Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wioska Jednogwiezdnej kuli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sro Maj 30, 2012 5:26 pm

First topic message reminder :

Największa i teoretycznie najważniejsza z wiosek. Znajdują się tu zarówno silni wojownicy, jak i wprawni medycy. Przywódcą jest Vetus - najstarszy syn Saichoro. Mieszkańcy mają rozległą wiedzę, którą podzielą się z każdym, o ile obdarzą go zaufaniem.


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Sro Kwi 16, 2014 12:50 pm, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Czw Maj 22, 2014 11:10 am

Zjawił się tu z Rajskiego Lasu po tym jak otrzymał polecenie od Kaede, żeby odnalazł i sprowadził do niej Smocze Kule. Miał pokojowo pozyskać wspomniane dobra, by pomóc Changelingom w ich sprawie. Tyle teorii i czystych faktów. Praktyka jednak nie była na tyle łaskawa co teoria, ponieważ trzeba było dodać parę zmiennych mogących wpłynąć negatywnie na rozstrzygnięcie powodzenia misji. Pierwszą z nich była ogromna nieufność Nameczan, którzy nie pragnęli nawiązywać bliższych znajomości z przybyszami z kosmosu. Nawet pozyskanie zgody na oprowadzanie po wioskach nie było proste. Na szczęście miał wtedy kompana Vernila przy sobie, który ułagodził sytuację i zdołał przekonać Wodza z Wioski Dwugwiezdnej Kuli do swoich osób. Oczywiście zauważył "niepokojącą aurę" demona, mimo wszystko pozwolił im na zwiedzanie planety. Tak było w tamtej wiosce, w tej, dużo większej, mogło się to nie udać. Był sam, wewnętrznie zdenerwowany od tego, że co zrobi dobrze, to zaraz daje się ponieść tym myślom. Czyli jeden krok do przodu, dwa do tyłu w byciu kimś więcej niż straszydłem czy bestią.
Miał słabość do dzieci, toteż gdy przed pierwszą wioską kilka z nich bawiło się patyczkami w prawdziwych rolników podszedł ostrożnie do nich i usiadł po turecku w cieniu drzewa przyglądając się ich zabawie. Sam widok bawiących się szkrabów łagodziło jego zły stan ducha, dlatego też długo nie ujawniał swojej obecności. Dopiero jeden z małych Nameczan dostrzegł nieznane kontury sylwetki demona i powiadomiło resztę w ich języku. Z dużymi oczyma spoglądali na młodzieńca, który trzymał coś w szponach. Zrobił kilka kroków do przodu, bardzo powoli, a ci mniej odważni od razu schowali się za plecami najstarszego, najmniej przestraszonego dziecka. Przed nim też stanął i wyciągnął dłoń z paczuszką ciasteczek od Kaede.
>Smacznego.
Stał tak z ręką wyciągniętą przed dziećmi z poczęstunkiem, lecz pewnie nauczone, by nie brać przedmiotów od nieznajomych, nie garnęły się do paczuszki. Red jeszcze trochę tak stał nieruchomo, po czym zrezygnował i z drżącą ręką odłożył na ziemi prezent, by zostawić w spokoju młode pokolenie Nameczan. Odwrócił się od nich i ruszył coraz mniej pewnym krokiem do wioski, żeby chociaż spróbować zapytać o przysługę dla Bogini. Sugerowały mu zmysły, że trafił do największej osady na planecie, i to był chyba kolejny błąd. Mógł największe aglomeracje zostawić dla kogoś bardziej obeznanego w tym społeczeństwie, bo przecież w takich miejscach jest więcej osobników.
Stres dawał o sobie znać. Taka wielka odpowiedzialność spadła na jego barki. Te kule miały pomóc w rozwiązaniu problemów ich mieszkańców. Jeśli nie postara się wywrzeć dobrego wrażenia, nie uda mu się wypełnić prośby Bogini. Nie tolerował tłumu, nawet jeśli było to raptem pięć osób. A mieszkańców było znacznie więcej. Tylko do dzieci nie miał lęku podejść - może dlatego, że w pewnych sprawach Red nadal zachowywał się dziecinnie. A w niektórych jak prawdziwy potwór. Pamiętał lekcje dawane przez Kuro i April dotyczące właśnie przebywania w towarzystwie innych osób czy w gronie nieznanych, ale zazwyczaj któryś z nich był przy nim podczas nauczania. Teraz był sam, nawet palec ma za sąsiada drugi palec.
Przełknął cicho ślinę i nawiązał kontakt wzrokowy z jednym ze starszych Nameczan. Do niego też podszedł bliżej starając się nie słyszeć i nie widzieć innych poza nim. Stanął przed nim jakieś pięć metrów i lekko skłonił się przed nim. Wtedy też głowa zrobiła się cięższa niż zwykle, ale podniósł ją, by ponownie skierować ślepia na pomarszczonego mieszkańca tej osady. Zaraz też odezwał się trochę drżącym, jednak mimo wszystko spokojnym głosem:
>Chciałbym... chciałbym pomówić z wodzem tej wioski.
Sam nie wiedział dlaczego, ale nagle zrobiło mu się słabo. Nogi zrobiły się miękkie, więc zachwiał się i przylgnął bokiem do okrągłego budynku znajdującego się tuż obok. Spuścił głowę na dół. Gęsty strumień potu rosił mu czoło i spływał po obliczu na szyję, a oddech był ciężki i nierówny. Nawet jedna z drżących rąk powędrowała na szyję lekko szarpiąc za naszyjnik i pokazując, że naprawdę mu coś ciężko złapać oddech. Biżuteria demona była na tyle specyficzna, że nie dało się jej zdjąć - była częścią ciała demona scalona nie tylko ze skórą, ale i z mięśniami, kośćmi, a także układem nerwowym. Połyskujący intensywną barwą rubin wskazywał na to, że z czymś ma problemy. To jego moc chciała wydostać się na wszelaki sposób poza ramy organizmu. Najszybciej byłoby coś zniszczyć - tak podpowiadała demońska natura - ale nie mógł teraz tego zrobić. Nie chciał być kolejnym balastem dla Nameków. Już mają Changelingów na głowie. Nie chciał też zawieść Kaede i Vernila, ani stracić zaufania pozyskanego przez te osoby i Nameczan z sąsiedniej wioski.
>To... pilne...
Udało mu się między cięższymi wdechami powietrza dopowiedzieć. Nie podnosił wzroku z podłoża, więc nie widzieli jego jarzących się jak neony ślepi. Mogli dostrzec jego drżenie ciała, pojawienie się kilku żył na szczupłych mięśniach demona i to, że ściskał pazury niemal do krwi, by stłumić w sobie złe zapędy. Znieruchomiał i nie mógł złapać kontaktu z kimkolwiek - był przytomny, ale tak jakby ktoś umieścił go w szklanym naczyniu i uniemożliwił wysłuchanie innych. Przed oczyma miał mroczki co jakiś czas, a pot nie przestawał spływać po skroniach. Walczył o każdą minutę, o każdą sekundę przytomności i na tyle samo skupienia. Musiał przekazać wiadomość, a jak zdecydują Nameczanie... to już inna sprawa.

[Ooc: Post treningowy - trzeci i ostatni]
Powrót do góry Go down
NPC.



Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Maj 23, 2014 10:03 pm

Dziwny jegomość pojawiając się w wiosce wzbudził niejakie poruszenie. Nameczanie byli przyzwyczajeni do Changelingów i wizytujących co jakiś czas ’turystów’. Ten jednak przyniósł ze sobą niespokojną aurę, lecz… Wszedł między domy niepewnie i widać było, że nie ma złych intencji. Nawet pozdrowił starszego, zdradzając cel wizyty. Nameczanin nie zdążył odpowiedzieć, bo ktoś go ubiegł. Lekkie klepnięcie w łopatkę demona mogło go chwilowo ocucić ze stanu otępienia.
- Wszystko w porządku?
Marg:
 
Głos należał do wysokiego, nameczańskiego wojownika. Obrzucił on Reda uważnym spojrzeniem po czym odwrócił wzrok w kierunku starszego mężczyzny. Oboje skinęli głowami, po czym tamten podszedł bliżej, a młodszy przedstawił się imieniem Marg.
- Rozumiem, że masz pilną sprawę do naszego Wodza, jednak musimy znać powód, byś mógł bez przeszkód do niego pójść.
- Nie zrozum nas źle, musimy rozpatrzeć twój motyw. Ostatnio kilku Changów zawracało nam głowę… – odkaszlnął starszy.
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Maj 23, 2014 11:11 pm

On sam, w ciemnościach. Mnóstwo szeleszczącej Ki przesłaniało mu widok i bodźce z zewnątrz. Nie mógł się uwolnić, chociaż doskonale znał tą czerń i nie musiał od niej uciekać. Od zawsze czaiła się w jego umyśle i tylko czekała na okazję, by demon nie chciał jej tak prędko się pozbyć. Bo po co? Tworzą jeden organizm, są jednością. Dlaczego Czerwonooki jeszcze się sprzeciwiał?
Trans urwał się tak nagle jak szybko został wytrącony z tego dziwnego uniwersum. Zielona ręka lekko potrząsnęła Redem, który otworzył szerzej oczy i odwrócił głowę w stronę wybawcy. Nie wiedział ile czasu minęło od dotknięcia go przez Nameczanina obok, lecz oby nie tak długo. Sprawa nagliła, nie mógł zwlekać, a takie zachowanie demona mogło mu napytać biedy. Bardzo powoli odczepił się od ściany i złapał pion. Nie chciał tracić czasu na wyjaśnienia o tym, że nie wiedział co z nim jest i czy już po wszystkim. Nie bez powodu znalazł się przed obliczem najstarszego z wioski, a przynajmniej tak myślał, że nim jest. Wodzem był ktoś inny… ale kto? Dowie się o tym, jak przedstawi powód nawiedzania jego podopiecznych. Potrząsnął z dwa razy głową, żeby pozbyć się resztek mroczków przed oczyma i skierować je na pytających.
>Prośba… od… Kaede… –mówił w wielce skrótowy sposób, żeby prędko przekazać cel wizyty, jednak dało się słyszeć dłuższe przerwy między słowami, które przeznaczał na głębsze oddechy- Zebranie… Smoczych Kul… sposób na Changi… Smocze Kule… Changi… Zebranie… Kaede… Changi…
Chaotyczną i powtarzającą się wypowiedź zakończył przytrzymując dłonią rozpalone od rubinu czoło, a rozżarzone ślepia skrył pod grzywką. Nie ukrywał niczego ponadto. Intencje podał szczere, aczkolwiek sądząc po jego kondycji mogli mieć nadal wątpliwości czy aby nie „posłużył się” Boginią. Dzięki niej dostęp do Smoczych Kul na własny pożytek byłby o wiele prostszy. Nie, nie chciał ich używać, nie miał nawet głowy do tego na jaki cel zastosować niesamowitą moc Nameczanskiego Smoka. Priorytet Kaede był o wiele bardziej cenny niż jakiekolwiek życzenie z ust Reda. Z tym co się teraz z nim dzieje musi sobie poradzić sam, a przynajmniej do tego dążył. Trochę bezskutecznie, nie mniej jednak trzymał się jak tylko mógł rzeczywistości. Niestety coraz częściej prócz mroczków przed oczyma jawiły się także kadry zabitych ludzi z West City – ich grymasy i spalone czy zdeformowane lub wybrakowane ciała. Musiał to szybko zdusić, zanim wyniknie z tego coś większego. W tym celu zmrużył na kilka sekund oczy i wciąż głęboko oddychał, lecz znów się zachwiał, tym razem niechcący wpadając na ramię rosłego mężczyzny o imieniu Marg. I tak samo jak przy pierwszym zetknięciu – z ciała demona oderwały się czarne motyle szeleszczące niczym nietoperze, obecnie w większej ilości niż przedtem. Odskoczył jak poparzony na budynek, do którego teraz przywarł plecami i nie chcąc przewiercać Nameczanina neonowymi oczyma zawiesił głowę na torsie. Coraz więcej motyli wyłaniało się z aury Reda i dryfowało wokół niego jak planety Układy Słonecznego wokół Słońca. Czarnego Słońca. Był przepełniony Ki: każdy milimetr sześcienny jego ciała pęczniał od nadmiaru energii, której nie mógł wyzwolić. Nawet przerośnięte żyły na mięśniach nabrały czarnego koloru. Nie mógł skupić się na zadaniu powierzonym przez Kaishinkę.
>Kaede… Kule…
Mamrotał ostatnie słowa, aż zamilknął zaciskając przerośnięte kły. Wyraźnie wystawały z linii warg, a przecież zębiska ostre jak brzytwy nie były dobrą wizytówką wobec Guru tej wioski. Zjechał plecami po ścianie i skulił się w sobie wciskając głowę między kolana. Aura w postaci motyli otaczała wolnym tańcem sylwetkę siedzącego we swoim świecie mroku młodzieńca. Powoli rezygnował z walki nad sobą, a nie powinien tego robić, gdyż łatwiej o popełnienie karygodnego błędu. Jego Ki już nie było zredukowane do połowy, a wręcz przeciwnie – prawie wyskakiwały z granic jakie do tej pory osiągnął. Mimo wszystko nie ruszał się z tej pozycji i jeszcze próbował w jakiś sposób załagodzić sytuację w swoim organizmie. Widok dzieci… on go uspokajał, ale nie chciał straszyć ich upiorną kondycją. Czy jest jeszcze jakiś sposób na zdjęcie z niego ciężaru? Chyba solidny kopniak w kark załatwiłby sprawę, lecz kto by się odważył uderzyć nieznajomego? I tak nie byłoby pewności, że to zadziałałoby tak efektywnie.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Maj 30, 2014 7:32 pm

Dziwny zlepek słów padający z ust jeszcze dziwniejszego młodzieńca, sprawił, że dwaj nameczanie przyjrzeli mu się baczniej. Niepokój wzmogło dziwne zachowanie demona, który nie potrafił utrzymać w ryzach własnej, szalejącej energii.  Gdy ten się zachwiał Marg próbował go podtrzymać, ale wirujące jak stado ciem czarne motyle uniemożliwiły mu ten gest. Zaskoczeni zielonoskórzy spróbowali zbliżyć się do Reda, jednak jego Ki iskrzyła w takim stopniu, że zdawało się, nie mogli nic zrobić. Demon naprawdę musiał być w bólu.
Ktoś dotknął czubka głowy młodzieńca.
- Jak się czujesz? – znany wcześniej głosik dobiegł uszu demona, a po ciele rozlała ciepła, jasna energia, która starała się uleczyć demona.
Przed nim stał Yane, mały, nieśmiały nameczanin, którego spotkali wcześniej w innej wiosce. Trzymał rękę na ciemnej czuprynie, po raz drugi starając się ulżyć nie tak dawno poznanemu chłopakowi.
- Enya mnie tu odprowadził, zaraz po waszym odejściu. Tak naprawdę, to pochodzę z tej wioski, ale w drugiej pobieram nauki… Trochę mi to zajmie. – uśmiechnął się lekko, stropiony, starając się może odpędzić negatywne myśli Reda. Musiał czuć, że ciemna Ki jest zabarwiona poczuciem winy.
W tym czasie nieopodal Marg stał z założonymi ramionami na piersi i przyglądał się uważnie całej scenie. Starszy nameczanin znikł, kilka osób przyglądało się całemu zajściu. Ktoś nawet przyniósł wody w niewielkim naczyniu i włożył ją demonowi w dłonie.
- I jak się czujesz? – Yane zrobił krok w tył, skończywszy zadanie.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Maj 30, 2014 10:37 pm

Głos. Znał ten głos. Towarzyszył światłości niszczącej ciemność. Czarne motyle oplatające zewnątrz i wewnątrz Reda przerzedzały się wraz z gasnącymi jak neony oczyma i rubinami. Huk zastąpiony dziecinnym głosem oddalał się i cichł. Ciepło przenikało przez skórę i kości, nawet musnęło o skalane czernią serce. Zimny pot ginął, zmarszczki na twarzy malały. Najdoskonalej wyczuwał to wszystko we głowie. Złe myśli jeszcze walczyły o dominację, lecz im dłużej trwał kontakt Yane z głową demona, tym rozpływały się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Słyszał jak przez mgłę słowa malca, wyraźniej usłyszał ostatnie pytanie. Tak bardzo pragnął wiedzieć kto zechciał podać pomocną dłoń takiemu nędznikowi jak Red.
Otwórz więc oczy.
Powieki niczym kurtyny w teatrze z wolna podnosiły się i ostatnie mroczki ustępowały prawdziwym obrazom. Rozluźnił uścisk szczęki, kiedy w końcu rozpoznał, a przynajmniej myślał, że rozpoznał Nameczanina, którego spotkał w innej wiosce.
>Uhm... -mruknął cicho przecierając nadgarstkiem stygnące oczko rubinu na czole; podniósł ostrożnie podkrążone oczy na swojego małego wybawcę- ...Yane?
Dopiero teraz poczuł, że w drugiej, wolnej dłoni coś miał. Niepozorne naczynie wypełnione wodą odbijało jego demońskie oblicze, na co zamknął oczy i wypił ostrożnie kilka łyków napoju. Już mógł swobodnie poruszać kończynami, mimo wszystko jeszcze trochę siedział na ziemi i uspokajał się zupełnie. Widok znajomej twarzy i w dodatku będącej dzieckiem przyniosło zdumiewający efekt. Nabrzmiałe żyły zupełnie skryły się pod skórą i toczyły krew w normalnym tempie.
>Już jest dobrze, naprawdę.
Odpowiedział spokojnym głosem, może odrobinę stłumionym przez zmęczenie i rychłe ziewanie. Zupełnie nie rozumiał dlaczego zrobił się nagle senny. Także nie zdawał sobie sprawy z płynącego czasu. Popił jeszcze raz wodę i odłożył obok siebie opróżnione naczynie. Resztki wody spływały mu z kącików ust i ochładzały naszyjnik demona. Tak jak i czerwony kamień na czole emanował jeszcze ciepłem, ale z chwili na chwilę był chłodniejszy. Ból odpuścił.
Ten psychiczny również.
Będąc niezbyt pewnym tego co powinien z sobą teraz zrobić (nie wiedział czy ten atak wróci, gdy tylko Yane sobie pójdzie) nie odrywał ślepi od Nameczana. Taka mała istota, a tak wiele zdziałała. Był odważny stając we szranki z nieobliczalnym demonem. Ryzyko opłaciło się.
>M-mógłbyś jeszcze trochę tutaj zostać?
Zapytał Red nieco dziecinnym, lecz przejętym głosem, małego koleżkę medyka. Rubinowe spojrzenie nabrało żywszych kolorów, ale cóż z tego, skoro górne powieki skutecznie zsuwały się na ślepia, które centralnie patrzyły na Yane. Pewnie to mogło wydawać się głupie, albo niemożliwe, ale jego towarzystwo niemal twarzą w twarz z demonem sprawiało, że Red zupełnie przestał myśleć o tej ciemności, która go zewsząd otaczała. To wystarczyło na całkowite zmrużenie oczu i głęboki, spokojny sen. Oparty plecami o ścianę okrągłego budynku nie zdawał się wyrażać bólu kręgosłupa od niewygodnej pozycji. Nawet jego energia wyciszyła się do bezpiecznego pułapu, a motyle z powrotem wpakowały się do ciała chłopaka. Głęboki sen był na tyle silny, że chyba dopiero jak się wyśpi, to doceni w pełni pomoc malca z czółkami na głowie. Teraz chciał wrócić do kondycji zadowalającej jego i otoczenie, a dzięki wsparciu takiego drobnej istoty było to zadanie o wiele prostsze.
Powrót do góry Go down
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pon Cze 02, 2014 8:29 pm

Przeleciał nad polaną, na której już nie było ani Changa, ani Kaede. No cóż, sparing trochę trwał. Byłoby o niebo ciekawiej gdyby to walczyli z Redem. Tak, demon ma spore zapasy energii i siły. Był kilka razy silniejszy od Vernila. Tak to w życiu już jest, spotyka się silniejszych i słabszych, a walki z tymi pierwszymi uczą o wiele więcej. Osoby silniejsze maja przeważnie więcej doświadczenia. Tak, przeważnie, bo czasami może się zdarzyć, że taki wojownik tylko trenował na siłowni, jest silny, ale pusta siła nie da efektu. Trzeba wiedzieć jak ją wykorzystać, jak ukierunkować, żeby przy mini lanym zmęczeniu zadać jak najsilniejszy cios. No, do tego trzeba także panować nad tą energią, żeby przez przypadek nie uderzyć kogoś za mocno. Sparing z Foku był tego idealnym przykładem. Ten Changeling nie należał do najsilniejszych. Jeden fałszywy ruch, zbyt szybki cios i mogłoby być po nim. Na szczęście, ten najpotężniejszy, pierwszy atak został zneutralizowany przez kiai-ho. Wtedy nie zrobiło to na nim wrażenia. Chłodna analiza po walce, także może czegoś nauczyć.
Chłopak nie miał już maski na sobie. Postanowił trochę przyspieszyć. Jego ciało zaczęła otaczać biała aura. Ach, kiedy minęły te czasy, gdy to był najsilniejszy stopień bojowy… A, no tak. Podczas walki z Tsufulem, gdy odkrył drzemiące w nim pokłady energii i opanował tryb super Saiyanina. Chłopak przymknął oczy. Zaczął wyszukiwać energię demona. Leciał w jego kierunku. Zbliżał się do wioski, w której byli już wcześniej.
Zniżył pułap lotu. Był już bardzo blisko swojego kompana. W wiosce za wiele się nie pozmieniało, przynajmniej z odległości, z której teraz ją widział. Zwolnił, wyciszył energię, żeby wojownicy z wioski nie posądzili go o agresywne zachowanie. Tak, to, co zrobił ostatnio było bardzo głupie. Na szczęście wybaczyli mu. Ba, nawet dali Nameczańskie ciuchy, które ma teraz na sobie. Ciekawe czy w innych wioskach, przez jego ubranie, przyjęliby go lepiej. Mogliby podejrzewać go o morderstwo jakiegoś z rdzennych mieszkańców. Co, jak co, ale do ostrożnych to oni należą? ·Był już nad wioską. Wzrokiem szukał Reda. Długo mu to nie zajęło.  Wszyscy zieloni. Czarnowłosy wysoki demon wyróżnia się w tłumie. Wylądował obok niego.
-Cześć, skończyłem sparing i od razu tutaj przyleciałem. Wiesz coś o planach Kaede? Kazała Ci szukać.. –zawiesił głos. Nie wiedział, czy demon mówił już o ich zadaniu –No wiesz… -powiedział po chwili. No, cios za cios. Nameczanie są ostrożni to i Vernil będzie.
-Jakie plany na teraz?- Dodał na sam koniec uśmiechając się szeroko.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
NPC.

avatar

Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sro Cze 04, 2014 11:55 pm

Malec odetchnął i potarł spiczaste ucho zakłopotany.
- To dobrze. Przez moment pomyślałem, że zemdlałeś i mi się nie uda… – zaczął uśmiechając się lekko do demona, wyraźnie zadowolony z siebie. – Nigdzie nie idę. Enya ma tutaj przylecieć za jakiś czas i byłby zły, gdyby mnie nie znalazł. – Yane jeszcze raz dotknął ramienia Reda, gdy czarne motyle się uspokoiły. Sprawdzał w ten sposób czy na pewno wszystko z nim w porządku. – Poza tym uczono mnie, że nie wolno zostawiać bez opieki pacjentów… Nie to, że jesteś chory, czy coś… Tylko dziwnie osłabłeś… Ale Ci już lepiej, prawda? – dokończył lekko zaniepokojony.
W tejże właśnie chwili nadleciał inny wojownik, również znany małemu nameczaninowi. Widząc Vernila Yane uniósł zieloną dłoń w geście powitania. Gdy wojownik wymienił kilka słów z demonem przekręcił głowę na bok, zdziwiony, po czym pokręcił głową. Cień padł na twarz malca, a należał do tutejszego wojownika.
- Widzę, że się najwyraźniej znacie. – odrzekł Marg splatając dłonie na klatce piersiowej. – Wódz już wie o waszym przybyciu, również kazał mi przekazać, że oczekuje was w swoim domostwie. – wskazał w stronę jednej ze skromniejszych chat i uśmiechnął się lekko. – Może nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale powód waszej wizyty jest dla nas poważniejszy niż sądzicie. Niemniej, nie oznacza to, że od razu zakujemy was w kajdany. Najpierw przesłuchanie.
Tym niewinnym żartem odprowadził dwójkę wojowników do chaty. Yane pomachał im i, że w razie czego będzie za drzwiami, zaś demon wraz z halfem zostali wprowadzeni do niewielkiego pomieszczenia. Na dziwnym krześle (cokolwiek to jest…) siedział podstarzały mieszkaniec tej planety, przyglądając się uważnie przybyłym. Splecione dłonie opierał na lasce i mruży ciemne, świdrujące oczy. Marg stanął obok drzwi, opierając się o ścianę nonszalancko, zaś wódz przemówił.
Vetus:
 
- Witam was w naszej wiosce wędrowcy. Nazywam się Vetus, jestem przywódcą nameczan zamieszkujących ten teren i ojcem dla nich wszystkich. – uniósł przenikliwy wzrok na Reda i Vernila. – Marg wraz z Eo opowiedział mi o celu waszej podróży, niestety, jej powód jest dla mnie niejasny i zawiły. Chcę wiedzieć czego dokładnie od nas, ode mnie oczekujecie, a w zamian powiem wam, jak wiele z tego jest prawdą oraz może się spełnić.
Po tych słowach zapadła ulotna cisza.

OOC
Ładne sprawozdanie dla wodza po co wam kule, albo Marg was posieka na plasterki Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Czw Cze 05, 2014 6:22 pm

-Świetnie. Wyląduj sprawdzić, co u kumpla, a już Cie chcą brać na przesłuchanie. Niech to..- Pomyślał chłopak, gdy wysłuchał słów Marga. Nic nie odpowiedział. Postanowił poczekać aż wszystko się unormuje. Na przesłuchaniu będzie więcej istot, ba i to nie byle, jakich. Sam Wódz wioski. -Oby ten plan Kaede to nie była jakaś podpucha -pomyślał idąc za Margiem, obok Reda.
Spacer nie był długi. Weszli do jednej z chat. Vernil ostatni raz odwrócił się. Zobaczył małego Yane, który do nich macha. Vernil uśmiechnął się szeroko o także uniósł rękę pozdrawiając małego Nameczanina. W niewielkim pomieszczeniu siedział starszy Zielonoskóry. Tak, to był człowiek czynu. Od razu postanowił przejść do meritum sprawy i wypytać przybyszy o wszystko. W głowie Vernila toczyła się istna batalia. Woja między prawdą a kłamstwem. Nie wiedział, co ma zrobić. Skłamanie pokazałoby go w bardzo złym świetle. Po drugiej stronie jest Kaede. Czy starszy wiosny jest w stanie uwierzyć w to, że Kaio ich planety zaprzyjaźniła się z mieszkańcami z innych planet? Dodatkowo, jeśli to prawda, dlaczego akurat ich wzięła na swoich towarzyszy i posłańców a nie rdzennych mieszkańców. Jest wiele możliwości, co się mogło stać. Pytanie, co wytworzy się w myślach starszego.
-Jest już dość sędziwy. Im ktoś starszy tym bardziej doświadczony, czyli mądrzejszy. Umie wyczuć kłamstwo? Powiedzmy, że tak. Pal licho, najwyżej będziemy musieli walczyć i uciekać... -Pomyślał chłopak. Vetus cały czas mówił o tym powodzie ich podróży. Vernil uśmiechnął się patrząc na Reda, a następnie wciąż się uśmiechając spojrzał na starszego wioski.
-Byle spokojnie, bo ten duży kolega trochę mnie krępuje.. -Powiedział spoglądając na Marga -No dobrze, to teraz moja kolej -chłopak wstał i podszedł do starszego. Wystawił dłoń na przywitanie -Jestem Vernil. Moim prawdziwym domem jest Vegeta -po uścisku, podszedł do Marga i jemu także podał dłoń. Po tym wszystkim podszedł do ściany. Oparł się o nią plecami a zgiąwszy prawą nogę, stopą dotknął obudowy budynku. Spojrzał, tym razem z powagą na starszego wioski.
-Przez dwa lata nie było mnie na planecie. Wiem, pewnie postrzegacie moją rasę za destrukcyjną. Chcą niszczyć i walczyć. Jest w tym sporo prawdy, ale zdarzają się wyjątki. Bez dwóch zdań do nich nalezę –powiedział uśmiechając się do Reda. Wrócił wzrokiem do Starszyzny – po powrocie na Vegetę spotkałem Reda. To właśnie on –wskazał palcem na swojego kolegę – Z niego jest trochę obieżyświat. Znał Namek i stwierdził, że jest to idealne miejsce do odpoczynku. Teraz już wiem, że miał racje –uśmiechnął się jeszcze szerzej niż dotychczas – o czym to ja miałem mówić? Chłopak podrapał się nad prawym uchem –no tak!Uderzył pięścią od góry, w otwartą dłoń po przylocie tutaj trafiliśmy do tej wioski, stąd moje ciuszki. Są wasze i od was. Następnie spotkaliśmy Kaio waszej planety. I ja i Red już wcześniej poznaliśmy Kaede. Poprosiła nas o pomoc.  Jako że polubiłem Kaede oraz lubię pomagać to się zgodziłem, Red także. Polecieliśmy z nią na polanę gdzie spotkaliśmy dwójkę.. Chan-gier- lin- gów! Powoli mówił każdą sylabą zastanawiając się przed następną. Ach! Świetna pamięć, co do wydarzeń, co do twarzy, taka sobie, ale jeśli chodzi o nazwy własne, imiona, czy przezwiska to tragedia. Ostatnią sylabę powiedział trochę głośniej, na znak, że udało mu się wypowiedzieć tę nazwę. Spojrzał na Reda i kiwnął głową. Na jego twarzy widniała duma. – Kaede rozmawiała z tymi Chan… No tymi ogoniastymi. Było ich dwóch, każdy był z innego obozu. Jeden ze Słońcowego drugi z Lodówkowego –ponownie kiwnął głową tym razem patrząc na Starszego wioski – Wasza Kaio chciała ich pogodzić, albo się ich pozbyć, byście wy mieli spokój. Właśnie dla was chce zebrać kule. Chce dzięki ich mocy –uniósł prawą dłoń na wysokość klatki piersiowej. Był bardzo poważny –chce odnowić planetę tych istot. Wtedy będą mogli tam odlecieć i tam zamieszkać a nie nękać was, na waszej planecie –przeciągnął się wyciągając ręce do góry, najwyżej jak mógł, a później skrzyżował je na klatce piersiowej – no i widzicie. Przysłała nas tutaj, żebyśmy powiedzieli wam o zbieraniu kul i w sumie to tyle. Jeśli jakoś super bardzo was przez to obraziliśmy to przepraszamy i nie będziemy..  –Spojrzał na wyjście – po tym, co usłyszeliście, wierzcie albo nie w te moją opowieść, będziecie nas tutaj długo trzymać? Świat jest ogromny, a czas na jego zwiedzanie nam ucieka, co nie Red –podszedł do niego i uderzył go lekko w prawe ramię wesoło się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Cze 06, 2014 5:59 pm

Yane naprawdę troszczył się o demona jakby znali się od piaskownicy. Mimo poprawy kondycji wciąż wypytywał się o stan zdrowia Czarnowłosego. To naprawdę było miłe, że ktoś prawie obcy tak bardzo liczył na poprawę kondycji demona. Zmrużył połowicznie oczy z łagodnym obliczem pokazując lekko podkrążone ślepia. Prawie się mogło wydawać, że młodzieniec się uśmiechnął, ale to było złudzenie. Taki miraż narzucała uspokojona aura demona. Nachylił się nad Yane, a warkocz spłynął mu z ramienia na tors lekko brzęcząc złotymi ozdobami na warkoczu. Tak jakby chciał pokazać się "lekarzowi" z bliska dla pewności.
>Tak, tylko jestem trochę senny.
Nagle ostrożnie sięgnął ręką za ucho Yane, by po chwili cofnąć rękę, w której trzymał owoc. Wyglądał identycznie jak z sadu jednego z tubylców, a gdy tylko wręczył słodkie jedzenie w małe ręce zielonego koleżki zjawił się Szatyn. Wyprostował się z lekką powagą na twarzy nie wiedząc dlaczego przygnało Vernila co tchu do tej samej wioski, w której był Red. Może chciał coś przekazać? Jakieś wskazówki? A właśnie... okazało się, że to Brązowooki był lepiej doinformowany.
>Plany? Mówiła tylko o kulach... przynajmniej mi.
Przekręcił głowę z pytajnikami w ślepiach. O co chodziło przyjacielowi? Czyżby wiedział coś więcej niż demon? Nie zdziwiłby się, gdyby te dane były ściśle tajne, a po dostaniu się do rąk Reda - przyjdą po nich specjalne służby.
Może właśnie dlatego nie pyknęła mu ani jedna brewka, kiedy dał się zaprowadzić do siedziby Starszego wioski.
Towarzyszył im tylko Marg, Yane został za drzwiami. Gorączkowo spojrzał na niego chcąc jakby dowiedzieć się czy to coś normalnego w ich zachowaniu, lecz spokój malca także uspokoił demona. Ostrożnie wkroczył do środka i dostrzegł pomarszczonego od sędziwego wieku Nameczanina, który opierał się rękoma o laskę. Zaprosił ich do środka, aby dowiedzieć się czegoś więcej o zadaniu powierzonym przez Kaishinkę. Czarnowłosy młodzieniec zarumienił się, oplótł ręce na torsie i spuścił wzrok z obecnych, gdyż przypomniał sobie swój bełkot z chwili przybycia do wioski. Nie nadawał się do głoszenia komunikatów, a co dopiero osobie o tak wysokiej randze jaką był wódz. Na szczęście nie musiał się dłużej kłopotać, dzielny i nieustraszony Vernil podjął rękawicę i zaczął opowiadać bardzo skrupulatnie. Aż miło było słuchać. Jako, że Red ma dziecięcy umysł, takie wyjaśnienia nie rodziły kolejnych pytań i łykał je łakomie jak cukierki. Rumieńce zelżały, nawet zdecydował się spojrzeć na Half Saiyana.
Zrobił większe oczy, kiedy usłyszał coś czego nie dosłyszał od Bogini, a mianowicie konkretny plan wykorzystania mocy z siedmiu, pomarańczowych kul z czerwonymi gwiazdkami (300 lat temu przynajmniej takie były). Miały posłużyć do stworzenia całej planety! A więc coś takiego jest możliwe? Nie krył swojego zdumienia, i z wybałuszonymi oczyma spoglądał na Vernila, który skrzętnie dokończył powód wysłania akurat ich do tej wioski z tą misją. Aż podrapał się w tyle głowy i cicho gwizdnął "fiu fiu" z akcji jaka kroiła się na przyszłość - o ile właśnie na ten cel zostaną przeznaczone kule. I w tym miejscu zdecydował się odezwać, żeby wyjaśnić swoje zachowanie, które mogło się wydawać podejrzane. Po prostu za szybko odleciał z polany i nie poznał szczegółów zadania.
Spuścił rękę z tyłu głowy i wyprostował się elegancko. Trochę nie wiedział czy powinien się odzywać, jednak zaryzykował.
>Chciałem... coś sprostować... -zerknął uważnie na swojego kompana motywując się jego wesołą miną do pewniejszej mowy- ...nie wiedziałem o dokładnym celu użycia Smoczych Kul, ale reszta się zgadza. Chcieliśmy tylko pomóc.
Przytaknął jednym skinieniem głowy zastanawiając się czy rzeczywiście coś takiego jest możliwe. Skoro mogą wskrzeszać istoty, to taka bryła kamieni chyba nie powinna być czymś arcytrudnym. W sumie nie znał się aż tak na tym. Ki to Ki - jest nieokiełznana, niepoliczalna. Dzięki niej można wiele zyskać lub wiele stracić. Pewnie odtworzenie planety nie byłoby aż takie trudne. Eh, co może wiedzieć o tym demon, który nie oswoił się z brzemieniem po przemianie? Ze wspomnieniami i wyrzutami sumienia sięgające dna najgłębszego kanionu? Wszystko jest możliwe.
Nie był rozmowny, toteż po prostu stał przy Vernilu, ale ze spuszczoną głową okazując szacunek starszyźnie wioski.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sob Cze 07, 2014 8:02 pm

Całą przemowę Vernila Wódz milczał, ograniczając się tylko do symbolicznego uścisku dłoni. Marg zaś po wymienieniu uprzejmości, a także po uwadze brązowowłosego uniósł tylko brwi z rozbawieniem, jednak tak samo milczał.
Gdy obaj obcy skończyli, starszy nameczanin zamknął oczy.
- Czasem trzeba ponieść odpowiedzialność nie tylko za czyny, ale też słowa… – zaczął powoli Vetus i zmierzył wojowników uważnym spojrzeniem. – Wasze rasy są uznawane za brutalne i żądne krwi, tak samo jak nasza uznawana jest za pokojową, ale w obu na pewno znajdują się wyjątki, nie przeczę. Nie miałem przyjemności poznać Kaio, jednak pewien jestem, że nasz Guru musiał wiedzieć o jej przybyciu. Gdyby było to polecenie od niego, nie zawahałbym się ani chwili, w tym przypadku jednak muszę odmówić wydania Kuli.
Wasz cel jest szlachetny, ale zarazem naiwny, naiwnością osób, które myślą, że łatwo udałoby się naprawić im ten świat. To czego chcemy a czego potrzebujemy różni się znacznie od siebie, a zdaje mi się, że nie potraficie zobaczyć co się naprawdę tutaj dzieje. Trwa wojna, między tymi, którzy życzą nam źle a tymi, którzy są nam życzliwi. Staramy się pozostać neutralni, ale w tych czasach to naprawdę trudne i wielu z mojej rodziny przez to ucierpiało.
- wzrok starszego zamglił się. – Mówiliście o nowej planecie dla Changelingów – czy istnieje pewność, że oba obozy się pogodzą? Czy będą chcieli opuścić miejsce w którym ku naszemu nieszczęściu się zadomowili? Czy możecie zagwarantować nam, że ze swojego nowego domu, nie postanowią wziąć Namek szturmem? Czy zostaniecie tutaj, by pilnować, by rzeczywiście odeszli i nie niszczyli naszego spokoju? Czy jeśli potyczka w Skalnym Lesie sprawi, że Lodowi zaczną być wobec nas bardziej natarczywi, sprawi, że weźmiecie to na własne barki? Życzenie jak mówiłem jest naiwne – to wy je wypowiecie w dobrej intencji, ale konsekwencje z którymi trzeba się uporać pozostawilibyście nam.
Wódz umilkł i w ciężkiej ciszy westchnął. Powód ich wizyty był ‘dobry’ lecz nieprzemyślany. Starał się w miarę możliwości łagodnie to przekazać, jednak jego słowa były jak ostra reprymenda doświadczonego dziadka dla zuchwałych wnuków.
- Jesteście młodzi i beztroscy, pragniecie być wolni, chcecie podróżować po wszechświecie… Nie bronie wam, jednakże, młodzieńcze przyjmij tę radę. Sposób w jakim się odnosisz do całego problemu, świadczy o tym, że nie masz w sobie wiele powagi. Nikt nie karci twojej radości życia, jednak powinieneś zwracać uwagę, czy to kogoś nie razi. Rozmawiamy o losie naszej planety, mówiłeś o pomocy, a teraz gdy nic nie możecie już zrobić, chcecie odlecieć przed siebie. Odpowiedzialność i powaga… – nameczanin potarł skroń lekko, a na wargach zatańczył cień nostalgicznego uśmiechu. – Młodość to ten okres, gdy trzeba samemu zrozumieć, co można robić bez konsekwencji, a wolność wbrew pozorom do wielu zobowiązuje. W twoim sercu wyczuwam żal, demonie. – zwrócił się nagle do Reda. – Ten rodzaj bólu, który mogły spowodować wyrzuty sumienia. Ta rada być może na za wiele się nie zda, ale pamiętaj proszę o tym – nie staraj się na siłę go ukoić. Mnóstwo rzeczy w życiu boli, czasem tylko po to, by pokazać nam, jaką ścieżką należy lub też nie należy kroczyć.
Co do kul, nie zamierzam dawać wam naszej, przykro mi. Nie trzeba pozbywać się Changów, jedyną rzeczą jakiej potrzebujemy tutaj na Namek, jest pokój. Jeśli spotkacie Kaede, przekażcie jej te słowa, a także powiedzcie, że powinna porozmawiać z Guru na ten temat. Z mojej strony to wszystko, dłużej was nie zatrzymuję. Cokolwiek w życiu zamierzacie robić, życzę wam wędrowcy powodzenia.

To mówiąc dał znak, że mogą opuścić pomieszczenie. Marg bez słowa wypuścił ich z domu Wodza, po czym zamknął za sobą drzwi. Zza nich dobiegła niewyraźna rozmowa dwójki nameczan, jednak w tej samej chwili do halfa i demona podbiegł znajomy malec.
- Red! No i jak? Jak poszło? – niemal wyłaził z zielonej skóry, wpatrując się w nich wielkimi, zaciekawionymi oczami.

OOC
Kuli nie dostaliście, za to macie po radzie na przyszłość i to wam musi wystarczyć Kokoko

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Nie Cze 08, 2014 3:27 pm

-Pff, razi, nie razi.. Nie mam zamiaru smutać i być całe życie poważnym, jak kiedyś. Na szczęście wyzbyłem się sie tego umartwiania nad wszystkim.. Za to jedno muszę Tsufulowi podziękować. -Pomyślał chłopak po słowach wodza na jego temat. Tak to juz chyba jest, że im człowiek starszy tym bardziej zrzędzi i sypie twórczymi morałami jak z rękawa.
Po dłuższym czasie bezsensownego gadania nadszedł czas na wyjście -Jakby nie mógł powiedzieć "nie dam wam kuli, bo nie mam pewności, czy wszystko dobrze sie kończy, wyślijcie Kaio do wodza". I czas zaoszczędzony i jego energia, a chyba dużo już mu jej nie zostało.. -Myślał chłopak. No nie lubił takiego gadania. Po wyjściu z pomieszczenia chłopak odetchnął pełną piersią i przeciągnął się. Spojrzał, czy Marg ani wódz nie stoją za nim i ze nie będą tego słyszeć, po czym spojrzał na Reda.
-Myślałem, że nigdy nie skończy tego gadania. To, co, teraz lecimy na Ziemię? -Jeszcze nie skończył mówić, a do Demona podbiegł ten mały Nameczanin.
-Jak poszło? Czas stąd spadać -powiedział do malca z uśmiechem na ustach. Niech sobie malec traktuje te słowa jak chce. Niech myśli, że wyprosili ich z planety, chyba, że Red trochę poszerzy tę myśl. -Wybaczcie na chwilę -powiedział chłopak i odwracając się poszedł w las. Tak, Guru mówił o głupotach, ale wiadomość do Kaede może się jej przydać. Wzleciał nad drzewa i rozglądał się. Wyszukiwał mocy Bogini. Teraz przypomniały mu się słowa, które powiedziała Bogini. Chciała się spotkać  ze swoim, nameczańskim tatą. Czy on i ten "Guru”, o którym mówił Guru to jedna osoba?
-Halo, halo! Cześć Kaede, tutaj Vernil. Rozmawialiśmy z Wodzem wioski. Powiedział, że nie da nam kuli, bo nie mamy gwarancji, ze Changi się pogodzą i ze spokojem odlecą. Oni chcą tylko spokoju. Tobie kazał przekazać, że masz spotkać się z Guru, ktokolwiek to jest. Tyle od nas. Nic nie wskóraliśmy. Mamy w planach lecieć na Ziemię. Jakby, co to wiesz gdzie nas szukać. Tyle od drużyny podróżniczych. Vernil, bez odbioru -powiedział telepatycznie do swojej Boskiej znajomej. Po tym wrócił do Reda i Yane.
Po powrocie do wioski spojrzał na Reda –To jak? Lecimy dalej na podbój kosmosu? –Powiedział chłopak. Długo nie czekał i spotkał się z potwierdzeniem. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wzleciał na dwa, może trzy metry i spojrzał na wioskę oraz mieszkańców.
-No cóż, na nas już pora –mówił głośno i donośnie – chcieliśmy zwiedzić waszą planetę, długo tutaj nie byliśmy, ale poznaliśmy waszą rasę. Serdecznie dziękujemy wam za gościnę. Do zobaczenia! –Powiedział i odleciał. Spojrzał za siebie. Demon zrównał się z nim.
 Może kilometr od wioski znaleźli polanę. Vernil i Red wylądowali na niej. Red momentalnie zaczął szukać w swoim brzuchu statku. Tak, ta demoniczna magia była momentami trochę przerażająca. Vernil odwrócił się, żeby nie widzieć, co robi jego kompan. Trochę go to obrzydzało. Po kilkunastu sekundach mógł się odwrócić, a za nim stał statek. Z uśmiechem wszedł do środka.
-No! Teraz tylko iść się wyspać. Podróż potrafi być męcząca, a nie chcę wyglądać jak trup jak wylądujemy na tej planecie. Muszę na niej znaleźć osoby, które mnie wskrzesiły i im podziękować. Ty chyba je znasz tak -drzwi za nimi zamknęły się. Długo nie trwało a statek ruszył i zniknął na orbicie.

OOC:
z/t -> ziemia!
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 582
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Wrz 05, 2014 11:11 am

Nawet z pomocą Enmy było to dla niej wyjątkowo trudne. Tuż po wylądowaniu opadła na ziemię, ledwo ratując trzymane przez niej ciało od kolejnych obrażeń. Na szczęście brat April miękko wylądował. Wiedziała, że nie może martwić braci, więc cała masa złotych motyli podleciała do każdego z nich, niezależnie czy to były uczące się dzieci, czy mężowie pracujący w polu.
-Witajcie, stęskniłam się za wami!- krzyknęła radośnie, wysyłając wokół buziaki i pozytywne emocje, za długo by trwało przytulenie każdego, chociaż gromadka najmłodszych przyległa już do niej, wtulając się w jej brzuszek. Obdarzyła każdego uśmiechem i pogłaskała, przepraszając, że tym razem nie ma ciastek. Nie wyglądali na zawiedzonych.
Braciszek Vetus nie uległ powszechnym emocjom, wraz z wojownikami wyszedł na spotkanie przybyłych, zastanawiając się co też chce jego siostra. Kaede widząc go, natychmiast uklęknęła, a gromadka wokół niej, wróciła do swoich zajęć.
-Witaj bracie Vetus, przybyłam błagać cię o pomoc, mam tu silnie rannego…- po chwili podniosła nieśmiało wzrok, patrząc mu w oczy. –Wiem, że jest to zły osobnik, ale tuż po leczeniu wyprowadzę go stąd. Są ze mną silni wojownicy, Kuro i April, to moi przyjaciele, wiele razy walczyli ze złem, a serce dziewczyny jest coraz lepsze i bardziej kochające… Mężczyźnie trochę jeszcze brakuje, ale możemy mu zaufać. Jako wasza opiekunka zadbałam o to, żeby nawet po odzyskaniu sił nie mógł zrobić nikomu krzywdy. Podczas leczenia jego ran, moi znajomi będą go pilnowali, a ja postaram się uzdrowić jego duszę z nienawiści, wchodząc do jego umysłu.- Jej dobre intencje to coś, co zawsze wzruszało zielonych braci, nawet tak sceptycznych co do jej pomysłów jak Mot, strażnik Taty. –Vetus proszę, uratujcie go, inaczej zginie, a postaram się o to, aby porzucił dawna zlą drogę, dla każdego jest nadzieja… Proszę…- miała błagalny głos i w dalszym ciągu nie wstawała z kolan. Nameczanie wiedzieli, że jest boginią, nie wszyscy zgadzali się z jej decyzjami, często myśląc że jest za dobra. Ale było też wielu takich, którzy podzielali jej troskę o wszechświat. Nie było jednak żadnego, który nie traktowałby jej jak siostry, w końcu nawet na ramieniu ma tatuaż zrobiony magią Guru, będący dowodem na jej przynależność.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Wrz 05, 2014 10:28 pm

Chciała żeby Kaede miała rację. Jednak wciąż się obawiała, kochała go miłością siostrzaną, ale też z drugiej strony go znała. Miała nadzieję, że wielka miłość Bogini, którą zawsze i za każdym razem obdarzała pomoże. Byli z jednej krwi, to fakt, ale on jednak nie miał namiastki człowieczej. Był czystą małpą wychowaną do zabijania. Nie mogła zrozumieć jak osoba, którą obdarowywała uczuciem mogła podnieść rękę na niewinne istoty pozbawiając je przy tym życia bez żadnych skrupułów. Czy da się pokochać tak nieczystą osobę? Można poświęcić namiastkę siebie, czy będzie to zupełnie bezowocne. Chciała wierzyć w to, że się zmieni. Widziała, że jego stan nie był najlepszy. Przegryzła dolną wargę. Ale ufała jej. Była to osoba, z którą bezgranicznie poszłaby wszędzie. Nie potrafiła wyjaśnić tego uczucia, ale biła z niej taka prawdomówność, troska, dobroć o innych. Nie traktowała wszystkich tak jak Hikaru- z góry. Była inna przez co April ufała jej bezgranicznie. Gdy tylko wspomniała o dziwnym uczuciem przypomniała je sobie. Zawsze towarzyszyło jej, kiedy jej mistrz ją teleportował.
W tym samym czasie zamknęła oczy i po chwili powietrze się zmieniło. W sumie April nie zapytała kim byli Nameczanie, nigdy nie widziała tej rasy ani nawet jej nie znała, a w tym momencie już znajdowała się na ich planecie. Na samym początku była pochłonięta tym co widziała, niby podobne do Ziemi, a jednak całkiem inne. Rosły tu dziwne rośliny, niebo też było inne. Otworzyła oczy ze zdziwienia. Właściwie była do tej pory na dwóch planetach- Vegeta i Ziemia, a ta była kolejna. Nagle zauważyła dziwne postacie, każda z nich była męska, mnóstwo dzieci, wojowników. Wszyscy wyglądali inaczej niż dotąd spotykane istoty. Byli cali zieloni i mieli czółka i nie było kobiet. Dlaczego? Może są gdzieś indziej? Nie wiedziała jak się zachować, a przecież musiała się jakoś przywitać dlatego się ukłoniła. Zerknęła na Kuro, chciała złapać go za rękę. Czuła, że to przyjaciele Kaede, ale doskonale też wyczuwała spojrzenie w ich oczach.


- Witam.- powiedziała bardzo nieśmiała, nie wiedziała czy w ogóle powinna się cokolwiek odzywać, ale to w końcu jej brat, więc powinna powiedzieć parę słów. Wciąż się wahała, była w nowej sytuacji z nieznanym jej ludem. Jak ją przyjmie?
– Nie wiem, czy mogę się odzywać, ale chciałam prosić o pomoc w uzdrowieniu mojego brata przy okazji mojej duszy. Nie wiem, czy ja jako istota ludzka mogę o cokolwiek prosić, ale ja mu to wyrządziłam, oczywiście nie chciałam, ale bałam się, że gdybym nie walczyła to byłby mój koniec. I na tym polega moje uleczenie duszy, okazało się, że on wcale nie chciał mnie skrzywdzić tylko zrobić ze mnie wojownika. Mam wyrzuty sumienia. Wiem, że jest zły, ale postaram się o to, aby nie zrobił Wam krzywdy, obiecuję. To mój brat i wciąż go Kocham.

Nie wiedziała, czy w ogóle powinna coś mówić, ale nie mogła się oprzeć. Naprawdę czuła się winna sytuacji, chociaż robiła to w obronie własnej nie chciała, aby ktokolwiek z jej ręki zginął. Nie potrafiła wyobrazić sobie jakie uczucie musi towarzyszyć komuś kto zabija. W tym momencie spojrzała Kuro w oczy. To co zrobił z Tsufulem, za co ludzie mu gratulowali musiało być dla niego straszne... wszyscy się cieszyli, nazywali go bohaterem, a on musiał mieć wyrzuty sumienia. Dopiero teraz to zrozumiała, trochę późno, ale każdy uczy się czegoś nowego z czasem. Nikt nie rodzi się idealny. No może oprócz Bogów, ale ona do nich nie należała, ale starała się. Zawsze wspierać swoich bliskich, nigdy nie mieć uprzedzeń do kogokolwiek. Tyle osób zawsze powtarzało jej, że Red jest zły, ale ona zawsze w niego wierzyła. Spojrzała na swojego brata, robił się coraz bardziej blady. Zmartwiło ją, ile jeszcze wytrzyma? W tej sekundzie mocno uścisnęła dłoń Kuro.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1045
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sob Wrz 06, 2014 11:32 pm

Przykląkł przed dziewczyną i chwycił jej dłonie w swoje. Widział jak się zamartwia i rozumiał to doskonale, no w pewnych kwestiach. Sam miał brata bliźniaka i do dziś cierpi z powodu jego śmierci. Chciał wsprzeć April, bo rozumiał jak tego mocno potrzebuje.

- Wiem co czujesz, wiesz jak zginął Shiro i że głównie dzięki twojej pomocy jakoś poradziłem sobie z jego stratą. Nie obwiniaj się za to, co się stało....

Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo wtrąciła się boginka. Nie spodobała mu się rozmowa dziewczyn. Poczuł się odstawiony na boczny tor, jakby się nie liczył. Brat April umierał, to dało się wyczuć z jego Ki ale co do drugiej szansy był umiarkowanie przekonany. Jednak szlag go trafiał, kiedy April tak żałowała tego gnojka. Kaede zapewne widziała burzową chmurę z piorunami wisząca nad głową Saiayna, a wyznaczona pokuta była dla niego jak nóż w plecy. Niemniej chłopak przemilczał to z godnością, na razie.

W oka mgnieniu znaleźli się na Namek. Kuro źle znosił podróże tego typu technikami. Przez kilak sekund jego twarz zlewała się z zielenią planety. Wstał, otrzepał się i rozejrzał dookoła. Choć dominowała zieleń, planeta wyglądała na całkiem przyjemną, tubylcy także. Niewiele wiedział o Namek, w zasadzie tylko tyle ile ze swoich misji opowiadał mu ojciec. Dzieci zaraz otoczyły boginkę. Za to głównie jego powitali groźnie patrzący na małpę wojownicy. Chłopak nie miał za złe, małpi ogon od razu zdradzał jego pochodzenie, a Saiyanie mieli złą sławę w całym kosmosie. Ratowały go jedynie symbole „Hikaru” na stroju treningowym i fakt, że to Kaede go tutaj sprowadziła. Skłonił się uprzejmie najstarszemu osobnikowi lecz pozostał milczący. Totalnie nie podobał mu się ten pomysł. Nie sądził, aby delikwent skorzystał z drugiej szans ale i Kuro mu jadał ratując i oddaj Daichiemu część swojej Ki. Złościła go postawa April. Prosiła o pomoc i mówiła, że kocha tego palant, że to brat, że nie chciał jej skrzywdzić. Akurat. Kuro wychował się w zupełnie innym pojęciu troski i rodzinnej miłości, halfka mieszkała z nim od dwóch i chłopak się złościł że tego nie dostrzegała. Rodzice zawsze go wspierali, nikt na nim nie wymuszał nic ponad siły, troszczyli się o niego i Shiro. A Daichi? Przez dwa lata Kuro obserwował jak sama myśl i strach o bracie niszczy April psychicznie i fizycznie. To młody Saiyan martwił się o halfkę, opatrywał nieprzytomną po treningach i wspierał, choć przez Daichiego często go odrzucała. A co by było gdyby nie była gotowa na przyjęcie mocy SSJ 2? Nawet nie chciał myśleć o takiej perspektywie. W pojęciu młodego Saiyana Daichi nie był rodziną, w tej chwili nie zasługiwał na to. Z zamyślenia wyrwało go spojrzenie April i poczuł uścisk jej dłoni. Potrzebowała go, odwzajemnił uścisk.

- Jestem przy Tobie, na dobre i na złe. Zawsze byłem...

OOC: Post treningowy.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
NPC.

avatar

Liczba postów : 1754
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Nie Wrz 07, 2014 9:49 pm

Wódz wpatrywał się w Boginie milcząc, z nieco posępnym wyrazem twarzy przyjrzał się trójce pozostałych przybyszy - taksował świdrującym spojrzeniem wszystkich małpiastych, a jego małe, czarne oczy wwiercały się w nich intensywnie. Wrócił wzrokiem do Kaede, nie wcinając się w jej słowa, poczekał cierpliwie do końca i jeszcze raz ocenił rannego. Przykucnął przy nim, dotykając okrwawionego czoła.
- Wstań. Nie godzi się, by siostra klękała przed bratem. Nie zaprzeczę, dużo w nim nie zła, ale złości i goryczy. - spojrzał uważnie na białowłosą. - Rany jego są ciężkie, ale uda się go uzdrowić... Ciało, jedynie. Umysł to bardziej skomplikowana rzecz i nie zawsze dobroć, miłość i szczere intencje potrafią coś zmienić, wiem o tym za dobrze. Możesz spróbować, ale zasklepienie ran fizycznych to rzecz o niebo łatwiejsza od uleczenia duszy. Co gorsze... - umilkł na moment, wpatrując się w nieprzytomnego Saiyana. - Cokolwiek ma na sumieniu, niczego nie żałuje. Nie czuje, że zrobił źle, stąd moje wątpliwości.
Wśród nameczan zapanowało niewielkie poruszenie. Wojownicy niejako rozgonili mały tłum, pozostawiając naokoło Vetusa tylko kilku z nich oraz przybyszów z Ziemi. Wódz dłuższą chwilę oceniał stan poszkodowanego, po czym podniósł się na równe nogi.
- Yane niestety gdzieś się zapodział z bratem, więc muszę poprosić kogoś innego. - odwrócił głowę i zawołał w nameczańskim języku. Odpowiedziały mu dwa głowy i po chwili podszedł do nich wyjątkowo chudy, starszy zielnoskóry. - To mój przyjaciel, Rio, uleczy twojego brata. - zwrócił się halfki a następnie do Bogini. - Zgadzam się Kaede, uzdrowimy go, jednakże... Nie wiem, czy twój pomysł się powiedzie i tym bardziej, czy przypadkiem po przebudzeniu nie zaatakuje wioski. Jeśli Ci się nie powiedzie, odpowiedzialność za niego, a także za to, co z jego winy się stanie, spocznie na twoich barkach. - milczał chwilę. - Zaczynajmy więc.
Rio położył dłonie przy ranach chłopaka i po chwili delikatna poświata spłynęła z jego palców na obite ciało. Vetus splótł ramiona na piersi, przyglądając się uważnie całej scenie, wojownicy również stali w milczeniu. Dookoła zrobiło się dziwnie cicho, jakby wszystko czekało w napięciu na rozwój wydarzeń.

OOC
Czyńcie honory

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 582
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Nie Wrz 07, 2014 11:30 pm

Podniosła się patrząc z wdzięcznością na wodza. Uśmiechała się uspokajająco do April, nie musiała interweniować, ale to naturalne że była zmieszana i trochę onieśmielona obcą rasą. Zastrzyk uspokajający w postaci motyli z pozytywnymi uczuciami, natychmiast znalazł się przy czarnowłosej, aby jeśli zechce, mogła z niego skorzystać.
-Biorę odpowiedzialność Vestus. Nie bój się, zdążę go stąd przenieść gdy tylko sprawi problemy.- odpowiedziała w języku nameczańskim, choć nie tak płynnym jak rodowici mieszkańcy. Zmieniła mowę, bo nie chciała przysparzać halfce kolejnego zmartwienia… Skinęła głową do nowego medyka i razem usiedli nad ciałem, zabierając się do pracy.
-Kuro, na pewno wyleczymy brata April. Jakby jednak mój zabieg na duszy nie wyszedł, musisz być blisko mnie i powstrzymać agresje tej małpy. Od razu będę go teleportowała z dala od wioski, chciałabym żebyś chwycił mnie w porę, aby móc mi pomóc w walce.- spojrzała z powagą na nieco rozgniewanego chłopaka jej ulubienicy. –Nie zapomnę o wyrzeczeniach, które teraz znosisz…- dodała, odwracając się i pochylając nad rannym.
Jej zielony brat już zajmował się ranami, ona miała trudniejsze zadanie. Boska energia rozpowszechniła się na całym terenie, pokazując całą potęgę jej miłości. Cały świat wokół niej i pacjentem stal się na chwilę złoty, aby tuż po tym całe stado wleciało do jego umysłu, a Kaede jakby we śnie upadła na ziemię, chwytając go za rękę.
Tak jak podczas medytacji, łączyła swoją ki wraz z bratem April. Przedzierała się przez jego umysł, wprost do duszy. Jej miłość i pozytywne uczucia miały teraz wypełniać ciało i głębie, wykorzeniając całe zaległe zło. Podczas swojej mentalnej podróży, czuła całą złość, ostre saiyańskie wychowanie, rozkosz w zbrodni i krzyk ofiar, który stopniowo przeradzał wrażliwość w kamienne i niewrażliwe. Współczuła mu, widząc całą historię przegranego życia. Urodzić się na Vegecie to masakra…
-Nie bój się przyjąć miłości…- robiła bardzo łagodne pranie mózgu. –Nie opieraj się, zbliż się do światła, porzuć swój mrok…- jej głos był rozkoszny, pełen miłości, współczucia i wyrozumiałości. Słodyczą rozchodził się w głowie małpiszona, którego ciało coraz bardziej zyskiwało na stabilności, dzięki nameczańskiej magii. –Kocham cię, bez względu na to, co zrobiłeś, mam dla ciebie wspaniały plan na życie obok osoby, którą kochasz…- poczuła pewne poruszenie w stwardniałym sercu. –Tak, koło April… Wystarczy, że odwrócisz się od swego złego życia…- dała chwilę na utwierdzenie uczuć i umysłu. –Daichi… Życie miłością jest dużo wspanialsze, nigdy nie opuści cię moje błogosławieństwo, nie ważne ile zła wyrządziłeś.- musiała nazbierać trochę sił, aby przebić się umysłem przez kolejne blokady zła. –Daichi, wystarczy że zgodzisz się przyjąć nowe życie, to dzięki mnie dostajesz drugą szansę, nie zmarnuj jej, błagam… Potrzebuję twojej siły, aby wspomagać świat ukochany przeze mnie i April. Ale daje ci nowe życie dla ciebie, szanując twoją wolę. Proszę abyś przyjął nowe życie i odtąd poświęcił je dobru...- dla osób z zewnątrz, wszystko wyglądało tak, jakby bogini zemdlała przy pacjencie, nikt nie mógł wiedzieć, jaką walkę toczy w jego wnętrzu, tylko czasami, z obu ciał uleciały motyle czarne, lub złote…

OCC:
Nameki leczą ciało, ja leczę duszę. April Daichi to twój NPC więc możesz opisywać, czy moje zabiegi działają, czy nie. Dziękujemy póki co 8 za prowadzenie, póki co istotne będą moje zabiegi nad pacjentem i to co April będzie chciała żeby się wydarzyło. Zakładam, że może mi się nie udać i małpiszon po odzyskaniu sił wróci do terroru. No ciekawe co tam zapodasz.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pon Wrz 08, 2014 10:06 pm

- Cieszę się, Kocham Cię- powiedziała cicho do Kuro. I kiwnęła głową do wodza, cieszyła się, że będzie żył. Miała nadzieję, że Kaede uda się wygrać walkę ze złem. Złapała swojego mężczyznę mocniej za rękę. Była gotowa na wszystko, chociaż zdawała sobie sprawę, że teraz by go nie pokonała. Siła małpy zwiększa się zdecydowanie po bliskim starciu ze śmiercią. Wpatrywała się w Kaede i w nameczenina pokładając w nich wszystkie swoje nadzieje. – Przepraszam Cię za to wszystko, za to, że tu jesteśmy. Pewnie tego nie zrozumiesz, ale mam z nim dużo wspomnień, dobrych, to on mnie wychowywał, to on się mną zajmował. Zabierał mnie i pokazywał Vegetę, uczył walczyć, opatrywał mnie, pokazywał mi miłość. Tak wiem ciężko w to uwierzyć, też nie mogłam odnośnie tego jak się zmienił. Był kiedyś bardzo troskliwy przynajmniej w stosunku do mnie. Ojca nienawidził, to on go zabił, bo mnie nienawidził za to jaka jestem, za to, że jestem. Stawał w mojej obronie, trzymał z daleka od wszystkich chłopaków. To ostatnia rzecz jaka dla niego robię. Dziękuję Ci, że tu jesteś przy mnie.

Motyle, które z niego wypływały wskazywały na wiele niewiadomych. Nagle ciało się naprężyło, a ona drygnęła. Nie potrafiła opisać jej bólu, nie wiedziała co się dzieje, nie miała nad tym kontroli.

- Co tam się dzieje? – spytała próbując otrzymać jakąkolwiek odpowiedź, dobrą, złą, neutralną, cokolwiek! – Walcz, proszę Cię walcz! Proszę, stań się taki jak kiedyś.

***

I w tym momencie jej krzyki doszły do jego uszu. Czuł się jakby był świadomy. Wiedział co się dzieje, tylko nie potrafił zdefiniować dlaczego i kto jest przy nim. Czy był przytomny? Nie. To wszystko działo się w jego głowie, umyśle. Czuł się jakby chodził po własnym ciele zmniejszony. Ciągle słyszał ten przeklęty głos! Wszędzie głosy!

- Nie opieraj się, zbliż się do światła, porzuć swój mrok...- był delikatny. Czy to April? Nie. Nie wiedział kto i czego od niego chce.

- Zostań tym kim jesteś, jeżeli się z nią zgodzisz stracisz swoją moc. Oni cię uleczą, a potem zabij. Każdego zabij! – Kaede również mogła słyszeć ten głos, pochodził on w końcu z jego ciemnego zakątka, jego duszy. Miał dosyć, zaczął zatykać palcami uszy. April i Kuro za to mogli dostrzec na zmianę różowe i czarne motyle. Jego omotały dwie energie, próbowały go opatulić. Zabrać, każda dla siebie. Czuł jak wracają mu siły. Co się dzieje? Przed chwilą umierał i był tego całkowicie świadomy, a teraz nagle wzrasta w siłę. Nie mógł jednak długo się nad tym zastanawiać. Ciepły i miły głosik nie przestawał nawijać, a wraz z nimi jego ciemny odpowiednik. Usłyszał od niej April. Tak ją kochał, jego mała siostrzyczka. Chce ją dla siebie, dla niej mógłby stać się lepszy przy jej boku, ale jest ktoś. Ktoś koło niej. On już się nie liczył. Przez moment można było zauważyć jak oplatają jego dobre moce, ale potem diametralnie się to zmieniło. Można powiedzieć, że połączyło. Nie wiadomo co się stało, czy to pomogło? Dlaczego? Bo podczas tej plątaniny mocy otworzył oczy i odzyskał świadomość. Szeroko, jego czarne ślepia obserwowały wszystkich dookoła. Z daleka widział ją, jej piękne oczy i ich dłonie. Tak splątane.

- Ty... - wyszeptał patrząc na Kuro wciąż leżąc. Ładne mi powitanie na dzień dobry. Nie zwracał uwagi na nikogo, był neutralny, a w zasięgu wzroku była tylko jedna osoba. Czuł się obserwowany, ale trudny do zidentyfikowania. Czy to coś pomogło? Czy nic nie zmieniło. Chciała odpowiedzi, już, teraz natychmiast. April tylko przewracała oczami to na Kaede, to na niego, to na Kuro. Co się teraz stanie?! Była przygotowana na najgorsze i równocześnie była w szoku.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1045
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Wto Wrz 09, 2014 6:39 pm

W milczeniu patrzył, jak starszy nameczanin i Kaede siadają przy nieprzytomnym. Nie wiedział co ma zrobić poza staniem i wgapianiem się w ich pracę. Dobrze, że boginka swoją prośbą nakreśliła funkcję Saiyana. Tylko przytaknął ze spokojem. Co prawda był tu od brudnej roboty ale chyba faktycznie nie byłoby osoby na jego miejsce. Dysponował ogromną siłą, jak na tak młody wiek ale potrafił się powstrzymać, gdy trzeba było. Jeśli cos pójdzie nie tak, to on będzie musiał zabić Daichiego, a April nie byłaby zdolna do tego po raz drugi. Już było jej wystarczająco ciężko, a on jakoś sobie poradzi żyjąc z tym piętnem. Pytanie, czy April zechciałaby dzielić życie z bratobójcą. Myśl, że wszyscy naokoło wymagają od chłopaka aby zabijał nie poprawiała mu nastroju. Do tego wzmianka Kaede, ze docenia jego wyrzeczenie.... Aż takie mocne to wyrzeczenie nie było. Bardziej się obawiał, że te słowa sprawią przykrość halfce i odtrąci go na dobre. Niemniej chociaż nie zgadzał się do końca, to bardzo się starał, nawet jeśli tym powodem do starań to była jego pokuta, czy wsparcie dla April. Zależało mu na przeprosinach Boginki i kochał April i pomimo iż to nie były chwalebne powody do taktowanie Daichiego, przynajmniej intencje były czyste i prawdziwe. Nawet jeżeli mu nie wyjdzie to starał się z całych sił, a Kaede jakby czytała nie tylko w jego myślach ale i w sercu. W którego głębi tkwiła tęsknota za zmarłym bratem bliźniakiem. Nie mógł pozwolić aby i April tak cierpiała.

Ze zdziwieniem słucham jak April opowiada o Daichim. Musiała bardzo się denerwować, bowiem przez ostatnie dwa lata raczej nic dobrego o bracie nie wspominała, wręcz przeciwnie. Do tej pory myślach Kuro, Daichi prezentował się niczym najpodlejsza gnida. Kiedyś ją ochraniał, a przez ostatnia lata gnębił. Kuro nadal nie mógł zrozumieć tego sposobu miłości.

Ciało nieprzytomnego Saiyana drgnęło, widać było jak ciągle walczy ze sobą lub Kaede. Sama boginka była nieprzytomna ale w jej Ki dało się wyczuć, jaki zażarty bój toczyła o jego duszę, stając się tym samym jednocześnie najłatwiejszym celem ataku. Cała sytuacja gmatwała się z minuty na minutę, chłopak już sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. W momencie, gdy Daichi otworzył oczy, Kuro poczuł jak ten wzrok próbuje prześwidrować go na wylot. Nie przestraszył się, pozostał spokojny ale to jedno wypowiedziane słowo było z pewnością skierowane. W głosie pobrzmiewał gniew i pretensja, a to wszystko skupiło się na Kuro. Chłopak musiał coś z tym zrobić. Zdążył znielubić typa ale nie zamierzał stawać miedzy nim, a April w końcu to rodzeństwo. Delikatnie napiął mięśnie, żeby być gotowy do szybkiego zadziała ale ze spokojem w głosie odpowiedział:

- To co się stanie zależy tylko od tego, co zrobisz.

OOC: post treningowy

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 582
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sro Wrz 10, 2014 9:54 pm

Wiedziała, że wszystko może się wydarzyć, nawet będąc w głowie Daichiego. Jego pokłady wyhodowanej nienawiści były bardzo silne, a zwłaszcza mocno ukorzenione. Niestety biedak nie wiedział jak się to skończy…
Oboje się ocknęli, a Kaede nieco zmęczona wysłała mu telepatyczny obraz konsekwencji drogi, którą obierze. Stał w nim zupełnie sam, w miejscu, gdzie nie było nikogo, wokół tylko śmierć i zniszczenie, plus ogromne poczucie pustki.
-Tak zakończy się droga, którą podążasz…- spojrzała na niego ze współczuciem, uśmiechając się z otuchą do ran jakie odniósł. –Chcę ci zaproponować współpracę ze mną dla dobra wszechświata, dalej będziesz mógł walczyć, ale tym razem będzie to produktywny bój.- zaproponowała Daichiemu dołączenie do drużyny, którą zamierzała powołać dla dobra wszechświata. –Jestem boginią Kaede, zawdzięczasz mi powrót do sił, ale zrobiłam to z miłości. Wiem, że na dnie twojego serca jest dużo miłości i pragnienie doba, jednocześnie łączę się z twoim bólem, który sprowadził cię na drogę nienawiści… Proszę użycz mi swojego potencjału.- ukłoniła się przed wyleczonym złoczyńcą. Czy jego serce zostało uzdrowione jej miłością? Wokół panowała atmosfera tak napięta, że wystarczyła iskra zapłonu, aby stała się prawdziwa masakra. –Wierzę w ciebie Daichi, tak bardzo wierzę w twoje serce i w to, że porzucisz nieprawość, która cię zniewala.- złote motyle rozleciały się z większą intensywnością, niż kiedykolwiek. Matka bogów pomogła jej rozpalić swoje ki, aż wokół całe niebo stało się złote. Miłość, którą nosi w sercu mogła teraz dotknąć każdego w jej otoczeniu, tak prosto do duszy, z uzdrawiającym zastrzykiem… O ile tylko… Ktoś jej chciał…
-Non stop wchodzę pomiędzy płomienie nienawiści bez żadnego żalu. Przyodziana jedynie w wiarę pomiędzy wszystkimi zagrożeniami. Mogę uzdrowić cię z tego co nosisz w sercu, dać ci sens, którego pragniesz… Czy zechcesz być wojownikiem światła?- zapytała słodko.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Wrz 12, 2014 10:58 am

Stało się to, czego nikt się nie spodziewał, a na pewno nie ona. Naskoczył od razu na Kuro jakby nikt inny na świecie nie istniał. Chyba był w szoku, bo nawet nie zdążył nic powiedzieć na temat otoczenia. Stał i po prostu wgapiał się w niego, a pięści mu się zaciskały. Ona to dojrzała wciąż stojąc obok Kuro, którego trzymała za rękę. Równocześnie była gotowa do walki, a przynajmniej tak jej się wydawało.

- Ty... ja Cię zabiję. – powiedział cicho, ale dało się odczytać to z ruchu jego warg. Ona się przestraszyła, potwornie się zlękła, co teraz będzie. Nagle odezwała się Bogini, czarnowłosa miała nadzieję, że jej przemowa coś pomoże, że cokolwiek zrozumie.

- Uratowałaś mnie, dziękuję, ale to śmieszne! Nikt nie musiał tego robić, mogliście pozwolić abym zdechł, a Ty przede wszystkim tego pragnąłeś? Prawda? Nie wpuszczaj mi tutaj kitów, że było inaczej. Chcesz mnie zabić, chcesz żebym sobie po prostu odszedł co? Zabrałeś mi siostrę, ukradłeś. Kiedyś ona tak na mnie patrzyła jak teraz na Ciebie, trzymała mnie za rękę tak samo jak Ciebie kiedy się bała. Ukradłeś ją, jedną osobę, którą kiedykolwiek pokochałem. – jego słowa były pewne siebie, spoglądał na Kaede to na Nameczan, których pierwszy raz widział na oczy. Zaintrygowała go ta rasa, nic o niej nie wiedział, a miał trochę wiedzy o kosmosie. – Gdzie mnie zaprowadziliście, bo to na pewno nie jest Ziemia. Oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi.

- Daichi, chcemy dla Ciebie dobrze. My wszyscy, chcemy żebyś przestał być zły i przejrzał na oczy. To dlatego Bogini nam pomogła przywrócić Ciebie do życia i próbując wplątać miłość w Ciebie, bo przecież potrafisz kochać? Czy to wszystko tylko przechwalanie i do mnie też nigdy nic nie czułeś? Udawałeś swoją braterską miłość przez całe swoje życie? Proszę , posłuchaj nas. Następnym razem nikt Ci już nie pomoże, a jak staniesz się dobry to będziemy zawsze służyli Ci pomocą, gdy tylko będziesz jej potrzebował. – starała się być spokojna, ale słychać było, że jej głos nie był stabilny. Spojrzała na Kaede jakby chciała ją przeprosić, że to jednak nie był dobry pomysł. Wciąż bała się jego reakcji, a raczej tego, że kogoś zaatakuje. A to byli niewinni ludzie, którzy chcieli jej pomóc. – Słyszysz jak Bogini do Ciebie przemawia? To istota Boska, chce dla Ciebie dobrze, widzi w Tobie nadzieję, nie zawiedź jej, mnie.

- Nie próbuj łapać mnie na jakieś słodkości. Wynoszę się stąd zanim cokolwiek rozwalę, zanim zmienię tą planetę w mak razem z Tobą April. Jesteś na to wszystko zbyt miękka. Tak jak ta Twoja cała Bogini i ten pożal się facet. Żałosne. – mruknął, po czym sardonicznie się uśmiechnął. – Tym razem daruję Wam wszystkim życie. Muszę się wzmocnić. Za uratowanie życia dziękuję chociaż nie rozumiem dlaczego myśleliście, że cokolwiek się we mnie zmieni. Naiwność ludzka nie zna granic, prawda April? Moja mała, naiwniutka siostrzyczka. Nic się nie zmieniłaś od małego. Może trochę urosłaś w siłę co jest moją zasługą. To Ty mi powinnaś dziękować! I prosić! Tylko ja mogę zrobić z Ciebie wojownika, ale nie będę tracić czasu.
Odwrócił się na pięcie i wtedy stało się coś nieoczekiwanego, ona trzymając Kuro instynktownie poszła razem z nim za rękę podchodząc do brata i przytulając ich oboje. Widać było jedno, że na pewno jak i Kuro, jak i Daichi byli bardzo zmieszani...

- Posłuchaj swojego głosu serca, mnie i Kaede.
Nagle on odepchnął wszystkich od siebie. Ona zaś posmutniała. Zawsze chciała żeby się zmienił, ale to nigdy się nie uda! Nigdy nie będą tworzyć normalnej rodziny.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1045
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Wrz 12, 2014 10:29 pm

Nawet Kuro nie spodziewał się takiej reakcji ze strony Saiyana. Po frontalnej groźbie brata jego ukachonej pozostał spokojny, bardziej martwił się o April. Jeszcze kilka lat temu rzuciłby się chłopakowi do gardła i zaczęliby się tłuc. Zrobił tylko groźną minę i w milczeniu ścierpiał obelgi, przynajmniej było wiadomo o co ma pretensje. Z drugiej strony rozumiał owe pretensje, sam musiał popracować nad sobą z zazdrością o Reda ale nie odstawiał takich scen. Mimo wszystko obie dziewczyny dalej starały się dotrzeć do Daichiego ale Daichi to małpa, a do Saiyan często argumenty słowne nie docierają. Tym bardziej jak są rozdrażnieni i zdenerwowani, można gadać jak do ściany.
Gest halfki bardzo zaskoczył obojgu Saiyan. Kuro stał zszokowany i zmieszany całą sytuacją. Jednak zrozumiał intencje dziewczyny, co by się nie działo obdarowywała miłością ich obu. Za to kolejna reakcja Daichciego przelała czarę goryczy i w młodszym saiyaninie się zagotowało. Złapał i przytrzymał nadgarstek oponenta nim odepchnął April. Tego było za wiele.

- Nie waż się podnosić na nią ręki nigdy więcej. – powiedział cicho lecz dobitnie.

Kuro ze złością pchnął chłopaka na najbliższe drzewo, złapał za ubranie i przycisnął do pnia. Daichi nie dotykał stopami podłoża. Z małpą trzeba gadać po małpiemu, bardziej łopatologicznie z dodatkiem pięści.

- Słuchaj kretynie, jakby zależało mi na Twojej śmierci to już dawno wąchałbyś kwiatki od spodu. Przez ostatnie dwa lata nasłuchałem się o Tobie aż po kokardę. Twierdzisz, ze to dzięki Tobie April rośnie w siłę? To gdzie do cholery byłeś, kiedy zarzynała się treningami ze strachu przed Tobą. To nie Ty znajdowałeś ją nieprzytomną, nie Ty ją opatrywałeś, nie Ty ją wspierałeś. A przyszło ci do tej pustej makówki, ze gdyby nie była gotowa na przyjęcie przemiany to rozerwałoby ją na strzępy! Cały nasz związek kręcił się wokół Ciebie, ciągle o Tobie myślała. Przylatujemy na Ziemię, na mały odpoczynek i co znów Ty! Więc mi nie wmawiaj, że Ci ją ukradłem, bo aktualnie sam się świetnie starasz aby Cię odrzuciła. I co jej po takiej sile. Jeszcze więcej cholernych idiotów będzie chciało z nią wałczyć. Pomyślałeś o konsekwencjach? Narażasz ją na jeszcze więcej kłopotów. Jesteś już tak ślepy z nienawiści, że nie dostrzegasz jak Cię kocha i jak tęskni za dawnym Tobą? Wbij sobie do tego durnego łba, że nie mam zamiaru stawać miedzy Wami, bo zawsze będzie Twoją młodszą siostrzyczką. Możesz sobie mnie nienawidzić i oskarżać o całe zło świata ale ja mam to gdzieś. Nie walczysz ze mną, tylko o April i nie spaprz tego. Wbij sobie do tego pustego łba, że jesteś dla niej ważny.

Już w trakcie rozmowy obaj wojownicy weszli na poziom SSJ. Ich moc była jednakowa lecz Kuro miał małą przewagę z powodu wygładu. Był nietypowym Super Saiyaninem ze srebrnymi włosami, oczami, sierścią na ogonie i aurą. Nawet jeśli nie miał takiego zamiaru srebro w jego oczach płonęło przerażającym chłodem. W końcu Kuro puścił starszego Saiyana nie uderzywszy go ani razu, choć miał ochotę. Jeszcze dwa lata temu, kiedy pierwszy raz spotkał Kaede na pewno by to zrobił ale teraz dorósł i spoważniał, to April wydobyła z chłopaka najlepsze cechy.

- Jesteśmy na Namek, planecie gdzie swoje bazy mają Changi, możesz śmiało iść w długo, oni z radością ukatrupią jakiegoś saiyana. Nie uderzę Cię, bo z zasady nie biję słabszych, choć nie będę ukrywał, że w Twoim przypadku mam ochotę złamać tą zasadę. Spróbuj ją uderzyć jeszcze raz, a wdepczę Cię w ziemię.


OOC: Koniec treningu.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 582
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Nie Wrz 14, 2014 11:22 pm

Przyglądała się z uwagą co też te małpy znowu wymyślą. Cóż, chyba nie uratuje tej duszy. Co teraz ma zrobić? Mogłaby zabrać go do changów, chociaż to tak bardzo nie w stylu bogini miłości… Z drugiej strony nie może pozwolić mu tak luźno chodzić, a co do Vegety, nie ma szans na tak długą podróż… Więc jednak baza lodowych… Zrobiło jej się smutno na samą myśl, ale przygotowała się do skoku. Niespodziewanie Kuro przejął inicjatywę i rozpoczął, przemawianie w… Nazwijmy to w małpiej gwarze… Kaede spojrzała z lekką nadzieją, być może ostrość drugiego gościa z tego samego gatunku przyniesie odpowiedni rezultat, a jeśli nie, to podróż do changów. Na szczęście Daichi nie wiedział o jej zdolnościach, wystarczy że go dotknie i lądują w tych niebezpiecznych terenach. Odkąd stała się kaio Namek, zna je w całości jak własną kieszeń.
Póki co, pozostała jej obserwacja co przyniesie los.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pon Wrz 15, 2014 11:52 am

Było ciężko, było naprawdę ciężko. Chciała dobrze, ale nie wychodziło jej, było jej głupio przed Kaede, Kuro i pozostałymi znajdującymi się tutaj istotami. Pomogli jej, a on nie potrafił tego docenić. Nie spodziewała się reakcji Kuro, tym bardziej, ze obaj weszli na wyższy poziom mocy. Przeraziła się trochę, nie wiedziała co zrobić. Wszystko było bez sensu, ta cała pomoc była bezcelowa. On był uparty i koniec kropka. Miała wrażenia, jak słowa Kuro odbijają się od niego. Nie wiedziała co zrobić, stała i wgapiała się w to wszystko. W tym samym czasie, co on próbował wyładować swój gniew, ale o dziwo nie na Nameczaninach.

- Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić! – warknął i strzelił pociskiem w górę. Tak jakby próbował wszystkich tu obecnych ostrzegać, że jest zdolny do wszystkiego. Stała i obserwowała, miała dosyć. Myślała, że da radę mu jakoś pomóc, coś z tym zrobić, ale widocznie nie da się. Jest zbyt uparty i to nie wiadomo dlaczego. – Nie będę tu już dłużej siedział, mam was wszystkich dosyć, po dziurki w nosie. Wtrącacie się w nie swoje życie. Nie trzeba było mnie ratować szanowna Boginko, siostro, oraz Ty! Wasza sprawa co uczyniliście.
Zaczął coś grzebać w kieszeni, wyciągnął wszystkim znaną kapsułkę, którą wypuścił. W chwilę potem na ziemi ukazał się jednoosobowy statek kosmiczny znany wszystkim na Vegecie.

- Bardzo miło było was poznać. – powiedział sardonicznym tonem kłaniając się i idąc w stronę statku. Brunetka wciąż stała jak wryta. Nie mogła z siebie wykrzesać nawet jednego słowa. To wszystko było jej winą, mogła nie pozwolić na jego uzdrowienie, ale to nie było takie łatwe. Wtedy obwiniałaby się o to, że go zabiła. Teraz jest chyba jeszcze gorzej, obwinia się o to, że może kogoś zabić, a raczej na pewno to zrobi, jeżeli go wypuszczą.

- Co powinniśmy zrobić? Nie możemy go tak zostawić, jak kogoś skrzywdzi? Nie wiem kompletnie jak się za to zabrać. – spytała nieśmiałym głosem, czuła się ciągle winna. Głośno westchnęła. Była zbyt zagubiona w tym wszystkim, spodziewała się, że po walce skończą się jej męczarnie odnośnie brata, a tu taka niespodzianka. Jest niemalże jeszcze gorzej.


/Dobra, kończymy to- Kaede, zadecyduj co robić- albo go teleportujesz albo pozwolisz polecieć, ale opisz już to Ty, żebym nie musiała ciągnąć tego dalej. Razz/
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1045
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Wto Wrz 16, 2014 7:00 pm

Żałował, że sprawy przybrały taki obrót. Spoglądał co jakiś czas na April aby z jej reakcji wywnioskować, czego mogłaby sobie życzyć. Sam już nie wiedział, co z tym kolesiem zrobić. Kilka słów ukochanej pchnęło go do podjęcia działania. Ziemia zaczęła niebezpiecznie drżeć, a część kamyków uniosła się powoli do góry, kiedy podniósł poziom mocy. Przemienił się w SSJ2, jego ciało spowijały wyładowania elektryczne. Wyprostował rękę z otwartą dłonią w stronę Daichiego, to był znany wszystkim Saiyanom atak. Z twarzy starszego Saiyana zniknęła pewność siebie, a moc Kuro nadal rosła. Cokolwiek Daichi by teraz zrobił i tak nie miał szansy na ucieczkę, może mógłby pokonać April ale z Kuro nie miałby najmniejszych szans. Różnica poziomach mocy miedzy nimi była zbyt oczywista. Jednak Kuro wahał się co ma uczynić. W zasadzie miał go zabić za to, że jest wrednym dupkiem, że będzie mordował, takim jak każdy Saiyanin. Gdyby zdecydował się na takie posunięcie musiałby w domu zabić własnego ojca i część mieszkańców wioski, którzy pracowali dla armii i zabijali na rozkaz, tylko po to aby za żołd mieć po prostu czym wykarmić rodzinę. Nie było u nich takie podziału jak u Changelingów na Lodowych i Słonecznych. Król Vegety rządził twardą ręką, a każdy kto nie wypełnił rozkazu od razu lądował na cmentarzu. Gdyby Kuro to zrobił to upodobniłby się także do Hikaru, a taki nie był.

Nie zrobił tego, opuścił rękę i powrócił do swojej czarnowłosej postaci. Po szybkim zorientowaniu się w sytuacji Daichi ponownie wybuchnął śmiechem i zwymyślał Kuro od tchórzy. Trudno, chłopak to jakoś przełknął, sam nie był pewien czy aby brat April miał w tym przypadku rację. Jednak na swój sposób spróbował zmienić porażkę w drobne zwycięstwo.

-Może masz rację, a może po prostu nie chcę tego zrobić przy April. Pilnuj się! - wolał zasiać w przeciwniku ziarno niepewności, to go zeżre.

W końcu też Kuro nie był Bogiem, aby decydować o takich sprawach. Nie chciał też krzywdzić bliskiej osoby dla April, która w najbliższym czasie zamierzał poprosić o spędzenie reszty życiu. Niezależnie, gdzie Daichi wyląduje, Kuro gdzieś w głębi serca wierzył, że może teraz starszy Saiyan ma na sobie tylko maskę, a kilka tysięcy kilometrów stąd zacznie wszystko od nowa. Pozwolił mu odlecieć.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Kaede
Higashi no Kaiō
avatar

Liczba postów : 582
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
46670/56670  (46670/56670)
Ki:
70665/70665  (70665/70665)
HP Pancerza:
3000/3000  (3000/3000)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Czw Wrz 18, 2014 3:23 pm

Przyglądała się z troską Daichiemu, który wsiadał do swojej kapsuły, aby opuścić tę planetę. Jeszcze mogła zrobić ruch, który zabrałby go w jakieś podłe miejsce, gdzie… Ale czy mogła skazać na cierpienie za życia kogokolwiek? Zawsze istniała nadzieja, że ziarnko zasiane w sercu wykiełkuje z czasem. Skupiła się na tym, aby pamiętać smak jego energii, zawsze będzie wiedziała, ze robi coś złego. Wybory bogów nie są łatwe i oczywiste, z jednej strony powinni tępić zło, a z drugiej nie mogą zakładać, że wolna wola śmiertelnych doprowadzi ich do zbrodni.
-Wierzę w ciebie Daichi, jak zapragniesz innego życia, odezwij się do mnie. Na pewno usłyszę.- wysłała do niego telepatyczną wiadomość, po czym najzwyczajniej w świecie odleciał. Wśród niektórych Nameczan można było zauważyć ulgę, ale wojownicy tylko prychnęli z pogardą. Na szczęście jest tu sporo takich, którzy mocą przeganiają inne rasy.
-Już po wszystkim bracia, przepraszam za zamieszanie. W każdym razie wam nic nie grozi, tak długo jak ja żyje.- przytuliła kilku młodych i uśmiechnęła się przepraszająco do wodza. Złote motyle znów towarzyszyły wszystkim wokół, nie pozostawiając nikogo bez zastrzyku pozytywnych emocji.
Małpiasta parka pozostała trochę z boku, Kaede wróciła do nich tak szybko, jak tylko zaspokoiła potrzeby jej rasy.
-April, przepraszam że nie wyszło, zrobiłam co mogłam, ale jestem przekonana, że serce Daichiego poprawiło swoją kondycję.- uśmiechnęła się pokrzepiająco do swojej bohaterki. –Wspaniale o niego walczyłaś, zrobiłaś to, do czego wzywało cię serce, to jedyna słuszna droga.- znów rzuciła mentorską radę. –Poza tym zawsze możesz go dręczyć telepatią.- taki tam niewinny żarcik. –To co teraz chcecie robić?
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Pią Wrz 19, 2014 2:57 pm

Odleciał. Tak po prostu. Zostawił ją, nawet się z nią nie pożegnał, nawet jej nie podziękował. Tak jakby nigdy się dla niego nie liczyła, tak jakby była dla niego zerem. Patrzyła tylko jak kapsuła się oddala. Kaede i Kuro próbowali jeszcze mu coś przemówić, ale nie dało to skutku. Poleciał, czy dalej zabijać niewinne istoty? Przerażała ją wewnątrz na myśl.

- Kaede, dziękuję Ci, zrobiłaś wszystko co mogłaś, wiem o tym. To ja czuję się winna i źle mi z tym wszystkim. Boję się o te wszystkie istoty, nie wiem czemu myślałam, że się zmieni. Kuro, miałeś od początku rację, a ja Cię nie posłuchałam. – mówiła dosyć smutnym tonem. Wciąż nie mogła się otrząsnąć. – Nie mogę, nie znam telepatii, a ty droga Boginko Kaede umiesz? Nauczyłabyś mnie? On się zawsze posługiwał telepatią w stosunku do mnie, co mnie trochę nękało. Ja muszę poćwiczyć. Muszę być silniejsza niż teraz. Muszę o tym wszystkim zapomnieć. Wciąż odczuwam ból i stratę po nim. Pomożecie mi jakoś? Proszę.

Głośno westchnęła, szukała jakiegoś wsparcia, osoby, która jakoś jej pomoże. Wiedziała, że może liczyć na ich oboje. Jednak wewnętrzny ból musiała przeżywać sama. Spojrzała w tamtą stronę jeszcze raz, jakby miała nadzieję, że może kapsuła zmieni tor lotu, że może wrócić? Chociaż powiedzieć do zobaczenia, cokolwiek. Wiedziała, że tak się jednak nie stanie, on nie wróci. Rozpłynął się, ale pytanie na jak długo. Dlaczego? Dlaczego w nim jest tyle jadu, tyle nienawiści. Przecież zadbałaby o niego, tak jak Kuro. Może by się nawet kiedyś polubili? I razem trenowali, Daichi był silniejszy od niej, byłby dobrym partnerem do treningów dla niego. We trójkę byłoby im raźniej, pamiętała czasy kiedy był z nimi Red. Więcej stróżów dobra, to większa szansa na wygranie, a tak? Kolejny przeciwnik. Westchnęła. Wszystkie plany jak zwykle rozwiały się w jednej chwili. Czuła się winna, że go tu przyprowadziła. Widać było, że te istoty nie były z tego zadowolone, na dodatek zrobiły to tylko dla Boginki Kaede. Jaka ona jest dobra. Podziwiała ją, skąd u niej tyle ciepła, że potrafi owinąć nim każdego. Była po prostu niesamowita, chciałaby być kiedyś taka jak ona. Kochać każdego nie oczekując od innych tego samego.

- Boginko Kaede, jesteś niesamowita. Kiedy na Ciebie patrzę, na Twoją miłość, dobroć podziwiam Cię. Jesteś niesamowita, chcę Ci pomagać, mam nadzieję, że Kuro też. Chcę mówić Twoim głosem, chcę pokoju tak jak Ty, ale wybacz mi że tym razem mi się nie udało. Naprawdę się starałam i boję się o niego i o jego ewentualne ofiary. Nie wiem co powinnam zrobić. – rozłożyła ręce chcąc pokazać swoją bezradność w tym momencie. Wiedziała, że nie powinna, ale zaczęła szpiegować energię brata. Musiała się dosyć dobrze skupić, bo poruszała się bardzo szybko i nawet sama nie wiedziała gdzie. Wyglądała jakby w tym momencie się odcięła od świata i była myślami gdzieś indziej. Była. Poszukując go. Chciała mu coś powiedzieć, przekazać, ale nie umiała. Głośno westchnęła i usiadła. Czuła się strasznie bezsilna i nie potrafiła tego nawet chociaż trochę zmienić. - Muszę poćwiczyć, muszę o tym wszystkim zapomnieć, przynajmniej przez moment.


Occ: Trening start, pomóżcie! Kokoko
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1045
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    Sob Wrz 20, 2014 9:58 pm

Podszedł do April i przytulił ją do siebie. Czuł, że wewnętrznie dziewczyna mocno cierpiała.

- Przykro mi, że tak wyszło.

Patrzyli razem, jak statek odlatuje. Chłopak poczuł w sercu ukłucie smutku i przypomniało mu się jak kilka lat temu patrzył na śmierć własnego brata. April zapewne długo zajmie leczenie tej rany, mimo iż Daichi żył. Próbował ją wesprzeć, jak tylko potrafił.

- Słucha to, że ja go nie polubiłem nie ma znaczenia, to Twój brat i liczy się, że Ty go kochasz. To Saiyan, teraz wrze nim krew i nie myśli logicznie, wiesz jak czasem ze mną bywa. Z czasem ochłonie i wszystko sobie przemyśli na spokojnie, wróci. Pamiętaj, że w domu czeka na Ciebie rodzina.

Od dwóch lat mieszkali razem, Kurokara traktował halfkę i Reda jak własne dzieci, a i mieszkańcy wioski się z nią zżyli. Zawsze jak tylko mogła im pomagała, pracowała z Kuro na rzecz mieszkańców, opatrywali razem rany, leczyli jak potrafili. Kuro miał dosyć szerokie pojęcie rodziny i nie zajmowała ona tylko spokrewnionych członków. April należała już do „wilczej watahy”. Przypomnienie April o tym było nieznacznym wstępnym wyznaniem, że chłopak pragnie z nią spędzić resztę życia. Związek jest idealny dopiero kiedy jesteś przy kimś, kiedy wszystko idzie źle. Rozmowa jednak zboczyła na nieco inne tory.

- Ja umiem telepatię, próbowałem nauczyć April ale jakoś nie możemy się zgrać. Może Wam się uda, znajdę sobie jakieś zajęcie nie będę Wam przeszkadzać. Kaede, jak będziesz potrzebować pomocy to jestem do usług, bycie wnukiem Hikaru zobowiązuje – odpowiedział żartobliwie z uśmiechem.

Ucałował ukochaną i odszedł na bok, żeby dziewczyny mogły spokojnie trenować. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Ciekawiła go ta planeta ale czuł, że nameczanie go nie lubią. Kaede opanowawszy dobrze technikę telepatii mogła podzielić swoją uwagę i obserwować małpę w naturze. Kuro wlazł więc na pobliskie drzewo i obserwował z daleka wioskę i pracujących w niej mieszkańców. Był ciekawy świata i nic w tym złego, a nie chciał niepokoić mieszkańców. W końcu zszedł i poszedł nad wodę, był głodny. W wodzie pływy jakieś ryby i chętnie nawet by je zjadł ale nie miał pojęcia czy są jadalne. Napił się tylko wody i zaczął dźgać patykiem w piasku i brzegu wody. Wybudował nawet fosę ale i tym się znudził. Te 3 słońca wiszące na niebie były meczące. W sumie to nie spał całą noc, chętnie by się zdrzemnął. Wrócił do dziewczyn, ułożył się na boku obok April i zasnął szorując co jakiś czas ogonem po trawie.

OOC:
Kuro śni o jedzeniu Very Happy

Trening start

______________________





Ostatnio zmieniony przez Kuro dnia Nie Wrz 21, 2014 2:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wioska Jednogwiezdnej kuli    

Powrót do góry Go down
 
Wioska Jednogwiezdnej kuli
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Wioska Czterogwiezdnej kuli (Tsuno Village)
» Wioska Dwugwiezdnej kuli
» Wioska w dolinie górskiej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejca na Namek-
Skocz do: