Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pią Wrz 14, 2018 10:14 pm
Piątek, piąteczek, piątunio! To dzień, który radował wszystkich ludzi bez względu na to kim byli i czym się zajmowali. Czy byli to studenci, pracownicy wyższego, średniego lub niższego szczebla czy też szefowie olbrzymich firm. Wszyscy cieszyli się na koniec tygodnia, początek weekendu i chwilę szaleństwa podczas, której będzie można odreagować ciężki tydzień. Każdy wybierał swoją ulubioną formę rozrywki. Niektórzy przygotowywali się na wieczór filmowy, a inni zbierali się, aby rozpocząć kolejny maraton gier. Dzisiejszego wieczoru miało odbyć się z długa wyczekiwane wydarzenie, na które zaproszone zostały tylko wybrane osoby. Nikt nie wiedział jakie były kryteria, lecz gości należeli do naprawdę różnych warstw społecznych i stanowili prawdziwy miszmasz. Jedyne co wiedzieli to, że przyjęcie ma odbyć się gdzieś przy plaży i obejmować ma randkowanie. Tyle przynajmniej zawarte było w e-mailach, oprócz adresu, godziny i wytycznych odnośnie stroju. Wszystko zachowane było w tajemnicy.

Pierwszym zdziwieniem było miejsce, w którym miało odbyć się wieczorne spotkanie. Wszyscy mogli spodziewać się jakiegoś klubu, ale nie domu z patio wielkości mieszkania oraz jacuzzi i zejściem na prywatny kawałek plaży. Drzwi otwierała za każdym razem ta sama osoba, a dokładniej wysoki mężczyzna w średnim wieku w skrojonym na miarę garniturze i modnie przystrzyżonymi siwymi włosami. Sprawdzał dokładnie każde nazwisko na liście, a następnie zapraszał. Można było zauważyć, że kilka osób, które próbowały wejść bez zaproszenia zostało poszczutych psami. Dużymi i szybkimi psami. Wybrańcy natomiast byli zapraszani do środka, gdzie miała odbyć się cała impreza. Dom był zbudowany z dwóch kondygnacji. Parteru oraz piętra. W salonie znajdowało się już kilka osób, w tym rudowłosa kobieta o złotym spojrzeniu ubrana w czerwoną suknię z wyraźnym dekoltem i złotym naszyjnikiem poruszająca się na zadziwiająco wysokich szpilkach. Aktualnie rozmawiała z wysokim, mocno umięśnionym mężczyzną z dość bujną brodą i dzikim spojrzeniem. Goście zjawiali się pojedynczo lub grupowo, jeśli aktualnie spotkali się przed drzwiami. Od przybycia pierwszego gościa do zamknięcia drzwi za ostatnim minęło pół godziny, a następnie mieli jeszcze dziesięć minut na rozglądnięcie się, krótkie rozmowy czy spróbowanie jakiegoś drinka, które wynajęty na ten event barman z radością przygotowywał. W końcu wszelkie rozmowy ucichły i wzrok gości padł na schody. Światło przygasło, aby dać lepszy efekt gospodarzowi, który właśnie schodził z piętra.

Był to młody mężczyzna o długich czarnych włosach związanych w koński ogon, ubrany w garnitur. Kiedy się uśmiechnął to błysnęły białe zęby. Wszyscy przybyli mieli wrażenie, że skądś go znają.
- Witam serdecznie. Cieszę się niezmiernie, że odpowiedzieliście na moje zaproszenie i zjawiliście się tutaj wszyscy. Nazywam się Gawain Dechamp i jestem gospodarzem dzisiejszego przyjęcia. Przyjęcia, które mam nadzieję będzie dla was niezapomnianym przeżyciem. - powiedział Gawain i umilkł na chwilę pozwalając, aby cisza zapanowała w pomieszczeniu. Może uważał, że zwiększa to zainteresowanie? Po krótkiej chwili kontynuował.
- Celem naszego spotkania jest sprawdzenie czy ludzie potrafią jeszcze dać szansę miłości. Wszyscy jesteśmy osobami, które czegoś pożądają. Miłości w różnej formie. Wszyscy jesteśmy dla siebie obcy i wszyscy jesteśmy tutaj z czystą kartą. Jest jednak kilka zasad, których należy przestrzegać. Po pierwsze. Nie tolerujemy przemocy fizycznej. Każdy kto uderzy drugą osobę z czystej agresji zostanie wyproszony z przyjęcia. Oczywiście taka osoba ma szansę na rehabilitację w postaci wykonania kary nałożonej przez osobę skrzywdzoną. Jeśli jej się powiedzie, to wszelkie urazy odchodzą w niepamięć. Kolejną zasadą jest to, że wszystko musi być za obustronną zgodą. Zmuszanie czy szantaż grozi wyproszeniem z przyjęcia. Po trzecie. Wszystko co tu się stanie pozostaje tajemnicą. Jeśli ktoś będzie miał za długi język to zostanie ukarany. Oczywiście w przypadku wyrażenia chęci kontynuowania znajomości poza przyjęciem wszelkie informacje zostaną przesłane na e-mail. Poza tym możecie z do woli korzystać z całego domu, a także kawałka plaży, który należy do nas. Jordan przygotuje dla was każdy drink, a nasz mistrz kuchni Michael sprawi, e wasze kubki smakowe eksplodują. Jeśli ktoś chciałby skorzystać z jacuzzi to przygotowane są stroje kąpielowe. Zapraszam do miłej zabawy i mam szczerą nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie. - rzekł, a następnie światło ponownie zapłonęło i Gawain zszedł do salonu. Natychmiast został porwany w rozmowę z niską blondynką, która wpatrywała się w niego przez całą rozmowę. Powoli salon wypełniał gwar rozmów.

OOC:
Witam serdecznie w naszym miłosnym evencie. Jak zostało to zawarte w tekście wasze postacie obowiązują trzy zasady. Macie dowolność działań. Stroje w jakich są wasze postacie muszą być eleganckie. Zapraszam do pierwszej kolejki.
A i ostatnia uwaga. Możecie próbować działań +18. Tylko oznaczcie to na początku waszego posta.

______________________


#66FFFF
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pią Wrz 14, 2018 11:11 pm
Kellan po wylądowaniu twardo kapsułą przed wielką posiadłością, westchnął pod nosem. Żałował bardzo tego, że jego własna córka martwiła się o jego sprawy sercowe i kazała mu polecieć na tak zwaną przez niego biesiadę. Potrząsnął głową, aż jego krucze włosy latały na lewo i prawo, a potem aktywując przycisk. wyszedł z pojazdu. Oczywiście po wyjściu ze swojej jednoosobowej maszyny, używając pilota zamknął ją i nie mógł zapomnieć o zabezpieczeniu, miał także nadzieję że jego córce nic się nie stanie kiedy będzie sama. Mruknął coś pod nosem, a potem tylko delikatnie strzelając knykciami i swoją szyją, pokierował się w stronę wejścia, a widział że bardzo dużo osób się zbiera i nie jest ich mało. Staruszek Kenzurana może znajdzie kogoś z kim będzie mógł potem powalczyć, ale wreszcie nie po to tu przyleciał, prawda? Jego zatroskana córeczka chciała, by znowu mogli stworzyć wspaniałą rodzinę, o ile jeśli znajdą trop ich jednego członka którego brakuje. Ogoniasty rozejrzał się na lewo i na prawo, a potem znowu ciężko wzdychając, zaczął stopniowo wchodzić po schodach, aż wreszcie znalazł się przed posiadłością.

Po znalezieniu się przed wejściem, zobaczył że jakiś średniej postury mężczyzna zagrodził mu drogę i zapytał o nazwisko. Wojownik spojrzał na niego, a potem wypuszczając powietrze z ust, wypowiedział je:
-River... - po daniu odpowiedniej odpowiedzi, został wpuszczony do środka. Już wiedział, że w tym musiała maczać jego kochana córeczka, która czasami dawała się we znaki i zawsze chciała jak najszybciej lecieć na kolejną misję by obić komuś facjatę. Kiedy Czarnooki znalazł się w środku, można było zobaczyć że nawet jego córcia zadbała o jego ubranie, gdyż chciał tutaj przylecieć w zbroi, bo na jego planecie uznawane było to za galowe. Ubrany był w zwykły "Garnitur", no i oczywiście scouter także musiał zostawić w swoim statku. Ogon jeszcze przed wejściem obwiązał wokół pasa, a potem pokierował się w stronę stołów, gdzie było jedzenie i napitki.

Kellan spojrzał to na lewo, to na prawo i widział że wszyscy goście sami się częstowali, więc on także chwycił za kieliszek i nalał sobie trochę tutejszego trunku do przyrządu z którego się pije. Po nalaniu sobie tego napoju, mógł zobaczyć że światło zgasło i jakoś gościu przywitał wszystkich, już wiedział że to na pewno jest właściciel tego budynku. Starszy Saiyanin już w myślach wiedział, że pewnie jegomość, który to zorganizował pewnie by poszedł u niego na strzała, albo może na dwa, bo nie wyglądał na twardziela. Przestał na chwilę o tym myśleć i zaczął słuchać gospodarza co ma do powiedzenia, bo podobno jakieś istniały tutaj zasady. Nie mógł uwierzyć, że nie można się bić, to po co on tutaj w ogóle przylatywał, najeść się i napić? Najwyraźniej tak miało być i Ogoniasty musiał się z tym faktem pogodzić, więc westchnął pod nosem, upijając już troszeczkę tego trunku. Zajął dość ciemne miejsce, bo nie lubił być w jakoś widocznym miejscu, po prostu tak wolał i tyle. Kiedy tak pił to rozmyślał, czemu w ogóle się godził na plan swojej córeczki, ale wiedział że będzie mógł tego żałować. Doskonale rozumiał fakt, że jak wróci na planetę, którą właśnie mieli razem podbijać, ostro porachuje jej kości i ona zapłaci za to, że go na to namówiła. Teraz tylko mógł jak na razie pić i zapewne niedługo będzie miał zamiar czegoś skosztować, wreszcie nie będzie tutaj siedział o pustym żołądku.
avatar
Sabia
Liczba postów : 634
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
700/700  (700/700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 12:07 am
___Stojąc przed posesją, Mochi z ekscytacją obróciła w dłoniach zaproszenie na niezwykłe spotkanie - białą kartkę z symbolicznym sercem i złotymi ornamentami. Pięknie wykaligrafowane litery łączyły się zgrabnie w słowa a słowa w całe zdania. Wspaniałe zdania! Na kartce widniała data, godzina oraz miejsce zabawy i oczywiście jej imię i nazwisko! Z błyszczącymi oczami przyjrzała się jej po raz setny i uniosła wzrok na wielkie wejście i drogę prowadzącą do mieszkania, gdzie wszystko miało się odbyć. Jakie miała szczęście! Co prawda, osoba dająca jej to zaproszenie powiedziała tajemniczo, że to elitarne spotkanie i wybierają tylko nielicznych, tak, że demonica poczuła się naprawdę wyróżniona... No i temat spotkania! Miłość~! Ile historii dziewczyna podobnych czytała, o tajemniczych balach, gdzie równie tajemniczy nieznajomy obdarza kobietę swoimi względami a potem... Serenady, listy miłosne i bukiety róż i to wszystko przy świetle księżyca. Ucieczki i pościgi! Wielkie bale i kameralne spotkania. Te zakazane namiętności i marzenie na jawie o tej jedynej osobie... Oh, oh~ Aż się Mochi zarumieniła, na policzkach pojawił się cień niebieskiego koloru. Może to właśnie ta okazja by spotkać swojego księcia lub księżniczkę na białym koniu... Szczęściu trzeba trochę pomóc, prawda? Miłość od pierwszego wejrzenia, oh, to dopiero byłoby coś...~
___Chwilę tak stała i dumała, nim lekko podskakując podeszła do wejścia. Szybko zadzwoniła do drzwi. Gdy się otworzyły, demonica dygnęła elegancko i uśmiechnęła się promiennie, ukazując dołeczki w policzkach.
___- Dobry wieczór! Ja w sprawie Miłości~! - zachichotała z pewnym rozmarzeniem i ukłoniła się w podzięce, gdy po sprawdzeniu zaproszenia, mężczyzna zaprosił ją do środka. A to był przecież dopiero początek... Co się teraz mogło zdarzyć? Co się tutaj może stać~? Z żywą ciekawością zaczęła rozglądać się po wnętrzu eleganckiego mieszkania, podziwiając marmurowe schody na piętro i piękne malowidła na ścianach. Miejsce było czarowne i już wprawiło ją w romantyczny nastrój. Rozłożyła lekko dłonie i zakręciła się wokół własnej osi kilka razy nucąc, po czym zaśmiała się lekko i poszła prosto przed siebie. Gdy znalazła się w salonie, jej uwagę od razu skupiły znajdujące się tam osoby - westchnęła z zachwytem przyglądając się kobiecie w pięknej, czerwonej sukni i nie zawahała się jej od razu pochwalić, jak również okazałego dekoltu. Komplement nie ominął również mężczyzny rozmawiającego z rudowłosą , ponieważ usłyszał, że ma wspaniały zarost i bardzo czarującą muskulaturę. Mochi odezwała się również do barmana, mówiąc, że niezwykle ładnie mu w koszuli, po czym stanęła przy wielkim oknie w salonie, podziwiając świat na zewnątrz. Widok na plażę był piękny i dziewczyna rozmarzyła się jak piękne muszą być tam wieczorne pikniki... Albo kąpiele w środku nocy. Woda o tej porze dnia i roku może być ciepła a takie pluskanie się... Bez strojów kąpielowych... Zaczęła się zastanawiać czy nagość byłaby lepsza od dopasowanego stroju kąpielowego, gdy akurat w tej chwili ktoś zaczął przemawiać. Odwróciła głowę, widząc bardzo przystojnego mężczyznę, który wyjaśnił "zasady" całego spotkania. Słuchała spokojnie, w którymś momencie na policzkach pojawiło się kilka niebieskich wypieków. Oh, czyli stroje kąpielowe są... Trochę poniosła ją wyobraźnia...~
___Mochi odruchowo poprawiła beret na głowie. Ciemnoczerwony, elegancki berecik ładnie się prezentował na fioletowych mackach, podkreślając kolor jej ciała. Strój dobrała starannie, w końcu była ku temu okazja. Prezentowała się świetnie w białej, damskiej koszuli z dekoltem, który podkreślał jej biust i eleganckiej, czerwonej spódniczce, która w luźnych fałdach opadała do połowy ud. W tali spięła się czarnym, materiałowym pasem, na stopach miała ciemne lakierki a na nogach cienkie, eleganckie rajstopki. Jedyną biżuterią jaką Mochi tego dnia ubrała był naszyjnik, a raczej choker z motywem srebrnego serca na środku. Nie był to może strój wieczorowy, ale czuła się w nim bardzo elegancko~
___Jedna rzecz oprócz miłości przykuła jej uwagę... Na jej twarzyczce pojawiło się zamyślenie, a zaraz potem rozjaśnił ją wspaniały pomysł. Gdy Pan Gawain skończył przemowę, Mochi skierowała się do zastawionymi talerzami bufetu, za którym znajdował mistrz kuchni.
___- Micheal, tak? - zapytała od razu, a oczy jej błyszczały. - Jestem Mochi! Ja też lubię gotować~! - z uśmiechem złożyła dłonie i rozejrzała się po przystrojonych półmiskach. - Ojej, ale to wspaniałe... Ojej! - klasnęła w dłonie zachwycona, gdy ujrzała część stołu zastawioną deserami. - Upiekłeś croquembouche! I deser Alaskę! Musisz być świetnym cukiernikiem! - powiedziała z podziwem, po czym bez zwłoki nałożyła sobie porcję słodkości na talerz i ugryzła słodkiego ptysia.

OOC
To zaczynamy!
Wygląd Mochi Strój Eventowy
KP Mochi


Ostatnio zmieniony przez Sabia dnia Sob Wrz 15, 2018 2:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 2:12 am
- Muszę? - dopytywała z jękiem Laura.

- Tak. Przecież mi obiecałaś! Chyba nie zostawisz mnie teraz na lodzie?!

"Ughh, no tak", pomyślała. "Teraz będzie mnie wpędzać w poczucie winy...". Wstała z łóżka, rozprostowała nogi. Podeszła do lustra i przyglądała się sobie. Nie było to spojrzenie w stylu "ale ze mnie laska", raczej... "co ja do cholery wyprawiam?". Za jej ramieniem pojawiła się wysoka, ciemnowłosa dziewczyna z szerokim uśmiechem na ustach. Laura odwzajemniła się grymasem, prawdopodobnie mającym robić za uśmiech.

- No dobra. Jeden warunek. Jak mam wyjść jeszcze dziś do ludzi, to musisz zrobić mnie na bóstwo.

- A więc do roboty! - krzyknęła ochoczo Tauriel, chwytając w dłonie średniej wielkości kufer.


***


Kobiety siedziały przy jednym z pięknych, zdobionych rzeźbionymi elementami stolików, nakrytych aksamitnymi obrusami. Po zachęcającej do zabawy przemowie intrygującego mężczyzny w smokingu, rozległy się ciche oklaski, mające na celu nadać atmosferę temu wieczorowi, jak i nagrodzić gospodarza za jego organizację. Laura dołączyła do braw, delikatnie uderzając palcami o dolną część drugiej dłoni.

- Tauriel?

Zaczęła rozglądać się gorączkowo. "Nosz cholera, jeszcze przed chwilą tu była...", warknęła z gniewem w duchu. Nie chciała robić zamieszania, więc powoli podniosła się z krzesła, zabrała swoją krwistoczerwoną kopertówkę i kręciła się po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu przyjaciółki.

Odetchnęła z ulgą. Tauriel stała już na zewnątrz i bajerowała jakiegoś wysokiego, przystojnego bruneta, zupełnie zapominając, że przyszła tu razem z Laurą. Ta przewróciła oczami. "Niemożliwa jest. Cóż, będę musiała jakoś się sobą zająć". Samotna, młoda kobieta, właściwie niezależna, pewna siebie... Żeby przełamać pierwsze lody i nawiązać kontakt z otaczającymi ją gośćmi... Co robi? Bingo. Kieruje się w stronę baru.

Wyprostowała się, ściągnęła łopatki, wypchnęła do przodu piersi, podniosła dumnie podbródek. Wszystko to, ażeby udowodnić sobie, że jest "godna" tej sukienki. Leżała rok w szafie, bo przecież "każda kobieta powinna mieć choć jedną seksowną suknię wieczorową". Wykonana na wymiar, ale jeszcze nigdy nie użyta w należyty sposób. Oprócz przymierzania przed lustrem i zachwycania się nią, oczywiście. Teraz nadeszła jej pora.

Laura nie miała się czego powstydzić, jeśli chodzi o figurę. Może po prostu jeszcze nie przywykła do tego, że wszystkie obecne, wygłodniałe spojrzenia kierują się ku niej. Może po prostu nie była na to gotowa. Ale co ja plotę? Musi być gotowa. Najwyższy czas! Może i w pracy nie wyróżniała się swoim profesjonalnym wyglądem, zawierającym się w koszulach, spodniach w kant i marynarkach. Ale teraz... teraz musi pokazać, że jest warta tych spojrzeń.

Kroczyła w swej do bólu na miarę sukni w kolorze głębokiej czerwieni. Nie za chłodnej, nie za ciepłej (w tonacji) - można rzec, że z niebieskimi podtonami. Lustrując ją od dołu... W oczy rzucała się część sukni, która sunęła delikatnie po podłodze, podążając za każdym jej krokiem. Na stopach miała cieliste szpilki - nie za wysokie - w końcu musi jej być wygodnie, jeśli szykuje się długa impreza. Figurę kobiety zakrywała długa, dopasowana na cienkich ramiączkach suknia ze "smaczkiem" w postaci wyciętej łezki na dekolcie oraz rozcięciu rozpoczynającego się od połowy lewego uda, aż do samej ziemi. Opięta na biodrach, biuście - czyli ukazująca właściwie to, co najlepsze z kuszącymi "lukami", odsłaniającymi zgrabne nogi oraz ściśnięte modelującą bielizną piersi. Tył to głęboko wycięty dekolt, kończący się tuż nad samą pupą, który uwidaczniał jej gładkie plecy.

Na palcu wskazującym lewej dłoni miała ozdobny, złoty pierścionek - w takim samym odcieniu na jej nadgarstku trzymał się mocno zegarek na bransolecie. Na szyi nie posiadała żadnej biżuterii, ponieważ pierwsze skrzypce grał dekolt sukni oraz zaokrąglone wokół szyi ramiączka. Włosy miała rozpuszczone, proste, rozrzucone partią z przodu i z tyłu obustronnie. Makijaż oczu delikatny - przyciemniona ciemnobrązowym cieniem linia rzęs, które zostały starannie wytuszowane przez Tauriel oraz ciut ciemniejsza od naturalnego koloru jej ust pomadka, mająca nie gryźć się ani z kolorem ubrania, ani z jej różowymi włosami.

Krótko mówiąc - Tauriel naprawdę dała z siebie wszystko.

Idąc przez to wielkie pomieszczenie, nie chciała wyglądać wulgarnie, więc uśmiechała się do obecnych tu gości i z gracją zmierzała ku barmanowi, który chyba odgadł jej myśli jeszcze wtedy, gdy zgubiła swoją przyjaciółkę. A przynajmniej takie miała wrażenie, ponieważ oparł się o ladę skierowany dokładnie w jej stronę z zawadiackim uśmiechem. Będąc tuż przed nim, uśmiechnęła się niewinnie, delikatnie wskoczyła na hoker barowy zakładając od razu nogę na nogę, aby nie odsłaniać jeszcze zbyt wiele, bo to jeszcze nie pora, drodzy państwo. Najpierw nasza różowowłosa musi się rozkręcić. I był na to tylko jeden sposób.

- Pina Colada raz, proszę.






OOC:
Spoiler:
Suknia - pogląd przód i tył



avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 906
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 12:26 pm
W klasycznym garniturze:

- Hazard Malvick.
- Zgadza się - odrzekł mężczyzna w średnim wieku, lustrując przez chwilę krótką listę gości - Zapraszam Panie Malvick. Życzę przyjemnej zabawy.
- Dziękuję - wysoki blondyn skinął głową, uśmiechając się lekko, po czym przekroczył próg domu. Wystarczyło szybkie spojrzenie na wnętrze posiadłości, by Hazard uświadomił sobie, że już kiedyś tu był. Nie mógł jednak sobie przypomnieć kiedy i z jakiej okazji. Cóż, nie to było najważniejsze. Pewnym krokiem ruszył przed siebie, badając otoczenie.

Nie było to pierwsze tego typu przyjęcie w jego życiu. Bywał już na bankietach, więc wiedział co nieco na temat tego jak się zachowywać. Odziany w najnowszy garnitur od Hugo Boss'a i spryskany drogimi perfumami Calvin'a Klein'a, przemierzał pewnym krokiem salon, obdarzając każdą napotkaną osobę przyjaznym uśmiechem. Zatrzymywał się na chwilę to tu to tam, by pozdrowić nowo poznane osoby, lub wymieniać się uwagami na temat dobrego gustu  i smaku gospodarza tegoż przybytku. Dyskutował właśnie z jakąś kobietą w średnim wieku na  temat znakomitej równowagi kompozycyjnej obrazu, przy którym stali, gdy nagle przygasły światła. Oczy wszystkich zebranych zwróciły się natychmiast w stronę schodów. Z górnego piętra schodził po nich właściciel mieszkania.

A więc dlatego wydawało mu się, że już kiedyś tu był. To rezydencja Gawain'a z którym znał się od czasów dzieciństwa. Co prawda nie widzieli się od 3 czy 4 lat, mężczyzna nosił teraz długie włosy i wyraźnie zmężniał, lecz to na pewno był on. Hazard wyszczerzył do niego zęby ponad tłumem, a Dechamp odpowiedział tym samym. Musi podejść do niego później i pogadać, powspominać stare czasy. Tymczasem wsłuchał się w słowa gospodarza.
- A więc o to w tym wszystko chodzi... - pomyślał blondyn, zrozumiawszy dlaczego się tu znalazł. Nikt nie powiedział mu wcześniej, w jakim celu ma się tu zjawić. Miał po prostu ubrać się elegancko i robić na wszystkich dobre wrażenie... No i chyba mu wyszło nie? Ehh z "nimi" to tak jest. Że też poprosili o pomoc nawet Gawain'a. No ale skoro już tu jest, to czemu by się nie zabawić? Wspaniała willa, jedzenie i alkohol z najwyższej półki, piękne kobiety. Może wyniknie z tego coś... ciekawego.

Zachciało mu się pić, więc naturalnie skierował swe kroki w kierunku baru. Po drodze minął bufet, przy którym siedziała właśnie kobieta o dość... orientalnej urodzie. Prowadziła żywą rozmowę z kucharzem, uśmiechając się promiennie. Miała coś w sobie i Hazard miał ochotę przysiąść się i dołączyć do rozmowy na temat jedzenia. Ale najpierw zamówi sobie drinka.
- Czysta szkocka - rzucił do barmana, a po chwili otrzymał swój ulubiony trunek. Oparł się plecami o bar i upił ze szklanki tęgi łyk. Spojrzał w lewo i ujrzał siedzącą przy barze kobietę o różowych włosach. Blondyn wpatrywał się z nią przez chwilę, a gdy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się lekko. Dopił drinka i pod pretekstem zamówienia sobie kolejnego, podszedł bliżej nieznajomej. Miała na sobie elegancką czerwoną suknię, uwydatniającą jej niewątpliwe atuty. Nie gapił się jednak bezczelnie na jej piersi czy pupę niczym napalony nastolatek. Po otrzymaniu szkockiej, przyjął tę samą pozę co ostatnio, teraz jednak znajdował się ledwie metr od nieznanej mu jeszcze kobiety.

- Nie jestem wielkim miłośnikiem tego typu imprez - zagadnął, nawiązując kontakt wzrokowy - ale zdecydowanie mają jedną, niewątpliwą zaletę. Można tu poznać naprawdę interesujące osoby - pochylił się nieco nad barem, tak że ich spojrzenia znajdowały się na tym samym poziomie - Jeśli nie masz nic przeciwko, z chęcią dotrzymam Ci towarzystwa. Jestem Hazard Malvick - wyciągnął dłoń - miło mi Cię poznać.


OOC: Łowy czas zacząć *odgłos ryczącego lwa*.
avatar
Evan
Liczba postów : 66
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 12:53 pm
Podrapał się po swojej głowie i westchnął, grunt, że miał w co się ubrać na taką imprezę. Nie sądził, że kiedykolwiek ubierze coś eleganckiego na swoje ciało. To nie było w jego stylu, ale cóż może ten jeden wieczór wytrzyma. Stanął przed drzwmi, przywitał go jegomość w średnim wieku i spytał od razu o nazwisko.
-Katatts - rzekł, a kiedy wszystko się zgadzało został wpuszczony do środka. Było tam wiele osób z różnych ras chyba. Nie potrafił rozróżnić kto jest kto. Kiedy jakiś barman do niego podszedł wziął szampana do ręki i stanął z boku, oparł się plecami o ścianę, spoglądał na wszystkich tu obecnych. Płeć piękna górowała, stroje miały piękne. Aż trudno było wzrok oderwać. Popijał niespiesznie alkohol aż w końcu zjawił się dziwny jegomość i zaczął wszystko tłumaczyć dlaczego się tutaj zjawili. Dla miłości, huh? Może być ciekawie. Wsunął jedną dłoń w kieszeni swoich spodni, po chwili po prostu zaczął się przechadzać by zobaczyć co to jest za miejsce,a nuż znajdzie coś ciekawego. W sumie ciężko było go NIE zauważyć, skoro był zielonym ludkiem chodzącym w garniaku. Nie znał tutaj nikogo dlatego też pozwolił sobie na zwiedzenie baru i jego okolic w poszukiwaniu jakiegoś dobrego jedzenia. A gdy znalazł takie miejsce mógł napełnić swój brzuszek nieznanym, ale zapewne pysznym ludzkim jedzeniem.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Matthew
Liczba postów : 29
Data rejestracji : 09/09/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 6:10 pm
- There's something happening here.What it is ain't exactly clear... There's a man with a gun over there, telling me I got to beware. - Młody chłopak nucił sobie przed lustrem, układając swoje wiecznie rozwichrzone włosy. Obracał głową w każdą stronę, aby sprawdzić, czy leżą tak jak powinny, bawił się grzebieniem, wreszcie nałożył na ręce sporą ilość żelu i rozsmarował sobie na czuprynie, aby trzymała się tak jak powinna. Przez moment przyglądał się sobie zadowolony, zanim wreszcie umył dłonie i chciał już zabrać się za dalszą część przygotowań, gdy nagle... Poczuł jak jego fryz zaczyna się psuć. Próbował to ratować, ale wreszcie się poddał.

- A pies to jeb... - Mruknął w końcu wkurzony, zmył ten żel z włosów, wytarł je tylko ręcznikiem i potargał ręką. A niech już tak będzie jak ma być. Zamiast tego zaczął ogarniać inne rzeczy. Prysznic zaliczony, ulubione perfumy były już w użyciu, kolej na ubranie, zabranie tego co trzeba było zabrać i można gnać na... To coś, na co nie wiedzieć czemu został zaproszony.

No i się zjawił. Miało być elegancko, więc był elegancki. Zazwyczaj lubiący ciemne barwy, pasujące do jego włosów, ubrał się dziś na czarno. Jakby szedł na pogrzeb. Pewnie większość osób na tym przyjęciu będzie ubrana w krzykliwe kolory, więc przynajmniej się będzie wyróżniał. Miał więc czarne pantofle, koszulę, garnitur, wszystko drogie i wyprasowane. Poza butami oczywiście. Ich raczej prasować nie trzeba. Miał też na sobie krawat, chociaż strasznie ich nie znosił. Zawsze porównywał je do szubienicy. Podobnie się zresztą czuł zakładając to na szyję. No... Ale chciał być elegancki. Najwyżej się potem zdejmie. Włosy miał nadal rozwichrzone, nie był w stanie nic na to poradzić, na buźce znajdował się krótki zarost a w lewej dłoni koperta z zaproszeniem. Które okazał modnemu, siwemu mężczyźnie przy drzwiach, aby dzięki temu nie mieć zbyt bliskiego spotkania z tymi psiakami.

Wszedł. Do środka. Domu oczywiście. Lekko ruszając szczęką co było oznaką żucia gumy. Niebieskie oczy błysnęły zaciekawieniem, gdy zaczął się rozglądać po wystroju a następnie po przebywających już tu osobach. Wpierw zauważył kobietę w czerwonej sukni. Chwilę potem jednak dotarło do niego, że czerwieni to było dość sporo na tej imprezie. Więc raczej zobaczył kobietę z głębokim dekoltem o złotym spojrzeniu. Zarówno jej dekolt jak i naszyjnik wzbudziły jego zainteresowanie, ale kobieta najwyraźniej już kogoś dopadła. Stał przez jakiś czas w okolicach drzwi oceniając innych przybyszów, gdy zaczęła się przemowa. Szukanie miłości... To mogło by być ciekawe. Szczególnie to kto i z kim tutaj spróbuje swoich sił. Jakie obecni mają gusta. Chętnie się temu wszystkiemu przyjrzy. Ale najpierw trzeba się napić... Chłopak szedł po drinka, gdy jego uwagę zwrócił jakiś mruczący do siebie mężczyzna. Dużo starszy od niego. Uniósł lekko brew, ale zaraz wzruszył ramionami. A co mu tam. Najwyraźniej ten gość ma pilną potrzebę pogadania z kimś a ponieważ nikogo pod ręką nie było, więc zaspokaja ją sam ze sobą. Jak masturbacja. Oczywiście nie mógł nie zauważyć fioletowej. Wyglądała naprawdę przesłodko! Ona sama i jej strój. Aż się chciało ją pogłaskać po tych ślicznych mackach. Ciekaw był kto się za nią będzie oglądał i kto do niej podejdzie jako pierwszy. Przyglądał się jej, gdy dotarł do baru i zamówił jakiegoś drinka. Coś lekkiego i słodkiego na początek. A przy barze zobaczył, że kolejna para się już tworzy. Jakiś uroczy blondasek i jeszcze bardziej urocza różowowłosa. A niech się dobrze bawią. Matt wreszcie dostał swoje picie, oparł się plecami o ladę baru i pociągając pierwszego łyka obserwował dalej. Nameczanin w garniturze? Tego to jeszcze nie widział. Kto jego poderwie?


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 712
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 15, 2018 7:53 pm
Yumeko zamierzała się wybornie bawić, jednocześnie nie traktując tego spotkania zbyt poważnie. Dostała zaproszenie, na które zerkała z lekiem uśmiechem i błyskiem w czerwonej tęczówce, gdy szofer odwoził ją od wskazany adres.  
-Panienko Jabami właśnie dojechaliśmy.- usłyszała po chwili, wyrwana z zadumy nad niecnym knuciem. Czuła znajomy i kuszący dla niej zapach, który działał mocniej niż najlepsze feromony. Powoli ogarniał ją, gdy zmusiła się przybrania twarzy niewiniątka. To był jej narkotyk, który rozpalał zmysły i od razu napełniał ją podnieceniem. Chciała go więcej, ocierając o siebie uda w spazmie zachwytu, chciała tego t i teraz – adrenaliny.
-Dzień dobry panu.- wyszczebiotała do strażnika, podbiegając do niego jak nastolatka i wręczając swoje zaproszenie. Spojrzała mu z rozbawieniem, głęboko w oczy i już po chwili oblizała usta i wykrzywiła je w sadystycznym uśmiechu. –Kto jest takim dobrym strażnikiem? No kto?- zacmokała jak do pupilka, poklepała po poliku i weszła do salonu.
Gospodarz omawiał właśnie zasady, gdy przeszła przed wszystkimi, siadając na podłokietniku olbrzymiego fotela, zajętego przez wyjątkowo dobrze zbudowanego jegomościa. Energicznie gestykulując wysłuchała co i jak, nie przejmując się, że prawie niczym nie pasuje do reszty. Jej szkolny mundurek mógłby niektórych dodatkowo nakręcać, zwłaszcza gdy ktoś preferował młodsze. Wnet wypatrzyła Laurę i rzuciła jej przyjacielski uśmiech. Oparła się o klatę piersiową przystojniaka, wstając z miejsca. Przeszła obok innych osób i gdy jedna z nich wzięła do ręki kieliszek, odebrała go jak od kelnera.
-Dziękuję, dziękuję.- pomachała na pożegnanie i brylowała w dalsze części domu. W końcu dotarła do pierwszej ofiary.
-Witaj, jestem Yumeko. Zachwycałam się twoją sukienką, z pewnością w twoim wieku sama będę podobne zakładać. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami!- klasnęła w dłonie, niby zachwalając, a niby wypominając wiek tuż przed twarzą Laury. Zupełnie zignorowała blondyna, który próbował się przystawić do piękności w czerwieni. Wierzyła, że mimo wszystko to na niej skupi się już za chwilę cała uwaga, a nie na pannie grupo po 20. –Ojej, mają tam żelki!- odeszła do bufetu, zanim rozmówczyni zdążyła odpowiedź. Na twarzy niewiniątka znów pojawiła się iskierka rozbawieniu w oku, odgarniając czarne włosy, zerknęła jeszcze na niego, tak aby mógł dostrzec jej sugestywną mimikę. Czas zacząć show.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1233
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
1510/1510  (1510/1510)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 16, 2018 10:17 am
- Jak to nie mogę wejść!? - Krzyknęła nie rozumiejąc, że na spotkanie mieli przybyć w formalnym stroju. No tylko, że w oczach Magicznej Miny to właśnie obecny strój był już sam w sobie formalny, jak formalina przybierająca kształt eleganckiego dzbana w dłoniach garncarza. Miała wielką ochotę nakopać w jaja strażnikowi, przecież chyba miał jakąś minimalną świadomość kim była. Gwiazdą, obrończynią i dyrektorką akcji charytatywnej "Magiczna kicia" dla kotów. Jej przyjaciele stwierdzili, że samotność ją zniszczy, bo więcej czasu przebywa na scenie lub goniąc bandziorów, lub przed retro konsolami w towarzystwie dziesiątki kotów, a niżeli by się ustatkować uczuciowo. Kiedy dodali, że stała się stereotypową Kocią Panią żyłka pękła i udowodni im, że może znaleźć kogokolwiek do tych...spraw.

- Yhym - ochroniarz przytaknął, gdy na intercomie kazali ją wpuścić w drodze "wyjątku", tak też się stało, gdy zezwolił jej w końcu wejść. Akurat spóźniona, trafiła na koniec wypowiedzi gospodarza tego domu. Jej oczy zabłysły niczym gwiazda zaranna i Pani zniszczenia okolicznej...stawki z przekąskami. W ogóle nie interesowała się dziwnymi jegomościami w formie śmiesznie ubranych Pań i Panów czekających właściwie na jakiś znak. -Przepadnij maro nieczysta - zaszeptała do siebie, jak kanapka serowa obiła się o krewetkę, a następnie obydwie wpakowała do ust i zżarła.

Magiczna Mina:

Oto ja! Magiczna Mina! To wszystko mówi! [Kto to cenzura jest?]
31 Lat
Rasa: Midget Derpiący
Blond włosy naturalne z farbą tu i ówdzie

Waga: Nie twoja sprawa, ale ma lekki, mało widoczny brzuszek bo lubi się obżerać.
Wzrost: 139 cm
Poziom imaginacji: Over 9000!

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Redka
Liczba postów : 820
Data rejestracji : 21/07/2012


Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 16, 2018 3:55 pm
Z początku wiadomość, jaką otrzymała na skrzynkę e-mail, potraktowała jako spam. Ktoś musiał dowiedzieć się o tym niechlubnym czynie odrzucenia zaproszenia, że wznowił ów wiadomość chyba z dziesięć razy, aż Redka wywróciła oczyma i przeskanowawszy dokładnie zawartość stwierdziła, iż nie podpięły się żadne wirusy. To dobrze, nie pochoruje się, a musiała o to zadbać, szczególnie gdy wiadomości trafiały bezpośrednio do jej procesora, a nie na wyświetlacz zewnętrznych urządzeń typu komórka, tablet czy laptop. Dopiero wtedy przyswoiła zawartość i... pojawiła się sprzeczność programowa. Co to jest miłość? Dlaczego zapraszają zapracowaną androidkę na tego typu wydarzenie, które nie pokrywa się z wytycznymi jej możliwości? Czyżby ktoś uznał, iż warto, aby przyswoiła także takie informacje?
O ile nie sądziła, że zdoła cokolwiek przetworzyć ze spotkania i przekuć w poprawną definicję miłości, to widziała w tym zdarzeniu szansę na małą reklamę swojej jednoosobowej działalności. A skoro trzeba było zjawić się na przyjęciu w stroju wieczorowym, miała jakieś pole do popisu. Zdecydowała się poza zamówieniami projektować coś dla siebie, aby zdążyć na odpowiedni wieczór ze swoją kreacją*. Może nie była wykonana z najdroższych materiałów, lecz miała za zadanie przedstawić próbkę możliwości zmechanizowanej krawcowej. Sukienka z dużym dekoltem odsłaniającym ramiona ładnie współgrała z falistym, nierównym krojem małej-czarnej na dolnych krawędziach. Dłuższe rękawki przykrywały część chipów, ale i optycznie wydłużały sylwetkę. Tak samo buty z pasami miały za zadanie nadać dość niskiej androidce kilka centymetrów, zważywszy na wysokie szpilki. Przy tym też zrezygnowała zupełne ze złotej biżuterii, aby nie odwracała uwagi od stroju. No, oprócz kolczyka w uchu.

Dotarła na miejsce punktualnie, bez żadnego środka transportu, jedynie z torebeczką* przewieszoną przez ramię z dwoma powerbankami, w razie gdyby dotarcie na miejsce spotkania okazało się zbyt dalekie. Przed drzwiami stała kolejka, a ona w niej, bez pośpiechu i grzecznie czekała na swoją kolejkę. Musiała podać dane personalne, a że nie posiadała nazwiska adresem zwrotnym przekazała swoje zmyślone nazwisko do identyfikacji.
- Akder.
Oznajmiła czystym, nienagannym głosem, po czym weszła na teren posesji. Na samym początku imprezy jej wytyczne kazały jej stanąć gdzieś z boku i przyglądać się wszystkim i wszystkiemu, bez natarczywości. Gospodarz zaprosił na wspólną zabawę, która miała kilka zasad, lecz atmosfera i tak wydawała się być luźna. Goście już krążyli po lokalu, dlatego i dziewczyna o czerwonej grzywce mogła obserwować coraz to nowsze osoby bez zbędnego wysiłku. Gdy podszedł do niej kelner, pochwyciła wręczony kieliszek z szampanem, lecz nie zamierzała wypijać zawartości. Nie chciała obrażać gospodarza, lecz jej mechaniczny organizm nie był przygotowany na stosowanie tego typu płynów.
Stojąc tak pod jedną ze ścian widziała kilku przedstawicieli różnych ras. Nameczan, saiyan, ludzi, demonów... w zasadzie ciężko określić (prócz nameczana i demonicę), kto jakie ma geny i po ile procent. Wiele już mieszanek przewijało się na Namek. W każdym razie większość z nich miała gust, o czym świadczyły nietuzinkowe stroje. Nawet garniaki pochodziły z wyższej półki, o czym świadczył materiał wyrobu. Była też jedna urocza istotka, która wybrała pstrokatą barwę i intrygujący krój, a inna z kolei miała słodki berecik na głowie.
No dobra, stroje strojami, ale... ale nie rozumiała, jaki był cel spotkania. Znaczy się, widzi mnóstwo istot, lecz nie znając definicji miłości... uznała, że najlepiej pobyć jednak samej. Za dużo informacji próbowało szturmować definicję ze Space Wikipedii, a to do niczego dobrego nie prowadziło, jedynie przegrzaniem procesora. Udała się więc na zewnątrz, już bez doczepionego na siłę kieliszka z niepijalnym szampanem. Musiał być smaczny, skoro niektórzy brali repetę, ale to nie dla niej. Zbyt idealnym krokiem przemierzyła kilkanaście metrów, aż znalazła się blisko fal muskających piaszczyste wybrzeże. Stała tak próbując ochłonąć i zebrać odwagę, by wrócić do tłumu. By lepiej poznać żywe istoty. By wiedzieć, ile ją omija kierując się programami, a nie czymś, w co zostały wyposażone ludzie, demony, saiyanie czy inni.
Eh, mogła jednak dla pozorów zatrzymać kieliszek.

*
Ubranie:
Torebka:
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 16, 2018 10:39 pm
Lista została zamknięta, goście znaleźli się w środku, a dla tych którzy nie dostąpili zaszczytu wejścia na to przyjęcie pozostawało udanie się do jednego z wielu klubów. Jutro i tak pewnie nie będą pamiętać o tym, że nie zostali wpuszczeni na imprezę. W końcu czego oczy nie widzą temu sercu nie żal jak to mawia stare przysłowie. Dla niektórych to przyjęcie może być kolejną imprezą, lecz dla innych kamieniem milowym w ich życiu. Wszystko zależało od nich samych oraz od czynności, które wykonają. Na samym przyjęciu zjawiło się naprawdę wiele indywiduów i każdy miał inny cel i wizję na ten event. Gospodarz cieszył się, że goście przybyli i wysłuchali tego co miał im do przekazania. Zasady zostały przyjęte i teraz każdy kto je złamie musi się liczyć z konsekwencjami. Gawain miał szczerą nadzieję, że nie będzie takiego przypadku i cały wieczór oraz noc upłyną w jak najprzyjemniejszej atmosferze. Musiał jednak przyznać, że goście postarali się, aby wypaść jak najlepiej i sprawić, że nie wiadomo na kim się skupić, gdyż każdy wart był uwagi. Od dwóch piękności w czerwonych sukniach, poprzez Nameczanina w garniturze i demonicy w berecie, kończąc na dziewczynie w najbardziej dziwnym stroju jaki widział. Wszystko to sprawiało, że przyjęcie zostanie zapamiętane.

Michael spodziewał się, że goście będą podchodzić i brać potrawy ze stołu, a czasem może prosić o coś konkretnego, ale tego co zrobiła dziewczyna w czerwonym berecie nie spodziewał się w najśmielszych snach. Początkowo myślał, że mówi do kogoś innego o tym samym imieniu, ale kierowała swoje słowa w jego stronę, więc to nie mogła być pomyłka.
- Miło mi panienkę poznać. – powiedział mistrz kuchni, który okazał się starszym już mężczyzną, ale nienagannie ubranym oraz z wyrobioną renomą. Jego nazwisko sygnowało wiele restauracji, a on sam pojawiając się na tym przyjęciu oddawał przysługę ojcu Gawaina, którego znał od dawien dawna. Nie spodziewał się jednak, że ktoś może się zainteresować rozmową z nim, gdy wokół jest tyle interesujących osobistości. Kiedy jednak usłyszał nazwy potraw, które dziewczyna wymieniła to uśmiechnął się pod soczystym wąsem.
Michael:
- Gdybym nie potrafił wykonać tak prostych potraw, to nie mógłbym nazywać się mistrzem kuchni moja droga. Spróbuj jednak tego. – powiedział i podał jej ciasto z biszkoptem, zieloną galaretką, które polane było różowym sosikiem. – To moje nowe dzieło. Jeszcze nie mam nazwy, ale zapewniam, że jest przepyszne.
W tym momencie do baru podszedł Nameczanin. Wyglądał na niezdecydowanego więc Michael postanowił mu pomóc.
- Dla pana polecam sałatkę z jagodami Goi oraz liśćmi Ordeno. Są bardzo delikatne, a zarazem niezwykle słodkie. Chyba, że życzy sobie pan coś innego? – powiedział szef kuchni. Musiał umieć proponować jedzenie po samym rzucie na klienta.


Jordan:
Barman, którego imię brzmiało Jordan spojrzał na Laurę i na jedną milisekundę jego oko poszło w dół, lecz było to tak niezauważalne, że dziewczyna prawdopodobnie tego nie widziała. Lub tylko się mu tak zdawało. W każdym razie uśmiechnął się szeroko i rozpoczął przygotowywanie drinka.
- Koleżanka już zniknęła? – zapytał wrzucając składniki do szklanki. Najwidoczniej był niezłym obserwatorem i z twarzy, też nie był taki brzydki. Czerwone oczy skupiły się na Laurze, a ręce same mieszały drinka. Robił to zapewne tysiące razy, więc miał wyrobione odpowiednie mechanizmy. W końcu postawił drinka przed dziewczyną.
- Jedna Pina Colada dla uroczej damy. – rzekł i zaczął przygotowywać drinka dla nowo przybyłego klienta, którym okazał się pan Malvick. Jordan znał go bardziej z widzenia, ale to nie była jego praca, aby ostrzegać dziewczynę przed ludźmi jego pokroju. Jednakże uśmiechnął się kiedy kolejna dziewczyna weszła pomiędzy tą dwójkę i zasiała małe ziarenko. Cóż, jego kumple mieli rację. Ta impreza może być naprawdę ciekawa.


Kiedy Mina wcinała kanapki z równym zapałem, co zwiększała swoją ilość kotów to nie zauważyła, że ktoś zaszedł ją od tyłu. Gdyby znajdowała się na polu walki to czekała, by ją niechybna śmierć. W klubie zapewne klepnięcie w tyłek, albo złapanie za biust. To było jednak eleganckie przyjęcie więc tajemniczy osobnik tylko popukał ją w ramię, aby zwrócić na siebie uwagę, choć mógł równie dobrze przyprawić ją o zawał serca, albo spowodować zakrztuszenie. Miejmy jednak nadzieję, że do tego nie doszło, gdyż zgon na tak wczesnym etapie przyjęcia byłby dość smutną okolicznością. Poczekajmy z tym przynajmniej do pierwszej w nocy. Gdy Magiczna Mina w końcu się odwróciła to mogła się porządnie zdziwić. Stał przed nią nie kto inny jak sam gospodarz przyjęcia. Mężczyzna był zaciekawiony tą osobą, gdyż była najbardziej wyróżniającą się personą z całego tłumu, a jak powiedział ochroniarz była wyjątkiem. Dlatego też zdecydował się podejść do niej i poznać ją.
Gawain:
- Witam. Nazywam się Gawain. Miło mi panią poznać. – powiedział i zanim zdążyła zareagować pocałował jej dłoń. Był wychowany w dość starym stylu i manier nie można mu było odmówić. – Proszę wybaczyć, że się ośmielę, lecz niezmiernie ciekawi mnie dlaczego zdecydowała się pani na taki strój. Jest on niezwykle intrygujący. Czy to cosplay czy postawiła pani na autorski wygląd?
Kot by się spodziewał, że ktoś takiej rangi może wiedzieć czym jest cosplay i zainteresował się Miną. Niektóre damy patrzyły z zazdrością na dziewczynę i gdyby wzrok mógł zabijać to pewnie kilka osób, już padłoby tutaj trupem.


Kellan siedział zupełnie sam i raczej nie wykazywał inicjatywy, aby podejść do kogoś i rozpocząć rozmowę. Widać było, że myśli Saiyanina są zaprzątnięte zupełnie czymś innym niż dobra zabawa. Jako jedyny miał minę mówiącą, co ja tu robię i za jakie grzechy muszę przebywać z tymi osobnikami. Inni też chyba czuli płynącą od niego aurę niechęci i woleli się nie zbliżać. Wszyscy poza jedną dziewczyną, z krótkimi włosami, ubraną w białą koszulę z kilkoma rozpiętymi guzikami, dzięki którymi można było spojrzeć nieco na jej dwa auty oraz fioletową spódnicę. Na nogach miała zwykłe balerinki, gdyż wolała postawić na równowagę, a nie skręcenie sobie karku. Jako jedyna nie bała się podejść do pana Mruczka, a nawet spojrzeć mu w oczy.
Dziewczyna:
- Co siedzisz tak sam z miną jakbyś chciał zrobić kupę, a nie mógł? – zapytała, biorąc do ust kawałek wysmażonego mięska, którego reszta znajdowała się na talerzu. Zachowywała się zupełnie inaczej od kobiet, które znajdowały się na przyjęciu. Popatrzyła na niego jak na tumana i usiadła obok niego. Bez żadnego zaproszenia.
- No coś taki smutny? Chomik ci zdechł czy synek powiedział, że lubi chłopaków po tym jak przyłapałeś go na tym, gdy ktoś go posuwał od tylca? Czy też może trafiłam za pierwszym razem z tą kupą? No ponuraku? – zapytała i wzięła kolejny kawałek mięsa do ust.


Redka nie pasowała do tego miejsca. Nie pasowała do żadnego miejsca. Jak mogła tu pasować, skoro nie wiedziała o co dokładnie chodzi w tej całej miłości. Miłości, która była motywem przewodnim zarówno przyjęcia jak i całego wszechświata. W końcu miłość jest początkiem wielu rzeczy. Mogła czuć się osamotniona, smutna, zepchnięta na margines tylko przez to, że jej system nie mógł dokładnie sprecyzować czym są uczucia. Dlatego też wpatrywała się w fale i szukała w sobie tej cząstki, tej małej iskry, która powie jej, aby się nie poddawała i spróbowała. Bo trzeba dać szansę miłości, choćby za Intela nie wiedziało się co to ma dokładnie być i w jaki sposób organizmy żywe ją odczuwają.
- Ładny widok. – głos zza pleców mógł wyrwać ją z rozmyślań. Kiedy się odwróciła to dostrzegła młodego mężczyznę w ciemnym garniturze i nieskazitelnej białej koszuli, który patrzył się prosto na nią. Jego ciemne włosy, stały jakby ktoś nastawił je na żel, a jedno z tych zielonych oczu przeszywała ledwie widoczna blizna. Trzymał jedną rękę w kieszeni spodni i uśmiechał się do dziewczyny.
Mężczyzna:
- Nie spodziewałem się, że ktoś tak szybko wymknie się na dwór. Zakładałem, że będzie potrzeba na to przynajmniej dwóch godzin. Można dołączyć? – zapytał mężczyzna.
Do obrazka


Matt na razie wolał obserwować całą zabawę niż samemu brać w niej udział. W pewnym sensie było to inteligentne, gdyż mógł wybrać odpowiednią partię dla siebie i przygotować plan, który może zapewnić mu niezapomniane wspomnienia z tej nocy. Trzeba było jednak się spieszyć, gdyż nikt tu na nikogo nie będzie czekać. Jeśli przegapisz swoją szansę, to pozostanie ci tylko płacz w poduszkę lub picie na umór. Pozycja, którą zajął była jedną z lepszych, gdyż naturalną rzeczą było to, że ludzie w pewnym momencie pojawią się przy barze, albo bufecie i naturalną konsekwencją tych rzeczy, będzie nawiązanie konwersacji. Jednakże nie tylko on obserwował i polował. Inni też dokonywali tej sztuki. Matt mógł dostrzec jak zbliża się w jego stronę rudowłosa kobieta i jedną z wielu myśli, które pewnie miał w głowie, mogło być pytanie, jakim cudem ona daje sobie radę na tych szpilkach? Jednak nic nie wskazywało na to, że ruda wywróci się. Poruszała się jakby miała to we krwi i po kilku sekundach stała przed Mattem. Uśmiechnęła się do niego.
Ruda:
- Stoisz mi na drodze. – powiedziała, a następnie przesunęła go lekko i zajęła miejsce przy barze. Zamówiła sobie wino i kiedy jej napój został podany to odwróciła się do niego.
- Nie jesteś za młody aby pić? Rodzice pozwoli ci wyjść na takie przyjęcie? Nie boją się, że może ci się stać krzywda? – zapytała ruda i wbiła swoje złote spojrzenie w Matthew. Było w tym coś przerażającego, jak i podniecającego.


Yumeko rozpoczęła przyjęcie od mocnego przytupu i już zdążyła zapisać się w umysłach co poniektórych osób. Jednakże musiała uważać, aby nie przesadzić, gdyż ludzie mają różne fetysze, ale przyszli się tu dobrze bawić, a nie knuś intrygi i wbijać noże w plecy. Takie rzeczy robili w pracy, a to przyjęcie miało służyć zupełnie innym rzeczom. Jednakże każdy walczy o swoje wszystkimi dostępnymi środkami, a dziewczyna wiedziała jak zrobić wrażenie. Zaatakowała, dała komplement i szybko zniknęła, ale jeszcze zdążyła sprawdzić czy szyja skręciła się, aby ofiara spojrzała za nią. Sieć została rzucona i trzeba było czekać na to, aż rybka się na nią złapie.
Pan od Sarenek:
- A gdzie to tak pomykasz sarenko? Uciekłaś od Disneya i teraz boisz się, że cię złapie? – zapytał wysoki mężczyzna z zarostem, którego wcześniej mogła dostrzec jak rozmawia z tą rudą. Ta akurat droczyła się z młodziakiem przy barze, więc był wolny. Ona też. Więc nic nie stanowi problemu, aby chwilę porozmawiać.
- Blondasek ma branie, choć masz pewne szanse, że go złapiesz. Zainteresowanie jest dość płyną kwestią. Daje ci 45% szans na to, że podejdzie do ciebie w ciągu godziny. Przyjmujesz zakład Sarenko? – powiedział mężczyzna, a następnie nałożył sobie na talerz sałatkę z kurczakiem. Kto by się spodziewał, ale może jest na diecie?

______________________


#66FFFF
avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 16, 2018 11:11 pm
Pina Colada raz, Pina Colada dwa… Trzeci wybór padł już na Martini. Wstrząśnięte, niezmieszane. Powoli zaczął jej się rozwijać język, a rozmowa z barmanem wyglądała coraz ciekawiej. Był to bardzo sympatyczny, uroczy chłopak o jasnej czuprynie. Zaczęła z nim żartować na temat zniknięcia Tauriel. Sprawiał wrażenie bardzo uprzejmego i Laura była zadowolona, że akurat tutaj trafiła na początek. Niestety – w pewnym momencie wkroczyło kilku gości, których zamówienia go pochłonęły – w tym od pięknej rudowłosej kobiety w sukience z okazałym dekoltem, którą zauważyła od razu na wejściu i podziwiała ją zarówno za figurę, jak i odwagę – tak więc Jordan był zmuszony ją opuścić. Siedziała od tego momentu w ciszy, zerkając przez prawe ramię na rozwijające się przyjęcie, przejeżdżając palcem wskazującym po brzegu kieliszka, jakby robiła to z najgłębszym uczuciem.

Wtedy poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciła głowę w lewą stronę i ujrzała całkiem przystojnego blondyna, który najwidoczniej szukał z nią kontaktu wzrokowego. „O proszę, uśmiecha się do mnie niczego sobie facet. Może jednak nie spędzę kolejnego wieczoru na pilnowaniu Tauriel i odprowadzaniu jej wzrokiem, patrząc jak znika z coraz to innym mężczyzną”. Odwzajemniła uśmiech, mając nadzieję na pozytywne wrażenie. Starała się na niego nie gapić, więc po prostu uśmiechnęła się i powróciła do „głaskania” swojego drinka i obserwowania baru, podczas gdy on zamówił sobie kolejnego, a ona poczuła, że dystans między nimi się zmniejszył.

Kiedy ją zagadnął, wyprostowała się by wyglądać bardziej elegancko, opierając dłonie o odsłonięte przez rozcięcie w sukience kolano i przyglądała się mu z uwagą. Zrobiła poważną minę i odparła:

- Mnie to mówisz? Właśnie zostałam pozostawiona na pastwę losu przez koleżankę, która zdążyła już wyhaczyć swoją kolejną na dziś zdobycz – w tym momencie uśmiechnęła się szczerze, przymrużając oczy. Opuściła wzrok na jego wyciągniętą dłoń i kalkulowała, co ma w tym momencie zrobić. No co? W pracy podałaby klientowi solidną „grabę”, ale tutaj raczej jej nie wypada. Teraz jest panną na wydaniu. Nie będąc pewną, czy słusznie postępuje, wyciągnęła do niego dłoń i wsunęła ją delikatnie w jego, nie ściskając jej nawet w najmniejszym stopniu. Nie było to wystawienie ręki w stylu „całuj”, raczej kobiece przywitanie, choć całusem by nie pogardziła. To zawsze bardzo miły gest. Tak czy owak, z uśmiechem na ustach odpowiedziała – Laura Tanuka, miło mi.

Kiedy tak wpatrywała się w niego zadowolona, że jednak nie spędzi tego wieczoru samotnie, kątem oka zobaczyła idącą w jej stronę… nastolatkę? Pierwsza myśl, jaka przyszła Laurze do głowy – „Kto tutaj wpuścił tą dziewczynkę?”. Tak jak się spodziewała, nowy gość dzisiejszego wydarzenia zmierzał prosto ku niej i przerywając jej rozmowę z Hazardem, wtrącił:

- Witaj, jestem Yumeko. Zachwycałam się twoją sukienką, z pewnością w twoim wieku sama będę podobne zakładać. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami!

Gdy Laura otworzyła usta by cokolwiek powiedzieć, mała już odeszła do stoiska ze słodyczami. Przez głowę przemknęła jej tylko myśl: „Ta, jasne… Jakbym nie miała dziś nic lepszego do roboty”. Nie jest tajemnicą, że dziewczyna wybrała się tutaj na prośbę przyjaciółki, ale jeśli już tutaj jest to wykorzysta to na swój sposób. Może trafi się ktoś, kto dobrze by się nią zajął i umilił jej ten wieczór? Pomyślała swoje, oglądając dziewczynę z niedowierzaniem od góry do dołu i ostatecznie zignorowała ten incydent. Z doświadczenia wiedziała, że w takich sytuacjach lepiej nie reagować, a Yumeko wyglądała na dosłownie głodną atencji. Różowowłosa odwróciła się z powrotem do nowopoznanego mężczyzny, uniosła brwi w zdziwieniu i patrzyła na niego z pytającą miną i jednocześnie malującym się na twarzy rozbawieniem. Czekała na jego reakcję.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 16, 2018 11:14 pm
Kellan kiedy stał i tak już powoli kończył swój napitek, nadal obserwował nowo przybyłe osoby, aż wreszcie skończyło się. Dostrzegł, że kamerdyner zamknął drzwi i to tak szczelnie szczelnie, żeby chyba nawet malutka mysz nie mogła się przedrzeć, sugerowało to że może ktoś lub coś zaatakować to przyjęcie. Czarnowłosy nadal się zastanawiał czemu tak bardzo dbali o szczegóły, skoro to było chyba na wyraz zwykłe przyjęcie, albo on może był w błędzie. Tyle lat spędzonych na różnych misjach i zawsze jego instynkt podpowiadał mu czasami źle, czasami dobrze, a czasami nawet jego własna córa go ostrzegała, bo on także popełniał błędy, mimo iż był starszy wiekiem oraz inteligencją. Upłynęło trochę czasu, widział że niektórzy rozmawiają między sobą, zajadają się jak głupi słodyczami oraz także rozmawiają z tutejszą służbą. Wojownik parsknął pogardliwie, aż wreszcie nastał na niego czas, ponieważ ktoś właśnie kierował się w jego stronę, gdy ten się wszystkiemu przyglądał w ciemnym miejscu, oparty oraz wyluzowany. Widział, że jest to chyba dosyć młoda dziewczyna, ale wolał tego nie oceniać, dlatego też czekał na jej pierwszy krok. Starszy Saiyanin dziko machnął ogonem w geście zapraszającym na jego terytorium, gdyż od tak by pewni jej nie pozwolił podejść, ale cóż, to było przyjęcie i musiał się niestety na to zgodzić. Po usłyszeniu jej słów w jego stronę, Czarnooki potrząsnął głową i jej od razu odpowiedział:
-Ehm...nie widzisz że stoję, gdzie tutaj widzisz, żeby akurat właśnie siedział na krześle?? - zapytał, bo wyglądało na to, że spotkał kogoś kogo progi chyba poniosły za daleko. Kellan odchrząknął i zlał to pytanie, ponieważ to nie było odpowiednie by odpowiadać na tak coś wulgarnego, najwyraźniej kobieta chciała od tak go sprowokować, niech próbuje szczęścia gdzieś indziej.

Kątem oka spoglądał gdzieś indziej, ciągle o czymś rozmyślał i bardzo cichy hałas mu nie dawał spokoju, a wiedział że jego kapsuła jest nieopodal, więc myślał żeby na chwilę wyjść i zobaczyć czy ktoś nie przesłał mu jakiejś wiadomości. Mąż Ilene był delikatnie spięty, aż wreszcie dostrzegł drugim okiem, że dziewczyna oparła się o drugą część kolumny, znowu do niego zagadując z nieprzyjemnymi dla niego słowami. Starał się powstrzymać swój gniew i tolerancję, ale powoli tracił panowanie nad swoim ciałem, aż wreszcie wypuszczając powietrze, odpowiedział jej:
-Chyba nikt cie nie nauczył kultury, a teraz wybacz, trzeba napełnić ten żołądek przed opuszczeniem tego lokalu... - poklepał ją tylko po ramieniu, zlewając resztę tego co miała do powiedzenia. Z niewychowanymi bachorami nie będzie gadał wojownik średniej klasy, dlatego też wypuszczając powietrze i trafiając po chwili przed bufet, złapał za jakiś z większych talerzy i zaczął nakładać sobie same potrawy mięsne. Kiedy czuł woń tego wszystkiego, nie mógł się powstrzymać i nałożył sobie talerz tak jakby to był obiad dla sześciu osób, albo nawet większej rodziny. Znalazł sobie jakieś wolne miejsce przy stole, położył talerz i siadając kulturalnie, warknął złowrogo kładąc sobie chusteczkę na spodnie garnituru. Zrobił stylowy "facepalm", że musiał po prostu to zrobić, ponieważ jego córcia zadbała także o to, jak ma się zachowywać na tego typu przyjęciach. Nie rozumiał jej całkowicie, a wiedział że jej córeczka jest pełnokrwistą saiyan-jinką i raczej nie balowała. Wreszcie Kellan zaczął się łapczywie zajadać, bo już dawno czegoś porządnego i smażonego nie jadł. Odczuwał jak kawałki tych potraw topią mu się w ustach i robiąc niesamowite miny, tak jakby miał orgazm, to smakowało mu naprawdę wszystko świetnie.

Minęło kilka minut, aż wreszcie na talerzu nie zostało ani kawałka, bo to było tak dla niego pyszne, że bijąc się pięścią po torsie, porządnie odbeknął, ale zapomniał niestety o tej jednej manierze, dlatego powiedział szybko:
-Przepraszam... - kiedy to powiedział, złapał za chustę, którą miał na nogach i wytarł usta z sosu który przedtem znajdował się na mięsiwie. Po podniesieniu swoich czterech liter, wziął talerz ze sobą i znowu zbliżając się do bufetu, rzekł w stronę tutejszego gościa, który wszystkich obsługiwał, powiedział w jego stronę:
-Wybacz, że przeszkadzam ci rozmowę, pozostawię talerz w twoich rękach, gdyż na pewno jeszcze będę z niego korzystać. - powiedział i położył dosłownie gdzieś w okolicach tego pana, który dawał innym gościom potrawy. Nie chciał by ktoś zbrukał jego naczynie na którym się wszystko jadło, a wiedział że to to było dla niego przystawka. Zapominając o jednej rzeczy, Czarnowłosy wrócił do stołu, chwycił swój kieliszek, który miał mu służyć jeszcze długo, a raczej do końca tej Biesiady. Podszedł ponownie tam skąd brał napój, który poprawiał jego zmysły męskości oraz pewności siebie, nalewając sobie trochę i znów tym razem zajmując inne miejsce, a konkretnie inny ciemny filar o który się oparł i sączył pod nim swój napitek. Teraz był ciekaw, czy ta wredna smarkula znowu do niego zagada, czy już sobie daruje zanudzać go na śmierć. Wojownik wyczekiwał jakiegoś ciekawszego impetu, chciał żeby krew w nim wrzała jak szalona, chciał czegoś więcej, ale mimo to, brakowało mu nadal jego żony. Jej śmierć zmieniła dość mocno jego życie i patrzenie na ten cały świat, musiał wychowywać dwójkę dzieci samemu z jego dawnym Komratem oraz przyjacielem rodziny, Xanderem. Starszy Saiyanin westchnął pod nosem, złapał kolejny łyk i czekał, aż wreszcie wydarzy się coś naprawdę z porządnym kopniakiem.
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 906
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pon Wrz 17, 2018 9:25 pm
Hazard uśmiechnął się lekko, delikatnie ujął dłoń Laury i pochyliwszy się, złożył na jej wierzchu pocałunek. Następnie przysiadł na stołku obok, rozpinając guziki marynarki. Kątem oka dojrzał kręcącego głową i uśmiechającego się pod nosem barmana, lecz zignorował go. Ten to pewnie co wieczór jest świadkiem mniej lub bardziej wyrafinowanych sposobów na zaimponowanie kobiecie. Odwrócił się w stronę nowej znajomej i już miał kontynuować rozmowę, gdy nagle do baru podeszła ubrana w szkolny mundurek dziewczyna. Blondyn zmarszczył czoło, wszak była to kolejna osoba tutaj, ubrana nietuzinkowo. Dopiero co widział kobietę w kostiumie czarodziejki, zupełnie jakby przybyła z jakiegoś zjazdu cosplayerowców. W tej chwili rozmawiał z nią jego znajomy Gawain. Wracając jednak do Yumeko, bo tak miała na imię uczennica, ta najwyraźniej podeszła tylko po to, by skomplementować uszczypliwie Laurę, po czym odeszła i udała się w stronę bufetu.
- No proszę, żywe srebro - skomentował krótko, po czym wrócił do rozmówczyni - ale w jednym miała rację - przepiękna kreacja! Chociaż jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie... - uśmiechnął się zawadiacko po tym komplemencie, po czym łyknął zdrowo ze szklanki i kontynuował - a więc koleżanka wyruszyła na łowy, zostawiając Cię samą? Nie ładnie, ale z drugiej strony to dla nas szansa by poznać się lepiej.


Hazard rzucił krótkie spojrzenie na salę. Powoli zaczynały tworzyć się pary, mężczyźni zagadywali do kobiet, lub na odwrót. Gawain nadal rozmawiał z "czarodziejką", używając swojego uroku osobistego by ją onieśmielić. Przypomniał sobie jak starszy kolega uczył go kiedyś tego typu sztuczek... Do Yumeko podszedł natomiast starszy jegomość o dość... nieokrzesanym wyglądzie. Zastanawiając się jak młoda dziewczyna poradzi sobie z tym natrętem, upił łyk whisky, dopijając drinka.
Tak więc Lauro - odstawił szklankę na blat i odgarnął dłonią z czoła niesforny kosmyk - opowiesz mi coś o sobie?
avatar
Evan
Liczba postów : 66
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Wto Wrz 18, 2018 12:39 pm
Udało mu się w końcu znaleźć stół z jedzeniem, ale nie tylko. Znalazła się przy nim dziewczyna na którą zwrócił w pierwszej chwili uwagę. Po chwili dostrzegł mężczyznę wyglądało na to, że był to kuchmistrz całego tego przyjęcia.
-Witaj - rzekł do dziewczyny kiwając jej lekko głową na zgodę. Szczerze? Czuł się nieswojo jako jedyny się wyróżniał swoim kolorem skróty dlatego też nie czuł się za specjalnie pewnie. Skoro już tu jest to się zabawi. Kolor skóry kobiety znał, niekiedy aż za dobrze dlatego też nie zamierzał prowadzić jakieś specjalnie długiej dyskusji z nią.
-Oh, Pan to wszystko zrobił? Jest Pan niesamowicie utalentowany - rzekł zaskoczony i uniósł brew zdziwiony kiedy zaproponował mu danie. Spojrzał na stół zastawiony tymi pysznościami i szczerze powiedziawszy nie wiedział co to było, nawet ta nazwa nic mu nie mówiła.
-Przepraszam, ale nie wiem co to za danie o którym pan mówi. Mógłby pan mi nieco pomóc? - rzekł zmieszany patrząc wzrokiem na te wszystkie dania. Nie znał ich i nie wiedział co powinien skosztować.

OOC: Moja postać kieruje słowa do Mochi

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 712
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Wto Wrz 18, 2018 5:37 pm
Sarenko? Jakaś małpa wyszła w jej kierunku, a po posturze i przypomnieniu sobie panujących zasad, stanowiło to idealny rozwój sytuacji. W głowie układał jej się plan, szare komórki zasuwały na całego, ale maskowała to twarzą niewiniątka.  
-Disney? Nie jesteś czasem za duży na bajki?- zasugerowała, sądząc w duchu, że akurat on nie rozwinął się na tyle, żeby wyrosnąć z czegokolwiek. Jednak serce zabiło w niej szybciej, gdy usłyszała słowo „zakład”. Z radości aż podskoczyła i klasnęła w dłonie.
-Oj tak, o co powinniśmy się założyć?- spojrzała niego, bardzo dużymi i słodkimi oczkami, jakby właśnie wręczał dziecku cukierka. Jednak już po chwili dodała z przekąsem. –Co ktoś taki jak ty mógłby postawić? Taka kupa mięśni bez klasy i mózgu? Wchodząc ze mną w zakład ryzykujesz, a nie chcesz przecież, żeby ktoś taki jak ja zrobił z ciebie większego małpiszona niż obecnie jesteś.- wypowiedziała na jednym oddechu, coraz bardziej zmieniając mimikę na totalny obłęd i szepcząc niemalże do ucha obraźliwe słowa, bardzo uwodzicielskim głosem. Postarała się żeby był dotknięty i miała wrażenie, że wie jak go dotknąć, ale robiła to tak, żeby wyglądało na flirt i tylko on mógł to usłyszeć. Dłonią gładziła jego klatkę piersiową i całym ciałem pokazywała nim zainteresowanie, ale...
-W rzeczywistości nie obchodzi mnie ten blondyn, pa!.- odwróciła się na pięcie i bez ceremonialnie odeszła szukać kolejnej ofiary. Ale miała taką nadzieję, że dał się sprowokować i użyje przemocy….
avatar
Redka
Liczba postów : 820
Data rejestracji : 21/07/2012


Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Wto Wrz 18, 2018 7:00 pm
Procesor drzemiący w Redce niby został zaprojektowany przez istoty żywe, lecz nie taki był jej sens egzystencji. Miała wykonywać poszczególne zadania, a bez ludzkich obyczajów czy zachowań stawała się bardzo jałową jednostką, która nie mogła zbuntować się i powiedzieć: "Nie, nie będę już dłużej cerować skarpet, kiedy myślę ciągle o Dereku". Jako android musiała wręcz dokończyć pracę, by przejść do kolejnej, Nawet czas wolny spędzała jedynie na uzupełnianiu energii niżeli zawieraniu znajomości. W rozmowach z klientami nie zagadywała o pogodę, gdyż mogła ją sprawdzić, a znów pytania dotyczące rodziny czy samopoczucia... nie wnosiło dla niej niczego korzystnego. Oschłe, lecz prawdziwe.
A może tak tylko do tej pory jej się wydawało?
Bo niby dlaczego otworzyła nieco szerzej oczy słysząc miły dla ucha, męski głos? Dlaczego nie odwróciła się z obojętnością, tylko z dozą ostrożności i z lekkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy? Mężczyzna mocno zbudowany w eleganckiej koszuli i uprasowanych na kant spodni. Nie mniej nie zatrzymała wzroku na ubraniu, a na zielonych oczach, które patrzyły się wprost na androidkę. Dla pewności rozejrzała się na boki, czy to do niej nieznajomy postanowił się przyłączyć. Posłała nieśmiały uśmiech, gdy już wiedziała, komu komplementował zastane widoki. Jakby miała lepsze poczucie humoru to jego pierwsze zdanie mogła potraktować jako komplement jej osoby, skoro tak intensywnie obserwował młodą kobietę.
- Oczywiście, proszę -poczekała, aż saiyanin podszedł wystarczająco blisko, by stali obok siebie, ramię w ramię i przez moment w ciszy kontemplowali widoki, po czym podzieliła się swoimi spostrzeżeniami - Też dziwię się, że Pan wybrał opustoszałe wybrzeże, zamiast mnóstwa atrakcji przygotowanych wewnątrz budynku.
Jej naprawdę nieskazitelnie czysty głos zdradzał wiele o osobie z czerwoną czupryną. Nie dało się pomylić, iż nieznajomy zdecydował zagadać odludną istotę, którą okazała się jedynie androidką. Maszyną, która jednak nie stroniła od czarnowłosego, a powinna. Nie była godna rozmawiać z takim przystojniakiem, a po jego słowach mogła wywnioskować, że jest indywidualistą, który z wyboru lubi chadzać własnymi ścieżkami, a nie z przymusu odgradza się od innych. Może nie z przymusu, co z desynchronizacji z żywymi osobnikami. W każdym razie miała niebywałe szczęście, że nie trafiła na kogoś, kto dobiłby ją jakimś przykrym komentarzem, a na kogoś intrygującego. Na tyle, by przełamać jedną z wielu barier i zadać pytanie. Tylko... tylko od czego zacząć? Odrobinę zaplątała palce w pięść, z przejęcia i od swojej specyfikacji. To jej zadawało się zazwyczaj pytania, a nie na odwrót.
- Jeśli nie miałby Pan nic przeciwko, mógłby Pan powiedzieć... jaka jest Pańska branża?
Nie pomyślała, aby najpierw dowiedzieć się, jak nazywa się jej towarzysz. Może dlatego, iż nie miała wprawy ani doświadczenia w nawiązywaniu kontaktów.

Ubranie:
Torebka:
avatar
Sabia
Liczba postów : 634
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
700/700  (700/700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Wto Wrz 18, 2018 8:55 pm
___Szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać, karmelowe ptysie z kremem zniknęły z talerza Mochi, która podziwiała zastawiony po brzegi stół. Półmiski i talerze prezentowały znane jej słodkości, takie, które wymagały ostrożnych oraz czasochłonnych przygotowań... Nie wspominając o deserze Baked Alaska, czyli lodach na biszkoptowym spodzie, zapieczonych pod warstwą słodkiej bezy. Trzeba do perfekcji opanować czas i sposób pieczenia, a patrząc na rządek równych, bezowych kuli, Mochi wiedziała, że Pan Micheal mówił samą prawdę, nazywając się Wielkim Szefem Kuchni. Zjadła z chęcią i tak naturalnie mały stosik ptysi, jakby ta ilość cukru nie była dla niej żadnym problemem... Z resztą, jak tu zasłodzić cukrowego demona? Niebieskim językiem oblizała dwie opuszki palców na których zostało odrobinę kremu i częstując się serwetką, wytarła dłoń nim sięgnęła po deser polecany przez kucharza. Obejrzała go z czystą ciekawością i entuzjazmem, po czym uśmiechnęła się. Fantazyjne kolory i ozdoby, to coś, co zawsze przyciągnie spojrzenia innych!
___- Oh, ależ z chęcią~! - klasnęła w dłonie, przyjmując kostkę ciasta i przyjrzała się jej uważnie. Była troszkę mała... Dorzuciła do tego jeszcze dwa kawałki ów ciasta oraz bezową Alaskę i kilka owoców. Łyżeczką nabrała trochę galaretki polanej różowym sosem i włożyła do ust. Przełknęła po chwili i zaśmiała się - Galaretka z kiwi i pomelo! Mmm... - przesunęła językiem po podniebieniu. - A sos z chili i daktyli..? - zapytała retorycznie, spróbowała drugi kęs deseru, mając wyraźną frajdę w zgadywaniu i rozpoznawaniu smaków znanych oraz mniej znanych. - Tak, zgadłam~. Miód, kardamon. I pieprz! Ale pyszne~! - myślała głośno. Sama powinna spróbować coś takiego zrobić, może nie wyjdzie tak dobrze jak szefowi pięciogwiazdkowej restauracji, ale dlaczego by nie poeksperymentować w kuchni? Nagle demonica zarumieniła się na niebiesko i położyła dłoń na swoim policzku. - Ojej, ojej, ojej. - na twarzy Mochi pojawił się cień speszenia, którego nie przysłoniły nawet błękitne wypieki, gdy spojrzała na wpół zjedzone ciasto. - Ojej. Przecież to same afrodyzjaki...
___Mama opowiadała jej kiedyś, że przez żołądek można dojść do serca... I nie tylko tam. Znająca się na sukkubiej magii Anko pokazała Mochi na jakie składniki dań powinna zwrócić uwagę i czego unikać oraz jak co dobrać. Nie był to może eliksir miłosny, tylko kilka dodatków kulinarnych, które wchodziły tego wieczoru w skład bufetu. Nie powinno to za bardzo dziwić... Wszak tematem tego spotkania była miłość~! Demonica znów westchnęła, bo przypomniała się jej opowiastka o parze beznadziejnie w sobie zakochanych kochanków, którzy zadurzyli się w sobie po spożyciu napoju miłosnego... Po zjedzeniu kawałku takiego ciasta nic się co prawda nie stanie, ale pofantazjować można. Co prawda Mochi nigdy nie zamierzała poczuwać się do tak drastycznych środków jakim była magia. Wtedy miłość nie będzie prawdziwa, a nie o to w tym chodzi...
___Ktoś postronny mógłby się zdziwić, że stojąca przy bufecie Mochi na chwilę zastygła zarumieniona, po czym cicho się zaśmiała i wróciła do jedzenia słodkości. Wzięła kieliszek z truskawkową oranżadą i usiadła przy wolnym miejscu. Dopiero wtedy spostrzegła stojącego obok Nameczanina i po jeszcze jednej chwili zrozumiała, że gdy była zajęta deserem oraz własnymi myślami, zielony mężczyzna przywitał się z nią. Gafa! Musiała się zrehabilitować!
___- Dobry wieczór~! - uniosła dłoń w przepraszającym geście. - Przepraszam Pana, ale, troszkę, za bardzo pochłonął mnie deser i się nie przywitałam. - wytarła językiem z kącika warg różowy sos od ciasta i skomentowała z uznaniem - Pyszne~ - uśmiechnęła się słodko, jej uwagę ponownie skupił cukier i opróżniła do końca swój talerz. Słodycze mieli tu naprawdę przednie, a ktoś, kto się tym interesował - tak jak ona - czuł po pierwszym kęsie, że w kwestii cukiernictwa musi się jeszcze wiele nauczyć. Już miała zacząć nad tym rozmyślać, gdy słysząc pytanie uniosła głowę. - Jeśli chodzi o sałatkę, to ten zielony półmisek. Jagody goji to te małe, czerwone i urocze kuleczki~! - wskazała miskę wyręczając kucharza w odpowiedzi. Czy Nameczanie w ogóle coś jedzą? Coś jej kiedyś Yo-Yo o nich mówiła, ale zapomniała... Jak już Mochi zapełni żołądek deserowy, to trzeba będzie pomyśleć o czymś bardziej pasującym na elegancką kolację... Jak na przykład lekka sałatka i kawałek tortu. Na tym wielkim torcie śmietankowym pyszniły się fiołki w cukrze oraz świeże, jadalne kwiaty. Upiła orzeźwiającej, różowej oranżady, bąbelki połaskotały jej podniebienie i język.
___No tak, ale wypadałoby w końcu się z kimś zapoznać! Democnia zwróciła fioletowe oczy na zielnoskórego, wysokiego Nameka w ciemnym garniturze i niebieskim krawacie.
___- Jestem Mochi~! A Pan? - posłała mu uroczy uśmiech nim wrodzona ciekawość wzięła górę i zaczęła zadawać sympatyczną lawinę pytań. - Skąd Pan jest? Jak Pan dostał zaproszenie? Ma Pan świetny garnitur, podoba mi się kamizelka~! - złożyła razem dłonie. - Bardzo pasuje do zielonego~ Siostra mi mówi, że powinnam wkładać więcej czerwonych i zielonych rzeczy, bo pasują do fioletowego. Pan i ja chyba jesteśmy tu jedyni, którzy mają takie kolory skóry! - spojrzała na swoje dłonie o barwie ametystu, a potem na zielone swojego rozmówcy. - Gdy pierwszy raz ujrzałam Nameczanina, to trochę się zdziwiłam, ale demony potrafią wyglądać jeszcze dziwniej~! Tak jak ja~! Oh, zawsze zastanawiało mnie, po co Nameczanie mają czułka?

OOC
Mochi przyczepia się do Evana. Stał za blisko Very Happy
Wygląd Mochi Strój Eventowy
KP Mochi
avatar
Matthew
Liczba postów : 29
Data rejestracji : 09/09/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Wto Wrz 18, 2018 11:47 pm
Matthew popijając drinka zaczął się rozglądać po otoczeniu i patrzeć zarówno na to kto się tutaj zjawił, jak i na to, kto do kogo podchodził i po co. Dość szybko zauważył jedną dziewczynę, która najwyraźniej próbowała rozbić pierwszą z próbujących tutaj się zawiązać par. Przyglądał się tej sytuacji przez moment, ale zaraz poszedł ze swoim wzrokiem dalej. Wypatrywał osób, które on by chciał poznać. Na razie zaciekawiły go te osoby, które wyglądały najbardziej oryginalnie. Czyli jakaś fioletowa demonica, wcinająca słodycze, oraz nameczanin w garniturze. Jednak zanim się zdecydował na dalsze kroki, zobaczył że ktoś je skierował w jego stronę. I szpilki były dopiero kolejną rzeczą, jaką ujrzał. Pierwsze rzuciły się w jego oczy te przepiękne, pełne, duże piersi, które najchętniej by teraz widział w swoich dłoniach. Od których przez dobrych parę sekund nie umiał spojrzenia oderwać. Bo czyż było coś piękniejszego dla mężczyzny, niż taki fantastyczny biust? Gdy patrzyło się na tej piersi to w głowie pojawiało się tylko jedno pytanie. Niby jedno, ale jak ważne dla losów całego wszechświata. Pytanie, które deklasowało wszelkie przemyślenia o celu życia, czy innych pierdołach. Pytanie, które było najważniejsze i pewnie sam Wszechuś by chciał poznać na nie odpowiedź. A tym pytaniem, jakie Matt by chętnie zadał, było oczywiście: "We'll bang, ok?". No bo cóż innego można było mieć na myśli, gdy miało się w swoim zasięgu tak idealny dar od bogów.

- Na drodze? A czyż to nie ja jestem celem Twojej podróży? - Odpowiedział z rozbawieniem, przy okazji oceniając całą resztę. Wszystko to, co zostało do tych piersi doczepione. I faktycznie na szpilki zwrócił uwagę. Patrząc jak idealnie ona na nich szła, przypominał sobie jeden bardzo stary film, jaki swego czasu z rodzicami oglądał. Coś o dwóch grajkach, którzy uciekając przed bandytami przebrali się za kobiety dołączając do żeńskiego zespołu. Czy jakoś tak. A przypomniał mu się dokładniej fragment filmu, gdzie po raz pierwszy szli w szpilkach. To było zabawne. Nie wychodziło im to zupełnie. Ale cóż... Nikt nie jest doskonały, prawda? Wracając jednak do samego biustu i jego właścicieli, to Matthew oczywiście nie siłował się z nią, tylko przesunął nieco w bok, aby mogła zamówić to wino. Ale tylko lekko przesunął, także prawie stykali się ze sobą ramionami.

- Jeśli Ty nic nie powiesz mojej mamie, że piję, to ja też tego nie zrobię. Dobrze...? Ciociu? - Oczy błyszczały mu wesoło, gdy jej odpowiadał. Skoro ona z miejsca zaczęła go traktować jak dzieciaka, niezależnie od tego, czy faktycznie był za młody, czy nie, to czemu by tego nie pociągnąć i nie zobaczyć jak długo będzie chciała ten wątek ciągnąć.

- Moi rodzice nie muszą o wszystkim wiedzieć. A gdzież indziej, niż na takim przyjęciu, byłoby mi dane poznać tak interesujące osoby? - Kwestię braku rodziców oczywiście pominął. Nie chciał sobie psuć nastroju, psuć go innym, czy też nie chciał, aby ktokolwiek tutaj zaczął odnosić się do niego ze współczuciem. Oczywiście istniała szansa, że ta kobieta by zechciała go wtedy w odpowiedni sposób pocieszyć, ale jednak wolałby do takiej sytuacji doprowadzić innymi metodami. O ile w ogóle do czegoś między nimi by doszło.
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pią Wrz 21, 2018 10:49 pm
Mężczyzna spojrzał na Yumeko i delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Dziewczyneczka była pyskata i wraz z tym, że nie wyglądała najgorzej była całkiem w jego typie. Wywaliłby tylko ten mundurek, gdyż wyglądała w nim jak jakichś bachor, co wlazł tutaj przez okno. Mogła ubrać sukienkę, ale widocznie liczyła, że jakiś stary zboczeniec, który lubi małe dziewczynki zainteresuje się nią. Może leciała na tego dziwaka przy kolumnach co zachowywał się jakby ktoś wsadził mu kij w dupę i końcówka drapała go w gardło. W każdym razie niech próbuje, ale już widział, że miała charakterek. Trafiła mu się ciekawa sztuka.
- Widzę, że ocenianie innych po wyglądzie masz już opanowane do perfekcji. Jeśli tak to tylko marnujesz swój czas. On nie jest typem, który poleci za tobą. Szukasz wrażeń, ale wychodzi ci to nieudolnie maleńka. I nie bój się o moje pieniądze. – rzekł, a następnie ruszył za nią, lecz tylko wyminął ją i stanął na chwilę przy bufecie. Chciał nabrać sobie trochę jedzenia, lecz ktoś zabrał mu to na co miał ochotę z przed nosa. Saiyanin spojrzał na swojego rodaka i gdyby spojrzenie zabijało to gość byłby martwy. Jednakże nie zaatakował go, ale westchnął głęboko i rozpoczął nabieranie swojej porcji równocześnie słuchając rozmowy Kucharza z fioletową i zielonym.
Yumeko trochę szukała swojej nowej ofiary lecz sama nie wiedziała, że jest obserwowana. Ktoś miał ją na oku od dawna. W pewnym momencie podszedł do niej kelner z kopertą na tacy.
- To dla pani. – rzekł i kiedy wzięła przesyłkę zniknął. Koperta zawierała liścik oraz klucz. Na kartce zapisane były tylko kilka słów „Czekam na górze”. Czy dziewczyna podejmie rękawicę.

Michael z dumą patrzył na Mochi, która bezbłędnie określała jakich składników użył w swoich ciastach. Czyżby miała ten dar od boga, który posiadają jednostki w całym pokoleniu, a wszyscy o nim marzą? Dziewczyna pochłaniała wszystko co miała na talerzyku, ale to był tylko komplement dla twórcy dania. Oznaczało to, że jej smakowało, a przecież na tym to wszystko polega. Tego chce kucharz przygotowujący daną potrawę. Ma smakować osobie, która jej spróbuje i niech prosi o więcej.
- Widzę, że znasz się całkiem nieźle. Gotujesz sama? Z pewnością przy takim smaku. – powiedział Mistrz Kuchni sam sobie odpowiadając na pytanie. Był niezmiernie zainteresowany postacią dziewczyny, ale nie w sensie fizycznym, choć może połączy ich miłość. Miłość do jedzenia.
- To danie, które wskazała panienka, ale jeśli ma pan ochotę na coś innego to mogę to przygotować specjalnie dla pana. – powiedział, a potem spojrzał na Kellana, który beknął jak ostatnia świnia. Miło, że smakowało, ale jako Mistrz Kuchni poczuł się obrzydzony brakiem manier. Jednakże to nie była jego sprawa. Jego zadaniem było sprawić, aby ich kubki smakowe osiągnęły orgazm przy każdym kęsie.
- Wiec czego sobie pan życzy? A co do panienki. Miałbym propozycję. Może chciałaby panienka wpaść kiedyś do mojej restauracji. Osoba z takim smakiem byłaby doskonały pomocnikiem. – rzekł kucharz. Trzeba szukać wszędzie odpowiednich ludzi.

Barman rozlewał drinki i musiał naprawdę się starać, gdyż nie miał nikogo do pomocy, a ludzie nie wyglądali na takich, którzy chcieli czekać. W końcu takim był zamysł imprezy. Szybkie spotkanie i rozmowy, aby nawiązać więź. Albo się ona pojawi, albo nie ma co się łudzić. Każdy drink był specjalny i miał w sobie pewien tajemniczy składnik, o którym wiedział tylko barman i gospodarz przyjęcia. Rozlewał napoje i drinki, ale słuchał też rozmów toczących się przy barze. Nie rozmawiał z nikim, gdyż nie przyszli tu dla niego, a on sam był pracownikiem. Jednakże każdy kto będzie miał ochotę może zagadać. Choć musiał przyznać, że rozmowa z Laurą jak się przedstawiła Hazardowi była bardzo przyjemna. Może jeszcze będą mieli okazję.

Kobieta zmysłowo oblizała wargi z wina i wbiła wzrok w Matta. Jej spojrzenie przeszywało ciało, duszę i pragnienia. Przynajmniej takie wrażenie można było mieć. Uniosła nieznacznie brew kiedy zwrócił się do niej w tak szczególny sposób. No dzieciak miał gadane. Może nie był tu przypadkiem.
- Ciociu? Nie przypominam sobie, że mam tak przystojnego siostrzeńca. Ile w ogóle ty masz? Nie widzi mi się prokurator za uwodzenie nieletniego choć pewnie was to jara co? – powiedziała rudowłosa i na sekundę jej spojrzenie opadło na krocze Matta. Czyżby oceniała go?
- Czyli uważasz, że takie przyjęcia pozwalają poznawać ciekawe osoby tak? Słuszna koncepcja. Mamy podobne odczucia młody, ale pytaniem jest czy potrafisz dotrzymać takim osobą kroku. – rzekł, a następnie wstała i puściła do niego oczko. Zanim chłopak zdążył zarejestrować zajście ruda już znajdowała się na zewnątrz i przebierała w strój kąpielowy. Jej czerwona suknia wylądowała na wieszaku, a szpilki upadły przy jacuzzi, w którym aktualnie relaksowała się złotooka. Czarne bikini pozwalało wyobraźni jeszcze dalej działać, tylko czy ktoś do niej dołączy czy też pozostanie aktualnie sama?

Mężczyzna patrzył się zarówno na androidkę jak i na widok, który prezentował się za nią. Trudno określi co miał na myśli, choć równie dobrze mógł mówić o obydwu tych przejawach piękna. Bo dziewczyna wyróżniała się i posiadała swoją dozę uroku, której nie sposób było nie zauważyć. Choć niektórzy mogli mieć to gdzieś, albo się bać podejść. Uśmiechnął się lekko kiedy pozwoliła mu dołączyć i tak teraz stali ramię w ramię podziwiając morze i siłę natury. Było to coś pierwotnego. Coś co drzemie w każdym.
- Szczerze? Spóźniłem się trochę i nie chciałem przerywać zabawy, a zobaczyłem, że pani stoi taka sama to pomyślałem, że może się dołączę. Zawsze mogłem wrócić, gdyby odpowiedź była negatywna. Poza tym noc jest jeszcze młoda i zdążę tam pobyć. – rzekł mężczyzna poprawiając włosy, którymi wiatr się bawił. Takie uroki stania na plaży przy samym morzu. Jej głos mówił wiele, ale również postawa zdradzała z kim ma się do czynienia. Czy mu to przeszkadzało? Aktualnie nie pokazywał tego po sobie, a jego zachowanie nie zmieniło się w najmniejszym stopniu.
- Moja branża? Hahaha. – Saiyanin zaczął się śmiać, gdyż jeszcze nigdy nikt nie zadał mu takiego pytania na początku znajomości. To w pewnym sensie było urocze. – Przepraszam, ale zazwyczaj słyszę inne pytania na początek znajomości. Jestem fotografem. Niektórzy mówią, że całkiem niezłym. A jaka jest twoja? – zapytał, a następnie szybko wyciągnął rękę w stronę androidki. – Gdzie moje maniery. Raziel Zahne. Miło mi cię poznać.

Dziewczyna patrzyła na Saiyanina jak na idiotę, ale tylko wzruszyła ramionami. Zachowywał się jak rozkapryszony bachor, któremu ktoś zabrał zabawkę i teraz był obrażony na wszystkich innych. Najwidoczniej humoru dziadyga też nie ma, a samo jego zachowanie mówiło, że przyszedł się tu nażreć. Takich ludzi nie powinno się wpuszczać, ale jakimś cudem, ktoś tego geniusza zaprosił. Dziewczyna mruknęła coś cicho pod nosem, choć humor jej się poprawił kiedy obserwowała jak Kellan pokazuje swoją klasę przy jedzeniu. Powiedziała coś do swojego współtowarzysza, który się do niej dosiadł, a ten tylko parsknął śmiechem.
- Zaiste prawdziwy pokaz kultury maestro. Co teraz? – zapytała dziewczyna, która znajdowała się za Kellanem. Najwidoczniej przypadkiem znalazł się w miejscu, w którym przebywała. A może sam chciał tam podejść, ale się nie przyznał.
- Zaczniesz się teraz bawić, czy dalej będziesz udawał sztywniaka, który sam nie wie co tu robi? – powiedziała blondynka i spojrzała Saiyaninowi w oczy. Jej towarzysz zaś obczajał figurę mężczyzny. Najwidoczniej nad czymś się zastanawiał.
- Nie dokuczaj mu Kerry. Jeszcze się nam zbiesi, a szkoda zmarnować taki potencjał. – rzekł wreszcie kolega Kerry, choć trudno stwierdzić o jakim potencjale mówi.
Kolega:

OOC:
Dobrze teraz robimy tak. Osoby, które są w parach lub piszą ze sobą moga dać więcej niż jeden post, aby przyspieszyć rozgrywkę. Możecie dołączać do innych. Jednakże pamiętajcie, że w każdej chwili mogę wejść z postem MG dla was. Od następnej kolejki będę was oznaczał. Ruszajcie więc ku chwale miłości AYE!

______________________


#66FFFF
avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pią Wrz 21, 2018 11:04 pm
Po wyczekiwanej przez Laurę odpowiedzi Hazarda, uśmiechnęła się w podziękowaniu za komplement. Nie dziękuj! To było wpajane Laurze od lat. Za komplementy się nie dziękuje, tylko przyjmuje z uśmiechem na ustach i tak też uczyniła. „Szansa dla nas? No no, coraz bardziej mi się podobasz chłopaku”, zabrzmiało w jej głowie.

Gdy on wykorzystał chwilę, by ocenić sytuację na przyjęciu, podążyła za jego wzrokiem. Jej uwagę najbardziej przykuła w tym momencie… kobieta rozmawiająca z gospodarzem! Była naprawdę unikalną postacią. Pomyślała, że chętnie by ją poznała ciut bliżej, ale prawdopodobnie Gawain już sam wypytał ją o wszystko. Wcale jej to nie dziwiło. Yumeko rozmawiała z – delikatnie mówiąc – ciut starszym mężczyzną. Cóż, może taki fetysz. Mała wiedziała co robi, ubierając się w ten sposób. W pewnym momencie sielankę przerwało głośne beknięcie czarnowłosego faceta. „No jakżeby inaczej, Saiyanin”, pomyślała. Zepsuł atmosferę, ale szybko się poprawił i przeprosił. Chociaż tyle…

W tym momencie Hazard znów się do niej zwrócił. Odgarnął włosy, co uznała za nawet urocze. Uwielbiała taką długość włosów u mężczyzn. Obserwując ten drobny gest, na chwilę odpłynęła. Ta długość włosów… Idealne do szarpania, przeczesywania, ściskania podczas tych bardziej przyjemnych czynności…

Z zadumy wyrwało ją natychmiastowo pytanie mężczyzny. Pomimo swoich brudnych myśli, Laura sprawiała wrażenie grzecznej, stonowanej, przysłuchującej się. Nawet, gdy na moment przeniosła się do swojego świata. Spojrzała mu prosto w oczy i odpowiedziała:

- Z wielką chęcią. Jednak… - uśmiechnęła się uroczo jak niewinna dziewczynka – Nie dało się nie zauważyć, z jaką tęsknotą w oczach spoglądasz na bufet. Na pewno jesteś głodny. Chodźmy coś przekąsić, a ja w międzyczasie opowiem Ci co nieco.

Dopiła ostatni łyk swojego Martini, skinęła głową do Jordana i podziękowała mu za miłą obsługę, po czym zeszła z hokera i udała się w stronę bufetu. Kroczyła w jego kierunku tuż przed Hazardem, by pochwalić się swoim krągłym tyłeczkiem. W końcu tylko i wyłącznie sobie zawdzięcza wygląd swojej sylwetki, a że niewątpliwie miała czym się pochwalić i nawet sama lubiła oglądać swoje postępy… A co! Niech sobie facet popatrzy, a i ona będzie miała z tego satysfakcję i motywację do utrzymania obecnej formy. Nie odwracała się za nim, wierzyła że podąży za nią bez słowa. „Mm…”, znów zabrzmiał głos w jej głowie, a ona uśmiechnęła się pod nosem. „Szykuje się naprawdę miły wieczór”.

avatar
Kenzuran
Liczba postów : 361
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Pią Wrz 21, 2018 11:35 pm
Po upływie z dziesięciu minut, wojownik upijając łyk za łykiem tego napitku, znudził się stojąc i nic nie robiąc pod tym filarem. Niestety dziewczynka znowu stała za nim i ciągle go obserwowała i nie miała zamiaru odpuścić od niego. Czarnowłosy nie rozumiał czemu ona nie chcę mu dać spokoju, aż tu nagle do niego zagadała znowu ta niepełnoletnia dziewuszka. Powoli Ojciec Klen miał już jej dość, więc po prostu westchnął pod nosem i jej odpowiedział:
-Jak to co teraz, zaraz znowu idę dalej jeść, tylko czekam aż żołądek przetrawi te talerze, które teraz były. Jak chcesz dziewczynko to możesz się przysiąść, tylko czy twoi rodzice nic nie będą mieli przeciwko?? - odpowiedział jej i już miał zamiar odchodzić, ale jednak niestety wiedział, że ta małolata będzie miała znowu coś do powiedzenia. Kiedy delikatnie poruszył się z miejsca, przeczuł to co mogło się stać i to było wszystko prawdą, znowu odezwała głos w jego stronę. Przecież nie mógł kazać jej czekać, bo on sam miał dużo na głowie, dlatego też wzdychając, odpowiedział jej:
-A czy wyglądam ci jakbym się dobrze nie bawił?? Alkohol jest, żarcie jest, tylko nie ma komu w mordę dać...No i zależy o jaką zabawę ci chodzi, nie chcę pójść do więzienia za seks z nieletnią... - powiedział, gdyż uważał że przez jej ubiór może być niepełnoletnia i przez czyjąś pomyłkę, ktoś ją tutaj wpuścił. Nie minęła dłuższa chwila i Starszy saiyanin wreszcie usłyszał jakiś męski głos, który sugerował że to może być jakiś znajomy tej dziewuszki. Sugerując się tym, że właśnie miał odejść od rozmówczyni, zwrócił jeszcze uwagę swoimi ślepiami na jej towarzysza, który zapewne nim był.

Kellan mógł uznać, że ten tutaj młodzieniec naprawdę mógł być starszy, ale na pewno ta dziewoja obok niego nie była, więc wnet od razu rzekł w stronę różowowłosego:
-O jakim potencjale mówisz?? Przypadkiem nie jest Pan jej Ojcem, raczej nie powinno być tutaj takich młodych osób, ale czasy się zmieniły, a ja na to nie zwracałem uwagi. - powiedział, dopijając już praktycznie resztkę tego co miał w kieliszku, ale wiedział że wróci po więcej, bo to było naprawdę dobre. Nie miał zamiaru czekać na ich odpowiedzi, więc ruszając od razu znów do bufetu, trzymając szklane naczynie w dłoni, napełnił je płynem alkoholizującym cały jego organizm i jego potencjał na bycie bardziej odważnym. Nie musiał długo czekać i chwytając tym razem po prostu więcej talerzy, tak by zmieścić więcej jedzonka na nie. Oczywiście nałożył sobie masywne porcje jedzenia, gdyż musiał zabić swój głód, ale czy tylko on ten jeden jedyny głód mu chodziło? Nikt tego nie wiedział poza średniej klasy bojownikiem, który także dzięki żarciu stawał się coraz silniejszy i potężniejszy. Kellan kiedy to sobie jadł i już właśnie kończył siódmy talerz, gdzie na innych mogły pozostać brud i jakieś resztki, kątem oka zobaczył że blondyna zniknęła spod kolumny.

Pewnie zrozumiała, że nie ma czego tutaj szukać i wróciła do swojego domu, tak sądził Czarnowłosy. Po chwili i zaczęciu dziewiątej porcji talerza, gdzie znajdowały się przeróżnej maści mięsa, których niestety nie znał, ale nie obchodziło go to, wystarczy żeby się porządnie najeść. Dawno już nie był na takiej biesiadzie, więc musiał wykorzystać całe swoje "all inclusive" i najeść się do syta, by potem wspomóc swoją córkę w walce z ich następnymi wrogami. Ogoniasty rozejrzał się szybko, nie zauważył nikogo obok jego osoby, więc delikatnie podnosząc swoje cztery litery, puścił tak zwanego "cichacza" i szybko usiadł, poprawiając się na krześle. Miał nadzieję, że nikt tego nie zauważył, bo faktycznie on nawet w mieszkaniu nie robił takich rzeczy, tylko w toalecie albo na zewnątrz, ale to nie była jego wina, że ciśnienie mu tam na dole skakało raz na jakiś czas. Upływały kolejne minuty, a on już właśnie zaczął zajadać z dwunastego talerzyka, który także wyglądał dość wytrawnie i miał sporo dziczyzny najwyraźniej. Wojownik nie czekał z tym wszystkim, więc po prostu chwycił jakieś udko i zagryzał nim, popijając tym co mu jeszcze zostało. Poprawiając na nowo krzesło i zadając się osiemnastym talerzem, chciał żeby mu wygodniej się po prostu siedziało i spożywało jego wszystkie te dania, którymi się na szczęście mógł sam częstować.
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 906
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 22, 2018 1:02 pm
Jego pytanie wyrwało Laurę z zadumy. Zastanawiał się o czym kobieta tak namiętnie rozmyślała, lecz z jej twarzy nie dało się wyczytać niczego konkretnego. Uśmiechnęła się do niego i zaproponowała wycieczkę do bufetu. Fakt, minęło już parę godzin odkąd spożył ostatni posiłek, a rozglądając się wcześniej po sali, zatrzymał na moment wzrok na wystawnych półmiskach i talerzach. Najwyraźniej nie umknęło to uwadze jego rozmówczyni.
- W porządku, chodźmy - odrzekł z uśmiechem. Podziękował gestem dłoni barmanowi, zsunął się ze stołka i ruszył za Laurą. Dziewczyna szła dwa kroki przed nim, a Akirze nie spieszyło się by ją wyprzedzić. Miał wrażenie, że robi to specjalnie, by mógł rzucić sobie na nią nieco okiem. No cóż, skoro tak nalega, to nie będzie oponował. Wzrok zszedł mu nieco niżej, gdy podziwiał jej seksowne wcięcie w talii i ładną, wysportowaną pupę. Mmm, nawet taki gentleman jak on nie mógł się w tej chwili oprzeć, by pozwolić swoim myślom pobłądzić w świecie erotycznych fantazji... Pozwolił sobie na dziesięć sekund tych przyjemności, po czym wrócił na ziemię. Właśnie dotarli do bufetu. Siedziało tu już kilka osób, kobieta o dość nietypowej urodzie, na którą już wcześniej zwrócił uwagę, ale także zielonoskóry facet, oraz dobrze zbudowany gość grubo po trzydziestce. Ten ostatni pałaszował kolejne porcje jedzenia, a robił to w sposób dość nieokrzesany. Akira pokręcił z dezaprobatą głową i zajął miejsce na prawo od Laury, tak by osłonić ją przed Kellan'a.

- Ehh ten to chyba przyszedł tutaj tylko po to, żeby najeść i napić się za darmo. Mam nadzieję, że szybko nabawi się niestrawności i spędzi resztę wieczoru w toalecie... Och wszystko tu wygląda tak smacznie! - zawołał z zachwytem - Czego sobie życzysz Lauro? Pieczone ziemniaczki? Polędwica z łososia? Pierś z gęsi w sosie żurawinowym? - Spytał, uprzejmie oferując swą pomoc w nałożeniu na talerz potraw. Gdy już mieli co jeść, zabrali się za konsumpcję, a Akira czekał na obiecaną odpowiedź kobiety na swój temat. Przez cały ten czas dbał o to, by posilać się kulturalnie - przeżuwać z zamkniętymi ustami i nie wydawać z siebie żadnych dziwnych dźwięków, nie jak ten jegomość siedzący za nim. Niestety, Kellan najwyraźniej postawił sobie za punkt honoru by go zirytować. W pewnym momencie Akira poczuł dochodzący do jego nozdrzy smród. Spojrzał na Saiyan'a i zauważył jak ten poprawia dupę na krześle. Co za typ! Spojrzał na talerz Laury - był pusty. On sam co prawda nie skończył jeszcze posiłku, lecz nie zamierzał dłużej przebywać w otoczeniu tego brodatego neandertalczyka. Rozejrzał się po sali. Na prowizoryczną scenę, usytuowaną w rogu pomieszczenia, wkraczała właśnie orkiestra. To podsunęło mu do głowy pomysł. Przysunął się do towarzyszki i szepnął:

- Możemy zmienić miejsce? Nie wytrzymam dłużej z tym typem - wskazał kciukiem za siebie - z chęcią doprowadziłbym go do porządku, ale nie chcę psuć nam i innym tego pięknego wieczoru - mrugnął oczyma, uśmiechając się lekko - masz ochotę zatańczyć?

Delikatnie chwycił Laurę za rękę i zaprowadził ją na parkiet. Tam wzmocnił nieco uścisk prawej dłoni, lewa powędrowała na talię kobiety. Po krótkim wstępie, orkiestra zaczęła grać tango, do którego kroki Akira miał opanowane do perfekcji. Zdecydowanie prowadził towarzyszkę w tańcu, spoglądając jej głęboko w oczy. Był pewny, lecz delikatny, zmysłowo obchodził się z jej ciałem, traktując je jak najdroższy klejnot. Na końcu, gdy Laura zawisła nad ziemią, polegając tylko na sile jego ramion, pochylił się nad jej twarzą. Ich usta dzieliło ledwie kilka centymetrów. Zastygli w tej pozie na kilka dobrych sekund. Akira miał wielką ochotę zasmakować ust Laury, lecz z najwyższym trudem oparł się tej pokusie. Po chwili oboje wrócili do pozycji stojącej. Pozostali tańczący zaczęli bić brawo, będąc pod wrażeniem tegoż pokazu.

- Dziękuję piękna - rzekł, po czym złożył na dłoni dziewczyny kolejny tego wieczoru pocałunek - zrobiło się trochę gorąco, może wyjdziemy na chwilę na zewnątrz? - wskazał ręką otwarte drzwi na niewielki balkon. W tej chwili nikogo tam nie było, więc będą mieli chwilę na siebie. W samotności.
avatar
Evan
Liczba postów : 66
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Sob Wrz 22, 2018 8:24 pm
Nie miał zamiaru siedzieć tu długo, miał nadzieję tyko żeby coś dobrze zjeść i potem pójść w swoją stronę. Nie sądził, że dziewczyna będzie taka... energiczna co zbiło Nameczanina z tropu. Spojrzał na nią jak ostatni debil. Po chwili otrząsnął się i wziął pół misek który wskazała dziewczyna, znalazł przy daniu mały widelczyk i zaczał zajadać. Było przepyszne! Słodkości cudownie roztapiały się w ustach i wypełniały jego usta. A to dopiero jedno danie, a było ich zdecydowanie więcej.
-Yyy... Evan, miło poznać - rzekł niepewnie do dziewczyny. Nie rozumiał tego o czy mówili, nie znał się na jedzeniu kompletnie. Dlatego też brał losowo talerzyki z różnymi słodkościami i próbował wszystko to co wpadło mu w łapki.
-Za dużo pytań na raz. Z resztą skąd ta twoja ciekawość? Jeżeli chodzi o kolor skóry to tak, jesteśmy jedyni inni. Co? Czułki? To eee... ludzka wersja brwi? Sam nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem - rzucił zdziwiony nagłą lawiną pytań z strony dziewczyny. Na sam koniec wzruszył lekko ramionami.
-Nie, nie. Nic nie musi dla mnie pan robić. Tutaj jest wystarczająco pysznych rzeczy do jedzenia - rzucił pospiesznie Evan zakłopotany, że musiałby kłopotać samego kuchmistrza.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

on Nie Wrz 23, 2018 11:00 pm
Kiedy doszli już do bufetu, rozejrzała się entuzjastycznie. Tyle dobroci! Ale cóż, nie chciała obżerać się jak świnia, choć na pewno chętnie by to zrobiła. Postawiła na sałatkę, żeby nie psuć pierwszego dobrego wrażenia. "Chyba jestem w stanie powstrzymać swoje łakomstwo na ten jeden wieczór", zaśmiała się z siebie w duchu. Jej figura miała wyglądać nienagannie podczas całego przyjęcia, więc nie mogła pochłaniać wszystkiego, co wywoływało u niej świecenie oczu, bo skończyłaby z balonem zamiast brzucha. Zasiedli do stołu i ledwie zdążyli zamienić słowo, a ktoś z tyłu ewidentnie psuł cały efekt. Laura ignorowała Saiyańskiego jegomościa, lecz jej towarzysz chyba nie mógł już wytrzymać. Wprawdzie miała zaproponować coś zupełnie innego, ale Hazard zaprosił ją do tańca, więc chętnie przystała na jego pomysł.

Co tu dużo mówić... Była pod niemałym wrażeniem. Zwykle to ona przejmowała pałeczkę jeśli chodzi o taniec, a jej partnerzy dawali się prowadzić jak małe dzieci. Nie tym razem moi drodzy, albowiem Hazard dysponował nie tylko przyjemną dla oka aparycją, ale też darem świetnego poruszania się w tańcu. Zadowolona poddała się jemu z uśmiechem na ustach i tańczyła jak jej zagrał. To ci dopiero ironia losu. Ale mimo wszystko była tym bardzo pozytywnie zaskoczona.

Gdy ich oczy spotkały się z dosłownie kilkucentymetrowej odległości, uśmiechnęła się pewnie. Wyprostowała się razem z nim, przyjęła kolejny pocałunek i odparła:

- Bardzo chętnie.

Wyszli na zewnątrz, gdzie stała już jedna para - czerwonowłosa kobieta z jakimś mężczyzną, a w jacuzzi grzała się ruda piękność, którą widziała wcześniej przy barze. Odsunęli się nieco na bok, tak by nie przeszkadzać innym. Laura oparła się plecami o poręcz na tarasie i odchyliła szyję. Wpatrywała się w gwieździste niebo. Robiło wrażenie.

- Świetnie tańczysz - rzuciła, nie spoglądając na niego, ze wzrokiem utkwionym nadal w gwiazdach - Co jeszcze ukrywasz? - po chwili opuściła na niego spojrzenie i uśmiechnęła się zadziornie - Myślę, że na pewno jest coś takiego, inaczej ten barman tak by na Ciebie nie patrzył...

Uniosła brew do góry i oczekiwała rozbawiona na jego odpowiedź. Co takiego przeskrobał nasz blondasek?
Sponsored content

Re: Miłość przybiera wiele form. Znajdź swoją własną.

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito