Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Podnóże góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Podnóże góry   Sro Maj 30, 2012 4:24 pm

First topic message reminder :

Jedno z najczęściej uczęszczanych miejsc przez wojowników, choć tak na prawdę żaden z nich nie wie, po kiego się spotykają właśnie pod tą konkretną górą. Ale cóż, przynajmniej jest to miejsce szczególne. Uważni mogliby wypatrzeć jakieś przedmioty należące do bohaterów z dawnych dziei.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
NPC



Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Wrz 23, 2012 9:44 am

Spoiler:
 
____ Babuśka widząc, że pożar został zgaszony nadal z jakąś kwaśną miną odwróciła się i zaczęła iść przed siebie mamrocząc pod nosem.
____ - Ależ ta dzisiejsza młodzież jest niewychowana. No kawał zbója. Las mógłby spłonąć. Już nie raz płonął. Jeszcze tamta czerwonowłosa niszczyła zieleń, ale mi uciekła. No co za ludzie, co za ludzie... - I... znikła między drzewami marudna babunia.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Wrz 24, 2012 9:36 pm

W odpowiedzi na dąsy odchodzącej staruszki, demon tylko wzruszył ramionami z obojętną miną i rozsiadł się na ziemi po turecku, patrząc tępo w przestrzeń przed sobą, co skutkowało suchością oczu, czego objawem było pieczenie, jednakże on się tym nie przejmował, wręcz walczył z tym bólem, spoglądając w konkretnym kierunku. Wbrew pozorom zaczął tęsknić za demonicą, która odeszła bez słowa. Między nimi wytworzyła się bowiem delikatna nić sympatii, przywodząca na myśl sieć pajęczą - w teorii cienką oraz słabą, lecz w praktyce potrafiącą utrzymać nawet niesamowicie olbrzymie ciężary. Mogło mieć to zwyczajny powód, jakim jest strach Sedu przed samotnością, bądź mniej błahy, jakim było zjednoczenie dusz z Alestrią - go to nie interesowało, po prostu chciał, by dziewczyna do niego wróciła, ze swoją dziecinną głupotą i potęgą pięści.
Nagle padł na plecy, trzymając się obiema dłońmi za klatkę piersiową. Jego serce powoli odmawiało mu posłuszeństwa, co powodowało niesamowity ból w tej części ciała. Zacisnąwszy zęby najmocniej, jak tylko potrafił, ostatkiem wolnej woli przeciwstawiał się naturalnej reakcji na coś takiego, to jest krzykiem. Oddychając bardzo szybko poprzez zaciśniętą szczękę w sposób świszczący, próbował zapanować nad cierpieniem, lecz jego starania na nic się nie zdawały, tylko pogarszały sprawę, która i tak była w kiepskim stanie.
- Muszę... Przetrwać... Nie mogę... Umrzeć... Nie teraz... - Wyszeptał do siebie, po czym jęknął z bólu, obracając się na brzuch. Powoli zaczął pełznąć w jedyną znaną mu stronę, czyli do strumyka, licząc na złagodzenie cierpienia wodą. Poruszając się w takiej pozycji przypominał ślimaka bez skorupy, oszołomionego ogromem świata i szukającego małej, zamkniętej przestrzeni, imitującej jego domek. Z tym że ślimaki nie klną cicho przy każdym minionym przez siebie centymetrze. Gdy tam dotarł, oczy powoli zachodziły mu mgłą z wycieńczenia, a ból miast się zmniejszyć, rozrósł się na inne narządy, wielokrotnąc się. Obróciwszy się z powrotem na plecy, oddychał szybko i niemiarowo, a serce pracowało coraz wolniej. Po chwili oczy same z siebie zamknęły się, a dotąd posiadający wolę życia demon, opadł bez sił i stracił przytomność, pochłonięty przez sen, być może wieczny.
    Płynął powoli pośród wspomnień, snów oraz myśli. W jego oczach czaił się strzępek nadziei, jednakże gasnący z każdą mijaną sekundą pobytu. Co dziwne, z czasem coraz więcej obrazów, które omijał, zawierały twarz demonicy, jednakże w zupełnie innym kontekście, aniżeli wcześniej Ales. To nie była jego Ukochana, lecz raczej Towarzyszka Życia, Przyjaciółka. Tak ją przynajmniej traktowała jego podświadomość, wątpliwości zaczęły się, gdy przez jego głowę przelało się z potężną falą ciemnych myśli, pytanie o to, czy June odwzajemniała jego odczucia. Bał się tego, przerażenie paraliżowało go na samą myśl o tym, że mógłby zostać odrzucony i pozostawiony samemu sobie. W tym momencie do głosu doszedł rozsądek, wspominając, że owa sytuacja już nastąpiła, pogrążając tym samym świadomość chłopaka w jeszcze większym dołku. Nadzieja zgasła, a cały wyimaginowany świat jego wyobrażeń spowiła ciemność smutku. Leżąc na samym jej dnie, zwinął się do pozycji embrionalnej i po prostu płakał jak małe dziecko. Czuł w kościach zbliżające się niebezpieczeństwo, a nie mógł nic zrobić. Był sam jak ten mały palec i nie mógł nic na to poradzić.
    -
    Muszę sam odnaleźć swoje szczęście... - Powiedział do siebie po chwili, wstając, po czym jak gdyby nigdy nic, zaczął iść. Powoli, będąc niesamowicie zmęczonym, jednakże do przodu, by znaleźć coś, co uczyni go szczęśliwym. Stawiał stopę za stopą, kierując się w dowolną stronę, nie mając pojęcia o tym, co spotka go później, lecz demon nie przejmował się tym, gdyż była to jego jedyna szansa na spokój w duszy, zmącony wieloma wydarzeniami, które tak drastycznie wpłynęły na jego żywot. Nie widział nic przed wokół siebie za sprawą ciągle nieprzeniknionej ciemności wypełniającej po brzegi jego umysł. Z tym także chciał walczyć, bo jak niby miał odnaleźć szczęście, gdy nie potrafił nawet określić kierunku, do którego zdążał. Czując ciągle ból w klatce piersiowej, kroczył przez mrok, by światłość serca odnaleźć.
    Szedł już drugi tydzień, a nie zdarzyło się nic, mogącego przykuwać uwagę. Dziwne uczucie wypełniało chłopaka, że mija się z celem, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Że jest niesamowicie blisko, ale co chwila zbacza z drogi i przez kompletny przypadek nie trafia do miejsca przeznaczenia. Czuł nieziemską irytację, frustrowała go cała ta sprawa, co tylko pogarszało cierpienie ciała i ducha. Oddychając ciężko i niemiarowo, podążał dalej, próbując skupiać się na tyle mocno, by poradzić sobie z takim obciążeniem głowy, lecz na nic mu się to zdawało, ciągle zawodził. *
    Jak w życiu, jak z Ales...* Przed oczami przeleciał mu wyrazisty na czarnym tle obraz słów.
    Przyznał im oczywistą rację. Od samego początku istnienia nie było osoby, która szczerze uśmiechała się na jego widok, gdy już go trochę czasu znała. Wyjątkiem była jego Luba, lecz to ją zawiódł najbardziej, więc nie wliczała się do owych statystyk. Czując do siebie coraz większy wstręt oraz zażenowanie, nawet nie próbował robić dobrej miny do złej gry - po jego policzkach spływały równie czarne co niebo, krople łez, a na twarzy malował się smutek połączony ze złością.
    -
    A może... - Rzekł sam do siebie, zatrzymując się na chwilę. - A może nie powinienem istnieć...? Może właśnie to pokazuje mi Wielki Kaio-Shin, że moje życie przynosi tylko cierpienie, że przyszła na mnie pora? Kiedyś przynajmniej odnajdywałem w tym frajdę, a teraz, gdy posiadłem uczucia... - Nagle lekko potrząsnął głową i zmienił ton głosu, zaczynając zupełnie nową myśl, jakoby był inną osobą:
    -
    A może to jest właśnie klucz do wszystkiego? Może powinienem wrócić do dawnego stylu życia? Wyzbyć się na powrót uczuć i odbyć kolejną Wycieczkę przez Królewskie łoża Galaktyki. Robiłem tak przez stulecia, więc kontynuacja nie byłaby taka zła w sumie...
    Przez kolejne parę dni tak kłócił się, nie mogąc dojść do porozumienia ze sobą. Z jednej strony pragnął śmierci, a z drugiej powrotu do dawnego stylu życia. I wtedy nieświadomie popełnił błąd, bowiem żadna ze stron nie chciała kontynuować wędrówki, która zapewne zakończyłaby się odnalezieniem w końcu prawdziwego szczęścia...

Ciało demona, leżące bezwładnie na brzuchu tuż obok strumyka, z jedną dłonią zanurzoną w lodowatej wodzie, zadrżało niepewnie, po czym kontynuowało nieruchomy sen. Czy wieczny? Tego póki co nie było wiadomo.
Nagle jego oczy otworzyły się szeroko, po czym źrenice wypełniły się szarością. Rozchylone usta wypełniły się krwią, a u podnóża gór rozległ się głos, jakże znajomy...:
- Żegnaj... June.

Edit: Kończę z grą. Miło było.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Wto Paź 16, 2012 5:14 pm

Leciał już od kilku minut około 30km nad ziemią. Nie chciał aby ktoś na dole zauważył lecącego osobnika, było to niecodzienne na tej planecie. Rozglądał się za jakimś miejscem do lądowania, niestety w okolicy pełno było ludzi a jedynym miejscem do lądowania było podnóże jakiejś góry. Zleciał szybko na twardy grunt, niestety lądowanie nie było przyjemne i zarył twarzą o glebę. Nie opanował do końca lądowania z taką prędkością, no ale cóż trening czyni lepszym. Rozejrzał się jeszcze dla upewnienia czy nikogo nie ma w tym miejscu. Chodziło tu jedynie kilka zwierząt: zające, sarny itp. Usiadł na pniu zciętego drzewa, zastanawiając się co ma nadal robić. Przydało by się potrenować jeszcze i nauczyć się innych ataków ale sam nie wiedział od kogo może się ich nauczyć. Nie znał żadnego mieszkańca planety, żyjąc niczym samotnik i nie zabawiając na długo w konkretnym miejscu. Po prostu jego ogon oraz zdolności mogły zwrócić uwagę niezbyt przyjaznych osób. Mogły by go na przykład uwięzić tajne siły rządowe i przeprowadzać na nim eksperymenty, takie jak widział kiedyś w telewizorach stojących w sklepie kiedy przechodził obok. Może jednak powinien wybrać się do któregoś z miast i rozpocząć treningi w jednym z tzw. Dojo które widział w nich. Oferowały naukę różnych sztuk walki np. karate, tekwondoo lub jujitsu. Nie mógł się jednak zdecydować.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Paź 21, 2012 10:41 pm

Lecąc upewnił się, że czuje Ki Hikaru w domku. Nie wiedział, czy ten śpi, czy nie ale na pewno znajdował się w pozycji leżącej. Chłopak już się domyślał, że Mistic nie jest byle kim i potrafi znacznie więcej niż kadet zobaczył. Aktywował białą aurę i grzał ile sił. Dopomagał sobie wypuszczając co jakiś czas niewielki ki-blastery, aby nadać sobie szybkości. Jego umysł przestawił się głownie na myślenie o jednej osobie, o wybrance swojego serca. Nie zwracał uwagi na nic i na nikogo. Dawał ostro do przodu, przed siebie. Kierował się w stronę miejsca, gdzie wylądowała wysłana po niego grupa poszukiwawcza. Jeżeli Amala nie żyła to chociaż jej statek powinien dalej się tam znajdować. Jego punktem odniesienia był wulkan, przy którym czuł jak jakiś potężny przeciwnik zabił Reito. Pod materiałem zaczął go piec tatuaż Foxa. Albo lis ostrzegał chłopaka, że właśnie popełnia błąd albo denerwował się wilgocią materiału spowodowaną spadającym deszczem.

OCC:
- Jest w okolicach godziny 6 nad ranem, pada deszcz, przelatuje z dużą prędkością.
- (- 200 Ki)

Statystyki na Białej Aurze
Power Level: 2805/7480
Siła: 145/290
Szybkość: 129/257
Wytrzymałość: 126/252
Energia: 127/253

HP:1890/3780
KI:1698/3795

Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 22, 2012 10:44 am

Pojawił się jakieś sto metrów przed lecącym drobiem, na tyle blisko, że nie był w stanie w żaden sposób zareagować lecąc z maksymalną swoja prędkością. W ciągu ułamka sekundy Hikaru przejął inicjatywę nad lotem Kury, zahaczając ramieniem szyję sayana i rzucając go, zmieniając jednocześnie tor lotu prosto w dół. Było to szybkie, ale jeśli ktoś był w stanie to zobaczyć, mógł stwierdzić, że to było jak rzucenie na olimpiadzie dyskiem, tyle że sześciennie. Hikaru miał dość takiego zachowania swojego ucznia, widać dał mu za mało popalić. Lało jak z cebra, ale mu to nie przeszkadzało, jednak młody sayan już w tej chwili wylądował w błocie i był niczym błotnisty potwór. Mistic zniknął i pojawił się błyskawicznie znów przed Kurą.

- Skoro już wstałeś możemy zaczynać trening. Widzę, że palisz się do treningu, w takim razie zaczniemy od Twojej psychiki. Powiedział surowym tonem i skupił się na obrazach z ostatniego pobytu na Vegecie. Skupił je w jedną małą pigułkę i wstrzelił ją prosto do mózgu swego ucznia. To powinno zadziałać jak strzał w pysk ołowianą pałką. Dopiero jednak po chwili, jak psychiczna pigułka zaczęła się rozpuszczać w głowie rozwijając wszystkie obrazy jakie Hikaru sam właściwie wymalował swoim zachowaniem oraz tym co tamci sayanie czuli kiedy z nimi kończył to mogło pozbawić przytomności. Czy Kura da sobie z tym radę ? Chłopak nie wiedział, ale był ciekaw jego reakcji. Miał dość uganiania się za nim wszędzie po galaktyce. Albo go utemperuje, albo zabije. Krótka piłka.



occ +masz dmg równy Twojej szybkości.
+Dezaktywacja białej aury.
+ Wizje z Vegety
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 22, 2012 6:38 pm

Chłopak pruł przed siebie. Deszcz mocno utrudniał widoczność podczas lotu. Młody Saiyan był w stanie dostrzec jedynie zarys sylwetki swojego mentora o kilkadziesiąt metrów od niego. Jednak doskonale wyczuł tą charakterystyczną, zimną Ki. Przy takiej prędkości nie miał już szans na zwrot lub zatrzymanie się. Mógł co najwyżej spróbować go ominąć. Czasu na podjecie decyzji było mało. Mimo to Kuro owładnięty emocjami postanowił zrobić jeszcze inaczej. Postanowił staranować Mistica. Konkretniej to liczył na to, że tamten odpuści i zrobi unik. Gdyby Hikaru był w wieku Kuro to zapewne tak by postąpił. Młodzik nie docenił trzystuletniego doświadczenia swojego mentora i faktu, że taki pospolity numer na niego po prostu nie działa. Leciał niczym taran z myślą: albo on albo ja. Potem stało się coś dla niego niepojętego. Już był tuż, tuż, patrzył wyzywająco i szykował się do zderzenia. W ułamku sekundy nastąpiło coś, co odczuł jako uderzenie głazem w krtań. Stracił dech, chyba zrobił obrót w powietrzu, bo zakręciło mu się w głowie. Leciał w dół ale rękoma złapał się za szyję i próbował nabrać powietrze do płuc, dusił się. Jego nie wytrenowany organizm nie reagował jeszcze automatycznie na pewne stany i zdarzenia. Tak więc bez zahamowania lotu Kuro wbił się w błotnistą ziemie z wielkim hukiem, rozpryskując błoto dookoła. Uderzenie odczuł we wszystkich kościach. Jak na twardego Saiyana przystało pozbierał się. Patrzył gniewnie na srebrnowłosego stojącego już tuż przed nim. Gnany dalej swoimi emocjami wykrzyczał do mistica:

- Umówmy się na rogu całuj mnie gdzieś i nie ma mowy!


Otarł dokładniej twarz z błota, a cały wręcz nim ociekał i przyjął pozycje do walki. Pozostało mu jeszcze tyle rozsądku, że nie ważył się podnieść ręki na nauczyciela. Za to odwagi na odszczekanie się jak najbardziej mu pozostało. Cały czas zwracał się do Hikaru per „Pan”, co mogło oznaczać, że mimo iż chłopak się stawia to w głębi szanuje nauczyciela.

- Miałem cholernie paskudny miesiąc i jestem w cholernie kiepskim humorze. A wie Pan, co w tym wszystkim jest najgorszego? Gdzie się nie obrócę, wszędzie jakiś zasrany dupek stoi mi na drodze. Wracam do domu.

Miał powiedzieć coś jeszcze ale już nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. W pierwszej chwili poczuł jakby jakiś pocisk przebił mu głowę. Potem nic. Odruchowo dotknął ręką czoła, spojrzał ale śladów krwi nie dostrzegł. W następnej chwili poczuł jakby rozsadzało mu czaszkę. Informacje, mnóstwo informacji i to znikąd. Znał to uczucie, sprzed ponad miesiąca. Już wiedział mniej więcej co się stało tylko nie wiedział jak, wtedy Hikaru dotknął jego głowy, Teraz stał spokojnie przed chłopakiem, Kuro ni dostrzegł aby ten wykonał jakikolwiek ruch.
W jego głowie pojawiały się różne obrazy, ale wszystko działo się w tak szybkim tempie, że nie był w stanie ich zarejestrować, to samo emocje. Ale czuł zapach żelaza, wszędobylski zapach litrów krwi. Kuro chwycił się za głowę i padł na kolana tuz przed nogami Hikaru. Krzyczał jak opętany i zwijał się w kłębek na trawie z bólu i nadmiaru bodźców. Dalej krzycząc skupił się niczym embrion, mięśnie miał napięte. Po czym szybko jego ciało się wyprostowało rozkładając ręce oraz nogi szeroko i zatrzymując się dłuższą chwilę. Twarz zwrócona ku stojącemu wojownikowi zastygła mu w niemym przerażeniu. Głowa Saiyajina spoczywała tuz przy butach mistica. Po czym mięśnie zwiotczały i młodzik stracił przytomność. Mózg skończył otrzymywać przekazane informacje. Teraz dopiero rozpoczął się koszmar, który nie opuści Kuro przez następne kilka godzin.

OCC:
- 130 dmg
- utrata przytomności, leżę krzyżem.
- Erik czekamy na Ciebie Very Happy


Ostatnio zmieniony przez Kuro dnia Wto Paź 23, 2012 12:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 22, 2012 7:55 pm

Pogoda w okolicy diametralnie zmieniła się, z nieba padało jak cholera. Nagle ogarnęło go jakieś dziwne przeczucie że wydarzy się coś niedobrego. Spoglądając w niebo ujrzał białą strzałę lecącą wysoko. Na pewno nie był to samolot, zaraz potem przed owym obiektem pojawiła się jakaś postać. Ciężko było ją rozpoznać, pocisk wleciał na ową postać, poczym z taką samą prędkością spadł na ziemię, poczym wojownik stracił z oczu obydwa punkty. Zdążył zauważyć jedynie w które miejsce spadł obiekt. Razer szybko wstał z pnia, poczym ruszył szybko w stronę zdarzenia. Nie leciał gdyż mógł zwrócić uwagę osobnika który zniknął, biegł starając się przy tym poruszać jak najciszej. Jego oczom ukazało się dwóch mężczyzn. Pierwszy, srebrnowłosy trzymał w dłoni jakiś miecz stojąc przed chłopakiem, który również jak bio-android miał małpi ogon. Schował się za skałę znajdującą się około 0,5 kilometra od nich. Na razie tylko obserwował jaki będzie rozwój wypadków. Wojownik z mieczem wzbudzał podejrzenia w Razerze. Wyglądało na to iż przez niego czarnowłosy spadł na twardy grunt. Był gotowy interweniować jeżeli będzie taka konieczność. Czekał nadal w ukryciu zaś obydwaj wojownicy zaczęli prowadzić ze sobą rozmowę. Widać że ogoniasty był zdenerwowany i targały nim emocję zaś drugi nie okazywał żadnych emocji. Gdy jednak chłopak po chwili zobaczył że czarnowłosy padł nieprzytomny, nie wytrzymał. Czół że nie może pozwolić aby ogoniasty został zabity, podniósł ręce w górę skupiając większość swej energii. Był świadom tego że zwykłe ciosy nic nie zrobią białowłosemu, musiał zaatakować od razu z najcięższej broni. Gdy zgromadził energię, wybił się błyskawicznie od ziemi, poczym wyprostował ręce krzycząc
-Masenko!
poczym wystrzelił strumień energii prosto w wojownika.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Paź 24, 2012 3:58 pm

Efekt jaki wywołały obrazy jakie przekazał uczniowi wywołały w nim całkowity reset systemu. Na pewno mózg będzie potrzebował chwili na dojście do siebie. Na całym terenie panowała jeszcze ciemność, zapewniana przez ciężkie deszczowe chmury. Widoczność ograniczała się do kilkudziesięciu metrów, szczególnie na terenie, na którym stali. Deszcz powodował sporą ścianę odbitych cząstek błota, przez co mniej więcej na półtora metra od ziemi wszystko było niewyraźne. Ponad tą naturalną ścianę z rozczepionego błota było nie wiele lepiej. Tak gęstego deszczu w tych okolicach dawno nie było. Jednak Hikaru dobrze wyczuwał każdą energię znajdującą się w tej okolicy, nawet jakiegoś gościa z podobną Ki do Kury. Stał jakieś pięćset metrów od dwójki wojowników.

Mistic zastanawiał się co zrobić z młodym sayanem, kiedy poczuł wyładowanie w Ki mniej więcej za jego plecami. Tamten gość musiał wystrzelić falę Ki lecącą powiedzmy prosto na dwójkę zebraną trochę niżej. Jednak fala była tak słaba, że nie była w stanie dolecieć do nich , zaryła w ziemię mniej więcej osiemdziesiąt metrów przed Hikaru. Ten w czasie uderzenia ataku w błoto pochylił się nad uczniem by sprawdzić czy aby go nie zabił, choć właściwie i tak wyczuwał jego ki, ale wolał sprawdzić. Podniósł go za szmaty wywołując niewielki podmuch Ki by odsunąć krople błota, które zostały wyrzucone w powietrze jeszcze bardziej po Masełku. Trzymając ucznia za kostium na plecach ruszył w stronę kogoś kto w niego wystrzelił ki bez słowa ostrzeżenia.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Paź 24, 2012 7:21 pm

W tej chwili do Kuro nie docierały żadne informacje z zewnątrz, był zamknięty w swoim koszmarze. Przed utratą przytomności Saiyanem targały silne emocje i podczas Hikaru dotknął leżącego w błocie ciała przemknęło do jego świadomości kilka krótkich scenek z życia chłopaka.
Na początku zobaczył obraz iście cyrkowy. Około piętnastu małych małpek w wieku pomiędzy 8 – 9 lat kotłowało się w kupie. Dzieci, jak to dzieci zapewne pokłóciły się o coś wybitnie nieistotnego w zabawie. Każdy bił się z każdym, a z kotłowaniny ciał wyłaniały się jedynie małe małpie ogonki. Obraz iście komiczny. Mimo to w tej scence zaczęli się wyłaniać dwaj wałczący chłopcy. Obaj wyglądający dokładnie jak miniaturowe kopie nowego podopiecznego Mistica. Walczyli razem, a ich sposób walki zasługiwał nawet na chwil ę uwagi. Ruchy obu chłopców podczas walki wyglądały jak w lustrzanym odbiciu. Poruszali się w niemal idealnej harmonii. Do tego wyglądałoby tak jakby uzupełniali swoje ataki nawzajem. Jak jeden atakował z prawej, to drugi z lewej, jeden z góry, drugi od dołu. Jeden atakował, drugi sparował ciosy. Atakowali jeden kryjąc się w idealnej dopasowanej pozycji za atakującym pierwszym, nagle atakujący robił zwrot a za nim ukryta żywa kopia oddała cios między oczy nokautując przeciwnika, a wszystko bez ani jednego słowa porozumienia. Tak jakby wyczuwali się nawzajem i przewidywali swoje dalsze ataki. W ostatecznym rozrachunku obaj dzięki tej harmonicznej współpracy pokonali pozostałą trzynastkę. Czyż by istniały dwie Kury?

W kolejnej scence ponownie pojawili się dwaj identyczni chłopcy, już nieco starsi. Między nimi pojawiła się już niewielka różnica. Jeden z nich miał obcięty kucyk, natomiast rysy twarzy, jak i obrania pozostały identyczne. Kombinowali zemstę na jednym z oficerów. Schowani za jednym z mebli w stołówce obserwowali elitarnego żołnierza, który przykleił się do krzesła, a gdy już wstał to oczom publiki ukazał się niezbyt męska bielizna w wybitnie rażącym kolorze. Do tego na pośladku miał patriotyczny tatuaż z symbolem Vegety. Chłopcy byłi w takim szoku spowodowanym widokiem, którego będąc w wieku 12 lat jeszcze nie do końca zrozumieli, że nawet nie rzucili się do ucieczki. Za publicznie znieważanie obaj zostali przywiązani za nadgarstki do pala i na placu publicznie wymierzono im karę. Owy żołnierz tłukł ich bokenem, nawet długo po tym, jak bracia stracili przytomność.

Kolejna scenka przedstawiała tychże samych identycznych chłopców już nie samych a w towarzystwie dziewczyny, halki o długim warkoczu czarnych włosów z fioletowymi pasemkami. Po wyzwaniu dziewczyny od brudnokrwistych ścierw, obaj Saipanie bez zastanowienia rzucili się na rosłego prawie dwumetrowego żołnierza. Oczywiście skończyli ledwo żywi z twarzami w miejskiej kostce brukowej, którą wyłożony był chodnik. Grunt, że walczyli o swoje. Dało się też wyczuć silne uczucia wiążące długowłosego chłopaka z halfką.

Ostatnia scena przedstawiała jednego z chłopców, tego z długimi włosami. Saiya-jin klęczał nad jakimś ciałem, wyraźnie próbował je reanimować. Ciało było tak zmasakrowane i zalane krwią, że trudno było zorientować się do kogo lub czego mogło należeć. Poodcinane kosmyki włosów, odcięte uszy, wyklute oczy, podcięte gardło, ciao rozcięte od mostka aż do jąder. Zresztą sam ratujący również był ledwo żywy, płakał i krzyczał wzywając pomocy. Z całej tej sceny biły uczucia towarzyszące jeszcze żywemu chłopakowi: ból, rozpacz, niemoc, bezsilność, ogromna strata.

Te cztery sceny nierozerwalnie związane z dotychczasowym życiem nieprzytomnego chłopaka z pewnością coś więcej opowiedziały Hikaru o jego uczniu. W tym samym czasie na twarzy nieprzytomnego Saiya-jina pojawił się wyraźny grymas odczuwanego cierpienia wywołanego przez wizje. Pojawiły się też krople potu spadające z czoła lecz zmieszane z kroplami padającego deszczu były niemal niezauważalne. Po ciele Kuro przemknęły raz po raz pojedyncze wyładowania elektryczne. Kadet żył, do tego, jego Ki minimalnie lecz systematycznie wrastała. Z pewnością niedługo coś zacznie się dziać.

OCC:
- w następnym poście opis wizji i związanych z nimi odczuć oraz SSJ.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Czw Paź 25, 2012 8:07 pm

Wielkie było zdziwienie Razera gdy strumień energii wystrzelony prosto w nieznajomego, trafił kilkanaście metrów od niego. Celował tak aby nie trafić w nieprzytomnego, jednak przez ulewę źle obliczył tor lotu. Zaklął tylko po czym z powrotem wylądował na twardej ziemi. Widział tylko jak białowłosy podniósł leżące ciało, po czym zaczął iść w stronę bio-androida. Wyglądało na to że spodziewał się ataku, pytanie tylko skąd? W bezpośrednim starciu chłopak zapewne z nim nie wygra jednak ma jeszcze plan B. Ruszył w stronę nieznajomego i stanął kilka metrów przed nim, jedyną szansą na pokonanie przeciwnika w razie walki, która raczej nastąpi bo długowłosy nie wierzył że może mu odpuścić za ten atak, było ocucenie nieprzytomnego i wspólna walka. Narazie jednak grał na czas, postanowił porozmawiać z nim ile się da

-Co zrobiłeś temu chłopakowi?Zabiłeś go?Jak tak to szykuj się do walki, ale wiedz że kolejny strumień będzie znacznie silniejszy i celniejszy niż tamten!

powiedział spokojnie, jednak ostatnie zdanie było blefem. Połowa energii została zużyta na poprzedni atak. Ustawił się w pozycji bojowej czekając na to co zrobi białowłosy.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Paź 26, 2012 3:57 pm

Kiedy podniósł Kurę i uniknął ataku bioandroida poczuł coś dziwnego, a właściwie zobaczył. Obrazy z życia młodego sayana. Przynajmniej tak to wyglądało. Dysonans telepatyczny ? Być może.... w skrócie zobaczył dzieciństwo i śmierć kogoś kto był bardzo podobny do młodego sayana, jego brat ? Zapewne. Ktoś go zabił, to mogło wyjaśniać zachowanie ucznia i dać do myślenia białowłosemu. Zemsta to dobry motyw do ssj. Właściwie najlepszy. Takie emocje zawsze były świetną motywacją. Hikaru także kiedyś korzystał z tego, teraz to już mu nie potrzebne. Osiągnął wszystko co mógł osiągnąć. Przemiany nie były mu już potrzebne.

Mimo tego wszystkiego czuł ból po stracie jaki czuł jego uczeń, podobny do tego, który sam odczuwał i rozpacz jaką odczuwał od ponad trzech wieków. Tak właściwie to mistic sam siebie nienawidził za to co zrobił i jego życie dawno przestało być kolorowe. Kiedy Kuro wypełni swoją zemstę i zabije zabójcę brata wypełni go pustka. To bardzo możliwa opcja, często tak się działo jeśli zemsta stawała się głównym paliwem przez większą część życia. W swoim czasie będzie trzeba coś z tym zrobić. Teraz to nie miało większego znaczenia. Trzeba było wytrenować Kurę do jak największego stadium ssj. Może jego młody uczeń jednak nie owładnie się całkowicie zemstą ? Czas pokaże. Najwyżej nauczyciel będzie zmuszony go zabić, jeśli zacznie przeginać pałkę. Do tego czasu jeszcze daleko i to byłaby ostateczność.

Kiedy był parę metrów od bioandroida spojrzał na niego przez swoje ciemne okulary. W taką pogodę jak ta nie było widać jego oczu, lało jak z cebra i ledwo było widać wyraźny kształt całej sylwetki. Jedną rękę trzymał w kieszeni, a drugą trzymał ciało swego ucznia wiszącego pół metra nad błotnistą ziemią.
- Nie Twoja sprawa co robię z tą małpą. Poza tym nie strzelaj do obcych bo możesz tego pożałować. Zejdź mi z drogi. Skwitował mistic po czym odgarnął włosy z opaski i zaczesał dłonią do tyłu. Był cały mokry, jego płaszcz co prawda był wodoodporny, ale koszula już nie. Mimo zapięcia niestety woda lała się niemiłosiernie przez rękawy aż na tors, ale to nic. Mokre ubranie to najmniejszy problem białowłosego. Niedługo słońce powinno wyjść i ocieplić sytuację.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Paź 26, 2012 8:48 pm

W głowie chłopaka niczym film wyświetlały się kolejne obrazy. Kuro zobaczył dobrze znane mu miejsce. Plac przed Akademią. Jakim cudem znalazł się w domu, na swojej rodzinnej planecie? Nagle rozbrzmiał dźwięk alarmu, padło ostrzeżenie o zbliżającym się intruzie. Kuro rozejrzał się dookoła i dostrzegł idącego spokojnie Hikaru. Na plac zaczęli wybiegać żołnierze, setki a nawet tysiące wojowników. Przebiegali przez ciało chłopaka jakby był duchem, jakby nie istniał. Masa żołnierzy najpierw otoczyła Hikaru, by następnie go zaatakować. Kuro nie rozumiał co się dzieje i po jaką cholerę atakują srebrnowłosego, przecież jest jednym z nich, należy do rasy. Jego ciało jakby samowolnie przeniosło się bliżej mentora. Widział jak bezskutecznie kolejno Saiyanie go atakowali. Każdy dotyk po ataku na ciało Mistica kończył się tragicznie dla atakującego. Z początku nic groźnego połamania, stłuczenia. Zjawisko jednak przybierało na sile i masie obrażeń wraz z kolejnymi falami atakujących żołnierzy piechoty.
Młodego kadeta zaczęła przerażać potęga Hikaru, przecież tylko szedł. On sam nie atakował, a zdawałoby się nawet nie zauważa, że jest atakowany. Nie potrzebował korzystać z mocy, na ataki tylu set wojowników? Kuro pewnie nawet niejednemu z nich nie dorównywał mocą. Twardy był z niego gość, widać nie tylko serce miał z lodu. Pokonani żołnierze piechoty leżeli na ziemi i jęczeli z bólu ale żyli. Do ataku przygotowywała się druga fala żołnierzy, już wyższych rangą i zapewne potężniejszych od piechoty. Chłopak krzyknął aby tego nie robili, ale nikt go nie słyszał. Saiyanie ruszyli do ataku. Mistic wyzwolił swoją aurę. Kuro widział, że nim pierwsi wojownicy dotarli do Mistica naokoło powybuchały wszystkie scoutery. Jego moc musiała być niewyobrażalna. Chwilę później chłopak zobaczył swój najgorszy jak dotąd koszmar w życiu. Aura wyzwolona przez srebrnowłosego wymiotła kilkutysięczną armię w ciągu kilku sekund. Kuro poznał tą aurę, ciągnięty przez strażników na egzekucję czuł wybuch tej mocy. Teraz już wiedział, co się stało. Tym razem nie skończyło się na drobnych ranach, czy złamaniach. Wojownicy Vegety zostali przebijani na wylot, tracili kończyny, ich ciała wylatywały gdzieś hen daleko, rozerwani na strzępy lub spaleni żywcem tracili życie, a Hikaru nadal szedł powolnym krokiem przed siebie. Bez mrugnięcia okiem urządził rzeźnie. Był atakowany, miał więc prawo się bronić ale aż do tego stopnia?
Tym razem na placu leżało już kilka tysięcy wojowników martwych lub konających w męczarniach. Krew, była wszędzie, tak jak wszędzie leżały po rozszarpywane ciała żołnierzy lub to, co z nich pozostało. Dookoła stało jeszcze kilku wojowników ze znakiem elity lub kapitanów. Uśmiechali się złośliwie pod nosem. Chłopak nie rozumiał jak mogli dopuścić do takie rzezi sami nie ruszając własnych tyłków. Jakim potworem trzeba być aby posłać tych ludzi na pewną śmierć.

W tym miejscu scena ucięła się i powtórzyła od nowa. Tym razem do obrazu dołączyły uczucia atakujących Hikaru wojowników. Dla Kuro to było znacznie gorsze od patrzenia na zmasakrowane zwłoki, choć te przypominały mu śmierć brata. Od każdego z wojowników biła nienawiść do srebrnowłosego, żąda mordu, chęć rozerwania go na strzępy, zadawania mu bólu i cierpienia tylko za to, że się pojawił. Od niższych ranga i młodszych żołnierzy dało się też czuć strach. Być może dla nich było to pierwsze poważne zadanie, pierwszy poważny przeciwnik. Ponownie kolejni żołnierze atakowali Mistica. Chłopak czuł jakimi motywami kierowali się podczas ataku: bo rozkaz, chęć sprawdzenia się, nuda, ale zdecydowanie przeważała chęć zabicia okrutną śmiercią. Na koniec znowu plac zasłany był ciałami, których twarze broczące krwią wykrzywiała nienawiść. Kuro nie rozumiał ska brało się tyle nienawiści.

Metaliczny posmak krwi i tłuszcz spalonych aurą ciał osadzał się wszędzie. Młody kadet wyraźnie też to odczuwał. Scena ruszyła na nowo, Kuro stał wśród atakujących, a chwile potem poległych wojowników niewidzialny. Nie był w stanie nawet drgnąć, by jak sparaliżowany. Teraz poznał każdego z osobna, znał imiona żołnierzy i wiedział co wykrzykiwali podczas ataku i tuż przed swoją śmiercią. Nie znał tych żołnierzy ale on sam mógł się przecież znaleźć na ich miejscu. Wiele pytań bez odpowiedzi kłębiło się w umyśle chłopaka. Szybko jednak zagłuszyły je inne uczucia. Scena ruszyła ponownie od początku i raz za razem Kuro przytłaczany był emocjami wojowników Vegety.

Zamordować, zabić z zimną krwią. Intruz, obcy. Nienawiść. Śmierć. Krew, śmierć, śmierć, zabić bo tak brzmiał rozkaz. Otaczał go zapach krwi i swad spalonych ciał, otaczała go też nienawiść, to uczucie wwiercało się w umysł i duszę chłopaka. Nie mógł już patrzeć na pojawiającą się wciąż scenę, nie był w stanie wytrzymać napływających negatywnych uczuć, czuł że jest przez nie niszczony. Nie chciał taki być, nie chciał tak skończyć, nie chciał mordować kogo padnie. Starał się zamknąć oczy, wstrzymać oddech, zasłonić uszy i przestać czuć, a nie mógł się poruszyć.

Film ruszył, a przez ciało Kuro przelatywały tak jak atakujący wojownicy emocje. Po kolejnym razie nie mógł już ich powstrzymać, stracił siłę aby się im opierać, aby z nimi walczyć, to one nad nim zapanowały. Teraz i Kuro dołączył do tych, którzy pragną śmierci Hikaru.

W rzeczywistości mięśnie na ciele nieprzytomnego chłopaka zaczęły się coraz bardziej napisać, sierść na ogonie mu się zjeżyła, wyładowania elektryczne na ciele pojawiły się coraz częściej. W jednej chwili Kuro odzyskał przytomność, podusił głowę i spojrzał na Razera, ale Bio-anddroid go nie interesował, puszczony przez Hikaru wisząc w powietrzu pól metra nad ziemią odwrócił się w jego stronę. W jego oczach płonęła nienawiść, natychmiast jego moc podniosła się do maksimum i aktywowała się samoistnie Biała Aura. Siay-jin miał silną osobowość lub równie silny upór aby żyć, przeżył wizje, co oznaczało, że Hikaru będzie się jeszcze musiał nieco wysilić aby utemperować porywczego, nieznośnego, pyskatego dzieciaka.

- Uwaga intruz. Nie pozwólcie mu dostać się do pałacu! Zatrzymać go za wszelką cenę! Zabić intruza!

Kuro wykrzyknął kawałek komendy z głośników kierowanej w stronę żołnierzy. To był wyraźny znak, ze nie był sobą. Przecież miesiąc temu beczał nad zabitym przez siebie Saibamenem.

- Zabić intruza!

Na jego twarzy malował się szaleńczy uśmiech, chłopak postradał rozum, opanowała go chęć zabijania. Tuż pod jego nogami przebiegała łasica, najwyraźniej zwierzątko chciało się schować gdzieś przed deszczem. Saiyajin szybkim ruchem jedną ręką złapał ją za tylne łapki. Podniósł szamoczące się zwierze, drugą ręką złapał za przednie i rozerwał zwierzątko żywcem na pół. Do plam błota dołączyły plamy z krwi rozbryzgane na twarz i koszulkę młodzika. Odrzucił truchło zwierzątka za siebie, czyli w stronę Razera, a jego moc rosła dalej.

- Zabić intruza!

Wokół białej aury pojawiały się wyładowania elektryczne z Ki ale chłopak jeszcze nie atakował. Przetarł ręką krew z wykrzywionych w psychopatycznym uśmiechu warg i przypatrywał się swojemu celowi. W tym momencie Hikaru ściągnął na chwilę swoje okulary, być może, żeby przetrzeć je z kropel deszczu. Z twarzy chłopaka znikł uśmiech, a pojawiło się zdziwienie,. Patrzył Misticowi prosto w oczy, poznał je, oczy oprawcy swojego brata.

- Ty………!

Kuro nadal wisząc w powietrzu przybrał postawę do walki zacisnął pięści i z gniewem patrzył się nauczyciela. Jego włosy uniosły się do góry, moc nadal rosła. Przez umysł Kuro przebiegły wszystkie sceny związane z właścicielem tychże oczu, z bólem, cierpieniem, stratą, chęcią zemsty za śmierć brata. Jego włosy przybierały na zmianę to złotawy to czarny kolor. Podobnie działo się z aurą migała w biało-złotym kolorze. Siayjin ulegał transformacji, która przebiegała poprawnie, z małym wyjątkiem. Oczy chłopaka przybrały kolor srebrny, co mógł widzieć tylko Hikaru. Nie trwało to długo, po około 20 sekundach oczy przybrały odpowiednią barwę dla Super Saiyana i wypełniły się łzami. To było zdecydowanie niespotykane zjawisko jak na jakiegokolwiek Saiyana.

- Zaurus! …….. zabrałeś mi go! Zabrałeś mi brata! Ghhhhhhhhhh Dlaczego?!!!

Powstrzymywane w sobie przez pól roku uczucie gniewu pękło, gdzieś w środku. Ziemia zaczęła się trząść, a z gardła krzyczącego chłopaka wydarł się ryk małpiego potwora. Skrywany w głębi gniew i żal znalazł wreszcie ujście. Dopomogły mu w tym emocje wojowników Vegety. Wylądował już na ziemi, z oczu nadal płynęły mu łzy. Mimo to w oczach kadeta nadal było widać obłęd. Przepaliły mu się całkiem bezpieczniki w mózgu.

- Zapłacisz mi za to. Obiecuje, że zafunduje Ci takie samo cierpienie i upokorzenie jakie Ty nam zgotowałeś!!!

Kuro machnął swoim ogonem wściekle niczym biczem i ruszył ze swoją maksymalną prędkością oraz mocą na Hikaru. Biegł pochylając się nisko nad ziemią, niczym dzikie zwierze. W sumie był jak dzikie zwierzątko walczące o przetrwanie. Tuż przed Hikaru odbił się od ziemi jak piłka i z wyskoku celował prawą pięścią w podbródek i prawym kolanem w brzuch srebrnowłosego wojownika. Odnalazł oprawcę, miał swojego przeciwnika.

OCC:
Wreszcie Kura złotopióra Very Happy
Razer – rzucam w Ciebie kawałkami martwej łasicy, bez żadnych obrażeń.
Hikaru – atak podstawowy. Rób co chcesz, droga wolna.

Staty na SSJ:

Power Level: 7468/19914
Siła: 360/720
Szybkość: 342/681
Wytrzymałość: 357/711
Energia: 372/744

HP: 5320/10665
KI: 5250/11160

- (staty odjęte za cios i użycie białej aury)
- 75 Ki na przemianę
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Paź 28, 2012 10:37 am

Kiedy nie widział reakcji bioandroida ruszył przed siebie dalej trzymając Kurę w ręku. Poczuł jak jego energia zaczyna rosnąć, tak więc niedługo się obudzi. To dobrze bo już deszcz powoli przestawał padać. Chmury powoli się przerzedzały, teraz padała jedynie mżawka silniejsza. Hikaru zdążył przejść kilkanaście kroków kiedy Kuro się przebudził i zaczął wierzgać, trzeba było go puścić już, w końcu mógł iść sam. Ki młodego sayana zaczęła wariować całkowicie, efekty świetlne i wietrzne. Seria zdarzeń, głównie w głowie ?Kury wydarzyła się w ciągu kilku chwil i coś pękło. Czara się przelała po czym moc jego wzrosła ponad granice jego normalnych sił, pomnożyła się kilkukrotnie w ciągu paru chwil. Taki efekt modło dawać tylko jedno-ssj.

Mistic lekko się uśmiechnął bo to znaczyło, że wreszcie trening przyniósł efekty. Tylko tak dalej. Rozerwanie małego zwierzaka jednak nie było zbyt apetyczne, a to co cytował ze "swoich wspomnień" pokazało, że stracił świadomość. Nie był w stanie opanować nowej mocy, więc mózg wyłączył świadomość. Hikaru widział już takie elementy kilka razy, poza tym przemiana w ssj nie była dla niego tajemnicą. Sam przez to przechodził. Wieki temu co prawda, ale tego nie zapomina się. Kiedy jego uczeń wariował nie ruszył nawet palcem, niech przejdzie pełną transformację, i wypełni się mocą całkowicie.

Kiedy to nastąpiło Kuro zaatakował mistica myśląc, że białowłosy jest zabójcą jego brata. Z tego co wiedział już, Hikaru był bardzo podobny do tamtego. Podjął decyzję, że nie uderzy ho, bo nie miało to sensu. Jednak przeniósł jedną nogę rozstawiając się trochę szerzej. Kiedy pięść zbliżyła się do twarzy niegdysiejszego halfa wyjął dłoń z kieszeni i zablokował pierwszy cios kilka centymetrów przed twarzą. Wtedy jego moc wybuchła i cios kolanem w brzuch nie doszedł do skutku. Całą okolicę rozbrzmiał krzyk wojownika w płaszczu, który w ciągu krótkiego czasu wydzielił potężną moc w formie "kyai." Błękit zalał całą przestrzeń pochłaniając ciemność i tworząc ścianę błota w formie okręgu na ziemi. Deszcz także został zdmuchnięty przez aurę białowłosego. Była tak potężna, że nawet złota aura zniknęła pod błękitem. Trwało to kilka sekund, może pięć. Kiedy wybuch Ki zakończył się, Kuro dalej w powietrzu miał znów czarne włosy i oczy.

Hikaru skoncentrował całą moc jaką mógł osiągnąć na obciążeniach na jeden wybuch, to przydatna rzecz jeśli ma się do czynienia ze słabszym. Poza tym zdarcie ssj z kogoś daje potężny efekt psychologiczny. Naprężone ciało młodego sayana nagle sflaczało niczym całkowicie pozbawione kości. Wtedy Hikaru go puścił pozwalając mu opaść w błoto po raz drugi.

- Gratulacje, właśnie wszedłeś w stan ssj. Jeszcze dwa i będziesz prawie na moim poziomie. A teraz wstawaj i chodź na trening. Powiedział pochylając się nad leżącym. Powinien był osłabiony, ale przytomny.

occ zerwanie ssj Kury i utrata chwilowa tej mocy. Bravo Kurko dałeś radę ^^
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Paź 28, 2012 6:05 pm

Już miał wzbić się w powietrze, gdy nagle usłyszał hałas, jakby kogoś zabijano. Myślał że to ten tajemniczy białowłosy właśnie zabił osobnika którego niósł. Odwrócił się piruetem, unikając lecące w jego stronę, ciało jakiegoś zwierzaka. Jego oczom ukazał się ów ogoniasty który najwidoczniej odzyskał przytomność i okładał białowłosego. Miał blond włosy i emanowała z niego złocista aura. Bio szybko skierował się w ich stronę, próbując zażegnać konflikt między nimi. Złapał ogoniastego za lewą rękę która właśnie miała wymierzyć kolejny cios jednak został szybko odrzucony na kilka metrów. Uderzył o pień drzewa, przebijając je głową. Ogoniasty śmiał się nienormalnie, a z jego ust leciała piana. Najwidoczniej to nie białowłosy był niebezpieczny, Razer miał dużo szczęścia że nie jego strumień nie trafił w cel. Później przeprosi go za to teraz musi coś zrobić z tym psycholem. Wypluł z ust krew, poczym wstał na proste nogi. Odbił się od gruntu lecąc z powrotem w stronę, nagle białowłosy zablokował kolejne ciosy, poczym wyzwolił potężną aurę która zatrzymała chłopaka w locie. Minęło kilka sekund, poczym ujrzał że klęczący ogoniasty z powrotem powrócił do poprzedniej postaci najwidoczniej uspakajając się. Moc wojownika w fioletowej koszulki musiała być ogromna skoro pokonał tak szybko przeciwnika. Byłby dla bio-androida idealnym trenerem. Podszedł do nich poczym popatrzał się przez chwilę na ogoniastego, najwidoczniej uspokoił się już. Ale co spowodowało że chwilę wcześniej zachowywał się jak szaleniec. Odwrócił się w stronę białowłosego
-Jesteś niesamowitym wojownikiem. Wybacz mi ten wcześniejszy niespodziewany atak. Posłuchaj mam do ciebie pewne pytanie. Otóż od jakiegoś czasu poszukuję nauczyciela pod którego to skrzydłami, mógłbym doskonalić się w moich umiejętnościach, czy przyjąłbyś mnie na swego ucznia?
Powiedział spokojnie jak zawszę, nie zdziwi się jeżeli spotka go odmowa. Jednak gdzie jego maniery przecież wypada się przywitać
-Nazywam się Razer i jestem ee.
Nie wiedział co odpowiedzieć, nie miał pojęcia kim jest. Nie powiedział już żadnego słowa, czekając na reakcję białowłosego.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Paź 28, 2012 7:48 pm

Bardzo trudno było mu utrzymać ten stan przemiany. Jednak owładnięty gniewem i nienawiścią umysł nie zwracał uwagi na otoczenie. Interesował go tylko cel. Stało się jednak coś dziwnego, już jego pięść miała dosiebność mordercę gdy ciało młodego kadeta przeszył lodowaty podmuch. Kuro miał wrażenie jakby zamarzł na kilka sekund, jednocześnie zatrzymując się w pozycji wymierzanego ataku. Jego ciało przenikało kłujące zimno, którego nigdy wcześniej nie odczuwało, w końcu wychował się na pustynnej planecie. Nawet deszczu do tej pory na oczy nie widział.
Jego ciało padło twarzą w wielką kałużę, a umysł powoli zaczął dochodzić do siebie. Usłyszał wyraźnie słowa Hikaru ale mózg nie do końca je jeszcze przetworzył, zrozumiał tylko, że ma ruszyć dupsko na kolejny trening. Kuro obrócił się na plecy nadal leżąc pod nogami mistica, a czarne oczy spojrzały w niebo.

- Dziwne ….. woda leci z nieba…….

To było pierwsze wypowiedziane przez niego słowa, a co się dziwić deszczu nie w życiu widział. Przynajmniej to był sygnał, że odzyskuj świadomość i prawidłowo docierają do niego bodźce. Usiadł i nagle poczuł ból wszystkich mięśni, które musiały wytrzymać potrojoną moc przemiany. Do tego zaczęło ostro łupać go w czaszce, jakby normalnie ktoś młotem pneumatycznym robił fundamenty pod wybudowanie apartamentowca z centrum handlowym i wielopoziomowym podziemnym parkingiem. Siedząc dalej w kałuży jęknął z bólu i złapał się ręką za głowę. Dopiero teraz zobaczył, że jest ubabrany nie tylko błotem ale i krwią, nie miał pojęcia skąd się wzięła. Próba skoncentrowania się na głębszej myśli spowodowała tylko dodatkowy ból.
W tejże chwili jednak pojawił się jakiś jegomość i to z ogonem. Saiya-jin, nie half ale z ogonem? Halfi nie mają ogonów, z kolei koleś nie miał też czarnych włosów. Ki też miał dziwną, niby saiyan a jednak nie saiyan. Wydawał się też starszy. Po chwili gdy ten przemówił, Kuro wpadł w niemałe zdziwienie. Chciał zostać uczniem srebrnowłosego? Masochista jakiś? Ten koleś chyba nie ma pojęcia o czym mówi, więc czarnowłosy w swoim stylu postanowił oznajmić mu, w co się pakuje.

- Jeśli masz odwagę za chwile przekroczyć bramy piekła powtórz to jeszcze raz…….ała moja głowa.

Zabrzmiało to jak wyzwisko choć nie takie były intencje, Kuro w typowym dla siebie stylu wyraził swoje zdanie. Nie potrzebnie się odezwał, bo w czaszce zadzwoniło mu jeszcze mocniej. Na pewno ktoś tam w środku budował autostradę i to czteropasmową.
Saiyajin zamarł w bezruchu, w tym momencie odzyskał świadomość do reszty. Dotarły do niego wspomnienia sprzed kilku chwil, wizje od mistica oraz to co przed chwilą zrobił. Zbladł momentalnie i spojrzał z paniką w oczach na mentora. Czarnowłosy miał swoje za uszami ale nigdy nie zaatakowałby nikogo wyższego rangą, ani trenera, ani ojca, nie ważył się podnieść ręki na Hikaru, choć miał wielką ochotę. To był i tak pikuś w porównaniu z wizjami z Vegety. Ten kolo bez mrugnięcia okiem i jakiegokolwiek ruchu zabił kilka tysięcy żołnierzy, a potem go uratował. Zrobił to dla niego? Przez niego? Kuro zrozumiał, że poniekąd był powiązany z tą masakrą. Do tego dołączyły uczucia nienawiści i chęci zabijania utkwione w tysiącach wojowników, które teraz musiał dzierżyć chłopak. Nigdy wcześniej nie miał doświadczenia z takimi emocjami, a przynajmniej nie z takich siłą. Czy będzie w stanie sobie z tym poradzić, czas pokaże. Zdecydowanie nie chciał już ich więcej.
Siedząc w błocie u stóp mentora Kuro zaczął się trząść, ogarnął go prawdziwy przerażający strach wdzierający się do każdej komórki ciała. Drżał jak liść. Będąc nadal w pozycji siedzącej zaczął się wycofywać niezgrabnie do tyłu.

- Ten biały kot powiedział, że nie chce saiyan na tej planecie, ze mam się stąd wynosić. Pan nie rozumie ja tam musze wrócić. Muszę, mam obowiązki. Chciałem się tylko pożegnać z dziewczyną i porozmawiać z ojcem……. Fox mi pozwolił. Ja, ….. ta kapsuła, dostałem ją o Safariego. Ja go o nic nie prosiłem, są mi ją dał. Ja ja ja ja chciałem potem ja panu oddać……słowo… żeby mnie więcej nie kusiło........ Nie chcę być taki jak Greefis... Proszę...... niech mi pan już nie robi tego czegoś z głową za co to było?

Chłopak jąkał się wyrzucając bez ładu i składu jakieś tłumaczenia odnośnie swojego powrotu na Vegetę. Ze strachu nawet nie pomyślał, że Hikaru może nie wiedzieć, kim jest Safari. Natomiast argument o Foxie by jego deska ratunkową. Tak było rzeczywiście, Fox kazał mu pożegnać się z bliskim i zabrać swoje rzeczy z Akademii, ale potem pojawili się Hikaru oraz rei z Hazardem i akcja potoczyła się błyskawicznie.
Kuro był przerażony potęgą i możliwościami nauczyciela. Miał ochotę w pierwszym panicznym odruchu uciec, ale już wiedział, że to nie ma sensu. W tej sytuacji nawet śmierć chyba nie będzie dla niego wybawieniem. Na koniec pisnął wręcz błagalnie, nei bardzo rozumiał za co ta kara.
OCC:
Post treningowy
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 29, 2012 12:16 pm

Został po raz kolejny zatrzymany zanim jeszcze ruszył nogą by przejść w jakieś lepsze miejsce treningowe. Niestety bioandroid go zagadał cały w skowronkach jaki to Hikaru jest wspaniały. Słyszał to już setki razy, dawno temu. Kiedy pomagał kaioshinom, a czasami solo różnym planetom. Naprawdę dawno tego nie słyszał. Jednak to nie był sposób na mistica. Z drugiej strony.. albo i trzeciej Hikaru szukał uczniów, a ten gość miał jakiś potencjał, tak właściwie był mniej więcej na poziomie Kury. Nawet silniejszy. Oczywiście nie wliczając blond fryzury swego pierwszego ucznia.
- Bioandroidem ? Widzę kim jesteś. Brakuje Ci wiedzy, nawalasz tylko tępą siłą ... nawet zwierzę kieruje się lepszą sprawnością od Ciebie. Pod moim okiem możesz stać się silny, mieć moc niszczenia układów planetarnych. Ale moc, którą oferuję czeka za bardzo trudną drogą. Kuro może Ci o tym potwierdzić, ale jak widać, są efekty. Byłeś ich świadkiem. Skierował słowa do bruneta po czym odwrócił się do Kury, który dalej siedział i ciężko mu było powrócić do rzeczywistości.

Cóż, Fox przekazał misticowi młodego sayana, jednak nie powiedział o tym. Jednak jego ucieczka z Vegety skazała go na banicję tak czy inaczej. Dla Vegan już nie żyje.
- Nie możesz tam wrócić. Dla mieszkańców tamtej planety jesteś skazańcem i wątpię by to się zmieniło. Jednak kiedy osiągniesz drugi poziom ssj może uda się coś nagiąć zasady. Teraz jednak to niemożliwe.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 29, 2012 7:43 pm

Ogoniasty ostrzegł Razera o tym co czeka go jeżeli zostanie przyjęty na ucznia. Chłopak odwrócił głowę w jego stronę uśmiechając się lekko
-Bramy piekieł? Wiem że treningi na pewno nie będą łatwym spacerkiem. Jednak odkąd straciłem pamięć nie mam nic do stracenia. Po za tym ta woda spadająca z nieba to zjawisko dosyć często spotykane na Ziemi. Czasem zdarza się także że pada zamarznięta woda zwana śniegiem.
Nagle złapał się za głowę, upadając na kolana, znowu przypomniało mu się coś z dawnego życia. Słyszał jak przez mgłę jak woła kogoś o imieniu Fox. Ujrzał rudowłosego chłopaka który pojawiał się w wcześniejszych wizjach. Przypomniało mu się spotkanie z ów osobnikiem na ziemii w jakimś lesie. Lisopodobny trzymał w dłoni jakiś gadający miecz zaś sam bio gadający zwój? W tym momencie powrócił do rzeczywistości, głowa jeszcze go bolała. Podniósł się na nogi z powrotem zwracając się tym razem bardzo poważnie do młodszego od siebie chłopaka
-Ty.. znałeś Foxa? Co o nim wiesz?
Musiał go odnaleźć. Na pewno wiedział kim wcześniej był. Usłyszał odpowiedź od białowłosego, na jego wcześniejszą prośbę. Skomentował jego umiejętności walki mówiąc że opiera się tylko na sile. Była to prawda, nie potrafił walczyć jakimś stylem. Jednak zaraz zaraz że niby czym jest? Jakimś bio-androidem? Jeszcze kilka chwil temu myślał że jest tym saiyaninem czy jakoś tak, w końcu miał także ogon jak Kuro.
-Jestem jakimś bio-androidem? Myślałem że jestem człowiekiem tyle że jakimś dziwadłem z małpim ogonem. Potem sądziłem że jestem saiyanem, a jestem jakąś hybrydą czy czymś takim?
Sytał z niedowierzaniem białowłosego, co do nauki przez białowłosego, był gotowy na to co jego czeka, uniósł wzrok w stronę nieba
-Jestem gotowy na zostanie twym uczniem, co ma być to będzie…
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pon Paź 29, 2012 9:04 pm

Słowa Hikaru uderzyły, go niczym obuch. Jak to nie może wrócić, to niemożliwe, przecież nic nie zrobił. Po tych słowach zachwiał się cały jego sens życia, sens treningów. Przecież miał w przyszłości opiekować się wioską. Jak zdobędzie dokumenty z sekcji zwłok brata, to był jego jedyny punkt zaczepienia. Poczuł się jakby wpadł w otchłań. Wszystkie jego plany, marzenia, bliscy – ojciec i Zora. Chciał założyć rodzinę i spokojnie żyć. Już miał ich nie odzyskać, już nigdy nie zobaczyć. Bez niego wygaśnie linia rodowa.
Siedząc w kałuży trząsł się dalej i ledwo panował nad sobą, żeby się nie rozpłakać.
Jakoś zebrał się w sobie i odpowiedział lakonicznie na pytanie bruneta.

- Chciaż znałem go tylko kilka godzin to Fox…… Mistrz Fox zapisał się w moim sercu jako ktoś wyjątkowy ale teraz już nie żyje. Zabił go wyjątkowo paskudny wojownik.

Przy okazji chciał tą wypowiedzią dopiec Hikaru. Kuro nie miał siły się podnieść, nogi miał jak z waty. Teraz załamał mu się świat. Umorusany w błocie i krwi chłopak zdał się tylko na jedyną swoją broń. Skoro Hikaru od początku nie interesował się Kuro to chłopak postanowił zmusić do wysłuchania. Teraz mogło stać się wszystko, wisiało mu to. Skoro stracił wszystkie cele.

- Nie przypominam sobie, bym wyraził jakąkolwiek zgodę na świadome opuszczenie Vegety. Nie wiem za co mnie osądzono i skazano, nic złego nie zrobiłem. Byłem wierny……..
Miesiąc temu powiedział Pan, że trzeba być silnym aby móc ochronić tych, na których nam zależy. Miał Pan słuszność. Obrałem to za nadrzędny cel w swoim życiu, nie chciałem pozwolić żeby przez moją słabość coś im się stało. A teraz? Po co mam trenować, skoro już ich nigdy mam nie zobaczyć. Nie jestem taki jak inni. Nie chcę niszczyć planet. Nie pożądam mocy ani dla chwały, ani dla niszczenia, ani dla siebie tylko dla bliskich. Dla tych, którymi jako kolejna głowa rodu mam obowiązek się opiekować. Ojciec mi zawsze powtarzał, że Ci którzy pragną mocy ponad możliwości swojego organizmu w efekcie zatracają się w swojej chciwości i niszczą to, na czym im zależało. Nie chcę taki się stać. Jestem przerażony tym, co zrobiłem przed chwilą, tym szaleńczym atakiem. Proszę mi to wybaczyć. Nie chciałbym aby to się kiedykolwiek powtórzyło. Proszę mnie zrozumieć. Straciłem swoje cele. Co ja mam teraz zrobić nooooo?


Wykorzystał w pełni swój dar mówienia. Z jednej strony ukorzył się przed nauczycielem, a z drugiej sprawnie go zaatakował i postawił kilka spraw, jasno wykładając swoje pretensje. Miał dobre serce, patrzył na innych, a nie na siebie samego. Pokazał też, ze panuje nad swoją zemstą, w jakimś zakresie ale panuje. Co wyniknie z bezpośredniej konfrontacji Kuro i Zaurusa, tego nie jest w stanie nikt przewidzieć. Tylko teraz świat legł mu w gruzach. Nie miał pojęcia jak teraz postąpić. Czy położyć się i zostać w tej kałuży, czy chwycić się jakiegoś niewielkiego promyczka nadziei i wałczyć dalej. Saiyanin, który nie podąża za siłą, Kuro był dziwnym okazem ze swojej rasy.
W tym momencie dużo zależało od mentorskiej rady Hakirau,

OOC:
Hik nie bądź zbyt szorstki.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Paź 31, 2012 5:27 pm

Widać Fox był znany na Ziemi bo bioandroid także go znał. Cóż, szkoda, że go nie ma już. Hikaru musiał szkolić dzieciaki, żeby mieć z kim walczyć, a z Foxem.. cóż, ten lis był prawie na poziomie mistica.. Wystarczyło go troszkę tylko doszkolić.
- Znaliśmy Foxa, tego lisiego demona. Jeśli wytrzymasz moje treningi, to znaczy jeśli je przeżyjesz, możesz kiedyś dorównać mnie. Niestety młody sayan zaczął się mazać i rozpaczać, że wszystko nie poszło tak jak on chciał. Wiele musiał się dowiedzieć o życiu. Hikaru westchnął i ciągnął dalej, tym razem do Kury.

Mówiłem przed chwilą, jeśli osiągniesz drugie stadium super sayana, być może uda Ci się wrócić na Vegetę. Jesteś w połowie drogi. Chcąc, nie chcąc jesteś wojownikiem. Dla Twojego dobra lepiej żebyś stawał się silniejszy by nie zginąć. Też jakoś nigdy nie ciągnęły mnie walki, ale fakt w jakich żyłem czasach zmuszał mnie do treningów. Dzięki temu jestem kim jestem i mogę żyć w spokoju.. a raczej użerać się z takimi jak Ty. Miej na uwadze, że ja nic nie obiecywałem Ci, a brak Foxa unieważnia wszelkie jego słowa... może z wyjątkiem tej, dlaczego Cię uczę. Lepiej nie rób głupstw w stylu zabijania się, bo obiecuję, że zapewnię Ci jeszcze gorsze piekło niż to co przeżyłeś do tej pory. Śmierć nie uchroni Cię przede mną. To obietnica, nie straszę Cię, żeby nie było. Ciesz się tym co masz, a może kiedyś będzie lepiej. Jak możesz rządzić ludźmi i zarządzać wioską skoro jesteś słaby ? Pod praktycznie każdym względem, szczególnie psychiki. Jesteś małpą zaciśnij zęby i walcz. Najlepiej na przeciwniku. Skończył mówić i znów westchnął. Po tym spojrzał na rozpogadzające się niebo, teraz już nie padało, i widać było promienie słońca wstającego, przebijające się przez dziurawe chmury. Przeciągnął się i poczuł, że jeszcze dziś nic nie jadł. Pora najwyższa.

-Czas na śniadanie. Wracamy do domu. Kuro, zakaz latania. Wracasz na piechotę. Lepiej się pospiesz. Podszedł do Razera i położył mu na głowie dłoń by po chwili zwiększyć swój poziom mocy i przekazać ki na jego ręce i nogi. Po chwili pojawiły się obciążenia, pierwszy element stroju szkoły światła.

occ Raz masz obciążenia na nadgarstkach w formie frotek oraz na nogach. Odbierają Ci połowę statów i na razie nie możesz ich zdejmować, z czasem się tego nauczysz. Masz spore problemy z lataniem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sro Paź 31, 2012 7:54 pm

Bio-android uśmiechnął się lekko na słowa białowłosego. Trening będzie na pewno niełatwy, ale żeby zabójczy? No cóż trudno. Cała okolica rozjaśniła się po ulewie zaś w oddali ukazała się tęcza.
Nie poznał jeszcze imienia swego nauczyciela. Nie miał zamiaru się o to wypytywać, przecież jak będzie chciał to sam się przedstawi. Mistrzu powiedział jeszcze kilka słów do ogoniastego, po czym podszedł kładąc dłoń na szopie, znajdującej się na głowie Razera. Sam chłopak poczuł jak jego ręce i nogi stają się coraz bardziej cięższe. Na kończynach pojawiły się frotki które służyły jako ciężarki.
Była to według bio, niezła metoda, nawet podczas zwykłego poruszania się jego ciało wciąż trenowało.

Pierwsze kroki z ciężarkami były bardzo nieudolne dla długowłosego. Przeszedł się kawałek jakby był połamany, zaraz potem na chwilę upadł na kolano, jednak wstał i podszedł z powrotem do dwójki wojowników. Mieli się udać do miejsca zamieszkania na śniadanie. Nie był może głodny ale na zjedzenie zwykłego jedzenia miał ochotę.
-Dobrze więc lećmy.
Skinął głową, jako pierwszy wzbił się na kilka metrów w powietrze, jednak od razu zaczął tracić wysokość, przy pierwszym starcie spadając plecami na glebę. Poczuł jak coś strzeliło mu w kręgosłupie. Zaklął tylko pod nosem, z czasem pewnie przyzwyczai się do obciążeń. Ugiął nogi aby wybić się z nich, wzbił się na około 5 metrów aby znowu nie uderzyć w glebę, unosił się co prawda nie stabilnie ale przynajmniej to.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Czw Lis 01, 2012 8:28 pm

Po słowach Hikaru, kiedy ten zajął się brunetem Kuro wstał z kałuży. Od czubka bujnej czupryny do koniuszka ogona ociekał wodą i błotem, a na koszuli i twarzy ubabrany był dodatkowo krwią.. Nie był wkurzony ale bardziej rozgoryczony, za co życie pokarało go takim towarzystwem. Wdawanie się z białowłosym w dyskusje mijało się z celem. Chłopak westchnął ciężko. Spojrzał na ogoniastego bruneta, który przyzwyczajał się do nowych obciążeń. Radził sobie z nimi lepiej niż Saiya-jin, kiedy je dostał, choć kadet czuł, że ogoniasty przewyższa go siłą. Bioandroid pomyślał. Interesowała go biologia i czytał trochę o różnych kosmicznych mieszankach ras lub kreowaniu sztucznego genetycznie organizmu. Jednak ta część dziedziny nie pasjonowała go i nie pogłębiał jej. W sumie jakie to miało znaczenia, dla Kuro koleś był halfem i nawet jakby miał sześć rąk, to by mu nie przeszkadzało.
Podszedł do pozostałej dwójki i chciał się przywitać z brunetem. To, ze darł koty z misticiem nie powinno się odbijać na znajomości z towarzyszem niedoli w treningu. Kiedy wyciągnął rękę dotarło do niego, że jest cała ubłocona i poplamiona krwią, więc cofnął ją z powrotem. Głupio mu się zrobiło. Miał coś jeszcze powiedzieć Hikaru ale wsadził ręce do kieszeni i mijając go w milczeniu poszedł w stronę jego nowego „domu”. Daleką drogę miał do pokonania i dużo do przemyślenia. Szedł noga za nogą, ze spuszczoną głową, wlokąc ogon po ziemi.

OCC:
Dziś wyjątkowo bez chęci do rozpisywania się. Na pewno napisze jeszcze jednego posta z przemyśleniami. w tym temacie. Mozecie lecieć beze mnie.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Lis 02, 2012 9:22 am

Lilith i Alisa jechały rowerami do domu jednak chyba... o szlag! Zgubiły się. No pięknie. Muszą teraz wzywać pomoc ale hmmm..

-Sami, ktoś tam chyba jest - Hmm może faktycznie ktoś tam jest i należało by to sprawdzić. Postanowiły kontynuować podróż na rowerze. Zaczęły dystkutować.

-Dziwne tamto towarzystwo, przyznasz nie? - Alisa może i miała trochę racji. Jednak... Lil myślała o czymś innym. Rudowłosa i różowowłosa widać były może wojowniczkami.

-Hm. Zastanawia mnie prawie to samo.-Jedyne o czym warto myśleć to jak wydostać się stąd i być w domu na czas. Cóż. Nic tylko jechać dalej przed siebie.

-Jedyne co możemy zrobić, to szukać drogi na ślepo.-

-Może i masz rację. Zobaczmy co z tego wyniknie. - Postanowiły jechać dalej i przelotnym kątem oka, zauważały kilka osób. Mają pecha albo szczęście. Wcześniej kobiety teraz faceci. ech.
Powrót do góry Go down
Hikaru
Mistick Mod
Mistick Mod
avatar

Liczba postów : 908
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
72780/72780  (72780/72780)
Ki:
92610/92610  (92610/92610)
HP Pancerza:
7500/8000  (7500/8000)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Lis 02, 2012 6:22 pm

No tak, kazał bioandroidowi lecieć do domu, ale ten nie wiedział gdzie się ów domek znajduje. Trzeba było zaprowadzić go za rączkę. Kuro powinien sam trafić bez większych problemów, poza tym wyczuje energię nowego ucznia w razie potrzeby. Wzniósł się na parę centymetrów, a jego płaszcz zaczął falować. Kiedy wystrzelił w górę dolna cześć jego płaszcza zaczęła wariować na wszystkie strony pod wpływem wiatru jaki się wytwarzał przy locie. Zaraz zwolnił by Razer mógł go dogonić, specjalnie jeszcze zatoczył półokrąg zmieniając kurs na właściwy by dać mu czas na nabranie sił do lotu.

Tak właściwie nie chciało mu się lecieć. Wolałby się teleportować, ale w ten sposób zgubiłby bioandroida. To znaczy on by zgubił mistica. A tak po prostu teleportować się wspólnie może nie było najlepszym pomysłem. Hikaru musiał ocenić dokładnie zdolności nowego nabytku, tak więc wspólny lot może już coś nakierować go.


zt do domu!!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Pią Lis 02, 2012 8:18 pm

Po dłuższej chwili błądzenia, wreszcie znalazły chyba dobrą drogę do miasta. Raczej było troszkę później ale trening może coś dał. Zawsze dawał.

-Zaraz zaraz... Już chyba wiem. Tędy!-Lil już znała tą trasę. Teraz wiedziała jak jechać. Jednak Alisa nie miała takiej pewności i wolała się upewnić.

-Ty na pewno wiesz jak jechać?-Spytała Alisa z nutą niepewności w głosie.

-Wiem doskonale. Za mną - Pojechały. Nagle zauważyły iż teren przypomina trochę części skate parku dla rowerzystów, co było przydatne. Wykonały kilka tricków i skoków a następnie wjechały w leśną dróżkę, która prowadziła do West City




OCC:

Jadę do domu. NQ :areUserious:
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lis 04, 2012 7:04 pm

Gdy białowłosy wzbił się w powietrze, Razer zwrócił się do ogoniastego
-Do zobaczenia w domu.
Poczym ruszył za mistrzem jednak lot z obciążeniami sprawiał jemu wiele trudności. Nie mógł ustabilizować lotu czego skutkiem było tracenie wysokości lub zbaczaniem na chwile z kursu. Zostawał zbytnio w tyle, wiedział że musi pokazać się z jak najlepszej strony, więc wyzwolił ciemnoniebieską aurę. Dzięki wyzwalanej energii leciało mu się o niebo lepiej, niemal tak jakby nie miał na swoich kończynach ciężarków. Coraz bardziej zmniejszał dystans do halfa. W końcu zrównał się z lecącym bez żadnych wspomagań wojownikiem, patrząc co dzieje się na powierzchni. Nie było tam nic ciekawego, widać było jedynie kilka owiec i jakiegoś pasterza oraz jadące na rowerach nastolatki. W końcu obaj zniknęli z widzenia

ZT:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Nie Lis 04, 2012 10:57 pm

Szedł przed siebie w milczeniu kopiąc kamyk, aż doszedł do samego podnóża pobliskiej góry. Miał do wyboru dwa wyjścia, albo obejdzie ją dookoła albo będzie się wspinał. Wybrał drugą opcję. Ojciec zawsze go uczył, że w treningu nie chodzi o to aby iść na skróty, to nie daje efektów. No tak trening. Jeszcze pobrzmiewały mu ostatnie słowa Hikaru. Z jednej strony nie chciał być potężny, a drugiej musiał, potrzebował, wiele osób na niego liczyło. Do tego zdaniem chłopaka, srebrnowłosy miał jakąś dziwna obsesję na tym punkcie. Gadał o potędze jakby nie było innych wartości. Fakt, żeby rządzić trzeba być silnym ale to zadanie wymaga też innych umiejętności. Trzeba dobrze ruszać głową, rozwiązywać problemy, a nie tylko trzaskać po mordach jak leci. W żadnej z tych rzeczy doświadczenia nie miał. Jeśli faktycznie był zbyt słaby psychicznie aby poradzić sobie z tym wszystkim. Nie był o tym do końca przekonany. Obserwował i słuchał, co robi ojciec, choć część rozmów była dla niego niedostępnych. Wydawało mu się, że poradziłby sobie. Jednak dopuszczał do siebie myśl, że może stanąć przed problemem, z którym może sobie faktycznie nie poradzić. Z wiekiem też czuł coraz większy ciężar odpowiedzialności za los innych, który spocznie na jego barkach.
Wspinał się po śliskich kamieniach. Po ulewie palce ześlizgiwały się ze skał i co jakiś czas saiya-jin osuwał się o kilka metrów w dół. Uparcie podążał ku górze. Mógł olać nauczyciela izbic się w powietrze i właściwie sam się sobie dziwił, że tego nie zrobił. Normalnie taką karę miałby gdzieś. Było nie było ten gość go przerażał do ostatniego włoska na ogonie. Nie tyle jego potęga, co umiejętności. Kuro doszedł tez do wniosku, że treningi były nawet fajne, bo po prostu były czymś innym niż suchym ćwiczeniem ciosów. Ojciec też tak robił. Chłopak przypomniał sobie jak uczył bliźniaków czołgania przy pomocy pełzania i rzucał kamieniami jak coś robili nie tak. Na wspomnienie jego krzyków – „Kuro schyl porządnie łeb, bo Ci ktoś dupę odstrzeli !!” jakoś mimowolnie uśmiechnął się. Musiał przyznać, że przez ten jeden dzień nauczył się znacznie więcej niż przez kilka miesięcy spędzonych w Akademii. Co prawda było ciężko, ale chłopak lubił ciężko pracować. W zasadzie lubił ciężko trenować, sprawiało mu to przyjemność jak mu się powiodło i da radę. Pokrzepił się myślą, że to dobry początek na zniesienie tej sytuacji.
Wiatr wysuszył mu przemoknięty deszczem uniform. Zbliżał się powoli do szczytu. Z pomiędzy kamieni wypełzł wąż, zapewne na łowy. Kuro od razu dostrzegł w nim śniadanie. Szybkim ruchem wyjął z buta swój nowy nóż i rzucił, trafiając w gadzi łeb. Owinął cielsko wokół pasa, zje jak zejdzie na dół. Wszedłszy na szczyt rozejrzał się dookoła. Ziemia to jednak piękna planeta.
Usiadł na szczycie, na krótką przerwę i rozmyślał dalej. Było mu ciężko, że ten zimnokrwisty gad nie chce z nim poważnie pogadać. Za każdym razem, kiedy zaczynał, był gaszony natychmiast niczym świeczka. To wkurzało młodego saiya-jina. Chociaż kłócił się z ojcem, wiedział, że zawsze możne liczyć na jego pomoc i radę. Tak bardzo tego teraz potrzebował.
Odetchnął, głęboko wdychając powietrze. Po zdarzeniach niniejszego poranka czuł się dzianie spokojny. Czuł się tak jakby z serca spadł mu całkiem spory głaz. Przemiana w SSJ pozwoliła mu uwolnić kumulowany gniew na zewnątrz i się go pozbyć, chłopak najzwyczajniej w świecie się wypalił. Pewnie z tego powodu nie podjął dalszej kłótni z misticiem. Wreszcie czuł się z powrotem sobą. Sam się temu zdziwił.
Odsapnąwszy trochę począł schodzić, a właściwie ślizgiem zjeżdżać z góry. Po drodze zabił jeszcze jednego węża. Był głodny jak, jak Saiya-jin Very Happy

ZT - Skalny Las na śniadanko.

OCC:
Jeszcze nie skończyłem z przemyśleniami.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Podnóże góry   Sob Lip 06, 2013 1:23 pm

[z Pasma Górskiego]

Nie zleciał tak daleko jak myślał. Gnał w powietrzu z przekonaniem, iż piękny ląd znajduje się hen hen stąd, a stało się inaczej. Dolinka U-kształtna wiła się łagodnie dookoła wysokiej góry, a na jej zboczach rozciągał się las iglasty, a jeszcze niżej mieszany. Strumyk szemrał donośnie i cieszył uszy swą melodią. To nad nim wylądował Red spoglądając w wodę. Heh, nie lubił tej cieczy, a jednak coś miała w sobie magicznego i przykuwała uwagę. Zamoczył ostrożnie bose stopy w wodzie i patrzył się na piętrzące się przy kostkach fale. Zimny potok ostudził jego ciało i myśli skierowane tylko ku jednej rzeczy. Mógł spróbować pomyśleć w tej pięknej okolicy.
Zamknął oczy i wciągnął przez nozdrza trochę powietrza. Było czyste i rześkie, aż chciał więcej, i więcej, aż nadął się za bardzo i stracił równowagę lądując w strumyku. Natychmiast wyskoczył z niej jak poparzony i trząsł się z zimna.
>Brrrr...
Mruknął ocierając się rękoma po ramionach i kuląc się przy kamienistym brzegu. Owszem, trafił na kawałek raju, ale kurcze mógł bardziej uważać i nie dać się zamoczyć w bystrym strumieniu. Wtedy też po raz pierwszy spojrzał w swoje odbicie w potoku. Nigdy przedtem tak dobrze nie przyglądał się wodzie i nie wiedział, że w ten sposób można dostrzec swoje rysy. Oczywiście dawno o tym miał pojęcie, lecz spędziwszy tyle czasu w zamarzniętym lodowcu zdołał zapomnieć o wszystkich podstawach życia. Dobrze, że Kaede nieco wpoiła mu zasad, ale i tak za bardzo nie umiał spożytkować wiedzy. Nie spotkał człowieka, nie miał jak sprawić mu radość. Chociaż gdzieś tam w głębi duszy pragnął zupełnie innych rzeczy. Maskował to refleksjami od Kaioshinki.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Podnóże góry   

Powrót do góry Go down
 
Podnóże góry
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Podnóże góry

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: