Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1181
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bar The Booty Cave

on Sob Kwi 07, 2018 6:32 pm
First topic message reminder :

Wygląd:

Jeden z wielu barów popularnej fanszczyzny "Booty". Wita swoich gości wielkim świecącym neonem przedstawiającym skrzynię ze skrabami i cieszącą się jak dziecko trupim czerepem. Natomiast wewnątrz klienta wita doborowy oddział pięknych, skapo ubranych hostess/kelnerek, które nie tylko zajmują się obsługa klientow, ale i również dotrzymują im towarzystwa. Miesce aż tetni różnymi przyjemnymi dla nosa zapachami, przyjemną żywa muzyką, oraz można tu coś zjeśc i napić sie w towarzystwie pięknej pani. Do bartów Booty Cave zjeżdżają się wszelkiej maści kosmici. Franszczyzna posiada nakleijki, proporce, t-shirty a nawet mają coś dla klientów VIP.

P.S Można sobie cyknąć fotke z panaimi ♥️

______________________



MGj
Liczba postów : 83
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Wrz 13, 2018 12:20 pm
ODPIS DLA KENZURAN'A

Tajemniczy mężczyzna nie był zainteresowany słowami chłopaka, ponieważ te nie usatysfakcjonowały go na tyle by mógł mu odpowiedzieć. A wyglądało na to, że i naszej małpce brakuje cierpliwości, a testosteron w nim buzuje, bo to on pierwszy zaatakował.
-To Ty... Powinieneś uważać chłopcze - rzekł głos w głowie Saiyana. Nasza małpka nie spodziewała się, że jego atak na nic się zda. Ponieważ dłoń Kenzurana przeniknęła przez ciało tajemniczego mężczyźny, rozpłynął się niczym cień i pojawił się w innym miejscu oddalonym o 15 metrów.
-Nie trudź się, nie zranisz mnie - rzekł, a gdy to mówił Kenzuran mógł usłyszeć, że jego ton wskazywał na to, że się uśmiechał. Czyżby to była iluzja? Wymyślony przyjaciel Kenzurana? Czyżby 1 000 lat aż tak bardzo wpłynęło na jego psychikę, że samotność go przytłacza?
-A więc skoro zrozumiałeś, chodź - rzekł. Postać mężczyzny pojawiała się i znikała wsazując drogę, którą miał podążać nasz młody Saiyan.

z/t do Park botaniczny
NPC.
Liczba postów : 2302
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Wrz 23, 2018 5:38 pm
Ostatnie, co widziały oczy Vana przed kolejnym omdleniem, był przemiły widok kształtnego, kobiecego biustu. Zaraz po tym znów padł twarzą na ziemię z upojoną miną. Trudno powiedzieć, ile ze słów wszystkich dotarło do niego, a ile przepadło w czeluściach nicości.

- O nie! – pisnęła zafasowana Vita. Pomimo nieświeżego zapachu, zbliżyła się jeszcze bardziej do saiyanina. Obróciła go na plecy i położyła sobie jego głowę na kolanach. Zaraz po tym spiorunowała Shido wzrokiem. – I po co Pan tak mówił??!! Przez Pana zemdlał! – warknęła całkiem na poważnie. – Ehhh…

- Uff! – rzucił Maurice, wycierając czoło ręką. Dopiero teraz, gdy zagrożenie minęło, wyskoczył przez Asterię, zasłonił ją swoim ciałem i powiedział. – Uważaj, nie zbliżaj się do niego, jest niebezpieczny! – rzekł, udając opiekuńczość i odwagę. Po tym podszedł do Shido i podał mu rękę. – Cześć Stary. Dziwny dzień. Najpierw pościg, lalunie w ciemnym zaułku, potem saiyanin ze śmietnika a teraz stary ziomek… - skierował wzrok znów na Asterię. – To co, umowa stoi? Nie mam całego dnia. – pośpieszał. – Ty ze mną, skarbie, a mój stary kolega Shido zajmie się młodą i tym śmieciarzem w czasie naszej nieobecności. Zrobisz to dla mnie, bracie? – zapytał, odwołując się do tej umownej zasady wsparcia pomiędzy ludźmi ulicy.

Vita odłożyła głowę Vana nieco zbyt drastycznie na ziemię i podbiegła do Asterii. Złapała ją za ręce jak to miała w zwyczaju z przyjaciółkami. Była od niej niższa, wiec patrzyła z dołu w jej oczy.

- Proszę, proszę Panią! Nie możemy go przecież tutaj tak zostawić… - mówiła błagalnym tonem.

---

Van siłą rzeczy zostaje wyeliminowany z eventu. Póki nie wróci możemy robić z jego ciałem, co tylko chcemy Smile
avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Wrz 27, 2018 6:15 pm
Po swojej tyradzie Shido spodziewał się wszystkiego, od lawiny postępujących po sobie wyzwisk po wybuch energii ki, który rozwaliłby całą dzielnice. Z Berserkerami nigdy nic nie wiadomo. Jego ciało było gotowe. Był rozluźniony a adrenalina radośnie buzowała mu w żyłach. Miejsce w którym pocałowała go ruda mrowiło przyjemnie. To był jego czas, jego chwila, jego moment. Z Saiyanami czasem zwyczajnie nie da się inaczej. Tego nauczyła go Służba pod komendą Alvarez. To miała być dobra walka. Jego adwersarz chwiał się trochę na nogach, ale nikt nie mówił że życie bywa uczciwe. Zaraz…zaraz co on do jasnej cholery…..
- Ej gościu! – krzyknął zbolałym tonem zawiedzionego nastolatka – Nie no, weźże się ogarnij na wszystkie świętości! -  cała aura grozy która, go otaczała gdzieś zniknęła, wyglądał na szczerze rozczarowanego kiedy Van padł na glebę jak długi. Przez krótką chwile kowboj maltretował znajdujący się u jego stóp niedopałek papierosa , który upuścił chwile przedtem obcasem buta, mrucząc coś pod nosem, co tylko wprawne ucho mogło zinterpretować jako coś co brzmiało jak „jebany zabawopsuj.” Po czym zupełnie ignorując sytuacje i zdrowie Vana. Odwrócił się do Mauric’a by uścisnąć jego bladą dłoń.  Ostatecznie co miałby niby zrobić? Usta, Usta?

Kiedy mężczyzna wystosował swoją prośbę uśmiechnął się raczej krzywo, spoglądając przelotnie w stronę Chashire.  kilka razy unosząc prześmiewczo brwi w komicznym geście, który sprawił że, srebrne krzaki nad jeziorami oczu zadrgały spazmastycznie. Musiał wyglądać teraz jak postać z taniej kreskówki. Wydawało się, że mierzy dziewczynę wzrokiem po czym najwyraźniej  zadowolony z oględzin wzruszył lekceważąco ramionami.

- Wiesz, ze względu na starą znajomość mógłbym wam dać...- Takatsuki teatralnie zawiesił głos – te…dziesięć….no dobra pięćdziesiąt sekund radości. Z dobroci prostego serca.  Zakładając oczywiście że, dama jest chętna do takich targów. Ostatecznie, to wolna planeta.  Jeśli miałbym już wybierać wolałbym już się sam wykastrować niż żeby ona to robiła. - zaśmiał się perliście i mrugnął do kobiety. -  Zawsze miałeś do dupy oko jeśli chodzi o ocenę przeciwnika. – powiedział dobitnie. – To nie jest zwykła lala. To wojownik. – powiedział z absolutną pewnością, a potem zupełnie zepsuł efekt gdy znowu się roześmiał.   

Maurice ostatecznie nie musiał wiedzieć, że spotkali się już przy innej okazji. On sam skojarzył ją dopiero po tym specyficznym zapachu. Jakby się nad tym zastanowić to był faktycznie dzień starych znajomych. Poznanych w lepszych lub gorszych okolicznościach.  

- Proponuje więc, prostsze i mniej bolesne rozwiązanie. Pozwalające zachować Ci męskość – uśmiechnął się do niego, żeby go nieco uspokoić.  -  Zgarniesz od Pań zwyczajną Stawkę za usługi przewodnicze. Od Tarzana podwójną. Ostatecznie trzeba mu będzie skombinować jakieś nosze i kogoś kto to potaszczy.  Jak zbierzesz ich do kupy wyjdzie Ci stawka za tygodniowe zlecenie. Będziesz mógł sobie zaprosić jakąś pannę na porządne kolacjo - śniadanie zamiast na szybkie lody w kiepskiej dzielnicy. – Poklepał mężczyznę po plecach po bratersku i nachylił się tak żeby kobiety ich nie słyszały.
- A założę się,  jak zaprowadzisz te małą gdzie trzeba i poprosisz żeby się przedstawiła chłopaki zesrają się ze szczęścia,  a Ciebie obsypią hajsem. – Shido puścił Maurcie’a i podszedł do osamotnionego Vana zupełnie ignorując biegnącą w stronę Rudej kobiety Vitę.

Sprawdził puls, facet żył a, jego serce biło miarowo. Wyglądało na to, że się po prostu zmęczył. Niefart. Shido przez chwile zastanawiał się czy go nie opodatkować na szybko ale, zdawał sobie sprawę że, przynajmniej Ruda nie spuszcza z niego wzroku i mogło to zostać stosunkowo źle odebrane.
- Pozatruwa jeszcze trochę Galaktykę swą egzystencją . – powiedział ewidentnie kierując swe słowa do Vity odsuwając się od pół trupa.

Nonszalancko zamknął klapę usiadł na niej i na spokojnie odpalił kolejnego fajka. Jeśli za chwile nie zajmie się swoimi sprawami jego portret najpewniej zawiśnie na każdej ulicy w Namek, ale trzeba było doprowadzić sprawę do końca. Nie można było dopuścić żeby ta mała wpadła w nie odpowiednie ręce.
- Jak Panie słyszały mój dawny kolega jest w stanie załatwić Paniom spotkanie z tymi, których szukacie. Za pieniądze – ostatnie słowo podkreślił spoglądając wymownie na Maurice’a i kładąć rękę na kaburze Żądzy. – Ten tutaj pójdzie z wami. - Silver trącił Vana czubkiem buta – O ile ogarniemy kogoś, kto będzie w stanie go nieść. Jeśli nie zostawcie go tu, a ja postaram się zrobić tak, żeby nie umarł…na razie. – za dużo gadał. Znowu. Zupełnie bez sensu. Na cholerę się w to pchał. – Mamy deal? – zapytał w końcu patrząc na każdego z obecnych z osobna. Miał nadzieje, że wszystko pójdzie gładko. Chociaż nie wierzył w to do końca.  Należało bowiem uściślić jeszcze jedną kwestie zanim przejdą do ściskania sobie rączek, albo pretensji. - Najpierw jednak chętnie posłucham kto i po co kazał Pani się z nimi skontaktować. Panno Ora. - uśmiechnął się do Vity samymi tylko ustami. "Bang!" - odgłos wystrzału z widmowego pistoletu przemknął  mu przez głowę. Gdyby nie wysypała się jak naprawdę ma na imię imię to wszystko mogło potoczyć się prościej a tak....Twój ruch Mała zdawały się mówić jego błękitne oczy.  

OCC: Znajomość z Asti na podstawie zaczynającego się eventu Ala. Znajomość Vitty została ustalona z Vulfi dawno temu Razz
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1092
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Wrz 30, 2018 9:14 pm
Ciekawostką było to czy koleś padł po tym jak dotarł do niego sens słów wypowiedzianych przez Szeryfa, czy też zwyczajnie wystraszył się Asteri. Jeśli to drugie to trafił się Vegecie naprawdę potężny wyzwoliciel. Changelingi mogą już drżeć przed pięściami sprawiedliwości. Oczywiście kiedy Tarzan się obudzi i będzie w stanie stać o własnych siłach. Kobieta jednakże miała to gdzieś. Dług to dług i jeśli zdechnie to się wścieknie, gdyż nie miała zamiaru ratować mu dupska dla niczego. Jednakże można było być odrobinę zawiedzionym, gdyż liczyła przynajmniej na jakąś odpowiedź, a tu dalej nic.
- No właśnie. Po co pan tak mówił? Takie mocne słowa, to za wiele dla naszego dzielnego wojaka. – powiedziała Asteria i puściła oczko do Silvera. Cóż jeśli rzeczywiście jego słowa spowodowały nokaut Saiyanina, to rudowłosa nie wieszczyła mu długiej i błyskotliwej kariery w ruchu oporu. W każdym razie Vita wyglądała na bardzo przejętą stanem swojego rodaka, a moment, że jest już bezpiecznie wykorzystał pan cykorek.
- Mój bohater. – powiedziała Asteria i złożyła dłonie, a następnie ułożyła na nich głowę, zaś na ustach pojawił się olbrzymi uśmiech. Cała ta pozycja ociekała taką ilością ironii, że tylko największy kretyn mógł tego nie dostrzec. Koleś mógł być przydatny, ale już pokazał, że jest tchórzem i raczej nie przyda się do niczego więcej niż tylko udzielenie informacji.

Przez chwilę trwała w tej pozycji słodkiej idiotki, ale miała już dość. Położyła dłoń na biodrze i obserwowała całą sytuację. Panowie rozmawiali ze sobą, a dokładniej handlowali nią, a Vita rozpaczała nad nieprzytomnym Saiyaninem. Lamenty i próby ocucenia mogły być interesujące, ale ciekawsza jednak był dyskusja dwójki panów, którzy najwidoczniej doskonale się znali.
- Wieeesz. – powiedziała Asteria i otaksowała wzrokiem Maurica. Może wcześniej nawet mogła pomyśleć o jakimś buzi i daniu mu możliwości dojścia do drugiej bazy, ale po niedawnych wydarzeniach i tonie jakim do niej mówił przeszła jej ochota na jakiekolwiek zabawy. – Spasuję. Nie interesuje mnie zabawa cykorami. Wybacz, ale dziś będziesz kawalerem.
Po tych słowach wzruszyła ramionami i zrobiła minę, która mówiła „Wybacz kolego, ale za wysokie progi dla takiej hołoty.”
- Poza tym nasz drogi Shido ma rację. Myślę, że nie dotrzymałbyś mi tępa, a nie lubię marnować swojego czasu. Poza tym. – rzekła i zwróciła się w stronę Silvera. – Jak ci nie wstyd żądać pieniędzy od wystraszonej dziewczynki i starej znajomej. Jak nie cycki i dupy, to tylko kasa wam we łbie. Nie wystarczy ci mój uśmiech i buziak? – rzuciła i znów uśmiechnęła się promiennie.

- Gdyby to ode mnie zależało to wylądowałby ponownie w śmietniku. – odpowiedziała Asteria patrząc chłodno na Saiyanina. Nie znosiła takich typów, a niestety dziś miała szczęście do spotykania jakichś upośledzonych facetów. Jeden Silver to wyjątek potwierdzający regułę, że faceci jak nie chujem to mięśniami myślą. Jednakże nie mogła zostawić tej małej samej. Przecież nie porzuci dziecka, bo nim jeszcze była Vita na pastwę losu i zboczeńców.
- Zależy jeszcze ile sobie zaśpiewa. Znam takich i wiem, że korzystanie z cudzych nieszczęść to chleb powszedni. No i jeśli cena będzie odpowiednia to możemy się pofatygować. A i ty niesiesz bohaterze. – powiedziała do Maurica. Przecież nie będą dwie słabe kobiety dźwigać tego ciężkiego dzbana. Co to to nie. Chwilę później jednak padło nazwisko Vity. Czy ona go gdzieś kiedyś nie słyszała? Możliwe. Przez jej życie przewinęło się tyle osób, że mógł ktoś nosić to nazwisko.
- No to czekamy na wycenę tej przysługi, a ty… - rzekła Asteria i podeszła do Shida. Wyciągnęła mu fajkę z ust, a następnie zadeptała obcasem. Przy damach się nie pali. Poza tym jeśli by liczył na coś więcej, to nie może mu walić z gęby.
- Rzuć to świństwo i będziesz zdrowszy. – powiedziała i następnie usadowiła się obok niego zakładając nogę na nogę. Ona i on byli tu bardziej jako osoby drugoplanowe. To Vita chciała się dogadać, a Asteria chciała zobaczyć do czego to wszystko doprowadzi. Oby nie na plan jakiegoś pornola z tematyką orgii. Wtedy ktoś straci jaja.
- Co tam u Konstancji? Dalej chce ci urwać jaja, czy już tylko głowę? – zapytała Shido. To, że ta dwójka się zabawiała było najpilniej strzeżoną tajemnicą, czyli wiedzieli o tym wszyscy, których interesowała ciemniejsza strona prawa. Asterię zaś interesowało wszystko. Poza tym dobry romansik z burzliwym rozstaniem nie jest zły co? Miała oko na Vitę i słuchała tego co Maurice mówi, ale równocześnie była ciekawa odpowiedzi Szeryfa. Podzielność uwagi proszę państwa.

______________________


#66FFFF
avatar
NPC.
Liczba postów : 2302
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Pon Paź 01, 2018 6:47 pm
Maurice oglądnął Asterię od stóp do głów, słuchając słów Shida z uwagą. Miał zmarszczone, zaskoczone czoło, a wyraz twarzy mówił: „Czy to możliwe, że taka dziunia miałaby być wojownikiem? Chyba gościowi coś się pomieszało.” A gdy Silver szeptał mu na ucho, prawie zastrzygł uszami, przypatrując się dokładnie Vicie. Przymrużył oczy.

- No dobra. – stwierdził, ufając Takatsukiemu na słowo – Informacje kosztują 200 SO od osoby, która chce nawiązać kontakt z Sabotażystami. Czyli w sumie to będzie… - wskazał palcem na Asterię, na Vitę i na Shida. – 600 SO… i 400 SO za tego tam. – kiwnął głową w stronę nieprzytomnego Vana. – Tysiąc SO i prowadzę was. A z Paniusią umówię się na... kolację. - mrugnął porozumiewawczo do Shida - Wyskakujcie z hajsu.

Vita popatrzyła natychmiast na licznik SO w swojej kapsułce hoi poi.

- Ja mam… 300 SO… - rzekła trochę smutno. Po czym spojrzała błagalnie na Shida. Tak, jakby za płaszczem miał maszynkę do robienia pieniędzy. Nie uśmiechało jej się wydawać wszystkiego już pierwszego dnia, tym bardziej, że nie miała ani mieszkania ani zbyt wiele jedzenia przy sobie. Jednak cel był szczytny. Być może byla to jedyna okazja dla niej, aby zapoznać się z Sabotażystami. – Brakuje mi 300 SO… Ale czemu on ma mieć podwójną stawkę? To nie fair! – jęknęła do Maurica i opuściła wzrok, gdy usłyszała pytanie ze strony Silvera. – To sprawa osobista… - odparła wymijająco. – Chcę do nich dołączyć i wspomóc na Namek. A potem może Vegeta. Zobaczymy…

---


Shid próba przekonywania

Bazowo 5%
+5% argument dot. pieniędzy
+5% argument dot. kolacji
+5% informacje nt. Asterii
+10% argument dot. Vity
=30% szans

1-30 sukces
31-60- mała porażka (można przekonywać dalej)
61-99 – duża porażka (zakończenie negocjacji)
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pon Paź 01, 2018 8:59 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 696
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Pon Paź 01, 2018 6:47 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 30

______________________


avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Paź 04, 2018 10:29 pm
Kiedy Asteria bezczelnie pozbawiła go papierosa mruknął coś pod nosem i uśmiechając się z dziecięcą radością wyciągnął kolejnego. Podpalając go jednym płynnym zręcznym ruchem. Schowanie paczki zajęło mu ledwie mgnienie oka był oczywiście szybszy od tej kobiety więc, nie stanowiło to szczególnie dużego problemu.

- Kradzione nie szkodzi. - powiedział i uśmiechnął się błogo i z roztargnieniem - ale nie próbuj tej sztuczki ze znikającym papierosem więcej proszę – dodał szybko - nawet moje chamskie gusta nudzą się dowcipami jeśli słyszę je za często.

Czuł rozdrażnienie, nie oczywiście nie dlatego, że tamta zabrała mu fajka nie był w końcu dzieckiem. Nawet nie dlatego że, ta mała gnida Maurice, któremu nie raz już ratował chude dupsko próbował go orżnąć jak pierwszego lepszego chmyza. To był oczywisty trik wszystkich ludzi interesu. Maurice musiał spróbować, z czystej kurtuazji chociażby.
Sam na jego miejscu też by próbował. Tak, to już było wśród ludzi ulicy. Jednak z własnego punktu widzenia, czyli jedynego który na chwile obecną miał dla niego jakiekolwiek znaczenie sprawa bawiła go jednak znacznie mniej niż zwykle. Akurat to odczucie rozumiał doskonale, sprawiła to kosmicznie wybujała skala tego ulicznego cwaniactwa, ale nie, to nie o to chodziło. To na pewno. Ten problem był bowiem raczej łatwo rozwiązywalny i zamierzał zrobić to zaraz gdy tylko przejdzie mu ochota żeby udusić kogoś gołymi rękami. Nie dało się jednak zaprzeczyć że, samo wrażenie jakie musiał teraz sprawiać, milczący, zamyślony, napięty niczym struna a przede wszystkim nienaturalnie jak na niego cichy, mogło okazać się przydatne do dalszych negocjacji. Szczególnie zważywszy na ostateczny argument jakiego zamierzał użyć by dopiąć swego. Gdyby Białowłosy się zaparł.

- Dobrze Cię widzieć Ast - powiedział po dłuższej chwili milczeniania i zaciągnął się papierosem niemal demonstracyjnie. Szary dym wypełnił mu płuca, ale wyjątkowo nie przyniósł mu spokoju jak zwykle, ach więc o to chodzi – ale nie nazywaj jej tak. Nienawidziła tego. - Cholera znowu chodziło o Nią. Warknął, po czym otrząsnął się jak pies. No przecież, zawsze chodziło o Nią. Za. Każdym. Jebanym. Razem. Postanowił zostawić ten temat. - Chcesz się zabawić to pilnuj Małej jak oka w głowie. - dodał więc, po chwili szeptem przeznaczonym tylko dla uszu rudowłosej – zobaczysz jaki będzie ładny sajgon kiedy dotrze tam gdzie chce. - kąciki jego ust drgnęły spazmastycznie walcząc z melancholią o dominacje na jego twarzy.

- Kręcisz jeszcze gorzej niż On się targuje Dzwoneczku. - powiedział do Vity. Zupełnie ignorując Jej wcześniejsze narzekania. Uśmiechnął się nawet, w zasadzie przyjaźnie, można by powiedzieć. gdyby choć skrawek radości sięgnął oczu. - ale, to prawda że, On – wskazał fajką na Maurice’a – rżnie was mocniej niż zbiorowisko niewprawnych napalonych Nameczan z użyciem wibroczułków. - Shido uśmiechnął się do Maurice’a. Wyglądało to zupełnie tak jakby wąż uśmiechał się do myszy.
- Nie bądź kutwa Mau – rzekł do niego po chwili.
- Widzisz że, dziewoja jest w desperacji, a możesz mi wierzyć, że niewykorzystane okazje do okazania rycerskości bolą bardziej niż hemoroidy. - Shido demonstracyjnie pokręcił się chwile w miejscu jakby nie mógł usiedzieć na tyłku po czym zaśmiał się krótko i szczekliwie. Atmosfera wokół niego nadal pozostawała gęsta. - Poza tym oboje wiemy, że sobie odbijesz. - Spojrzał wymownie na Maurice’a, a potem na Vite i znowu na Maurice’a unosząc prawą brew w porozumiewawczym geście. Oboje wiedzieli o czym mówi. Ściślej mówiąc Shido wiedział a, Białowłosy zwyczajnie wyczuwał hajs nosem, ale to powinno wystarczyć. - Gdyby tego było mało – ciągnął Shido z szatańską sprawnością. - Nie da się ukryć, że „Damie” - tu jego wzrok powędrował na Asterie, która jak miał nadzieje zrozumie, że właśnie teraz powinna zacząć roztaczać swoje uroki – zapewne zaimponuje Twoja szczodrość i iście altruistyczne oddanie sprawom wyższym. - złożył ręce w koszyk. - Prawda? – to ostatnie słowo oraz ponowne uniesienie brwi ewidentnie skierowane było do odzianej w czerń kobiety. Miał nadzieje, że była tak rozgarnięta jak sądził.
- Panie więc zapewne w przypływie niepohamowanej wdzięczności wspomogą twój fundusz emerytalny kwotą stu trzydziestu no, może stu czterdziestu uncji Smoczego Oddechu od głowy okraszając je nieograniczoną wdzięcznością dla tak zręcznego przewodnika. Ty zaś odbijając sobie co Trzeba na Tym tam nieprzytomnym buraku z lasu zyskasz sławę bohatera i zbawcy niewiast. - perlisty śmiech Shida poniósł się po całej alejce. Był głośny. Stanowczo za głośny, by nikt go nie usłyszał. Pora było do całej sprawy dodać presje czasu. W końcu przez burdel który wywołał Van powinno się tu kręcić mnóstwo Straży. - Które, to nawiasem mówiąc poniosę osobiście w świat bo tak się składa, że ze względu na wcześniejsze zobowiązania biznesowe nie zamierzam wesołej kompanii ciążyć swym towarzystwem. - zakończył i z uśmiechem który, po raz kolejny nie sięgał oczu i z wężowym wzrokiem wbitym w Maurice’a czekał na efekty własnych słów.
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1092
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Paź 07, 2018 10:05 pm
Miała wrażenie, że są na jakimś pieprzonym targu i teraz tylko ustalają cenę za jaką pójdą obie dziewczyny i do którego burdelu. Maurice był tępakiem i widać to było od razu, ale niestety pojawił się tutaj Shid i zaczął mu swoim słodkim, srebrnym jęzorem mieszać we łbie. Faceci jak zwykle potrafili spieprzyć większość rzeczy, ale co się dziwić, skoro taka była ich natura i pierdolona solidarność plemników. Byle tylko pomóc kumplowi nachapać się kasy. Jednakże widząc jego irytację na utratę papierosa to kąciki jej ust mimowolnie uniosły się. Ona tez potrafiła być niezmiernie irytująca, kiedy tylko czegoś chciała, albo zwyczajnie miała ochotę na odrobinę chaosu. W końcu była demonem. Istotą zrodzoną  z czystego zła, której celem było sianie spustoszenia i rozpaczy. Ostatecznie też uwodziła wszystkich i sprowadzała na złe ścieżki, równocześnie pożerając ich dusze. I jak z takim stereotypem dotyczącej jej postaci ma sobie znaleźć chłopaka co? Oczywiście wielu jej znajomych z Helisticonu dałoby się pokroić za randkę z nią, ale Asti miała trochę bardziej pogmatwane gusta i chciała zobaczyć jak to jest z inną ras. W końcu było tyle możliwości we Wszechświecie, a ona nie chciała się ograniczać tylko do jednej rasy czy płci. W końcu jak to mawiają, aby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek. Jej matka uważała to za całkowicie normalne, gdyż w większości Asteria wdała się w Saię, która była stu procentowym succubem. Piękno, uwodzenie i delektowanie się cielesnymi uciechami było tym co ich napędzało. Jednakże rudowłosa posiadała kilka cech po ojcu, w tym upartość, sarkazm oraz dobre serce w stosunku do słabszych osób. Dlatego też kiedy usłyszała wyliczenia Maurica to myślała, że ją coś trafi. Lub trafi jego. Vita też chyba zgłupiała słysząc te ceny. I jakim prawem miały płacić za króla śmietnika? Czy ona wyglądała jak jakaś zakonnica co dba o wszystkie niedołęgi świata?
- Na pewno. Poza tym zależy kto mówił tak do niej. Nie każdego chce zabić. – powiedziała Asteria, a następnie spojrzała raz jeszcze na Silvera. – Czy jego nie pojebało przypadkiem?
Jej znajomy też chyba tak uważał, gdyż postanowił zainterweniować. Cóż, ich niby przyszły pośrednik musiałby być totalnym kretynem, aby pomyśleć, że dadzą się wpierdolić w tak durne warunki. No młoda jeszcze mogła, gdyż była niedoświadczona i najwidoczniej trzymana pod kloszem, ale Asteria i Szeryf to była zupełnie inna półka cwaniactwa. Taka, na którą może kolega nigdy nie wskoczyć. Jednakże to porównanie do Nameczan, którzy mieli kogoś wyruchać sprawiło, że Asteria parsknęła śmiechem. Naprawdę nie mogła sobie wyobrazić takiej akcji, a wyobraźnię miała naprawdę sporą.
- To żeś dojebał. – powiedziała i pochyliła się do przodu, a głowę oparła na dłoniach. Teraz jej biust był jeszcze lepiej widoczny. Dwie przyjemne kule kusiły swoim wyglądem i tym, by bardziej rzucić na nie okiem. Gdyby tylko pochyliła się bardziej. Spojrzała na Maurica i uśmiechnęła się delikatnie, ale dalej nie okazywała większego zaangażowania. Pozwalała Shidowi bawić się słowami. Ona zaś miała wyglądać uroczo. Wyprostowała się i przeciągnęła, a następnie zeskoczyła ze śmietnika i kręcąc tyłkiem przeszła obok gościa. Przesunęła palcem po jego klacie i podeszła do Vity. Panowie mieli teraz doskonały obraz na jej pośladki, które były podkreślone przez krój spodni.
- Znam lepsze sposoby na wykorzystywanie niż wyciąganie masy pieniędzy. Poza tym zawsze można inaczej to rozłożyć. – powiedziała i odrzuciła włosy na plecy. Stanęła obok Vity i położyła dłoń na biodrze.
- Myślę, że sto od dam i po buziaku będzie odpowiednie. W końcu nasze towarzystwo i dalsza znajomość nie ma ceny. Prawda? No i Tarzana można oskubać. Nie zależy mi na nim. – powiedziała Asteria. Jej złote oczy obserwowały panów, z czego jeden zdecydował się nie kontynuować podróży. – Kobiety doceniają szczodrość i szczerość.
Uśmiechnęła się ponownie. W końcu jeśli zachowa się porządnie to kto wie. Może znowu wskoczy na półkę, z której będzie miał szansę na dłuższą znajomość z Asterią. Trzeba tylko odpowiednio się zachować.

______________________


#66FFFF
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 788
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Paź 09, 2018 12:26 pm
Vita może i była młoda i naiwna i... jak to saiyanka butna i honorowa, a jednak niekoniecznie doszczętnie głupia. Wychowana pod kloszem rzadko była narażona na złe intencje, natomiast mimo wszystko pozostawał w niej instynkt samozachowawczy, jak i w uszach dźwięczały słowa ojca:

- Samce to skurwysyny [uderzenie pięścią, od którego stół się załamuje], o jedno im chodzi. Uważaj na ich wężowe słowa, Córko. Nie daj się zwieść słodkim słówkom. Im chodzi tylko o jedno. O to, co musisz strzec jak oczka w głowie. To twoja karta przetargowa. Unikatowa i jedyna w swoim rodzaju...

Wprawdzie nie do końca wiedziała, o co chodzi, ale domyślała się!

Wystarczyło trochę obserwacji otoczenia i poruszania trybikami w głowie, by mieć chociaż cień przypuszczeń względem tego siwowłosego jegomościa. Skąd jego wielkie zainteresowanie ich sytuacją? Skąd ta pewność siebie? Wraz z Asterią zachowują się, jakby znali się nie od wczoraj. Czy to nie brzmi jak pułapka? Zmowa między nimi? Tylko czego oni tak naprawdę od niej chcą? Za dużo znaków zapytania, by się w to pakować.

„Saiyanie może są jak ten tutaj nieprzytomny, ale są przynajmniej prawdomówni i prostolinijni.” – pomyślała.

W tym momencie straciła zaufanie do wszystkich tu obecnych, może poza tym nieprzytomnym chłopakiem. Zwykły instynkt samozachowawczy nakazywał jej wykręcić się z całej tej sytuacji. Tylko jak jednocześnie nawiązać kontakt z Sabotażystami? Jeśli zapłaci Mauricowi, może tylko stracić dużo pieniędzy bez gwarancji, że rzeczywiście nawiąże kontakt z odpowiednią grupą. A jeśli nawet udałoby jej się tam dostać, to czemu mieliby chcieć przyjąć ją w swoje szeregi? Za pieniądze? Coś tu śmierdzi.

Jakie asy pozostawały nastolatce w rękawie? Jak inaczej mogłaby nawiązać kontakt z grupą przestępczą? Nic nie przychodziło dziewczynie do głowy. Pozostawało jej tylko wykorzystać obecną sytuację na swoją korzyść. Wszystko wskazywało na to, że srebrnowłosy ma ogromną motywację, by jej pomóc. Musiała zagrać na zwłokę, by dowiedzieć się, czemu tak jest. Nawet jeśli miała udawać głupią.

- Wiecie co? Nie. – rzuciła, udając irytację. – To się coś ze światem pokićkało, żeby sabotażyści, wyzwoliciele Vegety !ZA PIENIĄDZE! Przyjmowali nowych w swoje szeregi… - narzekała głośno pod nosem. Machnęła ostentacyjnie ręką na to wszystko. – Wiecie co? Walę to! – burknęła, klękając przed Vanem od strony jego głowy. – Jak Sabotażystom chodzi tylko o pieniądze to… - narzekała, podnosząc głowę chłopaka do góry. – … to ja założę swoją organizację! Taką… charytatywną! Taką z … z celem i przesłaniem! – zaczęła nieudolnie układać sobie chłopaka na ramionach. – I jakbyście nie zauważyli, mamy tutaj biednego rannego, który potrzebuje pomocy. – z trudem uniosła się do góry, trzymając chłopaka sobie na plecach. – UFF! Jaki ciężki…. Jak nie można liczyć na dobroć ludzi na Namek, to ja sama! Na własnych barkach zaniosę go do szpitala! – na koniec tupnęła nogą silnie. A potem ruszyła dalej w uliczkę. Dopiero na jej końcu odwróciła się trochę zażenowana i dodała – Którędy do szpitala?

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
NPC.
Liczba postów : 2302
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Paź 09, 2018 1:20 pm
Zdezorientowany Maurice pokiwał głową w niedowierzaniu. Najpierw Silver próbuje wejść mu na głowę, potem ruda laseczka próbuje swoich sztuczek. Nie takie numery z Maurcem! Już miał przejść do dalszych negocjacji, gdy sprawy obrały inny bieg. Młódka tupnęła nóżką i poszła. Podrapał się po głowie.

- Ekhm… - podrapał się po głowie, zanurzając palce głęboko we włosy. – Sabotażyści nie pobierają opłat. Poza nieobowiązkowymi składkami… - wyjaśnił. – To tylko ja chcę zarobić. Wiele ryzykuję, wiecie? Jeśli Changi by się dowiedziały, miałbym nie tylko siebie, ale i innych na sumieniu. Nie śpieszno mi do fabryki. Dlatego to tyle kosztuje. Czy 1000 SO to dużo w stosunku do groźby więzienia i śmierci w męczarniach? No nie… - westchnął cicho. – Wy zapłaćcie za siebie, resztę, czyli za tego zdechłego, oddacie mi w ramach przysługi. Małe zlecenie dla mnie gdy będę tego potrzebował. Jakoś się dogadamy. To co, idziecie na układ? Teraz 600 a potem 400 w długu.




Przekonywanie grupowo
10%  bazowo Asteria i Shido
+5% odwołanie Shido do moralności
+10% argument dot. Asterii
+10% argumentacja Asterii
+10 % za poprzednie argumenty
+10 % za to, że Maurice ma nteres do Asterii
=55 %
1-55 sukces
56-85 lekka porażka
86-99 porażka
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Wto Paź 09, 2018 1:29 pm, w całości zmieniany 2 razy

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 696
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Paź 09, 2018 1:20 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 62

______________________


avatar
Xanas
Liczba postów : 604
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Paź 10, 2018 6:27 pm
Deriet dotarł do miasta po niedługiej podróży z obrzeży lasu. Był głodny, zmęczony, lekko ranny i tylko w przepasce biodrowej zrobionej z płaszcza. Całkiem niezła kombinacja by człowieka zirytować. Szedł powoli ulicami miasta, a ludzie oglądali się za nim. Miał to gdzieś. Starał się iść dumnie, ale poprzez zmęczenie troche zataczał się. Kompletnie nie znał miasta. Musiał znaleźć jakiś sklep z ubraniami i jakieś miejsce gdzie mógłby się napić, zjeść i odpocząć. Co pierwsze się nawinie tam wchodzi.
Sklepu z ubraniami niestety nie dojrzał, ale na jego trajektorii wzroku wzniósł się oświetlony budynek, na którym napis wskazywał że jest to jeden z barów który o dziwo znal z innych planet które odwiedził w swoim życiu.
Czując jak mu burczy w brzuchu coraz mocniej, wlazł powoli do środka przez drzwi. Ludzie na pewno przyglądali mu się jak dziwakowi. Ranny, brudny, zataczający się i prawie nagi.
Wzdychając ciężko dowlókł się do najbliższego stolika i usiadł w końcu na kanapie. Życie jest do dupy, a dwukrotna zmiana w Ozzaru w końcu zaczeła odciskać na nim piętno.
- Przeklęci nameczanie... - mruknął głośno, prawie kładąc się na stole głową. - Jeść!
ostatnie słowa skierował do przechodzącej kelnerki.
- ...... I piwa! - zawołał za nią po chwili namysłu.
Na szczęście miał trochę smoczego oddechu którym mógł zapłacić. Kątem oka jednak, jak na rasowego pirata przystało sprawdzał czy nikt nie szuka z nim zwady w tym pomieszczeniu. Miał już dosyć niespodzianek.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2302
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Paź 11, 2018 6:25 pm
Odpis dla Xanasa

Ludzi było pełno, gdzie się nie spojrzeć kelnerki chodziły od stołu do stołu obsługując klientów. Wejście Xanasa nie zrobiło na nikogo wrażenia póki nie podniósł głosu na jedną z kelnerek, która była niedaleko naszej małpki. Dziewczyna wzdrygnęła się mocno, w tym czasie podawała klientowi piwo i niemal je wylała, lecz w ostatniej chwili złapała kufel i cała sytuacja została uratowana.
-P-pan do mnie mówi? - rzekła nieśmiało dziewczyna. Podeszła do chłopaka z pustą tacą, dopiero teraz mogła dostrzec, że mężczyzna był pół nagi i wyglądał jak ostatnie nieszczęście.
-A ma pan czym zapłacić? Jak nie... nie mogę pana obsłużyć - dodała po chwili. Posłała mu przyjazny uśmiech. W oczekiwaniu na jego odpowiedź wyjęła z kieszeni niewielki notesik i długopis i zaczęła skreślać już podane dania, zajęło jej to dosłownie chwilę. Spoglądała na chłopaka kątem oka.

Wygląd kelnerki:

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1092
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Paź 14, 2018 9:03 pm
Naiwność szła w parze z młodością i brakiem doświadczenia. Każdy był mniej lub bardziej naiwny, lecz większość z tego wyrasta. Innym zaś rozwija się to w głupotę, która nie jest już niestety uleczalna. Co ciekawe to zjawisko można zauważyć u większości Saiyan. W każdym razie dziewczynka zaczęła coś kombinować w swojej łepetynie i to do czego doszła było błędnym założeniem, albo sobie coś ubzdurała. Owszem Asteria znała tego ciula w kowbojskim przebraniu, ale nie kombinowała nic, aby dziecku jak Vita zrobić krzywdę. Chciała jej pomóc i gdyby naprawdę chciała ją sprzedać to już dawno by to zrobiła, a nie bawiła się w rozmowy z żądnymi seksu i kasy facetami. W każdym razie widać, było zmianę na jej twarzy, która zwiastowała pierdolnięcie czegoś. Ta zmarszczą na czole mówiła jasno, że dziewczę o czymś myśli i to tak, że trybiki zapierdalają jak ten chomik w kółku. Jednakże kiedy wreszcie wypowiedziała na głos to co miała w główce, to Asteria zachichotała. To było wprost urocze. Ona chyba była naprawdę chowana pod jakimś kloszem, gdyż takie zachowanie mogło tylko o tym świadczyć. Albo myślała, że polecą na piękne oczy. Może by to się udało, gdyby miała trochę więcej tu i tam i była starsza. Jak dorośnie będzie piękną kobietą, ale na razie była jeszcze dzieckiem. Dzieckiem, które z tego co Asteria widziała nie miało zielonego pojęcia o tym jak działa świat.
- Świat to chujowe miejsce, jakbyście jeszcze nie zauważyli. Nie ma nic za darmo. Wszystko napędza pieniądz, a to pomaga pewnym biznesom. I radzę Vita nie drzeć się tak głośno, bo cię straż usłyszy. Rada od siostrzyczki. Ściany mają uszy. – powiedziała Asteria i podniosła brew do góry, kiedy usłyszała plany dziewczyny, a następnie tłumaczenia Maurica.
- Czy ja ci wyglądam na bankomat? – zapytała i odrzuciła swoje długie włosy, a coś w jej spojrzeniu mówiło, aby nie próbował jej okantować. Na te kilka chwil nie przypominała tej miłej laseczki, tylko kogoś kto wyrwie ci serce. Jednakże całe przedstawienie Vity sprawiło, że jej wzrok się ocieplił. No tumanka.
- Nie dasz rady. Padniesz po jakichś stu metrach. On waży na oko z dziewięćdziesiąt kilogramów. Ty jesteś zapewne o połowę jak nie pięćdziesiąt lżejsza. Nawet jeśli masz w sobie krew Saiyańską, to nie podniesiesz go. W każdym razie nikt nie powiedział, że można się rozejść. – rzekła rudowłosa i podchodząc do Vity strąciła jej Vana z pleców, a przynajmniej spróbowała. W każdym razie i tak wytrąci ją z równowagi i zatrzyma ten godny pożałowania pochód. Spojrzała na Maurica. Cała sytuacja zaczynała ją irytować.
- Powiem jak będzie. Damy ci po sto pięćdziesiąt. Czyli trzysta. Za zdechlaka mogę dorzucić stówkę lub go zostawimy. Wisi mi to. Więcej się nie opłaca, a jeśli nie chcesz twoja sprawa. Bywałam tu na tyle często, że prędzej czy później znajdę sobie dojście i nie zapłacę ani grosza. Jednakże skoro młodej się spieszy to daję ci tą ofertę. Jeśli nie to my idziemy, a ty sobie potem będziesz pluł w brodę złotko, że wolałeś duży pieniądz teraz, niż rozlokować sobie zyski w czasie. Mogę dorzucić kawę później, ale nie dam więcej pieniędzy. Nie kalkuluje mi się to. Tego srebrnego bierzemy ze sobą. Stanowi dobrą siłę, za którą ci pewnie podziękują. Twój ruch. Wolisz wziąć kasę teraz, której i tak ci nie damy i być stratnym na przyszłość jak pewien stary dziad, czy też pokażesz, że masz jaja i zaufanie i pójdziesz nam na rękę? Zegar tyka, a ja nie mam całego dnia. Tik tak. – powiedziała Asteria tonem, którym świadczył o tym, że była zirytowana. Męska decyzja.

______________________


#66FFFF
avatar
Xanas
Liczba postów : 604
Data rejestracji : 31/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1127/1500  (1127/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Paź 18, 2018 11:40 am
Deriet jednym okiem patrzył na ślamazarną kelnerkę. Pewnie dostała pracę po znajomości, bo jak można nie być opanowanym w takim dużym lokalu. Przeraziła się tylko gdy ją zawołał. Deriet westchnął zrezygnowany. Miał dosyć. Byleby mu przyniosła coś do żarcia. Gdy spytała czy mówił do niej, łypnął na nią złowrogo.
- Nie, do twojego ojca. No do ciebie, a do kogo.... - wywrócił oczami na jej kolejne zdanie i położył na stole kartę na której miał swoje pieniądze. - Mam kobieto. Mogę zapłacić z góry... jak tak beznadziejnie wyglądam... Tylko przynieś mi jakiś porządny obiad i piwo...
Mruknął niezadowolony i jeśli podała mu terminal to od razu przejechał kartą po nim. Dziewoja była urodziwa, ale Derietowi w głowie było teraz tylko jedno. Jedzenie. Wszystko inne schodziło na dalszy plan, kiedy głód przemawiał do rozumu. A w tej chwili kobieta opóźniała przyjazd jego posiłku. A to źle.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2302
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

Yesterday at 10:43 pm
Odpis dla Xanasa

Dziewczyna westchnęła cicho pod nosem patrząc na chłopaka.
-Jest tu nas więcej, no nic - rzekła i spojrzała na kartę, którą położył na stole. Wyjęła terminal i kiedy przejechał kartą kiwnęła głową na zgodę w lekkim zamyśleniu.
-Hai hai zaraz coś przyniosę, proszę się nie denerwować - ukłoniła się lekko i odwróciła, skierowała się do baru za którym barman przyjmował zamówienia, a on przekazywał je dalej do kuchni. Dziewczyna usiadła chwilę na krześle by móc odpocząć. Po kilkunastu minutach danie było gotowe do podania. Zsunęła się i położyła danie na talerzu. W głównej mierze było na niej spora ilość zieniaków, mięsa i surówki oraz spora szklanka 400ml własnej roboty sok.
-Proszę smacznego - rzekła z uśmiechem i oddaliła się by obsłużyć innych kientów.

______________________


Sponsored content

Re: Bar The Booty Cave

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito