Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1202
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Szałas lekarski

on Nie Kwi 01, 2018 8:01 pm
Było to niewielkie pomieszczenie, w którym stały cztery ściśnięte obok siebie polowe łóżka nakryte prześcieradłami i kocami, oddzielone kotarami, gdyby ktoś potrzebował więcej prywatności. Obok nich stały drewniane stoliczki, na których można było coś postawić. Brakowało sztucznego źródła światła, promienie przebijały się delikatnie przez szparę w materiałowej narzucie na wnęce drzwiowej. Miejsce to było ciche i spokojne, przeznaczone głównie do snu. Stłumione światło miało przyjemny charakter, a w powietrzu unosił się zapach siana wlatujący z dworu. Nameczańska wioska sprzyjała medytacjom, chociaż nie każdy lubił tę czynność. Potrafiła wywołać dużo niepokoju.

Medycy przesiadywali w pokoju obok, przez który trzeba było przejść, aby wejść głębiej i zobaczyć się z chorymi. Pilnie strzegli tego, kto i w jakim celu tutaj przychodził. Tam też zajmowali się na co dzień ścieraniem ziół i przygotowywaniem naparów lub lekarstw.

Do grupy medyków należało kilku Nameczan, którzy wymieniali się o różnych porach dnia. Opiekę nad nimi sprawował jeden, najstarszy mędrzec, imieniem Bali, którzy bywał obecny najczęściej. Oddawał się sztuce medycznej bez reszty, potrafił nauczyć wielu przydatnych umiejętności i chętnie dzielił się wiedzą nawet z tymi, którzy nie byli medykami. Zawsze głęboko wczuwał się w sytuację swoich pacjentów i póki byli pod jego kuratelą, mogli czuć się zaopiekowani i bezpieczni.

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Nie Kwi 08, 2018 10:59 pm

" Van obudził się, sam nie wiedział ile czasu upłynęło, w głowie mu szumiało. Leżał na nameczańskim posłaniu, gdzieś w okrągłym pomieszczeniu wypełnionym starymi relikwiami. Poczuł ból gdy się poruszył, dźwignął się do pozycji siedzącej na tyle ile dal radę i nabrał powietrza. Oblizał spękane wargi, na szczęście obok była misa z wodą którą opróżnił w przeciągu chwili. Pierś miał starannie zabandażowaną a na jej środku spoczywał stary medalion. Podparł się na łokciu, opanowując ból przeszywający nogi. Znieruchomiał w jednej chwili gdy przy drzwiach na moment znikło przebijające się światło, ktoś miał zaraz wejść do pomieszczenia... "
\

Jak się okazało Szarowłosy znajdował się w pomieszczeniu uzdrowicieli, to oni musieli się nim zająć. Teraz gdy zieloni bracia poskładali mu ciało do kupy, chłopak mógł powoli odzyskiwać siły. Na twarz przywołał wyraz spokoju i powagi. Gdy tylko drzwi się otworzyły wszedł jeden ze starszych tubylców, bez namysłu podszedł i sprawdził stan pacjenta. Najwidoczniej zdrowiu młodego nie zagrażało nic co wydarzyło się kilka dni temu i połówka mógł wrócić do monotonnego życia w wiosce. Niestety był zbyt młody aby używano na nim magii, co skutkowało długotrwałym odzyskiwaniem sprawności fizycznej.

- Coś ty sobie uczynił, Młody Uczniu..

- Masz czelność nazywać mnie uczniem... po tym co zrobiliście... Nie uczyniłem sobie tego sam, to wasze dzieło... Wybraliście dla mnie Drogę która jest sprzeczna z moją naturą i przeznaczeniem...

Tubylec zadrżał na słowa którymi rzucał w niego Van, a powoli zaczęła ogarniać go wątpliwość. Mimo to mieszkaniec wioski słuchał i nie zamierzał przerywać fali frustracji jaka wylewała się z Halfa. Gdyby tylko nogi mogły go utrzymać, rzuciłby się do drzwi i wybiegł daleko poza wioskę. Szyderstwo w głosie Saiyanina rozgniewało staruszka, ten zmarszczył brwi, choć starał się zachować opanowany wyraz twarzy. Nieoczekiwanie Van poznał odpowiedzi na wiele pytań.

- Moglibyśmy porozmawiać... Drogi Chłopcze... Chcę żebyś zobaczył prawdę moich słów... Dlaczego taką wybraliśmy dla Ciebie ścieżkę.

- Co pojąć ? Że to wszystko kłamstwo... Nic co płynie z twoich ust, nie zmusi mnie do porzucenia tego w co wierzę... Oszukaliście mnie... Odejdź !

Half obrócił się na bok, ale próba kręcenia się na łóżku kosztowała go wiele sił i w konsekwencji po prostu runął na ziemię. Słychać było wyrazy bólu, rozchodzącego się po całym ciele. Nie zważając na to co się stało szarowłosy powoli zaczął podnosić się na rękach. Wrócił z trudem na łóżko i odprawił tubylca machnięciem ręki jakby dawał mu do zrozumienia że chce zostać sam. Wiele godzin bił się z myślami o tym co przytrafiło mu się jeszcze kilka dni temu. Uratowane życie, kim była tamta istota, dlaczego zrobiła to co zrobiła. Wojownik miał wiele pytań a nikt nie chciał mu wyjawić choć kawałka prawdy, ten stan wprawiał go coraz to większą złość. Dni mijały a Van nie przyjmował żadnych odwiedzin, zostawał sam se sobą starając się w medytacji zajrzeć w głąb duszy, niestety nie przynosiło do żadnych efektów...

Miał zamiar jak najszybciej odzyskać siły i opuścić wioskę szukając odpowiedzi. Każdego dnia podrywał się z łóżka starając utrzymać równowagę a gdy tylko mu się to udało, brał stojące obok drewniane podparcia i wychodził na zewnątrz...


OCC: Odzyskuje Siły. Wink Jeśli już w tym etapie chcesz mnie przejąć Vulfii to proszę.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Czw Kwi 12, 2018 9:02 pm

Van leżał wiele godzin na jednym z łóżek w szałasie medycznym.

Było to niewielkie pomieszczenie, w którym stały cztery ściśnięte obok siebie polowe łóżka nakryte prześcieradłami i kocami, oddzielone kotarami, gdyby ktoś potrzebował więcej prywatności. Obok nich stały drewniane stoliczki, na których można było coś postawić. Brakowało sztucznego źródła światła, promienie przebijały się delikatnie przez szparę w materiałowej narzucie na wnęce drzwiowej. Miejsce to było ciche i spokojne, przeznaczone głównie do snu. Medycy przesiadywali w pokoju obok, przez który trzeba było przejść, aby wejść głębiej i zobaczyć się z chorymi. Pilnie strzegli tego, kto i w jakim celu tutaj przychodził. Tam też zajmowali się na co dzień ścieraniem ziół i przygotowywaniem naparów lub lekarstw.

Do grupy medyków należało kilku Nameczan, którzy wymieniali się o różnych porach dnia. Opiekę nad nimi sprawował jeden, najstarszy mędrzec, imieniem Bali, którzy bywał obecny najczęściej. Oddawał się sztuce medycznej bez reszty, potrafił nauczyć wielu przydatnych umiejętności i chętnie dzielił się wiedzą nawet z tymi, którzy nie byli medykami. Zawsze głęboko wczuwał się w sytuację swoich pacjentów i póki byli pod jego kuratelą, mogli czuć się zaopiekowani i bezpieczni.

Obecnie nie było tam żadnego innego pacjenta, więc Van miał możliwość w samotności przemyśleć, co wydarzyło się jeszcze niedawno. Stłumione światło miało przyjemny charakter, a w powietrzu unosił się zapach siana wlatujący z dworu. Nameczańska wioska sprzyjała medytacjom, chociaż nie każdy lubił tę czynność. Potrafiła wywołać dużo niepokoju.

- NIE! – nagle zza kotary wejściowej rozległ się głos starszego medyka Baliego, który niedawno opatrywał Vana i doglądał go od czasu do czasu. Słońce rzucało cień na materiał, więc Van widział sylwetki dwojga Nameczan – Zostaw go w spokoju, Alluni. Van potrzebuje teraz zregenerować się.
- Wrócił w tak ciężkim stanie, mam prawo wiedzieć. – odparł Alluni zdecydowanym, nieprzejednanym tonem.

Alluni był jednym z mistyków w wiosce, dawnym uczniem Taiko. Szanowanym i doświadczonym, ważnym mędrcem po śmierci tamtego.

- Alluni, ja decyduję, kto może wejść i niepokoić pacjentów! – stary medyk niemal krzyknął gromko.
- A JA decyduję o tym, kto wychodzi i wchodzi do wioski. ON złamał zasady. I teraz chcę z nim o tym porozmawiać.
- Zwady to najgorsza rzecz, jaką możecie teraz obaj zrobić, rozumiesz? – w głosie starca pojawiła się nawet nuta rozpaczy.
- Kto powiedział, że będziemy się kłócić? Ty miałeś okazję zbadać go na swój sposób. Teraz ja chcę go zbadać na mój… - odparł ten drugi.

Van przebywał w wiosce od dziecka i dobrze wiedział, co miał na myśli Alluni. Chciał zbadać go mistycznie. Przeniknąć do jego ciała swoją KI, dokonując mistycznego rytuału.

Co zamierzał zrobić Van?

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Nie Kwi 15, 2018 2:37 pm
" Siły witalne wracały młodemu Halfowi... Zadziwiający proces, czuł że życie wraca do niego znacznie szybciej niż wcześniej... Odruchowo przesunął dłonią po bliźnie na klatce piersiowej... Poczuł bicie nowego serca... Silnego... Był gotów już teraz ruszyć do wyjścia, brakowało mu jednak wiedzy, co dalej... Gdzie miałby się udać... Z pomocą przyszedł mu Alluni... Szarowłosy nie wiedział skąd, ale przyszedł mu na myśl misterny plan, dzięki niemu mógłby otrzymać odpowiedzi na nurtujące go pytania o pochodzenie... "

Jeszcze kilka godzin temu Van leżał w łóżku, spokojnie zastanawiając się co tak naprawdę wydarzyło się na pustkowiu i jak tam trafił. Ostatecznie nie odbył samotnych medytacji a wrócił ciężko ranny z ogromną blizną na torsie. Tajemniczy kredowy starzec, przypominający tutejszych tubylców musiał go ocalić od niechybnej śmierci, ale dlaczego. Szkolony na kapłana Half przeszedł wiele praktyk nad medytacją, choć i ona nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Z Transu wybudziła go dopiero kłótnia dwójki znajomych mu zielonych mieszkańców. Niestety jak się okazało, Allunii próbował się wedrzeć do namiotu siłą, ich narastająca sprzeczka zaczynała potęgować gniew w Halfie którego wcześniej nie czuł...

Muzyka:
Spoiler:

" Zacisnął nerwowo pięści... Podniósł się z łóżka łapiąc za jeden drewniany kij który służył mu za podporę... Z zaciekłością machnął ręką a materiał jaki spoczywał nad wejściem odsłonił jego oblicze... Wyglądał jakby dopiero wrócił z Krainy Śmierci... Podkrążone oczy wpatrywały się w tubylca który śmiał wyrwać go z osobnego pomieszczenia... Stał równo i nie spuszczał z niego wzroku... "

- Czego chcesz... Ty i Twoje mistyczne praktyki...


Half odsłonił część szaty i pokazał wielka, ciągnącą się przez całą klatkę piersiową bliznę, a na jej środku spoczywał medalion. Stary, bardzo stary artefakt który był już kiedyś w rękach Połówki, o tym samym imieniu. Postawa ogoniastego wskazywała, że nie ustąpi, a Alluni będzie się musiał natrudzić aby zajrzeć w głąb jego duszy. Pomieszczenie wypełnił złowrogi duch, aż dało się czuć emanującą, negatywną aurę Van'a. Chłopak ani drgnął, bacznie wpatrywał się w postać zielonego, pozbawił otoczenie wszystkiego wokół, skupiając się na sylwetce starca. Miał zamiar posłużyć się dokładnie tą samą techniką, której chciał użyć Namek. Jeżeli spróbuje zajrzeć w pamięć saiyanina, ten zamknie szczelnie umysł i postara się złamać wolę mistrza Alluni w swoim wnętrzu. Instynkt kierował go w tę stronę, jakby już to kiedyś przeżył, a teraz ma możliwość obrony.

Nie wypowiedział ani jednego słowa, czekał aż tubylec spróbuje swojej techniki a wtedy z pojedynkują się w innej przestrzeni niż ta która ich otacza. Van postanowiił zaryzykować i skraść myśli Mistrza jak to on chciał uczynić. Podda go próbuje jego własnej techniki i pokaże, że jest dużo poważniejszą postacią niż starzec może myśleć... Wtedy dostanie odpowiedź na część nurtujących go pytań...

" Alluni... Nie zdawał sobie sprawy w jak mroczne serce chce zajrzeć... O czym miał zaraz się przekonać... "

OCC: Jak w opisie.

- Stawię Opór technice Allunii'ego / Staram się złamać jego wolę i to w jego myślach pogrzebać... Do tego posłużę się nowym sercem i medalionem o ile ma jakąś moc...
- Liczę na to że serce mojej dawnej postaci które teraz bije w tym ciele,  da mi jakąś przewagę.
- z KP wynika że Luscu szkolił mnie na Kapłana więc poziom medytacji i takich praktyk jakiś tam mam.
- Podejmuję walkę Wink jeśli Allunii będzie nalegał na Ścieżki Duszy... A wtedy Zobaczy jaki Mrok dla niego przygotowałem.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pon Kwi 16, 2018 6:18 pm
Obaj mężczyźni spojrzeli w stronę Vana, który właśnie stał w przejściu. Obaj byli mu dobrze znani, w końcu spędził całe swoje dzieciństwo w murach wioski.


Bali miał już swoje lata, ostro zakończony nos i uszy, a jego wyraz twarzy zdawał się być zawsze ponury i niesympatyczny. Wrażenie to szybko rozmywało się, gdy tylko wymieniło się z nim kilka słów. Miał wprawdzie stanowcze podejście do pacjentów, ale także wiele serdeczności dla chorych.


Alluni był widocznie młodszy, choć również nie można go było nazwać młodzikiem. Wkraczał powoli w wiek starszy, zdecydowanie nie byłby w stanie mierzyć się z silnymi wojownikami, ale wyczuwało się wokół niego silną aurę. Miał moc, jakiej wielu mu zazdrościło. A także niewiele cierpliwości.

Alluni zmierzył Vana nieprzychylnym wzrokiem, aż jego spojrzenie spoczęło w miejscu, gdzie widniała szrama pooperacyjna. Natychmiast popatrzył Halfowi w oczy z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Wskazał palcem na jego pierś.

- Co to? – zapytał napastliwym tonem, ignorując wcześniejsze słowa chłopaka. – CO TO MA BYĆ? – krzyknął, aż echo poniosło się przez spokojną wioskę. - Co ci się stało? Mów, natychmiast!

Van jeszcze nigdy nie widział Mistrza Alluni w takim stanie. Był nie tyle rozdrażniony, co… widocznie wkurwiony.

- ALLUNI! – ryknął za nim Bali, zagradzając mu drogę do Vana.
- Przeczucie nie myliło mnie. Wiedziałem, że to wszystko prowadzi do jakiegoś tragicznego zbiegu zdarzeń. PRZEKLĘTY TAIKO! – warknął.

Bali nie czekał ani sekundy dłużej. Puścił w stronę Alluniego wiązkę KI, która wypchnęła go namiotu na zewnątrz. Nameczanin wyleciał przez wejście i padł na ziemię.

- Ostrzegałem cię wystarczająco dużo razy, Alluni. – rzekł starzec.

Alluni pozbierał się z ziemi i otrzepał ubranie. Pocisk KI był jak zimny prysznic.

- Van, dobrze wiesz, że wyszedłeś bez pozwolenia. Wracasz i udajesz, że nic się nie stało, a na piersi masz szramę. – z jego ust posypał się potok słów. – Nie sądzisz, że zasługujemy na wyjaśnienia? Chcę zbadać, co ci się stało i jaki to ma wpływ na ciebie. Przecież wiesz, że to tylko dla twojego dobra.

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Sro Maj 30, 2018 4:25 pm
Muzyka:
Spoiler:

" Half stał naprzeciw Mistrza Allunii... Wyraz twarzy miał nieprzenikniony, jakby w tym momencie był całkowicie poza czasem a przestrzenią... Odległym o tysiące kilometrów miejscu, do którego nikt inny by się nie wdarł... Z jednej strony rozdarty a mimo to zdeterminowany, jego dusza płonęła gdzieś tak w środku, powoli podsycając ogień do kolosalnych rozmiarów... Van zrobił krok przed siebie aby skonfrontować się z zielonym tubylcem... "


- Odchodzę z wioski... Znam prawdę o mojej przeszłości, wiem kim jestem, moje przeznaczenie jest całkowicie sprzeczne z tym do czego mnie przygotowywaliście... Jeżeli staniesz mi na drodze, będę musiał odebrać Ci życie Mistrzu Allunii... Więc albo przepuść mnie i błogosław mi nową drogę albo przeklnij a moja noga nigdy nie postanie w tym miejscu... Nie próbuj żadnych magicznych sztuczek, znam je wszystkie i nawet tysiąc lat nie pozwoli mi o nich zapomnieć...


Wojownik poderwał się i kuśtykając szedł w stronę wyjścia, które zasłaniał mu zielony wódz. Van nie miał ochoty stawać z nim do pojedynku, wtedy wynik mógł być przesądzony. Albo zginie z ręki Tubylca co nie było by takie złe, albo reszta wioski rzuci się na niego z zetrze w proch. Wtedy jednak przypomniało mu się jeszcze coś ważnego. Był żywy, wrócił do świata, który kiedyś mu odebrano, jego komórka, każda jedna była saiyańską. Uśmiechnął się pod nosem i stanął w połowie drogi do Alluniego.

- Daję Ci wybór Mistrzu... Zejdź z mojej drogi albo zrównam wioskę z Ziemią...

Half dalej miał zamknięte oczy, przystanął w miejscu... Zaczął oddychać równo i powoli. Wprowadził się w trans, coś pokroju medytacji jakiej nauczyli go namecy. Jego duch był spokojny ale gotowy do ataku. Czuł jak emanuje w nim KI, rozprzestrzeniała się i kurczyła tu i tam, przechodząc przez całe ciało. Mógł przyspieszyć jej obieg, jak nurt rzeki. Prąd był coraz mocniejszy, rósł i rósł aż wszystko wokół zaczęło drgać. Chwilę później Half otworzył szeroko oczy, gwałtowny napływ energii rozniósł się po całym pomieszczeniu, tłukąc naczynia i przewracając mniejsze elementy. Chłopak zacisnął nerwowo pięści, a mięśnie zwiększyły swoją objętość, chwilowo zwiększony ciężar pozwolił ugnieść podłożę pod stopami, ale nie zapowiadało się na koniec. Ki iskrzyła się, pulsowała i wibrowała rozjaśniając całe pomieszczenie.

- Więc jak... Zatrzymasz mnie ? ...

Aura Vana nie ukrywała rozbawienia, na widok mizernego, okrytego wątłym ciałem Zielonego. Sam jednak przyjął pozycję bojową czekając na odpowiedź przeciwnika. Ogoniasty rozpiął górną część szaty i roześmiał się w głos, odrzucając biały materiał na bok. Potężnie umięśnione ciało robiło wrażenie na każdym wojowniku, ukazywało siłę i niezłomność, to czym jego rasa się szczyciła. Korzystając z okazji saiyanin zwrócił się do Mistrza Balii...


- Czcigodny Mistrzu Balii... Dziękuję za opiekę ale opuszczę wioskę jeszcze tego dnia, mam jednak wielką prośbę, gdyby Mistrz Allunii był mi nieprzychylny. Proszę obdarz mnie strojem jaki nosiła moja rasa. Wyruszał w daleką podróż, chcę odzyskać utracony Honor mojego Ludu... Położyć kres tyranii Zmiennokształtnych i przywrócić porządek na Planecie... Jestem to Winien pewnemu Staruszkowi -
uśmiechnął się pogodnie, wspominając Mistrza Luscu.

OCC: Ech straciłem, tamten Post, ten jest na pewno inny ale mam nadzieję że się spodoba. Daje wybór Mistrzowi Allunii albo zejdzie mi z drogi albo użyję nagrody z eventu i zmienię się w SSJ na czas pustoszenia lokacji. [ zrobię Bum jak vegeta ].
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:52 am
Wokół Vana i dwojga Nameczan zebrała się grupka gapiów. Obserwowali całą scenę, żywo wzdychając i z bijącymi sercami oczekując na wynik całego zajścia.

Gdy Van zbliżał się do Alluniego, ten stał z rękami złożonymi na piersi. Słuchał słów saiyanina z powagą, ale również nie tracąc zawziętości. Widocznie nie chciał pozwolić chłopakowi na takie zachowanie, ponieważ okazał w ten sposób jemu i wiosce brak szacunku, burzył autorytety. Mógłby doprowadzić nawet choćby do buntu, czego wioska chciała uniknąć za wszelką cenę.

- Zawsze byłem przeciwny przyjmowaniu obcego dziecka do wioski. Taiko już tu nie ma i bardzo dobrze. Pomieszało mu się w głowie na starość. Jaki z ciebie brat, skoro grozisz nam śmiercią? – wzburzył się. Zacisnął pięści. – Czy tego cię uczyliśmy?! Czy tego chciałby Taiko??!! – wrzasnął na całe gardło, aż żyły wyszły mu na szyi – TAK, przeklinam cię! Nie masz tu do czego wracać! Nie jesteś już naszym bratem. – krzyknął, odwracając się na pięcie. I o ile Van go nie zatrzyma, ruszy w kierunku baraku mieszkalnego.

- Nieee! – z tłumu wyrwało się jedno nameczańskie dziecko, chłopiec o imieniu Bulla w wieku około 7 lat. Wybiegł z tłumu i nie obawiając się wrogości ze strony Vana przywarł do jego nogi. – Van, nie odchodź! My cię kochamy i nie pozwolimy! – wyrzucił z siebie to, czego zapewne inni Nameczanie obawialiby się powiedzieć na głos.

- Vanie… - odezwał się Bali – Jeśli los wzywa cię i musisz odejść, my to uszanujemy. Nie zważaj na słowa Alluniego. W naszej wiosce zawsze czeka na ciebie twoje miejsce. Zawsze możesz powrócić. Nie posiadam stroju Saiyańskiego, na pewno będziesz mógł zakupić go w mieście… Poczekaj tutaj. – Bali wszedł do swojej chaty, wrócił po kilku minutach z jakimś urządzeniem, jakiego Van nigdy jeszcze nie widział. Bali wręczył go Vanowi do ręki. – To jest scouter, wkłada się na głowę. Służy do komunikacji. Na nim masz 500 jednostek Smoczego Oddechu. Za to będziesz mógł zakupić coś w mieście. – po tych słowach pozwolił sobie na krótki rodzicielski uścisk. – Obiecaj mi, że odnajdziesz Vanillę i z nim będziesz podróżował, przynajmniej na początku. Będzie wam razem raźniej. – poprosił, patrząc Vanowi głęboko w oczy. – Obiecaj. - dodał z silnym naciskiem.

---

Próba dyplomacji

5% bazowo

+10 % - poruszenie i powaga sytuacji
+10 % - prawda na temat Vana
+ 5% - nastawienie nameczan
+10% - zagrożenie
+10% - argumentacja
= 50% szans

1-50 - sukces
51-99 – porażka
100- szczęśliwy traf

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 736
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:52 am
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 15

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 193
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
1300/1500  (1300/1500)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:06 pm
Muzyka:
Spoiler:



" Wódz odwrócił się do Vana Plecami i Przeklinając jego wybór ruszył przed siebie... Nikt wcześniej tego nie zrobił... Taiko... Luscu... Byli zupełnie inni i ich młody Half darzył bezgranicznym szacunkiem... Ale słowa jakie wypowiedział Allunii otworzył wszystkie możliwe bramy wściekłości Ogoniastego... Gotów był wydrzeć mu serce z piersi a ciało rzucić w nieskończony ogień... "

.Taiko już tu nie ma i bardzo dobrze. Pomieszało mu się w głowie na starość.

- Jak Śmiesz...Wzywać Jego imię w taki sposób... Nie dorastasz mu nawet do pięt Allunii... Twój czas przeminie... Nie zapiszesz się w pamięci nikogo, okrywasz Hańbą cały swój lud, przeklinasz mnie choć twój Brat osobiście sprowadził mnie do wioski... Jeżeli jeszcze raz pohańbisz imię Taiko, przyrzekam że odbiorę Ci życie...

Saiyanin wymierzył palcem w plecy wodza wioski, mówił głośno aby ten zrozumiał każde jego słowo. Nagle poczuł jak jedno z dzieci ciąga go za nogawkę. Van momentalnie odrzucił złość jakby było to coś nieistotnego. Spojrzał na malca i ze spokojnym przyjaznym wyrazem twarzy powiedział do zielonego.

- Nie będzie to aż takie proste braciszku... Kiedyś na pewno się spotkamy ale do tego momentu pamiętaj... Będziesz służył wiosce najlepiej jak tylko potrafisz, każdemu bez wyjątku nie oczekując że oni będą służyć Tobie - tutaj obrócił się z pogardą w stronę Wodza. Ułożył dłoń na czole młodzika, w głębi jego duszy tkwiła jaska iskierka, młoda, która powoli się formowała. Half dzięki naukom sztuk mistycznych i medytacji wejrzał w głąb duszy zielonego dziecka, przebierając wśród jego nadziei  i marzeń. Uśmiechał się widząc drogę dla tego chłopca. Miał nadzieję że ten nigdy nie zejdzie na stronę którą kiedyś obrał Picco...

Zrobił kolejny krok stając przy Mistrzu Balli, ukłonił się i podziękował za dotychczasową pomoc, ten starzec był nieoceniony a dobro przewyższało wszystko co Half do tej pory zaznał. Objął starca w silnym uścisku i obiecał że nie zapomni wszelkich nauk i rad jakimi go obdarzono. Rozejrzał się jeszcze wokół po wszystkich zebranych aby każdemu spojrzeć w oczy., później odwrócił się i wystrzelił do wyjścia co sił. Chciał opuścić wioskę najszybciej jak się da, bo ból mógłby go nakłonić do pozostania... Uruchomił urządzenie jakie dał mu uzdrowiciel Balli, zajęło mu kilka dobrych chwil zanim zrozumiał działanie detektora. Idąc za wyznaczoną drogą pokonywał kolejne kilometry Planety. Teraz pozostanie mu przedrzeć się przez uporczywą Jungle i co sił zmierzać do najbliższego miasta po informacje i punkty zaczepiania. Być może spotka po drodze Vani'ego. Nie był do końca pewny jak ten zareaguje na jego odejście z wioski ale być może będzie równie przychylny jak mieszkańcy i nie zmieni to ich relacji. Najważniejszym było zjednać sobie nowych sprzymierzeńców a wtedy odwieczny wróg zapłaci za to co uczynił tysiąc lat temu...


OCC: jak W poście Smile
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Sob Cze 02, 2018 9:20 pm
Alluni słyszał słowa Vana, to nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Mimo to i mimo szeptów małego tłumku gapiów, nie odwrócił się i nie odpowiedział. Nie zareagował w żaden sposób. Jasnym było jednak dla wszystkich, że wśród wioskowych byli i tacy, którzy w duchu przyznali Alluniemu rację.

Malutki nameczański chłopiec z oczami pełnymi łez słuchał Vana z dużym zaangażowaniem. Wziął na poważnie każde jego słowo, przytaknął, przytulił saiyanina mocno i pozwolił mu odejść.

Bali również nie stał mu więcej na drodze. Van wyszedł za bramę, która została za nim zamknięta. Stanął naprzeciw jungli…

DO: http://dbng.forumpl.net/t1681-gdzies-gleboko-w-srodku-lasu#25675

______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 70
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Nie Sie 19, 2018 10:30 pm
W chwili nostalgii uniósł jedną brew do góry, nie pytajcie dlaczego, od tak bo chciał. Krążył tu i tam, ale jego nogi doprowadziły go do szałasu lekarskiego co za zaskoczenie... wszedł do środka i zasiadł na jednym z czterech wolnych łóżek, spoglądał na nie z miną zmieszania i zniesmaczenia. Z jednej strony lubił tu przychodzić i pomagać swoim braciom, ale z drugiej strony... Widok tej krwi i flaków powodował u niego nie mały zwrot obiadu. Westchnął pod nosem, Mistrz Bali pewnie medytuje w swoim pomieszczeniu dlatego nie chciał mu przeszkadzać. Położył się na jednym z łóżek, wsunął ręce pod głowę i zamknął oczy. W tej chwili różne myśli przychodziły mu do głowy, a jedna konkretna nie dawała mu spokoju. Czy nie lepiej było by zostać podróżnym wędrowcem leczących innych? W końcu to jeden z darów bardziej porządnych przez innych, a dodatkowo będzie mógł zdobywać różne informacje na temat co się dzieje na Namek. Może to głupie... zmarszczył brwi mocno by po chwili je rozluźnić.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pon Sie 20, 2018 1:58 pm
OPIS LOKACJI:
Było to niewielkie pomieszczenie, w którym stały cztery ściśnięte obok siebie polowe łóżka nakryte prześcieradłami i kocami, oddzielone kotarami, gdyby ktoś potrzebował więcej prywatności. Obok nich stały drewniane stoliczki, na których można było coś postawić. Brakowało sztucznego źródła światła, promienie przebijały się delikatnie przez szparę w materiałowej narzucie na wnęce drzwiowej. Miejsce to było ciche i spokojne, przeznaczone głównie do snu. Stłumione światło miało przyjemny charakter, a w powietrzu unosił się zapach siana wlatujący z dworu. Nameczańska wioska sprzyjała medytacjom, chociaż nie każdy lubił tę czynność. Potrafiła wywołać dużo niepokoju.

Medycy przesiadywali w pokoju obok, przez który trzeba było przejść, aby wejść głębiej i zobaczyć się z chorymi. Pilnie strzegli tego, kto i w jakim celu tutaj przychodził. Tam też zajmowali się na co dzień ścieraniem ziół i przygotowywaniem naparów lub lekarstw.

Do grupy medyków należało kilku Nameczan, którzy wymieniali się o różnych porach dnia. Opiekę nad nimi sprawował jeden, najstarszy mędrzec, imieniem Bali, którzy bywał obecny najczęściej. Oddawał się sztuce medycznej bez reszty, potrafił nauczyć wielu przydatnych umiejętności i chętnie dzielił się wiedzą nawet z tymi, którzy nie byli medykami. Zawsze głęboko wczuwał się w sytuację swoich pacjentów i póki byli pod jego kuratelą, mogli czuć się zaopiekowani i bezpieczni.

Odpis LILOU i EVAN


Evan zamknął oczy w błogiej ciszy wioski nameczańskiej. To był jego dom. Jedyne miejsce, które znał. Mieszkańcy wioski nie mogli jej opuszczać bez pozwolenia swojego Mistrza lub nawet samego Góru. Mogli wychodzić poza mury, ale ucieczka w stronę nieznanego miasta równoznaczna byłaby z wygnaniem. Stąd właśnie dla każdego Nameczanina marzącego o podróżach i zaznaniu świata była to tragiczna w skutkach decyzja. Czy wyruszyć i pogodzić się ze stratą jedynych, kochających nameczańskich braci czy pogrzebać marzenia i działać wyłącznie dla dobra wioski?

Nagle z zadumy wyrwał Evana powiew ciepłego wiatru z dworu. Gdy otworzył oczy, zobaczył, jak jego brat nameczański, Slan, będący kimś w rodzaju mistyka, wnosi do pomieszczenia… Coś niesamowicie dziwnego. Nie miało zielonej skóry ani czułek. Miało gęstą grzywę, jasną buzię i ciało z jakimiś dziwnymi kształtami na klatce piersiowej.

W pewnym sensie Evan widział już coś podobnego. W wiosce nameczańskiej wychowywał się z nim również brat Van. Nie był on nameczaninem. Mędrcy z wioski nazywali go Saiyaninem. Miał taka samą skórę jak ten osobnik tutaj oraz włosy. Różnił się sylwetką. Wiele wskazywało na to, że był to ktoś podobny.

Slan

- Barcie Evanie. Potrzebuję twojej pomocy. – powiedział nameczanin imieniem Slan. Położył dziewczynę na łóżku obok. – Musimy zbadać tego brata. Spadł z nieba. Może być ranny. – wyjaśnił pobieżnie.

Nameczanie z wioski nie mają styczności z kobietami, dlatego do wszystkich zwracają się w rodzaju męskim. Nawet do kobiet. Często nazywając je braćmi, nie siostrami.

Slan pochylił się nad leżącym na łóżku Evanem.

- Tylko proszę, nie mów nic Bratu Baliemu.

______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 70
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Pon Sie 20, 2018 2:22 pm
Otworzył oczy leniwie, jednocześnie został otrząśnięty z swoich przemyśleń, które i tak w tej chwili nie miały żadnego prawa bytu. Spojrzał na swojego brata zdumiony.
-Bracie co się stało? - rzekł i lekko podniósł się widząc kolejną postać, była dziwna i nie miała zielonego koloru. Nie potrafił pojąć kto to jest ani dlaczego się tutaj znajduje. Przyglądał się sylwetce nowego nie zielonego brata i na moment na jego twarzy pojawiło się skrzywienie na myśl, że musi pomagać innej rasie. Ale to był Evan, jeżeli o prośbę prosi jego pobratymiec to nie miał z tym problemu.
-Nie powiem bratu Baliemu, ale... co bratu się stało? Nie wygląda dobrze - rzekła wstając z łóżka i podszedł do dziewczyny patrząc na nią i obserwował ciało w poszukiwaniu ran głębokich lub po prostu tych zewnętrznych.
-Gdzie go znalazłeś? - dodał. Położył dłonie na ciele dziewczyny i zamknął oczy by skupić swoje Ki na wyleczeniu "brata". Nie mógł w stu procentach stwierdzić czy go w pełni uleczy, ale dzięki jego Ki był w stanie powiedzieć jak bardzo był ranny "brat". Po paru sekundach od położenia dłoni na ciało dziewczyny pojawiła się pomarańczowa aura mówiąca o tym, że uzdrawianie się zaczęło poprawnie. Po prostu tu zostanę, to jedyne wyjście Evan... Skupiony czekał aż ki na uleczy nowego przybysza.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Emi
Liczba postów : 89
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1800/1800  (1800/1800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Wto Sie 21, 2018 10:48 am
Lilou uśmiechnęła się w duchu, ponieważ udało im się przejść przez bramę do wioski, ale też z tego powodu, że usłyszała imię zielonoskórego przyjaciela. "A więc to tak się nazywasz...", pomyślała. Choć ona jeszcze nie zdradziła swojego imienia.

Cały czas starała się utrzymywać tę samą pozę, ponieważ nie wiedziała, jak może się zachować. Słyszała tylko jakieś głosy wokół siebie, zapewne przechodnich mieszkańców wioski. Zapach unoszący się tam był jej dobrze znany, gdyż sama wychowała się przy polach uprawnych swoich rodziców. To wspomnienie na chwilę ją zasmuciło i poczuła tęsknotę za swoją planetą. Łzy od razu napłynęły jej do zamkniętych oczu, jednak robiła wszystko by je powstrzymać przed wypłynięciem na twarz.

Dała się położyć bezwiednie na czymś miękkim. Nadal miała zamknięte oczy. Wysłuchała obu mężczyzn - tak uznała po głosie. "Czy naprawdę nie ma tu żadnej kobiety?". Nagle dziwne uczucie ogarnęło całe jej ciało, zrobiło się tak jakby ciepło i lodowato zarazem, przeszywały ją dreszcze. Mrowienie najbardziej odczuwalne było tam, gdzie poturbował ją Fenn. Lilou drgnęła pod wpływem tego zjawiska, nie do końca rozumiejąc co tak właściwie się dzieje. Delikatnie uchyliła oczy i skierowała je na Slana, oczekując na jego "pozwolenie" lub instrukcję, jak powinna się teraz zachować.


avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Wto Sie 21, 2018 9:01 pm
- Szukałem grzybów dla brata Vuvu, gdy zobaczyłem go nieprzytomnego w trawie. Podobno spadł z nieba maszyną. Jedną z tych, które czasem widać na niebie bardzo wysoko. Bali nie może dowiedzieć się, że przyprowadziłem go do wioski. Nie możemy przecież wpuszczać tu nikogo z zewnątrz bez wyraźnej zgody Guru… Nie wydasz mnie, prawda Evanie?

W oczach Slana kryła się spora obawa. Evan znał go od dziecka i wiedział, że ten Brat był szczególnie wrażliwy na otaczający go świat, ponieważ należal do grona mistyków. Widział swoimi zmysłami więcej, niż przeciętny śmiertelnik, wyczuwając nawet to, co czai się w zaświatach i nie należy już do świata żywych. Gdyby spotkała go kara wydalenia z wioski, jaka groziła za łamanie tak ważnych zasad jak wpuszczanie nieznanych istot za magiczne ochronne bariery bramy, zapewne stoczyłby się w rozpaczy. Za bardzo był przywiązany do rodziny… Z drugiej strony ten zakaz nie wziął się przecież znikąd. Skąd mieli mieć pewność, czy ta istota nie będzie chciała wykraść ich tajemnic, zabić kogoś lub zniszczyć mienie wioskowych? Zbytnia empatia niektórych mieszkańców enklawy opowiadana jest zbyt często na wspólnych posiedzeniach wioskowych, by wszystkie te zagrożenia mogły być tak łatwo lekceważone. I oczywiście współudział w tych działaniach Slana mógł doprowadzić również Evana do katastrofalnych skutków takich jak wygnanie…

Slan popatrzył z troską na Lilou. Położył rękę na czole dziewczyny. Z taką… odrobinę przesadną troską. Taką… inną troską niż normalnie popatrzyłby Nameczanin na Nameczanina. Dziwne.

- Możesz już nie udawać… - powiedział do dziewczyny krótko, po czym wrócił do wyjaśnień dla Evana. - Bałem się jednak zostawić go samego w lesie. Mówił coś o jakichś zagrożeniach… Istotach z batami. Nie umiem leczyć, wiec pomyślałem, że ty będziesz wiedział, jak go uleczyć… Przynajmniej fizycznie. Sferę duchową możesz pozostawić mnie. – paplał dalej Slan rozgorączkowany.

Gdy Evan położył swoje magiczne ręce na ciele dziewczyny, wyczul pewne prądy. Życiu stworzenia nic nie zagrażało. Potrzebowało tylko kilku dni regeneracji, by odzyskać zdrowie i odegnać wszelkie zagrożenia wynikające z lekkiego wstrząsu mózgu. Albo… mogłoby poczuć się lepiej nawet w przeciągu kilku minut gdyby… Evan zdecydował się zabrać śpiącemu w pokoju obok bratu Baliemu maść leczącą z regału. Ten na pewno nawet by nie zauważył, że odrobiny brakuje.

______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 70
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Sro Sie 22, 2018 4:04 pm
-Spadł z nieba maszyną? - zrobił zdziwioną minę. Nie rozumiał o jaką maszynę chodzi, znaczy coś mu się obiło o uszy, że są ludzie, którzy latają miedzy planetami specjalną maszyną, ale nigdy nie widział jej na własne oczy. Dlatego też ciężko było mu uwierzyć w słowa brata. Z drugiej strony wierzył mu, bo dlaczego niby miał kłamać? Kiedy brat otworzył oczy Evan zrobił zaskoczoną minę i odsunął dłonie.
-Wybacz bracie... Nic Ci nie jest - To było stwierdzenie faktu, a nie pytanie. Biały brat wyglądał dziwnie zwłaszcza, że nie miał zielonej skóry jak inni jego bracia. Teraz chyba coraz częściej będzie spotykał takich niezielonych braci, miał takie przeczucia, ale czy tak się stanie czas pokaże.
-Nie wydam, masz moje słowo - rzeknał i pokiwał głową na zgodę. Co jak co, ale brata by nie zdradził.
-Uleczyłem co mogłem bracie - dodał po chwili z poważną miną. Swoje zadanie jako uzdrowiciela traktował poważnie dlatego chciał wyleczyć jak najwięcej mógł w tej chwili. Niektórych ran nie można uleczyć jego mocą, dlatego też zostawi to w rękach innych swoich pobratymców. Kiedy jego leczenie się zakończyło podrapał się po brodzie, wyglądało na to, że bratu nie było nic groźnego, choć mógł mu pomóc bardziej gdyby wziął maść z pokoju Miastrza Bali.
-Zaraz wrócę - Po tych słowach po cichu oddalił się do pokoju Mistrza Bali. Otworzył powoli drzwi do środka pomieszczenia i rozejrzał się w środku. Śpi, a to dobra okazja! Znaczy Mistrz Bali na pewno nie zauważy, że trochę zabraknie. Po chwili dostrzegł maść taką jaką mu brakowało, wziął co chciał i czym prędzej się wycofał. Był na tyle cicho, że śpiący nie powinien go usłyszeć.
Wrócił do Slana i nowego brata  z małym opakowaniem zielono białej maści. Otworzył ją i podszedł do białego brata, spojrzał na nią troskliwym wzrokiem prosto w oczy.
-Pomoże, nie ruszaj się proszę - powiedział cicho. Mimo jego groźnego wyrazu twarzy jego ruchy i gesty były delikatne i czułe, nie chciał skrzywdzić brata, a jedynie pomóc. Posmarował cienką warstwę miejsca chore. Maść była zielona, ale cienką jej warstwa szybko się wchłaniała w ciało dziewczyny, dlatego też powinna ona w krótkim czasie poczuć się lepiej. Kiedy widział rezultaty pokiwał głową w geście zadowolenia, maść zadziałała jak trzeba.

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
Emi
Liczba postów : 89
Data rejestracji : 06/07/2018

Skąd : Lublin

Identification Number
Punkty Życia:
1800/1800  (1800/1800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Czw Sie 23, 2018 11:29 am
Do dziwnego uczucia mrowienia doszło dość nieprzyjemne szczypanie. Jakby ktoś ciągnął za skórę w kilku, jak nie kilkunastu miejscach na raz. Vuvu, Bali, Evan... Starała się nadążyć za tymi wszystkimi imionami i je zapamiętać. Odczekała w bezruchu jak nakazał jej drugi zielonoskóry. Nagle otworzyła swoje wielkie, piwne oczy i skierowała je w stronę - prawdopodobnie - Evana.

- Witaj! - powiedziała radośnie. Miała ochotę głośno się roześmiać, bo mężczyzna trochę przestraszył się jej nagłego rozbudzenia, a jednocześnie przeprosić go, że go speszyła.

Widziała jego zdziwioną minę, kiedy Slan powiedział o jej "spadającej z nieba maszynie". Do głowy Lilou wpadła myśl, że może Namek nie jest jednak tak zurbanizowane i nowoczesne, skoro jej mieszkańcy nie znają nawet pojęcia kapsuła czy też statek kosmiczny. Istniała również możliwość, że trafiła do jakiejś konserwatywnej i żyjącej tylko w swoim środowisku wioski, która nie spoufala się z przybyszami z innych planet. Tak czy owak, starała się nikogo nie urazić i zachowywać neutralnie. A co najważniejsze, nie urazić ich swoimi przemyśleniami i pytaniami.

Przeniosła wzrok na swoje ciało i obserwowała zielone plamy, które robiły się coraz bledsze i bledsze. "Bardzo dziwne uczucie", pomyślała. Lustrowała spojrzeniem całe pomieszczenie i starała zachowywać się dość cicho. Zdawała sobie sprawę, że jej obecność tutaj nie jest przez wszystkich pożądana.

Slan powiedział, żeby już nie udawała, a więc wzniosła się potem na rękach i oparła plecami o ściankę szałasu. Rozprostowała się i od razu poczuła się lepiej, jakby odespała całkowicie ostatnie nieprzyjemne zdarzenia. Rozkręciła jeden bark, drugi. Przechyliła głowę na jedną stronę niemal przykładając ucho do ramienia, i na drugą. Tym ćwiczeniom towarzyszyło ciche chrobotanie stawów. Rozluźniła się i uśmiechnęła się zadowolona do drugiego zielonoskórego mężczyzny i wyszeptała:

- Dziękuję za pomoc - po czym spojrzała na Slana i równie cicho zapytała - Kiedy będziemy mogli wyruszyć do miasta, przyjacielu?
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Czw Sie 23, 2018 8:51 pm
Mistrz Bali spał pysznym, mocnym snem. Wyglądało na to, że nie obudzi się za szybko z własnej woli, chyba, że ktoś mu w tym pomoże. Co znaczyło dla Evana, że może czuć się w szałasie lekarskim jak u siebie.

Gdy padło pytanie dziewczyny, Slan popatrzył bezgłośnie na Evana. Widocznie nie wiedział, co powiedzieć. Zapadło krępujące milczenie. Towarzysz Lilou w końcu opuścił wzrok w podłogę skrępowany.

- Bracie… - zaczął w kierunku dziewczyny. – Miasto jest daleko za pełna niebezpieczeństwo puszczą. Na tyle daleko, że wielu nie przetrwało takiej podróży. – zamilkł na chwilę znów szukając odpowiednich słów i argumentów. – Najlepiej byłoby, gdybyś tu został, ale … to niemożliwe. – westchnął. – A ja nie znam drogi do miasta. Tak samo jak i inni… - tym razem spojrzał na Evana z nadzieją, który okazał się jego dobrym, niezawodnym przyjacielem. – Evanie… zastanawiam się, co możemy z nim zrobić… Opuścić wioskę… Szukać drogi na ślepo? – w jego głosie słychać było nawet nutę rozpaczy. – A może powinniśmy kogoś jeszcze powiadomić o tej sytuacji? Tylko komu możemy ufać? Pipo to myśliwy… może on? Może on by jej pomógł wyjść do miasta? Tylko Pipo … obawiam się, że mógłby wykorzystać sytuację dla własnych korzyści… Chyba, że Allad…? Zwierzał mi się, że otrzymał misję od samego Guru. I on kazał mu wyruszyć po coś do miasta… WIEM! – rzekł o ton za głośno.

W pokoju obok rozległo się głośne chrapnięcie Mistrza Bali.

- Przepraszam! Wiem… - rzekł dużo ciszej. - … Może udałoby nam się jakoś przekonać Allada, żebyśmy poszli zamiast niego? Albo… porozmawiamy z Guru? Co sądzisz? – mówił cały rozgorączkowany.


______________________


avatar
Evan
Liczba postów : 70
Data rejestracji : 17/08/2018


Identification Number
Punkty Życia:
800/800  (800/800)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Szałas lekarski

on Czw Sie 23, 2018 10:10 pm
Maść działała, w zamyśleniu jedynie pokiwał głową na zgodę widząc, że wszystko układa się jak trzeba. Odniesie lekarstwo na miejsce jak tylko brat zniknie. Jeżeli będzie zbyt długo zwlekał Mistrz Bali może się obudzić i nakryć, że brakuje maści z półki. Nie chciał mieć kłopotów. Spojrzał na Slana z poważną miną, ale jednocześnie przyłożył rękę do brody jakby się nad czymś zastanawiał.
-Spokojnie bracie, czemu mnie w to mieszasz?! - zapytał lekko podniesionym tonem, przecież to nie był jego problem! To on przyniósł rannego brata, którego miał uleczyć, ale o dalszych instrukcjach nic nie wiedział.
-Zwariowałeś?! Chcesz żebyśmy wyszli za miasto?! - spytał zszokowany. Jedyne co znał to wioskę, w której przebywa praktycznie od dziecka, nawet nie był pewny czy wie w którą stronę iść. Na sto procent nie wie gdzie zmierzać, plany brata były za bardzo wygórowane.
-Na sam początek można spróbować przekonać brata Allada, ale nie wiem czy się zgodzi... Jeżeli to nie pomoże to nie wiem co możemy zrobić - rzekł i wzruszył bezradnie ramionami. W tym czasie musiał zignorować dziewczynę ponieważ mieli na głowie większy problem niż jej się mogło wydawać.
-Nikt... Wróć. Niewielu z nas wychodzi poza mury wioski, kto za nie wyjdzie bez zgody Guru jest zdrajcą. Więc mam nadzieję, że rozumiesz naszą sytuacje bracie - Kiedy wypowiadał te słowa spoglądał na dziewczynę. Jednak głównie spoglądał na brata Slana, bo martwił się czy i on nie zostanie wplątany w kłopoty. Nie wiedział co począć i jak pomóc, czuł się zmieszany tą nagła propozycją brata. W końcu pomoc "bratu" nie jest jego obowiązkiem, zawsze mógł odmówić, ale odmówienie swojemu pobratymcowi nie było w jego stylu.
-Jeżeli brat Allad odmówi wtedy zastanowimy się nad pomówieniem z Guru - dodał na sam koniec. To chyba było dobre wyjście z sytuacji, prawda?

______________________

Evan w garniaku:
Spoiler:

avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pią Sie 24, 2018 7:44 pm
Slan skrzywił usta w niezadowoleniu. Zacisnął pięści nerwowo.

- Doskonale rozumiem, Evan, ale co miałem zrobić? Pozwolić mu zginąć w lesie? Dobrze wiesz, że to pozostawienie na pewną śmierć. On nie może z nami zostać, ale … ktoś musi go zaprowadzić do miasta. – rozejrzał się po pokoju i ściągnął z wieszaka szatę z kapturem brata Baliego. – Załóż to. – rozkazał, dając Lilou ubranie śmierdzące starym człowiekiem. – Idziemy spotkać się z Alladem.

z/t do http://dbng.forumpl.net/t1529-miejsce-rytualow

______________________


Sponsored content

Re: Szałas lekarski

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito