Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wielkie jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wielkie jezioro   Sro Maj 30, 2012 4:26 pm

First topic message reminder :


Zwany "Słodkowodnym Oceanem" zbiornik wodny o sporej głębokości oraz powierzchni. Krążą po świecie słuchy o skarbie zatopionym na dnie i pilnującym go potworze, jednakże odważnym poleca się sprawdzenie tegoż mitu.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Drag
Goat


Liczba postów : 467
Data rejestracji : 05/06/2013


SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pon Gru 01, 2014 7:54 pm

W pewnym momencie usłyszałem Siwowłosego, który nie miał zamiaru zwracać na mnie najmniejszej uwagi. Był widocznie zajęty opierniczaniem June. Choć powinienem w tym momencie odlecieć, to wcale się z tym nie śpieszyłem. Słuchałem ich dyskusji, zapamiętując każdy przydatny fragment. Gdy ludzie się wyżalają, mówią co ich boli, dają mi namiary gdzie powinienem uderzyć. Jak odwrotność psychologa, nie uleczam psychicznych ran. Ja je rozdrapuje dla zabawy.
W końcu jednak straciłem zainteresowanie, i wzniosłem się ponad chmury. Temperatura drastycznie zmalała, i poczulem że kropelki wody pojawiły mi się na zregenerowanej zbroi. Zbyt wiele upokorzeń doznałem w ciągu ostatniej godziny by się tym jednak przejąć. Z tamtego miejsca postanowiłem użyć nowo poznanej techniki. Czuję mnóstwo energii, jak takie światełka. Szukam tych najjaśniejszych. I znalazłem. Ktoś ukrywający się, lecz tą aurę wszędzie rozpoznam. Znalazłem Reda. Minęło sporo czasu od wydarzeń z Novą, jednak nie zamierzam mu tego wybaczyć. Myślę że powinienem mu złożyć wizytę. Upewniłem się co do kierunku z którego wyczuwam jego energię, po czym przystapiłem do lotu w postaci czarnej komety. Po treningu z rudowłosą byłem w stanie wyciągać nieznacznie większą prędkość, co z pewnością przejawi się w kolejnym pojedynku. Wciąż jednak sądzę że będąc w stanie furii potrafiłem więcej.
Niebo było już całkiem błękitne, byliśmy koło południa. Byłem bardzo rozdrażniony, po drodze rzucałem przekleństwa. Wciąż czułem jego ciosy, wciąż pamiętałem że straciłem honor. Okazało się że Arcydemon nie jest wcale taki potężny. Popełnił błąd zostawiając mnie przy życiu. W końcu będzie leżał na deskach, to będzie dzień w którym wymierzę mu swoją własną sprawiedliwość. W końcu ujrzałem z wysokości spory zbiornik wodny, a przed nim cuchnącą wręcz energię zdrajcy. To zabawne, że poznałem tyle demonów którzy wyrzekają się tego kim są. A jeszcze lepsze jest gdy próbuja być dobrzy, błagam was bracia. Jesteście jak złodzieje mówiący o tym że się nie kradnie. Zniżyłem się do parteru jakieś sto metrów od niego. Na zewnątrz spokój, w środku chaos. Tykająca bomba. Byłem nieco zdziwiony zmianą która nastąpiła w wyglądzie czerwonookiego. Czuję że podjął się kolejnej transformacji. Może stał się groźniejszy, jednak czym jest życie bez ryzyka.Gdy się zbliżyłem usiadłem po turecku metr obok, jak gdyby nigdy nic. Jakby kumpel z dzielnicy przyszedł do tawerny. Psychoza zasiana w powietrzu.
-Cześć Red.
Jednak ten wyglądał coś koślawo. Ranny jest? A może złapał jakąś chorobę, pomimo że u nas to raczej rzadkość. Chociaż gdy mnie się głowa na pół przekrajała to pięknej miny nie miałem.
-Wszystko w porządku? Coś niewyraźnie wyglądasz.
Dodałem równie beztroskim, niewinnym głosem. A właśnie wróciłem z najważniejszego pojedynku, jakby zrestartowany. Wyczyszczony. Może tak jest lepiej. Miałem ironiczną chęć porozmawiania z nim. Chociażby po to by nadać kontrast do tego co naprawdę czuje.
-Nie czujesz sie samotny? Nie martw się. Nie zostawiłbym cię gdybyś wpadł w kłopoty.
Dodałem z coraz bardziej słyszalną ironią w głosie. Jeśli się nie domyśli, to mu przypomnę. Konkretnie syreny mu przypomną.
OOC:
Regeneracja HP i KI 10%
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Gru 02, 2014 2:48 pm

Nie wiedział ile już tu siedział w samotności, może kilka minut, może kilka godzin. Mało przywiązywał wagi do czasu, do miejsca. Zmieniło się to w momencie, kiedy wizytę złożyła mu osoba - widmo. Zupełnie znienacka, szarmancko i z współczuciem w głosie postanowił odwiedzić Reda. Pamiętał go doskonale, jakby rozstali się wczoraj, ale zaskoczenia, które i tak się pojawiło, nie widniało na obliczu Czarnowłosego. Był bardzo nieswój, zdezorientowany w otoczeniu, którego nawet nie chciał dobrze rozpoznać. W tym stanie zupełnie nie wyłapał ironii w głosie Dragota, który nawet zaoferował wsparcie w trudnych chwilach. Uparcie milczał, przez chwilę wydawało się nawet, że Red zachowa się jak Hikaru - ot, nie zauważył obecności kogoś innego i zignoruje wręcz jego osobę. Tkwił nieruchomo w kuckach przed ogniskiem i gdy większość mogłaby wreszcie okazać zniecierpliwienie lub normalnie w świecie się obrazić - Red skrzywił spierzchnięte gorączką usta.
>Powinieneś mnie zostawić - tak jak ja Ciebie kiedyś.
Dopiero teraz odważył się spojrzeć wprost w błękitne tęczówki na znajomym obliczu demona. Bardzo wolno przekrzywił szyję, by obdarzyć towarzysza zmęczonymi ślepiami, w których jednak był rubinowy blask, bynajmniej od płomieni ogniska. Zupełnie podobny do tego, który rozpaliła w nim Nova po opowiedzeniu swoich relacji z West City, i podobny do tego, który gościł w jego ślepiach podczas Netheru. Był w tych gestach jednak nieobecny, tak jak podkreślił sam Czerwonoskóry - niewyraźny. Czyżby ciągle medytował? Nie wydawało się, zwłaszcza, gdy dało się dostrzec przebiegające po ciele dreszcze.
Gdy utkwił ślepia w kompana mógł przyjrzeć mu się dokładnie. Na pewno nie tylko wygląd, lecz i moc demona uległa zmianom, obie na lepsze. Nie wiedział czy wojownik krył się ze swoją energią, jednak to co wyczuł zmysłami mogło śmiało mu nasunąć tezę, że Ogoniasty nie próżnował. O dziwo wyczuł także odrobinę Ki June, być może jakiś czas temu mieli ze sobą styczność. Świat okazuje się być mniejszy niż przypuszczał. Nie znał intencji (prócz tych "prawdziwych" w oczach Reda), i raczej prędko się nie dowie, musiałby zapytać. Może lepiej nie? Może po prostu poegzystują obok siebie, może coś powiedzą o przeżytych zdarzeniach? Młodzieniec byłby temu bliższy, gdyby nie złe samopoczucie. Albo coś gorszego.
Ślepia znów utkwił w płomieniach ogniska, jakby stracił zainteresowanie rozmówcą. A to nie tak. Bledszy od śniegu demon koił powierzchownie ciało ciepłymi ognikami, także twarz chciał rozgrzać mimo gorączki. Czuł się coraz gorzej, lecz nie uskarżał się na żadne dolegliwości.
>Dragot... -zaczął niepewnie, zastanawiając się czy nie obraził kompana tym, że dopiero teraz odezwał się do niego po imieniu- >...mam nadzieję, że... że kiedyś zmierzymy się.
Nie kpił z niego. Był w tym absolutnie szczery, bez cienia ściemy. Pamiętał, że zostawił go i Novą na pastwę Netheru, że było tam cholernie ciężko i tylko cudem wydostał się z koszmaru. Wolał nie wiedzieć przez co przechodził pobratymiec, aby nie być bardziej winnym niż już jest obecnie. Może to była jego prawdziwa choroba - wyrzuty sumienia?
Ogień dogasał, prawie całkowicie zniknął przy silnym podmuchu wiatru, a mimo tego Red siedział w kuckach z przykurczoną posturą. Zimne powietrze rzęziło w płucach demona przy wdechu obnażając jego wystające żebra, które dało się bez trudu dostrzec. Wyglądał strasznie, jak kostucha. Blady jak śmierć, a mimo wszystko nie chciał iść od zawieruchy, która gotowała się na jeszcze na przyszłość nad ich głowami. Co jakiś czas dopadał go kaszel, jednak nawet nie zakrywał ust dłonią - jakby było mu wszystko jedno co stanie się z jego ciałem. Za to zarówno rubin na naszyjniku jak i na czole świecił bardzo intensywnie.
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 467
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Gru 04, 2014 9:31 pm

Uśmiech na mojej twarzy to dość rzadkie zjawisko. Szczególnie szczery, a ten obecnie nie występował. Słuchałem Reda z uwagą i entuzjazmem gościa z reklam. Nie myliłem się, jest on chory. Skórę ma taką jak ja przed transformacją. Cały drżał, mówił jakby przez nos. Siedział tak blisko ognia że ubrania powinny mu się dawno zapalić. Gołym okiem widać iż ledwo żyje. Wyglądałem na podekscytowanego niczym szkolny łobuz podczas zabierania kanapek młodzikowi. Skąd u mnie tyle pozornego szczęścia? Ironia. Był słaby, czemu by tego nie wykorzystać?
Mógłbym wezwać Nether, sprawić by nie mógł złapać oddechu. Wrzucić go do tego samego bagna w którym mnie zostawił. Wykorzystać tym samym jego słabość, i to że nie będzie w stanie mnie zaatakować. Sprawiłbym że błagałby mnie o litość. To była chwila w której uśmiech zaczynał być szczery. Lecz on nawet podczas choroby jest zbyt silny. Nie jestem zbyt pewny siebie po porażce z Super wojownikiem. Czuję wściekłość, walka nie spowodowała iż się wyżyłem. Wytworzyła chęć kary. Ale jak skarcić silniejszego od siebie? Mam na to prosty sposób.
-Powiedz no mi Red, lubisz zabijać ludzi?
Powiedziałem najbardziej niewinnym tonem, jakbym pytał o ulubiony kolor. Otóż wielokrotnie to planowałem, siedziało mi to w głowie w pierwszej chwili w której pojawiłem się w South City. Lecz teraz pojawia się okazja by to zrobić. Atmosfera zaczęła zapewne dawać sie Redowi we znaki.Mój wyraz twarzy całkowicie nie pokrywał się z tym co mówiłem. A moje słowa skołowały by nie jednego. Lecz wiem że on mnie zrozumie. W końcu też jest demonem.
-W mieście South City jest sporo złych, obrzydliwych i zepsutych ludzi. Teraz kiedy umiem wyczuwać energię tak jak ty, potrafię to odróżnić od razu. Już ci tłumaczę przyjacielu o co mi chodzi. Jest tam więzienie. Najbardziej zepsuty budynek w całym mieście. Część sprawiedliwie osadzona, część przez głupotę. Co byś powiedział gdybyśmy się tam wybrali i pochłonęli te bezduszne robaki czekające na takich jak my?

Moja wypowiedź z pewnością zszokowała Reda. Wyczuwałem dobro w jego sercu, ale nie myśli teraz trzeźwo. W sumie to sam nie byłem pewien na czym zależało mi bardziej. Na zrobieniu tego o czym mówiłem, czy na torturowaniu Reda psychicznie. Obydwie te rzeczy mnie uszczęśliwiają.
Czułem jednak że to wciąż za mało. Nie pokazałem jeszcze wszystkiego na co mnie stać. Wciąż mogę się upewnić że mnie posłucha. Moja trzecia wypowiedź była zdecydowanie najbardziej przekonująca.
-Jeśli nie pójdziesz ze mną, wybiorę się tam sam. Lecz wtedy zabiję wszystkich w tym więzieniu, nie oszczędzając nawet jednego dziewietnastolatka z kochającą rodziną którego wrobili gangsterzy. Jestem pewien że pochłonięcie kilku istot dobrze ci zrobi. Taki demoniczny rosołek, czyż nie? Heheh..

Po powiedzeniu tego zacząłem się śmiać, ale nie tak jak z żartu. Śmiałem się w satysfakcji ze strachu który z pewnością gdzieś się w redzie kryje, nawet jeśli nie mogę go wyczuć. Manipulacja dobrymi to bułka z masłem. Pozostaje już tylko poczekać na jego zgodę i możemy wyruszać by zjeść cos na mieście. Kto mówi że nie jestem towarzyski? Jestem jak bogowie, ofiaruję pomocną dłoń nawet tym którzy mnie zranili. Czyż nie tak?
OOC:
Dragot – mistrz manipulacji
Regeneracja HP i KI 10%
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Gru 05, 2014 10:06 am

Tak siedział wciąż w towarzystwie oderwany od rzeczywistości, gdzieś myślami błądzący poza to wszystko co go otaczało. Najwyraźniej jednak nie na tyle, by nie usłyszeć słów Dragota, skoro nawet rozpoczął zdawkową rozmowę.
Rozmowa, od której miało się zacząć piekło.
Słuch pochwycił mrożące krew w żyłach pytanie Ogoniastego, a umysł dopieścił je tworząc obrazy z przeszłości. Przecież zabijał ludzi, Tsuful mógł być tylko przykrywką do prawdziwego pożądania Reda. Temu otworzyły się oczy, źrenice i tęczówki niemal zginęły w okrągłych ślepiach, które zdradzały strach. Przerażenie, bo zawsze starał się nie dopuszczać do siebie myśli, iż rozpruwał flaki ludzkie z przyjemności, zawsze tłumaczył się, iż ktoś nim manipulował, że to nie jego inicjatywa! Gdyby jednak przyjrzał się sfałszowanym przez chory umysł kadrom - ta gęsta krew na jego palcach była cieplejsza od ogniska. Rozpalała w nim krew, całe ciało tryskało podnieceniem i wigorem, napędzało do kolejnych mordów.
Dotąd skąpy w ruchach demon objął szczupłymi palcami głowę chcąc schować się przed "oskarżeniem" Dragota. Nie, niemożliwe - on nie mógł lubić zabijać! To nieprawda! Mózg nie umniejszał, wręcz wyolbrzymiał fakty mogące potwierdzić śmiałą i niebezpieczną tezę pobratymca. Leżało w naturze demonów walka, zabijanie, ALE ON NIE CHCIAŁ ZABIJAĆ! Szukał swojego miejsca na ziemi, we wszechświecie, żeby nie być postrzegany tylko jako zagrożenie! Miał dość samotności, dość kontaktu z mrokiem. Nie mógł sobie pozwolić na takie domysły, że to do czego dążył od wielu lat jest ułudą, bajką dla dzieci. Demony też mogą być dobre...
...czy aby na pewno? Wielokrotnie pokazywał na swoim przykładzie, że nie, że tylko staczał się na dno, gdy "znalazł" pretekst, czy gdy tylko dotknął go problem. Nie trzeba daleko szukać: Tsuful, Majin - zło nie chciało go opuszczać. Rozgorączkowany umysł podsyłał informacje, które stawiały starania Reda we złym świetle. No bo co? Jak czynił dobrze, leczył innych, trenował wspólnie - podziękowali i zaraz ich nie było obok. Mieli jakiś interes do demona - pojawiali się, prosili, Red pomagał, znów "dziękówa" i papatki. Ale, ale - gdy tylko Czarnowłosy wpadał w kłopoty, gdy tylko jemu podwinęła się noga, to od razu musieli pobijać go do nieprzytomności, łapać w kryształy i niewolić, tłumić jego moc z racji niebezpieczeństwa. Chory umysł spaczał wszystkie, te nawet najmilsze, wspomnienia przedstawiając, że nawet chwila z uroczym Shigo skończyła się dla niego źle, gdyż June musiała go skryć w ludzkiej osadzie dla jego dobra... żeby Red go nie skrzywdził! Nawet pomoc Vivian w uwolnieniu mocy, tak jak i serdeczne objęcia April, przy gorączce wydawały się tylko pretekstem lub "pieczęcią", żeby tylko młodzieniec nie podskakiwał, by siedział cicho i spokojnie. Siedź na swoim miejscu, sam najlepiej, bo jesteś zabijaką, spod kontroli, dlatego nie masz nikogo przy sobie, dlatego wszystko co złe ima się demona.
Pomocy! To wszystko nie tak! Ale umysł nie odpuści tym razem... nie jak ma okazję do ujawnienia pierwotnego instynktu.
Stopniowo rozluźniał chwyt rąk na rogach, stopniowo nawet to szokujące pytanie z jadowitych ust Dragota blakło we swej przerażającej otoczce. Oczy zaszły szkarłatnym blaskiem skrywające źrenice. Red słuchał coraz uważniej dalszego planu kolegi, który znalazł ciekawy sposób na ogrzanie ciała, na wyleczenie się z osłabienia. Dusze złych więźniów - ha, inni wojownicy nie pomyśleli, że gdy tylko źli ludzie odbębnią swoje wyroki to wrócą na ulice i będą czynić to samo. Można od razu z nimi skończyć, nie będą panoszyć się i pogwałcać prawa. Jakby tylko demon siebie słyszał trzeźwo, to zrozumiałby jakie to nielogiczne, lecz teraz otumaniony i zmanipulowany mógł pozwolić sobie na realizację pomysłu kompana. Był mu winien za pozostawienie go w Netherze - może chociaż w ten sposób zostanie dłużej przy niestabilnie umysłowo i duchowo Redzie? Nie będzie samotny, już nie. Nawet przerażający śmiech Ogoniastego brał teraz za komplement, że w jakiś sposób rozśmieszył go i że tym bardziej będzie mieć w nim towarzysza.
Podniósł się ostrożnie na chwiejne nogi z opuszczoną głową. Pot spływał z młodzika litrami, więc powinni spieszyć się, żeby mogli przystąpić do akcji. Mocniejszy puls zamroczonego serca rozlał się po czarnych żyłach rozbudzając pokłady Ki. Bladą skórę rozcięły w niektórych miejscach czarne żyłki, lecz tylko po to, by zmobilizować cały organizm do gotowości. Nareszcie wie co z sobą zrobić, a to dzięki Dragotowi! Rozświetliły się mocnym blaskiem jego ślepia i rubiny, niepewny oddech nabrał normalniejsze tempo, tylko bladość skóry i niewyraźne oblicze wskazywało prawdziwy stan zdrowia demona. Mogli działać, mogli skarcić prawdziwych złoczyńców. Musiał jedynie uważać, żeby nie zabić tych, co trafili do więzienia przez głupotę.
Pytanie za sto punktów: jak takich rozpoznać?
Red nie miał swoich zmysłów, instynkt podpowiadał, że sam dowie się na miejscu którzy zasługują na śmierć, a którym darować życie. Dragot chyba nie oczekiwał, iż tak szybko pozyska ufność zbłąkanego i zdezorientowanego młodzieńca. Wyruszyli niemal natychmiast, w kierunku South City.

z tematu x2 - South City

Ooc: Pisz pierwszy
Ujawnienie mocy = 150 000 PL
Powrót do góry Go down
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 871
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 25, 2016 9:19 pm

Wkrótce opuścił gęste lasy. Przez dziesiątki kilometrów pól i wrzosowisk, dotarł wreszcie do jakiegoś niedużego miasta. Wzbił się nieco wyżej i schował w chmurach, by nie zobaczyli go okoliczni mieszkańcy, którzy chyba nie byli przyzwyczajeni do latających ludzi. Czuł się już nieco lepiej, odzyskał trochę sił, dzięki czemu długotrwały lot nie powinien sprawić mu problemu. Odpocznie, zregeneruje siły i... no właśnie, co dalej? W zasadzie nie miał pomysłu dokąd mógłby się udać, lub z kim spotkać. Pomyśli o tym później, czym prędzej musi coś zjeść, bo zdechnie z głodu!

W końcu, po powolnym (jak na Saiyanskie warunki), kilkudziesięcio minutowym locie dostrzegł w oddali ogromne jezioro. Natychmiast skierował się w dół i po chwili wylądował na brzegu. Rozebrał się do rosołu i wskoczył do wody. Była przyjemnie chłodna. Zanurkował głębiej rozglądając się wokoło. Żyło tutaj mnóstwo wodnych żyjątek, te mniejsze czym prędzej uciekały gdy się do nich zbliżał, ale co większe okazy wykazywały więcej odwagi. Hazard rozglądał się wokoło, próbując namierzyć swój przyszły posiłek, gdy nagle wyczuł jakiś ruch za sobą. Obejrzał się i w ostatniej chwili wykonał unik. Ogromna, kilkumetrowa ryba próbowała zrobić sobie z niego przekąskę. Saiyan nie pozostał dłużny i koniec końców role się odwróciły. Kilka minut później rybka piekła się wesoło na prowizorycznym grillu.
 - Trochę czasu minie nim będzie gotowa... - mruknął, całą siłą woli powstrzymując się by nie zjeść jej na surowo. 

By zająć głowę czym innym, wrócił do wody. Uważając by za bardzo nie eksploatować pękniętej kostki, popłynął na samo dno, gdzie ostrożnie usiadł. Bez oddychania wytrzyma jeszcze około 5 minut, co mógłby porobić w tym czasie? Myślał przez moment o różnych pierdołach, aż w końcu powrócił do walki z Hikaru. Zaczął analizować poszczególne jej fragmenty, zastanawiając się co mógł zrobić lepiej. Zamknął oko i mocno się skupił. W jego głowie zaczęły się przewijać obrazy, pojedyncze ciosy, ruchy przeciwnika - tak mocno wyrył to sobie w pamięci. 
 - O na przykład tutaj, gdybym zamarkował ten cios z lewej, miałbym większą szansę by trafić go z prawej... cholera na poważnie miałem taką dziurę w gardzie? Nic dziwnego, że prawie złamał mi nos... O, ta szarża była naprawdę dobrze przeprowadzona, muszę zapamiętać tę sekwencję ruchów... Ehh, może i byłem na skraju wytrzymałości, ale powinienem lepiej ocenić trajektorię lotu tego miecza...

Przez parę minut analizował w ten sposób poszczególne fragmenty walki. A był tym tak pochłonięty, że nie zwracał uwagi nawet na takie rzeczy jak oddychanie. Dopiero gdy mimowolnie wypuścił powietrze ustami i zachłysnął się wodą, wystrzelił niczym pocisk z powrotem na powierzchnię, próbując złapać oddech.
 - O cholera, zaraz spali mi się obiad!
Faktycznie, ryba zbyt długo piekła się na jednej stronie. Przewrócił ją na drugą w ostatnim momencie, jeszcze minuta i by się spaliła. Jakoś udało mu się przygotować posiłek do końca. W końcu się doczekał - czas na konsumpcję!

OCC:
Regeneracja 10% Hp i Ki
Powrót do góry Go down
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 871
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Paź 06, 2016 10:25 pm

Zajadając się rybą, nadrabiał zaległości w monitorowaniu tego, co wydarzyło się na Ziemi w ostatnich godzinach. A trochę tego było. Nie wiedział co dokładnie zrobił Hikaru, lecz zaskakująco szybko wrócił do pełni sił po walce. Zapewne wykorzystał do tego swoją rozległą wiedzę, lub zaawansowane techniki. Gdy Hazard dochodził do siebie, białowłosy odbył błyskawiczną podróż na Vegetę, skąd sprowadził nieznanego mu osobnika, który znajdował się teraz w towarzystwie April i ... Red'a, tak nazywał się ten demon, którego kojarzył z mglistych wspomnień Katsu. Mistic oddalił się później w stronę Pałacu Wszechmogącego, a po chwili zniknął z jego "radaru", zapewne obniżając swoją Ki do minimum. 

Jaka była rekacja Vegety? Co prawda mogło nie mieć to związku z "porwaniem" małpy, ale jakiś czas później na Błękitnej planecie zjawił się kolejny Saiyan'in - po krótkim namyśle Haz rozpoznał aurę Raziel'a - chłopaka z którym swego czasu stoczył pasjonującą walkę, będąc pod kontrolą Tsufula. Co ciekawe, nie przyleciał on sam. Na pokładzie statku znajdował się także demon Dragot, którego złotowłosy poznał kiedyś na Vegecie. Nie minęła chwila, a wspomniana dwójka rozpoczęła walkę między sobą.
 - Ładnie sobie chłopaki poczynają - mruknął uśmiechając się pod nosem, gdy wyczuł gwałtowne drgania okolicy, po ataku jednego z wojowników. Musiał przyznać, że obaj znacząco się wzmocnili, odkąd widział ich po raz ostatni. Dragot dysponował mocą porównywalną do jego własnej, natomiast Raziel opanował drugie stadium Super Saiyan'a i chociaż ustępował nieco przeciwnikowi w ilości wydzielanej aury, musiał nadrabiać to innymi walorami, gdyż walka była bardzo wyrównana.

Hazard śledził z ciekawością poczynania walczących wojowników, jednocześnie sprawdzając od czasu do czasu co u April i reszty. Zastanawiało go dlaczego dwójka dość silnych Saiyan znajdowała się w towarzystwie demona. W dodatku wyczuwał pewną dziwną anomalię w Ki ogoniastych. Tak jakby mieli w sobie cząstkę mocy Red'a...
 - Demony to jednak bardzo osobliwa rasa...
Hazard ostrożnie wstał i ubrał w nowe rzeczy. Najadł się, zregenerował część sił. Pękniętą stopą zbytnio się nie przejmował, bo znał swój organizm i wiedział, iż prędzej czy później sama się zrośnie, jeśli nie będzie zbytnio jej nadwyrężał. Ta krótka przerwa była mu potrzebna na złapanie oddechu i zebranie myśli. Ostatnio żył w ciągłbym biegu, potrzebował chwili wytchnienia. Analizując to co wydarzyło się w ostatnim czasie, stoczone walki, cięzkie treningi, przekraczanie granic, doprowadzanie organizmu do skrajnego wyczerpania - to wszystko zmierzało w jednym kierunku, obrało za cel jedną rzecz. I teraz wiedział, że jest gotów. Coś na co pracował przez ostatnie kilkanaście miesięcy, coś do czego pieczołowicie się przygotowywał, przelewając pot i krew. Walka z Hikaru była ostatnim aktem, swego rodzaju próbą, punktem kulminacyjnym. Pozostało jedno - pójść jeszcze o krok dalej, wspiąć się jeszcze o jeden szczebel wyżej i zdobyć upragnioną moc. 

Aura wokół Saiyan'a znów rozbłysła złotem. Jednym ruchem zgasił ognisko i zasypał palenisko. Przystawił dwa palce do czoła, przeszukując okolice. W końcu zlokalizował odpowiednie miejsce, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał. Wziął głęboki oddech i ...zniknął.

Do tematu --> http://dbng.forumpl.net/t163-lodowiec
Trening start.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   

Powrót do góry Go down
 
Wielkie jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Wielkie jezioro
» Zwiedzenie - czasy ostateczne
» Szkliste Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: