Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC
Liczba postów : 1042
Data rejestracji : 29/05/2012

http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia

Szałas lekarski

on Nie Kwi 01, 2018 8:01 pm
Było to niewielkie pomieszczenie, w którym stały cztery ściśnięte obok siebie polowe łóżka nakryte prześcieradłami i kocami, oddzielone kotarami, gdyby ktoś potrzebował więcej prywatności. Obok nich stały drewniane stoliczki, na których można było coś postawić. Brakowało sztucznego źródła światła, promienie przebijały się delikatnie przez szparę w materiałowej narzucie na wnęce drzwiowej. Miejsce to było ciche i spokojne, przeznaczone głównie do snu. Stłumione światło miało przyjemny charakter, a w powietrzu unosił się zapach siana wlatujący z dworu. Nameczańska wioska sprzyjała medytacjom, chociaż nie każdy lubił tę czynność. Potrafiła wywołać dużo niepokoju.

Medycy przesiadywali w pokoju obok, przez który trzeba było przejść, aby wejść głębiej i zobaczyć się z chorymi. Pilnie strzegli tego, kto i w jakim celu tutaj przychodził. Tam też zajmowali się na co dzień ścieraniem ziół i przygotowywaniem naparów lub lekarstw.

Do grupy medyków należało kilku Nameczan, którzy wymieniali się o różnych porach dnia. Opiekę nad nimi sprawował jeden, najstarszy mędrzec, imieniem Bali, którzy bywał obecny najczęściej. Oddawał się sztuce medycznej bez reszty, potrafił nauczyć wielu przydatnych umiejętności i chętnie dzielił się wiedzą nawet z tymi, którzy nie byli medykami. Zawsze głęboko wczuwał się w sytuację swoich pacjentów i póki byli pod jego kuratelą, mogli czuć się zaopiekowani i bezpieczni.

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 184
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Szałas lekarski

on Nie Kwi 08, 2018 10:59 pm

" Van obudził się, sam nie wiedział ile czasu upłynęło, w głowie mu szumiało. Leżał na nameczańskim posłaniu, gdzieś w okrągłym pomieszczeniu wypełnionym starymi relikwiami. Poczuł ból gdy się poruszył, dźwignął się do pozycji siedzącej na tyle ile dal radę i nabrał powietrza. Oblizał spękane wargi, na szczęście obok była misa z wodą którą opróżnił w przeciągu chwili. Pierś miał starannie zabandażowaną a na jej środku spoczywał stary medalion. Podparł się na łokciu, opanowując ból przeszywający nogi. Znieruchomiał w jednej chwili gdy przy drzwiach na moment znikło przebijające się światło, ktoś miał zaraz wejść do pomieszczenia... "
\

Jak się okazało Szarowłosy znajdował się w pomieszczeniu uzdrowicieli, to oni musieli się nim zająć. Teraz gdy zieloni bracia poskładali mu ciało do kupy, chłopak mógł powoli odzyskiwać siły. Na twarz przywołał wyraz spokoju i powagi. Gdy tylko drzwi się otworzyły wszedł jeden ze starszych tubylców, bez namysłu podszedł i sprawdził stan pacjenta. Najwidoczniej zdrowiu młodego nie zagrażało nic co wydarzyło się kilka dni temu i połówka mógł wrócić do monotonnego życia w wiosce. Niestety był zbyt młody aby używano na nim magii, co skutkowało długotrwałym odzyskiwaniem sprawności fizycznej.

- Coś ty sobie uczynił, Młody Uczniu..

- Masz czelność nazywać mnie uczniem... po tym co zrobiliście... Nie uczyniłem sobie tego sam, to wasze dzieło... Wybraliście dla mnie Drogę która jest sprzeczna z moją naturą i przeznaczeniem...

Tubylec zadrżał na słowa którymi rzucał w niego Van, a powoli zaczęła ogarniać go wątpliwość. Mimo to mieszkaniec wioski słuchał i nie zamierzał przerywać fali frustracji jaka wylewała się z Halfa. Gdyby tylko nogi mogły go utrzymać, rzuciłby się do drzwi i wybiegł daleko poza wioskę. Szyderstwo w głosie Saiyanina rozgniewało staruszka, ten zmarszczył brwi, choć starał się zachować opanowany wyraz twarzy. Nieoczekiwanie Van poznał odpowiedzi na wiele pytań.

- Moglibyśmy porozmawiać... Drogi Chłopcze... Chcę żebyś zobaczył prawdę moich słów... Dlaczego taką wybraliśmy dla Ciebie ścieżkę.

- Co pojąć ? Że to wszystko kłamstwo... Nic co płynie z twoich ust, nie zmusi mnie do porzucenia tego w co wierzę... Oszukaliście mnie... Odejdź !

Half obrócił się na bok, ale próba kręcenia się na łóżku kosztowała go wiele sił i w konsekwencji po prostu runął na ziemię. Słychać było wyrazy bólu, rozchodzącego się po całym ciele. Nie zważając na to co się stało szarowłosy powoli zaczął podnosić się na rękach. Wrócił z trudem na łóżko i odprawił tubylca machnięciem ręki jakby dawał mu do zrozumienia że chce zostać sam. Wiele godzin bił się z myślami o tym co przytrafiło mu się jeszcze kilka dni temu. Uratowane życie, kim była tamta istota, dlaczego zrobiła to co zrobiła. Wojownik miał wiele pytań a nikt nie chciał mu wyjawić choć kawałka prawdy, ten stan wprawiał go coraz to większą złość. Dni mijały a Van nie przyjmował żadnych odwiedzin, zostawał sam se sobą starając się w medytacji zajrzeć w głąb duszy, niestety nie przynosiło do żadnych efektów...

Miał zamiar jak najszybciej odzyskać siły i opuścić wioskę szukając odpowiedzi. Każdego dnia podrywał się z łóżka starając utrzymać równowagę a gdy tylko mu się to udało, brał stojące obok drewniane podparcia i wychodził na zewnątrz...


OCC: Odzyskuje Siły. Wink Jeśli już w tym etapie chcesz mnie przejąć Vulfii to proszę.

______________________



avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Czw Kwi 12, 2018 9:02 pm

Van leżał wiele godzin na jednym z łóżek w szałasie medycznym.

Było to niewielkie pomieszczenie, w którym stały cztery ściśnięte obok siebie polowe łóżka nakryte prześcieradłami i kocami, oddzielone kotarami, gdyby ktoś potrzebował więcej prywatności. Obok nich stały drewniane stoliczki, na których można było coś postawić. Brakowało sztucznego źródła światła, promienie przebijały się delikatnie przez szparę w materiałowej narzucie na wnęce drzwiowej. Miejsce to było ciche i spokojne, przeznaczone głównie do snu. Medycy przesiadywali w pokoju obok, przez który trzeba było przejść, aby wejść głębiej i zobaczyć się z chorymi. Pilnie strzegli tego, kto i w jakim celu tutaj przychodził. Tam też zajmowali się na co dzień ścieraniem ziół i przygotowywaniem naparów lub lekarstw.

Do grupy medyków należało kilku Nameczan, którzy wymieniali się o różnych porach dnia. Opiekę nad nimi sprawował jeden, najstarszy mędrzec, imieniem Bali, którzy bywał obecny najczęściej. Oddawał się sztuce medycznej bez reszty, potrafił nauczyć wielu przydatnych umiejętności i chętnie dzielił się wiedzą nawet z tymi, którzy nie byli medykami. Zawsze głęboko wczuwał się w sytuację swoich pacjentów i póki byli pod jego kuratelą, mogli czuć się zaopiekowani i bezpieczni.

Obecnie nie było tam żadnego innego pacjenta, więc Van miał możliwość w samotności przemyśleć, co wydarzyło się jeszcze niedawno. Stłumione światło miało przyjemny charakter, a w powietrzu unosił się zapach siana wlatujący z dworu. Nameczańska wioska sprzyjała medytacjom, chociaż nie każdy lubił tę czynność. Potrafiła wywołać dużo niepokoju.

- NIE! – nagle zza kotary wejściowej rozległ się głos starszego medyka Baliego, który niedawno opatrywał Vana i doglądał go od czasu do czasu. Słońce rzucało cień na materiał, więc Van widział sylwetki dwojga Nameczan – Zostaw go w spokoju, Alluni. Van potrzebuje teraz zregenerować się.
- Wrócił w tak ciężkim stanie, mam prawo wiedzieć. – odparł Alluni zdecydowanym, nieprzejednanym tonem.

Alluni był jednym z mistyków w wiosce, dawnym uczniem Taiko. Szanowanym i doświadczonym, ważnym mędrcem po śmierci tamtego.

- Alluni, ja decyduję, kto może wejść i niepokoić pacjentów! – stary medyk niemal krzyknął gromko.
- A JA decyduję o tym, kto wychodzi i wchodzi do wioski. ON złamał zasady. I teraz chcę z nim o tym porozmawiać.
- Zwady to najgorsza rzecz, jaką możecie teraz obaj zrobić, rozumiesz? – w głosie starca pojawiła się nawet nuta rozpaczy.
- Kto powiedział, że będziemy się kłócić? Ty miałeś okazję zbadać go na swój sposób. Teraz ja chcę go zbadać na mój… - odparł ten drugi.

Van przebywał w wiosce od dziecka i dobrze wiedział, co miał na myśli Alluni. Chciał zbadać go mistycznie. Przeniknąć do jego ciała swoją KI, dokonując mistycznego rytuału.

Co zamierzał zrobić Van?

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 184
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Szałas lekarski

on Nie Kwi 15, 2018 2:37 pm
" Siły witalne wracały młodemu Halfowi... Zadziwiający proces, czuł że życie wraca do niego znacznie szybciej niż wcześniej... Odruchowo przesunął dłonią po bliźnie na klatce piersiowej... Poczuł bicie nowego serca... Silnego... Był gotów już teraz ruszyć do wyjścia, brakowało mu jednak wiedzy, co dalej... Gdzie miałby się udać... Z pomocą przyszedł mu Alluni... Szarowłosy nie wiedział skąd, ale przyszedł mu na myśl misterny plan, dzięki niemu mógłby otrzymać odpowiedzi na nurtujące go pytania o pochodzenie... "

Jeszcze kilka godzin temu Van leżał w łóżku, spokojnie zastanawiając się co tak naprawdę wydarzyło się na pustkowiu i jak tam trafił. Ostatecznie nie odbył samotnych medytacji a wrócił ciężko ranny z ogromną blizną na torsie. Tajemniczy kredowy starzec, przypominający tutejszych tubylców musiał go ocalić od niechybnej śmierci, ale dlaczego. Szkolony na kapłana Half przeszedł wiele praktyk nad medytacją, choć i ona nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Z Transu wybudziła go dopiero kłótnia dwójki znajomych mu zielonych mieszkańców. Niestety jak się okazało, Allunii próbował się wedrzeć do namiotu siłą, ich narastająca sprzeczka zaczynała potęgować gniew w Halfie którego wcześniej nie czuł...

Muzyka:
Spoiler:

" Zacisnął nerwowo pięści... Podniósł się z łóżka łapiąc za jeden drewniany kij który służył mu za podporę... Z zaciekłością machnął ręką a materiał jaki spoczywał nad wejściem odsłonił jego oblicze... Wyglądał jakby dopiero wrócił z Krainy Śmierci... Podkrążone oczy wpatrywały się w tubylca który śmiał wyrwać go z osobnego pomieszczenia... Stał równo i nie spuszczał z niego wzroku... "

- Czego chcesz... Ty i Twoje mistyczne praktyki...


Half odsłonił część szaty i pokazał wielka, ciągnącą się przez całą klatkę piersiową bliznę, a na jej środku spoczywał medalion. Stary, bardzo stary artefakt który był już kiedyś w rękach Połówki, o tym samym imieniu. Postawa ogoniastego wskazywała, że nie ustąpi, a Alluni będzie się musiał natrudzić aby zajrzeć w głąb jego duszy. Pomieszczenie wypełnił złowrogi duch, aż dało się czuć emanującą, negatywną aurę Van'a. Chłopak ani drgnął, bacznie wpatrywał się w postać zielonego, pozbawił otoczenie wszystkiego wokół, skupiając się na sylwetce starca. Miał zamiar posłużyć się dokładnie tą samą techniką, której chciał użyć Namek. Jeżeli spróbuje zajrzeć w pamięć saiyanina, ten zamknie szczelnie umysł i postara się złamać wolę mistrza Alluni w swoim wnętrzu. Instynkt kierował go w tę stronę, jakby już to kiedyś przeżył, a teraz ma możliwość obrony.

Nie wypowiedział ani jednego słowa, czekał aż tubylec spróbuje swojej techniki a wtedy z pojedynkują się w innej przestrzeni niż ta która ich otacza. Van postanowiił zaryzykować i skraść myśli Mistrza jak to on chciał uczynić. Podda go próbuje jego własnej techniki i pokaże, że jest dużo poważniejszą postacią niż starzec może myśleć... Wtedy dostanie odpowiedź na część nurtujących go pytań...

" Alluni... Nie zdawał sobie sprawy w jak mroczne serce chce zajrzeć... O czym miał zaraz się przekonać... "

OCC: Jak w opisie.

- Stawię Opór technice Allunii'ego / Staram się złamać jego wolę i to w jego myślach pogrzebać... Do tego posłużę się nowym sercem i medalionem o ile ma jakąś moc...
- Liczę na to że serce mojej dawnej postaci które teraz bije w tym ciele,  da mi jakąś przewagę.
- z KP wynika że Luscu szkolił mnie na Kapłana więc poziom medytacji i takich praktyk jakiś tam mam.
- Podejmuję walkę Wink jeśli Allunii będzie nalegał na Ścieżki Duszy... A wtedy Zobaczy jaki Mrok dla niego przygotowałem.

______________________



avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pon Kwi 16, 2018 6:18 pm
Obaj mężczyźni spojrzeli w stronę Vana, który właśnie stał w przejściu. Obaj byli mu dobrze znani, w końcu spędził całe swoje dzieciństwo w murach wioski.


Bali miał już swoje lata, ostro zakończony nos i uszy, a jego wyraz twarzy zdawał się być zawsze ponury i niesympatyczny. Wrażenie to szybko rozmywało się, gdy tylko wymieniło się z nim kilka słów. Miał wprawdzie stanowcze podejście do pacjentów, ale także wiele serdeczności dla chorych.


Alluni był widocznie młodszy, choć również nie można go było nazwać młodzikiem. Wkraczał powoli w wiek starszy, zdecydowanie nie byłby w stanie mierzyć się z silnymi wojownikami, ale wyczuwało się wokół niego silną aurę. Miał moc, jakiej wielu mu zazdrościło. A także niewiele cierpliwości.

Alluni zmierzył Vana nieprzychylnym wzrokiem, aż jego spojrzenie spoczęło w miejscu, gdzie widniała szrama pooperacyjna. Natychmiast popatrzył Halfowi w oczy z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Wskazał palcem na jego pierś.

- Co to? – zapytał napastliwym tonem, ignorując wcześniejsze słowa chłopaka. – CO TO MA BYĆ? – krzyknął, aż echo poniosło się przez spokojną wioskę. - Co ci się stało? Mów, natychmiast!

Van jeszcze nigdy nie widział Mistrza Alluni w takim stanie. Był nie tyle rozdrażniony, co… widocznie wkurwiony.

- ALLUNI! – ryknął za nim Bali, zagradzając mu drogę do Vana.
- Przeczucie nie myliło mnie. Wiedziałem, że to wszystko prowadzi do jakiegoś tragicznego zbiegu zdarzeń. PRZEKLĘTY TAIKO! – warknął.

Bali nie czekał ani sekundy dłużej. Puścił w stronę Alluniego wiązkę KI, która wypchnęła go namiotu na zewnątrz. Nameczanin wyleciał przez wejście i padł na ziemię.

- Ostrzegałem cię wystarczająco dużo razy, Alluni. – rzekł starzec.

Alluni pozbierał się z ziemi i otrzepał ubranie. Pocisk KI był jak zimny prysznic.

- Van, dobrze wiesz, że wyszedłeś bez pozwolenia. Wracasz i udajesz, że nic się nie stało, a na piersi masz szramę. – z jego ust posypał się potok słów. – Nie sądzisz, że zasługujemy na wyjaśnienia? Chcę zbadać, co ci się stało i jaki to ma wpływ na ciebie. Przecież wiesz, że to tylko dla twojego dobra.

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 184
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Szałas lekarski

on Sro Maj 30, 2018 4:25 pm
Muzyka:
Spoiler:

" Half stał naprzeciw Mistrza Allunii... Wyraz twarzy miał nieprzenikniony, jakby w tym momencie był całkowicie poza czasem a przestrzenią... Odległym o tysiące kilometrów miejscu, do którego nikt inny by się nie wdarł... Z jednej strony rozdarty a mimo to zdeterminowany, jego dusza płonęła gdzieś tak w środku, powoli podsycając ogień do kolosalnych rozmiarów... Van zrobił krok przed siebie aby skonfrontować się z zielonym tubylcem... "


- Odchodzę z wioski... Znam prawdę o mojej przeszłości, wiem kim jestem, moje przeznaczenie jest całkowicie sprzeczne z tym do czego mnie przygotowywaliście... Jeżeli staniesz mi na drodze, będę musiał odebrać Ci życie Mistrzu Allunii... Więc albo przepuść mnie i błogosław mi nową drogę albo przeklnij a moja noga nigdy nie postanie w tym miejscu... Nie próbuj żadnych magicznych sztuczek, znam je wszystkie i nawet tysiąc lat nie pozwoli mi o nich zapomnieć...


Wojownik poderwał się i kuśtykając szedł w stronę wyjścia, które zasłaniał mu zielony wódz. Van nie miał ochoty stawać z nim do pojedynku, wtedy wynik mógł być przesądzony. Albo zginie z ręki Tubylca co nie było by takie złe, albo reszta wioski rzuci się na niego z zetrze w proch. Wtedy jednak przypomniało mu się jeszcze coś ważnego. Był żywy, wrócił do świata, który kiedyś mu odebrano, jego komórka, każda jedna była saiyańską. Uśmiechnął się pod nosem i stanął w połowie drogi do Alluniego.

- Daję Ci wybór Mistrzu... Zejdź z mojej drogi albo zrównam wioskę z Ziemią...

Half dalej miał zamknięte oczy, przystanął w miejscu... Zaczął oddychać równo i powoli. Wprowadził się w trans, coś pokroju medytacji jakiej nauczyli go namecy. Jego duch był spokojny ale gotowy do ataku. Czuł jak emanuje w nim KI, rozprzestrzeniała się i kurczyła tu i tam, przechodząc przez całe ciało. Mógł przyspieszyć jej obieg, jak nurt rzeki. Prąd był coraz mocniejszy, rósł i rósł aż wszystko wokół zaczęło drgać. Chwilę później Half otworzył szeroko oczy, gwałtowny napływ energii rozniósł się po całym pomieszczeniu, tłukąc naczynia i przewracając mniejsze elementy. Chłopak zacisnął nerwowo pięści, a mięśnie zwiększyły swoją objętość, chwilowo zwiększony ciężar pozwolił ugnieść podłożę pod stopami, ale nie zapowiadało się na koniec. Ki iskrzyła się, pulsowała i wibrowała rozjaśniając całe pomieszczenie.

- Więc jak... Zatrzymasz mnie ? ...

Aura Vana nie ukrywała rozbawienia, na widok mizernego, okrytego wątłym ciałem Zielonego. Sam jednak przyjął pozycję bojową czekając na odpowiedź przeciwnika. Ogoniasty rozpiął górną część szaty i roześmiał się w głos, odrzucając biały materiał na bok. Potężnie umięśnione ciało robiło wrażenie na każdym wojowniku, ukazywało siłę i niezłomność, to czym jego rasa się szczyciła. Korzystając z okazji saiyanin zwrócił się do Mistrza Balii...


- Czcigodny Mistrzu Balii... Dziękuję za opiekę ale opuszczę wioskę jeszcze tego dnia, mam jednak wielką prośbę, gdyby Mistrz Allunii był mi nieprzychylny. Proszę obdarz mnie strojem jaki nosiła moja rasa. Wyruszał w daleką podróż, chcę odzyskać utracony Honor mojego Ludu... Położyć kres tyranii Zmiennokształtnych i przywrócić porządek na Planecie... Jestem to Winien pewnemu Staruszkowi -
uśmiechnął się pogodnie, wspominając Mistrza Luscu.

OCC: Ech straciłem, tamten Post, ten jest na pewno inny ale mam nadzieję że się spodoba. Daje wybór Mistrzowi Allunii albo zejdzie mi z drogi albo użyję nagrody z eventu i zmienię się w SSJ na czas pustoszenia lokacji. [ zrobię Bum jak vegeta ].

______________________



avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:52 am
Wokół Vana i dwojga Nameczan zebrała się grupka gapiów. Obserwowali całą scenę, żywo wzdychając i z bijącymi sercami oczekując na wynik całego zajścia.

Gdy Van zbliżał się do Alluniego, ten stał z rękami złożonymi na piersi. Słuchał słów saiyanina z powagą, ale również nie tracąc zawziętości. Widocznie nie chciał pozwolić chłopakowi na takie zachowanie, ponieważ okazał w ten sposób jemu i wiosce brak szacunku, burzył autorytety. Mógłby doprowadzić nawet choćby do buntu, czego wioska chciała uniknąć za wszelką cenę.

- Zawsze byłem przeciwny przyjmowaniu obcego dziecka do wioski. Taiko już tu nie ma i bardzo dobrze. Pomieszało mu się w głowie na starość. Jaki z ciebie brat, skoro grozisz nam śmiercią? – wzburzył się. Zacisnął pięści. – Czy tego cię uczyliśmy?! Czy tego chciałby Taiko??!! – wrzasnął na całe gardło, aż żyły wyszły mu na szyi – TAK, przeklinam cię! Nie masz tu do czego wracać! Nie jesteś już naszym bratem. – krzyknął, odwracając się na pięcie. I o ile Van go nie zatrzyma, ruszy w kierunku baraku mieszkalnego.

- Nieee! – z tłumu wyrwało się jedno nameczańskie dziecko, chłopiec o imieniu Bulla w wieku około 7 lat. Wybiegł z tłumu i nie obawiając się wrogości ze strony Vana przywarł do jego nogi. – Van, nie odchodź! My cię kochamy i nie pozwolimy! – wyrzucił z siebie to, czego zapewne inni Nameczanie obawialiby się powiedzieć na głos.

- Vanie… - odezwał się Bali – Jeśli los wzywa cię i musisz odejść, my to uszanujemy. Nie zważaj na słowa Alluniego. W naszej wiosce zawsze czeka na ciebie twoje miejsce. Zawsze możesz powrócić. Nie posiadam stroju Saiyańskiego, na pewno będziesz mógł zakupić go w mieście… Poczekaj tutaj. – Bali wszedł do swojej chaty, wrócił po kilku minutach z jakimś urządzeniem, jakiego Van nigdy jeszcze nie widział. Bali wręczył go Vanowi do ręki. – To jest scouter, wkłada się na głowę. Służy do komunikacji. Na nim masz 500 jednostek Smoczego Oddechu. Za to będziesz mógł zakupić coś w mieście. – po tych słowach pozwolił sobie na krótki rodzicielski uścisk. – Obiecaj mi, że odnajdziesz Vanillę i z nim będziesz podróżował, przynajmniej na początku. Będzie wam razem raźniej. – poprosił, patrząc Vanowi głęboko w oczy. – Obiecaj. - dodał z silnym naciskiem.

---

Próba dyplomacji

5% bazowo

+10 % - poruszenie i powaga sytuacji
+10 % - prawda na temat Vana
+ 5% - nastawienie nameczan
+10% - zagrożenie
+10% - argumentacja
= 50% szans

1-50 - sukces
51-99 – porażka
100- szczęśliwy traf

______________________


avatar
KOŚCI
Liczba postów : 638
Data rejestracji : 02/06/2012

http://dbng.forumpl.net/f43-treningi

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:52 am
The member 'NPC.' has done the following action : Rzut kośćmi


'Procent' : 15

______________________


avatar
Van'D
Liczba postów : 184
Data rejestracji : 28/06/2015


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Szałas lekarski

on Pią Cze 01, 2018 8:06 pm
Muzyka:
Spoiler:



" Wódz odwrócił się do Vana Plecami i Przeklinając jego wybór ruszył przed siebie... Nikt wcześniej tego nie zrobił... Taiko... Luscu... Byli zupełnie inni i ich młody Half darzył bezgranicznym szacunkiem... Ale słowa jakie wypowiedział Allunii otworzył wszystkie możliwe bramy wściekłości Ogoniastego... Gotów był wydrzeć mu serce z piersi a ciało rzucić w nieskończony ogień... "

.Taiko już tu nie ma i bardzo dobrze. Pomieszało mu się w głowie na starość.

- Jak Śmiesz...Wzywać Jego imię w taki sposób... Nie dorastasz mu nawet do pięt Allunii... Twój czas przeminie... Nie zapiszesz się w pamięci nikogo, okrywasz Hańbą cały swój lud, przeklinasz mnie choć twój Brat osobiście sprowadził mnie do wioski... Jeżeli jeszcze raz pohańbisz imię Taiko, przyrzekam że odbiorę Ci życie...

Saiyanin wymierzył palcem w plecy wodza wioski, mówił głośno aby ten zrozumiał każde jego słowo. Nagle poczuł jak jedno z dzieci ciąga go za nogawkę. Van momentalnie odrzucił złość jakby było to coś nieistotnego. Spojrzał na malca i ze spokojnym przyjaznym wyrazem twarzy powiedział do zielonego.

- Nie będzie to aż takie proste braciszku... Kiedyś na pewno się spotkamy ale do tego momentu pamiętaj... Będziesz służył wiosce najlepiej jak tylko potrafisz, każdemu bez wyjątku nie oczekując że oni będą służyć Tobie - tutaj obrócił się z pogardą w stronę Wodza. Ułożył dłoń na czole młodzika, w głębi jego duszy tkwiła jaska iskierka, młoda, która powoli się formowała. Half dzięki naukom sztuk mistycznych i medytacji wejrzał w głąb duszy zielonego dziecka, przebierając wśród jego nadziei  i marzeń. Uśmiechał się widząc drogę dla tego chłopca. Miał nadzieję że ten nigdy nie zejdzie na stronę którą kiedyś obrał Picco...

Zrobił kolejny krok stając przy Mistrzu Balli, ukłonił się i podziękował za dotychczasową pomoc, ten starzec był nieoceniony a dobro przewyższało wszystko co Half do tej pory zaznał. Objął starca w silnym uścisku i obiecał że nie zapomni wszelkich nauk i rad jakimi go obdarzono. Rozejrzał się jeszcze wokół po wszystkich zebranych aby każdemu spojrzeć w oczy., później odwrócił się i wystrzelił do wyjścia co sił. Chciał opuścić wioskę najszybciej jak się da, bo ból mógłby go nakłonić do pozostania... Uruchomił urządzenie jakie dał mu uzdrowiciel Balli, zajęło mu kilka dobrych chwil zanim zrozumiał działanie detektora. Idąc za wyznaczoną drogą pokonywał kolejne kilometry Planety. Teraz pozostanie mu przedrzeć się przez uporczywą Jungle i co sił zmierzać do najbliższego miasta po informacje i punkty zaczepiania. Być może spotka po drodze Vani'ego. Nie był do końca pewny jak ten zareaguje na jego odejście z wioski ale być może będzie równie przychylny jak mieszkańcy i nie zmieni to ich relacji. Najważniejszym było zjednać sobie nowych sprzymierzeńców a wtedy odwieczny wróg zapłaci za to co uczynił tysiąc lat temu...


OCC: jak W poście Smile

______________________



avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Szałas lekarski

on Sob Cze 02, 2018 9:20 pm
Alluni słyszał słowa Vana, to nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Mimo to i mimo szeptów małego tłumku gapiów, nie odwrócił się i nie odpowiedział. Nie zareagował w żaden sposób. Jasnym było jednak dla wszystkich, że wśród wioskowych byli i tacy, którzy w duchu przyznali Alluniemu rację.

Malutki nameczański chłopiec z oczami pełnymi łez słuchał Vana z dużym zaangażowaniem. Wziął na poważnie każde jego słowo, przytaknął, przytulił saiyanina mocno i pozwolił mu odejść.

Bali również nie stał mu więcej na drodze. Van wyszedł za bramę, która została za nim zamknięta. Stanął naprzeciw jungli…

DO: http://dbng.forumpl.net/t1681-gdzies-gleboko-w-srodku-lasu#25675

______________________


Sponsored content

Re: Szałas lekarski

Powrót do góry
Similar topics
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito