Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
NPC
NPC
Liczba postów : 1211
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Sob Kwi 07, 2018 4:39 pm
First topic message reminder :

Niedaleko portu kosmicznego znajduje się maleńka restauracja z barem nazwana dumnie "Ken-Te'k". Co konkretnie znaczy? Cóż nie wiadomo o co chodziło właścicielowi. Jednak co jest interesującego w tej knajpie, poza niezłym jedzeniem i napitkami oraz wnętrzem wyłożonym panelami z wiśniowego drewna? A otóż jeżeli zamówisz prywatną jadalnie, a dokładniej pokój numer dwa, a zamiast pieniędzmi postanowisz zapłacić talonem, pozostaje ci tylko wręczyć kasjerowi "Czarne Zaproszenie" zamiast kuponu. Wtedy w pokoju numer dwa zaczną się dziać czary. Pokój zatrzaśnie się, po czym zacznie nim niemiłosiernie trząść. Zaś gdy to ustanie, po wyjściu z niego ukaże się tajemny klub walk, gdyż tak naprawdę prywatna jadalnia nr.2 to winda do prawdziwego przybytku znajdującego się 200 metrów pod ziemią. Ukryty przed wzrokiem ciekawskich i dostępny tylko dla wybranych. O klubie się nie rozmawia, a "Czarne Zaproszenie" wraz z instrukcjami otrzymują wybrane osoby, które wzbudzą zainteresowanie mecenasów walk i mogą odnieść sukces na ringu. Jednakże, zanim trafi się do klatki trzeba przekonać organizatorów walk, że warto otrzymać szansę. Zasady na ringu są proste i niezwykle brutalne. Krew leje się strumieniami, a złamania są rzeczą powszechną. Pomoc lekarska udzielana jest tylko w nagłych przypadkach i gdy masz czym zapłacić, w przeciwnym razie będą zbierali twoje pogruchotane porzucone ciało z chodnika, ciemnej uliczki czy jakiegoś innego zafajdanego rowu. To wszystko jednak jest niczym, gdyż osoba która zdobędzie tytuł czempiona Namek będzie posiadała duży prestiż oraz inne "benefity". Natomiast jeżeli pogmatwasz instrukcje, lub nie wręczysz zaproszenia, cóż zjesz sobie prywatnie w spokoju papu w prawdziwym pokoju numer dwa.

______________________



Shido
Liczba postów : 60
Data rejestracji : 25/06/2017


Identification Number
Punkty Życia:
850/850  (850/850)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pon Gru 31, 2018 2:27 am
Silver drzemał, albo raczej bardzo dobrze udawał że drzemie. Odkąd przybyli do tej małpiarni nie odezwał się ani słowem. Po prostu zajął swoje miejsce tak jak mu wskazano.  Dokładnie za plecami Asterii i rozwalił się na fotelu jak Pan i Władca. Naciągnął kapelusz na oczy i zaczął oddychać miarowo tak, żeby obie kobiety pomyślały, że zasnął. Szczerze mówiąc od całej tej sytuacji w alejce chciało mu się rzygać, więc musiał się nieco uspokoić, a i jej saiyańskość Dzwoneczek cholera wie czemu obraziła się na niego, a więc chwilowo cokolwiek by zrobił najprędzej by coś spartolił, a sprawa przynajmniej dla niego zaczęła tańczyć na ostrzu noża. Pal sześć z kasą i długiem u Maurice’a, ale to wezwanie, które dostał wcześniej. Szlag by to trafił, ktoś z załogi musiał go sypnąć… Jakiś oficjel najwidoczniej dowiedział się o jego pobycie tutaj i postanowił zatrudnić, albo co gorszę wsadzić za nie ma co ukrywać dość pokaźną listę mniej lub bardziej zasadnych zarzutów.  On zaś nie stawiając się….przynajmniej chwilowo  wybrał stronę. Oczywiście i tak by ją wybrał….przynajmniej tak starał się sam Siebie przekonać,  jednak nie bardzo lubił pozycje „przyparty do muru.” Za bardzo przypominała mu mało erotyczną zabawę w pluton egzekucyjny. A on wbrew wszelkim pozorom jakie wokół siebie stwarzał bardzo lubił żyć.  Dlatego też, stawiał wszystko na Vite i to że, wodzowie ruchu oporu dostrzegą w niej dokładnie to co on. Masę potencjału, który należałoby zagospodarować i odpowiednio ukierunkować. Inaczej przyjdzie mu stąd spierniczać szybciej niż przewiduje ustawa, albo zagrać zupełnie innymi kartami. Od tej ostatniej opcji aż skręcały mu się wnętrzności. Cóż, głupia czy nie głupia była mimo wszystko odważna i dała się lubić. Nie chciałby jej wykręcać takiego świństwa dla ratowania własnej skóry….to było, nie, nie honorowe ostatecznie ledwie się znali, a ona była uparta jak tępy muł, ale no zwyczajnie nie w porządku.  
Musiał to sobie wszystko gruntownie przemyśleć a przy okazji mógł…jeśli wszystko dobrze pójdzie zasięgnąć nieco informacji nie wysilając się zbytnio.

Asteria nie zawiodła go ani trochę bo ledwo  on rozpoczął swój cichutki koncert  pochrapywań, westchnień i kombinacji damskich imion wszelkich ras wypowiedzianych z czułością, a ta już pociągnęła małą za język. Historia którą  w strzępkach sprzedała Chashire córka Kapitana Ora nie była tak typowa jak się Shidowi na początku wydawało. Mała miała faktyczny powód żeby dołączyć do ruchu oporu, co było sporym zaskoczeniem. Przekonanie i emocje jakie wkładała w swoją opowieść dodawały jej dodatkowej warstwy i z łatwością  sprawiały, że nawet największy cymbał i tłuk uwierzyłby w każde jej słowo.
W rękach odpowiedniego propagandzisty ta dziewczyna to było czyste złoto. Nie przesadzał ani na jotę kiedy mówił Mauricowi, że jego kumple z ruchu oporu posrają się z radości.
Z czego był bardzo zadowolony, bo znacząco zwiększało to również i jego wiarygodność. Nawet jej reakcje na to co działo się w klubie od dziecięcego zachwytu na wejściu, po te żenującą  próbę dopingu tego mięśniaka na dole, to wszystko składało się na obraz czystej niewinności. Będzie się pięknie prezentować na plakatach.  
Swoją drogą sam facet o którego zrobiła taki szum stanowił kolejny dowód na to, że Jaszczurom w końcu udało się wyplenić inteligencje z Saiyan, względnie skrzyżować ich z owcami. Bo….Kenzuran…chyba tak mówił na niego ten drugi młodszy, który zachowywał się tak jakby w życiu nikogo nie uderzył, Był doskonałym dowodem na to, że Saiyanie mają wełnę zamiast mózgu.
Myśli Silvera pomknęły automatycznie ku nieprzytomnemu Vanowi którego przytachali tu ze sobą i przez chwilę z całych sił musiał walczyć ze sobą, żeby nie parsknąć śmiechem i nie zdradzić się, że jednak wcale nie śpi.
Król Vegety i Jej Ostatni wyzwoliciel. Jak nic bliźniaki genetyczne po jednym baranie. To nie mógł być przecież przypadek. No, ale Vita miała widocznie do takich słabość. Co zresztą w zasadzie potwierdziła kiedy Nikos z właściwą sobie delikatnością, czyli zupełnie wprost i kompletnie się nie czając zapytała ją oto.

Czas mijał. Saiyanie w mało parytetowym składzie raz po raz to darli się na siebie to okładali się po pyskach wesoło w sposób, który w większości z oczywistych względów umykał uwadze Takatsukiego,  dziewczyny plotkowały, jak to damy pozostawione same sobie, a Silver z coraz większym spokojem  wyczekiwał na spotkanie z mocodawcami Maurice’a. W końcu co mogło pójść nie tak nie?

Rzygającego Saiyana nawet najwięksi jasnowidze by nie przewidzieli.

To, że facet puścił pawia nie było w zasadzie żadnym problemem. Zasadniczo normalna sprawa u świeżaków w trakcie walki. Dostanie taki o raz za dużo i zaraz jak nie w ryk i wołać matkę, to ogląda śniadanie z ostatniego piątku. Klasyka gatunku.  Za dzieciaka kiedy świat był dla niego może nie mniej brutalny, ale przynajmniej bardziej ułożony. Shido przerabiał to na własnej skórze więcej razy niż, chciałby przyznać. Nie, nie to było problemem, ale Dzwoneczek  i jej serce gołębia już owszem.
Kiedy bowiem jedyna kobieta wśród gladiatorów potraktowana tym bardzo osobistym i zaskakującym atakiem dywersyjnym, nie wytrzymała presji tłumu i zapłakana wybiegła z klatki. Vita najwyraźniej uznała za swój moralny obowiązek ją wesprzeć. No bo jakże by inaczej, a Nikos nawet się nie zająknęła. Bo i po co. W końcu nie ma rozpierdolu nie ma zabawy nie?
Z takimi mniej więcej myślami Shido odczekawszy stosowne dziesięć uderzeń serca wystrzelił jak z procy w kierunku w, którym udały się dziewczyny. Maurice gdzieś zniknął więc przynajmniej on nie będzie robił problemów. Ale dziewczyny to była zupełnie inna bajka.
- Przysięgam kupie tej małej jakiegoś kundla bez ucha, albo kota bez łapy, albo innego chrzanionego ślepego żółwia do opieki tylko niech przez pięć minut posłucha rozsądku i usiedzi na dupie. – cedził przez zęby sunąc w tłumie ludzi, który jakoś dziwnym trafem rozstępował się niby morze gdy tylko odgiął połę płaszcza ukazując uwieszone u pasa spluwy.  

Kiedy dotarł na miejsce negocjacje już trwały. Nie trudno było się zorientować w sytuacji.  Vita jęczała, Asti wypinała cycki. Deja vu jak w mordę strzelił. Jak w tym starym filmie o gościu, który cały czas przeżywał to samo święto. Cudownie. No ale mleko się rozlało i trzeba było działać. Lepiej niech mała załatwi szybko co ma załatwić i będzie spokój.
- Panie wpuść że ją Pan na pięć minut nikt nie zauważy – wypalił prędkim szeptem kiedy Asteria chwilowo skończyła.
– Obiecaliśmy się opiekować dziewczyną – tutaj wskazał na Vitę głową - a ona jest trochę nadwrażliwa na ludzką krzywdę. -  nadał swojemu głosowi ton, który sugerował oczywiste zażenowanie. – Jak widzi taką niesprawiedliwość i nic z tym nie zrobi potem tydzień spać nie może. Od dzieciaka tak ma. – nawet mu powieka nie mrugnęła jak wciskał gościowi te głodne kawałki, cholera ależ mu brakowało aktorstwa. – Wpuść Pan dziewczyny. Tylko wam zawodnika umocnią. Powiedzą jej parę dobrych słów co by się ogarnęła i raz dwa wróci na Arenę a tak to wam zostanie wspomnienie płaczącej Saiyanki. Kto to przyjdzie oglądać ? - rzucił. – Zrobisz Pan dobry uczynek dla Dziewczyny, zawodniczki i szefostwa bo hajsu na przyszłość nie stracą. I jeszcze Pan Buziaka od Kociaka zarobisz. – uśmiechnął się do Asterii. - Same plusy.  
NPC.
Liczba postów : 2524
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Czw Sty 03, 2019 1:37 pm
JOKER

Brat Loli poprowadził Jokera i swoją siostrę do pewnego niepozornego lokalu na uboczu miasta. W środku świeciło pustkami. Tylko jedna osoba siedziała przy stoliku. Jakiś młody, siwowłosy chłopak. Chyba spał, bo jego głowa opadała na klatkę piersiową, a oczy były zamknięte.
Za barem stał barman i czyścił szklanki. Rudowłosy chłopak podszedł do niego i powiedział mu coś na ucho. Tamten skinął głową i machnął do przybyszów ręką, wskazując im przejście dla obsługi, które ciągnęło się na zapleczu.

Po dłuższym spacerze schodami na poziom -3, znaleźli się w szatni. W środku kłębiło się sporo szykujących się do walki wojowników. Na ławeczce pod ścianą siedziała natomiast nastolatka, która wyglądała na… obrzyganą? W każdym razie płakała z cicha w kącie.
Oni jednak skierowali się do pewnego siwowłosego, młodego chłopaka i pewnego mężczyzny w starszym wieku i z długimi wąsami, tak zwanymi „tirówkami”:



- Cześć szefie! – odezwał się rudy, podchodząc bliżej do starego.
- Witaj Buzz, kogo przyprowadziłeś? – zapytał, oglądając zarówno Lolę jak i Jokera od stóp do głów.
- Ten Skrzat i jego koleszka…
- Nie jestem skrzatem…
- … chcą stoczyć walkę w klatce…

***

JOKER, ASTERIA, VITA, SHIDO

Ochroniarz puścił argumenty wszystkich koło ucha. Dopiero, gdy Asteria zaproponowała buziaka, ożywił się wyraźnie.

- No… no dobra. Nie będę taki. Dawaj całusa, mała! – powiedział, a gdy dostał to, czego oczekiwał, otworzył drzwi do przebieralni.
Asteria, Vita i Shido szybko namierzyli Bullę. Siedziała zasmucona na ławce, z twarzą zatopioną w swoich rękach. Nieopodal stał także ich przyjaciel, Maurice, w towarzystwie pewnego silnego Saiyanina w starszym wieku i z długimi wąsami oraz rudego chłopaka w wieku około dwadzieścia parę lat, młodej, niskiej dziewczyny z płomiennymi włosami, wyglądającej na maksymalnie osiemnastkę oraz bruneta z oczami w dwóch kolorach.




- Ooo! Chodźcie tutaj! – zakrzynął Maurice i gestem ręki zaprosił ich do grona rozmawiających. – Brutusie, to jest ta ekipa, którą ci przyprowadziłem.

Stary mężczyzna obejrzał sobie wszystkich z poważną miną.

- No dobrze. Miło mi was poznać. Nazywam się Brutus i jestem właścicielem tego lokalu. A jeśli chcecie informacji ode mnie, musicie przejść nasz tradycyjny test. Czyli wygrać walkę w klatce. W waszym przypadku musi do być walka w parach. Tutaj stoją wasi przeciwnicy. – wskazał ręką na bruneta i młodą dziewczynę. – Zatem ty zawalczysz przeciwko tej dziewczynie, a któreś z was przeciwko jej towarzyszowi. Ile potrzebujecie czasu, żeby się przygotować? Przy czym zastrzegam, że tylko zwycięska para będzie mogła dostać interesujące ją informacje. Przegrani będą musieli obejść się smakiem.

Vita zmarszczyła brwi i zrobiła zbolałą minę. Złapała Asterię za rękę, wspięła się na palce i szepnęła jej na ucho.

- Mogę walczyć, załatwisz wszystko? Ja muszę na chwilę… jest coś ważniejszego…- powiedziała po czym odeszła na bok i siadła koło Bulli. Złapała dziewczynę za rękę i zaczęła ją pocieszać.

***

KENZURAN
Gdy włosy chłopca uniosły się, a wokół jego ciała rozświetliła się energetyczna aura, tłum zrobił głośne:

- Ooooo! – a zaraz po tym rozległy się głośne oklaski i pokrzepiające do walki skandowanie – ZA-BIJ! ZA BIJ!

Następnie chłopiec z zabójczą prędkością uderzył przeciwnika prosto w nos, który złamał się z trzaskiem, pozostawiając na pięści krwawą plamę. Brat Bulli zatoczył się do tyłu. Wyciągnął przed siebie zaciśniętą dłoń, jakby miał zamiar zrewanżować się za zadany cios, gdy jego nogi stały się jak z waty. Runął na ziemię.


Tłum oszalał. Rozległ się gorące oklaski. Widownia wstała z miejsc uradowana. Mieli ochotę roznieść tę klatę w pył. Kilku z osiłków wbiło do środka i wzięli na ręce chłopaka. Unieśli go do góry.

Dopiero po chwili na scenę wszedł konferansjer. Naradzał się z sędziami, po czym wkroczył na środek klatki. Poprosił o postawienie chłopca na ziemię i postawienie nieprzytomnego wojownika na nogi i ocucenie. Potem chwycił za mikrofon.

- Szanowni Państwo! – ryknął głośno, by każdy słyszał. Chwycił za ręce zarówno Kenzurana jak i Brata Bulli. – Dzisiejszy pojedynek dostarczył nam mnóstwa wrażeń. Niestety nastąpiło złamanie regulaminu. Takie zagrania, jak obrzucanie wymiocinami jest niezgodne z przyjętymi normami, więc… następuje dyskwalifikacja! Zwycięzcą zostaje para … BULLO I BULLA!

To, co wydarzyło potem, to ogromne zdziwienie, okrzyki:

- CO KURWA?! HAŃBA!!!

I cały rozwścieczony tłum dopadł do klatki, próbując ją zniszczyć…
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 400
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
1700/1700  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Czw Sty 03, 2019 9:36 pm
Kenzuran nadal nie mógł w to uwierzyć co się dzieję, gdyż kiedy chciał wspomóc przemienionego chłopaka, nie potrzebował ten jego pomocy. Czarnowłosy nie mógł w to uwierzyć, gdyż prześcignął go jakiś szczeniak, który nienawidził walczyć tylko wolał czytać jakieś czasopisma albo zapewne świerszczyki. Warknął złowrogo i nawet nie mogąc trafić złowrogiego saiyanina, patrzył tylko jak jego przyszywany uczeń załatwia go i to dość mocno. Oglądał to wszystko i ciągle nie mógł dowierzać, że jego adept radzi sobie świetnie bez niego, ponieważ osiągnął niesamowitą moc i siłę, która pozwoliła mu zakończyć tą całą bitwę i to z głośnym hukiem. Słyszał tylko jak tłum szalał i dawał jakieś wiwaty dla jego pomocnika, zaś on kiedy skończył swoją serię poprzednich ataków, wycofał się do tyłu. Teraz tylko musiały minąć sekundy aż to wszystko się zakończy i ogłoszą ich jako zwycięzców. Ogoniasty warknął pod nosem i wreszcie zobaczył jak młodzieniaszek wykończył złego pobratymca któremu poszła dość mocno farba z nosa i zataczając się na kratę, upadł na ziemie. Kiedy to wszystko się skończyło, na arenę wszedł ten niski gościu, który przedtem oberwał dość mocno w splot słoneczny od Syna Kellana i przyciągając sobie mikrofon, zaczął przemawiać. Wojownik dostrzegł też, że podnieśli jego rywala z areny i kiedy przemawiający złapał go za nadgarstek, ogłosił wszystkim że jego drużyna przegrała. Czarnooki nie mógł w to uwierzyć, tyle się stała by to wygrać, by dostać informacje od Saiyańskiego starszego Mistrza, a to wszystko szlag trafił. Wyrwał bardzo szybko swoją dłoń, ponieważ nie miał zamiaru być dłużej trzymany przez tego karypla. Najwyraźniej widzom się to nie spodobało, dlatego też zaczęli próbować niszczyć klatkę od zewnątrz, lecz Brata Klen wcale to nie obchodziło.

Westchnął pod nosem i spoglądając się na komentatora, po prostu go olał. Wszystko to co chciał, to zdobyć cenne informacje na temat sabotażystów, żeby ich wesprzeć przy odbiciu Vegety, na niczym innym mu nie zależało. Chciał zobaczyć swój zakurzony dom, jeśli ten tam jeszcze w ogóle stał i go nie zburzyli. Chciał wrócić do swoich braci oraz sióstr oraz do ostrych treningów z trenerami który kiedyś bardzo dobrze i negatywnie wspominał. Mruknął pod nosem i kiedy otworzył od środka klatkę, zapewne mógł do środka wparować tłum rozwścieczonych widzów i powymijał ich wszystkich, ponieważ miał tego dość. Po znalezieniu się za kulisami, dostrzegł nawet Brutusa, który już nie był w szkole gdzie jego syn ćwiczył nowych wojowników, a pojawił się tutaj. Jego grymas zmienił się na bardziej wredniejszy, nie zwracał uwagi na ludzi, którzy stali wokół wszędzie, a nawet mógł zobaczyć siostrę złowrogiego brata, która była pocieszana przez jakąś ziemiankę. Podszedł do Starszego Bojownika z wąsem i rzekł w jego stronę:
-Nie udało mi się tego wygrać, ponieważ komentator stwierdził że obrzyganie kogoś to złamanie zasad i przegraliśmy.... - powiedział i dość mocno zaciskał pięści, przez co przebił sobie znów skórę środka dłoni i przez to pociekło mu trochę krwi, która skapnęła na podłogę. Kenzuran nie miał innego wyboru, musiał jakoś przebłagać Mistrza Brutusa, ale także czuł się okłamany. Podszedł jeszcze bliżej jego osoby i krzyknął w jego stronę:
-JAK MOGŁEŚ MNIE OKŁAMAĆ!! CZEMU MI NIE POWIEDZIAŁEŚ, ŻE TEN GNOJEK OD CZYTANIA KSIĄŻEK PRZEWYŻSZA MNIE SIŁĄ I MOCĄ!! WIEDZIAŁEŚ TO PRAWDA?? WIEDZIAŁEŚ, ŻE POTRAFI SIĘ ZMIENIĆ W SUPER SAIYANINA, TYLKO NIE KŁAM!! - zacisnął jeszcze bardziej dłonie, jego przedramiona zaczęły delikatnie drżeć od złości jaką teraz miał w sobie. Nie mógł wytrzymać, nie mógł po prostu znieść tego że jakiś smarkacz go przewyższył z mocą i siłą, którą on niegdyś także posiadał.

Nie miał zamiaru jeszcze tego skończyć, ale musiał sobie dać chwilę czasu by ochłonąć. Czarnowłosy wypuszczając powietrze, znowu się odezwał:
-Czyli nici z umowy? Nie powiesz mi gdzie są ci cali rebelianci?? Jeśli nie, to sam ich znajdę na własną rękę... - odpowiedział i odszedł kilka kroków do pustej ławki, gdzie nikt nie siedział i złapał się za głowę. Nie rozumiał, po co miał się męczyć w tej klatce, po co miał walczyć z kimś, sam by na pewno to wygrał i by dostał to czego by chciał, dowiedziałby się gdzie są buntownicy i to by mu wystarczało. Trzymał tak dłonie na twarzy przez jakiś czas i z zaciśniętymi zębami nie dawało mu to spokoju, że został okłamany to jeszcze poniżony przez przyszywanego ucznia, który skrywał w sobie taką potęgę. Teraz będzie się musiał zastanowić gdzie będzie mógł się udać, ale nie będzie go to jakoś obchodziło, znajdzie sposób by poznać Sabotażystów i uratować Vegete od tyranii.
Joker
Joker
Liczba postów : 364
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
2100/2100  (2100/2100)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pią Sty 04, 2019 5:37 pm
Joker razem z skrzatem i uosobieniem stereotypu o Vaperach [nawet nie wiesz kiedy ten e-papieros zamieni się w chuja kolegi] znaleźli się w klubie walk. Brat Loli poprowadził ich do jakiegoś Buzza i przedstawił ich. Wspomniany Bazzzi był stary, siwy, i stary. Miał dobry wąs, w każdym razie Joker jedyne co zrobił to potwierdził spokojnym kiwnięciem głowy chęć walki. Czekał aż przejdą do rzeczy, całkiem niedawno walczył i rzucał meblami w jaszczura który w skutek wydarzeń został wręcz zgwałcony gdyż jego towarzysz go wchłonął bleeeee... Tak czy siak dobrze było wrócić do tego co Sayanie lubią najbardziej. W końcu odezwał się do buzza -Macie może jakieś lekarstwo albo maść? nie jestem okazem zdrowia.- poprosił o lekarstwo. Zimna krew zaczęła się lekko rozgrzewać na wieść o następnej ustawce. Tymczasem zjawili się jego przeciwnicy. Niska halfka, Cycaty rudzielec o sposobie bycia rozpieszczonej cesarzowej i jakiś siwy dziad tzn. Siwy młody najemnik. Ty ale gościu ich jest o jednego więcej. Szef walk natychmiast rozwiał jego wątpliwości mówiąc o walce 2v2. To dobrze, Joke spokojnie czekał, nie przedstawiał się, nie odzywał. Po prostu oczekiwał na swoją kolei. Wtedy do środka wpadł jakiś Neandertalczyk. Podszedł do prawdopodobnego właściciela przybytku i zaczął drzeć suty. Ale Rena niezbyt to obchodziło, nie był powiązany z tą sprawą więc nie wtrącał się.


Occ:
Poproszę o odnowienie Hp kochana Szefowo, zasady Fairy play Very Happy

Nie byłem pewien czy mogłem usłyszeć co mówi blade o poszukiwaniu info o sabotażystach więc nie wspomniałem o tym.
Asteria
Asteria
Succub Admin
Succub Admin
Liczba postów : 1136
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pon Sty 07, 2019 10:27 pm
Czego się nie robi, aby zaruchać … znaczy przebić się przez mur w postaci pana ochroniarza. Ten był cholernie oporny na wszelakie argumenty, a nawet tekst Silvera puścił sobie jednym uchem, a wypuścił drugim. Choć Asteria musiała zachować powagę i naprawdę starała się nie roześmiać. Co jak co, ale miał dziad gadane. Jednakże był tylko samcem i jak każdy facet chciał dostać jakiś prezencik od ładnej dziewczyny. W tym przypadku stanęło na buziaku, który Asteria dała gościowi. Prosto w policzek. Niech się chłopaczysko cieszy i ma podjarkę na cały dzień, a pamięciówkę na tydzień. W każdym razie przeszli i mogli udać się tam, gdzie chciała Vita. Bardziej to ona pędziła, a Asteria i Silver szli za nią, tylko kontrolując wzrokiem. Zupełnie jak rodzice, albo właściciele psa. W pewnym sensie na to samo wychodzi. W końcu dotarli do pomieszczenia dla zawodników, gdzie siedziała zarzygana nastolatka, jakiś dziadek i inne miniony. Asteria omiotła ich wzrokiem i lekko jej się zwęziły źrenice, gdy dostrzegła Maurica. To tu kutafon siedział.
- Miałeś się po nas zjawić, a nie molestować nieletnie. – powiedziała Asteria tonem, który mówił, że koleś zaraz straci jaja, a następnie je zeżre. I to ze smakiem.
- Chwila szefie, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ten tutaj. – wskazała na Maurica i znowu spojrzała na niego jak lew na królika. – Mówił, że skontaktuje nas z szefem. Zakładam, że to ty. Jednakże nic nie było mowy o żadnych walkach. Nie po to buliłam, by się bić i jeszcze na koniec nic nie dostać pomimo obitej gęby.
- Młoda chciała z wami pogadać, a wy sobie wymyślacie jakieś testy. To znaczy, że udostępniacie informacje byle debilowi, który ma największego bicepsa ze wszystkich trepów? Nic dziwnego, że przegrywacie na wszystkich frontach. Najwidoczniej mięśnie wypierają rozum. – powiedziała Asteria. Zirytowali ją tym podejście i chęcią wydupczenia. – Poza tym jaką mamy mieć pewność, że walka nie jest ustawiona? Powiem ci tak szefie. Odpuść nam walkę, a opłaci ci się to znacznie, kiedy dowiesz się dlaczego ta Mała chce was poznać. Czasami lepiej porozmawiać niż okładać się po mordach. No i szczerze nic chcę być obrzygana jak ta dziewczyna. Wiecie jakie to musi być uczucie? Chyba, że to nowa technika bojowa Saiyan. Zarzygać wroga na śmierć. Więc? Jak będzie?
Popatrzyła też na swoich przeciwników. Młokos i lalunia. Niby prości, a mogą się okazać kurestwem nie do zdarcia. Walka to jest ostateczność kiedy jesteś przyparty do muru.
- Poza tym młody zaraz tutaj padnie i tyle będzie z pięknego czworokątu. Pozostaje trójkąt, ale to już chyba marzy się w sypialni co poniektórym. – powiedziała i uśmiechnęła się prowokacyjnie. Oj naginała linę do samych granic, a możliwe, że już dawno je przeskoczyła i zapierdalała na motocyklu za granicę. Jednakże czasami trzeba uzmysłowić trepom jak durne mają pomysły.

______________________


#66FFFF
Shido
Shido
Liczba postów : 60
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
850/850  (850/850)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pon Sty 14, 2019 11:38 pm


Shida tak naprawdę zupełnie nie obchodziło czy Asti faktycznie uraczy faceta obiecanym całusem. Ważne było, że cel zostanie osiągnięty. Pozwolił dziewczętom iść przodem niczym opiekunka na szkolnej wycieczce. „Miej wszystko na oku a może wszyscy dożyjemy poranka” – to było dobre motto na najbliższe dziesięć do piętnastu minut.

Kiedy weszli do szatni i udało mu się ogarnąć sytuacje szybkim spojrzeniem,  wiedział już o co szło. Posłał Maurice’owi bardzo wymowne spojrzenie zarezerwowane dla podobnych jemu cwaniaków.  
Wysłuchał cierpliwie wszystkiego co miały do powiedzenia wszystkie strony. Nawet ten zabawny koleś, z klatki który jeszcze przed chwilą zgrywał pana świata, a teraz miał minę jakby zapomniał o najważniejszej zasadzie seksu od tyłu. Potem spokojnie wyciągnął fajki z kieszeni odpalił jedną i przez chwile ćmił bez słowa.
- Silver – przedstawił się krótko tej całej bandzie nieznajomych. Z doświadczenia wiedział, że jeśli zamierzasz kogoś obrażać, a on zdecydowanie zamierzał. Lepiej zacząć od udawania miłego i przyjaznego.
- Po ile wy macie lat co? – jego wzrok spoczął na Brutusie. Najstarszym z całego Towarzystwa. - Chengi zrobiły sobie z waszej planety zoo, ba! Kurwa z całej galaktyki robią sobie folwark a wy zamiast jednoczyć, chcecie by ludzie, którzy do was przychodzą z ofertą pomocy napierdalali się między sobą jak zwierzęta? Serio? – wydawał się autentycznie rozbawiony. – A was to w ogóle nie rusza nie? – omiótł spojrzeniem Jokera i resztę jego kompanii. – Bo przecież takie to do wała Saiyańskie. – ależ był wściekły, całe to gadanie w alejce psu na budę. A mógł wybrać chrzanioną Ziemię. Wystarczyło jedno kliknięcie. – Nikos ma racje.  Może nikt wam tego jeszcze nie powiedział, wojna to nie jest cyrk. Nie wystarczy prężyć bica i pokazać klatę żeby wszystko było cacy.  – Jego wzrok wciąż wwiercał się w Brutusa. Oczywistym było, że tylko gadanie do niego ma jakikolwiek sens. – Chociaż nie! Nawet to wam nie starczy bo przecież zawsze można wyciąć komuś mały dowcip i orżnąć go z należnej nagrody. – wskazał ręką na Kenzurana. – Spójrz mi w oczy starcze i powiedz że, ten okularnik wespół z tym tutaj oto porąbanym pseudo monarchą,  przed chwilą nie pozamiatali podłogi twoimi ludźmi. – kiwnął głową w kierunku Kenzurana z pewnym uznaniem. Trochę na pokaz, trochę po to żeby w razie czego zyskać potencjalnego sojusznika jakby za chwile miało się zrobić nieprzyjemnie, a trochę po to żeby nieco zirytować Brutusa. Zaskakujące, ale ta sprawa naprawdę go obchodziła. Chyba za dużo się nasłuchał tego gadania Alvarez o domu. Poza tym zostawała jego zemsta.
- Chcecie się napierdalać tutaj za kasę bo wam kobiety nie dają, nie mój biznes. Każdy orze jak może, ale pozbywanie się potencjalnych sił to debilizm naprawdę wysokich lotów. Nawet jak na panujące tu standardy. I  przestańcie udawać, że chodzi wam o coś więcej niż show dla pijaczyn i pogoń za ego, którym jaszczury wycierają sobie mordy. Regularnie. Nawiasem mówiąc. – Ależ miał tego wszystkiego po Kapelusz. Przez chwile skupił całą swoją uwagę na Vitcie. – Ta mała to torpeda. – powiedział z absolutną pewnością. – Jeśli odpowiednią ją uzbroić i nakierować, padalce nawet nie dowiedzą się czym dostały. -  jawna i szczera satysfakcja w jego głosie była wręcz…namacalna. – Ale oczywiście możesz puścić moje słowa w niepamięć i kazać mi się chędożyć. Mnie za jedno. Osobiście moje zdanie na temat przetrwania waszego posranego gatunku zmienia się niezwykle wręcz dynamicznie odkąd tu przyleciałem, a upadku Chengów i tak dożyje, z wami czy bez was. Ale uświadomcie sobie kurwa jedno. Żadnej. Pieprzonej, Klatki. Nie dam się zamknąć jak zwierzę, za nic.  - to ostatnie zdanie niemal wysyczał. Tak, nigdy więcej, żadnych klatek, więzów i kajdan. Nigdy.
Skończył. Przynajmniej na razie. Może w ogóle, wszystko zależało od reszty zebranych tutaj konspiratorów.
NPC.
NPC.
Liczba postów : 2524
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Wto Sty 15, 2019 3:18 pm
- Joker, ja nie chcę walczyć… nie umiem… - szepnęła Lola.

Brutus słuchał rzucanych w jego słów z rękami założonymi na piersi i miną niewzruszonego Saiyanina. Nie dał po sobie kompletnie nic poznać Coraz więcej osób przychodziło do niego i darło się w jego stronę lub obrzucało go wyzwiskami czy też oskarżeniami. Tylko spostrzegawczy obserwator mógł zauważyć, że tylko jedna jedyna żyłka na jego czole pulsuje w zastraszającym tempie. I po ostatnich słowach Silvera ta właśnie żyłka pękła, rozlewając całą zebraną w środku ropę.

- CISZA! – ryknął, chcąc w ten sposób zaprowadzić spokój. – WY! – ryknął, wskazując palcem na Asterię i Shida – Nikt was o zdanie nie pytał. Mówić natychmiast, o co chodzi z tą smarkatą, albo WYPIERDALAĆ! – warknął tak dosadnie, że … z dużą dozą prawdopodobieństwa nie kłamał. – TY! – wskazał na Jokera. – CZY TO JEST FUNDACJA DLA CHORYCH NA MARTWICE MÓZGU?! – ryknął, aż ślina mu poleciała. – Twoja sprawa, jak się przygotujesz do walki. TY! – wskazał palcem na Kenzurana. – NIE WIEDZIAŁEM! – ryknął. – Rzyganie na ringu i walenie w jajca jest zakazane. Zasady to zasady…

- ALE…- odezwała się Vita. Zerwała się z miejsca sprężyście i podeszła do Brutusa tak blisko, że prawie stykała się nosem z jego torsem. Podskakiwała i wyciągała przed siebie palec, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. – Ten wojownik dał z siebie WSZYSTKO! Walczył mężnie ku chwale VEGETY! Czy to nie dość chwalebne, by uznać jego zwycięstwo!?!?! – zakrzyknęła z pasją.

Po tych słowach zapadło chwilowe milczenie, które przerwał gwizd Maurice'a. Odwrócił się na pięcie i zaczął przechadzać się po szatni. Po dłuższym zastanowieniu, Brutus powiedział:

- Chcę wiedzieć, o co chodzi z tą małą. – powiedział, odsuwając Vitę od siebie na wyciągnięcie ręki. – A Kenzuran spisał się dobrze. Nadaje się na nauczyciela w mojej szkole. Pozwolił chłopcu wyzwolić swoją energię. Za to zasłużył na naukę technik walki w mojej szkole. Jeśli chce dołączyć do Separatystów, musi zwyciężyć. Jeśli wy wymiękacie, to może on powalczy na ringu jeszcze raz, tym razem ramię w ramię z tą dziewczyną. – Wskazał na Vitę.

______________________


Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 400
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
1700/1700  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Wto Sty 15, 2019 8:37 pm
Kenzuran widział, że tutaj się dzieję niezła burda, coraz więcej osób przychodziło do Starego Saiyańskiego Mistrza. Nie rozumiał dlaczego wszyscy się tutaj pojawili, dlatego też westchnął i drapiąc się po tyle swojej czupryny, musiał to wszystko przemyśleć. Zobaczył, że Brutus chyba nie wytrzymywał napięcia z tak dużą ilością osób. Czarnowłosy wreszcie usłyszał ryk ze strony Starca, który chciał wszystkich najpierw uciszyć, bo dostał na dzień dobry tyle obelg, że każdy by się raczej wkurwił, to normalne. Ogoniasty skrzyżował ręce na torsie i wysłuchiwał co miał ciekawego do powiedzenia Staruszek, który to musiał się po części wszystkim tłumaczyć. Najpierw opierdolił jakąś dwójkę, jakąś szkarłatną włosą i białowłosego, tak przynajmniej mu się zdawało, że to jest właśnie taki kolor włosów. Przedtem właśnie od tego mężczyzny usłyszał po części pochwałę, która jawnie określała, że on wraz ze swoim "przyszywanym uczniem" pozamiatali podłogę Bullą i jej bratem. Syn Kellana tylko kiwnął głową na znak, że rozumie i akceptuje pochwale ze strony srebrnowłosego. Miał rację wcześniej do tego dziwnego gostka, zachowywał się trochę dosyć psychicznie, co Brutus dobrze wskazał, bo ten naprawdę zachowywał się jak idiota. Brat Klen stwierdził, że pokazywanie od tej strony jest naprawdę żałosne, żeby w ten sposób na siebie zwrócić uwagę. Wreszcie nastąpiła na kolej Czarnookiego ,który czekał na swoją atencję przez jakąś dłuższą chwilę, ponieważ Starszy Wojownik musiał się zająć nowo przybyłymi, którzy także męczyli jego cztery litery przez dłuższy czas. Kenzuran spojrzał surowo na starego Mentora i odpowiedział mu:
-Nie wiedziałeś, też mi coś...Jak mam ci teraz wierzyć, po tym co się wydarzyło Brutusie....JAK!? - zacisnął obydwie pięści, jego duma była nad wyraz zraniona i nie mógł się z tym pogodzić.

Nie patrzył na porażkę jego drużyny, gdyż podobno w tej całej walce w klatce były jakieś zasady, które nie pozwalały na cios w jaja czy też wymiotowanie, ale on nawet nie był osobą wymiotującą. Czarnowłosy głośno warknął tak by wszyscy słyszeli, aż wreszcie nie zjawiła się jakaś mała dziewczyna i prawie przytulała się do Starego Mędrca. Ogoniasty chciał zbić ją wzrokiem, ponieważ on teraz rozmawiał z Saiyańskim Mistrzem, dlatego też rzekł w jej stronę:
-Tak, masz rację mała kobieto. Dałem z siebie wszystko, mi tylko zależy na dołączeniu do Buntowników, by wspomóc ich przy odbiciu mojej planety, nie patrzę na to co się stało kiedyś w przeszłości. Chcę wrócić do domu i wiedzieć, że moja rasa jeszcze robi to co robiła, czyli podboje innych planety i wielkie bitwy w kosmosie... - skrzyżował ręce na torsie, a potem parsknął pogardliwie , ponieważ serio miał tego wszystkiego dość. Chciał jeszcze coś dodaj do niskiej dziewczyny, ale niestety nie miał okazji, gdyż znowu przemówił Brutus dłuższym monologiem w którym wszystko tłumaczył. Teraz to naprawdę był w czarnym punkcie, miał walczyć jeszcze raz, w swoim stanie, gdzie był osłabiony i z niektórych miejsc sączyły się małe ilości krwi niewielkimi stróżkami. Zacisnął ponownie dłoń w pięść, a potem mu odpowiedział:
-Czy ty siebie słyszysz Brutusie...W swoim stanie mam walczyć z przeciwnikami, którzy są świeżo po wypoczynku i prysznicu, to jest chore. Jeśli masz sposób by wyleczyć moje ranę, z chęcią zawalczę jeszcze raz, ale jestem w osłabionym stanie, jak sobie to wyobrażasz niby, co? - zrobił krótką pauzę, a potem znowu dodał:
-Masz rację, na pewno skorzystam z tego by nauczyć się technik w twojej szkole, wszystko mi się przyda by stać się silniejszym wojownikiem, o wiele silniejszym niż Megane, nie mam zamiaru być słabszy niż on! Umowa jest taka, że jeśli załatwisz mi teraz jakiś lek, który zregeneruje moje rany, mogę walczyć... - powiedział i spojrzał jeszcze raz na niską kobietkę, która podobno miała by walczyć z nim w parze. Syn Kellana trochę miał z tego wszystkiego ubaw, ale jeszcze zapytał się Starszego Mędrca czy to na pewno jest konieczne i mądre z tym co mówi:
-Ona ma niby walczyć ze mną, przecież to zwykły człowiek, nie widzę by miała ogon, a nawet nie przypomina wojowniczki, prędzej nadawała by się ta szkarłatnowłosa albo ten srebrnowłosy osobnik... - wskazał na dwójkę nowo przybyłych, którzy też najwyraźniej mieli interes do Saiyańskiego Mistrza. Kiwnął głową i miał pewność, że oni będą się bardziej nadawali do walki niż ta mała smarkula, która prawie się przytulała do Staruszka. Niestety nie wiedział jak zareaguje sam Mistrz Brutus i co on na to powie, skoro Czarnooki wolał walczyć u boki Złotookiej albo niebieskookiego, bo wydawali się na lepszych bojowników niż ta mała. Teraz musiał poczekać na odzew z jego strony i to wszystko.
Joker
Joker
Liczba postów : 364
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
2100/2100  (2100/2100)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Wto Sty 15, 2019 9:27 pm
Ło panie, miał się tu bić,a tu wyszła jakaś telenowela. Ten beczał bo jego kumpel obrzygał przeciwnika to ich zdyskwalifikowali, ten Siwy koleś zaczął drzeć japę w skrócie że Sayanie są debilami i takie tam. Japierdole, gościu się dziwi że Zdrajca Cezara kogoś oszukał. Prawda była taka że nigdy nie wiadomo czy twój ,,zleceniodawca'' cię nie oszuka i będziesz miał gówno zamiast nagrody. Koleś darł tą gębę chwaląc się tym jak potężny ma głos i myślą że w zupełności ma rację. Joker wpuszczał jego jęki niezadowolenia jednym uchem a wypuszczał drugim. A co go to obchodzi że Sayanie się wzajemnie mordują? Jakiś idealista chędożony się znalazł... Wtedy ryknął Brutus, takim głosem jakby właśnie doszedł. Na początek opierdolił zdrowo Siwego choleryka i Lachona numer jeden, a potem wydarł się na Rena. Ten już miał gotowy tekst w stylu: ,,owszem, jestem tutaj w sprawie leczenia martwicy mózgu, ale biorąc pod uwagę twój stan coś słabo wam idzie'' ale powstrzymał się. Wtedy ta mała blondynka co pocieszała jakąś tam babkę zaczęła gadać z Prutusem w sprawie uznania zwycięstwa tego typa co przybiegł z okularnikiem i zaczął drzeć suty. Wspomniany dwa słowa wcześniej zaczął się żalić że dopiero walczył, że jest zmęczony, i znowu ma walczyć. Joker też był ranny ale jakoś się nie pultał z tego powodu, dlatego postanowił się odezwać -Ja też jestem ranny, ale co mi tam. Brutus, jak ma sposób, to daj mu się podleczyć, ja mam wyjebane. Przynajmniej wytrzyma parę sekund dłużej- A na składanie odmowy na współpracownika wojennego odparł wskazując na Lolę-Widzisz tego Skrzata? Ona też nie jest zbyt dobra w walce, zatem jesteśmy w podobnej sytuacji. Więc wylecz się, skończ w końcu Pierdolić i walcz. W końcu jest tylko jedna rzecz którą my Sayanie robimy w takiej chwili...- kończąc swoje słowa uśmiechnął się zimnym, paskudnym i wręcz wrednym w luj uśmieszkiem. Jego zachowanie było inne niż zazwyczaj. Musiał zniżyć się do poziomu tępego cwelucha z którym miał podobno się napieralać. Taka robota, zachciało mu się dostać do Sabotażystów i znaleźć Armonica.
Asteria
Asteria
Succub Admin
Succub Admin
Liczba postów : 1136
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Sro Sty 16, 2019 9:37 pm
Myślała, że to ona przekroczyła granicę, ale najwidoczniej Silver też miał po te swoje siwe włosy tego całego kabaretu. Eksplodował niczym pieprzona bomba i Asteria musiała przyznać, że nawet na wkurwie uderzał niezwykle logicznymi argumentami. Podpiął się nieznacznie pod jej wypowiedź, ale także rozwinął cały kontekst tego, dlaczego pomysł Brutusa był tak głupi, że aż śmieszny. No, ale co poradzić skoro cała ta rasa miała jakieś ograniczenia, które nie pozwalały im myśleć o niczym innymi niż na skuciu komuś innemu ryja. Zaś im bardziej oni dostawali po mordach to tym bardziej się cieszyli z tego. Jacyś ukryci masochiści? Możliwe, ale aktualnie trwała przemowa Silvera, a staruszek do którego była kierowana wyglądał jakby miał mu zaraz przypierdolić. Asteria zrobiła jeden krok w bok i w jeden w tył, aby uniknąć tego co spodziewała się, że zaraz nastąpi. I miała rację. Ryk i wystrzał śliny poleciał dokładnie w to miejsce, gdzie Asteria miała stać, ale wcześniejsza zmiana pozycji uchroniła ją przed opluciem. Gorzej z możliwością utraty słuchu. Najwidoczniej dziadek był tak głuchy, że tylko darciem się potrafił się komunikować z innymi osobami.
- Pewnie jeszcze w podskokach. – powiedziała Asteria, ale zapewne nikt jej nie usłyszał, gdyż Brutus w dalszym ciągu darł pizdę jak oszalały. Chyba rzeczywiście żadna mu nie daje i jest zmuszony do jazdy na ręcznym. Najwidoczniej rączki miał sprawne bo majtał nimi i wskazywał na poszczególne osoby, aby drzeć się jeszcze głośniej na nich. Serio. Niech mu zrobią zrzutę na weekend w dobrym miejscu i koleś będzie jak do rany przyłóż. Faceci byli prostymi konstruktami, a Saiyanie byli jeszcze prości w obsłudze. Zjeść, dać w ryj albo się pobzykać. Czasami wszystko w kolejności, jednakże to pozwalało na zmniejszenie stresu, który u Brutusa aż się wylewał. Czy on nie wiedział, że przechowywanie materiału genetycznego może prowadzić do niebezpiecznej choroby jąder i zatoru w mosznie? Chyba, że już tego dostał i dlatego taki wkurwiony był. No, ale dziadek skończył swoje okrzyki bojowe, a Asteria miała wrażenie, że lekko ogłuchła. Powinna być tabliczka na drzwiach. Uwaga. Drą mordę do ucha. Grozi utratą słuchu. Jednakże zaraz potem Vita rozpoczęła swoją przemowę. Serio. Asteria znajdzie jakiś knebel i wsadzi jej do gęby, ale najpierw kupi smycz, aby nie latała tak od jednego nieznajomego do drugiego. Czy ona nigdy nie słyszała o miłych panach pedofilach, którzy oglądają z tobą kotki w piwnicy, a potem kończysz na wysypisku śmieci z rozoraną dupą. Z zachowania obecnych tutaj samców Saiyańskich można było wnioskować, że pijany wujek ich odwiedzał w nocy, ale powody ich prób udowodnienia, który ma większego nie interesowały Asterii.
- Choć tu do kurwy nędzy. – powiedziała Asteria i chwyciła Vitę za ramię przyciągając do siebie. – Jak nie przestaniesz tak latać to cię zwiąże. Zachowuj się do diabła. – mruknęła do niej cicho. Niech jeszcze kurwa zrobi salto i pozdrowi wszystkich. Rozumiała, że dziewczynka chciała walczyć o tą zapiaszczoną planetę, ale niech każdy się trzyma swoich towarzyszy, a nie lata od jednego do drugiego jak kot w rui.
Ziewnęła kiedy jeden z drugim panowie przepychali się słownie i pokazywali swoje cojones. Chuj tam z myśleniem, ważne by komuś wpierdolić.
- U was chyba naprawdę mózg został zastąpiony przez mięśnie. Albo zwyczajnie macie pusto w głowie, przez co łatwiej komuś pierdolnąć z bańki. – powiedziała Asteria znudzonym tonem patrząc to na jednego, to na drugiego. Popatrzyła też na koleżankę chłopaczka, z którą miał współpracować.
- Walka będzie nudna jak rzygi pająka. Nie dość, że ten tu dał z siebie wszystko w trakcie tamtej walki to jeszcze wygląda jak trup. Ten tu nie lepiej. I ty chcesz wysłać ich na ring i dodać do tego dwie małe dziewczynki, które nawet nie wiedzą jak poprawnie wykonać kopniaka w głowę połączonego z opadającym uderzeniem? – powiedziała Asteria, a następnie odsunęła Vitę lekko od siebie i wykonała kopniak z obrotu w powietrze, tam gdzie powinna znajdować się głowa, a następnie pociągnęła stopę w dół, aby delikwenta sprowadzić do parteru. Z rozwaloną czaszką. Tak przynajmniej wygląda to w walce.
- One w życiu tego nie powtórzą w aktualnej walce, a sądzę iż nie podniosłyby tak wysoko nogi. – powiedziała kobieta patrząc Brutusowi prosto w oczy. Skoro gościu jest biznesmenem to odniosła się do jego żyłki sportowca i chęci, aby widowisko było interesujące.
- Nie powiem ci wszystkiego o tej dziewczynie bo ci nie ufam. Ty mi też. Dlatego dam ci propozycję. Zostaniemy partnerami w tej sprawie. My dostaniemy informacje. Vita dostanie to co chce. A ty złapiesz złotą rybkę. Dorzucę ci też jakiś mój kontakt na Ziemi. Temu niedoszłemu królowi możesz dać nagrodę. Nie obchodzi mnie on. W każdym razie znaj mój gest. – rzekła i następnie pochyliła się, aby szepnąć Brutusowi na ucho.
- Jej nazwisko to Ora. Z Vegety. – powiedziała cicho. Następnie się wyprostowała i spojrzała na dziadka z uśmiechem. – Dodaj teraz dwa do dwóch i pomyśl czy dalej opłaca ci się zmuszać nas do walki, której i tak nie chcemy czy zwyczajnie przejdziemy do konkretów jak osoby, które myślą w większej skali. Chyba, że nie chcesz wtedy sobie idziemy, a ty będziesz pluł sobie w brodę, gdy za kilka lat będziesz patrzył na sytuację i myślał, Kurła. To mogłem być ja. Twój ruch dziadku, nie mam całego dnia, a jestem już głodna. Nie jadłam obiadu. Czas leci. – powiedziała Asteria. Czas przyspieszyć negocjacje.

______________________


#66FFFF
Shido
Shido
Liczba postów : 60
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
850/850  (850/850)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Czw Sty 17, 2019 3:49 pm
Silver nieco zbyt ostentacyjnie stłumił dyskretne ziewnięcie jakie wywołał w nim gniew Brutusa. Spodziewał się takiej reakcji, raz że chłop był w końcu Saiyaninem a oni mieli raczej kilka prostych trybów. Dwa, że ostatecznie Takatsuki był obcy, a nawrzucał mu od wejścia. Mówiąc szczerze, całkiem poważnie traktował opcje zebrania w michę za swoją mowę motywacyjną, ale nie musiał sięgać po parę Książęcą więc, nomen omen szło chyba całkiem znośnie. Stary przynajmniej zainteresował się tematem. Shido zamarudził chwile, żeby  po obserwując reakcje  reszty. I jak zwykle nieco się rozczarował.  Dwójka Saiyan w żaden sposób nie odniosła się do jego słów co tylko utwierdzało go w smutnym przekonaniu, że argument logiczny to broń z obrażeniami minus dziesięć w stosunku do tarczy ignorancji wojowniczej rasy. Trudno i z tą smutną prawdą jakoś sobie poradzi. To że, Vita była na tyle naiwna żeby go kompletnie zignorować  ubodło znacznie bardziej.  Ostatecznie robił wszystko żeby dziewoja znalazła swoje miejsce wśród podobnie zmotywowanych osobników. Kobiety. Myślał po prawdzie, że dziewczyna sama jakoś pociągnie temat. Ta jednak w głowie miała tylko nieszczęście Kenzurana. Dziewczyna bardziej nadawała się do ośrodka wsparcia niż na wojnę ale, cóż począć. Jedynie Asteria jakkolwiek podpięła się pod temat. Ale podobnie jak z Mauricem, trochę przegięła w negocjacjach. Shido skrzywił się tylko lekko kiedy dziewczyna wygłosiła swoją zagmatwaną propozycje sojuszu.  Wiedział, że Brutus nigdy nie pójdzie na tak mgliste gadki. Chłop był prosty i trzeba było do niego prosto. Przynajmniej na ile zdążył się już zorientować.

W zasadzie nie miał większych trudności w zorientowaniu się co Nikos wyszeptała do ucha Brutusowi, wiec postanowił pociągnąć temat dopóki stary jeszcze ich nie wyjebał z imprezy. Podrapał się więc, po karku i zaczął znacznie spokojniejszym tonem niż poprzednio.
- Generalnie cały bal rozgrywa się o to, że młoda nie trawi swego ojczulka jak zarazy i najchętniej wywiesiłaby go za jaja na latarni. – zaczął mając nadzieje na przyciągniecie uwagi Brutusa. – Powody jeśli zechce wyjawi Ci sama, zresztą ja sam nie ogarniam tematu do końca. – wzruszył ramionami jakby ta sprawa nie była istotna – Nie wiem ile na temat jej starego wie ruda, ale wystarczyć Ci powinno że, to czołowy włazidupa Chengów na Vegetcie. Posyłał wielu waszych na zsyłki, albo przed pluton.  – demonstracyjnie położył rękę na broni jakby samą myśl o takim zachowaniu swędziały go ręce do spustu. – Nie znam małej za dobrze, ale albo mówi prawdę, albo jest najbardziej niebezpiecznym szpiegiem jakiego widziałem w życiu. – uśmiechnął się do Vity, żeby zrozumiała, że absolutnie nie uważa by była szpiegiem. -  Poprzebywasz z nią chwile to ogarniesz o czym mówię. – nie było sensu prostodusznością Ory psuć tak przebiegłej przemowy. – Jej chęć zemsty i oddanie każdemu wolnemu Saiyaninowi niesie dla Ciebie proste korzyści. – ciągnął. – Raz. Mała jest zapewne źródłem wielu informacji o tamtej stronie barykady. Dwa jej lojalność dla tej sprawy jest tak ślepa, że nawet w filmach takiej nie znajdziesz. – w zasadzie ciężko było stwierdzić czy to komplement czy obelga chyba zależy jak kto na to spoglądał. – i tu dochodzimy do punktu numer trzy. Jest idealnym materiałem na sztandar. – przez chwile przyglądał się uważnie dziewczynie miał nadzieje, że chociaż tym razem słucha. – Nie ważne jakie macie metody, jeśli chcecie wygrać te walkę potrzebujecie kogoś kto przyciągnie wam ludzi. – Oczy Takatusukiego zabłysły niebezpiecznie. – Zrób z niej nawróceńca. Saiyanke która przejrzała na oczy bo miała dość rządów niegodnych Jaszczurów. Bo miała dość tego jak traktowaniu są jej bracia i siostry. – tak plan wydawał się całkiem sensowny nawet gdy wybrzmiewał na głos. – Wyszkol ją na prawdziwą Saiyańską wojowniczkę. - A potem posyłaj tam gdzie trwają najzacieklejsze boje. Ty już będziesz najlepiej wiedział jak to zrobić. – oczywiście Takatsuki nie miał pojęcia czy jego słowa o starcu faktycznie były prawdą, ale skoro ten jak sam mówi prowadzi szkołę walki powinien czuć się nieco połechtany. – Ludzie na to pójdą. Mieszanym spodoba się to, że jest od nich. Saiyanom że ujmuje się za każdym z nich i walczy jak szatan. Bo przecież kiedy z nią skończysz tak właśnie będzie – dobra trochę go poniosła wena to prawda, ale kto nie ryzykuje ten nie pije ginu. – Innymi słowy zrób z niej twarz rebelii a Ci co się wahają pójdą za wami. Jak dobrze to rozegracie może ruszycie nawet coś w tych co teraz są z Chengami. Taka hmmm – udał że naprawdę się zastanawia choć na to określenie wpadł już w alejce -  Dziewica Vegetyńska.  – skończył i prześmiewczo uchylił kapelusza przed Dzwoneczkiem. Była jeszcze jedna sprawa, którą należało załatwić. Ale zanim zaatakuje da starcowi chwile na przetrawienie jego wizji.

- Bardzo…. – zastanowił się chwile - do dupy Ci w tych spodniach Nikos – wyszeptał, a kąciki ust zadrgały w uśmiechu - Pilates czy Joga? – zapytał by nagle zmienić temat. -  Przez chwile bałem się zaczniesz mu wciskać wełniane swetry i masażery do pleców  –  mrugnął do niej by po chwili znów skupić się na Brutusie. Trzeba było wyłożyć wszystkie karty w jednym Chashire miała racje, to ciągnęło się zdecydowanie za długo.  

- Słuchaj. Czaje że macie tu swoje zasady. Swoje…sposoby rekrutacji. – w zasadzie to nadal uważał taki sposób odsiewu za skrajną głupotę, ale Dzwoneczek i tak pójdzie na wszystko żeby tylko zyskać ich aprobatę, wiec trzeba było zrobić coś co miało choć pozory sensu, a przy okazji pozwalało nie wyglądać jak ostatnia ciota. – Każesz się napierdalać, będziemy się napierdalać. – jego rozdrażniony ton sugerował, że ta opcja to ostateczność. -  Tylko kurwa bez klatek w zestawie – ostatnie zdanie znowu wysyczał jak prawdziwy wąż. – Macie tu dość terenów zielonych na imprezy w plenerze. Chociaż jak już mam się lać wolałbym kogoś z twoich ludzi. Ruda ma racje. Zmuszanie przestraszonej dziewczyny do walki to żadna chwała, nawet Mister Tęczowego Zeza nie bardzo się pali do pomysłu, a On ją tu przyciągnął.   –  Srebrnowłosy rzucił na Lole krótkie spojrzenie żeby nie było wątpliwości o kim mówi. Nic do dziewczyny nie miał, ale fakty pozostały, faktami. Wziął głęboki oddech, zapalił by kolejnego fajka ale nie chciał tracić pędu wypowiedzi.

- Jest jeszcze druga opcja. – zaczął ostrożnie rozglądając się po towarzyszach. Zarówno tych dobrowolnych jak i tych mniej. – Macie tu fabrykę do której Chengi wysyłają niewolnych i skazańców. Fabrykę z której nikt nie wraca i nie wychodzi żywy. – zawiesił głos na ułamek sekundy – I pewnikiem macie w środku kogoś kogo chcecie wyciągnąć. – znowu ładował się w sam środek bagna. Serce zabiło mu szybciej. -  Nie wierze że macie sposobu żeby dostać się do środka… – to ostatnie było akurat prawdą z takich miejsc dużo trudnie było przecież…. – po prostu nie macie sposobu żeby wyjść. – skwitował – pozwólcie nam spróbować. – dodał nieco zbyt dramatycznym tonem -  Powiedzcie kogo szukać a my spróbujemy ich wyciągnąć, wydobyć jakieś informacje, albo w ostateczności rozwalić ten cały kompleks. – Przyglądał się chwile starcowi. – Jak coś z tego wyjdzie odzyskasz swoich, a my dowiedziemy swojej wartości – Shido uniósł nieco dłoń prawej ręki i dla podkreślenia swych słów zgiął mały palec odliczając korzyści. - Jak damy ciała będziesz miał nas z głowy, więc problem odsiewu sam się rozwiążę. – najemnik zgiął czwarty palec.- Nie będziesz musiał marnować swoich ludzi na jakiekolwiek akcje ratunkowe. – środkowy palec powędrował w dół. – Nawet jeśli nas złapią nie będzie odwetu. Ostatecznie nie jesteśmy z wami powiązani.  – palec wskazujący dołączył do swych braci. – a jak wszystko pójdzie dobrze zadasz Zmiennocieplnym taki cios że, wszyscy będą chodzić skuleni miesiącami. – Zgięcie kciuka zamknęło pięść. – Cios ostateczny. Sygnał zmian. Uderzenie w bęben wojenny. – znowu to niemal śmieszne przeciąganie chwilowej ciszy. – Oczywiście mówię o sobie każde z nich podejmie swoją decyzje. - Dodał. Choć szczerze liczył że wszyscy  Asteria, Vita,  Kolorowe Oko, jak i jego mięśniakowatość Kenzuran, pójdą na ten układ. Ostatecznie podobno przyszli tu walczyć z reżimem. Dlaczego nie mieliby zacząć od szaleńczego ataku na niezdobyty obóz wroga?  Czyżby to nie była najwspanialsza z przygód? – ledwo powstrzymywał śmiech.
NPC.
NPC.
Liczba postów : 2524
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Czw Sty 17, 2019 8:35 pm
Słysząc znów słowo „Skrzat”, Lola obruszyła się i uszczypnęła Jokera ostrzegawczo i dość boleśnie w pośladek. W tym momencie Asteria złapała Vitę i odsunęła na siłę na bok. Ta była zdezorientowana, nie rozumiejąc reakcji koleżanki. Po pierwszych słowach wyszeptanych Brutusowi do ucha, mężczyzna podniósł brew i poruszył ustami na boki. Spojrzał jeszcze raz na Vitę, tym razem przyglądając jej się w każdym calu. Ale i nastolatka przyglądała się uważnie zaistniałej sytuacji z niepokojem, analizując w głowie to, co się działo. Dopiero to, co miał do powiedzenia Silver, spowodowało, że znów się wyrwała.

- Nic ci do tego! Nic o mnie nie wiesz! Ośmieszasz mnie przy ludziach! – warknęła do Silvera nie tyle oburzona, co raczej bliska płaczu. Wyglądało to jak typowa scena przewrażliwionej kobiety. – Co… co tu się wyprawia?! – jęknęła z mieszaniną złości i rozżalenia w głosie. – Handlujecie mną jak zwierzęciem! – złapała Asterię za ramię i obróciła w swoją stronę. – Co mu powiedziałaś? Wyjawiłaś mój sekret? – zapytała rozdrażniona, gotowa w tym momencie na wszystko. – Przestańcie! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! – wskazała palcem na Silvera. – Sama będę decydować o swoim życiu. Chcę być godna dołączenia do Ruchu Oporu, więc nie będę unikać walki. Jeśli trzeba, to będę trenować i walczyć, aż zasłużę na dołączenie! Ale nie chcę dołączyć tylko ze względu na mojego ojca czy inne układy. Nie o to chodzi…

Brutus natomiast ze spokojem wysłuchał propozycji Silvera.

- Ty chyba czegoś nie kumasz. – odezwał się w końcu do mężczyzny. – Nie przyjmujemy pizd, które nie potrafią walczyć. Młoda może być nawet samą Carmillą, ale jeśli nie umie walczyć, to nie ma czego u nas szukać. Nie będzie żadnych wyjątków. Kto chce dołączyć, musi wygrać walkę. Po to robimy mieszane składy, żeby młodziki też miały szansę. I po to mam pieprzoną szkołę walki, żeby każdy mógł zasłużyć. Dużo bardziej doceniam tych członków wspólnoty, którzy po latach starań zdołali wygrać. Wiesz, o czym to świadczy? O własnym zaangażowaniu. Nie mojej chęci wyszkolenia kogoś. To musi iść z serca. Mnie nie potrzeba cwaniaczenia ani dziewic ani cudów na dupie. Mnie potrzeba lojalności i odwagi, na którą trzeba sobie zasłużyć. I o którą trzeba walczyć. Kto nie ma dość jaj, żeby zawalczyć o swoje miejsce, dla mnie nie istnieje. – przetarł czoło, bo choć wprawdzie zachowywał stosunkowy spokój, to jednak emocje brały górę. – Młoda chce walczyć, to może walczyć. Ktokolwiek z was chce rozmawiać ze mną dalej, musi wygrać walkę. Jeśli młoda wygra, to ona dostanie to, czego chce. A nie ruda czy siwy. Jeśli wy też chcecie zasłużyć, to lepiej przygotujcie się do wpierdolu… - złapał powietrze i skierował się teraz do ogółu, także do Jokera i Kenzurana- Nikt nie każe wam walczyć teraz. Możecie odbyć walkę dowolnego dnia, gdy się zregenerujecie, i w dowolnym miejscu. Możecie przygotować się do niej jak tylko chcecie. I możecie nawet trenować w mojej szkole. Wyznaczcie czas, miejsce i składy i dajcie mi znać. – kliknął na scouterze i wysłał wiadomość do wszystkich zebranych z danymi kontaktowymi do siebie. – Dość już czasu z wami straciłem. – po tych słowach odwrócił się i ruszył w kierunku dalszych pomieszczeń dla personelu. Po drodze, minając Brata Loli, szepnął mu na ucho. – Sprawdź, czy ona to rzeczywiście ta Ora. – następnie zniknął za drzwiami.

______________________


Shido
Shido
Liczba postów : 60
Data rejestracji : 25/06/2017

Skąd : Olsztyn

Identification Number
Punkty Życia:
850/850  (850/850)
Punkty Pancerza:
200/200  (200/200)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pią Sty 18, 2019 1:02 am
Silver zamrugał. Raz, drugi, trzeci. Ja pierdole no chyba musiał coś źle usłyszeć to się po prostu nie mogło kurwa dziać. No kurwa nie mogło, ale się działo. I co? Trzeba z tym żyć nie? Tyle pytlowania, tyle planów, od pierwszego spotkania z tą małą, a oni nadal wolą po staremu? Wolą gnić w tym systemie, który od tysiąca lat dał im tylko taplanie się w gównie i straty? Nie jednak nie usłyszał źle. To naprawdę się działo.
Najpierw mała zaczęła swoje histerie i o co? Oto, że chciał jej pomóc? Że dostrzegł w niej potencjał, którego brakowało innym Saiyanom? Współczucie godne człowieka i Saiyańską wole walki? Za to? Cóż nie byłaby pierwszą Halfką która złamała mu serce, chociaż tym razem czuł zdecydowanie mniej romantycznych rozterek, zdecydowanie więcej prostego, radosnego wkurwienia. Zamknął powiekina ułamek sekundy i zrobił trzy głębokie oddechy.
- Nikt Cię nie sprzedał. – to w zasadzie nie miało sensu, ale nie chciał żeby mała obwiniała także Nikos. Ostatecznie byli choć przez chwile, towarzyszami broni. Nie potrzeba było złej krwi. - Następnym razem jeśli nie chcesz żeby ktoś usłyszał przynajmniej spójrz kto siedzi za Tobą. Albo chociaż pamiętaj z kim przychodzisz do knajpy. – powiedział nawet na nie patrząc. Nie, nie powiedział wręcz wyrzucił z siebie jak automat wypranym, wyzutym z emocji głosem. Cholera, ależ go zabolała ta porażka, aż sapnął, niczym ugodzony bagnetem, a potem kawałek po kawałku się pozbierał. Zupełnie jakby składał się na nowo z klocków. Uczono go być maszyną. Wystarczyło cofnąć się te kilkadziesiąt lat wstecz i można było świetnie wykorzystać traumę jaką skutecznie wdrukowywał w niego dziadek kiedy ledwo odrósł od ziemi. „Nie jesteś od tego żeby czuć, masz działać.” Słowa Brutusa były zaskakująco spokojne więc, łatwiej było się do nich odnieść.
- Wy od tysiąca lat nic nie kumacie. Więc mnie pewnie wybaczy się kilka dekad ignorancji w sprawie „Saiyańskoskości” – pokręcił głową zrezygnowany. – Zresztą mogę sobie gadać i gadać nie? – zdobył się na coś na kształt pół uśmiechu. – Dostaniesz swój trybut krwi prędzej czy później.
- Chwilowo jak się zdaje nic tu po mnie. – kiwnął Asterii głową i uniósł rękę w geście pożegnania dla reszty tej zbieraniny. – Silver Out.
Zrobił kilka kroków do wyjścia, jednak po namyśle obrócił się na pięcie furkocząc płaszczem. Spojrzał w oczy Vitcie. – „Handlujesz mną”…..”Ośmieszasz Mnie” – przytoczył jej słowa a w jego głosie tańczyła nutka goryczy - poważnie mała? Przez chwile zobaczyłem po prostu dla Ciebie szanse dzieciaku…dla nich…dla niej….myślałem że jesteś inna niż oni wszyscy, że jest dla was jakaś nadzieja. – powiedział chociaż nie spodziewał się że choćby w małej części zrozumie, jego lodowaty wzrok wyrażał czystą dezaprobatę i zawód. – Jak widać nikt nie jest za stary na błędy. – Odwrócił się ponownie. – Nie daj się zajebać Dzwoneczku. – wyszedł z pomieszczenia, a potem szybko przemykając przez zatłoczony lokal.
W zasadzie nie miał dokąd iść więc skoro stary już proponował pora było wywalić z siebie nieco frustracji, bo za sekundę kogoś zatłucze.

[z/t Szkoła Walk – o ile mnie npc, albo coś nie zatrzyma]
Kenzuran
Kenzuran
Liczba postów : 400
Data rejestracji : 07/10/2012

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
1700/1700  (1700/1700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pią Sty 18, 2019 5:30 am
Kenzuran trochę nie wiedział co się dokładnie dzieję, strasznie dużo ludzi zaczęło mówić jednocześnie, odczuwał że zaraz bębenki mu wypadną z uszu. Czarnowłosy na chwilę zamknął oczy i starał się wszystko przeanalizować co się właśnie wydarzyło. Wreszcie po jakiejś dłuższej chwili, usłyszał głos tego saiyanina z dwoma różnymi tęczówkami, który stwierdził że jego koleżanka też nie jest silna i żeby on skończył pieprzyć. Ogoniasty nie mógł w to uwierzyć, że obraża go jakiś pieprzony mieszaniec, przy tych wszystkich osobach. Wojownik zacisnął pięści, wystawił kły na zewnątrz i odpowiedział także po chamsku w stronę gościa, który miał dwa różne rodzaje kolory oczu:
-A może ty skończysz pierdolić, cholerny mieszańcu...Nie mam zamiaru zostać poniżony drugi raz przez waszą cholerną rasę, więc trzymaj język za zębami, kanalio... - odpowiedział czerwono-złoto okiemu jegomości. Już wiedział, że na pewno go nie polubi, nie po tym co od niego usłyszał. Teraz była chwila pauzy, zanim wreszcie szkarłatnowłosa założył porządnie spodnie i zaczęła mówić dość długie monologi. Mógł także zauważyć jak Brutus chyba prawie opluł tą złotooką niewiastę, która stała praktycznie obok niego, miała szczęście że ta flegma jednak jej nie dotknęła. Czarnooki nadal wszystko obserwował, ponieważ był ciekaw co się dalej wydarzy, jemu tylko zależało na zemście na changelingach, nic więcej. Miał ochotę wytępić wszystkie demony mrozu co do jednego, nie miał zamiaru ich zostawiać przy życiu, za to co zrobili jego rasie i planecie. Syn Kellana zuaważył, że Czerwonowłosa szarpnęła swoją niską koleżanką, która rzucała się bardzo szybko do wiru walki i chciała także dostąpić zaszczytu dołączenia do rebelii. Brat Klen nie rozumiał co ona sobie wyobrażała, taka niska i jeszcze chciała coś osiągnąć? To była dla niego czysta dziecinada i nic więcej, ale czekał na dalszą część spektaklu.

Kenzuran westchnął pod nosem, a potem usłyszał obrazę względem do Saiyanów, ponownie odczuł jak jego duma pęka na pół. Czarnowłosy warknął w stronę szakrłatnowłosej dziewczyny i rzekł w jej stronę:
-O to się nie musisz martwić, ziemianko. Nasze mózgi są na właściwych miejscach, nasza rasa wywodzi się z podbojów planet i walk, więc czemu się tak bardzo dziwisz tym, że każdy chcę dostąpić zaszczytu bycia w rebelii, wytłumacz mi to... - powiedział w jej stronę, bo nie tolerował powoli jej zachowania, a chciał ją wybrać jako partnerkę do walki w klatce. Teraz kobieta wypowiedziała się trochę dłużej, stwierdzając że Ogoniasty wygląda jak trup, a to wcale nie była prawda. Chrząknął dość głośno i jej od razu musiał odpowiedzieć, bo nie mógł znieść tego co ona właśnie pierdoliła:
-Wypraszam sobie, nie wyglądam jak trup. To że jestem trochę brudny i we krwi, nie znaczy że wyglądam jak trup, umiesz odróżniać trupa od żywej osoby? Najwyraźniej was ludzi nie potrafią niczego nauczyć w waszych szkołach... - odpowiedział z dezaprobatą i skrzyżował ręce na swoim torsie. Za chwilę bardzo szybko złotooka wykonała kopniaka z pół obrotu, przez co Wojownik mógł przez chwilę podziwiać pośladki i długie nogi kobiety. Delikatnie się zarumienił, warknął pod nosem i sobie pomyślał "Cholera, jest zajebiście wygimnastykowana i jeszcze ten tyłek...", a potem dodał coś od siebie by załagodzić sytuacje między nią a sobą:
-Hmmm, mimo iż rozumu ci trochę brakuje, to wyglądasz jednak na wojowniczkę, możemy zrobić tak, że jeśli ten srebrnowłosy chłopak nie chcę walczyć, wystąpisz ze mną, wreszcie nie chcesz by twoja niska koleżanka walczyła, prawda?? - po tym pytaniu uniósł jedną brew ku górze i czekał na jej odpowiedź. Teraz zaczął się długi monolog z jej strony i twierdziła, że podobno jej przyjaciółeczka jest bardzo znana wśród saiyan. Syn Kellana nie rozumiał co to ma znaczyć, jak takie niskie coś mogło być znane wśród wojowników saiyańskich.

Teraz Ogoniasty zrozumiał fakt, że ta niska dziunia była mieszańcem, bez dwóch zdań. Nie mógł dostrzec na początku jej ogona, ale skoro była znana w gronie Kosmicznych Wojowników, to by na to wychodziło. Kenzuran poczuł się znowu oszukany, równie dobrze szkarłatnowłosa i srebrnowłosy także mogli należeć do jego rasy, czyli był otoczony przez mieszańców. Chciał już krzyknąć cholera, że został otoczony przez tą chorą plagę, gdzie Saiyan i jakaś inna rasowa osoba są razem i rodzą takie coś. Kenzuran złapał się za twarz, a potem się wypowiedział:
-Czyli ta mała to mieszaniec....A ty szkarłatnowłosa i wasz srebrnowłosy towarzysz, także jesteście mieszańcami?? I jaki niedoszły Król, po prostu chcę przejąć na chwilę tron, by moja rasa mnie posłuchała względem walki przeciwko demonom mrozu, to wszystko. Oczywiście potem wyrzeknę się z władzy i komuś dobrowolnie oddam tron. Nie zależy mi na byciu Królem, muszę po prostu zostać uznany przez Saiyański lód, by ci przestali być pomiatani jak ściery i przeciwstawili się tym cholernym changelingom.. - zacisnął obydwie pięści i dostrzegł, że złotooka schyliła się do starca i mówiła coś, czego już Wojownik nie mógł usłyszeć. Czarnooki mruknął coś pod nosem, a potem słyszał słowa tego niebieskookiego kolesia. Ten powiedział coś o Ojcu tej małej mieszanki DNA, która była tak bardzo ważna i znana na Vegecie. Młody Saiyanin starał się domyślić o co tutaj chodzi, więc zapytał srebrnowłosego:
-A co ma do tego jej Ojciec, hmm?? - ponownie zrobił ten sam gest, unosząc lekko brew ku górze, ponieważ był bardzo zainteresowany tym co się tutaj działo. Zaczęła teraz wysłuchiwać wszystkich zdań gościa, który towarzyszył rudej i niskiej dziewczynce, która chciała wyzwolić także wszystkich rodaków, ponieważ jej Ojciec był dupkiem. Czarnowłosy powoli chyba zaczął rozumieć tą sytuacje, ale czemu mieszaniec miałby na celu wyzwalać planetę, co ją mogło to obchodzić. Ogoniasty stracił wszystko przed tysiącleciem, odczuwał nadal ból utraty Rodziny, Przyjaciela Altaira, mentora Xandera i wielu innych, których także pamiętał.

Czuł przez chwile nieprzyjemne uczucie w sercu, gdyż nie lubił o tym wspominać i rzekł tak do osobnika z bronią w kaburze:
-Po co mieszaniec chciałby wyzwalać planetę, ponieważ jej Ojciec jest taki, a nie inny? Po prostu jeśli jest zdrajcą i usługuje jaszczurom, trzeba go zabić i tyle... - powiedział to bardzo chłodno, bo teraz nie czuł się komfortowo. Źle zrobił wspominając o tym co było kiedyś, musiał zająć się teraźniejszością, bo to było dla niego najważniejsze. Wysłuchiwał tego dalej co miał do powiedzenia niebieskooki i prawie się z tego powodu uśmiał. Nie mógł w ogóle uwierzyć tym słowom jakie on wypowiadał, czy on siebie słyszał. Syn Kellana odchrząknął i się znowu wtrącił:
-Czy ty siebie słyszysz, myślisz że czemu Saiyanie wygnali na inną część planety mieszańców?? Nie szanowali ich, to są dla nas brudne mieszanki DNA, które tylko obrażają nasz ród oraz nację. Nie zrozumiesz pewnie tego, dlatego cie o tym uświadamiam człowieku. Ja mogę tylko rzec, że Ojciec mnie tak samo tego nauczył, zaś Matka pobierała tych brudnokrwistych, ponieważ się z nimi zaprzyjaźniła i nie widziała w tym nic złego. Mój Staruszek czasami się z nią o to kłócił, ale ona była strasznie uparta, dlatego byli razem...Tyle ode mnie. - powiedział i wypuścił powietrze z ust. Teraz gościu zaczął oceniać swoją koleżankę, która przedtem zrobiła akrobatyczny wyczyn przed wszystkimi. Tego nie miał zamiaru oceniać, bo mu się to po prostu spodobało, ale miał usta na kłódkę zamknięte. Kenzuran znowu słyszał narzekanie ze strony srebrnowłosego, któremu przeszkadzał fakt bicia się w klatce oraz zasady dołączenia do rebelii. To było coś za coś, tak zapewne Brutus sprawdzał rekrutów, którzy chcieli dołączyć do sabotażystów i wytępić demoniczne chwasty raz na zawsze. Czarnooki niestety musiał się tutaj wtrącić i stanąć po stronie Brutusa:
-Widzisz, znowu nie rozumiesz sytuacji, niebieskooki. Mistrz Brutus po prostu sprawdza czy my jako wojownicy nadajemy się na rekrutów do Armii Rebelii, ponieważ nie chcę siebie samego oczernić, jeśliby za nami był słowem, teraz już wszystko rozumiesz, czy nadal ci to nie przemówiło do rozsądku. - odpowiedział mu za Starszego Mędrca, po to by ten wszystko zrozumiał.

Teraz zaczął ciągnąć temat tej przeklętej fabryki, gdzie changi sprowadzały sobie niewolników, gdzie także można było spotkać saiyanów oraz mieszańców. Powoli Bratu Klen nie podobało się to, że ten coraz głębiej wkładał rękę do sedesu, pakował się tymi słowami wprost do szamba i wiedział on sam pewnie o tym. Srebrnowłosy potem zaczął wymieniać jakie są wszystkie etapy tego wszystkiego i to nie był wcale taki głupi plan, Wojownikowi się zaczęło to podobać, dlatego też wypowiedział się co do jego kwestii:
-Przesadziłeś na początku z pierwszymi swoimi zdaniami, ponieważ wiadomo że mogą być jacyś znajomi Brutusa w Fabryce. Ja nie mam co do tego wątpliwości, aczkolwiek nie wiem czy ktoś tam jest kto zna Mistrza Brutusa, ale z chęcią jeśli macie taki pomysł, to ja dołączę do zniszczenia tej fabryki, tylko jest nas po prostu za mało, jeśli chcesz wliczać swoją szkarłatnowłosą koleżankę oraz niziołka mieszańca z którym przyszliście... - odpowiedział mu, znowu krzyżując przedramiona na wysokości klatki piersiowej. Teraz była na chwilę dłuższa pauza, ponieważ wreszcie srebrnowłosy zamilknął, a przemówiła niska wojowniczka, która była "bardzo" ważna dla wszystkich na Vegecie. Najpierw rzuciła się ostro na chłopaczka, który jej towarzyszył, dzięki czemu spodobała się Kenzuranowi jako tako, oczywiście chodziło tu o jej wolę walki i entuzjazm. Kolejne zdania padały z jej ust, widać że była delikatnie w rozsypce i nie mogła dojść do siebie, przez co nagle najeżdżała na swoich towarzyszy. Czarnowłosy warknął pod nosem i rzekł w jej stronę, kiedy wreszcie zamknęła jadaczkę:
-To prawda co mówi wasza towarzysza...Nie możecie za nią decydować co jest dla niej dobre, a co złe. No chyba że ty szkarłatnowłoso jesteś jej opiekunem albo nawet rodzicem, nie obchodzicie mnie to tak naprawdę. I to prawda, widzicie że chcę sama pokazać że jest wszystkiego godna, nawet jak na mieszańca, chcę walczyć dla swoich rodaków, ja tak samo chcę dołączyć dlatego też pewnie odpocznę i ponownie zawalczę w klatce, jeśli nie ma innej opcji. - tutaj wskazał oczami na Brutusa, który powiedział że innej opcji nie ma.

Teraz była krótka cisza, aż wreszcie Stary Mędrzec wylał z siebie monolog słów wpierw do Niebieskookiego, a potem do rudej kobiety. Po usłyszeniu tych w większości słów, gdzie Brutus zrobił pauzę, Syn Kellana odpowiedział w jego stronę:
-To prawda, nie chcemy żadnych ciot, które nie potrafią walczyć i w tym się z tobą zgadzam. Nasza duma nam nie pozwala na takie typu rzeczy, dlatego wszyscy nasi bracia czy siostry dają z siebie wszystko w szkole Mistrza Brutusa, ponieważ dążą do celu i chcą go osiągnąć! - zacisnął na chwilę obydwie pięści, opuszczając przedtem przedramiona. Kolejne zdania leciały w stronę uszu Wojownika, który został uprzedzony, że może wypocząć i potem wyznaczyć termin, to było dla niego idealne, dlatego się zgodził na to kiwając głową. Oczywiście Brat Klen musiał dodać swoje trzy grosze i powiedzieć coś do Starszego Wojownika:
-Z chęcią skorzystam do treningu w twojej szkole, ale nie mam zamiaru być na pewno z tym mieszańcem, który ma dwie różne tęczówki...Jeśli tym razem mnie nie okłamiesz i nie dasz mi jakiegoś słabeusza, który przewyższył mnie mocą, będę walczył. - powiedział i puścił w jego stronę poważny uśmiech. Równie dobrze mógłby walczyć sam, jeśli miałoby być dwóch na jednego. Teraz stwierdził, że dość czasu stracił na wszystkich tutaj zebranych i pokierował się w stronę wyjścia. Czarnowłosy już także zamierzał iść do szkoły walk, ale najwyraźniej drama jeszcze nie została zakończona. Najwyraźniej srebrnowłosy zrozumiał swój błąd i zaczął tak jakby po części przepraszać niską koleżankę. Coś tam zaczął gadać w jej stronę, że w knajpie się nie gada głośno o ważnych rzeczach i innych takich. Wojownik pokiwał negatywnie głową i powiedział do niego:
-Już daj spokój tej halfce, wystarczająco się wycierpiała, a ty dalej ją jeszcze męczysz słownie, nie wiesz kiedy odpuścić, co? Mam podobnie, ale ja mam tak przez wzgląd na moją rasę, jestem uparty... - chciał go jakoś najpierw opierdolić delikatnie, a potem pocieszyć, że podobnie się zachowują.

Teraz była na chwilę dłuższa pauza i znowu niebieskooki zaczął nawijać dalszy ciąg do Brutusa, że oni nic nie osiągnęli przez tysiąc lat, ponownie uderzał w czuły punkt i znowu bardzo źle robił. Jeszcze potem sam się przyznał do tego, że może tak gadać i gadać, ale to nic nie da. Wojownik kiwał głowo akceptacyjne, że to była prawda i nie można było tego odwrócić. Teraz była pauza, ale zaraz srebrnowłosy włosy powiedział w stronę szkarłatnowłosej, że nic tu po nim, lecz musiał jeszcze ukłuć w serduszko damskiego mieszańca wcześniejsze słowa. Skrzyżował przedramiona na torsie i znowu kiwał negatywnie swoją głową, gdyż już chciał się wtrącić do tego co mówił człowiek, który ciągle wjeżdżał na tą niziołkę, lecz już nie miał zamiaru nic mówić. Kenzuran postanowił zrobić tak samo, lecz zanim On wyszedł, musiał powiedzieć w stronę halfki i jej koleżanki słowa takie jak:
-Nie słuchaj tego palanta, zwykły z niego dupek i tyle. A jeśli naprawdę jesteś jakąś ważną osobą, nie pozwól swojej złotookiej opiekunce sterować swoją osobą. Jesteś wolną osobą i robisz to co ci serce podpowiada... - tutaj zrobił pauzę, ponieważ na chwilę się zaczerwienił i rzekł do rudej kobiety:
-Posłuchaj czasami swojej koleżanki, ona chcę iść tak jak jej serce podpowiada, jeśli wasza przyjaźń ma długo trwać, musisz jej czasami ulec. I tak poza tym, masz naprawdę świetne nogi, mam nadzieję że kiedyś wyskoczmy na drinka... - powiedział i kiedy zaczął wszystkich omijać, stanął plecami do mieszańca z dwoma różnymi tęczówkami, mówiąc do niego tyłem:
-A ty śmieciu, nie bądź taki pewny siebie, bo kiedyś coś ci się stanie przykrego...Jesteś pieprzonym mieszańcem i nie będziesz mi dyktował co mam robić, a co nie... - powiedział warcząc pod nosem i opuścił lokal. Wyruszył za Brutusem, ponieważ chciał nauczyć się technik, zregenerować się i ponownie przystąpić do walce w klatce. Nie miał zamiaru się poddać, ale z osłabionym ciałem i poranionym, wiedział że nie ma szans aktualnie z nikim.

z/t - szkoła Walk Brutusa.
Joker
Joker
Liczba postów : 364
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
2100/2100  (2100/2100)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Pią Sty 18, 2019 4:34 pm
Joker stał sobie spokojnie i po prostu obserwował wszystko co się działo. Lola uszczypnęła go w pośladek bo wyżej nie sięgnęła. Joker odpowiedział jej cicho sarkastycznie-No dobra przepraszam... na zgodę może ciepła noc w łóżku?  Kiedy Ten kumpel rzygającego uznał go za Halfa Potomek Ostatniego obrońcy Pałacu na Vegecie roześmiał się -HAHAHAHA Ty naprawdę jesteś Debilem, nawet nie potrafisz rozróżnić czystego Sayanina z halfem.- Szyderczo pokazał mu rozwinięty ogon po czym ponownie go schował. Towarzycho jeszcze sobie chwilę gadało, Joker jak zwykle zresztą słuchał, ale szczerze mówiąc miał gdzieś to co mówią. Ta mała blondyna powoli zaczynała go denerwować. Darła tą gębę prawie non stop, ten Srebrny dziad też pieprzył jakby przeżył te całe tysiąc lat Sayańskiej niewoli i myślał że wszystko wie. Pewnie nawet ani razu nie był na Vegecie, Wtedy Szkarłatna wykazała się ,,idealnym'' wysokim kopnięciem. Na twarzach reszty pojawiło się jakby zdziwienie i uwielbienie. Se mogli chwilkę popatrzeć. Ren niezbyt przejął się tym co ona gadała, po jej zachowaniu można było wywnioskować że to jakaś pannica która myśli że jest nie wiadomo kim. Jej pozorny atak faktycznie był poprawny. Ale jej szybkość była cholernie niska, Żartowniś mógłby z 5 razy ją okrążyć i wrócić a ta  by jeszcze nie wycofała się z pozy atakującej. Ale ostatecznie uznał że nic nie zrobi tylko da jej pokazać reszcie że coś tam potrafi. Wtedy Największy debil w pomieszczeniu  zaczął gadać tej rudej że trochę brakuje jej mózgu. Ziemski Sayanin spokojnie odpowiedział. -Jeśli jej TROCHĘ brakuję mózgu, to zastanawiam się czy ty w ogóle go kiedyś miałeś- Przewrócił oczami na tego durnia, gościu kozaczył się jakby był jakimś Rambo. I ten fragment w którym powiedział że Mieszańcy zostali wyrzuceni na drugi koniec Vegety. Joker jeszcze raz zaśmiał się pogardliwie, Ten koleś jest jakimś Niedojebem mózgowym, Ojciec go obijał Kutasem o wannę czy co? Zresztą nieważne. Ten siwy coś tam jeszcze się pultał że to dlatego Vegeta przez 1000 lat była okupowana. No i co go to obchodzi? on nie zaliczał się do tych niewolników z Vegety albo Kochasiów Changów z Sałatki. W końcu siwy poszedł, sytuacja jakby się uspokoiła. Wtedy ponownie pan ,, NIE MAM MÓZGU ALE UDAJE ŻE MYŚLĘ'' gadał coś tam. Joker uśmiechnął się naprawdę paskudnie i powiedział.- Ty tam kurwa nie podskakuj bo nawet szklanka ciepłego mleka by ci wpierdoliła. Poza tym nie ma to jak wyzywać halfów kiedy samemu się jest najgorszym ścierwem. Nawet ta mała jest o wiele więcej warta od takiego Frajera jak ty. TFU- Na koniec ostentacyjnie udał że spluwa na widok kolesia i gdy tamten łaskwawie wreszcie wypierdolił mu z przed oczu Psychol przewrócił znowu oczami. Z jednej kieszeni wyjął pakunek, były tam ,,żołnierskie'' racje żywnościowe. Bez żadnych ceregieli zaczął je wpierdzielać aż mu się uszy trzęsły. Po krótkim posiłku chwilkę poruszał mięśniami, i takie efekty zdrowotne to on zrozumie. Wtedy spojrzał na pozostałą dwójkę która została czyli małą blondi i dużą czerwoną. Szczerze mówiąc było mu jej troszkę szkoda, wprawdzie gówno go ona obchodziła, ale Sayanie powinni się trzymać razem, OCZYWIŚCIE nie planuje kumplować się z ykmkmkmkm... tak więc podszedł powoli do dwójki dziewoj których imion nie znał. Spokojnie powiedział do Blondyny-Słuchaj, nie znamy się, ale jeśli rzeczywiście chcesz wyswobodzić Vegetę... Może ci pomogę. Poza tym, bawi mnie myśl tego jak bardzo będzie płakał tamten ,,przyszły król Vegety'' gdy rozwali go halfka i Defekt genetyczny. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie czy twój ojczulek jest jakąś szychą. Czy chcecie walczyć po mojej stronie to już wasza decyzja.- Joker spokojnie wzruszył ramionami i czekał na odpowiedź. Z obiektywnego punktu widzenia bardzo szedł na rękę tej małej, jeśli chcę wygrać, to Joker jest jej raczej niezbędny, ale ona jest dla niego praktycznie Usseles.
Occ:

Regeneracja do Full HP- 100-50=50 żywności

Jak coś to nie mam na celu nikogo obrazić, po prostu wczuwam się w postać Jokera która jest niegrzeczna i nienormalna
Asteria
Asteria
Succub Admin
Succub Admin
Liczba postów : 1136
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Nie Sty 20, 2019 10:53 pm
No i się zaczęło. Miało iść prosto i bez zbędnych komplikacji, a teraz rozpoczynał się mały Sajgon. Asteria zaczynała poważnie się zastanawiać czy informacje od tych głąbów są warte tej ilości stresu i użerania się z nimi. Jak nie jeden problem to kolejny, a jak już była szansa, że coś osiągnąć to Vita zaczęła się drzeć. Asteria naprawdę miała powoli dość tej ilości decybeli, które atakowały jej uszy. Ona rozumiała, że Saiyanie nie potrafią porozumiewać się ze sobą inaczej niż przez darcie mordy, ale ona nie była głucha i potrafiła usłyszeć co tam dziadek i niedoszły król ringu seplenią pod nosem. Złotooka patrzyła na mały wybuch swojej podopiecznej. Przynajmniej bardziej otrzymało się Silverowi, który przedstawił piękny plan inwigilacji i wejścia do rebeliantów bez walenia się po mordach. Niestety tą rasę chyba to kręciło i danie sobie w mordę było czymś w rodzaju gry wstępnej. Jednakże krzyki Vity też ją wkurzały, a kiedy złapała ją za rękę i zmusiła do odwrócenia się oczy Asterii zwęziły się.
- Nie. Nie zdradziłam tego twojego małego sekretu. Powiedziałam tylko to co by pomogło ci. Jednakże z tego co widzę za szybko się podpalasz. – powiedziała Nikos i bez problemu wyrwała rękę z uścisku dziewczyny. Założyła ręce pod piersiami, nieświadomie je uwydatniając i obserwowała to całe darcie pizd ze stoickim spokojem. Po co ona w ogóle się produkowała i próbowała coś załatwić. Jak chce sobie dać wybić zęby i przetrącić kolana to proszę cię bardzo. Spojrzała też na Silvera, który odniósł się do jej techniki. Typowy chłop. Ten król ringu też lampił się na jej tyłek.
- Pewnie. Możemy poćwiczyć. Może byś był bardziej gibki, a nie bazował na zasięgu. – odpowiedziała i nawet się uśmiechnęła, a w aktualnej sytuacji nie było jej zbytnio do śmiechu. Musiała rozróżniać słowa dziadka od słów tego tępaka. Oni kurwa naprawdę nie wiedzieli, że mówi się pojedynczo?
- Zaangażowaniem może wygrasz kilka potyczek, ale wojny już nie. – powiedziała Asteria. Oni naprawdę myśleli, że wiedzą coś o tym świecie? Brutus mógł mieć jakieś pojęcie, ale ile lat mógł mieć. Setkę? W dalszym ciągu za mało. Asteria bywała na frontach tej wojny. W obozach dla uchodźców. Na Vegecie, Ziemi czy na Saladzie. Widziała o wiele więcej niż oni mogą sobie wyobrazić i nikt jej nie powie, że ten biznes się kręci z korzyścią dla Saiyan. Przepierdalali to koncertowo, ale niech dalej szukają zaangażowanych. Wybiją się szybciej niż zakładała.
- Narazka dziadku. – powiedziała Asteria, a następnie spojrzała na tego sapiącego do niej przegrywa.
- No to doskonale wam idzie ta matematyczna wojna. Ile planet aktualnie posiadacie? Podpowiem. Całe okrągłe zero. Nie zmieniło się to od jakichś dziewięciuset lat. Wtedy chyba Changelingowie zajęli waszą ostatnią planetę. Popraw mnie jeśli mi coś umknęło. – powiedziała, a następnie zamilkła. Nie dlatego, że chciała. Ale zwyczajnie zamurowała ją logika tego cepa. Kurwa jak z takich wojaków składa się rebelia to nic, tylko się położyć, rozłożyć nogi i zaprosić Jaszczury. Kurwa. Generałem to ten pan nie zostanie. Zatkało ją i chwila musiała minąć nim to wszystko przetrawiła.
- Nazwij mnie jeszcze raz mieszańcem psie, a zginiesz najbardziej okrutną śmiercią jaką twój mały móżdżek może sobie tylko wyobrazić. Jesteś w stosunku do mnie co najmniej tysiąc lat do tyłu, więc zrób mi tą przyjemność i przestań męczyć moje uszy swoim bełkotem. – powiedziała Asteria lodowatym tonem, a jej wzrok w tej chwili mógł zabijać. Gdyby mógł. Odrzuciła włosy do tyłu i ruszyła w stronę ławki, przy okazji nie omieszkawszy pociągnąć z bara króla logiki. Następnie usiadła sobie i miała wszystko w swoim kształtnym tyłku. Niech se drą pizdy dalej. Patrzyła się ostentacyjnie w bok i miała w dupie wszystko co mówi do niej ten kundel. Kiwnęła jedynie głową Silverowi kiedy ten wychodził. Na całe szczęście poleciał też ten przygłup, więc poziom inteligencji w pomieszczeniu od razu wyjebał w górę. Przynajmniej tyle dobrego. Vita sobie dalej skakała, a Brutus poszedł w pizdu. Jednakże z tego co zauważyła Ast wyszeptał coś do swojego przydupasa. No jednak się zainteresował. Przynajmniej jeśli było to to o czym myślała Asti.
- Ja tu tylko asystuję. Mała niech sobie decyduje o swoim losie. Jak chce się tłuc to niech się tłucze, ale aktualnie wpierdolą jej. Nie wiem czy umie coś poza podstawowym uderzeniem twarzą o pięść przeciwnika. Musi się jeszcze sporo nauczyć, a przynajmniej złapać podstawowe nauki. – powiedziała Asteria patrząc prosto w oczy defektu genetycznego jak się chłopaczek przedstawił. Może i też darł ryja, ale wydawał się o wiele lotniejszy od swojego kumpla.
- Asteria. – powiedziała kobieta wyciągając dłoń. Była też wkurzona na Vitę, że oskarżyła ją od razu. Chciała tylko jej dobra, ale skoro nie będzie chciała jej pomocy to Asti nie zamierza się pchać tam gdzie jej nie chcą.

______________________


#66FFFF
Vita Ora
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 806
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Sro Sty 23, 2019 11:16 am
Słowa Silvera wywołały tylko jeden wielki mętlik w głowie Vity. I bolały jak sztylet wbity w brzuch. Potem kolejne osoby dodawały coś od siebie – Asteria, Kenzuran, Joker. Już niczego nie była pewna, nie wiedziała, czy dobrze postępuje. Czy jest po prostu na tyle głupia, że bezwiednie prowadzi do katastrofy. Bo jak to możliwe, że wystarczyła jedna rozmowa z Brutusem, by wszystko wybuchło. I to wszystko z jej powodu. Znów… Popatrzyła z żalem, gdy Silver wychodził. Nawet chciała zatrzymać go. Tylko co mogłaby mu powiedzieć? Nie znała go. Nie wiedziała, co miałaby teraz zrobić. Ani co powinna zrobić…

Kenzuran też tylko namieszał jej w głowie. Nie wykazał się chęcią współpracy. Raczej działał samodzielnie. Nie było sensu, by zmuszać go do współdziałania. Choć Vita nie wątpiła, że w przyszłości będzie miała jeszcze okazję go spotkać i pewnie pracować z nim na rzecz Sabotażystów.
Popatrzyła wilgotnymi oczami na Jokera. Wyglądał jak psychol. Czy mogłaby mu zaufać? Czy powinna?

- Ehh! – stęknęła głośno. Rozdygotała się, dorosłe życie przerosło ją w momencie. Nie zważając na nic, podsunęła się do Asterii i wtuliła się w nią, łapiąc ją rękami w pasie. Ścisnęła ją tak mocno, by nie mogła jej odepchnąć za szybko. Zacisnęła mocno oczy. – Przepraszam… ja… już nic nie wiem… Nic nie rozumiem. Nie dam sobie rady… - wystękała. – Proszę, pomóż mi. Ty będziesz wiedziała lepiej, co trzeba zrobić…

OoC: Proponuję udać się do Booty Cave i tam pogadać. I poznać Xanasa, który chce z nami grać. Co wy na to?

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

Joker
Joker
Liczba postów : 364
Data rejestracji : 29/11/2015


Identification Number
Punkty Życia:
2100/2100  (2100/2100)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Czw Sty 24, 2019 4:03 pm
Joker spokojnie sobie stał i oczekiwał na odpowiedź. Blondyna sama nie wiedziała co ma robić, ahhh te niedojrzałe nastolatki. Ruda babeczka wyciągnęła w jego kierunku dłoń i przedstawiła się. Sayanin ujął ją, pocałował oddając szacunek, i przedstawił się, jednocześnie kłaniając się dwóm paniom.- Joker- Przedstawił się swoim pseudonimem artystycznym. Po chwili powiedział -jeśli podejmiecie decyzję nad moją ofertą dajcie znać- Po zakończeniu króciutkiej wymiany  uprzejmości Ren spokojnie opuścił nowe ,,znajome''. Udał się na widownię areny, postanowił trochę poobserwować walczących aby wyciągnąć jakieś wnioski bojowe z ich potyczki. Znalazł sobie wygodne miejsce do siedzenia i poczekał. Po chwili pojawiło się dwóch jakichś gladiatorów. Joke's obserwował każde ich zagranie, było to o tyle łatwe że ich ruchy były cholernie wolne, wolniejsze nawet od tej cycatej starszej. Po chwili jeden z wojowników wywołał mały podmuch wiatru z dłoni aby zablokować atak oponenta. Karciarz zainteresował się tym i w myślach przeanalizował to zagranie. Domyślił się że wystarczy zaczerpnąć swojej Ki i wydostać ją za pomocą części ciała, domyślnie dłoni aby zatrzymać zapęd przeciwnika do zaatakowania. Kiedy walka powoli zmierzała do końca znowu któryś z nich użył techniki krzycząc Kiaiho. Więc tak się nazywała, całkiem nieźle. Po paru symulacjach w głowie udało mu się opanować tą przydatną technikę defensywną. Zabrał cztery litery z siedzenia i zaczął zmierzać w kierunku wyjścia przez szatnię. Rodzic i  dziecko mieli ostatnią szansę na zdecydowanie o dalszych działaniach wliczając do tego Szalonego Sayanina.

occ:
Uczę się
1 TKI - Kiaiho - Fizyczna(ochronna), niwelacja ciosów zwykłych - Proste uderzenie ki w formie silnego wiatru mające na celu odepchnięcie lub powstrzymanie przeciwnika przed zwykłymi uderzeniami. Praktyczna, ale będąca jedynie chwilowym rozwiązaniem.

z/w zdecyduję potem, czekam na wasz ruch.
Asteria
Asteria
Succub Admin
Succub Admin
Liczba postów : 1136
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

Identification Number
Punkty Życia:
750/750  (750/750)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Nie Sty 27, 2019 8:48 pm
Powinna sobie zadać jedno ważne pytanie. Po jaką cholerę ona się przejmuje tym i bawi się z tymi osobnikami? Już dawno minęły czasy kiedy przeciąganie liny było uznawane przez nią za wybitną zabawę. Teraz musiała się głęboko zastanowić nad tym czy dalsze kopanie się z koniem ma jakiś sens dla niej. Przyszła tutaj, gdyż liczyła na korzyści, a przynajmniej na jakąś zaliczkę na start, a teraz musiała udowadniać jeszcze iż jest godna dopuszczenia jej do ściśle tajnych sekretów rebelii o zbieraniu wpierdolu od jaszczurek. Sorki, ale to nie była jej bajka, a sama Vegeta obchodziła ją tyle co zeszłoroczna kolekcja torebek. Może i warto było się nad tym pochylić, ale w gruncie rzeczy będzie to tylko marnowanie czasu na coś, co się już nie opłaca. Tak było z Vegetą, a przynajmniej tak uważała Asteria. Ostatecznie skończyło się tym, że Silver poszedł w cholerę, a wraz z nim wielki pan wyzwoliciel i rasista o inteligencji kamulca. Czyżby potencjalny sojusznik Vity olał ją? Najwidoczniej tak i Asteria miała olbrzymią ochotę dać jej na ten temat jakąś zgryźliwą lekcję. Życie nie jest słodkie i nie wszyscy są milusi i nie po raz pierwszy zostanie kopnięta w tyłek, kiedy ktoś wybierze własne interesy.
Koleś pocałował ją w dłoń i przedstawił się. Może i takie zachowanie by ją urzekło, ale aktualnie miała zły humor, więc na wiele to się nie zdało. No, ale nie był chamem. No, ale jak krótko był, tak szybko się zmył i Asteria została sama z Vitą, którą przytłoczyło życie, albo właśnie zobaczyła jak ono może wyglądać kiedy nie siedzisz w ochronce.
- No już, już. – powiedziała głaskając dziewczynkę po głowie. Może i należały jej się jakieś ostrzejsze słowa, ale zwyczajnie nie mogła tak postąpić. Zaufała jej i była taka bezbronna. Może i Ast miała słabość do takich małych istotek, ale co zrobić.
- Na początek otrzyj łzy i wydmuchaj nos. Nikt nie lubi mazgajów, a już szczególnie ci wielcy wyzwoliciele. Nigdy nie możesz dać poznać facetowi, że jesteś słabsza. – powiedziała Asteria i wytarła dziewczynie twarz chusteczką. Czy tak właśnie czują się matki kiedy ich córka przechodzi przez pierwszy miłosny zawód?
- Najpierw jednak idziemy coś zjeść. Myślenie na pusty żołądek nie jest dobre, a ja jestem głodna. Więc ruszaj się. – powiedziała Asteria i wstała. Miała w dupie ratowanie całego świata dopóki nie zje czegoś konkretnego.

______________________


#66FFFF
Vita Ora
Vita Ora
Admin
Admin
Liczba postów : 806
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
500/500  (500/500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

on Wto Lut 05, 2019 2:24 pm
Nic tak nie zbliża ludzi do siebie niż dotyk. Głaszczące ręce Asterii podziałały na Vitę jak pocieszenie. Poczuła, jakby znów miała tylko 10 lat i żyła pod kloszem troskliwych rodziców. Jakby mogła pozwolić sobie na wszystko, bo oni i tak wyciągną ją z tarapatów. Może to przeznaczenie, a może podświadomość pchała dziewczynę w stronę koleżanki? Nie wiedziała tego ani nie zastanawiała się nad tym. Czuła i chciała, żeby więż między nimi zacieśniła się. Bo ostatecznie tylko Asteria pozostała. Nie siwowłosy, nie waleczny. Tylko ona.

- Dziękuję. – uśmiechnęła się przez łzy. - Chodźmy.

z/t do http://dbng.forumpl.net/t1622p50-bar-the-booty-cave#27670

______________________

Vita Ora vel Vulfila vel Vanilla,
Head Admin
„Dziewica Vegetyńska.”

Sponsored content

Re: Podziemny klub walk "Wpierd**"

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito