Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1040
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Klub muzyczny

on Nie Kwi 08, 2018 2:57 pm

Miejsce jak z dawnej epoki. Z małą sceną, gdzie muzycy wciąż raczą uszy melomanów smakowitym jazzem, długim barem z rozmownym barmanem oraz mnóstwem okrągłych stolików. Życie kwitnie tutaj od wieczora do białego rana. Lokalizacja sprzyja prowadzeniu rozmów biznesowych, spotkaniom towarzyskim, czy też zalewaniu swoich żali w akompaniamencie wyszukanej, muzycznej wirtuozerii. Obiekt położony w piwniczkach ma stałą klientelę, skupiającą wokół siebie osobników różnych ras, o wyszukanym guście. Najęci ochroniarze skutecznie ucinają zawczasu wszelkie konflikty.

______________________


avatar
Vvien
Liczba postów : 1013
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Klub muzyczny

on Nie Kwi 08, 2018 7:55 pm
Zaczesała włosy lewą dłonią wchodząc do klubu muzycznego. Włóczyła się po mieście bez celu póty nie dostanie dalszych informacji od gangu, ale nie musiała tego czynić w najciemniejszych melinach tak wielkiego miasta. Szeroko rozwarła oczy i niezadowolonym spojrzeniem przyjrzała się różnorasowej maści bywalców. Z pewnością rzucił im się jej wyszukany i pruderyjny głos, ale mateczka nie zamierzała niczego zmieniać. Podeszła do baru ze swobodą i wspięła się na jedno z obrotowych krzeseł. Machnęła parę razy ogonem, choć niezbyt energicznie i walnęła o ladę ze słowami;
-Bartender, podaj whi...whisky - zastanowiła się, czy dokładnie wymówiła ten lekki alkohol, jakim to się rozkoszował Magnent. Stary towarzysz ich zbójeckiej grupy, który jeszcze niedawno utracił rękę. Teraz zapewne szlaja się pośród portowych rubieży w jakiejś spelunie i udaje weterana wojskowego, aby tylko jakaś swawolna laska zwróciła na niego uwagę. Wiele razy do niej zarywał, ale zwykle słyszał sławetne i zdecydowane nie. Nowy zespół pojawił się na scenie, zerknęła na grupkę zwierzopodobnych bytów o różnych, jakże dziwnych instrumentach muzycznych. Jeden dmuchał, jeden chuchał, a inny palcami stukał w białe kości wielkiego urządzenia. Melodia była przyjemna, choć niezmiernie melodramatyczna, jakby przepływało przez nie cierpienie i brzmienie życia codziennego.
-Ciekawe co u niego - zaczęła bawić się wypełnionym kielonem, jaki to podrzucił barman. Kontent się nie rozlał, ale było niezmiernie blisko z każdym muskaniem palcem po krawędzi kielona.
-Brąz w płynie, prawie jak stary metal - w końcu chwyciła i wlała w siebie dziwny alkohol. Lekko się wzdrygnęła i odetchnęła, nie tego się spodziewała, ale kiepska była w tych trunkach. Oparła głowę o rękę, a łokieć o ladę. Przyglądała się smętnemu wyglądowi wilczej zgrai co to wyciskała z siebie siódme poty...tylko i wyłącznie dla muzyki.
"Jest tu spokojnie chociaż, tego potrzebowałam"

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 647
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Klub muzyczny

on Nie Kwi 08, 2018 9:31 pm
Pracowała tu bardziej dla idei niż skromnego zarobku. Lubiła nawet nosić strój pokojówki, który wydawał jej się bardzo kobiecy i elegancki. Nie miała nic przeciwko temu, że robiła właściwie wszystko, co trzeba było zrobić. Raz była kelnerką, żeby za chwilę wrócić na scenę. Te parę dźwięków, które wybrzmiewały z instrumentów, dawały jej poczucie, że jest w domu. Jej miejsce było tam, gdzie jej dźwięki, gdzie mogła przenieść się za pomocą sztuki.
Przychodziła więc po jednej pracy w corpo, żeby po chwili odpoczynku zacząć kolejną pracę. Przyjemniejszą, ale taką, która nie pozwalała na stabilne życie w przyszłości. Zrzucała biznesową garsonkę, poprawiała makijaż, dodała trochę tuszu dla bardziej kuszącego spojrzenia i oddawała się swoim nimfom. Była tutaj dość samotna na Namek, stęskniona za Ziemią, ale to tutaj codziennie zaciskała zęby w walce o przyszła karierę. Marzyła żeby stać się szanowaną negocjatorką, osobą zapraszaną na bankiety, wożoną na tylnym siedzeniu limuzyn. Wiedziała, że ma to coś, co pozwoli jej wejść pewnego dnia na szczyt. Nie była jednym z wojowników, była bardziej jak te damy w opresji, potrzebujące swego rycerza. Jednak sama dbała o swój los, wykuwając codziennie kolejne grosze, żyjąc godnie i nie mieszając się w kłopoty, zyskując zaufanie swojego szefa, muzyków w miejscu, które stało się jej schronieniem i azylem.
Siedziała teraz w swoim uniformie pokojówki za klawiszami pianina i łapała wspólny język z resztą zespołu. Nie potrzebowali słów, zaczęło się kwintą, żeby za chwilę wejść w septymę. Poczuli te zjawisko, łącząc się w jeden organizm. W krótce reszta towarzystwa pozwoliła jej na solo, aby przez około minutę mogła opowiedzieć swoją historię. Wykorzystała to z wdzięcznością i już po chwili wrócili do tematu.
Przez ten czas była w pełni sobą, ale musiała ochłonąć i wrócić do realnego świata. Wstała więc i zabrała tackę kelnerki, oczyszczając stoliki z pustego szkła. Uśmiech nie schodził z ust. Czekała na to cały dzień, w pracy obmyślając którędy powędrują jej palce, gdy już siadzie za klawiaturę. Rzuciła ostatnie rozkochane spojrzenie na scenę, po czym powędrowała do blondwłosej klientki, która zasiadła przy barze.
-Dobry wieczór. Czy mogę coś jeszcze dla pani podać?- zapytała melodyjnym głosem i zaprezentowała tak miłą obsługę, jakiej osoba z zewnątrz mogłaby oczekiwać. Jej falbanki zakołysały się, a kosmyk białych włosów został schowany za ucho ruchem dłoni, pokazując pełny uśmiech różowych ust. Trwała w oczekiwaniu, gotowa odejść równie dyskretnie w momencie gdy klienta sobie tego zażyczy.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1013
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Klub muzyczny

on Nie Kwi 08, 2018 9:49 pm
-Daj jeszcze jedno - rzekła do barmana skromnie rzucając kątem oka na scenę. Wtedy dostrzegła młodą dziewczynę, która z pasją przykleiła się do największego z instrumentów. Melodia wydawała się krucha, a jeśli niosła ze sobą jakąś historie, to saiyanka zupełnie nie mogła zrozumieć. Na pewno przykuło ją oddanie względem grającego urządzenia. W rodzinnej wiosce to poza barabanami z rzadkością dało się cokolwiek innego usłyszeć, ale na mateczkę czochrającą przy stole męża podniebienie, grali wspaniale i również oddanie. Zwróciła się ku ladzie i wypiła kolejnego głębszego, tak to starczy już na dzisiaj. Nawet bywalec za lady serwujący gościom drinki zachęcał do kolejnego.
-Starczy - burknęła nieznacznie i zakręciła się na krześle słysząc głos nowej nieznajomej. No tak, nawet najbardziej spokojny bar z egzotyczną muzyką musiał mieć swoją najukochańszą ladacznice. We wszystkich barach, knajpach i spelunach musiała się takowa znaleźć. Bez niej rzesza Panów musiałaby się borykać ze znużeniem wypijania kolejnych trunków, a i muzyka kiedyś się kończy. Kobiece piękno zawsze będzie trwać wieczne, nawet w tej frywolnej kiecce mogła dostrzec, że z rzadka ćwiczyła. Zerknęła na nią od góry do dołu, choć jej mina wydawała się nieprzyjazna, a błękit oczu mógł wypełnić ladacznice pełną surowości.
-Czy w tych klubach serwują coś do jedzenia? - Spytała ją przyjaźnie, właściwie nie dostrzegła jakiegokolwiek jedzenia w klubie. Wszyscy pili i dysputowali, ale talerze wydawały się niezmiernie puste.
-Nawet nie zauważyłam, ze to już wieczór - odsunęła pustego kielona i ponownie spojrzała na ciemnoskórą dziewoje. Rozwarła szerzej oczy, jak kielon błyskawicznie zniknął. To się na swój sposób nazywało profesjonalną obsługą, trunki pojawiają się i znikają...tak samo puste szklaneczki.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 647
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Klub muzyczny

on Nie Kwi 08, 2018 10:27 pm
Nie zawsze było lekko, zdarzało się, że musiała podejść do kogoś, do kogo inni bali się odezwać i jednocześnie musiała być na tyle dyskretna, żeby nie wywołać względem siebie wrogości. Była oceniana wielokrotnie przez większość gości, nieliczni byli w stanie dostrzec coś mistycznego, gdy występowała na scenie, a dużo odbiorców spoglądało na nią jak na zwykła hostessę. Starała się trzymać swój wysoki poziom standardów względem własnej pracy i zazwyczaj to starczyło.
-Mamy tylko przekąski i parę drobiazgów na ciepło. Mogłabym polecić tosty i frytki, ale to może być zbyt skromne…- ogon zdradzał pochodzenie, a każdy kto chodził do szkoły wie jak dużo potrafią przyjąć saiyańskie żołądki. Zawstydziła się gdy zrozumiała, że jej słowa mogły być odebrane jako przytyk rasowy. –Mamy tez cipsy o różnych smakach, albo paczki landrynek. Niestety nie prowadzimy tutaj kuchni, więc pozostają tylko takie drobiazgi.- zdołała ukryć tackę z brudnymi naczyniami za ladą, starając się zrobić to tak płynnie, żeby nie skupiać tym uwagi gościa.
-Rzeczywiście na Namek nie łatwo zorientować się jak szybko mija czas, ale mam nadzieję że spędzi pani u nas miłe chwile.- Uśmiechnęła się życzliwie i nienachalnie. Stwarzała wrażenie osoby, która jest zadowolona z tego co robi i rzeczywiście była. W przeciwieństwie do ekspedientek, była pełna czegoś w rodzaju godności, z duża starannością o okazanie rozmówcy maksymalnego szacunku i empatii.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1013
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Klub muzyczny

on Pon Kwi 09, 2018 6:04 pm
-Brakuje kuchni, brakuje kucharza, no nie dobrze - odburknęła słuchając marnej propozycji ekspedientki. Uderzyła o ladę będąc niezadowolona z tego faktu, a lekki uśmiech nabrał zobojętnienia. Zamyśliła się przez chwile po czym dodała niewzruszenie.
-Gotowałam dla czworga dania, że aż brzuszki pękały moim pociechom. Pomyśleć, że taką prostotę nie można zastać w tych miastach, jak dogodny posiłek - uśmiechnęła się i lekko przymrużyła oczy. Nie była pewna, czy właśnie coś nie schowała za ladą, a wystarczyło jedno machnięcie ogona by przekonać się co to mogło być.
-Dajcie te tosty i frytki, bo trunki to się nie wlewa na pusty żołądek. To nie zdrowe i zabawa szybciej przemija - pouczyła ją mając na uwadze, że przyjmie do siebie tą jakże cenną radę. Machnęła parę razy ogonem i oparła podbródek o lewą rękę. Ladacznica próbowała najwyraźniej wyróżnić się spośród tłumu, ale dla niej każda kobieta pracująca w spelunach to dziewka do dodatkowego towarzystwa.
-Masz skórę, jak ciemne saladańskie trufle. Również myślałam o jakiejś zmianie, może przefarbuje sobie ogon na odcień moich włosów hym? - Spytała krzywo się na nią patrząc, jakby to właśnie od kelnereczki oczekiwała odpowiedzi. Znowu uśmiech przemknął przez saiyańskie, ostro zarysowane usta i rzekła do siebie nie dowierzając. - Te kluby to naprawdę biedne, jedzenia nie mają. Dajcie mi fartuch, składniki to ja tu was wszystkich bym wykarmiła.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 647
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Klub muzyczny

on Wto Kwi 10, 2018 5:59 pm
Oczy Kanade stały się bardziej roześmiane. Prostolinijność kobiety pochodzącej z Vegety była uderzająca. Bez żadnej retoryki, mówili co myśleli, byli zdecydowani w wrażaniu swojego zdania i pełni poczucia bezkarności. Nawet teraz, gdy nie są już najpotężniejszą rasą, a świat nie daje się zastraszyć przez same mięśnie.
-Tak, jest dużo osób, które potrafią gotować, ale lokal nie posiada odpowiedniej koncesji.- udzieliła krótkiego wyjaśnienia, ale wolała szybko doprecyzować co się z tym wiąże. –Trzeba by było opłacić badania medyczne, otworzyć się na kontrolę przechowywania zapasów żywności, zarejestrować kolejną usługę. To bardzo skomplikowany proces, a gościom zazwyczaj wcale nie zależy na stołowaniu się u nas. Raczej karmią się dźwiękami i trunkiem.- Na padzie ukrytym pod tacką wystukała zamówienie na tosty i frytki, tuż po tym jak saiyanka o nie poprosiła. Zamówienie dotarło do zaplecza i już za chwilę wyskoczył jej komunikat, że może podać gotowe danie. Ukłoniła się i na chwilę zostawiła gościa, a za moment już niosła w jej stronę pachnące pyszności.
-Tosty z frytkami dla pani.- zakomunikowała radosnym głosem, stawiając przed nią talerze, sztućce i sosy. Gdy już spełniła kelnerski obowiązek, przeszła za ladę, gdzie czekało trochę szkła do wytarcia. Jej wzrok ukradkiem zerkał w stronę scen, a uśmiech ukazywał jak bardzo jest nią zainteresowana.

avatar
Vvien
Liczba postów : 1013
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Klub muzyczny

on Wto Kwi 10, 2018 8:41 pm
Spojrzała na głodowe racje, jakie otrzymała od klubowej ladacznicy i nie mogła się nadziwić, że tak trudno jest w tych stronach załatwić cokolwiek. Wszystko to kwestia odpowiedniego nastawienia i wzięcia się do roboty. Postaw cel, zrób to, innej opcji nie ma.
-Czyli dajecie ludziom głodowe porcje i miejsce do wypłakania się ze swoich smutków? To może powinna to być płakalnia, a nie klub - ze spokojem mówiła, choć bardziej do siebie bo najwyraźniej jej rozmówczyni w końcu przypomniała sobie o dodatkowych obowiązkach. Chwyciła za garść frytek i wrzuciła je do rozdziawionych ust, nie interesowała się sosami, ani nawet solą. Tylko tłuste ziemniaczane pałeczki lądowały do jej brzucha i nic poza tym. Tosty zostawiła na koniec, ale tak dziwne pieczywo to chyba było pieczone z ziaren ocalałych po zniszczonych żniwach.
"Gdzie oni się podziali, czyżby dzisiaj miał być fajrant? Od paru dni nie miałam już kontaktu" zamyśliła się i pognała wzrokiem za trufloskórą. Następnie na scenę muzyczną, gdzie miała swój krótkotrwały debiut na drewnianym i wielce skrzywionym pudle ze białymi zębiskami i ponownie do niej wróciła.
-Zamiast się patrzyć na scenę, po prostu tam wejdź i graj dalej. Mam kogoś stamtąd wyrzucić by zwolniło się miejsce?-

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 647
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Klub muzyczny

on Czw Kwi 12, 2018 7:36 pm
Zrobiła się zakłopotana, tak jak potrafią być zakłopotani pracownicy lokalu, w którym pojawił się problematyczny klient. Nie mogła nic z tym zrobić, a nawet nie czuła się na tyle silna żeby ochrzanić kogoś tak pewnego siebie. Spojrzała przepraszająco na kolegów z muzycznego świata, nie wiedząc jak wytłumaczyć im takie zachowanie. Czemu nikt z ochrony nie reaguje? Pewnie stoją przed wejściem i pilnują, żeby nikt problematyczny nie wszedł do klubu, ale to się już stało!
-Nie! Nie wolno postępować w taki sposób…- zareagowała na słowa rozmówczyni gwałtownie, ale brakowało w tym siły i stanowczości. Zwyczajnie była dość nieśmiała i na tyle krucha, aby nie pyskować względem osób, które manifestowały swoją siłę, czy mocny charakter. Szczerze mówiąc to czuła się dość bezradna, miała jedynie swoją empatię i osobisty urok w stosunku do siły mięśni i mocnych charakterów u osób pozornie potężniejszych.
-Jaką formę płatności pani preferuje? Zamknąć już rachunek?- musiała zmienić temat i miała szczerą nadzieję, że za chwile nie będzie awantury. Podała paragon na 30 jednostek smoczego oddechu. –A teraz proszę mi wybaczyć.- odeszła szybko na zaplecze, gdzie mogła założyć własne ciuchy. Kończyła zmianę jako kelnerka i mogła schować do szafy uroczy strój pokojówki. Uśmiechnęła się widząc go na wieszaku. Lubiła go, był taki słodki i podkreślał to, jaka naprawdę jest, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Teraz mogła znów wyjść na salę już prywatnie, w ulubionej dopasowanej spódnicy, opiętej bluzce, luźnej narzucie w formie żakietu i sandałkach na cieniutkiej szpilce. W biegu poprawiła szminkę i wróciła do barmana, zamienić kilka uprzejmości. U niego też zostawiła swoją torebkę.
avatar
MGj
Liczba postów : 50
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Klub muzyczny

on Pon Kwi 16, 2018 9:13 pm
Kanade już zmierzała w stronę Sali, by dołączyć jako zwykły klient, gdy poczuła na swoim ramieniu dotyk czyjej dłoni oraz znany sobie przyjemny zapach drogich, męskich perfum.
- Kanade… - odezwał się aksamitny głos.
Kobieta odwróciła się i zobaczyła właściciela lokalu, Pana Virtutti.
Był to bogacz, mężczyzna z niezwykłą klasą i miękkim kręgosłupem moralnym. Zawsze w modnym garniturze i z zabójczym uśmiechem. Bywał w lokalu rzadko, ale gdy już bywał, to trudno go było nie zauważyć. Pewne grupy Pań przychodził do klubu tylko po to, by przy odrobinie szczęścia spotkać go przy stoliku.
Spoiler:

- Kanade, mam do ciebie gorącą prośbę. - rzekł, co świadczyło o tym, że kojarzył Kanade. Nigdy dotąd nie zamienił z nią nawet słowa, a jednak znał jej imię.
- Czy mogłabyś zostać dzisiaj chwilę dłużej na zmianie?
- położył drugą rękę na jej ramieniu. Miał poważną minę. - Chodzi o tę klientkę. - Wskazał wzrokiem w kierunku Lettruce, z którą Kanade jeszcze przed chwilą rozmawiała. - Mam co do niej poważne podejrzenia.

***

- Kto by ją chciał oglądać… - odezwał się starczy, roztrzęsiony męski głos. Przy stoliku obok Lettruce siedział mężczyzna, który na oko wyglądał na przedział wiekowy pomiędzy 60 a 90 lat. Po stroju można było wnioskować, że był tutaj stałym bywalcem, kimś obeznanym z towarzystwem tego typu kultury.
Spoiler:

- …kiedy przy barze siedzi taka piękność! Te kształty wojowniczej bogini, te oczy jak dwa krystaliczne jeziora i atuty! - zachwalał, uśmiechając się lubieżnie. Podszedł do dziewczyny i wyciągnął rękę, by podała mu dłoń do całowania. - Mam na imię Bruce Willington. Jestem łowcą talentów. Szukam aktorki do głównej roli w nowym filmie, którego jestem reżyserem. Tytuł, to „Raziel, Królowa Saiyańska”. Pani jest moją nową muzą, nie ustąpię, dopóki nie zgodzi się Pani zagrać głównej roli.
avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 647
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Klub muzyczny

on Wto Kwi 17, 2018 4:17 pm
Czuła się zrelaksowana i wolna, gdy pewna swojego stylowego wyglądu wracała na salę. Emanowała kobiecością, każdy ruch był subtelny i delikatny, jakby tańczyła krocząc. Jak typowa damulka z dobrego domu, miała w sobie lekkość, która teraz wpływała również na jej stan emocjonalny. Stres związany z uporczywą klientką i wręczonym jej rachunkiem został gdzieś poza nią.
Ale los miał dla niej inny plan. Gdy usłyszała swoje imię, odwróciła się przez ramię, pociągnięta dość atrakcyjnym tembrem głosu swojego szefa.
-Tak panie…- chciała dodać nazwisko, ale zanim zdążyła, przełożony pociągnął dalej temat, a jej wypowiedź zabrzmiała jak słowa niewolnicy, w pełni uznającej swoją niższą pozycję. Nie miało tak zabrzmieć, za co skarciła się w myślach, ale musiała przyznać, że pan Virtutti miał w sobie to coś i wcale nie była pewna, czy umiałaby się jemu oprzeć. Z jakiegoś powodu pochlebiało jej również to, że zapamiętał jej imię. Ponownie skarciła samą siebie, nie jest przecież jakąś łatwą nastolatką, która skacze wokół przystojniaka, tylko dlatego, ż zwrócił na nią uwagę. Miała swoją godność i znała swoją wartość, nie potrzebowała potwierdzenia jej przez innych.
-Cóż… Właściwie mogłabym, ale potrzebuję trochę zarobić. A co właściwie jest nie tak z tamtą panią?- oczywiście, że czuła problem, po pierwsze była saiyanką, po drugie była nieokrzesana jak to mieszkańcy Vegety, a po trzecie… Kanade się jej bała… Nie umiała sobie tego wyjaśnić, ale czuła się w porównaniu z nią krucha i bezradna, jak mała kicia wśród lwic w trakcie polowania.
-Co mam zrobić w razie problemów? Nie ma dziś ochrony?- prawdopodobnie znała odpowiedź, była taka sama jak w problemach administracyjnych w swoim korpo. „Użyj kreatywności”, tak jakby było to narzędzie ogólnie dostępne, które zawsze można wyciągnąć z szuflady. Wiedziała, że nie po to jest zatrudniona, żeby komunikować o problemach, tylko dawać rozwiązania. –No to ja wrócę się przebrać…- poszła już bez słowa i za chwile znowu była na Sali w uniformie.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1013
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Klub muzyczny

on Wto Kwi 17, 2018 5:32 pm
-He? - Zdziwiła się, gdy mężczyzna zaczął się wypowiadać o jakiejś kobiecie ze wspaniałymi atutami. Staruch najwyraźniej znajdował się w innym świecie i tylko się przyglądał, raczej nikomu tego nie zabraniała. W końcu jaka w tym krzywda? Naprężyła delikatnie mięśnie i wywaliła do przodu klatkę piersiową z oschłym i nieempatycznym uśmiechem. Chyba jeszcze pamiętała, jak zrobić kobiecą pozę do złej gry, a ta wąsata parodia jazzowego bywalca może sowicie zapłaci. Nadal oczekiwała na swoich towarzyszy, ale raczej nigdy nie odmówiłaby szansie na zysk. Kwestia, czy gra będzie warta świeczki.
-To mowa o mnie? Ćwiczę regularnie Panie... - podała rękę do uciśnięcia, ale zamiast tego poczuła obślizgłe usta na dłoni. Lekko zniesmaczona otarła ukradkiem dłoń o najbliższą przechodzącą osobę, - Willington. -
Rozejrzała się uważnie wokół, a ladacznica najwyraźniej zniknęła w siną dal szarej codzienności. Machnęła ogonem energicznie i spojrzała na mężczyznę natchnionego jej wyglądem.
- Oczekuje paru osób, ale możliwe to jeszcze nie ten dzień. O jakiej sztuce mowa i jaka płaca? Sądząc po tytule to krew, walka i romans. Poza tym czemu Królowa ma imię po pieczywie? - Nie bez przyczyny określiła to jako sztuka. Traktowała wygibasy z telewizora jako następną formę aktorską, z resztą rzadko oglądała telewizje częściej zajmując się domem. Pamiętała ten porywisty romans potężnej wojowniczki i kościstego chłopca. "Moda na tysiąc ostrzy" telenowela kręcona na planecie słabeuszy, ale mogła przyznać, raz nawet łezkę uroniła, jak to komu łeb ucięli w imię uczuć. Też tak zaczynała, choć jej życie było dużo prostsze i nie wymagało ścięcia tak wielu głów. Tylko jednej najwyżej i to w przypływie złości.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
MGj
Liczba postów : 50
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Klub muzyczny

Today at 4:33 pm
- O nadgodziny się nie martw - stwierdził Pan Virtutti zabierajac ręce i zbywajc tę myśl lekceważącym machnięciem dłoni. Zdawał się w ogóle nie zauważać zakłopotania u swojej pracownicy, lub też kompletnie je ignorował.
- Ochrona jest. Tak jak zawsze... ale obawiam się, że może nie wystarczyć. Widzisz... - przerwał na chwilę, by upewnić się, że nikt nie podsłuchuje. Na ich szczęście poza kilkoma paniami po drugiej stronie sali które z rozmarzeniem przyglądały się właścicielowi przybytku wszyscy goscie byli zajęci własnymi sprawami. -  Ona jest poszukiwana listem gończym. A z tego co dane mi było słyszeć już parokrotrnie udało jej się uciec z prób zatrzymania. Potrzebuję trochę czasu by zawiadomić strażę changelingów. Jakichś dziesięciu minut góra.
- Ale to dla ciebie nie powinien być żaden problem. Nieprawdaż? - dodał jeszcze gdy Kanade szła na zaplecze.
Gdy wróciła Pan Virtutti już zniknął z sali.

***
- Nie dość, że tak piękna to jeszcze domyślna - Willington usiadł na sąsiednim stołku dalej zachwalajac Lettruce. - Bezbłędnie trafiła Pani w sedno. Co zaś się tyczy imienia to nie jestem historykiem by zgłębiać tajniki wyboru imienia dla pociech w tamtych czasach. - oznajmił nonszalancko bawiąc się koniuszkiem wąsa.
- I jeśli Pani pozwoli zaprosić się do miejsca bardziej... stosownego do interesów to będziemy mogli omówić kwestię wynagrodzenia. I mam nadzieję, że uda nam się dojść do porozumienia. Co prawda za pierwszą rolę może nie być dużych pieniedzy, ale to tylko otworzy drzwi do kolejnych kontraktów. Kariera aktorska jest ci wręcz przeznaczona. Jeśli nie w tym konktretym gatunku to z całą pewnością w takim Pani walory zostaną z całą pewnościa docenione.
Następnie wstał ze stołka, a lubieżny uśmiech wciąż gościł na jego ustach.
Sponsored content

Re: Klub muzyczny

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito