Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Podnóże góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Podnóże góry   Sro Maj 30, 2012 4:24 pm

First topic message reminder :

Jedno z najczęściej uczęszczanych miejsc przez wojowników, choć tak na prawdę żaden z nich nie wie, po kiego się spotykają właśnie pod tą konkretną górą. Ale cóż, przynajmniej jest to miejsce szczególne. Uważni mogliby wypatrzeć jakieś przedmioty należące do bohaterów z dawnych dziei.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Kuro
Drobik
Drobik


Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lis 04, 2012 10:57 pm

Szedł przed siebie w milczeniu kopiąc kamyk, aż doszedł do samego podnóża pobliskiej góry. Miał do wyboru dwa wyjścia, albo obejdzie ją dookoła albo będzie się wspinał. Wybrał drugą opcję. Ojciec zawsze go uczył, że w treningu nie chodzi o to aby iść na skróty, to nie daje efektów. No tak trening. Jeszcze pobrzmiewały mu ostatnie słowa Hikaru. Z jednej strony nie chciał być potężny, a drugiej musiał, potrzebował, wiele osób na niego liczyło. Do tego zdaniem chłopaka, srebrnowłosy miał jakąś dziwna obsesję na tym punkcie. Gadał o potędze jakby nie było innych wartości. Fakt, żeby rządzić trzeba być silnym ale to zadanie wymaga też innych umiejętności. Trzeba dobrze ruszać głową, rozwiązywać problemy, a nie tylko trzaskać po mordach jak leci. W żadnej z tych rzeczy doświadczenia nie miał. Jeśli faktycznie był zbyt słaby psychicznie aby poradzić sobie z tym wszystkim. Nie był o tym do końca przekonany. Obserwował i słuchał, co robi ojciec, choć część rozmów była dla niego niedostępnych. Wydawało mu się, że poradziłby sobie. Jednak dopuszczał do siebie myśl, że może stanąć przed problemem, z którym może sobie faktycznie nie poradzić. Z wiekiem też czuł coraz większy ciężar odpowiedzialności za los innych, który spocznie na jego barkach.
Wspinał się po śliskich kamieniach. Po ulewie palce ześlizgiwały się ze skał i co jakiś czas saiya-jin osuwał się o kilka metrów w dół. Uparcie podążał ku górze. Mógł olać nauczyciela izbic się w powietrze i właściwie sam się sobie dziwił, że tego nie zrobił. Normalnie taką karę miałby gdzieś. Było nie było ten gość go przerażał do ostatniego włoska na ogonie. Nie tyle jego potęga, co umiejętności. Kuro doszedł tez do wniosku, że treningi były nawet fajne, bo po prostu były czymś innym niż suchym ćwiczeniem ciosów. Ojciec też tak robił. Chłopak przypomniał sobie jak uczył bliźniaków czołgania przy pomocy pełzania i rzucał kamieniami jak coś robili nie tak. Na wspomnienie jego krzyków – „Kuro schyl porządnie łeb, bo Ci ktoś dupę odstrzeli !!” jakoś mimowolnie uśmiechnął się. Musiał przyznać, że przez ten jeden dzień nauczył się znacznie więcej niż przez kilka miesięcy spędzonych w Akademii. Co prawda było ciężko, ale chłopak lubił ciężko pracować. W zasadzie lubił ciężko trenować, sprawiało mu to przyjemność jak mu się powiodło i da radę. Pokrzepił się myślą, że to dobry początek na zniesienie tej sytuacji.
Wiatr wysuszył mu przemoknięty deszczem uniform. Zbliżał się powoli do szczytu. Z pomiędzy kamieni wypełzł wąż, zapewne na łowy. Kuro od razu dostrzegł w nim śniadanie. Szybkim ruchem wyjął z buta swój nowy nóż i rzucił, trafiając w gadzi łeb. Owinął cielsko wokół pasa, zje jak zejdzie na dół. Wszedłszy na szczyt rozejrzał się dookoła. Ziemia to jednak piękna planeta.
Usiadł na szczycie, na krótką przerwę i rozmyślał dalej. Było mu ciężko, że ten zimnokrwisty gad nie chce z nim poważnie pogadać. Za każdym razem, kiedy zaczynał, był gaszony natychmiast niczym świeczka. To wkurzało młodego saiya-jina. Chociaż kłócił się z ojcem, wiedział, że zawsze możne liczyć na jego pomoc i radę. Tak bardzo tego teraz potrzebował.
Odetchnął, głęboko wdychając powietrze. Po zdarzeniach niniejszego poranka czuł się dzianie spokojny. Czuł się tak jakby z serca spadł mu całkiem spory głaz. Przemiana w SSJ pozwoliła mu uwolnić kumulowany gniew na zewnątrz i się go pozbyć, chłopak najzwyczajniej w świecie się wypalił. Pewnie z tego powodu nie podjął dalszej kłótni z misticiem. Wreszcie czuł się z powrotem sobą. Sam się temu zdziwił.
Odsapnąwszy trochę począł schodzić, a właściwie ślizgiem zjeżdżać z góry. Po drodze zabił jeszcze jednego węża. Był głodny jak, jak Saiya-jin Very Happy

ZT - Skalny Las na śniadanko.

OCC:
Jeszcze nie skończyłem z przemyśleniami.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Red



Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 1:23 pm

[z Pasma Górskiego]

Nie zleciał tak daleko jak myślał. Gnał w powietrzu z przekonaniem, iż piękny ląd znajduje się hen hen stąd, a stało się inaczej. Dolinka U-kształtna wiła się łagodnie dookoła wysokiej góry, a na jej zboczach rozciągał się las iglasty, a jeszcze niżej mieszany. Strumyk szemrał donośnie i cieszył uszy swą melodią. To nad nim wylądował Red spoglądając w wodę. Heh, nie lubił tej cieczy, a jednak coś miała w sobie magicznego i przykuwała uwagę. Zamoczył ostrożnie bose stopy w wodzie i patrzył się na piętrzące się przy kostkach fale. Zimny potok ostudził jego ciało i myśli skierowane tylko ku jednej rzeczy. Mógł spróbować pomyśleć w tej pięknej okolicy.
Zamknął oczy i wciągnął przez nozdrza trochę powietrza. Było czyste i rześkie, aż chciał więcej, i więcej, aż nadął się za bardzo i stracił równowagę lądując w strumyku. Natychmiast wyskoczył z niej jak poparzony i trząsł się z zimna.
>Brrrr...
Mruknął ocierając się rękoma po ramionach i kuląc się przy kamienistym brzegu. Owszem, trafił na kawałek raju, ale kurcze mógł bardziej uważać i nie dać się zamoczyć w bystrym strumieniu. Wtedy też po raz pierwszy spojrzał w swoje odbicie w potoku. Nigdy przedtem tak dobrze nie przyglądał się wodzie i nie wiedział, że w ten sposób można dostrzec swoje rysy. Oczywiście dawno o tym miał pojęcie, lecz spędziwszy tyle czasu w zamarzniętym lodowcu zdołał zapomnieć o wszystkich podstawach życia. Dobrze, że Kaede nieco wpoiła mu zasad, ale i tak za bardzo nie umiał spożytkować wiedzy. Nie spotkał człowieka, nie miał jak sprawić mu radość. Chociaż gdzieś tam w głębi duszy pragnął zupełnie innych rzeczy. Maskował to refleksjami od Kaioshinki.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 1:52 pm

Kiedy tak leciał, zdał sobie sprawę z tego, że ma przecież dużo czasu i wcale nie musi się tak śpieszyć. Postanowił trochę zmienić plany i rozejrzeć się po okolicy. Skoro już umiał latać, to czemu by nie pooglądać trochę tej planetki z lotu ptaka? W końcu zawsze kochał przyrodę, a na oglądanie jej w takiej pełnej okazałości to dla miłośników nie lada gratka. Oddalał się coraz bardziej od miasta i ludzi, i zagłębiał się w dzikość niezamieszkałych terenów. Nabrał w płuca tyle świeżego powietrza ile mógł i wypuścił je powoli. Tak, tego mu było trzeba. Nie spaliny i smog, nie pył i siarka, ale czyste powietrze. Czuł się świetnie.
Nagle, jego szósty zmysł zaalarmował. Jego wskazywała na to, że w pobliżu coś jest i nie miał do czynienia z maszyną, czy zwierzęciem. To co widział nie pozostawiło żadnych wątpliwości, postać otoczona czerwoną aurą. Silniejsza od czerwonowłosego.
-"Czerwona... Czyli to pewnie demon"
Zaintrygowany tym co widział i czuł, ruszył w tamtym kierunku.
Zbliżając się, obserwował tą postać, która okazała się być czerwonowłosym chłopakiem. Na wszelki wypadek zmniejszył swoją moc tak bardzo, jak tylko umiał. Nie wiedział czego się może spodziewać.
Wylądował cicho.
-"No to zobaczymy co z tego wyniknie" - pomyślał Chepri.
Musiał zachować ostrożność...
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 4:26 pm

Spoglądał w swoje odbicie i głowił się jak to możliwe, że są dwa Redy na świecie, gdy przebiegł po nim impuls. Było już za późno, ktoś był dość blisko, lecz nie pokazywał się do pewnego czasu. Bardziej z ciekawości niżeli z wrogości zaczął rozglądać się dookoła. Wielkie czerwone oczy omiotły okolice i utkwił w końcu w Czerwonowłosym wojowniku. Skąd wiedział, że miał do czynienia z wojownikiem? Charakterystyczny ubiór nie uszedł mu uwadze, lecz tylko bardziej ochoczo podszedł do Zielonookiego w podskokach i stanął przed nim jakieś pięć kroków. Przechylił głowę na bok i mrugnął parokroć oczami.
>Kim być? Człowiek?
Ależ wielkie odkrycie! Zmrużył nieco bardziej ślepia i wwiercał nimi w posturę mężczyzny. Nawet zaczął wolno kroczyć dookoła "obiektu zainteresowań". Robił to i jednocześnie myślał (rewelacja, yeey), a także palcem stukał się po brodzie. Trzy w jednym proszę Państwa! Ale na tym nie koniec. Zapytał się jeszcze z zaintrygowaniem:
>Co tu robić?
Nie, raczej nie przyszedł na przeszpiegi, chociaż... jakby tak się jemu przyjrzeć, to wątpliwe aby zechciał ujawniać swoją obecność. Podrapał się w tyle głowy i próbował rozwikłać zagadkę zanim dał jeszcze prawo do zabrania głosu nieznajomemu. Jak zwykle nie obyło się bez łamanej gramatyki, ale takie jest życie osamotnionego demona. Może w przyszłości będzie lepiej? Hm, nieważne w tej chwili.
>Szukać kogoś?
Nie był wysoki, dlatego musiał nieco zadrzeć głowę ku górze i obserwować reakcję przybysza. Nie mógł powiedzieć, iż w stu procentach wie co robi, że nie wykazuje wrogości wobec nieznajomego, a przecież mógł w każdej chwili przyczynić się do krzywdy demonowi. Wtedy nie byłby dłużny, o nie! Miał jednak pozytywne nastawienie i to dzięki Kaede, lecz jakieś resztki ostrożności jeszcze posiadał.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 6:33 pm

Chepri wręcz osłupiał, nie dawał tego po sobie poznać, ale był najprawdziwiej zdziwiony. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Nieco mniej zdziwił go sposób mówienia czerwonowłosego, ale jednak. Cóż, wyglądało na to, że nie ma wrogich zamiarów. Co więcej, wyglądał na równie zaintrygowanego co zielonooki. Albo i bardziej.
-Tak, jestem człowiekiem. A Ty demonem, prawda?
Chciał mieć pewność co do swoich podejrzeń odnośnie przynależności rasowej czerwonokiego.
-Emm... Co tutaj robię? Wyczułem Cię i... -aż mu się zrobiło trochę głupio, że przybył tu z właściwie byle powodu... -Chciałem się przekonać kim jesteś. Jesteś silny, silniejszy ode mnie.
Sprawy układały się pomyślnie dla Ziemianina. Chociaż z początku tak nie było, to teraz patronował jego poczynaniom optymizm. I to taki Chepri'owy. Co za człowiek...
-A tak w ogóle jestem Chepri - przedstawił się krótko i wystawił dłoń przed siebie, żeby się przywitać.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 10:23 pm

O jeeeej! Spotkał człowieka! Tak się uradował w myślach, że przez chwilę wyłączył się z rozmowy i tak jakby nie dosłyszał dalszej kwestii Długowłosego. Ale to nie tak, że go zignorował, nie! Tylko w końcu mógł poznać bliżej ten gatunek bez szybkiej ucieczki. Kaede nie za bardzo ufała demonowi co do tego czy byłby w stanie zachowywać się spokojnie wobec bezbronnej rasy. A ona wcale taka bezbronna nie była! Mieli już człowieka, który może nie miał najwięcej Ki, lecz nie oceniał książki po okładce i respektował jegomościa. No bo jakby nie patrzeć odważył się sam z siebie śledzić Reda i zjawić się przed jego oczyma.
A właśnie, to mu coś przypomniało. Nie odpowiedział na to co mówił Zielonooki, a tak nie można. O, nawet odpowiedział na wszystkie cztery pytania jakie zadał. Powinien jakoś odwdzięczyć się. Zwłaszcza, że powód przybycia Cherpi'ego nie był zupełnie przypadkowy. Nie rozumiał tego gestu wyciągniętej ręki, więc bardzo ostrożnie zrobił tak samo ze swoją dłonią, ale w powietrzu. Brakowało dosłownie kilku centymetrów, żeby ręce się spotkały.
>Tak, Red być demon. Chepri nie być dużo słabszy od Reda. Chcieć się przekonać?
Uśmiechnął się ochoczo i cofnął się o krok z zaciśniętymi pięściami. Nie ruszał się, patrzył się na człowieka i wwiercał ciekawskie spojrzenie. Lecz przemknęło mu jeszcze jedno przed oczyma. Grupka osób z Pasma Górskiego - to oni mogli nasłać Czerwonowłosego pod nos demona, aby odwrócić uwagę Reda od czegoś innego. Albo to był właśnie jeden z członków tamtejszej drużyny? Zdjął spojrzenie z osobnika i spoważniał rozglądając się dookoła.
>Być sam? Kolega? Koleżanka?
Jakby doszło do walki to jeden na jednego. Chciał uczciwie sprawdzić swoje i Cherpi'ego możliwości bojowe, a z przewagą liczebną nawet mega mocarz nie ma szans. O ile w ogóle dojdzie do walki.
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lip 07, 2013 2:18 am

Trudno mu było stwierdzić jaka jest przyczyna takiego a nie innego sposobu mówienia demona, żaden powód nie przychodził mu do głowy, nie chciał też wyciągać pochopnych wniosków. Postanowił pozostawić ten temat w spokoju. Ze słów czerwonowłosego wywnioskował jednak, że ma na imię Red. Ale co to? Czerwonooki chciał się z nim zmierzyć? Nie spodziewał się czegoś takiego tak szybko, ale... Jakby nie patrzeć, z Ichiro też walczył niedługo po poznaniu go, bo ile go znał? Pół godziny, godzinę? Nie ważne. To jednak przypomniało mu jakie to miało skutki... Tym razem jednak nie da się tak załatwić. Chepri nie jest kimś, kto dwa razy popełnia te same błędy, no może poza jednym... Czy dwoma... Jednym z nich była i jest łatwowierność. Na razie nie stało się nic strasznego, ale kiedyś to mogło się na nim naprawdę zemścić... Nie wywołujmy jednak wilka z lasu i wróćmy do tematu.
Pytanie Reda nieco zbiło go z tropu, to naturalna ostrożność, instynkt, czy...? Coś innego?
Skupił się, wyczuł kilka osób niedaleko. Czyżby to ich się obawiał? Możliwe. Pewności mieć nie może.
-Tak jestem sam. Mam akurat przerwę w treningu i postanowiłem wykorzystać ją do pooglądania okolicy. A co do Twojej propozycji, to z wielką chęcią się przekonam na co Cię stać.
-"I mnie również..." - dodał w myślach.
Mówił szczerze, nawet jeśli nie dawał tego po sobie poznać, to zżerała go ciekawość. Ta typowa dla wojowników ciekawość możliwości przeciwnika, którą da się zaspokoić tylko poprzez konfrontację ich ze swoimi umiejętnościami. Niebezpieczny to typ, swoiste przekleństwo, ale i zaczątek dla motywacji, gdy przeciwnik okazuje się silniejszy. Motywacja, jej szkarłatnowłosemu nie brakowało i raczej nie zabraknie, ale gdyby przegrał, to i tak by przybyła jej ilość adekwatna do rozmiaru porażki. Chociaż demon był silniejszy, to jednak człowiek miał kilka swoich asów w rękawie. Jego przyszły przeciwnik niewątpliwie też.
-No to zaczynajmy - rzekł, po czym uśmiechnął się lekko

OOC:
Zapraszam do sparingów
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lip 14, 2013 10:50 pm

Spodziewał się zjedzenia, a prawda miała się okazać jeszcze gorsza, miał być zgnieciony... Jak robak... Coś jednak sprawiło, że faktycznie został spożyty. Jak to się stało? Czyżby...? Chociaż był na to tylko cień szansy, to ostatkiem sił, musiał to zrobić dobry Red. Nie tylko nie został zabity, ale nawet nie trafił do żołądka, a przynajmniej miał taką nadzieję, bo dużo nie widział, właściwie nic. Nie można też powiedzieć, że czuł dużo, a przynajmniej coraz mniej. Zauważał, jak odpływają z niego siły i wędrują do tego złego Reda. Trochę smutna sytuacja, bo bez wyjścia, i sam się w nią wpędził. Gdyby wtedy był gdzie indziej, to i teraz nie byłoby go tutaj, gdziekolwiek by nie był. Właśnie... Miał przecież załatwić naprawę tamtej części. Ehh... No i się nie uda. A co z jego treningiem? Bo dopiero teraz pomyślał o tym? Co z Braską i Vixen? Będą go szukać? Cóż, to możliwe. Hmm... Jakby tak na to spojrzeć, to jeśli demon faktycznie zacznie go szukać, to znajdzie go i uratuje. Oczywiście wychodząc z założenia, że jego moc jest nadal wyczuwalna, bo jeśli nie, to mogiła. Jeśli zaś faktycznie można go wyczuć, to w sumie nie pozostaje mu nic innego, jak czekać na ratunek, bo on przyjdzie, prawda? Skoro spędził już tyle czasu przy wulkanie, to jednak chyba coś znaczył dla zamieszkującej tamte okolice dwójki. Chociaż... Wątpił, czy Braska ryzykowałby konfrontacje z jakimś swoim wrogiem tylko dla uratowania jakiegoś marnego człowieka. A Vixen nie wyśle, bo to w końcu jego córka i mogłaby nie podołać zadaniu. Nawet Chepri tego nie chciał. Czyli chyba jednak nic z tego. A może odsiecz przyjdzie ze strony jego kuzynki? Tej opcji też nie wykluczał. Po chwili namysłu stwierdził, że jednak nie chciałby, żeby to właśnie ona go uratowała. Po pierwsze nie wiedział, czy miała okazję spotkać i, co za tym idzie, poznać demony. Jeśli nie, to istniało spore prawdopodobieństwo, że skończy jak on, lub gorzej. Nawet jeśli miała dosyć siły, bo nie wiedział, czy dałaby radę ze złym Redem teraz, gdy miał moc zielonookiego. Czyli na ratunek nie miał co liczyć. Co najwyżej gdyby stał się kolejny cud... Jednak nawet on może nie mieć aż tyle szczęścia.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Lip 15, 2013 1:06 pm

Bardzo możliwe, iż zjedzenie kogoś o czystych intencjach i walecznym sercu spowodowało, iż Zło w demonie nie mogło dłużej przetrzymywać kogoś takiego w swoim doskonale mrocznym świecie. Swoją część żywota także poświęciła dobra strona Reda, która wymusiła na organizmie impuls. Przecież zaspokojony został głód, tak? Tak. Ekspansja energii była możliwa, tak? Tak. To na co jeszcze można czekać jak nie na to, na co każdy wojownik czekał? Na doskonalenie się! Demony i inne poza ziemskie istoty bardzo często dążyły do rozrostu swoich zdolności, a Czerwonowłosemu młodzieńcowi tylko (lub aż) absorpcja wystarczała - inne atuty już rozwinął jak mógł najlepiej.
Chepri mógł poczuć wibrowanie całego ciała, gdyż skraplało się ono niczym wosk i czerniło się. Przy krzykach bólu demon tonął pod substancją, która spływała z niego i tworzyła gigantyczną kałużę. Niknęły oczy, nos, drobne szczegóły anatomii ciała, wszystko rozmydlało się w jedno. Topił się jak śnieg na mocnym słońcu, a może nawet szybciej. Minęło półgodziny, gdy nie było ani śladu po demonie - tylko ta kałuża przypominającą rozlaną benzynę połyskiwała i bulgotała od czasu do czasu. Ale z każdą chwilą coraz intensywniej, niemal wrzała, by wreszcie po dwóch godzinach wytrysnąć ku górze jak wyciek ropy naftowej pod ciśnieniem i przekształcić się w fontannę. Wielka moc i Ki kłębiło się wokół czarnego gejzeru i ścieśniało wybuch aż do słupa o średnicy metra. To tam formowała się nowa jednostka mroku, dojrzewała i przyjmowała kształty humanoidalne. Zdawało się, iż słychać było krzyk w tym chaosie, aż wtedy jedna kropla czarnej substancji odprysnęła jak splunięcie gumy z ust na bok, gdzie zjawił się ludzki wojownik. I to nie w ciasteczkowej formie. Ten akt sprawił, iż przemiana demona dochodziła do końca. Słup naftowej cieczy zgęstniał i stwardniał. Rozpychająca Ki wciąż rozrastająca się od środka rozsadziła kolumnę i ujawniła odmienionego demona.
Wygląd Reda przy transformacji:
 
Czarne odłamki szkła przeobraziły się w czarne motyle odfruwające od epicentrum przemiany i odkrywając na światło dzienne przeobrażonego Reda. Jego imię teraz mogło jedynie pasować do oczu, gdyż dotąd bujna, czerwona czupryna została zastąpiona długimi, czarnymi jak smoła włosami, które układały się w niezwykły warkocz. Mógł regulować jego długość w zależności od potrzeb, a teraz sięgał do łydek. Zwykłe, codzienne ubranie przeistoczyło się w szerokie alladynki koloru czarnego i krótkiego T-shirta do połowy torsu ujawniając umięśniony, ale niezbyt przesadnie brzuch. Na barkach spływał biały, lekki szal, a niewątpliwą ozdobę stanowiły złote bransoletki na przedramionach i naszyjnik tuż przy szyi z czerwonym rubinem pośrodku. Idealnie podkreślał ów kamień szlachetny błysk w oczach demona. Tyle jeśli chodzi o zmiany wizerunkowe, ale przede wszystkim urósł w siłę, energia krążyła w nim z większym rozmachem niż do tej pory, a gdyby chciał to mógłby z pewnością przegonić niejedną istotę w biegach. Cóż, nie sprawdzi tego w tej chwili, za bardzo chciało mu się spać.
Jedną ręką chwycił się za stroń i masował ją. Głowa bolała niemiłosiernie, wszak zmienił się nie do poznania. Inna sprawa, iż zrezygnował z więzienia dużą dawkę Ki, którą był Zielonooki, i ta utrata także trochę kosztowała zdrowia. Mimo wszystko całe ciało napęczniało od nowej mocy, dlatego podczas przemiany widniał ten wielki grymas zadowolenia - przypominał trochę diabelski uśmiech, no ale jak tu się nie cieszyć? Demon odetchnął z ulgą i swoimi bordowymi patrzałkami obserwował otoczenie. Wiele szkód wyrządzili, ale trzeba przyznać, iż walka był na wysokim poziomie. Ponieważ wypluł z siebie człowieka jakieś pięć metrów od siebie, to wolno stawiając bose stopy przybliżył się do mężczyzny i stojąc nad nim ze skrzyżowanymi rękoma na torsie właśnie na nim skupił swoją uwagę.
>Zasłużyłeś na wolność. Idź, póki nie zmienię zdania.
Odparł w stronę wcześniejszego rywala i jakby nigdy nic usiadł po turecku na ziemi odpoczywając. Naprawdę przemiana w doskonalszą formę była męcząca. Efekt jednak zadowalał i nie mógł zostać oddany krytyce. Jedynie to, że wygląd zmienił się nie do poznania. Tylko Chepri, który był świadkiem metamorfozy, oraz osoby znające jego dawne Ki rozpoznają demona zawsze i wszędzie. A tak to mógł w pewnym sensie zacząć życie od nowa. Ale czy tego chciał? Hm... raczej nie.
A co z charakterem? Cóż, widać, że jest oschły, jakby skrył się przed całym światem swoją dotąd wesołą aparycją. Prawdopodobnie Zło zakorzeniło się na dobre w jego ciele i stłamsiło ludzkie emocje. Co nie oznacza, że faktycznie mroczna strona zwyciężyła. Gdyby tak było, to przebieg zarówno przemiany jak i zdarzeń kolejnych różniłby się i to znacząco. Jeszcze odczuwał dreszcze po ciele, które spowodowane były kolejnymi porządkami w jego organizmie. Zmienił swój image, wzrost, ubranie, to ciągnęło za sobą także umiejscowienie narządów wewnętrznych i ich przekształcenia. Poza tym odczuwał dość mocno walkę jaką stoczył przed przemianą, o czym świadczyło ogólne zmęczenie demona. To, że rany zasklepiły się wcale nie oznaczało, iż był w pełni sił. Nie, nie był. Dlatego zarówno jemu jak i Czerwonowłosemu przydałby się wypoczynek. Ten pierwszy zawinął swój długi warkocz w przyjemną poduszkę i położył się na boku na swoich włosach. Uh, jaka ulga.

Ooc:
Uwolnienie Chepri'ego i anulowanie przemiany w ciastko

Przemiana w Super Form?
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Lip 15, 2013 3:50 pm

Coś niczym wąż zaczęło sunąć bezszelestnie po trawie. Nikt tego nie widział, nikt nie słyszał - było niemal niewidzialne. Fioletowo-srebrna maź o konsystencji budyniu rozdzieliła się nagle na dwie mniejsze części i pomknęła w stronę wojowników. Dostanie się do poranionej skóry czerwonowłosego nie było jakimś tam wielkim wyzwaniem. Glutowata ciecz wsiąknęła w niego jak woda w gąbkę. Trochę roboty było z demonem, bo ten po przemianie miał mniej zadrapań, ale ostało się kilka... A najważniejsze było to, że ani Red, ani Chepri nic nie poczuli.


OOC
Nic się nie dzieje. Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Lip 15, 2013 7:14 pm

Jego bierna cukierkowa egzystencja została przerwana równie niespodziewanie, jak się zaczęła. Został wydalony z ciała demona, do tego dosyć brutalnie, bo zatrzymał się dopiero po kilku metrach. Jednak to co zobaczył...
-"Kto to był? Gdzie Red? I co ten osobnik z nim zrobił? Zaraz..."
Spojrzał na oczy nieznajomego, a tuż po tym użył szóstego zmysłu. Nie mógł uwierzyć, to był ten sam demon, z którym dopiero co walczył? Ale... Co się z nim stało? Jak stał się tak silny? Czyżby... Przeszedł jakiś rodzaj transformacji? Jeśli tak, to czemu nie przeszedł jej wcześniej? Wygrałby bez najmniejszego problemu. Chyba, że nie mógł. Czyżby to zaabsorbowanie go umożliwiło to mu? Nie chciał w to wierzyć... Umożliwił komuś złemu osiągnięcie mocy, o jakiej on może tylko śnić... Uderzyło to w niego z siłą stutonowego parowozu...
-Nie... -wyszeptał niemal bezgłośnie.
Był w takim szoku, że niemal nie nie słyszał słów demona, czy też raczej super demona, niemal. Gdy tylko dotarł do niego ich sens, mimo ciężkich ran wstał. Był ledwo, ale energii miał dużo. A przynajmniej tyle, żeby lecieć. Nawet gdyby chciał, to iść nie mógł, chociażby dlatego, że nogi i tak by mu odmówiły posłuszeństwa. A tak poruszał się nawet szybciej, niż by szedł w pełni sił. Jego celem teraz było dotarcie do West City, chociaż wątpił że doleci aż tam. Zmęczony organizm pewnie nie da rady...
-"Red, obiecuje, że kiedyś Cię uwolnię..."
Teraz mógł pomarzyć, ale kiedyś... Kiedyś na pewno będzie miał dosyć mocy... Wtedy odnajdzie go i pokona. Tylko taką opcje widział by dobry Red znów zapanował nad swoim ciałem.

OOC:
ZT do West City (gdzieś po drodze się zatrzymam)
Regen 10% HP i Ki
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Lip 15, 2013 8:01 pm

Nie zmieniał pozycji swojego ciała, gdy do Zielonookiego dotarło to co tutaj zaszło. Po jego minie mógł stwierdzić, iż nie był zadowolony z ulepszonego demona jakim był teraz Red. Leżał na boku i nie skrzywił się ni nie uśmiechnął na to jedno, ale jakże wymowne słówko. Po prostu pozwolił zrobić to, co było wskazane - zostawienie Czarnowłosego w spokoju. Póki co, dobry Red zamilknął, nawet zdawało się iż zaginął zupełnie w nowej personie.
>Yare, yare...
Westchnął spoglądając z uwagą na odlatującego przeciwnika. Już podnosił dłoń w jego kierunku z zamiarem zestrzelenia, lecz tylko wykonał gest palcami podobny do strzelania z pistoletu i zdmuchnął palec wskazujący jak lufę broni palnej. Innym razem policzy się z nim, być może będzie ciekawiej jeśli pozwoli Chepri'emu urosnąć na tyle w sile, że będzie niemal równy z demonem. Wygrana w takim stylu przeszłaby do historii i mógłby być w końcu docenionym wojownikiem. W sumie po co czekać? Mógłby już poszukać kogoś na swoim poziomie. Hm, nie głupi pomysł, lecz najpierw... drzemka. Położył obolałą głowę i zwinął się nieco w sobie, żeby zasnąć. Wpadł dość szybko w objęcia Morfeusza nie przeczuwając ani trochę intrygi z kosmosu na jego ciele.
Obudził się rześki i wypoczęty. Nie odczuwał głodu, tylko jeden jego rodzaj. Głód walki. Rozochocił się już przed spaniem na taką potyczkę na równi z równym, a skoro urósł w siłę, to dlaczego miałby czekać? Rany? Zabliźniły się podczas snu, transformacja jednak zrobiła swoje. Tryskał energią, którą w obecnej chwili wykorzystał, żeby poszukać zbliżone do swojego Ki. I znalazł takową jednostkę na calutkiej Ziemi. O tak, znał tą aurę bardzo dobrze. Aż oblizał górną wargę i podniósł się z amatorskiego posłania ze swoich włosów. Pyszniutka Ki, palce lizać. Równie intensywna i gwałtowna co ta należąca do Reda. Czym prędzej poderwał się na równe nogi i ściął nieboskłon swoim szybkim lotem.
Pędząc przez chmury i obłoki zaczął je przebijać na wylot jakby chcąc każdą z nich przeistoczyć w pączki z dziurką. Uważał je za przeciwników, i całkiem miłe ów wyobrażenie sprawiało, iż przyspieszał z chwili na chwilę, aż w końcu dotarł w nieznane...

[z tematu -> Gdzieś]
Ooc:
Post treningowy pierwszy
Powrót do góry Go down
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Kwi 30, 2014 7:02 pm

Po powrocie z Makyo odzwyczaiłem się od tego ochronnego klosza rozpostartego nad wulkanem, przez co moja zdolność wyczuwania energii była przytłumiona. Trochę mi zajęło, zanim ogarnąłem to, co się dzieje... Choć ogarnąłem to złe słowo, bo nie rozumiałem znacznej części rzeczy mających miejsce w ostatnim czasie...
- "Chyba będę musiał pomedytować nad tym głębiej w wolnej chwili"
Miało to jednak i swoje dobre strony, będąc skupionym, nie zwracałem uwagi na to jak długo lecę i w efekcie droga minęła mi w jednej chwili.
Zobaczyłem ją szybciej, niż wyczułem, co oznaczało, że obniżyła znacząco swój poziom mocy.
Wylądowałem kilka metrów od niej. Przyglądając się jej z bliska zauważyłem, że jest czymś poruszona, to dało się wyczuć w jej energii, tylko co spowodowało u niej taki stan?
-Vixen, co się stało? Dlaczego tu przyleciałaś? - zapytałem, moja twarz wyrażała coś pomiędzy ciekawością i troską.
Pozwoliłem sobie nawet na chwile zapomnieć o mojej misji, ale tylko do czasu wyjaśnienia się tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Maj 02, 2014 1:29 pm

[/td]

Vixen wydawała się być zamyślona. Stała nieruchomo patrząc w dal, a gdy tylko pojawił się Chepri, speszyła się. Zaczęła się rozglądać, machać nerwowo lisimi ogonami na boki. Wyglądała jakby chciała coś ukryć za wszelką cenę.
- Cheps? Em... - podrapała się w tyle głowy - Ja... tak po prostu, bez powodu. Możesz iść? Wolałabym pobyć sama. - Co jak co, ale Vixen nie potrafiła kłamać. Wyraźnie miała coś za uszami. Czyżby czekała na kogoś?
Jakby na złość demonicy, jakaś energia zaczęła się powoli zbliżać tutaj. Energia ta była zupełnie taka sama jak ta, pochodząca ze skrawka materiału.

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Maj 02, 2014 2:06 pm

Zbyt długo znałem tą Demonicę, by nie wiedzieć kiedy kłamie. Chociaż wyglądało to jakby na kogoś czekała, z jakiegoś jednak powodu postanowiłem nie drążyć tematu i odlecieć. To pewnie to "wolałabym pobyć sama", już raz czy dwa miałem okazję to usłyszeć i zawsze oznaczało to to samo.
-Emm, no dobrze... - już miałem się zbierać do odlotu, gdy poczułem zbliżającą się energię. Taką samą, jak ta ulatniająca się ze skrawka materiału.
-"He? Czemu ten demon tutaj leci? Czyżby to na niego czekała Vixen? Ale po co?"
Nie rozumiałem o co w tym chodziło, ale wiedziałem, że muszę się przygotować na każdą ewentualność. Odruchowo stłumiłem energię. Pech chciał, że nie miałem czasu wzmocnić się przed ewentualną walką.
-"Mam nadzieję, że uda się to załatwić pokojowo, bo inaczej słabo to widzę"
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Maj 02, 2014 2:26 pm

Wydawałoby się, że owy demon zaraz się tutaj zleci. Nagle jednak energia przycichła, zniknęła kompletnie. Zapewne potwór zauważył obecność osoby niepożądanej w tym towarzystwie i postanowił się ukryć. Tylko...
- Co on tu robi? ZABIJ GO.

Owy rozkaz znikąd wprawił Vixen w osłupienie. Demonica z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się przerażona na czerwonowłosego.
___ - A...ale! - chciała zaprotestować, lecz nagły ból głowy sprawił, że chęci rozmyły się tak szybko jak pojawiły. Przymykając jedno oko, spojrzała przepraszająco na dawnego kompana - Wybacz mi. - mruknęła po czym ruszyła nagle do ataku. Zrobiła przewrót w powietrzu, a następnie z niebywałą gracją spróbowała uderzyć chłopaka nogą w głowę.

OOC
Ciekawe co zrobisz. Very Happy


Statystyki:
 
Dostępne techniki Vixen:
 

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Maj 02, 2014 4:31 pm

Takiego obrotu spraw się zdecydowanie nie spodziewałem... Nie wiem co za misterny plan uknół ten demon, ale wciąganie w to Vixen było przesadą.
Mógłbym spekulować co też chciał zrobić, na przykład wykorzystać Vixen przeciwko Brasce, bo to strategicznie dobry ruch obrócić bliskich swojego wroga przeciwko niemu, podły, ale skuteczny.
Nie miałem na to jednak czasu. Silnym podmuchem powietrza odepchnąłem od siebie Demonicę, udaremniając jej atak. Zrobiłem to w samą porę, bo wystarczyłby ułamek sekundy i byłoby za późno.
Przy obecnej sile Vixen takie uderzenie pozostawiłoby mnie na wpół żywego bez większych szans na kontratak.
-"Yare yare... Dużo gorzej być nie może..." - pomyślałem i natychmiast mentalnie ugryzłem się w język, bo tego typu komentarze zazwyczaj prowadzą do pogorszenia sytuacji.
Twarz Demonicy miała pozbawiony emocji wyraz. Jeszcze nigdy nie widziałem u niej takiego, to wręcz kłuciło się z jej naturą. Oznaczało to, że gra toczy się o wysoką stawkę.
Nie wydawało mnie się, żeby ona miała specjalny interes w zdobyciu tronu Władcy Demonów, zgadywałem więc, że zmanipulował ją jakoś. Ale dosyć tych rozważań, ważne jest tu i teraz.
-Vixen, dlaczego to robisz? Jak ten gość zmusił cię do współpracy? Pytam, bo wiem, że z własnej woli nie stanęłabyś przeciwko Brasce, albo mnie. Proszę, odpowiedz.
Zauważyłem delikatny ruch dolnej wargi dziewczyny, a w jej oczach coś jakby lekki przebłysk smutku. Nie wyglądało jednak, by miała jeszcze jakoś zareagować na moje słowa.
-"Kso..." - pomyślałem, przygotowując się na ewentualny kolejny atak, tym razem pewnie trudniejszy do sparowania, niż poprzedni.

OOC:
Kiaiho, (to był podstawowy, tak?) - 178 Ki
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Maj 03, 2014 6:12 pm

Na całe szczęście atak Vixen został udaremniony. Nie używała ona zbyt dużej siły, starała się wręcz minimalizować siłę swoich ciosów tak bardzo jak tylko mogła, ale nie tak, by Chepri to zauważył. Może chłopak się zdecyduje wycofać, może nie będzie musiała go zabijać. To właśnie pokazywały jej oczy. Troskę strach.

- Nie powinieneś się tym interesować Chepri! - krzyknęła w odpowiedzi na jego pytania. - Jesteś za słaby, nie dasz rady! - dodała. W tych słowach było drugie dno. Chciała odpędzić chłopaka nie używając do tego jasnych do zrozumienia słów. Tak jakby ktoś trzymał jej na gardle nóż za wyjawienie prawdy. Powinien znaleźć sposób na podniesienie swojej siły.
Demonica zacisnęła zęby, a następnie odbiła od podłoża lecąc w stronę czerwonowłosego. Uderzyła go kolanem prosto w nos, a następnie chwyciła za włosy i cisnęła nim w stronę góry. Jakby tego było mało, postanowiła przysypać go skałami, niszcząc ścianę nad nim pociskiem KI.
- Możemy iść! - krzyknęła w powietrze.

OOC
Atak podstawowy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Chepri

avatar

Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Maj 03, 2014 9:57 pm

Sprawy przybrały jeszcze bardziej niefortunny obrót. Wbrew moim oczekiwaniom, Vixen zareagowała, ale w sposób gorszy niż brak reakcji. Co sprawiło, że temu padalcowi tak bardzo udało się zmanipulować nią? Zresztą, nie miałem czasu na takie zastanawianie się,,, Ale czemu to ciągle robiłem?!
-"Cholera..."
Ta myśl miała się stać prorocza, bo w sekundę, jeśli nie mniej, później Demonica przypuściła atak. Najpierw poczułem piorunujący ból w okolicach nosa a następnie cieknącą zeń ciepłą krew. Twarda czaszka uratowała mnie przed uszkodzeniami mózgu.
Ale nie długo się cieszyłem. Pociągnięcie za włosy było w mojej skromnej opinii wredne... Dredy aż zanadto nadawały się do chwytania, szlag by to. Jeśli dodać do tego rzucenie mną w górę i zawalenie kamieniami otrzymujemy obrażenia prawie każdej części ciała ze znaczącą przewagą górnej połowy. Siła uderzenia zamroczyła mnie na tyle bym zdołał stracić przytomność. Gdy się ocknąłem, ich już nie było...
Wygramoliłem się spod kamieni i otrzepałem z pyłu. W ustach czułem smak żółci. Zacisnąłem mocno pięści.
-"Jestem za słaby, nie dam rady? No pewnie, skoro dałem się tak urządzić tobie, to jak mógłbym walczyć z niegdysiejszym rywalem Braski? Zaraz, zaraz... Czy tobie...? Właśnie o to chodziło? "
To odkrycie rzuciło nowe światło na wydarzenia sprzed chwili, ale też pogorszyło moje samopoczucie. Uczucie zmieszania szybko przeszło w złość i żal. Złość na samego siebie, że nie mogłem nic zrobić... Przesłoniło to nawet obawy przed reakcją Braski.
Pulsujący gniew narastał z każdą chwilą, wraz z energią rozszerzał się stopniowo po całym ciele, aż w końcu zapłonął żywym ogniem uwizualniającym się jako buchająca krwiścieczerwona aura. Z wielkim trudem zdławiłem wybuch wściekłości, nie mogłem tego tutaj zrobić. Nie miałem na to czasu.
-"Muszę jak najszybciej urosnąć w siłę. Ta porażka musi zostać pomszczona..." - moja energia stopniowo powracała do normy.
-"Vixen, wiem, że wolałabyś, żebym się w to nie mieszał, ale nie mogę tego tak zostawić. Zabije tego padalca i uratuje cię!"
Nie mogłem wrócić do domu, to byłaby tylko strata czasu i pewnie sporej ilości krwi... Cóż...
-"Wyspo Żółwia, nadchodzę..."

OOC:

HP: 2328
Ki: 3932

ZT -> Wyspa Żólwia
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Lip 23, 2014 3:51 pm

>> Z Domku


Gdyby nie to, że musiała skręcić na wyspę Genialnego Żółwia to by nie straciła tropu. Jednakże zdrowie i życie jej dziecka na tą chwilę było najważniejsze. Na całe szczęście Kame nie miał nic przeciwko. W sumie nie mógł, bo wiedział, że w razie protestów czeka go okrutna i bolesna śmierć poprzez zapatelniowanie. Musiał zająć się jej dzieckiem nawet jak tego nie chciał. Pewnie i tak to jego kolega żółw będzie odwalał całą robotę, a staruch będzie leżał odwłokiem na hamaku oglądając nagie panie. Zboczony dziadyga!

___ - Zgubiłam go! - warknęła niezadowolona zatrzymując się w locie. Wzięła głęboki wdech i skupiła się, lecz poza kilkoma znajomymi energiami to nie czuła nic. Ta dziwna moc była przesiąknięta demonizmem, ale czuć było w niej również coś z człowieka. To było bardzo dziwne połączenie, dlatego demonica chciała za wszelką cenę odnaleźć właściciela owej potęgi. Znajoma, nieznajoma...
Dziewczyna uwolniła swój prawdziwy wygląd spod udawanej powłoki po czym wylądowała gładko na trawie. Złote oczy o czarnych białkach uważnie zaczęły przyglądać się otoczeniu, które w pierwszej chwili zdało się być znane. Wszystko było porośnięte bardzo dobrze mchem, trawą oraz drzewami, ale mimo wszystko krajobraz był taki sam jak...
___ - Khhh! - rudowłosa syknęła chwytając się za głowę i upadła na kolana. Skuliła się, a następnie przez jakieś kilkanaście sekund walczyła z okropnym bólem głowy. Znów. Znów wracały do niej utracone wspomnienia sprzed trzystu lat. Widziała to miejsce, lecz wyglądało inaczej. W miejscu gąszczy stał piękny domek, z płotem oraz czerwonymi kwiatami. Jakieś głosy, śmiech przechodziły jej przez uszy. Grabie? Czy to były grabie? Dlaczego postać przed nią chce nimi czesać June? To przecież Fox!
Demonica nie potrafiła dłużej wytrzymać bólu. Podniosła się z klęczek, z okrzykiem, któremu towarzyszyła fala kiaiho. Zmiotła ona większość roślinności, która licho trzymała się betonowego podłoża, jakim były fundamenty domu, co tu niegdyś stał. Złote oczy otworzyły się szeroko widząc to. Wiedziała! Wiedziała, że nie bez powodu zmieniała sporo rzeczy w swoim aktualnym domu! Wzorowała się na tym, co niegdyś stało tutaj - nieumyślnie, a jednak!
Cofnęła się, by zejść z betonu, a następnie skoncentrowała się zamykając oczy. Dzięki telekinezie, zaczęła łamać pobliskie drzewa, tworzyć z nich deski, następnie je układała na fundamentach mocując na papce, w którą zmieniała kamienie. Wszystko robiła za pomocą swojej mocy, stojąc w miejscu. Gdy skończyła po kilku minutach, otworzyła oczy. Budowla przypominała lichy domek na drzewie, jednak nie chodziło o odbudowę tylko o przypomnienie. Dom wyglądał jak ten sprzed setek lat. Dokładnie tak.
___ - Wspomnienia wracają... ale czy to dobrze? - mruknęła cicho do siebie zaciskając pięści. W tej chwili czerwony płatek uderzył ją w policzek. Chwyciła intruza, a następnie spojrzała na niego. To było z róży. Bez wątpienia.
Odwróciła się w stronę, z której nadleciał płatek, a następnie poszła w tamtą stronę przedzierając się przez wysoką trawę. W końcu trafiła na polanę... polanę wysłaną samymi różami! Chwilowa euforia zamieniła się w mieszane uczucia. Obraz był piękny, ale... ale... nie mogła teraz rozpamiętywać tego co było, musi zadbać o to co będzie. Musi odnaleźć Reito, gdziekolwiek jest i cokolwiek zamierzał zrobić poprzez zniknięcie. Dziewczyna wzleciała w górę, na kilkaset metrów po czym zawisła. Wiatr delikatnie gładził jej rude włosy oraz 'antenkę' na czubku głowy. Energia zaczęła wyciekać z jej ciała w postaci delikatnej, czerwonej poświaty.
___ - Reito... draniu... GDZIE JESTEŚ DO JASNEJ CHOLERY!? - wykrzyknęła uwalniając aurę. Cała ukrywana złość w tej właśnie chwili wybuchła w niekontrolowanym szale June. Była pewna, że gdyby nie jego zniknięcie, to demonica byłaby normalna.


OOC
Full moc
Powrót do góry Go down
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Lip 23, 2014 5:15 pm

Może początkowo było całkiem dobrze, ale im dalej w las tym więcej drzew. Chłopak po przebudzeniu nie czuł bólu, jedyne co mu dokuczało to suchość w ustach. Na szczęście, akurat tą dolegliwość dało się szybko zaspokoić. Po opuszczeniu domku June zaczął go boleć brzuch, ajaj! Ten rósł z każdą sekundą. Po kilku kilometrach suchość powróciła do ust chłopaka. Zaczął pikować, a zbliżając się do ziemi szukał jakiegokolwiek źródełka, rzeki, czegokolwiek. Woda była wybawieniem!
Szukał, szukał i szukał. Każda sekunda dłużyła mu się niemiłosiernie. Ból brzucha i tak rządza napicia się sprawiały, że coraz bardziej się denerwował. Przez nerwy nie mógł się skupić i ominął dwa małe źródełka. Leciał dalej, przed siebie. Tak! U podnóża olbrzymiej góry było, niewielkie, ale jednak, jeziorko. Chłopak zsunął dwie części maski i poszybował w kierunku wybawienia. Taaaak, wyobraźnia lubi płatać figle. Z daleka wyglądało to wszystko na jeziorko, z bliska przypominało raczej mały staw, i to taki bardzo mały. Brązwłosy pochylił się nad wodą. Widział swoje odbicie, woda była w miarę czysta. Uklęknął przed nią, wysunął dwie ręce, złączył je i nabrał płynu do garści ile tylko mógł. Szybko zbliżył je do ust i bardzo szybko wypełnił życiodajną wodą swoje usta. Czynność powtórzył kilkukrotnie, aż nieprzyjemna Suchta odpuściła.
Ach, już było lepiej. Teraz został tylko ból brzucha, który wydawał się jakby mniej uciążliwy. Half wzleciał nieco wyżej i usiadł na niewielkiej półce skalnej podkurczając kolana i przysuwając je do klatki piersiowej. Siedział w pozycji embrionalnej i podziwiał krajobraz. No tak, teraz było widać różnorodność planety. Po lewej stronie chłopaka rozciągało się piaskowe, niczyje, terytorium. Natomiast po lewej, w oddali było widać zielone wysokie drzewa. Vernil spojrzał w niebo i podziwiał bezwładnie sunące obłoki.
Bum! Głośny huk i masa pyłu. Eksplozja Ki! Chłopak skoncentrował się.
-Ta siła... -powiedział do siebie pod nosem. To musiał być ktoś niewyobrażalnie potężny. Silniejszy od Reda? Demon to chyba najsilniejsza osoba z jaką miał do czynienia młody wojownik z Vegety. Niestety jego siła bledła przy energii jaką teraz wyczuwał. Naciągnął obie części maski i ruszył do źródła tej niewyobrażalnej mocy.
-Mam nadzieje, że drugi raz także mnie ktoś wskrzesi. No cóż, próbować trzeba, a nóż uda się to rozwiązać bez siły- powiedział do siebie, chociaż nie wierzył w te słowa. Przyspieszył. Uwolnił swoją energię. Przeszedł na tryb super saiyanina.
Zbliżył się do.. To była June? Wyglądała nieco inaczej. Na szczęście twarz Vernila była schowana pod maską. Myślał, że to dobrze. W końcu co może czuć do osoby która na krzywą twarz przyszła na jej imprezę i do tego się upiła.
-Emm.. Tego Reito to nie znam, a drania? -mówił ochryple, podrapał się w tył głowy - no tutaj jestem -dopowiedział wesoło i uśmiechnął się... pod maską. Chłopak widząc jak osoba skrajnie przypominająca June jest zdenerwowana, podszedł do niej i przytulił ją do siebie -uspokój się bo zginę nie tylko ja ale i pół ziemi... -powiedział patrząc na domek którego.. no chyba nie było jak tutaj leciał. Rzucił mu się w oczy tylko krater i masa przewracających się drzew. Ajaj, może nie być za dobrze.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Czw Lip 24, 2014 3:15 pm

____Energia z demonicy buchała w powietrze jak rozzłoszczony ogień, do którego dolał ktoś benzynę. Czerwone języki KI powodowały, że cała roślinność wokół majtała się na boki, oraz wyrywała wraz korzeniami. Dopiero przybycie drugiej osoby spowodowało zmianę jej zachowania... ciut.
Akurat w momencie, w którym źrenice dziewczyny zwęziły się do kocich rozmiarów pojawił się Vernil. Stanął przed nią, a dziewczyna zaprzestała na chwilę wyrzucania z siebie KI i spojrzała na osobę w masce z nieukrytą wściekłością na twarzy. Kim on był i dlaczego do jasnej cholery śmiał jej przeszkodzić w... wkurzaniu się? Już chciała otworzyć usta by powiedzieć mu nieco niemiło by się stąd wynosił, aż ten nagle postanowił ją przytulić. Na jedną chwilę źrenice dziewczyny wróciły do normalnych rozmiarów, lecz po kilku sekundach stały się takie jak wcześniej - wściekłe, agresywne. Rudowłosa zawarczała, a następnie odepchnęła od siebie intruza by następnie zdzielić go otwartą ręką prosto w ucho (mogło mu się trochę ogłuszyć na jakiś czas, bo tak lep boli w uszy : D). Nie czuła jak silny jest ten mężczyzna, dlatego nawet nie myślała o tym by zmniejszyć choć trochę siłę swojego uderzenia. Nie bawiła się, chciała mu dać nauczkę by więcej nie podchodzić do kobiet, które wpadają w szał.
___ - Phy. - mruknęła, lecz dopiero po fakcie zdała sobie sprawę z tego co zrobiła. Otworzyła szeroko oczy, których źrenice rozszerzyły się. Pokręciła mocno głową, by pozbyć się do reszty szaleńczych myśli, a następnie zniknęła. Pojawiła się na torze lotu z ziemią Vernila i chwyciła go w ostatniej chwili chroniąc przed bolesnym upadkiem. Powoli wylądowała na ziemi odstawiając ogłuszonego - Wybacz mi. - mruknęła drżącym głosem po czym postanowiła zdjąć mu maskę. Gdy zobaczyła znajomą twarz... zrobiło się jej jeszcze głupiej. Aż w oczach stanęły jej łzy. Przyłożyła rękę do torsu chłopaka po czym w milczeniu użyła techniki leczącej. Chciała tym samym pomóc powrócić mu do dawnej świetności. Gdy skończyła, natychmiast odsunęła się od niego. Stanęła kilka kroków dalej, z odwróconym wzrokiem. Zacisnęła ręce tak mocno, że aż paznokcie przebiły się przez jej skórę.
Nie poznawała samej siebie, bez Reito zachowuje się zupełnie inaczej, jej emocje są bardzo mocno zachwiane. Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby nie przybył w porę Vernil.
___ - "Nie panuję nad tą mocą." - spojrzała na zakrwawioną dłoń. Przeraziła się. Gdzie szukać pomocy, u kogo? Wrócić do Time Camber, by tam kontynuować trening w osamotnieniu? Może kolejny rok by pomógł w pełni zapanować nad siłą?
___ - April. - zmarszczyła brwi po czym spojrzała w niebo. Przez chwilę czuła jak uaktywnia swoją moc, a jakaś inna, nieznana targnęła się na dziewczynę. Chętnie by tam poleciała by pomóc przyjaciółce, lecz musiała zostać przy Vernilu i upewnić się, że z nim wszystko w porządku.
No i jeszcze ponowne ujawnienie się na chwilę tej dziwnej KI, do której chciała lecieć! Wszystko dzieje się na raz, akurat kiedy chciała odwiedzić ojca po latach!

OOC
Podstawowy, ale zarówno leczenie, więc nic nie tracisz. Tak fabularnie. Smile


Wyciszenie KI do 30k
Powrót do góry Go down
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Czw Lip 24, 2014 4:08 pm

Chłopak przytulił do siebie June. Gdy ich ciała się zetknęły, Vernil zsunął obie części maski. Na kilka sekund energia demonicy wyciszyła się. Niestety, tylko na kilka sekund. Kobieta odepchnęła od siebie Halfa i z wielką szybkością, siłą oraz precyzją uderzyła go prosto w ucho. Ałć, to musiało boleć. Chłopaka zamroczyło. Nie wiedział co się dzieje dokoła. Szybował nisko nad ziemią przez paręnaście metrów. Zatrzymał się dopiero gdy Rudowłosa złapała jego ciało. Koniec? Chłopak wyglądał jakby był martwy. Miał czerwone ucho oraz fragment policzka. Wszystkiemu towarzyszył płytki oddech. No nie ma co, cios dziewczyny był zbyt silny jak wytrzymałość wojownika z Vegety. Dopiero po złapaniu mogła zobaczyć jego twarz. Chyba się trochę przejęła. Nerwy ją trochę.. tak, trochę.. nerwy ją poniosły i zraniła osobę którą zdążyła poznać. Na szczęście demonica miała dobre serduszko i bardzo szybko zaczęła leczyć chłopaka. Po kilku sekundach ten ocknął się, zeskoczył z ramion June i stanął naprzeciw niej. Nawet nie spostrzegł kiedy uruchomił tryb super saiyanina, zrobił to podświadomie. Naprzeciw niego stała smutna dziewczyna. Zaciskała pięści z taką siłą, że paznokcie zraniły wewnętrzną część jej dłoni. Chłopak widząc to podszedł do demonicy rezygnując z wyższego stopnia bojowego.
-Już koniec? -powiedział chwytając za obie ręce June. Otworzył jej pięści a swoją prawą dłonią przejechał po ranach koleżanki -wybacz. Nie wiedziałem, że tak zareagujesz na głupiego przytulasa - powiedział kończąc leczyć rany Rudowłosej -jak dla mnie to, to było nawet miłe.. do czasu -powiedział patrząc na oczy June i uśmiechając się szeroko. Mimo jego wesołego podejścia June wyglądała na smutną. Coś ją trapiło. Była bardzo potężna, jej ciało podczas tymczasowej transformacji zmieniło się. Jej prawdziwe oblicze mniej przypominało ludzką postać. Ale czy tylko tym się tak przejmowała. Spojrzała w niebo i powiedziała imię kobiety którą Vernil poznał już na Vegecie. April.. Co o niej wiedział? Przemieniła się w super saiyanina przy jego martwym ciele. Heh, to nawet trochę miłe. Do tego, jej życiowym partnerem jest ten silny Kuro. June martwiła się o czarnowłosą halfkę. Musiały być sobie bliskie. Bardzo bliskie.
-Emm, wyglądasz na zmartwioną. Może polecisz do tej April? Ja tam właściwie szukałem wody, żeby się napić. Trafiłem tutaj przypadkiem, a chyba trochę się przydałem -powiedział ponownie się uśmiechając. Dopiero teraz zwrócił uwagę, na to, że jego ból brzucha i suchota w ustach przeminęły. Czyżby to leczenie June podziałało i na to? Ach, to świetna sprawa!
-Dziękuje, że mnie ocuciłaś i uleczyłaś -powiedział na koniec patrząc w czarno-żółte oczka koleżanki.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 26, 2014 1:01 pm

Dziewczyna zdziwiona była reakcją chłopaka gdy ten chwycił jej ręce i je leczyć. Spojrzała na niego zastanawiając się dlaczego jej pomaga mimo iż przed chwilą uderzyła go dość mocno. Zwykły śmiertelnik już sto razy zdążył by umrzeć i polecieć w zaświaty. Na szczęście to był saiyan, którego nie łatwo zabić.
- Dziękuję. Nie musiałeś. - powiedziała chowając ręce do tyłu. By nie straszyć więcej swoim niecodziennym wyglądem zamaskowała go tak jak przy Shigo. Już normalne oczy spoczęły na chłopaku. Słysząc, że przyszedł tu by się napić, zaczęła się rozglądać. Nie mogła co prawda wyczarować szklanki wody, ale za to mogła coś innego - Magiczne rączki. - odowiedziała z uśmiechem na podziękowania za leczenie po czym wyciągnęła jedną rękę, w której znajdowała się pyszna muffinka. Lepiej nie wiedzieć czym była poprzednio. W każdym bądź razie dała ją Vernilowi. Wzięła głęboki wdech w płuca, a następnie spojrzała ponownie w górę.
- Nie czujesz tego, jak wiele dziwnych KI krąży wokół nas? Jedna z nich ma kontakt z April i się martwię, bo nie wiem czy dziewczyna da radę. Co prawda długi czas trenowałyśmy same, alee... to mnie nie uspokaja. - wytłumaczyła krótko. Przyjrzała się jeszcze chłopakowi by upewnić się, że nie ma większych ran, lecz jej wzrok przykuła maska. Wskazała palcem na nią - Po co Ci to? Nie czułam twojej mocy w niej. - zapytała. Pozwoliła sobie wziąć ją do ręki, a następnie nałożyć na twarz. Dziwnie się w niej czuła, dlatego zdjęła i oddała właścicielowi nie uszkadzając jej. Nie chciała być bardziej destrukcyjna w dniu dzisiejszym.
- Dlaczego tak szybko nas opuściłeś? Znudziłeś się? - zagadnęła siadając na większym kamieniu. Przyjrzała się jeszcze lichej budowli, która pod wpływem wiatru jaki wywołała June,  lekko się przechyliła. Dziewczyna machnęła swoim ogonem z kitą na końcu uśmiechając się do siebie, najwyraźniej pod wpływem wspomnień. Wciąż nie wszystkie były do końca jasne, ale nawet ich kawałek był dla niej czymś bardzo przyjemnym. Jako wcześniejsza June miała bardzo ciekawe towarzystwo oraz życie. Na nudę nie narzekała.
Powrót do góry Go down
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 26, 2014 7:26 pm

June szybko zmieniła swój wygląd. Chłopak otworzył szeroko oczy i zrobił mały krok w tył.
-J-jak Ty to zrobiłaś?- powiedział z wyraźnym zdziwieniem. Po wymianie uprzejmości June wyczarowała małą babeczkę w dłoniach chłopaka z Vegety. Ten przysunął ją sobie do ust, powąchał i wziął małego gryza. Ostrożności nigdy za wiele, a pierwszy raz miał do czynienia z czymś takim. Na szczęście sie nie zawiódł. Smakołyk okazał się bardzo słodki, miękki i rozpływający się w ustach. Zjadł szybko całą z uśmiechem. -Dziękuje bardzo - powiedział uśmiechając się, a między zębami miał jeszcze resztki z muffinki. Rudowłosa zwróciła uwagę na spore ilości energii Ki, które czuć dokoła. Vernil przymknął na chwile oczy. Skoncentrował się marszcząc czoło. Tak, jego nowa koleżanka miała racje.
-No, faktycznie. -powiedział otwierając oczy - jeśli chcesz to.. możemy tam polecieć, jeśli masz być dzięki temu spokojniejsza - drugą część zdania powiedział nieco ciszej. Głupio się czuł proponując coś takiego. Praktycznie w ogóle się nie znali... Dodatkowo te napady szału. Były bardzo groźne, co widać po otoczeniu.  Dziewczyna zbliżyła swoje dłonie do szyi Vernila. Ten przez chwile myślał, że chce go przytulić. Ale nieeee, to by było zbyt fajne. Dziewczyna chwyciła za maskę chłopaka i przymierzyła ją pytając co to jest. Chłopak zaśmiał się gdy zobaczył zamaskowaną dziewczynę.
-To jest pamiątka z zaświatów. Maskują moją aurę. Gdy walczę w niej, nie widać i nie czuć kiedy przechodzę w tryb super saiyanina, bądź odpalam białą aurę. Taka tam zabawka. -powiedział biorąc od dziewczyny masko-kominiarkę. Tak, teraz June zapytała o to dlaczego ich tak szybko opuścił.. Trochę krępujące pytanie, no ale trzeba odpowiedzieć.
-Wiesz... -wypuścił powietrze z płuc na chwilę robiąc sobie przerwę od mówienia -głupio się czułem jak to zrobił. To znaczy ten taki siwy typ. Przetransportował mnie i Reda do Ciebie. Już wtedy czułem się tam na siłę wepchnięty. Dobrze znałem tylko Reda. Chciałem lecieć, ale potem to dziwne coś do picia. Boże święty, co to było? U Was tak smakuje normalna woda i robi tak, że głowa boli? Nie wolno pić wody ze źródełek, jezior czy innych stawów, jak na przykład na Namek? -powiedział gestykulując rękami. Chłopak westchnął. -Rano stwierdziłem, że boli mnie głowa i generalnie nie wiedziałem czy mnie polubiliście. Trochę.. No chyba dziwnie się zachowywałem -powiedział drapiąc się w tył głowy. Jego twarz miała dziwny grymas.  -No, ale wracając do April. Trochę razem trenowałyście, pewnie wiesz na co ją stać. Z tego co ja wiem to jest super Saiyaninem. Osiągnęła ten poziom widząc moje martwe cia.. -zawiesił sie na chwile - chyba za dużo o tym mowie... Dobra, nie ważne. Jest silna, musi dać sobie rade. Do tego ma Kuro. Ten to dopiero jest silny. Dodatkowo to saiyanin, oni lubieją walczyć i siać zniszczenie. No, wiadomo, zdarzają się jakieś niedoróbki które odstają od normy. Na przykład ja.. -powiedział uśmiechając się. Wiatr zmógł się. Słońce wzeszło trochę wyżej i wzbiło się ponad drzewa, co za tym idzie, zaczęło oślepiać młodego halfa. Ten zrobił kilka kroków w tył i usiadł pod drzewem. No, te na Ziemi były sporo mniejsze od tych nameczańskich, ale owoce chyba miały podobne. W pozycji siedzącej, wzleciał nieco wyżej i zerwał sobie dwie czerwone kulki z drzewa. Przetarł je o swój strój, który otrzymał na zielonej planecie, a następnie ugryzł słodziutki owoc. Drugi rzucił Rudowłosej.
-Nie wiem czy lubisz, ale mi tak to bardzo smakuje -powiedział po przegryzieniu. Zaraz po tym wziął kolejnego gryza, i następnego i tak aż do końca owocu. Ogryzek rzucił za siebie. Rozczochrał sobie grzywkę która zaczęła nachodzić mu na oczy. -Cholera, chyba musiałbym coś zrobić z włosami. Już są sporo za długie -dodał po chwili. Przegarnął je sobie na tył, ale nie wiele to dało. -To jakie masz plany na teraz? -dodał na koniec.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lip 27, 2014 1:11 pm

___ - Jestem po prostu demonem. - Odpowiedziała laktonicznie na pytanie Vernila gdy zdziwiony był zmianą wyglądu demonicy. Nie było potrzeby wyjaśniać więcej, przedstawiciele jej rasy znają się na magicznych sztuczkach i chętnie używają ich w walkach jak zarówno w życiu codziennym. Nie będzie przecież straszyć swoim wyglądem gdy natkną się na jakiegoś szarego człowieka przypadkiem.

Half mówił kilka razy więcej niż June. Dziewczyna z uśmiechem patrzyła na niego i wsłuchiwała w jego słowa, machając swoim ogonem na lewo oraz prawo. Sama nie gadała za dużo, ale lubiła gdy ktoś opowiadał jakieś ciekawe rzeczy - była słuchaczem. Dlatego szybko nauczyła się gotować proste potrawy oraz robić inne domowe rzeczy. Bywała w mieście bardzo często.
___ - Jesteśmy z Shigo otwarci na nowe znajomości, lubimy gości. Niepotrzebnie czułeś się wciśnięty na siłę. A po wódce - bo tak się nazywa ten trunek - każdy dostaje słowotoku i robi dziwne rzeczy, więc nie masz się o co zamartwiać. Oczywiście są jeszcze różne odmiany, ale to nie jest jedyny napój na Ziemii. Zapewne na Vegecie też macie alkohole. Dziwnym byłoby gdyby ich nie było. Co do picia wody, najlepiej pić ją z czystych rzeczek, tutaj też jest ich pełno. - podrapała się w tyle głowy po czym wstała z kamienia, na którym siedziała i podeszła do brązowowłosego. Poklepała go po plecach - No przecież, że Cię polubiliśmy. Nie niszczysz tej planety, nie zabijasz ludzi, więc nie jesteś naszym wrogiem. - była słaba w pocieszaniu ludzi, ale liczy się przecież gest, prawda?

Dalszą część jego dialogu przemilczała. Dziwiła się tym, że on, jako half-saiyan nie lubił walki i unikał jej. W sumie June zapewne na jego miejscu też by jej unikała gdyby już wcześniej umarła. Zaraz, przecież umarła. I to nie raz. To było dawno, ale jednak. Mimo wszystko nie zmieniła swojego zdania co do walk.  Ostatnio nawet narzeka na brak przeciwników. Nikt nie ma ochoty z nią się pojedynkować. Gdy była słabsza, było takich osób bardzo wiele, a teraz, gdy ma trochę siły to inni są strasznie wybredni. Ciężko kogoś sobie dobrać odpowiedniego.
___ - Chcesz ściąć włosy? - mrugnęła kilka razy oczami patrząc się na chłopaka. Uśmiechnęła się, a następnie chwyciła go za nadgarstek - Chodź, wiem gdzie możesz to zrobić. Przy okazji pokażę Ci Ziemskie miasta i ciekawe miejsca. Spodoba Ci się. - powiedziała, a następnie wzleciała razem z nim w powietrze.

>> Z tematu x2, Ulice West City.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Mar 08, 2017 6:02 pm

Znasz deja vu?


No i świetnie.
Jest sama.
Tak ma być.
Nie ma nic przeciwko.

Wleciała w miejsce, zwane podnóżami gór z dość sporym impetem, jak lecąca kometa. Robiąc dużo kurzu, oraz dość spory krater w ziemi, pokazała, jak wielka jest jej złość w tej chwili. Kurde, kogo ona chce oszukać? Tak na prawdę nie chciała być w tej chwili sama, a mimo to spieprzyła sprzed nosa Razielowi, bo tak. Bo foch, bo już.
Jak tylko pomyślała o Razielu, jeszcze większa złość się w niej zebrała. Wytworzyła w dłoni kulę KI, po czym cisnęła nią przed siebie. Poleciała jak źle odbita piłka od baseballa, znikając za drzewami, po czym wybuchła jak mimi bomba, niszcząc ten piękny krajobraz. Nawet jedno drzewo prawie uderzyło młodą wojowniczkę, ale ta w ostatniej chwili zrobiła unik, odskakując na bok. No pięknie.
___ - Uspokój się... - powiedziała sama do siebie, patrząc jak tli się mały ogień w miejscu wybuchu. Źle to rozplanowała. Ogólnie to... źle rozplanowało się jej życie. Jakby pomyśleć... to nie ma w nim żadnego celu. No, może poza chęcią pomocy Red'owi w poszukiwaniach smoczych kul, ale poza tym... co będzie robić? Może jej życie dobiegnie końca? Nie ma zielonego pojęcia jak długie będzie jej życie, na ile został ustawiony jej zegar biologiczny? Może od jutra zaczną obumierać jej komórki i tyle będzie z wojowniczej, buntowniczej Kisy?
___ - Kso... - przeklnęła cicho, zaciskając pięści, po czym ucupnęła na pieńku, obserwując, czy ogień przypadkiem nie zacznie się rozpraszać na boki. W sumie to nawet nie mogła się martwić o to, bo ciemne, burzowe chmury zaczęły nadciągać nad jej głowę. Po pięciu, może dziesięciu minutach takiego dumania rozległ się pierwszy grzmot, a deszcz zaczął lać nagle, bez wcześniejszego uprzedzenia mżawką.
Młoda wojowniczka choć mokra, nie ruszała się z miejsca. Prawy łokieć miała oparty o kolano, a głowę o dłoń. Druga ręka zaś zwisała bezczynnie wraz z ogonem, który teraz wyglądał jak zwykła szmaciana doczepiana zabawka. Pozostaje więc jej tylko czekać, aż Red zawoła... potem się będzie martwić o swoją przyszłość.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Podnóże góry   

Powrót do góry Go down
 
Podnóże góry
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Podnóże góry

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: