Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Opowiadanie o Kenzuranie.

on Wto Paź 30, 2018 12:17 am
Rozdział 1: Nowe pokolenie bohaterów.

Ta Historia ma opowiadać o Saiyanie, którego życie przekręciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Kiedy jego rodzinna planeta wybuchała, nie udał się do swojego Mentora Xandera, zaś poszedł do osobnych kapsuł, które przebywały w porcie kosmicznym. Przyjaciel Rodziny doskonale wiedział, że Bardock rzadko kiedy kłamie, a gdy zobaczył go w barze, całego pokrwawionego, on jedyny go nie wyśmiał. Kazał wszystkim młodzikom, którzy trenowali pod jego okiem zebrać się potem przy jego szkole walki, lecz Kenzuran postąpił zupełnie inaczej i nie miał zamiaru czekać aż dojdzie do całkowitego zniszczenia. Przepychał się między swoich pobratymców i innych, a oni zdziwieni nie wiedzieli o co chodzi młodzikowi. Syn Kellana musiał szybko spiąć poślady, bo nie chciał skończyć jak reszta rodaków, którzy nie wierzyli niskiej klasy wojownikowi. Po upływie piętnastu minut, szybko wskoczył do jednej kapsuły i wpisał pierwsze lepsze koordynaty, które zmierzały na jakąś bezpieczną planetę i ta nie należała jeszcze do Lorda Freezera. Brat Klen po wystrzeleniu się w porcie, mógł tylko słyszeć przez radio, że nie dostał zgody na pozwolenie, więc po prostu to olał i nie obchodziło go to. Można było stwierdzić, że był zdrajcą, ale on tylko ratował swoje cztery młode litery, ponieważ aktualnie miał dziesięć lat. Kiedy wyjrzał ostatni raz przez szybę, będąc pod kątem spoglądania na planetę, widział jak gigantyczna magmowa kula tworzy się przy jakimś niewielki statku wyglądającym jak Freesby albo dysk. Nie wiedział co ma o tym myśleć, dlatego odwrócił wzrok i łzy napłynęły do jego oczu. Niestety jego kapsuła była na tyle blisko, że eksplozja planety zrobiła niewielki uszkodzenia w środku maszyny i całkowicie zbiła go z kursu. Młodziutki Saiyanin nie wiedząc co się dzieję, ostatnie co zobaczył, to czarna dziura, która wchłonęła go wraz z pojazdem, bo wreszcie znajdował się w środku tego poda. Ogoniasty dzieciak nie wiedział co się dzieje, kręciło mu się w głowie, miał dziwne młodości, zaś jego kapsuła ciągle wirowała w dziwnym i mrocznym portalu, który wreszcie po nie wiadomo jakiej ilości czasu, wypluł go i ten zmierzał ku błękitnej planecie.

Kenzuran kiedy dochodził do siebie, spojrzał przez czerwoną szybę swojej maszyny i odczuł, że wchodzi w atmosferę planety, przez co ta cała zaczęła się żarzyć bardzo mocno, aż wreszcie porządnie walnęła o śnieżną glebę. Młody Bohater niestety nie wiedział jaki to jest dokładnie rok i gdzie się aktualnie znajduje. Nie wiedział też, że uzyska moce o jakich nigdy mu się nie śniło, choć i tak wywodził się z rasy kosmicznych wojowników. Czarnooki młodzieniaszek starał się wykaraskać z pojazdu, który niestety źle się wbił w podłoże planety i drzwi się po prostu wgniotły nie tak jak powinny. Nie wiedziała przecież, że jest coś takiego jak standardowa procedura lądowania, wreszcie leciał po raz pierwszy w życiu taką maszyną. Na szczęście syn Kellana miał chociaż zegar i ten dokładnie mu pokazywał ile czasu minęło odkąd tutaj siedział. Starał się wykopać siłą, ale to nic nie dawało, ale po upływie kilku godzin, usłyszał wreszcie jakiś głos. Ktoś próbował mu pomóc,  ale z perspektywy nieznanej osoby, ta się strasznie bała podchodzić do kapsuły, bo nie wiedziała co ją czeka. Kenzuran walił w szybę i prosił wręcz o pomoc. Wreszcie nieznanej osobie, jakoś udało się podważyć grodzie od jednoosobowego statku i ten wreszcie puścił. Chłopak wyszedł, oddychając powietrzem i odczuwając dość mocne zimno, a potem dopiero spojrzał na jego ratunek, który przyszedł nie wiadomo skąd. Chłopaczek pierwszy się przedstawił:

-Jestem Kenzuran, dziękuje za pomoc....Nie chciałem także nikogo wystraszyć... - skończył mówić, aż wreszcie przykucnął, bo odczuwał minusową temperaturę. Nie wiedział gdzie jest konkretnie, ale poczuł za chwilę że osobnik który mu pomógł, okrył go futrem i odpowiedział mu:
-Rozumiem, widzę że jesteś nietutejszy, sądząc po tej dziwniej technologii, która leży za tobą.  Już na polu uprawnym mogłem cie zobaczyć wraz z innymi, ale oni stchórzyli, a ja jestem ciekawską osobą. Mimo to, wyglądasz mi na człowieka, tylko z czymś dodatkowym za sobą....Nie ważne, czego ci potrzeba?? - zapytał i nadal obserwował brązową kitę, która falowała na wietrze na tyłach młodzika. Brat Klen nie wiedział jak ma zareagować, ale wreszcie wywodził się z rasy potężnych wojowników, więc spoważniał i odpowiedział:

-Tak, na pewno będę potrzebował tu przetrwać, mój dom został zniszczony i dlatego się tutaj znalazłem. Mam nadzieję, że jest mi Pan w stanie jakoś pomóc, nie mam dokąd pójść.... - rzekł, ponieważ musiał mówić jak na razie prawdę, nie miał innego wyjścia. Farmer spojrzał tak na niego, a potem pstryknął palcami i mu odpowiedział:

-No dobrze, skoro nie masz dokąd się podziać, z chęcią cie zaadoptuje do swojej rodziny. Ja ze swoją małżonką nigdy nie mogliśmy mieć dzieci, a po jej odejściu, w moim życiu nigdy się nic nie działo ciekawego, aż do teraz...No ale nie ma co rozpamiętywać starych ran. Wiem, że powinienem wpierw cie bliżej poznać, ale chodźmy, bo zaraz tutaj zamarzniesz na kość i będziesz musiał przystosować się do tej temperatury, tutaj ciągle panuje wieczny mróz. - skończył mówić i zaprowadził chłopaka do swojego domostwa, które było jakieś niecałe piętnaście kilometrów stąd.
Kilka miesięcy później.
Akinori, nowy Ojciec młodego Saiyańskiego dziecka, zaopiekował się chłopcem, gdyż ten naprawdę wyglądał jakby nie miał dokąd pójść. Kenzuran oczywiście czasami się rzucał, jak mu się coś nie spodobało, ale to była jego rasowa natura i nie omieszkał że było inaczej. Pomagał swojego nowemu Staruszkowi przy zasadzaniu lodowych warzy, ponieważ jego wiek ukazywał, że nie jest taki młody jak niegdyś. Sprzedawali razem warzywa oraz owoce, które rosły na lodowy drzewach na pchlim targu, gdzie za tutejszą walutę mieli co jeść i mogli zrobić opłaty, gdyż należeli do najzwyczajniejszego motłochu. Dzięki młodzieńcowi, Akinori poczuł, że znowu żyje, gdyż chłopak naprawdę szybko się uwijał, a nawet wykorzystywał od czasu do czasu swój ogon przy pracy na polu. Miesiące ciągle mijały, aż wreszcie nadszedł dziwny dzień dla nich obydwu. Kiedy wracali wraz ze swoim rumakiem i wozem do domu, gdzie sprzedali trzy czwarte tego co wyhodowali, przejeżdżała obok nich Królewska Karoca. Kenzuran spojrzał w szybę od lektyki i dostrzegł młodą dziewczynkę, która była w jego wieku i ona także przypadkowym cudem spojrzała w jego stronę, choć bardzo rzadko to robiła. Saiyański dzieciak musiał szybko obwiązać ogon na pasie, żeby ukryć fakt, że nie wywodzi się stąd, a potem szybko odwrócił wzrok, delikatnie zarumieniony. Nie minęło zbyt wiele czasu, aż Konie wreszcie zatrzymały się i karoca także stanęła, trochę dalej niż stał Akinori ze swoim podopiecznym. Drzwi pojazdu otworzyły się i z nich wyłonił się wielki i potężny Król Argust, który mierzył na oko z Dwa metry, zaś za nim mała dziewczynka w połyskującej białej sukni, która miała znaki w kształcie płatków śniegu. Pokierowali się w stronę zwykłego farmera i niezwykłego chłopca, który chciał bronić Ojca i już szykował widły, lecz został powstrzymany, bo nie można tak postępować przed samym Królem tego królestwa. Dziewczynka szła spokojnie i taktownie jak na damę przystało, zaś za nią potężny Ojczulek i dwóch strażników, którzy stanęli tak by przypilnować czy nikt ich nie będzie chciał zaatakować. Na szczęście, wszyscy mieszczanie wielbili swojego Władcę, więc nie było tutaj mowy o żadnym buncie ani nic z tych rzeczy. Wreszcie młoda dama zbliżyła się do Czarnowłosego i przemówiła:

-Witaj mieszczaninie. Jestem Artina, Księżniczka tego wspaniałego Królestwa. Nie wiem czemu, ale widzę cie pierwszy raz, a  zazwyczaj zwracam uwagę na takie drobnostki jak nowo przybyłe osoby, bo uczę się bycia w przyszłości Królową. Powiedz mi...nie jesteś stąd, prawda? Widzę to po twojej twarzy oraz dziwnym brązowym pasku na twoich białych ciuchach, dlatego mnie to tak wprawiło w ciekawość... - tutaj na chwilę zrobiła pauzę i kątem oka spojrzała na swojego Tate. Ten tylko jeszcze bardziej spoważniał, przez co młody saiyan się delikatnie przeraził co się może zaraz wydarzyć, dlatego delikatnie drgał i chciał zaatakować, tak mu instynkt podpowiadał.

-Nie mam zbyt wielu kolegów, zaś koleżanek mam ponadto. Chciałam ci dać propozycję, czy może byśmy mogli się zaprzyjaźnić, aczkolwiek Mój Tato by tego nie chciał...Co ty na to? - skończyła mówić, a jej uśmiech podpowiadał by chłopak się na to zgodził. Nie wiedząc czemu, ale syn Kellana zauroczył się w młodej księżniczce, ale to tylko dlatego że chyba był dzieckiem, aczkolwiek jego oddech zrobił się cięższy i nie wiedział co ma poradzić. Wreszcie przełamał pierwsze lody i odezwał się w jej stronę:

-Hmm, nie wiem czy mi jest zaszczyt przyjaźnić się z Księżniczką, co w ogóle będę z tego miał?? - zapytał poważnie, zaś Akinori już chciał uderzyć chłopaka, lecz Król pomachał głową, że nie ma takiej potrzeby. Przyszywany Staruszek się powstrzymał, bo wiedział że tak się nie rozmawia z damami, ale Artinie najwyraźniej to nie przeszkadzało i ta mu odpowiedziała:

-No cóż, na pewno będziesz mile widziany na dworze Królewskim oraz jako młodzieniec płci męskiej, będziesz szkolony w szkole rycerskiej i może niegdyś byś trafił do elity rycerskiej żołnierzy mojego Tatusia. Oczywiście twój Ojciec także by miał pokój w jednym ze skrzydłem Królestwa oraz nie musielibyście tak ciężko harować na polu jak do tej pory.... - to zamurowało i Kenzurana i Akinoriego. Nie spodziewali się czegoś takiego ze strony Córki Argusta, zaś sam Władca wiedział co jego córka robi i to są jej królewskie decyzje. Przyszywany Ojczulek trochę nie miał zbytnio jak odpowiedzieć, dlatego wreszcie przemówił mocarny głos Króla tego państwa:
-Trochę tymi słowami zamurowałaś naszych mieszkańców, dlatego zapraszam do Lektyki, tam wszystko omówimy... - pokazał zapraszająco dłońmi w stronę pojazdu, który był idealny na cztery osoby, ponieważ strażnicy zawsze mogli siedzieć albo na dachu albo na tyle tej karocy. Po znalezieniu się w środku, Akinori wraz z synem, który nie był jego, widzieli jak jeden z żołnierzy poprowadził także ich wóz z zapasami żywności w stronę Zamku. Po dojechaniu do wielkiej budowli, Król wraz z nieprawdziwym Ojcem Kenzurana poszli do sali konferencyjnej i tam zaczęli rozmawiać o tym jak to wszystko będzie wyglądać. Natomiast młodzieniec wraz z Księżniczką poszli w zupełnie inne ustronne miejsce, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzać. Znaleźli się w jej sypialni, gdzie od razu wyszli na balkon i ta zaprosiła go obok poręczy. Kiedy się do niej zbliżył, ta niespodziewanie chwyciła za jego jeszcze zimne dłonie, gdyż ogoniasty jeszcze się nie dostosował do minusowej temperatury.
-Słuchaj Blade, wiem że nie znamy się zbyt długo i należymy do zupełnie innych poziomów społecznych, ale spodobałeś mi się. Chciałam ci zaproponować Małżeństwo ze mną, jeśli oczywiście minie kilka lat i będziemy dorośli oraz to, że będziemy mogli sami podejmować decyzje. Nie wiem tylko, czy ja też się tobie spodobałam i czy czujesz to samo co ja do ciebie?? - zapytała, a potem cała się zarumieniła. Akinori oczywiście przedtem nadał imię Blade dla Kenzurana, by te się zbytnio nie wyróżniało, dlatego Księżniczka powiedziała w ogóle inne imię. Kenzuran nie wiedział jak ma na to odpowiedzieć, dlatego on też się zrobił trochę czerwony i kiedy tak siedzieli w ciszy, postanowił jej odpowiedzieć:

--Niech i tak będzie, skoro to pomoże mojemu Ojcowi oraz mi, zrobię to. Zostanę twoim mężem... - powiedział to tak jakby nie był do końca pewny swoich słów. Nie wiedząc czemu, wojownik bardzo szybko zareagował i uniknął ust, które chciały go pocałować także w usta. Artina chciała zapieczętować ten układ pocałunkiem, lecz on się na to nie zgodził.

-Wybacz mi, to jest dla mnie coś nowego, nie chcę jeszcze tego pocałunku, przełóżmy to na inny czas, dobrze?? - zapytał jej, a ta tylko kiwnęła głową i puściła jego dłonie. Kiedy zaczęła od niego odchodzić, obydwoje mogli odczuć potężny wstrząs i wybuch na jednym z pięter Pałacu. Nie spodziewali się niestety, że akurat w ten dzień, kiedy będą podpisywać miłosny pakt, dojdzie do ataku ze strony Królestwa Ognia. Dwójka dzieci wyjrzała przez balustrady i dostrzegli jak impy na dziedzińcu wybijały królewskich lodowych strażników od tak po prostu. Księżniczka bardzo szybko odwróciła wzrok, bo zrobiło jej się nie dobrze, zaś chłopak był do takiego czegoś przyzwyczajony, u niego na Vegecie bitki to była coś normalnego. Celem tego ataku było to, że Władca Demonów miał swojego Sukkuba, który potrafił przewidywać przyszłość i wiedział o zdolnościach chłopaka, dlatego chciał by jego jednostki go porwały albo unicestwiły. Wreszcie do pokoju młodej Księżnej wtargnęły impy, które stworzyły w swoich mrocznych dłoniach ogniste włócznie, przez co dziewczynka krzyknęła z przerażenia. Blade bardzo szybko musiał reagować, nie wiedział co się stanie, lecz zasłonił następczynie tronu swoim ciałem i gdy dostrzegł, że ostre bronie leciały w jego stronę, przed nim pojawił się sam Król, zasłaniając ich. Przyjmując na siebie włócznie, zrobił specjalny gest rękoma, by je wszystkie na raz zniszczyć. Jego rany szybko zostały zamrożone i wkurzony tym całym incydentem, wypuścił ze swojej jamy gębowej coś w rodzaju lodowego ki wave'a, który zamroził i pokruszył impy na drobny lód. Niestety, tego jeszcze nie było koniec, ponieważ nad tarasem lewitował na skrzydłach Inkub, który z wrednym uśmieszkiem na twarzy pikował w stronę Króla oraz dzieciaków i chwytając córkę Władcy, miał zamiar ją porwać. Argust bardzo szybko się zorientował co się dzieję, gdyż usłyszał świst za sobą i przerażający krzyk jego córeczki. Wybijając się z balkonu, poleciał za demonem, który chciał uprowadzić jego jedyne dziecko. Syn Akinoriego zdziwił się, że Król potrafił latać, mimo iż nie posiadał żadnych skrzydeł czy też maszyny, ale przypomniał sobie, że jest coś takiego jak Bukujutsu.
Blade nie miał zamiaru tutaj stać i nic nie robić, więc przeskakując przez poręcz, natrafił na jeden dach i zjeżdżał teraz po kafelkach, dość mocno się chwiejąc. Czarnowłosy bardzo szybko dzięki ślizgowi, zbliżył się ku demonowi i Córce Argusta, więc wykorzystując wszystkie swoje siły w dolnych kończynach, wybił się z daszku i kiedy Inkub zniżył swój lot, został pochwycony przez chłopaka. Młody Saiyanin chwytając za jedno ze skrzydeł, a drugą pięścią obijając twarz wroga, miał zamiar zrobić to by wypuścił dziewczynkę. Nie upłynęło zbyt wiele czasu, aż wreszcie demonem zaczął sobie powolnie spadać na ziemie i kiedy się rozbił, wypuścił chłopaka, jak i córcę samego Władce. Starając się podnieść z ziemi, nie zauważył kiedy to stopa Króla rozgniotła jego głowę na śniegu i wszędzie prysnęła krew. Brat Klen patrzył na to z lekkim przerażeniem, ale wiedział że jego rodacy też byli zdolni do takich mordów. Chłopak podniósł się i pomógł wstać Księżniczce, a za chwilę przy nich znalazła się Królewska straż przyboczna oraz sam Argust. Czarnooki dostrzegł, że niektórzy żołnierze Władcy potrafili latać w powietrzu, czyli sztuka latania tutaj też była akceptowana, jak na Vegecie. Nie wiedząc czemu, czasami głowa młodzieńca bolała raz mocniej, raz lżej, a to tylko dlatego że podczas lądowania, przyrżnął on o kokpit kapsuły i część pamięci została przez niego stracona. Żołnierze bardzo szybko odprowadzili następczynie tronu do Zamku, zaś sam Król przykucnął przy chłopcu i rzekł w jego stronę:

-Dzielnie się spisałeś młody, na szczęście to był tylko mały atak, ale może się pojawić ich znacznie więcej. Nie mniej jednak bardzo ci dziękuje za twoją odwagę, gdyby nie to, że zostawałem powstrzymywany przez inne demony, to ciebie nie zauważyły. - zrobił tutaj chwilową pauzę i zaczął dalej mówić to co chciał:
--Słuchaj mnie uważnie, skoro demony czegoś chcą, to nie mamy zbyt wiele czasu...Lodowa ściana w takim razie jest przetapiana przez nie, które powstała pięćset lat temu, gdyż bardzo bardzo daleko stąd, istnieje coś takiego jak lodowa ściana gruba na ponad sto kilometrów. Najwyraźniej dla demonów jest za cienka, ale do rzeczy, załatwię ci najlepszych trenerów, ja nie zawsze będę w pobliżu, a widzę że krzepy ci nie brakuje. Chroń moją córkę, tylko o to cie proszę

- kiedy skończył to mówić, powstał ze swojego kolana i od razu ruszył z chłopakiem do Pałacu, gdzie znajdywały się koszary. Młodzieniec dostał od kwatermistrza zbroje na jego dziecięce rozmiary oraz ostrze i specjalnie rękawice, ponieważ Król ma zamiar prowadzić trening bronią białą jak i fizyczny. Po znalezieniu się na sali treningowej, ogoniasty zobaczył wielu rycerzy oraz wojowników, którzy trenowali na manekinach oraz także strzelali lodowymi promieniami, jak i łukami czy też kuszami. Nie znał nigdy takich broni, dlatego na szczęście będzie miał osobistego trenera, który mu wszystko wytłumaczy co i jak. Nie czekając dłużej, trening Blade'a zaczął się i upłynęło kilka lat. Trenował on przez dobre sześć lat, więc był w wieku szesnastu lat, już nie był dzieckiem tylko nastolatkiem. Trenował najpierw drewnianą bronią, by niechcący nikomu nie obciąć głowy albo jakiejkolwiek innej kończyny. Trenował także walkę fizyczną, by jego ciało było wytrzymalsze i bardziej odporne na ataki ze strony demonów. Wreszcie dostał on specjalną sesję na dwie mistrzynie, które posługiwały się Naginatami oraz włóczniami. Dwie Siostry, gdzie jedna posiadała krwiste włosy, zaś druga fioletowe i niebezpieczne złote spojrzenie. Obydwie stały z dwóch różnych stron, by nastolatek mógł się nauczyć walki tak by obronić się przed kilkoma przeciwnikami na raz. Takeda oraz Matsunaga ruszyły w jego stronę z niesamowitą prędkością i trenując już ostrą bronią, w grę przestały wchodzić jakiekolwiek przelewki. Blade wpierw obronił się przed tą z większym biustem, chociaż obydwie pałały niesamowitym walorami, ale starał się nie zwracać na to uwagi.

Wiedział doskonale o tym, że jakby natrafił na jakieś wrogie Sukkubusy, także one by starały się go uwodzić swoimi wdziękami, więc musiał to w sobie zwalczyć i nie da się tak łatwo pokonać. Zwinnym ruchem, ogoniasty odbił jeden cios Naginaty, potem usłyszał za sobą świst i zrobił zamach także parując drugi atak. Na jego nieszczęście, siostry były tak zgrane, że bardzo szybko się pozbierały i dwie dwudziestopięciolatki zamachnęły się na nowo. Młody Saiyanin nie wiedział jak ma się przed tym obronić, więc krzycząc głośno wniebogłosy, stworzył wokół swojej osoby coś jak podmuch ki, który odrzucił obydwie Panie od niego, przez co te wpadły na ściany stajni oraz ścianę Zamku. Wreszcie trenowali na zewnątrz i kilku szkolących się, nie wierzyli co się właśnie wydarzyło. Chłopak pierwszy raz odkąd tutaj był, użył swojej wewnętrznej energii za skutkiem poczucia obronnego impulsu. Po zakończeniu bardzo szybko tego treningu, powrócił do swojego pokoju, który oczywiście znajdował się w Pałacu i gdy tam dotarł, znalazł jakąś przybitą notkę. Całkowicie mu ta informacja wypadła z głowy, przez to że miał naukę walki, jak i języka oraz pisania. Wreszcie musiał się nauczyć obsługi piórem oraz jak składać poprawnie zdania. Złapał się za głowę, bo nie chciał być Synem Króla, jakoś mu nie leżała królewska rodzina, ale skoro na notce widniało to, że niedługo będzie szykowany ich ślub, chyba nie ma innego wyboru. Nie wszedł jednak do swojego pokoju, dlatego też po upływie dwudziestu minut, znalazł się poza obszarem Zamku i poszedł do mieszczan zobaczyć co się u nich dzieję ciekawego. Niestety, jeden ze strażników z górnego miasta go dostrzegł i zawołał mu pierwszą lepszą lektykę, by ten nie chodził jak zwykły motłoch. Blade mimo iż minęło tyle lat, nie czuł się dobrze w roli syna Króla, ale zaakceptował ofertę ze strony żołnierza i wsiadł do lektyki. Ta zrobiła rundę wokół biedniejszej dzielnicy i żałował że ją opuścił, bo wreszcie tutaj mieszkał. Spoglądał na dawnych swoich koleżków, których imienia już nie pamiętał i wzdychając pod nosem, pojazd zaczął kierować się w stronę Zamku. Po opuszczeniu karocy, pokierował się przez główny hol Pałacu i słysząc śmiechy w jadalni, słyszał jak jego przyszywany ojciec Akinori wraz z Królem i Królową omawiają już przyszłe plany ich dzieci. Młody Saiyanin był tym wszystkim przytłoczony i miał tego dość, chciał uciec lecz z myśli wybił go wybuch, który był naprawdę jednym z większych do tej pory. Bardzo szybko uniósł się w powietrze i lądując na pierwszy lepszym tarasie, zobaczył że lodowiec o grubości stu kilometrów zaczął się tak jakby przetapiać oraz sypać. Blade wiedział co to oznacza, demony wreszcie posiadały taką technologię, że przedostały się przez tą niesamowicie długą i grubą bryłę ściany i zamierzają swój największy atak w dziejach historii tego królestwa. Co wydarzy się dalej?? Czy Kenzuran będzie mógł wstanie obronić spadkobierczynię tronu oraz jej lud i poddanych? Dowiecie się tego w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sro Paź 31, 2018 12:54 am
Rozdział 2: Atak na królestwo Niebieskie.


Blade kiedy tak spoglądał na kawałki spadającego lodu, nie mógł nadal w to uwierzyć. Zobaczył, że demony utworzyły wielki okrąg, który miał być przejściem właśnie do Lodowego Królestwa, które najwyraźniej miało zostać podbite. Po chwili spoglądania w tamto miejsce, obok jego osoby wylądował sam Władca i rozkazał mu przenieść się do hangarów, gdzie znajdowały się transportowce dla wojsk, by ten mógł swobodnie zostać na pole walki. Czarnowłosy tylko kiwnął głową i zeskakując, wylądował twardo na śniegu, a potem szybko pobiegł w stronę zbrojowni by przywdziać na siebie średniej wielkości zbroje. Po wykonaniu tej czynności chwycił za pierwszy lepszy stalowy miecz, a po dotarciu do budynków, gdzie przetrzymywano pojazdy, nie mógł uwierzyć że to Królestwo zna się na takiej technologii. Nastolatek mógł dostrzec specjalne ochronę, gdzie w niektórych miejscach na czołgach znajdowały się kolce, które zapewne miały chronić przed szarżą ze strony demonów na tą maszynerię. Także znajdowały się tam otwory, które miały służyć do wystrzeliwania lodowej energii przez królewskie jednostki oraz paladynów. Nie czekając dłużej, wskoczył na dach pojazdu i wchodząc przez okrągły otwór, zajął jedno z miejsc, gdzie przypadkowo było wolne, ponieważ było ono dla niego. Oczywiście szybko znalazł się przy jednym z generałów Władcy i przekazał mu informacje o tym, że został przydzielony do tego oddziału i ma ich wesprzeć przy środkowej terenie. Po wytłumaczeniu wszystkiego, Przewodzący oddziałem wszystko zrozumiał i używając gwizdka, trzydzieści transportowców ruszyło przed siebie na tereny walki, gdzie mają za zadanie powstrzymać jednostki nieprzyjaciela. Niestety Lodowi żołnierze nie spodziewali się szybkiego działania gadzich demonów, którzy przenieśli swoje magmowe Trybusze na tutejszy tereny i zaczęli ostrzał ognisty kamulcami. Jeden ognisty kamień leciał w wóz w którym znajdował się młody saiyanin, lecz ten posiadając lepszy słuch, usłyszał świst i ruszając szybko do wyjścia, wyskoczył w ostatniej chwili z pojazdu.

Generał i trzech jego lepszy ludzi przeżyło, tak samo przyszywany syn Akinoriego, ale nie mogli się tym przejmować tylko musieli ciągle przeć na przód. Niestety przez to, że zaczęła się dość nie dawno śnieżyca, ogoniasty poszedł w ogóle w zupełnie inną stronę i natrafił na jakiś górski szlak, więc nadal szedł w jego kierunku. Przysłaniał sobie swoje oczy i ledwo patrząc co się dzieję przed nim, prawie spadł z półki skalnej, ale szybko się odwrócił i chwycił się lodowatej części góry. Przez ten cały trening, jego ciało było lepiej uodpornione na tutejsze chłody, dlatego nie przejmował się tak bardzo teraz minusową temperaturą, można było go nazwać morsem. Po dotarciu do jakiegoś większego rozwidlenia, w jednym z przejść widział jakiegoś garbatego mężczyzn, około pięćdziesiątki oraz księżniczkę, która była przez niego trzymana. Blade nie mógł w to uwierzyć, ponieważ niesamowicie w jego oczach się dla niego zmieniła, gdyż przez te minionych niecałych 7 lat, bardzo rzadko się spotykali. Ona miała swoje zajęcia, a on swoje więc ciężko było dla nich kiedykolwiek się spotkać. Nie miał zamiaru czekać i zobaczyć co się dalej stanie, więc szybko chwycił za rękojeść swojego ostrza i pobiegł w ich stronę. Nie wiedział co zamierza ów osobnik, więc dziko zamachnął się w jego stronę i odciął mu jego rękę, lecz całe przedramię zostało nienaruszone. Szalony profesor zawył z bólu i uklęknął, lecz używając swojego intelektu, włożył ranę do śniegu, by ją sobie przymrozić, gdyż nie chciał się wykrwawić. Niestety dopiero po chwili wojownik zorientował się, że dłoń szalonego naukowca przeleciała przez śnieg, a tak naprawdę to był holograficzny śnieg, który wskazywał że w tym miejscu była pułapka, a na jej dnie mnóstwo lodowych kolców. To tutaj właśnie doktor chciał poświęcić spadkobierczynię tronu, gdyż był tajnym szpiegiem, a jego czerwony kilt oraz złote zdobienia na ubraniu sugerowały, że wywodzi się z Królestwa demonów.

Naukowiec po ogarnięciu się, chwycił bardzo szybko dziewczynę za rękę i miał zamiar ją zrzucić, lecz Czarnooki nie zamierzał do tego dopuścić i od razu ruszył do akcji. Niestety pech był taki, że starszy mężczyzna poślizgnął się, mając już mocno przemoczone buty i wraz z córką Króla zaczęli spadać ku dziurze, obydwoje umierając. Syn Kellana nie mógł uwierzyć, że zobaczył jej śmierć na własne oczy, a przyrzekał jej tyle rzeczy, a tak naprawdę teraz wszystko poszło na marne. Wzdychając pod nosem, uniósł wysoko miecz i wbijając go na cześć Artiny, postanowił wyruszyć na plac boju, tam gdzie powinien się znaleźć. Brat Klen nie spodziewał się tego, że nagle z dziury wyłoni się dusza martwej Księżniczki, która nawet mimo tego, że nie będzie wyglądała jak człowiek. Wyglądała jak jakieś dziwne genetyczne zwierzę, a konkretnie wilkołak. Zniżyła swój lot i znajdowała się praktycznie nad chłopakiem, a zaraz potem odezwała się do niego:
-To nie twoja wina, nie wiedziałeś co się stanie wojowniku. Ja zaś mam do ciebie pytanie. Czy w moim imieniu, będziesz bronił tego Królestwa oraz moich poddanych....Człowieku? - Blade dosłownie był zamurowany, na chwilę się tym wszystkim przeraził, bo nigdy w życiu nie spotkał ducha na żywe oczy. Nie wiedział co o tym myśleć, lecz zacisnąwszy obydwie pięści oraz przełykając ślinę, odpowiedział:
-Dla ciebie....oczywiście że to zrobię. Przepraszam, że nie zdążyłem na czas, gdybym wiedział.... - nie mógł dokończyć słów, nie wiedział co miał dokładnie powiedzieć. Zabrakło mu po prostu mowy, ale za chwilę znowu usłyszał Anielski głos ducha:
-Teraz mogę ci wreszcie powiedzieć prawdę. Moja Rodzina wywodziła się z rodu Wolfjinów, którzy bardzo późno pojawili się w tej krainie. Z początku nie panowaliśmy nad transformacją w likantropa, ale nasi najstarsi przodkowie zostawili po sobie w tym królestwie informacje na ten temat. Teraz gdy ja odeszłam, otrzymasz ode mnie tą moc i zostaniesz przeklęty jako Wilkołak, to będzie twoje brzemię oraz obowiązek jako mój następca i niedoszły mąż... - po skończeniu tej mowy, unosząca się dusza wleciała w ciało chłopaka. Czarnowłosy nie wiedział jak ma zareagować, ale nie czuł się zbyt dobrze, a za chwilę jego osoba zaczęła unosić się ku górze. Rozłożył przedramiona na boki i wyjąc głośno z bólu, jego osoba całkowicie się przeistoczyła w Wolf-Jina. Posiadał on teraz aktualnie czarne futro oraz bardzo mocno krwiste oczy. Jego wzrost zmienił się o jakieś dziesięć-dwadzieścia centymetrów. Na jego paznokciach wyrosły długie i niebezpieczne kły, a także mógł odczuć że jego zęby teraz miały dodatkowe dwa długie kły, które mogły się przebić przez skórę od tak. Wyczuwając w sobie niespotykaną moc we własnym ciele, uniósł się i lewitując nad ziemią, pofrunął w stronę pola bitwy by zakończyć to wszystko raz na zawsze. Szukał teraz zemsty na władcy demonów, przez którego nie żyła Artina, nie miał zamiaru puścić tego płazem. Dolatując już do rozbitej ściany lodowej, zniżył swój lot i wlatując w tłumy walczących, miał zamiar trafić jak najwięcej demonów. Wbił się w koło, które otaczało Władcę tego królestwa, a potem tylko swoimi szponami rozrywał kolejne impy na strzępy. Argust patrzył i nie dowierzał swoim oczom, wiedział co się wydarzyło, wiedział że chłopak od tak by nie posiadał mocy Likantropa, więc mógł uznać to że jego córka jest martwa, ale musiał mieć pewność. Władca podbiegając do młodzieńca, który właśnie rozrywał kolejnego demona, rzucił w niego pytaniem:
-Chłopcze....wiem że nie powinieneś mieć od tak tych mocy....czy moja córka....Nie Żyje?? - zapytał robiąc unik i używając swojego Great Sworda, rozciął większego czarta na pół. Krwistooki spojrzał na niego bokiem, chwytając pobliskie ścierwo i ściskając głowę demona w nic, odpowiedział mu:
-Przykro mi mój Królu, ale to jest prawda...przez Naukowca, który pracował dla Pana, to on za wszystkim stał, to on był szpiegiem którego tak pan szukał przez te lata.... - warknął złowrogo, bo nadal nie był zaspokojony, był wściekły przez to co się stało. Ze strony Argusta mógł tylko usłyszeć tylko jeszcze to:
-Niech ich Diabli wezmą, no cóż, czasu nie cofniemy. Niestety ja będę musiał się wycofać, dowiedział się od naszych informatorów, że latające złowrogie jednostki próbują dostać się na komnaty Królewskie by jeszcze dobić moją żonę...Poprowadź wojska wraz z generałem Aladarem i powodzenia... - mówiąc to, wybił się ze śniegu i poleciał w stronę swojego Pałacu. Blade tylko kiwnął głową i zauważył, że demonie jednostki rzuciły się w jego stronę, więc on ponownie wykrzykując krzyk rozpaczy, stworzył wokół swojej osoby białą aurę, odpychając wszystkie potwory i poleciał w stronę kręgu, który był wytopiony w ponad stu kilometrowej ścianie lodu. Po wylądowaniu na samym początku, gdzie kilka rzędów lodowych oddziałów ustawiło się na szturm na Królestwo Demonów. Odwracając się w ich stronę, wykrzyknął następujące słowa:
-ŻOŁNIERZE, Teraz ja wraz z Generałem Aladarem poprowadzimy was na podbój, ale mam do was jedno pytanie, CZY BOICIE SIĘ ICH!? - mogli usłyszeć w jego głosie gniew, który spowodowany był przez śmierć Córki Króla. Większość żołnierzy spojrzała po sobie, a jak tutaj zmierzali, widzieli że inni już byli martwi, lecz odzyskując bardzo szybko zimną krew, wszyscy razem wykrzyczeli:
-NIEE!!! - chór głosów zabrzmiał w okrągłym przejściu. Blade w takim bądź razie, zadał im kolejne pytanie:

-CZY BĘDZIECIE BRONIĆ TEGO KRÓLESTWA DO OSTATNIEJ KROPLI POTU!? - oczywiście usłyszał tą samą odpowiedzieć czyli chóralne "TAK". Ogoniasty zatem nie zamierzał dalej czekać i po prostu wykrzyknął jedne dla nich bardzo ważne słowo:
-SZARŻĄ ZATEM!!! - Wilczy młodzieniec odwrócił się i zaczął biec, zaś reszta Armii ruszyła ku jego śladami. Kiedy tak biegł, Generał Aladar zbliżył się do niego i podając mu specjalną refleksyjną tarczę, szybko mu wytłumaczył że ma ona na celu odbijać ogniste pociski oraz magiczne ogniste kule ognia. Kiwnął głową na to, że rozumie i gdy już się zbliżył do ściany stworzonej z rogatych demonów, po prostu się w nich wbił, trzymając miecz przed sobą. Po chwili dostrzegł, że wrogie jednostki wystrzeliwały ogniste pociski, więc machając przedramieniem, gdzie była tarcza, odbijał je za siebie albo przyjmował także niektóre na swój defensywny przedmiot. Niestety nie obyło się bez ofiar, ponieważ gdy reflektował niektóre pociski, te wlatywały w lodowych żołnierzy i ponosili niestety śmierć. To była wojna i nic nie mógł na to poradzić, a że było bardzo tutaj ciasno, także nie mógł nic z tym zrobić. Nagle bitwa w przejściu rozpoczęła się, były wymiany ciosów, ostrza latały tu i tam, także można było dostrzec strzały, lodowe jak i ogniste. Dopiero po jakimś czasie tej walki, dostając także wiedzę oraz tego czego się nauczyła na temat wrogich nieprzyjaciół, wiedział jak ma się bronić albo gdzie ma zaatakować wrogą jednostką i w którym miejscu. To była bardzo przydatna rzecz i wiedział, że wrogowie się bardzo zdziwili tym czego się nauczył. Nagle wojownik zobaczył jak wrogie jednostki rozstępują się i przepuszczają impy, które zmierzały tutaj na końskich czarnych zmorach i chciały staranować jego sojusznicze jednostki. Młody Saiyanin bardzo szybko wylądował i unosząc miecz ku górze, wykrzyknął tylko słowo SWORD SLASH przez co stworzył białą falę energii, która pomknęła w stronę szarżujących jednostek nieprzyjaciela. Po przedarciu się już przez trzy-czwarte obrony wroga, z nieba nadleciały czarcie demony, które ze swoimi odwróconymi do tyłu dwuręczny mieczami, wymachiwały dłońmi do przodu i stworzyły na całej linii okrągłego przejścia mnóstwo pentagramów.

Blade chciał się wyrobić, bo nie wiedział zbytnio jak działa ich magia, ale niestety nie zdążył i ze wszystkich magicznych portalów powstały ściany ognia, nie dopuszczając dalej jednostek Niebiańskiego Królestwa. Czarnofutrzasty nie miał zamiaru się patyczkować, więc ponownie wykorzystując ostrzone cięcie, rozstąpił sobie drogę i z generałem oraz paladynami przedarli się by zlikwidować problem, czyli Czarci pomiot. Po pozbyciu się magicznych złych stworzeń, ognie zaniknęły, ale gdy spojrzał ile ich pozostało, nie zaciekawię to wszystko wyglądało. Aladar także obawiał się sromotnej porażki, gdyż ich wojsk nie zostało zbyt wiele. Nie myśląc jednak dłużej negatywnie, Syn Kellana wraz z paladynami wreszcie przeszli przez cały wytopiony tunel i mogli zobaczyć jak wygląda Demonie Królestwo. To było normalne, że ziemia demonów będzie demoniczna, w niektórych miejscach były gejzery, mini wulkany i tym podobne tego typu rzeczy. Niestety kiedy biegli ciągle przed siebie, przed nimi pojawiły się jakieś dziwne dymy, a z tych dymów wyłoniły się dwa razy większe od nich diabły z bronią kostuchy. Niestety wszystkimi musiał się zająć młodzieniec, gdyż znał ich słabe punkty, zaś specjalne jednostki po prostu dobijały te przeklęte stworzenia, tak by więcej nie mogły powstać. Tego jednak nie było mało, ponieważ za chwilę z nieba przyleciały sukkuby oraz Inkuby, które używając swojej magii, wystrzeliwały ze swoich pięści kule ognia. Bardzo szybko jednostki Króla Argusta zamieniły się w pył, tylko nieliczni przetrwali oraz Paladyni z Generałem, którzy byli na czele najmocniejszych żołnierzy. Ogoniasty nie mógł znieść tego widoku, więc wybił się ku górze, unosząc się znowu w powietrzu i zabił kilka latających stworów. Zobaczył, że to jednak nie wystarczyło, bo demonie sukkuby oraz ich męski odpowiedniki skupili się na lądowych jednostkach Niebiańskiego Królestwa. Brat Klen bardzo szybko wylądował i rozkładając przedramiona na boki, stworzył coś w stylu białej bariery, która niwelowała efekt ognistej magii. Resztka wojsk bardzo szybko się znalazła pod osłoną i dzięki temu, mogli znowu ruszyć na Zamek Wroga.

Na domiar tego, dzięki temu że jednak profesor przez te wszystkie pomagała Argustowi, niektórzy żołnierze wyjęli prototypy broni, które wykorzystywały pociski ładowane prochem oraz Łuki ze strzałami lodu. Jedna z broni nawet mogła być uznawana za Kuszę maszynową, gdyż jej magazynek mieścił aż szesnaście bełtów i to było naprawdę coś niesamowitego, dlatego też bardzo szybko oczyścili sobie drogę z latających wrogów. Po już większej części, znajdowali się niedaleko Fortecy Władcy Demonów, lecz nagle w ich stronę zostały wypuszczane wielkie meteoryty ognia. Niektóre z nich niestety zabijały sojusznicze jednostki, a niektóre zostały niszczone przez podmuchy energetycznego cięcia. Blade się bardzo cieszył, że posiadał tą moc, bo to znacznie ułatwiało im zwycięstwo i wygraną walkę, ale nie wiedział czy na pewno im się to uda. Po dotarciu wreszcie pod bramę, Wilczy Nastolatek obejrzał się za siebie i zobaczył tylko kilku strzelających, kilku walczących w zwarciu oraz paladynów i Generała. Teraz nie wiedzieli jak się dostać do środka, ale ogoniasty miał zamiar po prostu wyważyć tą bramę, lecz ta sama z siebie została otworzona, przez co mogli zobaczyć przed sobą szarżę w postaci rogatych demonów. Władca Demonów najwyraźniej nie bał się tak małej kupki ocalałych lodowych żołnierzy, więc jeszcze posłał więcej swoich jednostek. Przyszywany synalek Akinoriego nie miał zamiaru być stratowany oraz pozwolić na to by ktoś z ocalałych także został staranowany, więc wypuścił z ostrza dzikimi zamachami, kilka cięć energii i zabił demoniczne bestię w mgnieniu oka. Po zrobieniu sobie drogi, słabsze jednostki zostały na straży, walcząc tak jak potrafiły najlepiej, zaś On wraz z Aladarem oraz paladynami znaleźli się przed salą tronową. Po wdarciu się do środka, widział on Władcę wokół którego było mnóstwo nałożnic oraz Królowa. Wydawała mu się bardzo ale to bardzo młoda i nie wiedział co o tym myśleć. Arcydiabeł wreszcie podniósł swoje cztery litery ze swojego tronu, zrzucił z siebie swoją pelerynę, a w swojej dłoni stworzył sobie wielki ognisty miecz ki, który był bardzo rozżarzony. Wkurzony młody Saiyanin rzucił się na tutejszego Władce, ponieważ przypomniał sobie to co się stało z Córką Króla Argusta i nie zamierzał dalej czekać, aż wróg poniesie klęskę. Niestety Demoni Król zablokował jego atak ostrzem od tak, ponieważ widział każdy jego ruch. Pokazał swój złowrogi demoniczny uśmieszek, używając swojej nogi i kopiąc tym samym Nastolatka w brzuch, posyłając go na jedną ze ścian sali tronowej. Paladyni oraz Generał chcieli wkroczyć, lecz Władca szybko pstryknął palcami i stworzył za nimi Czarcie Królewskie demony i teraz oni także mieli zajęte ręce. Blade wgnieciony w ścianę, wypluł trochę krwi, bo nie spodziewał się aż takiej siły ze strony Władcy Demonów, ale chyba właśnie w tym o to chodziło. Po chwili, wreszcie udało mu się uwolnić z dziury, gdzie przedtem był wbity i ledwo trzymając miecz oraz tarcze, także odczuwał dygotanie w jego dolnych kończynach. Używając ponownie swojego gniewu i wspomnieniu o martwej Artinie, wokół osoby Wilka pojawiła się biała aura, troszeczkę większa, a zaraz następnie, rzucił się znów na Demona. Był trochę szybszy dzięki tej mocy, ponieważ zamachują się swoim ostrzem, zadrasnął Władce Mrocznego Królestwa w przedramię, przez co tamten syknął i także zamachnął się, robiąc gorszą ranę chłopakowi. Młodzieniec czuł palące rozcięcie na całym swoim torsie i czując to tak bardzo, nie miał siły ustać na swoich nogach i upadł na jedno kolano. Klęczał teraz przez ten cały ból, lecz miał takie szczęście, że wróg używał ognistej broni, przez co także zasklepił od razu ranę i tak nie krwawiła. Arcybiadeł tylko parsknął śmiechem i odwracając się plecami, rzekł w stronę dzieciaka:
-Prawie ci to wyszło młody, ale nie dorastasz mi do pięt. Pozwól że się przedstawię, jestem Infernus i naprawdę muszę ci powiedzieć, że twój talent mógłby być lepiej doszlifowany. Mój lojalny szpieg powiedział mi o wszystkich ukrytych treningach Wilczej Księżniczki i muszę ci przyznać, że one są naprawdę żenujące...Mimo to jednak mam lepszą dla ciebie ofertę, żebyś do mnie dołączył, co ty na to?? Będziesz rządził jako jeden z moich generałów, mnóstwo Haremów i tym podobne, co o tym sądzisz?? - zakończył swój długi monolog, wbijając swoje ostrze obok siebie i opierając się o nie swoim łokciem. Niestety Infernus dostał negatywną odpowiedź ze strony Wilczego Nastolatka:
-Chyba prędzej zjem żółty śnieg niż do ciebie dołączę, przez twojego cholernego szpiega, ARTINA NIE ŻYJE!!! - wyrzucił z siebie emocje, który kierowały się do Arcydiabła. Ten tylko ziewnął i kopiąc klęczącego chłopaka, przygniótł go nogą i rzekł w jego stronę ostatni raz:
-Moim celem było zabicie ciebie, ponieważ ja także wiem, że nie przybywasz z tego świata, profesor który szpiegował rodzinę Niebiańskiego Królestwa, widział twoją spadającą maszynę i to powinno ci wystarczyć. Trafiłeś zapewne tutaj niechcący i twój los potoczył się zupełnie inaczej, nie mniej jednak daję ci ostatnią szansę, przemyśl ją sobie... - po tych słowach Władca Demonów zamienił się w wulkaniczny proch i całkowicie zniknął. Po chwili, cały Pałac Ognia zaczął się trząść, zaczął tak jakby się rozpadać, zamieniać w proch. Paladyni wynieśli tych mniej rannych żołnierzy, lecz niestety musieli porzucić niektóre jednostki. Sam Generał Aladar bardzo szybko wyprowadził Wilczego Chłopaka, który za chwilę wrócił do swojej podstawowej formy i gdy opuścili Demoniczną Fortece, szybko się odwrócili w jej stronę. Całe zamczysko zniknęło im sprzed oczu, tako samo całkowity teren mroczny i magmowy, wszystko to stąd zniknęło. Tak jakby Arcydiabeł przeniósł pochłonięty teren wraz ze swoim zamkiem w zupełnie inne miejsce. Za chwilę pod stopami ocalałych znalazła się zielona trawa, która niedługo pewnie zostanie zasypana śniegiem, ale to tylko taki szczegół. Blade przeczuwał, że to dopiero początek i jego rana na torsie będzie mu o tym przypominać, tylko nie wie kiedy nadejdzie kolejny atak ze strony Infernusa. Wie także, że musi teraz nauczyć się władać nową mocą, bo gdy tego nie zrobi, nigdy nie pokona Arcydiabła i nie da pokoju na tej planecie. Co wydarzy się dalej?? Z Czym Młody Saiyan jeszcze będzie się musiał zmierzyć?? Dowiecie się w następnym Rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sob Lis 03, 2018 3:05 am
Rozdział 3:Wioska ponad Ziemią.

Chłopak uświadomił sobie, że teraz przed nim bardzo ciężkie wyzwanie. Będzie on musiał stoczyć nieprzyjemną walkę z Władcą Demonów. Po wyleczeniu gorszej rany na torsie i tych delikatnych na ramionach oraz nogach, postanowił opuścić to Królestwo, nikomu o tym nie mówiąc. Kiedy zapadł zmrok i wyczekiwał odpowiedniego momentu, gdy wszyscy zasną, otworzył swoje okno i znajdując się na balkonie, zaczął zjeżdżać po kafelkach jednego z poddaszy. Po chwili zatrzymał się i teraz musiał dać jedną lub dwie minuty na to, aż wreszcie strażnicy zamienią się miejscami, to było najgorsze. Zawsze to robiło z Artiną, jeszcze jak byli smarkaczami, gdy nie mogli zasnąć to czmychali gdzieś na pola albo w góry się bawić. Starał się teraz o tym nie myśleć, więc potrząsnął głową i gdy dostrzegł uzbrojonych żołnierzy z pochodniami, którzy go na szczęście nie dostrzegli, zaczął czmychać dalej. Po ominięciu jeszcze kilku zbrojnych wojaków, wyskoczył poza bramę mur, który strzegł wejścia do Pałacu i wreszcie mógł unieść się w powietrze. Wreszcie nauczył się tak jakby na nowo latać, trochę żałował że nie pożegnał się z przyszywanym Ojcem, który go uratował i przyjął do swojego domu, ale nie miał wyboru. Nie pasował tutaj, to nie było jego miejsce, on to dobrze wiedział, ale przez to że uderzył się głową podczas twardego lądowania, połowa jego pamięci została przez niego zapomniana. Starał sobie to wszystko przypominać, lecz niestety nie udawało mu się to zbyt dobrze. Teraz wiedział, że gdy posiada takie zdolności oraz moce, musi je udoskonalić, więc gdy wstał świt, udał się w jego stronę, tak podpowiadało mu serce. Nie brał ze sobą żadnej zbroi, dla niego po prostu to była zbędna rzecz, posiadał tylko jedno ostrze oraz spory plecak z dużą ilością prowiantu. Sugerował, że starczy mu raczej na kilka tygodni, jeśli oczywiście nikogo nie spotka albo go nie napadną. Po kilkudniowym locie, wreszcie postanowił odpocząć, choć nadal nie widział żadnych osad ani większych mieścin w pobliżu, nie miał jednak innego wyboru.

Po dotknięciu stopami gleby, odczuł niemiłe przeszycie w głowie, zaczęła bardzo mocno go boleć, aż ukucnął z tego powodu. Czarnowłosy nie spodziewał się tego, zobaczył on niesamowity błysk przed okiem i widział jak Czerwone Planeta właśnie eksplodowała oraz diaboliczny chichot. Niestety wojownikowi to nic nie mówiło, a po minionym bólu, postanowił ruszyć dalej. Ogoniasty wreszcie przysiadł sobie pod jednym drzewie, zjadł trzy bułki i wypił trochę wody, a potem znowu ruszył dalej, oczywiście lecąc. Po upływie pół godziny, wreszcie dostrzegł w oddali jakąś wioskę, szczęście się do niego uśmiechnęło, lecz niestety musiał wylądować. Czarnooki uważał by za dziwną rzecz jakby ktoś z tej wiochy zobaczył latającego człowieka, a nie miał na celu nikogo przestraszyć. Syn Kellana gdy znalazł się na ścieżynie, za chwilę znalazł się w wiosce i rozglądał się za jakimiś ludźmi albo ocalałymi, ponieważ stwierdził fakt, że to miejsce nie było zaatakowane ani splądrowane przez nikogo. Nie miał innej rady, więc przeszukiwał tutejsze budynki i tylko zbierał "dobry" prowiant, bo mógł także znaleźć jakieś zgniłe albo już zgrzybiałe produkty, które jakoś nie będą dobrą rzeczą na jego żołądek. Po przeszukiwanych wszystkich chatek, miał zamiar pokierować się dalej, częstując się długą bagietką. Wiadome było to, że od czasu do czasu głód mu będzie dokuczał, ale nie mógł nic na to poradzić, to nie było to samo co jedzenie w królewskich jadalniach. Niestety Brat Klen jednak nie chciał się poddać, więc syknął pod nosem i pobiegł tylnym wejściem do wojski, po drodze by wreszcie na kogoś natrafić. Młody Saiyanin trochę się pocąc nadal nic nie znalazł, ale zauważył że las zrobił się trochę gęstszy. Niestety gdy już korony drzew zasłoniły promienie słoneczne, które nie mogły się dostać w tą część lasu, poczuł on na nodze jak zahacza o jakąś linę. Kiedyś Królewski nauczyciel uczył go o różnych pułapkach jak zamaskowane sieci pod liśćmi czy też pnie, które taranowały karoce by tylko zdobyć złoto. Wykorzystując swoją szybkość, szybko odskoczył na bok, lecz nie widział żeby żaden mechanizm się uruchomił. Na jego nieszczęście, dopiero w późniejszym czasie usłyszał świst i poczuł jak wielka kłoda wali go w brzuch, przez co ten poleciał kilka metrów do tyłu, waląc w inne drzewo. Przez ten cios, Blade stracił przytomność i mógł się tylko spodziewać najgorsze, ale miał nadzieję że jednak tak nie będzie. Nie wiedział ile konkretnie czasu minęło, ale gdy Czarnowłosy obudził się, widział że znalazł się w jakimś domostwie, bez swojego miecza oraz torby z prowiantem. Zaczynając się rozglądać po mieszkaniu, młodzieniec dostrzegł w jednym miejscu stół alchemiczny, skojarzył bo widział takich kiedyś na Zamku u specjalnych magów, chociaż nie miał tam prawa wstępu. Za chwilę, do pomieszczenia weszła jakaś starsza Pani, która podeszła do stołu i wyglądało na to, jakby miała zamiar przyrządzić jakąś miksturę albo coś innego. Kątem oka spojrzała na chłoptasia i skrzeczącym głosem wypowiedziała się do niego:

-Heh...Widzę że szczęście ci nie dopisało chłopcze. Miałeś szczęście że bandyci się mnie przerazili, aczkolwiek zabrali twój cały dobytek...Wychodzi na to, że będziesz głodował.. - powiedziała i mieszała coś w drewnianej misie. Wojownik nie odzywał się, nie wiedział jak ma zareagować w tej sytuacji, aczkolwiek kusiło go by się do niej odezwać. Przez to, że nadal był związany, odczuwał nieprzyjemną aurę przerażenia i rozpaczy, ale nie wiedział czemu tak jest. Po skończeniu tworzenia jakiejś receptury, Staruszka wreszcie ruszyła w stronę młodzieńca i chciała go poczęstować jakimś wywarem, który nie wiadomo jak działał. Ogoniasty na szczęście mógł się jako tako ruszać, więc czołgał się to na lewo, to na prawą stronę, by po prostu tego nie wypić. Wiedźma się trochę wkurzyła, więc kopiąc go w czuły punkt, czyli jego klejnoty, młody saiyanin wytrzeszczył swoje ślepia i piszczał z bólu. To nie była zbyt miłe odczucie, ale jednak nadal wiedział co się dzieję wokół niego. Zobaczył, że już prawie Starsza damulka nalała mu do buzi nieznanej mikstury, lecz tym razem to była chwila dla niego. Syn Kellana głośno krzyknął, wyłaniając ze swojego ciała wielki podmuch energii, zaś jego włosy oraz ogon na chwilę stały się złote. Wiedźma przez ten wiatr energii została odrzucona, rozbijając flakon i trafiając na ścianę, straciła przytomność. Niestety gdy brat Klen dostrzegł dokładniej co się stało z niemiłą kobietą, zobaczył że nadziała się na jedną ze swoich ozdób i po prostu zmarła. Teraz ona wraz z wypchanym guźcem, a także jej krwią zdobiły jej ścianę. Blade nie czekając ani chwili dłużej, napiął wszystkie swoje mięśnie, rozrywając sznur i wstając na swoje nogi, miał zamiar jak najszybciej opuścić to miejsce. Zanim jednak się stąd zmył, przeszukał tego miejsca, by znaleźć jakiś prowiant, ale widział same zioła, jakieś dziwne kwiaty oraz inne składniki do różnych receptur. Kiedy popchnął płachtę, bo nie było tam normalnych drzwi, prawie spadł z dużej wysokości, gdyż chata znajdywała się na bardzo wysokim poziomie drzewa, prawie była przy jej koronie. Czarnowłosy chwycił za poręcz i zaczął się rozglądać to na lewo i prawo i dostrzegł, że w niektórych tutejszych wiszących drogach, chodzą same dzieciaki i nastolatki. Idealne miejsce dla niego, ale nie wiedział czy go zaakceptują po uśmierceniu ich znachorki, jeśli takową była. Za chwilę ku jego osobie, widział jak smukły ubrany w Czarno Niebieską koszulę oraz posiadający dwie szable na plecach, zjeżdżał po jednej z gałęzi drzewa ku niemu. Czarnooki cofnął się kilka kroków, by przybrać postawę obronną i gdy ta osóbka się znalazł przed nim, mógł też zauważyć że nastolatek przed nim żuł źdźbło kawałka pszenicy. Wreszcie dzieciak z szabelkami na plecach przemówił:

-Witaj, widzę że nasza znachorka ci pomogła. Najwyraźniej jak zwykle jest zajęta, więc nie będę jej przeszkadzał. Tak poza tym, moje imię to Jet i mogę cie powitać w naszej ukrytej bazie wiszącej w drzewach. - powiedział, lecz zanim jeszcze pozwolił dojść gościowi do słowa, znów zaczął mówić:

-Wyglądasz mi na kogoś, kto sporo przeszedł, jesteś wyćwiczony i masz dobrą budowę ciała, przydałby się nam taki wojownik jak ty, aczkolwiek nie zmuszam cię do niczego. Możesz nas opuścić jak chcesz... - rzekł i rzucił mu błyskotliwy uśmiech. Brat Klen nie wiedział zbytnio jak ma na to zareagować, aczkolwiek na Królestwie się mówiło, że śluby dwóch mężczyzn i tym podobne także były normalną rzeczą na dworze. Wreszcie westchnął pod nosem i odpowiedział:

-Skąd wiesz, że jestem wojownikiem...a tak poza tym, straciłem żywność oraz moją broń, więc nie przydam wam się... - rzekł i trochę posmutniał, bo to wszystko co miał przy sobie. Jet jednak potrząsnął głową negatywnie i musiał mu odpowiedzieć od razu:

-Niczym się nie przejmuj, to była nasza pułapka, a ty świetnie w nią wpadłeś. Mamy twój prowiant oraz ostrze, ale jedzenia całego nie możemy ci oddać, na tym właśnie to polega. Napadamy na ludzi, gdyż żyjemy bez władzy, bez dorosłych którzy ciągle dyktują jak mamy żyć. Jesteśmy wolni i możemy wszystko. - rozłożył ręce na boki, ukazując się jak jakiś bóg albo nie wiadomo co. Czarnooki teraz wszystko zrozumiał, ale jednak chciał to odzyskać, niestety znowu lider wioski mu przeszkodził w mowie:

-Spokojnie, nie rób takiej smutnej i wrednej miny. Odzyskasz swój dobytek, a teraz choć, mamy zebranie... - odpowiedział i używając jednego z pnączy wiszącego z korony, pochuśtał się i poleciał do jednego z większych tutaj budynków. Wojownik postanowił tak samo zrobić, ale prawie spadł na sam dół, na szczęście jego wyćwiczone ręce uratowały go od spadku na glebę, ponieważ bardzo sprawnie się wspiął. Po znalezieniu się już na bezpiecznym drewnianym tarasie, wszedł do wielkiego budynku, który tak jakby składał się z góry jak od namiotu, a reszta była całkowicie normalnymi ścianami z Mahoniu. Po wejściu, widział że naprawdę wszyscy to byli nastolatkowie, lecz niestety nie było tutaj dużo płci damskiej, aczkolwiek jedna znajdowała się akurat przy siedzisku lidera, piękna ciemnowłosa Nastolatka. Jet gdy dłonią pokazał siedzisko dla nowo przybyłego, wykrzyknął zaraz do pozostałych tak jakby "generałów" jego wioski:

-ZNOWU ZDOBYLIŚMY ŻYWNOŚĆ. Kolejna osoba trafiła na naszą łaskę!! Możemy być tylko wdzięczni naszej Znachorce, która potrafi nie tylko robić świetne wywary oraz przyrządzać także dobre wyrafinowane pułapki jak pniak, który taranuje wszystko na swojej drodze. - tutaj zrobił na chwilę pauzę, aczkolwiek najwyraźniej to nie był koniec jego mowy.

-Zastanawia mnie jedna rzecz, skoro dzisiaj obchodzi Ona urodziny, to gdzie jest? Ktoś ją widział? A może ty nieznajomy, ty ją ostatni raz widziałeś, nie wiesz gdzie się udała? - zapytał, aczkolwiek nie dostał od Blade'a odpowiedzi. Liderowi wioski wydawało się to bardzo podejrzane, inni zebrani szeptali między sobą, słychać było szmery i wielką paplaninę, bo też byli ciekawi gdzie ona może być. Jetowi nadal to nie pasowało, więc zaciskając zęby i wykonując szybkie susy po gałęziach, znalazł się na piętrze gdzie znajdowała się chata Staruszki i gdy się w niej znalazł, poczuł niemiły odór oraz dostrzegł jej trupa, wiszącego na wypchanym guźcu. Nie wierzył że sama się doprowadziła do takiego stanu, więc powrócił do Namiotu od narad i wymierzając od razu jedną z szabel w stronę ogoniastego, powiedział:

-MORDERCA, ZABIŁ NASZĄ ZNACHORKĘ. BRAĆ GO!! - otoczony i bezbronny młodzieniec nie wiedział co miał zrobić. Nie spodziewał się, że taka stara kobieta może być cenna dla takich nastolatków jak oni, skoro gardzili dorosłymi, nie rozumiał tego w ogóle. Nie posiadając żadnej broni przy sobie, chwycił za krzesła i rzucił w jego stronę. Lider obronił się, rozcinając drewniane siedzisko na pół, a potem odczuł niemiły ból na brzuchu, gdyż młody Saiyanin go po prostu staranował. Po tym incydencie, Syn Kellana bardzo szybko chwycił drugą szablę, wyjmując ją z pochwy na plecach Nastolatka i stawiając z nim do walki. Jet widząc, że nikt nie chcę mu pomóc, zrozumiał że jako Lider sam musi dbać o takie rzeczy, więc postanowił że sam skróci go o głowę.

-Dobrze więc, niech nikt się nie wtrąca, sam wydam mu wyrok za to co zrobił naszej znachorce... - zamachnął się kilka razy jak dawna szlachta ze starego wieku. Blade miał pewne problemy, bo nigdy nie walczył szablą, tak uczono go walczyć mieczem, włóczniami, toporami, ale nigdy czymś takim. Ostrze delikatnie wygięte pod kątem, to było coś dla niego nowego, ale musiał spróbować. Odparował kilka ciosów jego przeciwnika, lecz ten bardzo szybko manewrował, wykonywał szybkie świsty, tak że czasami nie udało się zblokować, więc po prostu robił uniki. Po udanym trafieniu ze strony Lidera Wioski, Ogoniasty trochę krwawił i syknąwszy z bólu, szybko zeskoczył na niższy poziom, tak samo postąpił zły Nastolatek. Niestety kiedy to przyszywany syn Akinoriego wylądował, widział jak Jet wykorzystując roślinne pnącze, miał zamiar zaatakować z powietrza i chyba celował w jego szyje, by ją po prostu ściąć. Czarnooki tylko się uśmiechnął i wykorzystując znowu swoją energię, włożył ją do ostrza i wystrzelił energetyczne cięcie, przecinając linę z gąszczu, przez co wróg zaczął spadać, lecz wylądował na drewnianej posadzce. Na domiar tego, Cięcie Ki rozcięło jedno z papierówek, które było na drodze i te zawaliło się wraz z mieszkania, które się tam znajdywały. Wszyscy co tam się znajdowali, od razu się ewakuowali, natomiast gdy Jet wspiął się na barierkę i znowu stanął na nogach, widział że nieznajomy wyczekuje. Blade widząc, że Lider biegnie w jego stronę, odbił się nogą od bali i znalazł się w powietrzu, przez co jego przeciwnikowi prawie wypadły gałki oczne, bo nie wierzył w to co widział. "Latający Człowiek", pomyślał sobie Złowrogi Nastolatek, po czym chowając jedną ze swoich szabli, wyjął zza tyłu spodni sześciostrzałowy rewolwer, który został wykorzystywany do ostrzału młodzieńca. Młody Saiyanin wykorzystał szable jego wroga i po prostu odbijał te pociski albo rozcinał je na pół, skoro mógł dostrzec nadlatujące ogniste pociski demonów, to taka technologia nie była dla niego zagrożeniem. Ponownie wykorzystując swoją energię, Brat Klen wystrzelił energetyczny sierp, który miał raz na zawsze zakończyć tą potyczkę i uśmiercić Lidera Wioski, lecz gdy ten został rozcięty, w jego drugiej dłoni znajdował się jakiś flakonik. Drzewo zanim zostało znowu zawalone wraz z kolejnymi domostwami, lecz sam Jet stał się i z psychicznym uśmieszkiem na twarzy, rzucił butelkę i rozbił ją. Czarnooki dostrzegł, że rana która została zrobiona cięciem ki, zregenerowała się i zniknęła całkowicie, zostawiając tylko odsłonięty umięśniony tors.

-Głupcze, myślałem że nie byłem przygotowany. Już na samym początku nasza Znachorka cie podejrzewała o to, że jesteś kimś wyjątkowym, ale nie sądziłem że do takiego stopnia. To co wypiłem to mikstura regeneracji, kości, mięśnie czy nawet tkanka regenerują się bardzo szybko, ale teraz zakończę to raz na zawsze. ŻOŁNIERZE, WSZYSCY OGNIA I STRZELAĆ BEZ ROZKAZU!!! - po tej komendzie, ci ludzie co jeszcze trzymali się na nogach i żyli albo ratowali innych, przez to że dwa drzewa na których znajdowały się ich mieszkania, to co mieli pod ręką, mieli zamiar wykorzystać. Mógł usłyszeć bardzo dużo świstów w jego stronę, a gdy dostrzegł co leciało w jego osobę, widział że to są ogniste strzały. Miał przebłysk i pamiętał jak demony wykorzystywały coś takiego na tak Pałacu, dlatego też wkurzyło go to i krzyknął bardzo głośno, otaczając się aurą. Jedna strzała wbiła mu się w ramię, zaś druga w okolicach uda, mimo to bardzo szybko wyjął je ze swojego ciała, delikatnie stękając z bólu, gdyż jego adrenalina była pobudzona. Wiedział, że potem te rany będą go boleć, ale nie obchodziło go to, teraz jego celem był Jet i jego wioseczka. Wykorzystując szablę jego wroga, znów naładował w nim swoją moc i puszczając kilka fal energii, rozcinał żołnierzy Jeta na pól albo całkowicie ich masakrował, odcinając im kończyny albo po prostu głowy. Blade'a już wcale nie obchodziło, że to były dziesięciolatkowie czy też nastolatki, byli jego wrogami i chcieli mu zrobić krzywdę, a on miał zamiar przetrwać. Jet widząc śmierć niewinnych dzieciaków oraz starszych nastolatków, rzucił się w stronę latającego przybysza. Wybijając się obydwiema nogami, doskoczył na wysokość, tak jak lewitował ogoniasty i ciął go, robiąc niemiłą ranę na brzuchu. Czarnowłosy głośno warknął, tylko uszczęśliwiając tym Lidera Wioski, lecz od razu skontrował atak i odciął całe przedramię jego wroga. Jet spojrzał i wydarł się z bólu, krwawiąc bardzo mocno z tego miejsca i powoli spadając na sam dół, twardo lądując i jakimś dziwnym cudem, przeżywając to. Szef tutejszego miejsca po prostu spadła na jakieś krzaki, które zamortyzowały upadek i jako tako mocno się nie obił. Blade nawet przez to, szybko poleciał do niego i znajdując się przy nim, przyłożył jego własną szablę pod jego szyją i rzekł:

-Gadaj śmieciu, gdzie znajduje się moja torba oraz miecz, tylko szybko albo zanim wybije was co do jednego... - w oczach Syna Kellana można było zobaczyć ogień i powagę z jaką wypowiada te słowy. Jet przełknął ślinę i odrywając kawałek ubrania, zatamował krwawienie, powiedział:

- T-tam....widzisz ten w-wiatrak i mniejszy budynek o-obok niego...T-tam się z-znajdują t-twoje....r-rzeczy... - odpowiedział, a potem kaszląc krwią i opluwając nią Młodego Saiyanina, przełamał czarę goryczy. Ogoniasty podniósł Jeta do góry, przebijając jego serce i wyrzucając jego zwłoki gdzieś z boku oraz jego szabelkę, unosząc się znowu do góry i lecąc w stronę jeszcze trzymającego się spichlerza wraz ze zbrojownią. Po znalezieniu się tutaj, zobaczył swoją torbę i zapakował szybko to co mógł, bo czuł że konstrukcja zaczęła się trząść oraz zawalać. Bardzo szybko pobiegł do zbrojowni i widział tutaj mnóstwo ciekawych przyrządów oraz broni, lecz nie obchodziły go zbyt one, ponieważ lodowe ostrze wyróżniało się zdobienia królewskimi. Schował je do białej pochwy i wylatując stąd, zawisł na chwilę nad tą wioską i wykrzykując głośne "HYAAAAAAAA", wystrzelił kilka pocisków energii, które zniszczyły do końca to miejsce. Las stanął w płomieniach, znikąd nie było wody, oczywiście ci co ocaleli, starali się wszystko gasić, zaś wojownik wystrzeliwując pocisk energii w koronę drzew, utorował sobie przejście i poleciał stąd jak najdalej, oczywiście w stronę słońca. Co czeka Go dalej? Jakie zmagania jeszcze będzie musiał przetrwać? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Pon Lis 05, 2018 12:22 am
Rozdział 4: Maszyny i roboty

Wojownik po opuszczeniu wioski ukrytej wśród wysokich drzew, znowu leciał przez nieznaną mu trasę. Ten świat nie był jego, nie wiedział co ma ze sobą tutaj począć, na każdym kroku wszędzie się mogli znaleźć wrogowie. Nie wiedział komu ufać, gdyby jednak nie zaczął działać na własną rękę, pewnie by nadal tkwił w Królewskim Pałacu z Władcą Argustem oraz swoim nieprawdziwym Ojcem Akinorim. Krajobraz coraz bardziej i bardziej przeistaczał się bardzo mocno, raz zdarzało się że leciał nad polanami, a raz że znajdywał się na jakimś skalnym terenie. Wdychając pod nosem, Blade uświadomił sobie że może tak przemierzać tą nieznaną krainę i nigdy nie znajdzie nigdzie spokojnego miejsca. Ogoniasty odczuwał, że niedługo przyjdzie pora na trening jego nowych mocy, wreszcie nie wiedział jak przemieniać się w tą dziwną wilczą formę, zawsze robił to przez przebudzenie swojego instynktu obronnego albo po prostu poczucia furii w swoim ciele. Za chwilę, gdy upłynęło jeszcze kilka minut, odczuł że całe otoczenie w miejscu w którym przelatywał zaczęło się bardzo mocno trząść i nie wiedział co się w tej chwili dzieję. Kiedy jednak popatrzył się ku górze, dostrzegł że kilka meteorytów kieruje się w jego kierunku i raczej one same od tak nie będę chciały go ominąć. Nie miał innego wyboru, więc zwinnymi susami wymijał je oraz unikał ,lecz niestety dostał on jednym z pomniejszych asteroid, która go trafiła w szczękę. Pomasował się trochę, aż tu nagle wielki ognisty gigant spadał ku niemu, dlatego też uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział że to idealny moment przetestować co potrafi. Aktywował wokół swojego ciała białą energetyczną otoczkę z którą zaczął lecieć na wprost wielkiego meteoru i postanowił go zniszczyć jednym uderzeniem pięści. Zamachnąwszy się na na gigantyczny głaz, trafiając w niego pięścią, poczuł tylko głuchy brzdęk, tak jakby to nie było zrobione z kosmicznego kamienia. Czarnowłosy odkrył, że to nie był zwykły meteoryt a Statek kosmiczny, który po prostu wlatywał w atmosferę i zaczął się cały żarzyć od dużej temperatury. Był on koloru Czarno-Zielonego, który dopiero został dostrzeżony po chwili. Odpuszczając przepychani się z gwiezdnym transportowcem, zauważył że wszystkie te meteoryty to były części, które zaczęły tworzyć wielką bazę na tutejszej powierzchni. Młody Saiyanin nie miał na co czekać, więc wylądował pomiędzy drzewami i kiedy to kucnął sobie, oglądał dalej jak nieznana mu kosmiczna technologia przekształca się w wielką bazę. Wreszcie młodzieniec dostrzegł na pewno żołnierzy, którzy byli umundurowani w Granatowe uniformy i wchodzili do jakiś wielkich maszyn, którymi zaraz potem sterowali.

W ogóle nie mógł w to uwierzyć, bo żył tyle lat w Królestwie, gdzie nie panowała technologia, tylko czysta magia, która także w niektórych dziedzinach była niezrozumiana. Nie myśląc dalej o tym, Syn Kellana dalej bacznie obserwował, lecz z takiej odległości to o nic tak naprawdę nie zobaczy. Delikatnie na paluszkach, Czarnooki się poruszał, lecz przyśpieszył trochę kroku, by nie zostać niechcący zauważonym i ponownie zostać ogłuszony i porwany jak przedtem. Po chwili w wejściu głównym do tego dziwnej bazy, wyłonił się dość wysoki mężczyzna, liczył około sto osiemdziesięciu wzrostu i najbardziej się wyróżniał, posiadając Czarny uniform, zaś za nim powiewała bardzo mocno krwista peleryna. Blade nagle zdziwił się, ponieważ gdy ukrywał się za jednym z kamieni, Przywódca tej frakcji wymierzył otwartą dłonią w stronę, gdzie akurat on się ukrywał. Na jego twarzy jeszcze przez chwilę była powaga, a potem tylko uśmieszek, ale niestety gdy wyjmował miecz, poczuł że od tyłu coś wbija mu się mocno w skórę. Kilka wiszących nad nim robotów przebiło mu skórę i wiązkami elektrycznymi, poraziło jego całe ciało, które samo z siebie opadło na tutejszą glebę i nie reagowało. Oczywiście nie wiedział ile przeleżał, ale wojownik kiedy to się wybudził, zauważył że znajduje się w jakiejś czarnej celi. Wyglądając przez szklaną celę okna, dostrzegł że już nie jest na tej planecie, tylko ten dziwny wielki krążownik wzniósł się w kosmos i właśnie zamierzali gdzieś odlatywać. Ogoniasty widział, że ma na sobie przyczepione jakieś energetyczne czerwone kajdany z których nie mógł się wyrwać. Posiadał także jedną parę kajdan przywdzianą na jego kostki u nóg, kiedy to próbował się wyrwać, odczuwał nieprzyjemny ból. Po próbie zerwania z siebie nieprzyjemnej blokady na jego ciało, usłyszał on z korytarza jak ktoś idzie, bo kroki mógł dosłyszeć bardzo dobrze. Nie czekał zbyt długo, ponieważ zaraz drzwi do tej celi bardzo szybko się otworzyły i przed jego osobą stanął najwyraźniej jeden z żołnierzy, który także był ubrany na czarno i posiadał fioletowe rękawicy. Kajdany po chwili zniknęły, lecz tak jakby zostały zamontowane na nowo, tylko tak by młody Saiyanin mógł się poruszać i został czołgany po podłodze. Wreszcie minęło troszkę czasu, aż zły żołnierz pozwolił mu wstać i prowadził go korytarzem w jakieś miejsce. Brat Klen nie był rozmowną osobą, więc po prostu czekał aż zostanie doprowadzony tam gdzie właśnie zmierzają. Po upływie kolejnych chwil, wreszcie znaleźli się na jakiejś dużej sali, gdzie na jej końcu znajdowało się wielkie kuliste szklane okno przez które można było wyglądać i patrzeć na różne planety albo niebezpieczeństwa jakie się zbliżają. Przypomniał sobie wszystko, tamtego gościa który przedtem miał czerwony płaszcz, to nie był ten sam co siedział teraz na wielkim tronie wraz z dwoma strażnikami, którzy stali i pilnowali jego majestatu.

Blade swoimi ślepiami widział, że ten ma akurat Czarno-złoty uniform, zaś tego co widział przedtem dopiero za chwilę wyłonił się zza krzesła tutejszego lidera. Zaczęli ze sobą konwersować, ale niestety nie wiedzieli o czym, mógł tylko stać i przyglądać się. Nie wiedząc czemu, odczuwał od nich jakąś nieprzyjemną aurę, która mówiła mu że trzeba się wynieść stąd najszybciej jak się da. Dowódca wreszcie kiwnął głową porozumiewawczo, podnosząc się ze swojego tronu i schodząc po kilku schodkach, stanął przed klęczącym wojownikiem i rzekł w jego stronę.

-Witaj na moim krążowniku zwanym Wiarus, moje imię to Lethal. Jak już mogłeś zauważyć, nie jestem człowiekiem, nic z tych rzeczy. Jestem dokładnie Drakonianinem, nazywaj to sobie jak chcesz. Zauważyłem, gdy próbowałeś zniszczyć jedną część z mojego wielkiego okrętu kosmicznego, to mi się bardzo nie spodobało, ale skoro potrafisz coś takiego, zaciekawiłeś mnie. Teraz mam zamiar poddać cię testowi, gdyż dostrzegam w twych oczach wielki potencjał, jestem ciekaw co możesz swoją osobą zaprezentować. - tutaj zrobił na chwilę pauzę by przełknąć ślinę i za chwilę miał coś powiedzieć, lecz tylko pokazał sygnał dłonią i znowu młody Saiyanin został ogłuszony przez strażnika, który stał za nim. Po ponownym przebudzeniu się, Blade zaczął się rozglądać i dostrzegł że znajduje się chyba na jakiejś większej arenie, która sugerowała że tutaj testowali swoje króliki doświadczalne. Znowu po schodach przed jego oczyma schodził nikt innym jak sam Lethal, Przywódca krążownika Wiarus. Młodzieniec chciał zareagować, ale jego wróg tak szybko się przeniósł, który wykonał zamachnięcie dłonią, rozcinając kajdany, przy tym jeszcze chwytając go swoją skórzaną rękawiczką i rzucając Nastolatkiem o skałę, która się rozwaliła pod naporem takiego ciężaru. Brat Klen wypluł trochę śliny, ale obrażenia jakie otrzymał, sugerowały o tym, że z ust pociekło mu trochę strużki krwi. Bardzo szybko ją wytarł, a potem podniósł się na proste nogi, a potem wybijając się w górę, zaczął pikować na swojego przeciwnika. Niestety jego oponent był trochę szybszy, przez co bardzo szybko pochwycił nadlatującą pięść wojownika i podnosząc swoją nogę w powietrze, kopnął go w podbródek, a potem jeszcze bardziej podbił go do góry. Młody Saiyanin znowu kaszlnął, otrzymując solidne Bęcki i nie miał zamiaru się dłużej powstrzymywać. Ogoniasty zrobił obrót, wyrównał swój lot i napinając swoje mięśnie w przedramionach, głośno krzycząc otoczył się białą aurą. To był dopiero początek, ale nie chciał się już dłużej hamować przed swoją wściekłością, którą pałał do tego Lidera. Zaszarżował na niego, lecz ten niestety tylko robił uniki i bloki, które nadchodziły ze strony ogoniastego. Syn Kellana po kilku minutach wymiany ciosów, delikatnie się zmęczył i widział jak Lethal pokazuje mu ręką żeby się przestał cackać i przeszedł do sedna. Czarnowłosy wreszcie wylądował, przypomniał sobie niektóre smutne chwile, kamienie pod jego stopami zaczęły unosić się ku górze, zobaczył wszystko co było dla niego straszne i tragiczne. Dowódca się tylko przyglądał, oczekiwał czegoś co wyrzucić go z własnych butów i będzie mu się wreszcie rozerwać, bo to to dla niego nie było nic. Brat Klen zaciskając bardzo mocno pięści, wydarł się ponownie, tym razem posiadając już czarną aurę oraz pojawiające się futro wszędzie na ciele. Jego cała twarz zamieniła się w wilczy pysk, zaś małpi ogon przeistoczył się w wilczy.

Urósł kilkanaście centymetrów i mierzył trochę więcej niż Drakonianin przed nim. Wreszcie uradowany Szef Krążownika Wiarus rzekł w jego stronę:
-Nareszcie....czekałem na to tak długo. Wiedziałem od początku, że nie jesteś człowiekiem, twoja krew pachnie zupełnie inaczej niż tak ludzka. Masz naprawdę niesamowity talent, nie chciałbym żebyś go zmarnował, więc proponuje ci taki układ...Przyłącz się do mojej wielkiej armii, a wraz z tobą będziemy mogli bez trudu przejmować kolejne systemy gwiezdne, zaś ty jeśli naprawdę jesteś tak silny, zostaniesz moim trzecim generałem. Nie chciałbym żeby twój talent się zmarnował, co o tym sądzisz? - uniósł jedną brew do góry i czekał aż Wilczy chłopak odpowie. Przyszywany syn Akinoriego nie odpowiedział na jego słowa, po czym od razu ruszył w jego stronę z niesamowitą szybkością, by wykończyć go raz na zawsze. Lethal tylko zamknął oczy i powiedział szeptem do samego siebie "A więc tak to ma wyglądać, niech ci będzie...", a zaraz po tym zablokował pierwszy atak Wilkołaka. Drakonianin tylko parsknął, trafiając młodzieńca w twarz, przez co ten odbił się od podłoża jak puszczony kamień, który jest kaczką na wodzie. Syn Kellana jednak mimo to, nie miał zamiaru zaprzestać walki, więc warknął złowrogo w stronę przeciwnika i hamując dłonią, zapanował nad oraniem tutejszej gleby i wreszcie wybił się do góry. Znowu chciał zapikować na swojego przeciwnika, gdyż teraz posiadał lepszą szybkość i był bardziej zręczniejszy niż przedtem. Lethal chyba także skończył się bawić, gdyż po zdjęciu swojej skórzanej rękawicy, wystrzelił z dłoni Czarno-Fioletowy pocisk energii w stronę Nastolatka, który niestety tym dostał i rozbił się o podłogę. Jego ubranie z przodu zostało delikatnie osmalone, zaś on niestety odczuł to trochę gorzej niż jego ubiór. Z miejsc, gdzie można było oglądać walki, wszyscy praktycznie żołnierze na okręcie byli ciekawi czy ich szef dostanie łomot czy jednak będzie inaczej. Blade powoli podnosząc się, zobaczył że jego wróg stał przed nim i mierzył w niego ciągle dłonią, zbierające energię na kolejny pocisk, aż wreszcie się wypowiedział:
-Dołącz do mnie, bo inaczej twój żywot zakończy się na tej arenie... - kiedy to bardzo chłodno wypowiedział, docisnął swojego buta do pleców młodzika i ten delikatnie stęknął. Brat Klen nie miał zamiaru dłużej się tak patyczkować, coraz większe bulgotanie jego krwi, sprawiało że stawał się coraz bardziej podekscytowany i wchodząc jeszcze na większy poziom furii, stworzył olbrzymi wybuch. Bordowe wyładowania elektryczne, które pojawiały się tu i ówdzie, jakoś nie przestraszyły Lidera tego kosmicznego okrętu, gdyż nie miał zamiaru zdjąć nogi z jego plecków. Kiedy Wilczy Chłopak uniósł delikatnie głowę, przed obrazem miał jakiegoś dziwnego kolesia, którego Lethal nie widział.

Nosił on tak jakby negatywny uniform, który był koloru białego, a na jego pasie widniał czarny pas. Posiadał złote oczy i bardzo zwariowane spojrzenie, a za chwilę zniknął i pojawił się ktoś inny. Także posiadał dziwną togę albo tak zwane Kimono wraz z czarnym płaszczem, posiadał on Wilczy pysk oraz krwiste oczy, aż wreszcie się wypowiedział:
-Hmmm, żałosne. Nie spodziewałem się, że Księżniczka wybierze takiego nędznika na posiadanie mojej mocy...Ehhh, no cóż, jestem tutaj po to by ci przekazać informacje, że jeśli uda ci się wykaraskać z twoich problemów, będziesz pod moim okiem trenował moją moc, teraz ci pomogę, ale na następny raz....radź sobie sam. - skończył mówić, a czas który został zatrzymany, powrócił znowu od-stopowany.

Zaciskając bardzo mocno zęby, Wilczy Wojownik zaczął się powoli podnosić, aż tu nagle nawet noga Lethala podniosła się ku górze. To zupełnie miało tak wyglądać, to Lider Wiarusa miał zwyciężyć, a nie jakiś bezpański kundel. Ponowny podmuch Czerwono-Czarnej energii wreszcie odepchnął trochę przeciwnika, który niechcący wypuścił swój fioletowo-czarny pocisk nie tam gdzie trzeba. Po powstaniu z gleby, młody Saiyanin miał opuszczone ręce, lecz jego dłonie były zaciśnięte w pięści, zaś za chwilę unosząc głowę, jego kolor oczu także się zmienił. Drakonianin spoglądał i nie dowierzał, ślepia młodzieńca przed chwilą były niebieskie, zaś teraz były w kolorze czerwieni i to takiej mocnej. Na głowie jego futro ułożyło się w specyficzną fryzurę i także posiadał czerwony futrzany pas, przechodzący od górnej części włosów, aż po sam dół. To była pierwsza wybudzona Wolf-Jina, przy której pomocy będzie miał za zadanie pokonać wroga stojącego przed nim. Dowódca tylko zaśmiał się pod nosem, bo nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia, ponieważ ta energia była dla niego niczym. Ponownie wyprostował przedramię i z otwartą dłonią, wypuścił z niej fioletowo-czarne pociski energii, które miały raz na zawsze zniszczyć Wilka. Po zetknięciu się z ciałem Syna Kellana, powstał olbrzymi wybuch, który zmiótł połowę tej sali i zostawił krater, gdzie można było dostrzec metal, ponieważ wszystkie te rzeczy były zrobione ze specjalnego materiału do celów ćwiczebnych. Po opadającym dymie, Lethal dostrzegł że młodzikowi się nic nie stało, ale jego mina jeszcze była bardziej wściekła niż przedtem. Brat Klen zaczął iść powoli w stronę swojego oponenta, lecz tamten nawet nie drgnął do tyłu. Po zbliżeniu się na taką odległość, że mogli się dotknąć, Szef Wiarusa zamachnął się w twarz młodzieńca, lecz ten bardzo szybko ją pochwycił i nie pozwolił do zderzenia. Generałowie zaczęli szeptać między sobą z okna i zaczynali mieć co do tego złe przeczucia. Nie chcieli dopuścić do przegranej swojego Władcy, więc otwierając kilka grodzi w ścianach, wysłali wsparcie w postaci oddziału paraliżujących. Nie podchodził za blisko i tylko czekali na sygnał jednego z generałów by ten nacisnął specjalny przycisk, potwierdzający pomoc dla Lethala. Wojownik usłyszał i dostrzegł to co się dzieję wokół niego, więc nie tracąc więcej czasu, zamachnął się swoją prawą pięścią, posyłając wroga na kilka skał, przez które się po prostu przebił. Kiedy to Drakonianin wyszedł ze swojego wgniecenia w skale, trochę się wkurzył tą zmienioną sytuację tych wszystkich zdarzeń. Nie spodziewał się takiej siły ze strony nieznajomego młodzika, gdyż myślał że jest on początkującym. Blade wydzierając się na nowo i otaczając aurę, zaczął po prostu niszczyć całą tą salę treningową, robiąc wgniecenia w ścianach oraz niszcząc całą resztę tego miejsca. Głazy i kamienie zamieniały się w pył, zaś sztuczne drzewa zaczęły same z siebie się jarzyć albo także całkowicie wyparowywały. Wreszcie wyruszył w stronę swojego smoczego przeciwnika, który to miał zamiar zagrać nieczysto i z pod podłogi wyłoniła się stalowa ściana, która zatrzymała wojownika. Ogoniasty tylko syknął pod nosem i słysząc dużo kroków, zobaczył że oddziały paraliżujące właśnie biegły w jego stronę. Postanowił, że uniesie się pod sam sufit tego pomieszczenia i wypuścił ze swoich dłoni kilka bordowych pocisków, które dosłownie zmiatały sługusów z powierzchni tej sali. Nie czekając jeszcze bardziej dłużej i przeciągając tą walkę, Krwistooki znowu zaczął pikować na swojego wroga bez żadnego zastanowienia.

Trafiając tym razem swój cel swoim kolanem w jego twarz, przez co tamten zachlapał się trochę swoją czerwoną krwią. Szybkim zwinnym ruchem, wojownik złapał za gardło swojego oponenta, a potem delikatnie podduszając go, drugą wolną ręką zaczął go napierdzielać po brzuchu tyle ile mógł. Ciosy szły coraz bardziej i bardziej z szybszym oraz mocniejszym impetem, przez co Lethal opluł krwią Wilkołaka, który ciągle go dusił i znajdował się przed nim. Generałowie co poniektórzy odwracali swój wzrok, gdyż nie mogli na to patrzeć, choć jeden był bardzo cierpliwy i podziwiał co się tam niesamowitego dzieje. Kolejni żołnierze byli zsyłani, lecz ledwo ruszając ręką, zatrzymał ich by się w to nie mieszali. Wreszcie Lethal przeszedł do swojej transformacji, ukazując całe swoje smocze jestestwo. Nogi zaczęły nabierać masy, pojawiały się także łuski oraz długi ogon, gdzie na jego końcu znajdowało się kilka ostrych i zabójczych kolców. Wykorzystując swoją trzecią kończynę, przebił w okolicach kostki wilka i rzucił nim gdzieś daleko, by mieć chwilę na swoją transformacje. Teraz dopiero wróg Nastolatka wyglądał jak taki rasowy prawdziwy smok czystej krwi, wyróżniał się tym, że na tyle jego głowy wyłonił się jeden róg. Wreszcie Władca Wiarusa powiedział w stronę młodzika:

-Pożałujesz tego, że zmusiłeś mnie do wykorzystania tej transformacji. Na tym etapie, mordowałem miliony istnień i ciebie spotka ten sam lost, przygotuj się do katastrofalnej porażki, Wilku... - oczywiście nie powiedział, że dawno jej nie wykorzystywał i wyszedł z wprawy. Po chwili, zza pleców wroga młodego Saiyanina, wyłoniły się smocze skrzydła na których się uniósł, ale to tylko na pokaz, gdyż wolał wykorzystywać energie do lewitacji. Skrzydła robiły tutaj w formie ozdoby, dlatego też przechodząc też do samego sedna, zaatakował Wilkołaka. Blade otrzymał solidną smoczą pięść na swój żołądek, plując śliną przed siebie oraz wbijając się w drugą część końca sali. Szybko wychodząc z wgniecionej ściany, poleciał w stronę oponenta i między nimi zaczęła się zaciekła wymiana ciosów. Ich uderzenia była tak mocne, że niszczyły teren wokół nich, a oni nawet na to nie zwracali uwagi. Za chwilę, obydwoje odskoczyli od siebie, ponownie robiąc to samo tylko jeszcze szybciej. Lethal nagle zrobił obrót wraz z wyskokiem, przez co młodzieniec dostał porządnego kopniaka na żebra i wydał z siebie wilczy pisk. Poleciał trochę do tyłu, lecz chamując swoimi wilczymi stopami, zatrzymał się wreszcie. Łapiąc szybkie oddechy, starał się nie wypaść z rytmu i wygrać ten pojedynek, który nie był taki łatwy. Wreszcie szybko biegnąc w stronę swojego celu, miał zamiar użyć swojej chytrej sztuczki, więc udawał że planuje wyskok ku górze, lecz jednak tego nie zrobił i gdy zobaczył, że jaszczur znalazł się już w powietrzu, chwycił za jego smocze kostki u nóg i rozkrecając go bardzo mocno, rzucił nim w stronę ściany. Uśmiechnął się tylko i gdy chciał już wykończyć smoczego Lorda, usłyszał jak szyba, gdzie znajduje się miejsce trybun, została zniszczona siłą dwóch generałów oraz ich podkomendnych. Wyjęli ze swoich kabur na broń, która miała na celu wystrzelić w stronę wilczego chłopaka liny, po to by ten został sparaliżowany. Wiedział już co to za chytra sztuka, kiedy przedtem wykorzystali to w swoich dziwnych wielkich maszynach, więc delikatnie krzyknął, otaczając się aurą i odpychając wszystkie ostre sznury. Dowódcy się trochę wkurzyli, gdyż musieli wciągać znowu liny by naładować tą broń i ponownie ją wystrzelić. Blade kupił sobie trochę czasu, ale zauważył że we wbitej ścianie już nie ma Lethala, po prostu zniknął.

Starał się go wszędzie wypatrzeć i był ciekawy teraz z której strony uderzy. Po ataku z zaskoczenia ze strony Dowódcy Wiarusa, ten zerwał swój smoczy wisiorek i rzucił w stronę mężczyzny, okazującym się jednak trzecim generałem o imieniu Altair. Ten pochwycił go i tylko kiwnął głową, na znak że rozumie co to oznacza. Lelouch, najlepszy ze wszystkich tutaj zebranych generałów zdziwił się tym faktem, że to jemu nie dano dostać naszyjnika jego Pana, był bardzo o to zazdrosny. Wilczy Młodzieniec niestety zwracając uwagę na to co się dzieję wokół otoczenia, zobaczył że jeden Generał uderzył tego drugiego i zabrał mu ten dziwny wisior, który przedtem znajdował się na szyi Lethala. Nie rozumiał o co tutaj chodzi, ale nie obchodziło go to teraz, musiał pokonać przeciwnika przed nim. Szef krążownika rozdziawił paszczę i zaczął w niej zbierać energię. Ogoniasty przypomniał sobie, że nie zna żadnych ciekawych technik, więc wyjął z pochwy swoje ostrze i zaczął w nim zbierać energie. Wreszcie Drakonianin wykrzyknął, mając ciągle przed pyskiem kulę energii takie słowa jak:


-DRAGON BURST FLASH!!! - Potężna dawka energii pomknęła ku chłopakowi, lecz ten nie miał zamiaru dać się zabić. Wypchnął do tyłu ostrze, a potem głośno krzycząc zanim jeszcze zła fala oponenta doleciała, wysunął je na przód, krzycząc tym razem to:


-GETSUGA TENSHOU!! - Czerwono-czarny sierp energii poleciał na przeciw energii smokowi. Wreszcie obydwa się zderzyły, lecz ta energia ze strony Wilkołaka była ponad jego możliwości. Przez to, że Lethal zaprzestał swoich treningów i się obijał tylko na tronie, został pokonany przez dzieciaka, który tak naprawdę jeszcze nie umiał nic, sam fart i nic więcej. Odczuwał jak jego energia wraca do niego wraz z mrocznym sierpem ki, który praktycznie zaraz go trafi i będzie po wszystkim. Niestety, koniec końców tak się stało, Energia z ostrza oraz jego własna trafiły go i został zmieciony, nic po nim nie zostało, nawet ubranie zostało zdezintegrowane. Po tym incydencie, syn Kellana zmęczył się i chowając szybko ostrze, uciekał by znaleźć jakiekolwiek kapsuły ratunkowe. Niestety, na sale treningową znowu weszli żołnierze, lecz tym razem było ich trzy razy tyle niż przedtem. Krwistooki wyjął ostrze i odbijał kable, które miały na celu nałożeniu na niego paraliżu, lecz rozcinał je oraz odbijał. Niestety mógł usłyszeć kilka świstów, lecz tym razem to nie były paraliżujące liny, lecz strzałki, które były wykorzystywane przez archaiczne plemienia. Bratu Klen dopiero po kilku minutach jeszcze walki z żołnierzami, zaczęło się kręcić w głowie, gdyż przez bulgoczącą krew w jego organizmie, toksyna dopiero zareagowała z późnym efektem. Lelouch w swoim czasie, wyszedł na taras, który był ulokowany na wielkim okręcie i przemawiając do ludu, ogłosił się nowym Władcą, gdyż Lethal poniósł sromotną porażkę przy walce z więźniem. Altair po dobiegnięciu na miejsce tarasu, wyjął swój pistolet do paraliżu i kiedy wystrzelił pociski, Pierwszy Generał użył zielonej aury, by osłaniając się tak samo jak przedtem obserwował Wilczego Nastolatka. Lelouch tylko pstryknął palcami, a za chwilę zebrało się wokół tajemniczego Generała garstka żołnierzy, lecz za nim stał wielki bysio, który to wykonał cios w potylice i ogłuszył go. Po tym incydencie, obydwoje trafili do odosobnionych cel i nie wiedzieli co się dalej z nimi stanie. Altair miał kilka kwestii co do tego, ale musiał dmuchać najwyraźniej na najgorsze etap tej podróży. Nie wiedząc czemu, Młody Saiyanin dzięki temu, że coraz bardziej przyzwyczajał się do wilczej formy, odczuwał kilka energii na tym wielkim frachtowcu, a nawet tą która należała do tajemniczego Generała. Siedział dosłownie przed nim, czyli ich cele były na wprost siebie innymi słowy. Czarnowłosy dzięki swojemu wilczemu słuchowi, który miał przedtem, wiedział że jego nowy wróg nazywa się Lelouch i na pewno odczuwa, że tamten coś planuje. Teraz tylko musiał czekać, a bał się że w ogóle polecą gdzieś indziej, a chciał zostać na tej planecie by móc w spokoju ćwiczyć, ale nie, zawsze musiało mu się coś przytrafiać. Co będzie dalej? Czy Blade wymyśli plan ucieczki razem z nowym sojusznikiem albo wrogiem?? Co planuje Lelouch? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sro Lis 28, 2018 4:55 am
Rozdział 5: Sojusznik czy wróg ?


Kenzuran kiedy siedział w siadzie skrzyżnym, wyczekiwał aż wreszcie zostanie wypuszczony z celi. Nie wiedział czy w ogóle taka okazja nastąpi, a odczuwał nieprzyjemny głód oraz pragnienie napicia się czegokolwiek. Cela była bardzo mała, ledwo mógł się tutaj poruszać, na szczęście nie musiał się pochylać za bardzo. Kilka minut później, po dłuższym siedzeniu usłyszał dźwięk skrzypiących drzwi od celi, szybko wychylił przez kraty i dostrzegł, że Generał uznawany za zdrajce, miał pod swoim mundurem ukrytą kartę dostępu. Czarnowłosy najwyraźniej go nie docenił, a za chwilę zobaczył że jego przeciwnik z którym miał walczyć, otworzył mu także cele co bardzo go zdziwiło. Kiedy Wojownik bardzo szybko się podniósł, chciał go zaatakować, lecz Altair powstrzymał go ruchem dłoni i powiedział w jego stronę:


-Wstawaj i ruszaj się, musimy się stąd jak najszybciej wydostać, a nie pozwolę by ktoś tutaj przesiadywał... - orzekł oschle, a potem machnął ponownie dłonią i zaczęli ruszać przez więzienne korytarze. Biegli oni oczywiście w stronę wyjścia, które miały na celu wyprowadzić ich z bloków więziennych. Generał wraz z Ogoniastym szybko znaleźli się przy windzie, oczywiście mijając przedtem kilku strażników, a ta miała ich zawieść do hangaru. Po znalezieniu się w ruchomym pomieszczeniu, kiedy to Drake wybierał na jakim numer mają zjechać, zostali dostrzeżeni przez dwóch strażników, którzy odpalili swoją broń, ale na ich szczęście, pociski trafiły w grodzie od winy. Czarnooki wraz z towarzyszem westchnęli i teraz wyczekiwali na moment aż wreszcie dojadą na dane piętro i będą mogli przystąpić do dalszych planów. Kiedy tak zjeżdżali, na tyłach zniknęła ściana i przez szybę od windy mogli widzieć Hangar, mnóstwo różnych statków latających jak i tak zwanych skoczków oraz transportery opancerzone. Po dojechaniu wreszcie na dany numer piętra, zaczęli się szybko rozglądać i widzieli że wojsko jest w gotowości by wyruszyć na atak. Wojskowi szybko obstawili wejście do windy i kiedy ta się otworzyła, od razu otworzyli ogień. Po sporym ostrzale z broni palnej, wszyscy wstrzymali ostrzał i zobaczyli, że nikogo tam nie ma, a tak naprawdę Altair oraz przyszywany syn Akinoriego trzymali się sufitu od windy. Wyczekiwali odpowiedniego momentu gdy to żołnierze podejdą do windy i będą mieli zamiar ją sprawdzić. Po podejściu dwóch wojskowych, nogi Drake'a oraz Brata Klen bardzo szybko ich chwyciły ku górze i od razu złamały ich karki. Szybko dwójka uciekinierów złapała za broń i robiąc sobie ze zwłok żołnierzy żywą tarczę, zaczęli wystrzeliwać pozostałych bojowników obstawiających windę. Zakończyli to na razie minimalną rzezią, ale gdy im się to udało, zabrali inną broń na zapas i wyruszyli w stronę wahadłowca, który miał ich stąd zabrać. Biegli i biegli, ale za chwilę sam Nowy Fałszywy Przywódca Lelouch zeskoczył do nich z wysokości dwustu metrów i swoimi smoczymi nogami, zniszczył całą windę, która wybuchła. Po powstałej eksplozji, ogień oraz wybuch nic mu nie zrobiły, ale Altair oraz Kenzuran dostrzegli, że Nowy Władca tak jakby włada nad ogniem, który miał go zranić, wymachując w specyficznym geście rękoma. Oczywiście bardzo szybko uformował swoimi dłońmi nad sobą kulę ognia, która poleciała w stronę więźniów, którzy to mieli być spaleni żywcem. Młodzieniec nie miał zamiaru tak ginąć, więc szybko wyrzucił karabin za siebie i rozkładając przedramiona na całą szerokość, głośno krzyknął i przemieniając się na chwilę w wilczą formę, stworzył coś na kształt energetycznej bariery na której to wylądowała kula ognia, nikogo nie raniąc. Drake odczuwał, że to może być podziękowanie za to, że uwolnił lodowego Chłopaka więc aktualnie byli kwita, ale jeszcze nie chciał mu zaufać, nie tak szybko.


Niestety tego nie było koniec, bo gdy już wilczy chłopak się odwrócił, dostał on drugą kulą ognia, która spaliła część ubrania na plecach oraz przypaliła mu futro. Syknął z bólu, ale nie miał innego wyboru jak biec dalej za zdradzonym generałem. Wreszcie za chwile we dwójkę, znaleźli się na statku, ponieważ Altair bardzo szybko aktywował tarcze energetyczne i dzięki temu, kule ognia które leciały w ich stronę, wybuchały lecz nie zadawały obrażeń maszynie. Lelouch głośno warknął, ale nie miał zamiaru się poddać, więc machnął dłonią i wysłał na nich wszystkich żołnierzy. Coś podpowiadało krwistookiemu, że jednak nie może polecieć i musi uratować tego zdradzonego Dowódce, więc znowu wybiegł poza statek i zobaczył, że Nowy Władca już uzyskał smoczą formę. Bardzo szybko się z nią utożsamił i gdy Wilkołak chciał go zaatakować, jego wróg chwycił go za gardło i zaczął go dusić. Prawdziwy Następca martwego Władcy nie mógł odlecieć, więc ustawił działa plazmowe na maksymalną siłę rażenia i wymierzył on w Drakonianina. Kiedy wyglądało że wilk miał już skończyć swój żywot, dwa zielone pociski plazmy zostały wystrzelone i skrzydlata bestia została posłana hen daleko, puszczając przy tym wilczego młodzieńca, który to upadł na jeden z pobliskich myśliwców. Przez to, że był przemieniony w Wolf-Jina, jedna z rakiet od montowała się od skrzydła, więc wpadł na pomysł by nią rzucić w smoczego potwora. Drake natomiast nie zaprzestawał ostrzału, przez co Lelouch znowu został wbity w już dawną zniszczoną windę i tam powstawały wszystkie wybuchy. Żołnierze którzy wreszcie dotarli na miejsce, zaczęli wsiadać do łazików oraz innych myśliwców by zniszczyć wahadłowiec, ale wilczy chłopak ledwo się podnosząc, złapał za rakietę która leżała na ziemi i rzucił tam gdzie był generał. Jedna z zielonych kul plazmy trafiła w pocisk i powstał znacznie większy wybuch niż przedtem, odrzucając niektóre łaziki i zdmuchując już unoszące się pomniejsze myśliwce. Masując się po głowie i biegnąc wreszcie do transportowca, znalazł się w środku, dlatego też Altair zamknął grodzie od niego i wylecieli przez drugi wylot, który został stworzony w wyniku eksplozji. Zdradzony Dowódca miał zamiar polecieć do miasta, które bardzo dobrze znał i miał tam swoich informatorów. Za chwilę, dołączył do niego w kokpicie sam Kenzuran, który jeszcze był wilkiem i usiadł po jego prawej stronie. Nie rozmawiali bardzo długo, ale ta cisza stawała się trochę dla nich taka obca. Wilczy młodzieniec nie rozmawiając z generałem, udał się chodząc tu i tam, szukając może jakiejś kapsuły awaryjnej, lecz niestety to był transportowiec małej klasy i nie posiadał czegoś takiego. Wzdychając zażenowanym tonem, powrócił do kokpitu i siadając obok zdradzonego Lidera, usłyszał jego głos:


-Kiedy dolecimy na miejsce, oddam ci ten statek. Będzie się bardzo rzucał w oczy, a ja nie mam zamiaru być ścigany przez własną armię, aczkolwiek teraz na chwilę obecną, nie należy do mnie. Teraz aktualnie lecimy na moją planetę, bo tam wiem że otrzymam pomoc od bliskich, ale jeśli ich tylko tkniesz, to pożałujesz... - rzekł w stronę wilkołaka, którego to trochę dziwiło, bo on był człowiekiem. Nic mu tak naprawdę nie mógł zrobić, aczkolwiek pomógł mu uciec z więzienia, więc tylko mruknął coś pod nosem i odpowiedział:
-Skąd niby ta pewność, że ci pomogą?? - uniósł jedną brew i wyczekiwał na odpowiedź ze strony Generała. Drake tylko prychnął z uśmiechem na twarzy i zaraz bardzo szybko mu odpowiedział i wytłumaczył:


-To oczywiste, są moimi dobrymi znajomymi od dzieciństwa, jeśli mnie zdradzą, także za to zapłacą... - skończył mówić i ciągle mierzyli kosmos, aż w końcu Drake'owi się to znudziło i odpalił po prostu hiper-napęd. Znaleźli się w tuneli czasoprzestrzennym, dzięki któremu będą szybciej na miejscu. Ich dalsza podróż była bez rozmowy, bo po prostu tak wyszło, jeszcze sobie do końca nie ufali, nie chcieli o niczym rozmawiać. Kenzuran zaś wreszcie odetchnął i odmienił się, a Altair kątem oka to wyłapał, wiedział że ta forma działa tak samo jak transformacja w smoka. Po wyjściu z nad-przestrzeni, Przyszywany syn Akinoriego wyjrzał przez szybę, zobaczył on planetę, która zupełnie podobnie wyglądała do Ziemi, lecz ta była bardziej ponura. Było wiadome, że to była dobra kryjówka dla kogoś takiego jak Dawny Dowódca, ale nie rozumiał czemu akurat to miejsce. Wojownik nie miał zamiaru się mieszać w sprawy jego chwilowego kom-rada, więc mruknął znowu coś pod nosem i czekał aż wreszcie wylądują. Po wylądowaniu w jednym z hangarów na planecie, do grodzią podeszło dwóch strażników, którzy byli strażą graniczną. Altair oczywiście miał przy sobie swój paszport, więc nie było żadnego problemu, a wytłumaczył że jego towarzysz swój gdzieś zapodział. Ochrona spojrzała na siebie, kiwnęli porozumiewawczo i przepuścili ich do miasta. Syn Kellana delikatnie rozdziawił usta, zobaczył że to jest jakieś futurystyczne miasto w którym jeszcze nigdy nie był, to było dla niego coś nowego. Przechadzali się po nim przez jakiś czas, aż wreszcie skręcili w jedną z uliczek i Drake wyruszył od razu do domu jego przyjaciółki. Za niedługo, znaleźli się przed jej drzwiami, a gdy dawny Generał zapukał do jej mieszkania, za chwilę drzwi otworzyły się i mogli zobaczyć dziewczynę o fioletowo-czarnych włosach oraz ładnej urodzie. Szybkim ruchem znaleźli się w środku wraz z Saiyaninem, który zaczął się rozglądać czy to aby na pewno nie jest jakaś pułapka na jego osobę. Kiedy się delikatnie rozluźnił, usiadł na kanapie, zaś Altair zajął fotel i jego towarzyszka także usiadła na kanapie. Przed nimi znajdowały się kubki z ciepłą herbatę, a za chwilę zaczął się tok rozmowy, który zostały rozpoczęty przez kobietę o imieniu Tenshi:


-Co się stało, czemu jesteś ranny i tak podrapany!? - była trochę przerażona i zmartwiona o kolegę z dzieciństwa, ale ten bardzo szybko ją uświadomił o co tutaj chodzi:
--No cóż, wygląda na to że zostałem wydalony z Armii, został także zdradzony przez mojego przyjaciel Leloucha, on chciał mieć w łapach tron naszego Władcy...Musiałem uciec i zabrałem tego chłopaka, który posiada niesamowite zdolności dzięki którym przemienia się w Wilko-podobne stworzenie... - zaprzestał swoje słowa i chwycił kilka łyków ciepłego napoju. Dziewczyna zapytała się Generała:


-Rozumiem...pewnie masz niesamowite moce, ale ja nie wiem jakie one są... - powiedziała i przygryzła palca, a za chwilę dostała odpowiedź od Kenzurana:
-Tak jak powiedział twój przyjaciel, mogę trochę nad nimi panować, ale to nie wystarczy. Jeśli miałbym się wam odwdzięczyć, muszę powrócić na Ziemie, bo wiem że tam będą jakieś informacje dotyczące tego jak mam nimi władać... - powiedział i także złapał łyk ciepłego trunku. Kobieta kiwnęła głową i zapytała go znowu:


-No dobrze, to naprawdę niesamowite ale ile masz zamiar u nas zostać?? - przekręciła delikatnie główkę jak mały piesek, który jest bardzo ciekawski wszystkiego. Wojownik rozłożył ręce na boki, bo nie wiedział ile konkretnie będzie tutaj czasu, więc od razu wytłumaczyła znowu wszystko dziewczyna:


-Czyli robiąc taki gest, mogę uznać że trochę czasu na pewno tutaj pobędziesz....Teraz musimy przejść do sedna tego, że Altair który cie uratował, ma jeszcze kilka niespłaconych długów, a dzięki bycie Generałem, spłacił te większe. Najwyraźniej znowu będziesz musiał od kogoś pożyczać Drogi Drake'u - uśmiechnęła się żartobliwie i spojrzała na biednego dawnego Dowódce. Altair nie był z tego zadowolony, a chciał już mieć z głowy wszystkie swoje problemy jakiej miał w swoim życiu. Zastanawiał się jak to dokładnie ugryźć, aż wreszcie pstryknął palcami i powiedział:


-Tutaj przyznam ci racje, zostało mi trochę oszczędności, ale coś czuje że Lelouch zablokuje moje konto i całkowicie stracę do niego dostęp. Gdyby nie ton, że ten zdradziecki kumpel się tak zachowa, może by to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Faktycznie, nie zostało mi już dużo długów, więc jeśli uda mi się sprzedać ten statek, na pewno wszystkie moje problemy pójdą w zapomnienie... - powiedział, po czym siorbał sobie herbatkę, aż w końcu mu się skończyła. Kobieta z niedowierzaniem potrząsnęła głową, dolała mu jeszcze z czajnika ciepłej wody i odpowiedziała:


-Ty i te twoje mądrości. Mógłbyś sobie pracą porządną znaleźć, a nie się ciągle zapożyczać i sprzedawać co ci w ręce popadnie. - skwitowała to tak jak uważała za słuszne. Dowódca westchnął i odpowiedział:


-Tiaa, na pewno coś wymyślę... - znowu zaczął pić herbatę, bo mu naprawdę smakowała, dawno nie pił czegoś takiego, tylko winę i inne dobre trunki z Królestwa w którym był niegdyś generałem. Kenzuran oczywiście nie chciał im przeszkadzać, więc kulturalnie odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę i rzekł w ich stronę:


-Już skończyliście?? - zapytał grzecznie, lecz delikatnie zmęczony, a za chwilę Drake kiwnął głową, że tak i powiedział w stronę Tenshi następujące słowa:
-Masz dzisiaj szczęście chłopcze, musimy tutaj zostać na noc. Tenshi, czy mogłabyś pościelić dla nas łóżka, jesteśmy zmęczeni i ranni, jeśli to nie problem. - zapytał jej, zaś ta ukazała jedną z żyłek na jej czole, ponieważ to pytanie ją zirytowało, dlatego od razu odpowiedziała:


-A co ja ci na jakąś gospodynie wyglądam? Dla gościa jak najbardziej pościele, ale ty dzisiaj śpisz na kanapie za to pytanie, mój drogi... - oparła pięści na biodra i machnęła by obydwoje zeszli z kanapy, zaś za chwilę wskazała bardzo szybko gdzie znajduje się pokój gościnny dla Czarnowłosego. Ogoniastego kiwnął na znak w podzięce, a po chwili gdy znalazł się w pomieszczeniu, usiadł na wolnym krześle. Kobieta weszła razem z nim, rozłożyła i przygotowała mu pościel by ten mógł iść swobodnie spać. Kiedy skończyła to robić, zatrzymał ją głos Czarnookiego, który rzekł w jej stronę:
-Dziękuje za to co dla mnie robisz. Mimo iż mnie nie znasz, to i tak mi pomogłaś, bardzo dziękuje... - powiedział i ukłonił się po japońsku. Tenshi tylko rzuciła mu radosny uśmiech i odpowiedziała, puszczając przy tym oczko w jego stronę:


-Proszę bardzo, wreszcie jesteś znajomym Altaira. - a gdy już chciała wyjść, jeszcze zatrzymał ją głos Brata Klen, który teraz zapytał jej:


--Wpadło ci coś do oka, że tak dziwnie mrugnęłaś?? - zapytał się jej, a kiedy ta zachichotała, szybko mu powiedziała byle co:


--Nieee, tylko tak po prostu wyszło, no wiesz....Nie ważne, masz już tutaj wszystko ładnie pościelone, więc możesz na spokojnie się położyć, a ja tym czasem pogadam sobie sama na sam z Altair'em... - powiedziała to i mając perwersyjny uśmiech, opuściła pokój gościnny wraz z chwilowym lokatorem. Po dotarciu do swojej sypialni, mogła ona dostrzec Drake'a, który już był umyty i gotowy do snu, choć najwyraźniej dziewczyna miała co do tego zupełnie inne plany. Młody Saiyanin także biorąc przedtem prysznic i zostawiając swoje ubranie, położył się pod ciepłą pościelą i gdy zamknął oczy, słyszał jakieś dziwne odgłosy oraz jęki. Nie mógł tak bardzo długo zasnąć, aż wreszcie ktoś krzyknął "Dochodzę". Nie rozumiał gdzie ktoś miał zamiar dojść, ale starał się to po prostu olać. Wreszcie po udanym zaśnięciu, minęła bardzo szybko noc i nastał słoneczny dzień na planecie rodzinnej Drake'a. Po obudzeniu się Kenzurana, ubrał się w ciuchy, które teraz miał aktualnie na sobie, a gdy wychodził ze swojego pokoju, mógł ujrzeć że także Altair wychodzi w samych bokserkach i z uradowaną miną. Tak patrzyli przez chwile na siebie, ale zrobiło się niezręcznie i dawny Dowódca zapytał się go:


-Co się tak patrzysz, nie widziałeś nigdy przedtem nagiego Faceta?? - zapytał się, a za chwilę oczywiście ogoniasty mu bardzo szybko odpowiedział:


-Nie, nie o to chodzi. Chciałem się ciebie zapytać, bo słyszałem jak gdzieś ktoś dochodzi, ty gdzieś wczoraj wychodziłeś czy miałeś zamiar gdzieś dojść?? - Lider gdy usłyszał to pytanie, już wszystko zrozumiał. Czarnooki słyszał nocne igraszki Generała oraz jego przyjaciółki, ale najwyraźniej młodzieniec nic z tego nie rozumiał. Dawny Lider smoczej Armii bardzo szybko znalazł wyjście z niezręcznej sytuacji:


-Tak, no widzisz....graliśmy z Tenshi na jej laptopie i musieliśmy postacią dojść w dane miejsce. Nie mniej jednak, udało nam się ją skończyć czterdziesty raz z rzędu, nieźle co nie? - zapytał go, zaś młody Saiyanin nic z tego nie rozumiał, bo on nie wiedział co to są gry i laptopy. Kiwnął głową i już wszystko dla niego było po części zrozumiane, więc odpowiedział:


-Rozumiem, to dlatego się tak cieszyliście, ale nie rozumiem czemu tak późno, nie ważne... - powiedział i obydwoje wyruszyli do jadalni. Kiedy się tam znaleźli, mogli zobaczyć pół nagą dziewczynę z ręcznikiem we włosach, która sobie nuciła radosną melodią i robiła im jedzonko. Kobieta dosłownie całkowicie promieniowała, a gdy podała im talerze z jedzeniem, usłyszała słowa gościa:
--Widzę, że ty też się cieszysz z przejścia z tej gry, tak? - zapytał, a nastolatka nie wiedziała zbytnio jak odpowiedzieć. Drake pokazywał znaki rękoma tak by nic nie mówiła o tym co tak "naprawdę" zaszło w nocy, więc czarno-fioletowo włosa odpowiedziała:


--Ahh...tak, bardzo się cieszę że udało nam się wreszcie ją skończyć i to w pięknym stylu... - powiedziała i gdy poszła się ubrać wreszcie, oni zaś zaczęli śniadanie bez niej. Po napojeniu i najedzeniu swoich żołądków, Drake spojrzał i wytłumaczył wojownikowi, że muszą się udać do jego kumpla, który to pracuje w wypożyczalni i wszystko może zorganizować. Miał się podobno znajdować, dzięki informacji od dziewczyny w barze, ponieważ to właśnie tam znajomy Altaira i jej przesiadywał. Jego imię było Joe i nie było to jakieś trudne imię do zapamiętania. Po ubraniu się i byciu gotowym do wyjścia, dawny Dowódca schował pod pazuchę broń na wszelki wypadek, jakby miało się coś dziać nieprzyjemnego. Oczywiście nie dał żadnego uzbrojenia Synowi Kellana, gdyż ten sam w sobie był bronią. Po dojechaniu na miejsce ścigaczem Tenshi, obydwoje zeszli z pojazdu i weszli do środka. Oczywiście Joe jak zwykle starał się wyrywać jakieś laski, ale mu zbytnio nie wychodziło. Kiedy dostrzegł kątem oka Drake'a wraz z jakimś młodych chłopakiem, uznał że jego koleżka musi mieć albo podwładnego obok siebie albo jakiegoś ochroniarza, ale stawiał na to pierwsze. Odwrócił się w jego stronę i zaczął konwersacje:


-Witaj Altairze, stary druhu. Jak mogę ci tym razem pomóc, bo wiem że od tak do mnie nie przychodzisz, haha.. - zaśmiał się ironicznie, aż wreszcie Drake westchnął pod nosem i miał zamiar teraz mu wszystko wytłumaczyć, dlatego udali się w róg baru i zaczęli rozmowę, tak by ich nikt nie usłyszał:


-Nie znajduje się tutaj bez powodu, zostałem zdradzony przez mojego Przyjaciela Leloucha, który włada Smoczą Armią. Potrzebuje jakieś dobrego pojazdu, nie myśliwca, najlepiej jakiegoś transportowca, który by się zbytnio nie rzucał w oczy. Ten chłopak jej tutaj ze mną, ponieważ uratował mi życie, a ja jemu, lecz chcę mu pomóc powrócić na Ziemie. To jak, dasz radę coś poradzić?? - zapytał i wyczekiwał na odpowiedź. Joe bawił się przez chwilę swoją kozią bródką, aż wreszcie odpowiedział:


-Dla kumpla zawsze się coś na pewno znajdzie. Zatem jak mi zapłacisz albo co mi dasz w zamian, hmmm? - oczywiście kumpel dawnego generała miał go w szachu i potrafił się targować. Drake tylko mruknął pod nosem i mu odpowiedział:


-Oddam ci w dobrym stanie Transportowiec Smoczego Imperium z działami plazmowymi i delikatnie rozładowaną tarczę, wystarczy trochę przeróbek i nikt go nie pozna, co ty na to?? - zapytał i położył dłoń na stoliku. Joe uśmiechnął się bardzo chciwie, wyglądało na to że był niezłym materialistą, więc pstryknął i rzekł:


-O proszę, takiego cudeńka nigdy mi nie chciałeś oferować jak cie prosiłem, teraz to zupełnie o czymś innym rozmawiamy, stoi. - rzekł i przybyli sobie piątkę. Po tych słowach, opuścili bardzo szybko bar i kiedy on znalazł się w swoim ścigaczu, poczekał aż jego kolega wraz z młodzikiem wejdą na swój ścigacz i wyruszą za nim. Po upływie kilkunastu minut, dolecieli na miejsce, a konkretnie do warsztatu i niewielkiego Hangaru, które były w posiadaniu Joe'go. Przechowywał on tam różnej maści pojazdy, oczywiście delikatnie nielegalnie, ale opłacał to i zawsze miał papierek na obydwa budynki. Po wejściu do środka, bardzo szybko Joe zamknął grodzie, a gdy Altair wyjrzał przez okno czy ich nikt nie śledził, szybko schował się, ponieważ zobaczył Krążownika Leloucha, który wysłał zwiadowców. Nie spodziewał się, że tak szybko ich znajdą, ale nic dziwnego jak zapewne smoczy wahadłowiec musiał mieć jakąś pluskwę albo coś takiego jak chip namierzający. Joe szybko pracował na swoim komputerze, aż wreszcie właz który opuścił jakiś inny pojazd na dół, a zaraz z tego samego dolnego włazu wyłonił się jakiś inny myśliwiec, który miał aż trzy miejsca. Drake był uradowany z tego powodu, więc wyjął z kieszeni kluczyki do Smoczego Transportowca, a potem Joe'i jeszcze im wytłumaczył, że ta maszyna ma naprawdę niesamowitego kopa i bez problemu przemknął obok Smoczej Floty. Były Generał wierzy że to się uda, dlatego też tylko jeszcze poinformował swojego kumpla, że na pewno się będą musieli spotkać i pogadać, ale teraz musimy załatwić wszystkie sprawy. Dawny Lider oraz Kenzuran znaleźli się w statku, ten zamknął szklane grodzie, a potem odpalając statek, zauważył ze jego kolega otworzył swój dach od hangaru, dzięki któremu mieli stąd odlecieć. Po wyleceniu z jego hangaru, sygnały z Krążownika Leloucha dały sygnał jego pilotom, że jest jakiś nieautoryzowany start z miasta, więc nie mógł na to pozwolić. Mógł to być każdy, ale nie miał zamiaru dopuścić do ucieczki zdrajcy, więc szybko rozkazał swoim ludziom uruchomić promień ściągający. Po aktywowaniu tego ów promienia, myśliwiec od Joe'go miał tego uniknąć, lecz niestety nie powiodło się tak jak miało być i zostali pochwyceni. Całe sterowanie sprzeciwiało się Drake'owi przez co ten warknął i nie mógł nic zrobić, byli bezsilni. Co się stanie Dalej? Czy Lelouch zabiję chłopaka oraz swojego przyjaciela, któremu odebrał tron? Czy Saiyanin da radę Uciec? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Nie Lut 17, 2019 2:22 pm

Rozdział 6: Zemsta Altair'a

Altair wraz z Kenzuranem zaczęli być wchłaniani przez promień ściągający Smoczego Krążownika w którym aktualnie na czele stał Lelouch. Joe nie był zachwycony z tego co właśnie ujrzał na swoje oczy, dlatego też nie miał innego wyboru jak narazić się dla kogoś kto ponownie załatwił mu świetny sprzęt, chciał się jakoś odpłacić. Nie miał zbyt wiele czasu, starał się śpieszyć, więc odkrył jakąś płachtę gdzie stały różne stare narzędzia, ale jego oko było przykute do jednego przedmiotu, do RPG z poczwórnym otworem. Chwycił je bardzo szybko, delikatnie odkurzył, podbiegł do zbrojowni czyli takiej stalowej szafy i wyciągnął idealnie cztery pociski. Mechanik po naładowaniu broni, szybko wybiegł na dwór, a potem kucając i opierając sobie na ramieniu Bazukę, patrząc przez celownik, wypuścił pociski w stronę Krążownika. Ludzie Leloucha byli tak jakby chwilowo zajęci "zwycięstwem", bo wiedzieli że mogli złapać tam dawnego Generała Armii, a to było dla nich teraz najważniejszym zadaniem. Po uderzeniu rakiet, mianowany sam przez siebie "Nowy" Generał odczuł wstrząs, tak samo jak jego ludzie. Niestety to nie pomogło zniszczyć wiązki ściągającej, ale teraz bardziej przykuło ich uwagę niż sam szybki pochwycony myśliwiec. Czarnowłosy wypuszczając powietrze, wykrzyknął głośno tworząc wokół siebie białą aurę. Przemienił się w podstawową formę Wolf-jina, która to miała za zadanie stworzyć tarczę wokół statku. Jeszcze nigdy w życiu czegoś takiego nie robił, ale Drake doskonale wiedział co oni zamierzał zrobić z tym pojazdem. Były Dowódca Armii bardzo szybko podbiegł do grodza, nacisnął go i te się zaczęło otwierać. Chwycił za ubranie przy karku Wilczego Wojownika i wyrzucił go, gdy ten jeszcze spadał w dół hangaru. Bardzo szybko opanował lot i wylądował twardo, robiąc pod sobą krater i odrzucając żołnierzy z tego miejsca. Altair zamiast tego, zrobił bardzo szybko przewrót by nie połamać się za bardzo, na szczęście jego ciało było wytrzymalsze niż się sądziło, po dawnym solidnym treningu w wojsku. Na ich szczęście, Były Generał przemyślał wszystko, bo za chwilę po myśliwcu otrzymanym od Mechanika Joe'go, nic nie zostało. Działo plazmowe w hangarze załatwiło go raz na zawsze, a szczątki jego części zaczęły spadać ku dole.

Tym razem Blade coś zrobił dla myślącego "chwilowego" sojusznika, on teraz chwycił go za fraki i otoczył ich wspólną barierą, która odbijała metalowe ostre szczątki ich chwilowego transportu. Mieli dobrego farta, ponieważ żołnierze którzy biegli w ich stronę, zostali bardzo zabijani przez metalowe kawałki zniszczonego myśliwca. Nie musieli długo czekać na nowego Lidera Smoczej Armii, sam Lelouch zleciał z głównego mostku dowodzenia z uśmiechem szaleńca na twarzy:

-Myślałem zdrajco, że tak łatwo się wywiniesz, to źle myślałem. A teraz sam zakończę wasz żywot... - gdy to powiedział, zaryczał niczym wielkie antyczne smoki, które były większych rozmiarów niż te zwykłe. Jego naszyjnik zabłysnął potężnym światłem, oślepiając jego własnych żołnierzy i przybrał ponownie formę Lethala. Wilczy chłopak nie miał zamiaru narażać Drake'a na cokolwiek, więc tym razem tylko westchnął pod nosem, uderzając go w kark, by ten stracił przytomność. Wyszedł z bariery jaką wcześniej zrobił, ponieważ wiedział że ta ochroni Altaira przed głupią śmiercią, wiedział że ta osoba mu się jeszcze na pewno do czegoś przyda. Dwójka Bojowników zaczęła biec na siebie, zderzając się ramionami. Stworzyli potężny podmuch wiatru, który zdmuchnął żołnierzy Leloucha o słabych jednostkach mocy. Kapitanowie i inni liderzy stali twardo, jakby taki wiaterek nic im nie robił. Za chwilę Wilkołak wraz ze smokiem, chwycili się równocześnie za swoje dłonie i zaczęli się siłować między sobą. Ich kły były na wierzchu, nie wiedzieli jak długo wytrzymają, wyładowania elektryczne pojawiały się wszędzie, niszczyły tutejsze oświetlenie oraz sprzęt elektroniczny. Nie długo to bardzo długo, ponieważ wiedzieli że takie coś nie ma wielkiego znaczenia, więc odskoczyli od siebie i tym razem Lelouch był szybszy. Wystrzelił w jego stronę fioletowy promień energii, który trafił w chłopaka. Czerwonokrwisty jęknął z bólu, odczuł jak jego futro na torsie był przypalone, ale nie mógł na to zwracać uwagi. Lider Wiarusa widział, że Likantrop olał tak naprawdę otrzymane obrażenia, przez co bardziej jeszcze rozzłościł generała.

Unosząc dłonie do góry, stworzył sobie wielką ciemno fioletowo-czarną kulę, która praktycznie dochodziła do sufitu tutejszego hangaru. Wyładowania piorunów przechodziło po niej od czasu do czasu, oznaczało to że nie jest taka słaba jak się wydaje. Lethal smoczo-schrypniętym głosem śmiał się i wykrzyknął do młodzika następujące słowa:

-TO TWÓJ KONIEC, ZNISZCZĘ CIE TYM ATAKIEM ORAZ ALTAIRA, MORKA PLAMA NAWET PO WAS NAWET NIE ZOSTANIE, HYAAAAAAAA!! - Wilczek nie miał innego wyboru i aktywując swoją aurę jak najbardziej, starał się uchronić przed kulą oraz Drake'a. Były Generał był wytrzymalszy niż się wydawało i za chwilę wybudzając się z ogłuszającego ciosu przedtem w kark, zobaczył że ci znowu walczą między sobą. Syknął pod nosem, wyciągając szybko z kieszeni prezent od Joe'go, który wiedział że się przyda. Dawny Dowódca opuścił na chwilę barierę zrobioną przez Kenzurana i wyrzucił przylepny granat w stronę wielkiej kuli, która zmierzała ku Wilkołakowi. Blade to dostrzegł i szybko robiąc obrót, chwycił pod ramiona Altaira i zabierając go z powrotem do tarczy energetycznej, mogli zobaczyć jak powstaje za nimi wielki wybuch. Lider Wiarusa wytrzeszczał oczy, wyglądał jakby co nie dawno opuścił jakiś psychiatryk, lecz bardzo za chwilę się zawiódł, że nie mógł jednak widzieć ich śmierci. Kiedy tak leżeli przez chwile, Drake skopał z siebie Likantropa i wstając, otrzepał swoje ubrania. Spojrzał poważnie na przemienionego Leloucha, mógł mu oczywiście pomóc, ale nie zrobił tego. Zastanawiał się nad pomocą zdrajcy, ale odczuwał że pod jego butem, nieprzyjemnie by mu się pracowało. Altair za chwilę zza pleców wyjął karabin ogłuszający, wybiegając znowu z bariery i celując w stronę smoczego Bojownika. Dawny Dowódca powiedział pod nosem "Przykro mi dawny przyjacielu, ale tego już za wiele". Zielony promień wyleciał z podręcznej broni, która była celowana w smoka, a ten przez zdziwienie i szok, że ci obydwaj przeżyli, został przytłoczony przez jej siłę i wbity w ściany Hangaru. Broń wydawała się na bardzo nagrzaną, dlatego też Drake szybko ją wypuścił z rąk, potrząsając nimi, gdyż delikatnie się mógł poparzyć.

Za chwilę dobiegł do niego Likantrop i spojrzał na czerwoną broń, która była nagrzana od wystrzelonej mocy, najwyraźniej kolejny zabawkowy prototyp od tego całego mechanika. Tym razem dwójka miała okazję raz na zawsze zabić Leloucha i zakończyć to wszystko. Wilczy Młodzieniec zbliżając się do odmienionego Lidera Wiarusa, wyprostował dłonie by użyć paznokci jako ostrza. Niestety gdy już robił wymach, otrzymał on porządnego kopniaka w twarz. Odskoczył do tyłu i wylądował akurat przy dawny Liderze smoczej Armii, który wiedział że ktoś przyszedł pomóc Lelouchowi. Zielone długie włosy zawiały na wietrze, który był w Hangarze. Dziewczyna z gracją wylądowała na stalowej podłodze i wypowiedziała się w ich stronę:

-Nie pozwalam wam go zabić, on taki zawsze nie jest. Ma dobre serce i możecie mi wierzyć na słowo... - kiedy to powiedziała, usłyszała jak coś za nim drga. Ogłuszony Generał otworzył delikatnie oczy, odczuwał że nadal nie może poruszać jeszcze swoim ciałem, ale na szczęście usta miał sprawne. Odezwał się do swojej prawej ręki:

--Nie mieszaj się w to C.C. Niech mnie wykończą, skoro tak ma to wyglądać... -powiedział, ale zaraz usłyszał odzew z jej strony:

-Nie! Nie pozwolę cię uśmiercić, rozumiesz to! - kiedy to powiedziała, podeszła do leżącego faceta i zrywając z niego naszyjnik, rzuciła w stronę Altaira. Spojrzała w oczy dawnego Generała i wyrzekła w jego stronę:

-Jeśli będziesz mógł, zniszcz ten wisior raz na zawsze... - po wypowiedzeniu tego, przysiadła obok swojego mężczyzny i delikatnie przeczesywała dłonią jego włosy. Nie mógł się nadal ruszać, ale odczuwał bardzo miłą satysfakcję jej delikatnego dotyku. Lelouch natomiast tego delikatnie się wybudził i ze złością na twarzy, powiedział w jej stronę:

-GŁUPIA! Co żeś zrobiła... - wypluł trochę śliny, ale zaraz także usłyszał odpowiedź na to co zrobiła kobieta:

--Nie widzisz że ratuje ci życie głuptasie, a teraz zamilcz i wypoczywaj. - powiedziała mu i rzuciła pogodny uśmiech. Generał uronił kilka łez szczęścia, bo wiedział że ma naprawdę cudowną dziewczyną i najprawdopodobniej przyszłą żonę. Kenzuran w wilczej transformacji nadal miał intencje z zabiciem tego śmiecia, który próbował im ciągle przeszkadzać, na każdym kroku. Jego całe lewe przedramię trząsało się, ponieważ był strasznie pobudzony do dalszej walki ze smokiem, ale za chwilę zauważył jak Drake robi kroki ku parze. Zatrzymując się przy nich, przykucnął i rzekł do dawnego partnera z wojska:

-Wystarczy ci taka nauczka, dawny przyjacielu?? - zapytał i tylko usłyszał chwilowy śmiech oraz odpowiedź ze strony Lidera Wiarusa:

-Hah, najwyraźniej cie nie doceniłem i twoich możliwości... - po tych za chwilę, został on podniesiony z gleby przez swoją kobietą i obydwoje stali teraz na równi, ale nie podali sobie rąk. Widać było od razu gołym okiem, że Drake był wyższy delikatnie od niego, ale mimo tego nadal byli wrogami. Żołnierze Lidera Wiarusa jak na razie nie ingerowali w to co się tam dzieję, czekali na dalsze instrukcje od ich własnego Generała. Przywódca chwycił mocno za ramię C.C, ta delikatnie jęknęła ponieważ ten podbiegł szybko do broni, która już była schłodzona na Ziemi. Chwytając ją, wymierzył ją wpierw w Wilczego młodzieńca, który o dziwo jeszcze się nie odmienił. Przedtem oczywiście walnął z bara Drake'a, który runął na metalowe podłoże i patrzył co tamten wyprawia. Generał z wrednym uśmiechem ładował baterie w broni i wykrzyczał na głos następujące słowa:

-NIE DARUJE TEMU FUTRZANEMU ŚMIECHOWI, KTÓRY CHCIAŁ MNIE ZABIĆ!!- celując w Likantropa, zobaczył że jego przyszła małżonka zasłania chłopaka, ponieważ nie chciała już więcej rozlewu krwi. Najwyraźniej teraz już całkowicie Liderowi walnęła szajba do głowy i nie patrzył czy tam stoi jego kobieta czy kto inny, miał zamiar wystrzelić. Najwyraźniej tak jak przedtem Altair to zauważył, broń była prototypem i zaczęła delikatnie iskrzyć, jakie zwarcia zaczęły się w niej wytwarzać. Dawny Przywódca wstał i krzyknął w jego stronę, starając się unikając chociaż jego śmierci w tak głupi sposób:

-LELOUCH, WYWAL TĄ BROŃ NATYCHMIAST!! - krzycząc to, przez jedno ucho wleciały słowa, lecz przez drugie za chwilę wyleciały. Generała to nie obchodziło, chciał wykończyć młodzieńca i raz na zawsze zakończyć tą zabawę w kotka i myszkę. Kenzuran szybko działając i słysząc, że działo oznajmiało że przekroczyło stan krytyczny, bardzo szybko wypchnął dłonie w bok, odpychając przy tym dziewczynę i nie narażając ją na śmierć, mimo iż ta stała po stronie jego wroga. Za chwilę działo zostało wystrzelone ciemniejszy zieloną poświatą, zaś Blade wypchnął przedramiona do przodu i miał zamiar zatrzymać promień. Siłując się z nim przez chwile, przez te wszystkie starcia, nie wiedział że jego ciało otrzymało kilka tak zwanych "zenkai'ów". Oczywiście przez to uderzenie w głowę gdy był dzieckiem, zapomniał z jakiej rasy się wywodził. Złota aura otoczyła jego całą osobę, jego tęczówki zniknęły i zostały same białka. Tak naprawdę to był tylko fałszywy Super Saiyan-Jin, ale niestety nikt z tutejszego świata nie wiedział co to jest za forma, nawet sam posiadacz tej transformacji. Wojownik nie odczuwał bólu ani ciepła z promienia, który teraz powstrzymywał. Za chwilę, Czarnooki drugą wolną pięścią walnął pocisk energii, który to został wybity w przeciwnym kierunku i zniszczył on jakiś pomniejszy stateczek, tworząc sporą eksplozję, która znowu rozrzuciła po hangarze jednostki Leloucha. Po wykonaniu tej czynności, wykorzystując swoje struny głosowe, Ogoniasty ryknął z całej siły, tworząc potężną złotą aurę jeszcze większą niż przedtem. Wybijając się z pięty, wyruszył on na Generała, bardzo szybko wyrywając mu dzierżoną w dłoniach broń ogłuszającą, a potem łamiąc ją na swoim kolanie i wyrzucając gdzieś za siebie. Nie czekając ani chwili dłużej, chwycił go mocno za szyje, ściskając jego krtań tak mocno, że zaraz ten straci swoje życie. Nie miał jednak zamiaru zabijać go w ten sposób, więc odchylając prawie przedramię do tyłu, wypchnął je bardzo szybko i walnął Lidera Wiarusa w twarz, a potem w tors, łamiąc mu kilka żeber. Blade dodatkowo rzucając wrogiem, złamał mu przy tym rękę, które w swojej furii uczynił to niechcący albo chcący?

C.C. Patrząc na to, z rękawków wysunęła dwa jasne wygięte zielone ostrza i robiąc salto w jego stronę, znajdowała się już tuż przy nim. Zrobiła krzyż ze swoich stalowych broni i stanęła tak by zasłonić Leloucha, a za chwilę dostrzegła złotą energię, która utworzyła się na dłoni Kenzurana. Altair nie mógł tak stać i nic nie robić, więc chociaż mimo iż nienawidził tak bardzo swojego starego kompana, westchnął pod nosem i załamał się to co ma teraz zrobić. Podbiegł szybko i gdy zrobił wślizg, podciął on nogi ogoniastego, który to wystrzelił swój pocisk w sufit hangaru. Drake miał jeszcze w posiadaniu swoją prywatną zabawkę, paralizator wojskowy, który zawsze miał pod swoim płaszczem, więc gdy go wyjął wymierzył go w młodzieńca, który został trafiony w szyje i niestety mocno to odczuł. Blade trzęsąc się tak przez jakąś dłuższą chwilę, wyszedł z przemienionej szaleńczej transformacji i stracił przytomność. Były Dowódca teraz spoglądał na ogłuszonego dzieciaka, a potem zerknął na Zielonowłosą piękność która ciągle zasłaniała oczy i nie dowierzała co on właśnie zrobił. Warknął tylko w jej stronę i przekładając Blade'a przez swój bark, ruszył gdzieś przed siebie, ale dostrzegł że żołnierze chcieli go zdjąć. C.C. tylko pokiwała głową i jednostki Leloucha bardzo szybko opuściły broń i za ten obronny akt, dali mu wolną rękę. Co będzie dalej?? Jak potoczy się los chłopaka?? Czy Altair wróci z powrotem do Armii pod buta Leloucha?? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Pią Lut 22, 2019 1:26 am
Rozdział 7: Litość wroga.

Altair miał zamiar wrócić do swojej przyjaciółki Tenshi, lecz C.C pstryknęła palcami i jednak nie miała zamiaru mu pozwolić odejść. Drake nie wiedział o co tutaj może chodzić, dlatego też odwrócił się w jej stronę i zauważył jak Zielonowłosa kieruję się ku niemu. Zostawiła z Lelouchem jakiegoś kapitana oddziału, który wezwał przez radio ekipę medyczną by go zabrali do sali badań. Kobieta po dotarciu ku dawnemu Generałowi, przeprosiła go ponownie i wytłumaczyła że może zostać tutaj wraz z osobnikiem, którego właśnie nosił na barku. Czerwonooki na to przystał, a potem westchnąwszy poszedł za C.C do sali medycznych, żeby umieścić tam Kenzurana. On na to przystał i gdy poszedł za Zielonowłosą potem do sali obrad, zaczęli sobie wszystko wyjaśniać. Drake został oczyszczony z zarzutów zdrady Smoczego Stanu, lecz teraz od niego wszystko zależało czy chce być dalej Generałem Smoczej Armii czy nie. Nastał nowy dzień, słońce odbijało się od szyb sal obserwacyjnych, gdzie właśnie powoli zaczął się wybudzać lodowy farmer. Ogoniasty przecierając oczy, zauważył że jest w połowie rozebrany, a jego rany zostały obwinięte bandażami. Nie miał zamiaru dłużej leżeć, ponieważ czuł się mocno wypoczęty, więc gdy wstał, dostrzegł jakiś bardziej dostojniejszy ubiór niż miał przedtem. To był żołnierski mundur przynależący do Smoczej Floty, a raczej jej piechurów. Czarnooki nie miał zbytnio wielkiego wyboru, więc chwycił to co mu dali i po prostu zaczął się przebierać, gdzie mógł dostrzec kątem oka, że na sali także leżały osoby płci damskiej. Nie zwracał na nie uwagi, ponieważ nie zbyt mocno był nauczony kultury osobistej i nigdy nie przebierał się przy kobietach. Nie odczuwał wstydu, bo zawsze mieszkał z Ojcem w lodowym Królestwie, z nikim innym. Czarnowłosy zdziwił się, ponieważ nie spodziewał się że ten mundur będzie pasował na niego idealnie. Poklepał się po nim, odczuwał przyjemną bryzę zapachu, która biła z tego uniformu. Nie zwrócił jednak uwagi, że Drake wraz z C.C oraz jeszcze leżącym Generałem Lelouch są niedaleko jego osoby. Młody Saiyanin ruszył ku nim i zatrzymał się przy nich, nie słyszał niestety całej rozmowy. Teraz mówiła Zielonowłosa:

-Dziękuje, cieszę się że się dogadaliście wraz z Lelouchem i... - tutaj przerwała, ponieważ zobaczyła młodzieńca który walczył przedtem z jej ukochanym. Patrzyła na niego z wielkim zdziwieniem w oczach, gdyż normalny człowiek po takim wysiłku fizycznym by tak szybko nie wstał i nie po takiej walce. Dowódca Altair spojrzał kątem oka na nią, a potem na chłopaka stojącego obok i tym razem on przemówił swoim głosem:

-Hmmm, nie dziwię się że jesteś zaskoczona. Ten Młodzieniec naprawdę potrafi zadziwić i jeszcze nie raz się o tym przekonasz, C.C . Jak widzisz zostałem przywrócony jak na razie na stanowisko Dowódcy, nie wiem czy powrócić całkowicie do bycia Generałem po tym co się stało, mam mieszane uczucia. - tutaj zrobił na chwilę pauzę i mrucząc coś pod nosem, znowu się wypowiedział, tym razem już do Wojownika:

-Właśnie, bo nigdy się sobie nie przedstawialiśmy, moję imię to Altair Drake, wywodzę się z Rodu Drake'ów i mam nadzieję, że sobie to uświadomisz, jak brzmi twoje?? - uniósł jedną brew ku górze i był zaciekawiony czy w ogóle Kenzuran mu odpowie. Czarnowłosy uśmiechnął sięw jego stronę, bo wiedział że jak na razie wszystko szło bardzo pozytywnie, więc nie czekając dłużej, odpowiedział:

-Moje imię to Blade River, miło mi że także mogę znać twoje Imię, choć przedtem już je słyszałem jak Lelouch je wykrzykiwał... - odpowiedział i zaśmiał się pod nosem. Oczywiście Drake wiedział że to było wszystko prawda, więc nie chciał zamiaru dłużej tego przeciągać. Po podejściu do okna ze strony Drake'a, zauważył że Krążownik wrócił na rodzinną Smoczą Planetę Draconis i kieruje się ku Pałacowi. Altair'owi coś się tutaj nie podobało, a gdy chciał zapytać C.C o co chodzi, ta już stała przy drzwiach wyjściowych i machnęła dłonią w jego stronę. Ogoniasty też nie miał zamiaru stać przy Lelouchu, nadal jakoś nie miał do niego zaufania i pamiętał jeszcze co się nie dawno stało. Troje osobników pokierowało się na mostek i gdy się tam znaleźli, Zielonowłosa odpaliła komunikator i odpowiedział im jeden z Generałów, którzy dowodili na planecie, zaś Altair i Lelouch byli Generałami Krążowników:

-Melduje się Generał Hauru, widzę że ty dowodzisz teraz na Wiarusie C.C. Jak się czuje Lelouch? - zapytał i dziewczyna zaśmiała się pod nosem. W sumie można było uznać, że naziemny Wódz dał jej komplement tym zdaniem, że przewodziła wielkim Krążownikiem, gdzie tak naprawdę była tylko drobnym senatorem planety.

-U niego wszystko dobrze, ma cztery połamane żebra oraz wyłamaną kość w lewej dłoni, ale nasi specjaliści się już nim zajęli. Czy Dzieci naszego Króla wróciły już z wampirzej wyprawy krzyżowej? - zapytała i dostała potwierdzenie, że już są i nie mogą znaleźc ich własnego Ojca. Niestety jeszcze nie dowiedzieli się o śmierci ich Staruszka, dlatego Generał Hauru czeka aż wróci Pani Senator i sama osobiście im to przekaże, wreszcie zawsze była na każde jego zawołanie. Za chwilę Czarnooki odczuł dziwne uczucie w głowie, delikatnie się pochylając, dostrzegł on bowiem wizję, że ktoś umiera albo zostaje zaatakowany i nie wiedział co to miało oznaczać. Czyżby Wilczy Mędrzec, którego widział już wcześniej w swojej podświadomości chciał mu coś zasugerować? Blade nie wiedział o co może chodzi, ale szybko poprawił się i wyprostował swoją postawę, by nikt nie zauważył że coś mu się dzieję nieprzyjemnego. Statek "Wiarus" już zaczął sekwencje lądowania, ale nie wiedząc czemu, Młody Saiyanin odczuł że musi uczekać. Miał chwilowy obraz różnych rzeczy jakie mogą się wydarzyć, dlatego też szybko się odwracając, zaczął biec w stronę wyjścia z mostka. Drake i inni dostrzegli to, dlatego chcieli go powstrzymać bo nawet nie wiedzieli co się właśnie stało i czemu akurat zaczął biec. Zielonowłosa bardzo szybko chwyciła za radiowęzeł, który był szłyszalny tak naprawdę wszędzie i zakomunikowała następujące słowa:

-UWAGA UWAGA. Osobnik z czarnymi Oczami oraz włosami w mundurze smoczego piechura gdzieś biegnie, powstrzymajcie go! - po tych słowach, oddała radio siedzącemu pilotowi i wraz z Drake'iem obserwowali go z kamer ochrony dokąd się to udaje ich uciekinier. Wojownik biegł, słyszał jak bije jego własne serce, czuł że pot spływa mu z czoła, nie wiedział dokąd ma sie udać. Nagle dosłyszał też nieprzyjemne kilkanaście kroków zbliżając sie od jego pleców, miał na sobie ogon. Przyśpieszył swojego biegu i czytał wszystkie hologramiczne napisy, które wisiały nad różnymi przejściami oraz drzwiami, które były zamknięte. Zbiegł na niższe piętra, aż wreszcie trafił tam gdzie były hangary, jedyne miejsce gdzie może znaleźć statek i to była jego jedyna droga ucieczki. Smocza flota ciągle za nim podążała i gdy zbliżali się coraz bliżej, ponieważ nie można było określić ich tężyny fizycznej za marną, wyciągneli bronie, które z wyglądu wyglądały jak karabin lecz ten wystrzelił strzałki usypiające o dużej mocy. Został także ostrzeżony przez megafon, że jak się nie zatrzyma, dostanie serią tych strzałek i zaraz będzie grzeczny i ululany. Kenzuran zachamował ostro, odwracając się w ich stronę, pokazał swoje zaciśnięte kły i kiedy tamci prawie nie wyhamowali, wymierzyli w jego stronę broń i wystrzelili. W odpowiednim na szczęście momencie, Czarnooki otoczył się białą aurą, rozrzucając w przeciwne strony strzałki, które miały go znowu uśpić. Nie miał zamiaru być więcej ogłuszany, paraliżowany czy też usypiany, skończyło się zgrywanie przyjemniaczka. Po tym incydencie szybko znowu się wycofał i gdy otworzyło się przed nim grodzie, Drake wraz z obstawą byli już na miejscu, nie pozwalając na dalsze zamiary chłopaka. Ogoniasty wyszczerzył gniewnie kły i biegł w ich stronę, aż wreszcie Dowódca Smoczej Armii przemówił:

-Uspokój się Blade, chcemy ci tylko pomóc. Nie musisz przed nami uciekać, tylko narobisz mi i C.C problemów... - powiedział, a potem na jego fart, Młody Saiyanin zamachował dosłownie przed jego osobą. Kenzurana zabolała głowa, lecz nie dostał on żadnym narzędziem ani żadnym paralizatorem, ale o co tutaj chodziło? Odczuwał tak jakby że ktoś wypuścił go z bardzo ciężkich stalowych kajdan i oddał mu władze nad jego własnym ciałem, tylko nie wiedział czy to jego wilczy mentor czy może ktoś inny maczał w tym palce. Zastanawiał się tak przez chwile, ale usłyszał słowa tłumaczące że to zrobił było dziwne i bezsensu, dlatego też tylko kiwnął twierdząco głową i zaczął iść wraz z Dowódcą i kilkoma żołnierzami, którzy robili tutaj za obstawę. Po znalezieniu się w miejskim transporcie, za jakiś czas dolecieli do Smoczego Pałacu Draconic i gdy znaleźli się na zewnątrz, pokierowali się do jego wnętrza. Przedtem oczywiście Czarnooki dostał specjalną wejściówkę z oznaczeniem V.I.P, bo inaczej Specjalne wyćwiczone jednostki, które pełniły role Królewskich Strażników, nie wpuścili by go. Drake'a przepuścili normalnie, bo nie dowiedzieli się o całym incydencie jaki był wcześniej na Krążowniku i do czego tam doszło. Dowódca oraz Blade dotarli do sali tronowej, gdzie przedtem ochrona Altaira już dawno go opuściła, bo musiała wracać na Krążownik. Ogoniasty dostrzegł on dwie osoby, które znajdowały się bardzo blisko tronu, jedną z nich była Dziewczyna której włosy były w kolorze bordowym. Druga osoba zaś to młody chłopak, wyglądał prawie w identycznym wieku co on, ale ten akurat posiadał brązowy kolor włosów. Rodzeństwo bardzo szybko odwrócił się w stronę zmierzających ku nim kroków i nie dostrzegli tam niestety swojego ojca zaś Generała Altaira i jakiegoś dzieciaka. Kobieta wyruszyła szybciej niż jej brat i zbliżając się ku Drake'owi, rzuciła w niego zapytaniem:

-Witaj Generale Altairze, widzę że już wróciliście...tylko czemu zamiast mojego Ojca, widzę z tobą jakiegoś młodzieńca... - to już dla niej się zrobiło podejrzane, ale także za chwile Suzaku zdąrzył dołączyć do swojej siostry. Dowódca miał teraz ciężki orzech do zgryzienia, ale postanowił że go przegryzie i powie to, nie miał innego wyboru:
-Witaj Kallen oraz Suzaku, niestety mam dla was ciężką wiadomość. Wasz Ojciec Cornoctis nie żyje, gdyż choroba go przezwyciężyła i mrok zapanował w jego ciele. Przekazał mi tylko ten najszyjnik jako dowód wybrania mnie jego Największym Generałem. - powiedział i trzymając przed nimi naszyjnik, który przynależał do Staruszka, jego dzieci nie mogły w to uwierzyć. Suzaku ze wściekłością w oczach, wykrzyczał tylko nastepujące słowa:

-CO, ALE JAK TO!? OSTATNIO JAK SIĘ WIDZIELIŚMY, WSZYSTKO BYŁO OKEJ....OKŁAMAŁ NAS!!! - ciśnienie wzięło górę i Książe podchodząc do pierwszego lepszego filara, który podtrzymywał salę, bardzo mocno uderzył w niego swoją dłonią, rozwalając knykcie i powodując krwotok ze swojej dłoni. Czuł gniew, złość że jego własny Rodziciel go okłamał, nie wiedział jak ma to przyjąć. Kallen spoglądała na niego ze smutnymi oczami, a potem zbliżając się do niego, wypowiedziała się:
-Bracie, musisz być teraz silny. To nie pora na takie ataki furii, ponieważ przez to co się właśnie stało, będziemy musieli zdecydować kto będzie siedział na tronie...Moim zdaniem ty powineneś to zrobić, ty zawsze trzymałeś się bliżej naszego Taty, zawsze chciałeś być taki jak On, mnie tylko obchodziły plany i tworzenie strategii dla naszych jednostek, naszych żołnierzy... - po tych słowach, uroniła kilka łez i też niestety odczuła jak jej serce pęka. Brązowowłosy widząc to, bardzo szybko chwycił ją w ciepły uścisk, gładząc jej włosy i wypowiadając nastepujące zdania:
-Tak, niech i tak będzie. Dziękuję ci, że nie będziemy musieli walczyć o tron, obiecuje że będę zmierzał ku przeznaczeniu i pewnego dnia zobaczysz we mnie naszego Ojca, obiecuje ci to! - gniew ustał, odczuł on teraz bowiem ciężkie brzemie, które spadło na jego barki oraz całe ciało. Jego nogi delikatnie drżały, ale nadal tulając siostrę, owdrócił ją bokiem i wypowiedział się w stronę Altaira i jego towarzysza:
-Dziękuje ci za tą nowinę, Generale Drake. Zapewne jesteście zmęczeni i głodni, zaraz przygotujemy jakiś posiłek, no i będziemy musieli się zająć także papierkową robotą na pogrzeb... - powiedział to bardzo smutnym głosem. Dowódca to dostrzegł, unosząc delikatnie jedno oko, ale zaraz odpowiedział:

-Przykro mi z waszej straty, ale tak. Z przyjemnością ja i nasz gość z chęcią coś zjemy... - powiedział i gdy Suzaku pstryknął w palce, za chwile zjawili się lokaje, którzy zaprowadzili Generała i Blade'a do sali biesiadnej. Młody Saiyanin gdy tak podążał za służbą Królewską, nadal miał rozdziawioną gebę i obserwował, że ten Zamek czy też Pałac prezentował się znacznie lepiej niż ten w którym był przedtem, czyli w Lodowym Królewstwie Argusta. Oczywiście za jakiś czas, gdy szli tak długo korytarzami, dotarli do wielkiej jadalni, gdzie znajdowała się już uradowana ich widokiem C.C, ale niestety Lelouch jeszcze musiał wypoczywać w salach medycznych. Zielonowłosa zapraszającym gestem dłoni, oczywiście oni na to przystali i usiedli obok niej. Teraz czekali na właścicieli tych wielkich włości, lecz tylko na ucztę przybyła Bordowo-włosa dziewczyna. Jej Brat zajmował się teraz Królewskimi sprawami oraz pochówkiem ich Ojca, ponieważ ciało znajdywało się ciągle zawinięte na Krążowniku Wiarus. Po dotarciu lokaji wraz z potrawami, wszyscy między sobą rozmawiali oraz zajadali się. Altair, Kallen oraz C.C spoglądali na Młodzieńca, który zjadł praktycznie za dziesięcioro osób albo więcej ,nie mogli uwierzyć że miał aż tak "wilczy" apetyt. Spokój nie trwał długo w ich pałacu, bo z jakiś dziwnych przyczyn, doszło do sporej ekplosji części sufitu, gdzie akurat wszyscy siedzieli z drugiej strony. Obserwowali jak kumany turzu opadało na wygładzoną posadzkę, lecz za chwile gdy cały kurz opadł, dostrzegli że ktoś zwisa gdzie znajdowała się dziura. Był to jakiś zamaskowany jegomość z maską, gdzie tak jakby cztery krągłe kształty formowały się w zielone oczy. Wszyscy od razu wstali, oczywiście Kenzuran pierwszy rzucał się do bitki, lecz został powstrzymany przez Generała. Nie wiedzieli jakie ma zamiary, ale za chwilę dłoń Zabójcy wyprostowała się właśnie w stronę Drake'a i ten się wypowiedział zmodyfikowanym głosem:

-Nie przeszkadzajcie sobie, ja tutaj tylko przybyłem by....wyeliminować Generała Altaira. Nie martwcie się, ponieważ nawet nie będziecie świadomi gdy to się stanie, a ostrzegam was bo już niedługo wybije jego godzina!! - po tych słowach, drugą wolną dłonią, puścił się sznura i wypuścił trzy zatrute sztylety w stronę Dowódcy. Czarnowłosy aktywując aurę bardzo szybko wytwarzając także podmuch ki z otwartej ręki, zdmuchnął je z toru lotu i te wbiły się w filar od sali jadalni. Asasyn tylko warknął złowrogo w jego stronę i tym razem chwytając za trzy średniej wielkości kulki, rzucił w dostępny mu jeszcze sufit i ponownie stworzył on sobie zasłone dymną. Za chwilę po ponownym opadającym dymie, nieznany skrytobójca zniknął, pozostawiając po sobie słowną groźbę. Drake nie przejmował się tym, bo wiedział że jak przyjmę ofertę C.C i zgodzi się na ponownym powrocie na stanowisko Generała, będzie miał pod sobą wielką Smoczą Armię. Spojrzał on na Zielonowłosą i tylko kiwnął głową pozytywnie, czyli już wiedział że nie ma innej opcji rezygnacji. Nie chciał także zawieść Tenshi, że ta się dowie o jego Śmierci, a ze swoim licznym oddziałem, na pewno jakiś drobny zabójca go nie przestraszy. Po niedokończonej ucczcie, Królewscy Straznicy odprowadzili Pana Altaira do Pokoju za czasów bycia Generałem. Odetchnął z ulgą i ściągając ubranie, musiał się porządnie wyspać. Blade'a strażnicy zaprowadzili kilka pięter niżej, bo nie mógł niestety spać tam gdzie spali wielcy generałowie i ich zastępcy. Udostępnili mu jakiś wolny pokój, który nie był przez nikogo zajęty, dlatego też ten podziękował i zostając już sam, ponieważ nastała późna noc, postanowił zregenerować siły. Kallen także odsyłając C.C by ta miała baczne oko na Leloucha, wróciła do swojego biura i jej myśli tylko były teraz o tym dzisiejszym niemiłym incydencie przy obiedzie. Niestety, zapomniała że sen także jest jej potrzebny i padając na twarz, zasnęła przy swoim biurku, ona także się męczyła. Suzaku mimo to, że także odczuwał zmęczone ciało, nie miał zamiaru zaprzestać załatwiać wszystkich spraw, które zostawił mu na jego głowie jego Martwy Ojciec. Młody Saiyanin próbując zasnąć, nie miał nawet jak tego zrobić, ciągle go zastanawiał kim był ten nieznany zabójca i chciałby by wszystko się inaczej potoczyło, ale ciągle ktoś mu podrzucał kłody pod nogi, ciągle ktoś niszczył jego plany.

Oczywiście on chciał tylko trenować i zemścić się na Infernusie za to, że zaatakował jego rodzinny dom, ale tak naprawdę nie wywodził się z Lodowej Krainy, nadal tego nie pamiętał. Za chwilę, gdy kolejne próby snu mu się nie udały, usłyszał jakieś kroki dobiegające z korytarza. Nie podobało mu się, dlatego też zakrył się kołdrą by nie poznać tej osobie, że śpi. Niestety na jego fart, cień stanął tylko na chwilę przy jego drzwiach i poszedł dalej. Czarnookiemu nie podobało się to, że ktoś sobie chodzi po korytarzu, zawsze mogli być to strażnicy ale rzadko to robili. Ogoniasty wstając szybko z łóżka, ubierając spodnie i koszulę, uchylił delikatnie drzwi. Te naszczęście nie skrzypnęły, więc oddychając z wielką uglą, tak jakby śpuścił kreta, wyłonił się zza nich. Zobaczył sylwetkę, którą już skądś kojarzył i za chwilę sobie przypomniał gdzie ją ostatni raz widział. Taką posturę miała osoba, która zwisała do nich do góry nogami, która groziła Drake'owi że go uśmierci. Nie mając zamiaru dłużej czekać na dalsze wydarzenia i używając wilczej formy, starał się skradać na swoich zwierzęcych łapkach. Asasyn niestety akurat usłyszał jakieś kroki, dlatego też szybko zaczął biec do schodów, a teraz tylko zajęło mu przebięgniecie kilka pięter ku górze. Syn Kellana bardzo szybko pognał za nim i dzięki jego wilczym zdolnościom, zaczął trochę szybciej wskakiwać po piętrach i za chwilę znalazł się tam gdzie śpią generałowie i ich zastępcy. Blade dostrzegł, że zabójca wchodzi do pokoju Altaira i szybko zamyka drzwi, ale mimo tego, wybija się ze swojej wilczej stopy i chamując pazurami, wbijając je mocno w podłoge, hamuje na czas przy drzwiach. Otwiera on pokój Drake'a który sobie smacznie śpi i krzyczy "STOP", budząc Generał oraz innych w pobliżu. Cztery zielone ślepia spojrzały się na wilka, a potem na Dowódce który leżał pod nim i ten chciał szybko chwycić za paralizator schowany pod poduszką, lecz skrytobójca bardzo szybko odskakuje i rzucając królewskie krzesło, wybija szybę i wyskakuje. Nie czekając ani chwili dłużej, Wilczy Młodzieniec bardzo szybko wybił się ze swoich zwierzęcych kończyń, wyskakując za jego aktualnym celem, nie mając zamiaru tym razem dać mu tej szansy na ucieczkę. Dziwnym faktem było to, że przedtem Blade nie dostrzegł iż jego wróg posiada pod ubraniem plecak odrzutowy, który był bardzo dobrze zamaskowany, gdyż jak padło na niego światło księżyca, błyszczał się srebrnym kolorem. Na jego szczęście, opanowując szybko spadanie w dół i pikując opanował swój lot i lewitował dosłownie nad ziemią, prawie się z nią zderzył. Ogoniasty bardzo szybko aktywując aurę, pognał za dwoma światłami, które tak naprawdę były ogniem z silnika rakietowego. Asasyn wleciał na smoczą autostradę, gdzie było mnóstwo aut, śmigaczy i tym podobnych pojazdów dla trasy szybkiego ruchu.

Zabójca miał zamiar tak zgubić swój ogon, lecz to nie było takie proste, jego zapach już był znany Wilczemu Wojownikowi. Krwistooki dostrzegł, że uciekinier wreszcie darował sobie lecenie pod prąd i zanurkował w dół, pomiędzy dzielnice mieszkalne. Oczywiście ciągle bedąc na jego wskazanym kierunku, nie zamierzał mu tak łatwo odpuścić. Niestety nie miał za bardzo jak wystrzelić pocisków ki, bo by mógł kogoś skrzywdzić, a nie chciał nasyłać na siebie całej smoczej armii, bo to by była czysta głupota. Wreszcie wkurzony Asasyn z tą zabawą w berka, wypchnął swoje przedramię w przód, gdyż na nim znajdował sie jakieś sterowniki, które po aktywacji, wypuściły z plecaka jakieś mini kulki, które zaliczały się pod bycie bombami. Nie zważając na ich wybuchy, Młody Saiyanin przebił się przez fioletowy dym i ciągle goniąc wroga, zobaczył że jego cały obraz się rozmazuje i traci panowanie nad lotem. Jego węch za szybko go poinformował o tym, że to nie były takie zwyczajne bombki, bowiem znajdowały się w nich gaz paraliżujący. Kenzuran opadając powoli ku ulicom miasta, porządnie orał swoim ciałem trochę chodnika, aż się wreszcie zatrzymał i stracił z celu obiekt, który chciał dokonać ostatniego żywotu na Drake'u. Porządny szlak wyrwy w chodniku dla pieszych został, oczywiście kilka przechodniów zostało potrąconych i także upadli albo na tyłek, twarz czy też plecy, no i na brzuch. Osobnik z jetpackiem, w jego drugim rękawie było ostrze z silną dawką trucizny i gdy chciał zaatakować sparaliżowanego wilkołaka, zastanowił się trochę. Wiedział, że jest tutaj zbyt dużo przechodniów i ci na pewno zaraz wezwą ochronę, więc tylko wkurzył się jeszcze bardziej, schował swoją broń zabójcy i się oddalił. Morderca wiedział, że na pewno następnym razem wyeliminuje Generała Altaira oraz jego ochroniarza Likantropa, który na pewno zazna spokojnego życia wiecznego. Co teraz będzie z chłopakiem? Czy ktoś obcy zabierze go do siebie?? Kim jest zamaskowany Zabójca? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sob Lut 23, 2019 2:53 am
Rozdział 8: Anioł z Nieba.

Minęło trochę czasu zanim nieprzytomnego chłopaka ktoś zabrał z ulicy do własnego domu. Kto go uratował, sam tego nie wiedział do czasu, aż wreszcie otworzył swoje oczy i obudził się już mu w znajomym miejscu. Usypiający gaz był dość silny, przez co Wojownik dopiero wstał następnego dnia, jego ciało szybko sobie jakoś poradziło z tą delikatną toksyną w jego organizmie. Przecierając oczy, Kenzuran rozejrzał się i wiedział, że znajduje się u koleżanki Generała Altaira w mieszkaniu, której imię brzmiało Tenshi. Młody Saiyanin wiedział, że będzie musiał jej potem podziękować, ale nie miał zamiaru tutaj leżeć, miał pewne plany, chciał szukać mistrzów i u nich trenować. Doskonale pamiętał słowa Wilczego Mędrca w jego podświadomości, musi zacząć panować nad swoją mocą by ją bardziej udoskonalać i stawiać czoła wszelkim przeciwnościom jakie spłata mu los. Za chwilę do pokoju gościnnego weszła fioletowłosa dziewoja, która na tacy przyniosła coś do jedzenia i do picia, z uśmiechem na twarzy oczywiście. Czarnowłosy ją bacznie obserwował i witając ją, ta wytłumaczyła mu, że gdyby nie była na zakupach, pewnie ktoś mógłby go okraść albo nawet dobić. Młodzieniec oczywiście wszystko to sobie uświadomił po pewnym czasie i kiwnął głową, że rozumie. Przebywając w siadzie prostym, chciał całkowicie się podnieść, lecz odczuł dziwne uczucie, które nie pozwalało mu się przekręcić. Toksyna najwyraźniej jeszcze nie dała za wygraną, dlatego też będzie się musiał przemęczyć. Kobieta spojrzała na niego z dużą troską, ale on tylko machnął by się nie przejmowała i podała mu wodę, by mógł się napić. Po napojeniu i niestety nakarmieniu Ogoniastego, ten tylko podziękował i ta zabrała całą tacę ze sobą, zostawiając dzbanek i kubek z wodą. Nie wiedząc czemu, Czarnooki nadal czuł się dość mocno śpiący, więc nie czekając ani chwili dłużej, znowu poszedł spać. Tenshi oczywiście nie mogła siedzieć bezczynnie, dlatego też wykonała telefon na numer, który przedtem dostała od Drake'a, jego prywatny numer. Zrozumiała fakt, że chłopak który u niej teraz spał, nie znalazłby się w takim miejscu o takiej porze, coś musiało być na rzeczy.


Generał stojąc przy szklanej szybie, słuchał oczywiście Suzaku oraz jego siostry, ale za chwilę otrzymał on wiadomość na odbiornik telefoniczny, który był na rękawie jego zbroi. Przepraszając wszystkich na chwilę, wyszedł z pomieszczenia i zaczął konwersować z fioletowłosą na temat całego zajścia, które było w zeszłą noc. Po usłyszeniu jej głosu, wiedział już kto do niego zatelefonował, uśmiechnął się do siebie bo kochanka nigdy nie zapomina o swoim ukochanym. Dziewczyna wytłumaczyła mu, że znalazła Blade'a nieprzytomnego w zniszczonym chodniku i wzięła go do mieszkania, bo przecież nie chciała by ten został okradziony albo coś w tym stylu. Wytłumaczyła, że wygląda na zmarnowanego, nie wiedziała co mu dokładnie jest, ponieważ tylko zjadł bardzo mało i znowu poszedł spać. Drake bacznie słuchając wszystkich słów, najpewniej będzie musiał wysłać medyków do mieszkania jego najprawdopodobniej przyszłej dziewczyny, ale to w swoim czasie. Po skończeniu rozmowy, drzwi do sali konferencyjnej znowu się otworzyły, płaszcz zawiał na wietrze, gdyż okna w tym pomieszczeniu były otwarte. Generał tym razem już siadając na swoje miejsce, gdzie na wprost siedziała Kallen, a na środku przesiadywał Suzaku, zaczęła się rozmowa między nimi. Drake zaczął pierwszy i zapytał ich wprost:

-Także co zrobimy z faktem, że jakiś nie wiadomo skąd Zabójca próbuje mnie uśmiercić?? - miał nadzieję usłyszeć jakieś pozytywne odpowiedzi z ich strony, ale jeszcze nie wiedział co powiedzą. Bordowo-włosa dziewoja wypowiedziała się pierwsza, gdyż jej brat najwyraźniej jeszcze o czymś głęboko rozmyślał:

O to się proszę nie martwić Generale Drake. Straż już została podwojona, nasi technolodzy starają się jakoś symulacyjne zdjąć maskę napastnika i dowiedzieć się kto kryje pod maską, ale to może trochę zająć. Jak widzisz także, mówię w imieniu Suzaku, gdyż ten holograficzne załatwia wszystko na pogrzeb naszego Ojca... - to powiedziała już bardziej smutniej, ale w tym nie było nic takiego dziwnego. Dowódca doskonal wszystko rozumiał, skrzyżował przedramiona na wysokości swojego torsu i wzdychając ciężko, zadał następujące pytanie kobiecie:

-No dobrze, rozumiem to jak słońce. To w takim razie co ja mam robić, dać się od tak po prostu zabić?? To oczywiście odpada, ponieważ byście stracili jednego z lepszych generałów, który rządził pod waszym Ojcem. - powiedział to dumnie i wypiął delikatnie klatę przed siebie. Kallen pokiwała twierdząco i zaraz mu oczywiście odpowiedziała:

-oczywiście, że nasze Smocze Królestwo nie chcę stracić tak świetnego Lidera Armii, ale mam pewien zamysł. W twoim raporcie jest napisane, że już byłeś na Błękitnym Globie, który się zwie Ziemia. To idealna kryjówka jak na razie dla ciebie, raczej ten Asasyn nie jest zbyt kumaty, miejmy przynajmniej taką nadzieję. Oczywiście zawsze mogę się mylić, ale jaki wielki Generał z potężną ochroną ucieka na inną planetę, raczej żaden? Wtedy straciłby godność, a my tylko chcemy wykorzystać naszą inną opcję strategii. - rzuciła mu cwaniaccy uśmiech, zaś Altair także go odwzajemnił. Ten pomysł bardzo mu odpowiadał i nie był taki zły na jaki wyglądał. Drake wstał z krzesła i ostatni raz wypowiedział się do Kallen:

-To prawda, to nie jest taka głupota, świetny pomysł. W takim razie dziękuje ci za dobrą radę, ja w tym czasie wybiorę się do jednego z naszych poddanych, który znalazł naszą zgubę i zaplanujemy podróż z planety. Ja tylko podrzucę pomysł następujący, żeby wysłać jeden z krążowników który należy do mnie gdzieś na jakieś rubieże innej planety na jej sprawdzenie albo podbicie. Zabójca na pewno pokusi się by wynająć piratów, a my wtedy upewnimy się czy jest także wielkim idiotą, myślącym że jestem na pewno na tym Krążowniku - po wytłumaczeniu długiego monologu, Lider po prostu pożegnał się ukłonem i opuścił salę obrad. Prawa Ręka Króla jeszcze wyleciała za Generałem i zgryźliwie dodała:

-Powodzenia na randce~! - Drake tylko po tym co usłyszał, warknął i z jego powiewającą peleryną, poszedł w stronę Hangaru by wziąć statek służby albo nawet taki który należał do jego jednostek. Wielcy Dowódcy wreszcie nie latają w takich tandetach, tylko w ekstrawaganckich transportowcach, a to miało być coś co mało by się rzucało w oczy. Po upłynięciu godziny, Smoczy wódz wreszcie dotarł na miejsce, zaparkował przed domostwem Tenshi i za chwilę się już znalazł w środku. Ta podała mu coś do jedzenia, także jakiś trunek i wytłumaczyła mu, że nadal chłopak spał dość mocnym snem, gdyż próbowała go obudzić kilka razy. Przedtem także byli u niej medycy, którzy pobrali krew z Blade'a, żeby zbadać co znajdowało się w jego organizmie i czy można znaleźć na to jakąś odtrutkę. Drake westchnął pod nosem i zastanawiał się teraz razem ze swoją koleżanką co dalej będzie. Wreszcie bez zbędnych ceregieli, Altair przemówił w jej stronę:

-Wybieram się na Ziemie, dlatego też nie wiem kiedy powrócę znowu na naszą Ojczystą planetę. Mam nadzieję, że nie będziesz miała zamiaru za mną lecieć, to jest bardzo niebezpieczna podróż, a ja nie chcę by ci się coś stało... - rzekł, a ta tylko poczochrała jego włosy i od razu mu odpowiedziała:

-Zgłupiałeś! Potrzebujecie kogoś kto zna się na leczeniu, a kto skończył studia medyczne? Ja! Jak widzę co ten Zabójca zrobił temu chłopakowi, boje się pomyśleć jakie ma jeszcze asy w rękawie, nie mam zamiaru cie puszczać tam samego, medyk w ekipie to zawsze ktoś kto zatamuje krwotok albo coś nastawi! - aż z nosa poszła jej para ekscytacji. Bardzo szybko poszła do swojej sypialni, wyciągnęła torbę i zaczęła się pakować tak jakby wybierała się na bardzo długą podróż. Generał po części się martwił o kobietę, ale cieszył się że będzie miał ją przynajmniej przy sobie, tylko kiedy wreszcie będzie miał czas kupić pierścionek zaręczynowy? Sam tego nie wiedział, ale usłyszał dokładnie skrzypnięcie podłogi, kątem oka dostrzegł opierającego się o ścianę młodzieńca, który to wybudził się z długiego snu. Kolejny przespany dzień dla Kenzurana, gdyż obudził się tym razem w nocy, na szczęście dziwna toksyna w jego organizmie coraz bardziej także słabła. Tak naprawdę Wojownik nigdy nie walczył od środka z różnymi truciznami, dlatego też czasami ciągle się chwiał na lewo i prawo. Dowódca dostrzegł, że jego nogi przy kostkach się trzęsą, tak samo dostrzegła to fioletowo-włosa dziewoja gdy usłyszała jakieś kroki. Nie poddając się, Młody Saiyanin parł na przód, lecz tym razem nie miał się o co opierać, jego silna wola kierowała go w stronę drzwi wyjściowych, znowu miał zamiar się gdzieś ulotnić, tylko gdzie? Altair nie mógł znowu na to pozwolić, wiedział że to by się znowu skończyło gonitwą, tylko tym razem nie miał pod sobą żadnych podwładnych czy też wojskowych, więc szybko chwycił za bark Ogoniastego i zapytał wprost o co chodzi:

-Dokąd TYM razem znowu się wybierasz, chłopcze... - nie miał zamiaru mu odpuścić czy też puścić jego ramię. Na chwilę zapadła dłuższa cisza, Smoczy Lider nie wiedział zbytnio jak ma na to zareagować? Tak, nie, nie wiem, a może kanapkę do tego? Wreszcie z Czarnowłosego buchała wielka biała aura, która tak jakby delikatnie osmaliła dłoń Drake'a, lecz temu się nic nie stało, najwyraźniej młodzieniec chciał by ten nikt go nie trzymał. Szybko chwytając za klamkę, Blade po prostu wybiegł i wzbijając się w powietrze, poleciał przed siebie, poleciał w niewiadomą mu drogę i nie wiadomo po co. Generał oczywiście nie mógł puścić tak tego płazem, dlatego też warknął pod nosem i rzucił szybko w stronę Tenshi, zakładając jakiś płaszcz z kapturem by w razie czego, żaden Zabójca go nie rozpoznał:
-Ustalę co się stało, więc nie martw się i przygotuj się do wyprawy - po opuszczeniu domostwa kobiety i aktywując swój plecak odrzutowy, pomknął w kierunku białej poświaty zostawionej przez energię Kenzurana. Używając także specjalnego detektora i chipa, który został wszczepiony za uchem Młodego Saiyanina, można było go teraz bardzo łatwo odnaleźć. Przyszywany Syn Akinoriego ciągle leciał na przód, ale coś mu mówiło że gdzieś ma się udać i ma się tam zjawić. Za chwilę po dłuższym locie, natrafił na jakieś obrzeża miasta i na nizinny teren. Przed jego ślepiami ukazała się postać w czerwonym skąpym stroju. Jej cera była koloru niebieskiego, zaś włosy były jak świeży śnieg, który przed chwilą spadł na ziemie. Jej oczy były zaś koloru fioletowego a w dłoniach dzierżyła coś na kształt berła, lecz czubek był w tym miejscu ostry. Najwyraźniej Kobieca postać miała plany co do tego młodzieńca i chciała wykorzystać to, że jest akurat sam jak palec. Wysyłając w jego stronę wiązkę fioletową-białą energii, która zaczęła paraliżować całe jego ciało. Młody Saiyanin chciał się wyrwać z jej uścisku, ale niestety nie miał nawet jak. Kenzuran coraz bardziej wydzierając się z większą tonacją głosu, odczuł impuls energii który wybuchał od czasu do czasu w jego ciele. Jego włosy przybierały co chwile złotą poświatę, a tęczówki także miały podobnie, tylko tutaj to był kolor niebieski. Wreszcie Smoczy Watażka doleciał na miejsce, widząc całą sytuacje, dlatego też nie czekając ani chwili dłużej, przemienił ramię zbroi w działo impulsowe. Nie miał zamiaru pozwolić jej na to by on właśnie cierpiał i wystrzeliwując czarną wiązkę energii w jej stronę, ta nawet tego nie zauważył, gdyż aktualnie było po godzinie 00 i dostała solidny wybuch na jej pięknej twarzy. Ze wściekłym spojrzeniem jej fioletowych oczu, spojrzała na tego który to zrobił i dziko robiąc zamach swoją laską, wokół niej błysnęło niebieskie światło i zniknęła. Odmieniając swoje działo w normalną dłoń i podlatując powoli do Złotowłosego młodzieńca. Ten w nowej formie, nie wiedział nadal o co tutaj chodzi, był oszołomiony i zdziwiony tym co się właśnie z nim dzieje. Odczuwając ruch powietrza za swoją osobą, wiedział że Smoczy Dowodzący osobnik podlatywał coraz bliżej do niego. Aktywując swoją aurę znowu poleciał przed siebie i ponownie Drake musiał go gonić. Wzdychając pod nosem, uzyskiwali taką szybkość, że Dowódca musiał założyć specjalną maskę, która była używana przy przekroczonych przeciążeniach. Przez dłuższy okres czasu tak lecieli, aż wreszcie tym razem zatrzymali się na jakiejś polanie gdzie było trochę drzew oraz skał. Syn Kellana wylądował na ziemi, powracając z powrotem do swojej pierwotnej formy, jego włosy były Czarne, tak samo jego oczy. Drake po dotknięciu także gleby swoimi butami, odezwał się w jego stronę pytająco:

-I po co to wszystko, po co mam cie ganiać? Musisz mi wytłumaczyć o co chodzi, a nie jak jakiś dzieciak który nie dostał banana i teraz ma focha... - potrząsnął głową jak Rodzic, który właśnie opieprza własne potomstwo o to, że źle robi. Czarnooki obrócił się do niego i patrząc na swoje dłonie, odpowiedział mu:

-Ja....ja sam nie wiem o co tutaj chodzi. Jakieś dziwne coś, nie wiem jak to konkretnie określić, ale to coś kazało mi tam przybyć. Ciągle mnie wzywało do siebie, aż wreszcie pokusa sprawiła, że wyruszyłem tutaj, narażając cie na niebezpieczeństwo... - odpowiedział z delikatnym drążcym głosem. Altair po części zrozumiał to co powiedział chłopak, ale musiał znać bardziej dotyczące szczegóły, więc znów zapytał:

-No dobrze, a możesz to jakoś określić, nie wiem. Jaki głos płci słyszałeś, albo co konkretnie słyszałeś?? - wiedział, że to nie będzie taka prosta sprawa, widać było po Ogoniastym że był cały roztrzęsiony tym wydarzeniem. Uniósł lekko głowę do góry, by spojrzeć w oczy Drake i odpowiedział:

-To nie były żadne głosy, bardziej przypominały szepty... - po tej wiadomości, obok nich pojawiło się błękitne światło i kobieta która przedtem uciekła. Generał nie chciał ryzykować i przygotował działo plazmowe, zaś Wojownik nawet nie drgnął. Skąpa dama usiadła tak jakby na swojej długiej broni i wypowiedziała się do Blade'a:
-Wygląda na to, że nie wiesz skąd się wywodzisz mój drogi chłopcze, czyż nie mam racji? - rzuciła mu milutki uśmiech, który był tak naprawdę iluzją mocnego jadu. Kenzuran odwrócił się w jej stronę i gniewnie spojrzał, także tłumacząc:

-Oczywiście, że wiem. Jestem Człowiekiem, który urodził się na Ziemi, nie wmówisz mi że jest inaczej! - cała jego złość wyleciała, aura powstała i jego całe ciało było porządnie napięte. Przybrał pozycje do walki, ale jakoś dziewczyna nie przejmowała się tym. Po prostu uwodzącym głosem, odpowiedziała:

-Ohoo...ależ skądże mój drogi Wojowniku. Pochodzisz z jednej z wspanialszych ras jaka może istnieć i drzemie w tobie potężna moc, ale czy na pewno chcesz ją osiągnąć?? - starała się go oczarować swoim głosem oraz wdziękiem by uwierzył na jej każde słowo. Ogoniasty przez całą złość, zrobił pod sobą krater, jego aura ponownie buchnęła z jego całego ciała i krzyknął w jej stronę już tym razem:

-SKĄD MOŻESZ TO WIEDZIEĆ!! SKĄD MAM WIEDZIEĆ, ŻE MNIE NIE OKŁAMUJESZ!? - jego cierpliwość powoli się kończyła, nie dość że ta suka go paraliżowała, to jeszcze wmawiała mu jakieś bajeczki. Nie chciał w jej nic wierzyć, ale dał jej ty razem ostatnią szansę na wypowiedzenie się. Dowódca tylko obserwował i był gotów zawsze wystrzelić swój czarny pocisk plazmy, ale także był zainteresowany najprawdopodobniej nowym wrogiem.

-Byłeś obserwowany od urodzenia, od razu upominam że nie tylko przeze mnie, ale przez osoby które chciały pokrzyżować moje plany co do ciebie. Jeśli do mnie dołączysz, to z chęcią ci pomogę wyzwolić tą moc byś mógł nad nią panować... - zakryła dłonią swoje usta, by jeszcze bardziej go uwieść i zachęcić. Tym razem Altair już nie miał zamiaru słuchać tego pieprzenia z jej wszystkich wypowiedzi i rzekł w stronę młodziaka:

-NIE RÓB TEGO! To nie brzmi jak pomoc, tylko jak jakaś ściema, zapewne chcę wykorzystać twoje umiejętności... - po tych słowach, On jak i zarazem Ona usłyszała głos Młodego Saiyanina:

-To jest bardzo ciekawa propozycja, lecz nie wiem...po prostu nie wiem... - coraz mocniej wylatywała z niego energia, nadal się nad wszystkim zastanawiał, ale zaraz kobieta dopowiedziała mu jeszcze kilka słów:

-Nie musisz nad tym rozmyślać, po prostu najlepiej teraz zgódź się, a wtedy przejdziemy do twojej nauki. Oczywiście wybierzemy sobie jakieś spokojne miejsce, najlepiej na inną planetę gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać... - zachichotała i ciągle wygodnie siedziała na swojej włóczni. Prowodyrowi się to bardzo nie podobało, dlatego też machnął dziko ręką i odezwał się do młodzieniaszka:
-Nie rób tego, nie ufaj jej, nie wiesz co tak naprawdę może ci zrobić, może cie równie dobrze zabić, a tego nie chcesz. Chcesz się stać silny, to poznaj osoby od których będziesz czuł zaufanie, a nie takiemu suczysku jak tutaj co lewituje przed tobą! - chciał go wybudzić z tej głupoty i zauważył, że wojownicza biała aura zniknęła. Blade powolnym krokiem zbliżał się ku Kobiecie, która jeszcze bardziej się uśmiechnęła, gdyż rybka złapała za haczyk. Drake nie mógł na to pozwolić, nawet nie miał zamiaru na to patrzeć, więc podbiegł w jego stronę ale za chwili nad jego osobą pojawiły się trzy zakapturzone postacie. Jedna wyglądała jakby posiadała rogi, dwie zaś najwyraźniej były bliźniakami ale ciężko było cokolwiek oszacować pod płaszczami. Wylądowali przed nim i za chwilę Generał odczuł wielką pięść, która mu się wbiła porządnie w brzuch. Za chwilę jeszcze dostał kopniak na twarzy i perfidne podcięcie od ostatniej trzeciej osoby. Przyszywany Syn Akinoriego usłyszał podejrzany hałas, ale gdy chciał się odwrócić, miejsce akcji co się działo zasłoniła mu Dziewczyna. Nie chciała by patrzył co się dzieję z osobą, która chciała go powstrzymać przed jego własnym popełnionym błędem, ale nie mając dłużej zamiaru się zgadzać na takie coś, wyrwał się dziewoi. Widział jak postacie przekopują Smoczego Dowódce, który bez smoczych mocy jest tak naprawdę zwykłym najnormalniejszym człowiekiem. Czarnooki zaczął syczeć pod nosem, aż wreszcie wypychając do tyłu prawe przedramię, bardzo gwałtownie się odwrócił trafiając w splot słoneczny Damy ubranej w czerwone skąpy spandex. Jej słudzy usłyszeli jej jęk, zostawili leżącego Lidera i widzieli że tamten, którego chciała okłamać, zaatakował ją. Wiedział doskonale, że ta go nie uprzedziła o tym, że nie zrobi nikomu krzywdy, nawet takiego tematu nie ustalali. Czyli Wojownik już wiedział, że Drake miał rację, chciała go okłamać i wykorzystać go, dlatego też zamknął obydwie dłonie i znowu aura wybuchnęła jak najbardziej mogła. Tym razem moc znowu się ukazała na ten ponury wieczór, włosy błysnęły złotym światłem, tęczówki zaś delikatnym błękitem.

Aura była jeszcze bardziej rozszalała niż poprzednio, poważny gniewa na twarzy był uwidoczniony bardzo dokładnie. To nie był już ten sam Kenzuran co kiedyś, to była zupełnie nowa osoba. Chwytając kobietę za gardło, ścisnął ją bardzo mocno, praktycznie niszcząc jej grdykę wraz ze strunami głosowymi, ale za chwilę usłyszał świst i trzech sługusów ruszyło ku niemu, olewając całkowicie Generała, który był obolały i leżał na glebie. Oczywiście ci nie wiedzieli, że pod płaszczem posiadał zbroje i trochę poudawał bólu, żeby ich zmylić, zawsze lubił ciekawe strategie i tak także była udana. Za chwilę Ogoniasty poczuł cios w okolicy nerki, w ogóle go to nie ruszyło. Wolnym lewym przedramieniem, wypchnął je do tyłu i trafił wysokiego zakapturzonego jegomościa w twarz, przesuwając go do tyłu. Najwyraźniej to wielkie bydle było wytrzymałe, tak sugerował się intencją Młody Saiyanin. Nie czekając ani chwili dłużej, zgniótł całkowicie szyje dziewczyny, przez co ta straciła dech i umarła, ale on nie wie tego że kiedyś jeszcze wróci. Trójka sługów zszokowała się niesamowitą mocą Złotowłosego, więc jednocześnie ruszyli w jego stronę. Ten tylko szybkich ruchem, zamachnął się, rzucając zwłoki w największego przeciwnika, który je chwycił i to był jego największy błąd. Brat Klen drugą otwartą dłonią, wystrzelił z niej promień energii, który to zmiótł wielkiego wroga wraz z ciałem martwej suki, która chciała zmanipulować nad jego osobą. Dwoje zakapturzonych istot nie wiedziało co mają teraz poradzić, wreszcie ich mistrzyni umarła, dlatego postanowili zaryzykować i zrobić coś na odwrócenie uwagi. Purpurowa i zielona energia pomknęła ku Generałowi, który zaraz został przez nią przebity, na szczęście celowali na oślep i energetyczne włócznie ominęły serce oraz inne najważniejsze organy. Po tym incydencie, Blade jeszcze bardziej się wkurzył i chciał ich wykończyć raz a porządnie, ale pokręcił głową negatywnie i dał im po prostu uciec tym dziwnym teleportem, którego przedtem użyła martwa suka. Podbiegł szybko do Drake'a i podparł swoją dłonią jego głowę, lecz odsłaniając jego płaszcz, widział że był on w jakiejś jeszcze lepszej zbroi niż przedtem. Nie miał innego wyboru jak zabrać go do Tenshi, tylko ona znała się na leczeniu takich przypadków.

Wyjątkowo Kenzuran miał szczęście, gdyż fioleto-włosa przybyła do nich, ale jakim cudem wiedziała że akurat znajdują się w tym miejscu? Kobieta zawsze chcę dobrze dla swojego mężczyzny, dlatego też jak siedziała jeszcze dzisiaj w południe razem z Altairem, zaczepiła na jego zbroi pluskwę, która miała sugerować w jakim miejscu się znajduje i w jakiej kondycji. Wyskakując szybko ze swojego ścigacza, chwyciła za walizkę pierwszej pomocy i wślizgiem, znalazła się przy kucającym Bojowniku i rannym Dowódcy. Na szczęście dostał on energetycznym wiązkami, które od razu zasklepiały rany, dzięki czemu nie krwawił i dziewczyna miała mniej do roboty. Niebieskooki za chwilę powrócił do swojej kruczowłosej formy i po prostu padł obok, ponieważ nigdy nie uwalniał swojej nowej nieznanej mu jeszcze transformacji. Najwyraźniej to co mówiła mu ta martwa kobieta, którą zabił mówiła prawdę i faktycznie nie był normalnym człowiekiem, gdyż ludzie nie potrafią takich rzeczy jak On. Tenshi nie wierzyła w to co widzi, musiała się zająć dwoma mięśniakami na raz, ona to miała normalnie szczęście. Altair o tyle dobrze, sam oparł się na ścigacz i posadził swoje cztery litery na nim, zaś kobieta musiała targać wojownika i położyła go na tyle i przywiązała pasem by nie spadł. Po dłuższym locie, wreszcie dotarła do Wojskowego szpitala i kiedy wytłumaczyła lekarzom kogo przywiozła, oczywiście się nim szybko zajęli. Blade'a zaś wywieźli na salę obserwacyjną, bo on wyglądał na takiego bardziej zdrowego. Drake'owi dali proszki przeciwbólowe, bo nie było sensu usypiać tak twardego Dowódcy, zaczęli od razu zaszywać jego rany. Syknął z delikatnego już bólu, bo wiedział że inaczej to się nie mogło skończyć. Upłynąwszy trochę czasu, po zbadaniu nieprzytomnego znajomego Generała, wytłumaczyli Altair'owi że to nie są normalne ludzkie wyniki, gdyż te wychodziły poza skale. Smoczy Lider dowiedział się kolejnej ciekawej rzeczy, że naprawdę jego nowy znajomy nie jest normalnym ludkiem. Kiwnął głową w stronę lekarza i powrócił do swojego łóżka, niestety jego koleżanka została pogoniona do domu, bo odwiedziny się skończyły. Nastał kolejny ranek, Generał już w ubrany i bez swojej zbroi, w zwyczajnym mundurze spoglądał znowu za okno, tak wiele niewiadomych były dla niego te wszystkie sytuacje, które go spotkały. Za nie dłuższy czas, odwiedziła go Tenshi, która martwiła się o niego, oczywiście nie można było ominąć przytulania, ale przez ten akt przyjaźni, zabolał go tors, gdyż był jeszcze kilka godzin temu zszywany. Altair wytłumaczył jej, że już może wyjść jeśli ma siłę, ta z chęcią go przyjmie jak na razie pod swój dom, by dalej zaplanować plan na podróż na Ziemie. Dwójka bohaterów trafiła na pokój obserwacyjny gdzie leżał Blade i widać było, że kończyli właśnie badania i także będzie mógł już opuścić szpital. Ogoniasty obudził się i widział jakiegoś człowieka w białym kitlu, który mu oznajmił o dziwnych skalach, które wykraczały poza normę, która nie powinna taka być. On nic z tego nie zrozumiał, wytłumaczył się i podziękował za opiekę zdrowotną. Wstając z łóżka, ubrał się i pokierował się do drzwi, wychodząc do Drake'a i fioletowo-włosej dziewczyny. Co będzie dalej? Ja potoczy się sprawa z zabójcą Generała? Kim byli zakapturzeni wojownicy? Czy Młodzieniec wreszcie znajdzie nowego mentora i będzie mógł ćwiczyć? Dowiecie się w następnym rozdziale.



Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Nie Lut 24, 2019 2:43 am
Rozdział 9: Podróż Na Planetę.

Troje bohaterów wróciło statkiem Tenshi do jej mieszkania, ponieważ musieli być gotowi na wyprawę na planetę Ziemia. Oczywiście w większości było przygotowane, Generał musiał także załatwić sobie jakieś ciuchy, który nie pokazują jego władczego majestatu i bardziej ukryją tym kim jest na Smoczej Planecie Draconis. Po przygotowaniu wszystkich rzeczy, Drake wyglądał jak zwykły mieszkaniec, ubrany w jakiś t-shirt i długie spodnie, oczywiście założył także bluzę z kapturem, by naprawdę nie rzucać się w oczy. Po przyjściu Blade'a do nich, ci się jak zwykle obściskiwali i robili inne głupoty. Dwójka zakochanych osób bardzo szybko zmieniła nastawienie, gdy przyszedł do salonu Ogoniasty i w sumie nie miał zbyt wielu rzeczy, miał tylko kilka ciuchów ponieważ ciągle mu się coś przytrafiało i jeszcze nie udało mu się zdobyć własnego ubrania. Dziewczyna jednak pochwyciła jeszcze na chwile na klatkę piersiową Dowódcy, ale ten objął jej dłoń i rzekł w jej stronę:

-Spokojnie mała, nic mi nie będzie. Rany na pewno się szybko zagoją i będę gotów walczyć, wreszcie nie mogę okazywać słabości. - po wypowiedzeniu się, wszyscy pokierowali się w stronę jej pojazdu. Fioleto-włosa wszystko pakowała, oczywiście pomagał jej przy tym Altair, zaś Kenzurana coś niepokoiło i nie wiedział co to może być. Został on bowiem na chwilę oślepiony przez światło słoneczne i wyglądało to tak, jakby ktoś zrobił to celowo? Wojownik napiął mięśnie, zaczął rozglądać się chaotycznie i dokładnie obserwując otoczenie, musiał znaleźć źródło jakim cudem promienie słoneczne planety dotarły do jego ślepii, skoro nawet nie patrzył w tamtą stronę. Nie wiedział on jednak, że luneta która właśnie była korygowana i nakierowywana w stronę Głównodowodzącego, który to był gotowy oddać strzał. Zabójca nie wiedząc skąd i jakie miał informacje, ale wiedział gdzie teraz aktualnie znajdował się Drake i miał zamiar zakończyć to raz na zawsze. Młody Saiyanin bardzo szybko ruszył w jego stronę i krzyknął:

-SZYBKO, PADNIJ! - po tym co wykrzyczał, Generał nie wiedział o co chodzi, ale gdy Asasyn wystrzelił pierwszy pocisk, ten tylko zrobił rysę na pojeździe kobiety. Fioletowłosa szybko kucnęła i przyciągnęła do siebie Altaira, by temu nic się nie stało, już za wiele wycierpiał, nie dość że przez swojego starego kompana Leloucha, to ktoś mu jeszcze zagrażał. Tym razem Przyszywany Syn Akinoriego miał tego wszystkiego dość, aktywował aurę i widząc ponownie odbity blask słońca od lunety mordercy, wyruszył w jego stronę. Lecąc na aurze, wymijał wszystkie wystrzelone pociski które pędziły w jego kierunku, chciał załatwić skrytobójce raz na zawsze. Człowiek X nie miał innego wyboru jak się ulotnić, więc aktywując tym razem swoje odrzutowe buty, dał nura ponownie tak samo jak przedtem uciekał, w głąb miasta. Tym razem Blade wiedział, że nie będzie dłużej się bawił w te gierki, nie wiedział niestety o tym, że im więcej razy jest w cięższej kondycji, tym bardziej jego ciało i moc wzrasta w potężną siłę. Z precyzyjną szybkością, Syn Kellana wyprzedził wyjątkowo Zabójcę i zadając mu dwa potężne ciosy z pięści, wbił go w pobliski budynek. Zabójca prawie stracił dech, opluwając od środka swoją maskę, bo nie miał jak wypluć śliny. Nie miał tym razem innego wyboru, Asasyn musiał walczyć i szybko wyjmując z pochwy swoje zatrute ostrze, ruszył do ataku. Kenzuran aktywując aurę, zaczął wpierw unikać ciosów napastnika, a potem starał się zaatakować, ale reakcja jego wroga była bardzo szybka i nie miał nawet jak zdołać go trafić. Nie chciał znowu być zatruty i słaby jak wtedy, gdy był pod opieką koleżanki Drake'a, nie chciał po prostu by ktoś z osób które znał, ucierpiały. Wreszcie Wróg wypowiedział się w jego stronę:

-Zawsze musisz mi stać na drodze jak wykonuje proste zadanie, co nie...ty pieprzony LIKANTROPIĘ!! - jego buty dały mu szybkości i prawie zadrapał wojownika, gdyby nie to że czas reakcji był bardzo mały i ledwo zdatny do uniknięcia. Młody Saiyanin tylko się uśmiechnął i nie miał dać mu za wygraną, musi użyć wszystkie co ma i pokonać swojego wroga, tylko to mu pozostawało. Koniec końców, oponent który zamachnął się ponownie, zauważył że trafił tak jakby widmo chłopaka, a ten pojawiając się za nim wypchnął bardzo szybko swoją dłoń i wystrzelił w jego plecy pocisk energii. Nie wiedząc jakim cudem Asasyn to zrobił, ale tak jakby przewidział ruch młodziaka i odlatując na bok, ten ki blastem zniszczył kawałek ściany jakiegoś budynku. Skrytobójca był naprawdę inteligenty i przemyślał to, że Czarnowłosy zostawiając po sobie cień, musiał się gdzieś przenieść niedaleko. Osobnik X wypychając tym razem swoje przedramię wyjęło mu się tak jakby niewielkie działko, które wystrzeliło bardzo małą ledwo do zobaczenia igłę, która leciała w stronę młodzieńca. Czarnooki znowu aktywował aurę, bo nie podobało mu się to i igła została zdmuchnięta i wbiła się w najbliższą jej na torze lotu ścianę. Szybkim ruchem zbliżył się do Zabójcy i chciał go kopnąć w okolice podbródka, lecz ten zrobił salto rakietowe w tył i zamachnął się swoim ostrzem. Wojownik także odchylił się, unikając jadowitego ostrza i dostrzegł, że wróg leci tak jakby do tyłu i ciągle spogląda w jego stronę. Zaczął on oczywiście lecieć za nim i zobaczył, że teraz przekładając do drugiej ręki miecz, inne działo aktywowało się na drugim ramieniu. Te zaczęło ostrzeliwać serią pocisków jak w karabinie w Kenzurana, ale ten znów musiał aktywować swoją aurę, żeby po prostu odpychać kulki w inne strony. Zza pleców Asasyna wysunął się też jakieś działko, które tym razem wypuściło z siebie dwie mini rakiety, które były nacelowane na młodziaka, a jedna zaś została wypuszczona w jakiś budynek, by ten uległ wybuchowi i zranił przechodniów. Ogoniasty warknął głośno i wypuszczając podmuch ki, szybko zniszczył rakiety, zaś teraz miał do wyboru albo gonić oprawcę albo uratować cywilów. Spojrzał złowrogo na zamaskowanego mordercę i tylko usłyszał jego zmodyfikowane słowa:

-Hmm, nie brak ci odwagi, ale czy masz w sobie na tyle rozumu by zaryzykować śmiercią niewinnych cywili. I JA jeszcze nie skończyłem, wkrótce sie znowu spotkamy gnojku... - chwytając coś ze swego paska, rzucił kilkoma kulkami w dwie ściany wysokich bloków, tworząc sobie zaporę dymną i bardzo szybko się ulatniając. Młody Saiyanin szybko wyruszył tam gdzie nastał kolejny wybuch, przedtem przebijając się przez fioletowy tuman kurzu, który tym razem nie zawierał w sobie trucizny. Robiąc bardzo szybkie pikowanie i zasłaniając jakąś kobietę z jej córką, oberwał on gruzami spadającymi ze zniszczonych elementów budynku. Przyjął wszystko na siebie, gdyż jednak nie miał zamiaru patrzeć jak inni cierpią, gdzie tak naprawdę miał tylko Generał ponieść smierć. Po ochronieniu tutejszych ludzi, wyprostował się i odczuwał dość mocny ból na swoich plecach, lecz nie miał zamiaru się nim przejmować. Dorosła damska osoba chciała już mu podziękować, lecz ten otaczając się aurą, zaczął wracać tam gdzie zostawił Tenshi i Altaira. Ci już dawno siedzieli w samochodzie i jak widać było po oznaczonym pojaździe, miał jakiś pancerny tryb, który najwyraźniej został zrobiony przez znajomego Drake'a, Joe'a. Mechanik znał się na rzeczy, a że także długo bardzo znał fioleto-włosą mógł jej ulepszyć pojazd w razie wypadku czy też jakiś ostateczności. Blade po wylądowaniu na miejscu, zapukał w maske, by ci zdjęli stalową powłokę z przedniej szyby i zobaczyli kto to. Dziewczyna odczuła instynkt obronny jej faceta, więc aktywowała dwa działa, gdzie przedtem znajdowały się lusterka na maszynie. Generał jednak się nie obawiał i chwytając znowu jej dłoń, otworzył swoje opancerzone drzwi. Dostrzegł tylko przed maską pojazdu Ogoniastego, który czeka ze skrzyżowanymi przedramionami i tupie nogą, aż wreszcie łaskawie go wpuszczą. Po chwili, Brat Klen znalazł się w pojeździe i zaczął tłumaczyć co się stało:

-To znowu ten gnojek, który próbował cie zabić na obiedzie u rodziny Królewskiej. Ten sam strój i ten zmieniony głos... - Tenshi starała się oczywiście załapać o co tutaj chodzi, więc zapytała obydwu Mężczyzn:

-CO!? Jak to, czemu nic mi nie powiedziałeś że chciał cie ktoś zabić!! Jak on wyglądał, opiszcie mi wygląd zamachowca i wszystko to co widzieliście... - kobieta naprawdę zaczęła się niepokoić i już wiedziała czemu także Drake chciał opuścić tą planetę. Generał westchnął pod nosem i rzekł w jej stronę:

-Tak, jego tak jakby gałki oczne, które były dość wydłużone, błyszczały zielonym blaskiem, układającym się w znak X. Kolor jego stroju był Czarno-Zielony, zaś jego postura była dość szczupła jak na zabójcę, ci zazwyczaj są muskularni jak cholera. To wszystko co wiem, ale jestem ciekaw czemu on chybił.... - Dowódca chwycił swój podbródek i masował się nim swoją dłonią. To bardzo go zastanawiało, a tu nagle fioleto-włosa zatrzymała się pośród autostrady i prawie stworzyła karambole, gdy usłyszała o uniformie mordercy. Ruszyła za chwilę natomiast jednak dalej i wypowiedziała się z wielkim szokiem w głosie:

-ŻE CO! Ja niestety wiem co to za zbroja! Ona należała kiedyś do mnie, gdy była w specjalnych siła Infiltracyjnych, dzięki którym teraz mam emeryturę w tak młodym wieku...To było wieku temu, ale skoro ktoś miał dostęp do mojej szafki w bazie dla szpiegów, wiem kto to może być. To na pewno mój brat, ponieważ teraz mogę mieć pewność, to dlatego pocisk chybił i zarysował mój pojazd, bo ja cie zasłaniałam jak rozmawialiśmy. Musimy zmienić plany i go powstrzymać, to jest mój obowiązek jako młodszej siostry! - po powiedzeniu tego, jeszcze bardziej przyśpieszyła. Drake był naprawdę zdziwiony jej zachowaniem i postawą, był naprawdę z niej dumny. Po jakiś piętnastu minutach, wpierw z powrotem wrócili do pałacu, przez który mogli się lepiej przedostać do portu kosmicznego. Kallen wraz z najlepszym oddziałem snajperskim stała u progu wejścia i kazała im się porozstawiać, oczywiście zrobili to. Fioletowłosa wylądowała przed wejściem i wraz z Altairem chwycili za torby i pobiegli od razu do niej, żeby szybko znaleźć się w środku. Blade tymczasem także za nimi biegł i dostał pewną wskazówkę od Wilczego Mędrca, który niegdyś był zjednoczony z Księżniczką Artiną:

-Użył wilczego słuchu, możesz usłyszeć na większą odległość. Taka mała rada, najwyraźniej ci zależy na tych osobach... - po chwili głos zniknął i Wojownik wrócił do normalnego świata. Wizja Wilka była najwyraźniej pomocna, więc napinając mięśnie, wystawiając zęby, bardzo szybko zamienił się w Wolf-Jina. Strosząc bardzo mocno swoje zwierzęce uszka, wiedział że Zabójca jest tuż dosłownie za nimi, mógł słyszeć jakieś zwarcie w zbroi jego wroga. Zrozumiał, że jakimś sposobem musiał go trafić, to pewnie jego dwa silne ciosy musiały mu uszkodzić system w jego pancerzu. Po dłuższym upływie czasu, wreszcie trójka bohaterów wraz z Królową dotarli do portu, gdzie już na nich czekał statek. Skrytobójca bardzo szybko się przekradł między wykwalifikowanymi snajperami i śledził przez korytarze jego cel i jego pomagierów. Pan X zatrzymał się i szybko wspiął po filarze, obserwując jakim statkiem odlatuje Generał i jego towarzysze, uśmiechając się pod zasłoną maski, używając pistoletu z tłumikiem, zastrzelił jakiegoś dostawcę i ukradł jego pojazd by śledzić cel. Tenshi szybko wszystko zaczęła włączać, Drake zaś rozkładał rzeczy i tak o to wszyscy wyruszyli na błękitną planetę. Oczywiście mieli tyle szczęścia, że natrafili na maszynę z hiper-napędem, bo inaczej naprawdę by lecieli tam szmat czasu. Asasyn widząc jak ci wskakuje w nad-świetlną, on uczynił to samo i ustawił te same koordynaty, a raczej podobne. Upłynęła zaledwie piętnaście minut, a za chwilę wyłączyła się nad-przestrzeń i cała trójka mogła dostrzec piękna Niebieską planetę. Nie chcieli dłużej czekać i szybko starali się wylądować tym złomem. Kobieta zbytnio nie wiedziała gdzie ma lądować, więc wybrała jakiś otwarty teren i natrafili na jakąś sporą polanę bez żadnej cywilizacji. Po twardym lądowaniu, na szczęście wszyscy mieli pasy bezpieczeństwa i zaczęli pomału zbierać swoje rzeczy. Skrytobójca był tuż praktycznie na ich ogonie, gdyż przedtem także wyszedł z hiperprzestrzeni i obrał sobie miejsce do lądowania, czyli innymi słowy las. Kamuflując się jako tako statkiem dostawczym, wyskoczył z niego i pobiegł tam gdzie widział jeszcze chmurę wypuszczoną przez silnik celu i jego pomagierów. Docierając tam i wskakując szybko na drzewo, czekał aż wreszcie wszyscy wyjdą i będzie mógł ich na luzie załatwić. Dostrzegł pierwszego Generała, lecz tuż za nim wyszedł chłopak...znowu przemieniony w Wilka? Nie rozumiał o co tutaj chodzi, ale wyjmując z plecaka samo rozkładającą się broń snajperską, przytknął ją sobie do ramienia nie miał zamiaru czekać ani chwili dłużej. Jego luneta znów zabłysła, bo niewielkie promienie jednak jej sięgały. Wilczy Młodzieniec wystawiając ponownie uszy na sztorc, usłyszał znowu ten sam dźwięk zwarcia od strony lasu, który był nieopodal. Szybko popchnął Altaira za statek, by go schować ale ten nie wiedział o co tutaj chodzi.

-Wyjaśnij mi co ty do cholery robisz, głupcze! - Oczywiście podszedł do tego agresywnie, ale zaraz Kenzuran mu wszystko wytłumaczył:

-Nie rozumiesz o co chodzi! Ten śmieć za nami przyleciał i właśnie celuje w naszą stronę z tego lasu, który jest tam. Zostańcie tutaj, a ja zakończę to raz a porządnie... - gdy to powiedział, został chwycony przez ramię. Fioletowłosa miała kilka łez w oczach i wypowiedziała się w jego stronę:

-Proszę, nie zabijaj go...Ja wiem że on jest zły, ale jest moją rodziną, moją jedyną rodziną po śmierci naszych rodziców, nie chcę zostać całkowicie sama. On się mną tylko opiekował....powiedz w jego stronę Kei, ponieważ tak brzmi jego imię, może wtedy zrozumie...i dodaj też że kiedyś mi mówił...."Zawsze trzeba wyznaczać kursy we własnym życiu i być za nie odpowiedzialnym". - kończąc swoje słowa, puściła futrzarze ramię młodzieńca. Ogoniasty ten tylko kiwnął głową i zaszarżował w jego stronę, słysząc świst. Wiedział już, że wróg chciał walczyć i unikając pierwszej kuli, zaczął także przenosić się bardzo szybko, unikając innych kul wystrzelonych z broni. Za chwilę młody Wilczur pojawił się tuż przy Skrytobójcy, trzymając za lunetę jego niebezpiecznego narzędzia i bardzo szybko także ją wyrywając i wywalając gdzieś do tyłu. Pan X bardzo szybko do tyłu i aktywując także zręcznie buty odrzutowe, wyjął tym razem pistolety które zaczęły wystrzeliwać w stronę Wojownika. Krwistooki tym razem nie miał zamiaru ich unikać, wszystkie wyłapywał w swoją wilczą łapę, bo już nie były tak naprawdę dla niego zbyt wielką szybkością. Za chwile Morderca nie dowierzał własnym dwóm parom oczom, że likantrop złapał wszystkie jego kulki, to było coś niesamowitego. Starając się nie myśląc dłużej o świetności wilkołaka, zza pazuchy wyjął znów ostrze z nasączoną trucizną. Wisieli tak przez chwilę w powietrzu, aż wreszcie Blade wypowiedział się w jego stronę:

-KEI, OPAMIĘTAJ SIĘ! SIOSTRA CIE POTRZEBUJE, A TY CHCESZ ZABIĆ JEJ JEDYNĄ MIŁOŚĆ!! - te słowa przeszły jak strzała amora przez serce Zabójcy. Był przez chwilę sparaliżowany, jego ścinięte dłoń z ostrzem delikatnie drżały, aż wreszcie budząc się z tych słów, poczuł na swojej twarzy solidny cios i jak jego ciało przebija się przez kilka drzew. Syn Kellana bardzo szybko dolatując do wybitego przeciwnika, chwycił go za nadgarstek i zaciskając go bardzo mocno, ten wypuścił broń z ręki. Futrzarz rozkręcił go jeszcze przy tym bardzo mocno i miotnął nim w stronę gleby, wbijając go w nią, przez co ten znowu opluł sobie maskę od środka. Wilkołak także w locie, chwycił jego trujące ostrze i wbijając obok jego głowy, wyrwał mu maskę z twarzy. Spojrzał w jego zielone ślepia oraz fioletowo-zielone włosy i z pewnością mógł zobaczyć pokrewieństwo z Tenshi. Za chwilę, Altair wraz z dziewczyną dotarli jakimś cudem przypadkowo na miejsce, gdzie usłyszeli potężne bach i walnięcie o ziemie. Zobaczyli jak ledwo żywy brat Kobiety leży i ciężko mu się oddycha z wilczą stopą na torsie, starając się ją zerwać. Fioletowłosa zbliżyła się do niego i powiedziała spokojnie z dość sporą ilością nerwów:

-JAK MOGŁEŚ!! NIE ROZUMIESZ PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI, PRAWDA!! GŁUPEK, GŁUPEK, GŁUPEK! - upadła na kolana przed swoim bratem i zaczęła ryczeć jak mała dziewczynka. Kei spoglądał na nią ze smutnym wzrokiem i za chwilę odczuł, że może swobodnie oddychać, Wilk nie miał zamiaru dłużej się wtrącać. Nie mógł go wreszcie zabić, gdyż to była rodzina Tenshi, z chęcią by to zrobił bo nie znał czegoś takiego jak litość. Ten jeden raz może odpuścić, ale jak znowu natrafi na jakiegoś krewnego Drake'a albo tej dziewoi, nie będzie się powstrzymywać. Jego krew nadal była jak wrzątek w czajniku, w każdej chwili mogła wybuchnąć, ale teraz starał się uspokoić. Podszedł on do Dowódcy i we dwoje stanęli tyłem, by nie przeszkadzać rodzinie w rozmowie. Niestety żądza pieniędzy i sławy oszołomiła i namieszała za bardzo w głowie Brata Tenshi, przez co ten odepchnął ją i chwytając swoją katanę, pobiegł w stronę mężczyzn. Ci jak usłyszeli jękniecie, zobaczyli że kobieta także biegnie za bratem, który chcę najwyraźniej przebić raz na zawsze Drake'a. Kenzuran szybko wypychając przedramię, miał zamiar w idealnym momencie zniszczyć broń, lecz przed Altaira wskoczyła dziewczyna, która miała zamiar przyjąć na siebie atak z toksyną. Znowu miękkie serce obudziło się w Wojowniku i on zasłonił Tenshi i wielkiego Generała, wypychając mimo to swoją pięść. Aktywując także aurę, miecz po prostu złamał się na wypchniętej zaciśniętej dłoni i rozbił się na drobne kawałeczki. Gdyby nie aura Młodego Saiyanina, też znowu by tutaj konał od trucizny, ale tym razem szala zwycięstwa odwróciła się w jego stronę. Niestety, ale pamiętał doskonale jak Artina umarła, a chciała być jego kobietą, jego żoną i innych lodowych żołnierzy, którzy stracili niepotrzebnie życie. Nie miał zamiaru oglądać dłużej tej udręki i przez to, że przedwcześnie wyłączył on białą aurę, kawałek ostrza wylądował na jego klatce piersiowej, wbijając się w nią. Blade klękając i zaczynając plując krwią, odczuł że to jest zupełnie inna trucizna niż przedtem która była w bombach dymnych. Zaczął widzieć na różne kolory, kręciło mu się w głowie a antidotum tylko posiadał brat Tenshi. Kobieta tym razem wybuchła gniewem i szybko waląc z kolanka w podbródek swojego Braciaka, ten odleciał do tyłu i upadł. Dziewczyna bardzo szybko na nim wylądowała i szukała jakiejś odtrutki, wreszcie bowiem znała wszystkie skrytki i schowki w tej zbroi. Sięgnęła tam gdzie nikt by nie sięgnął, aż dosięgnęła fiolkę, która miała uratować życie wilkołaka, lecz Kei szybko zareagował i chwycił jej nadgarstek, przez co ta upuściła ją i ta potoczyła się gdzieś w trawę. Czasu było coraz mniej, gdyż Kenzuran już zaczął krwawić z oczu, uszu oraz ust, jeśli tak dalej pójdzie to jego żywot skończy się tutaj. Generał z jego ranami szybko podbiegł kopiąc w nos Keia, łamiąc go i ogłuszając raz a porządnie. Chwycił za fiolkę i szybko nalał do wykrwawiających się ust Chłopaka, na szczęście w pore. Dusza Wilczego Mędrca podtrzymała go także przy życiu, mówiąc że jego czas nie nadszedł i musi zbawić inny świat. Kobieta trochę zszokowana bardzo szybko zbliżyła się do mężczyzn i widziała, że Generał przez rękawice wyjął kawałek ostrza i zaczął ssać ranę i wypluwać resztki toksyny. Fioletowłosa zaś czmychnęła szybko na statek, wzięła apteczkę i zaczęła dezynfekować ranę oraz ją bandażować. Minęły prawie dwa dni, Kei wraz z siostrą i Dowódcą niestety musieli się jak na razie dogadać, oczywiście dyskutowali bardzo długo i że Altair chciał go zamknąć w wiezieniu, kobieta się na to nie zgodziła. Chciałaby jej starszy Braciak odpokutował swoje czyny i im pomagał w trakcie ich podróży i pomocy temu chłopakowi. Ten z żalem przystał na warunki i gdy wszyscy obrócili się w stronę statku, zobaczyli Ogoniastego, który był z lekko pobrudzonym i pokrwawionym bandażem oraz ze spodniami i koszulą w ręku, po prostu stał przed nimi. Blade zrozumiał, że jakby od razu działał sam, nikt by nie musiał ryzykować dla niego, ani on także nie musiałby się do wszystkie przyczyniać. Wzdychając pod nosem, wzbił się w powietrze i zostawił ich samym sobie, nie miał zamiaru dłużej tego ciągnąć. Co będzie dalej ?? Czy Generał i rodzeństwo odnajdzie chłopaka ?? Czy grozi im inne i gorsze niebezpieczeństwo ?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Wto Mar 12, 2019 5:47 am
Rozdział 10: Cień.

Kenzuran lecąc tak przez dłuższy czas, doskonale rozumiał że jest środek nocy. Ciężko mu było utrzymać lot, gdyż leciał tak naprawdę po omacku, na ślepo i musiał ufać swoim instynktom by na nic niechcący nie wpaść. Po przeleceniu około pięćdziesięciu kilometrów, a nawet stu, dotarł do jakiegoś wodospadu, który ociekał po skalnych wargach. Wojownik wiedział, że nie ma innego wyboru i musi więcej się dowiedzieć o swojej mocy, no i wie doskonale że nie chcę narażać tego całego Generała oraz jego najbliższych. Lądując w rzeczce, przeszedł kilka kroków i kiedy poczuł na swoich rozczochranych włosach wodę, zamknął na chwilę oczy. Za chwilę odwrócił się plecami do spływające kaskady i siadając po turecku, zaczął medytacje. Wpierw starał się opanować chłód, jaki spadał na niego silnym strumieniem, to było także związane z treningiem i wytrzymałością ciała. Musiał się zagłębić w najbardziej ciemne odmęty swojej podświadomości i znaleźć tego całego Wilka, którego tak raz na jakiś czas widział. Za chwilę otwierając oczy, już nie znajdował się pod wodospadem, oj nie. Znajdywał się on pod wodą, ale tak jakby był on w świecie, który jest d o góry nogami, co było naprawdę dosyć dziwne. Jeszcze na domiar tego, odczuwał że może swobodnie oddychać, co w prawdziwym świecie nie jest możliwe. Rozglądając się wokół i dziwiąc tą całą zaistniałą sytuacją, wreszcie zobaczył zakapturzoną osobę. Ta po chwili zdjęła swoje nakrycie i wiedział już że to jest ten sam wilk. To jest te sam wilczur w którego on raz na jakiś czas się zamieniał, ale nie dawne incydenty pozwoliły mu uzyskać nowe formy o których jeszcze także zbytnio dużo nie wie. Czarnowłosy skupił się dokładnie na Likantropie, aż wreszcie ten przemówił:

-Wiesz czym jestem Chłopcze?? - zapytał go i skrzyżował przedramiona na swoim torsie. Zwierzę grzecznie czekało, ale najwyraźniej młodzieniec tylko mógł pokazać swoją dziwną minę, a zarazem zaskakująco ale mimo to, odpowiedział:

-Nie musisz mi przypominać... - odpowiedział tak, jakby Wilk był jakimś przekleństwem dla niego. Wilkołak tylko kiwnął głową na znak, że rozumie to doskonale, ale nadal chłopaczek nie wiedział w jakiej sytuacji się znajdował. Likantrop musiał mu wszystko wytłumaczyć:

-Teraz gdy nikt ci nie przeszkadza, możemy porozmawiać. Widzisz, tak się składa że nie potrafisz jeszcze panować nad mocą, a dokładniej nade mną, nie uwolniłeś wszystkich limitów i potencjalnych ograniczeń. Chciałem także dodać, że Generał który ci pomaga, posiada naszyjnik Drakonianów, od zarania dziejów moja rasa walczyła z nimi, aż wreszcie wszyscy wyginęliśmy, prawie wszyscy. Jeśli temu całemu Altair'owi, bodajże tak go nazywasz, uda mu się zapanować nad Lethalem czyli tym smokiem uwięziony w amulecie, może się okazać świetnym sprzymierzeńcem. Najgorsze dla twojego chyba koleżki będzie przejście testu, wyrzucenie z siebie całego strachu, ty za to musisz ciężko trenować i nigdy się nie poddawać. Mógłbym jeszcze tak długo cie zanudzać, ale chcę cie uświadomić, że Artina nie miała otrzymać mojej mocy. Jej Ojciec miał być następcą tej mocy, ale cóż, sprawy przybrały niefortunny zwrot akcji, to tyle. Możesz także być zadowolony, jesteś pierwszym Męskim Wolf-jinem, a minęło zaledwie dwa tysiące lat odkąd nasza rasa jeszcze żyła. Jeśli nie będziesz marudzić, mogę cie zapewnić że prędzej czy później po mojej szkole treningowej, będziemy świetną ekipą... - jego monolog wreszcie się zakończył, wypuścił po tym powietrze ze swoich wilczych ust. Oczywiście Ogoniasty wysłuchał go dokładnie, ale za chwilę podrapał się po swojej czuprynie i zastanawiał się co ma teraz robić. Syn Kellana chcąc zapytać o jakieś rady, zauważył że Wilkołak bardzo szybko zniknął i jeszcze szybciej jego osoba pojawiła się przed nim, trafiając go wilczą pięścią w splot, przez co ten trochę odleciał do tyłu i się przydusił. Brat Klen wypluwając trochę śliny, gdzie to było naprawdę nie logiczne, że ciągle znajdywali się pod wodą, to ta i tak poleciała w dół, jakby utrzymywali się na stałym gruncie. Za chwilę Likantrop znowu się zbliżył i kopiąc Czarnookiego w jego bok, znowu wybił go do tyłu. Wreszcie Wilk spojrzał na niego z góry i powiedział następujące słowa:

-Musisz nauczyć się walczyć, nie używając przy tym mojej transformacji. Jako humanoidalna istota, musisz nauczyć się bić, żeby przypadkiem nikt ci nie zrobił z mordy dawnego średniowiecza, rozumiemy się? - po tych słowach, w Kenzuranie wybuchła gorąca krew i wyruszył na swojego przeciwnika. Wymierzał w niego solidne ataki, lecz żaden z nich nie trafiał. Wreszcie Likantrop odkopując młodzieńca od siebie, przybrał pozycję "Budo", w której to wyciągnął przedramię do przodu, prostując palce i unosząc jedną nogę. Wojownik tylko otarł swoje usta ze śliny i przybrał najbardziej powszechną pozę, czyli taką jak do boksu. Wreszcie jednocześnie wyruszyli na siebie, używając zupełnie innych sekwencji walki, lecz zwycięzca mógł być tylko jeden. Wilczur tylko bacznie obserwował swoimi ślepiami, robił idealne uniki i kontry, przez co jeszcze bardziej wkurzał chłopaczka, niedługo na pewno dojdzie do wybuchu emocji. W idealnym momencie, Wilk pojawił się za Ogoniastym, trafiając go w plecy, bardzo szybko chwytając go za ramię i zakładając mu dźwignie, nie pozwalał mu się ruszyć. Nie było opcji, by Wojownik mógł się wyrwać tak silnym i futrzanym łapskom, dlatego nie miał innego wyboru. Blade zajrzał głęboko w swoją duszę i kiedy dostrzegł tak jakby niebieską kulę energii, chwycił ją tak jakby w swojej podświadomości i boom, wybuchł. Biała aura spowiła całą sylwetkę Czarnowłosego, który dzięki temu zdołał się wyswobodzić z dźwigni Likantropa. Spojrzał na swoje dłonie i tym razem głośno krzycząc, stworzył wielki wybuch ki, który nawet odpechnął samego Wilkołaka. Tym razem robiąc obrót w stronę swojego sparing partnera, spojrzał na niego chłodnym i surowym spojrzeniem. Teraz to on rozdawał karty i użył stylu walki, który był użyty przedtem przez Wilkołaczka. Wolf-Jin bardzo się zdziwił i jego ciało nie chciało zareagować, przez co dostał kilka ciosów na swoją futrzastą twarz oraz brzuch. Tyle było dobrego z tego wszystkiego, że tutaj nic nie zniszczą, bo tak naprawdę to był trening w głowie Przyszywanego Syna Akinoriego. Za chwilę wreszcie Wilczur obudził się z szoku jaki go na chwilę opanował i także zaczął oddawać ciosy w stronę Młodego Saiyanina. Przez dłuższy czas okładali się równo po twarzach oraz innych częściach ciała, oczywiście nie uderzali w niedozwolone miejsca. Jakby ktoś teraz na nich spojrzał, mógłby dostrzec że tak naprawdę ktoś się bije z własnym odbiciem w lustrze. Za chwilę Wilkołakowi puściły nerwy, dlatego też zniknął z przed pięści Chłopaka i pojawiając się za nim, miał zamiar zadać ostateczny cios. Instynkt Wojownika bardzo szybko zareagował i obracając się do wroga, zablokował jego piszczel swoim ramieniem, rzucając mu perfidny uśmieszek. Tym razem chyba naprawdę Likantrop nie miał zamiaru dłużej tego ciągnąć, więc tak jakby odskoczył do tyłu, napiął obydwa przedramiona i czarna aura otoczyła jego osobę. Za chwilę bardzo szybko się to zmieniło, gdyż Wilczur nie miał zamiaru próżnować i przeszedł na pierwszą formę Wolf-Jina. Czarno-Czerwona aura biła od niego bardzo mocno, a jego krwisto-krucze kosmyki unosiły się dzięki wodzie i także aurze. Ogoniasty postąpił tak samo, lecz tylko otoczył się białą łuną energii, która przez niego przechodziła. Chcieli pójść na całość, bo tak naprawdę Kenzuran nie wiedział, że ma coś takiego jak "Super Saiyan". Teraz jego nowy mentor zastanawiał się przez chwile, z jakiej rasy się wywodzi osobnik, który posiadał jego moce. Od razu odrzucił bycie Ziemianinem, gdyż ten posiadał ogon, a tamci ich nie mieli. Zrozumiał także fakt, że przez to że posiada on własne rasowe zdolności, nie może używać jednych i drugich jednocześnie, gdyż to by spowodowało katastrofę dla jego ciała i całego organizmu. Dwie różne moce, dwa różne źródła energii, czyli "Reiatsu" oraz "Ki nie mogły żyć w harmonii, dlatego też musiał przetrenować tak młodzika, żeby ten nauczył się kontrolować swoją własną moc. Wreszcie On jak i Czarnooki wydarli się bardzo głośno, w tym samym czasie zderzając się swoimi ramionami i przepychali się między sobą. Dwie różne energię, które nigdy nie będą mogły być jako jedno, Likantrop doskonale to rozumiał. Wiedział też, że jeśli młodzieniec naprawdę wróci do swojego świata, nie będzie mógł w ogóle na nim polegać. Wreszcie Wolf-Jin przestał o tym myśleć i zaczęła się wymiana ciosów, która trwała naprawdę długo. Kopniak z lewej, pobdródkowy od dołu, cios z prawej strony i tak dalej. Za chwilę, gdy Blade znowu zderzył się z Wilczurem, woda zniknęła i przenieśli się do zupełnie innego realmu. Znajdowali się w bardzo dziwnym miejscu, gdzie tak naprawdę stali na szybach budynków, które stały tak jakby w poprzek. Obydwoje wylądowali, wyłączając swoje aur, aż tu nagle zaczął mówić Wilk:

-Hmm, wygląda na to, że nasz trening przeszedł na wyższy poziom, tym lepiej. Mogę ci tylko wytłumaczyć, że gdy medytujesz to wchodzisz do swojej podświadomości, gdzie możesz się spotkać ze mną, ale nie zawsze może się to udać. Niedługo będziesz musiał znajdywac specjalne miejsca mocy, dzięki którym będziesz mógł ze mną porozmawiać albo poprosić o jakąś radę. Mogę ci tylko przysiąc, że możemy tutaj trenować ile dusza wyniesie, zaczynajmy! - wytłumaczając wszystko chłopakowi, znowu zaczęła się pomiędzy nimi wymiana ataków. Po upływie kilku godzin, gdzie w prawdziwym świecie minęło tak naprawdę kilkanaście minut, naprawdę ten trening szedł równo i dziwne było to, że się wolniej męczyli. W międzyczasie Drake wraz ze swoim składem, czyli Tenshi i Keiem szukali ponownie ich młodocianego uciekiniera. Chcieli wszystko wytłumaczyć, bo nie mieli zamiaru się z nim bawić w kotka i myszkę. Po kolejnym zderzeniu mocy, coś pękło w duszy Młodego Saiyanina i przewidując kolejne ruchy Wilka, ten dostrzegł że już powoli odkrywa tajniki Ki. Wreszcie porządny cios powalił Likantropa na szklaną podłogę, która tak naprawdę była ścianą od wielkiego wieżowca, ale za chwilę tak samo upadł na plecy Kenzuran. Obydwoje ciężko dyszeli, naprawdę ten trening ich mocno wycieńczył, mimo iż to wszystko działo się tylko w głowie młodzieńca. Syn Kellana przypominając sobie słowa Wilczura, podparł się swoimi dłońmi i przybierając pozycję do walki, był gotowy na dalsze manto. Najwyraźniej Wolf-Jinowi podobał się entuzjazm młodzika, lecz on tylko uniósł głową z reką przerwy i wypowiedział się dokładnie:

-Dobra....jak na razie wygrałeś...Następnym razem popracujemy nad twoim wyczuwaniem energii, ale i tak nieźle ci idzie... - po tych słowach, Likantrop zaczął się rozpadać jak spider-man po zostaniu wymazanym przez Thanosa. Blade znowu zrobił minę w stylu "co tutaj się do cholery stało" i łapiąc oddech, wybudził się pod wodospadem, odczuwając nieprzyjemny chłód i wypuszczając parę z ust. Wstając i wychodząc z pod kaskady dużej ilości wody, przetarł oczy i ujrzał niewielki statek, gdzie stał oczywiście Drake ze swoimi kompanami. Nawet odczuwajac tak mocne zimno, w jego sercu bił gorący ogień, który szybko go rozgrzewał. Brat Tenshi, czyli Kei przeszedł kilka kroków i stając przed przemoczonym Czarnowłosym, powiedział do niego:

-Chciałem tylko cie przeprosić...Nie chciałem cie zranić czy też wyrządzić krzywdy, nie byłeś moim celem. Zrozumiałem swoje błędy, dlatego też chcę się teraz zmienić na lepszego człowieka i mam nadzieję, że mi to wybaczysz. - po tych słowach, była znowu chwila ciszy. Czarnooki tak na niego spoglądał przez dłuższy czas, nie wypowiadając się ani słowem. Ukradkiem, poruszał delikatnie palcami, żeby ponownie móc je normalnie odczuwać. Znowu Kenzuran zachował się dziwnie, olewając słowa Kei'a i zbliżając się do Fioleto-włosej dziewczyny oraz Generała, którzy o czymś dyskutowali. Za chwilę Tenshi zrobiła dwa kroki do przodu i rzuciła następujące pytanie do Wojownika:

-Rozmawialiśmy z Altair'em i musimy wiedzieć, skąd jesteś? Wiem, że to może być trudne pytanie, ale raczej nie mamy innej opcji, musimy znać szczegóły żeby ci pomóc... - posmutniała trochę, bo chciała pomóc Drake'owi w rozwiązaniu i zamknięciu tej sprawy. Dowódca Smoczej Armii wysunął się naprzód i także dodał coś od siebie:

-To prawda, Blade. To bardzo ważne i istotne wręcz, ponieważ to wszystko co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca. Jedna istotna rzecz jest taka, że Kei podobno umarł, a tutaj się okazuje że żyje i chce mnie zlikwidować. Nie powinno tak być, najwyraźniej mogłes zapomnieć o tym, ale powiedz co wiesz... - spojrzał na niego z powagą i teraz czekał na odpowiedź. Ogoniasty chyba nie miał innego wyboru, więc wypiął piers, westchnął pod nosem i zaczął mówić:

-To prawda, bardzo dużo zapomniałem. Jedną rzecz jaką pamiętam, to Mój Ojciec powiedział mi, że podobno jako gwiazda przybyłem z kosmosu, tak naprawdę to chyba było coś w rodzaju jakiejś maszyny albo pojazdu...Oczywiście obudziłem się w lodowej kraine, a statek był w kształcie kuli... - powiedział i wyczekiwał reakcji reszty. Kei zbliżył się do nich, bo był także ciekawy o czym tak rozmawiają. Fioletowłosa znowu obrała jako pierwsza głos:

-Hmmm, nie wiele mi to mówi. Nie mamy innego wyboru, wiesz gdzie może nadal znajdować się ten pojazdy czy co to tam jest?? - zapytała i zrobiła miną tak samo pytająco. Brat Klen tylko mruknął pod nosem i odpowiedział:

-Tak nie za bardzo, ale to nie jest żaden problem. Wystarczy, że wrócimy do mojego dawnego domu i tam poszukamy odpowiedzi. - podniósł palec i pokazał, że to jest jedyny sposób na poznanie prawdy. Za chwilę Drake tak jakby poczuł dziwny impuls i ukłucie w swoim sercu, ale za chwilę tak jakby powrócił do świata realnego i powiedział:

-Spokojnie, nic mi nie jest. Najwyraźniej to było prawdą co powiedziałem przedtem. Odczułem tak jakby moja dusza zaczęła umierać, ale wciąż jakoś się trzymam. Kontinuum czasoprzestrzenne zakrzywiło się przez to, że się tutaj znalazłeś. Nie powineneś mnie ratować, a jednak taka drobnostka mogła dużo zmienić. Nie wiem czemu, ale naprawdę czuje się jakbym powinienem byłbyć martwy... - złapał się za klatkę w miejscu, gdzie znajduje się serce. Tenshi zbliżyła się do niego, dając mu ciepły przytulasek by już się tak tym nie przejmował. Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała:
-Najważniejsze jest to, że żyjesz i jest wszystko w porządku. Nie przejmuj się tym tak, dobrze? W takim razie Blade, postanowione. Wracamy do twojego dawnego domu, nie masz raczej żadnych zastrzeżeń, hmm? - wtulona w Generała, Kei odwrócił wzrok i nie był przyzwyczajony do tego, że jego siotra mogła poznać jakiegoś fajnego faceta. Kenzuran westchnął i spojrzał się na nich, odpowiadając jej:

-Tak, nie ma na co czekać, nie możemy tracić w takim razie czasu. Nie wiemy co się może wydarzyć, przez to że jestem u was... - po tych słowach, wszyscy udali się na mały wahadłowiec i od razu polecieli w stronę południa. Zmierzali ku lodowym górom, no i doskonale rozumieli fakt, że jest tam naprawdę zimno. Przez kilka dni, lecieli tak z przerwami, gdyż musieli robić postoje, to była wina tego że tylko Tenshi oraz Drake potrafili pilotować. Kei znał się na obsłudze butów odrzutowych i plecaka odrzutowego, no i zgładzania przeciwników jako asasyn. Syn Kellana natomiast potrafił sam z siebie latać, ale nigdy niczego nie pilotował i to go już wstawiało na czerwonej sygnalizacji, żeby lepiej się nie dotykał do żadnych statków. Po upływie równych trzech dni i nocy, dotarli do Lodowego Królestwa Argusta. Najdziwniejsze było to, że jednostki Lodowego Króla przepuściły statek, tak jakby byli oczekiwani, ale jednak nie byli. Po wylądowaniu na lądowisku, gdyż najwyraźniej Królestwo coraz bardziej wchodziło w nową erę technologii, można było dostrzec że lodowa gwardia oraz żołnierze byli w posiadaniu lodowych nanozbroi. Jeden z Kapitanów wskazał tylko, że cała czwórka ma się udać do sali tronowej. Kei jednak odmówił i wolał zostać w wahadłowcu, tak na wszelki wypadek jakby miało się coś stać. Altair kiwnął głową i odprawił go na statek, a potem wszyscy ruszyli do Królewskiej sali tronowej. Po dotarciu tam, zobaczyli Wielkiego na ponad dwa metry Króla, jego żonę Królową i dziwnym trafem także siedziała tam ich córka, Artina. Blade nie mógł uwierzyć własnym oczom, wydawało mu się że to wszystko było snem, ponieważ widział jak Księżniczka umiera i nie było opcji żeby przeżyła coś takiego. Za chwilę Młoda przyszła Królowa wstała z pomniejszego tronu i zmierzała ku młodzieńcowi, gdyż wiedziała że nadejdzie dzień że znowu się spotkają. Wtulając się w Ogoniastego, pociekło jej kilka łez radości i była zadolona z tego, że on także przeżył swoje ciężkie wyprawy. Wolf-Jin bacznie wszystko obserwował przez oczy Młodego Saiyanina i wytłumaczył mu po krótce, że dziewczyna nie jest prawdziwa. Blade zrozumiał to za chwilę, ponieważ jej uścisk nie dawał takiego ciepła jak niegdyś trzymał ją za rękę. Był zimny jak chłód, najwyraźniej został on przytulony przez jakąś lodową sztuczną marionetkę. Za chwilę stało się coś niebywałego, Król rozszerzył swoje ocza, zaś Królowa zasłoniła usta z szoku, patrząc jak Wojownik odpycha ich córkę od swojej osoby. Jego spojrzenie sugerowało o tym, że chciałby zaraż kogoś rozerwać na strzępy i w drobny mak zrobić z niego miazgę. Artinę to bardzo zdziwiło, więc zapytała się go o co chodzi:

-Coś się stało...? Myślałam, że tęskniłeś za mną i nadal czujesz to samo uczucie co przedtem... - była tutaj chwila ciszy, ponieważ młodzieniec od razu nie odpowiedział. Wreszcie Czarnooki poruszył jedną nogę do przodu i jej odpowiedział:

-Wybacz mi, ale nie kocham osób które nie są prawdziwe... - Wszyscy wpadli w osłupienie po jego słowach. Jak Ogoniasty mógł powiedzieć coś takiego o swojej miłości, która tak naprawdę była nieprawdziwym oszustwem oraz kłamstwem. Artina nie rozumiała o co tu chodzi i zaczęła dalej go wypytywać:

-Nie rozumiem tego...Przecież żyję, to się chyba liczy, prawda?? - można było zasugerować, że zaraz księżniczka się popłacze, słysząc jak wypowiada swoje słowa. Kenzuran tylko dziko prychnął i od razu jej odpowiedział, spoglądając na nią bardzo, ale to bardzo chłodno:

-Jak już powiedziałem przedtem, jesteś tylko cieniem córki Króla Lodu. I tak poza tym, nie mam do ciebie, tylko do Króla Argusta... - ominął on fałszywą córkę Króla i zbliżył się bardziej do trzech tronów, który teraz w tej chwili, jeden pomniejszy tron był pusty. Podchodząc kilka kroków, ukłonił się tak jak go kiedyś nauczono i wypowiedział następujące słowa:

-Królu Arguście, nie musisz mnie okłamywać co do tej osobniczki za mną. Chcę tylko wiedzieć, czy Mój Ojciec Akinori żyję, potrzebuje od niego informacji, najlepiej jak najszbyciej... - napiął obydwie pięści i wyczekiwał na odpowiedź. Król był bardzo podjudzony tym, że jego przyszły Zięc obraża jego córkę, ale wypuszczając chłodny wyziew ze swoich ust, został uspokojny dotykiem swojej Żony. Spojrzał na nią na chwilę, kiwnął głową i odpowiedział Blade'owi:

-Hmmm, jesteś dość chamski, obrażając na moich oczach moją córeczkę. Puszczę ci tym razem to płazem i tak, wciąż nadal żyję. Kazałem mu wyruszyć jako Kapitan z batalionami, by ci podbijali więcej krain i przejmowali więcej terenów dla naszego Królestwa. Zaraz się dowiemy czy żyję... - Argust dziko machnąwszy swoją dłonią, pod stopami Wojownika stworzył się dziwny chropowaty okrąg, który był tak jakby okiem, dzięki któremu można było wszystko zobaczyć. Za chwilę na ekranie, ukazał się Akinori, który tłumaczył coś młodociany żołnierzom, zapewne jak się mają zachowywać i że mają nigdy nie tracić woli walki. Po tym co zobaczył Kenzuran, odwrócił się i chciał już do niego wyruszyć, ale usłyszał słowa Króla:

-Pokazałem ci, że twoj Ojciec jest cały i zdrowy, a teraz z łaski swojej twoim zadaniem jest przeprosić moją córkę... - wypuścił chłodne i surowe Ojcowskie powietrze. Nie miał zamiaru puścić płazem tego, że jego Córeczka jest obrażana. Teraz Młody Saiyanin musiał to rozegrać ostrożnie, więc nadal stojąc plecami do Króla, co już pokazywało że go obraża, odezwał się:

-Dobrze, tak postąpie. Możemy to przełożyć na później? Obiecuję nawet, że się z nią ożenię, tylko muszę zobaczyc Ojca, proszę... - jego słowa naprawdę brzmiały na smutne i Królowa znowu chwyciła Męza za dłoń i kiwnęła głową. Argust przeczesując brodę swoją dłonią, westchnął i odpowiedział trochę radośnie:

-Niech ci będzie, my w tym czasie przygotujemy ceremonię zaślubin. - od razu wzieli się do roboty, chcieli wszystko przygotować na wesele. Czarnowłosy nie czekając ani chwili dłużej, ominął Tenshi oraz Drake'a, zostawiając ich w sali Tronowej. Altair wraz z Fioletowłosą zaczęli rozmawiać z nieprawdziwą Księżniczką jak i Królową. Syn Kellana lecąc tak przez dłuższy czas, wreszcie doleciał na linię frontu, gdzie stacjonowało bardzo duża liczba wojsk. Nie czekając ani chwili dłużej, starał się wyszukiwać w tym tłumie jedną osobę i dostrzegł jakiegoś żołnierza bez hełmu, to był jego Ojciec. Pikując w dół, wykonał tak obroty by niechcący nie nadziać się na włócznie żołnierzy i chwytając pod pachy swojego przyszywanego Staruszka, zabrał go ze sobą na jakąś pobliską górę, to jedną z mniejszych. Stawiając go na Ziemi, Akinori zobaczył swojego już o kilka lat starszego syna i ciężko mu na pierwszy rzut oka było go poznać. Mężczyzna nie czekał długo, wtulił się w młodzika i odczuwał, że naprawdę się długo nie widzieli, tak jakby minęło kilka lat. Za chwilę Blade odsunął od siebie kolejne kłamstwo i zapytał się:

-Odpowiedz mi szczerze, tak naprawdę nie jestem twoim synem? Znalazłeś mnie...prawda? W jakimś statku... - zapytał i jedna kropla łzy spłynęła po jego policzku. Akinori skulił głowę i tylko kiwnął głową, że to była prawda. Kenzuran chciał już mu przywalić, że ten nie chciał mu powiedzieć wcześniej, ale się powstrzymał i znowu go zapytał:

-No dobrze...potrzebuję w takim razie wiedzieć, gdzie mnie dokładnie znalazłeś, pokażesz mi?? - zapytał się go i jego Ojciec zgodził się na to propozycje. Za chwilę Ogoniasty pokazała Staruszkowi, by ten wskoczył na jego plecy i też tak uczynił. Czarnooki wzniósł się ku górze i teraz leciał tak jak mu pokazywała dłoń Akinoriego. Przelecieli nad palacem, ale minęli go i za chwilę dotarli na obrzeża, gdzie znajdowały się pomniejsze wioski, tam gdzie niegdyś mieszkali. Teraz znowu musiał zmienić swoją trasę, ponieważ Mężczyzna pokazał mu że ma lecieć w prawo. Za chwilę się zatrzymali, gdyż Wilczy słuch chłopaka dał mu znać, że ktoś tak jakby szykuję jakąś broń. Zaczął się rozglądać i to na lewo, raz to na prawo, ale za chwilę nie musiał czekać długo. Lodowa broń, która była załadowana ognistym pociskiem pomknęła w jego stronę, przebijając się przez czaskę Akinoriego i przy tym wypalając mu dziurę przez czaskę, mózg i wylatując jeszcze z drugiej strony. Kenzuran odczuł za chwilę, że Przyszywany Tata opada sztywno na niego i już w ogóle się nie porusza, ale za chwilę zrozumiał, gdy dotknął nadgarstka że nie jest odczuwalny puls. Napinając wszystkie mięśnie, przemienił się od razu w Wilczą formę na pierwszym poziomie, lecz to nie był koniec jego furii. Czarno-Czerwona dzika aura wybuchła jeszcze mocniej, podrzucając od czasu do czasu ciało martwego mężczyzny, który leżał nieruchomo na plecach Wilkołaka. Można było dostrzec, że przez całe ciało Likantropa przechodziły elektryczne wiązki, które pokazywały jaką mocą włada. Krzycząc naprawdę dziko, całe echo rozeszło się na większość Królestwa. Szyby w pałacu zaczęły pękać, ziemia zaczęła się naprawdę mocno trząść, niektóre sprzęty elektroniczne ulegały awarii. Drake i Tenshi wraz z innymi nie wiedzieli co się dzieję, więc wybiegli na dziedziniec i zobaczyli ich towarzysza w wielkiej furii. Wolf-Jin wymierzając dłoń, tam gdzie stał snajper wystrzelił potężny czerwony promień, który zniszczył wieżę jak i napastnika. Ciągle wydzierając się gdzieś ku górze, jeszcze bardziej napinał swoje mięśnie, pokazując swoją potegę i złość. Argust nie mógł dłużej tego wytrzymać, wybijając się na swojej energii, miał zamiar zamrozić chłopaka i zakończyć to raz na zawsze. Nie chciał narażać swojego ludu i innych zebranych tutaj osób. Po próbie zamrożenia go, niestety nie udało mu się to. Król nigdy nie widział takiej energii, nawet u swoich najsilniejszych generałów, to był szok. Najwyraźniej Młodzieniec osiągnął drugie stadium Wolf-Jina, jego futro jeszcze bardziej się nastroszyło, włosy tak samo. Wyładowania elektryczne ciągle przez niego przechodziły, łzy w oczach sugerowały złość i gniew na wszystko. Drake szybko wraz z fioletowłosą wrócili na statek i od razu uruchamiając go, musieli się wycofać z pola rażenia mocy Wojownika, nie chcieli ryzykować utratą jedynego transportu. Argust próbująć atakować Ogoniastego, ten tylko uniósł obydwa przedramiona ku górze i zaczął utwarzać wielką czarno-czerwoną kulę zniszczenia. Za chwilę technika była gotowa i kiedy wielka kula z wyładowanami elektronicznymi pomknęła ku pałacowi, Argust nie miał innego wyboru i wystrzelił podwójny lodowy promień ki z połączonych dłoni, ponieważ miał na celu zatrzymać się tą straszną moc. Nie czekając także na to co się stanie, telepatycznie wysłał wiadomość córce i Żonie, by wskoczyły w portal który przedtem ukazał Akinoriego, najwyraźniej działał na różne sposoby. Niestety Król odczuwał, że jego mięśnie słabną i za chwilę zostawszy zmieciony przez wielką kulę, użył on całej energii na otoczenie się energetyczną tarczą i ledwo to przeżył. Wreszcie technika uległa wybuchowi, wysadzając całą górną część pałacu, zostawiając tylko parter i kilka pięter, zaś Władca poczołgał się do portalu i także za chwilę przeszedł przez niego jak przez portal. Wszędzie widać było ogień, ludzie szaleli i biegali wraz z żołnierzami ,którzy próbowali ugasić ogień. Za chwilę, odmieniając się do swojej ludzkie formy, Kenzuran wraz z Ojcem na rękach wylądował w gruzowisku Zamczyska, padając na kolana. Niestety, przez to że jego ciało nie potrafiło panować nad tak wielką mocą, za chwilę stracił przytomność i leżał obok swojego Staruszka. Co będzie dalej?? Jak potoczy się akcja? Czy Chłopak dowie się kim był?? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Nie Mar 17, 2019 4:18 am
Rozdział 11: Podobna Przyszłość.

Po utraceniu przytomności przez Kenzurana, nie wiedział niestety co się działo wokół jego osoby. Zapamiętał tylko to, że zwłoki jest przyszywanego Staruszka leżały na nim, tyle tylko pamiętał. Drake wraz z grupką dotarli z powrotem, gdzie niegdyś jeszcze stał Pałac i było także lądowisko, teraz zostały tylko gruzy i zniszczone budowle. Altair, czekając aż właz się otworzy przez Tenshi, nie miał zamiaru długo czekać. Dostrzegł że Lodowi Strażnicy od razu biegli w ich stronę i mieli już wymierzoną energetyczną broń by go zlikwidować. Na szczęście tym razem Kei nie miał zamiaru dłużej się skrywać na statku, więc wyminął Generał i wybijając się z pół otwartego wejścia na statek, pofrunął ku wrogom. Pojawiając się bardzo błyskawicznie za nimi, wyjął z pod rękawa w której znajdowały się ukryte kieszenie, dwie igły. Wbił je gdzieś w okolicy szyi, a żołnierze bardzo szybko stracili czucie w kończynach i twardo padli na gruzowisko. Brat Fioletowłosej kiwnął głową tylko w stronę Przywódczy Smoczej Armii by szybko zbierał chłopaka i wynosili się stąd. Drake oczywiście doskonale to zrozumiał, dziko prychnął i wziął pod pachę nieprzytomnego Blade'a. Spojrzał jeszcze na chwilę do tyłu i także przełożył sobie przez bark martwego Akinoriego. Wiedział, że pewnie Wojownik nie wybaczyłby mu tego, że zostawił ciało jego martwego staruszka w tak zrujnowanym miejscu. Westchnął pod nosem i używając linki, bardzo szybko znalazł się znowu na pokładzie. Kei załatwiając kolejnych strażników, kątem oka zobaczył że Generał znalazł się już na statku, więc wnet pomiędzy jego palcami, pojawiło się kilka kulek. Rzucił je pod nogi i mimo iż wycofywał się, ciągle je rzucał pod siebie, tworząc na szerszą przestrzeń dym. Po dotarciu nad wiszący nad ziemią pojazd, wskoczył tak samo przez wejście i Tenshi nie czekając ani chwili dłużej, mogła wreszcie aktywować pola siłowe.

W ostatniej chwili, aktywując tarcze ochronną wahadłowca, odczuli delikatnie wstrząsy, gdyż strażniczy z ciężkimi miotaczami plazmy nie przestawali z ostrzałem. Siostra Keia nie miała zamiaru tutaj sterczeć, więc dodała gazu i bardzo szybko się stąd ulotnili, zaś żołnierze zaczęli robić porządki, gasić pożary i starali się znaleźć rodzinę Królewską. Ta udała się przez portal w ostatnim momencie eksplozji, tak samo było z Argustem, lecz ten nie uszedł cały. Kobieta sterując pojazdem przez kilka godzin, starała się znaleźć jakąś bezpieczne strefę czy też miejsce, gdzie by mogli się schować albo przeczekać. Wiedzieli że prędzej czy później będą za nimi wysyłać patrole, które to będą chciały zemsty za ich Władców. Kolejna godzina upłynęła, nastał zmrok aż wreszcie dziewczyna musiała włączyć przednie światła i prawie wpadła na jakąś wielką górę. Bardzo szybko i taktycznie ją wyminęła i za chwilę dotarli do szczytów, gdzie sobie na spokojnie osiadła i wyłączyła niestety lampy, by te nie zaciekawiły agresorów czy też innych osób, które mogły przebywać w okolicy. Młody Saiyanin jęcząc pod nosem, zaczął wreszcie powoli się przebudzać. Złapał się za swoją głowę, gdyż strasznie go bolała i mógł dostrzec obok siebie leżące ciało Ojca. Jego wzrok znowu był na wprost, nie mógł patrzeć na jego zwłoki, po prostu nie mógł. Znowu coś w nim pękło, jakby utracił coś ważnego i to kolejny raz. Nie myśląc o tym dłużej, musiał zobaczyć co się dzieję na zewnątrz, więc wstając i ubierając już dość mocno podarte spodnie, za chwilę znalazł się na dworze. Widział jak trzyosobowa grupa rozmawia na jego temat, wcina kiełbasę z grilla i inna przekąski. Generał usłyszał hałas i zobaczył, że młodzieniaszek się wreszcie przebudził. Wstając z kamienia, podszedł do chłopaka i chwytając go za ramię, rzekł w jego stronę:

-Przykro mi z powodu twojego Ojca. Bardzo ci z tego powodu współczuję oraz Tenshi i Kei...Niestety nie wiem nadal jak możemy ci pomóc, ale mogę ci tylko oznajmić że będziemy wracać na planetę Draconis, tam wszystko ustalimy. Tutaj teraz nie jest bezpiecznie, tutejsze władze cie szukają... - powiedział i gdy go puścił, Ogoniasty delikatnie przykucnął. Odczuwał, że jeszcze porządnie się nie wyspał, a był nieprzytomny przez dobrych kilkanaście godzin. Nie pamiętał także, że osiągnął wyższy stopień Wolf-Jina, który był jego drugim nowym poziomem. Młodemu Saiyaninowi kręciło się w głowie, aż wreszcie wypuścił powietrze i mimo to, nadal się nie odzywał. Postanowił jednak zrobić wyjątek i nie czekać dłużej z tym zadaniem. Syn Kellana wracając na statek, dopiero teraz zauważył że Drake musiał przedtem zawinąć ciało jego nieprawdziwego Staruszka w jakieś materiały, które po części go zmumifikowały. Chwytając go, miał nadzieję że ten nagle zacznie się dusić przez materiał i otworzy oczy, lecz jednak tak się nie stało. Wreszcie znowu znajdując się na świeżym powietrzu, uniósł się ku górze i widział w dole jakieś jezioro. Altair nie wiedział co on kombinuje, ale za chwilę się domyślił i kątem oka patrząc co robi rodzeństwo, pomachał negatywnie głową. To była teraz sprawa Brata Klen, czyli po prostu pochowanie swojego Taty. Blade lądując na podłożu, położył zwłoki obok siebie i odwracając się ku niewielkiemu laskowi, wymierzył w niego dłonią lecz wycelował nią w dół. Wystrzeliwując pocisk energii, zrobił bardzo szybki dołek, który miał służyć za miejsce pochówku Ojca. Ponownie chwytając za ciało Staruszka, ułożył je w miejscu dziury i tym razem pracując już ręcznie swoimi dłońmi, zbierał resztkę nie rozrzuconej za daleko gleby, zakopywał go. Po upływie kilku minut, wreszcie Kenzuran skończył, był delikatnie spocony, ale nie zwracał na to uwagi.

Zakończając swoje zadanie, Czarnowłosy podszedł do jeziora i układając dłonie jedną na drugą za swoimi plecami, stał tak przez chwilę. Wdychając tutejsze powietrze, czuł że znowu znajduje się u siebie i jakoś mu było tak lżej na duchu, lecz słysząc jakiś świst, bardzo szybko się obrócił i chwycił zatrutą strzałkę. Jak zwykle Kei musiał mu zwracać uwagę w jego dziwny i niebezpieczny sposób, chcąc go poinformować że najwyraźniej chcą już wracać do siebie. Patrząc na niego surowym spojrzeniem, warknął pod nosem i wzlatując do góry, powrócił do ich chwilowego obozu. Zobaczył, że cała trójka pakowała ich mały kemping i za chwilę wszyscy byli już na statku. Generał patrząc na rodzeństwo, potem na młodzieńca, podał mu dużą skórzaną torbę w której znajdywało się pożywienie oraz zapasy różnej maści napojów. Kładąc ją pod nogami chłopaka, rzekł w jego stronę:

-To chyba tyle. Nic nie mogliśmy wskórać, ale jeśli coś nam się uda ustalić, na pewno wrócimy na tą planetę. Jeśli uda ci się zdobyć jakiś statek, wpadnij do nas czasem, albo po prostu zamów kosmiczną taksówkę...Żegnaj. - poklepując go jeszcze po ramieniu, Czarnooki mu odpowiedział:

-Tak, spróbuje wszystko jakoś sam poukładać i dowiedzieć się kim jestem... - powiedział to i dostrzegł, że Drake już jest na statku i grodzie wejściowe się zamknęło. Po odlocie Drakoniańkiego Dowódcy oraz jego przyjaciół, Kenzuran był teraz skazany na samego siebie. Znowu odczuł ulgę, bo wiedział że przez niego albo nawet jego głupotę, nikt nie ucierpi. Przekładając torbę przez ramię, od razu wyruszył w poszukiwaniu miejsca na trening. Musiał znaleźć sobie jakiegoś Mistrza albo spróbować ponownie skontaktować się ze swoimi wewnętrznym wilkiem, który mu powie co,gdzie i jak. Lecąc tak przez dłuższy czas, znowu usłyszał głos Wilczego Mędrca, który oznajmił mu, że "Musi wrócić do przyszłości i złączyć się z Człowiekiem". Nie rozumiał czemu miałby to zrobić i nawet w jaki sposób miałoby do tego dojść. Starając się o tym nie myśleć, jego lot znacznie został przyśpieszony przez jego aurę, ponieważ zależało mu na czasie, chciał poznać więcej tajników Ki oraz jakieś ciekawe techniki, które uratują jego cztery litery. Po jakimś czasie szybowania w przestworzach, usłyszał hałasy a potem jeszcze dojrzał wioskę w oddali. Postanowił się nie ujawniać, więc wylądował między drzewami i widział, że jacyś ludzie w skórzanych ubraniach oraz maszynach, które jeździły tylko na dwóch kołach terroryzowali tą wieś. Nie mieli najwyraźniej dobrych zamiarów, bo można było zobaczyć że raz na jakiś czas wystrzeliwali ze swoich broni w powietrze, po to by pewnie postraszyć tutejszy lud. Kenzuran nie miał zamiaru na to patrzeć, więc zaciskając mocniej torbę, użył szybkiego przemieszczania się i wystrzeliwując dwa pociski ki, pozbył się dwóch oprychów. Oczywiście nastąpiły dwie eksplozje, gdyż jeździli na maszynach i te po reakcji z tak mocną energią, wybuchły. Reszta rzezimieszków zwróciła bardzo szybko na to uwagę, więc podjechali do nieznajomego i zaczęli jeździć wokół jego osoby. Było ich aktualnie sześciu plus dwóch już było martwych. Ogoniasty wypuszczając powietrze z ust, był gotowy i gdy wymierzyli w niego broń i wystrzelili, ten tylko bardzo szybko zniknął. Bandyci nie wiedzieli co się stało i chcieli już wrócić do ponawiania swojego terroru w tej wiosce, lecz ich czas się skończył.

Wojownik nie czekając dłużej, skupiał w dłoniach swoją energię Ki i wystrzeliwując kolejne pociski, bardzo szybko uśmiercił ich wszystkich za jednym zamachem. Lądując między ogniem i resztkami, to co z nich zostało, nie wiedział że ich Lider był w wiosce i mógł wziąć lud jako zakładników. Wreszcie nastąpił jakiś krzyk, który dobiegł ze środka wioski, Młody Saiyanin musiał szybko to sprawdzić. Dobiegając na miejsce zdarzenia, Przyszywany Syn Akinoriego zobaczył że Oprych ciągnie jakąś kobietę za włosy i idzie do swojego Motocyklu. Blade bardzo szybko pojawił się obok maszyny, podrzucając ją do góry i także wysadzając. Wkurzonemu Zbójowi leciała piana z ust i przykładając lufę do głowy czarnowłosej kobiety, pokazywał że on tutaj rządzi. Jego psychodeliczny uśmiech sugerował, że zaraz tak młoda kobiecina straci życie, lecz Syn Kellana był bardzo spokojny. Mrucząc coś pod nosem, znowu znikając tak jak to zrobił przedtem na oczach szóstki martwych wrogów, Lider nie wiedział co się dzieję. Doznał lekkiego szoku, dziwne że się nie zdziwił przedtem jak jego Motocykl poleciał kilka metrów do góry i wybuchł. Brat Klen pojawiając się za bandytą, chwycił jego nadgarstek i dosłownie go złamał, dzięki czemu broń upadła na glebę. Kobieta była wolna i od razu wróciła do swojego dziadka i reszty rodziny, spoglądając na dalszy spektakl. Oprych odwrócił się, używając swojej sprawnej lewej pięści, próbując trafić Ogoniastego, lecz ten tylko chwycił jego nadchodzący cios i wygiął pięść w drugą stronę, także ją łamiąc. Czarnowłosy nie miał zamiaru dłużej się tak bawić, więc przeskakując nad przeciwnikiem, chwycił go za kark i go złamał. Nie mając zamiaru zostawić coś po ich ataku na tą wieś, wyrzucił jego ciało ku górze i zmiótł je swoją energią. Po uratowaniu wioski, ludzie nadal się bali tego co się teraz z nimi stanie, bo nie wiedzieli jakie ma intencje Młody Saiyanin. Najstarszy wyszedł ze swojego namiotu z którego także bacznie obserwował swoje zdarzenie i podchodząc do młodzieńca, spojrzał mu w oczy. Był naprawdę odważny, że nie bał się takiego potwora albo raczej osoby, która jest tak potężna jak On. Blade spojrzał ko dole na Staruszka i wytłumaczył, że nic im nie zrobi i nie lubi jak komuś się coś dzieję niedobrego. Mędrzec kiwnął głową na znak, że to rozumie i wszystkich zawołał by ci nie mieli się czego bać. Wieśniacy otoczyli chłopaka, chwytając go i podrzucając do góry, uznając za bohatera. Ten kazał im przestać i gdy znowu znalazł się na glebie, skierował jedno ważne pytanie do Starszego Wioski:

-Nie ma za co. Niestety ale jednak mam bardzo ważne pytanie...Muszę się dowiedzieć, gdzie mogę odnaleźć kogoś kto zna się na kontroli Energii Ki, nie znam swoich całych możliwości, a mój dawny mentor się nie odzywa. Czy ktoś z was wie, gdzie jest jakieś odpowiednie miejsce?? - po tych słowach, wszyscy się bardzo długo zastanawiali i szeptali między sobą. Mistrz Wioski za chwilę stuknął laską i znał już odpowiedź dla Wojownika:

-Hmmm, o ile mnie pamięć nie myli, jest takie jedno miejsce. Jeden z naszych wpierw udał się do tybetu, lecz wysyłając nam list, poinformował nas że znajduje się na jakiejś wyspie. Trenuje go niejaki Mistrz Roshi...Udał się w stronę przeciwną słońcu, a na pewno tam dotrzesz... - Mędrzec rzucił jeszcze na koniec swoich słów ciepły uśmiech. Syn Kellana zrozumiał to wszystko i dziękując, znowu zacisnął mocniej swoją torbę i od razu ruszył w drogę. Chciał przez chwilę zostać z tutejszym ludem, ale naprawdę zależało mu na czasie. Znał także imię młodzika, który się tam udał, nazywał się Krilin. Nie potrzebne mu to było teraz, ale Blade ma nadzieję że uda mu się je zapamiętać. Używając swojej aury energii, znowu przyśpieszył swój lot, miał nadzieję że tym razem nie napotka żadnych kłopotów. Wreszcie gdy zaczął nastawać poranek, Czarnooki zobaczył że widzi już w oddali kilka wysp i teraz musiał wypatrzeć taką gdzieś ktoś mieszka albo trenuje. Niestety nie znalazł nikogo na tych większych archipelagach, więc postanowił poszukać na takich mniejszych wysepkach. Po dostrzeżeniu wreszcie tego miejsca, a dokładniej Bordowego Dachu budowli, ruszył w tamtą stronę. Po wylądowaniu, Wojownik mógł zobaczyć że Starszy Mężczyzna z podparciem w dłoni oraz stojącymi przed nimi dwoma adeptami, ciężko ich trenował. Mistrz słysząc wiatr za swoimi plecami, który się nagle wzmocnił, odwrócił się by zobaczyć gościa albo nieprzyjaciela. Zbliżył się do niego, ciągle się podpierając laską i rzekł w jego stronę:

-Witaj na mojej wyspie. W czym mogę ci pomóc chłopcze, hmm? - zmarszczył delikatnie brwi i stał z poważną miną, wyczekując na odpowiedź. Dokładnie sprawdził Wojownika, wypatrując czy nie ma może jakiś emblematów związanych z Armią Czerwonej Wstęgi i być może nie jest zmechanizowany. Była chwila ciszy, aż wreszcie Ogoniasty zebrał się w sobie i wypowiedział następujące słowa:

-Witaj, dowiedziałem się od Wioski gdzie kiedyś mieszkał Krilin, że przyleciał do ciebie na treningi. Chodzi mi o to, że potrzebuje nauczyć się panować nad swoją mocą, a dokładnie nad kontrolowaniem Ki, wyczuwanie jej oraz przydałyby mi się jakieś ciekawe umiejętności i techniki...Tylko teraz na język wysuwa się jedno pytanie, czy mógłbyś mnie nauczyć czegokolwiek?? - zapytał i delikatnie zacisnął dłonie, bo wiedział że może zawsze zostać odrzucony. Błysk okularów Mistrza sugerował, że to jest bardzo dla niego ciężka decyzja, wypuścił powietrze i schrypniętym głosem odpowiedział:

-Wiesz, pewnie znalazłoby się miejsce jeszcze na dodatkową osobę...Nie wyglądasz na jakąś mizerną osobę, ale mogę zapytać czy w ogóle kiedyś trenowałeś?? - obserwował bacznie jego tors i widział, że jest prawie dobrze zbudowane. Nie było to dziwne, wreszcie Blade jako młodziak trenował pod okiem najlepszym trenerów na Lodowym Królestwie i każdy punkt jego ciała był wzmacniany i po paru latach był dobrze wyrzeźbiony. Czarnowłosy od razu odpowiedział:
-Oczywiście że tak, trenowałem bardzo dużo pod okiem jednym z lepszy trenerów, ale przez wielką wojnę większość z nich poniosła sromotną klęskę i nie żyją... - musiał niestety skłamać, bo wiedział że przez jego furię i wybuch złości, on tak naprawdę zabił większą część. Roshi myśląc tak przez chwilę, zamachnął się laską i sprawdził reakcje Młodego Saiyanina. Ten skupił się bardziej i uchylił się kija Starego Mistrza, a za chwilę usłyszał z jego strony następujące słowa:
-No dobrze, widać że uważasz na wszystko. Mam dwóch uczniów, ale co mi szkodzi, taki wysoki też mi się przyda. Skoro masz dołączyć do mojej szkoły, załatwię ci niedługo strój Gi, czyli kimono z logiem mojej szkoły, dobrze?? - powiedział to, bo widząc nowo przybyłą osobę, która nie miała górnej części ubrań i poniszczone spodnie, to fakt jakieś nowe ubrania się przydadzą. Syn Kellana zamyślił się, bo z chęcią przyozdobił by się jakimś nowym ciuszkiem, dlatego też zapytał się od razu:

-No dobrze, nowy strój faktycznie mi się przyda, haha...A mogę zapytać czy jest szansa na jakiś własny pomysł kolorów?? - uniósł jedną brew i był ciekaw czy jest taka opcja. Mistrz chciał zostać przy Pomarańczowo-niebieskim kolorze, ale jeśli ktoś chciał inaczej, nie miał wyboru:

-Mogę zrobić wyjątek, a jakie to mają być kolory... - zapytał się o pogładził się po swojej brodzie, wyczekując na odpowiedź ze strony Wojownika. Kenzuran uśmiechnął się i od razu odpowiedział:

-Mogę oczywiście prosić o podobnym krój jaki noszą twoi uczniowie, ale z tym że ja chcę zwykły brązowy pas i buty, które są zapinane najlepiej na dwie klamry, jeśli to nie jest kłopot. - wytłumaczył wszystko Staremu Mędrcowi, a ten tylko kiwnął głową i wypowiedział się znów w jego stronę:

-To nie będzie jakiś wielki problem, a więc zatem witaj jako mój nowy Uczeń... - po tych słowach, bardzo szybko odwrócił się do dwóch innych uczniów i tłumacząc im ich zadanie. Ogoniasty był bardzo ciekawy o co chodzi, więc zbliżył się delikatnie bliżej i dowiedział się, że te maluszki muszą donieść mleko w wyznaczone na kartce miejsca zamieszkania, ponieważ to jest ich trening. Roshi także oznajmił, że muszą sobie poradzić bez niego, gdyż on będzie miał na głowie nowego ucznia, ci mieli wiele za i przeciw, ale wreszcie ustąpili i zgodzili się. Mędrzec znowu wracając do Czarnookiego, zobaczył że ten zmienił chyba miejsce przedtem gdzie stał i machnął dłonią by powędrował za nim. Mistrz wskakując na żółwia, można było zobaczyć że ten zaczyna tak jakby się obracać i unosić się nad ziemią, co było niesamowitą rzeczą dla Wojownika. Podziwiał to przez chwilę, aż w końcu Roshi pstryknął palcami i obudził chłopaka z transu, by wyruszył za nim. Za jaki czas, dotarli na inną wyspę, gdzie znajdował się las, ponieważ Mentor chciał sprawdzić jak silny jest Mężczyzna. Kazał jak najszybciej ścinać drzewa, te które były na jego linii wzroku.  Brat Klen walnął w otwartą pięść i bardzo szybko ruszył, tnąc je jedną po drugim, używając przy tym swoich pięści. Roshi prawie z wrażenia upadła laska, ponieważ dawno nie widział tak czystej siły, która była w pełni opanowana, ale jednak nie do końca. Mędrzec widział naprawdę wielki potencjał w tym młodzieńcu, dlatego też gdy zaczynało się chować słońce, zaczęli wracać. Po powrocie, wyglądało na to że dwóch młodych adeptów także wróciło z zadania i czarnowłosy chłopiec z dość mocno szpiczastymi włosami stał na jakiejś dziwnej chmurze, która go unosiła w górze. Młodziak schodząc z żółtego dziwnego środka transportu, podszedł do Mistrza i wytłumaczył o bardzo nieprzyjemnej sytuacji, a za chwile Roshi spoważniał i wykrzyknął do wszystkich:

-WYRUSZAMY DO PŁONĄCEJ GÓRY! - Niestety Blade nie wiedział o co chodzi, ale także skupiony i podekscytowany tym co się dzieję, wyruszył za resztą osób. Wyruszył za żółtą chmurką, na której stał Szpiczastowłosy oraz Krilin, którego głowa była łysa. Po jakimś czasie, wreszcie we troje dolecieli na miejsce, gdzie wielkie zamczysko stało w ogniu, oraz budowa znajdowała się na sporej górze. Po wylądowaniu pośród Ludzi, gdzie był King Ox wraz ze swoją Córką, wyczekiwali z niecierpliwością na wielkiego Mistrza. Ten niestety jak zwykle się spóźniał, bo jego żółw nie był taki szybki jak chmura Kinto, ale kiedy wreszcie udało mu się przybyć to zszedł ze swojego Żołwia i zaczął wszystko analizować. Po zrozumieniu tego co się stało, wypuścił nozdrzami dość dużo powietrza i zrzucił z siebie swoją koszulę, zwracając uwagę na siebie niebieskowłosej dziewczynki. Wskakując na murek, zaczął chyba skupiać swoją energię, bo tak po części wydawało się Kenzuranowi. Przez to, że już miał trochę w pamięci z lekcji od Wilka, odczuwał dziwny dyskomfort ze strony Roshiego. Ten nagle przybrał bardzo mocno na masie mięśniowej i wykonując jakieś gesty, a raczej przygotowania, wreszcie wycofał złączone nadgarstki do tyłu i wypowiadał następujące słowa. Można było usłyszeć coś jak "Kaaaa-Meeeee-Haaaa-Meeee", aż tu nagle wypchnięte dłonie wysłały potężną biało-niebieską falę energii, która była skierowana na ogień i za chwilę nastąpiła potężna eksplozja. Niestety, przez to że moc była dość spora, mimo tego gasząc ogień, zniszczyła przy tym wszystkim Pałaca oraz Górę. Za chwilę łapiąc dech w piersi, Starzec zmniejszył się do swoich normalnych rozmiarów i musiał chwileczkę odpocząć. Można było zobaczyć, że tutejszy Władca zbliżył się do niego i zaczął mu w połowie dziękować i w połowie był wkurzony, że będzie musiał budować wszystko od nowa. Czarnowłosy nadal był w szoku i słysząc za sobą głos tego Szpiczastowłosego, który twierdził że też może tak zrobić, za moment później, udało mu się to. Na szczęście on swoją falą uderzeniową nie wyrządził wiele szkód, tylko zniszczył samochód, który także należał do Władcy Góry. Ogoniasty także chciał opanować tą technikę, lecz nie ma zamiaru teraz próbować z niej strzelać. Nie chcę nikogo narażać, a gdy wszyscy już byli przez ten czas gotowi, zaczęli wracać do domu. Po powrocie na wyspę, zanim wszyscy poszli spać, Młody Saiyanin zatrzymał Mędrca i zapytał go:

-Myślisz, że ja także mógłbym użyć takiej techniki, tylko jeszcze potrzebuje się dowiedzieć jak się nazywa... - drapiąc się po tyle swojej głowy, czekał aż Mistrz mu odpowie. Staruszek tylko westchnął pod nosem i odpowiedział mu:

-Hmmm, ta technika zawsze była nazywana Kamehameha, czyli w skrócie Potężną falą uderzeniową energii. Jeśli masz taki potencjał jak Goku, to na pewno ci się to uda. Ja się uczyłem tej techniki pięćdziesiąt lat, a ten młodziak w mgnieniu oka ją wystrzelił...niewiarygodne...No nic, czas spać i jutro zobaczymy czy ci się uda! - stuknął podparciem o drewnianą podłogę i zaprosił młodzieńca do domu, by pokazać mu gdzie będzie spał. Po okazaniu mu całego mieszkania, wskazał mu drugą część pokoju gdzie dwóch chłopców spało niedaleko. Czarnooki tylko kiwnął w podzięce i widząc, że maluchy już śpią, postanowił przed snem coś przetestować. Wyskakując przez okno tego jedno piętrowego budynku, wylądował na piasku. Czuł, że jest dosyć miękki, gdyż woda od czasu do czasu wypływała na brzeg, a zaraz wracała z powrotem. Młody Saiyanin wypuszczając powietrze, skupił się. Zamykając na chwilę oczy, zbierał swoją energię, ponieważ jeszcze nie potrafił nad nią do końca panować. Chwila skupienia i wreszcie odczuwał, że jest gotowy dlatego też przybierając pozycję taką jak przedtem Mistrz Roshi, ustawił się. Złączył dwa nadgarstki, a potem gdy schował je po lewym boku jego pleców, wypowiadał powoli słowa. Wszystko na spokojnie powtarzał, aż wreszcie wykrzykując ostatnie "HAAAAAAAAA!!!" , wypchnął dłonie przed siebie i wystrzelił błękitną-biały promień energii. Syn Kellana rozszerzył oczy, ponieważ nie wiedział, a raczej nie pamiętał że umiał korzystać z energii i wystrzeliwać tak potężne techniki. Fala uderzeniowa zrobiła tak jakby ścieżkę na wodzie, która rozdzieliła wodę na dwie części, ale za chwilę znów była normalna. Ta umiejętność była mocniejsza niż jego Mistrza i nie wiedział jakim cudem do tego doszło. Mędrzec dobrze ukryty, spoglądał bacznie na chłopaka i to co przedtem powiedział, spełniło się. Kenzuran miał wielki potencjał, tylko jeszcze w pełni nie potrafił go kontrolować, musiał z wiekiem czasu się go po prostu nauczyć. Wreszcie zdecydowany, że jednak nie potrzebny mu Mistrz, chciał od tak ich po prostu opuścić. Coś go jednak zatrzymało, coś kazało mu tutaj zostać, wreszcie kto go nauczy tajników panowania nad energią Ki i kontrolą innych ciekawych zdolności? Ogoniasty westchnął pod nosem i odwracając się, postanowił jednak że nie będzie już hałasował w mieszkaniu więc przysiadł sobie pod palmą i udał się spać.

Po przespaniu całej nocy, otwierając delikatnie oczy, dostrzegł że stoi nad nim Staruszek a zaraz za nim dwaj jego inni uczniowie. Nie czekając ani chwili dłużej, bardzo szybko znalazł sie na i czekał na polecenie swojego nowego mentora. Mistrz wytłumaczył mu tylko, że dzisiaj będą robić dobre uczynki, będą pomagać ludziom w potrzebie, przykładowo przy noszeniu towarów i innych rzeczy, dlatego żeby stać się o wiele silniejsi. Oznajmił zaraz potem, że niedługo będzie odbywał się Turniej zwanym Budokai Tenkaichi, na który wybierają się wszyscy silny śmiałkowie, by zmierzyć się z innymi. Blade'a wreszcie coś zaciekawiło, odczuwał ekscytacje i już nie mógł się tego wszystkiego doczekać. Czworo-osoba drużyna wyruszyła i po udzieleniu pomocy innym osobom oraz z tej niższej hierarchii społeczeństwa, powrócili znowu na wyspę i od razu wszyscy udali się spać. Czarnooki postanowił ciągle spać pod palmą, po prostu wiedział że w domu będzie jeszcze goręcej, a były naprawdę niesamowicie ciepłe dni. Tym razem wyjątkowo wstając wcześniej przed wszystkimi, zajrzał do swojej torby, która stała pod budynkiem i zjadł sobie trochę chleba z jakąś kiełbasą. Oczywiście mając na myśli że trochę, prawie opędzlował wszystko to co mu dał Generał wraz z jego towarzyszami. Był ciekaw czy u nich było wszystko w porządku, ale nie rozumiejąc dlaczego, martwił się o nich. Tak naprawdę to przecież nie były dla niego żadne ważne osoby, mimo iż to że mu pomagały. Po dobrym i solidnym posiłku, szybko podbiegł pod drzewko i czekając wyprostowany, kątem oka dostrzegł że nastaje nowy dzień. Starzec jako pierwszy opuścił swoje lokum i ze zmartwioną minął, kierował się w stronę Mężczyzny. Stając przed jego osobą, wypuścił powietrze i ze smutkiem, powiedział do niego:

-Mój drogi Chłopcze, chyba nasze drogi muszą się rozejść. Muszę ci oznajmić, że nie mogę cie niczego więcej nauczyć, myślałem że jednak jest taka szansa, ale ty po prostu jesteś...dobry w tym co robisz. Na domiar tego, masz niesamowitą energię i muszę ci się przyznać, widziałem jak robisz Fale uderzeniową. Oznajmiam iż, nie mogę cie niczego więcej nauczyć, przykro mi... - spojrzał teraz bardziej poważnie, by dodać trochę otuchy Wojownikowi. Brat Klen nie wiedział co powiedzieć, był delikatnie wkurzony ale odczuwał pewną satysfakcję tego, że jednak coś osiągnął. Nie odzywając się wcale, podbiegł do torby i przekładając ją przez ramię, po prostu odleciał. Przez chwilę miał intencję zniszczenia całej wyspy i wszystkich osób, które się tam znajdowały lecz jednak powstrzymał się. Zachowując jednak kulturę, aktywował aurę i odleciał stąd w poszukiwaniu nowego Mistrza, jeśli takowego uda mu się znaleźć.

Tymczasem na Planecie Draconis

Poważny Generał wraz z dwójką swoich znajomych, wreszcie powrócili na swoją rodzinną planetę. Oczywiście Drake nie chciał wracać, ponieważ miał intencję dania pomocy temu chłopakowi, ale z drugiej strony, znowu odzyskał swoje stanowisko i musiał się zająć wojnami i strategami dla swojego Królestwa. Dowódca siedząc wygodnie w fotelu, spoglądał ciągle na naszyjnik, ponieważ był nim niesamowicie zaintrygowany. Dostrzegł, że tam gdzie znajduje się smocze oko, te na chwilę zaczęło żarzyć się na czerwono, ale to była tylko krótka chwila. Najwyraźniej przedmiot chciał mu coś zasugerować, ale czy aby na pewno? Po wylądowaniu na planecie, Drake od razu ruszył w stronę swojej kwatery, nawet nie żegnając się z Keiem czy też Tenshi. Musiał niestety potraktować ich jako zwykłe pospólstwo, co było naprawdę dziwne z jego strony. Niestety nie wiedział, że naszyjnik zaczął swoje harce i zaczął mu trochę mieszać w głowie, ale czy zdoła nad tym zapanować? Po powrocie do swojej komnaty, biorąc prysznic i kładąc się spać, usłyszał jak ktoś wchodzi do jego pokoju. To była Tenshi, straż wiedziała kim ona jest, więc ją po prostu wpuścili. Fioletowłosa rozpięła swoje włosy i położyła się u jego boku, ponieważ nadal się o niego martwiła po tym incydencie co jej Braciak odwalił. Po upłynięciu jednej nocy, nastał nowy dzień, a Altair wreszcie ziewając pod nosem, rozciągnął się. Bardzo szybko się ubrał, umył swoją twarz i był zadowolony z tej dobrej części, która minęła w nocy. Kobieta bardzo dobrze o niego zadbała, ale to nie było teraz istotne, ponieważ musiał on wyruszyć do swojego nowego Króla, dowiedzieć się co dalej. Drake docierając do Sali Tronowej, zobaczył że Suzaku siedzi na największym krześle i od razu usłyszał jego młody poważny ton:

-Witaj ponownie, Altairze. Jakie przysyłasz nam wieści, proszę cie o raport - młody Król chciał naśladować swojego Ojca, ale coś mu nie wychodziło. Dowódca Smoczej Armii pokłonił się i odpowiedział:

-Tak jak było wszystko ustalane, Chłopak znowu znajduje się na swojej planecie.. - powiedział i czekał na dalsze instrukcje ze strony Nowego Króla. Suzaku odchrząkując, zaczął dłuższy monolog:

-No dobrze, w takim razie wiesz co teraz będzie? Pamiętasz podczas gdy on był nieprzytomny i nasze komputery badały jego ciało, wykryły silną anomalię związaną z Czarną dziurą, oznacza to że nie jest z naszego wszechświata, tylko z zupełnie innego. Nie może tutaj zostać, ponieważ skutki mogą być dla nas niewiadome. Anomalia na szczęście nie stanowi dla nas jakiegoś wielkiego zagrożenia, więc tym się nie musimy przejmować. Musi minąć trochę czasu, aż wreszcie nasi najlepsi eksperci oraz naukowcy skończą budować Machinę Czasu, potem dopasować ją do jakiegoś statku i wysłać go z powrotem, tam skąd przybył. Mam nadzieję, że jest to dla ciebie wszystko zrozumiałe, Panie Drake? - pytając go o to, chwycił się za swoją ogoloną bródkę i czekał na jego reakcje oraz odpowiedź. Generał wszystko kalkulując, wreszcie kiwnął głową i zadał tylko jedno pytanie:

-Wszystko zrozumiałe, ale mam jedno pytanie, które nasuwa mi się na język. Czy on ma sam polecieć, będzie wiedział jak to wszystko działa? - rzucając pytanie, Król tylko zaśmiał się pod nosem i postanowił mu to wytłumaczyć:

-Tak, nie musisz się o to martwić. Naukowcy wszystko tak dobrze zaprogramują, że on tylko będzie musiał wsiąść na statek, odlecieć nim trochę a gdy przyśpieszy do danej prędkości, Machina czasu sama zareaguje i stworzy portal, który pozwoli mu wrócić do siebie. Muszę jeszcze dodać, że musi sam lecieć, gdyż w jego wszechświecie zapewne także znajduje się twój ludzki potomek, który także będzie mieszkał na innej Ziemi... - mówiąc to, Drake delikatnie się zdziwił. Nic z tego nie rozumiał, zdziwił go sam fakt, że on może mieć jakiegoś potomka, to było dla niego przez chwilę nielogiczne. Postanowił znowu zadać pytanie, bo był ciekawy i chciał znać odpowiedź:

-Będę miał potomka, ale niby jakim cudem i z kim i gdzie i jak? O co tutaj chodzi... - był delikatnie zakłopotany, ale za chwilę powrócił do normalnych zmysłów. Suzaku już chciał go uspokoić, ale tylko rzucił mu ciepły uśmiech i odpowiedział:

-Hmmm, dokładnie jakby miał to ująć to jesteś Prapraprzodkiem swojej rodziny i nie pytaj mnie skąd o tym wiem, bo sam niestety nie jestem pewien. Po prostu miałem bardzo dziwną wizję, a nie zdarza mi się to tak często, no i jest jeszcze jedna drobna sprawa. Będziesz mi musiał niestety oddać smoczy Naszyjnik, gdyż nie dawno jeszcze należał do twojego Króla, a mojego martwego Ojca. Sprawa wygląda tak, że medalion musi zostać wręczony twojemu potomkowi, bo On także odegra swoją rolę w świecie tego wilczego chłopaka, mam nadzieję że się rozumiemy?? - pytając go o to, Generał pokazał swoją delikatną złość. Zacisnąwszy mocniej przedmiot w swojej dłoni, chciał go zachować dla siebie, wreszcie Lelouch przez dłuższy czas miał go dla siebie i używał jego mocy gdy tylko chciał. Dowódcy Smoczej Armii nigdy nie było to potrzebne, chyba że sprawa naprawdę wyglądałaby na niebezpieczną. Chciałby móc potrafić chronić Tenshi i resztę swoich znajomych, a teraz jedyna szansa miała mu przepaść. Napinając mięśnie, będąc na pozycji Generała, ośmielił się podnieść głos na swojego Króla:

-ZAPOMNIJ! Należy on teraz do mnie i ci go nie oddam, chcę chronić tych na których mi zależy i wspomagać nasze armię w podbojach nowy planet! - Tym razem szala na chwilę stała po stronie Altaira, ale czy na długo. Suzaku delikatnie się zdenerwował i aż podnosząc swoje jestestwo z Tronu, rzekł w jego stronę:
-Na pewno chcesz ze mną walczyć o taką błahostkę. Poprosimy po prostu najlepszych mechaników by ci skonstruowali potężną nano zbroję, która ci pozwoli wszystko to robić...Nie chcesz chyba by w naszym Wszechświecie powstało więcej niewiadomych, które miałyby się potoczyć inaczej, prawda?? - Po tych słowach, Drake delikatnie ochłonął i to co powiedział nowy Król, miało sens. Opuszczając ramiona w dół, dał za wygraną i odpowiedział mu, przy okazji kierując się w jego stronę:

-No dobrze....masz całkowitą rację Suz....to znaczy Królu... - po tych słowach, oddał medalion nowemu Władcy i odsunął się za chwilę kilka kroków w tył. Mając już zamiar opuścić salę tronową, Księżniczka wstała i zatrzymała głosem swojego Generała:

-Zaczekaj chwilę. Jest jeszcze dość istotna kwestia. Mogłabym cie poprosić byś za tydzień znów powrócił na Ziemie, chodzi mi o to że musisz przyprowadzić tego młodzieńca, ponieważ za mniej więcej tyle czasu Machina Czasu zostanie zbudowana. Czy zrobisz to dla Królestwa, byśmy mogli wieść normalne i spokojne życie?? - zapytała się go, robiąc naprawdę słodką mordkę. Dowódca zrobił minę "jezu, jak ona pięknie prosi i słodko wygląda", ale zaraz potrząsnął głową i odpowiedział:

-Oczywiście Moja Pani, jak rozkażesz.. - No cóż, wyglądało na to że teraz mógł mieć drugą kandydatkę na żonę. Przywódca kłaniając się przed Władcami, oddalił się w swoją stronę. Zastanawiał się teraz nad tą całą sytuację, ponieważ nadal nie wiedział kto chciał go zabić i kto za tym wszystkim stał, wreszcie Keiowi ktoś musiał polecić to zlecenie. Docierając na piętro z kwaterami, dowiedział się także że Kei oraz Tenshi się wprowadzili i nie będą więcej mieszkać na brudnym osiedlu, albo raczej slumsach. Stając przed pokojem, który był okupywany przez Brata Tenshi, słyszał z niego dziwne jęki i aż bał się pukać przez chwilę. Łapiąc porządny oddech i nie czekając na nic dłużej, zapukał kilkukrotnie w drzwi. Kiedy wejście się otworzyło, mógł zobaczyć Białowłosego w samym ręczniku, oznaczało to że Generał zapukał gdzie było aktualnie pukanie. Z drażniony Brat Tenshi miał już wystającą żyłkę na czole i rzucił w niego po cichu słowa:

-Musiałeś akurat do cholery akurat teraz przyjść!? - pokazując swoje kły, Generał wiedział że naprawdę wybrał niezbyt przyjemny moment. Dowódca westchnął pod nosem i odpowiedział:

-Przykro mi...nie wiedziałem że uprawiasz seks teraz, bo niby skąd mam to wiedzieć... - prychnął i skrzyżował przedramiona na swoim torsie. Kei chciał zaraź urządzić mu awanti, ale tylko warknął i rzekł:

-No tak...mój błąd. No dobra, czego do cholery ode mnie chcesz?? - był pogniewany, ale za chwilę poczuł na gardle dłoń Generała i wiedział, że źle się do niego odezwał.

-Po pierwsze, nie tym tonem gówniarzu, a po drugie mam tylko jedno pytanie. Kto zlecił ci zabójstwo na moją osobę, potrzebuje tej informacji i daje ci spokój... - puszczając grdykę chłopaka, ten się trochę zakrztusił i spojrzał na niego tym razem podkulony i przestraszony. Brat Tenshi przez chwilę nie miał zamiaru mówić kto to zrobił, ale się przełamał i odpowiedział:

-To idealnie pytanie....zadałeś...No ale dobrze. Ja z Tenshi....mamy jeszcze jednego Brata, który jest najstarszy, to był jego pomysł. Jego imię to Slashu, mieszka na odludzi ponieważ naprawdę nie przepada za naszym narodem, jest po prostu rasistą. Jeśli wiesz, gdzie jest miejsce kosmicznych przyczep kempingowych, na pewno go szybko znajdziesz. Dodam tylko, że tak naprawdę chciał uprawiać Kazirodztwo z Tenshi i zazdrościł tego, że ona wybrała ciebie, no i chciał mieć naszyjnik by cie zgnieść jak robaka, to jego słowa...wystarczy? - spojrzał na niego ciekawsku i Drake już wiedział wszystko, właśnie to mu było potrzebne. Odwracając się do niego bokiem, odpowiedział mu:

-Tak, dziękuje za informacje. Powodzenia w dalszych igraszkach i nie zapominaj km jestem szczeniaku... - posłał mu na koniec przeszywając spojrzenie, które mogłoby zabić, ale tak naprawdę nie mogło. Kei tylko przełknął ślinę i wrócił do siebie. Wyruszając do Tenshi, wszedł na luzie tak do pukania, tak jakby był u siebie. Tłumacząc wszystko kobiecie, ta się trochę przeraziła bo nie chciała śmierci Slasha, ale przez to co jej robił w młodszych latach, to było faktycznie dla niej straszne. Drake otwierając szafę, bo młodszy braciszek chciał okupować wszystkie miejsca, nawet w pokoju siostry, znalazł karabin Snajperski, który należał do Białowłosego. Przełożył go sobie przez plecy i gdy już chciał ruszyć na lądowisko, poczuł dłoń na swoim nadgarstku i usłyszał słowa:

-Co chcesz zrobić!? Co ci Kei powiedział znowu?? - delikatnie można było odczuć, że się trzęsła, ale nie musiała długo czekać na odpowiedź. Generał wypuszczając powietrze, odpowiedział jej:

-Kei mi wyjaśnił kto chciał się mnie pozbyć i moim zadaniem jest teraz pozbyć się pierwszy chwasta niż ten wykona kolejny ruch... - mówiąc to, wyrwał się z dłoni dziewczyny i już chciał wychodzić. Tenshi jedna tupnęła nogą i krzyknęła do niego:

-NIE PROSZĘ! On także jest moim bratem, oczywiście nie mam zamiaru mu wybaczyć za to co mi robił w czasach młodości, ale jednak nadal to jest rodzina! - rzuciła się w jego stronę i objęła jego plecy. Dowódca Smoczej Armii wypuścił nosem powietrze i zapytał się jej:

-Czyli wiedziałaś też o kogo chodzi i nie chciałaś mi powiedzieć... -zapytał się jej, a ta miała łzy w oczach i upadła na kolana, odpowiadając mu:
-Tak...i przepraszam cie... Wiedziałam co planuje Slashu, ponieważ kazał mi cie zasztyletować gdy się ukrywałeś u mnie wraz z tym wilczym chłopakiem...Naprawdę przepraszam... - zasłaniając swoją twarz, nadal płakała jak dziecko. Altair nie miał zamiaru by tak to wyglądało, więc chwycił ją delikatnie i posądzając ją na kanapie, uśmiechnął się w jej stronę i odpowiedział, przy okazyjnie wycierając łzy z jej policzków:

-Nie martw się, wierzę że twoje serce wybrało lepiej...Postaram się być dla niego delikatny, musi chociaż ucierpieć psychicznie! - powiedział i jej i jeszcze tuląc ją na koniec, wstał z kanapy i opuścił jej pokój. Trafiając bardzo szybko do hangaru, wskoczył w pierwszy lepszy myśliwiec i od razu wyruszył na postój przyczep kempingowych. Po doleceniu do wyznaczonego miejsca, wylądował sobie na wzgórzu na którym mógł widzieć wszystkie kosmiczne przyczepy. Wreszcie Lider Smoczej Armii był także niegdyś w wojsku, więc wiedział jak to wszystko załatwić. Przybierając pozycję snajperską, kładąc się na brzuchu i przeglądając wszystkie przyczepy, gdzie miał natrafić na taką, która miała Literę S na namalowaną na ścianę, musiał ją znaleźć. Przedtem dowiedział się o informacji, która mu powiedziała Tenshi, że musi właśnie szukać takiej przyczepy z takim logiem na jej ściance. Dostrzegł w pewnej chwili, że ktoś z jednego znajdujących się na dole kamperów, wychyla przez okno i jest uzbrojony. Nie wiedząc czemu, osoba za szybą bardzo szybko okno i wymierzyła w jego stronę, więc nie miał zamiaru dłużej czekać i uniknął nadchodzącego pocisku. Generał domyślał się, że ktoś go ostrzegł, oczywiście przeczuwał że to może być zatroskana siostrzyczka albo głupiutki brat. Chowając się za drzewem i używając lunety, starał się znaleźć pojazd z który został oddany strzał. Przez to, że nagle co poniektóre osoby wysiadły ze swoich kosmicznych kamperów, bo były zdezorientowane i przestraszone co usłyszeli. Po chwili szukania, zobaczył że ściana jednego z kamperów jest pokryta kwadratowym czarnym materiałem, który zasłaniał napis.

Bardzo szybko robiąc swój ruch, wychylił się zza drzewa, przykucnął i od razu wystrzelił w otwarte okno. Za chwilę padł kolejny wystrzał, pocisk otarł się o ramię Drake'a przez co ten syknął i przeturlał się szybko gdzieś na bok. Tym razem żarty się skończyły, nie obchodziła go Tenshi czy też Kei, wiedział że wróg nie odda się dobrowolnie do więzienia, więc wymierzył w bak z benzyną i posyłając kule w tamtą stronę, powstała silna eksplozja. Slashu wychylając się przez swój szyberdach, tym razem ponownie wystrzelił trafny pocisk, który poranił nogę Generała. Dowódca Smoczej Armii musiał wytrzymać, nie musiał by się tak z tym wszystkim pieścić gdyby miał na sobie smoczy Naszyjnik. Wreszcie przez sekwencje różnych eksplozji, Najstarszy Brat Keia i Tenshi tak się cieszył zwycięstwem i powaleniem Altaira, że nie zauważył gdy wybuchy doszły do jego przyczepy i wysadziły go z jego własnym małym domostwem. Drake nie czekając dłużej, kulejąc pomknął ku pojazdowi, nie miał zamiaru zostać namierzony jako Morderca i zostać zdegradowany do poziomu zwykłego piechociarza. Jakby prasa się dowiedziała, nie wiedziałby co by wszyscy o nim myśleli. Po dotarciu do statku, bardzo szybko się stąd uwinął i postanowił wrócić do siebie. Lecąc tak, mógł zobaczyć że na powietrznej trasie, z przeciwległej strony zmierza Policja, wraz ze Strażą Pożarną oraz karetkami. Na szczęście, lecąc w pierwszym lepszym myśliwcu, Smocza Policja nie poznała że jest to Smoczy Myśliwiec, mieli ważniejsze rzeczy na głowie. Po minięciu pół godziny, wreszcie Generał doleciał z powrotem do Królewskiego Miasta i udał się do swojego pokoju, oczywiście przedtem odstawiając myśliwiec w dogodne miejsce hangarowe. Tenshi za chwilę została o tym poinformowana, że Lider Smoczych jednostek powrócił i gdy wbiegła do jego komnaty, widziała że krwawi z dwóch miejsc. Fioletowłosa bardzo szybko wzięła z łazienki apteczkę i zaczęła pomagać w zdjęciu ubrań, no i oczywiście zaczęła go opatrywać. Dbając o jego rany, usłyszała tylko syk ponieważ fakt, jak się polewa ranę wodą utlenioną, to ta jednak daje takie nieprzyjemne uczucie. Musiał być dzielnym chłopcem i jakoś się z tym przemęczyć. Przeczołgał się po kanapie, chwytając za barek i otworzył sobie jakieś dobre wino, które za chwile bardzo szybko zniknęło. To był jego środy narkozo-wy oraz taki, który go delikatnie zamulił i przez to wszystko zasnął na kanapie. Kobieta potrząsnęła głową i gdy opatrzyła jego rany, ułożyła go tak żeby nie miał potem jakiś dziwnych bólów w różnych miejscach. Teraz gdy już wiedział, że pozbył się problemu, mógł spać spokojnie. Co będzie dalej? Jak potoczą się losy Saiyanina i Drakonianina? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Wto Mar 26, 2019 1:48 am
Rozdział 12: Demony !?

Kenzuran po opuszczeniu wyspy Żółwiego Pustelnika, miał zamiar ją zniszczyć. Nie zrobił tego, więc jego nowy celem było znalezienie nowego Mistrza. Czarnowłosy chciał i nawet musiał nauczyć się czegoś więcej o swoich mocach, ale niestety nie wiedział kto mu łaskawie może udzielić takich rad. Przelatując nad nizinną krainą, także miał nadzieję że spotka na swojej drodze jakiś przeciwników, wreszcie nie chciał wyjść z forum i odczuwał taką potrzebę przypierdzielenia komuś porządnie. Upłynąwszy piętnaście minut później, wreszcie Ogoniasty swoimi oczkami dostrzegł jakąś cywilizację, więc aktywował aurę wokół swojej osoby i przyśpieszył. Czarnooki dobrze pamiętał, że nie może się zbytnio rzucać, więc wylądował trochę wcześniej by nie stanowić zagrożenia. Dostrzegł swoim spojrzeniem, że przy bramach stoją jacyś strażnicy, którzy postawili szlabany i sprawdzają wszystkich cywilów. Wydawało się to wszystko podejrzane, ale Wojownik nie miał innego wyboru, więc szedł w kierunku mostu i kiedy wreszcie się zatrzymał na chwilę, patrzył jak ludzie przemierzali drogę z innego miasta do jeszcze innego. Musiał się dowiedzieć o co tutaj konkretnie chodzi, ponieważ bardzo mu się to nie podobało. Podchodząc do szlabanu, zbliżył się w jego stronę jeden ze Strażników, który to pokazał mu dłonią stop i odezwał się:

-STAĆ! Nie ma przejścia - odpowiedział Synowi Kellana, który nie łapał o co chodzi, więc nie miał zamiaru czekać i zapytał się:

-Właśnie chcę zapytać dlaczego, czy coś się stało w mieście? - uniósł jedną brew ku górze i zauważył, że ochroniarz powoli zaczął się pieklić że jakiś smarkacz zadaje mu takie głupie pytania. Walnął metalowym końcem swojej włóczni o chodnik i odpowiedział:

-Tak...miasto zostało zaatakowane przez jakieś dziwne stworzenia, dlatego właśnie mamy tutaj ewakuacje ludzi, a druga sprawa jest taka że nie chcemy nikogo wpuszczać i nie mamy zamiaru narażać niewinnych żyć. - wypuszczając powietrze, już chciał odejść po wytłumaczeniu wszystkiego, lecz Młody Saiyanin był uparty i rzucił szybko w jego stronę:

-Stój, a jeśli pomogę miastu, będę mógł swobodnie wejść? - Włócznik usłyszawszy to prawie się zakrztusił się śmiechu. Podszedł ponownie delikatnie uradowany pod szlaban i odpowiedział:
-Haha, dawno się tak nie uśmiałem...Ty chcesz pomóc niby miastu?? Nie żartuj sobie chłopcze, idź lepiej przekopać jakieś grządki, to nie miejsce dla smarkaczy... - Blade usłyszawszy to, nie miał zamiaru być dłużej delikatny dla strażnika. Aktywując aurę i zwracając przy tym uwagę Ochrony, rozciął jednym cięciem wyprostowanej dłoni szlaban, tak jakby był wykonany z papieru, a nie z hardej stali. Włócznik rozszerzył oczy i chwycony za szyje, został wrzucony do rzeki, ponieważ wiedział że mu się należało. Reszta strażników nawet nie miała zamiaru reagować, po prostu przepuścili młodzika i podnieśli bramę do góry, żeby ten sobie mógł na spokojnie wejść. Ci mieszkańcy którzy opuszczali to miejsce, przestraszyli się chłopaka, niektórzy zaś go zaczęli podziwiać jaką siłą włada. Przechodząc pod wielką bramą, dostrzegł innych milicjantów i jednej z gwardzistów dowiedział się o zaistniałej sytuacji na moście, podszedł do młodzieńca. Kenzuran zatrzymał się i widział, że ten ochroniarz jest wyższy o ponad głowę od niego, a za chwilę także usłyszał jego męski głos:

-A zatem to ty jesteś tym szcze....ghmm...Młodzieńcem który chcę pomóc? No dobrze, oprawcy znajdują się w ratuszu....Powodzenia Chłopcze. - powiedział do niego Gwardzista i przepuścił go dalej. Zacisnął mocno rękawice, bo nie spodziewał się że taki gnojek może władać taką mocą. Czarnowłosy tylko kiwnął głową i od razu pobiegł w głąb miasta, a dokładniej w stronę gdzie znajdują się przestępcy całego zamieszania. Po dobiegnięciu na miejsce, zobaczył że Ratusz praktycznie stoi w płomieniach i okoliczne domostwa tak samo, więc sytuacja wyglądała na naprawdę nieciekawą. Tym razem miał zamiar wykorzystać sytuacje i zamykając oczy, starał się wyczuć gdzie dokładnie się znajdują bandyci, wyczuwając ich energię. Po chwili, otwierając bardzo szybko swoje ślepia, zobaczył jak cały dach Ratusza wybuch a jego kopuła zaczęła się zawalać. Mógł także dostrzec wylatującą z dziury potężną falę płomieni i cień, który znajdował się na samej górze tego całego ognia. Wróg wyglądał na jakiegoś demona, a Ogoniasty już doskonale wiedział skąd ten parszywiec mógł się wziąć. Czarnooki już wiedział, że to na pewno jeden z generałów Lorda Demonów, który niegdyś rządził na Ognistych terenach i chciał także przejąć lodowe tereny Królestwa Lodu. Po bliższym przypatrzeniu, wiedział że to jest jakiś rodzaj Inkuba, lecz ten był większy niż inne. Za chwilę demon dostrzegł młodzika i znikając, pojawił się na schodach ratusza, tworząc po obu swoich stronach płonące ściany, by nikt się do niego nie zbliżył z zaskoczenia. Na jego twarzy spoczywał wredny uśmiech, aż wreszcie wykorzystując swoje struny głosowe, rzekł w stronę Młodego Saiyanina:

-Witaj Nieznajomy, nie wiem czemu, ale skądś kojarzę twoją gębę. Niestety nie pamiętam dokładnie gdzie się widzieliśmy, ale zapytać chcę o jedno. Przybyłeś po Śmierć, człowieku...? - rzucając w niego pytaniem, Wojownik tylko napiął mięśnie i za chwilę odpowiedział:

-Hah, właśnie chciałem zapytać o to samo ty her etyczna kreaturo! - po tych słowach, Inkub roześmiał się tak, że można było go słyszeć w połowie miasteczka. Za chwilę przestając, otarł magmową łzę z oka i tworząc w swojej dłoni ognisty miecz, rzekł ostatnie słowa do młodzieńca:

-Bardzo to było zabawne, a teraz giń Głupcze!- Demon od razu wyruszył i zamachnąwszy się rozpalonym ostrzem, trafił tylko w widmo Ogoniastego. Młody Saiyanin pojawił się za swoim przeciwnikiem, zadając mu porządnie kopnięcie w plecy i wysyłając na jakiś palący się pobliski budynek. Na szczęście, Inkub zahamował swoimi stopami, niszcząc chodnik i przy tym ulicę miasteczka, nie wpadając na budowlę. Druga dłoń wroga rozwarła się i zaczęła wysyłać w stronę Syna Kellana kilka ognisty kul, które miały z niego zrobić smażoną małpę. Brat Klen robiąc tylko uśmieszek, aktywował aurę i odbił wszystkie ogniste pociski, tak że nic mu one nie zrobiły, dzięki jego energii. Tym razem on przeszedł do ofensywy i z obydwu otwartych dłoni, zaczął posyłać w stronę oponenta złote pociski ki, które miały go zlikwidować. Po powstałych kilku wybuchach, za chwilę demon machnął dziko ostrzem, zdmuchując kurz i dym który unosił się wokół jego osoby, można było dostrzec że był delikatnie ranny, czyli energetyczne kule poskutkowały. Znowu role się miały odwrócić, gdyż Inkub dziko zaszarżował i będąc już blisko dzieciaka, stworzył wokół siebie ognistą tarczę, która poraniła młodzieńca i posłała go na ziemie. Za chwilę przeciwnik Kenzurana zaczął pikować i dzięki szybkiemu przewrotowi na bok, nie otrzymał poważnych obrażeń, lecz jedno cięcie na swoim boku torsu. Rana na szczęście nie krwawiła, lecz strasznie można było odczuwać ciepło i niesamowity ból. Przyszywany Syn Akinoriego dostrzegł także, że jego kolano też jest ranne i nawet nie pamiętał jak to się stało. Starał się podnieść, lecz odczuwał tak intensywny żar z ran, że niemożliwie to go dekoncentrowało. Podnosząc głowę do góry, zobaczył że jego wróg wytwarza jakieś specjalne runiczne znaki, używając swoich dłoni, a miecz był tak jakby przymocowany do jego pleców. Za chwilę Wojownik usłyszał dwa świsty, które przeleciały obok Inkuba i odczuł dwa potężne ciosy, w brzuch oraz w swoją twarz. Otrzymawszy tak potężne ataki na swoje ciało, Młody Saiyanin został odrzucony na schody, niszcząc je pod swoim ciężarem i ledwo łapiąc oddech, chciał się podnieść. Starając się zrobić cokolwiek, nie mógł się ruszyć, a za chwilę poczuł dwa intensywne bóle w okolicy swoich ud. Zostały tam wbite dwa szpikulce, które uniemożliwiały mu dalsze poruszanie się na nogach. Podpierając się teraz jedynie na swoich dłoniach, podniósł głowę i widział jak demon wraz z dwiema suk-kubkami wylądowali kilka metrów od niego i zbliżali się powoli. Po dotarciu do rannego chłopaka, Demon z wrednym uśmieszkiem, zbliżył ogniste ostrze pod jego brodę i odezwał się:

-Słuchaj, nie pamiętam dokładnie kim jesteś, ale byłeś bardzo wytrwały, to muszę pochwalić. Muszę także dopowiedzieć, że jest to twój koniec, dlatego też poddaj się....Albo jednak zmieniłem zdanie, nie musisz tego robić. Ukrócę twoje męki, dając ci bolesną śmierć... - kobiety odsunęły się od swojego Generała, a kiedy ten wykonywał zamach taki, który miał ściąć głowę młodzieńca, ten nagle zniknął z pod ostrza. Inkub nie wiedział co się właśnie stało, zaczął się rozglądać tak samo jak jego podwładne suk kubki. Blade pojawił się tam gdzie zazwyczaj stoi burmistrz, czyli nad schodami, demon to bardzo szybko zauważył i ruszył na niego. Zamachując się ponownie, Ogoniasty napiął wszystkie mięśnie, użył swoich zmysłów i pochwycił ostrze gołymi dłońmi. Jego przeciwnik nie wiedział co się stało, dlatego jeszcze bardziej napierał, lecz nie mógł ponieważ chłopak okazał się od niego silniejszy. Za chwilę wokół Czarnowłosego zaczęła powstawać aura, która naprawdę zaskoczyła demona niesamowicie. Syn Kellana zaczął całkowicie się przekształcać w coś większego, na jego ciele zaczęło pojawiać się futro, wiedział że musi użyć tej formy, a nie tej innej co przedtem. Tylko dzięki wilczym zdolnościom, mógł zregenerować rany, które stworzył ognisty miecz oraz te dziwne szpikulce sukkubów. Inkub puszczając rękojeść, roztopił miecz w dłoniach Wilkołaka, a za kolejny moment wytworzył sobie nowe ostrze. Demoni Generał doskonale wiedział, że teraz łatwej sobie poradzi z młodzikiem, gdyż futro naprawdę dobrze się pali. Wilczur pokazując swoje kły od razu ruszył na wprost swoich przeciwników, przez co ci byli delikatnie zaskoczeni tym występkiem z jego strony. Wiedzieli przecież, że on nie miał prawa się ruszać, gdyż trafili w czułe punkty jego dolnych kończyn i powinien być na ich łasce, lecz wszystko się odwróciło. Nie posiadali informacji o Wolf-Jinach, które naprawdę szybko potrafiły regenerować wszystkie rany w ciągu kilku sekund od przemienia, a przez to że demony były zdezorientowane i czekały aż młodzik się przemienił, także wyleczył się. Wilkołak wpierw zaatakował lewą demoniczną Panią, którą chwytając za gardło, wzbił się nią wysoko w powietrze, a potem wyrzucając ją jeszcze wyżej, posłał za nią czarny promień energii, który ją całkowicie spopielił. Demoniczny Generał starając się nadążyć za prędkością Likantropa, nie spodziewał się że tak łatwo wyeliminuje jego jedną z Pań. Wilczur spoglądając na nich z dołu, za chwilę się pojawił po prawicy Inkuba, przed drugą Sukkub-ką i przebił ją ostrzem-dłonią, ponieważ miał naprawdę naostrzone pazury u dłoni.

Wyjmując zakrwawioną fioletowym kolorem dłoń, popchnął ranną demoniczną kobietą i także użył energetycznego wave'a, który ją zmiótł z powierzchni tej ziemi. Inkub był wkurzony, a także przerażony co nie zawsze można było spotkać w rodzie demonów. Demon stał twardo i dematerializując swój miecz, odchylił przedramiona do tyłu i posłał kilkanaście ognisty kul ku Wilkowi. Blade tylko prychnął i wszystkie w bardzo szybkim tempie odbił za siebie, tworząc spory wybuch, który podniósł wokół tutejszego terenu nieźle temperaturę. Wilkołakowi nie przeszkadzało palące się miasteczko, wreszcie nie wiedział że wywodzi się z rasy Saiyan, a temperatura na ich planecie wynosiła podobną taką jaką można znaleźć na gorących pustyniach Ziemi. Inkub warknął, tworząc znowu miecz i zaszarżował na Likantropa, mając zamiar odciąć mu wreszcie głowę. Wolf-Jin tylko schylił się, chwytając wroga za nadgarstek, wykręcając go i zabierając broń ze sobą, a potem jeszcze kopiąc w tyłek przeciwnika. Demoniczny Generał poleciał do tyłu, ale za chwilę zatrzymał się, wzbił się skrzydłami nad pyszałka, który ośmielał się śmiać z jego potęgi. Nie miał zamiaru być dłużej tak poniżany, więc uniósł dłonie nad swoją głowę i zaczął tworzyć wielką magmową kulę ognia, która miała na celu zniszczyć całe miasto wraz z Likantropem. Przemieniony Kenzuran przybrał odpowiednią postawę, złączył dłonie w nadgarstkach i mówił pod nosem "Ka....Me....Ha.....Me.....", zbierając potężną kulę energii w środku dłoni. Wyczekiwał odpowiedniego momentu, aż wreszcie Inkub rzuci swoją magmową kulę w jego stronę by po prostu ją jakoś skontrować, ratując siebie oraz miasto. Niektórzy milicjanci oraz gwardziści, zaciekawieni czy młodzieniec sobie daje radę, doszli do miejsca walki i nie wierzyli własnym oczom. Za chwilę nastąpił krzyk demona i ten wypchnąwszy przedramiona w dół, posłał ognistą wielką kulę ku ziemi, ale z dołu nadszedł kontrujący atak. Wolf-Jin zaciskając mocniej stopy na ulicy, wypchnął swoje ramiona w górę i wykrzyknął głośne "HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA", które wszyscy obecni zebrani mogli usłyszeć. Odczuł także, że jego nadgarstki oraz dłonie wybuchły krwią, tak jakby od środka i nie wiedział co się dokładnie stało, ale nie miał zamiaru przez to wszystko przerwać swojej umiejętności. Za chwilę dwie techniki zderzyły się i zaczęło się między nimi siłowanie, która się okażę tą potężniejszą. Demon przez chwilę miał przewagę, śmiał się i tylko szydził z Wilka, lecz ten nie zważał na to, napiął jeszcze bardziej swoje uda, starając się utrzymać równy grunt i nie dając się pokonać czymś takim. Natrafiał na silniejszych wrogów i także jakoś dawał sobie radę, ale wiedział że nie będzie mógł zawsze polegać na wilczej formie. Rozszerzył bardziej swoje oczy, odczuł jak moc bucha w jego wnętrzu, aż wreszcie uwalniając aurę, jego fala uderzeniowa zaczęła przezwyciężać magmową kulę. Można było słyszeć jak Inkub warczał pod nosem i nie wiedział co ma począć, jeśliby miał pod swoimi rozkazami swoje kobiety, dałby na pewno radę. Bez nich był bezsilny, czuł że fala coraz mocniej odpycha jego technikę i za chwilę to będzie jego koniec. Tym razem, bez żadnych zbędnych ceregieli, Blade jako Wolf-Jin napiął się jeszcze mocniej, znowu powiększając kamehę a za moment krzyknął w stronę demona następujące słowa:

-ZDYCHAAAAAAAAAAAAAAAJ! - zacisnął zęby i drąc się z zamkniętymi ustami, odczuwał że jest już u kresu sił, ale musimy zniszczyć heretyczne zło, które zagrażało tego miastu. Kamehameha wypchnęła wreszcie magmową kulę na Inkuba, którego wysłało gdzieś hen wysoko, aż nastąpiła potężna mocna eksplozja, wyniszczając całkowite zło z tych terenów. Ogoniasty mógł odetchnąć z ulgą, a odmieniając się spojrzał na swoje dłonie i widział na nich swoją krew, a przy jego nadgarstkach były niewielkie pęknięcia, które były ranami. Zaraz po tym, odczuł osłabienie i stracił przytomność. Pojawiając się na chwilę przed Wilczym Mentorem, ten tylko negatywnie kiwał głową i odezwał się w jego stronę:

-Hmmm, uprzedzałem cie o używaniu innych technik...Nie możesz używać technik których się nauczyłeś od kogoś. Musisz to zapamiętać, ponieważ Ja Jako twoja forma, nie akceptujemy twojej odmienności, Reaitsu zderza się z twoją Ki, która robi w twoim ciele wybuchy od środka, teraz już rozumiesz jakie to jest ryzykowne. Zapamiętaj to w końcu, bo jak będziesz mieszał techniki Ki i techniki Reiatsu to możesz skończyć naprawdę źle. To jest najważniejsza wada i może bardzo cie szybko uśmiercić, jeśli jej nadużyjesz... - po tych słowach Wilcza Postać zniknęła, a młodzieniec dalej był nieprzytomny.


Tymczasem na Planecie Draconis

Tenshi, która tylko zatamowała wszystkie rany swojego Kochanego Mężczyzny, postanowiła niestety ruszyć z pomocą po lekarzy. Po chwili znaleźli się w jego apartamencie i zabrali do maszyny leczniczej, która zregeneruje wszystkie jego rany. Włożyli go do czegoś co przypominało prysznic, a potem zamykając szybę, nalali do niej leczniczego płynu. Po kilku godzinach Drake wreszcie się wybudził, nie odczuwając dziwnego bólu i tylko wyczekując aż wreszcie zostanie wypuszczony. Lekarze byli nieopodal i słyszeli jak maszyna daje sygnał, że leczenie przebiegło pomyślnie i także zaczęła spuszczać wodę do specjalnej dziury, która była po środku. Fioletowłosa weszła do pomieszczenia i widząc półnagiego Generała, delikatnie się zarumieniła, podając mu przy tym ręcznik. Dowódca Smoczej Armii wycierając się, otrzymał za chwilę świeże ubranie i także za nie podziękował, gdyby nie jego Smoczy Lekarze, jeszcze długo by pewnie się męczył z tymi ranami. Po opuszczeniu sali medycznej wraz z Kobietą, dowiedział się że jest jakiś bankiet pomiędzy dwoma planetami. Chciał się także dowiedzieć co to jest za technologia w której przed chwilą się znajdował i kiedy dotarł do sali bankietowej, pociągnął za klamkę i zauważył że drzwi były zamknięte. Zdziwił się też, że nie było przy nich straży, a wejście było naprawdę szczelne i ci co byli na sali, nie słyszeli walenia pięściami o drzwi. Wreszcie Altair'owi puściły nerwy i odchylając swoje przedramię, zamachnął się porządnie na zamkniętą salę, wyważając całkowicie jeden kawałek drzwi, który przeleciał nad gośćmi oraz strażą i wbił się przed tronem. Suzaku i strażnicy zareagowali, wyjmując broń ale zobaczyli że to tylko sam Drake wraz z jego dziewczyną, postanowił się zapytać o co chodzi. Król zbliżając się do pary, która weszła na bankiet, odezwał się w ich stronę:
-Wszystko w porządku Generale Drake?? Co to w ogóle było...?? - Suzaku nie wiedział co się stało, ponieważ widział jak jego strażnicy właśnie wyjmują część drzwi, które były naprawdę mocno wbite w podłogę. Przywódca Smoczej Armii sam dokładnie nie wiedział zbytnio o co chodzi, więc po prostu odpowiedział:

-Tak, wszystko w porządku. Chciałem zapytać o co chodzi z tą maszyną i czemu nagle nabrałem tak dużej masy mięśniowej i skąd pochodzi ta czysta siła...To niewiarygodne... - Wojownik był zaskoczony i spoglądał na swoją zaciśniętą dłoń. Król kazał strażnikom uspokoić gości i przez chwilę stał w zadumie, aż wreszcie pstryknął palcami i odpowiedział:

-Mamy bankiet z okazji poznania nowej technologii z ludem Plant, to oni zaproponowali połączyć ich płyn wraz z naszą technologią i tak powstała maszyna regenerująca. Wszystkie rany, zadrapania i poważne krwotoki znikają, ale trzeba niestety długo przeczekać, ważne że się jest jak nowo narodzona osoba. Dostrzegłem, że chyba ta substancja dała ci jakąś niesamowitą siłę, także będzie trzeba to opić! - klasnął w dłonie i za chwilę przy Tenshi i Altairze znaleźli się kelnerzy wraz ze specjalnymi szklankami do wina. Suzaku wrócił do ambasadorów Plant, którzy byli niższy od niego, ale jako tako się dogadywali. Kallen natomiast poszła od razu do naukowców, by ci wykonali więcej takich maszyn, ponieważ to naprawdę działało i wyszło na to, że Drake był pierwszym królikiem doświadczalnym, nie będąc nawet świadomy. Generał pijąc wino, które jako tako mu smakowało, usłyszał za chwilę głos Fioletowłosej:

-Wszystko w porządku, Altairze?? - spojrzała z zatroskaną miną, ale Drake tylko rzucił ciepły uśmiech w jej stronę i odpowiedział:

-Tak, naprawdę to co powiedział Król, czuję że to prawda. Odczuwam takie uczucie jakbym urodził się na nowi i nie żartuje, nic z tych rzeczy. Nie można niestety jednak się za długo cieszyć, trzeba znowu polecieć na Ziemie i znaleźć tego dzieciaka, miejmy nadzieję że nie wpakował się w żadne kłopoty albo nie zaliczył zgonu...Nie możemy ryzykować następnymi zmianami w czasoprzestrzeni, więc szybko do myśliwca! - mówiąc to, odstawił pusty kielich po winie na stół i ruszyli do hangarów by zabrać jakiś pierwszy lepszy wahadłowiec. Po znalezieniu się na wewnętrznym lądowisku, dostrzegli że jeden z transportowców właśnie został zatankowany, więc dwójka Drakonianów zmierzyła w tamtą stronę. Po dotarciu, Generał po prostu przedstawił się pracownikowi i wytłumaczył jak wygląda sytuacja. Ten nawet nie miał żadnych zastrzeżeń, gdyż stał przed nim sam Lider Smoczej Armii. Dał im pozwolenie i gdy Drake wraz z Tenshi znaleźli się na statku, ta wpierw poszła do toalety. Altair westchnął pod nosem i zapinając pasy, wystartował statek i wyruszyli od razu na planetę Ziemię. Mieli tylko nadzieję, że nic mu nie jest no i że szybko go znajdą. Za chwilę gdy kobieta opuściła ubikację, wytłumaczyła Drake'owi że ona wraz z Keiem, przez to że należeli do jednostek zabójców, podłożyli pluskwę do torby chłopaka. Altair się bardzo rozpromienił, ale za chwilę spoważniał i aktywując komputer pokładowy, Tenshi wprowadziła dane i za chwilę znali jego lokalizacje. Nie czekając bardzo długo, Generał aktywował hiper-napęd i po niecałej godzinie lotu, wyłączyli nad-przestrzeń i dostrzegli, że młodzieniec prawie obleciał pół globu przez ten cały czas jaki się znajdował na Ziemi. Przywódca Smoczej Armii wyrównał lot i wraz z dziewczyną odczuwali jak wchodzą w atmosferę i jak ich tarcze przyjmują ognistą powłokę, która zawsze się pojawia przy wchodzeniu w atmosferę. Skierowali się do pluskwy i gdy za niecałą chwilę znaleźli się nad miastem, dostrzegli że doszło jednak do jakiejś walki. Sygnał znajdował się w niewielkim lasku, gdzie Blade zostawił przedtem swoją torbę zanim zaczął toczyć bój z Inkubem. Drake po wylądowaniu nieopodal miasta, wpierw podszedł do bram i wypytywał o walecznego chłopaka, a Gwardzista od razu dowiedział się o kogo chodzi. Ochrona wytłumaczyła Altair'owi że teraz aktualnie znajduje się w ich szpitalu, gdzie są wszyscy ranni i chorzy przez Atak demonów, dlatego tylko Bojownik kiwnął głową i od razu tam ruszył. Fioletowłosa czekała w statku, ponieważ nie mieli zbyt dużo czasu na obijanie się. Generał docierając do recepcji szpitala, zapytał o młodzika który na pewno musiał nie dawno przybyć. Pielęgniarka była zauroczona osobą Przywódcy Smoczej Armii i od razu go zaprowadziła na salę gdzie się znajdował. Wytłumaczyła mu że aktualnie śpi, dlatego też nie chciała by ten go specjalnie wybudzał. Altair wszedł na salę, zerkając na lewo i prawo i gdy nikt nie patrzył, przełożył szybko młodzieńca przez ramię i jeszcze prędzej wybiegł z nim ze szpitala. Używając plecaka odrzutowego na plecach, osmalił delikatnie spodnie Kenzurana, ale nie zważał na to uwagi, nie chciał się użerać z tutejszą strażą, ponieważ zależało mu na czasie. Wylądowawszy za chwilę przy grodzie jego Wahadłowca, Tenshi od razu zapaliła silnika i wystartowali, powracając na swoją planetę. Kładąc za chwilę Ogoniastego na łóżko, zasiadł na stery, przedtem zapinając się i ustawiając sobie fotel w wygodnej pozycji. Zaczęli wracać na planetę, oczywiście na Ziemi pielęgniarka powiadomiła straż o porwaniu pacjenta przez przystojnego Generała. Co będzie dalej?? Jakie losy czekając Młodego Saiyanina? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Pią Mar 29, 2019 1:50 am
Rozdział 13: Dziwna Przyszłość.

Chłopak po kilku godzinach wreszcie się przebudził. Pamiętał tylko, że Gwardziści zabrali go do Wojskowego szpitala, lecz teraz znajdował się w ogóle w zupełnie innym miejscu. Kiedy powoli otworzył swoje oczy, dostrzegł że już nie jest w miejscu szpitalnym, lecz na wahadłowcu jego już mu dobrze znanych znajomych. Kenzuran patrząc swoimi ślepiami, widział Tenshi a obok siedzącej Altair'a, który pilotował statek. Czarnowłosy masował swoją łepetynę, bo nie pamiętał wiele z walki z Ikubem, chociaż starał się domyślić czemu stracił przytomność. Moc która w nim drzemie, nadal nie jest jeszcze przez niego w pełni opanowana i On sam nie wiedział czy kiedyś dostąpi zaszczytu z jej korzystania. Po jakiejś dłuższej chwili, jego oczy normalnie spoglądały na wszystkie kształty, podniósł swoje cztery litery i porządnie się rozciągnął. Nie wiedział czemu znajduje się na pojeździe, ale odczuwał że to może cokolwiek oznaczać, bo wreszcie Wojownik nie wiedział o maszynie czasu. Drake rzucił kątem oka i dostrzegł, że Ogoniasty się wreszcie przebudził, więc aktywował autopilota i zostawił Fioletowłosą samą w kokpicie. Generał zlustrował porządnie chłopaka i widział niewielkie otwory na spodniach w okolicach udach oraz kilka cięć na koszuli. Tak bardzo zmarnował tak dobre Smocze ubranie, a te całe było praktycznie w strzępkach. Dowódca Smoczej Armii nie dowierzał, ale wreszcie westchnął i chciał coś powiedzieć, lecz został wyprzedzony przez Młodego Saiyanina:

-Czyli znowu coś się szykuję, skoro mnie zabieracie, czyż tak? - po zapytaniu, Altair tylko kiwnął głową na znak, że to prawda. Od razu bez zbędnych ceregieli mu odpowiedział:

-Niestety masz rację i to będzie dla ciebie coś bolesnego. W skrócie nasi naukowcy stworzyli maszynę czasu, która ci pozwoli powrócić do twojego Wszechświata. To brzmi dość głupio i bezsensownie, ale nie możesz tutaj długo przebywać...Możesz tego nie zrozumieć, ale nie mamy wyboru, to jest dla naszego dobra oraz Świata, no i ciebie. - powiedział i poklepał go po ramieniu. Czarnooki był tym wszystkim oburzony, ale starał się nie wybuchnąć, wreszcie mógłby wysadzić całek statek w cholerę. Odetchnął, po czym wypuszczając powietrze, znowu usłyszał słowa Drake'a:

-Nie musisz się tak tym przejmować. W swoim świecie także mnie poznasz, bardziej to można określić jako reinkarnację, ale miejmy nadzieję że jakoś się dogadacie. - rzucił w jego stronę delikatny uśmiech, a u osoby na wysokim stanowisku rzadko się to zdarzało. Przyszywany Syn Akinoriego kiwnął głową i od razu także odpowiedział:

-No dobrze...skoro nie ma innego wyjścia to się zgadzam. I jak to wszystko będzie wyglądało, czy zachowam swoje ciało oraz całą pamięć czy znowu to wszystko utracę... - to była największa dla niego zagwozdka i tym nasz Wojownik najbardziej się martwił. Generał westchnął pod nosem i nie wiedział za bardzo jak mu ma to dość łopatologicznie wytłumaczyć, ale wziął się w garść i odpowiedział:

-Hmm, to naprawdę ciężkie pytanie. Kiedy pytałem o to Naukowców, ci stwierdzili że wylądujesz w ciele Dziewiętnastoletniego chłopaka, więc nie musisz się zbytnio o to martwić. Teraz tylko musimy dolecieć na Draconis i na spokojnie musisz przejść przez portal, to jest nasz cel.. - powiedział to i wracając z powrotem do sterów, odczuwał wysoki komfort sterując wahadłowcem. Blade'a jednak to martwiło, ale starał się o tym nie myśleć, miał nadzieję że w jego świecie będzie dużo walk oraz silnych przeciwników, bo to mu podpowiadał instynkt. Ta cała reinkarnacja jednak nie dawało spokoju Czarnowłosemu, więc ten tym razem znalazł się w kokpicie gdzie dostrzegł, że na trzecim miejscu siedział Kei, dobrze znany asasyn. Olewając go, rzucił pytaniem w stronę Dowódcy Smoczej Armii:

-No dobrze, ale ta reinkarnacja cała to jest okej? A jak się odrodzę po niej, to co dalej? - zapytał się, bo naprawdę miał co do tego pewne wątpliwości. Altair tylko pokiwał głową i oddając ster Tenshi, odwrócił swoje oczy w stronę chłopaka i odpowiedział mu:

-Nie możesz się tak denerwować, bądź spokojny. Sam się przekonasz jak już przekroczysz próg tunelu czasoprzestrzennego, nie martw się... - odpowiadając mu, wrócił do pilotowania statku. Sam Generał także był ciekaw co by było gdyby on też przeszedł przez ten tunel. Po dwóch godzinach lotu w Hiper-Napędzie, wreszcie cała czwórka znalazła się nad atmosferą planety Draconis i statek zaczął sekwencję lądowania. Drake nie mógł uwierzyć w to co widzi, ponieważ to co On jako pierwszy zobaczył, to że na planecie w niektórych jej sektorach widnieję spore chmury dymu oraz mnóstwo ognia. Za chwilę cała ekipa także to zobaczyła i nie rozumiała sytuacji, co się dokładnie dzieję. Ogoniasty wyczuł dużo energii ze złymi intencjami na planecie, odczuwał że mogą nie mieć za ciekawej sytuacji jak wylądują. Po zbliżeniu się już prawie do gleby planetarnej, w niektórych częściach globu widniały ogromne czarno-zielone portale przez które przechodziły Demony, czarcie pomioty i inne impy oraz sukkuby. Najwyraźniej ArcyDiabeł Infernus został jakoś dziwnym sposobem poinformowany, że tutaj właśnie Młody Saiyanin ma powrócić do swojego Wszechświata. Generał chciał bardzo szybko wylądować, bo gdy kontaktował się z wieżą lotów, ta w ogóle nie odpowiadała. Za chwilę dopiero dostrzegł, że wieża stała całkowicie w ogniu i raczej nikogo żywego tam nie mógł znaleźć. Przywódca Smoczej Armii miał głębokie obawy, że demony już się dobrały do urządzenia i te mogło zostać zniszczone, ale przeczuwał że Król Suzaku wysłał tam wszystkie najlepsze jednostki do strzeżenia tego cennego sprzętu. Drake odczuł, że zostaje zrzucony z krzesła pilota i widział jak Kei chwycił za stery i jego plan był następujący, staranować wejście do Pałacu.

-WSZYSCY SIĘ TRZYMAJCIE!- młody zabójca ostrzegł wszystkich i tym razem Drake zajął miejsce trzeciego pasażera, zaś Wojownik siedział na czwartym fotelu. Wszyscy mogli przez szybę widzieć jak specjalne Smocze jednostki zwane "Caligo" są otaczane przez demonich żołnierzy. Tym razem miarka się przebrała, Czarnooki nie miał zamiaru obserwować jak giną niewinne osoby w jego imieniu, więc odpiął pasy, podmuchem ki wybił szybę od wahadłowca i wyleciał w tamtą stronę. Demony odwracając się do tyłu, gdyż wyczuły zagrożenie zostało przebite pociskami energii z dłoni Młodego Saiyanina. Kolejne dwa czarty z dwuręcznymi mieczami rzuciły się w jego stronę, lecz ten tylko pochwycił ostrza i wbił czartom nawzajem, przez co te bardzo szybko poniosły porażkę. Jednostka Caligo zdziwiła się kim jest nieznanych młodzik, ale za chwilę widzieli samego Generała i jego towarzyszy. Po wybiciu tych potężniejszych demonów, na Tronie Suzaku nie siedział sam Suzaku, a ArcyDiabeł Infernus który poprzysiągł zemstę. Kenzuran się zastanawiał jakim cudem wiedział, że on się tutaj znajduje i wszystko się łączyło w jedną układankę, przynajmniej tak mu się zdawało. Ogoniasty napiął mięśnie, wokół niego powstała aura, zaś Władca Demonów powstał z siedziska, tworząc w swojej dłoni Ognistą kosę jak u Kostuchy. W drugim jego ręku pojawiła się włócznia, która bardzo szybko została rzucona w stronę młodzieńca, lecz ten szybko prze-turlając się w bok, uniknął jej śmiercionośnego ognia. Nie domyślił się, że broń poleciała akurat w stronę Generała oraz Tenshi, którzy pomagali oddziałom Caligo w walce z innymi pomniejszymi demonami. Tym razem Kei chciał odkupić wszystkie winy i słysząc świst ognistej włóczni, popchnął Drake'a obok i tym samym przyjął na siebie cały impet broni. Niestety brat Tenshi ustawił się w bardzo złej pozycji, powodując że włócznia całkowicie przebiła oraz wypaliła jego serce od środka. Upadając twardo na ziemie, jeszcze przez chwilę mogąc coś powiedzieć, odchylił się do swojej siostry i szwagra, zaczął mówić:

-W-wybaczcie....t-teraz je-jesteśmy kwi...kwita....za to, że ch-chciałem....cie zabić... - mówiąc to, jego dłonie opadły, które próbowały wyjąć broń wbitą w klatkę piersiową, a oczy zamknęły. To było jego ostatnie tchnienie, zaś sam Drake nie mógł uwierzyć, że wpierw Kei chciał go zabić, a teraz się dla niego poświęcił. Fioletowłosa podbiegła do jego martwego ciała i bardzo mocno go opłakiwała, nawet Generałowi wyskoczyły żyłki i był w wielkiej furii. Nie wiedząc czemu, Tenshi coś skrywała, smoczy dar którego nigdy nie chciała używać, ponieważ była pełnoprawną Drakonianką. Krzycząc na cały głos w którym można było słyszeć rozpacz i gniew, cała sala tronowa i tereny poza nią, zaczęły się trząść. Jej oczy były złote oraz wyglądały jak u typowego gada, jej tył koszulki rozdarł się i ujawniły się smocze skrzydła. Dłonie zamieniły się w pazury, tak samo było ze stopami, także były smocze i posiadały łuski. Transformacja tylko pokazała się na pięćdziesięciu procentach jej ciała, ale to wystarczyło by skopać kilka liter. Nie czekając ani chwili dłużej, zostawiło ciało martwego braciszka i wybiła się w stronę samego Arcydiabła, który właśnie wymieniał się ciosami z Młodym Saiyaninem. Ogoniasty odbijając sie kolanem od broni Demona, zobaczył że Smocza dziewczyna pikuje z góry i zadaje porządnego kopniaka na twarz Diabła. Infernus delikatnie pojechał do tyłu, ale całkowicie się tym ciosem nie przejął. Otarł swój policzek i uśmiechnął się złowrogo do kobiety, zapraszając ją gestem dłoni. Tenshi pokazując tylko smocze kły, wybiła się do Arcydiabła, a ten unikając jej pięści, zamienił się w chmurę siarki pojawiając się pod dziewczyną i łapiąc ją za kostkę. Rozkręcając ją bardzo mocno nad sobą, rzucił ją w stronę wahadłowca z którego przedtem wyleciał Wojownik. Ta wbijając się jeszcze w resztki szyby, które się ostały niestety rozcięła sobie w niektórych punktach na ciele skóre. Ledwo się trzymając, gdyż nigdy nie użyła tej mocy, a wiedziała że taką posiada po prostu była słaba i nie walczyła z nikim na poważnie. Ifernus tylko wypuszczając powietrze przez nos, wysłał dwie ogniste kule w statek, który eksplodował i całkowicie zniszczył teren, raniąc pomniejsze demony jak i specjalne jednostki Caligo. Fioletowłosa smoczyca osłaniając się skrzydłami, odkryła się i będąc w nieprzyjemnym stanie, straciła przytomność. Sam Altair był bezradny, gdyż Suzaku teraz był w posiadaniu smoczego amuletu, ale mógł spróbować cokolwiek zrobić. Drake za chwilę przypomniał sobie, że dzięki magicznej wodzie, która wyleczyła jego rany, dała mu nadludzką siłę, musiał ją wreszcie wypróbować. Generał wreszcie musiał podjąć ryzyko, więc wyrzucił cały strach ze swojego ciała i wybił się, ruszając na demona. Syn Kellana kucając i łapiąc oddech, nie wiedział jak pokonać Arcydiabła, a jeszcze za chwilę dostrzegł Przywódcę Smoczej Armii, który to leci w jego stronę. Władczy Demon kątem oka dostrzegając kolejnego robaka, który zmierza w jego kierunku, był akurat ciekaw siły wielkiego Dowódcy Drakonianów. Wbijając kosę w ziemie, rozłożył przedramiona na bok, tak by pokazać że się nie obawia jakiejś mrówki. Altair pokazał swoje kły i oddalając jeszcze swoje ramię do tyłu, wypchnął je bardzo szybko i też z początku trafił w inny tym razem policzek Demona. Diabeł zdziwiony tym ciosem, zniszczył swoimi stopami podłogę, jadąc nimi trochę do tyłu. Przez to wszystko, Ifernus upadł na tron delikatnie niedowierzająco tym co się właśnie stało. Ognisty Osobnik powstając z siedzenia, tylko się otrzepał i rzekł w stronę Drake'a:

-No no, myślałem że jednak jesteś słabszy, ale jednak z raportu mojego człowieka, jesteś zupełnie inną osobą. Przejdźmy jednak do meritum sprawy, czyli tego czy tego chcesz czy nie, zniszczę maszynę czasu i nie pozwolę by ten smarkacz poznał swoje moce...nie na mojej warcie. Nie może odzyskać swojej mocy, dlatego powstrzymam was czy tego chcecie czy nie! - przenosząc się do swojej wbitej kilka metrów dalej Kosy, chwytając ją i tworząc znowu tą chmurę siarki, tylko tym razem z dość mocnym wybuchem. Sufit sali tronowej, jak i jej część oraz tron został zniszczony, Altair wraz z Ogoniastym zasłonili się i szybko odskoczyli w tył, by nie zostać przygniecionymi przez gruz. Kenzuran łapiąc oddech, był cały osmalony, tak samo jak Generał. Najwyraźniej Infernus uważał ich za płotki i miał zamiar dołączyć do swoich demonicznych sił, które starają się dostać do laboratorium by za wszelką cenę zniszczyć maszynę czasu. Czarnowłosy wraz z Przywódcą Smoczej Armii wyruszyli tam gdzie znajdowały się laboratoria, lecz na ich drodze stanęły kolejne demoniczne maszkary, które musieli pokonać i jakoś długo im to nie zajmowało. Wreszcie nadciągnęły po kilkunastu minutach specjalne demonie jednostki, więc Czarnooki nie czekając ani chwili dłużej, zamienił się w Wolf-Jina i jeszcze w szybszym tempie je wybijał. Drake nie patrzył na to jak bardzo będzie poparzony, czuł że ma w sobie siłę zdobytą dzięki regeneracyjnej maszynie, więc bił wszystko co złe do skutku. Czas mijał, a demonów pojawiało się coraz więcej, aż wreszcie dwóch bohaterów dotarło do jednego punktu oporu, gdzie znajdowała się sama namiestniczka, Kallen. Właśnie w tej chwili gdy Altair i Blade biegli w jej stronę, kobieta wykonała dziki zamach i odcięła głową jednemu z czarcich demonów. Jej ostrze upadło na ziemie, gdyż te było większej od niej samej, ale jakoś nikt na to nie zwracał uwagi. Po dobiegnięciu do niej, siostra Suzaku cofnęła się za żołnierzy i wraz z Drake'iem oraz Bratem Klen i zaczęła tłumaczyć im obydwu:
-Generale, musisz zabrać stąd szybko chłopaka i dostać się do laboratorium, tu się aż roi ot tych demonich pomiotów. Nie wiem jak długo jeszcze będziemy ich odpierać...Nie ważne, ruszajcie prędko!! - mówiąc to, bardzo szybko ich pogoniła. Nie czekając ani chwili, jeden z Kapitanów zastąpił jej stanowisko dowodzące na tym posterunku, a ona wraz z dwoma bohaterami wyruszyła w stronę maszyny czasu. Po drodze, wyjęła z jakiegoś demonicznego trupa jakiś z lepszych mieczy i podała go Wilkołakowi, który to przyjął i po prostu rozcinał wrogów, których miał przed swoimi oczami. Generał wraz z Kallen robili to samo, ponieważ musieli się przebijać przez kolejne hordy ognistej armii. Kapitan Penny tylko kiwnął głową i życzył im powodzenia, ponieważ wiedział że może tutaj ponieść sromotną porażkę. Za chwilę, gdy bohaterowie odbiegali z posterunku, tuż przed nim pojawił się sam Arcydiabeł, który dzikim machnięciem ręki, rozdmuchał smocze jednostki. Penny wyjął swoją Naginatę i ruszył na niego, lecz Infernus tylko negatywnie pokiwał głową. Diabeł tylko stworzył wokół siebie wybuch, który polegał na oślepieniu wszystkich tutejszych przeciwników i niestety na Kapitana też to zadziałało, przez co nic nie widział. Władczy demon pojawiając się za Penny'm , miał zamiar wbić mu Kosę w brzuch, lecz ten słysząc świst, użył tylnej części broni i odepchnął Diabła od siebie.

Arcydiabeł delikatnie się przesunął do tyłu, ponieważ natrafił na kogoś solidnego, przez co pokazał złowieszczy uśmiech. Bardzo szybko lecąc w stronę Kapitana i chwytając go za głowę, podrzucił go bardzo wysoko w górę, rozwalając budynek który miał robić za jednej z posterunek ruchu oporu. Król ogni piekielnych nie miał zamiaru używać broni, więc rozdziawił swoje usta i wypluwając podmuch ognia, usmażył Penny'ego i ten a raczej jego zwęglone zwłoki spadły na podłogę. Za chwilę na miejsce zdarzenia wrócił sam Generał i widząc jak Kapitan ponosi śmierć, wyruszył w stronę diabła by wyrównać rachunki. Najwyraźniej sama namiestniczka chciała by Altair powstrzymał demona jak najdłużej i jej plan był dobry, ale bardzo ryzykowny szybko śmiercią. Drake wybijając się z nogi, kopnął kolanem w podbródek przeciwnika, przez co ten znowu posunął się na swoich pazurach do tyłu. Diabeł zaś tylko ciągle miał uśmiechnięty wyraz twarzy psychola i wystrzeliwując ogień ze swojej buzi, przypalił trochę kombinezon Przywódcy Smoczej Armii. Generał zrobił szybki przewrót, ugaszając w ten sposób palący się uniform i sycząc delikatnie, gdyż niestety ognisty atak dostał się do jego skóry i ją przypalił. Altair nie czekając dłużej, podniósł się i wyskakując do góry, zaczął pikować i trafił swoją pięścią w twarz demona, który już to delikatnie poczuł ponieważ został wbity w glebę jak śmieć. Sam Drake nie mógł dowierzać własnej sile i tego co potrafi, ta maszyna która zregenerowała jego rany, naprawdę poczyniła niesamowity postęp w ulepszeniu jego tężyzny fizycznej. Generał wystarczył fakt, że musiał się porządnie skupić i porządnie komuś przywalić, żeby jego wróg poczuł z czym ma do czynienia. Rozzłoszczony demon, odwracając w łokciach ramiona, oparł się dłońmi o podłogę i szybkich ruchem, używając stóp, trafił nimi w brzuch Przywódcy Smoczej Armii. Altair został wybity wysoko w górę pod praktycznie sam sufit, zauważył że Arcydiabeł za chwilę zrobił wyskok i znowu stał na swoich demonicznych kopytach. Drake robiąc obrót, zrobił tym razem korkociąg i trafił na nowo swojego oponenta. Pięść, która pomknęła jak światło trafiła cel i demon został wbity porządnie w światło. Generał lądując na nogach, złapał oddech i zobaczył że jego zaciśnięta pięść emanuje jakimś cziwnym złoto-błętkinym światłem. Ifernus wyswobadzając się ze ściany, nastawił sobie szczękę i powoli tracił cierpliwość do insekta, który chcę mu pokrzyżować plany. Generał spojrzał szybko i widział, że kolumny już ledwo stoją, dlatego też tym razem nie wybijając się w stronę Diabła, poleciał do pierwszego lepszego filara i zniszczył go. Władczy Demon nie wiedział za bardzo o co chodzi, ale tylko patrzył jak Altair niszczył ciągle kolejne filary oraz kolumny rozumiejąc już jego nikczemny plan. Arcydiabeł za chwilę zobaczył, że znowu Drake pofrunął w jego stronę, trafiając w jego splot słoneczny i robiąc obrót w powietrzu, trafiając piętą w demoniczny nos. Infernus padł na ziemię i obserwował tylko jak Przywódca Smoczej Armii opuszcza obszar, ponieważ nie miał zamiaru by ta budowla się na niego zawaliła. Generał po opuszczeniu zawalającego się posterunku, pozostawił pechowego Demona pod gruzowiskiem, miał nadzieję że ten zginął albo odniósł obrażenia, które bardzo szybko go nie postawią na nogi. Altair rozglądając się wszędzie, widział masywną bitwę między jego armią, a armią demonów. Były niestety ofiary w obydwu armiach, ale przestał się skupiać na sielance. Zauważył, że Czarcie demony ruszyły ku niemu i zamachnęły się wielkimi dwuręcznymi ostrzami, lecz za chwilę pojawił się sam Suzaku, kontrując obydwa ostrza i zabijając dwoma ruchami parszywców. Sam Król miał przewieszoną na swoim barku nieprzytomną Tenshi, która miała delikatne rany i była w swojej normalnej formie. Smoczy Władca podał kobietę Generałowi i wskazał dłonią, by ten pokierował się za nim. Suzaku chciał ich zaprowadzić w bezpieczne miejsce, ponieważ nie miał zamiaru tracić bliskich mu osób i zależało mu na jak-mniejszej liczbie ofiar. Po kilku minutach biegu z ciężkim brzmieniem w ramionach Altaira, wreszcie dotarli do kolejnego punktu obronnego, czyli do koszar. Można było zobaczyć mnóstwo żołnierzy, którzy włóczniami odpierali ataki demonicznych stworzeń, ale jak zauważyli Króla od razu go przepuścili.

Tymczasem w innym Sektorze Planety Draconis.

Kenzuran i Kallen biegli do głównego laboratioum, gdzie to wielcy uczeni mieli naszykować gotową maszynę, która przeniesie chłopaka do jego czasów. Po praktycznym dotarciu na miejsce, Czarnowłosy widział że ochrona ośrodka bardzo szybko traciła na liczebności. Demonie jednostki coraz bardziej przebijały się przez zabarykadowane drzwi i naprawdę nie trwało to zbyt długo. Ogoniasty odpychajac namiestniczkę, tak samo uskoczył i widział jak Arcy Czart zleciał z góry i wystrzeliwują kulę ognia, stopił grodzie i pomniejsze impy oraz demony zaczęły przebijać się do laboratorium. Wilczur bardzo szybko wybijając się, przebił serce Czarta, który padł martwy na glebie i używając miecza, wystrzelił potężny energetyczny sierp w większość demonich pomiotów, taranując sobie drogę. Lądując przy Kallen, pomógł jej wstać gdyż ta także była poraniona w wielu miejscach i używała resztki sił by się dostać do laboratorium i zakończyć to wszystko. Za chwilę, gdy obydwoje znaleźli się w środku, skręcili wpierw w lewy korytarz, potem znowu w prawy i jeszcze raz w lewy. Wreszcie, gdy dotarli do korytarza który prowadził do miejsca gdzie znajduje się portal, ponieważ ten nawet nie zdążył zostać umieszczony w statku, zobaczyli na swojej przeszkodzie praktycznie same specjalne demoniczne jednostki. Namiestniczka nie miała innego wyboru, więc musiała pokazać swój sekret na światło dzienne. Powstrzymując Wolf-Jina przed szarżą na demoniczne bestię, zaczęła skupiać swoją wewnętrzną energię, otaczając się złotą aurę. Niestety Czarcie demoniska zauważyły to i całą uwagę skupiły na kobiecie. Za chwilę Dziewczyna powiedziała słowa, wypychając przedramiona do przodu i otwierając swoje dłonie. Młody Likantrop usłyszał tylko słowa takie jak "Dov Joor Nos, a potem potężna złota łuna energii wystrzeliła z jej dłoni, zmiatając wszystkie potwory na jej drodze. Po utorowaniu sobie drogi, Wilkołak był naprawdę zaskoczony, że wszystkie osoby które miał okazję poznać, ukrywały w sobie takie niesamowite zdolności. Wpierw Tenshi, potem Altair z nadludzką siłą, a następnie natrafił na samą namiestniczkę, która chyba naprawdę ma smocze umiejętności. Wchodząc do laboratorium, Kallen uchyliła się w ostatnim momencie, unikając promienia z działa cząsteczkowe, które mogłoby ją zamienić na atomy. Żołnierze dostrzegli Królową i chłopaka, więc odryglowali drzwi, wpuścili ich, a potem znowu je zablokowali mimo iż że posiadały już mnóstwo dziur. Zobaczyli też, że Portal niestety nadal nie był aktywny, ale wszyscy uczeni w pocie czoła starali się go ukończyć, a stresowali się że zaraz zostaną brutalnie zamordowani przez demony.

Tymczasem u Suzaku i Altaira

Altair wraz z Królem oraz paroma oddziałami przebywali w koszarach i twardo ich bronili przed demonicznymi maszkarami. Wszyscy ustawili się w szyk bojowy, ponieważ mieli wyruszyć do laboratorium i strzec go jako ich główny cel, nie mieli dużo czasu na to. Król nie był taki głupi i wpierw dał wspierającą wszystkich na duchu długą przemowę, dzięki której nawet sam Drake nabrał większej chęci do mordobicia demonów. Wreszcie po odryglowaniu grodzi, wszyscy zaszarżowali w jednym momencie na demony, które bardzo szybko umierały w mgnieniu oka. Tym razem smocza armia nie będzie się powstrzymywać, zaczęli używać broń palną, energetyczną oraz standardowo miecze. Generał zobaczył, że naprawdę Królowi zależy na jak najszybszym dostaniu się do laboratoriów i nic dziwnego. Przywódca Smoczej Armii też chciał bardzo szybko pomóc Siostrze Króla, lecz na jego drodzy i innych wylądował Czarci Demon. Wystrzeliwując mocną kulę, która go ominęła ta poleciała we Władcę Planety. Drake nie mógł pozwolić by jego nowy Król poniósł tak głupią śmierć, więc wyruszył tam i otwierając swoją dłoń, dziwnym sposobem wystrzelił złoty pocisk, który zniszczył ognisty atak. Czart nie zrozumiał czemu jego technika nie podziałała, a za chwilę w jego torsie była dziura na wylot po drugim złotym pocisku ze strony Smoczego Generała. Demon upadł, zaś na jego miejsce przyleciały kolejny, który niestety tym razem ranił w ramię Króla. Suzaku zasyczał pod nosem i kątem oka zobaczył jak Czart wrednie się uśmiecha w jego stronę, a za kolejny moment traci głowę dzięki ostrzu Przywódcy Smoczej Armii. Trzeci Czart, który to zleciał z niebios, zaczął wysyłać mnóstwo kul ognia w stronę Altaira, a ten że nie miał takiej szybkości jak jego znajomy wilczek, po prostu schował miecz do pochwy i skrzyżował swoje ramiona. Czekał, aż wreszcie przyjmie cały ten ogień na siebie, ale niestety było zupełnie inaczej. Suzaku nie miał zamiaru patrzeć jak nawet jego najbliższy Dowódca cierpi, więc stworzył przed nim błękitną ochronną tarczę, która zniwelowała wszystkie kule ognia. Te kule za chwilę wróciły do Czarta i w sumie został sam spalony przez własną moc. Suzaku wylądował przy delikatnie zdziwionym Generale i rzekł w jego stronę:

-Teraz rozumiesz, czemu nie mogę walczyć. Posiadam moc, kontroluje ją w małym stopniu, gdyby nie to że Matka tak bardzo szybko odeszła, byłbym w stanie zrobić więcej. Powiedziała mi tylko, bym użył jej w nagłych przypadkach a to był bardzo nagły przypadek, nie mógłbym pozwolić do utraty tak świetnego generała. Dostrzegłem też, że ty także posiadasz jakąś dziwną moc...ale to nie ważne. Musimy się ruszyć i dotrzeć do laboratorium, szybko! - mówiąc to, znowu zaczął biec, a tuż za nim sam Drake. Generał ciągle, który podążał obok Króla, odpowiedział w jego stronę:

-No no mój Królu, zadziwiłeś mnie tylko troszeczkę, mogłem się spodziewać że twój ród posiada jakieś niesamowite zdolności, wreszcie twój Ojciec także je posiadał...Chciałem ci też podziękować, gdyby nie ty, zostałbym chodzącą żywą pochodnią, w sumie to martwą...I fakt, mnie też dziwi to że potrafię używać jakiś dziwnych pocisków energii, tak samo jak ten chłopak, myślisz że moja osoba się całkowicie zmienia...przez to że on tutaj jest? Odpowiesz mi potem, a teraz ruszajmy wspomóc twoją siostrę i tego chłopaka, HYAAA! - po tych słowach, zakrzyknął i wystrzelił kolejne złote pociski energii, niszcząc na części pierwsze demony. Inkuby zleciały i zaczęły sypać gradami ognistych pocisków, więc Suzaku otoczył siebie oraz Generała błękitną tarczą. Po dużej ilości wybuchów, Drake znowu zaczął wystrzeliwać złote pociski energii w stronę latających bestii, które eksplodowały bardzo szybko. Niestety na ich pech, drogę im zablokował sam Ifernus, który był poobijany i wkurzony na Przywódcę Smoczej Armii. Najwyraźniej nie dawno musiał się obudzić i wyjść z pod gruzów sali tronowej, ale teraz gdy walczą na dużej przestrzeni, ma zamiar da im popalić. Arcydiabeł zaszarżował na nich, dlatego też Król i Altair odskoczyli, jeden na lewą stronę, a drugi na prawą stronę przez co demon zarył porządnie głową o podłoże planety. Nie zrobiło to na nim wrażenia, więc wybił się z gleby swoimi wielkimi łapskami i chciał wreszcie pochwycić swoje ofiary. Suzaku wypowiedział za chwilę, tak by nawet Drake mógł usłyszeć słowa takie jak "Horvutah Yuvon" , tworząc złote magiczne łańcuchy, które miały na celu obwiązać całe ciało demona. Infernusa niestety złote więzy nie powstrzymały zbyt długo, ponieważ bardzo szybko je z siebie zerwał i coraz bardziej wrzała w nim krew by wreszcie pozbyć się robactwa raz na zawsze. Generał po jakimś czasie, przypomniał sobie że ma przecież małe działka plazmowe, ale przez to że te były zniszczone, musiał wystrzeliwać z dłoni te dziwne złote kule energii. Biegnąc do tyłu, odwrócił się w stronę przeciwnika i wystrzelił kilka pocisków ki, które wybuchły na ciele Demona. Powstało kilka eksplozji, które na pewno delikatnie znowu poraniły i osłabiły Arcydiabła, ale czy na pewno? Altair i Władca Planety tego nie wiedzieli, więc odwracając się ruszyli znowu w stronę laboratorium. Ifernus postanowił skończyć się bawić z pożywieniem, więc tworząc tym razem w swojej dłoni bicz, pochwycił nim samego Suzaku, ponieważ to był niespodziewany atak z chmury kurzu. Przywódca Smoczej Armii dostrzegł to kątem oka i zobaczył jak jego Król zostaje ciągnięty do tyłu, aż wreszcie jest pochwycony za gardło, a jego wnętrzności wylatują na podłogę. Arcydiabeł nie pieścił się, po prostu przebił swoją ognistą łapą brzuch Suzaku i ten zaczął powoli odchodzić w zaświaty. Jego Wysokość opluł wroga swoją krwią, pokazując mu uśmieszek ponieważ wiedział, że na pewno jego siostra uratuje wszystkich i całe jego królestwo. Altair nie wytrzymywał tego widoku, więc odwrócił wzrok, zanim to jednak zrobił Suzaku mu pokazał znakiem migowym, że ma się szybko udać do laboratorium i nie przejmować się nim. Drake zrozumiał rozkaz i to co zobaczył na koniec, to to jak Demoni Władca podrzuca ledwo żywe ciało Suzaku i niszczy je, rozsadzając je ognistą kulą ognia. Naprawdę wkurwiony Generał chciał obić mordę temu demonkowi, lecz nie mógł nic na to poradzić, musiał posłuchać ostatniej woli Króla. Przywódca Smoczej Armii jednak zlekceważył prośbę, jego mięśnie mocno się napięły i wybijając się z pięty, wyruszył na Arcydiabła. Infernus podziwiając fajerwerki ze zwłok Króla planety Draconis, odczuł na swoim splocie słonecznym porządny cios. Po spojrzeniu w dół, widział czarno-czerwone wyładowania elektryczne oraz tak jakby cień wielkiego pradawnego Czarnego Smoka, który to zjawił się nad Generałem. Altair z wyszczerzonymi zębami, używając Smoczego Cienia, przyszpilił do ziemi swojego oponenta, który na tą chwilę nie mógł się wyrwać ze smoczych szponów.

Drake opanowany w dzikiej swojej furii, wyrzucił w górę ciało Ifernusa, panując zupełnie nad Smoczą istotą, która była tylko cieniem. Za chwilę Smoczy cień, który widniał nad Generałem, złapał za całe ciało demona i rozkręcając nim bardzo mocno i gdy prędkość była wystarczająco szybka, Władczy Demon został ponownie rzucony w podłoże planety, przez co ta nawet delikatnie zadrżała. Arcydiabeł ledwo wstając, nastawił sobie kark oraz pomasował się trochę po głowie, bo ten cios naprawdę był mocny. Nie mając zamiaru dłużej czekać, musiał skontrować Smoczego Generała, więc tworząc w dłoni włócznię, miał zamiar przebić serce Przywódcę Smoczej Armii. Altair oczywiście wykorzystał wiszący nad nim Smoczy Avatar, który odbił w inną stronę ognistą włócznię, zaś za chwilę Smoczy cień otworzył swoją paszczę i wystrzelił czarny ogień ku przeciwnikowi. Diabeł nie wiedział co to jest, wydawało mu się przez chwilę że w jego stronę leci kurz, lecz za chwilę zorientował się że jest to coś potężniejszego. Czarny ogień zniszczył lewe całe przedramię oraz pół torsu Infernusowi, przez co ten znowu leżał na glebie, wgnieciony przez gigantyczną moc. Władca Demonów nie spodziewał się, że byle nędznik może posiadać takie pokłady zdolności, a z początku tylko obawiał się chłopaka, który nie był z tego wymiaru. Tracąc dość sporo krwi, zatamował krwawienie prawą dłonią, paląc sobie rany by to wszystko zastygło. Za chwilę wkurzony Demon popatrzył na Generała i widział, że w jego dłoniach znajduje się jakaś biała lanca, która była owinięta czarną energią. Na broni widniały prastare smocze znaki, które na pewno sugerowały coś niebezpiecznego dla wrogów, którzy je widzieli pierwszy raz. Ifernus odczytując dziwne symbole, niestety znał ten rodzaj języka i przełykając ślinę, nie wiedział jak ma uniknąć tej broni. Drake, który także miał uczucia, uronił jedną kroplę łzy i zaszarżował na przeciwnika, chcąc go wykończyć raz na zawsze. Smoczy cień zniknął, zaś Generałowi na chwilę wyrosły smocze skrzydła i pikując ku Arcydiabłowi, przebił jego ogniste mroczne serce. Za chwilę lanca zmieniła się tak naprawdę w biały Miecz, ponieważ właśnie to powodowały runy na broni, maskowały jego prawdziwe znaczenie i wygląd. Altair po rozpołowieniu na pół Infernusa, jak i jego serca mógł tylko już spoglądać na jego martwe truchło. Za chwilę dopiero był w mocnym szoku, że posiadał skrzydła i towarzyszącego smoczego Avatara, który już zniknął. Armia Infernusa widząc to, jak ich władca pada pod potężnym ciosem Smoczego Generała, zaczęły uciekać w popłochu. Niektóre Lordzie Czarty tylko się ostały, ponieważ ich wola walki była silniejsza i chciały pomścić władcę. Większość ognistej armii powracała do czarno-zielonych portalów i nie miała zamiaru już tutaj wracać. Za chwilę, gdy Drake nie patrzył w tamtą stronę, ciało Króla Demonów wypaliło się i został tak naprawdę sam popiół. Nie wiadomo czy Władca Demoni sił na pewno zginął czy jednak jakimś sposobem się uratował. Za chwilę sam Altair przykucnął na kolanie, zauważył że zostaje otoczony przez jednostki z karabinami plazmowymi i odczuwa silne zmęczenie na swoim organizmie. Pierwszy raz użył swojej drakoniańskiej mocy, bo tak naprawdę zasada polegała na wielkim gniewie, który musiał się wreszcie wybudzić. Skrzydła które na chwilę oraz łuski w niektórych miejscach na ciele zniknęły, a ona musiał złapać oddech i wyruszać znowu do ośrodka badawczego.

Tymczasem w Laboratorium

Wreszcie Naukowcom udało się uruchomić portal mimo iż te demony które nie uciekły, chciały ich powstrzymać. Jeden z ostatnich generałów Infernusa chciał się dobić do pomieszczenia i zniszczyć maszynę, nie miał zamiaru się poddawać. Na domiar tego, przez to że portal się aktywował, odepchnął wszystkie elitarne demonie jednostki silnym podmuchem czasoprzestrzennym. Kallen poklepała tylko po ramieniu chłopaka i zasalutowała mu, jakby był kimś ważnym. Kenzuran tylko kiwnął głową na znak zrozumienia i nie czekając ani chwili dłużej, przeszedł przez tunel. Nie wiedział czy Altair oraz już Martwy Król tutaj przyjdą, nie miał niestety czasu żeby się z nimi pożegnać, no i oczywiście z Tenshi. Lecąc w wirze czasoprzestrzennym, naprawdę dziwnie się czuł, miał jakieś mdłości, kręciło mu się w głowie i nie wiedział kiedy to wszystko ustanie. Tunel mienił się w różnych kolorach, który ciągle wirował i tak jakby stał w miejscu, ale efekt był taki jakby się ciągle ruszał. Po zamknięciu swoich oczu i wyczekiwaniu momentu aż to wszystko się skończy, miał nadzieję że bardzo szybko mu to jakiś przeleci. Czarnowłosy wreszcie odczuł, że nie ma już tego dziwnego uczucia i można poczuć wiatr na swojej twarzy. Musiał zaryzykować, więc wpierw otworzył swoje prawe oko, potem lewe i dostrzegł że znajduje się na jakimś podwórzu. Niestety w ogóle nie kojarzył tego miejsca, ale cieszył się że żyje i nie odczuwa żadnych ran, które otrzymał podczas wielkiej bitwy na planecie Draconis. Spojrzał na swoje dłonie i już dostrzegł, że nie są one jego oraz ubiór który na sobie posiada. To było coś bardziej nowoczesnego, najwyraźniej znajdywał się znowu na Ziemi lecz, która była bardzo oddalona od tej na której był przedtem. Ciuchy nie sprawiały mu problemy, były wręcz bardzo wygodne dla jego ciała. Sprawdzając kieszenie, znalazł jakieś dziwne urządzenia, klucze oraz medalion który ma powierzyć pra pra pra pra pra pra synowi Altaira, czyli podobno przyjaciela w tych czasach. Co będzie dalej?? Jak potoczy się dalsze życie Saiyańskiego Wojownika w nowym ciele? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Czw Kwi 04, 2019 2:14 am
Rozdział 14: Życie Człowieka

Kenzuran powoli oswajając się ze swoim nowym ciałem, odczuł niesamowity ból głowy. Musiał przez to kleknąć na swoje kolano i chwytając się za głowę, widział wszystkie wspomnienia, które posiadał ów osoba w której aktualnie się znajdował, która została przez niego przejęta. Teraz dowiedział się, że jego imię nie będzie brzmiał ani Kenzuran, ani Blade tylko zupełnie coś nowego. Dowiadując się jak teraz jego Imię oraz Nazwisko brzmi, brunet ponieważ nawet jego kolor włosów uległ zmianie, musiał porozglądać się po mieszkaniu i dowiedzieć się gdzie co się znajduje. Tak naprawdę nie musiał tego robić, gdyż wspomnienia która otrzymał, mówiły mu tak naprawdę wszystko. Spoglądając wokół, widział że jest na niewielkim podwórku, które ma kilka drzew, trzepak oraz piaskownicę. Niedaleko stało kilka garaży oraz była ulica, która dzieliła dwa podwórka. Po prawej stronie w oddali można było dostrzec przejście pomiędzy dwoma budynkami, a jeszcze wcześniej bramę, która prowadziła przez budynek i dochodziło się na zewnętrzną część innej ulicy. Chłopak odwracając się do tyłu, spojrzał że w tym bloku znajduje się jego mieszkanie, które jest umieszczone na parterze. Sprawdzając znowu kieszenie, spojrzał na dziwne prostokątne płaskie urządzenie oraz te, które miał zaczepione pod t-shirtem na spodniach. Patrząc w pamięć młodzieńca w którym się znajdował, dowiedział się że te dwie rzeczy to jest telefon, dzięki któremu można się komunikować z rodziną i przyjaciółmi oraz tak zwana mp4 na której można słuchać muzyki. Były także klucze do mieszkania w prawej kieszeni oraz medalion, który ma wylądować w rękach kogoś z genami Generała Drake'a. Wojownik wiedział, że nie może o tym zapomnieć i znowu zamykając swoje oczy, sprawdzał gdzie znajduje się dziedzic Altaira. Dowiadując się już wszystkiego co mu było niezbędne do życia w tym ciele, odczuł że jednak tęskni za lodowymi terenami i chciałby wrócić. Wzdychając pod nosem, otwierając klatkę kodem na domofonie, za chwilę znalazł się w mieszkaniu, ponieważ musiał się porozglądać co i jak, żeby domownicy nie mieli jakiś dziwnych podejrzeń. Po znalezieniu się w środku, miał przed sobą długi przedpokój i kilka odnóg, które prowadziły do dwóch pokojów, jednego mniejszego drugiego większego oraz do kuchni i toalety. Chodząc tak tu i ówdzie, za chwilę usłyszał damski głos, pytający czy może ten nie jest głodny. Oczywiście Ogoniasty wypowiedział pozytywna odpowiedź, pokierował się w stronę dużego pokoju i siadając przy stole, mógł nadal obserwować cały pokój. W jego świecie, wszystko zupełnie inaczej wyglądał, ale nie miał innego wyboru jak się po prostu przyzwyczaić. Po upływie kilku minut, wreszcie dostrzegł Rodzicielkę, która urodziła tego chłopaka w którym się znajdował. Była około czterdziestki, posiadała blond włosy oraz delikatną skórę. Mama zapytała się syna, czemu tak chodził po domu i się rozglądał, ponieważ sądziła że czegoś szukał. Blade wytłumaczył się, że czegoś szukał oraz wydawało mu się, że widział jakiegoś owada i po prostu chciał go sprzątnać. Kobieta zrozumiała i podała mu jakąś mięsną potrawę którą widział pierwszy raz na oczy. Starając się nie udawać zaskoczonego, w kilka chwil cały talerz był pusty oraz wylizany z sosu do końca. Rodzicielka nie wierzyła w to co widzi, ponieważ nigdy nie pamiętała sytuacji, że jej synek tak bardzo szybko cokolwiek zjadał. Po zjedzonym posiłku, Czarnooki także nie posiadał Kruczego spojrzenia, tylko granatowo-niebieskie.

Odkładając talerz do zlewu i zalewając go ciepłą wodą, by potem go lepiej umyć, wrócił do swojego pokoju o którym już dowiedział się we wspomnieniach tego chłopaka. Wchodząc do niego, zobaczył po lewej stronie Biurko, na którym stał monitor, zaś pod biurkiem znajdował się komputer. Można było także zauważyć myszkę, klawiaturkę, kamerkę internetową i nocną lampkę. Po prawej stronie znajdowało się dwuosobowe łóżko, a pod samym oknem brązowych kolorów pufa, która była rozkładana i także robiła za łoże do spania. Na parapecie znajdowało się kilka kwiatków, zaś za biurkiem znajdowała się szafa z różnymi zabawkami a przy większym łożku pod samą ścianą, była półka z mnóstwem książek oraz jakiś kaset VHS i innych dupereli. Na ścianach było można zobaczyć plakaty z Gwiezdnych Wojen, Dragon Balla i tym podobnych rzeczy. Także jeszcze była od strony wejścia do jego pokoju, szafa w której znajdowały się jego ubrania, nawet takiego galowe których mógł użyć, chodząc na jakieś imprezy. Niestety, wzrok młodego Saiyanina wylądował na plakacie, który sugerował coś i coś go bardzo mocno do niego ciągnęło, wydawało mu się że to właśnie on znajdował się w tym świecie. Odczuł niemiłe uczucie, tak jakby jego osoba była fickją, nie istniała i była tylko wymyślona na potrzeby daniu komuś przyjemnej rozrywki. Siadając w fotelu, zaczął używać myszki i spoglądać co ma na pulpicie, co może otworzyć oraz co jeszcze ciekawego może poznać. To wszystko dla niego było nowe, ale dzięki swiadomości chłopaka w którym się znajdował, nie było to dla niego żadnym problemem. Po upływie jednego dnia, kładąc się do łóżka, nadal rozmyślał jak ma mu się potoczyć to wszystko, skoro teraz jest pod opieką rodzica, ten będzie podejrzewał czemu zawszeby wracał w poszarpanych ciuchach i czemu tak późno. Najwyraźniej Syn Kellana będzie musiał odstawić jak na razie treningi na później i zająć się życiem jakie otrzymał na nowo. Po nastaniu nowego dnia, odczuł że jest delikatnie trząsany za ramię, ponieważ musiał wstać do szkoły. O tym miejscu także się dowiedział ze wspomnień osoby w której się znajdował i że nie ma innego wyboru, musi grać tak jak mu życie zagra. Szkoła jakoś akurat mu nie przeszkadzała, gdyż tak naprawdę w lodowym królestwie chodził do szkoły jako dzieciak, by opanować sztukę pisania i poprawnej mowy. Tutaj wkraczał na głębszą wodę, ponieważ te szkoły były znacznie cięższe i uczyły trudniejszych rzeczy. Na dodatek, będzie mógł poznać nowe osoby co go bardzo cieszyło. Kenzuran po zjedzeniu pożywnego śniadania, poszedł do toalety i przemywając swoją twarz, załatwił także potrzeby fizjologiczne i ruszył do ośrodka naukowego. Na szczęście przez chwilę zbytnio nie wiedział w którą stronę ma się udać, ale po użyciu pamięci z człowieka w którym aktualnie przebywał, wiedział dokąd ma iść. Po dotarciu na miejsca, niektóre osoby dziwnie się na niego patrzyły, bo na dworze znajdowało się pięć stopni Celsjusza, a ona popierdzielał w spodenkach trzy czwarte oraz samym podkoszulku. Przez to, że Blade był wychowany w lodowej krainie, taka pogoda mu w ogóle nie przeszkadzała, czuł przez chwilę że znowu jest w domu, ale tak naprawdę nie było. Trafiając pod salę lekcyjną, gdzie widział swoich kolegów, mógł też dostrzec że niektóre czarne owce niestety także przyszły. Nie przejmując się nimi, mógł wreszcie zacząć swoją pierwszą lekcję. Po miniętych kilku godzinach, wreszcie klasa Czarnowłosego była wolna i po części się zawiódł, gdyż niektóre lekcje naprawdę były usypiające. Opuszczając szkołę, wszyscy odczuli niewielkie trzęsienie ziemi...najwyraźniej już zaczęło się dziać coś niedobrego!? To było dla wszystkich naprawdę dziwne, ponieważ wiadome było że Polska nigdy nie miała trzęsień ziemi, tylko te dalsze kraje. Dla Ogoniastego to było naprawdę podejrzane, bo przeczesując wszystkie wspomnienia chłopca, wiedział że ten kraj nie miał prawa mieć takiego kataklizmu. Większość osób biegała w chaosie i starali się jakoś utrzymać na nogach, ponieważ nie wiedzieli ile to będzie wszystko trwało. Wszyscy widzieli jak Radiowozy oraz z remisy Strażackiej nieopodal szkoły mogły wyjeżdżać wozy Strażackie, które kierowały się w stronę Centrum. Chcąc wyruszyć na miejsce zdarzenia, został zatrzymany przez W-fistę ponieważ wszyscy nauczyciele mieli obowiązek na terenie szkoły, dbać o ich bezpieczeństwo. Przeciwstawiając się jednak słowo Trenera wychowania fizycznego, wyrwał mu się i szybko pobiegł w stronę, gdzie jechały wszystkie samochody. Odczuwał, że ludzkie ciało jednak go delikatnie spowalnia i tylko zachował On ów niektóre aspekty, jak bycie odpornym na chłód albo mocny apetyt. Denerwował się także tym, że jego ogon zniknął więc wreszcie słuchając rady zapamiętanej przez Wilczego Mentora, wzbił się wysoko w powietrze i musiał sobie obrać miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie pomedytować. Lądując na budynku jakiegoś wieżowca, który znajdował się przy jakimś rondzie, usadowił się po turecku i starał się wejść w głęboki trans. Oczywiście niestety kilka osób przedtem przeraziło się faktem, że mogli zobaczyć człowieka który potrafi latać i uznali go za jakiegoś Obcego z innej planety. Wojownik wchodząc w trans, nie wiedział że jego dłoń samoistnie powędrowała do kieszeni i chwyciła za medalion. Młody Saiyanin znajdując się otoczony samą pustką i czernią, dostrzegł na wielkim tronie coś wielkiego. Lewitując nad podłożem, zbliżył się ku tej osobie i był to nikt inny jak Jakiś Starszy Smok,a konkretniej Antyczny Smokeł. Chcąc się wypowiedzieć, usłyszał on głos Gada który był bardzo schrypnięty i potężny:

-Hmmm, a więc udało ci się....Ten paskudny Wilczur nie powiedział ci....że musisz użyć medalionu wpierw na sobie, prawda?? - Smoczy Osobnik uniósł swoją brew i wyczekiwał na odpowiedź. Czarnooki nie wiedział co ma powiedzieć, ale faktycznie nie przypominał sobie takiej rady ze strony swojej Wilczej wersji. Prastary Smok wypuścił z nosa tylko chmurę dymu i ponownie się wypowiedział:

-Do przewidzenia, słaby z niego mentor....z chęcią bym go rozszarpał...ale twoja misja nie jest jeszcze skończona...Teraz...usiądź przede mną po turecku, a za zrobię za ciebie resztę... - mówiąc to, powstał z tronu większego od niego. Syn Kellana nie miał innego wyjścia, wiedział chyba że tak musi po prostu być. Siadając w powiedzianej przed chwilą pozycji, Antyczna Bestia chwyciła za czaszkę chłopaka i tak jakby chciała ją podzielić na dwie części. Za niedługą chwilę, Przyszywany syn Akinoriego odczuł jak zostaje od czegoś oddzielany i widział siebie tak jakby był jakąś duszą, ponieważ nie posiadał nóg. Jego dolna część nadal była tak jakbym widmem i wychodziła z ciała chłopaka w którym się znajdował, najwyraźniej o to chodziło Wilkołakowi, by rozdzielić Wojownika od dzieciaka w którym się znajdował. Po upłynionych trzech minutach, wreszcie Blade został mocno rzucony, gdzieś w głąb nieskończonego mroku i za chwilę widział jak dusza młodzieńca w którym był, zniknęła z tego świata. Kenzuran nie rozumiejąc całej sytuacji, od razu chciał zapytać o co chodzi, ale za chwilę usłyszał odpowiedź:

-Hmmm, To tyle. Jesteś.....teraz wolny i znowu posiadasz swoje ciało....oraz ogon...Teraz kolej....na przyjaciela tego dzieciaka....będą musiał zrobić.....to samo... - mówiąc to, powrócił znowu na tron i pstrykając palcami, obudził Czarnowłosego z transu, który nadal znajdował się na dachu wieżowca. Wstając, spojrzał na swoje ciało i wiedział że już nie jest w tym młodziku, który miał Brązowe włosy oraz granatowo-niebieskie oczy. Ogoniasty otrzymał od Antycznego Smoka ciuchy, który niegdyś zostały mu powierzone na planecie Draconis, przez samego Generała Altaira. Nie czekając ani chwili dłużej, Młody Saiyanin wreszcie wyruszył w stronę centrum, gdyż nie wiedząc jakim cudem, ale wspomnienia chłopca w którym był, zostały także w jego głowie. Lecąc w miejsce zdarzenia, mijał helikoptery na których były zamontowane kamery, najwyraźniej prasa chciała opisać co się dzieję, ale niestety wychwycili lecącego w powietrzu Wojownika, teraz to będą mieli dobry materiał. Docierając wreszcie na miejsce, Brat Klen zatrzymał się i widział, że w niektórych większych budowlach znajdowały się kuliste otwory, tak jakby zostały podziurawione przez coś. Kenzuran lecąc jeszcze dalej przed siebie, wreszcie dotarł naprawdę do Centrum tego miasta i widząc wielki Pałac Kultury, niedaleko na placu wylądowały trzy pojazdy, te zaś wyglądały jak kapsuła, którą przybył na lodową krainę w innym czasie. Przeklinając pod nosem, bo nauczył się ciekawych słów ze wspomnień chłopaka w którym był, spoglądał z góry i był ciekaw kogo w nich zobaczy. Miał pewne obawy co do tego, ale wiedział że odzyskując swoje ciało i siłę, nie martwił się tym tak bardzo. Wojownik wreszcie słysząc syk dochodzący z otwieranych grodzi, obserwował jacy wrogowie albo sprzymierzeńcy z nich wyjdą. Nie zważając na to, że dalej był nagrywany przez helikoptery, które pokazywały go w telewizji, musiał wiedzieć kto jest w tych kapsułach. Jego obawy niestety się ze wszystkim zgadzały, gdyż mógł zobaczyć jak z kapsuł wyłania się dwóch kosmitów, którzy mieli na sobie dziwny rodzaj zbroi. Obydwoje posiadali srebrne zbroje z krągłymi naramiennikami, a ich opaski były srebrno-czarne. Jeden z nich posiadał fioletową przepaskę zamiast spodni, drugi w ogóle nie posiadał spodni i przez jego brązowy pas przechodziła pomarańczowa przepaska. Jeden był wyższy i muskularny, posiadał zielony kolor skóry. Drugi zaś był był trochę niższy i posiadał ostre uszy oraz był koloru niebieskiego. Za chwilę dwójka kosmitów zamontowała na swoje dłonie coś na wygląd działek ręcznych, które miały pewnie za zadanie wyrządzać dość spore szkody. Syn Kellana obniżając swoją lewitację i ukrywając się w dymie, który powstał przez twarde lądowanie kapsuł, chciał podsłuchać rozmowę kosmitów. Wreszcie jeden z nich, używając dziwnego sprzętu zamontowanego na oko, skomunikował się z kimś i padły następujące słowa:

-Lordzie Freeza, dotarliśmy na Błękitną planetę Zwaną Ziemia. Jesteśmy gotowi na incicjację robienia czystki, żeby potem była gotowa na sprzedaż, tak jak sobie zażyczyłeś... - po usłyszeniu tego, Blade wiedział że nie może na to pozwolić. Napinając mięśnie, chciał zaatakować ale usłyszał że nad nim pojawił się helikopter i zagłuszył resztę rozmowy przez dziwne urządzenie. Obcy spojrzeli na latającą maszynę, która chyba nagrywała ich każdy ruch, aż wreszcie jeden z nich był zirytowany samym faktem dźwięku jaki ów pojazd wydaje z siebie. Celując w helikopter, zielono-skóry wystrzelił pocisk tak jakby ki i po chwili, po kamerzyście i po maszynie nie było ani śladu, tylko wielka eksplozja. Kenzuran wiedział, że to był błąd i od razu nie zaczął działać, ponieważ na pewno kosmici na tym nie zaprzestaną, oczywiście przemyślał fakt i uważał, że nigdy by nie założył czegoś takiego na oko. Słudzy tak zwanego "Freezera" siali wszędzie chaos, zniszczyli bliższy przystanek autobusowy, niektóre budowle które się tutaj znajdowały, a nawet dworzec centralny zostawili w średnim stanie. Czarnowłosy nie patrząc na to ani dłużej, bez chwili wahania wyruszył w ich stronę i miał zamiar ich powstrzymać. Wrogowie wykrywając go na swoich detektorach, wymierzyli w chmurę dymu swoje działka ręcznie i wystrzeliwali jak najwięcej pocisków się da. Ogoniasty zareagował bardzo szybko i odbijał wszystkie kule energii za siebie, wreszcie znajdując się przy swoich oponentach. Uchylając się już przed koleją kulką, trafił zielonego przeciwnika w splot słoneczny, przebijając mu się na wylot. Pancerze najwyraźniej nie były takie mocne, albo to była wina tego, że Młody Saiyanin był po prostu za silny. Przedziurawiając jednego wroga, zasłonił się jego ciałem, gdyż jego towarzysz strzelał w stronę młodzieńca pociskami. Za chwilę, wyjmując całe ramię z zielonego trupa, mały niebieski jeszcze bardziej się wkurzył i aktywował ręczne działko na maksymalną siłę rażenia. Czarnooki znikając przed pociskami, pojawił się tuż za obcym wrogiem i po prostu chwytając go w taki sposób, że złamał mu kark i opuścił na glebę. Domyślił się za chwilę, że to musiały być jakieś płotki, bo strasznie łatwo sobie z nimi poradził, chociaż zostawili po sobie niezły burdel w centrum miasta. Teraz jeszcze zapamiętał, że były trzy kapsuły, czyli jedna musiała polecieć gdzieś dalej. Rozglądając się w kółko i używając wyczuwania Ki, której syn Kellana nauczył się pod nadzorem Wilczego Mędrca, starał się wychwycić gdzie znajduje się ostatni wróg. Za chwilę, ze skupienia wytrącił go dźwięk jednego z tych dziwnych białych urządzeń, zamontowanych na oczach martwych kosmitów. Zbliżając się do trupów, chwycił za biały scouter i wsłuchiwał się w to co zostanie powiedziane przez niego:

-Toobi, Kabira...jesteście tam? Cholera...centrala...połączcie mnie z Lordem Freeza, natychmiast! ...Lordzie Freeza, chciałem poinformować o żadnej odpowiedzi ze strony moich towarzyszy, czy mam zaczekać na posiłki?? - komunikacja się zakończyła, ale za chwilę można było usłyszeć bardzo piskliwy, a zarazem piskliwy głos:

-Nie, mieliście sobie poradzić we trójkę..Wszyscy moi ludzie są potrzebni do podbicia planety Namek. Jeśli tak bardzo nie chcesz umierać, możesz się gdzieś ukryć...po zakończeniu z Namek, na pewno przylecimy na Ziemi, O hohohohohoh - transmisja się zakończyła i już nie było nic słychać. Wcale ta rozmowa nie podobała się Czarnookiemu, dlatego też zaciskając urządzenie, całkowicie je zniszczył. Nie miał zamiaru pozwolić na to by jakiś śmieć sobie od tak pogrywał z Planetą na której mieszkał oraz z jakąś inną planetą której chcę zagrozić. Wkurzony tym wszystkim Brat Klen miał zamiar jednak znaleźć trzeciego osobnika, którego teraz celem było się ukrycie i przeczekanie aż przylecą jakieś posiłki. Po przeleceniu kilku przecznic oraz po chwili zastanowienia, Blade walnął sobie solidnego liścia w twarz. Nie pomyślał, że może użyć jeszcze tego urządzenia, które było zamontowane na ucho przy drugim martwiaku, dlatego też powrócił na miejsce rozbicia, gdzie już była Policja i inne służby miasta. Lądując obok zielonego trupa, pochwycił jego detektor i zakładając sobie na ucho, zaczął szukać wpierw przycisku. Oczywiście Policjanci już chcieli go zaaresztować, ale bardzo szybko wzniósł się ku przestrzeni powietrznej i dalej starał się ogarnąć to urządzenie, jak dokładnie działa. Upłynęło niecałe dwie minuty, aż wreszcie Ogoniasty znalazł jakiś przycisk, który wskazywał jakieś dziwne znaki i cyfry, ale najwyraźniej nie były one w języku który znał. Miał szczęście, ponieważ sama mała maszynka poinformowała go piszczeniem i wskazaniem czegoś co najwyraźniej miał znaleźć, ale nie wiedział czy na pewno o to chodziło. Nie zastanawiając się dłużej, Młody Saiyanin otoczył się białą aurę i przyśpieszył swój lot, omijając inne dziennikarskie helikoptery, gdyż chciał znaleźć trzecią osobę która tu przyleciała na podbój planety. Wreszcie docierając na miejsce zdarzenia, dostrzegł trzecią i już tym razem ostatnią kapsułę, która już dawno była otwarta, najwyraźniej przestępca już dawno ją opuścił. Ponawiając ten sam ruch i aktywując przycisk na scouterze, starał się znaleźć tego kogoś i miał zamiar go powstrzymać. Za chwilę znów urządzenie dało o sobie znać i pokazało gdzie się coś dokładnie znajduje, oczywiście chodziło tutaj o wskazanie Poziomu Mocy danej osoby. Po dotarciu w zupełnie inną dzielnicę miasta, nie mógł uwierzyć że ten ktoś chciał się ukryć, a zostawiał po sobie tyle zniszczeń i same ruiny. Przyszywany Syn Akinoriego czuł naprawdę silną złość i chciał się tego kogoś jak najszybciej pozbyć. Zlatując trochę niżej nad ziemie, Wojownik zobaczył że trzeci przybysz pochwycił jakąś ziemiankę i zaczął ją dusić, najwyraźniej także z nią rozmawiał. Nie czekając ani chwili dłużej, Czarnooki poszybował w jego stronę i kopnął wroga mocno w twarz, przez co ten przeleciał przez kilka nienaruszonych budynków, aż do teraz. Blade chwycił szybko kobietę pod ramionami postawił ją spokojnie na chodniku, gdyż gdyby jej nie złapał, bardzo łatwo by poniosła śmierć. Przerażona niewiasta uciekła w popłochu, natomiast wróg wykaraskał się z budowli w którą się wbił i obserwował kto go zaatakował. Brat Klen obserwują wroga, widział że jego kolor oczu tak samo jest czarny, jak i włosy. Przybysz z kosmosu posiadał także futrzany brązowy ogon, zbroje która była biało-złota oraz niebieski uniform, który się znajdował pod nią. Miał także na sobie białe buty oraz białe rękawice oraz detektor taki sam jak u jego towarzyszy, tylko ten miał niebieskie szkiełko. Po nim można było dostrzec, że przedtem już z kimś walczył, ponieważ na jego ramieniu była obwiązany kawałek jakiegoś materiału. Nie obchodziło to wcale Kenzurana, dlatego też przybrał pozę do walki i wyczekiwał do momentu aż wróg nadleci. Oponent wreszcie ukazał kły i wybijając się z pięty, uderzył Czarnowłosego w twarz. Ten tylko spojrzał na swojego wroga i przyjmując atak jak gdyby nigdy nic, oddał mocniejszym ciosem i znowu posłał przeciwnika na glebę. Wróg wygrzebując się z rowu, który został stworzony przez jego własne ciało, zauważył że Młody Saiyanin już nad nim lewituje i najwyraźniej wyczekuje jakiejś odpowiedzi względem czemu zaatakowali tą planetę. Syn Kellana wreszcie warknął w jego stronę i zadał mu pytanie, bo już miał dość ofiar i zniszczeń w tym mieście:

-No dobra śmieciu, jesteś ostatni który się ostał przy życiu, no i raczej nie doczekasz się wsparcia od swojego całego "Lorda", więc gadaj po co żeście tu przylecieli... - zapytał się go i wyczekiwał aż cudzoziemiec z niebeskim scouterem się odezwie. Ten tylko wstał, strzelając karkiem i szczerząc znowu kły w morderczym uśmiechu, odpowiedział:

-No cóż, nie będę tego przedłużać. Naszym celem była czystka tej planety, gdyż nasz Lord Freeza chciał ją sprzedać piratom za pokaźną sumkę, ale niestety za chwilę wkroczyłeś ty i wszystko zniszczyłeś! Chcę jeszcze dodać, że muszę ci podziękować....uwolniłeś mnie od tych dwóch pustaków z którymi się musiałem użerać kilka lat....cholerne natręty i rasiści względem mojej rasy...Uwolniłeś mnie po części z więzienia, dlatego jestem ci teraz dłużny. - mówiąc to, wyciągnął dłoń w stronę lewitującego Wojownika. Czarnooki lądując wreszcie na podłożu, nie zbliżył się do obcego, wolał uważać bo tak naprawdę mógłbyć to jakiś blef. Prychnął tylko i za chwilę odpowiedział znów:

-Thhs, nie musisz dziękować...mimo to jesteś odpowiedzialny za ten chaos w tej okolicy i powinienem cie zabić bez żadnych skrupułów. Jeśli teraz odpowiedz poprawnie, to cie nie zabije...Czy dalej zamierzasz wybijać te bezbronne osoby czy jednak zmieniasz swoje nastawienie, dzięki temu że cie uwolniłem...skoro twierdzisz że byłeś więźniem... - zapytał się obcego, a ten od razu się wypowiedział:

-Oczywiście, że nie...ten cały Lord Freeza o którym słyszałeś w naszych scouterach, dowiedziałem się kiedyś jak byłem z jego elitarną jednostką w pubie, że to on stoi za zniszczeniem mojego rodzinnego domu, planety Vegety...Poprzysiągłem zemstę na nim i na jego ludziach, gdyż teraz nic mi nie stoi na przeszkodzie!! Na szczęście dowiedziałem się od innego sługi Freezy, że Książe Vegeta dostał tutaj solidne lanie i udał się na Namek, najwyraźniej wyrównać rachunki, dlatego mam zamiar mu pomóc i zniszczyć tyrana raz na zawsze! Musimy pomścić śmierć naszych braci oraz sióstr, którzy nawet nie potrafili się obronić... - zgniótł pięść, która znajdowała się w rękawicy. Ogoniasty wysłuchując go do końca, znowu odczuł niesamowity ucisk na jego głowie, tak jakby jakieś jego prawdziwe wspomnienia chciały mu coś powiedzieć. Nie wiedział wreszcie przecież, że on także jest Saiyaninem i się wywodzi z tego samego rodu co osobnik przed nim. Skoro jego wróg także posiadał ogon, i on tak samo posiadał ogon, musiał zapytać o jedno:

-No dobrze...niech i tak będzie. Chciałem jeszcze zapytać, ponieważ także posiadam ogon, w ogóle z jakiej ty się rasy wywodzisz że tak zapytam?? - po tych słowach, wskazał swojego dawnemu przeciwnikowi swój ogon, a ten tylko klepnął się za czoło i od razu wystrzelił z odpowiedzią:

-Ohhh, masz ogon! Skoro tak, wywodzisz się z tej samej rasy co my, w sumie tylko spójrz. Masz tak samo krucze włosy jak ja, oczy też masz czarne, no i jeszcze ogon! To oznacza tylko jedno, wywodzisz się z rasy kosmicznych wojowników, którzy żyją w galaktyce, Saiyan-jinów! - przybysz odpowiedział mu, a Kenzurana znowu uderzyła fala bólu, gdzie się znajdował jego mózg. Teraz miał obraz jak jego planeta wybucha i on jeszcze widział jakiegoś Mężczyznę, który chciał by z nim gdzieś szedł, lecz się nie posłuchał i wykorzystał kapsułę. Teraz przez dłuższą chwila w ciszy z nieznajomym, który okazał się jego rodakiem i wszystko mu wytłumaczył, nadal nie odpowiadał. Głównie wspomnienie Blade'a wróciło i już On sam wiedział skąd pochodzi i kim tak naprawdę jest, przez te całe dziewiętnaście lat niewiedzy. Spojrzał on wreszcie na przybysza z kosmosu i odczuwał, że może mu zaufać i wspomóc go w walce z tym całym Freezerem, skoro ten chciał siać chaos i jego celem było sprzedawanie planet jakimś piratom. Zmieniając postawę obronną na zwykłą, odezwał się do drugiego Saiyanina:

-Skoro wywodzimy się z tej samej rasy, najwyraźniej będę mógł ci pomóc. Na tej planecie i tak mnie nic nie trzyma, aczkolwiek jest jeszcze jedna rzecz którą będą musiał załatwić...a tak poza tym, jak się nazywasz?? - zapytał się drugiego Kruczowłosego osobnika i wyczekiwał na odpowiedź. Oczywiście domyślał się, że nie będzie długo czekał i wreszcie usłyszał następujące słowa:

-Moje imię to Hex, ale wszyscy wołają na mnie Helix, czasami mnie to irytuje, ale po tylu latach służby pod Demonem mrozu, przyzwyczaiłem się...Miło także wiedzieć, że jeszcze ktoś z naszej rasy się ostał, jestem pod wrażeniem. Chciałbym jakoś wspomóc tą planetę, ponieważ mimo iż nasza rasa także podbijała planety, Lord Freeza chciał zdobywać ich więcej, w dalszych sektorach. Nie ważne, w każdym razie mam przy sobie coś takiego jak pilot, będzie ci potem potrzebny do kapsuły. Ja wykorzystam jedną z tych w których przylecieli jak już zapewne się mogę domyślać, moi martwi partnerzy...Co do urządzenia które posiadasz, nazywamy go scouterem, detektorem. Jeśli klikniesz jeden raz, wskażę ci największą energię ki i jej położenie, po naciśnięciu przycisku dwa razy, będzie ci wymierzało dokładny Poziom Mocy przeciwnika znajdującego się przed tobą. Trzy kliknięcia powodują komunikację między innymi osobami posiadającym scouter, chyba wszystk zrozumiałeś, co? Ja się przez ten czas gdzieś ukryje, zdobędę jakieś pożywienie, a tym załatw te swoje sprawy i nie każ mi długo czekać, nie wiadomo kiedy Freezer będzie chciał opuścić Namek... - mówiąc to, wzbił się w powietrze i postanowił znaleźć sobie jakieś schronienie. Po zakończonym i długim monologu, Blade przełknął ślinę i widząc pilot, schował sobie go na razie do kieszeni, ponieważ nie jest mu on potrzebny. Ogoniasty wreszcie rozumiał fakty, ale bez poznania nowych technik i tajników swojej własnej mocy, nie wie czy będzie mógł dać rade pokonać tego całego tyrana Freezera. Ma nadzieję, że ten cały Hex go czegoś ciekawego nauczy i razem pokonają zło, które sieje zniszczenie w galaktyce. Niektórzy ludzie, którzy znajdowali się w tym miejscu patrzyli tam gdzie on stoi, dlatego też nie czekając ani chwili dłużej, wzbijając się w powietrze, poleciał w jedno ważne miejsce dla niego. Miał szczęście, że przedtem skomunikował się ze smokiem który rozdzielił jego ciało z ciałem tamtego ziemianina, przez co nie oberwie mu się od Mamy tamtego człowieka. Po dotarciu na miejsce, gdzie chwilowo mieszkał nie mógł przecież teraz wejść do środka. Siedział aktualnie na dachu tego budynku i dalej się bawił urządzeniem, sprawdzając wszystkie jego opcje albo takie które sam niechcący odkryje. Zjadając jedzenie ze swojej torby, którą jednak zabrał ze sobą przez portal i ta została ukryta w jakiś dziwny sposób, zajadał ostatnie racje żywnościowe, które dostał od Generała Drake'a. Nie mógł zapomnieć o tym, że musi przecież jeszcze dotrzeć do przyjaciela tego całego Ziemianina i wręczyć mu ten medalion. także będzie musiał sprawdzić dziwne energie Ki, których scouter naliczył tylko kilka. Będąc zmęczonym tym całym dnie, dostrzegł że Słońce już powoli zachodzi, miał szczęście że to był czas letni i noce były dość ciepłe, więc mógł po prostu przekimać się na dachu. Opukując swoją torbę z niegdyś sporymi zapasami, wykorzystał ją jako poduszkę i postanowił iść spać. Wiedział, że teraz będzie przed nim sporo wyzwań i musi być gotowy na wszystko. Co będzie dalej?? Czy Kenzuran znajdzie dziwne wytyczne, które wykazywały na scouterze?? Czy Helix będzie chciał zdradzić młodego Saiyanina, podczas treningu?? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Wto Kwi 09, 2019 3:07 am
Rozdział 15: Wielka podróż.

Nastał kolejny piękni dzień, słońce rozsiewało na błękitnej planecie swoje cieplne promienie, ptaszki ćwierkały i była cudowna pogoda na kolejną podróż. Wojownik po przebudzeniu się, zaczął się rozglądać, widział że zasnął na dachu tego bloku w którym przedtem przez chwilę mieszkał, tylko w innym ciele. Po wyjęciu na medalion, pamiętał doskonale że będzie musiał go powierzyć innemu przodkowi Generała Altaira, dzięki czemu tak jakby go po części odzyska. Wzdychając pod nosem, Kenzuran schował wisior do kieszeni, a potem wstając założył od razu ten dziwny detektor, który otrzymał od Hexa. Zaczął się nim bawić i gdy zaczął szukać czy może znajdzie jakieś potężne energii, po upływie kilkunastu minut, udało mu się. Musiał lecieć bardzo daleko na wschód, ale nie mógł także zapominać że musi się spotkać z Helixem. Wreszcie on także wywodził się z tej całej potężnej rasy wojowników, którą nazywano Saiyan-jinami, musiał się dowiedzieć o nich więcej, wreszcie się z nich wywodził. Czarnowłosy wypuszczając powietrze, włożył medalik z powrotem do kieszeni, a potem przekładając torbę przez plecy, dokładnie ją zabezpieczając wyruszył w dalszą drogę. Wiedział, że może być obserwowany przez tego obcego saiyanina, dlatego wolał mieć ciągle scouter włączony, tak na wszelki wypadek. Ogoniasty lecąc tak bardzo długo, patrzył jaki ten świat jest naprawdę dziwny, ale dzięki wspomnieniom chłopaka w którym był nie dawno, wie o tym wszystko. Lecąc prawie dwie godziny, starał się jak najszybciej dotrzeć do tych odczytów energii, które urządzenie mu sugerowało. Syn Kellana nie wiedział co go może spotkać, ale miał nadzieję że to nie jest ktoś silny, on sam w sumie nie wiedział jakby mógł sprawdzić swoją energię. W sumie to przecież zapomniał o tym, że potrafi wyczuwać energię bez tego urządzenia, ale detektor mógł je wykrywać na większe odległości. Najwyraźniej Brat Klen jeszcze nie miał tak świetnego wyczuwania energii, na tak dobrym poziomie na jakim ona powinna być. Po dotarciu na miejsce, mógł zobaczyć jakiś wielki żółty budynek w kształcie półkuli. Dostrzegł kilka osób w ogródku i dziwny biały statek, który posiadał tak jakby kolce zamontowane wokół niego. Lądując na podwórko, zgrabnie wylądował przed ludźmi którzy tu byli zebrani.

Wreszcie docierając do zebranych tutaj osób, ci praktycznie w tym samym momencie odwrócili się w stronę Przyszywanego syna Akinoriego, który to dziko wywijał swoim ogonem na lewo i prawo. Niski człowiek ubrane w pomarańczowe gi, posiadał sześć kropek na swoim czole, które gdzieś już świtało w głowie Czarnookiego. Łysy Kurdupel wreszcie przemówił w jego stronę:

-Kim jesteś i czego tutaj chcesz, jesteś od tych...parszywych saiyan którzy zabili naszych przyjaciół!? - Blade nie wiedział o kogo chodzi, bo tak naprawdę spotkał dwóch kosmitów i jednego saiyanina, możliwe że chodziło o Hexa. Wojownik poprawił swoją postawę i przeczesując swoje długie kudły, odpowiedział mu:

-Nie, nie jestem od nich. W moim mieście, dużo dużo kilometrów stąd wylądowały trzy kapsuły i znajdował się tylko tam jeden Saiyan-jin, dlatego też nie wiem o kogo wam chodzi...Przyleciałem tu tylko dlatego, że zacząłem korzystać z tego detektora który odebrałem jednemu z zabitych obcych i znalazłem was... - kiedy skończył mówić, do rozmowy włączyła się niebieskowłosa kobieta i rzekł w jego stronę:

-To prawda, te urządzenie namierza duże energie i potrafi wskazać ich położenie, ale skoro zabiłeś tych kosmitów....to po czyjej stronie jesteś? - zapytała się go, a On od razu bez wahania rzekł w jej stronę:

-Nie jestem po żadnej stronie, chcę żyć spokojnie i stawać się coraz silniejszy, to jest mój cel...I to urządzenie nie należy do mnie, tak jak wspomniałem przedtem, zabiłem tych kosmitów bo szukali tylko zwady i należą podobno do jakiegoś Lorda Freezera...Nie wiem kim on jest, ale najwyraźniej musi posiadać dużą moc...i ma zamiar zaatakować planetę Ziemie, na której my jesteśmy a do tego nie pozwolę! - zacisnął pięść i aura wokół niego buchnęła. Obok Łysego Mnicha stał chłopak, którego włosy były obcięte na grzyba w średniowiecznym stylu i odpowiedział:

-Czy to oznacza, że chcę Pan wyruszyć na Namek i go powstrzymać, my się tam właśnie wybieramy...ale nie wiemy czy możemy Panu ufać... - powiedział w jego stronę i Kenzuran spojrzał na niego pobłażliwie. Uśmiechnął się tylko i odpowiedział do niego:

-Widzę, że wy też chcecie się tam wybrać, nie sądzę by z nim walczyć, aczkolwiek mogę się z wami wybrać, tylko nie będę sam, na Ziemi ukrywa się jeszcze Saiyanin który chcę pokonać tego tyrana, więc będzie nas aż czworo... - niestety, nie dokończył słów gdyż wtrąciła się kobieta z niebieskimi włosami do rozmowy:

-O nie mój drogi, ja także lecę na Namek, muszę mieć oko na syna ChiChi, gdyż po prostu o to mnie poprosiła, żeby nic mu się nie stało. I w sumie tak, przyda nam się Wojownik, czyż nie Krilinie?? - kiedy to imię padło, Czarnowłosy już pamiętał skąd je zna, z poprzedniego świata, gdy trenował pod okiem Mistrza Roshiego znajdował się łysy chłopak, o tym samym imieniu, ale wtedy był o wiele młodszy. Ogoniasty rozszerzył delikatnie oczy i odczuwał, że możliwe że przeniósł się tylko kilkanaście lat do przodu, gdyż to nie mógł być przypadek i skierował swoje pytanie w stronę Mnisiego bojownika:

-Krilin, dobrze usłyszałem?? Nie trenowałeś przypadkiem u Mistrza Roshiego, powinieneś mnie pamiętać...byłem nie zbyt długo u niego, gdyż nauczył mnie wszystkiego czego mógł, chociaż uważałem że mógł znacznie więcej mi pokazać... - mówiąc to, znowu zacisnął swoją dłoń tak mocno, że strużka krwi spadła na trawę. Krilin spoglądając na cudzoziemca, zaczął mu się dokładniej przyglądać, aż wreszcie odpowiedział:

-Hmmm, to było lata temu i niestety nie przypominam sobie nikogo takiego jak ty. Wybacz mi, ale jednak skoro chcesz nam pomóc, możesz lecieć z nami. Porozmawiałem z Gohanem, gdy Bulma cie zagadywała i zgadzamy się. - Czarnooki spoglądał na nich i był uradowany tą wiadomością. Przynajmniej nie będzie musiał kisić się w jednoosobowej kapsule, którą dostał od Hexa po jego martwych kompanach. Po obgadaniu wszystkich szczegółów, Młody Saiyanin wytłumaczył że musi jeszcze załatwić wszystkie rzeczy i kiedy to zrobi, na pewno się tutaj zjawi. Nie miał zbyt wiele czasu, ponieważ Wojownicy Z chcieli wyruszyć jeszcze dzisiaj. Nie czekając ani chwili dłużej, Syn Kellana wzniósł się w powietrze i wracał tam gdzie leżał jego kraj, ponieważ teraz znajdywał się w zupełnie innym. Po ponownym przeleceniu dwóch godzin, wreszcie dotarł na miejsce i tam gdzie przedtem był, znów wylądował na dachu i przekąsił coś na szybko bo był po prostu głodny. Kończąc posiłek, Brat Klen wytarł swoją buzię, porządnie sobie od beknął i nie musiał zachować kultury, gdyż spożywał sam a potem musiał jakoś powierzyć medalion przodkowi Generała Drake'a. Lądując na chodniku, kątem oka zobaczył kobietę, która szła z psem i była w delikatnym szoku, że zobaczyła osobnika który lata bez żadnego plecaka odrzutowego czy czegoś takiego. Od razu szybkim ruchem udała się w przeciwnym kierunku, ale Czarnooki nie przejął się tym za bardzo. Używając domofonu, zadzwonił do dzieciaka w którym to jeszcze nie dawno przebywał, na szczęście on właśnie odebrał. Poprosił go o wyjście na zewnątrz, a gdy to uczynił, zobaczył przed sobą tak jakby swoją wymyśloną postać, swój własny saiyański wygląd. Nie wiedząc co ma powiedzieć, Ogoniasty wręczył mu medalion i powiedział mu, żeby ten go oddał swojemu przyjacielowi. Ziemianin przez chwilę był naprawdę skołowany i nie wiedział czy się zgodzić czy nie, ale po chwili wahania wreszcie się przełamał i się zgodził. Blade po podziękowaniu mu, nie miał już tutaj nic do roboty, więc po prostu aktywował wokół siebie aurę i wzniósł się ku górze, po czym po prostu poleciał przed siebie. Miał nadzieję, że ten cały Młodzieniec dotrzyma słowa i da ten amulet swojemu najbliższemu kumplowi, ponieważ naprawdę może spowodować poważne kłopoty w tym świecie. Lecąc ponownie do Wojowników Z, aktywował scouter i skontaktował się z Hexem. Wytłumaczył mu, że jednak podziękuje z jednoosobowego transportu, bo bawiąc się urządzeniem znalazł energię, które chcą się udać właśnie na Namek. Helix się trochę zdziwił, bo nie mógł uwierzyć że jacyś przypadkowi Ziemianie chcą się udawać tam gdzie znajduje się niegodziwy Tyran i morderca, to był obłęd. Czarnowłosy po wytłumaczeniu wszystkiemu innemu saiyaninowi, powiedział że spotkają się na planecie. Helix zrozumiał to i rozłączył się, nie czekając dłużej i startując już swoją kapsułą w wyznaczoną trajektorię lotu. Tymczasem Kenzuran wreszcie po kolejny godzinach lotu, dotarł na miejsce spotkania, widział że wszyscy są gotowi, mają przy sobie torby i dokładny ubiór. Wojownik zauważył jak Łysy Mnich do niego macha, żeby się pośpieszył, więc też to uczynił. Po znalezieniu się na dziwnym statku, który miał wystające kolce na zewnątrz, za pewne to była jakaś powłoka ochronna przed dziką zwierzyną, usiadł sobie w pierwszym wolnym fotelu i wyczekiwał startu. Odczuwał jak wszystko się wokół trzęsie, a maszyna wreszcie naprawdę niesamowicie szybko się wybiła w powietrze i jej celem była Namek, tam gdzie znajduję się cały Lord Freeza oraz coś czego chcą Ziemianie. Kobieta, która przedstawiła się jako Bulma, wytłumaczyła że statek będzie leciał kilka tygodni albo miesięcy, sama dokładnie nie wiedziała. Wszyscy pokiwali głowami i po prostu starali się rozluźnić jako tako atmosferę, ale niestety tylko Brat Klen wyczuwał niebezpieczeństwo do którego nadciągają.

Tymczasem w głowie Ziemskiego Przodka Generała Altaira

Smok właśnie tłumaczył sprawę chłopakowi, który za bardzo nie wiedział o co chodzi, ale bardzo szybko pojmował sytuację w jakiej się znajdował. Antyczny Smok ustawił łapy i swoje ostre pazury po lewej i prawej stronie głowy młodzieńca. Skupił się na swoich ruchach, aż wreszcie wyrzucił w bok zupełnie nową osobą. Ta masując się po swojej makówce, zauważyła że posiada zupełnie inne ubranie oraz czarny ogon, nie brązowy jak u poprzedniego Saiyanina. Smocza Postura pstryknęła łapą, a ludzka istota zniknęła z tego wymiaru, zostając sam na sam z przodkiem Generała Drake'a. Spojrzała w jego stronę i jej źrenice delikatnie się rozszerzyły, będąc w niewielkim szoku.
-Interesujące...a zatem...ty należysz do tej podgrupy.... - mówiąc to, Wojownik nie rozumiał o co tutaj chodzi. Posiadając na sobie czarno-czerwony uniform, podchodzący pod specjalny saiyański oddział, Antyczny Smok nadal badał tego Bojownika. Krótkie rozczochrane włosy, odstające w każdą stronę, zadziorny charakter poważny oraz wyglądający na kogoś kto myśli i używa często strategii. Bestia mruknęła coś pod nosem i wskazując na niego palcem, powiedziała:
-Do ciebie....mam inne plany...Altairze...Chodźmy... - Smocza dusza odwróciła się plecami do Młodego Saiyanina i pstrykając palcami, przeniosła ich w spokojniejsze miejsce. Co będzie dalej?? Jak potoczą się losy Drake'a oraz Kenzurana?? Czy Blade zdoła pokonać kogoś kto może być znacznie silniejszy od Króla Demonów z którym walczył?? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 406
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
Opowiadanie o Kenzuranie. 9tkhzk1700/1700Opowiadanie o Kenzuranie. R0te38  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
Opowiadanie o Kenzuranie. Left_bar_bleue0/0Opowiadanie o Kenzuranie. Empty_bar_bleue  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

on Sro Maj 15, 2019 6:20 am

Rozdział 16: Namek !! Iluzja!?

Czwórka Bohaterów wyruszyła statkiem, który niegdyś przedtem należał do Młodego Piccolo Daimao. Oczywiście został on wskazany przez niejakiego czarnego Dżina o imieniu Popo, który chciał ułatwić zadanie i wskrzesić na nowo swojego Wszechmogącego bożka. Nameczański Wahadłowiec służył czwórce osób, który miały dostać się na planetę Namek, która podobno została zaatakowana przez niejakiego Imperatora Zła, Lorda Freezera. Wszyscy doskonale rozumieli sytuacje, że przed nimi jest bardzo długa podróż, więc każdy z nich miał co robić i chcieli po prostu zająć się sobą. Bohaterowie siedząc w statku, który przemierzał kosmiczną próżnię, mieli nadzieję że nie natrafią na żadną burzę kosmiczną czy też prawdopodobieństwo że napotkają czarną dziurę. Kenzuran przez to wszystko, nie miał zamiaru jakoś rozmawiać z innymi uczestnikami, ale chyba nie będzie miał innego wyboru, musi się zacząć z nimi integrować. Nadal zwiedzając jeszcze statek, zauważył że jest jeszcze inne pomieszczenie, które zostało naprawdę przerobionego przez Ojca Bulmy i powstało tutaj mini jednoosobowe mieszkanko. Można było tam znaleźć pojedyncze łoże dla jednej osoby oraz jakiś mini dotykowy ekran, który może posłuszyć jako dziennik. Wcześniej oczywiście wszystko zostało mu to wyjaśnione przez samą niebieskowłosą, dlatego też tylko mrucząc pod nosem, usiadł sobie przy nim i zastanawiał się co mógłby nagrać. Chrzakając dość głośno, przygotował się i zaczął nagrywać pierwszą wiadomość:

Dziennik Wyprawy, 14 dzień podróży na Namek. Pogoda nam sprzyja, nie ma żadnych kosmicznych burz, czy też deszczu asteroid. Zapasy jeszcze się nam nie skończyły, starczy co najmniej na rok, jak nie więcej. Wszyscy dobrze się dogadują, prócz niebieskowłosej niewiasty i tego łysego karła. Chłopak z grzybem na głowie zazwyczaj trenuję, po czym idzie spać. Ja zaś staram się poznać moje nowe ciało i moce jakie we mnie drzemią. - Po nagraniu swojej pierwszej wiadomości, odłożył urządzenie na stół i od razu wyruszył na główny pokład, by zobaczyć co porabiają inni. Trafiając do głównego pomieszczenia, zauważył te dziwne zaokrąglone łoże na którym spała młoda niewiasta, dlatego też starał się zachować cicho i nie miał zamiaru jej budzić. Przechodząc w zupełnie inne miejsce, dotarł do Krilina oraz Gohana, którzy to siedzieli przed sobą po turecku i mieli zamknięte oczy. Czarnowłosy doskonale zapamiętał to o czym mu wcześniej powiedzieli, to znaczy w tej chwili był to tak zwany "Wyimaginowany Trening". Obydwoje trenowali swoje umysły, a konkretniej toczyli walkę w swojej głowie, ponieważ nie chcieli za szybko zniszczyć statku, woleli zachować ostrożność. Ogoniasty uśmiechając się pod nosem i skradając na paluszkach, wreszcie stanął nad dwójką karłów i siadając tak samo jak oni, zamknął swoje oczy. Jego osoba znalazła się w jakiejś czarnej próżni i widział przed sobą dużo świateł oraz wybuchów, to tam właśnie toczyła się potyczka między mnichem shaolin a synem kosmicznego Wojownika. Starając się dobrze władać swoją mózgownicą, poruszył się aż wreszcie pobiegł w ich stronę i posłał w nich kilka pocisków energii. Ci niespodziewali się gości, dlatego też napięli swoje nieprawdziwe ciała i zaczęli wykorzystywać wszystkie swoje najpotężniejsze techniki na swój cel. Czarnooki tylko pokazują im poważny uśmiech, który mógł przypominać ten sam, który niegdyś był pokazywany przez Saiyanina o imieniu Nappa, rzucili się jeszcze bardziej na niego. Syn Kellana przez dwa tygodnie lotu, nasłuchał się tego co wydarzyło się wcześniej na Ziemi, Atak Brata Ojca Gohana, potem nadciągneli inni Saiyanie, gdzie jeden z nich okazał się Księciem, to było bardzo dużo informacji.

Brat Klen nie wiedział czy wszystko uda mu się to zapamiętać, ale starał się z całej swojej mocy by o tym nie zapomnieć. Unikając nadchodzący energetycznych pił oraz promieni energetycznych, odbił niektóre z nich za siebie. Przypominając sobie, że on także potrafi jedną technikę zwaną "Kamehameha", nie zamierzał czekać z nią na wystrzelenie. Odskakując na bezpieczną odległość w tym nieprawdziwym świecie, łącząc nadgarstki i odchylając je w tył, wypowiadał powoli słowa. Wreszcie zbierając wystarczająco mocy w obydwu dłoniach, wypchnął je przed siebie i skierował ku łysemu Bojownikowi. Ten jako pierwszy otrzymał poważny wybuch, zaś Gohan oberwał tylko troszkę. Podnosząc się w tym czarnym świecie umysłów, od razu ruszył w dalszy bój. Teraz tylko dwójka kosmicznych Wojowników walczyła między sobą, gdyż Krilin otwierając oczy, odłączył się od walki podświadomości. Kilka zderzeń, jakaś kontra, za chwilę nadchodzący blok, najwyraźniej Blade był bardziej wyszkolony dzięki treningowi Starego Mistrza, którego poznał nie w swoim świecie, ale w tym podobno także się znajdował. Naśladując starcze ruchy, położył chłopaka obciętego na grzyba na łopatki, aż wreszcie oni także otworzyli oczy, będąc cali spoceni. Łapiąc ciężkie oddechy, Ziemski obrońca podał im ręczniki, samemu także się wycierając. Wszyscy byli zadowoleni, gdyż progres szedł naprawdę dobrze i stawali się coraz silniejsi, tak naprawdę tylko Mieszaniec oraz Kosmiczny Wojownik. Teraz tym razem Kenzuran wraz z Synem Goku wstał i zaczęli zwykły trening, praktycznie naśladując swoje ruchy. Sztuki walki były bardzo ważnym elementem, ponieważ pozwalały zaskoczyć przeciwnika i pokonać go w inny sposób niż on walczy. Mieszając różne style, można naprawdę w szybkich odłamkach sekundy pokonać swojego wroga i eliminując go całkowicie z rozgrywki. Okazywało się także, że Krilin który miał łysą głowę, był starszy od Gohana, a praktycznie byli w tym samym wzroście co było niesamowite. Wreszcie gdy zaprzestali ćwiczeń, Mnich shaolin odskoczył od dwójki swoich towarzyszy i ustawił się w pozycji do walki. Czarnowłosy spoglądając na niego ostrożnie, zdziwił się delikatnie bo nie chciał ryzykować uszkodzeniem statku, ale nie miał wyboru. Czuł jak jego krew przyśpiesza i energia go roznosi, tylko po to by z kimś się zmierzyć, taki był właśnie Saiyański ród, uwielbiający walkę. Ogoniasty ustawiając się w pozycję obronną, chciał zmylić łysego by ten jako pierwszy wykonał ruch, ale najwyraźniej nie był taki głupi na jakiego mógł wyglądać. Krilin wreszcie przesunął stopę delikatnie ku przodzie i wybijając się z pięty, celował stopą w głowę Młodego Saiyanina.

Czarnooki zblokował to bardzo szybko swoim przedramieniem i schylając się bardzo nisko, miał zamiar podciąć Ziemskiego obrońcę. Przyjaciel Goku nie dał się na to nabrać, więc wybijając się w górę i odbijając się od sufitu, zadał porządnego kopniaka w podbródek Ogoniastego, przez co ten został odrzucony w tył. Wpadając na ścianę, Syn Kellana tylko kaszlnął i wypluwając trochę śliny, wytarł ją z kącików swoich ust i uradowany dalej ciągnął tą walkę. Trafiając wreszcie w brzuch mnicha shaolin, ten przez to wszystko porządnie się zgiął, gdyż nie znał siły Brata Klen i nie spodziewał się, że może posiadać taką potęgę w sobie. Gohan nie mógł dłużej się temu przyglądać, dlatego też bardzo szybko wkroczył do akcji, podcinając Blade'a i mająć zamiar położyć go na podłogę. Kenzuran odczuwając to, zrobił w powietrzu szybki obrót, wybijając się dłońmi od białej posadzki i uniknął właśnie nogi mieszańca oraz ziemianina, którzy zaatakowali równocześnie. Po upływie trzydziestu minut treningu, który tak naprawdę pociągnął się prawie do całej godziny, ziemianin wreszcie opadł z sił i wiedział, że nie jest tak wytrzymały jak kosmiczni wojownicy. Gohan wraz z Czarnowłosym dalej wymieniali się ciosami, ponieważ nie wiedzieli co to jest przerwa, tak naprawdę wiedzieli ale nie zamierzali zaprzestawać tej cudownej treningowej potyczki. Czarnooki wreszcie poruszył się trochę szybciej i zadał cios swoim łokciem w twarzyczkę syna Goku, który został wyrzucony w tył i wpadł bardzo mocno na ścianę. Krilin łapiąc ostatnie oddechy odpoczynku, postanowił że sobie jak na razie daruje i wyruszył wykorzystać prysznic, to znaczy tak naprawdę wannę. Kolejna godzina minęła, aż wreszcie nawet dwójka rodaków się zmęczyła i także padli na ziemie, łapiąc ciężkie oddechy. Ogoniasty wyglądał na takiego, który by jeszcze tą walkę mógł pociągnąć bardzo długo, ale nie chciał za bardzo zajechać młodzika, który jeszcze nie miał zbyt dużo potyczek przed sobą. Obydwoje podnieśli się z podłogi i teraz musieli wyczekać, aż ich towarzysz skończy się myć. Krilin po oczyszczeniu się z treningowego brudu, postanowił się położyć, oczywiście drugi w kolejności do kąpieli ruszył chłopak z włosami ułożonymi na grzyba. Syn Kellana krzyżując ramiona na klatce piersiowej, spoglądał teraz na niebieskowłosą, która praktycznie pół naga im tutaj spała, dziwne że nie wstydziła się swojego ciała. Długo to nie trwało, ponieważ gdy Bulma się obudziła, usiadła znowu w fotelu i dalej starała się rozszyfrować Nameczański język. Oczywiście z pomocą Pana Popo oraz intelektu jej Ojca, część informacji została przetłumaczona, dzięki czemu można było korzystać z niektórych rzeczy. Niebieskowłosa była uparta, miała to wypisane na twarzy i musiała wiedzieć w razie czego jak tym statkiem potem powrócić na Ziemie. Mimo to i tak zastanawiała jedna rzecz Chłopaka. Kolejne dni mijały, aż wreszcie przy jednym wspólnym posiłku padła rozmowa o jeszcze jednym Ziemianinie, który tak naprawdę okazał się wywodzić także z Saiyańskich Wojowników. Brat Klen bacznie słuchał o tym co mówią wszyscy wokół, musiał dowiadywać się nowych informacji, nie mógł zapomnieć że ten cały Hex także poleciał na pewno już na Namek swoją kapsułą. Po skończonym posiłku, Blade sobie porządnie odbeknął i kierując się do innego pomieszczenia, zaczął dalszy trening. Musiał stać się jeszcze silniejszy, wiedział że nowi wrogowie na niego czekają i nie chciał zawieść swojej nowo poznanej drużyny, by któryś z nich poniósł śmierć. Chciał się okazać tym przydatnym, nie tak jak w tamtym świecie, gdy Demony atakowały Smoczy Lód, tym razem chciał wszystko całkowicie zmienić i się wzmocnić. Po upływie kolejny godzin, wreszcie także Krilin i Gohan dołączyli do niego i zaczęli we troje ciężko trenować, oczywiscie starając się nie zepsuć tego statku. Po solidnej wymianie ciosów, Krilin na chwilę zatrzymał się i uniósł dłoń ku górze by na chwilę zatrzymać trening. Kenzuran oczywiście to zrozumiał i ocierając pot z czoła, łapał na spokojnie oddechy. Mnich Shaolin zbliżył się do Czarnowłosego i wypowiedział się w jego stronę:

-Słuchaj Kenzuranie, chcę ci tylko oznajmić że i tak bardzo rzadko z nami rozmawiasz, ale musisz się bardziej do nas otworzyć. Cisza z twojej strony nic nie da, ponieważ my także chcemy cię poznać, a jak mamy ci zaufać podczas potyczek na Namek, musisz być bardziej otwarty. Uznajmy wszystko od nowa, dlatego też ja zacznę pierwszy, moje imię to Krilin, a obok mnie stoi Syn Ziemskiego Bohatera Goku, który nazywa się Gohan - każdy ukłonił się po swojemu, tak samo zrobił Ogoniasty. Czarnooki tylko wzdychając pod nosem, odpowiedział mu zaraz:

-Skoro tak, niech ci będzie, moję imię to Kenzuran.. - odpowiedział i za chwilę zablokował nadchodzący cios, który był od strony Łysego Bojownika. Gohan za chwilę dołączył i we dwójkę naparzali w młodego Saiyanina, który tylko blokował oraz unikał nadchodzących ataków. Najwyraźniej chcieli się jeszcze bardziej lepiej zgrać, jeśli by mieli problemy na Namek i spotkali tam jakiś wrogów. Syn Kellana teraz można było rzec, dostawał solidne bęcki, ale nie przeszkadzało mu to, starał się powstrzymywać ale wiedział, że czasami za mocno komuś przyfasowali i odrzuci go na ścianę, która narobi tylko niepotrzebnego hałasu. Wszyscy chcieli się stać silniejszymi wojownikami, a w tle można było słyszeć kobietę, która marudzi że te hałasy są nie do wytrzymania i czasami nie może spać. Wiedzieli że będą musieli znowu powrócić do "Wyimaginowanych treningów", które robili na początku ale tak bardzo im nie pomagały w zmocnieniu ich własnych ciał. Krilin i Gohan opierając się o ściany sali, widzieli tylko jak Brat Klen napina swoje mięśnie i czeka na więcej, lecz ci nie mieli po prostu siły, nie byli wstanie go położyć, nawet jak było ich dwóch. W duszy Blade'a drzemiła wielka moc, lecz on nie potrafił jeszcze nad nią porządnie zapanować, domyślał się że w jakimś czasie to wreszcie nastąpi. Upłynąwszy jeden dzień na Ziemi, wszyscy zebrali się przed stołem i spożywając kolejne jedzenie, musieli być także porządnie najedzeni. Oczywiście kobieta nie trenowała jak pozostali, była naukowcem i pracowała nad swoimi badaniami i innymi eksperymentami, które wzięła ze sobą. Za chwilę, gdy młody chłopiec z grzybem na głowie przełknął swoje jedzenie, wypowiedział się do wszystkich zgromadzonych osób:

-Miejmy nadzieję, że dolecimy tam bezpiecznie, juz długo to trwa... - widać było, że się tym wszystkim martwił oraz stresował. To nie było dziwne, to była zwyczajna reakcja, lecieć gdzieś bardzo daleko od domu, lecz Synowi Kellana to nie przeszkadzało, w innym świecie był na innych wyprawach i o wiele dłuższych. Oczywiście cała czwórka wiedziała co może zastać kiedy doleci na miejsce, Podłego Tyrana który wysłał swoje oddziały przedtem na Ziemie by sprawdzić czy się nadaję na sprzedaż. Krilin nie mógł tam siedzieć bezczynnie, więc także przełykając swoją porcję z żarciem, chwycił delikatnie za bark Gohana i odpowiedział mu:
-Słuchaj Gohanie, nie musisz się tak zamartwiać. Na pewno jak Goku zostanie w pełni wyleczony, przyleci nam z pomocą, głowa do góry. Poza tym, mamy o tyle dobrze gdyż Kenzuran także się wywodzi z Saiyańskiego rodu, tak jak ty i twój Tata, więc nie wszystko stracone, hehe - zaśmiał się pod nosem i od razu poprawił humor mieszańcowi. Blade tylko obserwował i jako tako rozumował tą sytuację, on także kiedyś będzie chciał znaleźć szczęście, jeśli w ogóle coś takiego jest mu pisane. Po skończonym posiłku, dwójka mężczyzn oraz chłopak wyruszyli do innej sali by wznowić dalszy trening. Sparingi były coraz cięższe i trudniejsze, ponieważ nie mieli zamiaru sobie ułatwiać tego wszystkiego tak łatwo, więc czasami brali jakieś obciążenie do walki. Dni w kosmosie mijały naprawdę dość szybko, choć tak naprawdę lecąc przez mroczną pustkę próżni, ciężko było powiedzieć ile dokładnie to się leciało. Treningi weszły na taką skalę, że wszystkich teraz ponosiło i co poniektórzy wychodzili z nich w pokrwawionych ubraniach, co nie było dość miłym spojrzeniem ze strony Bulmy, martwiła się o wszystkich. Był taki moment, że Czarnowłosy znokautował porządnie Gohana, zaś szybując w stronę mnicha, pochwycił go mocno za jego szyję i prawie udusił.

Jego Saiyańska furia coraz bardziej i bardziej szalała, czasem naprawdę nie potrafił nad tym zapanować, ale musiał to jakoś okiełznać, to był jego gniew. Wreszcie przy jakimś kolejnym treningu, do sali wparowała Niebieskowłosa i wytłumaczyła wszystkim, że za chwilę będą na miejscu. Ci nie mogli w to uwierzyć, gdyż wydawało się wszystkim że to wszystko potrwa znacznie dłużej. Cała czwórka pokierowała się do kokpitu i mogli zobaczyć, że znajdują się nad jakąś Ciemno-zieloną planetą, która posiadała dość sporej wielkości kratery z których wylatywał dym. Nad planetą wisiał tak jakby szyld, który oznajmiał że jest to planeta Namek, więc nie mieli innego wyboru, dlatego przyśpieszyli statek i mieli zamiar szybciej wylądować. Niestety to nie była ich wina, że druga część szyldu akurat nie działała i najwyraźniej ktoś uszkodził w niej przewody elektryczne, ponieważ nie pokazywała pełnej nazwy jako "False Namek". Kobieta prowadząc wszystkich na Fałszywą Namek, o czym oczywiście nie wiedziała, wreszcie udało jej się wylądować Nameczańskim wahadłowcem i nie chcieli zbyt długo czekać, chcieli wyjść na zewnątrz. Po dotknięciu tutejszego terenu, dlatego też cała trójka ubrała specjalne skafandry z tlenem, zaś Ogoniasty nie miał zamiaru tego używać. Bulma nie rozumiała czemu Młody Saiyanin był tak uparty, ale wiedziała że to będzie jego wina jak się udusi bez tlenu. Otwierając właz od statku, wreszcie wszyscy za chwilę pojawili się na dworze i mogli zobaczyć na spokojnie, że Czarnookiemu się nic nie działo. Po zobaczeniu, że Syn Kellana się nie dusi, zdjęli te ciężkie i niewygodne skafandry oddychajace i wrzucili z powrotem na statek by się nigdzie nie zapodziały. Brat Klen rozglądając sie tak przez chwilę, nie miał zamiaru przedzierać się na piechotę, więc wznosząc się, starał się znaleźć jakieś budynki, które mogą sugerować o miejscu zamieszkania Namek-jinów. Gohan biorąc bulmę na plecy i Krilin który także się wzniósł, lecieli przed siebie i po kilkunastu minutach widzieli w oddali jakiś duży posąg z którego lała się woda. Oczywiście nie można było przeoczyć tych wszystkich zaokrąglonych "fałszywych" budynków, które to były tylko iluzjami dla oczu czwórki bohaterów. Za chwilę lądując na glebie, Bulma postanowiła przetestować swój smoczy radar, który podobno ma wykrywać te wszystkie kryształowe kule. Blade'owi wytłumaczyli po jakimś czasie o co chodzi dokładniej z tymi smoczymi kulami, dlatego nazywał je kryształowymi. Niebieskowłosa dziwnym trafem zawiodła się, gdyż radar nic tutaj nie wskazywał, tak jakby nie było tutaj żadnych magicznych kul. Zaczęli iść przed siebie, aż wreszcie znów natrafili na tym razem trochę większą mieścinkę niż przedtem, dlatego mieli zamiar spotkać wreszcie jakiś Nameków, którzy im wytłumaczą o co tutaj chodzi. Kenzuran wraz z Krilienm dostrzegli dwóch wysokich zielonych osobników, którzy także posiadali czułki jak ich martwy znajomy Piccolo oraz podobny ubiór. Kobieta wyruszając jak szalona, wyprzedziła wszystkich i zaczęła zadawać pytania czy na pewno są na właściwej planecie i czy ci Nameczanie pomogą im w poszukiwaniu smoczych kul. Przez chwilę była bardzo dziwna sytuacja, bo "fałszywi" Namek-jinowie nie wiedzieli o czym ona mówiła i zachowywali się po prostu jak tępi idioci. Gohana to bardzo mocno zaniepokoiło, więc wzbijając się w górę chciał sprawdzić czy w ogóle można te smocze kule znaleźć. Zabierając przedtem radar kobiecie, wyruszył przed siebie, lecz dziwna niewidzialna ściana zablokowała go i ten odbił się od niej, uderzając się mocno w głowę. Krilinowi także się to nie spodobało, dlatego też chciał jak najszybciej zabrać stąd Bulmę, lecz tak ciągle rozmawiała z tymi dziwnie zachowującymi się Nameczanami. Ziemianin zbliżając się do kobiety, nie spodziewał się że z pod jego nóg wyskoczą jakieś dziwne kamienie, które przypominały ziemskie nagrobki, lecz te posiadały kolce na swoich górnych partiach. Czarnooki za chwilę do niego podbiegł i nie wiedział co się konkretnie dzieję, dlatego też wystrzelił dwa pociski ki, które zniszczyły te dziwaczne posągi w mgnieniu oka. Niespodziewali się także, że z większej tutejszej budowli wyłoni się jakiś biały rogaty demon, który był tak naprawdę wygonany z jakiegoś kamiennego materiału.

Okazało się, że jest to nic innego jak zwykły Ożywiony Kamienny posąg, który został obudzony przez to dziwne drżenie ziemi oraz te nagrobki. Gohan niestety był w tarapatach, gdyż odczuwając jakiś dziwny gaz, stracił bardzo szybko przytomność i był wyeliminowany z dalszej gry. Za chwilę Bulma została pochwycona przez tych Nameczanów, którzy pokazwali swoje prawdziwe oblicze i zamienieli się w jakiś różowych kosmitów, którzy tak naprawdę chcieli zdobyć ich statek. Syn Kellana nie spodziewał się, że już nastąpi ten moment i będzie musiał ryzykować, więc odpychając mnicha za siebie, otrzymał solidny cios od posągu. Przebijając się przez odmienione także budowle z tej olbrzymiej planetarnej iluzji, potrząsnął mocno głową. Przywalił dość porządnie, ale bardzo szybko się podnosząc z czterech liter, dostrzegł jak Krilin wybija się z pięty i napiera na ożywiony posąg. Ogoniasty aktywując aurę, ruszył ,mu z pomocą i chciał żeby wszystko poszło i obyło się bez żadnych ofiar. Za chwilę Mnich Shaolin odczuł, że jego kostki i dłonie były całe we krwi, a następnie dostaje porządnie w twarz i zostaje odesłany na glebę, tracąc przytomność. Czarnowłosy z dzikim rykiem złości, powiększył swoją aurę przez co dwa różowe stwory przestraszyły się i puściły dziewoje z mocnego uścisku. Teraz Bulma walczyła o swoje życie, biegnąc przed siebie i starając sie nie zostać zgnieciona przy okazyjnie przez wielki ożywiony posąg. Za chwilę aura Czarnookiego zmieniła się na złoto, jego włosy nastroszyły się jeszcze bardziej niż przedtem, a tęczówki całkowicie zniknęły, pozostawiając same białka oczu. Nie miał zamiaru patrzeć na cierpienie innych, więc tylko raz trafiając posąg, zniszczył jego większą połowę, lecz ten w jakiś dziwny sposób odbudował się. Krilin wreszcie budząc się, zauważył że Saiyański towarzysz jako tako napiera na ożywiony marmur, lecz ten ciągle się odbudowywał. Pobiegł w tym samym czasie do Gohana i starał się go obudzić, lecz niestety bez skutku. Nie miał innego wyboru, więc postanowił użyć swojej techniki, złotej Kamehameha. Wypychając obydwie dłonie przed siebie, wreszcie otoczył się białą aurę energii i wystrzelił promień, który za chwilę wzniósł się ku górze i rozpadł na kilka większych pocisków ki. Tak zwany "Scattershot" miał na celu wyglądać jak wystrzelenie fali uderzeniowej, którą można sterować i ta gdy zostanie wzniesiona ku górze, rozpada się na innej pomniejsze kule energii i wytwarza mnóstwo wybuchów w różnych miejsach. Powstało niesamowicie dużo wybuchów, przez co Syn Kellana został odrzucony i zahamował idealnie przy łysym sojuszniku, który był zmęczony wykorzystaniem energii na ten ożywiony kamień. Niebieskowłosa wreszcie była prawie bezpieczna, lecz niestety można było w powietrzu usłyszeć świst i twardy kamień, który uderzył w tył jej głowy i ta straciła przytomność. Wkurzony Wojownik spojrzał na nich i chciał od razu do nich ruszyć, ale nie mógł zostać Krilana teraz samego, ponieważ ten ciągle bronił nieprzytomnego Gohana, a teraz jeszcze Bulma zemdlała. Za chwilę z chmury dymu wyszedł całkowicie odnowiony Golem, który chyba chciał mieć dodatkową rundkę walki z nimi. Łysy Bojownik nie poddając się, spojrzał się na Czarnookiego i kiwając tylko w jego stronę głową, zaczął tworzyć w swoich dłoniach fale uderzeniową. Kenzuran wreszcie wkraczając do akcji, bardzo szybko pojawił się obok fioletowo-różowych kosmitów i zadając im po jednym ciosie, położył ich bardzo szybko na glebę. Brat Klen złapał tego jednego kosmicznego uzurpatora, który był jeszcze przytomny i krzyknął do niego:

-GADAJ DO CHOLERY, JAK ZNISZCZYĆ TEGO GOLEMA!! - niestety nie usłyszał odpowiedzi, gdyż za chwilę kosmitek po prostu stracił przytomność. Wyrzucił go gdzieś na bok, nie przejmując się nim dłużej i wrócił bardzo szybko do swojego łysego kumpla. Obydwoje teraz ładowali fale uderzeniowe, ponieważ musieli spróbować wymierzyć technikami w stronę serca oraz mózgu, oczywiście tak jakby celowali w człowieka. Kiedy byli gotowi, można było usłyszeć podwójne krzyknięcie "HAAAAAAAAAAAAAAAA" i po tym właśnie krzyku, dwie fale pomknęły ku Golemowi, który oberwał w swoją kamienną głowę oraz w tors, tam gdzie się znajdowało serce u człowieka. Powstał porządny wybuch, który niestety obudził kosmitów z otrzymanych przedtem porządnych ciosów. We dwóch szybko podbiegli ledwo tam gdzie leżała nieprzytomna kobieta i łapiąc ją za ręce i nogi, wyruszyli w stronę zaparkowanego statku. Nie mieli zamiaru zabierać ze sobą trójki mężczyzn, gdyż dobrze wiedzieli że we dwoje na pewno zaspokoją potrzebny niebieskowłosej. Krilin kucający przy Gohanie, nadal próbował go obudzić, ale bez większego skutku. Odskakując jednak za chwilę od niego, rozszerzył swoje położenie i unosząc wyprostowaną dłoń, stworzył energetyczną piłę, która poleciała w stronę leżącego Gohana, a dokładniej nad nim. Blade wszystko obserował i zdziwił się co robi łysy mnich, ale on wiedział co uczynił i najwyraźniej coś niewidzialnego związało syna Goku, przez co utracił przytomność. Mieszaniec mimo tego, że został odwiązany, nadal się nie budził dlatego też Mnich Shaolin wziął go na plecy i tylko machnął Czarnookiemu by ten ruszył w pogoń za kosmitami. Syn Kellana oczywiście to zrozumiał i unosząc się nad ziemię, pomknął ku wrogim potworom którzy chcieli porwać Bulmę oraz ich statek. Kiedy tak leciał, odczuł że on także jest pochwycany przez coś, więc starał się z tego wyrwać. Niestety przez to, że wykorzystał przedtem cały efekt "Fałszywego Super Saiyanina", nie mógł nic on teraz zrobić, nie miał siły by się wyrwać tej niewidzialnej sile. Krilin za chwilę doleciał tam gdzie się zatrzymał jego Czarnowłosy towarzysz i tłumacząc mu, że musi zamknąć oczy, ten tak postąpił. Ziemski Obrońca układając dłonie z dwóch stronę swojej głowy, wykrzyczał następujące słowa:

-SOLAR FLAAAAAAAAARE - potężne światło rozbłysło z jego strony, dzięki któremu niewidzialne zmutowane ryby z mackami, które owinęły się wokół Ogoniastego. Wojownik nie mógł się ruszyć, ale za chwilę słysząc dwa świsty zza swoich pleców, dostrzegł jak energetyczne piły rozcięły te wredne macki i został on po chwili uwolniony. We dwoje z nieprzytomnym mieszańcem, ciągle lecieli przed siebie lecz ciągle te potwory z mackami pojawiały się i przeszkadzały im w doleceniu na miejsce, najwyraźniej planeta była przeciwko nim. Mnich oraz Syn Kellana zostali pochwyceni w macki, które osłabiały coraz bardziej ich organizm i paralizowały ich panowanie nad używaniem Ki, byli w potrzasku. Tym razem to Blade musiał zadziałać, dlatego też musiał ponownie uwolnić tą dziką moc, dlatego też wydarł się bardzo mocno. Krzycząc w niebogłosy, aura znowu stała się na chwilę złota, jego tęczówki znowu zniknęły i zostały same białka oczne. Energia była tak bardzo "Fałszywa", że potwory odczuwały jak ta moc ich bardzo mocno parzy i zostawiły Wojownika w spokoju. Bestię zluzowały uściski na nadgarstkach oraz kostkach Czarnowłosego, dzięki czemu mógł polecieć dalej przed siebie. Niestety nie mógł zostawić swojego kompana na pastwę losu, więc unosząc się naprawdę wysoko, zaczął tworzyć znowu technikę Kamehameha. Ponownie ją wystrzeliwując, trafił on w środek wody, gdzie kilka bestii uległo bardzo szybkiej śmierci i dzięki temu Łysy Ziemianin został uwolniony, a ciągle na jego plecach znajdował się nieprzytomny Gohan. Wreszcie we dwójkę znowu zaczęli lecieć ku ich wahadłowcowi, który miał zabrać ich z tej chorej planety. Po dotarciu na miejsce, musieli się bardzo szybko ukryć, gdyż widzieli jak dwa różowe-fioletowo potwory trzymały przytomną Bulmę i ta hasłem Piccolo otworzyła im statek. Karzeł nie mógł uwierzyć w to, że ta im uległa albo użyli na niej jakiś dziwnych toksyn, dlatego się tak bardzo szybko zgodziła. W całym tym zamieszaniu, syn Goku wreszcie zaczął się budzić, ponieważ jego najdłużej macki miały w mocnym trującym uścisku, ale przynajmniej ważne było że żyje. Kenzuran patrzył i nie mógł tak dłużej czekać, wiedział że nie będzie mógł ciągle tej transforamcji uwolnić kiedy mu się tylko podoba, przydałoby się ją opanować. Kosmici, którzy za chwilę znaleźli się na statku, trójka bojaków za chwilę szybkim cichym ruchem zakradła się jeszcze przez otwarty właz i od razu ruszyli ku dwóm potworkom. Ogoniasty bardzo szybko zobaczył jaka złość pałała w Gohanie oraz Krilinie, przez co ci w jednym przejrzysztych ruchem, załatwili tych fałszywych nameczaninów. Oczywiście ich nie zabili, a jedynie ogłuszyli na bardzo ale to bardzo długo. Mnich wraz z chłopakiem obciętym na grzyba, pochwycili za cielska tych kosmitków i wyrzucili ich z wahadłowca. Krilin od razu zakrzyknał w stronę kobiety, waląc jej siarczystego liścia na twarz:

-OBUDŹ SIĘ, BULMA! Nie mamy czasu, odpalaj statek i ruszamy stąd zanim przybędzie więcej potworów! - kobieta nie wiedziała co się stało, ale oczywiście poczuła jak otrzymuje otwartą dłonią w twarz. Niebieskowłosa potrząsnęła głową i rozumując zaistniałą sytuację, bardzo szybko znalazła się w kokpicie i wystartowała statek. Wyglądało na to, że ów ciało niebieskie nie chciało ich tak łatwo stąd uwolnić i wytworzyła się tak po prostu burza na planetce. Kobieta starała się jak najlepiej by ci niechcący nie natrafili na błyskawicę, ponieważ chcieli opuścić ten glob w kawałku. Mimo iż trochę ich statek został zarysowany przez spadające kamienie z chmur ów Fałszywej Namek, to i tak dziewczyna nie miała zamiaru się poddać. Wszyscy trzej wojownicy w nią wierzyli i tak samo ona, musiała uwierzyć w swoją wolę walki z bardzo niefortunną pogodą, która ich trafiła. Po kilkunastu mintuach męczarni, wreszcie udało się Bulmie wylecieć Nameczańskim wahadłowcem z burzy planety, po czym ponownie wrócili na te same koordynaty i znów wznowili podróż na tą Prawdziwą zieloną Namek. Młody Saiyanin jak i reszta jego towarzyszy mogli spokojnie odetchnąć z ulgą i tuląc się wszyscy do kobiety, byli jej wdzięczni. Czarnooki wychodząc z tego uścisku, miał dość pozytywnych emocji jak na jeden dzień, on nie pasował po prostu do nich, był urodzonym Wojownikiem. Powracając do tak jakby swojego pokoiku, zauważył że tylko przez ten czas nagrał tylko kilka wiadomości na tym dziwnym urządzeniu, ale nie miał zamiaru z niego korzystać. Kładąc się plecami na łóżku, musiał po prostu odpocząć, ponieważ wiedział że to było dla niego za dużo wrażeń jak na ten jeden dzień, jeśli tyle w ogóle minęło.

Tymczasem w Kapsule Helixa

Hex przemierzający kosmos, doskonale znał położenie Wojownika, który miał na początku z nim lecieć a wybrał bandę ziemskich istot, którzy nie byli tak naprawdę silni. Saiyanin tylko zagryzł wargi, ponieważ wkurzało go to, że ten idiota wybrał ich, a nie jego. Starał się oczywiście o tym nie myśleć, dlatego też pukając końcówkami palców w swoje ramię, chciał już dolecieć na miejsce. On także niestety zbytnio nie wiedział ile dokładnie zejdzie mu się podróż, ale kapsuła wskazywała na to, że znajdzie się tam za kilka dni. Zirytowany rodak Kenzurana zapamięta to sobie na długo i teraz nie wie czy będzie musiał pomóc ludziom Freezera czy może nowo poznanemu i krótko znającemu pobratymcowi. Na twarzy Helixa malował się morderczy uśmiech, bo wyobraził sobie przez chwilę, że cała ta ekipa, która tak jakby porwała mu kompana do towarzystwa, może także zostać uśmiercona przez tyrana freezera, oj tak wyobraził to sobie jak piękne malowane tło. Niestety także był wkurzony tym, ze Ziemia była bardzo oddzielona od Namek i na dodatek w innych galaktykach, więc trochę czasu zajmie mu ten lot. Najwyżej prześpi go i tyle, tak mu szybciej zleci czas.

Miejsce Nieznane X

Smoczy Mędrzec znajdował się na wielkiej asteroidzie, patrząc jak idą treningi Altaira. Ten ucząc się oddychając w próżni kosmicznej, trenował na ożywiony cieniach przez Smoczy Avatar. Najszyjnik uczył Drake'a wszystkiego co on tylko potrafił, ale przez to że jego dziedzic wywodził się także z trzeciego odłamu Saiyan-jinów, musiał go wytrenować porządnie, by ten mógł stanąć po właściwej stronie medalu. Smok bacznie patrzył jak Altair wyczuwa swoich wrogów, używał przy tym swojego nosu, nie zmysłu przy którym musiałby zamknąć swoje oczy. Naprawdę widać było, że się wyróżniał od Blade'a, który posiadał brązowy ogon, zaś on miał go w kolorze Czarnym. Smoczy Starzec był ciekawy co jeszcze potrafi rasa Drake'a, który wywodziła się najwyraźniej z innego drzewa Saiyańskiego. Namiestnik Generała Smoczej Armii ciężko trenował, likwidując to coraz nowszych cienistych wrogów, którzy ciągle przybywali. Ćwicząc na sto razy większej grawitacji nie było mu łatwo, a wiedział że Smoczy Mentor na pewno będzie ją coraz bardziej zwiększał i łamał jego kości jeszcze w gorsze możliwe sposoby. Altair jednak nie chciał się wycofać, ponieważ gdy dowiedział się o tak zwanej specjalnej zdolności, czyli "Zenkaiu", który otrzymuje ledwo żywy wychodząc z walki, staje się dwa razy silniejszy niż przedtem, nie mógł tego zaprzepaścić. Przez ten czas lotu na Namek jego przyjaciela, w tak małą chwilę dogonił go i był mocą do niego podobny, to dzięki temu że wywodził się z rasy Antycznych Saiyan, którzy żyli kilkanaście dekad temu i byli lepsi od tych aktualnych. Przed Drake'iem długa i ciężka treningowa podróż, ale wie że musi stać się silny i także bronić planety, ale czy na pewno tylko? Co będzie dalej ? Jakie losy czekają naszych bohaterów w nieznanym im kosmosie?? Dowiecie się w następnym rozdziale.
Sponsored content

Opowiadanie o Kenzuranie. Empty Re: Opowiadanie o Kenzuranie.

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito