Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1202
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Szpital

on Sob Kwi 07, 2018 5:23 pm
Szpital na Namek jest olbrzymim budynkiem stworzonym wedle architektury Changelingów, który szczyci się największą nowoczesnością w całym Wszechświecie. Posiada dużą kadrę lekarzy, pielęgniarek, pomocy medycznej, a także pracowników, którzy dbają o zdrowie i wygodę pacjentów. W szpitalu jest cała masa różnych oddziałów, a leczenie przebiega niezwykle sprawnie. Można uzyskać w nim wszelaki rodzaj pomocy lekarskiej, jednakże trzeba mieć na uwadze to, że za bardziej poważne operacje i leczenie trzeba odpowiednio zapłacić. W aptece usytuowanej w holu można wykupić lekarstwa, a restauracja połączona z kawiarnią na drugim piętrze sprawiają, że rodzina pacjenta ma gdzie spędzić czas.  

______________________


avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Nie Wrz 16, 2018 2:44 pm
Kenzuran kiedy tak długo leciał, starał się znaleźć jakiś znak, cokolwiek do rozpoznania co może wyglądać jak budynek jakiegoś centrum medycznego. Czarnowłosy długi czas rozglądał się, ale odczuwał że jego krew wreszcie powoli krzepnie, lecz ból który był niemiły na jego policzku był straszny. Niestety tracąc trochę skóry, to i tak nadal bolało to Wojownika, a chciał żeby to bardzo szybko minęło. Ogoniasty westchnął pod nosem i jeszcze kilka minut zajęło mu to, żeby znaleźć coś co mogło mu wrócić do formy. Syn Kellana gdy już miał zamiar się poddać, dostrzegł coś w oddali co przykuło bardzo jego uwagę, coś co mogło naprawdę wyglądać jak budynek, gdzie leczy się ludzi i pomaga im się wrócić do zdrowia. Zdecydował się tam udać, więc delikatnie przyśpieszył swój lot, aż wreszcie zaczął szybować w dół. Zapomniał, że musiał na nowo opanować latanie, przez co porządnie rąbnął o tutejszą glebę, jeszcze bardziej raniąc się w swój policzek, który jeszcze bardziej zrobił się czerwony, a może krwisty? Czarnooki zasyczał delikatnie z bólu i podnosząc się z ziemi, otrzepał swoją zbroję, która o dziwo jeszcze jakoś się trzymała i nie była poniszczona.

Spojrzał przed siebie, no i znowu znalazł się w mieście, ale przed nim na szczęście znalazł się budynek do którego chciał trafić, więc bardzo szybko się tam udał. Po dotarciu do budynku, znalazł się on w środku i widział, że dość sporo osób siedzi w środku i chyba czeka na jakąś kolejkę. On natomiast nie mógł czekać, więc podszedł pierwszego lepszego okienka i rzekł w stronę osoby, która się tam znajdowała:
-Witam, przyszedłem ze względu na otrzymane rany podczas walki, czy byłaby możliwość, żebyście mnie wyleczyli?? - zapytał, no i niestety musiał poczekać na odpowiedź. Kiedy spojrzał kątem oka do tyłu, widział mnóstwo różnych raz z rożnymi odniesionymi obrażenia, które były o wiele gorsze niż te, które on aktualnie miał. Mimo to, wojownik chciał po prostu by go szybko opatrzyli i nic więcej, wreszcie nie chciał przeszkadzać w ich pracy, a wiedział że stąd nie wyjdzie dopóki nie zostanie jako tako wyleczony.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Nie Wrz 16, 2018 7:24 pm
Odpis dla Kenzurana

Pielęgniarki miały ciężko, co chwile ktoś nowy przyjeżdżał karetką, samochodem, a jeszcze inni to przychodzili piechotą lub jak nasza małpka sobie przyleciała do szpitala. Kiedy Kenzuran wszedł do środka dostrzegł mnóstwo ludzi od dzieci malutkich, które miały po 3 tygodnie po staruszków z 80tką na karku, większość ludzi siedziała na krzesełkach czekając na swoją kolej, gorsze przypadki pielęgniarki brały od ręki za zgodą lekarzy. Kenzuran podszedł do biurka przy której siedziała kobieta, a trzy za nią krzątały się nerwowo szukając papierów lub potrzebnych lekarstw.
- Jesteśmy zajęte pan nie widzi?! - powiedziała zirytowana pielęgniarka. A sekretarka co chwile musiała wrzucać do komputera nowe dane na temat pacjentów przyjętych do szpitala. Dopiero jedna z pielęgniarek zwróciła uwagę na Kenzurana dostrzegając jego krew.
- Co się stało? Co pana boli? Moje imię to Anabell - rzekła, bez pytania podeszła do małpki złapała go za brodę i zaczęła obracać w prawo i lewo patrząc na to co mu się stało. Była tak z półtorej głowy niższa od niego, kobieta w średnim wieku, koło 40stki. Miała na sobie standardowy długi biały kitel pielęgniarki za kolano ubrudzony już po części krwią. Kitel miał długie rękawy do nadgarstek.
- Nos boli? Złamany? Przecięta brew, potrzebne szwy, zaraz się panem zajmiemy -  rzekła kobieta. Mówiła powoli i najwidoczniej lata spędzone w tym zawodzie po części pozwalał jej wstępne rozpoznanie co stało się danemu pacjentowi.
- A co z tym ramieniem? Boli? - spytała i po chwili bez jego pozwolenia zaczęła dotykać prawe ramię, najwidoczniej stłuczenie było na tyle mocne, że zostanie po tym niezły krwiak.  Dotyk bolał najmocniej w samym centrum aż Kenzuran skrzywił się z bólu.
- Hej An, 10 wolna?! - krzyknęla jedna kobieta do drugiej.
- Wolna
- Przypadek średni, przyjąć - rzuciła Anabell jeszcze raz patrząc na mężczyznę od stóp do głowy.
-Tam będzie pokój numer 10, proszę tam iść, zajmą się panem odpowiednio - kobieta rzuciła na sam koniec pospiesznie i odeszła bez pożegnania. Kobiety miały dziś istny zawrót głowy jeżeli chodzi o natłok pacjentów.
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Nie Wrz 16, 2018 9:14 pm
Po usłyszeniu dość złej odpowiedzi, Kenzuran już chciał tutaj zrobić jeszcze gorszy burdel niż teraz aktualnie się znajdował. Nie miał ochoty słuchać takiego typu ignorancka w jego stronę, on także był ranny przez jakiegoś Zangetsu, który raczej nie był kimś prawdziwym, aczkolwiek mógł go zranić, więc to mu wystarczało. Czarnowłosy spoglądał to na lewo i na prawo, aż w końcu zauważył, że chyba ktoś idzie w jego stronę i ta ów damska wersja osoby zapytała czy nic mu nie dolega. On oczywiście nie czekał ani chwili dłużej i przeszedł do rozmowy:
-Jak widać, z policzka mam skórę zerwaną, musiałem sobie nastawić nos, no i łuk brwiowy sobie rozwaliłem... - odpowiedział, a potem dalej czekał na dalsze akcje lekarki. Najwyraźniej dziewczyna w białym kitlu musiała najpierw sama dogłębnie sprawdzić co mu dokładnie jest i oglądała go z praktycznie wszystkich stron, tam gdzie miał na sobie jakiekolwiek widoczne obrażenia. Poczekał jeszcze chwile i chciał się już odezwać, ale lekarka najwyraźniej sama wyczytała wszystko z ciała ogoniastego, co mu jest i co mu jest potrzebne by zostać wyleczony. Młody Saiyanin zrozumiał, że jednak nie jest taka głupia, dlatego tylko kiwnął głową i czekał na dalsze rezultaty.

Po chwili zapytała o jego ramię, więc czarnooki akceptująco kiwnął głową, bo wiedział że trochę mu to ramię doskwiera. Syn Kellana dalej obserwował i nic nie robił, pamiętał tylko że u nich było inaczej, u nich byli zazwyczaj wrzucani do specjalnych kapsuł medycznych i byli po jakimś czasie jak nowo narodzeni. Za chwilę wojownik mógł usłyszeć krzyk obok siebie, gdyż kobieta pytała najwyraźniej jej znajomą czy jakiś tam pokój jest wolny, najwyraźniej on miał się tam udać, ale tego nie wiedział. Kenzuran zaraz po tym incydencie, dowiedział się już że pomieszczenie numer dziesięć jest przeznaczone dla niego i ma się tam udać. Syn Kellana znowu kiwnął głową twierdzącą i udał się w to miejsce i kiedy po kilku minutach, które upłynęły, znalazł się w środku i zajął pierwsze lepsze łóżko. Wojownik sobie na nim usiadł, a potem wyczekiwał aż zjawi się u niego ten cały lekarz albo lekarka, bo tak naprawdę nie wiedział kto go będzie badał.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Pon Wrz 17, 2018 1:06 pm
Odpis dla Kenzurana

Po paru sekundach nasza małpka trafiła do odpowiedniego pokoju, chwilę później wszedł mężczyzna koło pięćdziesiątki z widocznymi już siwymi włosami, niedługą siwą bródką z bokami połączony z wąsami.

Wygląd lekarza:
Spoiler:

-No no kolejny przypadek z złamanym nosem, ileż tego jeszcze dziś będzie - westchnął doktor siadając na przeciwko chłopaka. Miał cały zestaw strzykawek igieł oraz szwów, nie obyło się bez wacików wody utlenionej i innych rzeczy potrzebnych do tego typu rzeczy. Ubrał białe rękawiczki na dłonie.
-Igieł się nie boisz, nie? - rzucił lekarz i wziął zastrzyk znieczulający i wstrzyknął go w łuk brwiowy i z dwóch stron płatków nosa. Po chwili Kenzuran czuł jak drętwieje mu brew i praktycznie cały nos. Lekarz zaś się wziął do roboty, zaczął od wyczyszczenia całej twarzy chłopaka z krwi, nos nastawił, a raczej dostawił tak żeby nie mógł się przesunąć jednocześnie położył mu na nos usztywniacz żeby wszystko dobrze się zrosło. Brew zszył szwami co zajęło dosłownie parę chwil, ramie nasmarował jakąś maścią.
-Szwy się same rozpuszczą po jakimś czasie, usztywniacz trzymaj z dwa tygodnie i powinno być dobrze, do domu możesz dostać maść na to obite ramię i w sumie to by było na tyle - rzekł doktor.  Zdjął jednorazowe rękawiczki i wrzucił je do kosza na śmieci.
-Zmykaj do domu chłopcze mamy innych pacjentów na głowie - rzucił lekarz i tymi oto słowami pożegnał się z nim. Wyszedł i ruszył w swoją stronę zapewe na jakieś kolejne operacje albo do kolejnych pacjentów.

OOC: Dostałeś od lekarza niewielką ilość maści. Napisz posta i możesz dać z/t gdzie chcesz
avatar
Kenzuran
Liczba postów : 371
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
880/1000  (880/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Pon Wrz 17, 2018 1:31 pm
Kenzuran gdy tak sobie siedział i czekał, widział że na łóżku obok, śpi jakiś pacjent, a ślady na jego torsie i brzuchu sugerowały, że był operowany. No cóż, przeczuwał że jemu może to samo kiedyś się zdarzyć i delikatnie potrząsnął negatywnie głową, bo nie chciał tak samo skończyć. Wojownik po odczekaniu jeszcze kilku minutek, wreszcie usłyszał że ktoś wszedł do tego pomieszczenia i wyglądał on na jakiegoś lekarza, także posiadał biały kitel. Ogoniasty usłyszał wpierw o swoim złamanym nosie, który musiał sam sobie nastawiać, ale najwyraźniej doktor wolał to zrobić po swojemu. Czarnooki zauważył, że medyk przyniósł wszystko potrzebne mu przyrządy do zadbania o jego pacjenta, czyli jego. Syn Kellana wszystko dobrze rozumiał, a potem usłyszał czy nie boi się igieł, dlatego też poważniejąc trochę, odpowiedział mu:
-A ktoś się boi?... - zapytał i uniósł jedną brew ku górze, bo drugiej niestety nie mógł, gdyż była w nieciekawym stanie. Nie spodziewał się jednak, że dostanie tą igłą w sam łuk brwiowy, dlatego delikatnie zasyczał z bólu, bo dostanie czymś ostrym w twarz mogło być naprawdę nieprzyjemną rzeczą jaką teraz odczuł. Za chwilę młody saiyanin już nie czuł praktycznie pół swojej twarzy, w tym nosa jak i rozwalonego łuku brwiowego za który lekarz miał się od razu zabrać. Kiedy wojownik obserwował poczynania doktora, widać że ten znał się na rzeczy, zaszywał ranę na jego głowie, dał coś twardego, które miało powodować najwyraźniej sam fakt, że musi to nosić ze względu by mieć prosty nos. Nie czekając także długo, brat Klen otrzymał jeszcze jakąś dziwną emulsję, która została posmarowana na jego ramię, żeby te się szybciej goiło, no i na policzek.

Delikatnie to go zaszczycało, ale o to chodziło, wiedział że to go zregeneruje. Kenzuran spojrzał na medyka i usłyszał następujące słowa, gdy ten wspomniał o domu. Czuł się jakby dostał czymś twardym prosto w serce, to go zabolało najbardziej, bo on nawet nie wiedział czy jeszcze jego dom stoi na Vegecie. Wreszcie po utracie wszystkich bliskich, nie wiadomo co się stało z jego posiadłością, a on także nie zamierzał tutaj siedzieć, więc chwycił wypis który został pozostawiony przez lekarza i udał się do recepcji. Kiedy tak przemierzał korytarze szpitala, widział że jest tutaj naprawdę dużo chorych osób, jak tych którzy stoczyli niezłe bójki. Westchnął pod nosem i gdy już był przy recepcjonistce, pozostawił jej tylko wypis i po prostu opuścił to miejsce, bez słowa. Nie zamierzał rozmawiać z niekulturalnymi osobami, które stwierdzają że są zajęte, ale nigdy nie zapomni tego miłego gestu, który mu pokazała ta cała Anabell. Czarnowłosy chciał się wnieść ku górze, ale najwyraźniej to był jego koniec latania, musiał się go potem na nowo uczyć, więc mruknął coś pod nosem i powędrował przed siebie. Nie wiedział gdzie dojdzie i trafi, ale na pewno będzie musiał znaleźć jakieś miejsce dla siebie.

z/t - Uliczki.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Pon Wrz 24, 2018 12:32 pm
Post dla Akiry

Adaś prowadził w milczeniu nieznanego mężczyznę i matkę do szpitala. Najwidoczniej dobrze znał drogę, bo nie zajęło im to dużo czasu i dotarli po chwili do wielkiego budynku szpitalnego. Chłopiec podniósł głowę i spojrzał na dobrze znane mu ostatnio miejsce. Wszedł do środka, w środku było o dziwo mała ilość osób, kilka siedziało z stłuczeniami lub obiciami, nic poważnego. W pierwszej chwili zobaczyła ich pielęgniarka Anabell, która miała dzisiaj dyżur.
-Witam moje imię Anabell, co jej się stało? - rzekła kobieta. Była najwidoczniej po 40stce, miała na sobie zwykły biały kitel z długimi rękawami, długi na pół uda, do tego czarne spodnie i wygodne trampki do biegania. Spokrzął na chłopce i pogłaskała go po głowie. Adaś zaś nerwowo pociągnął kobietę na płaszcz, ta spojrzała się na niego pytająco.
-Tak chłopcze? - rzekła kobieta ze spokojem w głosie.
-Ne ne, bo moją mame ktoś udesił kamieniem i mama upadła i mocno klwawi, nić jej nie będzie? - rzekł zmartwiony chłopiec stanem swojej matki. Najwidoczniej bardzo mocno to przeżywał
-Zajmiemy się nią spokojnie. Wie pan coś więcej na temat jej stanu zdrowia? - Zaczęła dopytywać kobieta. W między czasie zawołała o łózko szpitalne, po paru chwilach się pojawiło i Akira mógł kobietę położyć na nosze. Lekarze i pielęgniarki mogły się nią teraz odpowiednio zająć.
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 915
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Sro Wrz 26, 2018 9:48 pm
- Dobra już dobra, rozumiem - mruknął po kolejnych nerwowych tłumaczeniach chłopca. Najwyraźniej Adaś jednak nie miał nic wspólnego z wypadkiem swojej mamy. Powoli zbliżali się do miasta. Póki co znajdowali się jeszcze na obrzeżach, lecz z oddali majaczył już na horyzoncie wielki budynek szpitala. Akira niósł kobietę, wracając myślami do celu swojej podróży na Namek. Krótkie oględziny na miejscu lądowania utwierdziły go w przekonaniu, że nie ma tam śladu po Ellie. Musieli zabrać ją gdzie indziej. Miasto, do którego zmierzali, wydawało się dobrym miejscem na rozpoczęcie poszukiwań dziewczyny. Kto wie, może tamta banda ma jakąś swoją bazę gdzieś niedaleko.

Wreszcie dotarli do celu. W poczekalni siedziała garstka osób, najwyraźniej izba przyjęć nie było w tym momencie zbytnio oblegana. I dobrze, bo nie zamierzał prosić się kogokolwiek o zajęcie się tą kobietą. Zawoła lekarza i niech dalej oni się nią zajmują. Nim jednak zdążył się odezwać, podeszła do nich pielęgniarka Anabell, oferując swą pomoc. Chłopiec natychmiast rzucił się do niej z wyjaśnieniami. Po chwili pojawiło się łóżko szpitalne, na którym Akira położył mamę Adasia.
- Tak jak mówił mały, oberwała dość dużym kamieniem. Straciła przytomność, oddycha, puls jest - wyjaśnił pokrótce w odpowiedzi na pytanie pielęgniarki.
Po chwili pojawił się lekarz i zajął się kobietą. Czarnowłosy postał jeszcze chwilę, po czym wzruszył ramionami, wsadził ręce do kieszeni spodni i udał się w stronę wyjścia. Nic tu po nim. Pora ruszać dalej. Może przed szpitalem ktoś poczęstuje go papierosem.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Czw Wrz 27, 2018 7:54 pm
Odpis dla Akiry

Kobieta kiwnęła głową na zgodę, najwidoczniej wiedząc, że sprawa jest poważniejsza niż by się mogło wydawać.
-Nie ma z panem żadnej rodziny tego chłopca? - dopytywała kobieta dalej. Pogłaskała chłopca po czuprynie, a ten uśmiechnął się niepewnie. Adaś spoglądał to na pielęgniarkę to na nieznajomego, który mu pomógł.
-Wiem, że nie powinnam, ale może się pan nim zająć? My nie możemy. Kiedy tylko będziemy mogli postaramy się by chłopiec mógł wrócić do mamy - rzekła kobieta. Było jej niezręcznie to mówić, ale nie mogła zostawić dziecka na pastwę losu w tym wielkim szpitalu, bo jeszcze by się zgubił, a tego nikt by nie chciał.
-Psie pana! - krzyknął Adaś kiedy dostrzegł, że Akira wyszedł z szpitala. Wybiegł za nim przed szpital i wtulił się w jedną z nóg chłopaka, ba nawet jej nie osmarkał, a to już coś.
-Psie pana, ja dziękuje, ze pan pomógł mojej mamie. Pan mnie zostawi? - spytał po chwili odklejając się od jego nogi. Ręką wytarł resztkę łez, które zleciały mu z oczu.
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 915
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Pon Paź 01, 2018 8:24 pm
Udawał że nie słyszy słów i nawoływań pielęgniarki i czym prędzej uciekł na zewnątrz. Wziął głęboki wdech, delektując się świeżym powietrzem. Nie przepadał za szpitalami i ich charakterystycznym zapachem. Źle mu się kojarzył... Rozejrzał się, lecz nie ujrzał nikogo. A więc nie ma co liczyć na to, że skombinuje od kogoś fajkę. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął swoją paczkę. Spojrzał smętnie na ostatnie dwa papierosy. Korciło go żeby sobie zapalić, lecz co jeśli w najbliższym czasie nie kupi nowej paczki? Te dwie sztuki nie starczą mu na długo, musi oszczędnie nimi dysponować. Ale tak bardzo mu się chce....
- Jebać to, wytrzymam - mruknął, zaciskając zęby i chowając niechętnie paczkę z powrotem do wewnętrznej kieszeni bluzy. W tym samym czasie usłyszał za sobą czyjeś wołanie i po chwili na podjazd wypadł Adaś. Gdy tylko zauważył Akirę, podbiegł bliżej i wtulił się w nogę mężczyzny.
- Ej mały, co Ty odpier... co Ty robisz? - krzyknął, w porę gryząc się w język - uwalisz mi spodnie gilami!

Następnie zaczął iść przed siebie, z chłopcem przyczepionym do nogi. Z boku mogło to wyglądać komicznie, bo mężczyzna ciągnął jedną nogę za resztą ciała, próbując strząsnąć z niej zbędny balast. Adaś jednak uczepił się go niczym rzep psiego ogona i za nic nie chciał puścić. Zrezygnowany zatrzymał się, a po chwili uścisk zelżał. Dziecko wreszcie odczepiło się od jego uda. Wpatrując się w czarnowłosego jak w obrazek, Adaś wyraził swoją wdzięczność za pomoc i spytał czy teraz go zostawi. Akira w pierwszej chwili chciał odpowiedzieć "tak", lecz wstrzymał się. Wpatrując się w tego zasmarkanego gówniarza, zdał sobie sprawę ile ten dzisiaj przeżył. Musiał być bardzo przywiązany do Matki, a jej wypadek wystraszył go nie na żarty. A teraz musiał czekać na jakieś wieści od lekarzy.... Akira zacisnął mocniej pięści. Eh to było takie upierdliwe. Już dawno powinien rzucić to w diabły i wyruszyć na poszukiwanie Ellie. No właśnie Ellie... co ona zrobiłaby w tej sytuacji? Odpowiedź była jasna. Westchnął i skierował swe kroki z powrotem w stronę szpitala.
- Dobra, zostanę z Tobą. Ale góra na pół godziny! - przysiadł na pierwszym z brzegu krześle w korytarzu, wyciągnął kopyta i schował ręce do kieszeni - No to ten... co chcesz robić?
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Wto Paź 02, 2018 3:59 pm
Odpis dla Akiry

Adaś nie chciał byś natarczywy, wręcz przeciwnie chciał mu podziękować za to, że jako jedyny mu pomógł. Zasmucił się kiedy Akira po raz kolejny podniósł głos, a Adaś speszył się i odsunął się od chłopaka.
-Ja ciałem podziękować, tylko pan pomógł mojej mamie - rzekł Adaś zaciskając palce nerwowo na swojej koszulce. W końcu malec nie wiedział za dobrze co się działo z jego mamą. Chociaż tyle dobrze, że jego mama nauczyła go iż w razie co ma wołać o pomoc. Zrobiła to nie bez powodu. Lecz tego powodu zapewne Akira nigdy się nie dowie. Adaś zadowolił się słowami wybawcy i głupie pół godziny były dla niego zbawienne. Zwłaszcza, ze i tak zapewne by się musiał włóczyć w tym czasie gdzieś w okolicy szpitala, albo siedział by sam jak palec w tej poczekalni pełnej ludzi.
-Dziekuje, psie pana - rzekła Adaś uśmiechając się. I wcale nie uwalił Akirze spodnie gilami! To już przecież sukces życiowy dla Adasia. A Akira nie będzie musiał iść do pralni oddawać spodnie, bo mu czterolatek uwalił spodnie.
-Niech mnie pan psytuli, plose? - rzekł Adaś. Skoro Akira się już zgodził to nie było dla innego wyjścia, musiał się nim zająć. Wydawało się, że Adaś po prostu był wystraszony bał się, że jego mam nie wróci zdrowa. Czuł się samotny i jedyne co chciał to jedynie bliskości drugiej osoby. Co postąpi nas Akira?
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 915
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Sro Paź 03, 2018 8:27 pm
Akira szybko zaczął żałować decyzji o nie zapaleniu papierosa. Brak nikotyny w organizmie zaczynał coraz bardziej dawać o sobie znać. A w takim wypadku każdy nałogowy palacz staje się nerwowy. Mężczyzna kiwał się na krześle, podczas gdy Adaś wygłaszał swoje podziękowania i życzenia. Chciał żeby go przytulić? No chyba do reszty poprzewracało mu się w tej jego małej łepetynie. Prychnął i rzekł:
- Zapomnij młody. Wyściskałeś już moją nogę, tam na podjeździe, wystarczy Ci - po czym wstał i zaczął krążyć po korytarzu. Gdzie do kurwy nędzy jest tamta piguła? To ona powinna zająć się niańczeniem tego bachora. Miał ochotę wrzaskiem sprowadzić tu kogoś kto wyręczy go z opieki nad dzieciakiem, ale mogliby wyrzucić go ze szpitala. Zaraz, ale czym on się właściwie przejmuje? Przecież i tak nic tu po nim. Czy wyjdzie sam, czy każą mu opuścić budynek - jeden pies. Już nabierał powietrza w płuca, gdy usłyszał za sobą cichy szloch. Obejrzał się i dostrzegł plączącego Adasia. Najwyraźniej zasmuciła go jego odmowa. Wzruszył tylko ramionami i ruszył przed siebie, szukając jakiegoś pracownika tego cholernego przybytku. W tym momencie jednak w myślach uformował mu się obraz jego przyjaciółki, pouczającej go na temat złego traktowania małych dzieci.

- Ellie do cholery, wynocha z mojej głowy! - pomyślał wściekły, opędzając się od tych myśli. Z każdą sekundą zalewała go jednak coraz większa fala wyrzutów sumienia. Szlag by to, za dużo czasu spędza z tą dziewuchą i za dużo nasłuchał się kazań od niej. Zgrzytając zębami, odwrócił się i wrócił do chłopca. Wykorzystując całe pokłady swojej woli do uspokojenia się, wyciągnął rękę i poklepał Adasia po głowie. A raczej to chciał zrobić, lecz z tego wszystkiego wyszło mu bardziej zmierzwienie jego bujnej czupryny.
- No już młody, będzie dobrze - powiedział z zaciśniętymi szczękami - Twojej Mamie nic nie będzie, zaraz tu przyjdzie, wrócicie razem do domu i tak dalej. Tylko nie zaczynaj mi tu znowu ryczeć! - po czym zrezygnowany opadł z powrotem na to sam krzesło z którego podniósł się niedawno i czekał aż chłopiec się uspokoi.
avatar
MGj
Liczba postów : 91
Data rejestracji : 07/11/2016

Re: Szpital

on Czw Paź 04, 2018 12:14 pm
Odpis dla Akiry

Chłopiec był zasmucony odpowiedzią chłopaka i po raz kolejny w jego oczach pojawiły się łzy. Wstrzymywał je ile się dało by się nie rozpłakać. Wycierał je rękawem. Usiadł tyłkiem na krześle. Spojrzał na drzwi w których zniknęła jego mama, miał nadzieje, że niedługo do niego wróci. Smutno mu było bez niej. Chłopiec uśmiechnął się na gest chłopaka, niby małe, a cieszy. Po koło pół godziny do czterdziestu minut pojawiła się pielęgniarka Anabell. Podeszła do chłopca i matczynym gestem pogłaskała go po głowie. Chłopiec zaś wtulił się w jej nogę.
-Ne ne cio z moją mamą? - spytał chłopiec nerwowo.
-Spokojnie, Twojej mamie nic nie jest. Jest zmęczona, ale pewnie niedługo wyjdzie z szpitala. Dziękuję Panu za opiekę nad nim - rzekła kobieta kłaniając się Akirze w geście podziękowania. Podeszła do Akiry i wręczyła mu małe opakowanie, uśmiechnęła się lekko.
-Choć, zaprowadzę Cię do Twojej mamy, co ty na to? - rzekła pielęgniarka.
-TAK! - rzekł entuzjastycznie chłopiec, już nie mógł się doczekać aż znowu spotka mamę. Chłopiec ukłonił się na pożegnanie i poszedł za pielęgniarką. Akira został sam.


OOC: Mam nadzieję, że misja się podobała.
Nagroda:
- 50 pożywienia
- 100 smoczego oddechu
- Mała paczuszka, w środku znajduje się 6 cukierków a'la michałki. Czekoladowe z orzechami w środku, prawdziwa czekolada!
- Paczka fajek 25 sztuk [taki mały prezent ode mnie ekhem ekhem]


Po napisaniu posta możesz [ale nie musisz dać] z/t chyba, że od razu Vulfi Cię przejmuje.
avatar
Hazard
Don Hazardo
Liczba postów : 915
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Nie Paź 07, 2018 9:02 pm
Kolejne pół godziny do czterdziestu minut zleciały mu na "opiece" nad chłopcem, co generalnie polegało na tym, że Akira siedział na krześle wpatrując się w sufit, a mały Adaś musiał zająć się samym sobą. Chłopiec wiercił się na krześle, chodził po korytarzu, lub zadawał mężczyźnie bezsensowne pytania, na które czarnowłosy starał się w miarę spokojnie odpowiadać. Tyle był w stanie zrobić, mimo że wkurzał go fakt tracenia tutaj czasu który powinien był poświęcić na poszukiwania zaginionej przyjaciółki. Cóż, przynajmniej miał chwilę by zastanowić się jakie działania podjąć.

W końcu wróciła Anabelle z dobrymi nowinami. Adaś ucieszył się niezmiernie i chciał natychmiast zobaczyć się z mamą. Akira natomiast odetchnął z ulgą. Wreszcie będzie mieć spokój i może zając się swoimi sprawami. Pielęgniarka podeszła i dziękując za pomoc, wręczyła niewielkie opakowanie.
- Aaa no... spoko - mruknął w odpowiedzi, odbierając paczkę. Może będzie tam jakaś dobra flaszka? Chłopiec ukłonił się mu na pożegnanie, na co na jego twarzy pojawił się nieco wymuszony, niewielki uśmiech. Po chwili zniknął wraz z pielęgniarką. Akira skierował swe kroki do wyjścia, sprawdzając zawartość upominku.
- Czekoladki? - czym prędzej wsadził sobie jedną do ust - niezłe - w moment wszamał całe opakowanie i sięgnął głębiej. A tam...
- Fajki!? O kurwa, tego się nie spodziewałem! - zawołał uradowany. Co prawda było to dość dziwne, że od pracowników służby zdrowia otrzymał prezent który tylko przyśpieszy rozwój jego raka płuc, ale może to taka polityka tego szpitala? Zresztą mniejsza o to, jeden problem mniej. Szybko udał się na zewnątrz i odpalił jednego papierosa. Oparł się o barierkę i zaciągnął się z przyjemnością. Mentolowe. Nie był to jego faworyt, ale nie zamierzał narzekać. Na jakiś czas ma z papierosami spokój.

Niebo nad miastem przysłoniły szarawe chmury i kilka minut później rozpadał się deszcz. Akira przemierzał już w tym czasie ulice miasta w poszukiwaniu jakiegoś baru. Uznał, że w tego typu przybytku powinien rozpocząć poszukiwania Ellie. Zapiął zamek kurtki, założył na głowę kaptur i zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie.

OOC:
Do tematu --> http://dbng.forumpl.net/t1592-zapluty-bar
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 273
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Sro Gru 05, 2018 4:48 pm
Szedł pogrążony w lekkiej zadumie. Zastanawiał się nad tym co powinien teraz zrobić. A raczej co powinien zrobić po wizycie w szpitalu. Najpierw zostanie wyleczonym z ran, oraz może coś przydatnego otrzyma. Znając życie jakieś pigułki lub coś innego. Pogada. Może coś z niego wyciągnie. W sumie nie jest to głupie. Może się dowie czegoś na temat Rity i tej całej sytuacji. Skoro zna Semafora to musi też być dosyć znany i obeznany z planetą oraz wydarzeniami. Może się też mylić, i mógłby to być zwyczajny doktorek jakich pełno. Tak czy inaczej leczenie mu się przyda. Na ciało, bowiem na głowę jest za późno. Może i jest arogancki, ale wie, że nie można być wrednym dupkiem, jeśli się chce stworzyć działającą organizacje. Gdyby miał do czynienia z jakimiś bezrozumnymi i prostymi bestiami, to by się w to nie bawił i rządził strachem, ale jeśli chodzi o rozumną cywilizacje to należy stąpać powoli i ostrożnie. Musi tworzyć własną sieć kontaktów i znajomości oraz zbierać przydatne osoby i talenty. Na razie parę osób takich spotkał. Joker i gad, by się nawet nadawali i uważał, że mają potencjał, ale pewnie z jednego jest bardziej najemnik, a drugi mu wyglądał na samotnego wilka, albo w tym przypadku samotnego krokodyla. Ale to pierwsze wrażenie. Może być zupełnie inaczej. Potrzebuje więcej informacji. Kiedyś ich ogarnie. Walhalla i Ters to typowi najemnicy. Kontakt do nich się przyda, ale wątpił, że dołączyliby do niego. O Ricie nawet nie będzie wspominał. Tak samo Semafor był tylko dobrym kontaktem, ale zawsze coś. Westchnął. Ciężko jest być słabym i bez mocy, a do tego poważnie rannym. Czuł, że jakby jeszcze przez chwilę walczył z tamtymi gorylami, to by wykitował. Na szczęście im zwiał. Kiedyś się na nich zemści. Ale to potem. Teraz było coś równie ważne. W końcu wkroczył do szpitala. Co ciekawe miał zdjętą maskę, ale na twarzy do nosa był specjalny materiał też używany do zasłaniania twarzy. Coś w stylu chusty. Przez co było widać tylko jego oczy i niestety rogi. Normalnie w innym miejscu wyglądałby co najmniej dziwnie, ale na tej planecie chodzili też równie podobnie ubrani Co On. Ba nawet w tym miejscu tacy tutaj byli. Próbował Sobie przypomnieć imię tego doktorka. Logotomo? Logobotomo? Lokotomo? Lobotomo? Chyba to ostatnie. Widział napis recepcja i jakąś kobietę która tam była. Co ciekawe kolejki nie było, ale to pewnie tylko chwilowe. Od razu skorzystał z okazji i podszedł do recepcjonistki.
- Witam. Nie jestem umówiony, ale powiedziano mi bym się spotkał z Panem Doktorem Lobotomem. Gdzie mogę go znaleźć? Jeśli to jest wymagane to proszę mu przekazać, że przysłał mnie Pan Semafor. Zależy mi również na anonimowości.
Powiedział do obsługującej kobiety i spokojnie czekał na wieści. Nie był pewien, czy nie przekręcił imienia, ale raczej i tak się domyślą o kogo chodzi.

______________________


avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szpital

on Czw Gru 06, 2018 11:38 am
Pani w recepcji sięgnęła po słuchawkę telefonu.

- Panie Doktorze. Ktoś od Dona Semaforo. – chwila ciszy- Dobrze… dobrze. – odłożyła słuchawkę. – Zapraszam za mną.

Udali się krętymi korytarzami aż do izby przyjęć, gdzie ciągnęła się kolejka uskarżających się na swoje stany pacjentów. I już drzwi do gabinetu otwierała pewna starsza, trzęsąca się Pani, gdy pielęgniarka zagrodziła jej droge.

- Teraz wchodzi ten pan. – wskazała a Nihiliusa.
- Ale… czekam od rana… już pięć godzin… - wyjęczała starsza Pani.
- Co? Ten Pan bez kolejki? – odezwał się ktoś kawałek dalej. – To jakiś skandal!
- No właśnie, co to ma być?! – wykrzykiwali pozostali.
- Szybko, niech Pan wchodzi, ja uciekam… - powiedziała pielęgniarka, wpychając Nihiliusa siłą za drzwi.

Przy biurku w gabinecie siedział natomiast całkiem wyluzowany Pan Doktor.


- Witam Pana serdecznie. Proszę usiąść. – wskazał krzesło.- Co Panu dolega? – zapytał, spoglądając na rogi. – Może trzeba przypiłować rogi? Nie przeszkadzają Panu w spaniu?

______________________


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 273
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Czw Gru 06, 2018 3:48 pm
Tyle dobrego, że nie było zbędnych problemów z dostaniem się do środka. Podziękował skinieniem głowy, a następnie udał się za kobietą. Musiał przejść przez wiele krętych korytarzy, a w powietrzu unosił się smród choroby, oraz odór śmierci. Szpital to było miejsce, gdzie umierało bardzo dużo istnień. Tylko pola bitwy były w tym lepsze. Nie licząc oczywiście wybuchów całych planet, czy układów gwiezdnych. Ale to nie było takie istotne. Miejsce też miało zapach leków i innej chemii. Spoglądał na chorych. To było zabawne, ilu z nich zapewne tutaj dokona żywota. Tym bardziej, że byli starsi, a im się jest starszym tym bardziej się boi śmierci. Podobno. Tak było z tym naukowcem co go badał. Źle skończył. W każdym razie ludzie nie zwracali na niego uwagi. Dopiero, gdy pielęgniarka zagrodziła drogę starszej babce to podniósł się krzyk, wrzask, skomlenie oraz narzekania. Pewnie myśleli coś w stylu, że kurła On może, a ja nie? Oczywiście nie dziwił się, ale i tak go to nie obchodziło. Ważne, że to On był po tej stronie. Jak zawsze okazuje się, że znajomości, są najważniejsze i dzięki nim można wiele zrobić. Znajomość zaprzyjaźnionego doktorka który może mu pomóc, na pewno będzie użyteczna. Po pewnym czasie został wręcz siła wepchnięty do pokoju.

Ogarnął się i zdjął płaszcz, a następnie powiesił go w dogodnym miejscu uprzedni zdejmując to co zasłaniało mu twarz. Całe ciało miał blade niczym ściana, więc kto wie czy nie uzna, że jest chory. Oraz pytanie czy wystraszy się tego, że nie mia białek, oraz jego wyglądu, czy może po prostu nie takie osobniki widział. Gdy doktorek się z nim przywitał i wskazał krzesło, to oczywiście po ogarnięciu się również postanowił, być w miarę miły jak na niego.
- Witam, Panie doktorze.
Odpowiedział, a następnie, gdy był gotowy to usiadł we wskazanym miejscu, przy okazji zdejmując górną część ubrania, gdyż tam mniej więcej oberwał. Jego ogon znajdował się tak, by mu nikomu nie przeszkadzał, oraz by niczego przypadkiem nie zniszczył. Ze skrzydłami było ciężej, ale gdy je jako tako złożył, to było lepiej. Gdy zapytał co mu dolega to miał już odpowiedzieć, gdy najpierw usłyszał coś o rogach. Uznał to za znakomity żart, więc się roześmiał.
- Nie trzeba. Może na to nie wyglądają, ale są całkiem użyteczne, przy wielu sprawach. Tym bardziej w pewnej pracy którą wykonuje dla Naszego wspólnego znajomego który mnie do Pana wysłał. Po jakieś rzeczy które będą mi potrzebne na misje, oraz w celu przywrócenia siły bojowej.
Odrzekł pół żartem pół serio. Co jak co, ale rogi na pewno mu się przydadzą podczas walki, tak samo jak ogon i skrzydła. Nie zamierza się ich pozbywać. Ba. Dodają mu potrzebnego uroku i wyglądu. W końcu musi wzbudzać strach wśród oponentów.
- Możliwe, że mam pogruchotane kości. Nieźle oberwałem w brzuch i okolice klatki piersiowej. Reszta jest raczej w porządku, chociaż mogę się mylić.
Powiedział co wiedział w celu jako takiej pomocy doktorkowi. Pewnie rzadko kto wie co mu dolega, lub czemu. Imperius doskonale wiedział czemu. W końcu bił się z tamtymi gorylami i prawie wykitował. Byli bardzo silni. Przynajmniej dwukrotnie, a że było ich dwóch to tym bardziej miał przewalone. Na szczęście jakoś dał radę. Czuł się znacznie silniejszy i wydawało mu się, jakby aura strachu mogła wpływać na tych na których chciał znacznie lepiej. Na doktorku tego nie używał, chociaż jak będzie coś kombinował nie tak, to ma przewalone. W końcu i tak nikomu nie ufał. Oraz nikt nie ufał mu. Normalne. Mimo to nie zamierzał utrudniać mu pracy. W końcu przyszedł po to, by zostać wyleczonym i być gotowym do walki. Oraz przyszedł po coś jeszcze. Prawie na pewno, są to jakieś medykamenty. Zawsze coś. Mogą się przydać. Chociaż kto wie, może się mylił.

______________________


avatar
NPC.
Liczba postów : 2444
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szpital

on Pią Gru 07, 2018 12:16 pm
- Zapraszam Pana na leżankę. – powiedział doktor, prowadząc pacjenta we wskazane miejsce i zakładając gumowe rękawiczki. W czasie, gdy Nihilius mówił, ten mruczał pod nosem. – Mhmm… mhmm… - uciskał jego ciało w różnych punktach obiema rękami. – Widzi Pan, to jest zaskakujące zjawisko z perspektywy medycznej, ponieważ z badań przeprowadzanych na zniewolonych demonach wynika, że nie wszystkie posiadają kościec, organy czy układ nerwowy. Niektóre w całości składają się z plastycznej masy. A mimo to poprzez częste kontakty z organizmami… nazwijmy to… - ucisnął mocniej w miejsca, które mogłyby być bolesne. – …tkankowymi… wykazują silne bodźce przystosowawcze i przez to mają przekonanie, że mogłyby mieć dolegliwości związane z nieobecnymi organami. Tak jak Pan ma uczucie, że pogruchotał sobie Pan kości, których Pan być może nawet nie ma. Żeby stwierdzić ich ewentualną obecność musiałbym skierować Pana na wykonanie zdjęcia rentgenowskiego, ale to chyba nie będzie potrzebne. Wystarczy. Może Pan wstać. – powiedział, wracając na swoje miejsce i pisząc coś na kartce. – Pana tkanki wykazują prawidłową jędrność i elastyczność. Nie ma powodu do obaw. Właściwie… - spojrzał na Nihiliusa niepewnie. - … chodzi o to, że … wybaczy Pan szczerość… ale demony nie są zbyt… ufnie traktowaną w Galaktyce rasą. Dlatego ani Ziemianie ani inne rasy niechętnie tworzą medykamenty skuteczne na ciała demonów. Na szczęście dla demonów, ich ciała całkiem szybko dokonują samoregeneracji. Jeśli chciałby Pan szybciej wrócić do formy, mogę zaproponować pewne skuteczne… czopki doodbytnicze. To wprawdzie lek dla ludzi i saiyan, rekomendowany na choroby weneryczne, ale… z badań, które sam przeprowadzam na demonach, okazały się bardzo skuteczne w procesie regeneracji. To nasunęło mi pewną myśl, że demony również mogą być atakowane przez wirusy… ALE! Nie chcę Pana dłużej zanudzać moimi zboczeniami zawodowymi. Zatem… pisać receptę? Lek kosztuje osiemdziesiąt SO za trzydzieści czopków. Do kupienia w aptece szpitalnej.

______________________


avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 273
Data rejestracji : 16/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
408/1000  (408/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szpital

on Pią Gru 07, 2018 5:23 pm
Strasznie dziwnie się czuł przy tym gostku, ale zrobił to co mówił i się położył. Założył gumowe rękawiczki i zabrał się do roboty. Nie może powiedzieć, że mu się podoba, bycie obmacywanym, ale nic na to nie poradzi. Uciskał jego ciało w różnych punktach przez co Demoniczny Bóg czuł się dziwnie. Bardzo dziwnie. Słuchał go z uwagą tego co ma do powiedzenia i mu nie przerywał. Zniewolone demony. Ta czytał coś o tym. Ale te demony się różniły od niego. Może nawet uchodzić za całkowicie inną rasę. Prawie. Nie każdy miał kości, organy, nerwy. Ta. Nawet nie każdy miał mózg. Dosłownie, nie w przenośni. Chociaż to drugie niestety też. Plastyczna masa. Nie to jednak nie On. Wiedziałby o tym. Co prawda miał regeneracje, ale jednak nie była ona tak dobra jak tych z plastycznej masy. Może to przez to, że był osłabiony. Tego nie wiedział. Ale wiedział jedno. Miał organy, kości, nerwy i mózg. Był prawie jak inne rasy humanoidalne. No nie licząc tego, że był lepszy i bardziej perfekcyjny. Przynajmniej tak uważał. Czy błędnie to się okaże z czasem. W końcu czyny świadczą o wszystkim. Nie przerywał, nawet gdy został uciśnięty w bolące miejsce. Nawet nie syknął. Bez przesady taki słaby nie był. Gadał dalej. Coś o nieobecnych organach, bodźcach przystosowawczych. Normalnie by się wyłączył, ale to była wiedza. A wiedza zawsze jest w cenie. Kto wie może mu się kiedyś to przydać. Tylko, gdy zaczął pierdzielić o kościach których niby demon nie ma to już się zdziwił. Dobrze znał Swoje ciało. Gdy powiedział, że może wtać to zrobił to. Gadał dalej o prawidłowej jędrności i elastyczności. Zdawało mu się jakby doktor gadał o czymś innym. Czymś co mają kobiety, ale może mu się tylko tak zdawało. W tym wypadku się mylił. Następnie mu powiedział, że demony są źle traktowane. Najwidoczniej inne rasy, są ksenofobami. W pędzlu to ma. I tak padną na kolana. Zawsze padają przed silniejszym, a jak nie to zginą. W ostateczności ich przekona. Z resztą nie czas na to. Samoregeneracja. No coś takiego miał, ale możliwe, że utracił. W końcu czuł się słabszy to kto wie. Jednak, gdy usłyszał o czopkach do odbytniczych to tak się zdziwił, że mu prawie szczęka opadła na podłogę, a oczy wyleciały z orbit. No chyba go porąbało do końca. Stuknięty koleś. Niezrównoważony doktorek. Jak będzie chciał dotknąć jego Imperialnego tyłka, to go pozbawi wszystkiego co drogie. Nie pozwoli Sobie włożyć niczego w dupę! Nawet jakby pewnie umierał to nic z tego. Jeśli już to kupiłby je na tortury, ale nie ma tyle kasy. Na dodatek nie skończył gadać! Kurna ile On ma do powiedzenia! Nawet Nihilius tyle nie gadał w takim krótkim okresie czasu. Gad i Joker oraz Semafor, by chyba oszaleli przy tym typku. Nawet On nie wyrabiał. Teraz wie jak się pewnie czuł Semafor, śmieszek oraz krokodyl. No ale, nawet On tyle nie miał do powiedzenia! Co jest!? Chociaż o tych wirusach było ciekawie. Gdy jednakże powiedział ile do kosztuje, to prawie wykrzyczał na cały głos swoje zdziwienie. Gość chciał go wydymać! Oby nie dosłownie. Ale w przenośni chciał. Co on myśli, że demon nie ma mózgu? Może te które spotkał, ale Nihilius go posiadał i doskonale wiedział, że wyleczenie nie jest takie drogie. Ba nie był nawet na tyle ranny, by potrzebować nie wiadomo jakiego leczenia! Przynajmniej wreszcie skończył gadać. Na całe szczęście!

Postanowił, że najpierw mu coś udowodni i pokaże.
- Nie tak szybko. Myli się Pan odnośnie mnie. O to dowód!
Powiedział do niego, mając zamiar wyprowadzić go z błędu. By mu to pokazać to starał się wciągać brzuch, aż się doktorkowi ukazała klatka piersiowa. Demon swoimi dłońmi ściskał to tak, że było widać kości. Nie przypominało to galaretowatej masy.
- Dzięki za wiedzę. Przyda się.
W końcu założył na Siebie ubranie. Nie miał pojęcia jak test wypadł, ale niedługo się przekona.
- Jak widać nie potrzebuję tych czopków. Nie mam żadnej choroby wenerycznej i nie jestem członkiem tej rasy o jakiej myślisz.
Ogarnął się cały po czym kontynuował. Teraz On go zagada!
- Semafor mówił, że coś Pan doktor, dla mnie ma. Co to jest?
Zapytał w miarę miło. Nie chciał używać aury strachu, bo wolał mieć pozytywne z nim stosunki, a cenę z kosmosu olał.
- Co do ceny. Doskonale wiem, że sam koszt leczenia to pięćdziesiąt smoczych jednostek, do pełni sił w komorze regeneracyjnej. Ale nie jestem na tyle ranny, by tego potrzebować. Raczej proste leczenie starczy.
Odpowiedział i czekał na to co mu doktorek powie. Jak nie to poszuka innego miejsca, by się wyleczyć. Nie ma na tyle kasy, by przepłacać.
- Ile kosztują inne medykamenty które mogłyby mi pomóc, oraz jak dobre są?
Zapytał na koniec z ciekawości. Kto wie. Może coś zakupi tak na zaś. Ale jak będzie znowu chciał go oszukać na kasę to nic nie kupi.
- Tylko tym razem. Bez próby wykiwania mnie w cenie. Pamiętaj, że pomagam naszemu wspólnemu znajomemu. Im dłużej mi zajmie czas, by powrócić do sił to gorzej dla Nas.
Nie miał pojęcia, czy to byli przyjaciele, czy może doktorek dla niego pracował no, ale nic to. Nie groził mu. Tylko go informował.

Nagle mu wpadł do głowy pewien ciekawy pomysł. To będzie dobry test jego możliwości.
- Nie jestem do końca demonem jakiego znasz. Po pierwsze jestem Bogiem który utracił Swoje dawne moce. Po drugie wyglądam jak demon, ale nie jak te inne. Jestem jedyny w Swoim rodzaju! Możesz to uznać za połączenie Boskiej jak i Demonicznej Istoty.
Uśmiechnął się wrednie i zrobił pozycję z rozwartymi dłońmi jaką robią często dumne istoty.
- O to właśnie Ja! Nihilius Imperius!
Użył aury zastraszania, by pokazać, że nie żartuje. Nie chciał go wystraszyć na śmierć, ale miał zamiar go przekonać co do Swoich racji. Kto wie, może wywrze na nim taki wpływ, że do niego dołączy. Ta aura była bardzo dziwna.
- Zawsze możesz do mnie dołączyć i stać się jednym z moich wyznawców. Gdy wrócę do pełni sił to nie pożałujesz służąc mi.
Uśmiechnął się demonicznie, a jego aura wpływała na doktorka. Możliwe, że nawet mu ulegnie, ale to był tylko test.
- Wiec jaki jest Twój wybór? Chcesz dołączyć do mojej frakcji i stać się jednym z moich pierwszych wyznawców? Może nie jest zbyt liczna, ale początki zawsze, są najcięższe.
Jego pierwszym wyznawcą był pewien inny demon. Przynajmniej pierwszym w tym wymiarze. Z resztą nieważne. Można powiedzieć, że jego frakcja liczy dwie osoby plus znajomości z innymi! Dlatego miał nadzieję, że ten człowiek jest słaby oraz o słabej woli oraz mu ulegnie padając na kolana. Własny medyk to byłoby coś. Poczekał na jego decyzję. Uważał, by nie przesadzić i go nie obrazić, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze to zgarnie medyka do Swojej frakcji.

______________________


Sponsored content

Re: Szpital

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito