Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1044
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Jezioro miejskie

on Sob Kwi 07, 2018 1:00 pm
Woda w miejskim jeziorze nie należy do najczystszych, a niektórzy czasem mówią, że obok czystej wody to ta z jeziora nigdy nie płynęła. Liczba substancji, które znajdują się w tej wodzie może stanowić dobrą zabawę dla chemików, lecz nie odstrasza to osób, które pragną trenować pływanie. Władza im nie zabrania skoro nie przeszkadza im wizja świecenia na zielono i taplania się wraz z różnymi śmieciami, które plażowicze wrzucają dość chętnie do jeziora. Zasada jest jedna i powszechnie znana. Nie pij wody z jeziora jeśli nie chcesz spędzić reszty dnia na porcelanowym tronie. Wspominając o plażowiczach to tych jest znacznie więcej niż pływaków i można spotkać praktycznie każdą grupę społeczną jak i wiekową. Oczywiście wzrok przyciągają skąpo ubrane panie i prężący swe muskuły panowie. Temu wszystkiemu towarzyszy duży bar o dumnej nazwie "Bunga Bunga" który pęka w szwach gdzie można zatańczyć, wypożyczyć leżak, coś zjeść lub po prostu się zabawić. Budynek jest posiada wielką gigantyczne werandę gdzie dzieje się cała akcja, jest bar i stoły jednak znajduje się też pomieszczenie z łazienką, magazynem, kuchnią czy pokój pracowniczy. Cała struktura wygląda jakby była zbudowana z bambusa, słomy i kory palmowej, acz są to tylko pozory. Dodatkowo przy plaży można napotkać mnóstwo knajp, kawiarni i sklepów, które zawsze są pełne klientów.

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pią Kwi 20, 2018 10:06 pm
W życiu jest coś jeszcze poza ludzkim mięsem, i walkami z rogatymi kosmitami. I ja w przeciwieństwie do swoich przodków to rozumiałem. Dlatego by oczyścić swój umysł udałem się nad jezioro, do którego doprowadził mnie losowo obrany przeze mnie kierunek. Doznałem nad tym jeziorkiem uczucia deja vu. Spodziewałem się krystalicznej, przezroczystej wody a zastałem coś niewiele różniącego się od bagna. Miałem nadzieję na odświeżający zapach wilgotnej zieleni, a odczułem zapach odpadków. Potrzebowałem czegoś co mnie ukoi, i przywróci do psychicznego porządku, a zostałem jedynie obrzydzony. Siedziałem po turecku tak aby być blisko wody, ale broń stwórco aby jej nie dotknąć. Nauczono mnie higieny. Wspomniałem o tym deja vu, ponieważ wszystko co związane z moim obudzeniem się na tej dziwnej planecie również było takim rozczarowaniem. Miałem być strażnikiem czegoś innego, niż na czym teraz jestem. Miałem służyć dobru, a maczali we mnie palce zwykłe ludzkie chwasty, jakobym był zwykłym narzędziem. Może nawet miałem nim być, ale ja nie czuję się narzędziem. Czuję się człowiekiem. Z takim samym prawem do odczuwania szczęścia jak oni. Skoro cel który mi przypisano jest niemożliwy, czy mój boski stwórca chciałby abym właśnie tak postąpił? Patrzyłem na to zepsute jezioro, widząc w nim odbicie samego siebie. I to mimo tego, że w tej wodzie nikt się nie odbijał.

Spojrzałem na swoje ciało, i ujrzałem potwora. Mój wygląd nie odzwierciedlał tego jaki jestem, pokazywał jedynie że nie jestem tym kim chciałbym być. Zastanawiałem się jakim cudem nie zostałem jeszcze aresztowany przez odstraszanie ludzi z miejsc publicznych. Ale słyszałem szepty. Nie wiem czy to były obrzydlistwa wypowiadane na mój temat przez istoty przebywające na tej plaży, czy też pochodziły od moich pradziadków którzy żyli w ułamku procenta w mojej świadomości.
Dragot

Zjedz ich...

Zniszcz ich...
Raziel

A przynajmniej czułem jakby żyli, i nie dawali mi spokoju. Obydwaj byli wojownikami którzy kochali z różnych powodów walkę, ja nie jestem taki jak oni. Nie czuję potrzeby walki dla przyjemności, albo dla potęgi. Nie czuję się... wojownikiem. Po prostu jest w środku mnie potrzeba aby pewne istoty zniknęły z rzeczywistości, i póki ta potrzeba nie zniknie nie będę spokojny.
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Sob Kwi 21, 2018 12:17 am
___... Do tej pory Mochi nie miała najmniejszego pojęcia gdzie jest. Nie, żeby jej ten fakt jakoś strasznie przeszkadzał. Radziła sobie świetnie i bez tego, dziwiąc się tylko swemu otoczeniu. Pierwszy raz widziała zielony nieboskłon i to taki w odcieniu soczystej limonki. Z autentyczną fascynacją zadarła głowę w górę, przypatrując się niebu. Nie powinno przypadkiem być różowe? I miało kilka słońc! Był to naprawdę piękny i nieznany jej widok. Powietrze nie było tu duszne i gorące, tylko przyjemnie ciepłe i spokojne. Demonica dawno nie czuła się tak lekko. Z uśmiechem zakręciła się na czubkach palców i ruszyła w głąb miasta. Jej uwaga skupiła się na poszukiwaniu pewnego bardzo przystojnego czarnowłosego osobnika i to był jedyny jej cel... Nucąc pod nosem rozglądała się za nim, chłonąc widoki przed sobą. Minął co najwyżej kwadrans, gdy spacerowym krokiem zaczęła przemierzać uliczki i ulice miasta, nie mogąc się napatrzeć na sklepy i stragany, na stoiska i przechodniów. Miała przed sobą zupełnie nowy, nieznany świat. Na Helisticonie były tylko demony a ich architektura, oprócz ruin starego pałacu, jakoś nie zwróciła jej uwagi... Tutaj z błyszczącymi oczami mogła wpatrzyć się w witrynę cukierni i kolorowe ciastka albo na wystawie obok z fascynacją oglądać barwne, egzotyczne sukienki o przedziwnych krojach. Natrafiła na stoiska z częściami do maszyn, stoły pełne książek, stragany z aromatycznymi potrawami... Wielkie, nowoczesne budynki, eleganckie obiekty, mnóstwo wspaniałych zakątków, do których aż chciało się zajrzeć. Tyle tego było, że szybko straciła rachubę, ile miejsc chciałaby zwiedzić. A przechodnie! Przyzwyczaiła się, że demony mają najróżniejsze kształty i formy, lecz tutaj odgadła bez pudła, że ma przed sobą inne rasy. Tylko jakie? Niektórzy mówili obcymi językami, mieli najdziwniejsze stroje i urządzenia... Wysocy i zielonoskórzy, niscy i ogoniaścy, ludzie, nie-ludzie, ale bezsprzecznie na tej planecie dominowały istoty humanoidalne o najdziwniejszych barwach. I jak tu nie patrzeć?
___Nigdzie jednak nie mogła ujrzeć postaci w eleganckim garniturze. Jak można było go przegapić? Przecież taki chłopak nie mógł nigdzie pójść niezauważony~ Zagadnęła kilka osób na swojej drodze czy nie widzieli przypadkiem obiektu jej westchnień, niestety bezskutecznie. Nikt go nie spotkał. Oh, musiał się naprawdę speszyć całym tym zdarzeniem... Może Mochi powinna dać mi moment by ochłonął? Jeszcze biedactwo nie będzie w stanie się wysłowić z przejęcia jak go spotka... Zarumieniła się z rozczulenia na tę myśl i zachichotała cicho, obejmując dłońmi policzki. Nie zmieniło to jednak stanu rzeczy, a mianowicie, że trochę czasu już minęło - i dalej nie wiedziała gdzie on jest, ani tym bardziej, gdzie ona sama się znalazła. Plątanina uliczek, kolor nieba i tubylcy niczego na myśl dziewczynie nie nasuwali. Postukała w zamyśleniu palcem o brodę, po czym wzruszywszy ramionami poszła przed siebie.
___Za zakrętem przywitał ją zupełnie nowy widok. Mochi klasnęła w dłonie ze śmiechem, widząc toń jeziora i piaszczystą plażę. Nie spodziewała się, że wśród budynków wyskoczy tak nagle zakątek bliski natury i wyraźnie się ucieszyła. Na Helisticionie nie było naturalnych zbiorników wodnych, więc była to niepowtarzalna okazja by zobaczyć taki z bliska. Demonica przyśpieszyła kroku i ze śmiechem podbiegła do linii, gdzie łączyła się granica jeziora i plaży. Kroki zapadały się trochę w drobnym, białym piasku, pomiędzy którymi połyskiwało kilka kolorowych kamyków. Miała ochotę zdjąć buty i zakolanówki i wskoczyć do wody by brodzić na mieliźnie, chlapiąc się jak dziecko. Nim jednak zdążyła zdjąć obuwie, dokładniejsze spojrzenie pozwoliło jej ze smutkiem ujrzeć, że powierzchnię wody zajmują śmieci. Sama toń, którą dało się ujrzeć pomiędzy nieciekawymi ozdobami, była mętna i bura, przypominająca w kolorze błoto. Nie... W czymś takim nie miała ochoty się pluskać.
___- Ojej... - stanęła w miejscu, kilka kroków przed wodą, zmartwiona wyraźnie stanem jej czystości, splatając ramiona na piersi i podpierając jeden policzek na dłoni. Wiatr muskał powierzchnię jeziora, sprawiając, że pływające w nim śmieci poruszały się lekko. Były tam jakieś plastikowe torby, siatki, butelki... Przykro było patrzeć. Mochi westchnęła ze smutkiem, odwracając wzrok od wody i zamiast tego zaczęła się rozglądać. Plaża była ciekawsza i poprawiła jej nastrój. Jasny, drobny piasek, barwne leżaki i parasole chroniące przed słońcami, plażowicze ubrani byli skąpo i było na czym oko zawiesić. Kojarzyło się jej to z beztroską zabawą w słońcu. Gdzieś w tle grała wesoła muzyka i rozległy się śmiechy, co podziałało na nią jak magnes, więc ruszyła w tamtym kierunku.
___Wtem spostrzegła bladą postać, siedzącą ze skrzyżowanymi nogami nieopodal toni jeziora. Chłopak ustawiony był do niej tyłem, był też pierwszą osobą, która od razu skojarzyła się Mochi z demonem. Trochę dziwne, ale wśród całej gamy osób które minęła, żadna nie sprawiała wrażenie, że jest tej samej co ona rasy... Nie myślała jednak o tym za długo. Spojrzała z pewnym podziwem, widząc, że od pewnej chwili nie poruszył się, ani drgnął. Nieznajomy miał ciemne włosy i jasną karnację, lecz jego skóra była tak kredowobiała, że mógł być i bledszy od śniegu. Posiadał skrzydła i trochę wymięte ubranie, ale trzymał się prosto i jak kamień niewzruszony. Kim był i co tu robił? Oh, może wiedział, co to za miejsce? A może to ktoś, kogo zna z Helisticonu? Dziewczyna podeszła bliżej, nie kryjąc się w ogóle ze swoją obecnością i klasnęła lekko w dłonie. Był to efekt prostej euforii, nie próby przestraszenia chłopaka, co można było poznać od razu, po wesołym uśmiechu i tonie głosu.
___- Przez chwilę myślałam, że jestem tu jedynym demonem~! - zaśmiała się Mochi z ulgą, przykucając obok. - Cieszę się, że na Ciebie wpadłam! ... I, wiesz, chyba przy okazji się zgubiłam, bo nie wiem gdzie jestem... Ojej, ale masz ładne skrzydełka~ - z bliska mogła przyjrzeć się im lepiej, delikatnie ujmując opuszkami palców bladą błonę. Była nostalgicznie znajoma. Gdy była mała, czasem ucinała sobie drzemki na podobnym skrzydle. - Moja mama ma takie czarne, również z rogami na dole i górze. - wskazała palcem ostro zakończone twory. - Tylko ona lakieruje je sobie na fioletowo, mówi, że to są jej dodatkowe paznokcie. Zawsze chciałam mieć skrzydła jak ona~
avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pon Kwi 23, 2018 9:06 pm
Na dźwięk klaśnięcia moje oczy niemalże wyskoczyły z orbit. Nie wyszedłem jeszcze do końca z szoku którego doznałem gdy urodziłem się przedwcześnie, i ten dźwięk przypomniał mi wystrzał z karabinu jednej z tych larw. Dlatego wszystkie moje mięśnie napięły się na raz, gotowe do uniknięcia kuli. A to nie był żaden atak, którego powinienem uniknąć. To było zwykłe klaśnięcie, którego nie słyszałem jeszcze tak wiele razy abym się przyzwyczaił. Moje mięśnie pozostały jednak napięte, ponieważ nie wiedziałem jeszcze z kim rozmawiam. Skierowałem swój wzrok na nieznajomą, której skóra również nie była koloru ludzkiego. Była w bardzo ładnym odcieniu fioletu. Od razu widać było, że mamy ze sobą coś wspólnego. Nie wiem co w niej takiego było, ale miast przerazić się poczułem od razu dziwne ciepło. Jak gdyby stanęła przede mną bliska mi istota, albo członek rodziny. Mógłbym dać głowę że właśnie odwiedziła mnie siostra.
-Dzięki, a ty masz ładną fryzurę.
Powiedziałem niepewnym głosem gdy ta skomplementowała moje skrzydła. To było ostatnie czego się od niej spodziewałem. Przyszedłem tutaj by poprawić swoje samopoczucie, i tak jak jezioro nie było wystarczająco imponujące, tak cukierkowość uderzająca z tej nieznajomej wydawała się być właśnie tym czego mi było potrzeba. Spojrzałem ponownie na jezioro, aby zebrać myśli przed odpowiedzeniem jej na słowa dotyczące jej Matki.
-Ja zaś posiadanie skrzydeł mam po swoim dalekim przodku. Lecz jego były pokryte czarnymi piurami. Był taki silny, że poruszeniem swoich skrzydeł mógł zmieść z powierzchni ziemi całe to miasto. Ale zanim się taki stał, był w tym samym miejscu co ja teraz. Zostawiony na pastwę losu, słaby i rządny zemsty. Czas pokaże, czy zajdę tak daleko jak on.

Nie chciałem mówić jej od razu wszystkiego, tym co powiedziałem teraz nie zdradziłem nic czego mógłbym pożałować. Choć i tak miałem wrażenie że mam do czynienia z osobą godną zaufania. Odwróciłem wzrok ponownie w jej kierunku, skupiłem się na jej szczerych oczach. Moje usta poruszyły się wtedy jakby same.
-Jestem Burzum. Jak brzmi twoje imie, pączusiu?
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Sro Kwi 25, 2018 8:25 pm
___Nietypowe spotkanie równie osobliwych postaci rozwijało się zaskakująco spokojnie, pomimo wyraźnych różnic między rozmówcami. Mochi nie stropiło ani nie zniechęciło w żadnym przypadku zdystansowane zachowanie nowego znajomego. Uśmiechała się otwarcie, pogłaskała delikatnie błoniaste skrzydło i poklepawszy je lekko, zabrała dłonie, by złożyć pod brodą. Dla niej to był początek sympatycznej pogawędki na plaży. Słońce tej planety miło grzało, podkreślając światłem jej piegi i tym bardziej akcentując skórę barwy mąki u chłopaka. Nawet jego napięta postawa czy wyraźna niepewność w głosie, gdy się do niej zwrócił, nie zniechęciły jej do rozmowy. Kierowała nią tylko ciekawość i chęć nawiązania kontaktu z kimś, kto byłby do tego skory... I właśnie się taki ktoś trafił. Mochi była stworzeniem towarzyskim i bardzo nie lubiła samotności, a ktoś o tej samej rasie był od razu jej przyjacielem i towarzyszem w tej niecodziennej sytuacji.
___Teraz gdy znajdowała się bliżej demona, przykucając obok na piasku, mogła mu się lepiej przyjrzeć. Chłopak miał bardzo zielone oczy, kojarzące się jej od razu z nasyconym kolorem nieba tej planety. Śnieżnobiałą twarz zdobiło trochę ostrych, wyraźnych rys i na co dopiero zwróciła uwagę, blizna przechodząca pionowo po prawej stronie twarzy. Na nagich ramionach rysowały się mięśnie i musiała przyznać, że całokształt tej postaci był miły dla oka. Czarne włosy miał w artystycznym, uroczym nieładzie, spod postrzępionych kosmyków patrzył na nią uważnie, ale bez wrogości. Na jego słowa, Mochi zaśmiała się cicho, zarumieniła odrobinę błękitnym rumieńcem i objęła dłońmi policzki, rada z komplementu. Po chwili uśmiechając się, zaczęła owijać wokół palca jedną z przednich macek, jak to czasem robi płeć piękna w chwilach zadowolenie i speszenia.
___- Naprawdę tak myślisz~? Oh, Ty~ - machnęła delikatnie wolną ręką w geście wesołości - Dziękuję~ Szkoda tylko, że macki zawsze mają ten sam kształt, nie można na nich użyć spinek ani wstążek... Wolałabym mieć zwykłe włosy, jak Ty~ - na potwierdzenie swoich słów wsunęła lekko palce we włosy i zmierzwiła mu czuprynę powyżej skroni. Mrugnęła, gdy napotkała palcami na opór, spojrzała uważniej, puknęła palcem leciutko w róg i zabrała dłonie, składając je na wysokości ust i chichocząc - Ty masz różki~ - fakt ten nie był tak dziwny, jako, że był demonem, ale wydał się Mochi zjawiskowy i musiała się z serdecznie roześmiać. Yokan mówiła jej, że ma spaczone podejście do tego co według niej jest urocze i milutkie, ale czy małe rogi nie były sympatycznym dodatkiem? Zwłaszcza że ich bracia takie mieli i wyglądali z nimi uroczo, choćby Onigiri, zawstydzony tą ozdobą.
___Następne słowa, choć wypowiedziane spokojnie, kryły pod sobą pewne zamyślenie. Mochi przechyliła głowę subtelnie w bok, przysłuchując się chłopakowi. Każdy ma lub miał kogoś w rodzinie, kogo może uważać za wzór do naśladowania, pod wieloma względami. Demonica mimowolnie wróciła myślami do swoich rodziców - oboje byli potężni, silni i zrobili pewne wrażenie na społeczeństwie Helisticonu, lecz w innych tego słowa znaczeniach. Seibei był samotnikiem, od wieków szlifującym sztuki walki, Anko znała się na naprawdę groźnej magii i sama jej obecność wzbudzała ogromny respekt... Tylko czy Mochi chciała być jak któreś z nich..? Żadna z tych dróg jakoś jej nie pociągała... Hm... Raptem zmiana tematu przykuła jej uwagę. Uniosła głowę, gdy chłopak zaczął mówić o porzuceniu i żądaniu zemsty... Ojej, ojej, ojej, słyszała przecież już te słowa. Otworzyła szerzej oczy.
___- Oh, nie... Biedactwo... - Mochi przyłożyła dłoń do ust, patrząc na chłopaka z ogromnym współczuciem w spojrzeniu. - ... Zostawiła Cię dziewczyna..? - przysunęła się bliżej, obejmując go ramieniem na wysokości łopatek i pocieszająco głaszcząc po głowie - Nie przejmuj się, nie ma po co się mścić, jesteś przystojny i miły, na pewno kogoś znajdziesz~ - no tak, ale złamane serce... Nie znała na to lekarstwa, mogła mu tylko poradzić coś słodkiego na osłodę i poprawę humoru, a tak się składało, że po drodze mijała kawiarnię. Z samopoczuciem nie było jednak u niego źle, demonica zaśmiała się wesoło, słysząc przezwisko. - Oh, flirciarz z Ciebie~ - błysnęła białymi kłami w szerokim uśmiechu i uniosła dłoń, by się przedstawić - Mochi~! Jestem Mochi. Mieszkam na Helisticonie, ale obecnie jestem tu. Tutaj... Hm, wiesz, może gdzie jesteśmy? - spojrzała na Burzuma odrobinę tylko zmieszana, jakby to, że ktoś nie wie, w jakiej części galaktyki jest, zdarzało się co drugiej osobie - I co to za planeta? Bo to na pewno nie Helisticon, a nazwy nie znam...
avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pią Kwi 27, 2018 10:34 pm
Nie spodziewałem się takiej dawki dotyku obcej osoby w dzisiejszym dniu. Ostatni dotyk jaki czułem, nie należał do delikatnych, ani miłych. Miałem wrażenie jakby chciała zbadać całe moje ciało. Ale jakoś nie miałem serca by ją zatrzymać. Nie wiadomo czy kogoś jeszcze znajdę na tej planecie kto będzie dla mnie tak przyjaźnie nastawiony, nie chcę marnować szansy na zyskanie... wartościowego sojusznika.
-Nie miałem nigdy dziewczyny. Nie to miałem na myśli.
Odpowiedziałem zagubiony po tym jak zinterpretowała moje słowa po swojemu. Dowiedziałem się że jestem przystojny i miły. Ciekawe po kim to mam. Powiedziała mi też że jestem... flirciarzem. Kompletnie nie wiedziałem już na tym etapie co to za istota. Jakby wszystko rozumiała po swojemu. To było na swój sposób urocze.
-Też nie znam nazwy tej planety. Jestem tu od niedawna. I może Cię to rozczaruje, ale nie jestem do końca demonem. Zostałem stworzony sztucznie z użyciem DNA Demona i Saiyanina. Mój stwórca chciał abym był narzędziem dobra, ale za jego życia nie zdołał mnie ukończyć. Dokończyli mnie terroryści którzy chcieli mnie wykorzystać jako broń. Zmusili mnie do przedwczesnych urodzin, przez co jestem ledwie larwą tego czym powinienem być. To na nich chcę się zemścić. Gdy stanę się wystarczająco silny.
czułem że mogę jej ufać, dlatego nie miałem problemu z opowiedzeniem jej co miałem wcześniej na myśli. Powoli wstałem na proste nogi, otrzepałem się, i założyłem uśmiech na twarz. Cieszyłem się że kogoś spotkałem, kto mnie wyprowadził z tej depresji.
-Chcesz się przejść, Mochi? Siedzenie tutaj nie przyniesie mi nic dobrego. Może jak się przejdziemy po tym mieście to znajdziemy coś wartego uwagi. Fajnie by było zacząć tutaj nowe życie. Miasto daje tyle możliwości rozwoju, czyż nie? Myślisz że przyjęli by mnie na posadę kelnera w kawiarni z tymi skrzydłami?
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pon Kwi 30, 2018 10:45 pm
___Mochi jakoś nigdy nie miała kłopotu z nawiązaniem znajomości. Bo przecież co to za kłopot, podejść, porozmawiać, przytulić? Nigdy jakoś nie bała się innych osób, nawet Yokan, która podobno mroziła krew w żyłach większości demonów. Ona wiedziała, że w głębi serca jej siostrzyczka jest urocza i uwielbia podjadać babeczki, koniecznie te z jagódkami. Na tę myśl aż Mochi nabrała ochotę na te owoce... Tak w ogóle, to zjadłaby coś słodkiego, w domu rano przygotowała naleśniki z czekoladą i masłem orzechowym... Niestety zjadła je z Pysiem, bo mama i tatek byli zbyt zajęci, a Manju był jeszcze za mały na takie frykasy i musiał się zadowolić jedzeniem dla półrocznych maluszków. Ale czy mama nie mówiła jej kiedyś, że ona w jego wieku już jadła słodycze..? Była jednak trochę innym demonem i pod względem biologicznym, potrzebowała cukru, duuużo cukru. W zachowaniu też była trochę inna, jak mawiano, ale przecież to nie znaczyło, że ma się bać innych. Z każdym można było się dogadać i nie trzeba się nikogo tak naprawdę obawiać... Choćby jej nowy znajomy. Był ciut wytarmoszony, trochę przygaszony, a proszę, jak się im dobrze gawędziło~ Nic, tylko obdarzyć go uśmiechem i kontynuować rozmowę. Jak to jednak bywa, tematy były różne, kilka zdań, sprawiło, że Mochi podrapała się po skroni i musiała zastanowić dwa razy, o czym dokładnie czarnowłosy mówił. Na Helisticonie też tak się często zdarzało, ale wtedy Anko lub nawet Yokan mogły jej wytłumaczyć o co chodzi. Tutaj była zdana na siebie, ale nie przeszkadzało jej to jakoś.
___- ... Ojej. A zdawało mi się... - demonica oparła na policzku palec wskazujący, zamyślona nad błędnym tokiem własnego rozumowania. A mogłaby przysiąc, że ton, jakiego Burzum użył, intonacja i słowa pasowały jej do takiej a nie innej sytuacji, czyli zranionego i krwawiącego serca... No bo przecież, co innego może kojarzyć się z porzuceniem i pragnieniem odwetu, bardziej niż namiętna relacja damsko-męska, w dodatku gwałtownie zakończona? Oh, oh. I jeśli chce się zemścić na niej, to musiał być to naprawdę burzliwy związek... Jednak Mochi nie mogła puścić wodzy fantazji w tym kierunku, gdyż sam demon zaprzeczył takim zdarzeniom. Spokojnie przyjęła do wiadomości, że chodzi o coś innego, tym z większą uwagą czekając na ciąg dalszy wyjaśnień. W końcu, co to było? Przyznał, że nie jest do końca demonem, ale to nie było nic wielkiego, tylko machnęła delikatnie dłonią. - Oj tam, nic nie stało~ Wyglądasz jak demon, także od razu tak pomyślałam, ale to nie robi przecież żadnej różnicy. A Saiyanie... Hm... Oni chyba mają małpie ogony, prawda? Trudno po wyglądzie zgadnąć, że masz ich geny, nie masz w ogóle ani ogona ani takich krzaczastych włosów jak oni! - przytaknęła własnym słowom i uśmiechnęła się zadowolona, gdy wyłapała w jego wypowiedzi coś znajomego - A wiesz, że podobno też jestem larwą? Znaczy... Nie chyba w takim sensie jak Ty... - postukała się palcem w brodę zamyślona, próbując przypomnieć to co kiedyś tłumaczyła jej rodzicielka. - Mama mówi, że muszę jeszcze dojrzeć, by stać się poczwarką i potem tak zupełnie dorosnąć, bo tak zawsze nie będę wyglądać. Nie wiem dokładnie co miała na myśli, ale może kiedyś się przekonam~! - klasnęła lekko w dłonie, z ciekawością w spojrzeniu, która mówiła, że cokolwiek z niej wyrośnie, chętnie sama się dowie w co się zmieni.
___Mochi odwróciła na chwilę spojrzenie od Burzuma i odwróciła się w stronę toni jeziora. Śmieci dalej zdobiły jego powierzchnię, ale słońca odbijały się ładnie promieniami od lustra wody. Bardzo żałowała, że nie może się trochę popluskać na mieliźnie, ale może jeszcze trafi się do tego okazja. Dziewczyna wstała i wyprostowała się, wygładzając delikatnie ubranie. Drobny piaseczek pd stopami krył w sobie kolorowe kamyki i muszelki, które z chęcią by później pozbierała i zabrała na Helisticon, by pokazać mamie i Manju. Nachyliła się nieco, nie po to by pozbierać plażowe skarby, ale by zwrócić się do chłopaka. Przyciszyła trochę głos i przyłożyła jedną dłoń do ust, jakby mówiła mu o niesłychanie ważnej tajemnicy.
___- To czy jesteś dobry czy zły, czy dobrą lub złą bronią, i tak będzie zależeć od Ciebie... Nie musisz być taki jaki Ci kazali. Możesz zrobić co zechcesz, byle w zgodzie ze sobą~ - uśmiechnęła się promiennie, po czym jakby wcale tego nie powiedziała, wyprostowała się, z twarzą zwróconą w stronę jeziora.
___Przeciągnęła się mocno, wyciągając dłonie w górę, podziwiając przy okazji niebo z wesołym Ale tu ładnie~. Trochę mięśnie jej zdrętwiały od tego przykucania, temperatura nie była tak gorąca jak na jej rodzinnej planecie, także czuła się tu wyraźnie lepiej, zapewne trening z tatą lepiej by też tu zniosła. Możliwe, że działała też tak ekscytacja i ciekawość - nowe miejsca, nowe ludzie, nowa energia do poznania tego wszystkiego. Uniosła głowę trochę wyżej. Niebo potrafiło mieć naprawdę dziwne barwy... Helisticon miał różowe sklepienie, tutaj było zielone... Prawie w takim samym odcieniu trawy, jak niektórzy przechodnie z czułkami jakich tu mijała. Jest tyle kolorów... Czy istnieje planeta, gdzie barwy się mieszają i nad głowami mieszkańców mieszają się barwy tęczy? Bo przecież, może być niebo żółte, zielone, różowe, fioletowe...
___... Niebieskie!
___- Ah, szukam też kogoś~ - przypomniała sobie nagle democnia. W pamięci pojawił się drogi jej obraz, za którym podążając trafiła nad jezioro. Obróciła się wokół własnej osi, przypominając wcale nie tak dawne zdarzenie. Następnie przyłożyła palec do fioletowych warg, zastanawiając się przez chwilę, nim uniosła dłoń jakieś dwadzieścia centymetrów nad swoją głowę - Mmm... Tak, chyba tak. - wyraźnie próbowała przywołać coś z pamięci, aż dostała wypieków - Szukam chłopaka, przystojny~, chyba tak wysoki~, ma bardzo niebieskie oczy~! Ubrany na czarno, w marynarkę, miał kapelusz i chyba teczkę... Czarne włosy jak Ty, ale tu nad okiem były trochę białe, no i krótsze... - podrapała się palcem po policzku, trochę stropiona, szukając w pamięci czegoś co by mogło jej pomóc w określaniu wizerunku ukochanego. Ich spotkanie w zaułku było o wiele za krótkie i za szybkie, by mogła powiedzieć coś jeszcze... - Widziałeś go może~? - spytała z nadzieją, wlepiając w przyjaciela błyszczące oczy.
___Wiedziała, że jeszcze na niego trafi, co broniło jednak zapytać i dopomóc szczęściu? Im szybciej, tym lepiej~ Romantyczna część jej duszy snuła już pewne plany, ale cierpliwości Mochi nigdy nie brakowało. W końcu, co ma być to będzie, prawda? Gdyby teraz mogła, to odpłynęłaby myślami w tamtym kierunku, gdy jej uwagę zwrócił głos Burzuma oraz delikatne ssanie w żołądku. Kawiarnia. Świetnie! Trzeba się czymś pokrzepić na resztę dnia, a co jest lepszego od siedzenia w ogródku kawiarenki i smakowania tutejszych specjałów?
___- Tak, przejdźmy się, jesteśmy przecież turystami~ - pokraśniała i zaczęła się rozglądać po plaży, szukając czegoś w swoim otoczeniu, bo przecież widziała wcześniej... Klasnęła w dłonie z uciechy, gdy dojrzała to co chciała, niedaleko jeziora i deptaku przy plaży. - Jeśli chodzi o kawiarnię, to tu przy jeziorze jest jedna! Chodźmy zapytać Burzuś~! - ujęła go pod ramię jak bliskiego przyjaciela należy, wskazując kierunek gdzie nieopodal stał pawilon z kolorowymi parasolami i donicami pełnymi egzotycznych kwiatów. - Byłby z Ciebie przystojny kelner, ufufufu~ - zachichotała z sympatią, z góry wiedząc, że do twarzy byłoby mu we wdzianku kelnera. - Musiałbyś tylko uważać, by skrzydłami o nic nie zahaczyć. Myślisz, że mają w kawiarni coś słodkiego? Ah, głupie pytanie, pewnie, że mają! Oh, wiem, lody~ Jakie lubisz lody~? Masz ulubiony smak~? Wszystkie są takie dobre, jak można wybrać jeden~?
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Sob Maj 05, 2018 9:21 pm
Pomimo tego, że wody jeziora nie przyciągały tłumów chcących się ochłodzić w jego chłodnych wodach, choć i tak kilku odważnych lub głupich się znalazło, to piękna pogoda i trzy słońca przyciągnęły całą masę osób na plażę. Można było dostrzec przedstawicieli ras z całego Wszechświata, choć jeśli chodzi o niektóre to było to jednostki. Największą grupę stanowili Saiyanie i Changelingi, gdzie ci pierwsi prężyli muskuły, a drudzy tylko odpoczywali. Jednakże pomimo tak barwnej gromady osób ktoś zauważył dwie osoby siedzące samotnie na brzegu i wpatrujące się w taflę brudnej wody. Gdyby było ciemno to można pokusić się o stwierdzenie, że szła by od niej delikatna poświata. W każdym razie kiedy nasza dwójka ruszyła do najbliższej kawiarni, to w dalszym ciągu byli obserwowani. Nie zdawali sobie jednak z tego sprawy, gdyż każdy tutaj był obserwowany w pewnym sensie. Panie miały trzy lub cztery strefy, gdzie męski wzrok wodził, a panów to dotyczyło w zależności od stopnia umięśnienia. Kiedy zaś przemierzali piaszczystą plażę to w pewnym momencie Burzum otrzymał uderzenie w tył głowy. Nie było ono bolesne, ale naprawdę niespodziewane. Kiedy dwójka nowych znajomych się odwróciła to zobaczyli, że obiektem ataku była duża plażowa piłka, a jej właścicielka dobiegła do niej kilka sekund później.
Obrazek poglądowy:
Była to malutka dziewczynka o czerwonych włosach i z Saiyańskimi genami o czym świadczył brązowy ogon wystający z pod jej czarnej sukieneczki. Uśmiech radości z powodu znalezienia piłki szybko zniknął z jej małej buzi, dając miejsce zdziwieniu. Dziecko patrzyło się na Mochi i Burzuma z zaciekawieniem.
- Ale ma pan fajne sksydelka. – powiedziało dziecko uśmiechając się do hybrydy.

OOC:
Witam, witam, witam i zapraszam do przygody.

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Sro Maj 09, 2018 7:40 pm
-Jest całkiem możliwe, że w tym samym sensie co ja. Jest szansa że twoja prawdziwa moc jest o wiele większa, i czeka na uwolnienie. Z tego co wiem, mój przodek miał coś podobnego. Był rozrzucony pomiędzy swoimi dobrymi stronami, oraz złymi, toteż większość swojego życia poświęcił chaotycznemu postępowaniu. Jednak w końcu pozbył się jednej ze stron aby osiągnąć pełnię swoich możliwości. Wyzbył się całego dobra które w nim siedziało. Kto wie, może pewnego dnia ty również staniesz przed taką decyzją. Życie różnie się toczy, nie wiadomo czy będziesz mieć wybór.
Miałem nadzieję że moja wiedza mogła jej w jakiś sposób pomóc. Ale po tym co usłyszałem od niej wcześniej nie byłem pewny czy zrozumie mnie prawidłowo, wręcz już tego nawet nie oczekiwałem. Co szkodzi spróbować. Jej zastanawianie się nad wszystkim w taki dziecinny sposób sprawiał że nie dało się nie mieć lekkiego uśmiechu patrząc na to co wyczynia.
- Każdego poza tobą kogo spotkałem do tej pory, zabiłem. Mam więc dużą nadzieję że go nie spotkałem, bo nie pamiętam tego zdarzenia zbyt dobrze.
Miała na mnie przedziwne oddziaływanie. Powiedziałem coś co zwykle powiedziałbym w sposób który sprawiłby że plaża by się zrobiła pusta. A teraz powiedziałem to z uśmiechem na ustach, wspominając to jakby to było wiele lat temu i było czymś przyjemnym. A tymczasem to się stało bardzo niedawno i to coś traumatycznego. I apropo traumy, to gdy już miałem odpowiedzieć na kolejne jej pytanie, poczułem jak coś mnie uderza.

Odwróciłem się z mordem w oczach tak szybko że piasek się wzniósł wokół mnie, z żyłami wychodzącymi na moją skórę. To wydawało mi się jedyną naturalną reakcją, czego częścią było od razu kontra w postaci morderczego ciosu. Moja ręka już zaczynała się podnosić, a wszystkie mięśnie już się napięły. Lecz ja nie zobaczyłem nikogo groźnego. A dziewczynka która podbiegła później nie wydawała się stanowić zagrożenia że tak to ujmę. Wziąłem głęboki wdech, rozluźniłem się, ale nie przyszło mi to łatwo. Wcale jeszcze nie wyszedłem z traumy, z tego przejścia jakim jest cud narodzin w otoczeniu terrorystów. Żaden zmysł, żaden aspekt mojego charakteru nie ukształtował się tak, aby być stabilny. Powoli... wdech.... wydech. To była tylko zwykła piłka. Poczułem się nieswojo, gdy jakaś dziewczynka podbiegła do nas. Myślałem że wystarczająco dużo będę musiał mieć cierpliwości do Mochi, okazuje się że tutaj będę rozchwytywany... Ale trzeba wykorzystać daną mi przez los szansę. Nie muszę być taki, jak moi krewni.

-Dziękuję, mam je po moim dziadku, który miał skrzydła jak kruk. Mi jeszcze nie wyrosły piórka, bo muszę jeszcze dorosnąć. Jak Ci na imię maluszku? Twoi rodzice są niedaleko?
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pią Maj 18, 2018 10:27 pm
___Myśli Mochi w tej chwili nie odnosiły się do tego co powiedział Burzum. W każdym razie, nie za bardzo. Rozmyślała nad tym jaki deser zamówić w plażowej kawiarence, a także nad różnorodnością smaków i dodatków do lodów, jakie w takim miejscu powinny być dostępne... Chyba, żeby wziąć coś innego, kawałek ciasta, a może i cały deser lodowy? ... Cukru nigdy sobie nie odmawiała, nie mogła, w końcu to było jej paliwo. Nie, by objadała się samymi słodyczami, ale im coś było dlaniej słodsze, tym smaczniejsze. Zapamiętała co prawda jego słowa. Dobre i złe strony i wybór... Hm, co Burzuś chciał przez to powiedzieć... Mieć ciastko i zjeść ciastko? To brzmiało podobnie. Mochi nie lubiła jak ktoś kazał jej się określać co do rzeczy, które według niej, tego nie wymagały. Wybór przypominał jej słowa Yokan, która bardzo lubiła używać tego terminu. Wybierz. Zawsze powtarzała, że wszystko zależy od Mochi i musi dokonać słusznego wyboru... Tylko, że słuszny wybór ograniczał się tylko do tego jednego, który Yokan chciała usłyszeć, reszta nie miała znaczenia, czyli co to był za wybór?
___Mochi naprawdę nie widziała potrzeby, by się nad tym tak rozdrabniać.
___Odgłos uderzenia był zaskakująco miękki. Brzmiało trochę jak pacnięcie pluszaka po głowie, ot, niegroźne po prostu. Demonica nie zdażyła się odwrócić i spojrzeć co to, ponieważ zaraz poczuła jak chłopak się napina. Spojrzała na Burzuma uważnie, nie z żadną przyganą, lecz oczekując co zrobi następnie. Trochę piasku drobną falą zachrzęściło dookoła nich, ale prócz tego, nic się nie zdarzyło. Ojej, nawet dłonie zacisnął w pięści, a przecież nic się nie stało... Nerwus. Mochi uśmiechnęła się uspokajająco i delikatnie poklepała przyjaciela po ramieniu, jednocześnie wysuwając swoją dłoń z uścisku. Odwróciła się by zobaczyć kto był sprawcą całego zamieszania i ujrzała kolorową, plażową piłkę, trzymaną przez malutkie rączki czerwonowłosej dziewczynki. Patrzyła na nich z prostolinijną ciekawością i ani trochę się nie bała. Dziewczyna zaśmiała się lekko, widząc niewielką postać, poruszającą na boki puchatym ogonkiem. Miała przed sobą drobnego skrzacika o uroczo rozczochranej fryzurze oraz ciekawskich oczkach.
___- Urocze z niej maleństwo~! - położyła dłonie na policzkach, nie kryjąc rozczulonego uśmiechu. Powiedziała to z całą szczerością, z jaką tylko potrafią osoby jej wieku i płci wypowiadając się na temat roztkliwiających maluchów. Przykucnęła, by móc się małej lepiej przyjrzeć i nawiązać z nią lepszy kontakt wzrokowy. Wyciągnęła dłoń, by się przywitać, obdarzając małą ciepłym uśmiechem. Przypominała jej Manju, choć ten dopiero uczył się chodzić. - Jestem Mochi a to Burzuś, a jak Ty masz na imię~? Ah, prawda~! - wskazała błoniaste skrzydełka - Mi też się podobają~!
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Nie Maj 20, 2018 10:06 pm
Hybryda poczuł się zagrożony i było to normalne zważywszy na to czego doświadczył w swoim dość krótkim życiu. Spodziewał się kolejnego ataku, lecz nie wziął pod uwagę, że takich ataków się nie dokonuje w trakcie dnia na publicznej plaży. Nikt nie był na tyle głupi zważywszy, że zawsze w okolicy kręcił się jakiś patrol. Tak więc kiedy Burzum zrozumiał, że ten skrytobójczy atak, który miał go zabić okazał się tylko zwykłą plażową piłką to mógł wyluzować. Kilka osób patrzyło na niego ze zdziwieniem, ale nie był niczym innym, niż kolejnym ciekawym wydarzeniem. Większość osób patrzyła na grające w siatkówkę ślicznotki. Tak więc dziecko patrzyło z największym zaciekawieniem na dwójkę nowych osób, a jej główna uwaga skupiona była na hybrydzie. Pewnie jeszcze nigdy nie widziała kogoś takiego. Jej brązowy ogonek poruszał się na boki zupełnie jakby żył własnym życiem.
- Jestem Ayda. Miło mi was poznlać. – powiedziała dziewczynka uśmiechając się tak jak to potrafiły tylko dzieci w jej wieku.
- Ja mam ogonek po tatusiu. Mama mówi, że moja babcia i dziadek tes mają takie. – powiedziała dziewczynka i wzięła ogonek w ręce jakby był cenną rzeczą. Patrzyła jednak w dalszym ciągu na skrzydła hybrydy. – Cy mogę dotknąć sksydełka?

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Pon Maj 28, 2018 10:52 pm
Oddech zaczął mi się stabilizować, wracałem do trybu normalnego. Miałem na twarzy umalowany uśmiech aby nie odstraszyć nowo poznanej dziewczynki. Dopiero po kilku chwilach miałem okazji przyjrzeć się jej ogonowi. Czyżby ona miała ze mną więcej wspólnego niż można by było przypuszczać? Gdy usłyszałem jej następne słowa nie miałem już wątpliwości, że ma saiyańskie pochodzenie. Zapewne jest pół saiyanką, ponieważ wspomniała tylko o Tatusiu. Z własnego doświadczenia wiem, że hybrydy dowolnych gatunków bywają bardzo niebezpieczne za młodu. Mają zadatki do bycia niestabilnymi. Wniosek jest prosty, nie wkurzyć małej dziewczynki. Powinienem sprostać temu zadaniu.
-A ja nazywam się Burzum, również miło mi Cię poznać. Mój Dziadek również miał taki ogon, płynie w nas krew wojowników.
Powiedziałem zmiękczając swój głos najbardziej jak umiem, to był mój odruch. Miałem naturalne umiejętności zmiany swojego głosu zupełnie jakby mówiła inna osoba, dzięki temu łatwiej było wywoływać dane emocje u rozmówcy.

-Możesz jeśli chcesz, tylko uważaj by mi ich nie wyrwać! Pewnie mogłabyś patrząc na twoje geny.
Powiedziałem żartobliwie, aczkolwiek nie mogłem mieć pewności. Mimo że to była mała dziewczynka, moje instynkty grały na pełnych obrotach. To tylko mała dziewczynka, ale dotyk kogokolwiek sprawia że wariuję. Tak jakby mój nieukształtowany mózg wysyłał mi losowe bodźce. Ta piłka była dla mnie podobnym przeżyciem co jakbym został postrzelony w plecy, i przez chwile mógłbym przysiąc że to właśnie mi się stało. To tylko zwykła, mała dziewczynka a ja wciąż boje się o swoje życie. Nie wiem czy dam radę się opanować. Czy wygra moja kontrola nad sobą, czy natura.
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Sro Maj 30, 2018 10:12 pm
___Maleństwo po krótkiej wymianie zdań odłożyło piłkę na piasek i przedstawiło się, uroczo sepleniąc. Mochi lubiła maluchy. Praktycznie się rozpływała patrząc na małą Ayde, na to jak obronnym gestem trzyma swój ogonek oraz przygląda się jej przyjacielowi zaintrygowana. Burzuś wyróżniał się kolorem skóry, nie, żeby biel była taka nietypowa, ale w jasnym słońcu przyciągał wzrok. No i coś w tych skrzydełkach było... Też pierwsze przyciągnęły jej wzrok~! Ona takich nie dostała w spadku po mamie, a szkoda, zawsze jej tego zazdrościła... Ani nie ma po niej ogona. Ani rogów, za to ma po tacie płaski nosek i macki na głowie~! Tylko fioletowa jest, nie wiadomo po kim. Mama mówi, że to jej kolor, bo tata i Onigiri, obaj są różowi jak guma do żucia~. Zadziwiająco, tylko dwie osoby w jej rodzinie miały ogony i nie były one tak włochate jak tej małej. Taki ogonek można by czesać, miziać i zawiązać wokół niego czerwoną wstążeczkę~
___- Masz bardzo ładny i puszysty ogonek, śliczny~ - mrugnęła do niej Mochi, szczerząc drobne kiełki w serdecznym uśmiechu. - I też bardzo ładną piłkę~!
___Odwróciła głowę, patrząc na blade skrzydełka, długie wyrostki połączone kredowobiałą błoną jak u nietoperza. Burzuś wspomniał coś o tym, że jak dorośnie, to obrosną czarnym pierzem... Trochę jak skrzydła u pisklaków? Czy to znaczy, że nim pojawią się długie, krucze pióra, to najpierw jego skrzydełka pokryją się czarnym puszkiem jak u małej ptaszyny~? To na pewno będzie uroczo wyglądać, zaśmiała się cicho na tę myśl. Przypomniała sobie o poduszce na jej łóżku, w domu na Helisticonie, wypchanej pierzem jakiegoś dziwnego potwora o niebieskich piórach. Kiedyś podczas bitwy rozpruła z Onigiri trzy jaśki i wszędzie latały mięciutkie, puszyste piórka... Może Burzuś będzie miał równie mięciutkie skrzydła? Póki co, były raczej bezwłose, nieopierzone, przypominające budową te, jakie ma jej mama. Anko nigdy nie złościła się gdy Mochi przysnęła na jej gładkim skrzydle - na pierwszy rzut oka delikatnym, ale bardzo wytrzymałym i ciepłym. Był z niego świetny koc. Pewnie jej przyjaciel miał podobne w dotyku i nie tylko ona była tym faktem zaciekawiona. Maleńki skrzacik po przedstawieniu się, miął swój ogonek w łapkach i patrzył z nieukrywanym zainteresowaniem na Burzusia, konkretniej, na rzeczone skrzydełka. Mochi, dalej przykucając, uśmiechnęła się i wskazała chłopaka.
___- Burzuś na pewno się nie obrazi~. Chodź, podsadzę Cię~! - wyciągnęła dłonie w jej stronę i gdy Ayda podeszła, wzięła maleństwo na ręcę. Podniosła się, uśmiechnęła z rozbawieniem do chłopaka i nie mogąc się powstrzymać, pogłaskała po rozczochranych, czerwonych włosach uroczego malucha. Mochi lubiła dzieci, były takie rozkoszne i milutkie, że całymi dniami by się z nimi bawiła lub po prostu patrzyła jak ślicznie się bawią. Miała ogółem słabość do urokliwych rzeczy. Manju pokochała od chwili gdy go zobaczyła, czyli kilka godzin po narodzinach, gdy był różowym, nieporadnym berbeciem, zawiniętym w jedwabny kocyk. Bezbronny, słodki dzieciak, któremu uwielbiała czytać książeczki z obrazkami. Ayda nie była raczej demonem, ze swoim ogonkiem i bardzo ludzkim wyglądem, ale była naprawdę przemiłym dzieckiem, aż powstrzymała odruch by ją przytulić i połaskotać, bo przecież chciała zbadać skrzydełka!
___Mochi przysunęła się krok bliżej Burzuma, by mała nie musiała przechylać się za nadto by dotknąć białego skrzydła. Wolną dłoń lekko położyła czarnowłosemu na plecach, głównie po to, by trochę się rozluźnił, bo biedaczek wydawał się całym zajściem ogromnie speszony. Posłała mu pokrzepiający uśmiech, po czym klepnęła go finezyjnie w biodro. - Nie masz się czego wstydzić~ Skrzydełkami możesz czarować płeć piękną~ - pochyliła nieco głowę i spojrzała na Aydę wesoło - Burzuś jest trochę nieśmiały~. Skrzydełka ma takie ładne, ale trzeba się z nimi obchodzić ostrożnie. Moja mama ma podobne, wyglądają prawie tak samo, ale są całe czarne. Pogłaskać je można tutaj... O tak. - dotknęła łagodnie palcami błony prawego skrzydła, pokazując jak przesuwa dłonią z góry na dół, wzdłuż cienkiej ramy skrzydełka.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Sob Cze 02, 2018 9:17 pm
Dziecko patrzyło z olbrzymim zainteresowaniem na dwójkę nowych osób w jej króciutkim życiu. Rzadko kiedy ktoś taki jak ona mogła zobaczyć z bliska demona i hybryda jeszcze innych ras, a prawie niemożliwym było to, że mogła sobie z nimi spokojnie rozmawiać. Że też jeszcze nikt nie zastanowił się gdzie są jej rodzice i dlaczego pozwalają jej samej biegać po pełnej obcych ludzi plaży i rozmawiać z nieznajomymi. Jednakże dziecko nie myślało takimi kategoriami, gdyż teraz głównym celem małej Halfki były skrzydełka Burzuma. I tak była bardzo dobrze wychowana, gdyż zapytała zamiast łapać bez pozwolenia. Kiedy zobaczyła uśmiech na twarzach Mochi i Burzuma to też się uśmiechnęła szeroko. Dziecięcy uśmiech był czymś co mogło stopić lodowce. Jeszcze bardziej się ucieszyła gdy dziewczyna pochwaliła jej ogonek i piłkę.
- Dostałam od tatusia. – powiedziała Ayda podnosząc z dumą piłkę do góry. Jej ogonek majtał się w różne strony oddając emocje, które towarzyszyły dziecku. Była zadowolona i ciekawa tego co się zaraz wydarzy. W końcu dostała pozwolenie na dotknięcie czegoś w co wpatrywała się od dłuższej chwili.
- Yay! Jak wysoko! – krzyczała z radości, kiedy młoda demonica podniosła ją do góry. Jej oczy świeciły się jak nameczańskie słońca. Kiedy została poczochrana po włosach to zachichotała tak jak to tylko małe dzieci potrafią. Mochi mogła czuć się zupełnie jak podczas zabaw z jej młodszym braciszkiem. Kiedy zbliżyli się do białych skrzydeł dziewczynka delikatnie zaczęła głaskać. Chyba się jej to spodobało, gdyż początkowe i nieśmiałe dotknięcia przerodziły się w pełnoprawne głaskanie i dotykanie. Jednakże nie było to bolesne, gdyż Ayda była nad wyraz grzeczna i dotykała cudzych skrzydeł jakby to był jej własny ogonek. Po dłuższej chwili przestała, a nasza dwójka mogła zobaczyć, że spora ilość osób im się przygląda. W końcu była to dość urocza scena.
- Dziękuje. – powiedziała dziewczynka, choć chciała chyba jeszcze o coś spytać, ale się o to wstydziła. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, gdy przez plażę przeszedł głośny ryk.
- Ayda! Ayda, gdzie jesteś?! – ryk stawał się coraz głośniejszy, aż jego właściciel wypadł z tłumu i ruszył w stronę małej Halfki, Demonicy i Hybrydy. Najwidoczniej był to ktoś z jej rodziny.
- Moja malutka Aydusia. – powiedział przytulając dziewczynkę, a następnie spojrzał na Mochi i Burzuma. Najwidoczniej się mu nie spodobali.
- Co chcieliście zrobić mojej córeczce?! – rzucił zdenerowany, choć efekt był komiczny.
Tatuś:
Ojciec miał na sobie zielone spodenki kąpielowe, ciemne okulary, złoty naszyjnik z bransoletą, holo zegarek i klapki. Gdyby nie ogon wystający ze spodenek nikt by nie zgadł, że jest to Saiyanin. Jednakże jego mowa ciała mówiła jedno. Mieli szybko powiedzieć mu co jest grane jeśli nie chcą zbierać zębów. Wkurzony Saiyanin ojciec to niezbyt dobre połączenie.

OOC:
Papa przyszedł.

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Sro Cze 06, 2018 3:24 pm
Chwilowo udawało mi się ukryć burzę która działa się wewnątrz mnie w tej chwili. Przynajmniej w jakimś stopniu, bo dłonie trzęsły mi się tak bardzo jakbym był pod wpływem czegoś dziwnego, ale nie rzucało się to przesadnie w oczy. Miałem taką przynajmniej nadzieję. Muszę nauczyć się kontroli nad sobą jeśli chcę coś osiągnąć w przyszłości, i żyć w jakimś społeczeństwie. Im prędzej tym lepiej.
-Burzuś? heh, mogę być i Burzuś.
Nie spodziewałem się że ktoś mnie nazwie w sposób pieszczotliwy. Moi przodkowie mieli raczej inne przezwiska. Kanibal, Książe Saiyan, błazen... Pewnie teraz śmiali by się ze mnie gdyby to widzieli. A w sumie to patrząc na to że mam ich geny, to już to robią zapewne. Nie zdążyłem się jeszcze pozbierać po tym burzusiu, a już dostałem kolejny interesujący komplement. Przy tej demonicy to nudy nie ma.
-Myślę że wystarczająco dużo problemów mam już teraz, bez kontaktu z płcią piękną.  
Jestem ciekawy jak zareaguje na ten żart. Kobiety potrafią wpędzić do grobu. Zdecydowanie w moim życiu teraz nie ma miejsca na przyjemności. Nie odnalazłem się jeszcze nawet w normalnym społeczeństwie, i czuje się nieswojo wokół innych istot. Siedzi we mnie taki chaos, że mógłbym zabić drugą połówkę myląc ją z kolejnym napastnikiem, bo umysł potrafi mi takie rzeczy przemalowywać. Gdy ta dziewczynka wspomniała o swoim Tatusiu, pomyślałem sobie gdzie on teraz może być. I jak się okazało, nie zdążyłem się zbyt długo namyśleć.

Patrzyłem się na saiyanina z zapytaniem w oczach. Skąd było w nim tyle agresji, gdy nic nie zrobiliśmy. Czyżby też miał jakieś problemy z główką jak ja? Może ma geny kobiety, i właśnie przechodzi przez bolesny okres, toteż wszystko go denerwuje? Próbowałem to odgadnąć z jego twarzy. Może to po prostu idiota. Moje dłonie zamiast się trząść pod wpływem tej stresującej sytuacji zacisnęły się samoistnie, podobnie jak zęby. Czyżbym wyczuwał tego kogoś wcześniej, instynktownie i dlatego się tak denerwowałem? To mógł być też czysty przypadek.
-Może Pan ją po prostu spytać. Myślę że uwierzy jej Pan bardziej niż nam.
To była ostatnia spokojna odpowiedź na jaką mnie było stać. Jeśli dalej będzie robił zamieszanie, będę musiał stąd uciec. Nie chcę bić Ojca małej dziewczynki która dopiero co widziała we mnie przyjaciela. Stracę kontrolę, już o tym wiem z wyprzedzeniem. Dlatego jeśli będzie się dało, to wejdę w defensywę. Liczę też na Mochi, która może będzie bardziej dyplomacyjna niż ja.
avatar
Mochi
Liczba postów : 622
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Nie Cze 10, 2018 10:19 pm
___Co za grzeczne, milutkie maleństwo z tej małej~! Gdyby Mochi miała przy sobie jakąś kokardkę lub wstążkę, z wielką ochotą ustroiła by te czerwone, miękkie włoski. Z chęcią uczesałaby jej włoski w małe kitki lub warkoczyki. Ayda przypominała jej nieco uroczego chochlika, drobna, ciut rozczochrana, w oczkach świetliki a na ustach uśmiech. I jaka ułożona~ Grzeczna, nie boi się zapytać i o coś poprosić. Miała ochotę się z nią pobawić, pograć piłką, w kosi-łapci albo zbudować razem zamek z piasku. Uwielbiała tak spędzać czas gdy sama była młodsza, zawsze z Onigirim biegała to tu, to tam... Czasem przyłączyła się do nich Yo-Yo i wspólnie spędzali całe dnie. Teraz najczęściej sama zajmowała się najmłodszym braciszkiem, czytając mu książeczki i bawiąc klockami, bo jednak z takim kilkumiesięcznym maluszkiem trudno jest się inaczej bawić... Pewnie jednak jak podrośnie, będzie mogła spędzać z nim czas aktywniej, o ile nie będzie zbyt zajęty nauką lub treningiem.
___Czerwonowłosy chochlik dał się wziąć na dłonie, rozśmieszając trochę i rozczulając Mochi swym okrzykiem. Demonica nie była zbyt wysoką osobą, ale dla takiego maluszka różnica pomiędzy poziomem ziemi i jej ramion musiała być znacząca. Z zadowoleniem przyglądała się jak Ayda spokojnie głaszcze skrzydełka Burzuma. Pokiwała lekko głową, gdy jej przyjaciel poddał się tej delikatnej zabawie.
___- Bo Burzuś tak ładnie brzmi, prawda~? - uśmiechnęła się słodko, bo bardzo lubiła zdrobnienia. Dawały jej takie poczucie, że osoby które nazywa w ten sposób wiedzą, iż darzy je sympatią~ Przecież gdyby ich nie lubiła, nie używałaby tych przezwisk! To było oczywiste. W jej głowie naraz pojawiła się myśl o tym, o czym mówił wcześniej czarnowłosy, w szczególności o swoich narodzinach i ucieczce. Zrobiła trochę zamyśloną minę, bo w takim razie... - Skoro nikt wcześniej się tak do Ciebie zdrobniale nie zwracał, to zawsze musi być ten pierwszy raz~ Burzuś. Burzuś~! - puściła mu perskie oko, po czym zwróciła spojrzenie na dziewczynkę, którą wciąż trzymała w ramionach - A to Ayduś~ - pogłaskała małą znów delikatnie po włoskach, choć mogła tego nie zauważyć, gdy z tak wielką uwagą głaskała kredowobiałe skrzydełka. Wydawała się być kompletnie nimi zafascynowana. Mochi zaś uniosła wzrok znów na pół-demona, gdy zwrócił się do niej. Zaśmiała się lekko - Ale problemy zawsze łatwiej rozwiązać we dwoje! - i tu przypomniało się jej, jak Burzuś mówił o tym, że nigdy nie miał dziewczyny. A teraz dodał, że kontakt z jej płcią przysparza mu kłopotów... Ojej. Mochi speszyła się delikatnie, widząc swój błąd - Wiesz, czy byś miał dziewczynę czy chłopaka czy kogoś innego, to zależy tylko od Ciebie~ A kogo dokładnie, nikomu nic do tego~!
___Mochi uśmiechnęła się i cmoknęła lekko w czółko małą małpkę, gdy ta podziękowała za spełnienie tej nietypowej prośby.
___- Nie ma za co malutka~ - przyglądając się jej demonica mogła wyczuć, że Ayda chciała coś jeszcze powiedzieć, lecz przerwał jej gromki krzyk. Brzmiało to dość dziwnie i nietypowo jak na takie rekreacyjne miejsce jak plaża przy jeziorze. Mochi mrugnęła zdziwiona i rozejrzała się, szukając źródła dźwięku, podczas gdy ryk zbliżał się niezwykle szybko, ale stawał się dzięki temu wyraźniejszy. Gdy zrozumiała wykrzykiwane słowa spojrzała na czerwonowłosą dziewczynkę - Ktoś Cię chyba szuka i pewnie się o Ciebie martwi. Trzeba mu powiedzieć, gdzie jesteś~ - powiedziała, pogłaskała małą po głowie, po czym uniosła dłoń wysoko i machając dała szukającemu znak. - Tutaj~! Tutaj~! - widząc jak tłum się rozstąpił, by zrobić miejsce mężczyźnie, Mochi przykucnęła, pomagając Aydzie stanąć z powrotem na piasku.
___Tatuś był wysoki i postawny, typowy plażowicz na wakacjach prezentujący swoją muskulaturę... Ale także ojciec, zatroskany o swoje oczko w głowie. Mochi przyglądała się jak mała podbiegła do mężczyzny, który porwał ją w ramiona i mocno uścisnął. Wymsknęło się jej ciche Awww~, gdy patrzyła jak Saiyanin tulił malutkiego chochlika, wzrok z rozczulonego nie zmienił się na zaniepokojony, nawet gdy ten krzyknął oskarżycielsko. Mochi przekrzywiła nieco głowię, subtelnie zbita z tropu, bowiem zabrzmiało to tak, jakby tata uznał, że byli dla małej niemili, a przecież uśmiechała się i śmiała z nimi tak uroczo... Nie, nie mogło tak przecież być. Burzusia też to chyba zaskoczyło. Biedactwo musiał się tym przejąć, bo zacisnął mocno dłonie, demonica wiedziała, że czarnowłosy nie należy do zbyt śmiałych osób. W końcu nic nie zrobili, ale z drugiej strony, tata musiał się mocno o swoją córeczkę martwić... Nic dziwnego, że tak zareagował... Musiał ją bardzo kochać~ Dziewczyna podeszła do Burzuma, objęła jego prawe ramię swoim lewym i położyła dłoń na zaciśniętej pięści. Drugą dłonią pomachała Aydzie z uśmiechem, rumieniąc się lekko na niebiesko z rozczulenia.
___- Aydusia sama do nas podeszła! - Mochi rozpromieniła się powiadamiając Saiyanina o tym honorze, pokazując jednocześnie jak bardzo polubiła malutką dziewczynkę. - Bardzo grzeczna z niej dziewczynka i przedstawiła się też bardzo ładnie~ Była ciekawa, ale zapytała uprzejmie Burzusia o skrzydełka i powiedziała, że po Panu ma swój ogonek tak jak on ma skrzydełka po swoim dziadku~ - wolną dłonią gestykulowała przedstawiając szczerze sytuację i śląc uśmiechy, po czym wolno wysunęła dłoń spod ramienia przyjaciela. Podeszła do piłki plażowej, wzięła ją i zbliżyła się bez strachu do ojca i jego córki, wyciągając dmuchaną zabawkę w stronę małej. - Przepraszamy, jeśli przez nas Pana zmartwiła, myśleliśmy, że jej rodzice tu są i widzą ją cały czas! Ayda jest bardzo miłą i uroczą dziewczynką~ Mam młodszego braciszka, którego bardzo kocham i uwielbiam się z nim bawić, Aydusia mi go przypomina. Pokazała nam swoją piłkę, mówiła dumnie, że dostała ją od tatusia~ Z Pana to musi być bardzo dobry tata, skoro się Pan tak o Aydusię troszczy~!
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Sro Cze 13, 2018 10:15 pm
Scenka ta była prawdziwą esencją słowa „urocze”. No bo czego tu nie było? Miła dziewczynka, grzeczny chłopak i urocze dzieciątko. Dziecko zachowywało się nadzwyczajnie grzecznie i rzadko można spotkać tak dobrze wychowanego maluszka. Zwłaszcza patrząc na to jakie geny w sobie posiadała i ile miała lat. Ktoś dobrze przyłożył się do jej wychowania, dzięki czemu mała Ayda szybko zdobyła serce Mochi, a Burzum chyba nie bał się jej już tak jak na samym początku. W końcu nie urwała mu skrzydła i wręcz ociekała urokiem i słodyczą. Co do marzeń o czochraniu i zabawie mała dziewczynka z pewnością nie miałaby nic przeciwko, gdyż jak to małe dziecko uwielbiała się bawić, a poza tym nie znała strachu przed obcymi. Zachichotała gdy została pogłaskana i nazwaną Aydusią. Lubiła to, gdyż w taki sposób zwracali się do niej rodzice. No o ile nie zrobiła czegoś niegrzecznego. Na przykład nie oblała kota farbą, a następnie go ogoliła. Wtedy mamusia z jakiegoś powodu była zła, ale tatuś się śmiał i mówił, że dobrze tak sierściuchowi. W każdym razie jej nowi znajomi nie wiedzieli, że drzemie w niej mały diabełek, choć Mochi się pewnie mogła domyślać, gdyż miała młodsze rodzeństwo i sama nim była dla swojej siostry. Poza tym u małych dzieci szansa wpadnięcia na jakiś szatański pomysł była naprawdę wysoka. W każdym razie nasi bohaterowi nie musieli sobie zaprzątać głowy tym gdzie są jej rodzice, gdyż jeden z nich właśnie się znalazł.
- Tatuś! – krzyknęła dziewczynka i pomknęła w stronę ojca z taką prędkością o jaką nikt na plaży jej by nie posądzał. No, ale w końcu biegła do swojego rodzica, więc trzeba wziąć pod uwagę takich szczegół. Kiedy ojciec już wytulił i wyobracał małą, by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku to jego wzrok spoczął na młodej demonicy i hybrydzie. Zachowanie Saiyanina przyciągało widownię, a przynajmniej taką, która usłyszała jego krzyk. Patrzył z byka na Burzuma, gdyż z miejsca zakwalifikował go jako bardziej niebezpiecznego osobnika i większe zagrożenie dla jego oczka w głowie.
- Ayduś czy oni nic ci nie robili? Nie dotykali? – zapytał ojciec cały czas patrząc na dwójkę towarzyszy.
- Nie. Nawet dotknęłam sksydełka. Było takie mięciutkie. Jak twój ogonek. – powiedziała dziewczynka i złapała za swój, by poczuć tą miękkość. Było to jeszcze bardziej rozczulające i jakiejś kobiecie nawet wyrwało się głośne awww. Sam mężczyzna wyglądał jakby słowa Mochi przepaliły mu jakieś zwoje w mózgu. Za dużo sylab w jednym zdaniu, czy też może nie spodziewał się takiego zachowania. Już otwierał usta by znów coś powiedzieć, gdy nagle otrzymał solidne uderzenie otwartą dłonią w potylicę.
- Co do kurwy?! – ryknął i odwrócił się, ale natychmiast spokorniał. – Żabciu.
- Mamusia! – Ayda znowu krzyknęła na całe swoje dziecięce płucka i ruszyła do kobiety, która pojawiła się przy jej ojcu. Szybko znalazła się na jej ramionach i wtulała się w swoją mamę.
Mama:
Kobieta miała na sobie dwuczęściowy strój, biżuterię podobną do tej swojego męża, ale typowo kobiecą oraz ciemne okulary. Jej ciało posiadało odpowiednie kobiece kształty, a twarz i kolor włosów były bardzo podobne do tych, które posiadała mała koleżanka Mochi i Burzuma. Już wiadomo w kogo się wdało dziecko.
- Słychać cię na drugim końcu plaży. Czego się drzesz jak stare gacie. Miałeś iść po Aydę, a znowu się rwiesz do walki. Zobaczysz w domu. – powiedziała kobieta gromiąc męża wzrokiem. Ten coś wymamrotał, ale trzymał głowę nisko. Matka Aydy westchnęła i podeszła do demonicy i hybrydy, w dalszym ciągu trzymając swoje dziecko na rękach.
- Przepraszam za mojego męża. Czasami go ponosi, zwłaszcza jeśli chodzi o Aydę. Czy mój mały skarb i mój większy tuman nie sprawili wam kłopotu? – zapytała kobieta uśmiechając się promiennie do naszych bohaterów.

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Wto Cze 19, 2018 8:00 pm
Nie wiem co powiedzieć. Dziwna sytuacja. Mochi była lepsza w delikatnym mówieniu z zadaniem uspokajania niż ja. W końcu kobieta. Dziewczynka się ładnie wytłumaczyła, a potem pojawiła się kolejna kobieta, najwidoczniej mamusia. Wyglądała jak dorosła wersja swojej córki, miły widok. Z tego właśnie powodu co powiedziałem, aczkolwiek cycuszki też były miłe dla oka. Zrobiła całą robotę za mnie, ewidentnie nosiła spodnie w tej rodzinie gdyż dyrygowała facetem przykładnie. Miała też bardziej rozumny wzrok. Postarałem się wyciszyć po raz kolejny, i wymusiłem nieśmiały uśmiech na twarzy. Upewniłem się że mam oczy wystarczająco wysoko aby nie dostać kopniaka w klejnoty, oraz że moje ręce są wystarczająco daleko od berła na którym są zawieszone. Teraz dopiero będzie można zacząć rozmowę.
-Nic się nie stało. Pani pociecha jest bardzo grzeczna i aż miło że do nas zawędrowała.
Powiedziałem maksymalnie uprzejmym głosem, starając się skleić jakieś normalne zdanie ale wyszło mi to z trudem. Nie wiedziałem jak się mam zachować. Nie rozumiałem w ogóle co się dzieje, nie nadążałem. Miałem wrażenie jakbym mówił na autopilocie, jednocześnie bujając wśród chmur. Spojrzałem na raczej zdenerwowanego Ojca dziewczynki i pomyślałem co mógłbym powiedzieć.
-Nie mam za złe też reakcji Tatusia. Gdybym sam miał córeczkę, zapewne bym ją zg-

Co się stało. To nie ja powiedziałem. To niemożliwe abym to był ja, nic takiego nie pomyślałem. Poczułem panikę porównywalną ze spadaniem z urwiska. Zrozumiałem że to nie ja poruszam swoimi własnymi ustami. W każdej chwili zrujnować wszystko może mi ktoś, kogo nawet nigdy nie znałem. Czas stanął. W tej jednej sekundzie odczułem jakby minęło znacznie więcej ponieważ gdy usłyszałem sam siebie, poczułem odrazę. Najgorsze że teoretycznie sobą samym. Miałem tylko ułamek sekundy by nie zrujnować sobie życia.
-z górą emocji poszukiwał. Dobrze wiedzieć że jej rodzice zrobią wszystko by włos jej z głowy nie spadł.
Udało mi się zmienić słowa tak płynnie w połowie mówienia aby nie było zauważalne. Ale było blisko. Drugi raz może mi się nie udać. Jeśli moje poprzednie wcielenia mogły przejąć kontrolę nad moją mową, to mogą przejąć całe moje ciało. Nigdy nie będę znał dnia ani godziny. Taka jest kara, za to że się w ogóle urodziłem.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Sro Lip 04, 2018 9:35 pm
Rzucić okiem można raz. No dwa. Ostatecznie trzy. Jednakże im dłużej się patrzy lub częściej zerka tym łatwiej to dostrzec, a kobiety wbrew powszechnej opinii widziały takie rzeczy, ale w większości pozwalały na takie zachowania jeśli nie przekraczały odpowiednich norm. Jakiś wbudowany radar czy coś? Jednakże trzeba sobie powiedzieć, że przedstawicielki płci pięknej, bez względu na rasę były łase na komplementy i wzrok samców. Po prostu lubiły się czuć pięknie, ale co za dużo to niezdrowo i trzeba było wiedzieć kiedy wzrok skierować w inną stronę, a najlepiej na jakąś bardzo ciekawą chmurę. Kobieta uśmiechnęła się słysząc dobre słowa o swojej córeczce, która pomimo olbrzymiego uczucia do matki już zeszła z jej ramion i pociągnęła Mochi, aby poodbijała z nią piłkę na co młoda demonica przystała. Burzum został sam na sam z rodzicami. Ojciec jeszcze patrzył na niego z byka, ale najwidoczniej obecność małżonki go stopowała od zrobienia jakiejś głupoty. Hybryda dobrze odgadła kto nosi spodnie w związku, ale często tak było, że kobieta sobie podporządkowywała mężczyznę.
- To prawda. – powiedziała kobieta, która jakby nie zauważyła chwilowego zawahania, choć było ono nader krótkie, że nawet mogła tego nie dostrzec. Prawda? W każdym razie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – Ayda to żywe srebro. Trzeba mieć na nią oko przez cały czas, a i tak potrafi wtedy wykręcić numer, a mój mąż dba o nią jakby była królową Saiyan. Choć dla niego pewnie jest. Ale gdzie nasze maniery. Ja nazywam się Clarice, a to mój mąż Sweeney. – rzekła Clarice i podała dłoń Burzumowi, a jej mąż zrobił to po lekkim szturchnięciu. Wciąż się dąsał. – A pan jak się nazywa i jeśli to niezręczne pytanie to proszę powiedzieć, ale skąd jest? Jeszcze nigdy nie widziałam takiej osoby.

OOC:
Pomijam na razie Mochi. Burzum twój ruch.

______________________


avatar
Burzum
Goat
Liczba postów : 515
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Jezioro miejskie

on Nie Lip 08, 2018 8:03 pm
To nie jest tak że zaczynałem tracić kontrolę. Ja już ją straciłem. Miałem ochotę w tej chwili się stamtąd ulotnić, ale czułem się jakby ktoś uwięził moje nogi w miejscu w którym stałem, bez zamiaru pozwolenia mi na ucieczkę w bezpieczniejsze dla mnie miejsce. Mogłem bronić się tylko na tyle, ile mi dają. Starałem się sprawiać wrażenie że wszystko jest w porządku, ale nie wiem na ile mi to wychodziło. Podałem im rękę jak należy, a zaraz potem zostałem zaskoczony trudnym pytaniem, na które nie wiedziałem jak szczerze powinienem odpowiedzieć. Nie powinienem ufać każdej napotkanej osobie, no i prawda może im się nie spodobać. Uznałem jednak że jestem bardzo kiepskim kłamcą, i lepiej wyjdę na przyznaniu się do tego skąd naprawdę jestem.
-Nazywam się Burzum, i jestem pochodzę z lasu kilkadziesiąt kilometrów na południe od miasta. Być może nigdy wcześniej nie widziałaś kogoś kto wygląda  jak ja, ponieważ zostałem sztucznie stworzony w laboratorium. Miałem wyglądać jak człowiek, ale... Nie udało się.
Łamał mi się lekko głos gdy to mówiłem. Trudno takie coś powiedzieć na głos. Miałem nadzieję że trafiłem na osoby o dobrym sercu które nie zostaną odrzucone tym faktem, lub wręcz nie zaatakują mnie. W takich chwilach mimo wszystko czułem że jestem sobą, a nie kimś innym. W naturze demona nie było mówienie tego, co może ci dostarczyć kłopotów, Saiyanina również. To była dusza istoty jaką jestem sam z siebie. I taki chcę być już zawsze.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2163
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Jezioro miejskie

on Sro Lip 11, 2018 9:55 pm
Pierwsze lody zostały przełamane i nie było chyba, aż tak źle jak można było się spodziewać. Bojowy tatuś nie odgryzł Burzumowi dłoni kiedy mu ją podawał, choć w dalszym ciągu obserwował go bacznie tak samo jak Mochi, która bawiła się z jego córką. Był podejrzliwy jeśli chodziło o jego dziecko i nic tego nie zmieni. Taka natura i każdy ojciec może poświadczyć, że nie jest to nic niezwykłego. Pytanie zaś mogło być niedyskretne i niezbyt przyjemne, ale nie było zadane w złej wierze. Kobietą kierowała zwykła ciekawość, a i tak zachowywała się nadzwyczaj uprzejmie i kulturalnie, a sam Burzum miał wybór co do swojej odpowiedzi. Gdyby potrafił wyczuwać aurę to zapewne wiedziałby, że są zaciekawieni, a nie wrogo nastawieni. Słoneczko prażyło, a delikatny wiatr przyjemnie chłodził rozgrzaną skórę. Raczej nic nie zwiastowało wybuchu walki, której obawiał się chłopak. Jednakże reakcje na takie nowiny mogły być różne, wiec miał prawo do niepokoju. Ostatecznie postawił jednak na szczerość i małżeństwo ze spokojem wysłuchało jego krótkiej, ale jakże smutnej i intensywnej historii.
- Ohh. To jest… - powiedziała kobieta, ale za bardzo nie wiedziała jak dokończyć swoją wypowiedź. Jej mąż natomiast podszedł do Burzuma na bliższą odległość i zaczął go oglądać.
- Hmm. Hybryda. Spieprzyli mapowania genów. Widzę też, że zbytnio przyspieszyli rozwój przez co jądro się nie ustabilizowało. – mówił mężczyzna skanując Burzuma od góry do dołu, ale tym razem jego wzrok wyrażał czyste zainteresowanie. Czy był to ten sam Saiyanin, który kilka chwil temu chciał wybić Hybrydzie zęby? Burzum mógł się poczuć jak w ukrytej kamerze i lepiej, żeby zaraz ktoś nie wyskoczył z okrzykiem „Niespodzianka”, bo biedny skrzydlaty padłby na zawał.
- Mój mąż choć się nie wydaje jest naukowcem i specjalizuje się w takich rzeczach. – powiedziała Clarice starając się wyjaśnić zachowania męża, które z pewnością było bardzo dziwne dla młodej Hybrydy. Dla niej samej było to z pewnością dość normalne, a pewnie nawet i nudnawe.
- Wiesz może jakich ras jesteś krzyżówką? – zapytał Sweeney, kończąc oględziny choć w dalszym ciągu przyglądał się Burzumowi.

______________________


Sponsored content

Re: Jezioro miejskie

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito