Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1042
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 1:22 pm
Muzyka:


"Namek to planeta pełna tajemnic i niespodzianek. Z duszą zranioną wiele razy." - Tak mawiają jej rdzenni mieszkańcy, Nameczanie. Większość podróżnych nie wykracza poza mury miejskie Miasta Portowego, czasem jednak znajdzie się zbłąkana dusza, która chciałaby poznać urocze zakątki tego miejsca, gdzie wciąż odczuwa się prawdziwego ducha natury. Dobrze znane są pobliskie połacie łąk. Można tutaj położyć się na miękkiej trawie, powdychać świeżego powietrza lub wybrać się na spacer w głębsze zakątki dzikich ostępów…

______________________


avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 2:35 pm
Spokojny wiatr powiewał listki trawy, które ocierając się o siebie wytwarzały przyjemny dźwięk dla uszu. Słońce spokojnie świeciło, a chmury leniwie rozlewały się na nieboskłonie. Ten spokój zagłuszyła spadająca na niebie kapsuła, która leciała przez orbitę planety prosto w dół, aby z impetem wbić się w ziemię i wylądować. Przy zderzeniu kapsuła zniszczyła nieco teren wokół wytwarzając uderzeniem głęboki dół. Dziewczyna poczuła uderzenie, ale nie było ono tak mocne, gdyż saiyańskie kapsuły były w środku dobrze zamortyzowane. Na komputerku pokładowym pojawił się napis ''Koniec podróży - Namek''.
- Na-mek, hai? - Powiedziała sama do siebie. Nikt nie mógł jej usłyszeć, gdyż była tam sama, a dodatkowo kapsuły były wygłuszone. Drzwi się otworzyły, a Vegetańskie powietrze zmieszane z Nameckim wytworzyło parę, która zaraz rozwiała się przez spokojny, chłodny wiatr. Dziewczyna wolnym i przeciągającym ruchem wyszła z kapsuły i zaczęła rozglądać się wokół. Niestety w tym momencie zobaczyć wiele nie mogła, gdyż znajdowała się w środku krateru. Wielka kropla potu spłynęła po jej czole, ale nie stała tak długo w jednym miejscu. Wcisnęła w kapsule przycisk, po którym statek zamienił się w małą kapsułkę hoi poi, którą schowała pod koszulkę. Przygotowała się do skoku i wyskoczyła do góry, aby wyjść z głębokiej dziury i wtedy już zauważyła, że grawitacja na tej planecie kompletnie różni się od tej na Vegecie. Czuła się leciutka jak piórko. Klimat też był o wiele przyjemniejszy od tego na Vegecie. Tam było z kolei gorąco i duszno, a tutaj było całkiem odwrotnie. Przyjemna, nie za niska temperatura powietrza i przyjemny, chłodny wiatr. Wręcz idealnie. Dziewczyna poleciała do tyłu delikatnie upadając na swoje plecy. Położyła się na mięciutkiej trawie z rozłożonymi rękoma. Przymknęła oczy i wzięła kilka głębszych wdechów. Od razu spodobało się jej to miejsce. Chwilę tak poleżała, ale za chwilę wstała. Była ciekawa nawiązania kontaktu z zamieszkałą tu rasą. Tak więc rozejrzała się jeszcze raz po horyzoncie, ale zbyt wiele stąd nie widziała. Postanowiła więc wybrać się w losowe miejsce. Może uda jej się dokądś dojść? Może nawet natrafi do miasta przy odrobinie szczęścia? Czyżby obudził się w niej duch odkrywcy-podróżnika?
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 762
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 6:41 pm
Minęło kilka dni, odkąd Vanilla opuścił wioskę. Przez cały ten czas przedzierał się przez gąszcze i próbował odnaleźć drogę do tej ‘cywilizacji’, o której mówił Taiko. Cokolwiek to miało być. Wyprawa okazała się dużo trudniejsza niż przypuszczał. Póki znajdował się w obrębie znanych mu lasów, wszystko było w porządku. Brnął przed siebie zwinny i cichy jak łapa czarnej pantery. Dopiero gdy przekroczył granicę nieznanego, przestał rozpoznawać kierunki, nie wiedział, gdzie szukać pożywienia ani gdzie mógłby naleźć dobre miejsce na legowisko. Do tego pojawiły się nowe zwierzęta, jakich nie rozpoznawał. Obawiał się ich, ale nie zawsze udawało mu się przemknąć obok nich niepostrzeżenie. Najgorzej przeżywał jednak samotne noce i drżenie, gdy tylko słyszał w okolicy trzaśnięci gałązki. Aura strachu unosiła się wokół niego za długo, zaczęła wpływać na jego umysł. Bardzo pragnął wreszcie kogoś spotkać. Tak naprawdę to zaczął powoli wątpić, że istnieje coś takiego jak ta niby ‘cywilizacja’ i bliski był decyzji, by powrócić. Gdyby jeszcze tylko wiedział, którędy droga do enklawy… Rozpacz.

Nagle… na niebie coś mignęło. Vanilla podbiegł do drzewa i usilnie próbował wspiąć się na nie, ale to nie zdało się na nic, ponieważ nie znał się na wspinaczce. Jego stopy ześlizgiwały się z pnia. Poirytowany pobiegł czym prędzej w kierunku, skąd dobiegał huk uderzenia. Już, już, prawie był na miejscu… gdy… JEB! Runął twarzą w ziemię. Potknął się o korzeń. Przeklął w duchu i poczołgał się nieco bliżej.

Skryty w krzakach wynurzył z nich tylko parę czułek i dwoje, czujnych, świecących oczu.

„Krater…” – pomyślał, widząc wyrwę i czubek saiyańskiej kapsuły, wystający z niego. – „Ccccoo, tooo…?” – przyglądał się statkowi z wielkimi oczami. – „Czy to jest cywilizacja?” – zastanawiał się. Dopiero po tym poczuł smutek. – „Oh, ta gwiazda spadła i zgniotła tyle drobnych istnień skrytych w trawie. Robaczki, dżdżowniczki… Źdźbła traw…” -  przyłożył rękę do piersi, oddając cześć stworzeniom i próbując pomóc im w drodze do zaświatów.

Wtedy statek otworzył się, a z jego wnętrza wyszła jakaś istota. Vanilla zamarł w bezruchu jak sparaliżowany.

„Van? Czy to jest Van? Ten chłopak wyglądający jak małpa, który żył we wiosce?” – zastanawiał się i przyglądał dokładniej. To stworzenie było bardzo, bardzo podobne to Vana, ale jednak jakieś inne. Z przodu miało dwa zaokrąglenia, których tamten nie posiadał. I takie zwierzęce owłosienie, znacznie gęstsze niż tamten. Tak czy inaczej musiała być z tej samej lub pokrewnej rasy, przynajmniej taki wniosek wysnuł Vanilla.

Wtem statek obok dziewczyny zniknął bez śladu. Vanilla westchnął z cicha.

„Czarodziejka…” – pomyślał. Zadrżał w środku lekko i jednocześnie ciekawość coraz bardziej przekonywała go do tego, by wyjść z cienia.

Nagle dziewczyna padła w trawę. Vanilla nie czekał ani sekundy dłużej, zadziałał impulsywnie. Wypruł w jej kierunku z bijącym sercem.

„Czyżby zasłabła? Może potrzebuje pomocy? Oby nie zginęła!” – jego myśli gnały jak szalone, aż dobiegł do niej, klęknął obok i przyjrzał jej się z bijącym sercem. Pochylił się nad nią, policzek przykładając do jej ust, a oczami obserwował ruchy ruchy jej klatki piersiowej. Sprawdzał, czy dziewczyna oddycha.

Wtedy to dziewczyna otworzyła oczy. Ujrzała nad sobą zakapturzonego, zielonego stwora z czułkami, który prawie przykładał policzek do jej ust i ewidentnie gapił jej się w dekolt.

______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 7:16 pm
Dziewczyna wygodnie położyła się na trawie podkładając sobie ręce po głowę, aby nie było za twardo, chociaż miękka trawa i tak była wystarczająco wygodna. Był tutaj taki niesamowity spokój, cisza... Nie to samo, co na Vegecie. Pragnęła bardzo tego spokoju, aż w końcu go osiągnęła. Od razu spodobało jej się to miejsce. Leżała delektując się chwilą, którą zaraz ktoś musiał jej przerwać. Usłyszała świst krzaków, a następnie bieg. Jednak to nie był atakujący, raczej truchtanie kogoś, dlatego postanowiła, że nie będzie się ruszać. Zobaczy co się stanie. Wtedy podbiegł do niej jakiś zielony osobnik, który zaczął sprawdzać uchem, czy dziewczyna oddycha. W tej chwili naszła ją głupia myśl, aby go wystraszyć i zrobić głośne ''BOO'', ale jeszcze przez to będzie miał do niej jakiś uraz, a dziewczyna nie szukała sobie wrogów. Chyba pomyślał, że dziewczyna nie żyje. Następnie zaczął spoglądać się na jej piersi, przez co poczuła się niekomfortowo.
- Co robisz? - Zapytała z zainteresowaniem. Czy ona serio wyglądała mu na trupa? Leżała dalej i wcale się nie podnosiła. Obróciła tylko głowę, aby patrzeć na jego twarz. Zielony odcień skóry, dwa czułki na czole... Czyżby to był mieszkaniec tej planety? Dziewczyna leniwie podniosła się przechodząc do pozycji siedzącej. Usiadła po turecku, a swoje ręce założyła na klatce piersiowej, aby częściowo zakryć swoje piersi. Dziwnie się czuła z tym, że ktoś się na nie patrzy. Wcześniej nikt tego nie robił.
- Jesteś nameczaninem, prawda? Powiesz mi, w którą stronę udać się do miasta? Jestem tutaj pierwszy raz i nie wiem dokąd iść. - Zapytała się go zaciekawiona co mu odpowie. Może nawet dotrzyma mu towarzystwa i zaprowadzi zagubioną dziewczynę do miasta? W zasadzie to nawet nie wiedziała jakie ma wobec niej intencje i czy nie jest czasem jej wrogiem, dlatego postanowiła czuwać i trzymać odpowiedni dystans. Odrobina bezpieczeństwa nie zaszkodzi.
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 762
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 7:50 pm
Vanilla poderwał się natychmiast lekko spłoszony. Pobiegł oczami po dziewczynie i okolicy, zastanawiając się, co odpowiedzieć i przez sekundę rozważając, czy nie powinien uciec. W końcu to czarodziejka i mogłaby zamienić go w żabę, a tego nie chciał. Zauważył jednak, że nie przejawia wrogości, więc po prostu usiadł na łydkach, a ręką lekko obniżył kaptur, by nie było za dobrze widać jego twarzy. To też był raczej odruch niż zamierzone zachowanie.

- Myślałem, że straciłeś przytomność, bracie. – rzekł ze śmiertelną powagą. – Czy wszystko z tobą dobrze? Potrzebujesz pomocy? - W nameczańskim nie istniały formy żeńskie, więc użył męskiej. Nazwał ją bratem, by okazać jej szacunek. Tak uczyli nauczyciele, by zawsze próbować nawiązać pozytywne stosunki. Gdyby okazało się, że coś jej doskwiera, gotów był wziąć dziewczynę na ręce i poszukać leczniczych ziół. Nawet, jeśli miałby to zrobić metodą prób i błędów. – Tak, jestem Nameczaninem. Pochodzę z wioski. – przyznał, również zakładając ręce przed sobą. Chciał brzmieć dumnie.

Właściwie sam też chciał dotrzeć do miasta, tak kazał Taiko. Tylko nie miał pojęcia, co to jest miasto i jak tam trafić. Wiedział, że tam są wielkie budynki sięgające chmur. I mnóstwo istot najróżniejszego typu, których nigdy na oczy nie widział. To było wszystko. Co powinien więc odpowiedzieć? Czy udawać, że wie, jak dotrzeć do celu? Kłamstwo to zawsze zła droga. To może powinien przyznać? Ona w końcu też nie wie, więc czemu miałoby to ją dziwić?

- Też szukam miasta. – powiedział, sądząc, że to najbezpieczniejsze, co może teraz zrobić. Serce waliło mu jednak jak szalone, choć na twarzy trzymał kamienny wyraz dumnego Nameczanina. – Możemy go razem poszukać. – zaproponował. Już na tym miał zakończyć, po czym dodał jednak. – Widziałem, jak spadłeś z nieba. Ty nie pochodzisz stąd, prawda? – dopytywał, bo ciekawość zżerała go za bardzo, by mógł to przemilczeć.




______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 9:42 pm
No cóż. Myślał, że dziewczyna straciła przytomność i chciał po prostu jej pomóc. Było to dla niej trochę niezrozumiałe, ale przymknęła już na to oko. Jednak po jego zdaniu zaczęła drapać się po głowie i spuściła swoją głowę w dół. ''Straciłeś'' ''Bracie''? Czy ona serio wyglądała mu na faceta? Rozumiała, że niektóre, saiyańskie kobiety wyglądają jak babochłopy, ale myślała, że ona akurat się wyróżnia od tych kobiet.
- Dlaczego mówisz do mnie w rodzaju męskim? Jestem dziewczyną, nie widzisz? - Powiedziała nieśmiało. Nie wiedziała w sumie co o tym myśleć. Może chciał ją obrazić? Albo po prostu był dzikusem i miał pierwszy raz styczność z kobietą? Potem zapytał się, czy wszystko jest z nią w porządku. Rozumiała, że był przyjaźnie nastawiony i chciał być miły, ale trochę mu to nie wychodziło.
- W zasadzie to boli mnie trochę brzuch, ale jest wszystko okej. - Z drugiej strony była ciekawa co Nameczanin teraz zrobi. Chyba nie wiedział, że saiyańscy wojownicy są mocni i takie bóle dla nich to nic. On chyba w zasadzie w ogóle nie wiedział jakiej rasy jest dziewczyna.

Nameczanin potwierdził pytanie dziewczyny. A więc tak wyglądają nameczanie. - Powiedziała sobie w myślach. Pierwszy raz w życiu miała okazję spojrzeć na prawdziwego nameczanina. Był chyba nawet dymny z tego kim jest. Jak się potem okazało on też zmierza do miasta, ale sam nie wie, w którą stronę iść.
- W takim razie pójdziemy tam razem. - Powiedziała do niego, kiedy wstała z ziemi otrzepując się z piasku i trawy, który mógł przyczepić się do jej ubrania. Zanim wyruszyli nameczanin zadał jej pytanie, które nieco wybiło ją z tropu. Dziewczyna trochę się przekrzywiła i wkurzyła się, bo znowu nazwał ją chłopcem.
- Przyleciałam z Vegety. Należę do dumnej rasy saiya-jin. Jestem wojowniczką. - Odpowiadając mu od razu ruszyła przed siebie. Nie widziała już sensu siedzieć dłużej w jednym miejscu. Po pewnym czasie chodu postanowiła zagadać go.
- Przy okazji... Mam na imię Kurisa. A ty? - Odwróciła głową na bok w jego stronę, aby na niego spojrzeć jak odpowiada. Wydawał się być dosyć... tajemniczy.
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 762
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Pon Kwi 09, 2018 5:02 pm
Gdy dziewczyna powiedziała coś o rodzaju męskim, Vanilla popatrzył po okolicy rozbieganym wzrokiem. Kompletnie nie wiedział, o co jej chodzi. Co to rodzaj męski? Co do dziewczyna? Czuł się okropnie zawstydzony, że nie ma pojęcia, o czym mowa, więc nie skomentował tego w ogóle. Miał nadzieję, że wkrótce z kontekstu rozmowy zrozumie, o co jej chodziło. Próbował schować się głębiej w kaptur, z którego wystawały mu tylko dwa czułki.

Nie mówiąc nic przez chwilę, ruszył ramię w ramię z Kurisą. Ulżyło mu w duchu bardzo, że znalazł towarzystwo. Dość już miał samotności i nie chciał za szybko do niej powrócić. Notował więc w pamięci dokładnie, co dziewczyna do niego mówi. A więc była z rasy saiya-jin!

„Muszę koniecznie powiedzieć Vanowi” – pomyślał – „Chłopak na pewno ucieszy się.”

- Witaj Kurisa, ja nazywam się Vanilla. – skierował swoje spojrzenie w jej stronę. Na jego ustach pojawił się delikatny, ciepły uśmiech.

Z/t do http://dbng.forumpl.net/t1596-glowny-deptak

______________________

Vanilla,
Head Admin
Sponsored content

Re: Bezkresne łąki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito