Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1195
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Bar The Booty Cave

on Sob Kwi 07, 2018 6:32 pm
Wygląd:

Jeden z wielu barów popularnej fanszczyzny "Booty". Wita swoich gości wielkim świecącym neonem przedstawiającym skrzynię ze skrabami i cieszącą się jak dziecko trupim czerepem. Natomiast wewnątrz klienta wita doborowy oddział pięknych, skapo ubranych hostess/kelnerek, które nie tylko zajmują się obsługa klientow, ale i również dotrzymują im towarzystwa. Miesce aż tetni różnymi przyjemnymi dla nosa zapachami, przyjemną żywa muzyką, oraz można tu coś zjeśc i napić sie w towarzystwie pięknej pani. Do bartów Booty Cave zjeżdżają się wszelkiej maści kosmici. Franszczyzna posiada nakleijki, proporce, t-shirty a nawet mają coś dla klientów VIP.

P.S Można sobie cyknąć fotke z panaimi ♥️

______________________


avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Pon Cze 04, 2018 6:12 pm
[z tematu: Tablica Ogłoszeń ]


Podróż do knajpy zajęła mu dłuższą chwilę. W przeciwieństwie jednak do większości ludzi, którzy tu przybywają nie zgubił się, ani nie utknął w tłumie. Przeciwnie, unikał tłumów i ścisku jak tylko mógł, wykorzystując całe swe doświadczenie i wiedze o mieście by poruszać się po dzielnicy portowej wielkiej aglomeracji  Nie chodziło, że Namek było jakoś szczególnie niebezpieczne, ale no było…no,  Namek właśnie. Kulturowym pierdolnikiem i największym znanym mu miejscem tranzytowym dla towarów, ludzi i informacji. Będąc w takim, miejscu szczególnie zaś w dzielnicy, której głównym zadaniem był przeładunek i zaopatrzenie tego całego towarowego bajzlu.  Każdy najlichszy nawet cwaniak trafiając do takiego miejsca szybko się zorientuje że, na jednego uczciwego przybysza, przypada tu ze trzech złodziei, dwóch wykidajłów, najczęściej obstawiających ucieczkę owych złodziei nawiasem mówiąc, i przynajmniej jeden zawodowy morderca.  Zawodowego mordercę, w zasadzie można było odhaczyć, zostawali więc złodzieje i pospolici mordoklepcy. Jakkolwiek nigdy w oczywisty sposób nie dało się w zasadzie z premedytacją uniknąć kogoś kto zwyczajnie chciał Cię oklepać, tak w wąskiej uliczce, raczej ciężko o pospolitego złodzieja. Za duże ryzyko, że ktoś Cię przyłapie albo rozpozna. Lepkie ręce i zręczne palce znacznie lepiej sprawdzają się w tłumie i ścisku. Miedzy innymi właśnie dlatego Silver kluczył dobrze znanymi bocznymi uliczkami. Oczywiście tu też kręcili się ludzie tego nie dało się uniknąć, ale znacznie łatwiej było pilnować swego dobytku. No i było tu zdecydowanie ciszej co zważywszy na ciągle towarzyszące Takatsukiemu objawy odstawienne soku z Trzciny było istnym wybawieniem.  

Po pół godziny od przyjęcia zlecenia dotarł jednak przed wejście do The Booty Cave i  wachlował się kapeluszem co i raz przejeżdżając językiem po zębach w daremnej próbie znalezienia w ustach odrobiny wilgoci zamiast pustynnej suchości.
Trzy Słońca. Co za idiotyczny bóg to wymyślił? – przemknęło mu przez głowę, kiedy mimochodem poprawiał włosy i wygładzał zmiętolone ubranie. Wcisnął kapelusz na głowę. Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze, poruszył kilka razy ramionami i karkiem jak bokser szykujący się do walki. W pewnym sensie tak było. Jeśli stworzono bowiem kiedykolwiek istotę czystego pożądania z pewnością staż i praktyki w swej sztuce pobierała ona właśnie tutaj i zważywszy na wielkość franczyzy mógł to robić w zasadzie dowolnym miejscu we wszechświecie.
Gdyby Silver był bogatym piratem jak to bywało niekiedy w przyszłości z chwilą wejścia do tego lokalu mógłby spokojnie założyć, że stado pracujących tu Sukubów w mgnieniu oka z wdziękiem i klasą pomogło by mu się wyzbyć tego obciążenia.
Dziś jednak, nie miał takiego problemu. Lawirował więc w morzu feromonów niczym galeon starający się nie wpaść na rafę. Nie rozglądając się szczególnie na boki by żadna z dziewcząt nie zdążyła pochwycić jego spojrzenia. Była to głupia i złudna mrzonka. Kowboj wiedział że, prędzej czy później któraś z lasek tak czy siak go obskoczy, ale miał nadzieje że, przedtem uda mu się chociaż znaleźć swojego pracodawcę.
Miał tylko jeden cel znajdujący się dokładnie naprzeciwko od wejścia. Wyspę barową. Dotarcie tam nie zaczepianym, zakrawało na cud. Jednak on nie raz i nie dwa pokazywał już że jest „Człowiekiem który czynni niemożliwe możliwym.”
Kiedy dopadł do Baru chwycił się lady jak tonący ratunkowej boi. Zdążył w zasadzie tylko odetchnąć głęboko i powiedzieć do barmana nie przyglądając się zbytnio.
- Czołem. – wyrzucił z siebie prędko, błyskając zębami w uśmiechu. Swego czasu pracowało tu paru jego znajomych, ale wszystko mogło się pozmieniać. Od jego ostatniej wizyty minęło w końcu trochę czasu.  – Szukam gościa, który ponoć ma pilną potrzebę pogadać z Jengim Traszką.–  dodał już znacznie ciszej – Wiesz może, który to?  

OCC: Jak widzicie staram się grać postać, która co nieco o tym świecie wie, sporo osób poznała ect. Jeśli będzie to stanowić kiedykolwiek problem lub uznacie że, tego nadużywam dajcie znać edytuję takiego posta
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 795
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Lip 05, 2018 12:30 pm
Vita weszła do środka zdesperowana. Muzyka i śmiechy zahuczały w jej uszach. Zatrzymała się w progu, obserwując otoczenie z poważna miną zrozpaczonej nastolatki.

W tym miejscu nie wyróżniała się aż tak bardzo swoją urodą jak na Vegecie. Mieszkańcy Namek są już przyzwyczajeni do różnorodności rasowej. Złote włosy spływały jaj przez ramiona, a ciemnoróżowe oczy bystro spoglądały na gości. Jedyne, co odróżniało ją od tego towarzystwa to ubiór i zdecydowanie za młody wiek. Nosiła wysokiej klasy czarny kombinezon ze złotymi wstawkami. Nie natomiast krótką spódniczkę czy wydekoltowaną bluzeczkę jak większość pań witających w tym miejscu. Wyglądała na córkę kogoś bogatego.

Gdy spostrzegła ladę barową, ruszyła w jej kierunku odważnym, zdecydowanym krokiem. Znalazła miejsce obok jakiegoś srebrnowłosego mężczyzny. Nie interesowało jej to jednak ani odrobinę. Wskoczyła na hoker jakby próbowała przeskoczyć przez kozła. Wylądowała na miękkim, lekko spracowanym siedzeniu, które podrapało ją lekko w odkryte uda.

- Barman, wódki! – wypiszczała dziewczęco, po czym ukryła głowę w złożonych ramionach. Grube pukle jej miodowych włosów rozlały się na barze jak wiadro pełznących żmij. Kilka z falistych kręciołków wylądowało na rękach Shida złożonych na blacie. Zaczęła buczeć z cicha, co oznaczało, że właśnie płacze. Wyglądała zdecydowanie żałośnie. Jak księżniczka, której z wieży nie uratował książę lecz ogr…

Barman niewiele czekając wsunął jej szklankę wódki do wysuniętej, wyprostowanej ręki.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 06, 2018 1:36 pm
Barman zdążył tylko pokręcić głową i już otwierał usta by coś powiedzieć kiedy do Booty Cave wparowało małe tornado. Dziewczyna na oko ziemianka albo ściślej mówiąc człowiek ubrana trochę jak ta ruda laska z serii super bohaterskich filmów, która teraz święciła triumfy w kinach VR, wylądowała na stołku obok niego z gracją godną gimnastyczki. Posłał jej zdziwione spojrzenie spod uniesionych brwi jednak ta zupełnie go zignorowała i zapiszczała do barmana takim falsetem, że jasnym było iż ledwo trzyma nerwy na wodzy. Oczywiście mógł być to jej naturalny głos jednak wątpił by natura była aż tak złośliwa. Cokolwiek by nie sądzić o jej niecodziennych manierach sama w sobie była niewątpliwie przyjemnym widokiem dla oczu. Z pewnością przez rówieśników była uważana za istną piękność i obiektywnie rzecz ujmując jego skacowany umysł ze spokojem starego wyjadacza konstatował to stwierdzenie jako raczej banalną oczywistość. Dziewczynie nie brakowało niczego. Może poza seksapilem emanującym z kobiet dojrzałych i świadomych własnego ciała, w sposób w jaki dla tego kaczątka, Shido postawił by na to rękę,  pozostawał jeszcze ukryty. Wszystko w jej postawie od brawurowego wejścia obliczonego na to by nie mieć czasu gapić się na wszystkie strony i nie spanikować, przez przeskok na barowy stołek, kończąc na kategorycznym żądaniu alkoholu krzyczało „zdesperowana nastolatka.”  Shido spojrzał na barmana a ten tylko wzruszył ramionami i pokazał mu wszystkie dziesięć palców. Czyli będzie musiał poczekać przynajmniej dziesięć minut. Na sucho. Cóż, życie bywało okrutne.

Mimo wcześniejszej deklaracji dziewczyna zamiast podanym  alkoholem, na który zresztą prawie na pewno była za młoda, przynajmniej według standardów jego planety, zajęła się buczeniem w ladę niczym stary bojler. Usta Takatsukiego mimowolnie wygięły się w uśmiech. Jego siostry robiły dokładnie to samo gdy „ich życie kończyło się na zawsze.” Czyli średnio co dwa – trzy tygodnie. Przy dobrych wiatrach. Westchnął ciężko, w zasadzie i tak nie miał nic lepszego do roboty, a jak ta mała będzie tak tu siedzieć jak załamana księżniczka, któryś z klientów gotów pomyśleć że, to coś w rodzaju kolejnego eventu organizowanego przez właściciela i pomyli ją z jedną z kelnerek. Co wiązałoby się nie tylko z potrzebą radzenia sobie z niechcianym adoratorem, ale również z wściekłością szacownych pracownic tego zacnego przybytku, które jakoś nie specjalnie tolerowały konkurencje na swoim terenie.

Zabębnił palcami o blat wystukując jakąś starą melodie, którą znała cała cywilizowana galaktyka. Zawsze było kilka takich szlagierów, piosenki pijackie, kosmiczne szanty czy wreszcie motywy ze starych seriali czy kołysanki dla dzieci. Wystukał więc pierwszą melodie jaka przyszła mu do głowy zwyczajnie po to by zwrócić jej uwagę.
- Ciężki dzień w raju Dzwoneczku? – zapytał, starając się by jego głos brzmiał przyjaźnie i neutralnie. Kiedyś był w końcu aktorem więc, nie powinno to stanowić większego problemu, szczególnie że odbiorcą tego wszystkiego była zapłakana dziewczyna, która ewidentnie potrzebowała pomocy.
Czekasz tu na kogoś? NIE WYGLĄDASZ NA TAKĄ KTÓRA SZUKA PRACY W TAKIM MIEJSCU. – nie krzyczał. Zwyczajnie zaakcentował ostatnie zdanie tak, by być pewnym, że słyszeli je wszyscy wokół. To powinno zaoszczędzić małej chociaż trochę kłopotów.
Bez obrazy dla szanownych pań. – dodał po chwili zwracając się w stronę sali i mrugnął do jednej z kelnerek szczerząc garnitur równych białych zębów. W tej chwili naprawdę wyglądał na nie więcej niż dwie dychy. Dziewczyna zachichotała, odwracając się ostentacyjnie po czym zamachała hipnotyzująco biodrami odwracając ledwie zauważalnie głowę by sprawdzić czy wciąż na nią patrzy. Patrzył, choć tylko przez moment bo za chwile całą swoją uwagę znów poświęcił dziewczynie.
- To jak? zrzucisz z siebie ciężar i zwierzysz się tajemniczemu nieznajomemu? – zapytał wkładając w to pytanie tyle patosu i przesady ile się tylko dało. Rozbawienie to dobry początek przegnania burzy, a on nie miał specjalnych problemów by nieco się wygłupić. Przynajmniej w tej chwili. Ostatecznie i tak nie miał nic innego do roboty.
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 795
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 06, 2018 10:44 pm
Vita podniosła odrętwiale głowę do góry. Większą część twarzy zakryły niesforne pukle. Spod nich wystawał tylko zasmarkany nos. Sięgnęła na oślep po serwetkę z podajnika, wyciągnęła kilka i wysmarkała nos. Dopiero po tym odgarnęła gęstwinę włosów do tyłu, ukazując zaczerwienione, mokre policzki i lekko napuchnięte oczy.

- Niech Pan sobie nie żartuje… - powiedziała już znacznie niższym i przyjemniejszym dla ucha głosem. Zdarzało jej się tylko co jakiś czas nie zapanować nad delikatnym spazmem, który właściwie bardziej przypominał czknięcie. – Stała się najgorsza tragedia na świecie. I to wszystko moja wina… Nie mogę sobie tego wybaczyć. Przeze mnie… przeze mnie…

Już miała nastąpić kolejna fala płaczu, więc czym prędzej wzięła kilka głębokich łyków ze szklanki pełnej wódki. Trochę przełknęła, ale czując rozpalający jej gardło żar, resztę wypluła tryskająco na blat baru. Barman wytarł to natychmiast wypracowanym latami praktyki ruchem, nawet nie zwracając na to większej uwagi. Vita natomiast wykręciła się na hokerze tyłem do blatu, wystawiła język i zaczęła go wachlować rękami.

- Jak ludzie mogą to pić… - pisnęła kaszląco, łapiąc na oślep pierwsze lepsze, co znalazło się na blacie i był to niestety drink gościa po jej prawej stronie. Napiła się kilka głębokich łyków, żeby zgasić pragnienie.

- Ej, Paniusiu, co ty sobie myślisz? – odezwał się wielki, postawny Changeling pukając dziewczynę w ramię… oczywiście właściciel drinka.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sob Lip 07, 2018 12:02 am
Muzyka:
Spoiler:

" Drzwi nie zdążyły się dobrze zamknąć, a on był już w połowie drogi go Zmiennokształtnego... Pomieszczenie było wypełnione wszystkim i wszystkimi, dało się tu znaleźć co dusza zapragnie... Jego jednak interesowało jedno... Głęboki oddech niósł się od drzwi aż do barku, krok po kroku, zdawało się, że stąpanie Halfa było coraz cięższe jakby posiadał co najmniej dwukrotność swojej masy... Nadszedł szybko i zdecydowanie... "


" Usłyszał Tylko... - Ej, Paniusiu, co ty sobie myślisz? – odezwał się wielki, postawny Changeling pukając dziewczynę w ramię… "

Sylwetka ogoniastego momentalnie urosła za plecami zmiennokształtnego, teraz half działał instynktownie, nie pozostawił jaszczurowi nawet chwili na reakcje. Zacisnął pięści, a kości aż strzeliły szykując się do pierwszego uderzenia. Wszystko działo się zbyt szybko i dynamiczne żeby ktokolwiek wokół mógł zainterweniować. Nim olbrzym zdążył dwukrotnie zastukać w ramię młodej dziewczyny, o jego kręgosłup rozbiła się dłoń ogoniastego... Trzask rozniósł się echem, Van chwycił wygięte ciało jaszczura w pasie, zebrał wszystkie możliwe siły i uniósł górę mięsa ponad siebie... Zostało mu tylko wygiąć się i rozbić kark biedaka o twardą płytę podłogi... Podniósł się odruchowo w stronę lady i chwycił najbliższą butelkę, zrobił zamach a szkło rozbił o twarz Zmiennokształtnego. Rozbijał naczynie do momentu aż w dłoni nie pozostało mu nic oprócz drobin które przecinały mu skórę przy każdy kolejnym uderzeniu.


" Splunął przeciwnikowi w twarz... I nim ten wydał z siebie najmniejszą oznakę życia... Half doskoczył raz jeszcze, wściekłość dodawała mu Sił, podniósł Ciało Fioletowego... Aby ten stanął na zgiętych nogach, rozległ się krzyk i Ogoniasty, wyskoczył w miejscu odbijając się obiema nogami od przeciwnika... Którego posłał na siedzącego obok nieznajomego... "

- Dość tej skurwysyńskiej Rasy... Kto jeszcze ?! Jest Ktoś Jeszcze ?! Jakikolwiek Changeliing !!! ... To za Vegetę... - splunął pod nogi i szukał sobie kolejnego celu...

OCC: Atak !!!
avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Sob Lip 07, 2018 2:49 pm
Dziewczyna zareagowała co już było jakimś plusem. Jej słowa nie miały dla niego większego sensu jednak był to jakiś początek. Już miał jej odpowiedzieć, ale ta wyraźnie zaaferowana swoim wyznaniem chwyciła za kieliszek. I to niczym w reklamie kampanii antyalkoholowej spowodowało całą lawinę skutków których, efekty można by śmiało rozciągnąć na skali od „relatywnie niegroźnie złe” do „pierdolona katastrofa.”  Pal sześć że dziewczyna zaczęła się krztusić wódą i zachowywać jak małe dziecko które, pierwszy raz umoczyło dzioba w czystej. To było nawet zabawne. Shido pozwolił sobie na krótkie parsknięcie pełne rozbawienia i  już chciał poklepać małą po plecach żeby łatwiej jej było odkaszlnąć jednak oczywiście wszystko  nie mogło się skończyć na zwykłej jakże zabawnej i pouczającej scence w stylu „nie podkładaj ręki pod włączoną piłę bo uwali Ci wszystkie palce.” Nie, dziś bowiem Pani Losu chciała sobie zrobić z niego jaja. Dziewczyna bowiem w akcie desperacji zamiast jak cywilizowany młody odkrywca alkoholowych radości poprosić o wodę chwyciła za pierwszą lepszą szklankę, której  całkowicie przypadkowym właścicielem  musiał się okazać oczywiście jakiś Jaszczurzy ważniak. Shido westchnął wiedział że, dziewczyna wpadła właśnie w nie lichę bagno, w którym pogrąży się jeszcze bardziej jak tylko otworzy usta. Podniósł się z krzesła żeby spróbować załagodzić sytuacje kiedy do baru wpadło humanoidalne wrzeszczące coś i dopiero wtedy wszystko naprawdę się pochrzaniło. Takatsuki już czuł zapach ozonu emitowanego przez laserowe strzelby plutonu egzekucyjnego. Białowłosy nie patyczkował się ani trochę. Trzasnął zimnokrwistego bez żadnych wyjaśnień, co wywołało dosyć paniczną reakcje tłumu. Kobiety wrzeszczały wołając Straż Miejską i Ochronę lokalu, mężczyźni nieco skonfundowani z opóźnieniem sięgali po broń. Niedobrze, dobrze wiedział, że oni też wiedzą że, to nie była to zwykła barowa bitka, albo chociaż zemsta za jakieś długi. Szczególnie kiedy jasnowłosy idiota zaczął krzyczeć coś o Vegetcie. Tak, Shido wyraźnie czuł smród laserowych dział. Dlaczego, dlaczego do diabła wszystko zawsze musiało się jebać właśnie wtedy kiedy On potrzebował chwili spokoju. Kiedy miał się do cholery przyczaić i trzymać głowę nisko?

Kątem oka dostrzegł jak kilka osób chyłkiem wychodzi z Baru. Dwóch ludzi, jakiś Saladianin czy jak oni się tam zwali i Cheng. Oczywiście musiał być choć jeden. To było nieuniknione. Inaczej przecież nie byłoby zabawy.  Przez chwilę zastanowił się czy nie powinien sam skorzystać z tej opcji. Pewnikiem był to najrozsądniejszy ruch jaki mógł wykonać,  ale szkoda mu było zostawiać dzieciaka po środku tego bajzlu. Jedno złe słowo któregoś z gości i do końca życia będzie wydobywać Smoczy Oddech w jakiejś zapomnianej przez wszechświat dziurze.  Bo wątpił żeby sama umiała się z tego wykręcić.
- Tam jest wolny stolik – wskazał miejsce zaraz obok tego przy, którym kuliły się właśnie zdezorientowane kelnerki. – Poczekaj tam chwile, panowie chyba muszą sobie parę rzeczy wyjaśnić. – powiedział najspokojniej jak potrafił i uśmiechnął się do niej pocieszająco. – To, taki miejscowy koloryt. Nie ma się czym martwić. Po prostu weź swoją szklankę i odejdź kawałek dalej.  –  spokojnie jak do małego zwierzątka. Jeśli dziewczyna wpadnie w histerie cholera wie co jej strzeli do łba, a teraz potrzebował mieć sytuacje jak najbardziej pod kontrolą.

Odwrócił się do faceta okładającego Chenga
- Gościu on ma już chyba….- w tej właśnie chwili facet w bezsensownym szale cisnął zwiotczałym ciałem jaszczurki w jego kierunku. Shido oczywiście nie był gotowy na taki obrót spraw, ale wdrukowane w niego przez lata odruchu zadziałały same. Był Wężem, a Wąż zawsze jest gotowy na atak. Ugiął lekko kolana skręcił ciało w lewo i odbijając się na prawej nodze delikatnie odskoczył do tyłu. Kiedy Changling przelatywał obok niego Silver pchnął go lekko w plecy tak by mieć pewność, że rąbnie łbem o kontuar . W tej chwili wolał żeby przedstawiciel „Rasy Panów” panował raczej nad krainą snów.
Oczywiście nie wyszło. Chłop czy co tam Chengowie mieli w spodniach, eee pancerzach, skorupach, czy cholera wie czym mieli pokryte ciała faktycznie rąbnął o kontuar jak kłoda jednak zamiast legnąć grzecznie nieprzytomny zaczął coś mamrotać trzymając się za głowę. No cóż mogło być gorzej.
Shido poważnie rozważał czy nie wyłączyć gada na amen jednak szybko zrezygnował z tego pomysłu. Wszystkie oczy w barze gapiły się na nich. Lepiej był pozgrywać porządnego obywatela. Przynajmniej póki nie wyprowadzi małej z lokalu. Póki co nie zrobili przecież nic złego. Przynajmniej w rozumieniu prawa.
- Żyjesz facet? – zapytał się Chenga. – Nie wiem coś zrobił temu gościowi, ale jest naprawdę mocno wkurwiony. Krzyczał coś o jakiejś Veneccie. Kobietę mu zbałamuciłeś? – zapytał głośno. -  Może wyjaśnicie to sobie na zewnątrz jak mężczyzna z gadem?  Kelnerki płoszycie.  – powiedział  niezobowiązująco.  Nuta rozbawionej przygany w jego głosie miała uwiarygodnić jego rozbawienie sytuacją.  Przekręcenie słowa Vegeta i zamroczony umysł Chenga dawały im zaś jakieś drobne szanse uniknięcia czystki w barze.
Reszta pozostawała chwilowo w rękach losu. Oczywiście o ile białowłosy w ogóle ogarnie sytuacje. Zamiast bawić się w berserkera.  

Takatuski uśmiechnął się wbrew sobie. Czuł się wspaniale. Krew buzowała mu w żyłach. Serce waliło miarowo.  Był w swoim żywiole. Odszedł kilka kroków żeby nie uczestniczyć bezpośrednio w dalszej konfrontacji po drodze zgarniając nierozważnie pozostawione bez opieki fajki i zapalniczkę. Szybko skitrał je do kieszeni płaszcza. Oparł się o bar i upewniwszy się że, żaden nieznajomy nie będzie zgłaszał do niego pretensji chwytając jakieś porzucone przez panikarza piwo.
Łyk trunku wlał nieco świeżości w skacowany umysł. Rozejrzał się po barze wyglądając tak jakby podobne sceny jak ta z przed chwili były dla niego absolutną normalnością. Jakby był absolutnym panem sytuacji. Spojrzał w stronę w którą posłał Dzwoneczka  by sprawdzić czy jak grzeczna dziewczynka poszła tam gdzie ją prosił. Pan sytuacji czy nie rozsądek podpowiadał że, najwyższa pora by zejść ze sceny.  Ostatecznie zostawał jeszcze smród ozonu i świst laserów prawda Pani Losu? To zawsze była jakaś opcja.


OCC:

Shido "Silver" Takatsuki

Fo:
Unik (rozpatrując technicznie - tz + 1 tki)

FA:
Atak zwykły - w zasadzie fabularnie tyko pchnąłem Chenga żeby samemu nie oberwać.  Rezygnuje z obrażeń dla Chenga.

Siła: 75
Zręczność 100
Wytrzymałość: 75
Energia 50
HP: 750
Pancerz: 200

Tokeny :
1/0/1/1/2

Jeśli w którymś momencie przekroczyłem kompetencje gracza dajcie znać edytuje.
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 795
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Lip 08, 2018 7:52 pm
Gdy dotarło do Vity, jak niegrzecznym z jej strony było podbieranie obcym osobom drinka, natychmiast zrobiło jej się głupio. Oblała się wstydliwym rumieńcem. Nie należała z natury do konfliktowych osób i nie poszukiwała zwady celowo, czasem po prostu zdarzało jej się nie przemyśleć swoich działań, jak to nastolatce.

Już zamierzała przeprosić i postawić temu Changelingowi nowego drinka, gdy … stało się. Za jej plecami urosła barczysta sylwetka siwowłosego mężczyzny, który bez zbędnych formalności przeszedł do akcji. Widać niewiele mu było potrzeba - Dama w opresji i znalazł się rycerz gotowy urżnąć łeb smokowi. Vita była wprawdzie zaskoczona jego nadpobudliwą reakcją i trochę przerażona, że doprowadziła do rozróby, ale mieszkając całe życie na Vegecie przywykła już do takich sytuacji. Tam bójki czy nawet walki gangów to codzienność, a buchający testosteron u mężczyzn czasem przydymiał im rozsądek. Liczyła się dominacja, siła i hierarchia, a kto był słabeuszem lub trzęsiportkiem, nie przetrwałby nawet jednego dnia. Na szczęście od kobiet nie wymagało się tego, by uczestniczyły w walkach, w szczególności nie od Halfek, które nierzadko miały drobniejszą posturę od Saiyanek. Jednak oczywiście każda dziewczyna była przez swoje rodziny uczona co najmniej w sztuce samoobrony. Vita też nie zawahałaby się ani chwili, gdyby uznała, że musi pomóc w walce swojemu przypadkowemu wybawicielowi. Oczywiście nie mogłaby zagrozić fizycznie żadnemu z silnych mężczyzn, ale przy odrobinie sprytu nawet jej działanie mogło przechylić szalę na ich korzyść. Liczyła się odwaga i dzielność. Gdyby miała bardzo obawiać się krzywdy lub bólu, nie zyskałaby nigdy szacunku w swojej społeczności.

Zwinęła nogi bliżej na hokerze i obserwowała zajście z wybałuszonymi oczami i podniesionymi w górę rękami w geście poddania czy też chcąc uniknąć zderzenia z walczącymi. Pisnęła widząc odłamki szkła latające wokoło. Wycofała się lekko tułowiem do tyłu, opierając o blat. Gdy srebrnowłosy uniknął uderzenia ciałem Changelinga, obracając się bliżej niej i zadając mu dodatkowy cios, chwyciła bezwiednie koszulę towarzysza przy barze i przytuliła się do jego torsu, skrywając się w ten sposób przed dalszym zagrożeniem. To samo zrobiłaby, gdyby w jej otoczeniu znajdował się jej ojciec lub inny znajomy saiyanin.

Najbardziej zaskoczyły ją słowa atakującego mężczyzny. Nienawidził Changelingów, walczył w imię Vegety. Czyżby należał do ruchu powstańczego Vegety? Do tej grupy, którą posłała na niechybną śmierć? Serce zabiło jej głośno. Poczuła się skołowana. Z jednej strony przeszyła ją silna ekscytacja. Być może dzięki temu mężczyźnie będzie mogła dołączyć do ruchu oporu na Namek i odkupić swoje winy? Z drugiej strony zapanowała w niej silna obawa, że on … może dowiedzieć się, co zrobiła na Vegecie. Do czego doprowadziła. Że może nawet już o tym wie i przyszedł do tego baru, by ją pojmać i skazać za Vrexa i jego towarzyszy?

Z otępienia wyrwały ją słowa srebrnowłosego mężczyzny. Musiała trzymać się w tym momencie blisko niego. Nie znali się, ale najwidoczniej jej los nie był mu całkiem obojętny. Podniosła głowę do góry i spojrzała mu w jasnoniebieskie oczy. Wcześniej nie zauważyła, że miał tak pogodną i budzącą zaufanie twarz. Ba! Te krystaliczne oczy wystarczyły, by zaufała mu w tym momencie bezgranicznie. Choć było to oczywiście bardzo głupie i nieostrożne z jej strony. Przytaknęła mu i zeskoczyła ostrożnie z krzesełka. Ruszyła najbezpieczniejszą drogą, jaka mogła wytyczyć i schowała się razem z innymi paniami za stolikiem, obserwując bacznie z przykucu rozwój sytuacji. Jeśli będzie konieczność, wyjdzie z ukrycia i pomoże w walce. Dobra pozycja miała oczywiście kluczowe znaczenie.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
NPC.
Liczba postów : 2401
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Lip 08, 2018 8:04 pm
- CO? – Changeling złapał się za głowę. Przez chwilę był zbyt oszołomiony, by zdecydować się na konkretny ruch. Słuchał jednym uchem, co mówił do niego Shido. – Nie pierdol! – wybełkotał, odsuwając się od baru. Stał tyłem do Vana i nie zorientował się, że został sprytnie pchnięty przez Srebrnowłosego. Zrobił to na tyle zmyślnie, że wyglądało to na zwykły unik. – Zaraz mu przypierdolę to popamięta. - CHang pogroził Vanowi.

Część gości uciekło z pubu. Inni odsunęli się, robiąc kółko i obserwując walczących. Nie ma to jak dobra bitka. Niektórzy zaczęli nawet podburzać do walki.

- Zapierdol temu Changowi!
- Co to za wypłosz? Niech mu ktoś pokaże!

Oczywiście można było spodziewać się, że ktoś z nich zawiadomi straże o tym, co zaszło w Booty Cave. Być może do jednej bójki w pubie nikt ze straży miejskiej nie fatygowałby się z wizytą, jednak jeśli zgłoszenie przyjdzie prosto od barmanów, wtedy będą musieli opanować sytuację. Nikomu z mieszkańców miasta nie trzeba wyjaśniać, jakie kary groziły za awanturnictwo. W zależności od dokonanych zniszczeń i osoby, na którą się trafiło, można było zapłacić wysoką grzywnę, dostać przymusowe prace albo nawet w najbardziej skrajnych przypadkach, jak zabójstwo z premedytacją, zostać oddanym do niewoli.

Z szeregu obserwatorów wyszło dwóch kolejnych, średniej postury mężczyzn. Jeden Chang i jeden człowiek. Nie wydawali się może szczególnie uzdolnieni w walce, jednak liczebność robiła swoje.

- Ej, facet, odpuść sobie. Co to w ogóle miało być? Po co bijesz Colda? – zapytał jeden z nich.
- Proszę Państwa o spokój i zaprzestanie walk, albo wezwę straż! – zagroził barman. Nie zniszczyli póki co nic cennego, więc nie zrobił tego z automatu.

---

Mechanika za Vana
FA
Cios potężny: koszt 1TS, potężny (Ignoruje redukcje), obrażenia siła + zręczność (Używane w Fazie Ataku)
-1TS, -1TZ, +2TKI
Stan tokenów
Siła 0 / Zręczność 0 / Wytrzymałość 1 / Energia 1 / Ki 3
=150 DMG

Mechanika Shido
75 Dmg

Changeling ogłuszenie 1 tura



---

5% bazowo na dyplomację
+5 % za oszołomienie przeciwnika
+5% za gadkę
-5% za to, że Van go opluł xD to było poniżające
+10 % za to, że Chang pewnie nie chce mieć problemów ze strażą
=20%

1-20 – sukces
21-60 – porażka
61-99- krytyczna porażka
100 – szczęśliwy trwaf

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 724
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Lip 08, 2018 8:04 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 45

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Lip 10, 2018 7:17 pm
z/t z deptaka

Bieg przełajowy przez ulice miasta z utrudnieniami w postaci przechodniów i różnych rzeczy można uznać za bardzo dobry trening. Musiała wykazać się odpowiednią kondycją fizyczną, reakcją na niespodziewane rzeczy, a także spostrzegawczością i obserwacją liska, który gonił króliczka czyli ją. Choć może bardziej tu pasowałby przykład małpy lecącej za bananem. W każdym razie mijała kolejnych przechodniów i była żegnana bardziej lub mniej cenzuralnymi słowami. No w końcu nie każdy lubi jak ktoś na nich wpada, popycha i to bez żadnego przepraszam czy spierdalaj mi z drogi. Asteria wolała nie drzeć się jak durna na całe miasto, gdyż osobę która przebiega w ciszy trudniej zlokalizować. Jedynie co to krzyki przechodniów mogły dawać jakąś wskazówkę co do jej położenia, ale młoda demonica znalazła się w takiej części miasta, gdzie hałas i krzyk były czymś powszechnym. Ona sama żegnała osoby, które potrąciła przepraszającym uśmiechem. Cóż najwidoczniej tej dziewczynie gdzieś się spieszyło, bo nikt tak nie biegnie jeśli coś go nie ciśnie. I wcale nie były to te dwa matoły, które jeszcze jakoś siedziały jej na ogonie. Chyba, bo od kilku dobrych minut nie widziała tych cymbałów. Może wypada się gdzieś zatrzymać i na chwilę ukryć. Sposobność do tego była, gdyż stała niedaleko jakiejś knajpy, w której było całkiem sporo osób. Dobre miejsce by się ukryć. Zanim jednak weszła do środka to drzwi się otworzyły i niektórzy wylecieli z baru jakby rzucili mięso po drugiej stronie ulicy. Asteria nie omieszkała przypadkiem podstawić nogi jakiemuś Changelinowi, który wypieprzył się na swoją mordę, ale zanim spostrzegł kto to był to ona już była we wnętrzu baru. Od razu uderzył w nią zapach alkoholu, jedzenia i krwi. Tak to było doskonale czuć pewnie dlatego, że na podłodze była całkiem niezła kałuża posoki. Na dodatek tłumek otaczał kogoś i dopingował. Czyżby zawody w piciu na czas? Ona też chce. No, ale Ast jak przystało na dobrze wychowaną demonicę nie wpieprzała się do środka kręgu lecz go zgrabnie obeszła, aby znaleźć się przy barze. Usiadła z gracją na jednym ze stołków i spojrzała na tłumek. Chyba ktoś tu bójki wszczyna. Nieładnie. Naprawdę. Założyła nogę na nogę, a jedno pasemko włosów za ucho i popukała jakiegoś siwego gościa, który stał najbliżej jej w ramię.
- Co tu się dzieje i można dostać jakiegoś drinka? – rzuciła uśmiechając się lekko. Dwie informacje w jednym. Przy okazji poprawiła swój nowy naszyjnik. Sprzedawca miał rację. Nie obijał się jej o biust i zupełnie nie przeszkadzał podczas biegu. Cieszyła się, że dała mu ten napiwek.

______________________


#66FFFF
avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Lip 12, 2018 10:49 pm
Muzyka:
Spoiler:

" Mimo wszystko Zmiennokształtny się pozbierał... Co więcej zaczął się odgrażać wykazując chęć walki... Half tylko czekał na taki obrót wydarzeń... Straż na tą chwilę go nie interesowała, liczyło się tylko zabicie jaszczura... Ta rasa zbyt długo cieszyła się swoją potęgą... Przyszła pora odwrócić Role... "


- Zaraz co zrobisz... Haha , Nie żartuj... Pokażę Ci jak kiedyś zabijało się takich jak wy... Ale z szacunku do Barmana, aby nie psuć mu interesu znajdziemy inne miejsce...


" Van, rozejrzał się po sali, wznosząc ręce na znak zwycięstwa, chciał podnieść rządzą krwi tutejszych, aby podnieśli rangę wydarzenia do czegoś godnego uwagi... Miał nadzieję że znajdzie się jakiś szemrany gość, który wyprowadzi ich dwóch poza mury lokalu i tam dokończą porachunki... Przypomniał mu się sławny podziemny turniej w kanałach Vegety... Miał doświadczenie w zabijaniu... Zbyt duże by takie byle co mogło mu zagrozić... "

- Słuchaj Changelingu... Jestem Van, ostatni wolny wojownik Planety Vegeta... Wróciłem wyrównać rachunki, jesteś pierwszy którego zabiję... Zmierzmy się gdzieś w bardziej przychylnym miejscu... Wszystkim na pewno się spodoba... Jesteście ZA !! ??


Ogoniasty miał swój chytry plan, jeżeli wszystko pójdzie bo jego myśli z pewnością dostanie to czego chce. Zabije Zmiennokształtnego a do tego wtopi się w głębsze interesy tej planety. Ktoś mógłby zyskać na takim obrocie spraw a ktoś na pewno straci, wystarczyło znaleźć się po właściwej stronie układów. Później łatwiej mu będzie pozbyć się jaszczurów z planety raz na zawsze. Teraz jednak obserwował reakcję wroga, zostawiając mu ostatecznie podjęcie wyboru. Barman mógł odetchnąć z ulgą a tłum podburzony obietnicą widowiska z pewnością nie da o sobie zapomnieć. Wystarczyło czekać...

- A więc co zrobisz Changu - Powiedział i z ironicznym uśmiechem, patrzył jak jego przeciwnik musi zmierzyć się z wyborem...

OCC: Jak w Opisie.

Wyjaśnie. Mam zamiar zaciągnąć Changelinga do " podziemny-klub-walk " ^^... Na pewno w barze jest jakiś szemrany, typ który załatwia kolejnych wojowników na ich igrzyska pod ziemią. Więc tam chcę sie zmierzyć z Jaszczurem Wink
avatar
NPC.
Liczba postów : 2401
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 20, 2018 3:43 pm

- Nie bądź taki cwany, złamasie. Nie będziemy z tobą nigdzie szli. I gówno nas obchodzą twoje poglądy. Jak się tak prosisz to tutaj obijemy ci facjatę. – powiedział Changeling, broniący kolegi i razem z drugim kompanem, człowiekiem, rzucili się z pięściami na Vana.

Tymczasem ich wcześniej obity kolega, wciąż nie kontaktując za dobrze, chwycił krzesełko i… rzucił w Vana, całkiem niecelnie. Asteria widziała kątem oka, jak do baru wbija z impetem dwóch śledzących ją Saiyan. I to właśnie w jednego z nich pofrunęło nieszczęsne krzesełko, miażdżąc się o niego w kawałki.

- CO JEST Hanzo??? – warknął poirytowany.
- TO TEN! – odkrzyknął jego kompan, biegnąć z pięściami na Changelinga, który był powodem całego tego zamieszania. I tym samym idąc z pomocą Vanowi.  
- Nie, to był ten! – rzekł drugi saiyanin, masując sobie czoło. Nie widział dokładnie, kto go zaatakował, ale święcie był przekonany, że to Shido i to w jego kierunku zmierzał.

Rozległy się nawoływania innych obecnych w barze.

- Zostaw go!
- Co mnie szarpiesz?
- Zawsze chciałem ci przyfasolić…
- Tamten ma rację, pieprzyć Changi! Niech się pierdolą!
- Sam się pierdol, pedale!

I tak to się zaczęło. Zapanowało totalne zamieszanie. Wszyscy rzucili się na siebie i zaczęli okładać, nie zważając na stoły, rzucając butelkami i klnąc jak szewcy. Barman skrzywił minę. Odszedł od Asteriii, chyląc się przed ewentualnymi odłamkami szkła, latającymi we wszystkich kierunkach. Złapał za scouter i oczywistym stało się, że wzywał straż.

Kelnerki i inne kobiety zaczęły opuszczać lokal. Jedna z nich chwyciła Vitę za rękę i zaczęła prowadzić do wyjścia.

- Chodź skarbie, bo zrobisz sobie krzywdę. – powiedziała i kuląc się ruszyła w kierunku wyjścia.

---
Van, w Fazie ataku tych dwóch typów dostajesz po 100 DMG od każdego, czyli w sumie 200 DMG chyba, że zblokujesz. Wtedy 50% z jednego z tych uderzeń, czyli w sumie 150 DMG.

Shido żółta kartka (1).

Szansa za prowokację
5% bazowo
+5% za poprzedniego posta
+10 % za presję otoczenia
+10 % za słowa Vana
=30% szans na prowokację
1-30 sukces
31-60 – rozniecenie konfliktu
61-99 – porażka
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pią Lip 20, 2018 4:11 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 724
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 20, 2018 3:43 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 58

______________________


avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 795
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 20, 2018 4:42 pm
„…ostatni wolny wojownik Planety Vegeta...” – brzmiało w uszach Vity. – „Vrex…muszę cię pomścić.” Pomyślała i przypatrywała się Vanowi wzrokiem pełnym nadziei. Wierzyła, że musi on należeć do ruchu oporu. Jeśli on jej nie rozpozna, będzie to znaczyło, że nie będzie wiedział o tym, do czego doprowadziła na Vegecie. Gdyby tak mogła przedstawić mu się pod fałszywym nazwiskiem i wesprzeć w drodze do uwolnienia Vegety, wtedy może… może marzenia Vrexa spełniłyby się… choć po jego śmierci. Za cel wzięła więc sobie, by nawiązać z tym obcym, białowłosym mężczyzną kontakt.

Rozpętała się bójka, a Vita została pociągnięta za rękę w stronę wyjścia.

-NIE! – krzyknęła tonem nieusłuchanej nastolatki. Wyrwała się kelnerce. Nigdzie nie zamierzała wychodzić. Chciała wesprzeć Vana, jednak nie było to proste. W bezpośredniej walce nie miała szans. Najpierw zamierzała pomóc osobom postronnym opuścić lokal. Jej wzrok spoczął na rudowłosej kobiecie przy barze, która najwidoczniej niczego się nie spodziewała. Zwinnie niczym lisica, czmychnęła pomiędzy walczącymi w jej kierunku.

- Proszę Pani. – odezwała się, będąc już obok Asterii przy barze. Puknęła ją palcem w ramię, żeby zwrócić na siebie uwagę. Popatrzyła na nią z poważną miną swoimi ufnymi, różowymi oczami. – Niech Pani idzie w stronę wyjścia jak i inne kobiety. Tam jest bezpiecznie. Zaprowadzę Panią. – powiedziała, łapiąc ją za dłoń i złączając się z nią palcami. Jak to robią nastoletnie przyjaciółki.

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Sob Lip 21, 2018 10:13 pm
Robiło się coraz bardziej uroczo i Asteria mogła jasno stwierdzić, że z jednej kabały mogła wpakować się w kolejną. Najwidoczniej komuś puściły nerwy, albo wypił za dużo alkoholu i teraz chłopaki próbowali sobie udowodnić kto jest samcem alfa i ma większego. W sumie było to nawet zabawne oglądając jak Saiyanin i Changeling biorą się za łby i próbują pokazać, który jest fajniejszy. Na dodatek tłum ich tylko podjudzał, wiec wybuchnięcie jakiejś większej bójki było bardziej niż pewne. Asteria siedziała więc sobie i czekała aż barman poda jej jakiegoś drinka. Możliwe, że będzie to ostatni drink jaki zaserwuje zanim się tutaj rozpęta armagedon. W końcu dostała jakiegoś o kolorze czerwony z palemką. W smaku był słodki i miał swoją moc. Przynajmniej taką jaką posiada drink dla kobiety.
- Dziękuję ślicznie. – powiedziała demonica i skierowała swój wzrok na Saiyanina, który próbował sprowokować jaszczura do większej bójki, ale już poza barem. No proszę, czyli jeszcze jakaś mała szara komórka ostała się w tym łbie. Jednakże im dłużej gadał to tym bardziej Asteria wysnuwała wniosek, że Saiyanie to powinni tylko stać, ładnie wyglądać i może się uśmiechnąć do czasu do czasu, jeśli potrafili. Bo kiedy otwierali usta to cały czar prysł i ochota na jakiś seks przechodziła, nawet jeśli gość był fajny. No, ale jaszczurka była chyba jeszcze bardziej głupsza od małpy, gdyż dała się sprowokować tymi tekstami. Ile oni mieli lat? Pewnie malutko, ale Asteria wątpiła, by w tym pomieszczeniu znalazła się osoba, która jest od niej starsza. W każdym razie zaczęła się burda.

Podburzanie tłumu poszło mu dobrze, gdyż coraz więcej osób przyłączało się do obijania sobie ryjów. Asteria spokojnie siedziała przy barze i sączyła drinka, choć raz musiała przechylić głowę, aby uniknąć nadlatującej butelki. Nie wiedzą, że w kobiety się nie rzuca? Widać, że swołocz. Jednakże kiedy zauważyła swoich adoratorów w drzwiach to uśmiech zszedł z jej ust. Chyba czas było się zwijać. No takie myśli miała do momentu, kiedy nie zobaczyła jak jakiś stołek trafia Saiyanina prosto w twarzy co spowodowało stopienie rdzenia i w wkurwienie na wszystko co żyje. Jak zaś małpiszon potrafi wykorzystać swój gniew? Najlepiej obić ryja najbliżej znajdującym się osobom co też uczynili i dołączyli się do wielkiego nawalania się po pyskach. A podobno należą oni do ras uznawanych za inteligentne. Asteria polemizowałaby z tym, ale przynajmniej teraz miała spokój, gdyż goście poczynali sobie coraz śmielej. Służby bezpieczeństwa będą miały co robić.
- Zajebiste eventy tu robicie, tylko klienci troszkę nieokrzesani. – powiedziała Asteria do barmana, który schylił się za kontuarem. Trzeba chyba będzie opuścić lokal zwłaszcza, że inne dziewczęta postanowiły wyjść. Jednakże Ast zbyt dobrze się bawiła patrząc na okładających się samców. Było w tym coś uroczego. Zupełnie jak zwierzęta bijące się o ostatnią kość z mięsem. Niestety z obserwacji widowiska wybił ją głos małej blondyneczki, która zjawiła się przy niej. Była ona bardzo ładną młodą dziewczyną o dość interesującym kolorze oczu i dość intrygującym stroju. Brew Asterii podniosła się lekko do góry jakby nie uważała, że określenie „Proszę Pani” było skierowane do niej. Jednakże nie było obok niej żadnej innej kobiety, więc to chyba o demonicę chodziło.
- Tak? – zapytała i wbiła swoje złote oko prosto w ciemnoróżowe oczy dziewczyny. Grzywka przysłaniała jej drugie oko, lecz i tak doskonale widziała wszystko. Pokręciła drinkiem słuchając słów blondynki. Jej poważna mina była urocza i Asteria zastanawiała się ile może mieć lat. Pewnie była powyżej piętnastu, ale dalej nie przekroczyła dwudziestki. Jej ciało miało już kobiece cechy, ale to nie było jeszcze to. Poza tym rysy jej twarzy nie były w pełni kobiece. Widać w niej było jeszcze dziecko, którym przecież niedawno była. I to właśnie ona zainteresowała się nieznajomą, której mogło grozić niebezpieczeństwo z powodu pojebanych samców. Kochana.
- Myślisz? – zapytała patrząc na to co robiła i na ich dłonie. Urocze zagranie. Bardzo. No, ale chyba czas się zbierać. Skończyła drinka i zeskoczyła z gracją ze stołka.
- Żegnamy panów. Idziemy skarbie. Przy okazji jak ci na imię? – zapytała czerwonowłosa kiedy z nową koleżanką przeciskały się do wyjścia.

OOC:
Damy wychodzą, a panowie się leją.

______________________


#66FFFF
avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Nie Lip 22, 2018 11:15 am
Muzyka:
Spoiler:


" Sytuacja w Barze zmieniła się na jeszcze bardziej zaostrzoną... Z pewnością zaraz pojawi się straż i będzie o wiele niebezpieczniej, a to mogło by zrujnować na zawsze część Planu... Ale Był Saiyan'niem a, a to zmieniało postać rzeczy... Half uderzył o oparcie baru i podpierając się o krawędź blatu, splunął krwią na podłogę... Na ustach pojawił mu się grymas, nie był zadowolony, gorzej, krew jego braci wrzała w nim na potęgę... "

- AAAAAAA... Zapłacisz mi za To... Będę Eliminował każdego z was, jeden po drugim... - wywrzeszczał, a jego nozdrza wypuszczały coraz to większe ilości powietrza, zamieniając je w prawie widoczną parę...


Van dostał szalonego skoku adrenaliny, w odpowiedzi na zadane mu obrażenia, nie mógł wypuścić żywego changelinga z Baru. Zacisnął pięści tak mocno że trzask kości było słychać zaraz przy wejściu, energicznie odepchnął się od blatu i ruszył na Zmiennokształtnego ignorując człowieka. Jego gniew nie miał sobie równych, krew rozlała się po stojących wokół klientach. Z pewnością ogoniasty był najstarszym żyjącym wojownikiem, jego umiejętności i doświadczenie bojowe było tutaj nieporównywalne. Natychmiast przejął kontrolę nad wymianą ciosów z jaszczurem. Choć brakowało mu dawnych sił, mógł ze spokojem eliminować pomniejszych Zmiennokształtnych, których wyszkolenie i technika były zaniedbane...


" Van Zaatakował bez litości... Jego kończymy poruszały się na obraz starych pochodzących jeszcze z akademii kombinacji ciosów... Szkoliła ich przecież Legenda ukochanej Planety... Podstawowy pancerz changelingów wytrzymywał ciosy, lecz sylwetka Halfa zdradzała siłę, a każde kolejne uderzenie było mocniejsze... Gad poczuł że przynajmniej jedno z żeber już pękło, pod naporem pięści... Ogoniasty wykorzystywał każdą możliwą przewagę i błędy fioletowego, choć trwało to dosłownie sekundy, znalazł lukę w jego obronie... Trafił przeciwnika w gardło, tym samym wojownik Vegety uwięził powietrze w płucach lodowego... "


- Teraz jesteś Mój !!!!


Mój Cios:
Spoiler:

Małpowaty schylił się dynamicznie ku przeciwnikowi, ciągnąc prawe ramię zaraz przy ziemi, nabrał zabójczego impaktu. Jego krzyk rozniósł się po sali, a tyle ile posiadał sił, włożył w to uderzenie. Czuł jak kości dłoni pękają mu od morderczego trafienia, a kawałki pancerza strzeliły po sali raniąc kilku gapiów. Dłoń Vana zesztywniała, czuł niemoc w odrętwiałych palcach, ale widok jaszczura który wylądował na ziemi dopiero przy samym wyjściu, wprawił go we rozbawienie. Nie tracąc czasu doskoczył i leniwym kopnięciem wykopał biedaka w pył ulicy, niszcząc doszczętnie drzwi...

" W tym samym momencie spojrzał na będące tuż obok... Dwie Kobiety... Jedna widocznie młodsza... Najwidoczniej chciały szybko wyjść z lokalu, unikając niepotrzebnych konsekwencji zajścia... Ale dla wojownika było to nieistotne... Szedł prosto po Zmiennokształtnego... Opuszczając Bar... "

Szaro włosa sylwetka stanęła w blasku słońca, patrząc na zwijającego się w bólu gada, zataczał się i dławił krwią. Usiłował się podnieść ale bezlitosny Saiyanin już nad nim stał. Splunął mu pod nogi i rozejrzał się szybko wokół czy nie nadchodzi straż...

- To dopiero początek... Już niedługo wykończę was, jednego po drugim... Vegeta zostanie odbita...

Half nie tracąc czasu, starał się zbiec z miejsca zdarzenia prostu w kierunku Jungle'i , jedyne miejsce gdzie trudno go będzie wyśledzić. Miał nadzieję że możliwy pościg zaniecha próby pochwycenia go właśnie w tamtym kierunku. A teraz z ranną dłonią nie będzie mógł sprawnie walczyć, musiał się gdzieś ukryć na jakiś czas...

OCC: Jak w Poście Wrazie czego pytać Smile. Nie blokuje przyjmuje cały dmg wcześniejszy... i Wkurwiam się niemiłosiernie xD
avatar
Shido
Liczba postów : 42
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Czw Lip 26, 2018 4:08 pm
Shido nieco za długo i chyba zbyt chętnie obserwował rosnące wokół pandemonium. W normalnych warunkach pewnie zawinął się z Dzwoneczkiem pod pachą i zwyczajnie zniknął z radaru, ale chaos, Jego brat, ten młodszy rzecz jasna który zawsze wciągał go w kłopoty pochłonął go bez reszty i choć jedynym daniem serwowanym obecnie w tej knajpie był „Duży soczysty wpierdol” Takatsuki jako widz i znawca sztuki kina akcji przez chwile zupełnie się w tym zatracił. Na taki stan rzeczy, miało zapewne nielichy wpływ piwo które, przyjemnie i powoli spływało w dół przełyku wprost do żołądka, w którym to raczyło przemieniać się w jasną kojącą moc rozlewającą się po całym ciele. To radosne uczucie ulgi, tak wyczekiwanej od samego początku parszywego dnia zaabsorbowało go jeszcze bardziej niż scena „barowej bójki na kilku statystów, jednego kretyna i jedną bogu ducha winną, a jednak z urodzenia szujowatą jaszczurkę” W pierwszej chwili nawet nie zauważył jak jakiś rudy kociak pyta go o streszczenie dotychczasowej akcji. W normalnych warunkach ochoczo przystąpił by do składania szczegółowej okraszonej w dramatyczne szczegóły relacji, będącej wstępem do miłej pogawędki i co wysoce prawdopodobne jeszcze milszych konsekwencji owej w jakimś przytulniejszym miejscu, niestety nim zdążył, szarmancko i niezobowiązująco ująć dłoń damy w swoją i rozpocząć jakkolwiek czysto sportowe oczarowywanie jej swoją skromną osobą, jego uwagę znowu przykuł nieznajomy brutal. „Ostatni wolny wojownik planety Vegeta Van”. – wciąż tak o sobie mówił choć Takatsuki litościwie podsunął mu możliwość wybrnięcia z tej idiotycznej sytuacji. Trudno, czasami trzeba zebrać łomot żeby potem, kiedy już zagoją Ci się wszystkie połamane palce spisać kolejną życiową lekcje. Przekonanie Saiyanina o tym, że jest ostatnim obrońcą swego domu wydało się jednak Shidowi nieco obraźliwe. Szczególnie dla tych którzy, faktycznie robili coś w tej materii zamiast wrzeszczeć i dać się zadźgać się barze.

Taa…srali muchy będzie wiosna. – pomyślał Łowca Nagród. – Takiego wała chłopaczku. Jeśli Vegeta ma tylko Ciebie to Jaszczurki zabiją Cię śmiechem. I to nawet nie będzie dobry dowcip. -  Ta ostatnia myśl rozbawiła go na tyle, że ostatecznie oderwał się od Vana i jego problemów z rzeszą wkurwionych adoratorów. Jak sobie chłop naważył piwa. Będzie musiał je wypić.  

Zdecydowanie pora było się zwijać. Dopił piwo i rozejrzał się po sali. Był stu procentowo przekonany, że gdzieś mignęły mu urocze blond kudły Dzwoneczka. Dziewczyna właśnie wychodziła w towarzystwie Rudego Kociaka. Innymi słowy Chashire ukradł mu jego Dzwoneczka. Niewybaczalne! Trzeba było ruszać z odsieczą. Jakiś dziwny głos w głowie szeptał mu że, ta mała dziewczynka nie jest tak nieważna jak się wydaje, a on zwykł ufać przeczuciom. Poza tym instynkt ojcowski to prawdziwy magnes na damy.
Podążył więc dziarsko w stronę drzwi z gracją primadonny i uśmiechem playboya krocząc przez radosne pole zagłady w które zmienił się bar. Zdołał uniknąć Noża, jednego krzesła i kufla z dziwną dymiącą zawartością i już, już miał się odwracać ku drzwiom by rzucić jakimś zabawnym tekstem na pożegnanie. Gdy ktoś na niego wpadł. Drobna postać. Przypuszczalnie kobieta.

- Zapamiętać i zniszczyć. – wyszeptała opierając się o niego bardziej aż poczuł że wsuwa mu coś w kieszeń – Nie rób głupstw. – dodała dziewczyna i nim zdążył zaprotestować zniknęła w tłumie jak kamfora.
Mężczyzna wzruszył ramionami. Nie pierwszy raz zdarzały mu się takie rzeczy. Tak to już jest kiedy obracasz się w pewnych kręgach. Dwie czupryny blond i ruda mignęły mu z daleka. Musiał się śpieszyć jeśli nie chciał by zniknęły mu w tłumie. Pogwizdując wesoło te samą melodie którą, przed paroma minutami zaprezentował Dzwoneczkowi Silver pognał za paniami. Odruchowo sięgając po ukrytą w kieszeni wiadomość.

OCC: Pozwoliłem sobie na malutki haczyk w postaci wiadomości od „nieznajomej” treść wiadomości pozostawiam dla npc. W razie czego mogę podsunąć kilka pomysłów Wink
OCC2: Chciałbym osobiście przeprosić tych którzy za mną czekają. Sprawy osobiste i zawodowe nie pozwalają mi być z wami na takich obrotach jakbym sobie tego życzył. Jeśli będą mi się zdarzać obsówy administracja będzie na pewno wiedzieć pierwsza.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2401
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 27, 2018 1:47 pm
Veni, vidi, vici… mógłby rzec Van. Wparował do baru całkiem bez zaproszenia ani pretekstu. Naubliżał obecnym tam Changelingom, wywołał rozróbę i … ulotnił się, zanim dopadły go przykre konsekwencje jego nieostrożnego zachowania. Wybiegł z pubu, a za nim oczywiście pogoń w postaci Changelinga i człowieka, drugi Chang pozostał w środku, okładany przez parę saiyan.

Van tymczasem minął Rudowłosą demonicę i towarzyszącą jej nastolatkę. Biegł ile sił w nogach w stronę jungli, która znajdowała się jednak dość daleko od miejsca, gdzie obecnie się znajdował. Po dłuższym kluczeniu obrócił się na pięcie i wbiegł w jedną z wąskich uliczek, próbując zgubić pościg, gdy… Serce waliło mu jak oszalałe, nie mógł złapać oddechu. Adrenalina powoli opadała, tempo było tak szybkie. Przesadził… Przeszedłszy zaledwie parę dni temu tak skomplikowaną i niebezpieczną operację jak przeszczep serca spowodował, że… nowe czy też powinno się rzec… stare serce zaczęło łomotać jak oszalałe w nierównym tempie. Zakręciło się Vanowi w głowie. Zdążył tylko obejrzeć się za siebie, by sprawdzić, czy przeciwnicy go dogonili. Po tym padł na kolana… a potem na twarz. Zemdlał.

Tymczasem młoda Halfka była już poza barem z towarzyszącą jej kobietą.

- Mam na imię Vita. – przywitała się, uśmiechając się do niej szczerze i promieniście. Zauważywszy wybiegającego z baru Vana i znikającego w uliczkach, stanęła jak wryta. – O nie! Musimy go dogonić! – wykrzyknęła niewiele myśląc. W końcu nie mogła pozwolić Vanowi teraz uciec. Nie teraz, gdy wiedziała, że on może pomóc jej w odkupieniu Vegety. Ruszyła czym prędzej, nie puszczając Asterii, w kierunku, gdzie pobiegł Saiyanin. – O NIE! – pisnęła całkiem roztrzęsiona, widząc, jak tamten pada na ziemię nieprzytomny. – CO ROBIMY????? – złapała swoją towarzyszkę za ramiona i wstrząsnęła nimi całkiem roztrzęsiona. – Musimy go uratować…

Znajdowali się właśnie w wąskiej uliczce. Na jednej ze ścian wisiała stara i niebezpieczna drabina prowadząca na dach, na którą można było wspiąć się po w połowie wypełnionym kontenerze na śmieci. Do wnętrz budynków po prawej i lewej stronie prowadzily dwie pary starych, lichych drzwi. Można było spróbować je wyważyć. Jednak dokąd prowadziły? Względnie uliczka prowadziła dalej. Mogły po prostu pobiec przed siebie, szukając lepszych dróg ucieczki.

Shido także śledził dziewczyny i tym samym Vana. Widział całą scenę. Pozostawał jednak skryty za winklem, niezauważony. Spojrzał na karteczkę, którą otrzymał od nieznajomej. Zapisany tam był numer 304, który bez najmniejszych wątpliwości oznaczał numer pokoju w kwaterach dowództwa Bazy Militanej na Namek… Oznaczał również, że nie stawienie się tam w krótkim czasie może skończyć się dla niego źle. Changelingi nie lubiły niesubordynacji…

Widział też, jak biegnie w tym kierunku pogoń. Człowiek i changeling będą musieli minąć go i skręcić w lewo. Wtedy zauważą nieprzytomnego Saiyanina i dwie kobiety, które właśnie stały nad nim i rozmawiały. Mógł w tej sytuacji spróbować zmylić pościg. Albo wręcz przeciwnie… dla własnych korzyści wskazać im miejsce, gdzie znajdą furiata Saiyanina. Mógł też dobiec do dziewczyn, pomóc im uciec. Albo uratować Vana. Wiele leżało teraz w jego rękach.

---



Van - próba ucieczki z walki. 50% szans. Rzucam monetą (twarz) reszka udana ucieczka.


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pią Lip 27, 2018 2:38 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 724
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Pią Lip 27, 2018 1:47 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Rzut Monetą' :

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Pon Lip 30, 2018 8:26 pm
Ktoś kiedyś powiedział, że każda dobra impreza kończy się bólem głowy, wesele mordobiciem, a randka pocałunkiem. Na pocałunek nie było szans, gdyż nikt ciekawy się nie pojawił, a żaden rycerz na białym koniu nie chciał ich ratować. Ból głowy mogła dostać od tego całego hałasu, ale impreza była przeciętna, by nie powiedzieć, że do kitu. Jedyne co się sprawdziło to mordobicie, ale nie było też to żadne wesele. No chyba, że za takowe uznać można zaślubiny pięści Saiyanina z mordą Changelinga. W takim wypadku wesele kończy się w iście bombowym stylu. Jednakże trzeba było kończyć zabawę, a przynajmniej zniknąć, gdyż władze zmierzały aby uspokoić towarzystwo. Zapewne w dość brutalny sposób. „Ostatni obrońca” też chyba zrozumiał, że trzeba się ulotnić, gdyż wszyscy wskażą go jako prowodyra. Kiedy ich mijał Asteria tylko otaksowała go wzrokiem i skupiła się na blondynce, która przedstawiło się jako Vita.
- Śliczne imię. – rzekła Asteria, lecz chwilę później została pociągnięta przez nową znajomą. Dobrze, że swoje w życiu ćwiczyła, bo mała miała siłę w rękach, zapewne poprzez geny. Gdyby trafiła na kogoś innego niż Asteria, to pewnie ta osoba skończyłaby z wybitym barkiem. Pociągnięcie były mocne i niezapowiedziane. Cud, że demonica nie wyrżnęła się i nie wybiła swoich zębów o chodnik. Jakoś jednak udało się dostosować rytm do Vity, która zupełnie nie patrzyła na czerwonowłosa tylko pruła jakby zobaczyła przecenę na szpilki.  

- Czekaj… Chwila… Uważaj… - mówiła Asteria podczas tego sprintu, lecz blondynka jej nie słuchała, a sama Asteria musiała uważać, aby nie wpaść w kubeł na śmieci czy inne przedmioty. W końcu zatrzymały się przy jakimś ciele i Asteria mogła teraz rozmasować nadgarstek oraz ramię, którym uderzyła o ścianę. Oby nie został jej po tym siniak. Rozejrzała się po uliczce, w której się znajdowały. Nie było to miejsce, które z chęcią by odwiedziła jeśli nie miałaby w tym interesu. Była to typowa brudna uliczka i brakowało tylko jakiegoś menela czy innego zboka.
- Ej no uspokój się! Czy ja ci wyglądam na pielęgniarkę? – krzyknęła panna Nikos, gdy jej nowa znajoma zaczęła nią trząść. Jeszcze niech jej ryknie do ucha, bo istnieje możliwość, że nie słyszała. Ściągnęła dłonie Vity z siebie i spojrzała na gościa, który przed chwilą rzucał tak odważne teksty.
Demonica westchnęła i podeszła do pana obrońcy, który leżał na ziemi i nie dawał oznak życia. Na początek trzeba było go jakoś odwrócić, gdyż teraz lizał sobie beton. Asteria kopnęła go lekko w bok, ale na tyle aby przerzucić go na plecy. Przecież nie będzie bawić się w jakieś podnoszenia, a poza tym mógł się zrzygać, a ona nie chciała się upaprać. Ast pochyliła się nad nieprzytomną małpą. Musiała przyznać, że miał całkiem niezły tors. Gdyby tylko nie gadał wszystkiego co mu ślina na język przyniesie to może byłby nawet materiałem na jakąś zabawę. Teraz jednak był chłopak w takim stanie, że do niczego się nie nadawał. Nawet jako podnóżek czy urocze zwierzątko. Dziewczyna założyła kosmyk włosów za ucho i spojrzała na twarz Saiyanina. Nawet wyglądał jako tako, ale za dużo i za głupio gadał. Asteria nie znała się zbytnio na magii leczącej, a nawet gdyby to nie wiadomo jakby zareagował ten Saiyanin. Zostawało chyba stare dobre uderzenie z liścia w twarz. Demonica wzięła zamach i trzasnęła chłopaka w prawy policzek, a następnie poprawiła w lewy. Następnie zaś pochyliła się bardziej nad nim i gdyby w tym momencie się obudził, to zauważyłby jej twarz oraz może jakiś kawałek jej biustu, gdyby złapał odpowiedni kąt.
- No wstajemy. Raz, dwa. – powiedziała i pstryknęła kilka razy mu nad twarzą. Jeśli to nic nie pomoże to trzeba będzie się zmywać, gdyż gość narobił sporego bałaganu i z pewnością będą go szukać.
- Tak w ogóle po co ci on? – zapytała Asteria swoją nową znajomą i przy okazji rozejrzała się szukając jakiejś drogi wyjścia, która nie wiązała się z bieganiem po zaułkach.

______________________


#66FFFF
avatar
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 795
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Lip 31, 2018 11:35 am
Vita puściła Asterię i przyglądała się całej scenie drżąco, dotykając palcami policzków. Pozwoliła jej działać, bo też sama nie miała pojęcia, jak się zachować. Nikt nie uczył jej nigdy pierwszej pomocy. Dopiero gdy demonica wymierzyła Saiyaninowi policzek, pisnęła przerażona:

- Co ty wyprawiasz?! – rzuciła, klękając blisko twarzy Vana. Przez chwilę patrzyła na niego zafrasowana, nie wiedząc, jak może mu pomóc. Wyciągnęła z kieszeni gumkę do włosów i zrobiła sobie koński ogon, by włosy nie przysłaniały jej oczu. Po tym pochyliła się niżej nad mężczyzną i dłońmi zaczęła gładzić go po policzkach. – Halo! Proszę Pana. Musi Pan się obudzić. – mówiła do niego z cicha.

No tak, odpowiedź na pytanie Asterii wcale nie była prosta. Vita, gładząc nieprzytomnego, dawała sobie chwilę na zastanowienie. No bo przecież nie może mówić każdej pierwszej lepszej osobie na ulicy, że chce dołączyć do ruchu oporu Vegety i odkupić swoje winy… Nigdy nie wiadomo, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Tyle instynktu samozachowawczego miała w sobie.

- Też jestem z Vegety, wiesz? – zaczęła tłumaczyć się i wzdychać rozczulona. Temat był dla niej bolesny. – To jest mój rodak… I no… ja też chciałabym, żeby Vegeta została wyzwolona. - dukała. - Zaraz tu przybiegną. Musimy go gdzieś schować... - rozejrzała się panicznie wokoło. - Może... - przygryzła wargę zakłopotana. - ...może wrzucimy go do kontenera na śmieci?

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

avatar
NPC.
Liczba postów : 2401
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Lip 31, 2018 11:47 am
Pomimo wszelkich starań, Van niestety nie wybudził się. Dalej leżał nieprzytomny. Raczej nie docierały do niego żadne słowa obu kobiet. Czas umykał. Mieli już tylko jakieś 5 minut, żeby zadziałać, zanim pościg ich dopadnie.

---

Łączona próba umiejętności medycyna (wybudzanie)
5% szans na sukces Asteria
5% szans na sukces Vita
+5% kopniak od Asterii
+5% słowa Asterii
+5% pstrykanie Asterii
+5% słowa Vity
+5% gładzenie Vity
= 35% szans
1-35 sukces
35-99 porażka
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Wto Lip 31, 2018 12:07 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 724
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Bar The Booty Cave

on Wto Lip 31, 2018 11:47 am
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 66

______________________


avatar
Asteria
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
Liczba postów : 1098
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Bar The Booty Cave

on Sro Sie 01, 2018 10:00 pm
Nigdy nie uważała swoich umiejętności medycznych za najwyższe. Jeśli miała być szczera, to nigdy nie myślała o sobie jako o lekarce. Jej matka kiedyś mówiła o magii leczącej, ale było to dla niej nudne, a poza tym miała wtedy okres, w którym dorośli pletli bzdury, a ona była wszechwiedząca. Typowy okres buntu, który mógł skończyć się dla niej śmiercią, gdyby nie to, że jej matka okazała więcej rozumu niż ona. Gdyby nie ona to Asteria z pewnością wykrwawiłaby się, albo została zmuszona do pracy w burdelu na jednej z planet należących do Changelingów. Ten chłopak też chciał uratować swoich rodaków, ale zabrał się za to od najgorszej możliwej strony. W każdym razie jej nowej znajomej chyba nie spodobały się metody leczenia, które doktor Asteria zaserwowała ich pacjentowi.
- Próbuję przywrócić go do rzeczywistości. Chyba jednak odleciał na dobre. – powiedziała demonica wstając. Otrzepała kurz ze spodni i rozejrzała się dookoła. W dalszym ciągu nikogo nie było, więc albo miały jeszcze odrobinę czasu, albo nikt ich nie ścigał. Prawdę mówiąc wolałaby tą drugą opcję, ale doskonale wiedziała, że po tym co pan obrońca odwalił w barze to nie ma co liczyć na spokój. Poza tym sporo osób widziało, gdzie gość zwiewał.
- Może jak dasz mu buzi to się obudzi. Lecz jeśli tak zrobi to zaraz go uśpię. Nie znoszę zboczeńców. – powiedziała Asteria i wysłuchała opowieści dziewczyny o Vegecie. Historia niby smutna, ale czy oni naprawdę nie potrafią myśleć inaczej niż za pomocą pięści. Poza tym co za debil atakuje Changelinga w barze, gdzie może trafić na przeciwnika z ochroną? Miał farta, że jaszczur okazał się słabeuszem, gdyż inaczej taki stan, a nawet gorszy osiągnąłby na podłodze baru. Westchnęła lekko i na chwilę zacisnęła palce na nasadzie nosa, aby móc się skupić. Cała ta sytuacja stawała się głupsza niż powinna. Mogła odejść, ale zostawić tu tak tą dziewczynę, która na nią liczyła. No i jeszcze ten jej wzrok, który sprawiał, że wyglądała jak porzucony szczeniaczek w deszczową noc.
- Wszystko to piękne, ale wyzwalanie raczej nie zaczyna się w podrzędnym barze na obcej planecie. A co do twojego planu. – powiedziała Asteria i podeszła do kontenera i otworzyła wieko, aby sprawdzić czy jest miejsce. Było, a smród który z niego się wydobył będzie idealną zasłoną. Przecież nie będą patrzeć po nich prawda? Kto normalny wskakuje do takich miejsc? – Możemy tutaj. Dasz radę go podnieść czy ci pomóc?
Asteria była naprawdę pomocna. Ta mała mogła mieć pewne informacje, a poza tym nie mogła zostawić dzieciaka na lodzie. No i fajnie było wrzucić tego cwaniaka do śmieci. Tak się przechwalał, a teraz słabe kobiety musiały ratować mu dupsko. Będzie jej dłużny i na pewno będzie musiał odpracować ratunek.

______________________


#66FFFF
Sponsored content

Re: Bar The Booty Cave

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito