Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1202
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 1:22 pm
First topic message reminder :

Muzyka:


"Namek to planeta pełna tajemnic i niespodzianek. Z duszą zranioną wiele razy." - Tak mawiają jej rdzenni mieszkańcy, Nameczanie. Większość podróżnych nie wykracza poza mury miejskie Miasta Portowego, czasem jednak znajdzie się zbłąkana dusza, która chciałaby poznać urocze zakątki tego miejsca, gdzie wciąż odczuwa się prawdziwego ducha natury. Dobrze znane są pobliskie połacie łąk. Można tutaj położyć się na miękkiej trawie, powdychać świeżego powietrza lub wybrać się na spacer w głębsze zakątki dzikich ostępów…

______________________



KOŚCI
Liczba postów : 736
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bezkresne łąki

on Czw Lis 22, 2018 6:41 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 100
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bezkresne łąki

on Czw Lis 22, 2018 7:52 pm

Na oczach Lilou działy się dantejskie sceny. Gdy jeden potwór walczył z dziką zawziętością, kolejny rozdwajał się. Robiły to zarówno czarne jak i białe osobniki. 4…8…16…32… wkrótce całą pobliska łąka zasiedliła się niszczycielskimi bestiami, które rzucały się na siebie do walki jeden po drugim. Były przy tym tak potężne i silne, że powalały drzewa, rozrywały trawniki i tworzyły wyłomy w ziemi. Wokół latały energetyczne pociski. W tym tempie, planeta Namek mogła utonąć w tłumie stworów w przeciągu godziny. Stworów, których jedynym celem było zwalczenie się i przy okazji bezrefleksyjne unicestwienie wszystkiego, co napotykały po drodze…

Z trudem unikała latających pocisków, chcąc utrzymać przejście dla Allada. I jak się okazało… trudno powiedzieć, czy jej myśli powędrowały prosto do jego umysłu, czy też nie, ale niebawem jego ciało wyłoniło się przez portal. Szybkim ruchem głowy obejrzał to, co działo się na łące. Uniósł brwi, wybałuszył oczy i wpuścił w płuca powietrze, gdy ponad setka dziwnych stworów rozmnażała się i walczyła między sobą.

Nie zwlekał. Uniósł się w powietrze telekinetycznie w górę. Potem wypuścił powietrze z płuc w kierunku Lilou ogromnym podmuchem. Było ono naładowane energią, która niczym wiatr rozwiała włosy dziewczyny i zafalowała niewielkie skrawki materiału na jej ciele. Zmuszał ją do przymykania oczu i osłaniania się, lecz na niewiele się to zdało. Zaczęła cofać się do tyłu, aż w końcu powietrze poderwało ją do góry i wyrzuciło w dal w stronę lasu. Lecąc napotkała na konar drzewa. Uderzyła o niego i tak uwiesiła się na rękach, żeby nie spaść na ziemię.

Oczy Allada rozświetliły się fioletowym blaskiem, aż zaczęły płonąć żywym ogniem.

- AAAAAAaaaAAAAAAaaa! – ryczał jak dziki zwierz, napinając mięśnie, aż żyły wyszły mu na wierzch, a kark stwardniał. Kumulował w sobie resztę energii, jaką posiadał. Na niebie zaczęły zbierać się chmury, targane silnym wiatrem. Na nieboskłonie formował się wir powietrzny. Powolnie opadał w kierunku walczących stworów, które zbyt pochłonięte były swoim konfliktem, by to zauważyć. Dopiero, gdy część z nich zaczęła podrywać się z ziemi i wpadała w wytworzony prąd powietrzny, reszta wniosła wzrok w tamtym kierunku. Było już jednak za późno. Jeden po drugim zaczęły wpadać w pułapkę, aż w końcu każdy co do jednego latał już uwięzione w nurcie.

Aaaa! AAAAAAAAaaaa! - ryczał nieustannie, zlany potem i drżący jak w spazmach.

Stwory zaczęły wirować coraz szybciej i szybciej i szybciej, aż osiągnęły prędkość jak w pralce. Zaczęły zlepiać się ze sobą. Najpierw tylko czarne z czarnymi i białe z białymi, ale wkrótce też obie barwy ze sobą. Siła wiatru zaczęła ustępować, Allad skierował energię do wnętrze, zmniejszając powierzchnię wiru, a potem opuszczał ją ku ziemi w miejscu krateru, jaki powstał w wyniku działania tornada. Potem sam opadł w tamtym kierunku i stanął na nogach. Utrzymywał ręce nad skumulowaną, gumiastą masą.

- Pieczętuję cię… - sapał przez zęby. - … kawałkiem własnej duszy… - wysyczał, a wtedy energia jakby wyrwała się prosto z jego serca. – AAAAAAAAA! – zaryczał jak rozrywany na kawałki. Łzy zaczęły spływać z jego policzków. Stękał, gdy potężna energia odbijała się od pieczętowanego stwora i trafiała prosto w jego twarz, odrywając mu czułki i parząc twarz.

W końcu… jednak… udało się… gumiasty potwór skleił się ze sobą, tworząc sobą niewielki, wyglądający jak naszyjnik, znaczek jing i jang…

Gdy proces zakończył się, medalion upadł na ziemię i zakołował jak moneta. A zaraz za nim runął na twarz Allad. Widać było tylko, jak jego ciało unosi się i opada w miarowym oddechu. Jego twarz była poraniona, ale żył…
avatar
Emi
Liczba postów : 88
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1800/1800  (1800/1800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Czw Lis 22, 2018 10:32 pm
Jeśli pojawienie się dwojga stworów było dla Lilou niczym grom z jasnego nieba, to pojawienie się Allada oraz to co nastąpiło później było istną anomalią. Dziejącą się tu i teraz. To wszystko było jak zły sen, jeden z gorszych koszmarów jakie tylko mogła wyśnić.

Ocknęła się z tego przeświadczenia wisząc na gałęzi wielkiego drzewa z rozdziawioną buzią. Serce waliło jak młot, krew pulsowała jakby chciała rozsadzić wszystkie żyły w jej ciele. Wisiała, trzymając się już czerwonymi od wysiłku dłońmi i patrzyła przed siebie pustym wzrokiem. Znajdowała się jakieś kilkaset metrów od miejsca, w którym właśnie wydarzyło się coś wielkiego. W oddali widziała tylko coś na wzór trąby powietrznej i w tym momencie robiła wszystko, by nie spaść. Minęła chwila... I nastała martwa cisza.




Spuściła głowę szybko i spojrzała w dół. Było dość wysoko. Puściła powoli gałąź i wylądowała, przeturlawszy się na plecy by zamortyzować upadek. Nie podniósłszy się do końca, jeszcze zgarbiona zaczęła biec z powrotem w miejsce, z którego odleciała porwana wichrem Allada. Dysząc i sapiąc ciężko w przerażeniu, drżąc cała, biegła ile sił przed siebie, potykając się o gałęzie, odbijając je dłońmi na ślepo. Byle szybciej tam dotrzeć.

W panice zgubiła się i przystanęła, szybko rozglądając się w którą stronę powinna się udać. Albo już podświadomość płatała jej figle ze zmęczenia i stresu... Nie. To chyba był dobry kierunek. Pobiegła dalej.

Wyłoniła się zza drzewa, za którym wcześniej się schowała. Ujrzała Nameczanina, opadającego na ziemię. Wyglądał na wyczerpanego i poranionego. Stworów już nie było, lecz coś niewielkiego leżało obok mistyka. Lilou widziała tylko ciemną kropkę.

Zerwała się z miejsca jak porażona prądem. Była tuż przy nim. Przyklękła.

- Alladzie - wykrztusiła przerażona - Żyjesz...?

Delikatnie złapała go za ramię i przekręciła na plecy. Wciągnęła ustami powietrze. Wyglądał strasznie.

On natomiast ujrzał bladą twarz Lilou i oczy świecące się od łez. Wyglądała jakby zobaczyła ducha, lub nawet jeszcze gorzej. Jej dolna warga trzęsła się, a jedno oko drgało. Jej piwne tęczówki zalało za chwilę morze łez.

- P-p-przepraszam... - załkała cicho i zaczęła machać nerwowo rękoma. Ruszała ustami, mówiła bezgłośnie, jakby nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Po czym zaczęła cicho: - J-ja... Nie... N-n-nie p-potrafiłam... Oni... Nawet nie wiem, j-j-jak...

Każde kolejne słowo wyrzucała z siebie z wielkim ciężarem, zanosiła się łzami i z ledwością udawało jej się wypowiedzieć je do końca. Wzięła haust powietrza i dygocząc cała, wypowiadała z długimi przerwami kolejne wyrazy:

- W-w-w-wybacz... Mmi...

Pociągając nosem i widząc przed sobą rozmazany obraz Nameczanina, wyciągnęła ku niemu zimne jak lód dłonie i przyłożyła do policzków. Allad poczuł nieprzyjemny chłód, który z każdą kolejną chwilą niwelował się. Zamknęła oczy, chowając je pod posklejanymi od łez rzęsami i jeszcze raz skupiła się mocno, by całą swą energię która jej pozostała, przenieść w dłonie. Jej ciało rozjaśniało lekko złotą aurą, a mistyk mógł widzieć jak z różnych części ciała moc przepływała przez nią, by zgromadzić się w drobnych rękach kobiety. W trakcie tego procesu robiło mu się coraz cieplej, ogrzewała jego twarz jak mięciutki kocyk, a wraz ze wzrostem temperatury w jej palcach, jego rany goiły się i zabliźniały...
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bezkresne łąki

on Pią Lis 23, 2018 8:03 pm
Allad nie otwierał oczu, pogrążony w letargu. Zimne dłonie dziewczyny sprawiły, że wykrzywił poranioną twarz. Dopiero, gdy ciepło energii zaczęło przenikać przez skórę, rysy jego twarzy rozluźniły się. Płytkie rany zaczęły zasklepiać się i niebawem znikać. Głębsze rysy pozostały, ale zbladły i były prawie niewidoczne. Mężczyzna po chwili zaczął oddychać regularnie. Otworzył ciężko zmęczone oczy i popatrzył na roztrzęsioną dziewczynę.

- To… nie twoja wina. – powiedział, odchrząkując. – To ryzyko wpisane w ten zawód. Ale to my ponosimy odpowiedzialność za konsekwencje naszych ingerencji w czasoprzestrzeń. – mówił powoli, poważnie i z bolesną miną. – Dlatego musiałem zadziałać natychmiast. W przeciwnym razie… nie wiem, co by się wydarzyło. Cieszę się, że się udało. Nie robiłem sobie wielkich nadziei. – podparł się na ramionach i westchnął głośno. Popatrzył na swoją towarzyszkę, podnosząc brew, jak na małe, rozpłakane dziecko. – Nie przejmuj się… - rzekł cicho, pozwalając sobie na to, by wytrzeć kciukiem jeden z jej wilgotnych policzków. Przytrzymał rękę przy jej szyi, dodając tym samym otuchy. Nie należał do tych ciepłych, dobrych ludzi, którzy wiedzieli, jak zachować się w takiej sytuacji, ale okazał współczucie tym drobnym gestem. – Nic nie mogłaś zrobić. Dziękuję, że podtrzymałaś przejście. A ciało… ostatecznie niewiele mi się stało. Mogło skończyć się dużo gorzej. I jest to tylko powłoka cielesna. Którą można przecież kiedyś zmienić. – ciągnął, najwidoczniej czując się na tyle dobrze, by znowu zaczynać swoje niekończące się tyrady. Przewrócił się na bok i spróbował drżąco podnieść się do pozycji stojącej. Robił to ze sprawnością emeryta. – To… - podniósł z ziemi medalion i pokazał Lilou z bliska. – To tylko czasowe rozwiązanie. Kiedyś się rozpadnie. To zagrożenie jest tylko odroczone. Musimy… czy też ja muszę? Znaleźć rozwiązanie na ten problem. – Włożył medalion do kieszeni i skierował się kawałek dalej pod pobliskie drzewo, gdzie pozostało jeszcze trochę miękkiego trawnika. Rzucił się pod pniem i położył na plecach, podpierając głowę rękami. – Wybacz mi, ale muszę się przespać. Jestem wykończony. Po drzemce, możemy iść dalej. Mamy dużo szczęścia, bo wiem, gdzie jest Mochida. I co ciekawe! Jest tutaj, na Namek. Widzisz, opłacało się! – puścił jej oczko, a potem zamknął powieki. Za chwilę dodał: - Jeśli chcesz… możesz się… no wiesz. – zrobił krótką pauzę. – Jeśli chcesz, możesz się przytulić. Jeśli chcesz. – po tych słowach pogrążył się we śnie.

z/t Park botaniczny

______________________


Sponsored content

Re: Bezkresne łąki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito