedy zobaczył czającego się za krzakami Hazard'a skrzywił się widząc, w jakiej pozycji stoi, gotów do ataku, oj znów będzie mu musiał przypomnieć gdzie jego miejsce.
*Co ten imbecyl wyprawia?!*
Wrócił szybko do Neyi i zabrał ją z drzewa dla jej bezpieczeństwa w razie jakby ten przygłup miał zamiar atakować w tym kierunku. Wzniósł się ponownie dość wysoko pokazując Neyi by nawet nie próbowała odzywać się ani słowem, po chwili wylądował bezszelestnie za Hazardem, którego na „dzień dobry” palną łokciem w łeb.
-Co ty durniu robisz?!
Postawił Neye na ziemi i przyglądał się wszystkiemu wokół, cóż wiedział już doskonale że Haz urządził sobie z jakąś tam dziewczyną wycieczkę krajoznawczą zamiast zjawić się tam gdzie powinien zaraz po tym jak opuścił szpital. Nie widziało się Nathanielowi pobłażanie temu tu skoro nawet nie potrafi dobrze ocenić sytuacji, pokręcił głową z dezaprobatą, Był rozczarowany postępowaniem Hazard’a ale wiedział że on jeszcze musi się wiele nauczyć, zresztą każdy uczy się przez całe życie.
-Zbieraj manatki Haz wracamy na Vegete, a tak w ogóle gdzie twój uniform? Neya zaczekaj tu.
Nie był zadowolony z tego że gdyby nie to że sam jest ostrożny to mógłby przypadkiem oberwać przez głupotę Haz’a nie podobało mu się to, na szczęście przynajmniej on nauczył się by najpierw szukać ewentualnego źródła zagrożenia a nie atakować na ślepo. Postanowił, iż wracają natychmiast, uniósł się w powietrze i poleciał w kierunku miejsca, w którym wylądował, musiał wziąć swój scouter a szukanie po krzakach zajmie mu jeszcze nieco czasu. Wylądował dokładnie w miejscu gdzie wylądował kapsułą i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu swojej zabaweczki, nieco czasu zajęło mu odnalezienie, ale kiedy już znalazł to, czego szukał od razu założył scouter na ucho i powrócił do miejsca gdzie znajdował się Hazard.
Wylądował miedzy nim a Neya, po czym wyciągnął z kieszeni kapsułkę, w której była jego kapsuła klikną i rzucił malutką rzecz na ziemię z dymu po chwili pojawił się pojazd, którym tu przybył. Zerkną w stronę Haz’a po czym skierował wzrok na Neye wyciągając jednocześnie z kieszeni kapsułkę, w której znajdowała się zniszczona kapsuła, miał nadzieję, że chociaż dziewczyna będzie miała kiedyś z niej pożytek o ile uda jej się ją w jakiś sposób naprawić. Podszedł do dziewczyny i wręczył jej malutką kapsułkę, cóż nie mógł jej nic podarować, bo w końcu nie miał nic.
-Haz ściągaj kapsułę i wracamy.
Rzucił do młodego kadeta zaś sam ukrył się gdzieś za krzakami by w spokoju przebrać się w ciuchy, które na Vegecie uchodziły za normalne, po czym odziany w uniform i pancerz oraz ze scouterem na uchu wyszedł z krzaków i podszedł do swojej kapsuły by sprawdzić czy nic przypadkiem w niej nie zniszczył. Nie wiedział, kiedy to będzie mógł przylecieć jeszcze na Ziemię i czy w ogóle będzie mógł, ale chciał dotrzymać, chociaż jednej obietnicy, co, jak co ale nie miał ochoty spędzić całego życia na wielkiej pustyni. Kiedy był pewien, że wszystko jest jak należy wsiadł do kapsuły czekając aż Haz ruszy swoje cztery litery.

//takie tam lanie wody//
Powrót do góry Go down
Go??
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Las   Pią Wrz 07, 2012 9:35 pm

Informacja na temat rodzimej planety saiyana sprawiła, że zainteresowała się nią. W końcu trudno sobie wyobrazić całą pokrytą pustynią. Myślała nad tym krótko, coś jej przerwało. I znów to samo. Mały ból głowy i uciążliwy chwilowy szum w uszach. Minął po kilku sekundach pozostawiając na jej buzi zniesmaczenie tym nieprzyjemnym uczuciem jak dopiero zeszłaby z ekstraszybkiej karuzeli. Kolejne słowa jednak zmieniły wszystko, powodując rumieniec na jej policzkach.
Ruszyli dalej przed siebie, a może ten spacer miał ukryty cel? Jednak słodka dziewczynka nie myślała teraz o tym. Szła za nim jak owieczka na skazanie nieświadoma, co się dzieje wokół niej. Ona nieświadoma czegokolwiek została zatrzymana. Złapał ją za ramiona i pokazał, by milczała. Oczywiście zrobiła to, kątem oka rozglądając się wokoło szukając niebezpieczeństwa. Nie widziała ani nie czuła dosłownie nic. Wzruszyła ramionami zmieszana, ale pozostała w ciszy.
Unieśli się dość wysoko, posadził ją na jednaj z gałęzi. Nawet nie patrzyła w dół, zajęta była bardziej trzymaniem się jej najmocniejszej, by nie stało się to czego tak się obawiała. Upadku. On natomiast wzniósł się jeszcze wyżej. Dziewczyna spokojnie oddychała uspokajając się i przyzwyczajając do wysokości. Nie musiała tam długo siedzieć tak sama, Nat szybko wrócił i zabrał ją. Czując jego bliskość uspokoiła się od razu. Wiedziała doskonale, że teraz jest bezpieczna. Ponownie pokazał jej, by milczała, pokiwała tylko głową, a już dosłownie chwilkę później znaleźli się za Haz'em? Neycia była zdumiona, ale nie miała zamiaru się odzywać, nawet na widok miłego lub mniej powitania kolegi przez saiyana.
Postawił ją na ziemi i zaczął wydzierać się na biedaka, chyba lekko oszołomionego. Wciąż milczała. Wszystko działo się za szybko, a ona przestawała kontaktować, głowa ją bolała z głodu. Była również wycieńczona. Nawet nie zauważyła kiedy Nat zniknął i wrócił z powrotem. Obudził ją dopiero nie miły odgłos dla jej uszu. Spojrzała w tam tym kierunku i widząc kapsułę wszystko zrozumiała. Westchnęła. Jej wzrok wrócił i widząc jak saiyan podchodzi do niej lekko uśmiechnęła się. Nie wiedząc czemu wręczył jej do dłoni kapsułkę. Patrzyła pytająco, ale nie żądała jednak odpowiedzi. Ścisnęła ją i obserwowała dalsze poczynania mężczyzny. Zniknął jej na jakiś czas, a gdy znów go ujrzała. Zobaczyła kogoś całkiem innego. Był przerażający jakby chłodem od niego zawiało, albo to groza.
Wsiadł, a ona stała jak słup ściskając jedynie kapsułkę. Po czym nie zastanawiając się długo zdjęła plecak i włożyła ją do kieszonki z dziwnymi już przedmiotami jak fasolka. Wyciągnęła aparat i zrobiła ostanie zdjęcie saiyanowi. Wtem coś jej przyszło do głowy. Nie było to zbytnio zmyślne, ale chciała, by i on miał coś od niej. Przeszukiwała pamięć urządzenia szukając gdzie jest uwieczniona sama i jakoś ładnie wygląda. Pstrykała energicznie, a gdy zalazła takie uśmiech pojawił się szeroki na jej buzi. Wzięła głęboki wdech i po naciskała kilka dodatkowych przycisków. Z wnętrza przez szeroki dość otwór aparatu wyszło małe zdjęcie. Na którym jest na polu pełnym słoneczników ubrana w piękną różową sukienkę. Schowała urządzenie i wyciągnęła długopis. Na odwrocie zdjęcia napisała wprost bez żadnych ogródek : "Twoja Neycia". Wrzuciła długopis do wnętrza i zamknęła plecach zarzucając go na plecy.
Nie pewnie zbliżyła się kapsuły. Schylając się zajrzała do wnętrza i położyła mu na kolana zdjęcia uśmiechając się i dając mu buziaka w policzek. I od razu odsunęła się. Wyprostowała oddając się od pojazdu, a jej oczka oszkliły się z każdym kolejnym krokiem. Nie potrafiła jednak się odezwać. Znaleźć odpowiednich słów.
Powrót do góry Go down
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Las   Pią Wrz 07, 2012 10:27 pm

Stał skupiony wpatrując się w najbliższe krzaki, gotów w każdej chwili odeprzeć niespodziewany atak. Nie powinien się obawiać, standardowy mieszkaniec tej planety nie był w stanie mu zagrozić, podobnie jak jakieś dzikie zwierze, niezależnie od tego jak duże by nie było. Miał jednak przeczucie że to coś innego. Wtem usłyszał coś za sobą, lecz zanim zdążył cokolwiek zrobić otrzymał cios w głowę. Zrobił kilka kroków w przód i odwrócił się szybko, jedną rękę trzymając cały czas przed sobą, a drugą masując sobie głowę w miejscu uderzenia. Kompletnie zaskoczył go widok Nat'a

- Auu... to Ty - wystękał.

Opuścił rękę, drugą nadal energicznie masował głowę. Po chwili pojawiła się też dziewczyna, którą spotkali wczoraj, Neya. Zastanawiał się czemu jest tutaj, dlaczego Nat nie odstawił jej do domu. Mniejsze jednak o to, odnaleźli się, a to oznaczało powrót na Vegetę.

- Ja eee nie zamierzałem atakować dopóki nie zobaczyłbym kto to - zaczął się tłumaczyć - Od wczoraj Cię szukam, razem z Tsu - wskazał na swoją towarzyszkę - Z ręką wszystko w porządku, poskładali ją - dodał na koniec.

Widział jak Nat na niego patrzy, musiał się jakoś wytłumaczyć. W końcu nie zrobił nic złego, był po prostu ostrożny, nawet mu przez myśl nie przeszło aby atakować na ślepo. Po chwili odezwał się ponownie, odpowiadając na pytanie chłopaka.

- A uniform. Cóż długo by opowiadać. Tak czy siak muszę wracać w tym, nie mam wyboru - odrzekł, spoglądając ze zrezygnowaniem na swój mało Saiyan'ski ubiór.

Nat poleciał gdzieś, a on przez chwilę wrócił do wydarzeń z początku jego pobytu na Ziemi. Wydawało mu się, iż było to tak dawno. Nie wiedział dokładnie ile spędził tu czasu, ale zapewne nie więcej niż kilka tygodni. Saiyan wrócił po chwili, najwyraźniej szukał scouter'a, który teraz miał nałożony w odpowiednim miejscu. Pożegnał się z Neyą, przygotował swój pojazd do podróży, wsiadł do niego i spojrzał na niego wyczekująco.

- Ano tak, gdzie to było.... - mruknął pod nosem przeszukując wszystkie kieszenie.

Było ich sporo i dopiero w ostatniej znalazł to, czego szukał - pilocik od kapsuły którą tu przybył. Skierował go w losowym kierunku i wcisnął odpowiedni przycisk. Po kilkunastu sekundach tuż obok niego wylądowała kapsuła, ta sama którą wystartował z Vegety. Otworzył właz, lecz Nim wsiadł do środka odwrócił się i podszedł do Tsu.

- Niestety Nasza przygoda dobiegła końca. Dziękuję Ci bardzo za pomoc. Szkoda, że nie udało się spędzić Nam czasu w jakiś inny sposób, poznalibyśmy się lepiej. Jak kiedyś tu wrócę to Cię odnajdę i wtedy to nadrobimy. Do zobaczenia - uśmiechnął się i uścisnął jej dłoń - Ciebie również miło było poznać Neya - rzekł do drugiej z dziewczyn i jej również uścisnął dłoń.

Następnie wsiadł do kapsuły i zamknął właz machając na pożegnanie. Spojrzał na panel sterujący. Podejrzewał, iż koordynaty Vegety zostały automatycznie wklepane. Modląc się aby tak właśnie było nacisnął przycisk startu. Kapsuła zadrżała i po chwili z zawrotną prędkością wzbiła się w niebo. Leciał coraz szybciej i szybciej, a on wyglądał przez szybę obserwując, jak planeta Ziemia robi się coraz mniejsza. Nie miał wątpliwości, jeszcze kiedyś tu wróci.

Z/T --> Orbita Ziemi, razem z Nat'em
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: