Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Wielkie jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Wielkie jezioro   Sro Maj 30, 2012 4:26 pm

First topic message reminder :


Zwany "Słodkowodnym Oceanem" zbiornik wodny o sporej głębokości oraz powierzchni. Krążą po świecie słuchy o skarbie zatopionym na dnie i pilnującym go potworze, jednakże odważnym poleca się sprawdzenie tegoż mitu.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Kwi 30, 2013 2:36 pm

Zamrugała trzy razy patrząc ze zdziwieniem na technikę demona. „Jak on to zrobił?” Głowiła się przez chwilę, lecz widząc ile wysiłku go to kosztuje, szybko przeszła do zbierania ryb. Pomysł Reda wyszedł wspaniale, nie musiała moczyć swojego stroju. Wzleciała raz tam i z powrotem, mając w ręku 12 dorodnych okazów.
-Jest ok Red, możesz wracać!- krzyknęła do towarzysza, rozglądając się wokół. Szybko odnalazła dwa patyki na tyle suche, aby wykrzesać nimi ogień. Prosty i prymitywny sposób, do tego trochę suchego miejsca bez trawy, trochę chrustu i po chwili można było piec ryby na dość sporym ogniu.
Właściwie to trochę utknęła z obcym demonem na zupełnie nieznanej planecie. Cóż było robić, bez niego umarłaby pewnie z głodu, chociaż może kreatury tutaj nie są takie silne i sama by powaliła dinozaura? Nie miała pojęcia jak silne mogą one być, jej podręcznik nie precyzował tego zagadnienia. Z całą pewnością nie bała się o to, że będzie dużo silniejszych od niej osobników zamieszkujących miasta i wioski Ziemi. Jej przejścia w piekle kazały myśleć, że jest raczej wystarczająco silna, żeby radzić sobie z tymi złymi. Nie była pewna tego co dalej powinna zrobić ze swoim życiem tutaj, szef nie udzielił jej żadnych wskazówek. Chyba najrozsądniej byłoby oswoić Reda… Powoli w główce niebianki zaczął kreować się plan jak tego dokonać.
-Red, jak się ściemni zabiorę cię w jedno miejsce, nauczę cię czegoś.- powiedziała, zapraszając gestem by usiadł przy ogniu i zaczął piec sobie rybę. Nie lubiła ryb, ale cóż było zrobić, trzeba było coś jeść, żeby przetrwać w dziczy. –Ale musisz mi obiecać, że będziesz bardzo spokojny, zakradniemy się, to znaczy, że nikt z mieszkańców nie może wiedzieć o naszej wyprawie. Umiesz przejść niepostrzeżenie?- dopytała się o szczegóły swojego zamysłu, chciała mu pokazać dlaczego warto chronić ludzi.
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Kwi 30, 2013 10:20 pm

Ciskanie na lewo i prawo podmuchami wiatru nie jest proste. Limit ograniczony był ze strony mocy i kontroli nad nią. Od tak dawna nie korzystał z głęboko zakorzenionej Ki demonów, że wyszedł z wprawy. Nie mógł nawet powstrzymać się od miotania Kiaiho w jezioro, które i tak było osuszone do dna, a Kaede mogła bez trudu pozbierać ryby. Udało Jej się wytargać dwanaście sztuk, gdy Red nie był już w stanie utrzymać wody rozdzielonej od siebie. A co dziwniejsze - dostrzegł na tafli wody okrągłe, kolorowe kuleczki, które od tak dryfowały sobie. Zniżył lot i zebrał z pięść sztuk, by wrócić do Bogini. Kulki ulokował w kieszeni i zbliżył się do towarzyszki, która rozpalała ogień za pomogą patyków.
>Zakradniemy się do ludzi?
Zapytał ze zmarszczonym czołem. Nie pojmował logiki Białowłosej. Wcześniej przecież już pokazali się tym istotom, to dlaczego teraz mieliby nagle udawać cienie czy inne rzeczy trudne do zlokalizowania. Brzmiało to trochę jak niespodzianka, więc odgonił ponure rozmyślania i podrapał się w tyle głowy. Może dałby radę podołać kolejnemu wyzwaniu, lecz nie znał celu. To do siebie mają niespodzianki, prawda?
>Red może spróbować.
Przytaknął czerwoną czupryną i nadstawił patyk ze swoją rybą nad płomieniami. On takich rzeczy nie jadał, więc nie wiedział, że to spowoduje tylko zbędny balast dla jego ciała. Nie chciał robić przykrości dziewczynie, której jedzenie też nie podchodziło pod gust. Wtedy przypomniał sobie o kuleczkach wyłowionych z tafli jeziora i sięgnął po nie dłonią do kieszeni podając je Bogini. Były to cukierki utworzone na drodze póki co przypadku, ale nie dało się wspierać co do ich autentyczności. Chciał stworzyć więcej tych słodyczy, dlatego wziął surową rybę do rąk i ze zmarszczonym czołem oraz wlepionym, zdeterminowanym wzrokiem "rzucał urok" na ofiarę. Ki dość szybko uaktywniło się z myślami Reda, który w głowie w kółko i to samo odtwarzał, czyli cukierki, słodycze, ciastka! Nic z tego, musiał jeszcze poćwiczyć metodę wywoływania odpowiedniej techniki, to jest Chocolate Beam (tak to fachowo się nazywało). Mogła w tej chwili o coś pytać Kaioshinka, lecz chłopak tak zaabsorbował się tym dziwnym odkryciem, że chciał opanować je do końca. W głowie świtały mu obrazki, gdy Braska w ten sposób przyczynił się do unieruchomienia Tsu i zjedzenia. Kusiło go poznanie wszystkich tajników tej umiejętności, toteż tak długo kminił i rozgryzał zagadkę przepływu swojego Ki, że w końcu udało mu się zamienić rybę w paczkę ciasteczek, które to podobne wręczyła Kaede demonicy o imieniu June na prowiant i pocieszenie. Zadowolony z siebie przysunął nieśmiało swoje jadalne dzieło do kucającej przy ognisku Białowłosej damy, a sam podkulił nogi pod brodę i w ciszy ciamkał wcześniej upieczoną rybę. Nie miała dla niego żadnego smaku, więc w połowie konsumpcji zrezygnował i poczęstował się ciasteczkiem. Tu efekt był nieco lepszy, nie mniej jednak... nie taki jak powinien być. A może demony zawsze odczuwają głód? I tylko przejście na kolejny poziom ewolucji niweluje to uczucie?
Odlecieli stąd niebawem do wioski, prowadziła Bogini. Nie wiedział czego ma tam oczekiwać, na wszelki wypadek powinien wzmocnić się, by uniknąć nieprzyjemności.

[z tematu z Kaede - do wioski]

>post treningowy, część druga<
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sob Wrz 07, 2013 7:12 pm

***Ostatnie przytomne wspomnienia w West City***
Leżał i wykrwawiał się jak zwykły śmieć. A kim był skoro dopuścił się do takich czynów? Zasłużył na to, bo może faktycznie nie on zrównał z ziemią West City, lecz nie mógł zahamować działań uzurpatora bezczelnie sterującego jego ciałem. Znaczy, Red ciągle nie wiedział czy to był ktoś inny czy on sam, pogubił się w tym wszystkim. Ogólnie to dziwił się, że jeszcze oddychał, a June w przebraniu Kaioshinki nie dobiła go, tylko nagle... no właśnie. Rudowłosa dziewczyna zjawiła się w miejsce rzekomej Bogini z gniewem wyrytym na pobitym obliczu, która to szybkim ruchem wykopała jego rękę z torsu i odeszła. To kogo w końcu ostatkiem sił zranił w udo? Już miał takie halucynacje i mętlik w głowie, że Tsuful mógł ten czas dezorientacji wykorzystać na regenerację sił i ucieczkę z tego miejsca, aby dalej knuć spiski przeciwko ludności na Ziemi (zwłaszcza, że w międzyczasie uaktywnił się jego pobratymiec niedaleko stąd). Coś, ściślej ktoś jednak powstrzymał skutecznie cały zamiar zakażonego demona. Oto nad sobą pojawiła się niewyraźna sylwetka Bogini, która z chytrą miną wetknęła do ust i przechyliła całą zawartość buteleczki z dziwnie smakującą substancją do gardła demona. Kosmicie wyszły gały prawie na sam wierzch od tego czegoś, dostał ataku przypominającego padaczkę. Szarpał się na boki mimo licznych ran, mimo wielkiej dziury w klatce piersiowej która zarastała się cielistym plastycznym ciałem. Tsuful nie dawał za wygraną, nawet wyciągnął rękę ku kobiecie z zamiarem uczynienia w Jej główce wielkiego otworu od Ki Blasta, ale wtedy też drżąca ręka zupełnie straciła czucie i opadła na ziemię jak rączka szmacianej lalki. Zaciskał kły, na próżno - tracił swoje wpływy. Znamiona na twarzy zanikały, tak samo jak nienaturalne dla Reda barwy włosów i ubrań, a mięśnie pozbawione zostały wystających żył. Zacisnął ślepia, a gdy rozluźniły się powieki to nie otworzył ich tak szybko. Stracił przytomność, gdyż prócz wypędzenia Tsufula z jego organizmu działo się coś jeszcze, a to wymagało od niego resztek sił jakie posiadał.
Wielka dziura po lewej stronie klatki piersiowej zyskała lokatora. Pierwsze puknięcie swojego własnego serca stało się niedowierzaniem. To przecież niemożliwe... ale jak? Kto zlitował się nad młodzieńcem? Tylko Kaede wiedziała o jego problemie.
I to Ją zobaczył, gdy po długim śnie leżał zwinięty i wciśnięty w tylne siedzenia wana. Dopiero teraz znaczenie słów wypowiadanych przez przepiękną dziewczynę dotarł do głowy demona. Ona musiała coś wiedzieć, skoro nie zabiła Reda. Mimo tego co zrobił to nie wydawała się być zła na jego osobę co na jego zachowanie, które zupełnie minęło, jakby to był koszmar. A nie, rany i okropne obrazy z mordowni jaką wykonał nad niewinnymi ludźmi zostały. Nie będzie mógł spać po nocach, ale to żadna kara w stosunku do tego co uczynił w West City. Przebudził się dosłownie na chwilę, kiedy akurat Kaede rzuciła spojrzeniem na pasażera, ponieważ właśnie miał jedną z koszmarnych scen żywcem z tego co sam zgotował mieszkańcom metropolii. Tylko wykończenie fizyczne i psychiczne spowodowało, że już po paru sekundach rubinowe patrzałki znów skryły się pod powiekami.
***Wielkie Jezioro***
Zbudził się wraz z bezruchem pojazdu, który przycupnął nieopodal tafli jeziora. Urywki wspomnień pojawiały się i znikały sprzed oczu - były o wiele przyjemniejsze niż to co zdarzyło się kilkadziesiąt minut temu. Bogini otworzyła swoje drzwi od strony kierowcy, a Red ostrożnie rozejrzał się po wnętrzu wana. Nigdy z czymś takim nie miał do czynienia, tylko niszczył takie cosie. Eh, znów tok myślenia spływał na ostatnie wydarzenia. Nie dziwota - wszak to było makabryczne show. Z wielkim trudem podźwignął się do pionu, wszystko go bolało od stóp do głów, a najbardziej puchła głowa, jakby ktoś wywiercił w niej wielką dziurę i zostawił na szumienie niczym rój pszczół. Pomasował lewą skroń i regulował ostrość oczu na posturze bohaterki. Jakby nie spojrzeć, mogła go zostawić na pastwę losu, aby skonał. Spuścił wzrok po chwili, gdy na moment skrzyżowały się ich spojrzenia. Nie miał śmiałości komukolwiek patrzeć prosto w oczy, czuł się podle. Wyszedł z pojazdu i postawił kilka chwiejnych kroków ku brzegowi jeziora, przy którym padł na kolana. Za szybko chciał zażyć świeżego powietrza. Trzymając się jedną ręką za tors oddychał słyszalnie, a gdy skierował wzrok na dół ujrzał swoją drugą zakrwawioną dłoń. Nie była to tylko jego posoka - cały był brudny od krwi i kurzu. Podczołgał się bliżej wody i rozgorączkowany starał się z siebie spłukać brud.
>Zmyj się, zmyj się, zmyj się!
Wołał jakby odprawiał mantrę i szorował gołymi rękoma ubranie i swoje ciało. Nie zdejmował z siebie ciuchów, tak na sobie je płukał. Jezioro pod jego nogami barwiło się na czerwono, aż tyle krwi musiał z siebie zmyć. Obrzydzony tym widokiem wyszedł z cieczy i nadstawił się w kierunku słońca, żeby wysuszyć się. W międzyczasie mówił z początku cicho, jakby tylko do siebie.
>Miałem być dobry dla ludzi - przecież są słabsi od nas... ja... ja... ja naprawdę... zawiodłem Cię.
Podobno tylko winny się tłumaczy, lecz on nie był bez winy, dlatego chciał chociaż trochę z siebie wyrzucić negatywnych emocji. Nawet jeśli nie znajdzie zrozumienia, to skoro został uratowany... a właśnie. Wciąż nie wiedział, że to była sprawka Tsufula, winił więc tylko siebie i jego mroczne alter ego. Ścisnął dłonie w pięści i spiorunował wzrokiem niebiańską niewiastę. Jego tutaj miało nie być. Teraz znów może być zagrożeniem dla Ziemian.
>Mogłaś mnie zostawić na pewną śmierć, byłoby o jednego potwora mniej! Dlaczego mnie uratowałaś, Kaede?! Dlaczego?!
W kącikach oczu pojawiły się łzy, które jednak nie wypłynęły z oczodołów, tylko przysłonił gęstą grzywką. Mimo nienajlepszej, wręcz nagannej kondycji stał wyprostowany przed Białowłosą domagając się wyjaśnień. Miała chronić mieszkańców przed takimi jak on, więc logicznym posunięciem byłoby pozostawienie Reda samemu sobie, ewentualnie dobicie. A nie pomoc... nic z tego nie rozumiał, dlatego aż usiadł na trawie ze wściekłą miną. Nie był zły na Kaede, tylko nie pojmował Jej zachowania. To go przewyższało.

+10% HP regeneracji
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 08, 2013 3:06 pm

Skąd zna moje imię?” przyjrzała się uważniej demonowi, analizując ilu już poznała odkąd jest na Ziemi. Łatwo policzyć- tylko trzech. Nie jest dziewczyną, więc June odpada, Braska zajęty jest kimś innym więc… „Red!...” krzyknęły jej myśli, lecz ciało pozostało w spokoju, stała i przypatrywała się nowemu obliczu znajomego. „Musiał próbować kogoś zjeść, stąd przemiana…” pomyślała patrząc z delikatnym rumieńcem na to, że właściwie to jest cholernie przystojny. Stała w miejscu ciekawa tego, co zrobi chłopak. Wciąż się obwiniał za to co się wydarzyło. Zawsze był rozbity wewnętrznie, zawsze był to dla niego problem, przynajmniej od chwili, gdy go poznała. Jej oczy nabrały wyrazu współczucia, biedak musiał przeżywać prawdziwe katusze, a przecież był tylko narzędziem manipulacji tsufula. Oprócz nowego wyglądu prawdopodobnie Red stał się dużo mocniejszy, a to oznacza, że mogła go wykorzystać do walki z najeźdźcą, który zaatakował Ziemię. Na pewno będzie chciał zemścić się na tsufulach i odpokutować swoje uczynki, wbrew wszystkiemu to dobry demon.
Po tym jak Red wyraził już swoje emocje i powiedział co miał na myśli, dziewczyna stwierdziła że trzeba działać. Podeszła blisko i trzasnęła go mocno w twarz, aby się uspokoił.
-Red, byłeś wykorzystany przez tsufula. To taki kosmiczny pasożyt, opanowuje ciała różnych osób i wykorzystuje ich do swoich celów.- poczekała chwilę, aż przyswoi nową wiadomość. Pamiętała, że nie był za bardzo ogarnięty, choć może teraz się to zmieniło. –Red załatwiłam ci nowe serce, teraz będziesz mógł żyć miłością.- przekazała mu tym razem optymistyczne informacje. –Święta wodą, którą załatwiłam, ma dwojakie działanie, przywraca ci serce i usuwa z twojego ciała tsufula, pewnie sam odczułeś że jesteś dwa razy słabszy. Potrzebuje cię do walki z tsufulami inaczej zniszczy tę planetę. Będziesz mógł pomagając mi odpokutować wszystko co się wydarzyło, ale to nie jest twoja wina, zostałeś wykorzystany do celów tego tsufula. Jako bogini mam zdolność wykrywania go gdy jest blisko, ale jestem za słaba, żeby sobie z nim poradzić. Pomożesz mi Red?- zapytała go patrząc na niego z uśmiechem, po czym przytuliła go mocno. –Tak się cieszę, że nic ci nie jest, martwiłam się. Obiecałam, że załatwię ci serce i dotrzymałam słowa.- powiedziała mu do ucha, tuląc mocno do siebie.
Po tych słowach postanowiła dać mu trochę czasu, odwróciła się do niego plecami i po przejściu kilku kroków, wyciągnęła kapsułkę z najmniejszym swoim domem i rzuciła ją na teren blisko jeziora.
-Jak już się ogarniesz, marsz do łazienki i myć się, śmierdzisz potem.- wydała polecenie demonowi, głosem nieznoszącym sprzeciwu i zabrała się do przygotowania jakiegoś posiłku.

Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 08, 2013 7:01 pm

>Tsuful...?
Powtórzył za dziewczyną masując lekko sobie ręką plaśnięty przed chwilą policzek z nieufnością. Nabierał coraz więcej pewności co do słów, gdy pojawiły się kolejne wyjaśnienia z Jej ust. Cholercia, dał się tak zmanipulować, tak wykorzystać... to tylko wskazywało, że miał naprawdę słabą "silną" wolę i powinien poćwiczyć i w tym zakresie, a nie tylko mięśnie i szybkość i wytrzymałość fizyczna. Utwierdziły go te wyjaśnienia w kwestii poprawy kondycji psychicznej.
A wiadomość o nowym sercu tylko dodawała otuch, iż będzie lepiej. Zjechał dłonią z czerwonego policzka w kierunku klatki piersiowej, gdzie stukał nowy podarunek w cichym takcie. Nie okazywał wielkiej euforii, lecz poczuł swego rodzaju ulgę. Bogini wywiązała się ze swej obietnicy, a Red nie potrafił, co postawiło go w takiej a nie innej sytuacji. Musiał faktycznie jakoś zadośćuczynić, bo od tej pory wraz z sercem i przyjemnościami z nim związane przychodzi także wyrzut sumienia. I te koszmarne wizje przed oczyma także nie znikną szybko, jeśli nie przyczyni się do ich złagodzenia.
>Postaram się pomóc.
Zadeklarował lżejszą odmianę od obietnicy, bo jednej nie dotrzymał. Wolał nie rzucać więcej słów na wiatr, nie unosił się z nimi tak głośno, ale na tyle pewnie, że naprawdę będzie starać się dążyć do celu. Najwyraźniej to wystarczyło, gdyż zaraz poczuł się dziwnie będąc obejmowanym przez Kaede, która tuliła się do niego. Nachylił się niepewnie, jednak nie uciekł od przytulenia. Tak dawno nie doznawał czegoś takiego, że... a nie, ostatnio jak dostał udaru to wtedy objął Białowłosą, ale będąc przytomnym to bardzo dawno. Już miał sięgnąć rękoma, żeby odwzajemnić odruch koleżanki, lecz był za mozolny, a Kaede za szybko, bo wywinęła mu się i zmieniając zupełnie temat na inny przekształciła atmosferę na taką, iż demon łypnął ślepiami za Boginią.
>Przecież już się myłem...
Mruknął przez zęby spoglądając na nowy obiekt, którym okazał się być domek z pigułki. Chyba w tym czymś znajdzie łazienkę, nie bez powodu postawiłaby dziewczyna takie coś tuż przed jego nosem. Eh, skoro uratowała jego życie i chciała go widzieć u swego boku podczas zwalczania zła na Ziemi, to powinien okazywać chociaż odrobinę posłuszeństwa. Otworzył drzwiczki i zniknął wewnątrz domostwa, po którym rozglądał się niepewnie. Dawno nie przebywał w środku podobnych konstrukcji i musiał na nowo uczyć się co gdzie jest. Odnalazł w końcu pomieszczenie, które najbardziej przypominało mu łazienkę i lekko przymykając drzwi za sobą obserwował lustro, toaletę no i upragniony prysznic. Zdjął z siebie spodnie oraz koszulkę, a nawet rozplątał warkocza, żeby wejść do kabiny i spłukać z siebie cały brud. Rozrzedzona krew z potem spływała do kanalika odpływowego, a sam stał nieruchomo pod dyszlem i rozmyślał.
Nie był pewny czy historyjka Kaede była prawdziwa, a nawet jeśli to czy inni o tym wiedzą. Jeszcze pamiętał słowa Bogini, która wprost stwierdziła, że musi go zabrać z West City, bo nie zrozumieją sytuacji. Sam też ledwo to pojmował, lecz składniej niż przedtem. Nowe serce pomagało mu widzieć pozytywniejsze strony tego co uczynił. Samo zajście nie było chwalebne, ale dzięki temu udało mu się znów spotkać Kaede na swojej drodze i odzyskać to o co walczyła dla niego Kaioshinka. Aż nie wiedział jak powinien odwdzięczyć się... może właśnie służbą u Jej boku? Nie, bardziej być wsparciem niż pieskiem na posyłki - swoją godność miał, chociaż był na skraju śmierci z własnej głupoty.
Przepasał się czystym ręcznikiem w pasie wcześniej susząc nim co z grubsza włosy sięgające łydek i wyszedł z mokrymi ubraniami w rękach. Krople wody kapały z upranych ręcznie ciuszków, które chciał dać na słońce póki jest jeszcze dzień. Na klatce piersiowej i ciele miał kilka blizn po ostatnich walkach, ale to nic dziwnego, skoro rywale dawali mu mocno w kość. To nie przeszkadzało mu w swobodnym przemieszczaniu się z samym ręcznikiem na biodrach (hehe wyglądał podobnie jak Kaede z przepaską na biodrach) i biżuterii (nie mógł jej zdjąć - to magiczne artefakty powstałe po przemianie) po domostwie z kapsułki, aż odnalazł Białowłosą w kuchni. Szykowała coś na ciepło, aż unosił się zapach w powietrzu. Coraz głośniejsze tupnięcia bosych stóp po podłodze świadczyły o tym, że Red nie zostawił samej dziewczyny z garami, tylko zerkając przez ramię Różowoskórej Ślicznotki patrzył się na to co robi. Kilka mokrych pasemek czarnych włosów spłynęło na ramionko Kaioshinki.
>Co robisz? Trzeba ćwiczyć, a nie... nie wiadomo co robić.

+10% HP regeneracji
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pon Wrz 09, 2013 3:20 pm

Odwróciła się do pół nagiego mężczyzny z zamiarem wpakowania mu do buzi łyżki curry, ale po wykonaniu swojego zamiaru, zatrzymała się, a jej twarz pokrył rumieniec. Nigdy wcześniej nie widziała półnagiego mężczyzny, a Red był teraz dość przystojny. Spuściła zawstydzony wzrok, nie wiedząc, co ma właściwie zrobić.
-idź się ubierz…- powiedziała łagodnym głosem. Nie mogła być zła na niego, przecież jeszcze nie ogarniał że wygląda jak całkiem niezłe ciacho i niejedna dałaby mu się schrupać. A może ogarnia… Odwróciła się do niego tyłem. Sama też się już przebrała, mundur był zapakowany, a ona miała na sobie białą sukienkę, rozkloszowaną do kolan, z wiązaniem na plecach w formie gorsetu. Nowy strój podkreślał wszystkie kobiece kształty, ale była ubrana… -Życie to nie tylko treningi, jak zapomnę o odżywianiu się, nic z tego nie będzie.- odpowiedziała na pretensje demona. –W szafie jest coś z męskich ubrań, możesz za chwilę do mnie dołączyć i jeść ze mną obiad, albo idź na dwór skołuj sobie trochę słodyczy.- dokończyła zastawiając stolik w kuchni.
Po chwili siedziała sobie i zajadała się curry, kręcąc wokół palców kosmyk włosów. Jedząc myślała o tym, co powinna teraz zrobić. Z całą pewnością przydałyby jej się informacje. Z tym demon, który ją porwał walczył Kuro i jakiś siwy gościu, może to ten sławny Hikaru… Ktoś musiał też nieźle poturbować Reda, skoro nawet po doładowaniu tsufulem tak mocno oberwał, ciekawe kto to był.
-Red, kto cię tak poturbował? Szukam informacji o małpiszonie zwanym Hikaru, wiesz coś o nim? Chciałabym go poznać osobiście, może możesz mnie tam zaprowadzić?- miała nadzieje, że demon będzie w stanie podzielić się swoimi informacjami. –Niedługo będę musiała polecieć po nową porcję świętej wody do pałacu kogoś, kogo nazywają tutaj wszechmogącym. To chyba jakiś szef, albo stróż tej planety, w każdym bądź razie ktoś ważny, ale nie robiący za wiele. Myślę, że on będzie mógł podać nam jakiś sposób na to co zrobić, aby w West City było jak wcześniej, to znaczy aby ci co zostali zabici przez tsufula odzyskali życie.- przedstawiła mu swój plan na dalsze działanie. W końcu jest teraz jej partnerem w jednej i tej samej misji, powinien znać szczegóły. –Te miejsce, gdzie żyje wszechmogący musi być uznawane za święte przez mieszkańców Ziemi, to znaczy przez tych, którzy o nim wiedzą. Poniżej pałacu znajduje się wieża takiego wrednego kocura, który nie dość że gada, to jest podły i nie powiedział mi o tym, że pałac jest tuż nad jego domem.- chyba całkiem trafnie opisała mu Karina. Była ciekawa, czy ten cały Hikaru ze swoją zgrają też tropią tsufula i jakie są ich zamiary. Nagle wpadła na genialny pomysł. –Red? Tsuful nie zostawił w twojej głowie informacji, gdzie jeszcze się znajduje? Może wiesz kto jest zakażony? Może na innej planecie?- No tak, co z tego że będzie miała świętą wodę, jak nie wie gdzie jest kolejny tsuful. Póki co powinna odwiedzić Hikaru, a potem wszechmogącego…
Po chwili do nozdrzy Reda i Kaede dobiegł zapach świeżych wypieków. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i odleciała w stronę piekarnika, wyciągając blachę świeżych ciastek.
-Ciasteczka bogini Kaede, najlepsze we wszechświecie.- Powiedziała radosnym głosem i zapakowała je do woreczka, który wrzuciła później do torebki. –No to jestem gotowa do odlotu.- powiedziała, karmiąc Reda jednym czekoladowym ciastkiem.
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pon Wrz 09, 2013 4:29 pm

A to co? Rumieńce na twarzy Bogini na widok jego nagiego ciała? W pierwszej chwili myślał, że to widok tych blizn po walkach podniósł dziewczynie ciśnienie we krwi, ale po słowach jakie padły tak troszeczkę zrozumiał i dziwił się. Nawet oczy skierował na siebie. Przecież aż tak źle nie było, prawda? Nie wiedział skąd to ewidentne speszenie Bogini (a ona to mogła wcześniej chodzić w skąpym ciuszku, tak?!). Może nie w tej chwili - co nie zauważył nawet demon - ale na co dzień miewała inne odzienie. Na stwierdzenie, że dziewczyna musi coś zjeść, a życie nie składa się tylko z ćwiczeń wzruszył ramionami. Bardziej zastanawiała go szafa, o której wspomniała właścicielka.
>Nie jestem głodny.
Oznajmił cicho i odwrócił się na pięcie szukając wspomnianej szafy z męską garderobą. Jakby miał suche poprzednie wdzianko to ubrałby je bez mrugnięcia okiem, a tak to podchodził do mebla sceptycznie. Zwłaszcza, że zastał tam typowo ludzkie odzienie, nic tak luźnego jakie posiadał wcześniej (prócz sukienek, które dziwnym trafem znalazły się w jednej szafie). Zmarszczył brwi i sięgnął po czarny garniak i czerwoną koszulkę. Musiał mieć jakiś czerwony akcent - lubił ten kolor, chociaż najczęściej widywał go w postaci krwi. Zraził się nieco do kostiumu, kiedy to zauważył jeszcze buty. Zwyczajne tenisówki, ale jednak. Lubił bose stopy! Mruknął znów coś do siebie i ubrał także obuwie. Zajął się także zaplataniem warkocza, ponieważ przeszkadzały mu przy silniejszym podmuchu wiatru.
Nieco odmieniony, a co najważniejsze czysty, Red wrócił z powrotem do kuchni, gdzie Kaioshinka pichciła coś w piekarniku. Dopiero teraz zauważył, że i właścicielka tego dobytku przebrała się w inną rzecz, to jest białą sukienkę dopasowaną do ciała. Tak jakoś zamyślił się właśnie mając wlepione oczy w ubranie, kiedy posypały się pytania. Obawiał się je usłyszeć, gdyż wiedział, iż musi odpowiedzieć na nie. W przeciwieństwie do młodzieńca, Białowłosa Piękność rozgadała się i opowiadała także o misji jaką musi spełnić.
Przemilczał to kto go pobił. Nie mógł powiedzieć, że to byli uczniowie osoby, którą kompanka poszukiwała, ponieważ nie chciał utrudniać Jej zadania. Co prawda i tak pewnie dojdzie do konfrontacji, lecz być może stojąc z boku tego zdarzenia nie wda się w kolejną bójkę z June i Reito, albo z kimś jeszcze. No tak, Kuro pewnie już wie o tym, iż Red wchłonął Tsu, a że lubili się i mieli rachunki do wyrównania (gryzienie ogona, żeby nie było niedomówień!), to i jego będzie musiał unikać. Robiąc dobrą minę do złej gry powiedział obojętnym z początku tonem:
>Hikaru? A tak, znam go aż za dobrze... pojawiły się lekkie ogniki w ślepiach demona, które szybko też zgasły, miał przecież uczyć się samokontroli ...nawet ostatnio spotkałem jednego z jego byłych uczniów. Demonica, którą pochłonąłem, też należała przez jakiś czas do tej organizacji, stąd mam kilka wskazówek gdzie szukać Mistica. Gorzej, że nie jestem tam mile widziany, ale skoro musisz się z nim rozmówić to pokażę jego miejsce pobytu.
Poprawił kołnierzyk, który drapał go po karku a należał do marynarki, i oparł się rękoma o parapet patrząc się przez okno na krajobraz. W ten sposób chciał się skoncentrować i przypomnieć sobie sprawę z Tsufulem. Bezskutecznie - jego pasożyt był bardzo milczący, przez to tak podobny do z reguły małomównego demona. Jedynie kilka mocniejszych sygnałów w postaci impulsów mogły nakierować trop myślenia Reda na inny tor.
>Niestety niewiele wiem co do działań Tsufula... z początku nawet myślałem, że to ja ześwirowałem, a nie jakiś kosmita w mojej skórze. Wyrażał się jedynie przez czyny, a chciał bardzo zrównać West City z ziemią zabijając przy tym ludność...
Cholera, po raz kolejny mignęły mu kadry z tamtej masakry przed oczyma, aż prychnął cicho przez zaciśnięte zęby. W dodatku ścisnął dłonie w pięści, na których pojawiły się większe żyły. Był naprawdę wściekły na siebie za tamto i za teraz, iż niewiele może pomóc. Ponownie zrobił się spięty i nerwowy, musiała to widzieć po części Kaede skoro zaryzykowała i wcisnęła mu czekoladowe ciastko w usta. Było jeszcze gorące, dlatego poparzył się w język od samego zetknięcia się z wargami. I to jeszcze tak z zaskoczenia, ah! Widział Jej pogodną minę, dlatego nie chcąc sprawić przykrości powoli ciamkał smakołyk w jamie ustnej i przełknął z dużą ilością śliny. Mhm... naprawdę ciastko było smaczne! Lepsze niż gdy demon przemienia kamienie w słodycze, musiał to w przyszłości naprawić.
Nagle przeniósł wzrok na Boginię wpatrując się w Jej oczy i radosną buźkę. Chciałby tak emanować radością i entuzjazmem co Różowooka, a skoro teraz nie jest jeszcze w stanie, to chociaż napatrzy się uważnie na dziewczynę. Zapanowała krótka, lecz intensywna cisza, podczas której analizował każdy ruch linii warg towarzyszki, każdą zmarszczkę jakakolwiek pojawiała się nawet na mili sekundę... Nawet sięgnął palcem wskazującym przed siebie i ostrożnie przejechał opuszkiem po dolnej wardze Kaede podkreślając nim Jej ładniutki, szczery uśmiech. Trwało to dosłownie kilka sekund, bo potem jakby nigdy nic wycofał się krok do tyłu i wymijając Boginię z lewej strony rzekł jakby nigdy nic przed siebie:
>Też jestem gotów.

+10% HP regeneracji
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 10, 2013 5:06 pm

Red coś kręcił, ale wydawał się dobrze znać Hikaru i jego ekipę, a co więcej znał położenie ich bazy, więc Kaede mogła po prostu ich odwiedzić. Domyśliła się, że coś musiało zajść pomiędzy nimi, a Redem, ale wierzyła że jest w stanie to naprawić. Ogólnie wierzyła, że jest w stanie naprawić cały świat.
-Pójdę założyć mundur.- powiedziała, znikając na chwilę w łazience. Po chwili wróciła do Reda w swoim służbowym stroju, musiała pokazać misticowi z jaką rasą ma do czynienia. Z uwagi na to, że ubranie Reda wciąż było mokre, założył męski garnitur, który niesamowicie podkreślał jego zadbaną sylwetkę. –Pasuje ci przystojniaku.- skomplementowała go z uśmiechem, podczas gdy chłopak coraz śmielej podchodził do niej. W końcu dotknął jej ust palcem i delikatnie pomasował opuszkiem, pozostawiając Kaede z rumieńcem zawstydzenia, tym razem głębszym niż wcześniej, okazało się, że kontakt przystojniaka z nią, wywierał większe wrażenie, niż widok półnagiego ciała. Uśmiechnęła się tylko niepewnie, gdy on odszedł, a ona spodziewała się, że na tym nie poprzestanie. Zrobiło się całkiem niezręcznie, więc postanowiła wyjść z domu i udać się w dalszą drogę. Po upewnieniu się, że Red również wyszedł, zamknęła dom w kapsułce.
-Tym razem polecimy bez autka.- stwierdziła podrywając się do lotu. –Prowadź do Hikaru Red.

ZT--> Szkóła Hika*2
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Sie 31, 2014 3:49 pm

___ Woda nad jeziorem zaczęła się niespokojnie poruszać. Na samym środku tego wielkiego zbiornika pojawiła się kobieca postać. To była demonica. Jej nagłe pojawienie się zmąciło spokojną jak dotąd wodę. Słońce opadło na jej skórę, delikatnie ją rozświetlając. Rudowłosa lewitując delikatnie nad taflą, zamknęła powoli złote oczy. Wokół jej ciała zaczął wiać delikatny wiatr, a delikatna aura powodowała parowanie tego, co unosiła jej moc. W jednej chwili uwolniła całą swoją energię, przestała ją maskować, a co idzie w parę - pokazała swój prawdziwy wygląd. Wrzosowe tatuaże wpełzły na jej ciało, jak wąż owijający swoją ofiarę, strój przekształcił się w krótką bluzkę i potargane spodenki, a na głowie pojawiła się 'antenka'. Gdy było po wszystkim, demonica otworzyła czarnozłote oczy, które teraz były chłodne, bez drobinki emocji. Woda się uspokoiła. Znów było tu jak przed przybyciem demonicy.
Już nieco spokojniejsza, rozglądnęła się. Co chwilę jakaś ryba rzuciła się w wodzie, z lasu wyszła sarna by napić się życiodajnej wody, a ptaki śpiewały radośnie swoje pieśni. Zero ludzi. Najwyraźniej zbiornik był zbyt daleko od miast, nie chciało się tu nikomu przychodzić. Lepiej dla June.
Ta, nagle machnęła ręką, a wtedy tuż przed nią wytworzyły się jej klony. Nie były to idealne odwzorowane bliźniaki, jedynie żywe pochodnie otoczone ogniem. Używała tej techniki do walki, ale nigdy w takiej wersji. Ta, nadaje się jedynie do treningów. Niewiele czekając, dziewczyna rzuciła się do ataku przeciwko pięciu klonom. Zaczęła się zacięta walka, która trwała dobrych kilka godzin.  Mogła się w tym czasie wyżyć, wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, które kłębiły się w jej ciele. Najlepiej jest to zrobić na samej siebie niż na kimś bliskim.
Gdy się zmęczyła, odwołała swoje klony. Nie mogąc dłużej utrzymać w powietrzu, postanowił udać się na stały ląd. Tam, znalazła dość spory kamień, na którym usiadła w siadzie tureckim. Odetchnęła głęboko, a następnie zamknęła oczy, by oddać się medytacji. Ostatnio często to robi, ale potrzebuje tego.
___ - Cześć... - powiedziała nagle, czując jak coś zimnego i wilgotnego szturcha ją w ramię. Gdy otworzyła oczy, spostrzegła, że to sarenka, która przed chwilą piła tutaj wodę. Uśmiechnęła się do niej, a następnie podrapała po głowie. Dała jej kilka dzikich malin, które rosły zaraz obok. Inne zwierzęta widząc darmowe jedzenie, również przybiegły. Kolorowe papużki obsiadły jej głowę oraz ramiona, zajączek wskoczył na kolana, a rudy lis przymilił się do jej drugiej ręki. Demonica zaśmiała się. Nie miała pojęcia dlaczego te zwierzaki tak lgnęły do dziewczyny. Tak było odkąd tylko pamięta. Ma w sobie 'to coś'.

Koniec treningu

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 02, 2014 7:39 pm

Zwierzęta poczuły pewne zagrożenie w powietrzu, bo wyraźnie najeżyły się i skrywały się co po niektóre w jej gęstych, płomienistych włosach szukając wsparcia przed nieznanym. Żyjątka mają to do siebie, że są idealnie dostosowane do wykrywania zjawisk bądź zdarzeń o wiele wcześniej niż ludzie. Szczury były w tej dziedzinie mistrzami, aczkolwiek i te wokół June szybko zaalarmowały o czymś niepokojącym.
Z nieba spadała pędząca czarna kula z długą smugą energii, lecz wyhamowywała nieopodal podłoża. Czarne Ki rozpłynęło się na drobniejsze elementy, a Red gdy tylko dotknął jedną stopą ziemi, odbił się i w kilku susach znalazł się kilkadziesiąt metrów przed June. Widać, że gorączkowo się rozglądał po okolicy jednocześnie robiąc ostrożnie kroki w stronę dziewczyny. Zupełnie nie wiedział jak zareaguje na jego widok. Jeśli rzeczywiście był mordercą, Złotooka nie będzie mieć oporów przed wymierzeniem samosądu. Już nawet jej wygląd wskazywał, że jest w bojowym nastroju. Dysząc niespokojnie podszedł na tyle, by mogli się objąć wzrokiem od stóp do głów. Oto nadeszła chwila prawdy.
>June, wszystko w porządku? -zapytał dyszącym głosem i krążąc spojrzeniem przy linii brzegowej jeziora znów zwrócił się do przyjaciółki- G-gdzie jest Shigo? N-nie mogę go wyczuć... ja... ja nie chciałem...
Coś mu ścisnęło gardło, że urwał. Coś mu mówiło, że to dlatego demonica opuściła pałac, by nie mieć nic wspólnego z osobami, które popierałyby powrót Reda do świata żywych. Był naprawdę zdezorientowany - miał mętlik w głowie nie tylko przez Majina, ale i przez pobyt w krysztale. Obawiał się najgorszego... stąd od razu próbował jakoś się obronić, chociaż nie powinien. Jak mężczyzna powinien przyjąć wiadomości, i te najgorsze także, nie słaniając się za słownymi argumentami, w których i tak był mizerny. Zacisnął dłonie w pięści i z niepokojem spoglądał na Długowłosą, która pozornie wydawała się być aż nazbyt spokojna. Pozory mylą. Mogła po prostu kalkulować wszystko na chłodno, a dopiero w odpowiednim momencie odcisnąć ognistą pięść nie tylko na twarzy demona. Nie wszyscy działają pod wpływem impulsu, spontanicznie czy bez rozwagi. Zachował dystans siedmiu metrów, chociaż doskonale wiedział, że to i tak za mało. June była silną wojowniczką, sama jej Ki z tej odległości mogłaby podziurawić jego ciało, gdyby tylko tego pragnęła. Liczył na to, że zechce go wysłuchać, nim porachuje mu kości. Nie darowałby sobie, gdyby to on przyczynił się do śmierci Shigo! Nie darowałby sobie, nie!
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 02, 2014 8:22 pm

Post tworzony przy... https://www.youtube.com/watch?v=RJLkcPhVi9w

Była zbyt zamyślona by usłyszeć czy też wyczuć zbliżającego się Red'a. Gdy sarna, lis oraz królik dały nogę w las, a papużki wcisnęły się w jej gęste, rude włosy, June nie wiedziała co się stało. Dopiero po chwili usłyszała jak ktoś za nią, właśnie tu wylądował. Odwróciła głowę, a wtedy otworzyła szerzej złote oczy. Czarne białka wydawały się być nieco bielsze gdy odbijały słońce, które dawało dzisiaj wyjątkowo mocno popalić. Wygoniła kolorowe ptaki ze swojej czupryny, a następnie wstała niepewnie, przyglądając się uważnie demonowi. Chłopak miał zasłonięte czoło grzywką, więc nie była pewna tego, czy jest on wciąż pod władaniem złej magii Majin. Znaczek na czole byłby najlepszym dowodem. Choć... nie. Jego aura była spokojna, nie manowała złem.
___ - Nie. - przerwała mu nagle, gdy ten zaczął coś mówić. Zrobiła dwa kroki w jego stronę, stała jakiś niecały metr od niego. Podniosła lekko głowę w górę, by mogła mu spojrzeć w oczy. Dopiero teraz zorientowała się, że jego wygląd się zmienił. Ktoś mu doprawił rogi, a warkocz teraz był obandażowanym kucem. Był silny. Silniejszy od June, mimo, że ta odbyła morderczy trening w Komnacie. To ją jeszcze bardziej ciut dobiło, co można było zobaczyć w jej oczach. - Jest w bezpiecznym miejscu. Zapieczętowałam jego moc, by nie imało się go zło. Będzie wychowywał się jak ziemianin. Tak będzie lepiej. To dla jego dobra. - wytłumaczyła, uśmiechając się smutno. Na chwilę spuściła wzrok, lecz tylko na chwilę. - Dziękuję Ci Red, za pomoc. Gdyby... gdyby nie Ty, mogłabym polec. Na całej linii. Nie potrafiłam obronić tego, co kocham. Jestem Ci wdzięczna. Przepraszam tylko, że musiałeś cierpieć, przez to przechodzić... wiesz, Majin. - podrapała się za uchem, będąc nieco zamieszana. Myślał, że skrzywdził Shigo, a zrobił coś zupełnie odwrotnego, uratował mu i June życie - Masz u mnie dług. Spłacę go, przysięgam. - spuściła głowę, a następnie delikatnie się ukłoniła by pokazać, że jej słowa są prawdziwe.  W takich chwilach nie ma z czego żartować.
___ - Jesteś... cały? - spojrzała na niego badawczo, wyprostowując się. Mogłaby go uleczyć, gdyby była taka potrzeba. Nie, nie robi tego dlatego, bo jest mu coś winna. Demony powinny się trzymać razem, a tego typka polubiła, mimo mrocznej przeszłości. Sama z resztą taką ma, więc wie czym to śmierdzi i czego takim istotom potrzeba. Psychicznego wsparcia...

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 02, 2014 10:02 pm

Czyli... czyli to nie była jego wina. Odważna decyzja June sprawiła, że martwił się o losy jej dziecka. Na szczęście żył, tylko nie u boku prawdziwej mamy. Taki czyn wymagał ogromnego poświęcenia, toteż nie mógł wyjść z podziwu. Bardziej jednak niepokoił się demonicą, bo cóż z tego, że Shigo jest bezpieczny, kiedy nie będzie mogła odwiedzać go, troszczyć się o jego rozwój. Powierzyła go prostym ludziom. Skinął ostrożnie głową, że przyjął do wiadomości wyjaśnienia dziewczyny.
>Rozumiem.
Nie oceniał June czy dobrze czy źle postąpiła z synem. Przemawiały do niego argumenty, które wyjawiła przed demonem, ale szkoda, iż nie było innego rozwiązania. Mniej bolesnego dla matki i Shigo. Być może ten ostatni nie będzie aż tak dobrze pamiętać o June, lecz demonica nigdy o nim nie zapomni. Czy to dlatego miała takie smutne spojrzenie w źrenicach? Pewnie tak, nie dziwił się. Czemu nie została w pałacu z dzieckiem? Nie chciała ich pomocy, czy oni nie chcieli wspomóc? Kurczę, trudne dylematy i komplikacje zaszły podczas tych paru dni od wspólnej zabawy na werandzie w domku June. Mógłby się jeszcze raz upić do cna, gdyby to miało pomóc w rozwiązaniu dylematów dzielących przyjaciół. Nie ma tak łatwo w życiu.
Później usłyszał szczere podziękowanie za pomoc i przeprosiny za zaangażowanie się. Co prawda też miał wąty do Braski, podobnie jak Rikimaru, ale nie mógł znieść zachowania półczłowieka wobec przyjaciółki z maleństwem. Nie mógł tego zignorować, zwłaszcza że Granatowłosy groził także Vivian śmiercią. Wszystko to, ale najwięcej gorący temperament i prowokacja przyczyniło się do zatrucia serca złem. Chociaż jak tak na to wszystko patrzył z dystansu, powoli dostrzegał wagę problemów, i zdecydowanie to June miała gorzej.
>Majin to nic w porównaniu z tym, co przeżywałaś. Dlatego ja także obiecuję Ci pomóc w osiągnięciu pełni mocy, żebyś nigdy nie musiała już przechodzić przez to piekło.
Oświadczył również poważnie, bo nawet nie ma co się spodziewać uśmiechu na twarzy Reda. Owszem, to będzie jego priorytet, by Złotooka potrafiła znaleźć w sobie tą siłę, by odegrać się na przeciwniku i przy tym wyjść zwycięsko. A w przyszłości pokonać innych wrogów, aż do zasłużonej emerytury. O ile demony przechodzą na nią, co po Brasce raczej tego nie widać.
I mimo swoich zmartwień, wolała pytać się o młodzieńca. Teraz to jemu zrobiło się strasznie głupio - przecież nie on rozstał się z kimś bliskim sercu. Ogoniasta poznała smak miłości, lecz także smak złamanego serca i tęsknoty, której nie mógłby sobie wyobrazić.
>Uhm... chyba tak. Nasi znajomi bardzo pomogli. Aż nie mam odwagi pokazywać się im na oczy.
Westchnął cicho i spojrzał dookoła. June wybrała naprawdę piękne miejsce na pobyt w samotności. Cicho, czysto, spokojnie, wolna przestrzeń nad i dookoła - miała gust. Można było tutaj bez pośpiechu rozwijać umiejętności, zarówno wręcz jak i medytować. Jakby się zastanowić tylko raz zbudował sobie dom w skale, a tak to wędrował z miejsca na miejsce, albo otrzymywał dach nad głową - na przykład u April i Kuro. Właśnie... nie wiedział co z tym fantem zrobić. Pomógłby im we szklarni, lecz już tak bardzo różnił się od mieszkańców, że stały pobyt na Vegecie nie wchodził w rachubę. Urządzenie maskujące odmianę Ki od Kurokary nie zda egzaminu co do całego wizerunku Reda. Z takimi rogami postraszyłby niejedno dziecko, nawet to najbardziej zatwardziałe. Zresztą po tym wszystkim nie za bardzo ufał samemu sobie - już przyjaciele więcej wiary w nim pokładali niż on sam w sobie.
Wiedział jedno - June bez swojego dziecka miała naprawdę ciężki okres w swoim życiu, i przydałoby się jej wsparcie. Może Red nie jest odpowiednim kandydatem na trenera, lecz kolegą we sparingach już prędzej. Nie stawiał wysokich wymagań, za dużo milczał (chociaż po pozbyciu się Majina nieco otworzył się w rozmowie), nie jadł nic innego niż cukierki, wciśnie się w każdy kąt na krótkie drzemki... nie zastąpi też pod żadnym względem Reito, ale może sprawi, iż choć przez chwilę przestanie myśleć o przykrych sprawach. I zajmie się tylko sobą.
>O wiele lepiej wyglądasz w tej formie.
Podrapał się w tyle głowy i zamiatając kucykiem podłogę ruszył w stronę jeziora pomoczyć swoje stopy. Nie lubił i nie umiał dobrze pływać, ale przyda się mu trochę ochłody. Stał przy brzegu i zamyślił się spoglądając w swoje upiorne oblicze. Nie wyglądał jak amant, ani nawet przyzwoicie. Dzikusowato, o. Przynajmniej dzięki długim pazurom będzie mógł ciachać skuteczniej wrogów, albo wydłubywać resztki czekolady między kłami.
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 03, 2014 3:14 pm

___ To cały Red. Zawsze sprawy innych ustawiał ponad swoje. Czy on na prawdę miał, aż tak niską samoocenę? To tak nie może być, niech w końcu zacznie myśleć o sobie, a nie w koło o innych. Nawet June czasami działa samolubnie i jakoś z tego powodu nie ma wyrzutów sumienia czy coś w tym stylu. Czuje się z tym świetnie. Nie można wiecznie dbać o interesy innych.
___ - Też nie mam odwagi... na pewno mnie znienawidzą za zostawienie Shigo. W dodatku Vixen na pewno będzie chciała mnie zabić. Ale się nie dam. - uśmiechnęła się do siebie. Spojrzała uważnie na demona, który odwrócił się i poszedł w kierunku wody. Przyglądała mu się uważnie. Słysząc komplement o jej formie, wyraźnie się zaczerwieniła i odwróciła wzrok, zasłaniając twarz rudymi włosami. Na szczęście Red był odwrócony, więc nie widział jej buraka.
Gdy się nieco uspokoiła, wolnym krokiem podążyła za demonicznym kolegom. Stanęła tuż za jego plecami, mącąc wodę, w której On się przyglądał. Wzięła w dłonie jego długi warkocz, przyglądnęła się mu, a następnie powiedziała z lekkim żartem w głosie:
___  - Mogę Ci go uciąć? - rzuciła okiem, przyglądając się jego reakcji. Już kiedyś przecież mu zrobiła tą przykrość. To było przy którejś z potyczek. Oj, jaki był wtedy zły. June zapewne zareagowałaby tak samo, gdyby ktoś uciął jej piękne, lśniące, rude kudełki.
Przysunęła końcówkę długich włosów pod nos, a następnie niezauważalnie 'sztachnęła' się ich zapachem. Tak pachniała potęga. Red był niewyobrażalnie silny. Kiedyś byli na tym samym poziomie, walczyli jak równy z równym.
___ - Teraz, między nami jest przepaść. Nie pokonałabym Cię, nawet używając całej swojej mocy. - mówiąc to puściła jego włosy, a następnie wysunęła rękę w bok, by po chwili wytworzyć w niej miecz. Nie, spokojnie. Nie miała zamiaru atakować Red'a czy też ucinać mu fryzurkę. Po prostu nim się pochwaliła. Chwyciła oburącz, a następnie ustawiła się przodem do jeziora. Uniosła go w górę, po czym uderzyła w taflę wody, która rozstąpiła się jak za sprawą boskiej ręki. Reszta działa się bardzo szybko. Nim wodny rów się zapełnił, rudowłosa zdematerializowała miecz, a następnie wystrzeliła w tamtą stronę by pozbierać rybki, które rzucały się bezcelowo po dnie jeziora pozbawione swojego naturalnego środowiska. Wróciła na stały ląd z garścią przyszłego żarcia. Rzuciła to wszystko na trawę.
___  - Nie jadłam nic od  dwóch dni. Kaede musiała już wyjść z Komnaty. Ciekawe czy dała sobie radę - powiedziała znosząc patyki w kupkę. Za sprawą własnej KI rozpaliła ognisko. Nadziała ryby na gruby kij i ustawiła nad palenisko.
___ - Mam zamiar zemścić się na Rikimaru. Nie zdzierżę tej porażki, nie daruję mu tego. - tutaj zdało się usłyszeć głośne burczenie brzucha - Ale.... najpierw coś zjem. - podrapała się w tyle głowy, uśmiechając głupkowato. Zapewne na jedzeniu się nie skończy. Mając pełny brzuch zaśnie gdzieś w byle jakim miejscu.


OOC
Wybacz za chaotyczny post! :C

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 03, 2014 10:40 pm

Nie zawsze stawiał innych dobro nad swoje. W pewnym sensie dostał ultimatum otrzymując nowe serce - jeśli je zaniedba i tak jak poprzednie wyrwie z klatki piersiowej, nigdy nie będzie "tym dobrym" wojownikiem. Przyjaciele byli więc nie tylko w potrzebie, ale i pomocni w staraniu się o poprawę demona. Już miał dość samotności, a to, że ile mógł i potrafił niósł pomoc, wydłużało drogę do utraty kontaktu ze uspołecznionym światem. Przerabiał lekcję szaleńca, i to nie raz, dlatego kiedy nie mógł liczyć na siebie, bardzo cenił wsparcie pozostałych. Musiał więc w jakiś sposób się odwdzięczać, ale teraz zrobił tyle długów, że... że i trzy żywoty nie wystarczą!
Jedyne pocieszenie, że June była w podobnej sytuacji, chociaż to marne pocieszenie, bo tylko wskazuje, jak demonom trudno dostosować się do norm wytyczonych przez inne rasy.
Gdy tak patrzył się w wodę, dostrzegł po momencie zarys kobiecej sylwetki należącej niewątpliwie do June. Stała tuż za nim, bardzo blisko, ale najwyraźniej tylko po to, by pochwycić kucyk Reda i podrażnić go utratą związanych kudłów. Na wszelki wypadek wziął za zakładnika pukiel jej rudych włosów, lecz tylko spojrzał na nią morderczym wzrokiem numer trzy nie komentując. Już raz ledwo przebolał utratę swojej kity, ale drugi raz byłoby ciężko, zwłaszcza gdyby to zrobiła jedna i ta sama osoba. Wredna osóbka dodajmy. Nie znał się na żartach, był zbyt poważny - trzeba mu darować. Sytuacja uległa zmianie, kiedy dziewczyna zaczęła porównywać moce. To prawda, szli swego czasu łeb w łeb, lecz ich tryby życia różniły się. June założyła rodzinę mając o kogo dbać, a Red dbał tylko o siebie. Wbrew pozorom demonica nie była samolubna, jakby popatrzeć pod tym kątem.
>I tak potrafisz zaskakiwać.
Wzruszył ramionami, bo z jego punktu widzenia nie dzieliło ich aż tak wiele. Jeśli tylko zechce, przegoni demona - znowu. Już był taki epizod w ich życiu, kiedy to June wiodła prym. Przecież nawet w mieście dała mocno popalić, pamiętał do dziś! A co do zaskakiwania, w jej ręce zamiast kucyka Reda pojawił się miecz o ognistym ostrzu. W pierwszej chwili nieco się odsunął, bo bił od niego mocny blask żywych płomieni. Piękne rzemiosło, i zarazem zabójcza zabawka. Dostrzegł podobieństwo do broni dzierżonej w łapach Braski, stąd podejrzenie, że to od niego nauczyła się wytwarzać taki oręż. Mimo wszystko był pod wrażeniem. Ale to jeszcze nie koniec, o nie! Dzięki niemu przekroiła jezioro na pół, by wyjąć z dna bezbronne rybki. O tym mówił przed chwilą - wygrywa sprytniejszy, nie silniejszy.
Nie pomagał dziewczynie w rozpalaniu ogniska - robiła to tak sprawnie, że jeszcze jego interwencja mogłaby zaburzyć rytm. Przyglądał się tylko i uczył, jak wzniecić ognisko i nad nim smażyć rybki. Co prawda młodzieniec nie jadł nic poza słodyczami, ale może kiedyś będzie mógł wyręczyć June w gotowaniu. Na przykład, żeby nie przerywała sobie treningu. Tak jak sama potwierdzała, musi zająć się rozwojem w siłę, żeby zrewanżować się Rikimaru za porażkę. Z ogniska ładnie pachniało, ale nie skusił się ani na kęs, kiedy rybki były gotowe do spożycia. W zamian za to zamienił najbliższy kamień w wielką jagodziankę, którą co kilka chwil rozrywał kłami. Nie przeszkadzało mu to we słuchaniu demonicy. Przełknął większy kęs i kiedy znalazł stosowną pauzę, wtrącił swoje trzy grosze.
>Kaede była wśród wojowników przed jakimś białym pałacem. A o jakiej Komnacie mówiłaś? I... kto to jest Vixen?
Demon nie byłby sobą, gdyby nie chciał dociec paru luk w wiedzy, które skutecznie mogłaby załatać June. Pierwszy raz słyszał o Komnacie i o takiej osobie. Z tego jak zabrzmiało, to to pierwsze musiało być pewną próbą, ciężkim treningiem, z którego mało kto wychodzi obronną ręką. Natomiast zupełnie nie miał poszlak o tym kto kryje się za pseudem lub imieniem Vixen. Gdyby znał język angielski mógłby pokojarzyć fakty, ale tak to nic, null, zero. Eh kiepski z niego poliglota.
>Tamten ognisty miecz... użyłaś go w walce z Rikimaru?
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Wrz 05, 2014 4:37 pm

___ - Jestem demonem. - odpowiedziała - Demony zawsze zaskakują. - dopowiedziała, a następnie dotknęła palcem ryby, badając czy jest już odpowiednia usmażona. Znów jej zaburczało w brzuchu, a jej przekąska była jeszcze surowa. Bleh!
Spojrzała zdziwiona na Red'a. Myślała, że on jest tak samo dobrze uświadomiony jak June, ale przecież nie mówiła Mu nic o komnacie, więc miał prawo mieć luki w pamięci. Cóż. Trzeba więc kilka spraw naprostować.
___ - Komnata. Byłam w niej wraz z April. Przeżyłyśmy tam rok morderczego treningu z dala od cywilizacji, byłyśmy zdane tylko na siebie, a najlepsze we wszystkim było to, że tu, na Ziemi minął tylko jeden dzień. - wysunęła palec w górę i przymknęła jedno oko, uśmiechając się lekko. Ilekroć to mówiła, miała wrażenie, że to wszystko było niemożliwym snem. - Niewiele to dało... - podrapała się w tyle głowy, kolejny raz uświadamiając sobie, jak bardzo jest w tyle. Tyle dobrego, że miała dużo czasu na oswojenie się ze swoją przemianą. Było bardzo ciężko - Co do Vixen... jakby to ująć. Jest demonem, stworzonym z mocy mojej oraz Fox'a. Musiało się to stać wieki temu, gdy nie wiedzieliśmy o tym sami. Nie przypominam sobie bym świadomie coś takiego zrobiła. - sprytnie wyminęła fakt, że to w pewnym sensie jej córka. Jakoś nie do końca mogła to zaakceptować. Demony nie znają pojęcia 'rodziny'. Dopiero gdy June związała się z Reito, coś takiego pojawiło się w jej życiu. Ciężko to określić.
Poczuła zmęczenie. Ziewnęła, a następnie wytarła kącik oka jednym palcem. Chwyciła jedną z ryb, a następnie zaczęła ją jeść. Nie były to jakieś wielkie drapieżniki morskie, więc szybko spałaszowała swój posiłek. Po części wynikało to też z ogromnego głodu. W każdym bądź razie nie zjadła więcej niż dwie ryby. Resztę zostawiła dla Red'a.
___ - Miecz... - mruknęła, a następnie spojrzała w górę, nieco zakłopotana. Przysunęła się nieco bliżej demona, podkurczyła nogi pod siebie, które następnie objęła. Wbiła wzrok w ognisko, a potem zaczęła tłumaczyć - Nie. To było głupie, wiem. Chciałam się zabawić, myślałam, że jestem silniejsza. Zaskoczył mnie, znał dużo technik paraliżujących... gdybym tylko miała więcej oleju w głowie... - machnęła ogonem zamiatając podłoże. Chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz nie było jej dane. Zasnęła twardym snem kilka sekund po wypowiedzeniu ostatnich słów. Oparta głową o ramię Red'a.  Choć była w bojowej formie, to z zamkniętymi oczami wyglądała całkiem bezbronnie oraz niewinnie. Zdało się jeszcze dostrzec małą łzę, która popłynęła po jej policzku...

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Wrz 05, 2014 9:30 pm

>Muzyczka<

Oh, Red w wielu sprawach nie był dobrze uświadomiony, hehehe. Ale do rzeczy, faktycznie nic nie wiedział o Komnacie, która przynosiła bardzo wiele korzyści. Może to i lepiej, że w ten sposób dowiaduje się o czymś takim. Być może mieli powód, by nie zdradzać miejscówki podnoszącej zdolności w zaledwie jeden dzień. Roczny trening w jednym dniu - niesamowite. Z zapartym tchem wsłuchiwał się w tą i inną nowinkę. Vixen więc była połączeniem mocy dwóch demonów? Tak zrozumiał przekaz dziewczyny i od razu podzielił się swoimi przypuszczeniami:
>Założę się, że to była sprawka Braski.
Nie ma bata - największy cwaniak z rasy demonów byłby zdolny do takiego aktu, tylko po co? Musiał mieć w tym cel, ale mniejsza o to. Dał mówić dalej przyjaciółce, kiedy sam nie mógł przekonać się do zjedzenia nawet pięknie upieczonej ryby. Mimo wszystko zrozumiał żal June do siebie, tak samo zbyt zlekceważył Rikimaru. Może to przez myślenie, że pół-demon jest od razu słabszym od pełnokrwistego demona? Już miał i na ten miecz skomentować, lecz nie zdążył. Od tak nagle przyległa do demona i zmrużyła powieki.
>June?
Mrugnął kilkakrotnie oczyskami i zarumienił się lekko. Spała jak zabita oparta o jego ramię jak w miękką poduszkę. Może i miał elastyczne ciało, lecz nie przywykł do podobnych zachowań. Badał ją wzrokiem i dostrzegł ślad łzy na policzku. Westchnął cicho i zaniechał pomysłu pobudki wykończonej demonicy. Miała trudny dzień, jak nie dni... najpierw zniknięcie Reito, później niespodziewana przegrana z Rikimaru, kolejno zostawienie dziecka w rękach obcych ludzi i przeklęte myśli o porażce w walce. Musiała odreagować, a sen przyszedł w sam raz po posiłku. Czarnowłosy kątem oka przyglądał się wtulonej w niego koleżance, aż nie wpadł na pomysł co z tym śpiącym fantem zrobić. Nieco zmienił pozycję na półleżącą, górną część pleców opierał o pień drzewa. Dobrze, że akurat leżeli pod drzewem z rozłożystą koroną, toteż nie przemokną w razie deszczu. Sam młodzieniec nie zasypiał - czuwał.
Telekinezą nauczoną dzięki Vivian pomagał podsycać płomienie w ognisku (przez przenoszenie na palenisko naciachanych kłód przez June) i podawał sobie rybkę. Pierwszą przemógł się i zjadł taką jak przyrządziła demonica. Niestety, nie miało dla niego żadnego smaku, więc pozostałe przeistoczył w ciasteczka i wsuwał ze smakiem. Zostawił dwie ryby, aby po pobudce Ogoniasta mogła jeszcze później przekąsić zdrowe okazy z jeziora. Jak tylko wypocznie, próbują wspólnie zorganizować czas i formę treningu, najbardziej wolałby sparing. Dostrzegłby zalety i wady June, może coś doradziłby, chociaż najlepszym trenerem było-jest-i-będzie życie. Z góry obserwował od czasu do czasu jej sen, a tak to zajmował się podtrzymywaniem ognia na palenisku.
W pewnej chwili wzmógł się wiatr, który przeszkadzał w małej misji, dlatego też musiał delikatnie położyć June na trawie, a sam - zbudować prowizoryczny dom. Zrobił to zdecydowanie prędko, już za minutę nie dokuczała im wichura, ogień beztrosko zajmował gałęzie i konary. Tylko, że ich tymczasowy domek był... z lichego surowca.
Wizerunek domku:
 
Na jakiś czas wystarczy, lecz w najbliższym czasie trzeba będzie pomyśleć nad lepszych schronieniem. W środku nie stworzył niczego więcej - chatka zużyła sporo energii. Powrócił do śpiącej dziewczyny i usiadł przy niej, tylko tym razem... ostrożnie przeniósł ją na siebie tak, że robił za jej fotel. Plecy oparł o ścianę, a June na prawie całej długości ciała leżała na młodzieńcu. Sięgnął na moment ręką w tyle głowy, by rozwiązać kucyka i okryć odsłonięte nogi Ogoniastej płótnem szerokim na pół metra, długim na trzy. Wiedział, że jest demonem zrodzonym z ognia, lecz lepiej było utrzymywać jej temperaturę ciała, żeby nie doszło do komplikacji, czy żeby po prostu nie było na niego, iż nie dopilnował i rozchoruje się. Aż mu się przypomniała pobudka w sypialni dziewczyny po kacu, hehe. Było całkiem miło spać u boku kogoś, z kim dość sporo rzeczy łączyło. Wiatr poza lukrowanymi ścianami hulał jak szalony, kilka odważniejszych zwierząt odwiedziło wnętrza dziwnej chatki i kuliło się po kątach próbując także skorzystać z ciepła ogniska. Demon nie był specjalnie przywiązany do zwierząt, lecz nie wypędzał ich. Musiały przyjść tutaj z powodu aury June. O tak, zdawała się być spokojniejsza niż przed snem. I dobrze, i dobrze... Red zmrużył oczy, lecz cały czas czuwał, jego zmysły dotyczące Ki nie stępiły się. Kto wie, co może się zdarzyć.
Taka wizyta Braski lub Rikimaru nie byłaby mile widziana, zwłaszcza nie w tych okolicznościach.
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 07, 2014 2:10 pm

Sen June wydawał się być bardzo spokojny, mimo uronienia łzy. Zaczęła się nawet uśmiechać delikatnie, lecz to nie był uśmiech pełen szczęścia po zobaczeniu bliskiej osoby, był to uśmiech jaki towarzyszy demonicy przy walce z jakimś silnym przeciwnikiem. Dusza wojownika była w niej wielka, nie dość, że toczyła bitwy w normalnym świecie, to jeszcze przeżywa je w snach.
Jej spokój wynikał zapewne z obecności Red'a, który nie zostawił jej, gdy zasnęła. Czyjaś bliskość w trakcie odpoczynku jest na wagę złota. Daje wewnętrzną ulgę. Zapewne gdyby teraz była sama, jej sny wyglądałyby zupełnie inaczej. Koszmar, za koszmarem ciągnąłby się w nieskończoność.
Nagle, demonica przewróciła się z pleców, na brzuch. Jakby nigdy nic objęła w talii demona, przytulając się do niego jak do poduszki. Jej ciało zaczęło świecić jasną, cieplutką łuną, a pojedyncze płomyczki uchodziły w powietrze, sprawiając, że pomieszczenie wypełniło się domowym ciepłem. Bardzo często to robiła, zupełnie nieświadomie. Nie raz, w Komnacie Ducha i Czasu April budziła ją w środku nocy, bo June świeciła jak latareczka. Nie panowała nad tym, ale nie było to w żaden sposób groźne dla otoczenia. Była po prostu żywym grzejniczkiem. Każdy by takiego chciał w zimne noce.
Wiatr przestał hulać, a ciemne chmury się rozeszły. Światło otaczające jej ciało, zniknęło, a chwilę później demonica otworzyła złote oczy o czarnych bielmach. Zamruczała coś pod nosem, a następnie przetarła jedno oko nadgarstkiem. Kilka sekund trwało, nim ta się zorientowała gdzie i jak leży. Podniosła nieco wyżej głowę, a wtedy jej oczy spotkały się na równi z oczami Red'a. Chwila znieruchomienia.
___ - J-ja-ja... przepraszam! - powiedziała głośno, po czym szybko odsunęła się od demona. Usiadła jakieś pół metra obok niego, ze spuszczoną głową w dół. Dostrzegła, że znajduje się w dziwnym pomieszczeniu. Rozejrzała się z nieukrytym zachwytem. Niesamowite, choć kruche - Ile czasu minęło? - spytała z lekkim rumieńcem na twarzy.
Kaede, April, Kuro, Hikaru. Zniknęli z Pałacu i najwyraźniej z tej planety. Co się stało? Że też musiała się zdrzemnąć! Nie cierpiała tego, uczucia, że coś ważnego ją ominęło. No, ale teraz najwyższa pora skupić się na zemście. Musi zlokalizować Rikimaru, a następnie go zaatakować. Tym razem nie da się tak łatwo pobić, o nie!
___ - Red. Zginę czy też nie, tym razem nie ratuj mojego dupska, dobrze? - odwróciła się w jego stronę, przybliżyła i spojrzała poważnym wzrokiem w jego oczy. Była całkiem poważna.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Nie Wrz 07, 2014 9:03 pm

Bardzo dziwił się zachowaniu się ciała śpiącej smacznie towarzyszki, w sensie że emitowała całą powierzchnią ciała światłem. W połączeniu z ciepełkiem od razu trudniej było utrzymać przytomność umysłu. Cieszył się najbardziej z odprężenia June, że mogła wypocząć, a że demon mógł się na coś przydać. Jeden plus w morzu minusów.
Dość szybko po zaprzestaniu stosowania świetlistej aury mógł napatrzeć się na rumieńce Długowłosej i wysłuchiwać dziwnych przeprosin. Nie miała za co - sam jakby dopuścił do tego, że leżeli wspólnie wtuleni. Nie było im źle, prawda?
>Uhm... -przyglądał się zakłopotanej dziewczynie z dwukrotnym mrugnięciem ślepi- Nie wiem.
Nie miał zegarka, ani poczucia czasu - chyba sam w pewnym momencie wśród tego ciepełka emanowanego z Rudowłosej odpłynął. Trudno było też oczekiwać innej reakcji na przyjemne ciepło niż relaksacja i brak zmartwień o godzinę.
Czar prysnął, kiedy dowiedział się czegoś, co od razu zmobilizowało demona do zmiany nastawienia. Otworzył z niedowierzaniem szerzej oczy i spoglądał ze zmartwieniem w towarzyszkę. N-nie miała zamiaru nawet przygotować się, tylko od razu lecieć rozprawić się z wrogiem! W dodatku żądała od młodzieńca czegoś wielce trudnego w tych chwilach.
Nie chciała jego pomocy? Dlaczego? Duma? Egoizm? Nie podała konkretnego powodu, lecz znał tą postawę. Zemsta bywa naprawdę niezłą motywacją do obicia niejednej mordy. Inna sprawa, że mogła po prostu nie ufać Redowi, że gdyby znów interweniował, mógłby zatracić się i ponownie stracić nad sobą panowanie. Już nieraz widziała go w takim stanie, miała dobre podstawy do oceny sytuacji. I chociaż nie chciał przystać na tą szaleńczą umowę, zrobił to.
Zachowując powagę przytaknął ostrożnie głową, lecz nim pozwolił dziewczynie działać, zdecydował się na pewien krok. Nie tylko dosłownie, ale i w przenośni. Zbliżył się do demonicy, która sama nieco wcześniej postanowiła skrócić dystans, i nie czekając na oklaski ani na pogorszenie mimiki dziewczyny... delikatnie objął ręką June tak, że dłoń przyłożył do tylnej części głowy Złotookiej i przysunął do swojej klatki piersiowej.
Scenka:
 
Zamarł tak w bezruchu na kilka sekund nie mogąc nic powiedzieć. Nie zadrżała mu ręka, lecz reszta ciała owszem. Ufał, że dzięki determinacji, nauczce i doświadczeniu June stawi czoła Rikimaru i dowiedzie swojej wielkości. I zemści się nie tylko za przegraną, ale i za wszystkie konsekwencje jakie z niej wynikły. Była twardą kobietą, chociaż targały ją także ludzkie emocje. Tej negatywnej nie pozwoli kiełkować w sercu dziewczyny - nie będzie jej ograniczać w walce, nawet jeśli zginie. Wiedział, że w razie najgorszego jeszcze się spotkają, bo dzięki Smoczym Kulom pospieszy z jej odratowaniem. Przecież... Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela. A Red nim był.
>Wierzę w Ciebie.
Grzywka zasłoniła mu oczy i ścisnął mocniej dłoń na jej fryzurze. Chciałby powiedzieć coś więcej, lecz nie był w stanie. Po prostu przywłaszczył sobie demonicę blisko siebie i ze spuszczoną głową nie odzywał się. Bał się najgorszego scenariusza, a teraz kiedy inni są na innej planecie, kiedy każdy zajmuje się swoimi sprawami - nikt inny nie wesprze June, jeśli on miał zakaz. Jakoś nie mógł puścić dziewczyny z zasięgu ręki i milcząc stał jak kołek. Eh, nigdy nie był dobry w te klocki...
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Wrz 09, 2014 5:13 pm

W jej prośbie było więcej dumy niż troski o innych. Mówiąc, by Red się nie wtrącał, nawet gdyby miało to oznaczać śmierć June, kierowała się własnym ego. Wojownik, który nie dość, że przegrywa, a jeszcze zostaje uratowany to dupa, a nie wojownik. Hańba, dlatego tym razem chce rozegrać to wszystko całkiem sama. Nie ma już Shigo, więc nie będzie musiała się hamować. Jest tak ukryty, że Rikimaru jakby chciał, to by go nie znalazł. Nie ma szans.
Oczywiście, martwiła się o Red'a. To było w drugiej kolejności powodem, dla którego nie chciała jego interwencji. Jeżeli by stało mu się coś złego, nie mogłaby sobie tego wybaczyć. Już sporo wycierpiał, przyjmując na siebie złą magię Majin. Nie powinien znów przez to przechodzić, skoro to nie jego porachunki.
Oczy rudowłosej otworzyły się szeroko, gdy Red postanowił ją do siebie przytulić. Chwilowe wielkie zdziwienie po usłyszeniu pokrzepiających słów, zamieniło się w szczęście oraz rumieniec na twarzy. Nie musiał mówić dużo, to w zupełności wystarczyło. Przymrużyła oczy, zabłyszczały od nalatujących łez, które jednak nie spłynęły jej po policzkach. Wchłonęła je, mrugając szybko powiekami nim zdążył zobaczyć je demon.
Początkowo była nieco sztywna, lecz po chwili odwzajemniła uścisk, otulając jego plecy swoimi dłońmi. Znów przyjemne ciepło rozeszło się z ciała June, lecz tym razem nie towarzyszyły temu żadne światła czy aury. Była gorącą dziewczyną, a co!
Po jakimś czasie powoli odsunęła się od mężczyzny. Przesunęła obie ręce na jego policzki, a wzrok utkwiła w jego kolorowych patrzałkach. Kciuki, delikatnie uniosły kąciki ust w górę, symulując uśmiech.
___ - Nie bój się uśmiechu. Przystojny jesteś z nim. - sama również przyozdobiła się tą emocją, przechylając lekko rudą głowę na bok - Chodź. - powiedziała nagle, chwytając go za nadgarstek. Pociągnęła go za sobą, wylecieli z kruchego domku i pognali w stronę chmur. Przestało padać oraz wiać, lecz uciążliwe ciemne obłoki wciąż znajdowały się na niebie, nie przepuszczając żadnego promyczka słońca. Wlecieli w gęstwinę mgły, a następnie powiedziała demonowi, by wraz z nią użyli kiaiho. Po odliczeniu trzech sekund, zrobili to (złe myśli xD) w jednej chwili, a wtedy wszystkie chmury rozeszły się w okolicy całego jeziora. Nad nimi było czysto, a słońce znów zaczęło ogrzewać okolicę. Złote oczy June z fascynacją przyglądały się temu pięknemu krajobrazowi. Mokra roślinność pięknie błyszczała w świetle, a tuż za nimi rozciągała się kolorowa tęcza.
___ - Red. - powiedziała, a gdy tylko demon odwrócił głowę w jej stronę.... dostał ki blastem prosto w twarz. Nie mogła się powstrzymać od wybuchu śmiechu. Lewitując wciąż w powietrzu, zaczęła śmiać się głośno, trzymając za brzuch. Oj, chyba się jej dostanie za tą zadziorność!


OOC
Wybacz za moją beznadziejność z postami. Dłuższych nie mogę. Very Happy

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 10, 2014 1:35 pm

Cokolwiek było motywem takiej a nie innej postawy, wskazywało na odwagę Złotookiej. Nie każdy pyszałek dałby radę sam zaproponować coś takiego. Prędzej nie wspominałby o możliwości odsieczy niżeli o całkowitym zakazie. Tutaj June zyskała uznanie w oczach demona, nawet jeśli kryło się pod tym wszystkim egoistyczne zachowanie.
W sumie na swój sposób teraz to Red zachował się samolubnie, bo nie zyskawszy zgody dziewczyny objął ją i zbliżył do torsu. Przez sen nie mogła kontrolować swojego położenia i tulenie mogło być przypadkiem, lecz teraz mogła nie życzyć sobie obściskiwania. Ale to tak wszystko wyszło impulsywnie, tak spontanicznie - nie chciał skrzywdzić ślicznotki. Musiała mu to wybaczyć, skoro sama ostrożnie objęła go dłońmi i ogrzewała tym przyjemnym ciepełkiem, które emanowało z jej ciała. Bardzo kojące uczucie, w innych okolicznościach można byłoby się rozluźnić maksymalnie.
Poczuł jak ręce June wędrowały z pleców i objęły owal twarzy demona, by zaraz... mieć wetknięte kciuki w kąciki ust, a później jeszcze bardziej zdziwiony wysłuchał komentarza dziewczyny spoglądając na nią jak na ducha.
>Huh?
Przy-przystojny? Trudno było dostrzec rumieńce na twarzy Reda, ale zjawiły się tuż po tym, jak dziewczyna oznajmiła, że z radosnym obliczem może być przystojny. Nie wiedział czy to żart czy prawda, jednak speszył się znacząco. Nawet pociągnięcie go za nadgarstek nie pomogło mu się otrząsnąć ze skrępowania. Dopiero przypadkowe chluśnięcie powietrzem dzięki technice Kiaiho ze strony towarzyszki przywróciło mu trzeźwiejsze myślenie. Ale... czemu demonica zachowała się w taki sposób? Huh, później o tym pomyśli, bo nad ich głowami wisiało zadanie.
Rozprawienie się z chmurami było formą zabawy, w którą zaangażował się z początku na serio, lecz zdał sobie sprawę, iż demonica nie wzięła się za Kiaiho tylko pod wpływem treningu. Rozluźnił się i goniąc wraz z przyjaciółką po niebie rozpierzchli obłoki na boki, a niektóre nawet wyeliminowali całkowicie. Piękna pogoda i tęcza dodała urokowi miejscówce, której tafla wody odbijała refleksy i kolory łuku na sklepieniu niebieskim. Widział jak June podziwiała także metamorfozę sacrum i musiał przyznać, że miała ku temu powody.
Sam zaczął obserwować zmiany na lepsze, dopóki nie usłyszał głosu dziewczyny. Od razu skręcił głową w jej kierunki i wygięła mu się głowa na bok od uderzenia Ki Blastem. Może nie bolało specjalnie, lecz "ugryzła" mu policzek atakiem, więc musiał naprawić ubytki. Tak machinalnie wycofał się o kilka metrów w tył ze spuszczoną głową i nasłuchując się śmiechom-chichom Ogoniastej. Kiedy odkrył spory ubytek na twarzy nabrał więcej powietrza w usta i "wypchnął" policzek z powrotem na swoje miejsce z głębin jamy ustnej. Nie było mu do śmiechu, przynajmniej nie w pierwszej chwili, dlatego chciał przygotować zemstę za kawał z Ki Blastem. Najpierw odsunął rękę na bok, a w ręce tworzyła się podobna kula energii, chociaż błysnęło mu po oczach coś, o czym prawie zapomniał. Biżuteria na szyi demonicy przypomniała mu o tym skąd ją miała i jaką moc skrywała. Teraz mógł już się odegrać za żarcik!
Jego "ofiara" lewitowała ze śmiechem nad jeziorem, toteż efekt będzie podwójnie dotkliwy. W dłoni wciąż migała czarna kula Ki, którą w mig zniwelował i podnosząc wzrok znad grzywki wyjawił na skórze Rudowłosej podstęp. Na jej własnej skórze.
>Osuwari!
Krzyknął nagle ujawniając w ten sposób swój plan* i z tym samym upiornym uśmieszkiem, który w połączeniu z przenikliwym spojrzeniem wydawał się być bardziej straszny niżeli wywołany entuzjazmem. Przy namowie demonicy spróbował jednak popracować nad wyrażaniem emocji, ćwiczenie uśmiechu też wchodziło w grę. Teraz tylko poczekać i zobaczyć jaki będzie rezultat zaklęcia naszyjnika, w połączeniu z rozbawioną do łez dziewczyną i wielkim jeziorem pod spodem. Hehehe!

Ooc:
Przynajmniej akcja szybko się toczy dzięki krótszym postom : )
* nie do końca swój, SMS od June mi pomógł xD
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 10, 2014 3:05 pm

Demonica nie mogła opanować padaczki śmiechu, jaka ją nawiedziła po "komicznym" jak dla niej żarcie z Ki Blastem. Musiało to bardzo zirytować Red'a, który postanowił zrewanżować się równie wrednym żarcikiem. Gdy tylko usłyszała magiczne słowo "osuwari", otworzyła szeroko oczy, które miały w sobie ciut przerażenia:
___ - Hahahahaha o-o-ooo! - zobaczyła jak tylko fioletowy naszyjnik pojawia się na jej szyi i świecąc pociąga ją z całej swojej siły w dół. Zdziwienie uniemożliwiło jej jakąkolwiek reakcję, dlatego chlusnęła prosto w jezioro, mącąc spokojną jak do tej pory wodę. Przez chwilę nie wypływała, lecz jakąś minutę później miejsce, w którym dziewczyna wylądowała zaczęło wrzeć, a następnie wyleciała z niego jak strzała wystrzelona z kuszy. Już się nie śmiała, ale nadal było to wszystko zabawne. Nie odebrała to jako ataku, lecz jako dobry żart. No, to mu się udało.
___ - Zupełnie o nim zapomniałam. - powiedziała z uśmiechem na twarzy, przypatrując się biżuterii. Wciąż był doskonałym stanie. Połyskujące fioletowe koraliki odbijały jej zniekształcony obraz, a kły wydawały się być jak z marmuru. Całkiem fajna błyskotka, ale nie fajnie było pod jej działaniem lądować na ziemi. Lewitując, zaczęła się szarpać z tym zdzierstwem, lecz ten pod żadną siłą nie chciał zejść. Na wysokości uszu zaczął świecić i nie drgnął dalej, ani o milimetr - A niech to! Wygrałeś. - krzyknęła, a następnie ukryła ponownie naszyjnik pod swoją skórą. Jeszcze znajdzie sposób, by go zdjąć.
___ - Mam to odebrać jako zaczepkę do sparringu, hę? - oparła ręce o biodra, a następnie przechyliła lekko głowę na bok. Spojrzała na młodzieńca z delikatnym uśmieszkiem osiedlowego cwaniaczka. Rikimaru mógł poczekać, na razie nie rozrabia za bardzo, więc nie ma powodu, by do niego lecieć na złamanie karku. Jeśli się pobawi to się nic wielkiego nie stanie, prawda? Uwielbiała łomotać się z Red'em. Brat rasy był dla niej idealnym przeciwnikiem, mogli się od siebie wiele wzajemnie nauczyć, wymieniając się technikami, lub coś w tym stylu.
Dziwne energie wibrowały gdzieś w stronę południa. Czuła tam coś dziwnego, dziwnie znajomego, ale też obcego. Chepri w jednej chwili urósł w siłę do około stu tysięcy jednostek, a jakaś dziwna istota rzucała się z stosiedemdziesięcioma tysiącami jednostek. To już był kawał przeciwnika. Śmierdział Braską, ale to mogło być tylko wrażenie ze względu na siłę mocy. Nie wyczuwała swojego ojca, więc nie widziała sensu w tym, by się mieszać w nieswoje sprawy. Może... w krytycznej sytuacji się tam wkopie, ale wolała się trzymać z daleka. Martwiła się jedynie czy tamten nieznajomy demon nie zechce niszczyć tej pięknej planety. Jeżeli coś takiego zrobi, stanie w obronie Ziemii, nie zważając na to, czy się miesza w coś ważnego czy też nie. Będzie bronić tej planety, bo tu jest dom jej syna i najbliższych przyjaciół. Ich tu teraz nie ma, więc June musi się poczuć zobowiązana do takich rzeczy. W końcu się na coś może przyda.
Mokra skóra, włosy oraz ubranie demonicy wysuszyło się szybko pod wpływem jej gorącej aury. Nie chciała się przeziębić, mogłoby to jej przeszkadzać w walce.

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Czw Wrz 11, 2014 2:08 pm

Mokra demonica wciąż miała humor, nawet jak w taki bezczelny sposób zyskała dodatkową kąpiel. Wyglądała zabawnie z posklejanymi kudełkami i wygrażającą się miną. Zrozumiał już, żeby wszystkiego nie brać na poważnie. Pogróżki i to kto wygrał czy przegrał nie miały znaczenia. Oboje byli chociaż na jakiś czas odprężeni.
Podrapał się w tyle głowy z dużym uśmiechem, tym razem naprawdę przyjemnym dla oka. Taka chwila rozrywki z kimś mu pokrewnym - zarówno rasowo jak i zachowaniem - bardzo pomogła pozbyć się na moment zmartwień i odsapnąć od spięcia. Przynajmniej na kilka minut. Jeszcze daleko było do pełni szczęścia, lecz dzięki Rudowłosej ślicznotce poczynił spore postępy. Nawet myśl o sparringu w tej chwili traktował jako formę zabawy.
>Czemu nie?
Uśmiech na twarzy nie utrzymał się długo, ale i tak pobił swój dotychczasowy rekord wielokroć w towarzystwie June. Musiał spoważnieć, gdyż sytuacja tego wymagała. A jaka? Patrolowanie mocy dookoła przyniosło niespodziewany rezultat. Dziwne, że... energia Rikimaru zgasła tak nagle. Musiał się maskować, ale gdzie teraz jest? Nie, wcale nie uśpił swojej czujności, wręcz przeciwnie. Na pewno nie zginął, nie wyśledził też, by opuszczał planetę (a jeśli to zrobił, to jak już wyciszył aurę). A to skurczybyk, możliwe, że szykuje jakąś grubszą akcję i nie chce, by do tej pory ktoś mu przeszkodził. Tuż po sparringu muszą wyciszyć Ki i zmienić miejsce pobytu. Rikimaru nienawidzi demonów, dlatego nie może dowiedzieć się, że June i Red nie będą w pełnej formie. Z takim przeciwnikiem nie ma żartów.
W dodatku dookoła przyuważył inne moce, znajome i mniej, które to rosną, to maleją. Wskazywały na walkę. Demonica także spoglądała w tamtym kierunku, czyli wiedziała co się święci.
>June? -zagadnął po minucie milczenia, bynajmniej po to by zaczepić Ki Blastem koleżankę, jak ta poprzednio- Jak walczyłem z Rikimaru, ciągle wypowiadał imię Twojego ojca. Nie wiesz czego mógł chcieć od niego?
Specjalnie wspomniał o Arcydemonie, gdyż chciał zbadać relacje June wobec niego. Trzymał się od niego z dala, ale jeśli to tylko przez niego Rikimaru wszczynał bójki, to cóż... właściwie jak tak teraz o tym pomyślał, Braska może nie być zadowolony z tego, że jego córka przebywa w towarzystwie Reda. Rozstali się w najmniej przyjazny sposób - dla młodzieńca oczywiście. Niemniej, jeśli córka z ojcem są po przeciwnej stronie, wystarczyłoby wyeliminować punkt zapalny. Ha, łatwiej rzec - potęga Braski była ogromna. Oczywiście nie znał obecnej sytuacji, lecz wspomnienia mocno podkolorowywały jego dokonania. Szukał alternatyw zaniechania sztuczek ze strony Granatowłosego wojownika z genami demona, a to właśnie Władca Demonów mógł być kluczem do rozwiązania zagadki. Zawsze można było spróbować najpierw po dobroci, lecz wątpił, aby Braska poszedł na ugodę.
Odsunął się na dystans dziesięciu metrów lewitując w powietrzu i spoglądając uważnie na przyjaciółkę w międzyczasie oczekiwał odpowiedzi na pytanie i skupiając w sobie energię do stoczenia pojedynku.
>Zaczynaj.
Powrót do góry Go down
Kisa



Liczba postów : 1521
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
24745/29745  (24745/29745)
Ki:
78740/78750  (78740/78750)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Wrz 17, 2014 2:48 pm

Weź, mój mózg mówił mi, że już odpisałam. @.@ Wczoraj się zorientowałam, że nie! Baaaaka June! Very Happy

Oboje przez jakiś czas stali w milczeniu, ogarniając uważnie co dzieje się wokół. Było ciekawie, ale w końcu trzeba było zejść na ziemię. Takim zejściem dla June było usłyszenie swojego imienia. Zwróciła głowę w kierunku przyjaciela, a wtedy dostała KI blastem, który osmolił jej piękną buźkę. Już chciała krzyczeć na Red'a, ale usłyszała, co ma do powiedzenia i zaniechała zemsty. Zamiast tego, umyła swoją twarz w jeziorze. Jego pytanie nieco ją zadziwiło. Przez chwilę musiała się zastanowić nad odpowiedzią. Złożyła ręce pod piersiami, głęboko myśląc. Musiała sobie przypomnieć co takiego mówił jej Braska gdy do niego wpadła:
___ - Ojciec mówił mi, że ktoś chce go zdetronizować. No wiesz, zrzucić ze stołka Króla Demonów, najzwyczajniej w świecie zabić. Nie jestem pewna, ale to chyba chodziło o Rikimaru, tak myślę. Nic więcej nie wiem, jestem tak samo zielona jak ty. Byłam za bardzo zajęta swoimi sprawami by móc zastanawiać się nad innymi. - odpowiedziała w końcu, drapiąc swój policzek jednym palcem. No, ale teraz było coś o wiele fajniejszego niż pogaduszki o jej ojczulku. Demonica słysząc magiczne słowa "zaczynaj" drgnęła. Ogniki zapału pojawiły się w jej bursztynowych, dużych oczach. Spoglądała nimi zafascynowana na Red'a, powoli ustawiając się w pozycji do ataku. Jej bordowy ogon delikatnie majtał się na boki, a powietrze na dwa metry wokół rudowłosej stało się bardzo ciężkie, tak, że nie było prawie czym oddychać. Coś jak w garnku pod przykrywką, na wysokim ogniu.
Wzięła w płuca dwa głębokie wdechy, a następnie wystrzeliła w kierunku demona. Będąc tuż przed nim, nagle zniknęła by pojawić się nad nim, uderzając z zaplecionych ze sobą dłoni (tak zwany "młot") prosto w głowę przeciwnika.
___ - Mała rozgrzewka dobrze mi zrobi. - powiedziała.

Edit:
June była bardzo dobrym celem, zatrzymała się, a głowę skierowała w stronę miasta. Poczuła tam znajomą moc, to był Rikimaru. Zacisnęła pięści, a następnie spojrzała na Red'a.
___ - Będziesz musiał mi wybaczyć. - ukłoniła się, a następnie poleciała w stronę owej mocy.


[i]Z tematu (wybacz!)[i]

______________________


po staremu:
 

MNIE SIĘ NIE DOTYKA:
 

#66FF99 - mowa i myśli
Wzrost: 143cm  Waga: 45kg
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pią Paź 24, 2014 9:28 pm

Pomachał w kierunku odlatującej June mając po cichu nadzieję, że dopnie swego. Wierzył w nią, miała olbrzymi potencjał, tylko trening czyni mistrza. Możliwe, że po tym jak stała się matką dla dziecka musiała więcej czasu poświęcać dla maluszka niż na ćwiczenia. I pewnie tylko dlatego przegrała starcie z Rikimaru i stąd chciała wyrównać porachunki. Po sparingu mógł stwierdzić, iż doskonale nadrabia zaległości, poszerzyła arsenał broni i wzmocniła się nie tylko pod względem odporności, ale również siły i szybkości. Nie gardziła energią "klepiąc" demona na lewo i prawo.
Teraz pozostał sam, z otarciami od rozgrzewki demonicy przed prawdziwym rywalem.
Nawet energie April, Kuro i Hikaru zniknęły z powierzchni Ziemi, a w ślad za nią energia Kaede. Spojrzał ku niebu, gdzie wyczuwał obie moce: Rikimaru i June. Miał nie interweniować, i tak też uczynił. Ściszył swoją aurę do zera, więc tylko ktoś kto znał poprzednio znał położenie Reda mógł go odnaleźć przy tym samym jeziorze, gdzie dowiedział się o zaginięciu Shigo i o zamiarach pół-demona wobec Braski. Wziął do serca radę June, by zaczął się skupiać na sobie, nie tylko na innych. Złote rogi zalśniły ostatni raz w blasku Księżyca, który jeszcze widniał na nocnym niebie, po czym demon odwrócił się na pięcie i zaszył się w pobliskim lesie. Przemierzał z wolna las i rozglądał się za dogodnym miejscem na regenerację, a w późniejszym czasie - na regenerację. Chciał pierwotnie wrócić do cukrowej chatki, lecz zwierzęta połakomiły się i zjadły schronienie podczas sparingu "krewniaków". Miał szczęście - podobnie jak w przypadku dziewczyny (oczywiście w innym wymiarze czasowym) odnalazł grotę, gdzie było sucho i ciemno. Bez towarzystwa zwierząt powędrował wgłąb jamy i tam zasiadł po turecku poddając się medytacjom. Czarne motyle raz na jakiś czas ulatywały dookoła jego głowy, zwłaszcza wtedy, gdy tracił koncentrację na rzecz bezwiednego wyczuwania co dzieje się poza skrytym miejscem. Ale za dwie godziny już zupełnie oderwał się od rzeczywistości i wydawało się, że zasnął na siedząco.

[Post treningowy - pierwszy... nie wiem kiedy ostatni...]
Gomene że tak późno... i mało... nie mam za bardzo weny...
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Sro Lis 26, 2014 7:37 pm

Mijały godziny tak leniwie, że zdawało się demonowi, iż medytuje wieczność. Dawno nie czuł się tak spokojny jak teraz, mimo wszystko był to sztuczny świat. Zupełnie nie na miejscu. Nie może zapominać o prawdziwym życiu, chociaż zdołał zharmonizować ducha z ciałem i umysłem. Otworzył w końcu ślepia i rozejrzał się dookoła. Zimne skały, ciemności. Czy tylko w takich miejscach jak to Red jest w stanie uspokoić się i wypocząć? Wolałby znaleźć cieplejszy, przyjaźniejszy zakątek, lecz musiał udać się do jaskini, aby żaden śmiertelnik nie natknął się na demona. Tylko tak mógł w pełni zregenerować się po sparingu z June...
...chociaż z drugiej strony mocne kichnięcie zwiastowało przemarznięcie w grocie.
Oby wystarczyły ćwiczenia na wolnym powietrzu.
Ostrożnie podźwignął się na nogi i przeciągnął się, zwłaszcza wzdłuż kręgosłupa. Jego gumowe ciało stężało od bezruchu, stąd ta gimnastyka. I inna, gdyż nawet zdecydował się na trucht, a w następnej kolejności na bieg wokół jeziora. Pora była dzienna, chociaż temperatura nie sprzyjała dalekim biegom. Kałuże po drodze wskazywały, iż niedawno musiało padać. I tak oto doprawił się jeszcze bardziej, kiedy będąc rozgrzanym od mini-mini-mini-maratoniku... przewiało go na setną stronę. Mimo wszystko początkowo poczuł ulgę od zastanych kości.
Zakończył bieg coraz wolniejszym przebieraniem nóg, aż stanął w miejscu. Zadarł głowę w kierunku nieba i wytężył zmysły w celu zorientowania się w sytuacji. Nie odnalazł Ki Rikimaru, znane mu osoby rozprzestrzeniły się po Ziemi lub poza nią, chociaż kiedy starał się namierzyć konkretne cele - znów kichnął. Oho, jakaś ziemska choroba miała rozłożyć młodzieńca na łopatki? Pocierając rękoma gołe ramiona i kuląc się z zimna rozglądał się za ogniskiem, które jeszcze niedawno June zaprojektowała w lesie nieopodal jeziora. Właśnie, była nie tak daleko, a z drugiej strony i owszem. Gdyby chciała towarzystwa Reda, sama zjawiłaby się na miejscu. Nie narzucał się więc jej swoją osobą - ma swoje prywatne życie, ale był niezmiernie ciekaw jak dokładnie potoczyła się walka z pół-demonem. Innym wojownikom też nie miał zamiaru przeszkadzać, dlatego bez celu kroczył bardzo wolno przed siebie i zakończył "patrol umysłowy". Warkocz w tyle włóczył się niemrawo z właścicielem, który dotarł do sterty porzuconego drewna i Ki Blastem wzniecił na nowo płomienie. Nie były tak okazałe jak te z ręki ognistej dziewczyny, lecz wystarczyły. Trzeba było tylko usiąść odpowiednio blisko i wyciągnąć przemarznięte dłonie oraz stopy ku ogniowi.
Co powinien teraz czynić? Nie wyczuwał zagrożenia (to przez przeziębienie!), a nie posiadał żadnego hobby czy zainteresowań. Poza walką na niczym się nie znał, no - może jeszcze potrafił wyczarowywać słodycze, jednak słodkości Kaede są bezkonkurencyjne. Spuścił wzrok na stopy obdarzone w dość długie pazury, jakby doszukując się nawet tam formy atrakcji, lecz ciche westchnienie wskazywało na kompletne pudło. Czarnowłosy wpatrywał się to w płomienie, to na jezioro niedaleko, to we gwiazdy - i nic, żadnej inspiracji. Chociaż zaraz, a gdyby wrócił na Vegetę? Ale z takim wyglądem? Z niezupełnie kontrolowaną mocą? Kurokara nie pozwoli sobie na shańbienie przyjmując pod dach takiego gościa jak Red. Mógłby całymi dniami i nocami siedzieć we szklarni - tyle by mu wystarczyło, pracowałby jak za dwóch! Dlaczego tego pragnął? Po prostu chciał znaleźć swoje miejsce na świecie, a nie tylko uciekać do krainy medytacji, gdzie był sam... jak teraz. Powinien popytać się wojowników co można jeszcze robić poza ćwiczeniami, walką, jedzeniem, (kąpielą od czasu do czasu) i snem, lecz z drugiej strony zdawał sobie sprawę jakie to głupie pytać innych o takie rzeczy. Zresztą gdzie on i pytać kogokolwiek...
Zakaszlał po raz któryś przy płomieniach ogniska, do którego jeszcze bardziej się zbliżył i usiadł prawie że w jego żywiole. Blask ognia odbijał się od złotej biżuterii, od rogów i wyblakłej skóry. Może powinien coś zjeść? Nie, nie miał zupełnie apetytu. Sen? Kaszel za mocny. Nawet stracił zupełnie czujność na zbliżające się i oddalające się osobniki, nawet o największej mocy. Powinien znaleźć cieplejszy kąt, powinien w sumie wiele rzeczy, ale to najważniejsze jak na tę chwilę. Z drugiej strony nie kwapił się do opuszczenia z pozoru ciepłego miejsca.
Nie, nie idzie stąd.

[Ooc: koniec treningu]
Powrót do góry Go down
Drag
Goat


Liczba postów : 453
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
87400/118500  (87400/118500)
Ki:
80900/106500  (80900/106500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Pon Gru 01, 2014 7:54 pm

W pewnym momencie usłyszałem Siwowłosego, który nie miał zamiaru zwracać na mnie najmniejszej uwagi. Był widocznie zajęty opierniczaniem June. Choć powinienem w tym momencie odlecieć, to wcale się z tym nie śpieszyłem. Słuchałem ich dyskusji, zapamiętując każdy przydatny fragment. Gdy ludzie się wyżalają, mówią co ich boli, dają mi namiary gdzie powinienem uderzyć. Jak odwrotność psychologa, nie uleczam psychicznych ran. Ja je rozdrapuje dla zabawy.
W końcu jednak straciłem zainteresowanie, i wzniosłem się ponad chmury. Temperatura drastycznie zmalała, i poczulem że kropelki wody pojawiły mi się na zregenerowanej zbroi. Zbyt wiele upokorzeń doznałem w ciągu ostatniej godziny by się tym jednak przejąć. Z tamtego miejsca postanowiłem użyć nowo poznanej techniki. Czuję mnóstwo energii, jak takie światełka. Szukam tych najjaśniejszych. I znalazłem. Ktoś ukrywający się, lecz tą aurę wszędzie rozpoznam. Znalazłem Reda. Minęło sporo czasu od wydarzeń z Novą, jednak nie zamierzam mu tego wybaczyć. Myślę że powinienem mu złożyć wizytę. Upewniłem się co do kierunku z którego wyczuwam jego energię, po czym przystapiłem do lotu w postaci czarnej komety. Po treningu z rudowłosą byłem w stanie wyciągać nieznacznie większą prędkość, co z pewnością przejawi się w kolejnym pojedynku. Wciąż jednak sądzę że będąc w stanie furii potrafiłem więcej.
Niebo było już całkiem błękitne, byliśmy koło południa. Byłem bardzo rozdrażniony, po drodze rzucałem przekleństwa. Wciąż czułem jego ciosy, wciąż pamiętałem że straciłem honor. Okazało się że Arcydemon nie jest wcale taki potężny. Popełnił błąd zostawiając mnie przy życiu. W końcu będzie leżał na deskach, to będzie dzień w którym wymierzę mu swoją własną sprawiedliwość. W końcu ujrzałem z wysokości spory zbiornik wodny, a przed nim cuchnącą wręcz energię zdrajcy. To zabawne, że poznałem tyle demonów którzy wyrzekają się tego kim są. A jeszcze lepsze jest gdy próbuja być dobrzy, błagam was bracia. Jesteście jak złodzieje mówiący o tym że się nie kradnie. Zniżyłem się do parteru jakieś sto metrów od niego. Na zewnątrz spokój, w środku chaos. Tykająca bomba. Byłem nieco zdziwiony zmianą która nastąpiła w wyglądzie czerwonookiego. Czuję że podjął się kolejnej transformacji. Może stał się groźniejszy, jednak czym jest życie bez ryzyka.Gdy się zbliżyłem usiadłem po turecku metr obok, jak gdyby nigdy nic. Jakby kumpel z dzielnicy przyszedł do tawerny. Psychoza zasiana w powietrzu.
-Cześć Red.
Jednak ten wyglądał coś koślawo. Ranny jest? A może złapał jakąś chorobę, pomimo że u nas to raczej rzadkość. Chociaż gdy mnie się głowa na pół przekrajała to pięknej miny nie miałem.
-Wszystko w porządku? Coś niewyraźnie wyglądasz.
Dodałem równie beztroskim, niewinnym głosem. A właśnie wróciłem z najważniejszego pojedynku, jakby zrestartowany. Wyczyszczony. Może tak jest lepiej. Miałem ironiczną chęć porozmawiania z nim. Chociażby po to by nadać kontrast do tego co naprawdę czuje.
-Nie czujesz sie samotny? Nie martw się. Nie zostawiłbym cię gdybyś wpadł w kłopoty.
Dodałem z coraz bardziej słyszalną ironią w głosie. Jeśli się nie domyśli, to mu przypomnę. Konkretnie syreny mu przypomną.
OOC:
Regeneracja HP i KI 10%
Powrót do góry Go down
Red



Liczba postów : 773
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
210000/210000  (210000/210000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Wto Gru 02, 2014 2:48 pm

Nie wiedział ile już tu siedział w samotności, może kilka minut, może kilka godzin. Mało przywiązywał wagi do czasu, do miejsca. Zmieniło się to w momencie, kiedy wizytę złożyła mu osoba - widmo. Zupełnie znienacka, szarmancko i z współczuciem w głosie postanowił odwiedzić Reda. Pamiętał go doskonale, jakby rozstali się wczoraj, ale zaskoczenia, które i tak się pojawiło, nie widniało na obliczu Czarnowłosego. Był bardzo nieswój, zdezorientowany w otoczeniu, którego nawet nie chciał dobrze rozpoznać. W tym stanie zupełnie nie wyłapał ironii w głosie Dragota, który nawet zaoferował wsparcie w trudnych chwilach. Uparcie milczał, przez chwilę wydawało się nawet, że Red zachowa się jak Hikaru - ot, nie zauważył obecności kogoś innego i zignoruje wręcz jego osobę. Tkwił nieruchomo w kuckach przed ogniskiem i gdy większość mogłaby wreszcie okazać zniecierpliwienie lub normalnie w świecie się obrazić - Red skrzywił spierzchnięte gorączką usta.
>Powinieneś mnie zostawić - tak jak ja Ciebie kiedyś.
Dopiero teraz odważył się spojrzeć wprost w błękitne tęczówki na znajomym obliczu demona. Bardzo wolno przekrzywił szyję, by obdarzyć towarzysza zmęczonymi ślepiami, w których jednak był rubinowy blask, bynajmniej od płomieni ogniska. Zupełnie podobny do tego, który rozpaliła w nim Nova po opowiedzeniu swoich relacji z West City, i podobny do tego, który gościł w jego ślepiach podczas Netheru. Był w tych gestach jednak nieobecny, tak jak podkreślił sam Czerwonoskóry - niewyraźny. Czyżby ciągle medytował? Nie wydawało się, zwłaszcza, gdy dało się dostrzec przebiegające po ciele dreszcze.
Gdy utkwił ślepia w kompana mógł przyjrzeć mu się dokładnie. Na pewno nie tylko wygląd, lecz i moc demona uległa zmianom, obie na lepsze. Nie wiedział czy wojownik krył się ze swoją energią, jednak to co wyczuł zmysłami mogło śmiało mu nasunąć tezę, że Ogoniasty nie próżnował. O dziwo wyczuł także odrobinę Ki June, być może jakiś czas temu mieli ze sobą styczność. Świat okazuje się być mniejszy niż przypuszczał. Nie znał intencji (prócz tych "prawdziwych" w oczach Reda), i raczej prędko się nie dowie, musiałby zapytać. Może lepiej nie? Może po prostu poegzystują obok siebie, może coś powiedzą o przeżytych zdarzeniach? Młodzieniec byłby temu bliższy, gdyby nie złe samopoczucie. Albo coś gorszego.
Ślepia znów utkwił w płomieniach ogniska, jakby stracił zainteresowanie rozmówcą. A to nie tak. Bledszy od śniegu demon koił powierzchownie ciało ciepłymi ognikami, także twarz chciał rozgrzać mimo gorączki. Czuł się coraz gorzej, lecz nie uskarżał się na żadne dolegliwości.
>Dragot... -zaczął niepewnie, zastanawiając się czy nie obraził kompana tym, że dopiero teraz odezwał się do niego po imieniu- >...mam nadzieję, że... że kiedyś zmierzymy się.
Nie kpił z niego. Był w tym absolutnie szczery, bez cienia ściemy. Pamiętał, że zostawił go i Novą na pastwę Netheru, że było tam cholernie ciężko i tylko cudem wydostał się z koszmaru. Wolał nie wiedzieć przez co przechodził pobratymiec, aby nie być bardziej winnym niż już jest obecnie. Może to była jego prawdziwa choroba - wyrzuty sumienia?
Ogień dogasał, prawie całkowicie zniknął przy silnym podmuchu wiatru, a mimo tego Red siedział w kuckach z przykurczoną posturą. Zimne powietrze rzęziło w płucach demona przy wdechu obnażając jego wystające żebra, które dało się bez trudu dostrzec. Wyglądał strasznie, jak kostucha. Blady jak śmierć, a mimo wszystko nie chciał iść od zawieruchy, która gotowała się na jeszcze na przyszłość nad ich głowami. Co jakiś czas dopadał go kaszel, jednak nawet nie zakrywał ust dłonią - jakby było mu wszystko jedno co stanie się z jego ciałem. Za to zarówno rubin na naszyjniku jak i na czole świecił bardzo intensywnie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wielkie jezioro   Today at 7:35 am

Powrót do góry Go down
 
Wielkie jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: