Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wioska Dwugwiezdnej kuli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Maj 30, 2012 5:31 pm

First topic message reminder :

Mieszkający tu Nameczanie specjalizują się w leczeniu i uzdrawianiu. Trafiają tu już najmłodsi, wykazujący talent w zakresie tej dziedziny  Z drugiej jednak strony, silnych wojowników jest tu jak na lekarstwo. Rządy sprawuje Mung - jest w stanie zdiagnozować niemal każdą chorobę i skutecznie ją wyeliminować.



Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Sro Kwi 16, 2014 1:13 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Van'D



Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 28, 2017 9:05 pm



" Zrobiło się nagle złowrogo... Do tej pory obecność demona przyprawiała nameków o niechęć ale teraz przybyło coś znacznie gorszego... Jakby coś próbowało się przedostać do ich wymiaru... Co za stwór potrafiłby w taki sposób się poruszać... Planeta naprawdę się zmieniła, było tu coraz więcej dziwactwa..."

Wioska powoli pogrążała się w chaosie, najpierw nieoczekiwana wizyta demona namieszała wokół zielonych. Później dalsze wydarzenia jakie miały miejsce aż do najdziwniejszego obrazu jaki widziały oczy demona. Trudno było opisać to zjawisko, jakby w jednym punkcie zrobiła się wyrwa, przerażający widok dla wszystkich zebranych. Ziemia znów się zatrzęsła i masa tubylców straciła pewny grunt pod nogami. To była szansa którą mógł wykorzystać demon do uwolnienia się z magicznej bańki, więzienia w jakim starcy trzymali go jakiś czas.  
- Moja kolej ! ! !...
Wojownik momentalnie otrzeźwiał gdy tylko pojawiła się szansa na skuteczny atak, stanął na równe nogi i przyjął pozycję do ataku. Skupienie tubylców na chwile się rozmyło i bariera była o wiele słabsza, był wstanie się przebić. Van zaciskając pięści skupił wszystkie możliwe siły, aura wystrzeliła w górę unosząc jego włosy. Z szyderczym uśmiechem podszedł do bariery i uderzył w nią z całej siły, patrząc jaki uzyskał rezultat. Każdy grymas na twarzy starców był dla niego powodem do dumy, z każdym następnym ciosem przyspieszał aż widać było już tylko rozbijające się uderzenia. Bańka trzęsła się pod natarciem mrocznego. Czuł ze zaraz się wydostanie i będzie mógł czekać na rozwój wydarzeń.

" Demon zdawał się cieszyć z obrotu sytuacji, rozbijając wątpliwą już wolę nameków którzy rozpaczliwie starali się podtrzymać więzienie energetyczne... Chociaż Vana interesowało już tylko dziwne zjawisko... Kątek oka obserwował przebieg sytuacji..."

Białowłosy bawiąc się z uporem nameków obrócił głowę w stronę zielonego wojownika i grubasa, który pewnie niedługo zginie. Patrząc na nich widział że strach zaczyna gościć w ich sercach a był to bardzo dobry znak.
- Zaraz się wydostanę... Tamto coś również się przebije... Co zrobisz Nameku, będziesz wstanie obronić swój lud tym razem... A może ty grubasie, jeszcze nie uciekłeś... Czeka Cię śmierć, jakie to uczucie... Hahaha....
Słowa demona były przesiąknięte zadowoleniem, widząc jak cała wioskę ogarnia niepokój sam czekał na dziwnego przybysza. Natura Halfa domagała się walki, czekał tylko aż ściana dzieląca wymiary pęknie. Myśl że zaraz może rozpocząć się prawdziwa rzeź dodawała mu tylko większej satysfakcji a on sam nie przerywał ataku, rozbijał pięści o barierę.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Mar 30, 2017 12:12 pm

muzyka:
 

Niebieskawy bąbel wpadł w silne drgania pod wpływem uporczywych uderzeń demona. Energia ciosów przemieszczała się falą prosto do szponiastych rąk klękającyh starców. Wszyscy trzej zajęczeli z bólu. Zacisnęli oczy, zagryźli zęby i syczeli, próbując utrzymać tymczasowe więzienie. Trzęsienie ziemi jednak nie stępowało. Błyski wychodzące z niewidzialnego epicentrum przeradzały się w błyskawice, które z ogromną siłą biły w ziemię, wypalając nieregularne kształty na ubitym klepisku. Dzięki młucenia sierkierą stawały się w końcu coraz głosiejsze. Wgryzały się w uszy wiercąco.

Nagle przestrzeń rozszczepiła się, jakby ktoś przedarł płótno rzeczywistości. Wstrząsy ustąpiły, a na ich miejsce silne porywy wiatru zaczęły wsysać wszystko na swej drodze. W powietrze uniosły się tumany kurzu. Kawałki miękkiej twawy wyrywały się z korzeniami i wędrowały w jedną wielką czarną dziurę podobną do trąby powietrznej.

Wszyscy padli na ziemię w momencie. Bariera okalająca Vana zanikła. Każdy próbował wbić pazury w glebę, by nie dać się wessać do środka niewiadomej. Podmuch był na tyle silny, że dwóch starców nie zdołało się utrzymać. Z krzykiem jeden po drugim zostali wpuszczeni w ciemność. Przez chwilę słuchac jeszcze było ich jęki, które wkrótce zanikły. Reszta z trudem usiłowała wyjśc poza obręb tornada, utrzymując się tylko na rękach, jakby wsponali się po podłożu. Dodatkowo ich ciała zaczęło coś nacinać w różnych, przypadkowych miejscach. Jakby żyletką robiło krótkie, głębokie nacięcia.

OCC
Drogi Vanie, nie masz aury w swoich technikach ^^
Picco Grubas jest teraz w jednym z domków. Pisałam, że sobie poszedł.

Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Mar 31, 2017 5:27 pm


" Nareszcie był wolny... Mimo wszystko nowe zjawisko jakie ujawniło się na środku wioski, starało się to zmienić... Demon na moment zapomniał o zemście na zielonych, musiał szybko reagować... To Coś zaczynało się rozprzestrzeniać i zadawać obrażenia..."


Całe zbiorowisko padło na ziemię aby tylko nie dać się wciągnąć w dziwne przejście. Van nie rozumiał czy to jakaś technika, być może to tylko dziwne zjawisko ale same się nie wywołało. Należało być ostrożnym zwłaszcza przy obecnym poziomie mocy który nie pozwalał rozwinąć skrzydeł. Demon nie miał zamiaru zostać dłużej w zasięgu groźnego tornada i szykował plan do zwiększenia dystansu. Bariera która więziła wojownika przestała już istnieć, trzeba było ruszyć do akcji jak najszybciej. Jeśli wir porwie i jego, to nie będzie powrotu, głos starców zanikł całkowicie gdy tylko zostali wessani. Była jednak opcja żeby się uratować z tego całego przedstawienia i to dość odważna.
- Hahaha...Zaczynamy zabawę...
Białowłosy poczuł skok adrenaliny i ruszył do próby wydostania się z zagrożenia jakim był tajemniczy napastnik. Dobrze wiedział że wcześniej otoczyli go tubylcy gotowi zaatakować teraz można było to wykorzystać. Wybrał tego który stał przed nim i również walczył o utrzymanie się na ziemi. Demon skupił pokłady energii skupionej w bardzo szybkim tempie, na ile było to możliwe. W głowie pojawił mu się prawdziwie diabelski plan.

" Odpuścił... Dał się ponieść technice wroga... Ale na jego własnych zasadach chciał się znaleźć obok zielonego... Mogło się to wydawać aktem, najgorszego występku jakiego można dokonać na polu walki... Van podkurczył nogi i wleciał z całym impetem na opierające się ciało nameka... Wiedział że wyśle go na pewną śmierć takim czynem... Nie przeszkadzało mu to... Ich lud i tak nie jest nic więcej wart... Gdy tylko zetknął się z tubylcem, uwolnił zgromadzoną Ki i wystrzelił się jak z procy w przeciwną stronę..."

Akcja ostatniego ratunku w wykonaniu Demona, przebiegła i odsłaniająca prawdziwą naturę mrocznego. Nie miał skrupułów wbić się w niewinnego tubylca i dzięki impetowi uderzenia posłać go prosto w wyrwę między wymiarami. Sam stosując technikę dawno mu znaną do odbicia się w przeciwną stronę. Musiał maksymalnie zwiększyć prędkość a ta sztuczka mogła zadziałać, ofiara oczywiście była naturalnie potrzebna.
- Żegnaj Nameku...!!!
Białowłosy postawił wszystko na ten jeden ruch, jeśli braknie mu szybkości lub coś się nie uda prawdopodobnie tornado wciągnie i jego. Nie miał zamiaru czekać na śmierć, będzie się chwytał każdej szansy na przeżycie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sob Kwi 01, 2017 5:41 am

Pogoda ducha była u Fanalisa czymś naturalnym, a przynajmniej tak się w pierwszej chwili zdaje. Zawsze wolał okazywać entuzjazm, żeby nie martwić się innymi, napływającymi do głowy emocjami. Nie powodowało to jednak, że nie umiał okazywać empatii względem jakiejkolwiek sytuacji. Ktoś o jego postawie był ku temu najlepszym dowodem. Zaczynał już traktować Picona, jako kogoś w rodzaju mentora, a na pewno osobę o wiedzy godnej mistrza. Nie przychodziło mu to do głowy od razu, nie było oczywistym dowodem. Po prostu stoicki temperament każdego Nameka mógł na taki wyglądać. Jak dotąd ucieszył się, że poznał imię pobratymca i jego życzliwość względem siebie. Na początek tyle wystarczało. Więcej zdobywa się na przestrzeni całego spotkania.
- Cała młodość jeszcze przede mną. I wiele medytacji, dzięki którym wzmacniał swoje Ki. - odparł wesoło zaraz po mądrej wypowiedzi Pico i z namysłem dodał.- Czy da się sprawdzić, jak duży jest ten “potencjał”?
Wprawdzie przez swoją słabą predyspozycję, co do siły fizycznej mógł wiele wywnioskować, ale z powodu ciekawego zaangażowania się starszego brata mógł zasięgnąć jego opinii. Talent poznaje się szybko, gdy wszystko, za co się zabierasz sprawia ci łatwiznę. Dlatego Fanalis nie zaliczał się do grona geniuszy. Był sobą w całej krasie i dążył do sukcesu przelewając pot oraz wierząc marzenia.
Gdy tylko został poprowadzony przez Piccona w mniej znaną sobie stronę zareagował zaskoczeniem. Odwrócił głowę w przeciwną stronę, jakby chciał go od czegoś odwieść. Nie trwało to długo, aby ponownie wrócił wzrokiem i patrzył przed siebie. Właściwie to czemu by nie, pomyślał ostatecznie na decyzję pobratymca. I tak nie wiedział, co mógłby jeszcze zrobić w Dwugwiezdnej wiosce. Cała interakcja w osadzie zakończyła się, jak tylko został wyleczony i wódz poznał Somę. Od tego momentu uciął sobie niezły odpoczynek, nad którym zaczął się zastanawiać po słowach Piccona. Nie traktował już tego, jak coś poważnego. Wraz z pobudką umysł nie zastanawiał się, przynajmniej jego. Ktoś pokroju mędrca zapewne analizuje przez długie godziny swoje sny, ale gdzie jemu chciałoby się marnować czas i energię, żeby cokolwiek z tego wywnioskować. Natomiast nie wiedzieć czemu Piccon był przekonujący, co do poznania jego myśli.
- Każdy ratował planetę przed wrogiem i mnie zdarzyło się otrzeć niemal o śmierć w walkach z Małpoludami. Do tego na swojej drodze spotkałem paru potężnych wojowników, Changelinów czy Sayian. Detektor pokazał mi niezwykle dużo jednostek. - pochwalił się swoim pierwszym urządzeniem, jakie dostał podczas swych podróży. Traktował to jako coś wyjątkowego, bo przecież żaden Namek nie był skłonny do obcowania z gadżetami różnej maści. To raczej sprawka Changów, którym w krew weszło majstrowanie i przewyższanie w tym kogokolwiek innego. Nie uważał, że jego rasa jest prymitywna, bo przecież, jak dotąd radzili sobie przeciwko Changelingom tak samo dobrze. Ścieżka jaką obierali zwyczajnie pasowała do zielonych. Naturalna asymilacja z otaczającym ich klimatem planety.
- Moje sny? Głównie przerażające momenty z walk. W jednych wizjach jestem sparaliżowany przez strach, a innym razem budzę się z myślą, że musiałem zabić aby pokonać przeciwnika. - przedstawił krótką formę nawiedzanych go koszmarów. Przeżycia podczas najazdu były jego pierwszymi, poważnymi, które, jak dotąd mu się przytrafiły. Nawet wtedy, gdy wyzwolił w sobie barierre nie przypominał sobie nic straszniejszego.

zt. > podróż do Równiny Trivarro.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 05, 2017 4:56 pm

Muzyka obowiązkowa:
 

Złowieszcza czarna dziura wsysała w swoje trzewia wszystko co tylko znalazło się w obszarze jej niewidzialnych macek. Tumany kurzu biły w oczy, kępy traw wyrywały się z korzeniami i leciały w nicość. Nameczanie i jeden demoni pomiot walczyły o życie. Gdy w grę wchodzi być albo nie być, wybaczyć można wiele. Każdy łapie się ostatniej deski ratunku, czasem jest to nawet niechybnie ostra brzytwa... Jak wiele można w takich okolicznościach wybaczyć? Przepchnięcie się przed innych? Nie zważanie na resztę? Chyba tak... Ale... czy można wytłumaczyć skok na czyjeś barki i odepchnięcie się od nich jako akt ratowania siebie? Demon jednak tak właśnie uczynił. Na oczach wszystkich Nameczan z impetem uderzył w ciało jednego z wojowników.

-Aaaa!! – zakrzyknął. Jego paznokcie wbiły się w ziemię, łamiąc się jeden po drugim. Piach wgryzał się pod ich płytkę. Ten ból nie miał jednak znaczenia. Mężczyzna walczył. Próbował jak tylko mógł utrzymać się. Gdy dotarło do niego, że to niemożliwe, otworzył szeroko oczy z przerażeniem. Bicie jego serca brzęczało w uszach demona, gdy mężczyzna puścił całkiem uścisk i poleciał w stronę czeluści...

- Żegnaj Nameku...!!!

Złowieszcze słowa Vana rozległy się wokoło z siłą, jakiej sam się nie spodziewał. Świadkowie zdarzenia na chwilę obrócili swe twarze w jego kierunku. Ich oczy wyrażały smutek i strach. I żal, że nie mogli nic na to poradzić. Zmobilizowali się do większego wysiłku, by jakoś wyjść poza obręb wciągającej ich siły.

Demon tymczasem, wykorzystując prawa fizyki na swoją korzyść, wystrzelił w przeciwnym kierunku. Pomogło mu to przebić się kawałek dalej. To było jednak wciąż za mało, by uwolnić się poza promień rażenia czarnej dziury. Przed sobą miał nogę największego Nameczanina, z którym wcześniej rozmawiał. Paraliż jego ręki ustąpił, więc mógł piąć się siłą mięśni. Gdy już sądził, że zaraz wywlecze się w bezpieczną strefę, poczuł czyjś uścisk na swojej łydce i ciężar, pchający go z powrotem. To był Van.

W międzyczasie część osób w wiosce wybiegło z budynków, w tym Picco, aby zobaczyć, co się dzieje. Stali przerażeni i zwątpieni, widząc już tylko jednego starca, wojownika i obcego demona, walczących o przeżycie. Podobnie z ukrycia wyszedł, w asyście Soprana, pewien mężczyzna w średnim wieku. Był wprawdzie krępy, ale dobrze umięśniony. Omiótł okolicę krytycznym spojrzeniem i nie czekając ani chwili, skierował rękę w stronę wiekowego Nameka. Ten zaczął powoli unosić się w powietrzu, ale wciąż nie wylatywał poza obręb czarnej dziury. Na zmarszczonym czole wyciągającego go za pomoca telekinezy mężczyzny wystąpił pot. Zacisnął oczy i zęby w silnym skupieniu. Moc czarnej dziury była za silna, by mógł z łatwością wspomóc ofiary.

OCC:Hej Van, wybacz, że tak późno. Miałam kiepsko w pracy.



______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 05, 2017 9:18 pm



" To co przygotował demon nie wystarczyło... Mimo wszystko wciąż znajdował się w morderczym uścisku tajemniczego przybysza... Wiatr się wzmagał i wszyscy w jego zasięgu powoli opadali z sił... Demonowi pozostała ostatnia przeszkoda do pokonania... Albo zielony zginie zabrany przed ów morderczy portal albo Van będzie musiał zginąć... Wybór był oczywisty... Ten lud musiał upaść..."

Mroczny zdawał sobie sprawę że ostatnim ruchem posłał tubylca na śmierć, nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Wybór był zawsze oczywisty, zero litości dla słabych, został sprowadzony aby dokonać zemsty. Wojownik czuł jak strach powoli zakrada się w serca nameków, wszystko sprowadzało się do tego jaką tak naprawdę byli rasą. Z szyderczym uśmiechem czuł radość w środku mogąc widzieć ich upadek, niemoc i przypieczętowany los. Dopiero wtedy pojawił się najprawdopodobniej wódz wioski wraz z grubasem który wcześniej szydził z demona w niedopuszczalny sposób. Nadszedł czas na kolejny cios dla tej miękkiej rasy, tym razem miał uderzyć prosto w czuły punkt.

" Białowłosy... Słynął z desperackich posunięć tym razem posunął się o krok dalej niż poprzednio... Zemsta kierowała go taką a nie inną drogą... Zada ostatni cios tubylcom..."

Widząc przed sobą ostatnią przeszkodę w postaci zielonego, tego samego któremu unieruchomił wcześniej ramię. Demona wypełniła momentalna radość że jego słowa spełnią się szybciej niż myślał i nie mógł sobie odmówić ostatniego słowa w stronę przeciwnika.
- Mówiłem twój lud upadnie... To pierwszy cios... EYE BEAM...!!!
Van dobrze znał tą technikę, miał okazję używać jej podczas walki z grupkami ogoniastych, zawsze działała. Trzymając nogę nameka był pewien że ten mu nie ucieknie a promień rozbije w nim ducha walki. Oczy zapłonęły nagromadzoną momentalnie Ki a strzał wymierzony w plecy miał tak krótką drogę do przebycia. Gdy tylko ciało tubylca znieruchomieje jego los będzie przesądzony. Białowłosy zdawał sobie sprawę że wódz nie będzie wstanie uratować dwójki w obecnej sytuacji i to tylko potęgowało jego radość. Bezradność wkradnie się w ich szeregi a sam przywódca będzie musiał wybierać którego z rodaków bezpiecznie wyciągnie poza wir. Nie zastanawiając się długo Demon starał się wydostać poza zasięg przyciągania. Nie miał już przed sobą żadnej przeszkody. Zbierając wszystkie siły ruch za ruchem podciągał się ku wyjściu. Jego mięśnie pracowały pełną parą, wydzierając go z objęć śmierci. Musiał rzucił kolejnego zielonego na śmierć dzięki technice aby zająć resztę nameków. Teraz spokojnie się wydostanie i przygotuje go kolejnego ataku, mimo wszystko odczuwał niedosyt że nie ma tutaj fridge'a. Ten gad na pewno dołożył by coś od siebie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Kwi 07, 2017 4:54 pm

Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Białka oczu demona powoli zapełniały się czerwoną energią niczym kielichy napełniane czerwonym winem. Moc kipiała z nich, wystrzeliwując przedwcześnie raz po raz iskrami wywołanymi nadmiarem kumulowanej wiązki. Jej poziom  wzrastał i wzrastał, aż w końcu znalazł ujście z rozszerzonych źrenic. Dwa świetliste promienie oświeciły twarz radującej się w duszy, nieludzkiej istoty, ujawniając czerń osaczającą jej poszarpanej duszy. Stworzenia skrajnie odmienne, żyjący w pokoju Nameczanie, jak jeden mąż zaczerpnęli powietrza, w napięciu obserwując, jak oba słupy KI docierają wprost na plecy ich rodaka...

- WraaaaAAA!!! – ryknął wojownik, gdy przez jego ciało powoli przenikała KI. W ułamkach sekund przemierzyła całe jego ciało, docierając do wszystkich członków. Głos uwiązł mu w gardle, palce zesztywniały i puściły uścisk.

- NNIIEEEeee!!!! – jeden z Nameczan, młody chłopiec, wybiegł przed szereg ze łzami w oczach. Nie zważając na nic i na nikogo podbiegł bliżej okręgu. Jego ręce wystrzeliły niczym gumy, mając na celu złapanie rodaka. Gdy już go chwycił, nie był w stanie utrzymać ciężaru ich obojga. Zachwiał się na nogach, aż padł na ziemię. Szorując po ziemi wjechał w obręb trąby powietrznej.

Używający telekinezy Nameczanin otworzył szeroko oczy, widząc całą scenę. Przekierował jedną rękę w stronę dwojga kolejnych rodaków, lecących w stronę centrum wiru. Padł na kolana i zaryczał wściekle. Całe jego ciało zaczęło drżeć z wysiłku. Wojownik i dziecko niemalże wpadli do środka, lecz w ostatniej chwili niewidzialna ręka wstrzymywała ich przed niechybną śmiercią. Nie była jednak w stanie wyciągać ich poza obręb cyklonu.

- Leć... yhhh... aaa!  Leć po Kazoo... – wysyczał Nameczanin, stosujący telekinezę. Sopran natychmiast wzbił się w powietrze i odleciał w dal.

- Ty sukinsynu! – kolejny z Nameczan, średniej budowy, nastoletni chłopak, również podbiegł bliżej. - CHOU MAKOUHOU! – zakrzyknął. Z jego ust wystrzeliła wiązka energii, która... już za chwilkę... za kilka sekund... miała dotrzeć do Vana, niemalże w momencie, gdy jego ręka sięgała w bezpieczną strefę...

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Kwi 07, 2017 11:01 pm



" Rozpoczęła się walka o każdy centymetr drogi do wolności... Zieloni nie zamierzali odpuścić, bez wątpienia akt jakiego dopuścił się mroczny, mocno ich zabolał... To jednak nie był koniec, demon wiedział że jest wstanie wyrządzić jeszcze większe zło tej rasie za to w jaki sposób ów grubas śmiał się do niego odezwać... Van uśmiechnął się na samą reakcję wodza wioski, to będzie idealna lekcja dla nich wszystkich... "


Cała wioska stanęła do walki gdy tylko białowłosy posłał kolejnego tubylca na śmierć w objęcia wiatru. Tajemnicza postać wciąż zostawała w ukryciu a jej olbrzymia siła nadal przyciągała wszystkich w wyrwę wymiarową. Demon nie mógł się doczekać finału całego tego spektaklu a do tego zieloni przeszli do ofensywy. Ostatni ruch wojownika musiał podziałać na nich jak płachta na byka, tym razem podjęli otwartą próbę ataku. Problemem nameków nie był brak umiejętności czy chęć do walki, oni po prostu byli bardzo emocjonalnym ludem. Walczyli tylko wtedy kiedy musieli a w większości przypadków bronili się do ostatniego wojownika. Van pochodził z rasy która uwielbiała podbijać i dziesiątkować wroga w każdej możliwej dysproporcji sił. Nie liczyło się nic prócz chwały, śmierć albo zwycięstwo. To zmieniało szalę zawsze na korzyść ogoniastych, nie bali się śmierci, do tego zostali stworzeni, umierać z honorem.
- Zaczynacie rozumieć... Ale to jest już bez znaczenia...
Gdy tylko pierwszy z nameków złamał się do ratowania pobratymca, białowłosy wiedział że znów złamał w nich jakąś część. Byli wstanie oddawać za siebie życie ale nie potrafili o nie walczyć od początku. Następny postanowił otwarcie uderzyć na Demona jedną z technik znaną tylko zielonym. Van był już o wyciągnięcie ręki, mógł zaraz być bezpieczny, jednak tubylec postanowił to pokrzyżować. Zgromadził siły skupione i cisnął zabójczym promieniem prosto w mrocznego. Była by to idealna decyzja gdyby nie to że głupiec dał się w ten sposób tylko wykorzystać. W oczach demona błysnął promień zwycięstwa, wiedział co zrobi i jak skorzysta z przychylnego czynu nameka.
- Otwórzcie szeroko oczy...
Zaśmiał się i sam skoncentrował pokłady Ki w jednej z dłoni, nie potrzebował ich dużo, tylko odrobinę.  Doświadczenie podsunęło mu pewien pomysł. Chloroplastów łatwo było oszukać, zagrać na ich emocjach i pchnąć do błędu. Atak energetyczny wcale nie musiał być silny mimo to mógł się przydać mrocznemu do pewnej sztuczki. Białowłosy zebrał cześć sił aby odpowiedzieć pojedynczym pociskiem skierowanym wprost na falę wroga. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to że obie Ki zetkną się zaraz przy demonie tworząc wybuch. Fala uderzeniowa powinna wyrzucić dawnego halfa poza zasięg działania wiru i może nawet dalej. Idealna okazja aby przykryć swoją obecność za eksplozją a siła kolizji pocisków wyrzuci demona daleko. Cwaniak doskonale zdawał sobie sprawę że nowe komórki potrafią same się regenerować za pomocą Ki, idealnie odbudowując całe ciało. Nie pozostało nic jak tylko spróbować szczęścia. Jeśli się tylko uda, mroczny będzie wstanie uciec zanim tubylcy sprowadzą posiłki i zrobi się naprawdę groźnie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Kwi 10, 2017 4:07 pm

Snop śmiercionośnej energii wydobywał się z paszczy Nameka i leciał prosto w stronę demona niczym laserowa wiązka. Van nie miał zbyt wiele czasu na reakcję. Odczepił jedną rękę od ziemi. Wygenerował na szybko kulę energii. Gdy już niemal miał zostać porażony przez atak energetyczny swojego przeciwnika, wypuścił pocisk. KI spotkały się ze sobą i...

Snop światła oślepił wszystkich. Nastąpił wybuch. Całkowita dezorientacja. Demon czuł tylko, że jego pazury nie utrzymają go dłużej przy ziemi. Że wyrzuca go paląca niczym ognie piekielne energia. Był jak szmaciana lalka. Powiew wiatru przeszył jego ciało. Za chwilę uderzył całą siłą w trawę. Zaparło mu dech. Turlał się jeszcze przez chwilę.

Po chwili Van otrząsnął się, a adrenalina przestała działać. Do jego ciała zaczęło dochodzić to, co działo się jeszcze przez ostatnich parę minut. Całe jego ciało poszarpane było niczym żyletkami i krwawiło. Mięśnie drżały od najmniejszego wysiłku, wykończone zmaganiem się z czarną dziurą. Uderzenie od upadku wywołało silny ból w okolicy żeber, które być może zostały pogruchotane.

Gdy skierował wzrok w stronę wyrwy w przestrzeni, zauważył, że siła wybuchu wyrzuciła poza obręb i innych Nameczan. Kilka osób pochylało się nam znieruchomiałym starszym dziadkiem i dzieckiem. Obaj nie otwierali oczu. Gdzieś w tle słychać było lament i płacz. Używający do tej pory telekinezy mężczyzna klęczał i opierał się rękami o ziemię. Oddychał głęboko. Natomiast w stronę Vana zbliżało się dwóch młodzieniaszków...

OCC: Van -500 HP (proszę o uwzględnienie w profilu)

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Kwi 10, 2017 5:14 pm


" Piękno walki znów wisiało nad wioską zielonych... Rozbłysło ogromne światło, które objęło demona ciskając nim w dal... Czysta, żarząca się Ki wręcz rozrywała mroczną sylwetkę raniąc dotkliwie każdą część ciała... Demon zawsze uznawał tego typu ataki za objaw słabości... Mimo to atak zmiótł go z powierzchni ziemi..."


Ktoś oglądający z boku całe zajście uznałby sytuację za opłakaną a samego demona skazał na śmierć. Nic bardziej mylnego, Van zaciskał mocno dłonie w akcie nienawiści, nie był wstanie wybaczyć takiego ataku. Uznawał wszelkie ataki energetyczne za oznakę słabości i upośledzenie bitewne a zieloni, ich magiczne sztuczki działały mu na nerwy. Mimo to wciąż nie był wstanie pozbierać się po tak brutalnej technice. Rażony żywym ogniem nie był wstanie zebrać się na równe nogi, całe ciało odmawiało posłuszeństwa. Ból przeszywał każdy mięsień, głęboko, zbyt głęboko aby mógł zebrać się w sobie i odpowiedzieć. Chciał przekląć tę rasę ale momentalnie usta wypełniły się krwią a on sam splunął na ziemię będąc w jeszcze większym szoku.

" Podparł się na kolanach... Później dłonie dotknęły ziemi choć niepewnie... Ręce drżały ale została im jeszcze wola walki... Puste spojrzenie wciąż schodziło się w jeden punkt, czas lekko zwolnił a zmysły mieszały się... Mimo to poczuł zimny podmuch na twarzy, ale nie oznaczało to zbliżającej się śmierci... Choć wiatr wył w uszach, nadal starał się podnieść, chciał walczyć o życie ze wszystkich sił... Musiał znaleźć miejsce...Gdzieś gdzie odrzuci ból i znów tchnie energię w ciało... Strój niewątpliwie mu ciążył więc zerwał postrzępioną szatę... Odsłaniając górną część ciała... Trzęsące się nogi znów musiały podołać próbie... Wstał..."

Białowłosy wyglądał na poważnie rannego, nie było miejsca z którego nie sączyła by się krew. Mimo to starał się otrzeźwić zmysły, wiedział że da radę. Ręce wisiały bezwładnie jeszcze jakiś czas a on sam mógł tylko unieść wzrok widząc kto już nadciąga w jego kierunku. Tubylcy nie pozostawili mi wiele czasu, nie minie chwila a dwaj młodzicy zaraz znajdą się w zasięgu ataku. Mroczny odkaszlnął i utrzymując wzrok szacował odległość wroga.
- Nie zginę tutaj... Fridge... Szkoda że tego nie widzisz...
Nabrał powietrza w płuca potęgując ból który już teraz był nie do opisania. Pozwolił jeszcze na chwilę dać odetchnąć mięśniom i tchnął w nie swoją Ki. Czuł jak przeszywa go drugie życie, leczy najpoważniejsze obrażenia. Pozwala na nowo odbudować szkielet i daje mu szansę na stawianie dalszego oporu. Piękno tej techniki, miał nadzieję ze nie raz odczuje jej wspaniały efekt. Przyszedł czas próby.

" Zrobił krok przed siebie... Twarz demona na nowo stała się nieprzenikniona... Był gotów stawić czoło młodym przeciwnikom... Przyjął postawa bojową i czekał aż rozpocznie się atak... Nie miał prawa do błędu..."

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Kwi 11, 2017 4:54 pm

Muzyka obowiązkowa:
 

Dwóch nastoletnich Nameczan biegło w stronę powalonego demona. Obserwowali, jak ten ociężale i drżąco podnosił się na rękach. Z trudnościami spoczął na kolanach... zgrabiałą ręką chwycił się za koszulę i jednym ruchem zdarł ją ze swojego umięśnionego ciała. Oczom zbliżających się chłopców ukazała się pocięta i krwawiąca sylwetka. Powstał z trudem z ziemi...

Nagle jego ciało spowiła obrzydliwa, bordowo-czerwona aura. Smagała jego ciało jak smakujące krwawe rany szatańskie języki. Gdy prężył swe obnażone ciało pomimo bólu, rany zaczęła zasklepiać się, a jego oczy wypełniać przerażającą energią. Nie minęło pięć minut, gdy stał już niemal pełny sił przed młodzieniaszkami.

Ci zatrzymali się w pół kroku jakieś 50 m metrów od przeciwnika. Spojrzeli po sobie. Odczekali chwilę, dając demonowi czas na reakcję, gotowi w każdej chwili wycofać się znów do wioski.

W oddali widać było zbliżający się do wioski zarys kilku sylwetek.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Kwi 11, 2017 8:12 pm

Muzyka ;D
Spoiler:
 



" Zobaczył w ich minach zwątpienie... Jeszcze chwilę temu pędzili ile sił w nogach aby zadać śmiertelny cios demonowi... Teraz jednak spoglądali na siebie nie czyniąc nic więcej... Byli blisko, na tyle blisko aby odebrać im życie... zapasy Ki były na wyczerpaniu ale nie stanowiło to problemu, mroczny był gotów stanąć z nimi do walki..."

Demon stał teraz niewzruszony, jego ciało na nowo zapłonęło życiem a on sam był gotowy do walki. Dobrze widział jak szybko zapał nameków gaśnie, im bliżej byli tym bardziej ich miny zdradzały zwątpienie. Młodzieńcy, nie byli pewnie zaprawieni w boju, brakowało im woli walki. Ich postawa zdradzała wiele błędów, niedoskonałości i słabych punktów które Van już teraz dostrzegał. Mimo to uśmiech nie gościł na jego twarzy, wciąż był śmiertelnie poważny. Robiąc kolejne kroki, powoli skracał dystans jaki dzielił całą trójkę. Demon miażdżył obu spojrzeniem, starał się wybrać sobie pierwszą ofiarę, wyczyta to z jego oczu. Strach to potężne narzędzie a młodzi tubylce byli nim niewątpliwie przesiąknięci. Białowłosy rozciągnął się nadal skracając dystans, pokazał że jest pewny siebie i zaraz dojdzie do potyczki. Nie miał zamiaru dać im więcej czasu, ruszył do ataku...

" Jego postawa zdradzała siłę... Nie skłamałby gdyby powiedział że całe życie był szkolony właśnie w tej profesji... Wiedział jak walczy nowicjusz... Tym razem nie zostawi wrogowi cienia szansy... Droga była krótka, zbyt krótka aby można było odpowiedzieć na tak morderczy atak... Uderzał mocno i szybko... Był wyważony, zgrany ze swoim ciałem do nadludzkiej precyzji... Zielony mógł uchylić się w bok, to prosta próba uniku... Ale Demon był gotów na ten ruch, wykręcił się i uderzył z łokcia pod pachę młodzika... Złapał zdrętwiałe od ciosu ramię i pociągnął, żeby pozbawić przeciwnika równowagi... Objął go w pasie z ogromną siłą, uniósł wysoko, po czym z morderczym impetem opuścił sobie na kolano lądując na ziemi... Z zamiarem złamania młodemu kręgosłup... "
Wszystko działo się szybko, plan ataku momentalnie rodził się w głowie demona kierowany doświadczeniem czego tamta dwójka mogła nie mieć. Brakowało tylko dźwięku łamanych kości a ciało miało opaść zapomniane na ziemie. Jedyny problem wynikał z faktu że wrogów było dwóch i trudno było odczytać zamiary drugiego. Wygra w nim gniew i zaatakuje w amoku zemsty czy ucieknie do wioski przerażony losem pobratymca. Dla pewności mroczny doskoczył do pierwszego celu i dwoma kolanami uderzył w dolną połowę twarzy młodego. Dało się słyszeć trzask łamanych kości i zębów a z potwornej masy zwisały tylko strzępy skóry.
- Uciekaj do wioski albo spotka Cię podobny los...
Rzucił w kierunku drugiego tubylca, nie miał zamiaru go oszczędzać ale ktoś zbliżał się do wioski. Trzeba było kończyć zabawę szybko, być może posiłki zielonych właśnie przybyły na ratunek. Wtedy szanse na przeżycie spadną do zera.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 12, 2017 1:11 pm

Ni to demon ni to saiyanin podchodził z jasnym zamiarem do dwóch młodzików. Znów słychać było bicia ich serc. Jedno z nich... Było drżące. Tak jak demonia kreatura przypuszczała. Chłopiec zaczął niepewnie wycofywać się. Odwrócił głowę za siebie w stronę wioski, gdzie najchętniej skryłby się przed niebezpieczeństwem. Jednak drugie pompowało krew pędzone adrenaliną i testosteronem. Odważnie, dumnie, choć nienauczone jeszcze doświadczeniem. To był wschodzący wojownik.

Demon obrał sobie za cel słabszego chłopaka. Nie wahając się ani chwili uderzył, strategicznie przygotowując się na ewentualny unik. Nim chłopiec zdążył zareagować, już leciał na jego kolano. Uderzenie było mocne, ale nie było w stanie zabić.

Drugi chłopak nie czekał z założonymi rękami. Widząc tę sytuację stanął w obronie kolegi. Zamierzał być ostrożny. Nie szarżować ani nie narazić się na miażdżący kontratak. Postanowił wymierzyć Vanowi cios, gdy ten zajęty był okładaniem na kolanie jego kolegi. Skrępowane ciałem Nameka ruchy demona powinny uniemożliwić mu odparcie i szybką odpowiedź.

- Zmuś mnie, morderco! – odparł chłopak, podniecony ferworem walki i swoją odwagą.

Do wioski doleciało w międzyczasie trzech Nameczan. Jeden z nich był w podeszłym wieku, od razu skierował się do podnoszącego się z ziemi pobratymca, który jeszcze niedawno używał telekinezy. Zaczęli rozmowę, jednak byli zbyt daleko, by Van zrozumiał, o czym rozmawiają. Drugi był wspaniałym okazem Nameczanina. Jego mięśnie niemal rozrywały koszulę. Asystował temu pierwszemu. Trzeci zaś okazał się posłańcem o imieniu Sopran.

OCC:
Musisz potrenować, trochę za słabe staty, żeby kogoś zabić jednym uderzeniem. Dla mnie zbyt pro by to było.
-100 HP Nastolatek 1
30 dmg Nastolatek 2 do Vana - proszę uwzględnić lub unik, ale dobrze uzasadniony

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 12, 2017 4:29 pm



" Radość z walki... Tak można było opisać stan jaki gościł w duszy mrocznego... Każdy zadany cios wywoływał przyjemny impuls mocy, przechodzący przez ciało... Wiedział że nie posiada dawnych możliwości ale wciąż był zaprawionym w boju wojownikiem... Nadeszła pora kończyć to przedstawienie, robiło się zbyt niebezpiecznie...
"

Mimo śmiertelnej kombinacji jaką uderzył na pierwszego młodzieńca nie udało mu się go zabić. Miał za to pewność ze tamten na chwilę będzie wyłączony z walki a przynajmniej częściowo. Nie był pewien na ile powstrzyma tubylca ale na pewno kupił już trochę czasu, tamten musi się najpierw pozbierać. Wracając do przeszłości białowłosego, było tam wiele pojedynków, uczciwych i tych mniej które zmuszały go do wybitnych posunięć. Dobrze pamiętał podziemny turniej halfów kiedy mierzył się z najmocniejszymi połówkami jakich spotkał w życiu. Bezlitosne zasady ukształtowały w nim wtedy brak okazywania litości, zabij albo zginiesz. Tutaj było podobnie, młode chloroplasty dobrze zapamiętają to spotkanie. Wyszli z wioski popędzani adrenaliną i chwilową odwagą którą można było łatwo zgasić. Wtedy przemówił jeden z młodych jeszcze nie-wojowników.
- Zmuś mnie, morderco... Czeka Cię zaszczyt, zginiesz jak wojownik, jeżeli kochasz swój lud nie uciekniesz... A skoro ruszyliście za mną, wolno mi was zabić...
Ten odważniejszy ruszył na ratunek pobratymcowi, zbyt niezdecydowany w tym co robił. Strach i brak konkretnego działania pchnął go prosto na wroga. Demon wciąż był wstanie trzeźwo myśleć i łamać sekwencję ruchów z czego oni nie zdawali sobie nawet sprawy. Jednak Van nie stracił kontroli, zmienił pozycję aby odpowiedzieć na nowy atak. W porę uniósł ramię aby zablokować uderzenie w taki sposób aby cios rozlał się po kończynie i stracił na mocy. Demon od razu chwycił przód stroju zielonego i podciął chłopakowi łydkę aby ten się razem z nim przewrócił. Prościej mówiąc, wykorzystał siłę młodego przeciwko niemu sprowadzając ich obu na ziemię. Tutaj wciąż mógł wygrać doświadczeniem więc bez namysłu płynnie kontynuował kombinację. Przygniótł młodemu szyję przed ramieniem i pozbawił tchu.
- Brak wam doświadczenia... Głupcy... Zaraz wyruszycie na samotną ścieżkę...
Mroczny dodał obrót do zacisku aby ułożyć nogi wokół pierwszego nameka, nieoczekiwanie chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Staram się szybko założyć dźwignię póki miał jeszcze okazję i cała trójka była na ziemi. Kiedy uda mu się powalić pierwszego w duszącym uchwycie nie puści aż obaj nie wyzioną ducha. Spiął wszystkie mięśnie odbierając boku powoli zapasy tlenu, nie miał zbyt wiele czasu. Nie mógł dopuścić do momentu kiedy przybędą posiłki i rozerwą go na kawałki. Im szybciej zadusi wrogów tym prędzej ulotni się na równiny. Jest tam zbyt mroczna aura żeby Ci słabeusze ruszyli za nim w pościg. Van powoli zaczynał rozumieć jak wykorzystać uroki planety na własną korzyść.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 13, 2017 3:42 pm

Ku zaskoczeniu chłopaka, jego pięść spotkała się z blokującym ramieniem demona. Chłopaka przeszył niczym błyskawica zimny dreszcz. Doszło do niego, że mierzy się z kimś znacznie bardziej doświadczonym niż koledzy, z którymi do tej pory wdawał się w bójki. Nim się obejrzał, przeciwnik już trzymał go za front koszulki i łydkę. Chciał wprawnym ruchem powalić młodzika. Miał na sobie jeszcze niestety ciężar drugiego chłopaka. Przeliczył się z mozliwościami. Stracił równowagę i przewrócił się na ziemię, próbując powstrzymać przebieg zdarzeń i zawisnąć na młodym chłopcu, którego się chwycił. I tak oto runął na ziemię, między nogami mając jednego, a nad sobą drugiego.

- Teraz cię mam! – zakrzyknął wojowniczy nastolatek. Usiadł na Vanie i z całej siły zamachu uderzył w twarz, zdzierając mu skórę na nosie.

Drugi w międzyczasie chwycił go za nosi i trzymał z całej siły.

- Mam go, Escar! Trzymam za kulasy! – odkrzyknął drżącym głosem. – Napierdalaj go w mordę! Szybko!

Z tej pozycji Van widział, gdy przechylił głowę na bok, że Nameczanin w wiosce, który jeszcze niedawno używał telekinezy, wskazywał go palcem dwóm nowym przybyszom. W tym temu pięknemu okazowi Nameczańskiej muskulatury.


OCC:
Van -60HP po uderzeniu chłopca

______________________




Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Czw Kwi 13, 2017 3:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 568
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 13, 2017 3:42 pm

The member 'NPC.' has done the following action : Rzut Kośćmi


'Procent' : 74, 19

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 13, 2017 6:09 pm



" Stało się... Najgorsza z możliwych opcji, obaj tubylcy byli wstanie atakować i walczyć razem... Cała przewaga lekko zmalała ale nie oznaczało to końca walki... Wciąż popełniali błędy które można było wykorzystać i wydostać się z trudnej sytuacji..."

Sytuacja diametralnie zmieniła się na niekorzyść mrocznego wojownika. To co szykował dla obu tubylców nie do końca wypaliło, teraz musiał jakoś się z tego wykaraskać. Potrzebował szybkiej odpowiedzi, nie było czasu na analizę tylko koleją szufladkę o nazwie " doświadczenie ". Uderzenie zielonego młodzika było proste ale bez precyzji, chciał po prostu uderzyć i mu się udało. Van przyjął atak, wchłonął ból i pozwolił by odpłynął w niepamięć, pozostawiając w sercu lodowaty gniew. Od zawsze wystawiany był na próbę, musiał przywyknąć do nieustannego odnoszenia ran. Dobrze pamiętał te czasy.

" Tak było...Każdy dzień pobytu w koszarach był taki sam... Mistrz Ćwiczeń całymi godzinami katował młodych kadetów jeden po drugim albo obserwował jak sami uczą się stawiać pierwsze kroki, co jakiś czas wysyłając jednego do skrzydła szpitalnego... Miało to swój urok... Ich żołądki były puste, a kolana słabe z wysiłku... Ale tak trzeba... Przepychanki jakie odbywały się jeszcze przed Akademią również pozostawiły pewny fundament... Zawsze kończyły się na ziemi okładaniem przeciwnika lub wykręcając mu kończyny w nienaturalny sposób... "

Chloroplast wbił mu pięść w twarz z całą możliwą siłą. Świat nagle się przyciemnił i Van poczuł że źle ocenił ostatni ruch, teraz musiał szybko odpowiedzieć. Nie poddał się i wtopił w dobrze znane mu doznanie bólu. Wiedział że młodzik wykorzystuje tylko siłę i zaczekał na odpowiedni moment by pochwycić ramię wroga. Znalazłszy wreszcie odpowiedni moment dostał kończynę wroga i płynnie wykręcił ją do maksymalnego oporu. Pozostało mu się tylko zaśmiać.
- Widzisz twoja własna siła Cię zgubi... Najpierw odbiorę Ci zdrowe ramię...
Demon nie tracąc czasu, szarpnął do siebie gdy poczuł że łokieć gówniarza jest już maksymalnie wyprostowany, przesunął drugą dłoń na nadgarstek skręcił się tyle ile był wstanie całą górną częścią ciała w bok. Czuł że naprężone ramię więcej nie zniesie, szarpnął jeszcze raz z całej siły i czekał aż rozlegnie się trzask pękającej kości i rozdzieranych mięśni. Miał nadzieję że ból ogłuszy pierwszego nameka i będzie wstanie w jakiś sposób go z siebie zrzucić. Ten który blokował nogi nie był problemem do momentu w którym nie wykorzysta tego faktu. Demonowi wystarczyło by osłabienie jednego z nich, mając tylko jedno zdrowe ramię i falę zalewającego bólu, zdolności bojowe tubylca spadną.
- Jak teraz Ci się podoba... Ale to nie koniec...
Widząc strach w oczach młodego chciał go jakoś z siebie zrzucić, zalewając chłopaka krótkimi uderzeniami aż będzie musiał zaprzestać dosiadu. Nie był samicą więc to miejsce się mu nie należało...
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 13, 2017 8:46 pm

Van chwycił siedzącego na nim nastolatka za rękę, gdy ten próbował wymierzyć kolejny cios. Zaczęli szarpać się chwilę, gibiąc na prawo i lewo. Chłopiec nie dał się jednak zrzucić na tyle, by dać wykręcić sobie rękę. Skutecznie utrudniał ten ruch drugi Nameczanin, który trzymał nogi jak tylko mógł.

- Zaraz zapłacisz nam za wszystkie krzywdy, skurwielu! – ryknął wojowniczy chłopak, nabuzowany swoim chwilowym zwycięstwem. Walka wprawiała go w silne emocje, co słuchac było buńczucznym tonie.

- Nie gadaj, tylko wal! – ryknął drugi.

Tymczasem w wiosce nastąpiła jeszcze krótka wymiana zdań pomiędzy Nameczanami. Jeden z nich, wielki rosły mężczyzna, skierował swój wzrok w stronę walczących nastolatków i demona. Nie czekając ani chwili dłużej zaczął biec w tym kierunku. Ziemia pod jego stopami załamywała się, taki był ciężki i silny. Na twarzy malowała mu się ... czysta wściekłość. FURIA wręcz.


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 13, 2017 9:47 pm



" Nie dało się wiele zrobić... Gówniarze nie dawali za wygraną i wszystko powoli zbliżało się ku końcowi... Olbrzym już biegł w kierunku walczących a po sposobie poruszania dało się odczytać, że czasu pozostało niewiele... Trzeba było postawić wszystko na jedną kartę... Będzie co ma być..."


Demon nie mógł się wydostać i nic nie wskazywało na to że mu się uda, będzie trzeba zagrać ostatnimi rezerwami mocy. Wciąż mógł ruszać rękoma i blokować ciosy ale na niewiele się to zda jeżeli przybędzie ogromny namek wojownik. W głowie mrocznego pokazał się już scenariusz, co go czeka jeżeli tamten zielony przybędzie na pole walki.
- Więc zabiorę przynajmniej jednego z was ze sobą... Słabeusze...
Nie miał chwili do stracenia, postanowił wyzerować pokłady energii skupionej. Miał w zapasie minimum która była właśnie na taką ewentualność. Pora było rzucić ostatnią możliwą kartę aby odwrócić częściowo los bitwy. Van niesiony desperackim posunięciem wyciągnął ręce jak najbliżej ciała zielonego, gdzieś w okolicę szyi. Musiał być pewny że resztka energii i krótki dystans wylotu po prostu zdmuchnie tubylca i będzie wolny. Dłonie rozbłysły jasną barwą i końcówka Ki rozeszła się obejmując częściowo górę nameka.
- Oczywiście że zapłacę, oto twoja nagroda...
Van miał nadzieję że to wystarczy i będzie na chwilę uratowany, być może przedłużał tylko nieuniknione ale miał ogromną wolę przeżycia. Gdy tylko targnął się na ostatnie zasoby energii i użył najłatwiejszej techniki miotanej, od razu zaczął próbę uwolnienia nóg. Próbował się obracać, podrywać i rozbijać jak się dało dosiad zielonych. Wszystko po to żeby być wolnym kiedy dołączy olbrzym. Chciał za wszelką cenę stanąć na równe nogi nawet jeżeli od razu dostanie śmiertelny cios. Zaraz po swoim ataku na pierwszego tubylca i gwałtownych ruchach miał nadzieję że ten drugi będzie w szoku. Wyrwał się i przeturlał lekko na bok, podparł się na kolanie i nabrał powietrza w płuca . Podniósł wzrok wstając jednocześnie na równe nogi, teraz patrzył tylko na nowego przybysza. Miał nierówny oddech, oswobodzenie wiele go kosztowało, zbyt wiele. Można powiedzieć że czekał aż tamten zada ostateczny cios i pośle go na samotną ścieżkę. Teraz nie słyszał już głosów, pisku który towarzyszył mu chwilę w wiosce. Był zupełnie sam i nic nie mógł na to poradzić. Na chwilę jego twarz  przybrała chwilowy uśmiech a on sam spojrzał na niebo.
- Atakuj olbrzymie... Daj upust swojej wściekłości... Zmiażdż wroga który uderzył na twoich braci, jestem tu... Ty i Ja...
Wiedział że wojownik będzie chciał wykonać egzekucję sam i nie da się mieszać młodzikom do swoich spraw, a raczej taką miał nadzieję. Więc demon nie zamierzał uciekać, będzie się bronił do końca, przyjął postawę bojową i czekał. Tym razem był pewien że więcej nie może zdziałać a nie było opcji ucieczki, nigdy.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Kwi 14, 2017 6:03 pm

Muzyka:
 

Zbliżający się Nameczanin biegł niczym tur. Czy to możliwe, by ktoś wyglądał aż tak muskularnie bez żadnych dopalaczy? Czy natura mogła uzbroić tę rasę w tego rodzaju potęgę? Jego ciało gibało się lekko z nogi na nogę. Ziemia pod jego stopami pękała i wznosiła tumany kurzu, tworzącego za nim coś na kształt szarego śladu w powietrzu. Zbliżał się. Jeszcze kawałek, jeszcze trochę. Czas upływał, upływał...

Van śpieszył się. Wiedział, co go czeka. Chciał zmierzyć się z tym godnie. Po saiyańsku. Z dumą, prawie lubością do walki, bólu i honoru. Zapatrywał się w tę stronę siebie. Wspominał takiego siebie dawniej, zanim przemienił się. Czasem zapominał, że... tak naprawdę... wcale nie jest już Halfem. Ani istotą żyjącą. Stał się tylko kreaturą zdolną jedynie do spełniania swoich niezrozumiałych pragnień? A jakie było jego pragnienie? Co było jego celem?

Demon był słaby. Jego KI została wyczerpana. Pozostała mu tylko niewielka cząstka, którą próbował przywołać i rozbudzić. Wiedział, że to za mało, by wykonać nawet KI Blasta. Mimo to nie poddawał się. Nastolatek na jego brzuchu zadawał mu ciosy jeden po drugim, które spotykały się z jego twarzą.

- Aaaaa! – krzyczał, bijąc go na maksimum swoich możliwości.

Słabość... słabość... słabość... Van czuł całym sobą, że nie jest w stanie wygenerować nawet maleńkiego KI blasta, nie był już tak silny jak dawniej. Nie był tym, kim był dawniej. Zauważył, jak z zatrutej ziemi, na której leżał, sączą się toksyczne gazy. Wchodzą w niego i obecnych Nameczan. Przeciskają się przez nosy, usta, uszy... oczy...

***

Wtedy wszystko znów stało się szare... Nastolatkowie zniknęli. Wielki nameczański tur również. A demon miał wrażenie, że nie jest w swoim ciele. Miał kobiece dłonie, figurę i futrzasty ogon innej sierści. Leżał tak jak teraz na ziemi. Czuł się taki obolały i bezsilny. Odurzony... kręciło mu się w głowie. Nie mógł się skupić. Ktoś ciągnął go boleśnie po ziemi za sobą, trzymając za włosy. Gdy obrócił głowę w tym kierunku, zauważył ... znaną mu już twarz Nameczanina... imieniem ... PICCO.

- Zamknij się, bai. Jeszcze raz piśniesz, a wytrę ziemię twoją gębą. – syknął.

- A więc to ona? – odezwał się nagle inny mężczyzna w wieku około 40 lat. Miał krzaczaste brwi, brodę i długie wąsy, spływajace na szyję. Jego sylwetka nie pozostawiała zbyt wiele do życzenia. Kucnął przy ciele Vana i i przypatrywał mu się lubieżnie. – Będę miał z niej niezłą zabawę! – zaśmiał się gromko.



***

W ułamku sekundy wszystko wróciło do normalności. Van cały promieniał toksyczną energia tej ziemi. W ręku obu rękach wygenerowały mu się pociski. Jak to możliwe? Cisnął nim z łatwością w atakującego młodzika go młodzika, odrzucając go na kilka metrów do tyłu. Tym samym zrzucając także drugiego. Z trudem powstał z ziemi. I stał twarzą w twarz... z turem... który właśnie zamierzał wziąć go z byka.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Kwi 14, 2017 7:35 pm


" Kim jesteś... Była nad jeziorem, czy to ta sama... Nie może być... Skąd pojawiały się te obrazy, zbyt realne żeby mogły być fikcją... Grubas... Znów ten sam namek który śmiał podnieść głos w wiosce, wszystko było zmieszane... Nie wiedział dlaczego to wszystko ma miejsce, tym razem czuł jakby to jego ciągnięto po ziemi... Nie w swoim ciele, kto mógł być tak blisko... To uczucie wydało mu się odległe ale było w tym coś co mógłby nazwać przyjemnością... Na chwilę zapomniał o zemście, zaczął doceniać ten jeden moment... Wijący się ogon..."

Demon nie był wstanie zebrać wystarczająco dużo sił aby się wyswobodzić, zbyt duże braki, był wycieńczony. Tubylec który na nim siedział wciąż atakował rozbijając twarz mrocznego z każdą kolejną pięścią poważniej. Już raz był w takiej sytuacja i z pomocą przyszła mu złota poświata, eksplodowała w nim złość a włosy pokryła jasna barwa. Było to najpiękniejsze uczucie, jakby ktoś dał mu wtedy drugie życie. Teraz jednak jest inaczej, nie był już ogoniastym chociaż zachował ciało i umysł. Białowłosy nie miał zamiaru ginąć z ręki tych gówniarzy więc chwytał się każdego możliwego ruchu.
- Nie zginę tutaj...
Nie mógł więcej zrobić, rzucił słowa które na tą chwile nie miały żadnego pokrycia. Trzeba było działać co i tak nie było możliwe. Sytuacja była beznadzieja aż ziemia nie odpowiedziała zatrutą naturą.

" On jeden widział że mrok znów przeciwka się przed matką naturę... Wypełnia miejsce na którym spoczywał i ulatnia się, przenikając ciała walczących... To ta dziwna aura unieszkodliwiła jego towarzysza a mimo to jemu nie robiła krzywdy... Wręcz przeciwnie, podrzuciła mu koleją opcję... Mimo to zasada równej wymiany była oczywista... Znów pojawiły się wizję, a była wręcz realna... Van czuł jakby zamienił się ciałami, odczuwał ból, cierpienie kogoś kogo nie znał a mimo to zbierał złości w zastraszającym tempie... Dlaczego... Jego oczy spostrzegły grubasa, miernotę która odważyła się zabierać głos między wojownikami... To on ciągnął to wycieńczone ciało za sobą... Kim był ten cholerny chloroplast... Krew w żyłach zmroziła kolejna postać, ten wyglądał jak krewniak koszarowego... Nawet naturą mu nie ustępował... Demon nie chciał znać dalszej części... Wściekłość wypełniła mu umysł... "

Wojownik nic nie pamiętał, nagle pozbył się dwóch oprawców w chwilę generując mroczne pokłady sił. Nie potrafił wytłumaczyć zjawiska ale nie było to teraz ważne, olbrzym przystąpił do ataku frontalnego. Wtedy przyszedł kolejny impuls który powoli dawał o sobie znać. Oczy Demona rozbłysły rosnącym gniewem na myśl o obrazach jakie mu się ukazały. Chciał dorwać grubasa za wszelką cenę a wiedział ze ten jest w wiosce. To nie był Namek...
- Zejdź mi z Droooooogiii....!!!!
Van naprężył całe ciało, zmuszając się do maksymalnego wysiłku, liczyło się tylko rozerwanie grubasa na strzępy. Wciąż czuł toksyczną energię tego miejsca, być może to grubas wywołał wir. Przecież zniknął mu z oczy i udał się do namiotu. Nie było czasu do stracenia demon rzucił się przed siebie biegnąc na olbrzyma. Rozległ się głośny krzyk popędzany emocjami, gniewem i rządzą wymierzenia kary...
- AAAAAA.... Piccooo !!!
Mroczny starał się odbić z bok unikając tym samym kolizji z wielkoludem, wydawało mu się że stać go jeszcze na taki balans ciałem. Gdy byli już blisko Demon przyhamował wznosząc kurz i drobiny skalne które pokrywały się z tlącymi oparami. Sam Odbił się po łuku i minął tubylca zmierzając co sił w kierunku wioski. Nie wiedział czy uda mu się wbiec i pozbawić życia grubasa ale nie myślał o niczym innym. Chciał ujawnić prawdziwą naturę tego cholernego kłamcy. Biegł co sił nie patrząc się za siebie, w duchu wierzył że gigant opóźni swój pościg choćby ze względu na młodzików. Wioska miała jeszcze jednego obrońce, był nim Sopran.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Kwi 18, 2017 4:38 pm

Demon postanowił... postanowił zmierzyć się z wielkoludem. Twarzą w twarz. Biegli przed siebie. Ich wzrok spotykał się ze sobą. Czy Van wiedział, że jedna pomyłka mogła go teraz kosztować życie? Czy zdawał sobie sprawę z tego, że morderczy Nameczanin zdolny byłby chwycić go jedną ręką za twarz, zmiażdżyć w dłoni i rzucić jak kukłą w ziemię, zgniatając czaszkę? Czy wliczył to w ryzyko? Był szalony. Albo głupi.

Odcinek między nim a turem zmniejszał się szybko. Jeszcze 500 metrów, 250... 100... 50... Już byli o krok od siebie. Jeden błąd i... to mógłby być koniec. Jednak... szczęście dopisuje najczęściej tym najbardziej brawurowym.

Ostatnim, zgrabnym ruchem demon obrócił się. Jego czata smagła wyciągniętą dłoń Nameczanina, lecz nie zdążyła chwycić. Wyminął ją piruetem. Stracił równowagę. Wybiło go to z rytmu. Leciał prosto na glebę. W ostatniej chwili jednak ustał na nogach i nie tracąc tempa zmierzał w stronę wioski.

Widział z daleka, jak Nameczanie wzdychają zmęczeni, przerażeni. Wśród nich stał i Picco, którego imię rozbrzmiało groźnie.

- Uwziął się na mnie, skurwysyn! – odrzekł, nie ukrywając bezradności i przerażenia. Podbiegł do potrafiącego telekinezę mężczyzny i padł mu do stóp. Pokłonił się trwożnie.– Wodzu, ratuj mnie. On mnie chce zabić. Nie wiem dlaczego!

Wódz spojrzał na będącego już bardzo blisko demona. Przełknął ślinę. Widać było, że walka z wirem go wykończyła. Jeśli teraz wystawi się po raz kolejny na taki wysiłek... Wioska będzie bezradna.

- Ja się tym zajmę. – odparł drugi, pomarszczony, chudy i wysoki Nameczanin, który niedawno przyleciał wraz z siłaczem. Wzniósł ręce do góry. Wywrócił oczy tak, że widać było tylk obiałka. – Aaaaaa! – zakrzyknął bojowo, gdy nad wioską zaczęła rozpościerać się bariera energetyczna. Tak wielka, że okryła swoim płaszczem wszystkich pobliskich Nameczan. W tym i Picco... Van natomiast pozostał na zewnątrz.

OCC: Odejmij sobie proszę 60 hp za tamte ciosy nastolatka, których nie uwzględniliśmy poprzednim razem. Dzięki Wink

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Kwi 18, 2017 11:54 pm



" Demon nie miał już wiele sił a wciąż dzieliło go trochę od wioski... Nie miał zamiaru cofać się i dać zabić olbrzymowi... Jeszcze chwila i byłby na miejscu gdyby nie pole ochronne jakie aktywował wysoki tubylec... Kolejna przeszkoda jaka dzieliła go od tego pokręconego grubasa... Wiedział, był pewny że to ten mikrus za wszystkim stoi ale nie znał powodu... Co kierowało tymi szczynami że grał z własnym ludem... "

Van biegł co sił, ledwo udało mu się umknąć olbrzymowi co odebrał jako ogromny sukces. Dobrze wiedział że tamten ruszy za nim w pościg i nie pozwoli dostać się do wioski. Niestety wydarzyło się coś gorszego, jeden z zielonych wzniósł ogromną barierę nad całą grupą. Kolejna przeszkoda na drodze, tym razem mogła być jednym gwoździem do trumny. Demon zdawał sobie sprawę że nie ma czasu na rozbijanie tej powłoki, nie miał nawet dość sił. Tym bardziej nie wierzył że znów dostanie impuls mocy i przebije się na drugą stronę. Mimo to gniew wrzał w nim do takiego stopnia że musiał się tam dostać.

" Wiedział że go nie wydostanie... Padł na kolana i znów grał, znów błagał o pomoc jednocześnie oszukując całe plemię... Honor mrocznego nie mógł tego znieść... Szał wypełnił mu oczy do tego stopnia że będąc na wyciągnięcie ręki... Rozbił pięść o pole ochronne... "

Gdy tylko dobiegł dał upust złości uderzając w barierę z całej siły, złość dodawała mu mocy. Patrzył ze wściekłością na skuloną sylwetkę która prosiła się o pomoc u wodza wioski. Demon musiał coś zrobić.
- Wstań!!!! I wyjdź za barierę... Oszukałeś ich... To ty stoisz za tą mroczną energią wokół wioski... Jako jedyny byłeś w namiocie kiedy szalał wir... Wyłaź!!!! To ty... I co... Cooo jej zrobiłeś...!!!
Demon szalał ze złości na widok tej pokracznej istoty która kryła się w nogach wodza. Nie mógł znieść że coś takiego chodzi po ziemi. Na moment spojrzał w oczy wodza widząc trud jaki zadał sobie aby chronić swój lud i jeszcze bardziej zapłonął gniewem. Nie był pewien ile ma jeszcze czasu nim olbrzym dopadnie go w morderczym uścisku. Białowłosy rozbijał kolejne ciosy o energetyczną ścianę dając drogę ucieczki swojej złości. Nie miał zamiaru tak tego zostawić a zaraz mogło zrobić się groźnie. Szybko skierował swoje oczy ku przywódcy zielonych.
- Spotkałem już twoich wojowników i przelałem za nich krew na wyspach... Wiem że twoja rasa skrywa wiele tajemnic... Moje słowa są szczerze... Ten u twych nóg to zdrajca... Tamten olbrzym już po mnie idzie więc nie zostało mi wiele czasu... Niech odkryje swoje prawdziwe oblicze...
Mroczny jeszcze raz zaczął walić w barierę aby Picco obrócił się w jego stronę. Musiał mu spojrzeć w oczy wiedział że ten mały gnojek jest sprawdzą. Sprytnie to rozgrywał i brnął dalej w tą zakłamaną grę. Wtedy Van poczuł że śmierć jest coraz bliżej, obrócił się w stronę wielkoluda i rzucił pewnym głosem.
- Stój... Niech twój wódz zdecyduje...Nie będę uciekał i stanę do walki...
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 19, 2017 2:37 pm

Muzyka obowiązkowa:
 

Atmosfera zważyła się. Bariera otaczająca wioskę zachybotała się jak bombel od kilku uderzeń demona. Nie była to najmocniejsza, jaką można by było wygenerować, ale wystarczająco solidna na tę okoliczność. Wszyscy wewnątrz i na zewnątrz milczeli, wysłuchując zarzutów agresora. Patrzyli... to po sobie, to na niego... na Wodza, na Picco. Trwali tak w napięciu i oczekiwaniu...

Picco przez cały czas trwał na kolanach, z głową przy ziemi. W tym błagalnym i poddańczym geście trzymał swoją deskę ratunku za nogę. Jak skulony pies.  

Słowa demona, pełne jadu i nienawiści, dźwięczały groźnie. Wódz wymieniał z nim pewne siebie spojrzenie. Zaciskał pięści. Miał nieprzeniknioną minę... Pozwolił mężczyźnie wyrazić wszystkie swoje zażalenia.

- O czym on mówi, Picco? – wódz opuścił wzrok, by spojrzeć na swojego poddanego.

Nameczanin drżąco podniósł głowę i popatrzył swojemu wodzowi w oczy.

- Wodzu, nie mam pojęcia, o czym on mówi. To paskudny oszust i morderca. Oskarża mnie bezpodstawnie. Mnie, co ja nikomu nigdy krzywdy nie zrobiłem. Jestem przecież uzdrowicielem!  – tłumaczył się. Jego głos zdradzał ogromny strach...

- Luscu, również nie sądzę, by Picco był do tego zdolny. – odezwał się pomarszczony, wysoki Nameczanin, który niedawno przyleciał do wioski i który generował barierę. – Nie znam bezpośredniej przyczyny powstania tej wyrwy w czasoprzestrzeni. Aby dokonać czegoś takiego, trzeba by wielkiej Mocy. Jednak jest ona pośrednim wynikiem zachwiania równowagi planety. Natomiast ten fakt wyniknął z powodu zniknięcia jednej z naszych kul. Tej, która należała do naszej wioski. – mężczyzna podszedł bliżej do kulącego się Picco. Położył mu opiekuńczo rękę na głowie. – Nie obawiaj się i nie kajaj, bracie. Myślę, że nieszczęściem wynikłej sytuacji jesteś...- obrócił się szybko i wskazał pazurzastym palcem na Vana. – TY, UZURPATORZE! – krzyknął starczym głosem. Wioska westchnęła. –TY, DEMONIE, KTÓRY PODAJESZ SIĘ ZA SAIYANINA! KŁAMCO I MORDERCO! JEŚLI CHCESZ URATOWAĆ SWÓJ HONOR I ŻYCIE, PODDAJ SIĘ! NATYCHMIAST!!!

Wtedy... Picco obrócił głowę... na ułamek sekundy... i pozwolił by spojrzenie demona spotkało się ze źrenicami jego oczu. Oczami pełnymi zadowolenia. Radości z obrotu spraw.

***

Demon nagle utracił świadomość. Nie wiedział, czy jego ciało upadło czy stało nieruchome. Ile czasu zajęło mu przeniesienie się z inną przestrzeń. Zapadła ciemność. Był w swego rodzaju jaskini, oświetlonej mrugającym światłem świec rozłożonych w okrąg. Na ziemi narysowany był jakiś znak... magiczny okrąg? W na jego centrum stał podest, na który... mieniło się coś tajemniczego. Kula z zatopionymi w jej środku gwiazdkami. Promienie płomieni ogniskowało w niej, tworząc niesamowite efekty na ścianach.

Wtedy do pomieszczenia weszła zakapturzona, przygarbiona postać. Czym prędzej czmychnęła do środka. Chwyciła nameczańskimi rękami kulę i schowała za poły płaszcza. Gdy w jaskimi rozległy się przyciszone szepty, odwróciła się. Van poznał jego twarz. Kto to mógł być? Kto, jak nie on?


***

Van powrócił świadomością do miejsca, gdzie stał. Był odurzony oparami. Kręciło mu się w głowie. Im częściej miał z nimi styczność, tym mocniej oddziaływały na jego kondycję. Poczuł coś mokrego pod nosem. To była krew...

Nastolatkowie za plecami Vana zebrali się z ziemi i obserwowali w napięciu całe zdarzenie. Podobnie jak wielkolud, który w międzyczasie pozbierał z okolicy kilka głazów i trzymał je w gotowości do rzutu. Wystarczyło tylko jedno skinienie Wodza. Tylko jedno. Ten jednak patrzył teraz wiercąco na Vana. Czekał na jego reakcję.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 125
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1043/1950  (1043/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Kwi 19, 2017 9:14 pm



" Demon dostał taką odpowiedź jaką potrzebował... Nie miał nic do momentu aż obaj przemówili teraz już miał pewność... To oni stali za tym przeklętym spiskiem, biło z nich zło choć stłumione i dobrze ukryte ale mimo wszystko byli nim przesiąknięci... Mroczny był z siebie bardziej niż dumny... Kąciki ust uniosły się przybierając pewny siebie uśmieszek... Był pewien że wygrał... "


Bariera jak dało się przewidzieć była nie do naruszenia, wojownik nie był wstanie jej rozbić. Mimo przeprowadzony test siły zawsze dał jakiś punkt zaczepienia i trochę wiedzy. Atmosfera w wiosce niewątpliwie zaczęła być ciekawsza a stronniczość nameków lekko się zachwiała. Wódz na moment zwrócił swój wzrok ku grubasowi przemawiając. Najwidoczniej słowa demona mogły wyratować go z tej sytuacji tm bardziej że nie kłamał. Był spójny z tym co mówił, pewny że te szczyny bez honoru stoją za tym wszystkim i być może są inni. Moment przebłysku przyszedł wraz z wizją, te same objawy, trujące opary znów przeniosły go na moment gdzieś poza znany mu wymiar. Otoczka była przesiąknięta magią, zrobiona tak aby potęgować wrażenia. Tajemnicze gwiazdy, zatopione w kuli sprawiały nieodparte wrażenie czegoś potężnego. Szybko dało się połączyć fakty, słowa tego starca, tłumaczenia jakimi starał się przekonać wodza tylko upewniały demona że to nie tylko grubas w tym siedzi. Van wiedział wszystko w momencie gdy zobaczył twarz, rozpoznał ją, część intrygi udało mu się przejrzeć. Potrafił walczyć ale umiał przestawić się momentalnie na tryb rozmówcy, równie dobrego jak zieloni. Patrząc tylko na wodza, tylko z nim rozmawiał, tylko on mógł puścić go wolno i uratować.
-Oczywiście jestem Demonem... Nie prosiłem o to... Ale nigdy nie przestałem być Saiyaninem, ciałem, duchem i umysłem... Troska Wodza jest zrozumiała - stwierdził ze spokojem - Ale ta rozmowa stosowna dla sali obrad nie krycia się za barierą...
Demon wiedział na stąpa po cienkim lodzie ale musiał grać w grę jaką narzucili podstępni namecy. Wizja wiele mu ujawniła i musiał skorzystać z tej wiedzy. Był pewien że cwane spojrzenie Picco zamieni się zaraz w przerażenie. Van dał im chwilę na przemyślenie po czym rozluźnił się i kontynuował.
- Zapewne mówisz o kuli w której zatopione są gwiazdy... A mimo to potrafisz tyle powiedzieć na temat zjawiska jakie spotkało wioskę... Doprawdy imponująca zdolność zwłaszcza że ciebie również nie było tu dłuższy czas... Powiedz mi czy kula wciąż jest w jaskini, czy wyniosłeś ją otaczając płaszczem.
Był poważny a ton głosu dawał do zrozumienia że to nie mogą być tylko puste słowa. Wiedział że wódz dopatrzy się jakiegoś szczegółu i mroczny będzie stanie wydostać się z sytuacji. Młodzi powoli się pozbierali a olbrzym miał już kilka sporych kamieni. Nie pozostało nic jak dalej brnąć w rozmowę lub stanąć do walki jeśli przywódca przestanie być przychylny. Była to taktyka negocjacji którą Van znał doskonale. Należało dać adwersarzowi linę a której sam się powiesi.
- Strażnik wioski rozkazał Ci abyś mi pomógł... Nie posłuchałeś, nie dlatego że nie chciałeś... Wiedziałeś że znam prawdę... Ujawniłeś swoje oblicze... Tak samo jak i ten starzec...
Demon wymierzył palec w ostatniego rozmówcę dając do zrozumienia że wskazuje winnego. Tych dwóch z pewnością ktoś pokierował. Mroczny nie był pewien jaka rozgrywka toczy się na tej planecie ale jedno było pewne, nie tylko ta rasa było w to zamieszana.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1830
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 20, 2017 9:52 pm

Milczenie. Wymiany spojrzeń i napięcie. Oczekiwanie. Co powie Wódz, co powie starszy Nameczanin i Picco? Tylu świadków, tyle faktów i obaw o przyszłość.

Van widział, jak Picco pąsowieje. Wtopił ręce w grząskie klepisko na środku wioski. Zerwał się i podbiegł pod barierę, aby stanąć prawie twarzą w twarz z demonem.

- Chyba sobie kpisz, paskudny szatański pomiocie! Będziesz tu niby nam mówił, kto czemu jest winien. A czy ciebie ktoś prosił o mordowanie naszych braci?! Przychodzisz tu z brudnymi sayańskimi butami i żądasz sobie czego chcesz. Ani nie uszanujesz naszej tradycji ani życia. Nigdy nie daruję ci tego, co zrobiłeś przed chwilą. Jak bezdusznie posłałeś na śmierć w otchłanie tej wyrwy. Zabójstwa niczego niewinnych Nameczan, którzy stanęli w obronie swojego ludu. NIENAWIDZĘ CIĘ CAŁYM SERCEM jak wszystkich twoich paskudnych braci krwi! Lepiej zabij mnie, jeśli będziesz miał okazję, bo inaczej dołożę wszelkich starań, by każda jedna małpa popamiętała czynów, jakich dokonała na tej planecie! – wykrzyczał to z pasją i zaangażowaniem tak szczerym, że nikt nie śmiał mu przeszkodzić. Dopiero, gdy ochłonął odrobinę, opuścił wzniesioną przed chwilą pięść. Opuścił głowę i zaczął szemrać łkająco– Jestem medykiem i na wojnie widziałem tysiące okrucieństw, jakie nam zadaliście. I nie chodzi tylko o morderstwa, ale też uszkodzenia ciała i wieczne zadry na psychice... Nocne krzyki cierpiących, którym już nie mogłem pomóc. Przysiągłem sobie, że moja ręka nigdy, ale to nigdy w żaden sposób nie przyczyni się do tego, co wyprawiacie. A gdybym tak pomógł twojemu pobratymcowi, ten mógłby czynić zło w swym życiu, którego pewnie niejednokrotnie się już dopuścił. Więc tak długo, jak mam wolną wolę i umysł, nie będę bezmyślnie podążał za czymś rozkazem, który kłóci się z moją filozofią. – zamilkł i przełknął ślinę. – Honor, o którym mówisz, jest tylko wymówką, jaką sobie wymyśliłeś, żeby czynić zło ku zaspokojeniu swojego ego. Wymówką, jaka być może ma stłumić ostatnie pokłady sumienia w sercu. Jeśli w ogóle jakieś posiadasz...

Na ramieniu Picco pojawiła się ręka Soprana.

- Już dobrze, bracie. – rzekł z cicha i obrócił Picco w przeciwnym kierunku. Objął go ramieniem i odprowadził kawałek dalej.

Teraz nadszedł czas na słowa Wodza. Przez chwilę milczał i zastanawiał się.

- Kradzież kuli to poważny zarzut. I o ile ufam w wierność i uczciwość moich ludzi, chciałbym wiedzieć, czy masz jakieś dowody na poparcie swojej tezy, demonie. – powiedział w końcu.

- No chyba nie zamierzasz wierzyć w słowa tego oszusta... – prychnął pomarszczony Namek.

- Kazoo, nie podważaj moich decyzji. Wiem co robię.

______________________




Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pią Kwi 21, 2017 3:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
KOŚCI

avatar

Liczba postów : 568
Data rejestracji : 02/06/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Kwi 20, 2017 9:52 pm

The member 'NPC.' has done the following action : Rzut Kośćmi


'Procent' : 38

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f43-treningi
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   

Powrót do góry Go down
 
Wioska Dwugwiezdnej kuli
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Wioska Dwugwiezdnej kuli
» Wioska Czterogwiezdnej kuli (Tsuno Village)
» Wioska w dolinie górskiej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: