Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1040
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Uliczki

on Sob Kwi 07, 2018 11:31 am
Miasto Portowe na Namek jest stosunkowo bezpieczne. Po ulicach kręci się straż porządkowa, która rozgania ewentualne grupy poszukujące problemów. Są one oświetlone przez latarnie, które zapalają się z chwilą gdy czujnik wykryje zbyt małą ilość światła. Oczywiście jest też spora masa mniejszych uliczek, które pełnią czasem rolę miejsca spotkań osób, o wątpliwej reputacji.

______________________


avatar
Sora
Liczba postów : 627
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

Identification Number
Punkty Życia:
700/700  (700/700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://rexvil.deviantart.com/

Re: Uliczki

on Wto Kwi 10, 2018 6:35 pm
___Nie lubił Namek.
Dla niego ten świat był o wiele byt jasny, jak by było mało, że noc nanim nie występowała. Tylko wtedy mógł w spokoju zebrać myśli, kiedy już wszystko ucichło i uspokoilo się. Chłodniejsze wieczorne powietrze też przyjemnie orzeźwiało po długim dniu. Tutaj nie mógł tego doświadczyć.
Niemniej, nie zmieniało to nijak faktu, że miał zadanie do wypełnienia.
Nienaturalnie długo dla niego zastanawiał się czy faktycznie podjąć się tej fuchy, ale ostatnio coś gorzej ze zleceniami, więc wybrzydzać nie wypadało, nawet jemu.

___Poprawił fedorę na głowie by ten skuteczniej zacieniał mu twarz. Rozejrzał się po okolicy. Nie uznał miejscowej architektury za zbyt interesującą. Zwykle lubił aglomeracje miejskie, ta go jednak odrzucała. Westchnął lekko.
Z pewnym niezadowoleniem złapał się sam narzekając na nieprzyjemne warunki, to nieprofesjonalne z jego strony. Pewnych nawyków nowicjuszy było trudniej się pozbyć niż innych, a może to po prostu ta planeta tak działała?

___Port był bardzo żywy, co rusz jakieś statki lądowały i odlatywały, istoty wszelkiej maści i rasy przelewały się przez jego teren. W takich okolicznościach nie trudno się wtopić w tłum i zupełnie zniknąć. Niestety, chociaż on to zrobił celowo, to wiedział nazbyt dobrze, że jego cel nawet nieświadomie znikł by mu z oczu w takiej ilości osób i stworzeń. Na tyle, na ile znał ludzi i im podobnie ucywilizowane rasy to pewne zachowania u nich pozostawały takie same i prędzej czy później można ich wypatrzeć w konkretnych miejscach.
Rozumne istoty mogły być wszystkie bardzo różne i bardzo skomplikowane, ale większość z nich była relatywnie prosta i przewidywalna.
Jego cel wiedział, że ktoś będzie go szukał, dlatego poleciał na Namek, by się skryć. Dlaczego akurat ten świat? Kto wie.
Wydawał się zbyt oczywistym wyborem, ale to właśnie mogło go czynić najlepszym. No, prawie. Ktoś wpadł na odpowiedni trop i wydał zlecenie do gildii. Teraz jeszcze Sora musiał w tym bezsennym mieście odnaleźć jednego, przestraszonego biedaka i wysłać na drugą stronę, w zimne, kościste objęcia śmierci.
Zbyt długo się w to bawił by nie wiedzieć gdzie zacząć.

___Pierwszym miejscem były bary. To szybko przychodziło na myśl, więc tam mógł się ukryć, bo to wręcz zbyt prosta opcja aby była prawdziwa. Duża ilość cywili jest też niesprzyjającym czynnikiem kiedy robotę trzeba wykonać po cichu, zwłaszcza jeśli nie można się pozbyć niewygodnych widzów. Do tego niektórzy wolą nie otwierać ognia w dużym zgrupowaniu ludzi. Co gorze, takie obiekty są zazwyczaj monitorowane. Sora musiał unikać wykrycia.
Ale ktoś, kto ucieka przed losem, którego się boi, nie będzie się tak wychylać.
Nie będzie chodzić głównymi ulicami, gdzie jest widocznym celem. Zamiast tego będzie raczej przemierzać tę do bólu rozjaśnioną metropolię uliczkami, gdzie mało kto chodzi, a których w tak zatłoczonych miastach jest mnóstwo. On musiał zrobić to samo.

___Stanął, postawił cicho na ziemi futerał. Wyciągnął z kieszeni papierośnicę. Zapalił jednego, zaciągnął się dymem i wypuścił go bezdźwięcznie. Normalnie z papierosem zaczekałby do później, po wykonaniu zadania, ale wiatr wiał korzystnie i nie ujawniłby jego pozycji.
Za rogiem stał jego cel, czekał na kogoś. Chciał może dostać nielegalnie nową tożsamość? Prawdopodobnie.
Podniósł ostrożnie futerał i nacisnął przycisk na jego rączce, otworzył się na nim mały otwór po węższej stronie, niemal niewidoczny.
Zabawna rzecz – instrument śmierci ukryty jako instrument muzyczny. To właśnie pod przykrywką muzyka przybył na planetę. Teraz miał zagrać zapierający dech w piersi jazz noir.
avatar
Mochi
Liczba postów : 617
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Uliczki

on Wto Kwi 10, 2018 9:38 pm
___Pewien mędrzec w przypływie natchnienia, powiedział kiedyś, że nie ma nic gorszego niż własne, spełnione marzenia.
___Helisticon może nie był najpiękniejszą planetą ze swą skalistą, spękaną powłoką i średnią temperaturą przypominającą wnętrze rozgrzanego pieca... Mochi jednak przepadała za piękną, różaną barwą nieba, która przywodziła jej na myśl kwiaty, jakie zakochani dają sobie w podarku. To był według niej najbardziej romantyczny element ojczyzny demonów. I choć nie miała nic przeciwko planecie na której żyła i różowemu sklepieniu, to zastanawiała się jakie barwy mają nieboskłony w innych miejscach... Potrafiła się tak zapatrzeć w górę i był to jeden z nielicznych momentów gdy cichła zamyślona, jednak z tego stanu bardzo łatwo było ją wyrwać. Wystarczył głos matki, nawoływanie jej pupilka, czasem przechadzające się nieopodal demony... Też kroki. Chyba słyszała kroki...
___Mochi uniosła głowę i palec, nasłuchując przez krótką chwilę w skupieniu czy aby na pewno nieopodal ktoś stąpa po twardej, helisticońskiej ziemi. Kąciki warg powędrowały w górę, a fioletowa twarzyczka rozpromieniła się szczerą radością, gdy potwierdziły się jej przypuszczenia. Nie była tu sama.
___- Yo-Yo~! - poderwała się ze śmiechem i z rozpostartymi ramionami, chcąc rzucić się siostrze na szyję, ale zamiast wysokiej, czarnowłosej piękności ujrzała niskiego staruszka z białą brodą, odzianego w zamaszyste szaty. - Oh... - demonica stropiła się, zatrzymując w pół kroku i opuszczając dłonie. Demon przed nią wyglądał na bardzo wiekowego, zmarszczki zdobiły jego twarz, nadając mu wygląd suszonej śliwki. Zdziwienie malowało się w czarnych oczach, skubał zarost w zamyśleniu, nie spuszczając wzroku z jej postaci.
___- Coś nie tak? - stukając laską staruszek zbliżył się, zatrzymując jakieś trzy metry przed dziewczyną. Przyglądał się jej uważnie, poprawiając rękawy oraz fałdy wyraźnie za długiego ubrania. Złote pierścienie mignęły na kościstych, suchych palcach, którymi mocno obejmował kostur, zwieńczony szmaragdowym kamieniem.
___- Myślałam, że moja siostra do mnie przyjdzie... - powiedziała Mochi, składając dłonie na wysokości biustu zmieszana, łącząc i rozłączając palce wskazujące. - Dawno z nią nie rozmawiałam, no i... - spojrzała w bok, ciut błękitna na policzkach. - Wiem, że jest zajęta, naprawdę wiem, ale bardzo tęsknie za Yo-Yo...
___Yokan od pewnego czasu odmawiała jakichkolwiek kontaktów z młodszym rodzeństwem. Już nawet ciastka nie pomagały! Talerzyk pełen słodkości i liścik pozosotawiony pod jej pokojem dziś rano, najwyraźniej jej nie rozchmurzył. Z reguły siostra dawała się przekupić jagodowymi babeczkami, by posiedzieć trochę z Mochi przy herbatce i porozmawiać, i w ten sposób miło razem spędzały czas. Teraz miała nowych przyjaciół i trzymała się od domu i rodziny z daleka. To nie tak, że jej młodsza siostra nie miała własnych przyjaciół... Miała wielu znajomych, lecz nikogo bliższego. Rozmowy o romansidłach i wesołe pogawędki jakoś nie leżały w kręgu zainteresowań większości demonów i nie przysparzały Mochi popularności. Mimowolnie spuściła głowę, bawiąc się palcami, gdy jej myśli powędrowały do Yokan. Szczerze za nią tęskniła.
___- Nie martw się. - rzekł nagle z suchym uśmiechem demon, przygładzając gęsty zarost na brodzie. - Na pewno coś ją zatrzymało. Rozmawiałam z nią niedawno, mówiła, że bardzo byś chciała zwiedzić inne planety, jeśli się nie mylę? - gładko zmienił temat i zaśmiał się śmiechem, który przypominał podejrzliwie skrzypienie drzwi. Demonica nie zwróciła na to uwagi, ożywiła się momentalnie i energicznie pokiwała głową.
___- Oh tak~! - klasnęła w dłonie - Zrobić wycieczkę po kosmosie z Yo-Yo~! Tylko... Ona nie cierpi innych planet... Zawsze powtarzała, że jej noga nigdzie nie postanie. - radość Mochi zmalała nieco, lecz zaraz na jej ustach ponownie rozkwitł uśmiech. - Pewnie mówi tak, bo nigdy nie próbowała wyjechać! Jestem przekonana, że polubi inne planety i nowych znajomych, jeśli tylko się przekona! Tak~! - entuzjazm sprawił, że nie widziała jak niebieski kamień na lasce demona zaczyna jarzyć się delikatnym światłem. Przez gorące powietrze przemknęło kilka zimnych iskier, atmosfera ciut się ochłodziła.
___- To co byś powiedziała na wycieczkę? W jedną stronę. - dłoń demona spowiła lepka, błękitna poświata, a Mochi mrugnęła nagle skołowana, przypatrując mu się. Staruszek westchnął - To nic osobistego dziecko. Nie zawiniłaś, to Twoja matka za bardzo miesza się do mojej polityki... - zaczął mówić coś cicho w melodyjnym, ale twardym języku, miarowo kreśląc palcami znaki w powietrzu. Pod stopami Mochi pojawił się mały okrąg z błękitnego światła. Spojrzała w dół, odsuwając się odrobinę, wciąż nie rozumiejąc co się dzieje, powietrze naokoło wypełniły iskry i roznoszące się echem, ciche, złowróżbne słowa...
S̷̮͔̬z͟cz̜͞e͏̮̹͉͍̩̼̙ŗ̬͍̳ͅȩ̪͕ ̴ţ̗͕̯̪̳̻̜o̴͍͙̖̳ ͢ư͖̱̜̼c̻̝̳͖̦̠z̝̮͞ͅͅu̷̝͕̯̤̦c̡̜̝͖̫̼i̩̬̭̙̤̠ͅḙ̰̱͟ ̝̪̦̯̬̯͘ͅo͠d̹̼̞̦ ̯͓̲͙͠w̸̗̲͓͇̤̭ͅe̵̘̹̥̘̝͈j͓̤͎͡r̳̩͔ͅz̖͈͈e̶̱̠n̘̬̞͔̞i̦̯̝̠̹a̩͇͘ ̡p̶̤i͉͖e̺͙̯͍̰r̝͖̫̱̫̝̣͘w̱̳͉̲̟̜̘s̛̹̪̱̥̰̮ͅz͖̹͉̥̦̹e̖̟͔̹̜͖ͅg̗͔o̙̳͕̖͖̩̩
̝̮̜͕̮ͅͅDo͘p̝̲̝̝̘̀r̷͖̘͓͇̬͖͖ow̷̗̼̗̩a̤̝̼̩ḑ̼z͢i̲ ̳̖̳͖̖͎d̬͝o̷͇̙̥ ̧̤l̷̻o͈̗̟̝̞̯ͅs͎͉̭̼̯͠u̜̣̮̹̮͞ ͖̻̫T̸̤̹̥̠w̪͓eg̤o̮̜͕̤̬ ̧̞̥̥̖͍̼̭n҉̜i̩͖̤͔̖ͅe̪̖̺͖̱̮͉s̳͚z̥̤͖̣c͙̺̤͔͇ź̙͇̹̪̜̲̩ęs̪̲̪̰̥͘n͇͎̫̞e͎̤̣̰g̟͇̣͝o̺͇
̶̥͙̥̼̣̹Ǹ̼̘ͅi̺̜̲̜͈̳é̩̠̮͙̬̣̝ ͍z͝az̡n̖̘̹̯̱̘a̶̯̲͇̪͇̗ͅsz͕̩͈̮ s͈͉͕͇̯͜ͅp̻͕̝̰̘͘o͉̲̖̱͕̕k͈o̶̭͓j͚̠̦̩̰̝ͅu̝ ̢̺̰̯i̟̙̤̭͕̥̣ ̹͕̱n̞i̵e̙̦̪͔̪͜ ̘͙͇͘z͍̪̪͝ͅn̲̜̗̪͙͈̰a̸̝̼̮̯̖͚̭j̲̖̩͞d̺z̲̺̜͡ḭe̤s̘͎z̡̳̙̣̼͓͈̺ ͟po͇̹̤̥͞w҉̬̤̳r̻̖͓̟ͅo͎͔̩̖̯͚̩t̬̗̻͠ṵ̥̖̝̦
̡S̘̟̰͔̣̻̀ȩ̲̺̬ṟ̘̘̳̖̦c҉e̖͕̤̹͍ ̛̮͔̙̝̦̰̺k̵͉͙̩̘̺ͅo̴̫͓̣͙̱tw̬̭i̥͕̘͘c̱̥ą̥ ͇̬p̢̹̫̙͍̫̫e͟ł̖͙̫̼͇̞n͙͈̩̱e͚̪̥ ̦̙͚͎͖̪͚mi͉̣ł̷̺̠o̧̜̰ͅś̟̼̼̫͚͝c̵̲̩͙̮̬i̫̺ ̦̰͓z͙̟͓̭a̦͕̭̠̹ͅẁ̰r̶͚̫̮̰̟̫o̧͖̻͓̮t̨̙̤͖͇͙̠u͕͚̙͠ͅ

___Nie minął ułamek sekundy, a z wielkości deserowego talerzyka otwór powiększył się do rozmiarów przekraczający standardowy hula-hop. Mochi straciła poczucie gruntu pod nogami, gdy ten zwyczajnie znikł. Grawitacja pociągnęła ją gwałtownie w dół, wciągając w objęcia z błękitnego światła. Różowe niebo i kamienny horyzont Helisticonu zniknęły.
___I w tej samej chwili...
___Teleport otworzył się niecałe cztery metry nad ziemią i gdy tylko wyrzucił z siebie zaskoczoną podróżniczkę, zaraz znikł jak bańka mydlana. Lądowanie Mochi nie należało do najgorszych, miękkie raczej też nie było, bardziej kościste i żylaste... Narzekać jednak nie mogła, bo nie potłukła się za bardzo. Dziewczyna przetarła powieki i jęknęła cicho, światło teleportu oślepiło ją, malując przed oczami jasne, roztańczone plany. W głowie czuła jeszcze echo wyładowania magicznego oraz dziwnych słów starszego demona... I nagle znalazła się... Tu? W jednej chwili była na Helisticonie, w drugiej pojawiła się tu... Obce to było miejsce, tyle sama była w stanie wywnioskować i nie potrzebowała do tego wzroku. Powietrze dalej było ciepłe, lecz o wiele bardziej rześkie niż na jej ojczystej planecie, obce zapachy wzbudzały jej ciekawość. Słyszała w oddali gwar, ktoś pod nią coś powiedział, a kolory... Huh..? Ktoś?
___Spojrzała w dół, mrużąc powieki i skupiając wzrok, by z wolna białe i czarne plamy stworzyły dokładniejszy obraz postaci. Mochi mrugnęła kilka razy, źrenice ustawiły w końcu wymaganą ostrość i mogła przyjrzeć się osobie, która nieświadomie zamortyzowała jej upadek. Chłopak na którym wylądowała wpatrywał się w nią przepięknymi, niebieskimi oczami... Oh. Oh oh oh. Nagle poczuła, że robi się jej bardzo gorąco. Był taki przystojny... Smukła twarz o jasnej, bardzo bladej cerze kontrastowała z czarnymi włosami, obrazu dopełniało to tajemnicze, opanowane spojrzenie. Ten kolor lodowca, który prześwietlał ją na wylot, aż czuła się naga i szczerze, nie miała nic przeciwko temu... Gdyby nie zastygła z wrażenia, to pewnie powachlowałaby się teraz dłonią. Rysy twarzy podkreślały pewną wewnętrzną nieprzystępność, oh, Mochi czuła, że policzki jarzą się jej mocnym błękitem i dobrze, że nie stała, bo nogi by jej zmiękły i pewnie osunęłaby się na kolana. Teraz wiedziała co faktycznie czuły bohaterki jej ulubionych powieści, gdy trafiały na tych jedynych... Chciała coś powiedzieć, lecz głos uwiązł jej w gardle, tylko westchnienie wydobyło się z półotwartych ust. Kontrolę nad nią przejęło to nowe uczucie, oczy w tej chwili wyrażały wszystko i to tak dosłownie, że widać w nich było całą, gwałtowną falę uczucia jaka sztormem powaliła jej serce. Gwar w oddali zastąpiło mocne dudnienie, a dziewczyna czuła, że to bez wątpienia zawartość jej klatki piersiowej tak wali. Błękit rumieńca, który rozlał się na jej policzkach, zahaczył nawet o końcówki macek, z otworów jej ciała wypłynęły leniwie cienkie strużki pary. Przez dłuższy moment nie odezwała się ani słowem, nie była w stanie się ruszyć, jedynie spojrzenie mówiło wprost, że to spotkanie zawróciło jej w głowie, bardzo, bardzo mocno...
___Tak jak zamarła na przeciągłą chwilę, tak nagle zarzuciła mu ramiona na szyję i zaskoczyła pocałunkiem. Smakował dymem... Przerwała całus tylko po to, by objąć go mocniej, dosłownie przykleić się do ukochanego z rumieńcem i z czułością przytulić policzek do jego policzka, uśmiechając najszczerzej jak tylko Mochi potrafiła.
___- Kocham Cię~
___Magia zadziałała.
avatar
Sora
Liczba postów : 627
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

Identification Number
Punkty Życia:
700/700  (700/700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://rexvil.deviantart.com/

Darkness tempts with the unknown

on Pią Kwi 13, 2018 11:51 pm
___W swoim doświadczeniu Sora wiedział, że plany potrafią niekiedy pójść w bardzo odmiennych kierunkach, niż się zakładało. Osobiście uważał, że dobry plan, wykluczając okoliczności bardzo trudno lub też zupełnie nieprzewidywalne, jest w stanie zawęzić liczbę możliwych ścieżek rozwoju wydarzeń do minimum. A na pewno do takiej ilości, która pozwala pracować ze sporą dozą pewności w to co się wydarzy.
To nie był taki przypadek.

___Rzeczy nieprzewidywalne zdarzały mu się już, to coś co zaakceptował, nawet jeśli bardzo nie lubił kiedy plany nie idą po jego myśli. Do pewnego stopnia nauczyło go to elastyczności i tworzenia planów zapasowych. Musiał umieć szybko odpowiadać na zmiany sytuacji, bo i w niektórych przypadkach jeden nieodpowiedni ruch mógł się zakończyć śmiercią jego, a nie celu. Duma nie pozwalała mu na pozwolenie sobie na śmierć. Zbyt wiele mógł osiągnąć żyjąc.
W połączeniu z jego naturalnie wysokim opanowaniem, które jeszcze się zwiększyło poprzez treningi, wprowadzało to czynnik psychologiczny, jakoby on nie tracił czujności nigdy i nie spuszczał gardy. Ten konkretny przypadek był inny, dosłownie i w przenośni zwalił go z nóg.

___Wtedy, choć pozwolił sobie na chwilę przerwy, to nadal uważnie obserwował i nasłuchiwał. Zdążył zobaczyć coś formującego się przed nim, co dodatkowo zbliżało się w tempie grawitacyjnym. Miał mało czasu na reakcję, w pierwszej chwili pomyślał by zasłonić się rękoma, ale nie chciał ryzykować ich zbytniego uszkodzenia, postanowił rozłożyć je szeroko by rozproszyć impakt upadku. Tym sposobem odsłonił się zupełnie od frontu, niemniej uznał za priorytet ochronę szkieletu. Potencjalne urazy organów wewnętrznych musiały zejść na dalszy plan, mogły, ale nie musiały się okazać gorsze, a też miały zapewnione pewien poziom protekcji przez jego zmodyfikowany w tym celu strój. Uderzenie wywołało zachwianie równowagi i upadek, niestety, dosyć głośny. Sora nie musiał nawet używać lustra by spojrzeć za róg uliczki by wiedzieć, że jego cel usłyszał to. Dźwięk upadku ciała, zwłaszcza gdy w liczbie większej od jednego był stosunkowo łatwo rozpoznawalny, dodatkowo należał do tych, które obwieszczały przybycie kogoś zaufanego w tego typu lokacji. Innymi słowy – nastąpiło wykrycie. Co gorsza, mężczyzna, na którego dostał zlecenie okazał się na tyle nerwowy, że postanowił uciec.
Nie było w jego stylu rzucić wszystko i ruszyć w pogoń, a i tak miał ograniczoną taką możliwość przez stworzenie, które na nim wylądowało.
Tylko właśnie, co to było?

___Chłopak szybko omiótł wzrokiem co wyglądało na humanoida. Pokryte gładką, fioletową skorą ciało miało wyraźnie żeńskie kształty, niemal identyczne z ludzkimi kobietami, acz z kilkoma wyróżniającymi szczegółami. Płaska twarz bez widocznego nosa, macki na głowie w liczbie dziewięciu, pierścieniowe małżowiny uszne, otwory w skórze... Do tego te oczy o czarnych twardówkach i tęczówkach w barwie intensywnego, ciepłego fioletu. Od razu nie rozpoznał czym ona była, nie widział nigdy takiej istoty, ale miał silne podejrzenia co do jej rasy. Nie chciał jeszcze formułować konkretnych wniosków dopóki nie miał więcej dowodów.
Jej zachowanie również nie pomagało, bo po krótkim spotkaniu ich spojrzeń coś się w niej zmieniło. Miała inny wyraz twarzy, źrenice rozszerzyły się znacząco, policzki pokryło niebieskawe przebarwienie, jak zgadywał rumieniec. Znał tę reakcję, a na pewno widział ją już u ludzi, uznał ze bezpieczne uznanie, że w tym przypadku te symptomy oznaczały to samo. Rozchyliła usta i... Pocałowała go.
Podejrzewał, że coś takiego mogło nastąpić, ale liczył, że to nie nastąpi. W pełni skupienia analizował jakie informacje dostarczają do jego mózgu kubki smakowe starając się wyłapać nawet najmniejsze ślady potencjalnie niebezpiecznych substancji, to samo z receptorami czucia na języku, ale... Czuł tylko słodycz.
Jej pocałunek ku jego możliwości oceny nie miał być zabójczy, na co wskazywały też słowa dziewczyny. Nie brzmiały jak kłamstwo, wręcz przeciwnie, sprawiały wrażenie nienaturalnie szczerych. Ale te słowa... Kochała go? Nie słyszał nigdy tego pod swoim adresem. Nie doświadczył  uczucia znanego jako miłość, ale z tego co o nim wiedział, to nie przypominał sobie by można się od tak zakochać. Zauroczenie? Możliwe, ale coś zwyczajnie... Nie pasowało. Nie licząc oczywiście samego faktu pojawienia się tej dziewczyny zupełnie znikąd. Co się działo?

___Ona w najmniejszym stopniu nie sprawiała wrażenia groźnej, nie czuł od niej ani krzty złych intencji, jak jeszcze u nikogo, kogo spotkał. Nie podobała mu się ta sytuacja. Z pewną ulgą stwierdził, że gdyby to była pułapka, to już by był martwy albo schwytany, nie oznaczało to jednak, że może się odprężyć. Szybkim ruchem chwycił ramiona dziewczyny, podparł się nogą i podniósł by teraz znaleźć się na górze. W trakcie tego manewru ustawił się tak by skutecznie unieruchomić jej ręce i nogi. Spojrzał głęboko w te fioletowe oczy.
-Kim jesteś? - zapytał.
Jeszcze nie wyciągał ukrytego noża, możliwe, że mógł to załatwić w inny sposób.
Nie było znaków wskazujących, że przybyła tu po jego głowę, ale coś musiało być na rzeczy...
Tylko co?
Chwilowo postanowił skupić się na nieznajomej. Cel się oddalił, ale mógł go jeszcze wytropić, o ile by się szybko uporał z tą fioletową niespodzianką.
avatar
Mochi
Liczba postów : 617
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Uliczki

on Sob Kwi 14, 2018 6:28 pm
___Może i dobrze, że Mochi była kompletnie nieświadoma, iż to magia wmieszała się tak do jej uczuć... Acz czy na pewno..? Była w końcu demonem, jednak większego talentu magicznego, w przeciwieństwie do starszej siostry, nie wykazywała. Mogła nie połączyć faktów, lub nawet ich nie zauważyć zbyt zajęta biciem serca. Strzała Amora trafiła ją bez pudła, zbijając z nóg. Dla niej to była bezwarunkowa miłość od pierwszego wejrzenia, łącząca ją i niego na wieki, nieważne, czy podłoże miała magiczne czy najzwyczajniej w świecie prozaiczne. Takie sytuacje nie zdarzają się przecież codziennie! Klątwa, nie klątwa, czar, nie czar, po czubek wszystkich macek na głowie, zadurzyła się w czarnowłosej postaci. Sama przecież dobrze wiedziała co czuje i nikt nie musiał jej tego tłumaczyć. A, że w tej chwili emanowała szczęściem i rozkochaniem, cała reszta, nad którą każdy inny osobnik logicznie, zacząłby się zastanawiać - straciła ważność. Co z tego, że jest w zupełnie obcym miejscu, na nieznanej planecie, bez najmniejszego pojęcia, gdzie trafiła? Czemu ma się martwić tym, że ktoś podstępem deportował ją z rodzinnego domy, wrzucając w objęcia nieznanej kultury i zwyczajów... Liczyło się to, że tuli Tego Jedynego.
___Ile to razy zdarzyło się jej rozmarzyć nad książką, zastanawiając jaki będzie jej książę lub księżniczka na białym koniu... Jak większość współczesnych sukkubów, Mochi nie patrzyła na płeć i rasę. Jej mama zwykła mawiać, że nie zawsze kuszeni byli wyłącznie mężczyźni i wszystkiego trzeba w życiu spróbować, choć do kilku ras może podchodziła niechętnie... No tak, ale Anko miała ponad pięćset lat doświadczenia, zwiedziła pół wszechświata i nigdy nie zakochała się tak na zabój... Mochi nie potrafiła nikogo świadomie omamić by zrobił to co chciała, jak już, to nieumyślnie używała swego uroku. Zawsze wypominała jej to Yo-Yo, że w demonich kwestiach i zdolnościach jej rasy jest daleko w tyle i nikt nie straci dla niej głowy... A teraz to ona kompletnie straciła głowę dla ukochanego. Nagle wszystkie postacie o jakich demonica śniła na jawie podczas lektury, przybrały jeden, określony wygląd. Miały krucze włosy, piękne, błękitne spojrzenie i roztaczały wokoło tą tajemniczą, lodową aurę, która w żadnym przypadku nie działała na nią odstraszająco.
___Dziewczyna nie zdziwiła się czując uchwyt na ramionach, spodziewając się ze strony chłopaka również czułego objęcia. Przecież to normalne, że ukochani się przytulają... Dlatego na twarzy Mochi wymalowało się zaskoczenie gdy naraz, pod wpyłwem jednego ruchu, znalazła się pod nim, unieruchomiona. Chłopak krępował jej dłonie i nogi, wpatrując się intensywnie w fioletowe, roziskrzone oczy, tym zimnym, oh, błękitnym spojrzeniem. Zaskoczenie błyskawicznie przerodziło się w palący rumieniec, gdy przetłumaczyła sobie to zdarzenie na o wiele bardziej kosmate niż było w rzeczywistości. Oh, oh. Nie spodziewała się, że tak szybko przejmie inicjatywę!
___- O-oh...~ Wiesz, sądziłam, że najpierw pójdziemy na kolacje... - końcówki macek zrobiły się niebieskie, gdy wzięła podtekst sytuacji za coś pewnego i oczywistego. Jeśli na końcach czułek pojawiły się błękitne wypieki, znaczyło to, że naprawdę zbił ją z nóg... W więcej niż jeden sposób. - Nie myślałam, że będziesz tak... Niecierpliwy...~ - gdyby dziewczyna miała wolne dłonie, zaczęłaby owijać wokół palca wskazującego jedną ze swoich macek, a tak mogła się tylko zalotnie uśmiechnąć. - Mochi~! Jestem Mochi, a Ty? Jak masz na imię? Skąd jesteś? Po kim masz takie piękne oczy~? - pierwsza chwila, podczas której oniemiała na jego widok, została zastąpiona pragnieniem dowiedzenia się czegoś więcej o obiekcie swoich westchnień. Nie przestawała patrzeć na niego rozkochanym spojrzeniem, czując się w całej sytuacji komfortowo, nie wykazała żadnych oznak zaniepokojenia... Bo czemu niby? Nic jej nie groziło, była spokojna i radosna jak nigdy wcześniej.
avatar
Sora
Liczba postów : 627
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Poznań

Identification Number
Punkty Życia:
700/700  (700/700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1
http://rexvil.deviantart.com/

Re: Uliczki

on Sro Kwi 18, 2018 10:03 pm
___Zastanawiający obrót zdarzeń.
Nie do końca czegoś takiego się spodziewał. Nie był żółtodziobem, umiał na tyle czytać ludzi i większość inteligentnych istot, że miał dobre pojęcie o tym kiedy ktoś kłamie, a kiedy nie. Od niej nie czuł ani krzty kłamstwa. Pierwszy raz w życiu spotkał się z takim czymś, z tak bezwzględną szczerością w osobie. Widział tylko dwie opcje na to – albo spotkał kogoś, kto był tak uzdolniony w sztuce aktorskiej, że on, mimo treningu, nie był w stanie przejrzeć, albo, co jeszcze gorsze... Ona była zupełnie szczera w tym co mówi i robi.
Zaniepokoiła go ta druga.
Nie wiedział jak dokładnie sobie z tym poradzić, nie miał doświadczenia z takimi emocjami skierowanymi w jego stronę. Co powinien zrobić?
Zawsze starał się kierować rozumem i logiką, ale tym razem nie dostawał zbyt wielu i zbyt dobrych podpowiedzi. Te dziewczyna, Mochi, zdecydowanie była w obecnej sytuacji niewygodna. Jej afektacja mogła okazać się bardzo problematyczna gdyby zaczęła się wokół niego kręcić. Z jednej strony co prawda mogłaby robić za przykrywkę, w parze będą nawet mniej podejrzanie wyglądać, dodatkowo zawsze mógł skorzystać z jej naturalnej energii i użyć jej jako dywersja, czy nawet... Przynęta. Jednakże z drugiej strony on wcale nie czuł się dobrze w jej towarzystwie. Ta szczerość i uczucia... Od tego był nieswój i nie mógł myśleć do końca poprawnie, tak jak zazwyczaj biegł jego tok myślenia. Co więcej, nie znał jej na tyle by móc przewidzieć co zrobi, co jeśli swoim spontanicznym zachowaniem znów by spłoszyła cel? Nie, nie miał czasu na bawienie się w niańkę.
Czy więc powinien się jej pozbyć...?

___Nie. To byłby amatorski ruch z jego strony a wiedział dokładnie, że później jego mentor by go skarcił za to. Nie wiedział o niej nic. Jej pojawienie się otaczała aura tajemnicy. W tę sprawę było wmieszane coś jeszcze, ale... Czy można w tym przypadku mówić o przypadku, zbiegu dziwnych okoliczności? Sora nie chciał wysuwać jeszcze takich wniosków. Nie wiedział do końca co o tym myśleć. A, co najgorsze, nie miał specjalnie dużo czasu by się zastanawiać, ani tak sobie frywolnie harcować. Śmierć nie odpoczywa. On też nie powinien.
Wstał, otrzepał się nieco z brudu i kurzu. Miał świadomość, że noszone ciuchy nie nadawały się najlepiej do wykonywanego zadania, ale tym razem wypadało mu pracować ze stylem.
Podszedł bliżej do dziewczyny, spojrzał jej głęboko w oczy, zbliżył ich twarze do siebie. Kiedy była zajęta jego wzrokiem, a mógł wyraźnie dostrzec, że na tym się skupiła, szybkim ruchem wyciągnął dłonie i klasnął nimi przed jej twarzą.
Wykorzystując ten moment krótkiego i nagłego oszołomienia chwycił futerał i zniknął za rogiem, ruszając w kierunku, w którym odszedł jego cel.
A tak przynajmniej się wydawało. Musiał niestety z tym zaczekać. Zamiast ruszyć w pogoń zwinnie skrył się na najbliższym balkonie. Planował pozostać w ukryciu przez tę chwilę, aż Mochi nie oddali się szukając go. Gdyby to się zbyt długo ciągnęło musiałby się skłonić do innych rozwiązań, ale chwilowo, pozostawał przy planie A.
avatar
Mochi
Liczba postów : 617
Data rejestracji : 17/02/2013

Skąd : Lębork

Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Uliczki

on Czw Kwi 19, 2018 3:43 pm
___W brzuchu Mochi miała roztańczone, romantyczne motyle, w głowie najbardziej różowe myśli jakie kiedykolwiek miały szansę zaistnieć. Skoro hormony i uczucia są w stanie przejąć władzę nad umysłami najpotężniejszych władców i wojowników, to co mogła powiedzieć ona... Emocje zbiły ją z nóg, ale była szczęśliwa, jak nigdy wcześniej w życiu szczęśliwa. Czuła się tak, jakby znalazła coś, czego całe życie jej brakowało, ale nie miała o tym pojęcia dopóki na to nie trafiła. W domu leżała na poduszkach, zastanawiając co los dla niej szykuje, teraz już śmiało mogła powiedzieć, że wiedziała! Gdyby w tej chwili stała, to pewnie wykonałaby kilka entuzjastycznych, tanecznych piruetów i rzuciła się czarnowłosemu na szyję, by radośnie obsypać go pocałunkami... Była jednak w trochę innej pozycji i z kosmatymi podejrzeniami co do zamiarów jakie wobec niej miał ukochany. I nie, w żadnym razie czy przypadku jej to nie przeszkadzało.
___... Puścił ją. Oh. Chłopak wstał, otrzepał eleganckie ubranie i musiała przyznać, że wyjątkowo mu do twarzy w czarnym, dobrze skrojonym garniturze. Biały kołnierz koszuli i czarna marynarka podkreślały kolory skóry i włosów, dominowały te dwie kontrastujące barwy z mocnymi akcentami niebieskiego lazurytu. Mama często jej powtarzała, że wiele można po mężczyźnie powiedzieć, oceniając jego ubiór, a tu z zadowoleniem i rumieńcem, stwierdziła, że ukochany ma klasę i styl. Zaczęła się też zastanawiać czy nosi równie elegancką bieliznę i kiedy będzie miała okazję jej się przyjrzeć, co wywołało błękitne wypieki na policzkach demonicy... Jednak sam gest zabrania dłoni i odsunięcia się od niej odebrała z pewnym zawodem, gdyż liczyła na kontynuację wątku... Oczami wyobraźni widziała już jak śmiało i gorąco ją całuje, oh~. Acz może źle to odebrała? Nabrał dystansu, odsunął się, ale nie spuszczał z niej oka... Ojej... Nagle Mochi olśniło i zasłoniła dłońmi usta, gdy zrozumiała powód tego zachowania, no bo kto by pomyślał... Nie przyszło jej do głowy, że może być tak wstydliwy! Najwyraźniej jej obiekt gorących uczuć był uroczo nieśmiały, nie wiedział jak się zachować i speszył całym tym zdarzeniem. Mochi rozczuliła się na tą myśl, siadając na chodniku i kładąc dłonie na swoich zarumienionych policzkach. Posłała mu porozumiewawcze spojrzenie, przechylając głowę odrobinę w bok i uśmiechając się czule.
___- Oh, nie przejmuj się~ - dłonią wykonała gest, który miał znaczyć, że nie ma się przejmować swym zawstydzeniem. Przecież każdemu może się zdarzyć, sama zamarła na chwilę pod wpływem emocji... Nieśmiałość była przecież urocza~. Trzeba tylko trochę popracować nad jego inicjatywą, bo przecież to też ważna rzecz w związku... Mrugnęła raptownie za zdziwieniem, tok myśli został przerwany, gdy oto chłopak nagle nachylił się w jej stronę, zmniejszając dystans między ich twarzami. Oh, jednak się ośmielił..? Poczuła cień dumy, z zadowoleniem stwierdziła, że idzie mu coraz lepiej, ani razu nie odwrócił od niej wzroku. Miał hipnotyzujące, niebieskie spojrzenie i wpatrywał się w nią intensywnie i z uczuciem. Oh, znów się zrobiło jej gorąco, znów poczuła jak rumieniec barwi końcówki jej macek. Piękny kolor tęczówek obramowała biel i równie niebieskie znaki naokoło powiek, co nadawało mu nietypowy wygląd... Ale oczy miał magnetyczne. Musiała hamować odruch by nie rzucić mu się na szyję i nie pocałować, bo przecież chciała by najpierw sam przełamał to speszenie i zrobił pierwszy ruch.
___Niespodziewane klaśnięcie sprawiło, że wzdrygnęła się nagle, zaskoczona. Nieoczekiwane wtrącenie w połowie czynności, w postaci głośnego dźwięku i ruchu, zbiło ją z tropu. Nim zdążyła zamrugać i zrozumieć co się stało, czarnowłosy chłopak zabrał swoje rzeczy i umknął w boczną uliczkę, nie zostawiając po sobie śladu. Mochi siedziała jeszcze chwilę, z fioletowymi oczami skierowanymi w stronę, w której zniknął jej ukochany. Zamyślona podniosła się wolno i otrzepała uważnie swój strój. Nic szczęśliwie nie zostało podarte albo nadmiernie zabrudzone. Pozbyła się dokładnie widocznego na czarnym materiale kurzu, nie kryjąc drobnego, czułego uśmieszku na twarzy ani iskier w oczach.
___- Ojej, ojej... ~ - powiedziała do siebie, doprowadzając swoje ubranie do porządku - ... Wstydniś~ - zakryła dłonią uśmiech i zachichotała delikatnie. Biedactwo. Musiał się tak bardzo speszyć, że nie wytrzymał i się skrył. Naprawdę nie podejrzewała, że będzie taki nieśmiały i wrażliwy... A to, że nie wiedział jak zareagować, przecież nie ma się czym martwić~ I tak zaraz go znajdzie. Ile razy w książkach czytała o tym, że prawdziwa miłość zawsze znajdzie drogę i prędzej czy później na siebie wpadną... Trzeba było jednak pomóc losowi, toteż z uśmiechem i nucąc pod nosem, Mochi ruszyła w stronę gdzie za zakrętem zniknął chłopak. Zastanawiała się, gdzie poszedł, słuchając jednym uchem jednocześnie nie tak odległego gwaru. Musiała znajdować się niedaleko zatłoczonego miejsca. Idąc uliczkami zatrzymała się kilka razy, zastanawiając w którę stronę iść, aż stwierdziła, że najlepiej zrobi, jak pójdzie w kierunku źródła dźwięków. Tłum, rozmowy, zabawa... Oh, może przy okazji dowie się, gdzie dokładnie jest?
___Bez zwlekania poszła przed siebie.

___OOC
___[zt]
Sponsored content

Re: Uliczki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito