Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1195
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Miejsce rytuałów

on Nie Kwi 01, 2018 8:01 pm
Na środku wioski znajduje się okrągły plac, a na nim zarysowane są pewne tajemnicze symbole. Obok stoi coś w rodzaju podestu, na którym można coś położyć oraz podwyższenie dla kapłana. Jest to obszar, na którym odbywają się mistyczne i szamańskie obrządki. Ich przebieg i cel znany jest jedynie wioskowym, a jeśli jakiś gość bierze w nich udział, nierzadko musi udzielać się z zasłoniętymi oczami. Wszystko, co dzieje się w czasie takiego wydarzenia, jest oczywiście utrzymywane w głębokiej tajemnicy.

______________________


avatar
NPC.
Liczba postów : 2392
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Miejsce rytuałów

on Pią Sie 24, 2018 7:48 pm
Gdy wyszli przez szałas, skierowali się właściwie na sam środek wioski. Tutaj krążyło sporo Nameczan, zajmujących się swoimi sprawami. Slan starał się jakoś zakryć swoim ciałem obecność kogoś skrytego pod kapturem, przynajmniej przed wzrokiem tych, którzy mogliby zainteresować się tą sprawą. Skierowali się dalej na obrzeża, gdzie na niewielkim placyku narysowany był okrąg. To było miejsce rytuałów. Tam znajdował się też wspomniany Nameczanin.

Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie jest to byle kto… Właśnie zajęty był odprawianiem jakichś rytuałów. Całe jego ciało otaczała wioletowa poświata. Jej kłąb skumulował w dłoni tak, że wywoływało lekki wiatr. Oczy płonęły mu ogniem, zasłaniając tęczówki i białka.  


Slan popatrzył beznadziejnym wzrokiem na Evana. Najwidoczniej nie miał zbyt dobrych przeczuć, co do tej rozmowy. Zaczął jednak, jako pierwszy.

- Witaj bracie Alladzie. Możemy przerwać na chwilę?

Mężczyzna na środku placu cały czas lewitował w powietrzu. Nie spoglądał w ich stronę, nie przyglądał się w tym momencie Lilou.

- Taaaak…?- mruknął z cicha basowym, męskim głosem.

- Przyszliśmy… - szukał potwierdzenia swoich słów, patrząc na Evana.  – ...w sprawie twojej podróży do miasta. Czy mógłbyś coś dla nas zabrać?

- Mmmm… co takiego? – zapytał, dalej nie tracąc skupienia na swoich sprawach.

Slan dźgnął Evana łokciem w żebro, żeby zmusić go do mówienia.

- Twoja kolej… - wyszeptał.

______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 65
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Pią Sie 24, 2018 9:54 pm
-Ależ ty jesteś uparty Slan! - poniósł ton swojego głosu zdenerwowany. Zmarszczył brwi mocno. Zamknął wieczko maści i obrócił się na pięcie by pójść w stronę miejsca gdzie spał mistrz Bali. Wsunął się do środka pomieszczenia odstawił maść i po chwili wrócił do dwóch braci. Broń mnie Boże przed tym co teraz uczynię...
-Chodźcie, nie ma czasu - rzucił krótko. Kiedy tylko oboje byli gotowi zdecydował się na "dowództwo" by pójść po prostu pierwszy i skierować dwójkę w odpowiednie miejsce. Z drugiej strony nie miało to znaczenia, bo brat Slan znał to miejsce równie dobrze co on. Kiedy doszli w końcu na miejsce to Slan zaczął mówić, spoglądał na niego jedynie kątem oka. Uwagę skupił na bracie Alladzie, zacisnął jedną pięść z zdenerwowania. Żeby on musiał robić coś wbrew w swojej woli, prawie. Przyszedł tu z własnej woli, choć nie czuł odpowiedzialności za to żeby odprowadzić brata do miasta. Kiedy został dźgnięty w bok, w tej samej chwili wziął głęboki oddech przez nos, aż można było usłyszeć świst powietrza i wypuścił je wolno przez usta.
-Mamy prośbę, czy istnieje... sposób żebyśmy poszli za Ciebie do miasta... albo doprowadził kogoś tam zamiast nas? - spytał się z typowym dla niego poważnym wyrazem twarzy. Jednak tylko dziewczyna i brat Slan mogli dostrzec, że rękę, którą w tej chwili ściskał drżała mu z strachu. Z strachu na to co może odpowiedzieć mu brat. Już słysząc pytanie mógł nabrać podejrzeń, do tego nie miał wątpliwości. Bał się jak ta cała sytuacja się rozwinie. Nigdy nie był w podobnej dla niego sytuacji i nie wiedział jak poprawnie powinien się zachować, tak jak zawsze czy zacząć panikować z powodu tego, że iż mimo pomaga bratu sam wpadnie w kłopoty. Przez głowę nie przychodzi mu rozmowa z Guru, nie mógł sobie wyobrazić tej rozmowy... Na samo myślenie o tym sprawiało, że oblewał go zimny pot z strachu. Jedyne co mu pozostało to czekać na odpowiedź, w tej chwili nie liczyło się nic więcej niż tylko JEGO odpowiedź. Miał surowy, poważny wyraz twarzy, a jednocześnie w środku buzowały w nim milion emocji które szalały niczym tornado. W pewnym momencie nawet czuł dziwne mrowienie mniej więcej na wysokości brzucha lecz zignorował je. Ta sytuacja nie powinna na niego tak mocno wpłynąć, a jednak zrobiła to. Szlag by to, gdyby nie brat Slan nie było mnie tu! Dałem się wpakować w kłopoty. Jestem skończonym idiotą...

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Sob Sie 25, 2018 12:04 am
Atmosfera w nowym miejscu była bardzo napięta. Było to czuć, widać i... słychać. Drżące głosy Slana i Evana dały do zrozumienia Lilou, że ten sposób wydostania jej z wioski nie jest bezpieczny. Ten nastrój udzielił się także kobiecie. Poczuła, jak jej serce bije mocniej i szybciej, a dłonie stają się zimne i mokre ze stresu. I choć nie widziała mężczyzny, do którego się udali, była nim przerażona. Miał bardzo niski, potężny głos. Słyszała wyraźnie nawet jego mruknięcie pod nosem. Jego wypowiedzi jednak nie świadczyły o tym, że jest jakkolwiek zainteresowany prośbą swych braci.

Lilou oddychała najciszej jak tylko potrafiła, chowając się za plecami Slana. Pomimo, iż stali na otwartej przestrzeni, miejsce to wydawało się być niesamowicie ciche i ciemne. A może to tylko jej kaptur, pod którym musiała skrywać zapewne kolor swojej skóry. W pewnym momencie nie wytrzymała i w trakcie rozmowy wychyliła się delikatnie zza ramienia Slana. Wystawały tylko jej ciekawskie, lekko żółte i kocie oczy. Mimo powagi sytuacji musiała na własne oczy zobaczyć tego, któremu będzie zawdzięczać pomoc lub... z którego słów prawdopodobnie będzie miała kłopoty. Nie dopuszczała do siebie myśli, że któryś z mieszkańców wioski mógłby ją zranić. Nie wyglądali na takich. Ale ona jest tu tylko kimś obcym.

Piwne oczy wychylające się zza zaprzyjaźnionego mężczyzny zamrugały dwa razy ze zdziwieniem. Ten przedstawiciel rasy nie wyglądał jak ci, z którymi przyszła. Wydawał się dużo większy, a na pewno wyglądał mniej sympatycznie. Największym zaskoczeniem były dla niej oczy, które spowijał fioletowy płomień. Lilou nie mogła w takiej chwili odezwać się nieproszona, więc tylko bacznie obserwowała wszystkich trzech mężczyzn i śledziła ich rozmowę, w oczekiwaniu na pozytywne zakończenie.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2392
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Miejsce rytuałów

on Sob Sie 25, 2018 1:43 pm

Allad zainteresował się przybyszami dopiero w momencie, gdy głos przejął brat Evan i wypowiedział swoje ... enigmatyczne zdanie. Skierował swoją zdziwioną twarz w jego kierunku. Jego oczy wciąż płonęły, nie dając rozmówcom możliwości odczytania z nich czegokolwiek. Wtedy spostrzegł zakapturzoną osobę wątłej postury. Zmrużył powieki nieufnie. Zniżył powoli swój lot, aż w końcu jego stopy stanęły na ziemi o krok od przybyszów. Był wielki, dużo większy, starszy i z pewnością silniejszy niż Slan i Evan razem wzięci. Bił od niego niepokojący chłód.

- Kto to jest? – zapytał krótko, ściągając Lilou szybkim ruchem kaptur z głowy, bez pardonu. Gdy zobaczył kudłatą głowę dziewczyny, zmroził spojrzeniem pozostałych Nameków. – Chcecie mi powiedzieć… że przyprowadziliście do wioski obcego?
- Bracie… nie mieliśmy wyboru… - zaczął trwożnie tłumaczyć się Slan.
- Czy ty wiesz… jakie to niebezpieczeństwo? - odburknął, nie czekając na żadne wyjaśnienia lub je ignorując.

W tym momencie chwycił Lilou za nadgarstek i ścisnął z całych sił, wykręcając na bok. Chciał zmusić ją w ten sposób do klęknięcia. Wtedy położył drugą, szponiastą rękę na jej klatce piersiowej. Magiczne nici trysnęły z jego dłoni i wbiły się z impetem w ciało dziewczyny. Czuła, jak drżące prądy jego KI przenikają przez całe jej ciało, docierając do duszy. Czytał z jej serca… A czego się dowiedział?

______________________


avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Sob Sie 25, 2018 4:44 pm
Lilou drgnęła, gdy obcy zielonoskóry zdjął jej kaptur. Patrzyła na niego wielkimi oczami, pełnymi niepewności. Mimo tego, jak straszny był, nie opuszczała wzroku. Syknęła z bólu, kiedy ten ścisnął jej nadgarstek i upadła na kolano, podpierając się drugą ręką o ziemię. Zacisnęła zęby i patrzyła na Allada z wyrzutem. Wtedy on bez zawahania wbił w jej serce nici, wyglądały jakby były powleczone ogniem - takim samym jaki spowijał jego oczy.

- Aghhh - znów syknęła, przeszyło ją okropne uczucie. Wszystkie jej mięśnie spięły się, a na dłoni o którą się podpierała pojawiły się wyraźne zarysy kości. Zacisnęła z całych sił powieki. To było jak tortury. Wstrzymała więc oddech i starała się tylko zachować równowagę.

Płonące nici przenikały na wskroś jej ciało. Lilou nie była już przerażona, raczej próbowała z nimi walczyć. Nie wpuszczać ich do siebie... Ale nic to nie dało. Dotarły do najmroczniejszych zakamarków jej duszy. Na chwilę jej świadomość wygasła.

Wtedy... [kontynuacja soundtrack'a z poprzedniego posta - odtworzyć na 0:51]







Z ciemności wyłoniła się wysoka postać, o grubych, bujnych włosach i bardzo umięśnionej posturze. Miał na sobie zbroję - wytrzymały i elastyczny pancerz. Kroczył dumnie przed siebie, likwidując każdego, kto mu się sprzeciwił. Każdego, kto wadził mu w wykonaniu swojej misji. Nie liczyło się dla niego pochodzenie, historia... Mężczyzna wyruszał w różne zakamarki świata, aby polubownie lub - chętniej za sprawą siły - werbować sobie wspólników, ale przede wszystkim... Bezlitośnie uśmiercał każdego, kto w jakikolwiek sposób wspierał Changelingów. Uważał ich za zdrajców. A najważniejsza w tym momencie była dla niego Vegeta.

Sam nie miał współczucia, zabijał kiedy tylko była potrzeba, a... Miał maleńką córkę. Z racji ich nielegalnych działań - ich, czyli grupy saiyańskich buntowników działającej pod przewodnictwem księżniczki Carmilii - ukrywali ją w swej tajnej bazie. Była jego szczęściem. Małą, wesołą, niebieską kuleczką szczęścia, której chronił jak oka w głowie i dla której też poświęcał się w całości ich wspólnej sprawie. Gdy on wychodził, by robić co musiał, zostawała z nią matka, która nie była czystej krwi Saiyanką. Mimo to, czuła się w obowiązku przywrócić swej rodzinnej planecie suwerenność.

Rządzący obecnie Nową Vegetą Changelingowie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak niebezpieczny jest Courget - mąż, ojciec, ale także separatysta i zabójca. Gdy tylko dowiedzieli się o istnieniu dziewczynki, obrali ją za cel. Była to idealna karta przetargowa, aby ukrócić działania jego grupy, ale też kontrolować dziecko, które dziedziczyło ogromną moc po swym ojcu. Od tej pory czyhali tylko na swoją okazję, aby zyskać przewagę.

W tym jednym mężczyźnie znajdowały się takie pokłady złości i nienawiści... Tyle bólu i cierpienia miał na sumieniu. Tyle krwi na rękach, którymi na własną odpowiedzialność wymierzał sprawiedliwość. I pomyśleć, że to właśnie ona... Że to Lilou jest jego córką. Że ma ten sam potencjał, ale też te same pokusy. W końcu od młodości czuła, że jest inna, dlatego też zaciągnęła się do nielegalnych grup najemniczych. Czy stwarzała zatem takie samo zagrożenie?
avatar
Evan
Liczba postów : 65
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Sob Sie 25, 2018 5:07 pm
-Czekaj! Bracie to nie jest tak jak myślisz - rzucił pospiesznie widząc kiedy ten podchodzi do dziewczyny. Popatrzył na Slana i prychnął głośno pod nosem. Wiedział, że to się źle skończy, a mimo to poszedł, eh. Będzie przeklinał dzień w którym pomógł "bratu", miał jedynie nadzieję, że to wszystko skończy się dobrze. Taką miał nadzieję.
-Ale... On umarłby gdyby..śmy go nie wzięli - zaczął mówić powoli. W połowie zdania na krótką chwile zawahał się. Nie wiedział czy wpakować Slana w kłopoty czy samemu też się w to nie wpakować... Nie miał wyjścia, to on w głównej mierze uleczył go więc był po części winny. Kiedy jeden brat uklęknął,  Allad położył rękę na klatce piersiowej poczuł jak oblewa go pot z zdenerwowania. Szturchnął Slana w źebro.
-Co teraz? - szepnął do brata. Nie wiedział jak powinien pomóc jednemu jak i drugiemu bratu.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
NPC.
Liczba postów : 2392
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Miejsce rytuałów

on Nie Sie 26, 2018 1:55 pm

Allad nie miał dla Lilou ani odrobiny litości. Czy był tak potężny, że napawał się poczuciem górowania nad kimś? A może tylko nie chciał pozwolić sobie na współczucie? Może nie miał go dla niej? Czy tylko dla niej? Przemierzał zakątki jej duszy bez zahamowań. Oczy płonęły mu w tej chwili. Pod prześwitującymi promieniami KI, okalającymi całe gałki oczne, widać było, jak poruszają się w przypadkowych kierunkach. Badał, przemierzał, próbował zrozumieć o krok więcej niż wiedziała o sobie sama. Tacy byli potężni nameczańscy mistycy. Niedoceniani jako przeciwnicy, sprytni i zwinni jak łasice.

To uczucie było dla Lilou na swój sposób intymne. Przeszywały ją promienie, którym nie mogła się przeciwstawić. Nie była dość silna mentalnie. Odczuwała je jak palące korzenie, zagłębiające się w jej tajemniczy środek, do którego żadna istota żywa nie chciała nikogo wpuścić. On penetrował ją i robił co tylko chciał, miała wrażenie, że wkracza swoją duszą w jej ciało…

Prawda o nameczańskiej magii mówi jednak o tym, że wszystko, co robimy, ma swój koszt. I Allad musiał zapłacić swoją cenę za to, że z taką bezczelnością wdarł się z inną istotę. Tym razem cena była droższa niż sądził. Do umysłu dziewczyny dotarło bowiem, że Nameczanin przekroczył już pewną barierę, po której nie wiadomo, czy straci się zmysły czy zyska potęgę... Jego jestestwo było nieodwracalnie splamione. Można by nawet rzec, że… sprzedał swoją duszę. Czy ten fakt był komuś wiadomy? Czy Saiyanka mogła go wykorzystać?

- CO TY WYPRAWIASZ! – Lilou usłyszała ryk Slan, rzucającego się na brata Allada. Odepchnął go, przerywając rytuał. Stanął przed dziewczyną w rozkroku, gotowy nawet walczyć za nią. Może nawet zginąć? – Czy ty nic nie rozumiesz? Myślisz, że chcieliśmy wprowadzić tu obcego? On był samotny w dżungli, potrzebował pomocy i teraz potrzebuje, by ktoś zaprowadził go do miasta!

Allad został wytrącony z transu. Jego oczy zgasły. Dopiero teraz wszyscy mogli patrzeć na jego poważną, męską twarz. Czy spodziewali się mądrości i zrozumienia po swoim bracie?

- Niewinna istota, której przeznaczeniem jest dokonać krwawej zemsty ku chwale zepsutego reżimu sprzed tysiąca lat… Już mi go żal. - skomentował z wyczuwalną pogardą. I chyba nikt nie widział do końca, co miał na myśli. – Dobrze zrobiliście, że przyprowadziliście go do mnie i przyznaliście się do winy. W istocie ten osobnik nie może pozostać w wiosce ani jej okolicach. Jeśli to jest waszą prośbą, by zabrać go do miasta… może iść ze mną. – powiedział, na co Slan odetchnął z ulgą. Przetarł swoje spocone czoło. – Nie chcę karać was obu za swoją głupotę. – kontynuował Allad. – Jednak kara was nie ominie. Kto z was wprowadził go to wioski?
- JA! – zakrzyknął Slan, chcąc wziąć na siebie karę za całą tę sytuację.
- Zatem to brat Evan dostanie karę. – Allad popatrzył na Slana z nutką lubości dla swojego okrucieństwa. – To będzie dla ciebie lepszą karą. Poczucie winy za to, że ktoś inny cierpi z twojego powodu. Nie pójdę z tym do Guru, nie ma potrzeby, przynajmniej w tym momencie. Miałem jednak i tak wybrać sobie towarzysza do podróży. Evanie… - skierował swoje spojrzenie na Evana. - … spakuj swoje rzeczy. Masz 3 godziny. Potem wyruszamy. Powiem Baliemu o swojej decyzji, o to się nie martw. I zajmij się tym stworzeniem do czasu rozpoczęcia podróży. – zakończył, po czym ruszył w stronę środka wioski. - Chyba nie muszę ci mówić, że… jeśli ono ucieknie… będziesz miał gorsze konsekwencje?

______________________


avatar
Emi
Liczba postów : 71
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1500/1500  (1500/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Pon Sie 27, 2018 2:11 am
Lilou opadła wycieńczona na ziemię, jakby właśnie uwolniła się z czyichś sideł, kiedy to wierny jej Slan przerwał Alladowi zabawę. Zachwiała się, jakby była pod wpływem odurzenia. Nie było widać jej tęczówek, a więc nie widziała swojego przyjaciela, lecz słyszała wyraźnie, dopóki nie wypowiedział się drugi Nameczanin. Wtedy wszystko zwolniło, a w jej głowie odbijały się jego słowa niczym echo i krążyły od jednego ucha do drugiego. "Niewinna istota... Przeznaczenie... Krwawej... Zemsty...".

Odzyskawszy kontrolę nad swoim ciałem podparła się rękoma, a jej tęczówki wróciły na swoje miejsce. Wzrok skierowała na Allada, którego częściowo zasłaniał jej Slan. Była bardzo zmęczona. To posunięcie mistyka kosztowało ją wiele energii, gdyż starała się jemu opierać. Stojąc w miejscu czuła się, jakby stoczyła fizyczną walkę. Jej serce biło szybko i mocno, a w jej drobnym ciele kłębiło się na raz tyle uczuć. Gniew, przerażenie, ale też smutek i nostalgia.

Dziewczyna jeszcze nie do końca zrozumiała, co się właśnie stało. Miała wrażenie, jakby Allad zabrał jej cząstkę siebie, ale też musiał jej oddać cząstkę swej duszy - w zamian. Była jednak tak oburzona tym, jak właśnie podsumował jej osobę, że odepchnęła od siebie fakt, że on również nie jest święty. Miał coś na sumieniu, to pewne. Jednak kompletnie nieprzydatne w chwili obecnej, zwłaszcza, że mógłby obrócić przeciw niej zaprzyjaźnionego Nameczanina lub co gorsza - pozbyć się jej, ponieważ dowiedziała się o jego tajemnicy.

Zamiast rozmyślać o występkach Allada, analizowała długo jego słowa. W tle swojej bitwy z myślami słyszała rozmowę Nameczan. Stwierdziła, że nie ugra nic, jeśli teraz wybuchnie emocjonalnie, choć miała na to ogromną ochotę. Mistyk opowiadał o niej kłamstwa i nie powinna sobie na to pozwolić, jednak żal jej było Slana... W końcu zawdzięcza mu życie.

- Wysłuchaj mnie, Panie - wstała i położyła dłoń na piersi, próbując jakoś uspokoić łopoczące serce - Nie jestem pewna, dlaczego pałasz wobec mnie takim uprzedzeniem, ale wiem jedno. Nie mam nic wspólnego z reżimem, o którym mówisz. Moi przodkowie setki lat temu opuścili Vegetę, aby zamieszkać spokojną planetę, z dala od wojen domowych. Nie mam za co się mścić, wychowałam się z najspokojniejszymi Saiyanami, jakich można było spotkać. Owszem, nie należę do takich, co nie mają sobie nic do zarzucenia, ale to przeznaczenie na pewno nie dotyczy mojej osoby. Poza tym... Każdy Saladianin wie, że Namek to centrum wszechświata. Skąd więc w Tobie taka niechęć do obcych? Z tego co wiem, jest tu pełno przybyszów z różnych części galaktyki...

Na moment zamilkła. Wypuściła powietrze i nadal biła się z myślami. Miała ochotę powiedzieć Slanowi, co ujrzała, ale przecież nie mogła. Nie tutaj, nie teraz. Nie przy nim. Opuściła wzrok w ziemię i wyraźnie posmutniała.

- Poza tym... - kontynuowała z zaszklonymi oczami, które podniosła na Allada - Proszę, nie karaj żadnego ze swych braci. Jeśli ktoś jest tu winny, to jestem to ja. A mimo wszystko, zawdzięczam jednemu z nich życie - w tym momencie jej wzrok skierował się ku Slanowi, ale szybko wrócił w kierunku mistyka, a Lilou ciągnęła dalej smętnym głosem - Teraz tylko jego mam na tej planecie. Nie mam rodziny, przyjaciół. Czy gdybyś to Ty znalazł mnie w puszczy i porzucił jak zwierzę, ponieważ nie mam zielonego koloru skóry, czy Wasz Guru byłby dumny z takiej postawy swojego ludu? - w tym momencie zrobiła pauzę, tak jakby sama się zastanawiała, co zrobiłaby w takiej sytuacji, jak i dała czas Nameczaninowi na własne przemyślenia - Chcę tylko dostać się do miasta, zacząć nowe życie. Nie zależy mi na sporach ani ofiarach. By dłużej nie wzbudzać podejrzeń mieszkańców wioski, jestem gotowa w każdej chwili ruszyć w drogę.
avatar
Evan
Liczba postów : 65
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Pon Sie 27, 2018 12:27 pm
Nie sądził, że Slan rzuci się na brata Allada. Stanął na chwilę jak wryty widząc to co się stało. Miało być prosto, miło i przyjemnie, ale jak zawsze coś musiało się schrzanić. Zawsze tak jest! Kiedy słuchał słów brata Alaada nie mógł uwierzyć, że obwinił jego karą mimo, że to Slan przyprowadził go do miasta. Zacisnął dłoń w pięść z zdenerwowania.
-Co ty chrzanisz?! Przyszliśmy tu po pomoc, a ty tak się nam odwdzięczasz?! - powiedział, a raczej wrzasnął zdenerwowany. Nie mógł uwierzyć, że brat na którym zawsze mógł polegać zrobił mu coś takiego. Chcieliśmy tylko prosić o pomoc, a zamiast tego brat Allad mówił tak jakby oboje popełnili co najmniej jakąś zbrodnie. I on się miał spakować w 3 godziny? To go nie dziwiło, ale dziwił fakt, że w jego głosie nie wyczuł ani grama troski czy współczucia. Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegł? No tak, wcześniej nie było takiej sytuacji.
-Jeżeli TY nam nie pomożesz pójdziemy z tym do Guru! - rzucił oburzony. Nawet słowa dziewczyny mało na niego wpłynęły. Bez namysłu złapał Slana i dziewczynę za nadgarstki i pociągnął ich za sobą ciągnąc ich w stronę Domu Wodza. Co jak co, ale tego wszystkiego nie zostawi, nawet jeżeli będzie musiał zostać wydalony z wioski za popełnienie błędu lecząc obcego, którego Slan przyprowadził do wioski.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
NPC.
Liczba postów : 2392
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Miejsce rytuałów

on Pon Sie 27, 2018 10:27 pm
Allad odczekał chwilę. Pozwolił i Lilou i Svenowi wyrazić swoje zdanie na ten temat. Ich burzliwa reakcja była do przewidzenia, raczej nie spodziewał się, że z podkulonym ogonem przyznają się do winy i przyjmą karę. Miał przy tym całkiem poważną miną. Nie nabijał się z nich nie szydził. Właściwie wysłuchał ich opinie cierpliwie. Wyraz twarzy miał trochę znużony, z przymrużonymi oczami.

- Przodem, Evanie. Idź z tym do Guru. Ciekaw jestem, czy znajdzie czas na twój problem pomiędzy decyzjami o losie naszej nacji. I w jaki sposób ukaże cię za łamanie podstawowych zasad wioski, które wpajane nam są od maleńkości. – odrzekł. – W istocie wam pomagam, gdybyś był tak łaskaw to zauważyć. Chcieliście, żebym zabrał tę istotę do miasta i zrobię to. Ba! Nawet pomagam wam uniknąć przykrych konsekwencji wygnania na banicję… Rzeczywiście… jakie do skurwysyństwo z mojej strony. – zakpił oburzony nie mniej niż sam Evan.
- Daj już spokój, Evan… - mruknął Slan, kładąc rękę na ramieniu chłopaka, by go uspokoić.
- Co do ciebie… - Allad skierował się do Lilou z miażdżącą stanowczością. – Niejeden demon szeptał mi do ucha kłamstwa słodsze niż twoja piękna buzia.- rzekł, wyrażając tym samym nieufność i niedowierzanie.

Nagle z głębi dżungli rozniósł się po całej okolicy okropny ryk … jakby lwa czy wściekłego goryla. Był tak donośny, że doszedł nawet do środka wioski nameczańskiej.

- Hmmm… - mrukął Allad. – Musimy to zbadać. Czas skraca wam się do pół godziny. Potem wyruszamy. Spotkamy się pod bramą.

Po tych słowach Allad pobiegł w swoim kierunku, dając reszcie chwilę prywatności.

Slan popatrzył drżąco na Lilou, ale przede wszystkim na Evana. Patrzył na jego twarz ze smutkiem i poczuciem winy.

- Evan… wybacz. Nie chciałem, żebyś miał kłopoty… Ja tylko chciałem pomóc tej istocie… - tłumaczył się gorączkowo. – Dam ci wszystko, co mam, żebyście poradzili sobie na wyprawie. Mam nadzieję… że mi wybaczysz… - głos rzeczywiście zaczął mu się łamać.

---

10% szans na przekonanie Allada – rzut łączony Sven i Lilou
+5% argument dotyczący długu życia
+5% przyjęcie na siebie winy (Lilou)
+5% odwołanie się do sumienia/etyki moralnej
+5% odwołanie się do autorytetu
+5% groźba Svena
=35% szans na przekonanie Allada
1-35 sukces
36-66 – lekka porażka
67-99 – porażka
100 – szczęśliwy traf


Ostatnio zmieniony przez NPC. dnia Pon Sie 27, 2018 10:50 pm, w całości zmieniany 1 raz

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 715
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Miejsce rytuałów

on Pon Sie 27, 2018 10:27 pm
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 76

______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 65
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Miejsce rytuałów

on Pon Sie 27, 2018 11:21 pm
Nie zrobił nawet dwóch kroków do przodu, a słowa Allada spowodowały, że zatrzymał się w miejscu i wbił w niego swoje gniewne spojrzenie. Mocno zmarszczył przy tym brwi, wiedział z czym powinien się liczyć kiedy wypowiadał  te słowa. Nie sądził, że ktoś może go wyprowadzić z równowagi w tak krótkim czasie, a jednak ktoś taki się znalazł. Puścił oboje z nadgarstków. Miał ochotę podejść do niego złapać za łachy i zdzielić go pięścią. Obie pięści mocno ścisnął w geście gniewu. Niech ja Cię kurła dorwę... Spojrzał na Slana gniewnym spojrzeniem, jednak po chwili jego gniew zastąpiło zaskoczenie. Ryk... Przecież to powinno być daleko stąd...
-Co do... - mruknął pod nosem. Nie sądził, żeby jego osoba była ważna w tej wyprawie, ale zrobi to chociażby dla własnej satysfakcji oraz dla brata Slana. Nie pozostaje nic innego niż spakować się... Oby chociaż ta wyprawa była spokojna. Wyprostował się i wziął jeden głęboki oddech na uspokojenie, podziałało, lecz tylko w bardzo małej części. Spojrzał na Slana kiedy ten zaczął się tłumaczyć, westchnął i wzruszył lekko ramionami. Położył dłoń na jego ramieniu w geście pocieszenia.
-Nie martw się za wiele, dobrze zrobiłeś. Ja zrobiłbym to samo. Nie robiłeś nic co trzeba by wybaczać, głowa do góry - rzekł i przytulił go lekko jedną ręką widząc, że głos mu się łamie.
-Spotkamy się przy bramie - rzucił i skierował swoje nogi do szałasu lekarskiego by się spakować. Tam miał większość swojego dobytku, pomijając ubrania, które były po prostu w domu.

z/t do brama wejściowa

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

Sponsored content

Re: Miejsce rytuałów

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito