Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Cze 02, 2018 9:19 pm
First topic message reminder :



Van brnął przez dzikie ostępy puszczy. Nawigacja scoutera pokazywała, że do od celu dzieliło go kilka dni drogi. Drogi, w czasie której musiał zapewnić sobie wyżywienie i bezpieczeństwo. Gdzieś w końcu musiał sypiać, gdzieś odpoczywać. A przy nim nie było nikogo, do kogo mógłby otworzyć usta.

Przemierzanie lasu okazało się trudniejsze niż można by przypuszczać. Nie było tu ścieżki, którą można byłoby podążać. Musiał szukać drogi, przedzierać się przez gąszcz. Puszcza była Vanowi znana bliżej wioski, w dalszych rejonach można było spodziewać się wszystkiego…

Odgłosy tego miejsca przyprawiały o ciarki. Gdzieniegdzie słychać było dziwne wycie, czasem chrapania. Echem nosiły się dudniące łupania. Zwierzęta w dużej większości omijały mężczyznę i robiły to tak sprytnie, że trudno było je dojrzeć. Trudno powiedzieć, ile z nich śledziło chłopaka, by… być może zaatakować w czasie snu…

Van lekko zmęczony całodzienną podróżą zaczął poszukiwania miejsca, w którym mógłby odpocząć. Przedarł się przez kolejne krzaki, gdy jego uszom doszedł głos. W pierwszej chwili wydawało mu się, że to znów pohukiwanie jakiegoś ptaka. Dźwięk powtórzył się. Był cichym łkaniem. Jakby miauczącego kota czy płaczącego dziecka.

Poszedł kawałek dalej i skryty za liśćmi krzaka zauważył… to:


Coś… czego do tej pory jeszcze nigdy nie widział… Stworzenie o ludzkim kształcie. Jak on sam, nie było zielone ani nie miało czułek. A jednak wyglądało nieco inaczej niż chłopak. Miała coś, co bardzo przyciągało jego wzrok, lekkie zgrubienia na klatce piersiowej. Nosiło długie, czarne włosy, związane gumką.

Siedziało na kolanach samo w środku dzikiej, bezkresnej puszczy. Jak mogłoby przetrwać w tym miejscu? A jednak było tam w rozdartym ubraniu. Trzymało się za nadgarstek, jakby był zwichnięty. I cicho łkało.

Nagle… spojrzało swoimi błękitnymi oczami w kierunku schowanego w gąszczu Vana. Było to krótkie zerknięcie, jakby upewniało się, że coś znajduje się w tym kierunku. Natychmiast opuściło głowę i wróciło do cichego łkania.

______________________



Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018


Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pon Wrz 03, 2018 4:28 pm
Lilou uważnie słuchała Allada, analizując, która z ról byłaby dla niej najkorzystniejsza. Trochę obawiała się wcielania w postać Armonica, gdyż - jak Nameczanin wspomniał - mógł on dalej żyć i w grę wchodziłoby wstrzyknięcie części jego duszy. Z opowiedzianej historii wynikało, że... Cóż, mało kto chciałby w razie "zapłaty" za rytuał przejąć na przykład jego cechy. Mniej prawdopodobne wydały się jednak dziewczynie koszmary spowodowane odgrywaniem Vuvu, niż jego oprawcy.  Ciekawe, czy skorzystałaby również z nagrody niejakiego Kaio, czy jej nagroda to tylko jakże pasjonująca i przyjemna droga z Alladem do miasta.

- Wolałabym wcielić się w rolę Vuvu, jeśli się zgodzisz - zwróciła się do Evana spokojnym głosem.

Gdy zielonoskóry spojrzał na nią, złośliwe wykrzywiając usta w uśmiech, przewróciła tylko oczami. Chciała mu w ten sposób pokazać, że może sobie mówić co chce, ale jej to nie rusza. Wszelkie docinki czy próba udowodnienia, że jest pod jakimkolwiek względem lepszy - chciała, by spełzły na niczym, by nie dawały mu tej satysfakcji. A widziała, że to jego częsta zagrywka. Postanowiła po prostu ignorować takie zaczepki. Kiedy napatrzyła się na swój prawie równy okrąg, to przerwała mu wywód na temat płci:

- Samica to również niezbyt pochlebne określenie. Więc, w każdym razie, jestem kobietą. Kobieta - podkreśliła, żeby zapamiętali jej ostatnie słowo, po czym oparła dłonie na swojej talii, przyglądała się im i oczekiwała odpowiedzi Evana.
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pon Wrz 03, 2018 4:50 pm
Nie do końca wszystko rozumiał, to było dziwne, pierwszy raz o tym słyszy.... tak oficjalnie. Dziwnie się czuł. Cała ta sytuacja była dla niego całkiem nowa, zwłaszcza... zwłąszcza, że Allad wiedział, że drugiemu Nameczanowi nie potrafi odmówić, znał jego słabą stronę, a mimo to stał nie wzruszony do momentu kiedy do niego podszedł i złapał go za ramię.
-Pomogę Ci, wiesz dlaczego - rzekł mrużąc oczami, nienawidził czasami siebie za takie oddanie własnemu pobratymcowi, jednak było to po prostu silniejsze od niego. Spojrzał na dziewczynę i jegynie kiwnął głowę na zgodę jeżeli chodziło o "rolę" w tym rytuale.
-Więc biorę Armonic - dodał. A jego słowa na sam koniec nie wzruszyły go choć miał zamiar mu odpowiedzieć na jego "zaczepkę".
-Wybrałbym tą ścieżkę, ale wiesz - Strzepnął dłoń Allada ze swojego ramienia
-Bliżej mi rola Uzdrowiciela niż Mistyka, a poza tym myślę, że Mistrz Bali posiada więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż Ty - rzekł patrząc mu w oczy. W tej chwili żałował, że był od niego niższy, a w dodatku o niebo słabszy. Trzeba przyznać, że tego w głębi duszy mu zazdrościł, nie samego wzrostu, a budowy ciała. Pewnego dnia kiedyś też tak będzie wyglądał. Pewnego dnia.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Wto Wrz 04, 2018 1:36 pm
Alla nie odniósł się już do słów Evana, tylko uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem (tak, jakby nie umiał inaczej tylko z tym wrednym wyrazem twarzy).

- Dos-ko-na-le. – powiedział bardziej do siebie niż do nich. – Samica… to znaczy, „kobieta” – skorygował się, zerkając kątem oka na reakcję ze strony Lilou. - Wskakuj na ołtarz na sam środek tego okręgu. Evan, ty stań gdzieś z boku nieco dalej. – rozkazał i poczekał, aż tamci wykonają polecenia. W międzyczasie wyciągnął z torby dwie fiolki z nieznaną zawartością. – Dziewczyna pije to… - podał jej jeden napój. – I zakłada medalion. – poczekał, aż wymienią się z Nameczaninem. – Evan dostaje sztylet i drugi eliksir. – Powiedział, podając mu fiolkę. – Wypijcie, zamknijcie oczy i dajcie ponieść się myślom… Zapamiętajcie jak najwięcej i potem powiedzcie mi, jak rytuał się skończy, czego się dowiedzieliście.

Po wypiciu płynów, zarówno Lilou jak i Evan poczuli rozpływające się w ich ciałach ciepło, reagujące z ich układem nerwowym. Było to jak przeszycie całego ciała wiązką elektryczną. Na dobrą sprawę wcale nie musieli zamykać oczu, bo i tak obraz zniknął im sprzed twarzy. W ostatniej chwili zobaczyli tylko, jak Allad płonie fioletowym światłem i wypuszcza z rozstawionych szeroko rąk wiązki energii, które podążały w ich kierunkach.


***


Gdy Lilou otworzyła oczy ponownie, obraz był zamazany. Niewyraźny. Jakby widziała powiewy wiatru hulające po jaskini. Choć Namek jest rozświetlone tyloma słońcami, odnosiło się wrażenie, jak wszystkie zgasły i tylko blask księżyca oświetlał okolicę. Wokół było pusto. Obco. Szepty… szepty z nieznanych kierunków docierały do uszu dziewczyny. I piski, jakby ktoś rysował po szkle paznokciami albo przewijał taśmę filmową. Czasem obraz zamazywał się całkowicie. Znikał. Pojawiał się znów.

Gdy spojrzała w dół, zobaczyła, że jej ręce są zielone i szponiaste. Po opuszczeniu głowy czuła, jak czułki na jej głowie zafalowały. Była Vuvu. Eksperyment powiódł się. Siedziała w dokładnie tej samej pozie, po turecku. Medytowała. Nie opuszczało jej skupienie. Wszystko wskazywało na to, że nie spodziewała się tego, co miało nastąpić.

Wtedy poczuła pchnięcie. W pierwszej chwili szok był za duży, by zrozumiała, co nastąpiło. Spojrzała na swoją męską klatkę piersiową i zobaczyła zakrwawione na fioletowo ostrze sztyletu rytualnego, wystające z jej mostka. Odwróciła się odruchowo i zobaczyła jego twarz. Twarz Namecznina, która miała utkwić jej w pamięci na zawsze. Sporo starszego niż Allad, nawet odrobinę pomarszczonego na twarzy. Z bruzdami wzdłuż policzków. Wtedy dotarło do niej, co się stało. Ból rozlał się po jej ciele, cios był prosto w serce. Nie miała szans na ratunek. Gdy chciała wypowiedzieć swoje ostatnie słowa. Przeciwnik zatkał jej usta ręką. Na ołtarzu pozostawił amulet, a ją silnym rzutem posłał do wody. Obrażenia były tak paraliżujące, że nie była w stanie pływać. Powoli obraz zanikał pod powierzchnią wody…

***

Evan również przymknął oczy. Nie ukazały mu się jednak żadne obrazy. Wszystko działo się dosłownie kilka minut. Czuł, jak jego ciało napełnia obca istota. Było to wymuszone, jakby coś dopychało ją siłowo do środka ciała Nameczanina. Ona jednak nie chciała w nim pozostać. Uciekła nim ten cokolwiek mógłby się od niej dowiedzieć.

***

Po zakończeniu transu, Evan padł na ziemię i zwymiotował. Zrobiło mu się niedobrze na myśl, co się właśnie stało. Do czego dopuścił. Czuł się fatalnie, dopadł go potworny kac moralny. Nie wiedział do końca, czemu tak było, ale jednak miał wyrzuty sumienia. Pozwolił obcej istocie zbrukać swoje nieskalane dotąd wnętrze. I świadomość tego, że już nigdy nie będzie tak czysty i nieświadomy jak do tej pory przyprawiał go o nieznośny ból głowy. Dotarło do niego, że jego ciało to nic więcej niż naczynie i są sposoby, by nim zawładnąć. I w imię czego pozwolił siebie tak zbezcześcić? W imię tego, że właściwie żadna wizja go nie nawiedziła? Co za marnotrawstwo. Już większy by to miało sens, gdyby ktoś mu za to zapłacił, choć pewnie czułby się jak kurtyzana, dająca każdemu wniknąć w swoje jestestwo. To było pewne jak słońce górujące nad Namek, że już nigdy i pod żadnym pozorem nie weźmie udziału w brudnych gierkach mistyków. A w szczególności Allada. Taka trauma miała mu już zawsze towarzyszyć...  I tak przyznanie się przed kimkolwiek, że zdecydował się na taki postępek, było dla niego niezwykle wstydliwe. Tak samo jak fakt, że Lilou i Allad o tym wiedzieli i mogliby zdradzić ten sekret.

Lilou nie odczuwała właściwie żadnych skutków ubocznych. Miała tylko dziwne wrażenie, że coś się stało. Nie wiedziała, co dokładnie. Gdy rozejrzała się, zobaczyła Evana leżącego na ziemi i Allada klęczącego i opierającego się na rękach. Jego ciało płonęło wciąż fioletowym światłem, choć rytuał już się zakończył. Stękał i warczał, uderzając niekontrolowanie w skalną posadzkę.

- Nie… mogę … przerwać… AAaaahhh! – wyjęczał pełen bólu. – Uderzcie… mnie… - błagał, wstrząsany drgawkami.

----

Rzuty związane z uczestnictwem w rytuale.

Pierwszy wynik Lilou, drugi Evan i trzeci Allad.

1-10 Uszczerbek na zdrowiu
11-20 Uszczerbek mentalny
21-30 Opętanie
31-40 Ujawnienie poniżającego/bolesnego/osobistego faktu z życia
41-50 Wymiana kawałków duszy z Alladem/postacią graczy
51-60 Utrata jednego wspomnienia
61-70 Obrażenia
71-80 powstanie wyrwy w czasoprzestrzeni
81-90 nie ma skutków ubocznych
91-100 rzucasz 2 razy i zyskujesz podwójny efekt uboczny


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Wto Wrz 04, 2018 4:34 pm, w całości zmieniany 2 razy

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 687
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Wto Wrz 04, 2018 1:36 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


#1 'Procent' : 36

--------------------------------

#2 'Procent' : 17

--------------------------------

#3 'Procent' : 15

______________________


avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Wto Wrz 04, 2018 11:50 pm
Wykonywała wszystkie polecenia Allada, a następnie... odpłynęła. Dała się ponieść temu, co się zbliżało. Starała się zapamiętać jak najwięcej. Początkowym uczuciem było szczere zaskoczenie. Jaskinia wyglądała jak z mrocznego horroru, a ona sama... jak Nameczanin. W pierwszym momencie aż drgnęły jej dłonie, ale zaraz szybko skupiła się na akcji.

*** (pomijam część jakże pięknie opisaną przez Vulfi) ***

Lilou łykała powietrze, jakby właśnie udało jej się wypłynąć z najgłębszych czeluści, w jakich dotychczas była. Była roztrzęsiona i spanikowana. Ale nawet nie miała czasu przeżywać tego, co właśnie się wydarzyło. Ze stanu, w jaki weszła, wyrwał ją przeraźliwy krzyk Allada. Otworzyła oczy i zobaczyła go na ziemi, klęczącego i obezwładnionego przez... właśnie, co to było? Dziewczyna zerwała się gwałtownie na nogi i podbiegła czym prędzej do mężczyzny.

- Alladzie... - powiedziała półgłosem zszokowana i trzęsąca się z przerażenia, po czym wrzasnęła do drugiego mężczyzny - Evan, nie podchodź!!!

Klęknęła przed Nameczaninem. W tym momencie o tym nie myślała, ale w innej sytuacji na pewno wykorzystałaby tę okazję dla swojego, ot, nawet lepszego samopoczucia. Rozprostowała lewe ramię i wzięła dość duży zamach, po czym wymierzyła Alladowi siarczysty policzek z całej swojej siły. Po takim uderzeniu jego twarz powinna się zaróżowić i lekko spuchnąć, ale to niska cena w zamian za odzyskanie świadomości.





OOC:
Faza Ataku - Cios potężny - 140 DMG
-1 Token Siły
Stan Tokenów: 0/1/1/1
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sro Wrz 05, 2018 12:53 pm
Rozluźnił swoje ręce i przewrócił jedynie lekko oczami na jego słowa. Co może pójść nie tak? Zapewne wszystko. Nie wiedział czego ani co powinien się spodziewać po tym co tu się stanie. Było to dla niego jedną wielką zagadką. Stanął gdzieś z boku na polecenie brata Allada, dostał do ręki sztylet i jakąś dziwną fiolkę do wypicia. Raz się żyje czy coś. Wypił zawartość fiolki i zamknął oczy czekając na to co się wydarzy.

*** (pomijam część jakże pięknie opisaną przez Vulfi) ***

Wypił to i właściwie nie czuł zmiany, dopóki, dopóki coś z przymusem nie weszło w jego ciało. Drgnął automatycznie, ale jednak nim cokolwiek się zaczęło to już nastąpił koniec. nie było nic. NIC. To coś było weszło w jego ciało i uciekło nie dostrzegł nic innego. Po skończonym rytuale jego żołądek zaczął się przewracać do góry nogami, upadł na kolana i zaczął wymiotować. Co to miało być?! TAM NIC NIE BYŁO! KURWA NIC! ALLAD MNIE OSZUKAŁ, SKURWYSYN, ZAPŁACI MI ZA TO!  Nie mógł uwierzyć, że dał mu się namówić na to "coś". Skupiony na własnych przemyśleniach nie słuchał nikogo dookoła Allada ani dziewczyny. Czuł złość, gniew, który roznosi się po jego ciele. W momencie kiedy jego ciało się w miarę uspokoiło podniósł głowę i złowieszcze spojrzenie posłał Alladowi, nawet jeżeli tylko przez ułamek sekundy widział jak ona go uderzyła to na jego ustach pojawił się uśmiech. Masz za swoje chuju. Zakaszlał kilkakrotne próbując się podnieść po tym wszystkim co się wydarzyło, a raczej jego brak. Wytarł usta i splunął na ziemię. Napierdalała go głowa jak szalona. Jakby dostał kaca moralnego.
-OSZUKAŁEŚ MNIE! - wrzasnął na cały głos. Dłońmi zaczął uderzać mocno w ziemię, gdzieś tam widział, że ziemia jest nierówna i ma mnóstwo ostrych krawędzi, ale w tej chwili miał to w nosie. Nawet jeżeli jego dłonie zaczęły krwawić nie przestawał uderzać dłońmi w ziemię, no chyba, że ból był nie do wytrzymania do wtedy jednak zmienił decyzję. Wstał w końcu z ziemi i chwiejnym krokiem podszedł do Allada i złapał go krwiącą (lub nie) dłonią za ubrania i spojrzał w jego oczy wkurwiony najbardziej na świecie. Miał w dupie to czy ona stała obok czy nie, nie myślał o tym teraz. Był całkowicie przepełniony gniewem do niego, do siebie i do tego całego przeklętego rytuału.
-Przysięgam, że nigdy więcej nie będę uczestniczył w takim rytuale. PRZEKLINAM CIE ALLADZIE! - wrzasnął na niego wściekły i puścił jego ubranie brudne od krwi (lub nie). Nie wiedział co miał zrobić z tym nadmiarem złej energii, nosiło go, a jednocześnie nie potrafił jej uwolnić. Odszedł od niego i zaczął kopać przypadkowe kamienie. A dłonie ściskał tak mocno, że aż kłykcie były widoczne. Nie potrafił sobie poradzić w tej sytuacji, kiedy to wszystko się uspokoi pewnie będzie myślał inaczej, ale teraz to nie ma żadnego znaczenia. Nie potrafił zrozumieć dlaczego dał się namówić na ten rytuał, nic nie osiągnął. Jego głowa była przepełniona mnóstwem myśli, które skakały z kwiatka na kwiatek. Pojawiały się i znikały, żadna nie zostawała na dłużej. Chodził jak nakręcony nie wiedząc co ze sobą począć w tej sytuacji.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 06, 2018 2:36 pm
Cios ze strony Lilou pomógł. Wyrwał Allada z letargu. Ten przetoczył się na plecy i ciężko oddychał.

- Jebane rytuały. – syknął masując sobie ręce.

Nie było mu jednak dane zrelaksować się, bo wtedy dopadł go rozwścieczony Evan. Zaczął szarpać się nim w furii. Allad nie wyglądał na wielce zaskoczonego, tak, jakby podobne sytuacje były na porządku dziennym. Gdy Evan puścił go, obrócił się na bok i tak leżąc na posadzce z głową opartą na ręce spoglądał na swoich towarzyszy.

- Spokojnie, Evanie. Pierwszy raz jest dla każdego trudny. Dla mnie nawet ten raz był bolesny. Teraz zastanawiam się, czy w ogóle będę mógł wybudzić się z kolejnego transu. Wiedziałeś, że może się coś zdarzyć. Choć… właściwie nie wiem nawet co tak strasznego miało miejsce. – zmienił pozycję na siedzącą. – Czekam na wasze sprawozdania. Co wiemy?

______________________


avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 06, 2018 3:30 pm
Gdy Allad się ocknął, przycupnęła na ziemi i odetchnęła z ulgą. Nie minęła chwila, a Evan już rzucił się na mistyka, rozwścieczony. Lilou zmarszczyła brwi zdziwiona i tylko lekko się odchyliła, żeby nie oberwać. Była spokojna, czekała aż atmosfera trochę się wyładuje. Obserwowała z poważną miną zajście między Nameczanami. Nie trwało to długo, Evan oddalił się, aczkolwiek nadal w paskudnym nastroju. Dziewczyna westchnęła i zaczęła mówić:

- Wyglądałeś strasznie - zwróciła się do Allada, z nutą troski w głosie, jednak zaraz znowu zmieniła ton na bezuczuciowy - No więc... Otworzyłam oczy. W jaskini było ciemno, pusto i głucho. Za chwilę ujrzałam swoje zielone dłonie, poczułam ruch czułek na głowie. Byłam spokojna, siedziałam w takiej samej pozycji jak po opróżnieniu fiolki. I nagle... - zamilkła, przypominając sobie to okropne uczucie - Poczułam, jak ktoś przebija moją klatkę piersiową. Ujrzałam ten sam sztylet, który trzymał Evan. Odwróciłam się, a życie ze mnie już ulatywało. Wtedy zobaczyłam twarz.

Przymrużyła oczy, jakby próbowała odtworzyć ten widok. To wszystko działo się tak szybko, że nie wyhaczyła zbyt wielu szczegółów. Oparła twarz o dłoń i chwilę się zastanawiała. Wiedziała, że to najistotniejszy element rytuału, więc nie chciała podawać fałszywych informacji.

- Wyglądał na dużo starszego od Ciebie - spojrzała na mistyka - Jego twarz była lekko pomarszczona, a zwłaszcza tutaj - przejechała palcem w miejscu, gdzie znajdują się bruzdy wargowo-nosowe - Zdałam sobie sprawę, że celem pchnięcia było serce. Kiedy już odpływałam, próbowałam coś powiedzieć, jednak on zakrył mi buzię. Usłyszałam cichy brzdęk, jakby położył coś na ołtarzu. Odwróciłam się, chcąc zobaczyć co to było, a wtedy on pchnął mnie mocno do wody. Nie miałam siły się bronić ani też próbować wypłynąć na powierzchnię. Byłam bezradna. Chciałam wołać o pomoc. Wszystko na nic. Obraz z każdą chwilą coraz bardziej się rozmywał, aż w końcu ja... zatonęłam.

Skończywszy opowiadać, podniosła wzrok na obu Nameczan i czekała na ich reakcję. Zdawała sobie sprawę, że jej wyznanie jest kluczowe, jednak była ciekawa, czy im również udało się cokolwiek ujrzeć.
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pią Wrz 07, 2018 1:08 pm
Nie wiedział co ze sobą zrobić mimo, że złość go roznosiła normalnie od środka. Uderzał pięściami w losowe rzeczy chcąc rozładować swoją wściekłość, której nie potrafił opanować. Przestał w momencie kiedy dziewczyna zaczęła mówić, zmarszczył brwi.Widziała wszystko tak jak mówił Allad, nie mógł uwierzyć, że po tym wszystkim nic jej nie było. NIC. Jakby nic się nie stało. Wkurwiony zacisnął pięść i uderzył w pierwszy lepszy wystający kamień.
-Oszukałeś mnie Alladzie - powtórzył swoje słowa po raz drugi przez zaciśnięte zęby wściekły. Nie mógł się pogodzić z tym, że on teraz czuł się jak gówno pomieszane z błotem, a ona?! Jej nic nie było!
-Nie widziałem nic. Słyszysz?! NIC! NIE BYŁO ŻADNEJ KUREWSKIEJ WIZJI. TO COŚ WE MNIE WESZŁO I WYSZŁO NIE POKAZUJĄC MI NICZEGO! - ryknął rozwścieczony na niego. Zrozumiał by gdyby chociaż dostrzegł cząstkę tego jak zabija Vuvu, ale nie! Wszystko musiało pójść źle. Nie wydarzyło się nic co mogło mu pomóc, a jego samopoczucie i psychika zostały właśnie mocno naruszone.
-To był Twój śmieszny rytuał?! Chyba sobie jaja ze mnie robisz! - warknął rozzłoszczony. Usiadł w końcu gdzieś blisko wody i gapił się na nią wściekły na niego, ale i samego siebie, że dopuścił się do czegoś takiego. Miał prawo być zły więc to pokazywał, zwłaszcza, że powoli jego złość mijała, ale to nie oznacza, że zniknie całkowici. Na pewno jego odczucia do Allada zmienią się o trzysta sześćdziesiąt stopni.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sro Wrz 12, 2018 2:37 pm
Allad słuchał z uwagą słów Lilou. Przymrużył oczy.

- Rytuał powiódł się. – skomentował poważnie. – I teraz już wiemy, że Vuvu zginął pchnięty nożem i utopiony. I co więcej… - mruknął pod nosem. - … że nie zabił go Armonic. On nie miał takich bruzd. Był stosunkowo młody. Mógł kogoś oczywiście wynająć do tego morderstwa, ale to chyba mało prawdopodobne. Nie znamy jeszcze sprawcy. Będziesz potrafiła go rozpoznać? Jeśli go spotkamy?- dopytywał. Potem skierował się do Evana, zupełnie ignorując jego wyrzuty. – A ty, Evanie, nic nie ujrzałeś? W takim przypadku mamy dwie alternatywy. Albo nie udało nam się dokonać rytuału, albo Armonica tu nie było wtedy. Drugi scenariusz bardziej pasuje do naszej teorii spiskowej. W związku z tym nie pozostaje nam nic innego niż odnaleźć go i wyjaśnić z nim sprawę. Może zgodzi się na rytuał? I wtedy dowiemy się prawdy? Wiem, że nie przeprowadzono tego przed oddaniem go w ręce Changelingów. Mochida od razu odeskortował go do władz… Swoją drogą z nim też chętnie bym porozmawiał.

Allad wstał z miejsca i rozłożył na ziemi koc, który przechowywał w jednym z worków.

- Teraz czas spać. Jutro czeka nas długa droga. – powiedział, po czym położył się, przykrył się płaszczem, przewrócił się na bok. Nie minęło 5 minut, gdy zaczął z cicha chrapać. W tym miejscu było sprzyjająco do spania. Trochę wilgotno, cicho, zacienione miejsce.

***

Po około 6 godzinach snu, podróżnicy zebrali swoje rzeczy z powrotem do worków, wspięli się po lianach i ruszyli w dalszą drogą. Allad doskonale orientował się w terenie. Wyglądało jednak na to, że miał coś dodatkowego w planach po drodze do miasta. Nie tylko ten rytuał, który odbył się w jaskini. W pewnym momencie zatrzymał się i zwrócił do Lilou i Evana.

- Słyszeliście ten ryk, prawda? Ten jeszcze w wiosce? – popatrzył na nich pytająco. – Zostańcie tutaj i poczekajcie na mnie. Zrobię mały zwiad okolicy i sprawdzę, czy zwierzę dalej jest w okolicy.

Nie czekając na zgodę zniknął w gęstwinie.

Lilou rozejrzała się wokoło i wtedy między liśćmi zaświtała jej pewna męska sylwetka. To był Saiyanin. Ten sam Saiyanin, który wisiał do góry nogami związany sznurem Teraz leżał kawałek dalej całkiem nago i spał.

Deriet natomiast powoli wybudził się ze snu. Otworzył jedno oko i zobaczył kilka drzew dalej dwie postacie. Jedna osoba była nieznanym mu nameczaninem, druga to natomiast ta sama ciemnowłosa dziewczyna, która wcześniej w niego rzuciła kamieniem.

OoC: Zostawiam was samych do mojego powrotu. Możecie dobie rozmawiać bez MG.

______________________


avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 13, 2018 1:14 am
Lilou rozumiała wściekłego Evana, jednak nic nie mogła na to poradzić. Takie jest życie, niektórym po prostu trafia się lepiej. Nawet w takich błahych sprawach jak ta teraz. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo mentalnie ucierpiał zielonoskóry, uznała to po prostu za wybuch złości. Dziewczyna słuchała Allada trochę z niedowierzaniem, ponieważ była pewna, że ten w - powiedzmy - średnim wieku Nameczanin to właśnie Armonic.

- Tak, myślę że dam radę - przytaknęła mistykowi w odpowiedzi na jego pytanie. W takich momentach twarzy się nie zapomina.

Westchnęła cicho. "Jak to - odnaleźć go? MY?", burknęła do siebie w myślach. Nie sądziła, aby była na tyle powiązana z tą sprawą, żeby szukać jakiegoś Nameczanina i dociekać, co ma na sumieniu. Nadal chciała tylko dotrzeć do miasta. Ale być może to cena, jaką musi zapłacić za przewodnictwo Allada...

Była tak wykończona, że usnęła niemalże od razu. Całe szczęście, ponieważ po chwili Nameczanin zaczął chrapać, czego uszy Lilou by nie zniosły. A ona sama siedziałaby w jaskini do czasu, aż Allad ucichnie lub po prostu się obudzi. I wyglądałaby dosłownie jak panda. Nie śniło jej się nic szczególnego, nie miała koszmarów. Wyszła z tej sytuacji zupełnie bez szwanku, jednak taka nienaturalna czynność dość mocno osłabiła ją fizycznie, dlatego usnęła jak maleńkie dziecko. Jak mała, granatowa kuleczka kilkanaście lat temu na Saladzie...


***


Została sama z Evanem w środku puszczy. Nawet nie zdążyła otworzyć ust w celu zaprotestowania przeciwko niebezpiecznemu pomysłowi Allada, a on już zniknął. Przymrużyła oczy zrezygnowana i stała w miejscu. Nie zamierzała się stąd nigdzie ruszać. Już raz tutaj była i nie wspomina tego dobrze. Krążyła i krążyła, zanim udało jej się odnaleźć jakąkolwiek drogę do cywilizacji. To miejsce było jej małym koszmarem. Kojarzyła je z dziwną ciszą i tajemniczymi głosami, które wtedy pozwalały jej umysłowi wariować.

Trzask.

Lilou nadepnęła na niewielką gałązkę, których zresztą było tu pełno. I niby nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wtedy ujrzała mężczyznę, którego przysięgała sobie unikać po ostatnich zdarzeniach. W dodatku był całkiem nagi, co nie tylko zupełnie zbiło ją z tropu, ale też nieskrywanie onieśmieliło. Wychyliła się zza drzewa, a wtedy on zaczął się budzić. Dziewczyna trochę zaczęła się trząść, jednak nie chciała wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń Evana, więc rzuciła do niego zmartwionym głosem:

- Ojej, Evanie... - zaczęła szeptem - Tutaj leży jakiś ranny mężczyzna. Czy moglibyśmy... mógłbyś... mu jakoś pomóc? Wygląda na mocno poturbowanego...
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 13, 2018 12:45 pm
Evan słuchał go jak z gaszonego radia, jednym uchem informacja wchodziła drugim wychodziła. Kręcił głową na boki, nic nie odpowiedział mu nie miał zamiaru. Spoglądał na niego czasami spod byka wściekły. Jeden plus tego wszystkiego był fakt iż zasnął szybciej niż się sam tego spodziewał. Następnego dnia złość już całkowicie opuściła jego ciało, ale dalej się na niego gniewał na Allada i na fakt, że sam rytułał się nie udał według niego.
-Co? - rzekł głucho zamyślony kiedy Lilou do niego mówiła. Dopiero po chwili zobaczył jakąś dziwną sylwetkę jakiegoś brata, który był całkiem nago. Patrzył na niego podejrzliwie.
-Nie mam obowiązku mu pomagać - rzekł. W końcu był poza wioską, więc jeżeli nie był to nikt spoza kręgu jego pobratymców nie zamierzał nikomu pomagać.
-Pewnie sam sobie winien - dodał i wzruszył ramionami obojętny.
avatar
Xanas
Liczba postów : 598
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 13, 2018 9:10 pm
Deriet powoli się budził. Jak zawsze nic mu się nie śniło, ale odpoczynek dobrze mu zrobił. Miał o tyle szczęście że nic go nie zaatakowało znowu. Mimo iż nie było to najlepsze miejsce do spania, sytuacja go zmusiła. Zamierzał ruszyć w dalszą drogę w momencie jak się ocknie. Mimo wszystko obudziły go szelesty obok. Czujnie otworzył jedno oko. Nie bał się. Był zbyt wprawione w takie życie. Analizował na chłodno. Mimo wszystko gdy okiem zlokalizował źródło jego ręka od razu złapała za karabin.
To była tak laska która spółkowała z demonicą. Najwyraźniej poszła po wsparcie. Dwóch na jednego nie wiedział czy da radę położyć, ale nie wyglądali na silnych. W sumie ta demonica też nie była więc był dobrej myśli. Do tego nie był już tak zmęczony jak za pierwszym razem więc to lepiej dla niego.
W jednej sekundzie zerwał się z ziemi i po chwili stał z wycelowaną bronią prosto w głowę dziewczyny.
- No no... A jednak wróciłaś ze wsparciem dla tej demonicy. Mimo wszystko muszę cię rozczarować bo nie zdążyłaś, zabiłem ją. - rzekł chłodno patrząc w oczy kobiecie.
Tym że był nagi w ogóle nie zaprzątał sobie głowy. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę dezorientacji.
- To jak to rozwiążemy? Znowu zamierzasz roztrzaskać mi głowę kamieniem czy chcesz by ten zielony ludek zrobił to za ciebie? Dodam że nie jestem w nastroju na żarty.
avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Czw Wrz 13, 2018 10:54 pm
Lilou przewróciła oczami na słowa Evana, widocznie niezadowolona z jego stanowiska. Przekręciła się delikatnie, opierając się dłonią o drzewo, żeby posłać mu zniesmaczone i poirytowane spojrzenie. Ledwo zdążyła się odwrócić, a szarowłosy stał tuż przed nią. Nim zdążyła się nawet ruszyć, on wycelował z niewielkiego dystansu, celując prosto w jej głowę. Kiedy już wysłuchała jego słów, nie wiedziała czy zareagować śmiechem, bo oskarżenia były tak absurdalne, czy złością, bo ewidentnie działał jej na nerwy. Posłała mu zatem rozzłoszczone spojrzenie i odpowiedziała:

- Nie dbam ani o jej życie, kimkolwiek była, ani o Twoje. Jakbyś miał rozum ciut większy niż przyrodzenie, to zorientowałbyś się, że rozbiłam się kapsułą w trakcie Waszych pogaduszek, nie wiedząc zupełnie gdzie jestem - rzuciła oschle, specjalnie spoglądając krótko na jego wystawiony na wolność narząd płciowy - Nie zamierzałam mieszać się w nieswoje problemy. Mam już wystarczająco dużo własnych.

Nie była przerażona, ponieważ wiedziała, że gdzieś w pobliżu był Allad, a ona stała tutaj razem z Evanem. W razie nieprzyjemności, powinni jakoś dać sobie radę we dwoje. Poza tym... ona miała pewne doświadczenie w bójkach. Nie była z tego obecnie dumna, ale w kryzysowych sytuacjach - dzięki temu - mogła próbować się jakkolwiek bronić.

W szarowłosym widziała siebie. Przez chwilę miała wrażenie, jakby... patrzyła w lustro. Jakby widziała siebie w akcji, w której mieli zgładzić tego dyrektora na Saladzie. Dała się ponieść zadumie i obserwowała go w milczeniu cały czas mając wrażenie, jakby to ona tam stała i celowała do samej siebie wymierzając sprawiedliwość na własną rękę... Z tego stanu wyrwał ją spadający z drzewa liść, który leciał tak płynnie i lekko przed jej twarzą. Podążając za nim wzrokiem, opuściła trzeźwe już spojrzenie z powrotem na Saiyanina.

- I ten kamień... - uśmiechnęła się zadziornie, jakby ciut złowieszczo i zmieniła ton na bardziej kobiecy - Sądziłam, że taki mężczyzna jak Ty zorientuje się, że specjalnie spudłowałam. To była gra na zwłokę. Już rozumiesz?

Stanęła przed nim, opierając dłonie na biodrach. Była bardzo pewna siebie. Wiedziała, że będzie walczyć o swoje... albo zginie. Nie wzruszało jej to. Może wtedy będzie okazja, by przeprosić swoich rodziców w zaświatach...
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pią Wrz 14, 2018 1:06 pm
-Znacie się - rzekł stwierdzającym tonem. Uniósł jedną brew do góry, w sumie nie zamierzał się wtrącać w kłótnie tych dwoje. On to w sumie był tylko za Slana, miał ją odprowadzić do miasta nic więcej się nie liczyło. Usiadł na ziemi i zgiął nogę w kolenie, oparł na nią rękę i spoglądał na tą dwójkę, zastanawiał się gdzie zwiał Allad i ile czasu może go nie być. Choćby nie wiadomo jak bardzo go nienawidził sam nie znał drogi do miasta i mógł z łatwością się zgubić dlatego też nie miał innego wyjścia i musiał na nim polegać, choć bardzo tego nie chciał. Kłótnie tych dwóch go nie interesowało, z resztą nie umiał walczyć [umiał, ale był za leniwy by to robić na serio] więc by jej nawet nie pomógł Nie był zobowiązany do pomocy. Nawet jeżeli obiecał coś Slanowi to ciężko będzie to dotrzymać.
-Nie jesteście z tej samej rasy? - rzekł patrząc na nagiego brata. Nie rozumiał jego wściekłości, nie zamierzał się wgłębiać dlaczego przepełnia go złość.
avatar
Xanas
Liczba postów : 598
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pią Wrz 14, 2018 3:19 pm
Oczy Derieta były zimne jak stal. Mimo wszystko kalkulował wszystko bez zbędnych emocji. Był zbyt opaowany by przytyki kobiety zrobiły na nim wrażenie. Mimo wszystko nie ufał jej, ale wszystko wskazywała ze mówiła prawdę. Nie miał jednak zamiaru opuszczać gardy. Już za dużo niespodzianek na tej planecie go spotkało. Uznał jednak że nawet rzut kamieniem nie jest wystarczającym powodem żeby rozkwasił jej głowę.
- Nie wiem czy specjalnie spudłowałaś, czy może w celowaniu przeszkodziły ci te dwa duże arbuzy, ale przyjmijmy że na razie ci uwierzę. - odciął się za docinek o przyrodzeniu.
Nie był też typem który rozwala głowę każdemu, ale w tym momencie czuł się zagrożony jakby cała planeta uwzięła się na niego.
Koniec końców opuścił powoli broń.
- To że jesteśmy z jednej rasy nie oznacza że powinniśmy sobie ufać. - odrzekł do zielonego po czym przeskanował kobietę wzrokiem.
rzuciły mu się w oczy jej atrybuty, cechy charakterystyczne dla sayian jak i brak ogona. Nie zdziwiło go to. Wielu Sayian nie lubiło formy Ozzaru, więc sami sobie obcinali ogony. Inni też po prostu tracili je w walce. Nie miał zamiaru wnikać.
- No dobra... Skoro nie chcesz mnie zabić, to liczę mimo wszystko na jakieś zadośćuczynienie za wprowadzenie mnie w błąd i ten rzut kamieniem. Pomożesz mi i będziemy kwita. Skoro też się rozbiłaś tak jak ja to może powinniśmy sobie pomóc zanim coś nas zabije? Brzmi jak uczciwa umowa?
Nie podobała mu się perspektywa że musi zaufać nieznajomej, ale jeśli i ta będzie chciała go wykiwać to jakoś sobie poradzi. A jeszcze jest możliwa pogoń changów więc lepiej podróżować w grupie.
avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pią Wrz 14, 2018 5:06 pm
- Można tak powiedzieć - rzekła znużonym głosem w stronę Evana w odpowiedzi na jego stwierdzenie, że chyba już się znają.

Stała przed Saiyaninem i czekała na jego reakcję. Gdy ten odciął się za jej zgryźliwość, mimowolnie kącik jej ust drgnął w półuśmiechu. "Taki jestem zabawny, co?", powiedziała sama do siebie w duchu, powstrzymując się od śmiechu. Kiedy opuścił broń, odetchnęła. Nie z ulgą. Raczej rozładowując napięcie między nimi.

"Z tej samej rasy?", zabrzmiało jej w głowie pytanie Evana. "Skąd narodził mu się ten pomysł?" - w końcu równie dobrze mogłaby być człowiekiem. Saiyan odróżnia w tych czasach tak właściwie tylko ogon... Ale ona go nie posiadała. Co nie oznacza, że zielonoskóry nie miał racji, faktycznie rasa to chyba na razie jedyne, co może ich łączyć.

Straciła ogon, kiedy była jeszcze maleńka, podczas zabaw ze starszym bratem. Ot, niewinny wypadek, jak to dzieci. Nie narzekała na jego brak, ale słyszała kiedyś o wielkich możliwościach jakie daje. Oczywiście tych przemawiających za rozwiązaniem siłowym, co mogło jej się przydać na Saladzie, lecz obecnie było jej zupełnie zbędne.

- Zmierzamy do miasta - odparła na jego propozycję i podeszła bardzo blisko, tak że mógł poczuć ciepło jej ciała. Nie była od niego dużo niższa, ale zdecydowanie drobniejsza. Uniosła podbródek i patrzyła na niego z dołu wielkimi, piwnymi ślepiami. Prosto w jego szare - wydawało jej się - dość smutne i "zgaszone" oczy - Jeśli Allad wyrazi zgodę, zabierzemy Cię ze sobą - po tym zdaniu uśmiechnęła się zawadiacko i dodała półszeptem - I oczywiście tylko wtedy, gdy będziesz grzeczny.

Przymknęła oczy, odwróciła się na pięcie i odeszła od niego w stronę Nameczanina, który od czasu rytuału wydawał jej się bardzo grymaśny. Może był to jakiś skutek uboczny? W każdym razie miała go za bardziej wycofanego i na pewno to nie jest już ten sam Evan, który wyprowadził ją z wioski i pomagał w trakcie drogi nadążyć za mistykiem. "Cóż, szkoda", burknęła w myśli Lilou. Oparła się plecami o to samo drzewo, z którego wychylała się aby zobaczyć szarowłosego, osunęła się po nim w dół i usiadła na wilgotnej ziemi, zginając nogi w kolanach przed sobą. Puste, zamyślone spojrzenie utkwiła w jednej z rosnących przed nią roślinek i wymamrotała pod nosem:

- Zatem czekamy na naszego przewodnika.
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pią Wrz 14, 2018 10:09 pm
-Ah, więc trafiłem, ciekawe - rzuciła to pytanie od niechcenia, nie miał zielonego pojęcia, że są z jednej rasy, teraz wie. Nie znał ich, kojarzył jedynie powieści Guru i czasami coś od Allada o innych rasach, które przybywają regularnie na Namek, niestety żadnego nie widział na żywo, aż do teraz. Ciekawy osobnik im się trafił. Wstał po chwili, zrzucił z ramion swój biały płaszcz i rzucił pod nogi nieznajomemu.
-Zakryj się, wydaje mi się, że onieśmielasz mojego towarzysza - rzucił i po chwili wrócił do swojej poprzedniej pozycji. Spoglądał na tą dwójkę unosząc brew do góry, odczekał chwilę by zabrać głos.
-Jest tak jak mówi...ona, a co ważniejsze jesteś ranny? Jeżeli tak jestem w stanie Ci pomóc - rzekł na spokojnie patrząc na jego sylwetkę, nie mógł do końca stwierdzić co mu dolega, o ile coś mu dolega. Z resztą jeżeli odmówi to nie było pytania. Choć było by miło gdyby jego płaszcz wrócił do niego.
avatar
Xanas
Liczba postów : 598
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Wrz 15, 2018 10:43 am
Na słowa że zmierzają do miasta Deriet uznał to za szczęśliwą monetę. W końcu moze wyrwie się z tego lasu i będzie mógł sie skontaktować z resztą ekipy. Jego radio przepadło i nie miał jak wejsć na częstotliwość Dzieci Wojny na której wszyscy powinni się zgłosić gdy tylko będą bezpieczni. Tak czy inaczej, w lesie nic nie zrobi.
Kobieta podeszła do niego na niebezpieczną odległość, a on nie odwrócił wzroku. Wytrzymał jej napór nie cofając się nawet na chwilę. Wyglądała całkiem zgrabnie i ponętnie, ale w lesie nie miał czasu na takie pierdoły.
- Jeśli będę grzeczny huh? - mruknął tylko czując ciepło jej ciała. - Obyś ty przypadkiem nie zaczęła szaleć złotko. I jak mam cię zwać? Jestem Deriet.
Nie zamierzał nic robić, jeśli oni nie zaatakują pierwsi. Nie jest jakimś rzeźnikiem który odpierdala maniane przy pierwszej okazji. po chwili odeszła, a mężczyzna skupił się na zielonym kosmicie.
Szybkim ruchem podniósł jego pelerynę i bardziej zrobił sobie z niej opaskę biodrową. Wolał się nie okrywać nią cały bo jeszcze by krepowała jego ruchy. Za pamięci podszedł też do skrawków swoich spodni które leżały na ziemi i z kieszeni wyciągnął kartę na której miał swoje pieniądze.
Znów odwrócił się do zielonego.
- To tylko zadrapania, ale jeśli umiesz to możesz je uleczyć. Cholera wie co tu za dziwadła kryją się po krzakach. Po dojściu do miasta i tak miałem zamiar udać się do medyka.
avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Wrz 15, 2018 12:19 pm
Na wzmiankę Evana o onieśmielaniu, uśmiechnęła się szczerze. Oderwała swój wzrok od zieleniny i podniosła go ku ubierającemu się mężczyźnie, przyglądając mu się z ciekawością. Kiedy już zasłonił, co miał zasłonić, i trochę oswoił się z ich obecnością - to znaczy jej i Evana, powiedziała wyraźnie:

- Lilou. Cała przyjemność po mojej stronie - i chyba faktycznie tak było, w końcu to ona miała nie byle jakie widoki, w dodatku na "dzień dobry". Skinęła głową, kiedy Evan zaproponował leczenie. "Teraz to chętny do pomocy...", skwitowała w duchu, ale nic takiego nie pokazała na zewnątrz - Pewnie. Pomóż mu, Evanie. Jeśli już ma z nami wyruszyć, to przyda nam się w pełni swoich sił.

Nie zastanawiała się jakoś specjalnie, skąd pochodzi Deriet, w jakim celu tu przybył. Nie interesowało ją też na razie, dlaczego walczył z tamtą dziewczyną, którą nazwał demonicą. Chyba nigdy nie widziała przedstawiciela tej rasy na własne oczy, może właśnie dlatego dała się szybko zmylić. Teraz zastanawiała się, gdzie polazł ten Allad, i za ile znajdą się w mieście. Wtedy ją zmroziło. Zaczęła łączyć wszystkie te fakty i znieruchomiała.

- Ten ryk dobiegający z lasu... to... to byłeś Ty, prawda?
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Wrz 15, 2018 2:28 pm
Swoją uwagę skupił na nieznanym mu mężczyźnie to, że był nago nie mogło być przypadkiem, zwłaszcza, że kiedy wychodzili z miasta słyszeli ryk jakiegoś zwierzęcia, nie mogło być małe, bo do wioski jest kawał drogi. W sumie może nie powinien wnikać co takiego mu się przytrafiło skoro trafił tu nagi. Pokręcił delikatnie głową na boki.
-Nie takim tonem do mnie - rzekł złowrogo do Lilou patrząc na nią zły. Jego złość nie opuściła go zwłaszcza do Allada, do niej też coraz bardziej odczuwał złość. Po tym co się stało.
-Bo Ciebie zostawię w środku lasu zobaczymy czy wtedy znajdziesz drogę - dodał patrząc na dziewczynę wzrokiem pełnym gniewu. Jego szantaż miało podwójne dno, sam nie znał tych dróg i sam mógł się zgubić jednak nie oznaczało to, że da się sobą pomiatać. Nie takie rzeczy się już działy w jego życiu. Może teraz jest bardziej doświadczony w życie i rytuały Allada, ale jakby nie patrzeć od zawsze miał ciężki charakter i nietypowy nawet jak dla samego Nameczanina.
-Cóż, można uznać mnie za medyka - dodał po chwili spokojniejszym tonem do nieznajomego. Podniósł się niespiesznie i podniósł swoją torbę z lekami, podszedł do nieznajomego i klęknął obok jego prawej strony.
-Mam maść pomoże - rzekł i rozpakował torbę obok niego. W środku znajdowały się praktycznie same nieznane opakowania, maści, żele i produkty do zrobienia herbaty, kiedy otworzył torbę ze środka wyłonił się całkiem miły zapach przypominający fiołki, miętę i lawendę. Zilustrował ciało mężczyzny i wyjął z torby odpowiednie pudełeczko otworzył je, w środku było ciemnozielona maść na którą nakładać delikatnie palcem w miejsce zranień.
-Za chwilę się wchłonie i powinieneś się bracie poczuć lepiej - rzekł chodząc niespiesznie dookoła chłopaka w poszukiwaniu zadrapań i ran na których mógłby użyć maści. Kiedy skończył zamknął maści i swoją torbę, a dłonie wytarł w niewielką ilość materiału czarnego, która robiła mu za ręcznik.
-Gotowe - rzekł na samym końcu, po czym wstał z swoją torbą i oddalił się na koło dwa, trzy metry.
avatar
Xanas
Liczba postów : 598
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Wrz 15, 2018 5:33 pm
Mężczyzna miał na swoim ciele wiele blizn bitewnych więc kolejnymi niezbyt się przejął. Ważne by nie wdała się infekcja. Mimo wszystko zauważył że dziewczyna mu się przygląda, więc nawet zdobył się na lekki uśmiech kącikami ust. A może mogło się jej tylko zdawać.
Deriet zauważył napięcie między zielonym ludkiem a sayianką. Widać że tamten też za nią nie przepadał. Może i w niego rzuciła wcześniej kamieniem? Nie wiedział, ale nie miał też zamiaru pytać. Z gotową biała przepaską na biodrach Deriet dał się obejrzeć obcemu i natrzeć maścią leczniczą która faktycznie miała specyficzny zapach. Na szczęście nic nie miał złamanego, bo wtedy maść by nie wystarczyła. Czekajac aż Evan skończy swoje oględziny Deriet odparł do Lilou.
- Tak, zrobiłem transformację w Ozzaru jeśli wiesz co to jest. Bez tego pewnie nie pokonałbym tej demonicy. Efektem ubocznym tego jest to że rozrywają się ubrania. - nie żeby mu to przeszkadzało, ale w mieście będzie musiał udać się do sklepu z odzieżą. - Może gdybyś została i pomogła to nie musiałbym się uciekać do takich rzeczy. W sumie idąc tym tropem można rzecz że wisisz mi ubrania.
Bez peleryny nameka pewnie ludzie by się na niego dziwnie patrzyli. W sumie mając tylko przepaskę i tak będą się dziwnie patrzyli.
Gdy medyk skończył swoją pracę, mężczyzna skinął mu w podzięce.
- Czyli czekamy jeszcze na kogoś tak? Zjawi się niedługo? Wolałbym ruszać jak najszybciej, bo jeszcze znowu coś się pojawi i nie będzie wesoło.
avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sob Wrz 15, 2018 6:40 pm
Lilou wyraźnie zdziwiona reakcją Evana, zmarszczyła brwi i wykrzywiła usta, patrząc na niego. "Że co?", pomyślała. "Chyba coś mu się przesłyszało" - uznała niewzruszona. Jednak ten brnął dalej, a kiedy już jej pogroził, to aż się w niej zagotowało. Prychnęła na niego z pogardą i burknęła:

- Ja z tego lasu już raz wyszłam, a nawet dokładniej - z tego konkretnie miejsca. A Ty? - dogryzła mu, po czym dodała z przekąsem - oboje polegamy tylko i wyłącznie na Alladzie, więc nie chrzań już głupot Evanie.

Gdy Deriet się odezwał, nieco się uspokoiła i zaczęła go słuchać. "A więc tak to się nazywa - Oozaru...". Po tym co dopowiedział, zaśmiała się cicho. Musiała przyznać, że wchodząc tak do miasta, zwróci na siebie pełną uwagę przechodniów. Miała nadzieję tylko, że nie nabawią się przez to kłopotów. Uśmiechnięta wzruszyła ramionami i odparła:

- Niech będzie. Ale mówiłam Ci, że to nie była moja sprawa i nie miałam zamiaru się mieszać. Mam już swoje na sumieniu. Jak każdy zresztą.

Na myśli miała oczywiście to, co się wydarzyło na Saladzie i głównie... swoich rodziców. Obserwowała kątem oka, jak Evan smaruje Derieta różnymi maściami. Nie wiedziała, co zielonoskórego tak właściwie ugryzło. Odprowadziła go wzrokiem, gdy już się oddalił. Westchnęła na pytania Saiyanina, wyraźnie niezadowolona z tego, o co pytał. Bo sama chciałaby wiedzieć. I sama wolałaby już ruszać.

- Tak właściwie, to poszedł rozejrzeć się za "dzikim zwierzęciem", które wydało z siebie ten przeraźliwy ryk. Ale my chyba mieliśmy większe szczęście w poszukiwaniach - zrobiła pauzę - Cóż, trzeba czekać. Może opowiesz mi, skąd pochodzisz?
avatar
Evan
Liczba postów : 46
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Pon Wrz 17, 2018 2:47 pm
-Przepraszam? Kim ty jesteś by mnie oceniać? Nie znasz mnie, Allada ani Slana. A w tym lesie też mogłem być już wcześniej - rzekł do Lilou marszcząc brwi. Dalej można było usłyszeć złowrogi ton. Nie podobało jej się to w jaki sposób się do niego odzywa mimo, że jakiś czas będą skazani na siebie.
-Kto mówił, że na nim polegam, kto tak powiedział? Bo na pewno nie ja. Eh, nieważne - dodał po chwili odgryzając się Lilou. Podrapał się po swojej łysej zielonej głowie, zamknął na chwile oczy i westchnął pod nosem cicho. Dogryzanie sobie w tej chwili nie miało większego sensu, ale cóż. Taka sytuacja. Bóg tak chciał czy coś.
avatar
Xanas
Liczba postów : 598
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sro Wrz 19, 2018 9:23 am
Deriet widział widoczne napięcie pomiędzy dwójką kompanów, ale w sumie miał to w dupie. Nie byli obecnie dla niego nikim ważnym, więc też ich relacje niewiele go obchodziły. Problem był w tym że póki nie wróci przewodnik to raczej się stąd nie ruszą.
Mężczyzna odłożył broń i usiadł sobie pod drzewem, bo nie ma co tak stać. Nie miał zamiaru przeszkadzać im w kłótni. Niech wyjaśnią to między sobą. Tak to zwyle bywało najlepiej i nie było potrzeby się wtrącać.
- Eh... napiłbym się wódki... - mruknął obserwując otoczenie. Na słowa skierowane do niego zmarszczył nieznacznie brwi. - No bestii raczej nie znajdzie, a dodatkowo ślady są tylko tutaj.
Wskazał na swoje wielkie odciski łap na ziemi które były tylko na obszarze walki. Dodatkowo dziewczyna chciała opowieści, a on nie wiedział czy chce mu się o tym gadać, ale koniec końców postanowił coś powiedzieć. W końcu nudno siedzieć tak w milczeniu.
- Ja? Urodziłem się na okręcie wojennym i jestem piratem. Zawód po ojcu, ale teraz nie wiadomo co będzie bo nas roznieśli w bitwie wczoraj. - gdy to mówił utkwił w kobiecie swoje szare, chłodne oczy. Ciekaw był jak zareaguje.
avatar
Emi
Liczba postów : 41
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1400/1400  (1400/1400)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

on Sro Wrz 19, 2018 12:11 pm
- Daj sobie na wstrzymanie i ochłoń - rzuciła tylko, a może aż tyle w stronę Evana po tym jak się zapienił. "Moje wnioski to czysta obserwacja", pomyślała. "Nie mam zamiaru się z nim wykłócać, ale wiem swoje".

Podążyła wzrokiem za wskazaniem śladów przez Derieta. Analizowała, jak mogła przebiegać ta walka i wyobrażała ją sobie w głowie. "Chyba była bez szans", podsumowała. Lepiej mu nie podpadać, w końcu... Lilou nie miała już ogona, więc nie mogła zmienić formy na, jak on to nazwał, Oozaru. Szkoda... Ale słyszała kiedyś, że ogon może odrosnąć. Nie pogardziłaby takim dodatkiem. Już w głowie miała milion pomysłów, jak mogłaby go wykorzystywać. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem. "Muszę się dowiedzieć, jak przyspieszyć ten proces".

Kiedy Saiyanin przerwał ciszę, spojrzała na niego najpierw wielkimi piwnymi ślepiami. No ładnie. Mamy do czynienia z Panem Złoczyńcą. Ale po chwili jej zdziwienie opadło, gdyż przypomniała sobie, że swego czasu można było i ją zaliczyć do tej kategorii. A on... Pewnie był na to skazany, skoro w dodatku się tam urodził.

Teraz już zrozumiała. Rozbił się tutaj i pewnie nie wiedział, czy inni przeżyli. Albo wie, że nie przeżyli i został tu sam jeden. Ale czy wtedy mówiłby to jej z takim spokojem? Skoro "nie wiadomo, co będzie", to na pewno ktoś musiał przeżyć. Inaczej nie zakładałby z góry, że "coś" będzie. A może też zakładał, że ktokolwiek przeżył, nie mając pewności? Dziewczyna tak kalkulowała i myślała, co może mu odpowiedzieć, żeby też go nie urazić, ani nie rozwiać bezlitośnie jego nadziei.

- Rozumiem - powiedziała poważnie, patrząc się na niego. Nie miała zamiaru go osądzać - Przykro mi. Ja również nie trafiłam tutaj w najprzyjemniejszych okolicznościach. Jakbyś chciał porozmawiać, to się nie krępuj. Ale podejrzewam... - uśmiechnęła się lekko - ...Że możesz nie mieć ochoty. W porządku.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

Yesterday at 9:18 pm
Po dłuższej chwili zza zarośli wyłoniła się sylwetka Allada. Musiał mimo wszystko zrobić pewne wrażenie na Deriecie. Był wysoki i umięśniony jak na Nameczanina, a jego oczy mieniły się jakimś dziwnym, fioletowym blaskiem. Wszystko wskazywało na to, że znał pewne sztuczki.

Nameczanin rozejrzał się, oceniając sytuację, zanim cokolwiek powiedział. Z pewnością zanotował broń i brak ubrania u Derieta, nawet, jeśli okrył się płaszczem Evana.

- Zostawiłem was tylko na chwilę i widzę, że zdążyliście zaprzyjaźnić się z jakimś leśnym ludkiem. – zażartował, śmiejąc się ze swojego żartu. – Witaj, kimkolwiek jesteś. Co tu robisz sam w środku lasu cudzym ubraniu? Czyżby żona wypędziła za kochankę w szafie?- zagadał, zbliżając się do trojga zebranych.

______________________


Sponsored content

Re: Gdzieś głęboko w środku lasu

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito