Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Wto Lis 27, 2018 4:58 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #13 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"

- Panie...Rex proszę wybaczyć niedogodności, czy mogę jeszcze coś dla Pana uczynić? - Aromatyczny napój herbaciany wypełniał powietrze, a słodkie ptysie na talerzu zachęcały do ciągłej konsumpcji. Jeden z pasażerów nie miał tyle szczęścia i musiał spędzić miesiąc w towarzystwie androida. Spełniała mu wszelkie zachcianki, a niedogodność choć nigdy nie została wyjaśniona, nie obeszła się jednak bez nadmiernej uprzejmości wobec tegoż kłopotliwego wyjątku.

Czwórka osób ugrzęzła w jednej kwaterze mieszkalnej, ale wskutek niekompetencji ziemskich koordynatorów zakwaterowania, jedna z osób została zmuszona pozostać aktywna na czas całej podróży. Padło na hybrydę, ale nie mógł w sumie, aż nadto narzekać. Miał do dyspozycji androida o wyszukanych możliwościach, mógłby się wręcz przyzwyczaić do posiadania tak 'aktywnej' służki. Trzy osobniki smacznie hibernowały w kapsułach, a jaszczur...mógł co najwyżej zrzucać łuski i liczyć na mechaniczne towarzystwo. Zamknięty przez miesiąc w jednej kwaterze mieszkalnej.
- Systemy witalne w normie, przeprowadzam rozszczelnienie kapsuł w celu przebudzenia drużyny nr. #13 łuskowego szlaku.
Gazy hibernacyjne z sykiem zaczęły się ulatniać z kapsuł by zasygnalizować zmiany ciśnieniowe między miejscem spoczynku, a kwaterą mieszkalną. Każda placówka socjalna dla podróżników dzieliła się kolejno na trzy małe sektory; salon w której znajdowały się kapsuły, kuchnie oraz łazienkę. Wszystko w pełni wyposażone i zrównane do standardów przeciętnego, ziemskiego mieszkańca. Musieli przebrać się i najwyraźniej android zupełnie to nie przeszkadzało, ale ze względu na nadmiar istot wyznaczonych do jednej placówki musieli dokładnie rozplanować kto gdzie, zmieniać będzie swoje fatałaszki. Mało kto chciał się zbliżać do kuchni, gdzie wielka hybryda mogła popijać herbatkę i obżerać się ptysiami...zwłaszcza, gdy rozrywek tu brakowało. Android dotykała bezwstydnie, doglądając dla pewności nagie ciała, czy ich stan zdrowia nie jest odchylony od normy. Urządzenia hibernacyjne były bowiem jeszcze w fazie eksperymentalnej, a oni sami mogli czuć nudności i zawroty głowy.


- Proszę Panów jestem Soka#13, wasza personalna zarządczyni i przewodnik po łuskowym szlaku. - Odezwał się kobiecy android spoglądając na każdy okaz wyjątkowo perwersyjnie, mając na uwadze dobrze przebyte chwile z czwartym członkiem drużyny.
- Mamy obecnie temperaturę dwudziestu jeden stopni Celcjusza na statku, a dystans dzielący od pierwszej planety obejmuje cztery godziny czasu ziemskiego. W związku z niebezpiecznymi warunkami na zewnątrz każda ekspedycja dzieli wszystkich członków załogi na drużyny trzy osobowe. Jednakże ze względu na złe proporcje zapisanych interesantów, wasza drużyna będzie składać się ze czterech członków. Mimo różnic poglądów, wyglądu, czy stref kulturalnych uwłaszcza się o współprace między sobą na czas przebywania na Łuskowym Szlaku.
Stanęła uwodzicielsko puszczając oczko do całej czwórki i obejrzała się po wszystkich. Od smukłych nóg po oblicze okuta była w ciężki metalowy pancerz, ale wyglądem była niezmiernie zbliżona do typowych przedstawicieli rasy ludzkiej. Krótkie srebrzyste włosy powiewały mimo sztucznej grawitacji, a fragmenty różowego kombinezonu wskazywały, że również była ubrana w ten sam egzemplarz co trójka zakwaterowanych podczas pobytu w kapsułach.
- Według danych zawartych w bazie, ustaliliście następującą nazwę drużyny 'Gorąco tu, chyba się rozbiorę', czy taka nazwa została poprawnie zarejestrowana, czy uzgodnicie nowe nazewnictwo? Najwyraźniej ktoś grał żartownisia spośród całej czwórki obecnych, ale było wątpliwe by ktokolwiek się przyznał.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Matthew
Liczba postów : 38
Data rejestracji : 09/09/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Wto Lis 27, 2018 8:50 pm
Matthew miał plany, miał swoje życie. Miał swoje cele, dążenia. Chciał opuścić Ziemię, aby uciec od przykrych wspomnień, chciał poznać planetę Namek, pełną zielonych ludków, o których tyle słyszał. Marzyło mu się poczucie stabilizacji. Chciał mieć swój dom, najlepiej od razu z całą planetą. Tak na początek... Chciał mieć stały dochód, im większy tym lepszy. Jego malutkie, niewinne, słodkie serduszko marzyło również o znalezieniu kogoś, kto będzie mu bliski, kto da mu szczęście. Innymi słowy o znalezieniu kogoś, kto mu będzie płacił. Wszystko to jednak zostało ucięte, przynajmniej na razie. Chłopak... Został porwany! O północy się zjawili jacyś dwaj cywili. Mordy podrapane, włosy jak badyli. Nic nikomu nie mówili, ino... No właśnie. Porwali go!! Próbował się bronić, opierać, ale nic to nie dało! Użyli jakiejś zakazanej konwencją Genewską (wszelkimi innymi również) tajemnej sztuki ninja i w efekcie Matthew znalazł się na obcym statku!! Tą tajemną sztuką była propozycja wyprawy, która miała się chłopakowi bardzo opłacić... Oferowali duże ilości Smoczego Oddechu, niezłego ekwipunku a także możliwość dostania na własność androidki! No i może jeszcze mieszkania! Chłopak opierał się jak mógł, przez cały ułamek sekundy, ale użyta przez rekruter... porywaczy metoda była nie do pokonania przez niego. W efekcie jakiś czas spędził śpiąc w kapsule. Przynajmniej się wyspał... Teoretycznie. Wszystko co dobre jednak kiedyś się kończy, trzeba się więc było wreszcie zbudzić.

Kapsuła została otwarta a świadomość Matta powolutku zaczęła do niego wracać. Nie był przyzwyczajony do hibernacji, dlatego też dał sobie dłuższą chwilę, zanim wreszcie otworzył oczy i powoli zaczął się podnosić. Nie wstał też od razu, jedynie usiadł na brzegu kapsuły czekając cierpliwie, aż minął mu te zawroty głowy. Ziewnął porządnie i starając się dojść do siebie zaczął się rozglądać. Wpierw zobaczył kogoś, kto wyglądał na człowieka. Szybko jednak dostrzegł ten małpi ogon świadczący o zupełnie innym pochodzeniu danego osobnika. Cóż... Z jednej strony się ucieszył, bo zawsze chciał saiyan poznać i zobaczyć jacy są. Poza tym słyszał, iż są w miarę dobrymi wojownikami a to mogło by się im przydać. Jednak z drugiej strony... Ponoć ta rasa charakteryzowała się strasznie męczącym charakterem. Chłopak, przyglądając się saiyaninowi, dopiero po dłuższej chwili ogarnął, że ten jest nagi. Myśląc nieco wolniej tak szybko po przebudzeniu, potrzebował dobrą sekundę na to, aby sprawdzić w jakim stanie ubraniowym on sam się znajduje.

- Hmm... No tak... - Mruknął, ale nie przejął się tym zbytnio. Nie był za specjalnie pruderyjny. Nie miał się też czego wstydzić. Jedynymi zmartwieniami obecnie, poza mijającymi już efektami hibernacji, był głód, potrzeba skorzystania z łazienki, oraz fakt, że pewna część jego ciała znajdowała się wstanie typowym dla niej rankiem. Czy też w sumie o każdej innej porze też, gdy akurat minęło dużo czasu od ostatniej eksploracji pewnych ciepłych i wilgotnych przestrzeni. Na to nie był wstanie jednak teraz poradzić, dlatego też rozglądał się dalej. O! Nameczanin! Wreszcie miał okazję się jakiemuś przyjrzeć! Dziwny kolor skóry, o takim nie słyszał... Wzrok chłopaka zjechał niżej... Ach... Czyli to prawda. Ciekawe czy nameczanie w związku z tym konkretnym brakiem, nie odczuwają też czysto fizycznej przyjemności związanej z pieszczotami, pocałunkami, czy też wykorzystaniem innych, dostępnych u nich miejsc. Oby nie, życie bez tego byłoby bardzo nudne. Będzie musiał się kiedyś spytać, teraz jednak...

- Nie wiesz, że zasady dobrego wychowania nakazują rozebrać się, gdy chce się rozmawiać z innymi nagimi osobami? Szczególnie jeśli dodatkowo chce się je dotykać... - Upomniał androidkę, gdy ta już skończyła mówić i zaczęła ich obmacywać, oraz oglądać. Te czynności zresztą, wraz z samym wyglądem androidki sprawiły, że chłopak jeszcze bardziej się rozbudził. Szczególnie w okolicach znajdujących się na południe od brzucha. Zaraz jednak zachowanie ich "przewodnika" kazało mu przypuszczać, że podobnie zachowywał się przez ten cały okres w stosunku do ich jaszczuro podobnego towarzysza. A to, niezależnie od tego, czy uważał go za kogoś gorszego, czy nie, czy lubił, czy nie, zakrawało mu na jakąś zoofilię, co z kolei nieco ostudziło chłopaka. Były pewne zboczenia, których nie tolerował i które odbierały całą atrakcyjność osobom, które sobie im folgowały.

- Jaka nazwa? - Kolejne słowa wyrwały go z rozmyślań. A przy tej samej okazji chłopak, nadal nie krępując się nagością, wstał i zaczął sprawdzać gdzie ma swoje rzeczy.

- Za długa. Takie długie nazwy się nie sprawdzają. Nikomu się nie chce ich wymawiać. - Bardziej od treści przejmował się długością. Zresztą treść miał gdzieś. Skoro jednak mieli coś wymyślić.

- Może Golasy? Treść podobna, ale przynajmniej jest krótkie. Śpiochy? Albo Negatyw? Albo Geniusze skoro zapewne jesteśmy mądrzejsi od pozostałych drużyn? - Wszystko według niego obecnie pasowało. Był goły, śpiący, negatywnie do wszystkiego nastawiony. I w całej swej skromności uważał się za mądrzejszego od innych. Coś takiego więc wymyślił, odnajdując przy tej okazji swoje czarne i obcisłe bokserki, oraz łapiąc jakikolwiek ręcznik. Nie ubierając się ruszył na poszukiwanie łazienki, po drodze zahaczając o jeszcze jedno miejsce.

- Joł. - Grunt to elokwencja. A popisał się nią wparadowywując nagi do kuchni, gdzie podobno urzędował Jaszczur. Tam złapał za jednego z ptysi, krzywiąc się przy tym na myśl o tym, że nie przepadał za tak słodkimi rzeczami. No ale skoro nic innego pod ręką nie było... Po czym dziarskim krokiem, pakując sobie do pyszczka tę zdobycz, wkroczył wreszcie do łazienki. Tam w spokoju zamierzał się najpierw, kolokwialnie mówiąc, odlać bo uzbierało się co nieco na pewno przez ten cały śpiący okres a następnie wpakować się do prysznic. Higiena ważna rzecz! No i wreszcie się dobudzi...
avatar
Joker
Liczba postów : 346
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
925/1800  (925/1800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Czw Lis 29, 2018 4:44 pm
Imprez musiała być przednia, Joker nie pamiętał zbytnio jak się znalazł. Pamiętał tylko jak napisał coś w jakiejś konsoli. Obudził się, coś się otworzyło, z otwartymi oczami,  nagi jak go pan bóg stworzył i ogromnym falusem wielkości maczugi latającym w prawo i lewo wyszedł z kapsuły. Była ich piątka, Joker, jakiś ogórek, ziemski nastolatek oraz jaszczurka którą znał. Tą piątą osobą była pani seksy android zboczeniec. Patrzała się na nich lubieżnym wzrokiem, szczególnie na księcia śmiechu. Fakt, nieskromnie mówiąc było na co popatrzeć. Ren uśmiechnął się sarkastycznie i powiedział do ich przewodniczącej.- W tej zbroi jesteś tak seksowna że stanął mi tak bardzo że mógłbym tą pałą zatłuc z pięciu chłopa. Ciekawe co by się stało jakbyś zdjęła te ciuszki?... po tej robocie musimy się przekonać- Rzekł tonem uwodzicielsko, sarkastycznym po czym zgarnął swoje łachy. Zaczął się ubierać w pierwszym spłachetku wolnej przestrzeni jaką znalazł. Już ubrany walnął się na jakieś najbliższe siedzisko, wyciągnął swoje karty i zaczął tasować je. Niezbyt był głodny, spać mu się nie chciało, a z resztą towarzystwa nie chciało mu się zaprzyjaźniać. Chyba że sami zaczną, siedział sobie leniąc się i czekając na rozwój sytuacji. Na razie jedynym interesującym go elementem tej podróży była ta zmysłowa lasencja. Ale jeśli zabawa będzie przednia, będzie można zrobić porządne mordobicie, to elegancko. Takie akcje to on rozumie, budzi się a tu seksi laska jest pierwszym co widzi.
avatar
Lire
Liczba postów : 8
Data rejestracji : 18/11/2018

Skąd : Z Namek

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Pią Lis 30, 2018 4:12 pm
Otwierając oczy, Lire przez chwilę zastanawiał się nad ostatnim wydarzeniem. A dokładnie jego brakiem.. W sumie nie pamiętał co ostatnio robił, a teraz znajduje się w jakimś tajemniczym miejscu. Do tego bez jego ulubionych ubrań, ten dyskomfort jest straszny. Unosząc lekko główkę ku górze, ujrzał kilka nieznajomych mu osób. Wręcz wspaniałe uczucie, kiedy się budzisz w obcym miejscu i pierwsze co spotykasz to obce osoby. Żyje, co oznacza, że nie ma tutaj zbytniego zagrożenia. Tak więc będzie mógł sobie odpuścić rozmowę z tymi osobnikami, lepiej dla jego samopoczucia. Ważniejsze będzie teraz znalezienie ubrania, w końcu on nie ma zamiaru paradować nago. Tak jak reszta brutali, którym to widocznie nie przeszkadza. Trzeba zachować trochę klasy, zwłaszcza pod względem ubioru.

Wychodząc z kapsuły, chłopak zignorował resztę i udał się na bok. W celu poszukiwania jego ubrania, albo jakiegokolwiek innego. Byleby się zakryć i mieć z głowy problemy z nagością. Oczywiście obiło mu się o uszy kilka słów, mianowicie nazwa drużyny. Chociaż on do żadnej nie należał, bo tej nazwy by nie zaakceptował. No ale pomijając niepotrzebne informacje, trzeba skupić się na szukaniu. Kątem oka zerkając na pozostałą załogę, chciał się troszkę dowiedzieć kim są. W końcu pierwszy raz widzi inną rasę, więc jest to całkiem ciekawe doświadczenie. Gładkoskórzy, dziwni i chyba raczej niezbyt normalni. Najlepiej będzie trzymać się z boku i tylko oczekiwać zakończenia tego całego bałaganu.

Z czego zapamiętał, Soka jest przewodnikiem po łuskowym szlaku... Nie wie o co tutaj chodzi i na razie nie doczekuje się wyjaśnień, wpierw ubiór!! Później będzie się dowiadywał co tutaj robi i dlaczego jest w jakiejś drużynie z durną nazwą, przez chwilę myślał że to sen. No rzeczywistość jest brutalna, ale aż w takim stopniu. Wdech i wydech oraz opanowanie, to podstawa. Po chwili Lire po prostu usiadł i się wyciszył, musiał to wszystko przemyśleć i trochę pomedytować. To najlepsze rozwiązanie w tym momencie, inaczej by musiał użyć dialogu. A na to nie jest przygotowany, no nie będzie przez dłuższy czas.
avatar
Rex
Liczba postów : 439
Data rejestracji : 18/10/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1/850  (1/850)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Sob Gru 01, 2018 2:21 am
Miesiąc spędzony w zamknięciu sam na sam z własnym alter ego i nadwyraz miłą androidką był okresem pełnym lepszych i gorszych momentów.
Rekompensata za fakt niezałapania się na przymusową drzemkę może i była czymś miłym, lecz czasami była zwyczajnie denerwująca. W szczególności dla Ja, którego już po kilku dniach w zamknięciu zaczęło nosić bardziej niż zwykle. Stwierdził nawet, że Soka zachowuje się tak, jakby nie miała nic lepszego do roboty. A powtarzanie, że tak właśnie jest, jakoś do niego nie trafiało.
Dopiero po uzgodnieniu trzydniowych zmian Ja zgodził się zostawić ten temat w spokoju.
Można bowiem było powiedzieć, że mieli miesiąc nieoficjalnych wakacji i względnej swobody nim reszta zostanie obudzona, a żadnemu z nich jakoś nie śpieszył się do przegapienia takiej okazji. Tym bardziej że musieli co nieco odpracować dla Rity.
I tak kolejne umilane przez Sokę dni mijały jeden po drugim. I pomimo spięć od czasu do czasu obaj nawet polubili aktualny stan rzeczy. W końcu ktoś robić coś dla nich, a nie na odwrót.
Niestety nawet tak drobne przyjemności muszą się kiedyś skończyć i ostatecznie nastał ten dzień, kiedy z głównego pomieszczenia dało się słyszeć komunikat o wybudzeniu pozostałych członków wyprawy.
Biorąc kubek ze sobą, Ja podszedł do przejścia i popijając jego zawartość, przyglądał się, poczynią androidki wobec wybudzonych. W efekcie przez myśli zarówno jednej, jak i drugiej osobowości przelatywało całkiem sporo odczuć i przemyśleń, z czego większość do pochlebnych nie należała.
Nawet znany mu skądinąd saiyanin nie pochwalił się zachowaniem, choć i tak pozostawał on dla nich w lepszym świetle, niż pewien osobnik, o którym woleli nie myśleć.
— Co tam zmarzlaku? Wyspany? — rzucił, zerkając krótko za znikającym w drzwiach łazienki osobnikiem i trzymając kubek tak, by nie musieć podziwiać wszystkich "atutów" chłopaka, po czym dodał jeszcze. — I weź, załóż coś lepiej, na siebie nim wyjdziesz! Nie jesteś u siebie.
Po czym wszedł do salonu, gdzie reszta grupy ogarniała się po miesięcznej sjeście.
— Jestem za Negatyw. Chyba najbardziej pasuje do tego, co niektórzy reprezentują.
"W tym i ty. Opanuj się nieco." wtrącił się Rex.
Uspokoję się dopiero pojutrze. Wtedy kończy się moja kolejka i ty będziesz mógł, robić co chcesz — odparł Ja z wyraźną pretensją. — Skąd mam wiedzieć, kiedy znów będę mieć taką okazję?
"Najpewniej wtedy, gdy znów się wtrynisz na moje miejsce."
Akurat to miejsce jest tak samo twoje, jak i moje.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Sro Gru 05, 2018 10:27 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #13 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"





Wszyscy na swój sposób się poznali... z resztą, androidka nie obeszła się najwyraźniej od docinek o seksualnym kontekście, ale wykonywała jedynie własne wytyczne. Kwestia nagości ze strony Matthewa została zupełnie zignorowana, a od strony Jokera no cóż...
- Nie jestem w stanie udzielić prawidłowej opieki zdrowotnej, ale Panie Joker jak najbardziej mogę postawić diagnozę - chwyciła go za przyrodzenie.
- Hibernacja drastycznie osłabia funkcje kopulacyjne u samców i będzie Pan sflaczały jeszcze przez najbliższe pięć tygodni. Ostateczna diagnoza: to tylko dzieje się w pańskiej głowie - tak też zachichotała i wróciła do pozostałych członków załogi.

Zapowiadając nazwę drużyny, zapisała w bazie danych nowe nazewnictwo i wzdrygnęła się puszczając z ust kłęby dymu.
- Khe...przepraszam, małe przegrzanie, nazwa Negatyw została przyjęta przez komputer pokładowy. -

Chrząknęła pragnąc zwrócić na siebie uwagę, a następnie widząc, że wszyscy byli najwyraźniej ubrani zaczęła.
- Raz, dwa, trzy, moi drodzy. Czy słychać mnie uważnie? - z każdym słowem zaczęła modulować głos w celu uzyskania bardziej płynnej i kobiecej narracji.
- Tak powinno być dobrze... - mrugnęła parokrotnie uwodzicielskimi powiekami, ale tylko po to by z każdym mrugnięciem załączyć odpowiedni program.
- Ten komunikat jest szczególnie ważny, więc informuje wszystkim co następuje - rozejrzała się po wszystkich, a następnie otworzyła klapę komputera przymocowanego do prawego nadgarstka.
- Znajdujemy się na Łuskowym Szlaku w Galaktyce Południowej. Każdy z was otrzymał holo-scouter dzięki czemu swobodnie można się między sobą kontaktować, bądź ze mną osobiście - ułożyła lewą dłoń między piersiami, by wskazać na siebie.
- Tylko jedna zasada obowiązuje w tym regionie, a jest to konieczność przekazu dwudziestu procent ze wszelkich pozyskanych źródeł zysku i znalezisk na rzecz organizatora ekspedycji. Poza tym jest swoboda sytuacji i działacie na własną rękę. Nikt nie będzie oceniał waszych etycznych i moralnych... - zerknęła na Jokera uważnie.
- ...działań -
Zamknęła klapę i uśmiechnęła się szczerze w stronę wszystkich zgromadzonych.
- Czy są jakieś pytania?

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Matthew
Liczba postów : 38
Data rejestracji : 09/09/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Czw Gru 06, 2018 4:12 pm
- Niby tak, ale jeszcze trochę bym pospał! - Odkrzyknął Jaszczurce znikając w łazience, gdzie wreszcie mógł opróżnić pęcherz a następnie wpakować się do łazienki. Ciepła woda obmywała mu ciało, rozbudzając go, ogrzewając, sprawiając, że poczucie humoru chłopaka szybko zaczęło wracać na właściwe tory. Tak... Zdecydowanie dbanie o higienę osobistą to był całkiem dobry wynalazek cywilizacji.

- Last night a little dancer, came dancin' to my door... Last night a little angel, came pumpin on my floor. She said: "Come on baby I got a licence for love and if it expires pray help from above"... Because! In the midnight hour she cried: "more, more, more"! With a rebel yell she cried: "more, more, more"! In the midnight hour babe: "more, more, more"! With a rebel yell: "more, more, more"! MOOOREEE MOOOREEE MOOOREEE!!! - Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak jak w przypadku tego dość szybkiego prysznica. Chłopak, wreszcie z założonymi bokserkami i nadal wilgotnym ciałem, śpiewając wesoło wrócił do reszty ferajny. Akurat po to, żeby usłyszeć jak androidka opowiadała o tym holo-scouterze, zyskach i całej reszcie. Kiwając głową w rytm nuconej melodii ruszył znów do swoich rzeczy, gdzie zaczął się ubierać. równocześnie słuchając uważnie co było mówione. Dwadzieścia procent zysków oddaje się organizatorowi wycieczki? Wkładając spodnie pomyślał, że wcale to nie było takie złe. Dość często więcej zdzierano.

- I walked the world with you, babe... A thousand miles with you. I dried your tears of pain, babe... A million times for you. I'd sell my soul for you babe... For money to burn with you. I'd give you all, and have none, babe... Just, just, justa, justa to have you here by me! - Nucił dalej zarzucając na siebie koszulę. I, gdy inni byli skupienie na Sorze, chłopak zawiesił pod koszulą swój nóż. Na moment w jego oczach pojawiła się powaga, palce z pewną czułością pogładziły pochwę, zaraz jednak wrócił do głupkowatego uśmiechu i nucenia. A uśmiech poszerzył się na jego słodkich usteczkach, gdy usłyszał o przyzwoleniu na działania wątpliwe pod względem etycznym i moralnym. W oczach błysnęła mu żądza krwi i mordu, w umyśle wypłynęły wspomnienia gruchotanej czaszki i chlapiącej na boki krwi. Tak... To było uzależniające...

- Because! In the midnight hour she cried: "more, more, more"! With a rebel yell she cried: "more, more, more"! In the midnight hour babe: "more, more, more"! With a rebel yell: "more, more, more"! More, more, more!! - Wziął przyznany jemu holo-scouter, słuchając zakończenia androidki i rozglądając się przy tym, aby zobaczyć reakcję innych. Oraz sprawdzić, czy mają jakieś pytania.

- Za ile zaczynamy zabawę? I czy na razie sami sobie robimy żarcie, czy też w tej materii możemy liczyć na Twoje wybitne umiejętności? - Chłopak był głodny. Tyle czasu nic nie jadł. Ten ptyś tylko zwiększył jego apetyt, zresztą Matt potrzebował czegoś zupełnie innego. Chłopak pragnął mięsa. Był najwyraźniej czystej krwi drapieżnikiem, bo za słodkościami za bardzo nie przepadał, za to za mięso mógłby zabić. Duże ilości mięsa. To znaczy w sumie za wiele rzeczy by mógł zabić, ale to był mało istotny szczegół, prawda?

- Oh yeah little baby she want more, more, more, more, more, more... Oh yeah little angel she want more, more, more, more, more! - Po zadaniu tego pytania stał oparty o ścianę i czekał na odpowiedź na te ważne pytanie. A także na to, czy reszta też coś będzie chciała dodać od siebie.
avatar
Lire
Liczba postów : 8
Data rejestracji : 18/11/2018

Skąd : Z Namek

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Czw Gru 06, 2018 9:00 pm
Po chwili medytacji, chłopak w sumie długo nie wysiedział w miejscu. Powód był prosty, miał gadatliwą załogę. Było to bardzo rozpraszające. Jednak i tak nie miał czasu na medytacje, ani tym bardziej na rozmowy. Potrzebował ubrania, dlatego też wstał i udał się do łazienki. Tam w końcu udało mu się znaleźć ubiór, który szybko na siebie wrzucił. W końcu nie odczuwał tej nagości, była ona dość drażniąca. Teraz jednak po za nagością, przeszkadzał mu hałas, który wytwarzał się z buźki nieznajomego. Och gdyby tylko mógł, to by stąd poleciał, w sumie może tak zrobi przy najbliższej okazji? Na pewno są tutaj w jakimś celu, ale niezbyt słuchał kobiety. Miał inne zainteresowania, takie jak domyślanie się dlaczego tu jest. Może ignorowanie nie było najlepszym podejściem, ale cóż. Kogo to obchodzi, na pewno nie jego.
Jedynie co zrobił, to usiadł sobie wygodnie nieopodal Matthewa. Przymknął oczy i oparł się o ścianę, po chwili krótko komentując.
- Jesteś strasznie głośny.
Ostatnie jak na tą chwilę słowa, po chwili wyciszenie i ignorowanie otoczenia. Trzeba pomyśleć nad jakimkolwiek planem awaryjnym, ostatecznie po prostu robić to co reszta. Oczywiście nie wliczając śpiewania i zadręczania kobiety różnymi pytaniami.

Jego poziom zainteresowania pomieszczeniem znacznie się zwiększył, z powodu iż pierwszy raz jest w takim miejscu. Tak samo pierwszy raz w życiu spotyka inną rasę, o której nic nie wie. Jak na razie dowiedział się, że są bardzo gadatliwi, zwłaszcza niektórzy. W sumie mógłby wstać i poszukać wody, przespać się później i gdy już gdzieś dotrą, pójść sobie... Niby brzmi jak dobry plan, ale zawszę można zostać i zobaczyć się jak to wszystko się potoczy. Każda opcja brzmi dobrze, tylko teraz trzeba wybrać. Nie miał dziś do tego głowy, dlatego szybko wybrał pozostanie na miejscu. Otwierając oczka, postanowił się jeszcze trochę porozglądać. Pobadać środowisko, podsłuchać resztę rozmów. Może coś z nich wyciągnie, jakąś wiedzę podstawową na temat tego wszystkiego.
avatar
Joker
Liczba postów : 346
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
925/1800  (925/1800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Pią Gru 07, 2018 9:45 pm
A to dopiero.... Właśnie sobie uświadomił podczas przebierania że wszystko to mu się uroiło!. Tak naprawdę nie zapytał jej o nic tylko w swoim obojętnym stylu od razu przeszedł do ubrania się. Ahhh ten jego umysł, równie walnięty jak on, ten to miał pomysły. Po przebraniu się Savage Joke udał się do kuchni. Co jak co ale był Sayaninem, na raz wpierdalał tyle co etiopski chłop przez całe życie. Dorwał się do lodówy i powyciągał najbliższe mięcho. Bez żadnych ceregieli dziko wbił zębiska w wołowinkę niczym Wampir w dziewiczą szyję. Pycha, widocznie Robocik musiał zrobić jadło troszkę wcześniej gdyż było delikatne jak trza. Zwalił się jak ścięta kłoda na pierwsze puste siedzisko z największym zasięgiem do Niewesołej Kompanii. Kiedy w końcu zaspokoił głód i pragnienie założył ręce za głowę i zakładając nogi wyżej natychmiast przyciął komara. Dobre nie? mimo tego że miał tyle czasu w którym leżał wyłączony w kapsule znowu zasnął. A co mu się śniło? Wiele rzeczy... Wiecie? Już wiem dlaczego Zombie uwielbiają mózgi, są takie pyszne i mięciutkie, reszta jakaś taka łykowata jest.... Ziemskie chaty Fajnie się palą.... Mówili że jestem świrem, a teraz muszą chędożyć swoje prababcie w kotle za piecem HAHAHAHAHAAHAHAHAHA Tak przy okazji, wiecie jaki to byłby czad mieć własnego domowego smoka? Mógłbym latać wszędzie gdzie bym chciał... A jak sąsiad Marian przyjechałby do domu swoją furą spuścilibyśmy mu prezent powitalny. Profesjonalnie to się nazywa Wytapianie brązu, dekorowanie tortu, Uwolnienie Barabasza, wyciskanie sztangi, puszczanie bobsleja na tor.
avatar
Rex
Liczba postów : 439
Data rejestracji : 18/10/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1/850  (1/850)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

on Wto Gru 11, 2018 11:23 pm
Wysłuchawwzy słów Soki rozejrzał się po reszcie zebranych. Każdy zdawał zajmować się własnymi sprawami. Tak jakby nie do końca obchodził ich fakt brania udziału w misji.
Joker napchawezy się znów zasnął. Tak jakby nie przespał ostanich paru tygodni. Drugi ciemnowło śpiewał sobie w najlepsze, podczas gdy ciemnoskóry w czułki wyglądał jakby się zastanawiał, czy lepiej nie byłoby wrócić do domu przy najbliższej okazji.
- Brawo dla tego pana - stwierdził dopijając herbatę i wywinowszy kułeczko palcem wskazał na ciemnoskórego towarzysza wyprawy. - Niestety nie przewidywałem żadnych nagród.
Bo o ile ciemnowłosy mężczyzna nie śpiewał źle to jak dla Ja było tego zdecydowanie za dużo. Czy to była wina samego utwory, czy też wynik przedłużającego się braku większego gwaru, to już nie miał pojęcia.
- A co do pytań... To tak, są pytania - kontyuował po usłyszeniu tego zadanego przez wokalistę zespołu - Biorąc jednak jedno na początek, to czy ten szlak ma jakiś konkretny przebieg? Nie to żeby coś, ale mimo wszystko trochę się wynudziłem przez ten miesiąc.
I odstawiwszy kubek na uniesiony ogon strzelił palcami, tak jakby już zaraz miało się coś stać, a on chciał już być na to gotów.
No dobra... dodał po obsobaczeniu przez Rexa. - Jeszcze jedno pytanie. Co dokładnie mamy robić? Bo szlak szlakiem, swoboda swobodą, ale gdy nie trzeba było czegoś konkretnego zrobić, to najpewniej nie bylibyśmy wcale potrzebni.
Sponsored content

Re: Łuskowy szlak - drużyna Z - Lire, Rex, Matt, Joke

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito