Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Lis 27, 2018 4:18 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #32 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"

Trójka istot ugrzęzła w jednej kwaterze mieszkalnej, ale nie musieli dzielić się zbytecznymi relacjami. Doborowe towarzystwo musiało tolerować siebie wzajemnie na czas podróży, ale ich kontakty ograniczyły się do paru słów przed przygotowaniem się i wejściem do kapsuł hibernacyjnych. Każdy miał własne miejsce do wypoczynku na czas podróży i dopiero koniec wędrówki mógł odmienić obecną sytuacje.
- Systemy witalne w normie, przeprowadzam rozszczelnienie kapsuł w celu przebudzenia drużyny nr. #32 łuskowego szlaku.
Gazy hibernacyjne z sykiem zaczęły się ulatniać z kapsuł by zasygnalizować zmiany ciśnieniowe między miejscem spoczynku, a kwaterą mieszkalną. Każda placówka socjalna dla podróżników dzieliła się kolejno na trzy małe sektory; salon w której znajdowały się kapsuły, kuchnie oraz łazienkę. Wszystko w pełni wyposażone i zrównane do standardów przeciętnego, ziemskiego mieszkańca. Musieli przebrać się i najwyraźniej android zupełnie to nie przeszkadzało, doglądając dla pewności nagie ciała, czy ich stan zdrowia nie jest odchylony od normy. Urządzenia hibernacyjne były bowiem jeszcze w fazie eksperymentalnej, a oni sami mogli czuć nudności i zawroty głowy.


- Panowie, jestem Soka#32, wasza personalna zarządczyni i przewodnik po łuskowym szlaku. - Odezwał się kobiecy android spoglądając na każdy z męskich okazów, już należycie ubranych we własne, wygodne stroje.
- Mamy obecnie temperaturę dwudziestu czterech stopni Celcjusza na statku, a dystans dzielący od pierwszej planety obejmuje trzy godziny czasu ziemskiego. W związku z niebezpiecznymi warunkami na zewnątrz każda ekspedycja dzieli wszystkich członków załogi na drużyny trzy osobowe. Mimo różnic poglądów, wyglądu, czy stref kulturalnych uwłaszcza się o współprace między sobą na czas przebywania na Łuskowym Szlaku.
Stanęła na baczność i rozejrzała się po wszystkich. Od smukłych nóg po oblicze okuta była w ciężki metalowy pancerz, ale wyglądem była niezmiernie zbliżona do typowych przedstawicieli rasy ludzkiej. Krótkie srebrzyste włosy powiewały mimo sztucznej grawitacji, a fragmenty granatowego kombinezonu wskazywały, że również była ubrana w ten sam egzemplarz co trójka zakwaterowanych podczas pobytu w kapsułach.
- Mamy usterkę w bazie i najwyraźniej przed podróżą została już ustalona nazwa waszej drużyny, ale wytyczne zniknęły w skutek awarii. Proszę podać nową lub ówcześnie utraconą nazwę w celu waszej przyszłej identyfikacji.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Lis 27, 2018 6:43 pm
Sam chłopak nie wiedział jak dokładnie się tutaj znalazł. W jednym momencie znajdował się w laboratorium, trenując i czytając o całym wszechświecie. Wszystko co wiedział, to znał to z baz danych. Nagle jednakże z ciekawości chciał przetestować coś co zwało się teleportem. Czytał o tym wcześniej i sam poprzedni właściciel tego miejsca zarzekał się w zapiskach, że wszystko działa poprawnie. Przygotowując się do sprawdzenia tego, wziął to co mógł i wszedł w te dziwne urządzenie. Nagle znalazł się na pustynnej planecie. Strasznie się tym wszystkim wkurzył, bo został oszukany! Miał znaleźć się w zupełnie innym miejscu! Cholerny doktorek! Na pewno tego nawet nie przetestował! Ma szczęście, że zginął ze starości. Gdyby Imperius mógł, to by wrzucił go w inny losowy portal za karę. Skoro zarzekał się, że były testowane to na pewno nic, by mu się nie stało. Wrednie się uśmiechnął na samą myśl. No niestety tego nie zrobi. Ten kto badał jego anomalię już dawno nie żył. A mimo to dalej sprawiał problemy. Wszystko działa. Ta. Jasne. Widać kurna. Miało go zabrać na planetę... zupełnie inną od cholernej wielkiej pustyni! Cała planeta najwidoczniej była pustynna! Gorzej się nie dało trafić.

Przynajmniej tak wtedy myślał. Teraz w sumie... myślał podobnie co wcześniej. Nic, a nic się nie zmieniło. Jednak była pewna sytuacja która sprawiła, że znalazł się w tym miejscu. Mianowicie, gdy będąc nieźle zdenerwowanym poczuł nagle smród to zauważył ogromnego czerwia, walczącego z innym robactwem o pożywienie. Zważywszy, że strasznie capił, i wyglądał niczym jakiś najgorszy i najbrzydszy czerw w okolicy. Od razu Imperius doszedł do prostego wniosku, że był to czerw alfa. Najbrzydsze, najohydniejsze i najbardziej śmierdzące szkaradztwo na zapewne całej planecie, albo w kosmosie. Raczej się nie mylił. Jakimś cudem znalazł gałązkę która była już zapewne uschnięta. Nie wiedział jak i czemu się tutaj znalazła, ale nie wnikał to. Wziął ją do ręki i zaczął napierdzielać równo tego robaka. Ze zdziwieniem zauważył, że jego niedoszła broń kary pękła, aż został po niej sam proch, a czerw dalej żył. Z zapachem to mu niestety nie pomogło. Brzydził się go nawet dotknąć, ale jak trzeba to trzeba. Już miał dokończyć Swoje dzieło i zlać go własnoręcznie, ale magicznym cudem potwór zmienił się w istotę humanoidalną! Magia! Tak na prawdę to nie. Pewnie ciągle nim był, tylko wyglądał na tyle obrzydliwie, że każdy mógłby się pomylić. Niestety dalej cuchnął, więc Nihilius czym prędzej stamtąd prysł. Skoro nie stanowił zagrożenia to nie musi brudzić Sobie rąk. Co innego jakby miał coś do zyskania.

Nie wiedząc czemu ten ktoś zapytał go o imię zanim mężczyzna odszedł. Nie bał się go podać i z  dumą w głosie powiedział, że nazywa się Nihilius Imperius, a następnie odszedł. Nie spodziewał się, że ta istota... bo w końcu nie wiedział do jakiej rasy należy. Czy to jakaś nowa odmiana czerwia czy co, tego nie wiedział. W każdym bądź razie za nim podążał. Wypowiedział Swoje imię, chociaż demon o nie nawet nie zapytał. Maou. Nazwa mu się z czymś kojarzyła, ale na razie to olał. Coś tam gadał po drodze, ale w sumie mężczyzna był nieobecny bo starał się wrócić do tamtego miejsca skąd przybył. Miał tam parę rzeczy które były mu potrzebne, a jedzenie i woda jak się skończą to będzie bardzo źle. W końcu prosił go o przyjęcie do jego... klanu. W sumie czytał o czymś takim. Wielkie ogromne rody. Niby członkowie posiadali to samo nazwisko, ale nie zawsze byli związani ze Sobą krwią. Oczywiście odmówił! Nie uważał, żeby był godny, by do niego dołączyć. Na jego nieszczęście, mówił, że zrobi wszystko, by na to zasłużyć, i z czasem i tak dodał Sobie jego nazwisko. Maou Imperius. Strasznie go to irytowało, ale nie miał pod ręką żadnej gałęzi, a nie będzie go dotykał. W końcu mu pozwolił pod warunkiem, że będzie przydatny i przejdzie jego test. Na razie mógł się tak tytułować, ale jak uzna, ze nie jest godny, to mu tą możliwość zabierze na zawsze, ale na razie niech ma. Ucieszył się i mu dał spokój. Co prawda potem znalazł coś innego, czym go męczył po drodze, ale to zupełnie inna historia. Zakazał mu pytać o test, bo mu się nie chciało nad tym myśleć. Po pewnym czasie obraz zaczął mu się rozmywać przed oczami i zniknął. Długo tam nie pobył. Ciekawiło go to co będzie z jego pierwszym podwładnym. Może nie zginie. Co do teleportu, to najwidoczniej szwankował i sprawił, że zabrał go w inne miejsce na pewien czas. Wzruszył ramionami, i na pewien czas to olał.

Po bliżej nie określonym czasie i po pewnej dłuższej przygodzie znajdował się aktualnie z głównym mieście na Namek. Sam Bóg miał odpowiedni strój, by się zbytnio nie rzucać w oczy jak zwykle. Jego uwagę zabrał ogromny ekran. Była tam informacja na temat tak zwanego Łuskowego Szlaku. Odkrywca Wszechświata. Aż tak go to nie bawiło, ale uznał, że przyda mu się znajomość planet i nie tylko, więc postanowił się zgłosić. Zapisał się i to co było niepotrzebne to olał i znalazł się na pokładzie. Potem było z górki. Co ciekawe wkrótce potem w miejscówce w której był zjawił się najpierw jakiś ogoniasty wojownik z blizną. Wyglądał niczym typowy saiyan. Niestety był chyba niemową, bo tylko coś prychał pod nosem. Postanowił go olać. Po pewnym czasie pojawił się Maou którego spotkał ponownie stosunkowo niedawno. Na początku nie potrafił go Sobie przypomnieć bo trochę czasu minęło, ale oj tam. Gdy zakończyli tamte dosyć ciężkie zadanie jakimś cudem i usłyszeli pewne plotki, to postanowili się znaleźć w mieście i jakoś to poszło. Ten dziwny saiyan który zwał się Kenzuran również przyszedł praktycznie z nimi, i chcąc nie chcąc trafił do ich zespołu. Szanował potężnych wojowników, a Oni właśnie tacy byli.  Coś tam pogadali i sam krwistooki zaproponował nazwę drużyny zważywszy na to, że podobno jakąś musieli mieć. Drugi Imperius się szybko zgodził, a osoba która się okazało, że jednak potrafi mówić miała na to wyrąbane. Oczywiście każdy wcześniej uprzednio się przedstawił zanim znaleźli się w komorach hibernacyjnych. Szybko do niej wszedł po przedstawieniu się i poznaniu imienia kolejnego podróżnego i poszedł w dosyć długą kimę.

Po kolejnym bliżej nie określonym czasie wybudzili się. Oczywiście wszyscy byli nago. Niestety. Na szczęście Bóg był na tyle inteligentny, że zasłonił skrzydłami jak i ogonem, swoje nagie ciało podczas przebierania się z tego uniformu w normalne ciuchy, tak że nikt nic nie widział. Samemu też nie miał zamiaru patrzeć na innych. Po chwili wszystko było już dobrze. Poznał Androidke i zarazem ich przewodnika. Soka i jakiś tam numer. Nie miał pojęcia czy co najmniej było tych droidów tyle, czy może to była jakaś losowa liczba. Wysłuchał tego co ma do powiedzenia tak na wszelki wypadek. W tym samym czasie oceniaj rozmówczynie. Ot wygląd jak wygląd. Nihilius nie był rasistą i każdego traktował podobnie niezależnie od rasy, przekonań czy czegoś innego. Jedyny wyjątek oczywiście dotyczył jego fanatycznych wyznawców, członków jego frakcji, jego poddanych, podwładnych, sług i tym podobnych osób, oraz jego rywali, przeciwników i wrogów. Raczej wiadomo wtedy kogo jak traktował. Dlatego też, to że była androidką niczego nie zmieniało. Prawie. Zanim poprosiła o nazwę ich drużyny to się odezwał.
- Nie tak szybko. Chcę zmienić numer drużyny z trzydzieści dwa, na dziewięć. Tak samo wtedy nie będziesz Soką trzydzieści dwa, lecz dziewięć. Mam nadzieję, że to nie jest problem.
Uśmiechnął się, ale jego ton był typowo władczy. W regulaminie nie było niczego, co by mu to zabraniało. A skoro czegoś regulamin nie zabrania to... no właśnie.
- Co do nazwy drużyny to zadecydowaliśmy większością głosu, czy też jednomyślnie, że tak będzie się nazywać.
Tutaj chwilę poczekał, aż jej system ogarnie i podał nazwę.
- Nihil Deus Imperium. Liderem jestem Ja!
Raczej nikt nie był przeciw. Tym bardziej, że tego saiyana z blizną to najwidoczniej i tak nie obchodziło. Z resztą sądził, że byłby idealnym wojownikiem w jego frakcją. W sumie potrzebuje kogoś kto byłby godny zostania "Pięścią Imperatora". Może to jest właśnie On?

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Lis 27, 2018 11:28 pm
Kenzuran po miniony tygodniach, wędrował przed siebie i kierując się do miasta, miał nadzieję że tam znajdzie kogoś, kto mu pomoże znaleźć miejsce gdzie zaopatrzy się w jakiś pojazd. Dzięki tej maszynie, nasz Bohater miał zamiar wrócić na swoją rodowitą planetę Vegetę, ponieważ on tutaj nie pasował, to nie było jego miejsce oraz jego dom, nie podobało mu się tutaj. Czarnowłosy przechadzał się, rozglądając się na lewą i prawą stronę, by znaleźć kogoś kto bardziej wygląda na mechanika i sprzedaje różnorakie części oraz większe maszyny, dzięki którym można latać po kosmosie. Niestety, kiedy tak chodził ponad godzinę, nadal nic nie znalazł. Nie miał zamiaru jednak od tak szybko odpuszczać i dumnym krokiem, przemierzał uliczki tego miasta. Wojownik wiedział, że musi się trzymać z fazą obronną jakby ktoś chciał go zaatakować, domyślał się tego że mogą się tutaj znajdować bandyci i inni przestępcy, którzy lubią okradać samotnych wędrowców. Wreszcie po upłynionych kolejnych sześćdziesięciu minutach, Ogoniasty westchnął pod nosem i zaczął powoli się poddawać. Nie chciał już tutaj dłużej przebywać, ale wiedział że musi przetrwać i nie może od tak zwlekać z tym wszystkim, wreszcie prowiant i pieniądz wreszcie mu się skończy. Syn Kellana powędrował z zażenowaniem w stronę tablicy informacyjnej i widząc jak jakiś białowłosy przejechał na koniu, poczekał cierpliwie by nie wpaść niechcący pod jego kopyta. Dostrzegł tylko, że Koń przy siodle miał doczepioną głowę jakiegoś potwora, ale jakoś go to nie obchodziło, domyślał się że pewnie był jakimś zabójcą potworów. Wzruszając ramionami, Brat Klen wreszcie podszedł do tabliczki z różnymi informacjami i nawet były jakieś listy gończe. Zauważył, że wszystko było cybernetyczne i raz na jakiś czas wszystkie ogłoszenia zmieniały strony i pokazywały zupełnie inne rzeczy, aż wreszcie nawet Jemu wpadło coś do oka.

Kenzuran zamyślony zobaczył, że można dołączyć do jakiegoś "Łuskowego Szlaku", poszukują tam osób, a konkretniej zbierają trzy osobowe drużyny, by te wykonywały zadanie, dzięki którym staną się bogaci. To mu się bardzo podobało, więc od razu kliknął w to i kiedy wiedział już gdzie się musi udać, użył starego modelu scoutera by znaleźć miejsce położenia. Cieszył się, że ten model detektora mógł mu wskazać dokładny adres, ale Poziomu Mocy to już nie potrafił wyczytać. Złom jak złom, Czarnooki olał to i od razu udał się na miejsce, gdzie to wszystko miało się odbyć. Kiedy znalazł się wpierw przed jakimś wielkim Hangarem, mógł ujrzeć Krążownik, który miał właśnie lecieć przez "Łuskowy Szlak", pierwszy raz w ogóle o nim słyszał. Nie obchodziło go to zbytnio i kiedy poinformował osobę przy recepcji, ta powiedziała mu, że ma się udać w to i to miejsce, by dołączyć do dwóch innych osobników. Po znalezieniu się w jakimś dziwnie wielkim pomieszczeniu, zobaczył że dwie osoby znajdowały się w jakiś kriometrycznych komorach, które chyba najwyraźniej ich zamroziły. Poinformowano Młodego Saiyanina, że musi się przebrać w jakiś srebrny obcisły strój. Zgodził się i kiedy wszedł do szatni, ściągnął swoją górną część zbroi oraz uniform i będąc w samych slipach, a potem założył te dziwne coś na siebie i powrócił z szatni, pozostawiając ubranie w rękach nieznajomej mu osoby. Nie ufał temu komuś zbytnio, lecz warcząc pod nosem, wreszcie się zgodził wejść do komory i zamykając instynktownie oczy, odczuł jak grodzie się zamknęło i jego całe ciało zostało zamrożone. Niestety nie wiedział ile tak będzie spać, ale miał nadzieję że bardzo szybko się obudzą. Wreszcie po nie wiadomo jak długim upłynnionym czasie, Ogoniasty zaczął się wybudzać. Odczuwał delikatnie zimno na całym swoim ciele, co było dość nieprzyjemną rzecz oraz syczenie, dzięki którym te wrota się otworzyły i go wypuściły. Wyskakując z tej komory, rozciągnął się bardzo mocno jak lampart, który szykuje się do skoku na swoją ofiarę, przy czym także dostrzegł że jeden osobnik już rozmawiał chyba z tą dziwną kobietą. Podrapał się po czuprynie i usłyszał także głos tej kobiety, który okazała się chyba cyborgiem, bo przestawiła swoje imię z jakimś numerem identyfikacyjnym. Olał ją na chwilę i widząc, że jego ciuchy są położone na specjalnym z trzech stołków, gdzie każdy widział swoje rzeczy, wszedł do szatni i zaczął się przebierać. Po ubraniu uniformu, a potem zbroi, poklepał się w defensywny materiał i od razu się ucieszył, uwielbiał ten moment zakładania go. Westchnął pod nosem, a potem zerknął na roboczą dziewczynę, zbliżając się i dostrzegając osobę, która konwersowała z maszyną. Miał na sobie skrzydła oraz jakiś ogon, a także rogi na głowie. Kenzuran zasyczał pod nosem, bo wiedział że ma do czynienia z demonem, nie cierpiał ich, pluł na nich bo byli plugastwem w całej galaktyce.

Skrzyżował przedramiona na wysokości klatki piersiowej, zbliżając się powoli i słuchając co ma do powiedzenia pani robot. Prychnął pod nosem, a potem odpowiedział cyborg-owej kobiecie:
-Jeśli ten plugawy demon mi się nie będzie wcinać w mój cel, to niech tak będzie... - warknął na koniec i od razu pokierował się do lodówki, która miała być podobno dobrze zakwaterowana. Otwierając ją, widział mnóstwo dziwnego żarcia, ale najbardziej jego wzrok wylądował na mięsie, oczywiście przygotował sobie kilka talerzy i wyjmując pół pojemności maszyny, która chłodziła jedzenie, wziął i zaczął je zajadać. Nie obchodziło go zbytnio czy jest zimne czy ciepłe, był głodny ponieważ zapewne to był efekt uboczny zamrożenia jego ciała w tej lodowej komorze. Po napychaniu jak najwięcej do ust i szybkim przegryzaniu, znowu robotka odezwała się i mówiła o nazwie jakiejś drużynie. Syn Kellana tylko szybko popijając jakimś pierwszy lepszym płynem to co miał w ustach, odpowiedział:
-Nie obchodzi mnie nazwa, mam na celu wrócić do domu, zarobić i dokopać kilka osób jeśli będą stanowić problem, to tyle... - odpowiedział i dalej zajął się swoją strawą. Upłynęło kilka minut aż wszystko to co było na talerzach, zostało przez wojownika bardzo szybko skonsumowane, a na dodatek jeszcze oblizał wszystkie palce, było dobre tylko że zimne, niestety nie znał się na kuchni by to sobie po prostu odgrzać. Po wytarciu rąk, usiadł sobie na kanapie, rozkładając obydwa przedramiona na jeden z boków i zapytał się androidki:
-No dobra, to co jest naszym celem i co mamy zrobić. Chcę to szybko skończyć, bo nie mam zamiaru przesiadywać tutaj z tym Heretykiem, nie wiem jak jest z trzecim, ale jeśli okaże się demonem, to wiem że będą mi tylko zawadzać... - powiedział i spiorunował skrzydlate stworzenie wzrokiem. Brat Klen nie miał okazywać demonom skruchy, po tym co mu kiedyś zrobili, jego pamięć może w połowie była uszkodzona, ale to co się działo na Makyo Star, doskonale pamiętał. Przetrwanie, walka z demonim przekleństwem, nigdy tego nie wyrzuci z głowy, z chęcią by chciał, ale nie mógł. Teraz tylko musieli czekać na trzecią osobę aż ruszy cztery litery ze swojej komory i będą w całej zgrai.
avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sro Lis 28, 2018 6:20 pm
Maou powoli otworzył oczy będąc jeszcze w klaustrofobicznym pomieszczeniu. Czuł jak wiruje mu w głowie, aż musiał delikatnie przytrzymać się ściany kapsuły. Nagle jego żołądek zabulgotał, a jego oczy niemalże wyszły z orbit. Szybkim ruchem zgiął się w pół a z jego ust wyleciała jakaś nieznana paćka.
Głowa pulsowała mu bólem, a gdy tylko kapsuła otworzyła się z głośnym dźwiękiem, szybko zakrył swoje oczy. Czuł się strasznie nadwrażliwy na jasne światło. Jego ciało chybotało się w każdą możliwą stronę. Czuł w tym czasie wzrok na sobie, które prawdopodobnie sprawdzał jego stan.  Powoli i delikatnie otwierając oczy, przyzwyczajał się do nagłej zmiany oświetlenia. Wtedy tez zauważył u siebie brak jakichkolwiek ubrań. Natychmiast przeszukał swoje wspomnienia próbując przypomnieć sobie, jakim cudem się tutaj znalazł.
Ból głowy nie pomagał mu w poszukiwaniach, a wręcz przeciwnie przeszkadzał. Miał tylko mętne wspomnienia z degustacji pewnych trunków, po czym nagle jego film się urwał. Na próżno było kopać głębiej, bo jego stan nie pozwalał na wiele...
Widząc ciuchy, natychmiast je złapał. Nie wiedział czy dostał je od kogoś, czy były powieszone. Jego wąsko otwarte oczy niczym skośnooki, nie pozwalały na szerszy odbiór obrazu. Ledwo wkładał nogę w nogawkę potem drugą... Gdy zauważył zbyt duży rozporek, wielkości trzeciego równego otworu do poprzednich. Zastanawiał się czy dali mu krótkie spodenki dla trójnogich istot, ale po pół minutowej konsternacji stwierdził, ze to T-Shirt. Powolutku poprawił się, nakładając go w odpowiednie miejsce i wreszcie nałożył spodnie.
Po długo trwającej batalii  zauważył że jest to granatowy kombinezon a jego wzrok się wyostrzył.
- NAsss-stępny-m razem HIK(czknięcie) nie piję.
Powiedział pod nosem. Następnie uderzył się w policzki, rozumiejąc że gada jak potłuczony. Wkrótce dodał po cichu
- Jakie ja głupoty gadam... Następnym razem mniej wypiję.
Własny cios skierowany w siebie sprawił, że bardziej oprzytomniał. Jego umysł stał się bardziej klarowny i mimowolnie się wyprostował. Kto by pomyślał, że mała małpka przed komorą doprowadzi go do takiego stanu skacowania.
Wszystko się wyjaśniło i przypomniał sobie o tym, jak się zgłosił do misji. Wysłuchał wszystkich zebranych i podszedł do kranu, po czym zaczął pić wodę wielkimi haustami. Strasznie go suszyło.
Postanowił milczeć i nie wypowiadać następnych słów. Poprzednie wypowiedział bardzo cicho, więc i tak nie powinien nikt ich usłyszeć.
Na nazwę drużyny skinął jedynie głową wskazując na zgodę.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Gru 04, 2018 10:15 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #32 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"


Próbowała poprawić wmontowane w czerep niebieskie słuchawki, a gdyby nie ubogi moduł empatii, to może by nawet zaskoczyła się na słowa Nihilusa. Rozszerzyła pole widzenia poprzez poszerzenie sztucznych źrenic i zarejestrowała władczy ton demona.
- Muszę nawiązać kontakt z komputerem pokładowym, nim mogę podjąć takie przekwalifikowanie - kod zer i jedynek pokrył na pięć sekund białka maszynowego aparatu wzroku.
- Widzę brak obiekcji co do nazwy drużyny, a więc zostaliście Państwo zarejestrowani jako Nihil Deus Imperium - wysunęła elektroniczny ekran zamontowany do nadgarstka z pomocą drugiej, wolnej ręki.
- Póki czekamy na odpowiedź pragnę poinformować, że znajdujemy się na łuskowym szlaku...jest do wyjaśnienia parę okoliczności, które decydują o rozsądnym przebiegu tej wiekopomnej serii wydarzeń. Przesyłam do waszych holo scouterów zasady obcowania w tym regionie galaktyki południowej - stonowany głos przerwał wypowiedź, a wszyscy członkowie drużyny mogli ściągnąć świeżo co wrzucony plik danych. Po jego otwarciu okazało się, że cała lista zasad to jedna, pusta kartka.
- Łuskowy szlak to dziwne miejsce, obowiązuje tylko zasada kto pierwszy, ten lepszy. Zaznaczę tylko, że dwadzieścia procent wszystkich zysków, nabytych towarów i usług przechodzi dla organizatorów łuskowego szlaku. Wszyscy otrzymaliście do pakietu ubrań holo-scoutery, pozwolą wam się komunikować ze mną. W razie wątpliwości należy mnie pytać chyba, że wolicie parę wskazówek z mojej strony ułożonej cyfrowo.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Gru 04, 2018 11:14 pm
Przybycie gościa z blizną który wyglądał niczym typowy osiłek do wynajęcia wcale go nie zdziwiło. W końcu ten typek zapisał się z nimi na misję głównie dlatego, że nikt go nie chciał bo podobno to było jak posiadanie drzewka w doniczce, trzymanej pod ręką, a na dodatek podobno mężczyzna nie grzeszył inteligencją, ani obyciem. Z tego co pamiętał był dosyć znany i niesławny. Głównie dlatego, że ciągle gadał, że wyzwoli Vegetę spod jarzma gadów tyranów z czego każdy się śmiał. Podobno cisnęli z niego bekę, ale Imperius nie wiedział co to oznacza. Małpiasty nie wyglądał na osobę która tworzyła beczki. Nieważne. W każdym bądź razie była to postać tak charakterystyczna i tak znana, że nikt nie chciał mieć z nim do czynienia, by nie narazić się jaszczurom, chociaż te podobno się nim nie przejmowały i go olewały. Podobno chcieli mu dać nauczkę, ale nie wiedział, czy do tego doszło czy nie. Tym bardziej, że go to mało obchodziło. Chyba zwał się Kenzuran czy jakoś tak, o ile dobrze pamiętał. Tak czy owak zapisał się do nich głównie dlatego, że demon kogoś potrzebował trzeciego na tyle zaufanego, że tamten mu nie wbije noża w plecy. Co jak co ale sądził, że taka osoba jak On która wykrzyczała wszystkim, że uwolni Swoich rodaków raczej nie jest typem wbijania noża w plecy. Co najwyżej typowy osiłek do spuszczania łomotu, a ktoś taki mu się przyda. Nihilius będzie mózgiem, Kenzuran pięścią, a Maou dłonią. Nie musiał się godzić bo i tak nie miał wyboru, tym bardziej, że chłopak może mu obiecać parę rzeczy oraz pomoc w wyzwoleniu planety. Kiedyś. Będzie idealnym ochroniarzem do tej misji. Miał tylko nadzieję, że przynajmniej do tego się nadaje, ale słyszał, że wojownikiem jest dosyć dobrym. To był jeden z powodów zabrania go do drużyny. Wkrótce potem przyszedł mu już znajomy demon. Tutaj sprawa była o tyle zabawna, że zapraszał Swojego Boga do knajpy, by opić ich spotkanie. Co prawda młodzieniec nie pije takich rzeczy, ale zgodził się bo w sumie czemu nie. Na ich szczęście, albo nieszczęście Maou chyba miał słabą głowę, bo nawdychał się oparów i padł jak długi. Nie dało się go obudzić ni ocucić. Co gorsze spał chyba cały dzień, a lecieć musieli za chwilę, więc wziął go niczym worek kartofli i zabrał właśnie tutaj. Tyle dobrego, że zapisali się wcześniej. Nie wiedząc jak, ale demoniczny znajomek wstał, rozebrał się i poszedł spać. Spał, aż do teraz. Wolał się nad tym nie zastanawiać.
- Główka boli? Kac morderca dopadł? Ciekawe jaka siła Ciebie tutaj dostarczyła.
Odpowiedział żartując na ten temat. Nie ma tak łatwo.

Wszystko było fajnie gdy nagle inteligentny inaczej gość z blizną zaczął gadać coś bez sensu. Został nazwany plugawym demonem! Co za przygłupi jaskiniowiec! I oczywiście w każdym zdaniu które wypowiedział była mowa, albo o celu, albo o spuszczaniu łomotu. Za każdym razem. Każdym! Nazwa go w ogóle nie obchodziła. Chciał po prostu komuś przywalić. Czemu go to nie dziwiło? Potem został nazwany heretykiem! To skandal! To Kenzuran jest heretykiem bo śmie obrażać Boga!
- Jestem Bogiem. Nie demonem. Heretyku.
Odpowiedział krótko na tę zaczepkę. Skoro jest taki chętny do bitki to ją dostanie. Już się o to postara.
- Zapewniam Cię. Będziesz miał tyle możliwości, by walczyć ile tylko będziesz chciał.
Jak będzie trzeba komuś przywalić to wyśle małpkę do zabawy z nieprzyjaciółmi. Albo może wykorzystać go jako broń biologiczną. Podobno głupota nie jest zaraźliwa. Podobno. Mimo wszystko sądził, że kosmiczny wojownik jest w stanie dokonać niemożliwego i inne rasy inteligentne, głupotą zarazić. Wtedy w kosmosie, by nastała prawdziwa epoka ciemnoty. No nic. Potem jeszcze jego wyznawca wstał i gadał coś o nie piciu, albo piciu mniej. Fajnie, że nie napił się, ani łyka. Same opary go powaliły na kolana. Westchnął. Dowodzi całkiem niezłym zespołem. Tyle dobrego, że jego kumpel jest przynajmniej inteligentny i pomocny. Saiyan z blizną, będzie robić za ochronę i gościa od spuszczania łomotu. Tyle starczy.

Potem odezwała się androidka. W sumie mu na tym, aż tak nie zależało, ale kto wie. Może ten numer przyniesie im szczęście. Nazwa drużyny została przyjęta. Dobra nazwa to podstawa. Po za tym najważniejsze było to, że podobała się mu! Łuskowy szlak. Galaktyka Południowa. To będzie interesujące. Gdy usłyszał o scouterze to chciał coś dodać, ale się powstrzymał, bo usłyszał resztę na ten temat. Od razu postanowił go założyć na ucho i sprawdzić zasady. Pusta kartka. Czyli jest to nawiązanie do braku zasad. Niech i tak będzie. Gdy usłyszał, że organizatorzy biorą dwadzieścia procent to uznał, że jest to całkiem nieźle wykombinowane. Oni ryzykują życiem i starają się coś ogarnąć. Myślą jak coś zdobyć, a Ci dostają masę rzeczy tylko dlatego, że ich wysłali tutaj i jako tako zaopatrzyli. Bardzo się im to opłacało. Mimo to wiedział, że nie ma nic za darmo dlatego to olał, ale miał pewne pytanie odnośnie nabytych rzeczy.
- Nie tak szybko. Czy te towary wybierają Oni, czy my to robimy za nich. Jeśli trafi mi się coś bardzo dobrego i przydatnego to wolałbym to zachować dla Siebie. Dajmy na to jakieś stare zapiski, prototyp urządzenia, relikty z przeszłości, czy coś równie ważnego, albo cennego. Co wtedy. Kto decyduje o tym co idzie do organizatorów? Nie chciałbym narażać życia dla jednej rzeczy, tylko po to, by musieć ją oddać organizatorom.
W końcu zapytał o tą jakże istotną sprawę. Co jeśli trafi na jakiś artefakt, relikt, albo przedmiot godny zabrania do kolekcji? Nie ma zamiaru się z tym rozstawać! Inne rzeczy to tylko dodatek, ale te najważniejsze to zupełnie co innego!

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Gru 04, 2018 11:57 pm
Kenzuran nie musiał długo czekać na odpowiedź. Skrzydlate stworzenie chyba używało swojego mózgu do wypowiedzenia, bo jakże czego inne mogło by użyć. Oczywiście przedtem Czarnowłosy zauważył, że jeszcze wcześniej demon odezwał się do swojego kompana, który chyba miał coś nie tak ze swoją głową, jego pech. Ogoniasty tylko pokazał swój poważnie wredny uśmiech i mu odpowiedział:
-Ty moje biedne skrzydlate stworzenie, kogo niby bogiem...jesteś tylko cholernym demonem przez którego ta misja może spalić na panewce, ale jeszcze zobaczymy... - prychnął, a potem zaczął kończyć swój posiłek. Najwyraźniej zwiększył mu się delikatnie apetyt, a kiedy zostawił niewiele rzeczy w lodówce, żeby heretycy się mogli najeść, beknął sobie, poklepał się po swoim brzuszku, a potem trochę się rozciągając, strzelił knykciami w swoich pięściach. Zaraz usłyszał kolejne zdanie ze strony mrocznego gostka, który potwierdził jego wcześniejsze słowa, czyli wiedział już że będą jakieś walki. Czarnooki delikatnie się podekscytował, ale zanim już był całkowicie gotowy, odpowiedział ponownie:
-Hmm, to akurat było oczywiste, przecież skoro jest kilka drużyn, każdy będzie chciał coś dla siebie. Skoro uważasz się za boga, jestem ciekawy jak ty sobie poradzisz ze swoimi wrogami, bo ja na pewno nie będę patrzył na wasze tyłki, zobaczymy który z nas jest lepszy i jeśli ty wygrasz, będę mógł cie nazywać bożkiem....pieprzona mucho! - syknął, a potem odwracając się, złapał za jakiś pierwszy kubek i napił się wody.

Wreszcie po takiej wyżerce, musiało mu się należeć coś do popicia, bo nie mogło być inaczej. Syn Kellana usłyszał głos androidki, która rozmawiała ciągle z owadem, którego skrzydła urosły bardzo mocno, tłumacząc gdzie się znajdują i co mogą zdobyć. Brat Klen tylko chwilowo pokiwał głową twierdząco, a potem on zaczął zadawać pytania:
-Nie potrzebuje tak bardzo pieniędzy, mi to pasuje. Chciałem się tylko dowiedzieć, kiedy będę mógł wskoczyć w swoje wdzianka, bo te delikatnie drapią w różnych miejscach. Czy jak nałożymy własne ubrania, to nadal będziemy mieli ten cały holo-scouter...to trochę dziwne, wolałbym używać starego modelu, ale jak chcesz robocie. Nie sądzę by ta wiekopomna chwila była tak cudowna, daliście mi dwa demony, które i tak pewnie będą bezużyteczne, ale pożyjemy zobaczymy... - skwitował to wszystko rozkładając ręce na boki i znowu usadawiając się na jakiejś pierwszej lepszej kanapie. Czuł że się wyspał i najadał oraz napoił, nie wspominając że przedtem także od razu korzystał z toalety, ale to normalna rzecz. Teraz musiał wyczekiwać na dalszy rozwój wydarzeń.
avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sro Gru 05, 2018 8:33 pm
Maou przypominał sobie jaki specyfik pił przed misją. Marszczył brwi próbując sobie przypomnieć, aż wreszcie wpadł na pomysł. Był to skondensowany alkohol, nowość na rynku. Same opary były mocniejsze niż pół litra, a zawsze jego przyjaciele mówili "Nie próbuj czegoś niewiadomego pochodzenia". Pisząc "przyjaciele" mam na myśli tak naprawdę jedną osobę i jest nią sam Imperius. Jednak nie Nihilius, tylko Maou. FOREVER ALONE. Mam nikłą nadzieje, że rozmowa sam ze sobą nie jest niczym dziwnym...
Potępiony popatrzył na swojego Boga, który usłyszał jego ciche zawodzenie. Jego żyłka na czole przez chwilę wyskoczyła, w związku ze zdenerwowania na samego siebie. Musiał zrobić cztery powolne oddechy, aby się uspokoić. Zamknął oczy i po chwili wypowiedział w jego kierunku
-To był teleport. Widać, że nigdy się nie upiłeś. Jest to takie zjawisko, że magicznie znajdujesz się w jakimś miejscu z dziurą w pamięci i nie masz pojęcia jak się tu znalazłeś. Możliwości jest tak wiele jak mieszanek trunków, które wypiłem w życiu. Może ten plugawy demon przyniósł Mnie, trzymając jak księżniczkę w ramionach lub ty to zrobiłeś, trzymając Mnie jak worek ziemniaków przerzucony przez plecy.
Odpowiedział również żartując. W czasie mówienia o pewnym demonie, sam o mało się nie zakrztusił słysząc ten sarkazm. A może po prostu było to wizja tak kolorowa, że nie mogła przejść mu przez gardło?! Nagle  panicznie rozglądał się, czy nie pojawi się jakiś baśniowy smok i nie zaoferuje mu siedmiu kul, czy czegoś takiego.
UFFF- widząc, że nawet tak piękna baśń nie jest wstanie przywołać legendarnej istoty, odetchnął z ulgą. Następnie ponownie posłał uśmiech w kierunku swojego boga i przyklęknął na jedno kolano.
-Choćbym był jedną nogą w grobie, upity w trzy dupy, bez rąk i nóg, jeśli będziesz zagrożony powiedz słowo, a zasłonie cię swoim pozostałym ciałem.
.....[Chwilę później. Bluźniercze słowa Kenzurana i słuszna uwaga NIhiliusa].....
"Jestem Bogiem. Nie demonem. Heretyku."
Maou o mało nie zadławił się wodą która pił chyba litrami. Dla jego gardła ciągle było mało wody, którą pochłaniał jakby była Ambrozją Bogów. Chwilowo odsunął głowę od kranu...
Jego ręka przez "przypadek" dotknęła ujścia, a woda poleciała prosto w twarz pewnego demona "Ken'a" który widocznie zgubił swoją Barbie. Swoimi słowami przegiął pałę, tak jak Maou, gdy pił gorzałę.
-Ohh wybacz. Leciało za dużo wody i chciałem zatkać rurę.
Nie minęła dłuższa chwila, a usłyszał znów słowa nie godne ludzkiej istoty: będę mógł cie nazywać bożkiem....pieprzona mucho!
Woda znów poleciała w kierunku Demona Kenzurana.
-Nie mam pojęcia co jest z tą wodą! Trzeba będzie wymienić uszczelkę.
Pokiwał głową zakręcając już kran. Czuł dumę, gdy próbował skarcić plugawego demona jak zwykłego psa w którego pryska się wodą w butelce po płynie do szyb. Tylko użył większego ciśnienia, ale radocha była porównywalna. Na jego twarz wskoczył uśmieszek rzezimieszka, lustrując zachowanie plugawego.
Jednak jego słowa znów go zaskoczyły. Ciagle i ciągle pchał tego swojego małego kijaszka w mrowisko i narzekał na głos, że go w gaciach drapie!
Wku*wo-japierd*lemetr Maou delikatnie mówiąc wyjeb*ło poza skalę. Słychać było szczęk jego zębów, ale po chwili nagle ucichło. Na jego twarz wstąpił figlarny uśmiech i skierował się w kierunku Androida. Ukłonił się bardzo nisko i z szacunkiem.
- Pozwolę sobie zacytować swojego najlepszego kumpla z którym się czubie. "Nie potrzebuje tak bardzo pieniędzy, mi to pasuje". Więc wnoszę do Miłościwej Pani o przydzielenie mi i Nihiliusowi jego wynagrodzenia w SO. U niego tylko by się marnowały, a ja mogę przeznaczyć je na szczytniejszy cel.
-Na alkohol - Pomyślał Maou
-Wyrzekł się własnego zarobku, więc my chętnie go przyjmiemy.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sro Gru 05, 2018 11:05 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #32 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"


Demon przerwał wypowiedź androida, a więc w przypływie chwili koniecznej musiała odpowiedzieć na tą sytuacje.
- Cały dobytek nagromadzony z Łuskowego Szlaku należy do was i będzie on oszacowany. Dwadzieścia procent wartości można zapłacić w dowolnej formie i przedmioty materialne, tudzież niematerialne o utrudnionej możliwości podziału będą określane w wartości z przeliczenia na SO. Rozliczający jest zobowiązany do zapłacenia konkretnej sumy -
Skierowała uwagę na Kenzurana i choć członkowie drużyny Nihil bardzo sobie dogryzali, tak wychwytywała najważniejsze informacje i składała z nich dogodną odpowiedź.
- Pragnę podkreślić, że nie ma tutaj zasad. Drużyna między sobą dzieli łupy, a czy ukrócicie jednego z członków o głowę z pazerności...-
Zaświeciła oczami na parę sekund, niczym lampka bożonarodzeniowa.
- ... to nie jest zmartwieniem organizatorów ekspedycji.

Pytań okazało się niewiele, ale w każdej chwili dokładnie wysłuchała członków drużyny z osobna w razie, jakby pragnęli poprawić aktywność w poszerzaniu wiedzy o łuskowym szlaku. Podeszła do oblanej bielą ściany, a następnie oparła się o nią. Dostatecznie wielka powierzchnia została nieznacznie zasłonięta przez rękę ze wmontowanym komputerem.
- Proszę spojrzeć - fragment galaktyki w formie ciemnego hologramu zaczął mocno kontrastować z białym tłem.
- Wykryto obecnie trzy planety zdatne do zamieszkania w tym regionie i każda drużyna powinna obrać najmniej jedną z tych planet za cel podróży.
W kwadrancie OXO537 będącym najbliżej znajduje się planeta o gorącym, pustynnym klimacie. Obecność prymitywnych stworzeń i cywilizacji z ery neolitu jest tam znacząca. Miejscami planeta jest pokryta biomami tropikalnymi, a obecność zaawansowanych technologicznie ziguratów może wskazywać, że niegdyś w tamtejszym regionie żyła potężna cywilizacja. Dwanaście drużyn już zaplanowało udanie się w tamtejszy region
W kwadrancie OXO393 będącym nieznacznie bliżej od nas znajduje się planeta o wilgotnym, mroźnym klimacie. Brak oznak inteligentnego życia, bardzo złożona ewolucyjnie flora i fauna zdolna przetrwać surowe oraz niesprzyjające warunki. Wykryto tam obecność potężnego źródła energii co powinno być okazją do eksploracji niestandardowych uchybień w tymże ekosystemie. Siedem drużyn planuje udanie się w tamtejszy region.
W kwadrancie OXO141 będącym najdalej od nas znajduje się nasza kolonia, klimat typowo ziemski zamieszkiwany przez parę cywilizacji z poziomu ery pre-kosmicznej. Jedna z nich dopiero co opanowała potęgę atomu i energii jądrowej. Kolonia jest w bardzo korzystnych relacjach z tubylcami i zapewnia ona schronienie dla sześćdziesięciu czterech drużyn.
Zaznaczam, że jeszcze trzynaście drużyn nie zapisało się w bazie danych o potencjalnym, planowanym celu podróży. Zachęcam do wytypowania jednej z planet jako następny element eksploracji.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sro Gru 05, 2018 11:45 pm
To co mówił ten cały gościu z blizną było na tyle zabawne i żałosne, że nie wiedział jak na to zareagować. Gdy tamten powiedział o biednym skrzydlatym stworzeniu i, że jest biednym demonem przez którego może im się nie udać misja to go wyśmiał i zignorował. Na tyle to było dla niego zabawne. Gdy Maou mówił, że to jest tak zwany teleport to uznał, że w tej drużynie jest dużo osób które mają poczucie humoru. Powiedział też, że mógł zostać tu zabrany przez plugawego demona, w tym wypadku saiyana na rękach niczym księżniczka, albo przez niego niczym worek kartofli. Uśmiechnął się lekko.
- Pewnie to pierwsze. Trzymał cię niczym księżniczkę na pewno.
Mimo wszystko gdy usłyszał jego pozostałe słowa to lekko się zdziwił, aż nie wiedział jak na to zareagować, a to była rzadkość. Nie wiedział czy mówi szczerze, i czemu tak mówi. Od razu zrobił się w jednej chwili poważny. Nawet jeśli kłamałby, w co wątpił bo dziwnym trafem wyczuwał szczerość z jego słów, to nic nie traci, ale jeśli faktycznie tak uważał, to lepiej nie tracić takiego dobrego wyznawcę.
- Doceniam Maou. Dzięki. Mimo wszystko wolałbym nie tracić takiego lojalnego wyznawcę. Od śmierci dla Nas będą inni. Mimo to zapamiętam te słowa.
Po tych słowach znowu się ogarnął. Nie spodziewał się czegoś takiego od osoby którą jeszcze, aż tak dobrze nie znał. Mimo to wiedział, że to byłaby ogromna strata dlatego wolał go nie poświęcać. Był w końcu typem osoby który cenił fanatyzm i lojalność.
- Jestem Bogiem który docenia lojalność i fanatyzm. Utrata Ciebie byłaby ogromną stratą, więc wolę tego uniknąć. Na pewno będzie masa innych osób które będzie można poświęcić.
Pokiwał głową i prawie spojrzał na Kenzurana od niechcenia.
- Służ mi wiernie, a tylko na tym zyskasz. Co prawda to dopiero początek, ale początki są zawsze najtrudniejsze. Dobrze na tym wyjdziesz zapewniam Cię.
Powiedział to mówiąc jeszcze o możliwych nagrodach. W końcu rzadko kto idzie dla kogoś tylko dlatego, że go szanuje, chociaż Maou chyba był taką osobą.

Poszedł w końcu coś przekąsić i się napić. Wziął to co było dostępne i w miarę zjadliwe, a następnie usiadł i zaczął jeść oraz popijać od czasu do czasu. Słuchał dalszych słów saiyana, ale je olewał, chociaż ostatnie był nawet ciekawe. Dopóki nie został nazwany muchą. Z tego wszystkiego, aż wypluł wodę prosto na mężczyznę z blizną. Prawie się zakrztusił! Na dodatek drugi Imperius oblał go wodą parę razy. Sprytnie. Gdy powiedział, że nie potrzebuje kasy, a drugi demon dodał coś, że chętnie ją przyjmą to potwierdził to skinieniem głowy. Skoro tego nie chcę to trudno. Dla nich lepiej. I tak słyszał, że młodzieniec poszukiwał środka lokomocji, by zapewne się udać na Vegetę. Wydedukował to. Z resztą nie było to ciężkie skoro pytał o możliwości powrotu i kupna kapsuły, a wcześniej krzyczał coś, że uwolni Vegetę. Byłby idiotą, jakby tego nie ogarnął. Kto wie. Może to karta przetargowa.

Słuchał dalszych słów androidki. Niepokoiły go, bo kto wie na ile potężne i rzadkie przedmioty zostaną wycenione. Wolał uniknąć oddania ich. W końcu był kolekcjonerem. Tak samo gdy wspomniała o skróceniu członka drużyny o łeb. Ciekawe, ale nie popierał tego. Czy ta zasada oddania procenta też była zasadą na kartce? Czy może będę to egzekwować. Mimo to słuchał jej dalej tym razem na temat planet. W sumie wybór był prosty i oscylował dla niego na temat dwóch planet. Jakby mógł to by się udał na obie z nich. Tą trzecią i ostatnią olał. Nie wydawała mu się ciekawa. Oczywiście mógł się mylić i mogło tam być coś co byłoby przydatne, ale to było ryzykowne. Może kiedyś odwiedzi to miejsce. Wiedział mniej więcej co wybrać, ale postanowił zapytać innych o zdanie, ale zanim to nastąpi to powie coś sam.

- Moim zdaniem kwadrant OXO141 odpada. Nie wygląda na to, by było tam cokolwiek ciekawego. Mogę się mylić, ale raczej to jest ryzykowne i niewiele zyskamy.  Dlatego sądzę, że nie ma co Sobie nią zawracać głowę. Zostałyby dlatego dwie pierwsze.
Dał im chwilę czasu na ogarnięcie tego i kontynuował.
- Kwadrant OXO537 brzmi ciekawie. Głównie te zigguraty mnie interesują, oraz to, ze należały do bardzo zaawansowanej rasy. Kto wie co tam może być. Niestety jest to głównie pustynna planeta z paroma miejscami pokrytymi tropikami. Pewnie w tropikach się znajdują owe zigguraty. Sporo drużyn to wybrało, więc pewnie myślą podobnie. Sporo prymitywów co może być utrapieniem.
Ponownie dał im czas, zanim kontynuował.
- Kwadrant OXO393 również jest ciekawy. Zupełnie odmienna planeta bo lodowa. Dwa przeciwieństwa. Interesujące. Brak ras rozumnych zapewne i wykryto tam obecność jakiegoś źródła energii które mnie interesuje. Mniej drużyn to wybrało, więc też daje wiele do myślenia.
Następnie poczekał chwilkę, aż wszystko Sobie przemyślą.
- Co o tym sądzicie?
Następnie ich wysłuchał i potem zapytał androidki.
- Jaką planetę byś polecała najpierw odwiedzić oraz co o tych opcjach sądzisz? Dodam, że mi najbardziej zależy na nietypowych i potężnych przedmiotach, artefaktach bądź reliktach. Bardzo chętnie odwiedziłbym te dwie planety o ile byłaby taka opcja. Tym bardziej jeśli lodowa jest najbliżej to czy dałoby radę odwiedzić ją, a następnie pustynną? Zigguraty należące do starszych kosmicznie ras mnie bardzo interesują, tak samo te źródło energii. Musze je mieć! Dlatego mi zależy na obu! Czuje, że tam coś może być. Oraz jeszcze jedna sprawa. Wiesz coś może, albo czy słyszałaś pogłoski o dziwnych i nietypowych przedmiotach, bądź reliktach?
Musiał je zdobyć! Co prawda ta pierwsza planeta wyglądała zachęcająco, ale o zigguratach wiedzieli, więc na pewno będą tam drużyny je badające. Co do drugiej planety, to nie wiedzieli o niej wiele, i było mniej drużyn. Może dzięki temu jeśli im się uda to przeszukają planetę i znajdą te dziwne źródło? Jest na to o wiele większa szansa, skoro inne drużyny nawet nie wiedzą gdzie szukać.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Czw Gru 06, 2018 4:57 am, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Czw Gru 06, 2018 12:08 am
Kenzuran kiedy tak siedział i odpoczywał po swoim sowitym posiłku, zauważył że wreszcie ten drugi zadowolony gostek zaczął coś gadać. Nie rozumiał tylko tego, czemu tamten został noszony przez kogoś jak księżniczkę, to było dość dziwne. Westchnął pod nosem, a potem obserwował ich bacznie jak ze sobą rozmawiali. Najwyraźniej będzie musiał spędzić ten czas z gejami, na dodatek którzy byli heretykami, wiedział że to nie będzie podróż jego marzeń. Mrucząc od czasu do czasu pod nosem, zastanawiał się czy aby na pewno uda mu się tam cokolwiek zdobyć, skoro jest bardzo dużo drużyn, która chcę także coś mieć z tego pożytecznego. Wreszcie powstało coś niesamowite, a konkretnie gdy dostrzegł że ten młodszy demonik poszedł się napić, ochlapał wojownika, a konkretniej dostając w swoje piękne czarne włosy. Czarnowłosy tylko westchnął i zaraz usłyszał słowa ze strony nikczemnej zarazy, który były te dwa osobniki. Machnął tylko ręką i odpowiedział rogaczowi:
-Hmm, rozumiem że prosisz się o szybszy grób dla siebie, ale to potem, gdy skończymy z tą misją... - odpowiedział i tylko przeczesał ręką swoje krucze włosy, by ułożyć ponownie swoją fryzurę. Kiedy ta już się ułożyła chaotycznie jak była przedtem, ponownie dostał mokrą substancją na swoje włosy oraz twarz. Warknął pod nosem, bo już miał ochotę od razu go wykończyć i nie patrzeć na to jak skrzydlaty stworek zaatakuje. Ziewnął sobie i znowu wypowiedział się w jego stronę:
-Ty naprawdę chcesz umrzeć? Skoro tak bardzo ci na tym zależy, będziesz mięsem armatnim, jestem ciekaw czy wasze móżdżki potrafią nie tylko myśleć, ale być także wykorzystywane do walk... - zaśmiał się pod nosem i już nie mógł się doczekać kiedy te pokraki zetrą się z kimś w potyczce.

Słuchając dalej młodsze ścierwo, które zasugerowało, że jednak Saiyaninowi nie będzie nic potrzebne z tej wyprawy. Oczywiście, że będzie mu potrzebne, ponieważ będzie potrzebował jakiegoś pojazdu, jeśli takowy się w ogóle znajdzie albo będzie mógł od kogoś wygrać, czy nawet też kupić. Syn Kellana siedział jeszcze w zadumie i wypowiedział się tak by wszyscy mogli słyszeć:
-Nie przekreślaj mnie co do nagrody, lizodupie. Ja potrzebuje tylko statku by wrócić na swoją rodową planetę i zniszczyć co do jednego demony mrozu. Praktycznie są do was podobne, tylko mądrzejsze zapewne od was, a uwierzcie mi...waszych braci spotykałem mnóstwo na drodze gdy przebywałem na Makyo Star, lecz były słaby i padały jak muchy... - powiedział i nie miał zamiaru się hamować, mówił samą prawdę i tylko prawdę. Nie miał zamiaru ich szanować, chyba że ci sobie na to zasłużą i wyratują go z jakiejś presji, jaka będzie im dana spotkać na ich przygodzie. Wreszcie znowu odezwała się Pani robot, która to tłumaczyła dalszy rozwój podróży i jak wszystkie nagrody będą dzielone. Brat Klen dowiedział się także, że jak niechcący zabija swoje kompana, to organizatorzy będą mieli na to wywalone, no i tak plan od razu mu się spodobał. Ogoniasty dał na światło dzienne swoje kły i był gotowy potem zaryzykować, kiedy będą doskonale osłabieni, wykończyć ich za jednym zamachem, jeśli się będą zachowywać jak bezmózgie małpy. Zaciekawiony tym wszystkim Kenzuran wstał wreszcie z kanapy i podszedł do hologramu, który się wyświetlił i usłyszał bardzo długi monolog ze strony androidki, która tłumaczyła na jakie planety mogą się wybrać. Młody Saiyanin wiedział, że ciepła planeta to będzie idealna adaptacja, musiał trenować a nie lubił planet na których można było dostać jakiś chorób. Jeszcze była taka ostatnia, gdzie praktycznie większość grup się znajdywało i właśnie te grupy wybrały też, gdy podchodziła atmosferą pod jakąś "Ziemię". Nie wiedział co to jest ta Ziemia i nie obchodziło go to, więc pstryknął palcami i rzekł w stronę robotki:
-No dobrze, ja mam ochotę polecieć na tą pierwszą planetę, im cieplej tym lepiej dla nas. Bardzo szybko się zaaklimatyzuje, dzięki czemu zyskamy przewagę nad przeciwnikami, chyba że także natrafimy na kogoś z mojej rodzinnej planety. - powiedział, ale kiedy usłyszał demonka, który to chcę się wybrać wpierw na lodową, potem na pustynną, nie wiedział jak ma na to zareagować. Zrobił tak zwany "facepalm", a potem rzekł w stronę skrzydlatego stworzenia:
-Słuchaj no, bożku...Z zimową planetą będzie mi trudniej się zaadoptować niż z ciepłą, gdyż na mojej ojczystej planecie zawsze była wysoka temperatura. Musimy polecieć na tą gorącą, byśmy mieli przewagę nad innymi grupami, więc nie traćmy czasu i powiedz tej mechanicznej puszcze, by ustawił właśnie tam kurs! - pokazała na białowłosą maszynę, a potem odszedł kilka kroków, tym razem zasiadając na dużym i wygodnym fotelu.
avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Czw Gru 06, 2018 8:20 pm
"Pewnie to pierwsze. Trzymał cię niczym księżniczkę na pewno."
Słowa Nihilusa natchnęły jego duszę. Wpatrywał się intensywnie w plugawego demona. Jego oczy wyglądały jak dwa półksięzyce (^^), gdy delikatnie dłonią zasłonił swoje usta. Jak tylko jego mimika była gotowa, czuł że, swoją reżyserią mógłby przyćmić niejeden film z top listy. Jego słowa zostały wypowiedziane powoli i dokładnie. Delektował się każdą częścią zdania, które zaplanował przed sekundą.
- Naprawdę powątpiewam, tylko na niego spójrz. Z tym charakterem i twarzą pewnie nigdy nie tknął żadnej kobiety, więc co za bajki mi opowiadasz? Skąd miałby wiedzieć jak się nosi na rekach żonę lub księżniczkę? Wątpię aby w ogóle zainteresował się kiedyś płcią piękną.
Czując się jak adept mistrza ciętej riposty, odwrócił się plecami do plugawego demona. Postanowił kupić czas, aby przyzwyczaić się do jego irytującej obecności. Jak to mówią, kto Kenzurana mieczem wojuje ten od głupoty ginie. Czy jakoś tak. A może leciało to tak: Kto mieczem wojuje i tak od głupoty plugawego demona wariuje. Czemu tylko te dwa przysłowia są tak do siebie podobne?
Słuchając wypowiedzi Nihiliusa, w głębi czuł ocean dumy. Jego każde słowo sprawiało, że unosił się niczym Paw. Nie chciał przerywać swojemu Bogu, więc jego język splótł się ciasno między zębami... To małe nawiązanie do trzymania mordy na kłódkę, tylko w hardcorowszej wersji. Dał się wypowiedzieć Mistrzowi, na co zareagował tylko jednym gestem. Podał mu swój cenny malunek przedstawiający jego wizerunek. "Zdjęcie" Nihiliusa widniało przed nim samym.
- Mogę prosić autograf?
W tej chwili jego system o mało się nie przegrzewał. Serce biło mu jak szalone, jakby właśnie wyznawał komuś miłość po wieczność. Jego umysł kalkulował, co jest dla niego cenniejsze. Zdjęcie samego Boga, czy to samo ale z podpisem?! Odpowiedz była jasna, a jego osobowość kazała skorzystać z chwili, aby jego cenny przedmiot przeszedł ewolucję.
[...]Wsłuchując  się w słowa Androidki, nagle przypomniał sobie o scouterze który dostał. Natychmiast go założył. Chciał zobaczyć zbiór zasad które obowiązywały na szlaku. Jednak to co zobaczył przeczyło zdrowemu rozsądkowi. Widział tam malunek! Łezka zakręciła mu się, gdy przypomniał swoje początki w rysowaniu. On kiedyś też namalował podobny obraz.
To była śnieżyca w mroźnym pokrytym śniegiem klimacie, a gdzieś tam w oddali znajdował się zając polarny. Innymi słowy była to całkowicie biała kartka papieru. Tylko skąd wiedziała o wymyślonym przez niego zwierzaku?
Kończąc żartować sobie w myślach, zrozumiał słowa płynące z "tego arcydzieła". Brak zasad. Chociaż osobiście dopisałby co najmniej jedną i dziwnym trafem byłyby o Nihiliusie. Takie jak "bronić go", "Czcić" i takie tam <3.
Tak więc dla niego pusta kartka była spisem treści księgozbioru zasad o Bogu. Spróbował sobie wyobrazić, czy mógłby dodać jakąś zasadę na własny scouter. Tylko dla siebie i tylko dla swojego celu.
[...]Widząc jak androidka zaczyna prezentacje, natychmiast złapał za krzesło, przesuwając je z głośnym szorowaniem.  Jego stopy znalazły się na siedzeniu, a jego wielkie cztery litery wylądowały na oparciu krzesła, które wyglądało jakby było rodem ze szkoły. Skąd tu taki mebel, był teraz najmniejszym z jego zmartwień. Choć przez chwilę przeszła mu przez myśl absurdalność tej sytuacji, ale może to wyposażenie na prezentację? Kto wie..
Słuchając coraz to nowych informacji, lekko zagryzał końcówkę swojego paznokcia analizując sytuację. Jego źrenice przelatywały szybko nad każdą klatką hologramu, czy co tam to było.
obrać najmniej jedną z tych planet za cel podróży.
Wniosek był bardzo prosty, jeśli masz siły możesz odwiedzić każde miejsce. Jednak nie możesz zostać bezczynny. Jedno małe zdanie wyjaśniło wiele rzeczy.
- ciekawe co by się stało, gdybym odmówił jakiejkolwiek
Pomyślał Maou. Jego skupienie wróciło do świata żywych, gdy usłyszał kod pierwszej z planet i dość rozwinięty jej opis. Jak i bazę drużyn.
Następny wniosek nasuwał się sam. Jednak zostanie on wypowiedziany w jego opinii później. Zdecydowanie musi o tym poinformować Nihiliusa.
Wysłuchując do końca pseudo prezentacji-hologramu, dał się wyspowiadać swojemu Bogowi. Czekał do samego końca z wyrażeniem swojej opinii. Zsiadł z krzesła, tylko po to aby usiąść na ziemi po turecku. Jego oczy zamknęły się, a on sam wyciszył się jak najbardziej mógł. Próbował przeanalizować wszystkie informację i wziąć pod uwagę szczególne wnioski swojego Bóstwa. Jednak to co chciał powiedzieć przeczyło zdrowemu rozsądkowi. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie bólu i obrzydzenia. Wziął głęboki oddech iż ze smutkiem w oczach popatrzył na swojego Imperatora. Zagryzł wargę, jakby karał się za swoje przyszłe słowa.
- Niestety jestem zmuszony w części zgodzić się z Ułomnym. Przynajmniej z pierwszą wypowiedzią  nie bełkotem z następnej. Najpierw opowiada jakim nie jest kozakiem, a kuli ogon przed lekkim mrozem. Jeśli tak bardzo się go boisz załóż kalesony…
Nagle Maou przyje*ł sobie z Plaskacza w twarz, bo wyobraził sobie ten widok. Nie wiedząc czemu, widział różowe portki na tym kolesiu z przerośniętymi mięśniami, małym mózgiem i blizną, pewnie po tym jak Matka odganiała go od jedzenia, nie chcąc wyżywiać takiego darmozjada.
- Przepraszam, ale sobie wyobraziłem ten widok i dopiero ból mnie ocucił. Na czym to ja skończyłem?! Ahhh tak…
Po pierwsze proponuję polecieć na gorącą planetę. Każdy znaleziony przedmiot potężnej cywilizacji będzie nieocenioną pomocą na następnej planecie. Polecam przeszukiwanie pustyni, gdyż większość osób skupi się na przeszukiwaniu Biomów. Tak zawansowana cywilizacja bardziej skłonna byłaby skrywać swoje cenne skarby ukryte w morzu piasków.  Na pewno ich technologia by na to pozwalała, a przeszukiwanie miejsc gdzie każdy z nas chciałby zamieszkać, a nie jakiegoś niebezpiecznego miejsca mija się z celem. Ewentualnie możemy zaatakować inną drużynę w biomie i zrabować ich skarby. Wyjście bardziej dla debilatusa i z większym ryzykiem. Ta opcja jest najmniej ryzykowna z umiarkowanym profitem.
Następnym celem będzie planeta Mrozu. Wybacz Drogi Nihiliusie, ale ta planeta jest znacznie niebezpieczniejsza od poprzedniej. Być może energia ma coś wspólnego ze smoczym oddechem. Nawet jeśli nie, może być to potężny stwór. Nie mam pojęcia co może być gorszego. Najbardziej popularna waluta, czy mocarny przeciwnik? Informacji jest za mało.  Ta opcja jest niewiadomego ryzyka, oraz niewiadomego profitu.
A teraz bonus. Naszym trzecim celem będzie kolonia. Łatwo byłoby upłynnić zdobyte towary.

Zastanawiałeś się może dlaczego na ostatniej planecie jest najwięcej drużyn?
a) Niewolnictwo. Możemy kogoś porwać z tej planety!
b) Możemy tam kogoś zatrudnić i mieć kapitał ludzki!
c) Możemy zająć się tam Handlem, jest tam tyle drużyn mogących coś kupić i sprzedać. Możemy wycenić swoje towary, lub wystawić w domu licytacyjnym.  Co byłoby zamknięciem całej wyprawy a gównoplebejusz mógłby poszukać tam statku którym poleci w piz*u.
d) możemy grabić inne drużyny, bo jest ich tam najwięcej.
Minusem jest… Prawdopodobnie to tutaj będzie największe ryzyko. Ilość drużyn jest przytłaczająca. Coś musi w tym być.
Proponuję trzy planety, bo po co rezygnować z jednej, gdy na każdej możemy uzyskać zysk? Odpuszczanie gdy nam coś nie pasuje?! Zimno? Bądź mężczyzną. Zbyt niebezpiecznie? Jesteś jebany*m Bogiem.  Co może być zagrożeniem dla ciebie?

Łapiąc oddech po swoim długim monologu, zwrócił się do Androidki z miną „jeszcze nie skończyłem, pomęczę was jeszcze”.
- Droga Pani, wnoszę o udzielenie dodatkowych tajnych informacji. Przypominam, że im lepsze przedmioty zdołamy uzyskać tym lepszy wam zysk wypracujemy. Może posiadasz w swoim zasobie cenne wskazówki lub informacje, które byłyby cenne?
Maou zapytał o pozostałe informacje nie będące tymi o reliktach. Miał nikła nadzieję, na chociażby skrawek informacji które nie raz ratują życie. Zdecydowanie o kierunku tak pochopnie, bez zapytania o zdanie Androidki, zdaniem potępionego mija się z celem.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Pią Gru 07, 2018 8:25 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #32 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"



Dyskutowali między zaciekle. To dobrze, bo co za drużyna przetrwałaby w obcej galaktyce bez otwarcia dialogu? Nie ruszała się z miejsca dalej wyświetlając z nadgarstka wielki hologram. Uniosła oblicze ku górze i zerknęła za siebie mimo wybielonej ściany. Parę grzmotów miało miejsce w sąsiednim pomieszczeniu, jakby doszło do rękoczynów.
- Największy odsetek niecodziennych przedmiotów odnaleziono na planecie kolonialnej, następnie pustynnej, a po tej lodowej. Według danych statystycznych - zakomunikowała spokojnie i dodała taktownie - w bazie danych zarejestrowano parę artefaktów o znacznej użyteczności, ale komputer pokładowy blokuje tego typu treści.
Podświetliła lodową planetę, nadając zdecydowanie jaskrawoniebieski poblask.
- Tajemnicze źródło energii nie jest punktem podróży jakiejkolwiek z drużyn - skinęła z uśmiechem - bo planeta ma najwyższy stopień ryzyka względem ciał niebieskich zdatnych do zamieszkania. Mimo ryzyka, sama informacja z przedstawieniem baz danych czym jest owe źródło energii, mogłaby zapewne okazać się niezmiernie wartościowa dla organizatorów. Po odpowiedniej negocjacji widzę nawet niewielki procent szans, że dałoby się przekonać ich do większego zainwestowania w drużynę o takich dokonaniach - rozwarła szeroko oczy i przecięła źrenice szeregiem zer oraz jedynek by przekalkulować dane.
- Mimo hojności dla nowo przybyłych w łuskowym szlaku, większość drużyn poddawana jest naturalnej selekcji - wolną ręką poprawiła słuchawkę, jakby pragnęła wzmocnić sygnał... Maou na długo zagadał Nihilusa, do tego stopnia, że tylko Kenzuran zauważył, że oczy Soki#32 nagle zgasły i stanęła wryta w miejscu.

Saiyajin mógł się przyjrzeć uważnie, jak za sprawą diabelskiej mocy petryfikującej stała bezduszna. Już wcześniej wyglądała niemrawo i sztucznie, ale tym razem po prostu wyłączyła się. Na dodatek hologram nadal działał podświetlając kwadrant OXO393 planety lodowej.

Chwila nieuwagi minęła, Maou zwrócił się do androida, a ta ze usłyszeniem zwrotu grzecznościowego obudziła się natychmiastowo. Skucha, nikt poza Kenzuranem nie był w stanie zauważyć tego zjawiska.
- Podoba mi się twój zapał! Na pewno odkryjesz coś cennego! - uderzyła się w opancerzoną pierś wolną ręką, pokrzepiając entuzjazm Maou.
- Nie mogę wpływać na tego typu decyzje, ale mogę zdecydowanie wam ułatwić wybór. Im mniej drużyn, tym większy potencjał na zarobek, ale nie jest to do końca prawdą w praktyce. Mamy obecnie eksploracje całej galaktyki południowej przed sobą oraz... - strzeliła palcami wolnej dłoni - sto i pięć drużyn -
Możliwe, że zaczęli już rozumieć sytuacje, ale przedstawiła ostateczny fakt.
- Zbyt mało istot, zbyt wielka powierzchnia odkrywania. Sama kolonialna planeta jest znana nam jedynie w małym, czternaście procentowym stopniu - skrzywiła kąciki ust by pokazać sztuczny uśmiech.
- Ekscytujące prawdaż? Drużyno numer dziewięć!

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sob Gru 08, 2018 3:00 am
Słuchał tego co miał do powiedzenia Maou. Humor się go trzymał. Imperius zaśmiał się krótko i spojrzał ponownie na saiyana. Zapewne tak było.
- Pewnie masz rację, ale nie wnikam. Lepiej dla Nas, by się jednak zainteresował.
Dodał żartem. Bardzo się zdziwił, gdy nagle dostał zdjęcie ze Swoją twarzą do podpisania. Skąd wytrzasnął jego zdjęcie!? Jak!? Kiedy!? Dawno nie był, aż tak zaskoczony. Tyle pytań, a odpowiedzi niestety brak. No nic. Wziął do ręki pióro, albo to co było pod ręką i zapytał.
- Na zdjęciu czy pod spodem zdjęcia?
W końcu nie wiedział czy warto niszczyć zdjęcie dla podpisu, czy może nie lepiej, by było pod spodem. Wybór pozostawił Maou. Gdy ten mu odpowiedział to tak też zrobił i się podpisał. "Nihil Deus Imperator Nihilius Imperius".

Zastanawiał się co z tym wszystkim zrobić. To była bardzo ciężka sytuacja. Z jednej strony ta planeta. Z drugiej inna. Postanowił, że najpierw wysłucha Swoich członków drużyny, a także androidki. Od razu zaczął gadać Kenzuran, że najlepiej jako pierwszą wybrać planetę pustynną. Nie odrzucał tej możliwości, ale mają po prostu za mało informacji, by dobrze wybrać. Potrzebuje tego więcej! Więcej informacji o ich celach! Pewnie łatwiej jest wytrzymać na pustynnej planecie. Tym bardziej saiyanowi.
- Boisz się mrozu? Taki z Ciebie wojownik?
Zapytał z ciekawości. Gdy usłyszał słowa Maou, że się z nim zgadza, a potem o kalesonach to wybuchnął śmiechem. Słuchał dalej gadania tego gościa.
- Wojownik wyzywa nawet naturę, a Ty tego nie chcesz. Z resztą nieważne. Możliwe, że polecimy na pustynną. Po prostu mamy za mało informacji na ten czas. Cierpliwości.
Chociaż pewnie nie wie co to jest cierpliwość. No ale nic z tym nie zrobi.

Musiał przyznać, ze ten z blizną był nawet zabawny. On się prosi o szybki grób? Powątpiewa. Z resztą nie wiadomo kto, by wygrał. Zaśmiał się z niego. Nie minęła chwila, gdy wyśmiał Kenzurana ponownie, gdy ten mówił, że będą mięsem armatnim. Prędzej na odwrót. Nawet nie będzie musiał go namawiać. River sam się rzuci na wrogów. Co prawda nie chce by umarł. Przyda się na misji. Potem mówił nasz dzielny wojownik, by nie przekreślano jego nagrody. A to ciekawe bo sam jej nie chciał. Gdy się dowiedział o statku to wiedział, że jednak plotki okazały się prawdziwe. Na dodatek potwierdził, że chce atakować Vegetę i ją odbić z rąk demonów mrozu. Zaczął coś gadać, że wyglądają jak Oni tylko są mądrzejsze, a na dodatek ich braci spotkał na Makyo Star. Uznał to za planetę.
- Nie mam braci. Jestem połączeniem Boskiej jak i Demonicznej istoty. Nie ma drugiego takiego jak Ja. Tych co spotkałeś to pewnie były zwyczajne ścierwa skoro dałeś im radę. Prędzej czy później znajdą się pod moim butem.
Powiedział mu, ale bardziej ciekawiło go to odnośnie Vegety.
- Słuchaj. Myślisz, że to takie proste odbić planetę? Samemu? Po pierwsze są silniejsi. Po drugie jest ich znacznie więcej. Mają informacje, technologię, armię, broń, zapasy, informację. Co Ty masz?
Uśmiechnął się do niego. Nie chciał mu dowalić, ale pokazał mu, że źle myśli. Może zrozumie. Dla niego to nawet dobrze jak odbije Vegetę chociaż wątpił w to szczerze. Raczej pójdzie na pewną śmierć.
-  Nawet jak zabijesz najsilniejszego to co wtedy? Możesz ich nie wykończyć wszystkich i albo się wycofają, by się przegrupować, albo będą próbowali Ciebie zamordować zabójcy, albo też będzie bunt. Na dodatek Twoi pobratymcy mogą tego wcale nie chcieć. Ba mogą Ciebie winić bo przez to będą mieli przerąbane. Będą się bać i zrzucą winę na Ciebie. Tym bardziej, że jest wielu kolaborantów.
Ponownie dodał. Kto wie może jak pomoże tej małpie to będzie dla niego lepszy i bardziej przydatny.
- Oprócz tego zostaje Imperium Demonów Mrozu. Jak chcesz Sobie z nimi poradzić bez armii? Przecież wyślą na Ciebie część Swojej floty i Cie zmiażdżą. Ba mogą zrobić przykład z całej planety i Twoja rasa przestanie istnieć. Przynajmniej na Vegecie.
Ciekawe, czy małpka przyzna mu racje. Pewnie nie, ale może i On to dostrzeże.
- Jak zamierzasz odbić planetę? Jak zamierzasz ją utrzymać. I co ważniejsze. Jak zamierzasz zatrzymać gady?
Popatrzył na niego poważnie.

- No właśnie. Nijak. Jestem Twoją jedyną nadzieją. Jeśli do mnie dołączysz i przysięgniesz mi posłuszeństwo to jestem gotowy Cie wspomóc.
Tutaj zrobił przerwę, by saiyan ogarnął.
- Na początku jeśli zdobędziemy statek to będziesz mógł go otrzymać. O ostateczności pomożemy Ci w zakupie. Potem kto wie. Jak będziemy silniejsi to zawsze będziemy mogli Cie wesprzeć w odebraniu i utrzymaniu czerwonej planety. Tylko my jesteśmy w stanie Ci pomóc. Nawet jeśli nie lubisz demonów to My nie jesteśmy takimi z którymi miałeś do czynienia.
Zapewne będzie na tyle inteligentny, że zobaczy, że Imperius ma rację.
- Co o tym sądzisz? Kenzuranie?
Znając życie się nie zgodzi, ale nawet jeśli to będzie pamiętał, że istnieje taka możliwość. Jak ich oleje to mówi się trudno. Nigdy nie odbije sam planety. Zginie próbując, a sama planeta będzie należała, wciąż do gadów. Jego w tym głowa, by dołączyć do Nihiliusa. Ale znając życie nie będzie tego widział, ale cóż. Przekona się z czasem.
- Zapewniam Ciebie. Jestem dobrym przywódcą oraz Bogiem. Ze mną dokonasz czegoś wielkiego. Będziesz kimś wielkim. Czy nie chcesz tego? By udowodnić wszystkim, że się mylili? By Ciebie docenili? Szanowali?
Uśmiechnął się demonicznie.
- Nie chcesz być najpotężniejszym wojownikiem? Ze mną masz szansę tego dokonać. Pod Moimi skrzydłami. Pod Moim patronatem. W Moim Imperium. Jako Mój wyznawca.
Popatrzył się na niego niczym prawdziwy Bóg doglądający możliwego czempiona i czekał na jego decyzję. Pewnie się nie zgodzi, ale z czasem kto wie. Może zmieni zdanie.

Następnie słyszał plask i widział, że demon się uderzył w twarz. Potem powiedział, że to dlatego, że wyobraził Sobie pewien widok. On sam wolał Sobie tego nie wyobrażać. Nie jest samobójcą. Wysłuchał tego co miał do powiedzenia. Po wysłuchaniu uznał, że dobrze myśli. Prawie myślą podobnie. Prawie bowiem Nihilius pomyślał jeszcze o pewnych rzeczach. Tak czy inaczej jego wyznawca proponował najpierw odwiedzić pustynną planetę i, że każdy znaleziony artefakt ułatwi im zadanie na kolejnej planecie. Zgadzał się z tym całkowicie. Tak samo, gdy powiedział, że artefakt jeśli już może być ukryty w piaskach pustyni. Był szczęśliwy, że oprócz niego ktoś tutaj myślał. Wiedział doskonale, że tak jest, ale powód przeszukania biomów był inny. Zupełnie inny. Dobrze kombinował, ale zapomniał o równie ważnych rzeczach. Na razie czekał. Co do technologii to kto wie, ale pewnie tak było. Gdzie najlepiej ukryć skarb na pustyni? No właśnie. Zgadzał się co do rabowania innych drużyn. Tylko w tym wypadku muszą robić to bardzo powoli i ostrożnie. Najlepiej urządzając zasadzki i mając pewność, że nikt nie ucieknie. Inaczej jakby, się o nich dowiedzieli, i o tym co robią, to mieliby utrudnione zadanie. Dlatego też jak zaatakują to muszą się upewnić, że nikt im nie ucieknie i wszyscy zginą, by nikt nie opowiedział o nich. Na dodatek najlepiej jak będą zamaskowani i będą używać innych strojów dla niepoznaki. Strzeżonego Bóg Nihilius Imperius strzeże. Co do planety mrozu to się prawie zgadzał, ale nie mieli pewności czy faktycznie tak było. Planeta pustynna wcale nie była lepsza. Co do trzeciej planety to nie chodziło mu o to, by ją pomylić, ale o tym zaraz. Co ciekawe jego zaufany wyznawca dalej mówił. Powiedział mu w sumie to co wie o ostatniej planecie oraz czego mogą się tam spodziewać, a także co takiego zrobić, bądź dokonać. Kupno i sprzedaż. Niewolnictwo. Pomoc do drużyny. Zapasy. Grabienie drużyn. Brawo. Tylko, że Maou go nie zrozumiał. Nihilius na samym początku mówił, że nie jest pewny, bo nie wie ile czasu będą mieli. Kto wie co powiedzą organizatorzy. W końcu nie wiedział, czy mogą zbadać wszystkie planety, czy nagle dostaną inne. Gdy jednakże powiedział o zbyt niebezpiecznie to musiał się odezwać.
- Źle usłyszałeś. Powiedziałem, że jest za mało niebezpiecznie. Dlatego wątpiłem, bym znalazł tam coś przydatnego. Nigdy się nie bałem, żadnego niebezpieczeństwa. Po za tym dla wielkich zysków trzeba ryzykować.
Powiedział i dalej słuchał reszty. Tamten zapytał o pozostałe informacje. I dobrze, gdyby nie On to Bóg, by to zrobił, ale po co skoro może to zrobić ktoś za niego.

W końcu czekał teraz na odpowiedź androidki zanim się podzieli Swoimi rzeczami z resztą. Co ciekawe najwięcej rzeczy znaleźli na planecie kolonialnej. Czyli możliwe, że zostało tam tego najmniej. Następnie planeta pustynna, co go nie dziwi bo zigguraty i nie tylko. Oraz lodowa. Dlatego może tam być najwięcej rzeczy do zgarnięcia, ale za to będzie najciężej skoro do tej pory mało kto, to zrobił. Reszta informacji zabroniona chociaż androidka przyznała, że faktycznie takie potężne i niecodzienne rzeczy zostały odnalezione. Od razu się odpalił jego zmysł kolekcjonerski. Wreszcie poznał najważniejszą informację. Lodowa planeta jest najcięższa i dlatego nikt się nie kierował w stronę energii. Tak jak przypuszczał. Albo wszyscy, by się tam kierowali, albo nikt bo jest zbyt niebezpiecznie. Wyszło na to drugie. Do tego była mowa o tym źródle energii, by przekazać je organizatorom, albo przynajmniej jakieś informacje. Zabawne. Nie miał takiego zamiaru. Zamierza to wykorzystać jako źródło energii dla Swojej bazy. Ale zawsze może się dogadać i z nimi po części współpracować, a odstąpić jakieś informacje. Na pewno dojdą do porozumienia. Następnie powiedziała o naturalnej selekcji. Miało to sens. Będzie ciężko, ale z Jego inteligencją, sprytem Maou, oraz siłą Kenzurana powinni dać radę. To nie był koniec co prawda Androidka ucichła, ale znowu zaczęła gadać. Nagle odpowiedziała pełna zapału. Nie jak poprzednio. Ciekawe. Skąd ta nagła zmiana? Coś mu tu nie pasowało. Nie może doradzić, ale może ułatwić wybór. Zawsze coś. Sto pięć drużyn na dosyć sporą przestrzeń. Słabo. Czternaście procent.

Nagle, gdy usłyszał pytanie i to, ze jego drużyna nagle się zwała drużyną dziewięć tak jak chciał to coś mu zaczęło świtać.
- Czyżby przez zmianę numeru drużyny, doszło do zmiany w Twoim oprogramowaniu i zachowaniu?
Zapytał z ciekawości chociaż to nie było raczej tak istotne.
- Przejdę teraz do tego co powiedzieliście wcześniej.
Popatrzył się na Swoją drużynę.
- Też myślałem o planecie pustynnej. Wydaje się łatwiejsza oraz ma osobniki które mógłbym podbić, ale nie tak szybko. Pomyślałeś Maou, gdzie ten relikt mógłby się znajdować na pustyni? Jak zamierzasz go odnaleźć? Chcesz grzebieniem przeczesywać całą planetę? Powątpiewam. Dlatego też sądzę, że w zigguratach można znaleźć wskazówki. Jeśli jest miejsce ukryte w piaskach, a myślę tak samo jak Ty, że jest to tak łatwo tego nie odnajdziemy. Dlatego też w zigguratach może być klucz do odnalezienia czegoś po tej zapomnianej cywilizacji! Nie sądzisz?
Zapytał się drugiego Imperiusa. Zgadzał się z nim, ale to była bardzo ważna informacja którą pominął. A mianowicie lokalizacja. Zigguraty to klucz. Był tego pewien. Czas na kolejną planetę.
- Co do planety lodowej to myślałem, a raczej miałem nadzieję, że będzie prościej. Po za tym była blisko i nie wiem ile organizatorzy dali nam czasu. Dlatego chciałem zacząć od niej a potem być na pustynnej, a kolonialną olać zważywszy na możliwy brak czasu. Oprócz tego nie było żadnego innego powodu. Jeśli można to wiadomym jest to, że odwiedziłbym każdą z nich! Wygląda na to, że lodowa będzie ostatnia, albo przed ostatnia zapewne.
Dał im przełknąć te informacje po czym kontynuował.
- Kolonialna. Chciałem ją ominąć z powodu braku czasu, ale jak nie ma takiej potrzeby to co innego. Możemy ją odwiedzić jako pierwszą w celu pozyskania informacji na temat samej planety oraz innych planet. W celu kupienia zapasów, bo nie wiem jak Wy, ale ja nie mam żadnych medykamentów które, by mogły nam ocalić życie. Nie mamy też innej broni niż same pieści. Nie mamy zbroi. Nie mamy niczego.  Na dodatek wydaje się najłatwiejsza i jak będziemy mieli szczęście to możemy coś tam odnaleźć. W końcu została zbadana w bardzo małym procencie prawda? Tyle rzeczy czeka na zbadanie! Po za tym na pewno zwiększymy Swoją siłę zapewne. Kupimy to co potrzebujemy, bądź sprzedamy coś czego nie potrzebujemy. Chyba, że organizatorzy załatwili nam coś innego.
Znowu się zatrzymał, by przemyśleć wszystko.
- Pamiętajcie. To że zależało mi na lodowej jako pierwszej było tylko dlatego, że była najbliżej. Nie wiemy ile mamy czasu na ich badanie, ani czy nagle nie dostaniemy kolejnej trójki planet, a te zostaną olane i będziemy musieli zająć się innymi. Jeśli tego nie ma to cóż. Lodowa odpada. Źle mnie zrozumieliście na ten temat. Najbardziej mi zależy, by zbadać każdą z tych planet jeśli czas pozwoli. Zastanawia mnie tylko czy zacząć bezpieczniej od kolonialnej czy też pustynnej. Wszystko zależy od tych informacji które otrzymamy.

W końcu zaczął zadawać pytania kobiecie, a przynajmniej miał taki zamiar, ale najpierw coś Im jeszcze powie.
- Co do wyboru planety to jeszcze z tym poczekajmy. Najpierw pozyskajmy więcej informacji.
Powiedział do nich i miał nadzieje, że zostawią to na później. Statek i tak był w ruchu.
- Soka w takim razie jak możesz Nam ułatwić wybór?
Zadał pierwsze pytanie. Jedno z wielu.
- Czy możesz nam podać dokładniejsze informacje na temat każdej z tych planet oraz jak bardzo niebezpieczne są. Jakie bestie i zagrożenia można tam spotkać. Jakie surowce wydobyć. Co mniej więcej znaleźć i zdobyć. Jakie ekstremalne pogody tam panują. Czy nie ma tam jakiś katastrof naturalnych. Czego się wystrzegać? Czyli w skrócie. Dokładne informacje!
Poczekał z kolejnym pytaniem, aż przetworzy.
- Czy organizatorzy załatwili nam jakieś dodatkowe zapasy? Jeśli tak to jakie. Jak nie to czy cokolwiek jeszcze mamy tutaj przydatnego.
Jedno z ostatnich pytań zostało zadane.
- Czy jest jakiś nałożony limit czasowy oraz liczba planet możliwych do odwiedzenia?
To go też bardzo interesowało.
- Masz jakiekolwiek informacje na temat możliwych specjalnych przedmiotów czy reliktów lub czy organizatorzy mają? Jeśli mają takie informację to jestem skłonny z nimi współpracować. Oczywiście relikty i artefakty byłyby moje, ale sądzę, że się dogadalibyśmy na ten temat. Mogą też w nas zainwestować. Raczej udowodniliśmy, że jesteśmy tego warci. Mi tylko zależy na reliktach i artefaktach.
Był prawie pewien, że Ci goście na pewno coś wiedzą. Tylko musi ich do tego przekonać. On dostałby te relikty, a Oni jakieś informacje, albo inną pomoc.
- Jak jeszcze możesz Nam pomóc?
Kto wie może jeszcze pomoże inaczej. Na razie też ciekawiło go to jak ma im pomóc w ułatwieniu wyboru.
- Po tych informacjach można pomyśleć nad wyborem planety. Jeśli mamy odpowiednie zapasy to można się najpierw udać na pustynną. Jak nie to na kolonialną. Co o tym sądzicie?
Ponownie zapytał ich o zdanie, ale dopiero po otrzymaniu dodatkowych informacji od androidki.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Sob Gru 08, 2018 12:08 pm, w całości zmieniany 2 razy

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sob Gru 08, 2018 4:41 am
Kenzuran tak stał przed hologramem, aż wreszcie usłyszał słowa skrzydlatego demonka. Usłyszał tylko zdanie, które stwierdziło to, że podobno boi się mrozu. Oczywiście że się tego nie bał, bo to by było głupotą, dlatego też krzyżując przedramiona na klatce piersiowej, odpowiedział mu:
-Oczywiście, że nie. Po prostu na ciepłej planecie, moje ciało szybciej się zaadoptuje i będę praktycznie przystosowany do walki, jeśli byśmy mieli trafić na kogoś kto nie znosi gorących klimatów, ale może ty się boisz, skoro tylko mrok ci w głowie... - odpowiedział mu dobrze, ponieważ ten jegomość był bardzo mroczny. Trochę jeszcze tak postał i zaczął krążyć w drugą i jedną stronę. Ponownie usłyszał głos heretyka, który zasugerował, że każdy wojownik powinien wyzywać naturę. To fakt, Czarnowłosy oczywiście że ją wyzywał, ale wiedział że chłodniejsza temperatura może być problemem dla jego ciała i jeśli by napotkali przeciwników przystosowanych do planety, byliby w czarnej dziurze.
-Oczywiście że pluje naturze w twarz, tylko kwestia tego, że jestem bardziej odporny na cieplejsze klimaty niż na te chłodniejsze, ryzyko może być takie że inne osoby z innych grup, mogą mieć kogoś przystosowanego do chłodu i w tym będzie problem. - odpowiedział mu i dalej oglądał hologram, który wyświetlała androidka. Tym razem dla wszystkich była dłuższa przerwa, aż wreszcie Ogoniasty znowu usłyszał głos "bożka", który sugerował że nie ma braci i jest stworzony z jakiejś tam boskiej energii. Jakoś mu w to nie wierzył, więc musiał mu oczywiście odpowiedzieć:
-Yhmm, a świnie zaczną latać. Skoro masz rogi, skrzydła i wyglądasz jak demon, to jesteś demonem. Nie wiem co sobie ubzdurałeś w dzieciństwie, ale żadnym bożkiem nie jesteś, więc ogarnij się i obudź, to nie jest sen. - warknął potem i zaraz dostał kolejną ripostą w swoją saiyańską twarz od strony kompana tej podróży.

Wytłumaczył mu tylko wszystko to co mają demony mrozy i jaka jest ich przewaga, a on to oczywiście wszystko rozumiał, bo wiedział co musi zrobić. Spojrzał na niego znowu z góry i mu odpowiedział, bo sądził że tamten jednak coś dopowie:
-Tak, wiem że oni to posiadają, dlatego teraz na tym całym Łuskowym Szlaku, jeśli uda mi się zdobyć jakiś pojazd, już będę miał coś w razie jeśli musiałbym się wycofać, aczkolwiek ja takim rzeczom mówię stanowcze nie. Także doskonale o tym wiem, a tak to jeśli teraz wrócę z tej wyprawy, wiem że istnieje coś takiego jak gruba sabotażystów i rebeliantów, którzy chcą obalić changelingów także z planety naszej oraz innych, nie musisz się tak martwić.. - rzekł w jego stronę i znowu była chwilowa pauza. Czarnooki ponownie usłyszał słowa ze strony mrocznego gostka, który powiedział że jak pokonałby jakiegoś generała, to najprawdopodobniej jego cała armia mogłaby się rzucić albo też wycofać. Uśmiechnął się tylko i posłał ten wredny uśmieszek demonowi, a potem raczył mu znowu odpowiedzieć, bo tracił do niego powoli cierpliwość, za bardzo się wymądrzał:
-Hmmm, to jest oczywiste. Najpierw pokonam rządzącego tam dowódcę, jeśli moi bracia oraz siostry nie będą chcieli w tym uczestniczyć, nie będę miał innego wyboru jak zawalczyć o Saiyański Tron, a Król nie ma prawda odmówić, chyba że teraz jest aktualnie królowa...Jeśli by się to powiodło, wezwałbym wszystkich wysłanych saiyan na misje, by ostatecznie dokonali żywotu na demonach mrozu i ich jedyna misja to by było unicestwienie ich rasy....to tyle jeśli chodzi o ten plan. - skończył mówić i kiedy zbliżył się do stołu, złapał porządny łyk bo trochę się musiał nagadać. Po wypiciu kubka wody, wrócił ponownie pod hologram i usłyszał kolejne pytania ze strony diabła. Przejechał dłonią po twarzy, bo już nie chciało mu się tego wszystkiego tłumaczyć po raz kolejny, więc kiedy wojownik westchnął, znowu odpowiedział:
-Kiedy spotkam się z rebelią, powiem im że chcę odbić swoją planetę. Jeśli chodzi o utrzymanie to jest dość proste, po prostu jeśliby mi się powiodło bycie Królem, moi poddani by podbijali planety i je rabowali, chyba że niektóre rasy by chciały ochronę czyli tak zwaną nietykalność. Chronilibyśmy ich za jedzenie oraz technologię. Gady się będzie powstrzymywało, gdy tylko ponownie opanuje moją dawną legendarną moc....tak samo jak moi rodacy, gady będą mogły nam co najwyżej lizać stopy... - uśmiał się, a potem dał dalej mówić rogaczowi.

Syn Kellana prawie się opluł i nie mógł powstrzymać śmiechu, gdy ten stwierdził że nijak nie będzie mógł tego zrobić. To było dla niego naprawdę zabawne, aż mu łezka z oka poleciała z tego zabawnego tekstu. Brat Klen tylko mruknął pod nosem, a za chwilę mu odpowiedział:
-Ty i nadzieja? A to dobre, już dawno się tak nie uśmiałem. Oczywiście to co mówiłem wcześniej, może nie wypalić jeśli Król albo Królowa będą silniejsi ode mnie, plan faktycznie może spalić na panewce. Nie wiem co do rebeliantów, jakie są ich plany bo nie miałem okazji z nimi porozmawiać, ale jeśli będą chcieli dokonać tego samego co ja, to będzie to dość proste wyzwanie. Hmm, co do kwestii dołączania, nie każ mi się ponownie śmiać. Najpierw musisz udowodnić, że na polu bitwy działasz jak rodowity Saiyan-jin i jeśli nie będziesz się za mną chować albo za tym swoim pedziowatym demonkiem, to to przemyślę. - skwitował to wszystko i odwrócił się do niego plecami. Demon ciągle gadał, morda mu się nie chciała zamknąć, co zaczęła naprawdę być irytujące, ponieważ już miał dość słuchania jego jazgotu i pierdzielenia o dupie Maryni. Kenzuran wreszcie znowu wzdychając, po raz kolejny musiał się zmusić do odpowiedzenia mu:
-Na szczęście nie byłem taki głupi, żeby cokolwiek jeszcze kupować na Namek, więc mam dość sporo oszczędności. Jeśli Statek będzie dużo kosztować, to wezmę część nagrody i tyle, problem z głowy. Resztę wam pewnie oddam, ale zostawię sobie trochę, żeby przynajmniej mieć na jakiś prowiant i hotel, jeśli będzie taka potrzeba. Tak, na pewno mi pomożesz, podkładając się pod promienie i nie potrafiąc sobie poradzić z kilkoma przeciwnikami. Tak jak powiedziałem przedtem, musisz udowodnić że jesteś jak Saiyan-Jin, waleczny w bitwie, bo jak nie, to nie ma nawet o czym dyskutować. Jak na razie będziesz dla mnie demonem, bo wyglądasz jak demon, tak samo ten twój wafel też...więc tutaj nic się nie zmienia... - znowu zbliżył się do blatu kuchennego, by chwycić pusty kubek i nalać sobie do niego wody. Po wykonaniu tej czynności, Czarnowłosy napoił się ponownie, bo już od tej rozmowy suszyło go mocno gardło, a kiedy skończył pić, heretyk znowu przemówił do niego. Przemawiał o tym, że jest jakimś tam wspaniałym bogiem i że pod jego skrzydełkami na pewno nikt nie będzie go wyzywał, śmiał oraz kpił.

Ogoniasty pokręcił negatywnie głową, bo nie miał zamiaru być czyimś wyznawcą, on jedynie był wyznawcą czystej siły oraz mocy, to mu wystarczyło i nic więcej.
-Ja rozumiem, że lubisz żartować, ale wiesz co to jest przesada? Mam nadzieję, że tak bo ani tym demonie, ani twoje skrzydła rogi, ostre zębiska czy też demoniczny ogonek, nie sprawią tego że będę niepokonany. Ja jestem Saiyańskim wojownikiem, my zawsze walczymy o to co jest słuszne, a ty zapewne będziesz podkulać ogon z tym swoim przydupasem, ale kto wie. Zobaczymy co pokażesz na jednej z planet, jeśli okażesz się tchórzem i będziesz się trzymał z tyłu, zapomnij o wszystkim, bo to nie będzie miało nawet krzty sensu. Jeszcze dodam, że nie można być niezwyciężonym, zawsze znajdzie się ktoś z innej rasy dwa razy silniejszy, być może trzy. Oczywiście ja będę dalej trenował, by pokonać danego wroga i nie będę uciekał z podkulonym ogonem z pola bitwy, to tyle jeśli chodzi o stawanie się coraz mocniejszym... - rzekł i znowu wrócił, kończąc cały kubek chłodnego napoju. Kiedy Czarnooki stał przy hologramie, widział jak teraz dwóch demonicznych braci między sobą konwersował, a ten tylko patrzył na robotkę i widział coś naprawdę dziwnego. Nie wiedział o co dokładnie chodzi, ale ślepia robota po prostu się wyłączyły, zgasły? Nie rozumiał tego zbytnio, ale zapewne miały jakieś problemy z obwodami, więc wzruszył ramionami i czekał na dalsze instrukcje od Pani maszyny. Syn Kellana usłyszał że Lizus tego Imperiusa odezwał się do mechanicznej kobitki, ta nagle się przebudziła, mógł zrozumieć to tak jakby chciała wziąć krótką robo drzemkę. Zaczął słuchać jej, jak i demona który z nią rozmawiał i zadawał jej kolejne pytania, najwyraźniej był strasznie ciekawski i dlatego chciał dowiedzieć się jak najwięcej. Młody Saiyanin delikatnie się przeciągając, chciał już rozprostować kości i komuś dołożyć ostro w mordę. Brat Klen teraz znowu słyszał gadaniny między dwoma ścierwami, które to sugerowały znaleźć jakieś monolity, które by pomogły dotrzeć do jakiś skarbów, on chciał żeby to wszystko bardzo szybko się skończyło, ale jednak będzie zupełnie inaczej.

Po całym monologu, który padł ze strony rogacza, Kenzuran to wszystko skwitował kilkoma zdaniami:
-Ja nawet nie miałem zamiaru cię rozumieć, po prostu wybieramy albo ciepłą planetę albo kolonię, niszczymy inne drużyny, zdobywamy to co trzeba i wracamy, co tu dalej drążyć... - powiedział o wszystkim w skrócie, bo naprawdę dziwił się, że język tego skrzydlatego stworzenia się jeszcze nie zaplątał. Upłynęło jeszcze kilkanaście minut, gdyż heretyk jeszcze zadał dużo monologowych pytań w stronę androidki, Czarnooki się dziwił że ta nie dostała jakiegoś przegrzania od przeskanowania wszystkich pytań i znalezienia odpowiednich odpowiedzi. Ogoniasty ziewnął sobie i wreszcie kiedy PADŁO ostatnie pytanie ze strony demona, ten tylko wzruszył znowu ramionami i rzekł:
-Już myślałem, że nigdy nie skończysz gadać, tylko byś mielił tym swoim ozorem. Ja wybieram pustynną, na kolonialnej jest najwięcej drużyn jak przedtem usłyszałeś ze strony robotowej panienki. Na pustynnej i lodowej będzie ich najmniej, więc jeszcze niech da słowo twój przydupas i wyruszajmy wreszcie, bo naprawdę zamienię się niedługo w jakąś Mumię jak komuś nie dam w mordę... - powiedział i znowu wylądował na kanapie, odchodząc od hologramu i wygodnie się usadawiając. Teraz tylko musiał poczekać aż młodszy demoni gad zdecyduje gdzie chcą się udać i ten statek przyśpieszy i polecą w dane miejsce.


avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Sob Gru 08, 2018 1:58 pm
Maou uśmiechał się od ucha do ucha. Nihilius podpisał się właśnie „tam” gdzie chciał. Nie obok, nie poniżej i nie powyżej, tylko „tam gdzie trzeba”. Potępieniec przyglądał się swojemu arcydziełu z wielkim bonusem. Duma rozpierała go całego, przez co mimowolnie podskakiwał. Wyglądał jak zwierzaczek, który właśnie zobaczył wracającego właściciela.
Dobrze, że Nihilus go jeszcze nie pogłaskał po główce, bo zaprawdę powiadam wam. Zemdlałby zataczając pianę z ust. No kto by się spodziewał, nie?

Maou ignorował pogawędkę z tą wielka kupą mięśni. Jakby nie chcąc wnikać w jego plugawe słowa, bawił się nożem wziętym z szuflady. Służył do spożywania posiłków, więc nie był ostry. Dla zabawy potępiony położył swoją dłoń na stole i bawił się w znaną pradwną gre.
Stuk puk, stuk, puk, stuk puk.
Nóż coraz szybciej znajdował się między kolejnymi palcami. Niedługo było widać sam powidok wbijania ostrza w stół, gdy w końcu Maou zawył z bólu.
Czubek noża znajdował się na jego palcu. Plastikowe narzędzie powyginało się jak harmonijka. Potępiony tylko się uśmiechną i popatrzył się na stół z czteroma wgłębieniami po plastikowym nożu… Podrapał się po głowie, zastanawiając się czy to coś, nie było stopem jakiegoś mocniejszego plastiku. Na jego szczęście, Maou tylko żartował krzycząc z bólu. Chciał ich zdziwić tym, że można się skrzywdzić takim czymś.
Chwilę po zabawie zauważył, ze konwersacja z kupą mięcha się skończyła.  Ignorancja w takim czasie jest prawdziwym wybawieniem. Jeszcze mógłby przesiąknąć głupotą. Nawet teraz czuje jakby jego mięśnie urosły trzykrotnie od samych wypowiedzi Kenzurana. Czuł, że jeszcze trochę a jego inteligencja będzie wynosiła minusowe punkty IQ.
[...]
Dwie wypowiedzi jego Boga w pewnym stopniu sobie przeczyły.
„Mogę się mylić, ale raczej to jest ryzykowne i niewiele zyskamy.  Dlatego sądzę, że nie ma co Sobie nią zawracać głowę. Zostałyby dlatego dwie pierwsze.” Nihilius o trzeciej planecie przed wypowiedzią Maou.
„- Źle usłyszałeś. Powiedziałem, że jest za mało niebezpiecznie. Dlatego wątpiłem, bym znalazł tam coś przydatnego. Nigdy się nie bałem, żadnego niebezpieczeństwa. Po za tym dla wielkich zysków trzeba ryzykować.” Nihilius po wypowiedzi z Maou.

Dla Bohatera ryzyko równało się niebezpieczeństwu.
Na czoło Potępionego wstąpił pot. A jego twarz wyrażała jedno słowo – „Error”. Wywaliło mu takiego bluescreen’a na mordzie, że nawet jego chomik w głowie wyleciał z kółka napędzającego jego komputerek zwany „myślami”. Jego szare komórki ganiały po mózgu szukając odpowiedzi w archiwach. Jego Analitycy sprawdzali kilkakrotnie dane i próbowały znaleźć w nich sens.
Była to jak próba zrozumienia Boskości, przez nędzną istotę. Po prostu tego ogarnąć się nie da.
Wreszcie jakiś pomarańczowy mnich z tylnej strony czaszki, obudził się z letargu. To była czysta kwintesencja wiary w Boga. Dziwnym trafem miała powiązanie z błędnym fanatyzmem zacierającym każdą logikę jak przy płaskoziemcach, czy antyszczepionkowcach.
Mnich popatrzył wzrokiem guru na miniaturkę Maou i odezwał się pewnym głosem „ Bo tak". Odpowiedz która jest stosowana, chyba przez każdą Matke i Ojca. Na co miniaturka natychmiast padła na kolana i zaczęła bić pokłony.
Jednak Maou to wreszcie zrozumiał. Jego maszyneria w postaci kół zębatych nagle ruszyła. Gdyby widziała to publika pewnie zapytałaby: „co tu się właściwie odpierd*ło?”. A odpowiedz brzmiałaby: „ to tylko mała zabawna historyjka, nie wnikać”.
- Masz świętą rację i nie śmiałem nawet wątpić. Całkowicie to rozumiem.
Uciął dalszą gadkę i wypuścił oddech. Kolor wrócił na jego twarz, po wypowiedzi jak maszyna. Miał nadzieje, że Nihilius nie będzie się dalej w to zagłębiał, bo jego umysł po prostu jest na to za wolny i ma zbyt małe wymagania procesorowe.
[...]
Po tych wydarzeniach stało się coś jeszcze bardziej dziwnego. Maou nie uważał zbytnio na swojego Boga, tylko układał wszystkie trybiki w głowie, po tym szoku. Po jakimś czasie wreszcie wrócił do zmysłów, akurat przy ważnej wypowiedzi.
Dlatego też sądzę, że w zigguratach można znaleźć wskazówki.
Maou pobladł znów na twarzy. „Error”. Gdzie można w nich znaleźć wskazówki?! W żołądkach?
Dlatego też w zigguratach może być klucz do odnalezienia czegoś po tej zapomnianej cywilizacji!
Ciało Maou trzęsło się,  jakby miał epilepsję.  Może są to inteligentne stwory, które wytwarzają klucz…
Drżącą rękę podniósł do swojego scoutera. Rozkazał wyświetlić mu definicję słowa „Ziggurant”.
---  charakterystyczna dla architektury wieża świątynna o zmniejszających się schodkowo kolejnych tarasach.
Maou zasłonił swoje oczy dłońmi. Po jego czole płynął pot litrami, a sam do tego wszystkiego się trząsł z upokorzenia.
- he he he he he… Zigguranty to nie gatunek zwierząt?!?! Istoty, cokolwiek takiego?! Tylko budynki?!?!?!”
Jego mózg znów pokazał Blue screena.
MYŚL, jak naprawić błąd! MÓZGU?! HALO? ODBIÓR? Potrzebuję cie…
W końcu po chwili ciszy, jego usta zaczęły samoczynnie się poruszać
- Żyłem na pustyni więc wpadłem na inny plan. Na tych terenach często znajdziemy robaki, z którymi miałem do czynienia.
Więc są trzy wyjścia jak odnaleźć kolebkę starej cywilizacji.
Ja myślałem o pierwszych dwóch, bo zigguranty pewnie już ktoś przeszukał.
Pierwsze: na danym terenie nie znalazłbym żadnych Czerwi, które zazwyczaj padają na hita. W tym miejscu znalazłoby się coś co je odstrasza! Pewnie niebezpieczniejsza kolebka.
Dwa, na danym terenie byłoby ich za dużo! Oznaczałoby, że coś bronią. Zazwyczaj byłoby ich maksymalnie kilka osobników, a kolonie się nie zdarzają, chyba że ktoś by w to zaingerował. Byłby to nad wyraz niebezpieczny teren na który każdy bałby się zapuszczać, poprzez zmożoną aktywność Czerwi.
Ale jest też trzecia możliwość o której mówisz. Poszukanie wskazówek w Ziggurancie.
Zawsze można byłoby połączyć oba sposoby. Jeśli wskazówki by pokazywały na dany teren to szukalibyśmy tam gdzie cisza przed burzą,  lub tam gdzie najbardziej grzmi.
Nawet jeśli nie byłoby tam czerwi, zawsze można spotkać inne osobniki zwierzęce.

Maou strzepnął swój pot dłonią. Czuł się uratowany swoją kreatywnością. Jakim cudem wpadł na logiczny dobry plan, nawet tego nie przemyślając zbyt dokładnie. Nie chcąc już dłużej przedłużać swojej męki odwrócił się w kierunku Soki. Już od dłuższego czasu o czymś myślał. Znów skłonił się jej w geście szacunku i wypowiedział powoli słowa
- O wielka Pani, wnoszę o WYDANIE nam medykamentów i WYPOŻYCZENIE pancerzy ochronnych. W celach zmniejszenia ryzykowności inwestycji w nas. Martwi ludzie nie zarabiają. Oczywiście chciałbym dostać dwie sztuki obronnych ciuchów, bo potężny pomiot który myśli mięśniami, pewnie nie zechce kulić się za takim czymś. Jego Charakter spowoduje przyjmowanie ciosów na goła klatę. JA jestem tchórzem chcącym schować się za obroną i wyżebrać jeszcze pancerz dla mojego Boga.
Tutaj Maou zrobił krótką pauzę i nagle wpadł na absurdalny pomysł. Jeszcze raz skierował się do dziewczyny i padł na kolana. Wie już, że siebie za to znienawidzi. Jego duma na bank, na tym ucierpi.
- Mogę nawet przywdziać strój Zająca Polarnego, aby tylko był to wystarczająco mocny Pancerz.  Jeśli dawałby mi silną obronę, nie omieszkałbym w nim wędrować przez CAŁĄ misję.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Nie Gru 09, 2018 12:06 am
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #9 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"



- Wow, naprawdę się rozgadaliście, ja tu będę czekać w razie czego - lekko zakłopotana maszyna postanowiła nie wchodzić między żywą dyskusje między członkami drużyny. Pierwsze pół minuty przebolała, później zaczęła nucić pod nosem i oglądać się na wszystkie strony. W końcu padło pytanie, pomyśleć, że od przebudzenia minęło już prawie dwadzieścia minut.
- Próbuje ułatwić wam wybór, ale musicie pytać konkretniej - podrapała się wolną ręką po czuprynie próbując mimikować fakt, że obecna sytuacja wydaje się co raz bardziej kłopotliwa - stanęła do pionu, właśnie nadeszło rozsądne pytanie...a jednak nie bo to było istne bombardowanie pytań. Ułożyła z ust dzióbek i wypuściła rozgrzaną parę, a dopiero gdy atmosfera się ociepliła postanowiła odpowiadać.
- To po kolei - przybliżenie na hologramie przeskoczyło z lodowej planety na pustynną.
- Kwadrant OXO537 pustynna;
Wysoka temperatura, grawitacja zbliżona do Nowej Vegety, częste burze piaskowe na całym globie niezależnie od biomu. Tamtejsza ludność neolitowa określana jest przez pierwszego odkrywce jako golemy, nikt nie nawiązał przyjaznych stosunków z nimi. Mają nomadyczny tryb życia i wędrują w stadach od jednego biomu tropikalnego do drugiego. Wyjątkowo dobrze wyrafinowany kunszt kamienia, wyznają coś...co określa się jako Shag Shin Lean Valvon, potężne piaskowe bóstwo, ale według jednego z odkrywców to przerośnięty robal o na wpół ziemskiej fizjonomii. Nieznane są konsekwencje działań ze strony tejże tytanicy, ale zaleca się ewakuacje jeśli znajduje się w okolicy. Ziguraty nie są strzeżone z zewnątrz, ale niewiele wiadomo o ich wnętrzach. Stopy różnorodnych metali wskazują potencjalnie na zaawansowanie technologiczne zdolne do podróży kosmicznych na wielką skalę... -
stonowany głos wyjaśniał tak wielkie tajniki, jak ruchome piaski, zamysł jakoby kamienni ludzie kochali błyskotki, a na tropikalnych biomach znajdowały się kwiaty o silnym działaniu odurzającym kończąc na historii jakiegoś nieszczęśnika, który się owych kwiatów nawąchał. Tyle zbędnych informacji i nieprawdziwych historii przewinęło się, że całą drużyna numer dziewięć straciła jedynie dwadzieścia minut ze swojego cennego życia i zdążyłaby już w spokoju się posilić, a może i rozegrać parę partyjek gry w karty. Żadne słowo nie skutkowało nawet najmniejszym zbliżeniem się do kwestii zdobytych artefaktów, więc można śmiało było założyć, że nie miała wiedzy na ten temat. Robot z pełnym entuzjazmu nie przestawał trajkotać dopóki nie przyszła pora na następną planetę. Hologram powrócił do przybliżenia planety lodowej
- Kwadrant OXO393 lodowa:
Niska temperatura średnio czterdzieści stopni celcjusza poniżej zerowej skali. Powietrze bardzo wilgotne, zamrozi wam płuca szybciej niż ugotujecie wodę w czajniku na rozgrzewający napój. Cokolwiek tam spotkacie to was zje... wejdziecie do jaskini, zapewne jest tam futrzak, który was zje...zrobicie obóz na zewnątrz, stado jakichś futrzaków was zje...zanurkujecie pod tafle lodu...no coś co chociaż nie jest futrzakiem...poprawka to też futrzak no was zje. Suma sumarum, wszystko was tam zje. Fauna jest bardzo agresywna, bardzo łakoma i kocha fakt, że eksploratorzy są tam serwowani jako pożywienie lepiej, niż nie jedna super sieć fast food'ów.
Rzadkie zamiecie i niewielkie zachmurzenia są powszechne, czasami zdarza się anomalia w postaci tęczowej zorzy na nieboskłonie, jeśli to nastąpi to lokalna fauna was zje, bo nie będziecie w stanie się schować, rozgrzać, czy odlecieć. Cała elektronika bowiem wtedy przestaje działać... -
przerwała bo rozejrzała się po wszystkich z nadzieją, że te informacje na cokolwiek się przydadzą. Nie mogła im tak bardzo pomóc dopóki nie widziała czegoś przed własnymi receptorami wzroku. Potrzebowała materiału do analizy, a nie być wielką biblioteką wszystkiego co nieznane, a właściwie wygrzebywała ze skąpych baz danych co tylko mogła.
- Przejdźmy do kolonii OXO141 - uniosła wolną rękę by zaznaczyć, że ona teraz mówi, nikt nie powinien jej przerywać. Hologram nakierował się na ziemski glob, lecz ze znacznie większą liczbą kontynentów, niż planeta Ziemia.
- Typowe warunki ziemskie, im bliżej równika tym cieplej. Parę cywilizacji pre-kosmicznych, które zajęły znaczną część kontynentu. Mamy z nimi regularny kontakt, ale są nastawieni z dystansem względem nowo przybyłych. Pozwolili nam na osiedlenie się na jednej z większych wysp, wyjście poza jej strefę automatycznie traktowane jest jako wkroczenie w sektor niebezpieczny. Skuteczne systemy rakietowe mogą zlikwidować każdego, kto naruszy ruch powietrzny na obszarach bardziej zurbanizowanych. Wiele obszarów planety zostało niezbadanych, nie można się zbytnio wtopić w tłum, bo cywilizacje w większości przypominają różne formy insektoidalnych humanoidów oraz jedną rasę humanoidalnych smoków. Wspominałam, że na lodowej planecie wszystko was zje...na tej planecie tylko wszystkie smoki mogą was zjeść, a są bagatela dwukrotnie niższe od przeciętnej wzrostu waszej drużyny. Według danych niedawno miała miejsce trzynasta wojna światowa na planecie i większość ras jest w erze pre-kosmicznej lub atomu. Istnieje wiele niezbadanych miejsc, najwyższe szczyty świata, najgłębsze lokacje, czy też dzikie tereny skrywają wiele tajemnic - ukłoniła się dziękując za poświęconą jej uwagę.
- Jeśli nie podałam jakichś kluczowych informacji, a zarejestrowałam wasze pytania. To znaczy, że po prostu nikt jeszcze tych danych nie odkrył i nie upublicznił. Wiele drużyn zachowuje dane wyłącznie dla siebie i dopiero przy rozliczaniu łaskawie dzielą się nielicznymi informacjami. Tak samo, jestem zobowiązana przestrzegać tajemnicy drużyny. Czyli nie mogę wyjawić jakichkolwiek danych na temat drużyny dziewięć i ich odkryć bez ich ówczesnej zgody.

Chwila odpoczynku, ale nie dla niej, pytania się dalej nawijały, a więc odpowiadała również z pełnią entuzjazmu, jak poprzednio.
- Każdy osobnik posiada w zestawie: Własne ubrania, holo-scouter, mieszkanie w kapsułce wariant S, sto JE oraz kapsułę kosmiczną z bakiem wypełnionym na trzysta SO. Zaznaczam, że podróż do którejkolwiek z planet może wypalić do stu SO - bez wachania od razu przeszła do odpowiedzi na pytanie w kwestii limitu czasowego - Nie ma limitu czasowego, ale musicie dbać o zapasy SO, jeśli pragnięcie odwiedzić większa liczbę planet - także od razu zareagowała na następne pytanie dotyczące - przeszukałam biblioteki, ale nie ma danych dotyczących artefaktów, poza tym, że ktoś znalazł takowe. Nie zostały one upublicznione. Jeśli łuskowy szlak będzie wam ufać, to zapewne się o tym osobiście upomni - nagle oczy się jej zaiskrzyły, w końcu padło pytanie dotyczące jej własnej osoby, aż podskoczyła lekko podekscytowana, że hologram na chwile się zamazał.
- Będę podążała za wami na drugi koniec tejże galaktyki, przeanalizuje dla was każdą organiczną i nieorganiczną próbkę oraz zapewnię stały kontakt z organizatorami łuskowego szlaku. Dbajcie o mnie proszę, bo bez mnie nie wrócicie do Galaktyki Północnej! -

W całym tym bajzlu słów i odpowiedzi minęło pół godziny całkowicie, a sytuacja Maou choć komiczna nie przyniosła żadnego skutku.
- Każdy dostaje ten sam startowy pakiet, nie jestem w stanie niczego wam zorganizować, ale jeśli posiadacie jakieś oszczędności to mogłabym nawiązać łączność z kolonią i zorganizować jakichś zrzut na naszą pozycje. Oczywiście dolecenie takiej przesyłki pewnie zajęłoby z dobę czasu, ale to jest zawsze jakaś opcja, jakbyście pilnie czegoś potrzebowali...

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Nie Gru 09, 2018 2:41 am
Nie miał innego wyboru jak w spokoju wysłuchać tę małpę zwaną Kenzuranem. Działał mu na nerwy, ale był cierpliwym Bogiem. Prędzej czy później go zgarnie. Będzie doskonałym wojownikiem w jego armii. Gadał, że się nie boi, tylko po prostu jego ciało szybciej się przystosuje. Potem, że niby pluje naturze w twarz. Dobrze, że nie do tyłka. Potem gadał, że mogą mieć inne drużyny kogoś przystosowanego do chłodu i będzie problem.
"- To do pustynnej już inne drużyny nie mogą? On jest jedyny?"
Pomyślał, ale nie mówił mu tego. Westchnął. Ogoniasty i tak tego nie skuma. Bał się, ze jak będzie zbyt dużo z nim przebywać to jego poziom inteligencji zmaleje. To byłby ogromny cios dla niego. Mimo wszystko, gdy ten dowalił mu, że skoro ma rogi i skrzydła to jest demonem to myślał, że walnie. Skrzydła też mają inne rasy. Rogi mają dla przykładu demony mrozu. Chociaż z nich takie demony, jak z Kenzurana naukowiec. Dalszy jego niby pocisk olał. Powiedział, że nie jest bożkiem i po prostu go wyśmiał. Nie ma co się z nim wdawać w dyskusję. W końcu weźmie go do Swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Zaśmiał się z tego wszystkiego.
- Jesteś zabawny.
Tak uważał. W sumie ten mężczyzna był śmieszny.
-  To, że mam skrzydła, rogi i ogon to jak mówiłem jest tak dlatego, że jestem Demoniczną i Boską istotą jednocześnie. Może kiedyś zrozumiesz.
Tym samym zakończył ten temat. Miał to gdzieś co o nim sądzi. Jego czyny wszystko mu pokażą.

Mimo wszystko dalej słuchał tego co miał mu do przekazania. Ciekawiło go to, co On uważa i co takiego zrobi. Dużo się nie dowiedział. Ot, że potrzebuje statku, by się tam dostać i wycofać, a potem, że takich rzeczy nie robi. Niech się lepiej zdecyduje. Potem gadał coś o sabotażystach. Jasne. Bunty rzadko dawały radę na całe Imperium. Jeśli miałoby problem wewnętrzny z wieloma planetami na raz to wtedy ma to sens. Ale skoro nie mają, to jest to głupota. Ale nic to. Najwyżej zginą. Chociaż i tak była to dosyć ciekawa informacja.
- Sabotażyści. Ciekawe.
Potem miał zamiar pokonać głównego dowódcę co w sumie było jasne jak gwiazda. Ale przekazał mu jedną bardzo ciekawą informację. Wyzwie innych o pojedynek, by zdobyć Saiyański Tron. W sumie. To było nawet nie głupie! Aż sam się zdziwił, że ktoś taki jak On mógł podać jeden dobry pomysł. Czy to gwiazda wschodziła na zachodzie, a zachodziła na wschodzie? Co się tutaj dzieję! Mówi, że wezwałby wszystkich ogoniastych na misję, by unicestwić demony. Raczej wątpił, że dadzą radę. Na pewno nie sami. Po drugie nie wiadomo czy go posłuchają. Jaką miał pewność, że to zrobią? Sam pomysł był dobry. Plan prosty, ale możliwy. Niestety nie wiadomo, czy się, by posłuchali tego nieznanego króla i na pewno zawalczyli z gadami, a nie go olali.
- Saiyański Tron. Król Saiyan. Nie głupie.
Krótko skwitował. Zgodził się, że to miałoby sens, ale i tak tylko po części. Potrzebowałby znacznie więcej. Na pewno uzbrojenia i statków oraz zapasów dla Swojej armii. Sprytu oraz inteligencji, by przechytrzyć gady. Charyzmy, by przewodzić całą rasą. Siłą, by reszta za nim poszła i by był w stanie czegoś dokonać. Na razie wątpił w to, ale kto wie. Niestety, gdy usłyszał o kontakcie z rebelią i co im powie to wybuchł śmiechem. Na pewno rebelianci mu pomogą.
- A skąd wiesz, że Ci pomogą zostać królem? Może ktoś od nich nim zostanie?
Mylił się. Utrzymanie planety nie będzie proste. Jak ma zamiar podbijać i grabić planety, a w tym czasie bronić Vegetę z tymi dostępnymi środkami? Też wspomniał o jakiejś legendarnej mocy, ale olał to. Sądził, że ten gość tylko tak mówił, by pokazać jaki to On nie był. Nie wierzył mu i miał to gdzieś. Mimo to postanowił się do tego ustosunkować.
- Gdy wrócę do Swojej dawnej mocy to będzie w stanie Ci pomóc i zrobić z Ciebie Króla. Ty i Twoje państwo byście należeli do mojego Imperium, i byś zarządzał Swoją rasą, a ja miałbym wyznawców i armię bowiem byłbyś tylko pode mną. Mielibyście tyle walki ile tylko byście pragnęli. Z moją pomocą każdy ponownie bałby się rasy Kosmicznych Wojowników!
Powiedział mając nadzieję, że to pomoże mu w myśleniu. River widział, że Nihilius jest inteligentny i faktycznie z jego mózgiem, byłby w stanie tego dokonać.

Niestety potem był wyśmiany przez tego bałwana. Ale nieźle był zaskoczony, gdy przyznał, że może się mylić i plan nie wypali. Ciekawe. Potrafił się przyznać do błędu. Nowość wśród członków jego rasy. Jednak, gdy usłyszał, że to będzie proste wyzwanie z tymi rebeliantami i planetą to naprawdę nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Tak czy owak odmówił dołączenie do niego, co go w ogóle nie zaskoczyło. Choć gdy usłyszał, że jak zobaczy jego siłę to może zmieni zdanie to go nawet zaintrygowało. Chociaż co do tego chowania się to sądził, że może być inaczej. Był typem bardziej osoby posługującej się Swoją energią. Nie walczył na linii frontu. Choć, gdy usłyszał o pedziowatym demonie to cicho się zaśmiał. Małpka była ślepa, bo przecież Maou nie wyglądał na pedzia. Chyba. W dalszych słowach głównie mu zależy na uzyskaniu pojazdu kosmicznego. Weźmie część nagrody i za nią to kupi. Wiadomo jakoś się ugadają o ile nie okaże się słabeuszem. Podobno ma sporo oszczędności. Ciekawe. Powiedział też, że resztę im pewnie odda, ale zostawi Sobie na hotel i prowiant. Nie jest chciwy. To dobrze. Nie będzie musiał wbijać noża w plecy, by dostać artefakty. Nie rozumiał tylko o co chodziło z podkładaniem się pod promieniami. Uważał, że sam saiyan tego nie rozumie, wiec to olał. Podobno ma pokazać, że jest jak kosmiczny wojownik, bo na razie będzie dla niego zwykłym demonem. Tak jak jego wyznawca który został nazwany waflem. Popatrzył się na pracownika, ale ten nie wyglądał mu na wafla którego da się zjeść. No nic. Niestety tamten znów musiał dodać coś od Siebie. Głupiego niestety i bezsensownego. Gadał, że jego rogi, skrzydła, ogon i zęby nie sprawią, że On będzie niepokonany. Może i tak, ale są różne możliwości, by taki był. Niestety saiyan był mądrzejszy niż na takiego wyglądał i nie dał się tak łatwo zmanipulować. Szkoda. Gadał kim to On nie jest walczącym o to co słuszne. Ta i grabiącym planety. Bardzo słuszne. Może i Imperius był zły, ale nie był hipokrytą. Podobno demon ma podkulać ogon z jego przydupasem. Czyżby zazdrościł? Niestety gadał, że jak się okaże, że będzie tchórzem i będzie stał z tyłu to może zapomnieć o wszystkim. Trochę się mylił bowiem jeśli będzie miał taką możliwość to będzie atakował z dystansu. Ponownie okazało się, że był mądrzejszy niż na takiego wyglądał. Wiedział, że nie ma czegoś takiego jak bycie niezwyciężonym i zawsze znajdzie się ktoś silniejszy, i On będzie ciągle trenował, by pokonać innych, a nie uciekał z pola walki.
- To będziesz martwy. Jak masz wtedy zamiar trenować, by pokonać silniejszego? Trzeba się wycofać, by przeżyć i rosnąć w siłę i być silniejszym. Taka jest natura wszystkiego co żywe. Ale nie zrozumiesz tego. Nie chodzi mi o ucieczkę przy najbliższej okazji. Wygrana i przegrana to rzecz normalna. Musisz tylko przeżyć, by móc pokonać tego wcześniej silniejszego.
Pewnie i tak go nie zrozumie, ale trudno.
- Co do chowania się z tyłu to musisz zrozumieć, że niektórzy walczą na dystans używając dla przykładu technik, a nie pięści. Nie zamierzam się chować, ale pamiętaj, że moją mocną stroną jest energia nie siła mięśni.
Dalej tego nie kontynuował. Raczej nie jest idiotą i wie, że niektórzy walczą na dystans za pomocą technik. Tak samo robi jego rasa. To jest normalne.

Niestety jak zwykle musiał palnąć coś głupiego. Nie miał zamiaru go rozumieć i wybierają, albo pustynną planetę, albo kolonie i tyle.
- Na koniec lodową. Wybieramy wszystkie trzy. Chyba, że się boisz.
I tymi słowami to skwitował. Mogą lecieć najpierw na pustynną, ale potem kolonialna, a na końcu lodowa. Sądził, że to nie jest takie głupie.
Gdy usłyszał jego dalsze słowa o mieleniu ozorem to naprawdę miał ochotę go strzelić w ogon.
"- Co za hipokryta."
Pomyślał o saiyanie który również się rozgadał. Wybrał pustynną. Jeszcze tylko Androidka oraz jego wyznawca. Musiał przyznać, że się zaśmiał na wspomnienie o tym, że zaraz się zamieni w mumię jeśli nie da komuś w mordę.
- Pamiętaj walczymy tylko z nieprzyjaciółmi. Nie atakujemy każdego. Ale znając życie będziemy atakować inne drużyny. Po prostu nie atakuj dopóki nie zostaniemy zaatakowani, albo nie powiem byśmy to zrobili. Jesteś w stanie to zrobić? Dzięki temu będziemy mieli znacznie większe szanse. Zaufaj mi. Jestem dobrym liderem. Gadkę zostaw mi. Co do walki to będzie jej mnóstwo, ale mam również Swoje własne pomysły.
Miał nadzieję, że go posłucha. Ale za to obiecał mu walki. Raczej to mu styka. Pewnie wie, że nie można atakować każdego bo to bez sensu.

Nagle usłyszał krzyk pełen bólu. Od razu spojrzał się na sługusa. Westchnął. Tak naprawdę mu nic nie było, ale niech będzie. I tak już nie miał tamtemu niczego do powiedzenia. Teraz przyszła kolej na jego sługę. Wydawało mu się jakby ten nagle zamarł i przestał się ruszać, a następnie powiedział, że oczywiście, że ma rację. Było to na tyle dziwne, że się zastanawiał co z nim jest i czy nie jest chory. Wzruszył ramionami. Już miał coś dodać dalej, gdy zobaczył jak drugi Imperius na wspomnienie o zigguratach zaczął się dziwnie trząść i pocić. Czy miał jakieś złe wspomnienia z tymi budynkami? Na to wyglądało. Może jakaś fobia? To byłoby straszne. Miał nadzieję, że to nie jest problem i nie czuje jakiegoś niewytłumaczalnego strachu, bo będą mieli przewalone. Zaczął w końcu coś mówić o pustyni na której żył. W sumie faktycznie. Tam go poznał. Nie miał pojęcia czy tam się urodził i stamtąd był, ale na pewno tam go spotkał. Słuchał go z uwagą bo wiedział, że był inteligentny. Wspomniał coś o pustynnych robakach. Faktycznie słyszał o nich i czytał. Występowały często na terenach pustynnych dla przykładu na Vegecie. Podobno. Samemu nic tam nie widział, ale był tam tylko chwilowo. Przypadkiem. Gadał o jakiś trzech wyjściach jak odnaleźć kolebkę tej cywilizacji. Gdy jednakże powiedział o przeszukanych ziggurantach to pokiwał głową. Mylił się. To nie było takie proste. Dopiero potem się wycofał i miał rozwalony mózg. Jakie kurna zigguranty? Czy to jakaś dziwna odmiana zwierzęcia?
- Zigguranty to jakiś nowy rodzaj istot? Nie słyszałem o nich. Co o nich wiesz Maou?
Był ciekawy co mu odpowie. W końcu to od niego usłyszał o jakiś dziwnych ziggurantach. zaciekawiło go to, bo nic takiego nie słyszał. Mimo to zaczął myśleć o tych niby planach. Nie przerywał mu i się nad każdym zastanawiał. Nie rozumiał go. Coś mówił o padających na strzała robakach, a One podobno są silnie. Potem, że coś je odstrasza. Coś jeszcze silniejszego? Drugi, że spotkać tam mogą ich jakby gniazdo. Czyli coś bronią. Albo po prostu tam żyją. Co prawda sądził, że byliby dobrą obroną bo naturalną, ale czy faktycznie byłoby to potrzebne? Rozumie ukrycie Swoich skarbów, ale nie sądził, że uważaliby, że muszą postawić do ochrony coś naturalnego, by inni tego nie ogarnęli. Raczej wątpił, że tamci myśleli, że kiedyś umrą, a inni będą szukać ich technologii czy coś. Kilka czerwi? Kolonia? Z tego co mu wiadomo to kilku czerwi było tylko jak podróżowały razem. Zawsze się trzymały w ogromnych koloniach, bądź gniazdach, ale co On tam wie. Może drugi Imperius jest bardziej obcykany w tym wszystkim. Trzecia opcja była mu znana. Ziggurat. Chociaż tamten, wciąż mówił o jakiś ziggurantach. Nieważne! Co do innej rzeczy to miał rację. Zawsze może być tam coś innego.

Po zakończeniu tego wszystkiego postanowił mu również coś powiedzieć. W sumie im wszystkim.
- Nie zgadzam się z tym, że zostały przeszukane. Na pewno są niebezpieczne, są tam strażnicy i pułapki i te trudniejsze oraz bardziej zabezpieczone mają o wiele lepsze nagrody. Na pewno jakieś zostały. Na bank. Przynajmniej część.
Pomyślał nad tym i w końcu się odezwał.
- Z tymi czerwiami i innym robactwem jest to ciekawe i możesz mieć rację. Chociaż nie wiemy czy używają całej kolonii do ochrony czy też nie. Kto wie, może sama się tam zagnieździła. Może coś innego ją osłania. Na pewno byłoby ciężko zbadać takie miejsca. Zobaczymy jak będzie po oznaczeniu.
Jego wyznawca tym razem starał się zawalczył o dodatkowe medykamenty i pancerze ochronne. Ma sens. Może mu się nie podobało to żebranie, ale gdy go nazwał Bogiem to od razu mu się poprawił humor. Jednak, gdy ten padł na kolana to zaniemówił, a gdy usłyszał o tym stroju to nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Podszedł do niego i go podniósł.
- Więcej dumy. Nie upadlaj się. Nie padaj przed nimi na kolana. Mój pierwszy i główny wyznawca nie powinien padać przed innymi na twarz! Tylko mi możesz się kłaniać i oddawać cześć!
Powiedział chociaż w sumie tak naprawdę nie było to z zazdrości o pokłony, ale po to, by miał w Sobie więcej dumy. Ten goryl na pewno coś o tym będzie gadał. Już go głowa boli na samą myśl.

Teraz przyszła kolej na kolejnego członka ich drużyny. Soka numer dziewięć. Nie wcinała się w ich rozmowę. To dobrze. Chociaż widział, że się jej strasznie nudziło. Potem mówiła też, że próbuje im ułatwić wybór, ale muszą zadawać dokładniejsze pytania. Gdy nadeszły pytania to wyglądało tak jakby się ucieszyła i zaczęła gadać. No nic.Wysoka temperatura. Grawitacja zbliżona do Nowej Vegety. Częste burze. To niedobrze. Muszą się dobrze przygotować. Wreszcie dowiedział się czegoś bardzo ciekawego. Ludność neolitowa to było coś zwanego golemami. Ciekawe. Czyżby te golemy to było to co zostało po tamtej rasie? Ich eksperyment? To nie jest niemożliwe. Wątpił, żeby to było dzieło ewolucji. Ale na razie ma za mało informacji. Aczkolwiek sądził, że ma rację w tym wypadku. Byli co ciekawe na tyle inteligentni, że żyli w grupach nomadycznych i wyznawali Shag Shin Lean Valvon. Bóstwo Piaskowe. Jakiś podrzędny bożek. Pokaże im, że to On jest prawdziwym Bogiem którego należy wyznawać! I tak to jakiś przerośnięty czerw. Chociaż lepiej uważać. Zigguraty nie są strzeżone z zewnątrz, ale z wewnątrz to nie wiadomo. Ma sens. Była to rasa zaawansowana technologicznie do podróżny kosmicznych na ogromną skalę. Czyli pewnie na innych planetach też byli. Może na tej lodowej dla przykładu. Potem zaczęła mówić właśnie o tej mroźnej. Była w cholerę zimna, tyle to wiedział. Oprócz tego strasznie niebezpieczna. Wszystko tam chciało ich zjeść.
"- Idealne miejsce dla Kenzurana. Wszędzie istoty które można zabić. Wszędzie walka."
Pomyślał i nie przerywał. Co ciekawe była mowa o dziwnej anomalii przez którą nie działa mechanika. Pewnie to niebezpieczne podczas lotu. Niedobrze. Ta planeta już odpada jako pierwsza. Ale jako ostatnia to czemu nie. Teraz zaczęła mówić coś o kolonii. Typowe warunki Ziemskie gdzie nie był, ale czytał. Naukowiec chyba był ziemianinem. Sporo cywilizacji pre kosmicznych. Mają kontakt, ale to wszystko jest niepewne jak widać. Traktowanie z dystansem. Jak się wyjdzie po za wyspę to przewalone. Lepiej nie latać bo można zostać zestrzelonym przez systemy rakietowe. Głownie tam żyją istoty instektoidalne i coś w rodzaju gadów zwanych smokami. To go ciekawiło. Dużo czytało nich i zawsze chciał je poznać. I złapać, by mieć własnego smoka jako zwierzaka. Te jednakże smoki są niższe. Ciekawe, czy ta rasa z pustynnej planety też tam była. Kto wie, może te smoki i insekty to ich nieudany eksperyment. Nie jest to niemożliwe. Trzynasta wojna światowa. Najwidoczniej są bardzo wojownicze. Wszystkie rasy, są w erze pre kosmicznej, bądź atomowej. To niedobrze. Ich tak łatwo nie podbije. Ale kiedyś czemu nie. Istnieje też wiele niezbadanych miejsc i szczytów. Interesujące. Gdy ta podziękowała i skończyła mówić to również podziękował.
- To Ja dziękuję. Te informacje będą bardzo przydatne.
Może nie ma potrzeby bycia miłym dla robota, ale On nie jest rasistą. Nie obchodzą go rasy. Każda zasługuje, by być pod jego butem, bez wyjątku. Tym bardziej, gdy powiedziała, że nie mogą zdradzać innych ważnych informacji bez ich zgody.
- Rozumiem, że handel informacją pomiędzy drużynami kwitnie prawda?
Uśmiechnął się wrednie. Jak nie kwitnie to oni będą pierwsi. Informacja również ma cenę. Postanowił oczywiście coś powiedzieć, gdy Sobie przypomniał.
- Soka jeśli możesz oznacz nam przeszukane zigguraty, niezbadane, w połowie zbadane, oraz takie których nie znaleźliście, ale wiecie, że mogą się tam znajdować. Oprócz tego jeśli masz takie dane dostępne to dodaj też do mapy ciekawe i charakterystyczne miejsca, a także te najważniejsze. W końcu musimy wiedzieć gdzie mamy się udać prawda? Dlatego zaznacz na mapie każde miejsce które może być istotne!
Potem jeszcze rozmyślał co dalej i dodał.
- Zaznacz też tereny zbadane przez inne drużyny, oraz te niezbadane. Tak samo jak z ważnymi miejscami. Całe tereny które mogą być istotne dla sprawy powinny być oznaczone. Nie muszę chyba, mówić, że w tym i wcześniejszym powinny zostać użyte różne kolory, by to ogarnąć prawda?
Powiedział i po chwili znów dodał.
- Oznacz też te niebezpieczne oraz bezpieczne miejsca i obozowiska. Kolonie robactwa i wszystkiego innego co może nas ukatrupić, albo pomóc. Na dodatek oznacz też miejsca czy osady tej dziwnej cywilizacji. Sądzę, że te osobniki również mogą być przydatne. Nawet jako nomadzi powinni coś takiego mieć. A także drogi ich wędrówek. A co najważniejsze lokalizacje wszystkich wodopojów, oaz i miejsc idealnych na rozłożenie obozowiska, czy też ukrycie się w cieniu lub przed bestiami.
Dopiero po tym rozpoczął inny temat, a raczej taki miał zamiar.

Musiał przyznać, że była bardzo entuzjastyczna. Wyglądała na szczęśliwą z każdą odpowiedzią. Nieźle. Dowiedział się co posiadają. Własne ubranie, holo-scouter. Mieszkanie w kapsułce. Jedzenie. Pełną kapsułę kosmiczną z bakiem na trzysta mililitrów. Lot na jedną planetę kosztuje do stu mililitrów. Czyli na trzy minimum starczy. Jak będą kolejne to co innego. Najwyżej się zatankuje. Nie ma limitu czasowego. Odetchnął z ulgą. Nie ma też informacji na temat artefaktów. Nie dziwiło go to. Ale wiadomo, że są. To bardzo ważne i istotne. Tym bardziej się obudziła, gdy zapytano o nią. Powiedziała, że będzie podążać za nimi na drugi koniec galaktyki, zapewni stały kontakt z organizatorami i lepiej o nią dbać bo bez niej będzie kaplica. Jednym słowem nie może walczyć zapewne.
- W takim razie będziesz robić też za tragarza. Lepiej byśmy nie mieli zajętych rąk podczas walki. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza.
Dodał z uśmiechem i tonem który nie znosił sprzeciwu. Nie było to wredne. Może i była chodzącą bazą danych, ale będą się narażać i nie będą mieli wolnych rąk. Niech chociaż się na coś przyda i nosi. Też powiedziała, że to startowy pakiet i nie może nic więcej zorganizować. Błąd. Niedawno mówiła, że mogą w nich zainwestować. Mogą też coś kupić. Nie głupie. Teraz przyszła jego kolej.

- Tak jak mówiłem. Mylnie uważałem, że ryzykowne jest badanie planety kolonialnej bo tam nic nie ma. W końcu ryzyko nie oznacza tylko niebezpieczeństwa. Może być, ale nie musi. Istnieje też ryzyko utraty czasu co też jest stratą. Zresztą nieważne.
Tutaj poczekał chwilkę i kontynuował.
- Tak samo myślałem, że jest limit czasowy. Mylnie. I wolałem wybrać lodową. Teraz, gdy wiem jak jest to niebezpieczne miejsce to pewnie wybierzemy je jako ostatnie. Zapewne, albo drugie. Zobaczymy jak pójdzie Nam na pierwszej planecie.
Tutaj ponownie się zatrzymał. Pewnie wiedzieli do czego to zmierza.
- W taki razie proponuję najpierw lecieć na pustynną planetę. Sądzę, że jest najłatwiejsza jeśli będziemy uważać i najwięcej można tam ogarnąć.
Poczekał też co mają do powiedzenia na te informacje które otrzymali od androida inni. W każdym razie zaczął też coś mówić do niej.
- Mówiłaś, że organizatorzy, są w stanie zainwestować w dobrą drużynę. Chyba widzieli, że nasza jest godna. Jest pewna sprawa. Jest we mnie energia która nie może znaleźć swojego ujścia. Jestem pewien, że jeśli dobrze ją wykorzystam to będę w stanie wiele dokonać. Także wnoszę o przydzielenie mi broni dzięki której będę mógł bez problemowo używać własnej wewnętrznej energii do siania zniszczenia i zagłady oraz mordu. Dzięki temu będzie większa szansa, ze wiele dokonamy. Na pewno organizatorzy to widzą po mojej Osobie. Może to być też eksperymentalna broń, ale na tyle sprawdzona, że nie wybuchnie, albo zwyczajna. Słyszałem nawet coś o broniach magicznych, mistycznych oraz innych dzięki którym mogę korzystać z własnej mocy. To tylko pogłoski, ale też mnie one interesują. Jeśli nie ma takiej możliwości i zgody to trudno. Po prostu ją zamów. Koszt niech będzie do trzystu mililitrów smoczego oddechu. No chyba, że organizatorzy widzą, że warto we mnie zainwestować. Na pewno będę wdzięczny i będę o tym pamiętał.
Miał nadzieję, że dostanie broń. Bardzo tego potrzebował. Był pełen energii ale nie miał jak jej wykorzystać niestety.
- Co z miejscem na składowanie rzeczy? Nie chce by się okazało, że będzie tego tyle, że będę musiał coś zostawić. Jestem chciwy i lubię zbierać, więc wole to uniknąć. Chyba, że mamy to składować w mieszkaniu o ile jest wystarczająco miejsca. Chyba, że byśmy coś odpowiedniego otrzymali. W końcu im więcej zdobędziemy rzeczy, tym lepiej dla organizatorów prawda?
Oprócz tego jeszcze musiał coś dodać.
- Jeszcze jedno pytanie. Dwadzieścia procent to dużo, a my niewiele otrzymaliśmy na start, a na dodatek ryzykujemy życiem. Czy jeśli zdobędziemy wystarczająco wiele przedmiotów. To czy będzie w stanie zmniejszyć dolę o parę procent lub więcej, dla przykładu za pewne ważne informacje dla zarządu. Pewnie jeśli dużo zgarniemy to nie poczujecie różnicy, a i tak dużo dostaniecie, my będziemy mieli odpowiedni zarobek, a także będziemy się bardziej starać skoro będzie więcej do zyskania.
Miał nadzieję, że coś ogarnie. Głownie starał się namówić do inwestycji w niego i jego drużynę, a także do większego zarobku. Jakby tak to spadło do dziesięciu procent to byłoby zarąbiście. Jeśli się nie zgodzą to zawsze mogą coś wymyślić innego. Zaśmiał się w duchu z tego. Lepiej dla nich, by zainwestowali chociaż trochę, ale czy tak będzie to nie wie. Jeśli nie to trudno. Musi zamówić tę broń.
- Oczywiście jeśli moja drużyna jest tego warta, a jest, to można zawsze w Nas zainwestować i dać więcej. Na pewno się to zwróci i to bardzo. Widać chyba po tym jakie pytania zadaje i jakie mam pomysły razem z moimi kompanami prawda? Dla przykładu dodatkowe medykamenty bardzo, by się nam przydały. Martwi w końcu nic nie damy, a raczej nie każda grupa jest tak inteligenta i silna oraz zgrana jak My. Jakaś broń czy pancerze też byłyby mile widziane, tak samo jakieś kapsuły czy inne miejsca na składowanie tego co znajdziemy. Lubie brać ze Sobą wszystko co jest trochę warte i dobre na sprzedaż. Nie lubię niczego zostawiać. Oczywiście to tylko dodatki. Najważniejsze jest to dzięki czemu będziemy mogli przeżyć.
Starał się ich do tego przekonać. Nie wiedział czy da radę, ale czemu nie próbować? Gdyby się nie zgodzili to też powiedział do Swojej grupki.
- To jak. Zamawiamy coś? Jakieś medykamenty, by przeżyć lub coś innego?
Zapytał ich. Lepiej, by nie lecieli tam z pustymi rękoma. Zapytał też kobietę o zdanie.
- Jak sądzisz Soka. Co będziemy potrzebować, by przeżyć na pustynnej planecie. Jakieś porady do zakupu lub coś w tym rodzaju? Zanim tam polecimy, to lepiej byśmy byli gotowi.
Zapytał ją, bo pewnie potrzebują innych ubrań, więcej wody i tym podobnych rzeczy. Dopiero po wszystkim, gdy było jasne i obgadane to postanowił rozkazać.
- W takim razie kurs na Kwadrant OXO537! Oraz ostatnie pytanie. Zostaniemy tam zabrani, czy musimy lecieć tam sami, kapsułami. Chyba, że do kwadrantu lecimy tym statkiem, a na planety kapsułami co ma znacznie więcej sensu i logiki. Podróż pewnie do innych kwadrantów, by sporo czasu zabrała, ale mogę się mylić.
Wydał rozkaz. W końcu trzeba ruszyć te leniwe zadki. Jeśli coś jeszcze mu wpadnie do głowy to zada to przy okazji. Na razie czekał na odpowiedź. Pewnie River jest zachwycony, że wreszcie będą lecieć dalej.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Nie Gru 09, 2018 2:31 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Nie Gru 09, 2018 3:53 am
Kenzuran kiedy wreszcie zauważył, że znowu lizodup zachowuje się podobnie jak przedtem, nie mógł po prostu w to uwierzyć. Chciał jak najszybciej zakończyć tą dyskusje, żeby po prostu mieć wszystko z głowy i by lecieli, ale nie, to się musiało ciągnąć bez końca. Czarnowłosy usłyszał, że pomagier demona ze skrzydłami żył niegdyś na pustyni, czyli był przyzwyczajony do takich temperatur jak On. Ogoniasty tylko pokazał wredny uśmieszek, bo wiedział że będzie musiał na niego uważać, jeśli sytuacja by wyszła z pod kontroli i dwóch heretyków chciałoby się rzucić na niego i jego zdobycz. Wojownik dalej słuchał pomocnika tego większego skrzydlatego stwora, ponieważ ten nawijał o jakiś "Zigurantach"? Czarnooki doskonale wiedział, że poprawna nazwa to były Zigguraty, ponieważ przedtem mówiła to sama android i raczej dziwne się tak pomylić, albo po prostu chciał udawać śmieszka. Syn Kellana tylko parsknął pogardliwie, bo młody mroczek chyba chciał udawać jakiegoś żartownisia, a to nie była pora na to. Chciał wreszcie komuś skopać tyłki, byle komu, odczuwał jak jego krew pulsuje i pobudza się z każdą chwilą czekania na walkę. Brat Klen wreszcie mruknął coś pod nosem i nadał słuchał długich monologów od strony młodszego rogacza, który naprawdę błagał o jakieś zapasy tej robotki. Młody Saiyanin naprawdę jakby to był jego koleżka, wstydziłby się za niego i to dość mocno, ale na szczęście byli tylko grupą na czas trwania tej misji, musiał to znieść niestety. Wreszcie kiedy trochę czasu minęło, Kenzuran ponownie usłyszał głos demona, bo najwyraźniej kobieca maszyna nie chciała się mieszać w ich rozmowy. Demon ciągle twierdził, że wywodzi się po części z boskiego i demonicznego bycia takim bytem a nie innym. Czarnowłosy warknął i tylko mu przytaknął:
-Ta, ta....a a ja kiedyś będę Królem Vegety...Jesteś po prostu demonem i nie obchodzi mnie to, że ciebie to śmieszy. Tak ciebie na razie postrzegam, zobaczymy jak się popiszesz przy walce z kimkolwiek... - po tych słowach, skrzyżował przedramiona na swoim torsie i wyczekiwał aż wreszcie kobiecy android wyjawi im jakiekolwiek informacje, jeśli oczywiście może.

Usłyszał wreszcie na długiej pauzie głos maszyny, która tłumaczyła właśnie całą planetę pustynną. To były bardzo klimaty Ogoniastego i nawet sama pani robot to przyznała, że grawitacja i ciepło podobne jak na jego Rodowej Planecie.Walnął pięścią w drugą otwartą pięść i pokazał swoje kły na światło dzienne, ponieważ był tym naprawdę pod-jarany. Dowiedział się także, że istnieje coś takiego jak bóstwo, które podobne jest robalem i to jest dość dziwne, ale nie chciał znać większych szczegółów. Zaśmiał się pod nosem, bo robotka uważała, że zaleca się ucieczkę jeśli się napotka to całe bóstwo, które jest w połowie robaczkiem, którego co najwyżej można zgnieść i usmażyć, jeśli da się to zjeść. Czarnookiego ślepia zabłysnęły się potężnym ogniem, a potem za chwilę odpowiedział do mechanicznej lalki:
-Hehe, jeśli to coś chcę być bóstwem, przetestujemy siłę tego robaczka. Nie mam zamiaru uciekać z podkulonym ogonem, IM SILNIEJSZY PRZECIWNIK TYM LEPIEJ, YEAH!! - zacisnął obydwie dłonie z wrażenia i jego muskuły napięły się. Już chciał wiedzieć jak bardzo jest silny oraz jak silnym wrogiem będzie ten cały robal. Za chwilę usłyszał krótkie słowa od strony skrzydlatego, który tylko był ciekawy że istnieje coś takiego jak grupa sabotażystów. Najwyraźniej jego to nie interesowało, ale nie miał mu zamiaru znowu tego tłumaczyć, uważał bowiem że nie ma takiej potrzeby. Brat Klen po prostu nie został zrozumiany dobrze przez Heretyka, ale on miał swoje zdanie i będzie się trzymał go jak najdłużej. Tym razem znowu długi monolog przeskoczył na cyborgową kobietę, która tłumaczyła o lodowej planecie. Wojownik tylko ziewnął i aż poszedł się napić wody, bo chciał przeczekać aż to wszystko przegada. Kiedy wypił odpowiednią ilość, skrzydlak znowu się wypowiedział, komentując o byciu Królem Vegety i że plan nie jest głupi. Syn Kellana przecież doskonale to wiedział i nie mógł się mylić, więc jeszcze coś dodał:
-Wiem o tym, kiedy się zostaje Królem Vegety, nowy władca ma tydzień na odpoczynek by ktokolwiek mógł go ponownie wyzwać. Fakt faktem, plan może był chory i niebezpieczny, ale mimo to, lud musiałby mnie słuchać, ze względu na to czy mój plan jest popieprzony czy nie, na domiar tego Rebelianci by także mnie wspomogli, albo mogli by odmówić, są różne wariancje tego... - dodał tylko, żeby już uświadomić mroczne ścierwo że to by naprawdę mogło wypalić. Teraz znowu damski głos zabrzmiał od strony machiny, która tłumaczyła wszystko na temat ostatniej planety.

Czarnowłosemu nie podobało się to, że tamci mieli jakiś system rakiet i jakby ich statek wleciał na zakazaną przestrzeń, bardzo szybko ich żywot mógłby się skończyć. To przecież było zrozumiałe i klarowane, ale może nie dla obydwu jego towarzyszy? Ogoniasty nie wiedział sam i chciałby jednak znaleźć jakiś pobratymców na tej wyprawie, chociaż jednego, mógłby nawet dostosować się do mieszańca, aczkolwiek jak został nauczony przez Ojca, musi na nich pluć. Staruszek Kenzurana bardzo ich nie trawił, zaś Matka miała w drużynie kilku half-saiyanjinów i miała z nimi bardzo dobre stosunki, zupełnie inaczej na nich patrzyła niż jej mąż. Czarnooki czasami nie wiedział do którego z rodziców się dostosować, czy do Ojca który pluje na mieszańców, czy do matki która szanowała wszystkich, ponieważ mieli chociaż cząstkę ich rodowej krwi. Kenzuran trochę się pomasował po głowie i usłyszał dłuższy monolog teraz od Rogacza. Ten znowu zaczął tłumaczyć, że jak będzie go wielbić, zrobi z niego Króla i jakby nim był, to jego lud także by musiał robić to samo co on. Młody Saiyanin wiedział, że nigdy na to nie przystanie, chyba że ten cały boski demon będzie od niego silniejszy i mu to kiedyś udowodni. Wojownik zaśmiał się pod nosem i chciał mu wytłumaczyć raz na zawsze co ten musi zrobić by to wszystko miało ręce i nogi:
-Słuchaj no, bożku...Już ci powiedziałem, nie będę się przed nikim płaszczyć i nie potrzebuje pomocy przy zdobywaniu Tronu. Walka z królem to pojedynek jeden na jednego, więc nie mógłbyś się nawet mieszać. Jeśli chodzi zaś o "wiarę" w ciebie, jeśli to wszystko się skończy, czyli Łuskowy Szlak....zawalczysz ze mną. Jeśli mnie pokonasz, będę mógł cie delikatnie szanować i nic więcej. Będziesz mógł mi też czasem doradzać, ale nie ze wszystkim. Jeśli natomiast ja wygram, będziesz ciągle uważany jak te wszystkie ścierwa z Makyo Star, możesz mieć troszkę intelektu więcej od nich, ale jednak nadal wyglądasz jak demon i dla mnie nim będziesz, kapiszi? - uniósł brew ku górze i westchnął pod nosem, bo jeśli będą ciągle krążyć wokół tematu uwielbiania, to się serio znudzi. Była chwila ciszy, ale niestety zaraz obudziła się android i podziękowała że poświęcili jej słuchania tego wszystkiego. Wojownikowi nawet to nie było potrzebne, wystarczyło że napatoczą się na planetach jacyś wrogowie, a z chęcią skopie ich cztery litery albo ogony?

Syn Kellana nie wiedział jak to dokładnie sprecyzować, ale machnął tylko ręką i znowu głos, który zabuczał w jego uszach był od strony rogatego pomiotu. Tłumaczył, że zginie jeśli będzie chciał próbować walki z silniejszy, ale to przecież było jasne jak słońce i oczywiste. Jego ród stawał się przy każdej praktycznie śmierci silniejszy, to akurat zostało mu dosłownie tłumaczone podczas treningów i sparingów odbytych z Ojczulkiem oraz starszą siostrą. Zenkai uwalniał ich większy potencjał i dzięki temu stawali się coraz silniejszy, więc tylko prychnął pogardliwie i musiał niestety coś uświadomić jego chwilowego kolegi podróży:
-Możliwe że będę martwy, ale także mogę udawać martwego. Nasz organizm ma specjalną zdolność, która w chwili kryzysu i praktyczniej śmierci, całe nasze ciało zostaje wzmacniane. Nie musisz mi oczywiście wierzyć, ale tak jest. Dzięki spotykaniu się z porażką i możliwą śmiercią, dostajemy tak zwany Zenkai. Oczywiście po niedługim czasie dopiero rozumiemy fakt, że coś takiego zaistniało w naszym organizmie i z dłuższą chwilę, odczuwamy to, że całe nasze ciało i energia wzmocniła się...Rozumiem oczywiście walkę na dystans, ale jeśli będziesz chciał bym cie wielbił, w grę będą wchodzić tylko pięści, a jeśli ośmielisz się użyć jakiejś podstępnej techniki, będę tobą gardził do końca życia. - pokazał mu wredny uśmiech i znowu kobieta się odezwała do nich. Wytłumaczyła im tylko co mają przy sobie oraz, że nie ma czegoś takiego jak limit czasowy. Tyle przynajmniej dobrego, Brat Klen będzie miał większą przyjemność walki z wrogami. Teraz znowu wkroczył skrzydlaty bożek, który wytłumaczył mu jeszcze, że nie mogą atakować wszystkiego. Oczywiście o tym wiedział, że jest sposobność na konfrontacje z innymi drużynami, ale był bardzo ciekaw czy napotkają kogoś z jego rasy, wtedy naprawdę będzie miał frajdę i jeszcze większa ekscytacje. Kiwnąwszy głową po części twierdząco, odpowiedział mu:
-Nie obiecuje niczego, POSTARAM się powstrzymywać, ale jeśli ktoś będzie z mojej rasy, nie wtrącać się... - zaśmiał się pod nosem z dość szerokim uśmiechem na twarzy i delikatnie trzęsąc się z podniecenia, już nie mógł się doczekać pojedynku.

Za chwilę robotka wytłumaczyła to, że będzie za nimi ciągle podążać i będzie tak jakby ich asystentką, czyli będzie pieprzonym spowalniaczem, które tak naprawdę nic nie wskóra podczas walki. Westchnął pod nosem i podchodząc do lodówki, sprawdził co się jeszcze ostało. Zauważył jeszcze jakieś mięsne żarełko, więc kiedy demonik był zajęty rozmową z ludzką maszynką, zajadał się na spokojnie i niczym się nie przejmował. Po jeszcze większym najedzeniu się, od beknął sobie zdrowo i wrócił do rogacza i jego sługi, ponieważ ten chciał coś wszystkim ogłosić. Wreszcie po usłyszeniu wszystkiego, przekręcając głowę delikatnie na bok jak to robią zazwyczaj ludzkie zwierzęta, mruknął coś pod nosem i odpowiedział:
-Ehhh, naprawdę. Wybierz sobie jakieś tam lekarstwa i inne potrzebne rzeczy jakie uważasz za słuszne i ruszmy się, ja tu zaraz się zamienie w mumię jak nie będę mógł czegoś uderzyć albo walnąć... - skomentował to, a potem odwracając się na pięcie, usadowił się znowu tym razem na fotelu. Teraz tylko wszystko zależało o tym co będzie gadał lizodup bożka i co odpowie Pani Android. To czekanie naprawdę kiedyś go wykończy, ale może to dobrze. Od nic nie robienia, stanie się silniejszy i w mgnieniu oka odzyska dawno utraconą siłę, przez to że prawie został zabity przez te bydlaki na Makyo Star.
avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Nie Gru 09, 2018 3:29 pm
Słysząc pytanie swojego Boga nagle cofnął się o kilka kroków. Nie chciał się przyznać do tego, że popełnił błąd, myśląc że Zigguraty to są zwierzęta. Do tego jeszcze pomylił nazwy i mówił o zigurantach!
Jego wzrok uciekał na boki, a sam lekko odkasłał będąc przerażonym swoja niewiedzą. Zastanawiał się intensywnie co odpowiedzieć, ale miał pustkę w głowie. Wreszcie wyprostował się jakby chciał stawić czoła rzeczywistości. Trzeba powiedzieć prawdę!
- To takie wykuźwiste budynki. Wcale nie dowiedziałem się o tym przed swoją wypowiedzią, jasne! Nawet przez chwile nie pomyślałem, że są to jakieś nieznane mi zwierzęta, OKEY?! No i rzecz jasna później jeszcze nie pomyliłem się nawet odrobine w tej nazwie! Wcale nie było to przez to, ze wcześniej nie miałem styczności z tą nazwą! Wcale a wcale!
Maou uderzył swoimi plecami w ścianę. Przez całą wypowiedz mimowolnie wycofywał się w panice. Dopiero wtedy pomyślał, że mógł po prostu zignorować całe pytanie, a nie jąkać się jak niepełno sprytny.
- Co się stało to się nie odstanie – Pomyślał. Wyprostował się a jego oczy świdrowały zaskoczonego Nihiliusa. Miał małą nadzieje, że nic nie powie…
[…]
Będąc podnoszonym z kolan przez swojego Boga, poczuł odrobinę żalu. Myślał, że zostanie zrozumiany, a wyszło całkowicie co innego. Nie dość, że Soka  odrzuciła jego propozycję to jeszcze został upominany niesłusznie przez swojego Boga.
Lekko wytrzepał swój kombinezon na kolanach i z jego ust było słychać syknięcie i taki odgłos „Tchhh, tssssy”. Pierwszy raz poczuł złość i zwrócił się ku Nihiliusowi.
- Handlarz i szara eminencja nie potrzebuje czegoś takiego jak Duma. Osoba która działa z cienia i likwiduje wrogów wkładając nóż w plecy.
Nie ma czegoś takiego jak Duma, u osoby która ciągle i ciągle, dzień w dzień walczyła o swoje przetrwanie. Nie mając nikogo do pomocy, tylko swój własny umysł i zmysły. Trzeba było traktować każdego wroga z szacunkiem. Każdego dnia w Piekle piasków nie byłeś pewny czy przetrwasz, ryzykując każdym krokiem ku swej śmierci. Niebezpieczeństwo było twym cieniem, a próba trzymania się swego życia, była jak próba ściskania naostrzonej żyletki. Każdego dnia widziałem krew na swych dłoniach, a ty mówisz mi o Dumie?
Nie mam jej nawet krzty. Nawet nie cieszę się z żadnego swojego zwycięstwa, okupionego łzami i potem. Nie tylko ja próbowałem tam przeżyć. Każda istota chwytała się tego równie mocno, albo i bardziej niż ja.

Maou wziął kilka głębokich oddechów. Odezwały się jego rany, które były niczym ser szwajcarski na jego sercu. Próbował uspokoić swój umysł, bo oddychał przez ten czas niekontrolowanie. Jego serce biło zbyt szybko, a jego oddech był bardzo krótki. Przejął się czymś czym tak naprawdę nie powinien. Pokazał teraz swoją bezbronność i swoją małą wadę.
[…]
-Soka oznacz również miejsce występowania kwiatów o silnym działaniu odurzającym, jak i tych które są piękne i nie groźne. Mam też małe pytanie, czy potrafiłabyś wykrywać na odległość te trujące rośliny? A może mogłabyś dodać funkcję do mojego Scoutera, wykrywającą właśnie tą odmianę na odległość tak z kilometra?
Wydawało się, że Maou był najbardziej poważny właśnie w tej chwili. Jego aura wskazywała na podjęcie jakieś decyzji. Jego świadomość właśnie kalkulowała kilka dodatkowych sytuacji i dochodził do jednego wniosku. Zarobek.
Natychmiast zabrał z szuflady papierową tackę na jedzenie i długopis. W końcu taka prezentacja powinna zezwalać na zrobienie notatek w formie papierowej. Położył swoją pustą listę zakupów na stole i zabrał się do pisania.  Często komentując coś na głos.
- Herbata w liściach słabej jakości, moździerz laboratoryjny z tłuczkiem. Bardzo uwielbiam robić wieczorki przy herbatce.  Koszt około 2-3 SO.
- Jedna maska przeciwgazowa, gdybym był obok kwiatów odurzających. Na pewno napotkamy je na drodze. Koszt około 5-10 SO. Przydatne bo można jeszcze zasłonić szpetną twarz.

Jego źrenice przez ułamek sekundy skierowały się w kierunku Kenzurana.
- Rękawiczki Labolatoryjne i bardzo ostry średniej wielkości nóż, gdyby było trzeba kogoś wykastrować.  Koszt około 5 SO.
Jego źrenice przez ułamek sekundy skierowały się w kierunku Kenzurana.
- Worek Hermetyczny wielokrotnego użytku, aby nie przepuszczał żadnego zapachu. Jeśli trzeba było posprzątać, gdyby jakiś mięśniak się zesrał ze strachu.  Do 10 SO.
Źrenice Maou przez ułamek sekundy powędrowały w kierunku Kenzurana.
- Kilka rozpuszczalnych przez wodę papierów.  Które będą bardzo cienkie i mogłyby się rozpuścić nawet w ustach. Rozmiarów od kilkunastu centymetrów szerokości, do nawet kilku egzemplarzy listków jednometrowej szerokości. Koszt do 7 SO. Gdyby przez kogoś zabrakło nam Papieru toaletowego.
Jego źrenice nawet nie drgnęły. To było czysta zapobiegliwość.
- Ładna czerwona wstążka. O  długości co najmniej 15-20 metrów.  3-5 SO. Gdyby trzeba było kogoś związać, gdybym się wkurw*ł.
Jego źrenice też nie drgnęły. To było bardzo potrzebne.
- Z trzy lonty pirotechniczne i zapalniczkę Max 3 SO
Jego źrenice też nie drgnęły. To było bardzo potrzebne.
- To wyjdzie około 35-50 SO. Jak i wszystko powinno się zmieścić w worku próżniowym który miałby nawet z kilkadziesiąt litrów. Łatwo będzie to przenieść.
Jego dewizą od zawsze było, lecieć najmniejszym kosztem z możliwych. Nie napisał na liście nawet jednej rzeczy trudno dostępnej. Wszystko było powszechnego użytku i było dość tanie. Nawet nie zająknął się o medykamentach. Zawsze będzie można je dokupić na następnej planecie.
To co powiedział było dla niego bardzo potrzebne. Bardzo chciał udać się w kierunku tych Roślin trujących i je przepadać za pomocą Soki.
- Nihiliusie. Po zrzucie chciałbym najpierw skierować się z Soką w kierunku trujących kwiatów. Chciałbym je dokładnie przeanalizować i zobaczyć jaki jest ich wygląd. Aby czasem się na nie, nie natknąć w dalszej podróży. Potrzebowałbym z nimi trochę czasu jeśli mógłbyś mi na to pozwolić. To bardzo ważne. Chciałbym również zatrzymywać się przy każdym odnalezionym egzemplarzu, zanim w ogóle wejdziemy do Ziggurat’a. Mam nadzieje, że rozumiesz co chcę osiągnąć.
Lekko się mu skłonił i wypowiedział
- Możemy kierować się na pustynną planetę!
OCC: Bardzo mi zależy na apce do scoutera o trujących roślinach( Jeśli Soka, nie potrafi ich wykrywać). Jeśli nie będę miał możliwości ich wykrycia, chciałbym delikatnie zmienić „Listę zakupów”, która jest na serio.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1260
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Pon Gru 10, 2018 9:03 pm
Mistrz Gry: VVien

Miejsce: Kwatera mieszkalna #9 ekspedycji na "Łuskowym Szlaku"



- Mogę w każdej chwili złożyć zamówienie, tylko w międzyczasie odpowiem na pytania by nie wprowadzać zamieszania - rzekła wyjaśniająco i wyłączyła hologram ówcześnie zamykając klapę komputera.
- Sporządzenie takich map wykracza poza moje oprogramowanie, a eksploracja zwykle opiera się na kwestii przypadku. Jak dolecimy na miejsce mogę sporządzić parę fotografii najbardziej wyróżniających się punktów, jak będziemy obserwować planetę przed wylądowaniem - następna wiadomość również wprawiła robota w dobry humor, w sensie eksploracja to była dobra zabawa, na co im były potrzebne takie szczegóły?
- Informowałam, że mam dostęp do baz danych, ale większość informacji nie została upubliczniona. Tak długo, jak drużyny z własnej woli nie przekażą informacji nie mam do ich wglądu. Sporo drużyn potrafi także skutecznie fałszować podawane informacje. Przy lądowaniu będę mierzyła w tereny zielone, jeśli to poprawi stopień bezpieczeństwa drużyny na obcej planecie - zarejestrowała tą informacje w holo-scouterze, który to wyświetlił się po uderzeniu w słuchawkę.
- Czyli lecimy na planetę pustynną? - zapytała, ale przerwano jej bo Nihilus nie skończył. Nagle poczuła się dziwnie z myślą, że mając ją do dyspozycji to postanowili wykorzystać jej potencjał jako tragarza.
- Nie jest to zaszczytna rola, ale mogę ponosić w granicach możliwej do dźwignięcia masy... - nim cokolwiek dodawała, rozwarła oczy, jakby komunikując, że chyba zaszła tu wyraźna pomyłka.
- Przytoczyłam fakt, że drużyny w rzadkich okolicznościach mogą zostać dofinansowane, ale łatkę, że nasza drużyna jest godzien przypisał ją Pan sobie sam. Oni tak absolutnie nie uważają - uśmiechnęła się, ale nie była zadowolona z tego, że musiała to tak konkretnie wyjaśniać. Demon powoli miał obsesje na punkcie własnej wartości, ale chyba słowa androida go nie urażą.

Maou się wtrącił i choć androidka w odpowiedzi mu przytaknęła, tak zwróciła uwagę na Nihilusa. Byli w trakcie omawiania sytuacji drużyny i indywidualna prośba Maou w kwestii roślin nie została na daną chwile rozpatrzona.
- Sporządziłam listę, a nawet znalazłam na targu kolonialnym specjalną okazje. Do podróży po gorącym klimacie z pewnością będą potrzebne odzienia o dużej przepustowości powietrza i dobrej ochronie przed słońcem. Dodatkowy kontener z wodą pitną na tydzień także się przyda - android miała wrażenie, że już wszyscy zwracają na nią uwagę, więc postanowiła wykorzystać tą okazje by wyjaśnić koszta.
- Na głowę wyjdą nam koszta rzędu stu trzydziestu (130) SO, czyli 390 SO całkowicie, ale tak zapewnimy sobie rozsądny start. Jeśli mamy uwzględniać do tego wyspecjalizowaną broń dla Nihiliusa oraz magazyn typu SL do zamykania także w kapsułce to całkowity koszt wyjdzie nam na 720 SO - podskoczyła w górę zadowolona.
- To kto się składa!? Oh Panie Maou proponowałabym za 50 SO zestaw laboratoryjny typu SL w kapsułce. Obecnie parę sztuk da się znaleźć na targach, cena ciut zaniżona ze względu na stan używany, ale to nadal okazja! - prawie by zapomniała o roślinach wspomnianych przez demona, ale jej pamięć nie miała przecież takich ograniczeń w porównaniu do istot organicznych.
- Wspominałam, że możemy wylądować w pobliżu biomu tropikalnego, ale szansa na odnalezienie roślin wynosi z dwadzieścia cztery i dwie na dziesiąte punktów procentowych...

Niezależnie od okoliczności, godzina zero nadchodziła, w wraz z nią punkt kosmicznego zrzutu. Soka#9 zapewniła, że cokolwiek zostanie opłacone, to punkt zrzutu został wybrany na miejsce lądowania kapsuł. Przeszli długim korytarzem w którym nie było żywej duszy i każda z czterech istot wsiadła do własnej kapsuły. Kurs został ustanowiony na planetę pustynną, a więc przygoda czeka pośród tropików i gorących piasków. Cała podróż kapsułami zajęła do czterech dni lotu i musieli przez ten czas przeboleć niekomfortowe warunki. To także była okazja do lepszego poznania się bądź obgadania nadchodzących planów.

Soka#9 opowiadała wam różne ciekawostki z bazy danych. Między innymi doszło do zlikwidowania czterech drużyn na planecie pustynnej i dwóch na planecie lodowej. Na kolonialnej planecie jedna z drużyn przyczyniła się do zakończenia konfliktu między dwoma rodami insektoidów, ale szczęśliwy i prosperujący pokój został całkowicie stłamszony przez smoki jeszcze następnego dnia. Maou w końcu doczekał się informacji na temat roślin, bowiem jedna ze zlikwidowanych drużyn miała znaczny wkład czasu w badanie trujących ziół. Między innymi, że z ziela dało się oddestylować napar, którego palenie miało silne właściwości psychedeliczne, ale i kojące na umyśle, duszy i ciele. Z pewnością docenione byłyby przez ugrupowania mnichów, duchownych i innych środowisk religijnych bądź samodoskonalących się. Także za przypadek roślin cała drużyna miała już świadomość, że zlikwidowanie drużyny jest równoznaczne z jej zgonem. Wszystkie informacje nabyte przez daną drużynę zostają automatycznie upublicznione dla pozostałych drużyn. Tym samym android podczas podróży miała więcej opcji do zaprezentowania drużynie przy wytypowaniu miejsca do lądowania.

- Za pół godziny wejdziemy w atmosferę planety -  poinformowała głośno i wyraźnie wszystkich, budząc załogę z letargu.
- Proszę nie lekceważyć systemów zabezpieczeń w kapsułach i według instrukcji przygotować się na lądowanie. Kapsuły zwykle lądują poprzez bezpośrednie uderzenie i nie chcielibyśmy by którykolwiek ze członków drużyny zamienił się w krwawą papkę -  informacja trwała, ale punkt programu właśnie wydobył się ze głośników na każdej, oddzielnej kapsule - będę teraz wytypowała miejsca lądowiska. Zagłosujcie proszę na dogodny punkt lądowania poprzez wybranie odpowiedniej liczby...a więc czytam! -
Załoga mogła się przygotować na wszystkie informacje dotyczące miejsc lądowania i najbliżej zaobserwowanej okolicy względem kapsuł, a pozycji planety.
- Numer 1; Wielki kamienny obelisk na strefie równikowej planety. Najbliższy biom tropikalny jest czterdzieści dwa kilometry, ale wokół tejże wysokiej struktury mierzącej ponad czterysta metrów wykrywam wiele oaz i źródeł wody pitnej. Analiza wykazuje, że to może być miejsce kultu.
- Numer 2; Pomniejszy zigurat w centrum biomu tropikalnego na strefie podrównikowej planety, najwyraźniej uszkodzony w wyniku konfliktu o potencjalnym charakterze wojennym. Cztery kilometry od ziguraty wykryłam obóz o strukturze charakterystycznej dla neolitowych mieszkańców tej planety.
- Numer 3; Burza piaskowa na strefie biegunowej planety, bardzo ryzykowne miejsce lądowania, ale zaledwie kilometr dalej znajduje się tropikalny biom z trzema masywnymi ziguratami. Połączone są ze sobą już uszkodzoną siecią akweduktów.
- Numer 4; Wykryłam sygnał ratunkowy na strefie umiarkowanej planety w bezkresnej pustyni. Najbliższy tropikalny biom jest sto i dwa kilometry od miejsca sygnału.
- Proszę mieć na uwadze, że kapsułami nie będziemy w stanie przemieszczać się po atmosferze. Ponowny start dla takiej czynności może okazać się bardzo kosztowny w użytku oleju napędowego SO -
 zachichotała, ale trudno było określić z czego - przypominam, że na miejscu lądowania powinniśmy przeczekać najmniej pół godziny na przybycie naszego zrzutu.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 287
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Pon Gru 10, 2018 11:48 pm
Niestety nie miał innego wyboru, jak słuchać tego co miał mu do powiedzenia Kenzuran. Był bardziej rozgadany niż On. Szkoda tylko, że Imperius mówił z sensem, a ten ni cholery tego nie potrafił. No ale co zrobisz. Nic nie zrobisz. Dlatego musiał poczekać, aż ten łaskawie skończy. Niestety w tej chwili się na to nie zapowiadało dlatego dalej go słuchał. Bo musiał. Gadał, że jest Królem Vegety, przedrzeźniając go i nazywając go demonem i, że będzie tak uważał dopóki ten się nie popisze. Cóż po części miał rację. Ale wciąż była w nim ta boska część. Przynajmniej tak Sobie wmawiał. Gdy usłyszał co Kenzuran mówił o tym niby bóstwie który cholera wie jak wyglądał. Może to był pół robak, pół kobieta. Albo pół wąż, zwana inaczej Lamią. Nie miał pewności. Może to też wielgachny potwór. Niby wspominała coś o tytanicy. Pewnie będzie ciężko, ale kto wie. W sumie. Bardzo chętnie zgarnąłby ją dla Swojej frakcji.
- Może być tylko Jeden Bóg. Ja!
Powiedział arogancko. Ten Bożek nie ma innego wyboru jak tylko zgiąć kark i paść na kolana, o ile coś takiego posiada, ale raczej nie. Nieważne coś się wymyśli! Przy okazji saiyan mu powiedział coś o zwyczaju i możliwościach władcy planety Vegety. Tydzień odpoczynku faktycznie może być przydatny, przed niepotrzebnymi pojedynkami. Nie byli wcale tacy głupi. Jest pod wrażeniem. Przynajmniej wiedział też jaki jest jego plan. Chory i niebezpieczny to mało powiedziane. Musieliby go słuchać?
- Czemu jesteś taki pewien, że musieliby Ciebie słuchać? Tak samo, że rebelia by Ci pomogła
Zapytał z ciekawości. Nie był co do tego wszystkiego taki pewien. Niby to nie jego sprawka, ale trochę chaosu we wszechświecie nie zaszkodzi prawda? Niestety tamten potem zaczął gadać, że nie będzie się przed nikim płaszczyć i nie potrzebuje niczyjej pomocy, by zdobyć tron, a i tak to będzie pojedynek jeden na jednego. To co jednakże usłyszał to go nieźle rozbawiło. Słaby układ. On go pokona, ten będzie go tylko troszeczkę więcej szanować, a jak przegra to będzie... cóż. Ścierwem. Za te słowa chętnie nim przejedzie po najbliższym zigguracie. Tak na serio to nie, chyba, że kiedyś.
- Słabo. Troszeczkę szanować? To bez sensu. Ale jeśli tak bardzo chcesz zebrać oklep, to po tym wszystkim chętnie Ci go dam.
Odpowiedział arogancko. Wręcz nie mógł się doczekać, by powstrzymać tą buntowniczą naturę małp i go oswoić. Jeszcze będzie go nazywał Panem. Albo coś w tym rodzaju. Chociaż, gdy został porównany do jakichś imbecyli, i że ma od nich tylko więcej intelektu to miał ochotę go strzelić w papę. Powstrzymał się. Na razie. Gdy usłyszał o udawaniu martwego to się zdziwił. Taki brawurowy będzie udawał martwiaka? Jednak się potem okazało, że to taka zdolność. Muszą być bardzo blisko śmierci i zapewne mieć farta. Warte do wykorzystania.
- Jeśli chcesz takie zenkai to możesz je uzyskać pewnie na pustynnej planecie. Chętnie Ci w tym pomożemy.
Zaśmiał się z tej sprawy. Pewnie to tak nie działa, ale cóż. Jednak, gdy usłyszał o podstępnych technikach to się wkurzył.
- Nie obchodzi mnie to czy będziesz mną gardził. Mam Cie gdzieś. Ale Twoja rasa też używała podstępnych technik. Prawie każda technika jest podstępna. Używa się ją głównie na dystans. Oczywiście, są różne, ale Twoja rasa na pewno ma dystansowe. Więc nie bądź hipokrytą.
Odpowiedział wkurzony i olał jego dalsze słowa. Również to z powstrzymywaniem się. Gdy usłyszał jego ostatnie słowa to nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Zostawił to.

Tym razem słuchał Swojego wyznawcę. Został nieźle zaskoczonym jego reakcją i słowami na temat ziggurantów. A może raczej zigguratów. Okazało się, że nie wiedział, że to budynki. W sumie może miał prawo nie wiedzieć. Nie było pustynnych zigguratów na Vegecie zapewne. Chociaż te jego wycofanie i wypowiedzi uznał za ciekawe. Nie wiedział co na to wszystko odpowiedzieć, więc odpowiedział krótko.
- Oh.
I w sumie tyle. No trochę się dziwnie patrzył na tę reakcję, ale go rozumiał i nie męczył dalej.
- Nieważne.
Zakończył temat tych całych ziggurantów i zigguratów. Ale jego kolejnej czynności w ogóle się nie spodziewał i został nieźle zaskoczony. Ten syknął i wyglądał na nieźle wkurzonego. Mówił, że handlarz i szara eminencja tego nie potrzebuje. Miał rację. Zabójcy też. Honor i duma był dobry dla władców i wojowników oraz dowódców, ale jak przychodzi co do czego to życie ważniejsze. Samemu też, by poświęcił dumę w ostateczności, by się zemścić. Słuchał go uważnie i z przejęciem. Nie wyglądał na złego tym jego wybuchem. Raczej w jego mimice twarzy można było wyczytać zrozumienie. On sam wiele rzeczy zrobił, ale to nieważne. Doskonale rozumiał to o walce na śmierć i życie i, że najmniejszy błąd może się okazać ostatnim. Aż za dobrze. Mimo to postanowił trochę go ogarnąć. Dumę można porzucić, ale też się przydaje.
- Spokojnie. Teraz nie jesteś handlarzem czy szarą eminencją. Jesteś Maou Imperius. Aktualnie nie mamy nic. Porzucenie dumy dla celów to nic złego. Porzucenie dumy dla przeżycia również. Przy wielu innych rzeczach też. Ale handlarz co ciekawe również potrzebuje Swoją dumę. Eminencja też. W końcu wtedy lepiej cie traktują i szanują, a to jest przydatne dla innych celów. Nie sądzisz? Oprócz tego jeśli cie szanują, to inaczej Ciebie traktują i wiedzą, że nie ma co takiego wykorzystywać. Jeśli widza, że nie masz dumy to jesteś łatwym celem i mają Cie gdzieś co utrudnia tworzenie nowych kontaktów które są ważne dla handlarza. No i na koniec to też dotyczy mnie. Jeśli widzą, że Moja Prawa Ręka nie ma dumy, to co pomyślą o Mnie? Jak będą mnie traktować? Będą Mnie bardziej szanować? Powątpiewam. Oczywiście najważniejsze jest przeżycie, ale pamiętaj. Duma to jest kolejne narzędzie które możemy wykorzystać. Nie zapomnij o tym.
I na tym skończył Swój wywód. Rozumiał go dlatego starał się mu pomóc i czegoś go nauczyć. Był Jego Bogiem prawda? Gdy usłyszał o oznaczeniu kwiatów to walnął się w głowę. Faktycznie. Przecież jest tyle użyć i tyle rzeczy można z tym zrobić.
- Doskonały pomysł.
Pochwalił go krótko. W końcu też trzeba od czasu do czasu chwalić Swoich zwolenników. Co do tych rzeczy to przy każdej się cicho śmiał. Doskonale to przedstawił. Nawet mniej więcej wiedział co planuje. Zamierza je pewnie użyć dla zwierząt i innych drużyn, albo przygłupiego saiyana chociaż to nie jest potrzebne. Jakieś bomby, kuleczki które można wystrzelić i tym podobne. Typowe. Wysłuchał jego prawie, że ostatnich słów. Pokiwał głową po wysłuchaniu. Chce je zbadać i zebrać, by wykorzystać przeciw wrogom.
- Zgadzam się. Popieram. To jest dobry pomysł. Jeśli będziemy mieli taką możliwość to można tak zrobić.
O ile coś takiego będzie możliwe. Bo kto wie jak to będzie.

Teraz słuchał tego co mówiła androidka. Mogła w każdej chwili złożyć zamówienia. Szkoda, bo liczył na więcej i za darmo no ale tak bywa. Smutne. Niestety nie mogła sporządzić tych mam. Trochę szkoda, no ale tak bywa. Potem mówiła, ze ma dostęp do bazy danych, ale wiele informacji jest fałszowanych, a reszta niedostępna. Nie dziwił się. Gdy zapytała po lot na pustynną planetę to pokiwał głową, że tak. Zgodziła się robić za tragarza. Poniekąd. To dobrze. Ułatwi to im zadanie. Dodała też, że drużyny mogą zostać dofinansowane, ale ich cóż. Nie zostanie. Tak w skrócie. Nie przejął się tym. Miał ich gdzieś w takim razie.
" - Oni tak absolutnie nie uważają. Też Mi coś."
Pomyślał o organizatorach. No nic. Da radę bez nich. Niestety olała jego dalsze słowa odnośnie zmniejszenia ich wynagrodzenia. Jeszcze coś pomyśli o tym. Powiedziała też o tym jakie rzeczy będą potrzebne. Doskonale o to mu chodziło.
- Dobra robota.
Pochwalił androidkę i słuchał ją dalej. Zgadzał się z nią chociaż koszt go przerażał. Jak się nie zwróci koszt to kaplica.
- Oby to się Nam zwróciło.
Powiedział krótko niepewnie. Co do broni to też westchnął.
- Niech tylko będzie specjalna, wyspecjalizowana, i tym podobna. Wiele od niej zależy. Liczę na Ciebie.
Odpowiedział z nadzieją. Co do złożenia się to zważywszy na to, że to są wspólne rzeczy to powiedział krótko.
- Mam pomysł. Każdy da od Siebie dwieście czterdzieści mililitrów smoczego oddechu. Bez nich nie damy rady. Zaufajcie mi.
Pewnie Kenzuran mu nie zaufa, ale nawet On wie, że te rzeczy Są im potrzebne. Z resztą też wie, że im szybciej zamówią to tym lepiej. Dał Swój smoczy oddech i poczekał na resztę. Jeśli ktoś, by dołożył mniej i na broń, by nie starczyło to dołożył dodatkowo tyle ile było potrzebne. Nawet jeśli musiał dołożyć wszystko to co miał to tyle dołożył. Wolał nie ryzykować. Wiedział, że bez broni nie da rady. Dopiero potem powiedział do kobiety.
- Zamawiaj.
Więcej słów raczej nie potrzeba. Gdy usłyszał o biomie i jaka jest szansa to pokiwał głową, że nie ma sensu. Będą inne okazje. Zanim poszedł za resztą to chciał się przygotować. Zjadł jakiś dobry obiad. Wykąpał się i wszedł w dobre i czyste wdzianko. Dopiero po ogarnięciu się był gotowy do drogi. W końcu po wszystkim poszedł za androidką i wszedł do Swojej czarnej kapsuły. A jak takiej nie było to poprosił o zmianę koloru. W ostateczności weźmie to co jest.

Sama podróż kapsułami była długa, nudna i męcząca. Nihilius przez większość czasu spał i słuchał tego co miała do powiedzenia Soka. Uraczyła go różnymi ciekawymi informacjami które mogą się im przydać. Sporo drużyn odpadło na tej mniej niebezpieczniej. Pustynnej. Ciekawe czemu. Było wiele możliwości. Ale i tak odpadło ich mniej niż na lodowej. Oprócz tego dowiedział się, że inna drużyna zrobiła jakiś pokój między instektoidami, ale smoki to zniweczyły w kolejnym dniu. Ale mieli szczęście! Głównie Maou. Jedna z drużyn co została zlikwidowana miała dużo informacji na temat roślin i ich wykorzystania. W sumie tak jak sądzili. Przynajmniej wiedział o co chodzi i jak to wykorzystać. Ale najważniejsza informacja była zupełnie inna. Zlikwidowana drużyna upubliczniała wszystkie dane. Warto to przemyśleć.
- Najważniejsza informacja jest taka, że jak zlikwidujemy drużynę to jej dane zostaną upublicznione. Ale czy można przejąć dane innej drużyny, bez ich upubliczniania?
Zapytał się podczas drogi. To też mu się przyda. W końcu wchodzili w atmosferę planety.
"- Wreszcie!"
Pomyślał i nie mógł się doczekać. Gdy się dowiedział o krwawej papce to wiedział, że musi uważać. Nie chce skończyć jako glut. Teraz mieli głosować za dogodnym miejscem na lądowanie. Wszystkie zostały wyczytane.
Pierwsze miejsce było przy wielkim obelisku. Wiele oaz i wody pitnej. Miejsce kultu i zapewne osada golemów. Ale tego nie był do końca pewien. Może tutaj nawet być ta tytanica.
Drugie miejsce znajdywało się przy uszkodzonym zigguracie, a na dodatek znajdywało się niedaleko osady golemów. Warte przemyślenia.
Trzecie miejsce bardzo ryzykowne, ale było tam coś ciekawego. Trzy masywne zigguraty. Możliwe, że połączone w jakiś wzór.
Czwarte miejsce i ostatnie. Sygnał ratunkowy. Raczej sądził, ze nie ma co się z tym bawić i lepiej to olać. Może coś ogarną. Może komuś pomogą i zabiją. Kto wie.
- Jakieś pomysły? Osobiście proponuje podejście najbardziej ryzykowne czyli trzecie.
I tak właśnie głosował, ale każdy miał prawo do własnego zdania. Chyba, że go przekonają do zmiany to wtedy będzie inaczej. Nie wykluczał takiej możliwości.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Wto Gru 11, 2018 4:00 pm, w całości zmieniany 2 razy

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Gru 11, 2018 1:25 am
Kenzuran teraz wyczekiwał spokojne na fotelu, aż wreszcie przejdą wszyscy do sedna. Androidka nareszcie już powoli miała zamiar powiedzieć, że wyruszają w drogę, tak mu się przynajmniej zdawało. Zaczęła tłumaczyć temu młodszemu demonikowi, że na pewno sporządzi dla niego jakąś listę potrzebnych przyborów oraz tego, że nie może większości sekretów udostępnić, gdyż ma taką blokadę. Czarnowłosy oczywiście to zrozumiał, więc na razie nie mieszał się w konwersacji między kobietą puszką oraz heretykiem. Zapytała jeszcze na dodatek czy lecą na Pustynną planetę oraz jakoś ostentacyjnie powiedziała, że będzie mogła ponosić kilka rzeczy. Ogoniasty nie rozumiał, czemu chcą wykorzystać tą kupę złomu, ale cóż, wzruszył ramionami i jakoś mało go to obchodziło. Dodała jeszcze za chwilę, że bardzo rzadka się, żeby któraś z drużyn została dofinansowana, ale zdarza się to bardzo rzadko, ponieważ będą musieli znaleźć coś cennego by być doceniani przez organizatorów. Nie obchodziło to jednak Młodego Saiyanina, jemu tylko wystarczyła bitka i porządne odczuwanie adrenaliny, nic więcej. Oczywiście najlepiej byłoby dla niego jakby to nie trwało kilka dni, tylko jedną małą krótką chwilę, ponieważ zależy mu na znalezienie godnych osób do pomocy w odbiciu Vegety, nic więcej nie potrzebował. Musiał także też zapytać Brutusa, czy ma jakieś kontakty względem Rebeliantów, no i czy ktoś wie jak do nich dotrzeć. Tutaj była chwilowa przerwa ze strony kobiecej maszyny, aż tu nagle odezwał się w jego stronę skrzydlaty gościu. Wcześniej powiedział, że może być tylko jeden bóg, czyli on jak się dowiedział o tej całej tytanicy, która nie ma normalnych dolnych kończyn, a zamiast tego jakiś ogon. Wojownik zawsze był pewien swoich słów, bo nie mogło być inaczej, więc odchrząknął i mu odpowiedział:
-Jeśli oczywiście udałoby mi się zostać Królem, nie mieliby innego wyboru, gdyż inaczej podchodzili by pod dezerterów i zdrajców...Nie wiem czy rebelianci by mi pomogli, ale jeśli w ich jednostkach większość narodowości pochodzi od nas, na pewno bym się z nimi jakoś dogadał, oczywiście nie mam co do tego żadnych pewności. - powiedział poważnie, bo zawsze mogli mu odmówić i nie wiedział czy na pewno by się na to zgodzili.

Tutaj ponownie zawitała chwila ciszy, aż znowu cyborg o wyglądzie kobiety przemówiła, że sporządzi listę zakupów oraz znalazła jakiś targ na którym będzie można to wszystko kupić. Zrobiła tutaj krótką przerwę i za chwilę dalej mówiła ile wyniosą wszystkie koszty, przez co prawie Czarnooki nie spadł z fotela. Złapał się za głowę i nie wiedział co ma poradzić, oczywiście miał oszczędności ale doskonale rozumował fakt, że zostanie mu około stu smoczych oddechów, ale jeśli ma pracować z tymi ścierwami, nie ma innego wyjścia.
-No dobrze dobrze, dorzucę się do tego wszystkiego, ale ja też będę korzystał z tego co MI będzie potrzebne. - podkreślił tutaj swoją osobę, bo jeśli będzie coś ktoś chciał od niego, nie podzieli się na pewno z nikim. Teraz znowu przyszła kolejna na rogacza, który twierdził że bardzo może szybko spuścić Bratu Klen manto. Kenzuran zaśmiał się pod nosem, a potem jeszcze czekał cierpliwie czy tamten coś doda i jednak tak było. Stwierdził, że on ze swoim lizusem pomogą mu zdobyć tak zwane zenkai oraz że jego rodacy także używali chytrych sztuczek. To oczywiście była prawda, bo nie uczciwie czasami podchodzi do walk, ale On teraz nie wiedział jak panują zasady po minionych tysiącu latach.
-Hmmm, sam sobie poradzę....Jeśli napotkany tą tytanicę, sam sobie z nią poradzę, oczywiście jak chcecie także poczuć trochę adrenaliny, nie zabraniam wam w dołączeniu. Tutaj masz rację, moi rodacy używają czasami chytrych sztuczek, tylko tak naprawdę ja nie znam żadnych technik. Nigdy nie udało mi się nauczyć przemiany w wielką przerośniętą Małpę, więc tak walka będzie trochę nie fair, jeśli masz jakieś śmiercionośne techniki w zanadrzu. - był po części jak otwarta księga, ponieważ nie miał zamiaru mu mówić co potrafi, a czego nie. Czarnowłosy po odpowiedzeniu, wstał wreszcie z fotela i się porządnie przeciągnął. Ziewając przy tym, ponieważ odczuwał dziwny dyskomfort, przez to że jeszcze jego kości porządnie się nie przebudziły, znowu pił wodę gdyż nie chciał zjadać wszystkiego swoim demonim towarzyszom.

Była teraz aktualnie dłuższa przerwa w braku żadnych rozmów, ale znowu androidka przebudziła się i przekazała im, że zaraz znajdą się w atmosferze. Ogoniasty zacisnął pięści, ponieważ odczuwał że będzie mógł niedługo z kimś powalczyć i komuś skopać te cztery litery. Jeszcze mechaniczna puszka wytłumaczyła, żeby byli ostrożni jak będą siedzieli w kapsułach oraz najlepiej będzie poczekać na zrzut ich zapasów i innych potrzebnych materiałów. Wojownik oczywiście przyznał jej rację, potakując pozytywnie głową i wyczekując co będzie dalej. Wreszcie robot zaczął iść w jakąś stronę, więc wszyscy udali się za nią korytarzami, gdzie doszli do niewielkiego hangaru i mogli dostrzec cztery kapsuły, które niczym nie przypominały tych które były używane na jego rodowej planecie. Na szczęście Młody Saiyanin był uradowany, że skrzydlata mucha już tylko gadała ze swoim rozmówcą i nie zakłócała jego namysłu co będzie dalej. Po znalezieniu się już wewnątrz maszyny, która miała nawet specjalny pas, oczywiście zapinając się i niczego nie naciskając, gdyż przeczuwał że pojazd był przyszykowany na zrzut na wyznaczone trajektoria. Teraz usłyszał przez radio, że pani android wytłumaczyła wszystkim cztery różne punkty czyli jaki będą mieli sobie cel wybrać. Usłyszał głos rogacza, którego naprawdę by z chęcią już uciszył, dusząc go najlepiej albo zalepić mu mordę jakąś taśmą. Ten, tłumacząc że najlepszym pomysłem będzie wpierdzielenie się w samą burzę piaskową, co groziło bardzo szybko śmiercią, no i przy tym jest mała widoczność. Czarnowłosy pochylił się delikatnie i naciskając przycisk od radia, przemówił:
-To dość nierozsądna decyzja z twojej strony, bo będziemy mieli bardzo słabą widoczność i możemy zostać pogrążeni przez odmęty piasków, ale oczywiście ja na to pluje. Moim zdaniem, powinniśmy wybrać czwarty cel, gdyż ktoś wzywa tam pomoc, to będzie idealna okazja do skopania kilku tyłków i wyciągnięcia z ich inforamcji, to będzie tak zwany bolesny ratunek, haha! Możemy także sądzić, że ten alarm okaże się pułapką i będzie tam kilka grup zasadzonych, żeby nowo przybyli czyli tutaj patrz "My" dostali od nich oklep. Ja zostaje i tak przy czwartym wyborze, nie zmienię zdania... - powiedział i puszczając przycisk, odczuwał że niedługo zostają wystrzeleni. To tylko kwestia czasu zanim Syn Kellana wreszcie znowu odczuje bycie Saiyańskim bojownikiem i pokazaniu komukolwiek gdzie tutaj raki zimują.
avatar
Maou
Liczba postów : 19
Data rejestracji : 21/10/2018


Identification Number
Punkty Życia:
700/750  (700/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

on Wto Gru 11, 2018 5:56 pm
Słuchając wypowiedzi swojego Boga o jego „Dumie”, był już uśmiechnięty. Przed chwilę zakopał nią w grobie gdzieś tam w oddali jego mózgoczaszki. „Tutaj spoczywa Duma. Nigdy nie używana. Nieprzydatna. Nigdy życia nie uratowała. Nigdy nie nakarmiła, gdy byłem głodny. Nie dało się jej przelecieć, gdy czułem pociąg seksualny. Chociaż usilnie próbowałem. Nie napoiła, gdy pragnąłem się napić alkoholu po odwyku. To były najstraszniejsze dwie godziny w moim życiu %%%%%%%%. ”
Dając się wypowiedzieć do końca swojemu mistrzowi wzruszył jedynie ramionami.
- To był tylko środek do osiągnięcia celu. Zrobiłem z siebie Błazna tylko przy pięknej pani Android.
Tutaj skinął głową i mrugnął do niej z uśmiechem. Głęboko w sercu już uważał ją za towarzyszkę. Nawet jeśli będzie robić za tragarza. Nawet taka niepozorna dziewczyna jak ona, może być wielce przydatna na misji. Jeśli się ją uszanuje, jest możliwość odwdzięczenia się chociażby uśmiechem. Nawet jeden miły gest może w przyszłości rozkwitnąć niczym piękna róża. Pewnie będzie miała od zajeban*ia kolców, ale cóż… Takie życie.
Zwrócił się ponownie do swojego Mentora.
- Niepotrzebnie boisz się o swoją reputację. Czyny jakie się robi w małym towarzystwie nie równają się tym przy mnogości ludzi. Inaczej bym się zachował, gdybym był w tłumie ludzi. Inną maskę bym zastosował. Wszystko ku twojej wspaniałości Drogi Nihiliusie.
- Wcale nie chciałem się przebrać za króliczka i w tym paradować całą misję. Nie to, ze moim celem od początku był strój zwierzaczka na misji, a nie pancerz… – Dodał w myślach Maou.  Lekko pokiwał w myślach, wyrzucając te marzeni… Myśl. Tak właśnie! Wyrzucając tą Myśl.
Jednak pomyślcie o tym! Wielka prawa ręka Boga, o której krążą opowieści. Biały puchaty Królik umazany we krwi, który zarżną boginie gołymi rękami.  Istota która z miłego przebrania robi opowieść o najpotężniejszym Demonie we wszechświecie.
[…]
Nihilius zająknął się o zakupie wyposażenia poprzez składkę. Maou tylko pokiwał głową przecząco, wyliczając dokładnie koszt tego co chce zakupić. Gdyby zaoferował tyle ile potrzebuje, nie zakupiłby własnych niezbędnych przedmiotów. Był trochę zawiedziony nie mogąc wyłożyć tyle ile rzadało jego bóstwo.
- Od siebie dam dwieście jednostek Smoczego Oddechu. Pięćdziesiąt przeznaczę na Zestaw Laboratoryjny typu SL w kapsułce. Do tego chciałbym domówić dron’a zwiadowczego o koszcie maksymalnym pięćdziesięciu jednostek Smoczego Oddechu.  Może być nawet używany. Zapewne będzie sterowany przez moją osobę, ale nie będzie mi to wadzić. Mam głęboką nadzieję, że znajdziesz go w tej cenie. Niestety więcej wolnych środków nie posiadam. Musisz zrozumieć, że dla Handlarza bycie bez ani jednego SO przy duszy, jest haniebne. Wiele tym działaniem ryzykuję.
Odezwał się do Soki licząc na jej pomoc. Pewne było to, ze polegał na niej w tym aspekcie. Wyjął nawet jedną swoją prywatną rację żywnościową i jej podał. Lekko drapiąc się po głowie, powiedział zażenowany i zarumieniony na twarzy.
- Oto mój podarek dla ciebie. Nie jestem pewny czy posiadasz żywe wnętrzności i trochę tym czynem ryzykuję, ale i tak jestem na ekspedycji…  
Znów złapał się za głowę drapiąc się. Jego nogi trochę się zginały pod ciężarem ciała. Czuł się jakby wyznawał swoją miłość robotowi. Jego kontakty z kobietami zawsze sprawiają u niego ból głowy. Z Kurwami przynajmniej nie trzeba rozmawiać, tylko zabierasz się do roboty.  Zbieranie informacji, nawet grożąc czyjemuś życiu nie jest tak ciężkie jak uczucia i zmienność dziewczyn.
Mao czuł się jakby właśnie rozbrajał bombę, nie mając odpowiedniego przeszkolenia. Nie mając kombinezonu i licząc tylko na łut szczęścia, że uda mu się przeciąć odpowiedni kabel.
Jedno jest pewne, będzie miał przed sobą wybuchowe wrażenia. Przynajmniej trochę się rozerwie.
- Więc jeśli chciałabyś się pożywić moim skromnym jedzeniem… Byłbym wielce wdzięczny. Chciałbym abyś została moją towarzyszką…
Przez chwilę jego oczy wyrażały zaskoczenie własnymi słowami. Dla niego brzmiało to, jakby chciał się z nią umówić. Machał niekontrolowanie rękami, jakby chciał zaprzeczyć temu co powiedział.
- Miałem na myśli, osobę na której będę polegał na Misji.
Wepchnął jej paczkę żywnościową prosto w dłonie. Jego kilka wypowiedzi następowały niemal jednocześnie, więc nawet nie miała czasu odpowiedzieć, czy w ogóle jest w stanie jeść. Maou po tym szybko się odwrócił i oddalił panicznie. Położył swoją dłoń na ścianę oddychając niekontrolowanie. W jego oczach można było wyczytać przerażenie własnymi czynami. Sam się nawet tego po sobie nie spodziewał…

Nagle przypomniał sobie, że zapomniał poprosić boga o zniwelowanie braku tych 40 SO z własnej kieszeni.
- Te brakujące 40 SO… Jakoś ci się odwdzięczę Książe ciemności.
Więcej słów raczej nie potrzeba.
[…]
Maou leciał w kapsule przysłuchując się Androidce. Jego serce odrobinę szybciej biło gdy na nią patrzył. Ciekawe czemu…
Wyprostował się, gdy usłyszał opowieść o Ziołach. Jednak wiadomość trochę go zawiodła. Forma naparu była dla niego odrobinę nieodpowiednia.
- Liście czy kwiaty mają właściwości psychodeliczne? Dałoby się zastosować je same, bez naparu? Prawdopodobnie uległyby wywietrzeniu. Tak rozumiem przymus zrobienia tego w płynie, aby jak najdłużej zachować enzymy, które po zerwaniu prawdopodobnie przez działanie powietrza szybko by utraciły większość z możliwości.
Maou nie cieszył się na myśl, działania w ugrupowaniach religijnych, bo nie to było jego celem. Mógłby zastosować to w czasie walki. Przez dym ze spalania Kwiatów/liści, sprawić chmurę „Fazy” przez którą ograniczyłby możliwości swoich przeciwników.
Jednak utwierdził, się w przekonaniu… Byłoby możliwe zastosowanie tego w celach agresywnych. Wystarczyłoby zrobić z tego pigułkę. Problemem byłaby próba dostarczenia tego do ust wrogów. Dla chcącego nic trudnego.
[…]
Jakiś czas później. Maou sprawdził swoje pasy bezpieczeństwa. Poprawił swój fotel i pozycję bezpieczeństwa na wypadek silnego uderzenia. Słysząc odpowiednie miejsca patrzył się na panel. Po długim zastanowieniu myślał nad Nr. 2 ze względu na wysokie bezpieczeństwo.  Jak i Nr. 4 aby udzielić pomocy. Wszystkie inne odpadały, bo Maou bał się o własne życie. Tyle razy stawiał czoła niebezpieczeństwom. Pomoc była też ryzykowna. Dodatkowo Nr 4 wybrał ten niepełnosprytny demon. Całym sercem chciałby wybrać bezpieczeństwo. Jednak coś w sercu podpowiadało mu aby wybrał NR4. Pomoc Bliźniemu, taki mały diabełek kusił go, aby zgodził się z DebiloMięśniakiem. Jakby nie będąc sobą podjął decyzję całym sercem! Wybierze kierunek Sygnału Ratunkowego! Jego ręka leciała na przycisk „4”. Będzie niósł pomoc, więc chciał jak najszybciej narysować na czole czerwony krzyż i polecieć w sam środek walki nie myśląc o niczym.
Jego ręka była już nad przyciskiem „4”.
Nagle słyszał, że jego Bóg się odezwał, mówiąc coś prosto do niego. Ten natychmiast zwrócił się ku niemu. Czuł jak jego ręka wylądowała na przycisku.
Z uśmiechem na ustach odpowiedział mu. Za chwilę Androidka powiedziała o miejscu lądowania. Nagle jego twarz zamarła. Ze skrzypem robota, jego głowa skierowała się w kierunku Panelu z wyborem. Zobaczył jak jego ręka leży idealnie na przycisku NR 3!
- Oooo kur!@%$@%!$!%%. Wybrałem NR 3 burze piaskową.
Jego ręce znalazły się na jego głowie. Z całą siłą uderzył łepetyną o panel winiąc swoją głupotę i chwilę nieuwagi. Jego żółwia skorupa w której się skrywał, właśnie się zniszczyła. Wybrał najgorszą opcję z możliwych, a stał murem za Kenzuranem, jakby to nie był on.
Jego decyzja po części wbrew woli… Jednak był mężczyzną i nigdy nie cofał swoich czynów. Wybrał Burzę Piaskową i musi spić całą śmietankę piwa, którego naważył.
Jednak w głębi serca uważał, ze wybór był słuszny. Stać murem za swoim Mistrzem. Dodatkowo chciał odwiedzić zniszczony akwedukt, bo pewnie tam może rosnąć ta roślina. Woda wylewająca się z tego miejsca mogłaby rozwinąć tam życie. Miał nikłą nadzieje, że znajdzie tam owe rośliny.
Jego źrenice się rozszerzyły. Przypomniał sobie o swoim wcześniejszym krzyku. Szybko naprostował swoją wypowiedz, kłamiąc w żywe oczy.
- Wybieram NR3. Pluję w oczy niebezpieczeństwu i nigdy się nie bałem. Jako Dumna istota u boku władcy wybieram Ryzyko, bo tak mam na drugie imię. Tak jak Matka kiedyś zaryzykowała wiążąc się z ojcem, tak ja teraz ryzykuję życiem jako roślina. Pewnie będę uwiązany przez całe życie i zginę tam, dając rady jeszcze spłodzić potomka. Jak DUMNA istota wskoczę prosto w ten morderczy ryj burzy i będę się przy tym śmiał mu prosto w twarz. W oku cyklonu będzie śmiejący się Debil.
Kończąc swoje narzekanie, poprawił się w fotelu. Gotując się, aby brać na klatę to co się stało.
Sponsored content

Re: Łuskowy szlak - drużyna X - Nih, Kenzu, Maou

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito