Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Podnóże góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 877
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Podnóże góry   Sro Maj 30, 2012 4:24 pm

First topic message reminder :

Jedno z najczęściej uczęszczanych miejsc przez wojowników, choć tak na prawdę żaden z nich nie wie, po kiego się spotykają właśnie pod tą konkretną górą. Ale cóż, przynajmniej jest to miejsce szczególne. Uważni mogliby wypatrzeć jakieś przedmioty należące do bohaterów z dawnych dziei.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
June



Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lip 27, 2014 1:11 pm

___ - Jestem po prostu demonem. - Odpowiedziała laktonicznie na pytanie Vernila gdy zdziwiony był zmianą wyglądu demonicy. Nie było potrzeby wyjaśniać więcej, przedstawiciele jej rasy znają się na magicznych sztuczkach i chętnie używają ich w walkach jak zarówno w życiu codziennym. Nie będzie przecież straszyć swoim wyglądem gdy natkną się na jakiegoś szarego człowieka przypadkiem.

Half mówił kilka razy więcej niż June. Dziewczyna z uśmiechem patrzyła na niego i wsłuchiwała w jego słowa, machając swoim ogonem na lewo oraz prawo. Sama nie gadała za dużo, ale lubiła gdy ktoś opowiadał jakieś ciekawe rzeczy - była słuchaczem. Dlatego szybko nauczyła się gotować proste potrawy oraz robić inne domowe rzeczy. Bywała w mieście bardzo często.
___ - Jesteśmy z Shigo otwarci na nowe znajomości, lubimy gości. Niepotrzebnie czułeś się wciśnięty na siłę. A po wódce - bo tak się nazywa ten trunek - każdy dostaje słowotoku i robi dziwne rzeczy, więc nie masz się o co zamartwiać. Oczywiście są jeszcze różne odmiany, ale to nie jest jedyny napój na Ziemii. Zapewne na Vegecie też macie alkohole. Dziwnym byłoby gdyby ich nie było. Co do picia wody, najlepiej pić ją z czystych rzeczek, tutaj też jest ich pełno. - podrapała się w tyle głowy po czym wstała z kamienia, na którym siedziała i podeszła do brązowowłosego. Poklepała go po plecach - No przecież, że Cię polubiliśmy. Nie niszczysz tej planety, nie zabijasz ludzi, więc nie jesteś naszym wrogiem. - była słaba w pocieszaniu ludzi, ale liczy się przecież gest, prawda?

Dalszą część jego dialogu przemilczała. Dziwiła się tym, że on, jako half-saiyan nie lubił walki i unikał jej. W sumie June zapewne na jego miejscu też by jej unikała gdyby już wcześniej umarła. Zaraz, przecież umarła. I to nie raz. To było dawno, ale jednak. Mimo wszystko nie zmieniła swojego zdania co do walk.  Ostatnio nawet narzeka na brak przeciwników. Nikt nie ma ochoty z nią się pojedynkować. Gdy była słabsza, było takich osób bardzo wiele, a teraz, gdy ma trochę siły to inni są strasznie wybredni. Ciężko kogoś sobie dobrać odpowiedniego.
___ - Chcesz ściąć włosy? - mrugnęła kilka razy oczami patrząc się na chłopaka. Uśmiechnęła się, a następnie chwyciła go za nadgarstek - Chodź, wiem gdzie możesz to zrobić. Przy okazji pokażę Ci Ziemskie miasta i ciekawe miejsca. Spodoba Ci się. - powiedziała, a następnie wzleciała razem z nim w powietrze.

>> Z tematu x2, Ulice West City.
Powrót do góry Go down
June



Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Mar 08, 2017 6:02 pm

Znasz deja vu?


No i świetnie.
Jest sama.
Tak ma być.
Nie ma nic przeciwko.

Wleciała w miejsce, zwane podnóżami gór z dość sporym impetem, jak lecąca kometa. Robiąc dużo kurzu, oraz dość spory krater w ziemi, pokazała, jak wielka jest jej złość w tej chwili. Kurde, kogo ona chce oszukać? Tak na prawdę nie chciała być w tej chwili sama, a mimo to spieprzyła sprzed nosa Razielowi, bo tak. Bo foch, bo już.
Jak tylko pomyślała o Razielu, jeszcze większa złość się w niej zebrała. Wytworzyła w dłoni kulę KI, po czym cisnęła nią przed siebie. Poleciała jak źle odbita piłka od baseballa, znikając za drzewami, po czym wybuchła jak mimi bomba, niszcząc ten piękny krajobraz. Nawet jedno drzewo prawie uderzyło młodą wojowniczkę, ale ta w ostatniej chwili zrobiła unik, odskakując na bok. No pięknie.
___ - Uspokój się... - powiedziała sama do siebie, patrząc jak tli się mały ogień w miejscu wybuchu. Źle to rozplanowała. Ogólnie to... źle rozplanowało się jej życie. Jakby pomyśleć... to nie ma w nim żadnego celu. No, może poza chęcią pomocy Red'owi w poszukiwaniach smoczych kul, ale poza tym... co będzie robić? Może jej życie dobiegnie końca? Nie ma zielonego pojęcia jak długie będzie jej życie, na ile został ustawiony jej zegar biologiczny? Może od jutra zaczną obumierać jej komórki i tyle będzie z wojowniczej, buntowniczej Kisy?
___ - Kso... - przeklnęła cicho, zaciskając pięści, po czym ucupnęła na pieńku, obserwując, czy ogień przypadkiem nie zacznie się rozpraszać na boki. W sumie to nawet nie mogła się martwić o to, bo ciemne, burzowe chmury zaczęły nadciągać nad jej głowę. Po pięciu, może dziesięciu minutach takiego dumania rozległ się pierwszy grzmot, a deszcz zaczął lać nagle, bez wcześniejszego uprzedzenia mżawką.
Młoda wojowniczka choć mokra, nie ruszała się z miejsca. Prawy łokieć miała oparty o kolano, a głowę o dłoń. Druga ręka zaś zwisała bezczynnie wraz z ogonem, który teraz wyglądał jak zwykła szmaciana doczepiana zabawka. Pozostaje więc jej tylko czekać, aż Red zawoła... potem się będzie martwić o swoją przyszłość.
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Czw Mar 09, 2017 9:35 pm

Leciałem dosyć powoli jak na swoje możliwości, aby nie wydzielać energii. Przed oczami przelatywały mi sceny z niedalekiej przeszłości. Jej pyskate teksty. Brak wdzięczności... Coś w niej było takiego, że na samą myśl zaczynałem czuć gniew. I głód. Tego samego, co mnie przemieniło. Głód który mnie nie ogłupia,  i nie kontroluje. Ale pobudza jak narkotyk. To bardzo dziwne uczucie, by jakaś istota budziła we mnie coś takiego. Dziwne i nienaturalne. Jak wszystko co ze mną związane.
Gdy byłem już niedaleko, wleciałem w niezłą ulewę. Lubię taką pogodę, to jak darmowy deszcz. No chyba że akurat noszę coś co może rdzewieć, ale w tym wypadku tak akurat nie było. Nie miało mi też za bardzo co rdzewieć, mój pancerz był dalej uszkodzony, i tak jestem dumny że mimo takich obrażeń trzymał się na miejscu, choć brakowało mi naramiennika i był pełen pęknięć. Ale tak wyglądał nawet lepiej. Pasowało do zmokniętych włosów i skrzydeł. Byłem wciąż napełniony energią po byciu wyleczonym po brzegi przez Saie. Czułem że mógłbym zrównać planetę z Ziemią, i się przesadnie nie spocić. Jak na razie tylko dwie osoby były w stanie mnie powstrzymać. I tak wyszło że były to demony nie będące agresywne. Ale to o dwie za dużo. I choć życie mi pokazało że muszę zwolnić z nabieraniem mocy, bo to mnie może od środka zniszczyć, i skończę odbierając życie sobie samemu przez natłok tych wszystkich dusz i żyć które pochłonąłem. Ale małpa do której się zbliżam, to nie byle kto. I zbyt długo na to czekałem.

Zatrzymałem się kilkaset metrów od wyczuwanej przeze mnie energii. Stałem tak w powietrzu pomiędzy chmurami, będąc mniejszy od mrówki z jej perspektywy. Poobserwowałem trochę, przeskanowałem otoczenie, i sprawdziłem czy aby na pewno nikt nie będzie mi przeszkadzał. Zajęło mi to parę minut. Gdy byłem pewien, złożyłem dłonie w odwrócony krzyż, zaś nogi po turecku. I wtedy deszcz zaczął się kończyć. Niespodziewanie chmury się odkryły, i pojawiło się pięknie słoneczko, razem ze śpiewającymi ptaszkami i przyjemną bryzą. Było to bardzo dziwne, i nienaturalne. I trwało tylko kilkanaście sekund, gdyż zaraz potem na słońcu coś się ukazało. Wyglądało jak czarny okrąg który zaczynał się przesuwać w kierunku centrum rodzimej gwiazdy tej planety, by następnie zakryć je kompletnie. Jednak w odróżnieniu do prawdziwego zaćmienia słońca, to było całkiem nieszkodliwe, i wciąż było dość widno. Taki urok posiadania własnego wymiaru, podlegającego twojej kontroli. Ogromna biała korona słońca sprawiła że na tle czarnego nieba widać było kontury mojej sylwetki.

-Wszystko w porządku Stokrotko? Nie wyglądasz dobrze...
Powiedziałem na pozór miłym głosem, znacznie gładszym od tego którym operuję zwykle. Jako że dzieliła nas odległość, używałem telepatii. I w tym wypadku akurat nie kłamałem, autentycznie byłem ciekawy.
-Mogę Ci jakoś pomóc słodziutka? Może i nie byłem zbyt miły w przeszłości, ale każdemu należy się druga szansa, czyż nie?
Mówiąc te głupoty powoli podlatywałem bliżej do młodej Saiyanki. Nie oczekiwałem miłej odpowiedzi. Szczerze nawet nie obchodziło mnie czy mi cokolwiek odpowie. Więc jaki był powód że w ogóle otwierałem paszcze? Bo mi się nudzi. I mogę sobie po przewidywać co odpowie taka osoba. Zwykle jestem dosyć bliski tego co mówią.
-Spokojnie. Możesz mi zaufać. Tak samo jak Red mógł zaufać mnie, gdy szedł ze mną mordować więźniów. I Raziel zabierając mnie na Ziemię... Ojej. Chyba jednak nie byłem ostatnio miłosiernym samarytaninem. Przepraszam Cię za to. Chciałbym ci to wynagrodzić... Dobrze?

OOC:
Wzywałaś... oto i jestem.

Nether invasion ON
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Mar 11, 2017 5:02 pm

___Jakoś... wyłączyła się myślami ze świata zewnętrznego. Obserwowała jak dwa włoski wypadły z jej głowy i upadły na mokrą, już błocistą ziemię, powoli znikając pod nią. Westchnęła cicho, po czym podniosła lekko głowę czując, że deszcz nagle przestał padać. Parę kropel spadło z jej stojących na sztorc złotych włosów, a turkusowe patrzałki zwęziły się. Nie znała jeszcze tej planety zbyt dobrze, ale chyba takich anomalii pogodowych nie posiada jakie nastały teraz. Najpierw ulewa, potem chwilę czystego nieba, a potem... zaćmienie? Ciężko Kisie to rozpoznać, bo pierwszy raz to widzi. Dopiero po chwili KI, która unosiła się w powietrzu, wydała się być dla niej dziwnie znajoma. Po chwili zastanowienia się, doszła do wniosku, że to chyba demoniczna KI, a ona zna dwa demony. Red to nie jest, więc... no cóż. Dragot się tutaj pojawił... ciekawe tylko po co.
Schowała ręce do kieszeni pomarańczowych spodni i ze spokojem, stojąc, czekała na to, co się zacznie dziać dalej. Przemilczała jego pierwsze słowa. Barwa głosu wydawała się być inna, jak również potem się okazało - nie tylko ona, bo również sam demon uległ przemianie, nie tylko w  wyglądzie. Jego moc była znacznie większa od tej, którą widziała na Vegecie. Kiepska sprawa, wychodzi na to, że jest od Niego słabsza, nawet będąc w poziomie super saiyana drugiego poziomu, więc ciężko będzie walczyć przeciwko Niemu. Choć próbował być miły, natura Kisy od razu wyłapała fałsz.
Milczała dalej, on mówił. Mrugnęła kilka razy, nawet słowa o więzieniu i Redzie jakoś specjalnie nie wkurzyły młodej. Swoje powiedziała, a Red na pewno coś działa w kierunku swojej słabości, więc nie powinna się o to teraz złościć.
Zmarszczyła brwi, po czym rozszerzyła lekko nogi, zginając się nieznacznie. Wokół niej pojawiła się lekka mgiełka, która po chwili zamieniła się w agresywną aurę, a mokra ziemia wokół niej wystrzeliła na boki. Wzięła głęboki wdech w płuca, oraz naprężyła mięśnie. Moc dziewczyny zaczynała stopniowo wzrastać z jej obecnych siedemdziesięciu tysięcy jednostek... osiemdziesiąt... jej wątłe ramiona nastolatki powiększyły się nieznacznie, dając jej zarys mięśni... dziewięćdziesiąt... stopy wbiły się w podłoże, tworząc lej, w który zaczęła ściekać deszczówka... sto dziesięć... wokół jej ciała pojawiły się wyładowania energetyczne... sto trzydzieści... włosy stały się bardziej szpiczaste... sto pięćdziesiąt... w tym momencie cała zebrana w niej energia wybuchła, pod postacią rozchodzącej się fali uderzeniowej, ziemia się zatrzęsła. Gdy po chwili wszystko ucichło, ukazało młodą saiyankę w postaci super wojownika drugiego poziomu. Była wyraźnie napięta na mięśniach, jednak na twarzy poważna jak nigdy dotąd. Zamachnęła się swoim złotym ogonem, uderzając nim w powietrze, a wtedy po wilgotnej ziemi rozeszła się sieć wyładowań energetycznych. Mokre otoczenie jest dla niej asem w rękawie, jej techniki opierają się na elektryczności w końcu.
___ - Czego dusza pragnie? - odezwała się w końcu - ... zakładam, że nie porady życiowej i ciasteczka do pogawędki.

SSJ2
-250 KI / tura
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Mar 13, 2017 10:43 pm

A tak liczyłem, że coś odpowie. Gdzie podziała się jej niewyparzona gęba? Zdążyłem się za nią stęsknić. Cisza mnie tylko motywuje. W końcu jednak została przerwana, choć nie tak jakbym chciał. Energia uwolniona przez Kisę była na znacznie wyższym poziomie niż pamiętałem. Bardzo się wzmocniła. Jednak ja zrobiłem to samo. Z tą różnicą, że ja odrzuciłem wszystko w imię tej właśnie potęgi. Swoich bliskich, swoje relacje z każdym, swoją psychikę... W imię chwil takich jak ta. W których wszystko jest pod mą kontrolą. W których to, czy ktoś żyje czy nie zależy tylko od mojej woli. To decyzja której nie podjąłby nikt trzeźwy umysłowo. Dlatego nikogo nie dziwi, iż podjąłem ją ja.

-Hmm.... Pragnę właśnie tego... Ale to ty będziesz ciasteczkiem.
Odpowiedziałem na jej pytanie, i były to pierwsze słowa które mógłbym nazwać w jakimś stopniu szczerymi. W następnej chwili podleciałem tak gwałtownie że przypominało to teleportacje, i podchodziłem teraz szybkim krokiem w jej kierunku, będąc na oko 10 metrów przed nią. I pierwsze co zrobiłem, to użyłem tej samej sztuczki, która pokonała mojego syna. Niewidzialne więzy telekinetyczne oplotły jej kończyny, i zaczęły przyciągać z coraz większą siłą w osobnych kierunkach. Tym razem jednak było ciekawiej, gdyż czułem znaczący opór. Co to by była za zabawa, gdyby jej rączki i nóżki od razu zostały odłączone niczym w kłótni dzieciaków o pluszaną zabawkę. Gdy do niej podszedłem nieco bliżej, odczułem jak mocno naciągają się teraz jej mięśnie. Najlepsze było to, że to prawie jak paraliż.

-Sama zaczęłaś... Masz okazję się zemścić.  
Powiedziałem uśmiechając się niepoczytalnie, jednocześnie emanując coraz intensywniejsze światło o barwie błękitnej z mych tęczówek. Wystrzeliłem następnie z oczu destrukcyjne wiązki energii które rozbiły się o jej brzuch, paląc ubranie i zadając obrażenia. Utrzymywałem te wiązki przejeżdżając jej skórze, po rękach, szyi... Po chwili dokładając mocy do laserów, by stały się jeszcze silniejsze. Gdy moje oczy zgasły, powyżej pasa miała jedynie dość cienki i przypalony pasek odzienia na wysokości biustu. Po co to zrobiłem? Pierwotne instynkty? Demoniczna chcica? Nic z tych rzeczy. Mowa o przemocy, i upokorzeniu.
-Mrrau.. Czyś ty nie jesteś słodka? To już sprawdzę trochę później...
Powiedziałem, po czym po raz ostatni z całej siły mojego umysłu pociągnąłem telekinezą. Chyba słyszałem jak któryś staw się wybija, choć nie jestem pewien. Następnie gwałtownie podniosłem kilkanaście metrów w górę, i niczym tornado cisnąłem o ziemię odcinek dalej, wznosząc w górę kurz i tworząc zapewne niemały krater. Oto nienawiść prosto z serca istoty z niej zrodzonej.
-Pokaż co potrafisz Dzieciaku!
Krzyknąłem uaktywniając w końcu swą kontrastującą błękitno czarną aurę, licząc na coś więcej.

OOC:
Akcja Ofensywna - Telekineza ofensywna - 14 900 dmg - 4550 KI
Akcja Dodatkowa ofensywna - Ki blast x 20 - 14 200 dmg - 18 460 KI
Razem: 29 100 dmg
Nieco łagodzę atak, by walka zyskała na długości i jakości. Jeśli Ci się śpieszy, napisz mi na priv to walnę z całej pety.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Wto Mar 14, 2017 7:42 pm

Zemsta? Za co? Niezbyt była w stanie zrozumieć dlaczego miałaby się mścić na tym demonie. Cóż, pewnie ma powód... jak na przykład zniszczenie psychiki Red'a, ale o tym mówione było wcześniej. Poniekąd on ma więcej powodów do dokopania Kisie, niż na odwrót. Ostatnio była przecież bardzo wredną małpą. Znaczy, teraz też się nic nie zmieniło, jednakowoż...

Parę minut później.
___ - Kurwa mogłam się nauczyć tej bariery... ale nie... po co Kisa... - podniosła się z bólem w klatce piersiowej - ... neh... - westchnęła. Cóż, przynajmniej ma nauczkę na przyszłość. Jeżeli jakimś cudem uda się jej wyjść z tego żywo, to pierwsze co zrobi to nauczy się tej przeklętej techniki, by następnym razem nie dać dupy tak łatwo.
Choć wyglądała okropnie, jeżeli chodzi o rany na ciele, a raczej przypalenia i widoczne odciski od nici, które przytrzymywały jej ciało w nieruchomej pozycji, oraz liczne siniaki... to jej twarz za bardzo nie była wykrzywiona od bólu. Miała mięśnie tak bardzo napięte, że zapewne prawdziwy ból poczuje dopiero w momencie, gdy zejdzie z poziomu super saiyanina. Wyciągnęła prawą rękę i przyłożyła do lewego barku, po czym pchnęła. Rozległ się dźwięk nastawianych kości, co na pewno nie było przyjemnym dla osoby wrażliwej, ale ta walka na pewno nie jest dla wrażliwców.
___ - Kami-sama nie będzie zadowolony, dopiero co dał mi ten strój. - podrapała się w tyle głowy widząc, w jakim stanie jest jej nowiusieńki dresik do walki. Teraz to tylko nędzny kawałek szmaty z logiem Kamiego. W każdym bądź razie wytarła stróżkę krwi lecącą jej z ust, po czym wyczłapała się ze stworzonego krateru. Spojrzała na demona poważnym wzrokiem, zastanawiając się przez chwilę nad taktyką. - Nudzisz się? Wyżywasz się na mnie, bo na Razielu już nie możesz, bo po dupie byś dostał? - no i tu pojawiła się z powrotem jej wredna natura małej jędzy.
Zacisnęła pięść, w jej oku zabłysło czerwone światło, a następnie zacisnęła pięść, którą następnie uderzyła z całej siły w podłożę pod nią, tworząc kolejny, tym razem głębszy lej, który napełnił się deszczówką i błotem. Podniosła tumany kurzu wokół siebie, skutecznie zakrywając jej sylwetkę. Pierdolniki KI za Dragotem mogły wyczuć obecność Kisy tuż za nim, gdy się obrócił, zobaczył Kisę z wyciągniętą dłonią w jego stronę. Puściła krótki uśmiech, a następnie wystrzeliła z dwóch palców wiązkę czterech jasnych obręczy, które oplotły demona, unieruchamiając go.
Nie tracąc czasu na jakieś pogawędki, cisnęła przeciwnikiem za pomocą kopniaka w wytworzony przez nią lej. Kochane błotko, przydasz się teraz!
___ - Kaminari... - wystawiła palec wskazujący, kumulując w nim energię - ... no-ha! - dokończyła, a wtedy wystrzeliła wiązkę prostego promienia, otulonego wyładowaniami energetycznymi. Osoba będąca mokra w tym momencie, może dostać rozległych poparzeń, nawet wewnętrznych, a słabsza nawet śmierci, bo coś takiego równa się wrzuceniem suszarki do wanny pełnej wody.

OOC


SSJ2 -250ki

GALACTIC DONUT
Efekt:  unieruchomienie przeciwnika na 2 tury;koszt: 1065+2340=3405 KI

KI: 68250-3405-500=64345 KI

1 tura;
Potężny kopniak: 11635 DMG

2 tura;
Kaminari no-ha II: Efekt: 17062 DMG; koszt: 150% dmg (25593)
______
28697 DMG

HP: 68250-29100=39150
KI: 64345-25593=38752
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Mar 18, 2017 4:04 pm

Wygląda na to, że nic się nie zmieniło od ostatniego razu. Dalej jest ulepiona z tej samej gliny. Aż zaczynałem tęsknić. Nie rozumiałem,  o kim wspomniała wcześniej, ale jej tekst w moim kierunku wywołał uśmiech na mej twarzy. Nuda w tym wypadku może i była dość trafna, ale stwierdzenie że dostałbym po dupie od Raziela wydawało mi się dziwne. Coś musiałoby się zmienić od naszego ostatniego spotkania. Interesujące.

-To co zrobiłem z Razielem, było jedynie wyrównaniem rachunków. Można by rzec, że to było nic osobistego. Nie obchodzi mnie jego los. W twoim przypadku, masz całkowitą rację.
Powiedziałem głosem bez większych emocji, czekając na jej ofensywę. I na szczęście nie musiałem długo czekać. I choć mogłem uniknąć jej ataku, byłem zbyt zainteresowany tym co zrobi. I gdy zostałem porażony mocnym piorunem energii będąc unieruchomionym w błocie, zrozumiałem iż mojej przeciwniczce kreatywności i siły by tą kreatywność wykorzystać nie brakuje. Całkiem mnie to zabolało, i zalało oparzeniami. Teraz jednak musiałem się odwdzięczyć, bo samo przyjmowanie ciosów nudy nie zabije. Też musiałem się wykazać. Gdy błoto w którym się zanurzyłem zaczęło się uspokajać, przez kilka sekund panowała martwa cisza, którą przerwało coraz intensywniejsze trzęsienie ziemi, które również po chwili ucichło. Wtedy z mgnieniu oka z ziemi pod nogami Kisy wynurzyła się macka z drutów kolczatych, ocierając o niezakryty fragment jej ciała. Zaraz po niej wynurzyły się pozostałe cztery które odepchnęły ją na kilkanaście metrów, a na końcu z pod wykruszonej Ziemi wyłonił się białoskóry demon którym byłem ja. Macki wyrastały z górnej części mojego kręgosłupa, i były skonstruowane na bazie techniki mystic attack.

-Jestem pełen podziwu, Złotowłosa. Ale także nienawiści. Właśnie czujesz jej cząstkę.
Powiedziałem tuż przed rzuceniem się w jej kierunku z łącznie dziewięcioma kończynami, z czego każda poruszała się niezależnie, a te przedłużone służyły nie tylko do ataku, ale także do transportu. Atakowałem nie zwracając uwagi na gardę, bo wiedziałem że mam siłę by przełamać nawet blok Raziela. I choć udawało jej się uciekać, bo nie jestem najszybszym wojownikiem, to każdy mój cios który trafił, znacząco osłabiał. Ale nie używałem też całej swojej siły, aby nie skracać niepotrzebnie zabawy. Dawałem jej szansę się wykazać, i zademonstrować nauki Saiyańskie. Przy okazji uczyłem się jej dobrych i słabych punktów. Ostetecznie zaszarżowałem z maksymalną siłą i prędkością i wykonałem podbródkowy posyłający ją w górę, po czym podleciałem i z niemal dwusto siedemdziesięcio stopniowym zamachem posłałem ją z powrotem w dół z taką prędkością iż cały nether sie zatrząsł. Zaraz potem moja technika osłabła, i druty kolczaste schowały się z powrotem do moich pleców, niczym kabel do odkurzacza. Spojrzałem na swoje dzieło, lecz nie zobaczyłem niczego poza ogromną ilością kurzu. Tak więc zleciałem z powrotem na ziemię, zrobiłem kilka kroków, i zacząłem tańczyć jak szaleniec, śmiejąc się, i śpiewając dziwną piosenkę której słowa znaczyły:

W mych snach tańczę ze zmarłymi,
Słyszę ich puste krzyki.
To oni odebrali mi duszę,
i odebrali kontrolę nad pokusami.


OOC:

kontrolowany Mystic Attack - 10.000 dmg - 5.000 KI
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Wto Mar 21, 2017 7:09 pm

___ - Raziel jest teraz znacznie potężniejszy... - uniosła jedną brew, mówiąc tak jakby do siebie. Jakby porównać poziom mocy Dragota, a poziom, który reprezentował Raziel w Komnacie Ducha i Czasu... jest spora różnica. Raziel zapewne przegrał z nim wtedy, bo tak samo jak Kisa teraz, polegał tylko na drugim poziomie. Gdyby tylko udało się Kisie również osiągnąć ten poziom co obecnie Raz... nie byłoby mowy o przegranej, raczej byłaby to równa walka, ale na pewno musiałaby to zrobić szybko, bo energia ulatnia się z ciała w ekspresowym tempie.

W każdym razie...
Przez kilka sekund panowała martwa cisza, którą przerwało coraz intensywniejsze trzęsienie ziemi, które również po chwili ucichło. Po krótkiej przerwie w jej kierunku poszybowały przedziwne macki, które wyglądały jakby kibol wyrwał je z jakiegoś ogrodzenia, by kogoś tym napieprzać. Zrobiła unik, jednak jej skóra i tak została nacięta na brzuchu. Unik zdezorientował ją, dlatego odepchnięcie jej było stosunkowo łatwe do wykonania. Przejechała butami po ziemi jak po lodzie, po czym zatrzymała się, wzniecając kurz. Odsłoniła ręce z pozycji blokującej, po czym podniosła wzrok. Trzeba przyznać, że samo patrzenie na te przedziwne macki, sprawiało, że czuło się dziwny ból. Dziwna forma, ale... to demon, po nich można się wiele spodziewać.
Zaatakował ją. Jego szybkość była większa od tej jej, ale o dziwo... nie wiele, ale mimo to, starała się najlepiej jak mogła omijać nieszczęsne macki. Na początku udawało się jej to, jednak potem jakby zwiększył siłę swoich ciosów chcąc ją powalić... jednak...
___ - Łapy precz...!!! - wrzasnęła nagle, a wtedy wybuchnęła gorącą jak wrzątek aurą, odrzucając od siebie oponenta silną falą. Widząc, że jest zdezorientowany, postanowiła atakować dalej, a nie czekać, a potem ucinać sobie pogawędkę przez dwa kolejne odcinki. Oczy dziewczyny zabłysły, tym razem bardzo widocznie na miodowy kolor. Jej aura również zmieszała się. Była złoto-czerwona... a raczej złoto-ognista, bo tak wyglądała ta druga część, pluła językami ognia. Gdyby Red to zobaczył... od razu by wiedział od kogo Kisa ostatnio zapożycza sobie energię...
Zaszarżowała na przeciwnika całą swoja mocą, stworzyła z obu rąk tak zwany 'młot', po czym starała się uderzyć nim prosto w najczulszy punkt, jaki można znaleźć na ciele żywej istoty - mianowicie kark.  
Biedna Kisa zaczęła rozważać opcję ucieczki. Gdyby tylko udało się jej oślepić przeciwnika, albo w jakiś sposób go unieruchomić, by móc dać nogę... ale co to jej da, jeśli poleci za nią? Może w sumie wyciszyć swoje KI, a potem czekać, aż się znudzi poszukiwaniami. Trzeba to rozważyć.


OOC
Kiaho (defensywne), anulowanie Mystic Attack,
koszt:  50% (-5.000KI)
Atak potężny (ofensywne) - 11.635 DMG

Goddamit trening stop
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Mar 24, 2017 8:03 pm

Saiyanie mają sporo tych przemian. Raziel miał już dwie, a teraz słyszę że jeszcze się wzmocnił. Ja już swoje wyczerpałem, choć moje ewidentnie były silniejsze, skoro podjąłem z nim jednostronną walkę gdy obydwoje byliśmy na swych drugich ewolucjach. Jednak jeśli saiyanie mają ich jeszcze więcej, to znaczy że ostatecznie zostanę w tyle. I mam tylko dwa pomysły jak temu zaradzić. Nieludzko dużo trenować, i uczyć się technik od najsilniejszych istot na planecie. Albo wziąć tę moc samemu. I gdy poczułem cudowną woń Kisy, posokę krążącą po jej ciałku, jej męczące się organy działające pod presją... Zdecydowałem co zrobić.

Moje ataki odnosiły coraz większy skutek, gdy niespodziewanie użyła sporej Ki by mnie odepchnąć, dając sobie trochę czasu. Nie powiem, na tym etapie zacząłem tracić ochotę na zabawę. Była słabsza, ale groźna. Arogancja jest zgubą wojowników.Czas zrobić co do mnie należy. Złotowłosa zmieniła swą aurę, i ruszyła w moim kierunku by zaatakować fizycznie. Chowając macki do kręgosłupa, stałem jak posąg, licząc na swoją szybkość i wyczucie czasu, bo siły mi nie brakuje. Na szczęście mnie to nie zawiodło. Ten cios młotem z pewnością by mnie zabolał, dlatego zatrzymałem go w ostatniej chwili chwytając jej dłonie w okolicach nadgarstków, zamykając je w stalowym uścisku, z którego nie było ucieczki.
-Jesteś teraz moją własnością, w moim własnym odizolowanym wymiarze, więc moje łapy trafią tam, gdzie sobie tego zażyczę.
Powiedziałem, po czym skierowałem oczy na jej odsłonięty brzuszek, wypełniając swe gały złotym światłem, i zalewając ją cienkimi, palącymi pociskami Ki, wystrzeliwanymi w tempie karabinu maszynowego i zawsze trafiającego w cel, z racji przytrzymania celu i nieznacznej manipulacji pociskami jeśli się miotała. Grad energetycznych igieł odpychał jej ciało na tyle mocno że musiałem się postarać by nie odleciała.Trwało to całymi minutami. Ostatnie kilkadziesiąt pocisków skierowałem w ścięgna achillesa, po czym puściłem Super Saiyankę, która po takim osłabieniu raczej nie da rady ustać.

-Nawet nie śnij o ucieczce. Ten wymiar to pułapka, będąca pod moją kontrolą. Nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi. I lepiej nie trać sił, bo gdy tylko Cię pokonam, zamierzam się do ciebie dobrać. A potem skonsumować twoje chude ciałko, by wzmocnić się ponad wojowników rangi Raziela. Mam nadzieję że świadomość bycia częścią mnie ci odpowiada.
Powiedziałem bez żadnych uczuć sugerujących czy mówię prawdę, czy też kłamię. Nie wiem nawet czy mam jeszcze moc absorbcji, nie robiłem tego od czasu transformacji. Pewne jest to, że właśnie to mam ochotę teraz zrobić.
OOC:


blok
Renzoku energy dan - 12 780 dmg - 13 802 KI
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Mar 24, 2017 9:36 pm

No i masz, chyba przestał się bawić. Twarz Kisowatej chyba lekko się zdziwiła, bo do końca... nie... nadal myśli, że jakimś cudem będzie miała szanse przeciwko demonowi, albo ten nagle straci siły? To może się wydawać głupie, ale nie dla Kisy. Jest saiyaninem, a oni mają w głowie wiele dziwnych rzeczy, gdy walczą. Na pewno są dumni, nie przyznają się do porażki, nie pokażą przeciwnikowi, że mają w oczach zwątpienie, nawet, gdy wiedzą, że niedługo umrą. Nie dadzą po sobie poznać, że się poddali... bo się nie poddadzą nigdy. A błaganie o litość? Nigdy.
Dlatego w oczach Kisy wciąż płonął ten ogień, ta chęć wykazania się z jak najlepszej strony, chęć wygrania. Miała w sobie krew elity, krew silnej saiyanki, po której Kisa odziedziczyła cięty język, oraz temperament wrednej jędzy. Młoda wojowniczka wydawała się nie dawać za wygraną nawet, gdy jej ciało było bombardowane dziesiątkami kul ki, które piekły jej brzuch, rozsiewając wokół wstrętny odór palonej ludzkiej skóry. Zaciskała zęby z bólu, ale nie wydała z siebie nawet najdrobniejszego okrzyku bólu, nie da gadzinie tej satysfakcji.
Strzelanie w nią wydawało się nie mieć końca, ona w głowie powtarzała sobie wciąż, że nie jest niczyją własnością, nikt jej nie okiełzna, nikomu się nie uda utemperować jej języka.
Wypluła sporą ilość krwi z ust, czując, jak jej wnętrzności powoli się zaczynają gotować, a rany powiększać. Chciała znów odsunąć od siebie demona za pomocą kiaiho, ale nie mogła ponownie skupić w sobie tak wielkich pokładów KI jak wcześniej, nie potrafiła się skupić na niczym innym, niż napinaniu mięśni, by mniej bolało, co z resztą dawało marny skutek.
W końcu, oponent puścił dziewczynę, a raczej rzucił jak worek ziemniaków. Wpadła z impetem w skały, które zawaliły się na ciało młodej czarnowłosej. Zaczęła się natychmiast wygrzebywać, odrzuciła najcięższy kamień na bok, po czym biorąc głęboki wdech świeżym, nie zakurzonym powietrzem zaczęła kaszleć. Brud, jaki połknęła zmieszał się z kolejną dawką wypluwanej z żołądka krwi. Chyba ma złamane żebro... nie, kilka. Cholera.
Chciała się podnieść, jednak stopy odmówiły dziewczynie całkowitego posłuszeństwa, ścięgna nie działały. Cholera znowu. Mogła tylko podnieść wzrok na demona, który znów zaczął gadać. Ten to dopiero lubi pieprzyć farmazony.
_ __ - Wiesz... dwa i pół lata życia to jednak za mało, by dać się zabić. - powiedziała z wielkim trudem. Używanie teraz mięśni brzucha jest strasznie męczące, ale na szczęście... od czegoś posiada tą umiejętność latania. - Poza tym mięso z klona, który i tak się niedługo rozpadnie... jest fe. - mówiła podnosząc się, a raczej wzlatując kilka centymetrów nad ziemię. Chwyciła się jedną ręką za brzuch, no ładnie, jeśli się szybko nie wyleczy, zostanie jej wielka blizna na przyszłość. Strząsnęła krew na ziemię. Chyba zdawało się usłyszeć syk, podobny do tego, który słychać gdy kwas coś wypala. - Mam w sobie komórki demona, wiesz jaki to? - chętnie się dowie przy okazji, skoro demon taki wiekowy, może spotkał posiadacza jej genów, którego aktualnie aurę wypożycza.
Jeśli teraz ktoś ją jest w stanie usłyszeć... usłyszeć przez tą cholerną barierę, jaką stworzył demon...
___ - "Przepraszam... miło było." - wysłała telepatię wszerz, pomijając Dragota, mając nadzieję, że ktoś to dostanie. Czyżby się żegnała? Zwróciła wzrok na demona, marszcząc brwi. Oczy wciąż miała miodowo-złote, aurę w dwóch kolorach buchającą jak niespokojny ogień, a w żyłach gorącą krew - BIG BANG... ATTACK! - skumulowała w sobie szybko ostatnie pokłady KI, jakie w niej zostały po czym wystrzeliła falę w stronę demona.

OOC
SSJ2 -250ki*2 za poprzednią turę, nie odjęłam, sry.
BIG BANG ATTACK
Efekt: 10237 DMG ; koszt: 9725 KI
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Mar 26, 2017 3:20 pm

Lubię sobie pogadać. Bawić się umysłami istot, niezależnie czy jest to manipulacja, czy zwykłe gierki. W tym wypadku to, że sobie poględziłem, załatwiło mi parę ciekawych informacji.Widocznie Kisa nie jest tym, za kogo ją miałem. Dwa i pół roku? Rozpadający się klon? Byłem pewien że rozmawiam ze zwykłą małpką. Nie widzę powodu by miała blefować w tym wypadku, bo już trochę widziała co potrafię, i wie że mnie to nie zniechęci. Miałem parę razy do czynienia z niekoniecznie naturalnymi istotami. Przedziwne, że udaje im się robić je tak przekonujące, i silne w tak krótkim czasie. Ale no cóż, co to zmienia? Będzie mi trochę bardziej przykro gdy już ją zjem, i będę musiał uważać na... śrubki? To się okaże. Wtem zanim zaatakowała, zapożyczyła aurę demona i spytała czy znam posiadacza tej aury.
-Wiem jaki. Martwy.
Odpowiedziałem bez dłuższego myślenia. Nigdy nie tworzyłem więzi ze swoimi współrasowcami, pomijając swą rasę. A jeżeli ten ktoś umarł, a jego komórki trafiły do klonów, to nie był to nikt o kim warto by było pisać w książkach o historii. Zacząłem robić coraz szybsze kroki w jej kierunku, tak samo jak ona zbliżała się do mnie. I na tym etapie tak jak mówiłem wcześniej - przestałem się bawić. Nie mogę mieć pewności że nie ma czegoś w zanadrzu. Dlatego gdy wystrzeliła swój atak, ja zacząłem biec w jej kierunku, jednocześnie tworząc granatowy portal około 3 metrów na prawo ode mnie. Kula energii która leciała w moim kierunku gwałtownie skręciła, i została wessana przez błękitną podobiznę czarnej dziury, w tym samym czasie gdy ja biegłem wciąż mając ogromne zasoby energii. Gdy dotarłem, najzwyczajniej w świecie rzuciłem się na nią niczym masywny lew na swoją ofiarę.

Wbiłem ją w skalne podłoże używając do tego większości swojego ciała, a następnie ułożyłem kolana po bokach jej bioder, blokując możliwość ucieczki, i właściwie jakiejkolwiek obrony, podobnie jak uczestnicy walk MMA. Wtedy użyłem techniki chocolate beam, by pokryć ją czekoladową powłoką, która unieruchomi, ale nie ochroni przed obrażeniami. Następnie wyprowadziłem cios korzystając z całej swojej siły, który wbił się w jej gardę jak gorący nóż w masło i trafił prosto w jej słodką buźkę. Czułem jak kości jej czaszki ledwo wytrzymują nacisk. Zaraz po tym zamachnąłem się drugą ręką, z równie wielką siłą , powodując grzmot słyszalny w całym netherze. Na mej twarzy widniał uśmiech psychopaty, przypominałem jednocześnie dziecko bawiące się ulubioną zabawką. Siła tych uderzeń się nie zmieniała, zwiększało się natomiast ich tempo. Okładałem ją pięściami z nienawiścią bijącą ode mnie na kilometr. To właśnie ona sprawiła że taki się stałem. Jej wredny, irytujący sposób zachowań doprowadził niestabilnego mnie do uwolnienia tego co w sobie miałem. A to już był samonapędzający się mechanizm, którego był początek w momencie gdy ona chciała zniszczyć mą budowlę choć prawdopodobnie zawdzięczała mi życie. Właśnie tą sytuacje miałem przed oczami. Nie rozpadnie się za niedługo. Rozpadnie się teraz. Wyprowadziła szaleńca z równowagi. Cena może być tylko jedna. Leciał na nią jeden grom za drugim. Wgniatało ją coraz głębiej w Ziemię, obszar wokół nas kruszył się jak ciastko, a ja nawet nie zacząłem zwalniać.

A jednak widziałem że jeszcze coś w niej żyje. To był moment w którym straciłem ostatnie cząstki psychiki, i wszedłem stan kompletnej bestii. Bezmyślnego grzesznego demona. Chwyciłem ją i wyrzuciłem na kilkanaście metrów w górę. Lecąc z prędkością podobną do dźwięku trafiałem ją raz za razem z najróżniejszych stron, uderzając by potem zawrócić i powtórzyć niczym chmara os żądląca swą ofiarę. Jako że każdy cios posyłał ją nieco w innym kierunku, przez kilka chwil nie zaczęła nawet spadać, gdyż co chwilę któreś z uderzeń posyłało ją w górę. Wtem postanowiłem zakończyć tą sekwencję, i mocnym kopnięciem posłałem ją w pobliskie samotne drzewo, które zostało rozbite w drzazgi pod wpływem jej lecącego jak meteoryt ciała. W przeciągu dwóch sekund byłem już nad jej ciałem, i bez zastanowienia skoczyłem kolanami na jej uda, możliwe że je łamiąc. Wtedy ponownie przystąpiłem do okładania jej ciała, tym razem nie tylko głowy, ale wszystkiego w co trafiłem.Jedyne czego teraz pragnąłem, to by przestała oddychać. By nic z niej nie zostało. Mój umysł wypełniony został przez nienawiść, pierwotne demoniczne żądze, i głód ciał. Po chwili zacząłem się dziwnie czuć. Jakby coś przyćmiło mój widok, i to mimo zaćmienia słońca. Moje czucie w kończynach zaczynało zanikać, a w mej głowie coś się topiło. Te wszystkie skrajne emocje które czułem zaczynały powoli stygnąć, a moje ciosy zaczynały zwalniać, aż w końcu nie byłem w stanie poruszać rękoma. Zanim straciłem wzrok ujrzałem iż Nether został przedziurawiony gdy okładałem Kisę.

Miałem do czynienia z wieloma dragami, ale to przebijało je wszystkie. Zupełnie jakby ktoś zupełnie obcy chwycił mnie za głowę, i zaczął mi ją miażdżyć. Moje oczy zaczynały widzieć obrazy niemające nic wspólnego z rzeczywistością, a moje uszy zatykały się szumem. Próbowałem opierać się tej niewidzialnej nieznanej mi sile, ale nacisk tylko się zwiększał, i nie byłem w stanie wiecznie się opierać. Wokół nikogo do pomocy. W moim krwiobiegu dział się najprawdziwszy sztorm, cały mój organizm zaczął działać niespójnie i nielogicznie, jakby ktoś mi nim manipulował. Kręciłem się po losowych kierunkach, wymachiwałem kończynami jakbym walczył z kimś kogo nie widzę. Zupełnie zapomniałem już co robiłem kilka chwil przed tem, nie wiedziałem czy przeżyje to coś. Nie wiedziałem czy to atak kogoś z zewnątrz, może mojego własnego organizmu, może to jakaś technika Kisy. Największy ból był wewnątrz mej głowy. Jakby ktoś mi robił lobotomię jakimś prymitywnym narzędziem. Darłem swój ryj na cały Nether, który tracił na swojej stabilności aż w końcu upadł. To było jakby ktoś mnie porywał, mimo że nikogo nie było w pobliżu. Miałem wrażenie że słyszę jakiś głos w głowie, ale ból był tak niewyobrażalny, że nie zrozumiałem ani słowa. Po chwili dołączyły się do procesu moje mięśnie i kości, które płonęły żywym ogniem, jakby się niszczyły i regenerowały w nieskończoność. Zaczęła mnie wypełniać jakaś dziwna, bluźniercza energia. Taka jakiej jeszcze nie czułem. Czułem jak moje pokłady KI wzrastają, a moje mięśnie rosną. Wyładowania elektryczne latały z mojego ciała w losowych kierunkach, i o losowej sile.

Po kilku chwilach ból zaczynał w końcu ustawać, a moje zmysły wracać do siebie. Byłem cały zalany potem, i miałem wrażenie jakby ktoś wrzucił mi zamiast mózgu lodowaty sopel. Jednocześnie poczułem jakbym w czasie tego tripa przeszedł z 20 treningów. Nie wiem kto mi to zrobił, ale muszę mu podziękować. Gdy tylko odzyskałem pełną świadomość, skierowałem wzrok na Kisę, gdziekolwiek by ona nie była. Tym razem jednak byłem inny. Nie było we mnie żądzy krwi, szaleństwa, ani nawet nienawiści. Moja mimika niewiele różniła się od robota. Czułem jakby ktoś wypalił mi literę "M" na środku czoła, ale nie miałem czasu by teraz to sprawdzić. Stałem się kimś zupełnie obcym. I miałem wrażenie jakby coś za moimi plecami rozkazało mi zabić. I nie mam wyboru jak spełnić ten rozkaz.

OOC:
Próba morderstwa Kisy. Transformacja - Majin?

Nether invasion - OFF - 750 Ki
defensywa - Dimension Hole - 5835 ki
Paraliż - Chocolate beam - 1775 KI
Ofensywa 1 tura paraliżu - atak podstawowy - 7800 dmg
Ofensywa 2 tura paraliżu - atak podstawowy - 7800 dmg
Ofensywa 3 tura paraliżu - atak potężny - 14450 dmg
Ofensywa dodatkowa - atak dodatkowy podstawowy - 7800 dmg

Razem:  37.850 DMG (grubo poniżej 0 hp)
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Mar 26, 2017 5:04 pm

____Ciężko młodej wojowniczce określić, co się działo przez następne minuty. Ból tak otumanił naturalne reakcje Kisy, lub to organizm postanowił wyłączyć pewne receptory, że na jakiś czas zachowywała się jak pijana. Pamięta tylko ułamki, pojedyncze obrazy, dźwięki skryte za głośnym, oraz irytującym piszczeniem w uszach. Nie potrafiła już używać nawet złotej przemiany, jej włosy opadły, wracając do swojego naturalnego koloru, zmieszanego z błotem, z resztą jak całe jej ciało.
Świadomość zaczęła do niej wracać, gdy leżała w bezruchu. Poczuła jeszcze ostatnie uderzenie, po czym skończyło się. Wtedy powróciły do jej ciała wszystkie odczucia, ten cholerny ból, pieczenie otwartych ran, ból w klatce piersiowej, nasilający się z sekundy na sekundę. Najgorsze jest to, że musiała to znosić w ciszy, nawet wydanie z siebie jakiegokolwiek dźwięku dodatkowo ją przeszywało nieprzyjemną falą. Wiedziała jednak, że coś dziwnego dzieje się z Dragotem. To była dla niej szansa, tylko do cholery jasnej nie potrafiła w tym momencie nawet ruszyć małym palcem u dłoni. Była wykończona, nie miała już KI. Gdyby dostała jakiegoś kopa w energię, mogłaby sięgnąć do kieszeni, w której trzyma cały czas senzu. Jeżeli ten stary nameczanin nie kłamał, fasolka miała przywrócić natychmiastowo jej siły witalne do maksymalnego poziomu. To je jedyna szansa.
Wbiła wzrok w niebo, a raczej sufit Netheru, wymiaru tego cholernego demona. Lekko przytępione patrzałki zaczęły zalewać się łzami, zupełnie bez powodu. Nie... no dobra, miała powód. Zaczęła żałować tak krótkiego życia, w którym nie zaznała, ani kszty pozytywnych emocji. Może to wina jej charakteru, może to wina innych. Jedyna osoba, która przytuliła dziewczynę kiedykolwiek to jej matka... a raczej matka poprzedniego klona. Zrobiła to jak najbardziej od serca, myśląc, że jest jej córką... to było... jednak jakaś pozytywna emocja targnęła Kisą, no proszę.
Chciałaby dostać szansę... spróbowałaby się zmienić, choć zapewne ciężko będzie zmienić coś, co jest przypisane do niej genami. Więcej by się uśmiechała, bo Razielowi się to podoba, nie karciłaby każdego morderczym spojrzeniem, oraz stosem wyzwisk za samo spojrzenie na nią. Musi nad sobą popracować, jednak to na pewno nie będzie łatwe, potrzeba na to czasu. Dużo czasu. Nie może wrócić na Vegetę... w sumie...  i tak zginie, więc dlaczego zaczyna planować?
Nagle, otworzyła szerzej swoje patrzałki. Dragot zaczął wierzgać się nerwowo, drzeć w niebogłosy, jakby zażywał właśnie największego bólu z największych. Nether w tym momencie zaczął się po prostu rozpadać ku wielkiemu zdziwieniu małpatki, a wtedy do środka wpadł ulewny deszcz... to jest szansa!
Nie tracąc czasu, nie czekając, aż demon wróci umysłem do świata żywych, użyła telekinezy, by wyciągnąć z kieszeni senzu, urwała jednak połowę, którą umieściła w swojej buzi. Ledwo przeżuła, z wielkim trudem, jednak gdy połknęła poczuła natychmiastową regenerację. Nie w pełni, bo wzięła tylko połowę, ale to wystarczyło w zupełności, by móc się podnieść. O dziwo, nawet złamane kości, przecięte ścięgna się zrosły. Nie mogła się nachwycić nad magicznymi zdolnościami tego cholerstwa, ale musiała się pospieszyć. Zniżyła swoją KI do zupełnego zera, po czym wystrzeliła wgłąb lasu, w stronę gór, znikając zupełnie. Nie obracała się, nie oglądała, tylko skakała jak małpiatka od drzewa do drzewa, zatrzymując się po około dwudziestu kilometrach, z wycieńczenia. Niektóre rany wciąż miała otwarte, kości nadłamane, więc musiała się zatrzymać. Z takiej odległości nie powinien dosięgnąć jej żaden z ataków demona, jak wielki by nie był.
Zmrużyła jedno oko, nie widząc dobrze, obraz rozmywał się jej przed oczami. To wszystko co może zdziałać tylko połowa senzu. Robiąc jeszcze kilka kroków przed siebie poczuła, że ześlizguje się z czegoś. Runęła ze stromego urwiska przez śliskie błocisko, po czym skończyła w jakiejś szparze, mdlejąc w końcu. Teraz jak coś jej nie zje, będzie dobrze.

OOC
SSJ2 OFF
KI wyciszone do 0
Używam pół senzu 50% Ki I HP uleczone,

HP 34125  (50% z 68250)
KI 34125 (50% z 68250)
Koniec Treningu / zt > rzeka
Powrót do góry Go down
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Kwi 08, 2017 1:41 pm

Mam zabić. Taki dostałem rozkaz. Nie wiem od kogo, albo czego, ani skąd ten rozkaz został wydany. Wiem natomiast, że już go wykonałem. Gdy ta bolesna transformacja dobiegła końca, spojrzałem w miejsce gdzie leżała Kisa. Była tam jedynie kałuża krwi, a jej energii próżno było już szukać. Gdy to się działo, nie panowałem nad sobą, i rzucałem atakami na prawo i lewo. Nie zdziwiłbym się jeśli była martwa jeszcze przed tym jak mnie to dorwało, a skoro nether się rozpadł a jej tutaj nie ma, i nie ma jakiejkolwiek opcji by mogła uciec w takim stanie, to oznacza że musiałem zniszczyć jej ciało. A więc zrobiłem to, czego chciałem. Bezużyteczny, irytujący, niewdzięczny bachor opuścił ten świat. Nie będzie dla mnie więcej przeszkodą. Podszedłem powoli do krwi która po niej została, i użyłem telekinezy by ją przyciągnąć do siebie, i wchłonąć. Aż trudno się dziwić Redowi, że tak lubi pić posokę. Jest naprawdę orzeźwiająca. Choć i tak to dla mnie za mało. Niemniej dobrze jest choć posmakować swojej ofiary. Mam nadzieje że Raziel nie będzie po niej zbyt długo płakał.

Gdy już skończyłem cieszyć się ze swojego dzieła, wyciszyłem swą energię, która teraz była jeszcze większa niż przed walką. Nie chcę nieproszonych gości. Coś z góry każe mi działać cicho, i przemyślanie. Dlatego nałożyłem na siebie maskę. Moja sylwetka utraciła nadludzką muskulaturę i kolor skóry, moje włosy stały się brązowe i nieco dłuższe. Moje skrzydła i rogi się schowały a mój ubiór stał się ciemnym płaszczem z wisiorkiem w postaci pentagramu na szyi. I w takiej oto postaci mogłem wychodzić do ludzi. Zacząłem też wyglądać jak jeden z nich. Może nieco dziwny, aczkolwiek dzisiaj tacy dominują na ulicach. A szczególnie w South City. Zepsucie, patologia, smród i ubóstwo. Właśnie opisałem tamto miejsce. Coś zachęcało mnie aby tam wrócić. Po tym co zrobiłem, ktoś może zechcieć mnie szukać w mojej wiosce. A ja teraz nie chcę by mi ktoś przeszkadzał. Choć najpierw wypadałoby zrobić coś fajnego w tym miejscu. Zostawić jakiś ślad.

Telekineza i energetyczne noże potrafią zdziałać prawdziwe budownicze cuda, szczególnie gdy ma się je opanowane na poziomie niemalże mistrzowskim. W miejscu w którym zabiłem Kisę, postawiłem kilkunastometrowy w wysokości nagrobek który wyrzeźbiłem z pobliskiej skały. Z pomocą Ki wytworzyłem na nim napis "K I S A". Powinien być widoczny nawet z dużych wysokości. Jeżeli ktoś zainteresuje się co tu zaszło, znajdzie wszystko co powinien wiedzieć. Teraz moje zadanie zostało skończone. Im dłużej zwlekałem z lotem do południowego miasta, tym boleśniej pulsowało miejsce na środku mojego czoła, na której czułem wypaloną literę M. Tak więc wzniosłem się ponad chmury, i zacząłem lecieć w tym kierunku. Powoli, bez aury, na całkowitym ukryciu.

OOC:

Masuku ON
regeneracja 10% hp i KI
z/t do South City
1 tura Majin
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Podnóże góry   

Powrót do góry Go down
 
Podnóże góry
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Podnóże góry

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: