Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1044
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 1:22 pm
Muzyka:


"Namek to planeta pełna tajemnic i niespodzianek. Z duszą zranioną wiele razy." - Tak mawiają jej rdzenni mieszkańcy, Nameczanie. Większość podróżnych nie wykracza poza mury miejskie Miasta Portowego, czasem jednak znajdzie się zbłąkana dusza, która chciałaby poznać urocze zakątki tego miejsca, gdzie wciąż odczuwa się prawdziwego ducha natury. Dobrze znane są pobliskie połacie łąk. Można tutaj położyć się na miękkiej trawie, powdychać świeżego powietrza lub wybrać się na spacer w głębsze zakątki dzikich ostępów…

______________________


avatar
Kurisu
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 2:35 pm
Spokojny wiatr powiewał listki trawy, które ocierając się o siebie wytwarzały przyjemny dźwięk dla uszu. Słońce spokojnie świeciło, a chmury leniwie rozlewały się na nieboskłonie. Ten spokój zagłuszyła spadająca na niebie kapsuła, która leciała przez orbitę planety prosto w dół, aby z impetem wbić się w ziemię i wylądować. Przy zderzeniu kapsuła zniszczyła nieco teren wokół wytwarzając uderzeniem głęboki dół. Dziewczyna poczuła uderzenie, ale nie było ono tak mocne, gdyż saiyańskie kapsuły były w środku dobrze zamortyzowane. Na komputerku pokładowym pojawił się napis ''Koniec podróży - Namek''.
- Na-mek, hai? - Powiedziała sama do siebie. Nikt nie mógł jej usłyszeć, gdyż była tam sama, a dodatkowo kapsuły były wygłuszone. Drzwi się otworzyły, a Vegetańskie powietrze zmieszane z Nameckim wytworzyło parę, która zaraz rozwiała się przez spokojny, chłodny wiatr. Dziewczyna wolnym i przeciągającym ruchem wyszła z kapsuły i zaczęła rozglądać się wokół. Niestety w tym momencie zobaczyć wiele nie mogła, gdyż znajdowała się w środku krateru. Wielka kropla potu spłynęła po jej czole, ale nie stała tak długo w jednym miejscu. Wcisnęła w kapsule przycisk, po którym statek zamienił się w małą kapsułkę hoi poi, którą schowała pod koszulkę. Przygotowała się do skoku i wyskoczyła do góry, aby wyjść z głębokiej dziury i wtedy już zauważyła, że grawitacja na tej planecie kompletnie różni się od tej na Vegecie. Czuła się leciutka jak piórko. Klimat też był o wiele przyjemniejszy od tego na Vegecie. Tam było z kolei gorąco i duszno, a tutaj było całkiem odwrotnie. Przyjemna, nie za niska temperatura powietrza i przyjemny, chłodny wiatr. Wręcz idealnie. Dziewczyna poleciała do tyłu delikatnie upadając na swoje plecy. Położyła się na mięciutkiej trawie z rozłożonymi rękoma. Przymknęła oczy i wzięła kilka głębszych wdechów. Od razu spodobało się jej to miejsce. Chwilę tak poleżała, ale za chwilę wstała. Była ciekawa nawiązania kontaktu z zamieszkałą tu rasą. Tak więc rozejrzała się jeszcze raz po horyzoncie, ale zbyt wiele stąd nie widziała. Postanowiła więc wybrać się w losowe miejsce. Może uda jej się dokądś dojść? Może nawet natrafi do miasta przy odrobinie szczęścia? Czyżby obudził się w niej duch odkrywcy-podróżnika?
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 778
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 6:41 pm
Minęło kilka dni, odkąd Vanilla opuścił wioskę. Przez cały ten czas przedzierał się przez gąszcze i próbował odnaleźć drogę do tej ‘cywilizacji’, o której mówił Taiko. Cokolwiek to miało być. Wyprawa okazała się dużo trudniejsza niż przypuszczał. Póki znajdował się w obrębie znanych mu lasów, wszystko było w porządku. Brnął przed siebie zwinny i cichy jak łapa czarnej pantery. Dopiero gdy przekroczył granicę nieznanego, przestał rozpoznawać kierunki, nie wiedział, gdzie szukać pożywienia ani gdzie mógłby naleźć dobre miejsce na legowisko. Do tego pojawiły się nowe zwierzęta, jakich nie rozpoznawał. Obawiał się ich, ale nie zawsze udawało mu się przemknąć obok nich niepostrzeżenie. Najgorzej przeżywał jednak samotne noce i drżenie, gdy tylko słyszał w okolicy trzaśnięci gałązki. Aura strachu unosiła się wokół niego za długo, zaczęła wpływać na jego umysł. Bardzo pragnął wreszcie kogoś spotkać. Tak naprawdę to zaczął powoli wątpić, że istnieje coś takiego jak ta niby ‘cywilizacja’ i bliski był decyzji, by powrócić. Gdyby jeszcze tylko wiedział, którędy droga do enklawy… Rozpacz.

Nagle… na niebie coś mignęło. Vanilla podbiegł do drzewa i usilnie próbował wspiąć się na nie, ale to nie zdało się na nic, ponieważ nie znał się na wspinaczce. Jego stopy ześlizgiwały się z pnia. Poirytowany pobiegł czym prędzej w kierunku, skąd dobiegał huk uderzenia. Już, już, prawie był na miejscu… gdy… JEB! Runął twarzą w ziemię. Potknął się o korzeń. Przeklął w duchu i poczołgał się nieco bliżej.

Skryty w krzakach wynurzył z nich tylko parę czułek i dwoje, czujnych, świecących oczu.

„Krater…” – pomyślał, widząc wyrwę i czubek saiyańskiej kapsuły, wystający z niego. – „Ccccoo, tooo…?” – przyglądał się statkowi z wielkimi oczami. – „Czy to jest cywilizacja?” – zastanawiał się. Dopiero po tym poczuł smutek. – „Oh, ta gwiazda spadła i zgniotła tyle drobnych istnień skrytych w trawie. Robaczki, dżdżowniczki… Źdźbła traw…” -  przyłożył rękę do piersi, oddając cześć stworzeniom i próbując pomóc im w drodze do zaświatów.

Wtedy statek otworzył się, a z jego wnętrza wyszła jakaś istota. Vanilla zamarł w bezruchu jak sparaliżowany.

„Van? Czy to jest Van? Ten chłopak wyglądający jak małpa, który żył we wiosce?” – zastanawiał się i przyglądał dokładniej. To stworzenie było bardzo, bardzo podobne to Vana, ale jednak jakieś inne. Z przodu miało dwa zaokrąglenia, których tamten nie posiadał. I takie zwierzęce owłosienie, znacznie gęstsze niż tamten. Tak czy inaczej musiała być z tej samej lub pokrewnej rasy, przynajmniej taki wniosek wysnuł Vanilla.

Wtem statek obok dziewczyny zniknął bez śladu. Vanilla westchnął z cicha.

„Czarodziejka…” – pomyślał. Zadrżał w środku lekko i jednocześnie ciekawość coraz bardziej przekonywała go do tego, by wyjść z cienia.

Nagle dziewczyna padła w trawę. Vanilla nie czekał ani sekundy dłużej, zadziałał impulsywnie. Wypruł w jej kierunku z bijącym sercem.

„Czyżby zasłabła? Może potrzebuje pomocy? Oby nie zginęła!” – jego myśli gnały jak szalone, aż dobiegł do niej, klęknął obok i przyjrzał jej się z bijącym sercem. Pochylił się nad nią, policzek przykładając do jej ust, a oczami obserwował ruchy ruchy jej klatki piersiowej. Sprawdzał, czy dziewczyna oddycha.

Wtedy to dziewczyna otworzyła oczy. Ujrzała nad sobą zakapturzonego, zielonego stwora z czułkami, który prawie przykładał policzek do jej ust i ewidentnie gapił jej się w dekolt.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin

avatar
Kurisu
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 7:16 pm
Dziewczyna wygodnie położyła się na trawie podkładając sobie ręce po głowę, aby nie było za twardo, chociaż miękka trawa i tak była wystarczająco wygodna. Był tutaj taki niesamowity spokój, cisza... Nie to samo, co na Vegecie. Pragnęła bardzo tego spokoju, aż w końcu go osiągnęła. Od razu spodobało jej się to miejsce. Leżała delektując się chwilą, którą zaraz ktoś musiał jej przerwać. Usłyszała świst krzaków, a następnie bieg. Jednak to nie był atakujący, raczej truchtanie kogoś, dlatego postanowiła, że nie będzie się ruszać. Zobaczy co się stanie. Wtedy podbiegł do niej jakiś zielony osobnik, który zaczął sprawdzać uchem, czy dziewczyna oddycha. W tej chwili naszła ją głupia myśl, aby go wystraszyć i zrobić głośne ''BOO'', ale jeszcze przez to będzie miał do niej jakiś uraz, a dziewczyna nie szukała sobie wrogów. Chyba pomyślał, że dziewczyna nie żyje. Następnie zaczął spoglądać się na jej piersi, przez co poczuła się niekomfortowo.
- Co robisz? - Zapytała z zainteresowaniem. Czy ona serio wyglądała mu na trupa? Leżała dalej i wcale się nie podnosiła. Obróciła tylko głowę, aby patrzeć na jego twarz. Zielony odcień skóry, dwa czułki na czole... Czyżby to był mieszkaniec tej planety? Dziewczyna leniwie podniosła się przechodząc do pozycji siedzącej. Usiadła po turecku, a swoje ręce założyła na klatce piersiowej, aby częściowo zakryć swoje piersi. Dziwnie się czuła z tym, że ktoś się na nie patrzy. Wcześniej nikt tego nie robił.
- Jesteś nameczaninem, prawda? Powiesz mi, w którą stronę udać się do miasta? Jestem tutaj pierwszy raz i nie wiem dokąd iść. - Zapytała się go zaciekawiona co mu odpowie. Może nawet dotrzyma mu towarzystwa i zaprowadzi zagubioną dziewczynę do miasta? W zasadzie to nawet nie wiedziała jakie ma wobec niej intencje i czy nie jest czasem jej wrogiem, dlatego postanowiła czuwać i trzymać odpowiedni dystans. Odrobina bezpieczeństwa nie zaszkodzi.
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 778
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 7:50 pm
Vanilla poderwał się natychmiast lekko spłoszony. Pobiegł oczami po dziewczynie i okolicy, zastanawiając się, co odpowiedzieć i przez sekundę rozważając, czy nie powinien uciec. W końcu to czarodziejka i mogłaby zamienić go w żabę, a tego nie chciał. Zauważył jednak, że nie przejawia wrogości, więc po prostu usiadł na łydkach, a ręką lekko obniżył kaptur, by nie było za dobrze widać jego twarzy. To też był raczej odruch niż zamierzone zachowanie.

- Myślałem, że straciłeś przytomność, bracie. – rzekł ze śmiertelną powagą. – Czy wszystko z tobą dobrze? Potrzebujesz pomocy? - W nameczańskim nie istniały formy żeńskie, więc użył męskiej. Nazwał ją bratem, by okazać jej szacunek. Tak uczyli nauczyciele, by zawsze próbować nawiązać pozytywne stosunki. Gdyby okazało się, że coś jej doskwiera, gotów był wziąć dziewczynę na ręce i poszukać leczniczych ziół. Nawet, jeśli miałby to zrobić metodą prób i błędów. – Tak, jestem Nameczaninem. Pochodzę z wioski. – przyznał, również zakładając ręce przed sobą. Chciał brzmieć dumnie.

Właściwie sam też chciał dotrzeć do miasta, tak kazał Taiko. Tylko nie miał pojęcia, co to jest miasto i jak tam trafić. Wiedział, że tam są wielkie budynki sięgające chmur. I mnóstwo istot najróżniejszego typu, których nigdy na oczy nie widział. To było wszystko. Co powinien więc odpowiedzieć? Czy udawać, że wie, jak dotrzeć do celu? Kłamstwo to zawsze zła droga. To może powinien przyznać? Ona w końcu też nie wie, więc czemu miałoby to ją dziwić?

- Też szukam miasta. – powiedział, sądząc, że to najbezpieczniejsze, co może teraz zrobić. Serce waliło mu jednak jak szalone, choć na twarzy trzymał kamienny wyraz dumnego Nameczanina. – Możemy go razem poszukać. – zaproponował. Już na tym miał zakończyć, po czym dodał jednak. – Widziałem, jak spadłeś z nieba. Ty nie pochodzisz stąd, prawda? – dopytywał, bo ciekawość zżerała go za bardzo, by mógł to przemilczeć.




______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin

avatar
Kurisu
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Bezkresne łąki

on Nie Kwi 08, 2018 9:42 pm
No cóż. Myślał, że dziewczyna straciła przytomność i chciał po prostu jej pomóc. Było to dla niej trochę niezrozumiałe, ale przymknęła już na to oko. Jednak po jego zdaniu zaczęła drapać się po głowie i spuściła swoją głowę w dół. ''Straciłeś'' ''Bracie''? Czy ona serio wyglądała mu na faceta? Rozumiała, że niektóre, saiyańskie kobiety wyglądają jak babochłopy, ale myślała, że ona akurat się wyróżnia od tych kobiet.
- Dlaczego mówisz do mnie w rodzaju męskim? Jestem dziewczyną, nie widzisz? - Powiedziała nieśmiało. Nie wiedziała w sumie co o tym myśleć. Może chciał ją obrazić? Albo po prostu był dzikusem i miał pierwszy raz styczność z kobietą? Potem zapytał się, czy wszystko jest z nią w porządku. Rozumiała, że był przyjaźnie nastawiony i chciał być miły, ale trochę mu to nie wychodziło.
- W zasadzie to boli mnie trochę brzuch, ale jest wszystko okej. - Z drugiej strony była ciekawa co Nameczanin teraz zrobi. Chyba nie wiedział, że saiyańscy wojownicy są mocni i takie bóle dla nich to nic. On chyba w zasadzie w ogóle nie wiedział jakiej rasy jest dziewczyna.

Nameczanin potwierdził pytanie dziewczyny. A więc tak wyglądają nameczanie. - Powiedziała sobie w myślach. Pierwszy raz w życiu miała okazję spojrzeć na prawdziwego nameczanina. Był chyba nawet dymny z tego kim jest. Jak się potem okazało on też zmierza do miasta, ale sam nie wie, w którą stronę iść.
- W takim razie pójdziemy tam razem. - Powiedziała do niego, kiedy wstała z ziemi otrzepując się z piasku i trawy, który mógł przyczepić się do jej ubrania. Zanim wyruszyli nameczanin zadał jej pytanie, które nieco wybiło ją z tropu. Dziewczyna trochę się przekrzywiła i wkurzyła się, bo znowu nazwał ją chłopcem.
- Przyleciałam z Vegety. Należę do dumnej rasy saiya-jin. Jestem wojowniczką. - Odpowiadając mu od razu ruszyła przed siebie. Nie widziała już sensu siedzieć dłużej w jednym miejscu. Po pewnym czasie chodu postanowiła zagadać go.
- Przy okazji... Mam na imię Kurisa. A ty? - Odwróciła głową na bok w jego stronę, aby na niego spojrzeć jak odpowiada. Wydawał się być dosyć... tajemniczy.
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 778
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bezkresne łąki

on Pon Kwi 09, 2018 5:02 pm
Gdy dziewczyna powiedziała coś o rodzaju męskim, Vanilla popatrzył po okolicy rozbieganym wzrokiem. Kompletnie nie wiedział, o co jej chodzi. Co to rodzaj męski? Co do dziewczyna? Czuł się okropnie zawstydzony, że nie ma pojęcia, o czym mowa, więc nie skomentował tego w ogóle. Miał nadzieję, że wkrótce z kontekstu rozmowy zrozumie, o co jej chodziło. Próbował schować się głębiej w kaptur, z którego wystawały mu tylko dwa czułki.

Nie mówiąc nic przez chwilę, ruszył ramię w ramię z Kurisą. Ulżyło mu w duchu bardzo, że znalazł towarzystwo. Dość już miał samotności i nie chciał za szybko do niej powrócić. Notował więc w pamięci dokładnie, co dziewczyna do niego mówi. A więc była z rasy saiya-jin!

„Muszę koniecznie powiedzieć Vanowi” – pomyślał – „Chłopak na pewno ucieszy się.”

- Witaj Kurisa, ja nazywam się Vanilla. – skierował swoje spojrzenie w jej stronę. Na jego ustach pojawił się delikatny, ciepły uśmiech.

Z/t do http://dbng.forumpl.net/t1596-glowny-deptak

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin

avatar
Van'D
Liczba postów : 192
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Bezkresne łąki

on Pią Lip 06, 2018 11:14 pm
" Kolejne godziny odbierały mu smak życia... Zmęczony i końcu wydostał się z nieprzeniknionej Jungle, zrobiwszy kilka pierwszych kroków padł na kolana... Miękka trawa powitała jego zmęczone i obolałe mięśnie... Ułożył się nieopodal większego wzniesienia aby ukryć sylwetkę w cieniu... Musiał odpocząć i zwyczajnie się przespać... Zadbał tylko o otoczenie, aby nikt go nie wypatrzył... Wolał mieć całkowity spokój... "


Half spędził czas na regeneracji, zajęło mu to dłuższą chwilę może nawet parę godzin. Zdecydowanie potrzebował energii aby stanąć na nogi, brakowało mu snu, beztroskiego snu... Choć nigdy nie zaznał spokojnej drzemki, zawsze nawiedzały go sceny z przeszłości, niejasne obrazy... Wróciwszy do życia znosił jeszcze większy ból niż ten który towarzyszył mu za mrocznego istnienia. Lekko otumaniony, podniósł się do pozycji siedzącej i przecierał twarz, starając się rozbudzić. Niezdarnie poderwał się z miękkiej ziemi i przeciągnął, rozglądając się wokół czy coś się nie zmieniło. Przyszła pora aby ruszyć prosto do miasta...

- Ostatni raz byłem w tym miejscu, jak odwiedziłem spelunę Bobo... Mam nadzieję że coś się tam zmieniło... Oby nie było żadnych zmiennokształtnych...

Van szedł prosto do miasta, był nieswój, na twarzy malowała mu się złość. W tym stanie nie wiele trzeba by było, żeby młody ogoniasty wdał się w jakikolwiek konflikt. Zdecydowanie czekał na najmniejszą prowokację byle jakiej istoty. Nie miało znaczenia co go zaczepi, a nawet jeśli to, marzył mu się Changeling... Dawna uraza, zrodzona jeszcze za panowania Saiyan...

- Odzyskam nasz Honor... Uwolnię to Planetę a później moją Ojczystą... Zapanuje porządek... Obiecuję.

Przyspieszył kroku, przedzierał się przez wszystko i wszystkich aby ostatecznie znaleźć się w " Bar The Booty Cave ". Ale to co tam zastał zmieni jego dotychczasową sytuację... Wywróci wszystko do góry nogami... Drzwi nie zdążyły się dobrze zamknąć, a on był już w połowie drogi go Zmiennokształtnego...

OCC :
ZT > Bar The Booty Cave

______________________



avatar
Al
Esper Admin
Esper Admin
Liczba postów : 1452
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Bezkresne łąki

on Pon Lip 23, 2018 9:42 pm
zawsze akcja zaczyna się od muzy!:

Kosmos..... nieznana nikomu przestrzeń wypeł....

Nagle na orbicie Namek znikąd wyłonił się rozpędzony na pełnym gazie średniego rozmiaru statek kosmiczny brązowego koloru:
dla osób, którym nie chce się wyobrażać:

Z napędu statku umieszczonego z tyłu wydobywały się iskry, natomiast cały statek, był porysowany i wyglądał jakby właśnie co dopiero wymknął się z serca kosmicznej batalii, lub jakby właśnie zgubił pogoń. Tym czasem na mostku.
Młody mężczyzna, w obnażonymi zębami, uśmiechnięty od ucha do ucha, machał szczęśliwie głową w rytm muzyki. Przypięty do wygodnego mechanicznego, obrotowego fotelu,  funkcją cofania się oraz skórzaną tapicerką, co chwilę wpatrywał się w boczne monitory na przeciwko niego, trzymając się kurczowo steru, naciskając przyciski na klawiaturze po prawej stronie i poruszając różnymi wajchami po lewej.

-ŁUCHUUUUU! KIJ WAM W OKO WAŁY!! I KTO TU RZĄDZI!? ASTRA LORD TU RZĄDZI MŁOTKI!!! HAHA!

Oczywiście radość mężczyzny nie trwała długo, gdy nagle statkiem zatrzęsło gwałtownie, czemu towarzyszył hałas przypominający eksplozje. Nagle na szybie przez którą widać było bezkresną przestrzeń wyświetliły się dane o awarii reaktora oraz napędu czemu towarzyszyły wykrzykniki, migający czerwony ekran i wpieniający dźwięk.

-Dafaq!? Awaria?? TERAZ?!ARGH!A już się zapowiadała wizyta w Booty's.... SZLAG!

Statek wkroczył w atmosferę planety przyśpieszając, oraz nagrzewając się do białości. Cor natychmiast dotknął ekranu dotykowego szyby by wyłączyć silniki, następnie na prawej klawiaturze uruchomił awaryjne stateczniki, które miały na celu spowolnić pęd statku, pozostałe ustawił tak by mógł swobodnie operować maszyną szybując. Wbiwszy się w fotel i zacisnąwszy ręce na sterze przy dobrej muzyce skupił się w pełni mówiąc:

-Zabawmy się ♥️

Nagle w głośnikach pojawiły się zakłócenia i samoistnie zmieniła się muzyka:

nowy utwór:

Nagle pilot zauważył, że zmieniła się muzyka, zaś na jego twarzy pojawił się wykrzywiony komiczny grymas, przy czym opadła mu szczęka:

NO BEZ JAJ! CO TO ZA JAKIEŚ GÓWN.......

I właśnie w tym momencie statek uderzył z impetem w powierzchnię planety z hukiem pozostawiając za sobą głęboko rozkopaną ziemię. O dziwo badziewna muzyka działała dalej, ostatkami sił Cor uderzył w port do którego było podłączone urządzenie muzyczne. Muzyka zamilkła, zaś saiyanin ostatkami sił rzekł:

-Nie bojęęęęę się gdy światło zanika, bo mam latarkę panasonica! Cholerny badziewny utwór..... skasuje.... go.... po.... drzem.. ce..

Mężczyzna stracił przytomność, prawdopodobnie od gwałtownego wstrząsu, najwyraźniej do jego urządzenia muzycznego ktoś dograł mu złośliwie jakieś kiepskie utwory......

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bezkresne łąki

on Wto Lip 24, 2018 1:44 pm
Sen niestety nie przyniósł Alowi ukojenia. Wręcz przeciwnie. Podświadomie dochodziły do niego wciąż nowe, nieprzyjemne bodźce. Ból… przede wszystkim generalnie ból wszystkiego (w szczególności ból dupy). Gorąc… jakby słońce pustyni miało zaraz wypalić my stygmat na środku czoła. Mokro… jakby … jakby … zsikał się w gacie. Kulminacją wszystkiego miało okazać się swędzenie w nosie i rytmiczny ucisk na klatce piersiowej.

Gdy otworzył oczy, najpierw oślepiło go skumulowane światło operujących o tej godzinie trzech słońc Namek. Aż dziw, że jakakolwiek roślinność była w stanie to przeżyć. Potem dopiero, gdy oślepienie ustępowało, zauważyl, że… coś futrzastego skacze mu po klatce piersiowej.


Było małe, ale jak upierdliwe… Skakało sobie zadowolone, jakby dostało nową zabawkę, kompletnie nie zważając na to, że Al czuł się tak parszywie. Dopiero wtedy dotarło do Ala, że to nie tylko jedno takie stworzenie. Drugi lisek, niemal identyczny, właśnie sikał mu na spodnie nieco poniżej pasa. Ba! Gdy rozejrzał się wokoło, zobaczył, że w zgliszczach jego statku buszuje całe stado tych stworzeń i wynoszą czym prędzej co tylko się da...

______________________


avatar
Al
Esper Admin
Esper Admin
Liczba postów : 1452
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Bezkresne łąki

on Czw Lip 26, 2018 9:59 pm
Rozejrzawszy się wokoło, pierwsze co, zdjął z siebie delikatnie skacząca po nim kulkę, następnie spojrzał na plamę na nodze i położył się z powrotem na trawie. Na jego twarzy widniała powaga, zaś jego oczy skupiły się na jasnym niebu i słońcach, zaś promienie ogrzewały jego twarz. Wpatrując się tak przez chwilę wziął głęboki wdech i westchnął ignorując fakt co się wokoło niego dzieje.

-No, przynajmniej żyję, jest piękna pogoda i mam czym oddychać.

Skończywszy wypowiedź sięgnął, ręką do kieszeni, jednakże ta była pusta. Jego usta wykrzywiły się do dołu, nos zmarszczył, a oczy zmrużyły. Nagle przypomniało mu się gdzie ostatnio znajdowało się urządzenie o którym w tej chwili myślał. Gwałtownie zerwał się z gleby, stanął rozkrokiem, gdyż niestety przez ból kakaowej jaskini nie był w stanie stać prosto, otrzepał płaszcz i parsknął:

-Jak zwykle zero spokoju.....

Ruszył gwałtownym rozkrokiem ku rozbitej maszynie, ta chyba utknęła w glebie, co znaczy, że wyjścia są zablokowane. Nagle przypomniał sobie o małym luku dla pojedynczej maszyny. Zaczął wdrapywać się z trudem po kadłubie, wyglądał niczym rozjechana ropucha na chodniku. Wdrapawszy się na szczyt, spojrzał przed siebie. Śluza była uszkodzona i dziurawa, tak że w sumie każdy mógłby się tam wcisnąć. Cor wyprostował nogi, co natychmiast zaowocowało kłuciem czarnym oku i z ów bólem przeczołgał się o wnętrza. W pierwszej kolejności, trzeba było ruszyć do sterowni, tak też Sayianin ruszył przez mały hangar do korytarza i czym prędzej na górny sektor gdzie była sterownia......

OOC:

Więc tak żeby nie ograniczać Mg pracy, napisałem, że po prostu jestem w trakcie drogi, naturalnie jeżeli Mg ma jakiś inny plan, dowolna z opisanych przeze mnie czynności zawsze może się nie udać xD

p.s ponieważ nie sprecyzowano jak się dostały do statku pozwoliłem sobie samemu to napisać xD

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bezkresne łąki

on Wto Lip 31, 2018 10:51 am
Skacząca po Alu kulka okazała się niechętna do wszelkiego dotyku rękami. Mężczyźnie wprawdzie udało się ją uchwycić, ale nie było to zbyt przyjemne doznanie. Zaczęła wierzgać i wiercić się wściekle prychając. Wyślizgiwała się z pomiędzy palców, w czym pomagało śliskie w dotyku futro. Dziabnęła Saiyanina nawet w palec, aż w końcu musiał odpuścić i wypuścić zwierzę na wolność. Ono jednak nie zamierzało uciec. Wzięło rozbieg i sprężystymi skokami wspięło mu się po plecach aż na ramię, gdzie wtuliło się wygodnie w miejsce między szyją a barkiem. Grzało jak mały czajnik. I chyba chciało udowodnić brodaczowi, kto tu jest szefem.

Po wstaniu na równe nogi, Al. Mógł dopiero dokładniej ocenić sytuację. Jego statek nie był przystosowany do tego typu lądowania, w przeciwieństwie do vegetiańskich kul, więc niestety doznał silnych uszkodzeń. Saiyaninowi udało się osadzić do na polanie na tyle sprawnie, że maszyna nie rozwaliła się w drobny mak, lecz szorując podwoziem mocno uszkodziła dolny kadłub. Po spotkaniu z drzewami również i dziub doznał uszkodzeń, a impet uderzenia sprawił, że on, jako pilot, wyleciał przez przednią szybę, gdzie ziała teraz wielka wyrwa. Naprawa w serwisie zapewne byłaby nieopłacalna, prędzej zaproponowałoby Alowi zeszrotowanie statku i zakup nowego za kasę z części zamiennych. Chyba, że zamierzał naprawić go sam, co będzie dość trudne. Zarówno kosztowo jak i czasowo i generalnie wydolnościowo. Potrzebowałby do pewnych czynności z pewnością pomocnej ręki. No i oczywiście pieniędzy na części zamienne.

On sam też nie był w zbyt dobrym stanie. Kręciło mu się w głowie, czuł się obolały po wypadku. Mógłby pomyśleć o wizycie w placówce medycznej… Pomimo jego kiepskiego stanu, udało mu się wdrapać na statek i dostać w końcu do sterowni. Była ona w tym momencie bardzo ciemna, ciężko było cokolwiek dojrzeć bez dopływu światła słonecznego. Wszystkie kontrolki komputerów pokładowych zgasły, więc zasilanie było w tym momencie odcięte.

______________________


avatar
Al
Esper Admin
Esper Admin
Liczba postów : 1452
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Bezkresne łąki

on Sro Sie 08, 2018 4:04 am
Szarpanina z futrzakiem zakończyła się, przykrym bólem palca, choć poskutkowała. Nareszcie miał spokój.... tak przynajmniej sądził, do momentu aż zwierzątko postanowiło się zakwaterować na jego ramieniu. Na czole pojawiły się zmarszczki, zaś na skroni żyła, sam saiyanin westchnął głęboko, po czym warkną sobie pod nosem:

- Ciesz się dywanie, że nie jestem głodny bo zrobiłbym sobie z ciebie kosmicznego kebaba.....

Fakt faktem przeszło mu przez myśl ile to zwierzątko może być warte na czarnym rynku, bo takiego nie widział, a wskazywało na, to że posiada pewien poziom inteligencji. Niemniej jednak priorytetem było odzyskanie urządzenia muzycznego.W drodze do głównego pomieszczenia, miał okazje zauważyć uszkodzenia kadłuba, co potwierdzał przeciąg przy niektórych sekcjach. Im głębiej zanurzał się w odmęty korytarza, tym bardziej stawało się ciemno. Co prawda przez wspomniane uszkodzenia dostawało się trochę światła, co pozwoliło poruszać się w miarę sprawnie po pokładzie. Niestety ewidentnie sekcja środkowa była pozbawiona zasilania, a to wykluczało skorzystanie z mini windy, co znaczyło iż pozostała awaryjna drabina, bądź schodki. Zważywszy na okoliczności i pasażera na gapę, zdecydował się pójść schodkami na wyższy poziom, by nie mieć kolejnych problemów z włochatym nowotworem. Przez całą drogę odczuwał miejscowe bóle, oraz zawroty głowy, niestety ponieważ nie znał się nawet na podstawach medycyny trudno było cokolwiek ustalić .Po trudach w końcu dostał się do pomieszczenia sterującego. Pomieszczenie było kompletnie ciemne, jedyne gdzie było jasno to tylko w miejscu gdzie padało światło. Przez ułamek sekundy myślał iż jest zasilanie w tej sekcji, niestety światło wydobywało się dziury, która znajdowała się w specjalnej elektronicznej szybie ze zbrojonego stopu katchinu, plastali i krzemu. Ten widok spowodował iż wybałuszył oczy, jednocześnie masując głowę, gdyż najwyraźniej zaczął wiązać ze sobą fakty. Najwyraźniej uszkodzenia statku podczas ucieczki były tak poważne iż przy tak potężnym impakcie musiał zostać wyrzucony przez szybę, kompletnie ją niszcząc. To by wyjaśniało bóle na całym ciele i zawroty głowy, natomiast nie zmienia to faktu, że przypiął się pasem. Niestety było ogólnie zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyć, zaś sytuacja dowodziła iż główne zasilanie na sto procent nie funkcjonowało, pozostaje spróbować uruchomić zasilanie awaryjne, o ile takie jest, gdyż niestety aż tak specyfikacją statku się nie interesował, w związku z czym nie wie o nim wielu rzeczy. Oczywiście wpierw znaleźć urządzenie. Cor usiadł na chwilę na podłodze, żeby odsapnąć i skoncentrował się mocno. W jego prawej dłoni pojawiła się mała jasna biała kula skondensowanej energii, jednak była zbyt mała by cokolwiek rozświetlić, jednak ten stan trwał chwilę, kula powiększyła się do rozmiarów pięści, a następnie rozświetliła się ostrym białym światłem. Mężczyzna nie wstając z miejsca odsunął nieco prawe ramię od siebie tak by oświetlić pomieszczenie licząc iż coś zobaczy. Po kilku chwilach, wziął głęboki wdech, wstał i postanowił rozejrzeć się po sterowni, licząc czy coś zobaczy, w poszukiwaniu urządzenia, oraz przy okazji spróbować się dowiedzieć czemu pas bezpieczeństwa nie uchronił go przed epizodem rodem z westernu gdy zawsze ktoś wylatuje szybą z saloonu....

OOC:

Więc krótkie streszczenie czynności. Tworzę Ki blasta o białej barwie i dużym natężeniu światła, tak by rozświetlić otoczenie. Zaznaczam, że nie wiem czy mi się udało cokolwiek zobaczyć, bądź czy to rozwiązanie w ogóle podziałało. Poza tym próbuję znaleźć mp3 oraz dowiedzieć się co się stało z pasem w fotelu pilota. Reasumując zdaję się na ciebie ^^

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
Sponsored content

Re: Bezkresne łąki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito