Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Równina Trivarro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1831
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Równina Trivarro   Czw Maj 31, 2012 10:46 pm

First topic message reminder :

Rozległe tereny planety Namek, jest to jedyne miejsce, gdzie na tak dużym obszarze nie występuje woda. Ziemie te przesiąknięte są czystym i wręcz dziwnym złem. Od dawien dawna niektórzy z nameczan dostawali gorączki, a następnie zaczęli znosić dziwne jaja. Z ich wnętrza wykluwały się paskudne i wredne istoty. Większość z racji swego zachowania i małej siły musiała uciekać ze swoich wiosek... Właśnie to miejsce stało się skupiskiem tych zmutowanych istot. Zapuszczanie się w te okolice nie będąc wprawionym wojownikiem jest głupotą lub aktem najwyższej odwagi. Zmutowani tubylcy nie cierpią swoich krewnych i tylko Ci, którzy udowodnią lojalność mogą czerpać korzyści i czuć się bezpiecznie na tych terenach...




-Po zabiciu jednego z nameczan na oczach zmutowanych dają oni możliwość nauczenia się następujących technik:
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Fridge



Liczba postów : 58
Data rejestracji : 28/10/2012


SCOUTER
HP:
480/480  (480/480)
Ki:
540/540  (540/540)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Nie Wrz 06, 2015 11:23 am

Jaszczur machnął ogonem i spojrzał na sylwetkę oddalającego się Antarctidusa. Słowa generała bardziej go rozśmieszyły niż zdenerwowały. Biorąc pod uwagę chwile spędzone w koszarach i tamte komentarze- skubaniec był bardzo wyrozumiały.
-Dupek, jak większość mojej rasy, ale w tym momencie nie jest to aż tak istotne.
Fridge zamyślił się zastanawiając się nad kolejnymi słowami swego towarzysza, w końcu odpowiedział z lekkim wahaniem.
-Informacje powiadasz...Może uda nam się dorwać jakiegoś nameczanina i go przesłuchać... Van, zapewne Ty tego nie wiesz, ale na tej planecie znajdują się kule spełniające życzenia. Moje wspomnienia są zbyt mętne i nie jestem w stanie przypomnieć sobie gdzie są przechowywane i ile ich jest, ale to jest trop którym powinniśmy podążyć i skoncentrować się na zdobyciu ich. Pomyśl tylko... Potęga? Nieśmiertelność? Są na wyciągnięcie ręki, musimy tylko po nie sięgnąć.
Lodówka ruszył za demonem i wzbił się gwałtownie w powietrze równając z nim lot, przystosował się do jego tempa tak by mogli swobodnie rozmawiać w trakcie podróży.
-Jeżeli o to pytasz widzę dwa rozwiązania. Albo udać się do lodowatych i modlić się w duchu o to, że uznają nas za pożytecznych a nie za ścierwa do unicestwienia lub grać podwójnych agentów i wkupić się w łaski nameczan by dokładnie ich rozpracować od środka. W tym momencie jeszcze nie wiem jaka opcja będzie dla nas właściwa. Ustalmy w trakcie podróży plan działania. Najpierw wykończymy sayian a co dalej?
Changeling pruł do przodu w zamyśleniu. Tyle opcji a żadna ścieżka nie jest pewna...

OOC:
ZT Archipelag
Powrót do góry Go down
Fanalis



Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015


SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Sro Wrz 16, 2015 3:45 pm

Lot nie miałby końca, gdyby nie jego szybkość i swoboda, jaką przy tym czuł Fanalis. Zupełnie inaczej niż w przypadku żmudnego marszu po bezdrożach planety. Przy pomocy tej techniki był w stanie dotrzeć od wioski do wioski w krótkim odstępie czasu, albo tak jak teraz na dalekie równiny. Słyszał o miejscach, które budziły grozę. Nie dlatego, że były terenami Changelingów, czy jaskiniami bez światła. Powiadali, że gdzieś czaiły się złe moce, a pod ich wpływem nieliczni stawali się odmieńcami. Mogły to być zwykłe opowieści, plotki wyssane z palca. Nie zaszkodziło być odrobinę bardziej czujnym i mieć co nieco na uwadze.
W każdym razie nasz bohater szybował pełen sił i rozglądał się przez soczewki scoutera, które nie wskazywały niczego szczególnego. Dioda lokalizująca pozostawała czujna, lecz nie miała na czym skupić swojego zainteresowania. Tak samo Fan szukał dookoła śladów walki lub przeciwnika. Nie mógł już usiedzieć w jednym miejscu bez czegoś do roboty. Zajęcie mogło polegać na czymkolwiek, lecz prawdziwa natura wskazywała na jedno - walkę. Bitwa za bitwą, aż wpadnie w rutynę i zestarzeje się na polu walki. Namek cały czas miał w głowie słowa drugiego, tajemniczego Changelinga, że gdzieś tutaj odbywała się walka z udziałem dziwnych osobników. Postacie te różniły się od siebie i jeden był określony, jako... demon. Coś w tym guście. Nie wątpił, że już dawno mogli stąd odejść, kiedy przez ten czas Fan robił różne inne rzeczy. Mimo to fajnie byłoby dowiedzieć się czegoś nowego poza naturalnymi ciekawostkami tej planety. Widział już różnych Changów, Sayian zamieniających się w wielkie małpy - rozumne i nierozumne - oraz rozmaite techniki czy też urządzenia lub kapsuły kosmiczne. Wszystko to wtargnęło do świata Fanalisa w mgnieniu oka, lecz mimo wszystko był bacznym obserwatorem i zapamiętywał w ten sposób mnóstwo szczegółów. Najwyższa pora, żeby zacząć je systematycznie poznawać do końca. Na razie to z niego wyciskali wszelkie soki, ale opłaciło się. Trud był owocny w pobudzenie ciała do ciągłego wzmacniania i rośnięcia w siłę. Teraz może powiedzieć o sobie, jako o wojowniku, który bronił planety za wszelką cenę. Długo potrwa zapewne całkowite wypędzanie niedobitków, o ile ktokolwiek zajmie się oczyszczaniem planety z obecności po Wielkiej Walce na Namek. Tak określiłby odgrywane, podniosłe wydarzenie.
- To gdzieś tutaj mieli walczyć. Ciekawe, co się z nimi stało? Na pewno pozostawili po sobie ciała, w końcu ten Changeling musiał tutaj być, a jest silny, jak diabli. - napomknął do siebie, żeby nie popaść w monotonną ciszę. W rezultacie przemyśleń zleciał na równe nogi, żeby poszukać oznak walki. Być może kogoś z ocalałych pobratymców lub kogokolwiek. Nie był wybredny, co do gatunku. Chyba, że okażą się zbyt nieprzyjemni dla niego i wrogo nastawieni. Wtedy szykuje się niezłe lanie.
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1214
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Czw Wrz 17, 2015 9:03 pm

Nagle scouter Fanalisa zaczął pikać. Gdzieś niedaleko coś się znajdowało, a moc tego czegoś lub kogoś była prawie zerowa. Długo nie musiał wzrokiem szukać. Za niewielkim wzgórzem znajdowało się niedawne pole bitwy. Kratery od pocisków ki, rozbita ziemia i skały, ciała saiyan, jakiegoś niebieskiego stwora oraz nameczanina, który się powoli wykrwawiał.
- Proszę. Podejdź. Szybko, wiele czasu mi nie zostało.
Zdecydowanie niedługo umrze. O dziwo zgrajka która niedawno tu była nie zauważyła go...

OoC:
Znów Cię przejmuję. Znajdujesz ledwie żywego nameka.

______________________

♫♫ Where Riki now? ♪♪
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Sro Paź 07, 2015 2:37 pm

Jasne, że nie ciężko było przeoczyć takie miejsce. Gdy tylko Fanalis zdążył bliżej mu się przyjrzeć. Nie było tu rozpaczy ani żalu, jak dla niego. Zdążył oswoić się z podobnym widokiem i traktować go z przymrużeniem oka. Gdzieś wewnątrz miał odwrotne uczucia, lecz zdrowy na umyśle i o wiele silniejszy niż ten dawny oraz nieopierzony Namek, potrafił wreszcie zapanować nad sobą. Sęk tkwił w tym, że był jeszcze niezdolny do zapanowania nad tym. Żeby tak siłą woli zatrzymywać każde nieszczęście. Rola bohatera wcale nie musiała być mu pisana. Pospolity z niego osobnik, dlatego nie rozważał długo żadnego widzimisię. Po prostu wykonywać to, co ma przed sobą. To zadanie warte poświęcenia największej uwagi. A teraz miał do czynienia z wieloma trupami. I gdy tak rozglądał się na boki w końcu znalazł kogoś żywego. Zastanowił się tylko czy dobrze, że to Namek - był umierający - czy nie lepiej, żeby znalazł wroga. Potem doszedł do wniosku, że przeciwnika musiałby dobić i nic by z tego nie wynikło. Klęknął przy nim całkiem spokojnie, lecz wzrok i słuch miał wytężone. Na jego szczęści nie został wykryty, więc miał spokój. Zapewne na jakiś czas.
- Tak, już. - odparł cicho, chcąc dać znać poszkodowanemu. W tym czasie coś mu mówiło, że bez przeszkód może chłonąc wiedzę i oddać się medytacji. Tak wydawało się najlepiej to określić. Liczył, że nie zepsuje niczym pobocznym wydarzeń, jaki miałyby się rozegrać, gdyby nie on. Klęczenie nad konającym pobratymcem zamienił na siad ze skrzyżowanymi nogami. Oparł jeszcze dłonie na kolanach i mógł dobrowolnie wsłuchiwać się w ostatnie słowa Nameka. Miał całkowity dostęp również do własnej duszy i zrobić to, jak się zdaje, co pobudza ciało głęboko aż do duszy. Niby kontrolowany trans - wycieczka do podświadomości. Nie miała trwać ułamka sekundy, lecz tak mogło by się wydawać. Prościej było spoglądać na niego, będącego w bezruchu, niż opisywać jakikolwiek stan. Łatwa i zrozumiała ocena tego, jak wyglądało.
- Mów...

Occ: Rozpoczęcie treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1831
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Czw Paź 08, 2015 8:57 pm

W ciszy jaka zapadło dało się słyszeć wyłącznie chrapliwy i bulgoczący oddech rannego. Krew zalewała mu płuca, krople z ust i nosa znaczyły swoją ścieżkę fioletem. Namek czując, że zostało mu bardzo niewiele czasu przymknął oczy i z trudem zaczął mówić.
- Posłuchaj. Oni… Oni… Coś jest nie tak. Był tu Chang... Nie powinno go tutaj być. – ucichł na moment, krew zalała mu usta. Z trudem przekręcił głowę w drugi bok i zanosząc się kaszlem wypluł posokę. – Miał halo nad głową i wyczuwałem od niego zło. On sam… Ekhe. Nie byłby zdolny do tego zła. Ktoś, coś… Musiało przywrócić go do życia dając mu moc. Kule nie zostały zebrane… Nie tu… Na bogów…
Głos słabł znacznie, trudno było wychwycić w tonie czy to ważne informacje czy majaczenia umierającego. Nameczanin ostatkiem sił uniósł rękę i położył na dłoni Fanalisa. Wymamrotał coś cicho po nameczańsku i głowa mu opadła na skrwawioną ziemię. Na wierzchu lewego nadgarstka zielonego wojownika pojawił się szara, cienka obręcz z gwiazdką w środku. Dłoń zmarłego opadła bezwładnie, nim zdążył wyjaśnić co się stało i co zrobił.
Pozostały tylko pytania bez odpowiedzi.

OOC
Hej Lisku, biorę Cię pod swoje skrzydła~
Niestety Riki nie powiedział mi co dokładnie wobec Ciebie pasuje, także mam nadzieję, że za bardzo w jego planie nie namieszam. 8.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Pią Paź 09, 2015 10:34 am

Na lico dotychczas żywiołowego i energicznego chłopaka kreował się stoicki spokój. Nie dopuścił do wylewu złości, jak zazwyczaj miało to miejsce. Emocje wewnątrz nadal targały jego duszą, lecz wynikało z tego tylko zwyczajne rozdrażnienie. W gruncie rzeczy była to pierwsza tak poważna sytuacja, w której niepokojono ich lud. Namekowie dotąd żyli sobie bez obawy. Mimo wszystko zielona rasa skrywała cenny skarb.
Z szacunkiem podszedł do wysłuchania towarzysza. W pozycji siedzącej, niemal nienagannej. Chociaż chciałoby się powiercić z racji młodzieńczej werwy. Próbował na bierząco wyciągać sens z każdego słowa. Trud, jaki zadawał sobie konający Namek nie pozwoliły mu na pełne i składne zdania. Był to bełkot, racja, lecz Fanalis o nic go nie oskarżał ani nie oceniał. Z racji własnego charakteru i młodego rozumu minę miał raczej nietęgą. Niezrozumienie malowało się na nim w większej mierze, ale także dość wnikliwie kojarzył fakty. Changeling tutaj był, to oczywiste. Nie było pomyłki, że chodzi o tego ostatniego. Coś w nim było strasznego, jednak Fan z natury nie lękał się jego zachowaniu. W tamtej chwili nie miał wystarczająco dobrej spostrzegawczości, toteż teraźniejsze szczegóły nie przyniosły rozwiązania.
- Spotkałem go, to na pewno ten sam Chang. Jednak nie poleciałem z nim od razu. Trudna sprawa. Jest tyle niewiadomych. - wtrącił, jako komentarz w sprawie. Uwikłanie do tego stopnia ciekawiło Fanalisa, że nie pozwolił myśli zmarnować się. Tym razem mógł w bardziej dokładny sposób ocenić sytuację i być pewniejszy dostrzeżonych faktów. Moment później spoglądał już tylko, jak Namek osuwa się w wieczny sen. Cisza nabierała w takim czasie niespotykanej głębi. Jakiś czas zajęło mu oswojenie się z faktem, że pobratymiec nie odszedł na marne. Pozostawił mu bowiem znak. Symbol był mu jakoś znany. Mógł zwiastować gwiazdę, która znajduje się na smoczych kulach. Racja, że nie mogły zostać zebrane. Każdy zapewne dobrze ich pilnował. Fan nie wiedział o nich wystarczająco dużo, żeby porać się z ich problemem. Miał tylko nadzieję, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym dostanie szansę wsparcia bardziej zasłużonych. Na razie powinien cieszyć się młodością. Tylko, co dalej? Powstał. Na początek to odpowiednia czynność. Wezbrała w nim jakaś siła. Odczuwał, że nie bez powodu koncentrował się na wielu rzeczach w drodze do polepszenia swoich umiejętności. To jedna z nich, chociaż rzadko stawiał na podobne metody wyciszenia i spokoju. Skoncentrował się na wymyśleniu dostatecznie prostego i mobilizującego rozwiązania na dalszą drogę. Odszedł wolnym krokiem z bardzo zamyśloną miną. W rozrachunku poklepał się po twarzy i odbijając od ziemi wzleciał czym prędzej w pierwszym lepszym kierunku. Od razu w ruch poszedł lokalizator, którym miał nadzieje nakierować się na odpowiednie źródło mocy. Nie wiedział, czy powinien szukać silnych wskaźników. Jeżeli trafi na wroga, wtedy marnie z nim będzie, więc powinien zacząć o unormowanych skupisk, które nie wyrządzą mu szkód, lecz będą stanowić wyzwanie. tylko tak mógł się przyczynić do unieszkodliwienia najeźdźcy. Rozległe tereny Namek nie mogły być skąpane w dużej ilości krwi. Świadczył o tym fakt, że na niebie ani na ziemi nie widać żadnej pożogi okrucieństwa. Nic nadzwyczajnego w jego oczach, mimo bogatej wyobraźni.

Occ: Miło słyszeć/czytać. To od razu wzbudza sporo chęci. Lećmy z czym tam można, najwyżej później Riki coś z tym zrobi. Dobrze byłoby skontaktować się z nim, żeby ustalić zakres, co można, a czego nie. Narratorowi łatwiej zdradzić szczegóły, a mnie napięcie nieznanym dostarcza atmosfery ^_^

Koniec treningu statystyk.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1831
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Pon Paź 12, 2015 7:56 pm

Tyle pytań bez odpowiedzi a niewiadome pobudziły tylko młody umysł do rozmyślań. Ilekroć wzrok padłby na znak na nadgarstku, to nurt kazał zastanawiać się nad jego znaczeniem. Czym jest? Smocza kula, to oczywiste, ale jakim sposobem ranny namalowała na zielonej skórze ów symbol? Fanalis wzniósł się w powietrze, detektor na jego uchu pikał cicho wskazując miejsce oddalonych istot. Czy to był wróg czy przyjaciel? Energie były zbyt niskie, w dodatku sprawiały wrażenie… Zbyt małych by być potencjalnym zagrożeniem…
Coś się działo z jego lewą ręką.
Tak jak magnes, choć o słabej sile, Namek czuł, że coś go ciągnie. Znak miał własną grawitację, chciał pociągnąć zielonego wojownika w sobie znaną tylko stronę. Ba, gwiazdka na środku zaświeciła się i rozpadła na dwie mniejsze. Blade światło zgasło i nadgarstkiem lekko szarpnęło. Lekko, żeby nie było, jakby dziecko pociągnęło go za dłoń. Zupełnie jakby symbol nie zważając na to, że ciało ma inne plany, chciał ciągnąć go za sobą. To uczucie rosło wolno, ale niewątpliwe było jedno – znak miał go gdzieś zaprowadzić. Pytanie tylko, gdzie?

OOC
Jeśli będziesz się opierał, znak będzie ciągnął Cię coraz bardziej.
Prowadzi Cię tutaj ---> Wioska Dwugwiezdnej kuli
Pisz pierwszy, wioska póki co wygląda na całą i „niezaatakowaną”.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
MGj

avatar

Liczba postów : 48
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Nie Kwi 02, 2017 6:52 pm


Idąc razem z Fanem zastanawiał się nad odpowiedzią, jaką mu udzielić.

- Oczywiście, że się da. Zaraz się za to weźmiemy.

Picon bez zgłębiania więcej tajemnic przemieszczał się dalej. Z uwagą słuchał również, co Fan do niego mówił. Podróż nie trwała długo, bowiem Piconowi chodziło tylko o opuszczenie okolic wioski. Po chwili zatrzymał się i odwrócił się w stronę nameczanina. Byli na nameczańskiej pustyni, na pustkowiu. Nikt nie będzie tutaj im przeszkadzać, bo rzadko kogo można tu spotkać. Zwrócił się ponownie do brata.

- Chciałbym cię o coś prosić, lecz zanim to zrobię - chciałbym najpierw sprawdzić, jak dobrze sobie radzisz w boju.

Picon złożył swe dłonie, jak do modlitwy, swe oczy zamknął a głowę lekko skulił w dół. Zaczął skupiać się na swojej sile i energii starając się zredukować ją do minimum nakładając sobie mentalne blokady. Kiedy po chwili przestał, położył swą dłoń na karku i strzelił kośćmi kilka rasy przekręcając głową na dwa boki, a potem stanął w pozycji defensywnej.

- Możesz potraktować to również jako formę treningu. Może czegoś nauczysz się podczas tego krótkiego sprawdzianu. Atakuj mnie z całej siły i najlepiej, jak potrafisz. Nie obawiaj się, że mnie skrzywdzisz. Zacznij, kiedy będziesz gotów.

Picon szybko oznajmił swoją gotowość i czekał na kroki Fanalisa. Miał nadzieję, że znalazł odpowiednią osobę z doświadczeniem, ponieważ sprawa, jaką do niego miał miała wysoki priorytet  i nie mógł poprosić o pomoc byle kogo. Miał tylko nadzieję, że się na nim nie zawiedzie.


OOC:
Walczymy. Na razie fabularnie, bez mechaniki.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Czw Kwi 06, 2017 9:44 pm

Jedyną siłą młodego Nameczanina była jego determinacja. To po niej można było określić jego poziom mocy. W innych przypadkach był to zwykły zielony ludek, który ponadto przejawia oznaki entuzjazmu i wesołego trybu życia. Co do polegania na sobie mógł on wykrzesać z siebie siłę, jaką mu przynosiły odbyte dotąd treningi. Słowa Picona dały do zrozumienia, że ten wyraźnie chce przetestować Fanalisa. Tajemnicze, chociaż niewiele mówiące naszemu bohaterowi. Czy jego pobratymiec starał się wywołać w nim poczucie specjalności, bycia kimś ważnym? Fan niespecjalnie wymagał od swojego rozumu, żeby to przyswoić. Bowiem, jeśli dochodziło do tych prób często można było dostać niezłych zawrotów głowy. Jedno na pewno dotarło do Fanalisa w całości. Prób miałą polegać na walce, której w żaden sposób nie mógł sobie odmówić. Może nie był na tyle zobowiązany do ciągłej walki i nie poczuwał się, że świat kręci się wokół bitki, to instynkty przemawiały same przez siebie. Namekowie to urodzeni wojownicy.
- Jasne, nie mam nic do ukrycie przed tobą bracie. - zakomunikował dość otwarcie. Wynikiem nie musiał się martwić do czasu, kiedy nie pozna siły rywala. Wiedział o Piconie to, że ten ze spokojem podchodzi do wszystkiego. Jako ktoś silny musiał też znacznie odstawać poziomem od takiego żółtodzioba. Warto jednak postarać się i zaskoczyć czymś. Wykazać nieomylność w jego osądzie i tym, że wybrał Fanalisa do tego testu.
Chłopak uśmiechnął się i zrobił kilka kroków w tył. Poczucie większego odstępu dawało mu więcej opcji na rozpoczęcie. Stracił tym samym szanse na szarżę, która zainicjowała by bezpośrednie starcie. Ukształtowanie terenu dawało obojgu te same szanse. Płaski teren i do tego obszerny, żeby czuć się swobodnie. Przemieszczanie mogło tutaj odebrać swoistą rolę. Niezależnie od tego czy będzie musiał uciekać lub gonić.
Nie pozwolił długo czekać Piconowi i z bojowym okrzykiem nie zawahał się wystrzelić kilku kul energii przed siebie. Część pocisków miała uderzyć w ziemię. Zasłona dymna, jaka powinna od tego powstać posłuży mu do przemieszczenia się w prawo i od lewego boku przeciwnika zastosować technikę Chou Makouhou. Po stanięciu w pozycji pochylił głowę do przodu żeby wyrzucić z jamy gębowej nagromadzoną energię i ugodzić niespodziewanie. Nie zamierzał oszczędzać mocy i przeznaczył na ten atak pełne zasoby, do jakich zdolna jest ta technika. Jak dotąd walki nie pozwalały mu na zużycie i wyczerpanie się z Ki, więc zamierzał przetestować limit swojej energii.

Occ: Dla własnej satysfakcji będę sobie odejmował zużycie Ki. Chou Makouhou, -546 Ki (4704Ki).
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 48
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Sob Kwi 08, 2017 1:01 pm


Picon był zadowolony z elementu zaskoczenia Fanalisa, który pomysłowo wykonał. Początkowo Picon chciał wykonać facepalma patrząc, jak pociski uderzają w ziemię a nie w niego, ponieważ myślał, że ma coś nie tak z celowaniem. Dopiero gdy powstała kłęba dymu z piasku i kurzu domyślił się, co jego przyjaciel chce zrobić. Mimo zaskoczenia Picon dalej mógł wyczuć bez problemu, w którym miejscu znajduje się Fan, ale przeciwnik bez umiejętności wykrywania energii miałby z początku mały problem.

Picon czekał, aż wyleci z kłęby dymu. Nastawiał się na niespodziewany atak serią ciosów, ale został zmylony. Ledwo co udało mu się zrobić blok rękoma układając je w znak ''X''. Atak był dosyć mocny, co zadowoliło go wykonanie ataku. Stojąc dalej w tej pozycji czekał na dalszy atak swojego brata.

- Atakuj. Nie zatrzymuj się, bo przeciwnik wykorzysta moment. - Powiedział miłym tonem. Wcale nie można było wyczuć od Picona agresji czy złości. Sprawiał wrażenie mocno opanowanego.

Nie czekając dłużej sam zaatakował kierując serię ciosów i kopnięć na przemian. Napierał na Fanalisa, aby spróbował postarać się jeszcze bardziej i go odepchnął, zmusił do defensywy. Następnie wykonał mistyczny atak wydłużając swoją rękę i uderzając otwartą dłonią w gardło przyjaciela złapał go za nie, ale nie na tyle mocno, aby go dusić. Dalej nieustannie wydłużał swoją kończynę, przez co jego sparing partner znalazł się w powietrzu i coraz wyżej się wznosił. W końcu przestał wydłużać swoją rękę i odwrócił się za siebie, po czym wziął bardzo długi zamach, aby grzmotnąć nim o glebę. Jeszcze w tym celu specjalnie zmniejszał długość ręki, aby nadać większemu tempu lotu. Kiedy już nim grzmotnął - przywołał swoją rękę do pierwotnego rozmiaru i zaczął iść po woli w jego stronę. Chciał sprawdzić, czy nie wyrządził tym atakiem większej krzywdy i czy Fan jest dalej na siłach, aby atakować.


OOC:
Mystic atack
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Sob Kwi 08, 2017 9:58 pm

Wtajemniczenie młodego Nameka w sztuki walki nadal było ubogie. Nie tylko mało wiedział o świecie, po którym stąpał, ale nie przypuszczał, że poza czysto fizycznymi starciami może istnieć mentalna więź ze sztukami walki. Wyczuwanie drugiej osoby jak dotąd było poza jego małym rozumem. Dlatego też stoczone dotąd walki opierał na determinacji i sile własnego przekonania. Spryt pozwalał mu na robienie użytku z nabytych umiejętności, a zatem nie wydawał się wtedy taki zacofany i bez doświadczenia. Plan, który udało mu się wymyślić zaraz po oznajmieniu, że ma rozpocząć walkę, spodobał mu się i wplótł w bezkresny czas. Rzeczywistość dokonała się na jego oczach i postawiła pierwszy dość trudny element na jego drodze. Rozczarowanie nie sparaliżowało Fanalisa na tyle, żeby ten nie wiedział, co stało się wkrótce potem. Każdy byłby przekonany, że wystarczająco dobrze rozegra swój ruch i udaremni przeciwnikowi kontratak. Tutaj zdecydowany głos Picona odegrał niebywała rolę.
Fanalis musiał się bronić, z czego nie był zadowolony. Przyjął na tyle odważną pozycję obronną i wystawioną przed siebie gardę, żeby przeciwstawić się precyzyjnym ciosom pobratymca. Napór jaki stworzył Picon, w dodatku niemal bez wysiłku na twarzy, był wielce niezrozumiały dla Fana. W jego ruchach było wystarczająco chaosu, żeby uważać go za niezdarę i żółtodzioba. Chyba po tym, jak bardzo opanowany jest wojownik poznaje się mistrza. Nie chciał jednak dać do zrozumienia, że obawia się różnicy w mocy. Po prostu musiał być niezłomny.
Następnie przyszedł już tylko ból. Nie powstrzymał nadciągającego, dobrze mu znanego ataku. Nie nastawił się na ten punkt i dał się złapać. Pożałował tego przez moment, ale nie podnosił się z miejsca. Zbierał energię na tyle po kryjomu, niczego nie podejrzewając po swoim rywalu. Tylko tak mógł oderwać umysł od rozchodzącego się po ciele cierpienia po upadku. Dał sobie chwilę do namysłu, ale już w trakcie oberwania wiedział, co zamierzał zrobić w dalszej kolejności. Nie poddawać się za żadną cenę. Choćby była to nadal wielka, jak góra małpa. W zasadzie to przetrwał ataki olbrzymiego Małpiszona i mógł być z siebie dumny. Dysponowanie energią taką, jak jego powodowało, że stał się ponadprzeciętny w swojej klasie. Pora to wykorzystać.
Wnet zwrócił się ciałem ku Piconowi, a w zebranej w dłoni energii tworzył się wirujący dysk. Nakręcił go na tyle szybko i na tyle dokładnie, żeby nadal nad nim panować i nie pozwolić na zareagowanie przeciwnikowi. Posłał Kienzan w sam środek brzucha, aby ten przeciął go w pasie. Szykując się na oczywisty unik ze strony przeciwnika przygotował Ki-Blast i wymierzył go w stronę, którą wybierze na odskok. Nie wątpił w swoja wielozadaniowość, ani w to, że dla Picona będzie kolejnym zaskoczeniem pomysłowość chłopaka. W końcu musiał go czymś zająć i nadal próbować równie skutecznie zdominować brata w walce. I na domiar złego sądząc, że nadal ma wszystko pod kontrolą także wydłużył swoją rękę z zamiarem wymierzenia ciosu w nogi Mystic Attack. Złapanie, podcięcie, przetrącenie - cokolwiek zdoła zrobić przy tej prędkości będzie zadowalające.
- To dopiero rozgrzewka, racja? - zapytał humorystycznie, sądząc, że nawet stoicki charakter Picona nie ustąpi temu, że ciało potrzebowało wejść na odpowiedni pułap wysiłku, żeby wytrzymać dalszą potyczkę.
Na koniec ze zwyczajowym dla siebie wyczekiwaniem oglądał wytworzone efekty. Złapał po tym niezłą zadyszkę, przez co nie odmówił chwili na wytchnienie. Nawet jeśli zdaniem Picona nie wypadało dawać przeciwnikowi czasu na reakcję. Nie byłby sobą, gdyby nie wygrał w uczciwej walce, dając obu stronom naprzemienne nakładać presji na rywala.

Occ: Kienzan -796, Ki-Blast -52, Mystic Attack -206 (3650 Ki)
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 48
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Pią Kwi 28, 2017 3:55 pm

Spoiler:
 

Namek chciał zbliżyć się do przeciwnika aby sprawdzić czy nic mu nie jest. Ale ten wykorzystał to i zaatakował go. Kienzan już leciał w stronę Picona, ten wykonał oczywiście unik odskakując w prawo, ale Ki-blast Fanalisa dosięgnął celu i zranił oponenta w bok. Już Mystic Attack leciał w stronę przeciwnika aby go usidlić, ale plan się nie udał. Zielony w białym Gi uniknął pewnie zasadzki i stanął obiema nogami na wydłużoną rękę Fana skutecznie unieruchamiając go. Zaczął wyciągać lewą rękę przed siebie po czym podparł ją prawą. W tej pozycji zostaje naładował i wystrzelił silny atak energetyczny - Ależ oczywiście że to rozgrzewka- Odparł na komentarz swojego przeciwnika i obserwował jak atak powoli zbliża się. Fan miał coraz mniej czasu na uratowanie się, ponadto uwięziona ręka nie pomagała w uniknięciu nieznanego ataku. Teraz przewaga przechylała się w stronę sprawdzającego godność Nameczańskiego wojownika. Brat kiwał głową z zadowoleniem chwaląc plan ataku który wykonał  jasny czułkowaty. Walka zapowiadała się coraz ciekawiej, I  jaka to będzie ta prośba którą Picon chce wystosować do kolegi?

Occ:
Bakurikimaha, unikaj panie Very Happy
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Nie Kwi 30, 2017 4:44 am

Trochę ruchu i nadzwyczajnych mocy potrafiło wprawić istotę taką, jak Fanalis w rewelacyjny nastrój. Rzadko kiedy był poważnie zawzięty, jeśli chodzi o walkę. Raczej sprawiała mu odpowiednią frajdę. Widział w tym sens samodoskonalenia. Tylko ów rozwój pozostał mu do podjęcia. Czuł się odmiennie od swoich braci, którzy zbici w grupie potrafili nawiązać wspólne relacje. Zielony poza walką miał manię do bycia wszędzie i poznawania tego, co obce. Stąd bardzo specyficzne, dotychczas poznane osoby czy przeżyte przygody. Dlatego nieco kontaktu z Piconem pobudziła sentyment, lecz nie skończyła się jeszcze. Ponownie na twarzy Fana pojawiła się nutka zaskoczenia. To jasne, że rywal takiego pokroju pokaże coś niemniej błyskotliwego, co jego tajemnicza postawa. Usidlona kończyna chłopaka za nic nie chciała poruszyć się, a w jego stronę już zmierzał pocisk o nieznanej mu sile. Zdążył zwrócić kątem okaz na postawę, jaką przybierał Picon, bo w dalszej kolejności instynktownie zaczął działać. Nie mógł pozwolić sobie na osłupienie, a tym bardziej nie chciał sprawić sobie niepotrzebnego bólu. Co to, to nie. Żadnej z tego satysfakcji, a opieranie się partnerowi w sparingu już owszem.
Uśmiechnął się na wzmiankę pobratymca. Skoro nie mógł odzyskać z powrotem normalnej długości ramienia poprzez jej powrót, to zamierzał pofatygować się w drugą stronę. Na drodze jednak stała mu przeszkoda, którą miał nadzieję uniknąć. Ominięcie miało polegać na szybkim zanurkowaniu ku podłożu i w tym samym czasie rozpoczęcie skracania ramienia. Przetransportowanie się prosto pod przeciwnika. Chciał skorzystać z chwili, kiedy wzrok Picona był zakłócony przez jego własną technikę, a Fanalis być może zniknął z jego pola widzenia. Gdy już znajdzie się wystarczająco blisko pora zająć się stojącym Piconem i wykonać podcięcie, aby ten zszedł z dłoni Fanalisa. O ile cała akcja była owocna dla młodego adepta, wtedy chętnie poczęstuje czułkowatego brata swoją zwinnością i bezpośrednio wymierzy kilka ciosów dla kontynuacji rozgrzewki.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 48
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Wto Maj 02, 2017 9:01 pm

Plan się powiódł, Fanalisowi udało się wydostać z pułapki i zbliżyć się do sparing partnera. Zadał mu kilka ciosów pozbywając się przeciwnika z ręki, teraz miał je obie wolne, pokazywał swoją zwinność i dalej atakował Picona, ale zapomniał o jednej rzeczy. Skupił się na ataku, a nie pilnował swojej defensywy. Dlatego po kilku udanych ciosach Fan otrzymał silny cios w szczękę który sprowadził go do parteru [przewrócił się]. Ten odskoczył i rzekł - Myślę że się nadasz, ostatnia runda, zobaczymy kto wygra Odparł oponent i ruszył w kierunku wroga, teraz nastąpi ostateczna konfrontacja w walce wręcz. Pic był silniejszy, ale szybkość stała po stronie Fanalisa, teraz któryś z nich musi lepiej wykorzystać swoje atuty w walce i dosięgnąć przeciwnika, wbrew pozorom obydwa te atuty były potrzebne. Ktoś kto jest silny ale wolny, ma słabe szanse na trafienie kogoś szybszego, a ten drugi z kolej może mieć zbyt słabe ciosy aby zrobić poważną krzywdę silniejszemu i pewnie wytrzymalszemu. Przeciąganie tej walki byłoby na korzyść siłacza. Starcie pomiędzy nameczanami dobiegało końca. Jeszcze kilka chwil i wszystko się okaże. a potem połączą siły w innym celu.


Occ:

Finał walki, możesz wygrać Very Happy
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Sro Maj 17, 2017 3:26 pm

Decydujące starcie? Niewyobrażalnie ekscytujący moment, napinający nerwy do granic możliwości i powodujący presję, która łechtała ciało po całym wnętrzu. Ważne było zachować spokój i kierować się rozsądkiem. Odrobina braku kontroli także wchodziła w grę. Słowa Piccona wyraźnie wskazały i skierowały chłopaka ku temu, żeby nie ograniczać się na zapas. Wystarczyło spełnić jego oczekiwania? W żadnym wypadku. Jeśli jego pobratymiec zamierzał poważnie go atakować, wtedy zrobi to samo. Obroni się albo wyprowadzi odpowiednią ku przeciwnikowi kontrę. Wystarczyło wspiąć się na wyżyny własnych umiejętności.
Wykrzesał z siebie całą moc, na jaką było go stać. Nigdy nie spotkał się z potrzebą używania połowy energii i uszczuplenia siły ataku. Czuł się dobrze będąc szybkim i zwinnym, przez co tracił na sile. Niemniej poprzez ćwiczenia stawał się równie wytrzymały, żeby znosić ciosy, które go dosięgną. Serce podpowiadało mu, aby iść w tym kierunku, a na pewno przeżyje świetne i intensywne życie. Parę wymian z nowym znajomym podpowiadały, że nie warto bezmyślnie testować nieodpowiednich ruchów. Wiedział czym nad nim góruje, a jakie są te słabsze strony. Dlatego, gdy tylko Pic zaczął natarcie Fanalis skupił się i zmienił nastawienie o sto osiemdziesiąt stopni. W głowie snuł warianty obronne i ofensywne. Mógł spodziewać się bezpośredniej walki wręcz, która raczej skazała by go na łaskę przeciwnika. Jedynym wyjściem było przechytrzenie go odpowiednim unikiem. Więc gdy tylko zauważy, że Pic zamierza działać tylko poprzez zwykłą siłę fizyczną, wtedy odpycha go Kiaiho. Zachowując potrzebny mu do działania dystans. Następnie wyskakuje w górę, posiłkując się lataniem, żeby być gotowy na unik. Obliczając trajektorię swego wyskoku działa dopiero, gdy znajdzie się dwa metry nad nim. Zmiana pozycji miała służyć dezorientacji, a kupienie sobie czasu Fan chciał wykorzystać na Eye beam. Udane sparaliżowanie przeciwnika da mu szansę na zadanie mu ciosu potrzebnego do kapitulacji. Miał taką nadzieję. Wtem ląduje za swoim celem i kumuluje ki do zastosowania Chou Makouhou.
Gdyby jednak w pewnym momencie szybowania miał przebłysk instynktu i zauważył, iż mimo jego działań Pic zamierza użyć jakiejś nieznanej mu i groźnie wyglądającej techniki energetycznej, wtedy Fanalis momentalnie sam stosuje swoją bezwzględną obronę w postaci wytworzenia dookoła siebie Berierre.

Ooc: Kiaiho -20% atak fizyczny, Chou Makouhou -420, Eye Beam -30% energii przeciwnika + 53 (3177 Ki)
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 48
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   Wto Maj 23, 2017 3:48 pm

Wszystko ułożyło się tak jak sobie  wymyślił  Fanalis w swojej głowie, jego strategia została w pełni wypełniona co do joty . Odepchnął go Kiaiho, zaatakował dwiema wręcz podręcznikowymi technikami przedstawicieli planety Namek, Bariera osłoniła go przed kontrą drugiego zielonka. Bogini zwycięstwa tym razem była mu przychylna.  Pic pokonany leżał na ziemi i odpoczywał. - Dobra robota, wygląda na to że nadasz, jutro wyjaśnię ci wszystko, a teraz odpocznij. Powiedział do swojego kompana. Wcześniej tego nie zauważyli, ale walcząc czas naprawdę szybko mijał. Oboje wojowników było już zmęczonych walką. Ale chyba woleliby odpocząć przy ognisku w przyjacielskiej atmosferze niż tak spać na gołej ziemi bez niczego. Przeciwnik Fana wpadł na to wcześniej i chcąc nie chcąc wstał. - Co ty na to  aby rozpalić ogień? Będzie cieplej i stworzy to taki przyjemny obozowy klimat. Pomożesz? Zapytał po czym poczekał aż ten drugi będzie przygotowany i razem ruszyli. Jeśli natomiast namek w płaszczu  z zakrytą głową uznał że ma to gdzieś i nie ruszy swoich czterech liter to Picon wzruszył ramionami po czym sam udał się w nieznane.  Powoli zbliżał się czas dowiedzenia się co się tutaj właściwie dzieje, i co trzeba zrobić.

Occ:

Odpoczywacie po walce, albo pomagasz Piconowi, i możesz tutaj się popisać tym co się będzie działo w czasie tego wszystkiego, albo od razu zasnąć a czas przyspieszy do później.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Równina Trivarro   

Powrót do góry Go down
 
Równina Trivarro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: