Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1202
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bar The Booty Cave

on Sob Kwi 07, 2018 6:32 pm
First topic message reminder :

Wygląd:

Jeden z wielu barów popularnej fanszczyzny "Booty". Wita swoich gości wielkim świecącym neonem przedstawiającym skrzynię ze skrabami i cieszącą się jak dziecko trupim czerepem. Natomiast wewnątrz klienta wita doborowy oddział pięknych, skapo ubranych hostess/kelnerek, które nie tylko zajmują się obsługa klientow, ale i również dotrzymują im towarzystwa. Miesce aż tetni różnymi przyjemnymi dla nosa zapachami, przyjemną żywa muzyką, oraz można tu coś zjeśc i napić sie w towarzystwie pięknej pani. Do bartów Booty Cave zjeżdżają się wszelkiej maści kosmici. Franszczyzna posiada nakleijki, proporce, t-shirty a nawet mają coś dla klientów VIP.

P.S Można sobie cyknąć fotke z panaimi ♥️

______________________



KOŚCI
Liczba postów : 736
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Lip 31, 2018 11:47 am
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 66
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1108
Data rejestracji : 19/03/2013


Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Sie 01, 2018 10:00 pm
Nigdy nie uważała swoich umiejętności medycznych za najwyższe. Jeśli miała być szczera, to nigdy nie myślała o sobie jako o lekarce. Jej matka kiedyś mówiła o magii leczącej, ale było to dla niej nudne, a poza tym miała wtedy okres, w którym dorośli pletli bzdury, a ona była wszechwiedząca. Typowy okres buntu, który mógł skończyć się dla niej śmiercią, gdyby nie to, że jej matka okazała więcej rozumu niż ona. Gdyby nie ona to Asteria z pewnością wykrwawiłaby się, albo została zmuszona do pracy w burdelu na jednej z planet należących do Changelingów. Ten chłopak też chciał uratować swoich rodaków, ale zabrał się za to od najgorszej możliwej strony. W każdym razie jej nowej znajomej chyba nie spodobały się metody leczenia, które doktor Asteria zaserwowała ich pacjentowi.
- Próbuję przywrócić go do rzeczywistości. Chyba jednak odleciał na dobre. – powiedziała demonica wstając. Otrzepała kurz ze spodni i rozejrzała się dookoła. W dalszym ciągu nikogo nie było, więc albo miały jeszcze odrobinę czasu, albo nikt ich nie ścigał. Prawdę mówiąc wolałaby tą drugą opcję, ale doskonale wiedziała, że po tym co pan obrońca odwalił w barze to nie ma co liczyć na spokój. Poza tym sporo osób widziało, gdzie gość zwiewał.
- Może jak dasz mu buzi to się obudzi. Lecz jeśli tak zrobi to zaraz go uśpię. Nie znoszę zboczeńców. – powiedziała Asteria i wysłuchała opowieści dziewczyny o Vegecie. Historia niby smutna, ale czy oni naprawdę nie potrafią myśleć inaczej niż za pomocą pięści. Poza tym co za debil atakuje Changelinga w barze, gdzie może trafić na przeciwnika z ochroną? Miał farta, że jaszczur okazał się słabeuszem, gdyż inaczej taki stan, a nawet gorszy osiągnąłby na podłodze baru. Westchnęła lekko i na chwilę zacisnęła palce na nasadzie nosa, aby móc się skupić. Cała ta sytuacja stawała się głupsza niż powinna. Mogła odejść, ale zostawić tu tak tą dziewczynę, która na nią liczyła. No i jeszcze ten jej wzrok, który sprawiał, że wyglądała jak porzucony szczeniaczek w deszczową noc.
- Wszystko to piękne, ale wyzwalanie raczej nie zaczyna się w podrzędnym barze na obcej planecie. A co do twojego planu. – powiedziała Asteria i podeszła do kontenera i otworzyła wieko, aby sprawdzić czy jest miejsce. Było, a smród który z niego się wydobył będzie idealną zasłoną. Przecież nie będą patrzeć po nich prawda? Kto normalny wskakuje do takich miejsc? – Możemy tutaj. Dasz radę go podnieść czy ci pomóc?
Asteria była naprawdę pomocna. Ta mała mogła mieć pewne informacje, a poza tym nie mogła zostawić dzieciaka na lodzie. No i fajnie było wrzucić tego cwaniaka do śmieci. Tak się przechwalał, a teraz słabe kobiety musiały ratować mu dupsko. Będzie jej dłużny i na pewno będzie musiał odpracować ratunek.
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 797
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Sie 07, 2018 8:08 pm
Vita spojrzała w kierunku Asterii zmieszana i lekko oburzona.

- Nie zamierzam go… całować… Jak chcesz, to sama go pocałuj! - rzekła z wyrzutem nastolatki, którą koleżanki podejrzewają o podkochiwanie się w złośliwym kapitanie szkolnej drużyny piłkarskiej. – Nawet mi to nie przeszło przez myśl. Nie całuję obcych mężczyzn… nawet nieprzytomnych. Nawet, jeśli są rodakami w potrzebie. – zaczęła tłumaczyć się głupkowato. – Zresztą to nie pomoże… tak myślę? – spojrzała powątpiewająco na starszą znajomą, szukając potwierdzenia swoich słów. – Oh, no może nie zaczyna się wyzwalania w barach… - powiedziała, choć wcale nie miała pewności. Vrex często przesiadywał w barach! - … no ale może on ma jakieś … no nie wiem, kontakty? No bo to przecież niemożliwe, żeby był bezrefleksyjnym samobójcą, który tylko szuka powodu do bójki… prawda? – Chwyciła Vana pod ramiona tak, aby moc go podnieść. – O matko jedyna, jaki on ciężki! – stęknęła, próbując go odnieść. – Pomóż mi, nie stój tak! – zawołała i w ten sposób, gdy Asteria chwyciła za nogi, obie uniosły go do góry. Podeszły bliżej do kontenera. – Teraz rozbujamy go i wrzucimy, ok? Na trzy cztery ry! – i sru! Chłopak przeleciał przez ściankę kontenera, uderzył głową kilka razy o blachę i wleciał między śmierdzące sterty śmieci. Vita spojrzała do środka, zatykając noc. – Prawie zanurkował… Jak mu współczuję… - powiedziała, po czym zatrzasnęła wieko.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Sie 07, 2018 8:12 pm
Dziewczyny zdążyły odejść dosłownie o dwa kroki, gdy zza winkla wyłonił się changeling z człowiekiem.

- Gdzie pobiegł ten skurwysyn? – wykrzykiwał jeden z nich.
- Chyba dalej. Biegiem!

Popatrzyli na dziewczyny, ale zignorowali ich obecność. Pobiegli dalej przed siebie, znikając za kolejną alejką.

Tymczasem do Vana powróciła świadomość… Kręciło mu się dalej w głowie. Obudził się w ciemnym, pomieszczeniu, cuchnącym jak mieszanina spoconych skarpet, zepsutej ryby i starego sera.

---
Kolejność Van->Astera->Vita



Van druga próba obudzenia się
Poprzednia próba 35%
+5% głośne komentowanie dziewczyn
+10% uderzenia głową o ściany kontenera
+10% niewyobrażalny smród
=55%

1-55 sukces
56-99 porażka
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Wto Sie 07, 2018 8:16 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 736
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Sie 07, 2018 8:12 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 50

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1108
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Sie 15, 2018 9:01 pm
Uśmiechnęła się delikatnie widząc i słysząc reakcję Vity na jej malutką propozycję. Widać było, że nowa znajoma Asteri to nastolatka, ale każdy kiedyś był lub będzie na tym etapie.
- Wybacz, ale nie jest w moim typie. Może gdyby nie gadał to czar, by nie prysł, a tak dupa. – powiedziała Asteria i podniosła ręce do góry jakby chciała pokazać, że co się stało to się nie odstanie i nie ma już nadziei. No, ale Vita tłumaczyła się w dalszym ciągu, a rumieniec na jej twarzy sprawiał, że chyba rzadko ktoś stawiał ją w takiej sytuacji.
- Nie wiem. Spróbuj. Może jak dasz mu całusa to siły do niego wrócą. – powiedziała demonica odrobinę podkręcając sytuację i podpuszczając Saiyankę. Ciekawiło ją czy rzeczywiście jest na tyle zdesperowana, aby użyć pocałunku w celu obudzenia pana obrońcy uciśnionych małp.
- Stawiam na samobójcę, albo chorego psychicznie gościa. – powiedziała Asteria uśmiechając się sarkastycznie. Sama bawiła się w podobne rzeczy i doskonale wiedziała jakich zachowań unikać, a ten gość właśnie przykleił sobie olbrzymią tarczę strzelniczą na swoich plecach i złapał za znak „Wpierdol mi!”. Jednakże to Saiyanie i oni może inaczej wyobrażali sobie powstania i walkę z zaborcą. Panna Nikos przez chwilę obserwowała jak Vita próbuje podnieść Vana, ale szło to jej nadzwyczaj opornie. Jednakże prośba została wysłuchana i czerwonowłosa pomogła blondynce umieścić grubasa w kontenerze.
- A ja nie. Jakby został tutaj to dopiero, miałby przesrane. – powiedziała Ast i najwidoczniej miała rację, gdyż chwilę później obok nich przebiegło dwóch gości, których cel leżał sobie w kontenerze, ale nie wiedzieli o tym. Asteria uśmiechnęła się pod nosem i oparła o ścianę na wprost kontenera, w którym znajdował się dzielny saiyański wojownik. Jej złote oczy skupiły się na Vicie.
- Więc. – rozpoczęła jednakże na chwilę zamilkła jakby rozkoszowała się ciszą, a może młoda dziewczyna jej odpowie szybciej niż zada pytanie. – Co cię sprowadza na tą śliczną planetę i jakie masz plany moja droga? Bo to, że chcesz się spiknąć z jakimś ruchem oporu od waszej rasy to już wiem. Narozrabiało się?
Zachowywała się protekcjonalnie, ale wiedziała, że u ogoniastych ego jest spore. Jeśli je odpowiednio ugodzi to wszystkiego się dowie. Poza tym miała ona u demonicy dług, ale o tym Asteria jej jeszcze nie będzie mówić. Poprawiła za to swój nowy naszyjnik i czekała na odpowiedź.

______________________


#66FFFF
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Sie 21, 2018 4:29 pm
Gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, Vita otworzyła pokrywę śmietnika.Zatkała nos, patrząc z pożałowaniem na chłopaka.

- Teraz to na pewno nie dam mu całusa… - rzekła, zatykając nos i machając ręką. – Eh… ah… - zasępiła się, gdy Asteria wspomniała o jej problemach. – To jest skomplikowane… Wie Pani co… to nie rozmowa na … zaułek koło śmietnika…
- Psyt! – za plecami dziewczyn rozniósł się głos młodego mężczyzny. Z cienia wyłonił się białowłosy chłopak z papierosem w zębach. – Słyszałem, o czym rozmawiacie. Chcecie dostać się do Sabotażystów. – zagadał, lustrując Asterię odrobinę lubieżnym wzrokiem, przesuwając go w górę i w dół. – I wydaje mi się, że mogę Wam pomóc. Oczywiście… nie za darmo. – po wymówieniu ostatniego słowa puścił Asterii dwuznaczne oczko.


Vita rozpromieniła się, słysząc mężczyznę. Z jakiejś jednak przyczyny popatrzyła na Asterię pytająco… jakby oczekiwała jej zgody, by pójść z tym typem.

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1108
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Sie 23, 2018 8:25 pm
Ściana była całkiem wygodna, a na pewno pozwalała Asteri obserwować otoczenie i zareagować w razie czego. Aktualnie po ratowaniu tyłka Saiyańskiego herosa był spokój, choć biedna Vita już nie chciała całować swoje księcia. Miała rację, gdyż diabli wiedzą w co wpadł twarzą i co mu wlazło do ust. Mogłoby być jeszcze tak, że pan zbawca będąc półprzytomnym zaczął żreć śmieci, gdyż przypomniało mu się dzieciństwo i mieszkanie w największym z możliwych zadupiu. To, że zapewne pochodził z jakiejś dziury zabitej dechami, albo buszu było bardziej niż pewne. Druga opcja była taka, że miał za duże ego i uważał się za jakiegoś boga. Jednak wiecie co mówią o gościach o zbyt wielkim ego i mani własnej osoby? Że mają jakieś kompleksy. W tym miejscu Asteria zgięła by mały palec u swojej dłoni, aby pokazać co próbują zatuszować.
- Niepowetowana strata moja droga. - powiedziała demonica uśmiechając się figlarnie. Poczuła się ździebko urażona słysząc pani, ale dla niej zapewne była starszą osobą, a na pewno starszą od Vity. No cóż lepsze to niż bezczelna gówniara, choć Ast czuła się jak stara baba z gromadką kotów.
- Możliwe, że masz rację. Chcesz zmienić lokal? Tego twojego ukochanego i tak się znajdzie. Wystarczy iść za krzykami i darciem ryja. - powiedziała Asteria i wskazała na kontener, w którym spał sobie smacznie wojowniczy Saiyanin. No, ale jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki słowa Asteri przemieniły się w czyn, a dokładniej w osobę białowłosego młodzieńca ze szlugiem w ustach, który konspiracyjnie szeptał.
- Mama nie uczyła, że nie wolno podsłuchiwać cudzych rozmów? - rzuciła Asteria uśmiechając się do chłopaka i równocześnie czuła na sobie jego spojrzenie. Przywykła już do tego, że każdy samiec ma ochotę na skosztowanie tego miodu. Podniosła lekko brew do góry, kiedy oczko zostało puszczone. No nie ładnie. Takie rzeczy proponować. Wstyd. Co ona niewinna dziewczyna zrobić powinna? Przecież nie da mu buzi za kontenerem. To zbyt zawstydzające. Oczywiście Vita podjarała się pomysłem, gdyż to nie do niej były kierowane spojrzenia. Ast miała dziwne wrażenie, że to może skończyć się jakąś zbiorową orgią. Nigdy więcej space porno na babskich wieczorach. Jej koleżanki zdecydowanie wypaczały jej umysł.
- Naprawdę? - powiedziała Asteria i ruszyła do chłopaka kręcąc biodrami i uśmiechając się uroczo. Położyła dłoń na jego klacie i lekko ścisnęła sprawdzając mięśnie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i spojrzała chłopakowi w oczy. - A jaka jest cena pomocy od takiego przystojnego i szczodrego mężczyzny? - rzekła, a następnie przybliżyła się do niego, a jej piersi naparły na jego tors. Przesunęła językiem po wardze i wyszeptała mu do ucha zmysłowym tonem. - Czyżbyś miał coś na myśli co chciałbyś mi pokazać za pomoc?

______________________


#66FFFF
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Sie 24, 2018 6:57 pm
Chłopak pozwolił Asterii zbliżyć się do siebie i zrobić wszystko, na to miała ochotę. Ani drgnął cały czas, ręce trzymając w kieszeniach. Gdy jej piersi zetknęły się z jego torsem, papieros wyleciał mu z ust i upadł na ziemię. Wymorzył mu się lekko oddech. Rzucił okiem na Vitę, jej obecność trochę mu chyba przeszkadzała. Gdyby nie to, to kto wie, jak by się zachował.

- Chętnie… jeśli poszłabyś ze mną do mnie na chatę… Wszystko ci wyjaśnię w szczegółach… - zerknął znów na Vitę. - Twoja koleżanka chyba znajdzie sobie zajęcie? – zagadał, na to Vita zmarszczyła brwi, a ręce splotła przed sobą. Zaczęła tupać niezadowolona.

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Sie 29, 2018 9:37 pm
" Ciemność... Jeszcze chwilkę temu, wojownik pędził co sił pokonując kolejne dystanse, z dala od pędzonych za nim wrogów... Jednak przeliczył się i jego serce nie wytrzymało wysiłku... Obraz rozmył się a ciało powoli odmówiło posłuszeństwa, powinien był zginąć w tym miejscu... Ale los przygotował coś zupełnie innego... Van trafił do miejsca, gdzieś poza czasem a rzeczywistością, bił się z własnymi myślami... Nie wiedział czy żył, czy też zginął... Losowe obrazy zaprzątały mu głowę... Wszystko to powtarzało się w nieskończoność... "


Gdybym dostał wskazówkę co czynić Mistrzu... Jestem sam jeden, jak mam podołać temu zadaniu... Nie ma już ze mną Taiko, nie mam nikogo... Komu mógłbym zaufać...



Half wciąż trwał w stanie pomiędzy światem na czymś zupełnie mu nieznanym, do momentu aż doznał uczucia życia. Coś znowu tchnęło rytm w jego serce, a krew popłynęła ze zdwojoną siłą. Powoli wracały mu wszystkie zmysły, ostrożnie zacisnął i rozluźnił dłoń, wciąż była odrętwiała ale mógł nią poruszać. Minęło dobre kilka chwil zanim zdołał na nowo zapanować nad ciałem, czego równie szybko zaczął żałować. Smród miejsca w którym się znalazł bym nie do opisania, momentalnie przypomniały mu się najgorsze historie życia z Vegety... Vegety...


" Wojownik... Otworzył szeroko oczy... z Impulsem wzbudził posiadane siły, naprężył ramiona i wypychając je nad siebie wystrzelił klapę śmietnika w powietrze, a metalowa płyta opadła kilka metrów obok robiąc huk... Resztką woli przerzucił jedno ramię za pojemnik i z pomocą ciężaru ciała, wypadł uderzając o ziemię... Poczuł niemały ból, wzrok znów mu się rozmył, ale udało się utrzymać świadomość... "

- Gdzie jestem... I jak to możliwe... - wykrztusił łapiąc się odruchowo za bliznę.

Powinien być martwy a jednak żył, w miarę starań podparł się o łokieć i uniósł obolałą głowę aby się rozejrzeć. Widok jaki zobaczył zaskoczył go i nie pasował do tego co działo się w barze i chwilę przed atakiem serca. W pierwszej chwili nie rozpoznał nikogo ale im bardziej się przypatrywał, tym szybciej dochodził do wniosku że widział już te Kobiety. Odezwał się w nim instynkt przetrwania, była z nimi jeszcze jedna postać, Van zbierając obite i obolałe ciało, oparł się w pozycji siedzącej o kontener, przylegając do niego plecami. Nie powiedział ani słowa, a sytuacja wydawała mu się po prostu beznadziejna...

- Hej... Kobieto... Jak się tu znalazłem i gdzie Ci zmiennokształtni..., Odpowiadaj... - zwrócił się do drobniejszej, ale jego głos zdradzał wyczerpanie, wiele kosztowała go teraz rozmowa.

A jeszcze więcej to co zrobił zaraz po pierwszych wypowiedzianych słowach. Uniósł jedno ramię i z trudem je wyprostował, a otwarta dłoń mierzyła w stronę starszej kobiety i tajemniczego mężczyzny. Obraz sytuacji wyglądał naprawdę drastycznie, jakby ledwo żyjący wojownik miał zaraz wystrzelić ostatnią resztę Ki w stronę postaci stojących przed nim, wyjątkowo omijając niską dziewczynę do której się odezwał.

OCC: Tak jak w Opisie Wink
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1108
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Sie 31, 2018 9:00 pm
Po tym jak papieros wypadł mu z ust na ziemię już wiedziała, że go ma. Można się starać, można udawać, ale pewnych rzeczy, które natura kontroluje nie oszuka się. Wystarczyło spojrzeć na odpowiednie rzeczy, aby mieć pewność, że haczyk jest połknięty, a nawet rybka lekko nadgryzła wędkę. Teraz jednak była najtrudniejsza część, a mianowicie dokonać takich czynności, aby złapać rybę, a ta chciała jeszcze wskoczyć ci na ręce. Asteria była w dobrej pozycji. W tak dobrej, że ich nowy znajomy miał doskonały widok na jej biust, gdyby tylko spojrzał w dół co zapewne uczynił po tym jak jej klatka piersiowa spotkała się z jego. Dobrze, że papieros nie wpadł jej w dolinę, gdyż nie byłoby to przyjemne. Już miałaby go w garści, gdyby nie to, że nie była sama,a on najwyraźniej nie należał do osób, które lubią się dzielić.
- A gdzie mieszkasz? - zapytała Asteria, a następnie spojrzała na Vitę, która tuptała nogą jak jakiś napalony królik. Tylko, że zamiast chcicy miała w oczach kurwiki i zniecierpliwienie. Czy ona nie wie, że to co Asteria uprawiała to są delikatne sprawy?
- Zapewne, ale jest ze mną i jaka byłaby ze mnie znajoma, gdybym ją tak zostawiła. Poza tym. - tutaj znów się nachyliła do uszka swojego znajomego. - My dwie, ty jeden zwiastuje lepszą zabawę.
Wszystko szło w jak najlepszą stronę, gdyby nie jeden mały szczegół. Szczegół, który powinien grzecznie siedzieć w śmietniku i odpoczywać, a nie wypadać z niego jak zwłoki i śmierdzieć jak one. Asteria zmarszczyła nos kiedy zapach do niej dotarł. Śmierdział jeszcze gorzej niż zakładała, że będzie po tej kąpieli w śmieciach. Jednakże małpy naprawdę były rasą, która potrafi tylko udawać, że stoi wyżej od zwierząt. Normalnie przedstawiciele niczym się nie różnili, a ten tutaj pan Obrońca tylko to potwierdził. No bo kto normalny celuje do obcych osób, zaraz po wyjściu z kontenera? Chyba tylko debil, albo samobójca. Asteria wykorzystała jednak ten moment i skryła się za białowłosym, a nawet wydała z siebie okrzyk przerażenia. W końcu była tylko bezbronną damą, którą ktoś chce skrzywdzić. Niech ją ktoś ratuje. Poza tym takie rzeczy mogą zbudować zaufanie. W końcu postanowiła zdać się na jego męskie ramię, w celu ochrony przed śmierdzielem.
- Pomóż nam. On chce nam zrobić krzywdę. - powiedziała do swojego nowego znajomego i wskazała na Saiyanina, który wyglądał jakby zaraz miał zdechnąć. Cóż czasami trzeba coś poświęcić, aby zyskać coś innego. I kiedy Asteria tak sobie stała za białowłosym to dostrzegła, że ktoś znajduje się przy ścianie na samym końcu uliczki. Chwila, czy to nie był ten koleś z baru? Co on kombinował? Cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej dziwna. Vita pewnie zaraz rzuci się, aby pomóc swojemu kochanemu rodakowi, ale Asteria nie była aż tak miłosierna dla kogoś kto w nią celuje. Zwłaszcza po tym jak mu uratowała dupę. No, ale w końcu to był Saiyanin.

______________________


#66FFFF
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Wrz 04, 2018 11:17 am
Białowłosy nie odstępował Asterii na krok. Jego wzrok był mętny, zapewne już wyobrażał sobie, co z nią zrobi w domu.

- Niedaleko. – odpowiedział cicho. – Ehh… - stęknął, patrząc kątem oka niechętnie na Vitę – Nie wiem… Ona wygląda na niepełnoletnią. Nie chcę mieć problemów…

Gdy Saiyanin wytoczył się z kontenera, Vita patrzyła to na Asterię, to na Vana cała rozedrgana. Również złapała się za serce, widząc, jak mężczyzna grozi jej nowej koleżance.

- URATOWAŁYŚMY CI ŻYCIE! – pisnęła dziewczęcym altem. Po tym dobiegła do niego i choć śmierdział, przyklęknęła przy nim na jedno kolano. – Zemdlałeś… Musiałyśmy cię ukryć. Nie rób głupstw, bo zrobisz sobie krzywdę! – paplała.

Gdy Asteria schowała się za plecami białowłosego, ten był lekko zdezorientowany. Podniósł ręce do góry w geście pokojowym.

- Ej, ej! Stary! Bez takich. My tu tylko z dziewczynami gadamy. Widziałem waszą rozmowę. I wiem jak wam pomóc w nawiązaniu kontaktu z Sabotażystami. Właśnie pertraktowałem z tą piękną panią. A ty jak chcesz iść z nami, to dam mi i tej rudej jakąś godzinkę i zajmij się w międzyczasie tą małolatą. – zaproponował.

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Wrz 04, 2018 1:35 pm
Kenzuran wreszcie po wyleceniu z dziwnego lasu, który znajdował się na łące, słyszał tylko jak dziewczynka krzyczała coś w jego stronę, a potem słyszał jej jęk. Nie obchodziło go to co się z nią stanie, nie pochodziła z jego rasy, więc miał na nią wszelako wywalone. Zanim jeszcze w pełni stąd odleciał, usłyszał głos tych dziwnych gości, którzy robili rytułał, że jeszcze na pewno go kiedyś dorwą. Czarnowłosy wiedział, że będzie na to przygotowany, więc westchnął i poleciał dalej. Kiedy tak przemierzał powietrzne przestworza, zastanawiał się ile czasu dokładnie minęło od bycia zamrożonym przez tamtych dziwnych naukowców, którzy go znaleźli na Makyo Star. Nadal chciał sobie wszystko przypomnieć, lecz jeszcze nie wyleczył się w pełni i jego ciało nawet mu czasami odmawiało. Syn Kellana mruknął coś pod nosem, a po upływie kilkunastu minut, doleciał wreszcie do jakiegoś miasta?? Trochę to było dziwne, bo akurat pamiętał to, że ta planeta nie miała takich normalnych zwykłych miast, a wioski, najzwyczajniejsze biedne wioski. Czarnooki teraz mógł się domyślić, że minęło naprawdę i to bardzo dużo czasu od jego zamrożenia wtedy, dlatego też musiał znaleźć kogoś normalnego by z nim porozmawiać i dowiedzieć się o co tutaj chodzi. Po doleceniu na miejsce, wylądował gdzieś w uliczce, by przechodnie go nie zobaczyli, nie wiedział dokładnie czy może się nie przestraszą jak zobaczą kogoś kto potrafi latać. Młody Saiyanin musiał na wszystko uważać, więc spoważniał i nie posiadając żadnego kaptura, szybkim ruchem obwiązał swoją kitkę na pasie i pokierował się w jedyne miejsce, gdzie może zdobyć cenne informacje.

Przy okazyjnie, wojownik przeszukiwając swoją zbroję, natknął się na mieszek z daną ilością pieniędzy, nie wiedział skąd go posiadał, a na jego tyłach był uczepiony jeszcze jeden skórzany wór, gdzie mógł znaleźć jedzenie. Wiedział, że na pewno spożyje to wszystko w środku, kiedy już dostanie się do miejsca. Przemierzał to dziwne i delikatnie chaotyczne miasto, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Kilka minut upłynęło, aż wreszcie Kenzuran dotarł na miejsce i widział dość mocno świecący Neon, to już wiedział jak on wygląda, kiedy niegdyś potrafił się przemienić w super saiyanina. Westchnął pod nosem, a kiedy przekroczył drzwi baru, od razu pokierował się tam gdzie jest lada i postanowił sobie coś zamówić. Czarnowłosy po dotarciu do lady, mijając jakieś dziwne stworzenia, potwory nie z tej ziemi, usiadł na wolnym krześle barowym i rzekł w stronę barmana:
-Poproszę coś do picia... - rzekł ponuro i tak miało pozostać, wreszcie nie miał zamiaru bardzo rzucać się w oczy.

Mimo iż jego wygląd sam mówił za siebie, że jego zbroja była delikatnie zniszczona, na twarzy kilka sińców i zadrapań, oraz także na jego gołych ramionach można było dostrzec podrapania i delikatnie rozszarpane nogawki. Wojownik ziewnął i jedyne co to musiał czekać na gest ze strony barmana, a kiedy już otrzyma swój napitek, nachyli się bardziej do niego i spróbuje do niego szeptać:
-Słuchaj, potrzebuje znać informacje który mamy rok i ile minęło od czasu gdy ktoś był na Makyo Star... - rzucił po cichu tekstem, a potem złapał łyka napitku, jeśli jakikolwiek dostał. Przy okazji wyciągnął z dziwnej skórzanej torby trochę pożywienia i zaczął się zajadać, by móc wrócić do formy i być gotowym na jakiekolwiek starcie w razie co.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 05, 2018 4:49 pm
Gdy Kenzuran pojawił się w barze, nie wzbudził właściwie większego zainteresowania. Nawet, jeśli jego ubranie było poszarpane i wyglądało jak jakieś prehistoryczne. W Booty Cave panowało wielkie poruszenie, co widać było na pierwszy rzut oka. Ktoś sprzątał rozbite szkło, ktoś przeklinał głośno. Kelnerki zebrały się w kącie i rozemocjonowane gdakały na jakiś temat.

Saiyanin usiadł przy barze. Obok niego toczyła się gorąca dyskusja pomiędzy Changelingiem i człowiekiem.

- Co za sukinsyn. Co to miało w ogóle oznaczać? Wbija i pierze po mordzie. A potem ucieka. Ci Saiyanie to srali muchy.

Zaraz po lewej stronie chłopaka jedna z kelnerek oparła swój wylewający się z bluzki biust o ladę.


- Posprzątałam, szefie. Szkoda, że straże nie zdążyły.

Barman przytaknął dziewczynie i podał Kenzuranowi szklankę z jakimś mocnym alkoholem. Wybierał najpewniej biorąc pod uwagę rasę.

- 3126. – odpowiedział, przyglądając się Kenzuranowi z lekką troską. – Makyo Star? Ta czerwona planeta niedaleko Ziemi? Z tego, co wiem, to chyba mieszkają tam Makyanie i chyba mają całkiem dobre stosunki międzynarodowe. Dobrze się czujesz, kolego? – dopytał trochę z ciekawości i trochę z troski. O swój lokal, oczywiście.

- O jeju, kto tak Pana urządził? Takie poszarpane ubranie! - - zauważyła dziewczyna, obracając się przodem do Kenzurana. - No ale stylówka to mega retro. - zaśmiała się

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 05, 2018 10:44 pm
Kenzuran kiedy tak siedział i wyczekiwał, westchnął pod nosem. Najwyraźniej jakaś cholerna klątwa nad jego głową krążyła, gdyż usłyszał rozmowę która dosłownie była mowa o kimś z jego rasy. Tylko parsknął pod nosem pogardliwie i nie miał zamiaru tego skomentować, musiał chwilę odpocząć i zregenerować swoje siły. Po chwili, nawet nie zwrócił uwagę, że przed nim blat był brudny, ale nie trwało to długo, gdyż dostrzegł że jakaś młoda dziewoja, która najwyraźniej tutaj pracowała już miała go wyczyścić i przeprosiła, że był tutaj jakikolwiek bałagan. Kątem oka dostrzegł rozmiar jej dwóch atutów, ale tylko mruknął coś pod nosem i nie zamierzał odpowiadać. Ogoniasty ponownie coś tam westchnął pod swoim nochalem, a za chwilę mógł zauważyć jak na podstawie blatu ląduje szklaneczka najwyraźniej chyba z czymś dobrym, bo płyn był bardzo ciemny. Syn Kellana chwycił za szklankę i kiedy się napił, trochę go to pobudziło do działania. Oczywiście nie zamierzał robić tutaj burdy, bo nie chciał jak na razie kłopotów, wystarczy że ledwo niestety uciekł z jednych. Wiedział, że mógłby bez problemów dać sobie radę na czterech nic nieznaczących dla niego śmieci, ale gdyby nie technika, która sparaliżowała jego ciało, z tym był największy problem. Młody Saiyanin usłyszał numer, który jest dokładnie rok i rozszerzył oczy z zaskoczenia i prawie zadławił się swoim trunkiem. Szybko odpukał się po klatce piersiowej, bo trochę się przydusił, ale po chwili się już uspokoił i nadal nie mógł uwierzyć że tyle lat był za hibernowany.

Na domiar tego, właściciel lokalu wytłumaczył jak teraz wygląda życie na Makyo Star, gdzie niegdyś było bardzo dużo demonów żądzy mordu i śmierci. Wojownik nadal nie mógł się z tym wszystkim połapać, dlatego rzekł w stronę barmana od razu:
-Ten rok.....To nie możliwe....Ojciec....Altair....Klen....oni wszyscy..... - jego dłoń coraz mocniej i mocniej się zaciskała i po chwili pod jego uściskiem pękła szklanka. Czarnooki mruknął pod nosem i wiedział, że będzie musiał za nią zapłacić, ale to nie będzie jakiś wielki problem dla niego, ponieważ znalazł ten dziwny skórzany mieszek w którym znajdowała się chyba jakaś waluta. Nie rozumiał czemu naukowcy pozostawili mu jakiekolwiek pożywienie i pieniądze, skoro nie był te tysiąc lat temu miły, tylko rzucał się na wszystkich i chciał raczej stamtąd uciec. Przez chwilę jeszcze myślał, a dopiero potem znowu odezwał się do właściciela:
-Przepraszam za naczynie, oczywiście zapłacę za nie, jak i za trunek...Chciałem jeszcze zapytać czy będę mógł gdzieś znaleźć wolny stolik na spożycie posiłku, chodzi mi o to że mam przy sobie własny. - rzekł i wyczekiwał na odpowiedź, a za chwilę usłyszał jakiś głos obok dziewczyny, która chyba była zatroskana. On tylko uniósł jedną brew ku górze, bo tam jeszcze miała czelność komentować jego stylizacje ubrania.

Już miał zamiar do niej wstać, lecz jednak powstrzymał się i po prostu jej odpowiedział, delikatnie zirytowany:
-Miałem taką nieprzyjemną sytuację z jakimiś kultystami i tyle, a co do zbroi, mim iż stare, ale ważne że wygodne i jare. - odpowiedział jej i jego wzrok ponownie wrócił na wprost, by patrzeć na barmana i wyczekać na zgodę na spożycie posiłku przy którymś ze stolików jak normalnym człowiek, albo innymi słowy saiyanin. Nie mógł jednak zapomnieć o najważniejszym, więc przygotował mieszek, trzymając go w lewy ręku i wyczekując ile będzie musiał zapłacić za trunek.
avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Wrz 06, 2018 12:52 am
Silver od dłuższej chwili wsłuchiwał się w dziwną rozmowę pomiędzy Dzwoneczkiem a Chashire. Skryty czy w zasadzie dość niedbale przyczajony za winklem uliczki w spokoju przeżuwał otrzymaną chwile temu kartkę i obserwował. Nie reagując w zasadzie żaden widoczny sposób. Uśmiechał się półgębkiem i słuchał.  Zaskakujące jak bardzo niewidocznym można się stać gdy jest się po prostu zwykłym przechodniem. Zupełnie jakbyś, wtapiał się w fakturę miasta. Podobnie jak opatrzona przez lata fototapeta.  Nieważne jak barwny jesteś po pewnym czasie przestajesz być zauważany. Błogosławieństwo, ale w zasadzie żaden wyczyn.  Szczególnie gdy wokół dzieje się tyle, niecodziennych, nagłych rzeczy, burzących spokojną rzeczywistość glanem niespodziewanego. Nie narzekał jednak. Czasami bycie zwykłym statystą okazywało się niezwykle przydatne. Szczególnie w sytuacji, w której próbujesz ocenić z kim masz do czynienia. Miał już swoje zdanie zarówno na temat tej, która nazywała się Vitą, jak i o tej której imię wciąż pozostawało dla niego tajemnicą a sam w myślach nazywał „Chashire” Vita…była zdeterminowana, jednak wciąż była tylko dzieckiem, a on już wiedział dlaczego była ważna. Przypomniał sobie gdzie ją widział i wiedział dlaczego musi Jej pilnować. Dziewczyna, naiwna, głupiutka i nie mająca pojęcia o życiu była wrogiem.  Jednak z drugiej strony, wprowadzenie jej do ruchu oporu…było, w pokrętny sposób niesamowitym, wspaniałym wręcz  dowcipem. Córka Kapitana Ora. Twarz rebelii. „Dziewica Vegetyńska.”
To potrząsnęło by całą tą ich śmieszną planetą…aż westchnął z zachwytu. Cóż za wspaniały pomysł! Ręce zaczęły mu się delikatnie trząść od skrywanego śmiechu, więc wyciągnął ukradzione niedawno fajki i podpalił jednego zapalniczką z wizerunkiem kusząco wypiętej demonicy wymalowanym na froncie i napisem „Come on baby light my fire” wygrawerowanym na głowicy. Sapnął ledwie powstrzymując parsknięcie.  Dawka nikotyny w płucach zdawała się uspokajać drgania przeznaczenia jakie odczuwał od całej tej sceny. Tornado wciągało go znowu w sam środek wydarzeń a on opierał się im z najwyższym trudem. Miał swoją partię Go do rozegrania. Nie należało jednak o tym myśleć za dużo, to po prostu miało się stać. Żeby nie skupiać się na głupotach swoje myśli i rzecz jasna wzrok przez moment skupił na rudowłosej.

Chashire była zagadką, ale sama nie wyglądała na niewiniątko, więc jej przydatność oceni, któryś z dzielnych wojaków w służbie rebelii. Póki co wyglądała na tyle ogarniętą żeby przynajmniej zająć się Małą tak by ta przypadkiem nie zgubiła głowy.  Miała na nią dobry wpływ i zmuszała do myślenia. Sposób w jaki obie poradziły sobie z ukryciem tego tłuka z baru przed pościgiem był wręcz wzorowy. Dawało nadzieje na to, że w otoczeniu odpowiednich ludzi te dwie damy mogły okazać się  przydatne. Jak widać jak to z reguły bywało by koła historii ruszyły  wystarczyło przedstawić jednych drugim.

Kiedy Takatsuki miał już wkroczyć na scenę z jakimś sensownym rozwiązaniem które miało, popchnąć obie Panie i zapewne radośnie śpiącego w śmietniku Tarzana, zważywszy na dziwną fascynacje jaką w jego kierunku odczuwała młoda Vita, w odpowiednim kierunku na scenę wkroczył kolejny znajomy. Shido aż uniósł brwi kiedy ujrzał Maurice’a, ale postanowił nie reagować jeszcze przez chwile. Akcja ostatecznie dopiero się zagęszczała a jeśli dziewczyny przystaną na propozycje mężczyzny jego interwencja okaże się kompletnie zbędna i będzie mógł pozwolić sprawom płynąć swoim biegiem. Wszystko szło pięknie….dopóki Tarzan nie wygramolił się z dżungli śmieci, jedno trzeba było facetowi przyznać, miał niewątpliwy talent do koncertowego komplikowania nawet najprostszych sytuacji. Przez chwile Takatsuki sądził, że sprawa znowu jakoś sama się rozwiąże, ale kiedy Chashire schowała się za Maurice’a, ten zamiast reagować poddawał się jak byle szczupak, a Vita niemal błagała by ten przestał się wygłupiać i położył się do łóżeczka stwierdził że chyba jednak ma dość.  

I tyle było z niemieszania się w cudze sprawy, ale najpierw miał coś innego do załatwienia.

Podszedł, nie, nie podszedł, popłynął z nieziemską gracją w kierunku Asterii, zupełnie tak jakby cały czas stał dokładnie za nią. Zdawał sobie sprawę, że chwile temu patrzyła na niego więc był ciekaw jak szybko zareaguje, a trochę, tak całkiem po chłopięcemu chciał wywinąć jakiegoś psikusa. Idealna przystawka nim zabierze się do męskiej roboty.
Objął ją ramieniem, delikatnie, tak by wiedziała, że nie zamierza jej atakować, a potem nachylił się do jej prawego ucha.
- Dziękuje za wyprowadzenie Dzwoneczka z tego bajzlu… – wyszeptał, a jego głos drżał teatralnie zupełnie jakby ledwo hamował podniecenie. Wciągnął powietrze z wargami wciąż oddalonymi ledwie o milimetry od jej ucha.  
Pachniała dymem, krwią i seksem. Jak życie. Pachniała jak sam diabeł, albo demon. Ta myśl ubawiła go setnie, Skrócił niezauważalnie dystans i skubnął delikatnie jej płatek uszny.
- Odwdzięczę Ci się choć odrobinę  – wyszeptał jeszcze po czym odsunął się od niej i najspokojniej w świecie pogwizdując zrobił kilka kroków tak by stanąć między Mauricem, a Vanem.

Uśmiechnął się do Vana tak jak lew uśmiecha się do antylopy. Saiyanin przy całej swojej furii był słaby jak niemowlę i sam musiał zdawać sobie z tego sprawę. Dlatego grał na zwłokę.
- Pozwolisz że, wyręczę nieco Panie i wyłożę Ci sytuacje tak byś zrozumiał. – zaczął pozornie spokojnym tonem w którym czaiła się jednak bardzo wyraźna, ciepła, leniwa nuta groźby i zapowiedź bardzo bolesnego umierania. Pora by dzikus nauczył się że, grozić można nie tylko krzykiem.
- Wpadłeś jak ostatni idiota szukając zaczepki, a kiedy sytuacja zaczęła się sypać spierdoliłeś jak ostatnia cipa. – głos Silvera nawet na chwile nie zahaczył o sarkazm, ale jego błękitne oczy niemal kipiały drwiną i pogardą.  – Potem padłeś tu jak kawka, a one =wskazał głową na Vitę i Chashire nie spuszczając Vana z oczu - ocaliły Ci życie przed twoimi niedawnymi kompanami od bitki. Co jak mniemam sprawia, że masz wobec nich dług honorowy. O ile gniew do reszty nie wyprał Ci mózgu i pamiętasz co to honor małpogłowy. – Uśmiech na twarzy najemnika poszerzył się, cała jego postawa jasno mówiła, że „Szczerze kurwa wątpi” iż Halfowi została chociaż krzta rozumu czy honoru.
- Osobiście uważam, że powinno się Cię potraktować jak zdziczałego psa. – ileż pogardy i obrzydzenia można zawrzeć w jednym zdaniu. – ale Mała chce żebyś żył, a ja mam miękkie serduszko dla próśb młodych dam w opałach. – Wzrok Takatsukiego powędrował do blizny na klatce piersiowej Vana kiedy wypowiadał te słowa.
Masz więc dwa wyjścia, albo zaufasz jej i skorzystasz  z szansy, którą wam wszystkim proponuje ta trzęsąca się białowłosa osika i może w końcu znajdziesz godne miejsce do uwolnienia swego gniewu, albo spróbujesz uwolnić go tutaj a ja potraktuje Cię jak zwierze które, obraża dobrych wojowników mówiąc że, jest wyzwolicielem ich planety. – zakończył swoją tyradę kowboj. Szczerze mówiąc nie spodziewał się wiele, ale zanim go zabije należało mu się jednak ostrzeżenie w jego języku.

OCC: Znajomość z NPCem ustalona z Mg.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Wrz 07, 2018 10:21 am
ODPIS KENZURAN

- Ehh… mruknął barman. – A niech Pan sobie usiądzie, gdzie chce. Co prawda raczej wolimy, żeby jedzenie było zamówione u nas, no ale możemy zgodzić się na wyjątek. – powiedział, litując się nad Kenzuranem.
- Kultystami?! – zapytała kelnerka, żywo zainteresowana i na tyle głośno, że mogli to usłyszeć tez siedzący nieopodal goście. – O jej, to takie straszne. Może trzeba to zgłosić strażom Changelingów? Może potrzebujesz pomocy medycznej?

Tymczasem faceci po prawej ręce Saiyanina kontynuowali dalej rozmowę.
- Ci Saiyanie to nigdy się nie dadzą całkiem zasymilować. Saladczycy to jeszcze, ale Vegetianie co chwilę coś.
- Nie no, większość to chyba nawet lubią się z Changami.
- Ale są takie jednostki jak ten facet. Wyzwoliciel narodu Saiyańskiego. Kozia dupa…
- To jest niemożliwe. Przez tyle lat im się nie udało.
- Też tak myślę.

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Wrz 07, 2018 12:44 pm
Kenzuran kiedy tak siedział i od czasu do czasu upijał alkoholu, stwierdził tylko jedynie to, że wolałby żeby ten zakupił u nich jedzenie. Oczywiście Czarnowłosy gdyby nie to, że znalazł drugą torbę z jedzeniem, które nawet nie wiedział skąd dokładnie miał, ale jakoś go to nie obchodziło i westchnął pod nosem. Ogoniasty wstał i zostawiając kilka monet za drink plus za szklankę, dopowiedział jeszcze jedną rzecz zanim całkowicie stąd odszedł:
-Poproszę jeszcze jednego, bardzo mocny drink i mi podchodzi... - rzekł, a zanim jeszcze odszedł do końca, usłyszał znowu tekst tej kelnerki, która się wszystkim przejęła. On tylko uniósł brew ku górze, mrucząc coś pod nosem i kiedy rozglądał się po tutejszej lokacji, a potem dopiero jej odpowiedział:
-Jak chcecie to wzywajcie, jak się wychodzi od razu z baru, to przybyłem dokładnie od lewej strony jak się do was wchodzi, pewnie nadal tam są i przy okazyjnie, przetrzymują jakieś osoby... - skończył mówić i gdy już chciał odejść, dosłyszał jeszcze rozmowy dwóch osób po jego prawej stronie.

Tylko parsknął pogardliwie, całkowicie ich olewając, ponieważ nie miał jeszcze siły, musiał się zregenerować i nie chciał ingerować w nic innego jak na razie na samym sobie. Po kilku minutach, wojownik minął kilka stolików i wreszcie dotarł do tego, który był całkowicie pusty. Mieszek z pieniędzmi schował pod zbroje, zaś worek z żarciem wyłożył na stół i musiał tylko poczekać na napitek, bo nie wiedział co dokładnie się tam znajduje. Po otwarciu wora, zauważył jakieś zapakowane bezpieczne smakołyki, które po otwarciu okazało się czymś w rodzaju kawałkami jakiegoś zwierzęcia z jakąś zaprawą. Pewnie to było tamtych naukowców, ale nadal się zastanawiał czemu w ogóle cokolwiek mu dali. Po chwili, młody saiyanin zupełnie nie chciał o tym myśleć, wzruszył ramionami i zaczął kulturalnie jeść. Nie chciał wyjść na jakąś świnię, dlatego też dokładnie i grzecznie wszystko na spokojnie zajadał, żeby po prostu nie umorusać całego stołu. Teraz tylko musiał czekać na nowy napitek i tym razem wiedział, że go nie rozwali po tak dołującym dowiedzeniu się, który to jest rok. Wszystkich stracił, dom, rodzinę i przyjaciół, w sumie przyjaciela, który był tylko jeden. Było po części mu smutno, ale znowu zaciskając pięść, wiedział że teraz na pewno nie może się poddać i będzie walczył do końca, by przetrwać w tym innym świecie.
avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1108
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Sob Wrz 08, 2018 8:06 pm
Koleś już był jej. Widziała to doskonale i tylko jakaś tragedia w postaci niedorobionego Saiyanina zepsuła, by ten mały plan. No i jakby wykrakała, gdyż wielki pan wylazł ze śmietnika i rozpoczął swoje przemówienie. Tym razem było krótkie i konkretne, ale i tak wkurzył Asterię. Dziewczyna lekko przygryzła wargę, ale nie pozwoliła, aby ktokolwiek to dostrzegł. Wszystko było tak pięknie, ale trzeba umieć dawać sobie radę z przeszkodami na drodze. Panna Nikos po raz kolejny tego dnia wykorzystała swój urok osobisty i schroniła się za plecami białowłosego. Po części aby wywołać mały chaos, a po części chciała zobaczyć jak na to wszystko zareagują osoby, które się tutaj znajdowały. Taka była z niej rogata duszyczka. W każdym razie Vita znowu zaczynała mu matkować, a przynajmniej chciała coś wyjaśnić. I jakoś się nie przejęła, że celował w Asterię. Ruda zaś była już śmiertelnie obrażona. Nie dość, że koleś robi same problemy to jeszcze jej grozi. Co za buc.
- Krzywdę to mu zrobili w dzieciństwie. Jak wypadł z kołyski. Kilka razy. - powiedziała Asteria do Vity. Jej głos ociekał sarkazmem, a oczy zmrużyły się kiedy przelotnie spojrzała na pana Obrońcę. Będą z nim kłopoty i to jeszcze większe niż teraz. Saiyanie to idioci myślący albo mięśniami, albo fiutem. Czasami zaś obydwiema tymi rzeczami, lecz niestety bardzo rzadko używali mózgu. Można nawet pomyśleć, że u większości już zanikł. Szybko pokazała mu język i znów schowała się za ich nowym znajomym. Ten niestety zawiódł jej oczekiwania, gdyż rozpoczął próby dogadania się. Czy już wszyscy mężczyźni byli wykastrowani z instynktu obrony niewinnej damy? Najwidoczniej tak, gdyż ten zaraz padnie na kolana i zacznie przepraszać. Rudowłosa położyła dłoń na biodrze i przewróciła oczami. Jednakże uśmiechnęła się lekko kiedy usłyszała o godzinie.
- Uważasz, że tyle wytrzymasz? - zapytała słodko. To naprawdę było urocze, że dawał sobie tak duże szanse. No, ale myślał, że była tylko zwykłą pustą lalą, którą może sobie zaliczyć. Jednakże to co zdarzyło się chwilę później zdziwiło ją. Po raz pierwszy od dawna.

Kiedy poczuła cudze ramię na sobie to musiała się naprawdę skupić, aby powstrzymać naturalną reakcję jaką byłoby lekkie podskoczenie ze zdziwienia. Następnie musiała powstrzymać chęć złapania tej ręki i złamania jej w trzech miejscach. Dotknięcie jej wymaga zezwolenia, ale tym razem ją podszedł i nie dotknął żadnej zastrzeżonej strefy, a dotyk był nadzwyczaj delikatny więc dała mu szansę. To od niego zależało czy ją wykorzysta czy też z kretesem przepierdoli, a o to drugie naprawdę nie trudno. Jednakże nagroda warta była świeczki.
- Zapłaty przyjmuję w każdy czwartek o szesnastej. Tylko bądź pewny, że się wypłacisz. - rzekła i nawet się uśmiechnęła po tym jak jej płatek uszny został lekko przygryziony. No proszę, proszę. Ktoś tu się zna na rzeczy. Może jednak jest jakaś nadzieja dla mężczyzn. Musiała przyznać sobie w duchu, że jej zaimponował, a nawet zdobył jakieś punkty do prywatnego rankingu Asteri. Pan Tarzan był już dawno na minusie, białowłosy się wyzerował, ale za to Szeryf wskoczył na pierwsze miejsce. Kto by się spodziewał. Nikos wyszła zza pleców białowłosego i teraz patrzyła się na całą scenę z nieskrywaną ciekawością. Najwidoczniej kowboj chciał się pokazać szerszej widowni i miał też pewną sprawę do pana Obrońcy uciśnionych małp w zoo. Założyła ręce pod piersiami i patrzyła jak Szeryf równa obrońcę z ziemią. Zapewne gdyby Saiyanin nie był o krok od śmierci to już by leciał w stronę kowboja w celu wpierdolenia mu, a także oplułby się z agresji. Musiała przyznać, że srebrnowłosy koleś z baru całkiem nieźle dawał sobie radę. Miał cięty język, a inteligencji też mu natura nie poskąpiła. Ubierał się ciekawie, choć Ast jako demona bardziej mogło ciekawić co jest pod tymi wszystkimi ciuchami. Jednakże wzrost i szerokość barków, a także całkiem fajny tyłek świadczyły o tym, że Szeryf może wytrzymać godzinę. Poza tym uśmiechała się szeroko, kiedy Saiyanin był doszczętnie niszczony, ale trzeba było mieć inteligencję większą niż tylko niszczyć i się parzyć. Choć może kilka słów, które padły w kierunku Króla Śmietnika zostanie przez niego zrozumianych. Kiedy padły słowa o honorze i długu to Asteria pomachała i wskazała na siebie oraz Vitę. Może to mu pomoże zrozumieć jakie ma szczęście, że teraz nie jest dymany w pierdlu.
- Piękne słowa, ale lepiej niech nie drze się, gdyż i tak już jest poszukiwany przez straże. - powiedziała Asteria i zrobiła kilka kroków do przodu, tak aby stanąć przed zmęczony Królem Śmieci. Pochyliła się lekko, aby ich spojrzenia się spotkały, przez co Saiyanin miał dobry widok na jej piersi. Jednakże miała nadzieję, że wie iż jej oczy znajdują się wyżej.
- Jeśli go znajdą to pewnie zabiją, albo gdzieś wpieprzą. Wtedy zaś nie będzie mógł uregulować długu jaki posiada wobec mnie, a ja nie lubię biegać za dłużnikami. - powiedziała Ast, a ton jej głosu na moment stał się równie zimny co najzimniejsze czeluście. - Więc bądź grzecznym Saiyaninem i zachowuj się, bo inaczej będziemy musieli się pożegnać. Teraz zaś skup się, bo koleżanka chce cię o coś zapytać, a w twoim dobrze rozumianym interesie jest udzielanie jak najbardziej wyczerpujących odpowiedzi na pytanie.
Po tych słowach uśmiechnęła się do Vana i wyprostowała. Teraz niech Vita zadaje swoje pytania czy co tam chciała wiedzieć. Ona swój dług odbierze w odpowiednim czasie. Zarówno od niego jak i od niej. On już wie o tym, lecz ona niech pożyje jeszcze w słodkiej nieświadomości. Pozostawała jeszcze jedna kwestia, a dokładniej Szeryf.
- Piękna przemowa. Widać, że umiesz ruszyć mózgiem. Należy ci się nagroda. - powiedziała i pocałowała go w policzek. Zasłużył.

______________________


#66FFFF
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Wrz 11, 2018 2:16 pm
ODPIS DLA KENZURAN'A

-To straszne! Nie musi być Pan taki oschły - rzekła kelnerka trochę zniesmaczona tonem Saiyana, w końcu się o niego martwiła, a on tym faktem nawet się nie przejął. Cóż za nie uprzejmość z strony naszego gościa. Jednak gdy złożył zamówienie, kelner spojrzał na niego, w tym samym momencie ręcznikiem czyścił swoje szklanki. Nawet jeżeli były czyste robił to z czystego przyzwyczajenia.
Zamówienie zaraz zostanie podana, Luna obsłuż klienta -rzekł barman do swojej pracownicy, która najwidoczniej latała od stolika do stolika i co jakiś czas rozmawiała z klientami o kilka minut dłużej niż powinna.
-Hai! Już lecę! - odpowiedziała swym głosem i poleciała do baru by odebrać zamówienie do innych stolików. Był tłok i czasami ktoś wchodził i wychodził głośno trzaskając drzwiami. Po chwili i Kenzuran dostaj swoje zamówienie.
-Proszę o to zamówienie - rzekła wesołym tonem. Najdziwniejsze w tym wszystkim był moment, kiedy dziewczyna odwróciła się plecami, a w uszach Saiyana zabrzmiała tajemnicza dziwna melodia.


od 19:20 do 22:30

Melodia rozbrzmiała dokładnie w momencie kiedy kelnerka odwróciła się plecami do chłopaka. Tak jakby obok niego zaczęła grać mini orkiestra z fletami, harfami oraz  bębny. Muzyka wydała Ci  się bardzo tajemnicza i magiczna, jednak nie znałeś jej kompletnie. Muzyka w Twoich uszach grała przez około pół minuty i stopniowo coraz bardziej miłka, lecz jej dźwięk nie zniknął całkowicie. Nasz Saiyan nie wiedział skąd ani dlaczego pojawiła się ona w jego uszach, mógł ją zignorować jednak może się okazać, że ów muzyka może Cię nakierować na coś lub na kogoś. Może tym razem nie wpadniesz w kłopoty kto wie. Czy podążysz za tajemniczą nieznaną melodią czy jednak zignorujesz ją? Decyzja należy do Kenzurana

OOC: Jeżeli jest coś niezrozumiałe pisz na Dicordzie, proszę o wyrozumiałość.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Wrz 11, 2018 10:56 pm
Kenzuran tylko spojrzał na obsługującą go kelnereczkę z dużymi walorami i tylko parsknął pogardliwie. Nawet nie miał zamiaru odpowiadać na jej reakcje, wreszcie należał do rodu kosmicznych wojowników. Czarnowłosy rozglądał się na prawo i lewo, ale nie widział nikogo podejrzanego, kto by aktualnie na niego spoglądał, albo po prostu nie skupił się dokładnie na tym. Czarnowłosy wypuszczając powietrze z ust, delikatnie się rozluźnił, ale nie chciał przesadzać, wreszcie w każdej chwili ktoś mógł wpaść do baru i zrobić jakąś burdę, tak jak przedtem słyszał że ktoś kogoś zaatakował z jego rasy i uciekł. Nie rozumiał jak to możliwe, że ktoś z jego pobratymców uderzył kogoś bez powodu i uciekł jak tchórz, on sam wiedział że by walczył do końca i nie podkulał ogona jak pies. Po chwili, wojownik usłyszał głos ze strony barmana, czyli zaakceptował to, że tamten dał pieniądze za to, że upił pół wcześniejszego napitku i przez zdenerwowanie, zgniótł szklankę. Czarnowłosy nadal był w głębokiej zadumie, bo nie wiedział co ma ze sobą począć, wiedział na pewno to, że będzie musiał powrócić na swój rodzinny dom i wszystkiego się dowiedzieć, teraz już niestety wiedział że minęło ponad 1000 lat i jego bliscy odeszli. Zacisnął na nowo pięść, tym razem na szczęście nie miał w dłoni żadnego szklanego przedmiotu, który by szybko rozwalił, a potem westchnął i ją rozluźnił.

Wreszcie czekając jeszcze dłużej i zjadając już do końca swoją strawę, przetarł usta bo delikatnie się ubrudził. Dostał ponownie ten sam napitek, a potem usłyszał słowa, które wyleciały z ust tej kelnerki. Spojrzał na nią poważnie, a potem powiedział kilka zdań żeby dała mu spokój:
-Dziękuje i będę oschły jeśli zajdzie taka potrzeba, takie drobnostki to dla mnie nic i tyle... - odwrócił głowę, chwytając delikatnie za szklankę z alkoholem i popił to co przed chwilą jadł. Poczuł przyjemne ciepłe uczucie w gardle, ale niestety dopiero później zwrócił uwagę na jakąś dziwną piosenkę, którą on tylko słyszał czy może była ona puszczona na cały bar? Nie rozumiał tego, ale po chwili wreszcie ustała, już mu zaczęła działać na nerwy, dlatego znowu złapał porządny haust napitku i delikatnie stuknął szklanką o tutejszy stół przed którym się znajdował. Syn Kellana po namyśle co to może być, olał to na razie. Miał zamiar skończyć swój posiłek i zapytać się o tą dziwną melodię, którą przed chwilą usłyszał bo mu przeszkodziła w spokojnym jedzeniu. Czarnooki po skończeniu picia, poczekał aż podejdzie do niego któraś z kelnerek, ponieważ pstryknął wystarczająco głośno, by ktoś mógł podejść.

Odczekał odpowiednio długo, jeśli w ogóle takowa się tutaj zbliżyła do niego, spojrzał na nią i od razu wypuścił takie słowa jak:
-Przepraszam bardzo, co to była za dziwna melodia, którą słyszałem?? Chcę wiedzieć, ponieważ puszczacie coś innego, a przez dosłownie niecałą minutę słychać co innego, chcecie żeby ludzie tutaj zwariowali jak puszczacie najpierw coś z radia, a potem coś dziwnie kojącego, to strasznie drażniące... - stwierdził i poważnymi ślepiami spoglądał na dziewczynę, która tutaj pracowała. Kenzuran nie miał zamiaru długo czekać i jak nie dostanie satysfakcjonującej go odpowiedzi, po prostu stąd wyjdzie i będzie musiał znaleźć sposób na zalezienie statku i odleceniu stąd.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 12, 2018 11:57 am
ODPIS DLA KENZURAN'A

Kelnerka najwidoczniej nie była zadowolona z zachowania chłopaka i nadymała lekko policzki jak chomik, Wyglądała jakby była zła, jednak ostatecznie nic nie powiedziała. Jego kolejne słowa zaś je zdziwiły, spojrzała na niego unosząc jedną brew do góry.
-Może się pan przesłyszał? Puszczamy teraz piosenkę, leci nawet druga zwrotka. Może sam sobie pan coś zanucił pod nosem czy coś - rzuciła do chłopaka, ale szybko została skarcona przez barmana, bo zamówienia czekały.
-Muszę lecieć, do widzenia - ukłoniła się lekko i pobiegła w swoją stronę. Tyle ją nasz Saiyan widział. Po chwili jednak atmosfera znowu się zmieniła, ponieważ ujawniła się kolejna osoba, która do tej pory siedziała w cieniu baru. Kiedy nieznajoma zakapturzona postać wstała, muzyka w głowie chłopaka ponownie rozbrzmiała głośno.
Spoiler:
Lecz ów zakapturzona postać bez słowa zapłaciła prawdopodobnie za swój obiad i wyszła z pomieszczenia. Im bardziej się oddalała ta osoba tym szybciej muzyka cichła w głowie naszego Kenzurana. Teraz pytanie zostać czy podążyć za nieznajomym zakapturzonym osobnikiem. Oto jest pytanie. Najedzony, napity, to może czas ruszać w drogę.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 12, 2018 1:17 pm
Kenzuran po najedzeniu się i wypiciu swojego drinka, teraz tylko czekał na kelnerkę, która do niego podejdzie. Czarnowłosy na szczęście nie musiał czekać długo, ale widział po minie kobiety, że była delikatnie zdenerwowana albo speszona, on sam nie wiedział jak ma to rozumieć. Po chwili usłyszał słowa ze strony dziewczyny, która powiedziała że nadal leci ten sam utwór i podobno on się przesłyszał i nic innego nie leci. Ogoniasty delikatnie zareagował swoim ogonkiem, a potem trochę się wkurzył, bo tak naprawdę nic nie nucił pod swoim nosem. Kiedy powstał, odpowiedział jej od razu:
-Nic nie nuciłem pod nosem, właśnie o to w tym chodzi... - skończył mówić i niestety znowu kelnerka była zajęta resztą gości, dlatego też pożegnała młodego Saiyanina. Syn Kellana nic z tego nie rozumiał, ale po chwili i za to nie musiał bardzo długo czekać, usłyszał tą cholerną melodię, która nie chciała mu wyjść z uszu. Zaczął się rozglądać, aż wreszcie dostał znowu zakapturzoną postać, która wyglądała podejrzanie. Wojownik na szczęście tym razem był najedzony, a i tak samo jego pragnienia zostały zabite i był gotowy do walki. Czuł się jak nowo narodzony, mimo iż stoczył bójkę nie dawno, ale jakoś i tak odczuwał wszystko lepiej. Czarnooki wreszcie spojrzał poważnie na zamaskowaną osóbkę, która także zostawiła pieniądze i chyba kierowała się w stronę wyjścia.

Brat Klen strzelił knykciami w swoich pięściach, a potem kładąc odpowiednią ilość za drugiego drinka, także wyruszył za nieznaną mu postacią. Mógł to być jeden z kultystów, mieli podobne szaty, więc wiedział że może go nakierować z powrotem na tamtych dupków. Wybijając się z pięty, od razu za nim ruszył, no i niestety nie wiedział czy go dorwie. Kenzuran po niedługiej chwili truchtu pomiędzy ludźmi, aż wreszcie dotarł do wyjścia. Rozejrzał się na szybko i gdy już dostrzegł swoją ofiarę, mógł za nią podążyć. Czarnowłosy nie wiedział czego się spodziewać, więc jedną dłoń zamienił tak, by szybko się w razie czego ochronić, jeśli to on by pierwszy został zaatakowany. Musiał być teraz bardziej czujniejszym niż przedtem, dlatego nie chciał ryzykować. Po dobiegnięciu do zakapturzonej sylwetki, krzyknął w jej stronę:
-Hej ty, co to miało znaczyć! Co to za śpiewanie w barze i zakłócenia mojego odpoczynku! - krzyknął dość głośno, tak by tamten usłyszał. Ogoniasty po kilku metrach za nim, zatrzymał się i nie chciał się zbliżać bliżej, bo nie wiedział co go może czekać, więc od razu swoje nogi zmieniły pozycję do walki, przymrużając delikatnie oczy i oczekując na odpowiedź ze strony nieznanej mu osoby.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 12, 2018 3:35 pm
ODPIS DLA KENZURAN'A

Tajemnicza postać nie poruszała się nazbyt szybko, jednak w tak tłocznym miejscu jak bar nie trudno było go zgubić. Na zewnątrz było nieco lepiej, stoliki przed barem były zajęte, wszyscy głośno rozmawiali i śmiali się. Jedyną wyróżniającą się rzeczą dla naszego Saiyana był nasz tajemniczy jegomość ubrany w czarną szatę do ziemi, a jego kaptur zakrywał jego twarz. Robił to przynajmniej umiejętnie by ktoś niechciany go nie rozpoznał. Głoś Kenzurana spowodował, że część ludzi z baru i pieszych spoglądali na niego ze zdziwieniem i szeptali miedzy sobą.
-A ten co się tak drze? Omamy dostał czy jak? - rozmawiali dwaj mężczyźni, a raczej szeptali patrząc na niego jak na wariata.
-Kij to wie, nie zwracaj na niego uwagę - dodał drugi pospiesznie. Niektórzy spoglądali na Saiyana i szeptali między sobą, a niektórzy po prostu spoglądali na niego zdumieni.

-A więc... słyszysz "ją"chłopcze - rzekł w międzyczasie zakapturzony mężczyzna. Głos jego był niski, mocno zachrypnięty i bardzo dojrzały. Co najbardziej niezwykłe jego głos pojawił Ci się w głowie tak samo jak ta tajemnicza muzyka. Sam jegomość zaś nie odwrócił się, ani nie spoglądał w Twoim kierunku. Szedł dalej przed siebie.
-Ciekawe - dodał zaintrygowanym tonem. Jego ruchy były płynne, nie wyglądał jakby szedł, a bardziej jakby tańczył wystukując butami rytm, który z czasem zmieniał się w znaną  melodie naszemu Saiyanowi. Tajemnicza melodia znowu zagrała po raz kolejny w jego głowie.
-A więc? Co poczniesz? - spytał idąc dalej przed siebie.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Wrz 12, 2018 10:34 pm
Kenzuran po znalezieniu się praktycznie za swoim celem, wykrzyknął w jego stronę. Kiedy to zrobił, zobaczył że niektórzy zaczynali go obgadywać, co było dość dziwne. Nie rozumiał tego, więc tylko spojrzał groźnie na lewo i prawo, by zajęli się tamci własnymi sprawami i znowu ruszył za dziwnym jegomościem. Po dłuższej chwili, wojownik zbliżając się jeszcze bliżej zakapturzonej osoby, usłyszał jej głos, ale dziwnie strasznie brzmiał, tak jakby biło od niego echo. Ogoniasty tylko delikatnie przymrużył oczy, bo to było prawdą, słyszał tą cholerną muzykę i chciał ją jak najszybciej wyrzucić ze swoich uszu. Czarnowłosy wypuścił powietrze, a potem jeszcze bardziej się zbliżając do zamaskowanego osobnika, rzekł w jego stronę:
-Tak słyszę ją, możesz ją wywalić, ale zaśpiewamy sobie w inny sposób... - mówiąc to, zakapturzony upiór mógł tylko usłyszeć z obydwu dłoni strzelanie knykciami. Syn Kellana nie miał zamiaru patyczkować się z jakimś robakiem, który tworzył jakąś dziwną symfonię i miał zamiar jak najszybciej się pozbyć jej ze swojej głowy. Czarnooki wyszedł z obronnej pozycji i znów ruszył za nieznajomym, który ciągle tak jakby szedł, ale można było rzec że tak jakby pływał dosłownie po glebie.

Kenzuran zupełnie tego nie rozumiał, więc po prostu wzruszyła ramionami i był ciekaw co znowu powie nieznana mu istota. Młody Saiyanin tak jakby słowa, które tym razem nie padły w jego stronę, bo ów jegomość był zaintrygowany tym, że on mógł je usłyszeć. Czarnowłosy nie chciałby oczywiście tego słuchać, bo strasznie mu przeszkadzało nad jego rozmyślenia co do wyniesienia się z tej planety. Wreszcie nadeszło pytanie od osoby, która zasłaniała twarz płachtą kaptura i zapytała co wojownik zrobi z tą piosenką. Brat Klen tylko pokazał swoje dzikie małpiaste kły i rzekł w jego stronę:
-Jeśli nie przestaniesz, to cie wypatroszę jak robaka i powieszę na jednym z tutejszych drzew, oznajmiając wszystkim śpiewakom w myślach, żeby uważali na siebie... - powiedział i wybijając się z pięty, ruszył w stronę nieznajomego. Syn Kellana znów przymrużył oczy, odchylił całe przedramię i wymierzył prosty solidny atak w stronę nerek, miał nadzieję że po tym ciosie, osoba która odpowiada za tą dziwną melodię dostanie za swoje.

OOC:
Atak podstawowy = 95 DMG
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Wrz 13, 2018 12:20 pm
ODPIS DLA KENZURAN'A

Tajemniczy mężczyzna nie był zainteresowany słowami chłopaka, ponieważ te nie usatysfakcjonowały go na tyle by mógł mu odpowiedzieć. A wyglądało na to, że i naszej małpce brakuje cierpliwości, a testosteron w nim buzuje, bo to on pierwszy zaatakował.
-To Ty... Powinieneś uważać chłopcze - rzekł głos w głowie Saiyana. Nasza małpka nie spodziewała się, że jego atak na nic się zda. Ponieważ dłoń Kenzurana przeniknęła przez ciało tajemniczego mężczyźny, rozpłynął się niczym cień i pojawił się w innym miejscu oddalonym o 15 metrów.
-Nie trudź się, nie zranisz mnie - rzekł, a gdy to mówił Kenzuran mógł usłyszeć, że jego ton wskazywał na to, że się uśmiechał. Czyżby to była iluzja? Wymyślony przyjaciel Kenzurana? Czyżby 1 000 lat aż tak bardzo wpłynęło na jego psychikę, że samotność go przytłacza?
-A więc skoro zrozumiałeś, chodź - rzekł. Postać mężczyzny pojawiała się i znikała wsazując drogę, którą miał podążać nasz młody Saiyan.

z/t do Park botaniczny
avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Wrz 23, 2018 5:38 pm
Ostatnie, co widziały oczy Vana przed kolejnym omdleniem, był przemiły widok kształtnego, kobiecego biustu. Zaraz po tym znów padł twarzą na ziemię z upojoną miną. Trudno powiedzieć, ile ze słów wszystkich dotarło do niego, a ile przepadło w czeluściach nicości.

- O nie! – pisnęła zafasowana Vita. Pomimo nieświeżego zapachu, zbliżyła się jeszcze bardziej do saiyanina. Obróciła go na plecy i położyła sobie jego głowę na kolanach. Zaraz po tym spiorunowała Shido wzrokiem. – I po co Pan tak mówił??!! Przez Pana zemdlał! – warknęła całkiem na poważnie. – Ehhh…

- Uff! – rzucił Maurice, wycierając czoło ręką. Dopiero teraz, gdy zagrożenie minęło, wyskoczył przez Asterię, zasłonił ją swoim ciałem i powiedział. – Uważaj, nie zbliżaj się do niego, jest niebezpieczny! – rzekł, udając opiekuńczość i odwagę. Po tym podszedł do Shido i podał mu rękę. – Cześć Stary. Dziwny dzień. Najpierw pościg, lalunie w ciemnym zaułku, potem saiyanin ze śmietnika a teraz stary ziomek… - skierował wzrok znów na Asterię. – To co, umowa stoi? Nie mam całego dnia. – pośpieszał. – Ty ze mną, skarbie, a mój stary kolega Shido zajmie się młodą i tym śmieciarzem w czasie naszej nieobecności. Zrobisz to dla mnie, bracie? – zapytał, odwołując się do tej umownej zasady wsparcia pomiędzy ludźmi ulicy.

Vita odłożyła głowę Vana nieco zbyt drastycznie na ziemię i podbiegła do Asterii. Złapała ją za ręce jak to miała w zwyczaju z przyjaciółkami. Była od niej niższa, wiec patrzyła z dołu w jej oczy.

- Proszę, proszę Panią! Nie możemy go przecież tutaj tak zostawić… - mówiła błagalnym tonem.

---

Van siłą rzeczy zostaje wyeliminowany z eventu. Póki nie wróci możemy robić z jego ciałem, co tylko chcemy Smile

______________________


Sponsored content

Re: Bar The Booty Cave

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito