Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wioska Dwugwiezdnej kuli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Maj 30, 2012 5:31 pm

First topic message reminder :

Mieszkający tu Nameczanie specjalizują się w leczeniu i uzdrawianiu. Trafiają tu już najmłodsi, wykazujący talent w zakresie tej dziedziny  Z drugiej jednak strony, silnych wojowników jest tu jak na lekarstwo. Rządy sprawuje Mung - jest w stanie zdiagnozować niemal każdą chorobę i skutecznie ją wyeliminować.



Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Sro Kwi 16, 2014 1:13 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Fanalis



Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015


SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Paź 23, 2015 5:10 pm

Spoglądanie na rozgrywającą się sytuację spowodowało u Fanalisa napływ ogromnej fali emocji. Złapał go prawdziwy sentyment, niczym w sidła i mocno zakleszczył. Starał się jednak nie myśleć o tym. Już dawno nie należał do żadnej z wiosek i próżno było szukać kontaktu ze swoimi na dalekich bezdrożach planety. Mimo ciężkiej sytuacji chłopak umiał wyciągnąć z tego pozytywne emocje. Niestety oznaką najwyższej głupoty byłoby teraz zbyt nachalne ich okazywanie. Dodatkowo pomogła chwila zaskoczenia i niewiedzy. Kolejne pytania dochodziły do tej puli, które pozostawały bez konkretnej odpowiedzi. Na pierwszy plan wyszedł maluch, którego Fanalis zdążył polubić. Szkrab wydawał się być nad wyraz dojrzały i mieć pewne talenty. Zareagował na nie dość ochoczo.
- Och, i już go nie ma. - podniósł rękę, żeby bliżej przyjrzeć się nadgarstkowi oraz drugą dłonią przecierał skórę, jakby chcąc zneutralizować mrowienie po wcześniejszym uczuciu. Skinął z wdzięczności do ślimaczka, którego imię wymówił wódz wioski. Milczenie oznaczało zgodę, zatem nie miał więcej nic do powiedzenia na temat wcześniejszej sytuacji z innym Namekiem. Nadal jednak było mu żal i czuł się prawie podobnie. Oni znali go lepiej, toteż nie w sposób odnieść się całkowicie do ich straty. Wysłuchał z dbałością dalszych słów, ale nie mógł zapomnieć o swoich przyzwyczajeniach. Myślenie wychodziło mu dość opornie i w jednym się zdążył już wyuczyć - walkach. Do tego miał powołanie i niczym konkretnym nie zdoła się zająć. Wszak coś podpowiadało mu, żeby spróbować. Niech czas pokaże, co stanie się dalej. Być może z jego pomocą wygraliby walkę wcześniej, lecz równie dobrze mógłby zginąć od ciosu kogoś o wiele silniejszego. Ryzyko i konsekwencje to następny temat, którego zdążył się nauczyć. Adrenalina była swoistym lekiem przeciw złym myślom, jakie mogły rozproszyć. Ze względu na postawione mu wybory zrobił tęgą minę i zastanawiał się nad rozwiązaniem. Jakby miał przed sobą coś bardzo niezrozumiałego.
- Znam się tylko na walce. Ale jeśli uważasz Czcigodny, że mogę tutaj na coś się przydać, to zostanę przez jakiś czas. Potem nieuniknione, że wrócę do tego, co robiłem od samego początku najazdu: szukaniem nieprzyjaciela. - odpowiedział i obejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zajęcia. Gdyby jednak szef od razu miał dla niego zadanie, ucieszy się jak przystało na Fanalisa.
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Paź 26, 2015 4:52 pm

Wódz westchnął na te słowa i przyjrzał się wojownikowi. Wokół niego zgromadzili się dzieci, starszyzna i kilku wojowników, pełniących warty w pomieszczeniu, a kto wie, może i naokoło wioski… Reszta walczyła z wrogiem. Gdyby coś się stało i Saiyanie napadli na osadę, najpewniej obecni zaczną potyczkę, a wtedy dołączą Ci ze zwiadu. Teoretycznie będą mieć wystarczającą ilość czasu by wrócić do wioski. Teoretycznie…
- Nie trzymam Cię tu. Gdybyś jednak wyczuł, że któryś z braci potrzebuje Twojej pomocy, proszę, nie wahaj się. – odpowiedział krótko.
W tej chwili podbiegł do niego mały namek, co widocznie się komuś nie spodobało, bo słychać było ciche syknięcie. Yane wzdrygnął się i złapał Fanalisa za ubranie, ciągnąć lekko.
- … Mój brat… – zaczął trzęsącym się głosem. – Mój brat nie wrócił… Wpadliśmy razem z Changiem do dziury w lesie i długo szukaliśmy wyjścia. – pociągnął nosem i wytarł dłonią oczy, w których zbierały się łzy. – Gdy udało nam się wyjść, Saiyanie już tu byli. Rzucili się na nas, ale wtedy pojawiły się Jaszczury i zaczęły walczyć z nimi. Zrobiło się zamieszanie i się rozdzieliliśmy z bratem i mieliśmy wracać do wioski, ale on jeszcze nie wrócił… – zatrząsnął się, z trudem hamując płacz.
- Enya… – westchnął wódz – Enya to młody wojownik o krwi gorącej jak nasze słońca. Dla odmiany jego brat jest świetnym uczniem wielu technik, jakich wojownik nie jest w stanie zgłębić. Ten malec widząc walkę, na pewno chciał się sprawdzić i poszedł za starszymi. – urwał, bo trzymający się Fanalisa Yane się rozpłakał. – Czy mógłbyś sprowadzić tutaj chłopca? Jest gdzieś tam… Jeszcze żyje, ale nie wiemy co się z nim dzieje.
- Pójdę z nim! – uniósł nagle głowę malec i przygryzając wargę wpatrzył się w wodza.
- Zostaniesz. – powiedział twardo wódz i wpatrzył się w Fanalisa, oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Paź 28, 2015 12:10 am

Swoją przydatność Fan określić mógł jedynie czynami. Inaczej nie był potrzebny i nie wniósłby wiele. Opiekun wioski postawił sprawę otwarcie. Nikt go tu nie trzymał, dlatego nic nie stało na przeszkodzie, żeby wypróbować coś innego niż mordobicie. Szerokie lądy planety zaprowadziłyby go w nieznane i ku odpowiedniej okazji do walki. Nic z tego więcej nie wyniknie, jeśli nie będzie potrzebnego dodatku. Coś, co warte jest pójście w zaparte. Spoglądając po tych wszystkich rannych i niezdolnych do wysiłku, uczucie wzbierało. Bezbronni i oczekujący powrotu do normalności. To ich wiwaty działały na wojownika, jak balsam na ciężkie rany. Odmowa nie wchodziła w grę, bo mowa tu o Fanalisie, któremu pomysł od razu się spodobał. Połknął haczyk, nie zależnie od tego, jakby wyglądało zadanie. Tym lepiej dla małego Yane.
- Dobrze. Jestem w stanie to zrobić. Nikogo lepszego posłać nie możecie. Sprowadzę z powrotem Enya, masz to u mnie zapewnione. - zgodził się bez wahania. Teraz mógł przez chwilę pomyśleć o tym, czego się dowiedział. Wyruszył wraz z grupą szturmową. Pewnie musieli być zaskoczeni i źli, że do nich dołączył. Sam nie mógłby skupić się na pojedynku z wrogiem, kiedy wiedziałby o młodym chłopaku. Tacy nie powinni jeszcze ryzykować swego życia. Nie było takiej potrzeby. Były inne rozwiązania, aby temu zapobiec. Niestety w chwili zamieszania nie w sposób zatroszczyć się o wszystkich. Zatem interesował go Enya, zatem jedyne na co mógł liczyć, to detektor. Jak odnaleźć kogoś takiego? Do niezbyt zaawansowanego umysłu Nameka nie docierało za dużo sposobów. Metodą prób i błędów będzie musiał eliminować poszczególne źródła Ki.
- Ruszę od razu. Życzcie mi powodzenia. - odparł krótko, puścił do zebranych oczko i uśmiechnął się na pożegnanie. Nie mogli tkwić w obawie przez cały ten czas. Jemu zawsze udawało się pozostać pozytywnym pod jakimś aspektem, żeby nie wiem co. Dusza dzieciaka nadal wyróżniała go z pośród tych wszystkich zielonych. Prawie, jakby był jakimś odmieńcem, który nie szanuje ich spokoju.
Fanalis wyszedł na zewnątrz i z całą stanowczością założył scouter. Chciał od razu wiedzieć, co jest grane. Na czym stał. Odetchnął głęboko, aby zebrać energię. Wydech również trwał dłużej. Czekał na napływ odpowiedniej chwili. Natchnienia do działania, a do tego potrzebne mu były informacje.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Paź 29, 2015 6:02 pm

Nim wojownik wyszedł, Yane pociągnął jeszcze raz Fanalisa za ubranie.
- Przy Rajskim Lesie jest jaskinia, stamtąd wyszliśmy i właśnie wtedy się rozdzieliliśmy. – pociągnął nosem. – Poleciałem do wioski, a Enya mógł ruszyć w stronę Sayian. Mam nadzieję… Mam nadzieję, że jest cały… – przycichł i odsunął się od wojownika, jakby myśl o stracie brata odebrała mu resztę energii.
Detektor zapikał, pokazując na planecie kilka Ki, to większych, to mniejszych, to walczących, to nieruchomo tkwiących w jednym miejscu.
Gdzie mógł się podziewać ten dzieciak…

OOC
Możesz lecieć gdzie chcesz, NPeCet i tak wszystko widzi Very Happy


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Lis 04, 2015 12:51 am

Nastawiony na obiecujące zadanie chłopak nie miał zamiaru siedzieć bezczynnie. Pozostanie tutaj okazać się mogło gwoździem do trumny. W ten czas zanudziłby się na śmierć lub też przeszkadzał innym. Wiercenie się i gorączkowe myślenie, coby tu zrobić były bardzo poważnymi oznakami paniki. Ale mimo wszystko Fan wybrał dobrze i opłaciło się czymś naprawdę zrozumiałym. Na pozór nikt nie zdradzał większego zatroskania, ukryci byli pod trwogą ze względu na najazd wroga. Nameczanin był wdzięczny za ostatnie słowa Yane, któremu najbardziej zależało na odzyskaniu bliskiego. Skinął mu głową i pocieszył na odchodne.
- Dzięki i spoko głowa, odnajdę go. Jestem już wystarczająco silny, a przynajmniej mam taką nadzieję. - humorystyczny ton głosu w żaden sposób nie mógł skłaniać ku zwątpieniu. Jedynym elementem zaskoczenia zdawała się być nieprzewidywalność losu. Nikt nie wiedział, co na niego czeka, więc należało jedynie przystosować się do powstałych warunków.
Fanalis miał do dyspozycji jedynie skaner od Changelingów. Sprytne urządzenie powinno go w trymiga zaprowadzić, gdzie trzeba. Włączył zatem podgląd mapy i zlokalizował miejsce nazwane Rajskim Lasem. Długo szukać w pamięci, czy kiedyś je odwiedził. Piesza podróż nijak ma się do szybowania. Nietutejsze osoby i wrogowie nigdy nie odkryją różnicy. Nie wystarczyło znać suchych faktów o Namek. Planeta zawierała sporo wody, i równie dużo lądu. Niekiedy bez odpowiedniego sprzętu ciężko było przedostać się w niektóre miejsca. Namecy dlatego potrafili lewitować, żeby nie musieć bawić się w prymitywne tratwy czy wręcz zbliżone kulturowo indiańskie patenty. Ostatecznie chłopak oddalił się od wioski i na jej obrzeżach wystartował. Ugiął nogi i wybił się z lekka, skupiając energię na uniesieniu ciała do lotu.

zt. > Rajski Las.
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Mar 28, 2016 10:57 am

Po drodze do osady nic szczególnego nie zaprzątnęło myśli Nameka, który kontrolował szybkość lotu i starał się przeciwstawić niechcianym przeszkodom w postaci oporu powietrza czy wzniesieniom. Prędkość nie sprzyjała nagłemu manewrowaniu, ale do tego jeszcze dojdzie. Może w późniejszym czasie podszkoli się, aby móc wykorzystywać pełen potencjał techniki. Każda przewaga jest na wagę złota, kiedy chodzi o wygraną - często decydującą o życiu albo śmierci.
Mniej więcej dziesięć metrów przed zabudowaniami Fanalis postanowił wyznaczyć sobie strefę lądowania. Osiadł spokojnie na powierzchni i z Enyią w objęciach skierował się do budynku, w którym wcześniej skryli się wszyscy mieszkańcy wioski. Dom Starszego umiejscowiony był raczej w centrum i został zapamiętany, gdy chłopak stąd wyruszał. Mógł zatem wrócić, ale nie był pewny czy środki ostrożności, jakie zastosowali jego pobratymcy pozwolą mu na ponowne wejście. Magiczna bariera wpuszczała tylko zaufane osoby i to było w niej najbardziej ciekawe. Miał trochę czasu, żeby zastanowić się nad tym, co spotkało go tu wcześniej. Pokazał się na widoku i tym samym miał nadzieję, że wystarczy aby ktoś zwrócił na niego uwagę. Wtedy bez problemu będzie mógł powiadomić zebranych o powodzeniu zadania.
- Mam chłopca. Jest nieprzytomny i trochę poturbowany, więc zajmijcie się nim proszę. - rozpoczął i czekał na jakąkolwiek odpowiedź. Po oddaniu Enyi i zerknięciu na reakcję Yane na widok brata, Fanalis miał zamiar podejść do Przywódcy. Sytuacja wymagała głębszego zrelacjonowania mu tego, co się stało tam podczas odbijania malucha.
- Nie było za ciekawie, jak odnalazłem Enyię. Wpadł w ręce Sayian, którzy walczyli z Changelingami. Nie wiem, jak długo jest nieprzytomny, ale od tamtej pory nie zdołał się ocknąć. Co ważniejsze Jaszczurom zależało, żeby dostarczyć chłopca do ich bazy żywego. Chodziło o jakieś badania. Wysłali nawet silną, zaufaną osobę z wyższej półki. Dobrze, że nie spodziewali się mnie i mogłem go odbić. - wyczerpał zasób powietrza, skrótowo wyjaśniając ważniejsze punkty całego wątku.
- Miałem do pomocy kogoś, kto nie pochodzi z tej planety. Przybył z jakimś ważnym poleceniem, aby zwalczyć małpi najazd. - napomknął i opisał Starszemu ubiór i wygląd Somy. Może przyda mu się taka wiadomość w późniejszym czasie lub będzie mógł sięgnąć do pokładów swojej wiedzy i oświecić Fanalisa. Jemu akurat nie zależało tak bardzo na poznaniu tożsamości Kaishina, przynajmniej nie teraz. Dla niego okazał się pomocnym znajomym, aspirującym do kolejnego kompana na długiej drodze obsianej rozmaitymi przygodami. Jednakowoż szokiem będzie dowiedzenie się i w pełni przyjęcie tego, co zdołał zaobserwować. Zaświaty, Bogowie i wszechświat były dla niego zagadkowe, toteż łatwo odgadnąć reakcję, jaką mógłby odegrać. Totalne zdezorientowanie, a następnie podziw. Oby w jakiś sposób nie powiązał istot za umrzyków. W sumie jakaś prawda w tym była, skoro pochodzili z Nieba. Bujna wyobraźnia i coś przekraczającego pojęcie pospolitego Nameka, jakim był Fanalis nie wróżyło nic rozsądnego. Po śmierci trafi do Nieba i nie będzie powrotu do żywych. Ot cała filozofia.
Powrót do góry Go down
Soma
Moderator
Moderator
avatar

Liczba postów : 236
Data rejestracji : 26/03/2014


SCOUTER
HP:
1185/1185  (1185/1185)
Ki:
1185/1185  (1185/1185)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 29, 2016 5:39 am

W trakcie lotu humor mu się lekko poprawił, a to za sprawą myśli o tym, ze być może będzie miał chociaż okazję zasmakować Nameczańskich przysmaków. Starał się dogonić Fanalisa jak najszybciej, mimo odczuwalnego już zmęczenia, które dodatkowo wzmagało burczenie w jego brzuchu. Pojedynek z apetytem był dobrym sposobem na to, ale tylko chwilowym. Prawdę powiedziawszy, jeszcze zanim okazało się, że nie ma "transportu" do domu, postanowił, że nieważne co się będzie tam działo, pierwszą rzeczą jaką zrobi to opróżni lodówkę Enmy.
Dawno już pozostawił las za sobą i nie minęła chwila jak tuż przed nim zobaczył niewielką wioskę. Domyślenie się, ze to tutaj właśnie zmierzał Namek, nie było trudne, a przynajmniej miał taką nadzieję. Wylądował w miejscu, które można by nazwać "główną uliczką", po czym zaczął się rozglądać. O dziwo nie zobaczył ani jednej żywej duszy. Ruszył przed siebie w kierunku największego, "rogatego" budynku, przy okazji zaglądając przez okrągłe okienka, tych mniejszych, w poszukiwaniu mieszkańców. Niestety wszystkie jakie sprawdził były puste, ale nic nie wskazywało na to, żeby zostały opuszczone. Trzeba było przyznać, że owalne chatki, były kolejną nowością dla Somy. Przez chwilkę nawet przyglądał się po prostu ścianie jednego z nich, w celu rozpoznania z jakiego materiału może być zbudowany. Szybko jednak przerwał moment rozproszenia. Przybył tutaj w innym celu. Stał już praktycznie na niewielkim placyku znajdującym się przed największym domem. Coś mu podpowiadało, że jeżeli kogoś znajdzie to właśnie tam.
-Jest tu kto?!- Zawołał niepewnie w obawie, że nikt nie odpowie. -Nazywam się Soma i...- Zawahał się. -...i szukam mojego przyjaciela, Fanalisa!- Tak naprawdę nie miał pewności czy rzeczywiście trafił do wioski Nameczan, a nawet jeśli to czy znają oni zielonego wojownika. Wiedział jedno, ze niezależnie od tego kto wyjdzie przez te drzwi to przywita się z uśmiechem i postara wytłumaczyć swoją sytuacje, jak najlepiej potrafi. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał salwować się ucieczką.

OOC:

Post nie jest zbyt długi, ale tez ciężko mi jest tutaj zagrać za NPC czy Fanalisa, więc uciąłem w tym momencie. Zdaję się całkowicie na Ciebie Ósemko i co tam wymyślisz dla mnie to się podporządkuję, jeżeli jednak uznasz, ze muszę coś zmienić bądź dopisać to wiesz jak mnie łapać. Wink

______________________



-Powiedział.-
"Pomyślał."-
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 29, 2016 11:01 pm

W wiosce było już żywiej. Ci, którzy umieli wyczuli, że siły nieprzyjaciela znikły już i im nie zagrażają. Niektórzy wyszli z domu Wodza, sprawdzając stan wioski. Fanalis został bezzwłocznie zaproszony do domu w którym schronili się Nameczanie. Było tam teraz o wiele więcej osób, opatrując sobie nawzajem rany - to wojownicy wrócili ze starcia z wrogiem i uspokojeni odwrotem wroga, zajęli się zdawaniem relacji z pola bitwy. Na początku mało kto zwrócił na przybyłego uwagę, gdyby nie okrzyk...
- Enya! - Yane rzucił się w jego stronę, starszy Namek wziął chłopca z rąk Fanalisa i odszedł na bok, kładąc go na posłaniu. Przełykając łzy i wycierając bulgoczący nos Yane przyłożył dłonie do ciała brata i wokół palców pojawiła się lśniąca poświata.
Do wojownika podszedł Wódz i położył mu dłoń na ramieniu, słuchając uważnie.
- Dziękuję Ci Fanalisie, za uratowanie naszego brata. Jednakże martwi mnie sytuacja z Changelingami... W tym starciu uważaliśmy ich za naszych... "Sojuszników z konieczności", ale wydaje mi się, że przełożyli swoje interesy ponad dobro planety. Na wszelki wypadek trzeba poinformować inne wioski by uważały na Jaszczury. - Wódz westchnął, zdawało się, że na jego ciemnozielonej twarzy przybyło kilka zmarszczek. - Nie wiem co stało się na Vegecie, ale wygląda na to, że na razie nie musimy się obawiać ich powrotu. Przydałoby się jednak wybadać sytuację i dowiedzieć co tam zaszło. Coraz gorsze te czasy. Tym bardziej dziękuję Ci za pomoc... A ten sojusznik, o którym wspomniałeś, gdzie jest..?
W tym samym czasie Soma zwrócił uwagę dwóch nameczan, którzy sprawdzali czy budynki w jakikolwiek sposób nie ucierpiały. Obaj patrzyli na niego krępująco długą chwilę, szepnęli coś do siebie po czym jeden odezwał się głośniej.
- [color:b6fd=#34fggg]W największej chacie mieszka Wódz. Idź do niego.
W tym samym momencie otworzyły się drzwi największego domu i nameczanie zaczęli rozchodzić się do siebie, patrząc ciekawie na młodego boga. Wódz, najstarszy z Nameków wyszedł na zewnątrz, po usłyszeniu opisu "pomocnika" Fana musiał już wiedzieć z kim ma do czynienia. Uśmiechał się i westchnął głęboko.
- Tak właśnie myślałem, że mamy do czynienia z bogiem, jesteś podobny do naszej siostry Kaede. Nie wiesz może gdzie się podziewa, potrzebna nam jej pomoc i dzieciaki za nią tęsknią... Fanalis powiedział, że pomogłeś mu w walce o życie tego dziecka. Jestem Ci niezmiernie wdzięczny za pomoc Soma i jeśli będziesz w potrzebie zawsze znajdziesz u nas gościnę oraz schronienie. Jeśli jest coś o co chcesz zapytać wystarczy, że do mnie przyjdziesz, jesteś u nas mile widziany. - odwrócił się do Fanalisa. - Ty również Fanalisie, nie wiem z jakiej wioski pochodzisz, niemniej, wiedz, że zawsze przywitamy Cię z otwartymi ramionami.

OOC
Żeby nie przedłużać i nie pisać kolejnego postu MG po waszych... Jeśli macie jakieś pytania możecie przesłać je do mnie na pw/gg, odpowiem jako Wódz i możecie napisać w postach Skipowych, że ode mnie coś wiecie.
Jeśli macie jakieś wątpliwości co do fabuły czy tego co chcecie robić w trakcie Skipu, również możecie zgłosić się do mnie Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Kwi 05, 2016 6:53 pm

Time Skip
Mieć własnego Boga?

Serce Fanalisa od zawsze biła dla swych braci. Tak już było zachowane i będzie przekazywane w genach. Instynktownie podążał jednak mniej wydeptanymi ścieżkami oraz inaczej próbował ułożyć własną drogę. Stąd niecodzienne sytuacje, jakie dotąd go spotkały. Poznanie Polara, walka u boku silnych Changelingów, którzy bez przeszkód pomagali mu w ciężkich chwilach. Jakby nie oni, zostałby raz dwa uśmiercony przez Sayian. Najazd zakończył się dobre parę godzin temu, a w umyśle chłopaka nadal przebiegało mnóstwo zdarzeń. Nie potrafił ich ot tak wyjąć z pamięci. Należało je zatem przetrawić lub zastąpić czymś ciekawszym. Na pożytek z jego strony może liczyć każdy. Niejako przyjął swojego rodzaju kolejną misję. To ważne, żeby każda wioska wiedziała o niegodziwym incydencie i wystrzegała się podstępów ze strony wrogiej frakcji Changelingów. Namekowi było to na rękę. Zdążył uświadomić sobie powagę sytuacji w niektórych momentach, a to bardzo sprzyjająca wieść. Na pewno w jakimś stopniu zmądrzał i wkraczał na wojowniczą ścieżkę. Nadal jednak był Fanalisem, którego rola i charakter pokazywała, że jest nietypowy w swoim obyciu. Bardziej sielankowy niż ułożony styl wskazywał, że ot tak po prostu nie porzuci samowolki. Lubił robić dużo wszystkiego, a więc powinno go być wszędzie pełno.
Sam widok poszkodowanych ze wcześniej plus stan Enyi był chwilą do powstrzymania emocji. Nie zamierzał się rozpłakać czy zezłościć na wrogów. Takie rzeczy kończą się wraz z walką. Za to ulga na twarzy Yane i jego pomoc bratu ukoiła przede wszystkim umysł Fanalisa. Nie oczekiwał wdzięczności, ale uzyskał ją od samego siebie. Był rad, że jego poświęcenie przydało się innym osobom.
Niewątpliwie młody wojownik w czerwonej szacie był skory do zdobycia nurtujących go wiadomości. Nie miał wszystkiego poukładane, stąd próba pokonania mętliku. Nim się jednak obejrzał i zrozumiał słowa Starszego na placu zjawił się wilka we własnej osobie. Oczywiście ani groźny, ani wilk. Soma udał się w jego kierunku i w jakiś sposób zdołał tu dotrzeć.
- To właśnie Soma. Szybko Ci poszło. W każdym razie świetnie, że jesteś. - następnie musiał poukładać sobie dodatkową wzmiankę Wodza wioski o jego przyjacielu. Niebianin naprawdę miał coś w sobie odmiennego, co nie mogło być przypadkowe. Ale żeby sam Bóg zdołał przybyć właśnie w miejsce, gdzie walczył Fanalis? Jak zareagować, żeby nie zwariować? Wraz ze zdezorientowaniem pojawiły się wielkie oczy niedowierzania.
- Naprawę? Nie. Prawdziwy Bóg? Ale, że śmierć... i wtedy... ale... Jest was więcej? - trybiki pracowały mozolnie i zgrzytały o siebie, domagając się smaru. Niemniej po chwili wydawało się to wsiąknąć w Fana, któremu rzeczy nadnaturalne wydawały się straszne. A w stanie lęku to on umiał się odnaleźć. Przełknął momentalnie parę koszmarnych wizji i jakby odpuściło.
- Czyli ty też masz własną społeczność... tam na górze? - wskazał palcem dłoni jasne, Nameczańskie niebo. W gruncie rzeczy wiedział, że to bujda dla dzieci, bo dalej jest kosmos i cały wszechświat. Chodziło raczej o symbolikę. Czy to materialne ciało było jedynie na pokaz, a w Zaświatach nie miał formy, jak na Boga przystało?
Po jednym i głównym pytaniu nie musiał już chyba głowić ani siebie, ani Somy. Mimo, że ich drogi zeszły się teraz, to do Niebianina należała decyzja, jakie znaleźć sobie zajęcia. Oczywiście mógł oblecieć z Fanalisem wszystkie smocze osady i zaznajomić się trochę z kulturą Nameczan. Pozwiedzać i przede wszystkim nie umrzeć z głodu. Wbrew pozorom zielona rasa sadziła tylko drzewa, ale na planecie nie zabraknie mniej lub bardziej groźnych okazów drapieżników, które można upolować. Kwestia przywyknięcia, a czekało go dużo. Fanalis nie brał nic do siebie, bo jakby miał sądzić, że Soma zostanie z nim na długi czas. To trochę źle brzmiało. Lepiej być myśli, że miał przy sobie własnego Boga albo Bożka.

Fanalisowi zajęło kilka dni z przerwami nim z własnej inicjatywy postanowił pofatygować się do każdej z pięciu pozostałych wiosek, które były powiernikami kul i zrelacjonowanie tego, co się wydarzyło z Changelingami. Nie mogli lekceważyć czegoś takiego. Oni przecież chcieli porwać małego Nameka do badań. Tak to ujęli. Prawie im się udało wykorzystać sytuację, w której to pozornie wyciągnęli rękę do tymczasowego sojuszu. Po wszystkich tych kłopotach i względnym pokoju chłopakowi przychodziło na myśl dużo rzeczy. Po każdej stronie planety rasa Nameków i Changelingów byłaby zdana na siebie. Jedni i drudzy musieliby bronić własnych terytoriów, aż niechybnie szala zwycięstwa przechyliłaby się na czyjąś stronę. Liczna armia Sayian mogłaby zdusić nikły opór wojowników Namek, a wtedy czekałaby ich tylko niewola. Ohydne i straszne dla gatunku, który przez pokolenia cieszył się spokojem i zaciszem własnego otoczenia. Z perspektywy rozpoczynającego swą karierę wojownika liczyła się wygrana albo porażka, śmierć albo życie. Nie warto męczyć się z półśrodkami. A mimo to Fan miał opory przed zabijaniem. Oszczędzał i hańbił wojowników, którzy stawali z nim w szranki. Trochę to dołujące.
Zatem, jak już tylko skończył oblatywanie miał w pełni czas dla siebie. Chwile refleksji wskazywały, że nie może osiąść na laurach. Po odpoczynku i zdobyciu nowego stroju należało wziąć się do pracy. Pomóc komu się dało i odbycie kolejnej fazy treningów. Liczby na detektorze niekiedy przytłaczały. System mierzenia czyjejś siły musiał być dobry w swym osądzie. Dążenie do ogromnej mocy nie mogło być łatwe. W dodatku prostymi drogami mógł tego nie osiągnąć. Ważne, że miał chęć i wolę do walki. Dobrze szło mu zaznajamianie się z widzianymi już wcześniej technikami. Przy asyście różnych osób dochodził do własnego stylu. Toteż nie miał zamiaru próżnować i sięgnął głębiej pamięcią do walki, w które musiał zmierzyć się z wielką Małpą. Ta konkretna kreatura dała się pokonać, ale zabrakło pewnego czynnika, który sprawiłby większe zadowolenie. Eyebeam, z pewnością przyspieszyłby wtedy potyczkę. Promień użyty przez umierającego pobratymca miał moc. Tak skondensowany promień na pewno przypalał i siekał. Na początek wystarczy, że będzie dobry do zaskoczenia. Miał w swym arsenale promień wystrzeliwany z ust, to dlaczego nie wykorzystać oczu. Nameczanie posiadali dużo talentów, jakby na przykład elastyczne ciało i szybką regenerację. Mógł liczyć na siebie, jak nikt inny. Nie oszczędzał się i odpowiednio dobierał system ćwiczeń. Coraz dłużej i ciężej, aż ciało nie przywyknie do wzmożonych warunków. To pozwalało zastanowić się, że nadal robił to samo, a daleko mu było do limitu. Dobra motywacja, jak dla kogoś z wybujałą wyobraźnią. W końcu bez przeszkód mógł myśleć o sobie, jak o najsilniejszym i najmocniejszym wojowniku. Chciał stać się obrońcą wszystkich Nameczan. Byłoby to marzenie, po którym na pewno skusiłby się na lot w kosmos. Zwiedzanie zakamarków wszechświata stanowiło jednak odległe, podświadome intencje. Trudne do zrealizowania bez odpowiedniej technologi i wiedzy. Chociaż w tej sprawie mógłby skontaktować się z Polarem.
Co jakiś czas musiał natknąć się na Somę. Nie wyglądało to losowo, jakby ich tereny mieszkalne były w sąsiedztwie. Fanalis był rządny wiedzy, ale czy Niebianin zechciał podzielić się czymś akurat na chwilę pogawędki, albo może konfrontacji ich siły? Trochę ich dzieliło rasowo i kulturowo. Zawsze znajdzie się spontaniczny moment na wywnioskowanie, jak to między innymi układa się życie. Lepiej jednak nie kusić losu i nie wiedzieć za wiele o życiu po śmierci. Takie Tabu, które warto przestrzegać. Zatem Fanalis bez przeszkód informował o wielu nowinkach na temat tego, jak przebiega czas na Namek. Poza nimi byli przecież Changelingi, z którymi odwiecznie walczyli. Oczywiście tym zajmowali się elitarni wojownicy, szkoleni do tego, a na pewno z talentem. Jedni starsi, drudzy dopiero wcieleni. Tak sądził sam Fanalis. Jemu w hierarchii jakoś niespieszno było zagrzewać miejsce. Paradoksalnie do własnych oczekiwań. Przez krótki okres czasu mógł w zasadzie zaznajomić Somę z tym czego sam nie zobaczy. Tereny naziemne były do jego dyspozycji, a dookoła przyjaźnie nastawieni Nameczanie. Chyba w ten sposób zleciał im obu czas. Raz osobno, a raz w kompani. Mogło być już coraz lepiej.

Occ: Dodatkowy trening i darmowa nauka Eyebeam.
Powrót do góry Go down
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Mar 17, 2017 9:25 am


" Poruszał się najszybciej jak mógł, chciał maksymalnie skrócić czas podróży do wioski... Czuł że takie wtargnięcie może nieść za sobą olbrzymie konsekwencje ale nie miało to większego znaczenia... Nie będą wstanie go zatrzymać, nie w tej sytuacji... Pojawił się..."

Demon wziął sprawy w swoje ręce, szybko namierzył najbliższą wioskę i tak właśnie pędził co sił. Nie wiedział czy przekona tubylców do pomocy samymi słowami więc w myślach szykował się na opcje walki. Oczy przyglądały się architekturze budynków tak żeby oszacować w przybliżeniu ilu zielonych mogłoby tam być. Oczywiście zdawał sobie sprawę że jeśli będą tam wojownicy tacy jak na archipelagu , sprawa nie będzie prosta. Tamci nie wątpliwie dorównywali umiejętnościami ogoniastym przez jakiś czas. Rasa tej planety zaczęła robić się coraz bardziej interesująca a kto wie jakie tajemnice skrywali przed przybyszami. Plac nameczan stawał się coraz bardziej widoczny a w powietrzu nie było nikogo, żadnego strażnika, czyżby trzęsienie ziemi wywołało aż tak wielki zamęt. Van lekko zmieszany na moment zapomniał o wszystkim przypominając sobie wizję z jeziora. Odruchowo zacisnął pięść i jak najszybciej odrzucił tę myśl gdzieś na dalszy plan.

" Uderzył z nieba... Wciąż otaczany jasnobiałą aurą która utrudniała rozpoznanie sylwetki na pierwszy rzut oka... Wylądował na samym środku placu wzniecając pył i drobiny skalne wokół... Nie mógł przewidzieć co się stanie w ułamku kolejnych sekund... Zdążył się wyprostować, rozluźniając mięśnie... Aura się rozproszyła a on sam stał w miejscu nie robiąc żadnego innego gwałtownego kroku..."

Stał teraz w sercu wioski, czy otaczali go sami wojownicy a może zwykli mieszkańcy, tego nie mógł wiedzieć. Pozostało mu czekać na ich ruch, interwencję lub otwarty atak na intruza który odważył się w taki sposób wtargnąć na ich teren. Nie ważne było skąd nastąpi atak, Van dalej stał niewzruszony całą tą sytuacją. Chciał koniecznie rozmawiać z wodzem wioski i żądać spłaty długo za pomoc jego ludziom podczas inwazji. Nim całe przedstawienie minęło a wzniesiony piach z powrotem opadł na ziemię, demon odezwał się.
- Chcę rozmawiać z wodzem wioski, jestem Van były wojownik planety Vegeta, dezerter rasy Saiyan  a teraz mieszkaniec Namek.
Nic więcej nie mógł powiedzieć, wyglądał jak jeden z ogoniastych którzy przeprowadzili inwazję. Ale walczył przeciwko nim ramię w ramię z chloroplastami. Jego aura nie mogła zdradzić kłamstwa bo takiego nie było. Musiał czekać na odpowiedź ludu tej wioski.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Mar 17, 2017 3:25 pm

Muzyka (ta sama):
 

Gdy demon wylądował niespodziewanie i widowiskowo na środku wioski, część z jej mieszkańców zamarła w bezruchu. Wszyscy mieli wielkie, przerażone oczy. Ich oddechy mówiły same za siebie. Nowe wcielenie Vana nie przestawało go zadziwiać. Do jego uszu dochodziły słodkie wibracje. Początkowo nie wiedział, skąd one się biorą, choć sprawiały mu podświadomie tyle słodyczy. Gdy zaczął się w nie wsłuchiwać doszła do niego ciekawa prawda. Drgania powietrza powodowały bijące w szybkim tempie serca...

Kilkoro dzieci ukryło się za ścianami budynków. Starsze nameczańskie osobniki za to patrzyły się na widowisko z typowym dla tej rasy, pogardliwym wyrazem twarzy.  Wydawali się wcale nie przejmować tym, że przybysz im zagraża. Stali stosunkowo blisko, na tyle blisko, by nie móc się ochronić, gdyby zaszła taka potrzeba.


Po kilkukrotnej, milczącej wymianie spojrzeń pomiędzy mieszkańcami, jeden z nich wysunął się na przód. Był do dojrzały Nameczanin. Jego mięśnie zwiastowały umiejętności i siłę. Jego szata była w kilku miejscach rozdarta, najprawdopodobniej z powodu zużycia. Nie zachowywał się agresywnie. Jedynie stanął naprzeciw przybysza. Złożył ręce przed sobą.  

Powiedział stanowczo:

- Odejdź stąd. Nie masz tu czego szukać, Saiyaninie. – jego głos dudnił basowo. Wypowiedział swoje zdanie w sposób, który nie pozostawiał wiele do dyskusji.

Nieco dalej przy jednym z budynków stało kolejnych dwóch, umięśnionych Nameczan. Przyglądali się scenie w bardziej wyczuwalnym napięciu.

Przez chwilę demon musnął spojrzeniem krzepko wyglądającego Nameczanina, który znajdował się przy dalej umiejscowionej chacie. Miał na rękach maleństwo, które nie poruszało się. Wyglądało na uśpione czy...? Mężczyzna szybko zniknął za kotarą jednego z większych domów.



- To on... to on... to... – w głowie Vana rozległy się dziwne szepty. Wszyscy Nameczanie mieli zamknięte usta. A jednak jakieś kobiece głosy szmerały do niego.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Mar 17, 2017 11:35 pm


" Dziwne uczucie... Był wojownikiem a mimo to część jego nowej osobowości czerpała radość ze strachu jaki wywoływał... Ci którzy przywrócili go do życia z pewnością maczali w tym palce... Białowłosy był zdziwiony dlaczego coś tak nieistotnego wpływa na jego emocje... Mimo wszystko wciąż potrafił odrzucić wszystko na bok... Był mistrzem swojej profesji..."


W końcu pojawił się na środku wioski gotowy rozmawiać z ich wodzem, ten jednak nie pojawił się. Zamiast niego z szeregu wystąpił prawdopodobnie jeden z obrońców zielonych tubylców. Wskazywała na to jego postawa, postura i dziwna pewność siebie. Problem tkwił jednak w szczegółach, ponieważ demon nigdy nie był wstanie pogodzić się z taka odpowiedzią. Przybył po spłatę długo a chloroplast od tak kazał mu się wynosić. Dumna po jego krewniakach ewidentnie weźmie w tej rozmowie górę nad nowo odkrytymi przypadłościami demonów. Nie dał swojemu rozmówcy czekać zbyt długo i odpowiedział na jego słowa.
- Odważne słowa Ale nie Ciebie szukam... Oczywiście że mam, mój towarzysz ucierpiał podczas walki z ogoniastymi... Przelał ze mną krew za waszych ludzi na Archipelagu... Wiem że jesteście wstanie pomóc i go wyleczyć... Niczego więcej nie oczekuję, twój wódz, sprowadź go lub zejdź mi z drogi...
Białowłosy mówił całkowicie poważnie, żaden z tych zielonych karków nie będzie wstanie go zatrzymać. Widział ich potencjał bojowy, szybkość, siłę i unikalne zdolności. Mimo wszystko ich sekwencja ruchów była wyjątkowo prosta do złamania. Jednym z atutów demona jeszcze za czasów dumnego halfa było kontrowanie stylu walki przeciwnika. Im walka trwała dłużej tym szala zwycięstwa przechylała się na korzyść Białego.

" Wojownik wiedział że sytuacja nie jest na jego korzyść... Zwłaszcza kiedy jego wzrok odnalazł jeszcze dwóch strażników... Chociaż jego duch nie odmówiłyby pojedynku za nic na świecie..."

Gdy wszystko zdawało się już jasne, mroczny dostrzegł jeszcze jednego tubylca który ewidentnie wyróżniał się spośród reszty. To pewnie był wódz jednak zniknął tak szybko jak się pojawił a na drodze Vana wciąż stał nameczański wojownik. Wtedy znów zabrzmiały nieznane mu głosy, jakby był ktoś jeszcze, dziwna obecność. Na chwilę zmusiła Demona do skupienia i wsłuchania w samą barwę głosu. Mimo to znów odrzucił gdzieś na bok całe to zajście i przemówił jeszcze raz do zielonych.
- Zejdź mi z drogi... Nie interesujesz mnie. Twojemu ludowi nic nie grozi...
Mówiąc to brzmiał śmiertelnie poważnie, nie było w tych słowach ironii ani drwin. Białowłosy zrobił pierwszy krok później następny z zamiarem minięcia się z chloroplastem. Na chwilę wrócił do własnych myśli zadając dodatkowe pytanie.
" Kim jesteście ? I w jaki sposób się ze mną komunikujecie... Nie pozwoliłem nikomu gościć się w mojej głowie..."
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sob Mar 18, 2017 8:36 pm

Nameczanie milczeli. Była to pełna napięcia cisza, która mówiła sama za siebie. Wymuszona. Drżąca... Nikt nie zabierał głosu, nie komentował słów przybysza. Większość z nich pochowała się za pozorem osłony, jakie dawały ściany budynkow. Na środku pozostali tylko niewzruszeni staruszkowie i przygotowani do walki wojownicy.


Dwóch asystujących Nameczan podszeło bliżej. Znaleźli się po prawej i lewej stronie nieco za największym wojownikiem, który jako pierwszy postanowił odezwać się do demona. Nie zamierzał tak szybko odpuścić. Złapał Vana za ramię, wręcz odczuwalnie ścisnął dłoń. Pociągnął go lekko do tyłu i nie pozwolił dalej przejść. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę ze sobą. Mierzyli swoje siły w tym pokazie. Wzrok Nameczanina wyrażał stanowczość, nieustępliwość. Jednak nie upartość. Z czego to wynikało? Z... poczucia ciążącego obowiązku? Bezsilności i obaw po ostatnio toczących się bitwach? Niechęci do obcych? Nie wiadomo. Wniosek demon musiał wyciągnąć sobie sam.

- Jeśli chcesz pomocy, to proś o nią. – stwierdził w końcu spokojnie. – Damy ci kogoś, kto wyleczy twojego towarzysza. Jeśli to wszystko, to odejdź w pokoju. Nie życzymy sobie, żebyś niepokoił naszą wioskę.

Nie puszczał ramienia Vana, dopóki nie otrzymał jasnego sygnału, że demon odpuszcza.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sob Mar 18, 2017 11:04 pm


" Stało się... Zielony stwór pierwszy przeszedł do czynów, wyciągając rękę w kierunku białowłosego... Przypieczętował swój los... Teraz sytuacja może diametralnie ulec zmianie, pewnie tak się też stanie... Która cześć mrocznego mogła wziąć teraz górę, dumny half czy istota stworzona na wzór czystego zła... "

W wiosce atmosfera sięgnęła ostatniej możliwej granicy, moment kiedy strażnicy zbliżyli się do siebie a jeden z nich wyciągnął rękę aby zatrzymać demona. Czy miało to jakieś znaczenie, być może patrząc na to z boku niewielkie ale nerwy Vana się obudziły. Namek złapał go za ramię, gdy go mijał a oczy demona zapłonęły gniewem. Zatrzymywanie w ten sposób białowłosego oznaczało śmierć. Mógł teraz złamać rękę strażnika lub wygiąć ją w nienaturalny sposób. Mimo wszystko przewaga liczebna robiła swoje i wojownik doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Bacznie obserwował zachowanie świadków, czy nie poczują się zaraz zbyt pewnie i zrobi się dużo gorzej. Pamiętał też o stanie w jakim był jego towarzysz a trzeba było zapewnić mu możliwie najlepszą pomoc. Tutaj nie było wątpliwości że zieloni tubylcy doskonale znają się na sztuce uzdrawiania, widział co potrafią. Nadszedł nas zademonstrować sztukę walki jaką posługiwał się dawny wojownik ogoniastych. Była to idealna okazja pokazać granicę której nie wolno przekraczać, zachowując spokój i opanowanie.

" Van sięgnął tylko wolną ręką do ramienia Nameka... Wydawało się, że klepnął go lekko, ale bystre oko potrafiło dostrzec szybkie zaciśnięcie się palców... Ramię strażnika opadło bezwładnie, jakby zielony z własnej woli puścił demona, choć jego spojrzenie zdradzało co innego... "

-Twoja troska jest zrozumiała... Mój przyjaciel jest niedaleko stąd, zabierzcie go do wioski, potrzebuje pomocy a na pewno się odwdzięczy... Nie mam zamiaru was dłużej niepokoić... Jeśli jako strażnik dasz mi honorowe słowo że postaracie się go uratować, oddale się natychmiast...
Białowłosy był pewny że tyle powinno wystarczyć żeby przekonać zielonych do współpracy. Mogą postawić Fridge'a na nogach a on do tego czasu postara się złapać jakieś punkty zaczepienia na planecie. Być może uda się uzyskać jakieś ciekawe informację od jednej z grup changelingów. Nie ukrywając mógł spokojnie trafić na niedobitków własnej rasy co też go zadowoli. Wszystko zależało od tego co teraz w odpowiedzi uczynią tubylcy.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Mar 20, 2017 9:16 pm


Ręka Nameczanina opadła bezwładnie. Zaskoczony wojownik nie mógł przez chwilę zrozumieć, czemu tak się stało. Jego równie zaskoczeni towarzysze podeszli o krok do przodu, gotowi złapać Vana za ramiona i unieruchomić lub też od razu stanąć do walki. Ten z przodu podniósł jednak dłoń nad głowę i zerknął na pomocników. Zatrzymali się w bezruchu. Ich rozzłoszczone miny zdradzały, że nie mieli ochoty odpuszczać. Cofnęli się znów do tyłu jak psy na komendę ‘waruj”.

- Sopran, przyprowadź Picco. – rozkazał największy z Nameczan.

Jeden z wojowników ruszył do oddalonego nieco, sporej wielkości budynku. Zniknął na dłuższą chwilę za zasłoną zawieszoną na łuku drzwiowym. Potem wyłonił się wraz z ów Nameczaninem, którego wskazały dziwne głosy w głowie Vana. Był nieco mniejszy niż reszta pobratymców. Okalała go gruba szata, która miała zapewne ukryć fakt, że nie posiadał tak imponująco rozwiniętych mięśni. Zbliżył się wraz z mężczyzną, który po niego poszedł, bliżej do środka wioski. Stał jednak w sporej odległości od demona.

- Nie przyjmiemy twojego towarzysza do wioski.  – oświadczył zwów największy z wojowników. – Ale Picco pójdzie z tobą i pomoże go opatrzyć.

Nim Van zdążył odpowiedzieć, Picco odsunął się o krok do tyłu i zaczął machać rękami przecząco.


- O nie, nie, nie. Nie zamierzam iść nigdzie z żadnymi saiyanami ani tym bardziej ich leczyć. Niech powyzdychają jeden po drugim i więcej tu nie wracają! – wyrzucił z siebie nieco drżącym ale pełnym jadu tonem.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Mar 20, 2017 11:00 pm


" Reakcja wojownika była jednoznaczna... To był jedyny tubylec który zachował odrobinę honoru... Reszta nie robiła na demonie najmniejszego wrażenia... Szczególnie grubas... Odziany w grube szaty aby ukryć skazę swojej marnej budowy... Ktoś taki odważył się splunąć pod nogi mrocznego, te słowa, gorzko za to zapłaci... Splamił honor swojego ludu, to będzie tylko przysługa..."

Tak jak spodziewał się Van, sposób i technika walki nameczan pozostawiała wiele do życzenia. Oczywiście byli odważni i na swój sposób unikalni co zawdzięczali szerokim wachlarzem umiejętności magicznych. W wiosce był najwidoczniej tylko jeden wojownik ten który stanął naprzeciw niemu a miał już jedną rękę niesprawną, przynajmniej na jakiś czas. Dwóch pozostałych to para tępych osiłków, łatwo było z nich zadrwić i oszukać. Nawet jeśli byli silniejsi fizycznie można to było odwrócić przeciwko nim samym. Demon układał już sobie w głowie powoli co się stanie jeśli któryś z nich podejmie próbę ataku niestety ich gruby przyjaciel był szybszy. Słowa jakie wypowiedział w kierunku białowłosego, były najgorszą opcją z możliwych. Okrył tylko swoją rasę hańbą w oczach mrocznego a co więcej podpisał na siebie wyrok. Gdy picco skończył mówić...

" Aura u Vana zmieniła się na te słowa... Jego zadowolona arogancja przeszła w podniecenie zwycięstwem... Miał nadzieję na taką odpowiedź. Wręcz jej oczekiwał... Skłonił się lekko przed wojownikiem którego ranił..."

- Dziękuję Wam, byłem przygotowany, że po prostu odejdę, wiadomym było że przybywam w potrzebie... Kazałeś nawet o nią prosić... Mimo tego twój towarzysz, nie-wojownik odważył się na okrycie Was hańbą...

Nadeszła chwila napięcia która trwała zaledwie ułamek sekundy, tak niewiele dzieliło ich od nieuniknionej walki. Pogardliwe prychnięcie utknęło Demonowi w głowie, nie mógł darować takich słów. Musiał minąć tylko tą odległość która ich dzieliła, zrobi to szybko, nie pozostawiając reszcie czasu na reakcję. Ruszył do ataku, płynnie jakby zbierał się do lotu aby opuścić wioskę, nic bardziej mylnego. Pokona dystans w mgnieniu oka, szczególnie dla otyłego nameka który nie będzie wstanie dostatecznie odpowiedzieć...

" Był już wystarczająco blisko... Obrócił się płynnie ani na chwile nie tracąc dynamiki podczas natarcia... Van nie był wstanie dostrzec linii Ki ale czuł jak jego dłoń napełnia się mocą... Uderzył palcami w nos najbliższego... Krtań została zmiażdżona, kości strzaskane a odłamki wbite w mózg... Demon chciał tylko poczuć jak aura przeciwnika w okamgnieniu gaśnie a ten zwala się martwy na ziemię... "

Reszta nie miała tu już większego znaczenia, jeśli będzie trzeba stoczy walkę z całą trójka mając nadzieję że zaatakują pojedynczo. Przyjął pozycję to walki przesuwając się do tyłu, powoli, zawsze wolał czekać na błąd przeciwnika. Tamtych dwóch idealnie się do tego nadawało...

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 21, 2017 4:26 pm

Demon płynnie ominął dwóch wojowników i nim ktokolwiek zdążył zareagować, runął na Picco całą siłą. Gdy jego dłoń spotkała się z nosem ofiary, usłyszał donośny odgłos łamania kości. Krew trysnęła z miejsca, gdzie chrząstka łączyła się z czaszką. Uderzenie było mocne, lecz nie przebiło się na tyle, by zabić chłopaka. Razem z impetem przekręcił się o 180 stopni i padł na ziemię, jęcząc z bólu.

W międzyczasie starsi Nameczanie wznieśli swe ręce do góry i zaczęli szeptać coś z cicha. Jak się okazało, ich obecność nie była taka bezpodstawna. Z czubków palców wystrzeliły każdemu z nich błękitne promienie, które otoczyły ciało Vana łącząc się ze sobą niczym bąbel, by nie mógł ruszyć się dalej.


Wojownicy rozstawili się wokół pojmanego demona. Największy z nich, trzymając się za sparaliżowaną rękę, przemówił z poważną, ale beznamiętną miną:

- Nie interesuje mnie twój osąd, obcy. Przybyłeś stawiając warunki i rządania. Na dodatek atakujesz bezbronnych. – na chwilę zamknął usta i wpuścił powietrze. Furia narastała w jego ciele, Van doskonale to odczuwał. To, jak krew coraz szybciej płynęła w jego żyłach... – A teraz wynoś się stąd! –krzyknął donośnie na całą okolicę, dając upust swojej złości.


- Nie!- jęknął zaatakowany Nameczanin. Z trudem pozbierał się z ziemi. Trzymał się za połamany nos. Mówił przez usta nosowym głosem. Co jakiś czas sapał. – Nie wypuszczajmy go. Czemu mamy się goldzić na takie traktowanie? Jak będziemy tacy ulegli, saiyanie zawsze będą mogli tu przyjść. Zabrać nasze dobra, zabić wojowników, zrujnowac wioski. Lepiej zróbmy z niego totem. Utopmy go albo nabijmy na pal. Niech będzie symbolem wolnego Nameka.

OCC:
Gramy na mechanikę. Smile Podliczaj sobie na przyszłość proszę zadany DMG, utratę KI itp.
Dowódca: Paraliż ręki
Picco Grubas: -100 HP (potężny atak Vana)
Dziadkowie: -40 KI bariera
Kolejny atak potężny możliwy za 2 tury
Hint: mozesz oczywiście probowac rozwalic barierę

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Mar 22, 2017 12:40 am


" Uderzenie było wykonane w czas... Brakowało tylko dawnej siły która niewątpliwie odegrała by kluczową rolę... Cioś nie był wstanie zabić nawet takiego robaka jak ten zielony tubylec... A teraz ruch należał do strażników wioski..."

Atak demona nie przyniósł oczekiwanego efektu w postaci śmierci zielonego grubasa. Pozostało przygotować kolejny ruch tylko było to nieco kłopotliwe. Starszyzna znów posłużyła się magią dzięki której mogli uwięzić demon wewnątrz dziwnej bańki energetycznej. Demon pierwszy raz widział coś takiego więc musiał działać spokojnie, zostawiając czas na rozwagę. Teraz był wystawiony jak na talerzy na każdy atak energetyczny, swoją drogą nienawidził takiego sposobu walki. Nie było wyjścia trzeba improwizować. Najwidoczniej przywódca zielonych koniecznie nie chciał dopuścić do otwartej walki. Swoją drogą dysproporcja w liczbie była na korzyść nameków, mimo to żaden nie odważył się przeprowadzić ataku. Powody mogły być różne, może nie chcą tracić sił jeśli w pobliżu są inne wrogie rasy. Pozostało tylko odpowiedzieć jednemu z nich.

" Mroczny przyjął wyjściową pozycję swojego własnego stylu walki... Wyciszył się pozwalając oczyścić umysł z niepotrzebnych emocji... Potrafił równie szybko odrzucić ból gdzieś na koniec swojej uwagi... Zachowując spokój, powoli gromadził nowe siły... Jego aura pulsowała wewnątrz bańki jakby szukała nieszczelności, miejsca w którym przebije się i wypłynie na zewnątrz... Zbierała się coraz większa ilość negatywnej Ki... Van zdecydowanie przybierał na sile..."

- To więzienie nie na długo mnie powstrzyma... Oskarżasz mnie o atak na bezbronnego... Jeśli nie potrafi się bronić wyznacz wojownika który stanie za niego do walki, chyba że uważa się za wolnego nameka i sam przystąpi... Okrywa hańbą własny lud...

Van doskonale widział że taki obrót sprawy znacznie poprawiłby jego pozycję. Nawet jeśli jego przeciwnikiem byłby ktoś inny niż grubas powinno i tak pójść w miarę dobrze. Pozostało mu tylko odetchnąć i dalej medytować w bańce. Gdy już będzie wolny każdy gram siły się przyda, a czysty umysł pozwoli na zdecydowane działanie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Sro Mar 22, 2017 3:58 am

Od długiego, wręcz niewyobrażalnie i okropnie dłużącego się czasu nasz bohaterski, młody Namekian walczył i ścierał się z mnóstwem coraz silniejszych przeciwników. Pokonując źdźbła traw natrafiał na płotki, potem na murki  i pagórki, aż przyszło mu podziwiać wznoszące się ponad niego wyżyny i góry. Jedynie śniąc o takiej potędze, jakiej mógł nigdy nie doświadczyć. Nie uległ niczemu, czego mógł się teraz wstydzić. Chociażby bał się, to walczył z tym strachem do utraty tchu. Poprzez mdłości i skurcze bólu wytrwał, co spotęgowało jego wolę istnienia. Miał przed sobą długi i owocny los, a to oznaczało że mógł postawić kolejne cele. Jeszcze więcej odkrywania i nauki, podziwiania i zabawy oraz oddychania pełną piersią, jak przystało na pokojową, zielona rasę z odległej planety gdzieś w kosmosie - Namek.
Tuż po niechybnej walce z agresorem wiele musiało dojść do ładu i porządku. Nic jednak nie mogło pozostać takie samo, a pamięć o wydarzeniach z pewnością będzie stanowić piętno w historii. Czy jednak był to powód do smutku? Sądząc po tym, jakim Fanalis jest samotnikiem i wyrzutkiem, to raczej marny z niego przykład. Jemu także nie było wesoło, kiedy ktoś bezkarnie próbował naruszyć suwerenność jego rasy i krainy, aczkolwiek zaraz po odparciu najeźdźcy okazał się być szczęśliwy. Nawet widok współpracujących Changelingów i Nameczan wprawiała o zadowolenie. Dla takiego zaskoczenia warto było snuć kolejne nadzieje do ciekawych przygód.
A na razie mimo odpoczynku, jaki sobie zafundował Fan postanowił spać jeszcze dłużej. Regeneracja ciała tak słabo wysportowanego i podatnego na zmęczenie musiała pochodzić od lenistwa. Mimo młodego wieku i ćwiczeń potrzebnych do bycia wojownikiem, to naturę ciężko oszukać. Nie ważne jak silny się stanie w kontrolowaniu mocy, chuderlakiem pozostanie po wsze czasy. Ledwie rychły ułamek tego w co zostanie wzbogacony będzie przeznaczone o parametry fizyczne. Reszta jest mu pisana, jako magiczny aspekt kojarzony z faktycznymi mocami Nameczańskich przodków. Wróciwszy jednak do sedna. Fanalis drzemał, a jeszcze wcześniej spał tak mocno, że raczej niewykonalne było obudzić go w jakikolwiek sposób. Choćby grzmiało i waliło się pod nim niebo, skłonny byłby chrząknąć i obrócić się na drugi bok. Po tylu doświadczeniach bardzo ułatwi mu to dalsze postrzeganie świata. Funkcjonowanie na nowo pozwoli nie zwariować. Kto wie, jakby odmiennie wyglądał, gdyby oszalał i jak niebezpieczne okazałoby się to dla pozostałych w jego otoczeniu. Sen musiał wszak minąć za sprawą czegoś, co w owej chwili sprawiło, że się obudzi. Akurat zawczasu i poprzez zrządzenie losu umysł mógł mu serwować właśnie dość ciekawe wizje. Dochodzące do kulminacyjnego momentu i wyczekiwanej chwili prysnąć niby bańka mydlana. Wtem i wobec ocucił go dreszcz nadchodzącego powiewu. Wietrzyk musnął mu odkrytą na twarzy i ramionach skórę. Fanalis przemilczał irytację, jaka temu towarzyszyła. Miał bowiem najlepszy i jak dotąd jedyny pozytywny sen, któremu chciał się oprzeć bez mrugnięcia okiem. Sztuczki losu najwyraźniej bawiło pozbywanie się czyichś złudzeń. Wstał niemal w pośpiechu, zorientowawszy się, która godzina. Najwyraźniej jego Namecka krew sprawiała, że instynktownie rozpoznawali pory na rodzimej planecie. Mimo młodego wieku odczuwał niewyjaśnione zjawiska. Nie zastanawiał się długo i z podejrzeń wiedział, jakoby mógł ominąć porę posiłku. Ku jego zaskoczeniu ktoś najwyraźniej wiedział o jego obecności. Zlokalizowanie dzbana z wypełniającym go nektarem uznał za ratunek, gdy w brzuchu zaburczało. Siła ów rasy pochodziła od zasobów i minerałów, jaką przyswajają poprzez wodę. Czym byłoby samo konsumowanie krystalicznej substancji, gdyby nie inwencja umysłu i wydobywanie z upraw ich rozkosznych właściwości. Dając na to przykład słodkiego nektaru z owoców. Chłopak zaczerpnął pokaźny łyk pozostawionego mu obiadu, a kolejnymi przyprawił się o cieknące mu z kącików ust resztki. Odetchnął miarowo i z zadowoleniem przetarł buzię. Jakby wracając do życia ubrał się i napotykając po drodze pobratymców życzył im udanego dnia. Nic tu po nim. Czas szukać ścieżki w życiu i kreować własną legendę.

Occ: Wybaczcie za wtrącenie swojego tekstu. Nie ingerowałem w to, co dzieje się powyżej, żeby nie psuć niczego. Chociaż to niepodobne do mojej postaci że tak ignoruje zamieszanie ;P
Ale jeśli nie macie nic przeciwko to mogę usłyszeć jakieś odgłosy walki ^^ i uratować Vana z opresji xD
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pią Mar 24, 2017 1:18 pm

Kiedy Nameczanie debatowali, Van zajął się analizowaniem bańki, w której został uwięziony. Tworzyła ją czysta energia KI uformowana jak plastelina. Miała strukturę podobną do siatki lub pajęczyny. W miejscach nieregularnych wiązań dawała ciemniejszy, granatowy odcień. Pomiędzy tworzącymi ją nitkami widać było lepiej otoczenie, które tylko od czasu do czasu przysłaniały fioletowe wyładowania, przebiegające po całym kształcie kuli. Na pierwszy rzut oka wyglądała na spójną. Dopiero przy bliższym obejrzeniu zauważało się, że dzieliła się na trzy oddzielne części splecione wspólnie niemal niedostrzelaną linią. Każda z nich była generowana ze szponiastych palców starszych Nameczan.

Po komentarzu demona, Nameczanie spojrzeli po sobie. Picco skulił się w sobie. Trzymał się za złapany nos.

- Decyzja, co z nim zrobić, jest po stronie wodza. – wydukał z siebie jeden ze starszych Nameków niewyraźnym, starczym głosem.


- Sopran, przekaż informację do wodza. – rozkazał największy z Nameczan. Na jego polecenie jeden z asystujących wojowników zniknął za drzwiami jednego z mniejszych budynków.


- Leczyć jakiegoś z tych skurwysynów to ostatnia rzecz, jaką bym w życiu zrobił. Jeszcze by mnie ręce odpadły od ich jadu. – psioczył dalej pod nosem Picco. – Ja hańbię? To ty plugawisz naszą świętą ziemię swoimi cuchnącymi stopami! – mówiąc to, patrzył prosto w oczy Vana. – Róbcie, co chcecie. Ja mam swoje zadania i wracam do nich. – powiedział na odchodne. Skierował się utykająco z powrotem do budynku, z którego wyszedł.

- TO ON!!!- w uszach Vana rozbrzmiał przeraźliwy kobiecy pisk.

- Nie chcemy z tobą walczyć, obcy. – głos zabrał znów najsilniejszy z wojowników. - Zmuszasz nas tylko do obrony.

OCC:
Dowódca: Paraliż ręki
Dziadkowie: -40 KI bariera
Kolejny atak potężny możliwy za 1 turę

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Nie Mar 26, 2017 7:19 pm

Post dla Fanalisa***

Co prawda Fanalis rzeczywiście mocno spał. Miał bardzo twardy sen, przez który nawet nie wyczuł, że w wiosce coś się dzieje. Aktualnie znajdował się nieopodal zamieszkałego przez nameczan terenu, a dokładniej naprzeciwko. Twardy sen Fanalisa zakłócił jeden z nameczan, który przebywał obok niego w pozycji medytacyjnej. Prawdopodobnie to właśnie wysoki poziom skupienia wyprowadził śpiącego nameczanina ze snu. Gdy Fanalis otworzył oczy ujrzał medytującego w powietrzu odpowiednika jego rasy.


Po gwałtownym zerwaniu się z ziemi Fanalisa nameczanin nie odwracając nawet głowy na bok - rzucił jednym okiem na bok próbując spojrzeć na towarzysza, które oko po chwili zamknął.

- Spokojnie towarzyszu. Bez pośpiechu. - Powiedział spokojnym tonem w pełni wyluzowany i wyciszony. Był niczym oaza spokoju czerpiąca energię ze słońca i ciszy.

- Przyniosłem dla ciebie trochę pożywienia. Skosztuj. Na pewno jesteś pusty po tak długiej i twardej drzemce. - Dalej mówił spokojnie. Najwyraźniej czekał cały ten czas na pobudkę Fanalisa. Ugościł go na swój sposób, bowiem nameczanie zawsze są mile tutaj widziani. Chwilę odczekał, kiedy Fanalis zaczął się zbierać w dalszą podróż. Wtedy wyszedł ze swojego staniu medytacji lekko stąpając stopami na ziemi i odwracając się w stronę zaczął podchodzić wolnym krokiem do niego.

- Już wyruszasz? Dokąd? Pozwól jeszcze ciału odpocząć. Wykonywanie wysiłku po tak długiej przerwie to zły nawyk. - Nameczanin najwyraźniej bardzo chciał, aby Fanalis pozostał w miejscu jeszcze przez chwilę. Musiał mieć do niego jakąś pilną sprawę, choć nie chciał dręczyć nowo poznanego nameczanina pytaniami od razu po pobudce.
Powrót do góry Go down
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Pon Mar 27, 2017 7:40 pm


" Lud zielonych ewidentnie zawiódł demona, ich obyczaje były odmienne niż te które poznał żyjąc na Vegecie... Chociaż byli interesującą rasą a ich umiejętności są fenomenalne, nie mieli nic więcej żeby zainteresować mrocznego... Musiał się tylko wydostać z bariery jaką postawili starsi tubylcy..."


Nie było na co czekać, zieloni uparcie przedstawiali swoje racje a ich mała sztuczka z barierą stawała się nieprzyjemna. Demon w tej sytuacji nie mógł wiele zdziałać, wojownicy ustawili się wokół niego tak aby tylko po opuszczeniu bańki po prostu zaatakować ze wszystkich stron. Białowłosy jeszcze raz rozejrzał się jak wygląda ta beznadziejna sytuacja i postanowił działać. Słowa grubasa jak zwykle nie niosły nic tylko drwiny i brak honoru jaki przesiąknął tą rasę. Nie czekając dłużej mroczny wtrącił się wyjaśniając sytuację raz na zawsze.
- Zawiodłem się na waszej rasie... Brońcie się dalej... Przyjdą inni...
Kończąc zdanie odwrócił się plecami o podszedł powoli do siatki jaka go otaczała. Nie wahał się, zbliżył otwartą dłoń, dotknął pola i zastanowił się czy jest wstanie je zniszczyć. Chciał po prostu zrobić w niej na tyle mała dziurę aby się wydostać i odlecieć w swoją stronę. Spuścił wzrok na drugą rękę, na moment się wyłączył, momentalnie zaciskając dłoń w pięść. Poczuł pierwszy przeszywający impuls i uderzył z całej siły w punkt przed sobą. Nie miało to znaczenia czy coś się wydarzy czy nie, musiał po prostu spróbować. Odrzucić gniew w jaki wprawiał go niski tubylec, ktoś taki prędzej czy później zginie. Przez całą sytuacje wojownik na chwilę zapomniał o tym że trzeba pomóc towarzyszowi, być może któraś z frakcji zmiennokształtnych była by na tyle przychylna. Została zawsze opcja powrotu na równiny już raz spotkali tam zielonego mutanta który nauczył ich kilku przydatnych sztuczek. Opcji robiło się coraz więcej.

" Demon stał odwrócony plecami z lekko uniesioną głową... Wpatrywał się w to co dzieję się wysoko nad wioską... Zieloni postanowili czekać na reakcje wodzę choć nie miało to już większego znaczenia... Najlepszą niespodzianką były tylko rozkaz do ataku na co nameków nie było po prostu stać... Van czekał aż starszyzna zniesie bańkę i przestaną go więzić... "




Spoiler:
 


Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 28, 2017 11:23 am

Van uderzył lekko w miejsce łączenia trzech barier wygenerowanych z dłoni Nameczan. Było to jedyny optymalny punkt, w którym mógłby próbować uszkodzić energię. W momencie, gdy jego pieść zderzyła się z płaszczyzną, zobaczył, jak większość siły rozchodzi się po całej jej płaszczyźnie, tworząc falę. Przeszła ona powierzchnię, wytłumiając większość możliwych obrażeń. Dopiero resztki z niej dotarły do palców starców i przeszyły ich pomarszczone ciała. Wszyscy trzej skrzywili usta w grymasie podobnym do tego, gdy lekko kopie prąd niskiego napięcia.

Nim ktokolwiek zdołałby jakkolwiek odnieść się do tego zdarzenia, ziemia ponownie zatrzęsła się w podstawach. Wstrząs był tak mocny, że wydawać by się mogło, wszyscy stali w jego epicentrum. Wszyscy rozłożyli ręce szeroko, by nie stracić równowagi. Staruszkowie starali się jak mogli, by tylko nie utracić połączenia z barierą. Każdy z nich puścił jedną rękę. Podparli się o ziemię i przyklęknęli. Teraz bariera trzymała się tylko na 3 rekach.

Wibracje nie ustępowały. Z minuty na minutę natężały się, a tuż obok na samym środku wioski pojawiały się znikąd, jakby w środku powietrza, ni to iskry, ni to błyski.  Wrażenie, jakby coś lub ktoś po drugiej stronie lustra próbował przebić się tutaj siekierą. Raz, dwa – uderzenie, błysk, ciach!

Nameczanie spojrzeli na siebie wyraźnie zaskoczeni i zaniepokojeni.

OCC:
VAN: Podstawowy na Barierę 50 DMG
Dziadkowie: -40 KI bariera
- 7 HP
Dowódca: Paraliż ręki ustępuje.
Kolejny atak potężny możliwy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Fanalis

avatar

Liczba postów : 132
Data rejestracji : 18/03/2015

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
2700/2700  (2700/2700)
Ki:
3650/5250  (3650/5250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 28, 2017 3:38 pm

Młody Namek z zaskoczeniem przyjął słowa pobratymca, który zjawił się przy nim i najwyraźniej czuwać tutaj już jakiś czas. Z tego faktu był niezmiernie zdezorientowany i niemal zapomniał, jak to jest mieć towarzystwo. Potrząsnął głową jakby z niedowierzania, a czułka powędrowały wraz za ruchem głowy, do której były przytwierdzone. Ocknięcie się w zupełności mu wystarczyło, a odpoczynek uważał za zbyt długi, jak na jego chęci ruchu. Jego zapał nie pozwolił mu na siedzenie i świadome oczekiwanie. Uważał to za bezcelowe, więc nici w nim stoicyzmu potrzebnego do zebrania w sobie ducha mistrza. Za to nie zastanawiając się nad słowami obecnego Nameka, Fanalis przyjrzał mu się i próbował ocenić. Jak zwykle na podstawie tego, czy jest silny. Dopiero potem przyszło mu na zagłębienie się ku charakterowi tego spotkania.
- Raczej wypocząłem i to nazbyt długo. Poza tym nie usiedział bym w jednym miejscu dłużej niż parę minut. Tak już mam, a zwą mnie Fanalis. - odparł pierwsze, co mu przyszło do głowy. Szczerość szła z jego sednem niekoniecznie inteligentnego rozumowania. Prostota okazywała ten atut, że bardzo łatwo zakomunikować komuś otwartość do rozmowy. Dzielenie się przemyśleniami samo doprowadzało go na właściwe tory. Wraz z ciekawością doszedł do tego, że chciał także wiedzieć, jak nazywa się nowo poznany Namek oraz czemu zawdzięcza jego uwagę. Choćby siedział tak tylko dla własnego rozwoju i za nic w świecie nie przyszło mu pomyśleć o drzemiący tuż obok bracie. W międzyczasie rozprostował bardziej kości, żeby mięśnie przygotowały się do wymarszu.
Przygotowany posiłek zamierzał uznać za miły dar. W końcu powszechnie uznaje się, że Nameczanie potrzebowali do przeżycia ledwie napojów. Jakkolwiek nazwane przez faceta pożywienie miało zawierać płynny specyfik, na pewno nim nie pogardzi. Orzeźwiający łyk nektaru z owoców marzył mu się od dawna, a właściwie po dość ciężkich przeżyciach związanych ze starciami w bitwie. Niemal skutecznie nawiedzały go we snach ostatnimi czasy. Nie to jednak prześladowało go w danej chwili. Mistyczny kolega, to pierwsze czym chciał się na nowo zainteresować. Potem będzie to dalsze zgłębianie wiedzy, jaka doprowadzi go do świetności. Do stania się legendarnym nameczańskim wojownikiem. Tyle przed nim niezbadanych ścieżek i wyzwań, że trudno było mu zdecydować, jak zacząć.
- Nawyki nie są wcale takie złe, szczególnie na starość. A spieszyć się nie zamierzam, powoli dążę do stawianych sobie celów. Robię niezłe postępy. - zakomunikował niemal na odchodne, ale aby stąd tak uciec to nie mógł. Intrygował go ton i to z jaką troską pobratymiec zaoferował mu zostanie. W ostateczności mógł zaczekać jeszcze chwilę. Ponadto nadal pobudzać ciało kilkoma nieskomplikowanymi ruchami, jak to większość uważała by za rutynę. Uznał przybysza za bardziej wtajemniczonego w każdej dziedzinie. Byłby totalnym głupcem, gdyby tak naprawdę nie było. Jego laicyzm dowodził bardzo wiele, a w szczególności to, że bycie żółtodziobem wpisane było w rozwój na długo. Liczenie po cichu na napotkanie odpowiedniego mentora mogło okazać się pomocne.
Powrót do góry Go down
MGj

avatar

Liczba postów : 47
Data rejestracji : 07/11/2016


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 28, 2017 4:28 pm

Post dla Fanalisa***


Nameczanin z uwagą i z wewnętrznym spokojem zarówno jak i tym wypisanym na twarzy wysłuchał Fanalisa. Najbardziej przykuł uwagę na kwestię nieusiedzenia w jednym miejscu, po czym wyraził swe zdanie. Mimo tego, że Nameczanin był nad wyraz spokojny dzięki medytacji i nie był pobudzony jak Fanalis, to jednak mu to nie przeszkadzało.

- Zatem nie odnalazłeś jeszcze wewnętrznie mentalnej oazy, ale to nic. Droga ku temu jest bardzo daleka, ale wszystko da się osiągnąć, jeżeli ma się potencjał. Mnie natomiast zwą Picon.

W słowach Picona można było wyczuć mądrość, którą nie jeden wódz posiada. Nie mówił o tym dlatego, że chciał pochwalić się swoją mądrością, lecz chciał właśnie porozmawiać z kimś. Przeznaczył znacznie dużo czasu na medytację w samotności, przez co brakowało mu towarzystwa. Chciał również poznać bardziej Fanalisa, niż tylko po jego imieniu i oczekiwał na jego reakcję po przekazanych mu mądrościach.

Po następnym zdaniu wypowiedzianym przez nowo poznanego brata wyczuł, że w wiosce sytuacja zaczyna robić się coraz bardziej napięta, mimo tego, że nie wiedział dokładniej, co się tam dzieje, ponieważ celem Picona był Fanalis i wtajemniczenie go w pewną sprawę, na co tak długo oczekiwał, ponieważ przez prawie cały ten czas, gdy Fan był we śnie, to właśnie Picon go pilnował i bronił przed niebezpieczeństwem, które mogło przydarzyć mu się podczas spoczynku. W każdym bądź razie musiał w tej chwili zabrać stąd brata. Nie zamierzał pomagać nameczanom w wiosce, ponieważ doskonale wiedział, że ci dadzą sobie radę sami. Nie raz już dawali radę. Położył swą dłoń na plecach Fana, następnie zaczął wyprowadzać go z okolic wioski.

- Masz rację. Przejdźmy się w takim razie. Zdradzisz mi, co się stało, że popadłeś w tak długi sen? Śniło ci się coś przez ten czas?

Właśnie chciał wtajemniczyć młodego nameczanina, lecz uznał, że to złe miejsce. Nie mówił mu również o sytuacji w wiosce, ponieważ wiedział, co by z tego wynikło, a tym czasem Fan był potrzebny w trochę innym miejscu. Dlatego sprytnie oddalił się z nim z wioski na pustkowie, gdzie mogli na spokojnie porozmawiać.


OOC:

Pisz ZT do równiny trivarro, potem ja po twoim poście napiszę kolejny, już w tamtym miejscu, wprowadzający do przygody.
Powrót do góry Go down
Van'D

avatar

Liczba postów : 116
Data rejestracji : 28/06/2015


SCOUTER
HP:
1802/1950  (1802/1950)
Ki:
396/525  (396/525)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Wto Mar 28, 2017 9:05 pm



" Zrobiło się nagle złowrogo... Do tej pory obecność demona przyprawiała nameków o niechęć ale teraz przybyło coś znacznie gorszego... Jakby coś próbowało się przedostać do ich wymiaru... Co za stwór potrafiłby w taki sposób się poruszać... Planeta naprawdę się zmieniła, było tu coraz więcej dziwactwa..."

Wioska powoli pogrążała się w chaosie, najpierw nieoczekiwana wizyta demona namieszała wokół zielonych. Później dalsze wydarzenia jakie miały miejsce aż do najdziwniejszego obrazu jaki widziały oczy demona. Trudno było opisać to zjawisko, jakby w jednym punkcie zrobiła się wyrwa, przerażający widok dla wszystkich zebranych. Ziemia znów się zatrzęsła i masa tubylców straciła pewny grunt pod nogami. To była szansa którą mógł wykorzystać demon do uwolnienia się z magicznej bańki, więzienia w jakim starcy trzymali go jakiś czas.  
- Moja kolej ! ! !...
Wojownik momentalnie otrzeźwiał gdy tylko pojawiła się szansa na skuteczny atak, stanął na równe nogi i przyjął pozycję do ataku. Skupienie tubylców na chwile się rozmyło i bariera była o wiele słabsza, był wstanie się przebić. Van zaciskając pięści skupił wszystkie możliwe siły, aura wystrzeliła w górę unosząc jego włosy. Z szyderczym uśmiechem podszedł do bariery i uderzył w nią z całej siły, patrząc jaki uzyskał rezultat. Każdy grymas na twarzy starców był dla niego powodem do dumy, z każdym następnym ciosem przyspieszał aż widać było już tylko rozbijające się uderzenia. Bańka trzęsła się pod natarciem mrocznego. Czuł ze zaraz się wydostanie i będzie mógł czekać na rozwój wydarzeń.

" Demon zdawał się cieszyć z obrotu sytuacji, rozbijając wątpliwą już wolę nameków którzy rozpaczliwie starali się podtrzymać więzienie energetyczne... Chociaż Vana interesowało już tylko dziwne zjawisko... Kątek oka obserwował przebieg sytuacji..."

Białowłosy bawiąc się z uporem nameków obrócił głowę w stronę zielonego wojownika i grubasa, który pewnie niedługo zginie. Patrząc na nich widział że strach zaczyna gościć w ich sercach a był to bardzo dobry znak.
- Zaraz się wydostanę... Tamto coś również się przebije... Co zrobisz Nameku, będziesz wstanie obronić swój lud tym razem... A może ty grubasie, jeszcze nie uciekłeś... Czeka Cię śmierć, jakie to uczucie... Hahaha....
Słowa demona były przesiąknięte zadowoleniem, widząc jak cała wioskę ogarnia niepokój sam czekał na dziwnego przybysza. Natura Halfa domagała się walki, czekał tylko aż ściana dzieląca wymiary pęknie. Myśl że zaraz może rozpocząć się prawdziwa rzeź dodawała mu tylko większej satysfakcji a on sam nie przerywał ataku, rozbijał pięści o barierę.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   Czw Mar 30, 2017 12:12 pm

muzyka:
 

Niebieskawy bąbel wpadł w silne drgania pod wpływem uporczywych uderzeń demona. Energia ciosów przemieszczała się falą prosto do szponiastych rąk klękającyh starców. Wszyscy trzej zajęczeli z bólu. Zacisnęli oczy, zagryźli zęby i syczeli, próbując utrzymać tymczasowe więzienie. Trzęsienie ziemi jednak nie stępowało. Błyski wychodzące z niewidzialnego epicentrum przeradzały się w błyskawice, które z ogromną siłą biły w ziemię, wypalając nieregularne kształty na ubitym klepisku. Dzięki młucenia sierkierą stawały się w końcu coraz głosiejsze. Wgryzały się w uszy wiercąco.

Nagle przestrzeń rozszczepiła się, jakby ktoś przedarł płótno rzeczywistości. Wstrząsy ustąpiły, a na ich miejsce silne porywy wiatru zaczęły wsysać wszystko na swej drodze. W powietrze uniosły się tumany kurzu. Kawałki miękkiej twawy wyrywały się z korzeniami i wędrowały w jedną wielką czarną dziurę podobną do trąby powietrznej.

Wszyscy padli na ziemię w momencie. Bariera okalająca Vana zanikła. Każdy próbował wbić pazury w glebę, by nie dać się wessać do środka niewiadomej. Podmuch był na tyle silny, że dwóch starców nie zdołało się utrzymać. Z krzykiem jeden po drugim zostali wpuszczeni w ciemność. Przez chwilę słuchac jeszcze było ich jęki, które wkrótce zanikły. Reszta z trudem usiłowała wyjśc poza obręb tornada, utrzymując się tylko na rękach, jakby wsponali się po podłożu. Dodatkowo ich ciała zaczęło coś nacinać w różnych, przypadkowych miejscach. Jakby żyletką robiło krótkie, głębokie nacięcia.

OCC
Drogi Vanie, nie masz aury w swoich technikach ^^
Picco Grubas jest teraz w jednym z domków. Pisałam, że sobie poszedł.


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wioska Dwugwiezdnej kuli   

Powrót do góry Go down
 
Wioska Dwugwiezdnej kuli
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Wioska Dwugwiezdnej kuli
» Wioska Czterogwiezdnej kuli (Tsuno Village)
» Wioska w dolinie górskiej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: