Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Lodowiec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 878
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Lodowiec   Sro Maj 30, 2012 3:08 pm

First topic message reminder :


Najzimniejsze miejsce na świecie, idealne do treningu odporności. Podobno mieszka tu potężny pozaziemski wojownik zła skuty w lodzie, jednakże turyści prędzej by uwierzyli w lodowego smoka, więc powoli zanika ta legenda, że kto podgrzeje atmosferę w tym miejscu i to dosłownie, zginie z rąk oszalałego złoczyńcy, nie potrafiącego odnaleźć się w tych czasach.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

AutorWiadomość
Drag
Goat


Liczba postów : 467
Data rejestracji : 05/06/2013


SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pią Maj 09, 2014 4:56 pm

Miliardy kryształów lodu niesione przez niszczycielski huragan mojego autorstwa. Woda była stała się zbyt wzburzona by coś przez nią zobaczyć. To miejsce nie zmagało się nigdy ze sztormem takiego kalibru, tak samo jak każde inne. Ten stwór kazał mi naprawdę długo czekać, może zapomniał o naszej sprawie? Gdy ostatnim razem chciał ze mnie zrobić przekąskę, nie byłem na to gotowy. Teraz jednak wiele się zmieniło, więc nie ustępowałem. Wyzwalałem energię na zewnątrz coraz mocniej, nie zwracając najmniejsze uwagi na otoczenie. Unosiłem się również coraz wyżej by fale tsunami nie popsuły mi koncentracji. Widać wciąż za mało się staram...

Po niemal godzinie bębny zostały usłyszane. Z najciemniejszych morskich odmętów prosto w moją puapkę. Rozstąpiły się wody, rozległ ryk słyszalny z wielu kilometrów i ukazała się bestia.
potwór wodny:
 
Wysoki na dobre 50 metrów smokopodobny stwór ujawnił swoje oblicze Arcydemonowi.Wyglądał na wykutego ze skały i korzystającego z wody jako wzmocnienia. A to co widziałem było tylko jego częścią, gdyż tysiące macek nadal ukryte były pod wodą i obejmowały pozycję do ataku. I chociaż niegdyś od niego uciekłem, jemu na to nie pozwolę. Mam zamiar użyć nowej mocy by zdobyć przewagę nad istotami które wcześniej były poza moimi limitami. A przed sobą mam bardzo dobrego kandydata.

Przeciwnik zaatakował pierwszy, używając zmodyfikowanej telekinezy posłał w moją stronę kilka pocisków z mocno zagęszczonej wody. Miałem wrażenie że widzę je w zwolnionym tempie. Wystrzeliłem w stronę głowy potwora z prędkością dzięki której byłem dla niego niewidoczny, unikając po drodzę każdą wystrzeloną kulę. Dalej chciałem zyskać trochę czasu by znaleźć jakiś słaby punkt, więc zrobiłem kilka okrążeń wokół niego jednocześnie uważając by nie zostać trafionym.Nie udało mi się, przez niezdarność wleciałem na jeden z ataków i wtedy mnie olśniło.
-......chyba żartujesz.
Jakby dzieciak we mnie rzucił balonem z wodą, kompletnie nic nie poczułem. Zatrzymałem się bo nie mogłem uwierzyć, kompletnie inne odczucie. Niczym z niewidzialną zbroją z niezniczalnego materiału. Nie zwróciłem nawet uwagi na to, że morski element zaczął kolejną serię, zignorowałem to jak tego samego dzieciaka. To było niewiarygodne, w tak krótkim czasie moja wytrzymałość wzrosła do poziomu marzeń. Niezniszczalność mam przestowaną. Zobaczymy jak z resztą aspektów.
Potwór mnie nie widzi jeśli mu na to nie pozwolę, więc prędkość zaliczona. Niedaleko mi do prędkości światła jeśli miałbym przesadzać. Siły wolę nie testować, bo jeszcze zepsuję zabawę. Czas na energię, a konkretnie mówię o technikach które zaniedbałem. Ciekawe jak się teraz spiszą.

Skoncentrowałem 12% swojej ki do prawej dłoni co spowodowało wydobycia złotego światła z jej wnętrza, po czym wycelowałem nią w monstrum. I w tym momencie atak ze strony jednej z macek sprawił że koncentrację szlag trafił. Chwyciła mnie za nogę i próbowała ściągnąć pod wodę jak wcześniej, lecz tym razem nie ruszyło mnie nawet o metr. Po chwili dołączyło się dobre 20 kolejnych, chwytając każdą kończynę i ciągnąc najmocnej jak mogą. Próba niewiele skuteczniejsza, zaś te które były przy mojej lewej ręce zasmakowały ataku którego mnie nauczyły - Ki Sworda. Rozciąłem nim wszystkie tentacle które się zbliżały tylko po to by uniknąć ataku ze strony ręki potwora morskiego. Ten cios mógłbym odczuć, ale był zbyt wolny. Oddaliłem się na kilkanaście metrów częstując go Renzoku energy dan o niezwykle destrukcyjnej sile. Gdy go przytemperowałem, ponownie załadowałem energię i skierowałem dłoń w stronę nieba. Wziąłem kilkanaście głębokich oddechów co nie było łatwe przy takiej ilości wydarzeń, i wykonałem pierwszą próbę.
-Genocide Attack!
Z mojej dłoni wystrzeliła fala energii o dużej średnicy i różowej barwie, a ledwo kilka małych pocisków się od niej odłączyło. Nie mogłem też sprawować nad nimi kontroli, porażka. Red wystrzelił ogromną ilość ładunków i kontrolował je doskonale, nie tędy droga. To co wystrzeliłem wybuchło będąc wysoko w atmosferze, powodując ogłuszający huk i i ogromny błysk światła. Obydwa te czynniki wyprowadziły mnie z rówowagi więc o kolejnej próbie mogłem zapomnieć, a zaraz po tym odczułem że zostałem trafiony pociskiem energetycznym... Kraken wystrzelił z paszczy GACK o strukturze elektrycznej, co sprawiło że na chwile straciłem równowagę w powietrzu. Wzrok i słuch był w kiepskim stanie, ale nie straciłem ich ani na chwilę. Otworzyłem oczy pełne gniewu i poleciałem z dużą prędkością w stronę z której został wypuszczony atak. Przebiłem się przez skalną czaszkę bestii i przeszedłem na wylot, krytycznie ją raniąc.

-Genocide Attack!!!
Krzyknąłem po raz drugi, gdy na mojej dłoni pojawiła się skoncentrowana energia. Opadająca na dno bestia nadal żyła, i chciała mi wmówić swoje zwycięstwo. Nikt mi go nie wmówi, sam je sobię odbieram. Po chwili niebo zostało niemal zakryte przez deszcz złotych rakiet KI znajdujący swe źródło na mojej dłoni. Każda miała ustalony cel, i był nim potwór morski. Każdy z tych pocisków byłby w stanie zabić wojownika jakim byłem wcześniej, a trafiło ich tysiące. Tafla wody ani na chwile się nie uspokoiła przez kolejne zjawisko atmosferyczne. Głód demona trafił na pierwsze strony gazet ludzkich jako nowy stan pogody w rejonach północnych. A przynajmniej tak mi podpowiada psychika. Czarne skały uniosły się nad wodę, sygnalizując mi że już po zawodach. Użyłem zaledwie ułamka mojej energii do tego ataku, a jednak jest on bardziej zabójczy niż jakakolwiek moja dotychczasowa technika. Teraz atak kilku osób na raz nie będzie kłopotem.
Moja potęga wzrosła ponad moje oczekiwania, a z tą techniką jestem jeszcze groźniejszy. Dość mam jednak chełpienia się, pora poszukać kolejnego błędu którego nie poprawiłem. A założe się że jest ich jeszcze bardzo wiele...
OOC:
Koniec treningu
Z/t na Pole
Powrót do góry Go down
Chepri



Liczba postów : 608
Data rejestracji : 28/03/2013


SCOUTER
HP:
13500/13500  (13500/13500)
Ki:
12600/12600  (12600/12600)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Cze 15, 2014 6:12 pm

Najgorsza była droga na miejsce. Pierwszą niedogodność stanowiła jej długość, a była strasznie długa, i taka musiała być, gdyż miałem do przebycia trochę ponad dwa tysiące kilometrów... Tak już to bywa, gdy lata się z tropików na koło podbiegunowe. Energii zaczynało mi brakować już na wyspie, dlatego rezerwę musiałem rozsądnie rozłożyć w czasie. Latanie zabiera naprawdę mało energii, ale mimo wszystko, na takie dystanse i przy takiej szybkości, sprawiało już trochę problemów. Jeśli jeszcze do tego dodać fakt, że trzeba było wrócić, wszystko nabierało nieco innego wymiaru. Teoretycznie nie miałem się czym martwić, mogłem użyć aury energii i lecieć z obecną prędkością, wtedy sił by mi nie zabrakło. Tu jednak pojawiała się druga, zimno. Im bliżej północy się znajdowałem, tym dotkliwiej czułem zmianę temperatury otoczenia. Początkowo nawet tego nie zauważałem, w końcu to tylko delikatne różnice i raczej stopniowe. W połowie drogi jednak zaczęły wiać silniejsze wiatry z północy i nie raz przeszedł mi dreszcz po plecach. Podświadomość mówiła mi, że już wtedy powinienem zastanawiać się jak utrzymuje się stałą temperaturę przy pomocy Ki, ale postanowiłem zrobić coś innego. Wiedziałem, że mój pomysł stwarzał ryzyko uszczerbku na moim zdrowiu, sądziłem jednak, że będzie to stanowić dodatkową motywację do wykonania zadania, co więcej, wymusi na mnie dostosowanie się do warunków panujących tutaj. Jeśli wszystko pójdzie z planem, to nawet podjęte przeze mnie ryzyko nie będzie wcale takie duże, lecz jak to czasami bywa, w planach mogą istnieć luki. Tak było tym razem. Wylądowałem. Ledwie lekki wietrzyk i już musiałem pocierać ramiona dłońmi, by je ogrzać. Żałowałem, że mój strój nie ma długich rękawów, ale przynajmniej zasłaniał resztę ciała, nie dawało to dużo, lecz lepsze to niż nic. Już w drodze zastanawiałem się jakim sposobem mam odnaleźć małą szkatułkę na wielkim lodowcu. Problematyczne nie były tylko stosunek wielkości obu obiektów, ale też fakt, że nie wiedziałem, czy nie znajduje się czasami pod lodem, co utrudniło by tylko zadanie. Widzieć jej nigdzie nie widziałem, choć to może kwestia tego, że musiałbym mieć lepszy wzrok. Wyczuć przedmiot po energii mistrza też nie wydawało mnie się rozwiązaniem, bo Kami jeden wie, kiedy ostatni raz staruszek miał ją w rękach, po jego Ki pewnie nawet nie ma śladu... Ale to chyba jedyna opcja. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mógłbym spróbować znaleźć ją po zapachu, jednak zimne powietrze masakrowało mi nos od środka i wszelkie próby tego typu nie miały sensu. Ująłem palcami brodę i pomasowałem kciukiem zarost, który, jak zauważyłem, zasługiwał na lekkie skrócenie, ale to po powrocie. Usiadłem w pozycji lotosu, uniosłem się na jakieś pół metra nad lód i skupiłem na energii. Najpierw na swojej, tym jak biegnie poprzez ciało i z niego wypływa.
-"Żeby wytworzyć ciepło muszę wprawić energię w ruch, jakbym chciał stworzyć aurę, ale muszę ją zachować wewnątrz ciała"
Przemieściłem część energii tuż pod skórę, a następnie przemieszczałem ją tak, by krążyła po całym ciele. Z początku nie czułem żadnej różnicy, zimno tak, że aż dredy zamarzają na kamień, lecz stopniowo, w miarę jak nieco zwiększałem szybkość krążenia Ki, temperatura ciała wzrosła. Zimno przestało być przeszkodą.
Tak mocno jak tylko mogłem skupiłem się na Genialnym Żółwiu i jego energii, trochę z nim przebywałem i jego Ki znałem dosyć dobrze. Dla większej skuteczności postanowiłem skupić się na częściach obszaru w postaci ośmiu wycinków kołowych, po czterdzieści pięć stopni każdy.
Na północy nie wyczułem niczego, nawet najdrobniejszego śladu. Na północnym zachodzie to samo. Zachód też nic. Południowy zachód również nie wniósł niczego do sprawy. Na południu jednak, udało mnie się coś wyczuć, coś jakby słabe muśnięcia, drobne zarysowanie na pustce. Wydawało mnie się, że jest zbyt drobne, ale nie mogłem tego zlekceważyć i poleciałem by przyjrzeć się temu z bliska. Z pewnym zawodem stwierdziłem, że obiekt jest pod lodem, ponieważ nie widziałem go nigdzie. Ślad energii umocnił mnie w tym twierdzeniu. Nie miałem najmniejszej ochoty bawić się w kopacza i moimi smoczymi szponami rozedrzeć lód niczym papier, dlatego też użyłem do tego celu telekinezy. Coś wydawało mnie się nie tak już wtedy, gdy niewidzialnymi palcami z Ki objąłem przedmiot. Wydał się jakiś za duży, niekształtny. To wrażenie miało swą słuszność, bo jak się okazało, pod lodem znajdowała się skorupa. Identyczna jak ta, którą nosił Genialny Żółw. Nie wnikałem jak znalazła się tutaj, ani po co. Sprawdziłem natomiast, czy nie ma czegoś wewnątrz, to całkiem dobre miejsce by coś ukryć, nic jednak nie znalazłem. Spojrzałem w kierunku, z którego przyleciałem. Z pewnym niepokojem zauważyłem ciemne chmury w oddali. Nie wróżyły one nic dobrego (soundtrack). Wzleciałem w powietrze i poleciałem.
Im bliżej byłem, tym bardziej rosły moje obawy. Niby to tylko zamieć śnieżna, co może mi się stać? Mnie nie za wiele, ale to jest prawie jak na pustyni, silniejszy podmuch wiatru i cały krajobraz się zmienia. Wolałem, żeby moje szanse na odnalezienie szkatułki nie spadły jeszcze bardziej. Wtedy to poczułem. Na wschód ode mnie znajdował się jakiś słaby, ale silniejszy od tamtego ślad. Tym razem to nie byle zarysowanie, ale już porządniejsza bruzda na tym białym przestworze. Wysiliłem wzrok. Zamieć zmieniła nieco kierunek ruchu i zmierzała prosto na miejsce, gdzie mógł być cel moich poszukiwań. Przyśpieszyłem lot i pomknąłem przez mroźne powietrze, prosto w ścianę mroku...
Nawet nie zastanawiałem się, czy użycie wtedy aury szybkości może mieć jakieś konsekwencję, po prostu zrobiłem to. Nie mogłem pozwolić by całe metry śniegu zasypały okolicę.
Cel podróży zobaczyłem już z powietrza, szkatułka dosyć mocno kontrastowała z bielą śniegu, ale to dobrze, miałem pewność, że nie stracę jej z oczu. Wylądowałem. Przedmiot rzeczywiście był szkatułką, pasował do opisu Genialnego Żółwia.
-"A więc udało się..." -pomyślałem, wtem jednak dobiegł mnie dźwięk przypominający nadchodzącą lawinę, co w sumie nie było dalekie od prawdy. -"...Albo i nie" - w akcie desperacji wzniosłem ukośną ścianę z lodu wysoką na dziesięć metrów i grubą na jakieś siedem. Zrobiłem to chyba w ostatniej chwili, bo w ułamek sekundy po tym, usłyszałem jak lód trzeszczy pod siłą zamieci.
Usiadłem na śniegu i westchnąłem. Poziom adrenaliny po nagłym skoku powoli wracał do normy. Przyjrzałem się szkatułce. Nieduża, czarna, wymagała klucza do otwarcia. Zastanawiało mnie co też takiego może się w niej znajdować. Zapewne coś ważnego skoro mistrz wysłał mnie po nią aż tutaj.
Oparłem plecy o ścianę lodu i spojrzałem przed siebie. Widziałem taką samą pustkę jak wcześniej, no może nie licząc sporych ilości śniegu mknących z dużą prędkością. Na tle ciemniejącego nieba przypominało to jedną z tych scen w filmach, gdzie statek kosmiczny podróżuje w hiperprzestrzeni i gwiazdy stają się zaledwie mignięciami, których można przegapić dwadzieścia jedynie mrugając. Uśmiechnąłem się lekko, rozbawiło mnie nieco to porównanie, choć sam nie wiem dlaczego. Chyba sam chciałem kiedyś coś takiego zobaczyć i podróżować po kosmosie, a to wcale nie niemożliwe. Odbyłem już wszak jedną podróż na obcą planetę.
-"Ciekawe gdzie polecę następnym razem?"
Gdy tak siedziałem i myślałem, nawet nie zauważyłem kiedy zamieć osłabła, zauważyłem jakąś zmianę dopiero gdy całkiem ucichło. Dziwnym trafem nie zwracałem w ogóle uwagi na huk i wycie wiatru, które otaczało mnie zewsząd, ale może to właśnie to, nie wiedziałem skąd dochodzi owy dźwięk.
Gdy upewniłem się, że to już koniec, a najwyższa na to była pora, bo jeszcze trochę i tyłek by mi przymarzł do lodu, wstałem, schowałem szkatułkę wewnątrz stroju i wyruszyłem w długą, ale pokrzepiającą drogę powrotną...
Powrót do góry Go down
http://rexvil.deviantart.com/
Colinuś

avatar

Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pon Gru 07, 2015 1:41 pm

-Brrrr… myślałem, że będzie.. No nieco inaczej-powiedział Vernil sam do siebie wpatrując się w lodową przestrzeń. Trening w trudnych warunkach to dobry pomysł, ale może czasami warto zaczynać małymi kroczkami? No cóż, na Vegecie też nie było kolorowo. Sucho, gorąco, czasami to nawet ciężko było o jakieś źródło wody. Na ziemi jest wręcz przeciwnie. Woda jest wszędzie! I butelkowana i naturalne zbiorniki są często spotykane. Teraz, młody pół-saiyanin także jest otoczony zewsząd wodą, tylko zamrożoną. Olbrzymi lodowiec. Wiatr wieje i bombarduje twarz Brązowookiego chłopca milionami śnieżynek.
-Dobra! Nie po to leciałem tutaj taki kawał drogi żeby teraz dobie odpuścić… Brrrrr- powiedział do siebie i zaczął rozgrzewkę. Najpierw rozciąganie, później zaczął uderzać w powietrze…
-Dobra lecimy z tym!- Powiedział spoglądając przed siebie. Mimo niskiej temperatury był spocony. Trenował już parę godzin. Ręce miał wyciągnięte w górę, nad nim widniała wielka kula czystej energii. Zaczął krzyczeć. Genki Dama zaczęła się powiększać. Jego oczy powoli zmieniały odcień. Włosy uniosły się i zmieniły kolor. Kula rosła. Chłopak machnął rękami w dół, a energia znad głowy wysłuchała jego rozkazu i zaczęła lecieć w kierunku, który wskazał. Była wycelowana w podłoże. Gruba warstwa lodu szybko zaczęła pękać i przepuszczać dalej ogromną kule. Vernil starł pot z czoła i obserwował dzieło zniszczenia. Zaczęła tworzyć się fala. Kula dodatkowo eksplodowała wyrzucając w powietrze w powietrze tony lodu. Vernil wskazywał palcem na większe części, zatrzymywał je w powietrzu i układał w stos, nie ruszając się z miejsca. Vernil uśmiechnął się delikatnie. Telekineza to przydatna sztuczka. Wytworzyła się fala…
-O Cholera! Jak to doleci do brzegu to mogą zginąć setki osób!-Pomyślał i ruszył w kierunku tafli wody. Nie do końca wiedział jak zwalczyć skutki tego, co zrobił. Nie było to do końca przemyślane z jego strony. Na szczęście cały czas miał energię by utrzymać się w stanie Super Saiyanina. Zaczął lecieć w kierunku brzegu. Fala robiła się coraz większa. Vernil zatrzymał się i czekał aż woda go dogoni. Ciężko oddychał. Wystawił ręce przed siebie. Skoncentrował w nich energię. Tsunami było blisko
-KIAI-HO!- Krzyknął i wystrzelił potężną falę powietrza w tafle wody. Powstała swoista dziura i fala, która miała powstrzymać tego wodnego giganta. Niestety było to na nic. Ponownie wystawił dłonie w kierunku fali i zaczął ją zatrzymywać. Ledwo się to udało. Zaczął ją spłaszczać siłą swojego umysłu…


-Tak, tak… bez dwóch zdań.  Nie wiem ile jeszcze mu tutaj zleci, ale miał cholerne szczęście, że trafił na nasz statek. Przecież to jak wygrać na loterii.. Dobra, jak wydobrzeje to może czegoś się dowiemy. Trzymaj się – powiedział Doktor do swojego kolegi. Vernil ocknął się. Był w białej sali. Nic tutaj nie wyglądało znajomo.
-Halo? Jest tutaj ktoś?- Powiedział zmęczonym głosem.
-Ooo obudziłeś się. Dwa dni śpiączki, plan był taki, że wynosimy Cię stąd i przekazujemy do szpitala za trzy dni, jak dobijemy do brzegu.
-Do brzegu?! Gdzie ja jestem? –Zapytał brązowooki
-Na statku. Jesteśmy na ekspedycji, która miała zbadać przyczyny niespodziewanej fali, która uderzyła w miasto. Na miejscu znaleźliśmy Ciebie. Byłeś nieprzytomny. Znaleźliśmy Cię, ogarnęliśmy.. Powiedz mi jak się nazywasz.-Powiedział doktor i wyciągnął ze swojej kieszeni notatnik.
-Ja..Nie pamiętam. Nic… - powiedział skołowany.
-To musi być jakiś szok pourazowy. Muszę Cię jakoś tutaj wpisać.. Chociaż pseudonim.. Lodowiec, Ice.. Icey! Niezłe, ja to umiem wymyślić.- Zaśmiał się doktor pokręcił głową i wpisał w notatnik.- Nasz statek dobije do brzegu za trzy dni. Odpoczywaj…
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1057
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pią Paź 14, 2016 11:07 pm

Kuro na szybko uknuł pewien plan i oby udało mu się przechytrzyć piratów. Telepatycznie odnalazł swojego kuzyna Hazarda. Był akurat na Ziemi, o dziwo zleciało się na tą planetę wiele znajomych Ki.

SMS:
 

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com Online
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 871
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sob Paź 15, 2016 1:57 pm

Pojawił się w prawdopodobnie najzimniejszym miejscu na planecie. Dobrze, że żyły tu zwierzęta przystosowane do takich warunków. To które wykorzystał do teleportacji czym prędzej uciekło, spłoszone tak nagłym pojawieniem się Hazard'a. Saiyan'in mimowolnie się wzdrygnął. Nawet długotrwałe przebywanie na Iceberg nie przyzwyczaiło go do końca do tak siarczystego mrozu. Ale gdzie znajdzie bardziej ekstremalne, a co za tym idzie, lepsze miejsce do treningu? Ćwiczył już w przy kilkudziesięciostopniowym upale, teraz kolej na coś zgoła innego. Haz wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie, mając śnieg po kolana. Roztoczył wokoło ciała delikatną aurę Ki, która dość skutecznie chroniła przed zimnem. Po paru minutach marszu zauważył ciekawe miejsce - wystającą skałę, pod którą znajdowała się kilkuset metrowa przepaść. Ostrożnie przysiadł po turecku na samym jej krańcu. Przymknął powiekę i wciągnął nosem mroźne powietrze. Panowała tu cudowna cisza, nikt nie będzie mu przeszkadzać. A potrzebował chwili spokoju, gdyż chciał się zrelaksować i wyciszyć. 
 - Oczyścić umysł, pozbyć się wszystkich zbędnych myśli - szepnął.

A nie było to łatwe, jako że czuł ogromne podekscytowanie na myśl o tym co zamierzał zrobić. Wiedział jednak, iż musi się do tego przygotować, także od strony mentalnej. Zajęło mu to dłuższą chwilę, lecz w końcu miał w głowie absolutną pustkę. Oddychał powoli i równomiernie, pozostając w bezruchu. Starał się by Ki przepływała przez jego organizm bez żadnych zakłóceń. Obniżał ją by po chwili podwyższyć, znowu obniżył i znowu podwyższył. Góra, dół, góra, dół, aż w końcu zatrzymał idealnie pośrodku. Osiągnął swego rodzaju harmonię. Wyostrzył zmysły, dzięki czemu był w stanie wyczuć wszystko co działo się wokół, każdy ruch powietrza, każdy żywy organizm. Setki metrów pod nim, ukryte pod grubą warstwą lodu znajdowało się coś silnego, nie jedno, nie dwie, ale kilkanaście Ki o mocy kilkunastu tysięcy jednostek. Nic wielkiego, ale na rozgrzewkę może wystarczy...

Gwałtownie poderwał się do góry, po czym zapikował w dół, wbijając się w podłoże. Skała na której przed chwilą siedział rozpadła się na kawałki, które spadły w przepaść. Haz pruł przed siebie, wydrążając sobie drogę ku celu. Ostre kawałki lodu co chwila raniły go w skórę, lecz nie przejmował się tym. Wyłączył osłonę z Ki, przez co znowu odczuwał przeraźliwe zimno. Z każdą sekundą był coraz bliżej celu, aż w końcu dotarł do ogromnej, podziemnej jaskini. Jego wzrok od razu przykuły ogromne monstra żyjące w tym miejscu. Co ciekawe, przypominały potwora którego zabił kiedyś na Iceberg. Może to podobny gatunek? Zresztą mniejsza o to, skoro za moment i tak je zgładzi. Stworzenia już zdały sobie sprawę z jego obecności. Jedno z nich rzuciło się na Saiyan'a, lecz Złotowłosy zrobił unik. Teraz wszystkie wpatrywały się w intruza, rozwierając pyski pełne długich i zapewne ostrych jak brzytwa zębów.
 - Okej, no to pora na zabawę - mruknął, uśmiechając się pod nosem.
Pozostając na pierwszym stadium przemiany, rzucił się na zwierzęta, atakując jedno za drugim. Zabijał bez litości, łamiąc karki, rozrywając kombinacją ciosów, lub zamieniając w pył atakami energetycznymi. Monstra nie pozostały mu dłużne, raniąc go kilkakrotnie. Hazard mógł przejść na drugi poziom Super Saiyan'a, lecz wtedy nie miałoby to sensu. Wolał pozostać słabszy, zmuszając się do większego wysiłku. Jednakże musiał zweryfikować te plany w momencie, gdy nie zdążył uniknąć kontry jegnego z przeciwników. Ostry kieł głęboko rozciął mu skórę na lewej ręce, od ramienia az po łokieć. Wyczuwszy krew, stworzenia zrobiły się jeszcze bardziej agresywne. Teraz naprawdę zrobiło się niebezpiecznie. Nie miał wyboru.

Potężna fala energii zepchnęła potwory pod ściany jaskini. Aura Zlotowłosego zwiększyła się kilkakrotnie, a wokół jego sylwetki pojawiły się wyładowania elektryczne. Nie było to jeszcze jego maksimum, lecz starczy, by unicestwić tych tutaj jednym ruchem.
 - Koniec gry! - ryknął, po czym gwałtownie wyzwolił potęzną dawkę energii. Wszystko w promieniu kilkuset metrów uległo natychmiastowego zniszczeniu - włącznie z jaskinią. Sufit zaczął walić się Hazard'owi na głowę, lecz zamienił wszystko w pył jeszcze jednym wybuchem Ki. Stał pośrodku ogromnego krateru. Krew skapywała mu z ramienia pod nogi, lecz on koncentrował się już na poszukiwaniu kolejnego celu. I znalazł go, kilka kilometrów dalej. Tym razem osobników było ledwie kilka, lecz każdy dysponował siłą kilkukrotnie wyższą, niż te płotki z którymi rozprawił się przed chwilą. Przyłożył dwa palce do czoła i teleportował się do nich. Tym razem znalazł się na zewnątrz. Kilka bestii, jeszcze większych niż te sprzed chwili pojedynkowało się między sobą, lecz na jego widok przerwały. Nie wiadomo było czy walczyły w obronie terytorium, czy taka była ich natura. Szczerze mówiąc nie interesowało go to. Najważniejsze, że były silne i zapewnią mu chwilową rozrywkę. Tym razem postanowił nieco utrudnić sobie zadanie - walczyć z zamkniętym okiem i bez użycia rąk. Wytworzył z Ki energetyczne łańcuchy i ciasno związał nimi ręce za plecami.
 - No to dajecie obrzydliwe potwory!
Długo nie musiał czekać. Stworzenia zapewne widziały w nim intruza, którego trzeba wyeliminować. Hazard dopiero teraz spostrzegł, że te tutaj są w stanie poruszać się i walczyć, stojąc na tylnych łapach. Co oznaczało, że będą nie tylko próbować rozszarpać go zębiskami, lecz także atakować przednimi kończynami, wyposażonymi w stalowe pazury. Przymknął powiekę. Będzie wesoło. Od razu wyczuł nagły ruch powietrza po prawej i odskoczył w bok. Łapa potwora zawróciła i zaatakowała raz jeszcze. Saiyan'in tym razem zablokował cios jedną nogę, drugą natomiast wyprowadził kopnięcie, odpychając przeciwnika na bezpieczną odległość. Co z tego jednak, skoro od razu rzuciły się na niego trzy kolejne? Jednego zdołał uniknąć, drugiego znowu zablokowac, lecz trzeciemu udało się go "pacnąć". Siła potwora była ogromna, Haz'a wbił się w podłoże na głębokość kilku metrów.
 - O tak, o to właśnie chodziło! - ryknął, wyskakując z dziury i strzelając karkiem, po czym rzucił się w wir walki.
Toczył bitwę przez kilka godzin, umyślnie dając przeciwnikom fory, by potyczka trwała jak najdłużej. Po tak długim czasie kilka z nich padło z wycieńczenia, a pozostałe atakowały z coraz mniejszym animuszem. Hazard natomiast dorobił się kilku kolejnych ran, w większości niezbyt poważnych, chociaż dość głębokie rozcięcie na klatce piersiowej dawało o sobie znać. Zaczynał się nudzić i wiedział, iż za chwilę trzeba będzie to zakończyć. On także odczuwał powoli zmęczenie, lecz starczyłoby mu sił, by pociągnąć to jeszcze przez dłuższy okres czasu. Poza tym osiągnął już swój cel - rozgrzał ciało wystarczająco, by przystąpić do dania głównego. Usunął łańcuchy z Ki i przystąpił do eksterminacji. Po wszystkim, skąpany we krwi, uniósł się wysoko w górę.

Oddychał powoli, wyrównując oddech. Znowu potrzebował chwili na uspokojenie i wyrównanie przepływu energii w organizmie. Bez tego ryzykowałby  nawet własnym życiem, gdyby potężna i nieposkromiona moc, którą zamierzał wyzwolić, wymknęła się spod jego kontroli. Zapewne rozsadziłoby go od środka. Zerwał w siebie górną część uniformu, która i tak ledwo trzymała się na jego ramionach. Zimno już nie było mu straszne. Wypuścił głośno powietrze ustami i czekał. Serce powoli wracało do normalnego rytmu, podobnie jak oddech. Ki także się stabilizowała. Jeszcze chwila i będzie gotowy. Tym razem mu się uda.

Nie odczuwał strachu, mimo wielu nieudanych prób w przeszłości. Przypomniał sobie jak to było, w Rajskiej Sali Treningowej, gdy omal nie stracił życia, wycofując się w ostatniej chwili. Wtedy, mimo rocznego, niezwykle ciężkiego treningu, nie był jeszcze przygotowany na przyjęcie tak dużej dawki mocy. Jego ciało nie było wtedy jeszcze na to gotowe. Przez kolejne pół roku powoli zbliżał się do celu, hartując swoje ciało, doprowadzając je do absolutnych granic możliwości, niemal codziennie ryzykując życiem. W międzyczasie toczył pojedynki, z niezwykle potężnymi przeciwnikami, z Borgiem, Zell'em, czy ostatnio z Hikaru. Wszystko to przygotowywało go do dnia dzisiejszego, do tego jednego momentu, gdy znowu pójdzie na całość, lecz tym razem zrealizuje swoje ambicje. Przerwie pasmo niepowodzeń i porażek, wzniesie się na wyżyny, przewyższając innych. Patrząc na całe jego dotychczasowe życie, w kluczowych momentach zawsze brakowało mu siły. Mocy, dzięki której zmieniłby bieg wydarzeń. Tak jak w dzieciństwie, gdy nie był w stanie sprostać surowym wymaganiom swoich rodziców, stając się dla nich uosobieniem porażki. Przełożyło się to na ich relacje. Powiedzieć, że były chlodne to za mało - Hazard szczerze ich nienawidził i odczuł ulgę, gdy dowiedział się o ich śmierci. A kto wie jak wyglądałoby pierwsze kilkanaście lat jego życia, gdyby wykazał się wtedy większym talentem? Jego rodzice nigdy nie byli święci, ale może gdyby nie to rozczarowanie i gorycz porażki, które odczuwali za każdym razem gdy spojrzeli na syna, podarowali by mu chociaż małą namiastkę rodzicielskiej miłości?

A jak bylo dalej? Wcale nie lepiej. Początki w Akademii nie należały do najgorszych. Przypomniał sobie pierwszą walkę na śmierć i życie. Gdyby nie łut szczęścia i nieoczekiwana przemiana w Super Saiyan'a, zapewne nie dożyłby dnia dzisiejszego. Potem było już tylko gorzej. Był zbyt słaby by przeciwstawić się Tsufulowi, co doprowadziło do fatalnego rozwoju wydarzeń. Stał się mordercą, wrogiem publicznym numer jeden, znienawidzonym przez prawie wszystkich mieszkańców planety. Musiał ratować się ucieczką. Na zawsze jednak zapamiętał słowa swojego trenera, a zarazem mistrza, który darował mu wtedy życie mając nadzieję, że pewnego dnia odkupi swoje winy.
 - Masz przeżyć i wrócić silniejszy.
Od tych słów właśnie zaczęła się jego obsesja na punkcie siły. Nic nie bylo dla niego ważniejsze prócz mocy. Wierzył, że gdy będzie wystarczająco silny, poradzi sobie ze wszystkimi problemami jakie go napotkają. Wtedy też narodziła się jego żądza zemsty na osobie, która była odpowiedzialna za wszystkie te nieszczęścia. Zell - to on właśnie napuścił na Saiyan Tsufula. Król Vegety stał się dla Haz'a uosobieniem wszelkiego zła i młody wojownik poprzysiągł, iż pewnego dnia zabije tego skurwiela. Wszystko co wydarzyło się przez kolejne dwa lata podporządkował tej właśnie wendecie. Podróżował po kosmosie, dzień w dzień tocząc pojedynki z coraz to silniejszymi przeciwnikami. Zabijał bez litości, wmawiając sobie, iż jego ofiary to równie złe istoty co Zell. Wzmocnił się, zdobył nową moc, lecz nadal był zbyt słaby, by stawić czoło przeciwnikowi i odpłacić mu pięknym za nadobne. Walcząc wspólnie z Kuro nie byli w stanie oprzeć się potędze Króla i gdyby nie przybycie Zidoracka, zapewne obaj straciliby wtedy życie. Kolejna porażka na jego koncie.

 - Dziś będzie inaczej.

https://www.youtube.com/watch?v=ILuXiAiTYXQ


Ki Złotowłosego zaczęła rosnąć. Wyładowania wokoł jego sylwetki nabrały intensywności. Zaraz osiągnie pełną moc na drugim stadium Super Saiyan'a. A potem... Nie zastanawiał się nad tym, co stanie się w razie niepowodzenia. Nie dopuszczał do siebie myśli o przegranej. Dziś liczyło się tylko zwycięstwo. Na ciele Saiyan'a pojawił się tatuaż w kształcie wilka - znak, że osiągnął absolutne maksimum na SSJ2. Nie czując strachu nadal, podwyższał swoją Ki. Włosy Hazard'a rozbłysły złotem. Jego moc zaczęła oddziaływać na otoczenie. Nieliczne zwierzęta rzuciły się do ucieczki, jakby wyczuwał nadejście katastrofy. Wzmógł się bardzo silny wiatr, a z każdej strony nadciągały ciemne, burzowe chmury. Ogoniasty skupiał się jednak tylko na jedne rzeczy. Za moment osiągnie taki poziom mocy jak wtedy w Rajskiej Sali, gdy musiał odpuścić, ratując się od pewnej zguby. Zacisnął mocniej pięści. Musi dalej iść w zaparte, nie przejmując się negatywnymi skutkami.

Coś zaczęło się dziać, czuł to. Tak jak niezwykle ciężko było mu dotrzeć do pewnego momentu, jakby jego organizm instynktownie się hamował, wiedząc że to dla niego zbyt wiele, tak po przekroczeniu pewnej granicy, moc zaczęła z łatwością wylewać się z niego. A więc wszystko zależało od tego, czy zdoła ją poskromić. Ale czy mu się to uda?
 - TAAAK! - ryknął, karcąc się w duchu za dopuszczenie do myśli jakiejkolwiek cząstki zwątpienia. Niewidzialnymi dłońmi zgarniał tę energię w swoją stronę, nie pozwalając uciec nawet najmniejszej jej części, po czym kumulował ją w jednym miejscu - swoim ciele. Z każdą sekundą było jej więcej i więcej. A więc to jest moc Super Saiyan'a trzeciego poziomu? Nie podejrzewał, że będzie miał do czynienia z taką potęgą. Nie cofał się jednak, nie teraz gdy dotarł tak daleko. Pewny siebie szedł do przodu, mierząc się z tą niewiarygodną siłą, niczym z przeciwnikiem. Był pewien wygranej, przygotował się na to hartując tak ducha jak i ciało.

Zmianom ulegać zaczął jego wygląd zewnętrzy. Włosy po wcześniejszym rozbłysku, zaczęły gwałtownie rosnąć, w tej chwili sięgały już łopatek, a nie był to jeszcze koniec. Wyładowania elektryczne szalały wokół jego sylwetki. Emanował niesamowitą aurą, odczuwalną w promieniu setek kilometrów, a może nawet w najdalszych zakątkach planety. Zresztą wyczuć go mogli nie tylko Ci zaznajomieni z Ki Feeling'em. Dla zwykłych Ziemian zarezerwowane były doznania w postaci trzęsienia ziemi - i to mimo, iż znajdował się setki metrów ponad nią. A teren bezpośrednio pod nim zaczął ulegać zniszczeniom, nie będą w stanie przeciwstawić się ogromnej fali uderzeniowej.
Po dotarciu do pewnego pułapu, Hazard zaczął w końcu odczuwać skutki przyjęcia na raz takiej dawki energii. Jego organizm zaczął się buntować. Potężny ból rozchodził się od środka ciała, przez kończyny aż po koniuszki palców. Ale czy nie był do tego przyzwyczajony? Ból i cierpienie były dla niego codziennością. W tej chwili był w stanie wytrzymać wszystko.

Moc wylewała się z niego w coraz mniejszych ilościach, co oznaczało jedno - zbliżał się do końca. Super Saiyan 3 też miał swoje granice, nie była to nieograniczona potęga. Zacisnął zęby. Musi pozostać skoncentrowany do końca. Nie mógł pozwolić sobie na rozprężenie i zawalenie tego wszystkiego nad czym pracował. Do tej pory szlo mu bardzo dobrze, był w stanie panować nad przemianą, chociaż jeszcze długo zajmie mu doprowadzenie tego do perfekcji. Lecz... Ból wzmagał się z każdą sekundą, jak tak dalej pójdzie to rozerwie mu mięśnie i połamie kości.
 - Szlag by to...
Czyżby... czyżby jednak... nie był gotów...?
 - Nie... poradzę sobie...
A może... lepiej się wycofać... nie ryzykować...?
 - DAM RADĘ!

Potężna eksplozja wstrząsnęła okolicą. Chmury stłoczyły się w jednym miejscu, przynosząc ze sobą burzę z piorunami. Niebo rozbłysło raz, drugi, trzeci. A potem jeszcze jeden wybuch i kłębowisko rozeszło się na wszystkie strony, ukazując wojownika. Hazard oddychał ciężko, był zlany potem, lecz na jego twarzy widniał triumfalny uśmiech. Złote włosy sięgały mu teraz bioder. A aura jakąś emanował była nie do opisania. Nie spodziewał się, że będzie tak ogromna i zarazem tak trudna do okiełznania. Nie poddał się do samego końca, chociaż na sekundy przed końcem pojawiło się zwątpienie. Postawił wszystko na jedną kartę i jak widać opłaciło się. Zrobił to. Osiągnął trzeci poziom Super Saiyan'a.
Powrót do góry Go down
Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 871
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Paź 16, 2016 4:53 pm

Nie dane mu było długo nacieszyć się przemianą. Nie zregenerował do końca sił po ostatniej walce z Hikaru, a teraz przyjął na siebie taką dawkę mocy. To powaliłoby Saiyan'skiego konia. Dysząc ciężko, zaczął opadać w dół, a nim jego stopy dotknęły podłoża, wygląd Hazard'a wrócił do normy. Kolana ugięły się pod nim i musiał podtrzymać się na rękach, by nie paść na ziemię. Czuł się naprawdę słaby, zamrugał kilkakrotnie okiem, bo tracił ostrość widzenia. Ta transformacja naprawdę mocno obciążała organizm. Pierwsze dwa poziomy nie niosły ze sobą takiego ryzyka, oraz nie powodowały niemal skrajnego wyczerpania organizmu. Czuł się gorzej niż chwilę po walce z Misticiem. Być może lepiej było wstrzymać się z tą próbą i poczekać, aż jego ciało zregeneruje się w większym stopniu.
 - Co ja gadam? - pomyślał, kręcąc głową. Tak długo na to czekał, a teraz narzekał na ból i zmęczenie. Przecież nie jest tak źle. Ostrożnie podniósł się i wyprostował. Wziął głęboki wdech i zrobił kilka kroków. Da radę. ale odpoczynek i tak mu się przyda. Poleci sobie w jakieś cieplejsze miejsce, prześpi się, potem coś zje i poczuje się lepiej. Tak, tego właśnie było mu teraz trzeba, kilka, a może nawet kilkanaście godzin bez walki, ciężkich treningów. Wygodne łóżko i konkretny posiłek.

Niestety, jak to zwykle bywało w takich momentach, musiał przełożyć to na później. Bo oto odezwał się do niego ktoś z kim nie miał kontaktu od pół roku. A sądząc po slowach, Kuro był w opałach i pewnie nie obędzie się bez użycia siły...
 - Ten to ma wyczucie... - warknął.
I co teraz? Olać go i mieć później wyrzuty sumienia, w razie gdyby coś mu się stało, czy jednak zobaczyć o co chodzi i wspomóc w potrzebie? Może wcale nie jest tak źle, może jego kuzyn za bardzo panikuje i sam sobie poradzi? Z trudem skupił się na miejscu skąd doszła do niego ta mentalna wiadomość i po dłuższej chwili namierzył Ki Kuro. Była bardzo słaba, słabsza nawet od jego własnej. Srebrny też nie próżnował. Jeśli przyjdzie znowu mu walczyć, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Naprawdę potrzebował pomocy. Haz westchnął przeciągle. Nie zwlekając, przyłożył środkowy i wskazujący palec prawej dłoni do czoła i zniknął.

Do tematu --> http://dbng.forumpl.net/t1166p25-przestrzen-kosmiczna
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Czw Lis 10, 2016 10:09 pm

Shadow wysiadł z kapsuły i rozejrzał się. Było tu naprawdę zimno. Na szczęście Chłopak miał kostium dzięki któremu mógł jakoś wytrzymać totalny chłód. Ale był to trening na odporność. Half zaczął namierzać Energię księcia. Postanowił najpierw sprawdzić co u niego i zakończyć tą misję. Potem na spokojnie będzie mógł się zająć zbieraniem danych i zwiedzaniem planety. Miał kupę czasu, nie obowiązywały go żadne limity czasowe. Mógł robić co chciał. Do czasu aż ktoś nie wpadnie na pomysł aby go szukać. W końcu wyodrębnił PL Raziela i mógł się tam udać. Jednak postanowił tego nie robić, na razie nie chciał zwracać na siebie uwagę, ani informować nikogo że  jest na tej planecie, w końcu nie wiadomo czy ktoś się do niego nie przypałęta i będzie chciał go zabić.Czuł przez chwilę Energię Dragota, tego demona z którym się naparzał na Vegecie. Ale nie zaprzątał sobie nim głowy. Postanowił się trochę przejść po obszarze na którym wylądował nie do końca swoim środkiem transportu. W końcu kapsuła nie należała do niego.
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pon Lis 14, 2016 8:07 pm

Shadow postanowił że to miejsce będzie idealnym miejscem na jego pierwszy trening w nowym środowisku i nowej planecie. Na początek Half zaczął zwiedzać miejsce w którym przypadło mu przebywać przez jakiś czas. Spokojnie przemieszczał się po terenie lodowca. Po chwili trafił do bezsprzecznie najzimniejszego miejsca na świecie. Potwornie zimne miejsce, w dodatku wiał tam naprawdę ostry wiatr który dodawał mocy temu miejscu. I to właśnie tutaj Czerwonooki postanowił przeprowadzić swój trening. Na początek postanowił ulepszyć swoją odporność na temperaturę ostro poniżej zera. A gdzie lepiej można hartować się przed zimnem, jak nie w prawdopodobnie najzimniejszym miejscu na świecie. Sayianin siadł na mokrym śniegu i przyjmując pozycję do medytacji, zaczął jednoczyć się z otoczeniem w celu przetrwania w takich warunkach i umocnieniu swojej odporności na niekorzystne warunki pogodowe jakie mogą go w przyszłości spotkać. Trzeba cały czas dążyć do doskonałości, tymczasem Shad coraz w mniejszym stopniu odczuwał piekielny mróz i powoli przyzwyczajał się do panującej pogody wiecznej zimy w miejscu gdzie aktualnie przebywał. To dobrze

Occ:

Trening Start
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sro Lis 16, 2016 10:55 am

Po pewnym czasie Half był już odporny na zimnicę panującą w tym miejscu. Tak przygotowany udał się w dalszą podróż po zamarzniętej części tej planety. Po chwili dotarł do czegoś w rodzaju trasy snowboardowej. To może być ciekawe Pomyślał Shadow, podniósł wbitą w ziemię dużą korę, która nadawała się do użycia jej jako deski. Taka przejażdżka to będzie świetny trening. Czerwonooki skoczył i w locie podłożył sobie korę pod nogi i zaczął jeździć po skutej lodem okolicy. była to całkiem fajna zabawa. Dodatkowo dzięki niej można było poćwiczyć reakcję i obserwowanie oraz dostrzeganie co się dzieje wokół ciebie kiedy poruszasz się z ogromną prędkością. Pomagały w tym duże kule śniegu oraz różnego rodzaju przeszkody które stawały na drodze młodego Nashiego z planety Vegety. Co ciekawe ta planeta wydawała się być o wiele bardziej spokojniejsza i mniej niebezpieczna niż jego ,,dom''. Na razie Shad nie spotkał ani jednego mieszkańca tej planety ale to w sumie dobrze. Nikt nie wiedział że tu jest i nie musiał się martwić że ktoś wyrazi potrzebę przybycia tutaj i przeszukania tego terenu w poszukiwaniu kogoś. W parę chwil takiej jazdy Chłopak odczuł że jego zdolności do obserwacji terenu i szybkość znaczącą wzrosły. Postanowił wrócić do swojej kapsuły. Wzniósł się lekko i poleciał do statku. Kiedy tam dotarł pochodził po bliskiej okolicy. Parę kroków od kapsuły znalazł Jaskinię w której nie było śniegu. Była mała, ale całkiem pusta i ochroniona przed wiatrem. Wyszedł z niej i zaczął szukać drewna na opał. Po chwili wrócił do swojej siedziby z paroma kawałkami drewna i krzesiwem. Przygotował miejsce pod ognisko i rozpalił je za pomocą drewna i znalezionych kamieni. Kiedy ogień wesoło hulał to Czerwonooki udał się w poszukiwaniu jakiegoś pożywienia. Po pewnym czasie chodzenia po tych lodowcach usłyszał ryk. Zobaczył że w jego stronę pędzi niedźwiedź. Z tego co zdążył zauważyć to w danych misji ta istota widniała jako jedna z tych które DNA miał zdobyć. Tymczasem bestia ruszyła na niego w szarży. Sayianin skoczył i przeleciał za niedźwiedzia. Poczekał aż ten się do niego obróci i z całej siły trzasnął go w głowę. Grizzly z hukiem wyrżnął głową o ścianę zamarzniętego lodowca i zmarł natychmiast. Half pobrał próbkę DNA od zwierzęcia i za pomocą Ki Sworda odciął posiadające najwięcej mięsa części misia i wrócił do swej kryjówki. Tam upiekł mięcho i zjadł je ze smakiem. Postanowił chwilę odpocząć zanim wyruszy w dalszą podróż po tej planecie.

Occ:

Trening Koniec
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Gru 11, 2016 4:46 pm

Nadszedł kolejny dzień na nowej planecie. Czerwonooki spokojnie wstał, przeszedł się po okolicy, potem zamienił statek w kapsułkę i poszedł przed siebie. Miał kupę czasu ale wolał już teraz załatwić sprawę i sprawdzić czy z księciem wszystko w porządku. Dopiero wtedy weźmie się za badanie planety i przesyłanie danych dowództwo. Po powrocie na Vegetę będzie musiał pędem odwiedzić Seikę i sprawić jej dobry prezent albo pyszną kolację za tak długą nieobecność. Ale tak już było, Trener przekazał mu zadanie i musiał je wykonać. Taka była powinność żołnierzy w służbie naszej planety. Chłopak zaczął wyczuwać Energię Raziela, po chwili udało mu się ją wyodrębnić i wystartował. Skoczył i poleciał w stronę miejsca przebywania przez cel misji. Wolał to zrobić najpierw gdyż nie wiadomo co się może wydarzyć, a czas to pieniądz, poza tym Half musi dbać o trening, i nie zaniedbywać swoich ćwiczeń aby stale utrzymywać formę i wzmacniać się . W końcu czuł wiele osób z naprawdę potężną mocą, ale Nashi da sobie radę, już nie takie rzeczy się robiło.


Occ:

Trening Start

Zt: Do Raziela
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Wto Sty 10, 2017 2:49 pm

Shadow powoli wracał do swojej kryjówki. W końcu dotarł do niej, akurat zaczynało się ściemniać. Chłopak sprawdził czy wszystko w porządku i poszukał drzewa na opał. Kiedy je znalazł wszedł do swojej jaskini, utworzył ognisko i podpalił je za pomocą krzesiwa. Ogień wesoło huczał i Half mógł spokojnie usnąć w ramionach Morfeusza [Boga snu].  Obudził się dopiero następnego dnia gdzieś w południe. Spokojnie wstał, przygotował się i udał się do pierwszego celu. Musiał odnaleźć pięć zwierząt i pięć roślin, z zwierząt musiał pobrać DNA Wilka, królika, lisa, dzika i jelenia. Poleciał w stronę wielkiego lasu który był niedaleko i postanowił tam rozpocząć polowanie. Zaczął szukać ślady zwierząt aby odnaleźć te których szukał. Po chwili znalazł, ślady kopyt jelenia i poroże. Jest trop Half zaczął podążać za śladami pozostawionymi przez zwierze. Po chwili dotarł do małego strumyku, skąd wodę pił wspomniany wcześniej jeleniowaty. Zmieniony już Czerwonooki uniósł się w powietrze i podleciał do niczego nieświadomego stworzenia tak aby nie mogło wyczuć jego zapachu z powodu wiatru. Nagle wystrzelił i złapał go w silny chwyt. Pobrał próbki  i wypuścił swój cel. Porożowaty uciekł w knieje a chłopak zaczął kontynuować przeszukiwanie ogromnego lasu.  Po jakimś czasie poszukiwacz odkrył martwe ciała. Były to dwa króliki z zjedzoną wątrobą. Ślady ugryzień i wgłębienia na ścieżce jednoznacznie wskazywały na wilka. Shad pobrał DNA królików, zostały mu jeszcze 3 braki do wykonania połowy zadania. Tymczasem coraz bardziej zbliżał się do leża bestii. W końcu tam dotarł i usłyszał warczenie. Podszedł jeszcze chwilę że wilkowaty wyję na wiewiórkę która siedziała na drzewie i o dziwo rzucała w niego żołędziami. Widocznie było to szyderstwo za to że uciekła. Tymczasem łowca wyczuł nową ,,ofiarę. Ale to tylko z jego punktu widzenia. Nashi spokojnie szedł w stronę pieska i zatrzymał się niedaleko. Zaczęli się obserwować i okrążać. Nagle w Sayianina wszedł jakiś dziki szał, skoczył i powalił ofiarę, a następnie odgryzł jej głowę. Wypluł ją i pobrał DNA. Zostały jeszcze lis i dzik, a potem się zobaczy. Jednak coś niepokoiło chłopaka, czuł się jakąś dziwnie. Wzleciał w przestworza i poleciał w głąb lasu. Zobaczył Foxyego, siedział na polanie i szedł gdzieś, z tego co wiedział o tym lesie wynikało, że niedaleko jest farma, ogoniasty pewnie chcę zjeść kury które tam są. Nagle ofiara zaczęła uciekać, zaczął się pościg, ale niestety, chociaż zwierzę posiadało wiedzę na temat lasu i znajomość kryjówek nie zdołało się ukryć, gdyż w parę sekund był już w dłoniach poszukiwacza, ten spokojnie wyrwał mu kilka włosów i położył go na ziemi. Zauważył ślady rycia w ziemi, wskazywały na dzika, po krótkiej przechadzce odkrył, że dzik zostawił część swojej skóry raniąc się o kolce rosnące niedaleko, zebrał ją i przesłał wszystkie DNA do bazy, a potem zaczął zbierać rośliny, po kilku minutach wysłał ich dane i jego zadanie na Ziemi dobiegło końca.  Spokojnie poinformował Reda przez Scouter że wszystko wykonane. Mógł wracać na Vegetę, ale nagle coś usłyszał, ryk niedźwiedzia i jakieś krzyki. Bez nawet chwili zastanowienia pognał w stronę dźwięków. Ktoś potrzebował pomocy, a tak się składa że Half nie był nieczuły na cudzą krzywdę... jeszcze.

Occ:
Trening Koniec + oficjalne zakończenie misji od Reda.
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sob Lut 04, 2017 2:00 pm

Shadow biegł bardzo szybko, po chwili wypadł na miejsce krzyków. Dwójka nastolatków uciekała przed rozwścieczonym niedźwiedziem. Zaczął działać aby uratować nieznajomych, niczym strzała pomknął w kierunku Niedźwiedzia, na szczęście zaszedł go z takiej strony że stworek był tyłem do niego. Half chwycił szarżującą bestię w żelazny uścisk i rzucił go jak najdalej. Natychmiast chwycił ,,przechodniów'' i pobiegł z nimi. Nie chciał robić krzywdy temu zwierzęciu ponieważ nie było takiej potrzeby. Postawił ich gdzieś na skraju lasu. Akurat było to miejsce wycinki drwali toteż było tutaj dużo pieńków, Szarooki przygarnął jeden z nich i usiadł na nim. Czekał aż tamci się obudzą, gdyż ze strachu najwyraźniej stracili przytomność. Po około godzinie ofiary zaczęły się budzić. Wstali i spojrzeli ze zdziwieniem na Czarno-czerwono włosego. Dopiero po chwili zorientowali się że są w innym miejscu a strażnik lasu który ich zaatakował zniknął. -Spokojnie, nic wam już nie grozi, następnym razem uważajcie na siebie rzucił krótko Wojownik i wstawszy z siedziska spokojnie zaczął iść w stronę lasu. Chłopak pomógł wstać swojej towarzyszce i zawołał. - Czekaj! Kim jesteś? I jak możemy ci się odwdzięczyć? Vegetańczyk odwrócił się i przyjrzał się dokładnie. Chłopak był  nastolatkiem o sportowej sylwetce, krótkie i nastroszone blond włosy z kosmykami opadającymi na czoło, niebieskie oczy nadające twarzy bystry wyraz,  a także okulary nadające mu wygląd kujona. Ubrany był  w sportowe ubranie: niebieskie tenisówki, białe spodnie dresowe z trzema paskami i bluza z kapturem, można by mu dać na oko jakieś sto siedemdziesiąt siedem  cm wzrostu. kobieta natomiast, była niższa, o brązowych włosach i zielonych oczach, była chudsza od towarzysza, była prawdziwą pięknością i wyglądała z twarzy na miłą i niecą nieśmiałą osobę.   Jeśli koniecznie będziecie chcieli coś ode mnie, to znajdziecie mnie albo  w tym lesie, albo gdzieś w lodowcach. Powiedział Shad i bez słowa odszedł przed siebie

Occ:

Start treningu


Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Nie Lut 19, 2017 7:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Lut 05, 2017 8:09 pm

Shadow wrócił na swoje stare śmieci, a konkretniej do swojej pieczary w samym środku czeluści olbrzymiej góry lodowej w której ukrywał się podczas tegoż jakże przyjemnego pobytu na planecie zwanej ziemią. Postanowił nieco potrenować zanim najdą go jacyś niespodziewani goście, a wielce prawdopodobne jest że tacy się znajdą, zwłaszcza że podał swoje miejsce pobytu tej dwójce nastolatków których uratował. Oczywiście standardowo zaczął od ćwiczeń rozciągających, kręcenie głową, ćwiczenia dłoni, podskoki, a potem zaczął dalej. Brzuszki, pompki, przysiady, w dużych ilościach, potem wybiegł z jaskini i ruszył w głąb lodowców. Co jakiś czas przechodził w ślisk i ćwiczył utrzymywanie równowagi. Potem pobiegł do lasu który był niedaleko. Tam zaczął skakać od drzewa do drzewa niczym małpa, a potem specjalnie podbiegał do agresywnych zwierząt jak dzik albo niedźwiedź i prowokował je aby go goniły. A potem im uciekał za każdym razem korzystając z innej drogi. W końcu po paru godzinach wrócił do swojej samotni. Zasiadł w swej jaskini i czekał, po paru chwilach o dziwo usłyszał kroki, przynajmniej dwójki osób, więc Half był pewien że to tamci dwoje tu przyszli.


Occ:

Trening Koniec

Słaby post bo zostawiam siły na posty z przemianą
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pon Lut 20, 2017 8:08 pm

Shadow siedział sobie spokojnie, nadchodził już powoli wieczór, statek spokojnie leżał zamieniony w kapsułkę w bezpiecznej kieszeni spodni a obok paliło się duże ognisko. Ukryta jaskinia w Lodowcach dawała świetną miejscówkę. Tymczasem słychać było kroki, zbliżali się jego goście. W końcu weszli, oboje ubrani w ciepłe ubrania, rozejrzeli się po jaskini i wtedy dostrzegli gospodarza, lekko się uśmiechnęli, widocznie mogli sądzić że Half ich wystawił. Po krótkim wahaniu podeszli i usiedli na ziemi na zlodowociałej powierzchni. Shad nie był jakoś specjalnie przyszykowany na tą wizytę, po prostu dał wolną rękę swojej łagodniejszej stronie. W końcu po chwili milczenia, ciszę przeciął głos w okularach. - Jesteśmy, i chcemy ci podziękować, ja jestem Kai a to jest Tomiko, miło nam cię poznać. - Rzekł blondyn i razem z swoją towarzyszką wyciągnęli dłonie, on śmiało, a ona powoli i ostrożnie. Wojownik po chwili je uścisnął. - Przedstawiliście się, więc ja też to zrobię, jestem Shadow Fubuki, zakładam że macie dużo pytań Odpowiedział i czekał, nie mylił się, zaraz posypała się lawina pytań. Szarooki zaśmiał się krótko choć bardziej by to przypomniało szczekanie wilka, - Spokojnie, mamy czas, będziemy zadawać po 1 pytaniu, wy pierwsi Rzekł  a okularnik natychmiast wypalił. -kim jesteś?-, Sobą, a tak na poważnie, nie jestem taki jak wy... Przynajmniej w pewnym sensie, uznajmy że jestem po prostu Cieniem obserwującym świat, niewidoczny, a bardzo niebezpieczny. Teraz nadeszła kolej Tomiko, kobieta po chwili powiedziała -Skąd jesteś?-, - Mój dom leży bardzo daleko, za daleko, teraz moja kolei, kim jesteście i skąd pochodzicie?, Odpowiedział mu chłopak - Jesteśmy nastolatkami, uczącymi się w liceum ogólnym, w przyszłości planujemy ślub, urodziliśmy się w West City, a kiedy nasi rodzice wyjechali aby pracować to my zostaliśmy, mieszkamy w dość dużym domu Następnie zapytał Kai - uczysz się sam czy uczęszczasz do jakiejś szkoły? Shad po chwili zastanowienia odpowiedział. - I to i to, uczęszczam do Akademii dla uzdolnionych a także sam poszerzam swoją wiedzę na różne tematy,. - Masz rodzinę lub rodzeństwo? Czarno-czerwono włosy zawahał się a potem wskazując na głowę powiedział - są tutaj, a także są na tamtym świecie, nie mam prawie nikogo teraz on zadał pytanie - Jesteście szczęśliwi? Oboje natychmiastowo kiwnęli głową i ścisnęli swoje dłonie. I tak przez duży kawałek czasu, cała trójka opowiadała o sobie,  Kamiko [kai+tomiko] powiedzieli że ich marzeniem jest ukończenie szkoły, pobranie się i założenie firmy pomagającej ludziom. Sayian natomiast powiedział że nie ma marzeń, ale może pomóc im spełnić ich. Było już strasznie późno, dlatego Szef imprezy nie zamierzał puścić ich samych, tylko poszedł z nimi, cofnął się do statku, zmniejszył go dzięki takiej funkcji i schował do bezpiecznej kieszeni w spodniach,  na szczęście lasem który było niedaleko lodowców można było znacznie skrócić drogę do domu w mieście do kilkunastu metrów. Kiedy już dotarli do domu weszli do środka, budynek był wielki, przestronny i dobrze umeblowany, miał kilka pokoi, 2 łazienki, 3 sypialnie, kuchnie, salon i przejście do piwnicy. Narzeczeni gdyż Half dowiedział że że zainteresowani spędzeniem razem wieczności są już po słowie i oświadczynach, nie zamierzali go wypuścić, uważali że ma zostać przez jakiś czas u nich, Żadne przekonywania nie pomogły. Nashi z niezadowoloną miną zajął pokój gościnny i tam bez rozbierania się walnął się na łóżko i zasnął twardym snem. Młodzi spali  w pozostałych dwóch. Tak oto minęła noc i nastał ranek. Była 6 rano a Kai się obudził i zaczął szykować śniadanie dla siebie, swej lubej i nowemu koledze. Tymczasem wstała pani domu i obrała kuchnie we władanie, blondyn natomiast poszedł sprawdzić co u gościa, tam zastał go ciekawy widok, Shadow leżał rozwalony na łóżku,  kołdrę trzymał w lewej ręce a jego lewa noga była na ziemi zaś druga była na łożu, natomiast jego głowa  w dół i z jego ust lała się ślina która zalewała podłogę. Kai postanowił to wykorzystać i zrobić mu psikusa, znalazł wiaderko które napełnił wodą i wrócił do pokoju gościnnego, ale kiedy chciał już ją wylać to usłyszał głos. - Nie radzę Rzekł krótko i otworzył oczy, spokojnie wstał, i zostawił łóżko w takim stanie jakim było zanim przyszedł, a potem obaj pomogli przygotować posiłek, były to jajka na bekonie, i to całkiem smaczne. Padł temat skąd Half ma takie umiejętności, oboje właścicieli domu przyznało że na żywe oczy nie widzieli aby ktoś miał taką siłę aby bez problemu rzucić tak dużym zwierzęciem jak niedźwiedź i tak szybko się poruszać. Obiekt rozdwojenia jaźni wzruszył ramionami i odpowiedział że po prostu się tego nauczył pod czujnym okiem swoich rodziców a potem innych nauczycieli. W końcu nastała 7:30. Mieszkańcy wyszli z siedziby i ruszyli ulicą. Zakochani mieli torby, i powiedzieli że muszą iść do szkoły,  powiedzieli że ich ,,obrońca'' może iść z nimi, albo pójść do baru  który należał do wujka Tomiko, wybrał to drugie i zgodnie z wyjaśnieniami dotarł do budynku, był to w miarę stary budynek, przypominający Saloon za czasów kowbojów. Wszedł do środka i usiadł przy barze, po chwili podszedł do niego  w miarę starszy pan, dobrze zbudowany, o już lekko posiwiałych włosach, ale żywym spojrzeniu, w miarę wysoki, pleczysty, z wesołą i osmaloną przez słońce twarzą. Odezwał się wesołym tonem do przybysza. -Witaj wędrowcze, odsapnij troszkę, i zamawiaj coś Very Happy, ja jestem Daisuke, a ty? - Nie mam pieniędzy, przyszedłem tu bo poprosili mnie o to Kai i Tomiko, jestem Shadow Odpowiedział spokojnie i oparł się o ladę badając miejscówkę. Budynek był spory, nad barem i przed wejściem wisiał szyld z napisem ,,Ostatnia Przystań''. Głównie w środku byli ludzie starsi wiekiem, choć na uboczu siedziało kilka młodych par.  Kiedy się odwrócił z powrotem to przed nim stała spora butelka Coli z szklanką. Spojrzał pytająco na barmana a zarazem właściciela -  Przysłała cię moja chrześnica, a to wystarczająca rekomendacja, jesteś tu miłym gościem.  Powiedział zarządca i poszedł na zaplecze. Half spokojnie siedział i popijał napitek. Minął już jakiś czas, gdy do środka wszedł jakiś koleś, porządnie ubrany w garnitur i krawat, krótkie czarne włosy, zielone oczy, budowa przeciętna, za nim szło jeszcze kilku typów. Wyglądali na ochroniarzy. Podeszli do lady a szef zawołał głośno  - Pokaż się, właścicielu- Zawołał a po paru sekundach wyszedł Daisuke, kiedy spostrzegł kto przyszedł przestał się uśmiechać.


Occ:

1/2 Post na SSJ2

Trening Start
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Wto Lut 21, 2017 6:14 pm

Czego tutaj chcesz ? nie sprzedam swojego lokalu, wynoś się albo was wyrzucę . Rzekł groźnie, a przybysz zaczął się śmiać. -Chyba sobie żartujesz Staruchu, nast jest 5 a ty jesteś sam, więc to my tutaj rozdajemy karty. Ja i mój tatko chcemy tutaj wybudować mega kompleks rekreacji dla bogaczy, do których wy, dziadkowie nie należycie. Tak więc radzę sprzedać te marne budowle i nie sprawiać nam kłopotów. Zapytał synalek bogacza, sprawiał za dużo hałasu, dlatego Half uznał że pora wyrzucić nieproszonych gości. Oczy nagle zmieniły mu się na czerwone a głos stał się bardziej złowrogi - Słyszeliście, wynoście się i lepiej dla was jeśli nie wrócicie, Bo inaczej nie obiecuję że następnym razem wyjdziecie stąd żywi. Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem i strachem na wojownika. Koleś którego mieli chronić ci ochroniarze wyglądał jakby miał popuścić ze strachu. Po chwili krzyknął - Jak śmiesz mi grozić?! Brać go ! . Shadow nawet nie czekał, natychmiast wybił się z pozycji siedzącej, zanim ktoś mógłby się poruszyć jego pięść zderzyła się z nosem zielonookiego. Chrupnęły kości łamanego nosa i oponent poleciał do tyłu i z hukiem wyrżnął o ścianę baru. Następny delikwent wyleciał przez drzwi z połamaną ręką. Kolejny z rozwaloną wargą także poleciał na ścianę, a dwóch ostatnich leżało na podłodze obok niszczyciela. Jeden był nieprzytomny a drugi leżał dosłownie wgnieciony w ziemię. Najlepsze że całe zdarzenie zdarzyło się w przeciągu kilku sekund. Wszyscy w pomieszczeniu byli mocno zaskoczeni... i przerażeni. Shadow uśmiechnął się lekko pokazując swoje wilcze zęby. Nagle do środka weszło jeszcze kilku ochroniarzy, spojrzeli ze zdziwieniem a potem zaczęli zabierać tych pobitych. Nie odezwali się słowem, a kiedy wyszli, to Shad spokojnie usiadł i kontynuował picie Coli. Barman założył ręce na piersi i czekał na wyjaśnienia. Kiedy ich nie dostał zaczął zadawać pytania. - Co to było? jak to zrobiłeś? nie widziałem jak to się stało. Czerwonooki zamknął oczy i po chwili otworzył je już szare.- Dałem im lekcję, raczej już tu nie przyjdą. Nauczyłem się paru sztuczek i tyle. Potem wzruszył ramionami. Milczenie ciągnęło się aż kilka godzin. Ludzie wchodzili, wychodzili, zamawiali jednak nikt nie zagadywał chłopaka, po minach można było wnioskować że po prostu ludzie się go boją. Po jakimś czasie pojawili się kamiko. Wyglądali na zadowolonych, usiedli obok Halfa i zaczęli zamawiać. Wujek dziewczyny podał im zamówienia i powiedział.- Zadajesz się z interesującymi gośćmi moja droga. a na pytające spojrzenie siostrzenicy odpowiedział. - Widzisz, całkiem niedawno przyszedł do mnie syn Tresmontanta, tego bogacza który chce wybudować jakiś tam ośrodek. I wyobraź sobie że chyba chcieli mnie siłą zmusić do podpisania sprzedaży lokalu. Jednak nie doszło do tego, gdyż wasz kolega ich wyrzucił...łagodnie mówiąc
A potem im opowiedział co się wydarzyło. Oboje wysłuchali ze zdziwieniem opowieści, ale nie wyglądali na przestraszonych. Tymczasem Staruszek kontynuował kiedy wszyscy spoważnieli.- Żaden człowiek nie ma czerwonych oczu, ani takich zębów. Chyba nie powinieneś tego robić. Szef Szare oczy mu odpowiedział.- Staram się tego nie robić jeśli nie muszę, Zobaczymy się później. Rzucił pożegnaniem na koniec i wyszedł z baru. Zauważył że dwójka zakochanych poszła za nim. Dlatego wszedł w pobliską uliczkę i tam ,,zniknął''. Tamci wyglądali na niezadowolonych. Nashi obserwował ich z odległości aż nie dotarli bezpiecznie do domu.
Żołnierz zaczął łazić po mieście. Zauważył że jest jakiś napad na bank, z początku nie planował reagować, jednak po chwili zdecydowali że pomogą. Zarzucił kaptur na głowę i wkroczył do środka. Szybko obezwładnił wszystkich przestępców i uwolnił ludzi, a kiedy do środka wkroczyła policja natychmiast się ewakuował. Potem kiedy było ciemno wrócił do swej samotni w lodowcach. Tam zasnął snem twardym i niespokojnym. Rano wstał i wybrał się na miasto, poszedł do domu narzeczonych, nie było ich, poszedł do baru, nikogo nie było. Dopiero od pani mieszkającej obok dowiedział się, że są w szpitalu, gdyż Tomiko miała wypadek. Shadow natychmiast popędził do szpitala. Tam okazało się że dziewczyna jest w śpiączce i jej stan jest bardzo ciężki. Kai i Daisuke którzy tam byli wcześniej zaczęli płakać. Czerwonooki natomiast wyszedł z budynku i udał się do pobliskiego lasu. Był ostro wku*wiony, tak mocno że załączył mu się tryb SSJ i zaczął szaleć. Wyrywał drzewa, rzucał nimi, zabijał zwierzęta, rozszarpywał je na strzępy. Nagle zaczęło coś się z nim dziać. Stał się elektrownią, i zaczął bardzo mocno świecić. Mięśnie mu rosły, włosy bardziej stawały dęba, oczy stawały się lazurowe, wyraz twarzy stawał się mroczniejszy i bardziej szalony. Z nieba zaczęły się sypać błyskawice niszczące ziemię wokół Halfa, ziemia zaczęła się zapadać pod mocarzem. Na koniec niezły kawałek terenu rozbłysnął a nowa potężna moc się uwolniła. Shad przyjrzał się sobie a potem mocno się skupił i wyłączył nowy stan. Kiedy to zrobił dziwne uczucie zniknęło, jakby szaleństwo się skończyło. Zaburzony wojownik udał się na miejsce gdzie mógłby się czegoś dowiedzieć. Do komisariatu pobliskiej policji, na początku szło gładko, dowiedział się że jego koleżanka uratowała małe dziecko które weszło pod samochód, ale sama nie zdążyła uciec z pod kół. Kiedy padło bezpośrednie pytanie kto jest sprawcą, nagle szef policji nie chciał nic powiedzieć. Poważny błąd, po chwili już wisiał w powietrzu tracąc szybko powietrze i życie. Ale wyśpiewał wszystko. Okazało się że owym przestępcą był ojciec tego dzieciaka który razem ze swoją obstawą dostali wpierdziel. Dlatego mściciel postanowił wbić im na chatę. Tak się składa że nosiciele znanego nazwiska biznesmenów popijali herbatę. Nie wiedzieli że na terenie ich posesji znalazł się niebezpieczny koleś. Ten sam spacyfikował wszystkich ochroniarzy w domu. Po chwili rozległ się huk a sami właściciele Byli wielce zdziwieni, ponieważ ktoś zakapturzony wparował im do domu jednocześnie rozwalając ścianę. Zaczęli krzyczeć i wołać ochronę. - Nikt was już nie ocali Powiedział spokojnie zimnym głosem, zdejmując kaptur. Strach młodszego bogacza znacząco się powiększył. Ledwo wyksztusił - To on tatku... Half zbliżył się do nich po czym złapał ich za fraki i podniósł, - Wiem co zrobiłeś, i lepiej dla ciebie jeśli się przyznasz, i i jej pomożesz. Bo inaczej... Zakończył tajemniczo po czym podszedł do palącego się kominka, przystawił głowę synalka blisko płomieni. Kiedy starszy zaczął go błagać rzucił tym drugim z powrotem na fotel na którym siedział. - Pomożesz jej, i opłacisz kilka sierocińców. Albo wrócę tu... i wtedy się zacznie Zakończył groźnie i wyszedł. Wrócił do szpitala zmieniając się na łagodną stronę, stan młodej pacjentki stawał się stabilniejszy. Kiedy tamci zapytali się gdzie tyle czasu był ten lekko się uśmiechnął i wskazał drzwi. Nie mylił się, po chwili przybiegła szczęśliwa pielęgniarka. - Wspaniała wiadomość ! na konto wpłynęła ogromna anonimowa dotacja na leczenie pacjentki Very Happy Panowie zaczęli się cieszyć. Shadow natomiast bez słowa opuścił miejsce pobytu i ruszył z powrotem do swojej kryjówki.


Occ:

Trening Koniec

SSJ2: 2/2= Wbijamy Very Happy
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sro Lut 22, 2017 5:36 pm

Nie wiedziałam w sumie dokąd powinnam się kierować, nie miałam pomysłu co ze sobą zrobić obecnie. Nie chciałam póki co ćwiczyć, bo pomimo regeneracji nie byłam na to jeszcze gotowa, a z kolei nie chciałam przeszkadzać Kisie i Razielowi, którzy na pewno w jakiś sposób mieli swoje plany, w końcu byli związani z Vegetą, ja w tym wszystkim tylko trochę przeszkadzałam. Byliśmy razem rok, więc na pewno chcieli ode mnie odpocząć. Lecąc w zasadzie bez celu dotarła do mnie siła. Kogoś, kogo kompletnie nie znałam. Była wyraźna i nie było tutaj mowy o jakiejś pomyłce, na Ziemi była jeszcze jedna osoba, która była silna. Pomyślałam o Redzie, ale nie chciałam i jego prowokować, widocznie miał swoje sprawy, przecież nikt nie będzie się mną zajmować jak małym dzieckiem lub małym kadetem. Miałam już swój wiek i musiałam sama się sobą zajmować. Zaciekawiła mnie jednak ta jednostka tym bardziej, że później się ukrywała. Wiedziałam, że jestem w pobliżu, więc hm, dlaczego by nie polecieć i nie sprawdzić kto to. Tym bardziej, że nie potrafiłam określić tej mocy wcześniej. Postanowiłam, że większy kawałek przelecę, a następny przejdę pieszo zmniejszając całkowicie swoją energię. Widziałam, że on sam też się ukrywał, ale jednak taki wybuch mocy nie był nieuchwytny, a nie przynajmniej w moim promieniu odczuwania mocy. Leciałam sobie dosyć spokojnie całkowicie się wyłączając. Starałam się nie myśleć o tej całej sytuacji, w której jak zwykle pozostałam sama. Zatrzymałam się niedaleko tajemniczej energii i resztę dystansu tak jak postanowiła, pokonywałam pieszo. Tuż przed moimi oczami ukazała się osoba, którą pierwszy raz widziałam na żywo, ale jedno przykuło moją uwagę. Wyglądał bardzo jak mieszkaniec Vegety, to w jaki sposób miał ułożone włosy. Co prawda sam kolor włosów i oczu był inny, ale przecież mógł być tak jak ja halfem.

- Kim jesteś i co robisz na Ziemi małpo? – spytałam wprost opierając ręce na biodrach i obserwując bacznie osobnika. Byłam gotowa do walki w razie czego, chociaż nie przewidywałam takiej opcji ze względu na lekkie zmęczenie, ale ciekawość była jednak ważniejsza. Sama tym samym nie zdradzałam swojego pochodzenia, które prawdopodobnie było takie samo. Wolałam zachować to w tajemnicy, a tylko w ostateczności użyć. Przyglądałam mu się bacznie, tak jakbym z jego zachowania, czy wyglądu miała wyczytać czegoś więcej.

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sro Lut 22, 2017 8:26 pm

Shadow był już jakiś czas w swojej pustelni. Aż nagle usłyszał wyraźne kroki. Obejrzał się w tamtą stronę i uspokajając się przybrał łagodniejszą stronę i szare oczy. Wtedy dostrzegł nadchodzącą postać. Była to całkiem ładna dziewczyna, o jasnoniebieskich oczach, czarnych włosach, wyglądała na silną. Kiedy zbliżyła się na dość bliską odległość przemówiła opierając swe ręce na biodra. Wyglądała na inną pół-Sayiankę. Nie mogła być raczej człowiekiem, gdyż jakoś nigdy nie spotkał takiego który by wiedział kim jest naprawdę, i to tak szybko i bezbłędnie. Shadow spokojnie schował dłonie w kieszeniach spodni. Po dłuższym milczeniu i obojętnym spoglądaniu na nieznajomą odpowiedział jakby mówiąc jednocześnie do niej, ale i do siebie. - Kim jesteśmy? Samotnym Cieniem... Co tu robimy? na razie odpoczywamy. A ty? kim jesteś? Co tu robisz? inna Pół Sayianką... Zakończył zdanie tymi samymi pytaniami. Kobieta nie wyglądała jakby chciała go zaatakować. Więc na chwilę uznał że nie jest niebezpieczna. Pewnie zdziwi się jego odpowiedzią. Mówił o sobie w liczbie mnogiej, dlatego że był 2 różnymi osobowościami,



Ostatnio zmieniony przez Shadow dnia Nie Lut 26, 2017 7:51 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sro Lut 22, 2017 9:34 pm

Telepatia do April:
 
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pią Lut 24, 2017 6:21 pm

Stałam i słuchałam mężczyzny, który stał całkiem niedaleko mnie, gdy dotarła do mnie wiadomość Reda. Spojrzałam w niebo, czekałam na niego. Wiedział, że jestem praktycznie na każde jego zawołanie i zjawię się, gdy tylko będzie tego potrzebował.
- Red, zawsze jestem do Twojej dyspozycji, czekam tylko na sygnał – wysłałam mu telepatycznie w myślach.

Spojrzałam na towarzysza i skupiłam się na osobniku naprzeciwko mnie. Mój cwaniacki wyraz twarzy nie schodził, nie dawałam po sobie poznać tego, że mnie rozgryzł.

- Dlaczego mówisz w liczbie mnogiej, ktoś tu jeszcze jest? – zaczęłam się rozglądać, chociaż tak naprawdę nie musiałam, przecież nie czułam dookoła siebie żadnej, innej energii. Nie ukrywałam, że trochę mnie to zaciekawiło. Świdrowałam go uważnie wzrokiem. Był dobrze zbudowany, czyli nie był jakimś tam słabeuszem, zwłaszcza po dawce jego KI jaką wcześniej wyczułam. – Nie odpowiedziałeś tak, jakbym sobie tego życzyła.

Nie ukrywałam też swojego grymasu. Chciałam wiedzieć, co ta małpa robi na tej planecie, czy zna Kuro, czy może to jakaś sprzymierzona osoba z nim lub z tym całym Hazadrem, którego też chętnie bym rozgromiła.

- Czyżby misja? – zaczęłam głośno rozmyślać nie zmieniając ciągle swojej pozycji, ale będąc też gotowa do ewentualnego ataku. – To prawda, jestem pół sayianką, ale czuję się ziemianką. Miałam już po prostu do czynienia z takimi jak Wy. Przyjeżdżacie na planety, niszczycie je, grabicie i inne rzeczy. Przyciągnąłeś mnie po drodze. Poczułam dużą energię w tym rejonie i postanowiłam odwiedzić ten zakątek. Jak zauważyłeś lub też wyczułeś to nie zaskoczyłam Cię. Zatrzymałam się jakiś kawałek od Ciebie i dałam Ci wybór, czy chcesz się ze mną spotkać, czy nie, pokonując dystans pieszo.

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pią Lut 24, 2017 8:01 pm

Obserwował nieznajomą, cały czas zachowywała swoją cwaniacką minę i zadawała nowe pytania. Uważnie wysłuchał wszystkich słów dziewczyny. Dopiero po dłuższym milczeniu odpowiedział obojętnym głosem głosem. - Zadajesz za dużo pytań... Ale odpowiem ci na nie jeśli to cię uspokoi. Odpowiedź na twoje pytania brzmią:Tak jest tu ktoś jeszcze, ale go nie widzisz, nie wyczujesz go, ponieważ patrzysz na niego, na nas dwóch, Domyślasz się już?. A druga odpowiedź to tak, jestem  tu z misją ale pokojową, nikogo nie skrzywdziłem. Miałaś do czynienia z takimi jak ja? Mylisz się, ja nie jestem taki jak oni... I nie pochodzę ani stąd, ani stamtąd, choć mieszkam na Vegecie - Odparł a jego prawe oko zaświeciło na czerwono. To powinno zdziwić kobietę. Jest jedynym Halfem któremu zmienia się kolor tęczówek. - Ta planeta jest piękna, i nie zamierzam jej niszczyć. Ludzie są tutaj mili, i uczciwi, nie zamierzam robić krzywdy tym którzy zasługują na życie. I zgadza się, wiedziałem że nadchodzisz, nie odszedłem ponieważ spodziewałem się pojawienia się kogoś z ,,obrońców'' tej planety. Nie chcę z nikim walczyć  odparł pojednawczo na koniec i zamilknął. Nie miał powodu aby z nią walczyć, nie znał jej i nie zamierzał jej skrzywdzić. Dopóki ona nie będzie mu zbytnio wchodzić w drogę.
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sob Lut 25, 2017 2:21 pm

- Jestem bardzo dociekliwa – odpowiedziałam, co było w zasadzie całkowitą prawdą. Nie rozumiałam jednak, co on miał na myśli, mówiąc, że patrzę na dwie osoby. Może postradał zmysły i teraz próbuje coś powiedzieć. Jednak, po chwili sam pozwolił mi na dojrzenie czegoś dziwnego. Jego oczy, były inne, nie widziałam nigdy ludzi o różnych tęczówkach. Czyżby tkwiły w nim dwie osobowości? Czy to w ogóle jest możliwe? W takim razie z kim ja rozmawiam. – Jak Was zwą?

Spytałam od razu w liczbie mnogiej, bo być może mają dwa, inne imiona. Na jego ckliwą historyjkę o Vegecie skrzywiłam się.

- Serio? Czy na Vegecie występują tylko skrajności? Albo ktoś jest bezduszną małpą albo ktoś jest zbyt dobroczynny. – pomyślałam od razu o szeryfie, on jako jedyny chyba potrafił utrzymać poziom, no i Kisa w zasadzie też. Ciekawe, czy zawsze taka była, czy stała się taka przez Raziela. – Obrońcy tej planety? Nie rozśmieszaj mnie. Większość ma zupełnie gdzieś tę planetę i nie przejmuje się jej losami, przyzwyczaj się, witamy na Ziemi. Mam pytanie związku z tym wszystkim, skoro jesteś taki dobry, nie chcesz nikogo skrzywdzić. Znasz może kogoś takiego kto nazywa się Kuro? Poszukuję go, mam do niego interes.

Byłam ciekawa, czy to nie jest jakiś sprzymierzeniec Kuro, ale nie wyglądał na takiego, usiadłam na pobliskim kamieniu opierając ręce na kamieniu i obserwując niebo.

- Nie przyleciałam tu żeby kogokolwiek bić, po prostu poczułam sporą energię i to mnie zaciekawiło, kto tutaj jest jeszcze o takiej KI na tej planecie – powiedziałam zupełnie zgodnie z prawdą, pytanie o Kuro w zasadzie padło przy okazji. Lepiej jednak żeby nie znał tej łajzy, bo to nie skończy się wtedy dobrze. Zastanawiałam się też jaką w takim razie mógł mieć tu misję.

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Lut 26, 2017 3:18 pm

Dziewczyna zadała kolejne pytania. Jak na gust Halfa zadawała za dużo pytań. - Shadow i  Shirou. Nie znam tego Kuro, nigdy nie słyszałem. Nie jestem pewien, istnieją dobrzy, źli, i neutralni. Mało znam tam osób z kilku powodów. odparł po dłuższym milczeniu. Nie znał tego całego Kuro. Nikt taki nie istniał w wspomnieniach żadnej z osobowości przebywających w ciele chłopaka. - Dość o sobie powiedziałem A ty? przedstawisz się w końcu? i może w zamian opowiesz mi coś o sobie? Zapytał się spokojnie, wyciągnął ręce z kieszeni i założył je na piersiach. Dziewczyna musiała mieć niezłe zdziwko po zobaczeniu różniących się kolorów tęczówek. Kobieta z którą rozmawiał lekko go zainteresowała. Raczej nie spotkał kogoś takiego jak ona. Ale wciąż brakowało mnóstwa wspomnień z przeszłości więc nie miał pewności czy ją kiedyś widział. Nigdy jej nie widział, ani tego Kuro, ciekawe czy mieszkała na fioletowej planecie zanim dołączył od do Akademii. Ciekawiło go też jedno, z wspomnień z innego świata z którego pochodził wyglądał prawie identycznie jak teraz, sporo czasu musiało minąć. Postanowił ją o coś zapytać.- Czułaś kiedyś taką pustkę w głowię? Jakby twoja pamięć ucierpiała i nie mogłabyś zobaczyć twarzy nikogo z rodziny ?



Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Wto Lut 28, 2017 10:26 pm

Nie ukrywałam, że odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam, że ten ktoś nie zna Kuro. Jego dwa imiona również mnie zdziwiły, jakoś nie potrafiłam tego zrozumieć.

- Mam opowiedzieć Ci coś o sobie? – powtórzyłam jego pytanie niezbyt chętnie. Nie byłam mistrzem świata w opowiadaniu o sobie, w zasadzie niezbyt wiele miałam też do powiedzenia w tej sprawie. Tak naprawdę nie było zbyt wiele rzeczy, które by mnie w jakiś sposób charakteryzowały. Stałam tak wpatrując się w niego, miałam problem z tak banalnym pytaniem, a może po prostu sama nie chciałam na nie odpowiadać? – Hm… nazywam się April, ogólnie mieszkałam kiedyś na Vegecie, ale postanowiłam się przenieść na moją macierzystą planetę.

To w zasadzie najbardziej pasowało do opisu mojej własnej osoby. Nie potrafiłabym chyba w skrócie opowiedzieć, co działo się ze mną w trakcie pobytu na Akademii, to zdecydowanie byłoby zbyt szalone i zajęłoby sporo niepotrzebnego czasu. Z amoku trochę obudziło mnie, co Shadow powiedział dalej.

- Możesz nie wierzyć, ale czuję to już od ponad pół roku, w sensie pustkę. Tyle, że ja wiem, że moja pamięć ucierpiała, ale nie mogę jej przywrócić, nikt nie może. A ty? Jak to się stało, pamiętasz lub wiesz cokolwiek, jakkolwiek śmiesznie to brzmi

Miałam wrażenie, że on właśnie nie do końca był pewny, ale być może stąd to jego lekkie rozdwojenie jaźni. Byłam ciekawa jego historii, być może jakoś pomogłaby i mojej sprawie.

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Sro Mar 01, 2017 3:57 pm

Chłopak wysłuchał uważnie wszystkich słów dziewczyny.  A więc ona także miała uszkodzoną pamięć, i o dziwo jej nikt nie mógł pomóc. Shadowowi z czasem mogą powrócić. Jednakże z przeszłości pamiętał tylko złe wspomnienia i to z okresu kiedy mieszkał w innym świecie. Nie było żadnych wspomnień z okresu przed Akademią o pobycie na Vegecie. April, bo tak się nazywała nowa znajoma też mieszkała na Vegecie, a urodziła się na Ziemi. - Tylko te złe, i to z okresu przed moim życiem na Vegecie, zanim dołączyłem do Akademii. Nie chciałabyś przeżyć tego co ja. Nikt by nie chciał, a jak to się stało? Pamiętam jak od pewnego czasu moja psychika zaczęła słabnąć. W końcu po pewnym czasie w mojej podświadomości ktoś się zjawił i chciał mnie chyba załatwić, pokonałem go ale wszystkie wspomnienia uległy zniszczeniu. Z czasem kilka odzyskałem ale cóż... Jestem tylko Cieniem samego siebie. Podejrzewam że moja psychika  w pewnym stopniu została spaczona bądź zniszczona. Zwłaszcza przez pewne wydarzenia. To było smutne, gdyby to była książka Halfa można by opisać jako postać tragiczną. Szczególnie kilka wspomnień mocno spaczyło psychikę chłopaka, było to wspomnienie które o dziwo było tak silne że nie zniknęło. Ale nikt nie chciałby przeżyć czegoś takiego. Odbiór emocji także został uszkodzony,
Powrót do góry Go down
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Pią Mar 03, 2017 8:56 pm

Szczerze wątpiłam, aby to co mówił Shadow mogł być gorsze od tego, co ja przeżyłam w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. Nagle poczułam jakiś ból w okolicach klatki piersiowej. Syknęłam cicho, po czym spojrzałam na mężczyznę. Nie chciałam, aby nowo poznana osoba to zauważyła.

- Niestety nie umiem Ci pomóc ze wspomnieniami – powiedziałam, chociaż wcale tego nie żałowałam, było to mi raczej obojętne, ostatnimi czasy nie należałam do najmniejszych osób. – Muszę Cię opuścić. Mam nadzieję, że gdy ponownie się spotkamy odnajdziesz swoje prawdziwe Ja. Być może będziesz równie silny jak ja. Może wtedy stoczymy równy pojedynek.

Podałam mu dłoń i oddaliłam się kawałek, ciągle czułam ból w okolicy klatki piersiowej. Obstawiałam, że to mogło być spowodowane intensywnym treningiem, a może nawet przejściem na kolejny poziom super wojownika. Nie potrafiłam odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ale gdy oddaliłam się spory kawałek od Shadowa, ból stawał się już nie do zniesienia. Usiadłam na niewielkim kamieniu, który był nieopodal. Miałam problem ze złapaniem powietrza, zaczęłam nerwowo szukać fasolki, którą otrzymałam, ale nie zdążyłam. Poczułam jak powoli tracę władzę nad własnymi kończynami i chcąc nie chcąc upadłam na warstwę śniegu.


Dzięki Shadow, dziękuję też pozostałym. See you in another life, Brother. Smile

______________________

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Broń oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.


Prawdziwe oblicze April, Reda i Ósemki
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1861
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Lodowiec   Wto Mar 07, 2017 11:13 am

Komunikat odebrany przez scouter Shadow'a:
 

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Shadow
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 223
Data rejestracji : 29/11/2015


SCOUTER
HP:
1000/3000  (1000/3000)
Ki:
2924/3225  (2924/3225)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Lodowiec   Nie Mar 12, 2017 7:23 pm

Shadow siedział sobie spokojnie i medytował. Była cisza i spokój, istna harmonia. Nagle z jego Scoutera zaczęły się sypać dźwięki, Half wyjął go z kieszeni i założył. Z komunikatora zaczęły napływać informacje. Wszyscy znajdujący się w układzie ziemskim mieli natychmiast przerwać działania w terenie i ruszać do układu Yfryg na planete Eggroot. Trzeba tam ruszać, tak więc czas działać. - No i nici z wakacji Pomyślał Szarooki powiększając swój statek którym przyleciał a który teraz znowu miał być jego środkiem transportu. Chłopak spokojnie wsiadł do swojego wehikułu. Na szczęście dowództwo przesłało już koordynaty lotu, więc autopilot zrobi swoje. Przynajmniej nie trzeba się będzie martwić o dotarcie do celu. Chłopak odpalił silnik i chwilę poczekał aby się nieco rozgrzał. Zaczął sprawdzać systemy, czy wszystko działa jak trzeba, czy nie ma żadnych awarii. Kiedy uznał że wszystko jest cacy zaczął startować. Po chwili już zbliżał się do orbity niebieskiej planety na której spędził trochę czasu. W końcu zmieni środowisko.

Occ:

Orbita Ziemska
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lodowiec   

Powrót do góry Go down
 
Lodowiec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Ziemi-
Skocz do: