Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Góra Paozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 903
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Góra Paozu   Sro Maj 30, 2012 4:23 pm


Najbardziej zagadkowa ze wszystkich gór. Podobno gdzieś tam znajduje się chatka, w której spłodzono pół-człowieka, pół-Yeti albo jest smocza kula, nie wiadomo, legendy mają różne wersje.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Nie Sty 26, 2014 5:57 pm

Minęło już pięćdziesiąt lat, całe pół wieku, a ja nie nauczyłem się niczego. Pół wieku zmarnowane, całkowicie i bezsensownie. Tułaczka pochłonęła mnie całkowicie, jednak nie przyniosła mi odpowiedzi na żadne z moich pytań. Kim jestem? Dlaczego akurat ja? Czemu nie mógł być to kto inny? Dalej tego nie wiem. Czas się w końcu tego dowiedzieć i zdać sobie sprawę z tego, do czego jestem zdolny. Pokonałem super żołnierzy doktora Maro bez większych problemów, mimo tego, że dopiero co byłem gotowy do wyjścia z kapsuły. Co mogę jeszcze osiągnąć? Kim się stać? Nie wiem, na razie jestem tym, kim byłem pół wieku temu. Nic nie zmieniłem się. Moje ciało się nie starzeje. Mój tok rozumowania też. Szedłem po prostu tam, gdzie poniosły mnie nogi. Dlaczego? Czemu akurat tutaj? Hmm, miejsce owiane ludzką legendą. No właśnie, ludzką. Czemu więc się tutaj udałem? Przecież nienawidzę tej rasy. Niezbadane są jednak losy każdego z nas. Trafiasz w miejsce, które tak naprawdę byś z własnego wyboru nie poszedł. Czas przestać uciekać i wziąć się w garść. Odkryć swoje prawdziwe możliwości, nie ukrywać się przed światem. Ludzie i tak mnie nie zaakceptują, ponieważ boją się rzeczy, których nie rozumieją. Maro był wyjątkiem, on się nie bał mnie, a utraty kontroli nade mną, a więc i dużej siły oraz władzy. Chciał mnie trzymać w ryzach, ale nie spodziewał się, że mogę się wyrwać spod jego kontroli. Prędzej czy później przyjdzie po mnie z nowym pupilem, o ile jeszcze ten stary dziad żyje. Teraz miałby, a może ma już koło 100 lat. Czas jednak się wzmocnić i być gotowym na ten moment. Bez porządnego treningu mogę nie być w stanie pokonać jego nowego stworka. To miejsce jest idealne do treningu w samotności. Najpierw trzeba zacząć od podstaw i nauczyć się latać. Co prawda na razie nie było mi to potrzebna, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.

Po chwili przemyśleń na temat mojej dotychczasowej egzystencji, w końcu wziąłem się do treningu latania. Wiedziałem, co muszę zrobić, by się tego nauczyć. Była to jedna z podstawowych umiejętności do nauki przy pomocy energii Ki, więc nie zajmie mi to dużo czasu. Tym bardziej, że mam ciszę i spokój, więc mogę się maksymalnie skupić na ćwiczeniach. W tym momencie maksymalnie się skupiłem i zacząłem koncentrować w sobie KI i ukierunkowywać ją do najważniejszych punktów ciała tak, aby unieść się w powietrze i w końcu zacząć latać. Nie zajęło mi to wiele czasu, ale musiałem trochę się pomęczyć. Udało się, byłem z siebie zadowolony, więc postanowiłem się teraz zabrać za trening fizyczny, by moje ciało było szybkie i twarde jak stal. Bym mógł rywalizować z najlepszymi i być najlepszym w przyszłości. Ale po co ? Nie wiem, tego nie wiem.
Wtedy postanowiłem znaleźć sobie jakiś głaz i inne rzeczy, które mi pomogą. Najpierw jednak postanowiłem potrenować szybkość, poprzez maksymalne wykorzystanie mięśni i refleksu, by zwiększyć swoją szybkość, ale też wytrzymałość, bez której nie mógłbym być tak zwinny, jakbym tego chciał. Duża prędkość wymaga dużej wytrzymałości, aby zbyt szybko się nie zmęczyć. Po odbyciu treningu na szybkość znalazłem także parę głazów koło siebie, które wykorzystałem do treningu ciosów, ale także siły i wytrzymałości. Kiedy ćwiczy się jedno z nich, ćwiczy się także, nieświadomie, drugie. Niewielu ludzi o tym wie, ale tak jest. Parę głazów zostało przeze mnie niemiłosiernie obitych. Cios za ciosem szedł w każdy głaz, jednak po pewnym czasie moje dłonie miały dość. Wtedy chwile odpocząłem i postanowiłem zrobić sobie mały maraton, który porządnie da mi w kość i porządnie da po płucach. Kilkanaście kilometrów miało być zrobione na dużej szybkości, jednak po wcześniejszym treningu nie miałem już wiele siły. Wtedy przyszedł czas na trening kontroli energii. To też nie trwało jednak długo, gdyż zmęczenie dało o sobie znać. Kiedy już miałem dość udałem nad rzekę, by się umyć, po czym wrócić do mojego małego domku...

OOC: Początek treningu i nauki Bukujutsu.


Ostatnio zmieniony przez Jirbo dnia Czw Lis 12, 2015 10:51 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1209
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
1200/1200  (1200/1200)
Ki:
1800/1800  (1800/1800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Pon Wrz 29, 2014 8:14 pm

Spadł z: Księżyca
Lot w przestrzeni kosmicznej był ogromnym wyzwaniem, podobnie jak przebywanie na nim. Brak atmosfery i próżnia. Po trudnej walce zmierzał wraz z June na Ziemię. Rikimaru wyrządził sporo zła, ale nikt nie spodziewał się, że pod tą powłoką kryje się druga postać. Tajemniczy wojownik, który ukryty był głęboko w podświadomości pół-demona. To nie był Shin D.Ragon, ani Rikimaru. To był Raion, który zniknął po strasznym wypadku. Podczas śpiączki jego umysł spowiła mgła, która ulotniła się dopiero po prawie 4 latach, gdy Rikimaru został osłabiony. Po części nim był, ponieważ wiele w świadomości Rikimaru znajdowało się z Raiona, ale również z D.Ragona, przeszłego wcielenia Raiona Force, który to w końcu opanował tego demona.
Wyglądał oczywiście całkiem inaczej niż przed wypadkiem. Fuzja i nie tylko odmieniły jego obliczę, które to być może ujrzała June podczas powrotu na Ziemię. Nie był pewien czy demonica przeżyje, ponieważ nie był w stanie przekazać jej zbyt wiele energii. Wydawało mu się, że to wystarczy, aby nie zginęła. W końcu wlecieli w atmosferę, ale wyhamował zbyt gwałtownie.
Wypuścił ją wtedy, na chwilę przyćmiło nawet jego, ale nie było to spowodowane walką, a zaciągnięciem zbyt głębokiego oddechu. Zgubił ją z oczu, ale potem odnalazł jej ki. Doskonale je zakodował, żeby mogła go oszukać. Była bardzo słaba, ktoś ją znalazł, a wtedy nagle jej ki zastąpiła inna, słabsza. "Ukryła się?"
Wisiał tak przez chwilę rozmyślając co dalej. Nikt go tak naprawdę teraz nie zna. Może po ki rozpoznają, ale wygląd i zachowanie... całkiem inne. Najlepsze na początek będzie pustkowie, ponieważ w tej chwili nie zamierza spotykać się z jakimkolwiek człowiekiem. Jedyne co go teraz będzie czekać to dobre zapieczętowanie niesfornej części siebie, a raczej umocnienie pieczęci. Zniszczenie naczynia nic nie da, a gdyby ktoś zabił Rikimaru Raiona to oznacza śmierć obu, ale z taką osobowością pewnie czeka go czyściec albo przynajmniej piekło. Mimo śmierci pieczęć powinna przetrwać.
Lecąc przed siebie natrafił w końcu na obszar, gdzie ludności było bardzo mało. Można wręcz powiedzieć pustkowie. Być może to te góry. Idealne miejsce.
Znalazł sobie odpowiednie miejsce i za pomocą telekinezy utworzył coś takiego:
Leśne bramy:
 
Idąc ścieżką pod górę postawił wielkie kamienne bramy oraz za pomocą ki stworzył posągi niedźwiedzi. Mistyczne wejście jednego przerazi, a innego przyciągnie. Niedźwiedzie strzegące wrót. Przywodzi wspomnienia z Konack, jednego ze strażników. Bez wątpienia wyrocznia miała jakiś cel, ale wiele wskazywało na to, że było to przemienienie Rikimaru w tego gorszego, chociaż kolczyki nie były tym, na co wyglądały. W istocie to były te magiczne kije z kryształami. Tyle rzeczy było zagmatwanych. Owiniętymi kocem tajemnicami, których nie był w stanie rozgryźć.
Następnie na wyższych strefach postawił kolejną bramę, do której mógł dostać się już tylko ktoś potrafiący latać.
Kolejna brama:
 
Miejsce, które sobie wybrał znajdowało się w wyższych partiach gór paozu, a idealne miejsce wyglądało tak:
Drzewo:
 
Na samym skraju, na skale pomiędzy strugami lawy, nigdy nie stygnącej od ciepła wulkanu. Tam usiadł pod drzewem i postanowił pozostały czas przeznaczyć na medytację. Nie zamierzał wkraczać do walki Dragota, ani do walki Chepriego oraz Frosta. Nie ciągnęło go również do władcy demonów, który nie robił żadnych kroków w kierunku dominacji. Nie miał najmniejszego zamiaru wyjść na spotkanie dwójce wojowników Żurawiego Pustelnika, których ściągnął D.Rikimaru, ale kto wie czy oni lub kto inny nie odnajdzie go na tym obszarze...
Medytacja, której się podda ma wzmocnić jego wytrzymałość. Pomóc mu zwiększyć szansę na utrzymanie w ryzach swoje złe alter-ego. Wyrównać szybkość względem siły, a może nawet sprawić by stała się dominującą, ponieważ w jego głowie pojawił się znak do prawdziwej potęgi, której być może nie odkrył jeszcze nikt i gdy wszystko będzie stracone, to uderzy z pełną mocą. Nawet jeżeli zabijając jego będzie musiał i on odejść.
- Ten zapach... Kwiaty wiśni w tym miejscu mają wyjątkowy zapach.

OoC:
Koniec Treningu. Regeneracja 15% w bezpiecznym miejscu.
HP: 40 150+15%(12150)= 52 300
KI: 46 603+15%(19350)= 65 953

z/t do Samotnego drzewa
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t146-mechanika-czyli-jak-kogos-zlac
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Sob Lis 14, 2015 12:54 am

Obudziłem się z rana, jednak na dworze panowała ogromna ulewa i szaleńczy wiatr. Na początku pomyślałem, że cały dzień przesiedzę w domku i przeczekam tą okropną pogodę. W końcu komu chce się wychodzić w takie warunki. Po dłuższym zastanowieniu postanowiłem jednak, że wykorzystam ten czas na morderczy i niezapomniany trening. Możliwość doskonalenia latania w takich warunkach była bardzo kuszącą perspektywą, bo jeśli w nich nauczę się latać, to będę mógł w każdych. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Wyszedłem i spojrzałem w niebo, po czym uniosłem się w powietrze i wyleciałem wysoko ponad góry. Rzucała mną na początku na wszystkie strony, gdyż wiatr coraz bardziej się wzmagał. Po kilku minutach w końcu udało mi się na spokojnie trzymać równowagę w powietrzu i spokojnie unosiłem się dalej, całkowicie się skupiając. Było to trudne, ale koniecznie by urosnąć w siły. Nagle zawiał straszliwy wiatr, a ja całkowicie się przygotowując na jego przyjęcie napiąłem mięśnie i przyjąłem bojową postawę, twardą i nie do zgięcia. Postanowiłem wylecieć wiatru naprzeciwko, naprzeć na niego jak surferzy na falę. Zrobiłem to nie na pełnej szybkości, lecz z pełnymi siłami i spokojem. Turbulencje, jakie mi towarzyszyły nie były małe i przyjemne, ale wiedziałem, że muszę być twardy i nie dać się zagiąć jakiemuś tam wietrzykowi, jaki by nie był. Jeśli miałem urosnąć w siłę, to musiałem skupić w sobie całą moc, jaką posiadałem i wykorzystać ją w odpowiednim kierunku. Tym razem się udało, oparłem się żywiołowi. Cały dzień na wietrze i deszczu spowodował, że naprawdę poczułem, co to znaczy żyć, a nie snuć się bez celu po świecie. W końcu poczułem prawdziwą przeszkodę na swojej drodze, która spowoduje, że stanę się silniejszy. Czas jednak teraz na odpoczynek, a nie wojowanie nocą, czas wrócić do domu...

To nie był jednak koniec mojego maratonu treningowego. Postanowiłem następnego dnia zrobić sobie małe wędkowanie, tylko rękami, nie wędką. To znacznie poprawi moją siłę, wytrzymałość a także szybkość. Dzięki moim genom nie potrzebuje powietrza, aby przeżyć, więc mogę spokojnie łowić bez brania powietrza. To znacznie ułatwiało mi tę czynność. Na nic nie czekając wyszedłem z rana, wypoczęty z domu i udałem się nad jeziorko, by w końcu zacząć trening, który wczoraj zaplanowałem. Idealnie też składa, bo skończyły mi się ryby do jedzenia, więc muszę coś upolować, bo inaczej padnę z głodu. Będąc przy jeziorku spiąłem poślady i wskoczyłem na główkę do wody. Każdy ruch ręką pod wodą był dużo cięższy niż na powietrzu, jednak nie sprawiał m problemu. Byłem kimś innym, nie zwykłym człowiekiem, byłem potworem. Nie tylko ze względu na wygląd, ale też ze względu na moją siłę, którą zdecydowanie przewyższałem wszystkich normalnych ludzi. Płynąc pod wodą spostrzegłem dość duże suma, więc postanowiłem po niego podpłynąć i złapać, by mieć co jeść na kolacje, a nie zadowalać się jakimiś zasranymi frytkami, które mi proponował ostatnio jakiś chłopiec, dopóki go nie przestraszyłem. Nawet się biedak zsikał i posrał, jak to zrobiłem. Trochę mi go było żal, ale nic nie mogłem na to poradzić. Człowiek uczy się takich rzeczy przez doświadczenia, więc nie można tak mocno małych pouczać. Ja jednak nie poddałem się i jak ten mały chłopiec chciał odkryć prawdziwą prawdziwą tożsamość swojego bohatera, tak ja chciałem poznać granice swojej możliwości. Trening potrwał jeszcze parę godzin, dzięki czemu mamy zapasy żarcia, a ja mam mniej roboty. Po robocie wróciłem do domku i położyłem się na resztę dnia...

OOC: Koniec treningu Bukujutsu i 30h treningu.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1915
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Pią Lis 20, 2015 7:35 pm

Była to cicha i spokojna noc… Bardzo spokojna, nic ani nikt nie próbował zakłócić spoczynku śpiącego. W ciszy nawet liście nie śmiały głośniej szeleścić, lecz… Odległy świst… Na pewno? Coś, co wydawało się jedynie odległym szumem rosło, stało się głośniejsze. Cokolwiek to było, zbliżało się gwałtownie, aż dźwięk stał się ogłuszający…
To coś uderzyło w dach domku Jirbo i przebiło się przez niego na wylot. W podłodze powstał mały krater, pył wirował w pomieszczeniu. Tym czymś co narobiło tyle szkód okazała się metaliczna kula wielkości ludzkiej głowy. Stworzona z metalu nieznanego ludzkości, ozdobiona diodami oraz mnóstwem dziwnych dźwigni… Nie robiła nic konkretnego, oprócz wydawania z siebie cichych, metalicznych zgrzytów.

OOC
Suprise

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Nie Lis 22, 2015 10:44 pm

Dzień był spokojny, po treningu wróciłem sobie spokojnie do domu i leżałem tak rozmyślają o tym, co dalej powinienem począć ze swoim życiem. Od 50 lat siedzę na tyłku, mój trening jest dość smieszny, bo nie różni się specjalnie od ludzkiego, i to amatorskiego. Nie miałem jednak trenera, sensei'a, który naprowadziłby mnie na dobre tory. Zresztą, gdybym tylko miał więcej chęci i samozaparcia, to pewnie sam bym sobie dał radę i może tylko wmawiam sobie, że nie? Sam już nie wiem. Wiem jedno - muszę zacząć robić coś ze swoim życiem, a nie tylko egzystować bez celu.  
Po chwili mój spokój został zmącony i przerwany przez dziwną kulę, która przebiła się przez dach mojego domku, robiąc w nim sporą dziurę. Była dziwna i na pewno nie zrobiona z żadnego znanego ludzkości metalu. Trochę się na tym znałem, gdyż mój stwórca był specjalistą od technologii  i chemii. W dodatku była dziwnie zrobiona, cała świecąca i pełna dźwigni, nigdy nie widziałem takiego ustrojstwa, więc na razie bliżej się mu przyglądałem i próbowałem odgadnąć jego konstrukcje, czy cokolwiek, co mogłoby mi dać informacje o tym, jakie jest jej przeznaczenie...
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1915
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Pon Lis 23, 2015 9:08 pm

Kula długo nie zwlekała ze zdradzeniem swej tajemnicy. Po chwili gdy Jirbo tak po prostu się jej przyglądał, diody zaczęły migać i zmienić kolory na mocną, zieloną barwę, a na gładkiej powierzchni pojawiły się pęknięcia. Rozległ się syk, z otworu wyleciała biała para, wypełniając niewielki domek. Po chwili rozrzedziła się, a kula pękła na pół i wypadła z niej… Druga kula. Bladożółta piłka poturlała się w kąt z cichymi dźwiękami podobnymi do szeptu Mniu mniu mniu.
Przy bliższych oględzinach okazało się, że Jirbo ma gościa a jest nim… Robaczek wielkości piłki do kosza. Podłużne, krępe ciało z małymi odnóżami, czarne kaprawe oczka i ogromny, uśmiechnięty otwór gębowy pełen ostrych ząbków. Stworzonko z kosmosu zdawało się nie zwracać uwagi na to, że znalazło się czyimś domu, tylko dobrało się do resztek jedzenia w kuble stojącym w kącie.

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Wto Lis 24, 2015 5:14 pm

Byłem cholernie zaskoczony, kiedy moim oczom ukazało się małe stworzonko, przypominające kształtem piłkę do koszykówki. W dodatku miało naprawdę ostre zęby i wpierdzielało za całą armię. No, pewnie by to robiło, gdybym w koszu miał więcej resztek żarcia. Mimo to wyglądało na dość zadowolony, że ma co opierdzielić, bo nie każdy ma taką możliwość. Mamy na Ziemi wielu bezdomnych ludzi, lub po prostu biednych, którzy nie zawsze mogą sobie pozwolić na zjedzenie takiej ilości żarcia, jaka tylko im pasuje. Ja co prawda też nie opływam w luksusy, ale jakoś muszę sobie radzić, w końcu już nikt nade mną nie czuwa i przez 50 lat musiałem nauczyć się samemu sobie radzić, niż liczyć na innych i dawać im powody do troski. Byłem jednak ciekaw tego stworzonka i tego, jak zareaguje, przynajmniej prawdopodobnie, na jedzenie z innej planety. W końcu nie miałem pewności, iż pochodzi z innej, to, że nigdy go nie widziałem jeszcze niczego nie dowodzi, w końcu nie jestem biologiem. Sądziłem, że jest skąd indziej, ponieważ jej transport pochodzi raczej spoza naszej planety, a trochę o tym wiem. Pytanie tylko, czy nie będzie chciało też zeżreć i mnie...
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1915
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Wto Lis 24, 2015 7:09 pm

Robaczek… Zaczął jeść kubeł. Wyraźnie zasmakowało mu drewno i plastik i na oczach Jirbo zakłapał tylko ostrymi kłami. Oprócz głośnego mlaskania nie słychać było nic i w kilka chwil stworzenie pochłonęło kubeł. Ba, ledwie się z nim uporało podpełzło do nogi gospodarza, obwąchało jego stopę i ugryzło… Lecz ledwie to zrobiło odsunęło paszczę z niesmakiem i zacharczało. Stanęło na cienkich nóżkach i ciągnąc za nogawkę wpatrywało się czarnymi oczami przymilnie w Jirbo, mówiąc wzrokiem „Mamo, jeść!”.

OOC
Robaczek jest w stanie zjeść wszystko, oprócz Ciebie. Możesz go sobie wychować, tylko proszę, rozpisz to bardziej.


______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Nie Lis 29, 2015 12:35 am

W pewnej chwili zwierzątko niemile mnie zaskoczyło, gdyż zaczęło gryźć moją biedną stopę. Nie było to przyjemne, ba, nawet mnie zabolało, dlatego na mojej twarzy pojawił się lekki grymas bólu. Już miałem robaczka znokautować, kiedy to odsunął się na chwilę i zacharczał. Widać nie zasmakowałem mu, więc postanowiłem nie podnosić na stworzenie ręki. W tym jednak momencie złapało mnie za nogawkę i wpatrując się chciało mi coś przekazać. Na początku nie bardzo wiedziałem, o co może chodzić, ale kiedy tylko jego ślepia zabłyszczały w błagalnym geście głodu zrozumiałem, że jest po prostu głodny. Rozejrzałem się bardziej po domu, sprawdziłem, czy wszystko, co było zżarł, a kiedy okazało się, że jest wszystkożerny, po prostu wyszedłem z domku pokazując mu ręką, aby też to zrobił i brał co chce. W końcu w koło był ogrom trawy, drzew i innych rzeczy, które mógłby sobie zjeść...

Stało się tak, jak oczekiwałem, mały rzucił się na pierwsze lepsze drzewko i zaczął je sobie powoli obgryzać jak kolbę kukurydzy. Powiem szczerze, że nigdy nie widziałem jeszcze tak żarłocznego stworzenia. Przez te wszystkie lata widziałem wielu grubasów, wiele różnych i wielkich zwierząt, które wpieprzały na raz więcej niż cała armia, ale ten maluch przewyższa ich wszystkich. No, ale nic, pozwoliłem mu na razie robić co chce, niech je ile wlezie. Do tego czasu po prostu mu sie przyglądałem. Dopiero gdzieś po 3 godzinach nieustannego żarcia położył się na trawie i wyraźnie wyglądał na wykończonego. Wtedy uśmiechnął się i podszedłem do niego, kucnąłem i popatrzałem. Wyglądał teraz całkiem niegroźnie, mimo tego, ile żarł, to naprawdę wyglądał bardziej przyjaźniej niż większość ludzi. To było dziwne, zazwyczaj nie czułem czegoś takiego w sercu. Swojego rodzaju radość, kiedy na niego spoglądałem. Wydawał się naprawdę fajny, więc zrobiłem mu to, co ludzie robią psom i kotom - pogłaskałem po brzuszku. Wyglądał na zadowolonego, więc jeszcze przez chwilę to porobiłem. Przestałem dopiero, kiedy zasnął. Sam postanowiłem poświęcić kilka chwil na trening, tak po prostu, bez żadnego konkretnego celu. Kiedy skończyłem, a mały jeszcze spał, wziąłem go na ręce i zaniosłem do chatki, gdzie obaj spaliśmy już w spokoju...

Rano obudził mnie jakiś dziwny dźwięk i ciągnięcie za nogę. Nie miałem pojęcia, co to mogło być, ale ta technika przyniosła skutek, bo zaraz potem otworzyłem ślepia i spostrzegłem małego, który zdawał się mówić wzrokiem: jestem głodny, daj mi jeść. Cóż, nie mogłem mu odmówić, był teraz jakby pod moją opieką, ale nie mogłem też tolerować tego, ża mały mnie budzi, więc postanowiłem się zabrać za jego tresurę. Jako, że zje wszystko i zrobi dla jedzenia wszystko, nie przewidywałem żadnych trudności w tresurze. Kiedy wyszliśmy, od razu wziąłem do skoczyłem na wyższą partię drzewa i urwałem dużą gałąź. Pomachałem nią małemu przed nosem, po czym rzuciłem kilka metrów dalej. Chciałem, aby najpierw ją przyniósł, a później zjadł, a wyszło zupełnie na odwrót. Najpierw zeżarł, a później wrócił po więcej. Urwałem więc kolejną, po czym zacząłem machać nią w górę i w dół, zmuszając małego do skakania, chciałem aby stał się po prostu bardziej skoczny i ten akurat trening zdawał się działać. Później przeszliśmy zaś do proszenia o jedzenie. Pokazałem mu gałąź, po czym dałem głos na znak, że ma zrobić to samo, kiedy pokażę mu gałąź. Oczywiście pierwsze razy były trudne, a mały był coraz bardziej marudny, ale nie mogłem mu odpuścić. Załapał i zaczął wykonywać dopiero po 1 godzinie bez jedzenia. Chyba głód zmusił go do tego, aby przyswoić sobie tą umiejętność, bo nie było w nim złości.
------------------------------------------------
Jutro dokończę posta, aby było elegancko. Przepraszam, że tak na raty, ale mam trochę roboty na uczelnię, zanim się zaczną święta. Ale myślę, że już gdzieś tak od 6-7 grudnia aż do sesji(nie licząc świąt), ruszę mocniej z kopyta, z grą. Smile
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1915
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Sro Gru 02, 2015 7:41 pm

Oby tak dalej Very Happy
Podoba mi się, dlatego daję Ci jeszcze jeden wolny post, potrenuj maluszka jeszcze trochę i tak przy okazji, sądzę, że możesz sobie z tego zrobić trening, nic nie stoi na przeszkodzie. Oczywiście za ładny opis dorzucę kilka punktów Kokoko
Przy okazji, robaczek wygląda tak:
Spoiler:
 

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Jirbo

avatar

Liczba postów : 19
Data rejestracji : 15/01/2014


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Nie Gru 27, 2015 5:42 pm

Cóż, nasz trening w końcu przynosił efekty. Mały nauczył się już aportować, chociaż łatwo nie było. Na pewno jednak poszło mu to sprawniej, niż mi uświadomienie sobie, że źle robię, podążając za moim byłym panem, który zwyczajnie mnie wykorzystywał. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu, nie dam się znów zmanipulować i prowadzić za rękę jak dziecko. Dlatego właśnie rozpocząłem samodzielne życie i trening małego. Teraz to ja będę mógł jego prowadzić, ale inaczej, niż mój stwórca mnie. Na początku należało mu nadać imię, więc na szybko wymyśliłem coś łatwego do zapamiętanie i zawołałem do niego:
- Robu! Na początku nie reagował, ale po kilku zawołaniach, w końcu zareagował i odwrócił się nieśmiało. Wtedy też kontynuowaliśmy jego tresurę, a przy okazji mój trening. Rzucałem mu różne przedmioty do góry, aby zjeść, jednak wtedy też wkroczyłem ze swoim treningiem. Kiedy rzucałem mu a on podskakiwał, ja robiłem to samo, zabierając mu jedzenie i zostawiając z niczym. To miało go nauczyć walki o to, co dla niego ważne. Oczywiście robiłem to też trochę, aby go zdenerwować i pokazać, że ja tu rządzę, w końcu to ja jestem jego panem, a nie na odwrót. Poskakaliśmy tak trochę, poganialiśmy, a później zrobiliśmy sobie małą przerwę, by odpocząć i zastanowić się nad tym, co dalej...

Po przerwie zobaczyłem, że mały Robu zasnął, chyba lekko się zmęczył i przejadł, więc postanowiłem, że sobie odpocznie, a ja będę kontynuować mój trening samemu. Na początek zrobiłem małą rozgrzewkę, czyli jak zawsze, w końcu nie chcę sobie ponaciągać czy pozrywać mięśni. Nawet mój czynnik regenerujący nie jest na tyle dobry, aby szybko wyzdrowieć. Po krótkim rozruchu zacząłem wyładowywać swoją energię na kamieniach, drzewach i innych tego typu rzeczach. Później poćwiczyłem trochę akrobatykę, w końcu musiałem być sprawny i szybki, nigdy nie wiadomo, co czyha w przyszłości. Tym bardziej, skoro mam teraz małego zwierzaka do ochrony. To pierwsza osoba w moim życiu, na której w miarę mi zależy. Nie czułem tego do swojego stwórcy, do niego miałem jedynie wdzięczność, gdyż dał mi życie, ale to tyle. Dlatego właśnie musiałem w końcu nauczyć się też latać, dzięki temu będzie łatwiej nam w razie co uciec, jeśli zajdzie taka potrzeba. Skupiłem więc w sobie energię i próbowałem wzlecieć w powietrze, a przynajmniej lewitować, gdyż to jest pierwszy krok ku prawdziwemu lotowi, jakim mogę poszczycić się ptaki czy samoloty. Dziwne, że nie nauczyłem się tego wcześniej, przez całe 50 lat życia o tym nie pomyślałem. Czemu? Zapewne dlatego, że nie było takiej potrzeby. A może byłem jedynie leniwy? Kto wie...
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1915
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Góra Paozu   Pon Gru 28, 2015 6:58 pm

Robu spał spokojnie i posapywał przez sen, szczerząc uroczo ostre ząbki do siebie. Może śniło mu się jedzenie? Okazał się bardzo pojętnym uczniem, no, może na samym początku nieco opornym. W każdym razie wlepiał ufnie oczka w Jirbo, mając go może nie tylko za pana „szefa”, ale kogoś na kształt rodzica? Maluch drzemał odzyskując siły podczas gdy wojownik ćwiczył nieopodal. Żadne z nich nie słyszało cichego pikania dochodzącego z chatki – to metaliczna kula w której przybył kosmiczny robaczek włączyła się, świecąc diodami.
Dźwięk rósł miarowo, aż Robu poruszył czułkami budząc się i zerwał się nagle w stronę domku. Wpadł do środka i zaraz wrócił, trzymając w ząbkach połówkę kuli. Przyniósł ją do Jirbo, położył na ziemi i usiadł, warując pilnie i wpatrując się w niego. Mechanizm przestał pikać, ale za to obracał się energicznie wokół własnej osi i strzelał iskrami.

OOC
Za ładne opisanie treningu dostajesz ode mnie 15 punktów.
Upomnij się o nie w poście treningowym Very Happy

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Góra Paozu   

Powrót do góry Go down
 
Góra Paozu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: