Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie.

on Wto Paź 30, 2018 12:17 am
Rozdział 1: Nowe pokolenie bohaterów.

Ta Historia ma opowiadać o Saiyanie, którego życie przekręciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Kiedy jego rodzinna planeta wybuchała, nie udał się do swojego Mentora Xandera, zaś poszedł do osobnych kapsuł, które przebywały w porcie kosmicznym. Przyjaciel Rodziny doskonale wiedział, że Bardock rzadko kiedy kłamie, a gdy zobaczył go w barze, całego pokrwawionego, on jedyny go nie wyśmiał. Kazał wszystkim młodzikom, którzy trenowali pod jego okiem zebrać się potem przy jego szkole walki, lecz Kenzuran postąpił zupełnie inaczej i nie miał zamiaru czekać aż dojdzie do całkowitego zniszczenia. Przepychał się między swoich pobratymców i innych, a oni zdziwieni nie wiedzieli o co chodzi młodzikowi. Syn Kellana musiał szybko spiąć poślady, bo nie chciał skończyć jak reszta rodaków, którzy nie wierzyli niskiej klasy wojownikowi. Po upływie piętnastu minut, szybko wskoczył do jednej kapsuły i wpisał pierwsze lepsze koordynaty, które zmierzały na jakąś bezpieczną planetę i ta nie należała jeszcze do Lorda Freezera. Brat Klen po wystrzeleniu się w porcie, mógł tylko słyszeć przez radio, że nie dostał zgody na pozwolenie, więc po prostu to olał i nie obchodziło go to. Można było stwierdzić, że był zdrajcą, ale on tylko ratował swoje cztery młode litery, ponieważ aktualnie miał dziesięć lat. Kiedy wyjrzał ostatni raz przez szybę, będąc pod kątem spoglądania na planetę, widział jak gigantyczna magmowa kula tworzy się przy jakimś niewielki statku wyglądającym jak Freesby albo dysk. Nie wiedział co ma o tym myśleć, dlatego odwrócił wzrok i łzy napłynęły do jego oczu. Niestety jego kapsuła była na tyle blisko, że eksplozja planety zrobiła niewielki uszkodzenia w środku maszyny i całkowicie zbiła go z kursu. Młodziutki Saiyanin nie wiedząc co się dzieję, ostatnie co zobaczył, to czarna dziura, która wchłonęła go wraz z pojazdem, bo wreszcie znajdował się w środku tego poda. Ogoniasty dzieciak nie wiedział co się dzieje, kręciło mu się w głowie, miał dziwne młodości, zaś jego kapsuła ciągle wirowała w dziwnym i mrocznym portalu, który wreszcie po nie wiadomo jakiej ilości czasu, wypluł go i ten zmierzał ku błękitnej planecie.

Kenzuran kiedy dochodził do siebie, spojrzał przez czerwoną szybę swojej maszyny i odczuł, że wchodzi w atmosferę planety, przez co ta cała zaczęła się żarzyć bardzo mocno, aż wreszcie porządnie walnęła o śnieżną glebę. Młody Bohater niestety nie wiedział jaki to jest dokładnie rok i gdzie się aktualnie znajduje. Nie wiedział też, że uzyska moce o jakich nigdy mu się nie śniło, choć i tak wywodził się z rasy kosmicznych wojowników. Czarnooki młodzieniaszek starał się wykaraskać z pojazdu, który niestety źle się wbił w podłoże planety i drzwi się po prostu wgniotły nie tak jak powinny. Nie wiedziała przecież, że jest coś takiego jak standardowa procedura lądowania, wreszcie leciał po raz pierwszy w życiu taką maszyną. Na szczęście syn Kellana miał chociaż zegar i ten dokładnie mu pokazywał ile czasu minęło odkąd tutaj siedział. Starał się wykopać siłą, ale to nic nie dawało, ale po upływie kilku godzin, usłyszał wreszcie jakiś głos. Ktoś próbował mu pomóc,  ale z perspektywy nieznanej osoby, ta się strasznie bała podchodzić do kapsuły, bo nie wiedziała co ją czeka. Kenzuran walił w szybę i prosił wręcz o pomoc. Wreszcie nieznanej osobie, jakoś udało się podważyć grodzie od jednoosobowego statku i ten wreszcie puścił. Chłopak wyszedł, oddychając powietrzem i odczuwając dość mocne zimno, a potem dopiero spojrzał na jego ratunek, który przyszedł nie wiadomo skąd. Chłopaczek pierwszy się przedstawił:

-Jestem Kenzuran, dziękuje za pomoc....Nie chciałem także nikogo wystraszyć... - skończył mówić, aż wreszcie przykucnął, bo odczuwał minusową temperaturę. Nie wiedział gdzie jest konkretnie, ale poczuł za chwilę że osobnik który mu pomógł, okrył go futrem i odpowiedział mu:
-Rozumiem, widzę że jesteś nietutejszy, sądząc po tej dziwniej technologii, która leży za tobą.  Już na polu uprawnym mogłem cie zobaczyć wraz z innymi, ale oni stchórzyli, a ja jestem ciekawską osobą. Mimo to, wyglądasz mi na człowieka, tylko z czymś dodatkowym za sobą....Nie ważne, czego ci potrzeba?? - zapytał i nadal obserwował brązową kitę, która falowała na wietrze na tyłach młodzika. Brat Klen nie wiedział jak ma zareagować, ale wreszcie wywodził się z rasy potężnych wojowników, więc spoważniał i odpowiedział:

-Tak, na pewno będę potrzebował tu przetrwać, mój dom został zniszczony i dlatego się tutaj znalazłem. Mam nadzieję, że jest mi Pan w stanie jakoś pomóc, nie mam dokąd pójść.... - rzekł, ponieważ musiał mówić jak na razie prawdę, nie miał innego wyjścia. Farmer spojrzał tak na niego, a potem pstryknął palcami i mu odpowiedział:

-No dobrze, skoro nie masz dokąd się podziać, z chęcią cie zaadoptuje do swojej rodziny. Ja ze swoją małżonką nigdy nie mogliśmy mieć dzieci, a po jej odejściu, w moim życiu nigdy się nic nie działo ciekawego, aż do teraz...No ale nie ma co rozpamiętywać starych ran. Wiem, że powinienem wpierw cie bliżej poznać, ale chodźmy, bo zaraz tutaj zamarzniesz na kość i będziesz musiał przystosować się do tej temperatury, tutaj ciągle panuje wieczny mróz. - skończył mówić i zaprowadził chłopaka do swojego domostwa, które było jakieś niecałe piętnaście kilometrów stąd.
Kilka miesięcy później.
Akinori, nowy Ojciec młodego Saiyańskiego dziecka, zaopiekował się chłopcem, gdyż ten naprawdę wyglądał jakby nie miał dokąd pójść. Kenzuran oczywiście czasami się rzucał, jak mu się coś nie spodobało, ale to była jego rasowa natura i nie omieszkał że było inaczej. Pomagał swojego nowemu Staruszkowi przy zasadzaniu lodowych warzy, ponieważ jego wiek ukazywał, że nie jest taki młody jak niegdyś. Sprzedawali razem warzywa oraz owoce, które rosły na lodowy drzewach na pchlim targu, gdzie za tutejszą walutę mieli co jeść i mogli zrobić opłaty, gdyż należeli do najzwyczajniejszego motłochu. Dzięki młodzieńcowi, Akinori poczuł, że znowu żyje, gdyż chłopak naprawdę szybko się uwijał, a nawet wykorzystywał od czasu do czasu swój ogon przy pracy na polu. Miesiące ciągle mijały, aż wreszcie nadszedł dziwny dzień dla nich obydwu. Kiedy wracali wraz ze swoim rumakiem i wozem do domu, gdzie sprzedali trzy czwarte tego co wyhodowali, przejeżdżała obok nich Królewska Karoca. Kenzuran spojrzał w szybę od lektyki i dostrzegł młodą dziewczynkę, która była w jego wieku i ona także przypadkowym cudem spojrzała w jego stronę, choć bardzo rzadko to robiła. Saiyański dzieciak musiał szybko obwiązać ogon na pasie, żeby ukryć fakt, że nie wywodzi się stąd, a potem szybko odwrócił wzrok, delikatnie zarumieniony. Nie minęło zbyt wiele czasu, aż Konie wreszcie zatrzymały się i karoca także stanęła, trochę dalej niż stał Akinori ze swoim podopiecznym. Drzwi pojazdu otworzyły się i z nich wyłonił się wielki i potężny Król Argust, który mierzył na oko z Dwa metry, zaś za nim mała dziewczynka w połyskującej białej sukni, która miała znaki w kształcie płatków śniegu. Pokierowali się w stronę zwykłego farmera i niezwykłego chłopca, który chciał bronić Ojca i już szykował widły, lecz został powstrzymany, bo nie można tak postępować przed samym Królem tego królestwa. Dziewczynka szła spokojnie i taktownie jak na damę przystało, zaś za nią potężny Ojczulek i dwóch strażników, którzy stanęli tak by przypilnować czy nikt ich nie będzie chciał zaatakować. Na szczęście, wszyscy mieszczanie wielbili swojego Władcę, więc nie było tutaj mowy o żadnym buncie ani nic z tych rzeczy. Wreszcie młoda dama zbliżyła się do Czarnowłosego i przemówiła:

-Witaj mieszczaninie. Jestem Artina, Księżniczka tego wspaniałego Królestwa. Nie wiem czemu, ale widzę cie pierwszy raz, a  zazwyczaj zwracam uwagę na takie drobnostki jak nowo przybyłe osoby, bo uczę się bycia w przyszłości Królową. Powiedz mi...nie jesteś stąd, prawda? Widzę to po twojej twarzy oraz dziwnym brązowym pasku na twoich białych ciuchach, dlatego mnie to tak wprawiło w ciekawość... - tutaj na chwilę zrobiła pauzę i kątem oka spojrzała na swojego Tate. Ten tylko jeszcze bardziej spoważniał, przez co młody saiyan się delikatnie przeraził co się może zaraz wydarzyć, dlatego delikatnie drgał i chciał zaatakować, tak mu instynkt podpowiadał.

-Nie mam zbyt wielu kolegów, zaś koleżanek mam ponadto. Chciałam ci dać propozycję, czy może byśmy mogli się zaprzyjaźnić, aczkolwiek Mój Tato by tego nie chciał...Co ty na to? - skończyła mówić, a jej uśmiech podpowiadał by chłopak się na to zgodził. Nie wiedząc czemu, ale syn Kellana zauroczył się w młodej księżniczce, ale to tylko dlatego że chyba był dzieckiem, aczkolwiek jego oddech zrobił się cięższy i nie wiedział co ma poradzić. Wreszcie przełamał pierwsze lody i odezwał się w jej stronę:

-Hmm, nie wiem czy mi jest zaszczyt przyjaźnić się z Księżniczką, co w ogóle będę z tego miał?? - zapytał poważnie, zaś Akinori już chciał uderzyć chłopaka, lecz Król pomachał głową, że nie ma takiej potrzeby. Przyszywany Staruszek się powstrzymał, bo wiedział że tak się nie rozmawia z damami, ale Artinie najwyraźniej to nie przeszkadzało i ta mu odpowiedziała:

-No cóż, na pewno będziesz mile widziany na dworze Królewskim oraz jako młodzieniec płci męskiej, będziesz szkolony w szkole rycerskiej i może niegdyś byś trafił do elity rycerskiej żołnierzy mojego Tatusia. Oczywiście twój Ojciec także by miał pokój w jednym ze skrzydłem Królestwa oraz nie musielibyście tak ciężko harować na polu jak do tej pory.... - to zamurowało i Kenzurana i Akinoriego. Nie spodziewali się czegoś takiego ze strony Córki Argusta, zaś sam Władca wiedział co jego córka robi i to są jej królewskie decyzje. Przyszywany Ojczulek trochę nie miał zbytnio jak odpowiedzieć, dlatego wreszcie przemówił mocarny głos Króla tego państwa:
-Trochę tymi słowami zamurowałaś naszych mieszkańców, dlatego zapraszam do Lektyki, tam wszystko omówimy... - pokazał zapraszająco dłońmi w stronę pojazdu, który był idealny na cztery osoby, ponieważ strażnicy zawsze mogli siedzieć albo na dachu albo na tyle tej karocy. Po znalezieniu się w środku, Akinori wraz z synem, który nie był jego, widzieli jak jeden z żołnierzy poprowadził także ich wóz z zapasami żywności w stronę Zamku. Po dojechaniu do wielkiej budowli, Król wraz z nieprawdziwym Ojcem Kenzurana poszli do sali konferencyjnej i tam zaczęli rozmawiać o tym jak to wszystko będzie wyglądać. Natomiast młodzieniec wraz z Księżniczką poszli w zupełnie inne ustronne miejsce, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzać. Znaleźli się w jej sypialni, gdzie od razu wyszli na balkon i ta zaprosiła go obok poręczy. Kiedy się do niej zbliżył, ta niespodziewanie chwyciła za jego jeszcze zimne dłonie, gdyż ogoniasty jeszcze się nie dostosował do minusowej temperatury.
-Słuchaj Blade, wiem że nie znamy się zbyt długo i należymy do zupełnie innych poziomów społecznych, ale spodobałeś mi się. Chciałam ci zaproponować Małżeństwo ze mną, jeśli oczywiście minie kilka lat i będziemy dorośli oraz to, że będziemy mogli sami podejmować decyzje. Nie wiem tylko, czy ja też się tobie spodobałam i czy czujesz to samo co ja do ciebie?? - zapytała, a potem cała się zarumieniła. Akinori oczywiście przedtem nadał imię Blade dla Kenzurana, by te się zbytnio nie wyróżniało, dlatego Księżniczka powiedziała w ogóle inne imię. Kenzuran nie wiedział jak ma na to odpowiedzieć, dlatego on też się zrobił trochę czerwony i kiedy tak siedzieli w ciszy, postanowił jej odpowiedzieć:

--Niech i tak będzie, skoro to pomoże mojemu Ojcowi oraz mi, zrobię to. Zostanę twoim mężem... - powiedział to tak jakby nie był do końca pewny swoich słów. Nie wiedząc czemu, wojownik bardzo szybko zareagował i uniknął ust, które chciały go pocałować także w usta. Artina chciała zapieczętować ten układ pocałunkiem, lecz on się na to nie zgodził.

-Wybacz mi, to jest dla mnie coś nowego, nie chcę jeszcze tego pocałunku, przełóżmy to na inny czas, dobrze?? - zapytał jej, a ta tylko kiwnęła głową i puściła jego dłonie. Kiedy zaczęła od niego odchodzić, obydwoje mogli odczuć potężny wstrząs i wybuch na jednym z pięter Pałacu. Nie spodziewali się niestety, że akurat w ten dzień, kiedy będą podpisywać miłosny pakt, dojdzie do ataku ze strony Królestwa Ognia. Dwójka dzieci wyjrzała przez balustrady i dostrzegli jak impy na dziedzińcu wybijały królewskich lodowych strażników od tak po prostu. Księżniczka bardzo szybko odwróciła wzrok, bo zrobiło jej się nie dobrze, zaś chłopak był do takiego czegoś przyzwyczajony, u niego na Vegecie bitki to była coś normalnego. Celem tego ataku było to, że Władca Demonów miał swojego Sukkuba, który potrafił przewidywać przyszłość i wiedział o zdolnościach chłopaka, dlatego chciał by jego jednostki go porwały albo unicestwiły. Wreszcie do pokoju młodej Księżnej wtargnęły impy, które stworzyły w swoich mrocznych dłoniach ogniste włócznie, przez co dziewczynka krzyknęła z przerażenia. Blade bardzo szybko musiał reagować, nie wiedział co się stanie, lecz zasłonił następczynie tronu swoim ciałem i gdy dostrzegł, że ostre bronie leciały w jego stronę, przed nim pojawił się sam Król, zasłaniając ich. Przyjmując na siebie włócznie, zrobił specjalny gest rękoma, by je wszystkie na raz zniszczyć. Jego rany szybko zostały zamrożone i wkurzony tym całym incydentem, wypuścił ze swojej jamy gębowej coś w rodzaju lodowego ki wave'a, który zamroził i pokruszył impy na drobny lód. Niestety, tego jeszcze nie było koniec, ponieważ nad tarasem lewitował na skrzydłach Inkub, który z wrednym uśmieszkiem na twarzy pikował w stronę Króla oraz dzieciaków i chwytając córkę Władcy, miał zamiar ją porwać. Argust bardzo szybko się zorientował co się dzieję, gdyż usłyszał świst za sobą i przerażający krzyk jego córeczki. Wybijając się z balkonu, poleciał za demonem, który chciał uprowadzić jego jedyne dziecko. Syn Akinoriego zdziwił się, że Król potrafił latać, mimo iż nie posiadał żadnych skrzydeł czy też maszyny, ale przypomniał sobie, że jest coś takiego jak Bukujutsu.
Blade nie miał zamiaru tutaj stać i nic nie robić, więc przeskakując przez poręcz, natrafił na jeden dach i zjeżdżał teraz po kafelkach, dość mocno się chwiejąc. Czarnowłosy bardzo szybko dzięki ślizgowi, zbliżył się ku demonowi i Córce Argusta, więc wykorzystując wszystkie swoje siły w dolnych kończynach, wybił się z daszku i kiedy Inkub zniżył swój lot, został pochwycony przez chłopaka. Młody Saiyanin chwytając za jedno ze skrzydeł, a drugą pięścią obijając twarz wroga, miał zamiar zrobić to by wypuścił dziewczynkę. Nie upłynęło zbyt wiele czasu, aż wreszcie demonem zaczął sobie powolnie spadać na ziemie i kiedy się rozbił, wypuścił chłopaka, jak i córcę samego Władce. Starając się podnieść z ziemi, nie zauważył kiedy to stopa Króla rozgniotła jego głowę na śniegu i wszędzie prysnęła krew. Brat Klen patrzył na to z lekkim przerażeniem, ale wiedział że jego rodacy też byli zdolni do takich mordów. Chłopak podniósł się i pomógł wstać Księżniczce, a za chwilę przy nich znalazła się Królewska straż przyboczna oraz sam Argust. Czarnooki dostrzegł, że niektórzy żołnierze Władcy potrafili latać w powietrzu, czyli sztuka latania tutaj też była akceptowana, jak na Vegecie. Nie wiedząc czemu, czasami głowa młodzieńca bolała raz mocniej, raz lżej, a to tylko dlatego że podczas lądowania, przyrżnął on o kokpit kapsuły i część pamięci została przez niego stracona. Żołnierze bardzo szybko odprowadzili następczynie tronu do Zamku, zaś sam Król przykucnął przy chłopcu i rzekł w jego stronę:

-Dzielnie się spisałeś młody, na szczęście to był tylko mały atak, ale może się pojawić ich znacznie więcej. Nie mniej jednak bardzo ci dziękuje za twoją odwagę, gdyby nie to, że zostawałem powstrzymywany przez inne demony, to ciebie nie zauważyły. - zrobił tutaj chwilową pauzę i zaczął dalej mówić to co chciał:
--Słuchaj mnie uważnie, skoro demony czegoś chcą, to nie mamy zbyt wiele czasu...Lodowa ściana w takim razie jest przetapiana przez nie, które powstała pięćset lat temu, gdyż bardzo bardzo daleko stąd, istnieje coś takiego jak lodowa ściana gruba na ponad sto kilometrów. Najwyraźniej dla demonów jest za cienka, ale do rzeczy, załatwię ci najlepszych trenerów, ja nie zawsze będę w pobliżu, a widzę że krzepy ci nie brakuje. Chroń moją córkę, tylko o to cie proszę

- kiedy skończył to mówić, powstał ze swojego kolana i od razu ruszył z chłopakiem do Pałacu, gdzie znajdywały się koszary. Młodzieniec dostał od kwatermistrza zbroje na jego dziecięce rozmiary oraz ostrze i specjalnie rękawice, ponieważ Król ma zamiar prowadzić trening bronią białą jak i fizyczny. Po znalezieniu się na sali treningowej, ogoniasty zobaczył wielu rycerzy oraz wojowników, którzy trenowali na manekinach oraz także strzelali lodowymi promieniami, jak i łukami czy też kuszami. Nie znał nigdy takich broni, dlatego na szczęście będzie miał osobistego trenera, który mu wszystko wytłumaczy co i jak. Nie czekając dłużej, trening Blade'a zaczął się i upłynęło kilka lat. Trenował on przez dobre sześć lat, więc był w wieku szesnastu lat, już nie był dzieckiem tylko nastolatkiem. Trenował najpierw drewnianą bronią, by niechcący nikomu nie obciąć głowy albo jakiejkolwiek innej kończyny. Trenował także walkę fizyczną, by jego ciało było wytrzymalsze i bardziej odporne na ataki ze strony demonów. Wreszcie dostał on specjalną sesję na dwie mistrzynie, które posługiwały się Naginatami oraz włóczniami. Dwie Siostry, gdzie jedna posiadała krwiste włosy, zaś druga fioletowe i niebezpieczne złote spojrzenie. Obydwie stały z dwóch różnych stron, by nastolatek mógł się nauczyć walki tak by obronić się przed kilkoma przeciwnikami na raz. Takeda oraz Matsunaga ruszyły w jego stronę z niesamowitą prędkością i trenując już ostrą bronią, w grę przestały wchodzić jakiekolwiek przelewki. Blade wpierw obronił się przed tą z większym biustem, chociaż obydwie pałały niesamowitym walorami, ale starał się nie zwracać na to uwagi.

Wiedział doskonale o tym, że jakby natrafił na jakieś wrogie Sukkubusy, także one by starały się go uwodzić swoimi wdziękami, więc musiał to w sobie zwalczyć i nie da się tak łatwo pokonać. Zwinnym ruchem, ogoniasty odbił jeden cios Naginaty, potem usłyszał za sobą świst i zrobił zamach także parując drugi atak. Na jego nieszczęście, siostry były tak zgrane, że bardzo szybko się pozbierały i dwie dwudziestopięciolatki zamachnęły się na nowo. Młody Saiyanin nie wiedział jak ma się przed tym obronić, więc krzycząc głośno wniebogłosy, stworzył wokół swojej osoby coś jak podmuch ki, który odrzucił obydwie Panie od niego, przez co te wpadły na ściany stajni oraz ścianę Zamku. Wreszcie trenowali na zewnątrz i kilku szkolących się, nie wierzyli co się właśnie wydarzyło. Chłopak pierwszy raz odkąd tutaj był, użył swojej wewnętrznej energii za skutkiem poczucia obronnego impulsu. Po zakończeniu bardzo szybko tego treningu, powrócił do swojego pokoju, który oczywiście znajdował się w Pałacu i gdy tam dotarł, znalazł jakąś przybitą notkę. Całkowicie mu ta informacja wypadła z głowy, przez to że miał naukę walki, jak i języka oraz pisania. Wreszcie musiał się nauczyć obsługi piórem oraz jak składać poprawnie zdania. Złapał się za głowę, bo nie chciał być Synem Króla, jakoś mu nie leżała królewska rodzina, ale skoro na notce widniało to, że niedługo będzie szykowany ich ślub, chyba nie ma innego wyboru. Nie wszedł jednak do swojego pokoju, dlatego też po upływie dwudziestu minut, znalazł się poza obszarem Zamku i poszedł do mieszczan zobaczyć co się u nich dzieję ciekawego. Niestety, jeden ze strażników z górnego miasta go dostrzegł i zawołał mu pierwszą lepszą lektykę, by ten nie chodził jak zwykły motłoch. Blade mimo iż minęło tyle lat, nie czuł się dobrze w roli syna Króla, ale zaakceptował ofertę ze strony żołnierza i wsiadł do lektyki. Ta zrobiła rundę wokół biedniejszej dzielnicy i żałował że ją opuścił, bo wreszcie tutaj mieszkał. Spoglądał na dawnych swoich koleżków, których imienia już nie pamiętał i wzdychając pod nosem, pojazd zaczął kierować się w stronę Zamku. Po opuszczeniu karocy, pokierował się przez główny hol Pałacu i słysząc śmiechy w jadalni, słyszał jak jego przyszywany ojciec Akinori wraz z Królem i Królową omawiają już przyszłe plany ich dzieci. Młody Saiyanin był tym wszystkim przytłoczony i miał tego dość, chciał uciec lecz z myśli wybił go wybuch, który był naprawdę jednym z większych do tej pory. Bardzo szybko uniósł się w powietrze i lądując na pierwszy lepszym tarasie, zobaczył że lodowiec o grubości stu kilometrów zaczął się tak jakby przetapiać oraz sypać. Blade wiedział co to oznacza, demony wreszcie posiadały taką technologię, że przedostały się przez tą niesamowicie długą i grubą bryłę ściany i zamierzają swój największy atak w dziejach historii tego królestwa. Co wydarzy się dalej?? Czy Kenzuran będzie mógł wstanie obronić spadkobierczynię tronu oraz jej lud i poddanych? Dowiecie się tego w następnym rozdziale.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sro Paź 31, 2018 12:54 am
Rozdział 2: Atak na królestwo Niebieskie.


Blade kiedy tak spoglądał na kawałki spadającego lodu, nie mógł nadal w to uwierzyć. Zobaczył, że demony utworzyły wielki okrąg, który miał być przejściem właśnie do Lodowego Królestwa, które najwyraźniej miało zostać podbite. Po chwili spoglądania w tamto miejsce, obok jego osoby wylądował sam Władca i rozkazał mu przenieść się do hangarów, gdzie znajdowały się transportowce dla wojsk, by ten mógł swobodnie zostać na pole walki. Czarnowłosy tylko kiwnął głową i zeskakując, wylądował twardo na śniegu, a potem szybko pobiegł w stronę zbrojowni by przywdziać na siebie średniej wielkości zbroje. Po wykonaniu tej czynności chwycił za pierwszy lepszy stalowy miecz, a po dotarciu do budynków, gdzie przetrzymywano pojazdy, nie mógł uwierzyć że to Królestwo zna się na takiej technologii. Nastolatek mógł dostrzec specjalne ochronę, gdzie w niektórych miejscach na czołgach znajdowały się kolce, które zapewne miały chronić przed szarżą ze strony demonów na tą maszynerię. Także znajdowały się tam otwory, które miały służyć do wystrzeliwania lodowej energii przez królewskie jednostki oraz paladynów. Nie czekając dłużej, wskoczył na dach pojazdu i wchodząc przez okrągły otwór, zajął jedno z miejsc, gdzie przypadkowo było wolne, ponieważ było ono dla niego. Oczywiście szybko znalazł się przy jednym z generałów Władcy i przekazał mu informacje o tym, że został przydzielony do tego oddziału i ma ich wesprzeć przy środkowej terenie. Po wytłumaczeniu wszystkiego, Przewodzący oddziałem wszystko zrozumiał i używając gwizdka, trzydzieści transportowców ruszyło przed siebie na tereny walki, gdzie mają za zadanie powstrzymać jednostki nieprzyjaciela. Niestety Lodowi żołnierze nie spodziewali się szybkiego działania gadzich demonów, którzy przenieśli swoje magmowe Trybusze na tutejszy tereny i zaczęli ostrzał ognisty kamulcami. Jeden ognisty kamień leciał w wóz w którym znajdował się młody saiyanin, lecz ten posiadając lepszy słuch, usłyszał świst i ruszając szybko do wyjścia, wyskoczył w ostatniej chwili z pojazdu.

Generał i trzech jego lepszy ludzi przeżyło, tak samo przyszywany syn Akinoriego, ale nie mogli się tym przejmować tylko musieli ciągle przeć na przód. Niestety przez to, że zaczęła się dość nie dawno śnieżyca, ogoniasty poszedł w ogóle w zupełnie inną stronę i natrafił na jakiś górski szlak, więc nadal szedł w jego kierunku. Przysłaniał sobie swoje oczy i ledwo patrząc co się dzieję przed nim, prawie spadł z półki skalnej, ale szybko się odwrócił i chwycił się lodowatej części góry. Przez ten cały trening, jego ciało było lepiej uodpornione na tutejsze chłody, dlatego nie przejmował się tak bardzo teraz minusową temperaturą, można było go nazwać morsem. Po dotarciu do jakiegoś większego rozwidlenia, w jednym z przejść widział jakiegoś garbatego mężczyzn, około pięćdziesiątki oraz księżniczkę, która była przez niego trzymana. Blade nie mógł w to uwierzyć, ponieważ niesamowicie w jego oczach się dla niego zmieniła, gdyż przez te minionych niecałych 7 lat, bardzo rzadko się spotykali. Ona miała swoje zajęcia, a on swoje więc ciężko było dla nich kiedykolwiek się spotkać. Nie miał zamiaru czekać i zobaczyć co się dalej stanie, więc szybko chwycił za rękojeść swojego ostrza i pobiegł w ich stronę. Nie wiedział co zamierza ów osobnik, więc dziko zamachnął się w jego stronę i odciął mu jego rękę, lecz całe przedramię zostało nienaruszone. Szalony profesor zawył z bólu i uklęknął, lecz używając swojego intelektu, włożył ranę do śniegu, by ją sobie przymrozić, gdyż nie chciał się wykrwawić. Niestety dopiero po chwili wojownik zorientował się, że dłoń szalonego naukowca przeleciała przez śnieg, a tak naprawdę to był holograficzny śnieg, który wskazywał że w tym miejscu była pułapka, a na jej dnie mnóstwo lodowych kolców. To tutaj właśnie doktor chciał poświęcić spadkobierczynię tronu, gdyż był tajnym szpiegiem, a jego czerwony kilt oraz złote zdobienia na ubraniu sugerowały, że wywodzi się z Królestwa demonów.

Naukowiec po ogarnięciu się, chwycił bardzo szybko dziewczynę za rękę i miał zamiar ją zrzucić, lecz Czarnooki nie zamierzał do tego dopuścić i od razu ruszył do akcji. Niestety pech był taki, że starszy mężczyzna poślizgnął się, mając już mocno przemoczone buty i wraz z córką Króla zaczęli spadać ku dziurze, obydwoje umierając. Syn Kellana nie mógł uwierzyć, że zobaczył jej śmierć na własne oczy, a przyrzekał jej tyle rzeczy, a tak naprawdę teraz wszystko poszło na marne. Wzdychając pod nosem, uniósł wysoko miecz i wbijając go na cześć Artiny, postanowił wyruszyć na plac boju, tam gdzie powinien się znaleźć. Brat Klen nie spodziewał się tego, że nagle z dziury wyłoni się dusza martwej Księżniczki, która nawet mimo tego, że nie będzie wyglądała jak człowiek. Wyglądała jak jakieś dziwne genetyczne zwierzę, a konkretnie wilkołak. Zniżyła swój lot i znajdowała się praktycznie nad chłopakiem, a zaraz potem odezwała się do niego:
-To nie twoja wina, nie wiedziałeś co się stanie wojowniku. Ja zaś mam do ciebie pytanie. Czy w moim imieniu, będziesz bronił tego Królestwa oraz moich poddanych....Człowieku? - Blade dosłownie był zamurowany, na chwilę się tym wszystkim przeraził, bo nigdy w życiu nie spotkał ducha na żywe oczy. Nie wiedział co o tym myśleć, lecz zacisnąwszy obydwie pięści oraz przełykając ślinę, odpowiedział:
-Dla ciebie....oczywiście że to zrobię. Przepraszam, że nie zdążyłem na czas, gdybym wiedział.... - nie mógł dokończyć słów, nie wiedział co miał dokładnie powiedzieć. Zabrakło mu po prostu mowy, ale za chwilę znowu usłyszał Anielski głos ducha:
-Teraz mogę ci wreszcie powiedzieć prawdę. Moja Rodzina wywodziła się z rodu Wolfjinów, którzy bardzo późno pojawili się w tej krainie. Z początku nie panowaliśmy nad transformacją w likantropa, ale nasi najstarsi przodkowie zostawili po sobie w tym królestwie informacje na ten temat. Teraz gdy ja odeszłam, otrzymasz ode mnie tą moc i zostaniesz przeklęty jako Wilkołak, to będzie twoje brzemię oraz obowiązek jako mój następca i niedoszły mąż... - po skończeniu tej mowy, unosząca się dusza wleciała w ciało chłopaka. Czarnowłosy nie wiedział jak ma zareagować, ale nie czuł się zbyt dobrze, a za chwilę jego osoba zaczęła unosić się ku górze. Rozłożył przedramiona na boki i wyjąc głośno z bólu, jego osoba całkowicie się przeistoczyła w Wolf-Jina. Posiadał on teraz aktualnie czarne futro oraz bardzo mocno krwiste oczy. Jego wzrost zmienił się o jakieś dziesięć-dwadzieścia centymetrów. Na jego paznokciach wyrosły długie i niebezpieczne kły, a także mógł odczuć że jego zęby teraz miały dodatkowe dwa długie kły, które mogły się przebić przez skórę od tak. Wyczuwając w sobie niespotykaną moc we własnym ciele, uniósł się i lewitując nad ziemią, pofrunął w stronę pola bitwy by zakończyć to wszystko raz na zawsze. Szukał teraz zemsty na władcy demonów, przez którego nie żyła Artina, nie miał zamiaru puścić tego płazem. Dolatując już do rozbitej ściany lodowej, zniżył swój lot i wlatując w tłumy walczących, miał zamiar trafić jak najwięcej demonów. Wbił się w koło, które otaczało Władcę tego królestwa, a potem tylko swoimi szponami rozrywał kolejne impy na strzępy. Argust patrzył i nie dowierzał swoim oczom, wiedział co się wydarzyło, wiedział że chłopak od tak by nie posiadał mocy Likantropa, więc mógł uznać to że jego córka jest martwa, ale musiał mieć pewność. Władca podbiegając do młodzieńca, który właśnie rozrywał kolejnego demona, rzucił w niego pytaniem:
-Chłopcze....wiem że nie powinieneś mieć od tak tych mocy....czy moja córka....Nie Żyje?? - zapytał robiąc unik i używając swojego Great Sworda, rozciął większego czarta na pół. Krwistooki spojrzał na niego bokiem, chwytając pobliskie ścierwo i ściskając głowę demona w nic, odpowiedział mu:
-Przykro mi mój Królu, ale to jest prawda...przez Naukowca, który pracował dla Pana, to on za wszystkim stał, to on był szpiegiem którego tak pan szukał przez te lata.... - warknął złowrogo, bo nadal nie był zaspokojony, był wściekły przez to co się stało. Ze strony Argusta mógł tylko usłyszeć tylko jeszcze to:
-Niech ich Diabli wezmą, no cóż, czasu nie cofniemy. Niestety ja będę musiał się wycofać, dowiedział się od naszych informatorów, że latające złowrogie jednostki próbują dostać się na komnaty Królewskie by jeszcze dobić moją żonę...Poprowadź wojska wraz z generałem Aladarem i powodzenia... - mówiąc to, wybił się ze śniegu i poleciał w stronę swojego Pałacu. Blade tylko kiwnął głową i zauważył, że demonie jednostki rzuciły się w jego stronę, więc on ponownie wykrzykując krzyk rozpaczy, stworzył wokół swojej osoby białą aurę, odpychając wszystkie potwory i poleciał w stronę kręgu, który był wytopiony w ponad stu kilometrowej ścianie lodu. Po wylądowaniu na samym początku, gdzie kilka rzędów lodowych oddziałów ustawiło się na szturm na Królestwo Demonów. Odwracając się w ich stronę, wykrzyknął następujące słowa:
-ŻOŁNIERZE, Teraz ja wraz z Generałem Aladarem poprowadzimy was na podbój, ale mam do was jedno pytanie, CZY BOICIE SIĘ ICH!? - mogli usłyszeć w jego głosie gniew, który spowodowany był przez śmierć Córki Króla. Większość żołnierzy spojrzała po sobie, a jak tutaj zmierzali, widzieli że inni już byli martwi, lecz odzyskując bardzo szybko zimną krew, wszyscy razem wykrzyczeli:
-NIEE!!! - chór głosów zabrzmiał w okrągłym przejściu. Blade w takim bądź razie, zadał im kolejne pytanie:

-CZY BĘDZIECIE BRONIĆ TEGO KRÓLESTWA DO OSTATNIEJ KROPLI POTU!? - oczywiście usłyszał tą samą odpowiedzieć czyli chóralne "TAK". Ogoniasty zatem nie zamierzał dalej czekać i po prostu wykrzyknął jedne dla nich bardzo ważne słowo:
-SZARŻĄ ZATEM!!! - Wilczy młodzieniec odwrócił się i zaczął biec, zaś reszta Armii ruszyła ku jego śladami. Kiedy tak biegł, Generał Aladar zbliżył się do niego i podając mu specjalną refleksyjną tarczę, szybko mu wytłumaczył że ma ona na celu odbijać ogniste pociski oraz magiczne ogniste kule ognia. Kiwnął głową na to, że rozumie i gdy już się zbliżył do ściany stworzonej z rogatych demonów, po prostu się w nich wbił, trzymając miecz przed sobą. Po chwili dostrzegł, że wrogie jednostki wystrzeliwały ogniste pociski, więc machając przedramieniem, gdzie była tarcza, odbijał je za siebie albo przyjmował także niektóre na swój defensywny przedmiot. Niestety nie obyło się bez ofiar, ponieważ gdy reflektował niektóre pociski, te wlatywały w lodowych żołnierzy i ponosili niestety śmierć. To była wojna i nic nie mógł na to poradzić, a że było bardzo tutaj ciasno, także nie mógł nic z tym zrobić. Nagle bitwa w przejściu rozpoczęła się, były wymiany ciosów, ostrza latały tu i tam, także można było dostrzec strzały, lodowe jak i ogniste. Dopiero po jakimś czasie tej walki, dostając także wiedzę oraz tego czego się nauczyła na temat wrogich nieprzyjaciół, wiedział jak ma się bronić albo gdzie ma zaatakować wrogą jednostką i w którym miejscu. To była bardzo przydatna rzecz i wiedział, że wrogowie się bardzo zdziwili tym czego się nauczył. Nagle wojownik zobaczył jak wrogie jednostki rozstępują się i przepuszczają impy, które zmierzały tutaj na końskich czarnych zmorach i chciały staranować jego sojusznicze jednostki. Młody Saiyanin bardzo szybko wylądował i unosząc miecz ku górze, wykrzyknął tylko słowo SWORD SLASH przez co stworzył białą falę energii, która pomknęła w stronę szarżujących jednostek nieprzyjaciela. Po przedarciu się już przez trzy-czwarte obrony wroga, z nieba nadleciały czarcie demony, które ze swoimi odwróconymi do tyłu dwuręczny mieczami, wymachiwały dłońmi do przodu i stworzyły na całej linii okrągłego przejścia mnóstwo pentagramów.

Blade chciał się wyrobić, bo nie wiedział zbytnio jak działa ich magia, ale niestety nie zdążył i ze wszystkich magicznych portalów powstały ściany ognia, nie dopuszczając dalej jednostek Niebiańskiego Królestwa. Czarnofutrzasty nie miał zamiaru się patyczkować, więc ponownie wykorzystując ostrzone cięcie, rozstąpił sobie drogę i z generałem oraz paladynami przedarli się by zlikwidować problem, czyli Czarci pomiot. Po pozbyciu się magicznych złych stworzeń, ognie zaniknęły, ale gdy spojrzał ile ich pozostało, nie zaciekawię to wszystko wyglądało. Aladar także obawiał się sromotnej porażki, gdyż ich wojsk nie zostało zbyt wiele. Nie myśląc jednak dłużej negatywnie, Syn Kellana wraz z paladynami wreszcie przeszli przez cały wytopiony tunel i mogli zobaczyć jak wygląda Demonie Królestwo. To było normalne, że ziemia demonów będzie demoniczna, w niektórych miejscach były gejzery, mini wulkany i tym podobne tego typu rzeczy. Niestety kiedy biegli ciągle przed siebie, przed nimi pojawiły się jakieś dziwne dymy, a z tych dymów wyłoniły się dwa razy większe od nich diabły z bronią kostuchy. Niestety wszystkimi musiał się zająć młodzieniec, gdyż znał ich słabe punkty, zaś specjalne jednostki po prostu dobijały te przeklęte stworzenia, tak by więcej nie mogły powstać. Tego jednak nie było mało, ponieważ za chwilę z nieba przyleciały sukkuby oraz Inkuby, które używając swojej magii, wystrzeliwały ze swoich pięści kule ognia. Bardzo szybko jednostki Króla Argusta zamieniły się w pył, tylko nieliczni przetrwali oraz Paladyni z Generałem, którzy byli na czele najmocniejszych żołnierzy. Ogoniasty nie mógł znieść tego widoku, więc wybił się ku górze, unosząc się znowu w powietrzu i zabił kilka latających stworów. Zobaczył, że to jednak nie wystarczyło, bo demonie sukkuby oraz ich męski odpowiedniki skupili się na lądowych jednostkach Niebiańskiego Królestwa. Brat Klen bardzo szybko wylądował i rozkładając przedramiona na boki, stworzył coś w stylu białej bariery, która niwelowała efekt ognistej magii. Resztka wojsk bardzo szybko się znalazła pod osłoną i dzięki temu, mogli znowu ruszyć na Zamek Wroga.

Na domiar tego, dzięki temu że jednak profesor przez te wszystkie pomagała Argustowi, niektórzy żołnierze wyjęli prototypy broni, które wykorzystywały pociski ładowane prochem oraz Łuki ze strzałami lodu. Jedna z broni nawet mogła być uznawana za Kuszę maszynową, gdyż jej magazynek mieścił aż szesnaście bełtów i to było naprawdę coś niesamowitego, dlatego też bardzo szybko oczyścili sobie drogę z latających wrogów. Po już większej części, znajdowali się niedaleko Fortecy Władcy Demonów, lecz nagle w ich stronę zostały wypuszczane wielkie meteoryty ognia. Niektóre z nich niestety zabijały sojusznicze jednostki, a niektóre zostały niszczone przez podmuchy energetycznego cięcia. Blade się bardzo cieszył, że posiadał tą moc, bo to znacznie ułatwiało im zwycięstwo i wygraną walkę, ale nie wiedział czy na pewno im się to uda. Po dotarciu wreszcie pod bramę, Wilczy Nastolatek obejrzał się za siebie i zobaczył tylko kilku strzelających, kilku walczących w zwarciu oraz paladynów i Generała. Teraz nie wiedzieli jak się dostać do środka, ale ogoniasty miał zamiar po prostu wyważyć tą bramę, lecz ta sama z siebie została otworzona, przez co mogli zobaczyć przed sobą szarżę w postaci rogatych demonów. Władca Demonów najwyraźniej nie bał się tak małej kupki ocalałych lodowych żołnierzy, więc jeszcze posłał więcej swoich jednostek. Przyszywany synalek Akinoriego nie miał zamiaru być stratowany oraz pozwolić na to by ktoś z ocalałych także został staranowany, więc wypuścił z ostrza dzikimi zamachami, kilka cięć energii i zabił demoniczne bestię w mgnieniu oka. Po zrobieniu sobie drogi, słabsze jednostki zostały na straży, walcząc tak jak potrafiły najlepiej, zaś On wraz z Aladarem oraz paladynami znaleźli się przed salą tronową. Po wdarciu się do środka, widział on Władcę wokół którego było mnóstwo nałożnic oraz Królowa. Wydawała mu się bardzo ale to bardzo młoda i nie wiedział co o tym myśleć. Arcydiabeł wreszcie podniósł swoje cztery litery ze swojego tronu, zrzucił z siebie swoją pelerynę, a w swojej dłoni stworzył sobie wielki ognisty miecz ki, który był bardzo rozżarzony. Wkurzony młody Saiyanin rzucił się na tutejszego Władce, ponieważ przypomniał sobie to co się stało z Córką Króla Argusta i nie zamierzał dalej czekać, aż wróg poniesie klęskę. Niestety Demoni Król zablokował jego atak ostrzem od tak, ponieważ widział każdy jego ruch. Pokazał swój złowrogi demoniczny uśmieszek, używając swojej nogi i kopiąc tym samym Nastolatka w brzuch, posyłając go na jedną ze ścian sali tronowej. Paladyni oraz Generał chcieli wkroczyć, lecz Władca szybko pstryknął palcami i stworzył za nimi Czarcie Królewskie demony i teraz oni także mieli zajęte ręce. Blade wgnieciony w ścianę, wypluł trochę krwi, bo nie spodziewał się aż takiej siły ze strony Władcy Demonów, ale chyba właśnie w tym o to chodziło. Po chwili, wreszcie udało mu się uwolnić z dziury, gdzie przedtem był wbity i ledwo trzymając miecz oraz tarcze, także odczuwał dygotanie w jego dolnych kończynach. Używając ponownie swojego gniewu i wspomnieniu o martwej Artinie, wokół osoby Wilka pojawiła się biała aura, troszeczkę większa, a zaraz następnie, rzucił się znów na Demona. Był trochę szybszy dzięki tej mocy, ponieważ zamachują się swoim ostrzem, zadrasnął Władce Mrocznego Królestwa w przedramię, przez co tamten syknął i także zamachnął się, robiąc gorszą ranę chłopakowi. Młodzieniec czuł palące rozcięcie na całym swoim torsie i czując to tak bardzo, nie miał siły ustać na swoich nogach i upadł na jedno kolano. Klęczał teraz przez ten cały ból, lecz miał takie szczęście, że wróg używał ognistej broni, przez co także zasklepił od razu ranę i tak nie krwawiła. Arcybiadeł tylko parsknął śmiechem i odwracając się plecami, rzekł w stronę dzieciaka:
-Prawie ci to wyszło młody, ale nie dorastasz mi do pięt. Pozwól że się przedstawię, jestem Infernus i naprawdę muszę ci powiedzieć, że twój talent mógłby być lepiej doszlifowany. Mój lojalny szpieg powiedział mi o wszystkich ukrytych treningach Wilczej Księżniczki i muszę ci przyznać, że one są naprawdę żenujące...Mimo to jednak mam lepszą dla ciebie ofertę, żebyś do mnie dołączył, co ty na to?? Będziesz rządził jako jeden z moich generałów, mnóstwo Haremów i tym podobne, co o tym sądzisz?? - zakończył swój długi monolog, wbijając swoje ostrze obok siebie i opierając się o nie swoim łokciem. Niestety Infernus dostał negatywną odpowiedź ze strony Wilczego Nastolatka:
-Chyba prędzej zjem żółty śnieg niż do ciebie dołączę, przez twojego cholernego szpiega, ARTINA NIE ŻYJE!!! - wyrzucił z siebie emocje, który kierowały się do Arcydiabła. Ten tylko ziewnął i kopiąc klęczącego chłopaka, przygniótł go nogą i rzekł w jego stronę ostatni raz:
-Moim celem było zabicie ciebie, ponieważ ja także wiem, że nie przybywasz z tego świata, profesor który szpiegował rodzinę Niebiańskiego Królestwa, widział twoją spadającą maszynę i to powinno ci wystarczyć. Trafiłeś zapewne tutaj niechcący i twój los potoczył się zupełnie inaczej, nie mniej jednak daję ci ostatnią szansę, przemyśl ją sobie... - po tych słowach Władca Demonów zamienił się w wulkaniczny proch i całkowicie zniknął. Po chwili, cały Pałac Ognia zaczął się trząść, zaczął tak jakby się rozpadać, zamieniać w proch. Paladyni wynieśli tych mniej rannych żołnierzy, lecz niestety musieli porzucić niektóre jednostki. Sam Generał Aladar bardzo szybko wyprowadził Wilczego Chłopaka, który za chwilę wrócił do swojej podstawowej formy i gdy opuścili Demoniczną Fortece, szybko się odwrócili w jej stronę. Całe zamczysko zniknęło im sprzed oczu, tako samo całkowity teren mroczny i magmowy, wszystko to stąd zniknęło. Tak jakby Arcydiabeł przeniósł pochłonięty teren wraz ze swoim zamkiem w zupełnie inne miejsce. Za chwilę pod stopami ocalałych znalazła się zielona trawa, która niedługo pewnie zostanie zasypana śniegiem, ale to tylko taki szczegół. Blade przeczuwał, że to dopiero początek i jego rana na torsie będzie mu o tym przypominać, tylko nie wie kiedy nadejdzie kolejny atak ze strony Infernusa. Wie także, że musi teraz nauczyć się władać nową mocą, bo gdy tego nie zrobi, nigdy nie pokona Arcydiabła i nie da pokoju na tej planecie. Co wydarzy się dalej?? Z Czym Młody Saiyan jeszcze będzie się musiał zmierzyć?? Dowiecie się w następnym Rozdziale.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sob Lis 03, 2018 3:05 am
Rozdział 3:Wioska ponad Ziemią.

Chłopak uświadomił sobie, że teraz przed nim bardzo ciężkie wyzwanie. Będzie on musiał stoczyć nieprzyjemną walkę z Władcą Demonów. Po wyleczeniu gorszej rany na torsie i tych delikatnych na ramionach oraz nogach, postanowił opuścić to Królestwo, nikomu o tym nie mówiąc. Kiedy zapadł zmrok i wyczekiwał odpowiedniego momentu, gdy wszyscy zasną, otworzył swoje okno i znajdując się na balkonie, zaczął zjeżdżać po kafelkach jednego z poddaszy. Po chwili zatrzymał się i teraz musiał dać jedną lub dwie minuty na to, aż wreszcie strażnicy zamienią się miejscami, to było najgorsze. Zawsze to robiło z Artiną, jeszcze jak byli smarkaczami, gdy nie mogli zasnąć to czmychali gdzieś na pola albo w góry się bawić. Starał się teraz o tym nie myśleć, więc potrząsnął głową i gdy dostrzegł uzbrojonych żołnierzy z pochodniami, którzy go na szczęście nie dostrzegli, zaczął czmychać dalej. Po ominięciu jeszcze kilku zbrojnych wojaków, wyskoczył poza bramę mur, który strzegł wejścia do Pałacu i wreszcie mógł unieść się w powietrze. Wreszcie nauczył się tak jakby na nowo latać, trochę żałował że nie pożegnał się z przyszywanym Ojcem, który go uratował i przyjął do swojego domu, ale nie miał wyboru. Nie pasował tutaj, to nie było jego miejsce, on to dobrze wiedział, ale przez to że uderzył się głową podczas twardego lądowania, połowa jego pamięci została przez niego zapomniana. Starał sobie to wszystko przypominać, lecz niestety nie udawało mu się to zbyt dobrze. Teraz wiedział, że gdy posiada takie zdolności oraz moce, musi je udoskonalić, więc gdy wstał świt, udał się w jego stronę, tak podpowiadało mu serce. Nie brał ze sobą żadnej zbroi, dla niego po prostu to była zbędna rzecz, posiadał tylko jedno ostrze oraz spory plecak z dużą ilością prowiantu. Sugerował, że starczy mu raczej na kilka tygodni, jeśli oczywiście nikogo nie spotka albo go nie napadną. Po kilkudniowym locie, wreszcie postanowił odpocząć, choć nadal nie widział żadnych osad ani większych mieścin w pobliżu, nie miał jednak innego wyboru.

Po dotknięciu stopami gleby, odczuł niemiłe przeszycie w głowie, zaczęła bardzo mocno go boleć, aż ukucnął z tego powodu. Czarnowłosy nie spodziewał się tego, zobaczył on niesamowity błysk przed okiem i widział jak Czerwone Planeta właśnie eksplodowała oraz diaboliczny chichot. Niestety wojownikowi to nic nie mówiło, a po minionym bólu, postanowił ruszyć dalej. Ogoniasty wreszcie przysiadł sobie pod jednym drzewie, zjadł trzy bułki i wypił trochę wody, a potem znowu ruszył dalej, oczywiście lecąc. Po upływie pół godziny, wreszcie dostrzegł w oddali jakąś wioskę, szczęście się do niego uśmiechnęło, lecz niestety musiał wylądować. Czarnooki uważał by za dziwną rzecz jakby ktoś z tej wiochy zobaczył latającego człowieka, a nie miał na celu nikogo przestraszyć. Syn Kellana gdy znalazł się na ścieżynie, za chwilę znalazł się w wiosce i rozglądał się za jakimiś ludźmi albo ocalałymi, ponieważ stwierdził fakt, że to miejsce nie było zaatakowane ani splądrowane przez nikogo. Nie miał innej rady, więc przeszukiwał tutejsze budynki i tylko zbierał "dobry" prowiant, bo mógł także znaleźć jakieś zgniłe albo już zgrzybiałe produkty, które jakoś nie będą dobrą rzeczą na jego żołądek. Po przeszukiwanych wszystkich chatek, miał zamiar pokierować się dalej, częstując się długą bagietką. Wiadome było to, że od czasu do czasu głód mu będzie dokuczał, ale nie mógł nic na to poradzić, to nie było to samo co jedzenie w królewskich jadalniach. Niestety Brat Klen jednak nie chciał się poddać, więc syknął pod nosem i pobiegł tylnym wejściem do wojski, po drodze by wreszcie na kogoś natrafić. Młody Saiyanin trochę się pocąc nadal nic nie znalazł, ale zauważył że las zrobił się trochę gęstszy. Niestety gdy już korony drzew zasłoniły promienie słoneczne, które nie mogły się dostać w tą część lasu, poczuł on na nodze jak zahacza o jakąś linę. Kiedyś Królewski nauczyciel uczył go o różnych pułapkach jak zamaskowane sieci pod liśćmi czy też pnie, które taranowały karoce by tylko zdobyć złoto. Wykorzystując swoją szybkość, szybko odskoczył na bok, lecz nie widział żeby żaden mechanizm się uruchomił. Na jego nieszczęście, dopiero w późniejszym czasie usłyszał świst i poczuł jak wielka kłoda wali go w brzuch, przez co ten poleciał kilka metrów do tyłu, waląc w inne drzewo. Przez ten cios, Blade stracił przytomność i mógł się tylko spodziewać najgorsze, ale miał nadzieję że jednak tak nie będzie. Nie wiedział ile konkretnie czasu minęło, ale gdy Czarnowłosy obudził się, widział że znalazł się w jakimś domostwie, bez swojego miecza oraz torby z prowiantem. Zaczynając się rozglądać po mieszkaniu, młodzieniec dostrzegł w jednym miejscu stół alchemiczny, skojarzył bo widział takich kiedyś na Zamku u specjalnych magów, chociaż nie miał tam prawa wstępu. Za chwilę, do pomieszczenia weszła jakaś starsza Pani, która podeszła do stołu i wyglądało na to, jakby miała zamiar przyrządzić jakąś miksturę albo coś innego. Kątem oka spojrzała na chłoptasia i skrzeczącym głosem wypowiedziała się do niego:

-Heh...Widzę że szczęście ci nie dopisało chłopcze. Miałeś szczęście że bandyci się mnie przerazili, aczkolwiek zabrali twój cały dobytek...Wychodzi na to, że będziesz głodował.. - powiedziała i mieszała coś w drewnianej misie. Wojownik nie odzywał się, nie wiedział jak ma zareagować w tej sytuacji, aczkolwiek kusiło go by się do niej odezwać. Przez to, że nadal był związany, odczuwał nieprzyjemną aurę przerażenia i rozpaczy, ale nie wiedział czemu tak jest. Po skończeniu tworzenia jakiejś receptury, Staruszka wreszcie ruszyła w stronę młodzieńca i chciała go poczęstować jakimś wywarem, który nie wiadomo jak działał. Ogoniasty na szczęście mógł się jako tako ruszać, więc czołgał się to na lewo, to na prawą stronę, by po prostu tego nie wypić. Wiedźma się trochę wkurzyła, więc kopiąc go w czuły punkt, czyli jego klejnoty, młody saiyanin wytrzeszczył swoje ślepia i piszczał z bólu. To nie była zbyt miłe odczucie, ale jednak nadal wiedział co się dzieję wokół niego. Zobaczył, że już prawie Starsza damulka nalała mu do buzi nieznanej mikstury, lecz tym razem to była chwila dla niego. Syn Kellana głośno krzyknął, wyłaniając ze swojego ciała wielki podmuch energii, zaś jego włosy oraz ogon na chwilę stały się złote. Wiedźma przez ten wiatr energii została odrzucona, rozbijając flakon i trafiając na ścianę, straciła przytomność. Niestety gdy brat Klen dostrzegł dokładniej co się stało z niemiłą kobietą, zobaczył że nadziała się na jedną ze swoich ozdób i po prostu zmarła. Teraz ona wraz z wypchanym guźcem, a także jej krwią zdobiły jej ścianę. Blade nie czekając ani chwili dłużej, napiął wszystkie swoje mięśnie, rozrywając sznur i wstając na swoje nogi, miał zamiar jak najszybciej opuścić to miejsce. Zanim jednak się stąd zmył, przeszukał tego miejsca, by znaleźć jakiś prowiant, ale widział same zioła, jakieś dziwne kwiaty oraz inne składniki do różnych receptur. Kiedy popchnął płachtę, bo nie było tam normalnych drzwi, prawie spadł z dużej wysokości, gdyż chata znajdywała się na bardzo wysokim poziomie drzewa, prawie była przy jej koronie. Czarnowłosy chwycił za poręcz i zaczął się rozglądać to na lewo i prawo i dostrzegł, że w niektórych tutejszych wiszących drogach, chodzą same dzieciaki i nastolatki. Idealne miejsce dla niego, ale nie wiedział czy go zaakceptują po uśmierceniu ich znachorki, jeśli takową była. Za chwilę ku jego osobie, widział jak smukły ubrany w Czarno Niebieską koszulę oraz posiadający dwie szable na plecach, zjeżdżał po jednej z gałęzi drzewa ku niemu. Czarnooki cofnął się kilka kroków, by przybrać postawę obronną i gdy ta osóbka się znalazł przed nim, mógł też zauważyć że nastolatek przed nim żuł źdźbło kawałka pszenicy. Wreszcie dzieciak z szabelkami na plecach przemówił:

-Witaj, widzę że nasza znachorka ci pomogła. Najwyraźniej jak zwykle jest zajęta, więc nie będę jej przeszkadzał. Tak poza tym, moje imię to Jet i mogę cie powitać w naszej ukrytej bazie wiszącej w drzewach. - powiedział, lecz zanim jeszcze pozwolił dojść gościowi do słowa, znów zaczął mówić:

-Wyglądasz mi na kogoś, kto sporo przeszedł, jesteś wyćwiczony i masz dobrą budowę ciała, przydałby się nam taki wojownik jak ty, aczkolwiek nie zmuszam cię do niczego. Możesz nas opuścić jak chcesz... - rzekł i rzucił mu błyskotliwy uśmiech. Brat Klen nie wiedział zbytnio jak ma na to zareagować, aczkolwiek na Królestwie się mówiło, że śluby dwóch mężczyzn i tym podobne także były normalną rzeczą na dworze. Wreszcie westchnął pod nosem i odpowiedział:

-Skąd wiesz, że jestem wojownikiem...a tak poza tym, straciłem żywność oraz moją broń, więc nie przydam wam się... - rzekł i trochę posmutniał, bo to wszystko co miał przy sobie. Jet jednak potrząsnął głową negatywnie i musiał mu odpowiedzieć od razu:

-Niczym się nie przejmuj, to była nasza pułapka, a ty świetnie w nią wpadłeś. Mamy twój prowiant oraz ostrze, ale jedzenia całego nie możemy ci oddać, na tym właśnie to polega. Napadamy na ludzi, gdyż żyjemy bez władzy, bez dorosłych którzy ciągle dyktują jak mamy żyć. Jesteśmy wolni i możemy wszystko. - rozłożył ręce na boki, ukazując się jak jakiś bóg albo nie wiadomo co. Czarnooki teraz wszystko zrozumiał, ale jednak chciał to odzyskać, niestety znowu lider wioski mu przeszkodził w mowie:

-Spokojnie, nie rób takiej smutnej i wrednej miny. Odzyskasz swój dobytek, a teraz choć, mamy zebranie... - odpowiedział i używając jednego z pnączy wiszącego z korony, pochuśtał się i poleciał do jednego z większych tutaj budynków. Wojownik postanowił tak samo zrobić, ale prawie spadł na sam dół, na szczęście jego wyćwiczone ręce uratowały go od spadku na glebę, ponieważ bardzo sprawnie się wspiął. Po znalezieniu się już na bezpiecznym drewnianym tarasie, wszedł do wielkiego budynku, który tak jakby składał się z góry jak od namiotu, a reszta była całkowicie normalnymi ścianami z Mahoniu. Po wejściu, widział że naprawdę wszyscy to byli nastolatkowie, lecz niestety nie było tutaj dużo płci damskiej, aczkolwiek jedna znajdowała się akurat przy siedzisku lidera, piękna ciemnowłosa Nastolatka. Jet gdy dłonią pokazał siedzisko dla nowo przybyłego, wykrzyknął zaraz do pozostałych tak jakby "generałów" jego wioski:

-ZNOWU ZDOBYLIŚMY ŻYWNOŚĆ. Kolejna osoba trafiła na naszą łaskę!! Możemy być tylko wdzięczni naszej Znachorce, która potrafi nie tylko robić świetne wywary oraz przyrządzać także dobre wyrafinowane pułapki jak pniak, który taranuje wszystko na swojej drodze. - tutaj zrobił na chwilę pauzę, aczkolwiek najwyraźniej to nie był koniec jego mowy.

-Zastanawia mnie jedna rzecz, skoro dzisiaj obchodzi Ona urodziny, to gdzie jest? Ktoś ją widział? A może ty nieznajomy, ty ją ostatni raz widziałeś, nie wiesz gdzie się udała? - zapytał, aczkolwiek nie dostał od Blade'a odpowiedzi. Liderowi wioski wydawało się to bardzo podejrzane, inni zebrani szeptali między sobą, słychać było szmery i wielką paplaninę, bo też byli ciekawi gdzie ona może być. Jetowi nadal to nie pasowało, więc zaciskając zęby i wykonując szybkie susy po gałęziach, znalazł się na piętrze gdzie znajdowała się chata Staruszki i gdy się w niej znalazł, poczuł niemiły odór oraz dostrzegł jej trupa, wiszącego na wypchanym guźcu. Nie wierzył że sama się doprowadziła do takiego stanu, więc powrócił do Namiotu od narad i wymierzając od razu jedną z szabel w stronę ogoniastego, powiedział:

-MORDERCA, ZABIŁ NASZĄ ZNACHORKĘ. BRAĆ GO!! - otoczony i bezbronny młodzieniec nie wiedział co miał zrobić. Nie spodziewał się, że taka stara kobieta może być cenna dla takich nastolatków jak oni, skoro gardzili dorosłymi, nie rozumiał tego w ogóle. Nie posiadając żadnej broni przy sobie, chwycił za krzesła i rzucił w jego stronę. Lider obronił się, rozcinając drewniane siedzisko na pół, a potem odczuł niemiły ból na brzuchu, gdyż młody Saiyanin go po prostu staranował. Po tym incydencie, Syn Kellana bardzo szybko chwycił drugą szablę, wyjmując ją z pochwy na plecach Nastolatka i stawiając z nim do walki. Jet widząc, że nikt nie chcę mu pomóc, zrozumiał że jako Lider sam musi dbać o takie rzeczy, więc postanowił że sam skróci go o głowę.

-Dobrze więc, niech nikt się nie wtrąca, sam wydam mu wyrok za to co zrobił naszej znachorce... - zamachnął się kilka razy jak dawna szlachta ze starego wieku. Blade miał pewne problemy, bo nigdy nie walczył szablą, tak uczono go walczyć mieczem, włóczniami, toporami, ale nigdy czymś takim. Ostrze delikatnie wygięte pod kątem, to było coś dla niego nowego, ale musiał spróbować. Odparował kilka ciosów jego przeciwnika, lecz ten bardzo szybko manewrował, wykonywał szybkie świsty, tak że czasami nie udało się zblokować, więc po prostu robił uniki. Po udanym trafieniu ze strony Lidera Wioski, Ogoniasty trochę krwawił i syknąwszy z bólu, szybko zeskoczył na niższy poziom, tak samo postąpił zły Nastolatek. Niestety kiedy to przyszywany syn Akinoriego wylądował, widział jak Jet wykorzystując roślinne pnącze, miał zamiar zaatakować z powietrza i chyba celował w jego szyje, by ją po prostu ściąć. Czarnooki tylko się uśmiechnął i wykorzystując znowu swoją energię, włożył ją do ostrza i wystrzelił energetyczne cięcie, przecinając linę z gąszczu, przez co wróg zaczął spadać, lecz wylądował na drewnianej posadzce. Na domiar tego, Cięcie Ki rozcięło jedno z papierówek, które było na drodze i te zawaliło się wraz z mieszkania, które się tam znajdywały. Wszyscy co tam się znajdowali, od razu się ewakuowali, natomiast gdy Jet wspiął się na barierkę i znowu stanął na nogach, widział że nieznajomy wyczekuje. Blade widząc, że Lider biegnie w jego stronę, odbił się nogą od bali i znalazł się w powietrzu, przez co jego przeciwnikowi prawie wypadły gałki oczne, bo nie wierzył w to co widział. "Latający Człowiek", pomyślał sobie Złowrogi Nastolatek, po czym chowając jedną ze swoich szabli, wyjął zza tyłu spodni sześciostrzałowy rewolwer, który został wykorzystywany do ostrzału młodzieńca. Młody Saiyanin wykorzystał szable jego wroga i po prostu odbijał te pociski albo rozcinał je na pół, skoro mógł dostrzec nadlatujące ogniste pociski demonów, to taka technologia nie była dla niego zagrożeniem. Ponownie wykorzystując swoją energię, Brat Klen wystrzelił energetyczny sierp, który miał raz na zawsze zakończyć tą potyczkę i uśmiercić Lidera Wioski, lecz gdy ten został rozcięty, w jego drugiej dłoni znajdował się jakiś flakonik. Drzewo zanim zostało znowu zawalone wraz z kolejnymi domostwami, lecz sam Jet stał się i z psychicznym uśmieszkiem na twarzy, rzucił butelkę i rozbił ją. Czarnooki dostrzegł, że rana która została zrobiona cięciem ki, zregenerowała się i zniknęła całkowicie, zostawiając tylko odsłonięty umięśniony tors.

-Głupcze, myślałem że nie byłem przygotowany. Już na samym początku nasza Znachorka cie podejrzewała o to, że jesteś kimś wyjątkowym, ale nie sądziłem że do takiego stopnia. To co wypiłem to mikstura regeneracji, kości, mięśnie czy nawet tkanka regenerują się bardzo szybko, ale teraz zakończę to raz na zawsze. ŻOŁNIERZE, WSZYSCY OGNIA I STRZELAĆ BEZ ROZKAZU!!! - po tej komendzie, ci ludzie co jeszcze trzymali się na nogach i żyli albo ratowali innych, przez to że dwa drzewa na których znajdowały się ich mieszkania, to co mieli pod ręką, mieli zamiar wykorzystać. Mógł usłyszeć bardzo dużo świstów w jego stronę, a gdy dostrzegł co leciało w jego osobę, widział że to są ogniste strzały. Miał przebłysk i pamiętał jak demony wykorzystywały coś takiego na tak Pałacu, dlatego też wkurzyło go to i krzyknął bardzo głośno, otaczając się aurą. Jedna strzała wbiła mu się w ramię, zaś druga w okolicach uda, mimo to bardzo szybko wyjął je ze swojego ciała, delikatnie stękając z bólu, gdyż jego adrenalina była pobudzona. Wiedział, że potem te rany będą go boleć, ale nie obchodziło go to, teraz jego celem był Jet i jego wioseczka. Wykorzystując szablę jego wroga, znów naładował w nim swoją moc i puszczając kilka fal energii, rozcinał żołnierzy Jeta na pól albo całkowicie ich masakrował, odcinając im kończyny albo po prostu głowy. Blade'a już wcale nie obchodziło, że to były dziesięciolatkowie czy też nastolatki, byli jego wrogami i chcieli mu zrobić krzywdę, a on miał zamiar przetrwać. Jet widząc śmierć niewinnych dzieciaków oraz starszych nastolatków, rzucił się w stronę latającego przybysza. Wybijając się obydwiema nogami, doskoczył na wysokość, tak jak lewitował ogoniasty i ciął go, robiąc niemiłą ranę na brzuchu. Czarnowłosy głośno warknął, tylko uszczęśliwiając tym Lidera Wioski, lecz od razu skontrował atak i odciął całe przedramię jego wroga. Jet spojrzał i wydarł się z bólu, krwawiąc bardzo mocno z tego miejsca i powoli spadając na sam dół, twardo lądując i jakimś dziwnym cudem, przeżywając to. Szef tutejszego miejsca po prostu spadła na jakieś krzaki, które zamortyzowały upadek i jako tako mocno się nie obił. Blade nawet przez to, szybko poleciał do niego i znajdując się przy nim, przyłożył jego własną szablę pod jego szyją i rzekł:

-Gadaj śmieciu, gdzie znajduje się moja torba oraz miecz, tylko szybko albo zanim wybije was co do jednego... - w oczach Syna Kellana można było zobaczyć ogień i powagę z jaką wypowiada te słowy. Jet przełknął ślinę i odrywając kawałek ubrania, zatamował krwawienie, powiedział:

- T-tam....widzisz ten w-wiatrak i mniejszy budynek o-obok niego...T-tam się z-znajdują t-twoje....r-rzeczy... - odpowiedział, a potem kaszląc krwią i opluwając nią Młodego Saiyanina, przełamał czarę goryczy. Ogoniasty podniósł Jeta do góry, przebijając jego serce i wyrzucając jego zwłoki gdzieś z boku oraz jego szabelkę, unosząc się znowu do góry i lecąc w stronę jeszcze trzymającego się spichlerza wraz ze zbrojownią. Po znalezieniu się tutaj, zobaczył swoją torbę i zapakował szybko to co mógł, bo czuł że konstrukcja zaczęła się trząść oraz zawalać. Bardzo szybko pobiegł do zbrojowni i widział tutaj mnóstwo ciekawych przyrządów oraz broni, lecz nie obchodziły go zbyt one, ponieważ lodowe ostrze wyróżniało się zdobienia królewskimi. Schował je do białej pochwy i wylatując stąd, zawisł na chwilę nad tą wioską i wykrzykując głośne "HYAAAAAAAA", wystrzelił kilka pocisków energii, które zniszczyły do końca to miejsce. Las stanął w płomieniach, znikąd nie było wody, oczywiście ci co ocaleli, starali się wszystko gasić, zaś wojownik wystrzeliwując pocisk energii w koronę drzew, utorował sobie przejście i poleciał stąd jak najdalej, oczywiście w stronę słońca. Co czeka Go dalej? Jakie zmagania jeszcze będzie musiał przetrwać? Dowiecie się w następnym rozdziale.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Pon Lis 05, 2018 12:22 am
Rozdział 4: Maszyny i roboty

Wojownik po opuszczeniu wioski ukrytej wśród wysokich drzew, znowu leciał przez nieznaną mu trasę. Ten świat nie był jego, nie wiedział co ma ze sobą tutaj począć, na każdym kroku wszędzie się mogli znaleźć wrogowie. Nie wiedział komu ufać, gdyby jednak nie zaczął działać na własną rękę, pewnie by nadal tkwił w Królewskim Pałacu z Władcą Argustem oraz swoim nieprawdziwym Ojcem Akinorim. Krajobraz coraz bardziej i bardziej przeistaczał się bardzo mocno, raz zdarzało się że leciał nad polanami, a raz że znajdywał się na jakimś skalnym terenie. Wdychając pod nosem, Blade uświadomił sobie że może tak przemierzać tą nieznaną krainę i nigdy nie znajdzie nigdzie spokojnego miejsca. Ogoniasty odczuwał, że niedługo przyjdzie pora na trening jego nowych mocy, wreszcie nie wiedział jak przemieniać się w tą dziwną wilczą formę, zawsze robił to przez przebudzenie swojego instynktu obronnego albo po prostu poczucia furii w swoim ciele. Za chwilę, gdy upłynęło jeszcze kilka minut, odczuł że całe otoczenie w miejscu w którym przelatywał zaczęło się bardzo mocno trząść i nie wiedział co się w tej chwili dzieję. Kiedy jednak popatrzył się ku górze, dostrzegł że kilka meteorytów kieruje się w jego kierunku i raczej one same od tak nie będę chciały go ominąć. Nie miał innego wyboru, więc zwinnymi susami wymijał je oraz unikał ,lecz niestety dostał on jednym z pomniejszych asteroid, która go trafiła w szczękę. Pomasował się trochę, aż tu nagle wielki ognisty gigant spadał ku niemu, dlatego też uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział że to idealny moment przetestować co potrafi. Aktywował wokół swojego ciała białą energetyczną otoczkę z którą zaczął lecieć na wprost wielkiego meteoru i postanowił go zniszczyć jednym uderzeniem pięści. Zamachnąwszy się na na gigantyczny głaz, trafiając w niego pięścią, poczuł tylko głuchy brzdęk, tak jakby to nie było zrobione z kosmicznego kamienia. Czarnowłosy odkrył, że to nie był zwykły meteoryt a Statek kosmiczny, który po prostu wlatywał w atmosferę i zaczął się cały żarzyć od dużej temperatury. Był on koloru Czarno-Zielonego, który dopiero został dostrzeżony po chwili. Odpuszczając przepychani się z gwiezdnym transportowcem, zauważył że wszystkie te meteoryty to były części, które zaczęły tworzyć wielką bazę na tutejszej powierzchni. Młody Saiyanin nie miał na co czekać, więc wylądował pomiędzy drzewami i kiedy to kucnął sobie, oglądał dalej jak nieznana mu kosmiczna technologia przekształca się w wielką bazę. Wreszcie młodzieniec dostrzegł na pewno żołnierzy, którzy byli umundurowani w Granatowe uniformy i wchodzili do jakiś wielkich maszyn, którymi zaraz potem sterowali.

W ogóle nie mógł w to uwierzyć, bo żył tyle lat w Królestwie, gdzie nie panowała technologia, tylko czysta magia, która także w niektórych dziedzinach była niezrozumiana. Nie myśląc dalej o tym, Syn Kellana dalej bacznie obserwował, lecz z takiej odległości to o nic tak naprawdę nie zobaczy. Delikatnie na paluszkach, Czarnooki się poruszał, lecz przyśpieszył trochę kroku, by nie zostać niechcący zauważonym i ponownie zostać ogłuszony i porwany jak przedtem. Po chwili w wejściu głównym do tego dziwnej bazy, wyłonił się dość wysoki mężczyzna, liczył około sto osiemdziesięciu wzrostu i najbardziej się wyróżniał, posiadając Czarny uniform, zaś za nim powiewała bardzo mocno krwista peleryna. Blade nagle zdziwił się, ponieważ gdy ukrywał się za jednym z kamieni, Przywódca tej frakcji wymierzył otwartą dłonią w stronę, gdzie akurat on się ukrywał. Na jego twarzy jeszcze przez chwilę była powaga, a potem tylko uśmieszek, ale niestety gdy wyjmował miecz, poczuł że od tyłu coś wbija mu się mocno w skórę. Kilka wiszących nad nim robotów przebiło mu skórę i wiązkami elektrycznymi, poraziło jego całe ciało, które samo z siebie opadło na tutejszą glebę i nie reagowało. Oczywiście nie wiedział ile przeleżał, ale wojownik kiedy to się wybudził, zauważył że znajduje się w jakiejś czarnej celi. Wyglądając przez szklaną celę okna, dostrzegł że już nie jest na tej planecie, tylko ten dziwny wielki krążownik wzniósł się w kosmos i właśnie zamierzali gdzieś odlatywać. Ogoniasty widział, że ma na sobie przyczepione jakieś energetyczne czerwone kajdany z których nie mógł się wyrwać. Posiadał także jedną parę kajdan przywdzianą na jego kostki u nóg, kiedy to próbował się wyrwać, odczuwał nieprzyjemny ból. Po próbie zerwania z siebie nieprzyjemnej blokady na jego ciało, usłyszał on z korytarza jak ktoś idzie, bo kroki mógł dosłyszeć bardzo dobrze. Nie czekał zbyt długo, ponieważ zaraz drzwi do tej celi bardzo szybko się otworzyły i przed jego osobą stanął najwyraźniej jeden z żołnierzy, który także był ubrany na czarno i posiadał fioletowe rękawicy. Kajdany po chwili zniknęły, lecz tak jakby zostały zamontowane na nowo, tylko tak by młody Saiyanin mógł się poruszać i został czołgany po podłodze. Wreszcie minęło troszkę czasu, aż zły żołnierz pozwolił mu wstać i prowadził go korytarzem w jakieś miejsce. Brat Klen nie był rozmowną osobą, więc po prostu czekał aż zostanie doprowadzony tam gdzie właśnie zmierzają. Po upływie kolejnych chwil, wreszcie znaleźli się na jakiejś dużej sali, gdzie na jej końcu znajdowało się wielkie kuliste szklane okno przez które można było wyglądać i patrzeć na różne planety albo niebezpieczeństwa jakie się zbliżają. Przypomniał sobie wszystko, tamtego gościa który przedtem miał czerwony płaszcz, to nie był ten sam co siedział teraz na wielkim tronie wraz z dwoma strażnikami, którzy stali i pilnowali jego majestatu.

Blade swoimi ślepiami widział, że ten ma akurat Czarno-złoty uniform, zaś tego co widział przedtem dopiero za chwilę wyłonił się zza krzesła tutejszego lidera. Zaczęli ze sobą konwersować, ale niestety nie wiedzieli o czym, mógł tylko stać i przyglądać się. Nie wiedząc czemu, odczuwał od nich jakąś nieprzyjemną aurę, która mówiła mu że trzeba się wynieść stąd najszybciej jak się da. Dowódca wreszcie kiwnął głową porozumiewawczo, podnosząc się ze swojego tronu i schodząc po kilku schodkach, stanął przed klęczącym wojownikiem i rzekł w jego stronę.

-Witaj na moim krążowniku zwanym Wiarus, moje imię to Lethal. Jak już mogłeś zauważyć, nie jestem człowiekiem, nic z tych rzeczy. Jestem dokładnie Drakonianinem, nazywaj to sobie jak chcesz. Zauważyłem, gdy próbowałeś zniszczyć jedną część z mojego wielkiego okrętu kosmicznego, to mi się bardzo nie spodobało, ale skoro potrafisz coś takiego, zaciekawiłeś mnie. Teraz mam zamiar poddać cię testowi, gdyż dostrzegam w twych oczach wielki potencjał, jestem ciekaw co możesz swoją osobą zaprezentować. - tutaj zrobił na chwilę pauzę by przełknąć ślinę i za chwilę miał coś powiedzieć, lecz tylko pokazał sygnał dłonią i znowu młody Saiyanin został ogłuszony przez strażnika, który stał za nim. Po ponownym przebudzeniu się, Blade zaczął się rozglądać i dostrzegł że znajduje się chyba na jakiejś większej arenie, która sugerowała że tutaj testowali swoje króliki doświadczalne. Znowu po schodach przed jego oczyma schodził nikt innym jak sam Lethal, Przywódca krążownika Wiarus. Młodzieniec chciał zareagować, ale jego wróg tak szybko się przeniósł, który wykonał zamachnięcie dłonią, rozcinając kajdany, przy tym jeszcze chwytając go swoją skórzaną rękawiczką i rzucając Nastolatkiem o skałę, która się rozwaliła pod naporem takiego ciężaru. Brat Klen wypluł trochę śliny, ale obrażenia jakie otrzymał, sugerowały o tym, że z ust pociekło mu trochę strużki krwi. Bardzo szybko ją wytarł, a potem podniósł się na proste nogi, a potem wybijając się w górę, zaczął pikować na swojego przeciwnika. Niestety jego oponent był trochę szybszy, przez co bardzo szybko pochwycił nadlatującą pięść wojownika i podnosząc swoją nogę w powietrze, kopnął go w podbródek, a potem jeszcze bardziej podbił go do góry. Młody Saiyanin znowu kaszlnął, otrzymując solidne Bęcki i nie miał zamiaru się dłużej powstrzymywać. Ogoniasty zrobił obrót, wyrównał swój lot i napinając swoje mięśnie w przedramionach, głośno krzycząc otoczył się białą aurą. To był dopiero początek, ale nie chciał się już dłużej hamować przed swoją wściekłością, którą pałał do tego Lidera. Zaszarżował na niego, lecz ten niestety tylko robił uniki i bloki, które nadchodziły ze strony ogoniastego. Syn Kellana po kilku minutach wymiany ciosów, delikatnie się zmęczył i widział jak Lethal pokazuje mu ręką żeby się przestał cackać i przeszedł do sedna. Czarnowłosy wreszcie wylądował, przypomniał sobie niektóre smutne chwile, kamienie pod jego stopami zaczęły unosić się ku górze, zobaczył wszystko co było dla niego straszne i tragiczne. Dowódca się tylko przyglądał, oczekiwał czegoś co wyrzucić go z własnych butów i będzie mu się wreszcie rozerwać, bo to to dla niego nie było nic. Brat Klen zaciskając bardzo mocno pięści, wydarł się ponownie, tym razem posiadając już czarną aurę oraz pojawiające się futro wszędzie na ciele. Jego cała twarz zamieniła się w wilczy pysk, zaś małpi ogon przeistoczył się w wilczy.

Urósł kilkanaście centymetrów i mierzył trochę więcej niż Drakonianin przed nim. Wreszcie uradowany Szef Krążownika Wiarus rzekł w jego stronę:
-Nareszcie....czekałem na to tak długo. Wiedziałem od początku, że nie jesteś człowiekiem, twoja krew pachnie zupełnie inaczej niż tak ludzka. Masz naprawdę niesamowity talent, nie chciałbym żebyś go zmarnował, więc proponuje ci taki układ...Przyłącz się do mojej wielkiej armii, a wraz z tobą będziemy mogli bez trudu przejmować kolejne systemy gwiezdne, zaś ty jeśli naprawdę jesteś tak silny, zostaniesz moim trzecim generałem. Nie chciałbym żeby twój talent się zmarnował, co o tym sądzisz? - uniósł jedną brew do góry i czekał aż Wilczy chłopak odpowie. Przyszywany syn Akinoriego nie odpowiedział na jego słowa, po czym od razu ruszył w jego stronę z niesamowitą szybkością, by wykończyć go raz na zawsze. Lethal tylko zamknął oczy i powiedział szeptem do samego siebie "A więc tak to ma wyglądać, niech ci będzie...", a zaraz po tym zablokował pierwszy atak Wilkołaka. Drakonianin tylko parsknął, trafiając młodzieńca w twarz, przez co ten odbił się od podłoża jak puszczony kamień, który jest kaczką na wodzie. Syn Kellana jednak mimo to, nie miał zamiaru zaprzestać walki, więc warknął złowrogo w stronę przeciwnika i hamując dłonią, zapanował nad oraniem tutejszej gleby i wreszcie wybił się do góry. Znowu chciał zapikować na swojego przeciwnika, gdyż teraz posiadał lepszą szybkość i był bardziej zręczniejszy niż przedtem. Lethal chyba także skończył się bawić, gdyż po zdjęciu swojej skórzanej rękawicy, wystrzelił z dłoni Czarno-Fioletowy pocisk energii w stronę Nastolatka, który niestety tym dostał i rozbił się o podłogę. Jego ubranie z przodu zostało delikatnie osmalone, zaś on niestety odczuł to trochę gorzej niż jego ubiór. Z miejsc, gdzie można było oglądać walki, wszyscy praktycznie żołnierze na okręcie byli ciekawi czy ich szef dostanie łomot czy jednak będzie inaczej. Blade powoli podnosząc się, zobaczył że jego wróg stał przed nim i mierzył w niego ciągle dłonią, zbierające energię na kolejny pocisk, aż wreszcie się wypowiedział:
-Dołącz do mnie, bo inaczej twój żywot zakończy się na tej arenie... - kiedy to bardzo chłodno wypowiedział, docisnął swojego buta do pleców młodzika i ten delikatnie stęknął. Brat Klen nie miał zamiaru dłużej się tak patyczkować, coraz większe bulgotanie jego krwi, sprawiało że stawał się coraz bardziej podekscytowany i wchodząc jeszcze na większy poziom furii, stworzył olbrzymi wybuch. Bordowe wyładowania elektryczne, które pojawiały się tu i ówdzie, jakoś nie przestraszyły Lidera tego kosmicznego okrętu, gdyż nie miał zamiaru zdjąć nogi z jego plecków. Kiedy Wilczy Chłopak uniósł delikatnie głowę, przed obrazem miał jakiegoś dziwnego kolesia, którego Lethal nie widział.

Nosił on tak jakby negatywny uniform, który był koloru białego, a na jego pasie widniał czarny pas. Posiadał złote oczy i bardzo zwariowane spojrzenie, a za chwilę zniknął i pojawił się ktoś inny. Także posiadał dziwną togę albo tak zwane Kimono wraz z czarnym płaszczem, posiadał on Wilczy pysk oraz krwiste oczy, aż wreszcie się wypowiedział:
-Hmmm, żałosne. Nie spodziewałem się, że Księżniczka wybierze takiego nędznika na posiadanie mojej mocy...Ehhh, no cóż, jestem tutaj po to by ci przekazać informacje, że jeśli uda ci się wykaraskać z twoich problemów, będziesz pod moim okiem trenował moją moc, teraz ci pomogę, ale na następny raz....radź sobie sam. - skończył mówić, a czas który został zatrzymany, powrócił znowu od-stopowany.

Zaciskając bardzo mocno zęby, Wilczy Wojownik zaczął się powoli podnosić, aż tu nagle nawet noga Lethala podniosła się ku górze. To zupełnie miało tak wyglądać, to Lider Wiarusa miał zwyciężyć, a nie jakiś bezpański kundel. Ponowny podmuch Czerwono-Czarnej energii wreszcie odepchnął trochę przeciwnika, który niechcący wypuścił swój fioletowo-czarny pocisk nie tam gdzie trzeba. Po powstaniu z gleby, młody Saiyanin miał opuszczone ręce, lecz jego dłonie były zaciśnięte w pięści, zaś za chwilę unosząc głowę, jego kolor oczu także się zmienił. Drakonianin spoglądał i nie dowierzał, ślepia młodzieńca przed chwilą były niebieskie, zaś teraz były w kolorze czerwieni i to takiej mocnej. Na głowie jego futro ułożyło się w specyficzną fryzurę i także posiadał czerwony futrzany pas, przechodzący od górnej części włosów, aż po sam dół. To była pierwsza wybudzona Wolf-Jina, przy której pomocy będzie miał za zadanie pokonać wroga stojącego przed nim. Dowódca tylko zaśmiał się pod nosem, bo nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia, ponieważ ta energia była dla niego niczym. Ponownie wyprostował przedramię i z otwartą dłonią, wypuścił z niej fioletowo-czarne pociski energii, które miały raz na zawsze zniszczyć Wilka. Po zetknięciu się z ciałem Syna Kellana, powstał olbrzymi wybuch, który zmiótł połowę tej sali i zostawił krater, gdzie można było dostrzec metal, ponieważ wszystkie te rzeczy były zrobione ze specjalnego materiału do celów ćwiczebnych. Po opadającym dymie, Lethal dostrzegł że młodzikowi się nic nie stało, ale jego mina jeszcze była bardziej wściekła niż przedtem. Brat Klen zaczął iść powoli w stronę swojego oponenta, lecz tamten nawet nie drgnął do tyłu. Po zbliżeniu się na taką odległość, że mogli się dotknąć, Szef Wiarusa zamachnął się w twarz młodzieńca, lecz ten bardzo szybko ją pochwycił i nie pozwolił do zderzenia. Generałowie zaczęli szeptać między sobą z okna i zaczynali mieć co do tego złe przeczucia. Nie chcieli dopuścić do przegranej swojego Władcy, więc otwierając kilka grodzi w ścianach, wysłali wsparcie w postaci oddziału paraliżujących. Nie podchodził za blisko i tylko czekali na sygnał jednego z generałów by ten nacisnął specjalny przycisk, potwierdzający pomoc dla Lethala. Wojownik usłyszał i dostrzegł to co się dzieję wokół niego, więc nie tracąc więcej czasu, zamachnął się swoją prawą pięścią, posyłając wroga na kilka skał, przez które się po prostu przebił. Kiedy to Drakonianin wyszedł ze swojego wgniecenia w skale, trochę się wkurzył tą zmienioną sytuację tych wszystkich zdarzeń. Nie spodziewał się takiej siły ze strony nieznajomego młodzika, gdyż myślał że jest on początkującym. Blade wydzierając się na nowo i otaczając aurę, zaczął po prostu niszczyć całą tą salę treningową, robiąc wgniecenia w ścianach oraz niszcząc całą resztę tego miejsca. Głazy i kamienie zamieniały się w pył, zaś sztuczne drzewa zaczęły same z siebie się jarzyć albo także całkowicie wyparowywały. Wreszcie wyruszył w stronę swojego smoczego przeciwnika, który to miał zamiar zagrać nieczysto i z pod podłogi wyłoniła się stalowa ściana, która zatrzymała wojownika. Ogoniasty tylko syknął pod nosem i słysząc dużo kroków, zobaczył że oddziały paraliżujące właśnie biegły w jego stronę. Postanowił, że uniesie się pod sam sufit tego pomieszczenia i wypuścił ze swoich dłoni kilka bordowych pocisków, które dosłownie zmiatały sługusów z powierzchni tej sali. Nie czekając jeszcze bardziej dłużej i przeciągając tą walkę, Krwistooki znowu zaczął pikować na swojego wroga bez żadnego zastanowienia.

Trafiając tym razem swój cel swoim kolanem w jego twarz, przez co tamten zachlapał się trochę swoją czerwoną krwią. Szybkim zwinnym ruchem, wojownik złapał za gardło swojego oponenta, a potem delikatnie podduszając go, drugą wolną ręką zaczął go napierdzielać po brzuchu tyle ile mógł. Ciosy szły coraz bardziej i bardziej z szybszym oraz mocniejszym impetem, przez co Lethal opluł krwią Wilkołaka, który ciągle go dusił i znajdował się przed nim. Generałowie co poniektórzy odwracali swój wzrok, gdyż nie mogli na to patrzeć, choć jeden był bardzo cierpliwy i podziwiał co się tam niesamowitego dzieje. Kolejni żołnierze byli zsyłani, lecz ledwo ruszając ręką, zatrzymał ich by się w to nie mieszali. Wreszcie Lethal przeszedł do swojej transformacji, ukazując całe swoje smocze jestestwo. Nogi zaczęły nabierać masy, pojawiały się także łuski oraz długi ogon, gdzie na jego końcu znajdowało się kilka ostrych i zabójczych kolców. Wykorzystując swoją trzecią kończynę, przebił w okolicach kostki wilka i rzucił nim gdzieś daleko, by mieć chwilę na swoją transformacje. Teraz dopiero wróg Nastolatka wyglądał jak taki rasowy prawdziwy smok czystej krwi, wyróżniał się tym, że na tyle jego głowy wyłonił się jeden róg. Wreszcie Władca Wiarusa powiedział w stronę młodzika:

-Pożałujesz tego, że zmusiłeś mnie do wykorzystania tej transformacji. Na tym etapie, mordowałem miliony istnień i ciebie spotka ten sam lost, przygotuj się do katastrofalnej porażki, Wilku... - oczywiście nie powiedział, że dawno jej nie wykorzystywał i wyszedł z wprawy. Po chwili, zza pleców wroga młodego Saiyanina, wyłoniły się smocze skrzydła na których się uniósł, ale to tylko na pokaz, gdyż wolał wykorzystywać energie do lewitacji. Skrzydła robiły tutaj w formie ozdoby, dlatego też przechodząc też do samego sedna, zaatakował Wilkołaka. Blade otrzymał solidną smoczą pięść na swój żołądek, plując śliną przed siebie oraz wbijając się w drugą część końca sali. Szybko wychodząc z wgniecionej ściany, poleciał w stronę oponenta i między nimi zaczęła się zaciekła wymiana ciosów. Ich uderzenia była tak mocne, że niszczyły teren wokół nich, a oni nawet na to nie zwracali uwagi. Za chwilę, obydwoje odskoczyli od siebie, ponownie robiąc to samo tylko jeszcze szybciej. Lethal nagle zrobił obrót wraz z wyskokiem, przez co młodzieniec dostał porządnego kopniaka na żebra i wydał z siebie wilczy pisk. Poleciał trochę do tyłu, lecz chamując swoimi wilczymi stopami, zatrzymał się wreszcie. Łapiąc szybkie oddechy, starał się nie wypaść z rytmu i wygrać ten pojedynek, który nie był taki łatwy. Wreszcie szybko biegnąc w stronę swojego celu, miał zamiar użyć swojej chytrej sztuczki, więc udawał że planuje wyskok ku górze, lecz jednak tego nie zrobił i gdy zobaczył, że jaszczur znalazł się już w powietrzu, chwycił za jego smocze kostki u nóg i rozkrecając go bardzo mocno, rzucił nim w stronę ściany. Uśmiechnął się tylko i gdy chciał już wykończyć smoczego Lorda, usłyszał jak szyba, gdzie znajduje się miejsce trybun, została zniszczona siłą dwóch generałów oraz ich podkomendnych. Wyjęli ze swoich kabur na broń, która miała na celu wystrzelić w stronę wilczego chłopaka liny, po to by ten został sparaliżowany. Wiedział już co to za chytra sztuka, kiedy przedtem wykorzystali to w swoich dziwnych wielkich maszynach, więc delikatnie krzyknął, otaczając się aurą i odpychając wszystkie ostre sznury. Dowódcy się trochę wkurzyli, gdyż musieli wciągać znowu liny by naładować tą broń i ponownie ją wystrzelić. Blade kupił sobie trochę czasu, ale zauważył że we wbitej ścianie już nie ma Lethala, po prostu zniknął.

Starał się go wszędzie wypatrzeć i był ciekawy teraz z której strony uderzy. Po ataku z zaskoczenia ze strony Dowódcy Wiarusa, ten zerwał swój smoczy wisiorek i rzucił w stronę mężczyzny, okazującym się jednak trzecim generałem o imieniu Altair. Ten pochwycił go i tylko kiwnął głową, na znak że rozumie co to oznacza. Lelouch, najlepszy ze wszystkich tutaj zebranych generałów zdziwił się tym faktem, że to jemu nie dano dostać naszyjnika jego Pana, był bardzo o to zazdrosny. Wilczy Młodzieniec niestety zwracając uwagę na to co się dzieję wokół otoczenia, zobaczył że jeden Generał uderzył tego drugiego i zabrał mu ten dziwny wisior, który przedtem znajdował się na szyi Lethala. Nie rozumiał o co tutaj chodzi, ale nie obchodziło go to teraz, musiał pokonać przeciwnika przed nim. Szef krążownika rozdziawił paszczę i zaczął w niej zbierać energię. Ogoniasty przypomniał sobie, że nie zna żadnych ciekawych technik, więc wyjął z pochwy swoje ostrze i zaczął w nim zbierać energie. Wreszcie Drakonianin wykrzyknął, mając ciągle przed pyskiem kulę energii takie słowa jak:


-DRAGON BURST FLASH!!! - Potężna dawka energii pomknęła ku chłopakowi, lecz ten nie miał zamiaru dać się zabić. Wypchnął do tyłu ostrze, a potem głośno krzycząc zanim jeszcze zła fala oponenta doleciała, wysunął je na przód, krzycząc tym razem to:


-GETSUGA TENSHOU!! - Czerwono-czarny sierp energii poleciał na przeciw energii smokowi. Wreszcie obydwa się zderzyły, lecz ta energia ze strony Wilkołaka była ponad jego możliwości. Przez to, że Lethal zaprzestał swoich treningów i się obijał tylko na tronie, został pokonany przez dzieciaka, który tak naprawdę jeszcze nie umiał nic, sam fart i nic więcej. Odczuwał jak jego energia wraca do niego wraz z mrocznym sierpem ki, który praktycznie zaraz go trafi i będzie po wszystkim. Niestety, koniec końców tak się stało, Energia z ostrza oraz jego własna trafiły go i został zmieciony, nic po nim nie zostało, nawet ubranie zostało zdezintegrowane. Po tym incydencie, syn Kellana zmęczył się i chowając szybko ostrze, uciekał by znaleźć jakiekolwiek kapsuły ratunkowe. Niestety, na sale treningową znowu weszli żołnierze, lecz tym razem było ich trzy razy tyle niż przedtem. Krwistooki wyjął ostrze i odbijał kable, które miały na celu nałożeniu na niego paraliżu, lecz rozcinał je oraz odbijał. Niestety mógł usłyszeć kilka świstów, lecz tym razem to nie były paraliżujące liny, lecz strzałki, które były wykorzystywane przez archaiczne plemienia. Bratu Klen dopiero po kilku minutach jeszcze walki z żołnierzami, zaczęło się kręcić w głowie, gdyż przez bulgoczącą krew w jego organizmie, toksyna dopiero zareagowała z późnym efektem. Lelouch w swoim czasie, wyszedł na taras, który był ulokowany na wielkim okręcie i przemawiając do ludu, ogłosił się nowym Władcą, gdyż Lethal poniósł sromotną porażkę przy walce z więźniem. Altair po dobiegnięciu na miejsce tarasu, wyjął swój pistolet do paraliżu i kiedy wystrzelił pociski, Pierwszy Generał użył zielonej aury, by osłaniając się tak samo jak przedtem obserwował Wilczego Nastolatka. Lelouch tylko pstryknął palcami, a za chwilę zebrało się wokół tajemniczego Generała garstka żołnierzy, lecz za nim stał wielki bysio, który to wykonał cios w potylice i ogłuszył go. Po tym incydencie, obydwoje trafili do odosobnionych cel i nie wiedzieli co się dalej z nimi stanie. Altair miał kilka kwestii co do tego, ale musiał dmuchać najwyraźniej na najgorsze etap tej podróży. Nie wiedząc czemu, Młody Saiyanin dzięki temu, że coraz bardziej przyzwyczajał się do wilczej formy, odczuwał kilka energii na tym wielkim frachtowcu, a nawet tą która należała do tajemniczego Generała. Siedział dosłownie przed nim, czyli ich cele były na wprost siebie innymi słowy. Czarnowłosy dzięki swojemu wilczemu słuchowi, który miał przedtem, wiedział że jego nowy wróg nazywa się Lelouch i na pewno odczuwa, że tamten coś planuje. Teraz tylko musiał czekać, a bał się że w ogóle polecą gdzieś indziej, a chciał zostać na tej planecie by móc w spokoju ćwiczyć, ale nie, zawsze musiało mu się coś przytrafiać. Co będzie dalej? Czy Blade wymyśli plan ucieczki razem z nowym sojusznikiem albo wrogiem?? Co planuje Lelouch? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Sponsored content

Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

Powrót do góry
Similar topics
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito