Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1040
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Główny deptak

on Sob Kwi 07, 2018 11:21 am
Jak w każdym mieście, tak i tutaj znajduje się jedna, główna ulica. Po obu jej stronach zostały posadzone typowe, namczańskie drzewka z okrągłymi koronami, tworzące malowniczy widok. Na środku ciągnie się szeroki pasaż, po którym kręcą się osobniki przeróżnych ras. Przy nim znajdują się niewielkie lepianki w tradycyjnym, nameczańskim stylu, gdzie mieszczą się różnego rodzaju zakłady, firmy, sklepy, kawiarnie i lodziarnie jakich poszukiwacze przygód, zleceniobiorcy, biznesmeni czy turyści mogliby potrzebować. Wokół starówki piętrzą się wysokie drapacze chmur zbudowane wedle technologii Changelingów. Jest to swoiste połączenie nowoczesności z klimatycznym miejscem oddającym ducha Namek.

______________________


avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 741
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Główny deptak

on Pon Kwi 09, 2018 5:03 pm
Miasto mieściło się całkiem niedaleko, a gdy tylko nad drzewami ukazały się wielkie budynki, Vanilli zaparło dech. Nigdy nawet w snach nie śniło mu się, by można było zbudować takie wielkie budynki. Kurisa nie zachwycała się nimi tak bardzo jak on sam, więc pozostawił większość swoich spostrzeżeń dla siebie. Niebawem weszli w głąb miasta, oglądając nowoczesne pojazdy śmigające o ulicach i całą masę istot przeróżnych ras. Nameczanin spoglądał na to wszystko z ukrywanym podziwem, ale czasem nie mógł się oprzeć i oglądał się za nieznanymi mu stworzeniami lub machinami.

W końcu oboje dotarli na główny pasaż. Było to urocze miejsce w centrum miasta. Po środku ciągnął się deptak, po którego obu stronach rosły tradycyjne, nameczańskie drzewka. Przy nim stały szeregi lepianek, gdzie mieściły się różnego rodzaju sklepy i kawiarnie.

Vanilla czuł się tutaj nieswojo. Z jednej strony łypały na niego dziwy nie z tej ziemi, a z drugiej strony zdarzył się z architekturą podobną to wioskowej. Podszedł do jednego drzewa i zaczął głaskać je w miejscu, gdzie ktoś otarł jego korę. Spojrzał w stronę Kurisy z zamyślonym wzrokiem.

- Jestem… trochę skołowany. – przyznał, ale nie wyjaśniał, dlaczego. - Mógłbym cię zbadać, jeśli boli cię brzuch. – zaproponował. Nie znał się na tym za dobrze, ale może gdyby ją zbadał, to udałoby mu się coś wywnioskować, a może przypomniałby sobie, jakie metody stosowano w wiosce. – Jeśli mogę spytać, to po co przybyłeś na Namek?

______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Główny deptak

on Wto Kwi 10, 2018 7:26 pm
Nie sądziła, że tak szybko uda im się dotrzeć do miasta. Spodziewała się raczej tego, że przez kilka dni będą się błąkać po pustych polach, ale jednak się zdziwiła. Kiedy weszli do miasta zaczęła od razu rozglądać się wszędzie - na ludzi, budynki, stragany, przedmioty, maszyny i tak dalej. Nie wywarło to na niej wrażenia. Miasto w Vegecie jest o wiele większe, gęstsze i bardziej zaludnione. Kiedy tak szli dziewczyna co chwilę zatrzymywała się co każdy stragan, aby porozglądać się za przedmiotami. Niektóre brała do ręki i je oglądała lub przymierzała, a niektóre totalnie olewała. Czyżby obudził się z niej kobiecy duch zakupoholika? W zasadzie to mogłaby coś nawet kupić, jeśli znalazłaby coś interesującego i przydatnego.

Nameczanin wyglądał trochę inaczej niż wcześniej. Chyba coś go gnębiło.
- Dlaczego? - Zapytała się, dlaczego jest skołowany. Chyba oczekiwał czegoś innego, ale się rozczarował. A może po prostu nie odpowiadało mu towarzystwo dziewczyny?

- Nie trzeba. Przejdzie mi. - Powiedziała do niego oglądając w międzyczasie przedmioty ze straganów. Po chwili oglądania się w oczy wpadły jej błyskotki, które zadziałały na nią hipnotycznie, przez to podbiegła do straganu i zaczęła przeglądać wszystkie biżuterie.

Dziewczyna wkurzyła się, kiedy usłyszała od niego ''przybyłeś''. Czuła się jakby jej w ogóle nie słuchał. Odwróciła się plecami z założonymi rękoma na klatce.
- ''Przybyłaś''. - Poprawiła go z lekkim oburzeniem w głosie. Musiała wziąć głębszy oddech, aby nieco się uspokoić. Po chwili obróciła głową w bok spoglądając gdzieś w inne miejsce.
- Po prostu musiałam uciec od swoich problemów. Jeszcze nigdy nie zaznałam takiego spokoju, jaki panuje na tej planecie. Jest tutaj... tak bardzo inaczej... - Dziewczyna zatonęła w swoich myślach oraz wspomnieniach, przez co odcięła się od świata rzeczywistego i zamyślona stała jak słup gapiąc się przed siebie. Co jakiś czas zawiał przyjemny wiatr, po którym dziewczyna poprawiła ręką swoje włosy.
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 741
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Główny deptak

on Czw Kwi 12, 2018 7:48 pm
Vanilla próbował zachować kamienną twarz, gdy Kurisa strofowała go. Nie wiedział do końca, o co jej chodzi, ale w końcu usłyszał tę zasadniczą różnicę. Powiedziała „Przybyłaś”, a nie „Przybyłeś”. Wygląda na to, że z jakiejś przyczyny chciała, aby zwracał się do niej w innej formie.

Pytanie dziewczyny ośmieliło go nieco do tego, by wyrazić, co czuł w tym miejscu. Położył rękę na pniu drzewa i przymknął oczy, jakby nasłuchiwał oddechu rośliny.

- Jestem… - zaczął mówić z cicha, w jego głosie było wiele powagi. - … taki przytłoczony. To miejsce tętni tak głośno, że nie słyszę szumu planety… - rzekł nie bez lekkiej obawy w głosie, takiej typowej komuś, kto nie rozpoznaje otoczenia i obawia się, że nie trafi do domu. – To wszystko tu jest takie wielkie i nienaturalne. Kamienne jak wnętrze jaskini. Ale żyje tu tyle istot, jak mrowisko. Tyle, że mrowisko jest małe i z ziemi, a to tu… sięga nieba. – wskazał palcem na jeden z widocznych z oddali drapaczy chmur. – Chciałbym tam wejść i z drugiej strony nie chcę. – wyznał. – Potrzebuję… chyba jakiegoś spokojniejszego miejsca… muszę sobie usiąść. – powiedział, po czym siadł bezceremonialnie na środku deptaku. Pobliskie istoty zaczęły mu się przyglądać.

- Wieśniak… - słychać było gdzieś w oddali, jak jakiś Changeling zaśmiał się głośno. A dwoje przechodzących nieopodal Nameczan pokręciło głowami z dezaprobatą.
- Problemy? Musiałeś… łaś uciekać przed nimi tutaj? - Vanilla zagadywał dalej, nie zauważając kompletnie zachowania otoczenia.

______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
NPC.
Liczba postów : 2051
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Główny deptak

on Sob Kwi 14, 2018 9:17 am
-Wy...wy Bafuny! Dranie! Skurwysyny! Jak śmieliście! Zadarliście z niewłaściwą kobietą! - Wymachując rękoma wybiegła na środek ulicy w przypływie złości. Kobieta o długich brązowych włosach, lecz wyjątkowo mocno rozczochranych i zaniedbanych. Rozglądała się wokół mając na sobie jasnobrązowy płaszcz i ciemnobrązowy żakiet oraz spódnice przeciętą paskami. Krawat leżał jej jak ulał, ale ni jak pasował do reszty stroju i dziwnych sportowych butów. Zdecydowanie pochodziła z Ziemi i od dawien dawna nie przyglądała się nowym katalogom mody.
Wygląd Pani Doctor:
Chwilowa publiczność szybko przeszła bokiem, a nawet ktoś za rogu skomentował, że to zapewne kolejna ofiara rabunku. Ostatnio co raz więcej gangów pojawiało się na perypetiach miasta, a część z nich miała swoją regularną działalność także pośród murów.
-Pożałujecie tego, pożałujecie! - Starała się uspokoić, nerwowo zaczęła grzebać w wielkiej torbie lekarskiej, jakby w poszukiwaniu jakiegoś specyficznego narzędzia. Nie znalazła nic nadzwyczajnego w oczach przyjezdnych, ot wyciągnęła kartkę papieru rzadko spotykaną na dzisiejszych perypetiach oraz długopis mechaniczny. Oparła kartę o okoliczną nameczańską budowle i szybko coś wypisała. Ktokolwiek zerknąłby na to kątem oka, ten mógłby dostrzec:

Ogłoszenie:

Pilnie poszukuje dwóch najemników!!!
Znajomość walki obowiązkowa i pasja wobec nauki!
Cenna nagroda: zapasy medyczne i 120 SO za wykonanie roboty.
Szukaj: Farmaceutyka Heingarfield'ów, nie trudno przegapić, patrz w lewo, jak to czytasz.

______________________


avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Główny deptak

on Sob Kwi 14, 2018 11:01 am
Dziewczyna słuchała nameczanina drapiąc się po głowie. Trochę go nie rozumiała. Czy on był pierwszy raz w mieście? To by wiele wyjaśniało. Nie mógł odnaleźć się w nowym środowisku, pewnie przez całe życie żył na jakimś zadupiu, gdzie każdy zna każdego. Słuchając go zastanawiała się, jakby się czuł, gdyby dostał się do miasta w Vegecie. Pewnie by oszalał. Po chwili chyba poczuł się przez to słabo, bo usiadł na środku ulicy jakby nigdy nic. Ludzie patrzyli się na niego jak na dziwaka. Jedna osoba nawet skomentowała to nazywając Vanille ''wieśniakiem''. Spojrzała się na twarz changelinga i patrzyła na niego dłuższą chwilę, kiedy ich omijał i szedł dalej. Niektórzy są naprawdę bezpośredni, a potem się dziwią, kiedy ktoś jest do nich wrogo nastawiony. Przez to przypomniała jej się obecna sytuacja na Vegecie.
- Spokojnie. Przyzwyczaisz się. - Skomentowała zachowanie Vanilli. Co mogła więcej powiedzieć? Sama do końca nie wiedziała jak zachować się w takiej chwili.

W pewnym momencie nieopodal zaczął się jakiś cyrk. Dziewczynę to wcale nie dziwiło. Tam, skąd pochodzi incydenty na ulicach jest rzeczą naturalną. Kurisa po zachowaniu dziewczyny mogła wywnioskować, że została oszukana bądź okradziona. Powinna olać tę sprawę, w końcu nie jest u siebie i nie powinna wplątywać się w nie swoje sprawy, ale z drugiej strony ciekawość dziewczyny wzięła nad nią górę i podeszła do zezłoszczonej ziemianki.
- Co się stało? - Zapytała jakby nigdy nic. Nie interesowało ją ogłoszenie, które zostało przed chwilą zawieszone. I tak chciała się dowiedzieć o co chodzi.
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 741
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Główny deptak

on Pon Kwi 16, 2018 5:18 pm
Z zamyślenia wybudził Vanillę krzyk jakiejś kobiety. Od razu poderwał się na równe nogi i popatrzył w tamtym kierunku. Przekrzywił głowę na bok, obserwując całą scenę. Tego typu awantury raczej rzadko miały miejsce we wiosce. No chyba, że wywołał ją Van, który nie był Nameczaninem. Większość miała mu to za złe, niepotrzebnie burzył harmonię.

Vanilla poszedł za Kurisą. Wystarczyło użalania się nad sobą. Nie chciał rozdzielić się z nią, póki ta go nie przepędzała. Stanął za jej plecami i przysłuchiwał się rozmowie. Przy okazji przeczytał napis na kartce. Potrafił czytać, ponieważ Mistrzowie w wiosce uważali to za przydatną umiejętność. Wielu młodzików kłóciło się z tą koniecznością. To był pierwszy raz, kiedy Nameczanin przekonał się o tym, że czytanie może się przydać nie tylko do rozumienia starych zapisów, ale i w życiu codziennym.

„Najemników…?” – zastanawiał się, czytając w myślach. – „Pasja wobec nauki, to by się zgadzało… Zapasy medyczne… i 120 SO. SO to chyba to, co dał mi Mistrz przed opuszczeniem wioski. Smoczy Oddech. Bez tego nie da się żyć w świecie cywilizowanym. Więc chyba warto, bym to zdobywał co jakiś czas.”

Po przeczytaniu całości spojrzał w lewo.

______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
NPC.
Liczba postów : 2051
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Główny deptak

on Pon Kwi 16, 2018 7:46 pm
Cały świat wokół dwójki nowych znajomych się zawęża, a przerażające gałki oczne z wielu nieprzespanych nocy zwróciły na nich uwagę. Cisza w eterze nastąpiła, przechodnie zajmowali się swoimi sprawami, ktoś wykrzykiwał w oddali o końcu świata, a jeszcze inni komentowali na niezmienną od paru miesięcy, parosłoneczną pogodę. Kobieta w potrzebie łyknęła nagromadzoną ślinę bo niczego do picia nie miała pod ręką i puściła świeżo rozsmarowaną na tablicy kartkę.
-Działa to szybciej, niż sądziłam! - Skrzywiła się, że tak prędko ktoś się zainteresował jej sprawą. -Jesteście najemnikami tak!? - Wskazała palcem na was niepewnie, a naburmuszenie na suchych i zaniedbanych ustach wzrastało.
-Okradli mnie! Oszukali! Moi towarzysze od interesów! Dawni towarzysze... - uniosła prawą dłoń, jakby chciała dwójkę powstrzymać od wszelkiego głosu. Otwarta dłoń jasno sygnalizowała, stop, to nie koniec. Rozejrzała się uważnie z podejrzliwością wręcz maniakalną, jakby właśnie z dniem dzisiejszym dostała świeżej dawki paranoi i potrzebowała upewnić się, że są absolutnie sami.
-Nie możemy tu gadać, zapraszam do sklepu, zapraszam. Może przy okazji coś kupicie? - Zaczęła popychać nameczanina po plecach. -Ten z tobą? Chodź nie krępuj się! - Po czym zaczęła wyjątkowo nachalnie prowadzić ich do sklepu na rogu z lewej strony od miejsca ogłoszenia. Wielkie czerwone oko przecięte iksem wisiało na szyldzie przed drzwiami, dało się bagatela dostrzec je z pół kilometra. Świeciło jaskrawo z napisem "Oko medycyny - Farmaceutyki Heingarfield'ów - tradycja rodzinna od 236 lat".
-Dobra nie ma czasu, już po drodze wam wyjaśnię, tylko cicho, nie zbudzajcie podejrzeń. Mianowicie dawni interesanci z którymi ubijałam biznes wystrychnęli mnie na smoczka...no okradli mnie, oszukali. Pragnę odzyskać towar i dać im małą nauczkę z pomocą nauki rzecz jasna, jak trzy nameczańskie... - zaczęła machać lewą dłonią obracając ją regularnie -... czy ile tam tych słońc jest. Za dobrą robotę może dorzucę coś ekstra. To jak? Lubicie się bić i straszyć nieuczciwych ludzi? Jeśli tak to was wtajemniczę w robotę - W środku sklepu wszystko wydawało się być w porządku. Za pancerną szybą dało się dostrzec masę różnorodnych specyfików i medykamentów na pułkach, podłoga była drewniana, a jedyne, zamknięte i przezroczyste drzwiczki prowadzącą za sklepikową ladę prowadziły także do ciasnego korytarza. W kącie stał kotołak w luźnych ciuchach przypominających czarne syntetyki, długie spodnie, mocne obuwie, koszulka i kurta. Miał skrzywiony nos, a jego glaca była tak łysa, że nawet jedyna żarówka na suficie sprawiała, że zaczęła się błyszczeć. Skupiony był na małej tablicy uczącej o podstawowych środkach zapobiegawczych dla zdrowia.

______________________


avatar
Kurisa
Liczba postów : 143
Data rejestracji : 04/12/2016


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Re: Główny deptak

on Sro Kwi 18, 2018 7:59 pm
Okazało się, że dziewczyna padła ofiarą oszustwa. Albo miała pecha, albo została po prostu wykorzystana przez sprytnych biznesmenów znających kruczki w obowiązującym prawie.
- Następnym razem dobieraj ostrożniej współpracowników. - Niby ten komentarz był niepotrzebny i oczywisty, ale saiyanka nie potrafiła pomóc w tej sprawie, która jednak mało ją interesowała. Dziewczyna już chciała odejść, ale została skuszona możliwością zakupu czegoś fajnego.
- Jest po prostu nieśmiały. Chodź. - Odwróciła się do nameczanina, a następnie poszła do sklepu. Uważała jednak cały czas na to co się działo wokół. Na Vegecie często stosowało się motyw ''potrzebującego pomocy'', który polegał na zwabieniu naiwnych osób w mniej zaludnione miejsce pod pretekstem potrzeby pomocy, a wtedy wymuszało się na takich osobach pieniędzy pod groźbą utraty życia. Ta, saiyanka przerabiała to kilka razy. Tak więc wracając... była uważna cały czas, aby wyczuć i uniknąć takiej sytuacji. Zaczęła chodzić po sklepie i rozglądać się po półkach i gablotkach w poszukiwaniu jakiś przedmiotów, które by ją zainteresowały w korzystnej cenie. W międzyczasie wysłuchiwała dziewczynę. Najbardziej zainteresowała ją kwestia walki.
- Mogę się bić. Pokaż mi tylko z kim.
avatar
Vanilla
Admin
Admin
Liczba postów : 741
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

Identification Number
Punkty Życia:
2700/2700  (2700/2700)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Główny deptak

Yesterday at 1:23 pm
„Najemnik?” – Vanilla zmarszczył brwi, złożył ręce na piersi przed sobą i udawał mądrego, choć znowu nie nadążał za rozmową. W wiosce nie istniała taka rola jak 'najemnik'.

Gdy kobieta zaczęła rozglądać się maniakalnie, Vanilla zaczął robić dokładnie to samo całkiem instynktownie i na poważnie. Obniżył nieco pozycję i zaczął wypatrywać zagrożenia w tłumie ludzi na deptaku. Nauczył się tego w czasie polowań i właściwie nie widział problemu w tym, by w mieście wykorzystać tę umiejętność. Nie zdążył jednak nikogo podejrzanego wypatrzeć, ponieważ kobieta zaczęła popychać go do środka. W momencie rozproszył się całkiem, wyprostował i z miną nieogarniętego obcokrajowca pozwolił się poprowadzić do środka.

- Tak… my jesteśmy ze sobą. – odpowiedział kobiecie jakby nigdy nic.

Dla Nameczanina nie istniało coś takiego jak związek romantyczny dwojga osób, które nazywa się parą. Jego życie w tym zakresie polegało na czymś zupełnie innym, a dla Vanilli całkiem obce były w ogóle koncepcje bycia w parze z drugą osobą. O wyborze Nameczan, którzy mają złożyć jaja, decyduje Guru, wybierając osobniki o odpowiednich cechach, by narodziło się dziecko, jakiego wioska właśnie potrzebuje, na przykład przyszły mistyk albo medyk. Był to temat tabu dla wszystkich mieszkańców, a Vanilla nie został do tej pory wyznaczony do rozrodu, więc nie wiedział, jakie relacje mają między sobą łączące się w parze osobniki i jak się to właściwie robi. Na pewno nie pozostawali w żadnej relacji romantycznej po dokonaniu aktu miłosnego. Ktokolwiek zresztą był rodzicem danego Nameczanina, nie rodziły się między nimi silniejsze związki niż z innymi braćmi w wiosce. Wszyscy traktowali się z równą troską, szczególnie dzieci. Nie wyklucza to oczywiście tego, że Nameczanin mógłby kiedyś być z kimś w związku i żywić do kogoś miłosne uczucia, choć byłoby to raczej miłością platoniczną niż erotyczną. Koniec końców mógłby nawet rozmnożyć się z własnej woli z kimś innym lub dokonać innych aktów płciowych, niemniej na pewno nie było to standardowe i mogłoby wprowadzić co najmniej w zawstydzenie. Dlatego właśnie Vanilla nie widział nic złego w stwierdzeniu, które użył w stosunku do Kurisy. Przyszli razem, więc przyszli ze sobą. Logiczne. Nic więcej nic mniej.

Wnętrze sklepu było dla Vanilli jak Sezam z mnóstwem skarbów. Wydał z siebie tylko ciche „Łooo…” i słuchając jednym uchem właścicielki, przyglądał się przeróżnym rzeczom na wystawie. Gdyby można było ich dotknąć, zmacałby je z przemiłą chęcią. Dopóki kotołak nie poruszał się, Vanilla pochylił się lekko do przodu i zaczął oglądać go dokładnie z każdej strony jak samo jak inne eksponaty, ręce trzymając splecione za sobą. Dopiero, gdy tamten spojrzał na niego zaskoczony, Nameczanin wyprostował się zmieszany i w podskokach poszedł kawałek dalej.

„Kradzież…” – Vanilla zastanowił się krótko nad tym. Pamiętał dobrze, jaką lekcją zrobił mu Mistrz Taiko, gdy ten podkradał różne rzeczy w wiosce jeszcze jako mały szkrab. Publicznie przed wszystkimi mieszkańcami został nazwany złodziejem i wydalony z wioski. Z oczami pełnymi łez zmierzał już samotnie w stronę wyjścia. Dopiero tuż za bramą Mistrz wyjaśnił mu, że to miała być dla niego tylko gorzka lekcja.

„Kradzież zawsze spotka się z karą, młody uczniu.” - mawiał

- Nie lubię nieuczciwych Nameczan. Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą, by kogoś pouczać, ale na pewno każda kradzież musi spotkać się z karą. Posiadasz, bracie, jakieś dowody na to, że zostałeś oszukany? Co zostało ukradzione? - zapytał kobiety, zwracając się do niej w formie męskiej, ponieważ w wiosce nameczańskiej nie było kobiet i nie znał innego sposobu. O ile zrozumiał niedawno, że Kurisa chciała, by mówiono do niej w formie żeńskiej, nie przeszło mu przez myśl, że inne kobiety też. Tym bardziej, że Kurisa raczej wyróżniała się rasowo, miała kobiece kształty. Uznał, że może w jej kulturze wypada mówić inaczej. Natomiast zleceniodawczyni wyglądała nieco inaczej, bardziej chłopięco, więc nie połączył faktów.

______________________

Vanilla,
Head Admin
avatar
NPC.
Liczba postów : 2051
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Główny deptak

Yesterday at 8:38 pm
- Nie ucz o biznesie! Kastę wykwalifikowaną! - Wyszczerzyła kły wyciągając spod lady srebrzystą, pancerną walizkę i zaczęła ją otwierać.
- Dacie im po mordzie i poślecie pozdrowienia od Heingarfield! - Zerknęła na kotołaka lekko zniesmaczona, ten zjeżył sierść czując na sobie ciężki wzrok i odwrócił się.
-He he he...jak zawsze, moje kocie uszy nie słyszą, moje kocie oczy nie widzą. Powiedz, czy te tabletki na porost sierści jeszcze masz? - Spytał zakłopotany humanoidalny kocur, ale ciężki wzrok narastał i w odpowiedzi jedynie uniósł łapy ku górze - Dobra, dobra potem pogadamy -

-Tak ma być, nie przerywa mi się. W każdym razie zielony chce dowodów? Proszę bardzo - Odwróciła walizkę, a oczom dwójki początkujących najemników pojawił się film z nagrania. Wielki ekran odtwarzał trójkę bandziorów, którzy włamali się do środka, zdezaktywowali systemy alarmowe i ukradli dziwną, czarną szkatułkę. Pojemnik wielkości głowy Kurisy z pewnością musiał zawierać coś cennego, w końcu dlaczego zleceniodawczyni miałaby się fatygować z ich najmem.
- Mój monitoring wykrył trzech jegomości, niby zakapturzeni, niby wredne mendy co przywłaszczyły co nie swoje. Rozpoznam ich wszędzie, chce im pokazać, że zadarli z niewłaściwą osobą. To tarczownicy, nieporadna grupa przestępcza spod miastowych murów, którzy to zajmują się drobnymi kradzieżami, włamami i uprzykrzaniem życia co słabszym mieszkańcom. W sumie są stosunkowo liczni, ale nawet lokalne władze nie kwapią się do ich przyskrzynienia ze względu na... - Uniosła dłonie ku góry i parą palców w każdej z nich ugięła je umownie - ...niską szkodliwość społeczną. - Wyciągnęła spod lady identyczną szkatułę, jak tą z nagrania.
- Mam większy zapas tego co zabrali, ale skoro im na tym zależało, to szykuje się u nich gruba akcja. Nie zrozumcie mnie źle... - zaczęła kiwać przecząco głową otwierając dobrze zabezpieczona szkatułę na elektroniczny szyfr. - Nie macie ich powstrzymywać, macie ich ukarać i poobijać paru z nich by przypomnieli sobie to i owo. - Wyciąga lizaka owiniętego w tęczową, półprzezroczystą folie. Barwą niezmiernie żółty, jak u owoców bananowca.
-Jakieś pytania, coś, ktoś? Kojarzycie zapewne co trzymam w ręku? - Zaczęła ochoczo machać dziwnym łakociem.
-Nazywam to gwiezdnym lizakiem, rodzinna receptura.

______________________


Sponsored content

Re: Główny deptak

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito